Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Joe's Ginger Restaurant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Pathfinder

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 11/02/2013

PisanieTemat: Joe's Ginger Restaurant   Wto Lut 12, 2013 8:00 am

First topic message reminder :

Mieści się przy 25 Pell Street. Jest to jedna z typowych, chińskich knajp na Manhattanie. Nikt nie wie, kim jest tytułowy Joe, ale ściąga do siebie kilku stałych klientów, dzięki którym jadłodajnia jeszcze nie zbankrutowała. Mieści się ona na parterze, tuż pod dużym, żółtym szyldem, opatrzonym nazwą "Joe's Ginger" i kilkoma chińskimi znakami, zapewne znaczącymi to samo. Sala jadalna nie jest duża, ale za to bardzo widna. Zapewniają to odpowiedniej wielkości okna i szklane drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 14, 2014 11:42 am

Ta… - wyglądało jakby chciał powiedzieć na temat tego jedzenia coś więcej, ale kto wie może ugryzł się w język. Zamiast tego podziękował jej za możliwość dołączenia do stolika nieco wyraźniejszym uśmiechem, i gruchnął obok opierając futerał z instrumentem o bok krzesła.

Kufel brzęknął kiedy opuścił dłoń na blat stołu. Czasami zastanawiam się czy tu kiedykolwiek jest pełno.  Szczerze mówiąc nawet nie lubię tej knajpy, a ostatnimi czasy bywam tu częściej niż rozkazywałby zdrowy rozsądek. O jedzeniu wolał nic nie mówić, ostatecznie nie chciał psuć nieznajomej apetytu, a i tak dłubała w swojej porcji jakby spodziewała się znaleźć na dnie złoty samorodek.

Jack – przedstawił się i wyciągnął do nieznajomej dłoń. Niektórzy określiliby to jako niezbyt elegancką manierę, ale gdyby miał się tym przejąć pewnie wolałby zjeść ten kufel. Nie był żadnym pieprz@nym arystokratą czy dżentelmenem, ale kobiet akurat nie bił nawet kwiatkiem. Może jego aparycja nie wskazywała na to, że jest człowiekiem godnym zaufania, ale w gruncie rzeczy nie był złą osobą, której należałoby się bać. Chociaż… prawdę powiedziawszy kto wie, co też krążyło tej dziewczynie po głowie. Wielki facet, piwo w garści, wizerunek ocieplało chyba tylko pudło z gitarą, co mogło świadczyć, że od zaciągania dziewczyn w ciemne zaułki woli bardziej kulturalne zajęcia… albo jak w Desperado ma w środku zamontowany karabin maszynowy. Ay ay ay ay, ay ay mi amor… kurw@ jego mać. Jak się zaraz nie odezwiesz stary, nie dość, że wyjdziesz na pajaca, to jeszcze pajaca bez polotu. Polot. W tym miejscu trudno było wykrzesać z siebie coś więcej niż stęki na temat wystroju czy jedzenia, ale trzeba było coś wymyślić. No to wymyślił.

Co słychać? – Kaboom. Przechylił lekko głowę uśmiechajac się i złożył palce razem na blacie co nadawało mu bardziej ludzkie oblicze. Wyglądał niemal jak sprzedawca w fast foodzie, taki spoko koleś, że nic tylko złożyć zamówienie. Na pewno nie postawić ci piwa? Czy on właśnie zaproponował KOBIECIE piwo niemal ledwo koło południa? Chyba pogmatwały mu się pory i miejsca. To nie klub  stary, zjeb@łeś. Wydusił z siebie nieco dłuższy oddech, ale nie było go słychać. Po prostu starał się być miły, ale nie zawsze wychodziło to najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merit

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 08/10/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 14, 2014 5:20 pm

Zdecydowanie wolała wojskową stołówkę, od tego czegoś. Ale uparcie wpychała w siebie ryż, niemal natychmiast przełykając, by nie czuć smaku. W przyszłości będzie omijać tę knajpę z daleka.
W lokalu nie grała nawet żadna muzyka, co było na swój sposób dokuczliwe. Zwłaszcza, gdy w sali jadalnej znajdowały się tylko dwie osoby. Cisza urozmaicona jedynie pojedynczymi odgłosami z ulicy, wwiercała się w czaszkę.
- Susie- kłamstwo przychodziło jej już machinalnie. Przez ostatni rok fałszywe nazwisko pozwoliło jej utrzymać prawdziwą tożsamość w tajemnicy, a co za tym idzie, zapewnić sobie bezpieczeństwo. Wątpiła aby zmiana taktyki, która przynosi efekty, była dobrym pomysłem zaraz po przyjeździe do Nowego Jorku. Wszyscy wiedzą, że w tym mieście dzieje się dziwnie dużo.
Uścisnęła mężczyźnie dłoń. Solidnie, po męsku, tak, jakby witała się z kumplem z wojska. Przy okazji obdarowała go najpiękniejszym, najbardziej przyjacielskim uśmiechem, na jaki było ją stać.

I nagle zaufanie Merit do Jack'a znacznie wzrosło. Była przekonana, że ktoś, kto tworzy muzykę, nie może być bezuczuciowym draniem. Oczywiście może zgrywać dupka, ale uczucia będzie mieć zawsze. To właśnie zapewniała sztuka.
Myślała nad tym, lustrując wzrokiem futerał na gitarę. Podziwiała ludzi, którzy potrafili na czymś grać. Ona tańcząc odbierała muzykę, ale nigdy nie potrafiła jej stworzyć.
- Nie słychać nic, to kolejny problem tego lokalu. Brakuje muzyki.- ostatni wyraz wypowiedziała niemal z nabożną czcią.
Kolejna propozycja piwa? Merit spojrzała na swój talerz, na mężczyznę, znów na swój talerz i zdecydowała.
- Wiesz... Po głębszym zastanowieniu, z chęcią napiję się piwa.- odsunęła jak najdalej od siebie jedzenie marszcząc uroczo nieco zadarty nosek. Nawet jeżeli było dosyć wcześnie, browar mógł choć odrobinę poprawić jej humor.
- Grasz, prawda? Głupie pytanie, jasne, że grasz. W innym wypadku, po co byś nosił ze sobą gitarę.- nerwowo poprawiła grzywkę, czując jak na jej policzki wkrada się rumieniec.
Głupia, głupia, głupia... Co to miało być?! Ogarnij się i wysłów normalnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 14, 2014 6:27 pm

Susie – powtórzył wyraźnie niższym tonem, ale nie wcale takim, który powoduje wypływanie wielorybów z odmętów oceanu. Całkiem przyjemnym i głębokim, ale bez przesadnej maniery filmowego lektora. A to kłamczucha, żeby tylko wiedział, pewnie pomyślałby, że ma coś do ukrycia, albo nie chce, żeby wyszukał ją w jakimś modnym społecznym portalu. Ciekawy początek znajomości, ciekawy…

Ta… Nic nie gra, dzięki wszelkim bogom! Całe jego serce właśnie zakołatało z radości, czego nie można było powiedzieć o pannie Susie, która nie wydawała się specjalnie z tego zadowolona. Teraz zrozumiał chyba dlaczego potrafił tu wysiedzieć. Nie leciały żadne radiowe „przeboje”, nie było ekranu z półnagimi pannami mówiącymi o wiecznej miłości, czy podrostków ładujących swe prawdy życiowe prosto w głowy słuchaczy monotonnie powtarzanym w refrenie „babe”.

Czasem cisza jest miłą odmianą w tym zagonionym mieście. Tak tylko mówię – wzruszył lekko ramionami w rozbrajającym uśmiechu wskazującym na to, że chyba asekuruje się przed własnymi słowami. Jednak chciała piwa. No… w końcu. Ucieszył się, szczerze, bez egzaltowanej przesady. Zatem zaraz wrócę. Podszedł do kelnerki i odebrał kufelek dla nieznaj… a już nie. Dla Susie. Proszę bardzo – postawił szkło przed dziewczyną i sam opadł na krzesło krzyżując ze sobą ciężko obute nogi.

Byli sami i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że teraz powinien sięgnąć po gitarę, zrobi się romantycznie, kelnerka przyniesie świeczki, a słońce same zajdzie tylko po to by dopełnić bajkę hollywoodzkiego snu. Nie… to tak nie działa, życie to nie bajka, chociaż chciałoby się podkolorować to i owo, tylko po to by fikcja piękniejsza była od rzeczywistosci. O naturo złośliwa… I co ja mam ci powiedzieć? Nie chce mi się grać, nie znam żadnych ładnych piosenek o miłości i nie będę kradł twego serca tanią balladą. Nope… ja nie z tych. Kłamstwa… prawo karmy bywa okrutne, wraca jak bumerang.

Ooo, jaki słodki rumieniec! W jakiś sposób było to urocze, tłumaczyła się jakby miała z 9 lat. Taka duża dziewczynka, a jeszcze się czerwieni. Normalnie czysta niwinność. Nieomal zadławiłsię piwem i tylko zręczny ruch języka uratował go przed zakasłaniem. Tak gram, akurat niosę ją do naprawy, coś nie tak z przetwornikami. - … skłamał. Tak czy inaczej, bez pieca i tak nie miało to sensu, a tego przecież ze sobą nie ciągnął.

Próbuję połączyć pasję z pracą. Czasem wychodzi lepiej czasem gorzej. Koncerty po knajpach, tego typu sprawy, nic specjalnie wielkiego, ale przynosi satysfakcję. A ty czym się zajmujesz? – zapytał i kto wie, może teraz dowie się jakiś pikantnych tajemnic. Może dlatego nie lubi ciszy, bo pracuje w zakładzie pogrzebowym... albo… no dobrze, wystarczy. Raczej, o sekretach się nie dowie, ale nie psujmy chwili.

Tak czy inaczej, cel uświęcił środki. Zapomniał o czynszu i opłatach, zapomniał o tym, że jest przerażającym mutantem, a jego jedynym problemem było załapać wspólny język z Susie i wypić piwko rozmawiajac o tym i owym, jak normalny, szary człowiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merit

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 08/10/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 14, 2014 7:57 pm

Słysząc swoje- nieswoje imię z jego ust, poczuła się trochę dziwnie. Przez moment nawet pomyślała, że może warto byłoby zdradzić mu rodowe nazwisko. Jakże kusząca była perspektywa rozmowy z kimś, kto wiedziałby kim naprawdę była. Ciekawe czy słyszał o Meritach z Chicago. Co by powiedział, gdyby usłyszał jej historię? Potrafiłby ją uspokoić, mówiąc, że nie powinna się już obawiać, bo sprawa została przedawniona?
Podziękowała za piwo skinieniem głowy i kolejnym uśmiechem. Dawno nie piła. Aż za dawno. Skosztowała browaru przypominając sobie, kiedy był ostatni raz. Nosiła jeszcze wtedy mundur i buty równie ciężkie co Jack'a. Oblizała usta, obiecując sobie, że gdy następnym razem zdarzy jej się wejść do prawie pustej, chińskiej knajpy i jedyny klient będzie tylko popijał piwo, pójdzie w jego ślady.

Obecnie ukrywam się przed wymiarem sprawiedliwości przez dezercję. No i unikam swojej rodziny, co w sumie nie jest takie trudne. Wyraźnie za mną nie tęsknią. Ach! No i staram się rozwijać swoje moce. Bo wiesz... Jestem mutantem z jakimś super genem, na którym kiedyś chciano przeprowadzać eksperymenty. A tak poza tym to prowadzę nudne życie, mieszkając we Franklin.
Mogłaby to wszystko powiedzieć. Chciała to wszystko powiedzieć, ponieważ nienawidziła kłamać. Za bardzo musiała się skupiać potem na wymyślonej prawdzie. Po roku Susie Salmon żyła już własnym życiem. Była idealną przykrywką z historią i dokumentami. Jednak Merit wiedziała, że kiedyś ktoś ją zagnie, zadając takie pytanie, na które nie potrafiła będzie odpowiedzieć. Co wtedy?
- Byłam kelnerką w niewielkim barze we Franklin.- wbiła wzrok w swoje dłonie, które oplatały kufel.- Dopiero od wczoraj jestem w Nowym Jorku.- panie i panowie! To akurat była prawda!- Gdyby wszyscy kierowali się tą zasadą co Ty, świat byłby piękniejszy.- podzieliła się z mężczyzną swoimi przemyśleniami. Ona nie mogła tańczyć. Nie mogła zakosztować rozgłosu. A przecież była całkiem niezła i w sumie to lubiła.
Upiła łyk piwa, a następnie oparła się o blat stolika, podpierając głowę dłonią.
- Kiedyś tańczyłam.- wyznała.- I naprawdę to lubię, ale w końcu i tak wylądowałam w jednym worku z ludźmi, którzy nienawidzą tego co robią, albo nie mogą znaleźć sobie miejsca.- westchnęła z nutką zawodu w głosie.
Wątpiła by chciał słyszeć jej skargi na życie lub filozoficzne przemyślenia. Jednak ona nie chciała stracić kontaktu, skoro udało im się zacząć rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 14, 2014 8:59 pm

Jak wrażenia? Byłaś tu kiedyś wcześniej?

Nowa w wielkim mieście. Nie miał bladego jak to było w Franklin, ale w porównaniu do tego molocha musiało wyglądać mizernie, zresztą mało które miejsce nie wyglądało. Powalona miejska dżungla. Na dziewczynę czekało tu dużo niebezpieczeństw, ale też poro możliwości.

Proza życia. Raz pod górkę, raz z górki. Jak nie wychodzi w pracy, zawsze można traktować pasję jako hobby, z dwojga złego lepiej robić to co się lubi za darmo niż nie robić w ogóle. Też nie mamy z zespołem kolorowo, ale zawsze mogło być gorzej. Gdyby wszyscy kierowali się tą zasadą, nie byłoby komu naprawiać zapchanych zlewów i sprzątać ulic. - puścił łobuzersko oko. Mówisz, że kiedyś tańczyłaś?– drążył z wesołym uśmieszkiem. Zabrzmiało, jakby było to całe lata temu, pamiętasz coś jeszcze? – zagadywał sprawdzając jej poczucie humoru, a potem napił się piwa.

Naprawdę zaczął wyluzowywać. Miła odmiana zamienić z kimś parę słów. Zwłaszcza, że nie musiał wychodzić przy niej na człowieka, który ma coś na sumieniu. Zero presji. Miło.

Z chęcią posłucham o Franklin, jak tam jest? – wyskoczył, bo sam niewiele bywał poza NY. Ciekawiło go jak toczy się życie gdzie indziej. Ostatecznie jeśli mu się spodoba, a będzie musiał dawać nogę z miasta, może akurat mu przypasuje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merit

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 08/10/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Sro Paź 15, 2014 7:25 pm

Przypomniała sobie wakacje u starej ciotki, która mieszkała w Nowym Jorku. Merit miała wtedy może z dwanaście lat. Niewiele widziała, bo wożono ją głównie prywatnym samochodem z szoferem. Mogła jedynie obserwować wielkie wieżowce przez zaciemnioną szybę.
Jej drugi raz w Nowym Jorku był jakieś trzy lata później, kiedy przyjechała tu ze szkolną wycieczką. Mieli zwiedzać muzea itp.
Krótko mówiąc, zupełnie nie znała miasta.
- Taa... Wpadłam kilka razy.- oparła się wygodniej.- Nie miałam jeszcze okazji zobaczyć miasta takiego, jakim widzą je ludzie tacy jak Ty. Poza tym jakiś koleś w metrze o mały włos nie wylał na mnie swojej kawy, a pierwsza knajpa, do której zajrzałam... No cóż... Chyba sam rozumiesz.- zrobiła niesprecyzowany ruch dłonią, wskazując na otoczenie.

Słuchając Jack'a, jej usta wygięły się w półuśmiechu. Kto wie? Może jacyś ludzie naprawdę lubią naprawiać zapchane zlewy i sprzątać ulice. Wszyscy mają jakąś pasję, prawda?
Uniosła nieznacznie brwi, a jej uśmiech stał się odrobinkę bardziej kokieteryjny oraz wyzywający.
- To zależy o jakim tańcu mówimy.- napiła się piwa.- Moja matka zadbała, żebym potrafiła odnaleźć się w każdym towarzystwie.- dodała po chwili tajemniczo.
- Franklin, to zabita dechami dziura z jedną główną drogą, która łączy wieś z resztą świata. Mnóstwo lasów i pastwisk. Trochę miejscowych legend. Jakiś tydzień temu jeden z miejscowych opowiadał, że wilkołak zeżarł mu krowy.- prychnęła, wyraźnie dając do zrozumienia co o tym sądzi.
Mogłaby przytoczyć jeszcze wiele historyjek o kosmitach, duchach i mordercach, ale większość była zbyt żałosna i naciągana. Pracując w jedynym barze, nasłuchała się tego i owego.
- Planujesz z zespołem jakiś koncert w najbliższym czasie?- zapytała, szczerze zainteresowana. To byłby niezły początek, aby zacząć poznawać lepiej miasto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Czw Paź 16, 2014 11:52 am

Nie chciałabyś widzieć miasta jakim je znam, zaufaj mi. Kawa to jeszcze nie tragedia, Nowy Jork jest nie wiem… jak jakiś dziki kot. Niby piękny, ale niebezpieczny. Nie straszę, tak tylko wspominam, bo czasem można o tym zapomnieć. Ostrzeżenie dość subtelne, ale oby wystarczające. To miasto potrafiło pożreć kogoś z zewnątrz. Widział już znajomych, którzy kompletnie zatracili się w rytmie pulsujących nocami ulic. Jeden znajomy przesadził z dobrą zabawą i wyleciał przez okno. Wyleciał brzmiało lepiej niż wyskoczył, choć po tym co wziął, trudno było doszukiwać się właściwej strony. Inny zadarł nie z tymi ludźmi co trzeba. Jego samego za to pobito niemal na śmierć kiedy miał 23 lata. Jeb@ny Harlem… na samo wspomnienie tamtych wydarzeń miał ochotę zarówno uciec przed samym sobą, jak i bezlitośnie skorzystać z „daru” jakim został obdarzony.

Na słowa o tańcu, lekko się speszył, lub bardziej precyzyjnie – nie wiedział co powiedzieć. Wow…  Nabrał powietrza w płuca, przechylił się w tył napierając łopatkami na oparcie krzesła i rozpostarł szerzej ramiona, wyglądając prawie jak osoba, która poddaje się przed organami ścigania. Twoja mama, to widać pragmatyczna osoba. – odparł. Nie chciałbym zadzierać z kobietą, która uczy córkę radzenia sobie z każdym towarzystwem. No tutaj dała popis, a myśl o tym odnajdywaniu się w każdym towarzystwie zagościła w jego głowie na dłużej. Co też miała na myśli? Na twarzy mężczyzny wykwitł momentalnie enigmatyczny uśmiech spod szerzej otworzonych powiek. A jakie tańce umiesz? – odbił piłeczkę i też napił się piwa, zupełnie jakby ich ruchy się zsynchronizowały.

Wilkołak zżarł krowy – powtórzył – ... żyjemy w dziwnych czasach – uśmiechnął się kpiarsko, tak jak wypadało, ale wewnątrz wiedział lepiej. O ile w tej opowieści było choć ziarno prawdy, może te bydło to sprawka kogoś takiego jak on? Od razu przypomniał mu się tamten jogging w Central Parku. Obrazy przesuwały się przed oczami Jacka wciągając w wir wspomnień.  Ziemia w powietrzu, pył i trzask łamanych drzew wyrywanych z korzeniami i ciętych w drzazgi. Wyglądał jakby słuchał Susie, ale w uszach grały tylko melodie złożone z niszczycielskich hałasów. Na samo wspomnienie poczuł, że jego ręce zaczęły się nieco pocić. Otrząsnął się dosłownie w chwilę, wracając myślami ku słowom rozmówczyni. Musi być tam ładnie, spokojnie. Cała ta przestrzeń, przyroda, tutaj tego brakuje. Ta… brakuje zwłaszcza, jak urządzasz sobie piknik zamieniając park w zaorane pole. Stary, może powinieneś być drwalem, co? Uśmiechnął się sam do swoich myśli.

Pracujemy nad tym, pewnie za jakiś czas zagramy w takiej jednej knajpie. Graliśmy już tam parę razy, czasem przychodzi więcej ludzi, czasem mniej, ale miejsce ma specyficzny klimat. Miła nora dla takich jak ja. Może oceniał książkę po okładce, ale nie wyglądała na fankę metalowego darcia i szarpania strun.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Pon Paź 20, 2014 9:01 pm

Restauracja była serio zatłoczona. Dużo ludzi, dużo osób, które go nie zauważą. Richie doskonale o tym wiedział i nie chciał zmieniać struktury tej restauracji. Na rękę mu było nawet to, że nikt nie zaczepiał go, gdy wchodził do baru. Ale... celem Richiego nie były osoby, a raczej zawartość tej restauracji. I nie była to zawartość samej restauracji, a chłopaka, który to właśnie wszedł do niej i niepostrzeżenie przemykał się z torbą do łazienki. Tam dokładnie poprzeglądał wszystkie kabiny toaletowe... były puste. To dobrze, bardzo dobrze. Zajął jedną kabinę i zamknął ją na zamek. Torbę położył na ziemię, odpiął długą rzepę, która zamykała torbę i wyjął powoli swojego netbooka. Urządzenie było to na tyle funkcjonalne, że nie posiadało zwykłego Windowsa 7 czy innego gówna.  Richie tolerował tylko Linuxa i kochał także samego Richarda Stallmana odmawiając do niego modły w sprawie wolnego oprogramowania. W końcu Laptop został włączony, a Richie jeszcze dokładniej nasłuchiwał czy nikogo nie ma w toalecie. Po załączeniu i wpisaniu danych do logowania, Richie szepnął tylko „Show time” i zaczął buszować w odpowiednich programach hakerskich.
- Drodzy urzędnicy Wall Street, panowie w przedsiębiorstwach. Uważajcie, wasz obecny dobytek w wartości po półtora miliona leci aktualnie do Kolumbii. Powodzenia w przyszłości.
Richie wywalił język na wierzch i zaśmiał się.
Powrót do góry Go down
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Pon Paź 20, 2014 9:34 pm

Spojrzał na Susie, rozmowa była całkiem miła, ale nagle zaczęło dręczyć go coś bardziej przyziemnego niż rozprawianie o ładnych okolicach. Pęcherz. Jeb@ny pęcherz. Kurw@ teraz? Przeproszę cię na sekundkę  – powiedział w kierunku dziewczyny dając do zrozumienia, że udaje się w kierunku toalety. Przecież nie powie, "sorry ale muszę się odlać". *** piwo. Więc wstał i ruszył w stronę upragnionej kabiny. Otworzył pierwsze drzwi, które zaskrzypiały przeraźliwie do stopnia, w którym zmuszony był zmarszczyć czoło. Jasny ch#j… Ktoś dba w ogóle o tą budę? Spojrzał na klamkę drzwi. W końcu…

Jack chwycił za uchwyt i pociągnął. Co jest kurw@? Zacięły się? Szarpnął raz jeszcze… tyle, że za mocno. Zamek rozleciał się w drobny mak, a jego elementy stuknęły z brzękiem o posadzkę. Zobaczył więc… no tak. Jakieś chuchro z glanc przystrzyżonym łebkiem i jakąś turkusową plerezą. Ja pierd@lę, jeb@ni hipsterzy. Kurw@ nie masz gdzie wstawiać statusów?! To jest kurw@ kibel, nie kafejka internetowa! Starbucks jest kurw@ już zbyt mainstreamowy? Wypad. No kurw@ co za niedojeb@nie mózgowe. Jemu chce się lać, a jakiś pajac okupuje kibel z laptopem na kolanach. Co za czasy… Ruchy ruchy, potem wstawisz selfie z klopa. Miał tylko nadzieję, że nie walił gruchy do jakiegoś pornola. No sam nie wyglądał jak model z okładki, ale po tym gagatku mógł się spodziewać wyjątkowo obleśnego filmu. Jak wróci, to przynajmniej będzie miał co Susie opowiedzieć. Trudno, może na dżentelmena nie wyjdzie, ale nie podzielić się historią o spotkaniu sufującego na kiblu hipstera potrafiłoby zachować dla siebie niewielu… a przynajmniej tak wolał sobie tłumaczyć. Rzucił niebieskowłosemu groźne spojrzenie i usunął się nieco z toru jego ucieczki, żeby nie daj licho nawet nie otarł się o jego kurtkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 21, 2014 6:38 am

Wszystko szło bardzo dobrze. Nie dość, że cała kasa została przelana na konto w Kolumbii, to jeszcze Richiemu udało się coś przelać na swoje tajne konto. Dwie pieczenie na jednym rożnie jak to mówią. Ale w pewnym momencie sytuacja zaczęła się komplikować. Ktoś wszedł do łazienki i mógł go nakryć. Aj, to byłaby sromotna klęska dla chłopaczka. Ale nic. Richie w ostatnim momencie przykleił się do ściany i przeniósł do kolejnej kabiny chwytając swoje rzeczy. Więc prawdopodobnie albo harleyowiec to zauważył, albo był aż tak głupi i tego nie zrobił. Oczywiście, gdy pęcherz tego... wikingo-harleyowca został opróżniony, Richie oparł się o ścianę w łazience i tylko popatrzył na tego harleyowca zdziwionym tonem.
- Wiesz, nie zdziwiłbym się, koleś, że lubisz wytworne jedzenie. Ale jeśli już miałbyś zamiar coś przekąsić w tak doskonałej restauracji to polecałbym Hugo Bossa albo nawet już coś z Gucciego. Widziałeś jak na ciebie patrzą ludzie? I dzięki temu mogłem spokojnie hako.... acht... prawie bym się wygadał.
Tak, Richie miał bardzo rozwiązany język i nie starał się przy tym zachować swojej kultury. Zresztą ten oto harleyowiec też nie był miły.
- A co robi tutaj zwykły punkowiec, który codziennie poleruje swojego mieczyka w cichym miejscu. Co by w ogóle powiedzieli kumple z klubu baletowego „Hell in Ballerinas”?
Richie uśmiechnął się najmilej (najironiczniej jak mógł) i popatrzył na wychodzącego z kabiny harleyowca.
Powrót do góry Go down
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 21, 2014 9:26 am

No… w końcu. Przymknął za sobą rozwalone drzwi, a przez myśl przeszła mu nawet pewna wesoła piosenka.

Leję, leję i głośno się śmieję
Śpiewam sobie śpiewam, że wszystko olewam…


Czas schować interes i wrócić do Susie, może jeszcze jedno piwko? Hmm… albo dwa? Ehhh… Zobaczy. Póki co po opuszczeniu toalety i umyciu rąk pod jakimś ledwo zipiącym kranem pamiętającym chyba okres zimnej wojny zobaczył… jego. Znów. Jeszcze się przypierd@lił. Co on czekał cały czas i stał pod kiblem dopóki nie odcedzi kartofelków? Perwers, jak nic perwers.

Czas zamarł. Mięśnie karku powoli spięły się dźwigając na kręgach obracającą się głowę. Długie włosy omsknęly się po tyle kurtki odsłaniając oblicze tej kreatury. Ciemne oczy, szaleńczo szukające odpowiedzi, zmarszczony nos będący znakiem potężnego ładunku przebiegającego przec ciało wielkoluda jak dreszcz, każący ustom zbić się w jedną, srogą linię. Nic jednak nie określało dobitniej stanu w jakim znalazło się indywiduum jak jego brwi, napięte niczym refleksyny, tatarski łuk…

You talking to me? You talking to me?

Pow! I sierpowy. Pow wow! I prosty. I już widział pajaca z ostrzaskaną mordą, ale nie… stał nadal i patrzył na chłopaka o przedziwnej czuprynie i tatuażach na szyi jak na zjawisko przyrodnicze. Wyobraźnia musiała poczekać. A może w pierdlu go skrzywdzili? To by wiele wyjaśniało. W jednej chwili procesy myślowe gdzieś meandrując pomiędzy gniewem, przez solidny wkurw, na ostatniej prostej do brutalnego amoku, wróciły obwodnicą do krainy wyrozumiałości i empatii. Różne rzeczy w więzieniach robią z ludźmi, a podświadomość nawet nie starała się mu pokazywać żadnych metod DOGŁĘBNEJ perswazji w trosce o własne psychiczne zdrowie. Tak więc zerknął w oczy modnisiowi i zwyczajnie zamilkł. Nie, żeby ręce go nie świeżbiły… ale co miał zrobić? Może i był wielkim skubańcem, ale to nie był film o gliniarzach. Ba! On sam nie był gliniarzem, poza tym kto normalny wpuszcza komuś wpiernicz za zajęcie toalety? Przecież wtedy to Jack byłby jakimś psychopatą.

A może był psychopatą? Geez, ja pierd@lę… Przyjeb@ć czy nie przyjeb@ć? W zasadzie powinienem, bo honor i w ogóle, ale czy to honor wpierd@lić takiemu przyjeb@wi? A jak jeszcze mu złamię nos, to pójdę do paki, jasna pizd@, kurw@ jego mać… W średniowieczu człowiek miał łatwiej, żadnego monitoringu, żadnych rozpraw, jebs, po kłopocie, ciało zostawiasz wilkom na pożarcie i koniec. A tak to nawet ch#j wie czy wilki chciałyby to to zeżreć. Jeszcze włosy pofarbowane… A może jakaś parada równości jest w pobliżu? Kurw@... Jak jest, to jeszcze mi za długie baty się oberwie, ja pierd@lę, kurw@ mać, co za czasy, żeby chłop nie mógł normalnie długich włosów nosić. Pół trwania cywilizacji wszyscy nosili długie pióra i było spoko, Jezus kurw@ wyglądał jak hippis, niech mu ziemia lekką będzie, ale kurw@ nie… Jeb@ne ped@ły...

I znanim łańcuszek myśli okrążył arenę wąskiej czaszki Jacka, jego mózg musiał zmierzyć się z kolejnym problemem. Kolejnym! A jeszcze wcześniejszego nie rozwiązał! Więc napięcie wzrasta. Ręce gotowe do bitki, rozsądek każe się wstrzymać, serce odpłacić pięknym za nadobne, a poczucie estetyki (jakiekolwiek tam swoje miał) nie chce nawet tego dotykać. Impas. Kurw@ impas.

On go jeszcze obrażał?! Wielkie nieba! No trzymacie mnie ludzie, bo jebnę, no jak mamę kocham jebnę! Twarz Jacka poczerwieniała, jak pancerzyk skorupiaka wrzucanego do gotującej się wody. Materiał kurtki zaszeleścił złowrogo i tylko brak ortalionu sprawił iż dźwięk ten nie wydał się bardziej złowieszczy niźli mógł. I wtedy padło coś o balecie… Kurw@... Ułamek sekundy, drugi, trzeci, czwarty. Zwoje mózgowe przetwarzają obelgę, a fikuśny mechanizm przekazuje impuls nerwowy do łapy. Mamy wyścig! Zwoje mielą słowa, ale ręka wysuwa się na prowadzenie! Panie i panowie emocje sięgają zenitu! Zenitu wyznaczonego linią szczęki młokosa z dziarami na grdyce. Pięta, biodro, pięta, biodro i jeszcze raz. Chodakowska niech się schowa, sylwetka składa się do przekazania jak największej ilości energii. I skręt. I jeb. I bum.

Dżizys kurw@... Ręka trochę zabolała, patrzy i nie wierzy. Kurw@ jebnąłem mu?! No i masz babo placek… albo chłopie hipstera. No pierdyknął mu w czambuł i co zrobić? Jasny ch#uj! I co teraz, kurw@ no nie chciałem, serio! Ja pierd@lę, zaraz po pały zadzwoni, ale wstyd uciekać, rachunki niezapłacone, jeszcze jakaś grzywna, no biednemu zawsze wiatr w oczy, ch#j w dupę, nóż w plecy i chleb masłem do ziemi! Hipstera jebnąłem. Ni to zaszczyt ni wstyd. Impas. Kurw@ przykry impas.

Więc stał tak bardziej wmurowany w ziemię tym co zrobił niż sam niebieskogłowy. No… Tego… uważaj se… sobie. No… I stał tak a nogi jak zanurzone w betonie pręty zbrojeniowe nie chciały się oderwać od ziemi i żaden fikuśny impuls jakoś do nich nie spływał. Nie tak jak do ręki. Z drugiej strony, całkiem niezły czas reakcji! Teraz przerażenie przerodziło się w zdumienie, a świat lekko zawirował. Hipster, Susie, piwo, grzywna… Hipster, Susie, piwo, grzywna… Hipster, Susie, piwo, grzywna… STOP. Źrenice otworzyły się szerzej. W zasadzie to nie czekał na nic, ale tak go wmurowało, że już z kilka sekund na pewno minęło. Ah adrenalina, co za dziwaczny wynalazek natury.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 21, 2014 2:22 pm

Drodzy widzowie, widzicie właśnie przed sobą jak starszy gatunek ludzki pochodzenia Homo sapiens vikingus sapiens zaczyna burzę mózgów. Samiec ten zaczyna wykonywać dziwne gestykulacje dłonią, jakby decydował się czy jednak chcę wymierzyć cios czy jednak powstrzymywać się. Widzowie, widzimy zatem jak Homo sapiens vikingus sapiens zaczyna wykonywać niewiadome ruche, które następnie kończą się tym, że ręka wikinga złączyła się w pięść... i j@b*@ła naszemu hipsta chłoptasiowi w różne częśći ciała. O ile pierwsze z nich nasz ziomek ominął to tego ostatniego... no cóż. Padł na ziemię. I o cud, za chwilę się ocknął. Wstał jakby niby nic i popatrzył się na wikinga, który teraz chyba przeżył jakiś szok psychiczny, który stał na granicy czy jednak zrobił w portki czy jednak nie zrobił. Richie poczuł w swoim nosie jakąś zmianę, mianowicie... był przesunięty lekko. Znaczy nienastawiony.
- Ał, ała... Kurrrrrrr...cze pieczone. AŁ! AAŁ! Uff. Dobra. Mam nadzieję, że nie będzie opuchlizny.
Tak, ten chory człowieczek sam sobie nastawił nos. Z niemiłosiernym bólem, ale jednak.
Richie otrzepał się z kurzu i popatrzył na wikinga, który wciąż stał zamurowany.
- Em... czemu stoisz zamurowany?
I tak by stał, dopóki nie zobaczył na ziemi otwartego laptopa i ładowania „Powrót pieniędzy na konto”.
- KURRRRRRRRRRRRRR...cze pieczone. Nie, nie, nie, nie, nieeee... Escape, proszę Escape.
I ładowanie dobiegło końca. Richiemu po prostu zawalił się świat. Popatrzył teraz zamurowany na wikinga, który spowodował szkodę i odezwał się pół-krzykiem:
- Czy ty idioto wygrałeś mózg w McDonaldzie w dziale dziecięcym? Ty widzisz ćwierćinteligencie co zrobiłeś?! To było moje zagwarantowane wczesne na Harvard, ty wrzodzie na świecie.
Powrót do góry Go down
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 21, 2014 3:58 pm

Pociągnął za kinol jak jakiś bohater filmu akcji… Co to kurw@ było? Ja pierd@lę, ale pojeb@ny hipster! Może jest niebezpieczny? Albo stuknięty. Jack otworzył oczy zdecydowanie jeszcze szerzej przypominajac już nie być może wikinga, ale jakąś dziwaczną fantazję weterana z Wietnamu na kwasie. Co robić? Kurw@ stoi! To co, przyjeb@ć znów? Nie przyjebyw@ć? Rozterki i problemy pierwszego świata. Szybko uniósł ręce wykonując coś pomiędzy gardą paralityka, a meksykańską falą na wysokości wyciągnietych rąk karła. Słowem – sadząc się jak mieszkaniec 200 kilogramowy mieszkaniec Bronxu na promocję KFC, niby chęci są, ale z dojściem do celu trudno.  

Co, ja stoję zamurowany?! SAM STOISZ ZAMUROWANY! Ja pierd@lę, co ja gadam?! A gdzie mam stać, jak… jak… KURW@!!! Mózg paruje. No strącił go pantałyku, a cichy głos w czaszcze podpowiada – pierdolnij, a drugi szepce – spadaj. Nogi za to – ni ch#ja bo fajrant. Co się czepiasz?! – wykrzyknął unosząc, to opuszczajac łokcie i o ile, pod względem postawy jak i aparycji miał może coś wspólnego z Homo Sapiens, o tyle prezentowanym stylem zdawał się prowokował badaczy do zastanowienia się nad brakującym ogniwem, osadzonym gdzieś na wysokości kurczaka. A kurtka szeleści. Kurtka to kurtka, ale cały Jack dyszy jak jakiś parowóz. No co tu dużo mówić, był w szoku, i pewnie jeszcze kilka sekund minie, zanim wyjdzie z tej dźwigni na umyśle. Albo odklepie i przybije piątkę z nibynóżką ameby, bo o ile przy Susie udawało się jeszcze zachować pozory normalności, o tyle teraz przegrywał nierówną walkę z swymi kłębiącymi się myślami wychodząc było nie było na idiotę.

… jak … jak kibel blokujesz patafianie, a potem jeszcze obrażasz! Sam ześ się z baletu urwał… pedale! No i osiągnął poziom gimnazjum. Brakowało coś tylko o lepie z ucha, w pysk na ryj. Zaraz po tym jak powiedział niekulturalny wyraz określający ludzi odmiennej orientacji, acz całkiem pasujący patrząc na fryzurę nieznajomego, poczuł się tak, jakby się gówn@ najadł. Chyba dotarło do niego jak kretyńsko się zachowuje. I wtedy w przypływie nagłej paniki, ręka znów wystartowała do bitki, ale w porę ją wyhamował robiąc kroczek w tył… i szeleszcząc naturalnie.

Czy to takie procesy zachodzą w głowie złotej młodzieży? No piękna wprost, autorefleksja. Poczuł się tak prymitywnie, że znów stanął jak wryty. Mógłby się nie pogrążać, ale czuł już warstwę mułu nasuwającą się na czubek czoła i nie pozostawało nic więcej jak rozpaczliwie walczyć o wydostanie się z bagna… a wiadomo jak to z bagnem jest, im więcej szamocesz tym głębiej wpadasz. Boże, jakby to Susie zobaczyła. Jasny ch#j co ja taki religijny?! A ostatni raz w kościele to chyba był jakoś w szkole. Może to kara za grzechy?

Co, ja?! Kto załatwia takie rzeczy na muszli w chińczyku?! Wczesne…  wczesne to były podstawy ku wykonaniu aborcji! Ty matce powinieneś dziękowaća, że jesteś, a mnie, że jeszcze dychasz, a nie jakiś Harvard! Ty… Ty… Zapowietrzył się i nadął biorąc więcej powietrza w płuca, przez co kurtka uniosła się o kilka centymetrów sprawiając, że wyglądał na jeszcze ciut większego. Czesne poszły się jeb@ć, no jak nic do sądu mnie poda, spierdalać, matko ratunku, dokąd tu spierdalać!? Nowy Meksyk?! Jasna pizd@, Kanada?! Europa?! Kurw@, jego… pierd@lony diabeł mi tu tego hipstera w kiblu zatrzasnął… Nieomal poczuł strumyk zimnego potu spływający za kołnierz. Skąd miałem ja to wiedzieć?! Kto normalny to w kiblu załatwia?! No kto?!! Tu… tu się szcza a nie przelewa! – wykrzyczał i prędko zerknął na monitor laptopa. Nie wiem, kliknij coś, może jeszcze można cofnąć? Albo nie wiem do banku chociaż?! Jebnąłeś ten escape czy nie?! Szybko wzrok przemknął po klawiaturze notebooka. Gdzie tu jest escape kurw@ mać? Jeb@ne Apple, hipsterzy, srajfony, Jobs w pieprz@nym golfie kurw@, ch#j jeden wie gdzie tu klikać, sam bym kurw@ nie wiedział! Działa? Nie działa, kurw@... To może piwa chcesz chociaż co? Co ja odpierdalam, jakie kurw@ piwo. Zrobił maślane oczy, a potem cofnął się jeszcze o krok i wysunął w przód. Tańczył kurw@, a dopiero co sikał. No zdenerwował się chłop i przejął. Hipster, nie hipster, ale hajs się zgadzać musi. Podleciał do tego notebooka i otworzył szerzej klapę, żeby wlepić wzrok w monitor. Oczy rozbiegane jak po amfetaminie przesunęły się po tekście: „Powrót pieniędzy na konto”. Powrót pieniędzy na konto… Powtórzył na głos. No…! No na konto wróciły, co się drzesz pajacu, o zawał chcesz mnie przyprawić?! Hipsterzy jeb@ni, maszynę wam do pisania, nie kurw@ laptopy! Jak się anulowało, to wklep sobie jeszcze raz i mnie nie wkurwiaj, bo ja spokojny człowiek jestem, ale jak mnie kto wkurwi, to się zapominam! No… tego… Wyluzuj – jebnął mu z otwartej dłoni w ramię co chyba miało być jakąś formą przeprosin i poprawił na sobie kurtkę, pociągając za dolną krawędź. I zamiast wyjść jak człowiek i mieć to w dupie, to czekał tam chyba, na jakąś kolejną wiązankę, bo pieprz@ne poczuwanie się do obowiązku bycia praworządnym i dobrym człowiekiem chyba, jeszcze za mało pokazało mu, że osoby o miękkim sercu muszą mieć twardą dupę. I jeszcze piwo mu zaproponował, no to teraz się wycofać trudno. Kurw@, pójdzie i przypał przy Susie zrobi, no kurw@, dlaczego, dlaczego kurw@ ja?! Co ja kurw@ takiego zrobiłem?! Dżizys kurw@ ja pierd@lę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 21, 2014 4:22 pm

Panika, panika. Co raz większa panika ze strony mężczyzny i ze strony samego Richiego. Najpierw ze strony mężczyzny, który się bał co się stanie z jego żywotem, czy w ogóle przeżyje do następnego dnia. A później ze strony chłopaka, który walczył z tym, żeby pieniądze z Wall Street wróciły na jego konto, a nie wracały tam. To wszystko było w ogóle powalone. Richie, który jak powalony naciska Escape ze łzami w oczach i srający w gacie wiking, który teraz nie wiedział co się stanie. Ale Richie tylko po prostu złapał się za głowę.
- Stary, ty nie wiesz co zrobiłeś. Oni nam się dobiorą do dupsk. CSI, FBI, POLICJA, STRAŻ POŻARNA, PSYCHIATRYK. Stary, ja nie chcę wracać do psychiatryka. Tam robią ludziom papkę. Ale nie chcę też iść do więzienia. Ty wiesz co oni robią tam z takimi jak ja, wiesz co robią?! Też nie wiem co robią, ale z opowieści kumpli z neta wiem co tam robią. Jakieś czekotubki, jakieś cygara. Jesteśmy w dupie. W DUPIE!
Richie zaczął chodzić wokół Mayhema wymijając go, wracając do niego, łapiąc go za kurtkę i wrzeszcząc coś jak „Policja.... FBI”. W pewnym momencie zaczął:
- Spokojnie, Richie, spokojnie. Jesteś małym chomiczkiem, małym zbłąkanym chomiczkiem. Oni ci nic nie zrobią, oni nie robią nic chomiczkom.
Richie zaczynał jeszcze robić jakieś podejrzane gestykulacje. Najpierw machał rękoma w górę, później na boki. „Nie, nie, nieeee... Oni nam nic nie zrobią”.
- Stary, wiesz co to jest Wall Street? Wiesz co w ogóle mogą nam zrobić ludzie z Wall Street. Najpierw zadzwonią na gliny, że ktoś się włamał do nich. Później oni użyją satelity. Później włączą jakieś specjalne urządzenie na termowizję i nas złapią. Później wezmą nas do siebie i zaczną przesłuchiwać. Kurcze pieczone, stary! Jesteśmy w dupie. W dupie! W duuupie.
Richie nie przerywał chodzenia wokół Mayhema.
Powrót do góry Go down
Merit

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 08/10/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Paź 21, 2014 9:11 pm

"Za jakiś czas" brzmiało kiepsko, zwłaszcza, że Susie miała wielką ochotę na wyrwanie się do ludzi. Przepychanie się na ulicach Nowego Jorku i usilne próby zatrzymania swojej przestrzeni osobistej tylko dla siebie w metrze, były tym mniej lubianym przez Merit sposobem na zbliżenie się do miejscowych.
Miała się własnie odezwać, już nawet otwierała usta, gdy mężczyzna przeprosił i skierował się w stronę... Chyba toalet. Westchnęła, z cieniem uśmiechu na ustach. Korzystając z faktu, że była na sali sama, rozwaliła się wygodniej na krześle. Jej nogi w wiązanych botkach z czarnej skóry, na niezbyt wysokim obcasie wylądowały na blacie stolika. W tej niechlujnej, ale za to jak wygodnej pozycji poczęła spijać browara, gapiąc się bezmyślnie na miasto za oknem.

Czekała aż Jack wróci ze swojej podróży do klopa. Swoją drogą, podróż jego życia, jak nic. Ale czas mijał, a Susie poczuła się dziwnie. Ile facet może spędzać czasu w WC? Trochę już tam siedział. A ona zalegała tutaj, nadal w tej samej pozycji, ale już z pustą szklanką w ręce.
Powinna tam pójść? Może coś się stało? Ale z drugiej strony byłoby to niezręczne. Ledwie go znała, a chodzenie za ludźmi do toalety nie było najgenialniejszym pomysłem.
Z drugiej strony jeśli w jakiś sposób postanowił zwiać, to przecież ona nie będzie siedzieć tak w nieskończoność. Przygryzła dolną wargę, gorączkowo myśląc co zrobić.
Wreszcie ruszyła się z miejsca, postanawiając odnieść tacę z niedojedzonym posiłkiem i puste szklanki. Kiedy była przy ladzie, zauważyła, że pracownica lokalu rzuca zaniepokojone spojrzenia w stronę kibli. Faktycznie, słychać było jakieś przytłumione dźwięki. Pojedyncze głoski, które najwyraźniej były głośniej wykrzyczane.
- Ja to sprawdzę.- zaoferowała się Merit, dochodząc do wniosku, że jeśli faktycznie coś się dzieje, to ona po całkiem niezłym przeszkoleniu poradzi sobie lepiej, niż studentka dorabiająca w kiepskiej knajpie.

Tupiąc obcasami przeszła odcinek dzielący ją od toalet. Powinna zapukać? Może przeniknie przez drzwi? Nie, to byłoby ryzykowne. W końcu nacisnęła klamkę i pociągnęła.
- Jack ja...- zaczęła, mając zamiar rzucić jakąś gadkę o tym, że miała się zbierać, ale nie chciała tak po prostu wyjść.
Jednak przerwała w pół zdania, przystając i gapiąc się na tę specyficzną parę panów. Zdecydowanie byli z zupełnie innych światów. Tak wybuchowa mieszanka wyglądała wręcz śmiesznie. Merit z trudem powstrzymała prychnięcie, a uśmiech sam cisnął się na usta.
Ale po minach zgromadzonych wydedukowała, że coś było nie tak. Nos niebieskowłosego kolesia też dał jej troszkę do myślenia. No i ten laptop na kafelkowanej podłodze.
- Zły moment?- spojrzała pytająco na Jack'a.
Co tu się do cholery wyprawia?!

___________
Przepraszam, że post pojawił się dopiero teraz. Postaram się pisać częściej. ;3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Sro Paź 22, 2014 10:33 am

Co znowu ja?! Co ja znowu zrobiłem?! Ja nic nie zrobiłem! Sam ześ wcisnął! Jakie CSI jakie FBI do ch#ja pana?! Ogarnij się! – przywołał go do porządku i nagle poczuł powracający z podróży machający z daleka wesoło łapką rosądek. Wpiszesz jeszcze raz i będzie po krzyku. – zaczął się uspokajać. Miła odmiana. Chyba w końcu adrenalina i stres zaczęły sprowadzać gonitwę myśli z biegów na przełaj wprost na ładnie ubite, równe tory.

Potem było jeszcze ciekawiej. To on był w psychiatryku? Brwi Jacka wyskoczyły podejrzliwie w górę. Teraz miał już łatwiej. Pewnie to niewiedza powodowała, że wyglądał jakby był nie z pełna rozumu, ale kiedy elementy układanki zaczęły uzupełniać w jeden w miarę spójny obraz, odzyskiwał rezon. Odsunął się o parę kroków czując się niepewnie kiedy typek o niebieskich włosach orbitował jak elektron wokół jąd… Pieprz@ne zboczone, stuknięte hipstery. Jak nie urok to sraczka, czy w tych czasach trudno już o kogoś z głową na karku? Chyba zignorował swój mały epizod gapiostwa sprzed minuty połączony jeszcze wybuchem agresji, ale co go to, pewnie na tak „głębokie” analizy przyjdzie czas za kilkanaście minut. Dajmy najpierw trochę opaść emocjom. Oczy Jacka czujnie śledziły każdy ruch dziwaka, tak jakby spodziewał się, że zaraz wyjmie z kieszeni nóż i zacznie wygadywać jeszcze większe banialuki.

Eee… chciał chyba coś powiedzieć, ale wyraźnie go zatkało. Sam jesteś w dupie koleś… Ja tu tylko do toalety za potrzebą… Wymalowany na twarzy wielkoluda wyraz braku ukontentowania łamanego na coś co Anglosasi mają na myśli wypowiadając „disgusting”, pogłębił się jeszcze kiedy facet zaczął gadać coś o chomiczkach.

Kiedy był mały chciał mieć chomiczka… chciał też wycieczkę do Disneylandu i wierzyć, ze święty Mikołaj istnieje, no ale niestety, życie nie jest takim, jakie zawsze byśmy chcieli. Chomiczka nie dostał, do Disneylandu nie pojechał, a bajka o świętym Mikołaju prysła jak mydlana bańka. To zaś co było prawdziwe, to fakt, że przebywał w jednym restauracyjnym kiblu z niezrównoważonym psychicznie hipsterem, i  zastanawiał się czy bardziej nie powinien jakoś chcieć mu pomóc, niż się naigrywać. Choroba to choroba, na nią nie miało się wpływu. I już chciał jakoś załagodzić tą nerwówkę niebieskowłosego, kiedy nagle, drzwi do łazienki otworzyły się.

Susieee?! Czas zwolnił a na twarzy mężczyzny zaczęło pojawiać się coś, co jedni nazwali by zaskoczeniem, inni zaś panicznym strachem. Jeśli wcześniej miał powiększone źrenice, to teraz wyglądały, jakby jedynym ratunkiem był detoks. TO NIE TAK JAK MYŚLISZ! – rzucił odgradzajac się od hipstera i jego laptopa obiema rękami. TO ZNACZY NIE TO… Boże…. Zabijcie mnie, skróćcie me męki. Nie zbladł, ale na jego twarzy pojawił się wyraz kompletnego zrezygnowania. Jak w teleturnieju, kiedy po udzielonej błędnie odpowiedzi wiesz, że nie ma już odwrotu.

To jakiś wariat! – warknął machając na to wszystko ręką. Gada coś o CIA, FBI, włamaniu na Wall Street, jakby tego było mało, nie uwierzysz płacił swoje czesne prosto z tego sedesu – wskazał dzielnie palcem miejsce zbrodni. Wcześniej to klop i kibel, a teraz proszę bardzo panie i panowie – sedes. Arystokrata jeb@ny...

Może ekhm… - odchrząknął teatralnie – byśmy gdzieś wrócili, albo poszli na zewnątrz? – zaproponował Susie z wielkimi słodkimi i ciemnymi jak gorzka czekolada oczami, starając się nie zwracać na czubka nawet grama uwagi. Dalej, chodźmy stąd, chodźmy, chodźmy nooo… Nie patrz, nie zastanawiaj się, idziemy zanim ten pajac czegoś nie odjebie, no zaufaj mi kobieto, no zaufaj choć raz…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Pią Paź 24, 2014 5:00 pm

- JAKIE PŁACENIE CZYNSZU Z SEDESU, ŁOSIU! JA TU MÓWIĘ O TYM, ŻE PRZEZ TWOJĄ AROGANCJĘ I NIEPOHAMOWANIE EMOCJI, TY MIĘŚNIAKU, ZOSTANIEMY WYKRYCI PRZEZ CIA, FBI!
Richie zapowietrzył się i popatrzył na Mayhema, który ponownie miał gonitwę ze swoimi myślami. Richie zauważył jego poruszanie oczami na lewo i prawo oraz w górę i w dół jakby był na "dropsach". Ten wiking już serio mu powoli działał na nerwy. Była to kara męczeńska dla Richiego, który musiał znosić te wszystkie debilne jego odpowiedzi. Owszem, sam mówił debilnie, ale nie zwracał na siebie uwagi. No i wtedy do pomieszczenia weszła jakaś osoba. Richie krzyknął.
- Nie, proszę, nie. Ja nie chcę do ciupy, nie chcę. Tam zawsze jest jakiś Gruby Steve albo Żyleta Rufus. Oni wszystkich lubią po prysznicem. Proszę, ja już nie będę.
Richie opadł na kolana i teraz prosił o przebaczenie kobietę, która stała przed nimi.
Powrót do góry Go down
Merit

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 08/10/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Nie Paź 26, 2014 6:54 pm

Zaskoczona znów zerkała to na jednego, to na drugiego pana. Jej brwi z każdą chwilą coraz bardziej się do siebie zbliżały, a na czole pojawiły się pojedyncze zmarszczki.
W końcu wyminęła niebieskowłosą osobliwość. Przykucnęła przy laptopie, podnosząc go z ziemi i uważnie oglądając. To nie tak, że znała się jakoś szczególnie na informatyce. Nigdy się tym nawet nie interesowała. Ale w armii musiała przejść kurs i chcąc czy nie chcąc, potrafiła kilka rzeczy. Między innymi rozpoznać, gdy coś było nie tak.
- Po pierwsze, bądźcie ciszej, bo kelnerka wezwie gliny zanim tamci się pokapują, że coś się dzieje.- upomniała ich, odwołując się do rozsądku.- Płaciłeś czesne pieniędzmi, które ukradłeś ludziom z Wall Street? Dobrze zrozumiałam?- mimo to, iż była odrobinkę zszokowana, mówiła całkowicie spokojnie. Rozdarta pomiędzy podziwem i ciekawością, a złością oraz poczuciem obowiązku zawiadomienia policji, jedynie okrążyła kolejny raz klęczącego chłopaka. Przystanęła tak, by blokować mu dojście do drzwi, jedynej drogi ucieczki.
Zatrzasnęła laptopa, spoglądając podejrzliwie na Jack'a.
- A nos to sobie sam rozwalił, hmm?
Rozumiała mniej więcej co się wydarzyło. Czego nie wydedukowała z chaotycznych wypowiedzi hakera i gitarzysty, to sama sobie dopowiedziała.
- I co my z tobą zrobimy Niebieski?- uśmiechnęła się krzywo, już czując na plecach oddech policjantów sprawdzających kamery w lokalu i odkrywających jej prawdziwą tożsamość.
Podała chłopakowi laptop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Pon Paź 27, 2014 3:26 am

Jack wsłuchiwał się we wszystko co mówi Susie, i tylko trochę mniej w to o czym gadał tamten chłopak. W zasadzie nazwał go mięśniakiem. I co ja mam kurw@ powiedzieć? To komplement czy obelga? Do ch#ja pana, co hipster to problem… Zbył to milczeniem. Tak było chyba najrozsądniej. Jakkolwiek wydawało się to niespodziewane – chyba zaczął brać się w garść.

A co mnie obchodzi, co on robi z pieniędzmi i ch#j mnie obchodzi skąd on je miał. Czy ja zaglądam człowiekowi do porfela? Z drugiej strony, ciekawy sposób. Jakie byłoby to proste raz dwa i przelew. W zasadzie  takie operowanie jest nielegalne, ale czy legalnym jest kombinować tak jak te bankierskie szuje? Zastanawiał się chwilę. W zasadzie nie był to jego żaden interes. Nie jego kasa, nie jego życie, nie jego problem. Bycie herosem to jedno, drugie to żyć w ich cieniu. Gdzieś tam na ekranie telewizorów jacyś półbogowie walczą z kosmitami, on mógł co najwyżej pomóc no właśnie…  w czym? Mógł pomóc złodziejowi wirtualnej kabony. No przecież to jest kurw@ śmieszne! Co ja mam teraz, szukać mu schronienia, kryć przed wymiarem sprawiedliwości? Co ja nie mam własnych zmartwień? Tak, tak wyglądała proza życia, a jeżeli ktoś chciał ryzykować własnym spokojem i dostatkiem dla faceta, który w toalecie chińskiej restauracyjki okrada Wall Street? O ile w ogóle było to prawdą, bo stwierdził przecież, że wypoczywał w psychiatryku. Błagam…

W ogóle jak można okraść Wall Street? Pewnie chodzi mu o jakiś akcjonariuszy, albo kogoś…
Nie miał bladego pojęcia jak to do końca funkcjonuje,  jednych kręcą wielkie sumy, drugich kręci coś innego. Dlatego pewnie ci skupieni na kasie zazwyczaj nie dopuszczają by mijała ich towarzystwo, a ci, którzy jej nie pragnęli, żyli jako tako, żeby już nie marudzić ponad miarę.

Spojrzał na nos hipstera. Jebłem to jebłem… na ch#j drążyć temat… Wzruszył tylko ramionami, nie wiedząc za bardzo jak ubrać ten absurd w słowa.

Koniec tej paranoi – palnął w końcu. Nie popadajmy  w jakieś wariactwo. Nie ma żadnego my. Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego, to nie moja brocha, więc sorry amigos, zbieram graty było miło i tak dalej. Jak chcecie sobie wspólnie pokontemplować napadanie na banki to lepszej miejscówki bym nie znalazł, a nawet jeśli ten pajac mówi rację, to nie chcę mieć z tym procederem nic wspólnego. No dobra… Chcę, ale wszystko ma działać w 100%, mam nie kiwnąć palcem i żyć jak pączek  w maśle do końca swoich dni gdzieś w ciepłych krajach. Kto by kurw@ nie chciał… No teraz to na uśmiech Susie pewnie nie zasłuży, ale przynajmniej nie spieprzy sobie życia. Mogła albo pójść z gburowatym gitarzystą, albo… albo coś. Tak czy inaczej Jack szedł już do drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Nie Lis 02, 2014 7:01 pm

- Oj nie, moi drodzy. Nie pozwolę wam odejść z tego miejsca. Kiedy Richie nie potrafi sobie poradzić, wtedy wkraczam ja, Mainmind. I w imieniu Richiego teraz grzecznie wyjdziemy sobie z tej restauracji i obmówimy to wydarzenie w wygodnym miejscu. Powiedzmy na przykład.... park. Tak, park będzie odpowiednim miejscem do naszych rozmów. Tak cicho i... przyjemnie...Bwahaha.
Oczywistością teraz jest, że z panikującego hipstera wyszedł mały bandzior, który chce się zabawić ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Mainmind w ciele Richiego oblizał swoje ząbki i popatrzył na obojga ludzi.
- Powiem wam krótko: Pieniądze, które Richie zdobywa od bogatych lalusiów są wykorzystywane na nasze osobiste zachcianki oraz na ten p#@$& Harvard. Dlatego staramy się zarabiać na siebie. A ten nieostrzyżony idiota przerwał nam naszą pracę. Ciekawe czy policję zainteresuje fakt pobicia i naruszenie zasad obrony.
Powrót do góry Go down
Mayhem

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Nie Lis 02, 2014 9:14 pm

Eee… spojrzał na hipstera, który zaczął się zachowywać jeszcze bardziej alternatywnie, niż przechodziło pojęcie długowłosego Jacka. Może dodają im do tych wymyślnych kaw z wiadomej sieci „rozlewni” jakichś magicznych środków? To jak w tej bajce z Asterixem i Obelixem. Wpadł do kociołka w Starbucksie a teraz proszę… Spacer w parku? Chłopcze… czy ci życie niemiłe? Ja to ja… ale kto wie o tej godzinie, kto tam może krążyć…

A co mnie to obchodzi… Geez… to jakiś psychol. Spojrzał na Susie szeroko rozwartymi oczami w geście bezgranicznego zdziwienia, jakby chciał się upewnić, czy słyszy to samo co ona. Z jednej strony powinien ją bezpiecznie eskortować do domu, albo coś, jak na prawdziwego rycerza przystało, z drugiej strony, smok, choć z niebieskim grzebieniem i dyszący coś o zasadach obrony, nie wyglądał na wyjątkowo zabójczą gadzinę. No… em… Susie… nie wiem jak Ty, ale ja się zmywam, ten czubek jest wiesz… - szepnął jej do ucha, poklepując się wymownie palcem o skroń. Dzwoń, dzwoń, lada chwila będą a potem opowiesz im o Wall Street, psychiatryku i reszcie ciekawych historii. Tymczasem. Może zachował się odrobinę grubiańsko, ale potem spojrzał na Susie, zasalutował jej najładniej jak potrafił. Powodzenia w tym nowym mieście, miło mi bylo cię poznać. Uśmiechając się, wyszedł z toalety chwytając swoją torbę i… opuszczając chińską restaurację. Coś podświadomie mówiło mu, że pewnie i tak tam kiedyś jeszcze wróci – jak to mówią – taka karma.

z/t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Macklemore

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 31/10/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Lis 04, 2014 6:09 pm

Mackle od pewnego czasu nie nudził się w swoim laboratorium. Ogólnie najwięcej do roboty na helicarrierze miał właśnie on. Czasami ma się ochotę kopnąć to wszystko i iść gdziekolwiek byleby o tym nie myśleć. Właściwie to tak zrobił. Zamiast zbadać prawdopodobnie pomieszaną krew dwóch osób wybrał się na miasto. Nie było to tylko 'spacer na skołatane nerwy' miał w tym powód. Od kilku miesięcy nie odwiedził swojego przyjaciela z niegdyś wspólnej pracy na posterunku policji. Uznał więc, że to idealna okazja aby to zrobić. W mgnieniu oka teleportował się do znajomego tak jak stał i rozpoczął pogawędkę. Nie zdziwił go jego wyjątkowy 'laboratoryjny ubiór' bowiem jako jedyny w tej części miasta wiedział gdzie Jonathan pracuje. No był jeszcze szef tej komendy z którym to miał bardzo dobre kontakty i wiedział, że może mu zaufać. Konwersacja trwała już dobre dwie godziny i pewnie trwała by jeszcze dłużej gdyby nie pilny telefon.
- To  ważne, kelnerka z Joe's Ginger mówi, że w restauracji siedzi dwójka ludzi. Usłyszała coś o CIA, FBI no i Wall Street... Napadach na bank i ogólnie rozpierduch@ totalna. Mówi, że się boi dlatego dzwoni.
- Ja się tym zajmę. - Odpowiedział z charyzmą Jo i już po paru minutach dopytywania był w drodze do restauracji. NARESZCIE! Coś innego niż badania! Sprawa nie była jakaś mega poważna to tylko pewnie jakiś małolat chcący no cóż zabłysnąć, jaki to on zły. Czyli podstawowy bad boy za pewne starający się zabłysnąć przed dziewczyną. Chociaż może to być ten kogo poszukują od dłuższego czasu. Kolesia od tych wszystkich przestępstw w Wall Street, w sumie na jedno wychodzi. Kiedy dotarł na miejsce po małym renesansie budynku i wnikliwych pytaniach gości odnalazł poszukiwaną dwójkę. Wszedł do łazienki i oparł się o chłodną ścianę.
Jeśli się mu dobrze przyjrzało to na białym fartuchu można było dostrzec mały napis SHIELD co świadczyło tylko o jednym. Main wykrakał, jednakże to nie policja, a Tarcza postanowiła u nich zagościć.
- Niech państwo wybaczą to najście. Pewna osoba powiadomiła mnie o dość dziwnym incydencie mającym tutaj miejsce. Domagałbym się jakiś wyjaśnień, ale sprawy jakie wykrzykiwałeś panie, Richie? - Nie był pewny co do jego imienia, kelnerka mówiła bardzo szybko. - Są dość poważne, dlatego zapytam inaczej... Jak można być tak głupim i w obecności ludzi trzecich że tak powiem przyznawać się do takich czynów? Hmm? - Uniósł brew. Był gotowy na jakikolwiek atak z jego strony. Gdzie nie spojrzeć tam metal..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Lis 04, 2014 6:35 pm

- Ja się do niczego nie przyznawałem, panie doktorze. Zresztą jakie Wall Street, jakie FBI? Jakie CIA? To chyba musieli wykrzykiwać w jakimś innym barze, albo pomyliłeś pan lokale przez przypadek. Czy ja panu wyglądam na kogoś kto pracuje w Wall Street?
Znów normalny Richie popatrzył się na przybyłego "Strażnika Teksasu", który teraz popatrzył dokładniej na przybyłego jegomościa. I jego oczom ukazały się sześć literek, które pięknie układały się w nazwę SHIELD. Richie popatrzył się znowu na mężczyznę i zrobił oczka jak reflektory.
- Znaczy ten... ja... em.. no... że ja ten.. tego... nooo..
I schował się w tył przyciskając laptopa do siebie. Jedyny odgłos z laptopa to "hakowanie anulowane".
Powrót do góry Go down
Macklemore

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 31/10/2014

PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Lis 04, 2014 6:58 pm

Dobra, może Mackle był trochę szalony, ale nie głupi i nie głuchy. Oczywiście usłyszał przycichłe ''hakowanie anulowane'' i już wiedział, że to nie tylko zwykły Bad Boy z sąsiedztwa. Zresztą, po jego wypowiedzi już i tak wszystko było jasne jak słońce. Zrobił krok w jego stronę i spojrzał mu w oczy z wyraźną kpiną.
- Cudowna spowiedź Richie. Może wytknę Ci parę błędów. Mógłbyś się nawet wybronić, ponieważ nie mówiłem Ci jakie mam co do ciebie zarzuty. Tym 'jakie' udowodniłeś swoją winę, udowodniłeś, że wiesz o co to całe halo.
Uśmiechnął się ponownie. Zaraz po tym przypomniał sobie o jego laptopie który widocznie wykorzystywany był do hackowania banków, kont i tym podobnych. Za pomocą magnetyzmu przywołał do siebie urządzenie wyrywając mu je boleśnie (jeśli nie puszczał) z dłoni. Co jak co, ale siłę to on w sobie miał.
- Tym zajmie się mój kumpel, a teraz skoro ładnie mi się przyznałeś żądam podstawowych informacji o Tobie. No chyba, że wolisz zrobić takie przesłuchanie w nieco innej więziennej atmosferze. W sumie i tak Cię to nie ominie. Co nie zhakowałeś to zrobiłeś własnoręcznie. Tak czy siak, słucham.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   Wto Lis 04, 2014 7:08 pm

- Podstawowe informacje? Przecież wy jesteście cholerni SHIELD. Wy macie wszystko w swoich komputerkach. Jeszcze modlicie się co tydzień oto, żeby za każde bonusowe przestępstwo zdobyli o kilka dolarów więcej. Więc nie wierzę, że nie macie nic o mnie ani o strefie R.
Po czym Richie ugryzł się w język i wiedział, że już dostatecznie powiedział mu informacji.
- Zresztą widzę, że ty też jesteś podobny do NAS.
Następna czynność nie spodobała się Richiemu, który no niestety musiał oddać swojego laptopa.
- EJ! Oddawaj. Jakim prawem w ogóle zabierasz mi go? Ci z Wall Street oszukują każdego na każdym kroku, więc nie zauważyliby zniknięcia paru tysięcy na koncie...
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Joe's Ginger Restaurant   

Powrót do góry Go down
 
Joe's Ginger Restaurant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Balthazar restaurant
» Ginger Helen Solberg

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: