Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Central Park   Pią Cze 08, 2012 4:19 pm

First topic message reminder :






Oaza zieleni w centrum Manhattanu. Zajmuje osiemset czterdzieści trzy akry powierzchni. Na terenie Central Parku oddawać się można wielu zajęciom, takim jak obserwowanie ptaków, pływanie po jeziorach w łódkach czy kajakach, jazda rowerami czy bryczkami konnymi, bieganie, tenis, siatkówka, kręgle, wspinaczka na skałkach, pływanie w basenie - lub zimą jazda na łyżwach oraz wiele, wiele innych.

Tutaj można znaleźć mapę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Sie 10, 2016 1:44 am

Siedziała spokojnie w krzakach, obserwując całą sytuację. Na razie było spokojnie. Z grubsza. Dobrze, że miała naprawdę sporo czasu do samolotu, inaczej... Samolot! Zostawiła torbę przy ławce! Kurcze, słabo tak bez słowa się po nią zawrócić, ale zostawić ją tam dalej bez opieki to też nie najlepsza opcja. O ile już ktoś jej nie zawinął.
Jane nie musiała się długo zastanawiać, co powinna zrobić, gdyż jakaś niewidzialna siła przeciągnęła ją po ziemi, a następnie uniosła do góry. Upuściła swój prowizoryczny wzmacniacz, odruchowo łapiąc się za gardło. Chciała się tłumaczyć, ale była zbyt zaskoczona całą sytuacją. Na szczęście Doreen była lepsza w zachowaniu zimnej krwi. Nawet nie wygadała się, że Jane ma moce.
Kobieta zachwiała się lekko, gdy znów poczuła pod stopami ziemię. Uf, na szczęście Doreen przemówiła chłopakowi do rozsądku. Podeszła do nich bliżej, kaszląc nieco.
-Cóż, chciałam się tłumaczyć, ale Doreen mnie wyręczyła. -uśmiechnęła się lekko, mimo problemów z oddychaniem. -Jane. -przedstawiła się krótko. Już chciała proponować pobyt w jej klinice, jest tam w końcu stołówka i sale z łóżkami... typowo szpitalne sale ze szpitalnymi łóżkami, ale ktoś w sytuacji chłopaka chyba by nie narzekał. Tak czy siak jej nowa znajoma zaproponowała pobyt u niej. Hm... Na pewno bardziej komfortowo, ale czy to dobry pomysł zapraszać tak kogoś z ulicy do domu? Nie wątpiła, że Doreen jest dziewczyną, która potrafi o siebie zadbać, ale na litość, on przed chwilą uniósł Jane nad ziemię siłą woli!
-Fakt, w tej chwili nie jestem w stanie zbytnio pomóc. Mogę ewentualnie zaproponować udanie się do mojej kliniki. Zapewnią Ci miejsce do spania i wyżywienie. Jak wrócę z Waszyngtonu to będę miała dla Ciebie nieco bardziej interesującą opcje. Tak sądzę... -tak, myślała o akademii. Chłopak co prawda chyba już nie był w wieku szkolnym, nie wyglądało też na to, żeby nie panował nad swoimi mocami, ale zawsze może się czegoś nauczyć, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Sie 10, 2016 10:54 am

Wykrzywiła twarz i zaczęła za plecami Esco stroić dziwaczne porozumiewawcze miny, próbując dać Jane do zrozumienia, żeby zamilkła, ale stało się... Padło imię Doreen, choć bardzo chciała tego uniknąć. Zastanawiała się ile ogoniastych dziewczyn o tym imieniu mieszka w Nowym Jorku i doszła do wniosku, że prawdopodobnie niewiele. Cóż, przy odrobinie szczęścia chłopak nie zwróci na to uwagi lub nie zrozumie. Z prawdziwą wdzięcznością i ulgą przyjęła za to następne słowa Jane i natychmiast je poparła.
- Tak! Klinika, genialny pomysł! - zawołała z entuzjazmem. Nie miała pojęcia gdzie mieści się ta klinika, ale pomysł Jane skutecznie oddalał od Doreen ryzyko dalszego narażania swojej sekretnej tożsamości, poparła go więc całym sercem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Sie 10, 2016 12:20 pm

Słuchając zarówno słów Doreen, jak i blondynki o imieniu Jane, Jones zrobił krok w przód, ponownie ukazując bladą twarz. Widać, że propozycja Doreen zadziałała, choć musiał wyglądać dość dziwnie, zachowując się niczym oswojona bestia, która nawiała z zoo i dawała się przekupić jedzeniem, w dodatku widząc znajome gęby ludzi, z którymi do tej pory żyła. Ale cóż. Każdy sposób dobry, jeżeli udałoby mu się wywinąć od kradzieży. On był w trochę lepszej sytuacji, niż ziomek w czerwonym. Po pierwsze, pokazał dziewczynom, co potrafi, a przez to muszą się z nim chociaż trochę liczyć. To nie były jakieś tam światełka w oczach i migocząca pięść. Po drugie, miał w głowie ułożony już cały plan ucieczki oraz historię, w którą obydwie zapewne uderzą. Zastanawiał się tylko, czy dalej miał brnąć drogą obcokrajowca, który nie rozumie za dobrze języka, czy...
-Doskonale... więc postawimy na to...-chłopak kiwnął blondynce głową, w myślach na szybko zmieniając swoją historię. Prawdę powiedziawszy, ta obecna nie była zbyt dobra. W tej chwili większość ludzi zaczęłaby się czegoś domyślać. A w tym przypadku... Nie będzie śladów, kilku osiłków obrabowało go, sprało na kwaśne jabłko, uszkadzając głowę, jednocześnie uwalniając telekinetyczne moce. Ktoś go znalazł, wezwał pogotowie, w szpitalu zrobili badania, stwierdzili, że to Afazja ośrodka Broki, nieuleczalna. Będzie rozumiał, ale nie powie za wiele. Wtedy odkrył, że potrafi poruszać przedmiotami bez dotykania. Teraz bał się, że zaczną robić badania, wyleczą go, a on straci moce. Strzał w dziesiątkę. Poklepałby sam siebie teraz po ramieniu za ten pomysł.
-Wybacz...-zwrócił się w stronę Jane, pokazując gest zaciskanych rąk na swojej szyi. Następnie spojrzał na Squirrel Girl. Specjalnie, lub nie, Jane wyjawiła chłopakowi imię nowej koleżanki.
Czas zacząć wcielać nową historię w życie. Chłopak otworzył usta, chcąc coś powiedzieć,
-D... Do...-po czym westchnął, opuszczając na chwilę głowę.
-Ładne...
Nastała chwila cisz, przerwana przez słowa Jane, która wspomniała coś o klinice...
-Jeszcze lepiej...-rzeczywiście, nie mógł trafić dokładniej z tą historią. Chłopak rozszerzył powieki niemal do granic możliwości.
-Klinika...-pokręcił głową na boki. -... nie...-podniósł lewą rękę do góry, po czym zaczął dotykać swojej głowy w okolicy lewej skroni.
-Zepsuć... afazja... nie mówić... dobrze... -liczył, że chociaż Jane zrozumie. Była przecież lekarzem. Na pewno słyszała o takim zaburzeniu.
-Pójść z Do... Tobą.-powieki chłopaka wróciły do stanu sprzed kilkunastu sekund, zaś Escobar spojrzał na Squirrel Girl i małego przyjaciela na jej ramieniu..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Sie 16, 2016 5:53 pm

"No i klops", pomyślała zrezygnowana, westchnieniem kwitując nieudaną próbę wymówienia jej imienia. Że też wcześniej nie ostrzegła Jane... Teraz musiała mieć nadzieję, że chłopak potrafi dotrzymać tajemnicy, albo wymyślić wyjątkowo przekonujące kłamstwo, choć w powodzenie tego drugiego wątpiła. Wolała nie zastanawiać się nad tym, co czekałoby ją i jej rodzinę, gdyby wydało się, że dziewczyna-wiewiórka i Doreen Green przypadkiem są tą samą osobą.
Zdziwiła ją reakcja Esco na wzmiankę o klinice. Zwróciła się do Jane, spojrzeniem pytając ją czy coś zrozumiała z jego bełkotliwej wypowiedzi. Doreen wzruszyła ramionami. Cóż, nie byłby pierwszą osobą narzekającą na poziom opieki zdrowotnej w kraju...
- Szpitalne żarcie bywa paskudne, ale nie sądzę, żeby chcieli zrobić ci krzywdę - spróbowała uspokoić obawy chłopaka, lecz kiedy ten wyraźnie dał do zrozumienia, że przyjmuje jej wcześniejsze zaproszenie, straciła ostatni argument.
Posłała Jane błagalne spojrzenie, mając nadzieję, że kobieta zrozumie jej dylemat. Jeśli i ona nie zdoła go przekonać, Doreen stanie przed sporym problemem.
Tym jednak mogła zamartwiać się później. Znów obejrzała się przez ramię na drugiego ze sprawców zamieszania. Wiewiórki nadal trzymały świecącego w szachu, ale należało się upewnić, że nie przyjdzie mu do głowy nic głupiego. Doreen pomacała się po kieszeniach dżinsów, po czym przypomniała sobie, że telefon zostawiła w plecaku. Skarciła się za to w myślach. Central Park nie należał do miejsc przyjaznych porzuconym bagażom, nawet wtedy, gdy go patrolowała.
- Tips, weź kilkoro znajomych i skocz po mój plecak - poprosiła wiewiórkę. - Nie zaszkodzi też, jak popilnujecie walizki Jane. Mam nadzieję, że nikt się wokół niej nie kręcił.
Kiedy Tippy kiwnęła łebkiem i zniknęła w krzakach, Doreen popatrzyła z namysłem na świecącego.
- Jak myślisz, Jane, co z nim zrobić? Bezpieczniej wezwać policję czy od razu Avengers?
Nie martwiło jej ani trochę, że nie zna numerów do członków Avengers i na dobrą sprawę nawet nie wie, czy mają zwyczaj interweniować przypadku parkowych rozbojów. Ktoś przecież musiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Sie 20, 2016 5:18 pm

Z początku nie wiedziała, o co chodzi dziewczynie, ale potem ją to uderzyło. Jej imię. Wewnętrzny facepalm to chyba najlepsze określenie na to, co zrobiła Jane. Taka wtopa... Chyba naprawdę przydałyby się jej wakacje. Hm, jakby tu z tego wybrnąć... Może zacząć nazywać ją innym imieniem za każdym razem? Mniej ogarnięci ludzie mają taki nawyk, że zamiast spytać o imię, kiedy je zapomną, to wymyślają komuś jakieś. Albo po prostu mają je gdzieś i nazywają wszystkich po swojemu. Swoją drogą, przy braku maski tożsamość Doreen i tak była dość słabo chroniona...
Słuchała opowieści chłopaka. Albo raczej wyjaśnienia, bo do opowieści to temu bełkotowi trochę brakowało.
-Hm... -mruknęła. Afazja, co? W sumie by się zgadzało... -Chyba mogę pomóc. Widzisz, też jestem uzdolniona. -uśmiechnęła się do niego serdecznie. -Mam moce leczące. Afazja to uszkodzenie nabyte, więc nie powinnam mieć z tym problemu. -podeszła do niego bliżej, wyciągając lekko przed siebie rękę. -Obiecuję, że nie zaboli. Wręcz przeciwnie, większość pacjentów twierdzi, że to nawet przyjemne uczucie. -mówiła powoli i wyraźnie, żeby nie utrudniać chłopakowi zrozumienia jej słów. -Dawno to się stało? -spytała jeszcze z ciekawości. No, częściowo z ciekawości. Częściowo ze zboczenia zawodowego.
-Szpital to organizacja państwowa. -zwróciła się do Doreen. -Moja klinika jest prywatna, więc mamy troszkę wyższe standardy. -uśmiechnęła się.
Spojrzała na otoczonego przez wiewiórki chłopaka.
-Policja to raczej słaby pomysł. Wygląda na to, że on też ma moce, to by się mogło źle skończyć dla funkcjonariuszy. Z drugiej strony nie wiem, czy Avengers zajmuje się takimi drobnostkami. Na tę chwilę do niczego nie doszło. -może mogłaby wezwać X-man. Albo kogokolwiek ze szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Sie 20, 2016 6:39 pm

-Tak nagle zmieniła zdanie?-blady chłopak w białej czapce spojrzał na Doreen z lekkim zdziwieniem malującym się na jego niemal białej gębie. W sumie trochę ją rozumiał. Na jej miejscu pewnie postąpiłby podobnie, o ile nie tak samo. Może zamiast posyłać kumpeli ciągle dziwne spojrzenia zareagowałby inaczej.
-Wiem...-zaczął, nie spuszczając wzroku ze Squirrel Girl.
-Ty... nie... chce... Widać...-chciał jeszcze dodać parę słów, jednak nie chciał przesadzać. Jedynie westchnął zrezygnowany wiedząc, że perspektywa przenocowania u dziewczyny z wiewiórczym ogonem umknęła własnie niczym znikające w krzakach wiewiórki, które Doreen gdzieś wysłała.
-Nie... problem...-Esco lekko się uśmiechnął, dając znak, że nie ma pretensji. Problemem było to, gdzie spędzi najbliższą noc. Za dnia było ciepło, w nocy, gdzieś na dachu jakiegoś budynku pewnie też będzie. Chyba, ze wynająłby jakąś klitkę na szybko, a hajs na czynsz jakoś zdobył. Miał przecież całkiem dobrą głowę do interesów. Kasa nie byłaby problemem. Esco chciał dodać coś na temat ostatniego ze znajdujących się tutaj mutantów, kiedy Jane pochwaliła się co potrafi.
Chłopak otworzył szerzej oczy. Gdy ta podeszła do niego wyciągając rękę, chłopak momentalnie się cofnął, jakby Jane miała na niego wylać płynną lawę, zaś zza potężnego drzewa, pod którym stanął zaczęły dochodzić trzaski łamiącego się drewna. Dziewczyny mogły zobaczyć kilka ptaków, które w niemal takiej samej panice jak blady chłopak uciekały z drzewa.
-Dziesięć... lat... Mówili... nie... dać... wyleczyć...-zaczął, biorąc głębszy oddech. Spojrzał odruchowo w górę słysząc dźwięk skrzydeł, zaś samo drzewo po chwili przestało wydawać jakiekolwiek dźwięki.
-Nie... rozum... źle... Ja... nauczył... się... żyć...-widać było, że chłopak był wystraszony, a biorąc pod uwagę jego raczej skrytą naturę nie było to jakąś wielką przeszkodą.
-Klinika... ok... nie... badanie... testy...-choć pomału się uspokajał, wciąż pozostawał czujny.
-Ja... stracić... dobra... mowa... dostał... moc.-może ten argument ją przekona. Chciał dodać też coś od siebie na temat chłopaka w czerwonym, jednak no cóż, strach wziął górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Sie 21, 2016 4:55 pm

Na widok rozczarowanej miny chłopaka dopadły ją wyrzuty sumienia. Naprawdę nie chciała skazywać go na dalszą tułaczkę po ulicach Nowego Jorku. Blady z wyraźną niechęcią odnosił się do pomysłu z kliniką, a z jego słów wynikało, że mógł mieć po temu powody.
Rozważyła z kolei radę Jane odnośnie wzywania służb porządkowych.
- Nie powiedziałabym, że do niczego - odparła, wskazując uszkodzony zamek i wygiętą blachę budki z hot dogami. Temu przynajmniej natychmiast mogła zaradzić. Podeszła do budki, chwyciła krawędzie wygiętej klapy i przy akompaniamencie głośnych zgrzytów naprostowała blachę na tyle, na ile się dało. W podobny sposób potraktowała zamek i kłódkę. Nie były w idealnym stanie, ale przynajmniej do rana nikt inny nie powinien się tu włamać. Zadowolona ze swojego dzieła otrzepała dłonie i spojrzała na towarzyszy.
W tej samej chwili na placyk powróciła Tippy, z pomocą kilku innych wiewiórek ciągnąc po ziemi ciężkawy plecak Doreen.
- Dzięki, T! - zawołała ucieszona dziewczyna, sięgając do wnętrza w poszukiwaniu telefonu. Nadal nie miała pojęcia, kogo mogłaby powiadomić, ale Jane w jednym miała rację - wezwanie policji mogłoby okazać się niebezpieczne, a Avengersom zdecydowanie lepiej było nie zawracać głowy. Potrzebowała kogoś sprawdzonego i zaufanego, kogoś...
Palec, którym przewijała listę kontaktów znieruchomiał nagle nad jednym z nazwisk. Poczuła pokusę niemal nie do odparcia. Tippy wskoczyła jej na ramię i łypnęła na ekran telefonu.
- Myślałam, że obiecaliście sobie więcej się nie widywać- zauważyła, spoglądając na Doreen znacząco.
- Wiem, ale to sytuacja awaryjna. A poza tym jedna wiadomość, to jeszcze nie widywanie, prawda? - odrzekła Doreen, starając się ukryć zakłopotanie.
Wiewiórka tylko prychnęła, jasno dając do zrozumienia, co o tym myśli. Doreen zmarszczyła gniewnie czoło i wystukała na ekranie wiadomość.
"Wybacz, ale potrzebuję kogoś, komu mogę zaufać. Zostawiam kłopotliwą przesyłkę. Central Park, przy hot dogach Megan. Pilne."
Krytycznym wzrokiem przebiegła tekst sms-a, skinęła głową i wcisnęła "Wyślij".
Nagły trzask pękającego drewna kazał jej poderwać głowę. Na chwilę zupełnie przestała zwracać uwagę na Jane i Esco, a scena, która teraz ukazała się jej oczom, sugerowała, że drobna blondynka zrobiła lub powiedziała coś, co śmiertelnie przeraziło chłopaka. Nie zastanawiając się na tym, co robi, Doreen skoczyła pomiędzy nich, osłaniając Jane. Nie sądziła, aby którekolwiek z nich miało złe zamiary, widać było jednak, że przestraszony Esco nie kontroluje w pełni mocy, o której właśnie wspomniał.
- Hej, spokojnie - powiedziała do chłopaka, wyciągając przed siebie obie dłonie. - Już dobrze, żadnych testów. Nikt ci nie zrobi krzywdy.
Z ulgą zdała sobie sprawę, że trzaski ucichły i wszystko powoli wracało do normy. Spojrzała na Jane i westchnęła ciężko.
- Kurczę, on naprawdę schizuje na myśl o klinice. Co oni mu zrobili w tym szpitalu? - Zmarszczyła brwi, nasłuchując słów Esco. - Aż tak się boi, że straci moce?
Cóż, to ostatnie bez trudu mogła zrozumieć. Nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez wiewiórczych zdolności. Najwyraźniej i on postrzegał swoje nowe umiejętności jako integralną część siebie. Popatrzyła znów na bladego chłopaka i w tym momencie podjęła decyzję.
- Dobrze, pójdziesz ze mną. Żadnych szpitali, obiecuję. Będziesz bezpieczny. - Nabrała tchu. - Mam nadzieję, że lubisz wiewiórki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Sie 24, 2016 11:27 pm

Emocje, które znalazły ujście nadłamując gruby konar drzewa tuż za bladym chłopakiem w czapce pomału opadły, choć gdyby Doreen nie stanęła między nim, a Jane... Chłopak odetchnął z ulgą w myślach. Nie chciał ponownie rozsiewać fermentu, kiedy to udało mu się przekonać Squirrel Girl i jej małych przyjaciół do siebie. Znowu czuł się jak bestia na wolności, hamowana przez treserkę przed bestialskim atakiem na niewinną osobę.
-Już... dobrze...-wybełkotał, dając im do zrozumienia, że wszystko było już w porządku...
-Leczyć... nie trzeba... Wy... rozumieć... ja... mówić...-choć czujny wzrok skierowany na Jane na pewno nie przestanie jej obserwować i dokładnie śledzić każdego ruchu, gdy ta zbliży się do głowy Escobara.
-Jeżeli spróbuje... zabiję...-odpowiedział dziewczynie w myślach... Dobrze, że ta umiała tylko  gadać z wiewiórkami, choć w sumie to bez różnicy. Afazja Broki nie blokuje przepływu myśli, a jedynie ich artykulacje. Gdyby ta mogła czytać w myślach, Esco mógłby z nią porozmawiać, jak człowiek z człowiekiem... Przecież aż tak bardzo nie różnili się od zwykłych ludzi. Ogon jeszcze o niczym nie świadczył, jeżeli uszy były tyko dziwaczną opaską z wszytym materiałem. Pewnie w innych okolicznościach pomyliłby ją z osobą, która tylko przebierała się za superbohaterkę na imprezę dla maluchów i właśnie ratowała świat przed okrutnym potworem, który spędzał sen z powiek biegającym dookoła dzieciakom.
Wyłonił się z cienia drzewa, ponownie ukazując bladą gębę.
-A wracając do naszego kolegi... Co z Tobą zrobić?-chłopak obrócił lekko głowę, by mieć w polu widzenia zarówno Doreen, Jane, jak i nieznajomego w czerwonym. Pytanie, które zadał mu przed rozwaleniem budy wciąż siedziało w głowie bladego chłopaka.
"-Dawno ktoś ci nie obił gęby, mendo?"-mógł teraz spytać o to samo. Zaczął się zastanawiać, czy zwyczajnie skręcić mu kark i ciało wyrzucić, jak śmieci z wieczora, powiesić gdzieś na wysokiej lampie, lub na Empire State Building...
-Zwykły... bez... rady... Tylko... inni... pomoc...-wrócił do wątku sprzed kilku chwil. Szkoda, że nie znał nikogo, kto mógłby zająć się tym niewielkim problemem.
-My... pójść... on... uciec...-stwierdził oczywisty fakt. On sam nie zastanawiał się nawet sekundy będąc w jego sytuacji. Chciał jednak pomóc dziewczynie w utrzymaniu kłopotliwego ładunku na miejscu.
-Ja... zatrzymać... on... tutaj...-zaczął, gdy chłopak pomału uniósł się w górę i przeleciał pod drzewo, przy którym chwilę wcześniej stał Esco. Kilka cienkich konarów oraz pnączy oplotło ręce, nogi, szyję i tors chłopaka, rozciągając go pośród konarów.
-Drzewo... blok... Ruszy... kręci... mocno... bardziej...-blady chłopak spojrzał na Doreen.
-Gotowy... Gdzie... dom?-był pewien, że mutant w czerwonym nigdzie nie zwieje, a w podzięce za przenocowanie, chłopak miał pomysł, jak uprzyjemnić powrót do mieszkania Doreen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrain Keirtz



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 22/08/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Sie 28, 2016 8:18 pm

Kolejny dzień z życia prastarego demona. Tym razem rozpoczynał się w Nowym Jorku. Miał tutaj jedną, małą sprawę do załatwienia. Przy śniadaniu w hotelu oglądał wiadomości, w których po raz kolejny wspominali o grupce bohaterów, która właśnie to miasto uratowała od inwazji kosmitów, czy cokolwiek to było. Jak zwał, tak zwał. Evrain zastanawiał się, co z tym faktem zrobić. Może pora ukazać się tej zacnej grupie, a raczej przybliżyć im sytuację na ich własnej planecie. Tak, by to on mógł ustalać warunki, a nie kto inny. I tak była pora żeby w końcu rozdać kolejną falę zaproszeń do jego przybytku. Ostatnimi czasy miał trochę zbyt mało gości. Na fundusze nie narzekał, aczkolwiek nie tylko tym się żyje. Potrzeba trochę ruchu, ekscytacji. Inaczej już dawno popadłby w letarg, znikając w jakiejś jaskini.
- No nic, pora ruszać. - pacnął się w kolana, wstając i przygotowując do wyjścia. Dzisiaj miał do podpisania kontrakt na cały sezon amerykańskiej wersji programu kulinarnego Hell's Kitchen. Ten pun był po prostu za silny by go przepuścić. Na spotkanie udał się w pierwszej kolejności. Avengers będą musieli jeszcze poczekać. Wszystko przebiegło dość sprawnie. Obgadali wszystkie detale, kwestie mieszkania, godzin pracy. Jakoś to wszystko pogodzi. Dobrze, że ma taką, pewną, bardzo przydatną moc. Tamtejsze towarzystwo było nawet na tyle miłe, że użyczyło mu w pełni wyposażonej kuchni. Nie mógł zaproszeń wydać bez odpowiedniego poczęstunku. Tak się nie godziło.
W drodze powrotnej udał się do Central Parku. Szkoda by było odbywać spotkanie w jednej z restauracji naprzeciw tego cuda i nawet nie zajść. Przechadzał się zielonymi uliczkami podziwiając to, jak ludzie jednak potrafią stworzyć coś pięknego oraz o to dbać. Co by o nich nie mówić mają w sobie dużo tej wyobraźni. Do tego stopnia, że nadal większość z nich wierzy w całą balladę o Jezusie Chytrusie, którą on pomagał tworzyć. Zabawne te istotki.
Zauważył, jak pewne grupki osób przyśpieszonym krokiem opuszczają zielone bulwary. W świetle ostatnich zdarzeń można było się domyśleć w czym leży problem. Przy ataku terrorystycznym już dawno widziałby fajerwerki. Powoli udał się w przeciwną stronę, do której kierowały się wszystkie osobniki. Długo szukać nie musiał. Od pewnego miejsca nie było już nikogo. W oddali widział trójkę osób. A nie, przepraszam. Czwórkę. Ostatni lewitował.
- Czyżbyśmy mieli do czynienia z telepatami..? Nie przepadam... - mruknął pod nosem wyraźnie niezadowolony. Chwilowo powinien pozostawać jeszcze poza widokiem, chociaż pewnie rychło go wyczują. Pomacał się jedną dłonią po wszystkich kieszeniach. - Cholera, znów zapomniałem tej fajki. Szlag by to... Chociaż zawsze mnie upominają, że to szkodzi. - pokręcił głową zrezygnowany. Cicho westchnął, po czym skierował swe kroki do miejsca, w którym znajdowało się centrum zamieszania. Dziarskim krokiem wszedł w ich pole widzenia, mając na sobie stalowy garnitur, wypastowane buty oraz w prawej dłoni dwa białe pakunki, połączone wstążeczką. Dokładnie takie, w jakich przewozi się ciasta, czy inne wypieki.
- Moi mili bierzcie pod uwagę swoje otoczenie. Nie wiem, co tutaj dokładnie robiliście, ale ludzie dość szybko czmychali z tego miejsca... - uśmiechnął się delikatnie nie okazując nawet krzty lęku. Może jedynie delikatną nutkę zaciekawienia. W końcu to coś nowego. Odskocznia od codzienności., zupełnie jak ten udział w programie Hell's Kitchen. Ciekawe, czy któreś z nich interesuje się kulinariami na tyle, by od razu go rozpoznać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Sie 29, 2016 1:42 pm

Jedynie odpowiedź Squirrel Girl na pytanie odnośnie kierunku, w jakim mieli się udać trzymał go w Central Parku. Jeszcze chwila i będzie mógł zjeść coś innego, niż kradziony burger i napić się czegoś ciepłego, dla pobudzenia żołądka do pracy. Co, jak co, ale kilka dni na samych hamburgerach, podbieranych z różnych miejsc w Nowym Yorku nie było za dobre dla zdrowia. Kątem oka spoglądał ko kilkanaście sekund to na dziewczynę z wiewiórką na ramieniu, to na Jane, czy ta przypadkiem nie chce wyleczyć bladego chłopaka na siłę.
-One... ok... gdy... nie... chcieć... zabić...-przypomniał sobie o ostatnim pytaniu Doreen, uśmiechając się lekko przy odpowiedzi w jej stronę.
Po chwili powrócił jednak do wpatrywania się w drzewo i obwiniętego gałęziami chłopaka w czerwonym ostatecznie upewniając się, że nie wywinie się tak szybko ze splotów. Gdy oplatał szyję, zza pleców dotarł do niego męski głos. Odwrócił głowę spoglądając na mężczyznę w garniturze z paczuszkami pod pachą.
-Hmmm...-w tym samym momencie głowa chłopaka w czerwonym również obróciła się wpatrując się zielonymi oczyma w jegomościa. Zastanowił się przez krótka chwilę, co odpowiedzieć...
-Więc... Ty... nie człowiek... Nie... ucieka...-spojrzał ponownie na twarz chłopaka w czerwonym. Nie byli podobni, ale kto wie... Może zielonooki koleś to robot, a Esco właśnie rozmawiał z jego twórcą. Po tym, jak kilka tygodni temu mutanci wyłonili się z cienia i przedstawili światu swoje oblicza nie byli to tylko dziwni goście z nadludzką siłą, nie tylko telepaci i telekinetycy, ale też twórcy dziwnych maszyn do złudzenia przypominających ludzi. Można było śmiało stwierdzić, ile ludzi, tyle mocy, a każda inna i unikalna.
-Kto... Ty... Po... tego?-wskazał kciukiem na chłopaka wiszącego na drzewie. Może trochę przesadził z tym wieszaniem, ale cóż, teraz już czasu nie cofnie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Sie 29, 2016 9:39 pm

Doreen należała do osób, które naprawdę lubią ludzi i z łatwością nawiązują przyjaźnie. Ceniła sobie tę umiejętność i była szczęśliwa ilekroć udawało jej się kogoś do siebie przekonać. Tym razem nie było inaczej. Zadowolona, że udało im się zadzierzgnąć nić porozumienia, już miała wtajemniczyć Esco w swój błyskotliwy pomysł przywalenia świecącego stertą wiewiórek, które będą go strzegły dopóki nie przybędą wezwane przez nią posiłki, ale blady chłopak najwyraźniej miał własny plan...
Wraz z grupą bardzo zdziwionych wiewiórek obserwowała tor lotu świecącego, a następnie widowiskowy proces oplatania go gałęziami. Musiała przyznać, że więzienie było pomysłowe, obawiała się jednak o zdrowie chłopaka w czerwieni. Pozycja nie wyglądała na zbyt wygodną, a on ostatecznie nie zrobił jeszcze nic aż tak złego...
- To było niezłe - gwizdnęła z podziwem, spoglądając na Esco. - Ale nic mu tam nie będzie, prawda? Wolałabym nie robić mu krzywdy. W końcu to my jesteśmy ci dobrzy. Nie możesz przywiązać go niżej?
Upewniwszy się, że życiu związanego chłopaka nie zagraża niebezpieczeństwo, uśmiechnęła się szeroko i zarzuciła sobie plecak na wolne ramię.
- Gotowa do drogi. To niedaleko, pokażę ci. - Spojrzała z kolei na Jane. - Tuptuś mówi, że twoja torba jest tam, gdzie ją zostawiłyśmy. Kilka wiewiórek jej pilnuje, więc się nie martw. Zaprowadzę Esco do siebie, a po tego drugiego... zaraz ktoś przyjedzie. Stary przyjaciel - dodała tytułem wyjaśnienia i posłała kobiecie uśmiech. - Naprawdę miło było cię poznać, Jane. Jeśli kiedyś będziesz chciała mnie znaleźć, powiedz tylko jakiejś wiewiórce. Wszystkie w Nowym Jorku mnie znają.
Zwróciła się do bladego chłopaka, gestem zapraszając, by poszedł za nią, jednak w tejże chwili elegancko ubrany mężczyzna beztrosko wkroczył w ich małe zgromadzenie. Nie wyglądał groźnie, tym bardziej więc zdziwiło i zaniepokoiło ją głośno wyrażone przypuszczenie Esco, że ich gość nie jest człowiekiem. Czyżby on też umiał wyczuwać takie rzeczy?
- Coś w tym jest - szepnęła jej na ucho Tippy. - Koleś jakoś dziwnie pachnie.
Doreen sama pociągnęła nosem, próbując złowić podejrzaną woń, a na wypowiedź nieznajomego odpowiedziała:
- Nie chcieliśmy nikogo wystraszyć. Właściwie już po wszystkim. - Ruchem głowy wskazała przywiązanego do drzewa chłopaka. - Razem z przyjaciółmi przyłapaliśmy go na kradzieży. Mam nadzieję, że panu też się nie naprzykrzał?
Terminem "przyjaciele" objęła nie tylko Tippy i Jane, ale i Esco. Co prawda jeszcze niedawno stali po przeciwnych stronach barykady, ale Doreen nie należała do osób, które zaprzątają sobie głowę takimi szczegółami.


Ostatnio zmieniony przez Doreen Green dnia Sob Wrz 03, 2016 8:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrain Keirtz



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 22/08/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Sie 30, 2016 2:52 pm

Pojawienie się kolejnej osoby na tym małym spotkaniu nie wywołało większego szumu. Całe zajście trochę Evraina ciekawiło. Nie ma to tamto. Tam, skąd ludzie uciekają, zawsze dzieje się coś wartego uwagi. Zwłaszcza z jego punktu widzenia.
Gość zawieszony na drzewie, związany gałęziami... Dziewczyna o wiewiórczym ogonie... Kolejny jegomość z jakąś chorobą umysłową najwyraźniej, aczkolwiek nie wygląda jakby brakowało mu chromosomu... Wróć. Czy ja właśnie pomyślałem "dziewczyna o wiewiórczym ogonie?! - chwilowo puścił słowa bladego mężczyzny w niepamięć od razu skupiając swoją uwagę na dziewczynie. Obejrzał ją od stóp do głów i ewidentnie gapił się na ogon przez kilka sekund. Było to dość... Abstrakcyjne. Nie to żeby nie widział podobnych rzeczy przez lata, aczkolwiek wiewiórczy ogon to jakaś nowość. I takież też zwierzątko siedziało na niej. - No nie mówcie mi, że jeszcze może potrafi z nimi gadać... Może powinienem spróbować zwerbować ją do Crossroads... Trzeba wziąć to pod uwagę. - pomyślał, po czym zwrócił się do Esco z lekkim uśmiechem.
- Nie wyciągałbym od razu takich pochopnych wniosków. Nie uciekam, ponieważ w Nowym Jorku jesteśmy bezpieczni. Są tutaj przecież wielcy Avengersi! - uniósł pięść do góry, oczywiście robiąc sobie jaja, co było widać czarno na białym. Roześmiał się nawet, po czym postąpił trochę bliżej Doreen, okrążając towarzystwo pod drzewem. - Znów błąd. Nie jestem tutaj po tego gościa na drzewie. Zupełnie nie wiem, kim on jest i szczerze to nie obchodzi mnie to. - wzruszył tylko ramionami. Stał teraz dość blisko "wiewióreczki" oraz jej małego przyjaciela. Na tyle, że jeśli mają nadludzki węch już czują coś orzechowego z pakunków w prawej dłoni. - Przepraszam, nie przedstawiłem się. Evrain Keirtz. Możecie mnie kojarzyć z jakichś publikacji kulinarnych, właśnie podpisałem nawet kontrakt z Hell's Kitchen na ich kolejny sezon w Stanach Zjednoczonych. To chyba wystarczająco dowodzi, że jestem człowiekiem. - puścił oczko do dziewczyny, uśmiechając się przyjaźnie. Nic tak nie przekonywało do niego ludzi, jak właśnie ten uśmiech oraz usposobienie. Ciężko go po prostu było nie lubić.
- Nikt mi się dzisiaj nie naprzykrzał. Na pewno nie ten jegomość, co tam jest związany tym drzewem. Fajna sztuczka swoją drogą. Następnym razem pomyśli zanim coś ukradnie. Dobra robota. - wystawił uniesiony kciuk do bladego mężczyzny. - Swoją drogą to masz jakieś problemy z wyrażaniem siebie, czy się po prostu z nas nabijasz? Jeśli nie, to musiałeś mieć dość upierdliwe życie... Nie pomogli Ci z tym jakoś? - wpatrywał się pytająco w chłopaka, lecz niezależnie od odpowiedzi sięgnął zaraz do pakunków, które trzymał, otwierając jeden z nich. W środku były, jeszcze ciepłe, kruche ciasteczka w dwóch odsłonach. Z orzechami oraz czekoladą. - A co mi tam, niech stracę. Chciałbym was przy okazji zaprosić do jednej z moich restauracji. Wydaje mi się, że spodoba się wam tamtejszy klimat oraz możliwości poznania innych osób podobnych wam. Niektórych mniej, lub bardziej zagubionych. Do każdego zaproszenia poczęstunek na zachętę. - uśmiechnął się trochę tajemniczo, zapraszając by zajrzeli do pakunku, gdzie czekały wyżej wymienione ciasteczka oraz mieniące się wizytówki z drogowskazem na krzyżówce dróg. Na odwrocie z początku nie zobaczą nic, dopiero po chwili pewne kształty zleją się współrzędne oraz hasło, które da im dostęp do tego magicznego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Sie 30, 2016 6:39 pm

Blady chłopak spojrzał ponownie na mężczyznę w garniturze, który ewidentnie zwracał większą uwagę na ogon Doreen... Choć czy na pewno na ogon? Na ten temat Esco mógłby polemizować. Nie spuszczał wzroku z mężczyzny. Pojawił się znikąd, widział uciekających ludzi, jednak on sam nie czuł żadnego lęku?
-Kto to k***a są Avengersi?-w głowie chłopaka rozpoczęły się poszukiwania tajemniczej nazwy. Nie mogąc jednak przypomnieć sobie niczego z nimi związanego chwilowo porzucił ideę. Po reakcji nowego dało się wyczytać, że i on nie uważa ich za "wielkich", kimkolwiek nie byli. Gdy Evrain wreszcie się przedstawił, chłopak jedynie wzruszył ramionami. Nie znał, nie kojarzył, co dodatkowo potwierdził lekkim pokręceniem głowy na lewo i prawo. Prócz kilku potraw, które nauczył się gotować jeszcze za dzieciaka nie interesował się kuchnią i kucharzami. Nie był również osobą odpowiedzialną za gościa na drzewie. Chłopaczek powisi sobie odrobinę dłużej.
Słysząc słowa Doreen, wzrok Jones'a spoczął chwilowo na dziewczynie-wiewiórce. Miała rację. Gdy obydwie dziewczyny przybiegły na miejsce, buła bladego chłopaka już była w jego żołądku, podczas gdy on jeszcze jadł.
-Nie... każda... choroba... głowa... jest... widać...-odparł, nabierając trochę powietrza.
-Nie... pomoc... Oni... więcej... zepsuć...-dokończył, gdy Keirtz podszedł bliżej. Nie sprawiał złego wrażenia, więc nie było aż takiej potrzeby cały czas patrzeć mu na ręce. Mimo to, chłopak wolał uważać.
-Od tak zaprosić? Promocja restauracji?-to była jedyna myśl, jaka przebiegła przez głowę chłopaka. Gdy ten otworzył jedną z paczek, nos Escobara wyczuł mieszankę słodkich zapachów. Czekolada i orzechy. To tylko potwierdziło wariant promocji nowej... cukierni. Postanowił zrobić pierwszy krok, wychodząc lekko przed szereg. Sięgnął do pudełka i wyjął jedno ciastko oraz wizytówkę, którą obejrzał. Szukał adresu, biorąc gryz ciastka. Poczuł, jak słodka czekolada rozpływa się na jego języku.
-Czekolada... dobry...-uniósł lekko ciastko do góry, po czym dokończył jeść, oglądając, jak wizytówka zmienia się w jego dłoni, ukazując słowo-klucz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrain Keirtz



Liczba postów : 32
Data dołączenia : 22/08/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Wrz 03, 2016 2:04 pm

Blady chłopak nadal mówił w jakiś dziwny sposób, który był trochę trudny do zrozumienia nawet dla bytu takiego, jak Evrain. Znając większość dialektów na świecie nie był w stanie powiedzieć z całą pewnością, że wie o co chodzi. Niemniej poczęstował go ciasteczkami i dał zaproszenie. Może w Crossroads znajdzie się drugi taki i jakoś się dogadają. On sam nie widział w nim nawet kogoś, kogo mógłby wykorzystać. Całe to przemieszczanie przedmiotów dzięki sile woli było ciekawe, aczkolwiek z jego punktu widzenia niepotrzebne. W końcu potrafił robić podobne pierdoły. Większość z tego, co oni podnoszą umysłem, on daje radę podnieść normalnie. W końcu bycie osobą z innego wymiaru miało swoje plusy. W sumie miało chyba same plusy... Do tej pory nie zaznał zbytnio minusów.
Natomiast pomimo jego wywodu dziewczyna o wiewiórczym ogonie stała bez ruchu. Może była w stosunku do niego nieufna? Czy to ten zwierzęcy instynkt informujący o zagrożeniu, o którym tyle się słyszy? Demon definitywnie był niebezpieczny, lecz czy dawało się to tak po prostu poznać? Ciężko stwierdzić. Spojrzał na zegarek. W prawdzie nie był umówiony na żadne spotkanie w Avengers Tower, aczkolwiek raczej nie przyjmują gości nocą. Dlatego też postanowił, że pora zbierać się z tego uroczego parku w dalszą podróż.
- Trzymaj młody. Są Twoje. Możesz podzielić się ze znajomymi tutaj, bo ja muszę ruszać w dalszą drogę. Miło było poznać, nawet, jeśli w sumie nie znam waszych imion. Może jeszcze się spotkamy. - to mówiąc po prostu wcisnął pakunek w ręce bladego chłopaka, jednocześnie uśmiechając się do dziewczyny oraz wiewiórki na jej ramieniu. Skłonił też lekko głowę do kobiety będącej bardziej z tyłu całego zamieszania. Tym pozytywnym akcentem odsunął się do tyłu. - Mam nadzieję zobaczyć was w "The Crossroads" - uśmiechnął się raz jeszcze, machając im na pożegnanie, po czym odwrócił się w stronę jednej ze ścieżek po prostu odchodząc. Sytuacja może była lekko interesująca, ale miał jeszcze kilka spraw do załatwienia. Teraz takie zabawy w Central Parku będą pewnie na porządku dziennym. Cóż poradzić... Nowe pokolenie. Czasy się zmieniają. Znowu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Wrz 03, 2016 10:45 pm

Niezbyt podobało jej się, że nieznajomy ewidentnie zakpił sobie z Mścicieli. Może i mieli tendencję do niszczenia przypadkowych budynków publicznych, ale w końcu ocalili świat przez armią obcych, i to w obliczu liczebnej przewagi wroga! Ludzie nie rozumieli jakich wyrzeczeń wymaga życie bohatera. Doreen nachmurzyła się jeszcze bardziej kiedy spostrzegła zaciekawione spojrzenie mężczyzny skupione na tylnym obszarze jej ciała.
- Tak, jest prawdziwy - oznajmiła wywracając oczami. Nie był to ani pierwszy, ani zapewne ostatni raz kiedy musiała udzielić podobnego wyjaśnienia. Na potwierdzenie swoich słów zamachała ogonem, a następnie podejrzliwie przyjrzała się pudełku w rękach nieznajomego. Zapach, jaki się z niego dobywał, sprawił, że ślina napłynęła jej do ust, a brzuch cichym burczeniem przypomniał jej, że od południa nie jadła nic, poza garścią orzechów. Tippy-Toe niespokojnie poruszyła noskiem, po czym przesunęła się wzdłuż ramienia Doreen tak, aby znaleźć się jak najbliżej słodkości.
Doreen mgliście zdawała sobie sprawę z istnienia programu telewizyjnego, o którym wspomniał mężczyzna, ale czas spędzany przed telewizorem zdecydowanie nie zajmował wysokiej pozycji na jej liście priorytetów. Wzruszyła więc ramionami i uśmiechnęła się z zakłopotaniem, niepewna jak potraktować nagłe zaproszenie i poczęstunek. W końcu jednak smakowity zapach ciastek, najwyraźniej ofiarowanych w dobrej wierze, w połączeniu z miłym zachowaniem mężczyzny zwyciężyły z nieufnością. Już miała podziękować i sięgnąć po poczęstunek, gdy Evrain niespodziewanie spojrzał na zegarek i oznajmił, że musi ich opuścić niemal równie nagle, jak się pojawił.
- Miło było… poznać  - zaczęła, a zakończyła zdanie machając już do oddalających się pleców mężczyzny. Przez chwilę pożałowała, że zniknął tak prędko. Wydawał się interesującą osobą. Dziwną, ale interesującą.
Po chwili przypomniała sobie o ciastkach, które trzymał Esco. Obie z Tippy obrzuciły pudełko pożądliwym spojrzeniem.
- Dziwny facet, co? – Zerknęła na towarzysza i wskazała alejkę prowadzącą do wyjścia z parku. – Idziemy już? Co było na tej wizytówce?

/zt x2? --> tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Wrz 20, 2016 10:03 pm

/zt z garażu X-Mansion

Czasami zastanawiała się, czy Laura naprawdę potrafi czytać w myślach, czy tylko sprawia takie wrażenie.
-Rictora i Shatterstara – wyjaśniła pospiesznie, czując wwiercające się w nią pytające spojrzenie. Starała się kontrolować wyraz twarzy, nie miała w tym jednak wprawy i bystre oko Laury mogło z łatwością dostrzec, jeśli nie odczytać, całą gamę emocji, jakie te dwa imiona w niej wywoływały.  – Rozmawiają teraz ze Storm. Podobno wiedzą coś o Cable’u i całej tej imprezie, która nas właśnie omija – dodała lekko zgryźliwym tonem. Nie lubiła czuć się bezużyteczna, a taka właśnie była w tej chwili, pozbawiona zarówno aktualnych informacji i możliwości działania. Przez chwilę jej nastrój groził ponownym pogorszeniem, kiedy jednak Laura wspomniała, że zna autora zagadkowej wiadomości, wbrew sobie poczuła zaciekawienie.
- Znasz „NigdyWięcej”? Zdradzisz mi kto to? – spytała z rozbawieniem, poprawiając się na siedzeniu. Kiedy Laura odpaliła motocykl, chwyciła oburącz uchwyt z tyłu, szybko jednak stało się jasne, że przy prędkości, jaką rozwijały, znacznie bezpieczniej było trzymać się kierowcy. Zaskoczona Rahne parsknęła śmiechem i mocno objęła Laurę w talii. Lubiła szybką jazdę. Stanowiła jedną z grzesznych przyjemności, których od czasu do czasu nie mogła sobie odmówić. I przyjemnie było z kimś ją dzielić.
Prędkość i odgłos silnika uniemożliwił im dalszą rozmowę. Rahne starała się wyciszyć i przez chwilę powiew powietrza na twarzy i mijane w zawrotnym tempie widoki skutecznie uspokoiły gonitwę myśli w jej głowie. Kiedy jednak dojechały na miejsce, natychmiast stała się czujna.
Dzień powoli chylił się ku końcowi. Spacerowiczów w parku było niewielu i kiedy tylko minęły ostatnich z nich, Rahne pozwoliła swojej twarzy wydłużyć się w wilcze rysy, a dłoniom w pazury. Laura sama powiedziała, że nie wie, czego mogą się spodziewać. Wolała być gotowa na ewentualną walkę.
Natychmiast zalała ją fala zapachów i dźwięków, których w ludzkiej postaci nie była świadoma. Jej oczy zaadaptowały się do półmroku i były teraz w stanie rozróżnić każdy kształt pośród cieni i drzew. Nie lubiła się do tego przyznawać, ale często po przemianie w człowieka czuła się niekompletna i niemal okaleczona nagłym odcięciem od bogactwa wilczych zmysłów. I naga, często w sensie dosłownym, jeśli zdarzyło się, że jej ubranie nadmiernie ucierpiało podczas przemiany. Tych momentów nie cierpiała najbardziej.
Tymczasem jednak mogła się cieszyć dobrodziejstwami wyczulonej percepcji i dość podzielną uwagą, kiedy więc zdążały z Laurą na miejsce, postanowiła nie odwlekać dłużej nieuniknionego i zagadnąć dziewczynę.
- Opowiesz mi, co się działo pod moją nieobecność? Nie chcę znów wyjść na idiotkę, kiedy wrócimy do szkoły. Co z profesorem? Czy… - zawahała się, niemal bojąc się odpowiedzi, jaką mogłaby usłyszeć. – Wszystko z nim w porządku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 179
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Wrz 21, 2016 10:10 pm

Czy Laura czytała w myślach? W jakimś sensie tak. Z łatwością odczytywała emocje drugiej osoby czy to po zapachu ciała, czy z rytmu serca. Jako zawodowy morderca przewidujący ruch przeciwnika musiała się nauczyć jak i po czym rozpoznawać emocje. Czy atak będzie wzburzony, czyli często nie do końca przemyślany, uderzający w jakąkolwiek część ciała? Czy może precyzyjny i spokojny, acz bezkompromisowy i pełen siły? Oczywiście rytm serca czy zapach to nie jedyny sposób, by rozłożyć przeciwnika na czynniki pierwsze, jednak to dawało pewien ogląd na zachowanie drugiej osoby.
Mina konsternacji odmalowała się na twarzy młodej mutantki, gdy usłyszała kto odwiedził szkołę. I nawet nie chodziło o to, że dziś najwyraźniej był zlot byłych uczniów Instytutu im. Charlesa Xaviera, a o tą wcześniejszą ekscytacje Rahne. Może Laura nie należała do osób karmiących się plotkami, jednak z tego co było jej wiadomo, oby dwoje raczej w relacjach skłaniali się ku osobom z tą samą płcią. Zresztą… nie pamiętała, żeby jakoś to ukrywali. A z drugiej strony… co ją to obchodzi, dlatego zaraz przybrała swoją typową minę.
- Najwyraźniej się spóźnili. Miejmy nadzieje, że to coś, co X-menom pomoże w misji – Odparła spokojnym głosem, postanawiając nie wracać do wydarzeń w których i tak nie będzie uczestniczyć, zostawiając je za sobą. Jeżeli stanie się coś spektakularnego to zapewne wszyscy o tym usłyszą. O kolejnych wytycznych również.
Ciekawość i pytanie Rahne dotyczące tajemniczego smsa odebrała dość powściągliwie. Jak zostało wspomniane wcześniej, nie należała do osób plotkujących. Tą role zwykle przejmowała Jubs. Nawet teraz zaczęła żałować, że jej tu nie ma. Dzięki temu swoim trajkotaniem mogłaby wyłożyć Wilczycy o co chodzi w relacji Doreen i Logana. Zaraz jednak sobie przypomniała jakby to wyglądało i jak bardzo wierciłyby jej w brzuchu domysły Lee, dlatego po krótkim oszacowaniu odpowiedziała.
- Wszystko okaże się na miejscu – Nie czekała na odpowiedź koleżanki. Po prostu ruszyła zabierając Wolfsbane na dłuższą przejażdżkę.
Co do prędkości to w pełni świadomie podzielała zdanie Rahne. Prędkość, a dokładnie idąca za nią adrenalina wzburzała i napędzała krew w żyłach. To wtedy Laura czuła, że tętni w niej życie… tak jakby paradoksalnie igranie z losem przybliżało ją o krok do człowieczeństwa, którego tak usilnie poszukiwała. Człowieczeństwa, którego w sobie nie widziała.
Będąc już nieopodal Central Parku mutantka wyczuła coś co bardzo ją zaniepokoiło. Dziewczyna zupełnie zapomniała, że przemiana Wolfsbane nie jest dyktowana złością tak jak w przypadku Hulka, dlatego momentalnie spięła mięśnie. Zapach sierści, zmiana rytmiki serca z ludzkiej na zwierzęcą oraz metamorfoza ciała wyraźnie dała jej znać o odmianie. Oczywiście w myślach pomknęła o wiele za daleko analizując sposób, albo i kilka obezwładniających dzikie zwierzę. Nie wychwyciła jednak żadnego fałszywego ruchu, a sekundę przypomniała sobie, że przeistoczenie w przypadku Wilczycy jest kontrolowane. I tak też w spokoju zaparkowały nieopodal budki z hot-dogami. Wyłączyła silnik i zeszła z motoru. Słysząc pytanie Rahne zmarszczyła brwi.
- Chciałabym tobie odpowiedzieć, ale nie wiem czy z nim dobrze. Cały czas jest nieprzytomny. Właściwie od momentu gdy go znaleźliście… śpi. Storm przejęła rolę dyrektorki, a potem na trochę wybyłam… - Zawiesiła głos. X tak samo jak Logan miała w zwyczaju znikać czasami nawet na kilka tygodni. Potrzebowała samotności i poukładania myśli w głowie.
- …Gdy wróciłam już była panna Frost. Logan podchodził do niej… ekhm, delikatnie mówiąc sceptycznie. Nie wiem czy do dnia dzisiejszego wyjaśnili sobie co i jak. A dzisiaj… to sama mniej więcej wiesz co się działo. Zanim przyjechałaś pojawił się Cable. A przed nim ta dziwna dziewczyna, kosmitka z chłopakiem… - Zastanowiła się nad mocami Robbiego przywołując obraz płonącej czaszki. Przygryzła dolną wargę przyłapując się na zbyt ciekawskiej myśli pędzącej w stronę płomienistego chłopaka.
- Yhm… co dokładnie mówiła wiesz od Rogue, w końcu opowiadała w twojej obecności – Coraz ciężej jej szło. Najwyraźniej cały czas nie była przyzwyczajona do długich przemówień. W końcu wzruszyła ramionami
- Dlaczego właściwie wróciłaś? – I choć pytanie mogło zabrzmieć źle, to z trudem Rahne mogła doszukać się w tonie głosu jakiejś pretensji czy innych negatywnych emocji. X nie bawiła się w odpowiednie dobieranie słów, dlatego często waliła szczerością między oczy. A …a ona tak na serio chciała poznać jaki może być powód powrotu Wilczycy do jej.. raczej drugiego domu? Może wcale, aż tak się nie różniły?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Wrz 27, 2016 4:20 pm

Wysoko na niebie nad parkiem - dziesiątki, jeżeli nie setki metrów ponad koronami drzew - coś nagle błysnęło. Trwało to przez tylko kilka sekund, a obiekt ten poruszał się bardzo szybko, przez co rozmazywał się i zniekształcał, sprawiając wrażenie zaledwie srebrzystej smugi. Jej dokładne rozmiary ciężko byłoby określić, nie mając ku temu żadnego punktu odniesienia. Gałęzie drzew zrobiły jednak swoje i prędko zakryły dalszą trasę tego zjawiska, uniemożliwiając jego śledzenie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolfsbane



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Wrz 27, 2016 6:22 pm

Zdziwiona mina Laury powiedziała jej wyraźnie, że jednak nie wystarczająco się starała ukryć swoje emocje. Dziewczyna jednak z typową dla siebie powściągliwością nie drążyła tematu, za co Rahne była jej wdzięczna. Cokolwiek mogło być pomiędzy nią a Rictorem pozostawało w sferze niezrealizowanych możliwości i... tak chyba było najlepiej. Rahne westchnęła cicho i natychmiast poczuła zakłopotanie na myśl, że nie okazała podobnej rezerwy wypytując o prywatne sprawy Logana. Postanowiła na przyszłość starannie omijać ten temat w rozmowach z nim.
Dzięki wyostrzonym zmysłom wyczuła nagłą i krótką jak rozbłysk pioruna zmianę w postawie Laury wywołaną jej przemianą. Nie pomyślała, aby uprzedzić towarzyszkę o swoim zamiarze. Chwila niezręcznego napięcia, jaka powstała, kiedy przez parę uderzeń serca wzajemnie się oceniały, na szczęście szybko minęła. Laura podjęła się odpowiedzi na pytanie, a Rahne w skupieniu słuchała jej zadziwiająco rozwiniętego monologu, nie chcąc uronić ani słowa.
Niestety słowa X nie przyniosły jej ukojenia, na jakie miała nadzieję. Znów poczuła znajomy uścisk niepokoju i przygniatający ją ciężar odpowiedzialności. Podczas gdy ona lizała rany i chowała się przed światem w bezpiecznym azylu matczynego domu, profesor walczył o życie. Nie mogła powstrzymać się od rozpamiętywania tamtych wydarzeń i snucia jałowych domysłów. Gdyby ich operacja ratunkowa przebiegła inaczej, gdyby dotarli do profesora szybciej...
Nie przerywała dopóki nie nabrała pewności, że Laura zakończyła opowieść. Wydarzenia ostatnich tygodni nareszcie ułożyły się w jej głowie we właściwym porządku, nawet jeśli nie nabrały dzięki temu więcej sensu. Była zbyt pochłonięta własnymi rozmyślaniami, by dostrzec chwilowe zakłopotanie Laury, a kiedy dziewczyna nagle skierowała do niej własne pytanie, spojrzała na nią skołowana i zbita z tropu.
Czemu wróciła? Przez chwilę próbowała doszukać się za tymi prostymi słowami jakiegoś oskarżenia czy pretensji, nawet pomimo neutralnego tonu Laury, ale w porę przypomniała sobie z kim rozmawia. Laura nie rzucała oskarżeń. W ogóle rzadko wygłaszała bazujące na emocjach opinie. Ona stwierdzała fakty. Każdy podtekst, jaki Rahne postanowiłaby dostrzec w jej wypowiedzi, był wytworem jej własnej podświadomości. Milczała dłuższą chwilę, nie dlatego, że chciała cokolwiek przed Laurą zataić, ale dlatego, że wcześniej sama nie zadała sobie tego pytania.
- Szczerze? Głównie dla niego. Dla profesora - odparła w końcu. - Jestem mu to winna. To i o wiele więcej. Żałuję, że nie było mnie tu wcześniej, zanim... Zanim został porwany.
Nim wypowiedziała te słowa, nie zdawała sobie sprawy ile goryczy w sobie kryją. Wiedziała rzecz jasna, że w pojedynkę nie miała najmniejszych szans na powstrzymanie spirali wydarzeń, jaką uruchomiło zniknięcie Charlesa Xaviera, ale nie mogła się powstrzymać. Była mistrzynią w obwinianiu się. Praktycznie została do tego zaprogramowana.
Z ponurych rozmyślań ocknęła się kiedy dotarły na miejsce. Placyk obok budki z fast foodem był opuszczony. W powietrzu unosił się nikły zapach kilkorga osób i o wiele wyraźniejsze dla jej wilczego nosa wonie małych gryzoni. Pociągnęła nosem, aby zyskać pewność. Wiewiórki? W takiej ilości? Sądząc po zapachu, było ich tu co najmniej kilkadziesiąt, równocześnie lub w niewielkich odstępach czasu. Nie miała pojęcia czy te zwierzęta poruszały się stadami, czy nie. Uznała to za dostatecznie dziwaczne, by podzielić się swoim odkryciem z Laurą, w pełni zdając sobie sprawę z tego, jak niedorzecznie musi brzmieć. Jej towarzyszka miała jednak własny węch i mogła w każdej chwili potwierdzić te domysły.
Spośród bardziej ludzkich zapachów najświeższy unosił się wciąż pod jednym z drzew. Rahne ostrożnie podeszła bliżej i z konsternacją przyjrzała się plątaninie rozerwanych gałęzi i pnączy, które jeszcze niedawno oplatały pień.
- Spójrz - rzuciła półgłosem do Laury i znów wciągnęła nosem zapach. - Nie wiem jakim sposobem, ale ktoś był w tym miejscu przywiązany.
Zaczęła powoli obchodzić placyk w poszukiwaniu innych tropów, gdy srebrzysty rozbłysk ponad ich głowami na mgnienie oka oświetlił przestrzeń wokół. Rahne poderwała głowę, ale zdążyła dostrzec tylko ślad po przelocie smugi. Spojrzała na Laurę. Z pewnością nie musiała pytać czy i ona to widziała. Ograniczyła się więc tylko do retorycznego zapytania:
- Co to u diabła było?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 179
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Paź 08, 2016 1:45 pm

Widziała, że jej nie uspokoiła. I nawet nie musiała się wsłuchiwać w bicie serca Wilczycy by wywnioskować, że krótkie podsumowanie kondycji instytutu, a przede wszystkim zdrowia profesora X nie spotkało się z odetchnięciem z ulgą czy radością. Nie dziwiła się. Każdego ucznia wybitnej szkoły dla utalentowanej młodzieży łączyła niesamowita więź z Charlesem i chociaż nie w każdym przypadku pierwsze kroki należały do tych łatwiejszych, ten zawsze wyciągał dłoń chcąc być wsparciem. Niektórzy niestety zrozumieli to dopiero po tragicznych w skutkach wydarzeniach. Laura zauważyła, że profesor X był istnym spoiwem łączących wszystkich Xmenów i młodych adeptów. A teraz… teraz czuła, że wszystko trzyma się dosłownie na ostatniej nitce, co również w jej umyśle wzniecało niepokój. Prawdopodobnie dlatego na jakiś czas uciekła, ale nawet przebywanie za murami szkoły nie przynosiło ukojenia. X tak jak i jej przybrany ojciec charakteryzowała się niespokojnym duchem. Niespokojnym i szczerym do bólu, dlatego nigdy nie przebierała w słowach, a tym bardziej przed kimś komu ufała.
Troszeczkę zbyt natarczywie wpatrywała się w twarz Rahne, gdy ta zagłębiała się w swoich rozmyślaniach. Akurat w tej misji została pominięta, a informację jakie przedstawiła dziewczynie było połączeniem faktów z wielu źródeł i komentarzy osób dorosłych, którzy zapominali o obecności Laury stojącej przy Loganie. Nie miała jednak pojęcia, że Wolfsbane zacznie się obwiniać. Dla niej to krótka piłka. Nie było mnie i tyle. Nie rozkładała tego na czynniki pierwsze. Dlatego też nie rozumiała niektórych zachowań. Dlatego też uważała, że nie ma w niej ludzkiej cząstki. Dlatego również była postrzegana jako ta, bez uczuć. …Ale czy można było się dziwić? Skoro po, jak to Rahne trafnie zauważyła, dość długim jak na nią monologu, wpatrywała się zimnym spojrzeniem w zasmucone obliczę mutantki.
Czekała na odpowiedź z niesamowitą dozą cierpliwości. Co prawda zdziwiła się, gdy Rahne nie od razu podzieliła się powodem dla, którego wróciła do szkoły, ale najwyraźniej było jakieś uzasadnienie by przedłużyć ten moment. Laura nijak nie odniosła się do wypowiedzi Wolfsbane, a przynajmniej nie niewerbalnie. Jak stała, tak stała. Jak w końcu szła obok dziewczyny w kierunku budki z hot-dogami, tak szła.
- Ważne, że jest w domu – Odpowiedziała, chociaż znająca ją Rahne mogła od razu wychwycić, że to nie były jej słowa. Tylko kto mógł tak powiedzieć? Storm? Logan? A może ktoś z rówieśników, z którymi chcąc nie chcąc w jakimś sensie się trzymała? Nie wiedziała również jak się odnieść do wyraźnie wyczuwalnego obwiniania się Rahne. Nie była dobra w pocieszaniu, dlatego uciekła wzrokiem gdzieś przed siebie. Zresztą zaraz stwierdziła, że nawet gdyby to i tak w jej wydaniu zapewne mogłoby to wyglądać dość… sztucznie. W takich momentach nawet pozazdrościła Wilczycy tak ogromnej wrażliwości, no ale.. nie zamierzała się do tego przyznawać.
- Byłaś już go odwiedzić? – Zapytała i znowu przekierowała spojrzenie na twarzy dziewczyny. Skoro wróciła do niego, to chyba było to pytanie całkiem na miejscu?
Stojąc już przed budką z hot-dogami doszła do bardzo podobnych wniosków co Rahne, jednak zapach niosący w sobie obecność kilkudziesięciu wiewiórek wcale jej nie zaskoczył. W pełni natomiast skupiła się na miejscu, do którego wcześniej musiał zostać przytwierdzony, sądząc po woni, mężczyzna. Rozejrzała się dookoła szukając wzrokiem osoby, która widziała zajście jednak nikt nie wpadł jej do oka.
- I najwyraźniej uciekł. Spóźniłyśmy się – Mruknęła niezadowolonym tonem skradzionym wprost z ust Logana.
- No nic. Trzeba będzie zadzwonić do Doreen i zapytać się o co poszło – Dodała i ruszyła w kierunku motoru, jednak zaraz stanęła, ponieważ zaślepił ją blask. Odruchowo zasłoniła oczy i zaraz na kilka sekund zacisnęła powieki. Gdy ponownie spojrzała w niebo, tym razem przez rozsunięte palce, nie dostrzegła nic oprócz przedzierającej się przez korony drzew smugi.
- Nie mam zielonego pojęcia – Dodała tonem, w który o dziwo wkradła się nutka niepokoju. Momentalnie w głowie Laury odtworzyły się słowa kosmitki, na opowiadające o jej bracie oraz o rychłym ataku na Ziemię. Czy to to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 10, 2016 8:40 pm

- W domu - powtórzyła machinalnie i uśmiechnęła się smutno, po części do Laury, a po części do własnych myśli. W chwili zagrożenia i bólu każdego ciągnęło do miejsca, które uznawał za dom. Dlatego sama Rahne wróciła lizać rany na Muir, choć wiedziała, że jest potrzebna tutaj. Westchnęła.
- Nie, jeszcze go nie odwiedziłam - przyznała z pewną dozą wstydu. Co prawda ledwo postawiła nogę w Instytucie, ale gdyby starczyło jej odwagi by stanąć przed profesorem, nawet nieprzytomnym, znalazłaby na to czas. Po prawdzie, obawiała się tego, co może zobaczyć. Obawiała się spojrzeć w nieruchomą twarz człowieka, który od wielu lat zastępował jej ojca, wiedziała jednak, że jak każda dobra córka, ma wobec niego obowiązek. Obiecała sobie, że nadrobi swoje zaniedbanie gdy tylko obie wrócą z tej bezowocnej wyprawy do parku.
- Pójdę. Jak najszybciej - powiedziała, jakby wypowiedzenie postanowienia na głos mogło dodać jej odwagi. - Nie chciałabyś iść ze mną?
Spojrzała na Laurę niemal błagalnie. Dziewczyna nie była najbardziej wylewną osobą, ale właśnie to czyniło ją idealną towarzyszką dla targanej sprzecznymi emocjami Rahne. Musiała przyznać, że wyraziła propozycję z egoistycznych pobudek, miała jednak nadzieję, że Laura nie poczuje się nią urażona. W tej chwili potrzebowała emocjonalnej kotwicy, a niewzruszona postawa X-23, cokolwiek mogła skrywać, stanowiła pociągająca alternatywę dla jej własnego wewnętrznego zamętu.
Niezależnie od tego, jak Laura odniosła się do jej słów, Rahne natychmiast porzuciła wszelkie inne rozważania, kiedy obie zajęły się obserwacją srebrzystej smugi. Zaniepokojony ton Laury natychmiast zapalił w jej głowie wszystkie lampki alarmowe. Jakby czytając dziewczynie w myślach, Rahne nagle przypomniała sobie wszystko, o czym niedawno się dowiedziała. Nie trwało długo, nim dodała dwa do dwóch. Pociągnęła wilczym nosem, po raz ostatni obrzucając spojrzeniem opustoszały placyk, po czym wróciła do ludzkiej postaci.
- Zadzwonimy później. Ta sprawa może zaczekać - zadecydowała, wskazując ruchem głowy miejsce, w którym zostawiły motocykl. - Wracamy. Mam przeczucie, że w szkole jesteśmy teraz bardziej potrzebne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23



Liczba postów : 179
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Paź 12, 2016 7:29 pm

Kolejny raz nie odpowiedziała na minę wołającą o jakikolwiek gest z jej strony. Smutny uśmiech Rahne nasuwał jej wiele powodów, dla którego mutantka wysyłała te sprzeczne sygnały. Przez chwile pomyślała, że Wilczyca faktycznie była w odwiedzinach u profesora. Sama do niego zajrzała może raz no i fakt, widok Charlesa bez życia nie zachwycał. Sam zapach starszego mężczyzny wskazywał, że nie jest najlepiej z jego zdrowiem, ale mimo to starała się nie zagłębiać w filozoficzne tereny i nie podważała jego obecności w niedoskonałym naczyniu jakim jest jego ciało.
Nie skryła jednak swojego zdziwienia, gdy Rahne poprosiła ją o asystę przy wizycie u profesora. Rozchyliła usta by coś odpowiedzieć, ale żaden dźwięk nie znalazł ujścia z pomiędzy warg mutantki. Wiele myśli przewinęło się przez poukładany czarny łepek Laury. Najpierw chciała zaoponować mówiąc, że nie jest najlepszą osobą do takich wizyt, ale zaraz jednak zdała sobie sprawę, że Rahne przecież ją znała, więc propozycja musiała być przemyślana. Potem zaczęła się zastanawiać skąd taki pomysł. Nie była typem osoby, która podtrzymywała… która umiała podtrzymać drugą na duchu. Tym zwykle zajmowali się inni, a ona parała się czynem. Często bardzo dosadnym i ostatecznym, ale to w tym była najlepsza. A dwie sekundy później zalała ją fala nieznanego jeszcze wcześniej uczucia. Zmarszczyła brwi zaniepokojona tym obcym doznaniem, a żeby już pozbyć się tej prawie, że błagalnej miny z oblicza Rahne, Laura po prostu kiwnęła potakująco głową.
- Okay – Dodała, by Wilczyca miała pewność, a potem z pełną premedytacją skupiła się na oględzinach terenu.
...Do czasu, aż niebo rozdarło światło.
Propozycja Rahne dotycząca odwleczenia kontaktu z Doreen nie spotkała się z aprobatą. Od razu chciała rzucić typowym dla niej tekstem, zaczynającym się od ‘A Wolverine powiedział…’ Zaraz jednak przypomniała sobie kto dostał od niego komórkę, dlatego skapitulowała. To był wybór Rahne, więc kiwnęła głową na zgodę i ruszyła w kierunku motoru. Cały czas jednak niepewnie zerkała na niebo. A nuż będzie miała okazję dostrzec coś co wyjaśni skąd ten błysk. Nie minęła chwila, a już siedziała na motorze, czekając na Wolfsbane.

[Możesz mnie zabrać zt jak coś. c: ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane



Liczba postów : 46
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 17, 2016 2:04 pm

Laura wyglądała na zdezorientowaną jej prośbą i Rahne była już niemal pewna, że usłyszy odpowiedź odmowną. Dziewczyna jednak zaskoczyła ją całkowicie. Coś się w niej w widoczny sposób zmieniło, choć Wolfsbane nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić czym się to objawiło. Wyraz twarzy, postawa, błysk w oku, zapach, a może wszystko naraz? Albo nie zmieniło się nic, a ona jedynie to sobie wyobraziła. Tak czy inaczej, Laura wyraziła zgodę, a ją zalała fala wdzięczności. Nie będzie musiała sama stawiać czoła swoim demonom. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Nagle uświadomiła sobie kolejny powód, dla którego wybrała towarzystwo X - dziewczyna nie zadawała pytań, przynajmniej tych niewygodnych, tych zmuszających do obnażenia własnego strachu. Rahne to odpowiadało.
Decyzja o natychmiastowym wyruszeniu w drogę powrotną wyraźnie nie przypadła Laurze do gustu. Może nie powinna aż tak naciskać. W końcu wiedziała jak mocno Laura związana jest z Loganem i ile dla niej znaczy jego aprobata. Westchnęła i wydobywszy z kieszeni telefon Rosomaka, wręczyła go dziewczynie.
- Ok, trzymaj. Powiadom ją. Lepiej wiesz z kim mamy do czynienia.
Nie miała pojęcia co zaszło w parku, ani jak tajemnicza przyjaciółka Logana poradzi sobie ze zniknięciem swojej "przesyłki", ale zadanie było zadaniem, a one wykonały swoją skromną część. Może Laura miała rację chcąc domknąć tę sprawę zanim ruszą w dalszą drogę. W końcu nie miały pojęcia jak poważna jest sytuacja w Instytucie i co tam zastaną...
Czekając przy motocyklu aż X załatwi sprawę, Rahne mocowała się z zapięciem kasku i obliczała w myślach czas, jaki może im zająć pokonanie trasy. Z centrum Nowego Jorku do North Salem droga była dość długa, ale omijając na motocyklu coraz mniejszy o tej porze ruch uliczny miały szansę znaleźć się na miejscu nieco wcześniej, niż przed upływem standardowej godziny. Nadal jednak nie dość szybko, by dogonić srebrzystą smugę. Żadna z nich nie umiała latać, nie mówiąc już o rozwijaniu takiej prędkości... Niecierpliwie postukiwała paznokciami o wewnętrzną stronę dłoni, walcząc z rosnącym niepokojem. Rozluźniła się odrobinę dopiero kiedy obie mknęły już ulicami miasta w kierunku domu.

//zt x2 --> Przed rezydencją
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Central Park   Today at 4:56 am

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: