Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Central Park   Pią Cze 08, 2012 4:19 pm

First topic message reminder :






Oaza zieleni w centrum Manhattanu. Zajmuje osiemset czterdzieści trzy akry powierzchni. Na terenie Central Parku oddawać się można wielu zajęciom, takim jak obserwowanie ptaków, pływanie po jeziorach w łódkach czy kajakach, jazda rowerami czy bryczkami konnymi, bieganie, tenis, siatkówka, kręgle, wspinaczka na skałkach, pływanie w basenie - lub zimą jazda na łyżwach oraz wiele, wiele innych.

Tutaj można znaleźć mapę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Luke Cage



Liczba postów : 15
Data dołączenia : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 12:31 pm

Luke wstał z ławki i wyprostował się rozciągając mięśnie. Wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze z płuc. Kaszlnął, odbiło mi się papierochami. Spojrzał na nowych kompanów. - To co idziemy? Jestem cholera niesamowicie głodny. - Włożył rękę do jednej kieszeni i wyciągnął telefon. Sprawdził czy nie dostał żadnych wiadomości. Pusto. Rozejrzał się jeszcze kilka razy w poszukiwaniu fajnych tyłeczków płci pięknej i zamyślił się na chwilę. *Dzisiaj chyba pójdę i lekko zbombarduję się w barze* pomyślał, wkładając obie ręce do kieszeni po czym ruszył powolnym krokiem w stronę jakiegokolwiek baru z tanim żarciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kinaret



Liczba postów : 22
Data dołączenia : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 1:03 pm

Spokojnie usiadł się obok ogromnego faceta i w spokoju przysłuchiwał się rozmowie Pablo i Luke. Cieszyło go poznanie dwójki nowych osób. Dobrze wiedział jak ważne jest nawiązywanie przyjaźni i koleżeńskich więzi. Pablo bawił Kina. Nie w ten sposób żeby się z niego nabijał. Po prostu rozśmieszała go jego gadatliwość i wkładanie nosa w nie swoje sprawy. A drugi wyglądał trochę jak niedźwiedź. Sprawiał wrażenie miłego olbrzyma. Jaki jest na prawdę...okaże się. Kinaretowi spodobał się pomysł by coś zjeść. Wstał,więc i równym krokiem pomaszerował w kierunku pobliskiej knajpki. By podtrzymać rozmowę,odezwał się trochę w celu rozluźnienia atmosfery.
To panowie czym się zajmujecie. Chyba nie spędzacie całego czasu w Central Parku?
Spytał tym oschłym tonem. Chciał powiedzieć to przyjaźnie,jednak ciężko będzie mu się przyzwyczaić od żołnierskiej mowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nuzuki



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 01/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 1:18 pm

Zadałeś dobre pytanie, przyjacielu. Mogę stwierdzić iż jestem ostrzem do wynajęcia, ktoś musi działać na granicy z prawem. Plusem tej pracy jest spotkanie wielu nowych osób, a minusem to że większość z nich próbuję mnie zabić lub ucieka. A co do baru to możemy iść gdzieś się porządnie najeść i może oblać nową przyjaźń jaka między nami się zrodziła. A co po jedzeniu? możemy iść do jakiegoś lokalu "zapolować" na jakieś panny. To my jesteśmy królami tego dnia Powiedział szybko. Przez myśli przeszły mu różne scenariusze dzisiejszego dnia, jeden ciekawszy od drugiego. Powoli zmienił ustawienie torby, by zawarte w niej rzeczy nie przeszkadzały mu w chodzeniu. Uklęknął na lewym kolanie i zaczął sznurować prawy but. Gdy wstał ruszył za pozostałymi, pełen nowych pomysłów. Postanowił dać możliwość innym by wyrazili swoje zdanie. Przy jego gadatliwości było to wielkim wyczynem. Dla pewności lekko przygryzł dolną wargę, wsłuchując się w luźna wymianę zdań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kinaret



Liczba postów : 22
Data dołączenia : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 4:48 pm

Ostrze do wynajęcia... ciekawe kto wynajmuje takich jak on i czego dotycz zadnia. Z tego co mówi Pablo nie jest to zbyt przyjemne zajęcie. Lepiej jeśli nie będę się zdradzał do przynależności do S.H.I.E.L.D. Zawsze warto mieć na oku takich najemników. Propozycja z barem wydała się kuszące dopóki nie usłyszałem o laskach. Westchnąłem głęboko i z typową powagą powiedziałem.

- Jestem za pójściem do baru,ale dziewczyny...problemów z nimi co niemiara,a przyjemność tylko jedna. Jeśli wiecie o czym mówię

Powiedziałem z szyderczym uśmiechem na ustach. Może jestem dziwny,ale według mnie kobiety to tylko kłopot. Kątem oka widziałem jak Pablo hamuje się by znów czegoś nie powiedzieć. Na prawdę zabawny gość. Nigdy nie miałem problemu żeby siedzieć cicho ,a jemu sprawia to trudność. Co tam trudność to go zwyczajnie boli.

Dobra chodźmy już do tego baru. Jestem cholernie głodny nie zrezygnuje też z dobrego piwa. Zakład,że wypije szybciej od was?

Zapytałem i delikatnie pospieszyłem ociągających się Luka i Pablo. Jeśli chodzi o picie piwa w kompani nikt nie miał ze mną szans. Mam nadzieję,że nie wypadłem z formy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nuzuki



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 01/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 6:00 pm

Co fakt to fakt. Obojętnie jak piękne są kobiety to nic nie zastąpi tego pięknego napoju jakim jest piwo. Nie wiem gdzie znajduje się jakiś dobry bar, ale jestem pewny że któryś z was zna jakiś dobry lokal. Dziś powinniśmy się napić, by uczcić ten piękny dzień. Wstał, otrzepał spodnie po czym ruszył w stronę Kina. Przez chwilę rozmyślał nad odpowiednim doborze słów w swej następnej wypowiedzi. Jak już rozmawiamy o kobietach to muszę powiedzieć że małżeństwo jest jak oblężenie zamku. Ci z zewnątrz chcą się dostać do środka, a ci ze środka chcą się wydostać. Czy to nie jest dziwne? Ale różni są ludzie i każdy widzi swą przyszłość inaczej. Zamilkł na chwilę, pogrążając się w myślach. W nich zastanawiał się nad tym co zamówi w barze. Z zadumy wyrwało go burczenie w brzuchu Panowie, dostałem właśnie polecenie od żołądka. Mamy jak najszybciej skierować się po jakieś jedzenie inaczej będę zmuszony zamówić pizzę. Proszę was, zastanówcie się gdyż mam telefon i nie zawaham się go użyć, jeśli nie dacie mi innej możliwości Stwierdził. Na potwierdzenie swych słów szybko wyciągnął telefon. Dla lepszego efektu wystukał kilka przypadkowych liczb. Odwrócił się, po czym z uśmiechem na ustach przeszedł kilkanaście kroków. No panowie idziemy, chyba że czekamy na jakieś cuda. Jednak wydaje mi się że prędzej kosmita spadnie z nieba niż pojawi się tu jakieś jedzenie. Po tych słowach zamilkł delektując się harmonią parku. kilka razy rozejrzał się po parku. Na zielonej trawce piknikowały niezliczone rodziny, skuszone piękną pogodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kinaret



Liczba postów : 22
Data dołączenia : 14/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 6:28 pm

Mieszkam w tym jakże ,,pięknym,, mieście całe życie i znam jeden bar,który nie jest pełen ćpunów i pijaków. A do tego mają najlepsze piwo na całym zachodnim wybrzeżu ,,Bar 13,, . Jest kawałek stąd i dojście tam zajmie nam chwilę. Mój brzuch dał mi znak,że nadszedł czas obiadu. Miałem też ogromną ochotę na zimny napój bogów zwany też piwem. Machnąłem ręką do Pablo i Luke by szli za mną. Obserwowałem sielankowe życie typowych amerykańskich rodzin. Może też kiedyś będę taką miał...ale to szybko nie nastąpi. Gdy zbliżaliśmy się do baru obróciłem się do zabawnego kolegi i powiedziałem.
-Skoro nas zaprosiłeś to mógłbyś też postawić
Powiedziałem z uśmiechem i rękoma sprawdziłem kieszenie. Nie miałem przy sobie nic kasy,więc czemu by go nie naciągnąć. Wygląda na gościa przy kasie. Ten płaszczyk jest pewnie wart mojej pensji pomyślałem z rozbawieniem. Gdy staliśmy już przed drzwiami wyciągnąłem rękę i z pełną powagą powiedziałem.
-Zapraszam do najlepszego baru w całym tym pieprzonym mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nuzuki



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 01/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 6:37 pm

Widzę że jako pomysłodawca wyjścia na piwo będę musiał trochę na was zabulić. Niestety na moje nieszczęście obaj wyglądacie na takich, którzy strasznie dużo pija, a pragnienie wzrasta waz z kolejnymi napojami. No trudno niech stracę. Te banknoty które mam w portfelu aż same się proszą by je wydać, a ja jako człowiek miłosierny spełnię to. Tak więc ja stawiam, i ostrzegam. Nie będę odnosił was potem do domu, bo raczej sam pewnie nie będę w stanie. Szybko zaczął szperać we wszystkich kieszeniach. Po chwili przypomniał sobie że portfel schowany był w torbie. Prędziutko wyciągnął go, sprawdził ilość pieniędzy po czym umieścił go w kieszeni. Szybko ruszył w stronę baru

[z/t] +Kinaret
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 7:12 pm

Kilkanaście godzin wcześniej. Asteroida spokojnie stacjonowała na orbicie księżyca, skąpana pośród czarnej kosmicznej pustki. Wewnątrz jednej z komnat trwały przygotowania do długo wyczekiwanego zejścia.
Na niższych poziomach także, nie tracono czasu. Brama górnego hangaru rozwarła się, niczym paszcza ziewającego ze zmęczenia lwa, odsłaniając jego ogromną przestrzeń. Tylko niewidzialne, lekko migoczące pole siłowe oddzielało to wypełnione tlenem pomieszczenie od morderczej kosmicznej czeluści. Krystalicznie metalowa kula o średnicy około trzech metrów, czekała już pośrodku płyty hangaru. Na przedzie znajdował się niewielki otwór wejściowy. Kilku sprawnie działających i szybko poruszających się mechaników i inżynierów, dostrajało podzespoły, funkcji podtrzymywania życia itp. I chociaż nie było widać ich twarzy, gdyż na głowach mieli hełmy z lustrzanymi osłonami, sama budowa ciała sugerowała, że ich anatomia różni się od ludzkiej.
W innej części hangaru rozbrzmiał dźwięk dokującej windy. Tupot równego marszu rozszedł się po pomieszczeniu, odbijając się echem. Ubrany w paskowany garnitur, ukryty pod schludnym długim czarnym płaszczem. W dłoni trzymał czarny kapelusz. Był gotowy, aby ponownie zejść na Ziemię, a jego kosmiczny rydwan już na niego czekał. Oficerowie zatrzymali się, przyłożyli dłoń do serca i stanęli dumnie, w głowami uniesionymi wysoko.
Magneto zasiadł wygodnie w kapsule, po czym wykonał delikatne koło dłonią, a metaliczne ściany kuli rozpłynęły się - rozciągnęły i połączyły na środku dziury, tworząc jedną spójną całość. Aparatura została włączona. Systemu podtrzymywania życia działały. Przed nim pojawił się holograficzny ekran, który symulował coś w rodzaju okna, którego w tej kapsule nie było. Dodatkowo wyświetlane na nim były, różne parametry. Położył kapelusz na kolanach, a ręce oparł swobodnie na podłokietnikach. Skupił swe myśli, a specyficzny magnetyczny dźwięk doszedł do oficerskich uszu. Kula uniosła się powoli i momentalnie wystrzeliła z niezwykła prędkością ku błękitnej planecie.

Kapsuła udała się ku Ameryce, a dokładniej miastu, które jeszcze nie tak dawno stało się polem kosmicznej bitwy. Nadal widać było efekty tej niepojętej napaści, aktu wandalizmy, który pochłonął wiele istnień. Niczym powojenne gruzy, skrywały w swych miażdżących uściskach ciała niewinnych. Chwilową konsternację przerwał komunikat z centralnej wieży.
- Lordzie Magnus, zarejestrowaliśmy wahania częstotliwości, chwilę po tym gdy kapsuła weszła w przestrzeń powietrzną Ziemi. Czy wszystko w porządku, odbiór. - powiedział w swoim ojczystym języku, jeden z oficerów.
Magnus znał większość języków, którymi posługiwali się mieszkańcy asteroidy. Miał dziesiątki lat na ich naukę. Część z nich była do siebie bardzo podobna. Oczywiście korzystano także z osobistych elektronicznych słuchawek tłumaczących, które momentalnie transmitowały do uszu przetłumaczone na ojczysty język użytkownika zdania.
- W jak najlepszym – odparł Magnus. - Bez odbioru.
Pole siłowe, które oplotło Ziemię było póki co słabo wykrywalne, przez co niemalże niezauważalną. Szczęście miał Biały Pielgrzym, że udało mu się przemknąć tuż przed jego aktywowaniem. Nie wiadomo, cóż by się stało gdyby doszło do zetknięcia z nią.
Kula weszła w tryb kamuflażu i przemknęła nad Nowym Yorkiem, mknąć ku najżywszej części miasta. Przepełnionego delikatną zielenią Central Parku, który pomimo tej wrześniowej pory, nadal tętnił życiem. Kapsuła zatrzymała się na jednym z otaczających park budynków. Ciśnienie w kapsule wyrównało się, a jej powłoka cofnęła się, odsłaniając mu przepiękne błękitne niebo. Magnus ponownie mógł odetchnąć Ziemskim powietrzem. Jakże mu tego brakowało. Zabrałby je ze sobą, gdyby była taka możliwość. Kamuflaż pozostał uruchomiony, nie chciał, aby ciekawskie ludzkie oko, zobaczyło jego pojazd. Jeszcze nie teraz.
Wszedł do budynku i zjechał windą na sam parter, po czym wyszedł niczym najnormalniejszy człowiek i skierował się w stronę parku. Za założonym kapeluszem, przemierzał jego kręte ścieżki, przyglądając się temu jak bardzo zmieniło się to miejsce od jego ostatniej wizyty. Aż ciężko było mu czasem uwierzyć, że pod tą delikatną skorupą, niewinna fasadą znajduje się choroba – rak – który trawi tą planetę od środka.
- Poczujecie kiedyś tą samą woń, która ja czuję teraz... – mówił do siebie delikatnym szeptem.
Powrót do góry Go down
Invisible Woman



Liczba postów : 121
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 15, 2012 7:57 pm

Susan rzuciła okiem ku bratu; na dźwięk jego słów odczuła nagłą i zupełnie niewytłumaczalną potrzebę powrócenia do tematu larw z innego wymiaru, które jeszcze kilka godzin temu musieli odsyłać do ich prawowitego domu. W końcu nie wyznaczyła mu jeszcze odpowiedniej kary, prawda? A tu proszę, taka idealna okazja, aż sam się prosił o nauczkę... Zresztą ta postawa była dla niego typowa. Świadomie lub nie - ale chyba uwielbiał pogarszać sytuację, w której się znajdował. Może to jakaś forma masochizmu? Wcale by się nie zdziwiła.
Póki co jednak udało jej się opanować pragnienie odegrania się na Johnny'm za jego doprawdy przeurocze uwagi... Nieprzemyślane zresztą, bo akurat faktem było, że Sue może nie tyle sztuką się interesowała, co ją lubiła. Nie musiała przecież siedzieć w temacie - grunt, że podobały jej się ładne rzeczy. Co prawda nie pojmowała wszystkich tych nowoczesnych trendów, ale piękne rzeźby czy obrazy, interesujące książki, zachwycające wiersze i poruszająca muzyka z całą pewnością do niej trafiały... Jak chyba do niemalże każdej kobiety, czyż nie?
-Gdybyś znalazł czas, aby w zeszły piątek wybrać się ze mną na wernisaż, to może byś o tym wiedział. Pamiętam jednak coś o twoim nagłym wycofaniu się z pokoju na tę wieść?- kobieta zmrużyła lekko oczy. Była to tylko drobna i kompletnie niegroźna uszczypliwość, a w dodatku Sue dobrze wiedziała, że brat i tak nie uzna jej słów za prawdziwe pretensje.
Poza tym rzeczywiście nie narzekała na to, że wybrała się wówczas sama. Co jak co, ale obiektywnie patrząc na sprawę - była dla grupy najlepszą możliwą reprezentacją w takich okolicznościach... Nawet jeśli prasa uwielbiała się jej czepiać. Ten konkretny wernisaż był natomiast oficjalnie wspierany przez Fantastyczną Czwórkę, więc ktoś musiał go odwiedzić... No i właśnie. Ktoś.
Podczas gdy Johnny zajął się swoją komórką-łamane-na-komputerem, Invisible Woman ponownie skierowała swą uwagę ku rudowłosej. Dziewczyna zdawała się teraz być o wiele przyjaźniejsza niż na samym początku ich krótkiej "znajomości", choć Sue nie była do końca pewna czym wkupiła się w jej łaski... O ile w ogóle to nastąpiło. Oczywiście najprawdopodobniej chodziło o te nagrania - blondynka nie miała złudzeń - ale kto wie? Może dołączył do tego jeszcze jakiś czynnik, którego się nie domyślała?
Nie to było jednak teraz najistotniejsze. Tess nie stanowiła żadnego zagrożenia, nawet jeśli miała dziwne upodobania, a Fantastyczna Czwórka zawsze starała się być przyjaźnie nastawiona do ludności cywilnej - pod wieloma względami. Zresztą Johnny zazwyczaj bardziej, niż było to dla niego zdrowe. Grunt, że zaproszenie Tess na małą wizytę w Baxter Building wydawało się być zupełnie nieszkodliwe... Choć Sue miała pewne podejrzenia, że jej argumentacja jest mocno przesadzona - co najmniej. W pierwszej chwili jeszcze się wahała, lecz ostatnia wypowiedź rudowłosej przeważyła szalę - na jej korzyść.
-Och, nie przejmuj się, to żaden problem. Reed prowadzi obecnie wykłady w Europie, więc zapraszam. Trochę towarzystwa będzie mile widziane- zapewniła, jednocześnie jednym ruchem ręki usuwając hologram wyświetlający się nad jej mini-komputerem. Zaraz potem przełączyła go w stan oczekiwania, schowała na miejsce i wreszcie wstała z ławki. Jej spojrzenie ponownie powędrowało ku bratu.
-Lepiej dla ciebie, byś niczego więcej dziś nie zmalował. Pamiętaj, że szybko się o tym dowiem- jej słowa mogłyby brzmieć jak ostrzeżenie, lecz ton wypowiedzi nie był wcale tak ostry, jak można by się tego było spodziewać. Human Torch i tak zdążył się już pewnie do tego wszystkiego przyzwyczaić, a więc i ona nie widziała powodu, aby się jeszcze jakoś specjalnie wysilać z groźbami. Tak to już było w rodzeństwie...
-Baw się dobrze, ale nie przesadzaj, braciszku- to powiedziawszy Invisible Woman gestem wskazała rudowłosej, aby za nią podążyła, po czym ruszyła w kierunku wyjścia z parku. Na szczęście na miejsce nie było daleko i spokojnie mogły pokonać tę trasę na piechotę.

[z/t obie]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cable



Liczba postów : 163
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Paź 26, 2012 9:09 pm

Drażniony zapachem zintensyfikowanych zapachów mężczyzna przemierzał spokojnym krokiem kolejne alejki. Jego ciężkie obuwie krok po kroku wypełniało lekkim echem jego najbliższe otoczenie. Szmacianej jakości brązowy płaszcz w rozmiarze XXL skrywał resztę jego ubioru i sylwetki, nie licząc dłoni, które z kolei skryte były w skórzanych rękawiczkach i głowy. Jedyną jej dekoracją były obecnie wyposażone w lustrzane szkła, osadzone na wielokrotnie połamanym nosie przeciwsłoneczne okulary.  Nathaniel wytarł okryte wilgocią dziurki swojego nosa rękawem płaszcza i rozejrzał się na boki kiedy dotarł do skrzyżowania na końcu wcześniej obranej przez siebie alejki. Jego zmysł węchu nigdy w życiu nie był podrażniony tak jak dziś.  Czuł się jak zwierzę wypuszczone do lasu, nigdy wcześniej nie przypuszczał, że człowiek, może doznać takich doznań za pomocą swoich wytępionych zmysłów. Ze stanu zamyślenia wyrwał go dopiero bezdomny mężczyzna, który zbliżył się do niego wypowiadając prośbę o poczęstowanie papierosem.  Nathaniel odgarnął jegomościa nadgarstkiem lewej ręki przez co ten wylądował tuż obok na porośniętym  przegniłymi z powodu pory roku kwiatami trawniku. Jasnowłosy ruszył dalej,  dyskretnie unoszą palcami lewej dłoni krawędź prawego rękawa i spoglądając na Dominus Objective. Ocenił dokładny czas i współrzędne geograficzne, po czym zasunął rękaw. Kilka minut później zatrzymał się w pół kroku. Jego spojrzenie zawisło na zdobiącym deptak pomniku bliżej nieokreślonego dla niego mężczyzny. Powoli sięgnął do prawej kieszeni swojego płaszcza i wyciągnął z niej pogniecioną fotografię. Widoczna była na niej szczerząca zęby nastolatka, w tle za nią całe zdjęcie zdobił pomnik przy którym teraz się znajdował. Fotografia pochodziła z XXI wiecznej biografii człowieka, którą autor sporządził bez zgody osoby, której ta dotyczyła. Jakimś cudem jej cyfrowa wersja przetrwała niemal tysiąc lat, a wraz z nią owo wydrukowane zdjęcie. Nathaniel przesunął wzrok na spół fotografii gdzie, żółtą czcionką widniały wydrukowane data i godzina. Brakowało minuty. Kiedy usłyszał flash aparatu oderwał wzrok od zdjęcia. Po drugiej stronie pomnika zobaczył plecy młodej dziewczyny, której koleżanka zrobiła zdjęcie. Budowa, włosy, kolor bluzki, wszystko zupełnie jak na fotografii. A w dodatku mężczyzna, odziany w czarny kapelusz, który spacerując przypadkowo znalazł się w kadrze, a po latach został zidentyfikowany przez autora książki, lub kogoś innego kto tą fotografię mu udostępnił. Nathaniel dokładnie pamiętał ten rozdział, był stekiem bzdur opierającym się na domniemanych ckliwych przedmiotach kontemplacji, którym oddawał się ***, którego właśnie znalazł. Summers zmiażdżył w dłoni zdjęcie, które wrac z upływem czasu straciło swoją wartość. Upuścił je za sobą i ruszył w stronę siwowłosego poprawiając na nosie okulary skrywające rozbłyski jednego z jego oczodołów.
- Pan Reshnhell....? Nazywam się Nathaniel Summers, szukam przyjaciela mojej rodziny... Być może mógłby mi pan pomóc. Nazywa się Xavier, Charles Xavier.
Przywitał się mówiąc spokojnym tonem i stając dokładnie na przeciw spacerującego Magnusa, na wypadek, gdyby tamten chciał go zignorować.


Ostatnio zmieniony przez Nathan Summers dnia Nie Lip 14, 2013 8:11 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Domino



Liczba postów : 121
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Paź 27, 2012 11:23 am

Domino przechodziła się po ulicach miasta nudząc jak mops. Nie miała zbyt wielu zleceń, a praktycznie, to żadnych. Pałętała się wiec po mieście bez większego celu ubrana w swoje czarne ciuszki z bronią doskonale ukrytą. Usta miała pomalowane na czarno, a włosy rozwiewał jej wiatr. Tak właśnie wyglądając zawędrowała do parku. Jej szpilki wydawały z siebie charakterystyczny dźwięk stukania.
W pewnej chwili jednak jej oczy spostrzegły znajomą twarz. Dziewczyna więc po cichutku podeszła do wielkie mężczyzny poczym odchrząknęła zatrzymując się kilka metrów za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Paź 27, 2012 2:44 pm

Minęła godzina odkąd stopa Magnusa opadła na Ziemski padół. Przez ten czas zdarzył przemierzyć niemalże cały park, który na swój naturalny sposób rozrósł się i rozkwitł od ostatniej wizyty. To samo stało się z ludźmi, których ma okazję spotkać, pomimo tej chłodnej jesienno-wrześniowej pogody. Nie tylko park rozwinął swoje skrzydła, ale także Ci, którzy go najbardziej interesowali. Oni stali się sprytniejsi niż byli, wtedy gdy widział ich ostatnim razem. Nadal, się ukrywali, lecz coś się zmieniło! Nie wiedział, czy to młodzieńcza pycha i pewność siebie ówczesnego społeczeństwa, czy też świadomość chęci bycia wolnym, popychała ich do okazywania swych mocy w tak publicznym miejscu. Oczywiście robili, to tylko gdy mieli pewność, że nikt z ludzi nie zwraca na nich uwagę, lecz Magnus nie potrafił tego pominąć. To była grupka młodych ludzi, którzy utworzyli całkiem sporych rozmiarów okrąg i grali w dziwną grę, która polegała na rzucaniu do siebie dziwnym płaskim dyskiem. Plastikowym dyskiem. To właśnie podczas tej niewinnej zabawy, w bardzo dyskretny sposób okazywali swoje zdolności. Jeden posługiwał się telekinezą, dzięki której zmieniał kierunek ruchu dysku, gdy osoba po przeciwnej stronie była niemalże pewna, że go przechwyci, całkowicie ją zwodząc i powodując dużo śmiechu wśród członków grupki. Kolejna osoba - dziewczyna - była akrobatką. Inny chłopak potrafił spowalniać obiekty, co sprawiało na prawdę niesamowite wrażenie. Pozostała dwójka była bardziej powściągliwa, albo ich moce nie nadawały się do takiej gry.
Magnus podszedł bliżej. Wyciągnął rękę z kieszeni płaszcza i skierował ją w stronę nastolatków. Po jego palcach przeszły magnetyczne dreszcze, po czym kieszeni stojących w oddali mutantów, wyskoczyły telefony, które zaczęły kręcić się w niczym planety wokół słońca, na środku kręgu. Magnus zbliżał się do nich powolnym krokiem, przysłuchując się ich reakcjom.
- Jack przestań! - wykrzyczała czarnowłosa dziewczyna, trzymała swoje moce na wodzy. - To nie jest śmieszne, ktoś nas zobaczy!
- To nie ja! - odparł Jack, który chwilę później spróbował ściągnąć telefony na ziemie swoimi myślami. Magnus wiedział to, gdyż poczuł niewielki nacisk.
- Stary przestań! - wtrącił się inny członek grupy.
- Mówię wam, że to nie ja... nawet nie mogę ich ściągnąć w dół!
Magnus nie chciał ich dłużej strofować, więc rozesłał telefony do ich właścicieli, który byli niemniej zdziwieni całą sytuacją, niż ludzie, którzy mieli okazji zobaczyć siłę mutanta po raz pierwszy.
- Kto to zrobił? - zapytała akrobatka.
- Ja to zrobiłem... - wtrącił się Magnus, momentalnie przykuwając na sobie wzrok całej grupy.
- Kim jesteś?
- To było niesamowite!
- Nie mogłem tego przerwać!
Ich głowy wydawały się przeplatać. Jedni byli ostrożni inni zafascynowani, lecz on dokładnie wiedział, jak to rozegrać aby zjednać ich wszystkich. Bez wyjątku.
- Cieszy mnie widok, że mutanci nie boją się okazywać swoich mocy - rozpoczął. - Nawet jeśli robią to w tak bezpieczny i skryty sposób...
To pierwsze zdanie, miało na celu pokazać, dorosłość w ich zachowaniu: wiedzą jak kontrolować swoje moce i robią to z rozwagą. Magnus zdjął kapelusz i przyłożył go do klatki piersiowej. - Nazywam się Magnus i tak jak wy jestem mutantem.
Po ostatniej wizycie na Ziemi, przebadał się pod względem podobieństwa swoich genów do mutantów. Wyniki były zadziwiające, gdyż ich budowa była niezwykle zbliżona do siebie, czego początkowo zupełnie nie zakładał, dlatego też kłamstwo, którym karmił mutantów, nie odbiegało, aż tak od rzeczywistości. Te skrupulatne badania pokazały także, że jego anatomia, jest także bardziej podobna do ludzkiej niż myślał.
- Jak zrobiłeś, to co zrobiłeś? - zapytał pełen ekscytacji, Jack. - Nie mogłem tego powstrzymać...
- To zaledwie namiastka tego co potrafię, tego co wszyscy potrafimy!
Ten, który posługiwał się telekinezą, był najbardziej zaabsorbowany słowami Magnusa, dlatego też postanowił w dalszej rozmowie odnosić się głównie do niego. On będzie tym, który przeciągnie resztę na jego stronę.
- Jak się nazywacie?
Każdy z osobna przedstawił mu się, część samym imieniem, lub imieniem i nazwiskiem, lecz nie o to pytał Magneto.
- Jak się na prawdę nazywacie? Chcę poznać wasze prawdziwe imiona? Imiona mutantów, nie ludzi.
Spojrzeli na siebie niepewnie, po czym każdy z osobna powiedział swój pseudonim.
- Czy ty jesteś złym mutantem? - zapytała zdystansowana, lekko niepewna, może nawet przerażona "Sky".
- Nie, droga Sky. Jestem mutantem, który chciałby aby jego rasa, nie musiała się dłużej ukrywać! Mam dość, że mutanci muszą ukrywać swoje zdolności, przed ludźmi. Czym różnimy się od ludzi, którzy mają jakieś własne niezwykłe talenty? Niczym. A mimo, to jesteśmy uważani za gorszych?!
Jack zastanowił się przez chwilę, po czym odparł. - Bo jesteśmy inni...
- Inność zawsze była słabością ludzkiego postrzegania! Tak nie powinno być, mutanci powinni być wolni. Powiedźcie mi, że nie chcielibyście żyć w świecie, w którym nie musicie ukrywać swoich mocy?
- Kto by nie chciał?! - odpowiedział czarnoskóry mutant, kolejny, który nie ujawnił swej zdolności. - Świat nas nie akceptuje?!
- Wkrótce zacznie... - W tym miejscu postanowił przerwać. - Teraz wybaczcie, że przerwałem wam zabawę, lecz jeśli będziecie mieli więcej pytań, lub poczujecie, że jesteście gotowi obrać własny kierunek, ku wolności, przybądźcie pod ten adres. - Wręczył Jackowi wizytówkę z adresem posiadłości, którą kupił lata temu. Założył kapelusz na głowę i odwrócił się. - Będę tam na was czekać!
Spokojnym krokiem ruszył ku centrum parku. Dla tych młodych ludzi, jego słowa mogły wydawać się niejasne, lub w ogóle niedorzeczne, lecz liczył, że jeśli jeden z tej grupy zrozumiał jego przesłanie. Inni pójdą za nim. Musiał poczekać. Jednakże, okazało się, że w parku czekała na niego jeszcze jedno niespodziewane spotkanie. Podszedł do niego postawny mężczyzna, do którego do chwili dołączyła czarnowłosa kobieta, która wygląda jakby żywcem wyskoczyła z teledysku Marilyn Mansona. Mężczyzna znał go, co było bardzo podejrzane, lecz osoba, o którą pytał wyraźnie zwróciła jego pełną uwagę.
- Xavier... - odparł próbując sobie przypomnieć imię, które już kiedyś słyszał. - Znałem kiedyś młodego człowiekiem, który tytułował się tym imieniem. Ostatnim raz gdy widziałem tego dzieciaka, świętował ukończenie z wyróżnieniem Uniwersytetu Harvarda. Czego wasza dwójka chce od Charlesa Xaviera?
Mógł pozyskać takie informacje, przez prosty kontakt z asteroidą, lecz nie chciał tego póki co robić. Nie mógł zaprzeczyć faktowi, że sam z chęcią by się z nim spotkał. Charles miał ciekawy pogląd na temat mutantów, a fakt, że ta dwójka go szukała, mógł wskazywać, że oni do rasy ludzkiej nie należą.


Ostatnio zmieniony przez Magnus dnia Wto Sty 01, 2013 8:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Cable



Liczba postów : 163
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Paź 27, 2012 3:19 pm

- Nasza dwójka? -
Nathaniel wydawał się nieco zdziwiony słowami mężczyzny, ale właśnie wtedy Domino postanowiła odchrząknąć i zamanifestować swoją obecność. Dopiero wtedy barczysty mężczyzna obrócił głowę w bok i zauważył jej obecność. Mógłby wymienić wiele jej zalet, ale zdolność poruszania się cicho niczym kot w takiej sytuacji nie wymagała komentarza.
- Ahh tak. To moja przyjaciółka, Panna Thurman. Panna Thurman potrafi manipulować prawdopodobieństwem na swoją korzyść. Dlatego trudno mi załatwić jakąś sprawę bez jej udziału, w dyskretny sposób. Zawsze się na mnie napatoczy, przez pozorny przypadek... -
Tłumacząc spokojnie zaistniałą sytuację uśmiechnął się do Domino w kwaśny sposób jakby chciał jej zakomunikować, że oberwie jeśli jeszcze raz postanowi go śledzić. Później przeniósł wzrok na Magnusa i wsunął obie dłonie do kieszeni swojego płaszcza. Przez kilka sekund badawczo przyglądał się mężcyźnie. Przez cale życie wyobrażał go sobie nieco inaczej, był milszy niż się spodziewał.
- Nie chciałem jednak rozmawiać o jej, ani o pana nietypowych możliwościach. Muszę jak najszybciej odnaleźć mojego brata. A z tego co mi wiadomo Profesor Xavie jest w posiadaniu, bądź niebawem będzie w posiadaniu środków, które mogłyby mi to umożliwić. Mój problem polega jednak na tym, że nie znam go osobiście, i podobnie jak w przypadku mojego brata, nie mam pojęcia gdzie może teraz przebywać. Szukałem pod adresem zameldowania, dzwoniłem do jego posiadłości, ale powiedziano mi, że wyjechał w sprawach prywatnych. Odniosłem wrażenie, że chciano mnie spławić. Sądziłem, że panowie utrzymujecie stały kontakt, być może nie potrzebnie panu przeszkodziłem... Jeśli pan mi nie przeszkodzi będę musiał zawiązać pannie Thurman oczy, i kazać jej palcem wskazać na globusie miejsce  pobytu pana Xaviera. Nie wiem czy jej szczęście ma tak globalny zasięg. I nie chciałbym niepotrzebnie  jechać, załóżmy do Bombaju w przypadku, gdyby jednak nie miało... -
Wielkolud uśmiechnął się z rozbawieniem i wzruszył ramionami i wzdychając przechylił głowę na lewy bok. Jakby chciał dać Magnusowi do zrozumienia, że wraz z nurtującymi go sprawami jest po części zdany na jego łaskę lub jej brak.


Ostatnio zmieniony przez Nathan Summers dnia Nie Lip 14, 2013 8:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Domino



Liczba postów : 121
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Paź 27, 2012 4:58 pm

Domino czekała aż Cable zauważy ją. Jednak zauważyła jak podszedł do niego mężczyzna z średnim wieku, które nie znała. Zmierzyła, więc go wzrokiem widząc, że jest większy od niej. Spojrzenie, to jednak nie było nachalne tylko zwyczajne.
Zaraz, to Nath zauważył ja kiedy tylko dała o sobie znać. Nie podobało jej się, że nieznajomy myślała, że jej samej chodzi o to samo co jej przyjacielowi. Ale trudno nie będzie mu mówić o błędzie. Niech staruszek się nie denerwuje.
Spojrzenie Natha całkowicie zignorowała. Nie spodobało jej się fakt, że opowiadał o jej mocach jak by nie mógł o swoich. A ona jeśli by zechciała, to ujawniła by swoje możliwości. W końcu posiadała język i potrafiła mówić. Dlatego podeszła bliżej kumpla.
– Wybacz. –słodko się uśmiechnęła przepraszając niby, to przypadkiem za fakt, iż nadepnęła mu obcasem na palce. Zaraz, to zeszła i słuchała wywodu Cable. Było w nim kilka ciekawych wiadomości jednak ogólnie nie spodobała jej się ostatnia cześć. Czy ona była przedmiotem, który przynosił szczęściem? Talizmanem, który miał przynieść mu szczęście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Paź 27, 2012 6:56 pm

Podczas swojej ponad stu letniej podróży przez kosmiczne światy, widział wiele cierpienia, upokorzenia, biedy i strachu. Te wszystkie czynniki wyryły się w jego psychice niczym dłuto Michała Anioła na rzeźbie Davida. Sprawiły, że stał się bardziej oschły i nieczuły. Bardziej bezwzględny w swoich działaniach. Surowszy dla własnych ludzi, lecz na Ziemi od zawsze czuł się inaczej. Czuł się jak na duchowych wakacjach i korzystał z nich, tym bardziej wiedząc, iż niedługo to miejsce zaleje krew.
- Kim jest Charles Xavier w obecnych czasach, że pokładasz w jego osobie tak wiele? - zapytał Magnus.
Przed zejściem na Ziemię, zapoznał się z informacjami z przed ponad trzydziestu lat i nie było w nich za dużo o Profesorze Xavierze, a co za tym idzie, nie jest to aż tak publiczna osoba. - Czyżby młody Charlie spełnił swoje plany co do zjednoczenia mutantów i życia obok ludzi, jak równy z równym? - pomyślał.
W tej kwestii nigdy nie mogli się zgodzić. Magnus nie pragnie aby ludzie i mutanci żyli obok siebie, chce aby ludzie uznali wyższość mutantów. To nie ma być tylko formalne uznanie ich niepodległości. Spójrzcie na czarnoskórych, co z tego, że mają prawa jak biali, skoro nadal są dyskryminowani. Magnus pragnie, aby ludzie otworzyli oczy, dostrzegli jaką moc posiadają mutanci i bali się jej.
- Jak nazywa się Twój brat, Panie...? - Dał do zrozumienia, że chętnie poznałby imię swojego rozmówcy. - Użyję wszelkich możliwych środków, aby pomóc Ci odnaleźć Charlesa Xaviera, jednakże nie za darmo! - dodał bardziej poważnym głosem, spoglądając na nich spod kapelusza. - W odpowiednim czasie, upomnę się o pewną przysługę, a wtedy będę oczekiwał całkowitego oddania, rozumiemy się?
Czekając, aż mężczyzna poda mu wszelkie istotne informacje, przyłożył palec do ucha, w którym znajdowała się malutka słuchawka z mikrofonem. - Centrala, połączcie mnie z oficer Kasarii.
- Przyjąłem. Łączę. - odparł głos z centrali.
- Oficer Kasarii, Lordzie Magnusie! - przywitała się kosmitka.
- Chcę abyś odnalazła położenia mutanta: Charlesa Xaviera!
- Zrozumiałam!
Magnus chwilowo opuścił dłoń. Kazarii była kosmitką, która podobnie jak Xavier posiadała rozwinięte zdolności telepatyczne. Niejednokrotnie wykorzystywał jej zdolności, do przekazywania tajnych informacji. Jej oddział, zajmował się inwigilacją. Stworzony przez nich system namierzający, przechwyci zdjęcie Xaviera,zeskanuje, po czym zostanie wgrany wirus, który pozyska dane z kamer z obszarów, w których go ostatnio widziano.
Powrót do góry Go down
Cable



Liczba postów : 163
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Paź 28, 2012 11:32 am

Mężczyzna uniósł brwi w chwili kiedy jego towarzyszka nastąpiła ostrym obcasem na jego stopę. Zabolało, gdyby nie jego utwardzane obuwie zapewne swoim szpikulcem zasponsorowała mu dziurę w nodze.
- Neena... -
Wyjęczał cicho, w sposób, który zdradzał w jakimś stopniu żal i pretensję, zupełnie tak jakby rodzic  przemawiał do niereformowalnego dziecka nie mając już siły go pouczać.Dziewczyna zdawała się niereformowalna, jednak Cable miał wrażenie, że nie powinien stosować wojskowej musztry w stosunku do nowo poznanych sojuszników. Zwłaszcza, że formalnie nie byli członkami żadnej jednostki, na ziemi panował względny pokój, a on, był tu tylko goście. Zdawał sobie sprawę, że do pewnego stopnia będzie musiał znosić tego typu zachowania.
- Pan Xavier jest bez wątpienia.... kimś bardzo niedocenianym, podobnie jak środki, którymi prawdopodobnie dysponuje. -
Odpowiedział przez sekundę robiąc pauzę na zastanowienie się nad sformułowaniem wypowiedzi, która najlepiej oddałaby stan rzeczy. Przez chwilę poczuł się dziwnie, rozmawiali o człowieku po którym przyjął imię podczas obrządku bierzmowania, o kimś kogo być może niebawem spotka, a kto nie żył od tysiąca lat. Dla osób żyjących we współczesnym świecie byłoby to adekwatne mniej więcej do spotkania z żyjącym Świętym Mikołajem.
- Mój brat nie został ochrzczony, nie figuruje w spisie ludności i nie posiada imienia... Zwą go jedynie, Stryfe. A mojego imienia musiał pan niedosłyszeć przez panujący gwar. Nazywam Nathaniel Christopher Charles Summers. -
Powoli wysunął prawą dłoń z kieszeni i uniósł ją, podając w ten sposób Magnusowi. Jednocześnie dokładniej spojrzał w jego oczy spod ciemnych okularów. Na jego twarzy łatwo było dostrzec blizny, które ciągnęły się zza ich prawego szkła, w górę na czoło i w dół po policzku. Z lekcji historii pamiętał ile cierpienia przyniesie działalność Magnusa, ilu ludzi i mutantów straci życie za sprawa jego ambicji. Wiedział, że moralnym wyjściem byłoby przestrzelić mu czaszkę, albo chociaż spróbować. Jednak co się stało to się nie odstanie. Nie mógł przewidzieć jakie konsekwencje w przyszłości przyniosłoby zabójstwo kogoś tak ważnego dla rozwoju historii, być może byłyby one jeszcze gorsze. Ze Stryfe'm nie miał takich wątpliwości, jego nie powinno tu być, a właściwie nie powinno tu być ich obydwu.
- Jeśli chodzi o przysługę. Zrobię co będzie trzeba, o ile nie każe mi pan mieszać się w politykę. Swoją, czy Charlesa Xaviera. Właściwie powinniśmy uznać, że odnalezienie mojego brata samo w sobie byłoby dla Pana przysługą. Jest nie tylko socjopatą i mordercą, ale również posiadaczem mutacji klasy pierwszej, podobnie jak Pan. To chyba nie do końca jest Panu na rękę prawda? Znajdę go i zabiję, i jeśli Bóg pozwoli, więcej się nie zobaczymy. -


Ostatnio zmieniony przez Nathan Summers dnia Nie Lip 14, 2013 8:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Domino



Liczba postów : 121
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Paź 28, 2012 11:54 am

Darowała sobie zachowanie Cable. Stała tak i przysłuchiwała się temu wszystkiemu. Jak to jeden facet Ada, a potem drugi. Słuchała i słuchała. W końcu jednak padło słowo, które wybiło ją z tego zasłuchania. Otóż dziewczyna nie miała zamiaru niczego przysięgać nawet nie było takiej opcji .Dlatego przemilczała ta kwestię. Diabli wiedza co jeszcze temu facetowi odbije i co każe im zrobić. Jaką przysługą się odpłacić za jego pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Lis 01, 2012 3:11 pm

Ich dłonie zacisnęły się niczym stalowe imadła. Magneto wysłuchał słów swego rozmówcy, co jakiś czas spoglądając na stojącą z tyłu, milczącą towarzyszkę. Oczekiwał na informacje zwrotne dotyczącego, kompana z przed lat, z którym pomimo młodego wieku, był wstanie przeprowadzać egzystencjalne rozmowy w głównej mierze tyczące się mutantów. Gdy on przemierzał kosmiczną pustkę, walcząc z wszelakimi tyranami, Charles musiał zbliżyć się do mutantów, lecz nie tak jakby Magnus tego oczekiwał. Może ich zebrał w jednym miejscu, próbował przekonać, że nie są wybrykami, może nawet stworzył dla nich dom - marzył o tym, już wtedy. Mimo, to nadal mutanci żyją w cieniu ludzi.
- Bardzo bym żałował, gdyby to było ostatnie spotkanie - nawiązał do ostatnich słów Nathaniela. - Postaram się, nie stwarzać moralnych wyborów, których się obawiasz, będę jednak niezmiernie wdzięczny, jeżeli brat mutant, stanie u mego boku.
Wtedy położył swoją grabę na jego barku. Jakby chciał mu powiedzieć, że przysługa, której oczekuje to nie będzie jedna czynność do wykonania, największą przysługą jaką odda Magnusowi, oraz mutantom, będzie sama lojalność.
- Lordzie Magnus - odezwał się kobiecy głos w mikro-słuchawce.
Magnus puścił bark Cable'a i przyłożył wskazujący palec do urządzenia w uchu. - Słucham?
- Mutant znany jako Charles Francis Xavier, jest niewykrywalny.
- Niewykrywalny? Oficer Kazarii, proszę o dokładnie wyjaśnienie.
- Oczywiście! Jego psychiczna energia, pojawiała się w różnych miejscach na całym globie, sądząc po zasięgu jego mocy, nie musiał w nich się nawet pojawić, jednakże nie można go precyzyjnie zlokalizować.
- Dziękuję, oficer Kazarii, proszę połącz mnie z Centrum Dowodzenia.
- Tak jest... - Głos urwał się, lecz chwilowy szum, szybko został przerwany przez kolejnego oficera. - Słucham, Lordzie Magnus!
- Wyślijcie po mnie niewielki transportowiec. Niech oczekuje w pełnym kamuflażu nad Central Parkiem.
- Przykro mi, ale to niestety nie będzie możliwe! Kilka minut, po tym jak wszedł Pan w Ziemską atmosferę, wychwyciliśmy dziwny skok częstotliwości nieznanego pochodzenia wokół całego globu.
- Pamiętam... - odparł cicho Magnus.
- Wysłaliśmy sondę na Ziemię, która po wejściu w atmosferę, całkowicie się zdematerializowała. Dopóki, ta bariera nie zostanie opuszczona, przybycie lub opuszczenie Ziemi jest niemożliwe!
Magneto bez słowa opuścił dłoń. Przekalkulował szybko otrzymane informacje, po czym przemówił do zniecierpliwionych towarzyszy. Cabel, mógł się zastanawiać dlaczego nie poprosił o odnalezienie jego brata, odpowiedź była prosta, gdyż nie posiadał o nim najmniejszych informacji. Zresztą jak sam wspomniał, odnalezienie Xaviera, przybliży go do jego brata, co gorsza był chwilowo skazany na przebywanie na Ziemi, lecz to nie stanowiło, aż tak dużego problemy. Jednakże, brak fizycznego kontaktu z Asteroidą już tak.
- Xavier jest nie do wykrycia! - zastanowił się przez chwilę. - Wspomniałeś, że gdy dzwoniłeś do jego domu, miałeś wrażenie, że próbowano Cię nazbyt łatwo spławić. Warto udać się tam osobiście, nie uważasz?


Ostatnio zmieniony przez Magnus dnia Wto Gru 04, 2012 9:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Cable



Liczba postów : 163
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lis 09, 2012 2:28 pm

Nathaniel wstrzemięźliwie reagował na gesty sympatii, czy może nawet braterstwa ze strony Magnusa. Nie był przyzwyczajony do czułości i poklepywania, nie mniej nie postrzegał ich w tym wypadku na tyle negatywnie by odtrącić rękę mężczyzny. Mistrz magnetyzmu mógł wyczuć jak pod grubym płaszczem, i wewnętrzną warstwą ubrania mięśnie Nathaniela wydają się nienaturalnie twarde. Można było uznać taki stan rzeczy za efekt długotrwałego treningu,w końcu swoją posturą przypominał w równym stopniu człowieka, co betonowy kloc, jednak prawda była taka, że pod dłonią Magnusa spoczywał teraz bioorganiczny metal, miliardy nanobotów, które namnożyły się trawiąc naturalne tkanki czasoprzestrzennego wędrowca.
- Bezpośrednio obserwacja zawsze przynosi lepsze efekty... Nie znam nikogo z jego otoczenia, możliwe, że jako autorytet w swojej dziedzinie mógł być wcześniej nękany różnymi telefonami, na przykład od prasy.... Nie wykluczam, że ktoś celowo wprowadził mnie w błąd.-


Ostatnio zmieniony przez Nathan Summers dnia Nie Lip 14, 2013 8:18 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lis 16, 2012 4:35 pm

Ręka, która chwilę wcześniej spoczęła na barku mężczyzny z przyszłości, poczuła siłę, którą sugerowałaby postawność Nathaniela, lecz w tamtej chwili nie wiedział, że pod ubiorem kryje się metaliczne ramie. Magnus nie miał, póki co najmniejszych powodów, aby aktywować swoje moce na Nathanielu, lecz gdyby to zrobił i delikatnie skierował ją ku jego ciału, wiedziałby o wszelkich nieorganicznych częściach jego budowy, wliczając w to także zmiany na poziomie komórkowym, o których sam właściciel mógłby nie wiedzieć. Chwilowo odcięty od Asteroidy M, musiał zdać się na Pana Summersa.
- W takim razie prowadź, przyjacielu - powiedział, wskazując otwartą dłonią na jedną z wielu wyjść z parku.
Założył kapelusz i ruszył z Cablem i jego milczącą towarzyszką. Magnus posiadał swoją kulę transportującą, lecz nie było fizycznej szansy aby cała trójka się do niej zmieściła, zresztą kilkugodzinny przelot w takich warunkach byłby wyjątkowo nieprzyjemny. Ta opcja już z samej definicji odpadała. Magnus zastanawiał się czy Charles Xavier w ogóle jeszcze żyje. Bardzo tego pragnął, samo spotkanie z Nathanielem i wspomnienie o tym młodym mutancie, przywołało wiele wspomnień z przed lat - miłych wspomnień.
Sam Magnus był wtedy innym człowiekiem. Zmęczonym, lecz szczęśliwym z możliwości obcowania z rasą tak podobną do jego własnej. To właśnie podczas pierwszego pobytu na Ziemi, poznał Charlesa, który odsłonił przed nim swoje moce. Magnus także pokazał mu swoje niezwykłe zdolności. Charles nie mógł dostać się do jego umysły, gdyż niezwykłe zdolności Magneto w jakiś niezwykły sposób blokowały jego telepatyczne moce, lecz czy faktycznie ten niezwykły mutant, nie zdołał wejść do jego głowy. Nawet jeśli wiedział, że nie jest mutantem, tak go traktował. To jednak było dawno temu. Późniejsze wydarzenia dużo silniej skrzywiły poglądy Magnusa. Przez cały czas myślał o mutantach i planował powrócić na Ziemię, ale tym razem nie w celu negocjacji. Gdy ponownie usłyszał o Charlesie, że ten żyje, a także stał się kimś ważnym w życiu mutantów, postanowił spotkać się z tym starym druhem i jeszcze raz wymienić się poglądami. Może ostatni raz.

[z/t - dla Domino, Cabel i Domino]


Ostatnio zmieniony przez Magnus dnia Wto Gru 04, 2012 9:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Lis 21, 2012 6:04 pm

Droga przez Central Park zawsze wydawała się jej interesująca. Wszyscy ci ludzie szukający wytchnienia w tej zielonej części miasta wydawali się Lafii bardzo zabawni. O, tutaj idzie chłopak tak pochłonięty czytaniem książki, że co śmielsze gołębie zaczęły dziobać okruszki z bułki leżącej obok niego. Uśmiechnęła się delikatnie na ten widok. Dobrze wiedziała jak to jest, gdy wymyślona historia jest o wiele ciekawsza od swojej własnej, tej prawdziwej. Mimo to, nie mogła narzekać w swoim życiu na nudę. Chodzenie po podejrzanych uliczkach Nowego Yorku, zazwyczaj obserwując pijanych ludzi wychodzących z jakiegoś baru, nie może należeć do najnudniejszych zajęć. Tym bardziej, że pijani ludzie czasem są zabawni. Jak ten, który przyszedł pod okno swojej wybranki i zaczął śpiewać piosenkę, jak to nie może się doczekać narodzin ich syna.
W końcu zobaczyła jakąś wolną ławeczkę. Usiadła na niej i przeciągnęła się, wystawiając twarz ku słońcu.
- Cieplutko... - wymruczała. Wyciągnęła z torby średniej grubości książkę. Miała zamiar spędzić tak przynajmniej tyle czasu, aby dokończyć rozdział. Otworzyła książkę na ostatniej przeczytanej stronie i zaczęła lekturę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Darkhawk



Liczba postów : 148
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Lis 22, 2012 8:06 pm

W głębi zielonych płuc Wielkiego Jabłka, w pobliżu zamkniętego latem lodowiska było betonowe boisko do koszykówki. Ogrodzone dość wysoką siatką, z ładnie wymalowanymi liniami i prawidłowo zadbanymi koszami. Zwykle było pełne ludzi biegających w te i we wte za brązowo-pomarańczową piłką, ale nie tym razem. Dzisiaj, o dziwo, boisko było opuszczone. Na płaskiej, szarej tafli stał wyłącznie nastolatek i rzucał "trójkę" za "trójką". Przeciętny z pozoru dzieciak ubrany w niebieską koszulkę Knicksów z numerem 8 i nazwiskiem Smith po każdym rzucie przeczesywał palcami brązowy bałagan na głowie.
Od odstawienia Viper do Avengers' Tower minęło kilka godzin, więc mentalnie na nogach był już prawie dobę, jednak jego ciało nie było nawet w najmniejszym stopniu zmęczone. Miał więc w końcu odpowiedź co jest skutkiem ubocznym przełączania się pomiędzy sobą, a Darkhawkiem. Odpowiedź prosta jak droga stąd na Washington Avenue: insomnia. A raczej jej lżejsza odmiana, ta fizyczna. Dopóki się nie zmęczy, nie może zasnąć ze względu na swoje ludzkie, wypoczęte ciało.
Chłopak zebrał piłkę, która przed sekundą przeleciała przez środek obręczy, wrócił się z nią za linię rzutów za trzy, rozpędził i z całą mocą odbił się od podłoża, by po dwu-sekundowym locie wbić ją z powrotem. Takie zagranie, zwane dunkiem, wymagało niesamowicie wysportowanej sylwetki. To kolejna tajemnica połączenia z Darkhawkiem. Za każdym razem, kiedy jego ciało materializowało się na statku kosmicznym "Osch", jego mięśnie stawały się bardziej elastyczne, co dawało wyniki takie jak kilkugodzinna praca na siłowni. W takim tempie zapewne już dawno stałby się kulturystą, ale ich wielkość zmieniała się odwrotnie proporcjonalnie do ich wyćwiczenia, co już samo w sobie było wybrykiem natury.
Chłopak znów stanął na "łuku" i spojrzał przed siebie. Na trawniku stał facet ubrany w beżowy strój Zieleni Miejskiej. Przełknął ślinę. Ten kombinezon przypomniał mu o rosjaninie, którego zabił. Oczyma wyobraźni widział jak z jego piersi wystrzeliwuje pióropusz krwi. Ścisnął mocno piłkę i rzucił nią z całej siły w tablicę kosza. Dźwięk uderzenia, wyrwał go z krainy złych wspomnień i pozwolił zapomnieć. Natomiast piłka przeleciała nad ogrodzeniem i poszybowała w stronę dziewczyny siedzącej na ławce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lis 23, 2012 8:44 am

Lafia całkiem zatraciła się we świecie z książki. Czarownice, magowie, zmiennokształtni... To wszystko sprawiało, że dziewczyna mogła porzucić (chociaż na chwilę) swoje życie i stać się kimś innym. Silniejszym, ładniejszym, po prostu - nie sobą. A ona strasznie nie lubiła być sobą. Nie lubiła siebie za to, że ma taki paskudny charakter. Że ludzie często nie wytrzymują z nią zbyt długo, bo uważają, że jest dziwna.
Właśnie główny bohater książki został trafiony w pierś z pistoletu przez swoją najlepszą przyjaciółkę." Głupia" - pomyślała, wymyślając najróżniejsze sposoby, aby na miejscu bohatera zemścić się na zdrajczyni. Nagle łup! Poczuła ostry ból głowy.
- Ałć... - jęknęła, zobaczywszy piłkę toczącą się u jej stóp - Ktoś ma niezłą siłę... - mruknęła.
Odłożyła książkę do torby, całkowicie zapomniawszy o jej bohaterach. Zirytowała się. Nie lubiła, gdy coś ją zaskakiwało. Szczególnie, jeśli miało walić ją w głowę. Wstała z ławki i otrzepała się. Zrobiła to jednak trochę za szybko i zakręciło jej się w głowie. Przytrzymała się drewnianego oparcia. "Ta ławeczka ma paskudny kolor" - zauważyła zdziwiona.
Zdawało się, że nikt nie zauważył piłki lecącej w jej stronę. Wszyscy się gdzieś spieszyli. Cóż, piłka leciała z całkiem sporą prędkością. Gdy poczuła się nieco pewniej, zaczęła rozglądać się za właścicielem przedmiotu. To chyba ten. - spojrzała na chłopaka stojącego samotnie na boisku. Jest bez piłki - zauważyła inteligentnie. Podniosła ją i ruszyła w jego kierunku. Siatka otaczająca boisko była dość wysoka. Łał. Już nie kręciło jej się w głowie. Gdy szła przez trawnik, złość jej minęła. Cóż, powinna bardziej uważać. Jako ktoś, kto chcę się nauczyć walczyć, powinna być bardziej skupiona. Inaczej łatwo będzie ją zaskoczyć.
- Przepraszam... - zawahała się, podchodząc do ogrodzenia. To na pewno jego piłka? Odległość dzieląca bosko od ławeczki, na której siedziała była dosyć spora - To twoja piłka? - słońce świeciło jej prosto w oczy, więc musiała je zmrużyć. Nie widziała za bardzo chłopaka, do którego podeszła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Darkhawk



Liczba postów : 148
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lis 23, 2012 12:10 pm

Po tym jak piłka przeleciała przez ogrodzenie, chłopak podążył za nią wzrokiem modląc się w duchu, żeby nie trafiła nikogo. Jego modlitwy nie zostały wysłuchane. Niczym pocisk spadła na głowę czytającej książkę dziewczyny. Doskonale, tylko mi tego brakowało. Zakłopotany przeszedł przez furtkę w stronę trawnika oddzielającego boisko od reszty parku, dziewczyna szła z przeciwka razem z jego piłką. Była troszeczkę od niego niższa i miała niesamowicie jasne włosy.
- Niestety, bardzo przepraszam za to... - Chris podrapał się po tyle głowy z zakłopotaniem. - Mam nadzieję, że wszystko w porządku. - zrobił kolejny krok i wyciągnął rękę. Niektórzy ludzie w jej sytuacji potrafili zabrać piłkę, a on po prostu nie miał pieniędzy na drugą. Ostatnio jego matce wiodło się coraz gorzej, jego młodszy brat musiał podłapać pracę w niedalekim warzywniaku, wspierając mały budżet generowany przez pracę ich rodzicielki, oraz Chrisa który dorabiał w antykwariacie.
- Czy mogę odzyskać swoją piłkę, proszę? - Powell wyciągnął rękę i uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lis 23, 2012 4:34 pm

Słońce w końcu zaszło za chmury. Nie raziło jej już w oczy, więc mogła spokojnie spojrzeć na chłopaka. Był troszkę od niej wyższy. W jego brązowych oczach dostrzegła życzliwość. Gdy zapytał o zwrot swojej piłki, podała mu ją do ręki. Chłopak zaciekawił ją. Coś w jego wyglądzie było intrygujące.
- Jak masz na imię? - spytała pod wpływem impulsu. Po zadaniu pytania, odwróciła wzrok speszona. Nie spodziewała się odpowiedzi, wiedziała że jest dosyć dziwną dziewczyną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Central Park   Today at 4:59 am

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: