Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stajnie i wybieg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Stajnie i wybieg   Czw Lis 29, 2012 10:51 am



Wielka stajnia mogąca pomieścić do dwudziestu pięciu koni, a także rozciągający się na trzy akry ogrodzony teren w ramach wybiegu. Obiekt znajduje się na północny wschód od głównego budynku X-Mansion, tuż przy linii drzew.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Icarus

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Lip 25, 2017 3:14 pm

Po wyjściu z pojazdu, który ich dostarczył pod Instytut, Jay skierował się z reszta grupy w stronę budynku. W środku od razu poszedł do części przeznaczonej na sypialnie męskie. Nie miał na nic siły ani ochoty. Dlatego też zaraz po wejściu do swojego pokoju od postanowił wziąć prysznic i położyć się spać. Co też zrobił, odkładając swój strój, a do spania zostając w samej bieliźnie. Ciężko było mu zasnąć, ale w końcu się to udało.
Dla Icarusa koszmary były czymś normalnym. Często śniły mu się atak ojca Julii i jej śmierć, tuż po jego własnej, a potem powrót do świata bez niej. Przyzwyczaił się do wspomnień, powracających do niego podczas snu. Można było to nazwać koszmarami, ale rudzielec nie odczuwał strachu kiedy je miał. Tylko żal, bezsilność i poczucie winy. Tej nocy jednak do tych dobrze już znanych wydarzeń dołączyło coś jeszcze. Coś, co nigdy wcześniej młodemu Guthrie nigdy się nie śniło, co było dla niego nowością. Kościół, mężczyzna wiedzący o jego skrzydłach. Ksiądz? Całkiem mądrze mówił o stworzycielu i odkupieniu. Pokazał mu przyszłość, w której giną wszyscy poza Dust. On sam decydujący się oddać skrzydła temu, kto mu je dał. I w końcu zostaje zabity. W kościele. Dziwnie było przeżyć swoją śmierć we śnie. Nie rozumiał jak to było możliwe, by zwykły pocisk go zabił. Czy to przez utratę skrzydeł?
Niezbyt przyjemne sny sprawiły, że cały dzień czuł się niewyspany. Nie pierwszy raz, więc kto wiedział o jego przeszłości, mógł łatwo się domyślić, że znowu miał złą noc. Poza tym wczorajsze przeżycia wcale nie poprawiały jego nastroju. Już planował nocną podróż do kościoła, by pomodlić się za tych, którzy zginęli. Nie uważał, że odnieśli całkowity sukces. Nawet jeśli nie mogli nic zrobić, by zatrzymać ten pocisk, który zniszczył całe Houston. Do tego czasu jednak jakoś musiał przetrzymać ten dzień. Z pierwszą połową dnia nie miał żadnych problemów. Śniadanie, zajęcia, ćwiczenia. To pierwsze wybrał również jako dobry moment na napisanie smsa do starszego brata. Smsa, w którym się pochwalił, że jest "prawie X-Menem", a do tego nieco opisał przygodę w Houston. Pewnie Sam już usłyszał o Houston z wiadomości, ale nie ma to jak informacje z pierwszej ręki. Oczywiście koniecznie musiał wspomnieć, że "prawie umarł", bo ktoś wysłał jakiś pocisk strategiczny czy coś. Czas mijał szybko, a Jay mógł zapomnieć na chwilę o tym co nieprzyjemne. Skoncentrować się na nauce, jednocześnie trzymając się na uboczu, by inni uczniowie nie wpadli przypadkiem na pomysł dopytywania go o ich misję. Bo być może już słyszeli o tym co się wydarzyło. W radiu, telewizji. Zobaczyli może w internecie.
Wolny czas jednak sam musiał sobie jakoś zagospodarować, a że niezbyt miał dzisiaj nastrój do siedzenia pośród ludzi to wybór okazał się dosyć prosty. Musiał tylko iść do pokoju przebrać się. Na dworze było gorąco, więc tradycyjnie założył na siebie bezrękawnik i dżinsy. Bez wahania skierował swoje kroki do stajni. Przebywanie wśród zwierząt zawsze go uspokajało. Uwielbiał z nimi rozmawiać i dbać o nie. Postanowił zająć się nimi. Jeśli więc ktoś by się znalazł w pobliżu, zauważyłby Icarusa na zewnątrz, szczotkującego jednego z koni. Takie chwile jak ta przypominały mu dawne życie na jego rodzinnej farmie kiedy musiał pomagać mamie we wszystkim po tym, jak ojciec zmarł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 117
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Lip 25, 2017 6:43 pm

Po wzięciu długiego, gorącego prysznica, a następnie odnalezieniu i założeniu ubrań, Josh zdecydował się przysiąść na trochę do laptopa. Miał w końcu jeszcze sporo czasu do momentu, gdy musiałby wyjść na zajęcia, które i tak zamierzał sobie tego dnia odpuścić... Więc równie dobrze mógł się czymś zająć. Zbycie Davida nie było zbyt trudne, przynajmniej nie dla kogoś, kto miał w tym już praktykę, a z kolei opakowanie suszonych kawałków jabłek zastąpiło uzdrowicielowi śniadanie. Naprawdę nie spieszyło mu się do opuszczania pokoju, skoro jeszcze nikt go w nim nie niepokoił.
W ten sposób chłopak spędził kilka godzin na internecie, przeskakując pomiędzy różnymi stronami o lekkiej tematyce i unikając wszystkich witryn z wiadomościami czy poważnymi informacjami. Nie chciał się dobijać kolejnymi problemami z kraju i ze świata. Na chwilę włączył sobie nawet grę, ale prawdę mówiąc po jakiejś godzinie miał jej dość, co było w jego przypadku bardzo rzadkie. Zazwyczaj dawał się wciągnąć i z trudem odrywał się od rozgrywki - często dopiero wówczas, gdy ktoś przypomniał mu o konieczności powrotu do rzeczywistości.
W końcu jednak siedzenie na miejscu przestało nastolatkowi wystarczać... Delikatnie mówiąc. Po części wiązało się to z przekonaniem, że im dłużej będzie pozostawał w sypialni, tym bardziej prawdopodobne stanie się przybycie kogoś z personelu, aby przeszkodzić mu w wagarach. Szczerze powiedziawszy blondyn czuł się wręcz lekko zdezorientowany tym, że jeszcze nikt nie został po niego przysłany, ale oczywiście nie zamierzał na to narzekać. Teraz musiał po prostu kontynuować tę dobrą passę do końca dnia.
Oczywistym wyborem wydawała się ucieczka na zewnątrz. Elixir zabrał ze sobą komórkę, żeby mieć co robić, a do drugiej kieszeni wsunął zwinięte opakowanie z resztkami suszonych jabłek. Zawsze to jakaś przekąska, by nie musiał wracać zbyt szybko. Po krótkiej chwili namysłu nastolatek zdecydował się również zgarnąć łuskę, bo w końcu już wcześniej postanowił, że będzie ją zawsze nosił przy sobie, tak na wszelki wypadek. Nic więcej nie powinno mu być potrzebne.
Uzdrowiciel wyliczył sobie czas w taki sposób, aby wyjść w trakcie trwania lekcji, żeby zminimalizować niebezpieczeństwo natknięcia się na kogoś niewłaściwego... Albo na kogokolwiek w ogóle. Jako że zmuszony był zostać w koszulce z długim rękawem, z rozmysłem wybrał się prosto do pobliskiego lasu, licząc na to, że oferowany przez korony drzew cień w połączeniu z biokinezą pomogą mu znieść letnią pogodę. Mimo to chłopak trzymał się dość blisko granicy, a po krótkim spacerze ulokował się po turecku na powalonym pniu, oparty o drzewo za sobą i - już po chwili - ponownie skupiony na przeglądaniu internetu, tym razem na komórce.
Tak minął Joshowi czas mniej więcej do piętnastej. Ze swojego miejsca chłopak miał widok na należącą do Instytutu stadninę, wliczając w to trawiasty teren, na którym pasło się kilka koni. Momentami zerkał w ich kierunku, rozważając nawet zbliżenie się, lecz nie chcąc wystawiać się na towarzystwo osób, które o tej godzinie mogłyby już wyjść ze szkoły. Szkoda, bo lubił duże zwierzęta i nawet jeżeli nie potrafił na nich jeździć, to chętnie pooglądałby z bliska te konkretne... Albo i je pogłaskał.
Wszystko zmieniło się w chwili, gdy Josh po raz kolejny uniósł wzrok ku wierzchowcom... I kawałek dalej ujrzał innego, nowego, a w dodatku prowadzonego przez Jay'a. Zapominając o telefonie, blondyn skupił się na koledze z drużyny, dość bezmyślnie obserwując jego poczynania. Dość szybko stało się jasne, że rudzielec zajmował się czyszczeniem sierści zwierzaka, co samo w sobie nie było zbyt interesujące, a jednak Elixir przez dłuższy czas nie odrywał od nich spojrzenia.
Wreszcie, pchnięty nagłym postanowieniem, nastolatek poderwał się ze swojego pnia, bez patrzenia na komórkę wygaszając jej ekran i chowając urządzenie do kieszeni. W końcu miał dzisiaj porozmawiać z Jay'em, prawda? Więc mógł się za to zabrać teraz. Już po krótkiej chwili Josh przeskakiwał nad ogrodzeniem, czyli w tym miejscu na szczęście niezbyt wysokim murkiem, kierując się w stronę skrzydlatego i towarzyszącego mu rumaka.
- Jeździłbym - skomentował, gdy tylko się do nich zbliżył, nie mogąc się powstrzymać przed użyciem podtekstu... Choć i tak podejrzewał, że na Jay'u taka sugestia okropnie się zmarnuje. Wątpił, aby aniołek miał załapać o co chodziło, ale trudno. Dwuznaczności i tak sprawiały mu drobną przyjemność.
Spojrzenie Josha przesunęło się pomiędzy rudzielcem i jego koniem, gdy zatrzymał się już obok nich i oparł dłonie na biodrach. Sprawiał wrażenie równie pewnego siebie co zawsze, miał to opanowane do perfekcji, nonszalancja przychodziła mu naturalnie... Liczył na to, że dzięki takiej postawie uniknie niewygodnych pytań, na przykład dotyczących jego długich rękawów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Yesterday at 5:44 pm

Jay był całkowicie skoncentrowany na tym co robił. Rzadko kogoś spotykał przy stajni i koniach. Chyba niewiele dzieciaków interesowało się tymi zwierzakami lub nie potrafiło jeździć. Jemu to nie przeszkadzało. Miał miejsce, w którym mógł sam spędzać trochę czasu. Sam ze zwierzętami. Zdecydowanie lepiej czuł się w ich towarzystwie niż w towarzystwie ludzi. Jakoś tak spokojniej było przy nich. Nie spodziewał się, by ktokolwiek miał się pojawić i przerwać mu te chwile spokoju.
Jednak kiedy się okazało, że jednak ktoś tu przyszedł, rudzielec nie odczuł tego w jakiś negatywny sposób. Przyszedł Josh, który ostatnio przeszedł równie wiele co on. Słysząc jego głos, obrócił głowę w tamtą stronę, przerywając chwilowo szczotkowanie sierści konia. Na pewno go nieco zdziwił widok długich rękawów. W taką pogodę musiało być Elixirowi naprawdę gorąco. On jednak nie miał zamiaru pytać o to. Każdy ubiera się tak jak lubi i nie jemu to oceniać. Jeśli dla niego było okej to tyle wystarczy.
- Cześć. Umiesz jeździć konno? - zapytał krótko, tuż po przywitaniu się z kolegą. Jakoś nigdy nie zauważył, by złotego ciągnęło w stronę koni. Ewentualnie się wymijali. Może chciał się nauczyć. Wrócił do szczotkowania zwierzaka, odwracając spojrzenie na jego grzbiet, powoli poruszając ręką.
- Myślałem, że coś ci dolega po Houston, ale wygląda na to, że wszystko z tobą w porządku - odezwał się po krótkiej chwili milczenia. Nie umknął jego uwadze fakt, że Josha nie było na lekcjach. Ze swoją złotą skórą rzucał się w oczy, więc łatwo było zauważyć jego brak. Icarusowi szczególnie teraz, gdy sporo myślał na temat ich nowej drużyny choć i wcześniej byli w jednej. Zastanawiał się trochę jak reszta członków drużyny czuje się po wczorajszej przygodzie. Czy też mieli cięższą noc, czy próbowali nie myśleć o wczorajszych wydarzeniach. Noriko widział na zajęciach i zauważył, że wyglądała na zmęczoną i trochę nieobecną. O Laurę nie musiał się martwić. Dla niej pewnie takie rzeczy to norma. Elixir niby często wagarował, ale po Houston mógł mieć do tego dodatkowy powód. Jak chociażby zły nastrój, co nie byłoby niczym dziwnym po takich przeżyciach. On sam również nie czuł się najlepiej z rana, podczas lekcji również. Jednak spędzanie czasu wśród zwierząt trochę poprawiło jego nastrój, myślał o nich zamiast o dniu wczorajszym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 117
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Yesterday at 9:54 pm

Kiedy tylko Jay obrócił głowę, aby ku niemu spojrzeć, Josh natychmiast uśmiechnął się do niego czarująco. Urok osobisty od zawsze był jedną z najskuteczniejszych broni w całym jego arsenale. Pomagał mu dostawać to, czego chciał... A w tym wypadku zależało mu przede wszystkim na bezproblemowej współpracy oraz na pominięciu milczeniem niepasujących mu kwestii.
Zgodnie z jego przewidywaniami rudzielec albo w ogóle nie załapał podtekstu albo przynajmniej zdecydował się go zignorować, choć Elixir obstawiał to pierwsze. Koniec końców już od jakiegoś czasu byli przyjaciółmi, nawet jeżeli nie bardzo bliskimi, więc blondyn zdążył przywyknąć do tego, jak grzeczny i niewinny był ten aniołek. Jak to w niektórych przypadkach mutacja potrafiła doskonale dopasować się do charakteru danej osoby... Czasem aż ciężko było w coś takiego uwierzyć.
Mimo to jednak chłopak wcale nie poczuł się zrażony tym brakiem zrozumienia. Przeciwnie, tym bardziej miał ochotę pociągnąć żart dalej, a Jay sam mu to ułatwił swoim pytaniem... Na którego dźwięk uśmiech Josha jeszcze się trochę poszerzył, emanując jego zadowoleniem z siebie. Można by wręcz rzec, że Icarus wpadł prosto w zastawioną przez niego pułapkę, choć uzdrowiciel również dopiero teraz zdał sobie sprawę z jej istnienia.
- Nie - odpowiedział krótko i bez skrępowania, równocześnie pozwalając swojemu spojrzeniu powoli przesunąć się po sylwetce rudzielca, zaczynając od góry w dół, a następnie z powrotem. Wciąż był to na tyle subtelny gest, że Elixir wątpił, aby jego kolega z drużyny miał zorientować się o co w nim chodziło, ale i tak przyniósł mu pewną satysfakcję. Gdyby zaś Jay go zaskoczył i jednak pojął sens tej krótkiej wymiany zdań... Trudno, to tylko droczenie się, prawda? Łatwo byłoby zbyć je śmiechem.
Szczerze mówiąc nastolatek liczył na dłuższą zabawę i nie chciał od razu przechodzić do poważniejszych tematów, jednakże rudzielec prędko zmusił go do zmiany planów, bo sam wspomniał o Houston. Uśmiech Josha natychmiast przybladł, aż w końcu zniknął całkowicie, a że chłopak nie spodziewał się takiego nagłego ataku, to w pierwszej chwili lekko się spiął... Nim nad sobą zapanował i rozluźnił mięśnie. Jego utrata humoru tak czy siak była wystarczająco jasna, a choć wzruszenie ramionami miało pokazać, że wcale się tym nie przejmował, to Elixir odnosił nieprzyjemne wrażenie, iż mogło dać wręcz przeciwny efekt.
Nie zamierzając od razu odpowiadać, blondyn najpierw powoli wykonał jeszcze kilka drobnych kroków przed siebie, równocześnie uciekając wzrokiem od Jay'a ku towarzyszącemu mu zwierzęciu. Zbliżał się od strony łba, więc koń go widział - ograniczona wiedza Josha na temat tych stworzeń podpowiadała mu, że nie wolno było podchodzić do nich od tyłu, bo mogły kopnąć. Nastolatek ostrożnie uniósł dłoń i ułożył ją na szyi wierzchowca, przesuwając opuszkami palców po jego miękkiej sierści. Jay'a miał teraz po swojej prawej stronie, blisko, kątem oka obserwował jego działania, ale póki co nie obracał ku niemu głowy.
- W nocy rozmawiałem z Nori. Miała złe... Dziwne sny. Ja też nie najlepsze. Zastanawialiśmy się czy to nie wpływ tych łusek albo może czegoś innego, więc... Jak spałeś? - zapytał w końcu, do pierwszej ręki dokładając też drugą i powoli głaszcząc szyję konia, który poddawał się temu zaskakująco łaskawie i leniwie. Pewnie był po prostu przyzwyczajony do takiego traktowania, bo Josh nawet nie próbował na niego wpływać.
Chociaż nie dawał tego po sobie poznać, przez cały ten czas uzdrowiciel powtarzał sobie w myślach, że rudzielec nie mógł nic wiedzieć o jego... Problemach skórnych. Nie było takiej możliwości. Niby po czym miałby to stwierdzić, jak się zorientować? Elixir dbał o to, aby dokładnie zasłaniać czerń, a poza tym od wczoraj w ogóle się nie widzieli... Nie, na pewno chodziło mu po prostu o stan psychiczny po Houston albo o coś podobnego. Nie było żadnego powodu do niepokoju. No... Żadnego nowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   

Powrót do góry Go down
 
Stajnie i wybieg
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Stajnie
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Stajnie Carrowów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Otoczenie-
Skocz do: