Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Przed rezydencją

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3378
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Przed rezydencją   Czw Lis 29, 2012 9:28 pm

First topic message reminder :





Przed budynkiem znajduje się placyk oraz podjazd prowadzący aż do bramy głównej. Ta ostatnia wyposażona została w najnowocześniejszą i najbardziej zaawansowaną technologię mającą na celu uchronić mieszkańców przed wizytami intruzów. Wykorzystywane są przy tym między innymi bioskaner i ekran rozpoznający wygląd osób czekających na wejście do środka. Na placu umiejscowiono marmurową fontannę ze zbiornikiem o promieniu dwudziestu stóp. W jej centrum ujrzeć można statuę Venus.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Domino

avatar

Liczba postów : 138
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Sie 01, 2016 3:45 pm

"Neeno, co ty tu właściwie do cholery robisz?" Skarciła samą siebie w myślach. Kręciła się przed bramą do X-mansion z najgłupszego powodu jaki mogła znaleźć. Otóż zwyczajnie nie dostała żadnych nowych kontraktów, a kiedy już jednen dostała, to klient dostał focha w środku negocjacji ceny. Czy serio ludzie nie mają nikogo kogo chcieliby ściągnąć? Zaczynała mieć podejrzenia, że roznosi ogłoszenia po złych stronach internetowych. Ostatnio ludzie umawiali się na negocjację ceny i zamiast tego zapraszali ją na randki, więc może niechcący coś wspomniała o sobie na serwisie randkowym? Zupełnie jakby kogoś szukała... Dbanie o swój tyłek to dla niej dostatecznie trudne zajęcie, a co dopiero tyłek jej mężczyzny. A tamto... Tamto się nie liczyło. To przeszłość.
Sama dała sobie w twarz za zaczynanie tego tematu w jej myślach. Próbuję powiedzieć, że stoi tutaj, bo nudziło jej się przez zastój w zleceniach i zwyczajnie chciała pospędzać z kimś czas. Zwykle potrafiła być dla samej siebie najlepszą przyjaciółką, ale ostatnio zaczyna myśleć tylko o smutnych kwestiach. Chce zabić te myśli dzięki innym. Cable by się nawet nadał, bo potrafił ją akceptować, a on zwykle kręci się właśnie przy X-mansion. Alternatywnie może w końcu przyjąć te zaproszenia na randki. Było jej strasznie niezręcznie. Chciała stąd iść, ale z drugiej strony coś ją ciągnęło w stronę tego budynku. Nie wyobrażała sobie jednak rozmowy przez interkom. "Przepraszam, jestem Domino i tęsknię za Nathanielem Summersem". Padną ze śmiechu.
Wzięła głęboki wdech i stanęła przed bramą. Nim nacisnęła przycisk na interkomie zauważyła coś między kratami dwójkę znanych jej osobników. Więc może jednak Cable nie był jedynym wyjściem. Wcisnęła przycisk z większa pewnością siebie.
-Tutaj Neena Thurman, przyszłam do znajomych, już czekają przed budynkiem- powiedziała tak, jakby wcale nie kłamała. Brama otworzyła się przez nią i weszła. Przeszła się główną trasą do posiadłości, trzymając się lewą ręką za bok. Rzecz jasna podeszła do Sama, Roberto i ich towarzyszki. Ta powiedziała coś o nadrabianiu straconego czasu. Domino uznała to za idealny moment by wciąć się między słowa.
-Mogłabym powiedzieć to samo- rzekła z uśmiechem na ustach. Machnęła nawet ręką którą wcześniej trzymała na biodrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cable

avatar

Liczba postów : 191
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Sie 01, 2016 8:38 pm

O ile Cannonball, Domino i Sunspot, mieli przy sobie smartphony, tablety lub inne tego typu urządzenia, to na wszelkich możliwych komunikatorach, profilach społecznościowych i skrzynkach e-mailowych i w sms'ach pojawiły im się jednakowe wiadomości:

"Wróciłem, jestem w North Salem, ruszam do L.A. Szykuje się grube gówno, mnóstwo ofiar. Będę potrzebował pomocy. Wybaczcie, że nie pisałem gnojki. Nate."

Wszystkie wiadomości zostały wysłane co ciekawe z fanpejdży Deadpoola, które ten sam sobie zakładał, lub z obcych numerów. Czyżby ktoś je zhakował? Czy może to jednak on...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3378
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Sie 05, 2016 12:08 am

Na wypadek, gdyby tego było mało, to zaraz po pierwszej wiadomości Roberto dostał kolejnego smsa - lecz tym razem już ze znanego mu numeru, który zresztą otrzymał całkiem niedawno od doradczyni prezydenta... Czyli, tak, z jej prywatnego numeru.
"Mutant telekinetyk rozkłada wojsko pod LA. Duże szkody, ofiary w ludziach. Niezły pretekst dla masowej produkcji, a wiele z tym nie zrobię."

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Sie 06, 2016 10:06 pm

Czując jak Sam dopasowuje się do ich pozycji, obejmuje go w pasie, odpowiednio układa całe swoje ciało. Nie było tajemnicą, że od lat współpracowali i zdążyli w tym czasie poznać się wystarczająco dobrze, by funkcjonować razem jak całość.
Komplement, który dostał od Rahne jedynie bardziej poszerzył jego uśmiech, jeśli to w ogóle było możliwe w tym momencie. Oparł się wygodniej o Samuela, przekładając na niego część swojej masy dla wygodniejszego ułożenia. Kiedy zaś Sam wspomniał o bazie, która należała do Latynosa, ten uniósł nieznacznie dłoń, która spoczywała na ramieniu blondyna, i nią pomachał w stronę kobiety.
Przy informacji, że (kolejne) z rodzeństwa Guthrie zawitało w Instytucie, Brazylijczyk spojrzał już bezpośrednio na profil przyjaciela, posyłając mu ciepły, delikatny uśmiech. - Gratulacje, Sam. Pewnie duma cię rozpiera. - Poklepał go lekko po plecach, przyjacielsko. Nie raz odwiedzał farmę Guthriech, znał większość rodzeństwa Sama osobiście i wiedział, że wszyscy byli cudowni, jego mama świetnie wychowała swoje dzieci, z Samem na czele. Nie mieli majątku, wielkiego domu i ekskluzywnych rzeczy, ale mieli siebie i to było dla nich najważniejsze. Dlatego od jakiegoś czasu Berto nieco dokładał się do ich szczęścia, przesyłając regularnie pewną kwotę pieniężną na konto mamy Sama. Nie po to by się wkupić, by kupić ich miłość czy szacunek. Miał to przez przyjaźń z Samem - zwyczajnie chciał wesprzeć swoją drugą rodzinę. Mieć świadomość, że wystarczy na załatanie dachu, jedzenie, rachunki czy leki. Wiedział też, że rodzeństwu sama w Instytucie będzie dobrze. Zdobędą sobie podobnych przyjaciół, nikt ich nie będzie ścigał, prześladował. Będą bezpieczne i szczęśliwsze - w końcu czego by nie mówić o tym miejscu, tutaj znalazł swoich przyjaciół, w tym jednego wyjątkowego.
Na słowa kobiety, uśmiechnął się lekko, nie zdążył jednak odpowiedzieć, a chciał zaproponować, weekend w swojej posiadłości w Rio, kiedy na scenę wpadła Domino. No proszę, kogo jak kogo ale jej się tutaj zdecydowanie nie spodziewał.
- Jakiś bal absolwentów ma dzisiaj miejsce i nikt mnie nie powiadomił? Dobrze, że zawsze noszę garnitur; idealny na każdą okazję, zwłaszcza nagłe przyjęcie. - Uśmiechnął się uroczo, spoglądając na każdego z towarzyszy po kolei.
Zanim jednak miał okazję pociągnąć dalej tę rozmowę telefon w jego kieszeni zawibrował. Odsunął się od Sama, wyjmując komórkę i sprawdzając kto się do niego dobija. Przywykł do tego, że często ktoś próbował się z nim skontaktować, w końcu miał na głowie firmę, organizację, dodatkowo był również bohaterem. W dodatku teraz oczekiwał na kolejne informacje od swoich naukowców na temat zakłócania działania mechanizmu w Sentinelach.
Zmarszczył brwi widząc treść wiadomości; spojrzał po zgromadzonych czy ktoś również ją otrzymał, nie miał jednak czasu by odczekać na czyjąś reakcję, gdy jego telefon po raz kolejny zadrżał mu w dłoni. Mm, ten sam temat, jednak to już wywarło na nim nieco inne wrażenie i zmobilizowało do powrotu do bazy.
- Wybaczcie, moje drogie, praca wzywa. Obiecuję jednak się jeszcze odezwać. - Przy ostatnich słowach, szczególną uwagę zwrócił na Rahne, przy czym puścił jej oczko, czemu towarzyszył kolejny zniewalający uśmiech.
Skinął na Sama, kierując się wraz z nim do pozostawionego na lądowisku prywatnego samolotu.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Sie 07, 2016 7:43 pm

Na widok podchodzącej ku nim nieznajomej Rahne odruchowo zesztywniała, niepewna jej intencji, kiedy jednak okazało się, że Berto i Sam ją znają, rozluźniła się. Kobieta zdawała się przyjaźnie nastawiona, choć sposób w jaki się poruszała zdradził jej, że mogła okazać się niebezpiecznym przeciwnikiem. Mieli do czynienia z wojowniczką, bez dwóch zdań. Ciekawiło ją co łączy tę trójkę. Niestety wyglądało na to, że żaden z mężczyzn nie zamierzał przedstawić ich sobie, poprzestała więc na powitalnym skinieniu.
W tej samej chwili rozdzwonił się telefon Bobby'ego i stało się jasne, że jej przyjaciele za chwilę oddalą się w pośpiechu. Na kolejny promienny uśmiech Berto była już lepiej przygotowana i zdołała zachować jaką taką przytomność umysłu. Być może też obecność nieznajomej kobiety podziałała na nią trzeźwiąco. Odpowiedziała mu ciepłym uśmiechem.
- Zamierzam cię trzymać za słowo - powiedziała, nawiązując do jego obietnicy nawiązania kontaktu i posłała Samowi wymowne spojrzenie. - Was obu.
Nie starała się nawet ukryć żalu, z jakim ich żegnała, nic jednak nie dało się na to poradzić. Ich pośpiech zaniepokoił ją, ale zepchnęła to uczucie na dalszy plan. Odprowadziła przyjaciół spojrzeniem, machając im na odchodne z uśmiechem.
Kiedy zostały same, przypomniała sobie o manierach.
- Chyba się nie znamy. Rahne Sinclair. Mieszkałam tu kiedyś. - Skinęła głową w stronę budynku szkoły i wyciągnęła do kobiety dłoń w powitalnym geście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Domino

avatar

Liczba postów : 138
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Sie 08, 2016 1:38 pm

-Idealny na każdą okazję poza strzelaniną- odparła nieco kąśliwie, gdyż z tego co wie on z Samem zaprzestali walki na rzecz pracy w jakiejś firmie. Nie była jakoś specjalnie zła na nich, ale robota w biurze nie była nigdy w jej głowie i zawsze brakowało jej szacunku dla tego typu profesji. Większość prac które nie zakładały użycia broni palnej wydawały się całkiem nudne. Poczuła, że jej telefon (przedmiot iście niezbędny do przetrwania w dwudziestym pierwszym wieku) zaczął wibrować akurat gdy Roberto oddalił się, zapewne by sprawdzić swój. Wyciągnęła smartphona z kieszeni i zobaczyła najnowsze powiadomienie.
Krótko mówiąc nie była zadowolona. Co on sobie myśli? Że cała drużyna rzuci to co robi, bo jemu się zachciało wsparcia? Tym bardziej, że nie utrzymywał praktycznie żadnego kontaktu z nimi, a przynajmniej nie z nią. O ile chowała emocje głęboko w sobie, czuła się nieco pokrzywdzona. Dla niego to współpracownicy, ludzie z którymi idziesz na misję, a potem zapominasz, że w ogóle istnieją, a nie przyjaciele. Normalnie pochwalała taki chłodny profesjonalizm, ale w tym wypadku czuła, że jest on jedną z najgorszych opcji jakie mógł podjąć. Skrzywiła się po przeczytaniu wiadomości. Wzięła głęboki wdech i wydech, by zachować jej firmowy spokój i obojętność. Natychmiast wyłączyła smartphona i szybko schowała go z powrotem do kieszeni. Zamierzała się skonsultować z innymi byłymi członkami X-force, lecz gdy tylko jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem da Costy, jego komórka ponownie się odezwała. Skrzyżowała ręce na piersi. Pewnie tym razem to wiadomość służbowa. W najgorszym wypadku straciła go na parę minut. Prawda okazała się być jednak inna gdy odłożył telefon praktycznie natychmiastowo. Okazało się także, że muszą wyruszać. Westchnęła po czym z lekką rezygnacją pomachała im na pożegnanie. Więc jednak Cable to jej ostatnia opcja...chyba, że...
Nieznajoma kobieta odezwała się do niej, nawet wyciągnęła rękę na dobry początek znajomości. Neena subtelnie acz dokładnie obejrzała jej rękę, by zobaczyć czy nie próbuje jej jakoś oszukać, takie zboczenie zawodowe. Kiedy uświadomiła sobie, że wyszło całkiem niezręcznie, z tym jak długo nie zareagowała na jej gest, natychmiast uśmiechnęła się i podała rękę. Uścisk miała bardziej jak mężczyzna, niż dama, czyli całkiem mocny. Często ściskała dłonie przy akceptacji kontraktu i już się wprawiła.
-Mów mi Domino. Ja tu akurat nigdy nie mieszkałam- powiedziała nieco przyjaznym tonem.
Położyła dłonie na bokach i spojrzała w stronę w którą odeszli. Ruda dziwnie się przy nich zachowywała. Czyżby działo się to co ona myśli, że się dzieje. Spojrzała z powrotem na kobietę. Najpierw podniosła jedną brew i się uśmiechnęła.
-Więc Roberto, czy Sam?- zapytała się nagle - w sensie który Ci wpadł w oko, dalej widać po tobie - dodała gdyby Rahne nie załapała. Zwyczajnie ufała instynktowi, który mówił jej, że ta dwójka miała coś ku sobie. Żaden nie miał nigdy problemów z kobietami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Sie 08, 2016 6:18 pm

Sama już nie wiedziała, czy była wzburzona postawą osób w sali, czy było jej to obojętne. Jedno było pewne czuła się odrobinę rozdrażniona. Gdzieś tam w tle minęła Logana, który wszedł do pomieszczenia, z którego ona chwile temu wyszła. Ulżyło jej. Nie powinna zostawiać profesor Ororo samej, na dodatek z przerośniętym mięśniami gościem zachowującym się dość agresywnie i Scottem, którego w ogóle nie poznawała. Z tego co pamiętała mężczyzna wykazywał się ogromną chęcią przewodzenia, a teraz… teraz było mu wszystko jedno. Nie potrafiła tego zrozumieć, ale tak naprawdę wiele emocji było jej obcych. Wpatrując się beznamiętnym wzrokiem w świat potrafiła oceniać jedynie zachowania innych ludzi oraz przewidywać ich ruch, zanim spadnie ostatnia kropla krwi na poczerniałą od walki ziemię. Potrafiła wsłuchać się w bicie serca by wychwycić fałszywą bądź prawdziwą nutę w wypowiedzi drugiego człowieka. Cały czas nie mogła pozbyć się wrażenia, że na tym kończy się jej człowieczeństwo. Właściwie dokładnie tam gdzie powinno się zacząć.
Ale do konkretów. Laura została oddelegowana przez Storm do odnalezienia panny Frost. Skierowała kroki na schody jednak zaraz się zatrzymała. Zapach ciała oraz zmieszana z nim woń charakterystycznych dla kobiety perfum skierowała uwagę X za drzwi szkoły. Stojąc tam wyczuła również inne zapaszki.
– Rahne? – Pomyślała chociaż znała odpowiedź na to pytanie. Zaciągnęła się powietrzem jeszcze raz i zaraz dodała w myślach.
– Domino? – Zmrużyła powieki zaskoczona obecnością koleżanki jej ojca. Miała okazję poznać Neene, gdzieś na przestrzeni lat podczas misji na którą zabrał ją Logan. Nie wnikała też jakie relację ich łączą. Właściwie wolała nie wiedzieć. To nie jej sprawa. Chyba. Dobra, nie ma co się oszukiwać, że w konwersacjach była jeszcze gorsza niż Wolverine. Każdy to wiedział i większość osób poddawała się przedbiegach.
Laura nie zamierzała dłużej zwlekać. Otworzyła wejściowe drzwi na oścież, a dziewczynom… ujawnił się obraz nędzy i rozpaczy. Brudna, osmolona, podarte i spalone gdzieniegdzie ubranie. To, że niedawno wróciła z parku, gdzie zostali zaatakowani przez podróbkę Iron Mana nie wyświetliło się na jej czole więc dziewczyny mogły być co najmniej zaskoczone. Głowa robota leżała gdzieś niedaleko drzwi, ale z takiej odległości nie mogły tego dojrzeć. Tak czy siak X wymagała prysznica oraz zmiany garderoby. Jednak mutantka jak zwykle nie zwróciła na to aż tak większej uwagi, albo coś ją na tyle zajęło, że nie zdążyła się wykąpać.
- Hej Rahne. – Spojrzała na dziewczynę prawie zaciekawiona. Zmierzyła ją z góry na dół zastanawiając się co tu robi.
- Domino – Kiwnęła głową w kierunku kobiety. – Logan jest w środku, jeżeli go szukasz – Wskazała kciukiem za siebie przenosząc spojrzenie na Neene. Jak zwykle nie powitała nikogo z uśmiechem na twarzy, właściwie neutralna postawa oraz nie wystawianie pazurów to max na co było ją stać, ale każdy kto znał Laurę bardzo dobrze o tym wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sro Sie 10, 2016 9:13 pm

Domino? Wydawało jej się, że skądś zna to imię. Czyżby Logan o niej wspominał? Lekko zmarszczyła brwi, ściskając dłoń kobiety. Kiedy ta zadała jej pytanie, Rahne nie od razu zrozumiała o co chodzi. Dopiero kiedy Domino udzieliła wyjaśnienia, poczuła zaskoczenie tak wielkie, że na dłuższą chwilę zapomniała o oddychaniu.
Kiedy minął pierwszy szok, zmusiła się do zamknięcia ust i mrugnęła. Domino nie miała prawa nic wiedzieć. Nikt nie miał. Jedynym wyjaśnieniem było więc to, że ona, Rahne, była dla niej jak otwarta księga. Nie umiała się z tym pogodzić. Jej sekrety była w stanie rozszyfrować osoba, której nigdy przedtem nie spotkała. Wiedziała, że powinna wyciągnąć z tego naukę na przyszłość, ale złość na samą siebie przysłoniła rozsądek.
Wbrew sobie zaczęła się zastanawiać nad odpowiedzią na pytanie Domino. Sam czy Bobby? Wybór wydawał się niemożliwy, po pierwsze dlatego, że nigdy nie sądziła, by miała u któregoś z nich realne szanse, a po drugie dlatego, że wywoływali w niej tak odmienne reakcje.
Zakompleksionej dziewczynie z prowincji nie trzeba wiele, aby się zadurzyć. Wystarczy kilka miłych słów i okazanie odrobiny dobroci, aby przystojny chłopak ukazał się jej oczom niczym książę z bajki. Obaj doskonale spełniali to kryterium, podobnie jak, w mniejszym lub większym stopniu, wielu spośród jej dawnych przyjaciół… Podejrzewała jednak, że wszyscy oni widzieli w niej wyłącznie przyjaciółkę. Berto potrafił oczarować i sprawić, że dostrzegała w sobie cechy, których istnienia nie podejrzewała, takie jak kobiecość… Sam sprawiał, że czuła się bezpieczna i akceptowana, miał też rzadki dar wywoływania jej uśmiechu. Chciała, by był z niej dumny, a jego słowa uznania zawsze niosły więcej znaczenia, niż czyjekolwiek inne.
Zajrzała w głąb siebie, ciekawa którą twarz tam ujrzy. Efekt nie zaskoczył jej. Wiedziała o tym od dawna i dawno pogodziła się z daremnością swoich uczuć. Ogarnął ją nagły spokój. Uświadomiła sobie, że to, czego mogła się domyślać Domino, nie miało już większego znaczenia. Nie ulegało wątpliwości, że to Sam był jej pierwszą miłością, ale ta miłość należała do dziewczyny, która już nie istniała. Nie wiedziała, kogo mogłaby pokochać kobieta, która zajęła jej miejsce.
Zdając sobie sprawę, że milczy już od jakiegoś czasu, spojrzała na Domino i z zakłopotaniem, którego nawet nie starała się ukryć potrząsnęła głową. Zaprzeczanie było bezcelowe, zdecydowała się jednak na półprawdę.
- Jesteśmy starymi przyjaciółmi. Nigdy nie… - Zaczerwieniła się, ale od kontynuowania wypowiedzi wybawił ją odgłos otwieranych drzwi i głos wołający ją po imieniu. Błyskawicznie się odwróciła.
- Laura? Wielkie nieba, co ci się stało?!
Dziewczyna była w opłakanym stanie, choć na pierwszy rzut oka nie wyglądała na ranną. Rahne ruszyła ku niej, spostrzegła jednak znajome przenikliwe spojrzenie i natychmiast poczuła się, jakby to ona, a nie Laura, musiała się wytłumaczyć.
- Właśnie przyjechałam. Mam nadzieję, że na dłużej. Słuchaj, co tu się stało? Ktoś zaatakował Instytut?
To nie miało sensu. Sam i Berto z pewnością coś by jej wspomnieli, nie mówiąc już o tym, że sama zapewne coś by wyczuła, a i zachowanie X-23 świadczyło o tym, że nikomu nie groziło bezpośrednie niebezpieczeństwo, wolała jednak być pewna. Poza tym każdy temat był lepszy od szokująco bezpośrednich pytań Domino.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Domino

avatar

Liczba postów : 138
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Sie 11, 2016 10:13 pm

Domino bardzo szybko uznała długi brak odpowiedzi za potwierdzenie swoich domyśleń. Poklepała się mentalnie po plecach za to jak szybko to rozszyfrowała. Nie miała nawet żadnego kąśliwego tekstu na tę okazję, zwyczajnie przechyliła głowę i oparła ją policzkiem na pięści z uśmiechem, którego nawet nie planowała ukrywać. Nie był to typowy cyniczny, czy chamski uśmiech, którym zwykle obdarzała ludzi, a o wiele bardziej ciepły, spotykany na twarzach marzycieli. To zakłopotanie było takie urocze, aż chciała ją wytarmosić za policzki. Przypomniało jej się jak sama taka była. Zauroczenie, romans, chęć bycia z tą osobą na wieki... miłość Wspomnienia równie bolesne co przyjemne... Z rozmyśleń wyrwała ją zarówno odpowiedź kobiety jak i przerywający ją dźwięk otwieranych drzwi.
Więc obie ich znały. Pewnie miały zupełnie różne perspektywy na tych kolesi, jedna znała głównie wojowników, druga głównie kolegów. Rahne nie była jedyną odwracającą wzrok ku nowo przybyłej, gdyż Domino zrobiła to samo. Ku swojemu zaskoczeniu u progu znalazła dziewczynę, zapewne nastolatkę. Wspomniała coś o Loganie.
-Ma na myśli "rosomaka"?- zapytała się w duchu. Następnym zaskoczeniem było to, że ta nieznajoma znała jej przezwisko. Co prawda o wiele bardziej by się przeraziła gdyby nazwała ją pełnym imieniem, ale i to było dziwne. Gdyby te niespodzianki nie były wystarczające, na dodatek dziewczyna miała przypalone ubranie i osmoloną skórę.
-H-hej- odpowiedziała. Nie zareagowała tak żywiołowo jak Rahne, bo zwyczajnie nie znała tej dziewczyny, choć była zaintrygowana jej zachowaniem do tej pory. Podeszła do niej. Jej uwagę przyciągał głównie rękaw. Wydawał się najbardziej zniszczony. Schyliła się nieco by się przyjrzeć lepiej spalonemu materiałowi. Nie ma mowy, że zrobiła to sobie trzymając rękę przy kominku czy nad ogniskiem, musiała chyba trzymać rękę przy startującym odrzutowcu. Co dziwne ręka poza tym, że jest osmolona, wydawała się być w porządku. Całe jej ciało z tego co obecnie widziało było w idealnym stanie. Czy ona jest na tyle twarda by wyjść z tego bez uszczerbku na zdrowiu? Były małe plamki skóry nie tkniętych smołą, nieregularne plamki. Trochę jak rany Rozszarpane ubrania bez blizn, brzmi jak Logan. Pytanie tylko jak działały jej moce. Ubrania były poszarpane w wielu miejscach w niewielkim stopniu, pewnie przechodziła przez drzewa.
-Cóż, zgaduję, że spędziła nieprzyjemne chwile w sali treningowej, nie jest zbyt uzdolnioną kucharką, albo ci z instytutu przeczołgali ją przez piekło w ten czy inny sposób- rzuciła dalej oglądając dziewczynę. Połowa jej zawodu polegała na zbieraniu informacji. Prawdopodobnie trzymała rękę pod jakimś ciągłym i potężnym źródłem ognia, możliwe, że podczas walki, patrząc na to, że nie codziennie wsadzasz rękę do cholernie mocnego piekarnika z własnej woli.
Usłyszała jak wymieniała atak na instytut jako możliwość. Oderwała wzrok od dziewczyny i spojrzała na Rahne, machając głową na boki.
-Nie ma mowy. Brakuje w okolicy żadnych śladów walki, a zwłaszcza z przeciwnikiem używającym ognia, tacy zostawiają sporo bałaganu. Poza tym niczego nie usłyszałyśmy, a przynajmniej ja. Musiała z kimś walczyć wcześniej i nie zdążyła się przebrać, tak?- zapytała dziewczynę dla pewności. Lubiła bawić się w detektywa.
-Swoją drogą skąd o mnie wiesz? Logan coś o mnie mówił?- dopytała się już nieco przyjaźniej, wracając do wcześniejszego tematu. Jeżeli to prawda, to Domino doświadczyła niesamowitego zaszczytu.
Wychyliła się lekko w stronę drzwi by zajrzeć do środka. Na razie nie miała zamiaru wchodzić.
-Swoją drogą, widziałaś tu wielką kupę mięsa ze świecącym okiem, mechaniczną ręką, siwymi włosami i z całkowitym brakiem taktu?- zapytała. Była aktualnie wściekła na Nate'a za tamtą wiadomość, więc musiała nieco wyładować frustrację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Sie 14, 2016 11:06 am

Po samym biciu serca wywnioskowała, że jej obecność przyniosła Rahnie ulgę. Huh. To dość nowe i zaskakujące uczucie dla Laury. Zwykle działo się wręcz odwrotnie. Ponura mina dziewczyny krępowała, a cisza wierciła rozmówcy dziurę w brzuchu, w przeciwieństwie do X, która odzywała się raczej tylko wtedy, gdy musiała. Oczywiście wiedziała, że nic się nie dzieje bez powodu. Zaskoczona, choć wcale po sobie tego nie pokazywała, reakcją Wilczycy skupiła swój baczny wzrok na Domino. Najwyraźniej z ust kobiety padły słowa, które wywołały zakłopotanie u Rahne. Z drugiej strony z tego co pamiętała, w przypadku Wolfsbane zadanie to wcale nie było takie trudne. Bez obrazy. Chłodny osąd Laury często nie należał do tych złośliwych. Będąc bardziej ponurą wersją Wolverina nie osiągnęła jeszcze wysokiego poziomu sarkazmu Howletta.
Dopiero widząc reakcję Rahne przypomniała sobie o swoim jakże oryginalnym outficie. Poczuła jak drobinki brudy oblepiają jej twarz. Odruchowo przetarła przegubem nadgarstka czoło pozostawiając na nim jeszcze większą czarną smugę. Ni to chciała sobie pomóc, ni to drobinka załaskotała odrodzoną tkankę. Reakcja odrobinę nienaturalna jak na nią, jednak mutantka nie była przyzwyczajona do tak głębokiego wyrazu troski. Nie żaliła się, rzecz jasna. Przyzwyczaiła wszystkich do tego by się nie przejmowali. Miała healing factor i zwykle to ona robiła za żywą tarczę podczas misji. Sama myśl o bólu również nie zabierała jej odwagi. Zresztą wbrew pozorom, według Laury to uczucie dostarczało jej poczucia ludzkości. Kompleks klona cały czas dawał się we znaki. Czy była człowiekiem? Sztucznym tworem? Czy miała w ogóle duszę? Czy była zwykłą maszyną do zabijania? Maszyną, której żądza krwi brała górę nad rozsądkiem…?
- Nic mi się nie stało – Chciała od razu wyjaśnić widząc reakcję dziewczyny.
- Po prostu byłam na spacerze i… - Niestety nie zdążyła dokończyć. Domino niebezpiecznie zmniejszyła dystans między nimi, co sprawiło, że uwaga X całkowicie spadła na czarnowłosą. Uniosła brwi zaskoczona widząc jak ta się przy niej pochyla. Zrobiła nawet krok w bok zerkając na nią skonsternowana zachowaniem oraz zbyt dużą uwagą jaką poświęcała pannie Kinney. Po części zaczęła rozumieć Rahne. Skoro Domino była tak bezpośrednia w swoich poczynaniach, to co dopiero w słowach. Nie wyczuła jednak jakiejkolwiek negatywnej emocji, ani chęci zaatakowania. Z wiedzą jaką podarował jej Logan, co prawda nie za dużą, ale wystarczającą postanowiła odczekać. Zacisnęła piąstki powstrzymując dalszą ucieczkę i poddała się oględzinom Domino. Tak Laura okazywała szacunek. Delikatnie wzruszyła ramionami rzucając Rahne nieco zrezygnowane spojrzenie.
I już chciała zaoponować, że nie umie gotować, kolejny raz w swoim życiu nie rozumiejąc żartu. Chciała również, ku swojej obronie dodać, że treningi w Danger Roomie to dla niej przyjemność. Zaraz potem uświadomiła sobie jak wiele Domino wie o instytucie. Najwyraźniej Wolverine również musiał co nieco opowiedzieć o tym miejscu. Dodatkowo wyręczyła ją z wyjaśniania Rahne, że uczniom szkoły nie zagraża żadne niebezpieczeństwo i nie są właśnie pod ostrzałem złowrogich statków kosmicznych czy rządowych. Właściwie te kosmiczne jak się okazuje mogły nie być taką abstrakcją skoro gościli dziewczynę z pozaziemskiej rasy.
Laura kiwnęła głową przyznając racje Domino. Huh. Dobra była w te klocki. Nie ma co. Właściwie nie wiedziała czy ma teraz coś dodać, ale stwierdziła, że te najważniejsze kwestie zostały wyjaśnione. Reasumując: ona była cała. Instytut – nie atakowany.
- Tak, słyszałam o tobie od Logana. Opis się zgadza. Umiejętności również – Spojrzała na kobietę tą swoją przerażająco poważną miną. Najwyraźniej nic więcej nie chciała powiedzieć, ponieważ momentalnie zamilkła. Wytrzymała również spojrzenie kobiety dając do zrozumienia, że ciężko będzie z niej wyciągnąć co dokładnie Wolverine raczył opowiadać.
Dopiero przy kolejnym pytaniu na twarzy Laury mogła dostrzec jakiekolwiek emocje. Dziewczyna uniosła brwi wyżej i odrobinę zmrużyła powieki.
- Ten przyjemniaczek to twój kumpel? Huh. – Zamyśliła się analizując sytuację oraz zachowanie Cable. Taa. Nie mogła się pomylić.
- Jest w środku. Mam cię do niego zaprowadzić? – Zapytała pokazując za siebie kciukiem. Przychylne spojrzenie również posłała Wolfsbane jednak do niej nic nie powiedziała. Brak reakcji w wydaniu Laury również było ogromnym ukłonem w kierunku rozmówcy, w końcu miała Rahne za kogoś ‘swojego’ z kim nie musiała bawić się w krępujące i niezrozumiałe konwenanse. Reasumując Rahne miała czuć się jak u siebie w domu, bo przecież w nim była. Przynajmniej w oczach Laury. Logan też czasami znikał na długie miesiące. Czy nawet dłużej. Każdy miał swoje sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Wto Sie 16, 2016 9:05 pm

Najchętniej przybrałaby postać hybrydową, aby własnym węchem potwierdzić ocenę Domino, ale krępowała ją obecność nowo poznanej kobiety. Zauważyła jednak, że Laura skinęła głową na jej słowa, a to było już bardziej uspokajające. Posłała dziewczynie pełne współczucia spojrzenie, kiedy Domino poddała ją szczegółowej inspekcji. Wiedziała, że Laura niezbyt dobrze toleruje nadmierną fizyczną bliskość i oznaki poufałości. Wyglądało na to, że Domino nie szanuje żadnych granic...
Spokojniejsza o los Instytutu, Rahne zaczęła przysłuchiwać się rozmowie. Nie miała pojęcia o kim rozmawiały jej towarzyszki, ale sądząc po reakcji X jego obecność tutaj wywołała poruszenie. Zmarszczyła brwi. Jej przyjazd musiał zbiec się w czasie z jakimś większym zamieszaniem. Po namyśle musiała jednak przyznać, że niewiele zdarzało się w szkole dni bez zamieszania. W pewnym sensie nawet za tym tęskniła.
Na bezgłośne zaproszenie Laury skinęła lekko głową i odeszła kilka kroków aby podnieść wciąż leżącą na trawniku torbę. Właściwie nigdy nie była pewna, jakie uczucia żywi wobec dziewczyny. Niewzruszona logika i niemal nieludzki chłód, z jakim X traktowała większość problemów, robiły... niepokojące wrażenie. Z drugiej jednak strony wszystko, co wiedziała na temat przeszłości dziewczyny, zdawało się to usprawiedliwiać. Jeżeli Rahne miała niezbyt szczęśliwe dzieciństwo, to Laura nie miała go wcale. Nawet jeżeli szanse, że kiedykolwiek zostaną serdecznymi przyjaciółkami były nikłe, współczucie i poczucie solidarności wobec X przeważało nad ewentualnym dyskomfortem odczuwanym w jej towarzystwie.
W tej konkretnej sytuacji wdzięczność za jej pojawienie się i pociecha, jaką czerpała z widoku znajomej twarzy, sprawiła, że Rahne z chęcią podążyła za Laurą. Poza tym naprawdę była ciekawa w jakich okolicznościach dziewczyna została tak poturbowana i co wydarzyło się w szkole podczas jej nieobecności. Miała nadzieję, że zdoła ją o to wypytać na osobności. Zarzuciła torbę na ramię i stanęła przy drzwiach, spokojnie oczekując na to, co postanowią jej towarzyszki, gotowa podążyć za nimi do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Domino

avatar

Liczba postów : 138
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Wto Sie 16, 2016 9:47 pm

Domino dobrze pamiętała pełną nazwę instytutu "Instytut profesora Xaviera dla Utalentowanej Młodzieży". Cóż, może powinni to zmienić na "Instytut profesora Xaviera dla Delikatnej Młodzieży". Ona zwyczajnie patrzyła na jej ubranie, chyba, że w pewnym momencie wpadła w ślepą furię podczas której zaczęła dziko wąchać włosy nastolatki i wyszła z niej akurat teraz. Na coś takiego wskazywała niechęć na twarzy Rahne. Neena znała się dobrze na ludziach. Ostatnio sporo rzeczy ją wkurzało, brak klientów Cable, to, że znowu sobie przypomniała o tym... Przez to zamiast zwykłej obojętności posłała Sinclair ostre spojrzenie. Była wkurzona, ale nie na tyle by wyżywać się na dziecku, więc wzięła wdech i wydech, patrząc znowu na dziewczynę z popsutymi ubraniami.
-Logan opowiadał o mnie? Czuję się zaszczycona- powiedziała z uśmiechem na twarzy-Zapewne nie chodzi po instytucie rozdając ulotki z informacjami jaką to fajną dziewczyną jest Domino (a powinien), więc pewnie Ci ufa- sama nie była pewna czemu powiedziała to na głos. Zazwyczaj lubi pokazywać ile to ona wie o ludziach i jak mało oni wiedzą o niej... Pewnie siła nawyku.
-Kumpel? Pewnie pięć minut temu nim był. Teraz to tylko współpracownik- powiedziała zrezygnowanym głosem, wpatrując się w ziemię. Mocno kontrastowało to z jej wcześniejszym zachowaniem, pełnym żartów i uwag.
Ponownie spojrzała do środka budynku. Ugryzła się lekko w dolną wargę. Dziewczyna wiedziała gdzie jest zarówno Cable jak i Wolverine. Pierwszy potrzebował pomocy, ale ją wkurzył, za to chętniej spędziłaby czas z tym drugim. Westchnęła.
-W sumie... Może zobaczę co u Logana
Z chęcią uda się gdziekolwiek zawiedzie ją nieznajoma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Sie 18, 2016 6:40 pm

Stosunek Laury do Rahne natomiast był bardzo krótko ukierunkowany przez Wolverine’a. Miała jej bronić. Miała bronić wszystkich uczniów szkoły. Logan bardzo szybko wbił jej do głowy, że ci którzy wprowadzają w nasze życie dobro, bo tak postrzegała Wilczycę, muszą być strzeżeni przez tych, którzy bardzo pogubili się na swojej ścieżce, albo… w przypadku Laury, nie mającej szansy co do jej wyboru odnalezienie tej prawidłowej.
„To za takie osoby tacy jak my powinni ginąć, Lauro”. I ona to po jakimś czasie zrozumiała. Cóż nie będzie ukrywać, że na początku miała dość obojętny stosunek, ale nie tylko do Rahne. Właściwie do wszystkich poza Loganem, w końcu chciała go zabić, więc … wobec niego nie była, aż taka… niewzruszona. Od czasu do czasu przypomina sobie ten dzień, w którym to postanowiła stoczyć walkę z Rosomakiem, a potem go odnaleźć. Wielokrotnie wspominała moment, w którym go dopadła. Pamiętała również, że się poddał wiedząc do czego to wszystko zmierza. Zaskoczył ją, choć myślała, że nic … że nikt nie jest do tego zdolny.
Dopiero po dłuższym pobycie oraz obcowaniu z uczniami szkoły Laura zaczęła rozumieć pewne kwestie związane z przywiązaniem. Zaczęła dostrzegać pewne różnice w zachowaniu, a co do Rahne… nigdy nikomu się nie przyznała, ale Laura darzyła ją dość specyficznym uczuciem prawdopodobnie ze względu na jej moce. Jakby nie patrzeć sny mutantki wyraźnie krystalizowały jej zwierzęcą naturę w postać dzikiego wilka. Zbuntowanego, wiecznie chcącego zerwać się z łańcucha zwierza. Rahne była niejaką nadzieją na to, że da się go opanować. W jakim sensie dzięki niej wierzyła, że to co i w niej drzemie, to czego tak bardzo się obawiała – berserdzka furia i brak pohamowania w swoich morderczych czynach zostanie odrobinę stłamszone i będzie potrafiła reagować z głową, a nie uderzyć tak by zabić.
…Zatem do delikatnych nie należała. Domino pochyliwszy się wprawiła w zakłopotanie mutantkę, niechęć na twarzy Rahne odebrała raczej jako pozostałość po przednim pytaniu oraz upewnieniu się, że Domino najwyraźniej jest zbyt ciekawską osobą.
Zrozumiała dlaczego Domino czuła się zaszczycona. Uśmiech również, mogło być jej miło chociaż nie do końca wiedziała co Logan opowiadał. Za cholerę niestety nie zrozumiała o co chodziło z ulotkami. Poczcie humoru Laury niestety nie było zbyt rozwinięte, dlatego przez chwilę zachodziła w głowę, próbując sobie nawet wyobrazić taką sytuację. Jednak nie. To niemożliwe. Wpatrywała się w Domino bez słowa, aż w końcu dała sobie spokój.
- Współpracownik? Mówił, że jest podróżnikiem w czasie. Swoją drogą skąd wiedziałaś, że tu jest? – Zapytała ot tak, gdy wchodziły już do środka.

/zt Hangar x3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shatterstar

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Wrz 01, 2016 10:34 am

Star nie wtrącał się w dalszy przebieg dość krótkiej i raczej mało owocnej konwersacji. Zmarnowali czas, całkiem sporo patrząc na to, że chwilę musieli poczekać na przybycie Pająka. Nie da się ukryć, że od początku to było poruszanie się po omacku i równie dobrze mogliby się nie natknąć na Spider Mana, albo mogło się skończył dokładnie tak jak skończyło, bez współpracy czy choćby cienia jej chęci. Ric nie był zadowolony i Star to wyczuwał, przynajmniej na tyle ile potrafił z jego zachowania już wyczytywać pewne emocje - miał na to kilka lat, a Ric częściej emanował tymi negatywnymi. Trochę więcej zrozumienia uczuć ze strony rudzielca i byłby ekspertem jeśli chodzi o nastroje Latynosa. Póki co jedynie je w miarę wyczuwał i wiedział kiedy lepiej go bardziej nie denerwować - co nie znaczy, że zawsze mu to wychodziło skoro nie wiedział kiedy robi lub mówi coś złego... To skomplikowana sprawa. Bardzo skomplikowana.
Tak czy inaczej, spojrzał jedynie za oddalającym się Pajęczakiem, sunąc wzrokiem wyżej po jego pajęczynie; zmarszczył brwi, zadzierając głowę wyżej, szukając czegoś konkretnego. To dość łatwo odwróciło jego uwagę od emanującego wściekłością Rica tuż obok, nawet nie był pewien co dokładnie było jej źródłem, więc jakoś łatwiej było znaleźć coś ciekawszego do skupienia się na tym, głównie po to żeby bardziej nie zezłościć Julio.
- Do czego to się przyczepia? - Mruknął, bardziej do siebie niż Rictora, śledząc wzrokiem pobliskie budynki i szukając zaczepienia sieci, tańczących na wietrze pozostałości po skakaniu Pajączka.
Kiedy Rictor zaczął się oddalać, Star przeniósł na niego spojrzenie, rzucając krótkie 'zaczekaj'. Podszedł do Latynosa i poprosił by pomyślał o Instytucie, wyobraził go sobie i nie przestawał utrzymywać jego wizerunku w głowie, dopóki Star mu nie powie. Sam skrzyżował ręce, tworząc z nich coś na kształt litery "x", wysunął swoje ostrza i już po chwili za jego plecami pojawiła się o wiele większa, intensywnie świecąca na biało wersja tejże litery - rudzielec kazał Ricowi przez nią przejść, samemu zaraz idąc w jego ślad. Tym samym chwilę później znaleźli się przed Instytutem Xaviera, a niedługo po tym jak przeszli, przejście zamknęło się za nimi z jasnym rozbłyskiem. Rudzielec zaraz schował ostrza, rozglądając się z zaciekawieniem dookoła, przyglądając fasadzie szkoły; oparł dłonie na biodrach.
Przeniósł wzrok na Latynosa.
- Jesteśmy tu żeby spotkać się z Cablem? - Zapytał, sam już niepewny celu ich podróży. Wiedział, że mieli się tutaj spotkać z kimś komu przekażą informacje o robocie, na którego się natknęli i urządzeniu, które miał w sobie. Ale może jednak sms od Cable'a coś zmienił w ich planach, chociaż niespecjalnie widział ponowne spotkanie Rictora i Nate'a. Z pewnością nie bez zniszczonego budynku czy dwóch... Więc coraz bardziej wątpił w to, że Julio w ogóle coś zrobi z tą sprawą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 87
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Wrz 01, 2016 1:36 pm

Ric natychmiast zatrzymał się i obejrzał przez ramię, kiedy Star kazał mu zaczekać - a następnie śledził go pytającym wzrokiem, podczas gdy rudzielec się z nim zrównywał. Już miał zagadnąć przyjaciela o jakieś wyjaśnienie, kiedy ten wydał mu kolejne instrukcje... Dziwne, choć nie bardziej od tego, do czego Latynos i tak był już przyzwyczajony. Pojęcie normalności bardzo się rozszerzało, gdy ktoś spędzał większość swojego czasu ze Starem.
Chcąc, nie chcąc, Rictor skupił się więc na myśleniu o Instytucie, przywołując do siebie z pamięci obraz budynku widziany z zewnątrz - podjazd, fontanna, potężne mury... I tak dalej. Nie miał pojęcia czy właśnie o to chodziło Starowi, ale zakładał, że już niedługo się o tym przekona. Brak komentarzy ze strony rudzielca uznał zresztą za dobry znak.
W międzyczasie mutant przymknął oczy, aby ułatwić sobie zadanie, ale charakterystyczny, choć cichy dźwięk wysuwanych ostrzy i tak zwrócił jego uwagę. Mimo to Latynos rozchylił powieki dopiero wówczas, gdy wyczuł w powietrzu - w przepływie energii - jakąś zmianę... I sam nie był pewien jak to określić, więc nawet nie próbował, tylko po prostu spojrzał ku Starowi... Oraz ku świecącemu za nim wielkiemu X. To było coś nowego - i Ric natychmiast zmrużył podejrzliwie oczy, przyglądając się temu zjawisku. Nie chodziło o to, że nie ufał Starowi, wręcz przeciwnie, powierzyłby mu własne życie, duszę, czy czego tam nie posiadał... Nie mniej jednak wolałby być uprzedzany o takich niespodziankach.
Mimo wszystko teraz nie pozostawało mu nic innego, jak tylko podążyć za dalszymi wskazówkami rudzielca - i przejść przez X na jego drugą stronę. W tym momencie Rictor i tak domyślał się już jak to się skończy, więc pojawienie się przed Instytutem nie stanowiło dla niego większego zaskoczenia... Ciekawiło go za to czy zostaną uznani przez system obronny szkoły za intruzów czy za gości. Ta pierwsza opcja zmarnowałaby trochę ich czasu, ale za to dałaby mu okazję do rozładowania emocji, a i Shatterstar pewnie ucieszyłby się z ruchu. Skoro zaś już o nim mowa, to Ric obrócił się przodem ku niemu i na chwilę skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
- Jesteśmy tu, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o jego poczynaniach. I w sprawie tamtego robota... Przede wszystkim w sprawie tamtego robota. I spisu. Ale w domu porozmawiamy jeszcze o tym twoim portalu - zastrzegł, po czym ruchem głowy wskazał w stronę budynku, tym samym sugerując, że powinni udać się już do środka. Kiedy tylko Star ruszył z miejsca, on sam również to uczynił, krocząc na równi z nim, kierując się ku schodkom i drzwiom wejściowym.
Prawdę mówiąc Rictor zakładał, że X-Men i tak zostali już poinformowani o ich obecności. Nawet jeżeli systemy obronne nie uznały ich za wrogów, to nie byli też przecież stałymi mieszkańcami Instytutu, więc musieli zostać wychwyceni... A to oznaczało, że dzwonienie do drzwi zdawało mu się być trochę zbędne. Mimo to uczynił to z tak zwanej "grzeczności" - czyli głównie dla podkreślenia własnej dobrej woli i niewinnych zamiarów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rockslide

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 29/05/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Wrz 01, 2016 4:14 pm

W pewnym momencie para przybłedów... tudzież kochanków mogła zauważyć zbliżającą się w ich stronę od strony głównej bramy półciężarówkę*. Pojazd wiózł trójkę pasażerów. Sigmę, która siedziała za kółkiem, Wandelopę, która wierciła się obok niej na przednim siedzeniu, oraz Rockslide'a, który z racji na swój wielki rozmiar, zmuszony był do jazdy na pace, jego kamienny łeb był widoczny z daleka, ponieważ wyraźnie wystawał ponad dach. Kiedy samochód zatrzymał się przed budynkiem, kamienny mutant zeskoczył z niego i głośno opadł na podłoże. Strudzona konstrukcja pojazdu zaskrzypiała, jakby z ulgą kiedy pozbyła się jego ciężaru.
- Wysiadka! -
Zakrzyknął wesoło i pomachał ręką poganiając dziewczyny by poszły w niego ślady. Korzystając z okazji oczyścił twarz z komarów, które po drodze się na niej rozmazały. Przyjrzał się też uważniej dwójce mutantów, która stała pod drzwiami, podszedł do nich bliżej i zagadnął podnosząc w geście powitania kamienną łapę.
- Siemanko... -
Przez chwilę przyglądał im się z zaciekawieniem i zerkał za siebie ponieważ był równie ciekawy tego jak Wandelopie spodoba się instytut.

z/t

*


Ostatnio zmieniony przez Rockslide dnia Sro Wrz 14, 2016 3:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Wto Wrz 06, 2016 9:08 pm

Rahne szła korytarzami posiadłości jak chmura gradowa. Rozumiała Logana, ale wcale nie była dzięki temu mniej wściekła. Jak burza wpadła do swojego dawnego pokoju i cisnęła torbę na łóżko. W uszach wciąż brzmiały jej słowa wypowiedziane w hangarze. Niewiele z tego wszystkiego rozumiała. Wiedziała tylko, że jej przyjaciele lecieli właśnie na spotkanie śmiertelnego niebezpieczeństwa, a ona nie mogła nic na to poradzić. Nienawidziła bezradności. Jeszcze bardziej niepokoił ją fakt, że nikt w rozmowie nie wspomniał ani słowem o profesorze. Zamierzała wykorzystać fakt, że zostaną z Laurą sam na sam i dokładnie wypytać dziewczynę o wszystko, co ją ominęło.
Machinalnie ściągnęła z siebie przepocony podkoszulek i zamarła. Pod palcami wyczuła futro. Zmusiła się, by spojrzeć w wiszące na ścianie lustro. Jej wilcze odbicie wyszczerzyło do niej zęby. Nagle zrozumiała dlaczego uczniowie na korytarzu czmychali przed nią jak myszy. Wzruszyła ramionami, zdecydowana nic z tym na razie nie robić. Taki wygląd doskonale oddawał jej stan ducha, a tu przynajmniej mogła sobie na niego pozwolić. Przebrała się w czystą koszulkę wyciągniętą z torby i narzuciła na nią motocyklową kurtkę. Ta czynność przypomniała jej o gruchocie, którego zostawiła dość niedbale zaparkowanego na podjeździe, postanowiła więc czym prędzej to naprawić. I tak miały się z Laurą spotkać w garażu.
Ruszyła do głównego holu i dopiero wtedy pomyślała, aby rzucić okiem na telefon Logana, który teraz ciążył jej w kieszeni spodni. Jaka sprawa tak nie cierpiała zwłoki, że Wolverine wykorzystał ją jako pretekst do pozbycia się jej? Spojrzenie na ekran niewiele jej wyjaśniło. Wiadomość od "NigdyWiecejSG" była krótka i enigmatyczna, choć przynajmniej wskazywała miejsce, w które miały się udać. Rahne zaklęła przez zęby. Spacer po parku? Tym miała się zająć?
W drzwiach niemal zderzyła się z Rictorem, który właśnie podnosił rękę do dzwonka. Zabawne, ale pierwsze co przemknęło jej wówczas przez myśl to "Chyba sobie żartujecie." Najwyraźniej dziś przypadał narodowy dzień powrotów i niespodziewanych spotkań, o którym nikt jej nie uprzedził. Było to wręcz nieprawdopodobne, ale mężczyzna na progu bez wątpienia był Rictorem. Na widok jego miny parsknęła śmiechem, co w jej hybrydowej postaci zabrzmiało raczej jak kichnięcie owczarka. Nagle poczuła jak wściekłość się z niej ulatnia, wyzwolona spontanicznym wybuchem śmiechu. Absurdalność sytuacji i jej własnej reakcji na nią coś w niej odblokowała i Rahne niemal osunęła się na trawnik, zanosząc się dzikim chichotem. Przybrała z powrotem ludzką postać i spróbowała złapać oddech.
- Cześć, Rictor - wyszczerzyła zęby i spojrzała ponad jego ramieniem. Na widok stojącego opodal Shatterstara jej uśmiech nieco stężał.
- Shatterstar - skinęła głową rudzielcowi, starając się zachowywać swobodnie, choć widok ich obu razem sprawił, że poczuła się niezręcznie. Nie chciała się nad tym zastanawiać, nie teraz, zwłaszcza, że na widok zmierzającego ku nim wielkiego mutanta podobnego do chodzącej skały zjeżyła jej się resztka sierści na karku. Kiedy jednak ten przemówił przyjaznym tonem, Rahne opuściła gardę, skupiając całą uwagę na Ricu i Starze.
- Co was tu sprowadza, chłopaki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shatterstar

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Wrz 10, 2016 10:49 am

Na słowa Rictora jedynie skinął głową, potwierdzając, że przyjął do wiadomości ich plan działania na teraz oraz czekającą ich rozmowę w przyszłości. Kiedy Rictor skierował się w stronę drzwi, Star ruszył za nim, zatrzymując się tuż przed schodkami do głównego wejścia, obserwując uważnie otoczenie, jakby obawiając się, że mimo znajomego miejsca, ktoś ich zaatakuje w każdej chwili - najpewniej była to zakodowana w nim ostrożność, zwłaszcza w momencie gdy nie był w miejscu, które on sam doskonale znał, a nie można powiedzieć by Instytut był najbliższym jego sercu miejscem, że znał każdy zakręt i korytarz. Byłoby to ogromnym niedomówieniem.
Usłyszał kroki po drugiej stronie drzwi, zanim jeszcze Latynos zdążył nacisnąć przycisk, dlatego też na początku zastanawiał się czy przysłali telepatę, a może medium. Prędzej stawiałby na to pierwsze, nie sądził by byli na tyle istotni by jakieś medium ich zobaczyło, świeże czy już lepiej przeszkolone. Dlatego gdy zobaczył, cóż, wilczycę, nieznacznie zmarszczył brwi, przyglądając jej się uważnie. Niemniej zaskoczył go ten nagły wybuch śmiechu, który zbił rudzielca z tropu. Przyglądał się jej przez sekundę zanim podszedł do Rica i nachylił się w jego stronę, konkretniej do jego ucha.
- Myślisz, że dobrze się czuje? - Szepnął, przyglądając się uważnie kobiecie. Rahne, jeśli pamięć mu dobrze podpowiadała, a nie mógł narzekać by ta mu szwankowała. Zwłaszcza, że dość dobrze pamiętał starcie z nią; nigdy nie zapominał przeciwników, to pozwalało odtworzyć w pamięci umiejętności, ruchy, zagrania. Oczywiście liczył się z tym, że zaszły zmiany i ulepszenia w technice walki, moce mogły stać się silniejsze, ewoluować, jednak posiadanie nawet podstawowej wiedzy dawało znikomą przewagę - wystarczającą by nie dać się zabić w ciągu pierwszych kilku minut.
Na powitanie uniósł dłoń i nieznacznie nią pomachał.
- Hel-lo. - Przysunął się nieznacznie do Rictora, tak by ich ramiona się ze sobą stykały. Po tak długiej rozłące wciąż czuł się pewniej, spokojniej, gdy fizycznie utrzymywał choć najmniejszy kontakt z drugim mężczyzną.
Jego wzrok przeniósł się za nich, na podjazd, z dala już usłyszał, że zbliża się jakiś pojazd, dotychczas jednak go ignorując; ciężkie kroki zwróciły uwagę rudzielca. Widząc kamienną istotę, kierującą się w ich stronę, delikatnie niemalże niezauważalnie ściągnął brwi, gotów zareagować w każdej chwili. Jak się jednak okazało, istota chyba miała przyjacielskie nastawienie - skinął głową na powitanie. Widząc kolejne dwie osoby w pojeździe, nie opuszczał gardy, nie każdy musiał być tak przyjaźnie nastawiony do obcych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 87
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Wrz 10, 2016 6:27 pm

Prawdę mówiąc Ric brał pod uwagę opcję, że drzwi otworzone zostaną praktycznie od razu. Może nie jeszcze przed dzwonkiem - ale i tak prędko. Telepatia, wyczulone zmysły, system ostrzegania... Wszystko to z osobna mogło już zaalarmować mieszkańców Instytutu o ich obecności. Pod tym względem o żadnym zaskoczeniu nie mogło być mowy.
Mężczyzna z całą pewnością nie spodziewał się natomiast tego, że stanie przed nim nie kto inny, jak znajoma wilczyca - z którą nie widział się już od pewnego czasu. Nie słyszał nawet o tym, że Rahne przebywała obecnie u Xaviera, ale może faktycznie ostatnio mniej interesował się składem X-Men... W końcu miał na głowie Madroxa i agencję. W tej kolejności.
Gdzieś w oddali - od strony bramy - Rictor słyszał dźwięk silnika, lecz jeszcze się nim nie przejmował. W tym miejscu nie spodziewał się żadnego zagrożenia, poza tym i tak miał przy sobie Stara, który w razie czego by go ostrzegł. Jego spojrzenie przesunęło się za to po twarzy, a raczej po pysku Rahne, ale postanowił nie wnikać w powody, dla których kobieta przyjęła właśnie tę formę. Być może ich wywęszyła i zapomniała zmienić się z powrotem... Ale nieważne, jej sprawa, a Ricowi tak naprawdę nie robiło to żadnej różnicy.
Nie był pewien co dokładnie odbiło się w pierwszej chwili na jego twarzy - zaskoczenie, zdezorientowanie? - ale grunt, że wilczycę najwyraźniej to rozbawiło... O ile nie śmiała się do własnych myśli. Latynos tak czy siak uniósł pytająco brew i jednocześnie oparł jedną dłoń na biodrze, czekając na to, aż przyjaciółka się uspokoi.
Słysząc pytanie Stara, Rictor zerknął ku niemu krótko, nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmiechu - nie dlatego, że również uważał, że z Rahne było coś nie tak, ale raczej z powodu toku myślowego rudzielca... Oraz samego sposobu, w jaki ujął swoje wnioski. Poza tym Ric zakładał, że wilczyca powinna być w stanie bez problemu usłyszeć ich szepty i między innymi dlatego póki co zrezygnował ze słownej odpowiedzi.
Nie było już na nią zresztą czasu, bo Rahne spoważniała i wróciła do ludzkiej postaci. Latynos od razu powiódł ku niej wzrokiem, a następnie skinął głową na jej powitanie, umyślnie nie reagując na tę niewielką zmianę w wyrazie jej twarzy, kiedy spojrzała na Shatterstara. Nie miał ani czasu, ani siły, ani tym bardziej ochoty, aby w tej chwili zajmować się tą kwestią... Choć pewnie powinien to niedługo zrobić, jeżeli sądzić po tym, jak Star się do niego zbliżył.
Dopiero teraz Rictor częściowo się obrócił, aby spojrzeć w stronę nadchodzącego... Zapewne mutanta. Nie znał go, Rahne i Star również spięli się na jego widok, a to wystarczyło, aby mieć go na oku - nawet jeżeli zachowywał się przyjaźnie. Z drugiej strony system obronny szkoły go przepuścił... Tyle że przecież dało się go oszukać. Ric był praktycznie pewien, że sam potrafiłby to zrobić.
- Problemy, jak zawsze, ale wolelibyśmy porozmawiać o nich w środku. Sprawa jest dość pilna - poinformował więc Rahne, w tym samym czasie układając dłoń na ramieniu Stara, tym dalszym, przez co luźno go objął. Jego słowa nie oddawały tak naprawdę powagi sytuacji, ale z wywoływaniem paniki zamierzał poczekać do chwili, gdy będzie miał pewność, że nie słyszy go nikt niepowołany - na przykład uczniowie, którzy mogli się tutaj kryć wszędzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 09/04/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Wrz 12, 2016 7:38 am

Wytrzymała spojrzenie Shatterstara ze spokojem, którego tak naprawdę nie czuła. Najwyraźniej oceniał ją jako potencjalne zagrożenie. Niepokoiło ją to, ale i w pewien sposób pochlebiało. Musiała zostawić po sobie trwałe wrażenie. Mogła się domyślić, że wojownik taki, jak Star, natychmiast spróbuje pokazać, gdzie jej miejsce. Sposób, w jaki najpierw otaksował ją spojrzeniem, a następnie umieszczenie siebie w bezpośredniej bliskości Rictora było dla zmysłów Rahne równoznaczne z oznaczeniem własności. „Moje terytorium. Nie twoje. Moje” – zdawał się jej mówić całą postawą. Jedynym bardziej dobitnym sposobem oznaczenia terenu byłoby chyba tylko obsikanie Rica, choć Rahne miała nadzieję, że Shatterstar nigdy nie wpadnie na taki pomysł.
Mimo wszystko myśl rozbawiła ją na tyle, że złagodziła nieco ukłucie zazdrości i nieprzyjemny smak porażki. Jej uczucia wobec Rica były na tyle niejasne i nieuporządkowane, że wciąż mogły sprawić jej ból. Nie umknął jej ukradkowy uśmiech, który Ric rzucił rudzielcowi, tak jasno kontrastujący z jego zwyczajową ponurą miną. Do niej nigdy się w ten sposób nie uśmiechał. Obojętność, jaką dostrzegła na jego twarzy, wcale nie poprawiała sytuacji. Ledwo skinął głową na jej powitanie, co wyraźnie wskazywało, że nadal miał do niej żal o tę małą bójkę ze Starem… Właściwie dlaczego miałby jej wybaczyć? W końcu uciekła z podwiniętym ogonem, zamiast spróbować wyjaśnić, co nią kierowało, i naprawić ich wzajemną relację. Być może Rictor zrozumiałby jak mocno to, w co wierzyła, kłóciło się z tym, w co chciała wierzyć, a może nie. Nie dała mu nawet tej szansy. Zasłużyła na jego pogardę.
Przyjęła niewypowiedzianą naganę z pokorą, starając się zamaskować nagłe uczucie żalu, jakie musiało się odbić w jej oczach. Zanim znów się odezwała, odchrząknęła, nie ufając w pełni swojemu głosowi.
- Jeśli szukacie Scotta albo Logana, to macie pecha. Ich też wezwały kłopoty.
Jakby na potwierdzenie jej słów, ponad nimi rozległ się szum silników. Po chwili cień X-jeta padł na trawnik, pogrążając ich na kilka sekund w półmroku. Kiedy Rahne powiodła za nim wzrokiem, po jej twarzy przemknął cień niedawnego gniewu. Mogła tam być razem z nimi… Otrząsnęła się i wskazała kciukiem drzwi wejściowe.
- Z tego, co wiem, Storm przyjmuje właśnie gości, ale możecie spróbować u niej. Jestem tu dopiero od godziny i już się gubię. Może Laura cokolwiek wam wyjaśni.
Odwróciła się ku wejściu, gestem zachęcając Rictora i Stara do podążenia za nią. Cała ta złość na Logana w połączeniu z ich nagłym pojawieniem się sprawiła, że zatęskniła za kolejnym starym przyjacielem.
- Co u Jamiego? – rzuciła przez ramię.

/zt x3 --> Hall wejściowy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3378
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Paź 01, 2016 2:18 pm

Pierwszym znakiem, że coś jest nie tak, były nietypowe dźwięki - charakterystyczne dla przecinających powietrze pojazdów latających, pomnożone przez... Cóż, najprawdopodobniej przez wiele egzemplarzy, których jednak nie dało się dostrzec nigdzie w pobliżu. Maskowały się? Najpewniej - i to bardzo dobrze się maskowały, gdyż nic widzialnego nie wskazywało na ich obecność. Komputery X-Men również nie były w stanie ich wykryć.
Już same te odgłosy zdecydowanie wystarczyłyby, aby zwrócić czyjąś uwagę, lecz na nich się nie skończyło. W pewnym momencie dosłownie znikąd w powietrzu pojawiły się dwie postaci. Pierwsza z nich, kobieta o bladej cerze i kompletnie białych oczach, opadła na trawnik szybciej, a choć ze sporej wysokości - to najwyraźniej nie zrobiła sobie żadnej krzywdy i prędko podniosła się z kolana, na którym wylądowała. Jako drugi ziemi dotknął mężczyzna o granatowej skórze i w stroju, w którym dominowała czerwień. On z kolei osiadł na podłożu miękko, najwyraźniej na nie lewitując lub w inny sposób opóźniając swoje spadanie. Oboje ruszyli w stronę wejścia do budynku, mijając po drodze fontannę.
Żadne z nich nie znajdowało się w bazie danych X-Men, w związku z czym systemy bezpieczeństwa uruchomiły się, lecz jeszcze nie zaatakowały. Wysłały za to informację o przybyciu intruzów do tych członków drużyny, którzy znajdowali się na terenie Instytutu i dzięki temu mogli zareagować najprędzej - ze Storm na czele.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sigma

avatar

Liczba postów : 190
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Paź 09, 2016 9:25 pm

Sigma wysiadła z pojazdu, którym się tutaj dostała wraz z Rockslidem oraz Wandelopą. Cóż najwyraźniej jej część zadania się zakończyła, a golemowi pozostawi oprowadzenie dziewczyny po instytucie. Sama Sigma miała jeszcze trochę czasu wolnego, chociaż jej grafik wyraźnie mówił, że za godzinę trzydzieści minut i pięćdziesiąt pięć sekund ma się spotkać z Kitty w bibliotece i pomóc jej z zadaniami matematycznymi. Mimo, że maszyna była w kalkulacjach nieomylna i trzymanie jej na zajęciach mijało się z celem to jednak brała udział we wszystkich testach oraz wykładach. Interesowało ją zjawisko jakim jest „nauka młodych ludzi”. Dostrzegła pewien wzorzec, że znudzenie oraz senność osób jest wprost proporcjonalne do ogólnej preferencji względem danego przedmiotu. Byli uczniowie, którzy przysypiali na literaturze ale znaczna większość była mniej zainteresowana przedmiotami ścisłymi, które wymagały głębszej analizy problemu oraz suchej kalkulacji. Sigma za to miała problem właśnie z literaturą, gdyż jako maszyna operowała na określonych wzorcach, które zaczerpnęła ze źródeł w Internecie bądź przeskanowanych książek albo bazowała na tym co jej ktoś powiedział w wypadku kiedy nie mogła znaleźć danej pozycji w bankach danych. Maszyna nie była zdolna do interpretacji dzieła względem ludzkich standardów. Mimo, że kiedyś była człowiekiem to teraz nie mogła się wzruszyć poezją lub odczuwać przyjemności z czytania. Paradoksalnie jednak miała coś w rodzaju gustu. Wybierała określone stroje nad inne chociaż nie zawsze było to uargumentowane przydatnością danego odzienia. Na przykład nie zostało powiedziane nigdy dlaczego nosi czasami porwane jeansy, a czasami normalne, gładkie. Mogła tu zadziałać statystyka ale kiedy zaczęło się ją analizować to dochodziło się do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu, gdyż maszyna nosiła na zmianę mniej popularną oraz bardziej popularną pozycję.
Kiedy tamci weszli do środka czujniki Sigmy zareagowały na coś nietypowego. Hałas, który wypełnił powietrze zwrócił uwagę fioletowowłosej. Cybernetyczna kobieta zatrzymała się i spojrzała w niebo. Nie mogła się przebić przez siatkę maskującą nieznanej technologii jednak dzięki swojej szybkiej percepcji mogła dostrzec ruchy powietrza, które stawiało opór obiektom. Kontakt z nieznaną technologią nie przerażał jej tak jak zwykle dzieje się to w przypadku ludzi. Pragnęła bardziej nawiązać dialog i dokonać samoewolucji na podstawie technologii, z którą weszłaby w kontakt. Coś poruszało się z dosyć dużą prędkością, a na dodatek jednostek było wiele sądząc po ledwo dostrzegalnych odstępach między każdym dźwiękiem. Ludzkie ucho mogłoby mieć problem z wyłapaniem tych różnic jednak Sigma powinna być w stanie filtrować dźwięk i wyłapać każdy segment, dzięki czemu najpewniej będzie w stanie obliczyć przybliżoną ilość statków. Istnieje mała szansa, że dwa statki mają jednocześnie zsynchronizowany dźwięk poruszania się. Chyba, że jest ich naprawdę wiele.
Zaraz potem swój wzrok skierowała w kierunku dwóch postaci, które pojawiły się w X-mansion. Kobieta oraz mężczyzna na pewno nie należeli do ludzi. Mogli mieć zupełnie inne parametry jak chociażby temperatura ciała czy odczyt energetyczny, ale sam fakt, że lecieli i wylądowali jak gdyby nigdy nic oznaczał, że są nadludźmi. Zresztą w instytucie były osobniki, które daleko wybiegają poza definicję tego co ludzkie, a jednak z medycznego punktu widzenia nadal nimi są dlatego tych także można tak sklasyfikować. Mężczyzna miał na sobie strój, który przywoływał obraz stereotypowego superherosa zaś u kobiety gdyby odciąć kołnierz wyglądałaby jak stereotypowa tancerka w klubie bądź Psylocke. Czasami maszyna rozważała jaki jest sens nosić tak odkrywające ubrania? Może chodzi o przyciągnięcie uwagi samców poprzez ukazanie nieco skóry? Skierowali się w stronę drzwi przy czym również ruszyła się Sigma. Z wyrazem twarzy nie zdradzającym żadnych emocji. W praktyce powinna być w stanie ich wyprzedzić i dotrzeć do drzwi pierwsza jednak nie zastępowała im drogi, a stanęła na uboczu. Spojrzała w ich stronę, a następnie rzuciła tonem bez cienia emocji. Standardową formułką, która nie była spaczona ani uprzedzeniem ani specjalną radością. Ot, po prostu zadane pytanie – Mogę w czymś pomóc? – zapytała maszyna prostując się i splatając ręce za plecami. Nadal była w swoim szarym uniformie z kurtką więc mogła wyglądać jak jednostka wojskowa. Nie miała jednak zgody na to żeby robić komuś na terenie rezydencji krzywdę. Była tutaj gościem, który szukał azylu i jedyne co mogła zrobić to na polecenie gospodarzy dokonać obrony przybytku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Paź 10, 2016 5:13 pm

Xin Chang odpowiedziała tylko krótko na pytanie Zefiry słowami ''Już nawet nie pamiętam.'' by przez całą drogę w stronę Instytutu iść w ciszy i wpatrywać się głównie w żwirek, z którego ułożona była ścieżka parku, lub płytki chodnika, po którym stąpała. Ręce jej schowane jak zawsze w kieszenie dżinsowych spodni a kaptur, który znów miała zarzucony na głowę dodawał jej lekkiej tajemniczości, co w połączeniu z opaską na oku robiło z niej lekko dziwaka na ulicy i od czasu do czasu zdarzało się, że przez wygląd Azjatki kilka osób przystało i przypatrzyło się kobiecie.
Xin Chang przepełniło dziwne, znajome jej uczucie spokoju kiedy zobaczyła na horyzoncie budynek Instytutu. Z tego powodu aż głośno westchnęła i prawie że niewidocznie uśmiechnęła się pod nosem. Nauka tutaj kojarzyła jej się z najspokojniejszymi chwilami jej życia, wolnymi w większości od jakichkolwiek problemów i zmartwień, w jakie wplątało ją życie w Azji. Coraz bardziej zbliżając się do rezydencji Xin Chang zaczęła powoli dostrzegać póki co niewyraźne dla niej sylwetki stojące przed wejściem, co dość zdziwiło skośnooką i spowodowało, iż jedna z jej brwi uniosła się ku górze. Dziewczyna powoli wyjęła lewą rękę z kieszeni spodni i przyłożyła ją do głowy, niby powoli zdejmując kaptur i poprawiając przy okazji włosy, jednak jej głównym celem było dotarcie do umysłu nieznajomych sylwetek na horyzoncie, lub chociażby zidentyfikowanie, czy są oni groźni, czy też nie. Xin Chang nie zdziwił fakt, że nie miała niestety jak tego sprawdzić, jednak była 100 procentowo pewna, że jest to spowodowane jej zmęczeniem i zbyt długim namyślaniem się, co często coś takiego u niej powodowało i w tej chwili było na prawdę realnym powodem. Będąc już dosłownie przed rezydencją Xin Chang zwróciła się spokojnie do Zefiry odwracając się w jej stronę, chociaż tylko na dosłowną chwilę jej wzrok przyciągnęła osóbka, której wcześniej nie widziała, a mianowicie robocią dziewczyna stojąca dość niedaleko ich.

- Jesteśmy na miejscu.

Powiedziała biorąc głęboki wdech, który był spowodowany przywołaniem w jej głowie szczęśliwych wspomnień związanych z tym miejscem.
Powrót do góry Go down
Zefira

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/10/2016

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Paź 10, 2016 8:08 pm

Skinęła głową na słowa dziewczyny i przymknęła na chwilę powieki, dosłownie ułamki sekund tylko po to by odzyskać na tyle równowagę i siły by dalej ruszyć przed siebie. Nie spodziewała się, że tak daleko odeszła od przybytku w którym miała schronienie. Odległość niby tak nie rzucająca się w oczy a jednak dość spora. W milczeniu przeszła powolnym krokiem za Xin. Dostrzegła zbliżając się w stronę Instytutu że koś jest przed głównym wejściem. Nie znała kobiet ani mężczyzny. Sama zaledwie kilka dni temu tutaj przybyła a brak chęci poznawania otoczenia zwiększał się jeszcze bardziej zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo była odmienna od tych osób, które tutaj były. Chociaż Xin dała jej już solidny opierdol to nadal nie pojmowała tego, jak miałaby pomóc w razie problemów. Bo owe problemy były tyle, że niestety młoda Jasnowidzka nie miała pojęcia o tym co działo się w świecie mutantów oraz ludzi i innych osobników. Dla niej nadal świat składał się z ludzi. Nie miała okazji spotkać nikogo podobnego do siebie czy też nieco innego niż ona sama. Fakt niby poznała Xin, ale to nadal nie to samo. No i oczywiście ten cały Hellion...znała tylko jego imię i wiedziała jak wygląda. Miała też nadzieję taką zaledwie maleńką, że spotka tutaj swojego wybawcę i ratownika. Gdyby nie On, nie wiedziała jakby to się skończyło.
- I raczej nie tylko my.
Dodała cicho do Xin spoglądając z uwagą na zebranych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3378
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Wto Paź 11, 2016 3:12 pm

Dwoje przybyszów skupiło swoją uwagę na Sigmie, tym samym najwyraźniej ignorując znajdujące się jeszcze w pewnym oddaleniu Xin Chang i Zefirę... Przynajmniej póki co. Choć ta pierwsza nie zastąpiła im drogi, to jednak oboje zatrzymali się jakieś trzy metry od niej, co chyba nie wróżyło źle - gdyż potencjalnie oznaczało, że być może byli otwarci na dialog.
Podjęta przez Xin Chang próba wniknięcia do umysłu którejkolwiek z postaci zakończyła się porażką - lecz, co ciekawe, na inne sposoby. Dziewczyna nie była w stanie wkroczyć do umysłu Sigmy, gdyż po prostu praktycznie go nie wyczuwała, natomiast pozostała dwójka wydawała jej się czymś chroniona... Czymś lodowato zimnym i bardzo nieprzyjemnym, przywodzącym na myśl złe wspomnienia i negatywne refleksje.
Na pytanie Sigmy zareagował mężczyzna - i trzeba przyznać, że zarówno wyrazem twarzy, jak i tonem głosu całkiem nieźle naśladował cyborga, nawet jeżeli zapewne nie było to jego zamiarem. Sprawiał wrażenie, jak gdyby przemawiał i zachowywał się bardzo oficjalnie i formalnie.
-Jestem Gladiator, Praetor Straży Imperialnej Shi'ar. Na terenie tego przybytku gości niebezpieczny zbieg, zagrażający spokojowi oraz bezpieczeństwu Cesarstwa Shi'ar, a także wszystkich jego sojuszników. Jesteśmy skłonni okazać dobrą wolę i uznać, że wasze kontakty z nim wynikły na skutek otrzymania przez was błędnych informacji- oznajmił.

***

Przy okazji, wyprowadzam z tematu Wandelopę, która najpewniej została - znowu - porzucona, więc póki co będzie traktowana jako jeden z wielu uczniów szkoły. Dodatkowa uwaga: nie musicie tego poprawiać w postach, ale pamiętajcie, że z samego miasta Nowego Jorku do Instytutu jest jednak kawałek, może i jakaś godzina drogi samochodem.

Btw, Zefira, jesteś kolejnym kontem Rosalie, prawda?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   

Powrót do góry Go down
 
Przed rezydencją
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem
» Przed Kamienną ścianą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Otoczenie-
Skocz do: