Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Przed rezydencją

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Przed rezydencją   Czw Lis 29, 2012 9:28 pm

First topic message reminder :





Przed budynkiem znajduje się placyk oraz podjazd prowadzący aż do bramy głównej. Ta ostatnia wyposażona została w najnowocześniejszą i najbardziej zaawansowaną technologię mającą na celu uchronić mieszkańców przed wizytami intruzów. Wykorzystywane są przy tym między innymi bioskaner i ekran rozpoznający wygląd osób czekających na wejście do środka. Na placu umiejscowiono marmurową fontannę ze zbiornikiem o promieniu dwudziestu stóp. W jej centrum ujrzeć można statuę Venus.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Cze 16, 2016 7:57 pm

Wiedziała, że zrobiła na nim wrażenie, zdradził go rytm serca. Oczywiście w tym momencie przypomniała sobie jak wygląda. Że jej blada twarz skryta jest pod warstwą kurzu, brudu i krwi. W końcu to zdołała dojrzeć wpatrując się bezmyślnie w okno samochodu w drodze do szkoły. Powiew chłodu również dał znać o nieco zredukowanym przez płomyki ognia ubraniu Laury. No, ale bez przesady. Naga tu nie stała. Zresztą postąpienie krok w tył zinterpretowała zupełnie inaczej i nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby się komukolwiek spodobać.
Ugiął się pod mrocznym spojrzeniem, nie pchał na siłę, ani nie wierzgał nogami jak rozjuszony byk, na którego drodze ustał cel z wściekle czerwoną płachtą. …Można powiedzieć, że zaplusował u Laury, co było nie lada wyzwaniem. Zresztą każdy kto znał X mógł to potwierdzić.
Nie miała szansy jednak skupić się na tym małym, acz istotnym szczególe, ponieważ zaraz kosmitka przemówiła, wyrzucając niczym z karabinu maszynowego bardzo interesujące i zarazem szokujące rewelacje, dlatego niezłomny wzrok Laury padł na twarz czarnowłosej.
Mutantka również poczuła ścisk w żołądku, ale wbrew pozorom, to nie był ten sam, który dopadł Robbiego. Ten raczej wiązał się z niezdrową ekscytacją i zaciekawieniem, chociaż grymas na twarzy mówił coś… zupełnie innego. Raczej zaniepokojenie. Dla Laury była to po prostu idealna szansa by przestać pogrążać się w coraz to mrocznych myślach. By przestać poszukiwać na siłę znaczenia swojego jestestwa. A nuż kolejna walka da jej cel w życiu? Z drugiej jednak strony za każdym razem tak myślała i za każdym razem to okazywało się tylko tymczasowym rozwiązaniem.
Całą sobą skupiła się na kosmitce. Zanim podjęła jakiekolwiek kroki skoncentrowała swoje wyostrzone zmysły na pulsie pozaziemskiej istoty i choć zdawała sobie sprawę, że jej anatomia może się różnić od tej spotykanej na zielonej planecie, z niebywałym trudem doszukiwała się fałszywej nuty w głosie, czy to w rytmie serca. A więc mówiła prawdę.
I już chciała wpuścić ją do środka, wraz z nieznajomym, który najwyraźniej pomagał kosmitce, gdy przed budynkiem zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Nawet przez myśl jej przeszło, że może otworzyła drzwi do jakiegoś innego wymiaru, ale … zaraz w pełni skupiła się na rzeczywistości.
Nie zdziwiła się widząc wyładowania elektryczne oraz anomalie związane z zaburzeniem grawitacji. Dla niej to co dzienność. Raczej skupiła się na tym co one mogą przynieść. I szczerze mówiąc, jakoś bardzo się nie zawiodła widząc dziwnego, wyrwanego z klimatu post apo faceta, z metalową protezą zamiast ręki. Po drugiej stronie szukała piły mechanicznej, ale tam dostrzegła ‘tylko’ wycelowaną w nich broń.
Przez te kilka sekund zdążyła odłożyć ten nieszczęsny łeb robota obok drzwi, zaraz za ścianą. Na dodatek postąpiła kilka kroków na przód by stanąć przed Robbiem i kosmitką, tak by zasłonić ich swoim ciałem przed najwyraźniej nieco rozjuszonym siwowłosym mężczyzną. Cała Laura, obdarzona healing factor miała w sobie silne poczucie bycia żywą tarczą. I to nawet nie wyraz chęci ‘bohaterowania’ na siłę, po prostu zakorzenione przez Logana poczucie obowiązku. Długa historia…
Co prawda zmiana wyglądu Reyesa, co dostrzegła już tylko kątem oka, zbiła mutantkę z pantałyku, ale nie zamierzała się teraz nad tym skupiać, w końcu jakiś dryblas mierzył do nich z broni.
Laura wysunęła pazury i posyłając wściekłe oraz bezkompromisowe spojrzenie jeszcze nie pełne furii, a zwykłego wkurzenia. Przyjęła pozę gotową do biegu i wbicia się ostrzami prosto w klatkę piersiową mężczyzny, a zarazem przyjmującą na siebie na pewno pierwszy ostrzał.
Nie wyluzowała się nawet gdy lufę skierował ku ziemi.
- Na serio? Bo ja myślę, że wręcz przeciwnie. – Odparła twardym tonem przechylając łepek w bok niczym zirytowany zwierz, szykujący się do ataku. Na dodatek to spojrzenie na Lil. A może przybył tu za nią? Może to on jest zagrożeniem? Delikatna paranoja wkradła się w głowę młodej mutantki. Jeszcze chwila, a ‘muśnie’ go pazurami.
Z drugiej strony Summers? Huh? To jakaś rodzina Scotta? Może gdyby wcześniej nie celował do nich z broni to dałby szanse dostrzec pewnie niuanse w stroju, czy chociażby zapach, który faktycznie mógł przypominać woń Scotta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Cze 17, 2016 1:22 pm

W przeciwieństwie do Laury kosmitka bardziej przejęła się efektami zwiastującymi pojawienie się mężczyzny, aniżeli nim samym... Bo właściwie w przypadku tych pierwszych wyraźnie się spięła, co szczególnie dobrze wyczuwalne było dla X-23, zaś na widok nieznajomego o dziwo odrobinę się rozluźniła. Wyglądało to trochę tak, jak gdyby zamiast niego spodziewała się ujrzeć kogoś innego - kogoś, kto być może rzeczywiście byłby dla niej wrogiem...? Nie zmieniało to faktu, że kobieta nie od razu uspokoiła się całkowicie, więc najwyraźniej początkowo nie wykluczała jeszcze zagrożenia.
Jako że wcześniej Robbie cofnął się od drzwi, później zaś Laura zajęła pozycję na przedzie - Lilandra znajdowała się teraz najdalej od przybysza. W praktyce oznaczało to, że była osłaniana - i najwyraźniej tyle jej wystarczyło, aby mogła skupić się na tym drobnym kontakcie telepatycznym, na który odpowiedziała natychmiast. Nie przesłała nawet żadnej konkretnej myśli, nie można też powiedzieć, by spróbowała wejść do umysłu Cable'a - nie, lepiej byłoby to porównać do mentalnego dotknięcia. Mogło się tłumaczyć jako: "nie wpuszczę cię do środka, ale pokażę ci, że też tak potrafię, więc co teraz?"
-Nie wiem ile mamy czasu na działanie, ale na pewno nie jest go dużo- przemówiła natomiast, najwyraźniej nie chcąc wtrącać się w ocenę sytuacji X-23, która była tu w końcu u siebie, lecz jednak przypominając jej o powadze sprawy, z którą sama tutaj przybyła.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Cable

avatar

Liczba postów : 191
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Cze 19, 2016 10:11 am

Nathaniel uśmiechnął się "półgębkiem", kiedy Laura zademonstrowała swoją gotowość do walki, oraz to, że milczący chłopak poszedł w jej ślady przeobrażając się... w płonącego kościotrupa. Cable przez dwie, trzy sekundy przyglądał się Ghost Riderowi i zastanawiał, czy to go nie bolało, przemiana wyglądała dokładnie tak jakby właśnie spalił sobie całą twarz, ale w grę mogła wchodzić tu jakaś magia, lub zwyczajna odporność na ból, o ile gość był mutantem. Nie było teraz czasu na takie luźne rozmyślania i Cable zaczął iść w stronę X-23.
- Tak, na serio. Uwierz mi. Gdybym chciał zabić kilka dzieciaków, to wybrałby sobie taką szkołę, której uczniowie nie posiadają super mocy. Nie jesteś zbyt łatwym celem, prawda? -
Kiedy już znalazł się na wyciągnięcie ręki od Laury zatrzymał się i uśmiechnął do niej szerzej. Chyba rozbawiła go ich różnica wzrostu. Dziewczyna mogła z bliska dokładniej przyjrzeć się jego twarzy, uwagę zwracało głównie to, że jego oko świeciło dziwnym światłem, oraz liczne blizny wobec drugiego, nieświecącego oka. Mężczyzna poświęcił teraz trochę swojej uwagi Lilandrze.
- Mam przeczucie, że ściąga nas tu ta sama sprawa. Czas to akurat jedyna rzecz, której nigdy mi nie brakuje, ale skoro się niecierpliwisz, przejdźmy do interesów. -
Mężczyzna kiwnął głową w stronę drzwi, chcąc by wszyscy weszli do środka, a później znowu spojrzał na Laurę. Jakby chciał się upewnić, czy dziewczyna wpuści ich do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Wto Cze 21, 2016 6:02 pm

Laura nie odrywała spojrzenia od swojego rozmówcy. Beznamiętne spojrzenie dziewczyny zniknęło. Zalała je złość i nieustępliwość. Ta druga cecha ujawniała się również w mocno zaciśniętych ustach. Najwyraźniej bardzo się powstrzymywała by nie wstawić kłów, jak szczerzący się dziki zwierz. Zresztą, Cable nie wyglądał na zaskoczonego postawą młodej mutantki co odrobinę ją zdziwiło. Spodziewała się bardziej żywej reakcji. Ten natomiast jak gdyby nigdy nic zaczął do niej podchodzić, dlatego zjeżyła się ostrzegawczo niczym rozłoszczony kocur.
- Wejdźcie do środka – Odparła zaraz po delikatnie pośpieszających słowach dziewczyny. Ton Laury natomiast nie należał do tych sympatycznych. Raczej nakazywał. Ten kto znał X, a przede wszystkim znał Logana wiedział, że był to zwyczajowy akcent nadany sytuacji w celu podkreślenia jej powagi oraz przede wszystkim… czyhającego niebezpieczeństwa, na zasadzie ‘zaufajcie mi, zaraz może się tu rozpętać piekło i na pewno nie chcecie znajdować się w tym miejscu’.
- Póki co nie mam powodów by ci wierzyć – Odparła nie odrywając wzroku od dwukolorowych oczu Cable, nawet gdy musiała zadrzeć głowę, by doścignąć jego spojrzenie. Na dodatek, im bardziej się zbliżał, tym ledwo trzymała nerwy na wodzy.
Jej baczny wzrok nie zaobserwował jednak żadnego fałszywego ruchu ze strony rosłego mężczyzny. Nawet nie drgnął palcem, by kolejny raz wycelować w nich broń. Zdawała sobie jednak sprawę, że niekoniecznie może zaatakować pukawką, w końcu mieszkała w szkole dla mutantów. Nie jeden z nich potrafił zrobić broń z niczego.
- I skąd możesz wiedzieć, że nie jestem łatwym celem? Pierwszy raz widzę cię na oczy – Dodała powątpiewającym tonem. Najwyraźniej słowa Cable zupełnie jej nie przekonywały, dlatego nie widziała powodu by wpuścić go do szkoły, co zresztą pokazywała całą sobą, nie schodząc mężczyźnie z drogi. Tak, Cable upewnił się, że do środka nie wejdzie tak łatwo, jak mogło mu się wydawać. Kątem oka zerknęła na kosmitkę, tak jakby od niej wyczekiwała potwierdzenia, że facet faktycznie w jakimś sensie jest połączony z tym o czym mówiła wcześniej. No… chyba, że od razu jej posłuchała i przeszła przez próg szkoły, znikając w głębi… wtedy zostali tylko ona i Cable.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sro Cze 22, 2016 9:38 pm

Anomalie czasowe nie pozostały niezauważone. Informacje przyjęło kilka organizacji, które mogły skierować tutaj swą uwagę. Uwagę jednej z sił skupiła na sobie kosmitka, zapewne z pełną świadomością bycia obserwowaną.
Pojawienie się wyładowań magnetycznych, załamań grawitacji - a ostatecznie portalu czasowego, wzbudziło niepokój. Nie mogąc podjąć próby kontaktu za pośrednictwem technologicznych komunikatorów, interesantom nie pozostało nic innego jak wykorzystać telepatę. Z resztą bardzo silną jednostkę, której nawet nie było w okolicy.
Przekaz trafił bezpośrednio do przedstawicielki Shi'ar. Poprzedzony został delikatny dotknięciem jej umysłu, sugerującym pytaniem "mogę wejść?". Opór nie był tutaj raczej spodziewany, tak więc po nawiązaniu kontaktu, natychmiast pojawiły się słowa.
/Najwyższa Admirał Straży Imperialnej Cesarstwa Shi'ar, Lilandro Neramani. Jestem Vollenth. W imieniu The Core pragnę zapytać o twe bezpieczeństwo. Anomalia czasowa została zauważona w bliskiej tobie odległości. Jeśli potrzebujesz pomocy, rozdysponujemy stosowną odpowiedź. Nie musisz przejmować się uwagą miejscowych służb, zadbaliśmy już o zatajenie sytuacji oraz odwrócenie ich uwagi./
Wyjaśnił w przekazie telepatycznym niejaki Vollenth. Nie był on nikim znanym w The Core, jednak nie trudno było się domyślić, że skoro nie są to jej ludzie, to jedynie ta grupa może śledzić jej położenie na Ziemi. Sam przekaz, kontakt, zostały odpowiednio zabezpieczone przed wścibskimi posłuchami. Zaczynając od ukrycia przekazu przed otoczeniem, kończąc na postawieniu barier dookoła samego łącza. Atak lub podsłuch nie były tutaj wskazane.
W okolicy nikogo nowego oczywiście nie było, służby - zgodnie z przekazem - nie zainteresowały się zdarzeniem. Lub zostały po prostu odwołane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sro Cze 22, 2016 10:10 pm

Lilandra nie od razu zareagowała na polecenie - czy też prośbę? - Laury, choć z drugiej strony nie zaprotestowała na głos, więc być może jeszcze zastanawiała się nad tym, co powinna dalej zrobić. Jej spojrzenie powędrowało najpierw ku górującemu nad młodą mutantką mężczyźnie, a potem kosmitka na moment zastygła w bezruchu... Gdyż owszem, odbierała właśnie telepatyczny przekaz z zewnątrz.
"Wszystko w porządku. W imieniu mojego Cesarza oraz własnym dziękuję za interwencję. Ci Ziemianie nie stanowią dla mnie zagrożenia, lecz ingerencja innych mieszkańców planety nie byłaby w tym momencie wskazana."
Być może ta krótka wymiana zdań pomogła jej podjąć ostateczną decyzję, gdyż kobieta kiwnęła krótko głową, po czym spojrzała przelotnie na swojego "kierowcę"... A następnie udała się już do wnętrza budynku, dokąd zresztą podążył za nią Ghost Rider. Rozwiązanie konfliktu pozostawiła Laurze i Cable'owi.

Z/t dla Robbie'ego.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Cyclops

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Cze 23, 2016 3:54 pm

Cyclops w drodze przed wejście do rezydencji nie powiedział słowa do Storm, gdyż był jeszcze zły na nią że sprowadziła go do miejsca z którego odszedł.
Nie było to może i najgorsze miejsce, ale nie było też miejscem jakie pamiętał.
Na dodatek jeszcze ta cała Emma.
Jak Storm mogła się zgodzić na nią jak ona została dyrektorką.

Po dotarciu przed wejście zobaczył starą znajomą Laurę i jakiegoś kolesia z bronią, który wyglądał dosyć dziwnie znajomo.

- Witaj Lauro. Co tu się dzieję? - powiedział do chodząc do starej znajomej jednocześnie spoglądając na nieznajomego.
Jednocześnie w myślach przeszła mu jedna myśl.

- No, Frost. Co ja tu w ogóle robię i po co mnie wysłałaś tutaj? Ja nie jestem twoim psem na posyłki. Sama rusz się tu i to załatw. - pomyślał z jednej strony licząc na to, że to wyczytała w moich myślach a z drugiej że nie bo nie chciał, żeby znowu mu właziła do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cable

avatar

Liczba postów : 191
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Cze 23, 2016 4:10 pm

Nathaniel powiódł wzrokiem za znikającą w drzwiach sylwetką Lilandry, która wraz ze swoim ochroniarzem została wpuszczona do środka. Laura była obdarzona zwierzęcymi zmysłami więc zapewne potrafiła wyczytać wiele bez słów. Mogła wyczuć, że kiedy stawała przed nim demonstrując swą siłę i zadziorność, Cable wcale się nie denerwował. Ale teraz, kiedy pozostali na zewnątrz we dwójkę w jego zapachu, czy też rytmie serca dało się wyczuć poddenerwowanie, zupełnie tak jakby zaczął się lekko niecierpliwić. Mimo wszystko nadal zachował swój łagodny i spokojny wyraz twarzy, chociaż z lekkim zniecierpliwieniem splótł i oparł swoje wielkie ręce na torsie.
- Nie trzeba kogoś długo znać by to widzieć. -
Odpowiedział na jej drugie pytanie i znowu zaczął patrzeć na nią swoimi dwukolorowymi oczami, chociaż trudno było powiedzieć, czy były dwukolorowe, po prostu światło wydobywające się z jednego z nich było tak jasne, że nie dało się określić jaki ma ono kolor.
- Na wojnie nauczyłem się wielu rzeczy potrzebnych do przeżycia. Między innymi tego jak po jednym spojrzeniu w oczy odróżnić zabójcę od cywila... -
Cable przez chwilę przyglądał się dziewczynie z trochę większą ciekawością, ale nie trwało to długo, zanim zdążyła coś odpowiedzieć, mówił dalej, jednocześnie wskazując kciukiem na znak "X", który zdobił jego kombinezon na piersi.
- Wróćmy do kwestii zaufania. Twierdzisz, że mi nie ufasz, chociaż dobrze wiesz, że waszego stroju nie kupiłbym na wyprzedaży. Pomimo tego, że noszę na sercu wasz znak, bardziej ufasz kobiecie, która przedstawiła ci się jako przybysz z kosmosu. Patrząc na twoje zachowanie widzę, że jesteś gotowa bronić tego miejsca za cenę własnego życia, bo to jest twój dom, prawda? Ale to także mój dom. Nie mam teraz czasu, żeby opowiadać ci o podróżach w czasie i historii mojego życia. Więc bardzo uprzejmie cię proszę, przepuść mnie, i pomóż mi chronić to miejsce, tak samo jak ty to robisz. Albo dam ci kopa w dupę. -
Aż do postawienia ostatniej kropki, ton jego głosu nie stracił ani odrobinę na uprzejmości. Wyglądało na to, że Cable nie miał już nic do dodania, milczał i patrzył na nią wyczekująco, tak jakby w zależności od podjętej przez nią decyzji zamierzał albo wejść do środka, albo jeśli mu odmówi, faktycznie dać jej tego kopa.

I traf chciał, że akurat wtedy na miejscu akcji pojawiły się dwie kolejne osoby. Cable skupił na nich twój wzrok. Laura mogła swoimi zmysłami wyczuć, że po raz pierwszy coś się w nim zmieniło. Zupełnie jakby na pancernej szybie pojawiła się rysa, drobne pęknięcie, jego puls przyśpieszył. Białowłosy skierował swoje następne słowa bezpośrednio do Cyclopsa.
- Czołem żołnierzu. Musimy porozmawiać. Nazywam się Nathaniel Christopher Charles Summers... Ale możecie nazywać mnie Cable, tak jest krócej. Przybywam z przyszłości, a ty... - Nathaniel zawahał się na chwilę, jego serce zabiło jeszcze mocniej. Widać było, że wahał się, czy powinien dokończyć zdanie. - A ty jesteś moim ojcem. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Cze 23, 2016 7:37 pm

Przytwierdzony do ubrania Storm komunikator odezwał się niespodziewanie - przemawiając głosem Jarvisa, AI Starka... I przynosząc bardzo, ale to bardzo złe wieści:
-Alarm. Na terenie ambasady Latverii w Nowym Jorku pod okiem Victora von Dooma przestępczyni znana jako Enchantress zaatakowała jako pierwsza i zabiła podpułkownika Jamesa Rhodesa, pseudonim: War Machine. W bazie danych znajduje się jej zdjęcie oraz dwa dostępne nagrania z kamer, a także opis jej znanych zdolności. Enchantress posługuje się telekinezą i zdaje się być wytrzymalsza od przeciętnego człowieka.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Pią Cze 24, 2016 10:54 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Drobna zmiana, by wszyscy usłyszeli komunikat.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gambit

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Cze 24, 2016 9:24 pm

Gambit otworzył drzwi posiadłości i wyszedł na plac tuż przed nią. Po huku, który rozległ się echem we wnętrzu budynku spodziewał się zobaczyć poważną bitwę, pobojowisko i wybuchy. Szczere było jego rozczarowanie, gdy całą aferą była tylko grupka ludzi. Właściwie powiedzenie " tylko grupka ludzi " było dość błędne, jeden z gości wyglądał jakby urwał się z planu filmu o kosmicznych marines. Dzisiaj już nic go nie zaskoczy..

- Nie chciałbym przeszkadzać w konwersacji, ale czy łaskawie ktoś może mi wyjaśnić co tu się dzieje? - autentyczne zdumienie ustąpiło miejsca poważnemu tonowi głosu. - A kwestią kopania dupy, niezbyt interesują mnie twoje upodobania przyjacielu, jednakże w naszych stronach wypada najpierw zaprosić na kolację, a potem zajmować się czyjąś dupą. - wychodząc z rezydencji na nieszczęście bądź szczęście przybysza, do uszów Gambita doleciała groźba, która choć wnioskując z tonu głosu niezbyt złowroga była mimo wszystko groźbą. Znając życie Laura świetnie da sobie sama radę, ale hej, wsparcie zawsze mile widziane prawda?

Mimo, że pilnie potrzebował Storm i Emmy w salonie profesora Xaviera, zamierzał poświęcić chwilę i dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Oczekiwał na odpowiedź...od kogokolwiek, a w dłoniach obracał talię kart. Przezorny ubezpieczony. Nie wiadomo kiedy się przydadzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pią Cze 24, 2016 11:09 pm

Nie musiała się oglądać za kosmitką, by wiedzieć, że po chwili ociągania zniknęła z chłopakiem za drzwiami szkoły. W duchu odetchnęła. Przynajmniej będzie mogła w pełni skupić się na osobie Cable’a. Oczywiście wyczuła, że facet zaczyna się niecierpliwić. I bardzo dobrze. Może dzięki temu będzie miała okazję poznać jego zamiary. Ludzie w nerwach lubią pokazywać swoją prawdziwą twarz… A przynajmniej tego ją uczyli od małego. Musiała umieć się dostosować do każdej sytuacji. Znała pewne ludzkie mechanizmy na pamięć, analizując je nie tylko na podstawie własnych doświadczeń, ale również przygotowanej do tego literatury.
I nie zwiódł jej ten prowizoryczny spokój mężczyzny. Właściwie tylko czekała na jeden, najmniejszy, fałszywy ruch z jego strony.
Nie skupiała się również na kolorach jego oczu. Huh. Laura nie była typem romantyczki, która dopatrywała się każdej najmniejszej plamki na tęczówce oczka. No chyba, że to miało ułatwić w zabijaniu przeciwnika. Oczy po prostu różniły się od siebie. Oszacowała również, że jedno może generować wiązkę jakiejś mocy, dlatego postanowiła mieć to bardziej na uwadze.
A potem z ust Nathaniela padł krótki wykład. Niestety nie był dla niej żadnym autorytetem, ani kimś od kogo chciałaby to usłyszeć, dlatego puściła je mimo uszu. Oprócz jednego, ostatniego zdania, które… które bardzo ją uderzyło.
Tak cholernie ostatnio się starała, by nikt nie miał jej za zabójcę. Nie wiedząc czy chce coś udowodnić sobie, czy innym. Jedno było pewne, nikt przed Cablem prosto w oczy jej tak nie nazwał. Chyba nawet Logan pokładał w niej większe nadzieje. Może nawet na próżno? Laurze drgnęła powieka. Rozbił jej pewność siebie, ale nie na długo. Dziewczyna na potrzebę chwili bardzo szybko poskładała się w jedną całość. Zresztą… miała czas, skoro Nate postanowił kontynuować przemowę. Chyba to lubił…
Nie podążyła wzrokiem za jego dłonią. Wiedziała co wskazuję, bo już wcześniej zwróciła uwagę na znaczek X na jego piersi. Odczekała grzecznie aż mężczyzna skończy mówić, a potem sama nie została mu dłużna.
- Mówisz, że to jest twój dom. A ja mówię, że nigdy cię tu nie widziałam. Mówisz, że chcesz bronić tego miejsca, a jedynym zagrożeniem jakie widzę, jesteś ty. – Dosadnie dała mu do zrozumienia, że kosmitka o wiele bardziej była przekonująca. Może dlatego, że nie celowała w nią bronią? A może dlatego, że wyraźnie potrzebowała pomocy? A może dlatego, że nie była prawie dwu metrowym drabem z uzbrojeniem po pas po szyje? To co, że była kosmitką? Gatunek gorszy? Czy nie tak samo mówią ludzie o mutantach, bojąc się ich odmienności?
Nie przestraszyła się groźby. Właściwie już jakieś kilka minut temu zdążyła oszacować w jaki sposób mogłaby wykorzystać masę ciała Cable tak by go pokonać. Z Loganem sobie dała radę to czemu nie z panem Summersem. Zresztą o czym tu była mowa, Laura porwałaby się nawet na Hulka (z wiadomym skutkiem) gdyby miała ratować swoich przed zagrożeniem, chociażby tylko po to by zwrócić na siebie uwagę, aby inni mogli uciec.
Chciała również dodać, że ma w dupie gdzie Cable robi zakupy, czy to na wyprzedażach, czy w lumpeksie, ale zapach Storm i Scott stawał się coraz to bardziej intensywny… Zresztą już tuż, tuż słyszała ich kroki, więc wolała nie wdawać się w tak złośliwe dyskusje.
Z przed drzwi oczywiście ani drgnęła, ale przez chwile przestało mieć to znaczenie. A dokładnie w momencie, gdy Cable dostrzegł Scotta. Jego serce zaczęło coraz to mocniej bić, tak jakby darzył go głębokim uczuciem. Mutantka opuściła dłonie. Nawet nie odpowiedziała na pytanie Cyke’a, ponieważ informacja jaką przekazał Cable bardzo ją uderzyła. Na dodatek… wiedziała, że siwy Summers nie kłamie…
Nie lubiła tak ckliwych scen, ponieważ nie miała pojęcia jak powinna się zachować. Spojrzała niepewnie na Storm jakby w jej oczach szukała odpowiedzi na nurtujące ją pytanie. Póki co jednak nie schowała pazurków, ani się nie zmyła. Z ulgą nawet przyjęła obecność Gambita. On był mistrzem konwersacji, może coś zaraz wymyśli? Takie wsparcie zawsze potrzebne. W walce natomiast chętnie poradzi sobie sama, w końcu była damskim Wolverinem. ‘I’m the best there is at what I do.’
Bardzo zaniepokoił ją jednak komunikat, który wszyscy mieli okazję usłyszeć z komunikatora Ororo.Co to oznaczało? Czy powinni się w to zaangażować? Laura wyczekująco patrzyła na swoją nauczycielkę. A gdy z ust Remy’ego padło pytanie zaraz mu odpowiedziała.
- Masz właśnie okazje poznać syna Scotta z przyszłości. I tak, wiem jak to brzmi. – Uciekła wzrokiem do ckliwej scenki będąc ciekawą jak zareaguje na to Cyke.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Cze 26, 2016 12:43 pm

Nieoczekiwanie zjawił się jeszcze Gambit, ale nie zbyt zwrócił na to uwagę skoro koleś który właśnie jeśli mu wierzyć przybył z przeszłości i na dodatek stwierdził że Scott jest jego ojcem.

Summers jak tylko na niego spojrzał czuł że mają ze sobą coś wspólnego, ale nie spodziewał się że aż tak.
Pozostaje tylko kwestia, czy mówi prawdę.
Ze znajomych mi rzeczy posiadał tylko znak, ale niczego to nie dowodzi w końcu mógł zabić jakiegoś mutanta i przywdziać jego strój, żeby zinfiltrować instytut.

- Słuchaj nie wiem, skąd wiesz że akurat to ja jestem Scott a nie na przykład ten tutaj kolega. A w ogóle skąd mam ci wierzyć, że nie kłamiesz i że jesteś z przyszłości. Masz może w ogóle jakiś dowód na to? A po za tym czego ty ode mnie chcesz? - powiedział i gdy czekał na odpowiedź usłyszał jeszcze komunikat o jakimś Rhodesie, ale nie kojarzył zbytnio go z nazwiska za to słyszał już o ksywie "War Machine".
Był jednym z Avengersów.
To pewnie Mściciele ładnie się musieli zdenerwować.
Co do Enchantress nie miał żadnych informacji, ale co do Doom'a to już co innego.

Wiedział, że Doom jest bardzo groźnym przestępcą i może to wywołać naprawdę niezły konflikt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cable

avatar

Liczba postów : 191
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Cze 26, 2016 4:40 pm

Sygnał alarmowy, który otrzymała Storm dał o sobie znać w najgorszym możliwym momencie, akurat wtedy kiedy zaczynali konwersację. Nathaniel przeanalizował to co usłyszał. Zmarły był tytułowany mianem podpułkownika. Przez chwilę zastanawiał się co mogło łączyć X-Men z wojskiem. Do tego doszedł jeszcze fakt popełnienia morderstwa na terenie ambasady. Cała sprawa mu się nie podobała, wyglądała na delikatną, ale w tej chwili postanowił ją zignorować.
Na domiar złego, ze środka budynku wyszedł jakiś facet. Najwyraźniej należał do tych, którzy lubili grać innym na nerwach i opowiadać żarty sytuacyjne. Nathaniel powstrzymał swój pierwszy odruch, spiął mięśnie nie dopuszczając by ręka w której trzymał broń uniosła się i posłała mu kulę w czaszkę. Summers wiedział, że musi tolerować ludzi swojego ojca, uszanować jego dobór drużyny. Nie dał się więc sprowokować i odparł krótko.
- Pamięć o zwyczajach z twoich stron, nie dotrwała do moich czasów. -
Po jego minie zarówno Gambit, jak i X-23 mogli wywnioskować, że nie miał ochoty się z nimi kłócić. Zresztą nawet, gdyby chciał to nie miałby łatwo, bowiem Cyclops postanowił zalać go falą pytań, i pretensji. Cable delikatnie uniósł brwi. Po prostu nie zakładał, że ktoś mu nie uwierzy. Mężczyzna westchnął i odsunął się od Laury, żeby móc podejść bliżej Scotta. Trzy pytania w jednym zdaniu, miał nadzieję, że Cyclops pozwoli mu odpowiedzieć na wszystkie po kolei.
- Pytasz skąd wiem, że to ty? A ty byś swojego ojca nie poznał? Widziałem cię ostatnio kiedy miałem jakieś osiem lat... -
Cable zatrzymał się i wędrował spojrzeniem po postaci Cyclopsa, jakby badał każdy jej szczegół, od stóp, aż po czubek głowy.
- Jakie dowody cię usatysfakcjonują? Nie mamy czasu żeby robić test na ojcostwo. Oko mi się świeci. Nie tak mocno jak twoje, i nie na czerwono, ale też załamuje światło, mam to po tobie... Zresztą spójrz na moją twarz, wyglądasz jak ja, tylko trochę niedożywiony. A może z twarzy przypominam ci kogoś jeszcze? Jakąś kobietę? Hmm? -
Przez chwilę Cable wpatrywał się w oczy Scotta, jakby starał się dostrzec cokolwiek za jego czerwonym wizjerem. W końcu postanowił odpowiedzieć na ostatnie pytanie.
- W przyszłości źle się dzieje. Wszyscy moi ludzie zginęli, a sam wiele tam nie zdziałam. Ale tutaj mogę wam pomóc, może nawet uratować przyszłość... Przybyłem bo chcę, żebyś przyjął mnie do drużyny Scott... A zrobiłem to właśnie dzisiaj bo wierzę, że mogę pomóc wam ocalić Jean Grey.  -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sro Cze 29, 2016 7:43 pm

Jedyne co mogła w tym momencie to się przysłuchiwać. Ręce powoli opadły wzdłuż ciała, a gotowa do boju postawa została zastąpioną dość swobodną, nic nie znaczącą. Pomimo chwilowego rozluźnienia nie zamierzała przestać być czujna, dlatego raz po raz rzucała Cable’owi nieufne spojrzenia. Nie schowała również pazurów, dlatego krew siąpiła wzdłuż ostrzy i skapywała na próg przed pokaźnej wielkości budynkiem.
Obserwowała z zaciekawieniem konsternacje Scotta. Była ciekawa jak na to zareaguje. Z bicia serca mogła wyczytać, że pomimo swoich słów, Cyke wierzył, że łączy ich coś więcej niż przypadkowe spotkanie przed szkołą.
Laura przesunęła spojrzeniem swoich zielonych tęczówek po napiętych mięśniach Cable’a. Najwyraźniej komentarz Gambita również nadwyrężał cierpliwość tajemniczego mężczyzny. Ten jednak postanowił jeszcze nie wybuchnąć. X stwierdziła, że ma za dużo do stracenia… I była ciekawa co jest ów wartością, której nie chce zaprzepaścić zbyt nerwowym zachowaniem. Na dodatek nawet nie pokusił się o prztyk słowny. Po prostu zwykła odpowiedź, która miała uciąć wszystkie inne komentarze. Mutantka natomiast nie zamierzała się wdawać w dyskusję, zresztą to nie jej dotyczyła ta dziwna sytuacja, wytworzona pomiędzy Scottem, a Cable.
Na szczęście Cyke postanowił się odezwać. Wewnętrznie odetchnęła z ulgą, gdy mężczyzna również obdarzył siwego ogromną dozą nieufności. To oznaczało, że nie popadała w aż taką dużą paranoje. Drgnęła natomiast zaniepokojona, gdy ten postanowił podejść do Scotta. Może Summers już nie był ich liderem, nawet członkiem X-men, czy mieszkańcem tej szkoły, jednak cały czas był kimś kogo znała i również zamierzała bronić, dlatego zgięła ręce w łokciach, ponownie będąc gotowa do ataku.
…Dopiero chwilkę później okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Argumenty Cable wydawały się całkiem sensowne. Facet faktycznie z rysów twarzy przypominał Scotta.
Odpowiedź na ostatnie pytanie również ją zaciekawiła, jednak gdy wspomniał o drużynie Cyclopsa musiała zaoponować.
- Problem w tym, że Scott już nie ma drużyny. Wyprowadził się ze szkoły. …Chyba… - Spojrzała niepewnie na Storm. Może jednak coś się zmieniło? Czyżby Summers darował sobie konflikt z Emmą Frost i postanowił wrócić do szkoły? A może Storm w jakiś pokrętny sposób przekonała mężczyznę do odłożenia złości na bok i doradziła skupienie się nad dobrem uczniów, których chcąc nie chcąc na trochę opuścił…
Na dodatek informacja o Jean Grey… Laura od razu przeniosła swoje spojrzenie na Cyclopsa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 03, 2016 9:41 am

Scott jakoś szybko zapomniał o informacji odnośnie War Machine i zaczął się wsłuchiwać w to co powiedział ten niby jego syn.
Wiedział, że coś w głębi jego każe mu wierzyć że to on i rzeczywiście argumentacje ma niezłe.
Jednakże nie mógł mu tak od razu zaufać, najlepiej w tym pomógł by profesor ale cóż z pewnych przyczyn niestety jest to teraz nie możliwe.

Wreszcie Nathaniel dotarł w swojej wypowiedzi do momentu kulminacyjnego czyli zapytanie o członkostwo oraz Jean.

- Posłuchaj to, że jesteś podobny do mnie nic nie znaczy. Możesz być czymś pokroju Mystique i nie mogę ci zaufać tak od razu. Profesor mógłby mi w tym pomóc, ale niestety nie może. Co do członkostwa to ja nie jestem już X- man, gdyż nie podobają mi się tu osoby, które są u władzy. Po prostu im nie ufam, a na dodatek jeszcze mają wszyscy do mnie żal za pewną świeżą sprawę. Moja przyjaciółka mnie tu ściągnęła, ale niestety można powiedzieć że nie było to dobrowolnie. Dlatego co do członkostwa tutaj musisz sobie radzić sam. A jeśli chodzi o Grey. - tutaj jego wyraz twarzy bardzo spoważniał. - Jak niby możesz ty nam pomóc? Przecież jesteś tylko jednostką. - zapytał i czekał na jakieś sensowne wyjaśnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cable

avatar

Liczba postów : 191
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 03, 2016 10:15 am

Nathaniel ze zdziwieniem wysłuchał tego co powiedziała, mu młoda dziewczyna, a później z jeszcze większym niezadowoleniem przyswajał sobie to co mówił jego ojciec. Zmarszczył brwi, spojrzał na Laurę, później na Scotta, i znów na Laurę, aż w końcu przemówił skierowawszy w stronę Cyclopsa swój palec wskazujący.
- On zawsze tak marudzi? -
Potem jednak szybko spoważniał i wrócił całą swoją uwagą do drugiego Summersa.
- Słuchaj, nie wiem kto teraz tu rządzi, ale tam skąd pochodzę, historia zapamiętała jako dowódcę X-Men właśnie ciebie, a nie "kogoś tam". Więc jeśli w szkole są jakieś osoby, którym nie ufasz, to przestań się obrażać, weź się w garść i coś z tym zróbmy. Pogadaj z tymi ludźmi, a jeśli będzie trzeba ich załatwić, to daj mi znać. -
Cable demonstracyjnie poklepał przewieszony przez prawy bark pas na którym wisiało kilka granatów, jakby chciał dać Scottowi znać, że ma środki niezbędne do rozwiązania każdego problemu. Później przez chwilę zastanawiał się jak odpowiedzieć na pytanie dotyczące Jean.
- To jednostki piszą historię staruszku. Poza tym, nie jestem sam, mam was... Właściwie to, zamierzałem po prostu z nią porozmawiać. Ale mój plan ma jedną drobną wadę. Nie mam pojęcia gdzie ona jest, dlatego właśnie zgłosiłem się do was. Musimy ją znaleźć... Mam też trochę za mało informacji, moglibyście mi opowiedzieć co się z nią ostatnio działo, i dlaczego pozostali X-Men mają do ciebie o coś pretensje Scott? -
Nathaniel powiódł wzrokiem po Cyclopsie, Storm, Gambicie i X-23, wyraźnie kierując swoje ostatnie pytanie do ogółu zebranych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Storm

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 03, 2016 4:30 pm

Kiedy szli powoli w stronę wejścia do rezydencji i Storm milczała. Nie miała nastroju na sztuczne podciąganie rozmowy. Poza tym, mogła na spokojnie pomyśleć, jakie argumenty jeszcze wyciągnąć, w razie takiej konieczności. Lubiła Scotta, nie chciała, by ich drogi się rozeszły na stałe, a już nie daj Bóg, by był po stronie ich przeciwników.
I, cóż, w tak niespokojnych czasach dla mutantów, przydadzą się każde ręce, które chcą pomóc, nawet jak pozornie owe ręce należą do przeciwnej strony barykady. W razie czego, Storm poradzi sobie z niedogodnym współpracownikiem. O to niech się Scott nie martwi. Póki co jednak, Emma była przydatna, choć rzecz jasna Ororo była ostrożna. Musiała być, od tego może zależeć życie jej kochanych X-Menów i uczniów instytutu. Czuła się dla nich jak matka.
Kiedy doszli, a raczej byli niedaleko, zatrzymali się. Scott zadał pytanie X-23, co się to dzieje, więc Munroe nie pytała. Uznała to za zbędne. Nie omieszkała się jednak posłać dziewczynie szybkiego, pytającego i ponaglającego spojrzenia.
Zmierzyła Cable'a spojrzeniem. Z racji tego, iż był uzbrojony że jak na opinię Storm cudem tylko dźwigał całe osprzętowienie, jakie miał ze sobą, białowłosa uniosła brew. W spojrzeniu jednak czaiło się i ostrzeżenie. Gdyby zaszła taka konieczność, byłaby gotowa walczyć z nieznajomym, ale przy tym czuła, że nie musi. Nie odezwała się do niego ani słowem, cierpliwie czekając na jakieś wyjaśnienia. Ale to, co usłyszała sprawiło, iż otworzyła lekko szerzej oczy, a nawet usta, które musiała zamknąć dłonią. Spojrzała to na Cable'a, to na Cyclopsa, którego reakcje badała z uwagą, a przy tym szukała jakichś podobieństw.
Miała na to nawet coś odpowiedzieć, bo właśnie odzyskałaby język za zębami i głos, który ugrzązł w gardle ze względu na szok. Po prostu czuła, że mężczyzna mówi prawdę. Niestety, głośny sygnał komunikatora przerwał jej plany. Mimowolnie zerknęła na komunikator, szybko oceniając to, co właśnie JARVIS jej przekazał. A to przyniosło kolejny szok.
- Zrozumiałam.
Tyle przekazała jakże kochanemu i uroczemu AI samego Starka. Musi się czym prędzej tym zająć. Sama, lub wysłać kogoś odpowiedniego. Może nawet, z czystej ciekawości, zasugeruje wykonanie tego zadania Cable'owi? Żeby pokazał, że faktycznie jest po ich stronie, a nie tylko udaje z jakiegoś sobie tylko znanego powodu?
Nie zdążyła jednak dobrze pomyśleć o odpowiednich dyrektywach, jak do grupki doszedł Gambit. Na jego komentarz o klepaniu po tyłku zerknęła na niego karcąco. To nie był czas i nie było to miejsce na takie żarty!
Potem spojrzała na X-23, która zabrała głos. Słuchała jej, ale uwagę raczej wyostrzyła na mężczyźnie, do którego mówiła. Była ciekawa jego reakcji, a przy tym chciała go poznać. Nie ufała mu, ale z racji tego, iż miał wiele rozmaitych broni, a także nie wydawał się być głupi, no i hipotetyczne pokrewieństwo z jednookim, sprawiały, że wolała mieć w nim sojusznika niż wroga. Tych i tak już ma nadto. Na jej słowa musiała przytaknąć.
Kiedy poczyła, jak młoda brunetka zerka na nią pytająco, posłała jej spojrzenie mówiące tyle, że sama nie umie niczego już z tej rozmowy wywnioskować. Bo nie potrafiła. Wszystko działo się za szybko, miała za mało czasu na analizę i przekartkowanie pamięci w poszukiwaniu czegoś, czym mogła by podeprzeć jakoś to, co teraz słyszy.
Kiedy Scott zaczął się pieklić i mówić do Cable'a, Storm przetarła twarz dłonią. No nie po to go tu sprowadziła, by się zaczął bić z pierwszą lepszą osobą, która się mu nawinie! Chciała pomóc mu, i by on znów pomógł im. Nie poczynić zamachu stanu. Co i tak już Von Doom sam zrobił, jak głosiła wiadomość od JARVISA.
- Spokojnie, Scott. Jestem pewna, że można to jakoś wyjaśnić - uspokajała go łagodnym tonem, a przy tym zerknęła na niego prosząco.
Tak jak zapowiedziała, tak się stało krótko po zapowiedzi. Siwowłosy podróżnik wolno podszedł do swojego ojca, a potem zaczął kolejną część swojego monologu. Ciemnoskóra wysłuchała tego, analizując zdania, jak i słowo po słowie. Chciała wiedzieć jak najwięcej, a póki co czuła się głupia i wiedziała tyle, że nic nie wiedziała. Znów przetarła twarz dłonią, zamyślając się na chwilę. Nie odzywała się, bo nie chciała niepotrzebnie wtrącać się w tę rozmowę, póki nic się w jej głowie nie ułoży jasnego.
Argumenty starszego (z wyglądu) mężczyzn wydawały się mieć sens, być logiczne i w miarę spójne. Białowłosa zmarszczyła czoło, jakby chciała je odrzucić i szukać ku temu podstaw, ale jednak musiała uznać je za w miarę prawdziwe. Potem zacznie nad tym głębiej rozmyślać, teraz nie ma na to czasu, no a czas to nie pieniądz, bez którego jakoś sobie można jeszcze poradzić. Chaos, wszystko działo się na raz. Jednak musi dobrze spełniać swoją rolę, jako opiekun X-Menów, uczniów, jako dyrektorka a przede wszystkim człowiek i przykład dla wielu.
Z tego rozważania wyrwała ją Laura, do której się zwróciła:
- Tak, Scott od nas odszedł - westchnęła cicho pod nosem. - Dyplomatycznie go tu ściągnęłam - dodała półtonem, by tylko Laura mogła ją usłyszeć, zerkając na nią z lekkim uśmiechem, a potem spojrzała na Cyclopsa, badając go spojrzeniem. - Myślę, że do nas wróci... - znów cicho szepnęła, by tylko wyczulony słuch Laury mógł to wychwycić.
W głowie atmokinetki kotłowała się jednak wzmianka Cable'a o Jean Grey. Czyżby coś wiedział, ale jeszcze nie powiedział? Chciałaby, by tu wróciła, by była szansa żeby jej pomóc. By być dla niej oparciem, którym przez długi czas była dla niej. Podobnie jak Kinney spojrzała na Scotta, którego reakcji trochę się obawiała. I słusznie, i niesłusznie zarazem. Kiedy wspomniał o tym, że nie podobają mu się osoby u władzy, Storm westchnęła cicho, ale gdy nazwał ją przyjaciółką mimowolnie uśmiechnęła się, ni to do Summersa, ni to do siebie samej. Spoważniała jednak, gdy Scott zadał pytanie swojemu domniemanemu synowi. Pytanie o tyle ważne, iż odpowiedź może być przydatną i sporą wskazówką. Spojrzała na Cable'a ponaglająco. Nie była człowiekiem cierpliwym, gdy coś mogło zważyć na... właściwie to wszystkim.
Wysłuchała jego słów i cicho westchnęła, kręcąc w niedowierzaniu głową. Spojrzała na granaty, które wskazał za argument na wszystko, gdy pokrętnie groził jej i jej podkomendnym. Co to, to nie. Nikt nikogo nie będzie mordował. Nie, póki ona sprawuje tu wartę. I nikt nie będzie też nikomu grozić. Nawet niech o tym nie śnią.
- Proszę o wybaczenie, panie Summers - odezwała się do niego po nazwisku, które wywnioskowała z tego, że Scott jest jego ojcem, podobno. - Nawet, jeśli jest pan żołnierzem, nie wątpię ze skutecznym i oddanym, to jest dalej szkoła - dodała nieco niepewnie, wpatrując się w przybysza ze spokojem w oczach. - Prosiłabym, by broń i amunicja zostały schowane w depozycje szkoły, ze względów bezpieczeństwa - dodała spokojnym, ale pewnym tonem.
Pytanie o to, o co się X-Meni czepiają Cyclopsa, ominęła wymownym milczeniem. Po prostu ona nie miała mu co zarzucić, poza tym, że uciekł z Instytutu bez słowa i porywał się na misję wręcz samobójczą, nie uzgadniając tego z kimkolwiek. Nie miała mu za złe, że chciał ratować Jean. Nawet jak sama nie była zakochana, doskonale wiedziała że dla bliskich osób robi się wiele, często niemądrych niestety, rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Nie Lip 03, 2016 7:19 pm

- To nie Mystique. Czuje to. – Wtrąciła. Słowa Laury miały dosłowny wydźwięk, w końcu jej węch dawał jej prawo do wygłaszania takich stwierdzeń. Raven zupełnie inaczej pachniała nawet pod postacią kogoś zupełnie innego, niż pod swoją zwyczajowo-niebieską. Tego była w stu procentach pewna, dlatego od razu potwierdziła. X nie chciała nikomu robić pod górkę, właściwie miała nadzieje, że właśnie tu przed szkołą wyjaśnią sprawę i ustalą kim jest siwy mężczyzna. Mutantka chciała uwierzyć w jego wiarygodność. Dlatego jeżeli miała okazję odrzucić pewne argumenty za tym, że Cable należy do ich wrogów, to to po prostu robiła. Nawet, gdy usłyszała od Scotta, że to Profesor jest jedyną osobą, która mogłaby to potwierdzić. Nie poczuła się urażona. Właściwie, przywykła do bycia tłem i wcale na to nie narzekała. Już i tak po przybyciu do szkoły stała się centrum uwagi wszystkich uczniów, co okazało się czymś bardzo uciążliwym. Tym bardziej, że nie ma co się oszukiwać, do zbyt towarzyskich nie należała, a dwa… fama o wyczynach czarnowłosej niosła się szybciej niż X by chciała. Najwyraźniej pewne cechy szkoły pozostają niezmienne. I czy jest mowa o zwykłej ‘budzie’, czy o miejscu, gdzie wychowują się dzieci o niebywałych zdolnościach.
A co do Frost to… Logan też jej nie ufał. Nawet pokusili się o małe dochodzenie w jej sprawie, ale nic nie znaleźli. Skierowała swoje poważne, acz kontrastujące z młodą buzią spojrzenie na Scotta, ale póki co powstrzymała się z informowaniem go o opinii Wolverine’a. Zresztą… nie od dziś wiadomo, że panowie nie pałali do siebie sympatią. A po drugie, nie chciała zdradzać pewnych spraw przed osoba Cable, na którego co jak co, zerkała nieufnie.
Co do misji o której mówił Scott, to Laury nie było na miejscu. Z tego co słyszała to podjął decyzję kierując się sercem, a nie dobrem drużyny. Nie potrafiła się do tego odnieść, ponieważ sama miała problemy z emocjami, dlatego ocenę zachowania Cyke’a odsuwała od siebie jak tylko mogła.
Gdy mężczyzna skończył przemawiać całą uwagę skupiła na Cable. Widziała jego chwilową konsternacje, lecz tak żartobliwego i no cóż, dość trafnego pytania w ogóle się nie spodziewała, co mógł poznać po jej zabawnie zaskoczonej minie. Zerknęła przelotnie na Scotta, chcąc szybko ocenić sytuacje, a gdy w głębi duszy stwierdziła, że tak… że Cyke zwykle marudził, po prostu zrezygnowana wzruszyła ramionami.
Cable nawet mądrze gadał, ale nie zamierzała się wtrącać w dyskusję między ojcem i synem. Na dodatek posłała mu jeszcze bardziej nieufne spojrzenie widząc co Nate poklepuje. Nie chciała również, a przynajmniej póki co, odpowiadać na pytanie Cable, ponieważ po pierwsze, nie wiedziała gdzie jest Jean Grey, a po drugie… osobiście nie miała okazji być na tej misji, dlatego przekierowała spojrzenie na Remy’ego. Nie bez powodu oczywiście. Pan LeBeau brał udział ekspedycji do Rosji. Pewnie podzieli się konkretnymi informacjami, jeżeli będzie tego chciał. No chyba, że Storm pokusi się o wyjaśnienia.
…A propos Storm. Laura raz po raz zerkała na nią zaciekawiona. Właściwie troszeczkę odpuściła Cable’owi w momencie gdy białowłosa zjawiła się przed szkołą, w końcu dla niej to ona tu dowodziła. Raz po raz wymieniała z nią znaczące spojrzenia, albo obserwowała kobietę czekając na jakiś znak sygnał wyraźnie dający do zrozumienia co ma robić. Ucieszyła się w głębi, gdy Cable dostał wyraźny nakaz oddania broni. Nijak nie odniosła się do informacji o Cyke’u, który według Storm miał wrócić do szkoły. Nie mogła jednak nie zdać krótkiej relacji z tego co właśnie miało miejsce w szkole, dlatego zaraz zwróciła się do białowłosej bogini.
- W szkole gościmy kosmitkę. Nazywa się Lilandra Neramanii i jest najwyższym Admirałem Straży Imperialnej Shi’ar. Podobno całemu wszechświatowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo i szuka u nas pomocy. – Powtórzyła praktycznie słowo w słowo to co powiedziała Lil, w końcu miała niesamowicie pojemną pamięć. Nawet w odpowiednim akcentowaniu ich rasy nie pomyliła się nawet o półnutki.
- Z tego co mogę wywnioskować, sprawa dość pilna… - Dodała już ciszej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Lip 04, 2016 6:50 pm

Scott spojrzał z niedowierzaniem na siwego jegomościa.
Przecież facet jest nie poważny, skoro twierdzi że jego plan to rozmowa z Jean.
No po prostu masakra.

- Posłuchaj. Jeśli uważasz, że marudzeniem jest nie ufanie osobie która się tu zjawia i po pięciu minutach spotkania mówi że jest moim synem to wybacz, ale jestem ostrożny. Co do zabijania kogokolwiek to raczej nie wchodzi to w drogę, a bynajmniej nie znajdziesz w taki sposób tutaj przyjaciół. - zrobił lekką pauzę i wyobraził sobie Logana, którego Nathaniel okalecza a ten się regeneruje.
Nawet wywołało to uśmiech na jego twarzy, ale zaraz spoważniał i kontynuował.

- Posłuchaj co do tego, dlaczego mnie nie lubią to na razie zostawię dla siebie chyba, że ktoś inny ci powie to nie bronię. A co do twojego planu to powiem ci, że jest słaby bo swego czasu też spotkałem się z nią w jej rodzinnym domu. Oprócz mnie był tam jeszcze Havok i Nightcrawler. Uważam, że nie posiadasz takich argumentów, żeby ją przekonać. Chyba, że posiadasz jakieś argumenty z przyszłości o których nie wiem. - kolejna przerwa w tym co mówił na zaczerpnięcie oddechu i znowu kontynuował tym razem do wszystkich.

- Chcecie to opowiedzcie mu o wszystkim, a w ogóle to macie do mnie jakąś jeszcze sprawę bo jak nie to ja znikam. I tak już wystarczająco długo tu byłem. - zapytał
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cable

avatar

Liczba postów : 191
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Lip 04, 2016 8:10 pm

Nathaniel uważnie słuchał każdego z zebranych. Jego szczególne zainteresowanie wzbudziła Storm, która po dłuższym czasie milczenia, włączyła się do dyskusji. Cable nie potrzebował telepatii by wyczuć, że dobro Cyclops'a leżało jej na sercu, widać była, że darzyła go szczerą przyjaźnią. W pewien sposób, nawet go to ucieszyło. Jednak słowa, które później padły dały mu poważnie do myślenia. Przez chwilę na jego twarzy widać było niezadowolenie i wahanie. Przyglądał się trzymanej w rękach ogromnej, futurystycznej strzelbie i poruszał nimi tak jakby ważył ją w dłoniach. W końcu spojrzał na Ororo i uśmiechnął się, chociaż widać było, że jego do wymuszony uśmiech.
- Na dowód przyjaźni i zaufania zostawię broń w wyznaczonym przez ciebie miejscu, ale jeśli okaże się, że to jakaś szafa, to nie ma takiej mowy. Muszę mieć pewność, że nikt się do tego nie dobierze, a na pewno nie żadne dzieciaki. -
Przez chwilę chciał jeszcze skomentować relację Laury dotyczącą przybycia Lilandry, ale ostatecznie dał sobie spokój. Wątpił by była to, aż tak pilna sprawa. Był zdania, że kobiety, niezależnie, czy pochodziły z ziemi, czy z innej galaktyki, miały skłonność do wyolbrzymiania problemów. Nie to by był szowinistą. Po prostu doświadczenia życiowe sprawiały, że na pewne sprawy, przymykał oko. Nie wtrącał się więc w ich rozmowę, ale nie spuszczał ich z oka, w razie gdyby chciały wejść do środka budynku, udałby się tam za nimi. Wrócił jednak do rozmowy z Cyclops'em.
- W porządku, nie chcesz mi ufać, nie ufaj. Ale daj szansę swoim przyjaciołom. Zróbmy tak, zostaniesz tu na noc. Ochłoniesz, napijecie się kawy, wytkniecie sobie wszystkie pretensje, wyrzucicie złe emocje, pogadacie... Najlepiej przy ognisku, kiedy na niego patrzysz wychodzi z ciebie zła energia... Jeśli do jutra nie zmienisz zdania, to rób co chcesz. Ale uważam, że jeśli sobie odpuścisz, to będziesz tego żałował, oni naprawdę cię potrzebują, nawet jeśli się obrazili, to tylko na chwilę, bo to nadal twoi przyjaciele Scott. Ale, koniec tego tematu, załatwicie to między sobą. -
Cable uniósł otwartą dłoń i pomachał nią chcą wrócić myślami do reszty opowieści Scotta. Odniósł się więc do wspomnianej wizyty w rodzinnym domu Grey'ów.
- Chciałbym kiedyś poznać Alexa, nie pamiętam go z dzieciństwa, ale sporo o nim słyszałem. -
Dziwnym mógł wydawać się fakt, że Nathaniel znał imię brata Cyclopsa, chociaż on wymienił wcześniej tylko jego pseudonim. Później siwowłosy na chwilę zamilkł, wahał się czy nie zataić pewnej kwestii.
- Mam kilka argumentów by ją przekonać. Po pierwsze, można by powiedzieć, że ona jest chora. To nie jest choroba znana medycynie, to kwestia psioniki. Jean nawiązała telepatyczną więź z siłami natury, których nie rozumiała i to ją przerosło, ale da się z tym coś zrobić. O tym później. Poza tym, Jean jest potężną telepatką, zrozumie mnie bez słów i będzie wiedziała, że mówię prawdę. I bez urazy, ale ty jesteś tylko jej chłopakiem... - Znów pojawiło się ciekawe pytanie skąd Cable o tym wiedział. - Może się na ciebie wkurzać, olewać cię, nie odzywać się przez trzy lata, a potem do ciebie wrócić. Ale ja mam jeden argument, który sprawi, że każda kobieta będąc na jej miejscu chciałaby mnie wysłuchać. Jestem jej synem. -
Cable przez znów zamilkł zdając sobie sprawę, że teraz mógł zrobić części zebranych wodę z mózgu. Po chwili jednak dodał.
- Instynkt macierzyński to chyba najsilniejszy odruch u każdej kobiety, więc powinna poświęcić mi uwagę... Jej choroba psychiczna ma po części podłoże genetyczne. Odziedziczyłem jej moce i większość łańcucha DNA, więc nadaję się dla niej na potencjalnego nosiciela. Jeśli rozmowa nie pomoże, spróbuję przejąć chorobę na siebie, a ona będzie mogła do was wrócić w pełni zdrowa. Taki mam plan... -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gambit

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sro Lip 06, 2016 1:44 pm

Choć ciężko powiedzieć, czy odpowiedź Cabla powinien traktować jako coś złośliwego, mężczyznę wystarczająco satysfakcjonowało to, że nie puścił uwagi mimo uszu. Właściwie nie tylko on na nią zareagował. Storm posłała w stronę Gambita karcące spojrzenie, które było równie porażające co jej błyskawice.
W całej tej zbieraninie przed posiadłością, całkowicie spokojny wydawał się tylko i wyłącznie on. I nie dlatego, że uważał przybycie gościa z przyszłości za błahostkę, ale dlatego, że nawet gdyby miały zacząć się jakieś kłopoty, to przybysz był tylko jeden, nie licząc tych, którymi teraz zajmowała się Rouge, a ich znacznie więcej. Poza tym mimo spięcia na samym początku wszystko układało się teraz w pokojowej atmosferze.
Remy przyjął postawę milczącego obserwatora. Zresztą właściwie co mógłby wtrącić w tej lekko mówiąc porąbanej sytuacji. O ile krótkie wyjaśnienie Laury zdawało się być całkowicie wyrwane z rzeczywistości, to dopiero przysłuchiwanie się dalszej rozmowie wprawiło go w całkowite osłupienie, a to zdarza się bardzo rzadko. A co najgorsze, ta zupełnie irracjonalna sytuacja zbierała coraz więcej sensu. Remy nie mógł stwierdzić, że całkowicie wierzy nieznajomemu, ale jakby się przyjrzeć. No jest między nim, a Scottem podobieństwo. Ale niby jak brać to za pewnik, skoro zdarza się spotkać nawet na ulicy kogoś niesamowicie podobnego? Choć czas go naglił, a goście wewnątrz pewnie już się niecierpliwili wciąż przysłuchiwał się rozmowie.
Dobrym posunięciem Cabla była chęć oddania broni. O wiele lepiej słucha się kogoś, kto nie jest uzbrojony po zęby. No i Remy musiał przyznać, że ten gość nie jest taki zły, zwłaszcza po uwadze na temat marudzenia Scotta. Poza tym razie czego później nie tylko Gambit oberwie po uszach za głupie uwagi.
No nic, wystarczająco długo kazał już Rouge zabawiać gości.
- Ororo kwestią tych gości, lepiej wejdźmy do środka i nie karzmy im dłużej czekać. Przecież to niegrzeczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Storm

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sro Lip 06, 2016 3:23 pm

Kiedy X-23 potwierdziła, że nie jest to Mystique, która podszywając się pod kogoś próbowała wejść na teren Instytutu, Storm odetchnęła w myślach z ulgą. Nie to, że się bała Cable'a, bo jakimś dziwnym trafem się go nie bała i czuła że nie musi. Kobieca intuicja, która mówiła jej, że mężczyzna nie kłamie. No i ufała Laurze. Nawet, jak doskonale wiedziała, że jest mniejszą i kobiecą wersją Wolverina charakterem i manierami. Lubiła ją, czuła się za nią odpowiedzialna, tak samo jak za wszystkich X-Menów.
Kiedy doszły do niej słowa o Profesorze, westchnęła cicho i opuściła na chwile spojrzenie. Wspomnienia o tym mężczyźnie powróciły niczym bumerang. Te dobre i złe. Pełne radości, ale też te pełne smutku. Chciała by mu jakoś pomóc, ale nie umiała i musiała zdać się na tych, którzy to choć odrobinę lepiej potrafią. Chciała, by wrócił. O ile starała się jak może, by zapewnić dzieciom dogodne warunki do rozwoju i nauki, a także bezpieczeństwo tym, którzy lecieli na misje, o tyle nie czuła się odpowiednią osobą na tym stanowisku. Przyjęła je, bo tak chciał i Charles i uczniowie. Dla nich to zrobiła, dla nikogo innego.
Mimo, że Emma Frost pomaga, jak jest w stanie pomóc, Storm również jej nie ufała. Przyjmowała jej pomoc, dla czystych pozorów chociaż udawały względnie dobre relacje do siebie wzajemnie. No i musiała przyznać, że zdolności panny Frost były przydatne, ale przy tym dość ryzykowne, jeśli chodzi o ich wykorzystanie. Tak swoją drogą, zapisała sobie w pamięci, że musi się z nią skontaktować potem, choćby po to by wymienić się postępami.
Storm również nie miała zamiaru oceniać jakkolwiek Scotta. Rozumiała jego pobudki, zapewne ona sama by zrobiła podobnie na jego miejscu. Nie miała zamiaru go oczerniać i mieszać z błotem. Za to miała ochotę mu pomóc, bo tego właśnie potrzebował. Tylko, co najgorsze, widać po nim było, że tego zwyczajnie nie chciał. A wielka szkoda, bo może gdyby dopuścił do siebie kilka nowych alternatyw, by pomóc Jean, może by było mu prościej. A w każdym razie nie byłoby między nimi niepotrzebnych starć i niemiłej wersji dyplomacji. O szczegóły misji również zerknęła na Gambita pytająco. Nie pamiętała po prostu, czy na niej była czy nie, albo czy ktokolwiek się z nią dzielił informacjami na ten temat. Skleroza nie boli, a Storn nie tak dawno została tutaj dyrektorką. Miała tyle spraw na głowie, iż było jej trudno wszystko spamiętać, a mózg, niczym komputerowy RAM, usuwał co jego zdaniem jest zbędne.
Wracając do Laury. Białowłosa Bogini w istocie, zamieniała z nią wymowne spojrzenia po raz. Na swój sposób czekały na siebie wzajemnie. Storm czekała na znak Laury, gdyby wyczuła kłamstwo, zaś Kinney czekała na znak Munroe, by działać. Z wymienionych wyżej rozważań wyrwał ją głos młodej mutantki, której słów wysłuchała.
- Zaraz tam pójdę - zakomunikowała, że rozumie i nie trzeba jej powtarzać, co dzieje się na terenie szkoły, że trzeba się tym pilnie zająć.
Potem przeniosła wzrok na Cyclopsa, który właśnie zabrał głos. Milczała, póki nie skończył mówić, a gdy powiedział że nie ma mocy by przekonać Jean do powrotu do Instytutu, westchnęła cicho i niepewnie poklepała go po ramieniu.
- Zawsze jest nadzieja, Scott - powiedziała łagodnym tonem. - Pomożemy ci, Scott. Daj sobie pomóc. Proszę - spojrzała w jego oczy, skryte za okularami.
Kiedy, o dziwo, Cable zgodził się na to, że zostawi broń w wyznaczonym miejscu, zerknęła na niego, jakby nie do końca wierzyła swoim uszom. Nie mniej jednak, w myślach odetchnęła z ulgą, że choć odrobinę dzieci są bezpieczniejsze. Z drugiej jednak strony, trochę się obawiała, czy wskazanie mu zbrojowni to dobry pomysł.
- Będę zobowiązana - uśmiechnęła się do Cable'a.
Potem zaprowadzi go do zbrojowni, albo poprosi o to Laurę. Nie takim głupim pomysłem jest też zagadnąć o to Scotta. Panowie mieliby chwilę, by porozmawiać, może zbliżyć się do siebie. Na to jednak szybko by nie liczyła... Potem pogrążyła się w myśleniu, z uwagą słuchając słów Cable'a, a przy tym niby ukradkiem zagracając drogę wyjścia Scottowi. Maskowała to tym, że chciała oprzeć się o murek. Nie chciała puścić Scotta z budynku, chciała by dał im szansę, a przy tym by po prostu wysłuchał przybysza. Ledwo co Cable skończył mówić, jak głos zabrał Gambit. Na propozycję by weszli do środka skinęła głową. A przy tym skarciła siebie, że sama o tym nie pomyślała.
- No dobrze - zwróciła na siebie ich uwagę. - Przejdźmy więc do salonu - zasugerowała lekko pytającym o zgodę tonem. - Czy milszy wam stolik w ogrodzie?
Mimo, że to ona tu rządziła na swój sposób, nie chciała być chamką i wolała zapytać o zdanie swoich gości. A nuż się okaże, że po prostu przeniosą się na powietrze, albo im brzuchy zaczną wołać o posiłek, i będą musieli udać się do kuchni? Lub któryś by wolał się rozwalić jak Bóg przykazał na kanapie i rozluźnić mięśnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Sob Lip 09, 2016 10:18 am

Resztę czasu spędziła na przysłuchiwaniu się rozmowie. Wyglądała tak jakby straciła zainteresowanie tematem, ale nic bardziej mylnego. Całą swoją osobą skupiła się na analizowaniu odruchów, przewidywaniu zachowania każdego kto według niej stanowił zagrożenie. Rozplanowała również ewentualną obronę i poskromienie agresywnych delikwentów. W końcu nie zamierzała próżnować.
Cały czas swoim zaciekawionym i uważnym spojrzeniem wracała do Storm. Była dla niej autorytetem. Wsłuchiwała się w jej bicie serca i wychwytywała każdą niepewność. Odrobinę się skarciła, gdy pod koniec wypowiedzi zarzuciła ją nieco pośpieszającym  tonem. Zacisnęła usta i kiwnęła głową słysząc odpowiedź, która utwierdziła ją w tym, że białowłosa bogini o wszystkim pamięta.
Odsunęła się również od drzwi, wpuszczając wszystkich do środka. Skoro Ororo pozwoliła, to ona nie zamierzała się sprzeciwiać. Najwyraźniej stwierdziła, że Cable nie stanowi aż takiego zagrożenia bez broni. Szczerze? Też się zdziwiła, gdy siwy mężczyzna przystał na prośbę Storm. Oczywiście sama miała zamiar dopilnować, by Nate oddał swoje ‘zabawki’. No chyba, że Ororo zarządzi inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cable

avatar

Liczba postów : 191
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Pon Lip 11, 2016 9:39 am

Kiedy Storm pozwoliła mu wejść do środka Nathaniel poczuł ogromną ulgę. Trochę tak jakby zszedł z niego nadmiar powietrza. Nie starał się teraz czytać komukolwiek w myślach, więc nie zdawał sobie sprawy z ich zdziwienia, kiedy zgodził się na żądania związane z oddaniem broni. Powód takiego działania był prozaiczny. Cable był w stanie bez większych problemów zabijać ludzi gołymi rękoma. Był maszyną do zabijania, a w środku znajdowało się wiele mebli i przedmiotów codziennego użytku, którymi również dało się zabić napastnika. Oczywiście najłatwiej było po prostu strzelić komuś w głowę, ale nie czuł się specjalnie przywiązany do tego sposobu odbierania życia. Poza tym, miał okazję poznać Profesora Xaviera, wiedział, że ze strony jego uczniów nic mu nie grozi, i wiedział, że Xavier wpajał im zasadę wedle której nie zabijali w czasie walki. Kiedy Gambit zwrócił się do Storm po imieniu od razu zapamiętał jej imię, więc kiedy znów się do niej odezwał, użył go.
- Panno Ororo... Jak mówiłem oddam broń, ale nie chciałbym tu zostawać na długo. Liczy się czas, chciałbym, żeby któryś z waszych telepatów jak najszybciej użył Cerebro i zlokalizował Jean. -
Cable zdał sobie sprawę, że jego wiedza na temat super ściśle tajnej maszyny do wzmacniania telepatii również mogła wzbudzić w nim podejrzenia więc kontynuował.
- Nie powiedziałem wam o jeszcze jednym. To moja druga wizyta w waszych czasach. Kilka lat temu poznałem profesora Xaviera, dlatego tyle o was wiem. Charles potwierdzi wszystko co powiedziałem, po prostu, ja i on, uznaliśmy, że lepiej będzie zachować przed wami moje istnienie w tajemnicy... Ale moje słowa może potwierdzić kilku innych waszych studentów. Nie wiem czy wszystkich znacie. Neena Thurman? - Po wypowiedzeniu tego słowa zrobił pauzę, wspomnienia dały o sobie znać. Szybko wyrzucił je z głowy. - Akurat ona była najemniczką, ale... Samuel Guthrie, Theresa Cassidy, Tabitha Smith, Maria Callasantos, Julio Richter, Roberto da Costa, James Proudstar, Jesse Aaronson, Gaveedra Seven, Caliban? Caliban chyba nie miał nazwiska, był Morlockiem.... Był jeszcze Wade Wilson, też najemnik. Mówią wam coś te imiona? Charles miał z nimi kłopoty wychowawcze, więc poprosił mnie, żebym zorganizował im obóz treningowy. Miałem poukładać im w głowach i wyszlifować im charakter... Ale udałem się do przyszłości dwa lata temu, nie wiem, czy oni w ogóle jeszcze żyją. -  
Obserwując czwórkę X-Men wszedł do środka budynku. W drzwiach obrócił się jeszcze przez ramię, spojrzał na Cyclopsa z nadzieją, że ojciec wejdzie razem z nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   Czw Lip 14, 2016 4:00 pm

Scott oczywiście wysłuchał w milczeniu następnych słów Nathaniela jak i innych mutantów, ale jakoś nie był skory pozostać tu dłużej bo po prawdzie nikt nie podał mu jakiś większych konkretów co do pozostania tutaj.

- Emma i co? Ściągasz mnie tutaj i po co? Nie masz nawet odwagi się pokazać? - pomyślał, bo domyślał się że Frost czyta mu w myślach po czym zwrócił się do Cable.

- Wiesz ja znam Wade Wilson'a i nie wiem jak tam u ciebie, ale u nas znany jest jako Deadpool. Co do pozostania to wybacz, ale nie. Nie mam żadnego pretekstu do pozostania tutaj. A jak nawet to co.. mam siedzieć bezczynnie i może jeszcze słuchać rozkazów Frost. Powiedziałem nie mam czasu dyskutować tylko działać. Wracam do swoich spraw. - po czym Summers udał się w stronę wyjścia z terenu rezydencji.

Nie mógł sobie pozwolić na czekanie szczególnie przy głupim myśleniu, że tutaj pomoże rozmowa z Jean.
Odchodząc martwił się, że Storm znowu wywoła jakieś mini tornado, które wróci mnie z powrotem.

Odchodząc kawałek dalej Cyclops przystanął i jeszcze spojrzał w okna posiadłości, zatrzymując wzrok na oknach profesora troszkę dłużej po czym ruszył dalej w stronę bramy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przed rezydencją   

Powrót do góry Go down
 
Przed rezydencją
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem
» Przed Kamienną ścianą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Otoczenie-
Skocz do: