Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Appalachy, stan Nowy York.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Appalachy, stan Nowy York.   Wto Kwi 23, 2013 6:14 pm

Właśnie tutaj schronienie znalazł kosmita. Jaskinia w łańcuchu górskim, z której rozciągała się panorama na pobliskie osady ludzkie. Patrząc na wschód widział też błękit wód, a także jedno miasto położone na wyspie lub półwyspie, które zdawało się być większe od innych.
Elethar siedział na kamieniu i patrzył w dal... w niebo. Nie miał pojęcia co ma dalej zrobić. Odcięty od źródła swoich mocy, był prawie bezbronny. Nie miał też żadnych narzędzi, aby móc zbadać swoje położenie. Jak to możliwe, że znalazł się w tym miejscu? Jego rasa poznała tajemnice przestrzeni i czasu, a tu się okazało, że jest jeszcze coś poza. Doprawdy niesamowite. Jego sytuacja była trudna. Jeśli nie dowie się w jakiej rzeczywistości się znalazł, jakie są tutaj zagrożenia,m może umrzeć śmiercią dość spektakularną. Przynajmniej był jeden pozytyw tego położenia. Nie było możliwości by spotkał demony Osnowy.
Wpatrywał się w dal i medytował. Dyscyplina, silny umysł... To one go wybawią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Wto Kwi 23, 2013 6:30 pm

Cicha i spokojna okolica. To takie miejsca łowcy lubią najbardziej. Nic nie może rozproszyć skupienia łowczego umysłu, który obrał cel. Niewielka wioska w odludnym miejscu to cel wręcz idealny, a Renektona od zawsze męczy głód. Jako, że z laboratorium uciekł stosunkowo niedawno, to nie ma dobrego rozeznania w terenie, nie wie gdzie jest i jakoś specjalnie go to nie martwi. Ważne by móc w spokoju polować i nie być zarazem ofiarą. Wielki, niemalże dwumetrowy gad wkroczył więc do wioski, jakoś nie specjalnie się ukrywając. Krzyk przerażonych cywili rozległ się echem wśród gór, co zapewne zaniepokoiło również i mieszkańców pobliskiego miasta. To akurat nie było na rękę krokodylowi, jednak krzykliwe gardła szybko ukrócił i zapadła znów cisza. Chociaż tak naprawdę wystarczyłaby mu jedna ludzka istota, to ubił ich znacznie więcej, a ze sobą wziął tylko dwóch dorodnych mężczyzn. W miarę pośpiesznym krokiem wyszedł z wioski i ruszył ku bardziej wszechstronnym i dzikim terenom. Chciał znaleźć jakaś kryjówkę na spokojne posilenie się. Wzrok nie miał zbyt dobry, jednak dostrzegł gdzieś w oddali jaskinię, wręcz doskonałe miejsce do odpoczynku. Czym prędzej się tam udał.
Dotarcie tam trwało nieco, bo chodzenie po stromych, skalistych zboczach nigdy nie było zbyt wygodne, zwłaszcza dla ciężkiego i dodatkowo obładowanego gada. Nie z takimi przeciwnościami losu jednak się zmagał, więc dotarł do celu. Dopiero teraz ujrzał, że ktoś siedzi na kamieniu przy jaskini. Zmrużył ślepia, zacisnął zęby i upuścił na ziemię truchło dwóch cywili, chwytając mocniej za swą broń. Nie wiedział kim, czy też czym jest to coś, ale nie wyglądało to na człowieka(całe szczęście). Równie dobrze mógł być to TEN który go prześladuje. Czekał na pierwszy ruch tego czegoś, akurat nie miał teraz ochoty rozpruwać ciężką zbroję w którą to przybysz był odziany. Jego broń zbytnio się tępi na takich cudeńkach, to nie jest to co lubi najbardziej, czyli wchodzenie w delikatne mięso jak w masło.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Wto Kwi 23, 2013 6:57 pm

Do jego świadomości przeniknęła nuta grozy, strachu, przerażenia... Nie miał pojęcia jak interpretować ten sygnał. Ten świat był na tyle dziwny, że nie wiedział czego się może spodziewać. Spojrzał w dół. Była to spora odległość i nawet jego tak wiele doskonalszy od ludzkiego wzrok, nie mógł niczego zauważyć. To, że nie był pewien zagrożenia, nie oznaczało, że nie przygotuje się na nie... prewencyjnie. Wstał, dobył swojego miecza. Runy na ostrzu lekko zajaśniały, aby później przygasnąć.
Próbował jakoś wykorzystać swoje zmysły, nasłuchiwać... także na poziomie psionicznym. Na niewiele się to jednak zdało.
Odgłos kroku... gdzieś z dołu. Eldar zaglądnął w dół, by zobaczyć istotę która tak hałasowała.
- Demon Chaosu! - To była pierwsza myśl, jaka zrodziła się w jego umyśle. Poczuł, że zbiera w nim się gniew. Po chwili jednak uzmysłowił sobie, że nie ma tu Osnowy. Nie ma tu czwórki Bogów Chaosu, nie ma też ich sług. Więc czym on jest? Jakaś tutejsza forma życia?
Postanowił czekać, przed wejściem do jaskini. Gdy ujrzał, że stwór niesie truchło jakiegoś człowieka, założył ręce na ramiona.
- Kim jesteś obcy? - W głowie krokodyla zadudnił metaliczny, niski głos. Elethar tylko tak mógł się porozumieć z tą istotą. Pytanie brzmi tylko, jak długo będzie w stanie podtrzymać kontakt telepatyczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Wto Kwi 23, 2013 7:09 pm

Typ był uzbrojony, to było takie oczywiste, a wszystko co miało broń było do eliminacji, przynajmniej według niego. Rozluźnił nieco mięśnie szczęki, aby móc ją otworzyć i ukazać swoje zacne zębiska, które były splamione już szkarłatną krwią cywilów pobliskiej wioski. Właściwie to już chciał doskoczyć do istoty, jednak ta odezwała się w jego umyśle... Nigdy nie miał do czynienia z takim sposobem kontaktu, więc nie ma co ukrywać, że przeszły go ciarki i był nieco zmieszany. Syknął niczym zirytowany kot i wycofał się, co wcale nie znaczyło, że nie był gotowy do walki.
- To samo pytanie mogę zadać tobie! Pewnie jesteś jakimś tworem laboratoryjnym jak ja! - Oblizał swój pysk z krwi wielkim i oślizgłym jęzorem, jego mięśnie były napięte, a ogon nerwowo machał na boki uderzając czasem o kamieniste podłoże i krusząc pod sobą kamienie w drobny żwir. Gad był masywny i do tego posiadał zbroję, zapewne samym impetem swego wielkiego cielska mógłby pogruchotać kości Eldara. Nie wiedział jednak czym on jest, toteż nie był tak naprawdę pewny czy jego tężyzna fizyczna dorównuje czy też przewyższa potęgę tego oto osobnika. I to jedyny powód dla którego nie przypuścił ataku. Gadanie w jego umyśle wskazuje na potęgę psychiczną aniżeli fizyczną, co akurat nie było na łapę Renektonowi. On w bojach umysłowych nigdy nie był dobry.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Wto Kwi 23, 2013 7:26 pm

On pozostał niewzruszony, na demonstrację siły tej istoty. Nawet nie drgnął. Gdyby ten mógł sobie wyobrazić, jakie obrazy widziały oczy Elethara na pewno by oszalał. Krokodyl wydał z siebie jakieś dziwne zlepki dźwięków. Może i rozumiał mowę ludzką z swojego świata, jednak ta pozostawała mu obca.
- Nie rozumiem cię. Myśl co chcesz powiedzieć. - Przemówił takim samym, jednostajnym, wypranym z emocji głosem.
Przyjrzał się jego zbroi. Nie przypominał tych ludzkich fanatyków, w nieporęcznie ciężkich zbrojach, z którymi Eldar dotychczas miał do czynienia. Ten osobnik też miał na sobie kawał żelastwa. Jego pacyfikacja byłaby prosta. Poznałby czym jest eldarski taniec śmierci.
Czuł jak potencjał psioniczny powoli ulatuje z jego ciała. Miał jeszcze trochę zapasu, ale na jak długo? Musi jak najlepiej wykorzystać czas który mu został. Tak wiele rzeczy jest do poznania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Wto Kwi 23, 2013 7:36 pm

Typ najwidoczniej nie przestraszył się jego masywnych szczęk i złowrogiego spojrzenia. To już był zły znak. Jeśli nie odczuwa strachu, to ta istota jest inna niż standardowe żyjące stworzenia tej planety. Wszak wszyscy mieszkańcy ziemi odczuwają strach przed czymś, a ten nic. Czyli pewnie jest nie stąd, kosmita. Sytuacja ta coraz bardziej drażniła go, chciał w spokoju się posilić, ale nie, jak zwykle ktoś musiał się wtrynić. Na tym świecie nie ma już bezludnych miejsc, taka prawda. Znowu w swym umyśle usłyszał brzmienie głosu, że niby ma myśleć, a nie gadać. To jest gad, czego on od niego oczekuje!? Może ma mu jeszcze podać wzór na pole koła? No ale nie mógł przecież pokazać, że jest słaby, więc chwila skupienia...
- Jestem żywą maszyną do mielenia mięsa, a ty zapewne jesteś jakimś eksperymentem lub przybyszem z innego świata. - nie wyszło mu wcale to źle, jednak jakieś szczątki ludzkiego umysłu ma. Gdyby nie one, to tak naprawdę nie stał by tutaj jak kołek i nie ucinał sobie pogawędki z obcym, tylko dawno by już przypuścił na niego atak. Można rzec, że ma taryfę ulgową, jak to na turystę przystało.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Sro Kwi 24, 2013 7:28 pm

Więc ten osobnik potrafi myśleć abstrakcyjnie. To ułatwia sprawę. Nawet wykazał się pewną błyskotliwością, kiedy określał kim może być Eldar. Ciekawe, ciekawe... Czyżby eksperymenty na rasach rozumnych, czy przybysze z kosmosu były w tym świecie tak powszechne, że od razu założył te dwie opcje? Nie było to dla niego zbyt szokujące, ale jest to już cenna informacja.
Pewnie gdyby zdecydował się na wysłanie sondy w jego umysł, nie musiałby się bawić w "dochodzenie", jednak nie chciał tego robić. Było zbyt wiele zmiennych i szybko pozbyłby się energii psionicznej, co za sobą pociągnęłoby wyczerpanie fizyczne, które mogłoby być dla niego zabójcze.
Mielenie mięsa tak? Może i jest inteligentny, ale dość blisko granicy między świadomością i prymitywizmem. Elethar nie miał ochoty zadawać się z takimi jak on, ale cóż... Niegdyś mógłby wydusić z niego informacje, teraz zaś musi się wdawać w dyskusje z istotami niższymi.
- Jak się nazywa ta planeta i galaktyka? Co to za miejsce? - Wysłał telepatyczną wiadomość gadowi.


Ostatnio zmieniony przez Elethar Ultew dnia Sro Kwi 24, 2013 8:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Sro Kwi 24, 2013 8:38 pm

Stanie w miejscu i gapienie się w dziwaka jakość nie radowało jego serca żądnego akcji i rozlewu krwi. Rozluźnił jednak mięśnie, co by nie potrzebnie je nadwyrężać. Istota nie zdawała się być agresywna, ale nie mógł jej ufać. Nawet nie do końca wie czym jest, a zamiast odpowiadać na jego pytania, to ten ciągle zadaje swoje. Renekton nie lubił odpowiadać na zbyt wiele pytań, zwłaszcza takich na które sam nie do końca znał odpowiedzi. Czym jest ta planeta? Cóż... Gad raczej nie chodził do szkoły, nawet podstawówki, więc trudno oczekiwać ażeby znał takie rzeczy. Doskonałemu zabójcy też do szczęścia nie była potrzebna ta wiedza. Mimo to od naukowców nie raz słyszał wiele ciekawych i nie do kona zrozumianych rzeczy. To od nich wiedział chociażby o rzekomych kosmitach, ale tak naprawdę nie wiedział skąd oni pochodzą. Po nazwie można pomyśleć, że są z kosmosu, ale cóż to jest? To gadowi było bliżej nieznane.
Wróćmy jednak do sytuacji, w której dostał takie pytanie i powinien na nie odpowiedzieć. Jak nie odpowie to wyjdzie na głupca, ale czy on o to dbał? Zwłaszcza zdanie jakiś pokrak wielce go interesowało... Pokiwał tylko głową na znak, że właściwie nie wie o czym jest mowa. Niby takie banalne pytanie, a jednak zaskoczyło krokodyla. Elethar powinien go bardziej traktować jak gadające zwierzę, aniżeli informację turystyczną.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Kwi 25, 2013 3:20 pm

Rozczarowujące... Chyba nieco przecenił inteligencję obcego. Raczej nie wyciągnie od niego zbyt dużo danych. Szkoda. Ta istota straciła dla niego wszelką wartość użytkową. Nie pozostawało nic innego niż przepędzić tego stwora, aby jego obecność nie plugawiła przestrzeni wokół eldara. Okazał się minimalnie przydatny, więc tym razem los i śmierć nie zatańczą ze sobą.
- Wynoś się obcy! - Głos był głośny, o nieprzyjemnym podźwięku. Eldar już nie zamierzał marnować swojego potencjału psioncznego. Jeśli ten okaże się głupcem, nie spęłniając jego żądania, Elethar nie zawaha się, żeby dać mu zasmakować potęgi eldarskich mieczy energetycznych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Kwi 25, 2013 3:28 pm

Ojej, już nie ma dla niego żadnej wartości? Cóż za smutna wiadomość. Znudzony gad przyglądał się swej broni i oblizywał ją swoim obślizgłym jęzorem. Jak widać, nie był jakoś zainteresowany tą całą sytuacją. Eldar gapił się na niego i wyczekiwał od niego, że ten się przed nim otworzy, a tu nic. Wkurzony kosmita poraził umysł Renektona swoim psionicznym krzykiem. To nie było zbyt przyjemne i krokodyl w odruchu prawie przygryzł swój wystawiony język. Warknął poirytowany i ponownie napiął mięśnie. Chce go odpędzić? A czy on wygląda na psa? Jak mu się nie podoba jego towarzystwo to niech sam sobie stąd pójdzie, Renekton nie ma zamiaru być komu kolwiek uległym. Złapał mocniej swój oręż i zaszarżował na Eldara chcąc go powalić. Leżący dziwak będzie łatwiejszy do posiatkowania niż stojący, zwłaszcza, że był w puszce. W sumie konserwę też zawsze można zjeść.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Kwi 25, 2013 4:01 pm

Wybrał więc drugą opcję!
Bezrozumna istota!
Elethar nie zamierzał dać się tknąć. To uwłaczałoby jego godności. Odwaga Krokodyla była godna podziwu, choć bardziej przemawiała za jego ćwierćinteligencją. Eldar spróbował obrócić się na pięcie w bok, aby uniknąć szarży oponenta. Jednocześnie spróbował wyjąć miecz. Byłoby idealnie gdyby Gad, nie mogąc wyhamować, wbiegłyby do jaskini.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Kwi 25, 2013 4:24 pm

Eletharowi faktycznie udało się uniknąć szarży. Prawie w ostatniej chwili i Renekton prawie o niego zahaczył... ale jednak się udało. Miecz również wyjął dość sprawnie, co zdecydowanie było na plus. Jednak na tym póki co jego "szczęście" się skończyło, bo krokodylokształtnej bestii udało się wyhamować i prawdopodobnie będzie mógł dosyć szybko zawrócić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Kwi 25, 2013 6:15 pm

Może i uskoczył przed jego szarżą, jednak krokodyl miał coś jeszcze w zanadrzu... Ogon. Do tego na końcu ogona ma umieszczony swego rodzaju toporek, doskonały do podcinania z nóg wrogów. Kiedy Elethar przed nim uskoczył, zamachnął się swym ogonem, chcąc go powalić. Jeśli jednak i to ominie to czym prędzej zawróci, tym razem szykując swój oręż do zderzenia się z mieczem świetlnym albo ze zbroja Eldara. Będzie walczyć zażarcie, nawet jeśli jest na przegranej pozycji, w co rzecz jasna nie wierzył. Dotychczasowi napastnicy nie byli dla niego zagrożeniem, ten to jednak swego rodzaju nowość. Nie wie czego może się po nim spodziewać, ale nie wzbudzało to w nim tyle strachu, co raczej zaciekawienia.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Pią Kwi 26, 2013 12:35 pm

Eldar uważnie analizował reakcje swojego przeciwnika. Dostrzegał jak jego mięśnie naprężają się, gdy próbował wyhamować. Świadczyło to o sile i pewnej zwinności stworzenia z którym się mierzył. Tak samo jak krokodyl nie sądził, że może przegrać. W ojczystym świecie potrzeba było przewagi co najmniej cztery do jednego, aby pokonać eldara, kroczącego ścieżką wojownika, w walce w ręcz. Dzięki szybkości, refleksowi, koordynacji i wyostrzonych zmysłach zdawali się jakby czytać ruchy przeciwnika.
A Elethar niegdyś kroczył ścieżką wojownika Khaine'a, aspektem Ponurych Mścicieli.
Znajdował się jednak tu i teraz, a tu i teraz zdarzyć się może wszystko.
Ogon wystrzelił w jego stronę. Nie unikał. Atakował! Ujął miecz runiczny obiema dłoniami i zamachnął się pod kątem. Ostrze zaśpiewało jeszcze raz ku chwale Khaine'a, próbując pozbawić paskudnego potwora jego piątej kończyny.
Stwór zapłaci za swą arogancję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Pon Kwi 29, 2013 6:54 pm

Mieszanka zapachów, odgłosy walki przecinające powietrze, nowe zapachy. To właśnie sprawiło, że wyczulone smocze zmysły zareagowały na zmianę w otoczeniu i zmusiły ogniomiota do wyruszenia w przestworza. W dzisiejszym świecie, gady takie jak on nie miały łatwego życia, nie można było tak po prostu przemierzać przestworzy, gdyż ludzcy łowcy siedzący w metalowych maszynach potrafili wytropić i zlikwidować nawet najbardziej wprawionych lotników. Szczęście w nieszczęściu, Natvakt natknął się na nich nie raz, nie dwa i mniej więcej orientował się w tym - jak poruszać się by nie zostać wykrytym. Mniej więcej gdyż nie posiadał żadnych mocy maskujących czy też czegoś takiego jak ludzka technologia. Dlatego też "ukryte" przemierzanie przestworzy nie udawało się zawsze. Należało być czujnym, mila za milą. Smok wielokrotnie zmuszony był znaleźć jakieś schronienie, miejsce w którym mógł ukryć się do czasu aż ewentualne zagrożenie zniknie - jeśli akurat sam nie był w stanie pozbyć się takowego.
W tym przypadku, gad przemierzał przestrzeń tuż nad koronami drzew, zahaczając od czasu do czasu co niektóre ogonem. Starał się nie uderzać skrzydłami, lecz szybować z przyjaznym mu wiatrem - by w miarę możliwości zachować maksymalną ciszę w trakcie lotu. Dwa niespotykane dotąd zapachy dotarły do nozdrzy smoka. Pierwszy, przypominał krokodyla, stworzenia z którymi niejednokrotnie spotykał się w naturze. Wspomniana natura nie była dla nich litościwa i nie uczyniła z nich zbyt wszechstronnych łowców, choć kunsztu nie można było im odmówić. Drugi zapach był... No właśnie - nieznany. To nie był zapach człowieka, nie był to też zapach pochodzący z tych ziemi, Natvakt był w stanie to rozpoznać samym nosem. Odgłosy walki stawały się coraz głośniejsze, smok wydobył z siebie cichy, gardłowy warkot i przyśpieszył lotu by w pewny momencie wystrzelić z nad drzew, prosto na walczących. W powietrzu, złożył swe skrzydła i zapikował ku ziemi. Nie z takich wysokości zdarzało mu się lądować bez wyhamowania, tak więc nie miało mu się prawa nic stać, zwłaszcza, że było to może raptem z piętnaście metrów nad ziemią. Dla mierzącego dwadzieścia dwa metry długości i osiem wysokości - smoka - taka wysokość... No właśnie - jaka wysokość?
Wielki jaszczur uderzył w ziemię, lądując jakieś pięć metrów od walczących - prosto na swych łapach. Dwadzieścia ton lądujące z wielką siłą na ziemi musiało pozostawić swój odcisk - czyli wstrząs który - jak był pewien - powinien wytrącić ich z równowagi na tyle by się nie pozabijali. Natvakt dawno nikogo nie spotkał, a nie był głodny, gdyż był świeżo po polowaniu. Nie potrzebował więc niczyjej śmierci, nie teraz - nie w momencie gdy spotkał coś lub kogoś kto mógł go zainteresować. Czerwonołuski smok spojrzał z góry na Elethara i Renektona. Obaj byli wojownikami, to dało się dostrzec. Nie byli jednak chyba na tyle głupi, by prowokować starcie ze stanowczo większym od siebie oponentem? Oponentem którego nie znali. Natvakt również ich nie znał, jednak to on posiadał tutaj przewagę rozmiarów. Nawet gdy tak jak teraz - złożył swe masywne skrzydła zaraz po lądowaniu, to jednak jego rozmiary, masywna muskulatura budująca ciało - to wszystko łączyło się w jedną, wielką całość składającą się na potężne, mityczny stworzenie. Dlaczego więc mieliby próbować walczyć? Smok na pewno nie dawał im jeszcze do tego powodu. Stał jedynie, wyprostowany i dumny, spoglądając na nich z góry i... Czekając. Pozwoli im zrozumieć co przed nimi stoi. Tak, był pewny swego.
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Pon Kwi 29, 2013 7:23 pm

Ostrze Elethara w połączeniu z ogonem Renektona nie było zbyt optymistycznie wyglądającą przyszłością. Dla krokodyla, oczywiście. Patrząc na to, że większa część ogona nie była pokryta zbroją, a łuski nie ochroniłyby go wystarczająco przed bronią - gdyby Elethar celnie trafił, jego przeciwnik szybko stałby się stworzeniem bezogonowym.
Jednak w momencie zamachu miecza i samego ogona, na tym prowizorycznym polu walki pojawił się Natvakt. Dosyć efektowne lądowanie smoka nieco zachwiało równowagą Eletgara i Renektona co skończyło się tym, że miecz faktycznie sięgnął celu, lecz tylko częściowo. Jego końcówka rozcięła łuski i kawałek skóry krokodyla, tworząc sporą, ale jeszcze niezbyt poważną dla niego ranę. Sam zamach ogona stracił też przez oba czynniki nieco na prędkości, więc nie tyle powalił Elethara, co tylko odepchnął go od gada nieco dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Sro Maj 01, 2013 1:35 pm

Interesujące.
Widać dane było żyć temu stworowi.
Kiedy przeznaczenie i śmierć tańczą ze sobą w parze, ich werdykty są ostateczne. Pojawiła się jednak inna zmienna. Wielki stwór, nieco przypominający patrona wojowników aspektu Ognistych Smoków z jego świata, wylądował nad w ich pobliżu, co uniemożliwiło eldarowi atak. To już dwóch na jednego. Zbliżamy się ku przysłowiowej przewadze "czterech do jednego".
Kosmita obserwował obu obcych, którzy śmieli zakłócić jego spokój. Miecz energetyczny wycelował w stronę krokodyla, a pistolet shurikenowy, którego właśnie dobył, w smoka.
Wyglądał on masywnie to prawda, ale czy ta jego skóra przetrzyma nawałnicę dysków shurikenowych, o grubości jednego atomu?
Po za tym, jednak nie zrobił nic, po prostu czekał na reakcję dwóch stworów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Maj 02, 2013 4:39 pm

Powołując się na to oraz zachowanie osoby grającej Renektonem, po uzgodnieniu z administracją co dalej - kontynuujemy.
Cytat :
20. W trakcie gry fabularnej uprasza się o szybkie odpisy. Każda osoba ma siedemdziesiąt dwie godziny na dodanie posta, w innym wypadku może zostać pominięta w kolejce i/lub upomniana. Punkt ten nie ma zastosowania wówczas, gdy gracz zgłosi nieobecność lub poda inny sensowny powód, dla którego nie może odpisać na czas.


Smok przejechał wzrokiem po jaszczurze oraz obcym... Człowieku? Nie pachniał jak człowiek. Budowa ciała jak najbardziej się zgadzała, jednak wyglądał niczym jeden z nowoczesnych magów, aniżeli ludzkich wojowników. Smok spojrzał na krokodyla, biorąc głęboki wdech i... Ryknął, wyciągając łeb do przodu. A czerwony krokodyl? Cóż, wystraszył się i uciekł, jak tchórz którym był (ustalone odgórnie). Dopiero teraz, ślepia gada przeniosły się na Eldara - oczywiście Natvakt jeszcze nie wiedział, że takowym ten osobnik tutaj jest. Smok zrobił krok do przodu i pochylił się powoli, opuszczając łeb przed nieznajomym, tak że łeb smoka znajdował się teraz jakieś dwa metry nad przybyszem z daleka.
-Kimkolwiek jesteś... Nie pachniesz jak ludzie. Opuść swą broń, wojowniku.
Rzekł niskim, spokojnym tonem. Z osobnikiem tutaj, Natvakt nie zamierzał walczyć, a przynajmniej nie zamierzał samemu wszczynać bójki. Jego uzbrojenie było dość dziwne, jednak nie sądził by coś tak małego było w stanie wyrządzić mu krzywdę - w momencie w którym ludzkie ciężkie pojazdy nie były w stanie przebić jego łuski. Ewolucja potrafiła dostosować swe "dzieci" do współczesnego świata, choć Natvakt był raczej jednym z kilku, a może kilkunastu osobników reprezentujących rasę smoków. Dawno żadnego nie widział. Skrzydła wielkiego gada powoli opadły wzdłuż jego ciała, a on sam przekrzywił łeb delikatnie na bok, przyglądając się nieznajomemu z ukrytym zaciekawieniem. Ogon smok przejechał po ziemi za nim, a on sam zalazł nieznajomego falą ciepła, wydobywającego się z jego nozdrzy. W końcu każdy musiał oddychać, a na pewno większość istot organicznych.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Maj 02, 2013 5:56 pm

Eldar kątem oka obserwował czmychającego krokodyla. Żałosna istota.
Sam pozostał spokojny, nieruchomy jak skała, czekający tylko na choćby najmniejszą oznakę zagrożenia, aby ukazać jaka jest siła dziecka Khaine'a, który sam pomimo, że umarł istnieje i śni w swym martwym letargu o dniu, gdy umrze ostatni eldar, dając początek nowemu bogu.
Skupił się teraz na smoku. Ten przemówił do niego znów tym samym prymitywnym językiem co krokodyl. Eldarzy potrafili przeprowadzić dyskusję nie wymawiając ani jednego słowa. Gesty mówiły wszystko. Język jest tylko jednym ze stopni na drabinie ewolucji i w pewnym momencie zaawansowania cywilizacji przestaje być potrzebny. Język jednak jest tradycją, dorobkiem społeczeństwa. Zbrodnią jest się go wyprzeć.
Nie znał budowy anatomicznej smoków, lecz wypatrywał choćby najmniejszego skurczu mięśni sugerującego atak. Muskuły u tego stwora pracowały i to intensywnie, ale nic nie wskazywało na to, że mają poprzedzać atak. Ot zwykłe czynności niezwiązane z agresją.
Eldar zastanawiał się, czy nawiązać kontakt z istotą. Czuł, że ta rozmowa nie trwałaby zbyt długo, poprzedni kontakt już go osłabił. Problematyczna sytuacja.
Wysłał impuls psioniczny do umysłu smoka. Cóż za ciekawe doświadczenie! Jego psyche było bardzo silne, niesłychanie zaawansowane. Nie musiał otwierać drzwi do jego umysłu by się o tym przekonać, wystarczy że zbadał sam mechanizm. Otwarcie go z pewnością przerastało możliwości ludzkich psioników. On jednak nie był człowiekiem.
Umysł Elethara względem ludzkiego pracował jakby jeden poziom wyżej. Byłby w stanie to rozpracować. Nie chciał jednak wyważać wrót, tylko "pukał" w nie, starając się uzyskać pozwolenie na kontakt. Ta istota była o wiele bardziej zaawansowana niż jego poprzedni gość, tak więc to doświadczenie może być ciekawe. Ten fakt zrodził w kosmicie coś na kształt szacunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Czw Maj 02, 2013 6:15 pm

Ognisty gad wyczuł impuls który dotknął jego umysłu. To był moment przełomowy w takich sytuacjach. Gdyby Elethar był człowiekiem, to spotkałby na drodze smoczy ogień lub poznał siłę smoczych pazurów. Ten impuls był jednak delikatny i nie pochodził od przedstawiciela rasy ludzkiej. Czyż to tak się porozumiewali - telepatycznie? Smok ten, choć dla ludzi był stworzeniem mitycznym, fantastycznym - znającym magię... On był jednym z tych niewielu które na magii się nie znały. Z telepatią miał związane tyle, że potrafił "ugościć" telepatów we własnym umyśle, jednak nie był w stanie samemu atakować nikogo w ten sposób. Niemniej jednak - dobrze, postanowił zaryzykować. Znał wartość własnej siły, nie był jednak bezmyślnym głupcem ignorującym możliwości przeciwników. Ten tutaj, na pewno nie pochodził z ziemi. Otaczający go zapach był inny. Smok jednak postanowił spróbować.
W krótkiej chwili posegregował swe myśli, by nie utrudniać nieznajomemu kontaktu. Ciało gada powoli i cicho opadło na ziemię, gdy smok ugiął stawy w łapach i położył się na ziemi, składając przy tym swe skrzydła i okrywając nimi swe boki. Mięśnie smoka rozluźniły się, a on sam wbił swe spojrzenie w oczy nieznajomego, jakby chcąc dojrzeć przez maskę - głębię duszy istoty z którą miał okazję teraz przebywać. Nie należał go posługujących się magią, jednak smoki same w sobie dzieliły się wspólnymi cechami i nie inaczej było w tym przypadku. Natvakt był w stanie bardzo wiele ustalić po samym zachowaniu swego rozmówcy. Skoro nie chciał rozmawiać tradycyjnie, lecz za pomocą umysłu to musiał albo nie znać języka - a umysł był w stanie zdjąć tą barierę - albo stać wyżej aniżeli normalni śmiertelnicy spotykani na ziemi. Oto więc droga do umysłu potężnego gada stanęła otworem. Nie oznaczało to jednak, że smok odsłonił się, gdyż nadal był pełen nieufności i nadał gotów był bronić swego istnienia - oraz tego co miał najcenniejsze - własne wolności.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Pią Maj 03, 2013 5:48 pm

- Powiem to tylko raz, bo nie mam dużo czasu. Ten świat jest inny niż ten który znam i jeśli czegoś ode mnie oczekujesz, to raczej nic z tego nie będzie. Co to za planeta, galaktyka? Podtrzymuję kontakt obustronny, więc myśl co chcesz powiedzieć... Jednak istnieją pewne ograniczenia... - Elethar poczuł, że więź zaczyna słabnąć. Skupił się mocniej. Kamienie na jego hełmie i naramiennikach zalśniły nieco mocniej. Tylko ten na piersi pozostawał matowy.
Mogło to się wydawać dziwne, że eldar zachowywał się tak... pokornie. Bez pełnego potencjału jaki prezentowali eldarscy czarownicy (do których należał), bez Osnowy - źródła wszystkiego, nie mógł być pewien swoich możliwości tak bardzo jak zazwyczaj. Postanowił więc stonować. Inaczej by ta rozmowa wyglądała, gdyby słyszał śpiew Osnowy.
To nie była dla niego komfortowa sytuacja. Był eldarem, członkiem starożytnej rasy władców gwiazd... A teraz został brutalnie obdarty z części swej potęgi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Sob Maj 04, 2013 4:39 pm

Nieznajomy nie przedstawił się, jednak potwierdził przypuszczenia ognistego smoka. Osobnik znajdując się tutaj nie pochodził z tej planety.
-Spójrz w gwiazdy, wojowniku. Ta planeta jest częścią Drogi Mlecznej. Jedni zwą ją Ziemią, a inni Midgardem.
Odparł, a następnie poruszył łapami, spinając mięśnie i podnosząc się do góry. Smok rozejrzał się dookoła, kierując wzrok za każdym razem na wysokości własnej głowy, nasłuchując przy tym różnych odgłosów. Gad sprawdzał czy nikt się nie zbliżał, nikt kto mógłby przerwać ich rozmowę. Oraz czy nadal było bezpiecznie. Ludzcy wojownicy potrafili pojawić się w najmniej spodziewanych momentach - nawet tam gdzie nikt ich nie chciał - szukając po prostu zaczepki, szybkiej śmierci - bo tak nakazał im przywódca. Pomyśleć, że jeszcze tysiąc lat temu, ludzie i smoki egzystowali razem na tym świecie w mniej lub bardziej przyjaznych stosunkach.
Gad znów opuścił swój łeb, a jego wzrok padł na nieznajomego z którym teraz utrzymywany był kontakt telepatyczny.
-Znalazłeś się tutaj przypadkiem. Bądź ostrożny, ludzie w miastach nie będą do Ciebie przyjaźnie nastawieni. Do żadnego obcego nie są.
Wyjaśnił, ponownie poczynając rozglądać się dookoła okolicy w poszukiwaniu... No właśnie, czego? Sam chyba nie wiedział. jednak pozostawanie tak blisko ludzkich miast nie działało na niego dobrze. Ludzie niejednokrotnie zaleźli mu za skórę. Prawda, odwdzięczył im się tak samo równie nie jeden raz, jednak ta niepewność zawsze pozostawała. Nie wyczuwał jednak niczego innego - ani nikogo innego w okolicy.
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Sob Maj 04, 2013 6:18 pm

Droga Mleczna! To niemożliwe! Znał Drogę Mleczną, znał Ziemię, którą ludzie zwali Świętą Terrą. To nie mogły być te miejsca. Określenie Midgard było mu obce. Co tu się dzieje? Zbieg okoliczności? Bzdura! Nie ma zbiegów okoliczności. Los jest siłą, która przewodzi i ma do przekazania wiele tym, którzy potrafią patrzeć. Więc czym jest ta Droga Mleczna, i ta Ziemia? Odbiciem jego świata? Kieszonkowym wszechświatem? Czy może czymś co nawet wymyka się niemalże doskonałemu zrozumieniu eldarów?
Przemyślenia przerwał mu nieprzyjemny wstrząs... jakby jego duszę rozrywano na kawałki...
- Ja... - W tym momencie kontakt się urwał. Eldar upadł na jedno kolano i podparł się na rękojeści miecza, który wbił w ziemię. Czuł wykończenie fizyczne, jak i psychiczne. Zbyt szybko wytracał energię... Nie spodziewał się czegoś takiego. A teraz przeklinał siebie, bo okazał słabość przed smokiem. To może zaważyć na jego losie.
Nie sądził, że ludzie mogą mu coś zrobić. Zauważył że byli słabiej rozwinięci technologicznie... Aczkolwiek kto wie. W jego Drodze Mlecznej istniała pewna grupa ludzkich fanatyków wyznających Boga-Maszynę. Starali oni zrozumieć dawne zdobycze technologiczne ich rasy. Mogli być po prostu ignorantami zatraconymi w swym prymitywizmie, ale po coś jednak tych urządzeń szukali. Jeśli ta Ziemia choć w pewnym stopniu jest podobna do tamtej Ziemi, technologia idzie podobnymi torami, to przez pryzmat tego wszystkiego co wiedział, rzeczywiście uznawał, że może być nieciekawie.
Poczuł pragnienie, głód...
Podobnie jak smok rozejrzał się po okolicy, ale nie ze względu na rozpoznanie potencjalnego niebezpieczeństwa, ale w poszukiwaniu wody, i jakiś drzew owocowych.
Spojrzał na smoka. Po czym powoli wstał z klęczek. Nie mógł się już z nim porozumieć. To był jeden z nielicznych momentów w jego życiu, kiedy to nie wiedział co dalej ma czynić. Wskazał mu gestem w dół. Po czym przybliżył się do zejścia z góry. Kątem oka cały czas obserwował smoka. Nie, Elethar nie był ufnym, stworzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Nie Maj 05, 2013 2:53 pm

Ślepia gada gwałtownie przesunęły się z całym pyskiem ku osobnikowi z którym miał teraz możliwość rozmawiać, gdy ten przerwał gwałtownie swą wypowiedź i padł na kolano tuż przed smokiem. Nieustalenie relacji i okazywanie słabości przy Natvaktcie nie było dobrym pomysłem. Elethar nie był jednak człowiekiem i to właśnie zaważyło na sytuacji, gdyż smokowi nawet przez myśl nie przyszło by zakończyć żywot nieznajomego - co zapewne wydarzyłoby się natychmiast w przypadku człowieka. W tym wypadku smok zareagował spokojnie, przekrzywiając łeb na bok i przyglądając się swemu rozmówcy. Wyczuł zanik więzi która jeszcze przed chwilą łączyła ich umysły, umożliwiając swobodny przepływ informacji.
Czerwonołuski obrócił się w ślad za przemieszczającym się Eletharem, gdy ten wstał i podszedł do zejścia z góry. Smok ruszył za nim, przyglądając się mu uważnie i rozmyślając nad gestem który pokazał mu nieznajomy. Najwyraźniej tamten zamierzał zejść na dół. Niestety, Natvakt był za wielki i nie mógł by mu towarzyszyć w tej podróży. Czerwonego smoka dość łatwo dało się wypatrzeć na tyle innych obiektów, dlatego też smok rozłożył powoli swe skrzydła i machnął nimi raz, przygotowując się do lotu.
-Idź i poznaj też świat, lecz bądź ostrożny. Być może kiedyś jeszcze się spotkamy.
Rzucił, biorąc rozbieg i wyskakując ku górze. Smok zaczął uderzać skrzydłami, co spowodowało, że szybko począł nabierać wysokości. Czerwonołuski piął się ku górze, aż w końcu zniknął za najwyższymi chmurami i odleciał w nieznanym kierunku. [zt]
Powrót do góry Go down
Elethar Ultew

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   Sro Maj 08, 2013 3:47 pm

Eldar oczywiście nie zrozumiał słów smoka. Zresztą nie ważne. Ten odleciał. Zaczął schodzić z gór.
Przez ten czas jego umysł zajmowały różne implikacje związane z jego położeniem. Jeśli wierzyć temu smokopodobnemu stworowi, to tubylcy nie będą do niego przyjaźnie nastawieni. Zresztą dla niego nie była to żadna nowość. Eldarzy walczyli i umierali, aby zachować swoją cywilizację. Byli sierotami, którzy na własne życzenie zaprzepaścili całą swoją potęgę. A teraz pozostało im pokutować za swoje winy i próbować odzyskać utracone dziedzictwo.
Cała galaktyka była przeciwko nim i powoli wymierali. Nawet ich bogowie odeszli, kiedy ujrzeli upadek Eldarów - plugawy akt którego nie dało się odwrócić. Wszyscy prócz trzech.
Cegorach - Roześmiany Bóg, Wielki Głupiec i Pierwszy Arlekin, będący ucieleśnieniem sprytu i głupoty, mądrości i szaleństwa. Patron sztuki i podstępu. Gdy potęgi tego świata walczą ze sobą, Cegorach zanosi się śmiechem, tkając nić intrygi i czkając na najlepszy moment, aby wkroczyć na scenę i odegrać swoją rolę.
Kaela Mensha Khaine - Khaine Krwaworęki, który prowadzi eldarów do bitwy, inspirując ich aby wygrywali wojny. Niegdyś znienawidzony przez eldarów, teraz dający im siłę i będący głównym bogiem którego czczą. Wojna, mord, zniszczenie to jest właśnie domena Khaine'a.
Isha, której aspektami jest kreacja, życie i wzrost. Została uwiedziona przez plugawe potęgi, uwolnione w momencie upadku eldarów. Teraz jest zmuszona patrzeć jak jej dzieci powoli zatracają się w wojnie, zmuszana do tworzenia plag pogrążających nie tylko eldarów, ale cały świat... A przynajmniej świat który znał Elethar.
Teraz musiał się jednak zając bardziej przyziemnymi rzeczami, zaspokojeniem głodu i pragnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Appalachy, stan Nowy York.   

Powrót do góry Go down
 
Appalachy, stan Nowy York.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Appalachy, stan Nowy York.
» Gothic "Nowy Początek"
» Wrzosowy Ocean - York
» New York-New York Hotel & Casino
» Nowy pan - nowy koszmar

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie-
Skocz do: