Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój Rekreacyjny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Cable

avatar

Liczba postów : 205
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Pokój Rekreacyjny   Pon Sty 14, 2013 10:59 am

First topic message reminder :



Miejsce, które zarówno studentom jak i nauczycielom może posłużyć za oazę spokoju. Po zapadnięciu ustawowej ciszy nocnej jest dostępny tylko dla pracowników instytutu. Daje możliwość wspólnej gry w bilard, karty, szachy, posłuchania muzyki, czy najzwyklejszego pooglądania telewizji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Rosalie von Doom

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/11/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Nie Sty 10, 2016 9:54 am

No i trafiła Biała Królowa w czuły punkt. Była jaka była jednak, jednego nie chciała nigdy odczuć tego przerażenia, gdy przypadkiem znów skrzywdziłaby kogoś niewinnego. Przerażona chwyciła za poręcze metalowego krzesła na którym się usadowiła. Z każdą minutą, z każdym wypowiedzianym słowem dziewczyna zaczęła się stresować co ostatecznie skończyło się stopieniem metalu w dłoniach dziewczyny. Odruchowo przeniosła nerwowe spojrzenie na Storm nie wiedząc jak reagować na to jej milczenie. Gdy usłyszała, że miałaby tutaj zostać dłużej by opanować swoje "dziwactwo" niemal wykrzyknęła co skończyło się potłuczeniem szklanych naczyń w pomieszczeniu.
- Nie zgodzę się na żadną blokadę! Mogę zostać, ale nie zgadzam się na żadne blokady! Nie ufam Wam i temu Waszemu milczeniu. Kto tutaj jest dobrym gliną a kto złym. A może obje jesteście złymi glinami co.
Krzyknęła co skutkiem było niestety kolejne rozsypujące się w drobny mak porcelany czy szkła. Zaczęła się denerwować bowiem jej wspomnienia wróciły do czasów "szpitala" gdy została po wypadku uznana za trupa, gdzie przewieziona została do tajnego laboratorium i zrobiono z niej to jaka jest teraz. Chciała zablokować te wspomnienia, jednak nie było to takie proste. Kobieta obrała słowa identyczne, które ciągle słyszała "To proces bezbolesny nic nie poczujesz". A potem ból tak nieznośny, że krzyczała w zamkniętym pomieszczeniu co rusz wypełnionym szklanymi jak i porcelanowymi sprzętami, które pod dźwiękiem jej głosu trzaskały i pękały aż w końcu zmieniały się w stos odłamków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Nie Sty 10, 2016 11:56 am

Emma - kiedy musiała - potrafiła być bardzo cierpliwą kobietą, co ukazywała między innymi planując daleko na przód oraz prowadząc dyskusje krok po kroku w taki sposób, aby nawet najbardziej opornych rozmówców przeciągnąć w końcu na swoją stronę... Jak na przykład niedawno Icemana. Co więcej, umiała się wysilić i osiągnąć nietypową dla niej delikatność, gdy zaistniała taka potrzeba - szczególnie w przypadku kontaktów z tymi uczniami, do których takie podejście najlepiej przemawiało. Mimo to jednak White Queen przede wszystkim potrafiła rozpoznać moment, w którym cierpliwość i delikatność już się nie sprawdzają - i gdy konieczne jest zastosowanie skuteczniejszej metody.
Piski dziewczyny nie były przyjemne dla uszu, ale soniczny krzyk posiadał szczególnie jedną istotną wadę, a mianowicie działał kierunkowo - czyli jeżeli nie stałeś mu na drodze, to byłeś względnie bezpieczny. Oczywiście takich słabych stron istniało więcej, bo już uszkodzenie strun głosowych załatwiało sprawę w trakcie walki, ale panna Frost preferowała o wiele subtelniejsze posunięcia i wolałaby nie być zmuszona do wyprowadzania fizycznego ciosu.
Po co, skoro posiadała swoją telepatię, a i tak była już przecież na miejscu - w umyśle dziewczyny? Opcji do wyboru miała wiele: mogłaby ją teraz po prostu uspokoić albo rzeczywiście wyłączyć na chwilę jej zdolności, choć prawdę mówiąc tego ostatniego chciała uniknąć - nie z przyczyn moralnych, ale po prostu dlatego, że zamierzała bardzo dosłownie potraktować pierwszą część wypowiedzi nastolatki. Nie życzyła sobie blokady? W porządku. Grunt, że zgodziła się na pozostanie w Instytucie, a więc zarazem na odseparowanie od Dooma.
- Wystarczy - skomentowała więc krótko blondynka, a w następnej chwili wsunęła się już głębiej w umysł dziewczyny, mijając jej powierzchowne myśli, aby zaraz potem umiejętnie pociągnąć za odpowiednie sznurki... Powodując zapadnięcie w sen - niegroźny dla zdrowia i kompletnie naturalny, a co ważniejsze: wolny od złych snów. Powinien potrwać przynajmniej godzinę lub dłużej, a dziewczynie pewnie dobrze zrobi, gdy sobie trochę odpocznie.
- Zakładam, że zadbasz o to, aby Doom zapłacił za wyrządzone przez nią szkody - zwróciła się do Storm jak gdyby nigdy nic, po czym pełnym gracji ruchem podniosła się ze swojego miejsca na fotelu. Rzuciła jeszcze krótko okiem w stronę okna, lecz zaraz potem ruszyła już ku drzwiom.
- Przypominam, że czeka cię spotkanie z naszym intruzem. Możliwie teraz, jeśli nie masz nic przeciwko... A ja dopilnuję, żeby ktoś przeniósł pannę Beerg do jednej z wolnych sypialni - nie był to jej jedyny plan, lecz od tego rzeczywiście planowała zacząć i z tą właśnie myślą opuściła pomieszczenie.

Z/t za wszystkie postaci. Rosalie, Colossus szukał towarzystwa, ta grupa z pokoju Kitty pewnie też niedługo skończy, więc moja sugestia brzmi: załóż sobie sypialnię, a potem zawołaj kogoś, żeby przyszedł do niej i sprawdził jak się czujesz.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Madrox

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Czw Mar 31, 2016 7:33 am

Jaimie, czy chciał czy nie, właściwie nie miał innego wyjścia jak udać się z kobietami do, jak szybko się przekonał, pokoju rekreacyjnego. Tu akurat musiał przyznać, miejsce przypadło mu do gustu. Nie tylko przez sam klimat czy przeznaczenie miejsca ogółem. Po prostu tutaj kontynuacja ich rozmowy wydawała sie mieć wciąż nieco, hm, luźniejszy charakter? Gdyby udali się do gabinetu i Emma zasiadłaby za dużym biurkiem, jemu wskazując miejsce po jego drugiej stronie, całość na pewno wyglądałaby kompletnie inaczej. Czy gorzej? Nie do końca, w końcu sam przychodził tu, jakby nie było, z ofertą pracy. Sprawa więc była jak najbardziej poważna... ale jednak dobrze było nie czuć się jak na dywaniku u dyrektorki.
Podobnie też Madrox ucieszył z przybycia Polaris, z którą to przywitał się i posłał jej delikatny uśmiech. Obecność drugiej kobiety jakoś przyjął za pozytywny rozwój wydarzeń. Przeczucie? Nie, raczej po prostu pełna pewności siebie aura Frost nieco go przytłaczała i pocieszające było, że nie musiał być z nią sam na sam zbyt długo.
Tak czy inaczej. Pokój rekreacyjny zdawał się być całkowicie wyludniony, co też działało na ich korzyść, dając im możliwość kontynuowania rozmowy bez rozpraszania się obecnością innych osób. Mad skierował w stronę kanapy i foteli zakładając, że to będzie najwygodniejsza z opcji. No chyba, że któraś z pięknych pań uzna, że woli bilard jako przyjemne tło do prowadzenia biznesu. Nie miałby nic przeciwko! Na razie jednak poczekał aż panie zajmą jakieś miejsca, by zaraz potem zająć własne.
- Tak jak wcześniej panna Frost wspomniała, przyjechałem tu z pewną sprawą, nie do końca towarzysko. Od jakiegoś czasu jestem właścicielem firmy detektywistycznej i aktualnie mam do zaproponowania kilka miejsc pracy chętnym, uzdolnionym osobom. Stąd moja obecność w szkole. Gdzie indziej znajdę tylu mutantów szukających pracy, jeśli nie tu, w skupisku ludzi kończących naukę? - mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie, spoglądając to na jedną, to na drugą kobietę.
- Przychodzę więc z ofertą, chętnie odpowiem na wszelkie pytania. Gdybyście, moje panie, miały pomysł kto ewentualnie mógłby być chętny, to będę bardziej niż wdzięczny za skontaktowanie mnie z tą osobą w jakiś sposób, polecenie... czy ogólnie umożliwienie spotkania. Biuro znajduje się w NY, nie będzie więc raczej problemów z odległościami, wszystko jest na miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Czw Mar 31, 2016 4:22 pm

Po dotarciu na miejsce - oczywiście przy uprzednim telepatycznym sprawdzeniu, że w pomieszczeniu nie przebywa właśnie nikt inny - Emma od razu skierowała się ku jednemu z foteli i zajęła w nim miejsce, zakładając nogę na nogę, dłonie zaś opierając na podłokietnikach. Proste plecy, aura królowej na jej włościach - to wszystko przychodziło jej naturalnie. Mimo to kobieta nie przemówiła tym razem jako pierwsza, nie nadawała rozmowie ram, a zamiast tego pozwoliła, aby ich gość sam przedstawił szczegóły swojej sprawy... Swojej oferty.
Jak uznała już wcześniej, takie przedsięwzięcie mogło się udać, nawet jeśli jednocześnie oznaczało robienie z siebie wielkiego, czerwonego X, celu, jaskrawego "tu atakować". Siedziba w Nowym Jorku trochę pomagała, gdyż część tak zwanych obrońców ludzkości mogłaby nie chcieć narażać własnej rasy, ale z drugiej strony istnieli również tacy, których nie obchodziłyby "konieczne ofiary"... Takie śmieci trafiały się zawsze, niezależnie od czasów, rodzaju konfliktu czy jego stron.
Tyle że myślenie w taki sposób oznaczałoby zastój. Nie można się było wiecznie chować - i choć White Queen dla dobra uczniów nie miała najmniejszego zamiaru pozwolić na to, aby świat dowiedział się o Instytucie, to jednak popierała szerzenie dobrego, pozytywnego obrazu mutanta w świecie. Dorosłego mutanta, który mógł świadomie zadecydować, że tego właśnie chce, znając wszelkie zagrożenia. Pomijając jednak wszystko inne, blondynka posiadała na początek nieco inną uwagę...
- Możesz mówić mi Emma. Koniec końców nasza współpraca nie będzie czysto biznesowa - tak, panna Frost świadomie ujęła to w taki sposób, jak gdyby zaakceptowała już ich przyszłą kooperację. Nie oznaczało to, że pozostawała bezkrytyczna względem tego układu, co to, to nie... I oczywiście nie zamierzała w tym temacie milczeć.
- Rzecz jasna wszyscy zgadzamy się co do tego, że uczniowie ze względu na swój wiek oraz brak doświadczenia nie powinni brać udziału w tym przedsięwzięciu, jak przydatne nie byłyby ich zdolności. Przyszli oraz obecni absolwenci Instytutu usłyszą ofertę pracy i sami zadecydują co o niej myślą... Tyle mogę obiecać. Dodatkowo zakładam, że rozumiesz, iż udział szkoły w tym wszystkim powinien pozostać ściśle tajny. Nie chcemy sprowadzić sobie na głowę w najlepszym wypadku reporterów, a w najgorszym wojska czy obrońców ludzkości - wyliczyła rzeczowym tonem. To były jej największe wątpliwości, o pozostałych natomiast, tych drobniejszych, mogła dyskutować.
Skoro zaś dopadła już Lornę z daleka od pozostałych X-Men, to równie dobrze mogła omówić z nią jeszcze jedną kwestię... Rzecz jasna po uprzednim załatwieniu tej dotyczącej agencji detektywistycznej. Obecność Madroxa jej w tym nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie, mężczyzna mógł się nawet na swój sposób przydać, o ile tylko postąpiłby zgodnie z przewidywaniami telepatki... To zaś było wysoce prawdopodobne.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Sob Kwi 16, 2016 4:17 pm

Troszkę się zdziwiła, gdy okazało się, że pokój rekreacyjny jest całkiem pusty. Nie trzeba chyba nadmieniać, że to miejsce było dość często oblegane przez rozbawioną, utalentowaną młodzież, uczniów szkoły Xaviera. Z drugiej jednak strony zdała sobie sprawę, że panna Frost zapewne uprzednio się upewniła, że dane pomieszczenie jest wyludnione, dzięki temu mogli spokojnie porozmawiać. Omiotła sale spojrzeniem tylko sprawdzając czy jest w miarę czysto, w końcu przyjmowali gościa. Na szczęście nie było aż tak źle. No może poza szachami rozrzuconymi po podłodze oraz nieopodal leżącej czarnobiałej planszy. Posługując się swoją mocą wzbiła w powietrze pionki. Dzięki przytwierdzonym do podłoża metalowym płytką umieściła je z powrotem w zamykanym pudełku.
Za drzwiami pomieszczenia poczuła się o wiele swobodniej, najpewniej dlatego, że Alex został na korytarzu. Odwzajemniła uśmiech Madroxa, wpatrując się w niego zaciekawiona. Wbrew odczuć Jamiego, Lorna przy Emmie czuła się całkiem swobodnie, ale dlatego, że nabierała pewności przy osobie, która potrafiła utrzymać w ryzach jej chwiejną naturę, co oczywiście wiązało się z niepanowaniem nad swoimi mocami. Panna Dane zaniżała swoje umiejętności, ponieważ ostatnio mogła się poszczycić nie tylko całkiem stabilnym stanem psychicznym, ale również imponującą władzą nad swoim magnetycznym potencjałem.
Zielonowłosa również usiadła na fotelu, tak by móc spoglądać to na Emmę, to na Madroxa. Słowa mężczyzny otworzyły przed nią drzwi do możliwość nie tylko rozwoju, ale wyrwania się ze szkoły, aby w końcu nie tylko się usamodzielnić, ale zacząć iść własną ścieżką. I z jednej strony poczuła napływające podniecenie, co zresztą można było zaobserwować po żywym zainteresowaniu panny Dane, z drugiej strony poczuła delikatne ukłucie strachu. Przecież to by była dla niej ogromna zmiana.
Uniosła brwi i z dwa, trzy razy przeniosła wzrok z Emmy na Madroxa i z Madroxa na Emmę, gdy Frost zakomunikowała Jamiemu, że ten może zwracać się do niej po imieniu. To zaciekawienie dotyczyło współpracy Frost i mężczyzny, a pytanie, które pojawiło się w głowie zielonej to: Jeżeli współpraca nie biznesowa to… jaka? Nie zdążyła się zagłębić w te tereny, ponieważ panna Frost podzieliła się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi oferty złożonej przez Madroxa. Mutantka miała rację. Całe przedsięwzięcie niosło za sobą ogromne ryzyko, dlatego będą musieli być ostrożni. Powrót z pracy do domu, a w tym przypadku do szkoły mógł za sobą takie nieść, dlatego zapytała.
- Czy zapewniacie również lokum? – Wpatrywała się w Jamiego i idąc za ciosem zadała również kolejne.
- Jak wygląda rekrutacja? Mam podesłać swoje cv? – W jednoznaczny sposób dała mu do zrozumienia, że jest zainteresowana ofertą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Madrox

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Nie Maj 15, 2016 1:47 pm

Kąciki ust mężczyzny uniosły się wyżej i skinął krótko głową gdy White Queen tak uprzejmie zaproponowała pominięcie formalnych zwrotów i przejście "na ty". W dodatku wspomnienie przy tym o ich przyszłej współpracy brzmiało bardzo obiecująco. Przyjaźnie wręcz - a akurat w tej pracy posiadanie odpowiednich kontaktów to ważna sprawa, czyż nie? Jamie zaś nie wątpił w to, że Emma Frost należała do osób, które warto było mieć po swojej stronie. Niezależnie od tego czy była związana z Instytutem czy nie... Choć, oczywiście, to pierwsze aktualnie było priorytetem, po to Mad tu przyszedł.
A jeśli o tym mowa.
Jamie nieznacznie zmarszczył brwi słuchając dalszych uwag Emmy. I trzeba było było przyznać, uwag trafnych. Nie było też w nich niczego, czego mężczyzna by się nie spodziewał. W końcu kobieta mogłaby równie dobrze zapytać o o wiele więcej i o wiele trudniejsze sprawy... Miło z jej strony, że wydawała się być tak pozytywnie nastawiona to całej sprawy.
- Oczywiście, uczniowie to całkiem inna kwestia. Niech zajmą się nauką póki mają taką możliwość, a nieletnich nie zatrudniam - posłał obu paniom mały uśmiech. - Młodzi absolwenci również są mile widziani, ale muszą mieć świadomość tego jaką decyzję podejmują. I, zapewniam, szkoła jest całkowicie bezpieczna. Zapewniam, zależy mi na utrzymaniu dobrych kontaktów z Instytutem oraz na dobru samych mutantów. Szczególnie studentów - odparł poważnie i szczerze. Bo i tak była prawda. Szukał współpracowników, nie kłopotów. Może i jego oferta pracy na pierwszy rzut oka mogłaby wydawać się nieco utopijna, ale kto jak kto, Mad doskonale zdawał sobie sprawę z (przynajmniej większości) związanych z nią zagrożeń. Spędził naprawdę sporo czasu na analizowanie czy to wszystko to aby na pewno dobry pomysł, sam też do wybitnie optymistycznych osób nie należał... Ale to mogło się udać. Więc czemu nie spróbować?
Madrox słysząc pytanie Polaris aż uśmiechnął się szeroko. Jeszcze właściwie nie powiedział nic konkretnego o tym jak miałaby wyglądać praca, a już pytanie o pokój i zatrudnienie. Czyżby dzisiaj pech wyjątkowo zrobił sobie dzień wolny?
- CV nie będzie na ten moment. Zapraszam na rozmowę przy kawie do biura. I tak, w razie czego istnieje też opcja z gwarantowanym pokojem. Ale tak, to i szczegóły zatrudnienia na miejscu chyba będzie omawiać najwygodniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pon Maj 16, 2016 8:38 pm

Emma odchyliła głowę nieznacznie na bok, uważnie słuchając słów mężczyzny i w myślach odhaczając sobie kolejne ze swoich wątpliwości. Ani przez chwilę nie wątpiła w to, że ich gość chciał dobrze. Przeciwnie, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że intencje miał jak najlepsze, a i pomysł tak naprawdę całkiem słuszny. Blondynka nie potrzebowała telepatii, aby być w stanie to ocenić - choć na wszelki wypadek i tak jej użyła, bo wolała być całkowicie pewna - a jednak musiała przeprowadzić z nim tę rozmowę, wyrazić swoje uwagi... Między innymi dlatego, że Madrox nie potrafił zajrzeć do jej głowy - i musiał to wszystko usłyszeć na głos. W skrócie, panna Frost chciała uzyskać pewność, że świeżo upieczony pan detektyw rozumiał, iż traktowała sprawę poważnie... I nie była do niej nastawiona negatywnie, nawet jeśli dość krytycznie. To ostatnie stanowiło zresztą nieodłączną część jej charakteru oraz natury, więc zakładała, że mężczyzna nie poczuje się przez to dotknięty... Bardziej niż większość zazwyczaj.
White Queen w żaden sposób nie wtrącała się w kwestie związane z zakwaterowaniem oraz z ewentualnym CV. Pozwoliła swoim rozmówcom wymienić się informacjami na ten temat, sama zaś przez tę chwilę milczała i ponownie odezwała się dopiero wówczas, gdy sprawa została już wstępnie wyjaśniona. Koniec końców było coś jeszcze, co chciała przedyskutować - coś, co nie tylko posiadało wysoki priorytet, ale i bardzo nieprzyjemne ograniczenia czasowe.
- Muszę przyznać, że założenie waszej agencji wypadło w doskonałym momencie... Ze strategicznego punktu widzenia. Zgaduję, że oboje zdajecie sobie sprawę z tego, iż zbliża się termin konferencji w sprawie całego naszego rodzaju? Drugi termin, bo pierwszy udało mi się ostrożnie przesunąć - zaczęła, jednocześnie przenosząc spojrzenie pomiędzy Lorną i Jamesem. W tej chwili telepatka zrobiła krótką pauzę, aby oboje mutanci mogli przywołać z odmętów pamięci wszystko to, co było im wiadome na temat wspomnianej konferencji, jednakże zaraz potem przemówiła po raz kolejny, nie pozwalając im wejść sobie w słowo.
- W ten czy inny sposób mogę wejść w posiadanie zaproszenia. Wątpię, aby większość uczestników obrad była w stosunku do nas przyjaźnie nastawiona, a więc bronić będziemy się musieli sami, co raczej nie stanowi dla nikogo z nas żadnej niespodzianki... Tyle że tutaj rodzi się problem. Wystawienie osoby związanej z Instytutem najprawdopodobniej ściągnie na niego uwagę, a tego nie chcemy, przeciwnie, tego musimy się postarać za wszelką cenę uniknąć. Potrzebujemy mutanta, który będzie potrafił się zachować i wypowiedzieć, a pomoże też, jeżeli z tego czy innego powodu ludzie nie będą w nim widzieli zagrożenia. Nieofensywne moce byłyby dobre, choć zakładam, że i tak coś by na nie znaleźli... Wątpię, abyśmy mieli wybrać kogoś spełniającego wszystkie te wymagania, więc skupmy się na najważniejszych - w tym momencie blondynka znów zamilkła, jak gdyby dla podkreślenia, że jej kolejne słowa będą szczególnie istotne... I tak właśnie było, gdyż zamierzała zaprezentować swoją propozycję.
- Osobiście uważam, że naszą najlepszą opcją byłaby Wanda Maximoff. Pomijając pewne... Incydenty z jej przeszłości oraz potężne zdolności, mimo wszystko jako jedna z Avengers cieszy się większym zaufaniem wśród społeczeństwa. Jeżeli jesteście jednak w stanie zasugerować lepszego kandydata... - Emma zawiesiła wymownie głos, czekając na uwagi oraz opinie swoich rozmówców.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pią Maj 27, 2016 10:09 am

Taka spokojna atmosfera, stateczność panny Frost oraz jakże wesołe i pozytywne podejście Madroxa działało kojąco również na nerwy Polaris. Dzięki temu kobieta w zakamarkach swoich myśli mogła odnaleźć to czego najbardziej chciała, odrzucając na bok wątpliwości wynikające z jakże zaburzonego poczucia własnej wartości. Sama przed sobą musiała przyznać, że chęć usamodzielnienia rodziła się w niej już od dłuższego czasu. Może teraz nadeszła odpowiednia chwila? Może dlatego stwierdziła, że propozycja Madroxa dosłownie spadła jej z nieba?
Podejście Emmy oraz przedstawienie swojego punktu widzenia tylko bardziej utwierdziło w przekonaniu, że to całkiem dobry pomysł. Zresztą aura pewności siebie, która otaczała pannę Frost, zawsze wydawała się dla niej przekonująca. Tak jakby postawa Białej Królowej nasuwała Lornie na myśl postawę, którą reprezentował jej ojciec, Magneto. Oczywiście nie była tego świadoma. Teraz całą sobą wsłuchiwała się w słowa, które padały z ust Madroxa jak i Emmy. Sama natomiast siedziała póki co grzecznie i cicho, starając się wyłapywać wszystkie informację pozwalające na podjęcie kolejnych kroków. Niestety póki co żadnych konkretnych informacji nie otrzymała. Mimo to nie potrafiła nie odwzajemnić szerokiego uśmiechu Jamiego. Był taki szczery i ciepły, że nie potrafiła powstrzymać kącików ust, które automatycznie zawędrowały ku górze.
- Okay, w takim razie czekam na podanie konkretnego terminu. Na pewno się zjawie. – Zwróciła się do mężczyzny.
Następnie Frost zmieniła temat. Lorna słyszała o tej konferencji w stosunku do której miała mieszane uczucia. Z jednej strony zgadzała się, że coś takiego powinno się odbyć, z drugiej natomiast… sama myśl o wystąpieniu wzbudzała w niej ogromne emocje, a wzburzone emocje w przypadku Lorny równały się z niepanowaniem nad mocą, co raczej nie wzbudzało zaufania wśród rządowych przedstawicieli. I niby wszystko stało się jasne, a mimo to odczuła zazdrość, gdy panna Frost stwierdziła, że to Wanda powinna być przedstawicielkom mutantów. To genetycznie przekazana ambicja ojca zaczęła na kilka sekund grać pierwsze skrzypce. Oczywiście przypływ emocji zaraz minął. Zacisnęła pięści i ukoiła irracjonalne nerwy, a potem dopuściła trzeźwe myślenie.
- Masz racje. – Przytaknęła Emmie i wstała z miejsca. Podeszła do okna by podpatrzyć co się dzieje za szybą. A może po prostu chciała ukryć własne emocje? Znaczy wiedziała, że przed Białą Królową się nie da, ale chociaż przed Madroxem, który miał być jej przyszłym pracodawcą.
- Jest wszystkim znana, członkini Avengers, myślę, że to dobry pomysł. – Ucięła krótko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pią Maj 27, 2016 12:16 pm

Emma bardzo wymownie nie podążyła wzrokiem za Lorną, gdy ta podniosła się już z miejsca, a następnie zbliżyła do okna. Po części domyślała się powodów nagłej zmiany postawy drugiej kobiety, ale i po prostu odbierała od niej część emocji. Mocno rozwinięta telepatia wiązała się niestety z koniecznością blokowania naporu uczuć i myśli z zewnątrz, co nie zawsze się udawało. White Queen spotkała się już w swojej karierze z osobami, które dosłownie wykrzykiwały zawartość swojego umysłu - i choć niejednokrotnie ułatwiało jej to zadanie, bo nie musiała się nawet wysilać, aby wiedzieć, cóż takiego działo się w ich głowach... To z drugiej strony taki stały napływ informacji bywał także męczący, a głębsze zamykanie się w sobie mijało się z celem - przynajmniej na co dzień.
Oczywiście Polaris nie mogła jeszcze zdawać sobie sprawy z tego, iż również była przez blondynkę rozważana jako potencjalna kandydatka. Prawdę powiedziawszy pomysł ten pojawił się w jej głowie dopiero parę minut temu, podczas gdy dowiadywała się więcej na temat agencji detektywistycznej Jamesa, a sama Lorna zgłaszała chęć zatrudnienia się w niej... Jednakże ta opcja wymagałaby przeprowadzenia kilku delikatnych operacji. Jak bardzo rozpoznawalna była Polaris - jako członkini X-Men? Długo działała w grupie, lecz jej przejście do innej drużyny nie stanowiłoby chyba większego zaskoczenia, bo w końcu bohaterowie czynili tak dość często... Ale co z jej powiązaniami z samym Instytutem? W szkole odbyła część swojej edukacji, a wścibskim nie będzie trudno to ustalić, gdy kobieta zwróci już na siebie ich uwagę. Sterując telepatycznie tą czy inną osobą dałoby się wymazać parę faktów, lecz wciąż istniało niebezpieczeństwo, że nie pomyśli się o wszystkim.
- ... Do czasu, aż ktoś wspomni o jej powiązaniach z Bractwem. Historie o nawróceniu rzeczywiście są piękne, gdy ktoś potrafi je dobrze sprzedać, lecz nawet wtedy nie każdy je kupuje - zauważyła więc, dopiero w tym momencie krótko rzucając okiem ku Lornie, nim skierowała spojrzenie w stronę Madroxa.
- Właśnie dlatego przywołałam strategiczne znaczenie agencji. Wy działacie jawnie. Reklamujecie swoje usługi jako mutanci... Tudzież osoby obdarzone wyjątkowymi zdolnościami. Jeden z waszych pracowników mógłby stosunkowo bezpiecznie pojawić się na konferencji - zasugerowała, póki co powstrzymując się jeszcze przed wskazywaniem konkretnej osoby. Liczyła na to, że jej rozmówcy sami wystosują jakieś propozycje.
Nim jednak to nastąpiło, White Queen wyczuła nagłą zmianę w okolicy. Stale monitorowała teren należący do szkoły, aby uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek... I właśnie zauważyła pojawienie się - dosłownie znikąd - nowego umysłu gdzieś w ogrodach. Niedaleko niego znajdowało się więcej osób, w tym Drake, z którym blondynka miała już trochę więcej do czynienia... Powinni poradzić sobie z tą sytuacją, szczególnie, że w tej chwili nowy nabytek nie promieniował agresją.
Lorna i James nie musieli jeszcze o tym wiedzieć. Taka informacja mogłaby ich tylko niepotrzebnie rozproszyć, więc Emma zamierzała im ją przekazać nieco później, gdy omówią już sprawę konferencji. Ktoś inny z kolei pewnie ucieszyłby się z takiej wiadomości... Dlatego też telepatka przeczesała dla pewności Instytut, a następnie rozszerzyła obszar poszukiwań, aż natknęła się na umysł Ororo.
- W ogrodach szkoły pojawił się właśnie ktoś obcy. Teleportował się lub początkowo maskował swoją obecność. Nie wydaje się wrogo nastawiony, ale nie zaszkodzi, jeżeli się temu przyjrzysz. Podejrzewam, że na miejscu zastaniesz już wówczas Icemana. Pozdrów ode mnie Scotta, moja droga - wyłożyła, nim zerwała połączenie, dzieląc swoją uwagę tylko pomiędzy dyskusję toczącą się w pokoju rekreacyjnym i zajście na zewnątrz.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Madrox

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pią Maj 27, 2016 4:50 pm

Madrox był bardziej niż zadowolony widząc jak pozytywne było podejście Lorny do tematu. Skinął jej głową na zgodę - miał ochotę od razu zaproponować termin spotkania, ale to będzie mógł ustalić z nią już prywatnie, przy wyjściu. Może nawet kobieta miałaby ochotę od razu pojechać z nim do biura?
Jego myśli szybko jednak zostały zajęte przez inny temat. A konkretnie, temat konferencji, który poruszyła Emma. Mężczyzna zmarszczył lekko brwi...bo prawdę mówiąc, nie spodziewał się, że kobieta wspomni o tym akurat w tym momencie. Oczywiście, sam jak najbardziej był w temacie, wręcz niemógłby nie być. Właściwie, każdy mutant powinien choć trochę orientować się w czym rzecz - James zaś, chcąc założyć własną działalność funkcjonującą w taki a nie inny sposób, był całkiem dobrze zorientowany w kwestiach prawnych i tak zwanych nastrojach w świecie dotyczących kwestii ludzi obdarzonych mocami.
I choć domyślam się dlaczego Emma mogła wspomnieć o tym akurat w kontekście X-Factor...
Kiedy Lorna wstała, mężczyzna początkowo podążył za nią spojrzeniem, by ostatecznie taktownie odwrócić wzrok.
A potem Emma wspomniała o własnych wątpliwościach dotyczących wyboru Wandy i, cóż, mężczyzna musiał się z nią zgodzić.
- Wanda Maximoff, hm? Całkiem sporo plusów, prawda. Chociaż... To mogłoby być w tej delikatnej sprawie nieco za mało. Nawet głos Avengersów może być w tych tematach poddany w wątpliwości - przyznał w końcu ostrożnie. Nie, żeby miał coś do Scarlet Witch czy Avengersów, skąd. Ale polityka i sprawa mutantów to ciężki orzech do zgryzienia.
Westchnął i podrapał się po karku.
- Rozumiem twój punkt widzenia. I przyznaję, jest to pomysł warty rozważenia. Myślę, że ta konferencja to nie będą łatwe i miłe rozmowy przy herbatce... - jego usta wygięły się w lekkim, krzywym uśmiechu. - Ale myślę, że to może mieć sens, szczególnie gdy działalność stanie się bardziej widoczna. Sam mógłbym pójść, chociaż może ktoś inny byłby lepszy... Omówię to z innymi i skontaktuję się z Tobą w najbliższym czasie. Nie będzie to problem..?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pią Cze 03, 2016 6:28 pm

Emma lubiła być popierana. Wbrew pozorom oraz opiniom licznych złośliwych, nie wiązało się to wcale z próżnością, bo - choć kobieta doskonale znała swoją wartość - potrafiła spoglądać na świat bardzo, ale to bardzo trzeźwym okiem. Nie, w jej wypadku upodobanie to wynikało z czegoś o wiele prostszego i zarazem - w pewnym sensie - niemalże altruistycznego. Ona najzwyczajniej w świecie praktycznie zawsze miała rację, więc kiedy inni się z nią zgadzali, to przyspieszało wprowadzanie w życie dobrych planów. Gdy natomiast ktoś starał się z nią spierać i przedstawiał niewłaściwy punkt widzenia... Wówczas tworzyły się tylko same kłopoty.
- Przeciwnie, to żaden problem, mój drogi. Z niecierpliwością będę czekała na kontakt. Co się zaś tyczy Avengers oraz konferencji... Niedawno miałam okazję spotkać się ze Stevenem Rogersem - w tym momencie Biała Królowa pozwoliła sobie zrobić krótką pauzę. Można by pomyśleć, że używała jej dla zwrócenia uwagi na istotność swych słów, a może po to, aby dać swoim rozmówcom czas na przetrawienie tej informacji, lecz prawda była nieco inna.
Telepatka w dalszym ciągu nadzorowała incydent w ogrodach, w związku z czym musiała dzielić swoje zainteresowanie pomiędzy co najmniej dwie różne sytuacje. Nie był to dla niej wielki problem, gdyż posiadała w tym sporą praktykę, nie mniej jednak od czasu do czasu chciała przyjrzeć się czemuś - a raczej komuś - lepiej... A to wymagało skupienia. Na zewnątrz doszło już najwyraźniej do konfrontacji, a szkolna pielęgniarka miała na tyle rozumu w głowie, aby wcześniej odesłać uczniów do środka... To dobrze.
- Kapitan osobiście popiera naszą sprawę, zgodził się również z tym, iż mutanci w szeregach Avengers to świetny dowód na to, że nie należy obawiać się nas jako ogółu. Chciał, aby Instytut się ujawnił, a w konferencji wziął udział sam jego dyrektor, czy też - w tym wypadku - dyrektorka, ale sądzę, że skutecznie wybiłam mu to z głowy... Metodą bezinwazyjną, gdybyście się o to martwili - streściła. Nie dodała, że zmuszona była potraktować Rogersa sporą dawką sarkazmu, aby przejrzał na oczy. Najważniejsze przecież, że ostatecznie do tego doszło.
Tak wiele kwestii wymagało jeszcze jej atencji. Ororo powinna niedługo sprowadzić Summersa z powrotem do szkoły, a to z kolei oznaczało, iż panna Frost powinna się z nimi spotkać - ze Storm po to, aby ustalić parę spraw, z Cyclopsem zaś rzecz jasna dla czystej przyjemności, jaka niezmiennie płynęła z obcowania z nim. Do tego dochodziły kolejne problemy: gość w ogrodach, konieczność zdobycia zaproszenia na konferencję, a także ostatecznego ustalenia reprezentanta... Być może powinna również ostrzec nauczycieli o najnowszym nabytku szkoły?
- Myślę, że w tej chwili nie uzgodnimy już między sobą niczego więcej... Nie bez konsultacji z innymi osobami. Zakładam, że chcecie jeszcze porozmawiać na temat zatrudnienia, ale do tego nie będę Wam już potrzebna. Jeżeli to więc wszystko...? - White Queen przesunęła spojrzeniem pomiędzy swoimi rozmówcami, wyraźnie oczekując na ich decyzję.

Moja propozycja brzmi: kończmy już to spotkanie. Wy możecie spotkać się jeszcze raz w siedzibie X-Factora, żeby dogadać szczegóły, albo po prostu załóżcie, że to zrobiliście i doszło do zatrudnienia... A ostateczną decyzję o konferencji podejmiemy wkrótce, bo przydałby się do tego także udział Storm.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polaris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 06/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Sob Cze 11, 2016 7:55 am


Potrzebowała chwili odosobnienia, nawet takiego, które kończyło się kilka kroków od miejsca dyskusji. Skrzyżowała ręce na brzuchu przyjmując zamkniętą postawę. Niegrzecznie na pierwszy rzut oka zwróciła się tyłem do towarzystwa i chociaż wyglądała na pogrążoną we własnych myślach, cały czas bacznie słuchała wypowiedzi panny Frost jak i Madroxa. Wstyd przyznać, ale poczuła delikatną satysfakcję, gdy Emma wspomniała o wyczynach Wandy w Bractwie. Z drugiej strony starała się odepchnąć negatywne emocje jak najdalej się dało. Nie mogła pozwolić, by te znowu wzięły górę. A na pewno nie na oczach przyszłego pracodawcy. Teraz musiała wykazać się profesjonalizmem. Musiała być silna.
Najwyraźniej Lornie zależało na tej pracy bardziej niż myślała. Może chciała by i o niej usłyszał świat? A może chęć niesienia pomocy oraz dryg w rozgryzaniu detektywistycznych zagadek dawał o sobie znać?
Kolejne słowa Emmy i Madroxa sprawiały, że zielonowłosa poczuła przypływ pewności siebie. Co prawda pracy w garści nie miała, a przynajmniej tak tego nie odebrała, ale pomysł wystąpienia na konferencji zaczął powoli kiełkować w umyśle Lorny. Póki co jednak nie zaproponowała swojej kandydatury. Skoro miałaby występować z ramienia X-Factor wolała omówić wszystko z członkami grupy. Jeżeli jednak nie padnie na Wandę, rzecz jasna.
Wróciła na swoje miejsce dopiero, gdy Emma zasugerowała koniec spotkania.
- Raczej tak. – Odpowiedziała na ostatnie pytanie Frost, a potem posłała miły uśmiech Madroxowi, w pełni skupiając się na jego osobie.
- Daj mi znać kiedy będziesz miał czas. Właściwie jestem gotowa podjechać do was w każdej chwili. Numer do mnie masz. – Dodała i pożegnała się z obojgiem, a potem wyszła z pokoju.

/zt

Madrox dograjmy na pw szczegóły. Jeżeli można to przyjąć jako oficjalne dołączenie do grupy, to proszę o zmianę kolorku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Sob Cze 11, 2016 2:33 pm

Emma krótko i subtelnie kiwnęła głową na pożegnanie Lorny, jednocześnie odprowadzając ją wzrokiem, po czym - gdy kobieta zniknęła już za drzwiami - przeniosła spojrzenie ponownie ku Jamesowi. Nie wątpiła w to, że w niedalekiej przyszłości będą jeszcze mieli wiele spraw do omówienia, nie tylko w kwestii konferencji oraz oferty pracy dla absolwentów Instytutu, lecz w tej chwili nie pozostawało im już nic innego, jak tylko zakończyć to spotkanie.
- Nie będę cię zatrzymywać. Jestem pewna, że masz teraz sporo na głowie - zwróciła się więc do swojego rozmówcy, a następnie podniosła się z miejsca i odczekała krótką chwilę, aby Madrox zrobił to samo. Dopiero wówczas blondynka obróciła się przodem ku drzwiom i powoli ruszyła w ich kierunku, po drodze dorzucając jeszcze jedną uwagę.
- Domyślam się, że pamiętasz drogę i nie muszę odprowadzać cię aż do samego wyjścia... Rzecz jasna o ile w ogóle już nas opuszczasz - z tymi słowami telepatka wyprowadziła mężczyznę z pomieszczenia, łaskawie pozwalając mu przymknąć za nimi drzwi, aby mógł poczuć się potrzebny. Zaraz potem oboje ruszyli już wspólnie korytarzem, lecz po chwili - po krótkim pożegnaniu - rozdzielili się i każde wybrało się w swoją własną stronę. W przypadku Emmy cel jej podróży stanowił jej pokój.
Panna Frost świetnie zdawała sobie sprawę z tego, iż miała jeszcze moment do powrotu Storm i Cyclopsa. Stale nadzorując telepatycznie okolicę była wręcz pewna, że natychmiast zauważy ich pojawienie się w szkole. W końcu pełna urazy aura Summersa bardzo rzucała się w "oczy"... Och, współpraca z nim będzie samą przyjemnością. Emma nie mogła się już doczekać tych nienawistnych spojrzeń - choć oczywiście ich nie zobaczy, a jedynie na sobie wyczuje.
Najważniejsze jednak było to, że blondynka zdążyła już sobie ułożyć w głowie plan dnia... Przynajmniej na najbliższych parę godzin. Najpierw subtelnie, delikatnie, a przede wszystkim dyskretnie załatwi sprawę, którą najwyraźniej nikt inny się nie interesował - a potem poinformuje Ororo o najnowszych wieściach, wliczając w to X-Factor, odejście Lorny, a także kwestię konferencji. Później - a może jednocześnie? - podrażni trochę Cyclopsa swoją obecnością oraz tym, jak bardzo jest potrzebna i pomocna... I zorientuje się lepiej w sprawie z ogrodów. Idealnie.

Z/t za oboje.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wind Dancer

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/02/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Sro Mar 08, 2017 12:45 am

//zt Gabinet Emmy

Sofia szybkim krokiem przemierzyła korytarz szkoły. Dobrze znała już rozkład pomieszczeń, dzięki czemu zajrzenie do kilku pokoi po drodze nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Dziewczyna rozglądała się za Laurie, swoją współlokatorką i najbliższą przyjaciółką. Już nie mogła się doczekać, żeby wyjawić jakie zadanie zostało powierzone młodym mutantom.

A salonie i w bibliotece spotkała co prawda kilkoro rezydentów, jednak nie o nich jej chodziło. Chociaż swoją drogą... Dziewczyna nie była do końca pewna, czy aby dobrze zrozumiała słowa Emmy.
Panna Frost nie udzieliła jej żadnych konkretnych wskazówek, nie powiedziała jakie wymagania stawia przed ewentualnymi kandydatami... Więc potencjalnie Sofia mogła uznać, że każdy uczeń będzie się nadawał.

Jednak żeby była jasność, postanowiła najpierw obgadać to z Laurie, której jak na złość nigdzie nie
było.

Stanęła na środku korytarza i oparła dłonie na biodrach.
Okej.
Przed chwilą wyszła ze stołówki, która była pusta, więc zostały jej dwa typy.
Albo ich sypialnia, albo pokój rekreacyjny.
Pokój rekreacyjny jest bliżej, więc...

Windy nie zastanawiając się długo poszła w wybranym kierunku. Pchnęła wielkie, zdobione drzwi...
-Laurie! Wszędzie Cię szukam! - wykrzyknęła. - Nie uwierzysz co się stało!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurie Collins

avatar

Liczba postów : 5
Data dołączenia : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Sob Mar 11, 2017 9:15 am

Kiedy atak na Instytut dobiegł końca i wszyscy mogli opuścić Danger Room, Laurie udała się do swojego pokoju, chcąc w odosobnieniu przemyśleć całą sytuację. Dostała bransoletkę, ogólnie dostępną teraz w szkole, jak i przekaz Pani Frost. Obraz sytuacji mutantów, który teraz się przed nią rysował, był przygnębiający, przez co sama dziewczyna też nie czuła się najlepiej. To z kolei był powód, dla którego najpierw poszła do siebie. Obawiała się, że nieświadomie wpłynie na otoczenie, a brak przyjaciółki w pobliżu dodatkowo powodował mniejszą pewność siebie. Niestety - Sofii nigdzie nie było. Przez dłuższy czas dziewczyna pozostała na miejscu, czekając i rozwiązując sudoku, jednak nic nie zapowiadało, żeby współlokatorka miała się zjawić. W końcu Laurie postanowiła wyjść. Może spotka kogoś, kto będzie wiedział, gdzie ma szukać? Zresztą, nawet jeśli nie, nie było na co czekać. Uspokoiła się już nieco podczas rozwiązywania gry i nie zamierzała spędzić reszty dnia czekając. Weszła do pokoju rekreacyjnego i zatrzymała się, zastanawiając, gdzie Sofia mogła się podziewać tyle czasu... Jednak tym razem szczęście jej dopisało. Natychmiast usłyszała głos zza pleców, a kiedy się odwróciła, zobaczyła współlokatorkę. Uśmiechnęła się i wyciągnęła do niej ręce, pozwalając w końcu emocjom opaść.
- Czekałam na ciebie! Gdzie byłaś? Opowiadaj - co się stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jubilee

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pon Mar 13, 2017 7:40 pm

|początek.
W czasie ataku na Instytut Lee również schroniła się z pozostałymi uczniami. Zadziwiające było jak wiele może się zdarzyć w przeciągu kilku godzin. Cała sytuacja zmieniła nie tylko otoczenie, ale również nastroje panujące wśród uczniów. Można było wręcz wyczuć napięcie panujące między mutantami, którzy emanowali zdenerwowaniem.
Jednakże nie Jubilee, która przemierzając korytarze obdarzała innych swoim białym uśmiechem. Mogła wyglądać wręcz na karykaturalnie szczęśliwą, jednak dla ludzi, którzy ją bardziej znali, nie było to nic dziwnego. Wiedzieli oni, iż jest to naturalne podejście czarnowłosej do świata.
Co prawda zdawała sobie sprawę ze zniszczeń oraz powagi sytuacji, lecz charakter nie pozwalał jej na zbytnie przeżywanie tejże sytuacji. Wierzyła, bowiem, że uda się wszystko naprawić oraz sprowadzić Instytut do poprzedniego stanu.
Poprawiła różowe okulary, które spoczywały na głowie, a potem weszła do pokoju rekreacyjnego. Jej zadaniem na najbliższe godziny było sprawdzenie nieautoryzowanego startu z hangaru.
W oczy od razu rzuciła jej się Laurie i Sofia, które przeprowadzały jakąś ożywioną dyskusję. No i wtedy Jubilation na myśl wpadł pewien pomysł. Mogła wziąć dziewczyny ze sobą na kontrolę, aby odwrócić ich uwagę od tego całego zdarzenia. Może będą chciały potowarzyszyć Jubi? Zawsze będzie raźniej we trójkę, a dziewczęta przynajmniej się uspokoją i skupią na czymś innym.
- Przepraszam, że przeszkadzam w waszej super ważnej rozmowie, ale...- w tym momencie poczekała, aż Lau i Wind Dancer na nią spojrzą, a potem kontynuowała- Może zechciałybyście wybrać się ze mną coś sprawdzić?
Czekając na odpowiedź, dokładnie patrzyła w oczy swoich rozmówczyń. Sama Jubilee twierdziła, że oczy są w stanie powiedzieć więcej niż którakolwiek inna część ciała.
Była przygotowana na ewentualną odmowę, bo wiedziała, iż nie każdy lubi od razu, po tak szokujących sytuacjach, coś robić. Znała osoby, które siedziały teraz w pokoju i odreagowywały zaistniałą sytuację. Czy to było złe? Skądże! Każdy sam powinien radzić sobie z takimi zdarzeniami i jak to zrobi zależało tylko od niego.
Choć Lee wydawało się, iż Laurie i Sofia są w pewnym sensie do niej podobne. Były bardzo energiczne co już pozwalało Jubi sądzić, iż ta niecodzienna wyprawa może przyjemnie oderwać je od smutnej rzeczywistości.
Jubilation podrapała się w potylicę i uśmiechnęła łagodnie:
- To co, idziecie? Nie chcę pośpieszać waszej decyzji, ale trochę mi się śpieszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wind Dancer

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/02/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pon Mar 13, 2017 10:31 pm

Sofia przez całą drogę układała sobie w głowie od czego zacząć opowiadanie Laurze biegu wydarzeń.
Oczywiście, jak to zwykle bywa, gdy tylko spotkała przyjaciółkę, wszystkie ułożone zdania umknęły jak wiatr. Wzięła więc kilka głębszych wdechów, by jakoś uporządkować swoje myśli. Rozejrzała się po pokoju, przygryzła wargę i wreszcie zaczęła.
-Nie uwierzysz! - powtórzyła z przejęciem. Sofia opowiedziała Laurze wszystko. Jej samotny spacer, podsłuchane słowa wyruszających na misję kolegów, wizytę w gabinecie panny Frost oraz zadanie, które otrzymała. Między wypowiadane dość chaotycznie zdania, wplatała o jakiś czas kilka słów po hiszpańsku, ale jakby w ogóle nie zdawała sobie z tego sprawy. Dziewczyna całkiem zapomniała, ze Laurie nie zna jej ojczystego języka.
Gdy wreszcie skończyła, opadła wykończona na sofę i westchnęła ciężko.
-I co o tym powiesz? - spytała patrząc Laurie prosto w oczy, jakby szukając odpowiedzi. -Nieźle, co?
W tym momencie Sofia przypominała zwykłe nastolatki, które z wypiekami na twarzy rozmawiają z koleżankami o zwykłych sprawach. Wypieki były. Koleżanka też. Tylko sprawy jakby trochę mniej zwykłe.
-A co Ty robiłaś? Gdzie byłaś? - spytała wreszcie przyglądając się z uwagą przyjaciółce. - Kurcze, mogłam zabrać Cię ze sobą. Sama byś to wszystko zobaczyła.
Sofia nie zdziwiła się na ciepłe przyjęcie, jakie zgotowała jej Laurie. Dziewczyna wiedziała przecież, że sama jej obecność wystarczyła, by Collins poczuła się lepiej. Los bardzo dobrze je połączył. Jak na razie zdawało to egzamin.
Gdy do dziewcząt podeszła Jubilee i zaproponowała by jej towarzyszyły, Sofia zmarszczyła brwi na ułamek sekundy. Z jednej strony miała już coś do wykonania. Zerknęła szybko na przyjaciółkę, jednak wiedziała, że Laurie w zupełności zda się na jej decyzję. No bo z drugiej strony... Czy towarzyszenie pannie Lee nie będzie dużo bardziej ekscytujące?
Dla pewności spojrzała jeszcze raz na blondynkę.
-Hm... Dobrze Jubilee! Pójdziemy z Tobą! - powiedziała, wstając z kanapy. - Prawda Laurie?
Klasnęła w dłonie i rozejrzała się dookoła.
-Ale tak właściwie, to gdzie nas zabierasz? Co będziemy robić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurie Collins

avatar

Liczba postów : 5
Data dołączenia : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Wto Mar 14, 2017 8:56 pm

Laurie słuchała słów przyjaciółki w ten charakterystyczny sposób, skupiając na nich stuprocentową uwagę. Zresztą nie bez powodu - gdyby odpuściła choć na chwilę, mogłaby zupełnie się pogubić. Do tego Sofia mówiła w tempie karabinu maszynowego, nie dziwne więc, że po skończonej przemowie opadła na sofę bez sił. To zresztą bardzo pomogło Collins, starającej się wyciągnąć z kontekstu znaczenie hiszpańskich wtrąceń. Najbardziej poruszyła ją wiadomość o podsłuchanej rozmowie i zadaniu. Czyżby miały szansę się wykazać? No i w jaki sposób tyle rzeczy stało się w zaledwie kilka godzin? Zanim zdążyła odpowiedzieć współlokatorce i ułożyć sobie wszystko w głowie, podeszła do nich Jubilation. Zagubiona Laurie oczywiście nie zdążyła nawet przemyśleć jej propozycji, kiedy decyzja została podjęta. Ostatecznie nie pierwszy raz tak się działo, Sofia w pełni rozumiała oczekiwania współlokatorki i dawało jej to nieskończoną pewność siebie, kiedy pytała "Prawda Laurie?". A Laurie oczywiście skinęła głową, obdarzając Windy tym samym co zawsze, zaskoczonym spojrzeniem.
- Dobrze, możemy iść z Tobą.
Blondynka pomyślała, że musi pamiętać, aby dorwać Sofię na osobności. Chciała móc ekscytować się nowymi doświadczeniami w jej towarzystwie, czyli tam, gdzie czuła, że nikt jej nie wyśmieje. Dopiero teraz odwzajemniła spojrzenie Jubilee, również patrząc jej w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jubilee

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Czw Kwi 13, 2017 6:50 pm

|przepraszam za tak długą nieobecność.
Jubi raz jeszcze spojrzała w ich stronę czekając na decyzję. W gruncie rzeczy nie miała pojęcia, iż któraś z nich może mieć jakieś zadanie do wykonania. Była przekonana, że jeśli przebywają w pokoju rekreacyjnym to nie mają nic ważnego na głowie, prócz martwienia się o Instytut.
Dlatego też oczekiwała szybkiego podjęcia decyzji i się nie zawiodła.
Z uśmiechem kiwnęła głową słysząc odpowiedź z ust Sofii, a ten grymas na twarzy poszerzył się gdy tylko Lau zaświadczyła o tym samym. Czarnowłosa wzięła głęboki wdech i poprawiła swoją charakterystyczną żółtą kurtkę.
- Musimy coś sprawdzić w hangarze, nie powinno zająć nam to dużo czasu, więc porywam was dosłownie na chwileczkę- powiedziała mając nadzieję, iż rzeczywiście nie spędzą tam więcej chwil niż powinny.
Co prawda Jubilee nie miała jakoś mocno zawalonego grafiku, ale lubiła załatwiać sprawy szybko i pomyślnie- jak chyba każdy inny człowie... mutant.
Gdy wzrok Lee wpadł na spojrzenie Lau, Jubilation chwilę się w nią wpatrywała. Ot tak, bezwstydnie ją obserwowała jakby oczekiwała jakiś poczynań, ale spokojnie... Tylko się zamyśliła.
Wróciła pamięcią do tego jak ona sama była młoda. Jak musiała sobie radzić, gdy nie wiedziała o Instytucie i jak wielkie dziewczyny mają szczęście, że wylądowały właśnie tutaj.
Zamiast jednak wpadać w otchłań swych starych wspomnień, Jubi oparła dłonie na biodrach, a tęczówki powędrowały w górny prawy obszar oka. Wyglądała jakby próbowała sobie coś przypomnieć, a potem tylko potrząsnęła głową.
- To co idziemy?- zapytała, lecz dobrze znała już odpowiedź.
Chwilę po tym postanowiła podążać do wyznaczonego miejsca upewniając się, iż dziewczęta są tuż za nią. Nigdy nie była zbyt dobra w pilnowaniu innych, ponieważ sama często była dość... niesforna. Pomimo starzenia się dziecięcy umysł Lee dawał o sobie znać.
Trzeba jednak przyznać, że jest o wiele bardziej odpowiedzialna niż za młodu- a to wszystko dzięki tej szkole.

| [z/t dla wszystkich]
| #HANGAR

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Armor

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 18/03/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Sro Maj 24, 2017 8:11 pm

// z hallu

Zostali na parterze. Wcale długo nawet iść nie musieli. Japonka weszła do dużego pomieszczenia. Bawialni. Pokoju rekreacyjnego. Zakątka relaksacyjnego. Jak kto woli. Pokój był duży i ciepły. Można tu było znaleźć bolarta, darta, stół do gry w karty i różne rzeczy do różnych gier. Był też oczywiście telewizor, sprzęt grający oraz kanapy i fotele by zwyczajnie można było sobie usiąść z kubkiem kakao i odpocząć po pracy czy nauce.
-Wiccan to Twoje imię? - Zapytała wprost. Była Azjatką, dla niej wszyscy biali wyglądali podobnie i nie bardzo jeszcze się orientowała jakież to dziwne imiona można w USA dawać dzieciom. W końcu w Japonii dziewczynki nazywano Yuki, co znaczy śnieg. W sumie tu pojawiały się imiona takie jak Róża czy Jagoda. Wszystko jest możliwe.
-To jest nasz pokój wspólny. Zazwyczaj jest tu bardziej tłoczno. Mamy szczęście. Uznałam, że raczej korytarzy czy pokojów uczniów nie chcesz oglądać. To znaczy może i chcesz, ale są fajniejsze miejsca. Mamy ogromną bibliotekę! - Mówiła dalej wprowadzając kolegę głębiej do pokoju, by mógł w spokoju się rozejrzeć. Sama Hisako, sprawnym ruchem siadła sobie na stole bilardowym i wodziła wzrokiem za chłopkiem, który jak na jej oko, zdawał się zmieszany.
-Wyglądasz jakby coś Cię kąsało. Chcesz pogadać? W ogóle jak trafiłeś na naszych psorów? - Zapytała z normalną dla siebie szczerością i bezpośredniością. Nie owijała w bawełnę, może dlatego, że wciąż uczyła się angielskiego i ciężko jej było mówić półsłówkami... kto wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 382
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Sro Maj 24, 2017 10:23 pm

Billy grzecznie i w milczeniu podążył za swoją przewodniczką, po drodze - krótkiej, ale jednak - rozglądając się z zainteresowaniem po swoim otoczeniu. Nie minęli co prawda niczego bardzo intrygującego, korytarz prezentował się raczej zwyczajnie, tak samo jak i wypadające co kawałek drzwi, ale mimo to Kaplan lubił się orientować na nowym terenie na wypadek, gdyby musiał przemierzyć go sam. W takiej sytuacji głupio by było zabłądzić, więc wolał starać się zapamiętać jak najwięcej.
Już po chwili oboje wkroczyli zresztą do wybranego przez dziewczynę pomieszczenia i tu również nastolatek zaczął od ostrożnego zbadania wnętrza wzrokiem. Przeznaczenie pokoju zdawało się być jasne, musiał służyć do rozrywki i odpoczynku, a w jego przypadku być może miał spełnić także funkcję pewnego rodzaju poczekalni... Chyba że stanowił jedynie przystanek na tej zapowiadanej wcześniej wycieczce. Billy był skłonny zaakceptować obie wersje.
Chłopak zatrzymał się na początek mniej więcej w połowie drogi pomiędzy jedną z kanap i stołem do bilarda, a następnie odruchowo skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. Jego oględziny sali przerwał głos Hisako, z powodu którego Kaplan powoli skierował na nią spojrzenie. W pierwszej chwili nie był pewien czy dziewczyna pytała na poważnie, ale jej wyraz twarzy chyba o tym świadczył, w związku z czym nastolatek pokręcił przecząco głową.
- Nie, to pseudonim... Jestem Billy - nie czuł się zbyt pewnie podając swoje prawdziwe imię i łatwo dało się to wychwycić w tonie jego głosu oraz w tym krótkim wahaniu, lecz ostatecznie doszedł do wniosku, że skoro X-Men zaufali mu w kwestii położenia swojej bazy, to on mógł przekazać im za to taką informację. Bez nazwiska to i tak praktycznie niczego nie zmieniało.
Jako że jego rówieśniczka przeszła do opisywania miejsca, w którym się znajdowali, Kaplan w dalszym ciągu utrzymywał na niej wzrok, słuchając jej wyjaśnień. Skoro ona przeniosła się nieco dalej, to podążył za nią, choć starał się nie stawać zbyt blisko, aby uszanować jej przestrzeń prywatną... I nie naruszać własnej. Może nawet tak naprawdę chodziło mu przede wszystkim o to ostatnie, ale tak czy siak czynił to odruchowo, nie zastanawiając się nad tym ani przez chwilę.
Nagła zmiana tematu wprawiła chłopaka w zaskoczenie, przez co najpierw zamrugał szybko, a potem rozchylił lekko usta, jak gdyby chciał coś powiedzieć... Tyle że nie wydobył się spomiędzy nich żaden dźwięk. Grając na czas, aby móc zebrać myśli i ułożyć z nich odpowiednio stonowaną wypowiedź, Kaplan uciekł spojrzeniem na bok, po czym ledwo zauważalnie wzruszył ramionami. Wszystko to potrwało w gruncie rzeczy tylko kilka sekund.
- Członek mojej drużyny był w ich towarzystwie, teleportowałem się do niego i tak się poznaliśmy. Potem sprawy się trochę skomplikowały, ale w skrócie zabrałem ich w bezpieczne miejsce, chwilę porozmawialiśmy, a potem przyszła informacja o Houston i... Poprosili mnie o transport tutaj - wytłumaczył, omijając trochę zbędnych informacji, jak na przykład stan Eugene'a czy odsyłanie go osobno do Kate... Bo i po co Hisako miałaby o tym wszystkim wiedzieć? Raczej by jej to nie zainteresowało, a nie chciał zanudzić jej zbyt długą opowieścią... Której przecież i tak jeszcze nie skończył.
- Ale tak czy siak, nie przejmuj się mną. Po prostu przybił mnie ten wybuch w Houston, więc... Chyba jak każdego. W końcu dojdę do siebie, a póki co... Może opowiesz mi coś jeszcze o Instytucie? Oczywiście na tyle, na ile możesz - tak, Billy doskonale wiedział, że nie rozmawianie o problemach wcale ich nie rozwiązywało, matka psycholog zadbała, aby był tego świadomy, tyle że... I tak wolał zmienić temat. Zawsze uciekał od tego rodzaju spraw, dusił w sobie emocje, żeby nie narzucać się nikomu ze swoimi kłopotami. Przyzwyczaił się do takiego postępowania i teraz instynktownie chciał się do niego wycofać, bo wydawało mu się znajome i bezpieczne.
W końcu wzrok nastolatka padł na jedną z kanap, tę, do której miał najbliżej. Wciąż nie był pewien czy zamierzali zostać w tym miejscu czy kontynuować wycieczkę, dlatego zerknął pytająco na swoją towarzyszkę, oczekując z jej strony jakiejkolwiek wskazówki, która rozwiązałaby jego dylemat. Gdyby mieli się tutaj zatrzymać, planował zająć miejsce na kanapie, a jeśli nie, to gotów był podążyć za swoją rówieśniczką.

Z/t.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Czw Maj 25, 2017 2:14 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Armor

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 18/03/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Czw Maj 25, 2017 8:16 am

Hisako obserwowała gościa z lekkim uśmiechem. Wyglądała na otwartą dziewczynę, przyjacielską i ciepłą, choć czasem sposób w jaki mówiła, ta szczerość i bezpośredniość mogła wywoływać mieszane uczucia. Jej to nie przeszkadzało. Nie miała problemów z przestrzenią osobistą, jej naruszaniem bądź nie. Z tego powodu pewnie też zdarzyłoby się nieświadomie, niechcący naruszyć przestrzeń kogoś innego. Kogoś, dla kogo jest ona ważna, tak jak dla chłopaka. Czasami tak bywa z ekstrawertykami, że zupełnie nieumyślnie mogą kogoś zranić albo zakłopotać.
-Pseudonim. Rozumiem. Oznacza coś? Mój pseudonim to Armor. Może mało oryginalny, ale oczywisty. Mogę otoczyć się niezniszczalnym pancerzem. - Mówiła bez skrępowania. Ciekawili ją inni mutanci i nie miała problemu by mówić o sobie, przynajmniej w tym zakresie. Gdyby temat zszedł na rodzinę, byłoby gorzej. Jako małą demonstrację Hisako faktycznie otoczyła się niebieskim, przezroczystym pancerzem o owalnych kształtach. Pancerz otaczał ją będąc w odległości kilkunastu centymetrów od jej ciała.
-Takie tam. - Wzruszyła ramionami po czy zgrabnie zeskoczyła ze stołu bilardowego. Pancerz rozpłynął się też bez śladu. -Ta zbroja gwarantuje mi super siłę i może stać się wielka na kilka pięter. - Dodała. -Tak jakbyś kiedyś potrzebował kogoś do zburzenia czegoś albo przesadzenia drzewa. - Uśmiechnęła się przyjacielsko. Miała nadzieję, że nie przytłaczała rozmówcy swoją osobą i tą rozmową. Oby nie.
-Twojej drużyny? Ekstra. Jest was więcej? To też mutanci? - Podekscytowała się, ale zaraz padło słowo Houston i spochmurniała.
-No tak. Słyszałam. Też właśnie się dowiedziałam, tata dzwonił z Tokio, bał się czy nic mi nie jest. To straszne. Mam nadzieję, że wszystko jakoś szybko się ułoży... no że będzie dobrze... na ile może... no wiesz... - Mruknęła, nie bardzo potrafiąc znaleźć słowa by wyrazić swój żal.
-Ale póki dorośli się naradzają, a my mamy wycieczkę to nie myślmy o złych rzeczach. to psuje całą frajdę ze zwiedzania. - Dodała szybko by zmienić nieprzyjemny temat i wrócić do tych miłych.
-O Instytucie. No skoro psory Cię tu zabrali i pozwolili pozwiedzać, więc czemu nie. - Opowiedzieć o szkole. Kurczę od czego by tu zacząć!?
Znowu zrobił dziubek, po czym machnęła ręką do chłopaka.
-Chodź. Idziemy dalej. Możemy gawędzić po drodze. - Zawołała, po czym dziarskim krokiem wymaszerowała z pokoju. Wycieczki ciąg dalszy!

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Czw Cze 29, 2017 1:57 pm

Środek nocy był idealną porą na spanie i odpoczynek. Od tego w końcu była noc. Jednak co najmniej jedna osoba w instytucie jeszcze nie spała. Albo raczej, już nie spała. Pokój rekreacyjny, który powinien być o tej porze pusty, został nawiedzony przez jednego ucznia. A raczej uczennicę. Główne światło było zgaszone, a paliła się tylko mała lampka obok kanapy, stojącej na przeciwko telewizora. Na owym meblu siedziała Noriko. Z nogami podkulonymi pod brodę i kocem luźno zarzuconym na ramię. Przed nią, na stoliku stał kubek, z którego unosiła się para. Gorąca herbata czekała aż dziewczyna się nią poczęstuje. Ta jednak póki co miała inne zajęcie. Trzymała w jednej dłoni łuskę, którą każde z drużyny dostało na pamiątkę. Przyglądała się jej z zaciekawieniem i obracała w ręce.
Cała ta scenka mogła się wydawać dosyć dziwna, zważywszy na fakt, że przecież już na chwilę przed przybyciem Redclawa Surge myślała tylko o tym żeby położyć się do łóżka i przespać całą dobę. Plany jednak nie zawsze się układają po naszej myśli. Powrót do instytutu nie trwał długo. Szybko znaleźli się na miejscu. Noriko nie odezwała się do nikogo, idąc po prosto do swojego pokoju. Na dworze już się ściemniało, więc spokojnie mogła się położyć. Co też zrobiła po szybkim prysznicu. Łuskę schowała do szafki przy łóżku i ułożyła się, dosyć szybko zasypiając.
Nie dane jej jednak było cieszenie się snem i odpoczynkiem. Stres i wszystkie negatywne emocje, które musiała ignorować podczas walki i ratunku ludzi, znalazły w końcu swoje ujście w postaci niezbyt przyjemnych snów. Ponowne przeżywanie swojej śmierci nie było czymś, co mogłoby jej się spodobać. Cała scena z czarnym przeciwnikiem, to jak wbija w nią pazury i jak ona sama umiera na chwilę przewijały się jej ponownie przed oczami. I może nie byłoby aż tak źle, gdyby nie fakt, że snów było więcej. I wszystkie równie nieprzyjemne. Tuż po Houston pojawiła się kolejna. Zupełnie jej obca, a jednak tam była. I walczyła z jakimś robotem. Chciała się poświęcić żeby go zniszczyć. Czuła w tym śnie, że Santo został zniszczony, a Laura i Cess poważnie ranne.
Zaraz potem przeniosła się na most. Dookoła wszystko było zniszczone, mutanci ciężko ranni. Wiedziała, że wielu ich nie pozostało, że być może to ich ostatnia walka. Sama dawała z siebie wszystko choć i tak nie miało to sensu. Jedni ciągle walczyli, inni leżeli już niemal pokonani. Sentinele z każdej strony. Zero szans na przeżycie. Chwilę potem ona na kolanach, trzymająca Juliana, który stracił dłonie.
Miała wrażenie, że spała chwilę, nim wybudziła się z koszmarów, które ciągnęły się, jeden za drugim. Leżała chwilę z szeroko otwartymi oczami i wpatrywała się w sufit przez kilkanaście sekund. W końcu odetchnęła, przecierając twarz dłonią. Podniosła się i zerknęła na zegarek. Druga w nocy. Świetnie. Już pewnie nie zaśnie. Zajrzała do szafki i po chwili namysłu zabrała łuskę. Powoli zsunęła nogi z łóżka i wstała, zerkając w stronę współlokatorki. Chyba jej nie obudziła. Dobrze. Przynajmniej miała spokój.
Ostrożnie wymknęła się z pokoju, najpierw kierując swoje kroki na stołówkę, by zrobić sobie herbatę. Zaraz potem wyszła na korytarz i poszła prosto do pokoju rekreacyjnego. Tam mogła sobie wygodnie usiąść na kanapie i jakoś przetrwać resztę nocy. Jeszcze tylko wyjąć koc z kanapy i było idealnie. Ciepło i cicho, z dala od ciekawskich osób.
Tak właśnie znalazła się w obecnej sytuacji. Sięgnęła po kubek i podmuchała lekko jego zawartość, upijając niewielki łyk gorącego napoju. Jedna z rękawic leżała obok niej na siedzeniu. To właśnie ręka, z której ją zdjęła, dzierżyła lśniącą, białą łuskę, obracając ją powoli na wszystkie strony. Przedmiot był całkiem przyjemny w dotyku. Bardzo chciała wiedzieć, do czego może się ona jej przydać. Nie miała jednak żadnych pomysłów, poza samym faktem, że na pewno do czegoś służyła, skoro miała w sobie złota energię.


Ostatnio zmieniony przez Surge dnia Sob Lip 01, 2017 10:06 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 150
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Czw Cze 29, 2017 7:17 pm

Tej nocy sny nie były dla Josha łaskawe. Co prawda chłopak zasnął bez najmniejszego problemu, bo po przybyciu do Instytutu czuł się już tak bardzo wycieńczony, że skierował się praktycznie prosto do swojego pokoju, rozebrał się i padł na łóżko, nie przejmując się głodem, ani niczym innym... Jednakże nie mógł przewidzieć tego, że zmęczony i sponiewierany po Houston umysł podsunie mu tak dziwne i nieprzyjemne obrazy.
Młody mutant nieświadomie przewracał się z boku na bok, oddychając ciężko i dość głośno, lecz poza tym nie wydawał z siebie żadnych odgłosów, które mogłyby kogoś zaalarmować, czy po prostu obudzić jego współlokatora. Temperatura jego ciała wzrosła, przez co w którymś momencie odruchowo wyplątał się z cienkiej kołdry, teraz zsuniętej nisko na materacu, na wysokości jego ud i niżej... W pomieszczeniu i tak było gorąco, a z jakiegoś powodu mutacja chłopaka tym razem nie regulowała problemu w taki sposób, jak czyniła to zazwyczaj, oszczędzając mu kłopotów z ciepłem czy chłodem. Chyba skupiała się po prostu na czymś innym... Delikatnie rozchylone usta nastolatka, zmarszczone czoło, rozluźniające się i zaciskające palce - to wszystko jasno wskazywało, że nie śniło mu się nic dobrego.
Tak naprawdę nie był to typowy sen, nawet jak na koszmar. Daremno szukałoby się w nim jakiejkolwiek ciągłości czy chociaż śladów sensu. Przez głowę uzdrowiciela przemykały różnego rodzaju obrazy, czasem zmieniające się na tyle szybko, że nie nadążał z ich zarejestrowaniem, innym razem zaś utrzymujące się wystarczająco długo, by dotarły do niego jakieś szczegóły. Gdyby był przytomny, pewnie oceniłby, że wolał te pierwsze.
Zupełnie normalne sceny z dnia codziennego - lekcje, spotkania z przyjaciółmi, wyjścia z Laurie czy z Rahne - przeplatały się i przenikały wzajemnie z o wiele mroczniejszymi wizjami, które wprawiały całe ciało blondyna w drżenie i jeszcze bardziej przyspieszały pracę jego serca. To nie było zdrowe, jego mutacja powinna to kontrolować, a jednak wciąż nie robiła nic, aby opanować sytuację...
Twarde, miejscami ostre podłoże, wysoka temperatura, nieprzyjemny zapach - spalenizny i krwi, te dwie wonie nastolatek znał aż zbyt dobrze i to w dużej mierze z autopsji - a do tego wilgoć przy dłoniach oraz na policzkach, rozmazująca mu widok... Chyba na szczęście, bo dzięki temu Josh nie był do końca pewien - ale i tak wiedział, w jakiś sposób zwyczajnie wiedział - czyje ciało znajdowało się teraz tuż przed nim, leżące bezwładnie, podczas gdy on czuł uciekające z niego życie i bezskutecznie starał się mu pomóc...
Obraz prędko zniknął, ustępując miejsca innemu, o wiele przyjemniejszemu i świetnie się zapowiadającemu. Tym razem akcja działa się chyba w jednej z pracowni Instytutu, ale Elixir był w niej sam na sam z Rahne... I oczywiście wykorzystywali to w najlepszy sposób, w jaki tylko mogli, a więc całując się namiętnie. Takie sny były znajome. Tyle że... Nawet ciepło jej ciała, krew tętniąca w jej żyłach, energia przenikająca przez jej organizm zbyt mocno kojarzyły się chłopakowi z poprzednią sceną. Porównanie nie było wcale miłe. Niepokój nie ustępował nawet na chwilę.
Wizja przeskoczyła, a wraz z nią powrócił zapach krwi i... I widok Laurie z dziurą w twarzy, przez którą mógł dojrzeć - po prostu wszystko w środku... Potem zaś dziewczyna upadła i on sam również osunął się niżej, bliżej rosnącej, czerwonej plamy, zlepiającej jasne włosy. Wokół spadały liście i z jakiegoś powodu ten szczegół wydawał się równie istotny, umysł Josha zdecydował się na nim skoncentrować... Być może uciekając od głównego problemu?
Tym razem kilka kolejnych obrazów przemknęło zbyt szybko, aby mógł je zrozumieć, lecz następna wyraźna scena ukazała mu tył czyjejś głowy oraz jego własne dłonie - a przynajmniej tak mu się wydawało, choć nie były już złociste, a czarne, barwa ta rozchodziła się zaś po jego nadgarstkach i sięgała coraz dalej... Jego dotyk na twarzy mężczyzny powodował powstawanie zniekształceń, pęcherzy, do tego zmiany w środku - nagły rozrost komórek, działający praktycznie jak przyspieszony rak i... Niewydolności coraz to innych narządów... Aż do całkowitego zaprzestania ich pracy. Czuł to równie dobrze, jak wcześniej śmierć DJ'a, lecz tym razem nie towarzyszyły mu już panika, strach i żal, tylko złość, prawdziwa, gorąca furia oraz szczera chęć wyrządzenia tej osobie jeszcze większej krzywdy.
Następna scena była bardzo ciemna... I równie krótka co poprzednie. W niej również Elixir nie był sam, choć w pierwszej chwili nie dotarło do niego z kim miał do czynienia. Czarny strój, zdeformowana twarz... Moc, która atakowała jego własne ciało przez złączone dłonie, starając się przeżreć przez jego skórę, dobrać do coraz to głębszych warstw komórek, elektryzująca, głodna, mroczna - i wreszcie ustępująca przed jego własną mutacją, zawracająca, buntująca się przeciwko swemu nosicielowi. Żal znów powrócił na miejsce złości i Josh był świadomy padających słów, chociaż ich nie rozróżniał... A i tak rozumiał ich sens. Ciało przed nim - wiedział czyje, choć nie powinien być w stanie tego stwierdzić - rozpadało się, a on sam...
On sam obudził się nagle, od razu otwierając oczy i nabierając powietrza głęboko w płuca, jak gdyby do tej pory się dusił. Wciąż czuł się zbyt gorąco, ale nie to było najgorsze. Uścisk w klatce piersiowej, okropny ciężar w brzuchu, mieszanka emocji ze snu - i wreszcie ta sama wszechogarniająca pustka, która towarzyszyła nastolatkowi od Houston... Mutant oddychał ciężko, wpatrując się nieruchomo w sufit i odruchowo dostosowując oczy do panujących w pokoju ciemności, aby widzieć w nich niemalże niczym kot. Dopiero po kilku, a może kilkunastu sekundach zorientował się, że policzki miał mokre od łez i właśnie to zmotywowało go w końcu do podjęcia jakiejś akcji.
Przecierając oczy i resztę twarzy wierzchem dłoni, Josh powoli podniósł się do pozycji siedzącej, teraz stopniowo uspokajając już swój oddech. Serce w dalszym ciągu biło mu jak oszalałe, więc musiał świadomie nad nim zapanować, ale nawet wtedy wciąż było mu strasznie niedobrze. Teoretycznie wiedział, że nie powinien mieć tego rodzaju objawów, bo nic mu nie dolegało... A to oznaczało, że wszystkie reakcje jego organizmu wynikały tylko i wyłącznie z jego myśli i emocji. Nie cierpiał takich sytuacji.
Biokinetycznie podkręcone spojrzenie uzdrowiciela przesunęło się na prawo i chłopak wychylił się lekko w tę stronę, sięgając po butelkę z wodą, która okazała się być nieprzyjemnie lekka... Pusta. Cudownie. Elixir westchnął ciężko i puścił plastikowe opakowanie, nie chcąc go teraz zgniatać, aby nie obudzić Davida. Szybkie rozejrzenie się po pokoju dowiodło, że nigdzie nie stał żaden inny napój, a więc najwyraźniej czekało go siedzenie z wyschniętym gardłem... Albo wycieczka piętro niżej. Żadna z tych opcji mu się teraz nie podobała.
Czoło nastolatka znów się zmarszczyło, kąciki jego ust powędrowały w dół, lecz mimo wszystko podjął już decyzję. Mutant niechętnie zsunął się z łóżka, a że miał na sobie tylko spodnie, to po drodze do drzwi na wszelki wypadek zgarnął z podłogi pierwsze lepsze okrycie... Cienką dresówkę z zamkiem z przodu. Wątpił, aby po drodze do kuchni miał kogoś spotkać, a sam nie czuł się skrępowany odsłoniętą skórą, ale taki miał po prostu odruch.
Po części mogło to zresztą wynikać z tego, że Josh nawet nie skupiał się na tym, co teraz robił. Działał automatycznie, starając się ignorować to, że utrzymywanie się na nogach sprawiało mu nagle więcej kłopotów niż zwykle, a jego mutacja nie radziła sobie z psychosomatycznymi dolegliwościami aż tak dobrze, jak by tego chciał. Do tego wszystkiego wciąż był senny, a równocześnie, o ironio, rozbudzony. Wolałby znów zasnąć, ale... Nie chciał śnić.
Sny nie powinny być tak prawdziwe, zadecydował, ostrożnie zamykając za sobą drzwi na korytarz, a następnie cichutko ruszając dalej, ku schodom. Nie powinno się w nich czuć, a przynajmniej nie tak wyraźnie... I skąd w ogóle jego umysł pozbierał tak dziwne wątki? Niektóre pomysły były znajome, jak ten fragment z Rahne, ale reszta? Nastolatka trochę pocieszała myśl, że praktycznie żadna z tych rzeczy nie miała miejsca, a więc jego pamięć chyba nie dostarczyła wyobraźni żadnego materiału... Pomijając może pocałunek. Rahne zdecydowanie wiedziała co robiła, nawet jeżeli przy okazji trochę go wypatroszyła. Przynajmniej we śnie nie wyciągnęła swoich pazurków...
Ale wszystko inne? Przerażało go. Rzadko miewał koszmary, a jeżeli już, to na ogół bardziej... Typowe. Nic aż tak dziwnego i wymyślnego. Te obrazy z kolei zdawały się być niesamowicie konkretne, wręcz spersonalizowane, więc skąd się wzięły? Chłopak prawie wierzył w to, że jakiś telepata, na przykład taki paskudny i różowowłosy, zrobił mu właśnie brzydki kawał, ale... Niby czemu? Nie miałoby to większego sensu.
Już na schodach Elixir uznał, że jednak wcale nie było mu tak gorąco. Przeciwnie, całkiem chłodno. Dobrze, że zabrał ze sobą dresówkę. Uzdrowiciel wsunął w nią najpierw lewą rękę, a potem zamierzał zrobić to samo z prawą, tyle że... Dopiero wówczas zorientował się, iż coś było z nią nie tak. W pierwszej chwili jego zmęczony umysł zasugerował, że czymś się wybrudził - i nic dziwnego, miał do tego sporo okazji - ale kiedy odruchowo potarł ciemniejsze miejsce, plama wcale nie zeszła. Kolejna próba dała dokładnie ten sam, czyli żaden efekt i chłopak ponownie zmarszczył czoło.
Josh powoli uniósł rękę, przyglądając się zmianie na przedramieniu, a następnie wykonał jeszcze kilka kroków przed siebie, aby znaleźć się w bardziej zacienionym punkcie. Padające z okien światło księżyca w tych okolicznościach jedynie rozmazywało mu wizję. Obracając kończynę, nastolatek znów zmuszony był uspokoić swoje serce, które przez chwilę zagroziło wyskoczeniem z klatki piersiowej. Mając zmodyfikowane oczy nie widział dobrze kolorów, ale coś mu mówiło, że w świetle dnia ta plama byłaby metalicznie czarna...
Jak we śnie. W dwóch scenach, w których świadomie i umyślnie robił komuś krzywdę. Teraz to dopiero było mu niedobrze... Przyglądając się zmianie skórnej rozszerzonymi z szoku i przerażenia oczami, Josh zaczął panicznie badać zabarwiony obszar swoją mutacją, lecz kolor nie chciał ustąpić. Sprawiał wrażenie... Innego, ale chłopak nie potrafił tego dokładniej określić. To tylko napędzało jego strach i gwałtowną falę obrzydzenia do samego siebie.
Potem zaś dotarło do niego, że wyczuwał więcej takich miejsc na swojej skórze. Z tyłu ramienia, na plecach... Po zamknięciu oczu łatwiej było mu się na nich skoncentrować, aby namierzyć kolejne. Tym razem mutant nawet nie próbował przywołać do porządku szalejącego serca, a uścisk w jego klatce piersiowej jeszcze się wzmógł. Naprawdę potrzebował tej wody. A mógł się przeprosić z kranówą i w dalszym ciągu siedzieć bezpieczny w pokoju.
Co teraz? Powinien wrócić do łóżka i liczyć na to, że do rana wszystko samo przejdzie. Tyle że oczywiście tak się nie stanie, już to sobie wyobrażał, a wtedy... Wtedy będzie musiał się do kogoś zwrócić. I pewnie jeszcze opowiedzieć ten sen? Nie, nie ma mowy. A może by tak po prostu... Najzwyczajniej w świecie...
Powoli i ostrożnie Josh wsunął także i drugie ramię w wolny rękaw, a następnie poprawił ułożenie swojej białej dresówki, przy okazji zapinając ją tylko kawałek na samym dole. Przyjrzał się sobie uważnie, nie zauważając, ani nie wyczuwając na widoku żadnych plam. W porządku. Jak długo nikt ich nie widział, nie musiał się nimi przejmować. Aż tak. Choć nie mógł przestać o nich myśleć.
Starając się skierować swoją uwagę dosłownie na cokolwiek innego, Elixir ponownie ruszył w stronę kuchni, jednakże jeszcze po drodze jego uwagę zwróciło coś bardzo nietypowego o tej porze. Ktoś przebywał w pokoju rekreacyjnym, a ilość energii - elektrycznej - zgromadzonej w ciele tej osoby dość jasno świadczyła o jej tożsamości. To wystarczyło, aby chłopak bez namysłu zmienił kurs.
Nie miał pojęcia dlaczego Noriko opuściła swój pokój, ale jeżeli ona też nie mogła spać, jeśli jak jemu śniły się jej koszmary... To może jednak w grę rzeczywiście wchodziło coś nienaturalnego. Otwierając cicho drzwi i wślizgując się do pokoju, blondyn od razu odszukał dziewczynę wzrokiem. Równie bezgłośnie zamknął za sobą przejście, po czym na chwilę oparł się plecami o drzwi.
- Wydawało mi się, że byłaś bardziej zmęczona - zauważył, siląc się na normalny, zrównoważony ton. Panował już nad swoim oddechem, wszystkie plamy zakrył dokładnie ubraniem, więc nic nie powinno go zdradzać. Jego spojrzenie przesuwało się po Noriko, jak gdyby szukał jakichś nieprawidłowości, a jego mutacja robiła w tym czasie coś podobnego. Dodatkowo usuwał też modyfikację oczu, bo przy zapalonym świetle widział z nią o wiele gorzej.
Względnie uspokojony - przynajmniej pod tym względem - nastolatek znów ruszył z miejsca, zbliżając się do kanapy, na której zasiadała jego przyjaciółka. Przy okazji zerknął ku stojącej nieopodal szklance, której zawartością chętnie by się zaopiekował, bo w końcu z tego wszystkiego w ogóle nie dotarł do kuchni... Ale ta kwestia mogła jeszcze poczekać. Istniały pewne priorytety.
Nastolatek opadł bokiem na siedzenie obok Noriko, jedną nogę wciągając pod siebie, drugą zaś zostawiając na podłodze. Dopiero teraz zorientował się, że nie włożył żadnych butów, ale tak było chyba nawet lepiej. Z ramieniem ułożonym na oparciu kanapy i drugą dłonią na własnym udzie przyglądał się Azjatce z wyraźnym namysłem. Czyżby źle ocenił sytuację i to po prostu ta łuska nie dawała jej spokoju? Tylko jak się upewnić bez zwracania uwagi na własny problem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   Pią Cze 30, 2017 8:36 pm

Nie spodziewała się, by ktokolwiek oprócz niej nie spał o tej godzinie. W instytucie było cicho i mogła usłyszeć przelatującą muchę czy komara. Można było odnieść wrażenie, że w budynku nikogo nie ma. A może po prostu tak bardzo zamyśliła się nad swoim małym skarbem, że odpłynęła totalnie i świat zewnętrzny przestał dla niej istnieć. Czasem jej się tak zdarzało. Zwłaszcza, gdy przy okazji słuchała muzyki. Wtedy najszybciej wyłączała się na to co działo się dookoła niej. Przyjemne od zawartości od rzeczywistości. Chwila wytchnienia podczas, której odstawiła kubek herbaty po tym jak upiła niewielki łyk.
Tym razem z głębokiego zamyślenia wyrwał ją czyjś głos. Głos, którego w pierwszej chwili nie poznała, więc nerwowo zacisnęła dłoń na łusce i odwróciła szybko głowę w stronę drzwi. Nie zauważyła kiedy ktoś wszedł do środka. Naprawdę musiała odpłynąć. Widząc znajomą, złotą sylwetkę, rozluźniła się nieco i westchnęła lekko.
- Gdybyśmy nie byli w instytucie to już byś dostał prądem. Nie skradaj się tak do mnie - poinformowała go na początek. Prawda była taka, że w instytucie czuła się w miarę bezpieczna, więc nie reagowała na nagłe głosy czy dźwięki tak gwałtownie, jak mogłaby to zrobić poza nim. Tutaj mogłaby niechcący porazić prądem innego ucznia lub, co grosza, jakiegoś nauczyciela. A wtedy nie miałaby kolorowo.
- Bo byłam. Jestem. Ale nie mogę spać. A raczej nie chcę - dosyć nieskładnej odpowiedzi udzieliła przyjacielowi, sama nie będąc pewną jak mu odpowiedzieć. Widząc, że Elixir ruszył w jej stronę, postanowiła chwilowo milczeć. Pozwolić chłopakowi podejść i rozgościć się wygodnie na kanapie. Złapała mocniej krawędź koca, który miała zarzucony na ramiona i plecy, odkładając łuskę obok rękawicy, która leżała na kanapie.
- Nie mogłam spać. Znaczy, spałam trochę - sięgnęła ponownie na stolik po kubek z herbatą i chwyciła go w obie dłonie. Tym razem nie zrobiła tego z zamiarem napicia się. Chciała po prostu mieć czymś zajęte obie ręce. - Ale miałam tak nienormalne sny, że w końcu się obudziłam. I stwierdziłam, że wystarczy mi na dzisiejszą noc. Pewnie jutro się zdrzemnę - wytłumaczyła w końcu w miarę dokładnie swoją sytuację, po czym w końcu napiła się z kubka. Po tym spojrzała ponownie na Josha.
- A ty? W statku przysypiałeś. Już ci przeszło? - wpatrywała się w niego uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój Rekreacyjny   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Rekreacyjny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Pokój Rekreacyjny
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Parter-
Skocz do: