Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Skała Fenrisa

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Skała Fenrisa   Czw Cze 14, 2012 4:41 pm

First topic message reminder :

Na obrzeżach Helu znajduje się samotna skała, przez wielu unikana, a wielu nie wierzy nawet w jej istnienie. W jej pobliżu trudno dopatrzeć się jakiegokolwiek elementu, który przerwałby monotonię pustkowia. Dźwięki przebiegających tędy niewielkich zwierząt są sporadyczne i błyskawicznie tłumione – przez Fenrisa, dla którego stanowią one jedyne pożywienie, bo to właśnie on żyje w tym miejscu. Z każdym jego ruchem unosi się pył kurzu, często zaległy od kilkudziesięciu, kilkuset lat. Obecność wilka i nieprzyjemny klimat odstraszają większość stworzeń, dlatego panuje tu przejmująca cisza, podsycająca tylko cichy gniew przerażającego potomka Lokiego.



Ostatnio zmieniony przez Fenris dnia Sro Lut 07, 2018 2:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Nie Sie 26, 2012 3:44 pm

Pytania, pytania… i niejasności! Bo dokładnie tego przysparzały wilkowi słowa Njorda. Czy smoczy bóg chciał pozostawić swojego młodszego formalnie sojusznika w niepewności? Jakby nie patrzeć, już nie po raz pierwszy ktoś podawał mu cząstkowo informacje, bez konkretów wyłożonych na tacę. Oczywiście, Fenris na chwilę obecną był stale zmuszony do zwierzęcej formy (wciąż jednak sporo większej od typowego pieszczoszka salonowego), lecz to chyba nie miało takiego dużego wpływu na sposób, w jaki inni go postrzegają… A może jednak tak? Jaka odpowiedź by się nie okazała, to najprawdopodobniej wyjdzie to już niedługo.
Odchodząc już od tego, czego Fenris nie usłyszał, lepiej skupić się na tym, czego właściwie się dowiedział. Tak – to przedstawiało się ciekawie. Jego ‘podwórko’ stanie się całkiem zatłoczone. Bóg wiatru potwierdził również, że wraz ze swoją kompanką działają w zmowie z Helą… chcąc uzyskać bliżej nieokreślony cel, w który jej brat jest zamieszany. Taki natłok zdarzeń już od dawna nie dotknął tego miejsca. Nie można też pominąć kolejnych nieznajomych, którzy również mają tu przybyć. Z taką grupką, która się utworzy chyba można by próbować zdziałać coś większego.
-Nie do końca… Co nie znaczy, że wasze przybycie nie stanowi dla mnie niespodzianki. – A nie? W końcu czego szukałyby tu osoby, których jakby nie patrzeć, nie zna – Njorda widział dopiero raz, a bogini jak dotąd nigdy, no chyba, że bardzo, bardzo dawno temu. – Tak samo jak tak duże zainteresowanie tą okolicą. Tak naprawdę to nie ma tu czego szukać, bo nic tu nie ma. Nic ciekawego, przynajmniej. – Skoro nie zaciekawiło mnie tu nic przez kilkaset lat, to nie wiem, co oczekujecie tutaj znaleźć. – ale te słowa Fenris dodał już w swoich myślach, gdyż w miarę prędko stwierdził, że niekoniecznie chcą coś stąd wziąć. Kto powiedział, że faktycznie oczekują tutaj coś znaleźć?
W tej sytuacji pewnie pojawienie się pozostałych wiele rozjaśni, jeżeli nie okaże się kluczem do całej tej ‘zagadki’, która powstała w umyśle wilka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ran

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 11/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Czw Sie 30, 2012 10:37 pm

Ran milczała. Od kiedy tylko pojawili się w tym dziwnym świecie nie odezwała się ani słowem, wodząc wzrokiem po tym, co ją otaczało. Rozważała. Trudno było dokładnie powiedzieć co, wiele rzeczy bowiem się wydarzyło. Udało im się uciec, choć sprawy zaczynały przybierać inny obrót. Mimo wszystko zadowolona była z efektu, jaki dał lód, nawet jeśli została podcięta przez tego plebejusza, który nie był obdarzony nawet specjalnymi zdolnościami. Przynajmniej niedługo cieszył się sukcesem. Nie mniej irytująca była ta kobieta, która nie odpuszczała swojego ataku. Wydawała się najlepiej wyszkolona z nich wszystkich i chociaż w rzeczywistości nie miała z nimi szans samotnie, to jednak podrywała serca wojowników wraz z trójką swoich sojuszników. W przyszłości może sprawiać problemy. Jak było jej na imię?
Ah, nie dbała o to, by je spamiętać. Twarz jednak była inną kwestią. Kojarzyła ją.
W końcu jednak przerwała ciszę ze swojej strony. Wcześniej tylko odpowiedziała krótko na powitanie, obdarzając nieznajomego skinieniem głowy. Teraz jednak postanowiła wziąć udział w dyskusji, może mało interesującej, ale zawsze pozwalającej zabić czas. Wyglądało też na to, że Njord kojarzył już „gospodarza”, choć ona, a przynajmniej tak jej się zdawało, widziała go pierwszy raz na oczy.
Biorąc jednak pod uwagę fakt, że często nie uznawała za konieczne zapamiętywać niektóre osoby – wszystko było możliwe.
– Nie obawiaj się, nie szukamy tutaj niczego – wstała.
Wcześniej bowiem usiadła na chwilę. Obicia spowodowane atakiem wojownika już dawno przestały mieć znaczenie. Kobieta nie lubiła jednak bezczynności.
– A skoro nie ma tutaj niczego do znalezienia, to może inni nie będą tutaj szukać nas – dodała uśmiechając się lekko.
Zagrali na nosie Asgardowi. Pościg był kwestią czasu, szczególnie, jeśli dowiedzą się o zniknięciu Loki’ego. Ciekawe co na to jej mąż, Aegir. Jak zareaguje gdy oddział zbrojnych wpadnie do ich pałacu w jej poszukiwaniu. Pewnie nie będzie zaskoczony, ale na ciepłe przyjęcie wojownicy raczej nie będą mogli liczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Pon Wrz 03, 2012 4:01 pm

Czas mijał, ale dwójka bóstw okraszonych śladami bójki wciąż intrygowała Fenrisa. Nie miał co prawda żadnych złych przypuszczeń, bo brakowałoby im raczej sensu, ale nie można zaprzeczyć temu uczuciu „coś ważnego się dzieje. Teraz. W tym momencie”, które odczuwał tak, jak od dawna już tego nie doświadczył – a mówiąc od dawna, warto zaznaczyć, że był to czas, w którym przez Midgard przeszło już wiele istnień śmiertelników, rewolucji i wojen. Ha! Ten świat pokryty słabymi i prawie bezbronnymi mieszkańcami ‘przeżył’ te lata ciekawiej od pozostającego przy skale wilka.
Ran ucięła wszelkie zamysły, jakoby ich duet przybył tu dla jakiejś korzyści. No może to źle powiedziane, bo z pewnością jakiś powód tutaj mają, ale wiadomym już było, że nie znajduje się tu żaden cenny artefakt, który Fenris by przeoczył. Uspokajająca wieść, jakby nie patrzeć. Gdyby jednak kiedyś coś takiego istniało… Cóż można przypuszczać, że nie potrzeba by wtedy dużo czasu, by łańcuch przymocowany do skały przestał istnieć. W sumie, czy do zniszczenia go faktycznie potrzeba dużo siły? Z perspektywy chłopaka zamkniętego w zwierzęcej formie i nieznającego nic a nic magii, równie dobrze mógłby być chroniony słabym zaklęciem – i tak nie potrafiłby się go pozbyć.
Druga część wypowiedzi bogini okazała się jeszcze ciekawsza… Siała podejrzenie, że oboje z nich chcą się tu ukryć – ich obrażenia jeszcze dodatkowo potwierdzałyby, że zaleźli komuś za skórę.
-O to drugie mogę być pewien. – Słowo „może” w ustach Ran w odniesieniu do tej, trzeba przyznać, dziury, to zdecydowanie za mało powiedziane. – Ktoś musiałby być okropnie znudzony, aby się tu zagłębić, a myślę, że takich osób znalazłoby się niewiele. Na pewno nie w Asgardzie. – Fenris wspomniał o królestwie bogów tak jakoś mimowolnie. Nie wiedział nic o tym, co się tam dzieje teraz lub w przeszłości – z przekąsem jednak wywlókł to miejsce, bo jego mieszkańcy od czasu, kiedy go już tu zostawili, ani razu tutaj nie zajrzeli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 169
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Pią Wrz 07, 2012 7:54 pm

Jeszcze w trakcie przenosin, po głowie bogini wciąż chodziło kilka pytań, a każde z nich w jakiś sposób dotyczyło relacji Thor – Loki. Nie powinno to być z resztą dziwne. W końcu widok boga kłamstw ściskającego tak ufnie dłoń przyszłego władcy Asgardu i jej dotychczasowego wroga (nie oficjalnego, ale liczą się ogólne relacje, czyż nie?) potrafił całkiem dobrze utknąć w pamięci.
Jednak, gdy czarnowłosa kobieta pojawiła się w Helu, sprawy jej ojca przeszły na nieco dalszy plan. Zastąpione zostały jej własnymi i na ten moment zdecydowanie ważniejszymi, a mianowicie uwolnieniem Fenrisa oraz wymyśleniem co zrobią dalej…
Znaleźli się niedaleko skały i pierwsze co Heli rzuciło się w oczy, to wilk rozmawiający z parą już znanych jej bóstw. Cóż, miała nadzieję, że Njord wywnioskował już co nieco z ich poprzedniej rozmowy i uświadamianie Fenrisa o całej sytuacji pozostawił jej samej. Zdecydowanie wolała zrobi ć to po swojemu, ale gdyby nie miała innego wyjścia i tak sobie poradzi. Ot, najwyżej coś sprostuje jak należy… O Ran się nie martwiła, bo bogini mórz wydawała się nie wiedzieć zbyt wiele na temat… „spraw rodzinnych” Heli, czy Lokiego. O jej bracie mogła najwyżej co nieco usłyszeć, ale raczej nic więcej.
Pani Helu zerknęła na Lokiego, jakby upewniając się, czy również się pojawił, a potem ruszyła w stronę wilka i dwóch bóstw.
- Ran, Njordzie, cieszy mnie, wasz widok – uśmiechnęła się nieznacznie. Uprzejmości nigdy za dość. I faktycznie to, że nikt nie zginął, ani nie został pojmany było dobrą wiadomością. Całkiem sporo ułatwiało.
- Fenrisie – Hela skinęła głową na powitanie bratu i zatrzymała na nim nieco dłużej spojrzenie. Wciąż zastanawiało ją jak wiele już się dowiedział – o ile w ogóle cokolwiek. Teoretycznie mógłby mieć do niej jakiś żal, że ukryła przed nim kilka informacji, jednak cena była tego warta. Wiedząc, że kobieta miała na uwadze raczej jego dobro, nie powinien mieć tego siostrze za złe.
Ale ważniejszy był teraz Loki. A raczej – nie on sam, tylko moc którą posiadał i sama możliwość uwolnienia jej brata. Bo cokolwiek by się nie stało, w chwili obecnej dla bogini umarłych to był właśnie priorytet. Pomogła ojcu? Dobrze, więc w zamian miał wreszcie ofiarować wolność jej, a także Fenrisowi. Nie była pewna pozostałych jego zapewnień, jednak nawet te wydały się teraz całkiem satysfakcjonujące. O zemstę na Asgardzie może również postarać się kiedyś sama. A to, że Loki okaże się nagle kochającym tatusiem, było dość… trudne do wyobrażenia. Nawet teraz, kiedy jeszcze go nie znała za dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Nie Wrz 09, 2012 9:49 pm

Druga podróż odbyta przy użyciu kuli Agamotto przebiegła równie gładko i bezproblemowo, co pierwsza. Loki doszedł do wniosku, że prawdopodobnie - z wyjątkiem sytuacji, w których liczyły się będą ułamki sekund, a więc na przykład podczas ewentualnych ucieczek - przestawi się na korzystanie z niej zamiast z teleportacji. Nie dość, że metoda ta nie wymagała od niego czerpania z własnych zasobów energii, to jeszcze praktycznie wykluczała opcję wylądowania w ścianie czy innej przeszkodzie. Portale miały swoją wyższość, nie ma co.
Trickster z zainteresowaniem potoczył spojrzeniem dookoła siebie, starając się wchłonąć jak najwięcej szczegółów... Co nie było wcale trudne, zważywszy na fakt, że znaleźli się w miejscu przypominającym istne pustkowie. Innymi słowy detali nie było nazbyt wiele; ot, samotna skała - i na tym można byłoby właściwie skończyć opisywanie krajobrazu. Nic interesującego... W takiej monotonii można byłoby pewnie na dłuższą metę postradać zmysły. Był ciekaw jak coś takiego zniosła psychika Fenrisa. A skoro już o nim mowa...
Wzrok boga kłamstw powędrował ku ogromnemu wilkowi o gęstym, czarnym futrze. Jego uwagę w pierwszej kolejności przykuły nienaturalnie czerwone oczy zwierzęcia, lecz nie przyglądał im się zbyt długo. Fenris był wyraźnie większy od swoich potomków, których to Loki miał już kilka okazji spotkać... A także znacznie inteligentniejszy, o ile tylko posiadane przed trickstera informacje o nim były rzeczywiście prawdziwe. Miał nadzieję, że właśnie tak było. Zdecydowanie lepiej radził sobie z kontrolowaniem istot myślących.
Zaraz potem spojrzenie czarnoksiężnika padło na więzy utrzymujące Fenrisa na jego miejscu przy skale. W pierwszej chwili odruchowo miał aż ochotę unieść lekko brew, lecz powstrzymał się przed tym na czas. Na szczęście potrafił kontrolować swoje reakcje. Otóż Gleipnir, tak zwany "łańcuch" krępujący jego... Syna... Prawdziwie sprawiał wrażenie jedynie jedwabnej wstążki, zupełnie niegroźnej, miękkiej i delikatnej. Robota krasnoludów - tyle wiedział z zasłyszanych historii. Podobno wykonali owe okowy z odgłosu stąpania kota, brody kobiety, korzenia skały, ścięgien niedźwiedzia, oddechu ryby i śliny ptaka. Niezwykły obiekt... Aż szkoda, że będzie trzeba go zniszczyć. Może mógłby jakoś wykorzystać pozostałości...
Do tej pory Loki nie miał jeszcze uformowanego konkretnego planu na temat tego, w jaki sposób oswobodzi wilka. Podejrzewał, że jego własna moc zapewne wystarczy, aby przynajmniej osłabić więzy - zawsze mógł też spróbować przetransmutować je w łatwiejszy do unicestwienia obiekt lub skorzystać ze wsparcia w postaci magicznych przedmiotów, które dopiero co uzyskał... Jednakże sądził, że nie będzie takiej potrzeby. Poradzi sobie i bez tego - tym samym zdobywając wdzięczność swych potomków. Po prostu sam nie mógłby tego lepiej przygotować.
Teraz jednak Loki przeniósł swą uwagę na Ran i Njorda. Od dawna już nie miał - z braku lepszego słowa nazwijmy to - przyjemności spotkać się z którymkolwiek z nich; zresztą z bogiem wiatru dłużej, aniżeli z panią mórz. Posiadał tylko ogólne pojęcie na temat tego, co działo się przez ten czas z owym mężczyzną, lecz jeśli chodziło o boginię wód... Cóż, odnosił wrażenie, że nie wiodła ona zbyt ciekawego i ekscytującego życia w swoim pałacu. Oczywiście dla niego samego był to bez wątpienia wielki plus; mógł to w tej chwili odpowiednio wykorzystać, aby zyskać sobie jej współpracę. Wiedział nawet jaką zabawę zaproponuje jej w pierwszej kolejności. Ciekawe jak Midgardczycy zareagują na psoty Ran...
-Witajcie, moi drodzy. Przede wszystkim... Dziękuję wam za wzięcie udziału w pierwszej fazie naszego planu. Gwarantuję, że kolejne będą o wiele przyjemniejsze i bardziej satysfakcjonujące- oznajmił na początek, skłaniając się nieznacznie w stronę Njorda i Ran. Zakładał, że w zaistniałych okolicznościach jakoś wybaczone zostanie mu to, że nie zbliżył się, aby zwyczajowo ucałować dłoń królowej mórz. W końcu był pewien, że każdemu z nich się spieszy... Wszyscy mieli swoje pragnienia i własne cele do zrealizowania. Długowieczność nie czyniła ich przecież automatycznie mniej niecierpliwymi - czasami sądził, że chyba nawet wprost przeciwnie.
-Mam nadzieję, że pozwolicie, iż najpierw zajmę się Fenrisem... Jak widzicie znajduje się w sytuacji o wiele bardziej... Niewygodnej... Niż my- z tymi słowami zbliżył się do skały oraz, co za tym idzie, do samego ogromnego wilka. Poza tym nie podjął jeszcze żadnych działań; można by było pomyśleć, że czekał na oznakę aprobaty i prawdę mówiąc właśnie o wywołanie takiego wrażenia mu chodziło. Chciał, aby Hela i jej brat sądzili, że mają tutaj o wiele więcej do powiedzenia, aniżeli było faktycznie. Nie zaszkodzi w końcu utrzymywać ich w dobrym samopoczuciu, prawda?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Pon Wrz 10, 2012 3:04 pm

Smok powoli obrócił się w kierunku przybyłych. Nie trudno było ich zauważyć. W końcu wcale się nie skradali. Dziwne byłoby gdyby zrobili inaczej. W końcu byli sojusznikami, a walka była niewskazana. Njord skłonił im się i zdjął swój hełm. Przypiął go do pasa i posłał im delikatny uśmiech. Jego oczy uważnie ich obserwowały. W końcu miał do czynienia z Lokim, a on mógł się zmienić przez te wszystkie lata.
- Witajcie ponownie. - odparł krótko wciąż ich obserwując. Mężczyzna powoli ruszył w kierunku Heli oddalając się nieco od skały i prochu, który leżał rozsypany na ziemi. Przemiana na ziemi miała kilka zalet. Po pierwsze mógł się skupić tylko na niej, po drugie pył nie pokrywał wielkich połaci i nie przemieszczał się zbyt daleko. Łatwiej było wtedy zebrać najlepsze okazy, które wówczas tracił. Smok nie odpowiedział na część słów. Po prostu skinął głową na znak, że przyjął do wiadomości. Zatrzymał się przy Heli i uśmiechnął do niej. Gdy tylko mógł ucałował ją w dłoń i znów się odsunął. Jego wzrok utkwił w Lokim. Mężczyzna ruszył w kierunku Fernira. Dla wilka z pewnością była to dobra wiadomość. Ktoś w końcu poradzi na jego marny los.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Sro Wrz 12, 2012 4:21 pm

Będąca tu trójka nie czekała zbyt długo na pojawienie się Heli… i no właśnie – kogo? Siostra Fenrisa przyprowadziła ze sobą jeszcze jedną osobę, która (jak zresztą i pozostali) w żaden sposób nie wydawała mu się znajoma. Chociaż gdyby się uważniej przyjrzeć, zdawała się lekko podobna do bogini Helu. O ile nikt nie spodziewał się większej ilości ‘gości’, to może w końcu nadeszła lekka chwila sprostowania tego wszystkiego, co tu niedawno zaszło. Słysząc wypowiedziane swoje imię, wilk skinął głową na znak, że usłyszał, a także powitania. Równocześnie czuł na sobie wzrok jej towarzysza, kątem oczu dostrzegał, że obserwuje on jego łańcuch. Kwestia tego, że przedmiot ten zostanie już wkrótce zniszczony w tej chwili zdawała się oczywista, więc najprawdopodobniej nowoprzybyły pełnił swoistą rolę ‘gwoździa programu’. Po co więc czekać dłużej?
Tak naprawdę na nic. I kiedy Fenris oczekiwał, że coś się zaraz wydarzy mężczyzna zaczął mówić, zwracając się do Ran i Njorda. Nie, wilk nie wiedział nic a nic o planie, który właśnie został wspomniany, ale szybko zeszło to na dalszy plan. Co jednak zajęło teraz myśli Fenrisa, to niezaprzeczalny talent, jeżeli chodzi przemowy tego, który się właśnie wypowiadał. Zaimponowało mu to poniekąd, że znalazł się teraz na pierwszym miejscu i to od niego zaczną się wszelkie działania. Nie zapominając oczywiście o nieufności przy pierwszym spotkaniu z nieznajomym, w chłopaku pojawiła się iskierka sympatii. Z każdym krokiem, każdym odcinkiem odległości podejmowanym przez przybysza, ekscytacja z powodu bliskiego już uwolnienia stawała się coraz większa, choć nieokazywana na zewnątrz.
Oto ten dzień miał być dniem, w którym ten rozdział życia wilka się skończy, a otworzą się przed nim drzwi do prawdziwej wolności, ale nie tylko to – po tak długim czasie, w końcu on, jak i jego siostra, nie byli osamotnieni. Trójka sojuszników to może nie powalająca na kolana liczba, ale na pewno prezentuje się lepiej niż zero. Nie zapominając o tym, że zdobycie kolejnych (mimo iż wciąż trudne, patrząc na ich tożsamość i niezbyt ciepłe stosunki z Asgardem) nie będzie już poza zasięgiem. Ten dzień miał być dniem, w którym Fenris w końcu będzie mógł stanąć jak równy z pozostałymi tu zebranymi – na dwóch nogach, bez ciała pokrytego gęstą sierścią i ogromnych kłów. I to wszystko miało wydarzyć się już niedługo.
Zamyślenie lekko odwiodło go od tego, co właśnie się działo i dopiero po kilku chwilach przypomniał sobie, że oto jego ‘wybawca’ stoi tuż obok niego. Czyżby na coś czekał? Najprawdopodobniej.
-Załatwmy to jak najszybciej. – Padło z ust chłopaka, stając się podsumowaniem jego obecnych przeżyć wewnętrznych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 169
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Pon Wrz 24, 2012 6:38 pm

Bogini odpowiedziała Njordowi uśmiechem i skinieniem głowy na to... uprzejme powitanie. Tak, podobnej uprzejmości nigdy dość. Szczególnie, że raczej niezbyt często podobnej doświadcza.
Po wysłuchaniu Lokiego, Hela musiała przyznać, że jego podziękowania zrobiły na niej wrażenie. Może nie jakieś przesadnie duże, bo mimo wszystko spodziewała się jakiegoś przejawu uprzejmości ze strony swojego ojca. To było po prostu logiczne. W końcu bóg kłamstw teraz sporo zawdzięczał zarówno Njordowi oraz Ran, jak i samej Heli. Ale nawet posiadając tę wiedzę, zapowiedź przyjemniejszych "faz plany" zadziałała zachęcająco nawet na nią. Można by nawet powiedzieć, że motywacyjne. Był tylko jeden szczegół, który przeszkadzał jej w pełni cieszyć się z obietnicy Lokiego. A mianowicie to, że ani ona, ani nikt inny z tu obecnych osób nie znało dokładnych szczegółów owych "następnych faz". Jakkolwiek miały być przyjemne, zdecydowanie milej byłoby dowiedzieć się na czym te fazy mają polegać. Co ojciec zaplanował. Tutaj też Hela chcąc nie chcąc przypomniała sobie o czekającym w Midgardzie Thorze... kolejnej sprawie czekającej na dokładniejsze wyjaśnienie. W dodatku, nieco niepokojącej. Ciekawe też jak na tę wiadomość zareagują Njord z Ran.
Pani Niffleheim zerknęła na nich przelotnie, jakby chciała zobaczyć ich reakcje na słowa ojca, lub po prostu z uprzejmego zainteresowania.
Dość szybko jednak Loki sprowadził ją na zdecydowanie inne tory myślenia, tym samym też zyskując od niej kolejny, niewielki plus. Fenris. Tak, ta sprawa była zdecydowanie priorytetem w tej konkretnej chwili i bogini nawet nie miała zamiaru w jakikolwiek sposób ukrywać tego, że przejście od razu do ich kolejnego celu jak najbardziej jej się podoba. W końcu właśnie o to jej chodziło, czyż nie? Różne rzeczy mogły w tym całym planie pójść nie po jej myśli, lecz w gruncie rzeczy, wszystko sprowadzało się do uwolnienia jej brata. Reszta była na tyle niepewną kwestią, że kobieta starała się obchodzić z nimi z lekkim dystansem. Zaraz po tym znajdowała się obietnica zemsty na Asgardzie z Lokim, a potem... No właśnie. A potem ciężko było cokolwiek sprecyzować, bo nawet teraz zapewnienia jej "ojca" o lepszym życiu i, powiedzmy, stworzeniu rodziny, wydawało się być aż przesadnie naciągane. Tylko zemsta za krzywdy brzmiała kusząco.
Nie teraz jednak była pora na ponowne rozkładanie tych spraw na czynniki pierwsze. Bogini umarłych odprowadziła wzrokiem Lokiego aż do Fenrisa, a potem zielone oczy zatrzymały się na jej bracie nieco dłużej. Powinien szybko domyślić się w jakim celu znalazł się tu Loki. Nawet nie wiedząc nic poza tym.
Jej przypuszczenia szybko się sprawdziły i na twarzy kobiety pojawił się nieznaczny uśmiech. Za chwilę wiele się zmieni - a dla Fenrisa praktycznie wszystko. A o ile przeczucie i tym razem jej nie myli - na lepsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ran

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 11/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Czw Wrz 27, 2012 11:51 pm

Skinęła głową na powitanie Hel i Loki’ego. Czekali już chwilę, czas się dłużył, ale o dziwo tym razem bogini mórz była nadzwyczaj cierpliwa. Skrzyżowane ręce na piersi także nie sugerowały niczego, a jej czerwone usta wygięły się nawet w delikatnym, choć chłodnym uśmiechu. Po chwili wzrok skupiła już wyłącznie na swoim kuzynie. Ciekawej postaci, która zamieszała światem Asgardu tak bardzo. Zrobił coś, o czym ona marzyła przez wieki, ale brakło jej odpowiedniego zaplecza, a także afektu króla bogów, który pozwalał na takie zachowanie. Czy może raczej – nie karał go surowo, gdy w grę wchodził jego przybrany syn.
– Oczywiście, czyń co należy – odpowiedziała krótko na pytanie bruneta.
Chciała mieć już to za sobą, czekała na obiecaną nagrodę. Miejsce, w którym mogła bez przeszkód zabawiać się do woli. Gdzie nikt nie groziłby jej, gdzie czujny wzrok króla bogów nie sięgałby. Sztormy były pewnego rodzaju rozrywką, ale nużyły się po jakimś czasie, szczególnie gdy coraz mniej osób wypływało na jej wody. Tęskniła za starymi czasami, jak dawno one miały miejsce – pamięć ją już zawodziła. Niewątpliwie jednak były godne miana złotego wieku, który minął bezpowrotnie. Szkoda tylko, że Ran nadałaby go im z zupełnie innego powodu, niż się powinno.
Zastanawiało ją wprawdzie kilka kwestii, ale postanowiła pozostawić je dla siebie. Ciekawość była wadą, szczególnie w niektórych kręgach, ale niezaspokojona bywała męcząca. Obecnie wybrała jednak milczenie, zbędnymi pytaniami niczego nie przyspieszy, a na dyskusję potem będą mieli znacznie więcej czasu. Przynajmniej w teorii, trudno było bowiem powiedzieć co dokładnie planuje Loki. Chciała poznać jego plany dla własnej satysfakcji i świadomości, czego może się spodziewać. Nie była głupia i nie szła ślepo w ogień. Narazili się właśnie całemu Asgardowi, nie było drogi odwrotu, choć z drugiej strony – przecież nikogo nie zabili, prawda? A mogli. Ona na pewno. Poważne rany były przedsmakiem tego, co naprawdę była w stanie zrobić. O swojej podwodnej armii już nawet nie wspominała. Pozostawiała ją na sądny dzień, w którym pozwoli sobie na rozrywkę ostateczną, którą najpewniej przypłaci życiem. Ale to jeszcze nie teraz. Jeszcze miała czas, energię i chęci na tak wiele, a przecież kuzyn zaproponował jej nowe miejsce zabawy. Powiew świeżości w jej nudnym życiu. Jak mogła nie skorzystać z tej oferty…?

//Przepraszam za opóźnienia. Kompilacja kilku problemów na raz, zgodnie z zasadą – jak się sypie, to już wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Wto Paź 02, 2012 9:44 pm

Loki pozwolił sobie przywołać na twarz nieznaczny uśmiech - ot, jedynie lekkie uniesienie się kącików ust - słysząc niosące ze sobą przyzwolenie słowa Fenrisa. Oczywiście nie mógł się dziwić, że wilk chciał mieć to już za sobą. Tyle lat na uwięzi, zupełnie niczym zwykły pies trzymany na łańcuchu... Jego godność osobista musiała legnąć przez ten czas w gruzach, nie wspominając już nawet o wszelkich istotniejszych od niej kwestiach. Mimo to uzyskanie jego zgody przed podjęciem jakichkolwiek działań było elementem kluczowym; miało dać mu poczucie, że jest ważny i to do niego należy decyzja.
Nim jednak bóg kłamstw wziął się na dobre do pracy, jego umysł wychwycił ciche, lecz bezsprzecznie do niego właśnie skierowane słowa - nie mógł ich nawet określić mianem prawdziwego telepatycznego przekazu, stanowiły raczej odpowiedź na nawiązany przez niego wcześniej kontakt i nie dotarłyby do niego same z siebie... A układały się w krótkie i niezbyt miłe pytanie:
"Czego chcesz?"
Rzecz jasna trickster od razu zorientował się od kogo one pochodzą. Ci śmiertelnicy byli tacy niekulturalni, no naprawdę... Nawet wobec swoich łaskawych dobrodziejów. Czyż nie wyświadczył przecież temu człowieczkowi znaczącej przysługi? Dał mu moc, której pragnął i potrzebował - a ten tak nieprzyjaźnie go teraz w zamian traktował. Myślałby kto, że czymś się niepokoił...
Mężczyzna musiał się zmusić do tego, aby utrzymać swój uśmiech delikatnym - ze znakomitym skutkiem zresztą - choć odruchowo miał ochotę nadać mu drapieżności. Ten śmiertelnik słusznie się bał. W końcu Loki miał względem niego poważne plany... Kto wie, może nawet człowiek będzie w stanie im sprostać? To już zależało tylko od niego samego. Osobista dyskusja z owym delikwentem figurowała wysoko na liście rzeczy do zrobienia, którą bóg chaosu przygotował sobie w głowie - tuż za rozmową z Thorem. Póki co jednak mógł trochę zwiększyć jego stres.
"Mówiłem, że jeszcze się spotkamy. Niedługo nadejdzie ten czas. Mam nadzieję, że dobrze wykorzystałeś daną ci przeze mnie szansę..."
Wysławszy śmiertelnikowi tę wiadomość, Loki skupił się na Gleipnirze, który znajdował się już teraz w zasięgu jego ręki. Dotknął ostrożnie owej wstęgi, a następnie - już o wiele pewniej, lecz wciąż delikatnie - przebiegł wzdłuż niej palcami. Kto by pomyślał, że jest tak wytrzymała... Wystarczająco, aby utrzymać wyjątkowo silnego fizycznie Fenrisa. To będzie zapewne wymagało podjęcia specjalnych środków.
Loki przesunął się bliżej swojego syna - do miejsca, w którym "łańcuch" go krępował, aby tylko jednym uderzeniem móc kompletnie oswobodzić wilka. Skoncentrował się na tym konkretnym punkcie, rzucając na niego czar, przy pomocy którego chciał przekształcić niewielki fragment Gleipnira w słabszy materiał. Nie było to proste przy obiekcie magicznym, lecz dosłownie minuty wcześniej trickster miał okazję zaczerpnąć mocy ze Szkatuły... I teraz czuł się na siłach, aby tego dokonać. Później pójdzie już prosto - przy odrobinie szczęścia powinien być w stanie zerwać wstążkę nawet gołymi rękami.
Kiedy bóg kłamstw uznał, że jest usatysfakcjonowany wynikami swojej pracy, zakończył zaklęcie. Zaraz potem zmateralizował w swej dłoni jeden ze swoich noży do rzucania; prawie do nich zatęsknił w czasie aresztu domowego... A raczej: zatęsknił, owszem, ale odczułby to bardziej, gdyby nie miał wówczas akurat większych problemów na głowie. Nie było to może wymarzone narzędzie do tego typu zadania, ale i tak miało więcej finezji od - cóż - braku jakiejkolwiek broni. Dodatkowo swego czasu odpowiednio wzmocnił swoje noże, co w tym wypadku mogło mieć spore znaczenie.
Kiedy ostrze spotkało się z Gleipnirem, przez krótką i bardzo nieprzyjemną chwilę Loki miał wrażenie, że jego czar nie był wystarczająco silny. Dosłownie w sekundę potem jednak broń przebiła się przez wstęgę i już po chwili zupełnie ją rozerwała, tym samym uspokajając przyspieszony rytm pracy serca trickstera. Kolejny punkt programu przebiegł zgodnie z planem. Wszystko zmierzało w jak najlepszym kierunku.
Szkoda byłoby jednak zostawić tak wspaniałe więzy samym sobie. Kto wie, jeszcze dostałyby się kiedyś w jakieś niepowołane ręce? Nie można było przecież do tego dopuścić. Bóg chaosu był pewien, że potrafiłby świetnie zaopiekować się Gleipnirem. O tak; znalazłby dla niego wspaniałe zastosowania... Z tą myślą zaczął zwijać wstęgę, z konieczności w jednym miejscu powtarzając manewr osłabiania i rozcinania, aby wreszcie całość "łańcucha" odesłać wraz z nożem na ich miejsce.
Skoro najbardziej nagląca kwestia została już załatwiona, przyszedł w końcu czas, aby omówić z sojusznikami ich wspólne plany. Loki mniej więcej - zresztą bardziej to drugie - orientował się w tym, jak radzić sobie z poszczególnymi z zebranych. Potrafił się z nimi odpowiednio obejść; to nie stanowiło dla niego najmniejszego problemu. Znał zamiłowania Ran, a w dodatku był świadom tego, do czego owa bogini jest zdolna i - co w tej chwili ważniejsze - skłonna. W jej przypadku zamierzał w pełni dotrzymać słowa - w końcu i jemu było na rękę sianie chaosu w Midgardzie... Choć oczywiście póki co osobiście będzie się z tym musiał niestety wstrzymać - ale tylko do czasu. Hela i Fenris byli natomiast prości do nakierowania na właściwe tory; trickster planował idealnie odgrywać swoją rolę, aby utrzymać ich zainteresowanie i wsparcie. Kto wie, może mu się to nawet spodoba? Niezbyt w to wierzył, ale też nie wykluczał tej opcji całkowicie. Z tego wszystkiego najbardziej ciekawiła boga kłamstw motywacja Njorda - miał już co do niej swoje podejrzenia, lecz chętnie usłyszałby z jego własnych ust czego pragnie. To bardzo ułatwiłoby sprawę.
Skoro zaś już o sojusznikach mowa... Loki zrobił w myślach szybki przegląd dostępnych opcji, jednocześnie odliczając od nich te już wykorzystywane. Thor - jak długo tylko będzie w stanie go kontrolować, Hela i Fenris - naturalny wybór, który cudownie byłoby niedługo uzupełnić Jormungandem. Do tego Ran - kuzynka, z którą powinien świetnie się dogadać... Ale na tym nie kończyła się przecież rodzina. Co prawda trickstera nie obchodziły więzy krwi, które łączyły go z Jotunnami, lecz z drugiej strony nie mógł zignorować faktu, iż książęta lodowej krainy są jego braćmi. W przyszłości mógłby spróbować wykorzystać ten związek... W ten czy inny sposób.
Kontynuując jednak - mężczyzna liczył na to, że uda mu się zmobilizować do działania obecnego właściciela kaptura; w końcu z jakiegoś powodu zaszczycił go owym podarunkiem. Musiał wynieść z tego dla siebie jakąś korzyść, prawda...? Dalej był już natomiast Njord. Cenny sprzymierzeniec, tego bóg chaosu był pewien. Miał nawet pomysł czy dwa na zastosowanie smoczego wojownika w praktyce... Właśnie, skoro już o tym mowa...
Smoki.
O ile pamięć go nie myliła, w okolicy mógł się znajdować jeszcze jeden smok... W pewnym sensie prawdziwszy, choć narodzony magicznie. Sam Loki nie miał okazji poznać go osobiście - i prawdę mówiąc niezbyt mu to przeszkadzało, bo słyszał co nieco o nienawiści, jaką owa bestia darzyła Asgardczyków. Nie mógł się temu dziwić; podobno lud owego potwora został wybity przez Odyna, gdyż stosował agresję wobec Asgardu. Opowieści o tym były już w zasadzie legendarne - choć ostatnimi czasy trickster nie był pewien, czy powinien wierzyć w szczegóły i motywy... Zwłaszcza w te ostatnie. O smoku dowiedział się od szpiegów, których wówczas opłacił z zupełnie innych powodów. Dla dobra królestwa... Nie. Teraz to już nieistotne. Nie ma sensu do tego wracać.
Temat szpiegowania podsunął mu jednak jeszcze jedną myśl - niezwykle nieprzyjemną. Hela, Thor i on sam byli bezpieczni przed wzrokiem Heimdalla, lecz nie tyczyło się to pozostałych osób... Coś takiego stanowiło szczelinę, w którą ktoś mógł wbić ostrze, aby zadać skuteczny cios. Taki stan rzeczy nie mógł się więc utrzymywać ani chwili dłużej; z tą świadomością Loki bezgłośnie rzucił na Ran, Fenrisa i Njorda zaklęcie ukrywające.
Od razu lepiej.
-Skoro mamy to już za sobą... Moi drodzy, każde z nas posiada swoje własne cele, które jednak zadziwiająco dobrze się ze sobą pokrywają. Osobno mielibyśmy w najlepszym wypadku przeciętne szanse na sukces, ale razem możemy go odnieść. Dodatkowo bardzo łatwo byłoby nam zwiększyć prawdopodobieństwo wygranej...- mówiąc to przesuwał spojrzeniem między swoimi sojusznikami, by ostatecznie utkwić wzrok w Njordzie. Tak; on właśnie był idealny do wykonania tego zadania. Smok do smoka.
-Pomogłoby nam mianowicie pozyskanie współpracy ze strony istoty, o której być może już słyszeliście... Nazywa się Fafnir i rezyduje w ruinach Nastrondu - a więc nie tak daleko stąd. Z całego serca nienawidzi Odyna i zapewne zrobi wiele, aby mu zaszkodzić. Njordzie, mógłbyś udać się do niego w odpowiadającej mu formie? Wierzę, że przekonasz go do pomocy. Spraw, aby zrozumiał, że bezpośredni atak na Asgard nie jest w tej chwili dla niego możliwy, lecz i bez tego może łatwo dokonać zemsty. W końcu Wszechojciec tak bardzo kocha Midgard, prawda?- z tymi instrukcjami wszystko powinno przebiec pomyślnie... A przynajmniej tak chciał myśleć Loki. Jego spojrzenie znów zaczęło wędrować od jednego słuchającego do drugiego, nim zatrzymało się na pani mórz.
-Ran, obiecałem ci nowy plac zabaw i słowa dotrzymam. W świecie ludzi będziesz mogła do woli siać zamęt. Nie martw się, nie stanie się to nudne. Na pewno szybko znajdą się tacy, którzy spróbują walczyć z tobą lub twoimi dziełami... Nie powiedzie im się rzecz jasna, ale dostarczą ci całą masę przedniej rozrywki; mogę ci to zagwarantować- trickster uśmiechnął się przy tym lekko do bogini. Prawdę mówiąc nie mógł się już doczekać tych jej zabaw. Dla niego również będzie to wspaniałe doświadczenie... Cudowny spektakl, można by rzec.
-Helu, Fenrisie... W pierwszej kolejności zabiorę was z tego miejsca - i być może wkrótce uda mi się umożliwić wam spotkanie waszego brata. Wtedy wreszcie moglibyśmy już wszyscy być razem... Jeśli oczywiście tego właśnie zechcecie- póki co milczeniem pominął kwestię zemsty na Odynie i Asgardzie. Wcześniej obiecał ją swej córce i liczył na to, że sama ją sobie teraz dopowie. W tej chwili pozostawała jeszcze tylko jedna kwestia, którą siłą rzeczy niestety musiał poruszyć...
-Powinniście wszyscy wiedzieć o jednym. Syn Wszechojca opowiedział się po naszej stronie, ale ostrzegam: nie znajduje się pod moim zaklęciem, choć potrafię go w dużym zakresie kontrolować. Najlepiej ograniczcie kontakty z nim do niezbędnego minimum, tak będzie najbezpieczniej dla każdego z nas. Thor jest potężny, a ja w najgorszym wypadku mogę sprawić, że nie stanie do walki. W najlepszym natomiast - owszem, stanie, u naszego boku. To się opłaca. Poza tym... Nie wspominajcie przy nim jeszcze o naszych zamiarach i działaniach. W jego oczach bądźmy póki co czyści- teraz to już musiało być wszystko.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Pią Paź 05, 2012 3:19 pm

Njord przyglądał się uważnie Lokiemu. Tak dawno się nie widzieli. Tak dawno nie miał okazji zamienić z nim słowa. Tyle, że wcale nie odczuwał takiej potrzeby. Nigdy nie tęsknił za kontaktem z innymi. Musiał się przyzwyczaić do tego. W końcu wcześniej żył w tętniącym życiem Asgardzie. Z własnej woli wybrał się jednak w tak długą podróż.
Smok wysłuchał uważnie słów Lokiego, który wbił w postać mężczyzny spojrzenie. Rycerz znieruchomiał spoglądając na niego w milczeniu. Dostał kolejne zadanie do wypełnienia. Na twarzy mężczyzny pojawił się delikatny uśmiech. Powoli odczekał, aż Loki skończy rozdawać im wszystkim zadania. Gdy tylko skończył Njord powoli odsunął się od Heli. Zawsze robił sobie miejsce podczas przemiany.
- Niezwłocznie się tam udam. - mruknął i zacisnął wargi, które zaraz stały się białą linią. Już idąc zaczął się zmieniać. Na jego twarzy pojawiło się parę pęknięć. Zupełnie tak jakby był skałą, która się kruszy. Z każdym pęknięciem kolejne łuski powoli odpadały z jego twarzy. W ciągu kilku sekund zaczęło się z niego po prostu sypać. Po krótkiej chwili gdy Njord cały się trząsł, sapiąc przy tym, przemienił się do końca. Trwało to ułamek sekundy. Czarny smok stał przed nim łapiąc jeszcze chwilkę powietrze. Bestia spojrzała po obecnych i warknęła cicho.
- Do zobaczenia. - mruknął niskim głosem i odepchnął się skrzydłami od ziemi. Nogi zadziałały zaraz po nich. Smok uderzył mocno skrzydłami i wzniósł się ponad ich głowy. Posłał im ostatnie spojrzenie i po chwili odleciał. Zniknął im z oczu.[zt]
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 169
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Sob Paź 06, 2012 6:14 pm

Bogini Helu, tak jak wcześniej, obserwowała w milczeniu poczynania Lokiego. Nie widziała większego sensu w przerywaniu tej chwili – szczególnie ważnej dla jej brata, a także po części jej samej. Poza tym, nawet nie było za bardzo co komentować, a chciała dokładnie widzieć reakcje Fenrisa oraz ich ojca.
Kiedy Loki zbliżył się do wilka, a potem do samego „łańcucha”, cóż, Hela spodziewała się mimo wszystko jakiejś widocznej zmiany. Czy to w zachowaniu któregoś z nich, czy we wstędze. Nie wiedziała co prawda, jak owa zmiana mogłaby wyglądać, ale chyba powinna się pojawić, czyż nie? Zamiast tego, bóg kłamstw wyglądał jakby tylko przyglądał się więzom i sprawdzał ich wytrzymałość. W pewnej chwili wydało jej się, że poczuła przepływ jego magii – być może był w trakcie używania którejś ze swoich umiejętności na łańcuchu – ale nie mogła tego dokładnie stwierdzić. Następnie Loki zmaterializował nóż i… koniec. Tyle.
Żadnych trudności, czy nawet szczególnie widocznego użycia magii. Nawet wyciągniętej szkatuły. Kobieta doszła do wniosku, że bóg kłamstw musiał w jakiś sposób osłabić więzy i chociaż częściowo zniwelować ich moc. Ale nawet mimo tego, ta prostota sprawiła, że poczuła lekką irytację. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, dziecinnie nawet, Pani Niffleheim była w niepokojący dla siebie sposób zawiedziona. Tyle lat czekania na to, aż Fenris będzie wolny, zostało podsumowane rozcięciem „łańcucha” z taką łatwością, jakby to był zwykły kawałek materiału. Tak, to chyba mogło powodować lekki zawód. Irytacja też przeniosła się w niewielkiej części na samego Lokiego. Chociaż było to zachowanie irracjonalne, szczególnie dla bogini, łatwość z jaką przyszło ojcu pozbyć się wstęgi przyniosła ze sobą dosyć nurtujące pytanie. Dlaczego nie mógł zrobić tego wcześniej? Oczywiście, Hela wiedziała, że (jeśli wierzyć jego słowom) Loki dopiero od niedawna w ogóle wiedział o ich istnieniu, a więc logiczne było, iż nie mógł uwolnić Fenrisa wcześniej.
Pani umarłych szybko zepchnęła na bok niechciane uczucia. Mimo wszystko, naprawdę byłą wdzięczna bogowi kłamstw za pomoc. No, może wdzięczność to było zbyt mocne słowo… w końcu, ona sama pomogła znacząco w uwalnianiu jego samego. A to wyrównywało przysługi.
Zwinięcie i zabranie Glepniru Hela zignorowała. Nie wiedziała, po co miałby on się przydać Lokiemu, ale teraz nie było to istotne. Chciała zobaczyć, jak teraz na to wszystko zareaguje Fenris.
Bogini zbliżyła się do wilka i po krótkim, niedostrzegalnym wręcz namyśle położyła dłoń na ciemnej sierści wilka. Można było pomyśleć, że prawie w troskliwym geście, jakby chciała go w ten sposób wesprzeć.
Nie przeszkodziło to jednak bogini w wysłuchaniu Lokiego, który zwrócił się do całej grupy.
- Myślę, że wystarczająco dużo czasu spędziłam w tym miejscu z mym bratem – odpowiedziała, kiedy ojciec do nich się zwrócił. Fenris raczej podzielał jej zdanie.
Spodobała jej się również kwestia ich drugiego brata. Co prawda, wcześniej w żaden sposób nie mogli się z nim skontaktować, a więc nikt nie wiedział jak mogłyby ułożyć się między nimi relacje, lecz zawsze warto spróbować.
Za to wzmianka o Thorze była nieco… niepokojąca. Nadal. Nawet po bardziej szczegółowym wyjaśnieniu sytuacji, a nie poleganiu wyłącznie na domysłach, bogini Helu nie szczególnie podobał się taki obrót spraw. Nie było jednak sensu teraz rozdrapywać tej kwestii – co nie znaczyło, że przy odpowiedniej okazji nie porozmawia na ten temat z ojcem.
A do tego czasu, Hela będzie musiała być przy Thorze ostrożna. Ciekawe tylko, co na to Fenris…
Bogini zerknęła na Njorda, który chwilę później znów przybrał formę smoka. Skinęła głową w jego stronę i uśmiechnęła się lekko. Ach, ta uprzejmość.
- Do zobaczenia – odpowiedziała tylko, by zaraz ponownie wrócić spojrzeniem zielonych oczy do Lokiego i Fenrisa – a także od czasu do czasu Ran.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ran

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 11/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Czw Paź 11, 2012 7:35 pm

Wysłuchała kuzyna w milczeniu, obserwując wszystko to, co nastąpiło wcześniej z lekkim zainteresowaniem, odbijającym się w jej głębokich jak toń morska oczach. Nie przeszkadzała, mimo pewnego zniecierpliwienia, które odczuwała wewnętrznie. Energia rozpierała ją nie mniej niż zwykle, chciała dać jej upust i wyraz, ale tym razem czekała w milczeniu, wiedząc, że niedługo zobaczy upragnioną nagrodę. Midgard. Świat pełen ludzi, drobnego pyłu dla zwykłych bogów, dla niej ofiar, które poznają co to strach. A ich zachowanie w lęku powinno być najlepszą rozrywką, jaką miała od lat, może nawet stuleci. Podczas gdy inni mieszkańcy Asgardu potrafili spisywać przedstawicieli rasy człowieczej na straty, ona widziała w nich potencjał. Wprawdzie nie taki, jaki zapewne sami zainteresowani by chcieli, ale któż pytał ich o zdanie. Byli tylko ludźmi, a ona boginią. Obdarzoną mocą, która pozwalała jej na wydawanie rozkazów wodom wszelakim, a co za tym idzie posiadała umiejętności, o których oni mogli tylko pomarzyć. Oczywiście, najlepsza zabawa była wtedy, gdy biedni nieszczęśnicy (oh jakże było jej ich szkoda) stawiały opór, a przynajmniej próbowały to robić. Desperacka walka o życie. Cóż za piękny spektakl dla jej lodowatych oczu, spragnionych adekwatnych do jej potrzeb wrażeń.
– Brzmi kusząco kuzynie – odpowiedziała na słowa, jakie skierował do niej Loki, uśmiechając się przy tym czarująco.
Odgarnęła kosmyk jasnych włosów z twarzy, słuchając uważnie tego, co mężczyzna miał jej do powiedzenia. Wydawała się zadowolona z jego słów, a przynajmniej przyjęła je z aprobatą i skinięciem głową.
– Wierzę ci na słowo, zapewne wiesz o czym mówisz. Ah, mam nadzieję, że posiadają choć trochę mocy godnej rywalizacji siłą natury. Zbyt szybkie zakończenie zabawy byłoby pewnego rodzaju… – urwała na chwilę, a kąciki jej pełnych, czerwonych ust zadrżały niebezpieczne. - Zawodem – dodała słodkim tonem, w którym ukryte było przebrzmienie sadystycznych skłonności jasnowłosej niewiasty.
Mówiono często, że okładka książki może skrywać całkiem inne jej wnętrze, ale Ran nie była osobą fałszywą. Błysk z jej oczach, uśmiech na jej twarzy, gest, zachowanie, ruch. Widać było, że potrafi być niebezpieczna, okrutna i pozbawiona litości. Nie ukrywała tego, nie miała takiej potrzeby.
Na wzmiankę o synu Odyna skrzyżowała ręce na piersi, mrużąc lekko swoje oczy. Sądziła, że Loki wie co robi, ale nawet ona zdawała sobie sprawę z tego, jak problematyczny może być jasnowłosy bóg, szczególnie jeśli dowiedziałby się o ich zamiarach. Nie bez powodu nazywali go miłośnikiem ludzi, niektórzy nawet się z tego śmiali. Tak, dobiegło to nawet do jej uszu, choć nie udzielała się przesadnie w życiu towarzyskim Asgardu. A skoro miał on stać po ich stronie… To oznaczało, że musi zachować ostrożność na nowym placu zabaw. Chyba, że kuzyn wolał by na razie w ogóle z niego nie korzystała. Jednak to nie spodobałoby się jej ani trochę. Była niecierpliwa, chciała mieć to, co jej obiecano już, teraz, natychmiast. Nie można było jej się jednak dziwić. Po tak długim czasie bezczynności i nudy, domagała się odmiany. Nie zamierzała czekać, a przynajmniej niedługo.
– Loki, powiedz mi… – zaczęła powoli, w między czasie żegnając Njorda ruchem głowy, gdy ten wyruszył na swoją misję. - Skoro Thor stoi po naszej stronie, a wybacz… Zapewne nie bez powodu plotki głoszą o jego miłości do Midgardu, czy to oznacza jakieś specjalne środki ostrożności, w kwestii zabawy z moimi nowymi… – uśmiechnęła się nieprzyjemnie. - Zabawkami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Sob Paź 13, 2012 7:40 pm

Fenris czuł narastającą niecierpliwość, rozumiejąc, że kuzyn Ran właśnie miał zaczynać pozbywanie się Gleipnira. Do przewidzenia lub nie, łańcuch 'puścił' po niezbyt długim czasie. Mimo iż teoretycznie nie było to w jego interesie, wilk zauważył, że jego 'wybawca' zatrzymał tę wstęgę dla siebie. Cóż - on raczej nie ma tak negatywnych związanych z nią skojarzeń.
Całkowicie wolny, Fenris czuł jakąś nieodpartą potrzebę, aby się rozprostować, przebiec - po prostu poruszać się, żeby jakby pokazać wszem, że oto nic już go nie krępuje. Ale na to jeszcze przyjdzie czas, niemądrze byłoby rozproszyć się w momencie, kiedy omawiano ważne sprawy, a przynajmniej takie się zdawały. Informacja o kolejnym sprzymierzeńcu z pewnością należała do ciekawych, nawet jeśli będzie to kolejna osoba, o której w życiu nie słyszał. Dość ironiczne, biorąc pod uwagę, że Fafnir znajdował się nie tak daleko stąd. Bardziej interesujące jednak były dalsze słowa. Wspomnienie Jormunganda świadczyłoby, że wilk słuchał właśnie osoby, która wie coś więcej niż większość osób o nim, w dodatku 'wtedy wreszcie moglibyśmy już wszyscy być razem" brzmiało... intrygująco. Nie, Fenris tak naprawdę nic nie wiedział o mówcy, ale czy to możliwe, że to jakiś jego krewny? W międzyczasie Hela podeszła do niego, kładąc rękę na jego futrze. Reakcja od brata miała właśnie nastąpić, gdyby nie to, że odpowiedziała na sprawę opuszczenia Helu.
Nie będę udawać, że nie chcę już tu dłużej być. - uzupełnił wypowiedź siostry. Ot potwierdzenie, że zgadza się z nią w tej sprawię. - I najchętniej opuściłbym to miejsce jak najszybciej. - Dość jednak tych niejasności, nawet jeżeli chłopak miałby się wygłupić lub wyjść na ignoranta - musiał wiedzieć, komu powinien być wdzięczny za wolność. - Mógłbym zapytać, kto dokładnie mnie uwolnił? Dlaczego nagle ktoś zainteresował się moim losem? Moim i mojej siostry? - zwrócił się przy tym do ciemnowłosego boga, nie wkładając w swoje pytania ani krzty wyrzutów, a czystą, palącą ciekawość.
Wilkowi zależało na tym, by tego typu 'formalności' załatwić jak najszybciej, ażeby mógł w końcu przemieścić się gdzieś i zmienić w ludzką formą. Tu i teraz to raczej nie byłby dobry pomysł - o ile w formie zwierzęcej futro załatwiało sprawę, w drugiej wersji potrzebowałby już ubrań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Nie Paź 14, 2012 7:59 pm

Bóg chaosu uważnie przyjrzał się przemianie Njorda - ot, na wszelki wypadek, a nuż bowiem w przyszłości przyda mu się jeszcze do czegoś taka wiedza. Interesujący był zresztą dla niego przebieg tego procesu. Koniec końców Loki sam był zmiennokształtny, znał dokładnie szczegóły własnej transformacji i mógł z całą pewnością stwierdzić, że była ona zdecydowanie różna od tej, którą właśnie zaprezentował na jego oczach patron wiatru. Ciekawe jakie to było uczucie...
Być może jednak później zbada ten temat dokładniej. Póki co odprowadził smoka spojrzeniem, kiwnąwszy mu przy tym głową w ramach pożegnania. Potem zaś skupił się na osobach, które wciąż pozostawały w jego otoczeniu - Njordem będzie się ewentualnie martwił później. Wojownik powinien sobie zresztą jakoś poradzić, w końcu powierzone mu zadanie wbrew pozorom nie było wcale takie trudne. Wymagało tylko odpowiedniego podejścia, a Loki był nawet na tyle miły, aby podać mu wstępną instrukcję działania... Ale wracając do spraw bieżących!
Zgodnie z jego przewidywaniami Hela praktycznie od razu zbliżyła się do brata, a więc i zarazem poniekąd do niego samego - choć to ostatnie zapewne najmniej ją akurat w tym momencie obchodziło. Będzie musiał pozwolić im nacieszyć się sobą wzajemnie i nowo otrzymaną wolnością... Nie za długo rzecz jasna, w końcu byli mu jeszcze potrzebni, ale póki co - niech będą szczęśliwi. Ostatecznie i tak zadziała to tylko na jego korzyść. Zawsze dobrze jest mieć dłużników.
Co się natomiast tyczyło Ran... Cóż, wątpliwości kobiety były zupełnie logiczne, a w pewnym sensie mogłyby się nawet wydawać słuszne i uzasadnione - oczywiście gdyby nie fakt, że Loki posiadał już na nie przygotowaną zawczasu odpowiedź i to w dodatku taką, która powinna być dla bogini zupełnie satysfakcjonująca. Nie byłby przecież sobą, gdyby z wyprzedzeniem nie zadbał o każdy szczegół, nawet ten najmniejszy, z pozoru nieistotny, czyż nie tak? Ktoś w tej ich grupie musiał planować na zaś.
Zresztą... Właściwie lepiej, by inni tego raczej nie próbowali. Myślenie bywa przecież momentami tak strasznie kłopotliwe... Jeszcze doszliby do jakichś wniosków - albo przynajmniej jedynie sądziliby, że je uzyskali. Coś takiego w ogólnym rozrachunku niekoniecznie skończyłoby się dla nich pozytywnie. Nie; o wiele bezpieczniej dla nich wszystkich - zarówno razem, jak i z osobna - będzie, gdy wszelkie kombinowanie pozostawią tylko i wyłącznie jemu. Już on o wszystko zadba, o tak...
-Droga kuzynko, możesz mi zaufać, gdy mówię, że jestem w stanie zapanować nad Thorem. Zadbam o to, aby nawet nie dowiedział się o twoich działaniach. Baw się do woli, ja zaś zapewnię mu inne zajęcia, o wiele bardziej absorbujące i wymagające jego pełnej uwagi. Jak długo przypadkowo nie natknie się na ciebie osobiście w momencie, gdy będziesz oddawała się akurat rozrywce... Wszystko będzie w porządku. Nie dopuścimy do takiego zbiegu okoliczności. Sama więc widzisz, że nic cię nie ogranicza- to powiedziawszy trickster obdarzył kobietę delikatnym, ale nie mniej jednak czarującym uśmiechem. O tak, utrzymywanie ich wszystkich w zadowoleniu - oto jego chwilowy priorytet... To znaczy, pomijając rzecz jasna te bardziej oczywiste w jego oczach, o których właściwie pozostali nie musieli tak do końca wiedzieć... A przynajmniej jeszcze nie teraz. Kiedyś sami się zorientują.
Skoro ta kwestia została już rozwiązana, Loki miał zamiar zaproponować wszystkim zebranym natychmiastowe przeniesienie się do Midgardu... Lecz zanim zdążył przemówić, głos zabrał jego syn. Wszystko wskazywało na to, że Hela dosłownie niczego mu do tej pory nie wyjaśniła... Może to i nawet lepiej? Dzięki temu bóg kłamstw będzie mógł przynajmniej ukształtować go sobie praktycznie od podstaw. To zdecydowanie ułatwiało mu sprawę. Niemalże jak tabula rasa i tak dalej.
-Na imię mi Loki i zapewniam cię, że waszym losem zainteresowałem się tak szybko, jak tylko byłem w stanie to uczynić. Gdy o was usłyszałem, natychmiast przystąpiłem do planowania i podjąłem pewne działania... Lecz to nie czas i nie miejsce na snucie tej opowieści. Pozwól, że w pierwszej kolejności zabiorę nas do bezpieczniejszego świata - a potem wszystko dokładnie ci wyjaśnię... Ja lub twoja siostra. Pozwoliłem sobie przygotować dla nas odpowiednie lokum w Midgardzie. Dla nas wszystkich, jeśli tylko zechcecie skorzystać z gościny- w trakcie całej tej wypowiedzi utrzymywał swój wzrok na wilku, lecz po jej zakończeniu przesunął wymownie spojrzeniem między Helą i Ran, jak gdyby na znak, że rzeczywiście wybór należy w całości do nich. Owszem, sporo ryzykował chcąc zatrzymać przy sobie zarówno tę gromadkę, jak i Thora, ale wolał mieć ich na oku. Zresztą wiedział o tym, że Ran bez problemu poradzi sobie z odgrywaniem wymaganej od niej roli, a i Hela wydawała się być wystarczająco utalentowaną aktorką, aby sobie z tym poradzić. Fenris natomiast... Cóż, siostra zapewne wszystko mu wytłumaczy.
Nie chcąc tracić już ani chwili dłużej z ich cennego czasu, trickster ponownie przywołał przed siebie Kulę Agamotto i po raz kolejny tego dnia z łatwością uruchomił jej właściwości teleportacyjne, tym samym przenosząc siebie i swoich towarzyszy z Helu prosto do swojego ziemskiego mieszkania.

[z/t za wszystkich]

***

Jutro wrzucę pierwszy post w Midgardzie w ramach rozpoczęcia~

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Czw Lut 15, 2018 9:33 pm

Teleportacja nie zaskoczyła wilka tak bardzo jak mogłaby kogokolwiek innego. Dla kogoś kto dosłownie żył pośród legend, baśni i mitów, spotkanie tego stopnia było niemal naturalnym zjawiskiem. Być może przypadkiem wypowiedział słowa zaklęcia. Być może już po otrzymaniu łuski był obserwowany przez widma. Być może moc starożytnego była po prostu tak wielka, że nie potrzebował niczego więcej.
Do tego nie przywiązany do niczego i nikogo Fenris nie odczuwał dyskomfortu bycia miotanym z miejsca na miejsce. Można powiedzieć że podróżował z całym swoim dobytkiem. Siłą w rękach i futrem na grzbiecie.
Gdy blask zaślepił mu oczy, jedyne o czym myślał, to by wyglądać godnie, gdy stanie przed starożytnym. Miejsce do którego się przeniósł sprawiło jednak że ukłucie paniki niemal wykrzywiło mu pysk.
Jego świadomość przeniknęły najgorsze myśli. Pułapka! Zasadzka Odyna! Widma i CORE zdradziły go Wszechojcu!
Nikt jednak nie czekał. Nie było żołnierzy Asgardu, karłów z magicznymi artefaktami, ani nikogo z bogów.
Była natomiast jedna sylwetka, stojąca samotnie na skale Gioll. Z początku zdawała się obserwować krajobraz. Widok, którego każdy centymetr wilk znał już chyba na pamięć. Nie wydawał się wrogi, a nawet jeśli, to prawdopodobnie nie widział w wilku zagrożenia. Gdy się odwrócił wilk przyjrzał mu się dokładniej. Wyglądał niczym król w zbroi. Stojąc nad Fenrisem w oczywisty sposób pokazywał wilkowi kto jest tutaj panem spotkania i z czyjej łaski się spotykają. Wilk znał tę grę. Nie przeszkadzało mu to. Miejsce to sprawiało jednak że nie mógł powstrzymać mrowienia z tyłu głowy. Miał wrażenie że strasznie się poci.
Gdy widmo w końcu odezwało się w jego umyśle, wilk od razu zauważył dwie rzeczy. Po pierwsze: zwróciło się do niego zmienionym tytułem, który nadali mu Asgardczycy. To i oczywiście samo miejsce spotkania świadczyły że wiedział o Fenrisie wiele, jeśli nie wszystko.
Po drugie: "Me czyny"? Banicję?
Na moment wilk zapomniał z czym tu przybył, chcąc dopytać się o więcej szczegółów. Ugryzł się jednak szybko w język. Czas bytów tego pokroju był cenny, zwłaszcza w ich własnych oczach. Należało więc przejść do konkretów. Starożytny i tak okazał mu łaskę tej informacji, reszty może dowiedzieć się od kogokolwiek innego.
-Przybyłem prosić cię o siłę, przedwieczny. Wiesz że wygnano mnie z ziem, które zwałem domem. Ród mój skazano na nieszczęścia w imię mrzonek złego władcy. Wiele innych krzywd dzieje się z jego ręki. Wiek zmącił jego osąd, lecz tylko dodał mu mocy. Ja kroczę teraz wolno, lecz wiele krzywd pozostaje wciąż bez odpowiedzi. Przyszedłem więc prosić o moc, która pozwoli mi je wyrównać. Widziałem wiele cudów odkąd opuściłem ten loch... - zatoczył ręką koło demonstrując swoje niegdysiejsze więzienie - ... i wiem jedno. Nie jestem nawet w połowie tak wielkim wojownikiem jak myślałem onegdaj. Samojeden nie obalę tyrana. Chciałem prosić cię o kamień węgielny, który podłożyłby podwaliny mej nowej legendy. Legendy, której sam byłbym kowalem. Artefakt wykuty w magii oraz mocy Urkyn'Vareis. Dzierżenie go będzie dla mnie zaszczytem. - wypowiadając ostatnie zdania wilk pochylił łeb i przycisnął pięść do swej piersi. Czekał teraz na osąd.
Wciąż martwiła go jednak sprawa Onurisa. Jakieś dziwne uczucie z tyłu głowy wyraźnie nie dawało mu spokoju, a nie był to niepokój związany z tym miejscem. Czyżby obawiał się że łuska wygnańca straciła na ważności? Strach że spotka go jakiś rodzaj kary? Nie, to było coś innego. Honor. Honor wojownika nie dawał mu spokoju, gdy jego towarzysz broni cierpiał z jego winy. Nim widmo zaczęło mówić, dodał więc - Był to powód, dla którego pierwotnie tu przybyłem...
Powiedział to, zanim sam zdał sobie sprawę co robi. Dziwny odruch, o którego istnienie nawet się nie podejrzewał. Czyżby miał zaprzepaścić jedną z niewielu szans na zdobycie mocy do walki z Odynem? Słowo się jednak rzekło, nie można było tego tak zostawić.
- Nie mogę budować swej historii kosztem tych wokół mnie. Uważam Onurisa za brata w boju. Zaświadczam tym samym o jego niewinności. Pragnąłbym, abyś zwolnił go z banicji, przedwieczny. Nikt nie powinien być pozbawionym domu. To me życzenie.
Stało się. Wilk zaprzepaścił właśnie szansę na część mocy jednych z najpotężniejszych istot jakie napotkał. Nie czuł się z tym jednak źle. Czuł pewną nić sympatii do Onurisa, mimo że znał tylko część jego historii. Samemu będąc banitą nie życzył jednak nikomu takiego losu. Zwłaszcza że Onuris w swej historii miał nie więcej własnej winy co Fenris w swojej.
Moc zdobędzie gdzie indziej. Może na starym kontynencie ostały się jakieś artefakty z czasu bogów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1535
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Czw Lut 22, 2018 8:14 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Starożytny milczał, wsłuchując się w słowa czarnego wilka. Powoli wyciągnął ręce zza pleców, pozwalając im swobodnie opaść wzdłuż ciała, kiedy kolejne zdania docierały do jego uszu. Dawno nie słyszał takiego języka, takiego sposobu wiązania wypowiedzi. Każde kolejne słowo powodowało narastający uśmiech na pysku samca. Jakże wzniosłe historie o skazanym rodzie, złym władcy - który wymaga obalenia. Końcówka ogona delikatnie zagięła się, ustawiając ostrze w dół i sunąc po ziemi, tworząc bezwartościowe koła oraz jakieś losowe symbole, których szczerze - nawet sam starożytny nie był w stanie odgadnąć. Po prostu zajmował czymś swoją kończynę, podczas wypowiedzi Fenrisa. A czekać miał na co, bo jak tylko wilk skończył pierwszą część, nie dał mu dojść do słowa. Znów zaczął mówić, cofając wszystko, co wcześniej powiedział. Kaartarn nie pokazał po sobie nawet krzty emocji, jednak odczuł zaskoczenie. Umysły jego braci i sióstr nie pozwalały mu sądzić, że ten stwór w jakikolwiek sposób poddałby swe dobro, na rzecz innej istoty. Istoty, którą znał bardzo krótko.
Biała łuska zaświeciła złocistą łuną, poświata ogarnęła ją, a następnie sama łuska wzniosła się w powietrze. Malutki obiekt zatrzymał się pomiędzy Wiecznym Suwerenem, a Fenrisem, świecąc złotem i mieniąc się białym blaskiem. Wzrok suwerena padł na niewielki obiekt.
/Skąd w tobie taka szlachetność? Ledwo poznałeś białołuskiego, jednak czujesz się z nim związany./
Czarnołuski spuścił wzrok na wilka, ruszając ku niemu powolnym, lecz pewnym krokiem. Fenris poczuł jedno, że musiał paść na kolano i pochylić łeb przed władcą. Niezależnie od swej woli, jego ciało to właśnie uczyniło, niczym rycerz oddający hołd swemu królowi. Łeb ani wzrok nie mogły wznieść się wyżej, by spojrzeć na oblicze starożytnego. Fenris dostrzegł przed sobą tylko jego łapy, nie mogąc przy tym powstrzymać wrażenia, że to nie ten byt odpowiada za jego nagłą chęć pokłonienia się. Poza łapami, widoczny był ogon, którego ostrze bardzo powoli sunęło końcówką po piasku, znacząc delikatne ślady oraz przecinając kamień pod spodem, niczym rozgrzany nóż wbija się w masło.
/Osąd wobec Białego został dokonany. Jego próba już trwa, a ja zadbałem o wystarczająco dużo udogodnień, które poprowadzą go ku szczęśliwemu zakończeniu./
Ogon starożytnego powoli przesunął się, wysuwając się zza łap i mknąć ku wilkowi. Końcówka uniosła się i zbliżyła do krtani futrzastego, powoli przeczesując futro, ciągnąć ostrzem po tak krytycznym punkcie. Ostrze przesunęło się wyżej, wchodząc pod brodę płaską częścią ostrza. Siłowo, łeb Fenrisa został podniesiony do góry, w końcu mógł spojrzeć w złote ślepia stojącego przed nim bytu. Ostrze cofnęło się powoli, a wilk w końcu mógł wstać. Wielki gad powoli obrócił się plecami do swego rozmówcy, wolnym krokiem wracając na szczyt skały, do poprzedniego miejsca, w którym stanął.
/Onuris dowie się o twej lojalności./
Skomentował postawę Fenrisa, choć nie wyjaśnił, co się za tym kryło. Niemniej nie trudno było się domyślić, że białołuski potrafi okazać wdzięczność oraz odpłacić się tym samym. Łuska rozbłysła potężnym światłem, mieszając w sobie biel i złoto. Czysta energia magiczna była doskonale wyczuwalna, bardzo potężna. Światło zaczęło wirować, formować się w kulę. Kula powiększyła się, zaczęły z niej wychodzić płomienie energii, żyły zawijające się dookoła samego źródła, powoli formujące obiekt.
/Nie kieruj się zemstą, bo będzie twą zgubą. Dostałeś szansę na nowe życie, chwyć ją i nie puszczaj./
Odezwał się starożytny, podając mu krótką, prostą poradę. Znów obrócił się, lecz nie do Fenrisa - a w kierunku formującego się obiektu. Kula powoli przekształcała się w długi drzewiec, na końcu zaczął tworzyć się sześcian, nabierający coraz to mocniejszych krawędzi oraz znaków.
/Thronebreaker będzie twą bronią. Młot, który opiera się na twej energii, uformowanej dzięki mocy Urkyn'Vareis./
Czarnołuski zmniejszył dystans, wykonując kilka kroków naprzód. Młot uformował swą strukturę, a energią zaczęła wytwarzać dodatkowe ramy oraz nadawać broni szczegółów. Złociste ozdoby, srebrny w kolorze - metal, jak również czerwony materiał, idealnie owinięty dookoła rękojeści - zapewniający świetną przyczepność.
/Broń nietypowa, jednak posiada nasze cechy. Prawo dzierżenia masz ty, Fenrisie, jak również Urkyn'Vareis oraz ci, którym prawo to nadasz. Jeśli Thronebreaker świadomie skierujesz przeciwko widmom, broń pęknie i rozpadnie się, a ty poniesiesz konsekwencje zdrady./
Kaartarn powoli podniósł prawą dłoń, wyciągając ją przed siebie. Otworzył dłoń, a młot powoli przesunął się w kierunku jego ręki, wsuwając się w nią i pozwalając zacisnąć uścisk na rękojeści. Światło zniknęło, ukazując pełne obliczę stworzonego artefaktu.
/Jego siła ograniczona jest twą wolą, emocjami oraz przekonaniami./
Jeśli Fenris spróbuje uczynić młotem coś, co sam uważa za niegodne - broń nie będzie mu posłuszna. Natomiast nim silniej przekonany będzie o słuszności swych czynów, kierując się własnymi zasadami, honorem, kodeksem - tym silniejsze będą wyprowadzane ataki.
/Jest wytrzymały, mimo nieposiadania cech łusek oraz kości Urkyn'Vareis. Twa wola pozwala go wezwać oraz odesłać. Poprzez niego, tunelować możesz swą wewnętrzną magię - wyzwalać ją, ciskać energią, roznosić fale, wszystko - co opanujesz. Twe skupienie pozwoli tobie zmusić młot do zebrania energii i wyniesienia ciebie w przestworza./
Gestem, starożytny nakazał wilkowi podejść bliżej. W tym czasie obrócił młot, chwytając go oburącz, lewą dłonią za podstawę rękojeści, a prawą za samą głownię broni. Gdy wilk zbliżył się wystarczająco, starożytny wyciągnął ku niemu ręce, pozwalając mu odebrać broń, naturalnie chwytając ją od razu prawą ręką. Thronebreaker był świetnie wyważony, bez problemu dopasowywał się do rozmiaru Fenrisa - co naturalne było dla wezwania i odesłania broni. Kiedy Fenris odbierał młot, widmo przekazało mu jeszcze jedną informację.
/W godzinie próby, młot pozwoli tobie wezwać Urkyn'Vareis. Jeśli któreś z mych braci bądź sióstr podejmą taką decyzję, otrzymasz potężne wsparcie w postaci widma. O ile przeciwnik będzie wart oraz godzien. Nie nadużywaj daru pomocy./
Thronebreaker od razu związał się ze swym właścicielem, łącząc się z jego wewnętrzną mocą i pozwalając wzywać się oraz odsyłać - samą wolą. Prosta myśl, żądanie pojawienia się - a broń stawiała się w dłoni bądź wracała w pustkę. Nie była to typowa broń stworzona przez widma, jednak na taką wilk będzie miał prawo zapracować. Młot posłuży mu wedle jego własnej woli, tak długo, jak długo nie obróci go przeciwko Urkyn'Vareis lub dopóki nie da obrócić go przeciwko sobie samemu. Zniszczoną broń widma zawsze będą mogły naprawić, natomiast próba ingerencji w strukturę broni - będzie mogła zakończyć się jej zniszczeniem. Jeśli znajdzie się na tyle silny użytkownik magii.
Kaartarn opuścił swe ręce, oczekując reakcji ze strony czarnego wilka. Otrzymał swą nagrodę, większą, niż zapewne mógł się spodziewać. Wedle danego słowa, Onuris pozyska wiedzę o jego lojalności, a wdzięczność widma potrafiła być czymś nieocenionym. Pytanie, jakie decyzje podejmie teraz wilk.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Pon Lut 26, 2018 6:18 pm

Gdy łuska rozbłysła światłem i wyrwała się w stronę widma, wilk nie zatrzymywał jej. Puścił ją wolno tak by mogła sunąć przez powietrze w stronę "swojego". Powiedział wszystko co było do powiedzenia. Wyczerpał temat, a teraz znowu milcząc czekał na werdykt.
Chwila ta miała w sobie jakąś niewiadomą podniosłość, która bardzo wilkowi odpowiadała. Gdyby nie urodził się bogiem, może powinien zostać kapłanem. Cały strach przed powrotem do łańcuchów uciekł gdzieś na bok i zostało tylko to. Podniosłość i oczekiwanie.
Pytanie suwerena zaskoczyło wilka. Widmo mogło poczuć, że wilk szuka w swojej głowie odpowiedzi na pytanie o rzecz tak dla niego zwyczajną, jakby miał odpowiedzieć na pytanie "Czemu oddychasz?"
- Dzieliliśmy pole bitwy - podjął w końcu próbę wyjaśnienia - Jest zatem mym bratem, nie po mieczu, a po toporze. Jak wyglądałyby wojny gdyby jeden woj nie mógł położyć zaufania w drugim?
Sam wilk nie był bardzo zadowolony z tego wyjaśnienia. Owszem, kultura Asgardu wskazywała wyraźnie, że członkowie hyrdu ważni są na równi z własną rodziną, ale poza tym wilk nie potrafił nie czuć sympatii do białołuskiego widma. Poniekąd dlatego że widział w jego historii odbicie własnego losu, a poniekąd też, że chciałby podobnie do niego zachować się w godzinie próby. Fakt, nie spędził z Onurisem wiele czasu, ale żałował że nie spędził więcej. Tym bardziej niesłusznym byłoby gdyby cierpiał z winy wilka, której ten nawet nie zdawał sobie sprawy. Fenris sam tak na prawdę nie wiedział czemu zależało mu na Onurisie. Tak samo Amelii. I Daalkiinie. Był przecież bestią szczutą na łańcuchu przez tysiąclecie. Nigdy nie myślał że zdolny jest do podobnych uczuć względem kogokolwiek spoza własnej rodziny.
Z tych krótkich przemyśleń wyrwała go siła nakazująca paść mu na kolana. Nie rozumiał wiele z tego co się wokół niego działo. Czyżby odpowiedź nie była satysfakcjonująca? Z punktu widzenia w jakim się teraz znalazł widział zaledwie stopy swojego rozmówcy, ale nie potrafił czuć o to do niego żalu. Nie wiedział jakim typem władcy jest Suweren, ale jeśli władca jest taki sam, co jego naród, to pokłon ten mu się należał.
Kolejne słowa widma nic nie wyjaśniły wilkowi. Pod nimi mogło kryć się cokolwiek. Ton głosu smoka jednak uspakajał i kazał wierzyć w moc swych słów. Gdy gad zadarł w końcu do góry wilczy łeb, w jego spojrzeniu mógł dojrzeć ślady dumy i uporu. W wilku kołatał się niespokojny duch, którego demaskował ten szczególny, młodzieńczy błysk w oku.
W końcu jednak więzy puściły i Fenris znów mógł stanąć o własnych siłach. Bez słowa przetarł łapą krtań i ruszył w ślad za widmem. Po drodze spojrzał raz jeszcze na wyleżany fragment skały, w którym przez stulecia układał się do snu. Dla niego była to wieczność. Oddalił te wspomnienia potrząśnięciem łba.
- Przekaż mu wieść o niej wraz z mymi pozdrowieniami - odparł wilk, po czym zmuszony był zasłonić oczy. Tak nagły i potężny blask, zarówno światła jak i mocy, niemal sparaliżował na moment wilka. Jego czułe zmysły przywykły do otaczającej to miejsce ciemności, a moc widma eksplodowała niczym zapadająca się gwiazda. Gdy już mógł przejrzeć na oczy, nie potrafił zrobić nic, poza wpatrywaniem się z fascynacją w pracę smoka. Jako wojownik był w stanie docenić niebagatelne rzemiosło. To, na co patrzył jednak tutaj, mogło się równać tylko i wyłącznie z pracami najznamienitszych z krasnoludzkich mistrzów kowadła i run. Nie sposób było ocenić wagi tego przedmiotu, pozostało więc tylko śledzenie każdego z pojawiających się ze światła kształtów i symboli. Wilk chciał zapamiętać tę chwilę.
Wszystkie ornamenty przypominały mu żywcem dzieła jego ludu, jednak z broni biła pewna niezidentyfikowana szlachetność, której nie przypisał by takiemu typowi oręża. Skinieniem łba odpowiadał na każde słowo widma.
- Tronbryder... Wspaniałe imię.
Wilkowi wydawało się że jest w transie, tak bardzo otumaniony był energią Kaatarna, który właśnie, jak gdyby nigdy nic tworzył podobny artefakt z powietrza. Gdy w końcu odwrócił się do niego, aby ofiarować mu skończone dzieło, wilk już sam, z własnej woli opadł na jedno kolano podczas odbierania go.
Z fascynacją oglądał, jak młot dokonuje subtelnych zmian w swoim rozmiarze po ujęciu go w dłonie. Wydawał się wspaniały. Ostatkiem sił powstrzymał się przed ochotą wykonania paru próbnych wymachów.
Z uwielbieniem słuchał instrukcji władcy widm. Wszystko to wydawało się bardzo dużo, a część była bardzo niezrozumiała, lecz nie śmiał przerywać. Z początku zdziwił go zakaz podnoszenia go na inne Urkyn'Vareis. Co gdy kiedyś znów przyjdzie mierzyć mu się z Czarnym Ogniem, Suandem, lub innymi ich pokroju? Zrozumiał jednak że Kaatarn nie chce by jego dzieło mogło przynieść krzywdę jego rodzajowi i w pełni respektował tę myśl.
Gdy jednak byt wyjawił na koniec ostatnią zdolność broni, Fenrisowi dosłownie opadła szczęka ze zdumienia.
- To prawdziwy zaszczyt - powiedział zupełnie szczerze - Mam nadzieję że okażę się godnym dzierżenia go. Dziękuję za ten dar. I za te słowa.
Wilk odwrócił w końcu wzrok od broni i znów spojrzał na widmo. Wszystko wydawało się snem. Jego podświadomość trąbiła mu o tym że teraz przyjdą warunki. Coś za coś. W jego oczach widma były istotami niemal idealnymi, bardziej bliskimi określenia bogów niż sami bogowie. Nie był pewien czy zasłużył na aż tak wspaniały dar. Przerósł jego najśmielsze oczekiwania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1535
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Wto Mar 20, 2018 9:15 pm

NPC Storyline - Kaartarn

Wychowany. Myśl, która przeszła przez umysł starożytnego widma, kiedy wilk klęknął przed odebraniem od niego broni. Młot pasował idealnie, choć zasługą było tu po prostu jego naturalne dopasowanie się do rozmiarów użytkownika. Choć widmo dostrzegło, że na wilku wrażenie zrobiła nie tyle sama broń, co wszystkie jej możliwości - w tym ta ostatnia. Niemniej, skoro Urkyn'Vareis ufali komuś na tyle, by dać mu broń - to byli gotowi walczyć ramię w ramię z taką istotą. Nawet, jeśli nie wszyscy. Bo niezależnie od tego, co Fenris uznawał, nie posiadał on żadnej władzy nad widmami. Fakt, że młot miał możliwość wezwania na pole walki potężnego sojusznika, w postaci Urkyn'Vareis nie oznaczał, że było to pewne. Istoty te posiadały wolną wolę oraz prawo decyzji. Nikt nie musiał odpowiedzieć. Niemniej starożytny nie zamierzał o tym wspominać. Wydawało się to nazbyt oczywiste.
Kaartarn stanął przed wilkiem, mierząc go wzrokiem z góry. Był większy, wyższy, zwłaszcza teraz - gdy asgardczyk padł na kolano. Jego wzrok spoważniał nieco, a głos rozniósł się echem po umyśle czarnego. Przestroga, ostrzeżenie oraz prawo. Mógł to nazywać, jak chciał. Miał tego przestrzegać, czuł to podświadomie.
/Jeśli naprawdę spotkasz kiedyś Czarny Ogień lub Sunada - uciekaj. I bierz ze sobą każdego kompana. Nie ma odwagi w bezsensownej śmierci. Odwagą jest żyć. Plugastwa pozostaw mnie oraz egzekutorom./
Wyjaśnił bezpośrednio oraz w miarę stanowczo. Nie unosił się wyższością, nie uważał tego za konieczne. Fenris sam powinien zrozumieć, że nie każda napotkana istota jest dla niego godnym przeciwnikiem. I to działało w obie strony, tak samo on nie będzie godnym wyzwania wrogiem, w wypadku napotkania Czarnego Ognia. Przed tym bytem ustępowały nawet widma, co mogli zdziałać zwykli śmiertelnicy? Byty rozgrywały swą grę na szachownicy, której podstawą pozostawał otaczający ich świat.
Złocista łuna pojawiła się tuż za plecami wilka, formując się następnie w kulisty, nieco rozciągnięty w pionie portal. Idealnie dopasowany do jego aktualnego wzrostu. Że był to portal, dało się poznać po widocznej na drugiej stronie krainie. A dokładniej miejscu, do którego wilk akurat będzie chciał się udać, z tego czy innego powodu. Czarnołuski byt skinął mu łbem, nie żegnając się słowami. Audiencja dobiegła końca. Starożytny odwrócił się do niego plecami, krzyżując ręce za sobą, łapiąc dłonią za dłoń - tuż nad ogonem. Kilkanaście sekund później jego sylwetka zaczęła się rozpływać, aż zniknął niczym mgła. Jakby go nigdy nie było. Pozostawił Fenrisa oraz jego nową broń - wraz z portalem. Nie warto zwlekać, lepiej, by wilk udał się w podróż na drugą stronę. Zanim przejście zniknie.

[zt obaj, Fenris wedle uznania do USA]

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 435
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   Pon Mar 26, 2018 6:53 pm

Uszy wilka mimowolnie drgnęły gdy widmo odezwało się w jego umyśle, mimo że prawdziwe słowa tak naprawdę nie padły. Cóż, rozmowa między umysłami miała to do siebie by myśli nawet bez potrzeby układania zdań trafiały do drugiego rozmówcy.
Tak było nawet łatwiej, co wilk sobie uświadomił. Myśli zdawało mu się formułować wielokrotnie łatwiej niż słowa. Od razu wyjaśnił że jest świadom iż za sprawą artefaktu nie będzie narzucał nikomu żadnej woli, ale nawet sama możliwość wezwania pomocy tak szlachetnych istot jest dla niego zaszczytem. Sięgnie po niego tylko w godzinę największej próby.
Zaraz potem odpowiedział na kolejne widma. Po prostu czuł się zobowiązany tak wielkim darem i liczył na to że kiedyś może będzie w stanie odwdzięczyć się gdy nadejdzie czas. W wojnach między bogami często największe role odgrywali śmiertelni. Wilk chciały nawet jeśli nie zapracować na Tronbrydera, to przynajmniej służyć ramieniem w razie potrzeby. Nigdy nie dowie się jak wielkim jest wyzwanie, dopóki nie stanie mu naprzeciw.
Jednak ostatnie słowa widma wywołały krótką pauzę myślową u wilka. Albo nawet wręcz nie pauzę, co burzę myśli, gdy asgardczyk zerkał na tę ideę pod różnymi kątami i różnym światłem.
Odwagą jest żyć?
Wilk wstał w końcu i spojrzał na portal. Plama złota jaśniejąca w morzu mroku tego miejsca. Do tej pory zdawało mu się że widma gardziłyby jego krucjatą. Wszyscy wokoło radzili mu, żeby zerwał z przeszłością. Zemsta będzie jego zgubą. Tymczasem samo imię oręża wskazywało na ciche przyzwolenie dzieła. O co w tym wszystkim chodziło?
-Muszę wiele przemyśleć. - Powiedział już na głos, lecz gdy odwrócił się z powrotem sylwetka jego rozmówcy już się rozmywała.
Został sam. Przed nim jego przeszłość, której znał każdy centymetr krajobrazu na pamięć, a za jego plecami przyszłość, która powiedzie go, norny tylko wiedzą dokąd.
Wilk pomimo swojego zwierzęcego zewnętrza, potrafił dostrzec symbolikę momentu. Pozostawało tylko odejść w nieznane. Ruszyć własną ścieżką.
Coś jednak nie dawało mu odejść. Czyżby Wotan złamał go tak bardzo że samo przebywanie w tym miejscu odbierało mu wolę? Nie, to coś innego. Jakieś dziwne uczucie mówiące mu że pozostało tutaj coś do zrobienia. Ostatnia powinność.
Wilk dobył z mocą swego nowego oręża, które w nadchodzących dniach będzie jego druhem i kompanem, i z wielką siłą uderzył w skałę u podnóża pieczary, w której spędził milenium. Młot rozjaśniał niczym gwiazda i uderzył z siłą lawiny. Fenris czuł jak przez jeden oczyszczający moment, cała jego siła oraz  emocje spływają po stylisku do obucha, nadając mu mocy.
Skała uległa, a wstrząs uderzenia rozległ się głęboko po równinie cieni. Po niegdysiejszym więzieniu wilka pozostało tylko osuwisko. Sam Fenris nareszcie poczuł się wolny i oczyszczony. Nie zastanawiając się wiele więcej czule zarzucił Tronbryder na ramię i zniknął za łuną portalu.
Miał nadzieję że ktoś ujrzy co tu się stało.
Wilk był wolny, ale pozostało jeszcze wiele do zrobienia.
Ten moment, jakże symboliczny dla wilka, mógł równie dobrze posłużyć za wiadomość.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Skała Fenrisa   

Powrót do góry Go down
 
Skała Fenrisa
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Hel i Niffleheim-
Skocz do: