Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3341
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Central Park   Pią Cze 08, 2012 4:19 pm

First topic message reminder :






Oaza zieleni w centrum Manhattanu. Zajmuje osiemset czterdzieści trzy akry powierzchni. Na terenie Central Parku oddawać się można wielu zajęciom, takim jak obserwowanie ptaków, pływanie po jeziorach w łódkach czy kajakach, jazda rowerami czy bryczkami konnymi, bieganie, tenis, siatkówka, kręgle, wspinaczka na skałkach, pływanie w basenie - lub zimą jazda na łyżwach oraz wiele, wiele innych.

Tutaj można znaleźć mapę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Marrow

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 26/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Mar 13, 2017 11:37 am

No w końcu dotarło. Zatrzymała się jednak na jego słowa. Radziła sobie czy nie? Zaczęła się zastanawiać. Jak na kogoś, kto jest sam i mieszka w kanałach, to chyba dawała radę. Odwróciła się i podeszła do niego. Nie dbała już, że zobaczy jej kościana narośl.
-Nie jestem alkoholiczką, nie przymieram głodem. Jednocześnie przy tym nie kradnę. -zaczęła wyliczać. -Jak na bezdomną chyba nie tak źle. Moja kryjówka jest w tym momencie nie do użycia, ale to nie moja wina. Wbił mi się tam jakiś zmutowany jaszczur. Z którym uporałam się sama. Chciał mnie zeżreć, co nie wyszło, jak widać. I może Ci to nie zaimponuje, ale go nie zabiłam. Udało mi się go udobruchać, nawet mi pomógł. A potem gdzieś polazł... Kto inny już dawno byłby martwy na moim miejscu. -skrzyżowała ramiona na piersi. Zerknęła na kartkę, którą położył na ławce. Podniosła ją.
-I nie potrzebuję zrozumienia. -rzuciła, patrząc na niego. Chociaż schronienie by się przydało... Nie, stop, poradzi sobie sama, jak zwykle.-Trochę to daleko. -przeczytała a dres. Uświadomiła sobie, że nadal trzyma w ręce misia, co raczej nie dodawało jej powagi. Rzuciła go gdzieś na trawę za ławką. -Nie mam jak tam dotrzeć. -zmięła kartkę i również ja wyrzuciła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Mar 15, 2017 8:04 pm

- Przeżycie nie zawsze równa się radzeniu sobie. Nie wątpię w to, że jesteś wytrwałą i silną dziewczyną, ale nie uważasz, że dobrze znaleźć ludzi, na których możesz polegać? Jeśli uważasz, że nie potrzebujesz zrozumienia, bo nie mnie to oceniać, to przynajmniej znajdź bezpieczne miejsce, w którym nie będziesz musiała się ukrywać, w którym będziesz taka jak inni. Mogę Ci pokazać takie miejsce, a później sama zdecydujesz, czy chcesz w nim zostać, a ja nie będę Cię zatrzymywał, jeśli odmówisz. Zgoda? Zapytał dziewczyny, nie zwracając kompletnie uwagi na jej narośl, widział w życiu wiele, wielu takich jak on, traktował to jak po prostu jej część, bez której byłaby niekompletna. Spojrzał tylko na nią ze szczerym uśmiechem, po czym na chwilę się odwrócił i zabrał rzuconą przez nią karteczkę, którą położył oraz... misia. Uśmiechnął się na jego widok, po czym odwrócił w jej stronę z wyciągniętą w jej stronę ręką, w której trzymał pluszaka w geście, aby go zatrzymała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marrow

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 26/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Mar 17, 2017 11:59 pm

Słuchała go, ale nic nie mówiła. Patrzyła tylko na niego czujnie. Jakoś starszy koleś zaczepia dziewczynę w parku i mówi coś o jakimś wspaniałym miejscu, gdzie będzie jej dobrze i do którego może ją zabrać. Trochę podejrzane, co nie? Nie, żeby nie była w stanie sobie poradzić, gdyby cos się działo, ale lepiej zapobiegać, niż leczyć, prawda?
Spojrzała na misia, zastanawiając się. Koleś nie zwrócił uwagi na jej narośl, więc albo coś rzeczywiście było na rzeczy albo... No co, różne są fetysze, co nie? Z drugiej strony nawet nie drgnął. Gdyby był kimś, kto napastuje samotne dziewczynki, to raczej byłoby widać na jego twarzy jakąś podnietę czy coś... Ech, może przesadza? Może nie każdy, kogo spotyka jest mordercą, wariatem albo gwałcicielem? Hm, ale przecież może być. I co wtedy?
-Niech będzie. -odparła bez entuzjazmu, wyrywając mu misia z ręki. Wyrzuciła go jednak ponownie na trawnik. Dała radę wielkiemu, zmutowanemu jaszczurowi. Temu typkowi też da, jeśli będzie musiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Mar 21, 2017 8:04 pm

Ech, dziewczyna naprawdę była jedną z tych upartych, dasz jej misia, bo widzisz, że go lubi, to dalej wyrzuci, by na siłę udowodnić, że jest silna. Nic się nie poradzi, ważne jednak, że w końcu dała się przekonać, a Gambit będzie mógł ją zabrać do instytutu i jej pomóc. Dziewczyna zdecydowanie potrzebuje zrozumienia i nieco ciepła, wtedy trochę złagodnieje i nabierze kolorów, wróci w niej życie, kiedy znajdzie przyjaciół - pomyślał Gambit.
Po chwili, z lekko zakłopotaną miną podrapał się po głowie i zwrócił się ku dziewczynie, aby zapytać:
- Skoro nie masz nic przeciwko, to ruszamy? Powiedział, po czym jeszcze raz podniósł misia. Skoro dziewczyna już go nie chce, to może przyda się innej dziewczynce, bądź da to komuś w prezencie? O ile wcześniej go wypierze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marrow

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 26/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Mar 24, 2017 11:55 am

Chwilę jeszcze stała i patrzyła na niego.
-Dobra. -burknęła ledwo słyszalnie i kiwnęła głową. Patrzyła jak ponownie sięga po misia. Ale się uparł. Tym razem jednak jej go nie podał. Heh, prawda była, Marrow nie chciała go naprawdę wyrzucić. Chciała go ukradkiem zabrać z trawnika, jak już będą się zbierać. Po prostu nie chciała, żeby on ją widział z zabawką. Miał ją postrzegać jako twardą dziewuchę, która poradzi sobie bez tego niby cudownego miejsca, o którym mówił.
Dogoniła go, gdyż tak się zamyśliła, że on zaczął już powoli odchodzić. Pociągnęła go lekko za rękaw.
-Ekhem. Mogę? -spytała, pokazując misia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Kwi 04, 2017 7:43 am

Kiedy mieliśmy już ruszać, dziewczyna nagle zatrzymała Gambita, ciągnąc go za rękaw. Podświadomie domyślał się, o co może chodzić, skoro nieśmiało patrzy na miśka. W końcu miała go cały czas, więc nie dziwne, że po takim czasie nie może się od niego odzwyczaić.
Remy, jak na gentelmana przystało, uśmiechnął się do niej i wyciągnął rękę z miśkiem w jej stronę mówiąc:
- Oczywiście. Lekko rozbawiła go ta sytuacja, chociaż starał się tego po sobie nie pokazać, co wychodziło mu mniej więcej 50 na 50. Widać było, że to jeszcze nie jest kobieta, a po prostu dziewczyna potrzebująca ciepła i domu, nie ciągłej walki o przetrwanie, dlatego właśnie postanowił jej pomóc i zabrać do miejsca, w którym powinna znaleźć te rzeczy. Odwrócił się tylko do niej mówiąc:
- Tak więc ruszajmy.

z/t do instytutu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Kwi 07, 2017 11:57 am

Luna najbardziej chciała poznać Avengersów. Najlepiej wszystkich po kolei. Szczególnie wujka Clinta, o którym wspomniała ciocia Wanda. Blondyneczka nie pamiętała go za bardzo, ale na pewno jest fajny. Niestety, choć obeszła kilka pomieszczeń w Wieży to nie mogła nikogo znaleźć albo słyszała jakieś rozmowy, które nie bardzo rozumiała. Miała być jednak grzeczna żeby tata się za nią nie wstydził, więc zamiast przeszkadzać bohaterom, postanowiła wyjść na spacer. Mieli środek lata w końcu, pogoda była idealna żeby pospacerować sobie. Dlatego dziewczynka z pomocą Jarvisa udała się windą na sam dół i wyszła z budynku wraz z Lockjawem.
Właściwie to bardzo słabo znała miasto, więc częściowo zdała się na psiaka, który drepcząc obok niej, powoli ich prowadził przed siebie. Chcąc czy nie chcąc, Lockjaw swoimi gabarytami trochę zwracał na siebie uwagę. Olbrzymi pies u boku małej dziewczynki. Oboje jednak starali się nie zwracać uwagi na ciekawskie spojrzenia. Dziewczynka wiedziała, że na Ziemi nie ma tak wielkich psów. No, nie buldogów. Bo kiedyś widziała takiego wielkoluda, ale wyglądał zupełnie inaczej niż Lockjaw.
W końcu dotarli do Central Parku. Luna od razu zachwyciła się tym miejscem. Było tak inne od całego miasta. Zielone. Wyglądało pięknie. Aż pomyślała, że najchętniej by tu zamieszkała. Gdzieniegdzie widziała ludzi, którzy mieli trochę wolnego czasu. Masa psów, ptaków. Jej własny psiak wziął się za obwąchiwanie drzew i krążenie po trawie, a blondynka również nie miała zamiaru stać bezczynnie. Przepełniona energią dziecka zaczęła się kręcić po zielonym terenie. Tyle zieleni, po której można było biegać, na którą można było się położyć. Robaczki do obserwowania. Kwiaty do wąchania. Wszystko, dosłownie wszystko było dla niej niesamowite. Nawet nie zwracała uwagi na to, że jej ubrania powoli zaczynały się brudzić. Nie takie rzeczy dziecku w głowie.
Nawet przez krzaki przechodziła kilka razy. I w końcu się wpakowała. Mały plusk i dziewczynka wylądowała w wodzie. Niezbyt głębokie u brzegu jeziorko na szczęście nie stanowiło poważnego zagrożenia dla niej. Nie potrafiła pływać, więc miała szczęście, że trafiła tu, a nie gdzie indziej. Cała przemoczona szybko podniosła się do siadu i potrząsnęła głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Kwi 08, 2017 4:09 pm

Wznoszące się na błękitnym niebie słońce, w swojej dobroci darujące ludziom przepiękne promienie światła było jedną z tych rzeczy, które motywowały Asmodeusza do wyjścia z swojego malutkiego "sanktuarium". Delikatne powiewy wiatru na skórze, mierzwiące co jakiś czas kasztanową czuprynę, przez co uroczy nieład wkradał się w jego ułożoną postać, pomagały przetrwać bijące z góry ciepło. Ubrał się w biały podkoszulek i ciemne jeansy, a całość podsumował ciemno szarą marynarką, z tych bardziej nowoczesnych, nie potrzebujących koszuli, by służyć jako schludny dodatek. Nie znając innego miejsca, choć trochę oferującego spokój w tętniącej życiem metropolii, udał się do Central Parku. Spokojnym, aczkolwiek zdecydowanym krokiem podążał wzdłuż alejek z ubitego piachu, obejmując wzrokiem przepiękny krajobraz jaki wedle jego mniemania był darem od samego Pana Boga. Nieskrępowanymi ruchami, jego błękitne w tym blasku tęczówki podążały za ludźmi, skoncentrowanymi na swoich sprawach. Uśmiech, który od samego początku towarzyszył jego osobie, stawał się jeszcze szerszy, gdy tylko napotkał okazję by kimś go obdarować - czasami z wzajemnością, a czasami nie. . .

Był dość blisko by usłyszeć cichy plusk wody, a jego głowa wręcz instynktownie obróciła się w tamtym kierunku, chcąc sprawdzić źródło odgłosu. Wzdrygnął się, widząc dziewczynkę, która wpadła do stawu, jednak gdy tylko usiadła, a sam Faust widział że nic jej nie grozi, uznał że jego reakcja nie musi być tak natychmiastowa. Zwyczajnie ruszył w jej kierunku przez zielony trawnik, a gdy tylko był u celu ukucnął, szczerząc serdecznie swoje śnieżno białe ząbki i wyciągając dłoń w jej kierunku.
-Hej Aniołku... Wszystko w porządku?- Zapytał z troską w głosie, jednak nie długo trzeba było czekać na kontynuacje jego słów. -Złapałaś zająca? Nie wiedziałem że one pływają!- Zachichotał cichutko pod nosem. - Z kim przyszłaś słoneczko? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Kwi 09, 2017 7:54 pm

Nie spodziewała się, że znikąd nagle pojawi się przed nią woda choć widziała gdzieś tam przepływającą rzeczkę i skaczące w niej psy. Jeziorko było dla niej zupełną niespodzianką. Na szczęście spanikowała tylko na moment, bo dosyć szybko się zorientowała, że wody jest mało i nic jej nie grozi. Czuła pod dłońmi kamienie, wyściełające dno zbiornika wodnego.
Właściwie to nie przeszkadzało jej, że jest mokra. Był środek lata i słońce grzało, więc przyjemnie się ochłodziła. Gorzej jak się pochoruje. Wtedy będzie miała kłopoty. No, ale teraz to nie było istotne. Skierowała swoje spojrzenie na ląd, gdzie zobaczyła jakiegoś kucającego mężczyznę. Zamrugała, wpatrując się w niego. Można było pomyśleć, że dziewczynka nie wie co powinna zrobić. Ona jednak przyglądała się aurze nieznajomego, by zobaczyć jego zamiary. Wbijała w niego swoje niebieskie oczy przez kilkanaście sekund, by w końcu lekko się uśmiechnąć i ująć dłoń mężczyzny.
- Nie jestem Aniołek. Jestem Luna - odparła na pierwsze słowa nieznajomego, podnosząc się z wody i zerkając w dół na swoje ubrania. Była cała przemoczona, nawet włosy trochę jej zmokły. - Zająca? Jakiego zająca? Nie widziałam tu żadnych - przechyliła głowę, nie rozumiejąc o co mu chodziło. Wiedziała, czym są zające. Oglądała trochę telewizję i znała już część ziemskich zwierząt. Nie znała natomiast powiedzeń. Nawet się rozejrzała na wszelki wypadek, czy faktycznie nie przegapiła jakiegoś.
- Z Lockjawem - odpowiedziała, wskazując palcem gdzieś za plecy mężczyzny. Psiak zdążył się zorientować, że Luny nigdzie nie widać w pobliżu i wziął się za jej szukanie. Teraz stał za plecami obcego, wpatrując się w niego, 170 centymetrów czystej słodkości. Przynajmniej według naszej małej blondyneczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Kwi 11, 2017 9:19 pm

Faust z natury był człowiekiem niesamowicie ciekawskim, a co się z tym wiązało bez wątpienia skupionym i umiejącym zwrócić uwagę na fakty, które umykały większości. Samo spojrzenie dziewczynki, już poniekąd było dziwne. Oczywiście Asmodeusz nie chciał tego nad interpretować. W końcu dzieci robią rzeczy, nie przychodzące na myśl dorosłym.
Kiedy miękka skóra Luny, dotknęła palców Asmodeusza, z finezją i delikatnością zacisnął dłoń, pomagając dziecku wydostać się z płytkiego zbiornika na wodę. Widząc uśmiech, mimowolnie jego twarz przybrała jeszcze bardziej pogodnego grymasu niż wcześniej. Tutaj warto wspomnieć, że tym razem broda pana Aureli była przystrzyżona, do w miarę znośnej, a przede wszystkim nie tak szokującej i mogącej przerazić co po niektórych długości.
Patrząc na faktyczny stan ubioru dziewczynki, nie do końca wiedział co powinien zrobić. Od razu pomyślał o świetle, które o wysokim natężeniu, dało by wysoką temperaturę... Tylko nie chciał kłamać i udawać kuglarza z parku. Później to mogłoby się ciągnąć stanowczo za długo.
-Luna, tak? - Powtórzył za nią, a uśmiech nie opuszczał jego ust.-Księżyc...- Mruknął pod nosem, ni do siebie, ni do niej, a jednak dosyć głośno.-Ohh...? - Przechylił głowę pytająco w bok. -Tak się mówi Luno, kiedy ktoś upadnie. Dla żartów pyta się go, czy upolował zająca.- Zaśmiał się cicho, patrząc na nią swoimi pogodnymi ślepiami. Nawet nie pamiętał, skąd zna pytanie o zające... Był pewien że rodzice na pewno mu tak nie mówili. -Ja jestem Asmodeusz, dla znajomych Asmo.- Rozejrzał się po okolicy, czy aby jakiś opiekun dziewczynki nie zmierza w ich kierunku, co by jego trud nie był na daremno. Mimo silnego słońca, nie można było powiedzieć że w Nowym Yorku zabrakło wiatru. A ten lubił współpracować z mokrymi ubraniami. Faust zdjął swoją marynarkę i ponownie ukucnął, okrywając jej ramiona nie za grubym, choć mało przewiewnym materiałem. Tak by nie było później potrzeby walki z zapaleniem płuc albo oskrzeli. Przynajmniej tyle mógł zrobić.
-Lockjaw? Kim jest..? - Odwrócił się za siebie. Widok był naprawę niecodzienny. Z zdziwionym wyrazem twarzy zebrał powietrze do płuc, podziwiając o niewiele niższego od samego "ojca" pupila. Dopiero po chwili znów zebrało mu się na uprzejmości, więc też uśmiech powrócił na jego twarz. Spojrzał na antenki, znajdujące się na łebku buldoga i przełknął ślinę, troszkę poddenerwowany. Instynktownie wysunął dłoń w kierunku czworonoga, co by ten mógł zapoznać się z jego zapachem.
-Bardzo miły towarzysz. Mówisz że tylko on Cię pilnuje? - Co prawda był zdziwiony, jednak nie okazywał tego po sobie, przyglądając się ogromnej posturze "kreatury".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Kwi 13, 2017 2:13 pm

Słowa mężczyzna wypowiedział na tyle głośno, że dziewczynka je usłyszała i dzięki temu mogła skinąć lekko głową. Co prawda języka łacińskiego nie znała ani trochę, nauczyła się tylko angielskiego. Jednak jej mama mówiła skąd ma takie, a nie inne imię.
- Tak, to od księżyca. Mama chciała tak dać mi na imię - odpowiedziała nieznajomemu, kiedy już stała przed nim, ociekając wodą. Ledwie widocznie zadrżała na mocniejszy podmuch wiatru. Ubranka miała w miarę ciepłe, ale teraz były mokre i zaczynała odczuwać lekkie zimno.
Na wyjaśnienia odnośnie łapania zająca zrobiła zdziwioną minkę. Śmieszne powiedzenie, musi je zapamiętać. Uśmiechnęła się zaraz na śmiech Asmo. Nie wyczuwała od niego niczego złego, wydawał się całkiem radosny, jak na dorosłego. Luna zdążyła zauważyć, że dorośli zawsze byli strasznie poważni i ciągle mieli coś do roboty.
- Asmo. Dziwne imię - odparła szczerze, jak na dziecko przystało. Cóż, dla każdego co innego było dziwne, a ona nigdy nie słyszała takiego imienia. Zamrugała i spojrzała na marynarkę, którą mężczyzna jej dał. Złapała w rączkę jeden z jej brzegów i wróciła wzrokiem na nieznajomego.
- Dziękuję - posłała Asmo kolejny uśmiech, by zaraz zrobić kilka kroków w stronę Lockjawa i wyciągnąć rączkę do góry. - To jest Lockjaw, najsłodszy psiak na świecie. Wszędzie ze mną chodzi - wytłumaczyła. Pies pochylił się by mała mogła go pogłaskać po nosie. Lockjaw przechylił głowę, zerkając na dłoń mężczyzny i polizał ją. Jeśli Luna była tak spokojna przy nim to psiak nie miał się o co martwić. Wiedział, jakie moce ma blondyneczka i mógł zaufać jej ocenie.
- On wystarczy, nikt więcej nie musi mnie pilnować. Obroni mnie i dopilnuje żebym się nie zgubiła. - nie rozumiała zdziwienia Asmo. Po samej wielkości psa można było już wywnioskować, że siłę miał niemałą, a antenki zapewne sugerowały, że nie jest zwykłym psem. Poza tym, jakoś tata zawsze dowiadywał się o tym co się z nią działo. Ktoś kto by próbował ją skrzywdzić długo nie pożyje w spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Kwi 16, 2017 11:26 pm

Spojrzenie Asmodeusza co rusz przenosiło się z małej blondyneczki, na ogromnego chowańca i tak na okrągło. Francuz nie był może zaskoczony aż tak rozmiarem psa, jednak element wystający z jego głowy, dawał mu bardzo dużo do myślenia.
Wzdrygnął się delikatnie, a uśmiech dosłownie na chwilę zmienił się w przerażony grymas, gdy tylko chropowata faktura języka, dotknęła skóry jego dłoni. Kilka milisekund, a wszystko powróciło do normy. Serce miarowo zwolniło swoje tętno, a świadomość że palce są na swoim miejscu, a nie znalazły się w szczękach buldoga, koiła zmysły.
Nie dyskretnie, aczkolwiek spokojnie i wolnym ruchem zasięgnął do kieszeni. Wyciągnął paczkę chusteczek, by wziąć jedną i dokładnie wytrzeć resztki śliny LockJawa, mając nadzieję że nie zostanie to źle odebrane.
-Piękne imię, twoja mama naprawdę postarała się z jego wyborem Luno.- Orzekł z sympatią w głosie. Imię było piękne, mimo że nie przepadał za nawiązaniami do mitologii. A może tutaj rzeczywiście chodziło o księżyc? Jednego Faust był pewien. Jednym spojrzeniem mógł potwierdzić, że właśnie Luna, pasuje do małej panienki Maximoff, jak żadne inne imię. Nie przeszkadzało mu to że jej nie zna, że nic o niej nie wie... W głębi duszy miał taką świadomość.
-Muszę przyznać moja droga, że jest dziwne.- Odparł na opinię dziewczynki.-Pewnie dlatego że to stare imię. Dlatego też Asmo, nie Asmodeusz.- Przechylił głowę w bok i przetarł dłonią brodę. -Ludzie w tych czasach nie mają czasu na coś długiego. Skracają wszystko. - Dodał.
-Miło mi poznać twojego najsłodszego psiaka na świecie... Jednak musisz coś wiedzieć moja droga...- Wskazał palcem gdzieś w dal, na inne dziecko bawiące się z swoim pupilem. -Dla tego chłopca, jego jamnik jest najsłodszy na świecie... Najmądrzejszy, cokolwiek. Nie o to w tym wszystkim chodzi Luno. -Pokręcił przez chwilę przecząco głową. - Kochasz LockJawa, więc jest dla Ciebie najsłodszy na świecie... Poniekąd on jest twoim światem. - Znów skierował spojrzenie na zwierze. -Nie mogę jednak zaprzeczyć. Jest...- Przyłożył palec wskazujący do warg, widocznie zastanawiając się. -Jest wyjątkowy. Czy twój opiekun i obrońca pozwoli mi, zagwarantować Ci coś ciepłego do picia? Wolałbym, żebyś się nie przeziębiła słoneczko... umm... Księżycu.- Podrapał się w tył głowy z zakłopotania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Kwi 20, 2017 1:37 pm

Luna z zaciekawieniem przyglądała się każdej reakcji mężczyzny na wszystko co się działo. Równie niedyskretnie obserwowała zmiany w jego emocjach, czego ten jednak nie mógł już wiedzieć. Dziewczynka nigdy nie zastanawiała się nad tym czy ktokolwiek był w stanie wykryć jej moce. Zorientować się co robi. Zapewne gdyby była starsza to zdawałaby sobie sprawę, że Lockjaw ze swoją antenką wyróżnia się spośród psów, a i tak już odstawał od reszty swoimi rozmiarami.
- Lockjaw cię nie zje, on nie gryzie. Chyba, że broni mnie, albo kogoś z mojej rodziny - wytłumaczyła Asmo z lekkim uśmiechem, widząc jak z ulgą wyciera rękę. Była to też odpowiedź na jego chwilową zmianę nastroju, którą zauważyła. Nie chciała żeby ludzie niepotrzebnie się bali jej ochroniarza. Dopóki nic jej nie groziło, on również nikomu nie zagrażał.
Kiedy mężczyzna wskazał na jakieś dziecko, blondynka obróciła głowę, by tam spojrzeć i przechyliła lekko głowę. Widziała inne psy już nie raz. Żaden nie był tak wielki jak jej psiak choć widziała takiego dużego w telewizji kiedyś. Tylko był szczupły, a nie masywny jak Lockjaw.
- Ale ja wcale nie każę innym myśleć, że Lockjaw jest najlepszy. Wystarczy, że ja tak myślę. I mama, tata, ciocia, wujek i w ogóle wszyscy z mojej rodziny. Nie mamy innego psa. - spojrzała na swojego towarzysza, który cały czas stał spokojnie obok niej. Również zachowywał całkowity spokój, po chwili patrząc w dół na swoją księżniczkę i zmieniając wyraz pyska na coś na wzór uśmiechu. Przynajmniej tak ona to oceniała.
- Wystarczy po prostu Luna. Jeśli to gdzieś na mieście to może być, Lockjaw też nie ma nic przeciwko. Tata łatwo się denerwuje i może cię szukać jak się dowie, że ze mną rozmawiałeś. - w końcu dokładnie tak samo było w przypadku Tony'ego. Pietro ją dokładnie wypytywał o to co robili na mieście i upewniał się, że nic złego się jej nie stało. Zdecydowanie był wrażliwy na jej punkcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Kwi 24, 2017 7:44 pm

Patrząc, a nawet zerkając na szczęki LockJaw'a mogło się odczuć pewien dyskomfort. Przynajmniej w przypadku normalnego człowieka, ktróry nie przywykł do takich rzeczy. Dlatego też słowa z ust blondyneczki, były miodem dla uszu Fausta. Nie miał zamiaru zrobić nic złego, więc nic mu nie zagrażało. Dobry układ.
-Jednak LockJaw chyba je za kilka psiaków, co? Wygląda na takiego, co ma apetyt. - Zażartował niewinnie, z uśmiechem na ustach. Nie miał odwagi spytać wprost, skąd ta dziwna antenka na głowie zwierzaka, jednak dość często śledził ją wzrokiem i nie specjalnie to ukrywał.
-Po prostu Luna? - Powtórzył. Asmodeusz używał dość często przestarzałych,  przydługich zwrotów grzecznościowych. Ludzie różnie to odbierali, a on pomimo takiego upływu czasu nie umiał przystosować się w stu procentach do otaczającej go rzeczywistości. -Niech więc będzie Luna.- Oznajmił jakże spokojnym i melodyjnym tonem. Imię obce, można rzec egzotyczne... Takie jak jego... Nie znał dziewczynki, ale wciąż towarzyszyło mu wrażenie, że to imię idealnie odzwierciedla jej osobę. Po samym przebadaniu jej spojrzeniem, swoich niebieskich oczu.
-Oh... - Westchnął. Rzeczywiście. Tego nie przemyślał. Co prawda, małego aniołeczka pilnował ogromny buldog, ale nie powinien zapominać o jej rodzicach, którzy mogliby pomyśleć różne rzeczy. Jego poczynania mogły być opacznie odebrane. -Najlepiej by było, gdybyśmy zawiadomili twojego tatę!- Oklepał ostentacyjnie kieszenie. Gdy namacał to czego szukał, sięgnął do środka spodni i wyciągnął telefon. Odblokował go i wysunął rękę w stronę panienki Maximoff.
-Znasz numer słone...- W ostatnim momencie ugryzł się w język. Cóż to byłby za paradoks, gdyby mówił do niej per "słoneczko". -... Luno?- Dokończył spokojnie.
-Jeśli twój tatko pozwoli, wybierzemy się gdzieś razem, a jak nie... To odprowadzę Cię do niego razem z twoim czworonożnym przyjacielem, dobra?- Cały czas uśmiechnięty, trzymał telefon w wyciągniętej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Kwi 27, 2017 7:05 pm

Nie była cały dzień w Wieży, chociażby ze względu czegoś tak prostego jak złapanie oddechu. Bądź co bądź każdemu należało się kilka godzin wolnego. Musiała to wykorzystać póki jeszcze miała okazję. Nie był to jednak taki urlop o jakim myśleli szarzy obywatele. A nawet członkowie Avengers i reszta superbohaterów. Miała beznadziejny dzień. Nie mogła spać całą noc, przewalając się z boku na bok. Gdy wstała, okazało się, że było koło czwartej rano. Nie było już sensu znowu się kłaść. Wyszła na zewnątrz, by po prostu pobiegać, może to by mogło jej pomóc się uspokoić. I tutaj przeszkodził jej ten cholerny los. Nie dość, że łydka wciąż bolała ją od nieudanego uniku, którym przypłaciła jakiś czas wcześniej niezłym stłuczeniem to jeszcze w drodze powrotnej zepsuł jej się samochód. Niby wszystko miało działać jak należy, ale nie zamierzała nigdy jeździć środkiem komunikacji miejskiej. A przynajmniej nie dzisiaj. Nie zamierzała również wzywać żadnej pomocy, aż tak nisko nie upadła. Pewnie już by się podśmiewali, że baba nie potrafi jeździć i rozwaliła auto. Gorzej jeśli powiedzieliby, że to przez jej wagę. Zabiłaby. Wolała unikać takich sytuacji. Zawsze mogła wrócić po tego gruchota albo wysłać po niego jakiegoś pachołka. No, nieważne. Miała w planach bieg, dlatego też postanowiła to kontynuować. Nawet pomimo bólu. Rozchodzi się. Tak, to był beznadziejny dzień i nie zapowiadał się na nic lepszego. Znajdując się w Central Parku mijała wiele osób, ale tylko dwójka zwróciła jej uwagę. Zapewne nie zauważyłaby ich, gdyby nie ten pies wielki jak stodoła. Jeśli się nie myliła córka Maximoffa miała takiego. Ale co by tutaj robiła i to z jakimś obcym facetem? Zmarszczyła lekko brwi i podeszła bliżej niby to biegnąc, chociaż doskonale usłyszała imię dziewczynki. Luna. No, tak oczywiście. To musiała być ona. Zaraz też się zatrzymała i stanęła obok.
- Luna - odezwała się ni to przyjaźnie ni to karcąco. - Co ty robisz tak daleko od domu? - spytała, równocześnie posyłając wymowne spojrzenie mężczyźnie. Przykucnęła, by znaleźć się na tej samej wysokości i spojrzeć na dziecko. - Jestem Nat, pracuję z twoim tatą. Pozwolił ci tak samej wyjść z wieży? - spytała znowu, czując wyraźną niechęć do obcego faceta. Nawet jeśli byłby miłym staruszkiem, jej odczucia by się nie zmieniły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Kwi 28, 2017 5:42 pm

- Lockjaw je dużo, bo jest duży. Jak jest się dużym to się dużo ja. A ja jem mało - skinęła lekko głową, tłumacząc mężczyźnie. Właściwie to ona nie zajmowała się karmieniem swojego ochroniarza, ale czasem widziała jak psiak wcinał jeden ze swoich posiłków. Musiał mieć sporej wielkości żołądek skoro tyle mieścił w sobie.
Luna widziała, że Asmo zerka na antenkę, ale nic nie mówiła. Dla niej to było coś normalnego i jakoś nigdy nie zastanawiała się nad tym jak inni mogą to odbierać. Wiedziała, że nie każdy pies potrafi to co Lockjaw, ale przecież Ziemia miała swoje własne cuda. Mutantów chociażby. No i dla niej również część technologii ziemskiej była cudowna, taka inna.
Patrzała uważnie co robi mężczyzna, tak klepiąc się po ciuchach. Widząc telefon, który wysunął w jej stronę, wyciągnęła rączki po niego, ale zaraz je cofnęła i pokręciła głową, zakładając ręce na plecy.
- Nie znam taty numeru. Poza tym on załatwia teraz ważne sprawy, dopiero co z nim byłam. Mam tylko być grzeczna żeby się za mnie nie wstydził. Nie możemy iść do niego - odparła mężczyźnie, unosząc na niego wzrok i stukając lekko czubkiem buta w ziemię. Drgnęła lekko, gdy nagle usłyszała nieznajomy głos, wołający jej imię. Uniosła głowę w stronę kobiety, patrząc na nią wielkimi oczami z zaskoczeniem. Na pytanie kobiety na razie nic nie odpowiedziała, obserwując jak ta kuca przy niej. Nie odrywała od nieznajomej wzroku, jednocześnie śledząc jej emocje. Rozluźniła się nieco, gdy zobaczyła, że nie kłamie.
- Powiedział tylko, że mam być grzeczna - powtórzyła słowa, która przed chwilą posłała do Asmo - A w wieży się nudziłam, wszyscy Mściciele byli zajęci czymś. Nawet ciocia poleciała walczyć. - zrobiła lekko nadąsaną minkę. Była długo w wieży. I grała sobie. Trochę jadła. W końcu jednak znudziło się jej to, a tak małe dziecko nie jest w stanie usiedzieć w jednym miejscu, nie robiąc nic. Musiała w końcu wyjść i coś porobić żeby nie zwariować z nudów. Wiedziała, że tata ją znajdzie jak będzie chciał. Dla niego to na pewno nie było żadnym problemem.
- Pani też należy do Mścicieli? - zapytała z zaciekawieniem. Niby odpowiedź była oczywista, ale dziecko jak to dziecko. Czasem zadawało pytania bez zastanowienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Maj 01, 2017 11:04 pm

Kiwał głową słysząc odpowiedź Luny. Było to dla niego strasznie dziwne, a z początku mógł oskarżać tylko zmieniający się styl życia, gdzie rodzic ma co raz mniej czasu dla swojego dziecka. Daje samowolę i nie przekazuje rodzinnych wartości. Dziecko ląduje gdzieś na drugim planie. . Przynajmniej tak mogło to wyglądać, po tych powierzchownych oględzinach Fausta.
Biegnącą sylwetkę było widać już z daleka. Raczej trudno było ukryć docelowe miejsce w którym się zatrzyma, patrząc w prostej linii, na kierunek jej trasy. Nie trudno było rozpoznać zbliżającą się kobietę. Nawet jeśli nie śledziło się na bieżąco wydarzeń z pierwszych stron gazet, ten wizerunek był na tyle znany, ze nawet Asmodeusz wiedział z kim ma do czynienia. Powoli coś zaczynało mu dzwonić w głowie, więc co raz to intensywniej zmieniał osoby na które patrzył. Organizacja taka jak Avengers nie przez wszystkich była odbierana jak ostatni bastion ludzkości, chroniący świat przed złem. Mężczyzna również nie należał do zwolenników. Nie uważał mścicieli za bohaterów... Może z wyjątkiem Rogersa... Nie żeby siebie samego miał za bohatera.
-Mam nadzieje, że nosisz więcej Boga w sercu, niż tej goryczy w spojrzeniu. - Odparł z serdecznym uśmiechem, widząc ten wymowny wzrok panny Romanoff. -Rozumiem że twoja reakcja jest żywiołowa. Przynajmniej staram się rozumieć. Nie kieruj się pochopnymi wnioskami.- Orzekł spokojnie. Nie odpowiadał za myśli, skojarzenia i odczucia ludzi. Nie odpowiadał za moralny upadek świata ludzi, pozbawionych czystych dusz. On tylko niósł swoje wartości na przód, próbując zostawić kiełkujące ziarno.
Nie zostawił by przecież zmokniętej Panienki Maximoff samej, widząc całe zajście. Schował telefon do kieszeni. Ręce wyciągnął wzdłuż tułowia i przyglądał się całej trójce. W związku z przybyciem Czarnej Wdowy, antenka LockJawa nie interesowała go już tak bardzo. Spyta o nią kiedy indziej. Spokojnie czekał, aż wszystko między Luną, a Natashą będzie jasne. Wtedy z chęcią się przedstawi nowo przybyłej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Maj 02, 2017 8:00 am

Wiedziała, że dziewczynka znowu była na Ziemi, ale nie sądziła, że ją spotka. A na pewno nie w Central Parku samej w towarzystwie jedynie wielkiego kudłacza. Owszem. Pies robił wrażenie, ale to i tak nie było rozsądne, by wypuszczać dziecko same do miasta. Co ten Maximoff miał w głowie?! Chyba stawała się hipokrytką, bo jakoś niespecjalnie zamierzała się przejmować prywatnym życiem innych swoich towarzyszy, ale... Wyszło jak wyszło i pomimo że grała wredną babę z klamką, była zdolna do empatii. A przynajmniej pozwalała to dostrzegać jedynie tym, którzy naprawdę byli jej bliscy. Mimo wszystko ten szybkonogi mógłby się zainteresować, co też robiła jego córka. Czy jej pozwolił, czy też nie - nie powinna sama chodzić po Nowym Jorku. To że ktoś ją zaczepi było bardziej niż pewne. I nie miało to znaczenia czy z dobroci serca czy mógł mieć inne plany, bo Natasha nie zamierzała po prostu odchodzić w swoją stronę. Widziała jak dziewczynka badała ją spojrzeniem, a potem wyraźnie złagodniała. No, tak... Dzieci z planety Vulcan czy jak to się tam nazywało. Uśmiechnęła się tylko delikatnie pod nosem, słysząc, że Luna nie zamierzała iść w zaparte i nic nie odpowiedzieć. Nat nie skomentowała tego, że wszyscy Mściciele po prostu zostawili ją samą z jej ojcem na czele. Gdy usłyszała jej pytanie, uniosła brwi.
- Tak - odparła krótko, nie wdając się w szczegóły. A przynajmniej nie w towarzystwie tego typka. No, właśnie. Jego słowa były bardzo... Dziwaczne jak chyba cały on. - Ty tak na poważnie? - spytała, chociaż jej pytanie było wciąż pełne nieufności. Nie chciała mu jednak poświęcać zbyt dużo czasu tylko znowu zerknęła na Lunę. - Nie chcesz już wracać? Chyba że chcesz skoczyć po drodze na lody - zagadnęła, zmieniając błyskawicznie ton głosu na przyjemny. Nie oceniała nieznajomego, ale nie zamierzała też od razu zaufać jego pięknym słówkom, bo wyrażał się w ten specyficzny, przypominający przedpotopowy sposób. Może i mógł mówić prawdę, ale mógł też kłamać. A kłamców na tym świecie było naprawdę wielu, a ona była jednym z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Maj 04, 2017 5:39 pm

Patrzała to na Nat, to na Asmo. Słuchając uważnie ich wymiany zdań i starając się obserwować ich emocje. Widziała, że kobieta ma dosyć negatywne podejście do mężczyzny, który ciągle zachowywał spokój. Potrząsnęła lekko łebkiem i skoncentrowała spojrzenie na Nat, próbując ją uspokoić.
- Asmo nie miał złych zamiarów on mi tylko pomagał - zaczęła tłumaczyć nieznajomego, łapiąc jednocześnie za brzegi marynarki, którą wcześniej jej zarzucił na ramiona - Chciał nawet żebyśmy zadzwonili do taty, ale tata jest zajęty. Lockjaw się mną opiekuje. No i nie odeszliśmy daleko od wieży. - zapewne gdyby nie miała swoich mocy to jej słowa byłyby poparte tylko zwykłą, dziecięcą naiwnością czy tam ufnością. Luna jednak potrafiła odczytywać emocje innych i wiedziała, że Asmo naprawdę nie chciał zrobić jej nic złego, a tylko martwił się o nią. O to, że może się pochorować od tego przemoknięcia. Nie chciała żeby na niego krzyczano.
- Nie chcę wracać, w wieży jest nudno, bo nikt nie ma czasu. Tylko Jarvis ze mną gadał - zrobiła lekko naburmuszona minkę na tą sugestię. Gra była fajna, ciastka i herbata pyszne, ale ile tak można siedzieć samemu w jednym pokoju - Lody już jadłam. Powinnam się przebrać, ale nie wzięłam ubrań z domu - nie pomyślała o tym, że może jej się zdążyć wpaść do wody, nie planowała żadnej kąpieli w ubraniach. Więc i nie pomyślała o tym, by wziąć ze sobą ponad to co miała założone na sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Maj 04, 2017 6:36 pm

Nie ukrywajmy. Młodej panienki Maximoff nie dało się oszukać. Nie, kiedy było się mutantem o takich mocach jak Faust. Był spokojny. Nadzwyczajnie. Szok związany z przynależnością dam minął. Na dobrą sprawę wcale nie był aż tak inny.
Jego ciało pozostawało w stanie spoczynku, ręce trzymał cały czas wzdłuż swojego tułowia. Błękitnego koloru oczy śledziły tylko spokojnie trzy sylwetki, sporadycznie uciekając gdzieś na bok. Asmodeusz nie miał zamiaru wyjść na zbyt nachalnego. Ogólnie wyjątkowo nie znał się na teraźniejszych zwyczajach. Nie wiedział jak ma się zachować w relacjach między ludzkich.
-Pytasz się mnie, czy moje słowa są  poważne? - Powściągnął brew i spojrzał w jej kierunku, wciąż zachowując stoicki sposób. -Dlaczego miałoby być inaczej? Noszę czapkę błazna?- Przechylił pytająco głowę w bok i uniósł delikatnie kąciki ust, by całość podsumować cichym prychnięciem. Zaraz jednak wyprostował się na powrót, słysząc wypowiedź młodej panienki Maximoff. Jego uśmiech nabrał większego rozmiaru. Pochylił się teatralnie i zamachnął symbolicznie ręką.
-Definitywnie jest tak jak rzecze Luna. Wydawało mi się że potrzebowała pomocy, a ja jestem zbyt miły by się temu biernie przyglądać. - Dopowiedział swoje i rzucił porozumiewawcze spojrzenie na marynarkę, a później na wystające spod niej, ociekające wodą ubrania blondyneczki.
-Wybaczcie mi tą bezpośredniość moje drogie, ale czy chodzi o wieżę Tonego Starka?- zapytał zakłopotany. -I kim jest Jarvis? Jeśli nie będę zbyt wścibski, oczekując odpowiedzi na te pytania. - Wciąż uśmiechał się nadzwyczaj lekko.
-Jeśli to blisko, zawsze możemy udać się do twojego lokum, prawda?- Uniósł rękę i podrapał się w tył głowy, mrużąc przy tym oczy.-Chyba że sprawa ma się inaczej...- Zmierzył Natashę wzrokiem. -Jednak jest tutaj koleżanka twojego taty. Możemy iść do sklepu po jakieś ubrania. Wybierzecie coś, a ja zaczekam z LockJawem. - Nie wiedział czy młoda Maximoff wie, że psy nie mają wstępu do miejsc publicznych. Nawet jeśli nie, mają czas by zapoznać ją z tą zasadą. Tylko czy sam pies, będzie chciał współpracować. Tak czy siak. Faust wyszczerzył serdecznie ząbki w jego stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Maj 06, 2017 8:24 am

- Niech będzie - skapitulowała, chociaż wcale nie wyglądała na przekonaną. Mała mogła mieć swoje moce, wspomniany Asmo dobre zamiary, ale nie miało to powodować, że Romanoff miała nagle się  nie daj Boże uśmiechnąć promiennie i stwierdzić, że jej błąd. W takich okolicznościach mogłaby nawet pójść dalej, ale była upartą kobietą i nie miała zamiaru się nigdzie ruszyć. Jeśli pan Asmo zostawał, ona również. Nawet jeśli oznaczało to całodniowe włóczenie się w formie obstawy dla małej dziewczynki, której tata zwyczajnie nie przypilnował. Może i był najszybszym człowiekiem na świecie, ale chyba nie równało się to z pozjadaniem wszystkim rozumów. Na pytanie mężczyzny spojrzała na niego raz jeszcze. - Tak, dokładnie to miałam na myśli - odparła niewzruszona, jednak zaraz znowu wróciła wzrokiem do Luny. Nie była jakąś księżniczką przypadkiem? Chociaż co ona tam w sumie mogła wiedzieć. Maximoff się jej nie zwierzał, ona mu zresztą też nie. Wyjątkowo cudaczne zagranie ze strony Asmo już zupełnie ugruntowało Nat, że ma do czynienia z kimś, kto nie jest do końca normalny. - Najlepiej byłoby wrócić, żebyś się przebrała. A potem możesz znowu wyjść ze swoim Lockjawem - odpowiedziała, ignorując pytanie mężczyzny. Może i było to zachowanie godne nastolatki, ale jak na dobrego samarytanina zadawał za dużo pytań. Nie chciała jednak zupełnie go wykluczać, więc odniosła się do jego propozycji, patrząc na dziewczynkę. - Chyba że faktycznie wolisz iść coś kupić.
Czy ona naprawdę się na to zgadzała? Na zakupy? I to jeszcze z dzieckiem? Nie, żeby nie lubiła Luny. Wydawała się całkiem sympatyczna, ale... No, właśnie... Nie było to coś, co miała w zwyczaju robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Maj 07, 2017 7:57 pm

Może i "niech będzie" nie było jakąś świetną odpowiedzią, zgodą na ich słowa i przeprosinami, ale lepsze to niż nic. Przynajmniej Natasha przyjęła do wiadomości, że Asmo jednak nie był kimś złym i Lunie nic nie groziło. Dziewczynce tylko na tym zależało. Żeby kobieta nie krzyczała na kogoś, kto jej pomógł i nie atakowała go. Chciała żeby się dogadali.
- Tony'ego Starka? Kim jest Tony Stark? - zapytała, patrząc na Asmo, a następnie na Nat. Znała wieżę jako wieżę Mścicieli i to nazwisko nic jej nie mówiło. Może i mieszkała tam kiedyś, ale to było dawno, jak była malutka. Nie była w tamtym miejscu od kilku lat i praktycznie nikogo nie pamiętała. Wszystkich musiała poznawać na nowo. Oczywiście poza tatą i ciocią. Ich nie można zapomnieć. To przecież jej rodzina. A mama dużo jej nie opowiadała o mścicielach. Jeśli już to i tak używała ich nicków, a nie imion i nazwisk.
- Jarvis to gadający komputer! - odpowiedziała mężczyźnie z wyraźną ekscytacją w głosie. Luna uważała, że Jervis jest super. Komputer, który sam gada. Takiego nigdy wcześniej widziała. To prawie jak człowiek. Przynajmniej według jej logiki sześciolatki. Mówił, więc był jak człowiek.
- Mój dom jest za daleko i niczego nie wzięłam ze sobą. I nie mam pieniędzy na nowe ubrania - jak dla niej, sytuacja bez wyjścia. Jeśli wróci do domu to mama na pewno jej nie puści z powrotem do taty na Ziemię. W wieży nie było żadnych ubrań dla niej, a do sklepu to trzeba mieć pieniądze, których jej brakowało. Tym akurat zawsze zajmował się jej tata. On kupował wszystko czego potrzebowała. Blondyneczka nawet nie miała skąd wziąć pieniędzy. U niej się ich nie używało, więc mama nie mogła jej żadnych dać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 22/02/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Maj 14, 2017 6:52 pm

Faust już miał sięgać ręką po portfel, jednak poczuł wibracje w kieszeni spodni. Spokojnie wyciągnął telefon i przysunął go bardzo blisko twarzy, spoglądając na malutki ekran.  
-Przeproszę panienki na chwilę.- mruknął markotnie i oddalił się od dziewczyn na kilka kroków by móc odebrać. Sama rozmowa nie trwała jakoś dość długo. Luna mogła jednak dostrzec że aura Asmodeusza zmieniła się znacząco. Najwyraźniej czymś się zmartwił. Cicho westchnął po schowaniu aparatu na powrót do kieszeni i wrócił do ich towarzystwa.
-Wybaczcie jednak nie będę w stanie wam towarzyszyć. - Powiedział oficjalnie.  Kąciki jego ust nie unosiły się już do góry w przyjaznym uśmiechu. Wrócił do tego co miał zrobić, tak więc wyciągnął portfel i rozchylił jedną z kieszonek, wodząc wzrokiem po niej. Sprawnym ruchem palców wyciągnął dwa banknoty składając je na pół. Ukucnął i popatrzył na Lunę.
-Pieniądze to rzecz nabyta. Nie musisz się martwić że ich nie masz. Zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie.- Próbował mówić do radośnie, na tyle ile było go stać. Wyciągnął rękę i włożył dwa stu dolarowe banknoty do kieszeni swojej marynarki, po czym poklepał ją delikatnie, tym samym klepiąc panienkę Maximoff.
-Jakże me serce przepełnia się żalem, że nie mogę iść z wami. Pociesza mnie jednak fakt, że jest z tobą koleżanka twojego taty. Będziesz bezpieczniejsza Luno.- Wstał i uśmiechnął się również w kierunku Natashy.
-Pozdrów ten gadający komputer. - Wzruszył ramionami. Nie umiał wyobrazić sobie sprzętu elektronicznego, który komunikował się z człowiekiem, bez pomocy drugiego człowieka. -Zatrzymaj marynarkę i to co jest w środku. - A więc banknoty, które spoczywały w prawej kieszeni i przepiękny różaniec , który znajdywał się w tej lewej. - Miłego dnia! I powodzenia w szukaniu czegoś pięknego!- Rzucił na odchodne, kierując się ku wyjściu z Central Parku.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Maj 16, 2017 11:39 am

Na dogadanie się Luna nie mogła liczyć. A przynajmniej nie ze strony Romanoff. Przecież w życiu nie zaufałaby dopiero co napotkanemu mężczyźnie, nawet jeśli dziecko posiadające moce odczytywania intencji mówiłoby, że to Święty Mikołaj. Nie. Zwyczajnie była wyczulona na takie rzeczy, a ta sytuacja też jej się nie podobała. Słysząc pytanie o Starka, uniosła lekko brwi w wyrazie zaskoczenia. No, bo kto o nim nie słyszał? Zaraz jednak sobie przypomniała z kim na do czynienia i przeniosła uwagę na dziewczynkę.
- To jeden z nas - odparła zwięźle rudowłosa, przenosząc spojrzenie z Luny na mężczyznę. Zastanawiała się z jakiego księżyca przybył, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafiła zrozumieć jego toku myślenia. Zaraz jednak odszedł od nich, zostawiając Nat z córka Quicksilvera. Nie odzywała się jakiś czas, obserwując jedynie a to wielkiego sierściucha, który siedział u boku dziecka, a to na Amo. Wrócił do nich po chwili i postanowił zagrać w grę zwaną Miłosierny Samarytanin. Jednak nie to było najgorszą częścią tego spotkania - odchodził, zostawiając ją z Luną. Której trzeba było kupić ubrania. Westchnęła głośno, gdy mężczyzna popisał się swoją umiejętnością rozdawania pieniędzy i przy okazji rzucił jakimś filozoficznym tekstem na odchodne. Gdy się do niej uśmiechnął, odpowiedziała grymasem, który miał też grać rolę uśmiechu. A potem odszedł. Świetnie. Wrobił ją w zakupy... Nat trochę zła na całą sytuację, a trochę przez wciąż dokuczającą nogę, nie odezwała się przez moment stojąc jak kołek koło małej i jej psa. W końcu zerknęła na dziewczynkę i mruknęła:
- W takim razie chodźmy już po te ubrania, co?
I może... Może posłała jej coś w stylu ciepłego uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Maj 16, 2017 1:17 pm

Czyli Mściciel. Więc Stark to pewnie właściciel wieży skoro mężczyzna tak ją nazwał. Luna znała ją tylko pod nazwą Wieży Mścicieli. Nie wiedziała, że ma też jakąś inną nazwę. Pokiwała więc lekko głową, że tak, właśnie o tej wieży mówili.
Zerknęła za Asmo kiedy ten wyjął nagle telefon z kieszeni i przeprosił ich, odchodząc na chwilkę. Widziała, że ktoś do niego zadzwonił i chwilę rozmawiał. Widziała również jak zmienia się nastrój mężczyzny. Z radosnego na zmartwiony. Musiało się coś stać. Nie zdziwiła się więc, że ten poinformował je rozdzieleniu się. Trochę przykro jej się zrobiło. Faust był naprawdę miły i zdążyła go polubić. Może jeszcze kiedyś się spotkają.
Spojrzała na pieniądze, które mężczyzna wyciągnął, a następnie na jego twarz. Chciała mu oddać marynarkę, ale Asmo chyba jednak miał inne plany skoro schował pieniądze do jej kieszeni. Miała ją zatrzymać? Chwilowo na pewno się przyda. Żeby nie zmarznąć przez mokre ubrania. Później jednak będzie musiała ją zdjąć. Najwyżej zaniesie ją do wieży.
- Dziękuję. I do widzenia - odparła z uśmiechem, machając chwilkę za Asmo gdy ten się oddalał od nich. Złapała za brzegi marynarki i spojrzała na Natashę. Zauważyła, że kobieta chyba niezbyt była chętna na zakupy. Może nie miała czasu, w końcu była Mścicielem. A może nie lubiła zakupów. Tego dziewczynka nie mogła wiedzieć niestety. Skinęła lekko głową na jej słowa.
- Chodźmy. Kupimy coś szybko i będziesz mogła iść do swoich zadań dalej - cały czas delikatnie się uśmiechała. W międzyczasie Lockjaw szczeknął za Asmo na pożegnanie, po czym podniósł się z ziemi by stanąć obok swojej podopiecznej. Domyślał się, że nie będzie mógł wejść z nimi do sklepu, ale przy jednym z Mścicieli nie musiał się martwić o blondyneczkę. Była bezpieczna.

z/t za obie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Central Park   

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: