Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biosfera I

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Biosfera I   Nie Kwi 28, 2013 7:09 pm

First topic message reminder :


Biosfera I jest jednym z najbardziej niesamowitych miejsc na pokładzie okrętu. Ten pokład stworzony na planie koła o średnicy trzech kilometrów oraz wysokości około pół kilometra. Ściany tego miejsca tworzą projekcję holograficzną, jednak wszystko co znajduje się pomiędzy tymi ścianami - jest w stu procentach prawdziwe - zarówno woda jak i rośliny. Miejsce to wydaje się być prawdziwym obrazem planety, wchodząc tutaj - zamykają się za załogantem drzwi które zaraz również znikają pod płaszczem hologramu. Biosfera pozwala odpocząć od codzienności, a zaprojektowana jest tak, że w jednej części znajduje się woda, zabierając około 1/6 miejsca - a pozostałe tworzy natomiast zielony las w którym znajdują się przeróżne rośliny, nierzadko posiadające jadalne owoce. Panuje tu ciepła temperatura - przenosząc się również na wodę - której ciepło jest umiarkowane.

_________________




Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Czw Gru 31, 2015 8:33 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Lip 27, 2016 10:29 pm

Nigdy nie musiała przejmować się tym, że ktoś usłyszy jej myśli. Wokół niej było zazwyczaj nie wielu teleportów, a jeśli już byli to zwykle członkowie jej ludu, nie musiała więc nic przed nimi kryć. Naturalnie blokowała przekazy chcące dostać się do jej umysłu, a nie te które wychodziły. Nic więc dziwnego, że jej myśli były głośne i nie pohamowane. Nikt jej jeszcze specjalnie nie zwrócił na to uwagi. Gdyby wiedziała, że ktoś poza okrętem jej słucha pewnie była by nieco bardziej ostrożna i przynajmniej cenzurowała swoje myśli.
- Uparta jestem sama z siebie
Zaśmiała się radośnie na myśl jak bardzo podobni byli w tym z Onu. Była to jedna z dość niewielu cech które ich łączyły. Wspomnienie braciszka wywołało na jej twarzy ciepły uśmiech, który jednak zaraz stał się smutny, tęskny. Okropnie brakowało jej Onu, odkąd ten odszedł. Westchnęła i spojrzała na smoka z bardziej neutralną miną spychając nadmiar emocji w głąb świadomości.
- Byłam upartym dzieckiem, które zmusiło go by nauczył je radzić sobie. Wiem, że wielu rzeczy mi nie pokazał właśnie ze względu na mój wiek. Teraz jestem starsza i mógłby mi dużo więcej pokazać, ale jego nie ma...
Zamilkła wzruszając smutno ramionami. Bardzo chciała się uczyć, a myśl, że może kiedyś zaskoczy braciszka tym jak wiele potrafi była tylko dodatkową motywacją.
Westchnęła na słowa smoka dotyczące posłuszeństwa. Widać, ,że albo myśleli o czymś innym albo smok miał zupełnie inne pojecie po posłuszeństwie. Amelia oddzielała posłuszeństwo od uległości. Posłuszeństwo było czymś co wbrew pozorom nie było jej obce. Potrafiła wykonywać posłusznie rozkazy, kiedy musiała. Jednak gdy nie znajdowała się w sytuacji, gdy musi kogoś słuchać, lepiej było ładnie poprosić. Służbowo mogła gryźć się w język i bez mrugnięcia wykonywać polecenia, jednak prywatnie nie przyjmowała ich od nikogo.
- Wiem bardzo niewiele, tylko to co usłyszałam lub ktoś mi powiedział. Wiem jak masz na imię- " Nie doczekanie, że je wypowiem... jeszcze coś przekręcę i będzie niemiło"pomyślała- że jesteś Sędzią Kyrat,..zakonu, który jest prawem samym w sobie i nie uznaje żadnych władz- miała mówić o nim więc szybko wraca do tematu- słyszałam, ze zmartwychwstałeś, odrodziłeś się... jakoś tak i masz ogromną moc. Słyniesz z nieustępliwości...I to chyba tyle
Cały czas patrzyła prosto w oczy smoka. Była ciekawa skąd to pytanie. Mogła jedynie podejrzewać, że smok sprawdza dlaczego do niego przyszła. Nie zapytał jednak o to wprost więc będzie się musiał domyślić. Mówiła bez większego entuzjazmu. Dla niej były to po prostu zasłyszane informacje, a raczej ich strzępy. Jedynym co mogło ją jako tako zainteresować i słychać to było w jej głosie to wzmianka o ogromnej mocy jaką posiada smok. Wyczuwała ją i widziała w ruchach jego ciała, pewnym kroku. Był potężny, tego była pewna. W historię o odrodzeniu średnio wierzyła, trochę bardziej już w to, ze jest całkowicie nieustępliwy. Nie wyglądał na kogoś, kto łatwo odpuszcza. Raczej na kogoś, kto jak raz się do czegoś zabierze doprowadza to do końca, zamyka w specjalnym pudle i zawiązuje na czerwoną kokardkę.
Przez całą rozmowę siedziała na pietach z dłońmi na kolanach, patrząc na pysk smoka, a potem gdy otworzył oczy prosto w nie. Niemal cały czas w typowy dla siebie sposób uśmiechała się ciepło. Czuła przemożną ochotę by pogłaskać smoka, ale się powstrzymywała. Przynajmniej fizycznie, bo jej myśli szalały. Przewijały się w nich różne obrazy przedstawiając rzeczy które miała ochotę w tej chwili zrobić. Na pierwszym miejscu klasowało się położenie głowy na brzuchu smoka, twarzą do niego i leżenie tak przez jakiś bardzo długi czas. Nieco rzadziej pojawiał się pomysł, żeby położyć się z głową na jego ramieniu i schować pod skrzydłem wtulając się w zagłębienie jego szyi. Najbardziej kusząca była jednak opcja o której nie chciała myśleć- wleźć na jego tors i położyć na nim jak kocyk. Nie tego na sto dwadzieścia pięć tysięcy procent nie zrobi...Przynajmniej na razie.
- Wolałabym po prostu cię poznać, usłyszeć od ciebie twoją historię niż słuchać co mówią wokół...Widzę, że budzisz w równym stopniu podziw jak i obawy. A ani jedno ani drugie nie służy poprawnej ocenie
Uśmiechnęła się szeroko i... położyła obok smoka. Wciąż go nie dotykała. Bojąc się bardziej siebie niż jego reakcji. Zwyczajnie wyciągnęła się na trawie obok i skrzyżowała nogi w kostkach, ręce kładąc na brzuchu i patrząc w niebo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Lip 28, 2016 8:33 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Inusannon

Uparta była sama z siebie, jednak kontakt z widmem na pewno nieco pomógł jej w rozwinięciu tej konkretnej cechy. Smok dostrzegł, jak również wyczuł smutek kobiety. Jej więź z widmem była silna. Bardziej go jednak zastanawiało czy była szczera, czy traktowała swojego "brata" tak jak traktują siebie wzajemnie widma. Smok skierował swe spojrzenie w górę, odrywając wzrok od rozmówczyni - jednak słuchając jej dalej. Zapewne nauczyłaby się więcej, o ile widmo dalej zechciałoby ją szkolić. Dla dorosłego, szkolenie pisklaka było bardziej niczym zabawa, aniżeli prawdziwy trening. Oczywiście wpływało się przy tym na rozwój młodzików, uczyło ich technik czy samokontroli. Z oczywistych względów nie było to jednak pełnoprawne szkolenie, jakie fundowały sobie widma.
Niemniej jednak przyszła pora na najważniejszą część czyli odpowiedź na jego pytanie. Kim był, co wiedziała na jego temat. Inusannon zamknął swe ślepia i zaczął słuchać tego co miała mu do powiedzenia. Zaczęło się od tego czego się po prostu spodziewał. Wiedziała tylko tyle ile zdążyła usłyszeć. Jak by na okręcie nie było archiwów. Potem już nadeszła pora na sprostowanie jej słów. W końcu nie wszystko co mówiła, było prawdą.
-Uznaję władzę. Mym suwerenem jest Starożytny - Kattal.
Zaczął na początek. Prawdą było, że Kyrat nie uznawali żadnej władzy zwierzchniej nad swymi działaniami. W jego wypadku było jednak inaczej. Można powiedzieć, że wyboru nie miał. Ale nigdy nie narzekał na swego pana. Służył w końcu starożytnemu, który uczynił go widmem z krwi i kości - zachowując jego oryginalną postać. Prawda - wyglądał jak densorinski smok, jednak nim nie był.
-Nie zmartwychwstałem, bo nie potrafię. Kattal uczynił mnie widmem i przywrócił do tego świata.
Skomentował. Wśród niektórych światów oraz istot krążyły pogłoski o tym, że widma nie da się zabić. Ile by dał, by stwierdzenie to było faktem, prawdą. Niestety była to bajka. Widma dało się zabić, jak z resztą każdego.
-Ogromną moc?
Zapytał z ciekawości, nie otwierając jednak ślepi i nie poruszając się. Niech powie mu coś więcej na ten temat, był szczerze ciekaw jaką to ogromną mocą mógł dysponować. Na końcu pozostała jeszcze jedna kwestia. Smok odczekał, aż kobieta położyły się obok niego. Sam w tym czasie przeniósł dłonie z własnego brzucha pod własny łeb, przerabiając je w rolę swoistej poduszki. Od tak większej wygody. Nadal nie poruszał się, nie otwierał swych ślepi - jedynie leżał.
-A co budzę u ciebie?
Znów zapytał. Nic go nie interesowało co myślą lub mówią o nim inni. Jednak skoro ona chciałaby być jego uczennicą, niech powie co wie na jego temat. Zwłaszcza - co myśli o nim. Z opowiadaniem o sobie historii będzie musiała jeszcze trochę poczekać, na początek musiałby jej zaufać. Jego życie nie było czymś czym lubił się dzielić i przeżywać z kimś innym. Wystarczająco dużo wiedziały o nim same widma, gdyż pozostawał z nimi połączony. Tyle mu starczało. Obcy nie musieli wiedzieć nic.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Lip 29, 2016 6:43 pm

Na całe szczęście, chociaż trudno powiedzieć czuje, nie wiedziała nad czym zastanawiał się smok. Gdyby wiedziała, że w jakikolwiek sposób poddaje w wątpliwość szczerość jej uczuć wobec Onu dałaby mu zwyczajnie w twarz. Kochała brata i tęskniła za nim. Czuła niemal fizyczny ból nie wiedząc gdzie jest Onu, co robi i czy jest bezpieczny.Na jej sercu zaciskała się boleśnie obręcz za każdym razem, gdy wspominała wspólne chwile uświadamiając siebie jak bardzo za nim tęskni.
Dopiero niedawno dowiedziała się o swobodnym dostępie do archiwów i zdążyła tylko raz do nich zajrzeć. Poczytała o samym okręcie i o Onu. Więcej nie zdążyła przed rozpoczęciem ceremonii , a dokładniej zjawieniem się Nodina. Wolała na razie nie rozmyślać nad tym co stało się gdy widmo do niej podeszło. Jedno było pewne... Onu będzie musiał się jej gęsto tłumaczyć.
Słysząc, że jego suwerenem jest Kattal jedynie skinęła głową i czekała na jego dalsze słowa lub gesty. Cały czas nie wiedziała co myśleć.
-Tego świata?- wyłapała i nie mogła się powstrzymać żeby nie dopytać o jakieś dalsze wyjaśnienia- To znaczy, że wcześniej byłeś zwykłym smokiem, umarłeś i trafiłeś do innego świata? Jakiego? Zaświatów? - jej pytania może były nieco naiwne i nawet lekko głupawe, ale po prostu potwierdzenia, żeby niczego nie zrozumieć opacznie. - Stamtąd wyciągnął Cię Kattal czyniąc Cię jednocześnie widmem? Ale chyba nie tak całkiem do końca... w sensie... nie przypominasz widm fizycznie. Gdyby ktoś nie powiedział mi, że jesteś widmem pewnie dalej brałabym cię za smoka, którym rozumiem technicznie rzecz biorąc już nie jesteś prawda?- potrzebowała potwierdzenia. Właściwie bardzo często go potrzebowała przez swój brak pewności siebie, choć nie o niego teraz akurat chodziło. Nie do końca.
- Tak. Tak powiedziała to kocica na misji, gdy się zjawiłeś. Poza tym... to czuć. Stojąc obok trudno nie poczuć, ze masz moc, umiejętności i doświadczenie. Przynajmniej ja tak czuje
Wzruszyła ramionami. Dla niej to było coś oczywistego. Smok był potężny. Czuła to i wiedziała choć nie bardzo wiedziała jak wytłumaczyć.
Kiedy zadał pytanie co ona sama myśli obróciła w jego stronę głowę i długo po prostu mu się przypatrywała starając się zrozumieć i ubrać w słowa swoje myśli i uczucia. Nie było to łatwe. Do wielu swoich uczuć wolała by się nie przyznawać. Starała się jakoś ogarnąć wszystko co przechodziło jej przez myśl, ale w jej umyśle panował chaos. Nie wiedziała co powiedzieć. Odwróciła głowę i milczała dalej długo patrząc w niebo, a potem na równie długą chwilę zamykając oczy z nadzieją, że pomoże je to pozbierać myśli. Ostatecznie zdecydowała się na zupełną szczerość.
" Raz kozie śmierć. Najwyżej mnie wyśmieje..."
- Poczucie bezpieczeństwa. Spokój, ale i podekscytowanie. Obawę, że każesz mi spadać na najbliższą palmę. Fascynację. Podziw- mówiła znów patrząc intensywnie na smoka. Spytał co w niej budzi w niej, a nie dlaczego więc akurat to jeszcze chwilę wolała zachować dla siebie. Jednak kiedy tak na niego patrzyła wróciła do postanowienie całkowitej szczerości:
- Nie wiem dlaczego, ale przy tobie nie czuje się całkiem obco. Okręt, załoga, wszystko tu jest dla mnie nowe, nieznane. Obce, ale przy tobie tak bardzo tego nie czuję. Cały czas boję się, ze powiem coś nie tak i każesz mi dać spokój a mi na prawdę bardzo zależy, żebyś mnie przyjął. Po prostu czuję, że to właśnie ty powinieneś mnie szkolił no i...Podziwiam twoje umiejętności i doświadczenie, choć tylko raz widziałam cię w akcji
Wytłumaczyła cicho, a potem znów odwróciła wzrok i spojrzała w niebo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Lip 29, 2016 8:14 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Inusannon

Oczywiście, usłyszała standardową historię i w nią uwierzyła, tak jak to podali. Smok westchnął cicho, na myśl, że znowu miał opowiadać o tym samym. Nie specjalnie za tym przepadał. Nie, żeby była to jakaś szczególnie ważna cześć jego życia. Czy taka o której w ogóle mógłby opowiadać.
-Byłem densorinem, zginąłem w walce podczas wyzwalania planety. Trafiłem do zaświatów, skąd wyciągnął mnie Kattal, zmieniając przy tym w widmo.
Odpowiedział, zaczynając swoją wypowiedź. Niemniej jednak... nie do końca? Inusannon poczuł się niemalże jak jakiś wyrzutek. Odmieniec. Twierdziła, że był odmieńcem?
-Jestem widmem. Pozostawiono we mnie cechy smoka którym byłem. Nie pamiętam niczego z tamtego życia, nawet momentu śmierci ani zaświatów. Z resztą w czym ich nie przypominam? Te same łuski, ta sama budowa ciała. Jedynie dodatkowa para skrzydeł.
Dodał. Nie rozumiał sposobu jej myślenia. Przecież poza skrzydłami, swobodnie wyglądał jak widmo. Jasne, bliżej mu było smoka - poza skrzydłami miał jeszcze swój oddech, ognisty jak również lodowy. Jak na smoka przystało. Jednak nazywanie go "technicznie smokiem" było nieco uwłaczające. Widma były smokami, stały wyżej w hierarchii wszechświata.
Gad otworzył swe ślepia i zerknął kątem oka na leżącą obok niego kobietę. Czuła jego moc? Czyżby? Inusannon nie należał do grupy ujawniającej swą aurę. Z resztą było to dość naturalne dla widm. Nie ujawniały się. Niemniej jednak rozumiał co miała na myśli. Smok zamknął na powrót swe ślepia, pozwalając jej się przez chwilę skupić - ponownie. W końcu miała mu udzielić dość ważnej odpowiedzi na zadane pytanie.
Tak oto przyszło mu słuchać jej słodzenia. W ten sposób to z resztą odbierał, bo o ile jej słowa mówiły jedno, o tyle czyny wydawały mówić się całkowicie co innego. Poczucie bezpieczeństwa mógł zrozumieć. Obecność widma potrafiła każdemu dać poczucie bezpieczeństwa, gdy tylko umysł danej istoty zrozumiał, że widma nie czynią nikomu krzywdy - lecz chronią. Spokój? Element bezpieczeństwa. Jednak podekscytowanie? Przecież jej bratem był Onuris. Powinna znać już widma na tyle, by nie było to specjalnie ekscytujące. Choć może dla niej było. Inusannon nie siedział jej w głowie - choć mógłby.
-Twoim opiekunem był Natvakt, tak więc nie mogłaś czuć się tutaj obco. Po kontakcie z Kattalem tym bardziej.
Skomentował krótko, otwierając swe ślepia i kierując ku niej własne spojrzenie. Co do samego podziwu, miał pewne wątpliwości.
-Wydajesz się podziwiać me ciało, nie me umiejętności.
Skwitował krótko. Dość bezpośrednio jednak... powiedział to co widział do tej pory. Przy każdym spotkaniu była wpatrzona w niego jak w obrazek.
-Poza tym jest to przestrzeń publiczna. Nie mogę ciebie stąd wyrzucić.
Dodał i skierował swe spojrzenie ponownie ku niebu. Przyjrzał się holograficznej projekcji przez chwilę, by ponownie zamknąć swe ślepia i wziąć głębszych wdech. Musiał jej w końcu coś odpowiedzieć. Mógł ją odesłać lub dać jej szansę. W walce nie pokazała mu się z najlepszej strony. Nie radziła sobie w starciu z doświadczonym przeciwnikiem, lecz na Ziemi mogła po prostu na takich nie natrafiać.
-Pokaż czy się boisz.
Rzucił i poruszył ogonem po zielonej trawie, na lewo i prawo. Nie zamierzał tutaj wyjaśniać o co chodzi. Oczywistym było, że miała mu pokazać czy boi się jego osoby. Był to jeden z podstawowych elementów jeśli chodziło o ewentualne szkolenie. Dochodziła jeszcze kwestia jej wiedzy o widmach. Z czystej ciekawości chciał sprawdzić co Amelia może spróbować zrobić, by udowodnić mu, że jest godna takiego nauczyciela. Widma. W końcu spędziła sporo swego życia z innym widmem. Czy będzie wiedziała jak się zachować?

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Lip 30, 2016 4:04 pm

Nie mówiła w co wierzy, tylko co wie, a raczej co słyszała. W sumie nie miała powodów by nie wierzyć, ale jak to ona wolała usłyszeć całą historię od samego zainteresowanego. Po jego westchnieniu wywnioskowała, że niezbyt chętnie opowiadał o sobie, a szczególnie swoją historię i już miała powiedzieć, że jeśli nie chce to nie musi nic mówić, ona chętnie pójdzie do archiwów i poczyta jeśli tak będzie mu lepiej. On jednak coś tam powiedział, a ona tylko uśmiechnęła się ciepło w podzięce. Zauważyła lekki cień, który przeszedł po jego...pysku, ale nie zgłębiała jego pochodzenia. Nie czuła się do tego uprawniona. Jeśli będzie chciał to powie jej co mu chodzi po głowię sam. Nie powinna pytać.
- To... smutne- powiedziała słysząc, że on nic nie pamięta z poprzedniego życia. Zmarszczyła brwi, a jej uśmiech lekko przygasł nadając wraz z ciepłym spojrzeniem twarzy wyraz współczucia. Nie wyobrażała sobie życia bez wspomnień. Przecież pewnie miał jakąś rodzinę- mamę, tatę, a może nawet rodzeństwo. Nawet jeśli wychowywał się w czasach wojny, gdy wszystko było pogrążone w głębokiej ciemności musiały być choć drobne przebłyski światła, momenty które warto by było wspominać. Przeszłość nas kształtuje, a on właściwie nie ma przeszłości.
-Nie odrodziłeś się więc... tylko narodziłeś całkiem na nowo...- podsumowała cicho wciąż ze zmarszczonym czołem. Wyglądało na to, że bez większego żalu tamten Inus został dawno temu pogrzebany.
- Skrzydła to dość istotny element- zaśmiała się cicho przepędzając ponure myśli na temat jego przeszłości, zaczynała się bowiem zastanawiać czy tamten smok był inny niż leżące obok widmo.- szczególnie tak wspaniałe jak twoje- dodała po chwili, bo po co miałaby ukrywać, że jego skrzydła jej się podobają. Najwyżej jego ego rozsadzi biosferę.
Nie słodziła mu, a przynajmniej nie taki miała zamiar. Mówiła spokojnie, tonem właściwie całkowicie neutralnym, po prostu tłumacząc co czuje. Jeśli sądził, że mu słodzi to już jego problem. Była z nim szczera najbardziej jak potrafiła.
Dobrze, że nie siedział w jej głowie. Trochę by się nasłuchał i pewnie trafił na niezły chaos.
Zmrużyła groźnie oczy groźnie choć jednocześnie skinęła lekko głową potwierdzająco.
- Natvakt bardzo mi pomógł i nadal pomaga, ale jego obecność nie zmienia faktu, ze jestem w nowym miejscu, które dopiero poznaje. Spotkanie z Kattalem pomogło mi, ale wciąż potrzebuje trochę czasu by całkowicie zaaklimatyzować- odpowiedziała lekko zła na to jak sformułował swoją wypowiedź. Jakby chciał jej dyktować co ma czuć, a czego nie. Moze czuć się obco nawet jeśli on uważa inaczej.
- Jedno drugiemu nie przeczy, ale bardziej interesują mnie jednak twoje umiejętności, a że podziwiając je mogę nacieszyć oczy to tylko lekki bonus- wzruszyła ramionami szczerząc przy tym kiełki. Uważała, że jest ... piękny, o ile tak można o jakimś samcu powiedzieć i nie zamierzała tego ukrywać. Nie zamierzał też za bardzo wspierać rozrostu jego ego, choć nie wyglądał na kogoś komu grozi jego przerost.
- Ale możesz powiedzieć, że nie chcesz mojego towarzystwa, a ja bym pewnie sobie poszła- powiedziała spokojnie. Taka była prawda, która strasznie jej się nie podobała. Czuła, że wystarczy jego jedno słowo a ona zrobi cokolwiek jej każe. Nigdy tak nie było. Nie lubiła się narzucać, ale tu chodziło o coś więcej, a ona nie wiedziała o co dokładnie i to ją irytowało.
- Nie boje się.
Zapewniła,a potem po prostu przewróciła się na bok, całkowicie przodem do Inu i chwilę zwyczajnie sobie tak leżała przyglądając mu się. Po chwili wyciągnęła spokojnie dłoń i położyła ją delikatnie na okrytym skrzydłem ramieniu. Kazał jej pokazać, że się nie boi więc odpuściła sobie proszenie gestem o pozwolenie. Leżała tak blisko, że nawet nie musiała całkowicie prostować ręki. Miała ochotę na pogłaskanie wierzchem dłoni policzka smoka, ale pouczona przez wilka wiedziała, że raczej nie powinna. Ograniczyła się więc do położenia dłoni na skrzydle w okolicy ramienia Inu, a potem przesunięciu jej na jego pierś i położeniu na sercu. Tu jej ręka się zatrzymała, a ona zamknęła oczy i tak już została. Czekała na jego reakcję na ten drobny gest czerpiąc przyjemność z uczucia bicia jego serca pod dłonią. Była całkowicie odprężona i spokojna. Uderzenia ją relaksowały. Miała ochotę położyć na jego piersi głowę nie dłoń, ale ograniczyła się do lekkiego przysunięcia i oparcia czubka głowy o jego ramię wciąż ukryte pod płaszczem ze skrzydła. Marny substytut przytulenia, ale jej na razie wystarczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Lip 31, 2016 8:17 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Inusannon

Inusannon nie mógł zgodzić się ze stwierdzeniem kobiety. Smutnym miało być... co właściwie? Nie pamiętał dawnego życia, jednak dzięki temu nie odczuwał takiego bólu związanego ze wszystkimi stratami których mógł wtedy doświadczyć. Znał tylko to życie, teraźniejsze. Z resztą tak samo jak sam się nie odrodził czy też nie "narodził na nowo". Kattal go po prostu sprowadził. Na dobrą sprawę do dzisiaj nie był pewien dlaczego.
Dalszym elementem jej wypowiedzi był komplement dotyczący jego skrzydeł. "Wspaniały, istotny element". Cóż, Inusannon był przyzwyczajony do ich posiadania. Prawdą było, że czasami musiał dodatkowo uważać - coś czym nie musieli martwić się ci, którzy skrzydeł nie posiadali. Ale zdarzyło się, że przyłożył komuś skrzydłem. Mało kto spodziewa się takiego ataku. Zwłaszcza, że jest dość trudny do uniknięcia - gdyż sięga dużej powierzchni oraz dosyć daleko.
Smok zamilkł i wyciszył się na otoczenie. Nawet jej słowa wydawały się do niego przez chwilę nie docierać. Widmo po prostu poczuło potrzebę wyłączenia się na chwilę.
Inusannon "wybudził się" ze swego transu w momencie w którym kobieta położyła swą dłoń na jego ramieniu. Jej delikatny, ledwo wyczuwalny dotyk go wręcz rozbudził. Samiec otworzył powoli swe ślepia, nie kierując spojrzenia na karpatiankę, lecz dalej pozostawiając wzrok wbity w niebo. Za dość ciekawe uznał natomiast jej kolejny ruch. Dłoń kobiety wsunęła się po skrzydle, na ramię samca, a następnie przesunęła się przez bark, obojczyk, prosto na klatkę piersiową. Finalnie, kobieta ułożyła dłoń na piersi smoka, pozwalając sobie na poczucie serca gada które biło pod skórą oraz łuskowatą zbroją. Na tym się jednak nie skończyło. Amelia pozwoliła sobie nawet oprzeć swe czoło o jego ramię, przed tym przysuwając się do samca. Nie do końca o to mu chodziło w jej podejściu, jednak widmo nie oponowało.
-Jak widać, nic złego się tobie nie stało.
Odezwał się krótko czarnołuski, napominając względem jej wcześniejszych myśli z jego udziałem. Kiedy to miałby ją skrzywdzić za samo spojrzenie na jego osobę. Myśli kobiety były pod tym względem dość głośne. Lecz takie smaczki będzie zapewne ujawniał jej po trochu, z czystej ciekawości sprawdzając, kiedy Amelia zorientuje się, że ją słyszy. Chcąc czy nie chcąc. Oczywiście mógłby to zablokować, jednak jak każde widmo - lubił monitorować otoczenie.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pon Sie 01, 2016 8:16 pm

Amelia nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez przeszłości. Przecież każdy jakąś ma. No prawie... przeszłość Inusannona została wymazana i właściwie chyba uznana za niebytą. Jakby narodził się w dniu spotkania z Kattalem, gdy ten wyciągnął go z zaświatów.
Skupiona tym jak przykra wydawała jej się sytuacja Sędziego, dopiero po chwili zaczęła dostrzegać pewne dobre strony. Brak wspomnień to brak bólu straty.
Mówiła choć właściwie nie wiedziała po co, bo miała dziwne wrażenie, że Inus w ogóle jej nie słucha. Spojrzała na niego i potwierdziła swoje podejrzenia. Wyglądał na głęboko pogrążonego we własnym świecie. Trochę ją to zasmuciło i zirytowało. Ona się tu produkuje, a on nawet nie próbuje udawać, że słucha.
Uśmiechnęła się lekko sama do siebie, gdy samiec jej nie odtrącił. Leżąc tak blisko niego, z dłonią na jego piersi i czołem opartym na okrytym skrzydłem ramieniu czuła się wręcz... błogo. Spokojna, odprężona. Lekko pokiwała głową, pocierając przy tym czołem o gadzie ramię, zupełnie jak przymilający się kociak. Szczerze mało brakowało a zaczęłaby mruczeć. To jednak powstrzymała i tylko leżała spokojnie, z ciepłym uśmiechem, jedynie lekko poruszając dłonią. Głaszcząc samca po piersi.
Zmarszczyła brwi, a jej uśmiech przygasł słysząc komentarz Inu. Zastanawiała się skąd wzięło go nagle na takie teksty. Treść była tu średnio ważna, za to sposób w jaki sformułował swoją wypowiedź.. sugerował, że odnosi się do czegoś co zostało powiedziane wcześniej. Szybko przeanalizowała w myślach treść ich rozmowy i nie wpadła na nic co mogłoby służyć za podstawę do tego komentarza.
Nie zabierając dłoni z piersi samca podniosła się u usiadła ze skrzyżowanymi nogami, czy jak kto woli "po turecku", tak, że  czubkami kolan dotykała jego ręki i spojrzała na niego pytająco z góry. Jej jeszcze chwile temu zmarszczone czoło wygładziło się i tylko prawa, wysoko uniesiona brew burzyła jego gładkość.
- A co takiego miałoby mi się stać?
Spytała cicho, ale pewnym głosem, w którym przebrzmiewało niezrozumienie. Coś jej świtało i nagle...
" Słuchasz moich myśli..." Stwierdziła, a potem wzruszyła ramionami. Nie miała nic do ukrycia, więc nic z jej myśli ciekawego nie wyciągnie czego nie mógłby usłyszeć  z  jej ust. Ale podsłuchiwanie nie było miłe, ani uprzejme tak czy inaczej.
Jednak nie była by sobą gdyby nie zaczęła dokazywać. Zabrała dłoń z samczej piersi, a zamiast tego zaczęła dźgać go lekko w jej środek zadbanym paznokciem palca wskazującego i wydymając  usta rzuciła w myślach:
" Brzydkie widmo", tak jakby karciła niemowlaka za jakiś drobne przewinienie. Po chwili jednak jej dłoń, która po prostu jakoś tam pasowała wyjątkowo dobrze, wróciła na serca Inu i znów zaczęła głaskać jego łuski, a na ustach Amelii wykwitł szeroki uśmiech. Jej oczy skrzyły się radośnie. Z każdą minutą czuła się swobodniej przy Inu, choć dziwny mętlik w jej głowie i sercu wcale nie zelżał. Gdzieś na dnie jej podświadomości czaiło się wytłumaczenie dla wszystkiego co myślała i czuła w towarzystwie Sędziego. Wiedziała to, tylko jeszcze nie potrafiła dotrzeć do tego rozwiązania.
- To jak?
Rzuciła przerywając ciszę. Chciała dostać jasną odpowiedź na pytanie z którym tu przyszła. Teraz siedziała obok z miną godną szczeniaczka chcącego dostać ulubiony przysmak, która sama zjawiła się na jej twarzy. Po prostu bardzo. nie wiedzieć czemu, zależało jej na tym by Sędzia ją przyjął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Sie 10, 2016 9:23 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Inusannon

Inusannon pozwolił sobie znowu zachować milczenie i po prostu nie odpowiedzieć na zadane pytanie. W każdym razie to pierwsze - co takiego mogłoby się jej stać. Mogłoby dość sporo, jak zapewne sama się domyślała. W końcu to ona wymieniła, że mógłby sobie nie życzyć jej obecności przy nim - i po prostu ją wyrzucić. Nawet brutalnie. W przeszłości mu się to już zdarzało.
Smok mruknął cicho pod nosem, czując jak jej dłoń cały czas znajdowała się na smoczej piersi. I ten komentarz w jej myślach. Ogon gada poruszył się, zadrżał lekko. Oczywiście, że słuchał jej myśli. Nie wszystkich, niemniej jednak tak było najłatwiej poznać jej intencje. Określić co tak na prawdę nią kieruje - skoro przyszła tu do niego.
Czymś co go nieco zaskoczyło, była jej nagła zmiana podejścia. Kobieta odważyła się dźgnąć go palcem w tors, zaczepić. I jeszcze nazwać "brzydkim widmem"? Czarnołuski smok otworzył powoli swe ślepia i spojrzał na nią pytająco, słuchając przy tym jej kolejnego pytania. Widać bardzo, bardzo jej zależało. Wręcz nie mogła się doczekać.
-Pokonaj Daalkiina lub Maro w pojedynku na zasadach walki widm. Będą wiedzieli o co chodzi.
Odpowiedział jej, spoglądając spokojnie na kobietę. Przedstawił jej właśnie jego warunek Miała pokonać jednego z dwóch świetnych szermierzy w walce. Do tego na określonych odgórnie zasadach - których smok zdradzać jej nie zamierzał. Informację uzyskała. Mogła odjeść lub tutaj przy nim pozostać, zanim nie dolecą do celu. Inusannon nie wybrał z resztą tej dwójki tylko dlatego, że świetnie walczą. Wybrał tych przy których wiedział, że Amelia na prawdę będzie mogła się sprawdzić. Smok zamknął swe ślepia, położył łeb na trawie i oczekiwał jej dalszych ruchów lub gestów. Jak zareaguje na wyzwanie rzucone przez smoka? Ulegnie czy przyjmie je?

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Sie 11, 2016 6:36 am

Dobrze wiedziała, że Smok może ją poważnie skrzywdzić i to nie tylko fizycznie co ją poważnie przerażało. Fizyczne rany kiedyś się zagoją, psychiczne i emocjonalne nie koniecznie, a coś mówiło jej, że gdyby Inu ją odrzucił bardzo by cierpiała. Wolała nawet o tym nie myśleć. Sędzia musi ją przyjąć. Po prostu to zrobi. Prędzej czy później. Amelia się uparła i nie odpuści .Jak nie drzwiami to oknem.
Jej zachowanie zmieniało się wraz z tym jak się czuła. Z każdą minutą czuła się bowiem coraz bardziej zrelaksowana w obecności Smoka. Blisko niego nie mogła wyjść z wrażenia, że właśnie tu jest jej miejsce. Było to dziwne, niepokojące, ale nie potrafiła się pozbyć tego wrażenia. Chciała by Inu też trochę wyluzował i stąd jej wygłupy.
- Daalkiin albo Maro...?
Powtórzyła pytająco patrząc na Inu wielkimi oczyma pełnymi szoku. Jej brwi prawie zrównały się z linią włosów w wyrazie zszokowania. Zamrugała szybko, potarła wolną dłonią twarz i przeczesała włosy, zatrzymując dłoń na karku. Z pochyloną lekko głową spojrzała jeszcze raz pytająco na Smoka by upewnić się, że on mówił serio i ona się nie przesłyszała. Mogła walczyć albo z dowódcą albo z uczniem Sędziego. Z żadnym z nich nie miała większych  szans. Dobrze to wiedziała. Nie wiedziała tylko o co chodzi z zasadami widm, ale nie brzmiało to zbyt przyjemnie.
Padła do tyłu z rozłożonymi szeroko ramionami i patrząc na niebo rzuciła tylko.
- Jasne
Leżała tak jakiś czas, by po kilkunastu minutach wstać i z założonymi na biodra rękami spojrzeć na Smoka z góry. Westchnęła ciężko, rozluźniła ramionami.
- Pójdę już. Do zobaczenia
Uśmiechnęła się choć nieco sztucznie i ruszyła do wyjścia z bio. Gdy drzwi się za nią zamknęły spojrzała na sufit.
- Dowódca albo klon sędziego... to mi wybór....
Znów ciężko westchnęła i ruszyła do sali bohaterów, gdzie wiedziała, że znajdzie informacje na temat obu. Na razie bardziej skłaniała się do Daalkiina jednak wolała czegoś dowiedzieć się zarówno o nim jak o Maro zanim zdecyduje do którego pójść.
Po przeczytaniu wszystkiego co tam mogła znaleźć na temat dwóch samców spytała statek gdzie znajdzie Nata. Chciała z nim jeszcze porozmawiać zanim zdecyduje. Jak na razie jest tu jej najbliższym przyjacielem, no i zna obu samców. Sama wciąż nie wiedziała czy podejmie w ogóle wyzwanie. Potrzebowała rozmowy i chwili na przemyślenia. Z sali poszła prosto do Nata. Jeśli jednak nie było go już na pokładzie bo ruszył na jakąś misję poszła do swojej kwatery pomyśleć. [zt by Dur]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Wrz 17, 2017 9:46 am

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Podróż korytarzami okrętu zajęła krótką chwilę. Powtarzalny schemat sprawiał, iż można było mieć wrażenie zagubienia. Gdyby nie informacje ze strony ISACa lub wyświetlające się znaki, densorinka spokojnie mogłaby uznać siebie za zaginioną. Po dotarciu do biosfery, oczom samicy ukazała się leśna kraina, do uszu dotarły dźwięki wody, jeziora oraz wodospadu, natomiast do nozdrzy - zapach świeżego, naturalnego powietrza. Brakowało tutaj zwierzyny, jednak wszystkie drzewa, trawa czy ziemia pozostawały naturalne. Gdy weszła do środka, jej łapy dotknęły świeżej, miękkiej trawy. Drzwi zamknęły się za nią, tworząc holograficzny, fikcyjny obraz dalszego planu, jakby znajdowała się na jakiejś planecie.
Jej chwilowa nieuwaga, została skrzętnie wykorzystana przez znajdujące się tutaj widmo, które postanowiło wyjść jej na powitanie. Nie w standardowy, lecz bardziej zwyczajowy dla siebie sposób. Zaczęło się od sporego cienia, który pojawił się za samicą, okrywając ją przed światłem. Następnie, znad jej głowy, wysunął się ogromny łeb smokopodobnego stworzenia o czarno-czerwonej łusce. Spod brody ciągnęła się błona, przyczepiona do wystających pod nią kolców. Łeb stwora znajdował się jakieś półtora metra nad nią, a zaraz do niego dołączyły korpus oraz przednie łapy. Może nieco nieuważnie albo celowo, smokowaty szturchnął lekko densorinkę, gdy po prostu zbliżył się zanadto i wpadł w nią korpusem. Stwór stał na czterech łapach, spoglądając przed siebie i wyszukując czegoś wzrokiem. Zaraz po tym, samica usłyszała jego głos.
/Kogo szukasz?/
Zapytał krótko, opuszczając przy tym łeb i kierując swe spojrzenie w dół. Eulalia nie powinna mieć żadnych wątpliwości, odnośnie faktu, że miała do czynienia z widmem. Smokowaty wyglądał bardzo podobnie do Nodina, z tym, że był od niego wyższy, masywniejszy, po prostu większy. Jeśli sama się nie domyśli i zapyta, ISAC wskaże jej, że czerwonołuski osobnik to nikt inny, jak Kattal - którego miała tutaj spotkać. Dodatkowo urządzenie wyświetli przydatne informacje, jak chociażby rangę Starożytnego wśród widm oraz Fozok Rel, czyli naczelnego dowódcy, wewnątrz CORE/Imperium Crathygtanskiego. Płomienne ślepia zmierzyły samicę wzrokiem, a sam łuskowaty wydał z siebie głośny, gardłowy warkot, pochylając łeb jeszcze bardziej, uginając przy tym łapy w stawach, nieco obniżając tym swą sylwetkę.
/Niepotrzebne pytanie, prawda? Młoda densorinko. Witaj, pośród nowej rodziny. Jeszcze nieoficjalnie./
Ponad trzy i pół metrowy stwór zrobił krok w tył, a następnie wyprostował swe łapy w stawach, podnosząc swą sylwetę do góry, na naturalną dla siebie wysokość. Skierował swe spojrzenie przed siebie, ruszając następnie naprzód i schodząc lekko na prawo, by nie wpaść na samicę. Widmo minęło ją i ruszyło dalej, wgłąb biosfery. Naturalnym było, że Eulalia powinna udać się wraz z nim. Gad spoglądał przed siebie, nie kierując spojrzenia ku densorince. Jednak gdy tylko ta do niego dołączyła, kontynuował rozmowę, zaczynając nowy temat.
/Więc. W czym się specjalizujesz, młoda istoto? Dlaczego tutaj trafiłaś?/
Zapytał, powoli maszerując przed siebie, w kierunku źródła wody znajdującego się nieopodal. Kątem oka, starożytny zerknął na samicę by móc dostrzec jej reakcję na zadane pytanie.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Wto Wrz 19, 2017 8:27 pm

Eulalia miała wrażenie, że ciągle szła przez te same korytarze. Wszystkie wyglądały identycznie. Niczym się raczej od siebie nie różniły, przez uważnego przyglądania się nie było widać różnicy przynajmniej. Dzięki ISACowi jednak wiedziała, że zbliża się do celu powoli. Spieszyć się chyba nie musiała, nikt nie powiedział jej kiedy konkretnie ma nadejść ten cały test, więc na razie nie martwiła się brakiem lub nadmiarem wolnego czasu. Zresztą i tak mówiono jej żeby zapoznała się lepiej z okrętem i jego mieszkańcami. Właśnie to robiła w tej chwili. Poznawała nowe otoczenie.
W pomieszczeniu, w którym się znalazła po przekroczeniu progu zdecydowanie najbardziej podobał się jej zapach świeżego powietrza. Mogła z przyjemnością wykonać głęboki wdech, napawając się tą wonią. Miękka, świeża trawa pod dolnymi łapami również dawała przyjemne odczucie. O wiele przyjemniejsze od twardej podłogi.
W całym tych zachwycie wspaniałością miejsca Eul w ostatniej chwili zauważyła, że ktoś się do niej zbliżył. Jej uszy zadrgały, wychwytując ruch widma tuż za nią. Na samicę padł cień, a gdy skierowała łeb do góry, spojrzała wprost na kolejną smoczą paszczę. Mrugnęła, patrząc na to jak olbrzymia była istota. Z drugiej strony ona była dosyć niska. Niska w kategoriach swojej rasy. Delikatnie szturchnięta, zrobiła niewielki krok do przodu, by zrobić stworowi miejsce. Wpatrując się w twarz Starożytnego przez jej głowę przebiegło pytanie o to kim może być i ISAC natychmiast udzielił jej odpowiedzi, wyświetlając wszystkie najważniejsze informacje na jego temat. Od razu wiedziała, że ten kogo szukała, sam ją znalazł. Normalnym odruchem powinno być odsunięcie się i czujna pozycja, ale informacje urządzenia i świadomość, że jest na okręcie CORE pozwalały jej zachować spokój.
- Nowej rodziny. Pięknie to brzmi. Witam. I dziękuję. Mam nadzieję, że wkrótce i oficjalnie. - odparła całkiem szczerze, a na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech. Podobało jej się nazwanie CORE nowa rodziną. To brzmiało tak ciepło i przyjemnie. Rodzina zawsze kojarzyła się z ludźmi, którym można zaufać i na których można polegać. Przynajmniej ona miała takie skojarzenia. Zawsze miała dobre relacje z rodzicami.
Kiedy widmo się poruszyło, gepardzica podążyła za nim wzrokiem, obserwując jak powoli podnosi się, prostując łapy. Chwilę obserwował, w którą stronę ma zamiar ruszyć, po czym skierowała swoje kroki za nim. Postarała się dogonić go, po czym szła powoli obok niego, obserwując okolicę i lekko się rozglądając dookoła. Ciągle nie mogła się nadziwić tym projekcjom. Zdecydowanie będzie musiała z kimś o nich pogadać. Dowiedzieć się nieco więcej.
- Walka wręcz lub sztyletami czy nożami. Skradanie. Brak wyjątkowej siły staram się nadrabiać prędkością. - nie była pewna jakich informacji konkretnie oczekuje od niej Kattal, ale znała swoje plusy i minusy, więc spokojnie mogła o nich powiedzieć smokopodobnemu stworowi.
- A co do tego dlaczego tu trafiłam to najwidoczniej ktoś od was zdecydował, że jestem warta tego, by zostać członkiem CORE. Liczę, że nie zawiodę waszych oczekiwań. - przy odpowiadaniu na ostatnie słowa założyła łapy na plecy, stawiając lekko kolejne kroki na trawie i patrząc przed siebie.
- Mogłabym zapytać czy dużo macie tutaj takich pomieszczeń jak to? Chciałabym je poodwiedzać. - zapytała na koniec, kierując spojrzenie na swoje towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Paź 14, 2017 7:58 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Czerwonołuski przesunął łeb delikatnie na bok, by jego oko mogło zerknąć chwilowo na samicę, która pochwaliła się walką wręcz, w tym również nożami czy sztyletami. Bardzo nietypowe, jak na densorinów. Rzadko spotykane, ze względu na naturalnie wyposażenie, jakim były pazury. Wzrok wrócił przed siebie, a starożytny wsłuchiwał się dalej w jej słowa, pozwalając sobie przy tym błysnąć czerwoną energią. Krótkim, szybkim ruchem zmienił wygląd swego ciała, przekształcając się z czworonożnego, prawie czterometrowego smoka w dwunożnego stwora, mierzącego dwieście siedemdziesiąt pięć centymetrów. Nadal masywny, wielki i umięśniony, kilka centymetrów wyższy od czarnołuskiego Nodina - widma Densorinu. Nie zatrzymał się, lecz szedł dalej. Ręce miał opuszczone wzdłuż ciała, ogon swobodnie przesuwał się po trawie za jego plecami, łapy stawały na ziemi bezgłośnie, zupełnie, jakby nie ważył. Niemniej było to bardzo mylące, choć nie powinno być dla niej. Eulalia powinna wiedzieć, że widma potrafią sporo ważyć - w tonach. Czasami rekruci odczuwali to na własnej skórze, kiedy Nodin wyciągnął ich do sparingu, pokazując konkretną technikę. Rzadko, jednak się zdarzało.
/Odwiedziłaś dwie z trzech aktualnie dostępnych biosfer. Ostatnia jest pokładem odwzorowującym kurort wypoczynkowy. Ciepła plaża, woda oraz budynek z luksusami. Sauny, jacuzzi, czego sobie tylko zażyczysz./
Wyjaśnił pokrótce, zatrzymując się gdy oboje dotarli do linii brzegowej. Przed nimi znajdowała się krystalicznie czysta woda w uformowanej rzece, imitującej realną. Zerkając w obie strony, można było mieć wrażenie, że woda ciągnie się jeszcze przez długie kilometry. Po drugiej stronie znajdował się niewielki obszar terenu, wzniesiony nieco wyżej ponad poziom wody. Kattal zamierzał się tam teraz dostać, bez konieczności przepływania na drugą stronę. Mając ze sobą młodą kompankę, czerwonołuski ruszył swym ogonem, przeciągając go po ziemi, zbliżając do prawej łapy samicy. Następnie końcówka ogona wsunęła się do góry, wzdłuż nogi kotowatej, zatrzymując się na brzuchu Eulalii, dookoła którego widmo owinęło swą kończynę. Nie zacisnął zbyt mocno więzów, jednak chwycił ją pewnie, stabilnie. Bez pytania uniósł ją do góry, odrywając łapy samicy od ziemi. Znajdowali się przy wodzie, jednak Kattal nie wpadł na pomysł wrzucania jej do rzeki. Zamiast tego, ogon doprowadził ją do grzbietu starożytnego, który nadal spoglądał przed siebie, uginając lekko kolana.
/Obejmij mocno mój korpus./
Nakazał krótko, dając jej spokojnie pochwycić się dookoła korpusu, zarówno rękoma, jak i nogami. Celowym było tutaj zwrócenie uwagi na korpus. Robienie komuś nawyku łapania za szyję mogło być dość opłakane w skutkach, kiedy dochodziło za dużo siły fizycznej. Łapanie kogoś wyłącznie dłońmi za ramiona bądź ręce również mogło minąć się z celem, gdyż chwyt nie był pewny. Najlepiej było pochwycić osobę dookoła korpusu, łapiąc dodatkowo własnymi dłońmi o siebie wzajemnie, co wzmacniało chwyt. W tym momencie, Eulalia powinna domyślić się, co planował starożytny. Przeskoczyć lub przepłynąć na drugą stronę. W tym wypadku, raczej to drugie. Gdy mała kompanka była gotowa, czerwonołuski zrobił dwa kroki naprzód, a następnie zgiął bardziej kolana i wybił się bardzo wysoko do góry, przed siebie. Tutaj Eulalia poczuła, dlaczego pewny chwyt był ważny. Gdyby się nie trzymała, po prostu by spadła. To też powód, dla którego łatwiej było jej się utrzymać na dwunożnym widmie, niż czteronożnym. Tego Kattala była w stanie objąć dookoła, może z lekkim utrudnieniem. Ale naturalnej formy nie byłaby w stanie.
Gdy już wylądowali po drugiej stronie, znów dość gładko i bez wstrząsów czy hałasu, czerwonołuski od razu zrobił trzy kroki do przodu, oddalając się od przepaści i zatrzymując na wyrównanym pasie zieleni.
/Moi bracia i siostry są aktualnie zajęci. Zgodzisz się być mym partnerem w sparingu? Wprawdzie nie zajmuję się już walką, jednak staram się dbać o formę. Tylko musisz dać mi fory. Mam trochę lat na karku./
Wyjaśnił jej, jedną, długą wypowiedzią. Stwór mówił całkowicie poważnie, również wspominając o daniu mu forów. Właśnie usłyszała te słowa od strony widma. Niemniej, coś się za tym kryło. Kattal pozostał nieruchomo, zależnie od tego czy Eulalia będzie na nim uwieszona lub zeskoczy zaraz po lądowaniu. Sam na nic nie naciskał, wydawał się pod tym względem bardzo przyzwyczajony. Widma, wbrew powszechnym przekonaniom, nie były pyszne, nie uważały się za lepszych bądź ważniejszych. Dało się to zaobserwować, zwracając uwagę na szczegóły ich zachowań oraz kontaktów z innymi rasami. Zanim przejdą dalej, czerwonołuski potrzebował jej odpowiedzi.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pią Paź 20, 2017 3:20 pm

Choć pazury były doskonałą bronią, to jednak Eulalia nie chciała się ograniczać tylko do nich. Nigdy nie wiadomo kiedy trafi się jej misja, w której będzie musiała podkraść do kogoś. W takim przypadku jeden celny cios sztyletem był lepszy od pazurów. No i mała broń pasowała do jej stylu walki. Szybko i celnie, nawet jeśli niezbyt mocno.
Czerwony błysk, który zauważyła kątem oka zdecydowanie zwrócił jej uwagę. Obróciła łeb, przyglądając się przemianie Kattala. Zawsze ją fascynowały te zmiany. Z czworonożnych istot do dwunożnych, wyglądających tak dostojnie. Nadal był wyższy od niej, ale to akurat nie było wielkim wyczynem. Gepardzica była dosyć niska jak na swój gatunek, ledwo się mieściła w dolnej granicy wzrostu.
- Ciepła plaża? Wylegiwanie się na gorącym piasku brzmi kusząco. Ewentualnie jeszcze jacuzzi, masaż każdemu się przyda od czasu do czasu. Liczyłam na trochę większą ilość tych biosfer niż tylko trzy. Są naprawdę niesamowite. - odezwała się na wyjaśnienia widma odnośnie ostatniej biosfery. Już planowała sobie w najbliższym czasie wybrać się tam i pogrzać na plaży. To zdecydowanie było coś co jej na pewno przypadnie do gustu. Najmniej podobała się jej pierwsza biosfera. Nawet jeśli futro ją chroniło przed zimnem to i tak wolała tam nie przebywać. A szczególnie po tej kąpieli w lodowatej wodzie.
Kiedy zatrzymali się nad brzegiem rzeki, kotka zerknęła w obie strony, a następnie prosto w dół. Woda była tak czysta, że bez problemu mogła dojrzeć jej dno. Teren wyglądał na nietknięty przez żywe istoty jakiejkolwiek rasy. W końcu spora część miała zwyczaj środowisko planety, na której mieszkała. Chociażby odrobinę.
Wzdrygnęła się lekko, czując nagle dotyk na dolnej łapie. Zaraz zauważyła, że to ogon jej towarzysza, który ją objął w pasie. Nie rozumiała na początku o co mu chodzi, ale sytuacja dosyć szybko się rozjaśniła. Stwór chciał ich przenieść na drugą stronę rzeki. Zgodnie z poleceniem więc Eulalia objęła go wszystkimi czterema łapami. Po chwili poczuła szarpnięcie, gdy łapy Kattala oderwała się od podłoża. Kiedy tylko znaleźli się po drugiej stronie, puściła widmo, stawiając stopy na miękkiej trawie i ponownie poświęcając chwilę na rozejrzenie się.
- Dać ci fory? - zapytała z lekkim zdziwieniem, uśmiechając się zaraz - Zastanawiam się czy powinnam poprosić o to samo. Walka z widmem to nie jest coś co robię codziennie. Oczywiście nie odmówię ci, dbanie o formę jest ważne. - sama nie była pewna na ile poważnie jej towarzysz mówił o dawaniu fory. Raczej niewiele wiedziała o Kattalu, nie wiedziała jak stary czy młody jest. Poza tym, kiedy widmo staje się stare? Tego również nie wiedziała. Niby brzmiał poważnie, ale być może doskonale ukrywał to, że żartuje. Jedynym sposobem na sprawdzenie tego było spełnienie prośby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Paź 22, 2017 3:15 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Czerwonołuski zerknął kątem oka na samicę, odchodzą dwa kroki na bok i wykonując kilka kulistych ruchów za pomocą barków oraz łba, by rozgrzać kark, jak również górne stawy. Bardzo krótko i raczej tylko "zamarkowane", jak na rozgrzewkę. Kiedy Eulalia do niego przemawiała, stwór uśmiechnął się w kącikach ust, roznosząc po ciele i uwalniając czerwoną energię, która zaczęła sunąć po łuskach smokowatego. Energia otoczyła go w aurze, zmniejszając następnie jego wzrost, lecz zachowując proporcje ciała, masy czy mięśni. Z jakichś dwustu siedemdziesięciu pięciu centymetrów, zrobiło się dwieście dwadzieścia. Densorini rzadko dorastali do ponad dwóch i pół metra, natomiast Kattal raczej nie trenował walki z kimś, kto jest dla niego wielkości młodzika. Czerwone ślepia obróciły się na gepardzicę, a widmo pozwoliło jej dokończyć. Cała operacja pomniejszenia trwała poniżej kilku sekund.
/Mówisz, jakby walka z widmem była czymś niezwykłym./ Skomentował jej słowa, unosząc lewą rękę, zaginając ją w łokciu oraz kładąc swą dłoń na własnej piersi, by wskazać na siebie. /Będę używał wyłącznie mojego ciała. Żadnych mocy czy sztuczek./
Zadeklarował, opuszczając swą rękę i stając lewym profilem na froncie, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała. Dla densorinki była to przydatna informacja, gdyż widmo na wstępie ustaliło, że nie sięgnie pomoc. Żadnych przeskoków, fazowań, fal energii i zaburzeń rzeczywistości. Będzie mogła się poczuć tak, jakby walczyła z innym densorinem. Trochę wzmocnionym, łuskowatym (choć bez skrzydeł), zapewne silniejszym i szybszym. Nadal jednak - bez magii.
Starożytny był już gotów. Dał więc czas samicy, by i ta się przygotowała. Ustawiła, rozciągnęła, rozgrzała, cokolwiek będzie chciała. Stwór bacznie oraz cierpliwie ją obserwował. Kiedy dała mu znak, że jest gotowa, Kattal zaczął swój ruch. Lekkim sunięciem skrócił dystans, a następnie wykonał zamach sierpem za pomocą prawej ręki, otwierając dłoń i ujawniając pazury. Ruch był lekko markowany poprzez cofnięcie biodra z prawej strony, a dopiero po tym zaatakowanie naprzód na wysokości pyska Eulalii. Ruch raczej prosty do obrony i skontrowania. Stwór trzymał także standardową dla densorinskich wojskowych, prędkość ataku. Nie przesadnie albo też nie za wolno. Wystarczająco, by musiała być skupiona oraz zareagować, przy tym na tyle wolno, by nie miała na to w ogóle czas. Jeśli samica nie przejdzie do kontrofensywny od razu, czerwonołuski cofnie rękę i stanie w gardzie, unosząc ręce lekko przed łbem, obserwując ją, nie zasłaniając sobie widoku. W przypadku, jeśli kocica przejdzie do kontry lub wykona własny ruch po uniku lub cokolwiek, Kattal nie będzie uciekał przed ciosami czy technikami, spokojnie przyjmując je na siebie. Badając sytuację.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Paź 25, 2017 2:40 pm

Samica postanowiła również trochę się rozgrzać skoro już postanowili, że będą walczyć. A raczej trenować. W końcu nie mieli walczyć na śmierć i życie. Podejrzewała, że poza chęcią utrzymania formy Kattal mógł również chcieć sprawdzić jej możliwości. Kotka więc postanowiła dać z siebie wszystko. Przy okazji sama pozna możliwości widma. To zawsze dodatkowe doświadczenie dla niej. Rozciągała najpierw mięśnie nóg kucając przy tym i wyciągając po kolei jedną i druga nogę w bok. Następnie rozciągała ramiona odchylając je na boki i wykonując kilka okrężnych ruchów. Gdy jej towarzysz ponownie błysnął czerwonym światłem, Eulalia z zaciekawieniem się przyglądała, ciekawa co tym razem Kattal chciał zrobić za pomocą swojej mocy. Z zaskoczeniem zauważyła, że po zniknięciu energii widmo było prawie jej wzrostu. Było to dosyć ciekawe przeobrażenie. Tylko czy identyczny wzrost dawał bardziej wyrównane szanse?
Skinęła lekko głową, gdy ten powiedział, że będzie korzystał tylko ze swojej siły. To jej się podobało. Czysta siła fizyczna. Bez sztuczek z mocami, których ona sama nie posiadała. Co prawda prędzej czy później spotka zapewne przeciwników o dziwnych mocach, ale chwilowo nie musiała o tym myśleć. Teraz czekał ją sparing z widmem.
W końcu trening się rozpoczął. Gepardzica była gotowa i mogli zacząć. Kattal nie czekał na jej ruch tylko sam zaczął. Od razu zauważyła, że cios jest nieco markowany, a do tego niezbyt szybki. Odnosiła wrażenie, że widmo próbowało przejść na standardy Densorinów, by sama mogła się poczuć jak podczas walki z jednym ze swoich.  Jako, że cios celował w jej twarz, kotka ugięła nogi w kolanach, rozsuwając je delikatnie, by znaleźć się poniżej linii ciosu. Korzystając ze swojej pozycji, gdzie jej twarz znalazła się na wysokości klatki piersiowej Kattala, sama wykonała niewielki rozmach prawą ręką, celując prosto w mostek przeciwnika z otwartej dłoni, nie używając jednak przy tym pazurów. Oczywiście miała zamiar korzystać ze swojej prędkości. W końcu jeśli Kattal chciał zobaczyć na co ją stać, to powinna dać z siebie wszystko. Siłą nie mogła mu zaimponować, ale jej smukłe ciało pozwalało jej na wyjątkową prędkość. Mogła więc się wykazać właśnie w ten sposób, wykonując szybki cios i bez względu na to jak Kattal się obronił, szybko od niego odskoczyła na jakieś pół metra, przyglądając się uważnie jego ciału, by wypatrzeć kolejny cios, mierzony w nią. Jej ogon poruszył się delikatnie na boki za jej plecami, nim kotka zdecydowała się na kolejny ruch, wybijając się do przodu, by znów doskoczyć do przeciwnika. Tym razem zdecydowała się wypróbować atak od dołu. W tym celu przykucnęła szybko, opierając dłonie na ziemi i wykonując lewą nogą podcięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Czw Paź 26, 2017 9:39 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Dłoń widma przefrunęła nad głową samicy, kiedy stwór celowo wydłużył swój atak, dając jej nieco więcej czasu na reakcję oraz zamarkowanie swojego kontrataku. Cios wyprowadzony w korpus, dokładniej w środek mostka. Bardzo rozważnie, pokazując widmu, że jest w stanie oraz nie boi się go sięgnąć. Plusem było uderzenie otwartą dłonią, bo gdy tylko Eulalia dotknęła twardych, ciepłych łusek widma, to otrzymała krótkie porównanie tego co mogłoby się stać w momencie silnego uderzenia o nie pięścią. Centrum medyczne gwarantowane.
Prawa ręka Kattala oczywiście się cofnęła, nie dając kocicy czasu do kombinowania nad bardziej finezyjnym atakami, jak chociażby dźwignie czy łamanie łokcia. Czerwonołuski stał na lekko ugiętych kolanach, prawym profilem wystawionym teraz do przodu, bardzo stabilnie. Ręce miał uniesione oraz zgięte, na wysokości klatki piersiowej, nie blokując sobie widoku. Dłonie otwarte, skierowane w stronę partnerki do sparingu. Eulalia działała dynamicznie, szybko, niekoniecznie w sposób przemyślany ale próbowała. Znów doskoczyła, pochylając się. Kattal powstrzymał się przed wpasowaniem prawej łapy w jej pysk, co mogłoby być nieprzyjemne oraz bolesne. Znów dał jej zaatakować, przestawiając przy tym lewą łapę do przodu, by uderzenie chwyciła prawa. Bez efektu, Kattal nawet nie drgnął, a Eulalia poczuła się podobnie, jakby próbowała w ten sposób ściąć ścianę. On nie czekał. Przesunął prawą łapę wzdłuż nogi samicy, skracając dystans by mu nie uciekła, a następnie naciskając prawą łapą na bok i brzuch samicy, w które zaraz trafił i zręcznie przewalił ją sobie na grzbiet. Prawa łapa wylądowała na ziemi, a lewa się z nią błyskawicznie zmieniła, lądując na brzuchu gepardzicy. Bez uderzenia czy opierania na niej ciężaru, jednak pozwolił sobie na delikatne dociśnięcie jej, by zaraz nie wstawała, uciekając lub wywracając jego samego. Nacisk nie był bolesny ani specjalnie nieprzyjemny, zwłaszcza, że jako wojowniczka, powinna mieć dobrze ukształtowane mięśnie brzucha. Na tyle, by coś takiego jej nie przeszkadzało.
/Dobra metoda, kiedy przeciwnik nie stoi do ciebie frontem, z wysuniętym profilem. Teraz kombinuj, jak uciec./
Wyjaśnił jej spokojnie, pozwalając sobie na krótki, szybki uśmiech. Nie był spowodowany rozbawieniem co chęcią rozładowania napięcia. Pokazaniem, że nic jej nie grozi i nadal jest to tylko sparing. Starożytny upuścił swe ręce wzdłuż korpusu, stojąc wyprostowany. Lewa łapa spoczywała na brzuchu samicy, dociskając ją ostrożnie - lecz stanowczo - do trawy. Prawa znajdowała się na trawie i to na niej oparty był ciężar jego ciała. Ogon swobodnie krążył raz na lewo, a raz na prawo, zaraz przy łapie. Dla dodatkowego zajęcia, Kattal zaczął ugniatać mięśnie brzucha samicy, za pomocą palców swej łapy, lekko naciskając na jej brzuch poszczególnymi palcami, jeden po drugim. Nie zakładał przy tym żadnego specjalnego efektu. Mógł ją rozbawić, uprzyjemnić leżenie albo zacząć irytować. Mógł też nie wywołać żadnego efektu, czerwonołuski po prostu stał, naciskał palcami łapy na jej skórę i spoglądał gdzieś w dal. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, chwyt ten nie był specjalnie trudny do oswobodzenia (choć starożytny będzie stawiał opór i siłowo nie da niczego zmienić), jednak bardziej musiała pamiętać o tym, by efektem jej czynu nie stało się zrzucenie całej masy widma na jej osobę. Wiadomym było, że waga Nodina w wersji anthro, liczona była w tonach. Najciężsi densorini, najczęściej smoki, nawet nie dochodzili do jednej tony. W wypadku tego osobnika, choć pomniejszonego, swobodnie mogła założyć, że jest znacznie cięższy, niż ona.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pon Paź 30, 2017 3:22 pm

Atak wyprowadzony w mostek Kattala pozwolił jej poczuć jakie są łuski widma. To, że były ciepłe nie miało akurat żadnego znaczenia dla niej. Ważny był fakt, że były naprawdę twarde. Jeśli każdy z nich miał je takie same to walka z nimi zapewne zawsze należała do wyjątkowo ciężkich. Nie żeby nagle zaczęła uważać widma za istoty idealne. Każdy ma jakąś słabość. Tylko u nich pewnie ciężko ją znaleźć. Teraz jednak był to tylko sparing i nie musiała się tego doszukiwać.
Próba podcięcia okazała się być totalnym niewypałem. Jej noga zatrzymała się na łapie Kattala. Zupełnie jakby próbowała podcięciem powalić wyjątkowo grube drzewo czy ścianę, co również nie było raczej możliwe. W tej chwili uświadomiła sobie jeden wielki plus tego sparingu. Uczyła się co może podziałać na widmo, a co nie. Wystarczyło zapamiętać tą lekcję na przyszłość i przy kolejnej takiej walce nie popełniać tych samych błędów.
Jej czas reakcji nie był wystarczająco krótki, by móc odsunąć się od przeciwnika i zastanowić się co dalej. Kattal był wyjątkowo szybki, a pewnie i tak specjalnie dla niej spowalniał swoje ruchy. Poczuła nacisk łapy na swoim brzuchu i już po chwili wylądowała plecami na trawie, uderzając lekko w ziemię. Nie wywołało to raczej żadnego bólu u niej, po prostu poczuła upadek, co było normalne. Nie mogła zareagować szybkim podniesieniem się i zrzuceniem go z siebie, gdyż prędzej została dociśnięta do podłoża. I tu nie było to specjalnie mocne, ale wiedziała już, że widmo waży... Całkiem sporo.
To co po chwili Kattal zaczął robić totalnie ją zaskoczyło. W pierwszym odruchu wydała nawet z siebie cichy pomruk. O ile samego dotykania po brzuchu nie lubiła, to taki... Masaż był całkiem przyjemny. Zastanawiała się, czy Kattal zdawał sobie z tego sprawę. Miała wrażenie, że nie. W końcu to był czas na sparing, a nie pieszczoty. Dlatego też szybko się ogarnęła, analizując to co już wiedziała. Łuski widma były wyjątkowo twarde, nie była w stanie zrobić mu krzywdy. Bez wahania więc wbiła pazury w jego łapę na wysokości kostki, niemal w tym samym czasie uginając lekko nogi w kolanach i opierając mocno stopy na ziemi. Wiedziała już, że Kattal jest dużo cięższy od niej, więc i tak nie miała zbyt wielkiego wyboru w tym co może zrobić. Widmo pewnie i tak nie da się zwalić i dalej będzie się głowić co zrobić. Obecnie chciała spróbować unieść jego łapę do góry i w przód, licząc na łut szczęścia, że ten straci równowagę. Albo po prostu pozwoli jej na ten ruch i da się jej oswobodzić. Nie chciałaby reszty wspólnego czasu spędzić z plecami na trawie.
Gdyby jej się to udało, miała zamiar jak najszybciej odturlać się kawałek w bok i szybko wstać, przy okazji podwijając ogon żeby ten przypadkiem nie trafił pod łapę widma. To zdecydowanie nie byłoby zbyt przyjemne. W głowie przewijało jej się kilka pomysłów, ale przy wadze Kattala żaden nie byłby skuteczny. Skoczenie na niego, by go przewrócić? Pewnie by tylko na nim zawisła. Z drugiej strony to tylko sparing. A jej ataki i tak nic nie zrobią widmu.
Jeśli więc miała możliwość wykonania jakiegoś ruchu po rzekomym uwolnieniu się spod Kattala, pokonała szybko dystans jaki ich dzielił i gdy była w idealnej odległości by wykonać cios, jej sylwetka znalazła się o wiele niżej. Planowała wykonać wślizg i gdyby się jej udało to chciała pociągnąć widmo za ogon, zaraz go puszczając. Szybko wtedy wstała, czekając już na ruch przeciwnika, przy okazji się uśmiechając lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sro Lis 01, 2017 8:26 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Czerwonołuski skierował łeb w dół, czując, jak ktoś złapał go za łapę i próbował wbić pazury w twarde, niewzruszone naporem, łuski. Przekrzywiając delikatnie łeb na bok, starożytny przyglądał się jej próbom, rozważając swoje opcje. Jego łapa powoli podnosiła się do góry, głównie dlatego, że na to pozwalał. Nie chciał ułatwić jej zadania, a przy tym dał sobie trochę więcej czasu na zastanowienie. Oraz sprawdzenia jej umysłu, na wypadek powstania konkretnego planu, który mógłby pomóc zrealizować. Tutaj się nie zawiódł, plan istniał.
Jak tylko łapa widma dotknęła trawy, densorinka już odtoczyła się nieco dalej, by ten nie mógł sięgnąć jej na ziemi. Co prawda mógł do niej teraz doskoczyć, zwłaszcza gdy wstawała, jednak to zepsuło by cały plan. A ten zaczął się od wślizgu. Ponownie stojąc profilem, czerwonołuski musiał przestawić nieco nogi do lekkiego rozkroku, robiąc jej po prostu miejsce oraz umożliwiając manewr. Co prawda kusiło go, by po prostu na nią nadepnąć, co poskutkowałoby powrotem do stanu początkowego, jednak uniemożliwiłoby to realizację jego planu. A plan ten, stwór podłączył do planu gepardzicy.
Jak tylko samica przesunęła się pod nim i chwyciła ogon, czerwonołuski przeszedł do realizacji swojej części, o której ją teraz "brutalnie" poinformuje. Przed samym zsunięciem dłoni z jego łusek, ogon błyskawicznie owinął się dookoła nadgarstków gepardzicy, zatrzymując ją. W tym samym momencie, starożytny przywrócił sobie swą naturalną formę, powracając do 275 cm, a co za tym idzie, nabierając masy i wysokości. Oraz proporcjonalnie - długości ogona. Umożliwiło to jeszcze skuteczniejsze unieruchomienie rąk samicy. Na nic zda się szarpanie, więzy były zbyt silne. Nie nieprzyjemne, nie miażdżąc jej stawów ani nie powodując bólu, jednak niczym kajdanki, nie pozwalały jej się wyrwać. Zdobywszy już tą przewagę, Kattal odwrócił się do niej frontalnie, podnosząc końcówkę swego ogona do góry. A wraz z nim - Eulalię, uwieszając ją na jej własnych rękach. Jako, że stawy i ścięgna densorinów były wytrzymalsze, nie musiał martwić się o ew. przeciążenia. Zwłaszcza, że samica nie tylko dużo nie ważyła, co była istotą trenującą, zwiększając tym swą odporność. Czerwonołuski podniósł ją na wysokość swojego pyska, by ich wzrok się zrównał. Tym samym zawisła nad ziemią, jej łapy nie miał trawy nawet w zasięgu, choć ustawił ją na tyle blisko siebie, by swobodnie mogła sięgnąć ku widmu ogonem, tak więc i własnymi nogami oraz łapami. Gdyby postanowiła coś wykombinować.
/Nie chcesz ze mną walczyć, tylko się bawić, młoda densorinko./
Skomentował jej zachowanie, a w tym samym monecie na pysku starożytnego zagościł przyjazny, ciepły uśmiech. W żaden sposób mu to nie przeszkadzało. Nie uczestniczyli w treningu ani teście, więc zmiana warunków nie była postrzegana, jako coś negatywnego. No i jej nie puścił. Kattal trzymał gepardzicę w powietrzu, w tym samym miejscu, w bezpośrednim zasięgu do siebie, dla jej ogona oraz łap. Związana za nadgarstki, przez co ręce miała uniesione prosto do góry. Nieco zmieniły się reguły, bo widmo powróciło do swej bardzie naturalnej - wzrostem - postaci. Jednak nadal musiała kombinować, jak się wydostać. Chyba, że planuje tak wisieć przez kolejny tydzień, bo to widmo potrafiło być bardzo cierpliwe.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Wto Lis 07, 2017 3:40 pm

Dobra. Jak widać Kattal również nie chciał pozostawać w tej samej pozycji przez dłuższy czas. Kotka była niemal w stu procentach pewna, że pozwolił jej na ucieczkę. Z jego wagą nie była w stanie walczyć. Nie wiedziała jak inni Densorini, szczególnie samce, by sobie z tym poradzili, ale ona do najsilniejszych z nich nie należała. W tej walce mogła liczyć tylko na to, że na pewne rzeczy widmo jej po prostu pozwoli. Odturlanie się od niego było najważniejszą rzeczą, by móc zaraz wymyślić nową sztuczkę.
Początek szedł tak jak tego chciała. Już nie myślała o tym, że łuskowaty po prostu jej pozwalał na wszystko. To tylko sparing. Nie musiała się przejmować takimi rzeczami. W prawdziwej walce i tak nie miałaby żadnych szans, jego łapa mogłaby jej zmiażdżyć żebra zamiast tylko przytrzymać w pozycji leżącej.
Jej plan ataku zamienił się w plan zaczepki tylko dlatego, że jej zdaniem, to Kattal pierwszy zaczął, fundując jej masaż brzucha, który był całkiem przyjemnym gestem. Nie spodziewała się aż takiej prędkości ze strony widma, liczyła na to, że uda się jej cofnąć łapy na czas i uciec poza zasięg ogona. Niestety przeliczyła się. Poczuła jak ogon owija się wokół jej dłoni i podnosi ją do góry. Z tego uścisku na pewno nie była w stanie sama się uwolnić. W dodatku Kattal wrócił do swoich pierwotnych rozmiarów i teraz gepardzica zawisła nad ziemią, wpatrując się w pysk przeciwnika.
- Pierwszy zacząłeś z tym masażem, ja tylko to kontynuuję. - odpowiedziała spokojnym, pewnym swojego tonem, z delikatnym uśmiechem. Szybkim ruchem objęła go nogami mniej więcej na wysokości nieco poniżej łokci. Zapewne nie była w stanie go objąć tak by złączyć nogi z tyłu na jego plecach, ale mogła się go w ten sposób trzymać. A skoro już zaczęli się bawić to pewnie będą to kontynuować. Czuła, że jego ogon trzyma mocno jej nadgarstki i nie wyrwie się mu. Chwilę się zastanawiała jakie ma jeszcze możliwości. Pozostawała jej jeszcze jedna "kończyna".
Uniosła swój długi, gibki ogon do góry, owijając go w okół twarzy widma. Biała końcówka wylądowała pomiędzy jego oczami, na nosie, poruszając się na boki. Zupełnie jakby próbowała go połaskotać choć nie miała pewności co do tego czy ten miał łaskotki. Właśnie. Ciekawe czy widma odczuwają takie rzeczy. Pewnie zaraz się przekona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Lis 18, 2017 5:26 pm

NPC Storyline - Ainuari|Amtey|Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Płomiennie ślepia starożytnego niewzruszenie utrzymywały kontakt z ślepiami densorinki. Widmo nie reagowało na jej próby przeciwstawienia się "rywalizacji", bo sparingiem już tego nazwać nie mogli. Tutaj rzeczywiście, okazało się, że korpus gada jest nieco za szeroki oraz za wielki, by swobodnie objęła go nogami przy swoim wzroście. Niemniej, jako-tako udało się go objąć. Stał więc w miejscu, w dalszym ciągu, pozwalając jej swobodnie realizować swój plan, w tym związać mu pysk, ogonem. Próba połaskotania widma spełzła tutaj na niczym, bo gad stał dalej niewzruszony, zapewne dzięki pancernym łuskom. Z resztą komuś na jego stanowisku, po prostu nie przystało, by dawał się tak łatwo podejść.
/Czyżby?/
Zapytał, niby lekko zaskoczony, gad. Wzrok na chwilę skierował w bok, pozwalając sobie zastanowić się nad tym, co robił ta krótką chwilę temu i na dobrą sprawę, musiał się zgodzić, że mogła to tak odczuć. Co prawda dla tego stworzenia była to raczej forma rozruszania palców oraz zmotywowania jej do działania ale widać, odniósł skutek odwrotny do zamierzonego.
Kattal stał frontem w kierunku wody, skąd przyszli. Jego wzrok dostrzegł zbliżającą się istotę, co świadczyło o końcu zabawy, a początku poważniejszych obowiązków. Przynajmniej na razie. Czerwonołuski podniósł swoją lewą rękę, wyciągając ją nieco do przodu oraz uginając w łokciu, następnie chwytając dłonią samicę zaraz pod łopatkami. W ten sposób, ustabilizował ją, umożliwiając sobie spokojne puszczenie jej nadgarstków, kiedy to ogon je rozwiązał i zsunął się z powrotem za plecy jaszczura. Bynajmniej nie chciał być nieprzyjemny i po prostu jej "puścić", bo zapewne była na tyle wytrenowana, ażeby mięśnie brzucha ją utrzymały, niemniej po co testować i tworzyć nieprzyjemną atmosferę? Gdy więc uwolnił jej ręce, samica mogła bezpiecznie wesprzeć się na znajdującej się za jej plecami, dłoni.
/Koniec zabawy. Czas oficjalnie włączyć ciebie w szeregi armii crathygtanskiej./
Wyjaśnił spokojnie, dając samicy do zrozumienia, że czas na nieco powagi. Co prawda nie zrzucił jej z siebie, a pozwolił samodzielnie zsunąć, by jej łapy dotknęły miękkiej trawy. Wzrok stwora powędrował za nią, w kierunku, z którego przybyli, a gdzie teraz znajdowała się kolejna istota. Odwracając się, ślepia Eulalii bez problemu spostrzegły srebrzystą sylwetkę Ainuari, gatunku Jinkusu, kolejnych świadomych maszyn działających w CORE. Często nazywani na Densorinie "nieśmiertelnymi" bądź "nieśmiertelnymi duszami", czasami "cieniołuskimi", gdzie pierwszy pseudonim nawiązywał do ich realnej nieśmiertelności, gdyż nigdy się nie starzeli - a nawet chodziły pogłoski, że nie da się takiego zabić. Drugi z kolei odnosił się do historii, rasa, na bazie której stworzono ich wygląd, była gadami przystosowanymi do bardzo trudnych warunków, łuskowaci, cień wskazywał na duchy przeszłości. Jak wszystkie, tak i ten osobnik mierzył dwieście dwadzieścia centymetrów. Ślepia delikatnie świeciły się na biało, dominowała standardowa kolorystyka biało-czarno-szara. Stworzenie pokryte było kolcami, na łbie, ramionach, grzbiecie oraz ogonie. Ten ostatni, zwieńczony był płetwą, ułatwiającą niewspomagane poruszanie się w środowisku wodnym oraz im podobnym. Ainuari posiadali po pięć palców u dłoni, zakończonych pazurami oraz typowe dla bestii, łapy, których cztery palce (u obu) zwieńczone były pazurami. Stąd kończyny przypominały smocze. Próbując kategoryzować te istoty, można by uznać ich za miks smoków, jaszczurów i jakichś wodnych istot. Sylwetki były naturalnie umięśnione oraz masywne, co w przypadku maszyn nie miało innego znaczenia, niż psychologiczne. Stwór ten nie miał na sobie żadnego dodatkowego oporządzenia lub wyposażenia, ze względu na znajdowanie się jednostce - bazie. Na Densorinie, spotykało się ich dość rzadko, głównie w okolicach zamku lub na polach treningowych, podczas wspólnych manewrów. Wszystkie takie maszyny wyglądały, jak klony. Podobnie, do okrętów czy pozostałych jednostek. Czasami wyróżniali się jednostkowo, szczególnymi oznaczeniami, ozdobami lub dodatkami. Zazwyczaj każdy miał jakieś imię lub pseudonim, po którym można było się zwracać do każdego z osobna. W walce na nowoczesnym polu, praktycznie nie mieli sobie równych. Współpraca, koordynacja ruchów oraz skuteczność maszyn, potrafiły budzić zarówno podziw, jak i grozę. Do tego stopnia, że na strzelnicy przy pałacu, Ainuari mieli stworzony osobny ranking, ponieważ żaden organik nie był w stanie sięgnąć ich poziomu.
Mechaniczny stwór zatrzymał się przy brzegu, zerkając do góry na stojących na klifie Eulalię oraz Kattala. Krótkim gestem, przybysz skinął im łbem na powitanie, oczekując, aż samica do niego dołączy.
/Nieśmiertelni w końcu do nas przybyli. Dasz radę do niego dotrzeć czy wolisz poprosić go o pomoc?/
Odezwał się starożytny, stojąc - teraz już zapewne obok - densorinki i oczekując na jej ruch. Pierwsze zdanie było szczególnie ważne, bo do tej pory nie było ich widać na pokładzie. Głównie ze względu na przystosowanie tej konkretnej jednostki pod organiczną załogę. Jako jednak, że ostatnie wydarzenia rzucały inne światło na sytuację, okręt zadecydował o podniesieniu zdolności defensywnych, czyli rozmieszczeniu aktywnej załogi w pełnym przedziale oraz możliwościach, zwiększając tym samym zdolności jednostki do działań operacyjnych. Co prawda mogło to mieć negatywny wpływ na morale załogi, niemniej bezpieczeństwo okrętu dowodzenia było w tym wypadku ważniejsze. Sam Kattal nie wydawał się w żaden sposób nastawiony względem tych maszyn. Akceptował ich, jak całą resztę.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 44
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pon Lis 20, 2017 11:41 am

Nawet jeśli jest sprawdzanie łaskotek miało negatywny wynik to Eulalia nie miała zamiaru cofnąć ogona. Przynajmniej nie na razie. I tak musiała wymyślić coś, co pomogłoby jej się uwolnić z uchwytu Kattala. Jego wyraźne zdziwienie w głosie nieco ją zaskoczyło. Wychodziło na to, że zupełnie przypadkowo zrobił jej ten cały masaż brzucha. No cóż, doszło do malutkiego nieporozumienia w takim razie, ale jakoś się nie czuła w związku z tym głupio. Łuskowaty nie wykazywał żadnych oznak zdenerwowania czy zirytowania tym, że postanowiła się pobawić, więc chyba mu to nie przeszkadzało.
Zastanawiając się nad kolejnym ruchem, ze zdziwieniem poczuła jak widmo wycofuje jej ogon, wcześniej obejmując ją rękę pod łopatkami. Dzięki temu jej ciało nie odchylił się do tyłu, co mogłoby się pewnie stać, gdyby od tak po prostu ją nagle puścił. Jego słowa natomiast wszystko wyjaśniły. Gepardzica obróciła łeb do tyłu, bu ujrzeć jednego z Ainuari na drugim brzegu, tym, gdzie spotkała się z Kattalem. Choć ten nie powiedział ani słowa to raczej oczywistym było, że czas wrócić do poważniejszych spraw niż zabawa z widmem.
Oparła dłonie na ramionach stwora i zsunęła się z niego. Najpierw cofnęła ogon z jego szyi i twarzy, a następnie puściła go nogami, stawiając łapy na miękkiej trawie. Zaraz też odsunęła się od niego o krok, stając prosto, przodem do nowego przybysza. Jego gatunek był dosyć charakterystyczny, dlatego wiedziała z kim ma do czynienia. Zrozumiała też po słowach Kattala, że Nieśmiertelni musieli dopiero co pojawić się na okręcie. Sama jeszcze nie spotkała zbyt wielu osób, ale była tutaj... Pół godziny? Może trochę więcej. Ciężko było to stwierdzić. Odwiedziła zaledwie kilka miejsc.
- Dam radę. Skoro czas na mnie to do zobaczenia. Musisz mi kiedyś pokazać tą ostatnią biosferę. - zwróciła się do towarzysza, posyłając mu krótki uśmiech. Już po chwili zniknęła z powierzchni, na której stał Kattal. Zwinnie, ale jednocześnie ostrożnie zaczęła schodzić z klifu w dół, wbijając pazury w skałę i ostrożnie stawiając łapy. Nie widziało jej się płynięcie, ale nie miała większego wyboru. Czasem woda była złem koniecznym.
Będąc już blisko wody, Eulalia zeskoczyła do niej i przepłynęła w stronę Ainuari. Jak bardzo nie przepadała za wodą, tak taka czysta bardzo się jej podobała. Nie żeby czerpała przyjemność z przebywania w niej. Po prostu środowisko nie tknięte przez istoty, które mogłyby je zniszczyć, było wspaniałe. Cała podróż zajęła jej może kilka minut, nieśmiertelny na pewno nie musiał na nią długo czekać. W końcu stanęła przed nim, otrzepując się lekko z wody, ale uważając, by go przy okazji nie ochlapać.
- Słucham. - odezwała się krótko jednym słowem, nie bardzo wiedząc, co innego mogła powiedzieć. Wiedziała tylko, że przybył po nią. To zasugerował jej Kattal. Nie wiedziała czy przed nią był jakiś test, egzamin czy misja sprawdzająca jej możliwości. Coś na pewno się szykowało skoro miała oficjalnie dołączyć do załogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Pon Lis 27, 2017 9:04 pm

NPC Storyline - Acroth|Ainuari|Ennen|Dur-Shurrikun|Jinkusu|Kattal

Android czekał na brzegu, po drugiej stronie. Nie śpieszyło mu się, stad nie wyszedł samicy na przeciw by chociażby pomóc jej wyjść z wody. Zwłaszcza, że była młoda oraz wytrenowana, da sobie radę. Zamiast tego, stał w miejscu w postawie zasadniczej, czyli wyprostowany, nieruchomo, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała, klatką piersiową wypchniętą naprzód, ogonem swobodnie opadającym ku ziemi oraz łapami, jedna obok drugiej. Niczym żołnierz oczekujący rozkazów bądź pełniący wartę.
"Słucham?", to nie do końca słowo, którego spodziewał się po przedstawicielce gwardii densorinskiej. Niemniej, wiek i brak doświadczenia mogły przez nią jeszcze przemawiać. Ainuari postanowił zacząć bardziej formalnie.
-Uthiik Ennen. We wspólnym języku, Komandor Ennen. 55-ta armia CORE. Zapewnię tobie inicjację na Gonal, Initiate. Krótkie złożenie przysięgi, po którym oficjalnie staniesz się operatorem CORE. W stopniu rekruta, na pełnych prawach.
Po tych słowach, wypowiedzianych typowo wojskowym, jednak życzliwym tonem. Po tym, android odwrócił się, stanął bokiem do samicy. Zrobił jej tym miejsce, by mogła ruszyć przed siebie, a on wraz z nią. Dowództwo wysłało po nią jednego z oficerów CORE. W tej armii, nikomu nie robiło różnicy, czy mowa była o maszynie czy też organiku. Wszyscy byli tu na równych prawach, choć tajemnicą nie było, że maszyny starały się utrzymać istoty organiczne przy życiu. Nawet kosztem własnego.
Szybko dotarli do wyjścia z biosfery, wychodząc na korytarz. Udali się nim w kierunku kolejnego pomieszczenia, komandor maszerował obok samicy. Krok szybki, pewny, wojskowy. Na korytarzu zrobiło się nagle... dość tłoczno. Co chwilę mijali Ainuari czy nawet drony. Uzbrojone patrole, pojedyncze jednostki, uzbrojeni i umundurowani, jak również bardziej luzem. Do tego wszystkiego, przechadzająca się po okręcie załoga, rozmawiająca ze sobą. W większości, identyczni. Czasami różnili się szczegółami bądź malowaniem. Zwracali się do siebie po imionach, niektóre brzmiały, jak densorinskie. Inne bardziej, jak pseudonimy. Rozmowy toczyły się na różne tematy. Doświadczenia z patroli, wydarzenia we wszechświecie, zasłyszane newsy. Wszystko było bardzo żywe oraz naturalne. Niektóre jednostki zatrzymywały się i stawały na baczność, robiąc im miejsce, kiedy przechodzili. W końcu maszerowała obok oficera, wszystko było dość naturalne i niemalże pewne, że to nie jej oddawali honory.
-Przysięgę składa się w Hali Bohaterów. Zapewne nie znasz crathygtanskiego, wykorzystasz więc język wspólny. Będziemy tobie towarzyszyli w roli warty honorowej.
Kończąc tą wypowiedź, oboje znaleźli się pod szerokimi, rozsuwanymi na boki drzwiami. Z pozoru nie wyróżniały się od otoczenia, jednak po bliższym przyjrzeniu, było coś w nich specjalnego. Jakby zdobienia, znaki wyryte na rozsuwanych wrotach. Tekst w języku nieznanym na densorinie, przypominający crathygtanski, wymieszany z jakimś jeszcze, całkowicie odmiennym dialektem. Nie było możliwości zbyt długo podziwiać widoku, gdyż zaraz po zbliżeniu się, drzwi rozsunęły się i ukryły w ścianach. Oczom Eulalii ukazała się sporych rozmiarów hala, okryta delikatnie pozłacaną kolorystyką, bardzo jasna. Miejsce to spokojnie mogło pomieścić kilkadziesiąt różnych stworzeń. Ściany były zdobione, dodatkowo pokryte panelami informacyjnymi, pozwalającymi pozyskać dane dotyczące poszczególnych - aktualnych i byłych - operatorów CORE. Do tego dochodziła historia oraz podniosły charakter tego miejsca. Hala służyła zarówno do upamiętnienia przeszłości, tych, którzy już odeszli, jak również wprowadzenia nowych w świat armii crathygtanskiej. Nie byli tutaj sami. Nie byli nawet pierwsi. W środku znajdowało się już sporo istot, głównie przedstawicieli Ainuari. Można ich było podzielić na dwie grupy. Pierwsza nie miała na sobie żadnego dodatkowego oporządzenia, podobnie, jak Ennen. Druga, wyposażona była w pełni przystosowane do ich sylwetek, pancerze honorowe. Samica mogła ujrzeć je przy specjalnych uroczystościach, najczęściej świętach, które odbywały się na planecie. Opancerzeni, stali wyprostowani, w dwóch miejscach. Para na środku sali, z niewielką ilością miejsca pozostawioną pomiędzy nimi, wyraźnie dla niej. Druga grupka, czterech, znajdowała się na przeciwko. Również w parach po dwie istoty, bliżej ściany. Pomiędzy nimi - miejsce przynajmniej dla trzech osób. Zespół siedmiu niewyposażonych androidów ustawiony był naprzeciwko wejścia, stojąc przy sztucznym oknie z hologramem za nim. Zwróceni byli w stronę wejścia, frontem do densorinki oraz komandora. Stali na baczność, wyprostowani, z rękoma ułożonymi wzdłuż ciała.
Komandor zatrzymał się, podniósł lewą rękę i dotknął pazurem ISACa, umieszczonego na ramieniu samicy. Urządzenie uruchomiło się, wyświetlając holograficzny obraz, zaraz przy krawędzi ekranu.
-Słowa przysięgi. Zapoznaj się z nimi i przygotuj. W razie trudności, ISAC przypięty do ramienia zintegruje się z twoim układem nerwowym, pozwalając tobie widzieć tekst przed oczami lub bezpośrednio wgra go do twojego umysłu. Gdy zjawią się dowódcy, stań pomiędzy gwardzistami.
Maszyna ruszyła przed siebie, pozostawiając kocicę chwilowo "samą", pozwalając jej na spokojnie zapoznać się treścią przysięgi, którą miała złożyć. Nie będzie żadnego testu ani toru przeszkód. Tak, jak wcześniej jej powiedziano - była gotowa. Zamierzali teraz oficjalnie włączyć ją w szeregi CORE.
Minęły jakieś dwie minuty, kiedy to nic specjalnego się nie działo. Komandor dołączył do żołnierzy pod oknem, stając na baczność i przestając się chwilowo ruszać. Wszystko czekało na nią oraz pozostałych zainteresowanych. Pierwszy pojawił się czerwonołuski starożytny, którego niedawno poznała. Pojawił, nie przyszedł. Czerwony błysk okrył salę, a widmo stanęło wyprostowane w miejscu dla dowództwa, po prawej stronie, pozostawiając pozycję na środku oraz po lewej - wolne. Stwór omiótł salę wzrokiem, na chwilę zatrzymując go na Eulalii, a następnie na komandorze, po czym stanął wyprostowany, czekając i obserwując otoczenie. Korzystając z chwili, którą samica zapewne poświęci na zwrócenie swej uwagi ku starożytnemu przybyszowi, od tyłu podkradł się do niej kolejny osobnik. Na jej ramiona gwałtownie opadły dwie dłonie, zakończone pazurami oraz pokryte łuskami, chwytając ją z zaskoczenia, bez żadnej oznaki, że zaraz coś się wydarzy. Prawa dłoń sięgnęła następnie dalej, a pokryte złocistymi łuskami przedramię, wsunęło się przed nią. Ręka objęła ją na wysokości mostka i przytrzymała w miejscu, na wypadek, gdyby chciała profilaktycznie odskoczyć. Łuski, które dotknęły jej futra, były przyjemne oraz ciepłe w dotyku, a na to wszystko, bardzo znajome. Może nie w pierwszej sekundzie, jednak gwardzistka dość szybko będzie w stanie ustalić, do kogo należą.
-Niespodzianka! - Odezwał się głos z za jej pleców. Głos samca, smoka, przyjemny i miły. Przedramię otoczył złocisty płomień, który przeszedł z łusek na futro, obchodząc samicę dokładnie oraz naprawiając wygląd jej futra, przylepionego i miejscami wilgotnego, po niedawnym kontakcie z wodą. W bardzo szybki wydaniu, osobnik zafundował jej odświeżenie oraz naprostowanie futra, by godnie prezentowała się w tak ważnej chwili. Po wykonaniu zadania, samiec zabrał swe ręce, pozwalając jej odwrócić się i potwierdzić domysły. Smok był jakieś dwadzieścia centymetrów wyższy od niej. Dobrze zbudowany, umięśniony, wyćwiczony. Darzony ogromnym szacunkiem zarówno wśród ludu, jak i żołnierzy, zwłaszcza gwardii. Młody, złotołuski, którego skrzydła swobodnie opadały ku ziemi, tworząc za jego plecami wspaniałą, naturalną pelerynę. Emanowała od niego aura ciepła, bezpieczeństwa, a przede wszystkim bardzo silnej osobowości, charyzmy. Był to nikt inny, jak Acroth Złotołuski. Następca tronu Densorinu, pierwszy w kolejce. Zdobył sobie sympatię żołnierzy, stając wraz z nimi na pierwszej linii frontu, gotów ryzykować swym życiem dla nich, nigdy się nie cofając i nigdy nie ustępując, jeśli należało kogoś wyciągnąć z tragicznej sytuacji. Na pozytywną opinię wpływała również jego moc, złocisty ogień królewskiego rodu. Równie niszczycielski, co życiodajny. Acroth potrafił nie tylko niszczyć, lecz leczyć oraz "naprawiać", co zaprezentował właśnie na jej futrze. Nigdy nie stawiał się ponad innymi, pomimo swej pozycji.
-To dla mnie niezwykły honor, móc powitać ciebie wśród nas. Zawsze miło mi widzieć kolejnego densorina w CORE. Gdy będziesz gotowa, stań pomiędzy gwardzistami i rozpocznij swe przemówienie.
Książę nieświadomie powtórzył słowa komandora. Na jego pysku rysował się przyjazny uśmiech. Brakowało w okolicy jego cienia, Maro. Srebrnołuski smok wyznaczony na jego prywatnego gwardzistę, który niemalże nigdy go nie odstępował. Od pisklęcych lat, obaj trzymali się razem, niezależnie od sytuacji, czy to święto czy pole bitwy. Niemniej, tutaj go nie było. Być może dostał inne zadanie lub rozkaz, że ma mu przez chwilę nie towarzyszyć. Maro znany był ze swego fanatycznego oddania przyszłemu władcy, gotów nie spać, nie jeść, nie odpoczywać, jeśli wymagała tego służba.
Skończywszy swą wypowiedź, złotołuski sięgnął prawą dłonią do prawej dłoni samicy, chwytając ją u nasady i delikatnie unosząc do góry. W tym samym czasie, pozwolił sobie pochylić własny korpus i zniżyć łeb niżej, by w następnym ruchu dotknąć czubkiem pyska zewnętrznej części jej dłoni, bardzo krótkim oraz szybkim gestem. W ten sposób wyraził wobec niej szacunek, zarówno, jako przyszłego członka CORE, jak również samicy z Densorinu.
-Niech strzeże ciebie złocisty płomień
Pozdrowił ją krótko, puszczając dłoń, a następnie ruszając, mijając przy tym samicę od jej lewej strony, po czym podchodząc do Kattala. Zbliżywszy się do starożytnego, złotołuski uniósł prawą dłoń do lewej piersi, przykładając ją otwartą do swych łusek. Delikatnie schylił swój łeb w geście szacunku względem istoty, na co czerwony odpowiedział delikatnym skinięciem. Po tym geście, książę zajął stanowisko po lewej stronie, pozostawiając środkowe pole puste. Brakujący pojawił się jakieś pół minuty później, w postaci hologramu, identycznego, jaki widziała wcześniej w hangarze, zaraz po przybyciu. Avatar okrętu stanął wyprostowany, czekając na jej ruch.
Protokół nakazywał, co przekazał ISAC, żeby zajęła pozycję pomiędzy gwardzistami, stanęła wyprostowana, a następnie zaczęła recytować formułkę przysięgi. Po wypowiedzeniu słów, miała podnieść prawą dłoń i otwartą położyć na swej lewej piersi, delikatnie się przy tym skłaniając. Prosta oraz szybka procedura. Dalsze instrukcje będą już należały do dowództwa. W tym wszystkim, tylko maszyny cały czas stały nieruchomo, wpatrzone w punkty przed sobą, zachowując pełnię dostojności. Po wszystkim, przejdą do kolejnego etapu.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Sie 11, 2018 4:12 pm

Dotarcie tutaj nie było dla Chrisa problemem. Skorzystał z technologii, która bez problemu przeniosła go z jednej części okrętu do drugiej, tuż pod masywne drzwi prowadzące do Biosfery I. Bez możliwości teleportacji jaszczur musiałby przejść sporą część okrętu na piechotę, co byłoby co najmniej niepraktyczne. Szczególnie przy tak kolosalnych rozmiarach jednostki. Młodzik stanął pod drzwiami i przeczesał pazurami grzywę, co było raczej wynikiem delikatnego stresu, a nie dbania o swój wygląd. Przechodząc przez próg i wykonując pierwszy krok ku wejściu, poczuł miękką trawę pod łapą. Łapą, która jeszcze przed chwilą dotykała zimnej metalowej konstrukcji pod sobą. Młode widmo znalazło się w biosferze, wypełnionej nieskazitelnie czystym powietrzem. Drzwi znajdujące się za zielonołuskim zniknęły jak za sprawą magii, lecz gad nawet się nie odwrócił. Wiedział, że tak się stanie, ponieważ był tutaj pierwszy raz. Młodzik skierował swe ślepia ku górze, ku holograficznej projekcji prawie bezchmurnego nieba i uśmiechnął się kącikami pyska. Wspaniały widok, który nigdy nie przestanie go zachwycać. Wciąż przebywał na okręcie, lecz tutaj mógł poczuć się dokładnie tak, jak na innej planecie, wyglądem bardzo zbliżonej do Ziemi.
Chris jednak nie przybył tutaj po to, by podziwiać widoki. Został wezwany przez Kattala. Nie było to nic pilnego, aczkolwiek zielonołuski chciał jak najszybciej zaspokoić swoją ciekawość i dowiedzieć się, o co mogło chodzić i w jakiej sprawie tak właściwie przychodził. Młodzik ekscytował się spotkaniem z Czerwonołuskim Starożytnym, więc nie było w tym nic dziwnego. Było to wręcz przewidywalne, że pojawi się najszybciej jak to możliwe.
Młodzik co prawda nie widział w okolicy czerwonołuskiego, jednakże wyczuwał jego energię, która mogła go do niego bez problemu doprowadzić. Znajdował się niedaleko, więc jaszczur spokojnym krokiem zmierzał w stronę, gdzie energia Starożytnego była najbardziej wyczuwalna. Ogon poruszał się na boki, a brązowa grzywa była lekko postawiona, co tylko dowodziło, że jaszczur czuł narastającą ciekawość. Rozglądał się na boki. Nie tylko po to, by wyłapać wzrokiem znajome czerwone wzory na łuskach Starożytnego, ale i lepiej się przyjrzeć okolicy. Może znajdzie swój ulubiony kamień, na którym zwykle się wylegiwał? Byłoby fajnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Nie Sie 12, 2018 6:59 pm

NPC Storyline – Asuna|Jinkusu|Kattal

Przeskoczył, dokładnie tak, jak spodziewał się tego oficer. Młode widma miały po prostu za dużo energii, a po co czekać, skoro można pójść na skróty. Przez siedzenia, przynajmniej nie nad jego głową. Prawie-że od razu w miejscu, w którym przed chwilą siedział Chris - wylądował ogon czarnego. Nie było potrzeby by kulił go obok siebie, skoro nagle zrobiło się luźniej. Oficer spokojnie kończył swój posiłek, nie zwracając tak uwagi na kolejne pokłony zielonołuskiego. Bardziej skupili się na tym Alex - przy której klęknął - oraz jej cybernetyczny przyjaciel, Arion. Młoda inżynier odstawiła sztućce, a następnie obróciła się korpusem, zginając go lekko, w kierunku widma. Sięgnęła ramionami do łba Chrisa, opierając lewą dłoń na jego czole, a prawą z boku jego pyska. Palce dziewczyny powoli przesunęły po zielonych łuskach młodego widma, uważnie badając ich strukturę, a jemu dawkując niewielką dawkę delikatnego gładzenia. Prawa dłoń wsunęła się na czubek pyska zielonego, a lewa przesunęła po czole, prosto na grzywę. Alex przesunął po położonej gładko grzywie, spoglądając na stwora zarówno z uśmiechem, jak i zaciekawieniem. Jej prawa dłoń zsunęła się po pysku gada, prosto na jego nos, który poczochrała delikatnie. Nie sięgając zbyt daleko, Yokas cofnęła i lewą dłoń, którą następnie poklepała delikatnie bok szyi widma.
-Musisz mnie zacząć odwiedzać.
Zaproponowała, a następnie pomachała gadowi na pożegnanie. Podobny gest wykonał Arion, Daalkiin ukazał mu po prostu otwartą dłoń. Chwilę później Christopher znalazł się na korytarzu, udając się do najbliższego transportera i skracając dystans wymagany do przebycia. Potem potoczyło się tak, jak zielonołuski sobie to założył. Jego łapy dotknęły przyjemnej trawy, nozdrza poczuły zapach czystego, naturalnego powietrza. Zielony maszerował w kierunku energii starożytnego, w tym wypadku wyczuwalny wyłącznie dla widm. Szybko znalazł się na wzgórzu, z którego musiał zacząć schodzić ku rzece "płynącej" przez biosferę. Energia czerwonołuskiego była wyczuwalna... za rzeką, nad klifem znajdującym się po drugiej stronie. Przed zielonołuskim stało więc zadanie wpierw przepłynięcia przez wodę, a następnie wspięcia się po skale. Mógł więc zacząć realizować swój plan. Zaraz po tym, jak zostanie uwolniony...
Schodząc w dół, Christopher został zaatakowany. Ktoś śmiał skoczyć na niego, bestialsko wpadając na jego grzbiet, przewracając go na trawę i zmuszając do stoczenia się z górki, wraz z napastnikiem. Nie było żadnego ostrzeżenia ani dźwięku. Korpus Chrisa objęły ramiona pokryte łuskami o płomiennej kolorystyce. Zanim zdążyli znaleźć się na dole, turlając się aż oboje wpadli do wody - na sporą płyciznę - zielonołuski wyczuł znajomą energię samicy Urkyn'Vareis.
Gdy obaj znaleźli się na dole, w wodzie sięgającej Chrisowi do połowy oraz okrywającej jego ciało przy każdej fali wodą - z nim na grzbiecie, a nią leżącą na nim z pyskiem na środku korpusu zielonego - gad mógł w końcu spojrzeć na znaną sobie siostrę. Asunie towarzyszył ciepły uśmiech oraz dużo szczęścia, co w sumie bardzo do niej pasowało. Asuna wsunęła ramiona pod grzbiet Chrisa, obejmując go mocno. Przyłożyła prawy bok łba do piersi zielonego i przytuliła go, mocno, jak nigdy. Była bardzo szczęśliwa oraz jeszcze bardziej wdzięczna, mógł to zarówno wyczuć, jak i wyczytać zarówno dzięki więzi, czy po prostu z emocji na jej pysku. Nie zamruczała, nie wydała żadnego dźwięku. Nie przeszkadzała jej nawet woda, która kilkukrotnie zakryła cały jej łeb, chowając ją pod wodą. Zielony miał o tyle dobrze, że mając łeb w górze, unikał sytuacji, gdzie jego nozdrza również chowały się pod powierzchnię.
/Wiem co uczyniłeś. Wiem, że spotkałeś. Wiem, że go uwolniłeś. Wiem również, ile cię to kosztowało. Nie ma słów, którymi byłabym w stanie podziękować, za to co zrobiłeś.
Jej głos był ciepły, spokojny, a jednocześnie przepełniony radością. Asuna położyła się na nim i przycisnęła pysk do piersi młodego samca, okazując mu w ten sposób swą radość oraz wielką wdzięczność. Wiedziała, że nie dla niej tu przybył. Został wezwany przez starożytnego, a ona nie zamierzała go zatrzymywać. Podniosła swój łeb i posłała mu ciepły uśmiech, następnie wyciągając ręce spod korpusu samca i opierając je na piasku po jego bokach. Uniosła swój korpus i przesunęła się, siadając na udach młodego. Oparła prawą dłoń na środku jego klatki piersiowej, a następnie uwolniła energię, wykonując zadanie, z którym "dodatkowo" została tutaj posłana. Znajoma energia wypełniła ciało Chrisa, rozchodząc się po nim w złotej poświacie. Znów nabrał sił oraz został nieco "doładowany" zyskując własny zapas mocy do wykorzystania "na żądanie", jeśli będzie jej akurat potrzebował.
/Prosił, by przekazać tobie "Cześć!"/
Wyjaśniła, przekazała informację, a następnie przestawiła prawą nogę. Oparła łapę na piasku, podniosła się do góry i zeszła zielonego, stając obok młodego widma. Od razu uwidoczniła się różnica ich wzrostów, choć już nie tak wielka, jak przy pierwszym spotkaniu. Czerwonołuska odczekała, aż Chris się podniesie. Zlustrowała go wtedy spojrzeniem i zamruczała pod nosem, kręcąc łbem na boki. Oczywiście przekaz był dla Chrisa jasny. Tata, jak na niego przystało, dbał o swego syna. Pokazał mu, że zawsze nad nim czuwa i jest blisko. Czy to osobiście, czy za pośrednictwem innych Urkyn'Vareis. A wraz z przywitaniem się, oddał mu cząstkę swej mocy. Kaartarn zwykł tak robić, gdy nie mógł pojawić się samodzielnie, a nadal chciał dać młodemu odczuć, że zawsze nad nim czuwa i roztacza swą opiekę.
/Nadal pamiętam, jak wyglądałeś przy naszym pierwszym spotkaniu, gdy pomogłam tobie przyjąć swą prawdziwą postać. Rośniesz bracie. Stajesz się strażnikiem, Chris./
Samica pochwaliła osiągnięcia młodego brata, zarówno pod względem ostatniego zadania - jak i jego widocznej tężyzny fizycznej. Raz na jakiś czas spotykali się w Aedroth, przez co dobrze dostrzegała zachodzące w nim zmiany. Od prostego, małego młodzika do silnego, atletycznie zbudowanego, młodego widma. Nie bez przyczyny, Asuna określiła, że staje się "strażnikiem". W większości, widma pozostawały po prostu "Urkyn'Vareis". Widmami. W niektórych przypadkach, zyskiwali rangę "przebudzonego", kiedy to widmo zeszło na drogę plugastwa, a następnie pokonało zarazę niszczącą własne istnienie i powróciło na ścieżkę starożytnego kodeksu. Nad widmami stali egzekutorzy oraz równi im strażnicy. O ile ci pierwsi zarówno karali, jak i chronili widma - o tyle ci drudzy skupiali się na otaczaniu opieką Aedroth. W przeciwieństwie do egzekutorów, nie byli tak niezależni, nigdy nie doświadczyli skazy. Można to było porównać do ciemnej oraz jasnej strony mocy, egzekutorzy poznali czym jest mrok, strażnicy zawsze dzierżyli w sobie światło. Wyżej stały już tylko zjawy, zwane Eidolon. Widma, które nie chroniły światów, a interweniowały wszędzie tam, gdzie wymagały tego wyższe cele oraz wartości. Widma, które poznały obie strony mocy, będące najbliżej starożytnych. Choć rangi te w jakiś sposób grupowały przedstawicieli Urkyn'Vareis, to poza starożytnymi - nikt nie stał wyżej lub niżej w hierarchii. Zazwyczaj słuchano się egzekutorów, choć było to raczej wyrazem szacunku do objętej przez nich funkcji, aniżeli odgórnego przymusu. Asuna szarpnęła ogonem i gestem łba wskazała młodzikowi na szczyt klifu.
/Idź, braciszku. Czeka na ciebie, zaraz na szczycie./
Po tych słowach, Asuna skłoniła lekko łeb przez zielonołuskim, w geście pożegnania oraz szacunku. Dość normalny, naturalny gest dla widm. Jej ciało pokryły płomienne punkty energetyczne, a chwilę potem samica zniknęła, tak - jak się pojawiła. Nagle, bez ostrzeżenia. Chrisowi nie pozostało nic, jak udać się na górę. Teraz już doskonale wyczuwał energię Kattala. Czerwonołuski chciał, by młodzik go odnalazł.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Biosfera I   Sob Sie 25, 2018 3:54 pm

Pomimo obecności wielu ciekawych roślin i obiektów dookoła, Christopher skupił się na swoim głównym zadaniu i z każdą sekundą czuł, że był coraz bliżej celu. Zdecydował, że dokładniej pozwiedza Biosferę innym razem, w towarzystwie jakiejś znajomej mu istoty, gdy będą mogli wspólnie powygłupiać się i odpocząć po długim, wyczerpującym dniu. Chris rzadko mógł narzekać na brak zajęć, ale będąc młodym, aktywnym i rozwijającym się widmem, nigdy nie miał nic przeciwko. Czasem kierowała nim ciekawość, czasem chęć zdobycia wiedzy, a czasem i chęć doskonalenia samego siebie, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Każdy dzień oznaczał dla niego nowe wyzwania, które traktował jak wielką przygodę. Być może nie zawsze takie myślenie było właściwe do sytuacji, jednak na pewno motywowało go ono w jakiś sposób do działania.
Młodzik zdążył stęsknić się za widokiem i zapachem trawy. Nie było tajemnicą, że zielonołuski jako Urkyn'vareis wolał przebywać wśród natury i tutaj mógł poczuć namiastkę swojego prawdziwego domu. Dookoła nie słychać było ptaków, jednakże młode widmo już dawno przestało uznawać to za coś dziwnego. Podobnie jak w Aedroth, tutaj również nie było zwierząt.
Dotarł na wysokie wzgórze, z którego miał doskonały widok na dalszą drogę do przebycia, która tworzyła idealną, niewidzialną linię prostą... Prosto przez rzekę i klif. Nie było wątpliwości, że właśnie tam przebywał Kattal. Entuzjazm młodzika szybko opadł i jaszczur westchnął żałośnie, patrząc przed siebie, pochylając swój korpus i ręce, które przez chwilę wisiały bezwładnie ku ziemi. Tak, zdecydowanie za łatwo mu szło. To byłoby zbyt piękne, by było prawdziwe. Teraz musiał przygotować swoje ciało na czekający go wysiłek.
Zielonołuski wygiął kręgosłup i odchylił ręce do tyłu. Od razu coś chrupnęło w jego jakże starym, jaszczurkowym ciele, jednak nie zmierzał rozgrzewać się na wzniesieniu i zaczął powoli schodzić ze wzgórza, aczkolwiek nie przeszkadzało mu to w kontynuowaniu drobnych, skromnych przygotowań, które mógł wykonywać w trakcie. Pewnie wszystko przebiegłoby zwyczajnie, gdyby nie jedna mała rzecz.
Jaszczur krzyknął zaskoczony, kiedy nagle coś rzuciło się na niego od tyłu i zaczął się turlać ze szczytu wraz z dodatkowym pasażerem. Mógłby przysiąc, że nie słyszał żadnych kroków. Nic, co by zdradziło zamach na jego łuski. Na szczęście Chris niemal od razu wyczuł bliską energię drugiego, na dodatek znajomego widma, więc nawet nie próbował się zatrzymać - o ile nawet by zdołał, biorąc pod uwagę większe rozmiary oraz masę samicy i samą prędkość z jaką sturlali się na sam dół, prosto na płyciznę.
Kiedy Chris wylądował na plecach i ujrzał w końcu pysk Asuny, sprawczyni całego zamieszania, zaśmiał się głośno i odsłonił kły w szerokim uśmiechu. Uśmiech ten jednak zanikł, choć nie do końca i zastąpiło go lekkie zdziwienie, kiedy siostra objęła go oraz bardzo mocno przytuliła. Nie zrozumiał od razu, co było tego powodem. Aż tak się stęskniła? Na wyjaśnienia nie musiał długo czekać.
Czerwonołuska wiedziała o Onurisie, wyspie oraz walce z plugastwem i Sunadem. Na jego język od razu nasuwały się pytania "Skąd o tym wiesz? Kto ci powiedział?", lecz nie, wiedział, że były one śmieszne, więc postanowił milczeć i odwzajemnił ciepły uścisk, obejmując siostrę i zamykając ślepia. Dopiero gdy poczuł, że podniosła swój pysk z jego piersi, otworzył oczy i spojrzał na nią, kładąc ręce wzdłuż swego ciała, zanurzając je tym samym pod wodą. Obserwował uważnie poczynania samicy, wkrótce skupiając wzrok na prawej dłoni, przez którą zaczęła przepływać złocista energia, wypełniająca całe jego ciało. Energia należała do jego ojca i nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Poczuł obecność Kaartarna, mimo że ślepia młodzika go nie dostrzegały. Nawet gdyby Chris pamiętał wydarzenie z Sunadem, nigdy by nie pomyślał, że ojciec rzeczywiście go opuścił. Kochał go całym sercem i nigdy by w niego nie zwątpił. Pragnąłby teraz spotkać Kaartarna osobiście, rzucić się na niego, móc go przytulić i nigdy nie puścić, lecz na to jeszcze przyjdzie pora. Miał jeszcze sporo spraw do zrobienia poza Aedroth-Et'Ada. Jedną z nich było spotkanie białołuskiego brata oraz jego ludzkich przyjaciół.
Gad ożywił się, gdy Asuna przekazała mu powitalną wiadomość od ojca.
- Haha! Cały tata! - zaśmiał się promiennie, wyraźnie zachwycony. Nawet ogon poruszył się pod wodą, odgarniając piasek na boki, by po chwili znowu leżeć nieruchomo.
Mimo że nie było tego po nim widać, gad poczuł wewnętrzną ulgę, widząc radosną Asunę. Otrzymał kolejny dowód, że białołuski jest cały i zdrowy. Pierwszym były słowa Daalkiina, zaraz po wybudzeniu się Chrisa w centrum medycznym, lecz gdzieś z tyłu głowy wciąż gnieździły się obawy. Teraz, widząc radosną Asunę, która była w bardzo bliskiej relacji z Onu, miał już pewność, że nie musi się o nic martwić.
Jaszczur powoli wstał, zaraz po tym, jak to samo uczyniła samica. Różnica wzrostu była dość wyraźna. Chris był od niej niższy, lecz wcale nie czuł się z tego powodu niekomfortowo. Był młodszym bratem, a ona starszą siostrą. Jaszczur stanął dumnie, niby niewzruszony tym jak łatwo dał się wcześniej podejść Asunie. Zwykły fart, zresztą na pewno użyła jakichś widmowych sztuczek i dlatego Chris jej nie usłyszał.
- Twoje powitania zawsze tak samo wyglądają! - rzucił szczerze rozbawiony. Asuna uwielbiała atakować go z zaskoczenia, jednak młodzik zamiast się na nią gniewać, zawsze podziwiał jej umiejętności. Może dzięki temu w końcu nauczy się tego, że zawsze należy uważać na plecy?
Gad zorientował się, że Asuna uważnie mu się przygląda, jednak nie odzywał się, nie zamierzając jej przeszkadzać. Słysząc jej stwierdzenie, jaszczur uśmiechnął się dumnie, może nawet nie do końca biorąc jej słowa na poważnie.
- Tak... wtedy łatwo można było pomylić mnie z dzieckiem, jednak o dziwo miało to swoje plusy. - wyznał młodzik. - A do strażnika mi daleko. Wciaż brakuje mi doświadczenia, o czym sama się przed chwilą przekonałaś. - posłał jej uśmiech, zaraz sprawdzając jak bardzo się ubrudził w trakcie tych wspólnych wygłupów, mimo że w rzeczywistości brud aż tak bardzo mu nie przeszkadzał. Zresztą zaraz czeka go przeprawa przez rzekę.
Wkrótce musiał pożegnać się z Asuną. Przez chwilę myślał, że samica będzie mu towarzyszyć podczas tej krótkiej, aczkolwiek wymagającej wyprawy, lecz nie taka była jej rola. Pożegnał się z nią poprzez skinienie łba, będąc bardzo szczęśliwy i wdzięczny za to, że się pojawiła, mimo że tylko na chwilę. Czuł się o wiele bardziej zmotywowany niż na początku. Wciąż czuł energię starożytnego przepływającą przez jego ciało.
Młodzik wpatrywał się w rzekę i na klify znajdujące się po jej drugiej stronie. Rzeka była szeroka, więc czekało go niełatwe zadanie. Jaszczur cofnął się kilka kroków, by zaraz pobiec przed siebie i skoczyć z głośnym pluśnięciem i sporym rozbryzgiem wody. Nie robił tego po raz pierwszy, więc nawet nie wahał się przed skokiem. Zielonołuski pokonywał rzekę, pomagając sobie masywnym i długim ogonem, który wiele mu ułatwiał, nadając dodatkowej prędkości. Dzięki niemu łatwiej było mu stawić się nurtowi rzeki. Chrisowi udało się wyjść na brzeg i stanął na dwóch nogach, gdy tylko poczuł pod swoimi dłońmi i łapami drobny piasek oraz kamienie. Potrząsnął głową i nastroszył kolczastą grzywę, która błyszczała w sztucznym świetle słońca. Krople wody skapywały z każdego pojedynczego kolca oraz spływały swobodnie po łuskach młodego widma.
Chris zadarł pysk wysoko ku górze. Cel był już blisko, ale  musiał się jeszcze kawałek przejść, nim będzie mógł dotknąć ściany klifu. Krótki spacer był idealną okazją na odetchnięcie po przebyciu rzeki. Chris był silny i wytrzymały, lecz tak jak każda żywa istota, potrzebował odpoczynku. Korzystał więc z tej chwili wytchnienia, skoro i tak nie było pośpiechu.
Gdy stanął u stóp klifu, Chris już wiedział, że będzie ciężko. Skalna ściana była niemal idealnie prostopadła i z dołu wyglądała tak, jakby nie miała końca. Jaszczur umieścił dłoń na skale i postukał w nią pazurami pierw jednej, a potem i drugiej ręki. Na ścianie było kilka szczelin i pęknięć, które mogły się przydać podczas wspinaczki. Gad odepchnął się dłońmi od ściany i cofnął się, przyglądając się raz jeszcze obiektowi. Droga prosta wyglądała dość ryzykownie. W niektórych miejscach musiałby się wybić i chwycić za wystający element nad sobą lub po bokach. Widząc strukturę klifu, wiedział, że to nieuniknione, ale wolał ograniczyć ryzyko do minimum i obmyślić najbezpieczniejszą trasę, nawet jeśli miałaby być dłuższa, tak więc zamiast od razu iść prosto, poszedł w prawo, wzdłuż klifu, gdzie wypatrzył (swoim zdaniem) najlepszą drogę. Znów oparł dłonie na skale, lecz tym razem zaczął się już wspinać. Trasa była w miarę prosta, aczkolwiek jak każda wspinaczka, wymagała zużycia dużych pokładów siły i energii, której gad miał całkiem sporo. Po kilku minutach natrafił na pierwszą przeszkodę i musiał skoczyć. Tak też zrobił, łapiąc mocno obiema dłońmi wystającą skałę. Miał pazury, ale to właśnie dłonie miały zapewnić mu jak najlepszą przyczepność. Pazury tylko pomagały. Niedługo potem gad skoczył raz jeszcze, lecz lewa noga pod naciskiem dużej siły oderwała fragment skały i Chris przez chwilę stracił grunt pod łapami, aczkolwiek szybko udało mu się zahaczyć tylnymi pazurami. Serce podskoczyło mu do gardła i zamarł w bezruchu, aby uważnie przemyśleć następny ruch i zanalizować sytuację. Najważniejsze, by nie spanikować. Odczekał chwilę i odetchnął, nim kontynuował wspinaczkę. Zostało mu kilka ostatnich metrów i wyglądało na to, że obejdzie się już bez komplikacji i zaraz wejdzie na górę, pokonując tym samym (oby) ostatnią przeszkodę, jaka dzieliła młode widmo od spotkania ze starożytnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biosfera I   

Powrót do góry Go down
 
Biosfera I
Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Biosfera I

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: