Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Coffee Shop

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mary Jane Watson



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 28/02/2013

PisanieTemat: Coffee Shop    Pią Maj 03, 2013 7:02 pm


Jedna z licznych w Nowym Jorku kawiarni sieci Coffee Shop. Otwarta 23 godziny na dobę, codziennie raczy klientów szerokim asortymentem napojów i przekąsek. Przytulne i ciepłe wnętrze zachęca nowojorczyków do zajęcia miejsca w jednym z puchatych foteli, by móc złapać oddech i naładować baterię przed kolejnym szalonym dniem (lub nocą).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary Jane Watson



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 28/02/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Pią Maj 03, 2013 7:23 pm

Musiała przejść spory kawałek od domu, by znaleźć otwartą kawiarnie. Wszystko w jej najbliższej okolicy (w tym ulubiona knajpka jej i Petera) zostało doszczętnie zrujnowane przez kataklizm. Na całe szczęście kamienica, w której wynajmowali mieszkanie ucierpiała tylko na poziomie od piwnicy do pierwszego piętra, reszta została nienaruszona. Mary Jane radowała się w duchu, że ich małe pajęcze gniazdko było bezpieczne. Bo przecież dalej było ich. Rudowłosa nie dopuszczała do siebie myśli, że Peterowi coś mogło się stać. Miała już dość ponurych myśli i zamierzała wmawiać sobie, że wszystko będzie dobrze - tak długo, aż w to uwierzy lub do momentu, gdy faktycznie jej życie wróci na właściwy tor.
Była okropnie zmęczona, bo całą noc czuwała razem z sąsiadami - starali się odratować przedmioty ocalone z mieszkań położonych na najniższych piętrach budynków. Tak więc przyniosła swoją suszarkę i grzecznie suszyła książki, ubrania i albumy ze zdjęciami. Wysuszyła nawet tego nieznośnego persa panny Ross i bardzo starała się nie myśleć o tym jak miło żyłoby się bez tego futrzaka w budynku. Kiedy woda opadła wróciła do siebie by znów się przebrać i podładować telefon, z którym nie rozstawała się nawet na moment, wciąż niecierpliwie wyczekując jakiejkolwiek wiadomości od ukochanego. Pozostanie w pustym mieszkaniu było ostatnią rzeczą na jaką miała ochotę, a na sąsiadów dość się już napatrzyła - robiło jej się niedobrze od tej litości w ich spojrzeniach. Wiedziała, że wszyscy zadają sobie to samo pytanie co ona: Gdzie jest Peter?
Potrzebowała kawy, najlepiej w dużej ilości i z masą cukru, by przywrócić organizmowi nieco sił. Narzuciła więc na siebie płaszcz, zabrała parasol i buty, które( jak miała nadzieję) nie powinny przemoknąć i ruszyła w stronę tej części miasta, która nie została naruszona przez wodę.
Po półgodzinnym spacerze w średnio sprzyjających warunkach trafiła tutaj. Weszła do środka, radując się ciepłem i aromatem świeżo palonej kawy. Zostawiła płaszcz i parasol przy wejściu i zamówiła caffe latte na podwójnym espresso oraz dwa duże ciastka. Później zajęła wygodne miejsce przy pierwszym lepszym stoliku, wyjęła telefon, by stale mieć go na oku i zaczęła siorbać gorący napój.
Gdy była w połowie kubka uświadomiła sobie, że w kawiarni niezwykle szybko przybywa ludzi. Chyba nie tylko ona potrzebowała dziś dużej porcji kofeiny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sob Maj 04, 2013 5:28 am

Motocykl Lu toczył się spokojnie wśród samochodów po ulicach NY. Dziewczyna zmuszała się by w miarę prowadzić pojazd. Była nieco zmęczona. W końcu pół nocy straciła na gadaninie z dwoma istotami, które najprawdopodobniej już nigdy nie pojawią się w jej życiu. Z jednej strony trochę ją to smuciło, ale z drugiej wiedziała, że nie może chcieć od życia zbyt wiele. Może wystarczy dziwactw na jeden dzień, czy tam noc.
Motocykl powoli zatrzymał się przy kawiarence. Lu postawiła nóżki na ziemi i stała przez chwilę na miejscu parkingowym patrząc się w silnik. Trzeba wrócić do żywych. Najlepiej rozpocząć dzień od kawy. Ach! Zapomniałaby, ktoś do niej przecież dzwonił. Wydłubała leniwie telefon z kieszeni i wbiła spojrzenie a ekran. Westchnęła cicho widząc znajomy ciąg cyfr. Jak zwykle. Z jednej strony denerwowało ją, że matka próbowała ją kontrolować, mimo, że była już w pełni samodzielna. Z drugiej mile połechtała ją świadomość, że jednak ktoś na tym świecie się o nią martwi. Naskrobała krótką wiadomość do niej i podniosła wzrok. Telefon znów wylądował w kieszeni, a ona już powoli zgramoliła się z swojej powalającej maszyny. Zdjęła kask, wyjęła torebkę z kufra i stanęła przed sklepem. Kawa... Pomoże, powinna. Dzierżąc dumnie swój kask weszła do środka.
Pierwsze co ją uderzyło to tłok. Mnóstwo ludzi, część już rozbudzonych, część spała niemal na stołach. Coraz to nowi wchodzili i wychodzili. Istne mrowisko. O dziwo widok tylu ludzi ją ucieszył. W kącikach jej umysłu pojawiła się myśl, że może kogoś pozna. Z drugiej jednak strony czuła się odpychana przez tą grupę. Westchnęła cicho, zdjęła skórzaną kurtkę, powiesiła ją wraz z kaskiem na wieszaku i ruszyła ku ladzie. Maszerowała w czerwonych trampkach, ciemnych dżinsach, zielonej koszulce i skórzanej kurtce z kaskiem w ręce. Zatrzymała się przy ladzie i gdy już odczekała w kolejce te kilka chwil zamówiła najzwyklejsze latte. Nie miała dzisiaj ochoty na wydziwianie z napojem. Chciała tylko kofeiny w tej chwili.
Lu spojrzała po kawiarence. Nie bardzo było gdzie usiąść. Pojedyncze miejsca przy grupach 2-3 osobowych nie wyglądały zachęcająco. Dostrzegła miejsce koło jednej dziewczyny. Ono nadawało się chyba najbardziej. Podeszła do stolika i uśmiechnęła się promiennie do dziewczyny.
- Można? - zapytała patrząc na nią. Jeżeli jej pozwoli, zajmie miejsce. Jeżeli jednak nie będzie życzyła sobie jej towarzystwa, to najwyżej będzie musiała się gdzie indziej ulokować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary Jane Watson



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 28/02/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sob Maj 04, 2013 8:24 pm

Tłok narastał w takim tempie, że MJ stwierdziła iż pojawienie się kogoś zainteresowanego dzieleniem z nią stolika jest zaledwie kwestią czasu, i miała całkowitą rację. Nim się obejrzała, obok pojawiła się szczupła kobieta z motocyklowym kaskiem w dłoni, pytając o zgodę na zajęcie sąsiedniego fotela. Rudowłosa nie miała nic przeciwko, ba - była nawet całkiem zadowolona z towarzystwa, szczególnie, że nieznajoma wyglądała na całkiem miłą i przynajmniej w połowie tak samo wycieńczoną.
- Oczywiście. - odpowiedziała przywołując na usta lekki uśmiech. - Nie krepuj się. - dodała i szybko zgarnęła na bok swój kubek i ciastka, które dotąd zajmowały cały stolik. Niemal strąciła przy tym na podłogę telefon, który udało jej się złapać dosłownie w ostatniej chwili, samymi koniuszkami palców. Wizja utraty łączności choć na chwilę napełniła ją najszczerszym przerażeniem co odmalowało się na jej pobladłej twarzy. Mocno zacisnęła palce na telefonie i przycisnęła go kurczowo do piersi, jednocześnie głośno wypuszczając powietrze.
- Niezdara ze mnie. - mruknęła przepraszająco, jakby obawiała się, że kobieta (a może raczej dziewczyna? Z bliska wyglądała na młodszą) może pomyśleć o niej coś złego. Jeszcze przez chwilę przyciskała aparat do ciała, by później wciąż kurczowo go trzymając opuścić dłonie na złączone kolana. Szybko się uspokoiła, choć sam widok jej ataku paniki mógł wydać się nietypowy, w końcu hej! - to tylko telefon. Ale co jeśli Peter dzwoniłby dokładnie w tej chwili, gdy aparat leżałaby rozwalony na podłodze? Nie mogła do czegoś takiego dopuścić!
Jej wzrok na dłuższą chwilę uciekł gdzieś w bok, gdy myśląc o ukochanym mimowolnie wpatrywała się w dachy nowojorskich budynków, zupełnie jakby lada chwila miał się tam pojawić, w tym swoim wiecznie wymagającym cerowania kostiumie, zajęty ratowaniem całego świata. Nigdzie go jednak nie było, a odczuwany przez nią zawód był wręcz fizycznie bolesny. MJ nieświadomie przygryzła usta i odwróciła wzrok od widoku za oknem, który napawał ją takim smutkiem. Dla odmiany postanowiła skupić się na czymś innym. Przez chwilę przyglądała się swojej tymczasowej sąsiadce, by później uśmiechnąć się do niej blado i wrócić do popijania kawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Nie Maj 05, 2013 4:58 pm

Lu uśmiechnęła się do sąsiadki i usiadła na wolnym krzesełku. Kawę postawiła przed sobą, a kask wylądował na jej kolanach. Dziewczyna spoglądała uważnie na towarzyszkę. Ta także wyglądała jakby miała ciekawą noc. Zdarza się. Przez miasto w końcu przeszedł huragan, który narobił niesamowitego bigosu. Lu miała o tyle szczęście, że jej zakątek nie ucierpiał na tym wiele. Miała nadzieję, że to się nie powtórzy. Jeżdżąc przez miasto widok zniszczeń doprowadzał niemal do łez. Praca tworzona przez lata zniszczona w ciągu kilku chwil. Cieszyła się, że ją to ominęło, ale z drugiej strony wolała, żeby nigdy do tego nie doszło.
Uwagę dziewczyny przykuła Mary. Lu wzięła pierwszy łyk obserwując jak dziewczyna nerwowo łapie telefon i przytula do ciała. Widocznie czekała na sygnał od kogoś. Lu nie była zdziwiona. Doskonale rozumiała, że mogła się o kogoś martwić. W końcu różne rzeczy się działy. Kto tam wie co się z nim stało.
- Na pewno są cali... - powiedziała niepewnie Lu. Nie wiedziała za bardzo jak ma zareagować na takie zachowanie nieznajomej. Wyglądała na naprawdę zmartwioną. Przez umył brunetki przeszła cicha myśl. Zaraz ją odepchnęła. Chciała poprawić humor nieznajomej, ale z drugiej strony nic, oprócz stolika, nie łączyło jej z nią. Po za tym po co? Wprawdzie czuła tylko taką powinność, ale powstrzymywała się. Miała ochotę pobawić się jej telefonem, aby poprawić jej humor. Z drugiej jednak strony nie wiedziała co się dzieje z tą osobą. Jeżeli nic mu nie jest, wiadomość uspokoi nieznajomą, a potem będzie słynny happy end. Tyle, że była druga wersja - gdy on lub ona są gdzieś w metrze, utopieni. To także by ją zabolało.
Ver biła się z własnymi myślami. Chciała pomóc, ale z drugiej strony dla niej nie miało to z perspektywy przyszłości większego znaczenia. W końcu przegrała walkę. Postanowiła spróbować. Nic jej przecież nie zaszkodzi, a tylko wywoła uśmiech na jednej z wielu umęczonych twarzy.
Luna wbiła wzrok w swój kask. Przytuliła go do piersi i zagryzła wargę. Telefon MJ powinien zabuczeć wydając charakterystyczny dźwięk przy przychodzeniu wiadomości. Powinna pojawić się wiadomość od najczęściej wybieranego numeru, czyli, jak uważała, jej bliskiej osoby, o treści "Wszystko jest w porządku. Wkrótce się spotkamy.". Taki był plan. Co z tego wyjdzie, to już zupełnie inna sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Nie Maj 05, 2013 8:35 pm

Zgodnie z planem, Wanda zjawiła się w kawiarni, którą wskazało jej urządzenie znajdujące się w zrujnowanym domu. Miała odszukać dziewczynę zwaną Luna i namówić ją do tego, do czego panna Maximoff sama jeszcze próbowała się przekonać. Gdyby była podobna do niej, wiedźma wiedziałaby, jakich użyć argumentów, przynajmniej na początku. Ale takich faktów jej już nie podano, musiała zatem improwizować.
Kawa okazała się być zbawieniem. Po ciężkiej, zarwanej nocy mogła odpowiednio pobudzić na jakiś czas, a przy okazji wypełniała pusty żołądek, któremu nie było dane zapoznać się dziś ze śniadaniem. Mutantka zajęła jedno z pojedynczych miejsc przy barze, które akurat się zwolniło. Rozejrzała się po sali, by wyłowić twarz Luny. Widziała ją tylko przez chwilę na hologramie, ale to wystarczyło, by wreszcie rozpoznać Ver. Siedziała przy stoliku razem z jakąś rudowłosą kobietą, lecz spotkanie wyglądało na przypadkowe, bowiem nie były one pochłonięte rozmową, raczej wymieniały krótkie informacje. Obydwie też miały dość zamyślony wyraz twarzy.
Na ekranie kawiarnianego telewizora przemykały obrazy z niedawnych, nowojorskich wydarzeń. Fala, jaka zalała kilka dzielnic, nie dotarła na szczęście do tej części miasta, ale Maximoff i tak się tym przejęła i oderwała się na chwilę od obserwowania potencjalnej kandydatki do Bractwa, by skupić uwagę na wiadomościach. Miała nadzieję, że Pietro nie został wysłany gdzieś w tamte okolice, gdyż skoro raz doszło do podobnej katastrofy, fala mogła zjawić się jeszcze raz. Facet umiał o siebie zadbać i pewnie bez problemu by uciekł, ale cóż zrobić – siostra zawsze będzie się martwiła o brata.
- To straszne – powiedziała do siebie, lecz nieco głośniej, niźli by to planowała, więc osoby siedzące blisko niej mogły uznać to za komentarz prowokujący do rozmowy na temat owych wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary Jane Watson



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 28/02/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Pon Maj 06, 2013 3:09 pm

Mary Jane najwyraźniej nie była nawet w połowie tak empatyczna jak Luna. Widok zniszczeń, które pokazywano w telewizji, czy też to co miała okazję zobaczyć na własne oczy idąc przez miasto - nie poruszało jej szczególnie i daleko jej było do płaczu, przynajmniej z tego konkretnego powodu. Może była nieczuła, a może przez noc wystarczająco się napatrzyła na te wszystkie nieszczęścia, by nabawić się klasycznego przykładu znieczulicy. Gdy mijała zniszczone budynki, poprzewracane samochody i nieczynne (wciąż pełne wody) zejścia do tuneli metra, nie była w stanie wykrzesać z siebie nawet odrobiny uczuć. Czuła tylko i wyłącznie zmęczenie - fizyczne i psychiczne - a także nieustanny strach, który wciąż czaił się na granicy jej świadomości. Mogła sobie wmawiać, że wszystko będzie dobrze, ale i tak lodowate macki najczystszego przerażania owijały się wokół niej utrudniając normalne funkcjonowanie. Choć kofeina budziła do życia jej ciało, to umysł wciąż pozostawał tak samo rozkojarzony. Co chwila uciekała gdzieś wzrokiem zajęta jakąś myślą, która po chwili uciekała niczym spłoszony ptak i MJ za nic nie mogła sobie przypomnieć o czym dokładnie rozmyślała. Jedyne czego była pewna, to fakt, iż większość tych myśli kręciła się wokół jednej osoby...
Przez owo rozkojarzenie zareagowała na słowa Luny z pewnym opóźnieniem. Przez moment wpatrywała się w sąsiadkę z miną świadczącą o jej niepewności, bo była pewna, że kobieta coś do niej powiedziała, ale co? Jej mózg potrzebował chwili, by zaskoczyć. Choć jej oczy momentalnie się zaszkliły, jednocześnie na jej ustach pojawił się uśmiech pełen wdzięczności. Pociągnęła lekko nosem, nieco zażenowana swoim zachowaniem i mimowolnie mocniej zacisnęła palce na telefonie.
- Tak, wszystko jest w porządku. Na pewno jest. Dziękuję. - odpowiedziała głosem, w którym przerażenie mieszało się w równych proporcjach z nadzieją i wdzięcznością. Czy wszystkie kobiety czekające na ważną wiadomość się tak zachowują, czy to tylko MJ jest taką histeryczką? Szybko uciekła wzrokiem w bok, bo czuła jak po policzku toczy jej się niechciana łza, którą błyskawicznie otarła rękawem. Przez chwilę walczyła z sobą, by przywołać się do porządku i prawie jej się udało, gdy nagle jej telefon zawibrował. Podskoczyła na fotelu jak oparzona i spojrzała na telefon z nadzieją. Dłonie jej drżały, gdy odblokowywała klawiaturę i odczytywała wiadomości. Nie dostrzegła w niej nic podejrzanego, nie domyśliła się, że coś może być nie tak, może dlatego, że naprawdę chciała w to uwierzyć. Jej ciało zalała fala ulgi, najlepsze uczucie na świecie! Opadła na fotel z szerokim uśmiechem na ustach i w porywie emocji cmoknęła ekran telefonu, który przynosił jej takie dobre wieści. Peter był cały! Nie planowała już do niego dzwonić, bo przecież jej telefon może mu przeszkodzić w ratowaniu miasta, świata, czegokolwiek innego - wcześniej była zbyt zdesperowana, by się tym przejmować. Odłożyła telefon na stolik i przetarła twarz dłońmi. Wyglądała na naprawdę szczęśliwą, misja Luny się powiodła. Nie czuła potrzeby mówienia sąsiadce czegokolwiek, ale obdarzyła ją szerokim uśmiechem, nieświadomie jej w ten sposób dziękując.
Pojawienie się Wandy i jej uwaga całkiem umknęła jej uwadze. MJ znów patrzyła za okno, ale teraz była w jej spojrzeniu tylko radość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Pon Maj 06, 2013 3:44 pm

Luna siedziała cały czas z wzrokiem wbitym w kask. Jej fioletowe oczy błyszczały, mimo, że wiele światła w kawiarence nie było. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiła i potrzebowała do tego maksymalnego skupienia. Musiała wszystko powoli zakończyć, aby jej sąsiadka niczego nie zauważyła. Gdy tylko przedmiot wylądował na stoliku, a Mary przestała na niego zwracać większą uwagę wiadomość powoli zapisała ją w pamięci telefonu, jakby naprawdę taka przyszła. Gdy tylko zakończyła całą akcję powoli mrugnęła oczyma, które nagle ją zapiekły. Dopiero teraz poczuła jak napina wszystkie mięśnie. Dłonie były całe białe od uścisku na kasku. Powoli rozluźniła mięśnie i oparła się całymi plecami o oparcie fotela. Podniosła wzrok i spojrzała z delikatnym uśmiechem na Mary. Ta wiadomość zdecydowanie jej poprawiła humor. Wprawdzie nie była idealną kopią poprawnej wiadomości i zawierała kilka błędów, które po dokładniejszych oględzinach, mogłyby potwierdzić, że to fałsz, ale dla Luny to i tak sukces. Kobieta uśmiechała się i wpatrywała w okno. To dobrze.
Luna chwyciła swoją kawę i powoli napiła się jej troszkę. Na twarzy Ver pojawił się uśmiech, szczery uśmiech. Czuła się dziwnie spełniona. Wiedziała, że to może potrwać tylko chwilę. Ta może zauważyć jej błędy. Igrała trochę z losem, ale na miejscu Mary mógł być ktokolwiek inny i Lu pewnie zrobiłaby to samo. Miała nadzieję, że ta wiadomość okaże się prawdą. Chciała, aby to była prawda.
Luna postawiła kubek na stoliku i przetarła oczy dłonią. Kofeina powoli zaczynała działać. Do uszu Lu doszły, wcale nie ciche, słowa nieznajomej. Kobieta jednak nie zareagowała na nie. Było jej to troszkę obojętne. Po prostu, kolejna osoba, która przejmuje się losami miasta. Lu wtuliła w siebie kask i wbiła wzrok w swoją kawę. Już nie miała co robić. Mogła tylko w spokoju kończyć kawę i wysłuchiwać ewentualnej dyskusji obok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sro Maj 08, 2013 9:45 pm

Dziewczyna nie wciągnęła się w rozmowę, ale Wanda nie zamierzała rezygnować tak szybko. Nie mogła, z różnych powodów. Nie chciała zawieść Magnusa, który dał jej i Pietro schronienie, jakie w myślach lubiła już nazywać nowym domem. Budynek wymagał sporo poprawek i gruntownego remontu, ale to był pikuś przy poszukiwaniu własnego miejsca, które Maximoff rozumiała jako coś więcej niż tylko przytulny kąt.
Musiała obrać inna taktykę, tylko jaką? Nigdy nie robiła czegoś podobnego, nie miała w tym doświadczenia. Przecież nie uda bezmyślnej kobiety, która załamana wiadomościami w telewizji, wyleje na Lunę kubek ze swoją kawą bądź potknie się o jej krzesło – albo coś w podobie. Może kluczem do wszystkiego była po prostu szczerość?
Scarlet zeskoczyła ze swojego siedziska i złapała kawę w dłoń. Nawet, jeśli miała misję, nie mogła odpuścić sobie małej czarnej! Podeszła do stolika, przy którym siedziała mutantka oraz Mary Jane. Z lekkim wahaniem odezwała się do Luny.
- Przepraszam… Jest pani… Bardzo mi pani kogoś przypomina. Jestem w trakcie pewnych poszukiwań i byłabym wdzięczna, jeśli zechciałaby pani porozmawiać ze mną chwilę…
Minę miała odpowiednią do tonu, jaki przybrała, ale zrobiła coś, co mogło brunetkę nakierować na odpowiedni trop. W wolnej dłoni bowiem, która puściła trzymany oburącz jeszcze chwilę temu kubek, błysnął maleńki, różowy promyczek w formie kuli. Był ukryty na tyle, że jedynie siedząca tak blisko dziewczyna mogła go dostrzec. MJ też nie miałaby z tym problemu, ale Wanda zaryzykowała widząc, że rudowłosa, z zamyśloną miną, odwrócona jest w stronę okna.
Jeśli Luna nie wychwyci takiej aluzji, to Wiedźma obie odpuści i pójdzie szukać kolejnej osoby z listy, jaką otrzymała w bractwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Nie Maj 26, 2013 6:56 pm

Lu przesuwała wzrokiem po beżowym płynie w szklance. Przesunęła po szkle palcem. Dłoń delikatnie się zacisnęła na niej. Przymknęła oczy i podniosła szklankę powoli. Przytknęła ją do ust. Ledwo jej usta musnęły ciepłą kawę, a usłyszała ruch za sobą. Skrzypnęło krzesełko i ktoś stanął tuż obok.
Luna wyprostowała się wygodnie i podniosła wzrok. Kawa znów wylądowała na stoliku. Fiołkowe oczka podniosły się na nieznajomą. To ta, która tak głośno komentowała te zdarzenia. Skoro się tak przejmowała to znaczyło, że kogoś poszukiwała, a jej pytanie wyraźnie to potwierdziło. Lu uśmiechnęła się delikatnie. Z wielką chęcią by jej pomogła, skoro tylko istniała taka możliwość. Wiedziała, że ciężko przeżyć czyjąś stratę. Na szczęście Lu to nie dotknęło. Jej rodzina nie była wielka, toteż prawdopodobieństwo, że komuś coś się stanie było mniejsze.
Lu już uśmiechnęła się szerzej, już miała odpowiedzieć, ale wtedy bystre oczęta kobiety dostrzegły różową kuleczkę w dłoni nieznajomej. Usta zastygły delikatnie otworzone. Kobietę przeszył delikatny dreszcz. Mutantka? Czyli nie chodziło o zaginięcie....? Lu przestraszyła się. Nieznajoma, posiadająca jakieś, bliżej nieokreślone, prosi ją na rozmowę. Luna postanowiła zaryzykować. Chciała wiedzieć o co chodzi. W duchu jednak modliła się, aby skończyło się to dobrze.
- Chętnie zamienię z panią parę słów. Możemy wybrać się do... parku...? Gdzieś, gdzie będzie można komfortowo porozmawiać. - uśmiechnęła się delikatnie i wstała. Spojrzała półprzytomnym wzrokiem po okolicy. Będzie dobrze... Musi być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary Jane Watson



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 28/02/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Czw Maj 30, 2013 1:16 pm

Kawa, która pozostała w kubku nie wiedzieć kiedy wystygła, a podekscytowana otrzymaną wiadomością MJ nagle straciła ochotę na cokolwiek. Dwa ciastka wciąż nietknięte tkwiły na blacie stolika, gdy rudowłosa kobieta nieco niezdarnie podnosiła się z fotela. Miała wrażenie jakby zamiast kawy wypiła kilka lampek wina. Serce szybciej biło jej w piersi, żołądek zacisnął się w supeł, ruchy były niezgrabne.To była radość czy tylko jakiś nowy rodzaj niepokoju? Na twarzy miała wyraz głębokiej zadumy, gdy narzucała na siebie płaszcz i dokładnie zapinała wszystkie guziki. Chwilowa ulga szybko zmieniała się w jeszcze głębszy niepokój. Gdzie był Peter przez cały ten czas? Co się z nim działo? Tak bardzo chciała z nim porozmawiać!
- Cóż, przynajmniej żyje. - mruknęła pod nosem, a jej głos z pewnością utonął w hałasie, który panował w kawiarni. Pozbierała wszystkie swoje rzeczy, wcisnęła telefon do kieszeni. Wciąż kurczowo zaciskała na nim palce. Lunę obdarzyła lekkim uśmiechem, bez słowa skinęła jej głową, potem bez zwłoki ruszyła do wyjścia. Tłum zaczynał okropnie ją drażnić. Miała zamiar zaszyć się w ciszy swojego domu i czekać na Parkera. Kiedyś przecież musi wrócić, prawda?

[zt]

//Przepraszam, że zablokowałam temat. I za żałośnie krótki post też.//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Nie Cze 02, 2013 7:21 pm

Wanda uśmiechnęła się ciepło do Luny, słysząc jej słowa. Dziewczyna zgodziła się z nią porozmawiać gdzieś, gdzie nie będzie aż tylu par uszu mogących usłyszeć coś, czego nie powinny, ale na tyle tłumnym, by czuć się w miarę bezpiecznie. To dobrze, młoda wykazała się sprytem i rozsądkiem już na początku, a to świetnie wróżyło dalszej współpracy.
Scarlet „zgasiła” różową kulkę powstałą z jej energii i delikatnie zgięła palce, jakby chciała jeszcze coś zatrzymać w swojej dłoni. Była tak podekscytowana zadaniem, jakie miała do wykonania i tym, iż całkiem dobrze jej szło jak na nowicjuszkę, że kawa nie była jej już potrzebna. Energia aż rozpierała pannę Maximoff – byle tylko nie chwaliła dnia przed zachodem słońca, gdyż za nią dopiero pierwszy etap, niegwarantujący niczego.
- Oczywiście. Całkiem przestronny znajduje się dość niedaleko stąd, dosłownie kilka kroków. Mam nadzieję, że pozostanie suchy jeszcze przez jakiś czas – spróbowała zażartować, choć nie powinna robić tego w obliczu tragedii, jaka spotkała setki ludzi w dzielnicach dotkniętych przez potężne fale. Musiała się jednak jakoś uspokoić, by odegnać myśli o bracie.
Wiedźma poniekąd rozumiała minę rudowłosej nieznajomej, która wstała od stolika, pozostawiając na nim swoje zamówienie. Wbrew pozorom usłyszała to, co powiedziała Mary Jane. I jakaś jej część zazdrościła kobiecie. Może sama powinna zadzwonić do Pietro albo chociaż do niego napisać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Wto Cze 18, 2013 6:13 pm

Lu zastanawiała się nad swoją decyzją. Bardzo chciała dowiedzieć się chociaż troszku o innych...mutantach. Bo tak czasami się nazywała. Nie wiedziała jak poprawnie nazwać swój "dar"? Skąd niby miała wiedzieć? To było troszku dziwne. Sterowanie elektroniką nie należało do umiejętności, które opanuje byle kto. Dlatego też bardzo zaciekawiła ją nieznajoma.
Park wydawał jej się odpowiednim miejscem. Nie chciała iść w ciemny zakątek. Dalej jej w końcu nie ufała. Teraz jednak miała nadzieję, że tylko tyle wystarczy. Łudziła się też, że park nie będzie pusty. Mimo powodzi i tylu złych wydarzeń, kogoś mogło to nie dotknąć.
Luna uśmiechnęła się delikatnie do Scarlet i zaraz zebrała się. Ruszyła powolutku do wieszaka.
 - Mogę Cię podwieźć. Chyba, że nie lubisz motocykli... - powiedziała zakładając kurtkę na siebie. Zapięła się do mostka i wskazała pojazd przed kawiarenką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Wto Cze 18, 2013 11:51 pm

W duchu Wanda odetchnęła z ulgą, ciesząc się, że bądź co bądź kobieta nie zdecydowała się zrezygnować z prywatnej rozmowy. To w pewnym stopniu ostudziłoby entuzjazm Maximoff i przyczyniło się do znacznego pogorszenia humoru przez pierwszą nieudaną misję werbowania; na szczęście nie musiała zawracać sobie głowy podobnymi konsekwencjami. Nie, kiedy Luna wstała z miejsca i jako pierwsza ruszyła w stronę drzwi. W kolejnej fali entuzjazmu Szkarłatna Wiedźma odebrała to jako kolejny, mały sukces i szybko dopiła swoją kawę, by niepotrzebnie nie przedłużać opuszczenia lokalu, po czym podążyła za mutantką do wieszaka.
Motocykle? Póki co Wanda nie miała na ten temat konkretnego zdania, dlatego z zainteresowaniem wyjrzała za przeszkloną szybę, by ocenić stan maszyny. Właściwie - czemu nie? Nawet jeśli park nie był tak daleko, przecież nie będzie biegła za Luną pieszo. To mogłoby wyglądać co najmniej dziwnie, nawet jak na standardy świata, w którym przyszło im żyć.
- Bardzo chętnie się przejadę - przyznała zatem, a kąciki jej ust uniosły się jeszcze wyżej, choć Wanda szybko skarciła się w myślach. Pokazywanie przesadnego podekscytowania całą sytuacją mogło przecież nie przynieść pozytywnych rezultatów, ba!, nawet wręcz przeciwnie - wprawić Lunę w konsternację i zapoczątkować lawinę podejrzeń, a to było akurat niepotrzebne. - Dobrze jeździsz? - Zapytała z ciekawością, otworzywszy drzwi kawiarni i wychodząc na zewnątrz, gdy druga mutantka także była gotowa do wyjścia. Mimowolnie jej myśli powędrowały do osoby brata. Wiedźma miała ogromną nadzieję, że Pietro miał się równie dobrze i nie wpakował się w żadne kłopoty. Nie mogła już się doczekać, by opowiedzieć mu o przebiegu spotkania z Luną i, jak miała nadzieję, jej zgodzie na dołączenie do Bractwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna



Liczba postów : 29
Data dołączenia : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Wto Lip 09, 2013 11:55 am

Luna posłała delikatny uśmiech nieznajomej. Widać spodobała jej się wizja przejażdżki motocyklem. Zdziwiło ją jednak pytanie kobiety o to czy dobrze jeździ. Lu dzierżąc dumnie swój kask opuściła budynek, zatrzymała się i obróciła.
- Myślę, że dobrze. Nie zdarzyło mi się, abym straciła kontrolę... - powiedziała zastanawiając się nad czymś. Nad swoją elektryczną zabawką nie traciła władzy nawet gdy jej nie dotykała. Można dyskutować o tym, ale to w końcu drobiazg.
- Przepraszam, zawiana jestem. Nazywam się Veronica. - powiedziała i wyciągnęła nieśmiało łapkę w jej kierunku. Gdy ta zareaguje podejdzie do motocyklu. Otworzyła kufer przy siedzisku i wsunęła łapkę w jego czeluści.
- Mam drugi kask i kurtkę, ale nie wiem czy będą pasowały... Jestem trochę przewrażliwiona na punkcie bezpieczeństwa ostatnio... - powiedziała i wyjęła je z środka. Zamyka zaraz kufer. Spojrzała na nieznajomą. Jeżeli ta zechce to jej poda przedmioty. Gdy ta je weźmie założy swój kask i starannie zapnie. Poczeka aż ta się ubierze, a następnie usiądzie na pojeździe. Poczeka grzecznie na pasażerkę i włączy go. Gdy do jej uszu dobiegnie pomruk silnika potoczy się przed siebie i zaraz skieruje do najbliższego parku.[zt+Scarlet]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Pon Sie 05, 2013 8:05 pm

Do kawiarni weszła Alicia, otulona w śliczny, zielony płaszcz zimowy, kolorowy i mięciutki szalik oraz buty na obcasie. Dawno nie była tak znużona jak dzisiejszego dnia. Temperatura spadła, na miasto spadł pierwszy śnieg a i bez niego pogoda na zewnątrz od dłuższego czasu była iście dobijająca. Dla takiego zmarzlucha jak ona nie istniało nic gorszego. Obok niej kroczył niewidzialny demon o kruczoczarnych, sięgających ramion włosach i szkarłatnych oczach, który jednak za nic miał sobie niedogodności dające się we znaki ludziom. Już bardzo dawno temu stracił możliwość przybierania widzialnej formy, co nie znaczy że przestał być niebezpieczny.
Rudowłosa usiadła przy stoliku i chuchnęła w zmarznięte palce. To chyba nie był najlepszy wybór zakładać rękawiczki bez palców, lecz myśl o nieodległej chwili z gorącą kawą działała jak balsam na wszystkie dolegliwości, nawet zimowe przemęczenie. Bailiff rozejrzał się dookoła po tłocznej sali, zupełnie bez entuzjazmu, po czym zajął miejsce naprzeciwko dziewczyny, która właśnie składała zamówienie u przystojnego kelnera. Uśmiechnął się cierpko - tak czy inaczej każdy brał ją za dzieciaka, więc choćby włożyła wiele starań...
- Przestałbyś - mruknęła pod nosem, poprawiając delikatnie okulary, sponad których spojrzała przed siebie. Dobrze znała swoje wady, ale chęć romansowania była jej odległa, jak słoneczne lato dzisiejszego dnia. Żyjąc swoim życiem nie poszukiwała poklasku, była jak najzwyklejszym, najbardziej przykładnym amerykańskim obywatelem. Od popisów i wykazywania się miała zlecenia, jakie przyjmowała ostatnio dość rzadko. Być może to również przypadłość charakterystyczna dla owej pory roku, a może po prostu na jakiś czas wolała poszukać stabilności.
Ale znudzony demon to niebezpieczny demon. Szkarłatnooki zaczynał mieć dość zachowania dziewczyny. Lubił z nią współpracować i nawet tolerowali się nawzajem (co w ustach Bailiffa było nie lada wyznaniem) lecz bezczynność usypiała czujność i zdolności. Oficjalnie więc musiał znosić wymysły właścicielki ciała a kiedy ta kładła się spać brał sprawy w swoje ręce. Co jednak poradzić, kiedy i to nie sprawia satysfakcji? W końcu ich duet był na tyle sprytny, że do tej pory nie wpadli w żadne sensowne zagrożenie. Coraz częściej nachodziła go myśl, by rozpocząć droczenie się z władzami, zostawić jakieś jednoznaczne dowody. Był jednak na tyle inteligentny, Alicia zresztą też, by wiedzieć że to strzał w stopę i furtka do rychłego końca zabawy. Oczywiście to dla niego żaden problem, lecz jakiś dziwny sentyment sprawiał, że liczył się z tym, co mogłoby stać się z panienką van Wryght. W milczeniu przyglądał się jej, jak otrzymuje po niedługim czasie oczekiwania swój gorący napój i z błogim uśmiechem upija łyk. Może robił się miękki, gdyż powoli dopadała go starość? Prychnął pod nosem a panna zmierzyła go znów spode łba spojrzeniem błękitnych oczu. Co by o niej nie powiedzieć, miała niezłe jaja, żeby tak patrzeć na groźnego demona, w dodatku manipulatora. I doskonale zdawać sobie sprawę, że to niczym wypowiedzenie wojny.

________________
Dla mojej własnej estetycznej satysfakcji, dokładny wygląd opisanego ubioru Alci :3
- Płaszcz
- Buty
- Szalik
- Rękawiczki
Powrót do góry Go down
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sro Sie 07, 2013 9:55 am

Drzwi kawiarenki co jakiś czas otwierały się by wpuścić lub wypuścić kolejnego klienta. Nic dziwnego z resztą, bo w tak chłodny dzień sporo osób postanowiło ogrzać się nieco przy kawie lub herbacie. Na kawałek ciastka czy innego dania wybranego z menu lokalu skusiło się trochę ludzi, więc ogólnie rzecz biorąc większość stolików została zajęta.
W pewnym momencie, po kolejnym otwarciu drzwi, do pomieszczenia wszedł raczej młody chłopak, tak na oko dwudziestopięcioletni. Krótkie jasne włosy były lekko rozczochrane od wiatru i odrobiny śniegu, a raczej przeciętne, szaroniebieskie oczy rozglądały się po kawiarence, prawdopodobnie w poszukiwaniu wolnego miejsca. Rozwiązał czarny szalik i rozpiął do połowy ciemnoniebieską kurtkę, aż w końcu jego spojrzenie zatrzymało się na dziewczynie z czerwonymi włosami. Po krótkiej chwili wahania ruszył w jej stronę, mijając inne, już zajęte stoliki.
- Przepraszam... można się dosiąść, czy może czekasz na kogoś? - zapytał z raczej uprzejmym uśmiechem. Co prawda, blondyn najwyraźniej nieświadomie stanął bliżej miejsca obecnie zajmowanego przez demona, ale stoliczek posiadał jeszcze jedno dodatkowe, bliżej Alici.
Faktem też było, że gdyby nowo przybyły bardzo chciał, mógłby znaleźć jeszcze ze dwa puste stoliki gdzieś z tyłu sali, ale najwyraźniej towarzystwo dziewczyny by mu nie przeszkadzało. A może wręcz przeciwnie?
Warto też dodać, że mimo przyjemnej atmosfery w kawiarence, ciepła oraz miękkiego światła, jedna "osoba" w tej sali aktualnie mogła się czuć... nieswojo. A konkretnie, pewien czarnowłosy demon. I nie chodziło tu bynajmniej o sam klimat kawiarni. Raczej o jakby lekkie, ledwo wyczuwalne uczucie niepokoju, jakby się o czymś zapomniało i nie mogło przypomnieć o czym. Natrętne, ale póki co trudne do zinterpretowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sob Sie 10, 2013 7:58 pm

Alicia spojrzała na blondyna, podnosząc znad kubka kawy wzrok swoich błękitnych oczu. Niby dzisiejszego dnia w lokalu zebrały się tłumy, ale wciąż była szczerze zdziwiona, że to właśnie miejsce naprzeciwko niej - to, które zajmował Bailiff - wybrał sobie chłopak. I nie ukrywała tego. Kilkakrotnie zamrugała i dopiero wówczas uśmiechnęła się delikatnie. Odstawiła gorący napój i gestem wskazała aby usiadł.
- P... proszę bardzo, czemu nie - Poprawiła okulary, które troszeczkę ześlizgnęły się z jej nosa i obserwowała tak nieznajomego, jak i dyskretnie Bailiffa usuwającego się człowiekowi z drogi, w groteskowym ukłonie odstępując krzesło. Jeden z kącików ust mimowolnie drgnął ku górze kiedy na to patrzyła. Decydując o tym, że nie należy kontynuować rozmowy, bo w postępowaniu blondyna najpewniej nie było żadnych podtekstów charakterystycznych podrywaczom (zresztą, żeby flirtować z tak młodo wyglądającą dziewczyną trzeba chyba mieć jakiś dziwny fetysz), panna van Wryght upiła kolejny łyk kawy i swobodnym wzrokiem omiotła pomieszczenie

Tymczasem demon, choć przed Alicją starał się zachowywać jak zwykle, patrzył na przybyłego spode łba. W tej samej chwili, w której dziewczyna poprawiała swoje zerówki, on koniuszkami palców szturchnął oprawki własnych okularów i zmierzył blondyna wzrokiem kiedy ten zajął JEGO miejsce. Coś mu zdecydowanie w nim nie pasowało, uczucie to było tak silne, że aż przyprawiło go o lekki ból głowy. Nie rozumiał jednak, cóż to mogło być, bo przecież zwykłe zabranie krzesła go tak nie zdenerwowało. Wydawało mu się podświadomie, że coś mu umyka, coś cholernie ważnego; być może stąd to poczucie zagrożenia. A może już naprawdę był tak znudzony, że kombinował mimowolnie i wszędzie wietrzył spisek.
Bailiff przesunął się za Alicię i położywszy dłoń na jej ramieniu ścisnął je, patrząc wymownie w oczy nieznajomego, z pewnym wyzwaniem. Na pewno go nie widział, ale jego to nie obchodziło w żadnym razie. Dziewczyna pewnie nic nie poczuła, ale demon patrzył zaborczo, marszcząc brwi, i nie puszczał jej ani na chwilę.
Powrót do góry Go down
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sro Sie 14, 2013 8:21 am

Chłopak uśmiechnął się widocznie zadowolony z tego, że jednak nie będzie musiał szukać innego miejsca.
- Dzięki. O tej porze ciężko tu coś znaleźć. A nawet jeśli, to zwykle w niezbyt miłym towarzystwie - odparł żartobliwie, rozpinając kurtkę do końca. Przerzucił ją przez oparcie miejsca jeszcze chwilę temu zajmowanego przez demona, a potem rozejrzał się jeszcze szybko po sali w poszukiwaniu kelnerki. Ta wydawała się całkiem sprawnie lawirować razem z koleżanką między stolikami, więc uspokojony blondyn zajął krzesło naprzeciwko Alicii.
- Jestem Chris - przedstawił się, najwyraźniej zamierzając dalej kontynuować rozmowę, a przynajmniej próbując jakoś zagadać. Może niekoniecznie był to już podryw, ale zawsze coś. Przynajmniej lepsze niż siedzenie w ciszy naprzeciwko kogoś nieznajomego.
Za to uczucie towarzyszące demonowi najwyraźniej nie miało zamiaru przestać dawać o sobie znać. Fakt, w pewnej chwili na kilka sekund jakby zelżało, lecz tylko po to, by zaraz znowu wrócić do poprzedniego stanu. Sprawcą, albo raczej przyczyną tego małego dyskomfortu niekoniecznie musiał Chris, bo chłopak póki co nawet nie robił niczego niezwykłego, ale kto wie?
W końcu też podeszła do nich kelnerka i przyjęła zamówienie od blondyna - gorąca, pitna czekolada, całkiem dobra na takie chłodne dni. Chłopak podziękował kelnerce i wrócił spojrzeniem do dziewczyny... na chwilę jakby zatrzymując się jednak na stojącym za nią demonie. Oczywiście, mógł to być przypadek, w końcu równie dobrze mógł zobaczyć coś, co stało za nim. Też całkiem prawdopodobne, bo ruch w lokalu faktycznie był spory i wszędzie można było dostrzec coś ciekawego, czy to wśród klientów, czy nawet w samym wystroju, lub u kelnerki roznoszącej zamówienia.
- Uczysz się gdzieś? Znaczy, studiujesz w Nowym Yorku, albo coś w tym stylu? - blondyn najwyraźniej był albo upartym, albo rozgadanym stworzeniem, bo wciąż próbował jakoś zagadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beam



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 12/07/2013

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sro Sie 14, 2013 12:41 pm

Grupa dzieci przyszła w pobliże kawiarni i zaczęła oblepiać okolicę takimi plakatami:


u dołu każdego z nich był adres tymczasowej siedziby M.I.L..

Dzieciaki chętnie rozklejały plakaty za sprawą solidnej jak na dwunastolatka dopłaty.
Gdzieniegdzie niektóre dzieci rozdawały ulotki z którym można było dowiedzieć prawie wszystko o zakresie prowadzonych badań, informowały również o możliwości otrzymania drobnego upominku. Działania międzynarodowego instytutu ludzkiego dawały szanse biedniejszym i nieposiadającym dobrego ubezpieczenia Nowojorczykom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ga-Eul



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sro Cze 03, 2015 12:09 pm

Weszła do sklepu z kawą, chociaż wcale za nią nie przepadała, wolała słodkie rzeczy, ale miała się tu z kimś spotkać, więc jest. Zajęła stolik przy oknie, aby mieć dobry widok na przechodzących ulicą ludzi. Kiedy młoda kelnerka podeszła do niej, zsunęła słuchawki na kark.
-Poproszę gorącą czekoladę ze śmietaną.- Powiedziała rzuciwszy szybkie spojrzenie na duży plakat wiszący ponad ladą i pokazujący zamówiony przez nią napój. Kalia stwierdziła, że to wszystko, a dziewczyna szybko przemieściła się w stronę wyjścia tylko dla personelu.
Koreanka wyciągnęła swój smartphone i zaczęła przeglądać strony sklepów z ubraniami, od jakiegoś czasu planowała jakieś większe zakupy. Powinna kupić kupić kilka bluzeczek i koszulek, ale oczywiście nie weźmie długich spodni, bardzo ich nie lubiła. Mimo, iż była już zimna dziewczyna nie miała zamiaru zaniedbywać swojego ulubionego stylu.
Kelnerka przyniosła jej na różowej tacy duży kubek w kwiatki z gorącą czekoladę osłoniętą od góry śmietaną. Ga-Eul objęła naczynie dłońmi, rozgrzewają palce, gdyż trochę jej zmarzły. Nie nosiła rękawiczek, gdyż nie znalazła pasujących do jej dzisiejszego ubioru. Zanurzyła usta w śmietanie i upiła łyk napoju, smakował jej.
Wyjrzała przez okno czekając na ową osobę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal



Liczba postów : 79
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sro Cze 03, 2015 2:28 pm

Kiedy tylko Baal wszedł do pierwszego lepszego autobusu, aby dostać się NYC, kupił bilet, po czym od razu usiadł na samym końcu, w kącie, po czym teleportował do swojego biura.
Kolejny dzień miał przynieść kolejne zadania do wykonania, a właściwie spotkanie z pewną młodą damą, którą miał wziąć pod swoje skrzydła na trening. Baal znał jej rodziców, była to dość miła para, z zasadami i tradycjami, co bardzo się podobało demonowi. Tylko ich córka, a więc jego nowa podopieczna zdecydowanie odchodziła od tego modelu. Już za młodu była porywcza i bardzo niecierpliwa, co trochę irytowało Tediusa, ale też w pewien sposób bawiło, przez co polubił ją. Teraz jest już prawie kobietą, w końcu chyba skończyła już osiemnaście lat, albo coś koło tego. Zresztą, mniejsza z wiekiem, najważniejszy będzie jej zapał i talent, bez tych dwóch się niczego nie nauczy. Będzie ją trzeba przycisnąć, jeśli dalej ma taki sam charakter, bo inaczej nic z tego nie będzie.

Tak właśnie myślał sobie Harris, kiedy ubierał się na spotkanie z młodą dziewczyną. Tak ona jak i jej rodzice nie do końca wiedzieli, kim tak naprawdę jest, uznali, że po prostu jest mutantem jak ich córka, i wcale tak wiele się nie mylili. Na razie jednak nie miał on zamiaru całkowicie wyprowadzać ich z błędu, jak i małej. Na spotkaniu musiał wyglądać elegancko, bez względu na to, z kim się spotyka i w jakim celu, zawsze stawia na elegancję, a więc białą koszulę, marynarkę i spodnie garniturowe, tym jednak razem zrezygnował z krawatu, nie lubił ich, ale czasem musiał, siłą rzeczy je nosić. Wszystko szło według planu, wyszedł z domu o zaplanowanej godzinie, ale przez miastowe korki dotarł na miejsce z jakimś 5-10 minutowym spóźnieniem. Zajrzał przez szybę i wypatrzył swojego gościa. Wszedł, najpierw zamawiając zieloną herbatę, po czym dopiero później udał się do stolika z małą Ga-Eul. Można powiedzieć, że prócz urośnięcia wzwyż, to w ogóle się nie zmieniła:
- Witaj, Ga. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko używaniu tego "imienia"? Wolę zdecydowanie to, od Kali, która robi się coraz popularniejsza. Co tam słychać u ciebie? Mówiąc to uśmiechnąłem się szczerze i czekałem na zamówioną przez siebie kawę. Nie jakoś niecierpliwie, ale po prostu czekał.


Ostatnio zmieniony przez Baal dnia Pon Cze 08, 2015 12:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ga-Eul



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Pią Cze 05, 2015 8:44 pm

W końcu przybyła osoba, z którą miała się spotkać. Był to jej opiekun. Pomachała do niego ręką jak tylko pojawił się w drzwiach sklepu. Poczekała moment, aż mężczyzna coś zamówi i usiądzie przy jej stoliku.
-Wszystko w jak największym porządku!- Oświadczyła radośnie. Następnie uniosła kubek z czekolada i upiła łyk nadal gorącego napoju.
-A! Widziała niedawno jakiegoś chłopaka, no dobra może i mężczyznę ze... skrzydłami.- Ostatni wyraz powiedziała ciszej, jakby była to tajemnica narodowa.
-Przyszedł do dziewczyny, którą także niedawno poznałam. Laura jak dobrze pamiętam. Zachowywała się trochę jak zadręczony przez świat kociak.- Uznała po krótkim namyśle i analizie całego spotkania. Wypiła jeszcze trochę czekolady, aż została jej tylko połowa kubka. Wyciągnęła z kieszeni spodenek smartphona i spojrzała na nową wiadomość. Znowu kupony zniżkowe do jej ulubionych sklepów z ubraniami, bardzo użyteczne. Schowała urządzenie czekając na odpowiedź ze strony swojego rozmówcy, następnie zaczęła dalej prowadzić swoje rozwody.
-Poznałam ich jak oboje myśleli, że chciałam skoczyć z okna! Jak ja tylko siedziałam na parapecie wymachując w dół nogami. Przecież nie spadłabym. Zawsze muszą sobie coś wymyślać i wyskakiwać niepotrzebnie. Chciałam sobie zrobić tylko kilka zdjęć na Instagram, bo ostatnio go trochę zaniedbałam, a z tamtego okna jest świetny widok na całe miasto.- Wyżaliła się dopijać powoli czekoladę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal



Liczba postów : 79
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Pią Cze 12, 2015 7:21 pm

- To cieszę się, że wszystko u ciebie w porządku. A tymi ludźmi się nie przejmuj na razie, porozmawiamy o nich w innym miejscu i czasie. No i mimo to uważaj na siebie, nie baw się nigdy na tak wysokich piętrach, bo możesz spaść, a bez odpowiedniego skupienia i refleksu nawet twoje zdolności nie pomogą. Co do naszego treningu zaś. Sprawy trochę się skomplikowały i możliwe, że będziemy się przenieść na jakiś czas do mojego apartamentu w Japonii, bądź do willi w Niemczech. To nie zmienia jednak faktu, że trening będzie bardzo ciężki, zarówno dla twojej psychiki jak i ciała. Skupimy się także na twoich zdolnościach, ale dopiero po opanowaniu podstaw, jakie dla ciebie przygotuje, dobrze? Drugą sprawą jest to, że tam będziesz musiała unikać zatłoczonych miejsc, z dużą ilością kamer. Chociaż tutaj Baal na chwile przerwał. Po co mają się przeprowadzać do apartamentu w mieście, skoro mogę kupić jakiś mały domek na japońskiej wsi? Tak, to było lepsze i zaraz po rozmowie z przyjaciółką miała zamiar działać w tej sprawie, ale najpierw dalsza część konwersacji:
- Albo inaczej. Będziemy trenować w odosobnieniu. Zero internetu, elektroniki, specjalnych przyrządów, będziesz miała trening jak to mówią - oldschoolowy, i to bardzo. Na razie tyle ci mogę powiedzieć. Mówiąc to, powoli przechyliłem herbatę, wypijając na raz większość, po czym zadając jej proste pytanie:
- Jeśli chcesz zapytać o cokolwiek - pytaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ga-Eul



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Sob Cze 20, 2015 7:52 pm

Pierwsze na czym tylko się skupiła to, to że mieli wyjechać zagranicę. Czyż to nie wspaniale! Ga-Eul uwielbiała wycieczki, nawet te najnudniejsze ze szkoły do jakiś edukacyjnych placówek. Japonia lub Niemcy?! Coś niesamowitego, zawsze chciała pozwiedzać Azję i Europę.
Jakby nie słyszała o treningu i to ciężkim treningu. Interesował ją tylko wyjazd poza granice tego państwa. Nawet zapomniała, że wypomniał o tym, aby uważała jak bawi się na wysokościach, uważała, iż jej zdolności zawsze ją uratują, bo jest wystarczająco dobra.
-Unikać kamer? Czemu?- Spytała przechylając lekko kubek, ale do momentu, w którym napój znalazł się przy samej krawędzi, lecz nie wylał.
-Od Internetu? No chyba nie! Ludzie w moim wielu nie ruszają się do łazienki bez opublikowania tego na serwisach społecznościowych.- Skrzyżowała ręce na biuście w geście obrazy.
Wyciągnęła na moment telefon, gdyż ktoś napisał do niej wiadomość, na którą szybko odpowiedziała i schowała urządzenie do kieszeni.
-Widzisz! Nie mogę się obyć bez cybernetyki.- Wypiła dwa łyki czekolady.
Tak naprawdę nie była obrażona, bo niby dlaczego? Ale bardzo lubiła odgrywać role, więc czasami robiła to tylko dla zabawy.
Koreanka nie przepadała za byciem długo w odosobnieniu, lecz nie pytała już o to, wystarczy, że usłyszy odpowiedzi na pytania, które zadała na początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Coffee Shop    Today at 2:21 am

Powrót do góry Go down
 
Coffee Shop
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Irish coffee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: