Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Siłownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cable

avatar

Liczba postów : 213
Data dołączenia : 22/10/2012

PisanieTemat: Siłownia   Pon Sty 14, 2013 11:07 am



Siłownia pełni dwojaką funkcję. Na pierwszym miejscu stanowi oczywiście częsty element  zajęć z wychowania fizycznego, na drugim jest formą relaksu udostępnioną wszystkim po zajęciach. Każdy kto chce poćwiczyć, a nie ma ochoty grać w kosza, czy też pływać w basenie, znajdzie tu coś dla siebie. Pomieszczenie jest duże więc nie ma tu ścisku i kolejek do przyrządów, jest też bogato wyposażone, a trenującym umila ćwiczenia cicha muzyka lub dźwięk z podwieszonych na ścianach telewizorów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Wto Lip 14, 2015 9:38 am

/z Sali narad/

Odcięła się.
Istniało ponad tysiąc powodów, dla których nie powinna była tego robić i tylko dwa, które jednak przeważyły szalę.
Pierwszy z nich miał na imię Scott.
Rogue na samo wspomnienie jego zachowania w Sali narad – niekonsekwencji, niezdecydowania, nieumiejętności podźwignięcia odpowiedzialności… jakby kompletnego zaniku tego, co czyniło z niego dobrego lidera – czuła rosnącą agresję. Więc z tym większą pasją uderzała w worek treningowy.
Zawsze miała krótki zapalnik. Wybuchowy temperament był zarówno jej wadą, jak i zaletą. Ale to, co odczuwała przez ostatnie kilkadziesiąt godzin, w których brakowało porządnego snu, było czymś więcej niż typową dla niej charakternością.
Miało to więc ostatecznie wpływ na wycofanie się przez Rogue.
Nie ufała sobie i póki nie upora się z tym gównem, wolała nie zagrażać misji.
Nie żeby miała pewność, co do powodzenia Cyclopsa…
Ale wystarczyła jedna odzywka ex-lidera, by Rogue zaczęła widzieć na czerwono i odczuwać przemożną chęć przeskoczenia przez stół narad i dobrania się do tchawicy mężczyzny.

Skonsternowana nieco swoją pierwotną rządzą krwi, postanowiła pozbyć się tego w siłowni.
Po drodze okazało się, że musi jednak szybciej schować swoje mordy w szafie niżby tego chciała. Kilku uczniów, nazbyt bystrych i spostrzegawczych jak na swój wiek, czaiło się wokół niej, kręcąc młynki palcami. Wyglądali na takich, co „chcieli a nie mogli” i kobieta wiedziała, co za tym się kryje… Strach, niepewność, brak wiedzy na czym się stoi…
Momentalnie miękła; dla nich. I ukrycie, tego, co ją zżerało od środka raptem okazało się wcale nie takie trudne. Przynajmniej na chwilę.
Wyjaśniła im wszystko na tyle, na ile mogła; uspokajając, ale i nie oszukując. To były mądre dzieciaki, które musiały bardzo szybko dorosnąć, więc nieuczciwym byłoby traktowanie ich z pobłażaniem.

Po rozmowie z nimi, nie mogąc wyrzucić z głowy osoby Jean, udała się prosto na siłownię. Ubrana w strój do ćwiczeń – wyjątkowo „nieprzyzwoity” biorąc pod uwagę jej moce – jasno dawała do zrozumienia, że nie życzy sobie towarzystwa. Sparing z nią, gdy miała odkryte ramiona i nogi, był wielce niewskazany. To sprawiło, że jeszcze intensywniej myślała o Jean. O jej mocy, brzemieniu jakie powodowało i ostatnich wydarzeniach…
A co gdyby Rogue posiadała taką moc i dziś uległa swoim emocjom? Czy doszłoby do czegoś podobnego, jak miało to miejsce z Jean…?

Potrząsnęła nerwowo głową, jakby chciała zrzucić z siebie to bezcelowe zadręczanie. Przyszła tu, by pozbierać się do kupy – nie robić z siebie cierpiętnicę.
Wznowiła boksowanie worka z cichą precyzją, pozwalając umysłowi wyciszyć się i działać tylko ciału.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Siłownia   Wto Lip 14, 2015 7:35 pm

Emma nie była przekonana co do tego, ile dokładnie udało jej się zdziałać podczas jej ostatniej rozmowy z Icemanem. Zdecydowanie zasiała w jego umyśle ziarno niepewności, w dodatku nawet praktycznie bez używania telepatii, a jedynie za pomocą przekonujących argumentów, ale jakie da to efekty w praktyce? Mogła jedynie zgadywać. Tak czy siak sumienie miała czyste: próbowała pomóc... A jeśli ta pomoc oznaczała, że X-men musieliby przekonać się do jej toku myślenia i spojrzenia na świat? Cóż, w tych okolicznościach chyba wyszłoby im to tylko na dobre.
Panna Frost była z natury osobą niezwykle krytyczną - zarówno względem samej siebie, jak i całego swojego otoczenia. Odkąd zaś postawiła pierwszy krok na terenie Instytutu, przyglądała się zachowaniom jego mieszkańców, analizowała je i wystawiała im oceny... W większości negatywne. Oczywiście najwięcej grzechów wyłapała u Summersa. Prawdę mówiąc w tej chwili nie chciała już nawet o nich myśleć, bo w ten sposób pewnie prędzej czy później zafundowałaby sobie migrenę. Grunt, że nikt inny aż tak bardzo nie irytował jej swoim bezsensownym i przesadnie uczuciowym postępowaniem.
Oczywiście zdarzały się też osoby, które przywracały jej wiarę w tę drużynę. Storm działała dość sensownie, przynajmniej pod tym względem, że skupiała się na opiece nad uczniami. Takie zachowanie Emma zawsze była skłonna poprzeć, gdyż sama zaczęłaby właśnie od upewnienia się, że nikt i nic nie zagrozi młodzieży. Drake pełen był złości, agresji i uprzedzeń - choć za te ostatnie go nie winiła, nawet jeśli opóźniały podjęcie niezbędnych kroków - ale przynajmniej potrafił dojrzeć sens jej rozumowania... Choć trudno było mu się przedstawić. Ot, zapewne przekładały się na to lata indoktrynacji pod okiem Xaviera... No i była jeszcze Rogue, która również postępowała sensownie i myślała nad tym, co robiła. W oczach White Queen to najprędzej ona lub Storm nadawałyby się na nowego leadera grupy.
Cerebro wciąż było okupowane przez Psylocke, to zaś bardzo ograniczało możliwości działania Emmy, szczególnie na terenie Instytutu. Mimo to kobieta starała się telepatycznie śledzić przynajmniej samo miejsce pobytu Grey, której umysł na tle innych świecił w tym momencie jak lampa w ciemną noc. Kiedy zaś zaczął prędko oddalać się z punktu, w którym doszło do spotkania z delegacją X-men... Wiedziała już, że coś poszło nie tak - co zresztą przewidywała. Braddock na pewno również to odebrała, ale znając życie będzie chciała zdać się na przywódcę drużyny - a White Queen z kolei nie miała zamiaru się tak ograniczać.
W związku z tym blondynka przeskanowała telepatycznie cały budynek, poszukując w nim tych członków X-men, z którymi potrafiła się jako tako dogadać - i w ten sposób poznała miejsce pobytu Rogue. Od razu skierowała się w stronę siłowni i już po paru minutach wkroczyła do środka. Przymknęła za sobą drzwi, jednocześnie wzrokiem odnajdując drugą kobietę.
- Nie udało im się. Nie wyczuwam obecności Jean Grey na Ziemi - poinformowała bez żadnego powitania. Uznała po prostu, że taka wiadomość nie potrzebuje wstępu i zrobi większe wrażenie rzucona samotnie.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw Lip 16, 2015 9:29 am

Spodziewała się różnych rzeczy, ale chyba nie tego, że zostanie osobiście odnaleziona przez White Queen. Nie wydawała się osobą, która fatyguje się, by przekazać złe nowiny. Nie kiedy mogła to zrobić w sekundę na odległość.
I pytanie do siebie, Rogue: dlaczego z góry założyłaś, że to złe nowiny?
Zaciskając mocniej szczękę, wykończyła wyimaginowanego przeciwnika w kilku ciosach, po czym złapała worek, by oprzeć się o niego i złapać oddech.
W tym czasie druga kobieta podeszła iii… zrzuciła bombę.
Rogue momentalnie posłała zdezorientowane spojrzenie, jakby pytała: jak to „na Ziemi”?
Nie rozumiała, czy to jakiś pokrętny sposób na powiedzenie, że Jean nie żyje, wystrzeliła w kosmos, czy jaka cholera…
Przez ten brak zrozumienia, nie potrafiła jeszcze rozeznać się w swoich uczuciach. Zdała sobie jednak sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy: to nie przez Scotta została.
- Uważasz, że powinnam była polecieć z nimi? – spytała niespodziewanie, choć ton bardziej sugerował stwierdzenie.
Zrozumiawszy, że pozwoliła sobie na chwilę słabości i zadała zbyt osobiste pytanie, niewłaściwe, odchrząknęła i nie czekając na odpowiedź, odezwała się ponownie:
- Co sugerujesz dalej?
Miała nadzieję, że nie postradała do końca rozumu… choć szczerze powiedziawszy zasięgnięcie rady u Emmy wydawało się teraz najbardziej racjonalną rzeczą.
Oczywiście, że nie zapomniała z kim miała do czynienia, ale spójrzmy prawdzie w oczy: gdyby White Queen chciała wziąć sprawy w swoje ręce – Instytut był bezbronny i dawno już mogła to zrobić. No, chyba że wolała gierki i manipulację niczym dobrze rozegrana partia szachów... Rogue pozostawało więc głęboko wierzyć, że jej umysł nie ma intruza, a wszelkie działania podejmuje sama i póki interesy Emmy pokrywają się z ich – mają ją „po swojej stronie”. A przynajmniej nieagresywną…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw Lip 16, 2015 4:29 pm

Emma pozwoliła sobie zignorować to pierwsze - pytające - spojrzenie Rogue. W tej sytuacji było ono co prawda jak najbardziej na miejscu, jednakże odnosić się mogło przynajmniej do paru kwestii, White Queen zaś wolałaby najpierw usłyszeć na co dokładnie miałaby odpowiadać - zamiast rozwodzić się ogółem na cały ten rozległy temat. Na szczęście nie musiała długo czekać, gdyż pytanie wkrótce padło... Choć nie do końca takie, jakiego się spodziewała. Rogue również zdawała się to rozumieć, bo prędko poprawiła się i pchnęła rozmowę w inną stronę... A raczej spróbowała to zrobić, lecz blondynka wolała od razu w miarę możliwości usunąć jej wątpliwości. Osobiście sądziła, że zadręczanie się nie miało najmniejszego sensu i tylko utrudniało skuteczne działanie. Jeśli zaś miały współpracować, to takie problemy musiały zostać wyeliminowane.
- Szczerze mówiąc wątpię, abyś miała się im tam na coś przydać. Spotkanie odbyło się przed domem rodzinnym waszej przyjaciółki. Do żadnej walki najwyraźniej nie doszło, czyli próbowali się z nią dogadać... A skoro ani jej rodzina, ani jakże czuły i wrażliwy Summers nie byli w stanie tego dokonać, to sprawa musiała być z góry przegrana - to powiedziawszy, panna Frost wzruszyła nieznacznie ramionami, jak gdyby chciała w ten sposób podkreślić, że nie posiadała żadnej pewności i była to tylko jej prywatna opinia - albo jakby dawała znać, iż teraz i tak nie miało to już większego znaczenia. Może jedno i drugie?
- Rozmawiałam już z Drake'iem na temat koniecznych działań. Nie był zachwycony, ale wydaje mi się, że dojrzał ich sens, więc powinien poprzeć zmiany, które ci zasugeruję. Po pierwsze: potrzebujecie nowych leadera grupy i dyrektora szkoły. Nie wydaje mi się, aby Xavier miał się obudzić, przynajmniej nie w najbliższej przyszłości, a ktoś musi zająć się uczniami... Wliczając w to informowanie ich o aktualnych wydarzeniach. Nie mam na myśli tylko wyczynów Grey, ale przede wszystkim sytuację na świecie. Trzeba z nimi porozmawiać, wyjaśnić im co to dla nas znaczy i zapewnić, że pracownicy szkoły zrobią co w ich mocy, aby zadbać o bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Współpraca z S.H.I.E.L.D. może przynieść pewne korzyści, jak długo będzie się patrzyło agentom na ręce. W końcu zdradzą, muszą dbać o własne interesy, ale do tego czasu można by wyciągnąć z takiego układu jak najwięcej - Emma oparła dłonie na biodrach.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw Lip 16, 2015 6:33 pm

Zmrużyła nieznacznie oczy. Emma Frost cała była zrobiona z logiki i diamentowego spokoju. W zaistniałej sytuacji działało to korzystnie na Rogue, pozwalało spojrzeć przez ogrom chaosu aktualnych zdarzeń i skupić się na tym, co było do zrobienia. Ale na co dzień…? Nie była pewna, jak wyglądałaby ta relacja. Na pewno byłoby „zabawnie”: przekonać się, gdzie leżały granice panny Frost, czy potrafiła się bawić.
Mimowolnie kąciki ust zadrgały jej, gdy uświadomiła sobie jak Emma uszczypliwie potraktowała Scotta w swojej wypowiedzi. Widać nie aż tak logiczna i bez emocji. Może nie wszystko było stracone.
Zrobiłaś coś kiedyś impulsywnie? Co nie miało nic wspólnego z wysadzeniem czyjegoś umysłu… pomyślała na tyle „głośno”, na ile wydawało jej się, że będzie słyszalne, nie mając nic przeciwko, aby druga kobieta to odebrała.
Doskonale jednak zdawała sobie sprawę, że to nie był czas na pogaduszki. Zanim więc mogła zostać upomniana, powiedziała rzeczowo:
- Ororo świetnie zastępuje Profesora. Jest ważnym strategicznie członkiem drużyny, a mimo to podjęła trudną decyzję i zostawała w Instytucie. Dla dzieciaków.
Odetchnęła. I żeby czymś się zająć, zaczęła nieco nerwowo rozwiązywać sportowe bandaże z dłoni.
- Co do reszty… Drużyna powinna zdecydować, kogo widzi jako swojego przywódcę. Wiem, że wszystko płonie i nie ma na to czasu, ale jeśli samozwańca nie zasłuży na ich oddanie, może nic z tego nie wyjść. Będzie cholernie trudno wybrać kogoś nowego, zwłaszcza po Cyclopsie. I myślałam, że już zaczęliśmy współpracę z S.H.I.E.L.D. Mamy teraz my odwiedzić ich w rewanżu...? Nie damy rady, przynajmniej jakiś czas, tak wnikliwie ich przejrzeć. Nie bez Twojej pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sob Lip 18, 2015 12:35 pm

Panna Frost dosłyszała to zadane w myślach pytanie i dosłownie przez sekundę zastanawiała się czy powinna w ogóle na nie zareagować. Nie szpiegowała telepatycznie - nie tym razem, a przynajmniej nie w tej konkretnej chwili. Jeśli odebrała tę wiadomość, to musiała ona zostać wyemitowana specjalnie dla niej, bo wątpiła, aby Rogue w jej towarzystwie w taki sposób się zapomniała... Czyli wypadałoby na nią odpowiedzieć.
Tylko co? Większość jej impulsywnych działań prędzej czy później prowadziła do skrzywdzenia kogoś telepatycznie... W tym jej własnej rodziny i przyjaciół, gdy zwracali się przeciwko niej. Oczywiście były jeszcze te incydenty z jej najmłodszych lat, ale do nich wolała nie wracać myślami. Jakoś nie miała ochoty dzielić się z kimkolwiek historiami o swoich dawnych osobistych wojnach czy o odcięciu się od rodziny... Choć wyniesienie się z domu zdecydowanie należało do jej bardziej spontanicznych decyzji - i słusznych. Tak czy siak, to wszystko zbyt prywatne...
W łóżku. Tam bywam impulsywna.
Wysyłając tę myśl, Emma słuchała już wypowiadanych na głos słów swojej rozmówczyni - z niezmienionym wyrazem twarzy, jak gdyby wcale nie nawiązała właśnie do seksu. Kiwnęła głową w momencie, gdy Rogue wspominała o Storm. White Queen i Czarownica Pogody nieszczególnie za sobą przepadały i miały już na koncie trochę - a właściwie całkiem sporo - starć, ale w tych okolicznościach Frost musiała przyznać, że druga kobieta nadawała się na dyrektorkę... Raczej. Pewnie będzie potrzebowała pomocy, lecz przynajmniej z powodu tej posady zostanie uwiązana w Instytucie - i w razie czego stanie do jego obrony, choćby i pozostałych X-men nie było akurat na miejscu.
- Nie jestem do końca przekonana, że S.H.I.E.L.D. uważa nasze dotychczasowe interakcje za nawiązanie współpracy. Wysłali tutaj jednego z wielu swoich agentów z instrukcją co ma zrobić i przyparli nas do muru na naszym - a raczej: na waszym - terenie. Powinniśmy ustalić warunki sojuszu z samą górą, zamiast załatwiać sprawy przez pośredników - zasugerowała.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro Lip 22, 2015 10:26 pm

[przepraszam za poślizg]

Tym razem Rogue kiwnęła głową, zgadzając się z sugestią White Queen odnośnie S.H.I.E.L.D. i sojuszu.
- Sprawiedliwie byłoby pojawić się teraz na ich terenie i przyprzeć do muru, przedstawiając nasze warunki – mruknęła pod nosem, nie mając nic przeciwko starej dobrej akcji w stylu X-Men.
Problem polegał na tym, że nie była pewna, czy istniało jeszcze jakiekolwiek X-Men. A Instytut stał pod wielkim znakiem zapytania... Na szczęście pozostawała Ororo, która gotowa była poświęcić dla dzieciaków własne życie, i to nie tylko na polu walki. Ona i Jean stanowiły, zaraz po Profesorze, ognisko domowe ścian szkoły. Póki więc brakowało tych dwóch ostatnich… cała nadzieja w Storm.
Nie wszystko jednak można było zostawić na jej głowie.
- W zasadzie to Ororo już została tymczasowym dyrektorem Instytutu – powiedziała głośniej, na wpół do Emmy a na wpół głośno myśląc. – Co nie zmienia faktu, że i jej obowiązki przydałoby się podzielić, a przynajmniej niektóre rzeczy przewidzieć. Przede wszystkim należy odjąć troskę o Profesora. Ktoś musi z nim być, nie tylko po to, by doglądać, ale i stać na straży. Zawiadomić resztę o najmniejszej zmianie. A skoro… - drobna pauza na przelotne acz znaczące spojrzenie w stronę panny Frost - … pałęta się tam Bobby, zostawimy to mu. Sądzę, że lepiej będzie jeśli ja mu to przekażę.
Nie mając wątpliwości, co do tego, iż White Queen zgodzi się przynajmniej w tej drobnostce, zaczekała na ewentualnie inny komentarz.
- Na wszelki wypadek dobrze by było zastanowić się nad zastępcą Ororo. Gdyby sprawy przybrały naprawdę paskudny obrót, a my będziemy potrzebować jej ofensywnych umiejętności.
Krótka przerwa na kilka łyków zimnej wody z butelki, którą zabrała ze sobą na siłownię i zgarnęła mały ręcznik, by zarzucić go sobie na kark. Wyglądało, jakby miała zamiar zbierać się stamtąd, najpierw jednak kontynuowała:
- Porozmawiamy z nią o tym, jak i o potrzebie ustalenia warunków sojuszu. Po szybkiej naradzie będzie można odnaleźć zaginionego w akcji agenta, by ładnie poprosić go o wstawiennictwo u S.H.I.E.L.D. o poważniejsze traktowanie naszej osoby.  
Rogue kiwnęła głową, jakby przytakiwała na swoje własne słowa, co komunikowało, że nie ma nic więcej do dodania w sprawach X-Men i Instytutu; przynajmniej na razie. Może pozwoliła sobie na zbyt luzackie przemawianie w ważnych sprawach, do tego stosując swoje własne skróty myślowe – aczkolwiek w jej mniemaniu odpowiedziała na wszystko, czego oczekiwała White Queen. No, prawie wszystko…  Kwestii przywództwa w grupie nie zamierzała więcej poruszać. Nie była zapatrzona w siebie, ale umiała dodać dwa do dwóch, więc cichy głos z tyłu głowy, podpowiadający dlaczego została znaleziona przez pannę Frost, mógł mieć sporo racji.
- Najpierw jednak… - rzuciła dziarsko, nie dając czasu się wtrącić – …prysznic.  Daj mi kilka minut, a potem Cię znajdę.
Ruszyła w stronę wyjścia, znowu czując dziwny rodzaj spokoju i polepszenia nastroju po kontakcie z Emmą. Było to zarówno niepokojące, jak i trochę ekscytujące. Z dziwnym uśmiechem obejrzała się przez ramię po zaledwie kilku krokach.
Chyba że chcesz popatrzeć… i mrugnęła do drugiej kobiety, sygnalizując, że nie zapomniała o ich równoległej rozmowie, która wywiązała się ku zaskoczeniu Rogue.
Szczerze powiedziawszy nawet nie umiała stwierdzić, co było bardziej zaskakujące: to, że Emma odpowiedziała w taki sposób, czy raczej to co odpowiedziała i jak bardzo zakłóciło to obraz, jaki ruda miała w głowie. Wiecie… White Queen, chłodne opanowanie, dominacja i pejcze. Ale impulsywność…? Nah, chłodna dominatrix – to było zdanie Rogue. Dlatego też wyznanie panny Frost poruszyło niezdrową ciekawość.
Ja chciałabym popatrzeć… pomyślała automatycznie, a jej myśli bynajmniej nie krążyły już w okół prysznica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Siłownia   Nie Lip 26, 2015 1:33 am

Emma w żaden widoczny sposób nie zareagowała na pierwsze wypowiedzi Rogue, czyli na te dotyczące możliwej strategii postępowania względem S.H.I.E.L.D. oraz posady Storm jako dyrektora - a przynajmniej tymczasowego dyrektora - Instytutu. Uznała wtrącanie się w obie te kwestie za zbędne, a nie lubiła w taki sposób marnować czasu. Zdążyła już przecież wyrazić co myśli na oba te tematy...
Za to nie wypowiadała się jeszcze odnośnie wyboru niańki dla Xaviera. Osobiście uważała, że podopieczni powinni w pierwszej kolejności zapewnić mu profesjonalną pielęgniarkę, bo w końcu jego ciało zdecydowanie będzie potrzebowało takiej opieki, nawet jeśli umysł - o ile w ogóle jeszcze funkcjonował - zapewne był daleko stąd.
- Wierzę, że Drake będzie w stanie zapewnić waszemu mentorowi bezpieczeństwo - przytaknęła krótko, w myślach dodając jeszcze - lecz jedynie we własnej głowie, nie zaś w formie telepatycznego przekazu - "o ile nie będzie miał do czynienia z atakiem psionicznym albo dobrym manipulatorem". Jakby na to nie patrzeć, Iceman próbował wyrzucić ją z sypialni Xaviera od pierwszej chwili, gdy tylko położył na niej oczy... A nie dość, że mu się to nie udało i po skończonej rozmowie wyszła sama, z własnej inicjatywy, to jeszcze najprawdopodobniej przekonała go do swoich racji.
Na kolejne słowa Rogue - znów dotyczące Munroe - White Queen wydała z siebie tylko dość ciche i raczej potakujące "mmm", a jej spojrzenie powędrowało już po zgromadzonych w pomieszczeniu licznych sprzętach do ćwiczeń. Sama była nie tylko nauczycielką, ale i odnoszącą sukcesy business woman, w związku z czym wiedziała, że z całą pewnością będzie miała sporo rad dotyczących prowadzenia szkoły.
Dopiero nietypowy - wybiegający poza schemat - ruch ze strony jej rozmówczyni sprawił, że panna Frost ponownie zerknęła ku drugiej mutantce, która akurat w tym momencie zarzucała sobie ręcznik na kark. Ach, czyli najwyraźniej koniec ćwiczeń. To dobrze. Przedstawiony w skrócie plan działań również prezentował się... Akceptowalnie.
- Agent wciąż znajduje się na terenie Instytutu i wydaje się, że trzyma się miejsc dostępnych dla gości - zapewniła jedynie, choć bez dokładniejszego sprawdzenia zawartości umysłu mężczyzny nie mogła stwierdzić z niezbitą pewnością, że nie próbował nigdzie szperać. Dla jego własnego dobra - lepiej, aby miała pod tym względem rację.
Słowa o prysznicu wywołały zaledwie subtelne kiwnięcie głową i Emma zaczynała właśnie rozważać swój następny krok, gdy Rogue się zatrzymała i ponownie na nią spojrzała. Już to samo w sobie wystarczyło, aby jedna z brwi White Queen podjechała lekko w górę, zaś przekaz myślowy poprowadził ją stopniowo jeszcze wyżej, choć reszta twarzy pozostała względnie bez zmian. No proszę...
Telepatka powoli przeniosła ciężar swojego ciała na drugą nogę, jednocześnie przechylając głowę nieznacznie na bok. Z jednej strony sytuacja była napięta, a wiele spraw wymagało uwagi i omówienia - ale przecież i tak miała się wstrzymać z rozmową ze Storm, a Drake'a mogła sobie w ogóle darować. Cerebro wciąż było zajęte, więc przy nim również nie była w tym momencie potrzebna. Wyglądało na to, że czas na chwilę przerwy.
Prowadź więc.

Z/t za obie?

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."


Ostatnio zmieniony przez Emma Frost dnia Pią Sie 07, 2015 11:13 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 171
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pon Lis 06, 2017 8:05 pm

Nie miała bladego pojęcia co wydarzyło się tuż po tej fali uderzeniowej, która ją zmiotła na ziemię. Porażenie prądem w wyniku spięcia skutecznie ją wyłączyło na pewien czas, nie była pewna na jak długo. Zapewne gdyby zużyła więcej mocy, nie doszłoby do spięcia. Niestety ciągły napływ prądu skończył się dokładnie tak jak to przewidywała. W połączeniu z wodą musiało dojść do zwarcia. I była to ostatnia rzecz, którą pamiętała.
Kiedy się ocknęła, była w swoim pokoju, na łóżku. Nie zauważyła, by cokolwiek jej dolegało i wiedziała, że była to zasługa Elixira. Nie marnując czasu, jak najszybciej odnalazła którąś z osób, które były z nią w Valhalli i dopytała się dokładnie o to co się zdarzyło. Chciała znać wszystkie szczegóły. Wszystko, czego sama nie mogła wiedzieć z powodu utraty przytomności. Wiadomości bardzo jej popsuły nastrój. Nie dość, że nie udało im się opanować tego dziecka i uspokoić jakoś, to na dodatek dziewczynka eksplodowała. Brzmiało okropnie. Oczywiście, że mogła zwalić winę na policjantów, niepotrzebnie się tam pojawili. Tylko, że to był ich obowiązek. Kiedy gdzieś działo się coś złego, oni musieli się tam pojawić i starać się ogarnąć sytuację. Oskarżanie ich o to co się stało nie miało większego sensu.
Wcześniejsze spięcie skutecznie rozładowało ją z ładunków, więc tym nie musiała się teraz martwić. Trochę szkoda, bo wtedy mogłaby iść do Danger Room wyżyć się na biednych maszynach. Zdecydowanie potrzebowała tego teraz. Uspokojenie się samej z siebie nie przychodziło jej łatwo. Teraz tym bardziej było to trudne. I to nie dlatego, że nie udało im się wykonać misji. No, częściowo dlatego. Głównym powodem był jednak fakt, że to dziecko się wysadziło. Zginęło. Noriko właśnie to najbardziej przeżywała. Śmierć tej małej. Nie ważne, że jej nie znała. Że zrobiła im krzywdę. To było tylko dziecko, które mogło mieć przed sobą jeszcze całe życie.
Nie potrzebowała wiele czasu, by zdecydować, gdzie skierować swoje kroki. Poszła prosto do siłowni, od razu wiedząc, jak może się rozładować. Przeszła między wszelkimi sprzętami do ćwiczeń i podeszła do worka treningowego. Tak, to będzie idealne. Ściągnęła rękawice z rąk, odkładając je na siedzenie jednego z urządzeń i przystąpiła do treningu. A raczej do wyżywania się na biednym worku, który nic nie mógł z tym zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pon Lis 06, 2017 9:35 pm

W trakcie teleportacji Billy starał się skupić na hallu wejściowym rezydencji, żeby to właśnie tam się pojawić, ale po ostatnich wydarzeniach jego myśli błądziły i ciężko mu się było skoncentrować. Trochę martwiło go przenoszenie się w takim stanie, ale coś zrobić przecież musiał, a innego pomysłu na obejście się z tamtą dziewczyną nie posiadali... A przynajmniej nie takiego, na który zgodziłyby się Nico i Fro. Podsumowując, nastolatek musiał wziąć się w garść i zrobić swoje. Pocieszał się tylko tym, że po załatwieniu tej jednej sprawy będzie już mógł wrócić do domu i w końcu trochę odpocząć.
Chłopak pojawił się jak zawsze w nagłej eksplozji światła i energii. Biel oraz odcienie błękitu przeplatały się ze sobą wzajemnie, a wśród bliżej niezidentyfikowanych błysków i refleksów, na tle niebieskiej aury, przemykały również nitki błyskawic. Cała ta nieregularna kula efektów specjalnych objawiła się nad podłogą i bez kontaktu z nią, lecz zanim jeszcze porządnie się rozwiała i zanikła, zaczęła już powoli opadać.
Na ogół Kaplan coraz lepiej kontrolował swoją teleportację oraz lewitowanie, lecz w tym wypadku nie miał już ani siły, ani ochoty, ani nawet cierpliwości, aby się tym przejmować, w związku z czym pozwolił sobie po prostu osunąć się na ziemię... A raczej na wykładzinę, tak mu się wydawało. Wszystko jedno. Jego stopy weszły z nią w kontakt i chłopak całkiem łatwo złapał równowagę, podczas gdy jego energia zaczęła stopniowo się rozpływać. Dopiero w tym momencie Billy zwrócił uwagę na to, że część z wytwarzanej przez niego - jak podejrzewał - elektryczności oddalała się od jego ciała... Ku dziewczynie, której chyba nie kojarzył. Nie, był prawie pewien, że jeszcze jej tu nie spotkał. Mimo to nastolatek nie czuł się nawet zaskoczony, bo w końcu wiedział, że w budynku powinien oczekiwać mnóstwa mutantów o bardzo różnych zestawach zdolności.
Kaplan zadbał o to, aby cała jego aura w końcu się cofnęła, zanikając nawet przy oczach i dłoniach, a cały ten proces potrwał tak naprawdę tylko kilka krótkich sekund od momentu jego przybycia. Jako że miał do czynienia z kimś obcym, kto mógł zareagować w nieprzewidywalny sposób, Billy uniósł nieco obie ręce, mniej więcej na wysokość swoich ramion, prezentując je w uniwersalnym geście mówiącym nie atakuj. Wolałby na dzień dobry nie oberwać. Choć może raczej na dobry wieczór? Nawet nie wiedział która tutaj była godzina. Ostatnio tyle skakał pomiędzy strefami czasowymi...
- Przybywam w pokoju i szukam... Pewnie najlepiej po prostu kogoś z X-Men? - zaczął, bo dziewczyna wyglądała na jego rówieśniczkę, a nie na kogoś, kto mógłby podejmować decyzje w imieniu całego Instytutu. Teraz mógł się jej przyjrzeć lepiej, bez zmieniającej wszystko błękitnej poświaty, więc był w stanie ocenić, że musiała być Azjatką... Z pofarbowanymi albo naturalnie odmienionymi przez mutację włosami, które jaskrawością bardzo przyciągały uwagę.
Dopiero w tym momencie do Kaplana dotarło coś jeszcze... I chłopak rozejrzał się szybko, starając się ocenić szkody, które mógł wyrządzić w pomieszczeniu zdecydowanie nie będącym hallem, do którego oryginalnie zmierzał. Widział, że parę lżejszych maszyn do ćwiczeń się przewróciło, kilka obiektów - w tym coś przypominającego metalowe rękawice - odturlało się po podłodze, a pobliskie ruchome elementy jeszcze się trochę kołysały po tym, jak niewątpliwie zostały wprawione w ruch uderzeniem energii... Ale chyba nic nie zostało zniszczone. Mały sukces.
- A przy okazji... Wybacz, mam trochę gwałtowny styl teleportacji, ale to dla mnie wciąż najlepsza metoda podróżowania - dodał na wszelki wypadek do swojej poprzedniej wypowiedzi, bo jeżeli nawet niczego tutaj nie uszkodził, to mógł przecież wystraszyć nastolatkę, a za to również wypadało ją przeprosić. Teraz Billy opuścił już ręce wzdłuż ciała, zakładając, że jego przekaz dotarł i najpewniej nie był uznawany za wroga czy innego agresora. Czułby się zresztą trochę głupio, gdyby miał utrzymywać tę pozycję przez dłuższy czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 171
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Wto Lis 07, 2017 11:46 am

Nori w ciszy i spokoju mogła się rozładować na worku. O dziwo nikt jej nie przeszkadzał. Żaden inny dzieciak tutaj nie zajrzał. W sumie to nie było aż tak dziwne. Kto by marnował tak piękną pogodę na siedzenie w budynku? Lepiej pobawić się na dworze. Albo po prostu polenić, a nie trenować. Jej to bardzo odpowiadało. Raczej nie zniosłaby najlepiej niechcianego towarzystwa. Może ewentualnie ciche towarzystwo, które zostawiłoby ją w spokoju i zajęło się tym, po co tu przyszło.
Pojawiającego się znikąd towarzystwa na pewno się nie spodziewała. Kiedy pomieszczenie zostało nagle rozświetlone błękitnym światłem, dziewczyna szybko się obróciła, wręcz widząc jak jasne wiązki elektryczności wędrują w jej stronę. Jeden plus jej mocy, przynajmniej nic nie trafi w gniazdka czy lampy i nie dojdzie do nagłego skoku napięcia. Światło zniknęło niemal równie szybko jak się pojawiło, a przed nią stał... Kolejny dzieciak. To była pierwsza jej myśl na widok chłopaka. Niższy i wyraźnie młodszy od niej chociaż niewiele. Dwa, może trzy lata młodszy.
Uniosła brew do góry, gdy chłopak podniósł ręce. No dobra, wydawał się na serio być pokojowo nastawiony. Oczywiście nie miała zamiaru całkiem mu zaufać od razu. Był obcy, a to wystarczyło, by być czujnym. Mimo wszystko sytuacja chyba nie była groźna. Była niemal w stu procentach pewna, że Frost cały czas skanuje teren Instytutu i już wiedziała o intruzie na jego terenie. Żaden alarm nie został jednak podniesiony, a Azjatka nie usłyszała w głowie ostrzegającego ją głosu.
- Nikogo nie znajdziesz dopóki nie wyjaśnisz, skąd wiesz o tym miejscu. I radzę nie kłamać, właśnie zupełnie przypadkowo doładowałeś mnie. - odezwała się. Nieco szorstko, ale nie aż tak niż gdyby miała do czynienia z dorosłym. Wtedy sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Była niemiła wobec obcego? W porównaniu z jej normalnym zachowaniem, w tej chwili była bardzo miła.
Na przeprosiny odnośnie swojej teleportacji jedynie przechyliła głowę. Wcale nie była aż tak zła. Już o wiele gorsza była teleportacja Kurta kiedy ten nagle pojawiał się z dziwnym dźwiękiem i smrodem siarki. Jego teleportacji można było się wystraszyć. Skrzyżowała ramiona na piersi, czekając na odpowiedź dzieciaka, jednocześnie wzrokiem odnajdując swoje rękawice na podłodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Wto Lis 07, 2017 5:49 pm

Wyglądało na to, że Billy'ego miała czekać powtórka z rozrywki... A prawdę mówiąc chłopak powoli zaczynał mieć dość tłumaczenia się po kolei prawie każdemu, z kim się ostatnio spotykał. Choć tym razem chyba musiał zapisać na plus fakt, że przynajmniej nikt na dzień dobry nie wymierzył do niego z żadnej broni, jak zdarzyło się w przypadku Runaways, a wcześniej Avengers... Choć odnośnie tych ostatnich jeszcze to rozumiał, skoro przypadkowo wylądował w ich bazie. Druga grupa nie posiadała dobrej wymówki, bo w końcu trafili na siebie w miejscu publicznym.
Tu i teraz jednak Kaplan po prostu westchnął ciężko, w tym samym momencie kierując wzrok ku sufitowi, nim znów spojrzał na nieznajomą. Miał ochotę wytknąć jej, że - o ile nie była telepatką, empatką albo kimś podobnym - tak czy siak nie potrafiłaby wykryć jego kłamstwa... Ale powstrzymał się z paru powodów. Po pierwsze, teoretycznie mogła mieć jedną z tych zdolności, a wtedy wyszłoby trochę głupio. Po drugie, on sam kiepsko oszukiwał, o czym przekonał się wielokrotnie w trakcie szesnastu lat spędzonych pod jednym dachem z mamą - psychologiem. No i... Po trzecie, pewnie nie powinien irytować kogoś, od kogo potrzebował pomocy. Ani sugerować, że zamierzał zmyślać, kiedy tak nie było, a właśnie został przed tym ostrzeżony. Powoli uczył się hamować sarkazm, ale przed nim jeszcze długa droga.
- Nie mam po co kłamać. Kiedy tu ostatnio wpadłem, zostałem oprowadzony i zaproszony ponownie, w imieniu mojej drużyny nawiązałem wtedy współpracę z X-Men. A teraz przydałaby mi się mała przysługa. Choć to też coś dobrego dla was... W pewnym sensie - wyjaśnił, pomijając parę mało znaczących szczegółów... Jak na przykład ten, że ta wspomniana przez niego współpraca została bardzo niejasno zdefiniowana, więc nie wiedział do końca na czym miała polegać. Mieszkańcy Instytutu zaoferowali Young Avengers swoją pomoc i tego chłopak zamierzał się trzymać, w jakiej formie by nie przyszła. Wspólne treningi przydałyby się im w takim samym stopniu co okazje do wykazania się na misjach.
Choć Kaplan dopiero co zwalczył impuls nakłaniający go do skomentowania kwestii kłamstw i ich wykrywania, teraz obudził się w nim już kolejny, tym razem nakazujący mu powiedzieć co nieco na temat sposobu, w jaki witano tutaj gości... Albo raczej zapytać o to, czy zawsze proces ten przebiegał tak miło i przyjaźnie. Nastolatek aż przygryzł na moment dolną wargę, aby się przed tym powstrzymać. Musiał trzymać język za zębami, bo jeszcze trochę i naprawdę zacznie zrażać do siebie ludzi tak skutecznie jak Tommy... A to by było okropne. Nawet nie chciał o tym myśleć.
Obejmując się luźno ramionami w pasie, chłopak na szybko przewertował w głowie swoje opcje. Powinien wymienić z kim się tutaj ostatnim razem widział, żeby rówieśniczka mogła to potwierdzić? Nie miałby nic przeciwko, lecz ostatecznie uznał, że nie będzie sam tego proponował i po prostu odpowie, jeżeli nastolatka go o to zapyta. Może... Może należałoby dokładniej wytłumaczyć sytuację, żeby dziewczyna zrozumiała, że chodziło o coś pilnego? Tak, to brzmiało już lepiej.
- Uwaga, będzie przydługo. Ja i moja znajoma zostaliśmy przed chwilą zaatakowani przez... Chyba mutantkę albo przynajmniej przez kogoś z mocami. I z morderczym nastawieniem, dosłownie. Z oczywistych powodów nie możemy jej wypuścić, a ta moja koleżanka nie zgodziła się na oddanie jej policji, zresztą przy nie do końca określonych zdolnościach to rzeczywiście mógłby być problem, więc... Doszliśmy do wniosku, że podrzucimy ją wam do sprawdzenia. Wiesz, telepatycznie i tak dalej. Może uda się jej jakoś pomóc, a może osadzicie ją w ośrodku zamkniętym, jak uznacie za stosowne. Teraz jest nieprzytomna, ale to się może szybko zmienić, więc trochę nam się spieszy - wytłumaczył, choć już teraz podejrzewał, że pewnie będzie to jeszcze musiał powtórzyć komuś wyżej postawionemu... I prawdopodobnie z większymi szczegółami. Trudno, w tym momencie chciał już po prostu załatwić sprawę i mieć napastniczkę z głowy. A potem wrócić do domu i porządnie się wyspać. Zachciało mu się brać na siebie tyle obowiązków... A tu jeszcze powinien skoczyć do Kate i streścić jej co się z nim ostatnio działo! Na pewno nie dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 171
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro Lis 08, 2017 12:09 pm

Może i telepatii nie posiada, ale po niektórych ludziach łatwo było ocenić czy kłamią czy też nie. Może ten chłopak akurat zaliczał się do tych, którzy z kłamaniem mieli problemy. Tego nie wiedziała. Musiała jednak jakoś pokazać, że nie zaufa mu ot tak. Obcym nie wolno ufać. Nieważne czy byli młodsi czy starsi od ciebie. Szczególnie gdy posiadali moce, takim tym bardziej nie można ufać. Dzieciak powinien wiedzieć o tym. No chyba, że był jednym z tych naiwnych dzieci, które do samochodu wsiądą dla cukierka. Powinien zrozumieć jej podejrzliwości. I tak była dla niego całkiem miła.
Ostatnio wpadł. Czyli nie był to jego pierwsze odwiedziny tutaj. To by tłumaczyło brak ostrzeżenia w głowie ze strony Frost. Znała już chłopaka i wiedziała, że nie ma potrzeby niczego się obawiać z jego strony. To również tłumaczyło fakt skąd nastolatek znał to miejsce i skąd wiedział, że właśnie tutaj znajdzie X-Menów. Wszystko brzmiało bardzo sensownie, więc Noriko skinęła lekko głową na znak, że mu wierzy.
- Jakiej drużyny? - zapytała z ledwie wykrywalnym zaciekawieniem. Czekając na odpowiedź przykucnęła żeby złapać rękawice, które wcześniej spadły na ziemię i założyła je. Wystarczająco długo bez nich była, nie ma co ryzykować i przedłużać ten czas zbytnio. Dzieciak z mocami, być może mutant, miał jakąś drużynę. Bawili się w bohaterów i zwalczali przestępców? Niebezpieczne zajęcie, ale po części to rozumiała. W końcu Instytut robił to samo żeby pokazać ludziom, że nie wszyscy mutanci są źli i nie należy ich z góry skreślać.
- Oddawanie mutanta w ręce policji to w ogóle kiepski pomysł, zwłaszcza przy obecnym nastawieniu ludzi do nas. Myślisz, że sprawiedliwie by ją osądzili? Nawet by nie pytali co zrobiła. - nie dziwiła się tej koleżance chłopaka. Widocznie ona była świadoma tego, jak policja mogłaby potraktować mutantkę. Być może sama miała już do czynienia z policją, a może po prostu im nie ufała. W każdym razie dobrze zrobiła, nie zgadzając się na pomysł odstawienia jej na posterunek.
- Nasz dyrektorka pewnie może się tym zająć. O ile ma czas na to. - podeszła bliżej chłopaka, wyciągając rękę w jego stronę - No to skoro wszystko wyjaśnione to może zacznijmy od początku. Jestem Noriko. Nori. - przedstawiła się nastolatkowi, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Teraz już nie musiała byś taka ostra wobec niego, więc żeby chłopak nie czuł się nieswojo, postanowiła nieco zmienić swoje nastawienie do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro Lis 08, 2017 2:27 pm

Na pytanie o drużynę Billy rzucił tylko jej pełną nazwę i nie wchodził w żadne szczegóły. W tej chwili było to akurat najmniej istotne, a ci u władzy Instytutu i tak wiedzieli do jakiej grupy należał. Nie był pewien czy w pełni znali jej sytuację, ale wcale by go to nie zdziwiło... Nie dość, że posiadali w swoich szeregach telepatów, to jeszcze mogli przecież po prostu zapytać o detale kogoś, z kim sami współpracowali. Oby tylko nie Tarczę, bo z nią Kaplan naprawdę nie chciał mieć już nic więcej wspólnego i ani trochę nie ufał jej ocenie sytuacji... Już wolał Mścicieli, nawet jeżeli część z nich okazała się być wielkim zawodem. Z tego wszystkiego przynajmniej jego idolka nie pokazała się od złej strony... Zawsze coś.
Niestety nastolatek bardzo szybko przekonał się, że ta dziewczyna najwyraźniej podzielała opinię Nico względem dorosłych... I tym razem ledwo udało mu się powstrzymać zniecierpliwione przewrócenie oczami. Odkąd objawiły się jego moce jeszcze ani razu nie miał z ich powodu żadnych nieprzyjemności. Jasne, wiedział, że to się zdarzało, że nawet niektórzy Mściciele mieli na tym polu dziwne poglądy, ale nie wierzył, że było to aż tak powszechne. Po prostu każdy człowiek myślał sobie coś innego i jedni nie lubili mutantów, inni czarnoskórych, a jeszcze inni homoseksualistów... To nie oznaczało od razu, że każdy policjant czy sędzia albo przysięgły potraktowałby takie mniejszości źle i to bez powodu. Istniało jeszcze coś takiego jak prawo, którego przestrzegania pilnowało więcej organów, nie wspominając nawet o wścibskich mediach. Poza tym... Zgodnie z tym tokiem rozumowania nie można było karać sporej części super-przestępców, bo nie zostaliby potraktowani sprawiedliwie... Mimo swoich zbrodni. A ich napastniczka wcale nie kryła bycia świadomą morderczynią, więc na jakiś wyrok na pewno zasługiwała.
Póki co jednak Azjatka wyciągnęła do niego rękę, więc Billy zmuszony był na moment zastopować tę istną lawinę myśli, aby uścisnąć jej dłoń i przynajmniej na chwilę skupić się na tu i teraz. Nie powinien tak odpływać, nawet wówczas, gdy właśnie się czymś oburzał... Kiedyś to się mogło naprawdę źle dla niego skończyć.
- Billy albo Wiccan. Na to drugie dopiero uczę się reagować. A co do tamtej... Może by i nie spytali co zrobiła, w co nie do końca wierzę, ale szczerze mówiąc niesprawiedliwie mogliby ją chyba tylko osądzić na plus. Tę moją koleżankę na powitanie dźgnęła nożem w brzuch i gadała coś o tym, że musi zabijać, bo inaczej... Nie pamiętam dokładnie co inaczej, ale miała jakieś głupie wyobrażenia. Jak po praniu mózgu albo przy chorobie psychicznej. Że jeżeli chce nas okraść, to musi też zabić i w ogóle. Jakoś trzeba będzie ją odseparować od potencjalnych ofiar - to powiedziawszy, chłopak przygryzł na moment dolną wargę, maltretując ją i wyraźnie się nad czymś zastanawiając, lecz ta pauza potrwała bardzo krótko, góra trzy sekundy. Widać po nim było, że jeszcze nie skończył i rzeczywiście, bo zaraz potem ponownie zabrał głos.
- Nie jestem pewien co potrafi, lecz to może być jakoś związane z kontrolowaniem płynów. Ciężko mi to wyjaśnić, ale... Wydaje mi się, że chciała po cichu przepchać do mnie i mojej znajomej jakąś ciecz, tylko nie wzięła pod uwagę, że moja elektryczność trafi w mokry ślad na drodze i w ten sposób ją porazi. Mogę się mylić. Ach, no i jeszcze jedno. Zdecydowanie wiedziała co robiła, nie stresowała się wizją odebrania życia, chyba zdarzało się to jej już wcześniej - w trakcie tych wyjaśnień nastolatek nie do końca świadomie ponownie objął się ramionami w pasie. Ostatnio zaczynał traktować tę pozycję jako wyjściową, czyli taką, do której wracał w spoczynku. Pewnie mówiło to coś o nim i jego pewności siebie, ale starał się tym nie przejmować.
Chłopak czuł, że opowiedział już chyba wszystko to, co było naprawdę istotne dla zrozumienia problemu. Inne szczegóły tyczyłyby się już po prostu miejsca, czasu, uczestników wydarzeń... Czyli spraw ważnych, ale takich, których nieznajomość nie wpływała na to, jak należało obchodzić się z napastniczką. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego rówieśniczka zapewne nie była upoważniona, by o czymkolwiek decydować, ale i tak wolał jej to streścić. Gdyby potem zapomniał o czymś wspomnieć albo gonił go czas i przez to nie zdążył podać X-Men jakiejś informacji, to zawsze ona będzie to mogła zrobić w jego imieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 171
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro Lis 08, 2017 8:36 pm

Nawet jeśli grupa chłopaka w tej chwili była mało istotna to Nori i tak była jej ciekawa. Young Avengers. Ciekawe dlaczego akurat za nimi się nazwali. Dobra, superbohaterowie. Okej. Tylko, że jakoś nie wydawali się być dla niej dobrym wzorem skoro w grupce byli mutanci. A może to nie miało znaczenia? Może kiedyś dzieciaki wpadną na coś bardziej oryginalnego, a póki co szli w ślady tych, którzy mieli sławę.
- Wiccan? Na mnie ewentualnie można mówić Surge, ale to tylko podczas walki. - wyjaśniła, skoro już Billy sam podał też swój przydomek. Bo zapewne tym było Wiccan. Brzmiało ciekawie i w dodatku miała wrażenie, że gdzieś już spotkała się z podobnym słowem. Może na internecie? Najpewniej. W końcu z książek nie korzystała częściej niż musiała.
- Na pewno sporym problemem jest sam fakt, że ma moce. Strzelam, że nieletnia? Raczej nie daliby jej do poprawczaka ze zwykłymi dzieciakami. Więzienie pewnie też by jej nie utrzymało. Gdzie w takim razie mogliby ją zamknąć? O tym lepiej nie myśleć. - jakoś miała wrażenie, że taki złapany mutant prędzej czy później skończyłby w jakimś laboratorium. Okej, jest władza, sąd, wyższe organy, ale przecież każdy wie, że te są skorumpowane. Musieliby wymyślić sposób na blokowanie mocy mutantów, by móc ich odpowiednio karać. Z zablokowaną mocą mógłby trafić do zwykłego więzienia.
- Czyli niechcący ją poraziłeś? Porażenie prądem to niezbyt przyjemna rzecz, ale może to dobrze skoro jest taka niebezpieczna. Przynajmniej chwilowo jest spokój. No, ale może nie wchodźmy zbytnio w szczegóły. I tak wszystko będziesz musiał opowiedzieć naszej dyrektorce. Nie wiem jak ty, ale ja nie cierpię się powtarzać. - ruszyła powoli w stronę drzwi wyjściowych, a przechodząc obok nastolatka, poczochrała mu włosy. Taki mały przyjazny gest na rozluźnienie atmosfery. W końcu nie chciała żeby młody źle się czuł przy niej. Otworzyła drzwi, oglądając się na chłopaka i wyszła na korytarz, czekając na niego chwilę, by zaraz zamknąć drzwi od siłowni.

z/t za obu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Siłownia   

Powrót do góry Go down
 
Siłownia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mini siłownia
» Siłownia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Parter-
Skocz do: