Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biosfera I

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Biosfera I   Nie Kwi 28, 2013 7:09 pm

First topic message reminder :


Biosfera I jest jednym z najbardziej niesamowitych miejsc na pokładzie okrętu. Ten pokład stworzony na planie koła o średnicy trzech kilometrów oraz wysokości około pół kilometra. Ściany tego miejsca tworzą projekcję holograficzną, jednak wszystko co znajduje się pomiędzy tymi ścianami - jest w stu procentach prawdziwe - zarówno woda jak i rośliny. Miejsce to wydaje się być prawdziwym obrazem planety, wchodząc tutaj - zamykają się za załogantem drzwi które zaraz również znikają pod płaszczem hologramu. Biosfera pozwala odpocząć od codzienności, a zaprojektowana jest tak, że w jednej części znajduje się woda, zabierając około 1/6 miejsca - a pozostałe tworzy natomiast zielony las w którym znajdują się przeróżne rośliny, nierzadko posiadające jadalne owoce. Panuje tu ciepła temperatura - przenosząc się również na wodę - której ciepło jest umiarkowane.


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Czw Gru 31, 2015 8:33 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Wto Sty 20, 2015 11:16 pm

To wspaniale, ze znów udało jej się rozbawić Księcia, ale czemu on ponownie musiał klepać ją po głowie,sprawiając , że włosy naelektryzowały się i zaczęły sterczeć, a z warkocza umknęło się kilka kosmyków i opadły na jej twarz. Cichym prychnięciem starała się zdmuchnąć włosy z oczu, ale nie wyszło jej to więc posyłając jeszcze za smokiem zirytowane spojrzenie poprawiła włosy tym razem wiążąc je w prostego koka.
Nie mogła narzekać na twarde lądowanie, bo gęste futro zamortyzowało jej upadek dość skutecznie, ale i tak nie podobało jej się to “porwanie” stąd buńczuczne szturchnięcie. Ponownie leżała na wilku, tym razem jednak postanowiła to wykorzystać i sobie poleżeć. Skoro nikt jej nie goni to może sobie chwile poleniuchować, prawda?
Zaśmiała się czując dotyk wilgotnego wilczego nosa na czole. Wytarła ślad po tym “ tyknięciu” o futro na torsie Nat’a, po czym bardzo powoli zbliżyła koniuszek palca do wilczego nosa,zmuszając swojego towarzysza do tego by zrobił zeza patrząc na jej dłoń.
Widząc postawione pionowo uszy wilka i pytanie w oczach kiwnęła głową.
-Nie znasz ani dnia ani godziny
Powiedziała półgłosem złowróżbnym tonem, a następnie dała wilkowi pstryczka w nos.
Mruknęła protestacyjnie niezadowolona ze zmiany pozycji, gdy wilk się podniósł na rękach,teraz nie mogła leżeć sobie wygodnie, musiała przysiąść na jego brzuchu inaczej byłaby wygięta w dość niewygodny i niezdrowy dla kręgosłupa sposób.
-Zasięg zasięg
Mruczała pod nosem przestawiając uszy wilka. Chyba ni trzeba tłumaczyć o co jej chodziło. Jej zabiegi mające głównie na celu zobaczenie jak wilk wygląda z różnym ustawieniem uszu, skojarzyły jej się z łapaniem zasięgu w starym radiu.
O dziwo Nat nie protestował.
-Co przyjemnie?
Spytała mniej więcej w połowie masażu, od dawna już słysząc i czując ciche mruczenie oraz widząc błogą minę wilka.
-Chyba powinnam przestać. Jeszcze cię za bardzo rozpieszczę i będzie problem…
Rzuciła i powoli odsunęła ręce od głowy Nat’a czekając na jego reakcję.
-A właściwie.... czemu ty jesteś rozpieszczany a ja nie!?
Zrobiła teatralnie smutna minkę, godną skrzywdzonego szczeniaczka a później obróciła się plecami do wilka plecami, cały czas siedząc tzw. po turecku na jego brzuchu i udała, ze ociera łezki z policzków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Sty 21, 2015 4:17 pm


NPC Storyline - Natvakt


Może i nie znał dnia ani godziny ale chętnie będzie wyczekiwał jej "zemsty" na jego osobie. Zwłaszcza, że przez swój charakter, Amelia brzmiała tak groźnie, że aż słodko.
Wilk położył się ponownie na trawie, by dać jej więcej wygody podczas leżenia na nim. Odłożył łeb na trawę i spoglądał w niebo, pozwalając jej bawić się jego uszami, a w krótkim następstwie przejść do bardzo przyjemnego masażu, dzięki któremu całkowicie się jej poddał.Kiwnął jej nawet łbem twierdząco, słysząc zadane mu pytanie. Oczywiście, że było to pytanie retoryczne, niewymagające odpowiedzi. Jego odpowiedzią było przecież dotychczasowe zachowanie.
W pewnym momencie karpatianka przerwała masaż którym do tej pory go raczyła. Futrzak podniósł łeb do góry i spojrzał na nią z zaciekawieniem, krzywiąc delikatnie pysk na bok i zastanawiając się co jej teraz przyszło do głowy. A zastanawiał się, ponieważ zdążył poznać ją na tyle by wiedzieć, że ona miała zawsze jakiś pomysł. Zaskakiwała go, chyba lubiła to robić i teraz... teraz znów to zrobiła. Odwróciła się do niego plecami, rozsiadając się na jego brzuchu i nie mając zamiaru uciekać od jego futra. Ogon samca poruszył się na lewo i prawo, bardzo powoli przesuwając się pomiędzy nogami densorina. Amelia więc chciała coś od niego. Teraz więc jej futrzasty przyjaciel zamierzał ją zaskoczyć.
Zaczęło się bardzo niewinnie. Amelia mogła poczuć, jak samiec powoli podnosi swój korpus do góry, najpierw delikatnie, by nie zrzucić jej z siebie. Jego ręce powoli sięgnęły ku niej, opierając się bardzo delikatnie na jej ramionach. Futro wilka otarło się o jej nagą skórę, gdy ten wpierw oparł dłonie na jej ramionach, a następnie mozolnym ruchem zsunął je w dół na jej łopatki, zahaczając lekko pazurami o jej ramiona ale nie robiąc jej najmniejszej krzywdy. Natvakt następnie przesunął ręce niżej, zsuwając je po jej plecach w dół. Podczas całego procesu delikatnie naciskał na jej skórę, zaznaczając linie budowy mięśni oraz kości. Zatrzymał się na wysokości jej bioder, przesuwając teraz dłonie do przodu na jej boki.
-W ten sposób...?
Zapytał szeptem, wprowadzając nieco atmofery tajemniczości. Jego następnym ruchem było przesunięcie nóg, skrzyżowanie ich, a następnie podniesienie się całkowicie do góry, siadając w siadzie skrzyżnym i zsuwając ją na swoje nogi. To nie było jednak wszystko. Skoro czuła się tak zaniedbana, Nat postanowił nadrobić zaraz wszystko. W międzyczasie więc jego ręce przesunęły się po jej skórze dalej do przodu, obłapując ją lewą ręką na wysokości pępka, natomiast prawą na wysokości splotu słonecznego. Gdy już ją objął, wilk przesunął ją do tyłu, po raz kolejny wtulając ją plecami w swój tors. Na tym jednak wrażenia się nie skończyły. Lewą dłonią samiec zaczął zataczać powolone kręgi na jej brzuchu, gładząc jej skórę i głaskając ją delikatnie. Do jej prawego ucha przysunął natomiast swój pysk i znów odezwał się do niej szeptem.
-Czy może w ten...?
Odezwał się, a następnie zrobił coś czego zapewne się nie spodziewała. Otworzył lekko pysk i chwycił kłami za jej ucho. Zrobił to oczywiście niesamowicie delikatnie. Jego kły były bardzo ostre, Amelia mogła to odczuć. Jednak jednocześnie mogła mieć pewność, że nic się jej nie stanie. Wilk potrafił być ostrożny, a teraz się z nią lekko droczył. Łączył przyjemne z dręczeniem. Przyjemnym dręczeniem bo nie zamierzał jej denerwować, a jedynie spełnić jej oczekiwania - odwdzięczyć się, że jest dla niego taka miła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Sty 21, 2015 10:02 pm

Dziewczyna zdążyła obdarzyć wilczka sporą sympatią, dlatego jej groźba mogła zabrzmieć nieco zabawnie, bo w gruncie rzeczy nie chciała przestraszyć w żaden sposób Nat’a, co nie znaczy, ze nie miała zamiaru zemścić się. Musiała tylko zaplanować odpowiednią zemstę, a przede wszystkim chciała by było to zaskoczenie dla niego, dlatego postanowiła poczekać. A co do jej charakteru… wilk poznał tylko tą milutką część, a należy pamiętać, że każdy ma ciemniejszą stronę, Amelia także. Nie zawsze była taka… przyjazna. Najlepiej spytać o to, tych paru których przesłuchiwała. Z pewnością mieli by sporo do powiedzenia na temat jej ciemnej strony.
Wymamrotała pod nosem coś o “ robakach w spodniach wilka” i ponownie ułożyła się na jego piersi inaczej, gdy ten zmienił pozycję i znów położył się na trawie poddając jej dłonią.
-Teraz znam przynajmniej jeden twój słaby punkt
Zaśmiała się nie przerywając masażu. Pokręciła głową widząc jak at kiwa potwierdzająco swoim łbem.
Przynajmniej nie próbujesz się wypierać
Jeszcze chwile kontynuowała pieszczoty.
Ruszający się praktycznie tuż przed jej nosem, a właściwie dokładnie na linii jej wzroku, wilczy ogon wydawał się kpić z jej obrażania się i wręcz prosić się, żeby go złapała i ponownie przytuliła. Siła powstrzymywała się by tego nie zrobić.
Nie wiedziała czego spodziewać się po wilku. Czuła ruch jego mięśni, gdy się podnosił i lekko spięła mięśnie oczekując na jego kolejne posunięcie. Zakończenia nerwowe na jej ramionach drgnęły ostrzegawczo na chwilę przed tym jak wielkie,ale miękkie łapy wilka ulokowały się na nich delikatnie. Zadrżała mimowolnie zaskoczona czując ciepłe wilcze łapy na ramionach, które zdążyły już nieco zmarznąć, przez co pokrywały je stojące dęba drobne włoski, które teraz ugięły się pod ciężarem łap Nat’a.
Siedziała nieruchomo powoli się rozluźniając i poddając ruchom łap wilka, czekając każdego kolejnego posunięcia zaciekawiona. Kolejne drżenie wywołał dotyk ostrych wilczych pazurów na jej delikatnej skórze. Nie bała się, że zostanie poraniona. Ufała wilkowi i zdążyła już zauważyć, ze doskonale panuje od nad swoim ciałem, dzięki czemu potrafi być bardzo delikatny, czego w życiu by się po nim nie spodziewała patrząc choćby na jego rozmiary.
Na pytanie wilka nie odpowiedziała, bo nie wiedziała za bardzo co, jedynie dalej siedziała i poddawała się jego poczynaniom.
Mruknęła zaskoczona, gdy wilk przesunął ją na swoje skrzyżowane nogi. Brzuch był stanowczo wygodniejszy, ale postanowiła na razie przynajmniej nie narzekać i zobaczyć, co tez Nat wymyślił by zrekompensować jej brak pieszczot.
Z trudem kryjąc uśmiech wtuliła się w wilczy tors chwytając dłońmi za jego nadgarstki, ta jakby chciała odciągnąć jego łapy od siebie, choć nie wykonała poza tym, żadnego ruchu.
Nie potrafiła się powstrzymać przed cichym chichotem, gdy futrzasta wilcza łapa zaczęła ją głaskać po brzuchu. Brzuch był jednym z niewielu miejsc, gdzie miała delikatne łaskotki.
Znów nie odpowiedziała na jego pytanie bo z jej ust wyrwał się zaskoczony cichy pisk, gdy wilcze kły chwyciły jej ucho. Po plecach przeszły jej dziwne dreszcze, których nie potrafiła wytłumaczyć. Uśmiechnęła się jednak , ponownie dziękując w duchu, za to, że wilk tak dobrze panował nad sobą. Jego kły były bowiem niezwykle ostre, co mimo delikatności uścisku dało się poczuć. Wyciągnęła rękę i sięgając za siebie podrapała wilka za uchem.
-Nieźle
Skomentowała z szerokim uśmiechem, po czym lekko odsunęła od siebie łapy wilka i uniosła się, ale nie wstała a jedynie obróciła przodem do niego i obejmując go ramionami w okolicach klatki piersiowej wtuliła się w jego tors, podobnie jak to zrobiła wcześniej przy Księciu, opierając policzek na jego włochatej piersi.
Trwała tak chwilę, a potem… zaczęła wilka bardzo delikatnie i z wyczuciem… badać czy ma łaskotki, a jeśli tak to gdzie. Pewnym utrudnieniem była twarda skora wilka i jego gęste futro, ale i tak postanowiła się pobawić i zobaczyć czy może uda jej się znaleźć miejsce na ciele wilka, gdzie łaskotki występują.
Później kontynuowała swoje badanie i… dorwała się do wilczego pyska. Bardzo delikatnie, właściwie prosząc dotykiem niż samej zmuszając, otworzyła mu pysk i zabawiła w dentystę oglądając jego kły ciekawe jak wyglądają z bliska w innej perspektywie niż, gdy Nat je szczerzy w uśmiechu.
Jak oglądnęła kiełki to zajęła się kolejną naturalną bronią wilka i obejrzała uważnie jego łapy, a dokładniej pazury prawej łapy, przy okazji delikatnie masując mu dłoń. Na koniec ponowni się w niego wtuliła niczym mała dziewczynka w wielkiego pluszaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sty 22, 2015 9:52 pm

NPC Storyline - Natvakt

Amelia zadrżała pod dotykiem jego futrzastych dłoni, co zapewne było bardziej mimowolne. W żaden sposób nie protestowała ani nie broniła się przed jego dotykiem, a więc musiał spełniać jej oczekiwania. Jej dłonie przesunęły się na jego nadgarstki, a wilk dalej kontynuował masaż jej brzucha, przy okazji trzymając ją dalej prawą dłonią za mostek. Nie trzeba było jej za bardzo pomagać, karpatianka samca przylgnęła do jego torsu swymi plecami, opierając się o niego i przyjemnie go ogrzewając. W końcu też jej ciało emanowało ciepłem.
Jej cichy chichot był bardzo miłym komplementem dla jego uszu. Wilk chwycił jej ucho, tylko po to by zaraz je puścić i za bardzo jej go nie potarmosić. Nie chciał jej przecież uszkodzić ani zostawić jej żadnych takich pamiątek po sobie. Z resztą swym gestem, gdy sięgnęła ręką za jego łeb i podrapała go po uchu... "wykupiła" swoje w charakterze okupu, przekonując go by ją puścił.
Po usłyszanym komentarzu, wilk spojrzał na nią z góry pytająco. Właśnie został oceniony w kategorii rozpieszczania jej? Ciekawe ile to oznaczało w skali punktowej. Nie miał za bardzo czasu się nad tym zastanawiać, gdyż jego przyjaciółka znów postanowiła się poruszyć. Powierciła się, odchylając na początku jego ręce i robiąc sobie trochę więcej miejsca. Wszystko po to, by zmienić pozycję, a dokładniej kierunek - i rozsiąść się ponownie na jego nogach, tylko tym razem przodem do niego. Szybko też dała mu do zrozumienia o co chodziło. Amelia przylgnęła do niego ponownie, obejmując go i przytulając się do niego na całej długości, wtulając nawet policzek w jego pierś.
Wilk spojrzał na nią z góry, na tą malutką istotkę która tak się do niego przytuliła. Z każdym takim przytulaniem się, jak ją obserwował - zaczynał czuć się za nią coraz bardziej odpowiedzialny. Niczym za młodą samicę poznającą obce terytorium, obcy świat... a na dobrą sprawę to tak właśnie było. Natvakt odwzajemnił jej gest, obejmując ją, lewą ręką za plecy i przytulając delikatnie do siebie, natomiast prawą dłoń kładąc bardzo delikatnie na jej policzku, który pogładził ostrożnie.
-Przyznaj, że potrzebujesz kogoś z futrem by ciebie rozpieszczał.
Odezwał się do niej i zachichotał cicho. Nawiązywał w tym oczywiście do ich rozmowy w centrum medycznym, kiedy to on był nazywany niedopieszczonym pieszczochem, wymagającym pilnej kuracji w postaci tulenia i głaskania. Po chwili przytulania, nadeszła pora na coś co początkowo wziął za głaskanie. Wilk przesunął obie swe dłonie na jej plecy, przytrzymując ją takim podparciem i pozwalając jej swobodnie działać. Zaczęło się od sprawdzenia jego boków, gładzenia go w bardzo delikatny sposób. Potem przesunęła swe dłonie na jego brzuch, chyba szukając czy ma łaskotki... niestety u tych futrzaków było to coś trudnego, choć czuł jakieś dziwne uczucie gdy tak próbowała. Później je ręce trafiły na jego szyję, a następnie... na pysk. Delikatnie przesunęła po jego wargach, a Nat otworzył usta i ukazał swe kły. Karpatianka obejrzała je, a następnie zajęła się jego prawą dłonią, wyciągając ją przed siebie i oceniając sobie jego pazury oraz przy okazji delikatnie mu ową dłoń masując. Futrzak nie stawiał oporu, o nie. Pozwolił jej spokojnie sprawdzić swą dłoń, a gdy skończyła - ponownie objął ją za plecami, by zaraz przesunąć prawą dłoń na jej policzek - gdyż znów się mocno w niego wtuliła. Zostanie jej przytulanką, prywatną przytulanką.
-Problem pokoju rozwiążemy tak. Dostaniesz go ze mną. Ja będę miał swoje łóżko, a ty dostaniesz mnie.
Skomentował żartem i zaśmiał się cicho, a następnie bardzo powoli wyprostował swe nogi, odchylając się do tyłu i kładąc ponownie na trawie - oczywiście dalej ją obejmując i kładąc Amelię na sobie. Położył swój łeb na trawie i wbił wzrok w obraz nieba. Kto by pomyślał, że przyjdzie mu tak przyjemnie leniuchować z kimś takim?
Do głowy wilka wpadł jednak pomysł. Podniósł on swój łeb do góry, spojrzał na nią zadziornie i... szybkim ruchem przesunął swe ręce z jej pleców - na jej głowę... a następnie zaczął czochrać jej fryzurę, powodując istne tornado na jej głowie. Robił to bardzo zamaszyście ale również uważał, by nie ciągnąć jej za włosy i nie sprawiać jej bólu. Po kilku sekundach ataku, objął ją ponownie za plecy, nie przytrzymując jej jednak. Wyszczerzył się oczywiście niewinnie w swym małym, wilczym uśmiechu - oczekując na to co zaraz się wydarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sty 22, 2015 11:07 pm

Niby czemu miała protestować? Zabiegi wilka sprawiały jej przyjemność, nie widziała więc powodu by w jakikolwiek sposób sprzeciwiać się mu w tej chwili. Zresztą… chyba nie trzeba mówić, ze jej obrażenie się było tylko teatralnym wygłupem. Jak każdy lubiła, gdy ktoś poświęcał jej uwagę, lubiła czasem być rozpieszczana, ale nie zabiegała o to jakoś specjalnie. Raczej… przyjmowała ochoczo, gdy ktoś oferował, ale nie domagała się, by skupiać się tylko na niej. Nie była egocentryczką. Wręcz przeciwnie.Należała do osób, o czym wilk już się nijako przekonał, które lubiły okazywać czułość i troskę innym. Bardziej przejmowała się dobrem swoich bliskich niż własnym, czasem słono za to płacąc, ale taka już była i nie miała zamiaru się zmieniać.
Mruknęła aprobująco, gdy wilk objął ją jedną łapą, drugą głaszcząc po policzku.
-Futro mile widziane
Zaśmiała się wtórując jego chichotowi, który w dziwny i dodatkowo rozśmieszający ją sposób odbijała się w jej ciele, gdy klatka piersiowa wilka drgała poruszana jego śmiechem.
Oboje byli pieszczochami, tego nie dało się ukryć.
-Nie! Ja chce własne łóżko Jeszcze mnie w nocy zrzucisz i co?
Zaprotestowała odpychając się od niego na wyprostowanych rękach opartych dłońmi o jego pierś , przez co była wygięta pod dość dziwnym katem. Po chwili znów się w niego wtuliła i przygryzając wargę zaczęła się zastanawiać nad tym czy nie powiedzieć wilkowi o jeszcze jednym aspekcie jej inności. Spojrzała na Nat’a z dołu , by po chwili spuścić wzrok i zacząć przeczesywać delikatnie futro na jego piersi palcami prawe dłoni. Zastanawiała się po prostu jak wilk zareaguje na tą wiadomość.
-Właściwie… ja zazwyczaj nie śpię w łóżku
Zaczęła bardzo niepewnie.
-Częściej na ziemi...a czasami w ziemi, pod nią
Nie chciała używać sformułowania, którym jej sposób spania opisywała jej matka. “ Pogrzebana żywcem”. Tak to było dość adekwatne, ale chyba niezbyt dobrze rozumiane. Zwyczajnie brzmiało drastycznie, ale dla niej było to coś normalnego, a nawet przyjemnego.
Położyła się na wilku kuląc się lekko na jego brzuchu i pewnie leżałaby tak jeszcze jakiś czas, gdyby wielkie łapska wilka nie zaczęły roić jej tornado a głowie.
Z głośnym krzykiem zaczęła się odsuwać byle dalej od bezczelnych wilczych łap.
-Co ty wyprawiasz?!
Odskoczyła i zaczęła układać włosy siedząc z urażoną miną obok Nat’a . Zła kopnęła go delikatnie w biodro, jakby chcąc go odsunąć jeszcze dalej od siebie. Nerwowymi ruchami rozczesywała skołtunione włosy,nie przerywając ustawicznego kopania Nat’a, choć właściwie jedynie pyrgała go stopą w bok okazując swoje wielkie niezadowolenie.
Poddając się chwyciła jego ogon i lekko pociągnęła z miną naburmuszonego dziecka, które każe niedobrego pieska za pogryzienie jego buta, przez pociągniecie za ogon. Brakowało tylko by rzuciła “ zły wilczek”.
Później wiedząc, że wilk tego nie chce, ubrała się .
-Wstawaj. Za karę koniec leniuchowania.
I znów pociągnęła go za ogon, tym razem nie lekko, a stanowczo, tak, że wilk przejechał za nią po śliskiej trasie kilka centymetrów. Widząc to zaśmiała się i usiadła na trawie sięgając ręką do uszu wilka i drapiąc lekko za prawym uchem w ramach przeprosin.
Wybacz nie chciałam tak mocno. Nie lubię jak kto dotyka moich włosów, a tym bardziej robi mi na głowie przejście tornado.
Wytłumaczyła przepraszającym tonem ze skruszoną miną wciąż pieszczotliwie drapiąc wilka zza uszami głaszcząc delikatnie między nimi, a także delikatnie przeczesując zgiętymi niczym szpony palcami od czasu do czasu futro między jego oczami, wiedząc, ze jest to bardzo wrażliwe miejsce u wszystkich stworzeń, którego odpowiednia pieszczota potrafi uspokoić nie jednego złośliwca. Miała nadzieję, ze wilk nie ma jej za złe, a jeśli ma to przestanie po tej pieszczocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sty 23, 2015 9:54 am

NPC Storyline - Natvakt

Jej wielkim szczęściem było, że został jej przydzielony ktoś kto posiadał futro. Ciekawe jak by przeżyła, jeśli dostałaby kogoś pokrytego łuskami? Albo jeszcze lepiej... pancerzem chitynowym? Znalazła by się w mniej przyjemnej sytuacji.
Amelia oparła dłonie na jego piersi i uniosła się, wykrzywiając się pod kątem pod którym kręgosłup za bardzo się nie wygina (u istot które postanowiły nie zrobić z siebie gumy). Wszystko po to by zarzucić mu, że nie sprawdzi się w tej roli. No cóż, teraz powinien poczuć się urażony, być oburzony i obrazić się na długość tego okrętu.
-Chociaż raz ciebie zrzuciłem?
Zapytał, przekrzywiając łeb na bok. Ani razu. A choć nie znali się jakoś bardzo długo to już kilka razy na nim siedziała oraz leżała. Dlaczego więc miałby to zrobić podczas snu? W przeciwieństwie do niej - gdy leżał, nie rozpierała go tak energia, by musiał się szamotać. Karpatianka ponownie na niego opadła, a on spojrzał na nią z "wyrzutem", by następnie znów postawić uszy pionowo, zaciekawiony jej zachowaniem. Spuściła wzrok i zaczęła przesuwać dłonią po jego futrze na piersi, najwyraźniej nad czymś rozmyślając - nad jakimś problemem. I to była wyraźna oznaka, że chce coś mu powiedzieć - tylko nie wie jak. Oraz jak on na to zareaguje? Długo jednak nie czekał.
Nie śpi w łóżku? Wilk skrzywił łeb bardziej, zastanawiając się co jest nie tak z tymi ludźmi. Jasne, niektóre gatunki spały bez żadnego posłania - bo go nie potrzebowały. Inne na jakiś prowizorkach, spotkał też kawałki materiału przewieszone sto metrów nad ziemią i robiące za łóżka. Niemniej jednak na to co mu powiedziała... cóż, był wyraźnie zaskoczony. Na tyle, że wręcz nie wiedział jak ma zareagować i co powiedzieć. Dur-Shurrikun przygotowywał zazwyczaj kwaterę pod mieszkańca jednak... w jej przypadku co to będzie? Wstawi jej tam las z ziemią? Wnioskując po jej zachowaniu oraz miłości do wszystkiego co naturalne oraz zwierzęce - zapewne jej organizm w ten sposób się regenerował. Była przecież karpatianką. Tylko czy będzie mogła spać w ziemi nie pochodzącej z jej planety? W ogóle jak ona mogła to przeżyć? Pod wodą nie wytrzymała nawet połowy z tego co mógłby on - a chciała tam spać? Chyba czegoś nie rozumiał. Kolejna magia?
Kiedy się skuliła, leżąc tak dalej na nim, on postawił przerwać proces myślowy w swym mózgu i dorwać się do jej włosów. Początkowo nawet wszystko szło w porządku, tak jak zaplanował. Poirytował ją - i to bardzo. Na tyle, że aż z niego zeskoczyła, zupełnie jakby ją zaczął parzyć. Na jej ""kopnięcie" zareagował po prostu śmiechem. Rozbawiła go swoim zachowaniem, tym szturchaniem go i nerwowym układaniem włosów. Podczas zadań też tak ich pilnowała?
Gdy pociągnęła go za ogon, specjalnie na to nie zareagował. Dopóki nie robiła tego typowo złośliwe, nie przeszkadzało mu to. Po za tym, był trochę cięższy i silniejszy od niej. Głupio by było gdyby byle szarpnięciem spowodowała u niego nie wiadomo jaki ból. Nie spodziewał się natomiast, że obrazi się na niego, wstanie i odejdzie się ubrać. A następnie wróci do niego, złapie go ponownie za ogon i szarpnie go - tym razem wkładając w to już siłę. To mu się wyraźnie nie spodobało. Densorini nie lubili używać siły przeciwko swoim, było to bardzo niewskazane w kontaktach z nimi - zwłaszcza tych przyjacielskich. I choć bardziej tylko drgnął, aniżeli mogła go przesunąć - to jednak poczuł, że to nie miało być dla niego miłe. Wilk spojrzał więc na nią z wyraźnym wyrzutem, mrużąc lekko swe ślepia. Drgnęła mu nawet ostrzegawczo warga, by w ten sposób do niego nie podchodziła. Mogła mu zrobić to samo, jednak nie siłowo.
Wysłuchał jej prośby o wybaczenie czynu i spojrzał na nią z "fochem", nawet mimo tego, że zaczęła go głaskać po głowie. Że niby miał jej teraz wybaczyć...? No dobra, wybaczy. Nat zaraz spojrzał na nią uśmiechnięty, by po chwili wygiąć się - unieść nogi do góry i z ziemi wybić się do góry, wstając błyskawicznie i prostując się. Otrzepał się przy tym lekko, zrzucając z siebie nieco kurzu który wtargnął na jego futro podczas ciągłego leżenia na ziemi.
-Skoro nie chcesz "leniuchować" to pójdziemy dalej zwiedzać okręt. I może coś zjeść. Głodna?
Zapytał, spoglądając na nią z góry i stojąc tuż przed nią. Nie cofał się, jeśli będzie chciała to musi zadrzeć głowę do góry. Albo jakoś wejść na palce lub lewitować by go sięgnąć. Taka mała, a taka zadziorna, jak by o tym pomyśleć... ale jej włosy nie były tutaj takie bezpieczne. Przecież na jednym takim ataku ten wilk nie poprzestanie, oj nie. Nie ma na to szans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sty 23, 2015 6:41 pm

Cieszyła się, że to właśnie Nat został jej przydzielony na partnera. Nie chodziło nawet o jego futro, choć było one z całą pewnością bardzo miłym dodatkiem, a raczej o jego usposobienie. Byli do siebie podobni  w wielu aspektach dzięki czemu świetnie się dogadywali. No i nie musiała tłumaczyć się ze swojego nie raz dziecinnego zachowania. Wilk przyjmował jej gesty bez mrugnięcia okiem.
-No nie
powiedziała ostrożnie patrząc na wilka i jakby naśladując go przekrzywiła głowę.Patrzyli sobie przez chwilę w oczy dopóki Amelia nie pomyślała o tym, że może czas najwyższy wyjaśnić nieco jej sposób na spanie.Ułożyła się ponownie na jego torsie i głęboko zamyśliła.
Pod wodą nie przebywała tyle ile w rzeczywistości by mogła.   Tak na prawdę była w stanie wytrzymać długie godziny bez powietrza, wiązało się to jednak z tak dużym  zwolnieniem funkcji płuc i serca, ze zapadała w coś w rodzaju śpiączki kontrolowanej.  Gdyby podłączyć ją do aparatury, urządzenia jeśli już, to ledwie wykrywały by jej puls, ona sama zaś mogłaby w każdej chwili się obudzić. Jednak śpiączka kontrolowana czy nie, nie sprzyjała raczej pływaniu więc nie mogła  przebywać pod wodą tyle ile by chciała, choć podczas ich nurkowania wynurzyła się bardziej dlatego, że chciała podziękować wilkowi na głos, a mówienie pod wodą raczej nie jest zbyt dobrym pomysłem.
Ciekawiło ją nad czym wilk myśli i czy będzie ją dopytywał o szczegóły jej snu. Ona sama pewnie już zasypywałaby go pytaniami. On jednak wyglądał na zbyt na to zamyślonego.
Włosy.... włosy były jej  świętością i biada temu kto by je trwale zniszczył. Podczas misji zazwyczaj była bardziej skupiona na zadaniu i na tych kilka chwil zapominała o swoich włosach i pilnowaniu ich, aczkolwiek nikt raczej nie rwał się do burzenia jej fryzury więc problemu nie było. A i jej współpracownicy wiedzieli, ze dotykanie  jej włosów jest karane i to boleśnie.
Nie włożyła specjalnie siły w pociągnięcie go za ogon. Nie chciała mu zrobić krzywdy a jedynie popędzić i okazać swoją irytację. I chyba tej irytacji było za dużo, bo sam jej zamach spowodował lekkie drgnięcie nie najlżejszego przecież ciała wilka.
Gdyby miała takie sterczące uszy jak wilk pewnie by je położyła po sobie  pod spojrzeniem towarzysza.
Już myślała, ze nie źle sobie nagrabiła,  sama pod postacią wilka nie lubiła gdy ktoś ciągnął ją za ogon, a już na pewno gdy robił to zbyt silnie.Na szczęście Nat uśmiechnął się do niej, co szybko odwzajemniła wzdychając w duchu z ulgą.
-Trochę
Przyznała wstając. Sądziła, ze wilk odsunie się by nie musiała aż tak zadzierać głowy, ten jednak stał dalej blisko, przez co już po chwili jej kark zaczął protestacyjne pulsować, nadwyrężony.
-Kupie sobie szczudła
Rzuciła  zrezygnowanym głosem. Nie chciała tracić sił na lewitację, chodzenie na palcach było zwyczajnie niewygodne, tak jak zadzieranie głowy. Stała ta chwilę zamyślona.
-Nie jestem dla ciebie ciężka nie?
Spytała i nie czekając na odpowiedź podskoczyła i pomagając sobie nieco telekinezą  złapała się jedną ręką ramienia wilka na ułamek sekundy podpierając się na nim stała na ręce, a po chwili obracając się w powietrzu wylądowała na jego plecach, obejmując go już oboma ramionami za szyję i  nogami w okolicach pasa.  
-Idealnie
Stwierdziła. Siedząc na wilczym grzbiecie nie musiała zadzierać głowy, on nie musiał patrzyć w dół. Jedynym minusem było to  że nie mogli także patrzeć sobie za bardzo w oczy.  Amelia oparła brodę na wilczym ramieniu, tak, zę ich twarze znajdowały się na jedynm posieomie i uśmiechnęła szeroko
-To w droge
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morrithrien

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 03/11/2015

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Gru 31, 2015 10:30 pm

/Nie mam takiego zwyczaju, aby atakować kogoś bez konkretnego powodu... (No chyba, że ktoś poprosi) a granie na nerwach to raczej nie jest powód. Dobrze myślę? Dobrze./
Odpowiedziała sama za niego. W sumie nawet jeśli by się nie zgodził to zapewne zaczęłaby wykłócać się z nim i udowadniać, że ma rację. Była naprawdę upartym stworzeniem i w głównej mierze zawsze zostawała przy swoim. No chyba, że ktoś naprawdę dobrze wytłumaczył jej, że myli się i postępuje lub myśli bez dwóch zdań - źle. Choć zdarzało się to rzadko.
/W pewnym stopniu mi ulżyło. I to jak!/
Jak można było się domyślić... kolejny sarkazm z optymistycznym uśmiechem na pysku. Cóż, może i była pięknym smokiem, jednakże nie najsilniejszym. To, że była jedną z lepszych wojowniczek na jej planecie... nie oznaczało, że może przeciwstawić się komukolwiek z skądkolwiek.
/Brzmi... potężnie i ciekawie zarazem./
Morrithrien mlasnęła na słowa Arion'a. Jakoś nie potrafiła sobie tego wszystkiego wyobrazić. Wydawało się to dla niej wręcz nierealne i nieprawdziwe. Poczuła się nawet trochę głupio, uświadamiając sobie, że w ogólne, przenigdy o czymś takim niesłychanym... nie słyszała.
/Och, w końcu ktoś na kim będę mogła wyładować swoją energię./
Zmiennokształtna wyszczerzyła się złowieszczo i w tym samym stopniu - żartobliwie. Rzecz jasna, nie miała najmniejszego zamiaru go skrzywdzić. No może troszkę. Ale tylko odrobinkę!
/Yhm.../
Samica mruknęła tylko pod nosem z niezadowolenia, po czym od razu zwróciła swój wzrok w stronę otwierających się drzwi.
/Proszę, proszę. Słodki kiciuś./
Na te słowa ponownie się uśmiechnęła, nie ukrywając, że lubi teksty na zaczepkę.
Szczerze powiedziawszy to nie miała nawet chwili aby wtrącić się w ich dyskusję, więc najzwyczajniej w świecie słuchała. Na pierwszy rzut oka było widać, że sytuacja jest poważna, choć nie wiedziała w jakim stopniu.
Potem nastąpił drugi niespodziewany błysk przed jej oczami i po raz kolejny jej smoczy mózg nie potrafił pojąć co się dzieje i w jaki sposób.
--------
Kiedy znalazła się na "łonie natury", odruchowo wbiła swoje pazury w podłoże i zacisnęła szczękę.
/Chyba tego nie polubię... Chwila, co? Że mam niby na Tobie ostrzyć swoje pazurki?/
Samica uniosła znacznie prawy łuk brwiowy.
/Skoro prosisz.../
Po tej wypowiedzi wyszczerzyła swoje ostre zęby, po czym ryknęła wniebogłosy, rozkładając szeroko skrzydła. Z kolei ruszyła pędem w kierunku Morrogh'a, odbijając się jak najmocniej od ziemi, w którą wcześniej wbiła swe szpony. Na początku sięgnęła go łapami wykonując zamaszyste ruchy "tnące"... ewentualnie rozrywające skórę lwa.
Przy kolejnym kroku, gdy był bliżej... pozwoliła sobie na więcej. Jej szczęka otworzyła się szeroko, a następnie znowu zacisnęła. Tyle, że tym razem na jego ciele, a dokładniej w okolicach klatki piersiowej, brzucha. Wtedy Morrith zaczęła wymachiwał łbem we wszystkie strony, nie spuszczając ani odrobinę z uścisku.
Jej ofiara mogła za to poczuć, że temperatura jamy ustnej smoczycy wzrastała w znacznym stopniu... co nie wróżyło nic dobrego. A mianowicie, z pyska samicy zaczęła wypływać lawa, na którą lew raczej odporny nie był.
Kiedy Sehahabi upewniła się, że samiec choć odrobinę skąpał futerko w gorącej cieszy - wypluła go na odległość paru metrów. W biosferze znowu rozległ się potężny ryk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Gru 31, 2015 11:16 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh

Czarnofutry lew uśmiechnął się do samicy i również okazał swe kły, lecz tylko trochę. Chyba źle go zrozumiała, niemniej jednak nie przejął się tym. Zaczęło się od ryku, który rozszedł się po całej biosferze. Morroghowi przeszło przez myśl czy kogoś po za nimi tu nie ma. Bo jeśli jest, to może zostać zaalarmowany. Okręt powinien go jednak ostrzec w czas, lecz... nie sądził. Raczej nie zostali by tu przeniesieni, jeśli ktoś jeszcze by tu był.
Po ryku, ruszyła ku niemu. Stało się to, czego akurat się spodziewał. Źle go zrozumiała i zamiast siły, postanowiła pokazać mu jak walczy. Nie było więc wyjścia, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo... przy okazji nie przerywając jej pokazu. Ona zaczęła od ataków pazurami, zamaszyste ruchy łapami, których końcówki palców zakończone były pazurami. Większe od jego własnych, masywniejsze, jednak... lew zrobił dwa uniki, pazury musnęły jego futro o minimetry od skóry - jednak samej skóry nie trafiły. Ot przeczesała mu nieco futra na klatce piersiowej. Dwa kolejne ataki zostały zablokowane, dosłownie - za pomocą przedramion. Morrogh zatrzymał nimi dwa ataki skierowane na niego, blokując jej łapy na wysokości nadgarstków. Ten manewr dał jej otwarte pole do jej kolejnego ataku. Chwycenia go w swe kły. Smoczyca ruszyła łbem i bez problemu chwyciła go kłami za brzuch. Samiec odruchowo spiął mięśnie, a gdy tak zaczęła go unosić i zaciskać szczęki, on złapał ją za nie - lewą dłonią od dołu, a prawą od góry. Stąd mogła go sobie nieco poszarpać, jednak... znów nie udało jej się przebić jego skóry. Ba, samica nie mogła nawet zacisnąć szczęki by to uczynić. Stąd pomachała nieco nim w swoim łbie, nie widząc nawet uśmiechu na jego pysku. On bowiem dobrze się przy tym bawił. Pozostała teraz ostatnia faza. Długo czekać nie musiał, by poczuć nagłe ciepło w jej pysku. To oznaczało tylko jedno - zamierza potraktować go ogniem lub czymś gorszym. Nie pozostało mu więc już nic innego, jak rozchylić jej szczęki i błyskawicznie wyskoczyć z jej pyska. Pozwolił sobie nawet na zaparcie się łapą o jej dolne dziąsło, używając go do skoku. Ominął lawę dosłownie w ostatniej sekundzie, a te jedynie mogła wypaść z jej pyska i uszkodzić tutejszą florę. Smoczyca znowu ryknęła, a on postanowił to wykorzystać.
Ugiął lekko kolana i wyskoczył ku niej, wyciągając swe ręce przed siebie i wpadając w samicę w siłą huraganu. Dosłownie, Morrithrien mogła się poczuć się tak, jak by wpadł w nią smok który byłby przynajmniej z trzy razy większy od niej. A to był lew, który aktualnie był od niej mniejszy. Smoczyca została przewrócona na bok, a potem na grzbiet. Zanim miała okazję dobrze zareagować, Morrogh rozsiadł się okrakiem na jej mostku i złapał swymi rękoma jej łapy, obejmując je i przytulając do swego korpusu. Docisnął je mocno wpierw obiema dłońmi, a potem objął tylko prawą - jedną ręką - dwie jej łapy. Morrithrien mogła szarpać do woli, nie była w stanie nawet poruszyć tymi łapami na tyle by go chociaż podrapać po piersi. Gdy prawa ręka zajęła się jej łapami, lewą złapał za krtań smoczycy i dosłownie wbił ją w ziemię. Samica mogła poczuć, jak przez chwilę traci oddech i nie jest w stanie za dużo zrobić. Łapy lwa był rozstawione na boki, uniemożliwiając jej przekręcenie się na jeden lub drugi bok i tak po prostu zrzucenie go z siebie. On przytrzymał ją tak przez chwilę, pokazując kto jest "wyżej" w standardowy sposób wyznaczony przez naturę miliardy lat temu. Prawem silniejszego. Puścił ją po chwili, dokładniej jej krtań. Przestał ją ściskać, a jedynie ułożył delikatnie dłoń na jej szyi i pogładził ją po niej.
-Siła, smoczyco Morrithrien. Nie miałaś próbować mnie zabić. Takie zabawy zostaw dla widm lub innych smoków władających ognistym żywiołem. Rozumiemy się?
Wyjaśnił jej, bardzo spokojnie i bez emocji. Wyraźnie nie żywił do niej urazy. Ot była tu pierwszy raz, nie znała zasad, pochodziła z innego środowiska. Dla niej to mogło być normalne - dla niego - nie było. Gdy dała mu znak lub odezwała się, że zrozumiała i nie będzie próbowała go zabić, lew cofnął dłoń od jej szyi, a następnie powoli puścił jej łapy, zabierając swą ręką i pozwalając jej cofnąć je ze swego torsu. Po tym... nie zszedł z niej. Rozsiadł się wygodniej, przycisnął kolana do jej boków i czekał na to co ona zrobi. Cóż, nie dał jej znaku, że to koniec. Teraz, kiedy wiedziała czego ma nie robić, być może pokaże mu coś jeszcze, coś innego. Znów da jej szansę, starając się nie bronić bardziej, niż to konieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morrithrien

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 03/11/2015

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sty 01, 2016 12:51 am

Morrithrien zdecydowanie się przeliczyła i w dodatku poniosły ją za bardzo emocje. Najprawdopodobniej była zbyt mocno przyzwyczajona do rutynowych treningów, które odbywały się na jej planecie. Tam mogła pozwolić sobie na naprawdę dużo, gdyż siły tamtejszych smoków były zrównoważane. Tak samo z wytrzymałością pancerza... więc raczej nikt po prezentacjach swoich sił nie trafiał na "ostry dyżur". Przeważanie kończyło się jedynie na obolałych miejscach lub ewentualnie na ledwo widocznych rysach. Nic więcej.
Cóż, nawet się nie zorientowała, kiedy wylądowała "przykuta" do ziemi. Co więcej... z ograniczonymi ruchami. Mogła co najwyżej pomachać sobie ogonkiem lub pofalować odrobinę ciałem.
Na dobitkę doszło jeszcze zaciśnięcie krtani samicy, co nie było dla niej zbyt przyjemnym doświadczeniem, biorąc pod uwagę to, że miała w tej chwili ograniczony dopływ tlenu do płuc.
Na szczęście cały ten uścisk nie trwał długo, a Morrith mogła zrobić ogromny wdech jak i wydech.
/Przepraszam./
Zapewne, gdyby nie porozumiewała się jedynie za pomocą telepatii w smoczej formie - wypowiedziałaby to z większym trudem. Tak to tylko rozwarła szeroko szczękę jakby ziewała, po czym niekulturalnie mlasnęła.
No i nareszcie, gdy już wszystko wskazywało na to, że się zrozumieli - mogła wykonać jakieś ruchy. Z początku nie wiedziała jak ma się do tego zabrać, jednakże stwierdziła, że nie będzie przecież układać sobie teraz w głowie całego scenariusza. Szczególnie, że Morrogh nie dysponował chyba nieskończoną ilością czasu i nie mógł przesiadywać sobie na łące, a raczej na smoczycy od tak.
Samica nie zastanawiając się już ani grama chwili dłużej, wykonała szybki ruch prawą łapą, łapiąc lwa w okolicach bioder oraz spychając go jednocześnie ze swojego ciała. Nie oszczędzała przy tym siły, gdyż jak uprzednio miała szansę się przekonać... objęcia samca nie należy do najsłabszych.
Morrith korzystając z szansy, obróciła się jak najszybciej na bok, żeby zaraz stanąć z powrotem na cztery łapy. Zostawiła przy tym niemałe ślady, zważywszy na to, że jej kolce na grzbiecie jak i same rogi na głowie... wbiły się dosyć głęboko w podłoże.
Nie zwracając jednak na to większej uwagi, zmiennokształtna wykonała szarżę na Morrogh'a, chcąc uderzyć go rogami. Aczkolwiek tą bardziej płaską powierzchnią, a nie przypadkiem czubkiem. Cóż... nie chciała tym razem, żeby futrzak się na nie nabił.
Kolejny jej manewr różnił się bez dwóch zdań od poprzedniego. Otóż, obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, skupiając się w tym momencie na jak największym zamachnięciu swoim ogonem by zaraz przyłożyć nim w ciało czarnofutrego.
Po tym ponownie ustawiła się frontem do lwa, planując kolejną szarżę, jednakowoż inną. Morri zamachnęła mocno skrzydłami i uniosła się wysoko w powietrzu. Z kolei, gdy uznała, że jest już na dobrej wysokości - wykonała pikowanie... na wiadomo kogo, wystawiając przy tym do przodu swoje łapy. Ostatecznie skończyło się na tym, że teraz on został przykuty do ziemi. Sehahabi przetrzymywała go obiema przednimi łapami. Jedna przygwoździła jego prawą, górną kończynę do gruntu, natomiast druga zacisnęła się na jego szyi, wbijając mu przy okazji lekko pazury w skórę. Choć samica przeczuwała, że za długo to nie potrwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sty 01, 2016 1:39 am

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh

Morrogh skinął jej jedynie łbem, "akceptując przeprosiny". Ot nie uważał po prostu, by było za co przepraszać. Pozostało więc wrócić do sparingu. Smoczyca zaczęła od zepchnięcia go z siebie łapą, co oczywiście się udało. Lew zsunął się z niej, a następnie wykonał przewrót w tył i stanął na równych nogach.
Zaczęło się, tym razem od szarży. Chyba się czegoś nauczyła, bo tym razem przynajmniej nie markowała rykiem swego ataku. Lew oczywiście nie zszedł jej z drogi. Pozwolił trafić się jej rogami prosto w korpus, co spowodowało jego ładne odrzucenie o kilka metrów w tył i lądowanie na ziemi. Lew oczywiście nie czekał, natychmiast wstając na równe nogi z wyskoku. Kolejny atak dość go zaskoczył... ze względu na sposób jego wykonania. Smoczyca obróciła się do niego, atakując ogonem, a przy okazji strasznie markując atak - co oczywiście lew wykorzystał, po prostu wykonując blok. Jej ogon zderzył się ze "ścianą", a lwa to nawet nie wzruszyło.
-Zaznaczyłaś atak.
Odezwał się krótko, obserwując jej kolejny ruch. Zaczęło się od wybicia w powietrze, a następnie zapikowania ku niemu. Lew zadarł łeb do góry, obserwując jej manewr i już wiedząc co się szykuje. Smoczyca wbiła się w niego i dobiła go siłą uderzenia do ziemi. To co zrobiła jednak... rozbawiło go. Czarnofutry zaczął się śmiać rozbawiony, zamknął na chwilę swe ślepia, pokiwał łbem na boki i podniósł lewą rękę do góry, lekko nią przy tym potrząsł.
-A ta? Czekasz aż wyrwę tobie krtań lub wydłubię oczy?.
Zapytał, spoglądając na nią z rozbawieniem. Nie zamierzał się z niej jednak naśmiewać. Chciał ją czegoś nauczyć. Stąd jego kolejny ruch. Najpierw uwolnił swą prawą rękę, łapiąc dłonią na nadgarstek smoczej łapy która trzymała kończynę nad jego głową. Zgiął rękę w łokciu, a następnie przesunął ją prostopadle do swego ciała, jednocześnie ustawiając jej łapę na swym bicepsie, bliżej ramienia. Cóż, sam dalej nie mógł jej ustawić. Następnie lewą dłonią chwycił nadgarstek jej drugiej łapy, którą przesunął na swą lewą rękę w to samo miejsce. Potem obie ręce ułożył wyprostowane, prostopadle do swego ciała, w pełni na ziemi. Gdy już się poustawiał, dał jej wytyczne.
-Teraz przesuń łapki na moje nadgarstki. Tobie będzie łatwiej, a mnie ciężej się wyrwać. Punkt siły będzie daleko od mojego ciała.
Wyjaśnił i zaczekał, aż smoczyca przesunie swe łapy na jego nadgarstki, trzymając go dobitego do ziemi w pozycji "krzyża". Proste prawa fizyki. Gdyby ich siła była sobie równa, trzymając go za ramiona - łatwiej byłoby mu się wyrwać. Gdy trzyma go za nadgarstki, po prostu punkt ciężaru jest dalej, musi więcej siły włożyć w wyrwanie się, a przy okazji nie ma możliwości operowania rękoma i zrobienia jej czegoś. Teraz pozostawała kolejna kwestia.
-Moje ręce już opanowałaś. Mam jeszcze nogi, korpus i ogon. Lubisz się przytulać? To teraz połóż się i użyj swej masy przeciwko mnie.
Skomentował, wprowadzając ją w drugą część swego planu. Była od niego większa, więc i zapewne cięższa. Jasne, przy jego sile wyrwałby się bez problemu ale nie to teraz zakładali. W normalnych warunkach, pewnie zakończy to szybko. Teraz ma go jak najlepiej unieruchomić. A to co wszyscy postrzegali jako "przytulanie się" i "przymilanie" było również jedną z najlepszych metod walki w parterze. Wykorzystanie własnej masy, unieruchomienie. Gdy smoczyca to uczyniła, lew wziął głębszy wdech i warknął cicho, sam do siebie, po prostu. Potem spojrzał ponownie na nią i uśmiechnął się lekko.
-Przyjemnie? Swoje kły możesz wykorzystać do zajęcia się krtanią lub pyskiem przeciwnika. To już twój wybór. Ew. lawa.
Trzecia propozycja z jego strony oraz zwieńczenie tematu. Co do przyjemności. Cóż, leżała na dość ciepłym samcu, ze względu na przyjemne w dotyku oraz cieplutkie futro które go okrywało. Miała okazję by skorzystać. Co prawda krótką ale jak zasłuży to może później nadarzy się kolejna.
-Koniec tulenia mojego futra. Wstań do góry i zostań w miejscu.
Odezwał się do niej. Gdy smoczyca to uczyniła, jednocześnie puszczając go, lew przyciągnął łokcie do siebie i podniósł korpus do góry, podpierając się na swych łokciach. Spojrzał znów w górę na nią i dał jej kolejną poradę.
-Jeśli jesteś silniejsza, jedna łapa na tors, druga dobija łeb do ziemi.
Wyjaśnił jej i czekał, aż samica to zrealizuje. Wpierw miała położyć łapę na jego klatce piersiowej i wbić go w grunt. Potem, przycisnąć mu łeb do ziemi. Nie było to przyjemne ale dawało jej sporo kontroli, a przy okazji "oślepiało" przeciwnika. Gdy to uczyniła, samiec złapał dłońmi za jej łapę którą dobiła go do ziemi na korpusie i poklepał lekko by odpuściła. Zaczekał, aż samica zabierze swe łapy i wrócił do pozycji z lekko uniesionym korpusem i podpieraniem się na łokciach. Znów spojrzał na nią i uśmiechnął się przyjaźnie.
-Nie takie trudne. Oczywiście urozmaicaj to swymi pazurkami, lawą i wszystkim na co tylko masz ochotę. A tak to... smakowałem?
Zakończył, a wszystko zwieńczył... pytaniem, odnosząc się do tego gdy Morrithrien złapała go w pysk. Chcąc nie chcąc, musiała po jego futrze oraz skórze przejechać jęzorem, więc zapewne mogła wypowiedzieć się na temat jego smaku. Lew o siebie dbał, jak każdy densorin. Nie chodził brudny, był się, pielęgnował futro - stąd sytuacja sprawiła, że wpadł na pomysł zadania tego zabawnego pytania. Może i ona mu coś jeszcze pokaże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morrithrien

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 03/11/2015

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sty 01, 2016 4:23 pm

Smoczyca śledziła oraz zapisywała w swojej pamięci każdy jego najmniejszy ruch. Tak samo to co mówił. Wbrew pozorom lubiła uczyć się nowych rzeczy. Przynajmniej w przyszłości, gdyby miała nadarzyć się okazja, nie popełni tych samych błędów i pójdzie jej zdecydowanie łatwiej, a nawet szybciej. W dodatku nie poniesie niepotrzebnie większych obrażeń, które mogłyby prędzej czy później doprowadzić do jej śmierci.
Cóż, Morrithrien nie planowała na razie umierać, więc bez większego marudzenia zrobiła to co jej polecono. Mianowicie, przesunęła swoje łapy na nadgarstki lwa. Na dodatek, wbiła je jeszcze mocniej w ziemię, przeprowadzając w tej chwili ciężar swojego ciała na przednie łapy.
Samica pokiwała jedynie łbem na pytanie odnośnie przytulania, a następnie bez wahania - ułożyła się, a raczej przygniotła go swoim masywnym cielskiem do podłoża.
/Yhym./
Było jej wygodnie, więc z początku nie była za bardzo chętna na schodzenie z jego futra. Ogólnie rzecz biorąc, nie miała jeszcze okazji, żeby spotkać kogoś takiego, a już tym bardziej, kłaść się na kimś takim. Uznała, że mógłby posłużyć za nie taką złą poduszkę, ale darowała sobie zbędne komentarze i po prostu zeszła z jego kupy mięśni, obserwując to co robi i słuchając co ma do powiedzenia.
Kiedy Morr przyjęła kolejne instrukcje - wykonała je. Najpierw przykładając lewą łapą do klatki piersiowej Morrogh'a, a w następnej kolejności... mocno go przygniotła. Potem doszła na dobitkę prawa, która wbiła łeb czarnofutrego w podłoże, no i jej ogon, który owinęła oraz zacisnęła z całej siły na jego nogach.
Bądź co bądź, długo ta pozycja nie potrwała. Gdy futrzak dał jej znak, że ma z niego zejść, klepiąc ją po łapie - zeszła i usiadła tyłkiem na ziemi tuż obok. Nie czuła większego zmęczenia po tym wszystkim, więc jej pysk bardziej promieniował zadowoleniem, niż wyczerpaniem.
/Pomijając już to, że trochę Twojej sierści pozostało mi w pysku... to nawet, nawet./
Wypowiadając te słowa, zmiennokształtna uśmiechnęła się szeroko, po czym rozwarła szczękę by zaraz przejechać wewnętrzną częścią łapy po języku.
/Nieprzyjemne./
Cóż, teraz, gdy nastała chwila spokoju, Sehahabi mogła spokojnie porozglądać się po najbliższym otoczeniu. Tutejsza flora również całkowicie różniła się od tej z jej planety jak i z tego miejsca, z którego ją zabrali tydzień temu. Nie oznaczało to jednak, że nie przypadła samicy do gustu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Sty 01, 2016 6:43 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh

Morrogh roześmiał się, rozbawiony jej odpowiedzią, nie podnosząc się, a jedynie dalej leżąc z korpusem lekko uniesionym do góry, podpierając się na łokciach. Przekrzywił łeb na bok, widząc jej gest oraz słysząc odpowiedź. Ot trochę futra zostało w jej pysku? Biedna.
-Nie kazałem brać mnie do pyska i próbować rozszarpać. Ani piec.
Odparł jej i uśmiechnął się ponownie. Zeszła z niego i usiadła obok ale on jakoś nie pamiętał by mówił, że to koniec. Dlatego też gdy samica opuszczała swą łapę, lew podniósł swe ręce i chwycił nimi smoczą łapę, by następnie bez pytania pociągnąć ją do przodu i wciągnąć prostopadle na siebie. Dokładniej, chodziło mu o to by łeb samicy znalazł się bliżej niego. Wtedy to też puścił jej łapę i złapał rękoma za kark smoczycy, obejmując ją prawą ręką od dołu, a lewą od góry. Gdy to uczynił, przycisnął smoczy łeb mocniej do swego korpusu, uniemożliwiając jej przy okazji, by tak po prostu się wyślizgnęła.
-Nie mówiłem, że koniec.
Odezwał się krótko i zaśmiał ponownie, poprawiając uchwyt. Trzymał ją tylko za szyję, tak więc łapy i resztę korpusu miała wolne. Mogła kombinować.
-Skończymy jak jedno z nas się podda.
Dodał, wyszczerzył kły, a następnie zbliżył swój pysk do jej łba i warknął jej do "ucha". Była to dobra okazja zarówno do treningu, zabawy oraz poznania siebie i ucieknięcia nieco od tej niepewności - odnośnie tego co można zrobić z drugą stroną. Lew trzymał Morrithrien na tyle mocno by ta tak po prostu nie mogła wysunąć łba z jego uścisku ale jednocześnie na tyle słabo by nie odczuwała silnego ucisku czy by nie miała problemów z dostępem do powietrza. Nadal znajdował się na ziemi, na grzbiecie z nogami wyprostowanymi przed sobą, leżącymi luźno na ziemi oraz ogonem kręcącym się w lewo i prawo pod nimi. Jej łeb został "przytulony" do jego korpusu albo raczej przyciśnięty oraz przytrzymany. Ona musiała się wyrwać i obezwładnić jego... lub poddać się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morrithrien

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 03/11/2015

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Sty 02, 2016 12:18 am

No, rozglądanie się w około i podziwianie widoków za długo nie potrwało, a ona ponownie leżała. I to znowu na nim. Na jego jakże miękkim i przyjemnym futerku.
/A jednak znowu się przytulamy?/
Smoczyca wypuściła znaczną ilość powietrza ze swoich nozdrzy z lekkim uśmiechem na pysku. Cóż, miała teraz właściwie dużo możliwości, biorąc pod uwagę to, że tylko jej górna część ciała, od szyi wzwyż jest unieruchomiona. Reszta, czyli wszystkie łapy, ogon... mogły robić co sobie tylko Morrithrien w tym momencie zażyczy.
/Mi pasuje. Bez dwóch zdań./
Samica wyszczerzyła bardziej kły, a na warknięcie do jej ucha – odpowiedziała tym samym. Tyle, że głośniej. Następnie, już bez większego rozmyślania, odbiła się z całej siły od powierzchni ziemi, zaczynając jednocześnie machać skrzydłami. Na nieszczęście Morrogh'a... nie był przywarty do ziemi, więc Sehahabi raczej bez trudu go uniosła na jakieś kilkanaście ładnych metrów.
Zaraz po tym czynie, Morr pochwyciła lwa za nogi przystąpiła do ciągnięcia go z całej w dół tak, żeby puścił jej szyję i spadł. Bądź co bądź nie całkowicie, albowiem smoczyca miała zamiar go w dalszym ciągu trzymać, tylko że wiszącego.
Gdyby udało jej się wykonać to co zamierzała, chwyciłaby go wtedy szybko za biodra i wtuliła całego z rękami wzdłuż tułowia w swoją klatkę piersiową z całej siły, ale też tak, aby mógł bez problemowo oddychać. On miałby w tym momencie znacznie ograniczone ruchy i możliwość wyrwania się, natomiast ona mogłaby się odrobinkę zabawić. Mianowicie, wykonywać rozmaite pikowania, kręciołki, kręcenie się wokół własnej osi i tak dalej...
W następnej kolejności Sehahabi poluzowałaby objęcia i puściłaby go w locie, pozwalając spadać przez parę sekund. Potem  pochwyciłaby go ponownie i pozwoliłaby mu poczuć grunt pod stopami, lądując wraz z nim na ziemi.
/I jak tam samopoczucie?/
Na koniec przedstawienia zwróciłaby się do niego z uśmiechem na pysku, mając nadzieję, że futrzak nie był przyzwyczajony do podobnych przeżyć takich jak rollercoaster.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Sty 02, 2016 10:47 am

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Morrogh

Lew prychnął i pokręcił łbem na boki, oczywiście mając uśmiech rysujący się na jego pysku. Przyszła chwila na jej przygotowania, odpowiedź, iż jej to pasuje - co z resztą zadowoliło lwa - a następnie jej ruch.
Ze wszystkich ruchów które mogła wykonać - tym rzeczywiście go zaskoczyła. Zaczęło się od wbicia w powietrze, w czym oczywiście jej nie przeszkodził. Musiał jej to nawet nieco ułatwić, przez poluźnienie uchwytu. Sposób w jaki ją trzymał, sprawił, że prędzej by sobie łeb urwała niż dała radę zrealizować co zaplanowała. Wzbili się więc w powietrze, a chwilę po tym smoczyca chwyciła go za nogi i szarpnęła w dół z nadzieją, że puści. Czarnofutremu w pierwszej chwili przeszło przez myśl, że ona chce go po prostu zrzucić w dół - co na dobrą sprawę będzie dla niego plusem. W powietrzu raczej szans z nią nie miał, bo sam latać nie potrafił. Puścił ją więc, z nadzieją, że spadnie - lecz zamiast tego został przez nią złapany. Zaraz po tym, smoczyca chwyciła go za biodra i grzbiet, a następnie "przybiła" do siebie, choć biorąc pod uwagę siłę nacisku to mógł uznać, że został po prostu mocniej przytulony. Morrithrien zaczęła czynić swe sztuczki powietrzne, a Morrogh jedynie uśmiechnął się rozbawiony. Ot co, może nie miał skrzydeł ale był w przestworzach nie raz. Pilotowanie myśliwców, skoki z dużych wysokości - nie było to dla niego nic nowego. Duża prędkość również nie.
Po pokazie lotniczym w którym on brał przymusowo udział, Morrithrien puściła go w powietrzu. I tutaj znowu nie pozwoliła by się na niej zawiódł, zanim bowiem dotknął łapami ziemi - smoczyca złapała go i bezpiecznie odstawiła na dół. Gdy jego łapy dotknęły w końcu trawy, lew roześmiał się rozbawiony, stojąc przez chwilę plecami do niej. Gdy emocje z niego opadły, czarnofutry odwrócił się do smoczycy i podniósł wzrok na jej łeb, by móc na nią spojrzeć z wielkim uśmiechem na pysku. Mruknął pod nosem, wyszczerzył kły, podszedł do niej i uniósł prawą dłoń - a następnie dźgnął ją pazurem palca wskazującego w pierś. Oczywiście nie obyło się bez komentarza z jego strony.
-Ty chcesz mnie przytulić, a nie pokonać!
Stwierdził rozbawiony i zaśmiał się ponownie. Ot miał podstawy ku temu stwierdzeniu. Na początku przecież chciała go rozszarpać, a teraz go w powietrzu przytuliła, udając, że coś chce mu zrobić. Lew cofnął się nawet o kilka kroków do tyłu i rozłożył ręce na boki - stojąc przed nią z otwartymi ramionami, ciekaw czy jego teza znajdzie zaraz potwierdzenie, a smoczyca z skorzysta z możliwości jawnego i bezkarnego przytulenia się do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morrithrien

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 03/11/2015

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Sty 06, 2016 9:48 pm

Samica lądując na trawiastym podłożu rozprostowała na całą szerokość swoje skrzydła, po czym ponownie je zagięła i ułożyła tak jak zawsze na swoim grzbiecie. Następnie zaczęła przez dosłownie chwilkę rozciągać kręgosłup, robiąc tak zwany „koci grzbiet”. Kiedy skończyła – spojrzała z zawiedzeniem na pysku na Morrogh’a.
/ No nie! Rozgryzłeś mnie!/
Morrithrien odpowiadając zrobiła wielkie ślepia i rozwarła szczękę. Oczywiście cała ta jej mina była jedynie na pokaz. Już po chwili swojego cudownego aktorstwa podeszła do niego z uśmiechem i po prostu się przytuliła, bo przecież taka okazja mogła już nigdy się nie nadarzyć! Oparła swój łeb na jego umięśnionym (i futerkowatym!) ramieniu, a łapy owinęła wokół jego tali (też pokrytej aksamitnym futerkiem!).
/ A teraz się poddaj!/
Smoczyca nagle odbiła się łapami od ziemi, chcąc przewrócić lwa do tyłu, na plecy. Z kolei zrobiła to czego ją wcześniej uczył. Złapała go błyskawicznie za nadgarstki, wbijając je zaraz z impetem w grunt, pochylając się jednocześnie nad jego klatką piersiową. Ewentualnie szyją. Po tym, Morrith owinęła swój ogon wokół jego nóg, zaciskając go jak najmocniej potrafiła. Na dobitkę... ułożyła na nim swoje masywne cielsko oraz otworzyła znowu paszczę, którą następnie zacisnęła na jego szyi. Ściskała mocno, tak, że Morrogh mógł poczuć jej ostre kły na swojej tętnicy szyjnej, jednakże specjalnie uważała, żeby mu większej krzywdy przy tym nie zrobić, niż miała.
/ Jak na razie to nie mam zamiaru puszczać./
Lew mógł również wyczuć wzrastającą temperaturę jej pyska. Wbrew pozorom nie planowała kolejnego ataku za pomocą lawy. Najzwyczajniej w świecie chciała go tylko nastraszyć, ale nie wiedziała czy jej się uda. W końcu był wyszkolony, więc chyba nie powinno być to takie łatwe w jego przypadku!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Sty 10, 2016 9:55 pm

NPC Storyline - Acroth|Dur-Shurrikun|Morrogh


Chyba ją zawiódł. Specjalnie się akurat tym nie przejął. Ot co był by z niego za wojownik, jeśli bałby się nieco większej wysokości niż tej, gdy jego łapy stoją stabilnie na ziemi. Nie wspominając już o miejscu w którym byli - Morrogh wiedział, że nic by mu się tutaj nie stało, bo okręt by do tego nie dopuścił.
Mina na pokaz, lew stał niewzruszony z otwartymi ramionami, a Morrithrien podeszła do niego. Jej łeb przyległ do ramienia samca, a łapy objęły go za plecami, na wysokości talii. Czarnofutry pozwolił sobie na odwzajemnienie uścisku, obejmując smoczycę nad ramionami i sięgając (tyle ile mógł) do jej boków, delikatnie gładząc jej łuski. Przytulanie na pewno było dla niej przyjemne, biorąc pod uwagę fakt - że jak wszyscy densorini - lew dbał o siebie, swe futro również. Stąd ciepła, milutka poduszka w którą się właśnie wtuliła.
Przyjemność o dziwo tak długo nie trwała. Przynajmniej nie w takiej formie, gdzie samiec stał na nogach. Samica postanowiła bowiem skorzystać z okazji i go wywrócić - co oczywiście się udało. A to głównie dlatego, że lew - pomimo, że zostało ostrzeżony - nie zareagował. Nie chciał jej już zwracać na to uwagi, niech cieszy się zwycięstwem nad nim.
Tak więc stało się. Lew zwrócił jednak uwagę na jej ruchy. Wpierw odepchnęła się tylnymi łapami od ziemi, pozwalając sobie na wywrócenie go. Gdy już padł na ziemię, jego ręce zostało unieruchomione na nadgarstkach. Z czystej ciekawości, Morrogh spróbował się lekko szarpnąć - lecz bezskutecznie. A co za tym idzie - ona prawidłowo wykonała swe zadanie. Kolejnym było zablokowanie jego nóg za pomocą ogona, którym dokładnie związała jego kończyny. Trochę się tego nie spodziewał, choć nie mógł tym ruchem pogardzić. W walce w parterze, nogi były bardzo ważne - wyłączenie ich dawało jej nieco przewagi. Kolejnym etapem było po prostu położenie się na nim. Lwu zaczęło się wydawać, że to po prostu kolejna forma przytulania go, tym razem skierowana po prostu na dominację. Ot może taki charakter jej rasy. Wisienką na torcie musiało być chwycenie go kłami za krtań, dokładniej wpasowując je w tętnicę szyjną. Samiec ledwo powstrzymał śmiech, leżąc tak pod nią "przykuty" do podłoża.
-Nie puszczaj, przyjemnie grzejesz.
Odparł jej dumnie i zachichotał rozbawiony. Ot poprawił się nieco i leżał dalej, nie zamierzając się rzucać. Czując ciepło wydobywające się z jej pyska, warknął tylko ostrzegawczo - tak jak by miała się zapomnieć.
Morrithrien była na górze "zwycięsko" jednak to zwycięstwo nie trwało aż tak długo, jak długo sobie mogła tego zażyczyć. Smoczyca została bowiem powalona. Coś na nią wpadło, w jej prawy bok, zwalając ją z lwa i powalając na grzbiet jakiś metr od niego. Smoczyca znalazła się na ziemi, na grzbiecie, a ktoś siedział na jej mostku, pochwycił jej łapy by nie mogła nic nimi uczynić. Była to istota posiadająca łuski, jak ona. Cień na ziemi oraz na niej, ukazywał - ze owy osobnik również ma skrzydła. I to dość spore. Gdy samica podniosła łeb, ujrzała, że siedzi na niej smok. Nie taki jak ona - lecz o budowie ciała jak u Morrogha. Mierzył jakieś dwa metry i dwadzieścia centymetrów wzrostu, był dobrze zbudowany - atletycznie, z podkreślonymi mięśniami lecz nie tak masywnie jak lew. Od smoka promieniowało przyjemne ciepło, mina jego była rozbawiona i wpatrzona z ciekawością w smoczycę, jego łuski były złociste - zadbane i twarde. On sam wydawał się młody, choć na pewno był już dojrzały, od dawna. Złociste ślepia smoka zlustrowały smoczycę, a on sam trzymał ją w dalszym ciągu, raczej nie planując za szybko jej puszczać. Nie tak po prostu.
-A więc to jest nowa smoczyca na pokładzie. Będziesz popularna.
Skomentował, odzywając się. W tym samym czasie, Morrogh podniósł się z ziemi, zaśmiał i dodał swoje słowa - a raczej przedstawił jej kto to taki "odważny".
-Morrithrien, poznaj Acortha. Książę, następca tronu Densorinu. I mój suweren.
Przedstawił ich sobie, a złocistołuski puścił łapy samicy, lecz nie zszedł z niej, siedząc na jej korpusie okrakiem. Jedynie spojrzał na lwa spojrzeniem sugerującym, że ostatnie słowa typu "mój suweren" nie były potrzebne. Widać trafiła na królewską krew. I to z pozytywnym nastawieniem. Do tego był to smok - jak ona - tylko poruszał się na dwóch łapach, nie czterech.


Acroth:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morrithrien

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 03/11/2015

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Wto Sty 19, 2016 8:43 pm

Samicy nie przeszkadzało ani odrobinę to, że kociak za każdym razem, gdy zrobiła jakiś krok i coś uczyniła, śmiał się z niej. Wręcz przeciwnie. W większości przypadków, gdy ten zrobił głupkowaty uśmiech, wyszczerzając swoje białe kiełki, bądź po prostu jego struny głosowe rozbrzmiewały z rozbawienia, ona sama miała ubaw i nie potrafiła się nie uśmiechnąć. Bardzo lubiła pozytywne stworzenia, gdyż przyglądając się takiej istotom, samoistnie poprawiał jej się humor.
Zważając na przeszłość smoczycy, która za wesoła nie była... tak naprawdę mało kiedy zdarzało jej się przez tak długi czas utrzymać uśmiech na swoim pysku. Za każdym razem, gdy poznała stąd kogoś nowego - nie potrafiła się nadziwić, że znajdują się tutaj osobistości, z którymi bez problemu się dogadywała, a przynajmniej prędzej czy później zaczynała.
/ Żebyś nie skończył przypadkiem z poparzeniem trzeciego stopnia, cwaniaczku./
Morrithrien spojrzała na niego kątem oka, po czym oddaliła swój łeb wraz z kłami od jego szyi, chcąc bardziej mu się przypatrzeć, skoro nadarzyła się taka chwila.
Niestety nie było jej to pisane, ponieważ po raz kolejny została powalona i to w dodatku znowu na plecy, czego nie lubiła. Nie była to dla niej za bardzo wygodna pozycja. Szczególnie, że czasem jej kolce grzbietowe przygniatały zbyt mocno błony skrzydłowe, co do przyjemnych doświadczeń nie należało.
Cudownie...
Pomyślała, gdy jeszcze do końca nie upadła, jednakże poczuła już na sobie dotyk, a z kolei silne szarpnięcie, które spowodowało, że znalazła się tam, gdzie się znalazła, czyli na plecach. Burknęła z tego powodu z niezadowolenia, a następnie uniosła masywną głowę, aby ujrzeć kolejnego "napastnika".
/ Macie dziwne hobby, naprawdę./
Zmiennokształtna prychnęła ciepłym powietrzem z nozdrzy na Acroth'a.
/ Miło mi. Chwila... Popularna? Dlaczegoż to?/
Zapytała z lekko uniesionym, prawym kącikiem pyska. Nie próbowała się już nawet uwolnić. Najprawdopodobniej już jej się nie chciało szarpać. Nie to, że była zmęczona... po prostu nie czuła powodu czemu miałaby to robić, ani nie wyczuwała jakiegokolwiek zagrożenia ze strony przeciwnej.
Korzystając z okazji, póki jeszcze jej nie odpowiedziano, Morri spojrzała na łuski osobnika, siedzącego na jej mostku. Były piękne i strasznie jej się podobały, i stwierdziła, że ogromnie pasuje mu złoty kolor. Bądź co bądź, pozostawiła to dla siebie.
/ A że tak pozwolę sobie zapytać... Kiedy ponownie spotkam Arion'a? I co miał w sumie takiego ważnego do wykonania?/
Skierowała pytający wzrok na Morrogh'a, a potem znów na smoka. To, że zapytała, nie oznaczało, że obecne towarzystwo jej nie odpowiadało, tylko najzwyczajniej w świecie... z jakiegoś powodu jej go brakowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sty 28, 2016 9:12 pm

Fabularnie przesuwam akcję w przód do Houston. Wszystkie postaci [zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Lip 21, 2016 5:33 pm

Dotyk miękkiego wilczego futra pod palcami i jego unikalny leśny zapach uspakajały rozszalałe nerwy Amelii, a to, że Wilk chętnie ulegał jej nieśmiałym pieszczotą wywoływało na jej ustach ciepły uśmiech. Od samego początku polubiła Nata i czuła się przy nim całkiem swobodnie co było dla niej miłą odmianą po wielu latach uważania na każdy gest. Chciała, żeby Wilk tak samo czuł się przy niej. Żeby cała załoga ją zaakceptowała, a jeszcze lepiej polubiła. Nie dlatego, że chciała mieć ogromne grono przyjaciół, ale przede wszystkim dlatego, że uważała to za ważny czynnik wpływający na powodzenie współpracy. Łatwiej zaufać komuś kogo darzy się sympatią, a zaufanie było podstawą na misjach.  Wilk był właściwie pierwszym stworkiem którego poznała, wyłączając jaszczura który ją zabrał od Kapitan, więc traktowała go na swój sposób szczególnie. Czuła do niego wyjątkową sympatię, na którą składało się wiele czynników. Był wilkiem, a właśnie z tymi zwierzętami na Ziemi czuła najsilniejszą więź, do tego był miły, wesoły i traktował ją jakby od samego początku byli przyjaciółmi, nie budował barier do jakich się przyzwyczaiła. Ogólnie zauważyła, że stworki są dość otwarte, szczególnie w porównaniu z członkami jej ludu, ale również ze zwykłymi ludźmi. Przyzwyczajona do nieufności cieszyła się taką odmianą i na prawdę bardzo jej zależało na zbudowaniu silnej więzi z załogą. Oczywiście, może wbrew temu co mogli sądzić obserwując jej zachowanie, potrafiła się zbudować relację służbowe, ale wolała żeby ograniczały się one do czasu misji. Zawsze dość ostro oddzielała pracę od życia i nie miała zamiaru tego zmieniać.
Wtuliła się mocno w wilcze futro wciągając w nozdrza jego zapach. W radomianach przyjaciela pozbyła się ostatecznie zdenerwowania, a przede wszystkim obaw. Czerpała wiele wsparcia z tego prostego gestu. Uśmiechnęła się sama do siebie kładąc policzek na ramieniu Wilka nieco poluźniając przy tym uścisk ramion.
Odsunęła się i odwzajemniła ciepły uśmiech Nata, by po chwili zaśmiać się cicho na jego słowa.
-Chyba wolę mówić " Sędzio". Nie chce go urazić przypadkowo przeinaczając jego imię.
Powiedziała cicho. To, że skraca imiona stworków nie było objawem braku szacunku do nich tylko braku pewności, że da radę wypowiedzieć je poprawnie. Wolała używać innych określeń czy też właśnie skróconej wersji imion.
Zmarszczyła brwi, gdy pomieszczenie ogarnęło błękitne światło i rozległ się komunikat okrętu. Nikt nie musiał jej tłumaczyć co się dzieje. Niemal natychmiast zrozumiała, że znajdują się w niebezpieczeństwie i załoga ma być w pełnej gotowości. Już miała powiedzieć Wilkowi, że chyba nie pogada ze smokiem, ale wtedy rozległ się kolejny komunikat już skierowany bezpośrednio do niej.
- No to idę. Trzymaj kciuki, żeby nie spławił mnie zanim się odezwę.
Rzuciła przytulając jeszcze krótko wilka, obejmując go w pasie ramionami i ruszyła do wyjścia. Z pomocą okrętu trafiła do biosfery. Nie musiała długo szukać Inusannona. Idąc przed siebie jak po sznurku trafiła nad jezioro i ujrzała stojącego pod wodospadem smoka.
Stanęła na brzegu i przez dłuższy moment przyglądała się jego postaci oczarowana korzystając z tego, że miał zamknięte oczy choć nie wątpiła, ze smok wie o jej obecności. Pierwszy raz miała okazję widzieć go z w pełni rozłożonymi skrzydłami. Wyglądał... majestatycznie. Z uwagą obserwowała jak strumienie spływają po jego ciele jeszcze bardziej uwidoczniając mięśnie z których się ono składało. Ani grama tłuszczu czy niedoskonałości. Wyglądał jak dzieło sztuki i gdyby miała nieco więcej talentu już chwyciłaby za węgiel by móc go naszkicować. Jednak wiedziała, że nie dałaby rady oddać jego postaci tak jak na to zasługiwał. Podziwiała jego siłę. Nawet nie drgnął pod naporem wody.
- Witaj Sędzio
Powiedziała spokojnie schylając lekko głowę z szacunkiem, po chwili jednak uniosła wzrok i uśmiechnęła się po swojemu- ciepło i serdecznie.
-Wybacz, że ci przeszkadzam- na prawdę było jej przykro, że przerwała mu odpoczynek czy medytację. Cokolwiek robił nie chciała mu przerywać. Wolałaby stać i po prostu go obserwować.
- Mam do ciebie prośbę. Chciałabym byś przyjął mnie na swoją uczennicę
Powiedziała po wzięciu głębokiego wdechu i patrzyła na smoka z mieszaniną niepewności i determinacji. Dziwna mieszanka, ale całkowicie oddawała to co działo się w jej umyśle i sercu. Całą swoją postawą pokazywała, ze zależy jej by ją przyjął, a jednocześnie przez lekką niepewność, którą starała się ukryć, uwidaczniała jak bardzo boi się odmowy. Spodziewała się, że smok może kazać jej spadać na najbliższe drzewo. Wcale by się nie zdziwiła, ale raczej nie miała zamiaru się z taką odpowiedzią pogodzić. Mógł też kazać jej coś zrobić. Zasłużyć. Nie miała nic przeciw.  Odważnie patrzyła wprost na Inu dopiero po chwili orientując się, że wstrzymuje oddech. Wypuściła powietrze i przymknęła lekko powieki. Gdy je otworzyła niepewność powoli znikała. Stała na najbliższym smokowi brzegu i czekała na jego odpowiedź zagryzając wargi by nie zacząć go popędzać.
" Ja się tu zaraz zmienię w kłębek nerwów..."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Lip 22, 2016 10:54 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Inusannon

Smok stał w ciszy pod wodospadem. Nie była to typowa forma medytacji dla widm. Bardziej wyciszenia, kontaktu z naturą - w tym wypadku z żywiołem wody. Wbrew temu co można by było sądzić po kolorze jego łusek, smok chętniej sięgał w walce po żywioł wody, aniżeli ognia. Pod tym względem uważał go za bardzo niszczycielski dla otoczenia. Choć prawdą było, że w przypadku ognia - czuł się bardziej naturalnie. W swym żywiole. Inusannon zdawał sobie sprawę z faktu, że nie był już w pomieszczeniu sam. Wiedział również, że jest obserwowany. Nie przeszkadzało mu to jednak. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Po tylu latach po prostu przyzwyczaił się, że legenda z kyrat jest czymś niesamowitym, czymś co trzeba zobaczyć by uwierzyć. Kobieta jednak nie zamierzała się wyłącznie przyglądać. Przyszła do niego w jakieś sprawie. Jego przypuszczenia potwierdziło powitanie go. Normalnie zapewne zostawiłaby go samemu sobie, by mógł w ciszy zajmować się własnym interesem. Skoro jednak go powitała - coś chciała. Smok nie odpowiedział. Nie otworzył nawet swych ślepi. W końcu pragnął wyciszenia, a ona nie potrzebowała jego powitania, by móc przejść do setna sprawy w której przyszła.
Widmo stało tak pod wodospadem, mając nawet lekką ochotę na popędzenie jej. Gdyby na prawdę chciał, by wszyscy trzymali się od niego z daleka oraz dali mu spokój - wybrał by inne miejsce by się wyciszyć. Własną kwaterę lub wodospad w Aedroth-Et'Ada. Po co więc były przeprosiny? Najwyraźniej po to by przedstawić mu dlaczego odebrała smoku ciszę. Słysząc prośbę kobiety, Inusannon otworzył powoli swe ślepia i skierował ku niej swe spojrzenie. Wyraz jego pyska nie mówił absolutnie nic. Czarnołuski milczał również, przyglądając się jej w ciszy.
W pewnym momencie smok wyskoczył do góry, uderzając raz skrzydłami i wzbijając się w powietrze. Wystrzelił w górę niczym rakieta, momentalnie oraz bez najmniejszego ostrzeżenia. Smok w powietrzu złożył skrzydła, przyciskając je do swego ciała, a następnie opadł w kierunku kobiety - lądując tuż przed nią. Smok wylądował twardo, z głośnym hukiem - tuż przed Amelią. Dosłownie kawałek w jej kierunku i wpadłby na nią. Lądowanie zamortyzował uginając swe kolana, a następnie prostując je by stanąć przed nią oraz spojrzeć na karpatiankę z góry.
Smok dalej był mokry, po jego łuskach spływały krople wody które następnie opadały na ziemię. Był czysty i zadbany, jego łuski niemalże odbijały światło - choć to głównie za sprawą znajdującej się na nich wody. Na jego ciele nie było żadnej, nawet najmniejszej skazy. Choć po doświadczeniach z Onurisem, Amelia mogła pamiętać, że dla widm to dość typowe. Zarówno fakt, że o siebie dbają - jak również ich potencjał do regeneracji wszelakich uszkodzeń.
-Uczennicę? Nie przyjmuję uczniów. Tym bardziej nieznanych mnie, istot z ras których nie znam.
Odpowiedział Amelii spokojnie, dość naturalnie. Jego głos nie był zimny ani odpychający. Był po prostu neutralny. Nie wyróżniał jej ani pozytywnie ani negatywnie. W swej odpowiedzi, smok miał to przede wszystkim na uwadze. Mógł szkolić widmo, mógł szkolić innego smoka. Jednak ją? Wyglądała jak człowiek, jednak nim nie była. Brakowało jej pazurów, kłów, łusek, ogona. Wiele naturalnych broni które były podstawą jego walki - u niej nie istniało. Do tego jej ciało było podobne ludzkiemu - słabe, niechronione przez silny, naturalny pancerz. Gad jej nie znał. Jak więc miałby ją szkolić, nie wiedząc ile ona da radę znieść? Jak wytrzymałe jest jej ciało? Gdzie są jej słabe, a gdzie mocne punkty? Jaki miała potencjał? Gad stał przed nią wyprostowany z rękoma spokojnie opadającymi wzdłuż jego ciała. Łeb był lekko pochylony w dół, by widmo mogło spoglądać na kobietę. Skrzydła dalej przyciśnięte były do jego ciała, a ogon zwisał spokojnie za nim, opierając się na zielonej trawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Lip 23, 2016 10:07 pm

Nie potrafiła oderwać oczu od smoka. Stała i obserwowała go nabierając chęci by po prostu stanąć obok,a najlepiej bezpośrednio przed nim i dotknąć jego łusek. Z bliska zobaczyć jak woda spływa po nich odbijając światło. Była zafascynowana i oczarowana widokiem, dlatego mimo, że chciała jak najszybciej załatwić sprawę z którą tu przyszła i zwyczajnie mieć to już z głowy, wciąż stała i patrzyła. Domyślała się, że smok wyczuł jej obecność i po prostu ją ignoruje, może z myślą, że popatrzy i sobie pójdzie. Nie doczekanie jego. Nawet gdyby nie miała do niego sprawy mogłaby stać tak choćby kilka dni i patrzeć na niego, a on nie mógł by jej zabronić. Po to ma oczy by ich używać, szczególnie gdy można popatrzyć na coś tak pięknego jak on w tej chwili. A może ignorował ją bo był przyzwyczajony? Już kilka razy słyszała jak inni z załogi o nim mówią i domyślała się, że jest kimś wyjątkowym, kto w równym stopniu budzi podziw jak i strach. Możliwe, że często ktoś patrzył na niego z fascynacją ze względu na to kim jest, ale Amelia miała to szczerze w nosie. Sama szanowała wszystkich po równo nigdy nie słuchając tego co o kimś się mówi i nie zwracając uwagi na tytuły. Teraz podziwiała smoka bo zwyczajnie podobały jej się widoki. Fascynowała siła emanująca wręcz z jego ciała. Czuła do Inu niewytłumaczalny pociąć. Jej ciało pragnęło być blisko niego, lgnęło do niego, jej umysł wyrywał się do niego. Całą sobą pragnęła być jak najbliżej smoka. Musiała raz po raz ustawiać sama siebie do pionu, bo gotowa była wejść do jeziora i po prostu wtulić się w szeroką smoczą pierś z całych sił.
Czekała na jego odpowiedź, reakcję, cokolwiek i się wreszcie doczekała. Widząc jak otwiera powoli otwiera ślepia znów wstrzymała oddech wiedząc doskonale ci kryje się pod powiekami. Nie wiedzieć czemu, a już na pewno ona nie potrafiła tego wytłumaczyć, smoka wyrył się w jej pamięci tak dokładnie, że nawet z zamkniętymi oczyma potrafiła by pewnie opisać każdą pojedynczą łuskę. Była przygotowana na błękit tęczówek Inu, tak podobny do jej koloru jej własnych oczu, ale gdy smok już na nią spojrzała i tak omal nie westchnęła z zachwytu. Miał na prawdę piękne oczy, tylko takie dziwnie puste. Jakby nie było w nim żadnych uczuć, emocji. Były jak niezmącona niczym tafla jeziora, a ją kusiło, żeby wrzucić kamyk i popuszczać kaczki.
Westchnęła cicho widząc jak smok wzlatuje nagle w powietrze. Nawet na moment nie oderwała od niego oczu i jedynie lekko przesunęła do tyłu lewą nogę jakby w pół kroku rezygnując z cofnięcia się. Wylądował tuż przed nią, a ona ledwie powstrzymała się, żeby jednak nie zrobić tego kroku w tył. Wręcz przeciwnie. Gdy tylko smok stanął przed nią odstawiona noga wróciła na miejsce, a ona stała wyprostowana zadzierając mocno głowę by spojrzeć na Inu. Był wielki. Jak wszyscy tutaj, ale w jego przypadku jakoś dziwnie jej się to podobało. Poczuła się nagle taka drobna i... kobieca. Na ułamek sekundy zmarszczyła brwi. Zaraz potem niemal całkiem spokojnie spojrzała w górę na smoka, choć właściwie ledwie widziała jego brodę i zaciskając pięści tak, że schludnie przycięte pazurki zostawiły we wnętrzu dłoni ślady w kształcie półksiężyców, powstrzymywała się od dotknięcia pięknych łusek Inu.
Kiwnęła głową słysząc pytający początek wypowiedzi smoka.
- Słyszałam, zawsze możesz jednak to zmienić, prawda?-uśmiechnęła się unosząc lekko brwi w radosnej minie. Nie widziała w tym, żadnego problemu. Dziwnie było mówić do smoczego torsu.
- Nic nie stoi na przeszkodzie,żeby poznać mnie i mój lud. Z przyjemnością odpowiem na wszystkie pytania i pokaże co potrafię-przekrzywiła lekko głowę. Robił problemy tam gdzie ich nie było.
- Bardzo zależy mi na tym, byś zechciał mnie uczyć.
Uśmiechała się zadzierając mocno głowę, ale w jej oczach widać było spokojną determinację. Była gotowa udowodnić smokowi, ze nie jest wcale taka beznadziejna jak zapewne uważał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Wto Lip 26, 2016 8:37 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Inusannon

Smok nie wydawał się kobietą tak oczarowany, jak ona była nim. W dalszym ciągu pozostawał spokojny, wręcz neutralny względem swej rozmówczyni. Kobieta przyszła do niego, prosić o to by przyjął ją na swą uczennicę. Dodatkowo było to dla niej proste, nieskomplikowane. Ślepia gada przesunęły po otoczeniu, gdy samiec zastanawiał się przez chwilę nad jej słowami. Jego ostatnim uczniem był Maro. Uczniem z którego był z resztą zadowolony. Nie planował jednak brać kolejnego.
-Uczeń to odpowiedzialność dla nauczyciela. Mistrza.
Zaczął swą odpowiedź, a następnie wykonał krok na bok, ruszając się przed siebie, a następnie zakręcając i powolnym krokiem obchodząc karpatiankę dookoła. Smok przyglądał jej się uważnie, badał ją swym wzrokiem, a przy tym mówił do niej - kontynuując swą wypowiedź.
-Nie interesuje mnie twój lud, tylko ty.
Odpowiedział na jej propozycję "wyjaśnienia wszystkiego". Smok postrzegał to nieco odmiennie względem niej. Stąd raczej nie było możliwości by po prostu wszystko przedstawiła słownie, a on na tej podstawie zgodziłby się lub odrzucił jej "kandydaturę". Gad cały czas powoli krążył dookoła kobiety, obserwując ją uważnie. Gdy znalazł się za jej plecami, ogon smoka przesunął się po łydce kobiety, wpierw samymi łuskami, a na końcu ostrzem wieńczącym ogon. Ostrze dotknęło jej skóry jednak nie rozcięło jej.
-Nie wiesz nawet z czym wiąże się szkolenie zapewniane przez widmo.
Zaczął znów, zatrzymując się tym razem za plecami kobiety. Jego ogon zsunął się z nogi samicy, wędrując dalej po trawie za jego plecy. Smok tymczasem kontynuował.
-Wymagam posłuszeństwa, oddania, lojalności. Chcesz odebrać sobie wolność na rzecz mnie? Szkoląc się u mnie, nie ma twej woli i zasad. Jest wyłącznie moja. Moje słowa mają być twymi rozkazami, które wykonasz bez mrugnięcia okiem.
Kontynuował swą wypowiedź. Inusannon podniósł prawa rękę do góry, sięgając dłonią ku włosom samicy. Gad wsunął swe pazury pomiędzy nie, przeczesując je powoli w dół, ciekaw struktury i zachowania samych włosów. Były delikatne, wydawały się być bardziej ozdobą choć na pewno zapewniały ciepłotę dla jej głowy. Smok przesunął pazurami pomiędzy jej włosami, zsuwając je niżej, aż po kark kobiety gdzie dotknął jej skóry i zatrzymał swe naturalne uzbrojenie.
-Chcesz mieć mistrza będącego smokiem? Widmem?
Zapytał, cofając od kobiety swą dłoń, a następnie odwracając się i odchodząc od niej kilka kroków. Czarnołuski zatrzymał się pod jednym z drzew, rozłożył gwałtownie skrzydła - strzepując z nich wodę - a następnie złożył je ponownie, lecz tym razem luźniej otulając nimi swój grzbiet, niczym płaszczem. Następnie smok kucnął, ugiął nogi, a potem położył się grzbietem na trawie. Ułożył się w pozycji wyprostowanej, kładąc ręce wzdłuż własnego ciała i opierając swe dłonie na własnym brzuchu - krzyżując przy tym palce. Łeb smoka spoczął na miękkiej trawie, a on sam zamknął swe ślepia, wyciągnął bardziej swe nogi by rozprostować łapy i leżał tak, oczekując na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Lip 27, 2016 11:35 am

Jeśli miałaby być szczera sama przed sobą, co ostatnio słabo jej wychodziło szczególnie kiedy w pobliżu był pewien smok, przyznała by, że całkowita neutralność wręcz emanująca z samca ją rani. Była przyzwyczajona do choć minimalnej adoracji, która ją irytowała, ale była czymś normalnym i teraz kiedy samiec nie okazuje względem niej żadnych, choćby negatywnych emocji czuła się trochę nieswojo. Była przeszczęśliwa, że w ogóle raczył zwrócić na nią uwagę i coś powiedzieć, ale miała cały czas ochotę spytać czy on wie jak wygląda uśmiech. Coś jej mówiło, że minęło sporo czasu nim Inusannon się śmiał o ile kiedykolwiek to robił.
Miała ogromną ochotę dotknąć jego torsu . Krople wody tak kusząco spływały po jego piersi, że po chwili zaciskanie pięści wydawało jej się już niewystarczające, żeby powstrzymać się od podążenia palcem za choć jedną z nich, więc nie rozluźniając pięści skrzyżowała ramiona na piersi, tak że obie dłonie znalazły się pod jej pachami. Poza tym jej postawa się nie zmieniła. Stała przed smokiem opierając ciężar cała na lekko rozstawionych nogach i zadzierając głowę najwyżej jak mogła nieco wyginając przy tym swój biedny kręgosłup spoglądała na brodę swojego rozmówcy bo niestety wyżej spojrzeć nie dała rady nie łamiąc sobie czegoś.
Nie wzruszona obserwowała jak smok ją okrąża i ogląda ze wszystkich stron niczym jakąś rzeźbę wodząc za nim jedynie oczami. Nieco się spięła gdy Inusannon stał za nią. Nie lubiła mieć kogoś za plecami. Wroga czy przyjaciela. Nikogo. Choć przy tych drugich robiła czasem wyjątki. Nie bała się ani nie denerwowała, po prostu nie lubiła czuć czyjejś obecności tuż za swoimi plecami, poza zasięgiem wzroku. W przypadku tego samca jednak do typowego i znanego jej dobrze poczucia niezadowolenia doszył dreszcze. Przyjemne dreszcze. Co tylko spotęgowało jej nie za dobre samopoczucie.
" Co się z tobą kobieto dzieje? Uspokój się on cię tylko ogląda..."
Dreszcze przebiegały po jej kręgosłupie raz za razem pod wpływem jego słów, a jej serce co chwilo gubiło rytm.
Zazwyczaj panowała nad swoim ciałem, ale przy Inu traciła kontrolę.
" To zabrzmiało dwuznacznie łuskowaty...", pomyślała gdy smok stwierdził, że jej lud go nie interesuje. Jest zainteresowanie tylko nią. Zabrzmiało dwuznacznie, choć całkiem możliwe, że tylko w jej uszach, nie mniej jednak po jej, tym razem całym, ciele przeszły dreszcze.
" Mmm...przyje....to znaczy... zabieraj ten wyrostek...zmutowana jaszczurko".
Klęła w myślach na smoka, jego ogon i całą sytuację, jednak jej ciało było wręcz zachwycone dotykiem ogona.
" Wole futerka ...".
Rzuciła w myślach, ale nie potrafiła zaprzeczyć, że łuski też są całkiem milutkie, a dotyk ostrza na nodze, choć tylko przez materiał spodni, poraził ją prądem.
Miała ochotę walnąć w coś czołem, najlepiej kilka razy, żeby się otrząsnąć, ale stała tylko patrząc na Smoka kątem oka lekko obracając głowę przez prawe ramię i starając się wyglądać spokojnie.
Już chciała uświadomić Inu, że nieco się myli, ale postanowiła na razie się nie odzywać, dać mu skończyć. i dopiero potem wszystko tłumaczyć.
" Miło pomarzyć, co gekoniku?"
Odkryła dziwną przyjemność w wymyślaniu nie do końca miłych określeń dla Inusannona. Złość jaką bvły zaprawione pozwalała jej zapomnieć o niezrozumiałym pociągu jaki czuła kiedy tylko pomyślała o smoku. W życiu nie powiedziała by połowy tego co myśli na głos. Czuła, ze po prostu by jej to przez gardło nie przeszło, ale myśleć jej nikt nie zabroni. Nawet taki waran jak Inu. Nikt też nie wymusi na niej uległości, pełnego posłuszeństwa. Nikt. Wiec niech sobie smok nie myśli, że dla niego zrobi wyjątek i zmieni się w potulną owieczkę. Nie była nią nigdy i zostać nie zamierza.
Sama nie wiedziała czemu, ale pozwoliła bez mrugnięcia okiem, żeby smok przeczesał jej pazurami włosy. Było to niesłychanie przyjemne, choć przecież nie lubiła gdy ktoś dotykał jej włosów,a szczególnie karku...
" Gdzie te łapska legwanie!"
Wrzasnęła w myślach gdy ciekawskie palce smoka dotknęły karku, a ona zmuszona była lekko pochylić głowę nie potrafiąc powstrzymać reakcji swojego ciała. Nie potrafiła nic powiedzieć. Stała udając, że jest tak samo spokojna jak minute wcześniej, ale płomień w jej ciele rozgorzał. Nie mogła go powstrzymać. Zazwyczaj ktoś kto próbował choćby zbliżyć się do jej karku dostawał w twarz i tracił zęby zanim zdążył się zorientować co się właściwie stało, ale Inu... jego nie potrafiła powstrzymać. Jej własne ciało ją zdradzało. Pragnęło jego dotyku.
Odetchnęła, gdy Inu zabrał dłoń dopiero w tym momencie zauważając, ze przestała na moment oddychać i spod wpółprzymkniętych powiek obserwowała smoka. Jej ciało kompletnie nie słuchając jej mózgu, który krzyczał, żeby stała gdzie stoi i nie ważyła się ruszyć choćby o milimetr, ruszyło za smokiem. Uważając, żeby czasem go nie dotknąć uklękła koło niego i przysiadła na pietach. Była tak blisko, że wystarczyło by, żeby wyciągnęła rękę, a mogłaby go dotknąć. Ułożyła dłonie na kolanach i patrzyła na pysk Inu przez chwilę ciesząc się, ze wreszcie go widzi nie musząc zadzierać głowy.
- Zaczynałam pod okiem widma jeszcze jako dziewczynka. Wszystkiego co potrafię nauczył mnie mój brat, Onuris. -zaczęła spokojnie-Podczas szkolenia, treningów mogę powstrzymywać moja buntowniczą naturę- uśmiechnęła się lekko wiedząc, ze nie będzie to proste- będę cię słuchać i robić cokolwiek mi każesz starając się nie mówić za wiele, nawet jeśli będzie to wymagało przyszycia mi później języka na miejsce- zaśmiała się- ale nie przestanę kompletnie mówić co myślę, czuje i nie zacznę schylać głowy, gdy tylko będziesz w pobliżu. Mogę być ci posłuszna, ale nigdy nie będę całkowicie uległa. Więc...Tak, chcę mieć mistrza będącego smokiem, widmem, a dokładniej chcę być TWOJĄ uczennicą.
Mówiła spokojnie, powoli z lekkim uśmiechem, szczególnie gdy obiecywała być posłuszną. Całkiem poważnie pochodziła do tego. Obiecała być mu posłuszna, ale tylko na treningach i podczas wszelkich lekcji wiedząc, że dla niej to będzie ogromne poświecenie trzymać język za zębami i wykonywać polecenia bez mrugnięcia okiem. Potrafiła wykonywać rozkazy, ale całkowite zrezygnowanie z możliwości mówienia co myśli i z własnej woli nie leżało w jej naturze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Lip 27, 2016 6:42 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Inusannon

Widmo ułożyło się na trawie, zamknęło oczy i pozostało tak niemalże w bezruchu. Samcowi w żaden sposób nie przeszkadzało na jak bliską odległość podeszła do niego samica. Jedyne co na dobrą sprawę przeszkadzało mu w ich konwersacji, to jej głośne myśli których wyraźnie nie potrafiła wyciszyć. Zapewne musieliby od tego zacząć. Niemniej jednak Amelia kontynuowała, postanowiła mu się czymś pochwalić. Wcześniejszymi doświadczeniami.
-Brak tobie jego stylu, choć odziedziczyłaś po nim upartość i sposób traktowania innych.
Skwitował krótko jej słowa. Inusannon wiedział o Onurisie, wiedział, że była przez niego szkolona. Przy pierwszym spotkaniu wyczuł otaczającą ją energię splugawionego widma, potem dostał już tylko potwierdzenie u Starożytnego. Z resztą była to sprawa którą on musiał się zająć. Białołuski nie był byle jakim widmem, kolejnym z wielu.
-Brat tolerował więcej, bo byłaś pisklakiem. Teraz dojrzałaś i on wymagał by tego samego, jak każde widmo. Na tym polega trening widm. Bezwzględne posłuszeństwo jest tutaj podstawą. Zaufanie - fundamentem.
Odparł jej na słowa dotyczące jej uległości wobec niego. Kobieta widać nie rozumiała do końca z kim ma do czynienia. Widma nie były istotami które tak po prostu mogły pozwolić sobie na popełnianie błędów. Podczas treningu pozna wiele tajników i sekretów - w tym jego sekretów. Pozna wiedzę którą będzie mogła wykorzystać przeciwko niemu. Świadomie lub nie. Smok nie zamierzał jej tutaj pozwalać na samowolkę, gdyż ona chciała być "wolna". Nic go nie obchodziła jej wolność. On również nie był wolny, nie był panem swego losu.
-Z resztą trafiłaś na okręt wojskowy, do wojskowej organizacji. Oni wydają rozkazy, ty je wykonujesz.
Dodał do swej wypowiedzi, otwierając na koniec swe ślepia i kierując spojrzenie na karpatiankę. Smok zlustrował ją ponownie spojrzeniem, zatrzymując wzrok na wysokości jej oczu.
-Co o mnie wiesz?
Zapytał, przekrzywiając łeb lekko na bok i zerkając na nią z ciekawością. Skoro chciała się u niego uczyć to niech powie co o nim wie. Co wie o widmach. Wie jak z nim rozmawiać? Czy wie kim jest i jaka jest jego historia? A może po prostu usłyszała jego "legendę" i postanowiła pójść ślepo za ciosem, zobaczyć jak to jest uczyć się u smoka, legendy z Kyrat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biosfera I   

Powrót do góry Go down
 
Biosfera I
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Biosfera I

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: