Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczona fabryka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Opuszczona fabryka   Czw Paź 18, 2012 9:07 pm

First topic message reminder :

Stara fabryka Forda. Opuszczona laaataaa temu, porozrzucane wszędzie narzędzia, części, pudełka śniadaniowe i butelki świadczą, ze fabryka nie została od tak zamknięta, a raczej opuszczona w pospiechu. Jakby ewakuowana. Zaś po niedokończonych i zardzewiałych już częściach i karoseriach można domniemywać, że miało to miejsce około lat sześćdziesiątych.

---------------------------------------------------

Po podłodze potoczyła się jakaś sprężyna, pod butami zazgrzytały opiłki metalu i kamienie. Na goły beton upadł papieros, który po chwili został przydeptany eleganckim, skórzanym butem. Zgrzytnął zamek broni i buty powędrowały dalej.
Jackie w miarę regularnie odwiedzał starą fabrykę samochodów. Było tu pusto, cicho, panowała przyjemna jego zdaniem atmosfera, w powietrzu czuć było śmierć. Do tego budynek był masowo oblegany przez szczury i inne gryzonie, które stanowiły doskonałe cele do treningów.
Mężczyzna od dawna nie miał żadnego zlecenia, więc sam musiał zadbać o formę. Strzelanie w bloku raczej nie wchodziło w grę, Jackie był chamski i miał gdzieś prawo, ale nie był głupi. Od lat się ukrywał i utrzymywał miejsce swojego pobytu w tajemnicy. W końcu potomkowie członków mafii, którą całą wyrżnął w pień wciąż żyli i prawdopodobnie szukali na nim zemsty za utratę ojców. Do tego był płatnym zabójcą, nie mógł się obnosić z bronią jak gimbusiarnia z fajkami i piwem.
Mimo, iż jego celami były tylko szczury, Jackie zachowywał się jak rasowy żołnierz. Stąpał delikatnie, wręcz bezszelestnie, broń miał nieustanie wycelowaną przed siebie. Wszystkie jego zmysły pracowały pełną parą, wychwytują najmniejsze szmery czy ruchy, a tam, skąd dobiegły, od razu patrzyła lufa karabinu. Smok plujący ognistymi kulami.
Szrrr.... Bang!
Pierwszy szczur został rozerwany na kawałki pojedynczym celnym strzałem.
Pisk, pisk... Bang!
Kolejny.
Głowa smoka wyłoniła się zza maski starego pickupa na taśmie produkcyjnej, a zaraz za nią wyłonił się Jackie. Skradał się tak, zapuszczając coraz dalej wgłąb fabryki i rozrywając na strzępy coraz to kolejne gryzonie, ani razu nie pudłując.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Sty 04, 2013 9:19 pm

Jego słowa zirytowały ją. Chociaż nie, to za mało powiedziane. Mówiąc prościej, była po prostu wkurzona. Jak dziecko, któremu została odmówiona jakaś przyjemność. Nadęła ze złości policzki. To nie fair. Brakowało jeszcze teatralnego tupnięcia nogą. Wyjęła z kieszeni swojego ulubionego batona "Milky Way". Rozerwała opakowanie i wgryzła się ze smakiem w czekoladowe cudo. Śmietankowy środek rozpływam się w ustach. Patrzyła na plecy odchodzącego nieznajomego.
- Prawdopodobnie nigdy się już nie spotkamy - zaczęła powoli - Dlaczego uważasz więc, że moje imię jest ważniejsze od twojego? - przystąpiła z jednej nogi na drugą - Wyprowadź mnie z błędu jeśli się mylę. - Skoro ona zdradziła mu swoje imię, prawdziwe imię, miała prawo chyba poznać jego, prawda? Nie wiedziała, czy hiperbolizuje tę kwestię, ale dla niej zdradzenie swojej tożsamości jakby nie patrzeć, w takiej sytuacji, jest bardzo... ryzykowne. Czuła się troszkę oszukana. Wgryzła się ponownie w batona. Była strasznie głodna, a te słodycze mogła jeść kilogramami. Zdawała sobie sprawę, że pewnie przesadziła. Powinna być grzeczniejsza, skoro pomógł jej bezinteresownie. Ale czy kiedykolwiek umiała trzymać język za zębami?
- Nie jesteś tylko żoł... - dodała, po czym ugryzła się w język. Akurat na ten temat nie powinna się wypowiadać, ponieważ wyszłaby na hipokrytkę. Jak myślała o sobie? Była tylko Isabellą Salvation, dziwaczką z Nowego Yorku, która robiła czasem niezrozumiałe rzeczy. Nikt szczególny. Nikt ważny. Nie powinna wypowiadać się na tematy, o których nie ma pojęcia. Zarumieniła się z zakłopotania. Złość całkowicie jej przeszła, teraz pozostała tylko rezygnacja.
- Przepraszam - powiedziała nieśmiało. Cała pewność siebie w jednej chwili uleciała - Chcesz batonika? - spytała, wyjmując z drugiej kieszeni identycznego batona jak ten, który przed chwilą zjadła. Po wypowiedzeniu tego zdania zauważyła, jak żałośnie to zabrzmiało. Czy rozmowy z nowo poznanymi osobami zawsze są takie krępujące?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1139
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Sty 04, 2013 9:45 pm

Odrodzony zatrzymał się, nieruchomiejąc, gdy Isabella się do niego odezwała. No tak, prawdopodobnie nigdy się nie spotkają. Prawdopodobnie. Jednak słowa jej były dla niego błędne. Nie uważał, żeby ona, tudzież jej imię było ważniejsze od jego imienia lub jego samego. Wiedział kim był, znał swą wartość i nigdy nie zaniżał własnych osiągnięć ani możliwości. Tym bardziej nie podchodził do siebie nazbyt krytycznie. Samiec skręcił się w biodrach i obrócił łeb w stronę Isabelli. Nie odezwał się jednak. Zaczekał aż dotarła do następnego zdania. Wtedy również nic nie odparł, chodź te słowa - nie dokończone - były miłą oznaką z jej strony. Propozycji z ludzkimi słodyczami nie zamierzał jednak przyjmować. Z tego co przekazał mu Dur-Shurrikun - łatwiej było się tym otruć, niż spożyć z uśmiechem na pysku.
Samiec powoli odwrócił się ponownie w stronę rozmówczyni i ponownie zlustrował ją spojrzeniem, przyglądając się jej uważnie.
-Czego ode mnie oczekujesz, Isabello? Nie jestem istotą z Waszych bajek czy filmów. Nie jestem istotą z opowieści czy legend. Jesteś pewna, że chcesz poznać mnie oraz mojego mentora?
Wyjaśnił spokojnym głosem. Chyba o to jej chodziło, prawda? W końcu w innym wypadku po prostu pozwoliłaby mu odejść. Po ci inaczej jej imię nieznajomego, którego nigdy więcej nie spotka? Musiała na coś liczyć, mieć nadzieję, że coś się stanie, że on jej coś pokaże, zabierze gdzieś lub zrobi cokolwiek innego, co dla niej osobiście będzie niezwykłym doświadczeniem oraz przeżyciem - a dla niego standardem codziennego życia. On jej jednak nie znał. Znajomość imienia nie sprawiała, że nagle zaczął jej ufać lub stwierdził, że ją zna. Jedynie wiedział jak ma się do niej zwracać, nic więcej. A po ludziach których Dur-Shurrikun gościł na pokładzie, wiedział, że nie są oni specjalne... Rasą którą można by było odbierać jako pozytywną we wzajemnych relacjach. Do tego towarzyszą im kompleksy bohaterów oraz inne schorzenia. Potrzebują naśladować innych, czuć się potrzebnymi i ważnymi dla społeczeństwa. Coś co dla niego samego nie miału sensu ani racji bytu. On jedynie robił to czego go nauczyli, nie potrzebował w masce biegać po miastach i planetach - lub stacjach - galaktycznych, łapać przestępców i bawić się w samosądy. A ludzie? A Isabella? Cóż, musiała mu wpierw odpowiedzieć, na zadane pytania.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Sty 04, 2013 10:17 pm

Cisza wlokła się niemiłosiernie. Chociaż tak naprawdę było to zaledwie kilka sekund, dla niej czas ciągnął się niemiłosiernie. Bała się, że może go zdenerwować. Po co ja tyle gadam? Gdy odmówił wzięcia batonika, wzruszyła ramionami. Nie wiesz co tracisz., pomyślała i schowała batona z powrotem do kieszeni. Gdy ten odwrócił się w jej stronę, poczuła się trochę nieswojo, nie potrafiąc dostrzec jego oczu przez hełm. Gdyby mogła na nie spojrzeć, pewnie wiedziałaby wcześniej, kiedy ma umilknąć. Może dostrzegłaby w nich złość? A tak musiała czekać, aż on sam wyjawi, co o tym sądzi. Jego oczy nic jej nie zdradzą. Gdy w końcu usłyszała odpowiedź, na pierwsze pytanie odpowiedziała od razu, automatycznie.
- Niczego od ciebie nie oczekuję - zapewniła. Jeśli postanowi wymienić z nią jeszcze nawet parę zdań, będzie to tylko oznaka jego dobrej woli. Po tym wszystkim nie mogła mieć co do niego żadnych oczekiwań - Jak mogłabym, skoro zrobiłeś dla mnie aż tyle? - I tu na moment umilkła - Chciałabym - zaczęła w końcu - po prostu poznać osobę, która mnie uratowała. Nie znam nawet twojego imienia, ani nie wiem jak wyglądasz - poczuła się trochę pewniej. Albo sobie pójdzie, albo nie. Poznać jego i jego mentora? Troszkę się bała, ale ciekawość wzięła górę.
- Jeśli zbytnio się narzucam.. - Nie chciała być wścibska. Jeśli nie chciał z nią rozmawiać, nie chciała go zmuszać. W odczytywaniu intencji innych była beznadziejna. Nie miała pojęcia, czy nieznajomy naprawdę chce ją poznać, czy myśli tylko o tym jak najszybciej się jej pozbyć. Może uważała się za nieco inną od innych, ale przynajmniej była wolna. Nie musiała przejmować się co o niej pomyślą, robiła to, na co miała ochotę. Czasem czuła się trochę samotna, ale dało się wytrzymać. Teraz jednak przejmowała się tym, co myśli o niej ten typ. Nie chciała wyjść na przestraszoną, małą dziewczynkę, która pakuje się tam gdzie nie trzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1139
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Sty 04, 2013 10:39 pm

Czyli wyszło na to, że nie miała względem niego żadnych oczekiwań. Należycie, gdyż żadnych mieć nie mogła. Niepotrzebnym dla niego było to pytanie retoryczne. Przynajmniej w jego odczuciu - więc nie zamierzał na nie odpowiadać.
-W waszym języku...
Zaczął spokojnie i powolnym krokiem zbliżył się do swej rozmówczyni, opuszczając wzrok w dół tak by mógł na nią spoglądać. Względem niego, wszyscy ludzie byli po prostu niscy. Ciężko było dorównać jemu czy Jinkusu wzrostem.
-Zwę się Odrodzony. Daalkiin.
Cóż. Tu już podał dość dużo. Pytanie czy ona będzie w ogóle w stanie wymówić jego imię? Następne jednak co zamierzał powiedzieć, mogło być dla niej nie konieczne... Przyjazne, tudzież miłe. Ale dla niego to było oczywiste, naturalne i normalne.
-Nie narzucasz się. Chciałabyś dowiedzieć się jak wyglądam? Dobrze... Ale nie tutaj. Jeśli pójdziesz ze mną.
Odparł. Cóż, propozycja prosta - ona chciała go poznać - on jej na to pozwoli. Dur-Shurrikun i tak zagwarantował mu na razie "wolne". Mógł odpocząć, miał czas wolny który wykorzystać miał prawo wedle własnego uznania. Może by więc poznać przedstawicielkę ludzkiej rasy? Może tą? Teoretycznie grunt pod znajomość był już stworzony. A zmysł jasno mówił mu, jakie ona ma do niego... Pozytywne nastawienie. Do tego była młoda, całe życie jeszcze przed nią. Przyjaciół i sojuszników nigdy za wielu, a teraz mogła być okazja by takowego pozyskać. Może i nie byłaby to typowa wojowniczka, żołnierz - jak on, jednak każdego można było nauczyć sztuki walki, przetrwania, wpoić kodeksy. Przy technologii jaką posiadał Jinkusu, nie było to nic nadzwyczajnego. Wystarczyło trochę się postarać, przyłożyć - i uzyskiwało się pożądany efekt.
Samiec przyjrzał się uważnie dziewczynie, a następnie podniósł prawą rękę i wysunął ku niej otwartą dłoń.
-Dam Tobie wybór. Drogę bez odwrotu. Co wybierzesz? Zabiorę Cię stąd, poznasz mnie i mojego mentora - jednak Twoje życie nie będzie takie jak kiedyś. Natomiast jeśli tu zostaniesz - odejdę i zapewne już mnie nie spotkasz.
Wyjaśnił spokojnie. Tymczasem Cradier stojący przed fabryką, wzbił się w powietrze i odleciał. Daalkiin uzyska inny środek transportu... Droga bez powrotu. No tak, ciekawe jak ona to zrozumie. Na dobrą sprawę będzie odwrót. Jednak nie musiał jej o tym wspominać, niech ma pewność, że podejmuje ważną decyzję. Dla niego to również będzie nowe doświadczenie. Jeśli Isabella się zgodzi - oboje się wiele nauczą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Sty 05, 2013 9:44 pm

- Daalkiin - spróbowała wypowiedzieć jego imię. Smakowała nowe słowo, starając się wymówić je poprawnie. Odrodzony. Piękne znaczenie. Pomyślała o znaczeniu własnego imienia, i uznała, że jest całkowicie nietrafione. Zanim zdołała dokładniej zastanowić się nad tą kwestią, Odrodzony kontynuował. Pójść z nim? Dokąd? Rozejrzała się po pomieszczeniu. Wszędzie tylko kurz, brud i...
- Ip! - wymknęło jej się, kiedy jakiś szczur otarł się o jej nogę. Odskoczyła do tyłu, zaskoczona. Po chwili uśmiechnęła się z politowaniem do samej siebie. Serio, Is? Szczur? Przestraszyłaś się SZCZURA? Śmiałe bestyjki z tych stworzonek. Myślała, że będą się trzymać z daleka, ale czy takie dzikie futrzaki boją się czegokolwiek? Spojrzała ze wstydem na Daalkiina. Oby nie zwrócił na to uwagi. To nie tak, że bała się szczurów. Po prostu była tak skupiona na rozmowie z nowym znajomym, że brudne, posklejane futerko zupełnie ją zaskoczyło. Odchrząknęła, udając, że zdarzenie nie miało w ogóle miejsca. Gdy usłyszała o wyborze i drodze bez powrotu, zamurowało ją. Była prawie pewna, że nie proponuje tego każdemu napotkanemu człowiekowi. I... było jej bardzo miło, że usłyszała taką propozycję. Ale to nie jest decyzja, którą podejmuje się ot tak.
- Daj mi chwilę - wymamrotała. Podeszła do jednej z dziury na okno, uprzednio patrząc, czy nie czają się tam jakieś szczury. Jego propozycja brzmiała tak... ostatecznie. Jak gdyby musiała pożegnać się z całym Nowym Yorkiem. A nie wiedziała, czy jest gotowa na jakiekolwiek zmiany w swoim życiu. Pomyślała o babci, która pewnie czeka na nią w domu z pudełkiem lodów w lodówce. Nie wiedziała, co o tym myśleć ale przecież... robi to także dla niej, prawda? Nie może być teraz tak egoistyczna. Co do samego Daalkiina... Chyba mogłaby go polubić. Wydawał się chłodną osobą, ale była pewna, że mogłaby się z nim dogadać. W końcu robią to samo, tylko... on trochę skuteczniej. Poza tym, jeśli okaże się, że Odrodzony po prostu jej nie polubi? Może ta myśl mogła wydawać się dziecinna, ale nie znał jej. Cóż... wygląda na to, że musi się postarać. Całość jej rozważań nie trwała dłużej niż dwie minuty. Odwróciła się w jego stronę.
- Zgoda. Pójdę z tobą - powiedziała. Ta decyzja mogła zdecydowanie wpłynąć na jej życie - Miło mi cię poznać... Odrodzony. -Uśmiechnęła się szeroko i szczerze. Naprawdę cieszyła się, że poznała nową osobę. Chciała nazwać go oryginalnym imieniem, a nie tłumaczeniem, ale nie była pewna, czy dobrze je wymawia. Może poczułby się urażony, gdyby je przekręciła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1139
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Sty 05, 2013 10:36 pm

No i proszę. Ledwo poznała, a już zaczęła uczyć się wymawiać jego imię. Co prawda wkładała w to jeszcze dużo akcentu z jej języka, jednak dało się znieść. Jeśli z nim pójdzie, to nauczy ją jak poprawnie się do niego zwracać. Zamiast tego jednak, dziewczyna wydała z siebie okrzyk przerażenia, gdy obok jej nogi przemknęło malutkie, bezbronne stworzenie dla którego to ona była większym zagrożeniem, aniżeli to coś dla niej. Potem oczywiście lekki uśmiech i pominięcie tej sytuacji. Daalkiin po prostu zrobił to samo, udał, że nic nie widział.
Daalkiin zachował ciszę, a Isabella poprosiła by dał jej chwilę. W tym czasie odwróciła się i podeszła do okna. No tak, teraz dylemat - jak to będzie? Udać się z nieznajomym, pozostawiając dom, rodzinę, przyjaciół - czy może zostać? Otworzyły się przed nią nowe możliwości jak również zagrożenia. Teraz jednak jego zaczęło zastanawiać - dlaczego ona? Cóż, była młoda, niedoświadczona. To był plus. Łatwo będzie ją wyszkolić, wpoić jej nowe zasady i uczynić ją żołnierzem. Bohaterem służącym ostatniemu okrętowi Crathygtan. Tytan mógł toczyć wojnę samotnie, jednak pochłonęłoby to wiele światów, wiele istnień które miały swoje prawo do istnienia we wszechświecie. A kiedy wrogowie pojawiają się szybciej, niż sojusznicy, zbawienie nie może nadejść od jednego bohatera - lecz od wielu. To kiedyś przekazał mu Jinkusu i tym teraz żył. Tak, zdawał sobie z tego sprawę - był bohaterem, nie krył tego, nie udawał, że jest inaczej. W momencie w którym był w stanie samodzielnie wyczyścić wrogi posterunek z wszelkiego wrogiego życia - nie mógł nazywać się tylko żołnierzem. Musiał znać swą wartość.
Samiec cały czas obserwował swoją rozmówczynię. Nie długo zajęło jej namyślenie się. On w tym czasie spokojnie stał w miejscu, obserwował i czekał na jej decyzję. Nie zamierzał jej popędzać, gdyż decyzja ta była jedną z najważniejszych jakie podejmie w swym życiu. W końcu jednak odwróciła się ku niemu i odparła, że pójdzie z nim. Dobrze więc, dokonała wyboru który będzie ją kosztował wolność. Taka była cena służby u Dur-Shurrikuna. Dowódca zapewniał swym ludziom swobodę, jednak nadal był ich przełożonym, odpowiadał za nich, chronił ich i musieli być gotowi by stawić się w każdym momencie na jego rozkaz. Daalkiin przyzwyczaił się do takiego życia.
-Chodź.
Rzuciło krótko, odwracając się i ruszając żwawym krokiem ku wyjściu. Opuścił budynek starej fabryki - a raczej jego wrak. Wyszedł na zewnątrz i przeszedł jeszcze około piętnastu metrów, gdy nagle zatrzymał się. Wtedy też odwrócił się w stronę Isabelli, a tuż za samcem pojawił się myśliwiec Craider - w którym tutaj przybył. Odrodzony nic nie powiedział. Spojrzał tylko na dziewczynę, oczekując jej reakcji. Na dobrą sprawę, mógł ją już stąd zabrać. Craider jednak poruszył się - sam z siebie, odpalił silnik i bardzo powoli obrócił przodem w stronę Isabelli - jakby był żywą istotą która właśnie skupiła na niej swoją uwagę. Czternasto-metrowa maszyna wydawała się ją na prawdę obserwować, unosząc się jakieś pół metra nad ziemią.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Sty 06, 2013 5:03 pm

Gdy usłyszał jej odpowiedź, rzucił tylko krótkie "Chodź" i ruszył do wyjścia z budynku. Podążyła za nim szybko, ale żeby za nim nadążyć, musiała prawie biec. Zastanawiała się, czy ucieszył się z jej decyzji, czy może traktował to jak jakiś biznes, z którego miałby jakieś niewiadome dla niej korzyści. Straciwszy go z oczu, wypadła szybko z budynku. Przez myśl przeszło jej, że może po prostu sobie poszedł i nigdy więcej go nie zobaczy. Ale nie. Stał tam. Poczuła ulgę, chociaż nie wiedziała, czy tak nie byłoby dla niej prościej. Prościej, pewnie tak, ale czy lepiej? Odwrócił się do niej, a po chwili pojawiło się za nim duży... statek.A przynajmniej najbardziej przypominało właśnie ten środek transportu. Przystanęła w pół kroku, gapiąc się na ogromny pojazd. Przez chwilę pomyślała, że cała ta sytuacja przypomina scenę z filmu akcji. Spojrzała z niedowierzaniem na Daalkiina. Kątem oka dostrzegła jakiś ruch. Maszyna przebudziła się. Patrzyła oniemiała, gdy statek odwrócił się powoli przodem do niej, unosząc się jakieś pół metra nad ziemią.
- Wow - powiedziała tylko. Zastanawiała się, czy to dobrzy moment, żeby wspomnieć o małym lęku wysokości i sporadycznej chorobie lokomocyjnej. Nie... Zdecydowanie nie. Miała wrażenie, jakby maszyna obserwowała ją - Ktoś jest w środku? - spytała, chociaż dla niej to raczej oczywiste, że musiał ktoś być. Maszyny takiej wielkości nie latają sobie ot tak. Ale USA ma chyba jakieś myśliwce sterowane za pomocą czegoś w rodzaju "joysticków"... Ostrożnie podeszła trochę bliżej. Wyciągnęła przed siebie rękę, pragnąc dotknąć maszyny. Spojrzała pytająco na Odrodzonego. Może z pojazdami jest jak z pieskami? Niektórzy właściciele nie życzą sobie, aby je głaskać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1139
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Sty 06, 2013 5:59 pm

Jakiej innej reakcji z jej strony mógł się spodziewać, jeśli nie zaskoczenia? Jednak cóż, nawet - dla człowieka - pytanie o pilota było logiczne. W tym wypadku takowego nie było. Myśliwiec poruszał się samodzielnie. Kokpit maszyny otworzył się, chodź z ziemi nie dało się zauważyć czy ktoś rzeczywiście znajdował się w środku, czy też maszyna była pusta. W każdym razie w środku znajdowały się dwa fotele - dla pilota oraz pasażera. Tak, Craidery były wyposażone w stanowisko dla pasażera. Maszyny te nie posiadały "drugiego pilota", chodź przy uzyskaniu dostępu - pasażer mógł przejąć kontrolę nad maszyną. Wzrok Daalkiina cały czas spoczywał na Isabelli.
-Nie wymaga pilota.
Odparł na pytanie, a następnie spojrzał na maszynę. Myśliwiec był wysoki na trzy metry, dodając do tego fakt, że unosił się pół metra nad ziemią... Może nie być jej łatwo wejść na pokład. Samiec spojrzał wpierw na Craidera, a następnie na Isabellę. Będzie miała pierwszy test. Wskoczyć do Craidera.
-Wsiadaj.
Rzucił, a następnie ugiął lekko kolana i skoczył w powietrze, lądując tuż na maszynie. Następnie wskoczył do środka, siadając na przednim fotelu, oparł dłonie spokojnie na panelu, który natychmiast zaświecił lekko na biało, czując istotę z prawem dostępu do kierowania maszyną. Teraz wystarczyło tylko, by Lafia weszła do środka, a myśliwiec wzbije się w powietrze, ówcześnie zamykając kokpit oraz włączając kamuflaż - po czym odleci z dużą szybkością w przestrzeń. W środku jednak grawitacja nie będzie oddziaływała na Lafię, tak więc nie będzie problemu z żadnymi chorobami ani dziwnymi odczuciami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Sty 06, 2013 6:31 pm

Co zawsze mama powtarzała jej o wsiadaniu do samochodu z nieznajomymi? Na pewno nic dobrego. A o wchodzeniu z obcymi (nawet dosłownie) do wielkich maszyn? Nie... O tym nic nie wspominała. Cofnęła rękę od statku i przyjrzała się jego budowie. Gdy usłyszała, że nie potrzebuje pilota, po prostu stwierdziła: Aha. Nie ma sensu chyba pytać teraz jak to wszystko działa. Zastanowiła się, jak do jasnej anielki ma wejść do środka?! "Wsiadaj". Jasne, nie ma sprawy. Wątpiła, że udałoby jej się doskoczyć tak jak Daalkiinowi. Phi, była tego pewna! Zwróciła uwagę na skrzydło pojazdu, które wydawało jej się trochę łatwiejszym miejscem do zaczęcia wspinaczki. Okej, dam sobie radę! , pomyślała wojowniczo. Podeszła blisko skrzydła, po czym wgramoliła się na nie. Może nie był to ruch pełen pełen gracji, ale kto by się przejmował? Ważne, że się udało. Doszła do bardziej stromej części, lecz dała sobie radę, wspinając się powoli, systematycznie. Gdy już była na samej górze, stanęła wyprostowana. Widok był niesamowity. W sumie nie ma nic niesamowitego w widoku rozpadającego się budynku, ale sam fakt wysokości był... Właśnie. Całkiem tu wysoko. Lafia spojrzała w dół. Po czym znieruchomiała. Upadek na pewno by bolał. Przełknęła głośno ślinę. Pomknęła teraz szybko ku wejściu, nie patrząc nigdzie indziej. Wskoczyła, tym razem z gracją, do środka i usadowiła się na jednym z dwóch foteli. Skuliła się, staraj się niczego nie dotykać. Jej destrukcyjna moc robienia przypadkowych rzeczy była czasami fatalna w skutkach. Nie chciała niechcący wcisnąć jakiegoś guziczka, czy coś w tym rodzaju. Zastanawiała się, czy powinna zapiąć pasy, ale nigdzie takowych nie widziała. Wzruszyła ramionami i spojrzała na Odrodzonego. Więc w drogę!
[zt oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1139
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Wto Kwi 16, 2013 4:29 pm

Rezerwuję temat na potrzeby MG. Nie wchodzić po za osobami, które wiedzą, że mają tu przyjść.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem



Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Wto Kwi 16, 2013 5:57 pm

Szedł tak bez celu myśląc głównie o życiu. Raz prawie przejechała go taksówka, ale to raczej normalne kiedy idzie się z słuchawkami na uszach zamiast skupić na drodze. Gwizdał sobie co jakiś czas, podszedł do bankomatu przy starej kamienicy i wyciągnął trochę gotówki. Już wtedy zorientował się, że chyba posiał gdzieś 20 dolców. Kurw@... Jeszcze to. Ja pierdole… To już bym wolał bezdomnemu dać… Nie dałby. Nie dwadzieścia bucksów. Może 5… najwyżej. I tak pewnie przechleje, ale to już nie jego biznes. Nie żeby nie wkurzali go żebracy, ale to też byli ludzie. Czasami chciał po prostu zrobić coś dobrego. Pamiętał jak kiedyś dał jednemu na wino, za co dostał ładne podziękowania. Cały dzień chodził uśmiechnięty – a i ludzie się do niego uśmiechali. Dziwny dzień… Były momenty, że wspominając tamte wydarzenie zastanawiał się nad prawem karmy. Może coś w tym było? Może za dobre uczynki jesteśmy nagradzani, a za złe karani? Miał dwie ręce, dwie nogi, nie trawiła go żadna choroba, w sumie powinien być wdzięczny, inni nie mieli nawet tyle. Zawsze chciało się więcej. Ta plaga nie oszczędziła nawet jego.

Wstąpił po drodze do cukierni i zajadając się pączkiem znów pomaszerował gdzieś przed siebie. Pomyślał, że dokończy tekst piosenki. To była dobra pora. Nie było jeszcze tak zimno, jak mogłoby być jesienią, ale nie na tyle ciepło by spędzać tu cały wieczór. Włożył słuchawki do uszu i maszerując nasłuchiwał rzężącej melodii sprzężeń gitar elektrycznych. Gwizdał i objadał się łakociem na przemian. Niby niezdrowo ale nie narzekał ani na wygląd ani na kondycję. W pewnym momencie podniósł w końcu głowę. Chyba… się zgubił? Pomylił jakieś przecznice, nie wiele, ale pewnie poszedł o kilka za dużo. Kurw@, to nie bylo wtedy w lewo?... Rozglądał się dookoła, cofnął nieco. Ale zrezygnowany pomyślał, że ma trochę czasu. W oddali majestatycznie rósł budynek Chryslera. Cienka igła gdzieś kilka kilometrów przed nim. Przechodził koło siatki odgradzającej chodnik od terenu starej fabryki. Pewnie miałby gdzieś ten rozwalający się gmach, gdyby nie zauważył całkiem sporej dziury w ogrodzeniu. A może tak się rozejrzeć? W sumie zajebista opcja. Ustawić sprzęt gdzieś na górze, zrobić taki kameralny koncert, jakieś piwo, grilla. Już kombinował jak niecodzienny wypad zamienić w dobrą miejscówkę pod jakąś ostatnią plenerową imprezę w tym roku, zanim nie nadejdzie zima i nie odechce mu się nawet wychodzić z łóżka. Rozejrzał się czy nie ma gdzieś pilnujących terenu cieci czy innych stróżów porządku i skierował kroki ku murom fabryki. Wszędzie leżało masę syfu nadającego miejscu specyficznego klimatu. Podobało mu się to. Trochę mrocznie, trochę dziko. Wyciągnął fajkę i podpalając zaciągnął się mierząc na oko wysokość budowli. Pewnie będzie zajebista akustyka, tylko jak pociągnąć prąd… Kurw@, może Jeff ma jakiś generatorek. Zaraz może zadzwonie. Albo nie… Kurw@, czy on nie miał dzisiaj pracować? Ja pierdole… chociaż sms’a wyślę. Dziwne, drzwi wiodące do środka wydawały się otwarte. Wejdę a tam jakiś psychol! Buahaha… byłaby beka. Oczami wyobraźni widział swój pogrzeb, kumpli, znajomych z roku i z pracy. Rozmawiali między sobą, że rozpieprzył go piłą łańcuchową jakiś czubek. Potem wyobraził sobie swój nagrobek i krótkie epitafium. „Sorry stary, ale nie znaleźliśmy twojej głowy, Rest in Peace". Zaśmiał się cicho rozbawiony takim scenariuszem, ale po części dodawał też sobie otuchy. Ostatecznie kij wie co mogło go tu spotkać. Czuł się trochę jak mały odkrywca, chłopiec, który eksploruje strych swojej babci, albo coś w tym stylu. Trochę podniecające, trochę straszne. Mały zastrzyk adrenaliny. Ciekawe czy można tu jakoś pociągnąć kable… Wyjął komórkę oświetlając sobie okolicę. Zaraz pewnie napisze do Jeffa... o ile będzie zasięg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Wto Kwi 16, 2013 7:47 pm

Lubiła deszczowe dni. Nikt nie zadzierał niepotrzebnie głowy by podziwiać błękit nieba, bo najzwyczajniej w świecie go nie było a hektolitry wody lały się na ulicę. Dlatego też, podróżując po dachach z prędkością o wiele szybszą niż można by się tego spodziewać po człowieku, wykonując skoki dłuższe i zgrabniejsze niż niejeden drapieżnik w dziczy, czuła się wolna i bezkarna. Czarny płaszcz sięgający aż do kolan, kaptur na głowie, pod spodem starannie ukryte włosy. I maska na twarzy. Tak przerażająco obojętna i prosta, skrywająca tożsamość Alicji przed światem, ukazując jedynie tęczówki oczu. Już nie błękitne, a czerwone, z pionowymi, wąskimi, kocimi źrenicami. Bailiff użyczył jej swojego wzroku, robiło się bowiem ciemno a chciała widzieć dobrze cały czas, nie dać się zaskoczyć.
Na horyzoncie zamajaczyła jej ponura opuszczona fabryka. Miejsce w sam raz na mały postój, ponadto była na tyle wysoka, by rzucić okiem na pogrążone pod ciężkimi chmurami miasto. Ach, ta słabość do widoczków. Kobieta zeskoczyła z kilku metrów 'na cztery łapy', wcześniej upewniając się że nikogo nie ma w pobliżu, kto byłby w stanie to dostrzec, i pewnym siebie krokiem przeszła przez dziurę w płocie. Płaszcz maskował jej sylwetkę na tyle, że niemal niemożliwym było stwierdzenie płci - sprawdzała to wielokrotnie więc miała pewność, że jej tożsamość była bezpieczna, niezagrożona, dopóki sama jej nie zdradzi. Na dłonie sprytnie nałożone skórzane rękawice, przy pasku czarnych dżinsów sztylet oraz uczepione w kaburach dwa colty m1911a1, jeden czarny, drugi srebrny.
*Prawie jak w Devil May Cry, ebony i ivory* zażartowała w duchu. Mimo wcześniejszego niepowodzenia w nawiązywaniu kontaktów społecznych, miała dobry humor. Paradoksalnie pod tą prostą maską czuła się najswobodniej, jak ryba w wodzie. W końcu cicho wkroczyła do opuszczonego budynku. W środku walało się mnóstwo rupieci, zardzewiałe narzędzia, niedokończone samochody. I gdzieś na środku w nikłym świetle z zewnątrz sylwetka, której nie spodziewała się dziś ujrzeć ponownie.
- No, no, no... - mruknęła sama do siebie, uśmiechając się chytrze i skryła się w cieniu, za jednym z licznych filarów podtrzymujących starą halę przed zawaleniem się. Skoro już tak się pięknie złożyło, poobserwuje go z daleka. Ma czas.
Powrót do góry Go down
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Wto Kwi 16, 2013 9:05 pm

Dziennik wojenny Punishera, dzień 13 198. Dzisiaj jest mój szczęśliwy dzień. Ledwo opuściłem kryjówkę i od razu natknąłem się na coś, co wymagało mojej interwencji. Drobny dealer, który nawet nie potrafił ukryć tego, że robi coś nielegalnego. Chciał mi sprzedać trochę prochów, więc go obiłem. Nawet nie zamierzałem go przesłuchiwać, bo co może wiedzieć takie nic? Ale zaczął gadać. Że ma na imię Tonny, że ma małe dziecko i drugie w drodze, że robi to, by móc zapewnić chorej matce odpowiednią opiekę... Standard. Słyszałem to dziesiątki razy. Zaciekawił mnie dopiero pewną informacją. Tym, że wraz z innymi dostawali towar od jakiegoś Japończyka w starej fabryce Forda. Trzeba to będzie sprawdzić. Niestety Tonny nie zdążył powiedzieć nic więcej. Serce mu nie wytrzymało.

Frank nie spodziewał się szczególnych kłopotów. Kilku dealerów, jakaś wyżej postawiona w hierarchii gnida i może kilku jego goryli. Nic szczególnego, jak się postara, może nawet nie zdążą wyciągnąć broni. Dlatego też nie zdecydował się brać ciężkiego kalibru i ograniczył się do dwóch pistoletów M-45 MEUSOC z podczepionymi celownikami laserowymi, pistoletu maszynowego typu Uzi, a także nóż Ka-Bar Fighting Utility Knife. Dodatkowo wziął 3 granaty bojowe M67 i jeden błyskowo-hukowy, a także niewielki ładunek C4 detonowany zdalnie. Tak na wszelki wypadek.
Na wszelki wypadek wziął też swojego wzmacnianego pancerzem Dodge'a Ram w kolorze zielonym. Dodatkowym atutem pojazdu był zamontowany jeszcze przez Micro system pozwalający odpalić i kierować autem przez pilota. Rzecz bardzo pożyteczna, gdy odniesione obrażenia uniemożliwiają sprawne prowadzenie samochodu w chwili, gdy tego najbardziej potrzeba.
Poza tym wziął ze sobą lornetkę, noktowizor i paralizator - jego standardowy ekwipunek na akcję.

Samochód zaparkował ulicę wcześniej, by nie zaalarmować zbirów o swojej obecności. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w razie jakichkolwiek problemów jego jedyna droga ucieczki znajduje się kawałek od niego, ale był gotów ponieść to ryzyko. Również ostrożność zachował, wchodząc do budynku: na teren fabryki dostał się tą samą dziurą w płocie, której użył Mayhem, a do budynku wszedł przez okno, które wcześniej podważył i otworzył za pomocą noża. Wyciągnął pistolet, położył palec na osłonce spustu. Był gotów jak zawsze.

Ostrożnie przemieszczał się po pomieszczeniu. Nawet nie marzył o tym, że akurat dzisiaj dojdzie do spotkania. W tym miejscu nie szukał śmierci, nie dzisiaj. Bardziej polował na jakiś skrawek informacji, podpowiedzi. A gdyby jednak ktoś się trafił... Byłoby miło.

I wtedy zobaczył jakiegoś mężczyznę, 20 metrów przed nim, stał tyłem do niego. Czyli jednak coś się działo. Chyba że był jakiś zabłąkany cywil. Mało prawdopodobne, ale jednak jest to wystarczający argument, by nie rozwalać mu głowy. Przynajmniej jeszcze nie. Zwłaszcza że Frank potrzebuje informacji.
Punisher uniósł broń i czerwony punkcik pojawił się na potylicy długowłosego.
- Odwróć się powoli. Tak, bym widział twoje ręce, kolego. - powiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem



Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Wto Kwi 16, 2013 9:30 pm

Pochodził trochę po pierwszym parterze szukając jakiegoś przejścia na wyższe piętra. Budynek wyglądał całkiem fascynująco, nie na co dzień ma się okazję przechadzać się opuszczonymi korytarzami rodem z filmów grozy. Palce przemykały po telefonie wystukując wiadomość. „Cześć Jeff. Co robisz? Jestem w ciekawym miejscu, można by tu zrobić koncert, ale brakuje chyba prądu, mówiłeś coś o jakimś gener…” Co do chuja?! Podniósł ręce, ale nie odwrócił się specjalnie wolno, bo był zaskoczony całą sytuacją i raczej do niego to nie dotarło. Czerwony punkcik celował teraz pewnie jakoś w jego twarz, ale średnio robiło mu to różnicę, bo bardziej zaaferowany był dziadem, który mierzył do niego z pistoletu. Spokojnie, nie wiedziałem, że nie można tu wchodzić. Już wychodzę, naprawdę! – rzucił nieco łamiącym się głosem. To, że potrafił zamienić się w wielkie, kuloodporne bydlę nie znaczyło, że był wielkim kozakiem. Był człowiekiem z krwi i kości, nie jakąś przerysowaną komiksową kreaturą. Mogę już iść? – zapytał nie opuszczając rąk. Papieros, który trzymał właśnie wchodził w stan małej „marchewy” i kawałek zbitego wypalonego tytoniu upadł żarząc się gdzieś na ramię jego kurtki co zauważył kątem oka. Kurw@ mać! Odruchowo strzepał tlący się paproszek i posłusznie kolejny raz uniósł ręce do góry. T… To jak, pójdę sobie nie? Jak coś to nie było sprawy… ja się ani nie gniewam ani nic, no każdy wykonuje swoją pracę... - rzucił podenerwowany nie chcąc denerwować tajemniczego jegomościa, toteż kierował się ku wyjściu powoli po okręgu nie zbliżając się do niego, by tamten nie poczuł się zagrożony. Przejdzie sobie po okręgu, wyjdzie skąd przyszedł i wszelkie siły świadkami – już tu więcej nie wróci. No tego… to dowidzenia… - stwierdził niepewnie siląc się mimo stresu na jakieś pozory wychowania i kultury. Nawet nie wiedział, że dalej ściskał w palcach filtr papierosa, który po prostu odpadł, w drugiej dłoni dziarsko trzymał swój telefon niczym lampkę do rozświetlania ciemności, którą obecnie trudno było się posługiwać, toteż co rusz zawadzał niezdranie stopą o jakiś złom albo szkło. Ja pierdolę, kurw@ mać… co za akcja… ja pierdolę… powtarzał sobie w myślach czując jak się poci. Może zrobiłoby mu się słabo, ale adrenalina działała na najwyższych obrotach. Nie miał zamiaru z nim walczyć, nie miał nawet zamiaru aktywować swojej mocy… tak prawdę mówiąc, z tego zdenerwowania chyba zapomniał, że to potrafi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sro Kwi 17, 2013 6:34 am

Huhuhu! Tego ani ona, ani Bailiff sie nie spodziewali. Dlugowlosego Jacka, ktorego poznala kilkadziesiat minut wczesniej w taniej, oskurnej chinskiej restauracji, zaszedl od tylu inny facet. Ten jednak byl uzbrojony tak jakby wchodzil w sklad jednoosobowej armii a na dodatek szykowal sie do stlumienia malej wojny domowej. Musiala przyznac, to zaiste interesujacy rozwoj wydarzen. Az korcilo by sie wtracic, zajsc samozwanczego obronce ludzi przed ciezkim brzmieniem, przylozyc mu sztylet to krtani... Problem polegal na tym, ze zapewne by nie siegnela. No i to nie bylo oficjalnie zlecone, oczywiscie. Sama z siebie stronila od przemocy, to zadania jakie otrzymowala definiowaly jej postepki. W zaleznosci od nich mogla zlikwidowac jakiegos pozornie nieuchwytnego bandyte, lub ochraniac wazna osobistosc publiczna. Zadnych nie wykonywala mniej lub bardziej chetnie, to po prostu jej sposob na zycie. Ze swoim wygladem dziecka tylko zakladajac maske i dobywajac broni tylko tak mogla pozwolic sobie na w miare przyzwoite zycie, oplacenie rachunkow. Dziwna sprawa, ale jakos w fast foodach nie placa majatkow pracownikom za odgrzanie burgera i frytek.
*Moze podejdziemy blizej?* zaproponowal w glowie van Wryght Bailiff. On rowniez byl zaintrygowany, lecz jego natura byla odmienna od tej, ktora prezentowala Alicja. Bardziej brutalna i bezlitosna, choc czesto zbiezna z zamiarami kobiety. A jesli nie, to po prostu przejmowal sobie jej cialo, laski bez. Brazowowlosa skinela glowa i powiodla wzrokiem po filarze za ktorym sie ukrywali. Kilka metrow powyzej byla metalowa belka stropowa, gdyby na nia sie dostac, moglaby ostroznie przejsc az znalazlaby sie tuz nad uzbrojonym agresorem. Stamtad zapewne rozciagal sie o wiele lepszy widok na scenke. Haha, moze ktos wzial Mayhema za dilera narkotykow?
Zamaskowany osobnik cofnal sie, spial jak kot przygotowujacy sie do skoku na wysoki mebel i dokladnie to uczynil. Zawisl na metalowej belce, wciagnal sie po niej i ostroznie przeszedl we wczesniej zlokalizowane, idealne miejsce. Caly czas skryty w mroku poprawil kaptur i kucnal, jakby sie zastanawial - zeskoczyc i zastrzelic, czy przeczekac i odejsc.


Ostatnio zmieniony przez Alicia van Wryght dnia Pią Kwi 19, 2013 7:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Kwi 19, 2013 6:44 pm

Czerwona kropka przesunęła się z policzka na czoło nieznajomego. Teraz stanowił zerowe zagrożenie, chyba że jest jednym z tych superludzi, których ostatnio tylu się wysypało. Jednak musiałby nadludzko szybki albo kuloodporny. A skoro tak zareagował na broń wycelowaną w głowę. No chyba że był dobrym aktorem, bo Frankowi nie wydawało się, by ten kłamał... Ale co superczłowiek robiłby na spotkaniu płotek? Bez sensu.
Cała ta analiza trwała przez jakiś ułamek sekundy, podczas którego Punisher nie drgnął o sekundę. Fakt, że mężczyzna jest zwykłym gościem, który pojawił się w nieodpowiednim czasie i miejscu trafiła do niego. Jakby nie patrzeć, miejsca takie jak to, muszą być bardzo atrakcyjne dla młodych ludzi. Alkohol, narkotyki, seks. W takich miejscach smakują najlepiej.
- Dobra - powiedział, opuszczając broń - Zaszło nieporozumienie.
Pistolet rzecz jasna dalej miał w gotowości. Po prostu nie chciał niepotrzebnie straszyć gówniarza. Ten pewnie wziął go za pracownika ochrony, czy coś, co tylko potwierdzało, że:
a) Nie wiedział, że Frank jest Punisherem.
b) Nie wiedział, że cokolwiek się tutaj rozgrywa. Gdyby chciał kupić narkotyki lub porozmawiać z kimś wyżej postawionym, po prostu by mu to powiedział. A nawet nie spodziewał się zobaczyć tutaj kogokolwiek z bronią.

Dzień można uznać za zmarnowany. Ale to było oczywiste już wcześniej.

Punisher nie zwracając uwagi na chłopaka, po prostu się odwrócił, by wrócić do poszukiwań. Broń schował do kabury. Tutaj i tak nikogo nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1139
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Kwi 19, 2013 11:07 pm

Frank, Alicja i Jack byli teraz zajęci sobą, wręcz wzajemnie - jednak nie byli jedynymi gośćmi którzy zdecydowali się z jakiegoś powodu odwiedzić akurat to miejsce. W pewnym momencie z za stalowych drzwi znajdujących się mniej więcej pięć metrów na zachód od grupki - dobiegł potężny huk, a całe pomieszczenie ogarnął silny wstrząs, utrudniając w dużym stopniu utrzymanie równowagi w przeciągu kilku sekund. Zaraz potem zapadła niema cisza. Drzwi były wykonane ze stali, były grube na pięć centymetrów i nie były niczym strzeżone, zapieczętowane lub zamknięte za pomocą zamka/zatrzasku. Co ciekawe - w przeciwieństwie do reszty fabryki - drzwi te nie nosiły śladów działalności czasu. Nie były zniszczone, zupełnie tak jakby wstawiono je tutaj stosunkowo niedawno. Za drzwiami znajdowała się wąska klatka (miejsce dla jednej osoby), ogarnięta ciemnością i prowadząca jakieś dziesięć metrów w dół - na końcu dało się ujrzeć czerwone światło dobiegające z jakiegoś podziemnego pomieszczenia. Teraz należało się zastanowić - czy mądrym i bezpiecznym było schodzić na dół?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem



Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Kwi 20, 2013 9:51 am

Uff… odetchnął trochę z ulgą, zwiesił głowę i debilnie się uśmiechnął. No… może nie debilnie – po prostu rozbrajająco szczerze. Dzięki. Rąk jeszcze nie opuszczał przez kilka sekund. To do widzenia. Kilka słów rzuconych na pożegnanie dodało mu otuchy. Już się wycofywał kiedy coś literalnie jebło… mocno. KURW@!!! Serce zaczęło walić mu jak młotem, chwiejąc lekko na nogach schylił się w pół i z uwagę obserwował co się dzieje, tak jakby zapomniał, że najlepiej byłoby spieprzać ile sił w nogach. Eee… Nie wiedział co powiedzieć. Z jednej strony już brał nogi za pas, z drugiej coś kazało mu zostać. Pierdolę ten cyrk! Bez słowa wybiegł wręcz na zewnątrz lecąc za jakiś opuszczony fabryczny kontener. Przywarł do niego plecami tak mocno, jakby chciał się z nim stopić i wziął głęboki oddech. Co za pojeb@na akcja! Ja pierdolę! Złapał się za klatkę piersiową tam gdzie miał serce, wziął kilka głębszych oddechów i znów pochylił patrząc w czubki swoich ciężkich butów. Nikt rozsądny by tam nie został. Co do chuja pana miało to znaczyć. Facet wyglądał jakby okradł sklep z bronią, potem jeszcze te drzwi, czy winda czy cholera wie co. Upewnił się ostrożnie wyglądając zza krawędzi, czy dziadek „one man army” nie wylazł też z pomieszczenia. Co to było… Ja pierdolę… Kurw@! Najlepiej było w ogóle się do tego nie mieszać, iść i wrócić do domu jak gdyby nigdy nic. Sprawdził telefon, godzinę, dzwonić po policję nie miał zamiaru. Będą zadawać pytania, jeszcze go o coś posądzą. Ja pierdolę… Zastanowił się przez chwilę. Najlepiej było się gdzieś ukryć. Wyjrzał i zerknął, czy nie ma gdzieś lepszej zasłony – ku jego nieszczęściu nie było. Co robić?! Jego oddech nadal nie zwalniał, a kiedy uświadomił sobie jedną rzecz – nawet jeszcze przyśpieszył, a jego dłonie zaczęły się nerwowo pocić. Przecież był inny. Ja pierdolę… nie… To głupie. Ja pierdolę, NIE! W głowie kiełkowała mu myśl by zmienić się w chodzącą zbroję. Nie wiedział po co, jeszcze o tym nie myślał. Ten impuls, jedna myśl wprawiła go w stan, w którym nie był w stanie trzeźwo spojrzeć na sytuację. Zmusił się do kilku głębokich oddechów. Przymknął na chwilę oczy, ale potem natychmiast je otworzył. To było nieostrożne tak starać się od tego wszystkiego odciąć. A jak tam jest bomba? Skulił się jeszcze mocniej, jakby od tego kontener miał stać się schronieniem lepszym od atomowego bunkra. Po co mi to?! Trudno powiedzieć jak bardzo walczył z swoimi myślami. Wewnętrzny konflikt trwał nie dłużej jak minutę, ale wyczerpywał go gorzej od najbardziej morderczego treningu o jakim kiedykolwiek mógłby pomyśleć.

Nie było sensu tłumaczyć sobie jak chujowym rozwiązaniem jest mieszanie się w tego typu kabałę. Wiedział to doskonale, a jednak coś go ku temu pchało. Nie żadna tam ciekawość… Chciał tam być, chciał być częścią czegoś tajemnego, niebezpiecznego, chciał coś przeżyć. Chciał być kimś. I choć nie powiedziałby nigdy tego na głos – chciał być bohaterem. Jak z filmów. Jak z telewizji. Kroczyć dumnie pośród płomieni budząc trwogę i zachwyt. Próżność… To takie próżne… - przyznał sam przed sobą z lekką odrazą. To jedno słowo odbijało się teraz echem wewnątrz skołatanej myślami czaszki. Próżność… „Vanity, definitely my favorite sin.”* Cytat z Adwokata Diabła przypomniał mu minę Ala Pacino. Z jednej strony serce kołatało mu mocno od całej sytuacji, która wydarzyła się kilkadziesiąt sekund temu, z drugiej – ponieważ przed oczami stanęła mu kolejna scena, którą znał niemal na pamięć. Znów przemawiał do niego ten sam diabelski Pacino. „I want you to be yourself. You know, I'll tell you, boy. Guilt - it's like a bag of fuckin' bricks. All you gotta do is set it down....Who are you carrying all those bricks for anyway? God? Is that it? God? Well, I tell ya, let me give you a little inside information about God. God likes to watch. He's a prankster. Think about it. He gives man instincts. He gives you this extraordinary gift, and then what does He do? I swear, for His own amusement, His own private cosmic gag reel, He sets the rules in opposition. It's the goof of all time. Look, but don't touch. Touch, but don't taste. Taste, don't swallow. Aha ha ha. And while you're jumpin' from one foot to the next, what is He doin'? He's laughin' His sick, fuckin' ass off. He's a tight-ass. He's a sadist. He's an absentee landlord. Worship that? Never!”**

Przez kark przemknęły mu rzędy nieprzyjemnych dreszczy. Nie chciał trwać w cieniu, chciał żyć… chciał być, a nie tylko egzystować. Miał dar. Chciał go wykorzystać, nawet jeśli miał zgrzeszyć. Miał szansę odmienić swoje życie. Nic mi nie będzie… Złapał za kurtkę i zdjął ją z swoich pleców. Jego palce zacisnęły się na krawędzi koszulki. Oddech znów przyśpieszył. Pociągnął i zdjął z torsu ubranie, potem przełykając ślinę rozejrzał się raz jeszcze i upewniając, że nikt go nie widzi, rozebrał do naga. W chwili gdy kucał tak jak nagi Adam kryjący się w gęstwinie przed spojrzeniem Boga. Zamknął oczy i wymusił przemianę.

Jego skóra, kości, mięśnie – cały organizm przeszył impuls przemieniający go w wielkiego na ponad 2,5 metry potwora. Rozsuwające się elementy ciała sprawiły, że mężczyzna zagryzł zęby czując jak każdy cal sylwetki w ciągu niecałej sekundy pęcznieje i zmienia swoją postać eksplodując falą ewolucyjnej mutacji. Rozrastające się wzdłuż kręgosłupa kręgi utworzyły podstawę szkieletu dźwigającego na sobie zewnętrzny pancerz o niezwykłej wytrzymałości i przerażającym wyglądzie. Przypominał wręcz przybysza z kosmosu, zwłaszcza, kiedy pazurzasta łapa chwyciła ubrania wciskając je między pobliskie śmieci. Oczy zakryte czymś w rodzaju osłon błysnęły dziko kiedy uruchomił dysze na plecach wynosząc się w powietrze by spaść tuż przed wejściem. Oczy widzące w podczerwieni dorwały nie tylko uzbrojonego osobnika, z którym miał wątpliwą przyjemność się spotkać, ale także drugi kształt… przyczajony gdzieś (zapewne, choć nie ma to raczej znaczenia) pod… sufitem? Dopiero teraz dotarło do niego jedno. … I co teraz mam zrobić? Jakoś wcześniej o tym nie pomyślał. Wystrzelił jak z procy pojawiając się tuż przed twarzą nieznajomego przybysza czającego się w sali by chwycić go dosłownie – za szmaty. Maska nie zdradzała tożsamości, ale kształt rozchodzącego się pod przykryciem ciepła owszem – już wiedział, że ma do czynienia z kobietą. Lewitując w powietrzu, zadał głośno jedno ale konkretne pytanie swoim niskim, kompletnie nieludzkim, a przez to mogącym jeżyć włosy na głowie głosem, wydobywającym się srogo gdzieś pomimo zakrywającego usta pancerza. CO TU SIĘ DZIEJE!? Szczerze mówiąc nie znał wszelkich możliwości swego ciała, ale z obserwacji zauważył, że próby zrobienia sobie krzywdy spełzły na niczym więc nie bardzo obawiał się zarówno zamaskowanej dziewczyny jak i faceta z arsenałem. Nie robił gwałtownych ruchów, nie chciał nikogo krzywdzić. Z typowo siłowych spraw warto nadmienić jedynie, że trzymał(by) płaszcz dziewczyny jak w imadle i pewnie by uwolnić się z uścisku łatwiej byłoby odciąć trzymane poły materiału niż się wyszarpać. O kurw@... Co teraz? KURW@! Na co mi to było! A może to lepiej? Ja pierdolę… kim oni są?

*Próżność, to zdecydowanie mój ulubiony grzech.

**Bądź sobą. Coś ci powiem, chłopcze. Wina – jest jak torba pieprzonych cegieł. Jedyne, co musisz zrobić to ją odłożyć… Dla kogo nosisz te wszystkie cegły? Dla Boga? Mam rację? Dla Boga? Zdradzę ci kilka tajnych informacji na temat Boga: Bóg lubi obserwować. To żartowniś. Przemyśl to sobie. Daje człowiekowi instynkty. Daje ci ten niezwykły dar i co potem? Przysięgam, że dla własnej uciechy. Dla swej prywatnej kosmicznej burleski. Ustala wszelkie zasady na opak. Żart wszechczasów: Patrz, ...ale nie dotykaj… Dotknij, ...ale nie próbuj… Spróbuj, ...ale nie połykaj. Ha ha ha! Kiedy to przestępujesz z nogi na nogę, co on robi? Zrywa boki ze śmiechu! To sztywniak! Sadysta! Wiecznie nieobecny gospodarz! Jego mam czcić? Nigdy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Kwi 20, 2013 3:10 pm

Musiała przyznać, że zapowiadało się ciekawie. Uzbrojony po zęby mężczyzna mierzący do Mayhema nie wydawał się być typem, który łatwo odpuszcza. Jednakże błękitnooka zawiodła się z chwilą, gdy dostrzegła jak kropka celownika powoli schodzi coraz niżej, niżej, aż w końcu zupełnie nie jest skierowana w stronę zaskoczonego metala, który odetchnął z ulgą. Kiedy opuścił ręce a Punisher zajął się lustrowaniem reszty fabryki była pewna w stu procentach, że nic z tego nie będzie. Skrzywiła się pod maską. Bo co by tu jeszcze zrobić, gdzie pójść, co zobaczyć? Szansa była, może to nawet lepiej że się nie wtrąciła.
Zbyt zajęta obserwowaniem tego co rozgrywało się kilka metrów pod nią. Taka właśnie była Alicia w chwili, gdy ziemią, a co oznaczało również całym budynkiem, wstrząsnął silny wybuch. Chwilę temu rozmyślała o opuszczeniu fabryki, teraz zaś walczyła o utrzymanie się na niezbyt szerokiej belce stropowej, która na dodatek zgrzytnęła upiornie gdzieś przy mocowaniu na ścianie. I choć nie była wierząca a Bailiff prychał na każde przywołanie tego wyrażenia, pasowało jak ulał: Dzięki Bogu.
*Może jednak co nieco zobaczymy?*
*Co masz na myśli?* odpowiedziała w głowie swemu 'przyjacielowi'. Nie bardzo chciała pozostawać w środku opuszczonej hali, skoro albo coś się trzęsie, albo facet z większą ilością broni niż palców u rąk kręci się wyraźnie poddenerwowany oczekując na coś lub kogoś. Najlogiczniej zachował się chyba długowłosy mężczyzna - uciekł gdzieś, gdy nie patrzyła.
*Spójrz trochę na prawo. Tamte drzwi nie wyglądają na nieruszane od dziesięcioleci.* Posłuchała się demona i musiała przyznać mu rację. No i można by przypuszczać że to właśnie za nimi znajdowało się źródło wstrząsów. Dziewczyna należała do osób, które jak raz się zaciekawią to nie odpuszczą. Delikatnym skinieniem głowy dała przyzwolenie do działania Bailiffowi.
*Ale dopiero gdy zobaczymy co jest w środku* Głos w jej głowie nie zgłaszał skarg. Dogadali się, więc można było przystąpić do działania. Zupełnie jak poprzednio, gdy wskakiwała na belkę, teraz przygotowała się do zeskoku. Grunt to zachowywać się jak najciszej, nie wzbudzić niczyjego zainteresowan....
...I cały misterny plan też w pizdu.
Straciła czujność, jej wina. Nie ma co się spierać. Tylko tyle przyszło jej do głowy, gdy coś szarpnęło ją za fraki. Spojrzała przed siebie i dojrzała ogromnych rozmiarów ruszającą się zbroję. Coś jak gruby, mniej popularny brat Iron Mana. Była przygotowana na sporo rodzajów bólu, jak ten gdy ktoś rzuca tobą o ścianę albo podłogę, tymczasem jedyne co się zmieniło, to pozycja. Alicia wisiała luźno w powietrzu, trzymana silnym łapskiem stwora . Przez myśl nie przeszło jej by się szarpać czy próbować ucieczki. Jeśli ją wypatrzył, skrytą wśród ciemności wysoko ponad dachem, to najpewniej posiadał noktowizor lub coś innego.
*Zajmę się tym*
Mayhem nie doczekał się odpowiedzi na pytanie. Zamiast tego pochwycony zamaskowany osobnik przestał się ruszać i 'sflaczał', jakby właśnie wyzionął ducha. Puste, czarne oczodoły i ani słowa. Być może to podekscytowanie sytuacją, ale chyba zdobycz przestała nawet oddychać. Do czasu, gdy po około minucie rozległ się, najpierw cichy, później coraz mocniejszy, śmiech. Definitywnie męski, czemu przeczyły wszak wszelkie odczyty podczerwieni.
- Boisz się. Nie ważne jak bardzo zmodyfikowany masz głos, wahania w nim niczym nie przesłonisz. - Powieki uniosły się, teraz na mutanta patrzyły czerwone, błyszczące ślepia o pionowych, wąskich jak u gada źrenicach. Iście hipnotyzujące spojrzenie demona. Bailiff wiedział doskonale co ma robić, jak wykorzystać ciało, którego mu użyczono, które słowa dobrać. Nawet w Bilbii diabeł wiedział o wszystkich słabościach i pokusach człowieka.
- Chciałbyś być kimś wielkim. Sławnym. Zmienić coś. Mam rację? - Barwa i pewność w głosie szkarłatnookiego sprawiały wrażenie, jakby doskonale wiedział o czym mówi, zaglądał głęboko w podświadomość tego, na którego łasce właśnie się znajdował. Dobry blef, oparty o proste hasła był czasem lepszy niż każdy inny sposób. - Więc może zajrzymy za tamte drzwi? To chyba o wiele bardziej niebezpieczne i interesujące, hm?
Kątem oka zerknął w kierunku posadzki fabryki. Sugestywnie, ale również w poszukiwaniu Punishera. Za maską uśmiechnął się szeroko i zaśmiał, zupełnie jak wcześniej. Nie dobywał żadnej broni spod płaszcza, nie poruszał się poza minimalnym przechyleniem głowy w bok jak lalka na sznurkach, sterowana z góry. Taki niegroźny, taki przekonujący...
Powrót do góry Go down
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Kwi 20, 2013 9:43 pm

Nie znalazł niczego. Nawet najdrobniejszego śladu, który mógłby doprowadzić jego śledztwo do kolejnego punktu. Nic. Trzeba będzie wrócić później i zamontować jakieś kamery. Gdy żaden długowłosy dzieciak nie będzie się kręcił, gdy nie będzie tu absolutnie nikogo. Kątem oka zobaczył, że nieznajomy zaczął się wycofywać, a przerażenie na jego twarzy zmieniło się w ulgę. Dobrze. Jeśli ma choć trochę oleju w głowie nigdy tu nie wró...
Huk i wyczuwalne drżenie podłoża. Eksplozja?
Frank instynktownie odwrócił się w stronę, z której strony hałas dobiegał, lekko wysuwając prawą stopę do przodu i lekko uginając nogi w kolanach, dzięki temu nie zachwiał się za bardzo. Wyciągnął też oba pistolety, które wycelował w drzwi. Solidna stal, pociski i tak by przez nie nie przeszły. Pytanie, czemu wcześniej nie zwrócił na nie uwagi? W końcu wyraźnie odróżniają się od reszty wystroju. Jednak miał szczęście: coś tu miało miejsce. Uroczo.
- Spieprzaj. - mruknął do metala. Całkiem niepotrzebnie; ten zrobiłby to nawet, gdyby Punisher nie odezwał się nawet słowem. Nie podejrzewał, by ten sprawiał jeszcze jakiekolwiek problemy. Mógł więc skupić się na źródle hałasu.
Zastanawiało go, czemu poza tym jednym hukiem nie słyszał niczego. Tak, jakby źródło hałasu samo pozamiatało cały majdan, ze sobą włącznie. Może była tu fabryka amfetaminy, czy innego ścierwa, która właśnie wyleciała w powietrze, zabierając ze sobą wszystkich zainteresowanych? Dobrze by było, oszczędziłby sobie pocisków na prawdziwe cele...
Znowu coś. Dziwne dzwięki, tym razem dochodzące z tego pomieszczenia. Odwrócił się i... Nie mógł uwierzyć. Latający gość w zbroi trzymający gościa w masce. Rzecz dziwna, choć tak normalna w tych chorych czasach. I z całą pewnością wystarczająca, by skierować w jego stronę broń. Chociaż wątpił, by takie małe pukawki cokolwiek mu zrobiły.
- Potrzebuję większej broni...
Albo czołgu. A na pewno planu.
- Dobra. Rzuć go i w tej chwili gadaj, kim jesteś. - powiedział powoli i wyraźnie. Grał na czas.
Tajemnicze drzwi nagle przestały być takie ważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem



Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Kwi 20, 2013 9:56 pm

Poczuł jak trzymana przez niego persona… poluzowała. Ja pierdolę… zabiłem ją! Zabiłem… KURW@ MAĆ! Przysunął ją odruchowo bliżej swojej twarzy – tylko nie wiadomo po co. Co chciał zrobić? Ocenić czy jest martwa na podstawie jej wyglądu? Miała to mieć wypisane na masce? Ej… nie umieraj! Kurw@! Nie chciałem, ej… ej Mała, nie rób mi tego no ej… Ej… wszyst…ko ok? Kurw@ jakie to zabawne! JA PIERDOLĘ, SUKO PRAWIE ZSZEDŁEM PRZEZ CIEBIE NA ZAWAŁ!!! Ten śmiech w jednej chwili go mocno zdenerwował, ale szybko odetchnął z ulgą… a może odetchnąłby bo w tej formie nie musiał nawet oddychać. Adrenalina go trzymała… i to mocno. Śmiech przypisałby kobiecie tylko, jeśli pochodziłaby z dawnego NRD. Coś tu nie pasowało, ale ostatecznie żyli wszyscy w czasach, kiedy nigdy nic nie wiadomo. Z odrazą przeleciało mu coś przez głowę związanego z tajskimi dziewczętami… które raczej z dziewczętami nie mają wiele wspólnego. Odsunął niemilca od swojej głowy znów trzymając go na wyciągniętej ręce. Nie sposób by nie zauważył ślepi… tego czegoś, ale jeszcze bardziej były interesujące słowa, które wygłaszał. Tak… bałem się, że niechcący chwyciłem cię nieco za mocno… Ciężko jest rozróżnić coś między 100 kg, 200, czy 300… W sumie to był dla niego pewien problem. Starał się wiele nie podnosić, nie przenosić i nie chwytać. Brakowało mu nie tyle wprawy ile pewności czy nie użyje za dużej siły. Do teraz pamiętał jak chciał po prostu rzucić kamieniem, a rozorał drzewo robiąc dziurę na wylot… Albo jak „trenował” na wysypisku starych maszyn… Tona w tą, tona w tamtą… to było w jakiś sposób przerażające. Fajnie ogląda się Supermana w telewizji, ale kiedy starasz się nie rozwalić w dłoni samochodu, nie jest zabawnie. Ani… kurw@ trochę… Pewnie dlatego chciał chwycić to coś za płaszcz. Dla bezpieczeństwa. Może i był wielkim bydlakiem, ale nie miał nikogo na sumieniu… i raczej by mieć nie chciał.

Naprawdę demon wiedział jakie słowa dobrać? Może i wiedział o wszystkich słabościach i pokusach człowieka, ale z mutantami w zbrojach, które uniemożliwiają mentalną penetrację radził sobie słabo. Prawdę mówiąc nigdy się nad tym jeszcze nie zastanawiał. Skoro istnieją tacy jak on, to czy nie są trochę jakby aniołami, albo kimś takim? To znaczy, że nie powinni się bać życia po śmierci, czy powinni? A czy to znaczy, że mogliby dokopać demonom? A jeśli w niebie są ci dopakowani, a w piekle cieniasy? Albo na odwrót? Jak przyszedłby czas Armageddonu to kto miałby większe szanse? Tak w ogóle… kiedy on był ostatnio w kościele?

Zmień poradnik, albo dilera. Cienko ci idzie wciskanie kitu. Potrenuj sprzedawanie garnków na emerytkach… albo zostań Świadkiem Jehowy… nie wiem, znajdź swoją niszę. – odpowiedział opryskliwie. To trochę się kłóciło nie? Widzisz gościa wyglądającego jakby miał samotnie podbić świat, a zamiast o niewoleniu rasy ludzkiej nawija ci o garnkach. Ironia losu, nie? Gdzież podział się ten mrok, gdzie ta tajemniczość i pompatyczność komiksowych herosów? Nie lubił gości, którzy uważają, że wiedzą wszystko najlepiej. Ja pierdolę… znasz kogoś, kto nie chce być sławny i coś zmienić? Gdzie on dorwał te mądrości? Captain Obvious kurw@ mać.

W sumie masz rację… Tak sobie myślę, mógłbym zmienić na przykład to, że zajrzałbym za twoją maskę… - wykonał ruch dłonią zbliżając ją do twarzy nieznajomego stworzenia - ...ale wiesz. Jakoś byłoby mi żal. Cofnął ją z powrotem nie ruszając osłony twarzy postaci. Zrujnowałbym twoją tajemniczą egzystencję, zabrałbym poczucie anonimowego skradania się po jakiś rusztowaniach. Ja pierdolę… serio to tak już jest, kiedy okazuje się, że potrafisz więcej od statystycznego Smitha? Nie chodzisz już chodnikami, tylko latasz gdzieś po gzymsach, nie wiem kurw@ skaczesz, a pieniądze wyrywasz razem z bankomatem? Jestem kurw@ laikiem, zbieram kurw@ informację. Może jestem kurw@ nie na czasie. Może teraz to nie latające peleryny są w modzie, a przyduże płaszcze… co ja tam wiem. Nastąpiła wymowna pauza. Kurw@. Pokręcił nieznacznie głową. Wiesz co. Nie mam bladego pojęcia kim jesteś przystojniaku, ale mam dla ciebie pewną ksywkę i jeśli się nie pogniewasz – w co wątpię, bo ostatecznie to ja trzymam ciebie, a nie ty mnie – pozwolę sobie podzielić się nią z panem wojakiem na dole - Captain Obvious! Spojrzał na uzbrojonego po zęby twardziela pokazując mu opętane przez demona ciało jak małpa małego Simbę w Królu Lwie. Czaisz to? Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to dziwak w masce pierdolący coś o wróżeniu sławy i poszukiwaniu życiowego celu! Panie i panowie – świat ma kolejnego herosa! Captaiiiin OBVIOOOUSSSSSS… - ostatnie słowo wypowiedziane iście teatralnym szeptem, przez który Smeagol z kinowego Władcy Pierścieni wpadłby w kompleksy, spłoszyło pewnie gołębie z dachu fabryki… o ile takowe tam siedziały. Jak nie chcesz żeby w dzienniku twoją SŁAWNĄ i ZNACZĄCĄ japę do końca twoich dni podpisywano ksywką Captain Obvious – przymknij się i daj mi pomyśleć.

Nastąpiła chwilka zadumy. To nie trzymało się sensu. Wparował tu jak Deus ex machina. Zachachmęcił, namieszał, przerwał coś w połowie i nie potrafił tego ładnie złożyć. Czego on oczekiwał? W sumie nie wiedział. Tak bardzo chciał by nic go nie ominęło, tak bardzo chciał „włożyć” swoją maskę i być świadkiem czegoś niezwykłego. Jak dziecko… No i kurw@ ma. Jest maska, jest event, tylko zabrakło motywu. Zerknął na wojaka na dole. Po nieruchomej twarzy okutej pancerzem nie dało się odczytać niczego, ale jego wzrok nosił znamiona jednego pytania. „Ej… ten tego. Przyszedłeś tu z bronią, nie rozwaliłeś mnie i wyglądasz na kogoś kompetentnego więc… co robimy?" Nie żeby nagle zapałał do niego bezgraniczną przyjaźnią, ale z chęcią zanim spuściłby Captaina Obviousa skrępowanego linką jak szynkę w dół windowego szybu, bardziej wolałby rozpalić tu ognisko i wymienić się z nimi spostrzeżeniami. Nie wiem. Pogadałby o życiu… albo o czymś. Tak naiwnie, prosto i przyjaźnie. I tak by nic nie zeżarł. Gdzie miałby sobie wcisnąć tą kiełbaskę? Nie moi mili – tam też nie ma dziurki. Wiem o czym pomyśleliście- SERIO!

Ale przecież jak go rzucę to go zabiję! Naprawdę mam nim rzucić? – odburknął do wojaka. Kim jestem? A co nie widać? Jestem przeklętym latającym dziwolągiem, nie tak odmiennym jak Captain Obvious i Ty… czekaj. Nie wiem. To już nie jest zabawne. – sam sobie podsumował. Dobra zaryzykuję – może Weteran Wszystkich Wojen? Albo Brudny Harry? Widziałeś ten film? Zniżył pułap unosząc się może z pół metra nad ziemią, ale nie puszczając człeko-demona. Może nie jest to najlepsza okazja na wieczorek zapoznawczy, ale czy ktoś z was jest w stanie wyjaśnić mi co tu się dzieje, kim jesteście i dlaczego ta winda pierdolnęła, jak pojeb@na? Ehhh… i przepraszam za te nerwy. Nosi mnie. Co za rozbrajająca szczerość. Jeszcze trochę i zacząłby opowiadać historię swojego życia. Tak w ogóle masz na ten cały szmelc pozwolenie? To legalne? Nie wiem jak to teraz wygląda. W sumie nie moja sprawa, ale przyznam, robi wrażenie – powiedział wskazując na pukawki nieznajomego. Co on tyle tego nosi? Może on kurw@ z Teksasu? O kurw@! To jest dobre! Captain Obvious i Strażnik Teksasu! Te moje Mayhem to przy nich jakoś bez polotu. Pojeb@na Zbroja… nie… Jakoś nie przypadła mu do gustu własna inwencja twórcza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Kwi 21, 2013 11:35 am

Alicia w swojej podświadomości zaczęła ironicznie bić brawo mądrościom demona. 'Zajmie się tym', jasne. Ciekawe co on sobie myślał - że takimi tekstami przekona kogokolwiek? Wystraszy? To się nie mogło udać i w sumie nie wiedziała po co próbował. Był inteligentny, umiał przewidywać zachowania ludzi, więc do cholery co się stało? Zupełnie jakby demon był iPodem, który ktoś podmienił jak nie patrzyła na tanią podróbkę, która zamiast ekranu ma kalkulator, albo po prostu metalową płytkę z chińskimi znaczkami. Wcale nie dziwiła się, że gość , który trzymał ich za płaszcz tak bardzo robił sobie jaja ze słów Bailiffa. Należało mu się, bo najwyraźniej wyszedł z formy.
Chyba nawet sam to dostrzegł, bo przestał się odzywać i tylko mierzył wielką zbroję wzrokiem czerwonych ślepi bez wyraźnego zaciekawienia, wręcz znudzony długim monologiem. Nie robiło mu różnicy czy nazwie go Kapitan Oczywistość, Superman czy Człowiek-Gruz, słowotok był jednoznacznym sygnałem, że przynajmniej z częścią podejrzeń trafił. Albo po prostu jest naturalnie skory do wykpiwania rzeczywistości, lub stresuje się jak dzieciak na egzaminie. Fakt faktem, Bailiff nie miał wiele do gadania. Nie pasowało mu to bardzo, w duchu zaciskał zęby, starał się o zachowanie spokoju, myślał o czymś innym. Byle by tylko zamknął się i go puścił. W życiu tego nie przyzna, ale najmocniej ucierpiała jego duma.
Na szczęście dwójka zajęła się sobą nawzajem po krótkim pokazywaniu zamaskowanego i zakapturzonego dziwadła jak obraz na licytacji. Demon wykorzystał tę chwilę i dyskretnie sięgnął pod swój płaszcz, dobywając sztyletu przymocowanego do paska. Już kilka sekund później dłoń w skórzanej rękawiczce odcięła część materiału za którą trzymał Mayhem. Alicia spadła ze stosunkowo małej wysokości na nogi, które w momencie zetknięcia się z podłożem zgięły się jak do kucnięcia w celu amortyzacji.
- Wy tu gadu gadu - zaczął, otrzepując ramiona z pyłu a ostrze chowając tam skąd je wziął. Płaszcz był trochę poszarpany w miejscu, w którym łączył się z kapturem. - A za tamtymi drzwiami zaraz znów może coś pierdolnąć.
Ruchem głowy wskazał tam, gdzie zdaje się trzęsienie ziemi miało swoje epicentrum. Nie krępowany już przez niczyje dobre chęci podszedł tam raczej swobodnym krokiem i obejrzał je dokładnie.
*Nic specjalnego* zawyrokowała van Wryght.
*Poczekaj, może da się otworzyć* o dziwo drzwi ustąpiły bez oporu. Otworzył je na oścież i zajrzał do środka. Na samym dole korytarza chyba zbyt wąskiego dla pana zbroi paliło się czerwone światło. Alicia skojarzyła je sobie z disneyowską 'śpiącą królewną', gdzie zła czarownica wykorzystując zieloną poświatę zmusiła księżniczkę Aurorę do podążania dziwnymi drogami z komina na szczyt wieży. Mało logiczne, ale podobieństwo sytuacji nie mogło zostać niezauważone. Kobieta postanowiła również, że tym razem to ona zajmie się mówieniem.
- Nie chcę wam przeszkadzać gołąbeczki, ale na dole jest chyba trochę ciekawiej. Nasza czwórka bawiłaby się tam znacznie lepiej - Rzuciła przez ramię do dwójki mężczyzn. Kiedy łączyła się z Bailiffem jej głos miał to do siebie, że brzmiał podwójnie kiedy chciała się odezwać, to jest łączył się automatycznie z głosem demona, tak że zdawało się jakby przemawiali jednocześnie.
*To co, schodzimy?*
*Prowadź, Alicjio* Odparł głos wewnątrz czaszki kobiety, która wcale nie oczekiwała odpowiedzi, stawiając pierwsze kroki na schodach. Czerwone ślepia umożliwiały jej wyraźne widzenie w ciemności, mało prawdopodobnym było więc, że da się zaskoczyć.
Powrót do góry Go down
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Kwi 21, 2013 10:17 pm

To wszystko było popierdolone. Bardziej niż zwykle. Pieprzący od rzeczy świr w latającej zbroi wymachujący drugim świrem jak szmacianą lalką, pieprzącym od rzeczy w stopniu podobnym. Frank powinien zmienić branżę i rozwalać świrów, wtedy przynajmniej nie musiałby ich słuchać. Chociaż nie. Gdy do niego strzelają, przynajmniej ma jakąś rozrywkę.
Frank absolutnie nie miał pojęcia, co się dzieje. Spodziewał się czegoś oczywistego, czegoś co mogłoby się wymknąć spod kontroli, ale dalej w takim stopniu, by dało się nad tym zapanować. Tymczasem po gangolach nie ma najmniejszego śladu, za to są jakieś wybuchy i ta dwójka. Kim oni są? Nie. Pytanie brzmi inaczej: czy zasłużyli na karę?
Pierwsza zasada bycia Punisherem: pozwolić wygadać się człowiekowi, którego siła ognia przewyższa twoją kilkakrotnie, pozwól mu się wygadać, nim nie wymyślisz, co dalej. A jako że Punisher widział Iron Mana w akcji, ma prawo przypuszczać, że zbroja tutaj obecnego na pewno jest efektywniejsza niż jego dwie pukawki. Dlatego też zdecydował się pozwolić lotnikowi powiedzieć to, co ma do powiedzenia. A niestety miał tego dużo i bez sensu. Świetnie.

W momencie gdy Oczywisty Człowiek został uwolniony przez Gadułę Rycerzyka, przeniósł jeden z pistoletów na jego głowę. Mógłby przenieść dwa - w końcu i tak te pociski pewnie są bezużyteczne przeciwko pancerzowi - wolał jednak mieć zachować złudzenie kontroli nad sytuacją. Tak, gdyby Rycerz Gaduła o tym nie wiedział.
Gdy zamaskowany ruszył do drzwi, lufa pistoletu podążyła za nim. Nie odzywał się ani słowem. W końcu jednak opuścił broń i ruszył przodem. Po drodze schował pistolet trzymany w lewej dłoni do kabury i (miał nadzieję, że niezauważalnie) wyciągnął granat bojowy.

Na wszelki wypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem



Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sro Kwi 24, 2013 3:12 pm

Emm… wystarczyło poczekać… szkoda płaszcza. Istota upadła na ziemię. Sam nie wiedział czy powinien ją łapać czy nie, ale w sumie chyba pierwsze lody zostały już przełamane. A może tylko mu się wydawało? Z drugiej strony co tamta kruszyna miała mu powiedzieć? Grozić mu rychłym końcem? Atmosfera bezpiecznej dyplomacji, savoir vivre’u i innych trudnych słów wirowała w powietrzu jak liść rzucony… eksplozją granatu? Albo coś takiego. Nieważne. Ruszył za zamaskowanym osobnikiem jak gdyby nigdy nic.

Masz, Obvious – przyszyj sobie - powiedział kładąc odcięte części na ramieniu odchodzącego kuriozum, samemu również idąc w kierunku szybu windy. Jeśli to Jack miał być podenerwowany, to dlaczego Obvious gadał ciągle o tych drzwiach jak nakręcony? Jebnie, to jebnie, na chuj drążyć temat – rzucił tak od niechcenia spoglądając później mimochodem na wojaka. Wydawało mu się, że ten drab go rozumie. Chociaż trochę. Nie żeby sam był weteranem, ale patrząc na niego nie miało się wątpliwości, że facet wiedział po co tu przychodzi. Brakowało mu tylko reszty oddziału i helikoptera.

Obvious nie dawał za wygraną, co robiło się mocno podejrzane. W dodatku ten polifoniczny dzwonek wywoływał w Jacku jakiś organicznie nieprzyjemne odczucia. Ostatni raz widział coś takiego na Egzorcyzmach Emilki Róży… czy czegoś takiego. Apage, Satanas – mruknął głośno krzyżując przed sobą dwa wskazujące palce. Złapał się na tym, że mimo odrażającego tembru… w zasadzie byłby to zajebisty back vocal! Te… swoją drogą dobry motyw na kawałek. Przez kilka chwil próbował wykombinować z niczego kozacki riff, ale nie mógł się na tym dostatecznie skupić, wiec prędko odpuścił. Nie wiem co ty masz do tego decydowania za wszystkich, ale mi jest tutaj całkiem okej. Daj ochłonąć… dopiero się przyzwyczajam, że gadam z nawiedzoną lalką w masce i facetem, który na targi staroci wybiera się do radzieckiego magazynu broni. Zaraz pójdziemy, wrzuć na luz… Co go tak ciągnie do tej nory. Nie zgubiłeś… - poprawił się zdezorientowany - …zgubiłaś tam czasem złotego pierścienia? Cóż jaki kraj taki Mordor, jaka drużyna, taki Smeagol.

Uważaj z tą giwerą, bo jeszcze ktoś rykoszetem dostanie – zwrócił mu uwagę. Skąd ta pewność? Nie – nie strzelał sobie w stopę. Wnioskował to raczej po tym, jak kiedyś spuścił sobie na głowę przypadkiem samochód. Nic nie poczuł. Potem spuścił go sobie na stopę – też nic. W momencie, kiedy z rozbiegu wprasował się w rząd żelaznych trupów pojazdów, które kiedyś służyły wielu rodzinom w ich drodze do amerykańskiego snu i również nic nie poczuł – dał sobie spokój. I nie spinaj się tak. Zmarszczki ci się pogłębią. – rzucił i sam zajrzał do wnętrza przejścia.

Kiedy reszta wytłumaczy się (lub nie będzie miała takiego zamiaru, a szkoda, bo na mniej wyszukane formy perswazji, nie miał czasu) z tego kim są i do czego zmierzają, zapewne zaproponuje by to on zszedł pierwszy. A jak rodzynek w masce zacznie gazować by być tam przed wszystkimi to zwyczajnie, ją „przestawi” na koniec szeregu – ostatecznie trochę tego płaszcza do chwytania jeszcze zostało. Było nie było, chyba robił za tego dużego, złego, brzydkiego i głupiego. Zawsze w komiksach jest taki „mięsień”, jest też ktoś mądry, ktoś piękny i ktoś kto ratuje pozostałym tyłek w najmniej oczekiwanym momencie. Jak już wziął na siebie tą jakże niewdzięczną rolę, to zlezie tam… i niech się dzieje co chce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Kwi 28, 2013 1:33 pm

Ruszyła przodem, w dół schodów ku źródłu czerwonego światła i dopiero po chwili przez myśl przemknęło jej, że być może nie było dobrym pomysłem iść jako pierwsza. Teraz ona i Bailiff mieli za sobą człowieka-małą-armię oraz odrzuconego brata Iron Mana, który pewnie będzie miał problemy z przejściem przez tak wąski korytarz. Statystycznie rzecz ujmując tylu dziwaków w jednym miejscu... Komuś musiała stać się krzywda. Najsłabszym ogniwem tego łańcucha była właśnie zamaskowana istota, która mimo zwinności wystawiła się niemal na własne życzenie do odstrzału. Oby nikomu innemu ta sama myśl nie wpadła do głowy.
Bardzo starała się nie reagować na kolejny słowotok olbrzyma, najwyraźniej ten typ albo lubił dużo gadać, albo maskował tym swoje prawdziwe emocje. Co do płaszcza, nie było jej szkoda zniszczonego materiału tak długo, jak ubytki nie zdradzały jej tożsamości. Właściwie porwane fragmenty kołnierza i kaptura dodawały przedziwnego uroku demonowi i jego 'żywicielce', jakby zostały stworzone umyślnie przez jakiegoś świrniętego stylistę. Dłonią w skórzanej rękawiczce chwyciła skrawki z ramienia i schowała do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Może kiedyś się na coś przydadzą, na przykład jako szmaty do nasączenia chloroformem... o ile zajdzie taka potrzeba. Swoją drogą to zaskakujące, że najwyraźniej nikt nie był tak zainteresowany epicentrum wybuchu jak wspólnym głosem Alicii i Bailiffa, który najwyraźniej stał się głównym tematem przy niedzielnym zjeździe rodzinnym. Nawet sam demon zamilkł, jakby zrezygnowany dawał do zrozumienia 'ok, rób co uważasz, ale w razie czego nie mów że to moja wina'. Choć starała się zachować spokój i nie dać się sprowokować do działania, najchętniej odstrzeliłaby łeb frajerowi w zbroi, gdyby tylko zechciał zdjąć ją na kilka sekund. Zamiast tego w ramach riposty zaczęła naśladować astmatyczny oddech Darth'a Vader'a.
- Jaki kraj... khhhhh.... taki Sauron... khhhhh.... - mruknęła pod nosem, marszcząc brwi, po czym już na głos dodała - Mogłeś się odwrócić i wrócić do domu, nikt cię za smycz nie zaciągał. Skoro już tu jesteś to z łaski swojej zamknij się wielkoludzie. - Za każdym razem starała się mówić na tyle cicho, by potencjalnie przebywające na dole osoby nie usłyszały niczego. Współczuła trochę uzbrojonemu po zęby facetowi, najwyraźniej chodząca zbroja obrała sobie za punkt honoru znalezienie z nim wspólnego języka.
Im niżej schodziła, tym czerwona poświata stawała się intensywniejsza, i na ostatnich stopniach zdecydowała się dobyć spod płaszcza obu pistoletów, w ramach zabezpieczenia. Instynktownie zwolniła również kroku, starając się być bezgłośną, choć z dwójką narzekających... istot, pewnie na niewiele się to zda i tak czy inaczej narobią hałasu jak nierozgarnięty oddział harcerzyków. W końcu stanęła na podłodze pomieszczenia, ostrożnie rozglądając się na boki. Gotowa oddać kilka strzałów w kierunku potencjalnego napastnika lub uskoczyć przed nadchodzącym atakiem jeśli okaże się, iż ma za mało czasu by kontratakować.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Today at 2:22 am

Powrót do góry Go down
 
Opuszczona fabryka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Opuszczona fabryka
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona Kuźnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: