Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Tidal Basin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3401
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Tidal Basin   Pią Cze 08, 2012 1:26 pm

First topic message reminder :



Jezioro będące częścią West Potomac Park, słynące przede wszystkim z rosnących na jego brzegach licznych japońskich drzew wiśniowych.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Venom

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pią Sie 31, 2012 1:13 pm

Ktoś może poczuć się zniesmaczony naturalizmem sceny. Nie polecam do obiadu.


Ziemia pod demonem zaczęła pękać, jednak ten nie upadł. Nawet się nie zachwiał. Nic dziwnego, w końcu jeszcze kilka minut temu chodził po powierzchni jeziora. Jednak na tym dobra passa kowboja zdawała się kończyć. Zmieniony w metal Ricci uderzył cztery razy. Buliarowi udało się uniknąć pierwszego uderzenia. Jednak następny trafił w brzuch, przebijając się przez niego i zupełnie masakrując organy wewnętrzne. To z pewnością nie było przyjemne uczucie, zwłaszcza, że Ricci musiał później szarpnąć ręką, by wyciągnąć ją z wnętrza demona. Przy okazji na ziemię wylało się dużo czerwonej posoki, a kawałek jelita zwisał beztrosko. Następne uderzenie trafiło w lewe ramię, które teraz zwisało bezwładnie. Prawdopodobnie uderzenie Montany przerwało mięśnie i na pewno złamało kość. Trzecie trafiło w szczękę, która została złamana i teraz zwisała, utrzymywana wyłącznie dzięki skórze. Skórze, którą kości szczęki przebiły.
Demon krwawił obficie, jednak nie wyglądał na kogoś, kto zamierzał umrzeć. Lub przynajmniej paść. Jego oczy wpatrywały się w oprawcę. Wyglądały jak oczy kogoś, kto... Kpi z przeciwnika.
Ricci złapał demona za ramiona i już chciał go uderzyć głową, gdy ten wyciągnął rewolwer zdrową ręką i wystrzelił. trafił w klatkę piersiową, dwa razy. Nie przebił się jednak przez metalową skórę. Aczkolwiek wbił się w nią, zostawiając charakterystyczne leje.
Wycofaj swojego nosiciela, Agares. Chcę tylko Bailiffa. - głos w głowie Ricciego dochodził zarówno do niego, jak i do demona.
Montana miał szczęście, że przeżył. Aczkolwiek dwa żebra na pewno uległy złamaniu. To nic dla kogoś, kto ma zdolność przyśpieszonej regeneracji. Albo i dużo. Wszak może się zrosnąć pod nieodpowiednim kątem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ricci Montana

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 16/08/2012

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pią Sie 31, 2012 2:48 pm

Patrzył na swojego przeciwnika. Był zmasakrowany, a jednak dalej się poruszał. Spojrzał na dwie kule w swojej metalowej skorupie. Nie wiedział dlaczego, ale nawet ten cały Buliar się nie przejął swoim ciałem. Jego wzrok powodował, że Ricci'emu zachciało się na więcej krwi. Uśmiechnął się perfidnie i spróbował uderzyć go prosto w twarz tak, aby odleciał.
-Przykro mi Buliarze... Ale czas zacząć prawdziwą zabawę... Od zawsze chciałem pokonać kogoś tak potężnego. Montana poczuł, że jego ciało traci nad sobą kontrolę. Wiedział co teraz się święci. Agares przejął nad nim kontrolę.
-Zabawmy się Buliarze!! Krzyknął, a na klatce piersiowej Montany rozbłysł pierwszy kolor, kolor krwi. Buliar powinien stracić wiarę w swoje zwycięstwo nad mężczyzną i jego demonem. Następnie wyjał dwie kulę i sam wystrzelił w głowę demona dwie kulki. Bez miecza jednak czuł się dziwnie, ale nie było czasu na teleportację, więc musiał wykorzystać swoje atuty w walce bronią palną i niezwykłą mocą swojego nosiciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venom

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Sob Wrz 01, 2012 8:29 pm

Demon szybkim ruchem ręki nastawił sobie szczękę i przy okazji zmazał krew, która zalała znaczną część jego gęby. Uśmiech już się na niej nie pojawił. Uśmiech został zastąpiony przez zniecierpliwienie. Mimo swojego ciężkiego stanu, Buliar nie wyglądał na kogoś, kto zdaje się przegrywać.
- Gdzie jest Bailiff?
Zapytał na chwilę przed tym, gdy pięść Ricciego napotkała przeszkodę w postaci twarzy ropucholuda. Uderzenie pozbawiło kowboja kilku zębów i odrzuciło na odległość kilkunastu metrów. Stanowczo dalej, niż powinien po takim uderzeniu. Jednak nie upadł. Po prostu zatrzymał się w powietrzu i bezpiecznie stanął na nogi. Ręką, która wcześniej wisiała bezwolnie, zacisnął powoli pięść. Najwidoczniej odzyskiwał w niej sprawność.
- Koniec zabawy.
Zrobił kilka kroków w przód.
- Nie jesteś dla mnie żadnym wyzwaniem.
Ricci wyzwolił w sobie demona, jednak symbol na klatce piersiowej Montany nie zrobił na nim żadnego wrażenia. I wtedy strzelił w kowboja. Nim pociski dosięgły demona, ten po prostu zniknął. Bez żadnych efektów. Nie było żadnego światła, żadnej siarkowej chmury. Nic. Kilka sekund później zmaterializował się za plecami Montany. Bez najmniejszego zadrapania.
- Dawałem Ci szansę na ucieczkę, z której nie skorzystałeś.
Z pyska kowboja wystrzelił jęzor, który oplutł ciało mężczyzny tak, że ten nie mógł ruszyć żadną kończyną.
Gdzie jest Bailiff? - usłyszał głos w głowie zarówno Ricci, jak i jego demoni towarzysz.
Nie czekając na odpowiedź, Buliar złapał za szyję przeciwnika, a ten poczuł ból, jakiego jeszcze nigdy nie odczuł. Jego dusza się gotowała, również demon cierpiał. Poznałem nowe sztuczki, śmieciu.
Po kilku sekundach go puścił. I po prostu zniknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pią Wrz 14, 2012 1:52 pm

yare, yare co się wydarzyło w przeklętym miejscu. Najpierw przychodzi tutaj grzecznie i jakaś psychopatka pragnie od niego historii, do tego jakiś kolejny podrabiacz jego mua podgląda ich. Potem przychodzi kolejny i mówi, że jest czymś tam i chce go zniszczyć. A mówili mu koledzy "Nie nawdychaj się oparów z mikstur, bo ci zaszkodzą". Teraz będzie jednak musiał dokładnie to przemyśleć, każda sprawę krok po kroku. Jakoś wydarzenia w tym miejscu nie zryły mu psychy, gdyż jak on to mówi "to on zryta psychice". Melchior kładąc ręce na ławce naprężył je, by następnie podnieść się z niej na nogi. Jego płaszcz trochę zmoknął. ale to nic dla niego. Otrzepał z większych części odzienia krople deszczy by następnie pożegnać wszystkie znajdujące się tu duchy. Przeszedł przez furtkę wejściową do parku, by skręcić za budynek poczty w ciemny zaułek, gdzieś prowadzący.

z/t
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1346
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Czw Gru 12, 2013 11:40 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Bardzo późna godzina - na zegarach ziemian niedługo miała wybijać północ. Tymczasem Tidal Basin było pełne i puste jednocześnie. Puste, bo nie było tu praktycznie w ogóle ludzi, jednak również pełne - bo znajdował się tu ktoś kto... Cóż, nie był po prostu człowiekiem. Czarne futro nie odbijało światła. Wielka, dwumetrowa sylwetka jakiejś istoty przesuwała się powoli tuż koło tafli wody. Osobnik szedł pochylony delikatnie do przodu, zgarbiony, trzymając prawą rękę opuszczoną wzdłuż ciała, a tymczasem lewą lekko ugiętą z dłonią uciskającą ranę na brzuchu. Tak, czarne futro - to kto miał tędy właśnie przechodzić, będzie miał okazję ujrzeć dość ciekawy widok. Dwa metry i dwadzieścia dwa centymetry żywej istoty, dobrze zabudowanej mięśniami, wyraźnie wyćwiczonej. Przedstawiciel obcej rasy, samiec który ubrany był wyłącznie w spodnie które na ziemi określano się mianem "bojówek" lub bardziej procesjonalnie - CPU. Kolorystyka jedynego elementu odzienia była dość ciekawa, czarno-biało-srebrne płaty. Dalej można było już tylko oglądać i powoli rozumieć dlaczego ten osobnik miał na sobie tylko to. Otóż zapewne nie potrzebował grubych kurtek ani niczego w tym stylu. Niczym u jakiegoś wilkołaka - całe jego ciało pokrywało czarne futro. Jednak czy można by go nazwać wilkołakiem? Cóż, stopy - albo raczej łapy - zakończone były czterema palcami, każdy z nich posiadał równie czarny pazur. Dłonie również posiadały po cztery palce, również zakończone pazurami - i to by się zgadzało. Jednak z tyłu tego osobnika wystawał ogon - którym raczej psy albo wilki nie mogły się pochwalić. Długi i masywny niczym u jakiegoś jaszczura, a jednak jego właścicielem był osobnik posiadający futro, który... Cóż, łączył w sobie wiele. Wystarczyło spojrzeć na pysk, by dostrzec duże uszy uniesione w górę i wsłuchujące się w odgłosy otoczenia, a jednocześnie ignorujące co niektóre - jak np. ten odgłos kroków kobiety która zaraz miała przyjść tu i go ujrzeć. Dalej - coś dziwnie... dziwnego. Czułki na czole, niczym u... Właśnie - u kogo? I jaką funkcję mogłoby pełnić? Może warto będzie spytać...
Czarnofutry padł nagle na kolano, zatrzymując się przez to gwałtownie i wolną - prawą ręką, opierając się o ziemię by w miarę zrównoważyć rozłożenie ciężaru własnego ciała. Ta pozycja była dla niego bardzo niewygodna, a rana na brzuchu nie była jedyną. Po za nią, posiadał wiele mniej lub bardziej drobnych ran, jak np. ślady po pazurach na klatce piersiowej czy rysa na grzbiecie. Nadgarstki i przedramiona również były porządnie poszarpane, jakby to stworzenie właśnie stoczyło poważną batalię. I tak na prawdę mogła to być prawda... Jednak po za nim nikogo innego nie było w okolicy. Tylko on, sam, porzucony na pastwę losu. A może właśnie na kogoś czekał? Nie wiadomo. Ślepia samca skierowane były w śnieg pod nim, białe niczym sam puch padający z nieba. Osobnik dyszał ciężko, powoli biorąc głębokie wdechy - jakby każdy sprawiał mu ból. I nie można było się specjalnie temu stawiać - w końcu rana na brzuchu znacznie utrudniała oddychanie... Jednak co miało wydarzyć się dalej...?




Daalkiin
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elyse

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 02/10/2013

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pią Gru 13, 2013 12:04 am

Noc rozciągała swą pelerynę nad zmierzającym do snu miastu, chociaż mówiło się, że ono nigdy tak naprawdę nie zasypia, o czym świadczyły ciągle przejeżdżające żółte taksówki, mdłe światła latarń rzucające na ziemię mdły pomarańczowy blask. Co jakiś czas gdzieś rozlegały się kroki przechodnia, czy też śmiech młodych ludzi zmierzających do pobliskiego baru. Był piątek, a więc czas zabaw dla młodych, jednak kobieta, która przemierzała ulice nie wydawała się podzielać tego radosnego nastroju oczekiwania. Starała się nie rzucać w oczy, chociaż na pewno garbiła się i nie przemykała cieniami. Wręcz przeciwnie, krok miała równy i miarowy, ważne, aby nie dać się zastraszyć. Wełniana czapka w kolorze musztardy chroniła jej uszy przed świszczącym, lodowatym wiatrem. Czerwony płaszcz znacznie się wyróżniał, jednak twarz kobiety, teraz zaczerwieniona od chłodu, nie wyrażała niczego, prócz zmęczenia. Ciemne cienie kładły się pod brązowo zielonymi oczami, była padnięta, cóż tu ukrywać? Jak to się stało, że wybrała się pieszo, zamiast samochodem, zmierzając do domu? Samochód, przeklęte urządzenie, wadliwe i ciągle się psujące. Nie wiedziała, dlaczego jeszcze w ogóle trzyma tą kupę żelastwa... Były taksówki, ale... do domu znowu nie miała tak daleko. Stancję, którą wynajmowała, miała zaraz za Tidal Basin, tyle mogła wycierpieć. Po długim dniu w szpitalu w fetorze chorych ciał i aury cierpienia naprawdę potrzebowała świeżego powietrza. Westchnęła, ukrywając nos w puszystym szaliku, a dłonie skryła w kieszeniach płaszcza.
Beżowa prosta torebka typu listonoszki obijała się o jej prawe udo rytmicznie, to ją uspokajało. Własne kroki odbierała jako zbyt głośnie, odbijały się echem w alejkach opustoszałego mini parku. Uwielbiała to miejsce, zwłaszcza wieczorami, było wtedy takie spokojne, pozbawione setki turystów i mieszkańców, którzy przychodzili tu, aby podziwiać widoki...
Skręciła w lewo, tuż na alejkę, która prowadziła równolegle koło jeziora. Powietrze w tym miejscu było jeszcze chłodniejsze, niż w zaczadzonym przez spaliny mieście. Nie od razu spostrzegła ciemny kształt, który zagradzał jej drogę, była tak skupiona na własnych myślach i poskramianiu znużenia i smutku, które czuła, że nieomal wpadła w olbrzyma. Ale cóż się dziwić? Śmierć jednego z pacjentów zawsze wprawiał ją w melancholijny nastrój, w takich chwilach docierało do niej aż nazbyt wyraźnie, jak kruche potrafi być ludzkie życie. Czasami żałowała, że jest aż tak przeciętna, taka zwyczajna, żałowała, że nie potrafi pomóc tym ludziom, wyrwać ich ze szponów samej śmierci. Ale nim dotarł na miejsce, zmarł w karetce. Kto będzie go opłakiwał? Czy miał rodzinę: żonę, dzieci, które będą za nim tęsknić?
Wtedy zderzyła się z czymś twardym, a z jej ust wydobył się zduszony okrzyk. Oczy rozszerzyły się ze strachu, a może z zaskoczenia? Odsunęła się szybko o kilka kroków, nie mogąc powstrzymać własnego odruchu, gdy jej wzrok padł na ciemny kształt. Przez chwilę po prostu stała i patrzyła, ledwo się powstrzymując przed przetarciem oczu. Śniła, a może zwariowała? Albo to przez zmęczenie, tak, na pewno, bo inaczej nie mogła tego sobie wytłumaczyć. Przed sobą miała bestię, wielką, wręcz ogromną, porośniętą... futrem? Uszy, szpony... Wszystko to rzucało się w oczu pomimo mroku ledwo rozświetlanego przez światło pobliskiej latarni, która znajdowała się po prawej jakieś półtora metra za nimi.
- O matko... - ciche słowa, pełne niedowierzania wyszeptały jej usta. Nie dostrzegała ran, jeszcze nie, ale istota klęczała, przytrzymując lewą ręką brzuch.
Jasne brwi Elyse zmarszczyły się w skupieniu.
- N-nic ci nie jest? - spytała nieco wbrew sobie, ale doświadczenie nie pozwalało jej przejść obojętnie.
Powoli, z wahaniem, postąpiła ku nieznajomemu dwa kroki, wyciągając prawą rękę przed siebie, jakby palcami chciała musnąć jego umięśnione ramię. Czy... czy to coś jest groźne? Czy... powinna uciekać? W kobiecie walczyły dwa przeciwstawne sobie uczucia: obowiązek niesienia pomocy i instynkt samozachowawczy, które wygra?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1346
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pią Gru 13, 2013 1:55 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Odgłosy kroków na prawdę nie zrobiły na nim wrażenia. Nie tego dźwięku poszukiwał, zajęty był absolutnie innym - którego ostatecznie nie przyszło mu usłyszeć. Westchnął tylko cicho zrezygnowany. Znowu mu uciekł, tyle go ścigali - wpierw po całej galaktyce, potem po rejonie, teraz po tej planecie z której praktycznie nikt nie mógł się wydostać. Przeklęta planeta, sprawiała coraz więcej problemów. Początkowo można by powiedzieć, był zaciekawiony, podobała mu się różnorodność środowiskowa, przystosowanie dominującego gatunku do życia w niemalże każdym zakątku tej kosmicznej kuli. Jednak z czasem, gdy nawał problemów nie malał, a jedynie ciągle się rozszerzał, Daalkiin zaczynał spoglądać na tą planetę coraz mniej przychylnym spojrzeniem. Zaczynała po prostu budzić w nim negatywne emocje, których jakoś nie mógł od siebie odeprzeć. Nie była to może od razu nienawiść, jednak coś co... nie pozwalało mu po prostu spokojnie o tym miejscu myśleć.
Zapewne siedziałby tu tak jeszcze trochę, wręcz kisząc się i zastanawiając bezsensownie nad tym czego mógł dokonać, a czego nie dokonał, jednak coś, a dokładniej ktoś - mu przerwał. Poczuł, jak nagle od lewej strony ktoś na niego wpadł, nagle - nie za mocno - jednak zupełnie niespodziewanie dla jego własnej osoby. Czyżby na prawdę był aż tak mało widoczny? Jak na Ziemskie standardy - wielki, masywny, czarny... No tak, czarny w nocy, siedzący w słabo oświetlonym miejscu. To by się nawet zgadzało. Nieznajoma kobieta, przedstawicielka rasy ludzkiej - wpadła na niego i choć cóż... względem niego była delikatna, to jednak przy jego aktualnym stanie wystarczyło, by zatracił równowagę. Oczywiście nie trzeba było wyczekiwać za długo następstwa, gdy czarnofutry przechylił się w prawo i upadł przez prawe ramię na grzbiet, wydając z siebie po drodze cichy warkot. O ile w normalnych warunkach takie rzeczy nie robiły wrażenia nawet na małym dziecku ludzkim, o tyle gdy było się rannym i zmęczonym - sytuacja wyglądała trochę inaczej. Padł więc na grzbiet, a jego ciało zostało trochę lepiej oświetlone. Lewa dłoń nadal uciskała ranę kłutą na brzuchu, ciemne krew stała się bardziej widoczna i tak oto nieznajoma mogła ujrzeć, że ta owa bestia raczej może nie stanowić zagrożenia. A przynajmniej takie były pozory. Prawym łokciem podpierał się o ziemię, by nie leżeć na niej całkowicie, a być zgiętym trochę niczym banan. Nie był tu w końcu na wakacjach. Nadal ciężko dysząc, uniósł swe spojrzenie, by jego ślepia ujrzały sylwetkę tej która się z nim zderzyła. Drobna, spokojnie pół metra niższa od niego. Odezwała się, lecz jej emocje były dla niego bardzo wyczuwalne - pozwalając odebrać jej niezdecydowanie względem jego własnej osoby. Czyżby była kimś, kto czuł się odpowiedzialny za życie i zdrowie otaczającego ją środowiska? CZYŻBY PRACOWAŁA DLA RZĄDU TEJ PLANETY!? Teraz dopiero przeklinał sam siebie w myślach. Miał nie dać się zauważyć, a właśnie w tym momencie stała przed nim kobieta, ludzka kobieta która nie wiedziała ani o nim, ani o Jinkusu ani w ogóle o ich misji! Jednak chwila... Jego spojrzenie zatopiło się w niej dokładniej, jej odczucia, myśli - nie była do niego nastawiona wrogo. Strach to na pewno - jednak po drodze pojawiły się emocje które nie dawały mu jasności względem jej zamiarów co do jego osoby. Nie chciała mu zrobić krzywdy, nie miała złych intencji - to na pewno.
Chwilę się jej tak przyglądał w absolutnej ciszy, jakby rozmyślając nad tym co do niego powiedziała. Albo raczej jakie pytanie mu zadała. Czy wszystko było z nim w porządku? Chyba w jak najlepszym. Drgnął lekko, nadal siedząc na ziemi i przesunął swój wzrok z nieznajomej, na własny brzuch, unosząc delikatnie dłoń z nad przytrzymywanej rany i odwracając ją w drugą stronę, ukazując krew zarówno na dłoni jak i na ręce. Z resztą teraz po przyjrzeniu się, nieznajoma powinna być w stanie dostrzec również rany na klatce piersiowej, nadgarstkach czy na grzbiecie. Futro w tych miejscach było wręcz przyklejone do jego ciała, odbijając przy tym nieznacznie światło oraz powodując pojawianie się bardzo ciemnych, czarnych plam. Wzrok samca powrócił na nią, a jego dłoń znów zaczęła uciskać ranę. Ta czarnofutra bestia dyszała, wyraźnie zmęczona prawdopodobną walką która przyprawiała go owe rany. Nic jednak nie powiedział, nie odezwał się słowem, nawet nie mruknął. W końcu co miał jej powiedzieć? Nawet jej nie znał, nie wiedział czy realnie chciałby ją poznać. Kim ona w ogóle była? Gdyby tylko miał więcej sił, gdyby tylko nie był tak zmęczony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elyse

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 02/10/2013

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pią Gru 13, 2013 2:36 pm

Elyse zagryzła dolną wargę, widząc, jak bestia przewraca się na grzbiet po tym, jak na nią wpadła, chociaż zrobiła to naprawdę delikatnie, tylko delikatnie go pchnęła, szturchając jego lewy bark. Serce waliło w jej piersi szybko, mocno, przez co miała wrażenie, że zaraz połamie jej żebra. Nie należała do strachliwych osób, broń Boże, jednak nie przywykła do podobnych widoków. Owszem, przez ostatnie miesiące doświadczyła bytności dziwnych istot, zaczęła nawet godzić się z tym, że świat nie jest taki, za jaki uważała go przez te wszystkie lata, ale coś takiego? Nie, tego się nie mogła spodziewać. Bestia dyszała ciężko, dopiero teraz dostrzegała, że nie może być z nią wszystko dobrze... Gdy pokryty futrem... samiec, bo to chyba był samiec, wnioskowała po muskulaturze, braku piersi i basowym pomruku, który jeżył jej drobne włoski na karku i przedramionach, odchylił rękę, ukazując nieprzyjemną i na pewno bolesną ranę na brzuchu, przełknęła ciężko ślinę. Gdy blade światło pobliskiej latarni oświetliło jego pierś i łapy, przedramiona, czy jakkolwiek to nazwać, wywnioskowała, że musiał walczyć, albo... został zaatakowany.
- Okey, czyli nie jest dobrze - mruknęła cicho, jeszcze nieco zdezorientowana.
Zbliżyła się jeszcze o krok, kucając, robiła to wolno, pokazując mu rozłożone dłonie, by widział, że nic w nich nie ma, że sama nie chce mu zaszkodzić.
- Nie wyglądasz dobrze, pogryzłeś się z psem o sukę, czy jak? - odezwała się zaraz nieco ironicznie, dotykając opuszkami palców włochatego ramienia. Mogła stwierdzić, że futro w tym miejscu było krótsze, ale zupełnie miękkie, a nie szorstkie, szczecinowate, którego się spodziewała.
Chyba mi odbiło - pomyślała, marszcząc jasne brwi.
- Słuchaj, pomogę ci, tylko... nie tutaj. Trzeba opatrzyć te rany, dasz radę wstać? Brud nie sprzyja w takich warunkach - poczuła go już bardziej opanowanym, stanowczym głosem. - Mieszkam nie daleko, jestem lekarzem, a przynajmniej nim będę, o ile zdam egzaminy, ale... mam tam wszystko, co trzeba. Chyba, że wolisz bym zadzwoniła po karetkę, może spodoba ci się zostać zwierzątkiem doświadczalnym w Rządzie, czy coś - wykrzywiła sarkastycznie wargi, unosząc lewą brew w zapytaniu.
Odetchnęła, jakby z rezygnacją i schwyciła palcami jego lewe przedramię, chcąc pomóc mu wstać.
- Chodź, zwierzaku. Ty w ogóle mnie rozumiesz? A może powinnam zacmokać, czy zagwizdać? - zebrało jej się na żarty. Ale, jak miała się zachować?
Wracała do domu zmęczona po dyżurze, a tu taka niespodzianka. Czy ona wymagała tak wiele? Czy chęć normalnego życia była nazbyt wygórowanym marzeniem?
- Chyba mnie nie pogryziesz, co? - spytała niby w tonie żartu, ale można było wyraźnie wyczuć wahanie, jakby niepewność.
Potrząsnęła lekko głową, chcąc wziąć się w garść. Może tylko tak sugestywnie śniła, może znajduje się w swym mieszkanku, albo zasnęła na kanapie w dyżurce, a jak się zbudzi wróci do normalności? Jeżeli to sen to... mogła zaszaleć, a co jej tam, trochę wariacji nikomu nie zaszkodziło, czyż nie? To się okaże, bo jeżeli to nie mara, a jawa, to mogła znaleźć się w dupie, takiej ciemnej i głębokiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1346
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Sob Gru 14, 2013 5:46 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Nie jest dobrze... Miło, że zauważyła. Ogon samca przesunął się po ziemi, rozczesując trawę która jeszcze całkowicie nie było pokryta śniegiem. Białe ślepia obserwowały uważnie kobietę, każdy jej ruch czy gest. Zmniejszyła dzielący ich dystans, wręcz wyzerowała go i wyciągnęła ku niemu otwarte dłonie, po których wzrok to jakże niebezpiecznej "bestii" również przejechał. W końcu jej palce dotknęły jego ramienia, a czarnofutry przyglądał się temu z niemałym zainteresowaniem, zastanawiając się cóż tutaj ona wymyśliła, co jej wpadło do głowy? Zwłaszcza z komentarzem który wcześniej do niego rzuciła. Niestety, Daalkiin nie znał ludzkiego żargonu i nie zrozumiał o co chodziło, jednak biorąc pod uwagę ton wypowiedzi... poskładał sobie w głowie, że zapewne był to jakiś rodzaj ironicznego żartu. Jej odczucia w żadnym stopniu nie mijały się z prawdą. Futro tego osobnika było miękkie i wręcz dla wielu przyjemne w dotyku, zwłaszcza gdy ktoś lubił tego typu luksus oraz ciepło. Inaczej miała się sprawa ze skórą, która wydawała się stanowczo mocniejsza od tego co prezentowali ludzie. On na pewno nie przetnie się nożykiem podczas krojenia marchewki, oj nie - skóra którą dało się wyczuć pod futrem mówiła o tym sama za siebie. Nie była to jednak skała, lecz nadal tkanka organiczna i można by powiedzieć, że bardzo równoważyły się z futrem. Jednak ona znów się oderwała, co spowodowało, że oderwał wzrok od jej dłoni i przeniósł go na jej twarz, stawiając uszy pionowo i słuchając jej z zaciekawieniem. Jej oferta pomocy była dość niespodziewana, wręcz zaskakująca... A swego zaskoczenia owa bestia nie kryła. Samiec przekrzywił łeb delikatnie na bok, obserwując ją z rosnącym zaciekawieniem. Nie, nie zamierzał być niczym eksperymentem. I cóż, nie był by. Nie byłoby takiej opcji. W końcu ciężko mu było gdziekolwiek być samemu, zawsze ktoś chronił jego plecy - taki anioł stróż.
Poczuł nagle, jak jej palce chwytają go za lewę ramię. Jeszcze nie zdążył przecież odpowiedzieć! Nawet nie zdążył się odezwać! Ani mruknąć... A ona już go chciała ze sobą zabierać. Co mu więc pozostało? Spiął mięśnie i z wielkim wysiłkiem zaczął powoli podnosić się z ziemi, wydając z siebie cichy warkot. Wolną ręką podparł się wpierw o ziemię, a potem o kobietę, dokładniej przekładając prawą rękę - dłoń i przedramię - nad jej plecami, zahaczając się o nią by pomogła mu iść... I nagle mogła poczuć, że owa bestia na prawdę sporo ważyła... I że był dość pochylony oraz co najmniej pół metra wyższy od niej. A gdy zapytała się o gwizdanie i cmokanie, samiec spojrzał na nią pytająco, chyba nie rozumiejąc o co jej mogło z tym żartem chodzić. Położył jednak po sobie uszy, a jego wyraz pyska złagodniał nagle, jakby zrozumiał jej żart, tylko nie miał siły się śmiać. W końcu zrobił powoli dwa kroki do przodu, przenosząc własny ciężar na swe nogi i odciążając kobietę, jednak pozostawiając swą rękę by mógł opierać się na niej i trzymać równowagę. A nieznajoma znowu się odezwała. Zapytała czy jej nie pogryzie... niby żartem ale jednak dało się wyczuć nutkę obawy. I co tu teraz zrobić? Jak się go wystraszy to mu nie pomoże. Z drugiej strony. Czemu by miał. Skierował swój wzrok w dół na swą ranę. Czy on wyglądał na kogoś kto mógł jej teraz coś zrobić? Zapewne mógłby, jednak do tej pory nic nie zrobił i raczej nie zamierzał. Wypadałoby się odezwać... Tylko może nie teraz. Ona po prostu może się nie spodziewać tego, że samiec potrafi mówić. Ale skoro już raczej wszystko sobie wyjaśnili, ruszyli oboje powolutku do przodu, starając się trzymać raczej ciemności - by nikt go nie zauważył [zt oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red Skull

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 30/01/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pon Maj 19, 2014 6:45 pm

Red Skull po spotkaniu w hotelu był wściekły. Nie udało mu się zdobyć Kosmicznej Kostki, nie udało mi się podpisać żadnego sojuszu, nie udało mu się nic. Zupełnie nic. Na szczęście Czacha dobrze wiedział co kryje się w jego głowie. Zawsze miał plan awaryjny. Nawet w przypadku spotkań z "Ciemną Stroną Mocy". Kiedy więc zamieszanie na aukcji pozbawiło go możliwości zdobycia Kosmicznej Kostki był wściekły, aczkolwiek w wewnątrz dokładnie wiedział co ma w zanadrzu. Planował zniszczenie Avengersów. Miał na to pomysł. Stworzył nawet potężną broń, którą niestety jeszcze musiał przetestować. To śmieszne, prawda? Jeden z najgorszych wrogów Avengersów, jeden z największych złoczyńców na tym świecie, złe odzwierciedlenie Kapitana Ameryki będzie testował broń? Nie łatwiej byłoby podejść pod wieżę Avengersów i po prostu w nią strzelić? No właśnie nie. Red Skull chciał przetestować broń ponieważ uważał ją jako zbyt potężną. Nawet jak dla niego. Przybył do Waszyngtonu, aby być troszkę dalej od Nowego Jorku. W razie czego zdążyłby się ulotnić przed niespodziewanym wypadku i szybkim przybyciu Avengersów. Oczywiście nie spodziewał się tutaj nikogo. Po prostu stanął na jeziorem. Nie interesowali go cywile. Miał ich gdzieś. Co chwilę jednak sprawdzał swoją zawartość kieszeni. Wiedział, że znajduje się w niej być może klucz do zniszczenia Avengersów.
Stanął na brzegu jeziora i spokojnie oddychał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pon Maj 19, 2014 7:30 pm

Lester szedł alejką krzywiąc się z obrzydzenia. Widok tych wszystkich par, mizdrzących się do siebie w tym jakże romantycznym miejscu, w dodatku w trakcie wiosny kiedy każdy normalny człowiek z utęsknieniem witał dawno niewidziany obraz rozkwitających kwiatów sprawiał, że Bullseye miał ochotę wyjąć kałacha i biegać w kółko nie zdejmując palca ze spustu. Ale co poradzić, naziści mieli różne upodobania. A Red Skull wybrał akurat to miejsce na ich spotkanie.
Leonard powoli zaczynał być sfrustrowany. Jeżeli i z tego spotkania nic nie wyjdzie to chyba strzeli komuś w łeb. Co prawda nie było to nic nadzwyczajnego, ale jeżeli Bullseye miałby czynem oddać swoją frustrację to chyba musiałby wysadzić domek pełen mały kociąt i szczeniaków. Może wtedy by mu ulżyło. Albo znalazłby nowe hobby.
Lester spotkał się już z King Snakiem. Madame Hydrą. Azazelem. Samymi liderami potężnych ugrupowań. I z każdego spotkania wyszedł z niczym. Cholera, nawet w międzyczasie obił Punishera!
A teraz szedł by spotkać się z maniakiem Hitlera, który najchętniej powystrzelałby każdego ... No, każdego. Nie? Nie na tym polega nazim? Co tam, to Lester chętnie by to zrobił.
W każdym razie Leonard powoli zbliżał się do upatrzonej sylwetki swojego przyszłego (miejmy nadzieję) pracodawcy. Stał zapatrzony w jezioro, pewnie knując kolejny plan, który uwzględniał dużo ofiar. Oby.
Lester ubrany w szary, gustowny płaszcz narzucony na swój kostium i czapkę z daszkiem nasuniętą na czoło tak by zakrywała jego bliznę podszedł do Red Skulla i w milczeniu stanął obok niego. Nic nie mówiąc, wyjął nieodłączną wykałaczkę z kącika ust po czym strzelił palcami posyłając ją w pustą przestrzeń przed nimi. A przynajmniej była taka do momentu, gdy przed nimi przeleciała kaczka, prawdopodobnie zamierzająca wylądować na tafli jeziora. Zamiast tego, w wyniku nieszczęśliwego wypadku (hehe) wleciała w wykałaczkę Lestera i bezwładnie uderzyła w powierzchnię wody. Popłynęła jeszcze parę metrów, pchana swoim pędem, po czym powoli zanurzyła się pod wodę zostawiając po sobie krwistą smugę na wodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red Skull

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 30/01/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pon Maj 19, 2014 9:13 pm

Red Skull nie oczekiwał nikogo. Nikogo oprócz Bullseye'a. W końcu to z nim miał się spotkać, aby przedstawić mu propozycję współpracy, zniszczenia Avengersów, zawarcia sojuszu i ostatecznego rozstrzygnięcia w kwestii testu broni. Kiedy Czaszka spokojnie stał spoglądając w taflę wody nie przejmował się ludźmi dookoła siebie. Niech wzywają policję, strażaków, sanitariuszy, superbohaterów... Red Skull dziś nie będzie się nimi przejmował. Wszyscy z nich byliby świadkami zniszczenia tego "ślicznego" miejsca.
Czerwona Czaszka spokojnie obserwowała ruchy Bullseye'a. Nie przejmował się jego ruchami, ponieważ to i tak nic w porównaniu z tym co miało nadejść. Ostatecznie odwrócił się w kierunku swojego jeszcze niedoszłego towarzysza i spokojnym głosem stwierdził:
- Jesteś. Miałem nadzieję, że przybędziesz. Mam już dosyć ludzi, którzy wystawiają mnie na próbę. Powiem ci szczerze, że powoli kończy mi się cierpliwość.
Po tych słowach Red Skull spojrzał prosto w oczy Bullseye'a, wyciągnął swój "klucz" do zniszczenia Avengersów i powiedział:
- Zanim zaczniemy... Chciałbym, abyś wiedział, że dzisiejsze zmienią cię w mojego wiernego sojusznika. Później nie będzie już odwrotu. Będziesz wykonywał wszelkie moje prośby. Chcę, abyś wiedział, że nasz sojusz... ma na celu zniszczenie Avengersów za pomocą mojej nowej broni. A im więcej wrogów Avengersów w sojuszu tym lepiej dla nas... Zgadzasz się na przystąpienie do sojuszu Czaszki? Odejdź w tej chwili lub uściśnij mi dłoń. Po uścisku dłoni nie będzie odwrotu...
Skull wyciągnął dłoń w stronę Bullseye'a. Poważne spojrzenie Red Skulla przeszywało na wylot mężczyznę. Po prostu Czaszka taki był. W kwestii zniszczenia Avengersów, podbicia świata, czy nawet swoich planów nigdy nie żartował. Nigdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pon Maj 19, 2014 10:56 pm

Red Skull niespecjalnie przejął się skromnym popisem zdolności Lestera. Bullseye był trochę zawiedziony że jego rozmówca nie cieszy się jak dziecko na pokazaną sztuczkę. Cóż, wygląda na to, że nikt z nich nie lubi żartów. King Snake, Viper, Azazel a teraz Czaszka prezentowali poważny sposób bycia, który nie ujmował ich stanowisku.
Leonard westchnął cicho. Miał nadzieję, że to tylko dla przełamania lodów. W końcu co to za przyjemność ze wspólnego siania chaosu jeżeli każdy będzie miał przy tym kamienną twarz?
- Witaj w klubie. - powiedział najemnik z uśmiechem na pierwsze słowa nazisty.
- Może nie uwierzysz, ale ostatnie parę tygodni chodzę na spotkania tego typu i tracę czas. Nic tylko pusta gadka, która nie ciągnie za sobą czynów. - pokręcił głową z niesmakiem spoglądając spowrotem na staw przed nimi. Chyba nikt nie zauważył wypadku kaczki. Nikt nie krzyczał, żadne dziecko nie płakało a po ptaku nie został już nawet ślad. Jedynie tafla wody jeszcze niespokojnie się marszczyła.
- Zawsze to samo. Dzwoni mi telefon i słyszę: Hej Lester! Co powiesz na wielki rozpierdol z nami w roli głównej? - uniósł dłoń do policzka jakby rozmawiał przez telefon.
- A ja na to: Jasne! - kontynuował odgrywanie scenki.
- To dawaj się spotkamy i ugadamy ile hajsu dostaniesz. - zmodulował głos by brzmiał na kogoś innego.
- A i tak zawsze kończy się tak samo. - skończył chowając dłoń do kieszeni. - Przychodzę a ten drugi zachowuje się jakby pozjadał wszystkie rozumy, zgrywa ważniaka i... Whoa! - wykrzyknął widząc przedmiot, który wyciągnął jego rozmówca. Bullseye nie wiedział co to jest ale nie wyglądało zachęcająco.
- Oczywiście ty taki nie jesteś! - zażartował starając się ukryć swoje zdziwienie. Chciał dodać kolejny komentarz, ale zobaczył że Red Skullowi nie jest do śmiechu. Powstrzymał się więc, przybrał normalną pozę i stanął twarzą do nazisty starając się zachować powagę. No nie. Kolejny. pomyślał. Ostatnią osobą, która użyła podobnej formy wypowiedzi był King Snake. Wyśmiał go wtedy za patetyczny ton, jednak teraz wiedział że lepiej nie żartować. Po pierwsze miał już dość latania z wywalonym jęzorem do kolejnego geniusza zła a po drugie, ten koleś miał coś co wyglądało na skompresowaną broń masowego rażenia. Albo jak duże Kinder Niespodzianka, jeżeli przechyli się głowę.
Trochę pogrążony w swoich rozmyślaniach a trochę słuchając co miał mądrego Red Skull do powiedzenia, Lester wysłuchał przemowy do końca po czym spojrzał na hitlerowca.
Zniszczenie Avengersów? Zazwyczaj nic z tego nie wychodziło. Czytaj: zawsze. Były obietnice o wielkiej anihilacji Mścicieli, bogactwach i wolności w sianiu zniszczenia a kończyło się na obitej gębie, bransoletkach i ciepłym łóżeczku w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Oczywiście nikt z tych, którzy brali udział w niedoszłym obaleniu drużyny superbohaterów nie zostawał tam dłużej niż parę tygodni, ale to już inna bajka.
W pierwszym momencie Lester niezbyt widział siebie biorącego udział w tym misternym planie uszytym przez Czaszkę. Wolał siedzieć w domciu, chodzić na panienki, zabijać ludzi i dostawać za to pieniądze.
Jednak w drugim momencie przed oczami stanął mu obraz jego stojącego na stosie trupów superbohaterów. To dopiero osiągnięcie! Lecz czy realne?
Bullseye spojrzał na czerwoną facjatę towarzysza. Chwilę bił się z myślami. Trudno. Najwyżej jak sprawy zaczną się psuć to ucieknę. pomyślał, po czym przywołał na twarz piękny uśmiech numer 5 i zdecydowanie uścisnął Czaszce dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red Skull

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 30/01/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Sro Maj 21, 2014 11:30 am

Red Skull tak naprawdę nie słuchał słów Bullseye'a. Nie znał go za dobrze, jednak domyślał się, że jest to najemnik, a raczej złoczyńca, który uwielbia żarty, popisywanie się czy swego rodzaju sztuczki. Nic tylko czekać na oklaski. Czaszka taki nie był. Pozwolił towarzyszowi wypowiedzieć wszystkie te słowa, jednak w czasie ich wypowiadania wpatrywał się tylko w Bullseye'a lodowatym wzrokiem. Chciał, żeby w końcu przestał mówić i podjął ostateczną decyzję. Miał go serdecznie dosyć. Kiedy w końcu mężczyzna przestał mówić i uścisną dłoń Red Skullowi, ten tylko mocniej ścisnął rękę, po czym puścił Bullseye'a, odwrócił się na pięcie i zaczął mówić:
- Cudownie... Znasz może jakichś innych, dosyć dobrych najemników, złoczyńców lub po prostu nazistów, którzy chcieli by z nami pracować i przystąpić do ostatecznego zniszczenia Avengersów? Ich jest więcej...
Mając na myśli ich miał na myśli oczywiście Avengersów. Zdawał sobie sprawę, że w czasie ataku na ich wieżę może nie być ich wszystkich, aczkolwiek był przekonany, że kilka, może kilkanaście minut po ataku zbiorą się wokół nich wszyscy Avengersi i rozpoczną dzieło zniszczenia jego cudownego planu. A szczególnie Kapitan Ameryka...
- Trzeba by było wyrównać szansę. Jednak do tego czasu trzeba przetestować naszą, a właściwie moją broń.
Red Skull w końcu zatrzymał pilota w swojej dłoni i pytająco spojrzał na Bullseye'a. Chciał wiedzieć czy jest gotowy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Wto Cze 10, 2014 10:50 am

Lester parsknął cicho. Znał całe mnóstwo miłośników haosu, najemników itp. Każdy z nich, bez wyjątku chciałby zobaczyć pokonanych Avengersów pod swoimi stopami. Trzeba było tylko do nich dotrzeć i przekonać do współpracy, co nie powinno być trudno biorąc pod uwagę zasoby finansowe jakimi dysponował Red Skull.
- Nie będzie problemu znaleźć popleczników dla naszego, a własciwie twojego planu. - odparł celowo używając sparafrazowanej wypowiedzi Red Skulla. Nie podobało mu się, że tak się wywyższa, ale póki mu płaci - nie będzie kręcił nosem.
- Napewno cennym nabytkiem byłby Deadpool. - powiedział Bullseye. Ta dwójka miała już za sobą owocną współpracę. Lubił z nim pracować, dobrze się dogadywali. Zdecydowanie ta robota stałaby się o niebo przyjemniejsza gdyby miał u swojego boku Wade-a.
- Co do reszty - naszym największym problemem byłby Hulk. - Leonard nieco się zasmucił. Jakkolwiek by się nie starał, nie miał żadnych realnych szans z tą zieloną bestią.
- Tak jak na każdego innego Avengera znajdziemy jakąś przeciwwagę, tak na Hulka nie ma mocnych. - dodał po czym zerknął na nazistę.
- Ale jestem pewien, że już o tym pomyślałeś szefie. - wyszczerzył zęby. Wtedy też Lester wychwycił pytający wzrok jego rozmówcy. Będzie zadyma! pomyślał uradowany widząc tajemniczego pilota w ręce Red Skulla. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i energicznie pokiwał głową.
Minuty mijały, a Red Skull ani drgnął. Lester nie wiedział co się dzieje, na początku milczał.
Jednak minęło pięć, dziesięć minut a ciągle nic się nie działo. Nazista zastygnął w posągowej pozycji, z pilotem w ręku i nawet nie mrugał.
Po 20 minutach Lester stracił cierpliwość. Uderzył Czaszkę w dłoń w której trzymał przedmiot, wytrącając mu go na ziemię, po czym odszedł.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Wto Paź 28, 2014 10:50 am

Zheng Man-Rong spokojnym krokiem wszedł do parku, rozglądając się dookoła.  Drzewa wiśni zrzuciły już swoje kwiaty, zostawiając jedynie nagie łodygi, które w niezbyt ładny sposób ozdabiały park. Odbijając się w tafli jeziora, spokojnie płynęły w górę niczym wieżowce w widocznych stąd dzielnicach Waszyngtonu. Zheng spokojnie jednak kroczył dalej, patrząc w ową toń, jak jego potężny płaszcz odbija się w toni wody. Ubrany był teraz po cywilnemu, w wojskowe spodnie, czarny polar, na oczach miał swoje firmowe okulary które kryły wzrok, którym nieustannie lustrował otoczenie. Spokojnie patrzył na wodę... i myślał. Przypominały mu się dawne dni, czasy, w których był w siłach zbrojnych republiki chińskiej. Miał wysoką posadę, dostęp do najtajniejszych danych... a teraz nici, przez korupcję, która zniszczyła go. Jednak, Thadeuss Ross dał mu w życiu nowy cel. Na nowo pozwolił mu w coś wierzyć, a nowo dał mu ideał o który Zheng zamierzał walczyć.
Zheng bowiem był niczym bez ideałów. Bez wiary, bez nadziei Rong nie mógł by istnieć. Dla niego bowiem życie dla siebie nie miało sensu. Czym że ono było? Czy warto było robić cokolwiek dla samego siebie? W myślach Zhenga wszystko warto było robić dla innych. Dlatego właśnie przystał na propozycję Rossa. Chciał broić ludzi przed tymi, którzy mogli im zagrażać.
A zagrażać ludziom mógł teraz każdy kto nie był "naturalnym człowiekiem". Hordy wszelkiej maści mutantów, odmieńców, cyborgów i innych dziwadeł zalewały świat, a poziom przestępczości - pomimo hord vigilantów którzy tylko czekali aby sprać "villiana" - wcale się nie obniżył, przeciwnie, tylko się podwyższył. Superudolnieni przestępcy byli jeszcze groźniejsi od normalnych. Ale właśnie dlatego powstało Thunderbolts; aby upewnić się, że zwykli ludzie będą bezpieczni. I Zheng, jako część tej organizacji, o to zadba całym swoim geniuszem technologicznym jaki posiadał. Wszelkie jego wynalazki będą służyły aby upewnić się, że żaden człowiek który ma możliwość wyrządzenia wielkiego zła go nie wyrządzi. Nie tak długo, jak organizacja - która formalnie nie istnieje - działa.
Stanął spokojnie nad brzegiem i dokładnie parzył w wodę, rozmyślając. Po części były tu plany co by tu jeszcze zbudować, ale w większości była to tęsknota za rodzinnym Tajwanem, i tym co czyniło go człowiekiem.
Powrót do góry Go down
Alicia van Wryght

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 22/10/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Wto Paź 28, 2014 2:46 pm

Dawno nie miała wolnej chwili między zleceniami. Wraz z Bailiffem nie mogła narzekać na nudę, a do tego płacono im całkiem nieźle, niedawno więc Alicia zmieniła mieszkanie. Nie było ono ani większe, ani w bardziej luksusowej dzielnicy, wciąż wolała trzymać się z daleka od wścibskich spojrzeń sąsiadów. Nic tak nie psuło dnia jak gdyby ktoś rozpoznał w tobie poszukiwaną od kilku lat w sprawie śmierci rodziców adopcyjnych. Starała się pozostać 'zapadniętą pod ziemią' najgłębiej jak potrafiła, czego skutkiem były zmiany miejsca zameldowania i tożsamości. Rudowłosa kobieta, nie wyglądająca na więcej niż 16 - 17 lat obróciła w długich, szczupłych palcach nowy dowód osobisty. Od wczoraj nazywała się Hayley Swann. Chociaż mogła dyskutować na temat tego czy nowe imię i nazwisko podobają się jej czy też nie, o wiele bardziej istotną kwestią były same dokumenty. Te zaś podrobiono po mistrzowsku i niepozorna chudzina nie żałowała ani grosza z małej fortuny którą na nie przekazała.

- Wyglądasz na zadowoloną, Alicjo. - Odezwał się wysoki mężczyzna, ubrany w nienaganny garnitur, którego mogła ujrzeć jedynie panna van Wryght. Z delikatnym, tajemniczym uśmiechem poprawił okulary połówki na nosie, dumnie krocząc przy boku dziewczyny.
- Ty nie jesteś? - Mruknęła pod nosem, również uśmiechając się delikatnie i chowając przy tym dokumenty do torebki. Nareszcie na dworze panowała odpowiednia pogoda i atmosfera. Po długiej zimie było miło w końcu zrzucić ciężkie kurtki i buty na rzecz krótkich, dżinsowych spodenek i luźnej kwiecistej koszuli, oraz szpilek w kolorze klasycznej czerni. Starała się wyglądać doroślej, na swoje dwadzieścia siedem już lat, i poniekąd udało się. Nie przypominała gimnazjalistki szukającej sponsora, jak pewnego razu insynuował to spojrzeniem i zachowaniem pewien fan mocniejszego brzmienia w podrzędnej chińskiej knajpce. Ostatnio było jej bliżej do bardzo młodej licealistki spieszącej się na egzamin. - Mieliśmy aż nadto wrażeń w ostatnich miesiącach, chwila odpoczynku może jedynie pomóc. No i, stać nas na powiększenie arsenału o kilka ciekawych okazów..
- Radzisz sobie wspaniale z każdym kolejnym zadaniem. - Demon zatrzymał ją, zastępując jej drogę i uśmiechnął szerzej. Położył niematerialną dłoń na ramieniu Alicii, a w jego szkarłatnych oczach widać było niebezpieczne błyski. - Jestem z ciebie dumny, z osoby którą się stałaś. Prawdopodobnie nawet bez mojej pomocy mogłabyś wiele osiągnąć jako najemnik.

Kobieta znała swojego przyjaciela, wiedziała do czego był zdolny i że w rzeczywistości nie zależało mu na niczym tak mocno jak na tych chwilach, gdy pozwalała mu przejąć kontrolę nad swoim ciałem. Bailiff nie posiadał swojego ciała, nie pytała czy nigdy go nie miał, czy odrzucił możliwość jego przyjmowania z jakiegoś powodu. Kiedy jednak łączył się z nią, był najbliżej bycia 'prawdziwym', doświadczania świata, niż kiedykolwiek indziej. Błękitnooka nie odpowiedziała na słowa towarzysza, po prostu po krótkim, wymuszonym postoju kontynuowała spacer po parku. Mężczyzna nie miał nic przeciwko, zbyt długo się znali. W końcu dotarli do brzegu jeziora, a rudzielec usiadł na jednej z ławek, przyglądając się otoczeniu. Wiele osób spacerowało tego dnia wśród drzew i trudno było im się dziwić. Pogoda rozpieszczała i nastrajała optymistycznie. Jedynie pewien wojskowy zdawał się popadać w melancholię ale cóż. To jego sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dracula

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 21/09/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Wto Gru 16, 2014 12:24 am

Dracula nadal miał po swojej stronie wierne wampiry, które pomagały mu w zdobywaniu informacji. Nawet po własnym upadku spowodowanym przez tego przeklętego Deadpoola, starał się jakoś wykaraskać od odpowiedzialności za swe czyny. Nie był święty, o nie. Dracula był kimś, kogo nikt nie chciałby zastać w złym nastroju. Nie lubił jak mu przeszkadzano, a tym bardziej nie lubił, gdy ktoś mu przeszkadzał bez powodu. I w zasadzie gdyby nie to, że czekał na ważne informacje, to skróciłby swojego sługę o głowę zanim ten zdążyłby cokolwiek powiedzieć. Nie tym razem, bowiem wieści były pomyślne. Wystarczyły dwa słowa.
"Znaleźliśmy go"
Dracula uśmiechnął się złowieszczo pod nosem.

Niedługo później białowłosy, na oko czterdziestoletni mężczyzna o chorobliwie bladym odcieniu skóry szedł przez park ubrany w elegancki garnitur. Wiedział, że jeśli informacje, które otrzymał były prawdziwe, to niedługo znajdzie wreszcie tego przeklętego pasożyta, jakim był Bailiff. Miał do wyrównania z nim pewne rachunki, o których nie mógł zapomnieć. Wreszcie, w pewnej odległości od siebie dostrzegł taflę niewielkiego jeziorka. Na brzegu stała ławka, na której siedziała młode dziewczę w towarzystwie ledwo dostrzegalnej, półprzezroczystej postaci. Dracula tej sylwetki nie mógłby pomylić z nikim innym. Kobieta go nie interesowała, demon jednak jak najbardziej. Bezszelestnie podszedł do nich. Nauczył się omijać ten niemalże szósty zmysł do wykrywania zagrożenia, jakim od zawsze ów demon się szczycił. Nie było to specjalnie trudne. Wystarczyło zadbać o swoją aurę, jak również nauczyć się chodzić bezszelestnie. Wampir stanął obok ławki i spojrzał z góry na dwójkę.
- Witaj Bailifie. Kopę lat, nieprawdaż? Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o mnie? - powiedział uśmiechając się przy tym upiornie i odsłaniając swoje wystające kły. - Gdzież twoje maniery? Nie przedstawisz swojego starego przyjaciela tej młodej niewieście? - powiedział nie spoglądając nawet na kobietę. W jego głosie dało się wyczuć jakiś dziwny, starodawny akcent. Było to coś, co świadczyło o wiekowości Draculi, ale nie każdy zwracał na to uwagę. Poza tym, groźba jaka zawisła w powietrzu była niemalże namacalna. Niebezpieczeństwo dopiero teraz mogło stać się niemalże przytłaczające. To chyba koniec wolnego dnia tej dwójki, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alicia van Wryght

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 22/10/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Czw Gru 18, 2014 6:25 pm

Gdy Alicia siedziala tak na lawce i rozmyslala, Bailiff pilnowal okolicy. Zawsze tak robili, niewazne ktore z nich aktualnie przejmowalo kontrole nad cialem panny van Wryght. Albo Swann, jak brzmiala obecnie jej godnosc na dokumentach. Byl to wielki atut, kiedy jedno cos przeoczylo, drugie z pewnoscia to wylapalo i w razie zagrozenia dalo znac. Dodatkowo Bailiff posiadal niezwykly zmysl, wyczuwajacy z daleka niebezpieczenstwo w sposob bezbledny. Wiele nie wiedziala o 'swoim' demonie, skad pochodzi, jakie dokladnie posiada umiejetnosci - przekazywal jej tyle informacji na swoj temat ile bylo mu wygodnie, z kazdym rokiem znajomosci coraz wiecej, lecz z niezwykla ostroznoscia. Ale rudowlosa sama potrafila odkrywac cechy innych jedynie krotko przebywajac w ich towarzystwie, wylapywala drobne ruchy, spojrzenia, napiecia miesni...

Stad szybko dostrzegla jak nastawienie czerwonookiego demona diametralnie sie zmienia. Z bardzo swobodnego zachowania przeszedl on niemal natychmiastowo w przerazenie polaczone z niedowierzaniem, choc staral sie to ukryc i wykonal zaledwie pol kroku w tyl. Przerwala wiec podziwianie rozkwitajacej na wiosne przyrody waszyngtonskiego parku i skierowala zaskoczone spojrzenie na towarzysza. Wydawal sie jakby mial zaraz zejsc na zawal albo stac sie bledszy niz zazwyczaj, co bylo w jej mniemaniu niemozliwe.

- Co sie stal.... - zaczela, ale nim skonczyla, Bailiff rzucil sie w jej kierunku by w pospiechu polaczyc sie z nia, znikajac w jej ciele. Nigdy podobne polaczenie nie bylo przyjemne gdy wykonywane zostalo niemal brutalnie. Kobieta wzdrygnela sie wiec, jak gdyby nagle zrobilo sie niezwykle zimno, wrazenie to ustapilo bardzo szybko ale nieprzyjemne uczucie pozostanie jeszcze na dlugo.

*Odbilo ci?* - warknela w myslach do demona i odwrocila sie w kierunku z ktorego nadchodzila jakas postac. Nie bylaby w stanie dostrzec jej normalnie, ale dzieki wspolpracy z Bailiffem ten 'uzyczal jej' swoich oczu i po przymknieciu powiek na krotka chwile zamiast zielonych teczowek Alicia posiadala czerwone slepia z pionowymi zrenicami. Mezczyzna, ubrany dosc zwyczajnie lecz bardzo elegancko, dopiero co wchodzil do parku i byl niemal tak samo blady jak Bailiff. Swoja zlowieszcza nature mogl maskowac perfekcyjnie, ale by go nie dostrzec przybysz musialby stac sie niewidzialny. Z cala pewnoscia byl prawdziwy, chociaz maniera z jaka sie poruszal, sposob ulozenia wlosow, wszystko to nadawalo mu nierealnosci. Z kazda chwila podchodzil do nich blizej, a przerazajacy, szeroki usmiech stawal sie coraz bardziej widoczny...

*Wstan i powoli jak gdyby nigdy nic skieruj sie do wyjscia z parku* - uslyszala grobowy ton glosu w swojej glowie, niewyjasniajacy kompletnie w ogole sytuacji. Demon byl jednak na tyle stanowczy w slowach, ze nijak nie dalo sie rady mu sprzeciwic, zreszta gdyby tego nie zrobila on najzwyczajniej w swiecie przejalby kontrole. Nieznajomy byl jednak szybszy i nim zdazyla uniesc sie z drewnianej, eleganckiej laweczki wykonczonej zelaznymi poreczami. - *Szlag by to...* - Alicia szybko zamrugala powiekami by jej spojrzenie wrocilo do ludzkiej normy.

Dziewczyna z chlodnym profesjonalizmem najemnika przybrala swobodna pozycje, na tyle szybko by - przynajmniej w teorii - mezczyzna nie zdazyl zorientowac sie ze cos jest nie tak. Potrafila doskonale udawac i ukrywac zdenerwowanie, dlatego tez teraz mimo wewnetrznego spiecia jakie udzielilo jej sie od Bailiffa, spojrzala jedynie zdziwiona na nieznajomego i wysluchala go cierpliwie. Wiedziala juz przynajmniej tyle, ze demon komus podpadl, ale czy obecnie czy w przeszlosci, tego nie zamierzala dochodzic. Liczylo sie jedynie, ze stanowilo to problem w obecnej chwili i najwyrazniej sadzac z zachowania jakiego byla swiadkiem stawialo ja w niemalym zagrozeniu.

- Musi miec pan bardzo ciekawe zycie. - Odparla zyczliwym tonem glosu, z delikatnym usmiechem wstajac powoli z lawki - W pewien sposob zazdroszcze panu ze w tym wieku posiada wyimaginowanego przyjaciela... - Po czym ruszyla alejka, ale nie w kierunku wyjscia z parku.

*Co ty do cholery robisz?* - Uslyszala w glowie i poczula opor przed stawianiem kolejnych krokow. Nie dala jednak demonowi przejac kontroli nad swoim cialem i przez zacisniete zeby syknela, niby mowiac sama do siebie.
- Wiem co robie. Uspokoj sie i nie zadawaj takich glupich pytan... - Warknela i dyskretnie wskazala ruchem glowy kierunek w ktorym sie udawala, raz za razem przyspieszajac i wydluzajac krok - Jesli wejdziemy w grupe ludzi zgubimy go. A przed nami jest wycieczka licealna, to bedzie idealny moment na ucieczke. A potem na spokojnie wyjasnisz mi co zrobiles. Powoli. Bez unikow. Ze szczegolami. - Jej ton glosu byl ostry, chociaz caly czas na twarzy miala swobodny usmiech. Zeby tylko zdazyc tam dotrzec, pomyslala. Chociaz starala sie jak mogla, szczerze watpila by sprytne ominiecie tematu pomoglo i byc moze trzeba bedzie uciekac, szybciej niz normalny czlowiek, do tego na szpilkach i w sukience, omijajac przeszkody. Ostatnie czego chciala to by z powodu jednego *** zadania Bailiffa przeprowadzac sie na drugi koniec kontynentu i zmieniac tozsamosc zwlaszcza ze dopiero co wydala na to grube tysiace, aby bylo porzadne. Demon byl na tyle zdezorientowany, ze nawet nie probowal zachowywac spokoju, sprawa musiala byc powazna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dracula

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 21/09/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Sob Gru 20, 2014 5:51 pm

Dracula widział, jak Bailif ucieka w ciało dziewczyny. Uśmiechnął się z politowaniem.
"Tchórz, jak zawsze", pomyślał. Wtedy to dziewczę odezwało się. Miała ciekawy, całkiem ładny głos. Szkoda tylko, że używała go do głoszenia takich bezczelności. Hrabia, gdyby nie był przyzwyczajony do ludzkiej głupoty, zabiłby dziewczynę na miejscu, z demonem natomiast rozliczyłby się w swojej siedzibie. Chociaż również dobrym pomysłem było zaciągnięcie kobiety do swojej siedziby, gdzie zostałaby zamordowana. Bardzo powoli i boleśnie. Tepesa ciekawiło również jak smakuje jej krew, ale stwierdził, że dzisiaj już się pożywiał, a krew kobiety może być skalana obecnością demona i równie obrzydliwa, co krew Deadpoola. Gdy jego zwierzyna się oddalała, to wampirowi przyszedł do głowy pomysł. Niech sobie myśli, że ucieknie, niech sobie myśli, że go zgubi, a wtedy on pojawi się w najmniej spodziewanym momencie. Wbił w plecy dziewczyny swoje krwistoczerwone oczy wodząc spojrzeniem za oddalającą się sylwetką brązowowłosej. Widać było, że każde jej słowo było dyktowane najpierw zaskoczeniem, a potem chęcią ukrycia czegoś. Demona? Ludzie zwykli ukrywać kłamstwa, machlojki, oszustwa, ale nie demony. W końcu to one wdzierały się w ludzkie ciało bez żadnego pardonu, a przede wszystkim bez pozwolenia. Byli niejako najeźdźcami atakującymi cudze ciało. Byli jak oprawcy, a ta kobieta była jak ofiara z syndromem sztokholmskim. Dracula korzystając ze swej niesamowitej szybkości zniknął i podążył za kobietą starając się pozostać niezauważonym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alicia van Wryght

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 22/10/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Nie Gru 21, 2014 2:42 pm

*...zaraz, czy ty mu własnie powiedziałaś w dyskretny sposób żeby się gonił?*

Usłyszała w swojej głowie i nim zdołała odpowiedzieć na to pytanie twierdząco, poczuła mocne szarpnięcie, jakby ktoś chwycił jej duszę w żelazny uścisk za plecy i brutalnie szarpnął w tył, pozbawiając ją kontroli nad własnym ciałem - tego uczucia nie zrozumie nikt, kto nigdy nie dzielił się nim z demonem. Przejął je Bailiff, który gdy tylko mu się udało, zrzucił z damskich stóp buty na obcasie i zaczął biec przed siebie, nie zważając na nikogo i nic. Dla postronnego obserwatora wyglądało to jakby rudowłosa zachwiała się, zatrzymała, i ni z tego ni z owego pomknęła o wiele szybciej niż jakikolwiek przeciętny czarnoskóry maratończyk byłby w stanie. Grupka licealistów na wycieczce szkolnej, w której Alicia planowała się ukryć i zniknąć z oczu dziwnemu mężczyźnie, została przez zerwanego ze smyczy demona odepchnięta na boki i nim biedne małolaty zdążyły zorientować się co w nich uderzyło, był już paręset metrów dalej. Bieganie boso po żwirowej alejce należało do raczej bolesnych aktywności fizycznych, nie było jednak innego wyjścia. Zapadał zmrok i ostatnie promienie słońca chowały się za dachami waszyngtońskich biurowców, wszelkie cienie natomiast wydłużały się.

*Co ty do cholery robisz?!* - krzyknęła z głębi własnej świadomości, ale zdawało się, że czerwonooki jej nie słyszy. Prawdę mówiąc, panna van Wryght sama nie miała pewności czy usłyszała swój głos, tak stłumiona i ograniczona była jej rola. Mimo to, po dłuższej chwili bez odpowiedzi dodała - *Przecież miałam wszystko pod kontrolą, jeszcze chwila i zgubilibyśmy...*

- Głupia! - warknął demon jej ustami, zmienionym głosem będącym połączeniem tego należącego do dziewczyny i jego własnego. Kobieta usłyszała w nim strach, co zmroziło krew w jej żyłach. A przynajmniej zrobiłoby to, gdyby kontrolowała swoje ciało. Bailiff nigdy się nie bal. Nie odczuwał lęku, zawsze nad sobą panował, nawet wyprowadzenie go z równowagi pozostawiało zawsze wrażenie, że było jedynie częścią precyzyjnego planu. - Niczego nie miałaś pod kontrolą, po prostu pozwolił ci tak sądzić! Bawi się twoją naiwnością jak...

*...jak ty.* - dokończyła za niego, ten zaś skwitował to milczeniem. Zauważyła, choć było to jak obserwowanie czyichś poczynań na telewizorze dzięki kamerce umieszczonej na czole, że Bailiff unikał cienia podczas swojego szaleńczego biegu i że prędkość którą osiągał była chyba jeszcze większa niż zwykle. - *Bailiff, kim on jest? *- zapytała, chociaż nie chciała usłyszeć odpowiedzi którą miała otrzymać.

- Największe z zagrożeń na tym świecie, Alicjo. - odparł takim tonem, że dziewczyna miała pewność iż nie przesadza - Byłem lekkomyślny sądząc, że mam go z głowy. Myślałem że po głośnej porażce na Manhattanie jego noga przez bardzo długi czas nie postanie na powierzchni, będzie się po prostu obawiał. Byłoby to takie wygodne... - ostatnie zdanie mruknął już sam do siebie, nie ominęło ono jednak uwagi Alicii. - Musimy czym prędzej i jak najdalej uciec od tego miejsca. - dodał już pewnym, ostrym tonem, ale kobieta z łatwością wyczula w glosie towarzysza nutę desperacji.

W całym tym zamieszaniu z tłumaczeniem rudowłosej oczywistych oczywistości Bailiff nie zauważył że słońce zaszło już całkowicie i od dobrych kilkudziesięciu sekund biegł jedynie w świetle parkowych latarni, zbyt skoncentrowany na zachodniej bramie parku, która była już tuż-tuż, na wyciągniecie ręki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dracula

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 21/09/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Wto Gru 23, 2014 6:28 pm

Dracula dobiegł do bramy parku wcześniej niż kobieta, której brzemieniem był Bailif. I tak zajęło mu to sporo czasu, gdyż musiał wybierać najbardziej zacienione miejsca, by móc się przemieścić bez konieczności wystawiania się na światło zachodzącego słońca. W końcu nikt nie lubił być poparzonym? Mimo swojej ostrożności nie udało mu się jednak w pewnym momencie całkowicie uchronić przed jakimś ostatnim, zbłąkanym promieniem słońca, który padł na jego mlecznobiałą skórę zostawiając na niej w jednym miejscu niewielki fragment spalonej i zwęglonej tkanki, która jeszcze się dymiła, gdy dotarł do bramy. Tam oparł się o mur tak, by być niewidocznym ze strony parku. Wokół było pusto, na dłoni czuł swędzenie. To oparzenie zaczynało się goić najpierw starając się zasklepić brzegi rany. Zajmowało to dłużej niż przy ranach ciętych, bo tutaj brzeg rany został wypalony, a nie przecięty. Był więc chropowaty i nierówny. Była to jednak drobnostka, którą Tepes ledwie dopuszczał do swojej świadomości. Na pewno jednak nie poświęcał jej żadnej uwagi. Wtedy to też słyszał pospieszne kroki na żwirowej ścieżce. Były one zbyt szybkie jak na normalnego człowieka. Hrabia wiedział więc, że zbliża się czas sądu. Zwłaszcza, że słońce całkiem już skryło się za horyzontem. Zapadła noc rozświetlana jedynie przez światło latarni oraz światło wylewające się z okien budynków, gdzie akurat przebywali ludzie. Jedno z okien było otwarte. Mignęła mu w jednym z nich naga, na około dwudziestodwuletnia młoda kobieta, która chyba szykowała się do kąpieli. Dracula aż oblizał wargi obiecując sobie, że później niewiastę odwiedzi. Teraz jednak trzeba było zająć się Bailifem. Słyszał jego, a raczej dziewczyny kroki, już bardzo blisko. Byli zaledwie tuż tuż... Jeszcze chwila i...

...Dracula pojawił się w przejściu stając jednocześnie na torze kolizyjnym z samolotem diabelskich linii lotniczych ("Go to hell" - tanio! Promocję teraz mają...) o numerze A-545 Bailif. Złapał demona w ciele kobiety za bluzkę i przyparł ich do muru. Spojrzał w czerwone tęczówki jakby chcąc przewiercić mózg kobiety/demona na wylot. Oczy Vlada były równie czerwone, a przy tym tak hipnotyzujące, że ciężko było oderwać od nich wzrok. Na ustach jednak igrał mu obrzydliwy i  psychopatyczny uśmiech. Vlad ponownie oblizał swoje zeschnięte wargi niezamierzenie odsłaniając przy tym swoje wampirze kły.
- Teraz ty ganiasz. - powiedział nawiązując do popularnej w dzisiejszych czasach zabawy w Berka. Trzymał mocno swoją ofiarę i napawał się widokiem przerażenia w oczach demona. Wiedział, że trzymał ptaszka w garści. A skoro tak się stało, to nie pozwoli mu już uciec.
- Tęskniłeś? - zapytał z wyraźnie wyczuwalną nutką satysfakcji w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alicia van Wryght

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 22/10/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Sro Gru 24, 2014 2:17 pm

Nawet nie majac kompletnie wplywu na to, co Bailiff robil z jej cialem, poczula pchniecie na mur parkowej bramy, nagle i brutalne, nie pozostawiajace zludzen co do zamiarow mezczyzny. Napastnik mial niespotykanie magnetyczne spojrzenie, uzalezniajace jak narkotyk od pierwszego odwzajemnienia nawet jesli obserwowalo sie go z oddali, z dna podswiadomosci. Ale nie dzialal na wszystkich, demon sprawujacy kontrole nad cialem rudowlosej zacisnal na chwile powieki, a gdy otworzyl je z powrotem van Wryght zorientowala sie, ze odcial ja calkowicie od jej wlasnych oczu.

*Zaufaj mi, Alicjo* - uslyszala powazny glos mysli towarzysza - *To dla twojego dobra. Staraj sie nie myslec o jego wzroku by toba nie manipulowal*

- Nie bylo dnia zebym nie myslal o twojej osobie - odpowiedzial Bailiff, usmiechajac sie paskudnie w kierunku Draculi. Wlasciwie wyjatkowo nie mijal sie z prawda, bo w jakim kontekscie - tego juz nie podkreslil. Kazdego dnia mial nadzieje, ze Dracule ubil czerwony blazen ktory uprzednio pozbawil go wladzy i autorytetu w krolestwie. Z calych sil staral sie wygladac jakby nie panikowal, a ze slynal ze zlotego jezyka zaufal mu i tym razem. Istnial nikly cien szansy, ze w ten sposob odwroci uwage wampira nim wymysli jakis sensowniejszy plan. - Nie powinienes czasem lizac ran w ciemnym kacie i plakac z bezsilnosci po tym jak czlowiek skopal ci dupsko i skradl narzeczona? Musze przyznac ze pobil nawet moja skomna osobe w doprowadzaniu cie do szalu!

*Te kly ktore widzialam... to wampir?* - zapytala Bailiffa z niedowierzaniem, gdy doszla do siebie.
- Och, Alicjo, i to nie byle jaki wampir a sam towarzysz Stalin wsrod demonow! - odpowiedzial na glos, a z kazdym kolejnym wypowiadanym slowem zdawal siebyc bardziej pewny siebie, wbrew realnemu zagrozeniu smiercia. Lub gorzej, powolnym torturom.

*Masz na mysli Dracule?* - poziom niedowierzania blekitnookiej wlascicielki pieknego, acz wygladajacego niebezpiecznie nieletnio ciala przekroczyl ponad 9000. - *przeciez to tylko glupia legenda wymyslona z powodu przydomku Vlada Palownika nadanemu mu przez Turkow...*

- A jednak stoi tu przed nami, w calej swym paskudnym majestacie! - Bailiff zdawal sie kompletnie nie przejmowac tym, ze jedynie rozzlaszcza bardziej i tak juz palajacego rzadza zemsty wampira. Ale w gniewie nawet najwieksi taktycy popelniaja bledy. Przez moment udawal, ze nasluchuje czegos, po czym dodal - Panna Alicja pyta, czy blyszczysz brokatem w sloncu jak ten pedal ze zmierzchu.

*Hej, nieprawda..* - obruszyla sie i wymierzyla demonowi mentalnego kuksanca. Nie wazne jak, zrobila to.

Wtem w czerwonych, demonicznych oczach cos blysnelo. Do tej pory niematerialny demon dostrzegal jak pare osob, podchodzac w okolice bramy patrzylo w kierunku mlodej kobiety i starego faceta, ktory przyciskal ja do muru, nie powiazal jednak faktow dostatecznie szybko. Teraz nadrobil ta strate i usmiechnal sie szeroko i 'wypchnal` Alicie, oddajac jej wladze w ciele. Van Wryght nie trzeba bylo wtajemniczac w plan, sama pojela go rownie szybko co Bailiff wymyslil. Zaczela piszczec i wyrywac sie.

- Ratunku, zboczeniec!! - wrzasnela, niemal lkajacym glosem i jedynie niezmienny blysk w oku ktory dojrzec mogl jedynie sam Dracula zdradzal, ze to jedynie perfekcyjnie odegrana rola. Zaraz spacerowicze w parku powinni sie zainteresowac, zadzwonic na policje.... z samym Bailiffem moze i dalby sobie rade, ale z grupa osob, chociazby tylko ludzi, bedzie miec juz wiekszy problem, powstanie zamieszanie - i okazja do ucieczki. Tepes powinien juz wiedziec z autopsji jak upierdliwi ale i niebezpieczni potrafia byc smiertelnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dracula

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 21/09/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pon Gru 29, 2014 11:53 pm

Dracula dostrzegł, że Bailif zamknął oczy na chwilę chcąc się uchronić przed hipnotyzującym spojrzeniem wampira. Po chwili jednak je otworzył, co mogło tylko znaczyć, że chronił nie siebie, a kobietę, która była właścicielka tego młodego, ale jakże pięknego ciała, które obecnie w posiadaniu demona traciło wiele ze swojego uroku.
- Tyle mnie znasz, przyjacielu, a jeszcze nie wiesz, że nigdy, nawet teraz, nie jestem bezsilny? To drobne niepowodzenie o jakim mówisz jest jedynie niewielką komplikacją w drodze do celu. - powiedział najspokojniej jak umiał. Przybrało to formę wykładu jaki dorośli zwykli prawić niesfornym dzieciom. Następne słowa jakie usłyszał najprawdopodobniej nie były skierowane do niego, a do tzw. Alicji. Czyli mogła go słyszeć, gdy nie miała kontroli nad swoim ciałem. Jest to ciekawe.
- Och, przestań już mi się podlizywać, demonie. W niczym ci to nie pomoże, a zaszkodzić może jedynie Alicji. W końcu perspektywa gwałtu oraz tortur, których nie uniknie, raczej jej się nie spodoba, prawda? - zapytał, na jego ustach natomiast nadal tkwił ten sam sadystyczny uśmiech. Następne słowa puścił mimo uszu, chociaż w pewien sposób podniosły mu ciśnienie. Wiedział jednak, że planem Bailifa najprawdopodobniej będzie wyprowadzenie z równowagi. Wampir był przede wszystkim za życia genialnym taktykiem, więc na ten chwyt się raczej nie nabierze. A przynajmniej nie da się sprowokować. Wiedział, że furia = popełnianie głupich błędów. Był już na tyle stary i doświadczony, że starał się tego unikać.
Dracula dostrzegł w oczach przeciwnika dziwny błysk. Domyślił się, co może to oznaczać, ale nie zdążył zareagować. Nagle, kolor oczu dziewczyny zmienił się, a krzyk, który rozbrzmiał całkowicie różnił się od głosu, jakim demon do niego mówił. Skrzywił się nieznacznie, gdy dostrzegł, że przechodnie zerkają na nich ciekawskim wzrokiem. Tepes doszedł do wniosku, że to czas na zakończenie zabawy.  Vlad wiedział jak natrętni potrafią być zwykli ludzie. Nie chciał ponadto zyskiwać niepotrzebnego rozgłosu. Spojrzał więc w szeroko otwarte oczy kobiety łapiąc ją w hipnotyczną pułapkę. Kobieta spojrzała w jego tęczówki. Jej oczy znieruchomiały co świadczyło o tym, że złapała się w sieć jaką zarzucił.
- Przestań krzyczeć. - powiedział spokojnym, zupełnie do siebie niepodobnym głosem. Był niemalże przyjemny w brzmieniu, przymilny i ciepły. Niemalże. Błagalne wołanie o pomoc nagle się urwało w połowie słowa, a Alicja jakby zwiotczała. Poddała mu się bez żadnych oporów. Było to śmiesznie łatwe.
- A teraz idziemy. - powiedział cały czas patrząc się jej w oczy zmuszając ją tym samym do tego, by i ona patrzyła się w jego oczy. Dzięki temu Dracula podtrzymywał hipnozę. Nogi kobiety postawiły pierwszy krok. Dla niepoznaki wampir podniósł delikatnie prawą rękę, tak by kobieta mogła wsunąć swoją pod jego. Sprawiali wrażenie pary, którą dzieli spora różnica wieku. Dracula mógł jednak sprawiać również wrażenie dżentelmena, który podtrzymuje Alicje, by ta w którymś momencie nie potknęła się i nie upadła. Ruszyli w stronę ciemnych uliczek, gdzie mieliby spokój od natrętnych gapiów. W międzyczasie, wysłany za pomocą mentalnego rozkazu wampir poszedł po jeszcze nie dawno nagą dwudziestolatkę, która szykowała się do kąpieli, a która będzie czekać w siedzibie Vlada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alicia van Wryght

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 22/10/2014

PisanieTemat: Re: Tidal Basin   Pią Sty 09, 2015 2:09 pm

Bailiff zdecydowanie nie docenil zdolnosci Draculi do radzenia sobie w ciezkich sytuacjach, moglo rowniez byc tak ze zbytnio zaufal doswiadczeniu swojemu i Alicii w radzeniu sobie z niewygodnymi przeszkodami, nabytemu podczas ich dlugiej i owocnej wspolpracy w charakterze demonicznego najemnika. Pogloski o upadku wladcy wampirow byly mocno przesadzone, o czym mieli sie przekonac w najgorszy mozliwy sposob.

Alicia poczula mocne szarpniecie za ramiona, juz samo to wybilo ja z rytmu na tyle, ze przestala krzyczec i odruchowo spojrzala nienawistnym wzrokiem prosto w oczy wampira. Byl to ogromny blad. Nie wiedziala nawet w ktorym dokladnie momencie wpadla w jego pulapke i zaczela myslec tak, jak podstepny drapieznik chcial zeby myslala. Ostatnia trzezwo zanotowana informacja bylo pomyslane, do spolki z Bailiffem w glebi swiadomosci, siarczyste 'k***a mac'. Rudowlosa usmiechnela sie i skinela glowa, nie protestujac ani nie odzywajac sie juz wiecej. Te piekne oczy o kolorze czystej krwi, bardziej intensywne nawet niz te nalezace do jej starego przyjaciela, ktory w tej chwili probowal wszystkiego aby przejac kontrole nad cialem panny van Wryght, ale zawodzil z kazda kolejna, bardziej desperacka proba. Nie interesowala sie dokad mezczyzna ja zabiera i nie przeszkadzalo jej ze tego nie wie, nie zajaknela sie jednym slowem gdy skrecili w najblizsza, najciemniejsza uliczke jaka tylko Tepes znalazl w okolicy.

- Ma pan piekne oczy... - westchnela jedynie cicho, co samo w sobie byloby urocze i z pewnoscia nudne jak flaki z olejem. - ...az chcialoby sie je wylupac i zatopic w formalinie. - dodala jednak po chwili. Dracula moglby pomyslec, ze kobieta uwolnila sie spod jego uroku lub wrecz przeciwnie, nigdy pod nim nie byla a to Bailiff drwil mu prosto w twarz. Ale nie, blekitnooka pozostawala spokojna, zahipnotyzowana, zdana na jego laske. Tylko ze nie o nia mu chodzilo, nieprawdaz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tidal Basin   

Powrót do góry Go down
 
Tidal Basin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Tidal Basin

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Waszyngton-
Skocz do: