Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogródek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Vanillie Magpie

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 29/10/2012

PisanieTemat: Ogródek   Sob Lis 03, 2012 9:20 am

First topic message reminder :

W zasadzie to nie ogródek, a trzy stoliczki z krzesełkami przed cukiernią. Przy drzwiach są wystawione małe drzewka a z okien zwisają kwiaty. Muzyka ze środka jest słyszana i tutaj dzięki małym głośniczkom schowanym za doniczkami przy wejściu.
Przyjemnie jest tutaj usiąść z kawą i porcją ciasta, lub deserem lodowym w upalny, letni dzień.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sob Kwi 14, 2018 8:44 am

Panika.
Tym jednym słowem, mógłbym streścić całość działań w umyśle Eugene'a. Gdy zorientował się, że osobnik który na niego wpadł, jest martwy, zamarł w bezruchu. Umrzeć? Od takich ran?
Maszyny zabijały inną technologią. Co to oznacza? Poza faktem, że przy Eugene'ie umiera dużo osób, to trzeba było się przygotować na własną śmierć. Przerzedziło się, co oznacza, że Eugene wkrótce zostanie celem.
No i doszły wstrząsy. Trzęsienie ziemi w takiej chwili? Tego było potrzeba naszej pięknej okolicy. No dobra, nie takiej pięknej...
Tak czy siak, Eugene zdecydował, że się skryje. Jakkolwiek spanikowany by nie był, kamuflowanie się to było pierwsze, co zawsze robił. Więc nawet spanikowany, jakoś udało mu się ponownie zmienić w szklanego ludzika. Przykucnął i nerwowo obserwował, co się dzieje. Jego dłonie drżały ze strachu i przerażenia. Czy to nie jest to samo? Nieważne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Pon Kwi 16, 2018 6:04 am

Jakim głupcem był, jak bardzo wielki głupcem był myśląc, że jego atak coś zmieni? Karcił się w myślach, widząc jak maszyny wzbijają się w powietrze. Użycie mocy nie było zbyt mądre, a wynikające z tego konsekwencje były wręcz przerażające. Teraz najpewniej by umarł, umarłby na pewno. Zaczynał lekko panikować. Ale przecież nie mógł umrzeć w tak głupi sposób. Musiał coś zrobić. Zawsze musiał coś zrobić i komuś pomóc. Jednak teraz.... O jasna cholera! Maszyna wyciągnęła swoją łapę wprost w jego stronę, a jej wnętrze zaświeciło się czerwonym blaskiem. Biegnij! Wewnętrzny pierwotny instynkt zadziałał i Artur nie zważając na nic w ułamku sekundy obrócił się i ruszył przed siebie. Instynkt przejął nad nim całkowitą władze. Na złamanie karku pędził ku wejściu do kawiarni przeskakując w międzyczasie nad leżącymi zwłokami. Nie widział ich, nie widział żadnego trupa, a jedynie przeszkody, które musiał ominąć i uciec, aby przeżyć. Biegnij chłopaku, biegnij! Głos w myślach nadal kazał mu uciekać. Nie panując nad sobą próbował wpaść na drzwi do środka i ukryć się w - jak mu się wydawało - bezpiecznym wnętrzu.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Wto Kwi 17, 2018 8:19 pm

Tuż po tym, jak Artur ruszył z miejsca, z wnętrza dłoni robota wystrzelił morderczy strumień energii - który bez problemu roztrzaskał na kawałki przewrócony stolik, a następnie zarył dość głęboko - i nisko - w ścianę kawiarni, co prawda nie przebijając się przez nią na wylot, lecz zostawiając w niej całkiem sporą dziurę. Chłopak uciekał, a ramię maszyny przesuwało się za nim, na szczęście trochę za wolno, aby go dogonić... Lecz nieprzerwany promień tak czy siak utworzył na murze długi wzorek, przy okazji roztrzaskując również okna budynku.
Szkło posypało się gęsto do środka, lecz nie to było najgorsze - bo zarówno w przypadku okien, jak i drzwi strumień energii pomknął dalej, wpadł do pomieszczenia i wreszcie uderzył w przeciwległą ścianę, której odłamki rozprysły się we wszystkie strony... Wywołując z wnętrza sali kilka krótkich okrzyków, mniej lub bardziej przytłumionych, ale zdecydowanie przerażonych i spanikowanych.
Problem Penduluma polegał z kolei na tym, że po wpadnięciu do środka chłopak nie pomyślał o tym, aby ukryć się gdzieś z boku, gdzie ochroniłaby go ściana. W związku z tym promień robota zdążył o niego zahaczyć - i tak naprawdę Artura uratowało tylko to, pod jakim kątem padł atak. Unosząca się maszyna tym bardziej musiała strzelać z góry, a on sam się oddalał... Więc energia przejechała z tyłu po lewym udzie mutanta.
Miało to jeden plus: siła uderzenia odepchnęła go do przodu, przez co robot już go dłużej nie widział, chłopak zaś wylądował w pobliżu lady - ustawionej bokiem do wejścia. W pewnym sensie mogło mu to nawet uratować życie. Minusy? Przez przepalony materiał spodni widać było oparzenia, prawdopodobnie trzeciego stopnia, jeżeli sądzić po objawach. Ślad był podłużny, poziomy, wysoki na jakieś piętnaście centymetrów... Bolał i to bardzo, ale w porównaniu z tym, co spotykało innych - Pendulum i tak miał szczęście.
We wnętrzu kawiarni kryło się kilka osób - zarówno z obsługi, jak i klientów - którzy jednak trzymali się tak daleko od frontu budynku, jak tylko było to możliwe. Pracownicy przenieśli się do części przeznaczonej dla personelu, pozostali zaś kulili się za przewróconymi na boki stolikami pod najbardziej odległą ścianą oraz za krótszą ścianką lady - innymi słowy każdy starał się znaleźć w takim miejscu, by być niewidocznym z ulicy. Jak do tej pory najwyraźniej taka strategia działała, bo przynajmniej wszystkie te osoby żyły - w przeciwieństwie do rosnącej liczby ofiar na zewnątrz. Nikt się już więcej nie odzywał, być może w obawie, że dźwięk zainteresuje roboty - ba, większość nawet nie próbowała wyglądać ze swoich kryjówek. Osoby te zdradzane były przede wszystkim przez wystające tu i ówdzie kawałki materiału, torebki, buty... Oraz przez ciężkie oddechy.
Tymczasem na zewnątrz promień nie zatrzymał się od razu po minięciu Artura - tylko przesuwał się jeszcze przez parę sekund, nim zaniknął. To wystarczyło jednak, aby dotarł do szklanej ściany Eugene'a, która dzięki wzmocnieniu wytrzymała krótką chwilę - rozgrzewając się i odbijając strumień energii w taki sposób, że przejechał on między innymi po jednym z robotów oraz po dwóch samochodach, u tego pierwszego powodując niewielkie obrażenia i na chwilę wytrącając go z równowagi, auta zaś mocno wgniatając i odpychając. Zaraz potem jednak szklana bariera pękła i roztrzaskała się, obsypując kryjącego się za nią Eugene'a deszczem odłamków.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Pon Kwi 30, 2018 7:43 am

Laser chciał dopaść kolejne ofiary, a raczej jedną ofiarę. Eugene z przerażeniem patrzył na to, czuł, jak drżą mu ręce.
Jednakże, osobnik uciekający zdążył się skryć... Ale promień pędził dalej. Gdy dotknął ściany mutanta, ten zobaczył, jak promień się odbija...
Nie rozszczepia i przechodzi na drugą stronę. Odbija.
To było coś, co mógł wykorzystać...
I tyle by było przemyśleń Mercera, gdy musiał osłonić się przez deszczem odłamków. Nie poraniły go, odbijając się od jego szklanej powłoki. Chłopak jednak rozejrzał się nerwowo...
~Uspokój się. Masz te moce nie bez powodu~Pomyślała resztka racjonalnie myślącej części umysłu Eugene'a. Coś mu w głowie kołopotało o kącie padania i kącie odbicia... Są one równe.
Więc gdyby tak... Eugene drżącymi rękami zaczął tworzyć kolejne ściany ze szkła. Tym razem jednak, były one nastawione na odbijanie promieni, niż na ochronę. Były one grube i wydawały się mniej przeźroczyste. Miały one proste zadanie...
Wziął głęboki wdech. Teraz, najważniejsze. Musiałby zdjąć powłokę i zwrócić na siebie uwagę robota... I zacząć biec i odbijać. Ściana ze szkła, nawet gdyby ją wzmacniał cały czas, raczej by nie wytrzymała. Przykucnął jeszcze, chcąc zobaczyć rozwój sytuacji, nim podejmie ten krok.
Nie żeby się bał... Nie czuł się bohaterem. Na pewno nie w tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Maj 06, 2018 7:59 pm

Choć te nowe szklane bariery przy Eugene'ie były mniej przezroczyste od poprzedniej, dopiero co zniszczonej przez strumień energii, to nie zwróciły na siebie tak naprawdę uwagi żadnego z robotów. Maszyny nie wydawały się być w ogóle zainteresowane budynkami, samochodami czy innymi obiektami występującymi na ulicy i uszkadzały je jedynie przypadkowo, gdy trafiały w nie przy okazji - celując do uciekających ludzi... Albo wtedy, gdy w jakiś sposób stawały im one na drodze. Przy nastolatku zaś nikt się teraz nie kręcił, więc nie ściągał ataków w tę stronę.
Część robotów w dalszym ciągu pozostawała stacjonarna i ze swoich miejsc strzelała promieniami do cywili. Inne jednak zmieniły trochę strategię i przemieszczały się po jezdni - stawiając powolne, lecz siłą rzeczy długie kroki. Maszyny większość manewrów zdawały się przeprowadzać bez pospiechu, ale z czego to wynikało? W tym momencie jeszcze ciężko byłoby to ocenić, choć pewnie można by typować parę różnych powodów. Z drugiej strony być może po prostu nie musiały być szybkie - przy swoich rozmiarach, wadze i sile.
Jeżeli Eugene chciał wypróbować swój pomysł, to musiał zacząć działać, bo samo czekanie na odmianę losu nie przynosiło póki co efektów... Albo raczej przynosiło, tyle że negatywne, bo kolejne osoby wciąż były trafiane i padały na ulicę. Pełne paniki i przerażenia krzyki tworzyły wręcz przytłaczającą kakofonię dźwięków, ponad nimi zaś niósł się jeszcze odgłos syreny - może policyjnej, ale niekoniecznie. Ten ostatni dochodził z daleka, a przy tak gęstej siatce dróg nie było nawet żadnej pewności, że pojazd przybędzie właśnie tutaj. Równie dobrze mógł spieszyć na pomoc w innym miejscu.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sob Maj 12, 2018 10:12 pm

Eugene miał... Wahanie. I to potężne, bo nie wiedział co zrobić.
Chociaż ująć należałoby to inaczej. Wiedział co zrobić- nie miał odwagi, by to zrobić. Paraliżowało go na myśl o tym.
Ale musiał coś zrobić. Musiał ściągnąć je na siebie. Nieważne jak, musiał to zrobić... A była tylko jedna opcja, by mu się udało.
Dłoń mu zamarła. Ale w końcu... W końcu mógł pomóc ludziom, prawda? Miał z pewnością większe szanse by przetrwać, niż reszta...
Ale wciąż się bał. Bał się śmierci. Nie chciał umierać, a to proszenie się o śmierć by było... Ale jednak, należałoby to zrobić. Pomimo, że cały drżał że kolana się pod nim uginały...
Szkło zawirowało do jego dłoni, by stworzyć po chwili jakiś rodzaj matowej tarczy. Eugene niechętnie, całemu drżąc, zdjął z siebie szklaną powłokę.
-H-h-hej!-Zawołał. W połowie mu się załamał głos, a kolana drżały. Zęby też uderzały o siebie wściekle. Jego dłoń cała drżąc, uniosła się i wystrzeliła szklany szpikulec w jednego z robotów.
A potem zaczął biec. Nie czekał aż w niego wycelują, biegł między powłokami, obserwując swoich przeciwników. Starał się nie myśleć, że może zginąć.
~Lewa, prawa. Lewa, prawa~Powtarzał jak mantrę. Biegając wokół ogródka, chciał zwrócić na siebie uwagę robotów, cały czas tworząc nowe lustra do odbicia ich laserów, gdyby któreś uległy destrukcji.
I bał się jak sam nie wiedział co. Ale nie myślał o tym. Odsuwał te myśli, skupiając się na czymś tak prozaicznym jak bieg i tworzenie lusterek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Maj 13, 2018 7:24 pm

Samo zawołanie Eugene'a nie dało dosłownie żadnego efektu - ba, prawdę mówiąc nawet nie przebiło się ponad całą resztę hałasu w najbliższej okolicy, tylko po prostu się z nim zlało. Roboty tak czy siak zdawały się ignorować tego rodzaju bodźce; nie robiło im różnicy to, czy atakowały kogoś wrzeszczącego, czy może jednak milczącego, a przynajmniej na to wskazywały ich dotychczasowe poczynania.
Chociaż więc krzyk był nieudany, to wystrzelenie szklanego pocisku dało już jakiś efekt. Trafiona maszyna na moment się zawahała, jak gdyby analizowała sytuację; zajęło jej to kilka krótkich sekund, podczas których obróciła głowę, najpewniej szukając źródła tego czegoś, co właśnie się na niej rozbiło. Tyle że... Nie znalazła go. W końcu Eugene nie był w żaden sposób połączony ze swoim atakiem, więc robot nie miał podstaw, aby go z nim połączyć. Przekonawszy się o tym, maszyna ponownie wycelowała dłonią ku najbliższemu skupisku ludności - a dokładniej ku gromadce nastolatków, którzy przyciskali się do rogu jednego z ogródków, najwyraźniej licząc na to, że nie zostaną tam zauważeni - i wystrzeliła.
Promień uderzył w sam środek zbiorowiska, trafiając bezpośrednio w klatki piersiowe dwóch trzymających się wzajemnie dziewcząt, które nie miały szans tego przeżyć. Ich krzyki natychmiast ucichły, lecz ich kolegów i koleżanek - nie, wręcz przeciwnie. Jedna nastolatka została trafiona w rękę i bok, co przepaliło w tych miejscach jej ubranie, ukazując rozległe obrażenia; piszczała i płakała z bólu, ale nawet nie próbowała uciekać. Jej rówieśniczka i dwóch rówieśników mieli trochę więcej szczęścia. Chłopcy w końcu ruszyli z miejsca, starając się szybko przekroczyć płotek za swoimi plecami, ostatnie dziewczę zaś - które w momencie wystrzału uratowało tylko to, że promień przyjęły na siebie ciała jej koleżanek - szlochając próbowało wydostać się spod zwłok, aby nie oberwać kolejnym promieniem... Ten zaś już rozpalał się w dłoni robota.
Wyglądało na to, że nieruchome, cisnące się w grupie cele były lepsze od ruchomego i pojedynczego... Przynajmniej jak długo tych pierwszych wcale nie brakowało. Owszem, na ulicy zrobiło się już trochę luźniej, gdyż część osób zdecydowała się schować w budynkach, podczas gdy inne przelały się na sąsiednie drogi, ale do opustoszenia wciąż była daleka droga.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sob Maj 19, 2018 1:35 pm

Plan był dobry, nieprawdaż? Niestety, wykonanie już gorsze.
~I ty chcesz być bohaterem... Nawet innych nie umiesz ochronić~Pomyślał Eugene. Konkretniej, ta część, która namawiała go do ucieczki. By znowu uciekł. By znowu się bał.
Ale sam Eugene... Funkcjonował inaczej. Gdzieś zanikł strach, gdzieś znikła obawa. Nie było sensu uciekać, skoro ściągnął tylko kłopoty pewnej grupce... Nie ochronił ich.
A jednak, ktoś przeżył. Laser nie zabił wszystkich, a przyjaciele się rozpierzchli.
Jak zawsze. W chwilach zagrożenia, najlepiej liczyć na siebie... Ale co, gdy zbyt polegasz na kimś?
Mercer dostał swoją szansę... Zdecydował się zatem ją wykorzystać. Nie dał rady ocalić całej trójki, postara się więc ocalić ostatnią z nich.
Wyciągnął dłonie przed siebie, zatrzymując się. Przed dziewczyną zaczęło się formować szkło, kreując się na ścianę. Wycelowana w przeciwnika, miał nadzieję ją odbić w robota.
Kąt padania równa się kątowi odbicia. Zatem jeśli ściana będzie idealnie prostopadła... Laser powinien się odbić w robota. I na to liczył Eugene, tworząc ścianę. Szkło nie wytrzymałoby takiej temperatury zbyt długo, musiał zatem wyeliminować źródło. Czyli robota. A jedyną bronią zdolną go zranić, był jego laser.
A szkło jak najbardziej zbliżone do lustra, jest w stanie go odbić do właściciela.
-Niech to zadziała. Proszę-Powiedział cicho, patrząc na stworzoną ścianę. Laser lada chwila wypali...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sro Maj 23, 2018 11:44 pm

Plan Eugene'a naprawdę mógł zadziałać. Chłopak miał rację odnośnie kąta odbicia, a jego ściana powstała na czas, aby stanąć na drodze ataku robota... Więc pod tym względem nastolatek nie mógł sobie niczego zarzucić. Jego główny problem polegał jednak na tym, że poczynił pewne błędne założenie - tylko jedno, ale to wystarczyło, aby pokrzyżować mu szyki, gdyż to właśnie na nim opierało się wszystko inne.
Otóż emitowana przez roboty energia nie opierała się wyłącznie na wysokiej temperaturze i świetle - ale również na odrzucie, czyli najwidoczniej nie była zwykłym laserem. Tak naprawdę Eugene mógł się już tego domyślać po sposobie, w jaki przed chwilą pękła jego poprzednia osłona, ale najwyraźniej nie wziął tego pod uwagę... Co mimo wszystko w takiej sytuacji nie było niczym dziwnym. W końcu dopiero się uczył.
Grunt jednak, że promień trafił w barierę i rzeczywiście się od niej odbił, po czym uderzył w samą maszynę - wytwarzając na jej torsie ponad okienkiem wgłębienie i lekko ją odpychając, lecz poza tym nie wyrządzając jej poważniejszej krzywdy. Wystarczył za to, aby wytworzona szybko, a przez to dość cienka ściana pękła na wysokości ataku, wypychając liczne i nierzadko ostre odłamki szkła w przeciwnym do robota kierunku. Część z nich zatrzymała się na martwych nastolatkach, ale kryjąca się za nimi dziewczyna również oberwała, głównie po ramionach, którymi się osłaniała - co przyjęła z pełnym przerażenia piskiem.
Z drugiej strony przynajmniej przeciwnik zawahał się na kilka sekund, najprawdopodobniej zdezorientowany tym, że coś odbiło ku niemu jego własny strumień energii. To właśnie był chyba najsłabszy punkt tych maszyn; kiedy sytuacja zmieniała się w sposób, którego nie przewidziały, potrzebowały krótkiej chwili na jej ponowne przeanalizowanie, a w tym czasie nie atakowały... I być może również się nie broniły? Szkoda tylko, że nastolatka najwyraźniej nie zamierzała skorzystać z tego momentu, być może nie zdając sobie z niego sprawy, a może będąc sparaliżowana strachem... Lub wciąż nie potrafiąc się wygrzebać spod ciał.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Czw Maj 24, 2018 10:08 am

Cała sytuacja wymykała się poza zdrowe pojmowanie Artura, chłopak jedynie siedział z rozwaloną nogą i nie myślał. Serio, jego głowa nie pracowała, był jak w transie. Jedynie siedział i patrzył się tępo w przód, a wszystkie zewnętrzne bodźce nie docierały do niego. W pewnej chwili jednak coś zatrybiło, a chłopak "wrócił do żywych". Ogromny ból w nodze sprawił, że chciał krzyczeć, a do jego oczy zaczęły napływać łzy. Czuł, że znów coś zepsuł, a przez jego niefrasobliwość zaczęli umierać ludzie. Musiał coś z tym zrobić, musiał zadziałać i ich chrobić. Bez wzgędu na konsekwencje musiał działać - to był jedyne, o czym myślał. Oczywiście nie widział zmagań drugiego mutanta z robotem.
Wychylił głowę ze swojego ukrycia wewnątrz pomieszczenia i na wpół przytomnym wzrokiem starał się ogarnąć sytuację na zewnątrz. Widział, że robot się zachwiał i to była jego szansa! Skupił na nim cał swoją uwagę i sprawił, że podłoże w jego otoczeniu zaczynało się trzęść. Jednak czy mu się uda? Czy osłabiona percepcja chłopaka da radę?
Powrót do góry Go down
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 367
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Sob Maj 26, 2018 7:07 pm

Bezpośrednio w umysłach obu chłopców rozległ się bez ostrzeżenia kobiecy głos, spokojny i opanowany, tonem wskazujący na to, że osoba ta doskonale wiedziała o czym mówiła - i oczekiwała pełnej współpracy.
"Te roboty to Sentinele. Najłatwiej uszkodzić je atakami fizycznymi, gdyż na energetyczne czy bazujące na wysokiej temperaturze są już odporniejsze. Ich słabymi punktami są stawy, zniszczenie głowy może je wyłączyć, zaś zakłócenie pracy repulsora na klatce piersiowej - doprowadzić do jego wybuchu. Avengers wysyłają właśnie do ich centrum dowodzenia grupę, która postara się je unieszkodliwić. Dopóki im się to nie uda, gramy na zwłokę."

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Maj 27, 2018 11:13 am

Drobne sukcesy są okupione ogromnymi porażkami, nieprawdaż? Więc choć ocalił dziewczynę, poranił ją. Ale przynajmniej ocalił- z ran po szkle jeszcze się wykaraska.
Jednakże najwyraźniej nastolatka była mocno zszokowana. Nie korzystała z okazji, by uciec... A może po prostu nie mogła? Kto wie, Eugene nie był medykiem. Jednak by otrząsła się z szoku musiał zadziałać ktoś z zewnątrz. Albo coś.
Mercer podbiegł do dziewczyny, tworząc kolejną ścianę. Tym razem jednak, postanowił zagrać podwójnie. Skoro laser przebił się przez tylko jedną ścianę, Mercer zdecydował stworzyć dwie. Jedną, by odbiła ewentualny atak, drugą, by osłoniła go przed odłamkami.
-Hej? Słyszysz mnie?-Powiedział, doskakując do dziewczyny. Cholera, tu były ciała... Żołądek Eugene'a podjechał do gardła.
~Skup się. Trzeba ją wyciągnąć~Polecił mu ten mały, opanowany fragmencik umysłu.
-Dasz radę sama wyjść?-Spytał, zdejmując z niej ciała. Zauważył, że jego dłonie drżą. Dotykał martwych osób... Osób które żyły jeszcze przed chwilą...
~SKUP SIĘ~Krzyknął na siebie.
-Zabiorę cię do środka kawiarni. Tam powinnaś być bezpieczna na ten moment-Powiedział. Jeśli dziewczyna mogła iść, pobiegł z nią, jeśli zaś nie- postarał się ją zaciągnąć, gdyż nie miał wystarczająco sił, by ją unieść. Cały czas równocześnie, tworzył ściany, mające odbić i ochronić ich obu przed odłamkami.
Gdy dziewczyna znalazła się w środku, zaczął słyszeć inny głos.
-To oznaka szaleństwa... Ale może ma rację-Wyszeptał do siebie, po czym zaczął tworzyć sporych rozmiarów szpikulec w dłoniach. Wystrzelił nim w stronę robota, celując w jego krąg na piersi.
Ponoć głosy w głowie oznaczają szaleństwo... Ale co w obecnej chwili nie było szaleństwem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Wto Maj 29, 2018 11:49 pm

Pomimo bólu i rozkojarzenia Pendulumowi udało się wywołać na ulicy trzęsienie ziemi - choć pewnie takie wychylanie głowy z budynku nie było z jego strony zbyt rozsądnym posunięciem. Co prawda chłopak nie został tym razem zaatakowany, ale wyraźnie się narażał, zaś rana na nodze ograniczała jego mobilność i uniemożliwiała mu szybką ucieczkę w sytuacji, gdyby któryś z robotów jednak postanowił się nim zainteresować. Można więc było powiedzieć, że Artur kusił właśnie los.
Zanim jednak chłopak wyjrzał na zewnątrz i zaczął działać minęła krótka chwila, w trakcie której Eugene ruszył ku uwięzionej dziewczynie i postawił na drodze maszyny nowe ściany. Na szczęście drgania nastąpiły później; nie zeszły się w czasie z jego biegiem, bo w innym wypadku mógłby się na przykład przewrócić i na tym skończyłby się jego plan bycia pomocnym. Nastolatek dotarł więc do rówieśniczki i nawet zaczął do niej mówić, ona zaś zwróciła ku niemu zapłakaną, zaczerwienioną twarz. Pomimo krwawiących ramion i przerażenia znów zaczęła napierać na ciała, przynajmniej pomagając Eugene'owi z ich usuwaniem, nawet jeżeli działała bardzo chaotycznie... I jednocześnie potrząsała przecząco głową - jak gdyby chciała powiedzieć, że nie, nie da rady sama wyjść, choć właśnie tego próbowała. Wargi miała mocno zaciśnięte i wydawała z siebie ciche, stłumione odgłosy przypominające szlochy; to zapewne dlatego jeszcze nie zabrała głosu - po prostu nie była w stanie.
Sprawy potoczyły się szybko. Eugene nie zdążył nawet zasugerować schowania się w kawiarni, gdy ulica - za sprawą Penduluma - zaczęła się trząść. Choć drgania nie były bardzo silne - nie na tyle, aby stanowić realne zagrożenie dla osób, które jeszcze znajdowały się na zewnątrz - to na pewno każdy na tym odcinku drogi je wyczuwał... Wliczając w to roboty. Te bliższe na moment się zatrzymały, by po kilku sekundach wznowić atakowanie; jeden z nich znajdował się w centrum trzęsienia i odebrał je najwyraźniej - właśnie ten, który zwracał się ku Eugene'owi oraz nastolatce, której chłopak pomagał.
W momencie, gdy młodzieniec wspominał o kawiarni, maszyna wystrzeliła... Tyle że nie strumień energii - i nie na tej wysokości, jakiej można by się było spodziewać. Drgania w ostatniej chwili doprowadziły do przesunięcia ramienia przeciwnika i posłana przez niego w powietrze siatka przeleciała nad ścianami Eugene'a, po czym wylądowała na nim i jego chwilowej podopiecznej. Była ciężka, metalowa, z dodatkowymi obciążeniami na krawędziach; jej boki mogły wynosić około dwóch metrów. Wsunięcie palców pomiędzy jej oczka - choć możliwe - groziło pokaleczeniem palców, gdyby ktoś nie uważał. Ważyła pewnie przynajmniej kilkadziesiąt kilogramów.
Znajdująca się obok Eugene'a dziewczyna skuliła się natychmiast, wyraźnie nie zamierzając się już ruszyć z miejsca. Choć ciała zostały z niej usunięte i nie wyglądało na to, aby jej nogi zostały zranione - a więc najprawdopodobniej mogłaby sama dotrzeć do wnętrza lokalu, oczywiście po pozbyciu się siatki - to nastolatka zacisnęła mocno powieki i przyłożyła dłonie do uszu, przy okazji wyginając w różne strony przydługie włosy. Przekaz był jasny; odcinała się od tego, co się wokół niej działo, bała się, czuła się przytłoczona.
O dziwo robot - Sentinel - nie wydawał się zainteresowany ponownym atakowaniem tej właśnie parki. Jego ręka znów osunęła się na tyle, aby znajdować się pod kątem prostym do ciała, a następnie przejechała powoli na bok, jak gdyby maszyna szukała dla siebie nowego celu. Może uznała, że tych dwoje zostało już unieruchomionych i można ich było zabić w dowolnym momencie, podczas gdy inne cele - te potencjalnie mobilniejsze - należało zatrzymać?
Tutaj znowu zaczęły się problemy Penduluma, gdyż mechaniczne ramię zatrzymało się dopiero w momencie, gdy wycelowane zostało w kierunku przejścia, w którym chłopak się znajdował... A następnie powoli powędrowało niżej, z wnętrzem dłoni zwróconym na zewnątrz - dokładnie tak, jak gdyby obierało go sobie za następną ofiarę.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 03, 2018 7:49 pm

Gdy tylko Artur zauważył, że robot znów do niego celuje, do razu schował się za osłonę - oczywiście zrobił to na tyle szybko, na ile pozwalał jego stan zdrowia. Nie chciał umierać, ale nie chciał też dłużej tu być. Miał poczucie, że to przez niego ginęli tu ludzie. Starał się, robi co mógł, ale na nic się to nie zdawało. Wręcz przeciwnie, ginęło coraz więcej ludzi, a w nim jedynie zbierało poczucie bezsilności i bezużyteczności. Chciał tylko, aby wszystkie roboty zapadły się pod ziemię, aby znikły i dały już spokój. Wiedział, że jest gównem - tak, gównem, bezsilnym, bezużytecznym i zbędnym. Nie potrafił uratować nikogo, a jego całkowicie nieprzydatna moc nie nadawała się do walki. Nic nie potrafił, nawet umrzeć. Bał się śmierci jak cholera i stawiał swoje życie, ponad życie innych ludzi. Co było z nim nie tak? Był uczony, aby chronić ludzi, a nie potrafił wywiązać się z tego zadania. Jaki z niego uczeń szkoły dla mutantów? Jaki z niego wojownik, za którego zawsze się uważał? Był zerem z nieprzydatną mocą i rozwaloną nogą. Chciał tylko, żeby ziemia pochłonęła roboty, ale co to da? Przecież nic nie zdziała. Raczej i tak mu się nie uda.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Wto Cze 05, 2018 1:34 am

Nawet biorąc pod uwagę fakt, że robot nie znajdował się bezpośrednio naprzeciwko drzwi - a więc pod tym kątem ściana stanowiła jakąś osłonę i łatwiej było się za nią skryć - Pendulum tak czy siak potrzebował krótkiej chwili, aby ze swoją nogą całkiem się za nią przesunąć. Choć nie trwało to bardzo długo, to dla chłopaka i tak musiało być stresujące... Szczególnie przez to, że dosłownie widział jak po wewnętrznej stronie dłoni maszyny rozpalał się jej atak. Mutant zdążył właściwie w ostatnim momencie i mógł praktycznie wyczuć wysoką temperaturę bijącą od strumienia energii, który trafił w krawędź przejścia - co oznaczało, że najwyraźniej metalowe ramię przemieściło się w ślad za Arturem. Uderzenie promienia było na tyle silne, że część muru w tym miejscu wystrzeliła w różne strony, choć na szczęście obficiej w kierunku przeciwnym do Penduluma. Jego samego trafiło tylko kilka mniejszych odłamków, z których część okazała się być ostra, ale nie na tyle, aby wyrządzić mu poważną krzywdę.
Chłopak nie mógł tego zobaczyć - lecz osoby pozostające na ulicy już tak, wliczając to w Eugene'a oraz jego chwilową towarzyszkę, uwięzioną wraz z nim przy ogrodzeniu jednego z tutejszych ogródków. Otóż zanim ten konkretny robot zdążył znaleźć dla siebie nowy cel, coś wąskiego i podłużnego - niczym jakiś pręt? - wbiło się po skosie z góry w połączenie pomiędzy jego tułowiem i wyciągniętym ramieniem. Maszyna zwróciła na to uwagę i nawet obróciła lekko głowę, lecz nim zadecydowała co z tym zrobić - obiekt ten błysnął i eksplodował, szybko oraz efektywnie pozbawiając robota jednej ręki.
Przeciwnik - kiedy już odzyskał równowagę, do czego skorzystać musiał z silników odrzutowych zamontowanych w swoich nogach oraz na plecach - zdawał się być zdezorientowany. Jego bok nosił na sobie znamiona wybuchu, dało się je także dojrzeć na klatce piersiowej oraz głowie maszyny, lecz ona sama nie czuła przecież bólu. Uszkodzenia stanowiły dla niej jedynie niedogodność, przez którą trudniej jej było działać... Co nie zmieniało faktu, że tak czy siak poruszyła teraz głową, najprawdopodobniej skanując otoczenie i starając się zorientować co właśnie się stało - skąd przyszedł ten atak.
Natomiast jeszcze w czasie, gdy robot dochodził do siebie po eksplozji, za plecami Eugene'a z góry opadła postać, która zatrzymała się kilkanaście centymetrów nad ziemią, a więc nie lądując całkowicie. Była to dziewczyna o ciemniejszej skórze, oczach i włosach, tych ostatnich zresztą kręconych; nie do końca szczupła, bo mięśnie sprawiały wrażenie, jak gdyby miała na sobie trochę więcej ciała, lecz wciąż pozostawała stosunkowo smukła, po prostu dobrze zbudowana. Jej ubranie przypominało wariację na temat amerykańskiej flagi - szczególnie kurtka, którą miała na sobie pomimo tej pogody. Na jej rękawach i na przodzie koszulki miała nawet gwiazdy. Przybyła nastolatka zaczęła od pochwycenia ciężkiej siatki i wzniesienia się z nią tak, jak gdyby nic nie ważyła.
-Do środka z nią, chico- zwróciła się, najwyraźniej, do Eugene'a, bo przez "nią" rozumiała prawdopodobnie dziewczę, któremu chłopak starał się wcześniej pomóc. Nieznajoma ani przez sekundę nie czekała na odpowiedź, tylko odfrunęła w stronę uszkodzonego robota, w tym momencie zajmującego się już szukaniem wroga. Najpierw zarzuciła na niego zdobytą sieć, co sprawiło, że maszyna zaprzestała skanowania - a w następnym momencie z rozpędu uderzyła już pięścią w jej głowę, dosłownie strącając ją z ramion robota. Do tego przydała się siatka; zablokowała część, która w innym wypadku mogłaby zrobić komuś krzywdę.
Podczas gdy przeciwnik powoli zastygał w bezruchu, a wszelkie światła na jego ciele - a więc przede wszystkim najlepiej widoczne okienko na klatce piersiowej - gasły, Eugene zgarnął roztrzęsioną nastolatkę do wnętrza lokalu, w którego ogródku się znajdowali. W oddali rozległ się kolejny wybuch, przez odległość brzmiący ciszej, lecz najpewniej wymierzony strzałą w kolejnego robota. Unosząca się w powietrzu nastolatka spojrzała w jego kierunku, a następnie po prostu rozejrzała się wokół siebie, jak gdyby szybko decydując co dalej. Ten odcinek ulicy - mający może jakieś kilkanaście metrów długości - został już oczyszczony, ale dalej kroczyły w końcu inne maszyny.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Nie Cze 17, 2018 4:13 pm

Cała sytuacja coraz mocniej go przytłaczała, a do tego adrenalina zaczynała schodzić. Na całe swoje marne dzisiejszego dnia szczęście zdołał skryć się za zasłoną i już nie miał zamiaru z niej wyłazić. Ból, jaki poczuł chłopak zaczynał być coraz bardzie nie do zniesienia, a właściwie zaczynał go wykańczać. Sam Artur zaczął zwijać się z bólu nie panując nad sobą, nawet nie próbował wstać, a jedynie czołgał się bardziej za zasłonę jednocześnie krzycząc. Czuł, jak zły napełniają mu oczy - nawet taki twardziej jak on czuł się teraz bezsilny i nie było to te samo uczucie co wcześniej. Wcześniej czuł się jedynie bezsilnie słaby i bezużyteczny, a teraz? Teraz czuł się bezsilnie słaby i bał się śmierci. Dosłownie - bał się, że za chwilę to wszystko się zawali, a on zginie tam. I co miał zrobić? Nic! Dosłownie nic, jedynie leżał na podłodze próbując ukryć się jeszcze bardziej i myśleć, że "jakoś to będzie".
W chwili, gdy usłyszał wybuch, coś w nim pękło - może ktoś przybył mu z odsieczą? Może ktoś w końcu go stąd zabierze? Oby tak było.
- Pomocy! - zawołał zachrypniętym głosem - Niech mi ktoś pomoże!
Oby ktoś go usłyszał i wyciągnął z tej pułapki.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ogródek   Pon Cze 18, 2018 1:41 am

Przez kilka sekund Artur trwał w niepewności - czy ktoś go w ogóle usłyszał, czy zrozumiał, czy zamierzał zareagować na jego wołanie o pomoc? Być może z powodu całego tego stresu czas zdawał mu się płynąć wolniej niż w rzeczywistości, ale w gruncie rzeczy nie minęło go wcale aż tak dużo, nim próg minął jakiś cień... A następnie w drzwiach pojawiła się ta unosząca się w powietrzu nastolatka.
Jej spojrzenie przetoczyło się po wnętrzu kawiarni, a zmarszczone czoło wskazywało na to, że nad czymś się zastanawiała - być może szukała na przykład źródła krzyku, który ją tutaj zwabił. Jej przybycie sprawiło, że kilka osób ostrożnie wyjrzało ze swoich kryjówek, czyli głównie przewróconych stołów, lecz najwyraźniej nikt nie poczuł się jeszcze na tyle pewnie, aby od razu je opuścić. Nic dziwnego; ci ludzie byli przecież przerażeni i posiadali ku temu bardzo dobre powody. Dziewczyna dopiero na samym końcu zauważyła chowającego się na uboczu Penduluma, którego miała po swojej prawej stronie.
-Roboty nie atakują tych, którzy kryją się w budynkach. Jak długo nie zobaczą was z ulicy, powinniście być bezpieczni. Zejdźcie do piwnicy, jeżeli jakaś tu jest, albo do kanałów, jeśli już koniecznie chcecie spróbować zmienić położenie. Kawałek stąd jest zejście, a ten fragment ulicy już oczyściłyśmy- poinstruowała, lecz prawdę mówiąc zabrzmiała przy tym na lekko zirytowaną; być może powtarzała podobną formułkę już któryś raz, a może po prostu nie podobało jej się to, że musiała na chwilę przerwać walkę z maszynami?
-Jeżeli ktoś potrzebuje pomocy medycznej wykraczającej poza apteczkę, to kanałami można by pewnie dotrzeć pod szpital, ale wiem tylko tyle, że jest gdzieś w tamtą stronę. Obstawiam parę przecznic- dodała, jak gdyby po krótkim namyśle, jednocześnie unosząc dłoń, żeby kciukiem wskazać przez ramię za siebie. Zaraz potem nastolatka wycofała się już w powietrzu o jakiś metr, jeszcze się jednak nie odwracając.
-Bądźcie grzeczni i trzymajcie się z daleka od robotów- zarządziła na koniec, a gdzieś z jej lewej strony dało się usłyszeć kolejny wybuch. Dopiero to sprawiło, że dziewczyna spojrzała wreszcie w tym kierunku, a kąciki jej ust opadły bardziej niż do tej pory. Następnie wzniosła się już na tyle, że zniknęła za ścianą, w tym samym momencie ruszając ku eksplozjom.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogródek   Pon Cze 18, 2018 8:07 pm

Może faktycznie ucieczka nie była najgoszym pomysłem? Bo w końcu co mógł tu zdziała? Nic. Nie nadawał się do niczego i tak, nie był w stanie nikogo obronić, ani nawet skutecznie przeciwstawić się maszynom. Był jedynie typem z bezużyteczną mocą. Do tego miał rozwaloną nogę. Nic nie mógł i do niczego się nie nadawał. Tu do cholery jasnej ginęli ludzie, a on jedynie na to patrzył.
Teraz jednynie czuł niewyobrażalnie piekący ból w rannej nodze. No nic, trzeba było ratować się ucieczką i liczyć, że ktoś przydatny - czyli nie on - oganie sprwę z robotami.
- Dobra, pomóżcie mi - powiedział do ludzi, którzy wyszli z kątów po przemowie bohaterki.
Po chwili ktoś pomógł mu i przy użyciu apteczki zrobił mu opatrunek. Dzięki temu był w stanie w miarę normalnie chodzić. Zabrał więc z podłogi swoją gitarę i ruszył do Instytutu.

// zt i idę do Instytutu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogródek   

Powrót do góry Go down
 
Ogródek
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej
» Rosarium (ogród różany)
» Ogródek pani Foster

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Kawiarnia "Milseogra"-
Skocz do: