Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Przed rezydencją

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Przed rezydencją   Czw Lis 29, 2012 9:28 pm

First topic message reminder :





Przed budynkiem znajduje się placyk oraz podjazd prowadzący aż do bramy głównej. Ta ostatnia wyposażona została w najnowocześniejszą i najbardziej zaawansowaną technologię mającą na celu uchronić mieszkańców przed wizytami intruzów. Wykorzystywane są przy tym między innymi bioskaner i ekran rozpoznający wygląd osób czekających na wejście do środka. Na placu umiejscowiono marmurową fontannę ze zbiornikiem o promieniu dwudziestu stóp. W jej centrum ujrzeć można statuę Venus.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Storm

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Lip 15, 2016 5:47 pm

Skinęła na słowa Cable'a, na które miała coś podpowiedzieć, jednak Cyclops się wtrącił w słowo. Na zachowanie Scotta westchnęła cicho pod nosem. Tak, tego można się było po nim spodziewać, acz przy tym była to dziwna reakcja. Zważywszy, że Cyclops raczej był opanowanym wojownikiem, i nigdy nie dawał się ponieść emocjom.
- Nie ma mowy, że znowu od nas odejdziesz nie mówiąc dokąd, panie Summers - powiedziała, a jej oczy stały się białe. - Wracasz. W tej chwili - dodała, łapiąc Scotta niewielkim podmuchem wiatru i go zawracając w ich stronę.
Nie miała zamiaru mu pozwolić opuścić tego terenu, póki nie uzgodnią jasno i w miarę zgodnie planu działania. Poza tym, nie obchodziło ją, co sobie o niej mogą pomyśleć. Takie argumenty uznała za stosowne, więc takie po prostu wciągnęła i tyle.
- Zapraszam - przepuściła gości przodem, a potem sama weszła do budynku.

[ZT -> Sala Narad (WSZYSCY IDĄ!)]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Lip 22, 2016 8:11 pm

Jedno było pewne: przez ostatnich parę miesięcy Sam nie mógł narzekać na nudę. Początkowo obawiał się, że będzie inaczej, że pilnując bazy w Savage Land nie znajdzie sobie zbyt wielu zajęć, szczególnie bez Berto... Ale szybko okazało się, iż wbrew pozorom pracownicy A.I.M. byli w stanie dostarczyć mu licznych atrakcji - tyle że niekoniecznie bezpiecznych dla jego zdrowia i życia. Rola królika doświadczalnego nie do końca mu odpowiadała, ale za to nerdziki bardzo chętnie korzystały z jego "niezniszczalności" do testowania nowych sprzętów. Miały z tego taką frajdę, że nie potrafił im odmówić. No i... Koniec końców ich dzieła mogły mu jeszcze kiedyś przyjść z pomocą, więc lepiej dla niego, aby były w pełni dopracowane. Dla niego - i dla nich wszystkich.
Na szczęście baza sama w sobie nie wymagała od niego niczego szczególnego. Była niemalże samowystarczalna, więc nie musiał podejmować żadnych istotnych decyzji, a jedynie dla pewności dbać o jej bezpieczeństwo. Bobby zajmował się kierowaniem organizacją i taki podział obowiązków akurat bardzo Samowi odpowiadał, nawet jeżeli osobiście uważał, że jego przyjaciel coraz bardziej popadał w pracoholizm. W tej chwili niewiele mógł na to poradzić, skoro spędzali czas tak daleko od siebie...
W końcu jednak monotonię życia w bazie przerwał Samowi telefon od matki. Choć mężczyzna starał się utrzymywać z nią stały kontakt, to jednak nie mógł sobie pozwolić na częste wizyty - i to go bolało, a przede wszystkim wywoływało w nim silne wyrzuty sumienia. Odległość między Savage Land i jego rodzinną farmą była niestety spora, więc przebycie jej nawet jemu zajęłoby trochę czasu... Który powinien poświęcać bazie i naukowcom Berto - a jego zaufania nie mógł tak po prostu zawieść.
Tym razem jednak sprawy prezentowały się inaczej. Wiadomość od matki była naprawdę istotna, choć w żadnym razie nie stanowiła dla Sama zaskoczenia. Najwyraźniej kolejna z jego sióstr była mutantką... A w gruncie rzeczy bardziej dziwił się za każdym razem, gdy ktoś z jego rodzeństwa nie wykazywał mocy. Tak czy siak, najważniejsze, że Cissie wymagała podwiezienia do Instytutu i wprowadzenia w życie szkoły, a mama uznała, że to właśnie on powinien się tym zająć. Baza musiała jakoś przetrwać parę godzin bez niego.
Guthrie mógłby pożyczyć sobie jeden z odrzutowców A.I.M. Nikt przecież nie miałby mu tego za złe, a on sam świetnie sobie radził jako pilot, więc nie musiałby nawet nikogo prosić, aby udał się wraz z nim. Tyle że... Dawno nie latał na większe odległości o własnych siłach - i chciał tego spróbować po raz kolejny. W podróż wybrał się z minimalnym wyposażeniem, bez jakiegokolwiek bagażu, bo w końcu zakładał, że niedługo będzie musiał przenieść nie tylko siostrę, ale i jej torby... A przewidywał, że całość zajmie mu najwyżej kilka godzin i wkrótce wróci do Savage Land.
Lot na farmę przebiegł bez zakłóceń, na miejscu zaś Sam nie mógł niestety spędzić z rodziną tyle czasu, ile by szczerze chciał. Co prawda poinformował nerdziki o tym, gdzie i dlaczego się wybiera, ale czuł się trochę tak, jak gdyby zostawił dzieci same w domu... Co nawet dla niego samego brzmiało trochę niepokojąco. Po krótkiej wizycie w domu zgarnął Cissie i jej bagaż - a następnie wyrakietował się w stronę Instytutu. Rozmowa po drodze była niestety niemożliwa, przy tej prędkości uniemożliwiał ją szum powietrza, ale na szczęście przed wszystkim innym chroniło ich pole siłowe Cannonballa.
Odległość z farmy do szkoły pokonali w rekordowym czasie i w końcu Sam mógł wylądować na trawniku tuż przed budynkiem, zwalniając dopiero w ostatniej chwili, gdyż o blokowanie negatywnych skutków hamowania również dbała jego bariera. Trzymaną na rękach siostrę ostrożnie odstawił na ziemię, lecz jej bagaż jeszcze zatrzymał. Spojrzeniem omiótł najbliższe otoczenie, choć prawdę mówiąc spodziewał się, że będą musieli się wprosić do środka. Najpierw jednak miał parę drobnych uwag...
- No i jesteśmy na miejscu, witaj w Instytucie Xaviera dla utalentowanej młodzieży. Josh ma się tobą zajmować, a jeżeli nie będzie, to czuj się w pełni upoważniona do naskarżenia na niego mnie albo mamie. Nauczyciele są w większości w porządku, a na ciebie na pewno spojrzą przychylnym okiem. W razie czego zgłaszaj się z problemami do Ororo Munroe - wyliczył, obejmując luźno siostrę ręką na wysokości ramion i sprowadzając ją z trawnika na podjazd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cissie

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 16/07/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 23, 2016 7:07 am

Pakowanie zajęło jej zaledwie chwilę. Nie brała dużo, kilka rzeczy na zmianę nic wielkiego. Miała zamiar niebawem odwiedzić też mamę. W końcu nie wyjeżdża na stałe. Chociaż bardzo nie chciała w ogóle opuszczać domu, to niestety nie miała możliwości postąpić inaczej. Musiała nauczyć się panować nad swoją mutacją, musiała pogodzić się z tym, że matka pozostanie obecnie sama w towarzystwie pozostałej reszty rodzeństwa i oni będą musieli zająć się farmą. Ogarnęła jeszcze pokój i spojrzała z utęsknieniem i niepewnością co do jutra zaglądając ostatni raz przez okno w rodzinnym domu. Na dole usłyszała głosy rodzeństwa oraz matki więc nie zwlekając zjawiła się zaraz na dole. Objęła matkę na pożegnanie i w raz z Samuelem ruszyła do Instytutu. Całą drogę milczała ściskając kurczowo brata za kark. Nie znosiła latania, ale co począć? Gdy w końcu byli na miejscu Cissie dotknęła stopami ziemi odetchnęła z ulgą. Jednak nie miała czasu długo myśleć bo zaraz usłyszała jego słowa. Odnośnie tego, że to Josh ma się nią opiekować tutaj. A w razie gdyby nie spełnił swojego obowiązku starszego brata miała naskarżyć do niego lub matki. Jednak Cissie wiedziała, że nawet gdyby to na skargę do nikogo nie pobiegnie.
- Wiesz doskonale, że nie mam zamiaru się do nikogo użalać. Sama sobie poradzę ze wszystkim, nie martw się o mnie.
Objęła brata lekko w pasie i po chwili ruszyła z nim w stronę podjazdu.
- A jak u Ciebie Sam? Brakowało Nam Ciebie na farmie, kiedyś częściej Nas odwiedzałeś.
Dodała spoglądając z żalem na najstarszego brata. Czy miała żal do niego? Owszem, zawsze mogła na niego liczyć, jednak co z tego skoro miał coraz mniej czasu dla rodziny? Sama dopiero od niedawna uaktywniła swoją moc co w prawdzie dla niej było nowością i nie wiedziała ile trzeba poświęcić czasu i pracy jednak miała się o tym przekonać niebawem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 165
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 23, 2016 10:23 am

Wiele czasu minęło odkąd Logan zniknął z uniwersytetu. Przez większość tego czasu włóczył się bez większych sukcesów szukając zarówno dowolnych śladów Jean, czy złych intencji Emmy co do instytutu. Zamiast tego jak zwykle odwiedził wiele szemranych barów, wdał się w kilka rozrób i jedną strzelaninę. Przede wszystkim miał jednak czas żeby pomyśleć. Wiele się ostatnio wydarzyło i Logan musiał wszystko sobie dokładnie poukładać. Nigdy do końca nie wierzył we wspólną pokojową przyszłość ludzi i mutantów. Na szczęście Charles wierzył w ten swój sen tak mocno, że tej wiary starczało też na Wolverina. Logan zawsze mógł liczyć na pomoc profesora, a teraz profesor potrzebował pomocy ich wszystkich. Rosomak nie zamierzał go w tym zawieść, nawet jeśli wiązało się to z...uhhh....prowadzeniem szkoły. Przynajmniej przez jakiś czas. Jak tylko Charles dojdzie do siebie, z radością odda mu pałeczkę. Z perspektywy czasu żałował że opuścił instytut w krytycznym momencie. Zachował się jak ostatni kretyn. A może jeszcze gorzej. Zachował się jak Cykop.
W akompaniamencie ryków motocykla mijał właśnie główną bramę instytutu, gdy jego czułych uszu dobiegł dziwny wizg. Gdy podniósł oczy ujrzał na niebie rozświetlony punkcik, który z dużą prędkością zbliżał się do instytutu. Przez chwilę zlał się potem, myśląc że to jakiś rodzaj pocisku pędzi w kierunku rezydencji. Już miał krzycząc kazać wszystkim uciekać, ale "pocisk" zbliżył się na tyle blisko, że Wolverine rozpoznał w nim postać Sama. Odetchnął z ulgą i nieśpiesznym krokiem udał się mniej więcej w stronę miejsca lądowania starego znajomego. Bardzo ciekawiło go co za sprawy ściągają go do instytutu po tym jak młody opuścił drużynę. Wszystko stało się jasne gdy na miejscu okazało się że nie przybył sam.
-Guthie! - odezwał się do Sama, gdy skończył czułości z dziewczynką. - Całe szczęście że tym razem wyhamowałeś przed trawnikiem. Ogrodnik od ostatniego razu niemiło Cię wspomina. - po twarzy Logana nie było pewne czy żartuje, czy mówi poważnie, jednak po chwili uśmiechnął się i wyciągnął do przyjaciela dłoń na powitanie. - Co się z tobą działo, brachu? To chyba nie jest twoja córka, co? - wskazał na młodą - Oh, przyprowadziłeś nam twardziela. - dodał nawiązując do zapewnień dziewczynki, że sama sobie poradzi.
Logan poczochrał młodą po głowie. Skoro już ma zajmować się szkołą, może zacząć od witania nowych. Na pewno wolał to od całej innej papierkowej roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 23, 2016 1:12 pm

Sam skrzywił się lekko na słowa siostry, choć prawdę mówiąc uczynił to w głównej mierze na pokaz - bo przecież w głębi ducha był dumny ze swoich braci i sióstr, a także wdzięczny matce za to, że wychowała ich na tak zaradne osoby. Jako najstarszy miał chyba jednak pełne prawo trochę ponarzekać, a przede wszystkim ponaprzykrzać się młodszemu rodzeństwu... I w dodatku osobiście uważał, że Joshowi by się to teraz bardzo przydało. Po tym, co go ostatnio spotkało, towarzystwo rodziny oraz poczucie normalności na pewno wyszłyby mu na dobre. Sam miał tylko nadzieję, że przebywanie w otoczeniu rówieśników - innych mutantów - również zadziałało na plus... Ale nie było jeszcze okazji, aby mógł się o tym na własne oczy przekonać.
W gruncie rzeczy mężczyzna powinien się pewnie był spodziewać tego, o co został następnie przez Cissie zagadnięty. Jak do tej pory nie podzielił się jeszcze z rodzeństwem informacjami o swojej nowej pracy i prawdę mówiąc jakoś mu się do tego nie spieszyło. Mama wiedziała, że zatrudniał go Berto - i że Sam robił dla niego za kogoś w rodzaju ochroniarza... Ale były to bardzo ogólne stwierdzenia, które nie do końca oddawały faktyczny charakter jego obecnego zajęcia. Po prostu nie chciał jeszcze bardziej martwić rodziny.
Guthrie już miał rozpocząć improwizowanie jakiejś odpowiedzi, gdy oszczędził mu tego czyjś głos - wymawiający jego, a raczej ich nazwisko. Nawet jeżeli Sam nie spodziewał się zagrożenia na terenie szkoły, to i tak drgnął lekko na jego brzmienie - lecz szybko przypasował go do konkretnej osoby i dzięki temu od razu się rozluźnił. Obracając siebie oraz siostrę przodem do Logana nie mógł się oprzeć krótkiej refleksji, że od zawsze zastanawiało go jakim cudem tak ciężki osobnik potrafił się poruszać tak cicho.
Na wspomnienie o hamowaniu przed trawnikiem, blondyn odruchowo powiódł wzrokiem po połaci zieleni, jak gdyby upewniając się, że tym razem nie pozostawił w niej przypadkowo żadnych bruzd. Może i nie zaliczał się już do uczniów Instytutu, ale ciężko było mu pozbyć się starych nawyków - w tym szacunku do niektórych osób.
To spotkanie z pewnością ułatwiało mu jednak sprawę, jak uznał podczas wymieniania uścisku dłoni z drugim mężczyzną. Wolverine był w końcu jedną z najważniejszych postaci w szkole, wraz z paroma innymi starszymi stażem członkami X-Men stanowił praktycznie trzon drużyny... A z kolei Cannonball nawet już do niej oficjalnie nie należał. Czasami trochę tego żałował, ale z drugiej strony nie wspominał za dobrze okresu, który spędził w X-Men - z różnych powodów - więc mimo wszystko nie kusiło go, aby spróbować ponownie. Dobrze mu było u boku Berto, a i jego minionki niewątpliwie posiadały swój urok, gdy dało się im już szansę.
- Zastanawiam się teraz czy to ja wyglądam tak staro, czy może Cissie tak młodo - skomentował na początek, choć nie wziął sobie tego tak naprawdę do siebie... Szczególnie, że między nim i Cissie mimo wszystko było trzynaście lat różnicy, a to jednak całkiem sporo. Kilka więcej i rzeczywiście mógłby uchodzić za jej ojca. Jak by na to nie patrzeć, przez jakiś czas w pewnym sensie pełnił jego rolę...
- To moja siostra. Tak, kolejna, a nie obiecuję, że w przyszłości nie sprowadzę jeszcze reszty rodzeństwa - dodał z uśmiechem na ustach, bo co prawda podejrzewał, że w tym wieku Lizzie i Jo nie miały już dużych szans na uaktywnienie się mutacyjnych zdolności, ale młodsi członkowie rodziny? Jak najbardziej.
- Mama mówiła, że ustaliła już z kimś tutaj wszystkie kwestie techniczne, więc zakładam, że Cissie ma przydzielony pokój i tak dalej. Ja zostałem sprowadzony do roli szybkiego i taniego w utrzymaniu transportu, co chyba stoi nawet stopień niżej od mojego aktualnego zajęcia. Robię za ochroniarza i stróża... A zawsze mogłem uczyć, co? - zagadnął, po czym obrócił lekko głowę, aby rzucić okiem na budynek szkoły. Kiedyś nawet o tym myślał, ale póki co byłoby mu tutaj chyba zbyt spokojnie... Nawet biorąc pod uwagę wszelkie incydenty wynikające ze zgromadzenia w jednym miejscu sporej grupy młodzieży z buzującymi hormonami i nadludzkimi mocami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cissie

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 16/07/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 23, 2016 1:43 pm

Szła w milczeniu prowadzona w stronę budynku gdy nagle usłyszała swoje nazwisko, jednak jak się okazało słowa były skierowane do Sama dla tego nie odezwała się ani słowem. Była nieco wściekła, że od tak przerwano im, że nie mogła dowiedzieć się nic więcej. Spojrzała na brata pytająco a potem na nieznajomego. Od razu po rozmowie wywnioskowała, że muszą się znać tym bardziej, że oboje zachowywali się dość swobodnie. Wszystko by było całkiem fajne, gdyby nie to że nagle jej idealna czupryna została zniweczona tak brutalnie przez łapsko Wolverine na co Cissie zareagowała cichym jękiem. Spojrzała na Logana spod byka niemal parskając.
- Niech Pan tak nie robi.
Mruknęła pod nosem poprawiając włosy a jej kopara opadła słysząc słowa Logana. Ona twardzielem...może i tak. Na wzmiankę o braku refleksu Sama podczas lądowania Cissie cicho się roześmiała. Już mała zadziora miała przed oczyma jak Samuel ląduje więc no niestety nie było niemożliwym się nie roześmiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 165
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 23, 2016 5:00 pm

Wolverine uśmiechnął się nieznacznie po reakcji Cissie. - Wołają mnie Logan, albo Wolverine. Nikt tutaj nie nazywa mnie "Pan" - Przy całym swym twardym charakterze, zawsze miał pewien rodzaj sympatii do młodych "uzdolnionych", a zwłaszcza studentów szkoły. - A ty jesteś...Elizabeth? - Logan starał się wygrzebać z pamięci imiona sióstr Sama. Musiał przyznać że Guthrie byli solidnymi ludźmi. Pomimo wszystkiego co ich spotkało dalej trzymali się razem i starali się nikomu nie wadzić.
-Droczę się tylko z tobą Sam. - odpowiedział po chwili na tłumaczenie Cannonballa co do wieku. - Choć i nie takie rzeczy w życiu widziałem. Kolejna Guthrie, tak? Niech no ci się przyjrzę... - Logan nachylił się do Cissie. - Jak mogłem nie zauważyć, wszyscyście do siebie podobni. Twój brat wyrobił sobie tutaj niemałą reputację, ale na pewno nie za wyniki w nauce, jeśli wiesz co mam na myśli. Mam nadzieję że pokażesz się z lepszej strony.
Logan przyglądał się jeszcze małej gdy Sam dalej opowiadał.
-Ha! Ty jako nauczyciel! To byś wywinął numer Hankowi. - Logan szczerze się roześmiał - Dobrze że wyszedłeś na ludzi. Profesor byłby z Ciebie dumny, gdyby dowiedział się że używasz daru do pomocy innym. - Wolverine zastanowił się czy opowiedzieć Samowi co ostatnio spotkało x-men, ale uznał że nie będzie zawracał mu głowy szczegółami - Wasza matka miała dobry pomysł, żeby ją tu przysłać. Nastały trudne czasy. Uważaj na siebie Sam. - Logan widocznie zmarkotniał i wyglądał jakby nie chciał więcej drążyć tego tematu. - Nie martw się, mała będzie tutaj miała jak w domu. To co? - zagadnął jeszcze Cissie - Pokażesz staruszkowi co właściwie potrafisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 23, 2016 10:28 pm

Sam uśmiechnął się tylko odrobinę szerzej na te męczarnie siostrzyczki oraz jej fryzury. Skoro jemu pisane było najwyraźniej przecierpieć przypominanie większych czy mniejszych wpadek z przeszłości, to Cissie będzie musiała jakoś znieść ten drobny zamach na jej włosy. Koniec końców i tak wychodziła na tym lepiej od niego... Szczęściara, nie ma co, a pewnie nawet tego nie zauważała.
- Elizabeth jest starsza, a Cissie najmłodsza wśród nas - sprostował krótko, gdy Wolverine wspomniał imię innej siostry, czego jednak nie miał mu za złe... I liczył na to, że Cissie również nie będzie miała. Było ich przecież trochę na tym świecie, a X-Men posiadali sporo na głowie. W związku z tym Cannonball i tak doceniał, że Logan przynajmniej częściowo orientował się w ich rodzinie.
Mniej podobało mu się z kolei to, że mężczyzna pamiętał zaskakująco wiele o nim samym. Zgoda, swego czasu sprawił Instytutowi trochę kłopotów, miewał swoje lepsze i gorsze chwile - jak chyba każdy - lecz o niektórych sprawach wolałby zapomnieć... Chociaż nie, nie zapomnieć, bo jako całość zbyt wiele dla niego znaczyły, ale po prostu już do nich nie wracać. Cieszył się tylko z tego, że Wolverine nie przywoływał konkretnych wydarzeń spośród tych faktycznie problematycznych i poważnych, a raczej obracał to w żart. Mimo wszystko Guthrie wolałby, aby informacje o niektórych szczegółach z jego przeszłości nie dotarły do jego rodziny, a już na pewno nie do tej jej najmłodszej części, czyli między innymi do Cissie.
Ostatecznie blondyn oderwał wzrok od budynku dopiero w momencie, gdy Logan wspomniał, że Profesor byłby z niego dumny. Stwierdzenie to niosło za sobą więcej informacji, niż można by się początkowo spodziewać i sprawiło, że Sam lekko, niemalże niezauważalnie zmarszczył czoło. Przede wszystkim słowa te zabrzmiały trochę nietypowo, szczególnie w sytuacji, gdy w grę wchodził przecież potężny telepata, który ze sporym prawdopodobieństwem znał sytuację Sama i miał na jej temat wyrobione zdanie, niekoniecznie pozytywne... Chyba że przez ostatnich parę miesięcy zajmowało go coś innego. Na przykład.
Kolejne wypowiedzi Rosomaka tylko utwierdziły Sama w przekonaniu, że coś rzeczywiście było nie tak, jednakże Cannonball nie chciał teraz go o to wypytywać - nie przy siostrze i nie w miejscu, w którym mogli ich podsłuchać przypadkowi uczniowie. Co prawda wyczulony węch Logana raczej by ich przed tym ostatnim ustrzegł... Ale tak czy siak lepiej było przecież dmuchać na zimne. W związku z powyższym Guthrie ograniczył się tylko do kiwnięcia głową na radę drugiego mężczyzny, a zaraz potem zmusił się już do odnowienia uśmiechu, który w ciągu ostatnich chwil wyraźnie mu przygasł. W tej chwili najważniejsza była Cissie i na niej zamierzał się skupić.
- Też chętnie to zobaczę - dołączył się więc do sugestii Wolverine'a odnośnie prezentacji zdolności siostry. Co prawda mama poinformowała go mniej więcej o jakie moce chodziło, jednakże siłą rzeczy nie miał jeszcze okazji, aby ujrzeć je na własne oczy... A szczerze był ich ciekaw, tak samo zresztą, jak i reakcji Logana na ich widok - o ile tylko Cissie zademonstrowałaby im to samo, co podobno wykorzystywała już podczas pracy na farmie.
W gruncie rzeczy Sam osobiście nie był nawet zbytnio zaskoczony opisem otrzymanym niedawno od matki. Po zrzucającej swoją własną skórę Paige przygotował się na wiele, a w dodatku w ciągu ostatnich lat widywał już przeróżne dziwy i to nie tylko takie wywołane mutacjami. Za każdym razem, gdy u jego brata czy siostry ujawniał się gen X, Cannonball zwracał jednak uwagę na to, jak nietypowe zdolności zazwyczaj wykształcali. Nawet w przypadku na pozór popularnych mocy wykazywali coś niezwykłego i wyróżniającego ich na tle ogółu mutantów... Na przykład Melody, która po prostu latała, lecz nie przy użyciu skrzydeł albo jakiejś formy telekinezy, a energetycznej aury... Albo Jeb - emitujący co prawda elektryczność, ale o dziwo z oczu, co raczej nie zdarzało się zbyt często. A Cissie? W tej chwili wszystko wskazywało na to, że Cissie również otrzymała dość nietypowy dar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cissie

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 16/07/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 24, 2016 8:25 am

- Elizabeth, jest ode mnie starsza. Ja jestem najmłodsza.
Uśmiechnęła się lekko i roześmiała się delikatnie. Nie miała mu tego za złe w końcu było ich od ciula i ciut ciut, a gniewać się z powodu tego, że pomylono ją z siostrą to nie powód. Dla tego zaraz spojrzała na brata zastanawiając się też, co takiego mogło się dziać przez ten czas, że nie pojawiał się w domu. Niestety nie było im dane o tym pomówić, bowiem Logan z nimi był, a nie wypadało wydzierać się na brata w obecności innych. Gdy Wolverine się pochylił przed nią by się jej przyjrzeć i nieco uniosła brew słysząc jego słowa odnośnie Sama. Czym sobie tutaj nagrabił?
- Można jaśniej? Co mój starszy braciszek takiego narobił? Mam nadzieję, że nie jest to nic złego?
Spojrzała na brata z zaciekawieniem mimo wszystko chcąc się dowiedzieć co takiego miało tutaj miejsce. Na zachętę obojga mężczyzn uśmiechnęła się lekko. Miała im pokazać co potrafi? Czemu by nie. Spojrzała najpierw na brata a potem na Logana. Po chwili jej dłonie zaczęły przybierać na masie, mięśnie stawały się twarde i grube a delikatne ruchy dłoni sprawiły, że przez otwory w rękach zaczął wydobywać się nadmiar mięśni którymi Cissie mogła swobodnie poruszać wedle uznania. Objęła jedną z macek Sama a drugą Logana uśmiechając się pod nosem. Zaraz potem puściła ich a jej ciało zaczęło wracać o normy. Otwory zaczęły się zasklepiać. Po chwili rozejrzała się dookoła a widząc w oddali drzewo skupiła się na moment by po chwili obrać sobie je za cel. Skupiła się na moment by po chwili w jej dłoniach pojawiły się kule energii rzuciła jedną z nich prosto w drzewo a drugą niefortunnie rzuciła trawnik powodując niezłą wyrwę.
- Ups.
Zarumieniła się nieco zakłopotana. No i już ledwo się pojawiła a już zaczęła robić szkody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 165
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 24, 2016 10:17 am

Logan nie chciał psuć wzajemnych relacji rodzeństwa, a widział że Sam niekoniecznie wszystkim chwalił się swojej rodzinie. Nie dziwił się temu bardzo, sam pewnie też postąpiłby podobnie. Widząc więc zakłopotanie na twarzy Cannonballa zdecydował się zbagatelizować pytanie jego młodszej siostry.
- Ah, nic wielkiego. Urwis był z niego jakich mało. Z resztą popytaj innych wykładowców, im zaszedł za skórę bardziej niż mi. Zwłaszcza takiemu wielkiemu, niebieskiemu w... - zaczął opisywać Cissie Bestię, ale zamilkł w pół zdania na widok mocy dziewczynki. Mimo że wiedział że dziewczynka nie ma złych zamiarów mimowolnie cofnął się o krok. Zerkał to na Cissie, to na Sama, chcąc zobaczyć jego reakcję na moce siostry. Logan widział w życiu wiele, a ta mutacja nawet przypominała mu coś, z czym miał styczność kilka lat temu. Nie spodziewał się jednak tak rozwiniętych mocy u tak młodej dziewczyny. Z niepokojem patrzył jak z pozornie losowych miejsc na dłoniach dziewczyny wyrastają długie macki obejmujące jego oraz Cannonballa.
- Nieźle. - skwitował krótko gdy dziewczynka zaczęła wracać do "normy" - Dobrze idzie jej panowanie nad mocą.
Sądząc po wyrazie twarzy Logana wyraźnie zmienił zdanie gdy niespodziewanie Cissie wyrzuciła dwie kule czystej energii w stronę pobliskiego terenu parkowego. Gdy wizg już minął, ostatnie kępy trawy wylądowały na ziemi, a Rosomak przebudził się z szoku dodał tylko:
- Zostajesz na noc Sam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 24, 2016 12:09 pm

Tym razem Cannonball już tylko przewrócił oczami na dalsze uwagi odnośnie swoich dawnych lat w szkole. W tej chwili - gdy mógł ostrożnie założyć, że Logan faktycznie nie zamierzał wspominać na przykład o okresie X-Force - nie odczuwał niepokoju, a jedynie lekkie zakłopotanie... I z tego wszystkiego pomagała mu jeszcze świadomość, że niedługo to samo czeka zapewne resztę rodzeństwa, które przebywało już w Instytucie. Po prostu nie wierzył, że na pozostałych nie znajdą się jakieś zawstydzające historie.
Nie zmieniało to oczywiście faktu, że Sam wcale nie miał nic przeciwko temu, w jaki sposób Cissie przerwała wywód Wolverine'a. Nawet zerknął na niego przelotem, a kąciki ust delikatnie mu przy tym zadrgały, lecz jakoś powstrzymał się przed poszerzeniem uśmiechu - i zamiast tego skupił się na pokazie mocy siostry. Choć mięśniowe macki niewątpliwie były ciekawe, a w dodatku budziły cały szereg pytań, na które odpowiedzi Sam chętnie by usłyszał, to jednak jego spojrzenie przesunęło się ku twarzy dziewczyny. Szukał na niej czegokolwiek, co świadczyłoby o odczuwanym przez nią bólu czy dyskomforcie... Tyle że niczego takiego na szczęście nie zauważył i dlatego odetchnął cicho z ulgą. Nie każdy organizm do końca przystosowywał się do mutacji. Niektóre zdolności krzywdziły nawet samego ich użytkownika... Ale w tym wypadku wszystko wskazywało na to, że ciało Cissie zgrało się z jej mocami. Bardzo dobrze.
Kiedy jego siostra zaczęła wreszcie cofać swoje dodatkowe "kończyny", a Logan ją krótko skomplementował, Sam w pierwszej kolejności tylko kiwnął głową. Co prawda prowadziło go to do nieprzyjemnego wniosku, o którym zdecydowanie nie chciał myśleć i który od lat mniej lub bardziej skutecznie od siebie odsuwał... Jednakże mimo wszystko szczerze cieszył się z tego, że Cissie tak dobrze sobie radziła - i oczywiście był z niej dumny.
- Lepiej niż mnie na początku - uzupełnił słowa Wolverine'a, aby dodatkowo pochwalić siostrę, lecz na szczęście nie dane mu było skupiać się zbyt długo na tym temacie... Gdyż zaraz potem Cissie cisnęła dwiema kulami energii, które bez problemu odciągnęły jego uwagę od tej kwestii. Sam odruchowo obrócił głowę i powiódł za nimi wzrokiem, a z kolei widok nowo powstałych szkód sprawił, że uniósł jedną brew i oparł dłonie na biodrach. Ta zdolność wydawała się już być popularniejsza, ale i tak mieli dobry wynik... A kto wie? Może w tej energii było jeszcze coś nietypowego.
- Nie przejmuj się tym. Tutaj co chwilę dzieją się gorsze rzeczy... Naprawdę nie chcesz wiedzieć jak często trzeba robić remonty - uspokoił siostrę lekkim tonem i może rzeczywiście odrobinę przesadzał, może coś zdążyło się zmienić od jego ostatniego pobytu w szkole... Ale jakoś w to nie wierzył. Nie wyobrażał sobie, że kadra byłaby w stanie upilnować taką liczbę uczniów, nie wspominając już nawet o wewnętrznych konfliktach pomiędzy nauczycielami... Na przykład właśnie Loganem i Scottem. Ciekawe jak się teraz miewały ich wzajemne relacje?
Ta myśl wystarczyła, aby Sam mimowolnie zerknął w stronę Rosomaka... Który akurat się do niego odezwał. Przed udzieleniem mu odpowiedzi Guthrie wyraźnie się zawahał. W gruncie rzeczy chętnie by jeszcze trochę został... Spotkał się z resztą rodzeństwa oraz z dawnymi przyjaciółmi i towarzyszami, upewnił się, że Cissie podoba się szkoła i tak dalej. Tyle że zdawał sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie powinien jak najszybciej wrócić do bazy. Może i nerdziki wiedziały dokąd i dlaczego się udał, może mogły się z nim w każdej chwili skontaktować, ale czuł się źle z tym, że zostawił je bez opieki - i to bez informowania o tym Berto.
- Nie mogę. Ta praca, o której wcześniej wspominałem? Powiedzmy, że z tego wszystkiego zapomniałem poinformować szefa, że mnie dziś nie będzie, a jestem tam odpowiedzialny za bezpieczeństwo wielu osób - oznajmił w końcu, równocześnie kręcąc przecząco głową. Nie dodał już, że jego szef był akurat Loganowi dobrze znany... Głównie dlatego, że nie miał pewności, czy Bobby w ogóle by sobie tego życzył, ale i przez to, że naprawdę nie powinien marnować czasu.
- Więc... Chyba czas się pożegnać - to mówiąc, Sam zsunął z ramienia torbę siostry i ostrożnie odstawił ją na podjazd, po czym wyciągnął ręce do Cissie, aby mogli się jeszcze przytulić na do widzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cissie

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 16/07/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 24, 2016 12:36 pm

Jej ciało w mgnieniu oka wróciło do normy, choć jak się wydawało Loganowi, nie miała ich opanowane tak jak się należy. Wystarczyło, że została wyprowadzona z równowagi, a wszystko szło na marne. No ale może nie będzie tak źle. Może nie będzie więcej szkód niż mogła się obawiać? Na pochwałę Logana wyszczerzyła się w uśmiechu i lekko skinęła głową. Choć dostrzegła jego krok w tył i szok na twarzy to po prostu udała, że nie widziała tego. Niestety jej radość z obecności Sama szybko minęła. Jego słowa niemal wywołały zawód na twarzy Cissie. Przeniosła wzrok na brata i wtuliła się w niego z całych sił.
- Koniecznie musisz?
Westchnęła pod nosem i po chwili odsunęła się od brata.
- No dobrze, skoro tak...ale obiecaj mi, że jak tylko będziesz mógł odwiedzisz mnie dobrze?
Dała w końcu za wygraną, bo i co miała zrobić? Nadzieja pozostała tylko w obecnym rodzeństwie w instytucie, którzy miała nadzieję, że nie wiedzą o jej obecności jeszcze. Byłoby całkiem miło, zrobić im niespodziankę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 165
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 24, 2016 6:36 pm

Wolverine dostrzegł ukłucie żalu w oczach dziewczynki i poklepał ją po ramieniu.
- Nie będę Cię zatrzymywał, jeśli masz swoje sprawy. Młoda jest w dobrych rękach. Możesz ją odwiedzać, kiedy tylko zechcesz. - Logan wyciągnął rękę do Sama. - Dobrze Cię było znowu widzieć, brachu. Rozumiem że chcecie się pożegnać. Będę stał obok.
Rosomak wziął na ramię bagaże Cissie i oddalił się kawałek na bok, żeby mała mogła się uczciwie pożegnać z bratem. Oparł się o jedną z rzeźb w ogrodzie i skrzyżował ramiona. Po chwili namysłu z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął jedno z cygar i zapalił. Głęboko zaciągnął się gryzącym dymem, po czym wypuścił go w powietrze. Nie nadawał się do ckliwych pożegnań, dlatego wolał się do nich nie wtrącać. Gdy już skończyli pomachał na dziewczynkę żeby poszła za nim. Dowie się z kim rozmawiała mama Cissie i który ma być jej pokój. Po tych kilku chwilach dziewczynka dała mu się poznać jako nieśmiała i spokojna osoba. Miał nadzieję, że gdy plotka, że jest przyjacielem jej brata się rozejdzie, żaden z bardziej przepełnionych hormonami starszych studentów nie będzie jej zaczepiał.

//po postach Cannonballa i Cissie zt?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 24, 2016 8:26 pm

Chyba nikt normalny nie lubił pożegnań oraz rozstań - szczególnie z osobami bliskimi, z rodziną czy przyjaciółmi - i Sam wcale nie różnił się pod tym względem od ogółu. Przeciwnie, znosił je wręcz wyjątkowo ciężko, nawet jeżeli starał się tego po sobie nie okazywać i robić dobrą minę do złej gry. Wychodził z założenia, że ktoś musiał być silny i stanowić oparcie dla pozostałych, więc w stosunku do swojego rodzeństwa automatycznie przyjmował właśnie taką postawę... Bo przecież był najstarszy. Musiał o nich dbać.
Nie zmieniało to faktu, że od lat bardzo boleśnie zdawał sobie sprawę z tego, iż któregoś dnia może już do nich tak po prostu nie wrócić. Niejednokrotnie naprawdę niewiele mu do tego brakowało. Raz przecież dosłownie umarł... Dlatego tym bardziej posiadał pełną świadomość tego, że żegnając się z kimś - mógł tę osobę widzieć po raz ostatni. Rozłąka sama w sobie nie wydawała się wcale aż tak straszna w porównaniu do nagłej śmierci bez możliwości pożegnania się z bliskimi, a praca dla A.I.M. nie była w gruncie rzeczy dużo bezpieczniejsza od przynależności do X-Force czy nawet X-Men.
Pomimo wszystkich tych odczuć, Cannonball naprawdę nie mógł sobie jednak pozwolić na pozostanie w Instytucie na dłużej. Jego szaleni naukowcy wymagali opieki... A Cissie była w szkole bezpieczna, szczególnie teraz, gdy Logan osobiście za to poświadczył. Sam mógł więc spokojnie zostawić siostrę w dobrych rękach - i tyle musiało mu chwilowo wystarczyć.
W związku z powyższym blondyn uścisnął w ramach podziękowania oraz już na pożegnanie wyciągniętą dłoń Rosomaka, po czym oboma ramionami objął tulącą się do niego  siostrzyczkę. Doskonale wiedział, że była bardzo dojrzała na swój wiek, dlatego domyślał się, że dziewczyna przynajmniej spróbuje go zrozumieć... Ale to wcale nie ułatwiało rozstania.
- Obiecuję. Oczywiście, że tak. I postaram się dzwonić, ale za to ty pamiętaj o tym, żeby odzywać się do mamy. Dam jej znać, że wszystko w porządku, ale na pewno będzie chciała to też usłyszeć od ciebie - to powiedziawszy, Sam pochylił się i krótko ucałował Cissie w czoło. Zaraz potem obdarzył ją już lekkim, lecz pokrzepiającym uśmiechem.
- A teraz leć z Loganem. Zobaczysz, że będzie lepiej niż myślisz - poinstruował siostrę, po czym przeniósł wzrok właśnie na Rosomaka. Wciąż nie mógł przestać myśleć o jego wcześniejszych słowach, o tych ostrzeżeniach oraz nietypowym ujęciu sprawy w stosunku do Profesora... Ale przecież przy Cissie nawet nie bardzo miał jak go o to wszystko zapytać. Nie chodziło o to, że chciał coś przed nią ukrywać - ale wolał nie dorzucać jej teraz dodatkowych zmartwień. Powinna móc się w spokoju skupić na sobie, zadomowić w szkole, poznać z rówieśnikami... Poświęcić czas na rozwijanie swoich zdolności oraz na naukę.
- Dzięki za pomoc. I... Wiesz, że gdyby coś się działo, gdybyście potrzebowali jeszcze jednej pary rąk do pracy, to zawsze możecie się ze mną skontaktować. Mój szef raczej nie będzie miał nic przeciwko takiemu dorywczemu zajęciu - zapewnił Wolverine'a, gdyż akurat na to mógł sobie pozwolić. Nie zamierzał wracać do drużyny, nie na stałe, ale w kryzysowej sytuacji nie siedziałby bezczynnie. To przecież wciąż byli jego przyjaciele.

//Ja tu jeszcze zostaję, bo mam poczekać na Berto, ale Wy możecie już wyjść z tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cissie

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 16/07/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Lip 25, 2016 6:48 am

Spojrzała na brata z troską by po chwili oddalić się w stronę Logana, który już na nią czekał. W połowie drogi jeszcze cofnęła się i wtuliła w niego z całej siły jeszcze raz. Nie znosiła rozstań, była w prawdzie maleńka gdy Sam opuszczał rodzinny dom, jednak już wtedy nie znosiła rozstań. Tak samo jak z pozostałym rodzeństwem czy z matką. Wtuliła się w niego ostatni już raz i poszła do Logana. Obejrzała się za Samem i lekko uśmiechnęła. Miała nadzieję, że go zobaczy, już sama świadomość, że go nie będzie u jej boku dała wiele do myślenia niestety negatywnych myśli. Mimo to nie chciała do siebie dopuszczać myśli, że może go zobaczyć ostatni raz. W końcu obiecał jej, że odwiedzi ją i będzie dzwonił. A wiedziała, że zawsze dotrzymywał słowa. Dla tego jeszcze nim zniknęła z Loganem pokiwała mu na odchodne i już po chwili ruszyła w stronę Instytutu w raz z przyjacielem brata.
zt Cissie & Logan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Lip 28, 2016 10:17 am

Rozklekotany motocykl minął główną bramę, niepokojony jedynie krótkim rozbłyskiem bioskanera. Rahne ucieszyła się, że jej nie zatrzymano. To oznaczało, że nadal była uważana za mieszkankę rezydencji, no i oszczędzało jej tłumaczenia się przed interkomem. Nie lubiła zwracać na siebie uwagi. Z warkotem silnika, który zdecydowanie widział lepsze czasy, pomknęła podjazdem, okrążyła od lewej placyk i już miała skierować pojazd do garażu, kiedy spostrzegła zaparkowany opodal fontanny charakterystyczny motocykl należący do Logana. Przystanęła i przyjrzała mu się. Myśl, że stary Rosomak jest niedaleko, dodała jej otuchy. Zawsze sprawiał wrażenie niemal równie niepasującego do tego miejsca, jak ona, a jednak ciągle tu powracał. Uznała to za znak, że i ona postąpiła słusznie.
Przez chwilę obracała w palcach srebrny krzyż, który miała na szyi, w zadumie studiując potężną bryłę rezydencji. Jej widok wywoływał w niej mieszane uczucia, zdecydowała jednak, że przeważają te dobre. W końcu odetchnęła głęboko czystym powietrzem, tak różnym od spalin i miejskiego zaduchu, który musiała znosić przez całą drogę z lotniska. Zaparkowała swojego gruchota na uboczu, z westchnieniem ulgi zdjęła staromodny kask i niedbale wrzuciła go do przyczepki dla pasażera. Zsiadając rozprostowała kości i zawahała się rozważając swój następny krok. Nie miała ochoty wparowywać głównym wejściem, ale nie było innej rady. Tak czy inaczej, powinna chyba zameldować się komuś. Co prawda profesor z pewnością wiedział o jej przyjeździe jeszcze zanim przekroczyła bramę, ale Rahne nie chciała zachować się nieuprzejmie.
Nieśmiały głosik w umyśle podpowiadał jej, że mogło to wynikać z faktu, że ciągle wzbraniała się przed uznaniem tego miejsca za swój dom, ale szybko go uciszyła potrząsając głową. Co za bzdury. Jej dom był na Muir Island, a tutaj... Tutaj przyjechała, żeby w końcu zrobić w życiu coś pożytecznego.
Zarzuciła sobie torbę na ramię i zdecydowanym krokiem ruszyła w kierunku frontowych drzwi, w zamyśleniu wpatrując się w swoje stopy. Zastanawiała się czy jej pokój nadal mieści się tam, gdzie kiedyś, czy może zajął go nowy uczeń. Ilu z dawnych szkolnych przyjaciół spotka? Czy będą mieli jej za złe, że zniknęła na tak długo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Lip 28, 2016 8:51 pm

Sam czekał na podjeździe przed szkołą tak długo, jak Cissie i Logan pozostawali jeszcze na zewnątrz. Odprowadzał siostrę wzrokiem, a kiedy ta do niego pomachała, odpowiedział jej tym samym - oraz pokrzepiającym uśmiechem. W tej chwili nie mógł dla niej zrobić wiele więcej, a wyrzuty sumienia zabijał myślą, iż dziewczyna znalazła się pod dobrą opieką... Chyba najlepszą, na jaką mogła liczyć, nawet jeżeli w Instytucie nigdy nie było idealnie.
W końcu jednak obie postaci zniknęły już za drzwiami, a Samowi nie pozostało nic innego, jak tylko się wycofać. Naprawdę nie powinien marnować czasu... Do tej pory miał szczęście i wszystko wskazywało na to, że nerdziki pod jego nieobecność radziły sobie całkiem nieźle, ale nie chciał kusić losu. Gdyby go teraz wezwały, to i tak potrzebowałby dłuższej chwili, aby do nich dotrzeć - więc lepiej, żeby ruszył w drogę... A mimo to jeszcze przez moment blondyn nie mógł oderwać spojrzenia od budynku szkoły. Na swój sposób po prostu do niej tęsknił i nie był w stanie nic na to poradzić. Wspomnienia robiły swoje - a w szczególności te, które dotyczyły poznanych przez niego w Instytucie osób.
Z tego wszystkiego Cannonball musiał aż skarcić się w duchu za takie zwlekanie i już był gotów wzbić się w powietrze, kiedy za swoimi plecami usłyszał dźwięk pracującego silnika, z każdą chwilą coraz głośniejszy i wyraźniejszy. Odruchowo obrócił się przodem do odległej bramy wjazdowej, aby móc obserwować zbliżającego się motocyklistę... A raczej motocyklistkę, jak podpowiadała mu sylwetka tej postaci. Z powodu dzielącego ich dystansu oraz kasku początkowo nie mógł tak naprawdę stwierdzić nic więcej na jej temat, ani tym bardziej jej rozpoznać - o ile w ogóle ją znał.
W pierwszej chwili motor wyraźnie kierował się ku garażowi, lecz zatrzymał się jeszcze przed dotarciem do niego, a prowadząca go kobieta zdjęła kask... I w tym momencie usta Sama zaczęły układać się w uśmiech. Co prawda z tej odległości nie był do końca pewien swego, ale z drugiej strony ile podobnych do siebie osób mogło mieszkać lub bywać w Instytucie? Pomijając Kukułki. One się w tym wypadku nie liczyły.
Każdy kolejny krok wykonywany przez rudzielca utwierdzał Sama w przekonaniu, że miał rację. Brakowało mu tylko reakcji Rahne - która jednak uparcie wbijała wzrok w ziemię przed sobą, a wcześniej również nie zwróciła na niego uwagi... Albo zwyczajnie go nie rozpoznała. Może była zbyt pogrążona w myślach, aby w ogóle zarejestrować jego obecność? Temu także wcale by się nie dziwił.
Blondyn oparł dłonie na biodrach, przez krótką chwilę rozważając zaczekanie do momentu, aż jego przyjaciółka sama zorientuje się z kim ma do czynienia... Ale jednak za bardzo nie mógł się tego doczekać, a w dodatku czasu wcale mu nie przybywało. Wiedział, że niestety to spotkanie również nie potrwa za długo, ale nie był w stanie całkowicie go sobie odpuścić. Koniec końców nie miał pojęcia kiedy nadarzy się kolejna okazja do zobaczenia Wolfsbane albo kogokolwiek innego z dawnych znajomych.
- Najpierw Logan zarzucił mi posiadanie własnego, już nastoletniego dziecka, a teraz ty nawet mnie nie zauważasz. Powoli zaczynam sądzić, że czas nie był dla mnie jednak zbyt łaskawy - skomentował trochę podniesionym głosem, aby mieć pewność, że zostanie dobrze usłyszany i zrozumiany pomimo wciąż dzielącej ich odległości. Może i Wolverine wcześniej tylko żartował, ale tego nie musiał powtarzać Rahne... Nie pomyślał także o tym, aby wyjaśnić kobiecie o jakie konkretnie dziecko chodziło. Jedno i drugie zepsułoby mu brzmienie tego pierwszego tekstu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Lip 29, 2016 7:25 am

Znajomy głos wyrwał ją z zadumy i poruszył jakąś strunę w jej pamięci. Poderwała głowę i  spojrzała w kierunku, z którego dochodził.
- Sam? – wykrztusiła lekko zachrypniętym głosem. Torba wyślizgnęła się jej z dłoni i ciężko łupnęła o ziemię, ale Rahne ledwo zwróciła na to uwagę. Przebiegła przez trawnik, nie bacząc, że właśnie tratuje dumę szkolnego ogrodnika, i rozpędzona wpadła na Cannonballa ściskając go przyjaźnie.
- Sam! Nie sądziłam, że cię tu zobaczę. Wybacz mi, proszę, nie wiem jak mogłam cię nie zauważyć – wyrzuciła z siebie jednym tchem.
Spodziewała się, że jego widok sprawi jej przykrość, ale ku jej zdumieniu i nieopisanej uldze nic takiego nie nastąpiło. Czysta radość na widok starego przyjaciela przysłoniła zadawniony żal i wstyd. Kiedy ostatnim razem się widzieli zbyt wiele jeszcze miała w sobie z głupiutkiego zagubionego dziecka. Miała nadzieję, że zmieniła się na lepsze… i że Sam i pozostali to zauważą. Ta myśl kazała jej wypuścić przyjaciela z uścisku i przyjrzeć mu się badawczo.
- Nic się nie zmieniłeś, głuptaku i dobrze o tym wiesz. Ale nastoletnie dziecko? To coś nowego. - Zmarszczyła brwi, jakby nie mogła zdecydować czy przyjaciel żartuje sobie  z niej, czy nie.
Rozejrzała się z nadzieją, szukając za jego plecami innych znajomych twarzy, które mogła przegapić, ale zawiodła się.
- Gdzie są pozostali? Widziałeś ich? – spytała mając na myśli ich wspólnych przyjaciół z dawnego zespołu. Wspaniale byłoby ich znów zobaczyć, a jeszcze lepiej wszystkich naraz. Przez chwilę poczuła się winna na myśl, że nie uczyniła nic, aby utrzymać z nimi kontakt, i ten nagły smutek uwidocznił się na jej twarzy, przygaszając nieco radosny błysk w oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Lip 29, 2016 6:09 pm

Odezwanie się przyniosło zamierzone efekty, więc kiedy tylko Rahne zwróciła na niego uwagę, Sam mimowolnie uśmiechnął się trochę szerzej. Intencje kobiety były jasne, dlatego jeszcze w trakcie jej biegu blondyn wyciągnął już do niej ręce, żeby bez problemu mogła wpaść mu w objęcia - w dodatku z całkiem niezłym impetem. Dobrze, że był na coś takiego przygotowany, bo gdyby się tego nie spodziewał, równie dobrze mógłby wylądować z nią na ziemi... Tak, najprawdopodobniej właśnie tak by się to dla nich skończyło.
Słuchając tłumaczeń przyjaciółki - tak szybkich i przede wszystkim niezwykle entuzjastycznych - Sam nie mógł powstrzymać śmiechu. Nie z niej, oczywiście, że nie, ale po prostu... Z zadowolenia, z czystej przyjemności, jaka płynęła z tego spotkania - i tylko po części z rozbawienia słowami Rahne, a raczej ze sposobu, w jaki były przez nią wypowiadane. Nawet jeżeli nazwała go głuptakiem. Poza tym... Prawdę mówiąc Cannonball tęsknił w ogóle do takiego traktowania. Nerdziki były przyjazne, ale - cóż, inaczej, a w dodatku przecież nie znał się z nimi aż tak dobrze.
- Tylko Logana, wybacz. Nie wchodziłem nawet do środka, złapałaś mnie dosłownie w ostatniej chwili, bo miałem się już zbierać w drogę powrotną - wyjaśnił krótko na pytanie kobiety i w pierwszej chwili planował na tym poprzestać... Ale nagle dotarło do niego, że jego wypowiedź mogła niezamierzenie zabrzmieć tak, jak gdyby Rahne wstrzymywała go wbrew jego woli, a to nie było przecież prawdą. Przeciwnie, gdyby chciał, to pewnie zdążyłby odlecieć bez spotkania, a w swoim zamyśleniu rudzielec może by tego nawet nie zauważył... No właśnie. Gdyby chciał - to było kluczowe stwierdzenie, bo zwyczajnie nie chciał.
- Przyleciałem z siostrą. Tą najmłodszą, Cissie. Niedawno obudziły się jej moce, trochę destrukcyjne, więc mama prosiła, żebym ją tu zabrał... A w tym celu musiałem urwać się na parę godzin z pracy. Niedobry ja - jego uśmiech wyraźnie świadczył o tym, że tak naprawdę nie spodziewał się wpaść z tego powodu w kłopoty. Jak długo pod jego nieobecność w bazie nie zaczną się żadne problemy - będzie w porządku.
- Więc... Po torbie zgaduję, że ciebie też nie było tu już od dłuższego czasu? - zagadnął, a jego spojrzenie przesunęło się ku porzuconemu kawałek dalej bagażowi przyjaciółki. Wcale nie było mu najlepiej ze świadomością, że nie miał bladego pojęcia co w chwili obecnej działo się z niektórymi dawnymi towarzyszami, ale z drugiej strony trochę obawiał się konfrontacji z nimi. Chętnie odnowiłby kontakt, częściej się z nimi spotykał... Ale nie był pewien czy zrozumieliby jego sytuację. Podejrzewał, że nie każdy pozwoliłby mu dokończyć wyjaśnienia, gdyby wspomniał o tym, że ostatnio dołączył w szeregi odnowionego A.I.M. - ale kiedyś tak czy siak będą musieli o tym usłyszeć. Z dwojga złego pewnie lepiej od niego osobiście... Choć już to sobie wyobrażał. Będzie zabawnie, nie ma co.
Spojrzenie mężczyzny powróciło ku Rahne, a jego ramiona luźno skrzyżowały się na klatce piersiowej - nie w geście odcięcia się, lecz po prostu dlatego, że nie miał teraz za bardzo co zrobić z rękami. Jego usta wciąż układały się w uśmiech, nawet jeżeli myśli o konieczności wytłumaczenia się dawnym przyjaciołom nie napawały go optymizmem. Nie chodziło już nawet o to, że nagle uznają go za przestępcę, za dobrze go znali, aby do tego doszło... Ale niekoniecznie zgodzą się z jego wyborem. No i mogą się o niego martwić, a tego by nie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Lip 29, 2016 8:29 pm

Rahne ochłonęła z pierwszego szoku i nareszcie mogła skupić się na konwersacji. Zdumiało ją jak naturalnie przychodziła im ta rozmowa. Zupełnie jakby od ich ostatniego spotkanie upłynęło kilka godzin, a nie kilka lat. Z zaciekawieniem słuchała wyjaśnień Sama odnośnie sprawy, która go tu sprowadziła.
- Cissie! - wykrzyknęła zdziwiona. Pamiętała ją z opowieści przyjaciela i oczyma wyobraźni widziała zaledwie kilkuletnią dziewczynkę. Czy naprawdę upłynęło już tak wiele czasu? Pokręciła głową z niedowierzaniem. - Musiała wyrosnąć. Mówisz, że ile ma teraz lat?
Uśmiechnęła się z rozrzewnieniem wyobrażając sobie Sama w roli troskliwego starszego brata. Właściwie nie musiała nawet wysilać w tym celu wyobraźni, tylko pamięć. Zawsze był opiekuńczy, nawet wobec niej.
Ze współczuciem pomyślała o jego najmłodszej siostrze. Dziewczynka mogła być teraz w podobnym wieku co Rahne, gdy przebudziły się jej moce... Nie lubiła wracać pamięcią do tamtego okresu. Przynajmniej Cissie mogła liczyć na wsparcie rodziny i szkoły. Nikt nie będzie ścigał jej z pochodniami i bronią tylko dlatego, że urodziła się nieco odmienna. Rahne wielokrotnie zastanawiała się jak wyglądałoby jej życie, gdyby przyszła na świat w rodzinie mutantów, w której jej zdolności postrzegano jako coś całkowicie naturalnego.
Pytanie Sama wyrwało ją z tych niewesołych rozmyślań. Zerknęła przez ramię na swój porzucony niedbale bagaż.
- Tak... Dopiero wróciłam. - Dziwnie się czuła wypowiadając te słowa. - Byłam w Szkocji, u mamy. Trochę jej pomagałam.
Czuła, że powinna powiedzieć coś więcej, wytłumaczyć jakoś swoje zniknięcie, ale nie potrafiła zebrać myśli ani ubrać ich w słowa. Za żadne skarby nie wyznałaby Samowi, że był jednym z powodów jej nagłego wyjazdu, a myśl o okłamaniu go napawała ją wstrętem. O innych powodach też nie miała ochoty rozmawiać. Jeszcze nie... Milczała więc, a kiedy cisza zaczęła się niebezpiecznie wydłużać, spróbowała skierować rozmowę na nieco inny tor.
- W tej pracy, o której wspomniałeś... Chyba dają ci sporo swobody, co? - Uniosła brwi pytająco i przyjrzała się uniformowi, który miał na sobie przyjaciel. Zmiana tematu była wygodna, ale naprawdę ją ciekawiło czym się teraz zajmował. Trochę też się martwiła, że powstrzymuje Sama przed wykonaniem jakiejś ważnej misji. - Jesteś pewien, że nie obetną ci pensji z mojego powodu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Lip 29, 2016 11:44 pm

Nawet pomimo męczących go wyrzutów sumienia - wynikających w głównej mierze z konieczności pozostawienia siostry w Instytucie pod okiem kogoś innego, kiedy w idealnym świecie sam powinien spróbować się nią zająć - Cannonball i tak czuł się dumny i zadowolony, gdy mógł wypowiadać się na temat Cissie. Miał szczerą nadzieję, że jej obecność wpłynie też pozytywnie na resztę rodzeństwa pozostającego w szkole, a przede wszystkim na Josha... Który chyba najbardziej z nich wszystkich tego potrzebował.
- Czternaście, ale momentami naprawdę zachowuje się na więcej. Jest bardzo zaradna, szczególnie jak na swój wiek - odparł na pytanie Rahne, lecz nie kontynuował już tego tematu, jako że rozmowa prędko popłynęła w innym kierunku... Czyli ku powrotowi rudzielca do Instytutu.
Sama ani trochę nie zdziwiło to, że jego przyjaciółka przebywała ostatnio w Szkocji, dlatego też od razu kiwnął głową na znak przyjęcia tej informacji do wiadomości. Gdyby kiedykolwiek przyszło mu szukać jej w ciemno - bez możliwości uprzedniego się z nią skontaktowania - sprawdziłby właśnie te dwa miejsca: szkołę Xaviera oraz wyspę Muir, może nawet niekoniecznie w tej kolejności. W placówce badawczej Moiry pewnie zawsze było sporo zajęć, więc blondyn zakładał, że Rahne miała na wyspie ręce pełne roboty... Nic dziwnego, że żadne z nich nie znalazło czasu, aby odezwać się do drugiego - a mimo to i tak było mu z tego powodu głupio. Z każdą chwilą coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że powinien przynajmniej spróbować odnowić dawne przyjaźnie. Niedługo.
Z tego toku myślowego wyrwało go kolejne pytanie przyjaciółki, tym razem dotyczące już jego pracy. Sam powiódł wzrokiem za jej spojrzeniem - prosto na swój kostium - i zaraz potem jedna z jego dłoni powędrowała na kark, który lekko potarł, w ten sposób zdradzając swoje zakłopotanie... Nawet jeśli nie było ono tak naprawdę wielkie. Miał swoje powody, aby nosić się w ten sposób. Bardzo praktyczne powody, a jeden z nich wcale nie brzmiał: "tęsknię do czasów, gdy w stroju bohatera - czasem niesłusznie uznawanego za terrorystę - czyniłem dla ludzi i świata ogólnie pojęte dobro". Naprawdę.
- Swobody też, ale robię tam za kogoś w stylu stróża albo ochroniarza, w skrócie dbam o bezpieczeństwo prywatnej bazy naukowej, więc... Uniform z materiału dostosowanego do moich zdolności to szczerze mówiąc podstawa. A o moją pensję się nie martw, jeżeli dobrze pójdzie, to szef nawet się nie dowie, że mnie przez chwilę nie było. A jeśli jednak... To powiedzmy, że ma do mnie słabość i jakoś mi to wybaczy - zapewnił, nie mijając się tak właściwie z prawdą, tylko zachowując dla siebie parę szczegółów... Jak na przykład ten, że ze swoim szefem się przyjaźnił - i Rahne zresztą również. Nawet przez myśl mu nie przeszło to, jak inaczej mogły zostać odebrane jego ostatnie słowa.
- Ale hej, są też inne plusy tej roboty. Czasem dostaję do przetestowania nowiutki sprzęt i to taki, że technologia Starka się przy nim chowa. Innym razem ten sprzęt jest testowany na mnie, a wierz mi, to wcale nie jest to samo... - specjalnie trochę przesadzał, starając się rozbawić Rahne i poprawić jej nastrój, ale z drugiej strony momentami naprawdę miał wrażenie, że nerdziki sprawdzają nie swoje wynalazki, ale jego przeżywalność. Sądząc po ich bezgranicznej miłości do Berto, może były po prostu zazdrosne i chciały wyeliminować konkurencję w taki sposób, żeby to wyglądało na wypadek przy pracy? Nie zdziwiłby się. Ani trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 30, 2016 12:02 pm

Berto zgodnie ze swoim planem udał się tym razem do hallu wejściowego, licząc, że tam znajdzie wspomnianego towarzysza z dawnych lat, o którym napomknęła Emma. Jego myśli jednocześnie skupiały się na ów osóbce, konferencji jak i urządzeniu w jego walizce. Wiele się ostatnio działo, a kiedy miało się taki charakter jak Berto i chciało się być na bieżąco ze wszystkim i najlepiej zaangażować we wszystko... Nie było łatwo. Dlatego choć na moment odsunął od siebie część tych myśli. Liczył jedynie, że uda mu się dostać na konferencję; zwłaszcza kiedy już zwalczył w sobie chęć aktywnego udziału, który w jego wypadku nie był najlepszym pomysłem - nawet jeśli miał wiele do powiedzenia. Kwestię urządzenia zaś pozostawił swoim wiernym Minionkom.
Ciekaw był kto z jego dawnej drużyny wrócił do Instytutu - Warlock, Warpath... A może Doug? Dawno ich nie widział, a nie zdziwiłby go ich powrót, w końcu zostawał sentyment i bez wątpienia bezpieczeństwo, zwłaszcza z wyglądem takim jakim pochwalić mógł się Warlock - nie mogło być łatwo.
Gdy nie zastał nikogo w hallu, po chwili zastanowienia zbliżył się do drzwi wyjściowych, licząc, że może wciąż są na zewnątrz. I, nie mylił się, chociaż widok nieźle go zaskoczył, nie, nie dlatego, że zobaczył tutaj Sama, który powinien być w Savage Land, ale dlatego, że nigdy nie pomyślał o nim jako o dawnym towarzyszu, w końcu wciąż się przyjaźnili i utrzymywali kontakt, ba, pracowali razem. Natomiast widok Rahne był już o wiele bardziej niecodzienny. Nie dało się ukryć, że kobieta niesamowicie wyrosła, chociaż jej ognista grzywa nie straciła na kolorze, wciąż ściągała spojrzenia.
Nie mógł też ukryć zadowolenia na jak idealny moment ich rozmowy trafił; oparł się ramieniem o framugę drzwi, stając dość nonszalancko.
- Nie da się ukryć, że ma do ciebie słabość, skoro jeszcze cię nie zwolnił. - Rzucił, posyłając blondynowi szeroki i jakże czarujący uśmiech. Odbił się od framugi, podchodząc bliżej nich, zwinnie zeskakując po schodkach z młodzieńczym wigorem. Objął Sama na wysokości ramion, w drugiej ręce wciąż pewnie trzymając walizkę.
- Przyznaj, że warto trochę pocierpieć dla takich zabaweczek. I witaj, Rahne, cudownie cię znów widzieć. - Kobiecie również sprezentował jeden ze swoich pięknych uśmiechów, białych i idealnych, naprawdę ciesząc się, że może ją znów zobaczyć. - Wciąż bawisz się w ratowanie świata czy może zafundowałaś sobie krótki urlop dla urody, bo muszę przyznać, że wyglądasz zniewalająco. - A była to prawda, zwłaszcza gdy przypominał ją sobie z czasów, gdy jeszcze byli dziećmi; różnica była przeogromna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 31, 2016 12:12 pm

Ostatnia uwaga Sama wywołała uśmiech na jej twarzy, ale i pewien niepokój. Nie podobało jej się brzmienie słów "technologia" i "testować" w tym kontekście, a nutka czarnego humoru w głosie Cannonballa kazała jej nabrać podejrzeń co do prawdziwej natury tych eksperymentów. Miała nadzieję, że jej przyjaciel nie brał udziału w czymś, co mogło mieć nieodwracalny wpływ na jego zdrowie. Nie raz widziała do jakiego ryzykanctwa bywał zdolny...
Już otwierała usta, by wyrazić na głos swoją troskę, gdy rozmowę przerwał im kolejny znajomy głos.
Jeśli sądziła, że widok Sama przygotował ją na ewentualny szok niespodziewanego spotkania ze starymi przyjaciółmi, to wkroczenie na scenę Susnpota szybko zweryfikowało ten pogląd.
- Bobby? - zdołała powiedzieć, wpatrując się w niego niemal jakby zobaczyła ducha.
Choć poznała go bez trudu, to zmiana, jaka w nim zaszła, na chwilę odebrała jej mowę. Roberto zawsze wyróżniał się urodą, ale przystojny, ubrany z klasą mężczyzna, który przed nią stał, był wręcz onieśmielający. A kiedy z jego ust popłynęły komplementy pod jej adresem, poczuła, że czerwieni się jak nastoletnia pensjonarka.
- Och, daj spokój. Ty... Ty też świetnie wyglądasz - wyjąkała i przez chwilę nie widziała, gdzie podziać oczy. Nigdy nie potrafiła przyjmować komplementów, a tych parę lat względnej izolacji od świata nie wpłynęło dobrze na jej umiejętności interpersonalne. Była jednak wdzięczna Bobby'emu za miłe słowa a spotkanie z nim, jakkolwiek niespodziewane, cieszyło ją ogromnie. Odchrząknęła i spróbowała wziąć się w garść.
- Urlop? Możesz to tak nazwać. Właśnie opowiadałam Samowi, że wróciłam ze Szkocji.
Zerknęła na Sama i dopiero w tej chwili dotarł do niej sens tego, co przed chwilą powiedział Berto. Zdziwiona podejrzliwie wodziła wzrokiem od jednej twarzy do drugiej.
- Chwileczkę... Chcesz powiedzieć, że pracujecie razem? - Obrzuciła Sama oskarżycielskim spojrzeniem. - Samie Guthrie, ty łobuzie! Nie powiedziałeś, że pracujesz dla Bobby'ego.
Przeniosła z kolei wzrok na drugiego winnego.
- Mówiłeś, że to prywatna baza naukowa... Chłopaki, o co tu chodzi?
Zmrużyła oczy i zaplotła ramiona na piersi w pełnej urazy postawie, oczekując na wyjaśnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 31, 2016 4:01 pm

Stojąc odwrócony bokiem, a właściwie już bardziej tyłem do drzwi wejściowych, Sam nie od razu zorientował się, że zostały one otworzone i ktoś w nich stanął - dlatego dopiero dźwięk głosu Berto zwrócił jego uwagę i nakazał mu natychmiast spojrzeć w kierunku młodszego mężczyzny. Na jego twarzy w pierwszej chwili odmalowało się nieskrywane zaskoczenie, bo w końcu nie spodziewał się, że ujrzy tutaj przyjaciela... Jednakże wyraz ten szybko ustąpił miejsca uśmiechowi, wywołanemu po części tym, który prezentował sam Bobby. Miał w sobie coś zaraźliwego. I bardzo czarującego.
Mimo wszystko blondyn zadbał również o to, aby unieść brew, tylko tym - jakże wymownym - gestem wyrażając swoje odczucia odnośnie wizji zwolnienia z pracy. Posiadał pełną świadomość tego, że dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków, a nawet więcej, bo wśród nich na pewno nie znajdowało się spełnianie kaprysów minionków Berto. Poza tym jednak - i to najważniejsze - doskonale wiedział, że Latynos nigdy by się go w taki sposób nie pozbył... Między innymi dlatego, że miał do niego słabość, ale nie tylko z tego powodu.
Kiedy Bobby się zbliżał, Sam stopniowo rozluźnił ramiona, nim na chwilę opuścił je wzdłuż tułowia, instynktownie się przygotowując i czekając na przyjęcie takiej pozycji, aby dopełnić się nią z przyjacielem. Gdy ten zatrzymał się już tuż obok niego, Cannonball objął go w pasie, zaś wolną rękę oparł ponownie na swoim biodrze.
Nie wtrącał się w wymianę komplementów pomiędzy Rahne i Berto. Co prawda w tym momencie tknęło go, że pewnie również powinien był wspomnieć o tym, jak dobrze rudzielec wyglądał - bo przecież miał oczy i to zauważył - ale... Jakoś nie myślał świadomie o aparycji kobiety, gdy wolał na przykład usłyszeć co się z nią ostatnio działo albo spróbować ją rozbawić. Marne wyjaśnienie, ale prawdziwe... No i w dodatku Bobby'emu czarowanie przedstawicielek płci pięknej zawsze przychodziło naturalnie - zwyczajnie leżało w jego naturze.
Z tego wszystkiego Sam ponownie włączył się do rozmowy dopiero w momencie, gdy powrócił temat jego - a raczej ich - pracy. Na początek zerknął ku Berto, aby upewnić się, że ten faktycznie nie miał nic przeciwko zdradzeniu przez niego paru rzeczy - chociaż czemu miałby mieć, skoro przed chwilą sam przyznał się do bycia jego szefem? - a następnie uśmiechnął się do Rahne przepraszająco.
- No tak, to się zgadza. Prywatna baza naukowa. Należąca do Bobby'ego. A ja w niej stróżuję, do czego zaraz grzecznie wrócę i nie zostanę zwolniony za odprowadzenie Cissie do szkoły - tę ostatnią informację zawarł dla Berto, aby mężczyzna mógł od razu zorientować się dlaczego Sam porzucił posterunek i udał się do Instytutu. Później zamierzał wyjaśnić mu jeszcze szczegóły... Oraz może trochę pochwalić się siostrą.
- A jeżeli w jakimkolwiek stopniu zadziała to na moje usprawiedliwienie... Nie pytałaś? - dorzucił od razu na swoją obronę. Oczywiście jego prawdziwe powody brzmiały inaczej. Poważniej. Pomijając już zwykłą niepewność względem tego, jak zostałyby odebrane detale jego pracy, nie był również pewien czy Bobby życzył sobie, aby komukolwiek wyjawiać konkrety... Nawet ich przyjaciołom. Mógł mieć inne plany, a Sam nie chciałby mu w nich przeszkodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Sie 01, 2016 2:38 pm

Rahne z pozornym spokojem wysłuchała wyjaśnień Sama, choć targały nią silne emocje. Z jednej strony niepokój i obawa, że przyjaciele coś przed nią ukrywają - ostatecznie był w ich życiu okres, kiedy dzielili się niemal wszystkim - z drugiej zaś rosnące zażenowanie własną obcesowością. Natychmiast zawstydziła się swojego zachowania. Niewinne spojrzenie Sama wspomagane zniewalającym uśmiechem Bobby'ego podziałało na nią rozbrajająco. Na tego pierwszego nigdy nie potrafiła się długo boczyć, a drugi wydawał się być całkowicie poza zasięgiem jej potencjalnego gniewu, jakby była psem obszczekującym kota siedzącego bezpiecznie na gałęzi.
Spoglądając na nich, idealnie dostrojonych do siebie nawzajem i rozumiejących się niemal bez słów, nagle poczuła się bardziej nie na miejscu, niż kiedykolwiek. To ona zniknęła bez słowa wyjaśnienia i dobrowolnie zrezygnowała z towarzystwa najbliższych jej osób. Jakie miała prawo, pojawiwszy się znienacka, żądać od nich jakichkolwiek wyjaśnień? Jakie miała prawo do włączenia w ich wspólne sekrety, o ile w ogóle jakieś były?
Od takich rozmyślań już tylko krok dzielił ją od użalania się nad sobą, opamiętała się więc. Nie zamierzała zepsuć tak nieprawdopodobnego spotkania po latach wpadając w ponury nastrój. Ostatecznie po to między innymi przyjechała - aby odnowić stare więzi. Sam i Berto byli tu, cali, zdrowi i najwyraźniej szczęśliwi. Mogła tylko mieć nadzieję, że reszcie ich niewielkiej grupy wiodło się równie dobrze.
Nie bez wysiłku rozluźniła napięte mięśnie ramion i przywołała uśmiech na twarz.
- Przepraszam. Rzeczywiście nie spytałam, prawda? - Teraz nadeszła jej kolej aby z zakłopotaniem potrzeć kark. - Chyba potrzebowalibyśmy znacznie więcej czasu, żeby nadrobić ten stracony, a wy przecież nie macie go wiele.
Mówiąc to spojrzała na nich pytająco, choć bez większej nadziei. Nie chciała okazywać słabości. W końcu nie była już dzieckiem potrzebującym stale pomocnej dłoni. Pewnie nawet czternastoletnia siostra Sama lepiej sobie w tej chwili radziła. Po prostu tak dobrze było ich znów zobaczyć... Aż do tej pory nie zdawała sobie sprawy, jak zatęskniła za tym miejscem i ludźmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   

Powrót do góry Go down
 
Przed rezydencją
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem
» Przed Kamienną ścianą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Otoczenie-
Skocz do: