Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stajnie i wybieg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Stajnie i wybieg   Czw Lis 29, 2012 10:51 am



Wielka stajnia mogąca pomieścić do dwudziestu pięciu koni, a także rozciągający się na trzy akry ogrodzony teren w ramach wybiegu. Obiekt znajduje się na północny wschód od głównego budynku X-Mansion, tuż przy linii drzew.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Lip 25, 2017 3:14 pm

Po wyjściu z pojazdu, który ich dostarczył pod Instytut, Jay skierował się z reszta grupy w stronę budynku. W środku od razu poszedł do części przeznaczonej na sypialnie męskie. Nie miał na nic siły ani ochoty. Dlatego też zaraz po wejściu do swojego pokoju od postanowił wziąć prysznic i położyć się spać. Co też zrobił, odkładając swój strój, a do spania zostając w samej bieliźnie. Ciężko było mu zasnąć, ale w końcu się to udało.
Dla Icarusa koszmary były czymś normalnym. Często śniły mu się atak ojca Julii i jej śmierć, tuż po jego własnej, a potem powrót do świata bez niej. Przyzwyczaił się do wspomnień, powracających do niego podczas snu. Można było to nazwać koszmarami, ale rudzielec nie odczuwał strachu kiedy je miał. Tylko żal, bezsilność i poczucie winy. Tej nocy jednak do tych dobrze już znanych wydarzeń dołączyło coś jeszcze. Coś, co nigdy wcześniej młodemu Guthrie nigdy się nie śniło, co było dla niego nowością. Kościół, mężczyzna wiedzący o jego skrzydłach. Ksiądz? Całkiem mądrze mówił o stworzycielu i odkupieniu. Pokazał mu przyszłość, w której giną wszyscy poza Dust. On sam decydujący się oddać skrzydła temu, kto mu je dał. I w końcu zostaje zabity. W kościele. Dziwnie było przeżyć swoją śmierć we śnie. Nie rozumiał jak to było możliwe, by zwykły pocisk go zabił. Czy to przez utratę skrzydeł?
Niezbyt przyjemne sny sprawiły, że cały dzień czuł się niewyspany. Nie pierwszy raz, więc kto wiedział o jego przeszłości, mógł łatwo się domyślić, że znowu miał złą noc. Poza tym wczorajsze przeżycia wcale nie poprawiały jego nastroju. Już planował nocną podróż do kościoła, by pomodlić się za tych, którzy zginęli. Nie uważał, że odnieśli całkowity sukces. Nawet jeśli nie mogli nic zrobić, by zatrzymać ten pocisk, który zniszczył całe Houston. Do tego czasu jednak jakoś musiał przetrzymać ten dzień. Z pierwszą połową dnia nie miał żadnych problemów. Śniadanie, zajęcia, ćwiczenia. To pierwsze wybrał również jako dobry moment na napisanie smsa do starszego brata. Smsa, w którym się pochwalił, że jest "prawie X-Menem", a do tego nieco opisał przygodę w Houston. Pewnie Sam już usłyszał o Houston z wiadomości, ale nie ma to jak informacje z pierwszej ręki. Oczywiście koniecznie musiał wspomnieć, że "prawie umarł", bo ktoś wysłał jakiś pocisk strategiczny czy coś. Czas mijał szybko, a Jay mógł zapomnieć na chwilę o tym co nieprzyjemne. Skoncentrować się na nauce, jednocześnie trzymając się na uboczu, by inni uczniowie nie wpadli przypadkiem na pomysł dopytywania go o ich misję. Bo być może już słyszeli o tym co się wydarzyło. W radiu, telewizji. Zobaczyli może w internecie.
Wolny czas jednak sam musiał sobie jakoś zagospodarować, a że niezbyt miał dzisiaj nastrój do siedzenia pośród ludzi to wybór okazał się dosyć prosty. Musiał tylko iść do pokoju przebrać się. Na dworze było gorąco, więc tradycyjnie założył na siebie bezrękawnik i dżinsy. Bez wahania skierował swoje kroki do stajni. Przebywanie wśród zwierząt zawsze go uspokajało. Uwielbiał z nimi rozmawiać i dbać o nie. Postanowił zająć się nimi. Jeśli więc ktoś by się znalazł w pobliżu, zauważyłby Icarusa na zewnątrz, szczotkującego jednego z koni. Takie chwile jak ta przypominały mu dawne życie na jego rodzinnej farmie kiedy musiał pomagać mamie we wszystkim po tym, jak ojciec zmarł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Lip 25, 2017 6:43 pm

Po wzięciu długiego, gorącego prysznica, a następnie odnalezieniu i założeniu ubrań, Josh zdecydował się przysiąść na trochę do laptopa. Miał w końcu jeszcze sporo czasu do momentu, gdy musiałby wyjść na zajęcia, które i tak zamierzał sobie tego dnia odpuścić... Więc równie dobrze mógł się czymś zająć. Zbycie Davida nie było zbyt trudne, przynajmniej nie dla kogoś, kto miał w tym już praktykę, a z kolei opakowanie suszonych kawałków jabłek zastąpiło uzdrowicielowi śniadanie. Naprawdę nie spieszyło mu się do opuszczania pokoju, skoro jeszcze nikt go w nim nie niepokoił.
W ten sposób chłopak spędził kilka godzin na internecie, przeskakując pomiędzy różnymi stronami o lekkiej tematyce i unikając wszystkich witryn z wiadomościami czy poważnymi informacjami. Nie chciał się dobijać kolejnymi problemami z kraju i ze świata. Na chwilę włączył sobie nawet grę, ale prawdę mówiąc po jakiejś godzinie miał jej dość, co było w jego przypadku bardzo rzadkie. Zazwyczaj dawał się wciągnąć i z trudem odrywał się od rozgrywki - często dopiero wówczas, gdy ktoś przypomniał mu o konieczności powrotu do rzeczywistości.
W końcu jednak siedzenie na miejscu przestało nastolatkowi wystarczać... Delikatnie mówiąc. Po części wiązało się to z przekonaniem, że im dłużej będzie pozostawał w sypialni, tym bardziej prawdopodobne stanie się przybycie kogoś z personelu, aby przeszkodzić mu w wagarach. Szczerze powiedziawszy blondyn czuł się wręcz lekko zdezorientowany tym, że jeszcze nikt nie został po niego przysłany, ale oczywiście nie zamierzał na to narzekać. Teraz musiał po prostu kontynuować tę dobrą passę do końca dnia.
Oczywistym wyborem wydawała się ucieczka na zewnątrz. Elixir zabrał ze sobą komórkę, żeby mieć co robić, a do drugiej kieszeni wsunął zwinięte opakowanie z resztkami suszonych jabłek. Zawsze to jakaś przekąska, by nie musiał wracać zbyt szybko. Po krótkiej chwili namysłu nastolatek zdecydował się również zgarnąć łuskę, bo w końcu już wcześniej postanowił, że będzie ją zawsze nosił przy sobie, tak na wszelki wypadek. Nic więcej nie powinno mu być potrzebne.
Uzdrowiciel wyliczył sobie czas w taki sposób, aby wyjść w trakcie trwania lekcji, żeby zminimalizować niebezpieczeństwo natknięcia się na kogoś niewłaściwego... Albo na kogokolwiek w ogóle. Jako że zmuszony był zostać w koszulce z długim rękawem, z rozmysłem wybrał się prosto do pobliskiego lasu, licząc na to, że oferowany przez korony drzew cień w połączeniu z biokinezą pomogą mu znieść letnią pogodę. Mimo to chłopak trzymał się dość blisko granicy, a po krótkim spacerze ulokował się po turecku na powalonym pniu, oparty o drzewo za sobą i - już po chwili - ponownie skupiony na przeglądaniu internetu, tym razem na komórce.
Tak minął Joshowi czas mniej więcej do piętnastej. Ze swojego miejsca chłopak miał widok na należącą do Instytutu stadninę, wliczając w to trawiasty teren, na którym pasło się kilka koni. Momentami zerkał w ich kierunku, rozważając nawet zbliżenie się, lecz nie chcąc wystawiać się na towarzystwo osób, które o tej godzinie mogłyby już wyjść ze szkoły. Szkoda, bo lubił duże zwierzęta i nawet jeżeli nie potrafił na nich jeździć, to chętnie pooglądałby z bliska te konkretne... Albo i je pogłaskał.
Wszystko zmieniło się w chwili, gdy Josh po raz kolejny uniósł wzrok ku wierzchowcom... I kawałek dalej ujrzał innego, nowego, a w dodatku prowadzonego przez Jay'a. Zapominając o telefonie, blondyn skupił się na koledze z drużyny, dość bezmyślnie obserwując jego poczynania. Dość szybko stało się jasne, że rudzielec zajmował się czyszczeniem sierści zwierzaka, co samo w sobie nie było zbyt interesujące, a jednak Elixir przez dłuższy czas nie odrywał od nich spojrzenia.
Wreszcie, pchnięty nagłym postanowieniem, nastolatek poderwał się ze swojego pnia, bez patrzenia na komórkę wygaszając jej ekran i chowając urządzenie do kieszeni. W końcu miał dzisiaj porozmawiać z Jay'em, prawda? Więc mógł się za to zabrać teraz. Już po krótkiej chwili Josh przeskakiwał nad ogrodzeniem, czyli w tym miejscu na szczęście niezbyt wysokim murkiem, kierując się w stronę skrzydlatego i towarzyszącego mu rumaka.
- Jeździłbym - skomentował, gdy tylko się do nich zbliżył, nie mogąc się powstrzymać przed użyciem podtekstu... Choć i tak podejrzewał, że na Jay'u taka sugestia okropnie się zmarnuje. Wątpił, aby aniołek miał załapać o co chodziło, ale trudno. Dwuznaczności i tak sprawiały mu drobną przyjemność.
Spojrzenie Josha przesunęło się pomiędzy rudzielcem i jego koniem, gdy zatrzymał się już obok nich i oparł dłonie na biodrach. Sprawiał wrażenie równie pewnego siebie co zawsze, miał to opanowane do perfekcji, nonszalancja przychodziła mu naturalnie... Liczył na to, że dzięki takiej postawie uniknie niewygodnych pytań, na przykład dotyczących jego długich rękawów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Czw Lip 27, 2017 5:44 pm

Jay był całkowicie skoncentrowany na tym co robił. Rzadko kogoś spotykał przy stajni i koniach. Chyba niewiele dzieciaków interesowało się tymi zwierzakami lub nie potrafiło jeździć. Jemu to nie przeszkadzało. Miał miejsce, w którym mógł sam spędzać trochę czasu. Sam ze zwierzętami. Zdecydowanie lepiej czuł się w ich towarzystwie niż w towarzystwie ludzi. Jakoś tak spokojniej było przy nich. Nie spodziewał się, by ktokolwiek miał się pojawić i przerwać mu te chwile spokoju.
Jednak kiedy się okazało, że jednak ktoś tu przyszedł, rudzielec nie odczuł tego w jakiś negatywny sposób. Przyszedł Josh, który ostatnio przeszedł równie wiele co on. Słysząc jego głos, obrócił głowę w tamtą stronę, przerywając chwilowo szczotkowanie sierści konia. Na pewno go nieco zdziwił widok długich rękawów. W taką pogodę musiało być Elixirowi naprawdę gorąco. On jednak nie miał zamiaru pytać o to. Każdy ubiera się tak jak lubi i nie jemu to oceniać. Jeśli dla niego było okej to tyle wystarczy.
- Cześć. Umiesz jeździć konno? - zapytał krótko, tuż po przywitaniu się z kolegą. Jakoś nigdy nie zauważył, by złotego ciągnęło w stronę koni. Ewentualnie się wymijali. Może chciał się nauczyć. Wrócił do szczotkowania zwierzaka, odwracając spojrzenie na jego grzbiet, powoli poruszając ręką.
- Myślałem, że coś ci dolega po Houston, ale wygląda na to, że wszystko z tobą w porządku - odezwał się po krótkiej chwili milczenia. Nie umknął jego uwadze fakt, że Josha nie było na lekcjach. Ze swoją złotą skórą rzucał się w oczy, więc łatwo było zauważyć jego brak. Icarusowi szczególnie teraz, gdy sporo myślał na temat ich nowej drużyny choć i wcześniej byli w jednej. Zastanawiał się trochę jak reszta członków drużyny czuje się po wczorajszej przygodzie. Czy też mieli cięższą noc, czy próbowali nie myśleć o wczorajszych wydarzeniach. Noriko widział na zajęciach i zauważył, że wyglądała na zmęczoną i trochę nieobecną. O Laurę nie musiał się martwić. Dla niej pewnie takie rzeczy to norma. Elixir niby często wagarował, ale po Houston mógł mieć do tego dodatkowy powód. Jak chociażby zły nastrój, co nie byłoby niczym dziwnym po takich przeżyciach. On sam również nie czuł się najlepiej z rana, podczas lekcji również. Jednak spędzanie czasu wśród zwierząt trochę poprawiło jego nastrój, myślał o nich zamiast o dniu wczorajszym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Czw Lip 27, 2017 9:54 pm

Kiedy tylko Jay obrócił głowę, aby ku niemu spojrzeć, Josh natychmiast uśmiechnął się do niego czarująco. Urok osobisty od zawsze był jedną z najskuteczniejszych broni w całym jego arsenale. Pomagał mu dostawać to, czego chciał... A w tym wypadku zależało mu przede wszystkim na bezproblemowej współpracy oraz na pominięciu milczeniem niepasujących mu kwestii.
Zgodnie z jego przewidywaniami rudzielec albo w ogóle nie załapał podtekstu albo przynajmniej zdecydował się go zignorować, choć Elixir obstawiał to pierwsze. Koniec końców już od jakiegoś czasu byli przyjaciółmi, nawet jeżeli nie bardzo bliskimi, więc blondyn zdążył przywyknąć do tego, jak grzeczny i niewinny był ten aniołek. Jak to w niektórych przypadkach mutacja potrafiła doskonale dopasować się do charakteru danej osoby... Czasem aż ciężko było w coś takiego uwierzyć.
Mimo to jednak chłopak wcale nie poczuł się zrażony tym brakiem zrozumienia. Przeciwnie, tym bardziej miał ochotę pociągnąć żart dalej, a Jay sam mu to ułatwił swoim pytaniem... Na którego dźwięk uśmiech Josha jeszcze się trochę poszerzył, emanując jego zadowoleniem z siebie. Można by wręcz rzec, że Icarus wpadł prosto w zastawioną przez niego pułapkę, choć uzdrowiciel również dopiero teraz zdał sobie sprawę z jej istnienia.
- Nie - odpowiedział krótko i bez skrępowania, równocześnie pozwalając swojemu spojrzeniu powoli przesunąć się po sylwetce rudzielca, zaczynając od góry w dół, a następnie z powrotem. Wciąż był to na tyle subtelny gest, że Elixir wątpił, aby jego kolega z drużyny miał zorientować się o co w nim chodziło, ale i tak przyniósł mu pewną satysfakcję. Gdyby zaś Jay go zaskoczył i jednak pojął sens tej krótkiej wymiany zdań... Trudno, to tylko droczenie się, prawda? Łatwo byłoby zbyć je śmiechem.
Szczerze mówiąc nastolatek liczył na dłuższą zabawę i nie chciał od razu przechodzić do poważniejszych tematów, jednakże rudzielec prędko zmusił go do zmiany planów, bo sam wspomniał o Houston. Uśmiech Josha natychmiast przybladł, aż w końcu zniknął całkowicie, a że chłopak nie spodziewał się takiego nagłego ataku, to w pierwszej chwili lekko się spiął... Nim nad sobą zapanował i rozluźnił mięśnie. Jego utrata humoru tak czy siak była wystarczająco jasna, a choć wzruszenie ramionami miało pokazać, że wcale się tym nie przejmował, to Elixir odnosił nieprzyjemne wrażenie, iż mogło dać wręcz przeciwny efekt.
Nie zamierzając od razu odpowiadać, blondyn najpierw powoli wykonał jeszcze kilka drobnych kroków przed siebie, równocześnie uciekając wzrokiem od Jay'a ku towarzyszącemu mu zwierzęciu. Zbliżał się od strony łba, więc koń go widział - ograniczona wiedza Josha na temat tych stworzeń podpowiadała mu, że nie wolno było podchodzić do nich od tyłu, bo mogły kopnąć. Nastolatek ostrożnie uniósł dłoń i ułożył ją na szyi wierzchowca, przesuwając opuszkami palców po jego miękkiej sierści. Jay'a miał teraz po swojej prawej stronie, blisko, kątem oka obserwował jego działania, ale póki co nie obracał ku niemu głowy.
- W nocy rozmawiałem z Nori. Miała złe... Dziwne sny. Ja też nie najlepsze. Zastanawialiśmy się czy to nie wpływ tych łusek albo może czegoś innego, więc... Jak spałeś? - zapytał w końcu, do pierwszej ręki dokładając też drugą i powoli głaszcząc szyję konia, który poddawał się temu zaskakująco łaskawie i leniwie. Pewnie był po prostu przyzwyczajony do takiego traktowania, bo Josh nawet nie próbował na niego wpływać.
Chociaż nie dawał tego po sobie poznać, przez cały ten czas uzdrowiciel powtarzał sobie w myślach, że rudzielec nie mógł nic wiedzieć o jego... Problemach skórnych. Nie było takiej możliwości. Niby po czym miałby to stwierdzić, jak się zorientować? Elixir dbał o to, aby dokładnie zasłaniać czerń, a poza tym od wczoraj w ogóle się nie widzieli... Nie, na pewno chodziło mu po prostu o stan psychiczny po Houston albo o coś podobnego. Nie było żadnego powodu do niepokoju. No... Żadnego nowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pon Lip 31, 2017 1:55 pm

Czarujący uśmiech Josha spotkał się z dokładnie taką samą odpowiedzią. Nawet jeśli Jay nie jakiegoś super humoru to zawsze potrafił się uśmiechnąć. I to tak, że ciężko było nie odwzajemnić tego uśmiechu czy go nie polubić. Już słyszał kilka razy tekst o genach Guthrie i o tym, że każde z nich było wyjątkowej urody choć on skromnie twierdził, że wcale nie jest jakoś specjalnie przystojny. A uśmiech sam z siebie wychodził.
Na przeczącą odpowiedź Josha chłopak skinął lekko głową, nawet zbytnio nie zwracając uwagi na to jak ten mu się przygląda. Być może ignorował tego rodzaju sygnały od innych osób, bo sam o niczym takim nie myślał. Nie planował podrywania czy wiązania się z kimś, więc automatycznie mówił sobie, że inni wobec niego też nie mają takich planów. Kto wie, ile okazji przegapił, by coś zacząć.
- Polecam naukę, przyjemnie się spędza czas - odparł w momencie, gdy obracał się w stronę konia. Dla Icarusa jazda konno była przyjemna. Zresztą ogólnie lubił bardzo te zwierzęta. Potrafiły być naprawdę inteligentne. Szkoda tylko, że tu nie za bardzo można było gdzieś dalej wyjechać na koniu. Taki trucht przez las byłby idealny. Chwilami tęsknił do swojego dawnego życia, do mieszkania na farmie, gdzie cały czas miał kontakt ze zwierzętami. Te zawsze wydawały mu się lepsze od ludzi, a przynajmniej jeśli chodziło o zrozumienie. Zwierzę cię nie wyśmieje, wysłucha. A, że nie rozumie tego co się do niego mówi? To bardzo nieistotny szczegół.
Psucie nastroju Joshowi było niezamierzonym efektem. Po prostu wyraził swoją troskę o członka drużyny. Na pewno dla każdego z nich Houston było sporym przecież, więc to raczej normalne, że interesowało go to dzieje się z Joshem i Nori. O Laurę nie musiał się martwić, pewnie świetnie sobie radziła. Tamta walka raczej nie miała na nią dużego wpływu. Ale pozostali? Surge umarła. Co prawda tylko na chwilę, bo Kaartarn ją przywrócił zaraz, ale jednak. Pamiętanie o własnej śmierci musiało być czymś nieprzyjemnym dla niej. Zwłaszcza takiej śmierci. Joshowi się tak nie oberwało co prawda, ale też na pewno miał sporo stresu. Najgorszy był chyba moment kiedy całe Houston zostało zmiecione z powierzchni ziemi. Jay cały czas pamiętał, że dzisiaj wieczorem wybiera się do kościoła.
- Wpływ łusek? Prędzej samych wydarzeń w Houston chyba - odparł. Jego łuska leżała bezpieczna w półce przy łóżku. Choć nie obracał głowy to obserwował Josha kątem oka. To jak podchodzi do konia od przodu i zaczyna go głaskać po szyi. Nie poganiał go z odpowiedzią. Chyba żadnemu z nich nigdzie się nie spieszyło i mogli sobie spokojnie porozmawiać. Informacja na temat złych snów brzmiała intrygująco, biorąc pod uwagę fakt, że i on miał nowy sen.
- Jak spałem? Kiepsko, ale to u mnie norma - wzruszył delikatnie ramionami, tak by nie przerywać czesania sierści. Był przyzwyczajony do koszmarów. Zwłaszcza, że w kółko miał te same. Już nawet czasem nie budził się z nich choć na początku każda noc z koszmarem kończyła się bezsennie - Jeśli chodzi o coś bardziej szczegółowego to owszem, była zmiana. Można powiedzieć, że miałem dziwne czy tam złe sny. A właściwie jeden sen. Umarłem w nim - wszystko to mówił z niewzruszoną miną, nawet jeden mięsień nie drgnął na jego twarzy, wskazujący jakąkolwiek zmianę w nastroju rudzielca. Tak jakby koszmar o własnej śmierci nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Ktoś mógłby pomyśleć, że młodzieniec po prostu stara się zachować pozory spokoju i nie daje po sobie nic poznać. Jednak ktoś z mocą taką jak Josh nie potrzebował żadnej zewnętrznej oznaki. Mógł wyczuć zmiany w ciele. Tyle, że u Jay'a żadnych zmian nie było. A nawet jeśli to tak malutkie, że ledwo zauważalne. Jakby mówił o czymś przyjemnym lub co najmniej neutralnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pon Lip 31, 2017 4:23 pm

Na początek Josh jedynie wzruszył lekko ramionami na sugestię, że to wcale nie łuski odpowiadały za ich złe sny, tylko to, czego doświadczyli na misji. Nie mógł wykluczyć tej opcji, oczywiście, że nie, nie mniej jednak to wszystko zdawało mu się być po prostu zbyt wielkim zbiegiem okoliczności. Obrazy widziane przez niego i Nori były w końcu bardzo konkretne, a nie wiązały się bezpośrednio z Houston. Sny zazwyczaj zawierały mniej szczegółów, prawda? Tak mu się wydawało. A te były... Na swój pokręcony sposób nawet sensowne.
Potem jednak rozmowa zaczęła się robić coraz dziwniejsza i - przynajmniej z punktu widzenia blondyna - trochę mało komfortowa. Choć jeszcze przez krótką chwilę chłopak powoli i delikatnie gładził palcami sierść konia, to w końcu jego dłonie zastygły w bezruchu, wciąż ułożone na szyi zwierzęcia. Teraz Elixir już nie tylko wpatrywał się w rudzielca kątem oka, lecz po prostu obrócił ku niemu głowę, z namysłem błądząc wzrokiem po jego twarzy.
Czuł się... Zdezorientowany. Być może i to słowo nie opisywało wystarczająco dokładnie stanu, w jakim się obecnie znajdował, ale było ku temu na dobrej drodze. Spodziewał się informacji o koszmarach, to go nie zaskoczyło, domyślał się również, że dla Jay'a złe sny nie były niczym nowym, jednakże... Sposób, w jaki aniołek wspominał o swojej śmierci wydawał mu się delikatnie mówiąc niepokojący. Nienaturalny. Jasne, Josh mniej więcej orientował się w jego problemach, nawet jeżeli umykały mu niektóre szczegóły, ale naprawdę - kto traktowałby ten temat aż tak spokojnie? Bo nie wątpił w to, że pierzasty nie udawał. To akurat potrafił wyczuć. Rudzielec nie denerwował się, nie wstydził, jak czasem zdarzało się ludziom podczas rozmawiania o prywatnych kwestiach, do których chyba można było zaliczyć sny... Nic z tych rzeczy.
Wszystko to sprawiało, że uzdrowiciel zaczynał się zastanawiać co by go w ogóle jakoś wzruszyło. Jeżeli nie własna krzywda, to może czyjaś? Teoretycznie mógł spróbować opowiedzieć mu o swoich własnych wizjach i zbadać jego reakcję, tyle że w ciągu ostatnich godzin wciąż nie zmienił zdania odnośnie dzielenia się treścią swoich snów. Wolał zachować je dla siebie, przynajmniej póki co, do czasu, aż zdradzenie szczegółów nie stanie się zbyt ważne, aby miał je zatrzymywać do siebie... O ile w ogóle do tego dojdzie. Ale może obeszłoby się teraz bez detali? Blondyn nie mógł się do końca zdecydować jak się z tym czuł.
Nim jeszcze się odezwał, Elixir obrócił lekko całe swoje ciało, może nie w pełni przodem do aniołka, lecz też nie stał już do niego całkiem bokiem. Dłonie pozostawił na szyi konia, lecz dla wygody trochę je przesunął, przez co jedna, prawa, znalazła się trochę niżej od drugiej. Głowę z kolei nastolatek odchylił odrobinę na lewo, w dalszym ciągu nie spuszczając Jay'a z oczu.
Na usta cisnęło mu się wiele słów. Przekorna część Josha miała ogromną ochotę rzucić czymś, co uzyskałoby mu bardziej emocjonalną reakcję, czymkolwiek, byle tylko zadziałało. Rozważał między innymi wytknięcie rudzielcowi tego spokoju, a nawet spytanie go wprost o to, czy chciał umrzeć, bo na to właśnie wyglądało... Ale równocześnie odczuwał dziwną fascynację taką postawą. Nie wydawała mu się zdrowa, ale i tak interesująca.
- Jak? - spytał w końcu po upływie kilku sekund, które jemu samemu sprawiały wrażenie co najmniej godzin. Skoro pierzasty przyznał, że ten sen był inny od jego typowych koszmarów, to być może jakoś pasował do tych, o których rozmawiali w nocy z Nori... A jeżeli nawet Jay nie uwierzyłby w ich znaczenie i twierdził, że są po prostu wynikiem stresu po misji, to być może przynajmniej byłby skłonny podać jakieś szczegóły. To już coś.
W pewnym momencie błądzące spojrzenie blondyna przejechało po jednym ze skrzydeł aniołka, gdzie wyłapało wystające piórko. Chłopak podejrzewał, że albo się trochę ułamało - w co wątpił i najpewniej by czuł - albo wypadło już całkiem i trzymało się dlatego, że przyciskały je pozostałe... Josh zaś odczuwał nieodpartą ochotę, aby coś z tym zrobić. Najchętniej by je wyjął, ale jeszcze jakoś się przed tym powstrzymywał. Wreszcie z trudem oderwał od niego wzrok, by zerknąć znów na twarz Jay'a, starając się na niej skupić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Sie 01, 2017 11:19 am

Dla Jay'a rozmawianie o śmierci nie było już niczym strasznym, zwłaszcza o jego śmierci. Oczywiście nie próbował się już zabić, jak to robił na początku. Dawno stwierdził, że to nie ma żadnego sensu, bo i tak mu się nie uda to. Kiedyś jeszcze czasem dla ukojenia nerwów, lub uspokojenia sumienia, zdarzało mu się samobójstwo. Było to jednak dużo rzadziej niż na samym początku kiedy to matka go odesłała do Instytutu, by nie musieć czuć się winną za to. Przez pewien czas również zdarzało mu się wystawiać na śmierć. Na misji czy treningu robił jakieś głupoty z nadzieją, że może tym razem się uda. Że w końcu będzie miał spokój.
Teraz? Teraz Jay był pogodzony ze swoim losem. Pogodził się z tym, że niełatwo go zabić na stałe. Że jego regeneracja nie pozwoli mu na to i nie ma co liczyć na szybką śmierć. Po prostu czekał spokojnie na ten dzień kiedy wszystko się skończy. Obecnie nie był tylko pewien czy chce, by ten dzień nadszedł szybko czy może lepiej żeby trochę się odwlókł w czasie. Żałoba i depresja już mu minęły. Życia może nie miał wspaniałego, ale potrafił czasem czerpać z niego radość. Miał przyjaciół, rodzinę, dom. Od czasu do czasu aby samotność mu doskwierała. Pasja do muzyki jednak pozwalała jakoś mu przetrwać gorsze chwile.
Oczywiście, że miał uczucia. Był wrażliwy. Można by stwierdzić, że wręcz zbyt wrażliwy jak na chłopaka. Wrażliwy na muzykę i na słowa. Dlatego tak dobrze szło mu pisanie piosenek. I również bardzo wrażliwy na cudzą krzywdę, którą strasznie przeżywał. Gdyby mógł, chroniłby wszystkich. Niestety jego moce nie były aż na tyle dobre. Gdyby śniła mu się czyjaś śmierć to Josh mógłby zobaczyć o wiele żywszą reakcję przy opowiadaniu tego snu, więcej emocji można by z niego wyczytać.
- A to dosyć dziwna sprawa, bo po prostu od kuli z pistoletu. - odpowiedział, w końcu przerywając czesanie sierści i opuszczając rękę w dół, patrząc na Josha. Sam nie rozumiał skąd mu się wziął sen z tak banalną śmiercią. Przecież doskonale wiedział, że kula z pistoletu nie jest w stanie go zabić. No dobra, jest. Na kilkanaście sekund. A w tym śnie umarł tak... Naprawdę. Na trwałe. Przez to sen wydawał mu się bezsensowny.
- Głupie, nie? W dodatku chyba byłem w kościele. Tylko gość przebrany za księdza raczej nie był księdzem. W końcu zabójstwo to jeden z największych grzechów - tuż za samobójstwem, czego rudzielec już nie dodał. Ile razy on zgrzeszył? W którymś momencie przestał liczyć, ale na pewno powyżej dwudziestu razy będzie. Nie uważał by mówienie czegokolwiek więcej o tym śnie było ważne. Nie chciał niepotrzebnie zanudzać nim Elixira. Powie jeśli chłopak go zapyta. Całkiem dobrze go pamiętał, więc nie będzie miał problemu z opowiadaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Sie 01, 2017 2:15 pm

Zanim jeszcze Jay udzielił mu odpowiedzi na jego pytanie, Josh miał krótką chwilę, aby dokładnie mu się przyjrzeć... Oczywiście już po tym, jak oderwał wzrok od skrzydła i drażniąco wystającego z niego piórka. Blondyn bez pospiechu, za to z głębokim namysłem przesunął spojrzeniem po obliczu rówieśnika, tak spokojnym i miłym dla oka, równocześnie wciąż zastanawiając się nad jego zachowaniem i nastawieniem. Były w końcu takie... Dziwne. Nienaturalne. Co więcej, sam rudzielec zdawał się nie zdawać sobie z tego sprawy albo przynajmniej ani trochę nie obchodziło go to, co inni sobie o nim myśleli... Lub przeciwnie, właśnie o uzyskanie takiego efektu mu chodziło. Ciekawe, nawet jeżeli uzdrowiciel szczerze wątpił, aby jego kolega z drużyny robił to z premedytacją.
Informacja o sposobie śmierci ze snu bardzo prędko wytrąciła jednak Elixira z tego rodzaju rozmyślań i sprawiła, że nastolatek od razu zmarszczył czoło. Tak, postrzelenie zdawało się być tutaj zupełnie nie na miejscu, niezbyt pasowało do tej historii, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka... Ale z drugiej strony istniały przecież sposoby na zabicie osób z szybką regeneracją, w tym również za pomocą pocisków. Zakładając, że w grę naprawdę wchodziła wizja przyszłości... Winne mogło być zarówno tymczasowe lub trwałe wyłączenie mutacji, jak i specyficzny rodzaj metalu. Josh był prawie pewien, że słyszał o takim jednym, który dałby odpowiedni efekt.
Blondyn pokiwał powoli głową na wspomnienie kościoła i księdza, powstrzymując się przed skomentowaniem jednego czy drugiego. Nie był osobą religijną, a do kapłanów wykazywał raczej negatywny stosunek, więc na usta cisnął mu się jakiś sarkastyczny tekst, ale... Mimo wszystko zdawał sobie jednak sprawę z podejścia Jay'a, a dosłownie parę godzin wcześniej obiecywał sobie, że w miarę możliwości będzie przykładał większą wagę do uczuć innych osób. To oznaczało trzymanie buzi na kłódkę. Gryzienie się w język nie było dla niego czymś normalnym, ale będzie się starał... Jak długo o tym nie zapomni.
Przez sekundę czy dwie Josh miał za to ochotę uczepić się ostatnich słów aniołka, tych o zabójstwie i grzechu. Znów odezwała się w nim ta przekorna chęć wywołania w rudzielcu jakiejkolwiek reakcji, w dodatku tym razem na tyle silna, że aż rozważał wspomnienie, iż w swoich snach sam kogoś mordował... Zastanawiało go i ciekawiło co Jay by na to odpowiedział, ale przede wszystkim co zdradziłby jego organizm. Na szczęście paniczny strach przed wyjawieniem szczegółów koszmaru był silniejszy. No i chłopak wciąż chciał dowiedzieć się czegoś więcej na wypadek, gdyby musieli temu przeciwdziałać.
- Co jeszcze pamiętasz? Ten kościół... Wyglądał znajomo? Czy nigdy wcześniej w nim nie byłeś? Rzucało ci się w oczy, sam nie wiem, cokolwiek charakterystycznego? Albo może widziałeś okna i coś za nimi? Dało się rozpoznać porę roku? - wystrzelił z całą serią pytań, starając się jednak nie mówić zbyt szybko, aby nie zabrzmiało to podejrzanie... To znaczy, nie bardziej, niż i tak musiało. Uzdrowiciel wiedział, że dociekał nietypowych kwestii, ale jakoś trzeba było zgromadzić informacje, prawda?
Oczywiście mógłby też po prostu powiedzieć Jay'owi co podejrzewał, ale po jego wcześniejszej reakcji jeszcze się przed tym wahał. Może za chwilę, gdy wyciągnie już z niego jakieś szczegóły... Wtedy przynajmniej będzie mieć pewność, że rudzielec nie zatrzyma ich dla siebie. Co prawda nie sądził, aby aniołek miał go oceniać czy uznać go za wariata i przez to uciąć dyskusję, ale na wszelki wypadek wolał się pod tym względem zabezpieczyć.
Prawa ręka Josha oderwała się wreszcie od końskiej szyi, lewa zaś powoli zsunęła się po niej w dół, lądując bliżej karku zwierzęcia, podczas gdy nastolatek sam przemieścił się o krok bliżej swojego kolegi z drużyny. Przez cały ten czas wciąż nie odrywał uważnego wzroku od jego twarzy, spijając z niej wszelkie detale, wypatrując zmian. Z tej odległości widział wszystko dokładnie i dziwnie nagle odnotował na obliczu Jay'a obecność pasma piegów, na które jakoś nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi. Być może wywołało je letnie słońce? Tak czy siak pasowały do jasnej cery i oczu oraz rudych włosów, a Elixir potrafił to docenić. Ładnie wyglądały. Całkiem... Uroczo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Czw Sie 03, 2017 10:48 am

Jay zmarszczył lekko brwi, patrząc na Josha. Strasznie dużo pytań. Nie rozumiał skąd to zainteresowanie. Czy chłopak doszukiwał się czegoś w tych snach? Skoro zarówno on jak i Nori mieli jakieś złe sny i podejrzewali o to łuski, czy cokolwiek innego, to może miały one jakieś znaczenie. Sam o tym raczej by nie pomyślał. Był przyzwyczajony do złych snów, a jeden nowy nie robił mu żadnej różnicy. Nawet jeśli był dziwny. Kiedyś w końcu pragnął śmierci, nawet teraz myślał o tym kiedy znowu zobaczy Julię. Choć co do tego spotkania to nie był już aż taki pewien. Nie sądził, by nadawał się do nieba. By nadawał się na anioła. To jednak nie było w tej chwili ważne.
- Trochę wolniej, Josh. Nie, nie kojarzę tego kościoła, ale był duży. Myślę, że to gdzieś w Nowym Jorku. Pory roku raczej nie dało się poznać, było ciemno. - odpowiedział w pierwszej kolejności na pytania odnośnie kościoła i jego otoczenia. W trakcie wypowiedzi poklepał lekko konia po boku, po czym się odsunął od niego kawałeczek. Na te pytania było mu najprościej odpowiedzieć, bo odpowiedzi były dosyć ogólne, bez żadnych szczegółów. Niewiele kojarzył z tego co się znajdowało w kościele. Ołtarz, kolumny. Jak w każdym innym.
- Usiądziemy? Skoro masz ochotę słuchać o snach to nie będziemy przecież stać nie wiadomo ile - zaproponował, po czym nie czekając na odpowiedź blondyna skierował się w stronę ogrodzenia. Piórko, wcześniej tak bardzo drażniące Elixira, pod wpływem ruchu w końcu wypadło ze skrzydła, opadając w dół w stronę ziemi. Icarus nawet nie zwrócił na to uwagi, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że czasem gubił pióra. Podczas szczotkowania skrzydeł nieraz jakieś piórko zostawało na szczotce. W sumie to było całkiem normalne. Ptaki też je gubiły, a na ich miejsce wyrastały nowe.
Kiedy rudzielec znalazł się przy ogrodzeniu, nie przeskoczył przez nie lecz obrócił się tyłem i podskoczył lekko, by na nim usiąść. Poczekał aż kolega z drużyny dołączy do niego, w międzyczasie próbując sobie jak najwięcej przypomnieć z tego całego snu. Trochę czasu już minęło, więc nie wszystkie szczegóły pamiętał, ale to co rzucało się najbardziej w oczy nadal tkwiło w jego głowie. Nie miał nic przeciwko opowiedzeniu tego co pamiętał choć nie sądził, by słuchanie o snach było ciekawe. Skoro jednak Josh chciał słuchać to on opowie.
- Nie wszystko już pamiętam z tego snu, ale sporo rzeczy wręcz nie idzie zapomnieć. Na przykład to, że nie miałem w nim skrzydeł. Straciłem je, ale nie wiem jak. Albo nie pamiętam. We śnie pewnie wiedziałem dlaczego ich nie mam. - zaczął opowiadać od czegoś co najbardziej zapamiętał. W końcu skrzydła były częścią jego mutacji. - Ten... "Ksiądz" - tu Jay wykonał palcami gest sugerujący cudzysłów - Pokazywał mi przyszłość, w której giną wszyscy nasi poza Dust. W ogóle to był jakiś psychopata. Nazywał Sentinela Bogiem. Robot był na krzyżu. Chyba przywiązany, nie wiem. Ale to nie był taki olbrzymi Sentinel tylko taki... Wielkości człowieka. Wyglądał na zepsutego. - tu urwał, nie bardzo wiedząc, co jeszcze mógłby powiedzieć Elixirowi. Nie chciał przesadzać ze szczegółami, bo może się okazać, że część z nich nie ma żadnego znaczenia. Wolał więc poczekać i zobaczyć czy chłopak o coś jeszcze go zapyta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Czw Sie 03, 2017 3:14 pm

Kiedy brwi Jay'a się zmarszczyły, Josh uniósł jedną z własnych, jak gdyby chciał w ten sposób pokazać, że nie miał bladego pojęcia o co chodziło jego rówieśnikowi... Choć oczywiście aż za dobrze rozumiał jego wątpliwości czy też podejrzenia. Albo przynajmniej tak mu się wydawało. Wiedział, że zadawał zbyt wiele szczegółowych pytań i zwracał tym uwagę aniołka, ale nic nie mógł na to poradzić. Był zbyt niecierpliwy, aby powoli i dyskretnie wyciągać z niego informacje... No i mimo wszystko nie chciał aż tak go oszukiwać. Czułby się z tym źle.
Najważniejsze było jednak to, że rudzielec mówił dalej. Odpowiadał na pytania. Jeżeli miało to im wszystkim pomóc, może nawet uratować części z nich życia, to Elixir był w stanie trochę pokombinować i zdusić w sobie wyrzuty sumienia... W tym ostatnim miał już niezłą praktykę. W końcu ćwiczył tę sztukę od dłuższego czasu i momentami nawet mu wychodziła.
Szkoda tylko, że aniołek zdawał się nie pamiętać niczego naprawdę przydatnego, jeżeli nie liczyć sugestii, że ten kościół z jego snu być może znajdował się na terenie Nowego Jorku. Miasto było spore, delikatnie mówiąc, a unikanie wypadów do niego raczej nie wchodziło w grę... Szczególnie teraz, gdy przynależność do New X-Men mogła ich posłać w tak wiele różnych miejsc.
Z tego wszystkiego blondyn aż westchnął cicho, lecz nie zdążył jeszcze dopytać o nic więcej, ani nawet dobrze przemyśleć całej tej sytuacji, gdyż Jay prędko odezwał się ponownie i zaraz potem ruszył w kierunku ogrodzenia. W pierwszej chwili Josh tylko powiódł za nim wzrokiem, odrywając jednak rękę od szyi konia, ale w gruncie rzeczy ta zwłoka nie miała ani żadnego znaczenia, ani tym bardziej logicznego wytłumaczenia. Chłopak bez słowa podążył więc w ślad za swym rówieśnikiem... I to właśnie w tym momencie zauważył spadające z jego skrzydła piórko.
Nie był pewien co dokładnie nim kierowało, ale szczerze powiedziawszy nawet się nad tym nie zastanawiał, przynajmniej jeszcze nie teraz. Uzdrowiciel prześledził spojrzeniem krótki lot pióra, a kiedy znalazło się już na trawie i on sam dotarł w jego pobliże, odruchowo przyklęknął na jedno kolano, aby je zabrać. Podnosząc się i znów ruszając z miejsca, nastolatek powoli zakręcił nim wokół własnej osi w palcach, a potem jeszcze raz, w drugą stronę i szybciej.
Później nie pozostawało mu już nic innego, jak tylko dołączyć do rudzielca na płotku... Choć Josh nie skopiował dokładnie pozycji aniołka, tylko po prostu oparł się tyłem o ogrodzenie, tym razem mając przyjaciela po swojej lewej. Głowę od razu lekko pochylił, utrzymując spojrzenie na piórku, które w dalszym ciągu obracał bezmyślnie w palcach. Mimo to uważnie słuchał wszystkiego, co miał mu do powiedzenia Jay, nie chcąc stracić niczego istotnego.
Jak nieprzyjemna nie byłaby rysowana przez słowa anioła wizja, miejscami posiadała więcej sensu, niż Elixir chciałby przyznać. Brak skrzydeł wiązał się ze zniknięciem czynnika regeneracyjnego, tego chłopak był pewien - ale właśnie, czy sam Jay zdawał sobie z tego sprawę? Josh nie mógł sobie przypomnieć. Tak czy siak, bez nich zwykły pocisk mógł już zabić rudzielca jak zwykłego człowieka... Jeżeli zaś chodziło o to wszystko odnośnie Sentineli, to informacje ze snu przyjaciela tylko utwierdzały Josha w przekonaniu, że naprawdę mieli do czynienia z czymś nienaturalnym, a nie z przypadkowymi scenami wyprodukowanymi przez mózg... Chyba że religijność Jay'a w tak dziwny sposób wykręciła obraz zagrożenia, ale nawet jeżeli, to i tak warto było zachować ostrożność.
- Wiesz o tym, że twoja regeneracja bierze się ze skrzydeł, prawda? - spytał wreszcie po krótkim przetrawieniu tych nowości, choć jedna z wcześniejszych wypowiedzi aniołka sugerowała, iż wcale nie był tego świadomy. Wolna dłoń Elixira przeniosła się nagle na to bliższe mu skrzydło, dość nisko, blisko pleców Jay'a. Nie musiał nawiązywać kontaktu fizycznego, aby po prostu czuć pracę jego organizmu, ale podczas dotyku odbierał wszystko o wiele wyraźniej, co ułatwiało mu zadanie. W tym wypadku zależało mu na wyłapaniu znajdujących się w skrzydłach źródeł enzymu, który rozchodził się po całym ciele rudzielca, zapewniając mu czynnik regenerujący, naprawiając wszelkie szkody, odżywiając jego komórki.
- To w nich wytwarzana jest substancja, która za nią odpowiada. Wyczuwam ją teraz. To... Raczej nietypowe, jak na zdolności lecznicze, dlatego zawsze łatwo mi cię namierzyć - dodał na wszelki wypadek w ramach wyjaśnienia. Choć może nie powinien był wspominać o tym ostatnim... Ale już trudno. Jay najprawdopodobniej tego źle nie odbierze.
Podczas gdy Josh mówił, jego dłoń bez pospiechu zsunęła się jeszcze trochę niżej po skrzydle rudzielca, a więc i bliżej jego pleców, aż w końcu praktycznie się z nimi zetknęła. Dotyk był ledwo wyczuwalny, delikatny, ale właśnie przez to mógł nawet lekko łaskotać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Nie Sie 06, 2017 3:50 pm

Nawet gdyby Jay zdecydował się unikać Nowego Jorku poza misjami i zawsze starał się mieć kogoś obok siebie to i tak wypady do kościoła byłyby poza tym planem. Nie mógł przestać chodzić do kościoła, nawet po tak złowróżbnym śnie. Religia była zbyt ważną częścią jego życia. W pewien sposób dawała mu ukojenie.
Siedząc już na ogrodzeniu musiał chwilę poczekać aż Josh dołączy do niego. Co za tym idzie, patrzał jak ten idzie, bawiąc się jego zgubionym piórem. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to jego i wypadło z któregoś skrzydła. Swoje pióra rozpoznawał przez charakterystyczna barwę. Rudą barwę, można by wręcz powiedzieć. Nawet jeśli brzmiało do zabawnie. Rude pióra. Rude skrzydła.
- Ładne? - zapytał Elixira kiedy skończył opowiadać o śnie, kierując spojrzenie w dół na jego rękę, w której trzymał piórko i kręcił nim. Sam nie wiedział po co o to pyta, nawet nie zastanawiał się nad tym pytaniem. Wyszło tak samo z siebie. Jakoś.
- Profesor McCoy coś kiedyś wspominał, że być może tak, ale coś takiego ciężko jest zbadać - odpowiedział na pytanie blondyna odnośnie jego wiedzy na temat swojej regeneracji. W zasadzie to nie, nie wiedział o tym. I nie było jak tego sprawdzić. Sam również by nie pomyślał w ten sposób. W końcu skrzydła ma już dosyć długo, a regenerację dużo krócej. Myślał, że gdyby miała z nich pochodzić to powinna się ujawnić w tym samym czasie.
Obrócił lekko głowę, by spojrzeć na rękę Josha, która powędrowała za jego plecy. Domyślił się, że chce dotknąć jego skrzydeł. Lub jednego z nich i faktycznie po chwili poczuł delikatny dotyk na tym bliżej chłopaka. Dotykanie skrzydeł nie przeszkadzało mu, niektórzy, szczególni młodzi uczniowie byli ciekawi ich i pewnie jego pióra już nieraz były dotykane. Słuchał jego słów z zaciekawieniem. Dobrze było czegoś się dowiedzieć nowego o swoich mocach. Wierzył jego słowom, wiedział jaką moc ma złoty, biokineza dawała mu wiele możliwości. Fragment o namierzaniu wywołał na jego twarzy lekki uśmiech i uniesienie brwi do góry. Zabrzmiało to... Trochę jak stalkowanie. Chociaż jego kolega pewnie nie to miał na myśli.
Miał coś odpowiedzieć na to ciekawe sformułowanie kiedy palce Josha zetknęły się z jego plecami przy skrzydle. Poczuł lekki dreszcz i szybko się odchylił lekko do przodu, by odsunąć się od jego dłoni. To... Było dziwne. Nie nieprzyjemne. Po prostu dziwne. Nie podobała mu się jego własna reakcja na to. Elixir za to dzięki swojej biokinezie mógł prawdopodobnie wyczuć, że to miejsce, a właściwie miejsca bo skrzydła były dwa, jest wyjątkowo wrażliwe na dotyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Nie Sie 06, 2017 6:57 pm

Josh tylko uśmiechnął się do Jay'a pięknie na to krótkie pytanie o pióro, jednakże nie odpowiedział mu słownie, postanawiając zachować szczegóły swojej opinii dla siebie. Sam nie był pewien dlaczego w ogóle porwał to piórko, obstawiał jakiś dziwny odruch... Bo jasne, że mu się podobało, zresztą nie tylko to konkretne, takie zwykłe ptasie również lubił... Tyle że zazwyczaj ich nie zbierał. To miało rzadki kolor, wyjątkowy, a do tego wcześniej drażniło go wystając - więc może właśnie to zaważyło?
Mimo wszystko jednak Elixir nie zamierzał zbyt długo się nad tym zastanawiać, bo i po co. Często zdarzało mu się robić rzeczy tylko i wyłącznie dlatego, że akurat miał na nie ochotę, bez żadnego głębszego powodu. Życie było za krótkie, żeby sobie czegoś odmawiać... Jak długo nie chodziło o poważnie nielegalne cosie. Albo takie w głupi sposób niebezpieczne. W tych dwóch przypadkach chłopak potrafił nad sobą zapanować.
Rozmowa toczyła się dalej i choć zeszła na skrzydła rudzielca, to przynajmniej Josh nie musiał już myśleć o tym jednym, konkretnym piórku, którym dopiero co przestał obracać w palcach. Teraz opierał je już tylko o swoje udo, ostrożnie i delikatnie, bo w którymś momencie - sam nie wiedział kiedy dokładnie - postanowił, że po tym spotkaniu zabierze je ze sobą do pokoju. Jeszcze nie wymyślił co właściwie zrobi z nim później... Ale był pewien, że coś przyjdzie mu w końcu do głowy. W najgorszym wypadku będzie zalegało na biurku albo na szafce.
Zgodnie ze spóźnionymi przewidywaniami blondyna, uwaga o namierzaniu na podstawie mutacji wywołała pewną reakcję aniołka, lecz - znów właśnie tak, jak uzdrowiciel podejrzewał - łagodną i niegroźną. Czyli nie miał się czym przejmować... Ale nic dziwnego. Jay od zawsze wydawał mu się tak niesamowicie grzeczny i niewinny, że Josh nigdy nie pomyślałby, że jego kolega z drużyny mógłby posiadać jakieś skojarzenia... Albo wyłapywać podteksty. Czasem sprawiało to, że chciał się z nim podroczyć, podrażnić, spróbować go zgorszyć. Zdecydowanie częściej martwił się o to, żeby go czymś takim nie zepsuć.
O wiele bardziej interesujące od uśmiechu - czarującego, nawet jeżeli tak subtelnego - oraz uniesienia brwi było jednak dalsze zachowanie rudzielca... Które natychmiast na nowo rozpaliło ciekawość Elixira, kierując ją jednak w zupełnie inną stronę. Nie chodziło tylko o to wzdrygnięcie się i odchylenie do przodu, które już same w sobie na pewno zwróciłyby jego uwagę. Nie, prawdziwy powód jego nagłego zaintrygowania leżał o wiele głębiej... Dosłownie. Organizm Jay'a nie kłamał.
Serce aniołka zabiło szybciej, na moment zaburzył się również rytm jego oddechu, a do tego w jego ciele zaszły drobne zmiany w ilości niektórych substancji chemicznych... Minimalne, naprawdę, w innych okolicznościach Josh pewnie nawet nie zwróciłby uwagi na to, że pobudzona została ich produkcja, jednakże rudzielca zdradziło coś innego. Pod wpływem tego krótkiego kontaktu przez jego ciało przemknęła energia - niesiona przez połączenia nerwowe... Których zakończeń przy podstawie skrzydeł było zaskakująco wiele. Taka gęstość wskazywała na szczególną czułość... A teraz, gdy Elixir już to wszystko śledził, mógł też stwierdzić dokąd dokładnie wędrowały impulsy - do ośrodka przyjemności oraz do tych części mózgu, które wiązały się z odczuwaniem podniecenia seksualnego poprzez odpowiednią kontrolę neuroprzekaźników. Właśnie tego się spodziewał.
Zgoda, nie spodziewał się tego ani trochę, w innym wypadku pewnie bardziej by uważał, ale w tej chwili nie mógł się już powstrzymać. Choć pod wpływem ruchu Jay'a dłoń blondyna ponownie przesunęła się wyżej po skrzydle, uzdrowiciel umyślnie powtórzył swój wcześniejszy manewr, z fascynacją przyglądając się aniołkowi i przede wszystkim skupiając się na badaniu jego reakcji.
- Wszystko dobrze? - spytał cicho, ciekaw odpowiedzi rówieśnika, nawet jeżeli równocześnie starał się pogładzić opuszkami palców jego plecy tuż przy podstawie skrzydła... A może wręcz delikatnie podrażnić je paznokciami, o ile rudzielec znowu mu nie ucieknie? Och, to by było interesujące. Jak Jay by na to zareagował? Poddałby się temu czy przestraszyłby się i wycofał? Zwykle wydawał się być taki potulny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pon Sie 07, 2017 7:41 am

Jay sam był zaskoczony swoją reakcją. Wiedział, co poczuł. Jak zadziałał na niego dotyk Josha w tym konkretnym miejscu. Co wywołał. To lekkie muśnięcie opuszkami palców wywołało bardzo delikatny dreszcz przyjemności. I to nie byle jakiej przyjemności, bo tej związanej z podnieceniem. Nie rozumiał tylko dlaczego tak się stało. Dlaczego zareagował w ten sposób. Nigdy nie reagował tak na dotykanie go. Z drugiej strony nikt nie próbował go macać po plecach w okolicy skrzydeł. Wszystko zawsze się kończyło na samych skrzydłach. Czyżby to było wyjątkowo wrażliwe miejsce na dotyk?
Kolejne takie delikatne dotknięcie dokładnie tego samego miejsca postarał się zignorować. Nie chciał wzbudzić u Elixira żadnych podejrzeń. Jak by to wyglądało, gdyby się zorientował jak reaguje na jego dotyk. Pewnie nie za dobrze. Jeszcze mógłby sobie coś pomyśleć. Coś dziwnego. Albo złego. A tego rudzielec zdecydowanie nie chciał. Nie miał wpływu na to, gdzie jest wrażliwy na dotyk. Nie panował nad swoim ciałem. A szkoda, wtedy byłoby mu dużo łatwiej.
- Jasne, wszystko jest w porządku - odparł takim tonem jakby nie rozumiał skąd to pytanie od blondyna. Dzięki próbie zignorowania dotyku mógł spokojnie odpowiedzieć na nie. Niestety to nie był koniec, a on miał nadzieję, że wrócą do tematu mutacji lub piór. Jednak drażnienie tego miejsca paznokciami wywołało u niego kilka szybkich reakcji.
Skrzydło, którego podstawa została podrażniona, zadrżało i lekko się odgięło, tym samym trafiając w Josha. Był to jednak na tyle powolny i lekki ruch, że pióra po prostu musnęły go po twarzy. Poza skrzydłem, zadrżało również całe jego ciało. Chłopak znów wygiął lekko plecy choć najchętniej nie odsuwałby się. Ciało jak ciało, chciało się poddać przyjemności. Na szczęście silna wola i rozsądek były silniejsze. Jay odsunął się szybko w bok po ogrodzeniu, chwiejąc się lekko przy tym. Udało mu się jednak utrzymać równowagę i nie wylądować na ziemi. Przesunął się może dwadzieścia centymetrów w bok, nie więcej. Nie miał takiej potrzeby, a przynajmniej tak sądził.
- Nie rób tak, Josh... - odezwał się. Tym razem jego ton nie był już taki pewny jak wcześniej. Serce dużo wyraźniej przyspieszyło rytm, a oddech zadrżał. Ktoś uważny mógłby usłyszeć w jego głosie nutkę strachu. Zestresował się trochę przez własne reakcje.
- Mogłeś mi wcześniej powiedzieć, że regeneracja pochodzi z moich skrzydeł. - chciał jak najszybciej zmienić temat. Odwrócić uwagę od jego dziwnego zachowania. Nie chciał wzbudzać tym żadnego zainteresowania. Szczególnie nie Josha. Wiedział już, że swoją biokinezą mógł wyczuć praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pon Sie 07, 2017 1:50 pm

Na ustach Josha znów zagościł lekki uśmiech, gdy tylko aniołek z takim przekonaniem zapewnił go, że wszystko było z nim w porządku. Właściwie nie skłamał, nie tak naprawdę, bo przecież nie działa mu się żadna krzywda, tylko wręcz przeciwnie, coś miłego i przyjemnego... A jednak Elixir był pewien, że Jay doskonale rozumiał o co mu chodziło. Pewnie obaj zdawali sobie sprawę z tego, że ten drugi wiedział - uzdrowiciel bardzo by się zdziwił, gdyby jednak okazało się, że było inaczej.
Rzecz jasna świadomość ta oznaczała, że skrzydlaty mógł się przygotować na dalszy dotyk i przy tym podejściu nie odsunął się od niego od razu - co blondynowi bardzo pasowało, skoro już o tym mowa - ale jego organizm i tak wciąż go zdradzał. Josh skupiał się na nim bardzo dokładnie, wyczuwał każdy jeden impuls, stale trwający, choć powolny wzrost poziomu niektórych substancji chemicznych... Podobało mu się, że powodował to wszystko bez używania swoich zdolności. Och, a co by było, gdyby je zaangażował?
Niestety o tym ostatnim nastolatek nie zdążył się przekonać... A przynajmniej jeszcze nie teraz, bo nie wykluczał podjęcia w przyszłości kolejnej takiej próby. Póki co jednak jego głęboka fascynacja zadziałała na jego niekorzyść. Kiedy, bądź co bądź delikatnie i bez pospiechu, przejechał paznokciami po wrażliwej skórze aniołka, tak bardzo skoncentrował się na drżeniu jego ciała i odruchowym wygięciu skrzydła, że zupełnie nie spodziewał się kontaktu z tym ostatnim. Powinien był to przewidzieć, oczywiście, że tak, bo w końcu wszystko na to wskazywało... Ale jego uwagę pochłaniało przecież coś innego. I dostał za swoje, nawet jeżeli delikatnie.
Można by było powiedzieć, że dotyk długich piór na twarzy, głównie na lewym policzku, stanowił dla Josha coś w rodzaju nagłego przebudzenia. Nie przestał całkowicie badać reakcji organizmu aniołka, bo tak czy siak ciągle je czuł, więc ciężko byłoby mu się od nich oderwać, ale z pewnością zaczął bardziej interesować się światem poza nimi. Zamrugał też szybko, przenosząc spojrzenie na oblicze rudzielca i starając się rozszyfrować jego wyraz. Fizjologię o wiele łatwiej było mu zrozumieć.
Jay zdecydował się od niego odsunąć, a Elixir co prawda bardzo łatwo mógłby podążyć za nim, bo przede wszystkim nie musiałby w tym celu podskakiwać na płotku, tylko po prostu wykonać krok w jego stronę... Ale jednak zdecydował się tego nie robić. W związku z tym musiał też w końcu cofnąć rękę, którą dla odmiany oparł właśnie na ogrodzeniu. Pozostał obrócony w kierunku aniołka, może nie do końca przodem, ale przynajmniej po skosie... I w dalszym ciągu nie odrywał od niego wzroku, zaintrygowany, ale teraz i odrobinę zaniepokojony. Na podstawie swoich obserwacji zdążył odbyć skomplikowany tok myślowy.
Wiedział, że rudzielcowi się to podobało. Czuł przyjemność i podniecenie. Takie były fakty, właśnie to mówiła Joshowi jego biokineza, a ufał jej ponad wszystko inne. Mimo to... Nie chciał kontynuować kontaktu. Teraz aż powiedział to na głos, co w jego przypadku zdawało się blondynowi trochę nietypowe. Dlaczego więc świadomie odmawiał sobie czegoś, co było przecież dla niego miłe? Być może odbierane przez uzdrowiciela reakcje Jay'a nie wynikały tylko z pobudzenia, ale i z czegoś negatywnego, ze stresu, niepewności, strachu? Interesująca opcja. Co mogłoby powodować te emocje? Icarus był religijny, a ograniczona wiedza Josha na temat wiary podpowiadała mu, że jej wyznawcy na ogół potępiali...
Och. No tak. Prawdę mówiąc do tej pory Elixir sam nawet nie zwrócił uwagi na to, że z własnej inicjatywy oraz chęci fundował fizyczną przyjemność drugiemu chłopakowi. Świadomość ta sprawiła, że nagle jakaś część blondyna jak na zawołanie zaczęła panikować, jednakże zdecydowana większość podchodziła do sprawy rozsądnie i logicznie. To było ciało jak każde inne - a nawet więcej, bo zdrowe, silne i konwencjonalnie, obiektywnie atrakcyjne, a do tego znajome i odbierane przez niego samego jako bezpieczne. Nic dziwnego, że intrygowały go reakcje aniołka.
Z tego wszystkiego nie dość, że nastolatek nie zareagował na prośbę rówieśnika, to jeszcze nieomal przegapił jego następne słowa. Dopiero po sekundzie czy dwóch dotarł do niego ich sens, przez co znów zatrzepotał szybko powiekami, wybijając się z własnych myśli. Głosy w jego głowie nie zdążyły ustalić wspólnego frontu, więc w dalszym ciągu odczuwał dziwne rozdarcie, ale nawet jego samego zaskakiwało to, jak spokojnie podchodził do sprawy. Być może jeszcze w pełni do niego nie dotarła. Może naprawdę nie miało to znaczenia, bo i tak gorszej reputacji już nie mógł mieć w tej szkole... A może nawet w pewnym sensie taki stan rzeczy mu odpowiadał, bo skoro i tak nie mógł się nigdzie wpasować i został wyklęty przez rodzinę, to równie dobrze mógł pogłębiać tę przepaść między sobą i powszechnie rozumianą normalnością. Kto wie?
- Nie sądziłem, że tego nie wiedziałeś. Byłem przekonany, że ktoś to sprawdził i wyjaśnił ci co i jak. Skrzydła produkują enzymy, a one rozchodzą się po całym ciele. Nie potrafię dokładniej nazwać tej substancji, bo nie wydaje mi się, aby posiadała oficjalne określenie. Podejrzewam, że jest mocno specyficzna i w takiej formie może występować tylko u ciebie... Przynajmniej wśród znanych nam istot. Obstawiam, że transfuzja twojej krwi wraz z tymi enzymami mogłaby działać leczniczo... O ile by się przyjmowała i tak dalej - na koniec swojej wypowiedzi Josh wzruszył ramionami, po czym w końcu skierował swój wzrok na bok, na prawo, w stronę pasących się i spacerujących koni. Znów emanował nonszalancją, jak gdyby cała ta akcja z pobudzaniem Jay'a nie miała wcale miejsca. Mimo to odnosił wrażenie, że wciąż jeszcze czuł na twarzy dotyk jego piórek, choć wiedział, że nie było to możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Czw Sie 10, 2017 3:37 pm

Jay z lekkim opóźnieniem zarejestrował fakt, że trafił Josha skrzydłem w twarz. Teraz jednak już było za późno na przepraszanie. Na szczęście chłopak nie wyglądał na obrażonego, więc chyba nie musiał się tym przejmować. Zwłaszcza, że machnięcie skrzydłem było naprawdę lekkie, blondyna nawet nie ruszyło z miejsca. Przy silniejszym uderzeniu pewnie by chociaż się odchylił.
Cieszył się, że blondyn nie postanowił się przesunąć znowu w jego stronę i powtórzyć gest. Posłuchał jego prośby. Chyba by uciekł z ogrodzenia, gdyby Elixir uparcie próbował go tam dotykać. Na pewno nie dałby się znowu dotknąć. Nie podobało mu się to. Znaczy, podobało, oczywiście. Przyjemne uczucie. Tylko nie podobało mu się, że do niego doszło. Dobrze, że jego kolega nie próbował dopytywać go o jego dziwne zachowanie tylko przeszedł do odpowiedzi na jego słowa. Nie wiedział jak mógłby się wytłumaczyć ze swojej reakcji. Zwłaszcza, że Josh i tak na pewno ze swoją biokinezą wszystko wyczuł i kto wie czy by nie próbował z niego wyciągnąć prawdy.
- Jak mówiłem, takie coś raczej ciężko sprawdzić. Można się domyślać. Pewnie profesor McCoy musiałby zrobić jakieś badania czy coś. Jednak nie podoba mi się zostanie królikiem doświadczalnym. Poza tym, teraz już wiem, nie? - uśmiechnął się szeroko do blondyna. - No i teraz mój sen ma więcej sensu. Nie miałem skrzydeł, więc umarłem - mówienie na temat swojej śmierci w dalszym ciągu nie sprawiało mu problemów. Nawet pomimo faktu, że teraz już sen był całkiem zrozumiały. Nikt nie musiał go badać ani sprawdzać skąd się bierze jego regeneracja. Pytaniem pozostawało kto poza Joshem mógłby wiedzieć o tym. I skąd. Czy w ogóle w tej chwili ktoś inny wiedział, że bez skrzydeł można go zabić?
- O transfuzji też coś raz mówił, ale nie było jeszcze okazji żeby to sprawdzić - odparł, podążając zaraz za spojrzeniem chłopaka w stronę koni. Uśmiechnął się lekko i zaraz zeskoczył z ogrodzenia, lądując na trawie. - To co? Chcesz się nauczyć jeździć? - zapytał, przenosząc spojrzenie na Josha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Czw Sie 10, 2017 9:13 pm

Odpowiedź Jay'a sprawiła, że Josh jedynie wzruszył nieznacznie ramionami, lecz zdecydował się już jej nie komentować, a przynajmniej nie na głos. Tak naprawdę nie miałby nic przeciwko kontynuowaniu tematu pod kątem czysto biologicznym, bo na pewno znalazłby coś więcej do dodania, a rudzielec chyba powinien jak najlepiej wiedzieć co działo się w jego organizmie... Ale ponowne przywołanie śmierci ze snu jakoś zdusiło w nim tę ochotę. I tym bardziej pogorszyło jego nastrój.
Potrzebował czasu, aby ułożyć sobie to wszystko w głowie - nie tylko zajście sprzed chwili, choć o tym również myślał, ale na pewno te informacje z koszmarów. Może powinien spisać to, czego już się o nich dowiedział? Albo mógłby zrobić sobie taką tablicę z notatkami, które mógłby odpowiednio przepinać i ze sobą łączyć - jak na filmach... Albo normalnie, po ludzku, zebrałby dane w folderze na laptopie. Choć to byłoby trochę mniej klimatyczne, nawet jeżeli wygodniejsze i łatwiejsze do zorganizowania.
W związku z powyższym nagła zmiana tematu została przez blondyna przyjęta z zadowoleniem, a na jego usta powrócił pełen rozbawienia, a nawet figlarny uśmiech. Nie mógł się przed nim powstrzymać, gdyż natychmiast przypomniał sobie o swoich wcześniejszych skojarzeniach... A więc Jay chciał go teraz nauczyć jeździć, tak? Miła oferta, nawet bardzo. Ciekawe czy mogliby zacząć od prezentacji w wykonaniu aniołka, żeby Elixir lepiej zrozumiał co i jak. W takim wypadku chętnie posłużyłby za wierzchowca...
Nastolatek naprawdę bardzo chciał rzucić teraz jakimś podtekstem, nawet jeżeli delikatnym, byle tylko zasugerować rudzielcowi coś więcej. Co prawda podejrzewał, że i tym razem jego - bez wątpienia błyskotliwa - dwuznaczność pewnie by się zmarnowała, ale trudno, w końcu zrobiłby to w głównej mierze dla siebie... A jednak wcześniejsze wydarzenia zamknęły mu usta. Być może w przypadku kogoś innego wcale by się nie powstrzymywał, ale Jay był... Na swój sposób wyjątkowy. Sprawiał wrażenie delikatniejszego. A przed chwilą Josh naprawdę odniósł wrażenie, że go trochę przestraszył - czego przecież nie chciał.
- Jasne. Chętnie. Choć... Nie wiem czy akurat teraz to najlepszy pomysł. Trzeba by się wrócić po siodło i wszystko, prawda? - spytał, odnosząc się do swojej bardzo ograniczonej wiedzy z zakresu koni i jeżdżenia na nich. Mimo to jednak jego spojrzenie znów spoczęło na Jay'u, a w jego oczach odbiło się zainteresowanie, wręcz zaintrygowanie tym pomysłem... I może nawet nadzieja na to, że nie miał racji i będą mogli już teraz zorganizować lekcję.
Pomijając już erotyczne podteksty i całą resztę, uzdrowiciel szczerze lubił te zwierzęta i tak naprawdę z przyjemnością spróbowałby swoich sił na jednym z nich. Nie bał się ani trochę, bo z doświadczenia wiedział, że praktycznie wszystkie tutejsze konie były dość spokojne i przyjaźnie nastawione do ludzi. Jeszcze nigdy nie słyszał o żadnych kłopotach z ich udziałem. W dodatku mógł przecież wpłynąć na zachowanie swojego wierzchowca. Może nie znał się na koniach aż tak dobrze, jak na przykład na ludziach, ale uspokojenie czy przekonanie do siebie zwierzęcia nie powinno mu sprawić poważnych problemów.
- Przy okazji... Z Nori zadecydowaliśmy, że będziemy zawsze nosić przy sobie nasze łuski. Zmusić cię nie mogę, ale myślę, że powinieneś zrobić to samo - dodał nagle, odsuwając się już na krok od płotu, gotów w razie czego ruszyć w stronę tych kilku pasących się rumaków. Zakładał, że - jeżeli Jay mówił poważnie - skorzystają z któregoś z nich, aby nie wyprowadzać kolejnego ze stajni.
Chcąc zwolnić zajętą rękę, Josh bez namysłu uniósł dłoń i zatknął sobie piórko Jay'a za prawe ucho. Nie bardzo wiedział co innego mógłby z nim teraz zrobić, a nie chciał go tutaj tak po prostu zostawić. Kieszenie odpadały, żadna inna opcja nie przychodziła mu do głowy... Więc zostawała tylko ta. Co prawda Elixir nie przyznałby się do tego na głos, ale odrobinę ciekawiła go reakcja aniołka, dlatego teraz znów ku niemu zerknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pon Sie 14, 2017 10:14 am

Oczywiście dla Jay'a ten uśmiech oznaczał tyle co zadowolenie z propozycji nauki jazdy konno. Nie mógł wiedzieć, że za uśmiechem kryje się coś innego. Pomyślał sobie więc, że Josh zdecydowanie był chętny na takie lekcje. Co i w sumie jemu odpowiadało. Mógłby się zająć czymś co lubi, czymś przyjemnym. Tym sposobem zapominając chociaż na chwilę o nieprzyjemnych zdarzeniach z dnia poprzedniego. No i skoro Elixir wyraźnie lubił te zwierzęta to i jemu na pewno sprawi przyjamność ta nauka.
- Przecież stajnia nie jest tak bardzo daleko, a to w niej wszystko znajdziemy. Nie wiem jak tobie, ale mi się nigdzie nie spieszy. Chyba, że miałeś jakieś plany na dziś to możemy to przełożyć na inny dzień - zamiast od razu ruszyć w stronę staji, spojrzał jeszcze na kolegę, nie wiedząc już w końcu co postanowił. Niby chciał się uczyć, ale wracanie po siodło mu się nie podobało. Może faktycznie się gdzieś spieszył. Rudzielec miał wrażenie, że Josh zawsze miał coś do roboty. Nie dosłownie, bo pracować nie pracował, ale zawsze znajdował sobie jakieś zajęcie. A on? Często jego zajęciem było brzdąkanie na gitarze, pisanie albo po prostu leżenie. Najlepiej na dachu instytutu. Albo właśnie tutaj, przy koniach, które mu przypominały życie na rodzinnej farmie. W małym miasteczku.
- To żaden problem. Łuska nie jest ani specjalnie wielka ani ciężka, mogę ją nosić przy sobie. Myślicie, że może jakoś zadziałać w którymś momencie? W końcu jest magiczna - wspomnienie o łusce wzbudziło w nim lekką ciekawość. Jasne, trzymanie jej zawsze pod ręką to nic wielkiego. Nosił spodnie z dodatkowym kieszeniami na wysokości kolan i jedna z nich idealnie by się nadawała na nią. Ciekaw tylko był czy Nori i Josh wpadli na jakiś pomysł odnośnie użycia tych łusek czy może po prostu ot tak chcieli żeby mieli je cały czas ze sobą, na wszelki wypadek..
Kolejny gest blondyna przykuł uwagę Jay'a. Podążył wzrokiem za jego ręką i zatrzymał spojrzenie na piórku, które wylądowało za uchem Elixira. Uśmiechnął się lekko kiedy chłopak na niego spojrzał.
- Całkiem Ci do twarzy. Jeszcze kilka takich piórek i będziesz jak Indianin - stwierdził z rozbawieniem. Chyba nigdy nie zauważył, by ktokolwiek próbował się bawić jego piórami. Ot lądowały sobie na ziemi. Później jakiś ptak pewnie je porywał, by mieć jako element do budowy swojego gniazda. Właściwie to jakoś nie interesował się tym, co się dzieje z piórami po tym jak wypadną z jego skrzydeł. Wtedy nie były już jego.
Czekał teraz na decyzję Josha odnośnie tego co robią dalej. Jeśli ruszy w stronę stajni to znaczy, że plan nauki jazdy konno będzie zrealizowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pon Sie 14, 2017 1:09 pm

Josh nie odpowiedział od razu na pytanie o swoje dalsze plany na ten dzień. Tak naprawdę nie posiadał żadnych konkretnych, po prostu sobie prokrastynował... Co nie zmieniało faktu, że niestety miał jednak parę rzeczy do zrobienia. Tylko mu się do nich jakoś strasznie nie spieszyło. Na przykład do rozmowy z Laurą o koszmarach i wydarzeniach z Houston. Och, już teraz wiedział, że to będzie taka zabawna dyskusja. Nie mógł się jej doczekać. A miał przecież okazję skierować do niej Nori... Jego błąd, że nie chciał jej tym obarczać.
Mimo to nastolatkowi wyraźnie odpowiadała reakcja aniołka. Właśnie takiej oczekiwał - potwierdzenia, że rzeczywiście będą mogli zacząć naukę już teraz. W końcu coś takiego było chyba całkiem niezłym usprawiedliwieniem dla odkładania w czasie innych zajęć, prawda? Jazda konna mogła mu się kiedyś przydać. Mało to razy bohaterowie, na przykład, przenosili się do przeszłości albo do innych światów? Lepiej być przygotowanym na wszystko.
Temat noszenia przy sobie łuski również poszedł gładko, co jeszcze bardziej rozluźniło chłopaka. Jak chyba każdy - a przynajmniej każdy normalny - lubił, gdy sprawy toczyły się po jego myśli. Mimo to blondyn nie chciał wchodzić teraz w żadne szczegóły, przede wszystkim dlatego, że w gruncie rzeczy nie uzgodnili z Noriko niczego istotnego... Ani nawet pewnego. W związku z tym Elixir lekko wzruszył ramionami i ograniczył się do krótkiej odpowiedzi.
- Może. Lepiej będzie je przy sobie mieć, niż ich nie mieć - i tymi słowami uciął póki co temat, zajmując się już swoim piórkiem. Uzdrowiciel prędko był w stanie ocenić, że bardzo słusznie postanowił obserwować reakcję blondyna, gdyż to posunięcie zafundowało mu kolejny śliczny uśmiech, którego Josh nie byłby w stanie nie odwzajemnić. Nawet nie próbował się przed tym powstrzymać, bo czuł, że miałby do czynienia z walką z góry przegraną...
- Myślisz? W takim razie chyba muszę ich wypatrywać. Albo może zorganizuję sobie szczotkę i wyczeszę ci skrzydła, a potem porwę wszystkie zdobyczne piórka - zadecydował, bo prawdę mówiąc nawet spodobał mu się ten pomysł... Przynajmniej jako temat dyskusji. Żartowania. Dani pewnie nie byłaby zachwycona, gdyby rzeczywiście coś takiego zorganizował - to znaczy, nie zbieranie piór, tylko pióropusz i zabawę w Indianina. Z drugiej strony obecność koni aż do tego kusiła... Takie korzystne warunki! Ale nie, będzie silny, uniknie kolejnego wykładu. Chociażby tylko z tego powodu, że coraz bardziej nudziło go słuchanie praktycznie tego samego - jak to ją zawodził, a powinien wiedzieć lepiej... I tak dalej. Ostatnio zrobiła się przewidywalna.
Z kolei wizja szczotkowania skrzydeł aniołka prezentowała się... Całkiem nieźle. Zaskakująco przyjemnie, gdzie przyjemnie stanowiło w pewnym sensie słowo klucz... Bo w końcu niedawne zachowanie rudzielca, jego reakcja na dotyk na plecach, zapowiadały coś bardzo miłego. Tak, mogliby zacząć od czesania, a potem... Kto wie? Elixir był otwarty na propozycje.
- Ale dobrze wiedzieć, że podobam ci się w twoich piórach. Jeżeli chcesz, mógłbym mieć je na sobie częściej. To co, idziemy? - dodał jakby z namysłem, lekkim ruchem głowy wskazując na stajnię, po czym ruszył już w jej kierunku. Kilka pierwszych kroków postawił jeszcze powoli, żeby Jay mógł się z nim zrównać, lecz zaraz potem podniósł tempo do normalnego chodu. Faktycznie do budynku nie mieli aż tak daleko, ale jednak kawałek musieli się przespacerować, mijając po drodze kilka zwierząt, które nic sobie nie robiły z ich obecności i bliskości. Bardziej interesowała je trawa i blondyna wcale to nie dziwiło.
Josh nie był do końca pewien czego będą potrzebowali i gdzie te rzeczy się znajdowały, więc liczył na to, że Jay lepiej się w tym wszystkim orientował. Na pewno powinni znaleźć siodło... I uprząż. O ile to ostatnie liczyło się jako jedna część, bo tego nastolatek wcale nie był pewien. Zamierzali w ogóle jeździć obaj czy przygotują tylko jednego konia? Tego akurat nie ustalili i uzdrowiciel rzucił swojemu towarzyszowi ciekawskie spojrzenie, lecz zdecydował się jeszcze o to nie pytać - ani o nic innego. Wychodził z założenia, że aniołek wiedział co robił. W końcu wcześniej mieszkał na farmie, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Sie 15, 2017 5:00 pm

- Rozumiem. Jak powiedziałem, to żaden problem. Mogę ją nosić w kieszeni ze sobą - skinął lekko głową. Nie było to jakieś wielkie wymaganie od Josha, więc nie widział w tym żadnego problemu. Nawet jeśli nie mieli pomysłu, co te łuski mogły robić to pewne było, że są w jakiś sposób magiczne. Przepełnione magią Onurisa. Być może faktycznie prędzej czy później do czegoś się im przydadzą. Ciekawiło go również czy kiedykolwiek ponownie spotkają smoka, ale nie myślał nad tym zbytnio. Przyszłość pokaże co los im przyniesie. Oni mogli tylko czekać.
- W zasadzie to mam własną szczotkę do skrzydeł. Tylko to nie do końca tak działa. Może jakieś pióra wypadną, a może nie. Zależy czy akurat jakieś będą luźne. Poza tym jeśli się rozejrzysz uważnie to na pewno gdzieś jakieś znajdziesz. Raczej ciężko pomylić moje pióra z jakimikolwiek innymi. - wytłumaczył Elixirowi. Właściwie to nie miał nic przeciwko takiemu szczotkowaniu, nie było to nic specjalnego, a miało spory plus. Ktoś wyszczotkuje mu skrzydła na pewno dużo dokładniej niż jak on sam to robi. On nie wszędzie dosięgnie szczotką, a druga osoba nie miałaby z tym żadnego problemu.
- Może niekoniecznie od razu się podobasz - odezwał się, ruszając z miejsca za kolegą w stronę stajni, szybko zrównując z nim krok, by ramię w ramię mogli iść obok siebie - Po prostu zabawnie to wygląda. I chyba jeszcze nie widziałem żeby ktoś się bawił moimi piórami, ciekawy widok - uśmiechnął się na koniec wypowiedzi. Najbardziej po prostu bawiło go to, że Josh wziął jego pióro i zatknął sobie je za ucho. Oczywiście w pewnym sensie było to dla niego, bo świadczyło o tym, że blondynowi podobają się jego pióra. Co też chyba sam potwierdził tekstem o szczotkowaniu.
Być może mieli kawałek do przejścia by dotrzeć do stajni, ale i tak mogło im to zająć najwyżej kilka minut. W końcu wybieg był tuż przed owym budynkiem. W dodatku spacer przebiegał dróżką, przy której pasło się kilka koni, więc zawsze można było na nie popatrzeć.
- Możesz teraz od razu wybrać sobie konia jakbyś chciał - zagadnął Josha kiedy mijali kolejne zwierzęta. Wszystkie były oswojone i łagodne, więc wpływ na wybór mógł mieć przede wszystkim kolor konia, jego umaszczenie. Może blondyn będzie chciał konkretnego, a może będzie mu to obojętne. On sam nie zamierzał dosiadać żadnego konia. Wolał zacząć od prowadzenia Elixira. Nie wiedział czy chłopak kiedykolwiek chociaż siedział na tym zwierzaku.
W końcu dotarli do stajni. Wszystko czego potrzebowali było blisko wejścia. Siodło i uzda. Nic więcej nie potrzebowali. Jay sięgnął po obie rzeczy, by zaraz z nimi wrócić na dwór i poczekał aż chłopak wskaże mu konia, którego sobie upatrzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Sie 15, 2017 10:28 pm

Myśli Josha krążyły obecnie praktycznie wokół samych przyjemnych tematów, a Jay - świadomie albo i nie - bardzo im w tym pomagał, co chwilę dostarczając im nowego materiału do pracy. Choć... Nie, aniołek na pewno nie robił tego umyślnie. Gdyby tylko wiedział cóż takiego chodziło blondynowi po głowie, to zdecydowanie nie kroczyłby przy nim teraz tak spokojnie. Świadomość tego wystarczyła, aby uzdrowiciel nie odczuwał najmniejszej ochoty, aby wtajemniczać rudzielca w te wszystkie fantazje - nawet w formie żartu czy po prostu zbyt oczywistego podtekstu. Skoro już zupełnie niewinna przyjemność czerpana z dotyku tak bardzo Jay'a wystraszyła, to co dopiero takie pomysły.
Mimo to Elixirowi podobała się myśl, że jego przyjaciel najwyraźniej nie miał nic przeciwko zabawie z jego piórkami... Przynajmniej z tymi utraconymi. Nad tymi, które wciąż trzymały się swoich miejsc, pewnie będą jeszcze musieli trochę popracować, ale tak naprawdę dotyk na samych skrzydłach Jay przyjmował wcześniej bardzo otwarcie... Więc - przy odrobinie szczęścia - prędko powinien przywyknąć do zajmującego się nimi Josha. Oczywiście wtedy blondyna będzie kusiło oswojenie go sobie bardziej... Znał siebie zbyt dobrze, aby tego nie wiedzieć. No, trudno. Potem będzie się martwił takimi szczegółami, bo teraz powinien się przecież skupić na aktualnym flirtowaniu.
Zgodnie z tym postanowieniem nastolatek posłał rudzielcowi wyraźnie urażone spojrzenie, lekko przerysowane, równocześnie przyjmując pokrzywdzony wyraz twarzy. Oczywiście się zgrywał, bo doskonale rozumiał o co Jay'owi chodziło, ale to nie oznaczało, że zamierzał mu tak po prostu odpuścić. Poza tym... Choć świetnie zdawał sobie sprawę z własnej atrakcyjności, podkreślanej przez zachowanie oraz słowa wielu osób, to jednak wciąż jeszcze zdarzało mu się czuć odrobinę niepewnie ze względu na złoty kolor skóry. Nie okazywał tego. Nigdy. Takich rzeczy nie zdradzało się byle komu, może tylko raz wspomniał o tym Laurie, ale na ogół zachowywał się dokładnie tak, jak wszyscy tego oczekiwali... Czyli z arogancją i pewnością siebie oraz własnej urody.
- Czyli ci się nie podobam. W porządku. Jakoś nauczę się z tym żyć, rzecz jasna wtedy, kiedy już pozbieram resztki ego i skleję je z powrotem w całość. Nie przejmuj się mną, zrozumiałem aluzję - skomentował dramatycznym tonem, przez cały ten czas ani na moment nie spuszczając rudzielca z oczu. Pomimo skupiania na nim całej swojej uwagi Josh i tak szedł prosto, bez potykania się... Błogosławiona niech będzie wystarczająco ubita ścieżka.
Sugestia, że powinien już teraz wybrać dla siebie jednego z wierzchowców, szybko i łatwo sprawiła, że Elixir - przynajmniej na pozór - stracił zainteresowanie poprzednim tematem i wreszcie oderwał wzrok od aniołka... Choć w pierwszej chwili krótko, lecz wymownie zerknął w dół po jego ciele. Już w następnej sekundzie jednak jego spojrzenie przesuwało się niewinnie pomiędzy mijanymi zwierzętami i prawdę mówiąc chłopak bardzo prędko zlokalizował tego konia, na którym chciał się uczyć. Później już tylko upewniał się w słuszności swojego wyboru.
Na miejscu blondyn pozostał blisko wejścia, a właściwie to zatrzymał się praktycznie w nieistniejącym progu stajni. Jay był od niego fizycznie silniejszy, więc równie dobrze mógł pozwolić mu zająć się dźwiganiem siodła, które wyglądało na raczej ciężkie. Co prawda uzdrowiciel nigdy nie miał żadnego na rękach, ale zdawało się bardzo... Solidne. A uprząż trochę niepokojąca. W związku z tym Josh poczekał chwilę na to, aby jego aniołek sam wszystko zgarnął, po czym wycofał się z budynku i znów ruszył w kierunku koni... A właściwie to prosto ku jednej konkretnej klaczy. Była smukła, z długą grzywą i ogonem, a choć Elixir nie znał się na rasach tych zwierząt, to rozpoznawał przynajmniej nazwę jej umaszczenia. Tobiano, kasztanowo-biała, przypominała mu postać z bajki o koniach, którą kiedyś lubił.
- Ta - poinformował krótko Jay'a, równocześnie podchodząc już do niej z lewej strony, lecz bardziej od przodu. Klacz trzymała głowę nisko i spokojnie skubała sobie trawę, lecz jego bliskość sprawiła, że poruszyła łbem, aby na niego spojrzeć. Nie wyglądało na to, aby jej przeszkadzał, nie wyczuwał też tego w reakcjach jej ciała, przynajmniej na tyle, na ile orientował się w fizjologii koni... A mimo to po krótkiej chwili wyprostowała szyję i zabrała się za sprawdzanie jego rąk, może odrobinę natrętnie. Chłopak domyślał się, że szukała smakołyków, a choć ich przy sobie nie posiadał, to i tak sprezentował jej obie swoje dłonie, aby mogła je powąchać. Palce miał na wszelki wypadek wyprostowane, żeby czasem nie przyszło jej do głowy, że jeden z nich może być przekąską.
- Nauczaj, ptaszyno. Ja jeszcze ją trochę pogłaskam, a ty załóż jej cały ten sprzęt. Popatrzę i zapamiętam jak, obiecuję - zwrócił się ponownie do rudzielca, równocześnie rzucając na niego okiem, lecz zaraz potem skoncentrował się już na zwierzęciu przed sobą. Klacz najwyraźniej pogodziła się z brakiem jedzenia i teraz mógł już po prostu głaskać ją po szyi i łbie, na co łaskawie mu pozwalała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pią Sie 18, 2017 11:41 am

Czuł, że Josh znowu na niego patrzy. Dlatego też obrócił lekko głowę w bok, by móc na niego spojrzeć. Nie rozumiał skąd ta urażona mina. Oczywiście, mimikę twarzy blondyna można było bardzo łatwo odczytać. Jednak on nie powiedział przecież niczego złego. Albo nie był do końca tego świadom choć zawsze starał się ostrożnie dobierać słowa w tym co mówił, by przypadkiem kogoś nie urazić. Długa wypowiedź chłopaka jednak całkowicie rozjaśniła mu sytuację i teraz tylko się zastanawiał czy Elixir przypadkiem nie zgrywał się. Wszystko na to wskazywało. Przecież nie przejąłby się na poważnie tym, że mu się nie podoba. Zwłaszcza, że nie w tym znaczeniu Jay użył tych słów.
- Wiesz, że nie to miałem na myśli. A nawet gdyby to przecież i tak podobasz się pewnie co najmniej połowie dziewczyn w Instytucie. Jesteś przystojny i masz kolor skóry, który zdecydowanie przyciąga wzrok. Dziewczyny chyba lubią złoto, w końcu jest dużo złotej biżuterii. - potrząsnął delikatnie głową. Blondyn bywał naprawdę zabawny z tymi swoimi udawanymi wyrzutami. Tylko, że rudzielec czasem nie był pewien jak na nie zareagować. Zawsze starał się być miły, grzeczny, nikogo nie urazić. Dlatego nawet udawane wyrzuty wprawiały go w lekkie zakłopotanie.
Dzięki niech będą, że jednym z atutów jego mocy była zwiększona siła fizyczna. Siodło ważyło dla niego tyle co nic, nie było jakimś specjalnym ciężarem. Uprząż tym bardziej bo to były tylko paski. Nawet nie pomyślał o tym, by kazać przyjacielowi nieść siodło. Doskonale wiedział, że jest silniejszy od Josha, więc mógł się tym sam zająć. W tym czasie przynajmniej blondyn mógł uważniej się przyjrzeć koniom i wybrać tego, który mu się sposoba.
Jak tylko wyszedł ze stajni, ruszył za kolegą w stronę pasących się konic, a po chwili już wiedział, który z nich jest konkretnym celem. A właściwie która, bo Elixir wybrał klacz. Jay uśmiechnął się pod nosem, myśląc z rozbawieniem, że nawet tu wolał wybrać płeć przeciwną.
- Dobrze, że chociaż znasz podstawy zachowywania się w obecności koni - zwrócił się do nastolatka, jak tylko ten zaczął podsuwać dłonie pod pysk klaczy, by mogła go sprawdzić. Z jego strony miał to być komplement. Niby takie rzeczy wydawały się oczywiste. Psom czy kotom też się dawało dłoń do powąchania, ale nie każdy wiedział, że przy innych zwierzętach też to działa. Za to o niepodchodzeniu od tyłu powinien każdy wiedzieć. Tyle się o tym mówiło w róznych programach w telewizji. Z drugiej strony nie wiedział czy Josh ogląda takie programy.
- Ptaszyno? Pierwszy raz chyba ktoś tak do mnie mówi. Zazwyczaj moje skrzydła kojarzą się z aniołem choć mają nieodpowiedni kolor. Do ptaka jeszcze mnie raczej nie porównywano. - stwierdził, zaraz biorąc się za zakładanie siodła i uprzęży podczas gdy jego kolega zajmował się głaskaniem zwierzaka. Zapewne takie głaskanie uspokajało ją trochę. Z ustawieniem strzemion nie miał żadnych problemów. Byli podobnego wzrostu, więc mógł je ustawić tak jak robił dla siebie. Wszystko robił na tyle wolno, by Elixir mógł się dokładnie przyjrzeć. W końcu nie będzie przecież za każdym razem go wołał, by "ubrał" mu konia.
- To co. Dasz radę wskoczyć czy potrzebujesz schodka? Lewa noga w strzemię, a reszta siłą odbicia od ziemi - po schodki na pewno nie będzie szedł. Po prostu podsadzi Josha gdyby ten miał problemy z tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Pią Sie 18, 2017 1:26 pm

Unosząc jedną brew i nie zaprzestając głaskania szyi oraz łba klaczy, Josh rzucił Jay'owi długie i bardzo, ale to bardzo intensywne spojrzenie, w dodatku przez chwilę praktycznie nieruchome dla pogłębienia efektu. Ale go dziś rudzielec komplementował, nie ma co... W pierwszym odruchu uzdrowiciel nawet zamierzał zwrócić mu na to uwagę, może skomentować, że nic dziwnego, że Jay nie poderwał tutaj żadnej dziewczyny, jeżeli do nich również zwracał się w taki sposób... Ale na szczęście zachował jeszcze wystarczającą trzeźwość umysłu, aby na czas ugryźć się w język, oczywiście jedynie w przenośni. Gdyby palnął coś takiego, pewnie zrobiłoby się między nimi trochę... Niezręcznie. Być może. Choć tak naprawdę nie wiedział jak aniołek by zareagował, a jedynie się tego domyślał, sugerując się tą jego niecodzienną delikatnością.
Nie zmieniało to faktu, że te komplementy w gruncie rzeczy szczerze Elixira bawiły. Zgadywał, że Jay nie miał na myśli niczego złego, a to pomagało mu doceniać ich efekt, nazwijmy to, komediowy, zapewne również niezamierzony. Oczywiście miłe było także to, że ze swojej strony mógł udawać oburzenie, żeby wprawić kolegę z drużyny w zakłopotanie - ale z tym starał się trochę hamować, żeby nie przedobrzyć. W końcu nie chciał go do siebie zrazić. Z drugiej strony porównanie do biżuterii akurat naprawdę odrobinę go zabodło... Do czego i tak by się nie przyznał na głos.
- Bo na ogół jesteś na to zbyt miły... Ale za to na ptaszynę mi pasujesz. I zaufaj mi, nie jestem aż takim masochistą, żeby pchać się prosto pod koński kopniak - odparł w kwestii przezwiska dla rudzielca i od razu swojego obeznania z zachowaniem wierzchowców. Nie był w tej dziedzinie żadnym ekspertem, nie próbował być, ale parę faktów pamiętał, nawet jeżeli głównie z filmów. Podchodzić z lewej. Nie dać sobie odgryźć palców. Pozwolić zwierzęciu się ze sobą oswoić. Zachowywać spokój. Wszystko to mógł zrobić.
Szczerze mówiąc bardziej ciekawiło go zresztą to, czy Jay wyłapie dwuznaczność z jego wypowiedzi... Oraz to, że wcale nie przeczył w niej swojemu masochizmowi jako takiemu, tylko po prostu wyznaczał mu pewne ramy. Na wszelki wypadek nastolatek nie ograniczał się jedynie do obserwowania poczynań aniołka przy zakładaniu całej tej uprzęży, ale i przyglądał się wyrazowi jego twarzy - równocześnie szpiegując reakcje jego organizmu - aby się o tym przekonać. Wbrew pozorom naprawdę się jednak uczył i starał się jak najdokładniej zapamiętywać to, co rudzielec po kolei czynił. Był całkiem pojętny, gdy coś go interesowało... Albo kiedy to coś było dla niego wystarczająco ważne.
Przygotowanie konia potrwało nawet trochę krócej, niż Josh się spodziewał i już po chwili wszystko było praktycznie gotowe, a sama klacz w dalszym ciągu przyjmowała to spokojnie i tylko z przeciętnym zainteresowaniem. Nie wróciła jednak do skubania trawy, więc najwyraźniej rozumiała do czego zmierzała cała ta uwaga ze strony chłopaków. Uzdrowiciel pogłaskał ją po raz ostatni po szyi, po czym znów zerknął z namysłem na swojego rówieśnika.
- Co prawda wspinanie się po tobie brzmi bardzo kusząco, ale może innym razem... Skoro mam być samodzielny - odparł na jego instrukcję, po czym przesunął się już bliżej boku wierzchowca, ustawiając się do niego po skosie. Zanim zrobił cokolwiek innego, prześledził jeszcze wzrokiem wodze, aby upewnić się, że nigdzie się nie skrzyżowały, ani nie zaczepiły i spoczywały luźno na karku zwierzęcia. Zebrał je w lewą rękę, przy okazji zaciskając też palce nisko na grzywie, aby częściowo się jej przytrzymać, drugą dłoń oparł zaś na przedniej części - łęku - siodła. Kierował się przy tym za dodatkowymi sugestiami rudzielca, nie wnikając dlaczego powinno być właśnie tak, a nie akurat inaczej.
Wreszcie nie pozostawało mu już nic innego, jak tylko wsunąć lewą stopę w strzemię - uważając przy tym, aby przypadkiem nie kopnąć klaczy - i odbić się od ziemi. Starał się nie zrobić tego zbyt gwałtownie, aby nie zdenerwować wierzchowca, ale w końcu powoli zasiadł na siedzisku... Koń zaś wykorzystał tę okazję, aby wykonać kilka kroków do przodu, nim z własnej inicjatywy się zatrzymał. A może Josh odruchowo na niego wpłynął? Sam nie był teraz pewien, bo prawdę mówiąc odrobinę spanikował. Starając się to zamaskować, nastolatek wsunął także i drugą stopę w strzemię, a następnie skorygował ustawienie obu - znów zgodnie z instrukcją Jay'a. Na koniec przeplótł wodze pomiędzy palcami obu rąk, a dokładniej pod trzema środkowymi, nim zacisnął pięści... I kiedy w końcu wszystkie te kwestie techniczne zostały pokonane, mógł wreszcie zacząć cieszyć się tym, że hej, właśnie siedział na koniu, dużym, ciepłym i silnym, czuł poruszające się pod sobą mięśnie, patrzył na świat z góry. Dziwnie satysfakcjonująca pozycja.
- Gotowy. Z góry dodam, że wiem, że steruje się tą częścią przez skracanie z odpowiedniej strony - poinformował i zabrzmiał przy tym tylko trochę na dumnego z siebie, jak gdyby było to jakieś osiągnięcie. Podczas mówienia o tej części poruszył wymownie wodzami, na tyle delikatnie, aby klacz nie zwróciła na to uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Sie 22, 2017 11:57 am

Nie bardzo rozumiał to spojrzenie Josha. Jakby chciał mu coś powiedzieć. Jay zdecydowanie miał problemy z porozumieniem się z tym chłopakiem. Co oczywiście wcale go nie zniechęcało do rozmowy z nim. W życiu nie może być ciągle łatwo. Ogólnie Elixir był w porządku, plotkami o nim, zapewne chociaż częściowo prawdziwymi, zupełnie się nie przejmował. Zawsze uważał, że samemu trzeba sobie wyrobić zdanie na czyjś temat. Zdarzało im się czasem rozmawiać. Fakt bycia w jednej drużynie na pewno był tu ważny. Jednak te rozmowy nigdy nie były zbyt długie. W sumie to obecnie chyba jedna z ich dłuższych rozmów. W dodatku jeszcze pewnie się trochę pociągnie skoro mieli spędzić trochę czasu na nauce jazdy konno.
- Pasuję ci na ptaszynę? Dlaczego? Jakiś inny powód poza skrzydłami? - zapytał z lekkim zaciekawieniem. Nikt go do ptaka nie porównywał raczej, więc zainteresowało go skąd Josh wpadł na ten pomysł. Bo skrzydła to nie tylko z ptakiem mogły się kojarzyć. Być ciekaw czy nastolatek miał jakieś inne skojarzenia z ptakami poza tym oczywistym. Za to wspomnienie o nie byciu AŻ takim masochistą chyba powinno pozostać bez komentarza, więc tak też Jay zrobił, nie komentując nijak tego fragmentu wypowiedzi.
Podczas wszystkich czynności wykonywanych przy ubieraniu konia rudzielec zachowywał spokój. Robił to nie pierwszy raz, więc nie musiał się denerwować, że coś mu się pomyli. Doskonale wiedział co robi. Oczywiście, specjalnie dla Elixira wszystko robił wolniej, by ten mógł się dokładnie przyjrzeć. Następnym razem mógłby sam spróbować, oczywiście pod jego nadzorem. Nie zostawi blondyna sam na sam z koniem tak szybko. Taka nauka trochę trwa. Choć zależy ile złoty sam wiedział na temat takiej jazdy.
- Wspinanie się po mnie? - uniósł brew do góry, spoglądając na Josha - Jasne, nie miałem zamiaru iść specjalnie po schodek, ale po prostu bym cię podsadził do góry. Masz wyjątkowo bujną wyobraźnię, Josh - stwierdził na sam koniec, uśmiechając się przy tym lekko. Tłumacząc mu jak wsiąść na konia, Jay mimo wszystko stał blisko blondyna, by w razie czego pomóc mu z wejściem na konia. Wiedział, że chłopak jest wysportowany, ale koń miał swój wzrost i na pewno nie dla każdego łatwe było odbicie się od ziemi na tyle, by móc wylądować w siodle.
- I jak się podoba widok z góry? - zapytał na początek, opierając lekko jedną dłoń na boku konia i odchylając głowę do góry, by spojrzeć na Elixira. Informację o jego wiedzy na temat "sterowania" koniem przyjął z lekkim skinięciem głowy. Nastolatek wbrew pozorom wiedział całkiem sporo, więc Jay niewiele mógł go nauczyć jeśli chodzi o początki. Spokojna jazda na koniu nie była czymś wymgającym ogromnego wysiłku. A od tego na pewno zacznie. Kłus czy galop mogą sobie trochę poczekać.
- Zastanawiam się co jeszcze wiesz. Nasze konie są wytresowane, więc nie mają problemów z komendami. Ty masz dodatkowe ułatwienie, z biokinezą możesz dać jej dodatkowy sygnał co ma robić. Najważniejsze to uważać żeby niechcący nie kopnąć konia. Jak chcesz ruszyć z miejsca to musisz lekko ścisnąć boki łydkami. I uważaj żeby nie zrobić tego przypadkowo, bo może przyspieszyć. - na tym na razie poprzestał, pozwalając Joshowi na sprawdzenie podstawowej komendy. Kiedy już klacz zaczęła powoli iść, Jay sam ruszył z miejsca, idąc tuż obok, oczywiście w bezpiecznej odległości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   Wto Sie 22, 2017 5:03 pm

Prawdę mówiąc Jay zapytał Josha dokładnie o to, o czym blondyn i tak właśnie rozmyślał. Otóż widok z góry bardzo mu się podobał, a chłopak powoli odkrywał, że chyba lubił znajdować się wysoko. Jego spojrzenie powoli przesunęło się po okolicy, na trochę dłużej zatrzymując się na pasących się w pobliżu koniach, nim w końcu jego wzrok spoczął na rudzielcu. To również mu odpowiadało... Spoglądanie na niego przy takiej różnicy wysokości. Poddawało mu pewne pomysły, do których zamierzał wrócić później, gdy będzie już w swoim pokoju, możliwie bez Davida.
- Mógłbym się przyzwyczaić do tej perspektywy - przyznał najzupełniej szczerze, nawet jeżeli miał na myśli coś więcej, niż aniołek zapewne podejrzewał. Z drugiej strony chyba zaczynał łapać podteksty, a przynajmniej wyczuwać, że jakieś padały, choć niekoniecznie je rozumiał... Przynajmniej jeżeli sądzić po tym komentarzu odnośnie jego wyobraźni, który wcześniej Elixir zbył czarującym uśmiechem. Drażnienie rówieśnika było zbyt przyjemne, aby miał je sobie zepsuć szczerymi wyjaśnieniami.
Spojrzenie uzdrowiciela dość bezmyślnie zjechało po ramieniu Jay'a aż na jego dłoń, tę opartą teraz na boku klaczy, lecz zaraz potem rudzielec wystartował już z dalszymi instrukcjami i Josh mimo wszystko spróbował się na nich skupić. Może nie brzmiały na nic skomplikowanego, ale i tak nie chciałby czegoś przegapić. Co prawda na pomysł z biokinezą wpadł już wcześniej, lecz postanowił o tym nie wspominać, szczególnie że wcale nie czuł się bardzo pewnie ze swoją wiedzą z zakresu fizjologii koni. Niektóre jej aspekty przypominały te ludzkie, inne się od nich różniły... Więc chłopak wolał nie ryzykować ingerencji, jeżeli nie zostanie do tego zmuszony. Nie chciałby przypadkowo zrobić zwierzęciu krzywdy. Chyba by sobie tego nie wybaczył.
W końcu jednak Elixir pokiwał głową na znak swojego zrozumienia i bez słowa przystąpił do wprowadzania tłumaczeń aniołka w życie. Starał się być ostrożny, bardzo, jak najbardziej, co zaowocowało tym, że przy pierwszej próbie klacz w ogóle nie ruszyła z miejsca... Ale druga okazała się już bardziej udana i koń rozpoczął powolny spacer stępem, zresztą takim swobodnym, gdyż Josh w żaden sposób go nie kontrolował. Wodze trzymał luźno, dzięki czemu łeb wierzchowca mógł być pochylony, nie próbował też jeszcze narzucać mu żadnego kierunku, bo i tak mieli dla siebie sporo miejsca, w tym przed sobą.
Dopiero teraz, z daleka od cienia rzucanego przez drzewa, blondyn zaczynał naprawdę odczuwać efekty przygrzewającego słońca... Szczególnie na ramionach, plecach, udach i włosach. Wyglądało na to, że nawet jasny strój oraz własna kolorystyka nie ratowały go przed wysoką temperaturą otoczenia. Biokineza pomagała, ale niestety w tym wypadku nie reagowała automatycznie, bo w końcu takie ciepło nie stanowiło żadnego zagrożenia - a prawdę mówiąc Josh jakoś nigdy nie ustalił najlepszego sposobu na radzenie sobie z upałami albo mrozami. W efekcie znosił je lepiej od przeciętnego człowieka, ale wciąż musiał znaleźć najbardziej owocne rozwiązanie i je przećwiczyć.
Starając się tego po sobie nie okazywać, Elixir skupił się na delikatnym głaskaniu klaczy po szyi, odruchowo dostosowując swoje ciało do jej ruchów, aby kołysać się na jej grzbiecie zgodnie z nimi. Jego wzrok bardzo szybko znów padł na Jay'a, umysł zaś leniwie poszukiwał nowego tematu rozmowy... W przerwie pomiędzy kolejnymi poleceniami.
- Ptaszyna z ciebie i to nie tylko z powodu skrzydeł. Ptaszyna brzmi uroczo, lepiej od zwykłego ptaka... I śpiewanie też pasuje. Widzisz? Wszystko się układa - zauważył nagle, odwołując się do wcześniejszego wątku ich dyskusji. Szczerze mówiąc jego usta zaczęły się wypowiadać bez oficjalnego pozwolenia od mózgu... Ale chyba nawet tego nie żałował, dlatego od razu dorzucił coś więcej, nie dając jeszcze rudzielcowi się wtrącić.
- Chciałbym, żebyś kiedyś dla mnie zaśpiewał - zgoda, wszystkie te niewinne dwuznaczności naprawdę sprawiały mu sporo przyjemności, szczególnie teraz, gdy już wiedział, że Jay i tak ich nie łapał. Pewnie nie powinien bawić się jego kosztem, ale przecież nie robił tego złośliwie, wręcz przeciwnie... A w dodatku ten konkretny tekst można było zinterpretować zupełnie normalnie. Czuł się prawie usprawiedliwiony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stajnie i wybieg   

Powrót do góry Go down
 
Stajnie i wybieg
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Stajnie
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Stajnie Carrowów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Otoczenie-
Skocz do: