Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Times Square

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Times Square   Wto Maj 07, 2013 6:11 pm

First topic message reminder :



Plac na Manhattanie w Nowym Jorku znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i alei Siódmej, rozciągający się od ulicy 42 do ulicy 47. W Stanach Zjednoczonych jest tym, czym Plac Czerwony w Moskwie, Pola Elizejskie w Paryżu czy plac Trafalgar w Londynie. Jest to jedna z ikon Nowego Jorku oraz centrum światowego handlu oraz mody, słynie z dużej ilości oświetlenia.
Nazywający się wcześniej Longacre Square, plac ten otrzymał swoją obecną nazwę po tym, gdy The New York Times przeniósł swoją siedzibę do nowo wybudowanego New York Times Building (obecnie nazywanego One Times Square). Powiększony obszar placu Times, zwany Theatre District, składa się z budynków pomiędzy aleją 6 i 8 oraz ulicą 40 i 53, uzupełniając zachodnią część handlową centrum Manhattanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Kwi 08, 2018 9:35 pm

Billy ani trochę nie czerpał satysfakcji - nawet ponurej - z tego, że udało mu się prawidłowo przewidzieć postępowanie robotów, szczególnie że w praktyce tak naprawdę wiele to nie zmieniało. Nastolatek starał się osłaniać polem siłowym kogo mógł i nieustannie powtarzał sobie w duchu, że jego pomysł wcale nie oznaczał większej liczby ofiar. Rozsądek podpowiadał mu, że tak czy siak nie byliby w stanie ochronić tutaj każdego, że - niezależnie od obranej przez nich strategii - przeciwnicy dopadliby mnóstwo osób, a czy robili to na środku ulicy czy przy wejściach do budynków... To już mała różnica... Ale problem polegał na tym, że - pomimo logiczności takiego rozumowania - chłopak nie potrafił w nie do końca uwierzyć. To znaczy, owszem, wiedział, że tak właśnie było, lecz nie umiał znieczulić się na tyle, aby polegać tylko i wyłącznie na trzeźwym myśleniu, a odciąć się od emocji. Serce biło mu szybko, stres wywoływał wręcz fizyczny ból w klatce piersiowej, a Kaplan próbował skupić się na swoim zadaniu, wykorzystując wszystkie sztuczki, jakie tylko znał, wliczając w to między innymi kontrolę oddechu.
Nastolatek dawał więc z siebie wszystko, a do tego starał się dopasować do poczynań robotów. Prawie od samego początku wiedział, że przerwanie nieudanego ataku zajmowało im krótką chwilę, po której upływie zmieniały cel. Tak właśnie stało się już w przypadku jego pierwszego pola siłowego i jak do tej pory nie zauważył pod tym względem wyraźnych zmian. Dzięki znajomości tego procesu Billy mógł zaś przynajmniej utrzymywać jedną barierę przez kilka sekund, aby uderzające w nią promienie ustały, zamiast martwić się o dematerializowanie i stawianie nowych pól w losowych momentach.
Poza tym chłopak dbał o to, aby blokować te obszary, w które celowało najwięcej maszyn. Nie za każdym razem było to możliwe, bo niestety nie miał oczu dookoła głowy i nie potrafił dzielić uwagi pomiędzy tyle różnych opcji, ale jeżeli tylko widział takie miejsce, to tam właśnie tworzył energetyczny konstrukt, zależnie od okoliczności zaokrąglony lub prosty - pasujący do otoczenia oraz do kątu padania ataków. Kiedy roboty traciły nim zainteresowanie, natychmiast kreował barierę w kolejnym mocno zagrożonym punkcie.
Zajęty cywilami, Kaplan nie mógł poświęcać należytej uwagi swoim koleżankom, ani nawet stale obserwować ich poczynań. Od czasu do czasu rzuciło mu się coś w oczy, więc wiedział, że plan przebiegał zgodnie z jego ogólnymi wytycznymi... Lód błyszczał w słońcu, z czego wynikało, że Sammy działała, a druga z dziewcząt robiła zamieszanie - i głównie tyle do Billy'ego docierało. Resztę pozostawiał w ich rękach, by w tym czasie pełnić rolę wspomagającą.
Z oczu całkowicie zniknęła mu z kolei Azjatka, którą przed chwilą zaciągnął do przejęcia okolicznego nagłośnienia. Nie przejmował się tym, a przynajmniej nie bardzo. Skoro większa liczba osób decydowała się teraz schować w budynkach, a komunikaty płynęły z głośników, to dobitnie oznaczało, że najwyraźniej rówieśniczka zrobiła swoje i również gdzieś się ukryła... Albo wciąż się tym zajmowała, dlatego nie zauważał jej na tle tłumu. On sam ze swoimi krzykliwymi zdolnościami nigdy by się tak dobrze nie zlał z otoczeniem, więc nawet tego nie próbował. Zdążył już się pogodzić z tym, jak niedyskretne były jego moce.
Teraz zresztą to ostatnie zdawało się nie mieć znaczenia. Choć Kaplan wciąż na wszelki wypadek utrzymywał wokół siebie barierę, to znajdował się na tyle wysoko, że chyba nawet nie był na linii wzroku pobliskich maszyn... I nic widocznego gołym okiem nie łączyło go z barierami powstającymi wokół cywili. Brak wymierzonych ku niemu ataków ośmielił chłopaka do tego stopnia, że osłabił własne pole siłowe, aby móc wkładać więcej energii w chronienie ludności. Rozpościerał błękitne konstrukcje tak szeroko, jak tylko był w stanie, żeby za każdym razem zasłaniały maksymalną liczbę osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Kwi 09, 2018 7:55 pm

Latając z miejsca na miejsce, Kalia miała moment na czynność, którą robiła bardzo często, ale teraz musiała zaniechać przez atak robotów. Wyciągnęła telefon i zwinnymi palcami przejrzała Internet, pilnując swojej pozycji. Od razu rzuciły się nagłówki o atakach w całym kraju, nie miała już czasu na przeglądanie dalej, gdyż była już niedaleko jednego ze sklepów. Schowała telefon do kieszeni, aby nie przeszkadzał jej w lądowaniu. Karetki raczej nie przyjadą… Na pewno nie za szybko… Wszyscy są zajęci ratowaniem kraju. A może i świata. Oni muszą sami tutaj sobie poradzić. Tych robotów było za dużo. Jak uratować ludzi i jeszcze zniszczyć maszyny, kiedy walczących jest tylko trzech, a ona sama próbuje jakoś zmniejszyć ilość zabitych. Najważniejszą rzeczą było nie zginąć.
Promień, który trafił budynek tuż za nią, przestraszył dziewczynę, ale nie na tyle, żeby straciła równowagę w powietrzu, za to siła ataku zdarła z jej głowy słuchawki, które roztrzaskały się na chodniku. Kolejne? Za każdym razem jak pojawiają się nadnaturalne okoliczności, to jej elektronika zostaje zniszczona. Od razu spojrzała za siebie. Nim zdążyła się dokładnie rozeznać w sytuacji, energia robota zniszczyła ścianę nad nią. Tym razem musiała się trochę bardziej wysilić, aby pozostać w stabilnej pozycji. Przerażona spojrzała w stronę dygoczącego szkła, ale na szczęście nie pękło, pozostawiając ludzi w spokoju, tak przynajmniej przez moment wydawało się młodej Koreance. Bardzo się myliła, gdyż ściana, w którą uderzył promień zaczęła się sypać na ludzi u jej podnóża. Aż zaprało jej dech w piersiach. Wiedziała, że bez jej pomocy ofiar będzie więcej. W tej chwili chciałaby, aby ktoś jej pomógł, ale nie mogła liczyć na super bohaterów walczących z robotami, oni mieli swoje zadanie.
Pierwsze co zrobiła to zatrzymała kawałki spadające na nią, najważniejsza ochrona samej siebie. Następnie spróbowała złapać największe elementy, które znajdowały się dalej, wyciągając obie ręce na boki, jak główna bohaterka filmu Titanic, tylko z dłońmi powyżej łokci. Przygryzła mocno dolną wargę, to był jej nawyk, pozwalając się skupić na wykonywanej czynności, próbując chwycić jak największą ilość sporych kawałków. Wiedziała, że ma ograniczenia udźwigu, więc nie bawiła się w łapanie tych drobnych części, mając nadzieję, że nie spowodują one dotkliwych urazów. Zniżyła swój poziom w powietrzu, ale nadal była wystarczająco wysoko, aby nikt przypadkiem na nią nie wpadł i wyprowadził z równowagi, co mogłoby spowodować utratę kontroli nad trzymanymi kawałkami ściany. Przez to, że dużo trenowała, była wytrzymała, to jednak nie miało się niczym do tego jak silni byli bohaterowie w kolorowych strojach. Mimo, że nie powinna teraz o tym myśleć, to jednak zazdrościła im teraz rozwoju zdolności, ona tego nie robiła. Uważała to za niepotrzebne, teraz żałowała. Tak mocno wbiła zęby w wargę, że poczuła krew w ustach, nigdy się tym nie przejmowała, bo jej słaba regeneracja całkiem dobrze sobie z tym radziła. Próbując ogarnąć cały ten bałagan, zamknęła oczy i w głowie wyrysowała sobie zasięg swojej mocy. Wyobraziła sobie coś na kształt przezroczystego materiału, który rozciągnęła pod spadającymi elementami. Coś jak tarcza? Nie była w stanie złapać wszystkiego, mimo, że starała się wyłapać jak najwięcej elementów, jednak także wiedziała, że nie może przesadzić, żeby przypadkiem nie stracić całkowitej kontroli. Jej uwaga była teraz bardzo wybiórcza, nie mogła odwracać swojego skupienia od czynności, którą wykonywała, bo bała się, że nic jej nie wyjdzie. Miała nadzieję, że rozstawione bariery ochronią ją na tyle, że żaden z kolejnych promieni śmierci jej nie trafi. Kiedy otworzyła oczy i upewniła się, że wychwyciła większość najbardziej zagrażających części, w pośpiechu spróbowała odstawić je w jakieś puste miejsce. Jeżeli cała jej akcja się powiodła i nic więcej na nią nie spada czy nie atakuje, dziewczyna zabrała się za pomoc poszkodowanym ludziom. Jeżeli ktoś się przewrócił, to próbowała wyhamować ludzi, aby on mógł się podnieść i także uciekać. Ilość cywilów ją przytłaczała, więc nawet nie spróbowała wrócić na ziemię, chociaż liczyła, że dają jej minutkę na odpoczynek. Nie była przyzwyczajona do tak ciągłego używania mocy, więc pomimo wytrzymałości, mogła utracić kontrolę nad telekinezą. W międzyczasie sprawdziła jak tam rana na nodze. Widać było już spory postęp, skóra prawie całkowicie się zrosła. Nie musiała już zwracać na to uwagi. Ale za to będzie musiała kupić nowe rajstopy, tylko, żeby mieli w tym samym wzorze, bo bardzo go lubiła. W pewnym momencie uznała, że nie daje już rady powstrzymywać ludzi, a oni jakoś zaczęli radzić sobie sami, więc trzymając się blisko ściany, aby nie zostać od razu zauważona, wzbiła się w powietrze. Chciała się rozeznać w sytuacji, która działa się za murami z pola siłowego. Musiała się przekonać na własne oczy, czy jego strategia działa czy jednak powinna zamówić już sobie trumnę. Wybrałaby sobie z mahoniowego drewna, odpowiadał jej jego kolor.
Usiadła na parapecie jednego z okien, z jednej strony aby odetchnąć z drugiej, żeby nie być tak widoczną, kiedy obserwowała akcję z góry. Od razu można było zauważyć, że metalowe puszki nie są takie łatwe do zniszczenia. Ciekawe czy wielkolud mógłby je tak po prostu zdeptać? Jak człowiek normalnych rozmiarów prawdziwą puszkę na przykład po napoju. Póki co trójka radziła sobie całkiem dobrze, a Kalia doskonale wiedziała, że jakby tam poszła to tylko by im przeszkadzała. Zerknęła w dół. Musi już wracać. Chwila odpoczynku powinna poprawić jej koncentrację, a sprawdzenie w jakim stopniu rozwinęła się akcja w centrum walk powinno… Spowodować, że ucieknie z wrzaskiem? Tak, to prawdopodobnie byłby rezultat u większości ludzi po zobaczeniu jak potężne są roboty. Młoda Koreanka westchnęła tylko i jeżeli nic jej nie przeszkodziło zaczęła powoli opuszczać, ale nie na sam chodnik, aby nie zostać stratowana przez tłum uciekających ludzi. Moment na oczyszczenie myśli się zakończył, czas przejść do konkretnej akcji. Jakiej? Zmierzy się ze wszystkim co stanie jej na drodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sammy

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Kwi 12, 2018 11:41 pm

Chyba jeszcze mnie nie zauważyły... To dobrze - pomyślała dziewczyna. Skrycie się za śmietnikami było jedno z lepszych wyborów... Przynajmniej wydawało się jej to na ów moment. Uwaga robotów była skupiona na Avie, a ona mogła nieco niezdarnie pomagać jej swoją mocą. Brunetka niespecjalnie jednak skakała z radości. Sama uważała, że podejmowane przez nią działania były niewystarczające, by dobrze pomóc towarzyszce... Na dodatek miała lekką pustkę w głowie. Mogła próbować jedynie je spowalniać, by tamta mogła działać... Albo odpychać. Dźgnęła się w policzek, zastanawiając, czy mogłaby coś spróbować więcej. Ciężko. Nie jest dobrze.
Zacisnęła dłonie w pięści, ponownie wychylając się z kryjówki, spoglądając na roboty już znajdujące się w powietrzu. Syknęła cicho, widząc, że po jej działaniach nie zamierzały ponownie lądować. Uważały, że na górze będzie bezpieczniej?
Rozluźniła uścisk, po czym skupiła wzrok nad robotami znajdujących się blisko Avy, ale też tak, by widziała przestrzeń nad nimi. Przełknęła ślinę i postanowiła by stworzyć nad nimi - ich głowami, jakiś metr wyżej - lód. Teoretycznie planowała zrobić go takiej wielkości co ich głowy, po czym w momencie zakończenia tworzenia, spadłby na nich. Wątpiła, by to zadziałało dla ich uszkodzenia, po prostu chciała odwrócić ich uwagę od brunetki i zmusić ich też do wylądowania. Nie wiem nawet czy to dobry pomysł... - pomyślała jeszcze.
Po tym działaniu, niezależnie czy dobrym czy nie, zamierzała się schować, przykucając, by nie zwracać na siebie na ów moment więcej uwagi. Odetchnięcie i zobaczenia potem, jak właściwie zadziałałby jej pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Kwi 15, 2018 7:36 pm

Kalia popełniła właściwie jeden podstawowy błąd - a mianowicie podczas tego zbłąkanego ataku nie zareagowała od razu. Nie było to tak naprawdę dziwne i mogło zostać spowodowane przez wiele różnych czynników, jak na przykład przez zwykłe zaskoczenie, lecz fakt pozostawał faktem: ta króciutka pauza oraz spojrzenie w pierwszej kolejności na szybę sprawiły, że dziewczyna nie zdążyła na czas wytworzyć telekinetycznej tarczy.
Zarówno na nastolatkę, jak i na tłoczących się w jej pobliżu ludzi opadł deszcz odłamków. Były dość drobne, więc nikogo nie znokautowały - ale wywołały trochę rozcięć i osiadły na ubraniach oraz włosach uciekających i Kalii. W przypadku tej ostatniej rany skupiły się głównie tam, gdzie jej skóra była odsłonięta; nie należały do bardzo głębokich, tu czy tam utkwił jakiś mały kawałek tynku, który powinna usunąć, ale poza tym jej zdolności najprawdopodobniej stosunkowo szybko sobie z nimi poradzą. Mgiełka pyłu również przeszkadzała, lecz prawdę mówiąc głównie koląc w oczy, bo nie była na tyle gęsta, aby na przykład przesłonić komuś widok.
Nie oznaczało to, że Kalii nie udało się nic zrobić - po prostu zadziałała z opóźnieniem, więc część szkód tak czy siak została już wyrządzona. Wiele z późniejszych fragmentów ściany, tych spadających trochę wolniej - gdyż, no właśnie, spadających, a nie odrzucanych przez siłę strumienia energii - zdołała złapać, choć koncentrowanie się na wielu jednocześnie było bardzo nieefektywne i łatwo traciła nad nimi kontrolę.
Podczas gdy dziewczyna się skupiała i pracowała nad wytworzeniem telekinetycznej tarczy, większość odłamków już opadła, pomijając głównie te, które nastolatka utrzymywała w powietrzu. Po chwili wysiłku udało się jej oprzeć je na barierze, a następnie przesunąć... Potem zaś mogła się zająć pomaganiem potrzebującym tego ludziom.
Kiedy nastolatka przeniosła się wyżej i przysiadła na parapecie, roboty zdawały się nią nie interesować. W końcu na tej wysokości i w tym miejscu była sama jedna, więc pewnie nie opłacało im się jej atakować. Kalia mogła więc w spokoju przyjrzeć się rozwojowi wydarzeń w dalszych częściach placu - w tym poczynaniom walczących... Starcie zaś zdawało się przenosić coraz bliżej tego rzędu budynków, przy którym działała.

Tymczasem główny problem Avy polegał tak naprawdę na tym, że siatka spadła na nią w momencie, gdy dziewczyna leżała po przeturlaniu się i dopiero miała się podnieść z miejsca. Jej ciężar nie stanowił w zasadzie żadnego problemu, bo pewnie ważyła góra kilkadziesiąt kilogramów, raczej nie więcej - w innym wypadku roboty prawdopodobnie nie mogłyby nosić ich ze sobą wielu, a to mijałoby się z celem - ale odnalezienie się w niej nie było proste. Plątała się, zaczepiała o włosy czy ubranie... A na stroju Avy znajdowało się przynajmniej parę elementów, które na to pozwalały - jak na przykład klamry na spodniach.
Podsumowując, dziewczyna potrzebowała przede wszystkim czasu, aby się uwolnić i w razie czego odhaczyć tam, gdzie się czymś zaczepiła - inaczej nawet próba rozerwania siatki, wymagająca przecież odpowiedniego jej złapania i naciągnięcia, uszkodziłaby jej ubranie i boleśnie szarpnęła za włosy. Na szczęście w tym momencie Sammy jeszcze kupowała Avie trochę czasu i zajmowała część maszyn, w związku z czym ta mogła sobie pozwolić na parę krótkich sekund walki z siecią.
Jej oczka były wystarczająco duże, aby wsunąć w nie palce, a moc dziewczyny sprawiała, że nie musiała się ona obawiać o zdarcie sobie skóry. To plus. Metal rwał się pod naciskiem, choć z pewnym oporem - jedno szarpnięcie by nie wystarczyło, Ava musiała ciągnąć przez chwilę, aby utworzyć i powiększyć wyrwę w siatce.
W końcu dziewczynie udało się oswobodzić, dzięki czemu mogła podnieść się z ziemi - tyle że mniej więcej w tym momencie skończył się też czas, jaki zagwarantowała jej Sammy, której nowy pomysł nie przyniósł oczekiwanego efektu. Roboty znajdowały się za daleko, aby nastolatka była w stanie wytworzyć bezpośrednio w powietrzu ponad nimi lód bez jakiegokolwiek oparcia.
Oznaczało to, że uwaga maszyn znów skupiła się na Avie, która ledwo się wyprostowała - a już trafił w nią jeden z promieni. Dziewczyna miała to szczęście, że wykazywała odporność na wysoką temperaturę, więc nie została oparzona - ofiarą padła za to jej przepalona bluzka - lecz atak miał dość siły, aby ją odepchnąć. Wylądowała kilka metrów dalej, a dokładniej wpadła na samochód, z którego Kalia niedawno wyciągnęła dwie osoby. Samo uderzenie nie zrobiło jej krzywdy, lecz wgniotło bok auta i przesunęło je lekko w stronę kłębiącego się między nim i rzędem budynków tłumu. Ava znajdowała się teraz tuż przy tych wszystkich ludziach, którzy starali się dostać do otwartych lokali... Czyli idealnie na linii strzałów większości robotów. Dodatkowo atakujące ją w tej chwili maszyny przypadkowo mogły trafiać cywili - podczas uników Avy.
Oczywiście część strumieni energii tak czy siak rozbijała się na polu siłowym, ale to pojawiało się zazwyczaj w miejscach, w których skupiał się ogień... Czyli Ava miała je za sobą tylko w wypadku, gdy na niej i jej otoczeniu koncentrowało się wiele promieni, a kiedy było ich mniej, to musiała sobie radzić sama. Przynajmniej ta środkowa część placu w dużej mierze się już oczyściła, bo ludzie trzymali się przy jego krawędziach, starając się dostać do budynków lub zwiać na sąsiednie ulice. Z jednej strony takie zbicie czyniło z nich świetne cele, z drugiej - ułatwiało ich ochronę.
Kolejny minus? Jak długo nikt nie osłaniał Avy, dziewczyną interesowała się spora grupka robotów, a to utrudniało jej robienie czegokolwiek poza unikami... Chyba że zdecydowała się z nich zrezygnować, lecz teraz wiedziała już, że trafienie oznaczało dla niej odepchnięcie - zaś przy swoim obecnym położeniu do wyboru miała wylądowanie na ludziach albo na ścianie budynku.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Kwi 17, 2018 9:02 pm

Pierwsze co chciała zrobić, gdy kawałki tynku i pył spadł na nią, to wyrazić swoje zdanie w nie do końca ładnych słowach. Mimo, że to nie było coś strasznego, nie złamało jej ręki czy nogi to jednak  poprzecinana skóra w tak wielu miejscach na raz, nie była czymś co dziewczyna czuła na co dzień. Mogła nie zwracać uwagi na szybę, mogła od razu użyć mocy, ale nie zrobiła tego. Dlaczego? Bo nie jest bohaterką, nie jest kimś kto zwalcza zło na pełny etat, nie walczy z robotami co drugi poniedziałek… Używanie mocy to nie jest dla niej konieczność, a raczej wybór, którego dokonywała kiedy jej się nudziło, albo chciała zwyczajnie ułatwić sobie życie.
Czuła, że musi pozbyć się pyłu i kawałków tynku z siebie… Natychmiast. Ale wiedziała, że nie może iść do domu i się wykąpać. To nie wchodziło w grę, w żadnym wypadku… Jeżeli w ogóle jej dom jeszcze stał.
Starając się wychwycić wszystkie elementy spadającego tynku, dziewczyna czuła, że to jest ponad jej siły i część kawałków wymyka jej się z uchwytu, ale nie poddawała się. Wymusiła na sobie zużycie większej ilości mocy niżeli robiła to wcześniej, a efekt tego był bardziej zaskakujący niż mogłaby sobie wyobrażać, lecz w dobrym sensie. Nad jej głowa rozpostarła się telekinetyczna tarcza. Koreanka nigdy tego nie robiła, ale nie pozwoliła emocjom na rozluźnienie swojej koncentracji. Kiedy cała operacja udała się w mniejszym stopniu niżeli planowała, Kalia nie była zawiedziona, dosyć dobrze znała swoje granice i była zbyt dobrze nastawiona, żeby się tym załamywać. Wiedziała, że nie można się zatrzymywać, tylko iść dalej, nawet jak drogę zatrzymają ci ogromne roboty mordercy. A, właśnie wracając do nich, Kalia wzniosła się do góry obejrzeć sytuację z góry.
Kiedy jeszcze siedziała na parapecie, zabrała się za wyjmowanie możliwie jak największej ilości tynku, który pozostał w jej ciele. Strasznie ją drażniły te kawałki, które przy wykonywaniu jakiegokolwiek ruchu powodowały niekomfortowe uczucie. Zaciskała usta, próbując umiejętnie wyciągnąć tyk w nóg, których cienkie rajstopy nie ochroniły, a teraz wręcz utrudniały dziewczynie wydobywanie elementów. Kiedy zakończyła pobieżne oczyszczanie skóry, zabrała się za wyczesywanie brudu z włosów. Gorzej chyba już nie mogła wyglądać. A, nie, poczekaj… Jak teraz trafiłby ją promień to wyglądałaby gorzej. Kiedy skończyła swoją „poranną toaletę” w warunkach polowych, nastąpił czas na zejście. Nim wylądowała, od razu zauważyła, że sprawy „super bohaterowie kontra roboty” nie idą za dobrze. Nie chciała się narażać, ani zostawić ich samym sobie. Ominęła ludzi i schowała się z pojazdem, który był osłaniany przez pole wytworzone mocą młodego kapitana. Wychyliła się delikatnie zza niego i rozejrzała po najbliższej okolicy gdzie przebywały roboty. Nie miała zamiaru zwracać na siebie uwagi, ale chciała odwrócić spojrzenia robotów od dziewczyny, którą trafił promień. Nie była w stanie ruszyć, a nie mówiąc już o rzuceniu samochodem, więc to nie wchodziło w grę. Strategiem z wykształcenia nie była, więc może jej plany wydawały się dziwne, albo szalone, ale kogo to teraz obchodziło. Liczył się efekt. Jeżeli jakiś się pojawi… To było trudne do przewidzenia. Koreanka nie była jasnowidzem, chociaż teraz byłoby to przydatne.
Kiedy była jeszcze na górze, rozejrzała się po całym terenie, lokalizując przedmioty o niedużej wadze, które teraz próbowała wychwycić telekinezą. Były to zazwyczaj jakieś śmieci, gazety, porzucone torebki, zabawki, małe kawałki lodu pozostawione przez czarnowłosą dziewczynę czy zewnętrze ozdoby sklepów. Nie brała niczego co mogłoby zaburzyć jej skupienie, czyli tylko rzeczy, które w sumie nie przekraczały 200 kilogramów. Razem z unoszeniem własnych rąk do góry, wszystkie przedmioty zrobiły to samo, zatrzymując się dopiero na wysokości głów robotów. Następnie tylko raz wykonując ruch dłońmi wokół własnych osi, wprowadziła obiekty w rotację. Przedmioty, które ustawiła za blisko robotów, zaczęły uderzać o ich pancerz. Koreanka w pośpiechu ponownie schowała się za samochodem, spoglądając na swoje dzieło przez szyby. Liczyła, że jej nie wykryją, a uda się jej odwrócić uwagę od dziewczyn, które skupiały na sobie atak maszyn. Chciała, aby chodzące żelastwo zwróciło swoje  spojrzenia, a właściwie czujniki na latających obiektach, dając wszystkim chwilę na odetchnięcie. Nie wiedziała czy to w ogóle zadziała, przecież są to tylko jakieś śmieci, a  może puszki działają tylko na ludzi? Przydałaby się przynęta… Ale… Ale Kalia nie była na tyle szalona, żeby to zrobić, więc została w miejscu gdzie przebywała. Pole siłowe powinno ją osłonić przed promieniami, a samochód przed zlokalizowanie. Powinno.. Chyba… Raczej i tak się jej dostanie, jakoś promienie i inne rzeczy lubią latać w jej stronę. Czy ona je przyciąga jak magnes? To nie byłoby za dobre… Ale chociaż jeszcze nic nie trafiło do celu, inaczej wykorzystanie teraz czasu na zamówienie trumny, byłoby dobrym wyborem. Zerkając przez szyby obserwowała przedmioty, które cały czas zmuszała do obrotów wokół własnej osi przez twarzami robotów. Pięknie byłoby, gdyby puszki chcąc niszczyć obiekty, postrzeliły się, ale raczej posiadają jakieś czujniki, które nie pozwalają im zniszczyć same siebie, jak nie to mógłby być dobry pomysł na ich zniszczenia, ale niby jak to sprawdzić? Ktoś musiałby zmusić robota ze środka do strzelania w kierunku innego chodzącego żelastwa. Ale jak? Ten plan musiała zostawić na później, bo sama nie była w stanie tego zrobić, a nie była blisko żadnego z bohaterów, chyba, że spróbowałaby zwrócić na siebie uwagę młodego kapitana, którego akurat roboty nie atakowały. Albo! Mogłaby napisać wiadomość na telefonie i telekinezą mu ją zanieść. Zręcznymi palcami wystukała parę zdań na swoim smartphone, które brzmiały tak: „Czy jest możliwość, żeby roboty trafiły same siebie, albo chociaż w drugą puszkę? Dałoby się coś takiego spróbować?”. Wytworzyła wokół urządzenia tarczę, aby nic go nie uszkodziło w drodze. Wstała szybko, rzuciła telefon w stronę gdzie wcześniej widziała kapitana, a następnie pokierowała go telekinezą. Liczyła, że urządzenie trafi do celu. Jeżeli telefon znajdzie się przy chłopaku, tarcza zniknie, a on zacznie spadać tracąc pomoc telekinezy. Kalia ponownie schowała się za samochodem.
Jakby jednak roboty zauważył ją i skierowały swoje promienie w jej stronę, dziewczyna zaczęłaby uciekać, stawiając za sobą tarcze.

(od 24.04 do 04.05. jestem nieobecna)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 59
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Kwi 23, 2018 2:49 pm

Wyplątanie się z siatki okazało się trudniejsze niż mogłoby się to wydawać. Zapewne w sporej części winna tu była waga choć dla Avy i tak nie było to problemem. Mimo wszystko metalowe oczka trochę haczyły o jej włosy i ubrania. Nie bała się wyrwać sobie kilku włosów, ale lepiej nie przesadzać z ich ilością. Spodni nie porwie tak łatwo, te były z grubszego materiału.
W końcu oczka pękły pod jej palcami i młoda mutantka wyswobodziła się z pułapki. Niestety w tej samej chwili skończył się czas chronienia jej i oberwała promieniem. Przynajmniej miała za sobą sprawdzenie czy promień zrobi jej większą krzywdę. Nie zrobi. Za to poleciała prosto na samochód, który przesunął się pod siłą uderzenia. Ją na szczęście to nie zabolało. Rany po ataku też nie miała, więc jej moc chroniła ją przed tym. Dobrze wiedzieć.
Niestety dużo gorzej miały się jej ubrania. A konkretnie bluzka. Serio? Druga w ciągu dwóch dni. Przemknęło jej przez głowę. Jeśli miała mieć niszczone wszystkie ubrania po kolei przy każdej walce to ona podziękuje za bawienie się w bohatera. Te ubrania nie były wcale takie tanie.
Dziewczyna szybko odskoczyła na bok, by nie odepchnęło jej i samochodu jeszcze dalej. - To jedna z moich ulubionych bluzek. - Warknęła, łapiąc samochód, na który wpadła i rzucając nim w Sentinela. Tuż po rzucie postarała się zmienić swoje położenie, by nie być zbyt blisko ludzi.
Przerwanie uników nie wchodziło w grę. W ten sposób prędzej czy później skończy bez ubrań, które łatwo się paliły pod atakami maszyn. Gdyby było tu więcej walczących osób to miałaby czas na atak. Choć i tak próbowała się kierować choć trochę w stronę jednego z robotów, by w odpowiednim momencie móc go zaatakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Kwi 24, 2018 8:33 pm

W całym tym chaosie Billy ledwo nadążał z przenoszeniem pola siłowego tam, gdzie wydawało mu się być w danym momencie najbardziej potrzebne. Choć z góry miał świetny widok na plac, to nawet ze swojej pozycji nie mógł nadzorować wszystkiego, bo po prostu nie posiadał aż tak podzielnej uwagi. Stłoczeni razem ludzie trochę mu się ze sobą zlewali, ale akurat to na swój sposób mu pomagało - bo łatwiej mu było trzeźwo myśleć i logicznie planować, gdy nie widział dobrze wyrazów ich twarzy. Skupiając się na ich indywidualności tylko by sobie zaszkodził, bo jeszcze bardziej by się martwił i w siebie wątpił. Wiedział, że nie świadczyło to o nim najlepiej, a po wszystkim na pewno będzie miał z tego względu okropne wyrzuty sumienia, ale w tej chwili musiał jakoś sobie radzić z wymykającymi się spod kontroli emocjami. Wciąż żałował, że nie było przy nim teraz nikogo, kto by go uspokoił albo chociaż nim pokierował... Starał się o tym nie myśleć, bo rozumiał, że nic nie mógł na to poradzić, ale wątpliwości uparcie powracały i wypychały się na sam przód jego umysłu.
Przynajmniej na placu nie było już teraz tak tłoczno. Jego pomysł dawał jakieś efekty, skoro ludzie znikali w budynkach albo oddalali się w inne miejsca... A to oznaczało, że niedługo będą pewnie mogli przejść do następnego punktu programu. Szkoda tylko, że Kaplan nie zaplanował go wcześniej zbyt dokładnie, ale o tym jego koleżanki jeszcze nie wiedziały, więc chyba miał moment, aby spróbować ułożyć sobie w głowie szczegóły.
W porządku... Krok po kroku. Oczyszczenie placu - prawie załatwione. Kolejnym posunięciem powinno być zabezpieczenie budynków, a tym będzie się musiała zająć Sammy. Gruba warstwa lodu na ścianach może nie ochroni wnętrz przed robotami - choć Billy liczył na to, że jednak tak - ale powinna zatrzymać lub osłabić efekty tego, co on sam zamierzał zorganizować... O ile mu się uda. Powinno mu się udać, a rozsądek podpowiadał mu, że nie takie rzeczy już robił, więc nie musiał aż tak się przejmować, ale mimo to z trudem przychodziło mu uwierzenie w siebie. I w swoje zdolności. Albo raczej w swoją kontrolę nad nimi...
Z rozmyślań wyrwał nagle chłopaka niespodziewany ruch na dole, wychodzący poza schemat dotychczasowych działań tak maszyn, jak i ludzi. To znaczy, promienie trafiające w różne osoby nie były niczym dziwnym, ale to, że ktoś po takim ataku i zderzeniu z samochodem się podnosił - już tak. To właśnie dlatego nastolatek zwrócił spojrzenie na Avę, przy okazji upewniając się, że pomiędzy nią i ludźmi utrzymywała się bariera. W końcu dziewczyna umyślnie ściągała na siebie ogień i najwyraźniej mogła go przyjmować, więc priorytet automatycznie zyskało teraz zabezpieczenie kłębiących się za nią osób.
Gdy zwrócił się w tę stronę, w zasięgu wzroku Billy'ego znalazło się jednak coś jeszcze ciekawego, na co wcześniej nie zwrócił uwagi, zajęty przesuwaniem swojego pola siłowego i kleceniem jako takiego planu. Ta sama Azjatka, której niedawno wydał polecenia, a potem stracił ją z oczu, najwidoczniej też posiadała moce... Bo zwykły człowiek raczej nie dostałby się tak wysoko. Ani nie opadłby na ziemię tak miękko. To przynajmniej wyjaśniało jej zachowanie i potencjalnie mogło im pomóc, choć Kaplan wolałby najpierw dowiedzieć się czegoś więcej na temat jej możliwości. I Avy również. Póki co wyglądało na to, że będzie musiał uczyć się przez obserwację, tyle że na nią nie miał zbyt dużo czasu...
Chłopak naprawdę starał się dzielić uwagę pomiędzy poczynania dziewcząt - w tym także Sammy - by w razie czego udzielić im wsparcia, ale szczerze mówiąc o wiele bardziej ciągnęło go do osłaniania bezbronnych. Swego czasu S.H.I.E.L.D. starało się go z tego wyleczyć i rozumiał dlaczego. Cywile mieli większe szanse na przeżycie wtedy, gdy ich obrońcy byli w stanie za nich walczyć. To logiczne. Mimo to Kaplanowi ściskało się serce za każdym razem, gdy nie zdążył kogoś ochronić, a każda nowa fala zalewających go wyrzutów sumienia nie tylko obniżała jego pewność siebie, ale i sprawiała, że dosłownie ciężej mu było oddychać.
Z tego wszystkiego coś uderzającego o jego własne pole siłowe aż go zaskoczyło. Przyzwyczaił się do myśli, że roboty do niego nie celowały, bo w końcu osobiście nie wchodził im w drogę - to zaś zadziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Po jego barierze natychmiast przebiegła zwiększona dawka elektryczności, wywołana nie przez jego wolę, lecz przez to nagłe ukłucie paniki... Ale kiedy tylko wzrok nastolatka natrafił na opadający przy nim telefon, od razu zrozumiał, że to nie był wcale atak. Komórka zdążyła opaść kawałek, nim pochwycił ją własnym polem siłowym, które następnie wylewitował na wysokość swojego pasa i wreszcie zlał z własnym.
Zanim jeszcze rzucił okiem na ekran urządzenia, Billy zerknął krótko w dół, starając się zorientować kto je ku niemu posłał. Domyślał się kto, nie był głupi, ale z drugiej strony nie mógł mieć przecież całkowitej pewności. Tyle osób posiadało w tych czasach jakieś nadludzkie zdolności, że wcale by go nie zdziwiło, gdyby na placu przebywało więcej mutantów, kosmitów i tak dalej. Choć jeżeli tak było, to nie obraziłby się, gdyby się ujawnili i pomogli.
Zaraz potem spojrzenie chłopaka padło już z powrotem na telefon w jego dłoni. Szybko odczytał zapisaną na nim wiadomość, a potem jeszcze raz, wolniej, dokładniej ją analizując. Pewnie dałoby się doprowadzić do takiej sytuacji... Nie był jeszcze pewien jak powinni to zrobić, ale przychodziło mu do głowy kilka różnych scenariuszy. Był tylko jeden problem - ten sam, z którym borykali się tak naprawdę od początku. I chyba przyszła pora, aby coś z nim zrobić.
Nie wiedział co z tego będzie. Od pewnego czasu podejrzewał, że jego zdolności mogły mieć podłoże psioniczne, bo telekineza, teleportacja czy nawet leczenie i przeobrażanie przedmiotów wpisywały się w ten typ... I może dałoby się też pod niego podpiąć generowanie energii... Ale jak do tej pory nie wykazywał niczego zakrawającego na telepatię. Jeżeli miał rację, to powinien być do tego zdolny. Jeśli nie, to trzeba będzie myśleć dalej.
Na początek chłopak skupił się na komórce, wyobrażając sobie swój pokój, biurko, ją na blacie - bo naprawdę nie chciał przejmować się tym, że mu zaraz spadnie i się uszkodzi, a nie posiadał kieszeni, żeby ją schować. Nie miał też pojęcia gdzie dokładnie powinien ją zwrócić, więc teleportowanie jej do domu wydało mu się najprostszym rozwiązaniem. Potem przyzwie ją z powrotem. Kiedy tylko telefon zniknął w błysku błękitnego światła, Kaplan przystąpił do działania.
Przede wszystkim z bólem serca przerwał utrzymywanie tarczy energetycznej przy ludności. Nie podobało mu się to i to bardzo, ale wiedział, że na chwilę musiał skupić się na czymś innym... I w związku z tym spieszył się jak tylko mógł, by jak najszybciej wznowić swoją opiekę nad cywilami. Od razu skoncentrował się na Sammy i jej nowej koleżance, a także - po sekundzie wahania - na tej Azjatce, próbując sobie wyobrazić jak by to było złapać z nimi teraz kontakt... A także umożliwić go im wszystkim pomiędzy sobą.
- Połączenie mentalne, połączenie mentalne, połączeniementalnepołączeniementalne... - powtarzał sobie cicho dla ułatwienia, marszcząc przy tym czoło, a kiedy otaczająca jego ciało energia rozpaliła się jeszcze jaśniej, dodatkowo tworząc wokół jego dłoni istne wiry błękitu i bieli, mające średnicę spokojnie ponad metra... Wówczas chłopak wiedział już, że coś się stało. Może nawet to, co zamierzał.
- Mam szczerą nadzieję, że mnie słyszycie - skupił się na tej myśli, aby wyróżnić ją na tle pozostałych i popchnąć ją ku dziewczynom... A przynajmniej tak to sobie wizualizował, bo nie był pewien jak inaczej sprawdzić skuteczność swojego pomysłu. Oby wszystko poszło dobrze, bo chyba nie mieli czasu na szukanie innego sposobu komunikacji. Tuż po tych telepatycznych słowach Kaplan wrócił do manipulowania polem siłowym, jak wcześniej utrzymując je przede wszystkim wzdłuż budynków, zakrywając nim jak najwięcej osób tylko mógł.
- Kiedy tylko wszyscy schowają się w środku, chcę, żeby Sammy pokryła ściany po tej stronie placu jak najgrubszą warstwą lodu. Potem go usuniemy, ale w trakcie walki będzie stanowił dodatkową warstwę ochronną. Do tego czasu możemy spróbować tak pokierować robotami, żeby trafiały same w siebie albo... - w tym momencie Billy się zawahał. Co jeszcze mogliby zrobić, żeby opóźnić lub zniszczyć przeciwników? Przychodziło mu do głowy mnóstwo planów, ale żaden nie był w pełni dopracowany i... Szczerze mówiąc opierały się w głównej mierze na tym, czy on sam dałby radę zorganizować to czy tamto. Może teleportowałby gdzieś te maszyny? Na przykład, och, powiedzmy... Do zamku Doctora Dooma... Choć pewnie wywołałoby to jakiś międzynarodowy incydent, więc lepiej nie. Albo gdyby tak spróbować je jakoś odmienić? Działało na ubrania, więc czemu nie miałoby na ten metal?
Co zrobiłaby w takiej sytuacji Kate? Nie, złe pytanie, na jej miejscu ciężko mu się było postawić, bo po prostu dużo lepiej od niego sobie radziła z tym całym dowodzeniem drużyną. Vic pokonałby maszyny magnetyzmem - albo może nawet byłby w stanie przejąć nad nimi kontrolę. Teddy miałby pewnie dość siły, żeby walczyć z robotami i nie potrzebowałby lepszego planu. Tommy uznałby to za najpiękniejszy dzień swojego życia i z radością zabrałby się za wysadzanie wszystkich syntetyków w okolicy... Przy okazji sprawiając, że Billy poważnie martwiłby się o jego stan psychiczny. Cassie... Och. Och.
- Ava, nie masz lęku wysokości, prawda? Nie przeszkadzałoby ci, czy ja wiem, zyskanie trochę wzrostu? Na chwilę? - spytał wciąż tą samą drogą, ale szybciej i jakby pewniejszym siebie tonem. Nie wiedział nawet czy uda mu się ją powiększyć, ale jeżeli tak... Była przecież odporna na te lasery. Albo przynajmniej odporniejsza. W dużej formie - jak Cassie - stałaby się pewnie jeszcze bardziej wytrzymała, a i siła powinna jej proporcjonalnie wzrosnąć, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Maj 01, 2018 11:31 pm

Pomimo tak nieprzyjemnej i na swój sposób stresującej sytuacji, Sammy mogła dowiadywać się, jak jej zdolności działały lub też... nie. Brakowało jej jednak wystarczająco dobrych pomysłów na roboty, które prawie nic nie robiły sobie z jej mocy. Jak powstrzymać je? Nie umiała sobie odpowiedzieć.
Wybrany przez nią sposób działanie nie wypalił. Nie była zdolna wytworzyć lodu gdzie chciała. Sprawiło to, że na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia wymieszany z niemałym strachem. Z tego wszystkiego Ava została pozbawiona jej wsparcia, a brunetka mogła jedynie teraz na to patrzeć.
Chwila, głupia, nie gap się, tylko weź coś zrób - upomniała siebie w myślach. - To nie czas na myślenie o niebieskich migdałach - zmusiła swój umysł do połączenia faktów i tego, co widziała do tej pory, próbując powstrzymać maszyny. Zamrożenie samych nóg i próba tworzenia lodu zbyt daleko od siebie... Niewypał. Tyle już wiedziała.
Dotykając dłońmi ziemi, użyła lodu, tworząc cienką warstwę lodu od siebie do robotów znajdujących się blisko Avy. Nie miało to na celu kolejnej próby zamrażania. Przemieściła się trochę, by widzieć więcej, po czym spróbowała stworzyć tym razem lodowe bloki - nie tyle co wyrastających spod ich stóp, co próbowała zrobić tak, by pojawiały się kilka-kilkanaście centymetrów przed nimi... A raczej, wystarczająco blisko, tak, by roboty miały niemały problem z wybraniem celu. Albo chociaż by w ten sposób stłumić ich możliwości.
- Jak się przez nie przebić... - mamrotała jeszcze pod nosem. - Może dałoby się je od środka zamrozić... - pokręciła nieco głową, po czym starała sIę znaleźć dla siebie nową pozycję, gdzie nie byłaby zbytnio widoczna. - Chociaż też nie... - odległość grała rolę. A ona jakoś specjalnie nie chciała zbliżać się do tych robotów. Coś, co nie będzie mówiło "strzelać tutaj" - pomyślała jeszcze o kryjówce, szukając kolejnego skupiska śmietników, znajdującego się bliżej ludzi i Avy.
Jeśli do niej dotrze przekaz telepatyczny, drgnie i w zależności od miejsca, w którym się znajdzie, albo spróbuje się bardziej "skryć", albo znaleźć pobliskie miejsce, by zasłonic siebie. Ino nie samochód. Coś bardziej "trwałego". Bądź co bądź, po wysłuchaniu, zamierzała sie ruszyć tak, by zbliżyć się do miejsca, gdzie ludzie się schronić. Nie była pewna, jak sama mogłaby się odezwać tak, by była słyszalna, dlatego też póki co odpuściła sobie ten pomysł. Najpierw - dotarcie bezpiecznie tak, by móc mieć kontakt fizyczny z budynkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Maj 03, 2018 12:07 am

Dla Kalii schowanie się za samochodem okazało się być wystarczająco dobrym pomysłem. Roboty najwyraźniej nie miały powodu, aby celować w taką osłonę, gdy dookoła posiadały do wyboru więcej osób - lepiej widocznych i łatwiej dostępnych. Zapewne uderzając w auto mogłyby je przesunąć i rozsmarować nim przebywających za nim ludzi, nie tylko nastolatkę, ale i pozostałych, lecz widocznie nie czuły takiej potrzeby... Albo nie tworzyły na tyle skomplikowanych planów, gdy nie musiały tego robić. Nie byłoby to wcale takie dziwne; maszyny mogły iść po najmniejszej linii oporu.
Dalsza część planu nastolatki dała już trochę gorsze efekty. Zebranie śmieci i innych drobnych rzeczy z placu nie było co prawda wcale trudne, szczególnie teraz, gdy jego środek opustoszał i dziewczyna mogła je dobrze zobaczyć, ale manipulowanie tak wieloma obiektami, nawet jeżeli lekkimi, wymagało od Kalii pełnego skupienia... A przez to nie mogła szczególnie zwracać uwagi na nic innego. Sporo w ten sposób ryzykowała.
Te jej improwizowane pociski nie przynosiły świetnych wyników - lecz tak naprawdę właśnie tego nastolatka mogła się była z góry spodziewać. Przedmioty nie doprowadzały do uszkodzeń robotów, tylko po prostu odbijały się od ich powierzchni, ewentualnie się na niej łamały czy rozpłaszczały - i jedynym plusem okazało się chyba to, że odwróciły uwagę przeciwników na kilka krótkich sekund. Maszyny zawahały się, najpewniej oceniając sytuację, lecz stosunkowo szybko zaczęły ignorować lewitujące wokół nich obiekty,
To jednak wystarczyło, aby kupić chwilę na działanie dla Sammy, której lód ponownie rozprzestrzenił się po placu, a następnie wytworzył przed kilkoma robotami coś w rodzaju fragmentów ścian. One sprawdzały się już lepiej od drobnych uderzeń ze strony Kalii, ale siłą rzeczy nie były mobilne... Choć przynajmniej skuteczniej blokowały maszynom widok.
W tym czasie natomiast Ava zdążyła się pozbierać po trafieniu w porzucony samochód i odskoczyć na bok - lecz niezbyt daleko. Podnosząc auto nie wzięła pod uwagę tego, w jaki sposób rozkładał się jego ciężar, a że łapała jedynie z węższego końca, to sama sobie utrudniła zadanie, gdyż materiały tworzące wóz zaczęły protestować jeszcze podczas wznoszenia. Ostatecznie wytrzymały na tyle długo, aby dziewczynie udało się niezgrabnie cisnąć pojazdem w stronę jednego z robotów... Ale brak komunikacji sprawił, że nie mogła przewidzieć, iż Sammy postawi przed nim barierę. Samochód przebił się przez lód, częściowo się na nim roztrzaskując, a choć uderzył również w maszynę, to niestety zdążył przez to wyhamować - i tylko przewrócił robota, zamiast wyrządzić mu większą krzywdę.
Zaraz potem Ava skupiła się już na unikach i to pewnie właśnie z tego powodu przeciwnicy zaczęli tracić nią zainteresowanie. W końcu już ich nie atakowała, a była tylko jedna... I - trzymając się z daleka od tłumu - miała większe pole do manewru, przez co trudniej się w nią celowało. Szybko przestała być atrakcyjnym celem, a w dodatku zbiegło się to w czasie z usunięciem błękitnej bariery Wiccana. Roboty bardzo szybko zorientowały się, że cisnący się przy wejściach do budynków ludzie nie byli już w żaden sposób chronieni i większość z nich zabrała się za ich ostrzeliwanie. Wzmożona panika sprawiła, że tłum postępował chaotycznie, przeszkadzając sobie wzajemnie, ba, nawet się odpychając. Każdy chciał się ukryć i uważał się za ważniejszego od pozostałych. W związku z tym nagłym darem urodzaju tylko kilka maszyn zajmowało się jeszcze niedobitkami pokroju Avy... Co akurat jej ułatwiało zadanie, nawet jeżeli pojawiający się nagle w jej głowie głos mógł ją porządnie rozproszyć.
To właśnie wtedy Sammy spróbowała przenieść się bliżej ludzi i swojej koleżanki. Sam pomysł był dobry - nie dość, że dzięki temu lepiej by widziała rozwój wydarzeń, to pewnie łatwiej by jej też było używać jej zdolności. W praktyce wykonanie okazało się jednak trudniejsze, bo obiektów nadających się na kryjówkę w tej części placu nie było już aż tak znowu wiele. Kamienne murki dawały jakąś osłonę, ale przechodzenie za nimi tak czy siak oznaczałoby, że dziewczyna by ponad nimi wystawała, nawet mocno się pochylając, gdyż sięgały jej może nieco powyżej kolan - na tyle, że dla większości osób służyły zwykle jako ławki. Inną opcją byłoby schowanie się z którejś strony schodów, lecz one zostały usytuowane w taki sposób, że nastolatka i tak z jakiejś strony by się narażała.
Której możliwości by nie wybrała, musiała się do niej przemieścić - przekraczając plac, obecnie na środku niemalże pusty, jeżeli nie liczyć głównie robotów. Większość z nich wciąż atakowała ludzi przy budynkach, a niektóre Avę, lecz jeden z tych, które wcześniej Sammy zablokowała lodową ścianą, podczas omijania tej bariery akurat zwrócił na nastolatkę uwagę. Jego ramię wysunęło się, a wnętrze dłoni rozpaliło, gdy szykował atak - a dziewczyna nie miała za czym się schować, chyba że zdążyłaby postawić między sobą i maszyną kolejną lodową tarczę.
Sammy byłaby w poważnych kłopotach, gdyby nie pewna istota sprawa. Otóż z dachu jednego z budynków odłączył się właśnie jakiś kształt... Który okazał się być rozpędzoną osobą. Gdyby nawet nie świadczył o tym fakt, że biegła górą po budynkach, to odległość i wysokość jej skoku - wypadającego zresztą w pobliżu Billy'ego - definitywnie potwierdziłaby, że nie była zwykłym człowiekiem. Wylądowała aż na plecach mierzącego do Sammy robota, jednocześnie przebijając go na wylot tuż pod szyją - i to najprawdziwszym mieczem, trzymanym w obu rękach, aby łatwiej jej było przeorać nim korpus maszyny.
Zaraz potem postać ta odbiła się od metalowej powłoki, wyszarpując z niej swoją broń - i zwinnie odskoczyła do tyłu. Robot się przewrócił, a przybyłej można się było teraz łatwiej przyjrzeć... Przynajmniej aż do chwili, gdy nie obróciła się, aby ruszyć ku kolejnemu przeciwnikowi. Skupiała się wyłącznie na nich, nie przejmując się ludnością cywilną, więc najwyraźniej wychodziła z założenia, że najlepszą obroną był atak. Jej ciemny strój mógł być przynajmniej częściowo skórzany, wyróżniały się zaś na nim metalowe elementy, między innymi przy pasie, na klatce piersiowej czy wokół rąk. Mimo to sporo ciała na ramionach pozostawało odsłonięte. Długie blond włosy powiewały wokół niej luzem, pomijając dwa pasma, które mniej więcej od połowy przechodziły w warkocze. Była bardzo wysoka, w sposób nietypowy dla kobiety, a do tego atletycznie zbudowana.
Do tego momentu pole siłowe Wiccana zdążyło już powrócić, a w zasadzie nie było go góra przez kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, lecz efekty tego stanu rzeczy tak czy siak łatwo dało się dojrzeć - post postacią nowych zwłok, zalegających teraz po zewnętrznej stronie tłumu. Część ciał załapała się na zasięg bariery, inne nie, lecz dla nich nie miało to już raczej większego znaczenia. Niektórzy żywi również zostali oparzeni promieniami energii, ale najprawdopodobniej uratowało ich to, że nie oberwali nimi bezpośrednio, tylko przy okazji, gdy trafiany był ktoś inny. Choć ślady wyglądały poważnie - pewnie na trzeci stopień - to po należytym opatrzeniu powinny się zagoić, nawet jeżeli zostawiając po sobie blizny.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 59
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Maj 06, 2018 5:27 pm

Nie przeszkadzało jej, że samochód niewiele zrobił robotowi. Poza tym, nie spodziewała się, że cokolwiek może zrobić. To, że robot się przewrócił już było całkiem sporym sukcesem. Nie była więc nawet zła na Sammy, która postawiła na jej drodze przypadkowo ścianę z lodu.
Wykonując uniki dziewczyna starała się zbliżać do jakiegoś robota. Najlepiej do tego, którego powaliła na ziemię. By móc jak najszybciej w niego uderzyć. Najlepiej prosto w twarz. Być może w głowie znajdował się jakiś ważny mechanizm, który uszkodzi robota porządnie. Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko zgadywać.
Bez względu na to czy zdążyła uderzyć robota, czy ten szybciej się podniósł, dziewczyna po tej próbie znowu próbowała zwrócić na siebie uwagę Sentineli. Szukała czegokolwiek, czym mogłaby w nie rzucać. Nawet śmietników. Czy tych kamiennych czy metalowych. W tej chwili nie liczyło się to, czym rzuca. Chodziło o próby odciągnięcia uwagi robotów od cywili.
Podczas tych prób Ava usłyszała w pewnym momencie głos w głowie. Domyśliła się szybko, że to głos kolegi Sammy. Telepata. Lub coś w tym rodzaju. W końcu tworzył też bariery. Może kolejny czarodziej? Nie ważne. Ważne, że teraz mogli swobodnie rozmawiać między sobą. A dzięki temu ułożyć jakiś plan. Na jego pytanie odnośnie lęku wysokości dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
- Czytasz mi w myślach, młody. Dopiero co myślałam o tym, że przydałoby mi się kilka dodatkowych centymetrów na te roboty. Są za wysokie i nie mogę ich trafić w żadne ważne miejsce. - odpowiedziała mu, zdecydowanie popierając ten plan. Jeśli będzie wyższa to na pewno będzie jej łatwiej uderzać roboty tam, gdzie trzeba. A wraz z masą zazwyczaj rośnie siła, więc może nawet łatwiej jej będzie uszkadzać te maszyny.
Zerknęła w stronę Sammy, by spojrzeć, gdzie jest jej koleżanka. Jakoś sobie radziła choć też miała swoje problemy. Ją jednak coś uratowało. A raczej ktoś. Ktoś nowy. Kogo wcześniej nie widziała. Kobieta z mieczem. Rycerz, kusiło stwierdzić. Ava była pewna, że blondynka nie była Avengerem, bo inaczej by ją kojarzyła. Kim w takim razie była? Nie było to specjalnie istotne. Ważne, że była po ich stronie. Mutantce zdecydowanie podobały się ciuchy kobiety. I to, w jaki sposób walczyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Maj 07, 2018 4:35 pm

Niełatwo było tak po prostu nie myśleć o ofiarach - szczególnie w chwili, gdy miało się poczucie, że się za nie odpowiadało. Tak właśnie wyglądało to teraz dla Billy'ego, który przecież z własnej inicjatywy zdecydował się zdjąć na moment barierę, aby skupić się na innym zadaniu. Nawet ta krótka chwila skończyła się źle, a on przecież z góry domyślał się, że tak będzie... I szczerze tego nie chciał, ale zwyczajnie nie posiadał innego wyjścia. Musieli jakoś uzyskać możliwość komunikowania się ze sobą i ustalania wspólnych działań. Inaczej w najlepszym wypadku by sobie nie pomagali, a w najgorszym - przeszkadzali sobie wzajemnie. On z kolei potrzebował się skoncentrować, aby jego zdolności działały i nie mógł dzielić uwagi między nawiązywanie połączenia i kontrolowanie energii tworzącej osłonę. Mniej więcej półroczna tresura pod okiem S.H.I.E.L.D. przekonywała go, że czasem nie dało się uratować każdego i że trzeba było myśleć o najlepszym interesie większości osób. Nastolatek wciąż nie mógł się zmusić do tego, aby posłuchać tego głosu. Nigdy tego nie potrafił.
Kaplan tylko jednym okiem nadzorował ataki, które dziewczyny wyprowadzały przeciwko maszynom. Ciskanie samochodami czy drobniejszymi obiektami, lodowe ściany... Rejestrował to wszystko, ale się nie mieszał. Miał swoje zajęcie i był zdeterminowany, aby dobrze je wykonywać, szczególnie po tym, co dopiero się wydarzyło. W dodatku wiedział, że jeżeli tylko Ava zgodzi się na jego pomysł, to za chwilę znów będzie musiał na moment, może na kilkanaście sekund, wyłączyć swoje pole siłowe i ta myśl bolała go niemalże w fizyczny sposób, dusząc go wyrzutami sumienia, zaciskając się stalową obręczą wokół jego klatki piersiowej. Nie był dobry w podejmowaniu takich decyzji. Jego umysł i serce podsuwały mu zupełnie inne listy priorytetów.
Sammy i Azjatka - której imię pewnie dobrze by było poznać - milczały, co trochę Billy'ego zaniepokoiło, napędzając jego paranoję sugestią, że być może jednak nie udało mu się do nich dotrzeć, ale przynajmniej Ava zareagowała na jego słowa... I rzeczywiście wyraziła swoją zgodę. Z jednej strony przyniosło to chłopakowi ulgę, gdyż ten plan naprawdę mógł przynieść im wszystkim ogromne korzyści, lecz z drugiej obawiał się takiej właśnie odpowiedzi. Czyli znowu czekało go zdematerializowanie bariery... Kaplan aż wziął głęboki oddech, starając się w ten sposób uspokoić i przywołać do porządku.
- Daj mi chwilę - zwrócił się telepatycznie do dziewczyny, jeszcze podtrzymując barierę, lecz układając już sobie w głowie odpowiednią formułkę. Chciał mieć wszystko gotowe, aby od razu po zdjęciu osłony zabrać się za powiększanie Avy, a potem - czy by to zadziałało czy nie - natychmiast wrócić do generowania pola siłowego. W ten sposób zamierzał zmarnować jak najmniej czasu. Tłumaczył sobie w myślach, że to najlepsze rozwiązanie z dostępnych, nawet jeżeli tak czy siak nie było idealne.
Zanim jednak nastolatek zdążył przystąpić do akcji, jego uwagę zwróciło coś innego - coś, czego się w tym momencie nie spodziewał. W powietrzu dosłownie tylko mignęła mu kolejna osoba, którą początkowo wychwycił kątem oka, przez co odruchowo obrócił głowę twarzą w jej stronę... I prześledził ją wzrokiem, podczas gdy wylądowała na plecach jednego z robotów, rozcięła go, a następnie z gracją odskoczyła na ziemię. Na kilka sekund Billy niemalże się zawiesił, przypatrując się działaniom jasnowłosej kobiety. Był praktycznie pewien, że z kimś lub z czymś mu się kojarzyła, że gdzieś ją już widział, ale nie mógł sobie przypomnieć jej tożsamości... O ile w ogóle słyszał kiedyś jej miano. Może nie? Często oglądał w sieci zdjęcia czy nagrania z osobami z mocami, nie tylko ze znanymi bohaterami, więc część z nich nie była podpisywana pseudonimami czy imionami. Tak, to mogło być to.
W końcu Kaplan otrząsnął się z zamyślenia i to dosłownie, bo aż pokręcił przy tym szybko głową, jak gdyby miało mu to pomóc ją oczyścić. Nadszedł czas na jego ruch. Wiedział co musiał zrobić i jak chciał, aby to wyglądało - na tym się skupił. Pamiętał jak wyglądały przemiany Cassie, jak stopniowo zwiększała swoje rozmiary, zaczynając od tego pierwszego razu, gdy uczyniła to nierozmyślnie i on sam pomagał jej się uspokoić... Miał tylko nadzieję, że Ava zareaguje lepiej. W końcu ją ostrzegł, prawda? Choć odnosił wrażenie, że zrozumiała go trochę inaczej, niż zamierzał... Ale trudno, wkrótce wszystko stanie się jasne.
- Chcę, żeby urosła, chcę, żeby urosła, chcę, żebyurosłachcężebyurosła... - powtarzał, zgodnie ze swoim postanowieniem dopiero w ostatniej chwili usuwając barierę chroniącą ludzi przy budynkach. Spojrzenie wbijał teraz w Avę, nie chcąc jeszcze widzieć efektów jej braku. Będzie się nimi martwił i obwiniał za chwilę, ale póki co musiał zachować pełną koncentrację, żeby - z braku lepszego słowa - zaklęcie zadziałało jak najlepiej. O ile w ogóle mogło. Badanie w praktyce granic swoich zdolności nie było wcale zabawne i w tym momencie Billy niesamowicie żałował, że za czasów S.H.I.E.L.D. nikt go do tego tak naprawdę nie zachęcał. Agenci zdawali się być usatysfakcjonowani ćwiczeniem z nim tego, co już zademonstrował, czyli przede wszystkim telekinezy i teleportacji. Po fakcie zaczynał się zastanawiać czy nie była to z ich strony forma kontroli...
Nastolatek zamierzał powiększyć Avę właśnie tak, jak robiła to Cassie, czyli dodając jej przynajmniej kilka metrów wzrostu. Energia wokół jego rąk wirowała i falowała, układała się to w przypadkowe, to w bardzo specyficzne wzory, sypała we wszystkie strony iskrami... Bledsza poświata rozchodziła się zaś jeszcze dalej. Błękitna aura na chwilę otoczyła również dziewczynę, dając w ten sposób znać, że to na nią działała... Ale niezależnie od tego, jakie dało to ostatecznie efekty, Kaplan jak najszybciej wrócił do wytwarzania bariery wzdłuż budynków, a raczej tłoczących się przy nich ludzi. Mogliby się pospieszyć z wchodzeniem do środka... Naprawdę byli coraz bliżej realizacji planu i Billy ledwo mógł się tego doczekać.
- Sammy, jeżeli tylko uda ci się dotrzeć na miejsce, dołącz do ludzi za barierą. Wpuszczę cię tam - zwrócił się też do koleżanki, choć w dalszym ciągu nie był pewien czy go w ogóle słyszała... Skoro wcześniej zareagowała jedynie Ava. Miał nadzieję, że jego słowa docierały do wszystkich zainteresowanych, ale chyba nie mógł tego teraz w żaden sposób sprawdzić. Billy gotów był wytworzyć dla Sammy niewielką dziurę w polu siłowym, lecz czekał z tym do ostatniej chwili, aby ta przerwa istniała jak najkrócej. Kto wie, być może dziewczyna mogłaby już zacząć pracować nad lodową osłoną, tyle że przy jego barierze przed budynkami, a nie przy ich ścianach? Z drugiej strony nastolatek nie był pewien jak wiele by im to dało, więc może jednak lepiej, aby oszczędzała siły na realizację głównego planu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Maj 10, 2018 6:24 pm

Skupienie się na poruszaniu przedmiotów nie dawało jej poczucia bezpieczeństwa, gdyż zabierało prawie całą uwagę. W pewnym momencie miała dosyć… Wiedziała, że to nie przyniesie jakiś spektakularnych efektów, ale jednak zabierało od niej za dużo energii. Chciała to za jednym zamachem upuścić, ale przecież mogła jeszcze z tego skorzystać, skoro już ma skupioną na nich moc. Podniosła się powoli, spoglądając przez boczne szyby, czy przypadkiem jakiś robot nie upatrzył sobie jej albo samochodu na ofiarę, ale widząc, że nikt tym miejscem się nie interesował, chciała się całkiem wyprostować. Lecz? Aż zadrżała z przerażenia. We własnej głowie słyszała nie swój głos… To nawet nie był zapamiętany z filmu tekst, tylko jakby zwykła rozmowa. Ale jak? Co się dzieje? Przecież jeszcze nie oszalała. A może jednak? Po wysłuchaniu całej wiadomości, zorientowała się, że żadne z poleceń nie było skierowane do niej. To po co ktoś jej to „przesłał”? Zawiedziona i zirytowana, usiadła na ziemi, zapominając na moment o swoim pierwotnym planie. Ale w międzyczasie ustaliła pewne fakty. Jej zdaniem fakty… Bo nie była, aż tak rozkojarzona tą sytuacją, żeby się nie rozejrzeć po okolicy. Osobą, która wysłała przekaz był najprawdopodobniej Młody Kapitan, a do skorzystania z owej zdolności musiał dezaktywować pola ochraniające ludność. To był gigantyczny defekt takiej zdolności, ale jak widać czasami potrzebny. Dziewczyna była już trochę uodporniona na wszechobecną śmierć, więc niszczycielka moc maszyn, nie zrobiła na nie już takiego wrażenia, a nowe chmary zwłok, tylko trochę nadwyrężyły jej żołądek. Pomasowała się po brzuchu i nagle dotarło do niej, że jest całkiem spora możliwość ponownego stracenia pół ochronnych. Miał on użyć swoich mocy do powiększenia jednej z dziewczyn, a jeżeli to działa w ten sam sposób co telepatia to mają znowu ten problem. Kalia wiedziała, że nie jest w ten sam sposób osłonić ludzi, ale troszeczkę może uszczuplić straty po ich stronie. Jeżeli w ogóle coś z tego wyjdzie. Za dużo myślenia! Przecież trzyma w powietrzu przedmioty, a nie może jeszcze ich upuścić. Nie do końca orientowała się co robiły pozostałe dziewczyny, pomijając rzeczy, które nie dało się nie zobaczyć, nawet z pozycji Azjatki.
Znów wstała, aby lepiej widzieć swoje obiekty i uniosła ręce do góry. Szybko zwróciła całą swoją uwagę na przedmioty i jak to było możliwie, zmusiła je do szybszej rotacji i nie przejmując się tym, że efekt znowu będzie beznadziejny, pchnęła wszystkie przedmioty w stronę chodzących puszek, a sama rzuciła się na ziemię, aby nie zostać zauważona. Nawet jeżeli nic nie wyszło z jej akcji, schowała się za pojazdem. Kiedy podniosła się z podłogi, ruszyła w pośpiechu przed siebie, aby jak najszybciej zmienić swoją pozycję. W biegu, rozejrzała się na boki, zauważając coś zaskakującego. Znikąd pojawiła się blondwłosa postać o nieprzeciętnym wzroście niszcząc jednego z robotów. Kalia była pod wielkim wrażeniem, więc gdyby nie to, że w planach miała ratowanie ludzi, to pewnie stałaby tam przyglądając się nieznajomej jak zauroczona. Zapamiętując ostatnie spojrzenie, którym obdarzyła blondwłosą, biegła przed siebie co sił w nogach, a to, że sport był jej domeną, nie miała kłopotów z oddechem. Jej celem była największa grupa ludzi znajdująca się najbliżej niej. Wiedziała, że to strasznie głupi pomysł, ale nic innego nie mogła zrobić. Mogła jedynie próbować, licząc na to, że w jakimś stopniu rezultaty będą pozytywne. Co jakiś czas zerkała do góry, aby sprawdzić czy Młody Kapitan zabrał się za to co zapowiedział. Coraz bardziej docierało do niej co tak naprawdę chce zrobić. Uświadamianie sobie, że jak nie uda jej się ustawić tarczy na czas, a roboty zrobią co o co są najbardziej podejrzewane, czyli użyją swoich laserów, a wtedy młoda Azjatka nie ma szans na przeżycie. W tym samym momencie jak całkowicie dotarło do niej czym ryzykuje, poczuła jak zimny pot oblewa jej ciało, a skromna zawartość żołądka chce opuścić swoje progi. Była zwyczajnie przerażona do tego stopnia, że jej cały organizm alarmował ją o tym. Zacisnęła mocno zęby nie zmieniając trasy swojego biegu. Liczyła tylko, że nie zemdleje nim dotrze na miejsce, to nie byłoby dobrym wyjściem. Jakby coś miało nie wyjść, w sumie nie skończyłaby tak źle jakby mogło się wydawać. Spotkałaby się ze swoimi rodzicami, a to nigdy nie jest złe. Z drugiej strony może nawet nie będzie musiała wykonywać swojego planu… Przecież nowa bohaterka może zniszczyć wszystkie roboty w mgnieniu oka, a wtedy wystarczy wrócić do domu…
Kiedy dobiegła w miejsce pomiędzy barierę, a ludzi, a nawet jak nie udało jej się znaleźć w odpowiednim miejscu, spróbowała wyczekać momentu, w którym Młody Kapitan upuścił swoje pole, aby zająć się inną dziewczyną, wtedy wyciągnęła ręce naprzeciw robotom myśląc tylko o jednym… O tym, że po tym wszystkim będzie spokój, wystarczy, że teraz się pomęczy, że wszystko wróci do normy, że albo wróci do swojego łózka, albo spotka się z rodzicami… Oba wybory były dobre.
Odmiennie do filmowych bohaterów, w milczeniu skupiła się na swoim mocach, wyobraźnia poszybowała w stronę największych i najtwardszych materiałów, które znała i które chciała teraz wykorzystać do wizualizacji jakości swojej telekinetycznej tarczy. Jej uwaga była maksymalnie skupina na tworzeniu, więc tylko liczyła, że nikt na nią nie wpadnie, albo coś nie spadnie, bo nie byłaby w stanie się przed tym osłonić, a nie liczyła teraz na kogokolwiek pomoc. W momencie powstawania tarczy, czułą jak jej strach wzrasta, a mięśnie napinają się chcąc zmusić ją do ucieczki, mimo to nie pozwoliła sobie na taki ruch. Nie mogła nawet przełknąć ślinę, gdy widziała hełmy maszyn, była przerażona. Nie miała żadnej pewności, że jej zdolności są w stanie zatrzymać atak robotów, więc próbowała wytworzyć tarczę jakby wypukłą, tak żeby promień rozlał się na boki, a nie skumulować swoją siłę w centralnej części tarczy. Kalia bała się, że tarcza od razu pęknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sammy

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Maj 20, 2018 11:03 pm

Kolejny pomysł, który dość szybko przestawał być taki dobry, jak uważała na początku. Kolejny... Gdzie w pewnym momencie zaczął bardziej przeszkadzać niż pomagać. Brunetka nie potrafiła się powstrzymać od narzekania na siebie we własnej głowie, gdy widziała rezultaty. Na własne oczy przekonywała się, jak sprawa prezentowała się z próbą przeszkadzania robotom. Niby działa, ale aż wzdrygnęła, gdy samochód zderzył się z jej ścianą i ją przełamał. Dziwnie było jej na to patrzeć.
Podjęcie się kolejnego planu... Niespecjalnie umiała wybrać cokolwiek więcej. Coś, co mogłoby bardziej się różnić od poprzedniej idei. Najchętniej sprawdziłaby czy rzeczywiście nie da się zamrozić wystarczająco dobrze robotów, jednakże niezbyt paliła się do tego, by znaleźć się bliżej ich, by próbować się podjąć tego. Nie chciała zostać ani zmiażdżona, ani trafiona ich atakami... Skup się. Rób wszystko co możesz. Coś musi zadziałać - upomniała się w myślach.
Nietrudno było zauważyć jej, że właściwie... Nie bardzo miała za czym się chować. Niskie murki dawały połowiczne kryjówki, przez co szansa, iż nie zwróci na siebie uwagę... Nie była wysoka. Wybrała jednak je niż schody. Wydawało się jej, że wtedy byłaby całkowicie odkryta z jednej strony lub też mogłaby nie zdołać uniknąć któregoś z ataków. A co do nich... Jednak przy przemieszczaniu się, zwróciła na siebie uwagę. Jedna z maszyn zauważyła ją i zdecydowała się zaatakować. Brunetka zaś nie miała możliwości się skryć. Patrzyła na przeciwnika, czując nieprzyjemny ścisk w gardle. Nie wiedziała nawet czy zdążyłaby przed sobą postawić tarczę... Która chcąc nie chcąc, musiała być blisko niej, jeśli chciała wytworzyć ją na czas... Nawet jeśli mogłaby skończyć tak samo jak za pierwszym razem, rozbita na kawałki.
Miała jednak więcej szczęścia niż się spodziewała .Została uratowana. Dziewczyna mogła obserwować i zarazem podziwiać ruchy nieznajomej, dzięki której została uratowana od ataku robota. Nie spodziewała się tego, że pojawi się na scenie się zupełnie nowa osoba. Jednakże to dzięki niej... Nie podzieliła losu wielu ludzi stąd.
- Wow - umiejętności, jak i precyzja, z jaką został wykończony przeciwnik... Zaimponowało jej. - Dziękuję - powiedziała jeszcze, chociaż szansa, że była usłyszana... Nie była duża. O ile jakakolwiek była. Nie zamierzała dłużej zwlekać i stać się ponownie celem. Ponownie ruszyła się, przemieszczając się ku budynkom.
Podczas kierowała się w tamtą stronę, ponownie usłyszała przekaz. Przełknęła ślinę.
- O... Okay? - zdecydowała się odpowiedzieć, z lekką dozą niepewności. - Zrozumiałam...
Rozejrzała się ponownie za jakąś namiastką kryjówki podczas trasy. Zamierzała również wspomagać się trochę lodem przy szybszym poruszaniu się. Chciała dostać się jak najszybciej w tamto miejsce, zarazem też trzymając się nieco dalej od tłumów... A dokładniej, by nie znaleźć się przy osobach jeszcze za osłoną, nie zbyt wcześniej. Obstawiała, że nawet jedna osoba więcej mogłaby sprawić, że roboty uznają ich za atrakcyjny cel. Pozostawało również rozglądanie się wokół siebie, by wiedzieć, gdzie znajduje się niebezpieczeństwo.
W razie czego nadal zamierzała się zasłaniać blokami lodów lub też ograniczać ich ruchy pobliskich osobników, których widziała, próbując zarazem wymusić na nich zmianę działania - zamiast atakować, to ominąć przeszkodę.
Pozostawało dojść do celu, dostać się za zasłonę i móc mieć fizyczny kontakt z budynkiem, zarazem będąc pewną, że już wszyscy dotarli do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Maj 23, 2018 8:58 pm

Ava dotarła do powalonego robota w momencie, gdy ten już się podnosił - przy użyciu silnika odrzutowego zamontowanego w plecach. Nie stał jednak jeszcze na nogach, więc nie osiągnął swojego pełnego wzrostu i dziewczyna mogła sięgnąć do jego głowy - tyle że maszyna uznała za stosowne się bronić. Mniej więcej w momencie, gdy pięść Avy zetknęła się z jej powłoką, odpaliła strumień energii z klatki piersiowej... Co zgrało się w czasie w taki sposób, że co prawda łeb robota został częściowo rozbity, ale dosłownie ułamek sekundy później dziewczynę odrzuciło na ładnych parę metrów do tyłu. W dodatku jeszcze więcej jej koszulki zostało zniszczone, a nadpalone resztki materiału trzymały się głównie na wysokości piersi i na ramionach.
Przynajmniej jeden z przeciwników został unieszkodliwiony i zastygł w bezruchu - dokładnie tam, gdzie wcześniej wylądował. Blask w jego dłoniach i na torsie stopniowo przygasł, aż w końcu zupełnie zniknął. Ava potrzebowała natomiast paru sekund, aby się pozbierać; to właśnie wtedy doszło do kolejnego kontaktu telepatycznego, a następnie na scenę wkroczyła nowa wojowniczka. Jej działania oraz to, że Kalia ostatni raz cisnęła w kilka robotów zebranymi przedmiotami na chwilę zajęły maszyny, pozwalając Avie się podnieść, a Sammy przebyć część dystansu dzielącego ją od ścian budynków.
Wówczas niemalże jednocześnie doszło do kilku różnych, lecz powiązanych ze sobą wydarzeń. Przede wszystkim - pod wpływem zaklęcia - Ava zaczęła rosnąć i to był ten najlepiej widoczny efekt. W pierwszej chwili ubrania mutantki napięły się na niej w taki sposób, jak gdyby miały pęknąć, zamiast powiększyć się wraz z nią, lecz kiedy znajdowały się już na granicy rozciągnięcia - zmiany wpłynęły jednak także i na nie. Dziewczyna osiągnęła wzrost około pięciu metrów, więc świetnie rzucała się w oczy, a przy okazji stanowiła duży cel. Nawet nowo przybyła poświęciła moment, aby ku niej spojrzeć, marszcząc czoło - zaraz potem jednak rzuciła się już z okrzykiem na kolejnego przeciwnika, zaczynając od gładkiego odcięcia mu jednego ramienia, a następnie drugiego... Tyle że miała pecha, gdyż to ostatnie uczyniła w momencie, kiedy maszyna podejmowała się ataku. Wywołany w ten sposób wybuch co prawda zniszczył jej rękę oraz część torsu, ale blondynka została odrzucona kilka metrów dalej. Nie puściła swej broni.
Tuż przed tym, jak rozmiary Avy zaczęły się zwiększać, błękitna bariera chroniąca tłum zniknęła... Ale w pewnym miejscu - przy sporej grupie ludności, tłoczącej się przy wejściu do jednego z większych lokali - została szybko zastąpiona telekinetyczną tarczą Kalii. Dziewczyna miała czas, aby ją postawić, bo przez pierwsze kilka sekund w to miejsce nie trafił nawet żaden promień; roboty jeszcze się wtedy nie zorientowały, że poprzednie pole siłowe przepadło i potrzebowały krótkiej chwili na przetworzenie informacji o otoczeniu.
Nie mogło to jednak trwać zbyt długo - bo byłoby przecież zbyt pięknie - i w końcu jedna z maszyn strzeliła w tę stronę. Wbrew czarnym myślom nastolatki jej osłona nie pękła od razu, lecz dziewczyna odczuła to uderzenie. Gdyby wrogowie używali zwykłych laserów, a więc tak naprawdę wysokiej temperatury, efekt byłby pewnie inny, słabszy, ale ich ataki posiadały także odrzut - co dowiodły już wcześniej, na przykład odpychając Avę. Nawet kiedy energia się ześlizgiwała, samo trafienie nie było wcale przyjemne... I pewnie nie pomagało to, że Kalia dopiero uczyła się korzystać z takiego rodzaju tarczy.
Kilka pierwszych promieni nie było jeszcze aż tak złych, bo padały stosunkowo rzadko, kiedy jednak do ataku przystąpiło jeszcze parę maszyn - utrzymywanie osłony wymagało coraz większego wysiłku... Aż w końcu bariera puściła, blokując ostatni strumień energii i wywołując psioniczną reakcję na tyle silną, że mogła nawet na moment fizycznie wytrącić Kalię z równowagi. Okazało się jednak, że nastolatka miała niebywałe szczęście... Bo właśnie w tym momencie roboty zrezygnowały z kontynuowania ostrzału w tym miejscu, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że i tak nie dawał pożądanych efektów.
Promienie przesunęły się więc na boki, oszczędzając zarówno Kalię, jak i tę grupkę, której pilnowała - a już kilka sekund później wróciło pole siłowe Wiccana, osłaniając między innymi właśnie nastolatkę. Dzięki temu dziewczyna mogła sobie pozwolić na szybkie pozbieranie się, stosunkowo bezpieczna za osłoną. Poza budynkami znajdowało się coraz mniej osób, teraz już głównie przy wejściach do lokali, a ich liczba ciągle spadała. Przez okna dało się dostrzec, że wiele wnętrz wypakowanych było po brzegi.
Przez ten czas nieznajoma blondynka zdążyła wrócić do akcji, lecz jej sposób działania zdawał się być bardzo mozolny; owszem, zdejmowała roboty, ale jednego po drugim, więc dość wolno, nie mówiąc już nawet o tym, że na piechotę - choć i tak nieludzko szybko - musiała przebywać dzielącą maszyny odległość. Z drugiej strony nie wyglądało na to, aby się męczyła, chyba nawet nie oddychała ciężej, choć oczywiście z daleka trudno byłoby to na sto procent ocenić.
Przynajmniej całe to zamieszanie sprawiło, że Sammy mogła dość bezpiecznie dotrzeć do rzędu budowli. Zaatakowana została tylko raz, a choć wytworzona przez nią w ramach ochrony lodowa ściana rozprysła się pod promieniem jednej z maszyn, to przynajmniej dziewczynie nic się nie stało; jako że była w ruchu, to nawet nie oberwała odłamkami... Nie mniej sam odgłos rozbijanego lodu mógł być dla niej stresujący.
Wreszcie jednak nastolatka znalazła się po tej samej stronie co Kalia, choć mimo wszystko dość daleko od niej, jako że pierwsza trzymała się na odległość od skupisk ludności, a druga wręcz przeciwnie. Sammy mogła teraz bez problemu nawiązać fizyczny kontakt z murem, lecz jeszcze nie wszyscy ludzie byli bezpiecznie ukryci w budynkach. Decyzja należała do niej - mogła zacząć wcześniej, bo i tak miała do zamrożenia spory obszar, albo jeszcze chwilę poczekać.
Na niebie - wysoko, jeszcze ponad Wiccanem - pojawiły się kolejne humanoidalne kształty, pobłyskujące metalem w promieniach słońca. Poruszały się w formacji nieregularnego klucza, ze środkowym na prowadzeniu, ale najwyraźniej nie zwracały uwagi na to, co działo się pod nimi... Nie czuły potrzeby niesienia pomocy swoim pobratymcom. Zmierzały mniej więcej na południe, najpewniej planując zaatakować w jakimś innym miejscu. Było ich siedem.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 59
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Maj 25, 2018 9:53 am

Plan zaatakowania głowy Sentinela częściowo się powiódł. Ava zmiażdżyła mu twarz, ale niemal w tej samej chwili została odrzucona do tyłu przez kolejny atak promieniem. Jak jej samej nic nie było, tak jej ubrania miały się już dużo gorzej. Szkoda, że jej moc nie działała też na jej ubrania. Wtedy również byłyby niezniszczalne i nie musiałaby się o nie martwić. A tak? Dwie bluzki w ciągu dwóch dni. I jedne spodnie. A ubrania te nie należały do najtańszych. Zdecydowanie nie powinna się pchać do walki. Tylko, że nie potrafiła zdać z boku bezczynnie i patrzeć na coś takiego. Nie kiedy była mutantem i posiadała moce przydatne do walki.
Na szczęście nie walczyła sama, inni tez ściągali na siebie uwagę robotów i dzięki temu dziewczyna miała czas, by się pozbierać po ataku robota. Nieznajoma Azjatka rzucała byle czym w maszyny i choć jej ataki nie robiły im krzywdy to jednak odciągały uwagę na chwilę, a to wystarczyło, by inni mieli czas na wykonywanie swoich zadań. Każdy w jakiś sposób był tutaj przydatny. Otrzepała się lekko z kurzu i zerknęła na resztę. Każdy radził sobie jak mógł. Nawet nowa osoba, która dołączyła do ich walki, miała lekkie problemy przez wybuchające maszyny.
Niedługo po tym jak odpowiedziała telepatycznie nieznajomemu czarodziejowi na jego ofertę dodania jej trochę wzrostu, mutantka poczuła, jak coś zaczyna się dziać. Powoli. Najpierw miała lepszy widok na roboty, była z nimi na równi. Potem mogła patrzeć na nie z góry, a w końcu i część budynków znalazła się poniżej jej linii wzroku. I choć przez chwilę się bała, że jej ubrania nie wytrzymają tego nagłego wzrostu to na szczęście zaczęły jednak rosnąć wraz z nią. Jeszcze tego by brakowało żeby miała mieć kilka metrów wzrostu i zero ubrań na sobie.
Ava spojrzała w dół i uśmiechnęła się szeroko. To, że była teraz dużo łatwiejszym celem zupełnie jej nie przeszkadzało. Ataki robotów już nie odepchną jej tak łatwo, a wysoka temperatura promieni i tak nie robiła jej krzywdy. W pierwszej kolejności postanowiła się zająć Sentinelami, które uderzały w barierę, chroniącą cywili. Tak jak wcześniej, tak i teraz dziewczyna celowała w głowy, by móc je zmiażdżyć i jak najszybciej przerwać ataki.
W pewnej chwili do ogólnej wrzawy dołączył dodatkowo szum silników. Kiedy Ava skierowała swoje spojrzenie do góry zauważyła niewielką grupkę robotów, kierującą się na południe. Zapewne w kolejne miejsce, gdzie będą zabijać niewinnych ludzi. Jeśli była w stanie dosięgnąć do nich to wyciągnęła rękę, by złapać choć jednego i jak najszybciej z całej siły przygnieść go do ziemi. Jeśli natomiast były za wysoko to postarała się chwycić pierwszego lepszego Sentinela i rzucić nim z całej siły w lecącą grupkę, by strącić choć jednego i przykuć jego uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Maj 26, 2018 5:04 pm

Bezpośrednio w umysłach walczących rozległ się bez ostrzeżenia kobiecy głos, spokojny i opanowany, tonem wskazujący na to, że osoba ta doskonale wiedziała o czym mówiła - i oczekiwała pełnej współpracy.
"Te roboty to Sentinele. Najłatwiej uszkodzić je atakami fizycznymi, gdyż na energetyczne czy bazujące na wysokiej temperaturze są już odporniejsze. Ich słabymi punktami są stawy, zniszczenie głowy może je wyłączyć, zaś zakłócenie pracy repulsora na klatce piersiowej - doprowadzić do jego wybuchu. Avengers wysyłają właśnie do ich centrum dowodzenia grupę, która postara się je unieszkodliwić. Dopóki im się to nie uda, gramy na zwłokę."

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Maj 28, 2018 12:07 am

Sytuacja wyglądała... Lepiej. Trochę. To znaczy, robotów ubywało w bardzo wolnym tempie i to jedynie tutaj, a przecież nie wiadomo było jak się sprawy miały w innych miejscach, ale przynajmniej Billy zaczynał wreszcie czuć, że robili jakieś postępy i chyba nawet względnie kontrolowali wydarzenia toczące się na placu. Jak na grupę działającą razem po raz pierwszy w życiu - i praktycznie się nieznającą - nie mogli na nic narzekać.
Choć sama natura chłopaka sprawiała, że daleko mu było do optymizmu, to musiał przyznać, iż te drobne sukcesy pozytywnie wpływały na jego pewność siebie. Nie chciał jeszcze zbyt głęboko się nad tym zastanawiać, aby niczego przypadkiem nie zapeszyć, ale tak naprawdę podniósł go na duchu już sam fakt, że tym razem usunięcie przez niego bariery w celu wykonania innej inkantacji nie przełożyło się na wzrost liczby ofiar. Nie spodziewał się, że ktoś bez zapowiedzi przejmie od niego na moment pałeczkę i szczerze mówiąc nawet nie przyjrzał się dobrze temu, co się stało, skupiony na postaci Avy i swoim życzeniu, ale nie zmieniało to faktu, że wiedział. A to... To rodziło nowe perspektywy... Skoro nie musiał być jedynym tworzącym tarcze.
Kaplan zdawał sobie również sprawę z tego, że Sammy dotarła na wyznaczone miejsce i chwilowo była bezpieczna - a do tego zapewne gotowa do wykonania powierzonego jej zadania. Nastolatek zerknął ku niej tylko raz, aby zapamiętać gdzie dokładnie się znajdowała, ale poza tym nie poświęcał jej więcej uwagi. Nie dość, że nic jej nie groziło, to jeszcze raczej potrafiła o siebie zadbać... I mogła działać z ukrycia, gdyż - w przeciwieństwie do Avy - jej moce nie wymagały przecież, aby zbliżała się do robotów, czy chociaż do nich wychylała. Chyba nie będzie się niepotrzebnie narażała.
Ich najnowsza sojuszniczka też zdawała się nie potrzebować pomocy. Billy nie był żadnym ekspertem, ale potrafił ocenić przynajmniej to, że najprawdopodobniej nie improwizowała, tylko naprawdę znała się na walce, a ten jej miecz, jak chłopak zaobserwował, bez problemu przechodził przez ciała robotów... W związku z czym nastolatek tylko od czasu do czasu rzucał okiem na jej poczynania. Przez głowę przeszła mu myśl, że być może powinien spróbować podpiąć ją pod ich połączenie mentalne, ale nie wiedział czy mógł to zrobić bez zrywania poprzedniego i utworzenia nowego, a nawet jeżeli... To wymagałoby to przecież ponownego zdjęcia na moment pola siłowego. Z tym musiał się ograniczać.
Przez krótką chwilę Kaplan skupiał się właśnie na utrzymywanej przez siebie barierze, pozwalając działać przede wszystkim tej wojowniczce oraz Avie. W tym momencie nie był już nawet zdziwiony tym, że jego pomysł zadziałał, choć prawdę mówiąc - wzorem Cassie - liczył na wywołanie nieco większych wymiarów... Ale może tak było lepiej? Gdyby coś poszło nie tak i dziewczyna została na przykład przewrócona, budynki ucierpiałyby o wiele bardziej przy kilkudziesięciu niż przy kilku metrach wzrostu. Teraz przy odrobinie szczęścia mogłaby się tylko oprzeć o ich ściany, a większa i cięższa niemalże na pewno by je uszkodziła.
Na wszelki wypadek jednak Billy tak czy siak śledził ją kątem oka, aby w razie czego zdążyć na czas zareagować. Zdarzało mu się już lewitować wyrośniętą Cassie, więc miał nadzieję, że udałoby mu się podtrzymać też pozbawioną równowagi Avę... A choć same okoliczne budynki nie były teraz aż tak ważne, to przebywający w nich oraz przy nich ludzie owszem, dlatego nastolatek wolał dmuchać na zimne. To zaś podsuwało mu jeszcze jedną myśl... Powinien jak najszybciej uprzedzić tę Azjatkę, by była gotowa stawiać kolejne tarcze. Sammy również mogła z tym pomóc, nawet jeżeli jej lodowe osłony wytrzymywały krócej.
- Nie bądźcie zaskoczone, jeżeli będę musiał znowu zdjąć na moment pole siłowe. W takim wypadku wy odpowiadacie za chronienie ludzi przy wejściach - odezwał się przez telepatyczną więź, z rozpędu nie zaznaczając nawet do kogo się zwracał. Dziewczyny mogły się tego same domyślać, bo w końcu Ava miała już swoje zajęcie i tak czy siak bardziej nadawała się do ofensywy niż defensywy, więc w tym wypadku odpadała.
Kaplan nie zdążył nawet porządnie przemyśleć swojego następnego ruchu, gdy ponad hałasami walki dosłyszał dźwięk pracujących silników odrzutowych... I to w dodatku dobiegający go z góry. Chłopak aż się wzdrygnął, po czym natychmiast poderwał głowę, szukając wzrokiem źródła tych odgłosów. Czuł się praktycznie tak, jak gdyby jego własna elektryczność przebiegła teraz po jego ciele, wpędzając je w stan gotowości... A jednak prędko przekonał się, że niepotrzebnie aż tak bardzo się zestresował. To znaczy, powody ku temu jak najbardziej posiadał, lecz nie musiał martwić się o samego siebie, nawet jeżeli teoretycznie stanowił najbliższy cel, bo unoszący się w powietrzu. Świeża dawka robotów wydawała się nie być zainteresowana Times Square. Z jednej strony świadczyło to na ich korzyść, bo i bez nich mieli przecież sporo na głowie, z drugiej... Gdzieś musiały w końcu wylądować. Niedługo kogoś zaatakują, być może kogoś, przy kim nie znajdzie się na czas żaden bohater...
Billy był świadomy tego, że nie on jeden zauważył maszyny i wiedział też, że Ava również zareagowała na ich obecność, ale wolał nie zostawiać wszystkiego na jej głowie. Nie odrywając wzroku od nowych przeciwników, chłopak pozwolił swojej głównej barierze stopniowo zaniknąć, tym samym pokazując dziewczynom, że to już ich pora na działanie. To było chyba lepsze od nagłego usunięcia całego pola siłowego, bo przynajmniej dawało im czas na zorientowanie się w sytuacji i przygotowanie się do wkroczenia.
Kaplan jednak nie czekał na reakcję koleżanek i wciąż nie spoglądał w dół. Zamiast tego od razu wylewitował się wyżej, równocześnie ponownie wzmacniając tarczę, którą generował wokół samego siebie, do tej pory mocno osłabioną, gdyż nie wydawała mu się pilnie potrzebna. Na tym nie poprzestał. Błękitna aura znów zawirowała i rozpaliła się intensywniej wokół jego dłoni, trzaskając wyładowaniami elektrycznymi i czymś jeszcze, tym czymś, czego jak do tej pory do końca nie zidentyfikował, a co mogło być energią psioniczną lub... Jakąś inną. Chłopak skierował ręce z otwartymi dłońmi w stronę przelatujących górą robotów, posyłając w ich kierunku dwie szerokie wiązki takiego połączenia, koncentrując się przede wszystkim na tym, aby zahaczyć jak najwięcej, a najlepiej wszystkie z nich. Nie musiały nawet zostać uszkodzone czy zniszczone, po prostu miały się zatrzymać i zwrócić na niego uwagę.
Jeszcze w trakcie tego ataku Billy usłyszał w swej głowie głos, który z kimś mu się kojarzył, ale w tej chwili nie mógł go do nikogo przypasować. Być może później, gdy nie będzie się już skupiał na tych maszynach... Sentinelach, jak się właśnie dowiedział. Dobrze było otrzymać więcej informacji na temat ich słabych i mocnych stron, a już szczególnie tych wybuchowych skłonności, których w tym miejscu powinni raczej unikać, lecz nastolatka najbardziej zainteresowała informacja o działaniach Mścicieli. Przynajmniej wyglądało na to, że nie będą musieli niszczyć wszystkich robotów... Ale jak długo mogła potrwać taka wyprawa? Już sama podróż - w zależności od odległości - potrafiłaby pewnie chwilę zająć, chyba że bohaterowie zainwestowali ostatnio we własnego teleportera. Gdyby nie miał tyle na głowie, Kaplan chętnie by do nich skoczył i ich podrzucił. Nawet teraz tak czy siak kusiła go ta opcja... I perspektywa wkręcenia się w tę misję. Mimo to wiedział, że tutaj spoczywały już na nim inne obowiązki, których nie zamierzał opuszczać. Każdy musiał odegrać własną rolę.
- Wszyscy słyszeli? - spytał na wszelki wypadek przez połączenie mentalne, bo w końcu nie wiedział na pewno, że ten przekaz nie dotarł tylko i wyłącznie do niego. Byłoby to dziwne, ale... Ale może jednak nie aż tak, bo Billy naprawdę odnosił wrażenie, że rozmawiał już wcześniej z właścicielką tego głosu. Tylko gdzie i kiedy miał ku temu... Och. Och. Teraz poczuł się naprawdę głupio. Odpowiedź chyba nie mogłaby być bardziej oczywista i Kaplan zamierzał utrzymywać, że wcale nie potrzebował czasu, aby do niej dojść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Cze 01, 2018 4:14 pm

Zdążyła na czas. Odczuła ulgę, ale tylko na krótką chwilę, gdyż roboty zauważyły różnicę w tarczy i uznały, że trzeba ją przetestować. Chciała przełknąć ślinę, ale czuła tylko pustynię w gardle. Wyprostowała ręce tak mocno jak tylko mogła. Miała wrażenie, że jej kończyny zostaną złamane przy którymś z ataków, a jej zdolności regeneracyjne nie dadzą sobie z tym rady i wizyta w szpitala byłaby konieczna. Zmarszczyła brwi, kiedy moc laserów próbowała ją odsunąć. Dla Kalii trzymanie tego typu bariery nie było ani proste ani przyjemne. A zmuszanie się do takiego wysiłku nie przychodziło jej z łatwością, gdyż to było nie kończyło się takim zwyczajnym zmęczeniem. Skończy się tak, że będzie i fizycznie i psychicznie zmęczona, więc praktycznie do nie do użytku.
Z ostatnim atakiem, tarcza telekinetyczna pękła, wywracając jej twórczynię. Dziewczyna nie podniosła się od razu zauważając, że pole Młodego Kapitana właśnie ponownie się pojawiło. Młoda Azjatka spoglądała w niebo zastanawiając się co tutaj się dzieje i co ona tutaj robi. Na niebieskiej płachcie widziała nowe roboty szybujące w jakieś odległe miejsce. W sumie nie interesowało ją gdzie, nie miała powodu się tym przejmować, skoro ważniejsze było tutaj i teraz. Może powinna zostać tak przed dłuższy czas? Nie czuła się za dobrze, nie była przyzwyczajona do tak częstego wykorzystywania swoich zdolności. Mógłby ją teraz ktoś wymienić. A możne ta nowa zajmie się wszystkimi? Co…? To byłby całkiem dobry pomysł. Nie ruszyła się nawet na minimetr, cały czas zostając w tej samej pozycji, jak pozostawiło ją rozbicie tarczy. Czuła się wystarczająco bezpiecznie za barierą młodego Mściciela, żeby nie być skłonną do żadnego ruchu w tej chwili. Może później… Ale oczywiście ta chwila nie mogła trwać wiecznie. Znowu usłyszała ten sam głos w głowie, tym razem zadanie się tyczyło także jej, ale… Ale ona nie chciała tego zadnia. Miała wrażenie, ze zaraz wybuchnie. Nie miała siły, a on chciał, żeby wydusiła z siebie ostatki mocy i chroniła ludzi. To brzmiało dla niej prawie jak próba samobójcza, a przecież ona nie miała takich zapędów.
-Słyszałam!- Krzyknęła ze złością w głosie i nie zwracając uwagi na zaskoczonych jej reakcją ludzi, zaczęła się podnosić z ziemi. Otrzepała ubranie oraz dłonie z brudu i spojrzała przed siebie. Gdzieś niedaleko wydawało jej się, że widzi czarnowłosą dziewczynę, którą wcześniej zauważyła na schodach, ale była zbyt zirytowana, aby się nad tym zastanawiać, więc ponownie ustawiła się naprzeciw metalowych puszek. Kiedy zauważyła, że pole powoli znika, czując jeszcze jak cała wrzała na złości, wyciągnęła gwałtownie ręce przed siebie i przywołując swoje moce tak samo jak wcześniej, wymusiła stworzenie tarczy jeszcze większej, jeszcze grubszej niż wcześniej. Była tak wściekła, że nie zwracała uwagi na to, że wykończy się wcześniej niż jakby używała swoich zdolności z rozwagą i pomysłem. Teraz była tylko zła i nie obchodziło ją nic. Cokolwiek wyszło z jej akcji, próbowała to utrzymać, żeby tamci się od niej odczepili i nie kazali jej tego powtarzać. Jeżeli jednak tarcza się nie pojawiła, dziewczyna próbowała ponownie ją utworzyć, do skutku. Nie chciała opanowywać swoich uczyć, gdyż wymagało to od niej podzielenia uwagi na siebie i na ochronę. Jeszcze w tym samym momencie przypomniało jej się, że Młody Kapitan nie oddał jej telefonu. Jej najukochańszego urządzenia, który był jej głównym źródłem kontaktu ze światem, gdy nie miała ochoty opuścić domu, po śmierci rodziców. Dostanie mu się za to, tupnęła ze złości nogą. Zemsta będzie słodka! Chociaż „słodka zemsta” to jej znaczeniu przywiązanie ofiary do krzesła i jedzenie przed nią czekolady, ale to nie działa we wszystkich przypadkach…
No i nagle znowu jakiś głos. Ale tego nie znała. Kobieta? Ale niby kto…? Wytłumaczyła w jakiej sytuacji się znajdują i z czym mają do czynienia. Nic z tych rzeczy nie pocieszyły dziewczyny. Nawet to, że Mściciele mieli szansę na zniszczenie wszystkich robotów w jednym momencie nie dodało jej otuchy, gdyż równie dobrze mogło im się nie powieść. Kiedy w miarę ochłonęła, zastanawiając się co teraz będzie, ponowie w jej głowie rozbrzmiał głos Młodego Kapitana, który zirytował ją od pierwszej sylaby.
-Taak!- Wrzasnęła, stawiając jedną nogę do przodu. Przez moment chciała przesunąć swoją tarczę tak szybko, żeby przewrócić najbliższe roboty, ale zawahała się i nie zrobiła tego. Nie była pewna czy jest w stanie wykonać ową czynność. Równie dobrze osłona mogła rozpaść się w trakcie ruchu, nim w ogóle dotarłaby do maszyn.
Trzymane cały czas przed siebie ręce zaczęły jej doskwierać,  lecz nie wiedziała czy jak je opuści to tarcza nadal będzie się trzymać czy jednak opadnie jak jej kończyny. Nie chciała na razie tego sprawdzać, więc zacinając zęby stała w tej samej pozycji, licząc na to, że kolejny atak nie uderzy w tarczę tak mocno, pozbawiając kontroli nad nią. Nie da rady postawić kolejnej tarczy jak nie odpocznie.
Jeżeli teraz zniszczą jej obronę to ona będzie na pierwszym froncie i pozostanie po niej tylko zwęglone ciało, jakich wiele na placu.

(Nieobecność 04.06.-09.06.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Cze 08, 2018 9:52 pm

Powiększona Ava - której teraz roboty dorastały mniej więcej do pasa - zabrała się za eliminowanie maszyn atakujących pole siłowe. Początkowo było to banalnie proste, by przeciwnicy nawet się nią nie interesowali, więc jedyny problem stanowiło tak naprawdę przechodzenie pomiędzy nimi - bo oczywiście dziewczyna wciąż musiała ku nim sięgać... No i poruszać się ostrożniej, chyba że nie przeszkadzało jej demolowanie elementów i tak już podniszczonej przez dotychczasową walkę ulicy, na których w dodatku mogłaby się pewnie potknąć i przewrócić.
Schody zaczęły się w zasadzie w momencie, gdy Ava pozbyła się już kilku robotów, a na niebie pojawiły się kolejne. Znajdowały się na tyle wysoko, że dziewczyna nie miałaby szans ich złapać, ani nawet do nich doskoczyć; mimo wszystko okoliczne budynki w zdecydowanej większości kończyły się o wiele wyżej, a maszyny siłą rzeczy musiały przemieszczać się ponad nimi, aby o o żaden nie zahaczyć... Więc jedyną opcją pozostawało ciśnięcie jednym z "naziemnych" przeciwników w te lecące nad placem.
Pomysł wydawał się być dobry - złapanie przeciwnika za korpus było wręcz łatwe, nawet jeżeli stosunkowo szybko zaczął się on wyrywać. Moment zajęło mu odpalenie silników odrzutowych, z których ten na plecach Ava już poczuła, nawet jeżeli nie wyrządził jej poważnej krzywdy - ale właśnie w chwili, gdy dziewczyna rozpędzała rękę, wewnętrzna strona jej palców oberwała promieniem z klatki piersiowej maszyny, wystarczająco silnym, aby - być może po części ze względu na element zaskoczenia - zmusić ją do rozluźnienia uchwytu.
Sentinel wyślizgnął się z jej dłoni, choć pęd tak czy siak skierował go w górę. Przeleciał spory kawałek, nim silniki pozwoliły mu w końcu odzyskać równowagę i zatrzymać się w powietrzu, zresztą poza zasięgiem rąk oraz ewentualnego wyskoku Avy, ale poniżej toru lotu jego kolegów po fachu. Robot potrzebował dwóch czy trzech sekund na przeanalizowanie sytuacji, potem zaś obrał dziewczynę za swój cel. Zapewne sugerował się jej rozmiarami, gdyż zaatakował nie tylko z obu dłoni, ale i z klatki piersiowej, celując w głowę Avy - nieprzerwanymi strumieniami, a nie pojedynczymi pociskami energetycznymi.
Podczas gdy jednak tymczasowa olbrzymka przeprowadzała swój plan działania, bariera została stopniowo wyłączona... I jak poprzednim razem, tak i teraz pozostające na placu maszyny wymagały krótkiej chwili, aby zorientować się, że ludzie ponownie zostali odsłonięci. Dzięki temu Kalia bez problemu zdążyła postawić własną tarczę jeszcze zanim zaczęły atakować, co przynajmniej w tym pierwszym momencie ograniczyło liczbę ofiar.
Choć nastolatka była zmęczona - i z pewnością czuła, że robiła więcej, niż zazwyczaj sobie na to ze swoimi mocami pozwalała - to jednak jej silne emocje wzmacniały jej zdolności. Tak to już było z osobami, która bazowały na energii samego umysłu. Dzięki temu dziewczyna nie tylko już za pierwszą próbą była w stanie wytworzyć swoją barierę, ale i rzeczywiście udało jej się rozciągnąć ją szerzej na boki niż poprzednim razem. Czy była grubsza i wytrzymalsza? To musiało się dopiero okazać w praktyce.
Najwyraźniej zresztą nie tylko ona zamierzała skupić się na chronieniu cywili... Których, swoją drogą, na zewnątrz została już tylko garstka w paru miejscach. Być może kilkanaście osób? Może dwadzieścia parę? Grunt, że potrzebowały dosłownie chwili, aby się schować, potem zaś nie trzeba się już będzie nimi dłużej przejmować... Prawdopodobnie. Chyba że wówczas roboty zmienią strategię i jednak zaczną atakować budynki.
Najważniejsze jednak, że nieznajoma blondynka ruszyła do pomocy. Co prawda nie asystowała samej Kalii, ale zbliżyła się do innego skupiska ludzi - nie na tyle, aby znaleźć się pomiędzy nimi i Sentinelami, lecz właśnie uderzyła zza pleców maszyn. Koncentrowała się na tych, które zaczynały celować do cywili i wyglądało na to, że ona również odebrała przed chwilą telepatyczny komunikat, gdyż zrezygnowała z odcinania kończyn czy przebijania klatek piersiowych i skupiła się na strącaniu głów z ramion robotów. Jej miecz było ostry i twardy; jedno gładkie cięcie wystarczyło, by łeb przeciwnika spadał.
Kobiecie udało się przeprowadzić kilka takich ataków, nim Sentinele rozpoczęły ostrzał. Blondynka była wówczas w trakcie zamachu, który pozbawił głowy jedną z maszyn - ale nienaturalnie dalekim susem przeskoczyła wreszcie przed ludzi, wyciągając miecz przed siebie, układając ostrze szerszą stroną do robotów i blokując je jedną dłonią, aby zatrzymać na nim przynajmniej kilka promieni. Tym razem była też gotowa na odrzut, bo dosłownie zaryła stopami w asfalt, pozostawiając w nim wgłębienia, ale nie odsunęła się daleko.
Strzały zaczęły również padać na barierę Kalii - bo w końcu maszyny musiały przystąpić do działania, ich zdezorientowanie nie mogło trwać wiecznie. Tutaj pojawił się jednak pewnego rodzaju paradoks; z jednej strony zmęczony umysł dziewczyny odczuwał je mocniej niż wcześniej, z drugiej - jej silne uczucia pozwalały jej wytrzymać więcej, jak gdyby ją napędzały. Tyle że nie mogła trzymać tarczy w nieskończoność... Albo ktoś musiał jej zaraz pomóc - albo ona sama zrobić coś nowego.
W tym czasie natomiast Wiccan ponad placem - teraz wyżej niż do tej pory - wystrzelił ku przelatującym Sentinelom dwa strumienie własnej energii. Trafienie wielu z nich nie było trudne, bo w końcu leciały praktycznie w kluczu; pomagał też fakt, że nie spodziewały się agresji, ba, zupełnie ignorowały wszystko to, co działo się pod nimi, więc nawet nie próbowały robić uników. Uderzenie sprawiło, że ich układ został rozbity i roboty rozeszły się na boki, raz czy drugi o siebie zahaczając, zależnie od tego, w którą stronę zostały odepchnięte... Lecz - zgodnie z przewidywaniami oraz z treścią telepatycznej wiadomości - sama energia najwyraźniej nie zrobiła im poważnej krzywdy. Wydawały się być w pełni sprawne.
Tak jak i wszystkie inne, one również potrzebowały kilku sekund, aby zorientować się w sytuacji, przez ten czas wisiały zaś w powietrzu we względnym bezruchu. W tym wypadku analiza okazała się jednak stosunkowo prosta, bo w końcu oberwały promieniami, a więc czymś ciągłym, dzięki czemu były w stanie ustalić źródło zagrożenia... I zwrócić się przeciwko niemu. Te zaczęły jeszcze lekko, ot, po prostu wyciągnęły po ramieniu w stronę chłopaka, a we wnętrzu ich dłoni rozpaliły się znajome światła, świadczące o nadchodzącym promieniu... Potem zaś wystrzeliły - mniej więcej jednocześnie, bo w przeciągu może dwóch sekund. Ataki te ciężko by było wyminąć, podróżowały zbyt szybko; jedyną opcję na unik stanowiło zareagowanie wcześniej.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 59
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Cze 14, 2018 3:01 pm

Podczas przemieszczania się Ava głównie zwracała uwagę na to, by nie uszkadzać okolicznych budynków i nie nadepnąć czy nie potknąć się o żaden samochód. Reszta rzeczy jak śmietniki czy inne drobne elementy znajdujące się na ulicy nie były już tak istotne. Jeśli musiała to deptała je, jeśli nie to oczywiście zostawiała je w spokoju. Porządne buty sprawiały, że nie czuła za bardzo nierówności pod stopami. Uważała też, czy w pobliżu nie ma jeszcze ludzi, ale ci chyba już wszyscy pochowali się po budynkach zgodnie ze wskazówkami pozostałych walczących osób.
Strącenie przelatujących Sentineli okazało się jednak nie być tak łatwe, jak się tego spodziewała. Przede wszystkim dlatego, że złapany robot stawiał opór. Wyrwał się z jej rozluźnionego uścisku i zdążył wyhamować w powietrzu nim doleciał do przelatującej grupki. Co za tym idzie, żadnego z nich nie udało się jej zatrzymać. Liczyła na lepszy efekt. Nie wzięła pod uwagę tego, jak silne mogą być silniki maszyn. Były powolne i dosyć ślamazarne, ale za to silne. Jednak ona była silniejsza, a do tego nie powolna choć w obecnym rozmiarze na pewno trudniej robić uniki.
Kiedy usłyszała w swojej głowie głos, przez jej twarz przemknął uśmiech. Przecież właśnie cały czas to robiła. Nie miała żadnych bajerów w postaci ognia czy prądu. Nie, po prostu była super silna. Nie miała jak walczyć w inny sposób niż używając siły fizycznej.
Nie było jednak czasu rozmyślać nad nowymi instrukcjami, gdyż Sentinel postanowił chyba się odwdzięczyć za to co mu zrobiła i obrał ją za swój cel. W dodatku celował w nią zarówno z dłoni i jak i reaktora na klatce piersiowej.Dziewczyna uniosła lewą rękę, na której miała rękaw z łańcuchami i osłoniła się przed promieniami, zerkając w bok, by przyjrzeć się sytuacji. Jeśli blisko niej był jakiś Sentinel to wycelował w niego nogą, by go kopnąć. Oczywiście nie na barierę tylko najlepiej w stronę innego Sentinela. Takiego, który strzelał w barierę, jeśli było to możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Cze 14, 2018 11:31 pm

Billy w napięciu obserwował z dołu efekty swoich działań, przez cały ten czas mentalnie trzymając za nie kciuki. Kiedy tylko wyemitowana przez niego energia trafiła w roboty, chłopak aż zmrużył lekko oczy, starając się jak najlepiej dostrzec ile to dało... I prędko przekonał się, że mniej więcej tyle, ile oczekiwał. Nie spodziewał się, że uszkodzi którąś z maszyn, bo w końcu już wcześniej zorientował się, że jego elektryczność nie stanowiła dla nich zagrożenia, ale najważniejsze było to, że - zgodnie z jego planem - przeciwnicy się zatrzymali i zwrócili na niego uwagę. Teraz mógł się zacząć tym ostatnim martwić.
Chłopak na wszelki wypadek rozszerzył swoją prywatną barierę, równocześnie wzmacniając ją przez wpakowanie w nią większej dawki energii, skoro chwilowo tak czy siak nie wykorzystywał jej w żadnym innym celu. Mógł sobie na to pozwolić, przynajmniej do czasu, aż nie ustali jakiegoś lepszego planu działania. Podczas gdy Sentinele wyrównywały swoje pozycje, Kaplan usłyszał jeszcze w swojej głowie kolejny żeński głos, odpowiadający na jego niedawny komunikat. Skoro jedna osoba zareagowała, to najprawdopodobniej pozostałe również otrzymały tamtą telepatyczną informację, a to... To go uspokoiło. Trochę. Na tyle, na ile było to w tym momencie możliwe.
Problem polegał na tym, że ten głos nie brzmiał na zbyt szczęśliwy i z tego względu nastolatek na sekundę czy dwie skierował swoje spojrzenie w dół, aby ocenić rozwój wydarzeń. Wiedział, że nie powinien zbyt długo zwlekać, ale chciał się przynajmniej upewnić, że pozostali jako tako sobie radzili. Oczywiście najłatwiej było mu stwierdzić co się działo z Avą, ale tak naprawdę ledwo to zarejestrował, bo zdawał już sobie sprawę z tego, że dziewczynę ciężko było zranić. Zainteresował go jedynie fakt, że starała się wyeliminować resztę znajdujących się na placu robotów i to mu wystarczyło. Zauważył też, że maszyny atakowały tarczę ich nowej - najnowszej - koleżanki, ale miał nadzieję, że Azjatka wytrwa na tyle długo, by Ava zdążyła się ich pozbyć... Błyski odbijanej energii sprowadziły wzrok Billy'ego ku blondynce, która blokowała mieczem kierowane ku ludziom ataki. Wydawało mu się to mało praktyczne, ale przynajmniej dawało jakieś efekty. Z tego wszystkiego brakowało mu tylko Sammy, której w tym zamieszaniu nie zdążył nawet namierzyć. Chłopak był jedynie w stanie ocenić, że nie robiła niczego widocznego gołym okiem, ale nie chciał się tym jeszcze martwić. Może zbierała siły.
Upewniwszy się, że jego pomoc nie była bardzo pilnie potrzebna tam na dole, Kaplan znów zwrócił spojrzenie ku tym latającym Sentinelom. Co mógł im zrobić, skoro energia tak słabo na nie działała? To w końcu na niej bazowała jego jedyna stricte bojowa zdolność - i tak naprawdę pozostałe również, choć w trochę mniej bezpośredni sposób. Tyle że... Może byłby w stanie wykorzystać coś defensywnego czy zwyczajnie użytkowego, aby jednak wyrządzić im jakąś krzywdę? Na forach internetowych i stronach poświęconych bohaterom dość się naczytał na temat tego, w jaki sposób sprytnie pożytkowali swoje moce. Chyba potrafiłby teraz pójść w ich ślady. Teoretycznie posiadał kilka pomysłów...
Tyle że najpierw musiał się obronić, bo podczas gdy on przyglądał się temu, co się pod nim działo i próbował ustalić swój następny krok, maszyny zdążyły do niego wymierzyć. Być może dałby radę uniknąć ich ataków, ale nie wiedział jak daleko one sięgały. Gdyby dotarły aż do placu i zrobiły tam komuś krzywdę... Ciężko byłoby mu coś takiego przełknąć, więc po prostu nie mógł w ten sposób zaryzykować. Wolał już spróbować zablokować ataki, bo w końcu wcześniej wychodziło mu to całkiem nieźle. Jego bariery przynajmniej pod tym względem się sprawdzały, a ta była w dodatku mniejsza i przez to wytrzymalsza. Nawet przy siedmiu skoncentrowanych na niej wiązkach powinna przetrwać.
Z drugiej strony nie oznaczało to, że nastolatek powinien kusić los i po prostu przyjmować na siebie ataki. Tutaj nikt nie mógł mu pomóc. Wszyscy inni działali na dole, a liczenie na to, że niespodziewanie przybędzie ktoś nowy, latający i do tego wystarczająco silny, żeby wyeliminować te roboty... Powinno pewnie pozostać w strefie marzeń. Innymi słowy, póki co był chyba zdany na siebie. Ale w porządku, to jeszcze nie koniec świata. Prawdopodobnie. Z drugiej strony mógł to być koniec świata dla niego, jeżeli jednak mu się coś nie uda.
- Hej, taka sugestia na przyszłość... Dawajcie znać, gdy będziecie pilnie potrzebować pomocy. Wolę wiedzieć, że w razie czego to usłyszę, niż się o to martwić i rozglądać po okolicy, a zgaduję, że wy pewnie też - zwrócił się do dziewcząt. Koniec końców właśnie na tym polegała praca zespołowa, a Kaplan przez parę miesięcy miał ją wbijaną do głowy przez Tarczę, więc teraz chętnie przeniósłby tego rodzaju nawyki na pozostałych. Nie mógł się jeszcze wypowiadać w kwestii Azjatki, bo jej obecność na placu była przypadkowa, ale Ava została chyba sprowadzona właśnie po to, aby wcielić ją do drużyny, prawda?
Po swoim wcześniejszym ataku Billy wciąż miał ręce wyciągnięte przed siebie i lekko uniesione, bo skierowane ku robotom. W międzyczasie zdążyły ugiąć się lekko w łokciach, lecz teraz znów je wyprostował, a następnie rozsunął na boki. Aura tak czy siak nieustannie wokół nich wirowała, ale w tym momencie przyspieszyła, a i oczy chłopaka rozbłysły jaśniej, gdy koncentrował się na wykonaniu swojego nowego pomysłu. Całe wnętrze jego kulistej tarczy wypełniał pulsujący raz mocniej, a raz słabiej błękitny blask...
Chłopak potrafił dokładnie sobie wyobrazić co chciał osiągnąć. Może i ataki energetyczne nie robiły Sentinelom krzywdy, ale nie oznaczało to, że maszyny były kompletnie odporne na energię samą w sobie... Że ją ignorowały. W końcu o tym również już się przekonał, bo był w stanie je nią odepchnąć. Kaplan postarał się więc wytworzyć dwa pionowe, proste i sztywne pola siłowe na lewo i na prawo od robotów. Nie nadawał im określonego kształtu, nie musiały być regularne, wystarczyło tylko, aby pojawiły się po obu stronach grupy przeciwników... A następnie prędko ku sobie ruszyły, zgarniając ich po drodze. Choć nie musiał, nastolatek szybko przyciągnął przy tym do siebie dłonie, kończąc ten gest klaśnięciem - symbolizującym to, w jaki sposób obie bariery powinny się ze sobą gwałtownie spotkać. Aura wokół jego rąk rozlegle przy tym zafalowała.
Billy liczył na to, że roboty znów okażą się nie być zbyt inteligentne. Że nie zareagują na samo zamanifestowanie się jego mocy, że nie spróbują na czas się usunąć... I że wystarczająco długo nie będą potrafiły ocenić sytuacji, by pola siłowe zdążyły je na siebie zepchnąć i przynajmniej uszkodzić, a może nawet zmiażdżyć. Było to sporo założeń, ale na podstawie dotychczasowych obserwacji odnosił wrażenie, że wcale nie prosił o zbyt wiele. Poza tym... Nawet gdyby nie udało mu się w ten sposób zniszczyć maszyn, to może przynajmniej przerwałby ich atak i mógłby spróbować jeszcze innego podejścia.
Gdyby faktycznie dał radę zrobić im dość krzywdy, aby jakieś ich części - lub nawet całe roboty - zaczęły spadać, Kaplan czym prędzej złapałby je kolejnym, tym razem poziomym i lekko wygiętym na środku w dół polem siłowym, rzecz jasna najpierw tak czy siak usuwając te dwa ofensywne, gdyż one spełniłyby już swoje zadanie. Takie zbędne elementy prędko opuściłby na dowolny płaski dach w pobliżu, byle tylko nie mogły zlecieć na dół i kogoś zranić. Chłopak nawet nie próbował zrobić tego ostrożnie, bo w końcu wszystkie te części mogły się już porozbijać. Nikomu raczej na nich nie zależało.
Jeżeli zaś rzeczywiście Sentinele na moment zostały zmuszone do zaprzestania ostrzału, Billy wykorzystał tę chwilę i znów zwrócił ręce w ich kierunku. Nie zamierzał atakować ponownie strumieniami energii, tylko drobnymi jej pociskami - przypominającymi bardziej miniaturowe pola siłowe, zaostrzone i cienkie, za to, dzięki swoim małym wymiarom, zbite i twarde. Z daleka trudno mu było dobrze celować, szczególnie czymś o wielkości i wymiarach może jego dłoni, ale starał się jak mógł i w razie czego na bieżąco modyfikował tor lotu tych pocisków. Miał nadzieję, że przynajmniej część z nich trafi w głowy, stawy czy repulsory na klatkach piersiowych robotów. Nie liczył zresztą tylko i wyłącznie na to, że wbiją się w metal. Ich nieco większa szerokość mogła pozwolić na to, by coś przecięły... Na przykład pozbawiły jakąś maszynę połączenia między ręką i tułowiem. To też by było miłe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Cze 17, 2018 12:51 am

Międzyczasie Samantha przemieściła się już w stronę budynku, czując zarazem uścisk w żołądku. Rozbicie lodowej bariery sprawiło, że poczuła się gorzej i zarazem mniej pewniej. Przez ten moment również przebiegało jej po głowie myśli w stylu: "Co, jeśli mnie obrali za cel?". Nie mogła jednak zatrzymać się i ukryć na tyle, by mieć pewność, że nie skupiała na sobie uwadze. Więc przemieszczała się nadal tak samo jak wcześniej, aż w końcu dotarła na miejsce.
Jej reakcja na przekazy telepatyczne była jednolita - czyli potwierdzenie, że dotarło do niej. Nie poświęcała jednak temu więcej czasu. Jej uwaga była podzielona pomiędzy wykonywaniem zadania, upewnieniem się, gdzie byli ludzie i sprawdzeniem, na czym skupiały się roboty - inaczej mówiąc, czy były zajęte przez pozostałych walczących czy też wolały strzelać w nią lub w ludzi.
W momencie rozgrywanej akcji, dziewczyna zajmowała się rozprzestrzenianiem lodu bezpośrednio na budynkach, pomijając jedynie wejścia do niego. Podczas tego procesu nie przerywała kontaktu fizycznego, chcąc, by jej moc była jak bardziej efektowna i działała jak najszybciej w danej sytuacji. W miarę możliwości przemieszczała się wzdłuż nich, bez odrywania dłoni, by móc ułatwić sobie używanie mocy. Również miało to inny cel, albowiem chciała też zbliżyć się do ewentualnego miejsca, który stanowiłby chwilową kryjówkę. O ile coś takiego znajdowało się w zasięgu wzroku.
Jeśli już wszyscy ludzie weszli do środka, przeszła również do przemieszczenia lodu, by już całkowicie okrył tą część placu, i by również nie znajdowały się już żadne inne "dziury" w jej dziele. W miarę możliwości postara się, by warstwa lodu miała kilka-kilkanaście centymetrów grubości.
Czuła, że jej serce biło jak szalone. Mimo wszystko była zmuszona zarazem nadal patrzeć, czy nie nastąpił atak ze strony Sentinelów i ewentualnie próbować "naprawić" powstałe szkody. Nie wiedziała zarazem, kiedy osiągnie swój limit, ale nie myślała nad tym. Nie miała w planach ani poddawanie się, ani zastanowienie się nad tym związanego z tą tematyką.
- Chyba gotowe z tym lodem! Co teraz? - odezwałaby się, przekazując wiadomość do Wiccana, jeśli rzeczywiście udałoby się jej ukończyć aktualne zadanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Cze 18, 2018 5:15 pm

Kalia czekała, aż w końcu wszyscy ludzie, których osłaniała, schowają się do budynku. Chciała zrobić coś innego, niżeli stanie i trzymanie tarczy. Zerkała co jakiś czas za siebie, aby sprawdzić czy już wszyscy zniknęli z ulicy. Kiedy zauważyła, że prawie nikogo już nie było do osłaniania, zrobiła powoli dwa kroki przed siebie, cały czas utrzymując tarczę. Chciała sprawdzić, czy bez jej udziału moce nadal będą działać, opuściła jedną rękę, a po chwili drugą, jeżeli tarcza oparła, szybko poniosła ją ponownie, jak nie to rozejrzała się po okolicy. Musiała wykonać jakiś inny ruch, dopóki roboty nie interesowały się budynkami, w których chowali się ludzie. Nie może ich wystawić na niebezpieczeństwo. Zrobiła kolejne dwa kroki przed siebie, cały czas przesuwając tarczę, aby była pomiędzy nimi ta sama odległość. Rozglądała się na boki, cały czas osłonięta tarczą, chciała sprawdzić jak daleko może iść niezauważona przez roboty, może raczej, kiedy się nią zainteresują. Powoli zaczęła zmniejszać tarczę, a jej końce zakrzywiać tak, żeby miała ochronę także po bokach.
Zauważyła, że po jednym z budynków leżały jakieś kawałki szkła i tynku, więc spróbowała je podnieść. Cały czas była skupiona na swojej tarczy, która była już tylko trochę większa od niej samej, ale pozwalało jej to na rozdzielenie swojej uwagi na kawałki, którymi chciała zaatakować roboty. Pamiętała to co powiedział nieznany jej kobiecy głos. Jakby udało jej się szkłem uderzyć w klatkę piersiową maszyny, może by udało ją się zniszczyć. Lecz to tego nie miała pewności i liczyła, że jego odłamki nikogo by nie zraniły. Dużo było tutaj niewiadomych, ale nie miała zamiaru z tego powodu zrezygnować z ataku. Miała jeszcze kawałek drogi do pierwszego robota, ale nie chciała się śpieszyć. Jakby pobiegła, na pewno zostałaby od razu obrana na cel, a i nie wiedziała czy jest w stanie utrzymać tarczę będąc w pośpiechu. Nie szła tak otwarcie, ale także nie chowała się za każdym możliwym obiektem. Próbowała zlać się z otoczeniem, a nie w nim ukryć. Może i to nie była dobra taktyka, ale taką sobie młoda Azjatka upodobała na ten moment. Robiła drobne kroczki, czasami przesuwając się w bok, jakby kamuflując swój pierwotny tor lub unikając jakiegoś obiektu. Jeżeli któraś z maszyn obrała sobie Kalię za cel, dziewczyna natychmiast przystawała, jak się dało wzmacniała tarczę, zaprzestając ciągnięcia za sobą szła i ustawiała się tak, żeby trudno było ją przewrócić. Kiedy mocno wbijała swoje buty w podłoże, zastanawiała się czy nie powinna od razu zamówić kolejnej pary. Oczywiście jak odzyska swój telefon o tego irytującego Kapitanka. Znów poczuła wzburzenie emocji, co zazwyczaj obijało się na jej zachowaniu. W chwili, gdy nie była atakowana i przebywała w miejscu, gdzie nic jej nie przeszkadzało, przygotowała się do swojej akacji. Zerknęła jeszcze gdzie się znajdują obie dziewczyny, które były w pobliżu i kiedy żadna z nich nie była w jej zasięgu, Koreanka podniosła wyżej szklane odłamki. Każdy jej ruch był gwałtowny, jednak z nutą dziewczęcej gracji. Uniosła szkło na wysokość klatki piersiowej puszki i zmusiła kawałki do bardzo szybkiego ruchu w stronę repulsora. Cały czas utrzymywała przed sobą tarczę, a przez to, że nadal była kontrolowana przez emocje, nie odsunęła się na bok, tylko spoglądała jak szkło zbliża się do robota. Jakby coś nie poszło po jej myśli, spróbowałaby to skorygować w miarę jej możliwości.
W między czasie usłyszała ponownie wiadomość telepatyczną od młodego mściciela, więc tylko mruknęła coś pod nosem w odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Cze 20, 2018 11:42 pm

Kiedy Ava osłoniła twarz przedramieniem, promienie emitowane przez celującą w nią maszynę rozeszły się przede wszystkim po materiale jej rękawa, szybko przepalając go z jednej strony i sprawiając, że reszta po prostu zleciała na drogę - wliczając w to cięższy po powiększeniu łańcuch. Co prawda dziewczyna nie odnosiła obrażeń, lecz tak czy siak musiała uważać, gdyż już po kilku sekundach Sentinel zaczął przesuwać się w powietrzu, jednocześnie na bok i trochę niżej, aby zmienić kąt ataku - najwyraźniej uparcie starając się trafić w twarz Avy. W pierwszej chwili mogła nawet nie zwrócić na to uwagi, bo w końcu ręką zasłaniała sobie widok. Prawdopodobnie jej głowa tak czy siak nie ucierpiałaby z powodu promieni - lecz na przykład oczy już by mogły.
Przynajmniej dziewczyna zdążyła kopnąć jednego z robotów, odpychając go w ten sposób kilka metrów dalej - na innego. Co prawda żadnego z nich nie zniszczyło to całkowicie, ale tego pierwszego mocno wgniotło w miejscu kontaktu... A do tego oba na chwilę przerwały atakowanie. Tak się zresztą składało, że należały do tych celujących do blondynki z mieczem, ta zaś wykorzystała sytuację - szybkim, ale pewnym ruchem szarpnęła swoją bronią w taki sposób, aby odbić skupiające się na niej strumienie energii, a następnie zwinnie wyminęła kolejne ataki, by dokończyć to, co Ava rozpoczęła. Szybko poradziła sobie z tym mniej uszkodzonym Sentinelem, potem zaś pozbawiła głowy tego wgniecionego i powalonego. Płynnie przechwyciła świeżo odcięty element i cisnęła nim w kolejną maszynę, akurat tracącą nią zainteresowanie - najpewniej po to, aby nie zwróciła się przeciwko nielicznym cywilom pozostającym na placu. Zaraz potem blondynka wróciła do walki w zwarciu, wyraźnie preferując ją ponad osłanianie ludzi.
Przez cały ten czas natomiast po budynkach stopniowo rozchodził się lód. Siłą rzeczy działo się to tylko po jednej stronie placu, a tak czy siak trochę trwało - chwilowo wyłączając Sammy z akcji. Początkowo dziewczyna mogła się stosunkowo swobodnie przemieszczać ze względu na to, że stanowiła pojedynczy cel, a więc mało atrakcyjny w porównaniu do grup ludności, jednakże te coraz bardziej topniały - i szanse na zostanie zaatakowanym rosły. W końcu Sammy dotarła do miejsca, które chroniła Kalia - i dalej nie mogła się przenieść, chyba że oderwałaby rękę od ściany, aby wyminąć te resztki ludności oraz oczywiście drzwi. Z drugiej strony zależało jej przecież na osłonie, a tę właśnie otrzymała - pod postacią telekinetycznej tarczy... Więc w gruncie rzeczy nie musiała już migrować. Wystarczyło tylko poczekać na zniknięcie niedobitków.
Skupiona na swojej tarczy - która, jak się okazało, wcale nie wymagała unoszenia rąk do jej podtrzymywania, przynajmniej jak długo dziewczyna koncentrowała na niej swoje myśli - oraz na zbieraniu szkła i tynku, Kalia miała z kolei początkowo pełne prawo nie zwrócić uwagi na pojawienie się za nią Sammy. Najprawdopodobniej dostrzegła ją dopiero przy którymś z kolei zerknięciu przez ramię, kiedy już zdążyła trochę oddalić się od rzędu budynków.
Promienie jeszcze przez chwilę uderzały w barierę dziewczyny, za każdym razem równie nieprzyjemnie, jednakże zredukowanie jej powierzchni sprawiło, że stała się mniejszym celem... Tyle że z tego właśnie względu jeden czy drugi strumień energii przemknął w końcu bokiem, uderzając najpierw w róg przejścia do budynku - i niszcząc tam niewielki fragment ściany, co na szczęście Sammy tak czy siak mogła później zakryć lodem - a następnie w jedną z ostatnich osób na tym odcinku. Nie zdążyła, a właściwie nie zdążył nawet krzyknąć, gdyż był to mężczyzna koło trzydziestki; nieco młodsza kobieta obok niego za to jak najbardziej wyrobiła się z pełnym przerażenia okrzykiem i straciła zainteresowanie ucieczką, zamiast tego padając na kolana obok powalonego ciała, w dodatku mniej niż dwa metry od Sammy. O dziwo inny, starszy mężczyzna poczuł się do złapania jej za ramię i odciągnięcia jej, zawodzącej, do wnętrza budynku.
Nie zmieniało to faktu, że sama Kalia coraz mniej interesowała maszyny - być może dlatego, że zorientowały się, że tak czy siak nie wyrządzały jej krzywdy. Jedna po drugiej zaczęły więc zmieniać cel, to kierując się ku innym skupiskom niedobitków, to ku walczącej blondynce - która w pewnym momencie znów niemalże oberwała, w ostatniej chwili blokując atak mieczem, a i tak odsuwając się kawałek z powodu jego siły i, zapewne, z zaskoczenia. Co ciekawe, większość Sentineli ignorowała również Avę, pomijając tego jednego, którego sama sprowokowała wcześniej do agresji. Od czasu do czasu w tarczę Kalii uderzał jeszcze jakiś promień, ale było ich zdecydowanie mniej, niż można by się było tego spodziewać w takich okolicznościach.
W końcu jednak dziewczyna zdecydowała się zaatakować zebranymi odłamkami - które bez problemu dotarły do okienka na klatce piersiowej wybranego robota... Tyle że okazały się mniej wytrzymałe od materiału, z którego ten został wykonany. Rozbiły się na jego powierzchni, skutecznie zwracając jednak uwagę maszyny, która tym razem zareagowała nieco szybciej, choć wciąż nie w trybie natychmiastowym - bo może po sekundzie od oberwania. Mogło to świadczyć na przykład o tym, że Sentinele z góry wiedziały jak odpowiadać na cios wymierzony właśnie w to miejsce... Albo mógł to też być przypadek.
Grunt, że okienko rozświetliło się tak, jak zazwyczaj wnętrza dłoni robotów - i w następnej chwili z jego wnętrza wystrzelił szerszy strumień energii, silniejszy od tych wysyłanych z rąk. Wzmocniona tarcza Kalii co prawda go zablokowała, lecz zaraz potem pod jego wpływem pękła; dziewczyna musiała ją więc postawić od nowa, najlepiej jak najszybciej, gdyż w tym czasie była odsłonięta... A Sentinel szykował się już do kolejnego ataku. Na szczęście nie planował chyba ponowić swoich działań, bo zamiast tego skierował ku dziewczynie rękę - co zapowiadało słabszy, lecz i tak zabójczy promień... Przed którym mogła albo się osłonić albo spróbować najpierw przed nim uskoczyć.
Rzecz jasna przez oddalenie się Kalii Sammy skończyła znów bez kryjówki i mogła najwyżej przemieścić się za jeden z porzuconych przy chodniku samochodów - licząc na to, że żaden robot przypadkowo lub umyślnie w niego nie trafi. Plus był taki, że przynajmniej przez ten czas niedobitki zdążyły już pochować się w budynkach, drzwi zostały za nimi zamknięte i dziewczyna mogła je zamrozić, zarówno tutaj, jak i w innych miejscach. Ostatnim takim przejściem było to, którego wcześniej strzegła blondynka z mieczem, ale nawet tam cywile w końcu zniknęli we wnętrzu lokalu, chyba akurat restauracji.
Jednocześnie na niebie toczyło się inne starcie. Choć początkowo promienie rozeszły się po tarczy energetycznej Wiccana, to roboty - przecież dopiero co zaczepione i sprowokowane do walki - nie zamierzały tak łatwo ustąpić, najprawdopodobniej licząc na to, że jednak się przebiją... Lub zbyt wolno interpretując dane, aby już teraz zrezygnować. Jak by nie było, grunt, że nie miały nawet dość czasu, aby ewentualnie zadecydować o zaniechaniu ataku i zmianie celu, nim z dwóch stron uderzyły w nie pola siłowe.
Metoda okazała się być na swój sposób skuteczna - przynajmniej w tym sensie, że najwyraźniej przynajmniej jedna czy dwie maszyny oberwały w sposób, który rzeczywiście je uszkodził. Minus? Wyglądało na to, że naruszone zostały ich reaktory lub chociaż jakieś z nimi połączenia, gdyż doszło do eksplozji, najpierw mniejszej, a w następnej sekundzie większej - jak gdyby ta pierwsza zaszkodziła sąsiednim Sentinelom.
W tym wypadku zadziałał pewnie przede wszystkim element zaskoczenia, który sprawił, że te boczne pola siłowe zostały rozerwane - a może wpłynęła na to sama siła wybuchów. Ważne, iż bariery nie zablokowały ani rozchodzącej się we wszystkich kierunkach energii, ani istnego deszczu większych - naprawdę dużych, bo składających się na przykład z całego oderwanego ramienia - oraz mniejszych odłamków, które odrzucone zostały wiele metrów dalej. Obsypały one część placu na dole, wliczając w to Avę, Sammy, Kalię, towarzyszącą im blondynkę oraz pozostałe Sentinele... Chyba że któreś z nich zdążyło się pod czymś schować. Rzecz jasna największe szanse miała na to Kalia ze swoją telekinetyczną tarczą, bo zapewne już wcześniej tak czy siak planowała jej ponowne wytworzenie. Ava natomiast nie musiała się raczej przejmować nawet tymi większymi elementami robotów - za to okazało się, że dwie z maszyn w znośnym stanie przetrwały eksplozję i zostały tylko wgniecione oraz odepchnięte w zasięg rąk dziewczyny, wciąż nad jej głową. Co prawda zatrzymały się w powietrzu i jeszcze nie podejmowały nowych akcji, ale pewnie szkoda by było zmarnować taką okazję.
Niektóre odłamki uderzyły również w wytworzony przez Sammy lód, miejscami trochę go krusząc, lecz ze względu na kąt spadania takich było stosunkowo niewiele. Z podobnego względu mniej dotarło ich też do Billy'ego - głównie takie lżejsze, które mogły polecieć dalej od większych i cięższych. Na jego wysokości poważniejszy problem stanowiło już samo uderzenie energii, na tyle silne, że było w stanie go odepchnąć.
Mimo wszystko sytuacja zaczynała wyglądać lepiej. Ludzie zostali usunięci z placu i czekali w budynkach - lub uciekli na sąsiednie ulice - a do tego nawet część Sentineli zakończyła swój żywot, chociaż więcej wciąż krążyło po okolicy. Deszcz odłamków na moment odwrócił ich uwagę, lecz potrwało to krótko i teraz znów zaczynały szukać nowych ofiar - najbardziej łakomymi kąskami zdawały się zaś być Sammy i wojowniczka z mieczem, a w następnej kolejności Kalia. Ba, niektóre maszyny ruszyły z miejsca, chyba zamierzając opuścić plac i znaleźć nowe cele gdzieś indziej. Teraz był najlepszy moment, aby ponownie je zaatakować, nie martwiąc się już chronieniem cywili.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 59
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Cze 26, 2018 5:13 pm

Stratę rękawa Ava mogła przeżyć. Nie był aż tak drogi jak bluzka czy spodnie. A wygodniej było jej się osłonić właśnie tym ramieniem. Przesunęła nieco rękę, by zerknąć na robota i odchylić się lekko, gdyby znowu w nią celował. Co zapewne robił. Jej kopnięcie nie trafiło w roboty, które atakowały barierę, a ich nieznaną pomocniczkę. Właściwie nie miało to większego znaczenia. Ważne, że trafiła jakiegoś Sentinela i pomogła w ten sposób. Jeden robot uderzył w drugiego, a blondynka wykorzystała okazję, by zniszczyć je oba. Jeden po drugim. To dawało im dwa roboty mniej do waki. Powoli szli do przodu. Niszczyli kolejne maszyny. Musieli wytrzymać dopóki Avengers nie zniszczą głównego źródła Sentineli.
Mutantka widziała, jak budynki są pokrywane powoli lodem. Lód zapewne będzie chronić budynki i ludzi, którzy byli wewnątrz. Ochrona niewinnych była w tej chwili najważniejsza. W ogóle cywile nie potrafili się bronić. Mogli tylko uciekać i chować się. To ich zadaniem była walka. Jej i reszty osób, które to właśnie robiły. Tu lub w innych częściach miasta. I w ogóle Stanów. Kto wie, jak wiele miejsc zostało zaatakowanych.
- O mnie nie musisz się martwić na razie. - odparła chłopakowi w myślach. Dawała sobie radę, a do tego roboty tak naprawdę nie robiły jej większej krzywdy.
Kiedy nagle dosłyszała eksplozję, Ava obróciła głowę, by zobaczyć odłamki robotów rozsypujących się po okolicy. Co mówił ten głos w ich głowach wcześniej? Trafienie w reaktor doprowadza do wybuchu. Ktoś musiał więc uszkodzić reaktor. Siła eksplozji odepchnęła również dwa roboty w jej stronę, co dziewczyn postanowiła od razu wykorzystać. Nie musiała się martwić, że kogoś zrani, bo ludzie się pochowali. Dlatego wykonała krótki zamach rękoma, by uderzyć w obydwa roboty z góry, prosto w ich głowy. Liczyła, że zepchnie je w dół siłą uderzenia i uszkodzi porządnie. W razie potrzeby wykorzysta buty, by dobić maszyny silnymi nadepnięciami na głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Times Square   

Powrót do góry Go down
 
Times Square
Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Trafalgar Square
» Imperial Times IV

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: