Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biosfera I

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Biosfera I   Nie Kwi 28, 2013 7:09 pm


Biosfera I jest jednym z najbardziej niesamowitych miejsc na pokładzie okrętu. Ten pokład stworzony na planie koła o średnicy trzech kilometrów oraz wysokości około pół kilometra. Ściany tego miejsca tworzą projekcję holograficzną, jednak wszystko co znajduje się pomiędzy tymi ścianami - jest w stu procentach prawdziwe - zarówno woda jak i rośliny. Miejsce to wydaje się być prawdziwym obrazem planety, wchodząc tutaj - zamykają się za załogantem drzwi które zaraz również znikają pod płaszczem hologramu. Biosfera pozwala odpocząć od codzienności, a zaprojektowana jest tak, że w jednej części znajduje się woda, zabierając około 1/6 miejsca - a pozostałe tworzy natomiast zielony las w którym znajdują się przeróżne rośliny, nierzadko posiadające jadalne owoce. Panuje tu ciepła temperatura - przenosząc się również na wodę - której ciepło jest umiarkowane.


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Czw Gru 31, 2015 8:33 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Kwi 28, 2013 7:23 pm

Shy, przekraczając prób pomieszczenia, zupełnie nie spodziewała się ujrzeć tego co ujrzała. Oczekiwała raczej jakiegoś małego lasu lub ogrodu, z kilkunastoma drzewami. A to, przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Uśmiechnęła się a serce zabiło jej szybciej. Tutaj czuła się prawie jak w domu. Momentalnie zmieniła formę na zwierzęcą i otrzepała się, pozbywając się resztek człowieczeństwa. Zaczęła węszyć dookoła, poznając ten nowy świat pełen obcych i znanych zapachów i dźwięków. To było proste. Taka się urodziła i życie jako zwierzę - polegające na instynktach bardziej niż na zagłębianiu się w swoją psychikę - odpowiadało jej wspaniale. Po jakimś czasie podchwyciła trop jakiegoś zwierzęcia, którego nie znała. Zainteresowana, ruszyła lekkim truchtem. Jej ogon podrygiwał w takt uderzeń jej łap. Pysk był opuszczony nisko, tak że kręgosłup tworzył jedną linię - w ten sposób łatwiej było jej atakować. Przedzierała się przez gąszcz a całe zajście z Acrothem stało się dla niej ledwie złym wspomnieniem. Zamazanym kształtem i ledwo odczuwalnym uczuciem niepokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Kwi 28, 2013 7:39 pm

Prawdą było, że Shy podchwyciła trop. Jednak to domniemane zwierze nie było nim do końca. Biegnąc tak przez las, samica w pewnym momencie wybiegał na niewielką, zieloną łąkę, która znajdowała się tuż przy wodzie. Natomiast na brzegu tej łąki leżało to domniemane "zwierze". Był to czarnofutry samiec, wzrostem niższy od Acrotha o dwa centymetry, sylwetka jego była świetnie wyrzeźbiona - ten tutaj na pewno był żołnierzem, o czym świadczyła po prostu muskularna i proporcjonalna budowa jego ciała. Nie był to typowy "mięśniak", a raczej atleta. Leżał na trawie na plecach, spoglądając w niebo z rękoma podpierającymi głowę niczym poduszki, nogami zgiętymi w kolanach i ułożonymi jedna na drugiej oraz ogonem falującym po podłożu po lewej stronie korpusu samca. Ubrany był w czarne spodenki kąpielowe. Na łbie tego samca znajdowało się coś co można by określić mianem "czułek", z jego głowy opadały na ziemię dwie kity splecione gumkami. Uszy samca gładko opadały wzdłuż łba, a jego ślepia były zamknięte. Klatka piersiowa osobnika unosiła się powoli w górę i w dół w rytm tego jak oddychał. Samiec wydawał się nie reagować na obecność Shy, zupełnie jakby nie wiedział o tym, że ta się tu znajdowała - lub tylko udawał, że o tym nie wiedział. Z drugiej strony, nie miał powodu by zrywać się do góry - nawet jeśli wiedział, że dziewczyna się tu znajdowała. Przecież był na pokładzie okrętu na który raczej nikt nie był w stanie od tak się dostać, tak więc nie trzeba było martwić się żadnymi zasadzkami. Niezależnie od tego co myślał - na pewno tu wypoczywał. I na pewno był świeżo po kąpieli, gdyż jego futro było idealnie przyklejone do jego ciała i błyszczało od kropel wody odbijających światło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Kwi 28, 2013 8:40 pm

Shy zatrzymała się jak wryta, zdziwiona widokiem atropomorficznej istoty. Przekręciła lekko łeb, zainteresowana tym któż to taki. Nie wydawał się zdatny do jedzenia, ona zresztą niedawno jadła. Czy chciała go poznawać? Nie była pewna, bo poznawanie było bardzo męczące. Ale podobał jej się widok jego mokrego futra przylegającego płasko do ciała. Podeszła nieco bliżej, ostrożnie i powoli - zupełnie jak dzikie zwierzątko. Zbliżała się coraz bardziej, aż w końcu stała tuż przy nim. A on nadal się nie poruszał. Obwąchała jego futro. Nie pachniało źle, przy czym większość zapachów i tak zmyła z niego woda.
W każdej chwili gotowa odskoczyć, a jeśli będzie to konieczne nawet i uciec, dotknęła lekko łapą jego ramienia. Potem faktycznie uskoczyła, choć nic się nie stało. Znó podeszłą bliżej i wydała z siebie skrzeczący odgłos. Najpierw raz, potem drugi. Chciała żeby on się dowiedział, że ona tu jest i zwrócił na nią uwagę. Był podobny do niej - miał futro, cztery łapy, był drapieżnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Kwi 28, 2013 8:53 pm

Samiec rzeczywiście, nie poruszał się - a nawet pozwolił się dotknąć - co mogło sugerować, że wiedział od początku o jej obecności. Dopiero gdy rzeczywiście zadbała o to, by zwrócił na nią uwagę, czarnofutry obrócił łeb w jej kierunku i postawił uszy pionowo, nie podnosząc się jednak. Otworzył swe oczy, ukazując białe ślepia i przepadał ją wzrokiem. Szybko rozpoznał kim była. W końcu Dur-Shurrikun nie miał za wielu bywalców na pokładzie, tak więc ktoś taki jak ten samiec tutaj, świetnie wiedział kto znajdował się na pokładzie okrętu - okrętu który był przecież jego własnym domem, nie tylko przyjacielem i opiekunem.
-Drem Yol Lok.
Zaczął, spokojnym, równie niskim tonem. Osobnik ten był młody. Przywitał się tymi samymi słowami co Dur-Shurrikun, a było to bardzo związane z jego historią i zżyciem z tym okrętem. Ogon samca przesunął się po podłożu, a na jego pysku pojawił się delikatny, przyjazny uśmiech.
-Shy, prawda? Jestem Daalkiin. Sama, tutaj? Jinkusu zazwyczaj tak nie robi...
Rzekł równie spokojnie co wcześniej, zastanawiając się przez chwilę. Potem znów skupił się w pełni przybyłej samicy.
-Nie, nie gryzę. Chyba, że ugryziesz mnie pierwsza.
Wyjaśnił lekkim żartem, od razu regulując kwestię tego czy stanowi dla niej zagrożenie czy też nie. Dla Daalkiina sytuacja była prosta - stopień w jakim akceptował ją Dur-Shurrikun był stopniem w jakim akceptował ją on sam. Jeśli pozwalał jej tu przebywać, to musiał mieć ku temu nie tylko powody ale i musiała coś zrobić, że zaufał jej na tyle by pozwolić jej samotnie poruszać się po swym pokładzie. Dla Odrodzonego było to jasne przesłanie jak miał postępować. Nie było więc żadnego problemu. Po za tym, każda nowa dusza, każdy nowy sojusznik - zwłaszcza tak ciekawy jak ten tutaj - był na wagę złota. Ich zadanie nie było łatwe, a sprzymierzeńców mogli na palach rąk wymienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pon Kwi 29, 2013 7:56 am

Uwadze Shy nie uszedł fakt, że futrzasty nieznajomy przywitał się z nią podobnie jak Dur-Shurrikun. Uznała jednak, że to po prostu powitanie wspólne dla całej załogi, którego z jakiegoś powodu Acroth nie używał. Podobało jej się brzmienie tych słów i ton jakim obcy je wypowiadał. Zresztą, zaraz potem nieznajomy się przedstawił i przestał być obcym. Shy podobało się jego imię - Daalkiin. Dźwięczne, melodyjne i miękkie. Stała, słuchając go uważnie, co było po niej widać, nawet w zwierzęcej formie. On zapewnił, że nie gryzie więc i ona się rozluźniła. Usiadła, a potem zmieniła swoją formę. Nie był to zbyt przyjemny widok, ale była pewna że na nowo poznanym nie zrobi on większego wrażenia. W końcu ktoś kto mieszkał na statku kosmicznym musiał mieć okazję ujrzeć o wiele mniej przyjemne widoki.
- Tak, ja to Shy. Widzę, że tutaj wieści bardzo szybko się rozchodzą.Wyjątkowo szybko jak na tak duży statek komsiczny zamieszkany przez tak niewiele istot. - mówiła przyjaźnie, żartobliwym tonem. Nie wiedziała do końca ile właściwie członków załogi ma Dur, ale wątpiła by było ich wielu. Kiedy szła przez statek wydawał się zupełnie opuszczony. No i Dur, będąc jednostką samosterowalną, nie potrzebował załogi aby nim kierowała, naprawiała go czy wykonywała inne czynności.
Shy siedziała sobie w skulonej pozycji, niedaleko od Daalkiina. Ponieważ samiec nie wykonywał zbyt wielu ruchów, więc i ona czuła się w jego towarzystwie dość swobodnie. Sama atmosfera i otoczenie roślin także pomagało jej ukoić zmysły.
- Dur-Shurrikun ma hologram podobny do Ciebie? Wykorzystał twoją rasę jako wzorzec? - zapytała, zaciekawiona pokrewieństwem wyglądu tych dwóch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pon Kwi 29, 2013 3:29 pm

Odrodzony obrócił łeb z powrotem, układając go na swych dłoniach. Wpatrywał się tak przez chwilę w niebo - słuchając słów dziewczyny, aż w końcu zamknął swe ślepia i wziął głęboki wdech, pozwalając klatce piersiowej unieść się wysoko do góry - by zaraz potem wypuścić powietrze z płuc i odetchnąć spokojnie. Ogon czarnofutrego samca przetarł ziemię dookoła, o sam pozostał w bezruchu.
-Dur-Shurrikun,, istota - jego rasa nosi nazwę "Jinkusu", a on jest jej jedynym przedstawicielem. Dwadzieścia kilometrów długości, siedem kilometrów szerokości oraz cztery kilometry i pięćset metrów wysokości. Jedno z najsłabszych okrętowych dział jest w stanie zniszczyć Twoją planetę pojedynczym trafieniem. Zniszczenie układu nie zajęłoby mu nawet dziecięciu sekund. Nie dziw się więc, że na tym pokładzie praktycznie wszyscy o wszystkim wiedzą.
Wyjaśnił, a na pysku czarnofutrego pojawił się delikatny uśmiech, gdy końcówki warg uniosły się ku górze. Samiec znów wysłuchał jej słów, a gdy skończyła mówić, ukazał swe białe kły w delikatnym uśmiech i zaśmiał się, kończąc cichym, gardłowym mruknięciem.
-Opiekun zadbał o to, by budowa mojego ciała była jak najdoskonalsza. Zadanie które mi powierza tego wymagają. Po za tym, łączy mnie z nim historia. Podobni jesteśmy do siebie wzrostem, posiadaniem pazurów, ilością placów ale tylko u dłoni - oraz faktem, że obaj posiadamy futro. Ale to tylko jeśli chodzi o jego avatar, formę androida oraz projekcję holograficzną.
Zaczął, mówiąc powoli i spokojnie. Wyraźnie dało się odczuć, ze miejsce to działało kojąco nie tylko na Shy ale również i na Odrodzonego. Samiec wydawał się być całkowicie zrelaksowanym, odpoczywać. Mówił płynnie, nie zacinając się. Ciało czarnofutrego nie poruszało się, wyłączając może pysk i klatkę piersiową która unosiła się i opadała w rytm tego jak oddychał.
-Niemniej jednak, nie przedstawia on mnie. Różnimy się i to dość widocznie, nie wiem dlaczego tego nie zauważyłaś. Avatar Dur-Shurrikuna to wygląd stworzony dla niego przez jego pierwszego i zarazem ostatniego dowódcę. Patriarcha bardzo się przy tym postarała. Osobnik ten, to Crathygtanin. Crathygtanie są ojcami i matkami tego okrętu. Ich rasa nie istnieje od ponad ośmiuset tysięcy lat. Można nazwać ten okręt ostatnim Crathygtaninem, choć Jinkusu na podstawie prawa i mnie nim uczynił.
Wyjaśnił spokojnie, niemniej jednak dało się wyczuć nutkę bólu przemawiającego przez głos samca. Najwyraźniej był on na tyle zżyty z tym okrętem, że historia Tytana była niczym jego własna, każde przeżycie okrętu było przeżyciem tego tutaj osobnika, każda decyzja - jego decyzją. Jednak nie było się co dziwić. Jeśli można było określić poziom wierności Daalkiina względem Dur-Shurrikuna, to śmiało można było nazwać go fanatykiem, gotowym wykonać każdy rozkaz bez nawet mrugnięcia okiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Maj 01, 2013 2:51 pm

Shy słuchała Daalkina z uwagą. Lubiła słuchać opowieści tym bardziej, że dzięki temu mogła dowiedzieć się więcej o miejscu które miało teraz być jej domem a jednocześnie gospodarzem. Nie wiedziała za bardzo co ma uzbrojenie statku do szybkości rozchodzenia się plotek na jego pokładzie, ale wolała nie przerywać. Kidy on skończył, sama się odezwała.
- Cóż, jesteście obaj na tyle niezwykłymi istotami, że nie przyglądałam wam się dokładnie. To nie byłoby zresztą taktowne. - powiedziała. Po chwili poczuła ochotę aby również ułożyć się na trawie, więc bez większego zastanowienia po prostu to zrobiła. Ostatnio coraz więcej rzeczy robiła po prostu dlatego, że miała na to ochotę. Podobało jej się to.
- Co sądzisz o smoku imieniem Acroth? - zapytała. - Tyko tak szczerze - pytała, bo uznała że może on będzie potrafił pomóc jej w kontaktach ze złotołuskim. Może był jakiś sposób, żeby ciągle się nie kłócili?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Maj 01, 2013 5:55 pm

Odrodzony wysłuchał słów dziewczyny w ciszy, nie otwierając swych oczu. Trzeba było przyznać, jeśli o wyjątkowość chodzi to z Dur-Shurrikunem dobrze się dobrali. Pierwszy był starożytnym okrętem wojennym, a drugi - ten tutaj - przedstawicielem rasy, która prawdopodobnie na pewno nie istniała. Zagadką było pochodzenie Daalkiina, gdyż odpowiedzi nie znał ani on sam, ani nawet Dur-Shurrikun. Wtedy też padło pytanie o złotołuskiego. Czarnofutry otworzył powoli swe ślepia i spojrzał w niebo - sztuczne, jednak generowany obraz wydawał się czasami bardziej prawdziwszy niż ten który dało się oglądać na planetach. Samiec wziął głęboki wdech, zastanawiając się co ma powiedzieć. Zazwyczaj nie oceniał swych towarzyszy. Każdy maił swoje wady i zalety. Każdy był wyjątkowy, niepowtarzalny.
-Acroth... Złotołuski jest cóż... Kimś kto chciałby móc uratować wszystkich, pomimo, że wie - iż to jest po prostu nie wykonalne. Jest bardzo honorową i szlachetną bestią, u Was - na ziemi, mówiło się kiedyś na takich "rycerze". On jest doskonałym przykładem. Na pewno jest to wspaniały kompan i przyjaciel. W walce nie cofnie się na krok, jeśli będzie miał choć cień wątpliwości, że jego towarzysze nie wrócą do domu. Z resztą Ty chyba o tym powinnaś wiedzieć najlepiej, o ile pamiętasz moment kiedy stanął pomiędzy Tobą, a Naznaczonym. Nie wiem co zrobiłaś... Lub co powiedziałaś. Ale Twoje zachowanie sprawiło, że Acroth znalazł w sobie na tyle siły by obronić siebie samego oraz Ciebie. Dużo go to kosztowało. Gdyby nie Jinkusu, to więcej nie wzbiłby się w powietrze. Ale cóż... Po za tym. Na pewno jak już doświadczyłaś, nie należy od osób które zwracają uwagę na to czy ktoś zna prawo czy też go nie zna. Niemniej jednak żyjesz, więc można powiedzieć, że darzy Cię pewnym sentymentem. Po za tym... Myślę, że należy do tej grupy istot w których warto mieć przyjaciela. Gdy mamy problem, to nie szuka wymówek, lecz pyta jak ma ten problem rozwiązać. Z drugiej strony jako wróg... Lepiej o tym nie myśleć. Jego moc bazuje na uczuciach. To dlatego jest jednym z najsilniejszych przeciwników jakich można spotkać. Jeśli będzie miał kogoś chronić, to na pewno temu komuś nie stanie się krzywda. Nie wiem co jeszcze chcesz wiedzieć, bo na pewno nie obchodzi Cię bezpośrednio moja opinia na jego temat, a raczej fakt jak się z nim dogadać... Odnosząc się do ostatnich wydarzeń.
Odparł, podnosząc powoli korpus do góry i siadając z nogami rozprostowanymi przed sobą. Samiec otworzył swe ślepia i skierował wzrok na Shy, uśmiechając się delikatnie. Ogon samca przetarł trawę na której leżał, a on sam przekrzywił delikatnie łeb na bok i przyjrzał się uważniej swej rozmówczyni. No tak, łatwo można było się domyślić, że choć z wyglądu podobna - nie reprezentowała jednak rasy ludzkiej. Domysł Daalkiina był tu bardzo prosty. Ubranie, a raczej jego brak, połączony z brakiem krępacji ze strony dziewczyny. Mówiło to samo za siebie. Przynajmniej Odrodzony tak uważał. Czy to było złe? Nie, oczywiście, że nie. Wiele ras we wszechświecie nie używało odzienia, gdyż ewolucja nie skierowała ich toru życia w tym kierunku. Nawet wśród Crathygtan był to raczej dodatek, aniżeli właściwie potrzebny strój, tak samo jak u Daalkiina. Futro doskonale okrywało i ogrzewało ciało - oraz wystarczało.

-----
W pewnym momencie w pomieszczeniu zawył odgłos alarmu, jeden krótki - prosty sygnał. Daalkiin szarpnął się na równe nogi.
-Zostań lub wracaj do opiekuna.
Rzucił krótko i odbiegł, znikając zaraz za krzakami i udając się w stronę wyjścia. Dziewczyna została tutaj teraz zupełnie sama [zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Wto Lip 30, 2013 12:38 am

Shy słuchała spokojnie, starając się wszystko zapamiętać. Właściwie nie było to nawet konieczne, bo Acroth sam dał się jej poznać z różnych stron i większość informacji jakie podał jej Daalkiin nie było dla niej nowością. Gdy skończył, podziękowała mu. Tak powinna zrobić, czyż nie? Tak ją nauczono.
Alarm ją przestraszył. Automatycznie i zupełnie instynktownie wróciła do swojej naturalnej formy, jeżąc sierść na karku i warcząc. Sygnał szybko zamilkł, ale na jej towarzyszu wywarł najwyraźniej dosyć piorunujące wrażenie, gdyż wybiegł z pomieszczenia rzucając jej jeszcze ostatnie polecenie. Shy przez chwilę stała, niepewna co do tego jak się zachować. Została sama, wokół nie było nikogo kto jakoś narzuciłby jej odpowiednią formę czy konwencję zachowania. Podobało jej się jednak przebywanie w swojej naturalnej skórze. Otrzepała się z resztek człowieka i puściła radosnym sprintem w las.
Biosfera nie była zamieszkana, ale dosyć rozległa i dobrze zalesiona. Instynkty w niej wzięły nad nią górę. Znów mogła czuć się sobą. Żałowała, że nie wie kim w istocie jest, ale dobrze się czuła w swojej skórze. Biegając rozmyślała o Złotołuskim. O statku. O Daalkiinie. O swoim panu, który został gdzieś na ziemi bez niej. Ale te myśli powoli blakł i znikały. Ustępowały zapachom, oraz dźwiękom. Odczuciom, odruchom, harmonii. Czuła ból mięśni w łapach, czuła piekące zmęczenie w płucach, cieszyła się wiatrem w futrze. Czuła się dobrze. Chciałaby móc z kimś to uczucie dzielić, ale wiedziała, że ani Acroth, ani jej pan, ani nawer Dur-Shurrikun nie są w stanie tego zrozumieć. Oni byli istotami myślącymi, dla których ich inteligencja była ważna i siłą rzeczy spychała ona instynkty na drugi plan. Shy w pewnym sensie była bardziej zwierzęciem niż człowiekiem i wcale jej to nie martwiło. Lubiła ciszę, lubiła brak słów, które można było opacznie zrozumieć, lubiła naturalne reakcje i zachowania jej ciała. W pewnym momencie zatrzymała się nad brzegiem jeziora, po drugiej stronie od tego gdzie siedziała z Daalkiinem. Zaczęła chłeptać smaczną, ożywczą wodę. Kiedy skończyła, wpatrzyła się w swoje odbicie. Lubiła je. Bardziej niż to ludzkie. Położyła się na brzegu, oparła pysk na łapach i wpatrzyła w wodę. Kim była? Skąd pochodziła? Skąd jej pan ją wziął? Czy było gdzieś więcej jej podobnych? Czy kiedykolwiek się tego dowie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Wto Lip 30, 2013 8:46 am

W okolicy pojawił się odgłos kroków. Ktoś, duży i ciężki - co można było rozpoznać po odgłosie stawianych kroków - zbliżał się do Shy. Szybko okazało się kim był ów osobnik. Nie skrywał się, a był nim białofutry, znany już trochę Shy - gospodarz. Wcześniej jednak widziała go w formie hologramu. Teraz stał przed nią w swej - mogłoby się wydawać - prawdziwej postaci, lecz nie do końca - bo na prawdę był okrętem. Wyglądał jednak jak istota organiczna, zwykły, żywy organizm. W rzeczywistości była to idealnie stworzona przykrywka. Skóra, biało-czarne futro, nawet zapach. Wszystko, by upodobnić się maksymalnie do organików.
Osobnik przemieszczał się powolnym, spokojnym tempem. Wyraźnie mu się nie śpieszyło. Jego wzrok obserwował otoczenie, jakby nie zwracając większej uwagi na gościa swego pokładu, pomimo zmierzania w kierunku dziewczyny. Po paru chwilach, android znalazł się obok niej, zatrzymując się przy brzegu. Kucnął i wbił swój wzrok w taflę wody, obserwując w niej własne odbicie i milcząc przez chwilę. Po niecałej minucie ciszy, łeb Dur-Shurrikuna obrócił się ku "zwierzątku".
-Drem Yol Lok. To powitanie w języku Crathygtan, mych twórców. Moim języku...
Zaczął i ponownie skierował swój wzrok ku własnemu odbiciu wodnemu.
-Czasy jak te, nie wiesz nawet kto jest prawdziwym przyjacielem. Są tacy, którzy gdy coś wybuchnie - natychmiast zaczną szukać drogi ucieczki. Są też tacy, którzy będą przy Tobie w najgorszych chwilach, idąc nawet do piekła. Nigdy się na nich nie zawiodłem. Będę mógł powiedzieć o Tobie to samo?
Zakończył pytaniem, ponownie kierując wzrok na "zwierzątko". Ogon jaszczura przesunął się powoli po ziemi, "omiatając" sobą trawę. Android przyglądał się Shy z nijaką, poważną miną. Miną która wiele o nim mówiła. Doświadczony wojownik, panujący w pełni nad swymi emocjami. To dlatego jego wypowiedzi były zazwyczaj pozbawione jakichkolwiek uczuć. Robił to do czego go stworzono, idąc drogami które mu wpojono. Nikt nie napisał jego programu działania, Crathygtanie go stworzyli - a on po prostu był. Starożytna maszyna walcząca z prastarym wrogiem zagrażającym więcej, niż tylko jednemu okrętowi. Planety, układy, galaktyki. To wszystko chronione było przez Federację, a codziennie jakaś nowa planeta padała łupem wroga, znikając na zawsze z map galaktyk. Codziennie, miliardy istot traciły swe życia w walce z prastarym najeźdźcą przed którym nikt jeszcze nie był w stanie ich uratować. Federacja, była jednak bezpieczna. I dopóki stan ten utrzymywał się, dopóty była nadzieja - że któregoś dnia nadejdzie finalny dzień zemsty za wszelkie krzywdy. Tak wiele emocji skrywał w sobie Jinkusu, a nic z tego nie wychodziło na światło dzienne. Był jednak wojskowym, u Crathygtan to było naturalne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sie 01, 2013 4:34 pm

-Drem Yol Lok. To powitanie w języku Crathygtan, mych twórców. Moim języku... - Shy nie wiedziała dlaczego Dur tłumaczy jej te słowa. Słyszała je wcześniej, kiedy po raz pierwszy pojawił się jego hologram, ratując ją od śmierci z łap Acrotha, i domysliła się sama, że było to coś w rodzaju powitania czy pozdrowienia.
-Czasy jak te, nie wiesz nawet kto jest prawdziwym przyjacielem. Są tacy, którzy gdy coś wybuchnie - natychmiast zaczną szukać drogi ucieczki. Są też tacy, którzy będą przy Tobie w najgorszych chwilach, idąc nawet do piekła. Nigdy się na nich nie zawiodłem. Będę mógł powiedzieć o Tobie to samo? - Shy zdawała się nie zwracać na niego uwagi. Końcówka ogona drgała lekko, jedno ucho zwrócone było w jego stronę, ale poza tym pysk miała spuszczony nad wodą. Nie odpowiedziała na jego pytanie z jednego, bardzo prostego powodu - nie posiadała strun głosowych zdolnych do artykułowania dźwięków ludzkiej mowy. Oczywiście, mogła się przemienić w człowieka, aby z nim porozmawiać, ale dlaczego właściwie miałaby się do niego dostosowywać? Było jej dobrze teraz - leżeć sobie na brzegu jeziora, czuć chłód bijący od wody, mieć pod sobą soczystą trawę. Cieszyła się, że mięśnie jej łap - od dawna zastane - promieniowały rozkosznym bólem świadczącym o zmęczeniu. Była sobą, a jeśli musiała to zmieniać, chcąc zadowolić Dura, to powinien on zrozumieć, że wolała pozostać tym kim jest.
Zamiast jakiejkolwiek artykułowanej wypowiedzi, uderzyła w ziemię ogonem - ugniatając trawę.
Jej myśli, proste i pogodne, oscylowały wokół zupełnie innych tematów niż rozmyślania Dura. Ona myślała o tym, że powietrze ładnie pachnie, że jest najedzona, że refleksy słoneczne tworzą piękne iskry na powierzchni wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sie 02, 2013 10:44 am

-Jak tylko Acroth wykona aktualne zadanie i powróci, wyślę Waszą dwójkę na wyprawę.
Dodał, kończąc dotychczasową wypowiedź. Android skrzyżował nogi w siadzie tureckim, gdy przeszedł do tej pozycji. Dłonie raptoro-podobnego stworzenia wylądowały na jego kolanach, a on sam zamknął swe oczy, wyglądając zupełnie tak, jakby się wyciszał - medytował. Tylko czy maszyna mogła medytować? A może inaczej - czy było mu to potrzebne?
Białe pazury u łap i dłoni odbijały światło, lśniąc niczym małe gwiazdy. Ciało jaszczura wydawało się rozluźnione, ogon owinięty był z jego lewej strony, oplatając go dookoła. Białe futro komponowało się z czarnym kreując na ciele jaszczura niemalże naturalną karnację. W tym wszystkim, pozostawał już jedynie perfekcjonizm w budowie maszyny jaką był android. Lewa strona ciała była idealną, lustrzaną kopią prawej, mięśnie wyrzeźbione były idealnie - budząc jednocześnie strach u wrogów jak i nierzadko podziw u towarzyszy. Do tego gdy okazywało się, że zamach jakimś ostrzem, np. mieczem - skutkował zatrzymaniem się ostrza na przedramieniu Crathygtanina - z charakterystycznym, metalowym podźwiękiem. Nic straszniejszego, a nie każdy zauważał w walce, że walczy z androidem. Ten tutaj android, nie był jednak androidem jak te znane ludziom ze świata gwiezdnych wojen czy tym podobnych uniwersów. Android tutaj był maszyną stworzoną do walki, zabijania - a jednocześnie posiadania wszystkich "funkcji" i możliwości twórców Jinkusu. Dlatego właśnie - nawet dla najpotężniejszych - maszyna była bardzo ciężkim przeciwnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sie 08, 2013 5:24 pm

-Jak tylko Acroth wykona aktualne zadanie i powróci, wyślę Waszą dwójkę na wyprawę. - powiedział co wiedział statek i zamilkł. Shy, która również nie należała do osób rozmownych nie zamierzała z początku przejmować się tym oświadczeniem. Bo przecież nim właśnie były słowa statku - nie było to pytanie ani propozycja, tylko raczej zawoalowany rozkaz. A przecież rozkazów dowódcy podważać nie wolno. Psopodobne stworzenie uniosło pysk i spojrzało na ofutrzonego smoka, który zamknął oczy. Shy chciałą skinąć łbem, na znak, że zrozumiałą i wcale go nie ignoruje, ale jak widać dla odmiany sama została zignorowana. "Wspaniale! Czy to znaczy, że mogę już wstać i sobie pójść, poszukać spokojnego miejsca? Ach, no jasne, zapomniałam. Przecież na tej Międzygalaktycznej Puszcze po Konserwach nie dało się być samemu nawet przez chwilę, bo nieustannie towarzyszy mi sam Statek, we własnej osobie." pomyślała. "Ciekawe czy moje myśli też potrafi czytać? Przy takim rozwoju technologicznym powinien móc zrobić z mojego umysłu zupkę chińską, ale czy może? Hę?" te ostatnie myśli kierowała jakby w stronę istoty o zamkniętych ślepiach. Był ładny, jasne. Futro zdawało się być miękkie i puszyste, mięśnie idealnie wyrzeźbione. Ale Shy podświadomie czuła, że to tylko kolejna Puszka po Konserwach, tyle tylko, że nieco mniejsza. Nie miał zapachu, nie miał mięsa pod tym idealnym futrem, a idealne mięśnie nie poruszały się w rytm jego oddechu.
Nie, on wcale nie był idealny. Był żałosną podróbką żyjącej istoty. Na co statkowi siła zdolna niszczyć całe gwiazdy, skoro nie potrafił stać się organiczny? Skoro nie wiedział co to narodziny, co to śmierć? Przynajmniej w ziemskim pojęciu tych słów.
Podniosła się do siadu i wbiła w niego spojrzenie nieruchomych ślepi, które tylko raz na jakiś czas przesłaniała błona, podobna do tej występującej u aligatorów - w tej formie nie posiadała powiek jako takich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sie 08, 2013 8:30 pm

-Nie sonduję Twego umysłu. Odbieram jednak i odczytuję o wiele więcej bodźców niż się Tobie wydaje.
Wyjaśnił, nie komentując jednak nic dalej. Jaszczur siedział dalej w miejscu, jakby czekając - a jej pozwalając się oswoić. Tak czy owak, skoro miała tu zostać - musiała być do niego przyzwyczajona, a on nie przyjmował niczyich złych nastrojów. Skupić się jednak należało na tym, czego Shy najwyraźniej nie dostrzegała i nie czuła. Poczynając od tego - że jak wszystko - i Android posiadał własny, unikatowy zapach. I bynajmniej - nie był to zapach metalu kryjącego się pod warstwą futra i skóry... No właśnie - skóry. Ciało Androida pokrywała również skóra - nie tylko futro. Wszystko było prawdziwe, nic sztuczne. Sztucznie wyhodowane, jednak nie było to materiał dla przebierańca. Dało się również dostrzec ruchy mięśni - zwłaszcza delikatnie unoszenie się i opadania klatki piersiowej - w rytm oddechu. Nie było to jakoś bardzo zauważalne - jednak może wiązało się to z czymś w rodzaju medytacji - kiedy to normalnie żywy organizm powinien spowolnić swe funkcje życiowe? Ogon "futrzastego smoka" przesunął się po ziemi z lewej strony na prawą - zahaczając po drodze o siedzącą przy nim Shy, jednak robiąc to w sposób bardzo delikatny - i to nie jak na androida - a właśnie na nią. Zupełnie jakby maszyna wiedziała jaką tolerancję posiadają nerwy znajdującej się tutaj przedstawicielki gatunku pochodzącego z ziemi. Ogon zatrzymał się po prawej stornie, a android siedział dalej. Może w tym wszystkim chodziło o nią? Może miała rzeczywiście właśnie okazję przyjrzenia się maszynie, "zbadania" swego rozmówcy bez żadnych sprzeciwów. Może po prostu pozwalał jej się przyzwyczaić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sie 08, 2013 8:58 pm

Po długiej chwili obserwacji, Shy chyba poczuła się nieco swobodniej, bowiem wstała i zrobiła parę kroków w stronę Dura. Obwąchała go, cały czas będąc czujną. Przekrzywiła głowę. Android. Kupa stali pokryta czymś co miało imitować życie. Statek. środek transportu. Czy żyły? Na swój sposób z pewnością tak.
"Skoro więc odbierasz tak wiele bodźców powinieneś wiedzieć, że lepiej mi tak jak jest teraz. że nie chcę być znów człowiekiem... Przynajmniej narazie."
Czy miało także jakieś znaczenie to, że Shy nie chciała się przy nim obnażać? Nie wiedzieć czemu, nie miała takich problemów przy Złotołuskim. Dur wydawał jej się jednak bardzo... Odległy. I niepojęty. Całą koncepcja statku którzy żyje, nadal nie mieściła jej się w głowie. Musiałą jednak zaakceptować jego istnienie więc to właśnie uczyniła.
Po chwili zastanowienia, odsłoniła przed nim niewielką część swojego umysłu. Tylko taką, która była najbardziej podstawowa - świadczyła tylko o tym kim Shy jest i kim się czuje. Dur, jeśli tylko zechciał, mógł zobaczyć, że to zielono-fioletowe zwierzę obok niego jest nim. Shy nie była człowiekiem w większym stopniu niż sam Dur, potrafiłą jedynie przybierać ludzką powłokę. Potem zamknęła szczelnie umysł i podeszła do krawędzi jeziora. Wstała na tylnie łapy i przez chwilę jej ciało balansowało na krawędzi... A potem runęła do wody i zanurkowała głęboko.
Lubiłą pływać. Od zawsze, w każdej postaci. Pod wodą świat wyglądał zupełnie inaczej, pozwalał jej wyciszyć czułe zmysły, nie słyszeć, nie węszyć. Jej ogon, zgrubiony i lekko spłaszczony u nasady idealnie nadawał się zarówno do starowania jak i jako element napędowy. Mocne, szerokie łapy sprawnie młóciły wodę. Po długiej chwili wynurzyła się ponad taflę jeziora, daleko od Dura. Wydała z siebie przenikliwy dźwięk, podobny do wilczego wycia połączonego z pianiem koguta. Ot, cieszyła się wodą. A potem spojrzała na Dura i zamilkła. Wróciła grzecznie na brzeg, otrzepała się z wody i znów położyła w swoim wcześniejszym miejscu.
"Chciałabym tu zostać na zawsze." pomyślała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sie 09, 2013 1:47 am

W tym wszystkim, Shy zapomniała wyłącznie o tym, że Dur-Shurrikun nie był telepatą. Przede wszystkim nie był organiczny. Mógł łączyć się z umysłami istot organicznych - jednak Ci którzy tego dostąpili, nie mieli opcji obrony, gdyż ingerencja nie odbywała się na zasadzie ataku jednego umysłu na drugi - lecz połączenia się z okrętem, co zazwyczaj skutkowało szaleństwem lub śmiercią delikwenta. Dlatego też Jinkusu normalnie tego nie czynił. A jeśli już do tego dochodziło, to zazwyczaj w momencie w którym ktoś dobrowolnie podłączał się do systemów okrętu.
Teraz jednak to przestało być ważne. Shy nie mogła tego jeszcze wyczuć, jednak pojawił się tutaj ktoś nowy - ktoś kto potrafił starannie ukryć swoją obecność - jednak nie przed okrętem.  Nie był to wróg, inaczej alarmy dawno by już odezwały, a android by tu nie siedział, tak jak to teraz czynił. Dur-Shurrikun otworzył swe ślepia i spoglądając przed siebie rzekł:
-Nie przestrasz się. Nadchodzi przyjaciel. Potężna kreatura, przedstawiciel starej rasy. Zwię się...
-Onuris...
Odezwał się tajemniczy głos, niski, potężny - lecz bardzo spokojny - emanujący pozytywnymi emocjami. Dziewczyna usłyszała go... W swojej głowie. Mogła wyczuć delikatną więź która pojawiła się między nią, a kimś nieznajomym. Kimkolwiek był, nie dało się wyczuć by żywił negatywne emocje do Shy. Wprost przeciwnie, nie krył swych emocji, ukazując ciekawość, zaintrygowanie. Pytanie tylko - kto kim będzie bardziej zaintrygowany? Za plecami Androida i Shy odezwały się krzaki - szumiąc - gdy ktoś przez nie przechodził. Dało się usłyszeć kroki, ciche, spokojne, powolne. Jednak znajdująca się tutaj samica, z własnego doświadczenia i instynktu powinna wiedzieć co to za kroki. Kimkolwiek był ten ktoś - był ogromny i ciężki. Gdy odwróciła swój wzrok, mogła za sobą zobaczyć kolejnego gada... Ten jednak przypominał smoka - potężny gad stojący na czterech łapach - zupełnie jak ona. Jednak jego rozmiary mogły imponować. Masywna, potężna sylwetka pokryta wytrzymałymi łuskami w kolorach czarnym i białym - białe, gadzie ślepia dokładnie badające Shy. Stworzenie które za nią stało, mierzyło trzy metry i sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu oraz długość sięgała siedmiu metrom i sześćdziesięciu dwóm centymetrom. Łapy zakończone były czterema palcami każda - każdy palce zakończony wielkimi, białymi pazurami. Dwa kolce znajdowały się na pysku, po karku ciągnął się kołnierz, pod brodą oraz na łokciach każdej łapy znajdował się "wachlarz" dodający stworzeniu pewnego uroku. Długi, masywny ogon również pokryty był czymś w stylu tego wachlarza.
Jaszczur stał, pewny, dumny - obserwując swym spokojnym spojrzeniem nieznajomą. Jeśli Acroth, Daalkiin czy Dur-Shurrikun wydawali się wysocy, wielcy - to ten tutaj był po prostu ogromny. Do tego istoty czułe na moc, mogły wyczuć potężną energię płynącą z ciała tego osobnika. Nie była to jednak wroga energia - można by powiedzieć, że jaszczur roztaczał dookoła siebie pozytywną aurę. Onuris nie czekał na reakcję Shy. Ruszył dalej, skręcając i podchodząc od lewej strony samicy. Po jej prawej stronie znajdował się Dur-Shurrikun - a po lewej położył się ogromny jaszczur, trzymając łapy przy i ogon przy sobie. Łeb i wzrok gada skierowane były na dziewczynę, obserwując ją bacznie, wielka ciekawość przeszywała tego osobnika. Tak jak ona jego, tak oto on widział ją po raz pierwszy. Dur-Shurrikun natomiast... Nic nie mówił, nic nie wskazywał. Jedynie obserwował.


Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 4:53 pm

Samiec znów warknął, tym razem nieco głośniej - jakby ostrzegając ją przed tonem który skierował w jego kierunku. Być może chciał jej na starcie pokazać, kto tu stoi wyżej w hierarchii. A być może po prostu rzeczywiście sobie ją testował. Niezależnie od tego, nie powiedział nic więcej. Jego ogon owinął się natomiast dookoła jej lewej dłoni, a czarnołuski samiec ruszył przed siebie, prowadząc Ar za sobą. Szedł spokojnym, miarowym krokiem - dostosowanym pod jej możliwości, by nie zmusić jej do biegu. Gad wyprowadził ją z hangaru wrotami, które wsunęły się w ściany, by zaraz weszli na wielki, szeroki korytarz, którym ruszyli dalej. Ze spokojem mogło by się tutaj zmieścić kilku takich jak Nodin. Ściany były jasne, wszystko było dokładnie oświetlone oraz bardzo zadbane. Niemniej jednak dookoła nie dało się dostrzec żywej duszy. Zupełnie jakby na okręcie była tylko ich dwójka, nikt więcej. Minut wydawały się ciut dłużyć, jak czarnołuski gad prowadził samicę przez kolejne korytarze, czasami otwierały się przed nimi drzwi, każde niepotrzebne były zamknięte.
Po kilku minutach, samiec doprowadził anthro-królika do kolejnych drzwi, przed którymi zatrzymał się i nadal trzymając jej dłoń swoim ogonem. Widmo odwróciło na chwilę łeb w jej stronę, a drzwi otworzyły się. Światło uderzyło w jej oczy, a samiec odwrócił się łeb do wejścia. Oczom dwójki ukazało się wnętrze Biosfery I - jednego z naturalnych pokładów na Dur-Shurrikunie. Piękne, malownicze miejsce. Widmo bez zastanowienia wciągnęło samicę do środka, idąc przed siebie. Prowadził ją przez zielone tereny, teraz wolniej - pozwalając jej napawać się pięknem tego terenu.
Nodin prowadził Raenę za sobą, aż dotarli w pewnym momencie do brzegu wody, maleńkiego klifu, na którym stanęli oboje - gdyż samica nie miała specjalnego wyboru. Gad spojrzał za nią, podciągając ją bliżej do przodu, by następnie ją puścić i spojrzeć na nią z góry.
/Biosfera jeden. Naturalne sanktuarium na pokładzie. Jedno z dwóch. Możesz odwiedzać to miejsce do woli, woda i natura są tu krystalicznie czyste. Nie spotkasz tu żadnych zwierząt, a to co widzisz dookoła - jest prawdziwe. Oczywiście po za ścianami, które symulują odległe obrazy./
Odparł, chcąc uśpić jej czujność. Warto napomnieć, że ustawił ją na wysokości swych przednich łap, czyli tuż przy brzegu. A gdy ona na chwilę odpłynęła, ogon samca przyległ do jej pleców, a następnie pchnął ja do przodu - wrzucają samicę do wody, od tak - bez ostrzeżenia. Sama woda była krystalicznie czysta, miała w miarę ciepłą temperaturę - w naturalnych dla niej granicach. Kiedy tylko wynurzyła się na brzeg, mogła ujrzeć stojąco nad sobą na brzegu widmo, na którego pysku pojawił się uśmiech rozbawienia.
/Witaj na pokładzie./
Skwitował krótko, stojąc i szczerząc swe kły w przyjaznym uśmiechu. Stał dumnie, spoglądając na nią z góry. Cóż, w tym momencie miała okazję obejrzeć bardziej z dołu tego gada, co ostatecznie rzeczywiście mogło pozwolić stwierdzić, że gad jest na prawdę silny. Można by rzec, że w tym momencie nie wyglądał na takiego poważnego i groźnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 5:25 pm

Króliczyca odrobinę skuliła się, kiedy Widmo warknęło na nią.  Widocznie faktycznie musiała przesadzić ze swoim brakiem szacunku, choć naprawdę nie sądziła, że ktoś tak potężny jest tak bardzo wrażliwy na nieinwazyjne słowa zwykłej samicy. Ale cóż, szacunek jednak wypada mieć, choćby nie wiadomo co.
Wkrótce dziewczyna poczuła ogon, który oplótł jej lewą dłoń, na co zareagowała zdziwieniem, a kiedy spróbowała cofnąć ją, wcale nie było to takie łatwe. Nodin pociągnął ją za sobą, mając  zapewne zamiar pokazać jej miejsce, w którym się znalazła i może opowie coś więcej, ale  to pewnie jak przejdzie mu wrażenie, że samica była nieco zbyt bezpośrednia.
R.R. szła swoim zwyczajnym krokiem, na wszelki wypadek nie odzywając się w ogóle, bo znowu powiedziałaby coś, co uraziłoby Widmo. Rozglądała się uważnie  i ciekawie,  zastanawiając się co jeszcze przyjdzie jej zobaczyć. Najbardziej zastanawiające było to, że  poza  nimi, nie zobaczyła nikogo żywego, co wydało się dość podejrzane.
W końcu dotarli do drzwi, które były przed nimi zamknięte, Widmo spojrzało na nią,  ale znowu nie powiedziało ani słowa, po chwili drzwi otworzyły się przed nimi, a R.R. aż otworzyła pyszczek ze zdziwienia.
- Jak tutaj… pięknie.. – powiedziała, przemierzając  to nietypowe miejsce jak na taki statek,. Było tutaj niezwykle malowniczo, co wręcz zwaliło Samicę z nóg. Pochłaniała wzrokiem  cały ten obraz, ciesząc się, że w tutaj znalazło się takie cudowne miejsce. Zachwycona tym co widziała, grzecznie podążała za Widmem, którego ogon wciąż oplatał jej lewą dłoń.  
Nodin doprowadził ją do niewielkiego klifu i przyciągnął ją nieco bliżej siebie. Teraz mogła spokojnie podziwiać piękno tego miejsca, z jej pyszczka nie znikał uśmiech.
- Naprawdę? Będę mogła tutaj przychodzić kiedy chcę? – powiedziała zachwycona.
- To będzie moje ulubione miejsce! – zaśmiała się radośnie, nie spodziewając się, że Nodin postanowi zabrać ją akurat tutaj.
Ar zupełnie nie spodziewała się tego, co Widmo sobie zaplanowało i kiedy tak podziwiała piękno Biosfery I,  poczuła ogon Lorda na swoich plecach i zaraz potem…
- Łaaaa! – zdążyła wydać z siebie okrzyk zdziwienia i przerażenia, po  czym wpadła do wody po sam czubek głowy. Rozpaczliwie zamachała łapkami i wynurzyła się, po czym groźnie spojrzała na Widmo, które wcale nie było takie poważne… Wręcz przeciwnie! Śmiało się  z niej! Grrr!
- Gdybyś nie był tym kim jesteś, inaczej by to wyglądało! – powiedziała z lekkim oburzeniem, ale po chwili zaczęła się śmiać z tego jak dała się podejść.
- Tego akurat nie spodziewałam się akurat z Twojej strony, Lordzie. -  spojrzała na postać niezwykle potężną, która wciąż patrzyła na nią, szczerząc się  wesoło co zdecydowanie ujęło tej grozy.  
Ar w końcu wdrapała się na klif i usiadła w zupełnie przemoczonym futrze i ubraniu.  Może to wyglądało zabawnie, ale wzięła jedno ze swoich długich uszu i lekko zacisnęła, by nadmiar wody spłynął  na klif, zaraz potem tak samo zrobiła z drugim.
- Szkoda, że jesteś taki ogromny. – burknęła pod nosem, choć rozbawiona tą sytuacją, po czym zerknęła na rozbawione Widmo,  coraz mniej obawiając się jego potęgi.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 6:03 pm

Gdy ona się wdrapywała, gad spojrzał na nią niewinnie, pochylając lekko łeb. Ot tak, spoglądając na nią z góry i szczerząc swe kły. Nagle to groźne widmo przestało być takie groźne, prawda? Może to właśnie od początku był jego zamiar - zmienić dla niej swój wygląd z groźnego widma na bardziej przyjaznego, czarnołuskiego, dużo jaszczura.
Spoglądał na nią spokojnie, chowając swe kły - gdy usiadła i zaczęła wyciągać wodę ze swych uszu. Niemniej jednak coś w tym było, a jako, że Nodin chciał to ciut urozmaicić, postanowił spełnić jej życzenie. Odczekał więc chwilę, a następnie ustawił się centralnie przed nią i zamknął na chwilę swe ślepia. Raena mogła obserwować, jak ciało widma pokryła czarna energia, zasłaniając go całkowicie, a chwilę później ta sama energia zaczęła zmieniać kształt - formować całkowicie nową istotę, inaczej wyglądające ciało. Tak oto, w krótkiej chwili - czteronożny czarnołuski, zmienił się w siebie samego - tylko w wersji anthro, dwunożnej. Tutaj jednak również do najmniejszych nie należał, bowiem jego wzrost to było jakieś dwa metry i dwadzieścia centymetrów. nadal to było jednak półtora metra mniej. Ciało z resztą również ciut się zmniejszyło, choć muskulatura pozostała taka sama. Dalszym etapem było to, że samica miała co nieco do obejrzenia - jeśli w ogóle lubiła obserwować tak nieubrane - podobne densorinom istoty - gdyż jak we wcześniejszej formie, tak i tutaj łuski przylegały dokładnie do ciała. Faktem natomiast było, że gad był w tej formie równie obnażony, jak wcześniej - jednak raczej mu to nie przeszkadzało. Otworzył swe krwistoczerwone ślepia i spojrzał na samicę, podchodząc do niej spokojnym krokiem, a następnie siadając przed nią po turecku - tak samo jak ona. Gad nie zachował jednak odstępu i usiadł tuż przy niej, opierając swe nogi lekko na jej kolanach - gdyż jego kolana miały zbyt szeroki rozstaw by mógł bezpośrednio nimi dotknąć jej własnych. Czarnołuski oparł z kolei swe ręce na własnych kolanach, pochylając się lekko do przodu, a ogon przeciągnął po ziemi z za siebie - przed siebie - układając go niczym kota - na jej nogach. Spojrzał na nią rozbawiony, jak widać nie przejmując się tym, że była mokra.
/Życzenie spełnione./
Skwitował krótko, spoglądając na nią i uśmiechając się przyjaźnie. Widmo wydawało się bardzo rozluźnione, nawet mimo faktu, że na niej mogło to wywierać dość piorunujące wrażenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 6:34 pm

Ar siedziała spokojnie po turecku, wciąż rozbawiona zachowaniem Widma, bo co jak co, ale po nim akurat takiego luzu się nie spodziewała.  Samica zdjęła swoja bluzę, pod którą miała koszulkę z krótkim rękawkiem, która teraz mokra oblepiła jej ciało. Powoli przesunęła łapkami po rękach chcąc pozbyć się nadmiaru wody, ale wcale nie było to takie łatwe.  
Widmo poruszyło się i stanęło przed nią, dziewczyna już spodziewała się kolejnego psikusa, ale to co  zobaczyła psikusem nie było…
Nodin postanowił wziąć jej słowa na poważnie i właśnie miał zamiar… Zmienić postać? Ar zrobiła wielkie oczy, bo tego się nie spodziewała, no ale z drugiej strony to była tak potężna postać, więc pewnie zmiana formy aż tak trudna nie była,  no ale jednak!  
Czarna poświata osnuła całą postać Widma, a w końcu jego całe ciało zaczynało przybierać nieco inna formę. Po całym procesie przed oczami stała postać anthro!
- Ile razy jeszcze coś mnie zaskoczy… - powiedziała nie wierząc w to co widzi. Jej wzrok przesuwał się po ciele Nodina, podziwiając budowę postaci, w ogóle wszystko…
Zwoooolnij Aaar – upomniała się w myślach, ale wciąż patrzyła na Widmo, które… No wyglądało zaskakująco dobrze po zmianie postaci.  Tylko tak… Obnażony samiec.  R.R. gdyby mogła zaczęłaby się śmiać z tej sytuacji, ale właściwie teraz nie wiedziała gdzie podziać wzrok, o czym myśleć i w ogóle nic nie wiedziała.
Niedługo czekała na kolejny ruch Widma. Tym razem Nodin podszedł do niej i usiadł tak jak ona, ale w takiej odległości, że oparł się nieco o nią. Ar zastanawiała się skąd w nim tyle pociągu do niej, może dawno nie było tutaj nikogo z jej rasy? Kto wie.
I znowu ogon!  - zaśmiała się w myślach.  Mimo to nie zdjęła jego ogona, a spojrzała w oczy Widmu i uśmiechnęła się do niego widząc jak luźno się czuje.  Taki luz powoli zaczynał udzielać się i jej, a zawsze sądziła, że Nodin wcale nie jest taki milutki.
- Ojej, a czy Lord spełni każde moje życzenie? – zapytała  z uśmiechem, miłym tonem aczkolwiek niby niewinnie.
R.R. wciąż przyglądała się uważnie postaci Widma,  poniekąd nim zafascynowana.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 6:54 pm

/Jeszcze nie raz./
Odparł jej w myślach, choć zapewne odpowiedzi nie oczekiwała. Niemniej jednak widział, jak mu się przyglądała, a do tego... cóż, słyszał jej myśli. Słyszał, jak sama sobie kazała zwolnić - i choć nie pokazał tego po sobie, to jednak jak mógłby takiej sytuacji nie wykorzystać w formie żartu? Zwłaszcza, że wiedział, iż była pod niemałym wrażeniem. Cóż, jeszcze więc nie raz ją zaskoczy. Nawet swymi następnymi myślami podsunęła mu pomysł, gdy wspomniała o ognie. Jaszczur zlustrował ją znowu spojrzeniem, a następnie usłyszał jej zapytanie. Wyszczerzył więc kły w zadziornym uśmiechu, spoglądając na nią z rozbawieniem, a tymczasem ogon samca drgnął lekko.
/To zależy, jakie by to miało być życzenie.../
Odparł, a jego ogon tymczasem poruszył się po jej nogach, zbliżając się do jej brzucha... dookoła którego zaczął się następnie oplatać, niczym wąż-dusiciel który zaczyna obejmować swoją ofiarę. Porównując go jednak do owego węża należało zaznaczyć, że był bardzo delikatny i ostrożny - jego ruch był płynny, jednak Ar nie mogła poczuć bólu, a co najwyżej przyjemny dotyk spowodowany przesuwaniem się ogona po jej skórze na brzuchu, po bokach i na plecach. W tym czasie jaszczur dalej ją obserwował, jakby nigdy nic pozwalając sobie ciągnąć wszystko do przodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 7:10 pm

Ar siedziała spokojnie na przeciw Nodina, wciąż patrząc na niego, czasem tylko zerknęła gdzieś w bok, bo piękno tego miejsca nie przestało jej zachwycać. Zastanawiała się czemu akurat ona została obiektem godnym podziwiania przez kogoś takiego jak Widmo, trochę zaczynała się krępować, ale te odczucia mijały po chwili i dawały jej spokój.
R.R. zobaczyła zadziorny uśmiech Nodina, który niezwykle się jej spodobał, bo uwielbiała takie dość zaczepne gesty, ale kompletnie nie zorientowała się, że jej myśli są dla niego  jak otwarta księga, w której może czytać ile tylko zechce...
- Co jeśli lista moich życzeń jest nieco dłuższa niż tylko jeden punkt? - nieświadomie odwzajemniła zaczepny uśmiech. Po chwili jednak pokręciła głową, a uszy znowu nieco zatrzepotały, choć nie tak mocno, bo wciąż były mokre.
- Nie chciałam okazać braku szacunku. - zerknęła na niego i uśmiechnęła się lekko.
Ar nieco się gubiła już w zachowaniu i swoim, i Nodina, ale czego się  spodziewać? W końcu nie był byle kim.
Samica poczuła, że Widmo porusza swoim ogonem, przesuwa powoli po jej nodze, oplata ją delikatnie w pasie, dość powolnym ruchem... Ten gest zdziwił Samicę, ale o dziwo był on całkiem przyjemny. Spojrzała więc w oczy Widma, robiąc zaczepno - zdziwioną minę, ale wcale nie miała zamiaru uciekać, nie czuła takiej potrzeby, a odniosła wrażenie, że Nodin jest jej ciekawy, choć... Może traktował tak każdego.
- Mam lekkie łaskotki... - powiedziała nieco niższym głosem, wciąż czując ogon Jaszczura.
Kto by pomyślał, że spotkanie z kimś takim, będzie... właśnie takie. - pomyślała, mając nadzieję, że więcej takich zaskoczeń nie będzie, bo w końcu naprawdę nie da rady.
- Mam nadzieję, że nie chcesz mnie wrzucić do wody... - zaśmiała się, zastanawiając się co knuje tym razem.
Lekko się wyprężyła, bo naprawdę łaskotki były czasem jej zmorą.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 7:23 pm

Samiec zachichotał cicho, słysząc jej odpowiedź na temat listy życzeń. No cóż, miała charakter. Wielu - na jej miejscu - albo by się wyłączyło albo dostało zawału, bo w końcu same widmo - sam Nodin, jest dla nich przyjazny. Można by powiedzieć, że miał w tym dwa cele. Z jednej strony ją sprawdzał, a z drugiej był miły i chciał jakąś więź wytworzyć. W końcu mieli razem trochę czasu spędzić, a ona pochodziła z planety znajdującej się pod jego protekcją.
/Możesz przedstawić kilka punktów i pomyślimy. No i co dostanę w zamian?/
Odparł, kończąc pytaniem i spoglądając na nią ciekawsko. Informację o "braku szacunku" po prostu zignorował. Wydawał się w ogóle nie zwracać na to uwagi. Z resztą nie miał nic przeciwko temu, by mówiła mu na "ty", a nie per "lord". Choć fakt respektowania go był z jej strony bardzo miły. Natomiast gdy wspomniała, że ma lekkie łaskotki - a potem dorzuciła trochę swych myśli - ślepia gada zabłysnęły czerwonym światłem, a on sam wyszczerzył swe kły w chytrym uśmiechu, ruszając lekko palcami. Pozwolił sobie jednak nie trzymać jej w niepewności, a na jej komentarz - wycofał swój ogon - zabierając go całkowicie i chowając za siebie. Miał dość? Nie, po prostu wpadł na lepszy pomysł. Obrócił się w miejscu o sto osiemdziesiąt stopni, wyprostował nogi i przesunął lekko do przodu... a następnie położył się grzbietem na ziemi - mając głowę skierowana w jej stronę... nawet dalej. Czarnołuski ułożył swój łeb na jej nogach, niczym na poduszce - i spojrzał na nią z dołu rozbawiony. Wyprostował swe ciało i opuścił spokojnie ręce, kładąc je wzdłuż własnego ciała. Prawą nogę wyprostował, a lewą delikatnie ugiął w kolanie. Wydobył z siebie cichy, przyjemny warkot, spoglądając tak na nią z dołu z niemalejącym zaciekawieniem. Widać na coraz więcej sobie pozwalał.
/Nie, nie zwalniaj - Ar./
Odezwał się w jej głowie, nawiązując do jej poprzednich myśli. Czyżby chciał coś sprowokować? Pytanie - co chciał osiągnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Kwi 19, 2014 7:43 pm

Ar zamyśliła uśmiechnęła się do Nodina, który najwyraźniej miał zamiar wyciągnąć z niej jakiekolwiek życzenia, ale nie z nią te numery! Na miłe życzenia przyjdzie jeszcze czas, choć niektóre były takie, że R.R. szczerze wątpiła, że ktokolwiek mógłby je spełnić.
- Nad nagrodą mogę pomyśleć.. - zaśmiała się wesoło.
Widmo zabrało ogon, co trochę zdziwiło dziewczynę, z resztą... Ciągle ją zaskakiwał, zupełnie jakby doskonale wyczuwał jej emocje, jakby się bawił tym i testował, sprawdzał, a może po prostu droczył.
Jednak jak się okazało, Jaszczur miał nieco inny plan, który jeszcze bardziej zdziwił R.R.
Odwrócił się od niej, zmieniając swoją pozycję tak, by położyć głowę na jej kolanach i z rozbawieniem spojrzał na nią. To sprawiło, że pewna bariera, która była pomiędzy nimi, a właściwie stworzona przez Ar, która nauczona była ogromnego szacunku do tej postaci, zwyczajnie pękła.
- Nie zwalniaj? - zapytała zaskoczona jego słowami, próbując też przywyknąć do takiej bliskości kogoś tak ważnego.
- No nie! - przypomniała sobie, że tak właśnie mówiła do siebie, kiedy zobaczyła efekt zmiany postaci Widma. Czyli... Czytał w jej myślach! Wie o wszystkim co sobie mówiła! Ar zaśmiała się z własnej nieostrożności i próbowała przypomnieć sobie jeszcze to co myślała od samego początku.
Z drugiej strony, skoro znał jej myśli i wciąż zachowywał się w ten sposób, mało tego, nie chciał by przestawała być taka.... To coś musiało znaczyć. Takie myśli sprawiły, że Króliczyca poczuła się nieco pewniej.
- Powinieneś przypomnieć mi, że czytasz w moich myślach, co jeśli byłabym bardzo nieposłuszna? - zapytała zaczepnie i skoro on okazał jej tyle uwagi i nie miał nic przeciwko, postanowiła również być taka. Skoro Widmo tego chciało, nie mogła się sprzeciwiać.
Samica uśmiechnęła się wesoło, bo jakoś przestawała czuć się obco w nowym miejscu. Spojrzała znowu w bok, zachwycając się urokiem tego miejsca, a jej łapka powędrowała do Nodina i R.R. zaczęła głaskać go po głowie.
- Albo brakowało ci towarzystwa, albo wyjątkowo mnie polubiłeś. - zaśmiała się i drugą łapką również zaczęła przesuwać po jego przyjemnych w dotyku łuskach. głaskała go bardzo delikatnie, czasem tylko końcówkami palców, a potem znowu całymi łapkami, ciesząc się, że może umilić czas komuś takiemu jak on.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biosfera I   

Powrót do góry Go down
 
Biosfera I
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Biosfera I

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: