Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Czerwony korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Czerwony korytarz   Pią Paź 19, 2012 8:42 am



Ten korytarz znajduje się w podziemiach i przecina je właściwie praktycznie nie skręcając. Po jego rozmiarach można się zorientować, że albo piwnice są stosunkowo niewielkie w porównaniu z górnymi poziomami albo dostęp do części z nich został w jakiś sposób ukryty - jedno z dwojga. Ściany korytarza są czerwone i mocno oblazłe; ich fragmenty poodpadały i zalegają teraz na płytkach na podłodze. Co jakiś czas natknąć się można na stojące tu i ówdzie kawałki kartonu czy nawet niewielkie meble - pozostawione w dość przypadkowy sposób. Korytarz ma oczywiście połączenie z klatką schodową i windami. Większość drzwi jest zamknięta na amen. Aha - i jeszcze jedno: rzecz jasna nie posiada takiego przeszklonego sklepienia, jak na zdjęciu; uznajcie po prostu, że biegną tamtędy lampy.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Pią Lis 16, 2012 12:11 am

Patrick oparł się plecami o przeciwległą ścianę do kostnicy, kładąc dłonie na lekko ugiętych kolanach. Opuścił głowę, wyglądając w tej pozie jakby właśnie skończył biec wyczerpujący maraton. Spoglądał do góry na drzwi, które faktycznie się zatrzasnęły i przez chwilę, czuł wyrzuty sumienia, że zostawił tam tego człowieka. Otrząsnął się szybko, lecz prawie pewnym było, że te myśli jeszcze do niego wrócą. Rozejrzał się wzdłuż korytarza oświetlonego przez jasne jarzeniówki, który ciągnął się w nieskończoność.
- Masz rację, ruszajmy - odpowiedział Alice, kiedy z kostnicy zaczęły dobiegać przerażające dźwięki.
Nie chciał tego słuchać. Dziewczyna co prawda podziękowała mu za pomoc, lecz nie wiedział czy może jej zaufać. Przynajmniej nie była ubrana w dziwny czerwono-czarny kombinezon z maską, chociaż z drugiej strony, byłoby to miłe dla oka urozmaicenie tej koszmarnej sytuacji. Mulligan musiał się skupić na przeżyciu. Ta potworna rzecz, z którą został pozostawiony Deadpool, była czymś nierealnym. Nierealne czy nie, chora gra czy śmiertelna pułapka, nie było czasu do stracenia. Podczas drogi przez obskurny, odrapany korytarz, Patrick próbował otwierać mijane po drodze drzwi, lecz wszystkie były zamknięte na amen. Igła chirurgiczna została w nodze najemnika, więc mógł zapomnieć o wykorzystaniu swoich zdolności do otwarcia następnych drzwi. Może to i dobrze, nigdy nie wiadomo co znajdą po drugiej stronie. Zauważył jednak, że drzwi są ponumerowane, co sugerowałoby, że kiedyś był to szpital, bo raczej nie posterunek policji. Spojrzał za siebie na Alice.
- Pamiętasz coś przed przebudzeniem w kostnicy, Alice? - rozpoczął. - Jakieś najdrobniejsze detale, które pomogłyby nam w wydostaniu się z tego miejsca? Wydaje mi się, że znajdujemy się w jakimś opuszczonym szpitalu...
Liczył, że może jakaś mała burza mózgów, pomoże im w odnalezieniu wyjścia. Jeśli nie, to przynajmniej zabiją tą "martwą" ciszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Pią Lis 16, 2012 7:30 pm

Alicja spoglądała po korytarzy zdezorientowana lekko. Nie chciała wsłuchiwać się w odgłosy zza drzwi. Nie chciała myśleć co tam mogło się stać. To nie mogło być przyjemne. Czerwonomajtki mógł mieć bardzo nieprzyjemne przygody tam w środku. Bestia mogła sobie z nim szybko poradzić. Dlatego lepiej jak najszybciej zniknąć z okolicy. Ruszyła pośpiesznie za mężczyzną obserwując go. Wyglądał na policjanta. Może nim był? Może nie. Mogłaby go w sumie zapytać. Najlepiej jakby chociaż trochę się poznali. Może się przyda, może nie.
Kobieta spojrzała po okolicy. To miejsce było dziwne. Nie kojarzyła go. Nigdy nie była w środku takiego.
- Byłam...w domu. Siedziałam i pracowałam. Nikt nie miał prawa się do niego włamać bez mojej wiedzy. Nie rozumiem tego. Wcześniej piłam tylko piwo na mieście. Nie kojarzę tego szpitala. Wiesz może czy jakiś znajdował się w okolicy? Nie przypominam sobie żadnego. - powiedziała po chwili. Co jakiś czas rzucała wzrokiem po ścianach i podłodze w poszukiwaniu znaków. Część z nich mogła zostać na ścianach, a reszta spaść pod wpływem upływu czasu. Mogły one wskazać drogę do wyjścia. Po chwili Alicja znów przeniosła wzrok na Patricka.
- Nie masz żadnego telefonu ani nic, prawda? - powiedziała cicho z cieniem nadziei w głosie. Jakiś cień jej zawsze został. Może im się uda. Jeżeli tylko dostałaby coś czym mogłaby się połączyć z domem może udałoby jej się zawołać zbroję. Wtedy nie miałaby problemów z wydostaniem się z budynku.
Powrót do góry Go down
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Nie Gru 09, 2012 11:52 am

Kontynuacja z kostnicy

- Czyli tak jak myślałem, rzeczywiście jesteś imbecylem. - Powiedział, wpatrując się na przemian w potwora i powstałą przed chwilą dzięki niemu dziurę w ścianie. Korzystając z tego, że bestia była oszołomiona, ustawił się za nią, chwycił swoją improwizowaną broń, to jest igłę chirurgiczną w obie ręce i z okrzykiem na ustach wbił ją w tylną część ciała bestii, znaczy się tą, z której jedzenie u zwierząt i ludzi przeważnie ucieka.
- Technika tysiąca lat bólu! Mam nadzieję, że ktoś tu oglądał Naruto, bo inaczej nikt nie zrozumie tego nawiązania... (Ja rozumiem) - Zważywszy na to, że potwór musiał być teraz nieźle rozwścieczony(Ale także obolały), Deadpool natychmiast rzucił się do ucieczki, przez otwór w ścianie. Nie patrząc za siebie, przecisnął się na drugą stronę. Powinien mieć trochę czasu, zanim monstrum przedostanie się przez mur, więc szybko ściągnął koszulkę i w miarę swoich możliwości zrobił improwizowany bandaż na ranną nogę.
- Voila! Czas się stąd zmywać. - Jako, że sprawy ran przeważnie załatwiał u niego czynnik regenerujący, rzadko kiedy musiał bawić się w przeprowadzanie na sobie pierwszej pomocy, toteż bandaż nie wyszedł idealnie. Ale lepsze to niż nic. Najemnik natychmiast pognał przed siebie, tak szybko, na ile pozwalała mu ranna noga.
- Auć, auć, auć, auć... - Kuśtykający, półnagi Deadpool musiał wyglądać naprawdę zabawnie. Zmutowane konio-coś, zapewne za jakiś czas powinno rozwalić przeszkodę w postaci uszkodzonej ściany i wylecieć na korytarz, toteż Wade starał się ignorować ból. A co, gdy na swej drodze spotka starych znajomych - Alice i Toxina?
- Hej, czy to zombie? Nie, chwila...Hej, to wy! Haaalo, przyjaciele! Tu jestem! Tęskniliście?! - Karmazynowy Najemnik zacznie machać w powietrzu. Tak, półnagi, kuśtykający, machający Deadpool. Gdy tylko znajdzie się blisko swoich "przyjaciół", rzuci się na Patricka, przygważdżając go do ziemi i zacznie okładać pięściami. Zrobi to nawet, jeśli kilka metrów zanim będzie biegł wściekły potwór z kostnicy.
- Wiesz, co przez ciebie przeszedłem?! Wiesz jakie to uczucie, gdy jesteś sam na sam z wielkim, zmutowanym czymś i nie wiesz czy wyjdziesz z tego żywy? Musiałem mu zrobić lewatywę, żeby się odczepił! I jeszcze przedziurawiłeś mi udo! Ale nie martw się, nadal możemy być kolegami. Tylko najpierw cię zabiję! - Wade będzie bił Mulligana bez opamiętania. Cóż, jeśli ktoś lub coś go zaraz nie powstrzyma, może i go nawet rzeczywiście zabije.
- To za mamusię! To za tatusia! To za dziadziusia! Za babunię! Za wujka! Za ciocię! Za kuzyna przyjaciela koleżanki znajomego babci hydraulika siostry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Pią Gru 14, 2012 11:17 pm

Czerwony korytarz ciągnął się w nieskończoność. Kolejne drzwi, które napotykali na drodze były tak samo bezapelacyjnie zabarykadowane, jak te poprzednie i kilka wcześniejszych. Alice wydała się nad wyraz spokojna, jak na kogoś, kto wpadł po uszy w takie bagno i chociaż, nie wiedział czy to co powiedziała, było prawdą musiał jej zaufać. Jego policyjny instynkt podpowiadał, że musiał trzymać się na baczności i uważać, na każdą pojawiającą się informacja. Aby nic mu nie umknęło. Aby nic nie przeoczył, w przeciwnym wypadku nigdy się stąd nie wydostanie. Historia kobiety była bardzo podobna do tej, którą on sam przeżył. Ktoś prawdopodobnie zatruł czymś ich napoje, a gdy odjechali przetransportował ich tutaj. Jaki więc był w tym wszystkim cel i dlaczego nie może skontaktować się z Toxinem. Ta operacja, która mi się przyśniła, czyżby oni "wycieli" mi symbionta? Czy to w ogóle możliwe?
Patrick przeczytał sporo artykułów DaileyBugle, na temat ataków symbiontów w przeszłości. Wiele z nich było bardzo szczegółowych, głównie jeśli chodzi o zdjęcia gościa imieniem Peter Parker, lecz nie było tam ani jednej wzmianki o zasadzie działania tego czegoś. Dopiero Spider-Man także uświadomił mu, że połączenie z symbiontem jest bardzo silne i ciężko je rozerwać, a co dopiero chirurgicznie wyciąć.
Tymczasem doszedł go dźwięk dobiegający zza pleców. Gdy się obrócił, nie mógł uwierzyć co widzi. Deadpool żył! Nie, aby chciał jego śmierci, ale liczył, że nawet jeśli ten przeżyje, nie będzie musiał go już oglądać. Niestety wyglądało na to, że tak się nie stanie. DP rzucił go na ziemię i usiadł na nim, wygłaszając swój monolog, wyprowadzając swoją serię ciosów. Mulligan zasłonił się gardą i napiął wszystkie miejsce.
" Wiesz jakie to uczucie, gdy jesteś sam na sam z wielkim, zmutowanym czymś i nie wiesz czy wyjdziesz z tego żywy?"
Tak się akurat składało, że wiedział co to znaczy. Bardzo dobrze pamiętał moment starcia Venom'a i Carnage'a, w trakcie, którego ten drugi umieścił w nim Toxina. Przypomnienie sobie tego wywołało w nim masę negatywnych emocji, do tego nigdy nie lubił dostawać po mordzie, dlatego czym prędzej zamierzał kontratakować. Opuścił jedną rękę z gardy, wiedział, że to może przynieść kilka siniaków, lecz musiał zaryzykować. Zacisnął pięść i z całej siły przypieprzył w ranioną wcześniej nogę. Gdy tylko sygnał z zapiskiem "boli jak cholera", dojdzie do mózgu tego psychola Mulligan uderzy go pięścią w twarz, próbując zrzucić go z siebie na posadzkę. Gdyby to mu się udało, podniósłby się na równe nogi, lekko obolały stałby gotowy do dalszej walki. Nie takie sparingi w życiu przechodził, aby kilka ciosów miało go powalić. Po raz kolejny miał okazję utwierdzić, gościa w rajtuzach, że nie należy do policjantów, który lubią spędzać czas za biurkiem.
- Shut the fuck up... - odparł na dalsze pieprzenie Deadpool'a, przecierając dłonią po ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Sob Gru 15, 2012 4:26 pm

Nadzieja Alice na połączenie z Black legła w gruzach. Skoro mężczyzna się nie odezwał na ten temat pewnie nie miał przy sobie żadnego z tych urządzeń. Miała nadzieję, że gdzieś natrafią na jakieś radio. Najlepiej byłoby udać się do miejsca gdzie coś mogła znaleźć. Takim pomieszczeniem mogła być między innymi recepcja. Dobrze byłoby udać się tam. Problem tylko, w którą to stronę?
Kobieta zastanawiała się również czy policjant, aby nie udawał, że tego nie posiada. Zaraz, czy był naprawdę policjantem? Może tylko go za niego przebrano? Jeżeli tak, to kim mógł być? Morderca? Cywil? Nie... Po tym jak otworzył drzwi raczej nie. Opcja cywila odpadła. Kto więc? Policjant powinien umieć? W teorii mógłby posiąść taką umiejętność? Jak jest w praktyce? Co jeżeli ten mundur to zwykłe szmaty, które skądś zostały wydłubane? Może nie powinna, aż tak mu ufać? Tylko, że przecież uratował jej życie? Pomógł, a nie zostawił z Czerwonomajtkim na pastwę losu. Co jeżeli to tylko gra? Alice!
Alicja obróciła się słysząc za sobą znajomy głosik. To smok, czy może samolot? Nieee! To Deadpool! Pędzi niczym huragan przed siebie, plamiąc materiał koszulki i strasząc wszystkich swoim nagim torsem. Ten, jakże cudowny widok wywołał mały uśmiech na twarzy kobiety. Chociaż jedna rzecz wydawała się jeszcze być w tej chwili chociaż troszkę zabawna. Zaraz jednak przestała. Ryki najemnika prędko dotarły do jej uszu. Alice zatrzymała się i spojrzała na mężczyzn. Oczywiście, Ci, nie zważając na niebezpieczeństwo, którego zapewne wielce odważny Deadpool nie był wstanie wyeliminować, za pomocą potężnej broni jaką jest skalpel, rzucili się do pięknej walki, zapewne na śmierć i życie. Kobieta przegryzła wargę. Nie zamierzała interweniować, ponieważ sądziła, że Patrick sobie poradzi. Nie wyglądał na słabego. Gdy tylko mężczyzna poderwie się na nogi ta chwyci go za rękę i pociągnie do tyłu.
- Czy możecie chociaż raz przestać? Zostawcie bójkę na później i zajmijmy się wydostaniem z tej dziury, dobrze? Potem stoczycie tę "epicką" bitwę przy większej widowni, jasne? - syknęła nieprzyjemnym tonem Alicja. Miała nadzieję, że nie będzie musiała dalej interweniować. W końcu walka teraz była bezsensu.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Sob Gru 15, 2012 10:03 pm

Efekt zaskoczenia pozwolił Deadpoolowi powalić Patricka i zadać mu kilka ciosów - lecz zaatakowany mężczyzna stosunkowo szybko zaczął je blokować, a już wkrótce potem odpowiedział na nie uderzeniami kolejno w nogę i twarz swego oprawcy. Pozwoliło mu to umknąć spod niego i - przy asyście Alice - odsunąć się na bok, tworząc dystans między nimi, a najemnikiem...
... Który w zasadzie i tak nie miał już czasu, aby w jakikolwiek sposób zareagować, gdyż właśnie w tym momencie na korytarzu zabrzmiał ryk, jakiego z całą pewnością nie mogłaby z siebie wydać żadna ludzka istota przy zdrowych zmysłach - głośny i pełen... Nie, złość nie byłaby tu odpowiednim słowem; nawet nie wściekłość. Musiała to być istna furia. Taka... Pierwotna.
Odgłos ten dobiegał z kierunku, z którego przed chwilą nadbiegł Deadpool, dlatego też tym łatwiej było się domyślić cóż takiego go wydało. Póki co nie było jeszcze widać żadnego zagrożenia, lecz najprawdopodobniej była to jedynie kwestia czasu...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Wto Sty 15, 2013 11:48 am

- Hej, to ja miałem być tym, który obije ci mordę. Wiesz, tak po koleżeńsku... - powiedział do Toxina, wstając. Kompletnie zignorował Alice, za to kątem oka zerknął w stronę zbliżającego się starego znajomego. Znaczy się potwora z kostnicy(Myślisz o tym samym, co ja?)(O Taco?).
- Tak szczerze mówiąc, to nic do ciebie nie mam. Ale ktoś musi skończyć w tym kiepskim horrorze jako pierwszy posiłek dla potwora. Ja jestem zbyt zabawny, żeby ginąć, ona zbyt seksowna... Przykro mi, ale chyba wypadło na ciebie - Szybko chwycił Patricka za fraki i mocno popchnął w stronę stwora, licząc, że ten się nim zainteresuje.
- Smacznego, ziom! - krzyknął do monstrum i spochmurniał nieco.
- Rzucanie kogoś na pożarcie potworowi nie jest takie fajne, gdy ta osoba się na to zgadza... - Następnie obrócił się w stronę Alice.
- Tak po za tym to kłamałem. Nie lubiłem dziada. - Mówił oczywiście o Patricku. Korzystając z chwili, jaką da mu fakt, że bestia zapewne zajęta będzie pałaszowaniem policjanta, Deadpool rozejrzy się po korytarzu.
- (Ciekawe, gdzie jesteśmy) Ciekawe, czy gdzieś tu mają bar z Taco. Hej, potwór, mieszkasz tutaj, więc może orientujesz się w tych sprawach: Mają tu gdzieś meksykańskie żarcie? - Najemnik poprawił sobie nieco improwizowany bandaż na nodze, zaciskając mocniej koszulkę.
- Jaka szkoda, że nie mogę gadać przez czwartą ścianę. Trochę smutno przez to. I bez sensu. Idę się zabić. Just kiddin'(Masz jeszcze...)(...nas). Teraz to naprawdę idę się zabić - Uśmiechnął się wrednie do samego siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Pon Lut 11, 2013 1:32 pm

Na początek uwaga w kwestii technicznej - Toxin zrezygnował z gry na evencie, natomiast Alice zginęła/ginie/zginie na głównej fabule i z tego powodu jej konto zostanie niedługo skasowane. Innymi słowy - na pewien czas zostaniesz sam, ale otworzyłem już dodatkowe zapisy dla pozostałych graczy. Przy odrobinie szczęścia niedługo znów kogoś spotkasz.

***

Deadpool miał rację - i wyjątkowo w tym wypadku nie było to nawet nic dziwnego; mianowicie rzucenie Patrickiem w monstrum rzeczywiście bardzo je zainteresowało. Mężczyzna miał takiego pecha, że uderzył prosto w pysk bestii, a ta odruchowo aż potrząsnęła łbem, przy okazji odtrącając go nieco na bok - oczywiście na podłogę... Lecz wciąż w granicy zasięgu potwora.
Cóż... Na jego usprawiedliwienie można ewentualnie dodać, że przynajmniej zaczął od potężnego, co najmniej ogłuszającego ciosu przednią kończyną - a dopiero potem przystąpił do spożywania posiłku... Choć najlepszych manier to on na pewno nie miał.
Jakby jednak na to nie patrzeć, Patrick nie stanowił dla tego zmutowanego bydlaka niczego więcej, jak tylko przekąski... Rozmiar odgrywał tu mimo wszystko wielką rolę. Najlepiej więc byłoby skorzystać z okazji i oddalić się z tego miejsca, a najlepiej w ogóle gdzieś się schować - licząc na to, że może jednak kreatura nie będzie w stanie wyśledzić swych niedoszłych ofiar niczym rasowy pies tropiący.
Poza tym nie stanowiło to jedynego problemu. Być może był to wpływ obecności monstrum, a może doprowadził do tego jakiś inny czynnik - trudno orzec z całkowitą pewnością - lecz korytarz zaczął się zmieniać. Początkowo były to bardzo subtelne, niemalże niezauważalne różnice. Ot, ściany łuszczyły się - powoli, ale jednak - na oczach Deadpoola i Alice, minimalnie zmieniały kolor na ciemniejszy i frakturę na bardziej... Organiczną... Biegnące wzdłuż sufitu lampy zaczęły migotać, grożąc zupełnym zgaśnięciem.

***

Deadpool, jeśli zdecydujesz się zwiewać - możesz zostawić Alice albo zabrać ją ze sobą, wtedy ja już załatwię resztę. Po Twoim następnym poście wskażę Ci w razie czego miejsce do jakiego trafisz.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Nie Lis 09, 2014 2:11 pm

- Ha, już ponad półtora roku minęło, a ja nadal nikogo nie spotkałem. Tylko tu stoję, "zamrożony" niczym... Zapomniane przez świat lody czekoladowe w zamrażarce? W domu alergików uczulonych na czekoladę? Dla których zjedzenie ich skończyłoby się śmiercią. Nie, to nie jest dobre porównanie. No bo, w jakim świecie lody czekoladowe mogłyby tak długo wytrzymać w zamrażarce nietknięte, przez ludzki apetyt na tego typu strawę? Ale tak. Półtora roku. To się nazywa "niedługo". - Wade spojrzał na, a propos apetytu, potwora spożywającego w najlepsze Mulligana. Może u innych, przeciętnych ludzi widok kawałków skóry oraz mięsa, odrywanych łapczywie, za pomocą potwornego pyska, od wciąż żywego i może nawet nadal przytomnego człowieka, spowodowałby natychmiastowe odruchy wymiotne. Co najmniej. Ale Deadpool nie należał przecież do przeciętnych, normalnych ludzi.
- Prawda, że ładnie skubie jedzonko? Aż szkoda, że okradziono mnie z mojej komórki, nagrałbym to i wrzucił do internetu, pośród filmików z innymi słodkimi kotkami oraz pieskami - odparł do Alice, wzdychając na "urocze" widoki przed nimi, następnie zerknął kilka razy na kobietę... By ostatecznie ni stąd, ni zowąd, klepnąć ją w tyłek(To jeszcze molestowanie seksualne, czy już nekrofilia? Skoro ona, od dłuższego zresztą czasu, nie żyje? Czy nawet, przestała forumowo istnieć), po czym popchnąć obiema rękoma w stronę potwora, wyraźnie chcąc znęcić go kolejną "przekąską".
- Mam nadzieję, że to jak szczodrze cię teraz karmię sprawi, że zapomnimy o dawnych sporach. Wiesz, skalpel, igła chirurgiczna, komentarze na temat twojego oddechu. Okropnie cuchnie ci z pyska. Tak czy siak, ja się zmywam. Pamiętaj, każdy kęs należy przeżuć piętnaście razy, dokładnie oraz powoli! Albo i więcej razy. Smacznego! - Najemnik pomachał na pożegnanie w stronę stwora, po czym obrócił się na pięcie o 180 stopni i zaczął biec. Czy raczej w pośpiechu kuśtykać(Jestem jak House. Doktor House. Ej, nawet ze skalpela oraz igły chirurgicznej wcześniej korzystałem!), zważywszy na stan jednego z ud Karmazynowego Błazna, którego rana przez aktualny brak Healing Factor(Po raz kolejny przydałaby mi się komórka. Potrzebuję zadzwonić do działu reklamacji Weapon X. Albo do ich serwisu. Chociaż bez gwarancji pewnie zapłacę majątek za naprawę) nie chciała się zagoić, krwawiła i nieustannie powodowała ból.

- Auć, auć, auć, moja noga, moja biedna, ranna noga... - Mimo to, Nie-regenerujący się Degenerat mknął przed siebie, na ile szybko był w stanie, co jakiś czas spoglądając przez ramię, czy potwór nie ruszył za nim, a jeśli nie, to czy znika coraz bardziej z - osłabionego przez ciemność korytarzy, prawda? - zasięgu wzroku. Jednocześnie, zerkał też na ewentualne, mijane po drodze drzwi czy zakręty korytarza. A nuż któreś wyjątkowo go zachęcą(Być może któreś z tych drzwi kryją za sobą grupkę seksownych, nie-tak-przerażających i nie-tak-krwiożerczych pielęgniarek, skorych do nie-tak-grzecznych i nie-tak-krwiożerczych-dwa zabaw. Albo seksownych pielęgniarek w strojach kąpielowych. Albo kryją Scarlet Witch. W stroju pielęgniarki. Albo kąpielowym. Boże, chaosu, proszę), albo Wade chociaż zdąży zauważyć w porę ewentualne, próbujące zaatakować go z zaskoczenia, potwory. Jednak zanim anty-bohater zdążył zabrać się za odmawianie najwymyślniejszych modlitw do jednego z asgardzkich półbogów - Wiecie, tego najzabawniejszego, najfajniejszego, autor wcale nie podlizuje się swojemu mg, nic a nic - głowę najemnika nawiedziła nowa myśl, kolejny szalony pomysł.

- Skoro czeka nas długa, pełna kuśtykania droga przez ciemny korytarz, to może by tak przez ten czas przypomnieć sobie, co działo się wcześniej? Wiecie, na wypadek, gdyby ktoś chciał zacząć to czytać, ale byłby zbyt leniwy, żeby czytać rzeczy sprzed półtora roku. Czy coś. Albo z tego względu, że to po prostu świetny patent na przedłużenie posta(Wade, chyba zapomn...). Lanie wody rządzi. No to od czego by tu zacząć, żeby każdy zrozumiał oraz aby nie pominąć, ani nie przekłamać, żadnego ważnego wydarzenia z przeszłości. Powiedziałbym niedawnej, ale to mimo wszystko półtora roku(Chcę ci przypomnieć, że...). - Deadpool klasnął w dłonie, po czym zaczął kolejny - jeszcze żywszy i trudniejszy do zrozumienia monolog:
- Kiedy mój dziadek Odyn wypędził mnie z Asgardu i rozbiłem się w Smallvile, zostałem przygarnięty przez małżeństwo Kentów. Niestety, moja idylla w nowej, cudownej rodzinie nie trwała długo, ponieważ pewnego dnia zostali oni postrzeleni przez przestępcę, a ja zostałem sierotą. Wtedy jedynym moim opiekunem został wiecznie lojalny dla naszej rodziny lokaj Ben i przeprowadziliśmy się do centrum wszechświata - Nowego Jorku. Moje życie, mimo wszystko, nie układało się źle. Posiadałem nadludzką inteligencję, byłem kapitanem szkolnej drużyny futbolu, a moja dziewczyna - Jane Mary - była najgorętszą laską w całym mieście. Było cudownie, aż do czasu, gdy ugryzła mnie radioaktywna hybryda wampira, wilkołaka oraz pająka. Odtąd mogłem chodzić po ścianach, strzelać z tyłka pajęczyną, błyszczałem się, a zawsze, gdy następowała pełnia, zamieniałem się w monstrualnego wampiro-wilkołako-pająka. Początkowo używałem swoich mocy jako super-bohater, ale Ben powiedział, że nie powinienem tak bardzo brać do siebie słów "Z wielką mocą wiążę się wielka odpowiedzialność", jakie spotykałem w komiksach. Nie, chwila... To nie było tak! - Wade zamilkł na moment, wziął głęboki oddech i zaczął od początku:
- Gdy planeta Krypton, na której się urodziłem, została zniszczona, moi biologiczni rodzice w ostatniej chwili wysłali mnie w podróż kosmiczną. Tak trafiłem na Sinokoperkowy Róż Lantern Corps. Nah, pominę jednak moją genezę(Miałeś opowiedzieć, co działo się wcześniej) Miałem przecież opowiedzieć, co działo się wcześniej. Czemu te durne głosy w mojej głowie nic mi nie przypomniały(Jak to...) Wracając. Drodzy czytelnicy(Waaade, nie miałe...), zaczęło się od tego, że obudziłem się w przechowalni zwłok, w kostnicy(On chyba nas ignoruje)(Albo nie słyszy, przez swoje własne nawijanie). Z łatwością zniszczyłem drzwiczki, wyskoczyłem na zewnątrz, wprost w armię zombie, mutantów i innych potworów. Próbowali zjeść pewną seksowną kobietę, ale pokonałem ich z łatwością. Użyłem karate, kung-fu, taekwondo... - Najemnik w tym momencie wykonał kilka charakterystycznych, energicznych ruchów rękoma, jakby parodiował wspomniane przed chwilą sztuki walki - ... oraz mnóstwo innych, groźnie brzmiących słów. Gdy już wszyscy moi przeciwnicy leżeli martwi, podwójnie w przypadku zombie, kobieta którą wybawiłem od śmierci podziękowała mi w najbardziej prawidłowy sposób. Gdy już skończyliśmy po kilku godzinach uprawiać naszą dziką miłość, pojawił się pewien facet w mundurze policjanta. To przez to nie zdążyłem założyć z powrotem góry mojego kostiumu. To był dopiero nieznośny typ. Przekabacił Alice na swoją stronę, bez powodu wbił mi igłę chirurgiczną w udo - dlatego jestem ranny. Co ja mu takiego zrobiłem, hm?! I na koniec zostawił mnie sam na sam z tamtym potworem, z wcześniej. A ten z jakiegoś nieznanego mi powodu mnie nie polubił. Próbowałem się z nim zaprzyjaźnić, ale ten chciał mnie stratować oraz walnął waszego ulubionego najemnika swoim łbem. Widać nie spodobało się mu przyjemne drapanie skalpelem po pyszczku. No nic. Walka z bossem! - Karmazynowy Błazen krzyknął z wyjątkowym entuzjazmem, jakby właśnie dotarł do najlepszej części opowieści. Każde jego następne słowo wypowiadane było coraz żywiej, podobnie działo się z jego gestykulacją.
- Aktywowałem po raz pierwszy SSJ, tryb żabiego mędrca oraz Bankai, po czym rzuciłem się na przeciwnika. Nie był w stanie mierzyć się z moimi zwinnymi unikami, ciosami, rzucałem nim na prawo i lewo, niczym pluszową maskotką. Później jedno Kamehameha, drugie, trzecie, czwarte, Genki Dama, Rasenshuriken... - Deadpool westchnął głęboko i zakończył aktualną część opowieści spokojniejszym już "Wygrałem".

- A później znalazłem z powrotem policjanta, uratowałem przed nim moją damę w opałach, zamroziło nas na półtora roku(Nie miałeś w tym evencie łamać czwartej ściany) i o to jesteśmy tutaj, drodzy czytelnicy. Tak tylko myślę... - powiedział, robiąc pod maską zamyśloną minę i drapiąc się przy tym w tył głowy - ... że o czymś zapomniałem. O czymś ważnym. Bardzo istotnym. O czym w żadnym wypadku nie powinienem był zapominać. Ach, tak. Nie miałem łamać czwartej ściany. Ups. Czemu te durne głosy w mojej głowie nic nie mówiły?(Mówiliśmy!)(Mówiliśmy!) No nic. Nie mówcie mojemu mg, czytelnicy. I ty też Loki... - Najemnik położył teraz wymownie palec wskazujący na swoich ustach, dotykając ich przez materiał czerwonej maski - ... Ani słówka mojemu mg. Nic a nic. O niczym nie wiesz. - Ach... Jeśli ktoś przetrwał tą nieustanną, bezsensownie długą paplaninę Deadpoola, to tak tylko przypomnę, że szukał on jakiegoś zakrętu, kuszących drzwi, czegokolwiek, żeby nie pozostać na dłużej w tym samym korytarzu, co bestia z wcześniej. Co jakiś czas zresztą sprawdzał niektóre z "wrót", a nuż trafi... Gdziekolwiek(Chcę do krainy czarów! Albo do krainy Hentai!).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Wto Lis 11, 2014 12:38 am

O dziwo potwór zdawał się w mniejszym lub większym stopniu ignorować Deadpoola; najwyraźniej należał do tych nielicznych istot, którym nie przeszkadzała jego gadanina, a może po prostu jej nie rozumiał - grunt, że bestia skupiła się na przeżuwaniu mięska, a kiedy tylko wyłapała ruch popychanej Alice, natychmiast przyciągnęła do siebie kolejną przekąskę, nie chcąc pozwolić jej uciec. To wcześniejsze, już pogryzione ciało w końcu się nie ruszało, więc szanse na nagłe zniknięcie miało doprawdy znikome. Paskudny pysk stwora obrócił się na moment w kierunku najemnika, jednakże zwierz przypominał teraz nakarmionego drapieżnika - zbyt leniwego, by znowu polować. Innymi słowy, brak skrupułów się opłacał.
W związku z powyższym przynajmniej wytworzenie - chwilowego? - dystansu względem przeciwnika nie było zbyt trudne. W niedługo później potwór zniknął za zakrętem, a jego mlaskanie stawało się stopniowo coraz cichsze. Przemierzając tak korytarz osiągnąć można było natomiast kilka wniosków, z których najważniejszym zdawał się ten, iż budynek musiał by naprawdę sporych rozmiarów. To akurat nie zwiastowało dobrze - bo w końcu utrudniało poszukiwanie wyjścia. Inną kwestię stanowił z kolei brak okien. Taki urok typu architektury czy może po prostu podziemia?
A skoro już o urokach mowa, to kolejne mijane drzwi nimi nie grzeszyły. Większość była do siebie dość podobna, a w dodatku próby ich otworzenia często kończyłyby się porażką. Niektóre zdawały się być bardziej zadrapane od innych... Aż w końcu oczom Deadpoola ukazała się jakaś odmiana - metalowe drzwi, zresztą wyglądające na solidne i niemalże nietknięte przez... Cóż, przez to, co nieźle poobijało resztę budynku, bo raczej nie uszkodził go tylko i wyłącznie czas. Te drzwi posiadały nawet okratowane okienko! W środku było niestety ciemno, jedyne światło padało właśnie z korytarza, więc ciężko byłoby stwierdzić co kryło się w środku.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Nie Lis 16, 2014 10:04 pm

Moment, gdy potwór zniknął z zasięgu wzroku Deadpoola był ostatnim razem, kiedy to najemnik obejrzał się przez ramię. No, przynajmniej na razie zaprzestał tej czynności, skoro nie zapowiadało się na to, aby najedzona, rozleniwiona bestia szybko ruszyła za nim ponownie w pościg.
- Mówiłem, że karmienie udobrucha potwora. Następnym razem może nawet pozwoli mi się pogłaskać, heh. (Powinniśmy kupić dla niego jakąś ładną obrożę!)(Skąd pewność, że to "on"?) Racja, powinniśmy nazwać to jakimś neutralnym imieniem. (Może Tony?) - Wilson, tak jak ostatnio wspomniałem, szedł przed siebie, wypatrując - w słabym świetle zamontowanych na suficie lamp - drzwi, które swym wyglądem zachęciłyby do zajrzenia, co też za sobą kryją. Jednak ani monotoniczność wystroju, ani obecność mniejszych czy - co gorsza - poważniejszych zadrapań na powierzchni poszczególnych z drzwi nieszczególnie do tego kusiła, dlatego większość (tutaj nie)regenerujący się degenerat po prostu omijał, racząc je jedynie krzywym wyrazem twarzy, schowanej pod karmazynową maską.
- A myślałem, że to moje zdolności architektoniczne, ukazywane poprzez Simsy czy Minecrafta, są beznadziejne. Jestem zaprawdę zdegustowany. Zero z minusem na dziesięć. I nawet nie jest przerażająco, a to przecież horror. No chyba, że występuję w tym z gatunku gore - krew oraz flaki, zamiast strachu - to by się mniej więcej zgadzało. Dwójka moich towarzyszy już zginęła, w dość brutalny sposób. Chociaż. Robocop był bardziej brutalny. Ten stary, oryginalny, nie z tego roku. Aczkolwiek tegoroczny też jest przyjemny, mimo braku scen rozpuszczających się przez kwas ludzi. Polecam. Obejrzę jeszcze raz, jak tylko się stąd wydostanę. - Deadpool podrapał się po nagim, pokrytym bliznami brzuchu, podczas gdy jego kroki - w narzuconym przez kuśtykanie rytmie - rozlegały się po czerwonym korytarzu.

- Dobrze, że jest tu ciepło. Ciepło i wilgotno, he-heh. Wyobrażacie sobie mnie, z nagim torsem, w takiej Penumbrze albo Cryostasis? Na samą myśl mam ciarki. Ha, a to co? - W końcu jednak poszukiwania Wade'a przyniosły jakiś postęp. Gdy tylko ujrzał solidne drzwi, przywarł do metalu, jednocześnie zaglądając do środka.
- Jest nawet okratowane okienko! Wow! Ale bajer... Wow! Okratowane okien... Wow! - Karmazynowy klaun widać nie przejmował się, że ewentualne zagrożenie z wewnątrz może usłyszeć jego aktualne, pełne ironicznego entuzjazmu krzyki. Z wewnątrz tych drzwi, innych czy z dalszej części długiego korytarza. No cóż. Najemnik pewnie wtrąciłby się, że nie przeszkadza mu ewentualna walka i wręcz pali się do starcia z kolejnymi zastępami mutantów, aczkolwiek przydałaby mu się jeszcze wpierw broń. Na szczęście nie może łamać czwartej ściany i tym samym wtrącać się w moją narrację.
- Hm, może nie powinienem tak krzyczeć, bo jeszcze ściągnę na siebie jakąś przechadzającą się w pobliżu armię potworów? Horda! Jak w Left 4Dead. Fajnie by było. Gdybym tak jeszcze miał jakąś broń. W dwójce zawsze lubiłem używać patelni. Nie ma to jak jeden, porządny trzask metalem o trupi łeb - nawijając, Deadpool w tym samym czasie wysilał wzrok, by dostrzec cokolwiek przez kraty.

W końcu był już bliski dania ciemności za wygraną i przejścia do próby wparowania do środka dosłownie "w ciemno", gdy metaforyczna żaróweczka zapaliła się nad głową najemnika. Cóż, dla jego szalonych oczu pewnie i dosłowna.
- Skoro o żarówkach i ogólnie świetle mowa. Przecież wcześniej znalazłem latarkę! Ale zanim przejdę do tego... - Deadpool oparł się nagimi plecami o ścianę, tuż obok drzwi - po tej jednak stronie, po której nie miałby szans dostać z nich porządnego uderzenia, w razie gdyby ktoś od wewnątrz je nagle, na oścież otworzył. Błazen powoli zmienił pozycję do siedzącej, ślizgając się torsem o czerwoną powierzchnię, po czym skupił swoje spojrzenie na zranionym udzie. Wcześniej miał ledwie kilka chwil na utworzenie improwizowanego opatrunku, toteż teraz rozwiązał powoli i ostrożnie owiniętą wokół rany górną część swojego kostiumu.
- Czas przypomnieć sobie wszystko, co pamiętam o pierwszej pomocy z czasów, gdy byłem harcerzem. Okej, nie byłem nigdy harcerzem. Albo tego nie pamiętam. Nie pamiętam w ogóle mojego dzieciństwa. Ani czasów, gdy byłem nastolatkiem. Ani ogólnie tych, sprzed mojego Zdeadpoolowania. Chlip chlip. Chlip. Gdzie stoiska z Tacos, gdy potrzebuję utopić, ukośnik, spalić smutki w pikantnej salsie? - Paplając pod nosem, Wade sprawdził wzrokiem aktualny stan swojej nogi, po czym z powrotem - nie mając w końcu pod ręką nic innego - zawiązał improwizowany bandaż, tym razem nieco ciaśniej i na pewno dokładniej. Następnie Deadpool sięgnął do kieszeni po "pożyczoną" wcześniej z tego tajemniczego ośrodka latarkę i wrócił na równe nogi.

- Niech się stanie światłość. - Pstryknął przełącznik, a z przedmiotu wydostał się słaby, ale jednak, słup światła.
- Mógłbym robić za boga, łatwa profesja. - Deadpool znów przywarł do metalowych, solidnych drzwi, po czym zbliżył latarkę do okratowanego okienka, oświetlając w ten sposób wnętrze kryjącego się za nimi pomieszczenia i lustrując je ciekawskim wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Pon Lis 17, 2014 9:39 am

Plus sytuacji był taki, że przynajmniej w tej chwili z raną na udzie Deadpoola zdawało się nie dziać nic złego. Oczywiście trochę wcześnie, aby stwierdzić to z niezachwianą pewnością, ale póki co tyle musiało wystarczyć; najemnik miał niezłe szczęście, że nie oberwał chociażby w tętnicę udową, tylko w jakieś mniej ukrwione miejsce.
Wyjęcie latarki z kolei stanowiło świetny pomysł - choć oczywiście kwestią dyskusyjną było na jak długo starczy jej baterii. Pomijając już wszystko inne, kto wie od kiedy sprzęt tutaj zalegał? Pewnie wypadałoby rozejrzeć się za jakimś małym zapasem. W końcu zapowiadał się dłuższy pobyt...
Oświetlenie wnętrza pozwoliło Deadpoolowi ujrzeć raczej niewielkich rozmiarów salę - która mogła, choć nie musiała być kiedyś używana do elektrowstrząsów lub podobnej terapii, o czym świadczył znajdujący się w niej sprzęt. No, ewentualnie istniała opcja, ze po prostu takie wyjaśnienie podsuwał wykarmiony filmami grozy - i nie tylko - umysł.
Nie to było jednak najważniejsze. Otóż na łóżku spoczywała jakaś dziewczyna - dużo na jej temat ciężko byłoby powiedzieć w świetle latarki, ale płeć i młody wiek były akurat pewne. Posiadała przydługie, raczej ciemne włosy... I najwyraźniej była nieprzytomna, ale z całą pewnością oddychająca spokojnie. Kolejna - z braku lepszego słowa - ofiara, czy też może jakaś pułapka? Dobre pytanie.
Podczas gdy najemnik stał tak przy okienku w drzwiach, zupełnie niespodziewanie coś jakby... Pochwyciło za kraty. Tak, to zdecydowanie były ręce, choć przeciętnie ludzkie, właściwie bardziej trupie i w dodatku nieprzyjemnie czerwonawe - i wyposażone w długie, zrogowaciałe paznokcie. Niestety nie dało się im lepiej przyjrzeć, ponieważ w ciągu ułamka sekundy za dłońmi podążyło coś jeszcze, zapewne reszta ciała, z powodu prędkości przypominająca jednak rozmazaną smugę, która uderzyła w okienko na tyle mocno, że drzwi zadrżały, choć nie ustąpiły... I zaraz potem dziwne zjawisko już zniknęło. Z drugiej strony za to nad wciąż nieprzytomną dziewczyną pojawiły się jakby kule bladego światła - drobne i momentami zanikające, przez to ciężko byłoby określić ich dokładną liczbę. Trzy, cztery, pięć? Być może.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 192
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Nie Lis 23, 2014 7:11 pm

- Ha, niby horror, a co chwilę jakaś okazja, bym pokazał swoje uwodzicielskie zdolności(Jakie zdolności?). - Tak tylko napomknę, jako autor, że tutejszy Deadpool to wciąż ten sprzed półtora roku, gdy jeszcze był kawalerem.
- O, brunetka, mój typ... Woah! - Wade cofnął się o krok do tyłu, gdy okratowanego okienka dopadły tajemnicze ręce, które równie szybko, jak się pojawiły, rozpłynęły się w powietrzu.
- Okej, to było słabe, wcale się nie przestraszyłem(Sniff, sniff)(Co tak cuchnie... ?) No, może trochę. - Po odczekaniu kilku sekund - dla pewności, że potwór na pewno zniknął - najemnik przywarł znów do drzwi, akurat wtedy, gdy jego oczom ukazać się miały świetliste kule. Szybko zgasił latarkę, w przebłysku inteligencji zdając sobie sprawę z tego, że baterie mogą nie wytrzymać długo, jeśli nie będzie ich oszczędzał, a nowe źródło światła powinno być na razie wystarczającym zamiennikiem.
- Wow, luminescencyjne, lewitujące kulki analne. Ale bajer. Hm, to mi przypomniało. Czasami, kiedy jestem samotny(Czyli zawsze) i czuję się z tym naprawdę źle(Kiedy nie działa internet i nie możemy topić wtedy smutków w porno-fotomontażach z Bea Arthur), włączam Marsz Imperialny albo inny motyw ze ścieżki dźwiękowej "Gwiezdnych wojen", biorę świecącą prezerwatywę i bawię się w jedi. - Tak bardzo nie chciałem tego wiedzieć...
- Czasami robię to też wtedy, gdy nie jestem samotny, ale o dziwo, niektórzy źle reagują na moją propozycję walki na miecze świetlne. A niby to popularna zabawa(I ty się dziwisz, że nikt cię nie chcę) Jak to nie? (Gumowe lale się nie liczą) Nie? Och... - Błazen w czerwonym spuścił na moment głowę, by zaraz unieść ją z powrotem - ... A zakładana na rękę skarpetka, z naszytą podobizną Spider-Mana?(Spider-Sock! Tylko on lubi się ze mną bawić w walkę na miecze świetlne) W ogóle, a propos gumowych lal(Tęsknię za Anasthasią!) Otóż to. Pewnie się martwi, że nie wróciłem do domu po pięciu nocach, jak to mam w zwyczaju. Znowu dostanę patelnią po głowie, d'oh! Muszę się stąd jak najszybciej wydostać i wrócić do mojej ukochanej! Oby te świecące się kule były jakimś artefaktem umożliwiającym ucieczkę stąd. A jeśli to rzeczywiście są kulki analne... No cóż, jestem otwarty na nowe doświadczenia. Tylko nie mówcie Anasthasii. Bywa bardzo zazdrosna. Już wystarczą mi kłótnie z powodu Spider-Sock. - Najemnik z pyskiem postanowił zamienić bezczynność - przeplataną tylko jego nieustannym paplaniem - na podjęcie w końcu jakiś działań - oczywiście, urozmaicane jego ciągłym trajkotaniem. A może bardziej prawidłowo byłoby stwierdzić, że to jego gadanie było urozmaicane teraz jakimś działaniem.
- Mam nadzieję, że są otwarte, bo nie mam przy sobie żadnych wytrychów. Chyba, że ten, kto mnie porwał i obrabował, nie pomyślał o przeszukaniu tej najbardziej sekretnej z moich kieszeni i "kieszeni" - odparł, chwytając za klamkę metalowych drzwi.
Wilson jednak nie wparował od razu do środka. Zależnie od tego, w którą stronę otwierają się drzwi - czy do wewnątrz, czy na zewnątrz - najemnik albo je popchnął, na dodatek używając do tego na tyle dużo siły, by uderzyć w ewentualnego, czyhającego za nimi wroga, albo pociągnął metal ku sobie, w tym przypadku oczywiście lżej. Niezależnie natomiast od tego, czy są to drzwi prawe czy lewe, Wade natychmiast po ich otwarciu schował się za ścianą, na wypadek, gdyby tajemnicze stworzenie z wcześniej zaczaiło się z zamiarem wyskoczenia na Deadpoola, gdy tylko ten pojawi się w świetle futryny. No, jeśli (nie)regenerujący się degenerat będzie mógł pociągnąć za sobą "wrota", to i z nich zrobi osłonę, chowając się między ścianą, a solidnymi drzwiami.
- 1... 2... 3... Halo, panie zombie, jeśli czekasz na ten odpowiedni moment by wyskoczyć, to on właśnie nadszedł... 7... 8... 9... Wtedy skopię ci tyłek... 12... 13... Albo wezmę nogi za pas... 16... 17... 18... Raczej wezmę nogi za pas... 20! Ach, pamiętajcie dzieci: Zanim przejdziecie przez jezdnie czy wskoczycie do pomieszczenia pełnego potworów, rozejrzyjcie się najpierw dokładnie, w lewo, potem w prawo, a na końcu znowu w lewo. Ewentualnie prawo-lewo-prawo, jeśli mieszkacie w Anglii. Cholerni hipsterzy. W sumie nie wiem, gdzie teraz jestem, więc na wszelki wypadek spojrzę i tak, i tak. - Karmazynowy klaun przekroczył próg, jednocześnie kręcąc głową na boki - lewo-prawo-lewo, a potem prawo-lewo-prawo - a jeśli nie wpadło mu w oczy nic szczególnego(ani nie zaatakował go żaden potwór), skupił spojrzenie na kulach światła, unoszących się nad ciałem nieprzytomnej dziewczyny.
- Abrakadabra! Czary-mary? Shazam? Zabierum mnie do domum, bęc? - krzyknął, gestykulując w powietrzu dłońmi, niczym najbardziej profesjonalny amatorski magik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   Pon Lis 24, 2014 10:00 am

O dziwo drzwi ustąpiły dość łatwo - to znaczy: przynajmniej nie wymagały użycia klucza, a choć były dość ciężkie i nieco zaskrzypiały, to jednak nie stawiały większego oporu. Otwierały się z kolei do wnętrza pomieszczenia, a na swej drodze najwyraźniej nie napotkały niczego... Cóż, niczego materialnego, gdyż to byłoby i słychać i zapewne nawet widać. Nie; zamiast tego uderzyły po prostu o ścianę i to z niezłym hukiem, który teoretycznie mógłby przyciągnąć uwagę osób czy stworzeń znajdujących się w pobliżu. Dziewczyna na łóżku jednak się nie zbudziła; być może jej stan nie należał do naturalnych? Może została odurzona albo uśpiona w mniej konwencjonalny sposób? Może wymagała pocałunku prawdziwej miłości? Oby nie to ostatnie - dla jej własnego dobra - bo w oryginale tej konkretnej bajki przed pocałunkiem i przebudzeniem nastąpiły w końcu ciekawsze akty i ciąża... Ale nie o tym teraz.
Kiedy Deadpool ukrywał się tak za ścianą, jej fragment tuż przy jego głowie zaczął ulegać powolnym zmianom, przede wszystkim w kolorze - na czerwonawy, ale i nieco we frakturze powierzchni. Stopniowo się odkształcał, wysuwała się z niego struktura przypominająca dość groteskową i powykręcaną łapkę... Tyle że najemnik zdążył się odsunąć zanim jeszcze ta go dotknęła - co najwyraźniej planowała. To zaś sprawiło, iż niby-ręka zrezygnowała, a ściana wróciła do swojej poprzedniej, jakże niewinnej i niegroźnej postaci.
Tak czy siak, mężczyzna znalazł się w końcu w środku i mógł obejrzeć sobie salę. Przede wszystkim rzuciło mu się najprawdopodobniej w oczy to, że dziewczyna na łóżku była do niego przypięta pasami; z jakiego powodu - to już stanowiło zagadkę. Z drugiej strony prawdopodobnie pewne pocieszenie stanowiło, że przynajmniej nie została podpięta do pobliskiego urządzenia, które teoretycznie mogło wciąż działać. W końcu na korytarzu była elektryczność, więc o ile tutaj nic nie uległo zepsuciu...
Kule światła natomiast nie zareagowały od razu na obecność Deadpoola. Jeszcze przez kilka sekund unosiły się nad nieznajomą, aż w końcu zaczęły powoli opadać, zanikając po drodze. Po prostu zniknęły czy może weszły w ciało dziewczyny? Kolejna niewiadoma, zresztą dość niepokojąca.
Mniej więcej w tym momencie gdzieś z korytarza dobiegł huk. Dochodził z tej strony, w którą najemnik uprzednio uciekał - a więc której nie miał jeszcze okazji zwiedzić. Sądząc z głośności owego dźwięku... Cokolwiek się stało, nie miało to miejsca zaraz za drzwiami. Następny potwór? Kolejna ofiara? Jeszcze coś innego? Być może zamknięcie się w sali zabiegowej pomogłoby się przed tym uchronić, ale z drugiej strony - a nuż było to coś istotnego? Wybory, wybory.

***

Najlepiej będzie, jeśli przeskoczysz do tego tematu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czerwony korytarz   

Powrót do góry Go down
 
Czerwony korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Czerwony korytarz
» Tajemniczy korytarz
» Czerwony pokój zabaw
» Pokój Czterech Pór Roku
» Korytarz w lochach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Pozostałe atrakcje :: Eventy :: Silent Hillowy Event Halloweenowy-
Skocz do: