Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogródek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Vanillie Magpie

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 29/10/2012

PisanieTemat: Ogródek   Sob Lis 03, 2012 8:20 am

First topic message reminder :

W zasadzie to nie ogródek, a trzy stoliczki z krzesełkami przed cukiernią. Przy drzwiach są wystawione małe drzewka a z okien zwisają kwiaty. Muzyka ze środka jest słyszana i tutaj dzięki małym głośniczkom schowanym za doniczkami przy wejściu.
Przyjemnie jest tutaj usiąść z kawą i porcją ciasta, lub deserem lodowym w upalny, letni dzień.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 05, 2016 7:51 am

Przez dłuższą chwilę po prostu siedziała, próbując się nie roztopić w tym gorącym, dusznym powietrzu. Nawet trochę zaczęła żałować, że w ogóle wyszła z domu w którym został wentylator włączony na pełną moc. Owszem, jej kryjowka była tymczasowa tak jak i każda inna w której przebywała, a mimo to potrafiła takie miejsce nazwać domem. Odwróciła się na chwilę, słysząc dziewczynę która rozmawia przez telefon. Zmierzyła ją wzrokiem, jak wcześniej każdą osobę w tym miejscu. Dostrzegła jednak coś co wyglądało jak iskierka prądu? Może to przywidzenia? W każdym bądź razie, nie czuła się zdziwiona faktem że ktoś dysponuje jakąś mocą. Zdjęła okulary, kładąc je na stoliku obok pojemnika po mrożonej kawie. Zdumiewające jak szybko skończył się napój, pozwalający utrzymać się na nogach w taki dzień jak ten.
Zerknęła na telefon, sprawdzając czy aby na pewno nikt nie planuje wybawić jej od nudy chociażby zwykłym zleceniem na znalezienie dowodów na niewiernosc męża czy żony. W końcu ktoś musiał czegoś chcieć, ktoś mógł ogarnąć darkweb i chcieć ją wynająć. Ciężko prowadziło się interesy kiedy równocześnie po tych samych ulicach chodzili bohaterowie, agenci S. H. I. E. L. D czy agenci Hydry. W sumie zabierali lepsze fuchy. Taki już jest los ludzi niezrzeszonych.
Wstała z miejsca by pójść zamówić lody albo kawę drugi raz. Może oba? W sumie to nie był zły pomysł. Przechodząc, zupełnym przypadkiem szturchnęła tamtą dziewczynę, która rozmawiała przez telefon wcześniej
-Najmocniej przepraszam. Przez to gorąco ledwo myślę. - powiedziała od razu, miłym dla ucha głosem w którym słychać było odrobinę wschodniego akcentu, nadającemu mu specyficzne brzmienie.
Powrót do góry Go down
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 05, 2016 11:59 am

Sam latał ponad Nowym Yorkiem, co jakiś czas robiąc przystanki na odpoczynek, razem ze swoim Red Wingiem.
Nie miał aktualnie ochoty siedzieć w bazie Avengersów, raczej chciał rozprostować swoje zapracowane ciężko kości.

- Red Wing lądujemy na dachu tamtego budynku. - powiedział na głos choć wiedział, że wystarczą zdolności telepatyczne do porozumienia się z orłem.

Gdy wylądowali, Wing przysiadł mu na ramieniu, a Wilson pogłaskał ptaszka po głowie.
Rozejrzał się z góry na całą okolice, ale nie działo się nic specjalnego, choć jego wzrok zatrzymał się na kawiarni "Milseogra".
W sumie nie pił rano kawy więc może warto zamówić jakąś "małą czarną"

- Wing zostań tutaj i obserwuj wszystko, gdyby coś to daj znać. - przekazał mu telepatycznie po czym zleciał na dół i wylądował obok jakiś dwóch dziewczyn, które zignorował i usiadł przy pustym stoliku i zamówił jedną kawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 05, 2016 2:32 pm

Do środka kawiarni wszedł powoli, eleganckim krokiem mężczyzna o niezwykle eleganckim ubiorze jakim był szyty na miarę czarny garnitur, z nieskazitelną koszulą i czerwonym krawatem. Nie żeby się szczególnie stroił, zwyczajnie wracał sobie z biura, po opanowywaniu rozgarbieżu wśród jego pracowników. W zasadzie trwało to krótko, bo wystarczyło lodowate spojrzenie jawnie mówiące, że raczej za przyjemnie nie skończą jak nie przestaną. No cóż, podszedł do kasy i rzekł spokojnym, aczkolwiek pozbawionym emocji tonem
- Prosiłbym kawałek brownie i latte.
Szło dosłyszeć w jego głosie lekki, bo lekki(Inna kwestia że dawno na wyspach nie był nawet) akcent brytyjski. Położył na ladzie należność, i gdy dostał to o co prosił ruszył do ogrodu i usiadł przy jednym stoliku. Zauważył drobniutką dziewczynę, a po kijku obok niej wnioskował to że jest ślepa. I po oczach, były one... Dość specyficzne. Zauważył również inną młodą dziewczynę, o typowo słowiańskiej urodzie, Przyuważył też czarnoskórego mężczyznę w niezwykle dziwnym stroju, i choć nie kojarzył go, to zapewne ów mężczyzna bawił się w superbohatera. Upił łyk Latte, po czym zjadł kawałek ciasta. Widząc że stołek jest lekko nie równy, z powodu pewnego pedantyzmu, skupił się chwilę tak zmieniając wysokość ziemi w odpowiednich miejscach by stół był idealnie równy. Jak wszystko poszło wedle jego myśli, nikt tego nawet nie zauważył. Nie żeby było mu to potrzebne, ale nie wszystko w życiu musiało być potrzebne. Słysząc w oddali zdanie że pewna kobieta "ledwo myśli przez gorąco"w pewnym stopniu chciał prychnąć. Dobra, Will nie zawsze był taki wyrozumiały, i czasem mogło się zdawać że nie rozumie że inni nie muszą być tak wytrzymali... Choć dla przeciętnego człowieka osiagnięcie jego poziomu wytrzymałości możliwe nie było. Ba! Nie wynikało to nawet z treningów(Dobra, wynikało, ale tylko częściowo.)
Powrót do góry Go down
Jolt

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 05, 2016 3:37 pm

-Ugh. -ktoś ją potrąciła, przez co prawię upuściła łyżkę z porcja lodów. -Nic się nie stało. -odparła z lekkim uśmiechem, zerkając mniej więcej w stronę kobiety. -Temperatura faktycznie jest ostatnio zabójcza. -dodała, po czym wróciła do swojego poprzedniego zajęcia. Nie dane jej było długo cieszyć się spokojem, gdyż po chwili kartkami jej zeszytu jak i włosami targnął wiatr. Ten był jednak jakiś dziwny, do tego zaraz po nim zmaterializowały się kroki. Zupełnie, jakby, ktoś, lub coś obok nich wylądowało. Do tego kilka szurnięć krzeseł, ludzie chyba obejrzeli się na nowo przybyłego. Czyżby superbohater? Albo może uskrzydlony mutant, który po prostu nie przejmuje się ludźmi? W sumie ostatnio ich istnienie zostało ujawnione, więc... Tak czy siak, sprawa dość nietypowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 05, 2016 6:28 pm

Więc tak to działa. Wystarczy pomyśleć o bohaterach żeby jeden z nich się zjawił niemal od razu. Ciekawe czy to działało kiedy ludzie byli zagrożeni, w sumie ciekawa sprawa. Należałoby to kiedyś zbadać, na przykład podczas wykonywania jakiegoś zlecenia. Wtedy kiedy ludzie stoją w obliczu śmierci, na pewno myślą intensywnie o ratunku. I gdzie są wtedy bohaterowie? Przyjrzała się uważnie mężczyźnie w stroju, ignorując ciche szepty uwielbienia. Wywnioskowała z nich, że musi być jednym z tych zwanych Avengers. Tyle dotarło do jej uszu, nim całkiem zlekcewazyla obywateli Stanów Zjednoczonych. Już jakiś czas temu odkryła ich fascynację herosami. To ślepe uwielbienie jakim ich darzą, co jest oczywiście uzasadnione do pewnego stopnia.
Nowoprzybyłego mężczyznę obdarzyła niezbyt zainteresowanym spojrzeniem niebieskich tęczówek. Wyglądał normalnie, raczej nie wzbudzał jej podejrzeń. Inaczej było z bohaterami. Ci zwykle oznaczali kłopoty jak stąd do Kazachstanu i z powrotem. Conajmniej trzy razy, jak nie lepiej. Nie ufała ludziom, których inni traktowali niemal jak bogów. Na szczęście nie miała przyjemności jeszcze z żadnym pracować. Chociaż to przecież nic dziwnego. Tacy ludzie nie bawią się w bycie najemnikami.
-Owszem. Okropna. - Przytaknela bardziej odruchowo niż jakby faktycznie odpowiedziała na pytanie. Cóż, ostatnie słowo zwykle musiało należeć do niej. Nie było innego wyjścia. Rzadko odpuszczala i pozwalała by ktoś miał ostateczne zdanie. Dostała się wreszcie do ładnie wyczyszczonej lady, uśmiechając się do kobiety przyjmującej zamówienia.
Zamówiła znowu kawę mrożoną i czekając na zamówienie, myślała nad zaskakującym kolorem oczu dziewczyny w którą wpadła. Mutant? Też bohater? Wszystko jedno. Ostatnio liczba ludzi biegających w kolorowych kostiumach gwałtownie skoczyła, co nie sprzyjało interesom. Nie zdziwiloby jej to, gdyby i tamta dziewczyna jakoś była z tym światem walki o sprawiedliwość powiązana.
Powrót do góry Go down
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Pon Cze 06, 2016 6:44 am

Scotta było stać tylko na małą czarną. Wysupłał trochę centów i parę zmiętych dolarów z kieszeni i przeliczył je jeszcze dla pewności. Ubrany był po cywilnemu, bo nie zawsze wypadało ratować świat. Czasami chciało się po prostu coś zjeść (Hot-Dog z budki, jak wyrafinowanie) w świętym spokoju. A Nowy Jork miał dość superbohaterów na kilometr kwadratowy, by poradzić sobie bez niego. Poza tym naprawdę myślał o wyjeździe na południe by odpocząć i uporządkować myśli. Zbyt wiele ostatnio miało miejsca, a tydzień z życia nie sprzyjał samopoczuciu. Zwłaszcza gdy miało się na głowie córkę, z którą nie miało się nawet prawa widywać.
(Technicznie, bo Scott już od wielu lat ignorował wyrok sądu. Miał jakieś ewidentne ciągoty do ignorowania ustalonego prawa, ale hej, był superbohaterem.)
Przyglądał się, jak czarna jak noc kawa wypełnia białą filiżankę z lekko uszczerbanym uszkiem. Aromat brazylijskiej kawy owiał go gęstą chmurą, zanim nie rozgonił go wpadający do lokalu wiatr. Scott żył bardziej jak student na ostatnich oparach pieniędzy, więc nigdy nie miał czasu docenić różnic pomiędzy różnymi ziarnami. Kawa była kawą. Grunt, że istniała.
Wyszedł z filiżanką na zewnątrz. O świeżym powietrzu w Nowym Jorku nie było co mówić, a słońce znowu grzało niemiłosiernie, ale w środku panował jeszcze większy zaduch. Wybierając między deszczem a rynną, Scott zawsze wolał deszcz. Nie był w końcu z cukru.
Uniósł za to brwi dostrzegając kolorowego, opierzonego Falcona, który najwyraźniej nie widział w problemu w świeceniu biało-czerwonym kostiumem dumnie jak paw.
(Ha-ha. Paw. Rozumie-… Pogrążasz się, Scott.)
- Sam? – spytał, podchodząc do Falcona. – Będzie ci przeszkadzało jeśli się dosiądę? To ja, eee, Scott, to znaczy, Ant-man. Nie było mnie trochę. Wyprawy na orbitę, wybuchające portale, te sprawy… - Dodał mniej pewnie, rozglądając się po stolikach. Nie było zbyt wiele ludzi. – Nie za bardzo ogarniam ostatni tydzień – dodał w ramach dalszych nic nie wyjaśniających wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Ogródek   Pon Cze 06, 2016 5:05 pm

Spijając po mału kawę, która była dosyć gorąca i z wrodzonej kultury osobistej starał się nie siorbać zobaczył swojego kolegę z Avengers Scotta.
A dla nie których znany tylko pod pseudonimem Ant-man.

Swoją drogą, facet miał naprawdę ciekawe zdolności i na prawdę sporą wiedzę na temat hmm.... włamów.
Ogólnie rzecz biorąc Sam lubił tego faceta, ale teraz jak spotkał go tutaj w tej kawiarni to zaczął się zastanawiać, czy Mściciele to są wszędzie?
Czy może są namierzani przez jakąś technologię Starka?

- Siadaj Scott. Miło cię widzieć. Wiesz ja też przez jakiś czas nie byłem osiągalny, a teraz coś mnie tak wzięło na patrolowanie miasta. A że przy okazji przelatywałem z Red Wingiem tędy to postanowiłem wstąpić na szybką kawkę zostawiając go na czatach. W ogóle wiesz co tam słychać u reszty? Dawno się z nimi nie widziałem. I w ogóle to co tam u ciebie słychać? Opowiadaj co ostatnio robiłeś. Zamieniam się w słuch. - powiedział z uśmiechem, kątem oka patrząc na osoby dookoła nich, czyli na jakieś dwie dziewczyny i faceta, który też ie dawno wszedł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Wto Cze 07, 2016 5:31 pm

Upił łyka kawy, delektując się smakiem. Mimo, iż zwyczajowo jak na Anglika przystało, pił herbatkę to od czasu do czasu dobra kawa jeszcze nikomu nie zaszkodziła a latte wprost uwielbiał. Skubnął za pomocą sztućca kawałek ciasta, i choć mógł wyglądać na zamyślonego to stan jego myśli prędzej był zbliżony do medytacji niżeli zamyślenia. innymi słowy - Nie myślał o niczym. Może nie tak dosłownie, ale o niczym konkretnym czy ważnym, raczej po prostu skupiał się na jedzeniu i odpoczywaniu. Zawsze go wkurzało u ludzi myślenie że praca umysłowa jest niby łatwa, i szczerze dobijało go to. Choć, on to znosił dużo lepiej i nie miał tych skutków pracoholizmu jak wielu innych biznesmenów, których praca przypominała raczej wyścig szczurów. Na chwilę odłożył sztuciec którym jadł ciastko i rozejrzał się ponownie. Gdy wychwycił spojrzenie młodej kobiety wbił w nią swój lodowaty, pozbawiony emocji wzrok, od którego tak wielu traciło rezon. Słysząc to co rzekł mężczyzna który dosiadł się do siedzącego już niedaleko mężczyzny, cichutko westchnął, dla nich raczej nie słyszalne. Widać nie próbowali nawet mówić cicho, i słysząc "Ant-man", szczerze mówiąc to też dużo mu nie mówiło. Aczkolwiek bawiły go te pseudonimy, które uważał za dziecinne i szczeniackie. Mimo wszystko Will, choć nie wyglądał(I raczej nigdy nie będzie wyglądać), był człowiekiem starej daty i ciężko było mu na to patrzeć innym spojrzeniem niż karcącym. Słysząc również wyjaśnienie mężczyzny, w duchu go to rozbawiło. Ehh... Amerykanie raczej nigdy nie słynęli z dobrej organizacji czasu. Szkoda że to się nie zmieniło - pomyślał, i znowu skubnął kawałek ciasta. Tu znowu spojrzał na kobiety, ażeby rzec.
- Nie radzę wam tak narzekać, drogie panie. Zapewniam że za jakiś czas upały będą jeszcze cięższe do zniesienia. - Mówił tonem wytwornym, jakby nieco wyniosłym, takim szlacheckim. Brytyjski akcent był raczej miły dla ucha, może gdyby nie lekko wyuczona w jego przypadku wyższość. - A widać, że jak w tej temperaturze jest ciężko wam myśleć, aż strach byłoby pomyśleć co będzie za miesiąc.
Tak, on nie dość że był na czarno ubrany, w dodatku wcale nie lekko to jego cera wcale nie była zaczerwieniona. Blada jak porcelana, w sumie zawsze ona taka była. Widać było że temperatura nic mu kompletnie nie robiła, no ale chcąc nie chcąc wytrzymałość w każdym przypadku zazwyczaj była jego zaletą. Może nie w wszystkim, ale niewątpliwie w wielu kwestiach. Upił ponownie łyczka kawy, i poprawił delikatnym ruchem ręki kosmyk włosów. Gdyby nie to że przez idealnie wykrojony garnitur nie było aż tak widać jego muskulatury, to eleganckie i dokładnie wyuczone ruchy byłyby lekko kontrastujące z jego sylwetką. Skierował swoje pozbawione emocji spojrzenie ponownie na ciasto i znowu skubnął kawałek popijając to kawą.
Powrót do góry Go down
Jolt

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sro Cze 08, 2016 9:42 am

Uśmiechnęła się do kobiety po czym wróciła, znowu, do swoich notatek. W następujących kilku chwilach w ogródku zjawiły się jeszcze dwie osoby. Kurcze, spory tłok tu dzisiaj. Do tego jeden z nich chyba też był superbohaterem. Lee wyłapała dość sporo z rozmowy, zalety, albo wady, ponadprzeciętnego słuchu. Ant-man... Hm, ciekawie. Ale chyba o nim nie słyszała. Tak czy siak była tutaj dwójka herosów. Z nią trójka. A tam gdzie bohaterowie, tam i złoczyńcy. Jedni zawsze działali na drugich jak magnes. Aż zaczęła się zastanawiać, czy nie lepiej by było się stąd ewakuować. Maskę zawsze nosiła ze sobą w plecaku, ale reszty stroju już nie. Jeśli zacznie się coś dziać, nie będzie mogła otwarcie pomóc. Ech, czemu ona zawsze myśli takimi czarnymi scenariuszami, nic się nie stanie. To tylko mała kawiarenka między ulicami, co jakiś poważny łobuz miałby tutaj robić? Najgorsze, co mogli tu zastać to kieszonkowiec.
-Jeszcze cieplej? Jezus... -odparła na uwagę jakiegoś mężczyzny. Zdaje się, że jednego z tych nowo przybyłych. Kolejna łyżka załadowana lodami powędrowała do jej ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Sro Cze 08, 2016 2:27 pm

Cóż, pozostało więc tylko wpasować się w ciężkie warunki asfaltowej patelni, która była tu wszechobecna. Skoro dała radę w Afganistanie (chociaż tam raczej nie wymagano myślenia, były rozkazy), da i tutaj. Niemniej tęskniła za Syberią. Ogólnie w sumie za Rosją, ale przecież bezpieczniej było uciekać do Ameryki przed wszelkimi organizacjami, jakie zostawiła za sobą. Kiedyś wróci do Rosji. Kiedyś.
Nie dysponowała super-słuchem, ani żadną nadprzyrodzoną mocą, ale raczej łatwo było się domyślić, że mężczyzna który przybył ostatni też jest jakoś związany ze światem herosów. Też zauważyła jak...tłocznie się zrobiło w tym miejscu. Przy takiej ilości superbohaterów czuła się odrobinę zagrożona. W końcu gdzie ich dużo, tam budynki walą się na głowy Bogu ducha winnym cywilom.
-Damy sobie radę. Sztuka adaptacji się do środowiska.- Zauważyła, upijając łyk kawy, którą wreszcie otrzymała. Słowa zaciągała całkiem zabawnym akcentem. Nie mogła całkiem pozbyć swojego ojczystego, chociaż próbowała z całych sił. Takim cudem wyszła jej hybryda nowojorskiego akcentu ze wschodnim. Właściwie powinna chyba rozeznać się w sytuacji. Na razie mogła stwierdzić, ze poziom zagrożenia jest niski. Dwóch superbohaterów (prawdopodobnie, chociaż nie miała pewność co do tego nieopierzonego), dziewczyna z notatkami i elegancki jegomość ze sztywnymi manierami. Nie brzmiało groźnie. Jeszcze.
Z drugiej strony lepiej było zachować ostrożność. Na całe szczęście nosiła przy sobie swoją ulubioną broń, schowaną pod luźną tuniką, tuż przy pasku.
Powrót do góry Go down
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sro Cze 08, 2016 10:04 pm

Scott nie poświęcił przesadnie dużo uwagi pozostałym osobom, znajdującym się w ogródku. Czy może inaczej, zlustrował je pobieżnie wzrokiem w drodze do stolika Sama, ale nie zaprzątał sobie nimi głowy. Byli na neutralnym gruncie, a widzenie w każdym napotkanym przechodniu potencjalnego oponenta zakrawało o paranoję. Zresztą, po pewnym czasie nawet widok superbohaterów nie robił już takiego wrażenia, zwłaszcza w Nowym Jorku – mieście, które zdawało się pękać od nich w szwach bardziej niż od porannych korków.
Kwestię przyciągania tarapatów wolał pomijać, bo sam był dla nich nadnaturalnym magnesem, ale dzisiaj chciał się po prostu napić. I, cholera, zapłacił za tę kawę swoimi ostatnimi pieniędzmi z portfela, więc byłby naprawdę zawiedziony, gdyby coś mu w tym przeszkodziło lub, nie daj Boże, zniszczyło filiżankę. Co tam straty moralne i materialne. Filiżanka brazylijskiej, mocno parzonej kawy, którą Scott niósł teraz ostrożnie w rękach, była prawdziwą świętością.
- Ciebie też miło widzieć – odparł Samowi i uśmiechnął się.
Tak ciepłe przywitanie było naprawdę miłą odmianą i automatycznie poprawiało nastrój.  
Ant-Man zajął miejsce przy stoliku i odstawił ostrożnie naczynie. Odruchowo – było to silniejsze od niego – dostrzegł kilka mrówek kręcących się przy stolikach. Najpewniej liczyły na trochę cukru, więc Scott jedną z dwóch saszetek wsypał do kawy, drugą zaś, po delikatnym nadszarpnięciu, zostawił na bruku. Uśmiechnął się lekko, widząc jak parę czarnych kropek w ułamkach sekund oblazło ten skromny prezent.
- Ha, bezczynność jak zawsze ci nie służy, co? – Scott parsknął. Musiał przyznać, że nawet w jego wyobrażeniu nie pasowała Falconowi. Nie, to był człowiek czynu, czym niewątpliwie imponował Ant-Manowi.
Zwłaszcza, że ten miał problem ze sobą właśnie w kwestii czynów.
- Cóż, niewiele niestety powiem ci o innych – przyznał na starcie. Zniżył też głos tak, by głównie Sam mógł usłyszeć jego kolejne słowa. – Powiedzmy, że straciłem… Tydzień? Może więcej z życia. Ostatnie co pamiętam to bariera, która blokowała nam ziemię od kosmicznych wycieczek. Byłem przy tym, gdy się rozpadła, a raczej wyglądało na to, że coś ją przebiło… - Zawahał się. – Niestety nie jestem pewien. Potem wyrzuciło mnie na ziemię, ale z opóźnieniem. – Westchnął. Uniósł kawę do ust i upił łyk. Gorzko-słodki napój bezsprzecznie potrafił pobudzić go do życia. – Spotkałem Jess i Wandę. Wandę coś trapi, możliwe, że to o czym mówiła mi Jess… - Zerknął za siebie, na jedyny stolik, który był zajęty. – Ale nie wiem czy wypada mówić o tym tak publicznie. Ale to nic dobrego. Sam widzisz… - Uśmiechnął się krzywo. – Chwilę cię nie ma, chciałbyś odpocząć a tu same problemy! – Pokręcił głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sob Cze 11, 2016 5:15 pm

Oczywiście Sam swoją uprzejmością był szczery, bo w końcu lubił tego mrówczego przyjaciela.
W pewnym sensie on mu naprawdę imponował w erze ludzi z zaczarowanymi młotami i zmieniających się w zielonych olbrzymów bardzo ładnie zaadoptował się w tym wszystkim.
Na dodatek wyjątkowa umiejętność jaką jest władza nad mrówkami.
Zawsze go to bawiło.
Mógł władać nad innymi owadami, a nawet zwierzętami, a los skazał go na mrówki.
A co najciekawsze te mrówki okazały się bardzo silne.
Jak to się mówi w małym ciele, wielki duch.

W pewnym momencie zobaczył, że do stoliki dołączyli nowi "goście", a dokładniej mróweczki.

- Scott, wiem że to już po fakcie, ale na następny raz jak co to daj znać a na pewno z mojej strony pomoc otrzymasz. Masz jak to się mówi "mój miecz" i oczywiście Red Winga też. - przerwał, bo w tym momencie zaciekawiła go rozmowa która do niego dotarła odnośnie zmiany pogody.
Skąd ten facet to wiedział?
Może on jest jakimś mutantem o mocach, które władają pogodą.
Kwestia tylko po, której stronie stoi, bo w końcu było by ironią gdyby za parę dni mierzyli się z tym gościem.
Dlatego postanowił kontynuować rozmowę z Ant-manem, ale nie tracił czujności.

- Słuchaj co do Wandy to może trzeba z nią pogadać. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i może ona teraz potrzebuje naszego wsparcia. A w ogóle to o czym mówiła ci Jess? Wiem, że to nie odpowiednie miejsce, ale może znajdziemy jakieś rozwiązanie i będziemy potrafili pomóc. - zapytał przez chwilę zamykając oczy, że by spojrzeć na okolicę oczami Winga, ale nic się nie działo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Sob Cze 11, 2016 8:10 pm

Słysząc uwagę młodej czarnowłosej dziewczyny, w duchu lekko był rozbawiony. Aż tak ciężko im znieść tą temperaturę? Na pustyni w takim razie by nie wytrzymały. Zapewne nie. Upił łyka i dojadł ciasto, myśląc przy tym Chyba zamówię kolejne... Choć sam nie wiem.. Czasami żałował ze nie miał nadludzkiego metabolizmu. No niestety. Słysząc wypowiedzi dwóch dziewczyn rzekł niemalże od razu
- Oh tak, możliwe. Choć, wnioskując po pani akcencie jest pani z Rosji lub z innego wschodniego kraju, a raczej tam nigdy nie jest aż tak ciepło. Choć, jest to kwestia indywidualna. - Tak, cały czas jego ton był bardziej sztywny od dębu, i wytworny jak na królewskich salonach. No cóż, mimo wszystko na salonach dorastał i spędził większość życia prawie do końca XIX wieku. Przywołał do ręki kamień, uważając by nikt nie zauważył, i po chwili namysłu ociosał go tak że stał się dokładnie idealną niemalże kulą. Lubił manipulować ziemią, choć jego moce były raczej nierozwinięte. Problem w tym, że nie miał kto go nauczyć za bardzo. No trudno - Choć dobrze że pani ufa swym zdolnościom... Choć radzę nie ufać z zbyt dużą przesadą.
Obrócił jeszcze parę razy w dłoni kamień, po czym go upuścił. Pił dalej swoją kawę, od czasu do czasu się rozglądając, i raz też poprawił swą opaskę na lewym oczodole. Poza mężczyzną w specyficznym stroju dalej nie było niczego co by go interesowało, toteż po chwili zwracał jedynie szczątkową uwagę na to co się dzieje dookoła.
Powrót do góry Go down
Jolt

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sob Cze 11, 2016 10:25 pm

Starała się skupić na rozmowie, którą prowadziła z kobieta i mężczyzną o dość specyficznym akcencie. Często się łapała na tym, że słucha rozmów, których nie powinna. Ale pewnie ludzie też często łapią się na tym, że patrzą się na coś, na co nie powinni. Źle się z tym jednak czuła, jakby naruszała czyjąś prywatność.
Drgnęła, kiedy coś spadło na ziemię. Chyba kamień. Ktoś czymś rzucał? No z nieba raczej nie spadł. Oczekiwała kolejnego uderzenia, ale nie miało ono miejsca. Może kot strącił coś z czyjegoś balkonu i tyle...
Przewróciła stronę, tylko po to, by odkryć, że dotarła do końca notatek. Zamknęła więc zeszyt i schowała go do torby. Całą swoją uwagę poświęciła lodom. Nic nie odpowiedziała, bo nie za bardzo wiedziała co, poza tym słowa nie były skierowane do niej. Z nudów zaczęła wybijać palcami jakiś rytm o stół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 12, 2016 1:29 pm

Cóż, mężczyzna miał rację w tym, że w jej stronach nie było aż tak ciepło. Przywykła do mrozów, naprawdę chłodnych zim i rześkiego powietrza niosącego niskie temperatury. Nie mniej, pamiętała wyprawę do Afganistanu. Tam było jeszcze gorzej. Przez pierwsze dwa-trzy dni, niemal myślała że zdechnie z gorąca. Ale skoro dała tam radę, i tu sobie poradzi. Czemu miałaby nie?
-Strzał w dziesiątkę. W moich stronach rzadko było ciepło. Jednakże wystarczy kilka dni i się przyzwyczaję. Warto znać swoje możliwości. - Stwierdziła ostrożnie, upijając łyk mrożonej kawy. Także przez myśl jej przeszło,że mężczyzna może być mutantem ze zdolnościami kontrolowania pogody. Nie trzeba przecież biegać w kolorowych rajtuzach żeby znacząco wpływac na swoje środowisko. Ktoś ze zdolnościami kontrolowania pogody byłby...niepokojącym przeciwnikiem z którym walkę chętnie zostawiłaby Avengersom albo S.H.I.E.L.D. Nie była samobójcą by próbować się mierzyć z herosami od takich rzeczy.
Powrót do góry Go down
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Pon Cze 13, 2016 7:01 am

Scott z namysłem zamieszał kawę łyżeczką. Pod stołem mrówki zdążyły zrobić już niewielką ucztę, obłażąc cukier. Wiele osób obrzydzał taki widok, ale nie było w tym ani grama rozsądku. Dopóki mrówki nie wchodziły na ciebie, twoje śniadanie i do twojego domu, chyba można było dać im żyć, prawda?
(Oczywiście Scott odkrył tę głębię myśli dopiero po fakcie, jak zaczął z nimi pracować.)
Uśmiechnął się szczerze do Sama. Właśnie o tym mówił (między innymi), gdy myślał o cechach Falcona, jakie mu imponują. Trzeba było przyznać, że w tej szczerej męskiej przyjaźni było coś, co przynosiło wytchnienie. Nie trzeba było myśleć o zawoalowanych czy ukrytych motywach. Kawa na ławę i do tego oferta wsparcia. Scott wiedział, że nie jest pusta i to było najważniejsze.
- Zapamiętam i dziękuję. Po prostu byłem zbyt rozkojarzony i zaskoczony. Niecodziennie teleportuje mnie na ziemię. – Zażartował.
Nie był tak przenikliwy jak Sam, więc najpewniej uznał, że przy stoliku obok ma kolejnego zwolennika teorii gazów cieplarnianych i ziemskiego ocieplenia. Zresztą takie tematy były teraz w modzie, więc tym bardziej wolał zająć się kawą. Bo jeśli jednak coś było na rzeczy, to kto wie, czy zaraz jej nie straci. Trzeba się było spieszyć.
Uniósł filiżankę do ust i upił łyk.
- Też tak sądziłem. Nawet trochę jej to zasugerowałem. Ale nie każdy lubi mówić o swoich problemach i obawach. Zwłaszcza… No cóż. Obcym. Wanda ma swój prywatny świat, do którego dopuszcza tylko najbliższych – zauważył. Z drugiej strony może nie znał prawdy. Kojarzył ją, ale żyli w dwóch różnych światach i chyba nawet miałby problem w zrozumieniu jej.
Połowa jej problemów na pewno była związanych z jej mocą, jej potęgą i w pewnym sensie magią, od której zdolności Wandy nie odbiegały jakoś szczególnie. Podczas gdy ją jak ciężka burzowa chmura otaczał świat psychiczny, Ant-Man był zakotwiczony w fizycznej rzeczywistości bardzo mocno i nie do końca rozumiał wszystkie te magiczno-kosmiczne rzeczy, które przytrafiały się innym.
Zawahał się. Zerknął na stolik obok i odetchnął. Zniżył głos.
- O tym, że Young Avengers chcą się odłączyć i działać na własną rękę. Może to też trapi Wandę – odparł. Jego samego to niepokoiło.
Myślał o tym poprzedniego dnia zamiast odsypiać stracony w próżni tydzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Ogródek   Czw Cze 16, 2016 6:31 pm

Sam'a nie dziwiło to, że Wanda ma problem swój wewnętrzny.
W końcu pewnie sam też by go miał posiadając taką moc, jak ona a na dodatek ta presja.
Z resztą Wilson też dostał swoją moc nie prosząc się o nią, ale jakoś udało mu się pogodzić z tym.

Wracając do tematu nadal niepokoiła go rozmowa przy innych stolikach i postanowił się podzielić nią ze Scottem, ale ten wyskoczył z tą grupą młodych mścicieli.

- Wiesz Scott, ja nic nie wiedziałem o młodych ale dzięki że mi to mówisz. Na pewno nikomu nie powiem, że mi to powiedziałeś, ale słuchaj moim zdaniem wypadało by coś z tym zrobić -po czym postanowił ściszyć głos żeby usłyszał go tylko jego przyjaciel - Widzisz tego gościa przy stoliku. Strasznie dziwnie się zachowuje i te jego teksty o pogodzie. Słyszałem kiedyś o kolesiach, którzy potrafią władać pogodą ale może być to tylko mrzonka. No, ale nigdy nie można mieć pewności. Musimy uważać. - powiedział po czym znowu skierował swe myśli do Red Winga.

- Red obserwuj dodatkowo tego kolesia przy stoliku koło nas. Gdybyś zauważył coś podejrzanego to daj znać -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Czw Cze 16, 2016 6:39 pm

Słuchał przez chwilę blondynki i czarnowłosej, na co jedynie poprawił swój krawat. Może i umiały, ale taka temperatura to jakby nie patrzeć, jeszcze nic. Bywał czasami na przykład w Afryce, był nawet w miejscu gdzie jego przodek zyskał moc, toteż o cieple on mógł się wypowiadać znacznie lepiej niż owa, jak przewidywał, Rosjanka. Inaczej nie można powiedzieć o zimnie. Mimo wszystko, nieco po świecie podróżował, choć w jego przypadku, raczej chodziło o biznes. Na chwilę wstał, i ruszył praktycznie bezgłośnym krokiem co patrząc po jego sylwetce, pewnym osiągnięciem nie było bo Will chuchrem nie był. Choć pod ubraniami aż tak mięśni widać nie było. Gdy wrócił, to wrócił z herbatą i znowu zasiadł na swoim siedzisku. Upiwszy łyka herbaty odstawił naczynie. Za jakiś czas będzie wypadało pójść... I tak trochę się zasiedziałem - Zarzekł w myślach mężczyzna, który po chwili przeszedł w pozycje tak elegancką niczym na dworach królewskich. Od czasu do czasu upijał herbatę, nie zwracając na nic szczególnie uwagi. Bo nic go najzwyczajniej w świecie nie interesowało, w sumie mało co go zazwyczaj interesowało, taka prawda. Stwierdziwszy że ziemia średnio mu odpowiada pod stopami - Wyrównał ją, ale zważając na to jak nieznacznie to było, potencjalny obserwator szanse zauważenia tego miał nikłe. Upił kolejnego łyka herbaty po czym zamknął oko poddając się stanowi zawieszenia. Raczej zawieszenia, bo choć sprawiało to wrażenie zamyślenia, umysł miał raczej czysty
Powrót do góry Go down
Jolt

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Pią Cze 17, 2016 11:32 am

Częściowo skupiona na otoczeniu, a częściowo na swoich myślach, przy czym bardziej na tym drugim, Lee 'patrzyła się' gdzieś w przestrzeń i zajadała lody. Cóż tak zaprzątało jej myśli? Raczej przyziemne sprawy. Uczelnia, pieniądze...
W pewnym momencie łyżka zabrzęczała o dno szklanego pucharka. Lee chwilę wodziła nią po dnie, żeby upewnić się, że lody na pewno się skończyły, ale niestety tak właśnie było. Chwilę zastanawiała się, czy nie zamówić kolejnej porcji, ale doszła do wniosku, że jedna wystarczy. Poza tym czas się zbierać. Tommy na nią czeka, trzeba go nakarmić.
-Miłego dnia wszystkim. -pożegnała się z uśmiechem, zakładając plecak. Odniosła pucharek do lady i opuściła kawiarnię.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 19, 2016 1:17 pm

Zamyśliła się na moment, patrząc w pustą przestrzeń. Myślała o wszystkim i o niczym, błądząc gdzieś między wspomnieniami z pracy dla różnych osób prywatnych, a zleceniami od Hydry. Przez chwilę nawet zastanawiała się po której właściwie jest stronie. Upiła ostatni łyk kawy mrożonej, zanim podniosła się z miejsca. Na nią była już pora, nie miała za bardzo z kim rozmawiać, a w planach przecież było zwiedzanie miasta zanim zdecyduje się dla kogoś pracować. Musiała ogarnąć jeszcze kilka miejsc, zaznaczonych czarnymi okręgami na mapie, którą wzięła ze stolika. Głównie były to niewielkie zaułki, takie w których często dochodziło do różnego rodzaju przewinień. Czy chciała im zapobiec? Nie wiedziała. Nie miała pojęcia czy będzie bohaterem bez peleryny czy kolejnym podrzędnym przestępcą. Wszystko zależało od zlecenia jakie dostanie i ile będzie mogła mieć za nie pieniędzy.
-Miło się rozmawiało.- Rzuciła spokojnym, dosyć przyjemnym dla ucha tonem zanim ruszyła w swoją stronę, zakładając okulary przeciwsłoneczne i studiując mapę.

/ZT
Powrót do góry Go down
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Wto Cze 21, 2016 10:09 pm

Upił kawę w zamyśleniu. Słodycz mieszała się z gorzkim posmakiem mocnych, palonych brazylijskich ziaren. Nie, żeby był znawcą. Nie miał na to pieniędzy, jego portfel świecił pustkami, a tydzień wycięty z życia raczej nie pomógł w jego zapełnieniu. A szkoda. Ciekawe czy istniał międzygalaktyczny sąd, w którym można było pozwać ogniste feniksy za szkody na rzecz życia. Czy coś. Odszkodowanie byłoby miłą odmianą.
Ale, naturalnie, raczej na to nie liczył. Mimo to zawsze można było marzyć.
- Moim też. Ale mamy chyba zbyt mało danych. Ja i ty. Dopiero co wmieszaliśmy się w tę sprawę, ja na dodatek przez ostatni tydzień, może więcej, byłem wyrzucony poza czas… Trzeba to przemyśleć. Na spokojnie. Nie skreślałbym ich od razu. – Zerknął na Sama w namysłem.
Wprawdzie nie był takim tęgim umysłem jak niektórzy, ale kierował się intuicją i sercem. Sam miał córkę i w życiu nie pomyślałby o ignorowaniu jej zdania czy opinii. Była ona dla niego ważna niezależnie od jej wieku. Dlatego tak samo myślał o młodych mścicielach.
Z pewnego rodzaju ulgą przyjął zmianę tematu. Rozważania do nikąd go nie zaprowadzą. Nie był tym typem osoby. Pochylił się w stronę Sama, słuchając uważnie jego słow. Skinął powoli głową, analizując je w myślach. Zerknął kątem oka na wskazanego mężczyznę. Nie był mistrzem dyskrecji, a i poza nim i dwoma kobietami przy stolikach nie było innych osób… Mimo to w miarę niedostrzegalnie zlustrował go wzrokiem.
- Interesujący typ. Specyficzny, ale to Nowy Jork – westchnął. – Teraz prawie każdy biega tu ze zdolnością przebijania się przez ściany. Na swój sposób to przerażające. – Uśmiechnął się.
Potem pomyślał, że to naprawdę słaby żart, ale cóż – nie mijał się z prawdą.
Kobiety wstały i oddaliły się, utrudniając jeszcze bardziej dyskretną obserwację dziwnego jegomościa. Ant-Man zerknął na niego jeszcze raz czy dwa, dopijając kawę. Potem podrapał się po policzku i równie cicho odparł Samowi.
- Okej. W pewnym sensie wygląda na koszmarnego lalusia.
Mistrz obserwacji Scott Lang znowu w akcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Ogródek   Czw Cze 23, 2016 3:29 pm

Scott, był bardzo "dyskretny" w swoich obserwacjach a nawet wywołało to w Sam'ie lekki uśmiech na twarzy.
Eh... ten Lang.

- Posłuchaj tak myślałem, czy by przypadkiem nie udać się albo do reszty Avengersów bo w końcu oboje dawno się nie widzieliśmy, ale skoro mamy obserwować dalej tego faceta to może zostańmy tu jeszcze trochę. Co ty na to? A może masz jakieś inne propozycje? - powiedział Wilson po czym po raz kolejny przyniósł się myślami do Winga, ale nie zobaczył nic podejrzanego.

Co jakiś czas jeszcze rzucał okiem na nieznajomego, ale ten wydawał się odziwo bardzo spokojny a na dodatek wyszły obie panie, z którymi próbował nawiązać konwersacje.

Nagle Sam dostał sygnał od Red Winga o tym, że ten koleś nieznacznie reguluje sobie poziom ziemi i dla normalnego człowieka było by to nie zauważalne, ale nie po to mówi się, że te ptaki mają sokoli wzrok.

- Scott, ten facet wyrównuje sobie ziemię pod sobą swoimi mocami. Wing to zobaczył. - powiedział po raz kolejny szeptem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Czw Cze 23, 2016 7:11 pm

Komunikatory obu Avengers odezwały się niespodziewanie - przemawiając głosem Jarvisa, AI Starka... I przynosząc bardzo, ale to bardzo złe wieści:
-Alarm. Na terenie ambasady Latverii w Nowym Jorku pod okiem Victora von Dooma przestępczyni znana jako Enchantress zaatakowała jako pierwsza i zabiła podpułkownika Jamesa Rhodesa, pseudonim: War Machine. W bazie danych znajduje się jej zdjęcie oraz dwa dostępne nagrania z kamer, a także opis jej znanych zdolności. Enchantress posługuje się telekinezą i zdaje się być wytrzymalsza od przeciętnego człowieka.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Czw Cze 23, 2016 7:22 pm

Nie zrobiło mu to większej różnicy jak jakaś Rosjanka i czarnowłosa dziewczyna, sobie poszły. Chwilę jeszcze posiedział, i od razu wstał zważając na to że nie miał co robić. Spojrzał uważnie na Sama, wzdychając nieco i ruszył w stronę wyjścia szlachetnym krokiem. Co jak co, ale Brytyjczykowi już się lekko nudziło i wolał wrócić do pracy. I być może, zrobić cokolwiek innego, choć zluzowanie w jego przypadku było czymś w zasadzie niemal niemożliwym. Gdy wszedł do właściwego budynku rzekł chłodne, beznamiętne "Do widzenia" i wyszedł z kawiarni, ażeby skierować się w stronę własnego domu... Trochę mu nie chciało się iść ten kawał drogi zważając na fakt jak miasto było głośne i zanieczyszczone, ale spacer chyba jeszcze nikomu nie zaszkodził.
z/t
// Chyba że chcecie go zatrzymywać... W co wątpie patrząc na śmierć Rhodesa
Powrót do góry Go down
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Czw Cze 23, 2016 9:54 pm

Scott podrapał się po policzku, odczuwając tworzący się na nim powoli jednodniowy zarost.
- Wiesz, nie mam nic przeciwko. Mają tu bardzo dobrą kawę – zauważył i pozwolił sobie na uśmiech. Jasne, misja misją, a śledzenie to poważna sprawa, ale nie można wszystkiego robić śmiertelnie poważnie.
Od tego się umiera. Na pewno. A jak nie, to zostaje się zgryźliwym jednookim Nickiem Furym. Nikt nie chciał być zgryźliwym jednookim Nickiem Furym. Scott był o tym przekonany.
(Co prowadziło to głębszych rozważań, czy ewentualny uśmiech na twarzy Fury’ego wywołuje u niego zakwasy następnego dnia.)
Uniósł brwi w zaskoczeniu na kolejne informacje od Sama. Cóż. Ludzie z nadzwyczajnymi mocami się zdarzali, ale obecnie ich natężenie w tej kawiarni wynosiło trzech na kilometr kwadratowy (o ile liczyć ich gadżety), a to już coś. Zerknął na Falcona, a potem dyskretnie na stolik, przy którym siedział nieznajomy. Zastanawiał się, co zrobić z tą informacją i jak ją przetrawić. Wiedział, że powinien coś odpowiedzieć. Już otwierał usta, gdy nagle w słuchawkach rozbrzmiał znajomy, mechaniczny głos. Scott otworzył i zamknął usta, co na moment upodobniło go do karpia wyrzuconego na brzeg.
Po chwili poczuł się dokładnie jak taki karp.
Informacja, jaka została im przekazana sprawiła, że Scott poczuł się dziwnie. Chłodny dreszcz rozrósł się pajęczyną po jego plecach. Przeniknął go aż po nasady kości, podczas gdy żołądek skręcił się nieprzyjemnie. Scott wiedział już, że kawa będzie jego jedynym posiłkiem tego ranka. Nic innego nie przeszłoby mu przez gardło, w którym narastała coraz większa gula.
Zwrócił pobladłą twarz w stronę Sama, zapominając o dziwnym jegomościu, który i tak zebrał się do wyjścia.
- To jakiś żart? – spytał retorycznie, ale jakby z nadzieją, że ktoś jednak wyskoczy z tej palmy doniczkowej i oznajmi „prima aprilis”.
Choć, cholera, nie był dzisiaj pierwszy kwietnia.
- To pewne, że nie żyje? Cholera… - Wstał gwałtownie i uderzył otwartymi rękami w blat stołu. – Sam, musimy coś zrobić i to szybko!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogródek   

Powrót do góry Go down
 
Ogródek
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej
» Rosarium (ogród różany)
» Ogródek pani Foster

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Kawiarnia "Milseogra"-
Skocz do: