Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczona fabryka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Opuszczona fabryka   Czw Paź 18, 2012 9:07 pm

First topic message reminder :

Stara fabryka Forda. Opuszczona laaataaa temu, porozrzucane wszędzie narzędzia, części, pudełka śniadaniowe i butelki świadczą, ze fabryka nie została od tak zamknięta, a raczej opuszczona w pospiechu. Jakby ewakuowana. Zaś po niedokończonych i zardzewiałych już częściach i karoseriach można domniemywać, że miało to miejsce około lat sześćdziesiątych.

---------------------------------------------------

Po podłodze potoczyła się jakaś sprężyna, pod butami zazgrzytały opiłki metalu i kamienie. Na goły beton upadł papieros, który po chwili został przydeptany eleganckim, skórzanym butem. Zgrzytnął zamek broni i buty powędrowały dalej.
Jackie w miarę regularnie odwiedzał starą fabrykę samochodów. Było tu pusto, cicho, panowała przyjemna jego zdaniem atmosfera, w powietrzu czuć było śmierć. Do tego budynek był masowo oblegany przez szczury i inne gryzonie, które stanowiły doskonałe cele do treningów.
Mężczyzna od dawna nie miał żadnego zlecenia, więc sam musiał zadbać o formę. Strzelanie w bloku raczej nie wchodziło w grę, Jackie był chamski i miał gdzieś prawo, ale nie był głupi. Od lat się ukrywał i utrzymywał miejsce swojego pobytu w tajemnicy. W końcu potomkowie członków mafii, którą całą wyrżnął w pień wciąż żyli i prawdopodobnie szukali na nim zemsty za utratę ojców. Do tego był płatnym zabójcą, nie mógł się obnosić z bronią jak gimbusiarnia z fajkami i piwem.
Mimo, iż jego celami były tylko szczury, Jackie zachowywał się jak rasowy żołnierz. Stąpał delikatnie, wręcz bezszelestnie, broń miał nieustanie wycelowaną przed siebie. Wszystkie jego zmysły pracowały pełną parą, wychwytują najmniejsze szmery czy ruchy, a tam, skąd dobiegły, od razu patrzyła lufa karabinu. Smok plujący ognistymi kulami.
Szrrr.... Bang!
Pierwszy szczur został rozerwany na kawałki pojedynczym celnym strzałem.
Pisk, pisk... Bang!
Kolejny.
Głowa smoka wyłoniła się zza maski starego pickupa na taśmie produkcyjnej, a zaraz za nią wyłonił się Jackie. Skradał się tak, zapuszczając coraz dalej wgłąb fabryki i rozrywając na strzępy coraz to kolejne gryzonie, ani razu nie pudłując.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Summer



Liczba postów : 103
Data dołączenia : 11/09/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sro Sie 06, 2014 5:06 pm

Zauważyła zmianę w zachowaniu mężczyzny, najwyraźniej nie podobało mu się to co 'osiągnął' dzięki rozmowie z Summer. Kobiety nie dziwiło to zbytnio, wiedziała bardzo dobrze że ma niewiele do zaoferowania jako jeden z wielu agentów bez dostępu do większości informacji SHIELD. Musiał to wyczytać sam, między wierszami tego co mu powiedziała o sobie, sama się przecież nie zdradziła.

Nie podobało jej się to jak na nią spojrzał. Zdecydowanie był to wzrok drapieżnika, w połączeniu z kłami i wychodzącymi na twarz żyłami nie pozostawiały wątpliwości kogo obrał za cel. Poza tym, to nie tak że w całej wielkiej opuszczonej fabryce znajdował się ktoś jeszcze. Może tylko szczury, ale to nie na nie patrzył właśnie wampir.

- Ooooo nie... - warknęła, dobywając jak najszybciej uprzednio schowanej beretty. Złośliwość rzeczy martwych, że akurat pasek od kabury musiał stawiać opór i minęło trochę więcej czasu niż brązowowłosa by sobie życzyła nim nareszcie wymierzyła przed siebie, w to, co dla niej było wampirem. Złośliwość losu, że akurat w takim momencie trzęsły jej się dłonie, nim nie zacisnęła ich mocno i pewnie na broni. Odepchnęła się lekko, z pewną gracją od motocykla na którym siedziała i stanęła na równe nogi, czujna niczym dziki kot. Mikael był tutaj poważnym zagrożeniem, ona mogła jedynie próbować dorównać mu determinacją i zmylić go, że sama również stanowi większe niebezpieczeństwo dla niego niż mu się wydaje. Może i chciał ją tylko nastraszyć, ale nie wolała ryzykować. Jeden krok w jej stronę i strzeli, pociągnie za spust który już w tej chwili muskała opuszką palca. Czas na przyjęcie wyciągniętej ręki i zaufania Summer minął, ponieważ żadne informacje nie były cenniejsze niż życie.

[oboje z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Wrz 04, 2014 4:20 pm

Toxin pełzł po ścianie, z której tynk zdążył odpaść już bardzo dawno temu. Mimo iż poruszał się niemal bezszelestnie i tak każdy kolejny krok, każde stąpnięcie odbijało się miarowym echem od ścian przepastnej, opuszczonej sali produkcyjnej. Zakurzone i przerdzewiałe maszyny sprawiały, że pomieszczenie to przypominało mauzoleum - stary i przerażający grobowiec. Pojedyncze strugi światła wpadające przez otwory okienne dodawały niewiele otuchy. Jedynym co pozostało po szybach był szklany był na betonowej wylewce. Patrick zeskoczył wreszcie z muru lądując na ziemi, a jego kostium przypominający ten, który nosił Spider - Man zaczął się zmieniać. Zafalował delikatnie, jego kolory się zmieniły podobnie jak kształt. Zaledwie w parę chwil przeistoczył się w długi do kostek, brązowy płaszcz, narzucony na flanelową koszulę. Całości dopełniały znoszone jeansy i para czarnych półbutów. Były oficer policji westchnął ciężko przeczesując palcami włosy, a następnie zaczął przechadzać się po zapomnianej fabryce.
Kolejne śledztwo zostało zakończone. Zadanie to zdecydowanie nie wyczerpywało możliwości Mulligana. Ot kolejna żona, która dzięki niemu dowiedziała się, że jej mąż nie jest zbyt wierny. Nie był dumny z tego, że osobiście musiał przekazać jej te nowiny. Tak naprawdę chciał zwlekać z tym jak najdłużej i chyba tylko to sprowadziło go do tego dziwnego, ponurego miejsca - grał na czas, zwlekał.
- Nie pytaj. Dobrze wiesz, że zrobiliśmy to co było konieczne, to za co nam zapłacono. - rzucił obojętnym tonem do swojego symbiontycznego odzienia.
- Ale nie znaczy to, że musi nam się to podobać. Robimy się zbyt miękcy. - westchnął opierając się plecami o dziwny, zdezelowany podajnik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thaddeus Ross



Liczba postów : 155
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Wrz 05, 2014 4:08 pm

Jeszcze jedną ważną sprawą tego dnia, na ,,Things to do list'' Rossa było spotkanie z Patrickiem Mulliganem. Po spotkaniu z Dakenem był nieco zawiedziony, młody mutant idealnie pasował do grupy, którą chciał stworzyć Thaddeus. I miał powód by przyłączyć się do Thunderbolta. W końcu, kto może lepiej wiedzieć gdzie w danym momencie znajduje się Logan niż generał Ross właśnie?
Niestety, Akihirze brakowało cierpliwości i determinacji do osiągnięcia celu. Stracił władzę nad swoimi nerwami i nie potrafił realnie ocenić sytuacji. To Thad trzymał wszystkie odpowiedzi i nie można było wymagać by ich udzielił bezinteresownie. Niestety, tak ten świat działa - coś za coś.
Gdy generał wysiadł z czarnego SUV-a marki Cadillac, zastanawiał się jak potoczy się rozmowa z gliniarzem. Czy zachowania Mulligana będą się różnić od tych Akihiry.
Thunderbolt miał Patricka i jego symbiota na celowniku od dłuższego czasu. Najmłodszy i jak się wydawało najpotężniejszy potomek Venoma i Carnage-a trafił do gliny z krwi i kości. I nie przejawiał jakichkolwiek przejawów bezmyślnej agresji jaką wykazywali jego przodkowie.
A co do samego Patricka. Głowa rodziny, niespełniony glina i dobry mężczyzna. A teraz host potężnego kosmity, którego trzymał w ryzach. Czego Thaddeus mógł więcej chcieć, Mulligan był idealnym kandydatem na członka Thunderboltów.
Teraz, jedynce co pozostało to z kandydata zamienić go na członka.
Z taką myślą, Ross wkroczył na teren opuszczonej fabryki. Wszechobecny kurz i rdza, pokrywające stare maszyny, tworzyły mroczny klimat w połączeniu ze światłem księżyca, który przebijał się przez wybite okna.
I na środku hallu stał cel poszukiwań Thunderbolta. Generał stanął w miescu i skrzyżował ramiona na piersi. Wybrał akurat takie miejsce, gdzie księżyć oświetlał jedynie wojskowe buty i spodnie bojówki. Cała reszta, póki co była skryta w ciemnościach.
Ross wszedł do pomieszczenia, akurat w momencie kiedy Patrick prowadził monolog. A może dialog ze swoim symbiotem? Tego stary generał nie potrafił stwierdzić, jednak jego słowa potwierdzały to co już wiedział o gliniarzu. Podkreślały jego poczucie obowiązku i sprawiedliwości.
Ross uśmiechnął się pod nosem, zadowolony że dobrze trafił.
- Tak to już bywa ze służbą, która nie spełnia oczekiwań. - odpowiedział Thaddeus, chociaż pytanie nie było skierowane do niego. - Ciągłe robienie błahostek, kiedy sam czujesz że stać Cię na coś więcej. - dodał. O tak, generał wiedział o czym mówił Mulligan. W końcu jakoś się musiał dochrapać stopnia generała. A droga nie była prosta. Miejscami nudna, pasująca do opisu, który zaprezentował Patrick.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Wrz 06, 2014 12:18 pm

Mulligan drgnął lekko w chwili, w której nieopodal niego zatrzymała się tajemnicza postać. Cień i ciemność były jej sprzymierzeńcem. Nieoczekiwany gość najwyraźniej nie chciał zdradzać swojej tożsamości jednak co do jednego Patrick nie miał wątpliwości - miał do czynienia z jakimś ważniakiem. Jego towarzysz też to wyczuwał. Nie było mowy o pomyłce. Nie chodziło tylko o postawę... Miał w sobie coś... Znajomego. Jego głos charakteryzowała ta pewność i stanowczość charakterystyczna dla oficerów no i ten zapach. Symbiont nie mógł się mylić. O ile ludzkie, słabe zmysły byłego gliny mogły go zwodzić, o tyle jego kosmicznego kompana niełatwo było zwieść i oszukać.
- Rządowy? - rzucił krótko detektyw zaplatając ręce na piersi. Wbił wzrok w ciemność zupełnie tak, jakby chciał ją przebić, spenetrować.
- Nie spodziewałem się, że praktykujecie takie metody. Nie przywykłem do bycia śledzonym. Jak to mówią "nosił wilk razy kilka", czy jakoś tak? - zagadnął niby od niechcenia, jednak jego głos zdradzał pewne zaciekawienie. Faktycznie nurtowało go czego od niego chciała "góra". Nie był głupi. Nie liczył na to, że jego sekret uda się utrzymywać w nieskończoność. Bardziej jednak zastanawiały go konsekwencje ujawnienia tej tajemnicy. Kombinezon poruszył się niespokojnie, drgnął lekko dając upust swoim obawom.
- Ciiii... - mruknął uspokajająco Patrick tak, jakby mówił do małego dziecka.
- Zobaczmy czego od nas chcą. Bo przecież nie wpadaliście z kurtuazyjną wizytą zaprosić mnie na herbatę i ciasteczka prawda? - rzucił znacząco zawieszając głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thaddeus Ross



Liczba postów : 155
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Wrz 06, 2014 5:35 pm

Thad uśmiechnął się pod nosem słysząc pytanie.
- Zależy czy oficjalnie czy nieoficjalnie. - odpowiedział generał. Widać było po jego rozmówcy, że usilnie próbuje przebić barierę ciemności, która oplatała tors i twarz wojskowego. Szczerze powiedziawszy, to Thunderbolt nie wiedział czy ten symbiot może widzieć w ciemności. A nawet gdyby potrafił dojrzeć twarz Rossa, to prawdopodobnie nic by to nie dało. Nie był celebrytą ani osobą rozpoznawalną dla kogoś spoza kręgów militarnych.
- Nie byłeś śledzony. - odparł Ross wychwytując nutkę zaciekawienia w głosie Patricka. Trudno mu się dziwić.
- Prędzej... monitorowany. - powiedział po krótkiej chwili.
- Patrcik Mulligan, były oficer NYPD. Ojciec i mąż. Odszedł ze służby i założył biuro detektywistyczne. - rozpoczął swój monolog generał, wciąż nie ruszając się nawet o krok z przyjętej postawy.
- Host najmłodszego symbiota. - dodał po krótkiej pauzie. Chciał narazie wybadać sytuację, zobaczyć jak gliniarz zareaguje na wiadomość, że Toxin nie jest jego sekretem.
Thaddeus w pewnym momencie sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął stamtąd cygaro i zapalniczkę. Płomień, na chwilę oświetlił skórzaną kurtkę i białą podkoszulkę, kiedy Ross podpalał tytoń. Twarz jednak pozostała nieodkryta, dzięki czapce z daszkiem. Po tym Thaddeus schował jedną dłoń do kieszeni i przyglądał się Mulliganowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Wrz 06, 2014 6:00 pm

Patrick przysłuchiwał się słowom stojącego przed nim człowieka z nieskrywanym już zainteresowaniem. Jego postawa nadal pozostawała swobodna, pozornie obojętna choć faktem było, że wcale nie był pewny jak potoczy się ta rozmowa i jaki ma być jej finał. Co prawa on sam niewiele wiedział o "tajnych służbach", jednak był skłonny przypuszczać, że może to prowadzić do czegoś, co wcale nie spodoba się ani jemu, ani jego kosmicznemu kompanowi.
Gdy wojskowy skończył mówić Mulligan pokiwał twierdząco głową.
- Bardzo dobrze. - przyznał z uznaniem.
- Choć śledzenie czy monitorowanie... Wszystko sprowadza się do jednego - inwigilacji. Nazewnictwo nie ma tutaj znaczenia. - podsumował lekko wzruszając ramionami.
- Widzę, że praca domowa została odrobiona. Nie powinno mnie to dziwić, ale jednak dziwi zwłaszcza, że zarówno ja, jak i mój młody przyjaciel staraliśmy się by nasza tajemnica nie wyszła na jaw. - wyznał detektyw z rezygnacją w głosie.
- Zgaduję, że zakończy się to czymś w rodzaju "pójdzie pan z nami"? - uniósł lekko brew wyjmując z kieszeni płaszcza wykałaczkę, którą następnie zaczął grążyć między zębami.
- Naprawdę nie szukam kłopotów. Nie chcę by to skończyło się jakąś przepychanką, jednak jeśli ktokolwiek zagrozi mojemu towarzyszowi stawimy opór. Jesteśmy, że tak powiem... Złączenia i próba rozdzielania nas byłaby wyjątkowo niekorzystna. Uprzedzając ewentualne pytania. Nie grożę, nie straszę... Po prostu rozważam możliwe scenariusze. - zamyślił się skrobiąc palcem wskazującym po brwi.
- No tak... Jak już ustaliliśmy moja tożsamość nie jest dla nikogo tajemnicą, jednak ja sam nie złapałem imienia... - znacząco zawiesił głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thaddeus Ross



Liczba postów : 155
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Wto Wrz 09, 2014 4:32 pm

Póki co, rozmowa zmierzała w obiecującym dla Rossa kierunku. Mulligan nie przejawiał jakichkolwiek oznak zdenerwowania lub agresji co dowodziło, że panował nad symbiotem w 100% jak i nad swoimi nerwami. Jak na żołnierza przystało. Mówiło to też jasno, że Patrick był pewny siebie i swoich możliwości dlatego też się nie bał. W końcu, dlaczego host najpotężniejszego symbiota na świecie miałby się obawiać jakiegoś mężczyzny?
Ross skrzywił się słysząc słowa policjanta, czego on sam prawdopodobnie nie mógł dojrzeć.
- Inwigilacja to taki brzydkie słowo. - powiedział z flegmą w głosie generał, jakby chciał wypluć swoje słowa.
- My tylko... Obserwowaliśmy. W końcu nie grzebaliśmy Ci w szufladach. - skłamał Thaddeus. Grzebali.
Nie mogli niczego zostawiać przypadkowi. W końcu taka była praca komórki Rossa, na którą ciągle nie wymyślił nazwy. Obserwowali potencjalne zagrożenia i w razie czego reagowali. A z obserwacji przeprowadzonych na Toxinie i jego hoście wynikało, że był bardzo obiecującym materiałem na rekruta do grupy szybkiego reagowania.
- Taka praca. - odpowiedział Thudnerbolt ze wzruszeniem ramion. Kiedyś gardził cwaniaczkami z wywiadu, którzy pozbierali masę brudów i szastali nimi prezentując swoją przewagę nad przeciwnikiem. Ale to było kiedyś. Teraz, kiedy sam był w ich położeniu, odczuwał lekką satysfakcję z bycia posiadaczem wiedzy, która miała pozostać tajemnicą. Cudzą tajemnicą.
Wzmiankę o frazesie "pójdzie pan z nami", Ross skwitował cichym wypuszczeniem powietrza przez nos. Rozbawił go delikatny sceptycyzm w wypowiedzi Mulligana. Wyglądało na to, że generał może go polubić.
Ale cóż, wyglądało na to, że nadszedł czas by zaznaczyć swoją pozycję. Tak, może i było to małostkowe, ale tylko dla kogoś niezaznajomionego z zasadami jakie panują w armii. Dowódca musiał udowadniać swoje przywództwo. W przeciwnym wypadku, szeregi się łamały.
- Nie przejmuj się. - uspokoił Patricka - I tak nie jesteś w pozycji by nam grozić. - powiedział i zamilkł na chwilę, by dać jego słowom wdrążyć się w pamięć eks-gliny.
- Jestem generał Thaddeus Ross. Niektórzy nazywają mnie Thunderbolt. - powiedział generał po dłuższej chwili milczenia, wychodząc z cienia.
- Nie przyszedłem tutaj by Cię zabierać gdzieś wbrew Twojej woli Patrick. Wbrew Twojej i Twojego symbiota. - spojrzał na niego z iskrą w oku.
- Wiem, że nie czujesz się spełniony w tym co robisz. Wiem, że stać Cię na więcej ale nie wiesz co dokładnie zrobić. A ja przyszedłem z propozycją, która pozwoli Ci stać się tą osobą, którą od dawna chcesz się stać. Człowiekiem, który robi coś ważnego i służy swojej ojczyźnie. Mężczyzną, który będzie się spełniał i wykorzystywał swoje umiejętności do wyższych celów. - zakończył patetyczną gadkę i zrobił efektowną pauzę.
- Zainteresowany? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Wrz 11, 2014 11:10 am

- Generał? - Patrick wyciągnął wykałaczkę spomiędzy zębów przyglądając się jej końcówce. Jego brwi lekko uniosły się ku górze co mogło wyrażać w równej mierze sceptycyzm jak i zaskoczenie. W jego postawie nie zmieniło się absolutnie nic. Nie był typem człowieka, który zwykł panikować czy też może raczej otwarcie zdradzać swoje zaniepokojenie. Tak naprawdę był niespokojny i to cholernie. Kiedy wojsko zaczynało interesować się jednostkami jego pokroju niemal zawsze kończyło się to w sposób niezbyt przyjemny dla zainteresowanego. Od dawna przypuszczał, że rząd dopuszcza się przeróżnych praktyk związanych z nadludźmi i ich umiejętnościami. Nie znał szczegółów ani nawet konkretnych przypadków, jednak sprawy tajemniczo zamykane, umarzane lub przejmowane przez federalnych pozwoliły mu połączyć pewne fakty i dojść do daleko idących wniosków.
- No, no... Nie spodziewałem się, że przyślą po mnie taką znamienitą osobistość? Nie było już nikogo starszego szarżą? Młodzi pewnie siedzą w koszarach wyciskając pompki albo czyszcząc wychodzi szczoteczkami do zębów..? - zagadnął starając się po raz kolejny rozluźnić atmosferę w charakterystyczny dla niego sposób. Co prawda niektórym osobom mógł on się wydać irytujący, ale... Cóż poradzić? Taki charakter.
- Więc nie owijając w bawełnę... - zasugerował wreszcie Mulligan opierając się ramieniem o pokrytą białym pyłem ścianę.
- Przychodzicie do mnie z konkretną sprawą. Zarówno moja poprzednia profesja jak i obecna nauczył mnie by szybko przechodzić do konkretów. To pozwala zaoszczędzić masę czasu. Skoro do tej pory nie zostałem stąd wywleczony w jakimś szklany, niezniszczalnym sarkofagu lub zakuty z adamantową obrożę i kajdany mogę z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że chcę wysłuchać tej oferty. Jeśli zostanie przedstawiona rzeczowo. - był glina pokręcił lekko głową i wzruszył ramionami z pozorną obojętnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thaddeus Ross



Liczba postów : 155
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Wrz 12, 2014 3:46 pm

Generał w milczeniu obserwował Mulligana. Słowa Rossa najwyraźniej spływały po nim jak po kaczce, nie zareagował w żaden sposób na słowa generała, które sygnalizowały jego środki. Wyraz twarzy non-stop był zblazowany, jakby nudziła go ta rozmowa.
Cóż, generał nie przyszedł tutaj bo z Patricka porządny gość i w sumie fajnie by było mieć go obok siebie na misjach. Zadaniem Thaddeusa było werbowanie potężnych nadludzi z motywami, które wykluczałyby zdradę komórki. I to dlatego Thunderbolt wciąż rozmawiał z eks-gliną.
Ross skrzyżował przedramiona na piersi. Wyglądało na to, że jego rozmówca nie słyszał o generale. Mógł co prawda kojarzyć go z wywiadu ale wyglądało na to, że ta audycja go ominęła.
Stereotypowy komentarz Mulligana na temat wojska, Ross skwitował milczeniem. Nie widział w tym nic śmiesznego, ale też nie obrażał się. W sumie, słowa Patricka nie były wcale tak dalekie od prawdy.
Wyglądało na to, że Mulligan nie lubi zbędnego gadania więc generał kiwnął tylko głową i przeszedł do konkretów.
- Jestem dowódcą tajnej jednostki ds. nadludzi. Naszym zadaniem jest monitorowanie potencjalnych zagrożeń i w razie czego - eliminowaniu ich. Jestem tutaj by zaproponować Ci służbę w mojej jednostce w charakterze personelu grupy uderzeniowej. - wypluł z siebie urzędniczy bełkot, którego wykuł się na pamięć, po czym spojrzał na Mulligana.
- Czyli innymi słowy, jeżeli jakiś zły koleś zacznie rozrabiać to wysyłamy do niego Ciebie i resztę zespołu by spuścić mu lanie. - przełożył poprzednią wersję na ludzką.
- Jest to dobra okazja dla Ciebie i symbiota by rozwinąć swoje możliwości i zutylizować mordercze instykty Twojego drugiego pasażera. Nie istniejemy na papierze, ale pensja powinna Cię zadowolić. - dodał generał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Wrz 13, 2014 12:35 pm

Mulligan uniósł rew jeszcze wyżej choć zdawało się to być niemal niemożliwe. Słowa generała najwyraźniej zaintrygowały go bardziej niż mógł przypuszczać. Nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. Pierwszy raz od bardzo dawna nie wiedział co powiedzieć i jak się zachować. Co więcej... Musiał dogłębnie rozważyć propozycję wojskowego. Nie była to oferta, nad którą przechodzi się do porządku dziennego, którą przyjmuje się lub odrzuca bez uprzedniej, dokładnej analizy. Symbiont poruszył się niespokojnie skutkiem czego ubranie byłego policjanta zafalowało jakby żyło własnym życiem i tak też było w rzeczywistości.
- Ciiii mały... Cicho... - mruknął uspokajająco Patrick.
- Nikt nas do niczego nie zmusza. Możemy być spokojni jak sądzę... - tutaj baczniej przyjrzał się swojemu rozmówcy. Wszystko wskazywało na to, że faktycznie nikt nie miał zamiaru mu grozić, zastraszać go ani szantażować. Co by się stało gdyby odmówił? Czy rządowy odwróciłby się na pięcie i odszedł? Był skłonny w to wierzyć.
- Wchodzę. - nieoczekiwanie detektyw rzucił tylko jedno, jedyne słowo. Następnie milczał przez dłuższą chwilę dając generałowi czas na reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thaddeus Ross



Liczba postów : 155
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pon Wrz 22, 2014 6:22 pm

Mulligan w swoich przemyśleniach nie było do końca w błędzie. Podejrzenia gliny, jakoby mieliby go spakować w metalową puszkę w razie jego dezaprobaty na zaprezentowany projekt były niesłuszne.
Zadaniem Rossa było monitorowanie potencjalnych zagrożeń. Patrick nie mylił się, że Toxin jest takowym zagrożeniem, w dodatku znajdował się w czołówce listy. Oddział wywiadowczy, który zbierał informacje o konkretnym celu w ,,terenie" nie znalazł jakichkolwiek dowodów na to, że nowy symbiot posiada równie mordercze instynkty jak Carnage czy Venom. Ale nie oznaczało to, że ich nie ma.
Co za tym idzie, nie spakowaliby go w adamantowe pudło i wysłali do Guantanamo dla superzłoczyńców. Może i instynkt starego wygi - Rossa mówił mu wyraźnie, że z tymi kosmitami nie ma się co cackać i od razu likwidować, tak w tym przypadku nie miał pewności, czy zaufać swoim przeczuciom. Głównie dlatego, że Patrick był dobrym facetem, przypominał Thaddeusowi innych dobrych facetów, którzy razem z nim służyli. I zginęli bo ktoś wydał niewłaściwy rozkaz, bo ktoś miał błędne podejrzenia. Zbyt często tym ktosiem był właśnie Ross.
A z informacji, które znajdowały się w bazie danych wynikało, że symbioty nie wybierają sobie hosta na podstawie kryterium ,,kto najbliżej". Do tej pory byli to ludzie zgorzkniali, którzy chcieli robić przeróżne okropieństwa ale nie mieli do tego możliwości. I wtedy na scenę wkraczały symbioty właśnie, które owe możliwości zapewniały i ostatecznie popychały delikwenta na mroczną ścieżkę.
Tym czasem Toxin wybrał sobie byłego glinę, który należał do grupy nieskorumpowanych policjantów, których można było policzyć na palcach jednej ręki. Nie był od niczego uzależniony, miał i kochał swoją żonę i dzieci z wzajemnością. Coś było na rzeczy.
Dlatego Ross postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Gdzie może najwygodniej monitorować Mulligana i Toxina, jeżeli nie stojąc obok niego? Mając na niego oko 24/7 mógł w najlepszy sposób, na własne oczy przekonać się o faktycznej naturze symbiota. A jeżeli miałoby się okazać, że ta spokojna otoczka jest jedynie iluzją, to sam mógł zareagować szybciej niż jakakolwiek inna grupa uderzeniowa.
Ale by to się miało udać, musiał zachować przy sobie swój najważniejszy atut. Ten czerwony. Jeżeli Mulligan będzie go postrzegał tylko jako podstarzałego żołnierzyka, nie będzie go traktował jako zagrożenia, to jest większa szansa że pokaże swoją prawdziwą naturę.
Słowa Thunderbolta najwyraźniej zaskoczyły nie tylko Patricka, ale i jego pasażera. Zaskutkowało to, zniekształceniem się ubrania Mulligana.
Thaddeus zmarszczył tylko brwi. W ułamku sekundy na piersi Mulligana zakwitły 4 czerwone kropki celowników laserowych. Najwyraźniej snajperzy, którzy ubezpieczali generała, a dokładniej jego przykrywkę starego dziadka, mieli słabsze nerwy.
Ross uniósł otwartą dłoń, w geście ,,spocznij". Laserowe kropki zniknęły po chwili. Jeżeli Thad chciał zatrzymać przy orderach swoją najważniejszą kartę, to musiał zachować pozory roli, którą grał. A przyjście na spotkanie z jednym z największych zagrożeń na ziemi bez wsparcia było conajmniej podejrzane.
- Tak, możecie być spokojni. - odparł generał, gdy ostatnia kropka zniknęła. Wyglądało na to, że Toxin tylko wyraził swoje zaniepokojenie a Patrick na nim zapanował. Jednak Ross wciąż nie przestawał być czujny.
Na słowa Mulligana, zareagował jedynie skinięciem głowy. Nie był zaskoczony decyzją gliniarza. Generał dawał mu wszystkiego czego potrzebował - cel w życiu, gwarancję bezpiecznego życia jego rodzinie i drogę utylizacji potrzeb symbiota. I będzie dostawał za to pensję. Patrick byłby głupcem gdyby odmówił, chociaż Ross spodziewał się że Mulligan będzie musiał się przespać z tą decyzją.
- Przejdźmy w takim razie do następnej kwestii. - powiedział Ross ruszając i dając znak głową Mulliganowi by ruszył za nim.
- Muszę wiedzieć więcej na temat Twojego symbiota. - powiedział generał po krótkiej chwili milczenia.
- Bo choć wstyd to przyznać, wiem niewiele. Przede wszystkim, powiedz mi - dlaczego wybrał Ciebie na hosta? Nie jest to normalne dla nich by nie wybierać seryjny morderców albo psycholi. - jeżeli mieli pracować w zespole, Ross musiał wiedzieć więcej. No i to też było swojego rodzaju testem. Czy Patrick się otworzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pon Paź 06, 2014 5:21 pm

Patrick uniósł lekko brew, a i kącik jego ust lekko powędrował w górę w chwili, w której na jego klatce piersiowej zalśniły jaskrawoczerwone punkciki, które bez najmniejszych trudności rozpoznał jako markery laserowych celowników. Na twarzy byłego gliny zagościł lekki, kpiący uśmiech. Po chwili podrapał się po niedogolonym poliku i chrząknął lekko.
- Sami swoi... - rzucił z przekąsem wcale nie zwracając uwagi na reakcję wojskowego. Przez te kilka minut zdążył się przekonać, że człowiek ten zdecydowanie nie podziela jego specyficznego bądź co bądź poczucia humoru. Nie przeszkadzało to Mulliganowi. Prawdą było, że w przeszłości musiał współpracować z ludźmi równie zabawnymi jak wieko trumny, a do tego niestety najczęściej nie mieli oni również kręgosłupa moralnego. O ile pierwszą z wad detektyw mógł zaakceptować, o tyle druga napawała go autentyczny obrzydzeniem.
- Więc może zacznijmy od początku. - zaproponował nie przestając przeżuwać wykałaczki. W tym momencie jego odzienie poruszyło się znowu, jednak tym razem w sposób zdecydowanie bardziej usystematyzowany czy też może raczej właściwsze byłoby stwierdzenie "kontrolowany". Znoszony płaszcz, koszulę i parę wytartych jeansów zastąpił strój przypominający nieco ten, w którym zwykł paradować Spider - Man choć (Jak twierdził sam Patrick) jego własny był o wiele bardziej stylowy i... Żywy.
- Założenie, że mój przyjaciel wybrał mnie nie jest do końca trafne. - zaczął po chwili Mulligan lekko poruszając głową na boki tak, jakby się przeciągał i faktycznie właśnie to robił.
- Toxin został mi zaimplementowany, podrzucony przez swojego przodka. - zaczął tłumaczyć zaplatając ręce na piersi.
- Nie było to celowe działanie. Powiedzmy, że Carnage działał w sposób... Bardziej chaotyczny niż zazwyczaj... To był amok. Tylko przypadek sprawił, że to właśnie ja stałem się jego nosicielem. To mógł być ktokolwiek inny. Chyba nie wyszło najgorzej. - dodał wzruszając z obojętnością ramionami.
- Jednak... - podjął po krótkiej pauzie.
- On jet inny. To nie moje osobiste założenie, teza którą postawiłem. Czuję to. Jesteśmy złączeni i jego emocje, myśli, stany udzielają mi się. Możemy czytać z siebie jak z otwartej księgi. Jest jak dziecko, czysta karta którą zapisuję. Nie jest skażony. Nie widzę w nim agresji dla samej agresji. Nie ma bezsensownej żądzy mordu. On czuje i rozumie o wiele więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jest przy tym taki... Ludzki. Młody, ale ludzki. - były policjant zawiesił głos uważnie przyglądając się swojemu rozmówcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thaddeus Ross



Liczba postów : 155
Data dołączenia : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Paź 10, 2014 3:40 pm

Generał przysłuchiwał się słowom Mulligana ze spokojem i uwagą. Wszystkie informacje jakie miał od niego uzyskać mogły zaprocentować w przyszłości.
Idąc spokojnie w kierunku wyjścia, podniósł rękę do góry z wyciągniętym palcem wskazującym i zakręcił kółko co w sygnalizacji wojskowej oznaczało ,,zwijamy się, misja zakończona".
Fakt, Mulligan nie posiadał poczucia humoru, które odzwierciedlałoby generała (tak, też je ma) jednak nie mógł mu zarzucić braku kręgosłupa moralnego. Wszystko co robił Ross było dla dobra kraju, nie obchodziło go nic innego. Wiele osób postrzegało go jako złego człowieka ze względu na jego przeszłość z Hulkiem, jednak tylko Ci którym udało się poznać go bliżej wiedzieli jaki jest naprawdę.
Thaddeus zerknął z zainteresowaniem na płaszcz Patricka, który zafalował i zamienił się w jego uniform zapamiętując tą zdolność symbiota.
- Dodaj trochę czerwonego. To nasza barwa. - powiedział tylko po czym kontynuował słuchanie.
Historia opowiedziana przez Mulligana bardzo zainteresowała Thaddeusa. Zazwyczaj symbioty uważnie dobierały swoich hostów, by mogły bez przeszkód zaspokajać swoje potrzeby mordu. A tymczasem symbiot gliny nie dość że trafił do normalnego, porządnego człowieka to jeszcze nie posiadał tych potrzeb.
Oczywiście generał nie wierzył swojemu rozmówcy na słowo. Mógł przecież kłamać by chronić swojego symbiota. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Ross będzie mu się przyglądał w akcji i wtedy będzie mógł stwierdzić czy Toxin faktycznie nie odczuwa potrzeby zabijania.
W to co uwierzył generał a w dodatku bardziej go zainteresowało to ostatnie słowa Mulligana. Thad zerknął tylko na niego i pokiwał lekko głową. To... stwarzało dużo możliwości. Nie dość że będzie mógł mieć symbiota na oku to miał też możliwość by go... cóż, wychować. Bo to że Toxin był czystą kartą nie oznaczało, że tylko Mulligan będzie miał możliwość by ją zapisać.
Ze zmarszczonym czołem, generał wyszedł z fabryki razem z policjantem. Będąc na zewnątrz, eks-glina mógł zobaczyć mężczyzn w czarnych uniformach wychodzących przez okna i inne wejścia a także spuszczających się po linach z dachu. W międzyczasie na opuszczony parking zajechały trzy czarne Hummery do których żołnierze wsiedli i od razu odjechali. Gdy pakowali się do pojazdów, Patrick mógł naliczyć 14 żołnierzy, jednak byli zbyt daleko a pora była zbyt późna by mógł dojrzeć cokolwiek innego.
Gdy w powietrzu zawisło pytanie co z generałem, zza fabryki nagle wyleciał helikopter by po chwili wylądować tuż przed nimi. Maszyna była zadziwiająco cicha, nie trzeba było krzyczeć by usłyszeć się nawzajem normalny ton głosu w zupełności wystarczał.
Ross bez słowa wsiadł do środka i spojrzał wyczekująco na Mulligana.
- Witaj w zespole. - powiedział. - Do bazy! - powiedział do pilota i zerknął jeszcze na Patricka uprzedzając jego pytania.
- Wszystkie Twoje rzeczy są już na miejscu.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin



Liczba postów : 70
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Paź 11, 2014 7:32 pm

Zaczynało robić się coraz ciekawiej. Wszystko wskazywało na to, że ten dzień okaże się zdecydowanie dłuższy niż zakładał Mulligan. Wstając tego ranka były glina nigdy nie pomyślałbym, że skończy w opuszczonej hali fabrycznej w towarzystwie ponurego, dziwnego i niepokojąco oficjalnego wojskowego. Tak naprawdę Patrick wcale nie był przekonany co do prawdziwych intencji Rossa i jego celów. Doskonale zdawał sobie sprawę czym jest dyscyplina jednak nie miał zamiaru pozwolić sobą manipulować. Ani sobą, ani swoim kosmicznym kompanem. Symbiont poruszył się po raz kolejny wyrażając tym samym swoje wątpliwości.
- Wiem, wiem. - zapewnił detektyw ruszając spokojnym krokiem za nowym przełożonym. Musiał dowidzieć się więcej na jego temat. Zawodowa ciekawość kazała mu drążysz, szukać głębiej. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że ten człowiek nie mówi mu wszystkiego. Ba... Tak naprawdę mówił tylko tyle ile potrzebował do zwerbowania Mulligana i nic ponad to. Sprawa ta była nad podziw intrygująca. Na tyle intrygująca, że Patrick był skłonny brnąć w to dalej. A jeśli przy okazji będzie miał sposobność skopać kilka złych tyłków... Tym lepiej. Po opuszczeniu hangaru oczom Toxina ukazali się żołnierze opuszczający swoje pozycje zgodnie z oczekiwaniami zwierzchnika.
- Tak... Sami swoi... - powtórzył z lekko rozbawionym wyrazem twarzy, jednak maska jego kostiumu skutecznie uniemożliwiała komukolwiek z zebranych dostrzeżenie tego.
I co dalej? Mieli zamiar zapakować go do jednego z tych Hummerów i wywieźć do koszar? Nie, nie... Tego raczej się nie spodziewał. Zdawał sobie sprawę ze swojego potencjału. Uwzględniał możliwą konieczność odbycia treningu, jednak w miejscu odpowiedniejszym dla kogoś o jego umiejętnościach. Gdy tylko zaskakująco cichy śmigłowiec wylądował nieopodal Mulligan zaplótł sceptycznie ramiona na piersi. Naprawdę nie był zwolennikiem powietrznego transportu, a przynajmniej takiego, który nie zakładał użycia biologicznej sieci jego symbionta. Teraz było już zbyt późno na protesty. Ciekawiło go też co z tego wszystkiego wyniknie.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Paź 23, 2014 7:06 pm

Głęboka tęsknota za ojczyzną powodowała, że Seith powoli stawał się bardziej... ludzki na tej planecie. A na ten rozwój akcji nie mógł sobie pozwolić wojak, któremu wrzucane były pewne wartości i głęboki patriotyzm do swojego pochodzenia. Seith był czystokrwistym, mrocznym elfem, nie żadną plugawą mieszanka ludzką i elficką. Kazał siebie nazywać „wojakiem” lub właśnie „czystokrwistym”. Nie miał też swojego miejsca na tej planecie, nie czuł się z nią jakoś szczególnie związany. Był to też trening, który Seith ukończył na Svartalfheimie, czyli oddanie tylko swojemu państwu. Powodowało to w nim jeszcze większą wściekłość, którą elf wyładował na starym, drewnianym pudle w którym znajdowała się tylko pustka. Pustka, która tak samo dotyczyła Seitha. Miał już dość siedzenia na tej planecie i bezczynne szukanie artefaktów, które nie udaje się mu już znaleźć od dłuższego czasu. Wyparowały, albo wścibska władza Midgardu już dawno je ukradła i schowała głęboko przed oczami ciekawskich. Seithowi w obecnej sytuacji najlepiej pomagała modlitwa do boga Hashkek, który pomagał tylko tym, którzy swoją czystością krwi nie plugawią dobrego imienia elfów. Uzbrojony wojak uklęknął na obu kolanach i wyciągnął błyszczący nóż wykonany z mosiądzu, który każdy elf traktował jak świętą relikwię. Seith nakreślił nożem płytką kreskę na dłoni, z której po chwili zaczęła kapać ciemnoniebieska krew. Spływała po dłoni pojedynczymi kropelkami i kapała na ziemię. Seith złączył obie dłonie w jedną całość przeplatając palce i odmawiał cicho modlitwę.
- Hashkek, pomóż mi w trudnej chwili. Czekam na twój znak, twój elficki syn, zrodzony z ciemności, opiekowany przez purpurę, pojony krwią. Hashkek, pomóż.
Powrót do góry Go down
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Paź 23, 2014 7:36 pm

Strange przemierzał przestrzenie Nowego Yorku, aby jak najkrótszą drogą dostać się do Baxter Building. Wszak nie o kilometry oczywiście się rozchodziło, lecz trasę międzywymiarowych kanałów, które ciągnęły się przez Midgard niczym wielka kanalizacja miejska. Tak oto, wybierając najlepsze trasy do podróży, na ułamek sekundy znalazł się w przestrzeni opuszczonej fabryki. Zatrzymał się jednak, zamiast dalej przemierzać kosmos. Zaniepokoiły go zakłócenia energetyczne w tej czasoprzestrzeni. To niepokojące napięcie, przeszywające skórę jak prąd... znał je i nie miał na jego temat dobrej opinii.

Ciało zmaterializowało się na wysokości 2,5 metra nad ziemią, zawisając w powietrzu. Chwilę później zostało otoczone kulą z many, zdolną do blokowania ataków fizycznych i energetycznych. Choć Oko Agamota pozostawało zamknięte, wolał zachować czujność.

Kolejne przebłyski intuicji pozwoliły mu namierzyć osobnika, który również znajdował się wewnątrz fabryki. Tak się przypadkiem złożyło, że nawet oboje mieli się w zasięgu wzroku.

- Widzę Cię istoto, której miejsce nie jest tu, gdzie jesteś - poinformował rozbrzmiewającym głosem i choć nie używał podniesionego tonu, sale fabryki wypełniły się rozbrzmiewającym echem - Wydaj mi godny powód, dla którego łamiesz w tej chwili prawa natury, bym nie musiał samowolnie przywracać równowagi w Midgardzie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Paź 23, 2014 7:52 pm

Krew dalej spływała kropelka po kropelce, a sam Seith z uśmiechem na swym licu oddawał się głębokiej modlitwie do swojego bożka. Elf nie musiał czekać długo na interwencję od strony Hashkek, który raczył spełnić życzenie swojego wiernego sługi. Przed jego oczami pojawiła się istota ludzka, która nie raczyła witać się jak reszta osobników z tego gatunku. Seith lubił tego rodzaju rozmowy. Były konkretne i bez żadnego owijania w zbędne gierki. Czysty, swojski sposób wymowy.
- Dziękuję ci Hashkek za wysłuchanie moich modłów. Niech ciemność tuli cię do twojego snu.
Seith wykonał za pomocą krwi znak na swojej ręce i przyłożył ją do podłoża. Po zakończeniu tego krótkiego rytuału, elf powstał z posadzki i lekko ukłonił się przed istotą.
- Mógłbym zapytać o to samo, aczkolwiek jako gość w waszym wymiarze jestem upoważniony do przedstawienia się. Jestem Seith, jeden z żołnierzy Svartalfheimu, bogami moimi są Hindu i Hashkek, bracia krwi i kości.
Seith wytarł ze swoich dłoni krew wyplutą z ust śliną i założył ponownie rękawice. Osobnik ten władał także językiem krain, który Seith znał doskonale. Svartalfheim był krainą między Midgardem a Niffleheimem, zatem elf mógł dużo słyszeć historii o istotach z doskonałymi umiejętnościami. Teraz przed sobą widział jedną z tych istot.
- Celem mojej wizyty w waszym wymiarze jest misja powierzona przez władze wyższe Svartalfheimu. Nie chcę czynić krzywd istotom tego świata. Zależy mi tylko na misji, która nie została dokładnie wykonana. Trapi me ciało zdenerwowanie, które spowodowało niemożliwość powrotu do swej ojczyzny. Chciałbym usłyszeć z twych ust przyjęcie moich przeprosin, nieznajomy.
Elf zachował przy tym należyty szacunek i nie chciał sprawiać istocie problemów. Była ona w jego oczach silna i godna rozmowy.
Powrót do góry Go down
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Paź 23, 2014 8:34 pm

- Przed tobą stoi... - właściwie lata, ale nie czepiajmy się szczegółów ludzkiej mowy - ...Arcymag Midgardu, Stephen Vincent Strange. Mistrz Magii z Twego Wymiaru winien poinformować Cię , iż twa ingerencja w tą czasoprzestrzeń nie może być uznana za legalną.

Zniżył ciało do poziomu rozmówcy. Wszak za szacunek należało odwdzięczyć się szacunkiem, zaś ta istota wydawała się honorowa. Należało również staranie wyważyć słowa, aby nie wypowiedzieć przypadkiem deklaracji wojny.

- Skoro twa misja już poniosła porażkę, nie jestem zobowiązany do uniemożliwienia Ci sprawnego działania w tej czasoprzestrzeni. Co więcej, jako pośrednik, podległy pewnym wyższym instancjom, nie mam powodów by nienawidzić cię osobiście, gdyż tak jak ja, wykonujesz jedynie zlecenia swych panów. Oddanie twe jest godne uhonorowania, choć wedle kultury tej galaktyki, nie jesteśmy zadowoleni z metod, w jakich się lubujecie.

Przeszył wojownika wzrokiem. Wyłączenie tarczy nie byłoby dobrym posunięciem, kiedy ma się przed sobą wojownika walczącego wręcz. Krzepnąca krew nie była zwiastunem "pokojowej misji" cudzoziemca, ani obyczajów które sprzymierzyłyby mu tutaj przyjaciół.

- Jestem w stanie odesłać Cię tam, skąd przybyłeś - założył wstępnie Doctor, bowiem zazwyczaj był w stanie wywiązać się z takiej obietnicy - Jednakże gdy już znajdziesz się tam, gdzie powinieneś, wrota Midgardu zostaną dla was zamknięte. Jeśli ktokolwiek pragnie tu zjawić się z wizytą, niechaj nie będzie to nielegalny imigrant, szpieg czy złodziej, lecz adekwatny dyplomata, który nawiąże potajemny kontakt z właściwą osobą. - właściwie nie miał pojęcia, czy rozmawia z kimś na tyle ustawionym w hierarchii, aby zrozumiał o czym mowa, a tym bardziej by był w stanie przekazać te informacje komuś wpływowemu, no ale cóż. Kontekst rozmowy sprawił, że pytanie o miejsce w szeregu zostało pominięte.

- Bogowie mroku obdarzyli cię potężnym wsparciem, skoro do tej pory nie spotkała Cię tu poważna przykrość. Podziękuj im i przekaż mą wiadomość. Jesteśmy otwarci na wizyty, jednak takie, których jesteśmy świadomi i na które mamy wpływ.

Uniósł dłoń otaczając Efa magią i rozpoczął standardową procedurę stabilizacji portalu. Wystarczyło jedynie, by osobnik podporządkował się woli Doktora i mógł zostać odesłany do siebie, jeśli graniczący wymiar był w jakikolwiek sposób połączony z "rurociągiem", który wykorzystywał Strange.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Paź 23, 2014 8:52 pm

Teraz emocje związane z powrotem do domu wydawały się jasne. Znalazł w końcu w tym świecie istotę kompetentną, która potrafiła zdziałać coś więcej niż zwykłe słowa powodzenia w swojej misji, a nawet działaniach. Ta istota traktowała go z wielkim szacunkiem, czym tak samo Seith chciał się odwdzięczyć.
- Raczę Ci dziękować w imieniu swoich bóstw jak i w swoim własnym. Twoje czyny są szlachetne, godne podziwu. Wasza rasa jest... nie wiem jak ją opisać. Powiedzieć mogę jedynie tyle, że zasługujecie na miano istot, które są godne chronienia przed złem. Jestem jednak wojakiem i wszystkie polecenia władz wyższych muszę wykonywać. Nie chciałbym jednak w dalekiej przyszłości pozbawiać cię życia w ramach rozkazu. Przebacz mi za te słowa, nieznajomy.
Elf postukał dłonią w swoją klatkę piersiową na znak tymczasowego pokoju z osobą maga. Mag był bardzo szlachetną istotą, godną naśladownictwa. Za sprawą magii Seith wyczuwał mrowienie w swoim ciele, które dodawało bardziej ciepła aniżeli zimna. Powoli krew zaczynała mocniej buzować, elf zmrużył oczy i czekał na powrót do domu. Na możliwość spotkania się ze swoim ludem. Następnie otworzył swoje oczy i... wciąż widział szlachetnego maga. Wywołało to w Seithcie dziwne uczucia, które nie odkrywał na wierz, a tłumił je wciąż w sobie. Żołnierze Svartalfheimu nie mogą okazywać uczuć, było to złamanie jednej z zasad.
- Magu, coś nie tak z twoją energią? Nie widzę jak moje ciało oddala się od twojej humanoidalnej postury, widzę wciąż twoje ludzkie owłosienie na głowie, a także twoje ciało. Co zostało źle zrobione? Powiedz mi.
Seith czuł rozczarowanie tego, że mag jednak nie był istotą najwspanialszą. Wątpił teraz, czy jego potęga jest w ogóle taka wielka. Co miał począć Seith jak zapytać go:
- Czy to coś związanego z aurą tego świata?
Powrót do góry Go down
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Paź 24, 2014 12:41 pm

Strange posiadał moc pozwalającą mu na zmaganie się, bądź współpracę z takimi magami, jak Amora, a nawet Loki. Odebrać mu życie potrafił ktoś pokroju Hulka, walczyć na równym poziomie: Thor. Co więcej, nawet, jeśli ktoś byłby w stanie pokonać Doktora, pozostawał jeszcze Agamoto, który być może nie czekałby wtedy bezczynnie. Rzucenie na wiatr sugestii odebrania Stephenowi życia, świadczyła o wielkiej pewności siebie, bądź równie wielkiej niewiedzy co do oceny poziomów mocy.
- Oh, no tak - zgodził się, bo z drugiej strony, czemu nie?

Później przesłał swoja moc na zasadzie podobnej do wgrywania plików na swój serwer, lecz otrzymał błąd połączenia. Coś blokowało przepływ magicznej energii.
- Zdaje mi się, że ma moc napotyka barierę, od której się odbija - było to o tyleż dziwne, że jeszcze przed chwilą samemu bez żadnych problemów przeniósł się na Ziemię bez żadnych problemów - Jest to o tyleż niepokojące, gdyż wymiar, w którym obecnie przebywasz, nie jest bezpiecznym miejscem. Podsumowując, znalazłeś się w pułapce, Nomadzie. Jest to zapewne kara od Losu* za mieszanie się w nie swoje sprawy.

Opuścił dłoń i mijając Elfa, szedł przed siebie.

/ * - Mowa o bycie/istocie stojącej wyżej w hierarchii, nad Bogami /.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Paź 24, 2014 4:52 pm

- Czy masz na myśli tę tarczę, która została nałożona na wasz wymiar? Powiem szczerze, że pamiętam ten moment. Było to jednak chwilowe, ale widoczne w miejscu w którym byłem. Niebo pokazało pewien blask, który następnie mienił się kolorami tęczy i następnie... znikło. Opuściło waszą krainę.
Seith głęboko czuł, że nie jest to kara od bogów. Akurat nie jego bogów. Jednak czuł jakieś wątpliwości, głębokie zaniepokojenie tą sprawą. Jak mógł utknąć na tej planecie? Za co niby? Za to, że szukał artefaktów, które należały do jego wymiaru? To były brednie, że on, Seith, wojak i czystej krwi elf miał zostać tutaj na Ziemi uwięziony. Musiało być jakieś rozwiązanie na jego powrót do domu. Co jeśli mógłby współpracować z Magiem i spróbować jakoś zniszczyć lub osłabić przyczynę jego więzienia na tej planecie.
- Przepraszam, że odezwę się teraz gniewnie, ale twoje słowa o moich Bogach uraziły mnie. Nie jest twoim zadaniem mówienie mi, że moi Bogowie odwrócili się ode mnie, dali mi karę za złe czyny. Niestety, przyznam się też, że z drugiej strony nie wtrącałem się w wasze sprawy, raso tego wymiaru. Może to przez to utknąłem.
Mag wypowiadał się o Seithcie jakoby to on był sprawcą tego wszystkiego. Trzeba jednak przyznać magowi, że umiał karcić istoty wszelkiej maści za złe postępki. Kolejna cecha godna "obrońcy" tej planety.
- Magu, czy chciałbyś może pomóc mi z rozwiązaniem tej zagadki? Zależy mi na powrocie do swojej ojczyzny. Tak samo jak tobie zależy na tym, aby pokazać swoją potęgę innym rasom i przekazać im wiadomość, że Rasa Tego Wymiaru potrafi się bronić i zniszczyć każdy mur.
Powrót do góry Go down
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Paź 24, 2014 6:05 pm

Strange oddalając się, usłyszał słowa skruchy, których się spodziewał. Dodana została także korupcyjna propozycja, co potwierdzało jego opinię na temat elfickiej rasy: widział ją jako stan pośredni między Demonami a Midgardczykami.

- Nie jest prawdą, że twój bóg odwrócił się, kiedy wciąż dociera do ciebie jego energia - przypomniał czarodziej- a spory to wydatek energetyczny. Jednakże pogwałcił on podstawowe prawa, zespalające Uniwersum w całość. Musi liczyć się z tym, że teraz może stracić jednego, lub wielu wyznawców. Fakt, że jesteś wciąż otoczony troską, świadczy o twoim panie jedynie dobre rzeczy*.

- W tej chwili nad Midgardem czyha niebezpieczeństwo, być może związane z twoimi działaniami. Jako Arcymag tego wymiaru, moim obowiązkiem jest chronić tą czasoprzestrzeń. Wszak jeśli Migdard upadnie, ty także, jako uwięziony tutaj, polegniesz.

- Jaką więc przyszłość chce zbudować Elf uwięziony w świecie ludzi?

/ * - wcześniej wyszło zupełnie nieczepialsko, ale nie chcę się cackać z ujęciem tego zdania 2gi raz... i pisać dialog z następne 30 min... więc niech będzie, że wytłumaczył to dokładniejszą i bardziej taktowną argumentacją /
/ Sorka za denność, i tak masakrycznie czasu zeszło z 2gim napisaniem streszczenia tego co było wcześniej /
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Paź 24, 2014 6:31 pm

Arcymag wprowadził w Seithcie teraz chwile refleksji filozoficznej. Głębokich przemyśleń, które oplatały mózg mrocznego elfa. Ten jednak zadumał się w tej ciszy i szukał głębszej odpowiedzi na pytanie:
- Dziękuję ci za nauki, które prawisz mi, cny magu. Prawdą jest to, że jak długo wierzymy tak nasi bogowie są z nami. Bogowie nasi są przychylni tym, którzy nie porzucają ich na rzecz swojego bytu. Staram się być dobrej myśli, ale w obecnym czasie wątpię w słuszność decyzji bogów.
Seith wlepił teraz swoje błękitne oczy w maga i chodził od lewej strony do prawej. Oddawał się teraz kolejnym przemyśleniom. Gdyby Arcymag teraz chciał wyczuwać aurę Seitha pod względem emocjonalnym, wyczułby duże zakłopotanie emocji, gdyż elf rozważał teraz wszystkie swoje wartości moralne, zasady. Przy tym Seith zachowywał wszystkie religijne zachowania i odnosił się czasami mówiąc "Hashkek, dopomóż mi" albo "Hindu, oświeć mnie". Jednak w pewnym momencie elf stanął, popatrzył się na Arcymaga i żołnierskim krokiem podszedł do niego wyciągając otwarta dłoń.
- Arcymagu, Obrońco Tej Ziemi. Jestem Seith z żołnierskiego rodu Mefelet, brat wszystkich wojaków Svartalfheimu, Agent Svartalfheimu. Na mocy moich praw i kodeksu wojaka, zasady numer 3455, paragrafu dwudziestego trzeciego, mówiącego o zawieszeniu broni na czas określony między wojakiem a magiem, zobowiązuje się do wykonania twej misji pod warunkiem pomocy przy moim celu. Powołuję się także na mocy svartalfhejskiego kodeksu międzygwiezdnego mówiącego, że osoba wojskowa nie może skrzywdzić innej rasy, która nie posiada złych zamiarów, że chcę nawiązać z tobą pakt o nieagresywności między mną a tobą oraz pakt współpracy. Czy godzisz się na przyjęcie mojego żołnierskiego hołdu w postaci dania ci tego oto kryształu z innego wymiaru, który będzie znakiem naszej przyjaźni do momentu odejścia z tego wymiaru lub śmiercią jednego z nas?
Seith postępował przy tym z dokładną dykcją dyplomatyczną, z każdym żołnierskim ruchem i nie zmieniał kolejności słów. Mówiąc o krysztale, wyciągnął spod zbroi ciemnofioletowy kryształ, który bił znikomą ilością energii magicznej dodając wyłącznie lekką, świetlistą gammę odcieni fioletu.
Powrót do góry Go down
Doctor Strange



Liczba postów : 100
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Paź 24, 2014 6:45 pm

- Kryształ? - Zainteresował się Doktor, wychwytując słowo klucz - Jakąż on ma wartość i skąd pochodzi? Czyżby rolą elfów było rozproszenie się po świecie i zbieranie kamieni? Zawszem myślał, że szukacie miejsca na kolonie od czasu przepędzenia przez Asgardian.

Przebadał wzrokiem kamyczek, jeśli ten znajdywał się na widoku. Ocenił także stopień ran rozmówcy, a także, jeśli było to możliwe, pochodzenie krwi którą był ubrudzony (własna czy czyjaś). Stając bardziej stabilnie na ziemi, dotknął amuletu. Już nie wyglądał na takiego, co sobie zaraz pójdzie. Względem wcześniejszej rozmowy, postawa także się zmieniła, ze zrelaksowano-filozoficznej na bardziej stanowczą i zdeterminowaną. Zniknęła również iskrząca się bariera ochronna, co dodatkowo wzmaciało efetk odmienności.

- A może to nie kryształ tylko klejnot? - doprecyzował, przy okazji zapewniając sobie, że rozmowa nie zapętli się przypadkiem na jakimś pobocznym temacie.

Co do "paktu" nawiązującego współpracę, nie padła jeszcze żadna odpowiedź sugerująca jakiekolwiek stanowisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Paź 24, 2014 6:58 pm

- Nasza rasa jest nastawiona do badania planet pod względem minerałów. Staramy się odbierać to co nam zostało skradzione lub negocjujemy ze złodziejami podając im konkretne argumenty przeciw nim. Jeśli negocjacje nie idą w dobrym kierunku lub złoczyńcy nie chcą nam oddać tego co nasze, następuje dostęp do wykonania zasady numer 983 svartalfhejskiego kodeksu wojennego. Staramy się jednak robić to w sposób... delikatny. -...czyli np. niszcząc wojsko złodziei i biorąc władców na swoich niewolników. Jednak svartalfhejscy królowie starali się wybierać surowe, ale sprawiedliwe prace dla swoich niewolników, dając im jakieś niewolnicze przywileje. Nie były to jakieś szczególne przywileje, ale pozwalało to na swobodne manipulowanie niewolnikami.
Seith został zapytany także czy ten kryształ był klejnotem. Otóż nie, drodzy państwo. Był to prawdziwy kryształ, który Seith wydarł z rąk swojego wroga, gdy ten próbował go dźgnąć w plecy podczas snu. Arcymag mógł zobaczyć jeszcze na osłonieniu klatki piersiowej przez zbroję kilka medali, które zostały konkretnie wbite przez elfickich płatnerzy na zbroję Seitha. Szczególnym blaskiem wybijał się medal za zasługi podczas svartalfhejskiej misji zwiadowczej, gdzie Seith poświęcił kilku ludzi z własnego oddziału na rzecz ukończenia misji. Seith został wyszkolony w sposób taki, że ważny jest cel, a nie środki i istoty.
Elf popatrzył się w twarz Arcymaga.
- Arcymagu, przepraszam za niegrzeczność z mojej strony, ale zależy mi na dokończeniu naszego paktu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Today at 4:55 am

Powrót do góry Go down
 
Opuszczona fabryka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Opuszczona fabryka
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona Kuźnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: