Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

 

 Central Park

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 10, 11, 12 ... 16 ... 21  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 4141
Data dołączenia : 23/05/2012

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pią Cze 08, 2012 4:19 pm

First topic message reminder :

Central Park - Page 11 800px-New-York-City---Manhattan---Central-Park---%28Gentry%29
Central Park - Page 11 800px-Southwest_corner_of_Central_Park%2C_looking_east%2C_NYC

Central Park - Page 11 400px-Bethesda_Fountain_in_2007

Oaza zieleni w centrum Manhattanu. Zajmuje osiemset czterdzieści trzy akry powierzchni. Na terenie Central Parku oddawać się można wielu zajęciom, takim jak obserwowanie ptaków, pływanie po jeziorach w łódkach czy kajakach, jazda rowerami czy bryczkami konnymi, bieganie, tenis, siatkówka, kręgle, wspinaczka na skałkach, pływanie w basenie - lub zimą jazda na łyżwach oraz wiele, wiele innych.

Tutaj można znaleźć mapę.

_________________

Central Park - Page 11 GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Speed

Speed

Liczba postów : 133
Data dołączenia : 26/08/2013

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sob Cze 04, 2016 10:18 am

Nawet nie rozwijając pełnych prędkości, żeby czasem nie zrobić krzywdy nieprzyzwyczajonemu do takich atrakcji chochlikowi, tak jak przewidywał Tom, na miejsce dotarli jeszcze przed Teddym. Warto też dodać, że celu ich podróży Tommy zdecydowanie długo szukać nie musiał. Choć na pierwszy rzut oka grupka nastolatków zebrana w Central Parku mogłaby być tylko normalnym spotkaniem paczki znajomych, wystarczyło przyjrzeć się jej by zauważyć, że coś jest nie tak. Jak bardzo nietypowa jest ta grupa, jak drobne szczegóły wyróżniają ich od "przeciętnych dzieciaków". Chociaż w dzisiejszym świecie, szczególnie w NY, przeciętność stała się już trudnym do zdefiniowania określeniem...
Podbiegając do nich razem z Serrure na swoich plecach speedster zauważył również, że najwyraźniej nie był jedynym, który przyprowadził sobie nowego kolegę. Prychnął cicho do samego siebie. To jak to szło z tym zaufaniem? Ha, pomyśleć, że choć przez moment zastanawiał się czy robi dobrze biorąc chochlika na spotkanie. W tej grupie nie znał połowy osób, więc automatycznie jakiekolwiek wątpliwości właśnie wyparowały. Fantastycznie.
Tommy wyhamował całkiem efektownie, bo przy tej prędkości można powiedzieć, że dla zebranych tu osób praktycznie pojawił się znikąd. I to jeszcze z takim uroczym bonusem na swoich plecach!
- No dobra, co nas ominęło? Robimy jakiś wypad na pizzę, czy jakaś akcja jest? - rozejrzał się po grupie, no cóż, znanych i nieznanych osób, jednocześnie pomagając Serrure wygodnie zejść ze swoich pleców. Oczywiście, o ile chciał, bo jeśli wolał jeszcze się chwilę na nim powygrzewać to proszę bardzo, nie miał nic przeciwko.
Speed rozejrzał sie po zebranych i uniósł jedną brew. Nie wyglądało na to żeby byli w zabawowym nastroju, a wręcz przeciwnie, Tom miał wrażenie, że wpadł w trakcie jakieś kłótni, albo niezbyt przyjemnej wymiany zdań.
- Okeeej, to kto mi powie co tutaj robimy? I skąd tu ci... - jakże niegrzecznie wskazał palcem nieznane mu buźki - ...wszyscy? Wyszedł człowiek z ośrodka i już zmiany wprowadzają? - wygiął usta w krzywym uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 4141
Data dołączenia : 23/05/2012

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sob Cze 04, 2016 11:27 am

Poruszanie się z taką prędkością... Nie było może dla Lokiego do końca nowością, bo w końcu Asgard - i nie tylko - dysponował technologią, o której Midgard mógł póki co jedynie marzyć, lecz do tej pory tak szybkie podróże Trickster odbywał raczej z wnętrza różnego rodzaju pojazdów, nie zaś po prostu na czyichś plecach. Różnica była spora, nawet trochę niepokojąca, ale przede wszystkim ekscytująca. Dotarcie na miejsce zajęło im dosłownie moment, w trakcie którego mag nie był nawet w stanie za bardzo się rozejrzeć. Skupił się tylko na generowaniu iluzji, która na wszelki wypadek osłaniała ich przed wzrokiem postronnych; przy tej prędkości mogła wydawać się zbędna, ale ostrożności nigdy za wiele. Zdjął ją dopiero na sekundę przed przybyciem na miejsce.
Zatrzymali się w pobliżu jeziora, na które - tak jak i na resztę parku - Trickster miał okazję spoglądać dość często... Bo w zasadzie codziennie. Na niewielkim, odgrodzonym przez drzewa terenie zebrało się więcej osób, niż się spodziewał - osiem, o ile dobrze liczył i wszystkich widział. No, teraz już dziesięć. Atmosfera zdawała się napięta, jeden z delikwentów wisiał sobie w powietrzu, jakaś ciemnowłosa dziewoja leżała na trawie... I prawdę mówiąc wyglądała nawet jakby znajomo...
... Ale nie to było w tym wszystkim najważniejsze. Uwagę Lokiego zwróciła bowiem ilość magii w powietrzu, która po pierwsze: raczej nie pochodziła tylko od jednej osoby i po drugie: niemalże posłała wzdłuż jego pleców dreszcz. W skrócie - dużo jej było. Miłe uczucie; w tym świecie tak rzadko można było ją spotkać, a już szczególnie w takiej ilości.
Mimo to Loki nie czuł się zagrożony. Blokował swoją własną aurę, więc był praktycznie przekonany, że nikt nie wykryje jego własnych czarów - zaś swój wygląd maskował nie tylko nową, nastoletnią formą, ale i zaklęciem, które niezwykle utrudniało rozpoznanie go osobom mogącym go skojarzyć. To ostatnie nałożył zresztą jako pierwsze, zanim jeszcze zmienił postać; teraz wydawało się zbędne, bo i tak nie przekształcił się po prostu w młodego siebie, tylko odpowiednio zmodyfikował wygląd - ale w końcu zawsze lepiej było dmuchać na zimne.
-Bo oczywiście ty wcale nikogo ze sobą nie sprowadziłeś, tak?- skomentował słowa swojego ulubionego speedstera, nie schodząc jeszcze z jego pleców, ani nie cofając rąk, którymi przez całą drogę obejmował go wokół szyi. Rozluźnił tylko trochę ich uchwyt, aby móc oprzeć brodę o ramię białowłosego i z tego miejsca rzucać spokojne, lekko rozbawione i może odrobinę zaintrygowane spojrzenia zebranym.
Nie czuł jeszcze potrzeby, aby im się przedstawić, nie zamierzał też jakoś szczególnie się wtrącać, przynajmniej nie od razu. Wolał posłuchać ich dyskusji, zaobserwować ich zachowania... I może - przy odrobinie szczęścia - zdolności. Wiedza to potęga, jeżeli tylko potrafi się ją stosownie wykorzystać.

_________________

Central Park - Page 11 GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
http://theavengers.forumpolish.com
Teddy Altman

Teddy Altman

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 14/06/2013

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Nie Cze 05, 2016 7:48 pm

Teddy nie wiedział, co sobie myślał, kiedy próbował ścigać się ze speedsterem. Nie myślał, to dobre słowo. Tom nie mógł biec niosąc kogoś tak szybko, jak biegł sam, ale Teddy bardzo szybko stracił go z oczu - wystarczyło, że mrugnął. Ale nie chciał, aby za długo na niego czekano w parku, skoro dostał już dwa SMS-y, więc zebrał się w sobie i starał się jak najprędzej dolecieć do celu. To dlatego pojawił się w miarę szybko, ale i dyszał jak po maratonie.

Wylądował bez gracji i ledwo co udało mu się zwinąć skrzydła, bo uderzyłby nieznaną mu osobę w twarz. Ogólnie, tak patrząc na zebranych, zauważył, że wielu z nich widzi pierwszy raz na oczy. Znał Kate, Billy'ego i kojarzył Eliego, z Tommym przybył, ale reszta...?

- Uff - hufnął i usiadł na dużym kamieniu, oddychając ciężko. Nie zmienił swojej formy, tylko nadal był zielony i na plecach miał zwinięte skrzydła. - Jestem - powiedział Billy'emu i zamilkł, nadal się w niego wpatrując, bo... cóż, nie mógł zaprzeczyć, że widok bardzo przyjemny, a po drugie, to Billy go tu poprosił, więc pewnie zacznie zaraz tłumaczyć, o co chodzi.
Powrót do góry Go down
Wiccan

Wiccan

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2013

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Czw Cze 09, 2016 10:33 pm

Billy zaczynał mieć już tego wszystkiego serdecznie dość - co pewnie sporo mówiło o jego anielskiej cierpliwości. Zamieszanie wywołane przez pojawienie się złodzieja był w stanie zrozumieć. Nie zależało od nich, ale przecież musieli chłopaka powstrzymać, to normalne - nie, może nie tyle normalne, co... Rozsądne w ich sytuacji. Tak, to brzmiało już lepiej.
Nie docierało do niego natomiast to, dlaczego Eli miał tak wielki problem z Cassie. W tym momencie to naprawdę wyglądało już tak, jak gdyby tylko się na nią uwziął, równocześnie praktycznie ignorując wszystkich innych zebranych. Niby jaka różnica była pomiędzy nią i pozostałymi uczestnikami spotkania? Zgoda, kilkoro z nich zostało zwerbowanych jeszcze przez Tarczę, ale to chyba wszystko... A przecież wypowiedzi Cassie wyraźnie wskazywały na to, iż serce posiadała we właściwym miejscu, nie wspominając już nawet o tym, co potrafiła.
Nie pomagało również to, że - poza Skuld i nim samym, a także Victorem na początku - nikt inny zdawał się za bardzo nie interesować niedoszłym złodziejem. Kłótnia na linii Cassie - Eli musiała być dla reszty zbyt interesująca, wciągająca, aby ktokolwiek zasugerował jakieś rozwiązanie... A sam Kaplan naprawdę nie chciał decydować co zrobić z chłopakiem. Zgodnie z prawem, które nieznajomy złamał, powinni pewnie oddać go w ręce policji... Ale czy w ten sposób nie ściągną na siebie jakichś kłopotów? S.H.I.E.L.D. mogło mieć wtyki wszędzie, a Billy nie wiedział jak pozostali, ale on sam i Victor naprawdę musieli trzymać się teraz z daleka od tej organizacji. No i... To jednak był ich rówieśnik. Zwykły nastolatek, nawet jeśli z mocami, a nie żaden mistrz zła.
Współczucie, które Kaplan żywił względem złodziejaszka, a także niepewność względem tego, jak powinni go potraktować, ulotniły się jak ręką odjął w momencie, kiedy ten zdecydował się zaatakować... W dodatku celując właśnie ku Billy'emu i Victorowi, a przynajmniej tak początkowo pomyślał pierwszy z zainteresowanych. Skuld stała bliżej i częściowo na drodze wystrzelonych przez złodzieja pocisków, ale Kaplan i tak poczuł się zagrożony. Nie miał czasu do namysłu, ani tym bardziej na to, by zablokować już lecące w jego stronę kolce... Zdążył tylko drgnąć i wykonać krok w tył - co w retrospekcji uznał za bardzo głupie, instynktowne posunięcie, które w praktyce nic by mu przecież nie dało - a już w chwilę później szpikulce przeleciały obok niego i wbiły się w jedną z podstaw altanki. Nastolatek zacisnął mocniej szczęki, powstrzymując się przed uczynieniem tego samego z polem siłowym wokół złodzieja. Nie chciał mu zrobić krzywdy, naprawdę, ale podświadomie odczuwał potrzebę chronienia siebie i innych przed jego poczynaniami.
Nagły upadek Skuld na ziemię przynajmniej skutecznie odwrócił uwagę Billy'ego od tego rodzaju myśli i skłonności. Niepokój oraz troska o stan dziewczyny przeważyły na moment nad wszystkim innym, a choć można by się spodziewać, że w takich okolicznościach właśnie straci panowanie nad swoimi zdolnościami, to stało się wręcz odwrotnie - bo odzyskał kontrolę, która przed chwilą się zachwiała. Dziwiło go tylko to, że nie sądził, aby Skuld oberwała od złodzieja... Co takiego ją więc spotkało?
Kaplan obrócił lekko dłoń i poruszył palcami tak, aby przesunąć utrzymywanego w powietrzu chłopaka nieco wyżej i dalej. Nie chciał, aby zagrażał jego nieprzytomnej koleżance - wyrządził już wystarczająco dużo szkód - dlatego dodatkowo wzmocnił pole siłowe, w którym go przechowywał, licząc na to, że nie przebije się przez nie kolejnymi pociskami.
Choć skupiał się na złodzieju i Skuld, to jednak Billy był świadomy tego, że Eli oddalił się od grupki po wygłoszeniu kolejnej krzywdzącej opinii na temat Cassie. Tym razem Kaplan nawet jej uważnie nie słuchał, więc dotarł do niego tylko ogólny sens tej wypowiedzi... Wydawała się ostrzejsza od poprzednich. Bardziej bezpośrednia. Na nią również miał ochotę zareagować, ale sytuacja Skuld zdawała się poważniejsza...
Nim Billy zdążył zdecydować czym powinien zająć się najpierw, na scenę w rekordowym tempie wkroczyły kolejne dwie osoby. Jedną z nich był Tommy, czyli jego wyblakła kopia, którą przynajmniej znał, co samo w sobie stanowiło już miłą odmianę - a drugą z kolei obcy pasażer wspomnianej kopii. Wyglądało na to, że naprawdę praktycznie wszyscy sprowadzili ze sobą na to spotkanie nowych rekrutów... Może to i dobrze? O ile tylko będą w stanie się ze sobą dogadać, a przynajmniej lepiej od Cassie i Eliego.
Kaplan zerknął krótko ku Kate, starając się tym spojrzeniem przekazać jej rozpaczliwą prośbę o to, aby spróbowała jakoś zapanować nad tym chaosem. Pod całym stresem ostatnich dni, niepokojem związanym z obecną sytuacją oraz zirytowaniem wynikającym z zachowania niektórych osób, których to imiona nie zostaną teraz przywołane - Billy odczuwał po prostu rosnące zrezygnowanie. Nie sądził, że będzie łatwo, oczywiście, że nie, ale to... Przekroczyło jego oczekiwania. Bardzo.
W związku z powyższym nastolatek nie był nawet zaskoczony, kiedy jego uszu dobiegł trzepot skrzydeł - wielkich skrzydeł - oraz ciężki oddech. Choć Teddy w trakcie lądowania minął go dość blisko, Billy nie próbował się odsunąć. Przeciwnie, pozostał w miejscu i uniósł tylko jedną z dłoni do swej twarzy, na moment przykładając palce do czoła. Przynajmniej teraz wszyscy dotarli już na miejsce. Może jednak uda im się coś jeszcze osiągnąć...
Ta myśl wystarczyła, aby Kaplan opuścił rękę i zerknął ku ostatniemu z przybyłych. Prędko zrozumiał, iż uczynił właśnie błąd taktyczny - z powodów związanych z Teddy'm, z Victorem oraz z organem, który ponoć był odpowiedzialny jedynie za pompowanie krwi, lecz w chwili obecnej robił to o wiele za szybko, aby miał to być zwykły przypadek. Tylko tego było mu jeszcze potrzeba... Wyrzutów sumienia, których - logicznie rzecz biorąc - nie powinien odczuwać, bo nie miał nawet dlaczego.
- Cassie, możesz sprawdzić co ze Skuld? Kelly, miej proszę oko na naszego agresora. I nie mam na myśli Eliego. Tym razem. Tak czy siak, nie powinien już nic zmajstrować, ale na wszelki wypadek nie zaszkodzi go pilnować. Przybyło nas więcej, niż się spodziewałem, więc dla ułatwienia zamierzam założyć, że każde z nas jest odpowiedzialne za osoby, które ze sobą przyprowadziło... - oderwanie wzroku od Teddy'ego nie było łatwe, ale konieczne i Billy uczynił to w trakcie kierowania prośby do Cassie, na którą następnie spojrzał. Po niej zerknął już ku Kelly i wreszcie przyjrzał się krótko pozostałym zebranym. Dopiero na sam koniec rzucił okiem ku Vicowi i lekko się do niego uśmiechnął... Przepraszająco. Nie tak miało wyglądać to spotkanie, inaczej je sobie wyobrażał, ale jednego był pewien: sam gotów był poświadczyć za swojego towarzysza.
- W ciągu ostatnich dni sporo się wydarzyło i uważam, że wszyscy powinniście się o tym dowiedzieć. Victor i ja mieliśmy do czynienia z Mścicielami i z Tarczą... I prawdę mówiąc przez to, co udało nam się ustalić, zupełnie straciłem ochotę na współpracowanie z agencją. Wszystko wam opowiemy, a potem będziemy mieli wiele do obgadania, ale najpierw... Czy możemy w końcu ustalić co zrobimy ze złodziejem? Jestem otwarty na propozycje? - wyliczył, równocześnie starając się sobie wmówić, że wcale nie czuje się niekomfortowo musząc zapanować nad tą grupą. Ani trochę. Co to dla niego. Dobry żart.
Powrót do góry Go down
Teddy Altman

Teddy Altman

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 14/06/2013

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pią Cze 10, 2016 6:31 pm

Dopiero po chwili Teddy zauważył, że cała ta scena, która przed nim się malowała, nie była zwykłym spotkaniem znajomych w parku. Zmienił się trochę na twarzy, aby nie było widać jego rumieńca, bo dotarło do niego, że nie zauważył, bo się zagapił. Ale Billy używający swoich mocy jest dość... ciekawym i przyjemnym widokiem. Billy bez mocy tak samo, ale cóż.

W momencie, kiedy Billy mówił, trochę niepewnie, ale się starał, Teddy ogarnął wszystko dookoła. Leżąca na ziemi bezwładnie dziewczyna, wyraźnie wkurzony Eli nieco dalej, jakby odcinał się od całej grupy, trzymany w zawieszeniu przez Billy'ego nieznany chłopak, a poza tym spora grupka gapiów, wyglądający tak samo zagubieni, jak wszyscy. Zerknął na Billy'ego, mając nadzieję, że mimo irytacji i niepewności jego moce są w jak najlepszym stanie.

- Okej - rzucił cicho i wziął głęboki oddech. - Okej - powtórzył głośniej, aby usłyszeli wszyscy. Podświadomie też wyprostował się, a jego skrzydła zdawały się zabierać więcej miejsca, mimo że nadal siedział na kamieniu. - Nie wiem, co się właściwie stało, ale widać, że wiele. Nie znam... wielu z was, więc cześć, jestem Teddy. Nie wiem jak wy, ale kiedy ja słyszę "straciłem ochotę na współpracowanie z Tarczą po kontakcie z Mścicielami i Tarczą", to mam wiele pytań, na które chciałbym znać odpowiedź, a jeśli stoi nam na przeszkodzie tylko kwestia złodzieja... - zerknął na zawieszonego czarem złodzieja. - Nie wiem, co ukradłeś, ale cię złapali i widać nie zadzwonili po policję, bo ważniejsza jest kwestia tego, co ma Billy do powiedzenia. Więc jeśli Billy uzna, że możesz to słyszeć, to nie widzę problemu, żeby trzymać go i zostawić go na koniec. - Ostatnie słowa skierował ku Billy'emu, bo nie wiedział, na ile ważne - i tajne - są jego informacje. Działał z tym, co zauważył. - Jak czar cię zmęczy, to mogę pomóc - dodał, nadal w stronę Billy'ego, tonem bardziej miękkim, przyjaznym i z uśmiechem na ustach.
Powrót do góry Go down
Wiccan

Wiccan

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2013

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Cze 13, 2016 5:16 pm

Jeśli Billy uzna, że złodziej może to wszystko usłyszeć... Czyli inaczej: jeżeli znowu Billy sam podejmie decyzję w istotnej sprawie. Billy naprawdę nie chciał tego robić, ale wyglądało na to, że nie miał żadnego innego wyjścia - bo i tak został już do tego wyznaczony... Czy jemu się tylko tak zdawało, czy może to Kate jako pierwsza wyszła z inicjatywą spotkania w parku? Chłopak powoli zaczynał się czuć nieźle wrobiony, ale z drugiej strony za bardzo zależało mu na sukcesie zebrania, aby miał teraz zacząć narzekać... Przynajmniej na głos.
Spojrzenie nastolatka powędrowało na moment w dół, gdy na szybko zastanawiał się nad problemem złodziejaszka. Co złego mógłby zrobić z usłyszanymi od nich informacjami? Zabrać je do prasy, radia albo telewizji, opublikować w internecie? Tak, mógłby to uczynić, może nawet dostałby za to trochę pieniędzy, jeżeli ktoś by mu uwierzył i zdecydował się wykorzystać te dane... Ale tak naprawdę co z tego? Rozgłos im już chyba nie zaszkodzi - nie, jeśli rzeczywiście wszyscy zgodzą się na odejście od S.H.I.E.L.D. W takim przypadku rozgłoszenie prawdziwej wersji wydarzeń może być im nawet na rękę.
- W porządku. On... Potrafi stać się niewidzialny albo raczej przezroczysty i... Strzela jakimiś kolcami. Z dłoni, może nie tylko, więc trzeba na to uważać. Stąd ta bariera - wyjaśnił w skrócie, powracając wzrokiem ku Teddy'emu i lekko odwzajemniając jego uśmiech. Zaraz potem znów przemieścił złodzieja niżej, aby w razie czego blondyn mógł przejąć nad nim pieczę. Dopiero wówczas Kaplan skłonny był wycofać swoją energię.
Tutaj zaczynały się schody. Od czego powinien w ogóle zacząć swoje opowiadanie? Bo chyba już najwyższy czas, aby do niego przystąpił. Teddy najpierw się przedstawił, więc był to pewnie dobry wstęp - szczególnie, że wciąż jeszcze sporo osób nie znało przecież jego imienia... A potem - co? To, czego dowiedzieli się w Wieży? A może wypadałoby najpierw wyjaśnić to, jak się w ogóle w niej znaleźli? Tak, to chyba lepsza, choć o wiele dłuższa opcja.
- Więc... Dla tych, z którymi jeszcze nie zdążyłem wymienić się imionami: jestem Billy i jakiś czas temu jako jeden z pierwszych zostałem zwerbowany przez Tarczę, aby ćwiczyć panowanie nad moimi zdolnościami i... Ogólnie pojęte bohaterowanie. Ostrzegam, że wytłumaczenie wszystkiego trochę potrwa, ale postaram się to zrobić tak, żebyście przynajmniej nie musieli później dopytywać o szczegóły - w trakcie mówienia chłopak dzielił czas między zerkanie na twarze rówieśników, a spoglądanie w dół, na trawę lub ścieżkę. To ostatnie było zresztą dużo łatwiejsze i przyjemniejsze, gdy musiał się wypowiadać. Ciekawe, że zwykłe podłoże w określonych sytuacjach potrafiło się stać aż tak interesujące.
- Kiedy zatrzymywaliśmy w Alpach, to znaczy, oczywiście tylko część z nas... W górach spadł samolot. Byłem wtedy na zewnątrz i widziałem, że się rozbija, więc... Pomyślałem, że spróbuję pomóc, jeżeli ktoś przeżył. Wiem, że to było mało prawdopodobne, ale - tak, ważne, że się tam teleportowałem i natknąłem się na kogoś, w kogo mi pewnie nie uwierzycie, ale Victor może potwierdzić, Mściciele też by mogli... W każdym razie, to był Bucky Barnes, tak, ten z czasów wojny, ranny, choć doprowadziłem go do znośnego stanu. Potrzebował spotkać się z Kapitanem Ameryką, więc ostatecznie skończyło się tak, że zabrałem go... Chciałem zabrać go do Nowego Jorku, ale teleportacja na dalekie dystanse nie jest chyba zbyt dokładna, kto by pomyślał? Więc wylądowaliśmy po przeciwnej stronie kontynentu. W Los Angeles. Tam spotkaliśmy Victora, który był świeżo po uaktywnieniu się jego zdolności, więc doszło do małego zamieszania, nim teleportowaliśmy się ponownie, przypadkowo we trzech... Do Avengers Tower. Uściślę: do laboratorium w Avengers Tower. Z czego Mściciele nie byli zachwyceni, dokładniej Scarlet Witch i Iron Man, a potem pojawili się jeszcze agenci i sam Kapitan... Więc sprawy się skomplikowały, ale to usłyszeliśmy coś istotnego - w tym momencie Kaplan przerwał na moment, aby móc nabrać głębszego oddechu. Zdawał sobie sprawę z tego, że pewnie opowiada to wszystko dość chaotycznie, ale jakoś wcześniej nie pomyślał o tym, aby ułożyć sobie tę wypowiedź w głowie. Zresztą... Pewnie i tak nie zapamiętałby przygotowanej wcześniej formułki.
- Mściciele o nas nie wiedzieli. Tarcza szkoliła nas w tajemnicy. Iron Man dobrał się do danych na nasz temat i powiedział, że według nich powstaliśmy po to, aby w przyszłości zająć miejsce Avengers lub ich unieszkodliwić, jeżeli się zbuntują albo będą kontrolowani umysłowo albo... Sami rozumiecie. Jeśli po prostu coś pójdzie z nimi nie tak, jak chciałoby tego S.H.I.E.L.D. Może szpiegowanie Tarczy przez Iron Mana też nie świadczy o wielkim zaufaniu, ale to przynajmniej nie jest zbrojenie się na wypadek konfliktu. Nie do końca. Mnie osobiście tyle by wystarczyło, żeby zadecydować, że wolę trzymać z Avengers, ale to nawet nie jest wszystko. Agenci zabrali mnie i Victora z Wieży, odstawili nas w inne miejsca, mnie po prostu do naszego obozu, ale on wylądował w... Nie jestem pewien, myślę, że w jakiejś bazie Tarczy. Za nic, tylko za to, że posiada moce i miał pecha, bo zgarnąłem go przy okazji teleportacji. Więc wygląda na to, że teraz agenci mogą zatrzymać dowolnego mutanta, dowolną osobę ze zdolnościami, za niewinność. Ale to też nie koniec - w miarę mówienia o tym ostatnim Billy jakby przyspieszył, a jego głos stał się pewniejszy. Wiązało się to z tym, że nastolatek wciąż czuł się oburzony i przede wszystkim zawiedziony całą tą sytuacją, więc relacjonowanie jej ponownie go denerwowało... I zarazem sprawiało, że mniej przejmował się tym "wystąpieniem publicznym".
- Zabrałem go stamtąd, a kiedy odpoczęliśmy, to udało nam się spotkać ze Scarlet Witch i Spider Woman... Choć rozmawialiśmy głównie z tą drugą. Była skłonna usprawiedliwiać Tarczę oraz takie łapanie, przetrzymywanie i badanie niewinnych, bo uznała, że każdy może kiedyś stać się groźny, czyli od razu zły. Nie, to nie są synonimy. Tak czy siak, ostatecznie udało mi się wymienić z nią numerami, obiecała... Obie obiecały, że porozmawiają o nas z resztą Mścicieli. Jak mówiłem wcześniej, ja nie mam ochoty pracować pod S.H.I.E.L.D., kiedy odstawiają takie numery. Nie wiem jak wy - przy tych ostatnich słowach Billy wzruszył ramionami. Nie zapytał rówieśników wprost o ich opinie, ale chyba rozumiało się to samo przez się, że ich oczekiwał... I to z niepokojem.
Powrót do góry Go down
Eugene Mercer

Eugene Mercer

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 27/04/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sro Cze 15, 2016 2:09 pm

Eugene bał się, nie ma co ukrywać. Jednak nie spodziewał się że ciachnie tajemniczą postać przed nim odłamkiem.Choć ledwo ją drasnął, zaskoczyło go. Zawsze starał się nikogo nie krzywdzić. W chwili gdy tajemnicza dziewczyna upadła, przeraził się że ją zabił. Po chwili miał wrażenie że usłyszał jej głos w swoim umyśle, jak wspomina o jakimś Ratatastoku.
~Może mi się tylko zdawało...~Uchwycił się tej myśli. Jednak gdy tylko dosłyszał jak głos przemawia do niego, przeraził się niemiłosiernie. Poczuł jak coś grzebie mu po umyśle, badając jego życie. Miał wrażenie że głos przemawiał do niego, że mówił że wszystko będzie dobrze. Jednak to tylko pogłębiło przerażenie Eugene'a, sprawiając że przestał zwracać uwagę na otoczenie. Nawet na to że został opuszczony na ziemię. Po prostu się skulił, i próbował... nie ma na to określenia. Starał się uspokoić, ale nie dawał rady. W końcu przypomniał sobie główną maksymę swojego życia w trudnych sytuacjach.
~Co by zrobił Sam?~Zaczynał się zastanawiać. Dla obcego mogło to oznaczać tylko "otwarcie" furtki prowadzącej do wspomnień z bratem. Mógł poznać całą przeszłość, wydarzenia doprowadzające do odkrycia mocy, jakie posiada moce... Wszystko. Nawet ten traumtyczny moment gdy musiał pochować brata. Jednak powoli się już uspokajał. Przecież w najgorszym wypadku dołączy tylko do Samuela. Przecież brat mu mówił gdy umierał że "Śmierć to nie koniec. To po prostu... daleka podróż w nieznane". I choć brata już nie było, samo jego wspomnienie bardzo pomagało. Już na spokojnie, spróbował zadać pytanie
~Jak się tu dostałaś?~Rozbrzmiało w jego głowie. Nie wiedział czy to zadziała, ale może uzyska odpowiedź. Nadal skulony, choć można było zauważyć że nie jest już spięty. Ale dalej był nieobecny wzrokiem. Umysłem w sumie też.
Powrót do góry Go down
Cassie Lang

Cassie Lang

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 10/04/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Czw Cze 16, 2016 7:01 pm

Cassie czuła się rozgoryczona. Po zebraniu wszystkich dostępnych informacji dotyczących YA, a także zdecydowaniu się na działanie, podjęcie próby i dołączenie do zespołu, czy też wstępnym zaprzyjaźnieniu się z jednym z członków (który poniekąd również był człowiekiem, co było jednym z jej silniejszych argumentów), nie spodziewała się aż tak negatywnego przyjęcia. Owszem, rad była z reakcji Wiccana, czy też Billy’ego jak się przedstawił, jak i najwyraźniej zwykle cichego Victora, dziewczyny także stanęły na wysokości zadania, stąd jej zdziwienie, że tak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi.
Eliego miała okazję spotkać twarzą w twarz po raz pierwszy, może to dlatego tak zbił ją z tropu. W głowie od razu pojawiło się wszystko, co na jego temat wiedziała. Elijah Bradley, lat 17, wnuk pierwszego Kapitana Ameryki. Znany z gwałtowności i niesłuszności, łatwo przychodzi mu ignorowanie rozkazów czy próśb pozostałych współpracujących z nim młodych herosów. Nie najlepszy w kontaktach z ludźmi, niewiarygodnie dumny i, co wynikało z wypowiedzi jednej z Asgardianek, nie najeżał do mistrzów kontaktów damsko-męskich. Tym ostatnim Lang nieco poprawiła sobie humor, w duchu śmiejąc się z chłopaka, jednocześnie zaś nabierając dystansu do sytuacji. A przynajmniej do momentu, kiedy w jej grę nie wszedł ponownie Scott.
- Mój ojciec jest bohaterem, Bradley - zaczęła z wyraźną mocą w głosie, wściekłość dodawała jej pewności siebie. – Ratuje ludzi, pomaga potrzebującym. Ma moce, owszem. Jest sławny, to także prawda. Ja zaś, chociaż noszę jego nazwisko i dzielimy wiele cech wyglądu i osobowości, to jestem swoją własną osobą, pożyteczną, choć na inny sposób. – Tutaj zrobiła małą przerwę, przyglądając się pięści Patriota z wyraźną pogardą i wykrzywiła usta w grymasie. Miała wrażenie, że z nerwów napięła mięśnie aż za bardzo, bowiem jej ubranie wydawało się jej teraz dość obcisłe. – A jeżeli nadal twierdzisz, że masz prawo mnie tak obrażać, to wyzywam cię na pojedynek. – Wycedziła.
Jeżeli było coś, o co Cass nie musiała się obawiać, to były to jej umiejętności. Prawda, na pierwszy rzut oka była mała i niepozorna, szczególnie w bluzie, która wydawała się być na nią sporo za duża, ale to w dobrym kamuflażu krył się cały sekret. Z łatwością obroniła się przez złodziejem, nie kłopotała się zanadto osiłkami ze szkoły, a teraz miała ogromną chęć na udowodnienie swojej prawdziwej wartości.
…I choć „ogromny” miał być tylko słowem, najwyraźniej okazał się być czymś znacznie więcej. Na słowa Billy’ego blondynka odwróciła się w jego stronę, jej twarz wyrażała coś pomiędzy mieszaniną zaskoczenia i zawiedzenia. Automatycznie chciała mu zaprzeczyć, wyuczona po masie pytań o zdolności nadprzyrodzone. Lang, pomimo wielu lat wykradania Cząsteczek ojcu i niezliczonych prób osiągnięcia oczekiwanego efektu, nigdy nie miała żadnej mocy. Potrafiła się bić i walczyć o swoje, w to nikt nie wątpił, ale nadal pozostawała zaledwie przeciętnym człowiekiem. O tym była przekonana do chwili, aż jej wzrok powędrował do Wiccana.
Billy nie należał do najwyższych osób jakie kiedykolwiek spotkała, przy innych chłopakach z jego roku zaś wypadał dość… Blado. Cassie wiedziała to w momencie, kiedy zmierzyła się z nim i okazało się, że są praktycznie równi. Teraz zaś nastolatek spoglądał na nią wyraźnie unosząc głowę, jakby miał pewien kłopot ze zrównaniem się z nią, co było szczerze niespodziewane. I wtedy do niej dotarło.
- Słodki Thorze… - wymamrotała, patrząc na nowo poznanych Młodych Mścicieli z góry, samej osiągając wzrost poniektórych drzew. Jej ubranie niestety nie znajdowało się w najlepszym stanie, miało się wrażenie, iż w każdej chwili szwy spodenek mogły pościć, podobnie było z dotychczas zbyt dużą bluzą. Nie sądzę, by należało wspominać o jej nieszczęsnych butach, które wylądowały porozrzucane w strzępach gdzieś na trawie. Teraz nawet Eli jej nie podskoczy.
Podczas ich kłótni i wieczornych rewelacji do grupy dołączyły jeszcze trzy nowe osoby, z czego dwie rozpoznała. Speed i Hulking, nastawieni przyjaźnie do tłumów, niektórzy aż nazbyt… Znani z bycia bardzo skutecznymi w walce. Najmniejsza z postaci wydawała się jej dziwnie znajoma, jakby tego chudego chłopaka już kiedyś spotkała… Nie bardzo miała jednak czas na przemyślenia, nie wtedy, gdy nadal była bliska górowania nad koronami drzew i możliwie zwróciła na nich uwagę przechodniów. Chociaż, to Nowy York, raczej gigantyczna dziewczyna nie powinna nikogo zdziwić.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 4141
Data dołączenia : 23/05/2012

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pią Cze 17, 2016 2:23 pm

Co tu dużo mówić, Loki aż poklepał się mentalnie po ramieniu i pogratulował sobie tego, iż zdecydował się tego wieczoru zaczepić przypadkowo spotkanego - najprawdopodobniej - mutanta. Nie spodziewał się, że zostanie przez niego doprowadzony do większej grupy młodocianych pseudo-bohaterów, a tu proszę, taka niespodzianka, tyle potencjalnych korzyści, gdyby tylko dobrze to rozegrać... Na początek jednak Trickster uznał, że warto będzie nie zwracać na siebie większej uwagi.
Słuchał więc opowieści o tych niedobrych Avengers i jeszcze gorszym S.H.I.E.L.D., świadomie utrzymując na twarzy wyraz należycie oburzonego zainteresowania - i nie okazując przy tym żadnych wątpliwości. On? A gdzież by tam. On pierwszy nauczałby przeciwko agencji, więc bardzo na rękę było mu to, że młodzi najwyraźniej sami mieli z nią problemy. Wspólny wróg jednoczył, a silne nastroje niezwykle ułatwiały wszelkiej maści manipulacje. Obojętność była zła... Miłość czy nienawiść - och, to co innego. Z nimi dało się już pracować.
Sortując uzyskiwane informacje do odpowiednich szufladek w swojej głowie, mag zeskoczył w końcu z pleców swojego wierzchowca i stanął na własnych nogach, od razu opierając też dłonie na biodrach. W głębi ducha odetchnął z ulgą, mogąc powrócić do wytrzymalszej formy, co i tak pozostawało niewidoczne dla ludzkiego - i nie tylko - oka. Trickster uniósł jedną brew, a jego spojrzenie przesunęło się ku dziewczęciu w rozmiarze XXL, tyle że w górę, a nie na szerokość, jak to zwykło bywać w tym przedziwnym kraju. No proszę, nawet wzywała imienia jego brata...
-Domyślam się, że nie chcemy zwracać na siebie niczyjej uwagi?- zagadnął, choć tak naprawdę było to pytanie czysto retoryczne. Oczywiście, że nie potrzebowali zainteresowania z zewnątrz; samemu Lokiemu przede wszystkim zależało na względnej dyskrecji. Nie chciałby zbyt szybko spotkać się ze stale rosnącą populacją okolicznych bohaterów, nawet jeżeli był praktycznie pewien, że nie zostałby przez nich rozpoznany.
Wyglądało więc na to, że będzie musiał dopomóc trochę szczęściu oraz tym młodym i niedoświadczonym duszyczkom. Prosta iluzja powinna wystarczyć - ot, byle przechodzące w pobliżu albo i znajdujące się dalej osoby nie były w stanie dostrzec w tym zakątku niczego podejrzanego. Żadnego spotkania, zero przerośniętych nastolatek i wyładowań energetycznych... Niech znają jego dobre serce. Albo i nie, bo w końcu sami zainteresowani nie mogli stwierdzić żadnej zmiany...

_________________

Central Park - Page 11 GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
http://theavengers.forumpolish.com
Doctor Strange

Doctor Strange

Liczba postów : 150
Data dołączenia : 13/08/2012

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sob Cze 18, 2016 8:56 pm

Zaparkował nieopodal głównej bramy żeby wychodząc nie musiał szukać swojego auta. Następnie odziany w płaszcz i amulety (Amulet Starożytnego i Oko Agamotto) ruszył wgłąb parku. Nie musiał daleko iść ażeby wyczuć dość niezwykłą aurę a nawet kilka. Zdecydowanie ludzie nie emanowali taka energią. Wyciągnął telefon i przyłożył do ucha udając że rozmawia. Kroczył tak dalej jedną z bocznych alejek aż dostrzegł w oddali grupę istot. Istot bo ludźmi ich nazwać wszystkich nie mógł. Do tego te nadzwyczajne aury. Wiedział, że ktoś próbował ich ukryć jednak Oko rozjaśniło mu wszystko. Przysiadł na jednej z ławek w oddali i co jakiś czas zerkał w tamtym kierunku. Ilość magicznej energii zebranej w tym miejscu była niesamowita. Grupa około dziesięciu osób i to w dodatku dzieciaków! Tego się nie spodziewał. Założył nogę na nogę a wtedy Oko zadrżało. Coś tu nie pasowało i to mocno. Postanowił jednak to wszystko przeczekać i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja.
- Stel raeh meht - wyszeptał rzucając zaklęcie wyostrzające znacznie jego słuch. Dzięki temu będzie mógł usłyszeć co nieco z tego dziecięcego zebrania. Obecność tych wszystkich istot w jednym miejscu była do Stephena ogromna niewiadomą. Czyżby się jednoczyli albo omawiali tajny plan zagłady Ziemi?
Powrót do góry Go down
Wiccan

Wiccan

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2013

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Cze 20, 2016 2:24 pm

Sytuacja z każdą chwilą coraz bardziej się komplikowała - i to niestety akurat w momencie, gdy Billy naprawdę chciałby, żeby wszyscy skupili się na głównym problemie, który im właśnie zaprezentował. Z jego szczęściem powinien się był spodziewać, że nie będzie tak pięknie - i że czeka go zajmowanie się czymś jeszcze... W dodatku czymś gorszym od konfliktu na linii Cassie - Eli, bo najwyraźniej niekontrolowanym rośnięciem tej pierwszej. W porządku. Jakoś sobie z tym poradzi. Coś wymyśli.
Póki co priorytety prezentowały się następująco: pomóc blondynce, uspokoić resztę, zażegnać wszelkie kłótnie na wystarczająco długo, aby grupa zechciała zwrócić uwagę na to, co działo się z S.H.I.E.L.D., a na koniec zadecydować co powinni zrobić ze złodziejem. W teorii część punktów programu nie brzmiała nawet tak trudno, ale Kaplan posiadał już pewne podejrzenia co do poziomu ich wykonywania. Czuł, że nie będzie lekko.
Spojrzenie chłopaka - które dopiero co przyciągnęła Cassie - powędrowało teraz po twarzach pozostałych osób, które stawiły się na spotkaniu. Część z nich udzielała się bardziej od innych, ale z drugiej strony milczenie nie oznaczało braku zainteresowania... Za to na pewno przekładało się na mniejsze zamieszanie, w związku z czym Billy nie miał go im za złe, tylko wręcz przeciwnie. Nie zmieniało to faktu, że prędzej czy później będą się musieli wypowiedzieć, aby mogli wspólnie podjąć decyzję... Ale tym będą się martwić później. Najpierw priorytety.
Priorytety, które najwidoczniej wymagały drobnego przearanżowania, a nawet dodania do nich kolejnego podpunktu, jak uzmysłowiło mu pytanie... A raczej wypowiedź na temat niechęci do zwracania czyjejkolwiek uwagi. Oczywiście, że jej nie potrzebowali, tyle że uniknięcie jej w centrum miasta, gdy Cassie zrównała się wzrostem z okolicznymi drzewami mogło być co najmniej trudne.
Przez głowę nastolatka przemknęła myśl, że być może byłby w stanie zmusić dziewczynę do powrotu do mniejszej formy - do naturalnego, ludzkiego rozmiaru... Ale szybko się jej pozbył, wręcz lekko zaniepokojony tym, że takie rozwiązanie nasunęło mu się w pierwszej kolejności. Jeżeli w ogóle by zadziałało, to równie dobrze Cassie mogłaby po prostu urosnąć ponownie, poza tym nie chciał ingerować w jej... Organizm, jakkolwiek by to nie brzmiało. Sama powinna nad tym zapanować, a oni musieli z tym pomóc.
Tyle że... Ile czasu to zajmie? Tylko chwilę czy może wprost przeciwnie? Chyba nie mogli sobie pozwolić na stosowanie metody prób i błędów w tym miejscu. Niby nie robili niczego złego, ale Billy zdążył się już boleśnie przekonać o tym, że bohaterowie niekoniecznie byli skłonni uwierzyć nastolatkom z dobrymi intencjami, ale bez namacalnych dowodów. Ta smutna prawda w dalszym ciągu mu ciążyła.
- Tommy, zbierz wszystkie wasze komunikatory i podrzuć je przypadkowym osobom. Do plecaków, torebek, do samochodów, wszystko jedno, byle były w ruchu - Kaplan dobrze wiedział, co powinien zrobić w takim wypadku - i zarazem rozumiał, że musiał się pospieszyć, choć niestety oznaczało to, iż nie miał czasu na pytanie o zdanie reszty drużyny. Podczas gdy jego sobowtór zajmował się wykonywaniem swojego zadania, Billy wbił już wzrok w trawę, aby niepotrzebnie się nie rozpraszać, odetchnął głęboko... I spróbował skupić się na tym, czego w tej chwili najbardziej potrzebowali. Bezpieczne miejsce, choć do głowy nie przychodziło mu akurat żadne konkretne, puste, a najlepiej nawet opuszczone, bezludne, w którym nikt nie będzie mógł ich znaleźć - żeby mogli porozmawiać na spokojnie i przede wszystkim bez świadków pomóc Cassie... W końcu jak do tej pory przeskoki w ciemno wychodziły mu na dobre.
- Chcę zabrać nas w bezpieczne miejsce, chcę zabrać nas w bezpieczne miejsce, chcę zabraćnaswbezpiecznemiejscechcę... - oczy i dłonie nastolatka ponownie rozbłysły błękitną energią, która prędko rozprzestrzeniła się dalej, obejmując swym zasięgiem całą grupę. Wystarczyło kilka sekund, aby wszyscy oderwali się od podłoża i zaraz potem zniknęli, pozostawiając po sobie zapach ozonu.

Zabieram nas wszystkich - poza Tommy'm, którego po prostu stąd wyprowadzam - tutaj, więc w tym temacie już nie odpisujcie. Daję z/t za każdą osobę biorącą udział w naszym spotkaniu. Zacznę nad jeziorem.
Powrót do góry Go down
Doctor Strange

Doctor Strange

Liczba postów : 150
Data dołączenia : 13/08/2012

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sro Cze 22, 2016 5:00 pm

Siedział, słuchał, obserwował, analizował. Trafił tu niestety w złym momencie. Może gdyby się tak nie guzdrał i od razu wybrał to miejsce, jako swój pierwszy cel, to może dowiedziałby się czegoś więcej. Teraz pozostał w zasadzie z niczym. Zna tylko kilkunastu dzieciaków z widzenia. Do tego ta silna aura. Podobna do tej, którą emanowała Amora. Zapewne ta sama kraina, jeśli chodzi o pochodzenie. No i jeden młody lider który potrafi czarować. Rzucanie zaklęć na zasadzie mantry to jednak nie jest oznaka mistrzostwa w owym rzemiośle.
Machnął ręką a jego zaklęcie przestało działać. Znowu słyszał normalnie. Pozostało jednak pytanie co to wszystko znaczyło? Banda młodocianych z supermocami? No pewnie nie zebrali się tutaj żeby pograć w piłkę. Stephen wstał z ławki i czym prędzej ruszył w kierunku samochodu. Cokolwiek miało tutaj miejsce, warte było jego uwagi. Musiał coś sprawdzić...

z/t
Powrót do góry Go down
Doreen Green

Doreen Green

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 27/06/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Lip 04, 2016 6:01 pm

Doreen niespiesznym krokiem skręciła z 65-tej ulicy w kierunku Central Parku i zanurzyła się w gąszcz zieleni. Zapadał zmierzch, pogoda zachęcała do spaceru, a dziewczyna padała z nóg po długim dniu na uczelni. Wypchany książkami plecak ciążył jej na ramieniu a skryty pod spodniami ogon zaczynał uwierać. Ledwie jednak weszła pomiędzy drzewa, poczuła, jak wstępują w nią nowe siły. Z najbliższego pnia z głośnym chrobotem zbiegły dwie wiewiórki i w mgnieniu oka znalazły się u jej stóp. Kolejne zwierzaki dały o sobie znać szelestem liści, gdy przeskakiwały z gałęzi na gałąź, by jak najszybciej zapewnić sobie miejsce w kolejce po orzechy. Dziewczyna westchnęła, ale nie kryła zadowolenia, kiedy wiewiórki obsiadły ją sporym stadkiem, domagając się przekąski. Upewniwszy się, że nikogo akurat nie ma w pobliżu, wybrała ocienione miejsce skryte za krzakami, oparła się plecami o pień drzewa i sięgnęła do saszetki przy pasku po garść orzechów.
- I co? Tęskniliście? -Drażniła się chwilę z wiewiórkami, trzymając orzechy tuż poza ich zasięgiem, aż jedna z nich, zniecierpliwiona, wspięła się po pniu tuż za plecami Doreen i wyrwała jej upragnioną zdobycz.
- Hej! Tuptuś, oszukujesz! - roześmiała się i zaczęła szybko rozdzielać pozostałe smakołyki.
Wiewiórki na wschodnim wybrzeżu Stanów różniły się od tych, które znała z domu, choćby bardziej szarym niż rudym odcieniem futerka, charakter jednak miały bez wątpienia ten sam. Bez problemu znalazła z nimi wspólny język. Jak na razie były jej jedynymi nowojorskimi przyjaciółmi.
Rzuciła kilka dosadnych słów w wiewiórczym, kiedy spostrzegła dwa gryzonie bijące się o orzeszka. Zwierzaki popatrzyły po sobie, wyraźnie speszone, i rzuciły Doreen przepraszające spojrzenie. Usatysfakcjonowana, oparła głowę o pień i przymknęła oczy, pewna, że wiewiórki natychmiast ją ostrzegą przed ewentualnym towarzystwem.
Powrót do góry Go down
Łaska

Łaska

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 11/05/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Lip 04, 2016 6:29 pm

Stało się. I to podwójnie. Jane nie dość, że została poproszona przez SHIELD o reprezentację tejże organizacji na konferencji do sprawy uzdolnionych w Washingtonie, to dostała również osobiste zaproszenie w tej sprawie. Długo nie mogła w to uwierzyć, ale w końcu się otrząsnęła i poleciała do pokoju pakować, zorganizować hotel i takie tam. Miała nadzieję, że mieszkańcy akademii poradzą sobie jakoś bez niej. Chociaż w jej wyobrażeniach i tak wyglądało to tak, że wróci do szkoły wyglądającej bardziej jak powojenny przytułek, z rannymi siedzącymi pod ścianami, zawodzącymi z bólu.
-Nah, będzie w porządku. -przekonywała siebie, już w drodze na lotnisko. Za sobą ciągnęła walizkę na kółkach.
Do odlotu miała jeszcze duuużo czasu, w całej tej ekscytacji wyleciała z akademii niemalże od razu, nie zwracając zbytnio uwagi na zegarek. Postanowiła więc nieco ostudzić głowę krótkim spacerem po parku.
Usiadła na ławce w cieniu, niedaleko miejsca, gdzie schowała się Doreen. Nie widziała jednak dziewczyny. Słyszała za to wiewiórki. Rozejrzała się, głównie po koronach drzew, szukając ów zwierzątek, ale żadnych nie zauważyła.
Musiała napisać przemowę. W końcu po to ją zaprosili. Już chciała wyjąć z torby zeszyt i pióro, ale zatrzymała się w pół ruchu.
-Nie, będziesz miała na to lot samolotem. I oczekiwanie na lotnisku. To ma być chwila relaksu. -powiedziała do siebie, ponownie siadając prosto. Może trochę zbyt prosto, była spięta i było to po niej widać.
Powrót do góry Go down
Doreen Green

Doreen Green

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 27/06/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Lip 04, 2016 7:55 pm

Beztroską chwilę przerwało Doreen jakieś poruszenie pośród zwierzątek. Niechętnie otworzyła jedno oko. Wiewiórki szeptały coś między sobą i rozglądały się, ale ponieważ ani na chwilę nie straciły zainteresowania orzechami, była pewna, że nie dzieje się nic groźnego.
- Ktoś tam jest, powiadacie? - zagadnęła. Wiewiórki zaszczebiotały w odpowiedzi. Doreen wzruszyła ramionami.
- Jakaś kobieta na walizkach? Pewnie zaraz sobie pójdzie.
Sięgnęła do torby po kolejną porcję orzechów, kiedy jeden z gryzoni siedzących na wyższej gałęzi dodał coś jeszcze. Dziewczyna uniosła brew.
- Co to znaczy, że ładnie pachnie?
Teraz sama pociągnęła nosem. Poczuła wilgotną woń ziemi, trawy i liści, sugestię damskich kosmetyków i... czegoś, czego nie potrafiła nazwać. Zaintrygowana podniosła się i jednym susem wskoczyła na solidną gałąź jakieś cztery metry nad ziemią. Przesunęła się cicho, korzystając z osłony liści i z góry przyjrzała się postaci siedzącej na ławeczce nieopodal. Na jej ramieniu przycupnęła wiewiórka.
- Nie, jestem pewna, że nie ma nic do jedzenia - szepnęła w odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie zwierzątka. Odpowiedziało jej pełne niedowierzania piśnięcie. Przecież ludzie zawsze mają przy sobie coś jadalnego.
Doreen pokręciła z uśmiechem głową, nie odrywając spojrzenia od kobiety. Wyglądała na zdenerwowaną i spiętą. Zaciekawiona, postanowiła ją chwilę poobserwować.
Powrót do góry Go down
Łaska

Łaska

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 11/05/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Lip 04, 2016 8:30 pm

Wiewiórki nadal popiskiwały w krzakach i na drzewach, ale Jane już nie starała się ich znaleźć. Chociaż zdawało się ich być dość sporo w okolicy... Oczywiście wnioskując z samych dźwięków. Może to złudzenie? A może mają tu jakieś gniazdo? Czy wiewiórki mają gniazda? Hm, chyba nie, z tego, co Jane się orientowała nie były to nawet zwierzęta stadne... Grupowe... No, biegały samotnie.
Mimo usilnych prób uspokojenia się i zrelaksowania, kobieta wciąż siedziała, jak na jakimś spotkaniu biznesowym. Cały czas rozmyślała też nad przemową, układając w głowie ogólny zarys i notując tematy, które poruszy.
-Uh, skończ. -skarciła się za którymś razem. -Później będzie na to czas. -zorientowała się, że nie ma jako takiego hobby. Poza medycyną oczywiście. Ale to też jej praca. I robiła to cały czas. Ciągle w pracy.
Przypomniało jej się, że ostatnio zaczęła czytać tą książkę poleconą przez jednego z uczniów. Otworzyła boczna kieszeń torby i wyjęła z niej 'Inny świat'. Otworzyła na zaznaczonej stronie, niezbyt daleko stronach, i oddała się lekturze.
Powrót do góry Go down
Doreen Green

Doreen Green

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 27/06/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Lip 04, 2016 9:04 pm

Wiewiórka siedząca na ramieniu Doreen wybrała właśnie ten moment, aby ujawnić swoją obecność. Może skusiła ją widok kobiety sięgającej do torby (bo w końcu po co miałaby tam sięgać, jeśli nie po orzechy?) a może po prostu znudziło jej się siedzenie bez ruchu. Dość, że Doreen nie na żarty się przestraszyła.
"Tuptuś, nie!" - zdążyła tylko zawołać w wiewiórczym, gdy gryzoń nagle zbiegł po pniu drzewa, kierując się wprost ku kobiecie na ławce. Zatrzymał się u jej stóp, stając na tylnych łapkach w uniwersalnej pozie wyrażającej "daj jeść." Co prawda natychmiast zdał sobie sprawę ze swojej pomyłki, gdyż kobieta sięgnęła tylko po książkę i oddała się lekturze, ale na odwrót było już za późno. W ślad za Tuptusiem na ziemię spadła smętna łupina po orzeszku.


Ostatnio zmieniony przez Doreen Green dnia Czw Lip 07, 2016 7:36 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Łaska

Łaska

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 11/05/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Pon Lip 04, 2016 9:19 pm

Ledwo się wyprostowała, kiedy u jej stóp znalazła się wiewiórka. Albo jedna z kilku hałasujących przez ostatnie kilka minut, albo jedyna.
-Hej mały. -przywitała się ze zwierzątkiem, lekko nachylając się do przodu. Ne chciała go spłoszyć, nieczęsto można było obejrzeć wiewiórkę z tak małej odległości. Były to jednak bardzo płochliwe zwierzęta. Tym trudniej je oglądać, jeśli cały dzień siedzi się w gabinecie...
Obok gryzonia spadła łupina orzecha. Chwila, wiewiórki to są gryzonie, prawda? W każdym razie Jane odruchowo spojrzała w górę, spodziewając się dostrzec między gałęziami wiewiórkowego kolegę, zobaczyła tam jednak coś zupełnie innego, co nieco zbiło ją z tropu.
-Um... -rzuciła tylko, widząc dziewczynę w otoczeniu kilku zwierzaków na gałęzi. -Witam...? -rzuciła niepewnie.
Powrót do góry Go down
Doreen Green

Doreen Green

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 27/06/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Wto Lip 05, 2016 12:37 pm

Doreen zaklęła pod nosem. Przez mgnienie rozważała czy nie schować się z powrotem w gęstym listowiu, ale na to było już za późno. Została zdemaskowana. Wszystkie jej nadzieje na spokojny wieczór w parku prysły. Teraz zapewne będzie musiała wytłumaczyć czemu siedzi na drzewie i jak się tam znalazła. Pocieszała ją jedynie świadomość, że przynajmniej jej ogon był nadal bezpiecznie ukryty pod ubraniem. Zanotowała sobie w pamięci, aby odbyć surową rozmowę ze swoim ulubieńcem przy najbliższej okazji. Niepewnie przyjrzała się kobiecie, która na szczęście wydawała się co najmniej tak samo zakłopotana jak ona. Dziewczyna postanowiła więc robić dobrą minę do złej gry. Ostatecznie babka na ławce wydawała się całkiem sympatyczna...
- Ymm... Dobry wieczór - odpowiedziała uprzejmie po chwili wahania. - Ładna pogoda, prawda? - dodała pospiesznie z uśmiechem, mając nadzieję uniknąć niewygodnych pytań.
Powrót do góry Go down
Łaska

Łaska

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 11/05/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Wto Lip 05, 2016 1:48 pm

Zaśmiała się. Sytuacja była tak abstrakcyjna, że aż zabawna.
-Tak, faktycznie. Od jakiegoś czasu jest całkiem ładnie, chociaż nieco za ciepło. -odpowiedziała z uśmiechem. Temperatury ostatnio rzeczywiście bywały prawie zabójcze. Przy czym na pewno niebezpieczne. Ilość udarów słonecznych i cieplnych rosła z dnia na dzień.
-Może... zejdziesz? -zaproponowała, przesuwając się nieco w bok na ławce. Włożyła zakładkę z powrotem do książki i położyła ją sobie na kolanach.
-Swoją drogą, co tam robisz? -spytała. Czyżby ją... śledziła? Podglądała? Co innego miała robić na drzewie? I to akurat tym drzewie? W ogóle, kto łazi po drzewach w parku? Poza wiewiórkami...
Powrót do góry Go down
Doreen Green

Doreen Green

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 27/06/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sro Lip 06, 2016 11:07 am

Dziewczyna znów zaklęła, tym razem w myślach. To najwyraźniej nie był jej dzień. Zaczęła gorączkowo szukać odpowiedzi, ale w głowie miała pustkę. "Myśl, Doreen, myśl!"
- Ja, eee, obserwuję dzięcioły - wypaliła bez namysłu i natychmiast tego pożałowała. Nie była pewna czy w Nowym Jorku (albo na dobrą sprawę w tej części Stanów) występują dzięcioły. Miała nadzieję, że jej rozmówczyni nie zna się na ornitologii.
Na zaproszenie kobiety westchnęła ciężko, ale uznała, że odmowa towarzystwa byłaby nieuprzejma. Przez chwilę zastanawiała się jak zejść z drzewa. Zwykła z nich po prostu zeskakiwać, albo wzorem wiewiórek czepiając się kory pazurami ześlizgiwać po pniu głową w dół. Ponieważ jednak była obserwowana, wybrała drogę pośrednią: zawisła na gałęzi na rękach a następnie zapierając się nogami o pień ześlizgnęła się na trawnik. Nie odważyła się wysunąć pazurków, toteż kora drzewa zdarła jej z dłoni trochę naskórka, ale była to cena, która zdecydowała się zapłacić za wcześniejszą nieostrożność. Drobne ranki i otarcia i tak goiły się na niej jak na psie.
Otrzepała dłonie i spodnie z resztek kory i mchu, uśmiechnęła się niemal beztrosko i przysiadła do kobiety. Tuptuś, wyczuwając, że Doreen się na niego gniewa, położył po sobie uszy i czmychnął na drzewo, które ona przed chwilą opuściła. Pozostałe wiewiórki też rozbiegły się po okolicy, o czym świadczył delikatny szelest liści i najcichsze popiskiwanie. Doreen wiedziała, że są równie rozczarowane, jak ona, chwilowo nic jednak nie mogła na to poradzić.
Przyjrzała się uważniej swojej niespodziewanej towarzyszce. Kobieta była nieco od niej starsza i bardzo ładna, a jej wygląd budził zaufanie. Wyczuła od niej tę samą ulotną woń, która wcześniej tak ją zaciekawiła. Postanowiła jednak nie tracić czujności, póki nie upewni się, że ma do czynienia ze zwykłą wieczorną spacerowiczką. Ponieważ ogon nadal ją uwierał, rozsiadła się wygodniej na ławce, i zamajtała nogami w powietrzu jak mała dziewczynka.
- Więęęęęc... - zaczęła z głupawym uśmiechem, świadoma przedłużającej się niezręcznej ciszy.
Powrót do góry Go down
Łaska

Łaska

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 11/05/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sro Lip 06, 2016 4:30 pm

-Dzięcioły? -spytała zaskoczona. -Nie wiedziałam, że w Central Parku są dzięcioły. -dziewczyna zmyślała, czy Jane po prostu nie zwróciła uwagi? A może po prostu dobrze się chowały? Albo było ich niewiele? Hm, no nic.
-Wiesz, jak nie chcesz to nie ma problemu. -odparła na jej westchnięcie. -Pomyślałam, że na ławce mogłoby być Ci wygodniej. -patrzyła, jak dziewczyna złazi z drzewa, kalecząc sobie przy tym nieco dłonie. Od razu uruchomiła się w niej chęć udzielenia pomocy i przyspieszenia gojenia się ran, ale powstrzymała się. Jeśli ona też nie jest mutantem, to może się takie pokazywanie mocy skończyć różnie. Trzeba najpierw zrobić wywiad.
-Och, czekaj! Trzeba to zdezynfekować. -dziewczyna pewnie uzna, że Jane przesadza, w końcu co to za rana. Ale już nie od takich ran kobieta widziała naprawdę paskudne zakażenia. To się tylko tak wydaje. Ignorancja jest błogosławieństwem, tak mówią. Ale tylko do czasu. Do czasu, aż nie trzeba amputować Ci ręki.
Sięgnęła do torby i wyjęła z niej podręczną apteczkę.
-Daj ręce. -poprosiła z lekkim uśmiechem, wyjmując z apteczki wodę utlenioną. Ujęła jej dłoń w swoją i polała ją odkażającym płynem. Przy okazji wyczuwając coś interesującego i satysfakcjonującego. Rozejrzała się konspiracyjnie, czy aby nie ma nikogo w pobliżu. Akurat przechodziła jakaś parka uroczych staruszków, Jane poczekała więc, aż oddalą się nieco, w międzyczasie zajmując się też drugą dłonią.
-Jesteś uzdolniona, prawda? -spytała, kiedy w okolicy już nikogo nie było. Dość bezpośrednio, ale... Mimo swoich mocy inni fascynowali Jane. Ta różnorodność mocy... To było wspaniałe, jak wiele różnorodnych umiejętności potrafi sprezentować niektórym DNA.
Jane nie zwróciła uwagi na rozbiegające się wiewiórki, w pełni pochłonięta dziewczyną.
-Jestem Jane. -przedstawiła się po prostu.
Powrót do góry Go down
Doreen Green

Doreen Green

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 27/06/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sro Lip 06, 2016 5:21 pm

Doreen była tak zdumiona bezpośredniością kobiety, że ledwo poczuła szczypanie wywołane płynem dezynfekującym, gdy ta zaczęła opatrywać jej dłonie. Robiła to z wyraźną wprawą; albo miała wykształcenie medyczne, albo po prostu sporą praktykę. Po chwili dziewczyna uśmiechnęła z wdzięcznością. A więc jednak trafiła na miłą i uczynną osobę, co za ulga! Wydukała podziękowanie, odprężyła się pozwoliła kobiecie dokończyć zabieg.
W tej samej jednak chwili zaskoczyło ją pytanie o uzdolnienia. Miała dziwne wrażenie, że kobieta i tak zna na nie odpowiedź, z trudem więc zmusiła się do milczenia. A może tamta nie miała na myśli nic złego? Uniosła brew i przyjrzała się badawczo jej skupionej twarzy, nadal majtając nogami zwisającymi z ławki.
Kiedy kobieta przedstawiła się jako Jane, uznała, że pora odwdzięczyć się tym samym i zobaczyć co się stanie.
- Doreen - odrzekła i przywołała na twarz przyjazny uśmiech. - Miło mi cię poznać, Jane.
Po chwili z lekkim zakłopotaniem dorzuciła:
- Przepraszam za najście.
Powrót do góry Go down
Łaska

Łaska

Liczba postów : 74
Data dołączenia : 11/05/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sro Lip 06, 2016 5:50 pm

Uśmiechnęła się pod nosem na brak odpowiedzi. Sporo uzdolnionych tak reagowało. Udają, że niby nie wiedzą o co chodzi. Ale to normalne, biorąc pod uwagę, jak ludzie reagują.
-Spokojnie, ja też mam moce. -odpowiedziała. To zwykle uspokajało pacjentów i sami też się otwierali. Jedni bardziej, inni mniej. Jedni tylko przytakiwali, inni opowiadali o swojej mocy. Tego już Jane nie potrafiła bowiem wyczuć. Ale niektórzy nadal szli w zaparte.
Doreen mogła poczuć przyjemne ciepło bijące od dłoni Jane, kiedy zaczęła ona używać swojej mocy. Ranki na jej dłoniach zagoiły się w oka mgnieniu.
-Mnie również jest miło. No, i już. -skwitowała z uśmiechem, chowając wodę do apteczki, a tę do torby. Dziewczyna przez chwilę jeszcze mogła czuć lekkie szczypanie, zanikało ono jednak z każdą chwilą.
-Nie przejmuj się, nic się nie stało. -machnęła lekko ręką. Miała zajęcie, więc było dobrze. Naprawdę była pracoholiczką.
Powrót do góry Go down
Doreen Green

Doreen Green

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 27/06/2016

Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1Sro Lip 06, 2016 7:06 pm

Patrzyła zafascynowana jak skaleczenia na jej skórze znikają. Po chwili nie było po nich śladu. W jednej chwili zapomniała o wszelkiej ostrożności.
- To było superrrr! - wykrzyknęła. - Jak to zrobiłaś? Potrafisz coś jeszcze? Umiesz latać? Walczysz ze zbrodnią? - Zasypała Jane pytaniami, paplając bez przerwy w nagłym przypływie ekscytacji.
- Jesteś sławna? - zapytała na koniec z nadzieją i natychmiast się zmartwiła. - Nigdy o tobie nie słyszałam. Przepraszam!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Central Park - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 11 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Powrót do góry 
Strona 11 z 21Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 10, 11, 12 ... 16 ... 21  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: