Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 New York-New York Hotel & Casino

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: New York-New York Hotel & Casino   Nie Sty 13, 2013 1:53 pm

Luksusowy hotel i kasyno, położony przy bulwarze Las Vegas Strip w Paradise, w stanie Nevada. Stanowi własność korporacji MGM Resorts International.

[za Wikipedią - Venom]



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 10:22 am



Jej instynktowne odczuwanie wody było zjawiskiem ciężkim do opisania. Gdy łączyła się z nią, dematerializując swoje ciało, stawała się cząstką wszystkich oceanów. Świadomość duchowa wszelkich wód łączyła się z nią. Dzięki takiemu połączeniu nie tylko była wstanie niczym sonar stworzyć drogi, z milionami połączeń tych naturalnych jak i stworzonych przez człowieka, ale również wyczuwała wszelkie istoty wodne. Zrodzona z wody. Jej więź z naturą była wyjątkowo silna, odczuwała radość narodzin oraz smutek, gdy masowo mordowano wodnych mieszkańców, lub gdy dochodziło do ekologicznej katastrofy.
New York-New York Hotel & Casino posiadało niezwykła architekturę. Najciekawsze miejsca z całego miasta zbite w jedną całość i postawione na tym skrawku pustyni. Wybrała to miejsce, ponieważ dzięki swej zdolności wyczuła, że zyskany spokój nie będzie trwać długo. Musiała znaleźć miejsce, które będzie wypchane turystami. Las Vegas nigdy nie zasypia. Basen był otoczony przez tłumy ludzi, dzięki temu nie będzie się obawiać, że Kenneth użyje swoich mocy. Za bardzo dbał o swoją prywatność, aby przed oczami setek cywilów, oraz szklanych oczu kamer wyzwolić swoje lodowe moce i skupić na sobie uwagę całego świata. Tej lawiny nic by nie zatrzymało.
Wyłoniła się z wody niczym przepiękna syrena, zarzucając swoją bujną mokrą fryzurą w tył. Jej ciało powróciło do stałej formy, gdy tylko jej cząstki znalazły się w ogromnym basenie. Jej ciało było nagie, lecz nanotechnologiczny materiał szybko przywdział jej strój kąpielowy. Zegarek - pod różnymi postaciami, w jej przypadku w formie ładnej bransoletki - potrafił dostosować się do genetycznego kodu właściciela, w ten sposób nie by niszczony gdy osoba ta zmieniała się w żywy ogień, czy też wodę. Struktura zegarka zmieniała się razem z nią.
Podpłynęła do krawędzi. Wyszła na ląd ubrana w błękitne bikini. Nawet wczesną zimą w tak piękne dni jak ten, w Vegas bywało całkiem przyjemnie. Ludzie kąpali się w podgrzewanej wodzie, a delikatnie słońce sprawiało, że lato niemalże się tutaj nie kończyło. Wtopiła się w tłum, siadając na białym drewnianym leżaku. Odsapnęła na chwilę, kiedy w jej uchu rozbrzmiał głos z centrali.
- Pani Oficer? - zapytał zmartwiony członek Oddziału Bezpieczeństwa Asteroidy. W wodzie nie byli wstanie się z nią połączyć, dlatego zmartwili się, że mogło jej się coś stać podczas ucieczki. - Straciliśmy Pani sygnał. Czy wszystko w porządku?
- Tak, nic mi nie jest. Dziękuję. - odpowiedziała, przeciągając dłońmi mokre włosy na prawe ramie, które zaraz opadły jej na klatkę piersiową. - Moja misja niespodziewanie się rozpoczęła.
- Nie wykryliśmy obecności mutanta w Pani poprzedniej lokalizacji! - odparła zdziwiona operatorka.
- Cóż, to nie zmienia faktu, że posiadał on dość niezwykłe zdolności. Mam przeczucie, że jeszcze go spotkam. Będziemy w kontakcie.
Rozłączyła się. Czy on rzeczywiście był wstanie podążyć za mną, aż tutaj, pomyślała rozkoszując się słońcem. Mogła tylko czekać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 10:48 am

Podróż za pomocą słabszego ciała, niepozwalającego wykorzystywać mocy tak jak chciał, była dla smok po prostu udręką. Właśnie na jego liście celów znalazło się zaznajomienie z tą techniką młodego, by on sam się z tym męczył... On tego z resztą nie odczuje, bo nie wie jak wielka jest prawdziwa smocza moc. Najgorszym okazało się wyjście. Ona wyłoniła się spod wody, on cóż... Nie mógł tak po prostu skrystalizować ciała człowieka z lodu w tak widocznym miejscu, bo to po prostu zostałoby zauważone. Z resztą nie po to wmawiał Kennethowi by ten unikał otwartości nawet w przebraniu - by teraz samemu wrzucić go w taką sytuację. Zrobił więc coś innego. Wykorzystując moc, wyciągnął energię z wody i przesłał ją dalej, materializując chłopaka w jednym z pobliskich pustych korytarzy - prowadzących od razu na zewnątrz. Nikogo nie było - po prostu się udało. Kamery, cóż... Odczytały stosowny brak danych, gdyż Saurian poszczycił się zniszczeniem okablowania. Ochrona zdziwi się, znajdując zamrożone kable, jednak smok nie mógł pozwolić sobie na dalsze marnowanie energii człowieka, gdyż ten powoli skłaniał się na skraj wyczerpania.
Gdy tylko Kenneth odzyskał kontrolę nad ciałem, padł na ziemię dysząc ciężko. Powoli podnosząc się - wpierw na kolano, potem całkowicie do góry - rozglądał się po okolicy.
/Jest na zewnątrz./
Odezwał się smoczy opiekun. Bez zastanowienia, jeszcze chwilę się chwiejąc i podpierając o ścianę - Walker wyszedł na zewnątrz. Do jego uszu dotarł hałas tego miejsca, rozmowy różnych ludzi. Nie lubił takich obszarów. Zrozumiał, że chciała "uciszyć" jego moce. Szybko jednak znalazł swój cel. Zauważył, że porusza ustami, jednak z nikim nie rozmawiała. A przynajmniej nikt obok niej nie stał. Ruszył więc dynamicznym krokiem do przodu, mijając różne osoby, niektórych którzy stanęli mu gwałtownie na drodze - po prostu odepchnął, nie bacząc na zdanie tych osób.
-Dobre przeczucie. Jak i moje było dobre. Nie lubię się jednak bawić w kotka i myszkę. Co to za gra?
Rzucił, zatrzymując się przed nią, tak by mogła usłyszeć. Oczywiście nie zwracał uwagi na to, że ktoś może ich usłyszeć. Miał tego świadomość, jednak jakoś go to nie obchodziło. Nie w tej chwili. Być może było to spowodowane jego zmęczeniem, być może po prostu stał się na to obojętny. Ciężko było mu w tym momencie orzec, po prostu o tym nie myślał, gdyż miał na głowie inny problem który musiał zostać rozwiązany. Teraz jednak jego głos był spokojniejszy. Wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie zamierzał grać w żadne gierki, jednak bliżej mu było do tej osoby którą spotkała na plaży, aniżeli człowieka który tracił cierpliwość w tym barze, naście minut później. Ciężko mu z resztą było przewidywać co wydarzy się zaraz, zwłaszcza, że większość scenariuszy zagrażała bezpieczeństwu ludzi zgromadzonych dookoła. Cóż, było ciężko - niemniej jednak nie zamierzał robić sobie z tym wielkich problemów. Wystarczy mu dziwnych organizacji polujących na mu podobnych ludzi, nikt nie musi znać jego tożsamości.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 11:33 am



Wiedziała, że oczy oficerów z Asteroidy są zwrócone na nią, co dawało jej pewną nutkę poczucia bezpieczeństwa. Z człowiekiem, który właśnie kroczył w jej kierunku, nic nie było pewne. Zmienny jak wiatr, ze spokojnej bryzy przeobraził się w mgnieniu oka w porywisty tajfun. Nikt nie lubi jak się mu grozi śmiercią, zwłaszcza istoty, który szanują życie bardziej niż ktokolwiek inny. Nie należała do tego grona żołnierzy, dlatego właśnie została dowódcą oddziału medycznego, ponieważ ratowanie życia było tym co ceniła w służbie dla Magnusa najbardziej. O czym mężczyzna, który właśnie nad nią stanął, mógł już się przekonać.
Niemniej gdy poczuła niebezpieczeństwo uciekła. On jednak ją odnalazł, co nie było takie złe jakby się nad tym zastanowić. Mógł zamrozić przewody, mógł zamrozić kamery lub je całkowicie zniszczyć, lecz przez ułamek sekundy, były wstanie go zarejestrować. Nikt oczywiście nie będzie wstanie połączyć z tym jego istoty, przynajmniej nie tak od razu. Ludziom znajdowanie takich detali zajmuje znacznie więcej czasu. No i oczywiście pozostają jeszcze telefony komórkowe, tablety, komputery. Tych urządzeń otaczało ich bardzo dużo, ludzie byli zapatrzeni w swoje małe smartphony, a one były dosłownie zapatrzone w nich i dookoła nich.
- Ah! Witaj ponownie - odparła przyjaźnie, jakby spotkała znajomego z przed lat. Obok stał wolny leżak, gdyby chciał mógłby się do niej przyłączyć. Zdjąć tą zieloną bluzę, aby się nie zagotować w cieple klimatu Nevady i rozgościć się. Teraz stercząc tak nad nią, wyglądał jak jakiś prześladowca wyjęty z kontekstu, nawet pomimo faktu, że twarzy nie miał szczególnie wrogiej. Ludzie mogą pomyśleć sobie różne rzeczy. Ona przynajmniej nie miała ochoty się ruszać ze swojego miejsca. Teraz grali na jej warunkach, chociaż ciężko nazwać grą moment, gdy ktoś zamierza wyłożyć wszystkie karty. - A ja nie lubię, jak ktoś mi grozi śmiercią, więc jesteśmy kwita. A teraz usiądź, proszę, bo zasłaniasz mi słońce. - Nie ważne, czy to zrobił, czy nie ona mówiła dalej. - Wysłuchaj mnie spokojnie i nie próbuj niczego - ostrzegła go, lecz nie wiedział co mogła mieć na myśli. - Spotkałam Cię przez przypadek, nie kłamałam gdy to mówiłam, lecz jako członek Bractwa Mutantów gdy zobaczyłam, że jesteś wyjątkowo uzdolniony, chciałam Cię lepiej poznać. Nie, po to aby Ci zaszkodzić, tylko abyś stał się wsparcie dla naszej inicjatywy. To jest prawda, po którą przybyłeś.
Powiedziała mu prawdę, gdyż nie miała ochoty dłużej ryzykować. Osoba, którą poznała bardzo szybko zmieniła się w jego oczach, nie wiedziała, czy on sam był świadom tych zmian, czy miał na to wpływ ten drugi, o którym wspominał. Mógł mieć drugą osobowość, albo wyjaśnienie tego było zupełnie inne.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 11:51 am

Mężczyzna westchnął tylko. Rozpiął swój polar i usiadł obok. Ani myślał o tym, by go ściągać. Na t-shirtcie nadal znajdowała się dziura po nożu którym go pchnięto. Kenneth usiadł i wsłuchał się spokojnie w jej słowa.
/Bractwo Mutantów?/
/Źli./
/Zapewne to oni odpowiadają za te znaki.../
/Definitywnie źli./
/Saurian?/
/Ahahaha, rozluźnij się, młodziku. Mówi prawdę, słuchaj co ma do powiedzenia./
/Skąd wiesz?/
/Jestem smokiem./
Krótka wymiana zdań w umysłach i... Mężczyzna skierował swój wzrok na kobietę. Musiał się chwilę zastanowić, długo mu to nie zajęło.
-Bractwo mutantów mające inicjatywę? Teraz rozmawiamy. Zamieniam się w słuch.
Odparł, nie spuszczając z niej wzroku. W tym wszystkim, najbardziej przerażająca była nagła zmiana podejścia Sauriana. Teraz już mogli rozmawiać? Ba! Smok wydawał się nawet rozbawiony tą sytuacją. Specyficzne poczucie humoru. Każdy kto był tak stary miał takie poczucie humoru? Z resztą - jak na razie smok nie zdradzał swojego wieku. Niemniej jednak Kenneth naczytał się trochę książek fantasy, a resztę dopowiedział sobie samodzielnie. Teraz jednak uwagę jego skupiła na sobie ta kobieta i jej... Cóż, "bractwo mutantów". Kim byli? Kolejna organizacja przestępcza? Sekta? A może po prostu zbiór świrów? Niemniej jednak... Może popełnił błąd? Może Saurian po staremu sprawdzał go, jak zwykł to czynić od czasu do czasu? Może słowa smoka nie należały do niego, a były jedynie odzwierciedleniem myśli i odczuć chłopaka? Zabij ją, tak będzie łatwiej, nikt się nie dowie kim jesteś, bo ona już wie... Może smok po prostu dał mu właśnie nauczkę, by to on panował nad swymi emocjami, nad swym strachem - a nie na odwrót? W końcu perspektywa utraty wszystkiego, zejścia do podziemi i ukrywania się resztę życia nie była zachęcająca dla kogoś w jego wieku. Niemniej jednak... Musiał odgonić od siebie te myśli. Walker westchnął cicho i spojrzał ponownie na swoją rozmówczynię. Za dużo myślał, za mało słuchał. Musiał więcej słuchać, by móc podejmować stosowne decyzje. Inaczej... Inaczej to po prostu się nie dało.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 1:01 pm



Szkoda, że wcześniej nie udało im się osiągnąć takiego spokoju. Utrzymywał się on wtedy zaledwie przez ułamek sekundy, lecz próba rozmowy o wszystkim tym co wiązało się z mocami zmieniła spokój w rozgoryczenie i obawy. Ona próbowała go uspokajać uśmiechem i swoim sympatycznym usposobieniem, lecz to nie wystarczyło. Popadł w ślepą nieufność, która mogła się skończyć tragicznie. Ponownie odzyskali spokój i oby tym razem na dłużej.
Odwróciła głowę w jego stronę, gdy usiadł na leżaku, skierowany do niej. To był znak uległości. Opuścił swoją dominującą i pewną pozycję. Kontynuowała swoją wypowiedź, odpowiadając na jego zainteresowanie.
- Oczywiście, że ma - odparła. - Już raz opowiedziałam ci o mojej optymistycznej wizji świata. - Wtedy w restauracji podpowiedziała mu o inicjatywie Bractwa, lecz faktycznie mógł tego nie skojarzyć. - Znaki, które widziałeś nie były dla ludzi, nie tyczyły się kosmitów. Hasła, które pod nimi się znalazły: “YOU ARE NOT ALONE! WE ARE SUPERIOR! BROTHERHOOD!” skierowanie były do mutantów. To był dopiero początek, dlatego nie dziwię Ci się, że tak to odebrałeś. W efekcie tych działań mutanci mają poczuć, że nie są sami. - Spojrzała przed siebie, zmieniając ton głosu na nieco spokojniejszy i mniej radosny. - Wielu z nich nie posiada bojowych mocy, ich mutacja często objawia się fizycznymi zmianami, które nie niosą ze sobą niczego poza pogardą i cierpieniem. Takie osoby żyją w ukryciu, w cieniu, a gdy z niego wyjdą są odrzucane. Nie ma mowy o prawach dla mutantów, póki świat się o nich nie dowie. Bractwo powstało, aby zjednoczyć ludzi z super mocami, nie tylko mutantów i sprawić, że te prawa uzyskają. To jest nasza inicjatywa i moja optymistyczna wizja.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 1:53 pm

-Szlachetna inicjatywa.
Odparł od razu po tym, jak skończyła mówić. Skierował wzrok przed siebie i westchnął cicho. Nie był mutantem, nie był nikim takim, posiadał moce jednak nie martwił się nigdy o to, by nagle został ujawniony. Zrobił to tylko raz, podczas... No właśnie, opowie jej o tym później. Ta historia jest doskonałą opcją by przetestować ich, sprawdzić ich realne zamiary... A póki co... Póki co pozostawały pytania.
-Uzyskanie praw przez mutantów? Jakim kosztem chcecie tego dokonać?
Zapytał, ciekaw tego czego się teraz dowie. Tutaj sytuacja była skomplikowana. Dążenie do uzyskania swych praw, zawsze wiązało się z kosztami, poświęceniem, często odrzuceniem pewnych aspektów życia. Człowieczeństwa? Cywilizacji? Jakkolwiek by to nazwać. Jak daleko byli skłonni posunąć się by uzyskać swe cele? By dopiąć swego? Zastraszenia, morderstwa? Czy może pokojowe demonstracje? To ostatnie od razu odpadało. Biorąc pod uwagę napisy które pojawiły się na budynkach.
-"Super moce"? Nie nazwałbym tak tego. Ci ludzie szybciej uważają swoje dary za przekleństwo... A ludzkość. Ludzkość nie jest na nich gotowa. Z resztą - ta ustawa o której głośno ostatnio? Spis wszystkich osób z takimi właśnie "super mocami"? Ponawiam pytanie... Jaki koszt jesteście gotowi ponieść by dokonać tego, osiągnąć swój cel?
Wyjaśnił, kończąc ponownie pytaniem. On... Szczerze nie sądził by ich inicjatywa była czymś dobrym. Zebranie się, wzajemne wspieranie. Jak najbardziej. Jednak zabawa w zdobywanie praw, szacunku ludzkości? Nie, to raczej nie było wykonalne, a na pewno nie niskim kosztem. To wymagało czasu, zasobów i... Cóż, uciszenia wielu osób. A niewinni? Jak bardzo oni mieli na tym ucierpieć? Z resztą... Kto dzisiaj był niewinny? Niewinni byli zazwyczaj nieświadomymi głupcami.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 6:37 pm



Rejestracja mutantów, o której ostatnio często się słyszy w politycznych rozmowach, nadal jest w fazie początkowej. Przybycie kosmitów na Ziemię sprawiło, że ludzie otworzyli oczy. Czy stało się dobrze, czy też źle, ciężko ocenić. Ujrzeli bohaterów, którzy wcześniej pojawiali się sporadycznie na łamach gazet. Zamaskowani ludzie walczący w świetle sprawiedliwości, a także ich przeciwieństwa będące uosobieniem zła. Stali teraz przed nimi w swych zbrojach, z młotami w dłoniach i zielonej skórze. Nazwali się bohaterami i ocalili ich przed inwazją z kosmosu. Nie jesteśmy sami w kosmosie, stało się teraz faktem. Pojawił się nawet Nordycki bóg piorunów, do pełni szczęścia brakowało tylko w tej drużynie Jezusa.
Jednakże, istoty ludzkie na różne sposoby interpretują otrzymane zdolności. Są tacy dla, których będzie to przekleństwo, dla innych dar. Nie wszyscy chcą zostać bohaterami, ale chcieliby móc pomagać ludziom na inne sposoby. Będą też tacy, dla których wystarczy samo poczucie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo jest jednak pojęciem względnym i zależy od wielu czynników.
- Wpisanie ludzi do rejestrów, z samej definicji staje się ograniczeniem. Nie ważne, czy jest ono dobrowolne czy przymusowe. - Ustawa o rejestracji mutantów/superludzi (różnie ją nazywano), była dość świeżym tematem, nie chciała póki co się nad nim rozdrabniać. - Ludzkość nie była gotowa na kosmitów, ani na zielonego potwora, ale to się stało. Nic już tego nie cofnie. I to również się stanie. Musisz zrozumieć, że On nie zamierza się poddać!
Podniosła się i usiadła na przeciwko niego. - Miałeś rację mówiąc wtedy, że nie jest to łatwa droga do przejścia, lecz nikt nie mówi, że taką będzie. Zmiany nie nastąpią z dnia na dzień, ale widząc to do czego dąży rząd, musimy działać szybko. Mutanci muszą wiedzieć, że nie są sami w tym wszystkim, ponieważ jeśli rząd wejdzie z butami do ich domów, będzie za późno...
W jej głosie słychać było smutek, na samo wyobrażenie podobnych działań. Widziała to wielokrotnie, podczas podróży na pokładzie Asteroidy, nie potrafiła się jednak na to uodpornić.
Rejestracja będzie tyczyć się wszystkich, lecz w głównej mierze przyczyną jej powstania jest działalność zamaskowanych bohaterów. On chce pokazać światu drugą, ludzką i cywilną stronę medalu. Chce aby ludzie i mutanci żyli obok siebie, pracowali razem, szanowali się wiedząc dokładni kim jest ten drugi. Dzięki temu mutanci mogliby wykorzystać swoje zdolności w swojej codziennej pracy, a nie poprzez zakładanie ciasnych rajtuz i przywdziewanie masek. Nie wszyscy chcą być bohaterami, czy złoczyńcami. Są mutanci, którzy akceptują swój dar, ale chcą pozostać sobą. Szarym Kowalskim, który pracuje na budowie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 7:08 pm

-Jak ja mogę Wam pomóc?
Zapytał wprost, nie omijając tego pytania za pomocą żadnych pobocznych. Kim na prawdę byli? Do czego tak na prawdę dążyli? Tego mógł dowiedzieć się tylko w momencie gdy dołączy do tej grupy. Wtedy będzie wiedział czy realnie będzie mógł i chciał im pomóc - czy może postawi sobie za cel zlikwidowanie członków tej organizacji. Jej słowa... Zaczęły brzmieć zupełnie tak, jakby rozmawiał z fanatykiem. Nie uzyskał wcześniejszych odpowiedzi, zostały po prostu pominięte, wyraźnie zaćmione przez jakąś dziwną wizję.
-Kto nie zmierza się poddać?
Zapytał zaciekawiony tym wyrywkiem zdania ze słów które skierowała do niego kobieta. Aicath nagle również się zmieniła, Kenneth dostrzegał to i nie do końca potrafił to zrozumieć. Co takiego w tym wszystkim było? Przede wszystkim - kim był jej przywódca? Ona wyraźnie nie była typem lidera, a przynajmniej Drakona by w ten sposób za sobą nie pociągnęła. Brakowało jej tego czegoś. Niemniej jednak... Może miała rację? Może właśnie o to chodziło? By powstrzymać tą machinę szaleństwa, zanim osiągnie zenit i zniszczenie jej będzie mogło kosztować za dużo? On... Również tego potrzebował. Poczucia bezpieczeństwa. Wystarczyło spojrzeć na jego własny dom, by się o tym przekonać. Raczej drugiego takiego się nie znajdzie - tak bardzo opancerzonego, chronionego przed włamywaczami, a nawet poważnym szturmem.
-Chcę zobaczyć tą waszą alternatywę dla mojego życia. Bezpiecznego, bez problemów i potrzeby ukrywania się przed światem, by nie stać się zwierzyną na którą nagle zaczną polować setki, jeśli nie tysiące osób.
Dodał, tworząc to zdanie na poczekaniu. Przyszło mu to nagle do głowy. Czym były te słowa? cóż, chęcią znalezienia sobie spokojnego miejsca. Miejsca które sprawi, że będzie mógł poczuć się bezpieczniej. Saurian zawsze przy nim był, jednak nie mogli nigdy walczyć ramię w ramię. Brakowało mu towarzysza, realnie kryjącego jego plecy, bo - choć smok mógł być w lodowej postaci, to zużywało to jego własną energię, nie mógł wykorzystać tego również w każdej sytuacji - np. gdy nie chciał by się ujawnić. Może to była ta okazja? Realna okazja którą należało złapać i nie pozwolić jej uciec? Ten dar od losu? Smok znowu zamilkł. Znowu pozostało tylko jemu, co robić, jak wybrać?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Wrz 29, 2013 8:53 pm



Dotarło do niej właśnie, że podczas ich pierwszej rozmowy zrobiła błąd. On zareagował pochopnie i dość radykalnie, lecz niepotrzebnie się z nim bawiła i okłamywała go. Nawet jeśli pomiędzy wierszami, próbowała powiedzieć mu to co teraz mu otwarcie, w kilku kwestiach skłamała.
Teraz karty zostały wyłożone na stół, a on otrzymał prawdę, którą wcześniej próbował zdobić siłą. Dowiedział się czym jest Bractwo Mutantów, oraz przedstawiła mu jego cel. Ku jej zdziwieniu zareagował otwarcie i okazał chęć pomocy, miała nadzieję, że następnym razem nie będzie próbować wyciągać z niej informacji siłą.
- Nazywa się Magnus, lecz na Ziemi prędzej poznasz go jako Magneto.
Uśmiechnęła się do niego patrząc mu szczerze w oczy. Nie widziała w nich obłudy i fałszu. To co mówił było szczere. Coś sprawiło, że zaczął dostrzegać szerszą perspektywę. Kenneth nie był mutantem, co dla bractwa nie miało większego znaczenia. Genetycznie rzecz postrzegając nawet sam Magneto, który pochodził z obcej planety był podobny do mutantów. Tyczyło się to również DNA wielu oficerów i mieszkańców Asteroidy M. Natomiast ona tylko w swojej stałej formie przypominała człowieka, lecz jej kod genetyczny byłby niezrozumiały dla ziemskich naukowców, to jednak nie miało znaczenia, gdyż to właśnie doświadczenia życiowe sprawiły, że działa w sprawie mutantów.
- Chcesz zobaczyć alternatywną przyszłość, lecz ja muszę mieć pewność, że chcesz się do nas przyłączyć? - W jej słowach słychać było powagę. - Musisz mieć świadomość, że to nie jest zabawa, a przynależność do Bractwa wiąże się z porzuceniem swojego doczesnego życia. Nie wszyscy są na to gotowi...
Oficerowie znali plany Magneto dokładniej, niż jakikolwiek członek Bractwa Mutantów. Znali różne scenariusze, które przewidział ich przywódca i byli gotowi na każdą ewentualność, oni również musieli mieć tego świadomość. Jeżeli jest gotowy, powie jej to teraz, jeśli nie rozejdą się a ich drogi, nigdy się już nie spotkają. Przybyli na błękitną planetę, aby wspomóc działalność Białego Pielgrzyma pod jego nieobecność. Wyruszył na własną misję, cokolwiek to było musiało być nad wyraz ważne, lecz miała nadzieję, że gdy powróci nie będzie za późno. Do czasu jego powrotu, stworzona przez niego organizacja musi urosnąć w siłę.
- Mam nadzieję, że jesteś gotowy na poszerzenie swojego grona znajomych? Postaraj się nie grozić im śmiercią, to bardzo pomoże wam zbudować trwałe relacje. - Zaśmiała się. - Chciałabym również, abyś opowiedział mi o sobie, lecz nie teraz... na to będziemy mieli całą drogę powrotną.
Wstała i podeszła do krawędzi basenu, stojąc do niego plecami. Rzeczy oczywiste nie wymagały komentarza. Najszybszą drogą podróży do Nowego Yorku będzie woda, a ponieważ oboje czują się w niej dobrze jak ryby, kwestia transportu pozostała nawet nieporuszona. Podczas podróży będą mogli dokończyć rozpoczętą rozmowę.
Wybiła się w tył i z gracją wskoczyła do wody, łącząc się z nią na jego oczach.

[z/t - dla obojga]
Powrót do góry Go down
Ville Strife

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Sob Lis 21, 2015 6:45 pm

Po rozstaniu się z osobnikiem podającym się za niejakiego Tediusa postanowił więcej czasu spędzić na analizie sytuacji. Regularnie przechadzał się po różnych dzielnicach miasta zwanego Las Vegas. Od kilku dni na swoje potrzeby wybierał okolice jak się zdawało, dobrego budynku wypoczynkowego. Przechadzając się nieopodal miniatury Statuy wolności obserwował ludzi.

- Czy to miasto nigdy nie śpi? - powiedział do siebie, wciąż nie mogąc się przyzwyczaić to tego faktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Groot

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 11/07/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Sob Lis 21, 2015 9:59 pm

Groot zgubił się na planecie zwanej ziemią. Cała jego drużyna gdzieś poleciała i się rozdzieliła, a on został bez żadnego transportu międzygwiezdnego. Czuł się bardzo samotnie. Posanowił znaleźć jakieś towarzystwo, albo przynajmniej środek transportu. Jego wygląd pewnie zszokuje mieszkańców ziemi, ale ile przebierańców w tych czasach lata po ulicach? "Zwykli" ludzie wyglądają czasem "kosmicznej" od niego. Wycinanie z siebie kawałków ciała w imię mody? To okropne. Czynić takie rzeczy nie posiadając zdolności regeneracyjnych takie jakie on posiada. Groot szedł powoli wśród tłumu ludzi, którzy od czasu do czasu rzucali na niego okiem z niedowierzaniem. Spokojnym krokiem szedł, aż w końcu usłyszał pytanie od pewnego wysokiego mężczyzny. Bez chwili wachania odpowiedział:
-Ja jestem Groot.
Co za pewne oznaczało: "Nie wiem. Nie pochodzę z tej planety."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ville Strife

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Nie Lis 22, 2015 11:07 pm

Byłby to kolejny bezowocny dzień dla Azgardczyka, gdyby nie to o co się teoretycznie dopraszał. Przed nim o to pojawiło się wysokie drzewo-podobne coś. Ville od razu rozpoznał w nim obcego. Nie był tylko pewien jakiej rasy jest przedstawicielem i po czyjej stronie stoi. Zaintrygowała go również wypowiedź nieznajomego. Brzmiała ona jak mowa Ziemian, acz nie rozumiał dlaczego nieznajomy miałby się tak od razu przedstawiać. Z drugiej strony nie pasowało mu to do żadnego innego znanego mu języka. Podejrzewając prowokację bacznie rozejrzał się wokół. Nie zauważając niczego podejrzanego zwrócił się w stronę nieznajomego.

- Tak? - rzucił pytaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Groot

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 11/07/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Pon Lis 23, 2015 6:34 pm

Drzewopodobna istota zaczęła się zastanawiać jak inaczej mógłby przemówić do człowieka. Powszechny był dla niego zrozumiały, ale umiał mówić nic innego niż: Ja jestem Groot. Te trzy słowa i tak mu starczyły. Podał gałezioramie olbrzymowi w geście przywitania i powtórzył po raz niewiadomo, który w swoim życiu trzy słowa:
-Ja jestem Groot.
Tym razem użył tych słów w dosłownym znaczeniu. Chciał sie po prostu przedstawić nieznajomemu i może nawiązać dosyć ciekawą konwersację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ville Strife

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Pon Lis 23, 2015 9:37 pm

Chcąc nie chcąc musiał zając się nieznajomym. Niechęć ta wzmagała się utrudnionym kontaktem. Albo wręcz wymuszeniem kontaktu.

- Jestem Ville - przedstawił się z wahaniem. Po czym, bardziej z obowiązku, uścisną dłoń Groota.

'Dlaczego zawsze muszę trafiać na jakieś indywidua?' zapytał się siebie w duchu, przypominając sobie spotkanie z Baalem. Miał tylko nadzieję, iż temu spotkaniu nie będą towarzyszyć żadne wybuchy.

- Zdrowo wyglądasz - zaryzykował twierdzenie. Miał nadzieje, że wydobędzie od drzewka coś więcej niż "Ja jestem Groot".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Groot

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 11/07/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Wto Lis 24, 2015 5:54 pm

Drzewolud uśmiechnął się lekko, a następnie przyjrzał się uważnie człowiekowi. Nie bał się go co było bardzo miłe. Zwykły człowiek nie mógł zareagować tak naturalnie toteż Groot zaczął dedukować kim dokładnie jest mężczyzna przed nim stojący. Może to zmiennokształtny? Albo Asgardianin? Było tyle możliwości, ale tak mało poszlak. Był bardzo wysoki, za wysoki jak na zwykłego człowieka. Nie miał nad czym się zastanawiać. Posiadał za mało poszlak, więc po prostu powiedział:
-Ja jestem Groot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ville Strife

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Wto Lis 24, 2015 11:53 pm

Podejrzenia Graata były trafne tylko do pewnego stopnia. Teraz Ville był bardziej eksperymentem, nie ukończonym tworem Bioinżynierii niż czystym przedstawicielem jakiejś rasy. W tym momencie można byłoby zaryzykować stwierdzenie, iż spotkanie drzewo-podobnego "czegoś" w centrum świątyni hazardu nie było dla mężczyzny niczym nie zwykłym. Ot, dzień jak co dzień. Jedna tylko rzecz go uwierała. Usłyszawszy po raz kolejny "Ja jestem Groot" westchnął ciężko.

"Dlaczego Ja?" przemknęło mu przez myśl. Po chwili wahania spojrzał na Groota. Nie pozostawało mu nic innego jak spróbować się porozumieć.

- Mam nadzieję, że przynajmniej rozumiesz słowa, które ja mówię? - zapytał się. Miał nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca. W przeciwnym razie rozmowa była by co najmniej kłopotliwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Groot

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 11/07/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Pią Lis 27, 2015 4:55 pm

Groot pokiwał głową na tak, przez co raczej dał do zrozumienia Ville, że rozumie jego słowa. Raczej z tej rozmowy nic nie wyniknie. Złapał się powoli za głowę i westchnął. Co miał uczynić? Mimo swojego wielkiego intelektu jego umiejętności lingwistyczne były za niskie. Ba! Praktycznie ich nie miał... Co miał uczynić... Co miał uczynić... Pokazał ręka na drzwi budynku i wypowiedział dumnie swoje słynne słowa:
-Ja jestem Groot.
Po tych słowach wyszedł z budynku i udał się gdzieś na ulice Las Vegas. Szedł prosto i nie wiedział zbytnio co ma robić z tym człowiekiem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ville Strife

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Sob Lis 28, 2015 6:50 am

Skoro Groot rozumiał to co się do niego mówi, to Ville nie widział problemu w komunikacji. Miał w końcu wprawę w porozumiewaniu się nawet w sytuacji gdy obie stromy nie rozumiały drugiej osoby.

- Oj już tak nie dramatyzuj. Nie będzie tak źle - powiedział z przyjacielską nutą w głosie. Wyglądało jednak, iż pan Drzewko przejął się nie możnością komunikacji bardziej niż Ville podejrzewał. Przez wzgląd na to co przeszedł nie zamierzał zostawać Groota w takim humorze. Ruszył więc za rozmówcą. Po krótkiej chwili milczenia postanowił podjąć dalszą konwersację.

- Jak długo jesteś na Ziemi? -zapytał się już nie zrażony ograniczonym słownictwem Groota.

Groot niestety przez dłuższy czas nie udzielił odpowiedzi na to pytanie. Co więcej, nawet nie zwrócił dalszej uwagi na Villa. Asgardczyk podrapał się po brodzie i uznał, iż Groot być może chce zostać sam.

- Może się jeszcze spotkamy. Do zobaczenia - powiedział bardziej do siebie, po czym ruszył swoją drogą.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Pon Gru 07, 2015 8:03 am

Zwalniam Groota z tematu, bo dostał szlaban i nie może korzystać z internetu, a nie ma sensu, żeby tu zalegał.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Drax

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Pią Gru 11, 2015 8:23 pm

Po rozbiciu się statku każdy poszedł w swoją stronę co było logiczne, osobno mieli większe szanse na znalezienie pożądanych mechanizmów, ni to razem chodząc w swojej grupie.
Logiczne i mogłoby być ale jak wyszło Draxowi w praktyce? Dość słabo, sam nie wiedział za bardzo czeka szuka mimo, że w miarę znał kosmiczną technologię na swym poziomie.
Wreszcie stało się to co stać się miało - zaczął się nudzić i sprawdziła się pewna niepisana zasada "Na początku i na końcu jest samotność". Humanoid nie był kimś kto nie potrafił znaleźć sobie zajęcia w swoim towarzystwie ale jak raz zasmakuję się czyjejś obecności, a potem przychodzi wam się rozdzielić to jest to dość bolesne nawet dla takiego kulturysto-mięśniaka i niszczyciela jakim był Drax.
Teraz pragnął by znaleźć kogoś ze swojej drużyny nie tylko ze względu na samotność ale też na znalezienie zajęcia bowiem tak niszczycielska jednostka winna mieć ciągłe zajęcie by nie strzeliło jej do łba bić się z przestępcami na ulicy i zwracać na siebie zbytnio dużą uwagę niżeli posiada to priorytet pobytu tutaj.
Wracając do poszukiwania członków drużyn - humanoid chyba nie pogardzi nikim, ważne by mieć co robić i nie marnować swojej sylwetki.
Jako, że nie był geniuszem to szukał w prosty sposób członków drużyn, chodził po ulicy po zmroku, kiedy to nikt nie przejmuje się dziwakami (no chyba, że zaczną sprawiać problemy) i wołał pojedynczo imionami. Dość naiwne i głupie, czasem zagadał do jakiegoś człeka i to właśnie od jednego z takich ludzi dowiedział się, że kręcił się tutaj jakiś typek w przebraniu drzewa. To był trop, teraz może warto skupić się na szukaniu jednego osobnika, a nie całej drużyny.
- Groot! Dzie jesteś?! - krzyczał Drax swoim niskim głosem nie będąc nawet pewien czy przebieraniec o którym usłyszał to jego pozbawiony bogatego słownictwa towarzysz. Chadzał to tu i to tam szukając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Groot

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 11/07/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Pią Gru 11, 2015 9:43 pm

Groot sobię szedł ulicą gdy nagle usłyszał krzyki. Zdziwiło go to wielce. Wsłuchał się w dźwięk i usłyszał swoje imię. Odwrócił się, a za nim szedł jego towarzysz Drax. Zawrócił kurs i poszedł wprost do przyjaciela. Gdy był już wystarczająco blisko podniósł go i przytulił mówiąc standardowo:
-Ja jestem Groot!
Co zapewne znaczyło: "Cześć Drax! Tęskniłem!"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Sob Gru 12, 2015 3:35 pm

Drax wreszcie dostrzegł Groota idącego jedną z uliczek. Towarzysz odwrócił się i popędził w jego w stronę.
Humanoid ucieszył w głębi duszy, którą miał pod całym tym asortymentem twardej skóry, płaszczem wojowniczej natury nakazującej nie okazywać zbytnio przywiązania oraz wieloma innymi aspektami zaprzeczającymi radowaniu się czymkolwiek niżeli śmiercią lub połamaniem kości przeciwnika kładąc go na glebę.
Drzewo stwór podszedłszy do zielonego humanoida zrobił coś na co ten nie był przygotowany - podniósł go i przytulił. Taki gest można by uznać za miły i może zrobiłoby się Draxowi miło,, gdyby nie fakt, że ręka go świerzbiała od dłuższego czasu, a ten nie przywykł do innego przytulania polegające na czymś więcej niż skręceniu karku przeciwnika, ewentualnie wbicia noża w plecy jak chciało się poczuć troszkę więcej satysfakcji.
Doprawdy mógłby mieć wątpliwości czy ma do czynienia z jednym ze Strażników ale, kiedy usłyszał to standardowe: Ja jestem Groot to od razu zdał sobie sprawę, że to nie jakiś przebieraniec.
Niszczyciel już po fakcie nie zaprzeczał temu przytulaniu bo po pierwsze (było już po fakcie) - wiedział, że Groot to dość uczuciowe...stworzenie.
No mniejsza, nie zaprzeczał przez dwie sekundy "prztulasa" bo po ile określonym czasie drzewo stwór nie opuścił go na ziemię ten po prostu delikatnie uświadomił mu, że wystarczy już takowych czułości, oczywiście zrobił to w swoim Draxowym stylu - wyrwał się z jego objęć.
- Znalezienie Ciebie było dość proste. - to chyba był swego rodzaju komplement i Draxowe powitanie bo przecież proste rzeczy, które mogłyby zostać skazane na męczące są doceniane zwłaszcza przez zawziętość zielonego humanoida.
Teraz wypadałoby standardowo przejść do tych spraw będących priorytetem całego spotkania.
- Nie wiem czego szukam. - mimo spodziewanej odpowiedzi "Ja jestem Groot" Drax liczył, że jego towarzysz lepiej zdaje sobie sprawę co można tutaj robić albo czego to oni tak właściwie szukają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Groot

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 11/07/2014

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Sob Gru 12, 2015 7:20 pm

Groot odsunął się lekko od Draxa i kiwnął głową potakując. Stwierdzenie humanoida było specyficzne. Nie wiadomo czy się zdenerować, a może zignorować? Nie była to raczej obraza, ponieważ w chowanego niestety nie grali. Jego następne słowo jeszcze bardziej go skonsternowało. Z jednej strony łatwo Cię znaleźć z innej nie wiem czego szukam. To skomplikowane, albo głupstwo...
Groot nie odpowiedział ani słowem tylko kiwnął głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   Sob Gru 12, 2015 8:12 pm

Drax spoglądał z głębokim zamyśleniem w oczy Groota oczekując w nich odpowiedzi na swoje pytanie. No, może nie tylko w oczach bo jak przychodzi rozmawiać z drzewo stworem to warto zwrócić uwagę na każdy rodzaj komunikacji niewerbalnej.
Niszczyciel geniuszem nie był - bez bicia się do tego przyznawał, a więc za dużo ze swojej obserwacji nie wyciągnął. Jakby był psychologiem albo jakiś wariatem wyrwanym z psychiatryka, która całe życie patrzy na to jak wyglądają ludzie zaś na nazwisko ma Holmes to zapewne byłby w stanie zrozumieć co w tym momencie odczuwa rozmówca i czy zrozumiał co się do niego powiedziało.
Obstawić zawsze można ale trafi się dobrą kartę? Zielony strzelił, że jego towarzysz nie spostrzegł uszami to co zostało wypowiedziane i nie umiał czytać między wersami.
To chyba jedna z tych niezręcznych sytuacji. Ironia losu - Groot nie zrozumiał tego co zostało do niego powiedziane, a Drax najprawdopodobniej nie zrozumie nigdy tego co powie mu Groot, poza samym faktem jak ma na imię.
By dać wiekopomny moment tej chwili członek strażników podrapał się w specyficzny sposób po swojej skroni, raz rozejrzał się dookoła, chyba jego usta przestały nadążać nad mózgiem ciągle analizującym dane, bez chwili przerwy wykonującym syzyfową pracę. Coś do czego układ nerwowy został stworzony.
Drapał się tak jeszcze przez kilka sekund, dość nienaturalnym sposobem bowiem używając tylko trzech palców, a nie pięciu grubych paluchów. To już zaczęło powoli być żenującę, przejechawszy ostatnim gestem dłoni po swojej łysinie Niszczyciel złapał wiatru oddech w płuco i wyszczerzył jadaczkę odchrząkając.
- Więc...Co teraz robimy? - nie wiedział tak na prawdę co ma w tej sytuacji powiedzieć więc i wprost dał do zrozumienia, że nie wie co może zrobić. Chyba pierwszy raz znalazł się w tak nieprzyjaznych warunkach, sam na sam z Grootem, gdyby to jeszcze byłby ktoś inny najlepiej ktoś obcy albo ktoś kto podpadł kiedyś Draxowi to w tym momencie bez dwóch zdań, mięśniak by wyjść z sytuacji zachowując twarz - połamałby mu kręgosłup, o ile dany osobnik by go miał, a jak nie kręgosłup to by połamał mu cokolwiek, a jakby tego nie dało rady to by próbował zrobić mu jakąkolwiek krzywdę. Wszystko w tym momencie było lepsze od znalezienia się w warunku w którym nie wie co ma się myśleć, a dopiero co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: New York-New York Hotel & Casino   

Powrót do góry Go down
 
New York-New York Hotel & Casino
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» New York-New York Hotel & Casino
» Wrzosowy Ocean - York
» Appalachy, stan Nowy York.
» Empire State Building
» Hotel La Plaza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Las Vegas-
Skocz do: