Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Vanillie Magpie

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 29/10/2012

PisanieTemat: Sala   Sob Lis 03, 2012 9:13 am

First topic message reminder :

Przytulna, choć całkiem spora sala pełna drewnianych krzeseł i stolików różnej wielkości. Za podłużną ladą wyłożone są słoje z cukierkami i czekoladkami a na paterach świeże ciasta.
W środku rozbrzmiewa przyjemna dla ucha muzyka. Zazwyczaj stary, dobry jazz.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Bullseye

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Sro Sie 14, 2013 10:18 pm

Lester ledwo zauważył Franka. Jego sylwetkę odsłoniła odchodząca kelnerka. Jedyne co zobaczył to wielką czarną plamę kątem oka, którą chwilę później zidentyfikował jako Punishera. Nic dziwnego, że przykuł uwagę Leonarda, podobnie jak paru innych klientów kawiarni, którzy widząc rosłego mężczyznę w długim czarnym płaszczu szybko wstali od swoich stolików, zapłacili rachunek i właśnie ubierali się w pośpiechu. Cóż, witamy w Nowym Jorku. Tutaj tacy mężczyźni jak Castle zwiastują rozróbę albo coś gorszego. Ludzie przyzwyczaili się do tego i nauczyli w porę umykać z zagrożonego miejsca.
Bullseye zerknął tylko na Franka, by się upewnić że to on. Nie chciał go ostrzegać, że go rozpoznał. Cóż ostatnim razem kiedy się spotkali nie zapewnił sobie spokojnej przyszłości z jego strony. Najwyraźniej dopiero teraz Punisher znalazł dla niego wolne miejsce w swoim zapisanym kalendarzyku.
Lester poruszył barkami by poczuć kabury pistoletów na żebrach i upewnić się, że dalej tam są. Nie miał ochoty na walkę, w szczególności z wkurzonym Frankiem, ale jeżeli trzeba będzie walczyć, to to zrobi. Ale wątpił by Castle otworzył do niego ogień w tak zaludnionym miejscu.
Leonard przesiadł się tak by po swojej lewej stronie mieć w zasięgu ręki kobietę, która właśnie weszła do restauracji ze starszym mężczyzną, i być przodem do Punishera. Wziął serwetkę ze stołu i zaczął wycierać miejsce w którym siedział, jakby było brudne i to było powodem jego przesiadki. Jednym okiem obserwował nogi Franka pod stołem, wiedząc że jego głowa jest zasłonięta przez blat stołu i Punisher nie może wiedzieć w którą stronę Leonard się patrzy.
Po chwili wyprostował się, ujął sztućce i zaczął spokojnie spożywać swojego gofra, na którym w międzyczasie częściowo rozpuściła się bita śmietana. Lecz ciągle czujny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher



Liczba postów : 126
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Czw Wrz 12, 2013 3:28 am

Frank wiedział, czego spodziewać się w razie wyciągnięcia broni – rzezi. Słyszał różne historie na temat Lestera, z zabiciem wykałaczką, M&Msem, czy spinką na czele. Słyszał też, że jego celności równe jest tylko szaleństwo. Dlatego ewentualna strzelanina szybko przerodziłaby się w masowe morderstwo. Tego Punisher wolałby oszczędzić.
Castle wiedział również, że Bullseye wie. Wie, że tutaj przyszedł i raczej nie dlatego, że serwują tu naprawdę dobre naleśniki.  W końcu nie tak trudno zauważyć kogoś tak dużego. Chociaż reakcja uciekających nieco go zastanowiła. Czyżby został rozpoznany? Trzeba będzie szybko załatwić sprawę i jeszcze szybciej ewakuować się z kawiarni, bo policja może być w drodze.  Nie żeby się przejmował – w końcu jego plan był naprawdę dobry i uwzględniał każdą sytuację, jaka tylko mogła się wydarzyć. Dlatego też nie denerwował się i w spokoju kontynuował konsumpcję.
- Nicky Brazzia – powiedział głośno między kęsem a łykiem kawy. Nie było wątpliwości, do kogo skierowane były te słowa.
A kim był ów Nicky? Gangsterem, jak łatwo było się domyśleć. Nikim ważnym, ot jednym z wielu Włochów, którzy kręcili się po Brooklynie. Z tą różnicą, że ten konkretny osobnik obiecał 30 tysięcy za głowę naszego ulubionego antybohatera. Był to fakt znany w półświatku, tak samo jak to, że Nicky raczej nie operuje taką gotówką. Z drugiej strony zniknął kilka dni temu, co wcale nie przeszkadzało mu w dalszym prowadzeniu swoich interesów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Czw Wrz 12, 2013 2:27 pm

Nicky Brazzia. Lester skojarzył nazwisko, lecz imienia już nie. Najprawdopodobniej dostał kiedyś zlecenie na kogoś z jego rodziny, a Nicky nie przyjął do wiadomości że to tylko interesy. Nie można przecież winić Leonarda że nie pamięta wszystkich swoich zleceń. Czasami stosunki towarzyskie między jego celami są bardziej zagmatwane niż bohaterów Mody na Sukces.
Bullseye, jakby z rozbawieniem wypuścił powietrze nosem i zerknął na Franka.
Chodząca legenda. Każdy członek półświatka, od zwykłych rzezimieszków po bossów mafii trząsł portkami słysząc pseudonim Punisher. Opowieści o niezwykle skutecznych technikach przesłuchań Castle-a wprawiały niejednego przestępcę w zwątpienie czy nie wziąć jakiejś normalnej, legalnej pracy.
A teraz najemnik siedział przed Lesterem, bynajmniej nie po to by wymienić się paroma ploteczkami. Leonard czuł respekt wobec tego człowieka. W końcu był jednym z największych konkurentów Lestera na rynku.
Bullseye westchnął lekko i ukroił kawałek gofra. Nie miał zamiaru wykupywać swojego zlecenia. Gdyby tak zrobił nic by nie zostało z jego reputacji.
Jednak gdyby Punisher miał zamiar wykonać zlecenie, nie informowałby Leonarda od kogo ma robotę. Chyba że to był przejaw kultury osobistej panującej wśród najemników. W tym przypadku polegało to na tym, że jeżeli Frankowi nie uda się wykonać zlecenia to Lester wie kogo szukać. Albo Castle słyszał jak Leonard postąpił gdy sam dostał kontrakt na innego płatnego zabójcę. Dał mu szansę zlikwidowania zleceniodawcy i przyniesienia zapłaty dla Leonarda.
Oczywiście to było do niego niepodobne. Logika podpowiadała, że zabił owego zabójcę tak czy siak. Ale jak to się skończyło, wiedział już tylko Lester.
- Co teraz? - zapytał dokończając gofra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher



Liczba postów : 126
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Pon Wrz 16, 2013 1:05 am

Frank Bullseye’a zapamiętał inaczej. Jako bardziej gadatliwego. Jednak nie przyszedł tutaj, by poznać dogłębnie psychikę psychopatów. Nie był od tego, by ich leczyć. No, przynajmniej nie inaczej, niż kulką w łeb. Castle jednak nadal nie wykonał żadnego ruchu. W spokoju skończył naleśnika, dopił do końca kawę i podniósł rachunek, by przeczytać, ile to ma do zapłacenia za posiłek. Dopiero teraz sięgnął za pazuchę, jakby chciał wyciągnąć portfel i wyciągnął. Granat dymny AN-M8, który to odbezpieczył i cisnął w kierunku, z którego rozlegał się głos Lester. Gdy salę ogarniał siny dym heksachloroetanowy, a w powietrzu rozlegał się drażniący zapach podobny do kamforowego, Punisher kopnął stolik, by zrobić prowizoryczną osłonę i wyciągnął dwa ciężkie pistolety z celownikami laserowymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Pon Wrz 16, 2013 8:44 pm

Bullseye czuł, że to się nie skończy pogaduszkami przy naleśnikach. Widząc że Frank nie kwapi się do odpowiedzi, Leonard utwierdził się w przekonaniu że Punisherowi chodziło tylko o kulturę osobistą.
- I don't know what I expected. - mruknął Lester widząc atak Punishera. Gdy najemnik sięgnął za pazuchę po portfel, Bullseye wiedział co się zaraz stanie. Chwycił talerz, na którym został ostatni kęs gofra i cisnął nim w nadlatujący granat dymny, by go odbić jak najdalej od siebie.
Chwilę później jedną ręką cisnął nożem celując w przewód od lampy wiszącej nad głową Frankiego. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, zerwał się na równe nogi i jednym susem wskoczył do kuchni.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher



Liczba postów : 126
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Czw Wrz 19, 2013 5:05 am

Widząc nóż w ręku Lestera, Punisher spodziewał się, że ten rzuci ostrzem w niego. Dlatego też przygotował się na ewentualny unik. Gdy jednak to nie on okazał się celem, ale lampa nad nim, Frank po prostu odskoczył kawałek do tyłu, zasłaniając głowę przed ewentualnym spotkaniem z dekoracyjnym elementem oświetleniowym. Niezależnie od tego, czy lampa trafi w niego, czy też nie, Punisher ruszy w pościg. Pytanie tylko, czy Bullseye kupił sobie kilka minut?

[z/t – do kuchni niezależnie od wyniku]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan Sandler

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 25/10/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Pią Gru 06, 2013 7:56 pm

Morgan po incydencie z piątej alei postanowił wyskoczyć sobie na kawkę. Nie żałował zbytnio, że tak szybko uciął znajomość z Amorą. Ostrożność to coś, czego był nauczony od zawsze. Jeszcze nigdy nie wyszedł z tym na straty. Kobieta jednak wydawała mu się dziwna. Jakby inna niż wszyscy ludzie w pobliżu. Biła z niej jakaś aura. Był świadomy tego, że sam jest posiadaczem dziwnych zdolności. Japonia zalana. Niedawno miasto mało nie zostało rozwalone przez kosmitów. Na szczęście Iron Man i reszta trzymali rękę na pulsie. Świat uratowany. Sam wielokrotnie zastanawiał się, która stronę by obrał. Władza? Sprawiedliwość? Patrząc na przeszłość można by rzec, że pierwszą, jednak w głębi czuł, że ma w sobie pierwiastek dobra. Stąd był skłonny stać po jasnej stronie mocy. Siedział sobie i gdybał popijając kawkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://justmer.wordpress.com
Bruce Banner

avatar

Liczba postów : 113
Data dołączenia : 26/09/2012

PisanieTemat: Re: Sala   Pią Gru 06, 2013 10:27 pm

Bruce'owi naprawdę przydałby się jakiś odpoczynek. Już od dawna nie miał czasu dla siebie. Jak nie jakiś potwór atakował Nowy Jork, to trzeba było wyleczyć jakieś miasto z wirusa zombie. No, grunt, że wszystkie akcje się udawały i żyje. No, i nie jest zamknięty w jakiejś SHIELDowej, anty-Hulkowej klatce.
Udało mu się znaleźć chwilę wytchnienia i postanowił pójść do kawiarni. By po prostu usiąść przy stoliku, napić się kawy i zjeść jakieś ciastko. Bez żadnych kosmitów, bez zamieniania się w wielkiego zielonego potwora i ratowania świata przed złem. Jeden normalny dzień- czy prosi o tak wiele?
Kiedy doktor Banner wszedł do kawiarni, większość znajdujących się w niej osób zwróciło się ku niemu. Jedni uśmiechali się i coś szeptali, inni po prostu głupio się w niego wpatrywali. No cóż, nic dziwnego- dużo się o nim w mediach mówiło. Większość osób znała go jako Hulka i może właśnie temu panu, siedzącemu przy wejściu, Bruce zniszczył kiedyś przez przypadek dom? A autem tamtej pani rzucił w jakiegoś kosmitę? No, ale są też tacy, którym uratował dzieci i żony. W każdym bądź razie, liczył że dzisiaj nie będzie musiał tego robić.
Podszedł do lady i zamówił kawę oraz jakieś ciastko. Usiadł przy stoliku, a po chwili kelnerka przyniosła mu jego zamówienie. Westchnął głośno, po czym chwycił filiżankę kawy i wziął łyka. Och, tego mu teraz było trzeba. Odrobiny relaksu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan Sandler

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 25/10/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Sob Gru 07, 2013 8:52 pm

Poruszenie jaki wzbudziło pojawienie się gościa w kawiarence nieco go rozśmieszyło. Osobiście nie miał pojęcia, że zielony furiat wielki jak dąb i ten przyjemniaczek to te same osoby. Zasłonę niewiedzy opuścili inni klienci kawiarni szepcząc "Boże! Przecież to Hulk, sam Bruce Banner! Mężczyzna nie miał zamiaru prowokować żadnej sytuacji, by pokazać że i on jest posiadaczem nadnaturalnych zdolności. Stwierdził, że zadziała prosto z mostu, po męsku dowie się, jakie są szanse bądź warunki przyjęcia w szeregi tej grupy.

Przysiadł naprzeciwko Bannera popijając kawę. Popatrzył na Niego zza okularów i spytał bez ogródek:
Co trzeba zrobić, umieć by dołączyć do Waszej grupy Panie Banner?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://justmer.wordpress.com
Bruce Banner

avatar

Liczba postów : 113
Data dołączenia : 26/09/2012

PisanieTemat: Re: Sala   Pon Gru 09, 2013 10:43 pm

Przez chwilę wpatrywał się w mężczyznę, który usiadł na przeciwko niego. Kiedy ten zabrał głos, Bruce odłożył swoją filiżankę z kawą, zaśmiał się po cichu i zdjął okulary.
-Wiesz...-zaczął doktor, chwilę zastanawiając się nad swoją wypowiedzią. -Nie mogę tak po prostu powiedzieć ci, co trzeba zrobić - ponownie przerwał i wziął łyka kawy. Szczerze mówiąc, pytanie mężczyzny było trochę niezręczne. Bruce pierwszy raz spotkał się z czymś takim. Jeszcze nikt nie zapytał go o taką rzecz, szczególnie, że to nie on podejmuje decyzje na temat przyjmowania nowych członków Avengers. -Na przyjęcie do Avengers wpływa wiele czynników. Ja sam niewiele wiem na ten temat, ale pewnie musiałbyś zostać poddany jakiejś obserwacji, czy coś. Zresztą, nie znam nawet twoich zdolności- o ile takowe w ogóle posiadasz- więc nie wiem, czy się do nas nadajesz- skończył i ponownie założył swoje okulary. Był ciekaw, czy ktoś inny w tej kawiarni słyszał ich rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan Sandler

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 25/10/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Wto Gru 10, 2013 10:30 pm

Morgan przysłuchiwał się uważnie każdemu słowu jakie usłyszał z ust Bannera. Pewność siebie, z jaką zadał pytanie jego samego wprawiła w zaskoczenie. Na wieść o tym, że musi być obserwowany, uśmiechnął się pod nosem:
- Jeśli nie Pan, Panie Banner, to kto? Stark, zatem zabierzcie mnie do niego, obserwujcie, sprawdzajcie i tak dalej. Co do mocy, to o ile mnie pamięć nie myli, to gość z łukiem nie jest posiadaczem super zdolności, albo ta kobieta ładna taka...o Wdowa, buja się z Wami mimo braku nadnaturalnych talentów.Ja... w sumie mam parę Gdybym pokazał to Panu tutaj źle by się to skończyło. Jednak - mówił cały czas cicho, by nikt nic nie słyszał, poza jego rozmówcą. Jego oczy zaczęły się zmieniać kolor, po chwili świeciły stały się zielone jak Hulk.
- To dopiero początek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://justmer.wordpress.com
Bruce Banner

avatar

Liczba postów : 113
Data dołączenia : 26/09/2012

PisanieTemat: Re: Sala   Nie Gru 15, 2013 9:47 pm

Banner nie do końca wiedział, jak odpowiadać Morganowi. Jeszcze z nikim o czymś takim nie rozmawiał, do tej pory to Fury lub ktoś inny, wysoko postawiony, wybierał członków Avengers. A Banner był tylko... Bannerem. Nie miał w tej grupie żadnej władzy.
-Nie wiem, czy powinniśmy tutaj o tym rozmawiać - ściszył głos, gdyż ludzie już zaczynali się na nich dziwnie patrzeć. -Nie, nie Stark. Ale mogę powiedzieć o tobie kilku osobom i zobaczę co da się zrobić- wtedy też mężczyzna siedzący na przeciwko zaprezentował swoje "zdolności". W żaden sposób nie zdziwiło to Bruce'a. Tak, nie było to normalne, ale doktor tyle już w życiu widział, że to nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Jednak skoro to "dopiero początek", to był ciekaw, z czym wiążą się te moce.
-Może pójdziemy w jakieś inne miejsce, a ty pokażesz mi co potrafisz? (Czy tylko według mnie to zabrzmiało źle?)

/Jeśli Morgan się zgodzi, to wybierz miejsce, w którym będziemy pisać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan Sandler

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 25/10/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Nie Gru 15, 2013 11:17 pm

Z całą pewnością nie było sensu, by rozmawiać w tym miejscu o nadprzyrodzonych zdolnościach. Napisał na karteczce "Magazyn Whistlera" Kiedy Banner dojrzał napis, mężczyzna pogniótł kartkę i schował gdzieś w kieszeni Jeansów. Poprowadził ich do wskazanego miejsca.

// z.t. Oboje do magazynu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://justmer.wordpress.com
Lizzy

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 05/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Czw Sty 02, 2014 10:11 am

Weszła do ogródka, kląc pod nosem. To był tak cholernie zły dzień, że gorzej się nie dało. Spojzała na wielkiego siniaka na ramieniu i zakryła go paskiem od torby i płaszczem. Przecisnęła się między stolikami, drżąc z chłodu. O Bogowie, jak ona nie lubiła zimy... Coś strasznego. Zimno, mokro, tragedia. Zajrzała do kawiarni - trochę pustawo... No dobra, w każdym razie trzebaby się rozgrzać. Weszła do sali i rozejrzałą się w koło. Muzyka ładna, nastrojowa i... ciasta... Jedyne, co mogło być fajniejsze od słodyczy to Stark. Em, no dobra. ten cały Loki też się sympatyczny wydawał. Na swój sposób, ale zawsze. Podeszła do lady. Sprzedawczyni obrzuciła ją wzrokiem.
Lizzy była średniego wzrostu, długie blond włosy splotła w luźny warkocz, na głowę zaś naciągnęła czapkę, czarną, z pomponami. Płaszcz sięgał do połowy ud, ciepły, podszyty futerkiem, czarne spodnieoczywiście były niezastąpione, podobnie jak kremowe buty.
- Em... Duże latte proszę. I kawałek tego ciasta orzechowego.
Zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu portfela. Na Bogów, chyba go nie zostawiła w domu? Nie, jest. Wyciągnęła banknot i podała sprzedawczyni, która wskazała jej miejsce przy stoliku. Usiadła na wskazanej miejscówce i czekała na zamówienie, rozgrzewając zziębnięte dłonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Plague Doctor

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 28/12/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Czw Sty 02, 2014 4:41 pm

"Naprawdę nie wiem czemu jesteś taki nerwowy." Powiedział Doktor tym swoim nieznośnym, rzeczowym i spokojnym głosem.
- Jak to nie wiesz? - Szepnął Steven do siebie, przepychając się przez tłumy ubranych ciepło nowojorczyków. Ktoś spojrzał na niego podejrzliwie, ale on tylko przyspieszył kroku. - Zabiłeś go. Znowu to zrobiłeś...
"Dramatyzujesz." głos doktora. Głos, którego nikt inny nie słyszy. Cichy, niewzruszony. Gładki, jak nasmarowany olejem. "On i tak umierał, sam widziałeś. Daleko posunięta niewydolność wielu kluczowych organów. Czymkolwiek była ta mutacja, nie udała się naturze. Fascynujące, ile ostatnio pojawia się tych mutantów. Zupełnie jakby budził się nowy, uśpiony dotychczas gen. Być może niedługo pojawi się takich więcej, bardziej udanych, miejmy nadzieję. Będzie dużo materiału do badań."
- No tak, tylko to się dla ciebie liczy, prawda? Nowe okazy do badania. - szepnął gorzko Steven, czując jak zaciska mu się gardło. Zerknął w bok i zobaczył jakiegoś dzieciaka przyglądającego mu się szeroko otwartymi oczami z wypisaną w nich dziecięcą fascynacją. Gdy ich spojrzenia się spotkały, chłopczyk odwrócił się i potruchtał przed siebie.
- Mamo, mamo! A ja widziałem...
Steven nie czekał by wysłuchać opinii malca o nim. Skręcił za róg.

- Śmierć! Głód! Wojna! Zaraza! - ryknął jakiś nawiedzony, rudy obdartus z tabliczką na której nabazgrano nieczytelnie jakieś sentencje. Pewnie cytaty z Biblii albo coś równie chwytliwego. - Nadchodzi koniec! Wszyscy zgnijemy, a nasze zwłoki będą rozszarpywane przez wilki i kruki! Przybywa zagłada. Dwaj czerwoni bracia stoczą pojedynek, jaki nas zmiecie. Anioły zapłaczą nad ruinami ludzkości. Zagłada!
"Na pewno dla niego." powiedział cicho Doktor. "Nie wróżę mu długiego życia, jeżeli nie zajmie się tą infekcją... Czujesz zakażenie w jego pocie, doktorze Bates?"
- Nie nazywaj mnie tak. - syknął Steven. Od dłuższego czasu nie mógł znieść nazywania go doktorem. Nie po tym co się w nim zalęgło.
Do głosiciela zagłady zbliżał się postawny policjant. Steven odruchowo odwrócił twarz. Głupi odruch. W sumie nie zrobił nic złego. Ot, zniknął. Nie ma już żony, domu ani pracy, więc nikt mu nie broni wędrować po Stanach, prawda? Nikt go nie szuka, a jeżeli już to pewnie dawno uznali że wpełzł do jakiegoś kąta i ze sobą skończył.
"Bo tak zrobiłeś." Podsunął Doktor. "Gdyby nie ja, znaleźli by wtedy twoje zwłoki. Dzięki mnie możesz żyć dalej."
- Cicho! - syknął Steven, wchodząc w najbliższe drzwi, do kawiarni. Musiał na chwilę usiąść. Odsapnąć. Oczywiście, o ile go stąd nie wyrzucą. Chociaż może wyskrobie co nieco z kieszeni... Pieniądze pobrane z konta już dawno się skończyły, ale coś zarobił przy ostatniej dorywczej pracy. Na jakiś czas wystarczy. A pomyśleć, że kiedyś mógł odwiedzać podobne kawiarnie na porządku dziennym. Dziwnie się losy toczą. Od szanowanego lekarza do kloszarda...
Chociaż nie, gorzej niż kloszarda. Kloszardzi raczej nieczęsto dokonują w nocy takich czynów do jakich zmusza go Doktor.
Poprawił znoszoną kurtkę i przeczesał dłonią włosy. To tylko bardziej uświadomiło mu jak bardzo jest zaniedbany, ale przecież nic teraz z tym nie zrobi. Podszedł do lady.
- Ja... Proszę kawę... - przebiegł oczami po ofercie, szukając najtańszych pozycji. - zwykłą. I kanapkę z szynką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lizzy

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 05/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Pon Sty 06, 2014 12:12 am

Siedziała w kawiarni, czekając grzecznie na swój posiłek. Za oknem padał śnieg, w kawiarni zaś czuć było zapach cynamonu i kawy. Słodki aromat... Za oknem jakiś prorok zwiastował apokalipsę. No, normalne. Nowy Jork to miasto, którego nic już nie zdziwi. Byli kosmici, byli nordyccy bogowie, był zielony wielkolud... E tam, nic jej już nie zaskoczy. W środku jej rozmyślań do kawiarni wszedł mężczyzna. Wyświechtany płaszcz i zmęczona twarz mówiły same za siebie, że facet nie ma lekko. Ale kto teraz ma lekko? Z uśmiechem pokręciła głową i odebrała swoje zamówienie. Przechodząc obok przybysza uśmiechnęła się doń tylko i zagadnęła. Ot tak, z czystej sympatii.
- Ciężki dzień?
Usiadła przy swoim stoliku i upiła łyk kawy. I tak cud, że po drodze się nie zabiła ani nikogo nie uszkodziła. Ostatnio miała problemy z koordynacją. Lekkie ,ale zawsze. Rozsiadła się wygodniej na krześle i zabrała się za swoje ciasto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Plague Doctor

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 28/12/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Wto Sty 07, 2014 12:28 am

Ekspedientka spojrzała na najnowszego klienta niezbyt pochlebnym spojrzeniem. Widać było, że się waha, ale widok kilku banknotów ją uspokoił. Jak płaci, to klient. A jak klient to trzeba obsłużyć. Tak długo jak się zachowuje, oczywiście.
- Zaraz podaję. - powiedziała krótko, zerkając za okno.
Okrzyki proroka zagłady ucichły, ale było słychać policjanta, który z typową dla nowojorskich gliniarzy empatią i ogładą tłumaczył szajbusowi gdzie mu wsadzi tą tabliczkę jak nie przestanie się drzeć i nie zniknie mu z oczu.
Tymczasem obok Stevena przeszła młoda dziewczyna. Ładna nawet. Sympatyczna. Ze współczuciem zapytała czy miał ciężki dzień, a on na chwilę zamarł. Co miał odpowiedzieć? Że to nie dzień, tylko w nocy kroił na żywca umierającego człowieka? Że ciężki miał ostatni rok? Że najbardziej nerwowy i męczący dzień jest niczym w porównaniu z lękiem przed nadchodzącą nocą? Co on mógł jej powiedzieć? Więc powiedział tylko:
- Tak. - uśmiechnął się niezręcznie.
"Hmmm... Ta dziewczyna ma ciekawe kości policzkowe. Chciałbym obejrzeć dokładniej jej czaszkę." powiedział Doktor, a Steven poczuł zimny pot na plecach. Minęło trochę czasu od ostatniego ataku obsesji Doktora. Czuł napięcie w głębi umysłu, jak swędzenie którego nie można sięgnąć i podrapać. Niedługo z pewnością coś strzeli mu do głowy... oby takie miłe osoby jak ta dziewczyna były wtedy daleko. Dobry Boże, oby nie zrobił znowu komuś krzywdy...
- Cicho... - kaszlnięciem Steven starał się zagłuszyć to słowo. Jeszcze tylko tego brakowało żeby ktoś wezwał policję albo karetkę do wariata. Spojrzał lękliwie na dziewczynę, która już usiadła przy swoim stoliku.
"Powinieneś odpocząć. Strasznie jesteś ostatnio nerwowy. Odrobina relaksu ci nie zaszkodzi." powiedział Doktor.
Steven już miał mu coś odpowiedzieć, kiedy poczuł że ktoś złapał go za ramię. Przestraszony wyrwał się i...
Trzask pękającego szkła. Stłumiony okrzyk kelnerki. To tylko ona chciała zwrócić jego uwagę, bo w zamyśleniu nie słyszał jak do niego mówiła. Teraz zamówiona kama rozlała się ciemną plamą po podłodze, wokół strzaskanych resztek kubka.
- No i co pan narobił, no... - jęknęła dziewczyna, tonem który sugerował że za mało jej płacą żeby się użerać z takimi klientami. A w ogóle to one powinna robić karierę, a nie siedzieć w takiej robocie i ścierać kawę szmatą ani zbierać odłamków szkła.
- J-ja... przepraszam. Przestraszyłem się... - wybąkał Steven. Zmęczony, zakłopotany i wytrącony z równowagi. Pomogę to posprzątać, tylko...
- Zostaw pan to! - powiedziała surowo kelnerka, gdy tylko przykucnął by pozbierać szkło. - Już ja to ogarnę... Jezu, co za dzień... - dodała ciszej.
Nie chcąc jej już bardziej denerwować i przyciągać dłużej spojrzeń klientów, Steven zrejterował, złapawszy wcześniej zakupioną kanapkę i wycofując się do samego kąta sali, gdzie w milczeniu zaczął jeść. Wiele silnej woli wymagało powstrzymanie się od łapczywego pochłonięcia kanapki. Szkoda że ciepły napój przeszedł mu koło nosa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lizzy

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 05/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Sro Sty 08, 2014 3:28 am

Spojrzała na swoje ciasto z apetytem. Bogowie, jak ona dawno nie jadła ciasta orzechowego. Właśnie brała kęs, którym prawie się udławiła - trzask szkła o podłogę oderwał ją od podziwiania poezji ciasta. Patrzyła ze spokojem, jak kelnerka ściera kawę. No cóż, chyba nie była zachwycona brakiem zgrabności mężczyzny, jednak Lizz zaśmiała się w duchu. Jakby widziała siebie, identyko. Zmarszczyła jednak brwi, słysząc jak dziewczyna go beszta. No naprawdę, przesada, przecież nie rozwaliłtego specjalnie!
- Mogłaby być pani trochę milsza. Biedak się zamyślił! No naprawdę, powinna pani zaproponować drugą kawę, a nie człowieka odganiać!
Zmarszczyła gniewnie brwi, co jej się rzadko zdarzało, bo raczej była radosna i się nie gniewała, ale chamstwo jej nie pasowało. Pokręciła głową i wróciła do swojej kawy. Cholernie było zimno. Obserwowała poirytowaną kelnerkę, która wyglądała, jakby chciała kogoś zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Plague Doctor

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 28/12/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Sro Sty 08, 2014 10:03 pm

Czyszcząca podłogę na kolanach kelnerka podniosła wzrok na klientkę. Spojrzenie miała mordercze. Widać było ze chce odwarknąć "A ty się nie wtrącaj tylko żryj swoje ciasto." I pewnie tylko wizja utraty pracy za podobne odzywki powstrzymała ją przed powiedzeniem czegoś takiego na głos. Zdusiła więc to w sobie i odpowiedziała tylko.
- Rozlanych z winy klienta napojów nie zwracamy. - powiedziała takim tonem, że wyrażał więcej niż niejeden poemat. Zarówno o wspomnianym kliencie, o obecnej rozmówczyni i całym tym niesprawiedliwym świecie gdzie osoba z jej talentem i osobowością musi czyścić plamę po kawie jakiegoś czuba.

Tymczasem Steven starał się skulić w sobie. Czuł się paskudnie. Liczył że taka mała wizyta w kawiarni przypomni mu stare dobre czasy, ale teraz czuł tylko narastające przygnębienie. Czy ta dziewczyna stawała by w jego obronie, gdyby wiedziała o czym się tak zamyślił? Czy on ma jeszcze prawo być traktowanym jak porządny człowiek? Chciał poczuć się normalnie, ale jak zawsze guzik z tego wyszedł. Wywołał tylko gniew i chaos.
- Proszę się nie kłócić... Niezdara ze mnie i tyle. - powiedział przygaszonym tonem, zapatrzony w resztki swojej pochłoniętej kanapki. Nie zapełniło to jego brzucha, ale na razie musi wystarczyć. Jak tylko się rozgrzeje, pójdzie dalej. Nie ma co zaogniać sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lizzy

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 05/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Pią Sty 10, 2014 11:59 pm

Spojrzała na mężczyznę i leciutko zmarszczyła brwi. Nie w wyrazie irytacji czy nerwów, raczej zdiwienia. Żadnej obrony, czy coś, w sumie to nie była jego wina. Wywarczała coś w stronę kelnerki i zajęła się swoim ciastem. Odniosła talerz do zmywaka, po czym postawiła naczynie na tacy. Starsza kobieta odebrała je z uśmiechem.
- Mogłaby pani upomnieć tę dziewczynę, żeby była milsza. Nie chcę wszczynać awantur, czy coś, ale mogłaby pani jej zwrócić uwagę.
Odeszła od okienka i przechodząc obok stolika faceta, na chwilę położyła mu dłoń na ramieniu z delikatnym uśmiechem, po czym wróciła do swojej kawy, zakłądając nogę na nogę. Była lekko zakatarzona, w końcu zima i cholerne podziębienia. Kawa ją porządnie rozgrzeje, szkoda, że ten facet nie miał takiej przyjemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Plague Doctor

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 28/12/2013

PisanieTemat: Re: Sala   Nie Sty 12, 2014 12:34 pm

Cóż, jeden rzut oka na postawę mężczyzny może tłumaczyć brak obrony z jego strony. Wyglądał na kogoś, kto już od jakiegoś czasu przyjmuje kopniaki od życie bez sprzeciwów. Czy była to jego wina czy nie, wolał skulić się i przeczekać niż walczyć o swoje. Cóż mogło się przydarzyć człowiekowi żeby tak go pognębić? Cóż, może lepiej się w pewne sprawy nie zagłębiać. Na pewno ma za sobą jakąś smutną historię która doprowadziła go do takiego stanu.
- Dziewczyna się jeszcze uczy - zapewniła ją kobieta. - Następnym razem będzie bardziej uprzejma. Prawda?
Dziewczyna podnosząca się z kolan burknęła tylko coś co równie dobrze mogło być potwierdzeniem jak i sugestią odpieprzenia się. Tak czy inaczej, z poważnie urażoną miną kelnerka zniknęła na zapleczu z odłamkami szkła zebranymi na tacę.

Tymczasem gdy Lizzy położyła dłoń na ramieniu Stevena, ten wzdrygnął się ponownie, nagle wyrwany z kolejnego zamyślenia. Spojrzał jej w oczy, a w jego spojrzeniu mieszało się zaskoczeni i strach. Ale to nie jej się bał. Wyraźnie przestraszył się czegoś innego.
"Zdjąć skórę, odsłonić mięśnie. Ma ciekawy odcień oczu, można by je usunąć i obejrzeć osobno..." szeptał Doktor.
Steven zadrżał i wbił spojrzenie w stół. Na szczęście młoda dziewczyna już wróciła do swojego stolika. Poczuł jak w głowie mu huczy. Jak jego własny oddech go dławił.
- Proszę, nie teraz... - szepnął. Na zewnątrz duże, czarne ptaki wypatrujące resztek z drzew oraz latarni rozwrzeszczały się, jakby skandowały jakąś ptasie żądania. - jest jeszcze jasno, przestań. Proszęproszęproszę...
Nacisk w jego głowie wzrósł aż nagle wszystko ucichło. Szum, ptaki i nieludzkie ciśnienie. Doktorowi nie zależało na tyle żeby chciał siłą przejmować kontrolę.
- Bożejezuchryste dzięki... - mruknął, nerwowo podnosząc się ze stolika. Nogi przez chwilę odmówiły mu posłuszeństwa i zachwiał się lekko, ale zaraz pozbierał się do kupy i skierował do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala   Nie Cze 08, 2014 5:19 pm

Masywne drzwi prowadzące do kawiarni Milseogra otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, które zwróciło uwagę rezydujących ludzi, a wraz z nim ukazała się postać młodego mężczyzny. Postawnego, rozbudowanego w szerokich barkach oraz schludnie ubranego. Granatowa marynarka z rękawami podwiniętymi aż po łokcie, nienaganna biała koszulka, ciemne jeansy, brunatne skórzane buty oraz klasyczny - nieodłączny sprzęt każdego faceta - zegarek zapięty na nadgarstku. Pierwsze co zwróciło jego uwagę to uderzający zapach słodkawej mieszaniny kawy, czekolady i ciasta, bijący już od progu drzwi wejściowych. Miejmy nadzieję, że nie przesiąknie wspomnianą wonią, bo kariery w Avengers nie zrobi z pseudonimem Torcik. Prawdę powiedziawszy wolałby zaproponować pannie Maximoff chińską knajpę, jedną z najbardziej renomowanych w Nowym Jorku, ale w tej kwestii pozostało mu przytaknięcie, bo nie wypadało dyskutować narzuconego polecenia. Kasztanowłosa cyganka z iście ognistym temperamentem, na co położył nacisk Worldmind w przesłanych informacjach, zyskała sympatię Richard'a, a ponadto z tej znajomości płynęły liczne korzyści. Dodatkowo obydwojga przytłaczała sytuacja związana z wcieleniem w szeregi Mścicieli, jednakże w porównaniu do niego, Wanda posiadała wsparcie w postaci starszego brata. Łącząca rodzeństwo więź zainteresowała Rider'a, prawdopodobnie dlatego, że on sam nie miał okazji zbliżyć się do swojego młodszego krewnego. Quicksilver skoczyłby za siostrą w ogień, a Nova nie mógłby w dalszym ciągu pojąć kierujących nim pobudek. Ciężko stwierdzić czy on sam byłby gotów oddać za drugą osobę życie, bo na dzień dzisiejszy nie przychodziła mu do głowy żadna istota, którą darzyłby równie wielkim uczuciem co miłość - hasło odblokowujące furtkę poświęcenie. Warto zwrócić uwagę, że każde życie jest cenione w równej mierze, aczkolwiek uratowany superbohater przysłuży się bardziej światu niż pospolity śmiertelnik.
Wczorajszy powrót do domu nie różnił się niczym od poprzednich, pomijając fakt, że zapoznanie nowego Avengers'a przysporzyło mu roboty w postaci przetrawienia danych o jego osobie. Siejąca postrach córka Magneto z dnia na dzień nawróciła się na ścieżkę obrońców uciemiężonych - podejrzane. Chociaż zważywszy na biografię, mutantka miała ku temu prawo i można to racjonalnie wytłumaczyć, bo wiele przeszła w życiu. Również zwróciłby się przeciwko ludziom, którzy postanowiliby go spalić na stosie za używanie czarnej magii, która wyrządzała dookoła szkody wbrew jego zamiarom.
Wracając do tematu wczorajszego wieczoru, posprzeczał się z Xandarian'em, przejrzał gazetę z rana i poszedł spać. Równie dobrze mógłby poprosić o wyszukanie oraz przesłanie najważniejszych informacji ze świata, jednak czasem lubił wykonywać prozaiczne czynności bez używania Nova Force. Przemieszczanie się z prędkością światła pozwalało zaoszczędzić czas na rzeczy przyjemniejsze, chociażby męczenie Worldmind'a kreskówkami. Swoją drogą, interesujące jaką Quicksilver może rozwinąć maksymalną szybkość w biegu ? Staje się niewidoczny dla ludzkiego oka, co umożliwia mu rozwój drzemiącego w nim kleptomana, ale Nova obstawia, że mógłby go dotknąć w locie. Kolejna niesamowita osoba, z którą chciałby się zmierzyć.
- Mogę Panu pomóc ? - Rzuciła drobna kelnerka z przyklejonym do ust uśmiechem. Praca zmuszała kobietę do silenia się na uprzejmość po całodziennym obsługiwaniu klientów albo miała naturalnie miłą powierzchowność.
- Nie, dziękuję. - Odpowiedział, odwzajemniając z grzeczności uśmiech.
- Proszę w razie potrzeby wołać. - Odwróciła się z gracją, żeby zniknąć za barem.
Wchodzących za nim do lokalu klientów nie powitano z równą uprzejmością, a zrozumiawszy zaistniałą sytuację, jego ego momentalnie zostało mile połechtane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala   Nie Cze 08, 2014 6:01 pm

Nie minęło może pięć minut, a drzwi otworzyły się ponownie, tym razem z cichym skrzypnięciem wpuszczając ośrodka promienie słoneczne, które wplotły się w loki kobiety, która weszła do pomieszczenia.
Była dokładnie 11:58, więc jak widać wyrobiła się w czasie, co nie było łatwo zważając na to, że jej brat ględził jej nad uchem przez cały poranek kiedy ona szykowała się na spotkanie. Lubiła zrzędzenie Pietro i często się z tego śmiała, jednak dzisiaj była wyjątkowo drażliwa. Nie była już małą dziewczynką i potrafiła sama o siebie zadbać, jednak ten dalej traktował ją jako swój skarb, co było oczywiście niezwykle miłe. Mimo wszystko, udało jej się wyszykować i dotrzeć na miejsce na czas. No dobrze, z Avengers Tower praktycznie wyleciała jak na skrzydłach, bo naprawdę nie lubiła gdy ktoś się spóźniał – po prostu szanowała czas swój i innych. Teraz jednak będąc już na miejscu, zadowolona z siebie powiodła wzrokiem po Sali szukając albo wolnego miejsca, albo swojego nowego kolegi. Jej uwagę przykuł przystojny mężczyzna w marynarce. Wanda zmrużyła oczy by popodziwiać jeszcze przez chwilę prezencję Adonisa, po czym zajęła się poszukiwaniem Novy. Coś jednak nie dawało jej spokoju, bo przecież godzina już ta, a on jakby się nie pojawiał. Czyżby… Jeszcze jedno spojrzenie, i kolejne. Te usta, ten zarys szczęki. O mój Boże. Kobieta ze zdziwienia aż zamrugała oczyma okalanymi kurtyną czarnych rzęs i skierowała swe kroki w jego stronę, stawiając jedną stopę przed drugą i wprawiając tym samym biodra w kołysanie. Zupełnie przy tym nie zwracając uwagi na zazdrosne spojrzenia kobiet i na te drugie, zachwycone jej postacią osobników płci drugiej. Na dzisiejszą okazję ubrała się skromnie jak na siebie – czarna ołówkowa spódnica idealnie podkreślająca jej wszelakie krągłości oraz czerwona, jedwabna koszula, w której pozwoliła sobie na pozostawienie kilku, niezapiętych guzików. Do tego ciemne, klasyczne szpilki i rozpuszczone włosy. Wyglądała ładnie i tak świeżo. Różane usta wygięły się w lekkim uśmiechu, gdy już znalazła się przy Mścicielu, który najpewniej zajął już jakiś stolik przytulnym miejscu i na powitanie, od tak nachylając się nad nim musnęła wargami jego policzek. Wyprostowała się zaraz, pobrzękując kilkoma złotymi bransoletami ozdabiające jej nadgarstek i usiadła naprzeciwko niego nie czekając na jakiekolwiek gesty czy zachowania z jego strony. Samodzielna kobieta.
- Witaj, Richardzie. Cieszę się, że jednak przyszedłeś. Jak widać wizja wypicia kawy w moim towarzystwie była wyjątkowo silna. – Powiedziała, obdarzając go jednym z tych nieodgadnionych spojrzeń, które można interpretować na wiele sposobów. Zaraz potem podeszła do nich ta sama kelnerka co wcześniej i bez słowa podała im dwie karty menu obite szkarłatną skórą, co przypadło Wandzie do gustu. Elegancka knajpka, gdzie można było przyjemnie spędzić popołudnie. Idealnie.
Kątem oka dostrzegła łakomy wzrok dziewczyny z serwisu, który niemalże wbiła w jej towarzysza i momentalnie uśmiechnęła się z politowaniem na tą scenę. Gdy tamta odeszła od ich stolika mamrocząc coś o tym, że jak się zdecydują to mają ją zawołać – Scarlet chwyciła jadłospis w dłonie i zaczęła lustrować co poszczególne pozycje, zastanawiając się na co ma konkretnie ochotę. Piwne tęczówki omiotły twarz Novy, a z twarzy kobiety słodki uśmieszek wcale, a wcale nie znikał.
- Och, no proszę. Ktoś tutaj ma chyba ogromne powodzenie u kobiet. – Odezwała się po krótkiej chwili milczenia, będąc wielce rozbawiona całą tą otoczką. Słowa wypowiedziane przez nią nie były po to by urazić swojego rozmówcę. Chciała po prostu zacząć jakoś dialog. A temat nie dość, że jej blisko, to nadawał się idealnie do podśmiewania się z jej towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala   Pon Cze 09, 2014 8:06 pm

Jazzowe brzmienie płynące z głośników przypadło Richard'owi do gustu, a staromodne wnętrze lokalu, które sprawiało wrażenie wyrwanego z czarno-białych filmów, uzupełniało przytulny klimat. Prostota oraz minimalizm nowoczesnych restauracji - o dziwo - go przytłaczała, a przede wszystkim uniemożliwiała zaszycie się w kącie z dala od natrętnych spojrzeń obecnych w pomieszczeniu ludzi. Kontakt wzrokowy tudzież wszelkie inne oznaki zainteresowania z zewnątrz uniemożliwiały mu skupienie się na rozmowie z umówioną osobą, bo co innego, jeśli pojawiał się samotnie w tego typu miejscach. Nie miałby nic przeciwko pogawędce z kelnerką lub klientem, którego na tyle zaciekawiła jego osoba, że postanowił się przysiąść do stolika. Dzisiejszego południa całą uwagę zamierza poświęcić wyłącznie Wandzie - mutantce, która wymusiła na nim spotkanie. Cieszyło go napomniany fakt, bo sam nie rzuciłby prędko propozycji umówienia się na kawę. Dach komisariatu oraz paczka wypchana donutami z czekoladą również sprzyjała rozmowie, a paleta ciepłych barw malujących się na niebie uzupełniała przyjemną atmosferę. Chociaż wypada wrócić do rutynowego życia śmiertelnika, który umawia się na spotkanie z kobietą do kawiarni, a nie siedzi z nią na szczycie budynku. Biorąc pod uwagę jego rychły powrót do innej galaktyki, o ile otaczająca Ziemię bariera opadnie, nie opłacało mu się przyzwyczajać do warunków panujących na wspomnianej planecie. Mniejsza z tym, bo nie wiadomo kiedy to nastąpi, a do tego czasu i tak nie ma co robić.
Powiódł wskazującym palcem po tarczy zegarka, na którym wskazówki dochodziły do godziny dwunastej. Spóźnianie się nie leżało w jego naturze, a co więcej, zawsze pojawiał się w umówionych miejscach z kilkunastominutowym wyprzedzeniem. Paniczna obawa przed sprawieniem oczekującej osobie zawodu oraz ponadprzeciętna prędkość wykonywanych czynności uniemożliwiała mu przyjście nie na czas - ot, zaleta. Oczekiwał tego samego w drugą stronę, aczkolwiek w kwestii kobiecych zabiegów upiększających był - z naciskiem na zazwyczaj - wyrozumiały. Rozpoczęcie ceremonii kompletowania stroju, doboru butów, torebek i pomadek zawsze można rozpocząć z wyprzedzeniem, żeby wyrobić się w czasie. Najwyraźniej nie wszystkim przedstawicielkom płci pięknej przychodzi to z łatwością. Grunt, że wyczekiwana przez Rider'a, panna Maximoff, pojawiła się na miejscu o umówionej godzinie.
Raziło go wpadające przez uchylone drzwi światło, więc zmrużył niebieskie oczy, obserwując kobietę, która stanęła w progu. Burza rozwianych kosmyków okalająca twarz, roziskrzone spojrzenie wodzące po lokalu oraz charakterystyczny czerwony element w postaci koszuli - Scarlet Witch, wypisz i wymaluj. Uniósł kącik ust ku górze, kiedy zatrzymała na nim wzrok, żeby go poznała. Zapomnieć o najważniejszym, a konkretnie o ukrywaniu połowy twarzy pod hełmem, typowy facet. Przybycie jego dzisiejszej towarzyszki wywołało falę szeptów, bo prawdopodobnie niektórzy z obecnych wiedzieli kim była w rzeczywistości. Tak to jest, kiedy nie ukrywa się prawdziwej tożsamości pod kawałkiem materiału, a zamiast tego paraduje w skąpym kostiumie zwracającym uwagę obywateli, a zwłaszcza części męskiej.
Uniósł się z miejsca, żeby należycie przywitać Wandę, a dodatkowo odsunąć z grzeczności krzesło, jednak kobieta nie potrzebowała pomocy. Podczas bliskiego kontaktu spowodowanego muśnięciem miękkich ust jego policzka, przyjemnego gestu, poczuł subtelny zapach charakterystycznych perfum.
- Witaj. Fakt, wizja umówienia się z Tobą była kusząca. - Zawiesił spojrzenie na nieokreślonym punkcie, a następnie wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia. - Swoją drogą, w duchu oczekiwałem, że zobaczę Cię w służbowym kostiumie. - Błysnęła mu w oczach zadziorność.
Skinieniem głowy podziękował kelnerce za przyniesione im karty, ignorując natrętne, a przede wszystkim wymowne spojrzenia. Dawało mu to pole do popisu, albowiem mógłby bezczelnie ocenić walory pracownicy - doprowadzając do irytacji swoją rozmówczynię - ale dżentelmeństwo uniemożliwiało mu nietaktowne zachowanie.
- Rzeczywiście, nie mogę się oderwać od nachalnych kobiet.. - Uśmiechnął się szarmancko, bo wiedział w jaki ton uderzała Wanda, próbując wodzić go za nos igraszkami słownymi. Poczęły cisnąć mu się na usta pytania związane z współpracy z Avengers, ale wolałby jeszcze o tej istotnej kwestii nie wspominać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala   Wto Cze 10, 2014 1:56 am

Kobieta na całe szczęście była szybka. Oczywiście jeżeli chodziło tylko i wyłącznie o szykowanie się na randkę, ewentualnie na spotkanie.  Co to było dla niej, dobranie kilku elementów stroju – miała fantastyczny gust, do tego lekki makijaż, podkreślenie oczu i ust. A włosy pozostawiała sobie samym. Lekko puszczone, brązowe loki opadające gładko na plecach. Do tego ulubione perfumy i panienka Maximoff jest gotowa podbić świat i męskie serca. No i właśnie mimo wszystko, mimo tej lekkości w doborze wszystkich dodatków wyglądała tak świeżo i ślicznie. Przynajmniej według niej i jej brata, który komplementowałby ją nawet wtedy kiedy ubrałaby się w worek na kartofle. Co oczywiście nigdy nie dojdzie do skutku. Nawet gdyby to był zakład..
Co do szeptów, Wiedźma całkowicie je zignorowała. Wiedziała, a raczej domyślała się, że reszta bywalców lokalu może ją jakimś cudem kojarzyć – zbytnio się tym nie przejmowała. Miała kompletnie gdzieś czy ktoś na nią patrzy Tylkowo t by zlustrować jej długie nogi, czy tylko po t by sprawdzić czy faktycznie to ona jest tą lalunią, która lata w czerwonym body po ulicach Nowego Jorku. Dzisiejszego dnia chciała się skupić tylko i wyłącznie na swoim rozmówcy – który zaciekawił ją nie tylko przez swoje umiejętności, ale i niewyparzony język. No, poza tym, widząc go po rz pierwszy w pełnej krasie kobieta musiała przyznać – Richard okazał się być przystojnym facetem, który pewnie nie raz łamał serca biednym damom. No ale Wanda też nie była taka święta, na jaką wyglądała. Jeżeli wyglądała…Kchem
Uśmiechnęła się tylko gdy ten starał się odsunąć jej krzesło – jednak ta okazała się szybsza i ubiegła go w tej czynności. Dodatkowo, przesuwając palcem po menu dostrzegła jego wzrok  odwzajemniła spojrzenie, uprzejmie jak na nią i wysłuchawszy go, a raczej jego niby narzekaniem na jej ubiór zaśmiała się cicho i wdzięcznie powracając wzrokiem do karty, bo szczerze mówiąc trochę opinia Novy wtrąciła ją równowagi. Och, przecież nie będzie paradować w skąpym kostiumie po mieście, kiedy nie ma takiej potrzeby. W lokalu pojawiła się jako osoba prywatna, więc ma prawo do tego, że zakłada dosłownie to co chce, a nie to co musi. Poza tym twierdziła, że mimo skromnych ubrań i tak wygląda wspaniale. Nie musi pokazywać ciała, by czuć się bosko i czuć się tak kobieco… Zagryzła dolną wargę, jakby nad czymś rozmyślała i spojrzała na niego raz jeszcze, spod przymrużonych powiek, odrobinę tajemniczo – a przynajmniej starała się to robić - a co. Miała ochotę coś powiedzieć, ale się powstrzymała, tylko po to by nie wypaść z roli. Przyjęła słowa mężczyzny w milczeniu, trawiąc je w środku i zastanawiając się nad ciętą ripostą.
- Och, przestań. Bo pomyślę zaraz, że spotkałeś się ze mną tylko po to by zobaczyć mnie w moim uniformie. Chociaż… – Tutaj kolejne, badawcze spojrzenie i zaraz powrót do menu.
- Chociaż, z drugiej strony wcale Ci się nie dziwię. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko zainteresowała Cię moja osoba, a nie moje kuse wdzianko. – Mruknęła zaraz prostując się nieznacznie, wcale nie po to by wypchnąć biust do przodu, a po to by tylko zmienić pozycję, która w chwili obecnej okazała się niezbyt wygodna. Po chwili milczenia przywołała gestem kelnereczkę, która nie mogła oderwać wzroku od towarzysza Wandy, tym samym ją olewając kompletnie, co nie spodobało się brunetce. Na znak swojego niezadowolenia z cichym trzaskiem zamknęła listę dań i obrzuciła ją jednym z tych wyniosłych spojrzeń, które zarezerwowane były jednak dla jej wrogów, niźli osób jej znanych.
-Poproszę dwie duże latte. – Powiedziała spokojnie wybierając swoją ulubioną kawę i  odkładając swoje menu na bok, tak by w razie czego móc jeszcze cokolwiek zamówić  i zerknęła kątem oka na mężczyznę siedzącym przy jej stoliku. Dy kelnerka odeszła mamrocząc coś pod nosem ta uśmiechnęła się na powrót uroczo i odgarnęła włosy z twarzy by te nie wpadały jej do oczu.
-Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że złożyłam zamówienie za Ciebie. Jeżeli kawa nie będzie Ci smakować, to biorę całą odpowiedzialność na siebie. Poza tym, ja stawiam. – Przez jej twarz przebiegł jeden z tych słodkich uśmieszków, które niełatwo zinterpretować, po czym dłuższą chwilę milczała - albo czekając na słowa jej rozmówcy, albo zastanawiając się nad tym czy dobrze zrobiła, że w ogóle się z nim spotkała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala   

Powrót do góry Go down
 
Sala
Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Kawiarnia "Milseogra"-
Skocz do: