Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Times Square

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Times Square   Wto Maj 07, 2013 6:11 pm

First topic message reminder :



Plac na Manhattanie w Nowym Jorku znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i alei Siódmej, rozciągający się od ulicy 42 do ulicy 47. W Stanach Zjednoczonych jest tym, czym Plac Czerwony w Moskwie, Pola Elizejskie w Paryżu czy plac Trafalgar w Londynie. Jest to jedna z ikon Nowego Jorku oraz centrum światowego handlu oraz mody, słynie z dużej ilości oświetlenia.
Nazywający się wcześniej Longacre Square, plac ten otrzymał swoją obecną nazwę po tym, gdy The New York Times przeniósł swoją siedzibę do nowo wybudowanego New York Times Building (obecnie nazywanego One Times Square). Powiększony obszar placu Times, zwany Theatre District, składa się z budynków pomiędzy aleją 6 i 8 oraz ulicą 40 i 53, uzupełniając zachodnią część handlową centrum Manhattanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Wiccan

avatar

Liczba postów : 503
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Cze 27, 2018 5:26 pm

Billy martwił się o to, że uderzeniem z dwóch stron nie wyrządzi robotom dostatecznej krzywdy i będzie musiał zająć je w inny sposób - a tu okazało się, że jego obawy były zupełnie bezpodstawne... Bo wręcz przeciwnie, jakoś przeciwnikom zaszkodził i to najwyraźniej poważnie. W normalnych okolicznościach by się z tego cieszył i w myślach sobie gratulował. Teraz jednak nie miał ani na to czasu, ani do tego głowy, gdyż wybuch zaskoczył go w wystarczającym stopniu, aby przez krótką chwilę nie przejmował się niczym innym.
W pierwszym odruchu nastolatek wygenerował przed siebie więcej energii, aby wzmocnić swoją barierę ochronną od strony eksplozji, równocześnie zaś odepchnął się w powietrzu w przeciwnym kierunku, chcąc zwiększyć swoją odległość od jej centrum... Co dodatkowo ułatwiło mu samo uderzenie powietrza, które przesunęło całą jego bańkę. Oba te działania weszły mu już w nawyk, więc nawet się nad nimi nie zastanawiał, co przełożyło się na prędkość wprowadzenia ich w życie. Przynajmniej do tego przydały mu się treningi. Jako że chłopak znajdował się niżej od robotów, to cofając się siłą rzeczy osunął się jeszcze o metr czy dwa, ale na tej wysokości nie robiło to wielkiej różnicy, bo tak czy siak pozostawał daleko ponad głowami wszystkich na placu.
Dopiero w następnym momencie do Kaplana dotarło jakie szkody te wszystkie odłamki mogły wyrządzić tam na dole. Jego spojrzenie natychmiast powędrowało pomiędzy sojusznikami i przez kilka sekund nastolatek pozostawał w bezruchu, karmiąc energią swoją tarczę i rozglądając się po okolicy. Choćby nawet chciał, to nie zdążyłby już nikogo osłonić, ale po prostu musiał się upewnić, że przypadkowo nie doprowadził do czyjejś krzywdy... Przynajmniej poważnej. W końcu początkowo liczył na to, że wyłapie takie resztki i opuści je w bezpieczne miejsce, więc to nie tak, że się ich nie spodziewał. Nie przewidział tylko aż tak gwałtownej reakcji na atak... A to już była jego wina.
Ale nie, teraz nie mógł sobie jeszcze pozwolić na czarne myśli. Potem się w nich zatopi, w to nie wątpił, lecz póki co potrzebował trzymać je na dystans i zachować zimną krew. Głębokie oddechy, analiza sytuacji, otóż to... Z góry chłopak był w stanie ocenić, że na placu pozostawali już tylko walczący, no i oczywiście Sentinele, a więc pierwszy punkt programu został zrealizowany. Sammy zresztą przed chwilą go o tym informowała. Cudownie, szkoda tylko, że nie zdążył dobrze zastanowić się nad następnym krokiem, bo jakoś tak ciągle zajmowało go coś innego - ale to nic, naprawi to, zaraz coś wymyśli.
Ogólny plan zdawał się być w końcu prosty. Niszczenie robotów po jednym zajmowało mnóstwo czasu, one zaś zaczynały się już chyba rozchodzić, dlatego musieli się pospieszyć, by im nie uciekły... W związku z czym najlepiej byłoby jak najprędzej zaatakować je masowo. Wzmocnione lodem budynki powinny przynajmniej częściowo ochronić znajdujące się w środku osoby - po tej stronie placu. Może Sammy mogła się też zająć tą drugą? Tak na wszelki wypadek, bo tam pewnie też skryli się ludzie. Przy okazji kupi im to krótką chwilę na ustalenie dalszych działań.
- Zrób to samo z budowlami po drugiej stronie, a potem zaczynamy. Um, koleżanko z telekinezą, możesz odprowadzić Sammy na miejsce i dopilnować, żeby wam obu nic się przez ten czas nie stało? A potem natychmiast przenieście się na któryś z dachów, najlepiej jak najwyżej - poinstruował, bo akurat ta część brzmiała logicznie i nie musiał zbyt długo się nad nią namyślać. W ten sposób Ava i ta druga nienazwana sojuszniczka mogły jeszcze skupić się na zajmowaniu maszyn, podczas gdy on sam... Och, czemu by nie?
- Ava, skoncentruj się na tych robotach, które próbują opuścić plac. Wszystko jedno jak, byle nam nie uciekły. Kiedy Sammy skończy, też będziesz musiała wycofać się gdzieś na bok - zwrócił się do dziewczyny, gdyż do tej blondynki mógłby tylko krzyknąć, a z tej odległości niekoniecznie by go zrozumiała... Jeżeli w ogóle zwróciłaby na niego uwagę. Trudno, musieli mieć nadzieję, że sama domyśli się czego najbardziej w tej chwili potrzebowali. Albo że któraś z dziewcząt jej to przekaże. Wydawała się skoczna, więc w razie czego później pewnie sama dostałaby się na dach...
Umysł Billy'ego działał teraz na wysokich obrotach. Nastolatek starał się szybko ustalić co dalej, w międzyczasie zaś przesunął się mniej więcej na środek placu, oczywiście wciąż wysoko w powietrzu, po czym zaczął obracać się wokół własnej osi, wyszukując wzrokiem te Sentinele, które kierowały się ku sąsiednim ulicom. Łapał je w pole siłowe i szarpał w przeciwną stronę, najlepiej tak, aby uderzyły w inne maszyny, po czym zostawiał je w spokoju, chcąc jedynie zająć je czymś na chwilę. Byle Sammy zdążyła z mrożeniem ścian.
- Ktoś poza mną jest w stanie wywoływać ataki obszarowe? Na tyle silne, żeby zadziałać na więcej robotów naraz? - spytał, choć po części domyślał się odpowiedzi. W końcu nie oczekiwał czegoś takiego od Avy, no i zgadywał, że ta wojowniczka również skupiała się na fizycznej walce. Telekineza wchodziła w grę, chociaż nie przyglądał się poczynaniom Azjatki na tyle, aby być w stanie ocenić poziom jej mocy. Podobnie było z Sammy. Samo zamrożenie ulicy wiele by tu nie dało, bo maszyny pewnie by im uciekły w górę, ale jeżeli przy okazji potrafiła na przykład generować zamieć... To w dużej mierze pokrywałoby się już z pomysłem Kaplana. A telekineza pomogłaby im strącać te roboty, które mimo wszystko byłyby bliskie oddalenia się.
Wszystko to w teorii brzmiało aż za dobrze i wrodzony pesymizm Billy'ego podsuwał mu już milion scenariuszy, w których coś szło nie tak, ale chłopak uparcie starał się je od siebie odrzucać. Martwienie się na zapas niczego nie zmieniało, wiedział o tym, powtarzał to sobie w myślach, byle tylko nie popaść w panikę, która zjadała go od środka od pierwszej chwili, gdy pojawiły się Sentinele... Och, gdyby jeszcze tak łatwo potrafił uwierzyć w to, że akcja przebiegnie zgodnie z planem. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Cze 29, 2018 3:44 pm

Spojrzała za siebie, od razu zauważyła mężczyznę, którego zabił promień i płaczącą przy nim kobietę. Hm… Oni pewnie też tak zginęli. Kiedy ktoś nie zauważył, że oni jeszcze nie uciekli… Nie mieli się czym ochronić, za czym schować… W tym momencie nie czuła nic, ani smutku, ani bólu. Śmierć kogokolwiek, nawet jej rodziców, nie wzbudzała w niej mocniejszych uczuć. Tylko kilka sekund przyglądała się sytuacji przy budynku, ale dla niej trwało to o wiele dłużej. Musiała wrócić do rzeczywistości, gdyż nikt nie będzie na nią czekał, a na pewno nie roboty.
Zauważyła, że jej atak nic nie zdziałał, a tylko ponownie sprowadził na nią zainteresowanie maszyny. Dziewczyna przełknęła ślinę i w tym samym momencie tarcza oberwała promieniem. Wytrzymała, ale chwilę po tym roztrzaskała się, zostawiając Koreankę bez osłony. Widząc, że puszka chce zaatakować ponownie, uskoczyła szybko za niewysoki murek i wręcz położyła się na ziemi. Gdy tylko dotknęła ciałem gruntu, zabrała się za ponowne tworzenie tarczy, które miała osłonić nie tylko ją, a także wszystkich co znajdowali się za nią. W momencie, kiedy próbowała jak najbardziej rozszerzyć swoją tarczę, zauważyła coś kątem oka, więc spojrzała w stronę nieba. Na plac spadały jakieś kawałki. Przez chwilę zastanawiała się o co chodzi, ale prawie natychmiast zorientowała się, że to części zniszczonych maszyn i zaraz ją rozgniatając na miazgę. W pośpiechu spróbowała wykrzywić tarczę, tak żeby osłaniała ich z bok i z góry. Miała wrażenie, że nie da rady rozciągnąć jej na taki obszar, więc podniosła się szybko z ziemi i pobiega w stronę czarnowłosej dziewczyny, wiedząc, że nadludzko wysoka nieznajoma sama sobie z tym poradzi, a blondynka z mieczem była na tyle zwinna i szybka, iż pomoc była jej zbędna. Tarczę cały czas ciągnęła za sobą, aby nie musieć nadwyrężać swoich mocy, a także uważać na ataki robotów, które lubiły strzelać w ruchome obiekty. Kiedy zdołała dotrzeć do Królowej Lodu, wzięła głęboki oddech i spróbowała rozbudować swoja tarczę, aby była większa i mocniejszą.
Trudno była utrzymać nad sobą spadające elementy, ale zagryzła mocno wargę bez zamiaru poddania się i zastania mokrą plamą, gdyby jakaś cześć spadła na nią. Jeżeli niebo już się oczyściło, rzuciła wszystkie kawałki na puste miejsce. Gdyby jednak nie była w stanie sama utrzymać złomu robotów, szybko rzuciła do czarnowłosej krótkie polecenie o pomoc.
Po jakimś czasie usłyszała kolejny komunikat Kapitana. „Koleżanko z telekinezą”? Wiedziała, że o nią chodzi, ale nazywanie ją po zdolnościach, było dosyć… Dziwne…
-Kalia.- Odezwała się po chwili. Przedstawiła się imieniem, gdyż chowanie swojej tożsamości teraz nie miało się na nic, wszyscy już i tak widzieli jej twarz. Po tej całej akcji, powinna zniknąć na jakiś czas.
-Jasne.- Nie miała nic przeciwko takiej strategii. Nie wiedziała, która z dziewcząt to Sammy, ale łatwo się tego domyśliła. Nowoprzybyła amazonka nie była nią na pewno, sama mogła się dostać gdzie powinna, olbrzymka także odpadła, gdyż Kalia nawet nie miałaby szans jej podnieść, nie ta waga. Więc ostatnią i jedyną opcją pozostała czarnowłosa nieznajoma, a może trochę już znajoma. Imię już poznała. Spojrzała na Królową Lodu i uśmiechnęła się wesoło.
-Jakby co, to nie martw się, nie upuszczę Cię.- Pokazała język Sammy, w miedzy czasie kontrolując swoją tarczę, aby przypadkiem się nie rozpadła, albo po prostu nie opadła. Kalia była otwartą osobą i mało co ją krępowało, więc nie czekając na reakcję czarnowłosej, chwyciła ją za rękę i powoli zaczęła unosić w górę, aby sprawdzić jak sobie radzi z podwojonym ciężarem.
-Chyba nie masz lęku wysokości?- Zadała pytanie, ale w sumie nie oczekiwała żadnej odpowiedzi, gdyż nie miała zamiaru postawić Sammy na ziemi. Kiedy uznała, że dobrze trzyma równowagę, spróbowała jak najszybciej je przetransportować na drugą stronę, pilnując osłony. Nie zatrzymywała się nawet, gdy roboty do nich strzelały, była wręcz pewna, że uda jej się utrzymać tarczę, pomimo śmiertelnych ataków. Teraz była bardziej przejęta ochroną, gdyż była bardziej rzeczywista. Trzymała za rękę osobę, którą chroniła, to nie był bezimienny tłum ludzi, których nawet nie rozpozna przy kolejnym spotkaniu. Jeżeli zostawały zaatakowane, Azjatka nieświadomie ściskała mocno palce na skórze Królowej Lodu. Kiedy wylądowały, szybko puściła Sammy, i zabrała się za trzymanie tarczy.
-Jak tylko skończysz, powiedz mi, a zaraz będziemy do góry.- Uśmiechnęła się szeroko do dziewczyny, a następnie wróciła do obserwowania okolicy, aby nie zostać zaskoczona przez maszyny czy jakieś latające obiekty.
Kolejne pytanie od Kapitana. Kalia zastanowiła się na moment. Posługuje się telekinezą, ale nie na tyle silną, aby nazwać to „atakiem obszarowym”. Mogłaby coś zrobić, ale raczej by to za dużo im nie pomogło, nie była pewna czy przesunięcie robota byłoby możliwe, gdyż wyglądały na dosyć ciężkie, a jak sama dobrze wiedziała, jej zdolności miały spore ograniczenia. Chociaż z drugiej strony, kiedy potrzebowała to szybko nauczyła się nowego rodzaju posługiwania się swoją mocą.
-300 kg to mój limit.- Powiedziała i pochyliła głowę. Wydawała się smutna z tego powodu, ale tak naprawdę wiedziała, że zrobiła dużo, aby uratować ludzi, których nigdy nie pozna i powinna być z tego dumna. Przeciągnęła się, gotowa do kolejnej rozgrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Lip 05, 2018 8:49 am

Jej działania przynosiły skutek, coraz to większa część pokrywała się lodem. Owszem, powstały delikatne utrudnienia, chociażby w postaci drzwi, które nie mogła od razu potraktować lodem. Dodatkowo, miała trochę szczęścia, że przez ten czas Sentinele nie zwracały na nią uwagi, gdy używała swojej mocy. Dzięki temu mogła spełnić swoje zadanie, jak i nie być niepokojona. Jednakże musiała podjąć parę decyzji międzyczasie. Chociażby taką, czy iść dalej czy poczekać, aż reszta ludzi się schowa. Patrząc po ich ilości, zdecydowała się poczekać jeszcze, zarazem próbując naprawić stworzone szkody przez maszyn.
W momencie, gdy padł nieznany jej mężczyzna, zadrżała, zarazem czując, jak serce jeszcze szybciej jej bije. Ten strzał... Był blisko. Nawet zbyt blisko... Mogła to być ona. Zdawała sobie z tego sprawę. Wzięła głębszy wdech i błyskawicznie odwróciła wzrok, by nie patrzyć na ową scenę. Jednakże nie mogła zignorować tego krzyku. Próbowała się również nie zastanawiać, która osoba już tak ucierpiała.
Po tym, gdy już ostatnie osoby pochowały się, przeszła do dokończenia działania - potraktowanie lodem i samych drzwi, by skończyły tak samo jak wcześniej ściany budynku. W tym przypadku, podchodziła do każdego z zamkniętych wejść i dotykając je, używała mocy. Uniknięcie działania ze strony maszyn... Przemieszczała się, próbując w razie możliwości wykorzystywać osłonę ze strony samochodów. Nie zatrzymywała się na dłużej. Jej celem było niezwracanie na siebie uwagę przez przeciwników...
Nie spodziewała się jednak, że nagle z nieba polecą fragmenty robotów.
Jeśli będzie mogła, trafi pod osłonę Kalii. Sama również spróbuje coś zdziałać, w tym przypadku tworzenie bloków, które miały na celu spychanie z toru spadania poszczególnych części (wpierw tworzyłaby lód na ziemi, ale tak, by omijał Kalię i jej tarczę). Tworzone od ziemi, po skosie, by mogły trafić w nie. Jeśli zdoła, będzie również próbowała za pomocą tworzonego lodu zrzucać z tarczy Kalii części maszyn, w ten sam sposób, co by strącała z nieco z trasy fragmenty.
Wychodziło również na to, że miała się zająć i innymi budynkami, tym razem po drugiej stronie.
- Okay - poruszyła nieco palcami. Nim zdążyła się zastanowić, jak można byłoby się tam dostać, usłyszała słowa skierowane ku sobie. Nie z telepatii... Zwykłe.
- Ee... - niespecjalnie wiedziała jak zareagować. Wtedy poczuła, że łapie jej rękę. Sama również uścisnęła jej dłoń i lekko uśmiechnęła się. - Zobaczymy - skomentowała jedynie w ten sposób. Kalia zaczęła się unosić... I najwyraźniej brunetka wraz z nią. Dla niej taki sposób "poruszania się" był nowością. Jednakże podczas tego lotu, nie mogła wspomóc jej, by chronić się przed ewentualnymi atakami.
Jeśli udało się dotrzeć bezpiecznie, przeciągnie się na szybko, by ponownie rozruszać mięśnie i dotknie dłonią ściany, używając mocy.
- Jasne, jasne - odpowiedziała jej. - Ale będę musiała się poruszać - tak jak wcześniej, by móc efektywniej używać swojej mocy. Jeśli już wszyscy się pochowali, to nie musiała ani czekać, ani omijać wejść, tylko wszystko potraktować lodem.
Po usłyszeniu wiadomości, zastanowiła się na szybko, zarazem starając się nie przerywać zajęcia.
- Um. Ja nie jestem pewna. Moja moc będzie słabsza na odległość. Chyba. Sama nie wiem. Nigdy nie próbowałam. Dodatkowo niezbyt przejmowali się lodem - odparła, zajmując się dalej ścianami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Lip 09, 2018 3:52 pm

Kiedy Kalia uskoczyła przed kolejnym atakiem robota i położyła się za murkiem, zapewne bardziej usłyszała, niż zobaczyła przecinający nad nią powietrze promień, który zakończył swoje istnienie uderzając w ścianę jednego z budynków - a dokładniej w utworzony przez Sammy lód, przy okazji krusząc jego część. Najważniejsze jednak, że tym razem nikomu nic się nie stało... A brakowało przecież niewiele.
Uderzające w zakrzywioną tarczę dziewczyny odłamki były tak naprawdę mniej odczuwalne od strumieni energii - na szczęście dla niej, gdyż to oznaczało, iż mogła z góry założyć, że powinna sobie z nimi dać radę. Najważniejsze było więc dla niej to, aby bariera przyjęła i zachowała odpowiedni kształt... Oraz oczywiście wielkość, skoro nastolatka zdecydowała się chronić nie tylko siebie. Problem polegał jednak na tym, że Kalia zdążyła oddalić się od Sammy - która z kolei została przy ścianie... A pociski spadały szybko. Zauważenie ich, podjęcie decyzji, poderwanie się z miejsca - to wszystko trwało.
W związku z powyższym Kalii udało się w pierwszym momencie zadbać o własne bezpieczeństwo, lecz nim dotarła do drugiej dziewczyny, duża część odłamków zdążyła już spaść. Sammy musiała ratować się przez tworzenie lodowych bloków, z których część została rozłupana fragmentami metalu, rozpryskując się większymi i mniejszymi kryształami we wszystkie strony. Dopiero pod koniec tego przypadkowego ataku dziewczęta mogły połączyć siły, co z kolei ułatwiło Kalii zadanie. Niektóre odłamki strącił z jej tarczy lód, inne zaś sama w końcu odrzuciła, gdy zrobiło się już "bezpiecznie".
Dla Avy, zgodnie z przewidywaniami, opadające szczątki robotów nie stanowiły większego zagrożenia. Trochę tych mniejszych części osiadło jej na włosach czy ubraniu, ale jej nadludzka odporność wciąż była aktywna, więc chroniła ją nawet przed siniakami. Mimo to dziewczyna zaczynała już powoli odczuwać negatywne skutki utrzymywania jej cały czas włączonej - być może wzmożone przez powiększoną formę, a może przez ilość zablokowanych do tej pory obrażeń. Nie było to jeszcze poważne zmęczenie psychiczne, lecz zauważalne, więc dziewczyna powinna być w stanie je odnotować.
Jej atak z góry rzeczywiście sprowadził te dwie maszyny na poziom ulicy, tym samym sprawiając, że w pobliżu w zasadzie nie latały już żadne Sentinele - wszystkie widoczne w okolicy znajdowały się na ziemi. Głowy tych dwóch zostały uszkodzone, ale dobicie ich na wszelki wypadek nadepnięciami nie zaszkodziło; do żadnych wybuchów przy tym nie doszło, więc najwyraźniej zasugerowana niedawno metoda rzeczywiście się sprawdzała. Co prawda samo zepchnięcie maszyn sprawiło, że jedna z nich prawie trafiła w kręcącą się niedaleko Avy blondynkę, lecz ta błyskawicznie szybko uskoczyła - znów zdecydowanie zbyt daleko, niż byłby to w stanie zrobić zwykły człowiek. Skok zakończyła w dodatku uderzając stopą w plecy jednego z robotów.
Wojowniczka robiła co mogła, by utrzymać równowagę między szybkim niszczeniem pobliskich Sentineli, a zwracaniem na siebie uwagi tych dalszych. Najwyraźniej ona również doszła do wniosku, że lepiej było mieć je wszystkie na oku, zamiast pozwolić im się rozejść. Mimo to jej możliwości atakowania na odległość wyglądały na bardzo ograniczone... Głównie ciskała ku przeciwnikom odciętymi głowami czy odłupanymi fragmentami wystroju ulicy. Choć była szybka, to sama na pewno nie mogła zdziałać cudów.
Chwytanie w pole siłowe i odciąganie przez Wiccana odchodzących Sentineli pomagało, lecz niestety również na krótko - nawet wtedy, gdy maszyny na siebie wpadały. Co prawda powstrzymywało je to na parę sekund, w trakcie których odzyskiwały równowagę i analizowały sytuację, ale najwidoczniej nie odbierały tego jako faktycznego ataku - albo przynajmniej nie potrafiły ustalić skąd on nastąpił, więc nie zmieniały celu, nie odpowiadały agresją. Jak by nie było, grunt, że szybko wracały do swojego poprzedniego pomysłu, czyli chęci oddalenia się z placu... I cały zabieg należało powtórzyć. A robotów wcale nie było mało. Kilka już teraz zdążyło przejść na sąsiednie ulice.
Kalia i Sammy z kolei - po krótkiej dyskusji - mogły udać się na drugą stronę placu. Połączenie lewitacji i pola siłowego stanowiło dla nich wystarczająco dobrą obronę, choć parę Sentineli tak czy siak się nimi zainteresowało. Kilka strumieni energii rozbiło się o tarczę Kalii, lecz także i tym razem większość maszyn straciła zainteresowanie, gdy zorientowała się, że ich ataki nic nie dawały. Wolały skupić się na jasnowłosej wojowniczce - lub właśnie na opuszczaniu placu w poszukiwaniu nowych ofiar.
Teraz dla obu dziewcząt zadanie było już prostsze. Sammy mogła od razu przystąpić do zamrażania ścian i przejść, a dzięki tarczy Kalii musiała przejmować się tylko tym, żeby nie przewrócić się na leżących tu czy tam zwłokach - gdy przesuwała się wzdłuż budynków. Jako że zainteresowanie Sentineli spadło, Kalia również mogła być spokojniejsza... Choć pewnie tak czy siak powinna na wszelki wypadek zachować czujność, bo jednak od czasu do czasu w ich stronę wędrował jakiś promień - niemalże jak na próbę. Ich zmniejszona częstotliwość ułatwiała dziewczynie podtrzymywanie bariery.
Rzecz jasna takie zamrażanie trochę trwało - choć Sammy mogła zauważyć, że tak czy siak tego dnia zrobiła swoimi mocami naprawdę sporo w mimo wszystko krótkim czasie. Widać potrzeba potrafiła wymuszać postęp... Wreszcie ściany od strony placu zostały zaś skute lodem - ale do tego czasu jeszcze kilka Sentineli uciekło na pobliskie ulice. Wojowniczka z mieczem ruszyła za nimi jedną z nich, ale przecież nie mogła być w paru miejscach jednocześnie, więc niestety mogła zająć się tylko tą jedną drogą.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Lip 13, 2018 1:29 pm

Odłamki przestały na nią spadać i Ava mogła przestać się osłaniać. Podniszczonymi ubraniami przestała się już przejmować. Trzeba będzie skończyć z bohaterzeniem, bo inaczej straci wszystkie ubrania. I co powie rodzicom? Że znowu walczyła z robotami? A pieniądze nie rosną na drzewie i skądś trzeba je wziąć na ubrania. Ciekawe jak superbohaterowi sobie radzili z kostiumami. Mieli je niezniszczalne? Chyba nie, bo czasem walki w wiadomościach pokazywały, jak walczą w nieco podniszczonych już strojach. Tylko, że pewnie chociażby tacy Avengers to kasy mieli w huk i jeszcze więcej skoro mieli w swoich szeregach Starka. Mogli sobie pozwolić na takie coś.
Rozejrzała się dookoła, by zorientować się jak wyglądała obecnie sytuacja. Przez brak celów do atakowania roboty zaczynały się rozchodzić na wszystkie strony, kierując się na inne ulice, gdzie mogły znaleźć kolejnych ludzi do zabijania. Nie mogli na to pozwolić. Musieli dopilnować, by Sentinele zostały jak najszybciej zniszczone i nigdzie im nie pouciekały. Zauważyła, że blond bohaterka z mieczem skierowała się jedną z ulic za częścią maszyn, więc chociaż jedna droga do pilnowania odpadała.
- Wiem wiem, spokojnie. Nie damy im uciec. - odpowiedziała na słowa Wiccana w swojej głowie. Oczywistym było, że trzeba zatrzymać roboty. Ava rozejrzała się więc szybko po placu i jeśli dojrzała w pobliżu jakąś ciężarówkę czy chociaż wóz dostawczy to szybko podbiegła do pojazdu, by go podnieść i przestawić. Chciała ustawić samochód w poprzek ulicy, by zagrodzić przejście robotom. Te zdawały się kierować jak najprostszymi sposobami. Atakowały pieszych, ignorowały pojazdy czy budynki. Być może więc pojazd zagradzający im drogę zniechęci je do podążania dalej w tym kierunku i zmusi je do odwrotu, by szukać innej, pustej ulicy.
Mutantka zerkała w stronę dziewczyn, które również miały się oddalić z placu po wykonaniu swojej części zadania. Jeśli wciąż miała czas na akcję to zrobiła dokładnie to samo z kolejną ulicą, o ile znalazł się inny samochód. Jeśli nie było ciężarówek czy wozów dostawczych to tym razem Ava postanowił ustawić zwykłe samochody obok siebie, tworząc kolejną barykadę.
W razie gdyby dziewczyny było już w bezpiecznym miejscu, dziewczyna schowa się za samochodami od strony przeciwnej niż plac. Nie wiedziała, co dzieciak planuje, ale zdążyła zauważyć, że miał ciekawe moce. Teraz miała chwilę na odpoczynek. Ignorowała zmęczenie tak długo, jak to było możliwe. Podobnie jak to robiła w kopalni. Walka o życie niewinnych była ważniejsza od jej zmęczenia. Na wytchnienie pozwalała sobie dopiero, gdy miała na to chwilkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 503
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Lip 15, 2018 6:57 pm

W trakcie tego pojedynczego cofania robotów, Billy od czasu do czasu poświęcał krótką chwilę na sprawdzenie sytuacji, w jakiej znajdowały się wszystkie jego towarzyszki. Jego spojrzenie najczęściej koncentrowało się jednak na Sammy oraz, jak już wiedział, na Kalii, bo to w końcu one zajmowały się teraz najważniejszym, a na pewno najpilniejszym zadaniem. Chłopak wolał mieć pewność, że nic im się nie stanie... I chciał też od razu się zorientować, gdy skończą, aby nie stracić ani odrobiny czasu.
Mimo to Kaplan powstrzymywał się przed ingerowaniem, zarówno przy tej dwójce, jak i przy Avie czy ostatniej sojuszniczce. Sprowadzanie maszyn z powrotem na plac i tak było wystarczająco męczące - nie tyle pod względem wykorzystywanej do tego siły i energii, co samej żmudności tej czynności. Prawdę mówiąc zdawała się po prostu nie mieć końca. Co szarpnął jakiegoś robota do tyłu, to już musiał złapać kolejnego i zrobić z nim to samo - a wolał nawet nie myśleć o tym, ile w ogóle mu uciekało, kiedy skupiał się na pozostałych... Dobrze, że nie działał sam, ale nawet w trójkę nie powstrzymywali wszystkich przeciwników. Z góry widział to doskonale i w duchu powtarzał sobie, aby się tym jeszcze nie przejmować. Potem je wyłapią. Najistotniejsze było to, aby najpierw zaatakować większość, a później będą mogli w spokoju zająć się niedobitkami... Tak. Cierpliwości.
Główny problem polegał obecnie chyba na tym, że ani Sammy, ani Kalia nie zgłosiły zdolności, które pomogłyby im w masowym niszczeniu Sentineli. W najgorszym wypadku dziewczyny powinny być przynajmniej w stanie zadbać o własne bezpieczeństwo, a to już coś, ale Billy liczył na to, że może uda im się przygotować jakiś wspólny atak... Trudno. W jego głowie tak czy siak zaczynał kształtować się pomysł, a jeżeli ktokolwiek będzie w stanie jakoś go wspomóc, to tym lepiej - ale w ostateczności może jakoś się bez tego obejdzie.
Nastolatek odczekał aż do momentu, gdy Sammy skończyła zamrażać ściany po drugiej stronie placu, a kiedy tylko upewnił się, że Kalia zabrała ją na dach lub w inne bezpieczne miejsce - choć prawdę mówiąc nie wyobrażał sobie teraz lepszej kryjówki - zerknął jeszcze na wszelki wypadek na Avę. Ostatnia wojowniczka gdzieś zniknęła mu z oczu, ale przynajmniej nie widział jej na otwartym terenie, a to mu tak naprawdę w pełni wystarczało. Ważne, że nie będzie narażona na nieprzyjemności, które zamierzał zgotować robotom.
- Możemy zaczynać. Sammy, gdyby lód się wykruszył i coś niedobrego działo się z budynkami, w miarę możliwości pokrywaj je dodatkową powłoką. Kalia na pewno zadba o twoje bezpieczeństwo i może w razie czego przetransportuje cię tam, gdzie będzie potrzeba... Ale w takim wypadku trzymajcie się wysoko - zwrócił się do towarzyszek, chcąc zwrócić na siebie ich uwagę i uprzedzić o tym, by były w stanie gotowości. Przy okazji dopiero teraz chłopak zdał sobie sprawę z tego, że już wcześniej mogli zabrać Sammy na dachy, żeby zamrażała ściany z góry, bez martwienia się o to, że trafi w nią jakiś promień... Ale za późno na przejmowanie się takimi niedopatrzeniami. Następnym razem może wpadnie na to prędzej. Albo nawet nie będzie musiał, bo będzie z nimi ktoś lepiej radzący sobie z podejmowaniem decyzji i wydawaniem rozkazów.
Kaplan odczekał na odpowiedzi, jeżeli jakieś nastąpiły, ostatni raz powiódł wzrokiem pomiędzy dziewczynami, po czym wreszcie przystąpił do realizowania tej głównej ofensywnej części swojego planu. Na początek zaczął gromadzić więcej energii, nie formując z niej jednak niczego konkretnego, tylko pozwalając jej wokół siebie swobodnie krążyć, zbierać się, budować. W tym czasie wyobrażał już sobie efekt, który chciał wywołać na dole. Skupiał się na kilku najważniejszych cechach i elementach, które po prostu musiały wystąpić - a równocześnie układał sobie w głowie odpowiednią formułkę.
Potrzebował... Wiru. Na tyle dużego, aby sięgnął niemalże do ścian budynków, ale w miarę możliwości się z nimi nie zetknął, aby nie uszkodzić ich bezpośrednio, tylko w najgorszym wypadku ruchem powietrza. Jeżeli tylko było to możliwe, czyli jeśli roboty trzymały się bliżej centrum placu, to nie rozciągał swojego energetycznego tworu aż tak daleko. Wystarczyło, aby pierwsze smugi błękitu i bieli zatoczyły koła po zewnętrznej stronie maszyn, na różnych wysokościach, ale góra dwa, trzy metry nad ziemią... Na początek przynajmniej. Potem natomiast musiały zacząć się zagęszczać i rozpędzać, naciskając jednocześnie z góry i z boku, sprowadzając roboty do środka wiru, ale i sprawiając, by nie mogły poderwać się do lotu - albo chociaż wzlecieć zbyt wysoko. Najważniejsze wydawało się chłopakowi to, aby uniemożliwić im ucieczkę poza plac.
Billy wciąż zwiększał prędkość krążącej energii, ponownie wykorzystując ją nie tyle  do rażenia przeciwników elektrycznością, ale do uderzania w nich niczym fizycznymi ciosami - przy akompaniamencie sztucznie wytwarzanego wiatru. Miał nadzieję, że przynajmniej kilka z nich wybuchnie, być może wysadzając wraz ze sobą pobliskie maszyny, ale wszelkie inne uszkodzenia też byłyby miłe. Gdyby zaś udało mu się zerwać lub chociaż przebić ich powłoki ochronne, to być może ich wnętrza byłyby już bardziej podatne na wyładowania towarzyszące jego wirowi. Przy okazji na zjawisko załapały się pewnie również inne obiekty z placu, w tym na przykład porzucone samochody, ale tym lepiej. Mogły zostać wykorzystane jako większe czy mniejsze pociski.
Otoczony rozległą teraz aurą nastolatek zadbał o to, aby przesunąć się w powietrzu w taki sposób, aby nie znajdować się bezpośrednio ponad swoim tworem. Brał pod uwagę to, że roboty tak czy siak mogą być w stanie się wznieść, a w takim wypadku gotów był przeciągnąć wir wyżej, czyniąc z niego coś na kształt niebieskiego, błyskającego piorunami, kontrolowanego tornada. W końcu trąby powietrzne potrafiły wyrządzić ogromne szkody, więc czemu ta jego nie miałaby pogruchotać Sentineli?
Wokół Billy'ego coraz wyraźniej widoczne stawały się wzory i kształty, które prawie na pewno nie mogły być przypadkowymi ułożeniami smug błękitnego światła. Wyglądały na zbyt skomplikowane, szczegółowe, niczym konkretne znaki... A jednak nie cyfry czy litery, tylko bardziej niecodzienne symbole. Przechodziły one płynnie między różnymi stanami, krążąc dookoła niego, splatając się w łańcuchy - te zaś wspólnie tworzyły jeszcze większą całość, poruszając się na planie wieloramiennej gwiazdy, a dalej następnej - oraz okręgów i nachodzących na siebie fal. Wszystko to w dodatku nie występowało na jednej płaszczyźnie, ale na różnych.
Ramiona chłopaka rozłożone były na boki, dłonie skierowane wnętrzem ku górze, głowa zaś odchylona lekko do tyłu, nawet jeżeli wyłapywał jeszcze spojrzeniem to, co działo się na placu. Jego oczy w całości zakrywała energia, a zarówno włosy, jak i peleryna trzepotały zgodnie z silnymi podmuchami powietrza, generowanymi przez uderzenia jego rozchodzącej się we wszystkich kierunkach mocy. Nie było to tak naprawdę przyjemne uczucie, bo zimny i ostry wiatr dawał uczucie dyskomfortu... Ale Kaplan starał się skupiać tylko i wyłącznie na wirze, wizualizując sobie zachodzące w nim z konieczności zmiany i powtarzając w myślach to jedno słowo, aby się nie rozkojarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Lip 20, 2018 6:28 pm

Pilnowała Sammy jak oka w głowie. Nie chciała, żeby cokolwiek się jej stało, więc kiedy tylko ona przechodziła dalej, aby zamrozić resztę budynków, Kalia podążała za nią, trzymając wokół tarczę. Obserwowała najbliższe roboty, żeby być gotowa na każdy możliwy atak, chociaż zauważyła, że przestały się nimi interesować, tylko co jakiś czas kierował się w ich stronę promienie. Żaden z nich nie przebił się przez telekinetyczną tarczę, pozostawiając obie dziewczyny bezpieczne, a mimo wszystko nie pozwalając Koreance całkowicie się zrelaksować. Nie była oczywiście, aż tak bardzo skupiona jak wcześniej, gdyż nie atakowały co kilka minut, ale kontrolowała tarczę na bieżąco, aby nic nie stało się czarnowłosej dziewczynie.
Kiedy Sammy dłużej przebywała w jakimś miejscu, Kalia siadała na jakiś murkach czy podobnych obiektach i obserwowała rozwój wydarzeń. Mieli jakieś szanse tylko wtedy, gdy któreś z nich wykona jakiś niesamowity trik, który zniszczy większość maszyn. Z drugiej strony liczyła, że jakby takie coś wyszło, to jednak nie przyzwie to kolejnej chmary robotów, które bez mgnienia okiem zaczną do nich strzelać. Młoda Koreanka chciała w końcu odpocząć, chociaż jakieś dziesięć minut, ponieważ od jakiegoś czasu nie przestawała nawet na moment używać swoich zdolności, co skutkowało powiększającym się zmęczeniem. Może jak udadzą się na dach to będzie mogła na chwilę opuścić tarczę.
Widząc, że Sammy powoli kończy swoje zadanie, nastolatka zbliżyła się do niej, cały czas utrzymując wokół nich tarczę. Szczerze mówiąc, mało orientowała się kto gdzie się znajduje, oczywiście pomijając olbrzymią dziewczynę, którą nie dało się ominąć. Zauważyła, że ostatni kawałek budynku pokrył się lodem, więc złapała Sammy za rękę i przeplotła swoje palce pomiędzy jej.
Słysząc znajomy głos w głowie, a także zdanie o niej samej od razu odpowiedziała na nie.
-Jasne! O to nie musisz się martwić.- Spojrzała na czarnowłosą i mocniej ścisnęła palce na jej skórze.
-Teraz idziemy do góry, OK?- Nie czekała na jej odpowiedź, przecież i tak by ją tam zabrała. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Musiała ponownie unieść je obie, ale tym razem do góry i to całkiem sporo, cały czas pilnując także tarczy, gdyż może zmiana wysokości zainteresować roboty. Tak samo jak wcześniej, powoli zaczęła podnosić siebie i Sammy. Utrzymanie równowagi poszło jej szybciej niż poprzednio, może dlatego, że to już drugi raz, a następnie spróbowała przyśpieszyć lot, aby nie musiały spędzić w drodze za dużo czasu. Jeżeli udało im się bez większych problemów wylądować na dachu budynku, pociągnęła dziewczynę za sobą, aby nie stały za blisko krawędzi. Następnie puściła ją niechętnie i wyciągnęła przed siebie obie ręce, aby ułatwić sobie „rozrysowanie” kształtu tarczy, która byłby najefektywniejsza w tym momencie.
-Stój, proszę za mną blisko. Będzie mi łatwiej nas bronić w razie czego.- Odwróciła się na moment do Sammy z miłym uśmiechem, ale szybko wróciła do pracy. Mogła teraz wytworzyć mniejszą tarczę, która będzie miała większą siłę, niżeli te, które tworzyła do osłonięcia grupy ludzi. Wykrzywiała ją jak tylko mogła, chcąc schować siebie i Sammy w bańce. Robiła to bez pośpiechu, żeby przypadkiem nie przedobrzyć i przez pęknięcie nadwyrężonej tarczy, odsłonić się na jakiś czas. Gdyby zauważyła, że jej osłona ma zaraz zniknąć, natychmiast zaprzestawała swojego zadania, utrzymując tarczę w kształcie, który udało jej się wykonać. Mocno zależało jej, aby bariera osłoniła je także od góry, dlatego próbowała ją wykrzywić. Zastanawiała się przez moment czy możliwe było stawianie tarcz jak płyty, żeby cała osłona wyglądała jak kwadrat. Spróbuje to zrobić, jak nie będzie im grozić śmierć.
-Jakby moja tarcza pękła…- Zwiesiła na moment głos, liczą, że to nigdy się nie stanie.
-Mogłabyś od razu przed nami postawić lodową ścianę?- Spytała mimo wszystko. Lepiej być gotowym na każdą możliwość, a zniszczenie jej tarczy wcale nie było takie trudne, zwłaszcza przy jej teraźniejszej kondycji.
Widząc to co działo się na dole, Kalia wolała, żeby przypadkiem żaden z robotów nie wypadł z wiru i nie uderzył o jej osłonę. Nie była pewna czy dałaby radę utrzymać taki ciężar przed przedostaniem się na drugą stronę, tym samym nie pozwalając na zmiażdżenie ich obu.
Spojrzała na podłoże pod nią. Jeżeli wir uderzyłby w budynek, mógłby uszkodzić ściany, a one nie utrzymałyby podłóg. Wzięła głęboki oddech i zmusiła na wyduszenie z siebie więcej siły, aby rozciągnąć swoją ochronę także pod ich stopy. Gdyby ich podłoże się załamało, a jej tarcza ustawiła się z życzeniem Koreanki, dziewczyny unosiłby się w powietrzu na tarczy. Nie miała pojęcia czy to jest w ogóle możliwe, ale jak nie spróbuje to się nie dowie. Wolała zginąć przez to, ze coś jej się nie udało, a nie, że w ogóle tego nie spróbowała, bo może jednak by się jej udało i żadna z nich nie poniosłaby śmierci.
Odpoczynek ponownie odszedł na poboczy ton, jak to wszystko się skończy to będzie spać przez tydzień, tylko żeby udało jej się chociaż dotrzeć do domu. A jak nie… To będzie spać na chodniku. Chyba nikt jej tego nie zaborni po tym wszystkim. Miło by było gdyby wtedy ktoś jej podał chociaż poduszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Sie 02, 2018 11:05 pm

Wypuściła powietrze z płuc, zarazem unosząc głowę, by zaobserwować jak lód rozchodził się po ścianie budynku, by móc wybrać odpowiedni moment na zmianę pozycji. Jej myśli były skupione wokół tego jednego zadania, tak, że nie poświęcała aktualnie ani trochę czasu na zastanawianie się, ile jeszcze zdoła zrobić i czy nie przedobrzy w pewnym momencie. Po części można powiedzieć, że podświadomie wymuszała na sobie takie działanie. Albo rozwijała się. Coś na pewno mogło mieć na rzeczy, ale na zastanowienie się można będzie poświęcić potem trochę czasu. Teraz zajmowała się jednym zadaniem, które poświęcało jej uwagę. To też sprawiło, że zaufała Kalii pod względem ochrony i nie podzielała przed ten czas uwagi na własną ochronę - chociaż niekiedy zerkała, co dzieje się na placu - jedynie przemieszczając się z miejsca na miejsce.
Gdy zadanie zostało wykonane, a ścianę pokryła warstwa lodu, odetchnęła i odsunęła się od niej, przekierowując uwagę na towarzyszącą jej dziewczynę. Poczuła, jak łapie ją za rękę i splata palce z jej. Skinęła lekk głową, po czym postanowiła odpowiedzieć na usłyszane wcześniej słowa.
- Zrozumiałam - odparła krótko. Spojrzała na wolną rękę i poruszyła palcami. Uśmiechnęła się krzywo. Nim jednak zastanawiała się nad czymś więcej, wzniosły się w górę. Poczuła łaskotanie w żołądku i skrzywiła się na moment, po czym skupiła wzrok na zmieniającej się perspektywie, patrząc czy coś nie nadlatuje. Była prawie pewna, że w takim momencie nie byłaby zdolna pomóc w obronie. Nawet nie byłaby pewna, czy zdołałaby użyć lodu, który znajdował się nieopodal. Gdyby może dosięgłaby chociaż koniuszkiem palców... Ale wolała jednak opcji, w której nie będzie musiała testować tego. Nie była pewna, czy zdążyłaby krzyknąć w stronę Kalii, by zbliżyła się do ściany w razie niebezpieczeństwa.
Widok z dachu budynku był niezwykły, jednakże to nie był czas na rozwodzenie się nad tym. Została puszczona i od razu poinstruowana co do dalszych działań.
- Nie mogę posiedzieć? - spytała się jej natomiast. - Nieważne - ustawiła się tam, gdzie chciała, zarazem jednak starając się mieć na oku i plac po drugiej stronie, i to, co się działo niżej. Przynajmniej tyle, ile widziała ze swojego punktu.
- Jeśli zdążę i zdołam - odparła jej cicho, nie dodając nic więcej. Brunetka nie chciała obiecywać niczego związanego z tym, ale zarazem nie zamierzała w takim momencie nic nie robić i dać się po tym wszystkim zabić.
Wypuściła głośno powietrze z ust, po czym spojrzała na Kalię.
- Uważaj na lód, jeśli będziesz się przemieszczać - uprzedziła ją. Zamierzała przykucnąć i dłonią dotknąć miejsca, gdzie stała, by stworzyć lód... A dokładniej rzecz biorąc zamrozić niewielki kawałek, tak, by stykał się z jej wcześniejszym dziełem. Niewielki kawałek przestrzeni, pokryty lodem, znajdujący się poza ochroną jej towarzyszki. Sammy chciała w ten sposób spróbować w razie czego wykorzystywać lód, którym pokryła budynek do ochrony przed zagrożeniem dla nich.
- Co widzisz? - zwróciła się jeszcze do niej. Jej uwaga skakała pomiędzy placem, a budynkami, by nie przeoczyć niczego w miarę możliwości. Wiedziała, że rozproszenie się w tym momencie będzie złym pomysłem, zwłaszcza, że nie umiała przewidzieć, jak się to dalej potoczy. I czy działania w głównym centrum wydarzeń powiodą się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Sie 03, 2018 3:09 pm

Nawet w powiększonej formie Ava miała poważne problemy z podniesieniem wozu dostawczego - nie ze względu na jego wagę, lecz na to, że odpowiednie chwycenie go było po prostu trudne i niewygodne. Pierwsza próba skończyła się tak, że metal pękł jej w rękach i samochód opadł z powrotem na swoje dotychczasowe miejsce. Dziewczyna musiała więc uważać i ograniczyć się do przepchnięcia auta, co z kolei mogła już bez większych kłopotów uczynić - jednakże oczywiście zmarnowała na to więcej czasu, niż gdyby była w stanie po prostu przenieść pojazd. Okazał się on nie być dość szeroki, aby zablokować całą ulicę, ale nawet ograniczenie przejścia też coś dawało, gdyż roboty musiały się skierować na boki.
Ava miała jeszcze dość czasu, aby zrobić coś podobnego z samochodami osobowymi - akurat zdążyła przemieścić dwa, zresztą zapewne nauczona już poprzednimi doświadczeniami, choć przez ich rozmiary z nimi było już łatwiej. Postawione obok siebie dawały natomiast podobny efekt do wozu dostawczego, a dziewczyna mogła się schować za nimi. Co prawda wygodniej by jej było za tym wyższym autem, ale te znajdowały się bliżej... W związku z czym Ava będzie się pewnie musiała trzymać jak najniżej.
W tym czasie Kalii udało się zabrać Sammy na jeden z dachów. Po drodze nie spotkało ich nic złego; wyglądało wręcz na to, że maszyny tym bardziej straciły nimi zainteresowanie, gdy nastolatki znalazły się już w powietrzu. Nawet wcześniejsze zachowanie Sentineli mogło sugerować, że unikały celowania w górę - przynajmniej tak długo, jak długo nie zostały do tego w jakiś sposób sprowokowane. Wolały cele naziemne. Może nie wyłapywały dobrze obrazu pod pewnym kątem? To wszystko były jednak zwykłe domysły.
Już na dachu - i w trakcie rozmowy - Kalia mogła zabrać się za stawianie kolejnej tarczy. Dziewczyny znajdowały się nieco ponad metr od krawędzi, Sammy trochę dalej, dzięki czemu w większości jeszcze widziały to, co się działo pod nimi, ale jednocześnie nie groziło im, że stracą równowagę i przypadkiem zlecą. Bariera z kolei pozwalała się wyginać, szczególnie w tak powolny i ostrożny sposób; zajmowało to trochę czasu, ale przód tak czy siak był chroniony od początku, więc Kalia mogła sobie pozwolić na niewielką zwłokę. Okrycie boków i góry okazało się możliwe, a przy większym wysiłku tarcza spotkała się w końcu za nastolatkami, tworząc coś na kształt kopuły - jednakże z tyłu słabszej. Po wytrenowaniu tego manewru problem powinien zniknąć, ale w tej chwili takie wykorzystywanie telekinezy było jeszcze tak naprawdę dla dziewczyny nowością. Z przeprowadzeniem osłony po podłożu poszło już łatwiej, być może ze względu na to, że dach dawał tarczy oparcie oraz wyraźny, widoczny wzór do podążania.
Rzecz jasna Sammy bez przeszkód mogła utworzyć z boku - po prawej - przy ich stopach pasmo lodu, zbiegające się z tą jego warstwą na ścianach budynków. W porównaniu z jej wcześniejszymi dokonaniami to była już drobnostka. Nastolatki chroniły się chyba najlepiej, jak tylko mogły w tych okolicznościach - i przy ich zdolnościach.
Wir na dole z kolei sprawiał pewnie dokładnie takie problemy, jakich można by się było po nim spodziewać. Co prawda sama energia nie dotykała budynków, ale wywoływała ruch powietrza, przez co w lód uderzał silny, ostry wiatr, stopniowo go krusząc, zmuszając do pękania oraz zdzierając to jego drobinki, to większe fragmenty - i wciągając je do kręcenia się wraz z innymi obiektami, w tym oderwanymi kawałkami betonu z murków, rowerami, samochodami, śmietnikami... Wszystkim tym, co znajdowało się na placu i dało się poderwać. Przy okazji wynikało z tego, że temperatura na placu oraz w jego otoczeniu wyraźnie się obniżyła, nie tylko przez wiatr, ale i lód. Hałas też nie był miły.
Początkowo roboty zostały zaskoczone - i z tego względu przez kilka pierwszych sekund nawet szczególnie się nie broniły. To wystarczyło, aby sprowadzić je bliżej centrum, ale z czasem maszyny odpaliły silniki odrzutowe, by spróbować się wyrwać. Naciskane z góry i z zewnątrz miały z tym kłopoty, ale nie ustępowały, w większości starając się skierować pionowo w górę, a nie na boki. Uderzające w nie większe i mniejsze przedmioty pomagały, gdyż przede wszystkim wprowadzały dodatkowe zamieszanie, a niekiedy - zwłaszcza w przypadku rozpędzonych samochodów - wyrządzały fizyczne szkody... I podobnie działały zderzenia samych Sentineli... Ale przy takiej ich liczbie to wciąż długo trwało, więc niektórym udawało się wznieść. To zaś wymagało przekształcenia wiru w tornado.
Kolejny problem polegał na tym, że niekiedy maszyny obrywały tak niefortunnie - być może już wtedy w jakiś sposób odsłonięte lub skłonione do ataku? - że dochodziło do wybuchów, czy to ich klatek piersiowych, czy to, na przykład, samych ich ramion. Z jednej strony był to bardzo pożądany efekt, z drugiej jednak zaburzał wir. Bliżej jego środka wiele to nie zmieniało, ale w zewnętrznej części takie eksplozje wybijały energię i powietrze dalej, tworząc większe wyrwy w lodzie, a miejscami i w ścianach pod nim.
Wiatr, zimno czy wyjątkowo głośne huki i szum przeszkadzały pewnie wszystkim znajdującym się w pobliżu, ale poza tym sytuacje zebranych nieco się od siebie różniły. Ava znajdowała się nieco dalej od wiru od pozostałych, ale jej pozycja za samochodami okazała się problemem, gdyż szybko zostały ku niej odepchnięte, uderzając w jej nogi i dalej na nie napierając... Chyba że dziewczyna zdążyła się pochylić czy przyklęknąć, gdyż w takim wypadku oberwałaby większa lub inna część jej ciała, w zależności od jego ułożenia. Dla niej niemalże od początku kłopotliwe było łzawienie oczu, utrudniające spoglądanie w stronę centrum placu, ale nie uniemożliwiające tego zupełnie.
Kalia, Sammy oraz - osobno - Billy przebywali wyżej od Avy, dlatego przez dłuższy czas nie musieli się martwić o takie silniejsze smaganie wiatrem. Zmieniło się to dopiero wówczas, gdy wir przerodził się w trąbę powietrzną, a więc znalazł się bliżej nich. Energia przy Wiccanie częściowo zmieniała ruch powietrza i trochę łagodziła tego efekty, a z kolei Kalia i Sammy stały za barierą, która całkowicie je blokowała - lecz takie uderzenia wiatru były niczym ciosy, więc Kalia znów musiała bardziej uważać.
W tej chwili nie wyglądało na to, aby budynki miały zaraz runąć, lecz ich ściany od strony placu były tak czy siak zagrożone. Lodu ubywało, a w miejscach, gdzie wykruszyło się go więcej - zaczynały już pękać mury, póki co chyba jeszcze powierzchownie. Odnowienie pokrywy mogłoby spowolnić ten proces. Z drugiej strony część Sentineli została zniszczona lub uszkodzona, a im dłużej utrzymywał się wir, tym więcej z nich obrywało... Tyle że kosztem otoczenia.
Kontrolowanie takiej trąby powietrznej też nie należało do najprostszych zadań - szczególnie w momentach, gdy zaburzały ją eksplozje, posyłając energię w przypadkowych kierunkach i grożąc wytrąceniem całości z równowagi. W tej chwili jej wyhamowanie - a także całego tego wiatru i niesionych przez niego obiektów - graniczyłoby już z cudem... A to rodziło jeszcze jeden problem: co z nią zrobić na koniec?
Gdyby natomiast Ava się teraz rozejrzała, zobaczyłaby, że za sobą miała trzy roboty, które jednak w ogóle się nią nie interesowały, tylko spokojnie oddalały się od placu, szukając lepszego celu. Pierwszy z nich znajdował się jakieś piętnaście metrów od dziewczyny, pozostałe dwa - koło dwudziestu. Poza tym do okien budynków na różnych piętrach przyklejonych było sporo osób; niektóre spoglądały przez szyby, starając się obserwować albo samą Avę, albo nawet wydarzenia na placu... A tu czy tam ktoś odważny - zwykle na wyższych poziomach - zdecydował się nawet otworzyć okno i z niego wychylić.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Sie 08, 2018 4:51 pm

Przemieszczenie samochodu dostawczego nie był`o takie łatwe. Ciężko było go złapać w wygodny sposób. Pewnie łatwiej byłoby go przepchnąć po ulicy, ale jakoś o tym prędzej nie pomyślała. Na szczęście z osobówkami było już o wiele łatwiej. Nawet jeśli samochody nie blokowały całkiem ulicy to przynajmniej zmuszały Sentinele do chwilowego zatrzymania się, by przeanalizować nową sytuację i zmienić kierunek marszu, by wyminąć przeszkody. Nie było to idealne rozwiązanie, ale spowalniało roboty, a to już było coś.
W końcu jednak musiała przestać bawić się w tworzenie toru przeszkód i schować za samochodami, kucając za nimi, by nie dać się zmieść temu, co się działo po drugiej stronie, na środku placu. A działo się całkiem sporo. Dziewczyna zerkała w tamtą stronę, patrząc jak na środku powstaje wir, który robi się coraz większy, tworząc tornado. Oby budynki wytrzymały to i nie zaczęły się rozpadać. Lód je zabezpieczał, ale widziała, że gdzieniegdzie trochę się kruszył. Potężna siła trzymała roboty, nie dając im uciec. Mutantka miała nadzieję, że chłopak miał więcej pomysłów poza samym wytworzeniem tornada. Widziała, że posiadał całkiem spore możliwości. I spory intelekt, szybko planując kolejne kroki pomimo niepewności, która wyraźnie od niego biła.
Dziewczyna rozejrzała się, sprawdzając czy w pobliżu nie było żadnych ludzi, którym trzeba było pomóc. Zamiast tego zauważył kilka oddalających się robotów. I oczywiście, że nie miała zamiaru pozwolić im się oddalić. Odsunęła się kawałek na klęczkach, by nie dostać czymś, co mogłoby przypadkiem wypaść z wiru, po czym podniosła się, rozglądając się za czymkolwiek, czym mogłaby rzucić w roboty. Nie musiało to być nic wielkiego. Z jej obecną siłą maszyna powinna poczuć uderzenie i zwrócić swoją uwagę ku niej.
Bez względu na to, czy znalazła coś do rzucenia czy nie, dziewczyna pobiegła za robotami z zamiarem uderzenia tego najbliższego prosto w głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 503
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Sie 09, 2018 2:05 pm

Skupiony na swoim zadaniu, Billy tak naprawdę nie bardzo mógł w tej chwili obserwować wszystko to, co działo się w okolicy. Poświęcił tylko moment, aby odnaleźć wzrokiem dziewczyny i upewnić się, że każda z nich jakoś sobie radziła - Sammy i Kalia na dachu, a Ava za samochodami - ale potem po prostu nie był w stanie ich pilnować, a już na pewno nie im pomagać. Wolał nie ryzykować odkształcania wiru w ich pobliżu, bo bał się, że w takim wypadku całość by się zaburzyła i rozpadła, a w ten sposób wyrządziłby większą szkodę nie tylko koleżankom, ale i wszystkim oraz wszystkiemu na placu... Nie, zdecydowanie nie powinien nikogo tak narażać.
Pozostawało mu więc tylko liczyć na to, że jakoś to będzie. Problem polegał na tym, że wcześniej nie wybiegał z planowaniem aż tak bardzo do przodu. Wpadł mu do głowy pomysł jak zniszczyć wiele robotów naraz i na jego realizacji się wtedy skoncentrował, ale nie zastanowił się nad tym, co trzeba będzie zrobić później... A teraz, nawet przy podzielnej uwadze, nie mógł sobie pozwolić na jednoczesne kontrolowanie wiru - tak naprawdę obróconego już w tornado - i szukanie dalszych rozwiązań. Gdyby się rozkojarzył, mógłby utracić kontrolę. Przy zwykłej barierze czy wiązkach elektryczności nie miałoby to aż takiego znaczenia, ale przy obracaniu całymi masami energii i powietrza... Nie, po prostu nie. Nie chciał nawet o tym myśleć.
Przynajmniej jego plan zdawał się działać. Tu i teraz było... W porządku. Przyszłością mógł zawsze martwić się później, a teraźniejszość malowała się w zaskakująco pozytywnych barwach. Udawało mu się utrzymać w trąbie większość albo może nawet każdego z robotów, a w dodatku niektóre rzeczywiście obrywały... I wybuchały... Miejscami rozrywając wir, co powodowało większe zniszczenia w okolicy... Och, kogo on chciał w ogóle oszukać, tak czy siak już w tej chwili się tym wszystkim przejmował. Miał tylko nadzieję, że Sammy zajmie się osłanianiem budynków, choć on sam również zamierzał jej w tym trochę dopomóc. Na tyle mógł sobie pozwolić.
Mając już maszyny złapane w środku, chłopak postarał się nieco zwęzić trąbę powietrzną, aby odsunąć ją od ścian. Robił to powoli i ostrożnie, łagodnie wyginając i zacieśniając smugi energii, aby nie przedobrzyć i nie pozwolić żadnemu Sentinelowi uciec... Wiedział, że czas odgrywał tutaj wielką rolę, ale z drugiej strony jeszcze lepiej zdawał sobie sprawę z tego, że wyrzucony z wiru i rozpędzony robot po trafieniu w mur mógłby go przebić i skrzywdzić ludzi znajdujących się w środku. Wolał już pozwolić, aby lód i ściany niszczały równomiernie, lecz w mniejszym stopniu trochę dłużej, niż by doszło do takiego uderzenia.
Wywoływany przez tornado chłód aż tak Kaplanowi nie przeszkadzał, po części ze względu na to, że miał na sobie zakrywający prawie całe ciało, a do tego wykonany z dobrego materiału kostium, ale i dlatego, że już wcześniej latał na sporej wysokości i z niemałą prędkością, więc przyzwyczaił się do niższej temperatury. Nie była dla niego przyjemna - wolał miłe ciepło - ale w ostateczności znośna. Wiatr irytował go trochę bardziej, ale z nim również mógł żyć, zresztą z podobnych powodów. Denerwował go głównie na twarzy, szczególnie przez to, że wpychał mu włosy do oczu, a nastolatek nie miał nawet jak ich odgarniać, gdyż obie jego ręce były obecnie zajęte.
Mogąc sobie na to pozwolić, chłopak na wszelki wypadek odsunął się jeszcze trochę bardziej od trąby, nieświadomie ciągnąc za sobą całą tę skomplikowaną plątaninę błękitnych znaków. Miał nadzieję, że w ten sposób ograniczy odczuwane przez siebie efekty przebywania w pobliżu wiru... A stracenie go z oczu mu przecież nie groziło, bo był na to zdecydowanie zbyt wielki. Jasność tworzącej go energii sprawiała, że Billy z trudem obserwował to, co działo się w jego wnętrzu, ale po liczbie wybuchów zgadywał, że przynajmniej część robotów musiała ulec zniszczeniu lub przynajmniej uszkodzeniu... I wydawało mu się, że momentami wyłapywał wzrokiem oderwane fragmenty maszyn. Choć być może były to jedynie elementy otoczenia, które tornado przy okazji wciągnęło? Nie wiedział na pewno.
Kaplan zdecydował się odczekać jeszcze chwilę, w trakcie której ostrożnie pilnował ruchu swojej mocy, starając się ograniczać zniszczenia w okolicy, ale nie kosztem stabilności wiru. Nie miał pojęcia co z nim zrobić, bo nie sądził, aby był w stanie go spowolnić czy całkowicie zatrzymać. Może mógłby od razu po jego wypuszczeniu wykorzystać całą tę energię do wytworzenia bariery, żeby kręcące się obiekty i wiatr porozbijały się właśnie o nią... Ale nie wydawało mu się, aby po tym wszystkim potrafił ją jeszcze utrzymać. Może, lecz może stanowiło chyba zbyt wielkie ryzyko, gdy w budynkach przebywało tyle osób. To zostawiało mu tylko jedną inną opcję - lub przynajmniej inne nie przychodziły mu do głowy. Tyle że ona też nie brzmiała zbyt bezpiecznie.
- Możecie chcieć teraz uważać. Albo się odsunąć. Albo schować - odezwał się do swoich towarzyszek, licząc na to, że wciąż mogły go usłyszeć. Nie miał pojęcia jak długo będzie się utrzymywało to telepatyczne połączenie, a obawiał się, że mogło zostać zerwane w chwili, gdy zaczął intensywnie skupiać się na czymś innym. Już od pewnego czasu nie słyszał żadnej z dziewcząt, więc takie wyjaśnienie wydawało mu się nawet sensowne.
Na wszelki wypadek nastolatek dał im kilka sekund na reakcję, ale niezależnie od tego, czy jakąkolwiek otrzymał, zaraz potem westchnął już głośno i ciężko dla uspokojenia, po czym zabrał się do pracy. Pomagało, że nie musiał tak naprawdę martwić się o utrzymywanie robotów w powietrzu. Nie dość, że same to robiły, to jeszcze wpływał na nie - i na wszystkie inne przedmioty - już sam ruch powietrza, więc Billy nie musiał się przejmować ich połączonym ciężarem. Koncentrował się na kierowaniu energii, na naciskaniu od zewnątrz, by przeciwnicy nie mogli uciec... I wreszcie zaczął zmuszać swoją moc, aby przesunęła się w górę. Stopniowo i ostrożnie oderwał wir od podłoża, stabilizując go jak tylko mógł najlepiej. Nie zwracał uwagi na nic innego, co działo się w jego otoczeniu. Serce biło mu jak oszalałe, bał się, że odseparowanie trąby od ziemi ją rozerwie, dlatego szczególnie skupiał się na jej podstawie, w razie konieczności zaciskając sploty błękitnych smug... Ale wciąż zwiększał wysokość, aby przenieść cały wir ponad dachy budynków. Jeżeli musiał, na tym poziomie również manipulował jego kształtem, byle nie wypuścić go spod swojej kontroli i nie stracić zebranych robotów.
Wówczas pozostawało mu już tylko jakoś się ich pozbyć. Co... Brzmiało łatwo, a w rzeczywistości go przerażało. Wiedział gdzie je zabrać, obiektywnie oceniał, że odległość nie była aż tak duża, szczególnie przebywana w powietrzu, gdyż wydawało mu się, że mógł to być nieco ponad kilometr, a na pewno poniżej dwóch, ale - obciążony trąbą - tak czy siak będzie potrzebował paru minut, aby dostać się na miejsce... Czyli nad rzekę Hudson, na północny zachód od placu, bo tak powinna biec najkrótsza droga.
Sam Kaplan trzymał się na bok od wiru, aby przypadkiem nie wejść mu w drogę i przemieszczał się wraz z nim. Szukał równowagi pomiędzy prędkością i ostrożnością, takiego złotego środka, by nie opóźniać momentu zrzucenia maszyn, ale i nie ryzykować ich uwolnieniem. Dopiero po dotarciu wystarczająco daleko nad wodę, chłopak zamierzał powoli obniżyć tornado, odsunąć się - zarówno wyżej, jak i dalej - i wówczas spróbować stopniowo wstrzymać ruch energii, jednocześnie naciskając z góry, aby pogrzebać to wszystko w rzece. Może nikt się nie obrazi za śmiecenie. Był nawet skłonny pomóc to potem wydobyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Sie 16, 2018 2:18 pm

Odpowiedź Sammy, rozbawiła dziewczynę. Posiedzieć? W sumie było jej to bez różnicy, gdyż chodziło tylko, aby czarnowłosa znalazła się za nią. Ilość energii, którą musiała zużyć był mniejsza, jeżeli nie musiała rozciągać tarczy na dwie osoby.
W kolejnej odpowiedzi nie dostała za dużo, ale liczyła, że mimo wszystko Sammy udałoby się zatrzymać lecący na nich obiekt. Przez moment wyobraziła sobie co mogłoby się z nimi stać, gdyby jednak żadna z nich nie zdążyła na czas. Potrząsnęła głową, aby wymazać ten obraz z umysłu i spojrzała przed siebie. Jak na razie dla nich był spokój.
Kiedy dziewczyna ostrzegła ją o lodzie, Kalia spojrzała za siebie, aby zobaczyć co ona robi. Podobało jej się, że zdolności Sammy działają na większym obszarze, jej moce miały tutaj spore limity. Nie była w stanie zrobić wielkiej osłony, ani nią zbytnio poruszać. Ograniczenia, wszędzie ograniczenia.
Następne pytanie odnosiło się co tego co widzi. A co ona widzi ze swojej pozycji? Całkiem sporo. Wielkie tornado prowadzone przez Młodego Kapitana i rozbijające się w nim roboty. Wyglądało na to, że całkiem dobrze im idzie. Czy to było możliwe, że uda im się ich pokonać?
-Twój kolega chyba załatwi wszystko.- Oświadczyła szybko. Irytował ją trochę cały ten hałas, ale nie była w stanie nic na to poradzić. Oczywiście mogłaby założyć swoje słuchawki, gdyby ich nie straciła wcześniej. Ma jakiegoś pecha do zniszczenia swoich urządzeń w czasie zabawy w „bohaterów”. Ah! Prawie by zapomniała o swoim telefonie. Przywłaszczył go sobie… Zacisnęła zęby na kilka sekund i uznała, że to nie ważne. Nie powinna się tym teraz przejmować. Przetarła czoło dłonią i kontynuowała swoją wypowiedź.
-To tornado powinno załatwić większość puszek. Jak uda mu się to zabrać stąd to powinien być koniec na chwilę.- Słychać było w jej głosie nadzieję, że to wszystko zaraz się skończy. Koreanką była cywilem i nie miała nawet treningu, aby tutaj działać, więc trudno było jej się dziwić, iż chciałaby wrócić już do domu. Tamta trójka wydawała się bardziej obeznana w tym, zwłaszcza, że znali się, jak mogła zauważyć to na samym początku, a po drugie Młody Kapitan miał nawet stój super bohatera. Musieli należeć do jakiejś organizacji. Zastanawiała się nad tym wcześniej, ale nie mogła przypomnieć sobie ani jednej twarzy z telewizji, więc było trudno ich do czegokolwiek dopasować. Chociaż wydawało się jej, że są za młodzi na Mścicieli. Nie byli oni tak w wieku jej rodziców? Albo chociaż coś takiego. Młodsza generacja? Zaśmiała się w duchu. Chwila… A może? Zerknęła przez ramię na Sammy.
-Hej… Kim wy… Jesteście?- Nie była pewna czy powinna zadawać to pytanie, jednak ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Kończąc ostatni wyraz zakończony pytajnikiem, aż zaschło jej w gardle. Nie zrobi jej nic za to? W końcu nie musi odpowiadać… Albo może skłamać. Jeżeli coś jest na rzeczy.
Szybko wróciła wzrokiem do tornada, chociaż czuła się trochę niepewnie, mimo, że nie wierzyłaby Sammy ją zaatakowała. Wydawała się bardzo miła i dosyć nieśmiała. Ale to mogłaby być tylko iluzja. Przygryzła dolną wargę, aby skupić się na swoim zadaniu, a nie podejrzeniu każdej osoby, którą spotka. Obiecała, że przeżyje, więc musi trzymać tarczę, bo inaczej albo wiatr albo roboty uśmiercą je obie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Sie 25, 2018 5:18 pm

Poruszyła palcami, zarazem spoglądając na wytworzony lód, który sięgał aż do ściany budynku i wydała z siebie niemrawe westchnienie. Gdzieś tam w głębi siebie obawiała się, że taka prosta czynność mogłaby nie zadziałać. Powodem było to, że dzisiaj sporo działała ze swoją mocą - z efektami lub totalnym ich brakiem - i nie wiedziała, gdzie mógłby być jej limit. Chwila odpoczynku od działań z lodem pozwalała na krążenie myślom po nieprzyjemnych tematach. Dlatego też niemalże pokręciła delikatnie głową i uszczypnęła się w policzek. Upomniała samą siebie w myślach i uniosła głowę, by spoglądać na to, co dzieje się na placu.
Wir i jej moc powodowali spadek odczuwalnej temperatury. Na dodatek ten nieprzyjemny hałas... Jednakże nie można było nie zauważyć efektów tego wszystkiego. Przeciwnicy odnosili szkody... A wraz z nim samo otoczenie. Zacisnęła palce, zwijając je na moment w pięści i obracała ostrożnie głową, raz w lewo, raz w prawo, by spróbować dostrzec, w jakim stanie jest druga ze ścian pokryta lodem.
- To wygląda na całkiem skuteczne - odparła jej dziewczyna. - Ale trzeba odnowić lód. Myślisz, że damy radę w takiej sytuacji? - spytała się ją o zdanie. Sama nie była pewna, czy zdołałyby przemieszczać się. -
Wyprostowała się, zastanawiając się zarazem nad tym, co mogłaby zrobić teraz, będąc w tym miejscu. Próbować przechylić się i użyć lodu na tej ścianie? Nie wiedziała. Wydawało się jej to mocno ryzykowne.
- Otoczenie nieźle obrywa. Nawet jeśli nie zdołamy teraz coś z tym zrobić, możliwe, że od razu po wszystkim, będzie trzeba... zabezpieczyć ściany - powiedziała Samantha z nutką niepewności w głosie. - Nie naprawię szkód, jeśli ich nie widzę - dodała jeszcze. - Chyba, że... - wstała, czując napływ pomysłu, i prostując się, położyła prawą nogę na samym lodzie, zarazem sprawiając, by częściowo pokrył jej buta i wlepi wzrok w kraniec dachu. Nie wiedziała, czy to zadziała, ale na tyle, ile mogła i widziała, jak i mając zaufanie do własnej mocy, chciała stworzyć coś aka kopułę, sięgającą od dachu i w dół, na tyle, ile jej wzrok pozwalałby. Byłaby połączona z dachem, tak, by dziewczyna mogła spróbować zrobić ją. Próbowała ją zrobić taką, by nie spowodowała zniszczeń dla samej ściany, a częściowo osłoniłaby, więc była nastawiona z miejsca, że długo nie utrzymałaby się. Również tam, gdzie mogła zobaczyć, starałaby się stworzyć połączenie nowego tworu z ścianą za pomocą lodowych słupów (bardziej po bokach), by nagle nie zawalił się pod własnym ciężarem i zdołał spełnić swoją zapewne krótką rolę. Niezależnie do tego, czy jednak powiedzie się to czy nie, przekieruje potem wzrok na towarzyszkę.
Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Uniosła lewą rękę i przyłożyła wskazujący palec do ust, patrząc na nią spokojnie.
- Pogadamy o tym później, dobrze? - powiedziała do niej. - Na razie trzeba to przetrwać - nie rozumiała, skąd Kalię natchnęło na to pytanie i to akurat teraz. Nie wnikała jednak w to dalej. Bardziej już pochłonęło jej uwagę to, co działo się na placu, by ewentualnie próbować cokolwiek więcej zrobić. Chociażby wspomóc dziewczynę w ochronie na tyle, ile może, zarazem trzymając kciuki za to, by się powiodło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Sie 28, 2018 12:20 am

Ava skupiła się na oddalających się od placu Sentinelach. Niestety wybór pocisków miała bardzo ograniczony, bo większość obiektów albo była drobna albo nie nadawała się do wyrwania i ciśnięcia - jak na przykład latarnie - a od samochodów właśnie się odsunęła i wiele by ryzykowała wracając na poprzednie miejsce... Ale w ostateczności mogła spróbować przynajmniej z koszem na śmieci. Jego rozmiary oraz materiał nie dawały większych nadziei, ale przynajmniej zwrócił uwagę jednego z robotów - trafiając w plecy tego najbardziej oddalonego i roztrzaskując się na nich. Maszyna na moment przyspieszyła kroku - bo nie miała wyboru - po czym zatrzymała się i obróciła, analizując sytuację i dobierając do niej reakcję.
W tym czasie dziewczyna ruszyła już za Sentinelami, a przy swoim wzroście wykonywała spore kroki. Zdążyła uszkodzić głowę pierwszego z robotów, lecz ten, którego zainteresowanie wcześniej przykuła, otworzył do niej ogień, ze względu na różnicę wzrostu uderzając w nią promieniem na wysokości ud i bioder. Co prawda także i tym razem nie wyrządziło jej to krzywdy, ale spodnie przepaliło... Stawiając Avę w niezbyt komfortowej sytuacji. Jak tak dalej pójdzie, to skończy to starcie praktycznie naga. Już samo w sobie nie było to przyjemne, ale teraz musiała dodatkowo wziąć poprawkę na osoby obserwujące ją z okien i robiące zdjęcia lub może nawet kręcące filmiki. Trafianie do sieci w negliżu pasowało bardziej do gwiazdek...
Jednocześnie na placu zwężenie tornada pozwoliło Sammy zacząć stawiać dodatkową ścianę lodu przy tej właściwej, budynkowej. Początkowo nie wyglądało to zbyt trwale i bezpiecznie, ale kiedy dach złączył się w ten sposób z podłożem - a barierę wzmocniły kolumny - sytuacja zaprezentowała się już trochę lepiej. Niestety ta osłona była na bieżąco kruszona, ale z drugiej strony właśnie w tym celu nastolatka ją utworzyła. Jej fragmenty co chwilę się odłupywały, lecz przynajmniej mur zdawał się być chwilowo bezpieczny.
Wszystko toczyło się stosunkowo dobrze i zgodnie z planem aż do momentu, gdy Billy przystąpił do podnoszenia trąby. Przygotowywanie jej do akcji przebiegło jeszcze wystarczająco bezpiecznie, ale ryzyko szybko wzrosło, kiedy zaczęła odrywać się od ziemi. Nie była stabilna. Choć nie rozpadła się całkowicie, to straciła równowagę, przez co wyrywające się z niej smugi energii na kształt biczy uderzyły w pobliskie obiekty... Czyli z jednej strony w lodową ścianę Sammy, z drugiej zaś - w zamrożony mur. W obu przypadkach pokrywa zyskała siatkę pęknięć i wgłębień w miejscach trafień, lecz całość jeszcze się jakoś trzymała... A w tym samym czasie oberwała również bariera Kalii - jednym takim wąskim ciosem, przeprowadzonym praktycznie poziomo. Na szczęście przez odległość uderzenie nie było aż tak silne, jak w przypadku ścian.
Gorsze okazało się jednak to, że wraz z energią i powietrzem z tornada wyleciało także trochę obiektów. Niektóre z nich nie wyrządziły żadnych szkód; były to zwykłe śmieci, papiery, drobne kawałki betonu. Nimi nie należało się przejmować, bo nawet rozpędzone nie miały po prostu masy potrzebnej do tego, żeby naprawdę rozbić mury. Tyle że niestety towarzyszyło im coś jeszcze - porozrywane części samochodów czy robotów, a nawet śmietniki... I one już swoje ważyły. Parę z nich wbiło się w lód - zarówno ten na budynkach, jak i przed nimi - wywołując wokół siebie głębokie pęknięcia i niejednokrotnie po prostu zdzierając spore jego płaty, czasem odsłaniając uszkodzenia w murze... Ale jeden fragment Sentinela - będący tak naprawdę całym jego korpusem - przebił się przez tę dodatkową barierę Sammy, uderzył w oblodzoną ścianę... I eksplodował. Doszło do tego na tyle blisko dziewcząt, na lewo od nich, że powinny aż poczuć pod stopami lekkie wibracje. W ścianie powstała całkiem spora dziura, ukazująca wnętrze budowli, lecz na szczęście na piętrze, nie na parterze. Jej średnica wahała się jakoś między dwoma i trzema metrami.
Pomimo tych problemów trąba mimo wszystko pozwoliła się podnieść i sobą pokierować - tyle że trzeba się z nią było obchodzić powoli i ostrożnie, przez co podróż się przeciągała. Od czasu do czasu wypadało z niej więcej śmieci, na ogół niegroźnych, z nielicznymi wyjątkami. Przesuwanie jej zdawało się być prostsze od wznoszenia, co mogło sugerować, że wcześniej główny problem stanowił właśnie moment oderwania jej od ziemi. Dodatkowo całe to zjawisko musiało być widoczne z daleka... I teoretycznie mogło przyciągnąć czyjąś uwagę.
Póki co tak się jednak nie stało. Obniżanie tornada nad rzeką znów doprowadziło do gęstszych opadów przenoszonych obiektów - ale w momencie zetknięcia się trąby z taflą, z powietrznej stała się ona pseudo-wodną, częściowo zasysając ciecz i tworząc pod sobą wir. Gdyby zjawisko było naturalne, pewnie powstałby większy problem, ale na szczęście to do takich nie należało; Wiccan mógł więc zmusić wszystkie te resztki do przedostania się pod powierzchnię, gdzie zostały porwane przez krążącą wodę. Mimo wszystko wymagało to od niego większego nakładu siły, przez co było męczące - i to samo tyczyło się prób spowolnienia trąby. Ba, okazało się to na tyle trudne do wykonania, że jej bokami znów zaczęły uciekać całe strugi energii i powietrza, rozrzucając obiekty i burząc fale, lecz fortunnie tutaj nie mogąc wyrządzić istotnych szkód otoczeniu.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Sie 30, 2018 12:39 pm

Brak rzeczy pod ręką do rzucania na pewno denerwował. Im więcej pocisków, tym łatwiej zwrócić na siebie uwagę robotów, które wyraźnie reagowały kiedy ktoś je atakował. W ostateczności musiała użyć śmietnika. Na ulicach i chodnikach był już mega bałagan. Kawałki tynku i innych śmieci. Kilka śmieci więcet nie zrobi różnicy, a po inwazji można zawsze pomóc przy sprzątaniu. Na pewno będzie z tym masa roboty. Z tym i rannymi.
W każdym razie, po rzuceniu śmietnikiem, mutantka ruszyła za Sentinelami, by nie pozwolić im się oddalić. Dopadła jednego i udało się jej uszkodzić jego głowę, by go unieszkodliwić. Niestety w międzyczasie inny strzelił w nią promieniem, trafiając ją na wysokości. Poza nieznacznym bólem, robot uszkodził jej spodnie. Dziewczyna musiała uważać bardziej na to co robią maszyny.
Rozejrzała się dookoła, przy okazji kątem oka wyłapując przemieszczające się tornado, które chyba schodziło w stronę wody. Pilnowała Sentinela, którego uwagę przykuła. Przemieszczając się w jego stronę i uważając na ataki szukała jakiegoś materiałowego daszku lub czegokolwiek z czego mogłaby sobie zrobić przepaskę. Spodnie jeszcze w miarę się trzymały, ale nie zaszkodzi znaleźć dodatkowe okrycie. W pierwszej kolejności jednak zamierzała unieszkodliwić robota, który ją atakował. Standardowo celując w głowę, by go unieruchomić. Nic więcej nie zamierzała z nim robić, bo i nie było sensu marnować czas na niego. Następnie zajmie się robieniem przepaski jeśli taką będzie mieć możliwość. Jeśli były szanse na dopadnięcie ostatniego robota to i nim by się zajęła w ten sam sposób co pozostałymi. W innym przypadku zawróci w stronę placu, by sprawdzić, co tam może zrobić, czekając również na jakieś telepatyczne instrukcje odnośnie tego, w czym mogłaby pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Sie 31, 2018 10:07 am

Co jakiś czas zerkała przez ramię, aby spojrzeć co robi dziewczyna. Pilnowała jej, w końcu najważniejszy zadaniem Kalii tutaj była ochrona. Jej mocne nie były na tyle silne, aby przydały się w ataku, ale tarcze dawały radę, więc zapełniała tą lukę w personelu. Mimo, że chciałaby wkroczyć w akcji, to jednak wiedziała, że bardziej by zawadzała, niżeli pomogła.
-Damy radę. Przecież wszystko się dobrze układa.- Uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje białe ząbki. Kiedy Sammy zaczęła się zastanawiać co zrobić z uszkodzeniami, młoda Koreanka wpatrywała się w wir, zastanawiając się co by było, gdyby wyrwał się spod kontroli Młodego Kapitana. Pewnie większość ludzi nie miałaby tutaj żadnych szans. Ci co posiadali jakieś przydatne zdolności, może zdążyliby zbiec, ale cała reszta? Byłoby więcej grobów, niżeli mogłoby to miasto pomieścić w tak krótkim czasie. Jak wielka katastrofa naturalna, albo epidemia. Trudno ogarnąć wszystko po takiej masakrze.
Zamknęła na moment oczy, próbując przeanalizować swoje siły. Nie było tak źle jak myślała, ale nie było też zaskakująco dobrze. Pewnie przez kolejnych kilka dni, nie ruszy się z domu i nie będzie korzystać ze swoich mocy. Zamknie za sobą drzwi i w milczeniu prześpi kilka całych nocy… Może i dni.
Dopiero kiedy czarnowłosa zaczęła swoją magię z lodem, Kalia rozbudziła się z przemyśleń, na tyle, aby zauważyć co się wokół niej dzieje. Znowu była pod wielkim wrażeniem jej umiejętności. Sammy była kimś kto naprawdę pomagał ludziom… Panienka Richardson nie miała takiego daru. Przez moment zwątpiła we własne siły, ale trwało to kilka minut, oczywiście nie zawahała się ani sekundy w używaniu swoich mocy.
Kiedy temat przeszedł na tą skąd oni są, zachowanie Sammy, trochę ją… Przestraszyło…?. Nie była tego pewna, ale wiedziała, że nie zapyta o to kolejny raz. Przełknęła ślinę, chociaż czuła jak zasycha jej w gardle. Serce waliło szybciej niż wcześniej. Miała wrażenie, ze zaraz zimny pot zaleje jej plecy. Taki zwykły gest, po prostu wyprowadził ją z równowagi, co jedynie wcześniej udało się, gdy była w sytuacji życie, a śmierć. Nikt jej tutaj nie groził, dziewczyna wydawała się taka miła, a jednak organizm Koreanki sam zareagował strachem. Czyżby domyślał się czegoś, co sama Kalia nie była w stanie teraz zauważyć? Czy naprawdę groziło jej niebezpieczeństwo ze strony grupy nastolatków…? Jeszcze nie mogła uciekać… A może nie chciała..? Musiała skończyć powierzone jej zadanie. A dopóki Sammy nie będzie w stu procentach bezpieczna, to jej misja nie będzie zakończona.
Chwilę później z tornada zaczęły wypadać różne rzeczy, więc Kalia wymusiła na sobie większe skupienie i wzmocnienie tarczy, Oczywiście, nie zużyła całej swojej mocy, gdyż nie wiedziała jak długo będzie musiała ją utrzymywać. Niespodziewanie coś uderzyło w jej tarczę. Był to wąski atak na jednym poziomie, więc dziewczyna szybko przeniosła cześć siły dokładnie na to miejsce, aby nie pękła i uderzenie nie przedostało się prosto na nią. Cofnęła jedna nogę, aby utrzymać balans swoje ciała, a kiedy przetrzymała atak, wróciła do poprzedniej pozycji. Odetchnęła z ulgą i ustabilizowała rozkład sił na tarczy.
Korygowanie błędów w tarczy było jej głównym zadaniem, które na moment zakłóciło uderzenie gdzie po lewej. Nie opuściła swojej tarczy, ale trochę spłoszona, odwróciła się w stronę wybuchu. Spojrzała na straty, które wyrządziło uderzenie i zwróciła się do Sammy.
-Chcesz podejść i to zalepić?- Rozejrzała się jak wygląda tam sytuacja, gdyż nie chciała, aby coś im się stało w czasie naprawy. Trudno było stwierdzić czy podłoże było wystarczająco stabilne, aby mogły po nim swobodnie przejść. Ależ oczywiście nie musiały iść tam o własnych nogach. Kalia mogła unieść je na odpowiednią wysokość i z bezpiecznego miejsca dać pracować dziewczynie. Sama potrafiła latać, więc w sumie trzymałaby w górze tylko Sammy, oszczędzając swoje skupienie tylko na telekinezie, gdyż… Przebywanie w powietrzu było dla niej dziwnie naturalne. Mimo, że nie robiła tego zbyt często to jednak bycie wysoko sprawiało jej intrygującą radość. Będąc bliżej tego czego inni nawet nie mogą zobaczyć czy… Odczuć, było dla niej czymś więcej niżeli zwykłe uczucia. Na krótki moment wróciła myślami do swoich wspomnień. Przebywanie w oknie opuszczonego budynku… Ten spokój pomimo hałasu… Zachodzące słońce… Telefon od mamy… Zamknęła oczy, czując jak rozpacz próbuje przejąć nad nią kontrolę. Zmarszczyła czoło, walcząc ze sobą. Nie miała na to czasu, ani siły. Tak bardzo chciała się do nich przytulić. Tak bardzo się bała. Tak bardzo bała się, że straci to co kocha, że przypomniała sobie, że już dawno to straciła. Zostały jej tylko wspomnienia.
Nadal na jej twarzy kreował się smutek, było to widać gołym okiem, ale dziewczyna wróciła na rzeczywistości. Coraz częściej zaczynała odpływać. Kiedy brakowało jej siły na skupienie się na głównym celu, jej podświadomość starała się przynieść jej ulgę, dając czasami nawet bolesną dystrakcję.
Chciała przeczesać sobie dłonią włosy, ale nie mogła tego zrobić. Były całe posklejane krwią i brudem, głównie tynkiem, który wcześniej spadł na nią. Wzięła głęboki oddech i zatrzymała powietrze w płucach na kilka sekund dłużej niżeli w zwykłej wymianie tlenu. Wiedziała, że zaraz się zirytuje i zacznie krzyczeć, a tego nie powinna robić. Nie na polu bitwy, na którym tak łatwo mogłaby zwrócić na siebie uwagę czegoś co zabiłoby ją bez mrugnięcia okiem. Przygryzła dolną wargę, tak że przebiła ją do samej krwi. Czując metaliczny smak w ustach, próbowała się uspokoić. To był już nawyk. Nawet nie liczyła ile razy to zrobiła, żeby ogarnąć myśli, albo skupić na czymś uwagę. Zapewne taka reakcja mogła być dziwaczna dla większości ludzie, ale skoro jej pomagała to nie powinni mieć nic do tego. Jeżeli ktoś chciałby zaczepić ją z tego powodu, to niech się spodziewa rzucania o ścianę i pozostaniu na znacznej wysokości, dopóki użytkowniczce mocy to się nie znudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 503
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Wrz 02, 2018 8:36 pm

Przemieszczając się powoli nad budynkami w stronę rzeki, Billy niczym mantrę powtarzał sobie w głowie na zmianę i w różnych kombinacjach kilka krótkich formułek - proszę, nie wyrwij się, wytrzymaj do wody, jeszcze tylko kawałek... I parę podobnych. Kontrolowanie trąby powietrznej zajmowało w zasadzie wszystkie jego myśli, a w tym czasie serce waliło mu jak szalone, dokładając się do nieprzyjemnego uścisku w klatce piersiowej, wręcz uniemożliwiającego mu swobodne oddychanie. Prawdę mówiąc chłopak ledwo tłumił swoją panikę, która tak czy siak rosła z każdą sekundą, utrudniając mu nie tyle panowanie nad wirem, co nad sobą samym...
Nie chciał, a wręcz nie mógł nawet myśleć o tym, jakie efekty przyniosło poderwanie tornada z placu. W końcu z góry wiedział, że podejmował ogromne ryzyko, ale coś zrobić musiał, bo zwlekanie na pewno by im w żaden sposób nie pomogło. Przeciwnie, prędzej czy później tornado by mu się wymknęło i najprawdopodobniej wyrządziło większe szkody od tych, do których doszło w trakcie ratowania przez niego sytuacji. Nastolatek starał się tym jakoś pocieszać, lecz szczerze powiedziawszy ze średnimi - kiepskimi - skutkami, gdyż mniejsze zło wciąż było przecież złem. Pozostawało mu chyba tylko mieć nadzieję, że nikt nie został ranny, a straty ograniczyły się jedynie do dóbr materialnych. Oby dziewczyny się wszystkim zajęły do jego powrotu. Potem im pomoże.
Widok zbliżającej się tafli wody cieszył Kaplana tak, jak malująca się w oddali oaza na pustyni, rzecz jasna z tą pozytywną różnicą, że on nie musiał się akurat martwić o fatamorganę. Jego niepokój zmieszał się z pełnym napięcia oczekiwaniem, a zmniejszająca się odległość w pewnym sensie sprawiła chyba nawet, że radził sobie lepiej, bo choć rosło w nim zmęczenie, to nadzieja również. Jeszcze tylko trochę... I wreszcie z ulgą powitał znalezienie się nad rzeką, nad którą wysunął się tak daleko, jak tylko mógł sobie na to pozwolić bez ryzykowania, że fatyga weźmie górę nad jego umysłem.
Chłopak zaczął ostrożnie opuszczać tornado, nie przejmując się traconymi resztkami, które tutaj nie mogły zrobić nikomu i niczemu krzywdy, lecz wzdrygnął się gwałtownie w momencie, gdy trąba zetknęła się z wodą i pociągnęła ją w górę. Tego się nie spodziewał, szczególnie że starał się naciskać na swój twór w taki sposób, aby wszystko skierować w dół, pod powierzchnię... Dobrze, że w tym miejscu przynajmniej elektryczny element w jego mocy nie powinien wyrządzić żadnych szkód... Chyba że tym robotom, które nie zostały jeszcze roztrzaskane. Wilgoć powinna z tym pomóc, nawet jeżeli wcześniej zdawały się być odporne na ataki prądem.
Nie mając innego wyboru, nastolatek włożył więcej energii w spychanie swojego bagażu do rzeki. Nawet nie próbował sprawdzać czy jeszcze jakieś maszyny funkcjonowały. Chciał się ich po prostu pozbyć, zatopić je wraz ze wszystkim tym, co przy okazji zgarnął z placu. Nie było to łatwe i Billy czuł się trochę tak, jak gdyby przeszedł właśnie przez intensywną sesję ćwiczeń, tyle że z mózgiem, a nie mięśniami w roli głównej... Ale najważniejsze wydawało mu się to, że pomimo jego zmęczenia i wzburzonych fal, roboty wreszcie zniknęły w odmętach Hudson. Przynajmniej ta ich dawka.
Przez krótką chwilę nastolatek po prostu wisiał w powietrzu, oddychając ciężko i pozwalając większości swojej aury stopniowo zaniknąć. Jeden za drugim zdematerializowały się symbole i kształty, które do tej pory wokół niego wirowały, lecz otaczający go blask pozostał na miejscu, odpowiadając za utrzymywanie go na niebie. Kaplan nie był pewien ile upłynęło czasu, może niecała minuta, choć on sam odnosił wrażenie, że znacznie dłużej... Lecz w końcu chłopak rozejrzał się powoli, szukając znaków szczególnych, które pomogłyby mu zapamiętać gdzie dokładnie zrzucił cały ten ładunek. Nie zdziwiłby się, gdyby później trzeba go było wyłowić. Lepiej tak nie śmiecić.
Wiedział, że musiał odpocząć. Może niekoniecznie kompletnie przestać korzystać ze swoich zdolności, ale przynajmniej na jakiś czas ograniczyć to do niezbędnego minimum... Przecież nie wybaczyłby sobie, gdyby komuś teraz nie pomógł, więc po prostu będzie zmuszony robić to na mniejszą skalę. Mógł pójść na taki kompromis z samym sobą, a raczej z własnym głosem rozsądku. Najpierw jednak powinien wrócić do swoich towarzyszek i sprawdzić jak miała sytuacja na Times Square. Potem... Potem skontaktuje się z resztą drużyny.
Z tą myślą Billy ruszył w kierunku, z którego dopiero co przybył. Bez balastu pod postacią trąby powietrznej mógł się poruszać szybciej, lecz i tak nie przesadzał z prędkością. Mimo wszystko latanie - prawdziwe latanie, a nie tylko lewitowanie w jednym miejscu - było dla niego czymś nowym, a w obecnych okolicznościach nie potrzebował wiele, aby stracić koncentrację i spaść. Pewnie w razie czego zdążyłby się zatrzymać, ale po co miał kusić los? W związku z tym jego podróż potrwała parę minut. W sumie nie było go może z dziesięć albo trochę mniej, więc mógł jedynie zgadywać co zmieniło się przez ten czas na placu...
Kaplan wylądował na początek na dachu jednego z tych wyższych budynków, aby z góry przyjrzeć się sytuacji jeszcze przed dołączeniem do pozostałych. Jego aura cofnęła się na tyle, że teraz skupiała się tylko przy jego dłoniach i oczach, a on sam powolutku zbierał siły. Nie wiedział co jeszcze będzie mógł tutaj zrobić, jak pomóc, ale pamiętał o konieczności zmniejszenia Avy do jej naturalnych rozmiarów - więc przynajmniej do tego potrzebne mu zaraz będą jego moce. Reszta zależała tak naprawdę od tego, co dziewczyny zdążyły osiągnąć pod jego nieobecność... I jakie były zniszczenia, bo wcześniej nie przyjrzał im się dokładnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacob

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 01/09/2018

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Wrz 05, 2018 2:56 pm

Jacob zaczynał ten dzień normalnie codzienną rutyną. Rano wstał, ogarnął się, ubrał i wyszedł do pracy. Dzisiaj nie miał zbyt dużo do roboty, obsługiwał kasę w restauracji. Raz dwa dzień mu zleciał na przyjmowaniu zamówień. Po przepracowanym dniu, szef poprosił Jacoba, by ten został i dopilnował by restauracja została dokładnie posprzątana oraz zamknięta. Dla Jacoba taki sobie obowiązek ale szefowi odmówić też trudno więc się zgodził. Posprzątał dokładnie sale, kuchnie, składzik, chłodnie, łazienki oraz pokój służbowy co chwile narzekając, że pracuje w restauracji a nie firmie sprzątającej. Mimo wszystko wysprzątał solidnie restaurację zamykając wszystkie przejścia oprócz głównego którym miał zamiar wyjść. Już przymierzał się by pójść po plecak do pokoju służbowego gdy usłyszał krzyki na ulicy, niby nic dziwnego, restauracja w centrum, ale mimo wszystko wrócił się na sale, by wyjrzeć za wielkie szklane okna. Tam tłum uciekających ludzi biegnących od centrum na obrzeża.
-Hmm? Co tam się stało... Chyba powinienem też już się zbierać, może jakaś katastrofa jest w centrum.-
Tym tokiem myślenia, Jacob szybko wrócił się po plecak, zgarnął go i w momencie przechodzenia przez salę, dach restauracji zaczął się zapadać. Ten myśląc, że zdąży, biegł w stronę wyjścia, ale kawałek dachu spadł na niego. Jacob zszokowany upadł na kolana z zasłoniętymi oczami, myśląc: "Czy ja nie żyje i dlatego nie boli." czy "O mój Boże, nie chcę tak umierać". Oczywiście po chwili otworzył i się rozejrzał, kawałek sufitu unosił się za nim jarząc się na fioletowo.
-Hę? Myślałem, że moc uaktywnia się tylko w gniewie, i nie ma takiej siły, chociaż, właśnie siedzę nad lewitującym kawałkiem sufitu i zamiast uciekać gadam sam do siebie...-

Jacob szybko wstał, wybiegł frontowymi drzwiami i je zamknął na klucz. Zauważył w oddali roboty, wcale nie małe, więc szybko wbiegł w uliczki chowając się i powoli idąc przed siebie. Za każdym rogiem patrząc czy nie ma robotów przechodził dalej, aż zobaczył początek Times Square, charakterystyczną uliczkę, którą dziennie przechodził. Wyjrzał przez uliczkę i zauważył tornado po czym od razu się schował za budynek.
-Roboty wysokie na 2 metry, tornada, czekam na latających ludzi i spadające kamienie.-

Powiedział po czym usiadł na ziemi opierając się na budynek.
-Jestem ciekaw jakie inni muszą mieć moce, by radzić sobie z takimi robotami, moja by tu nic nie dała... Trzeba będzie więcej ćwiczyć...-

Wymamrotał pod nosem chłopak po czym wstał i wyszedł na ulicę się rozglądając.
- Masakra ale poniszczone jest wszystko, przecież dzisiaj rano tu było normalnie...-

Jacob jeszcze chwilę tak szedł i się rozglądał, po czym dochodząc niedaleko wyjścia na plac zauważył kobietę wielkości dwa czy trzy razy więcej od niego samego walczącą z tymi ogromnymi robotami. Szybko się schował za budynek i obserwował ich walkę. Zauważył jak ta się rozglądała i cisnęła w roboty śmietnikiem. Hmm, może przynajmniej raz się przydam i jej bym tam coś podrzucił. Pomyślał Jacob i od razu zaczął się rozglądać. Zauważył auto, takie zwyczajne osobowe Audi, podszedł do niego i rozejrzał się po środku. Auto jak auto. Jacob rozejrzał się, za czymś metalowym i dość długim by dało się rozbić nim szybę, jeśli jakiś śmietnik się ostał to też zajrzał by zobaczyć. Jeśli coś znalazł to próbował wybić tym szybę, jeśli nie to osłonił bluzą łokieć i nim próbował. W sytuacji gdyby mu się udało, otwiera sobie drzwi od auta i sprawdza czy nie jest na pewno na takim terenie, że po zwolnieniu hamulca nie pójdzie do tyłu. Jeśli jest okey, to zwalnia hamulec i krzyczy gigantycznej dziewczynie:
- Hej, ty walcząca z robotami! -

Po czym zamyka drzwi od auta oraz pcha auto w jej stronę. Ciekawe czy... Chłopak spróbował użyć swojej niewielkiej mocy na aucie, z nadzieją, że choć trochę mu pomoże przy poruszaniu autem, a jak nie to przynajmniej trochę poćwiczy. W każdym razie stara się podepchnąć auto na tyle blisko, by dziewczyna mogła spokojnie do niego podejść ale zważając przy tym czy roboty dalej walczą z dziewczyną a nie atakują jego, jeśli zaczną, to ten ucieka w uliczkę z której przybiegł, jak najczęściej skręcając by ich zgubić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Wrz 07, 2018 10:56 pm

Wypuściła z płuc powietrze, zarazem odczuwając delikatną falę ulgi. Wprowadzenie pomysłu w życie powiodło się całkiem nie najgorzej, a na efekt mogła mieć oko. Konstrukcja została umocniona, a jej póki co zostało pilnowanie jej i odnawianie co jakiś czas. Dzięki temu ściana była nieco bardziej bezpieczna. Przynajmniej tak jej się wydawało. Byleby nie ucierpiały osoby, które wybrały ten budynek na schronienie, przez to wszystko, co miało tutaj miejsce. I tak już zbyt dużo ludzi... Nie, nie myśl teraz o tym. Skup się na tym, by inni przetrwali - pomyślała niemrawo, przekierowując wzrok z ściany na wir, a potem z powrotem na nią. Rozluźniła nieco ramiona, po czym poruszyła delikatnie prawą dłonią. Nie chciała spiąć się pod sam koniec i przez to nie zdołać zrobić poprawnie planowanych przez siebie czynności. Jeśli ciemnowłosa miała do niej jeszcze jakieś pytania, to zamierzała próbować odpowiedzieć jakoś na nie, a tak... To po prostu milczała, śledząc ze swojej pozycji bieg wydarzeń. W chwili, gdy wir był już o wiele dalej, przestała używania mocy by odnawiać prowizoryczną barierę.
W momencie zaś, gdy nagle jedna z większych części przeciwnika gwałtownie przebił się przez jej lód i wbił się w budynek, wzdrygnęła, czując zarazem lodowaty dreszcz na plecach. Dźwięk jedynie sprawił, że wystraszyła się i rozłożyła nieco nogi, by nie upaść na podłoże.
- Brrr - pokręciła głową, próbując zmusić się do tego, by nie stać jak kołek, tylko kontynuować poprzedni pomysł. - Nie brzmi źle - odparła, gdy w końcu przetworzyła fakt, że Kalia zadała jej pytanie. - Byłoby dobrze, zanim budynek uzna, że chce się rozpaść - dodała od siebie, zarazem prosząc w duchu, by nikt przez to nie ucierpiał. Już sporo osób zginęło... Ale gdyby ocalić chociaż jedną więcej... Pokręciła energicznie głową. - Myślisz, że mamy możliwość przemieszczenia się tam? - nie wiedziała również, co zrobić z tą sporą przyczyną uszkodzenia jednego z pięter. Niełatwo byłoby się jej pozbyć... Przynajmniej takie odnosiła wrażenie.
- Jeśli dasz radę, to zabierzmy się tam - powiedziała koniec końców. Jeśli zdecyduje się ją zabrać i podlecą do tamtego miejsca. Nie weźmie się od razu do działania, próbując zatem ocenić szkody i to, co powinna zrobić. Na pewno spróbuje wzmocnić jakoś ściany budynku przy wykorzystaniu mocy w taki sposób, że odnowiła warstwę nałożoną wcześniej. Będzie próbowała się też dowiedzieć, czy ktoś jest tam w środku, nim spróbuje odtworzyć prowizoryczną ścianę w miejscu brakującej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Wrz 10, 2018 9:58 pm

Podczas gdy Ava przemieszczała się po ulicy, jeden z Sentineli - ten, którego uwagę dopiero co na siebie zwróciła - nie zaprzestawał jej atakować, najpierw krótkimi wystrzałami promieni, a później już ciągłym strumieniem energii. Większości z nich dziewczynie udało się uniknąć, choć nie wszystkich; w końcu stanowiła teraz ponad dwa razy większy cel, więc o wiele łatwiej ją było trafić i wyrządzić dalsze szkody jej ubiorowi. Zbłąkane ataki pozostawiały wgłębienia w jezdni, chodniku czy ścianach budynków po jednej stronie ulicy, sprawiając wręcz, że część osób z krzykiem zniknęła z okien, chowając się gdzieś głębiej w pomieszczeniach.
Mimo to Ava nie miała problemów ze zbliżeniem się do atakującego ją robota - tyle że on również zdecydował się zrobić coś więcej. Przełączył się na silniejszy promień, ten z klatki piersiowej, a jego szersza średnica - szczególnie z bliska - sprawiła, że ze stroju dziewczyny zostały już właściwie same strzępki, przynajmniej na przodzie jej ud i częściowo bioder. Szczęśliwie dla niej Sentinel uparcie starał się zrobić jej krzywdę i nie uciekał, więc mogła spokojnie uderzyć go w głowę i w ten sposób go wyłączyć, a potem sięgnąć po jedyny większy skrawek materiału w zasięgu wzroku - czyli po obrus z przewróconego stolika. Kilka podobnych walało się po podłożu kawałek dalej, więc mogła sobie wybrać. Tkanina nie była przyjemna w dotyku, ale przynajmniej dało się nią jako tako osłonić, na przykład zahaczając ją o resztki ubrania w odpowiednich miejscach.
Podczas gdy dziewczyna naprawiała już swój strój, ostatni z robotów zdążył się trochę oddalić... W kierunku, z którego nadciągał Jacob - starający się przesunąć do Avy samochód. Teren mu tego nie ułatwiał, bo był mniej więcej płaski, ale przy zwolnionym hamulcu jako tako mu to szło, nawet jeżeli nie osiągał zawrotnej prędkości. Jego moc wiele mu tutaj nie dawała, różnica była minimalna, a jedynie do fizycznego wysiłku dochodził ten psychiczny, więc równie dobrze chłopak mógł zostać przy sile swoich mięśni, a nie umysłu.
Dla niego problemy zaczęły się w momencie, gdy Sentinel w końcu go namierzył. Maszyna zatrzymała się i uniosła ku niemu ramię, a że widziała go przez okna samochodu, to wystrzeliła ku niemu przez nie... Co prawda dzięki temu nie trafiając w Jacoba, ale w auto już tak, siłą promienia roztrzaskując jego szyby i jednocześnie odpychając pojazd tak, że uderzył w chłopaka i być może go nawet przewrócił, jeżeli nie udało mu się na czas złapać równowagi. Cios był silny, lecz nie na tyle, aby na przykład pozbawić go przytomności - a skończyłoby się to na pewno gorzej, gdyby strumień energii uderzył w niego bezpośrednio. Co gorsze, promień zapoczątkował pożar, samochód powoli zaczynały obejmować promienie... I ucieczka wydawała się być świetnym pomysłem, tyle że wymagała wychylenia się za auto - i ściągnięcia na siebie dalszych ataków. Jacob musiał szybko zadecydować z czym wolał zaryzykować.
W tym czasie na placu Kalia mogła już bez większych problemów i komplikacji przenieść się wraz z Sammy w powietrze. W tym momencie w okolicy najwyraźniej nie znajdował się nikt, kto mógłby je zaatakować, choć oczywiście zawsze istniało niebezpieczeństwo, że z sąsiednich ulic czy z nieba przybędą kolejne roboty... Nawet jeżeli póki co nic na to nie wskazywało. W związku z tym dziewczyny miały chwilę na sprawdzenie zniszczeń i może na ich tymczasowe załatanie tam, gdzie uznałyby to za stosowne.
Wśród uszkodzeń najgorsze i najbardziej poważne wydawało się rzecz jasna to z przebitą ścianą, do którego zresztą nastolatki mogły szybko się dostać, bo miały do niego blisko. Plus sytuacji był taki, że w odsłoniętym pomieszczeniu nikt się nie znajdował; na szczęście ludność skupiła się na parterze, przynajmniej w tym lokalu, więc wybuch nie zrobił nikomu krzywdy. Sammy mogła odnowić swoją pokrywę lodową, lecz brak muru oznaczał, że teraz dało się przez nią wejrzeć do środka, nawet jeżeli obraz był zniekształcony i niewyraźny. Chwilowo taka "ściana" powinna pomóc, ale kiedyś - w końcu - lód stopnieje. Aktualna pogoda oraz pora roku temu sprzyjały.
Times Square chyba nigdy nie bywało tak opustoszałe, jak w tym momencie. Wszelkie odgłosy miasta - oraz walk - dochodziły z oddali, a lodowe osłony utrzymywały ludzi w budynkach... Nawet wiatr wiał bardzo słabo, niemalże niewyczuwalnie, przez co na placu prawie nic się nie poruszało, jedynie co lżejsze śmieci przetaczały się powoli po ziemi... Wśród zwłok tych, którym nie udało się na czas uciec czy schować - a takich było sporo. Gdyby ktoś chciał się im przyjrzeć, zorientowałby się pewnie, że część z nich nie posiadała na sobie rozległych oparzeń, więc najwyraźniej nie została trafiona przez roboty.

***

Skoro w temacie jest nowy gracz, to przypomnę, że kolejki u mnie nie ma - możecie odpisywać kiedy zechcecie, byle się wyrobić między moimi mg.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Wrz 14, 2018 1:33 pm

Po zniszczeniu ostatniego robota Ava rozglądała się za jakimś materiałem do prowizorycznego zasłonięcia dziur w swoim ubraniu, ale niestety nie było niczego porządnej wielkości, co by jej pomogło. Musiała się zadowolić obrusami, które walały się po ulicy. Zapewne któryś ze sklepów je zgubił podczas uszkodzenia. Albo samochód dostawczy. Dziewczyna będzie musiała później się rozejrzeć za takowym sklepem i oddać te obrusy. Tymczasem użyła kilka z nich, zatykając brzegi w swoje ubrania. Na razie musiało jej to wystarczyć. Jak bohaterowie robią, że ich kostiumy nie niszczą się tak podczas walk? Mutantka podejrzewała, że mają jakiś specjalny materiał. Mega odporny na zniszczenia. Przydałoby się jej coś takiego. Drugi komplet ubrań zniszczony w ciągu dwóch dni nie był dobrą nowiną. Tylko jak tu się trzymać z dala od walki kiedy wie, że może pomóc? No właśnie ciężko się nie wtrącać. Pewnie łatwiej by było, gdyby po prostu nie miała tej swojej siły. Siedziałaby schowana w domu lub innym sklepie i czekała aż bohaterowie pozbędą się robotów.
Z rozmyślań podczas mocowania materiału do spodni wyrwał ją czyjś krzyk. Zdecydowanie zwrócony do niej. Ktoś ją wołał. Dziewczyna podniosła wzrok, by spojrzeć przed siebie. Tam, gdzie oddalał się ostatni robot. Zauważyła, że ktoś tam próbuje popchnąć samochód w jej stronę, ale słabo mu szło. Widząc, jak robot strzela w samochód, mutantka ruszyła z miejsca biegiem, by jak najszybciej unieszkodliwić maszynę celnym ciosem w głowę. Miała wrażenie, że to ostatni Sentinel w tej okolicy. Nie słyszała za sobą odgłosów walki. Wręcz przeciwnie, było dosyć cicho.
Miała nadzieję, że osoba za samochodem zdąży uciec i schować się w budynku. Lub odsunąć się chociaż na bok, by robot w niego nie trafił.
Choć najlepiej byłoby zawrócić na główny plac i pomóc w sprzątaniu to najpierw Ava musiała się upewnić, że tamtemu osobnikowi nic się nie stało. Albo przynajmniej nic zbyt poważnego. Dlatego też po unieszkodliwieniu robota, Ava ruszył w stronę płonącego samochodu i osoby, by zobaczyć w jakim jest stanie.
- Nic Ci nie jest? - odezwała się kiedy już udało jej się wypatrzeć niespodziewane - i nie do końca udanego - pomocnika. Jeśli chłopak dobrze się trzymał to dziewczyna odwróciła się, by ruszyć w stronę placu i podpowiedziała nieznajomemu, że może iść za nią, bo walka się skończyła, a trochę mają do posprzątania i każda para rąk się przyda. Domyślała się też, że być może wkrótce ludzie zaczną wychodzić z budynków i może też się tym zajmą. Szczególnie właściciele sklepów. Jakby nie patrzeć, biznes był najważniejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 503
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Wrz 14, 2018 9:11 pm

Ze swojej obecnej wysokości Billy doskonale widział okolicę - i to akurat w takim stopniu dokładności i wyraźności, który pozwalał mu jeszcze nie utożsamiać się zbyt głęboko z poległymi. Wiedział, że tam byli. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a uścisk w jego klatce piersiowej nie ustępował ani na chwilę, a mimo to... Z daleka nie mógł dojrzeć ich twarzy, w wielu przypadkach w ogóle nie rozróżniał żadnych szczegółów, nawet płci, dzięki czemu łatwiej mu było nie myśleć o nich jeszcze jako o bezpowrotnie straconych jednostkach, członkach czyichś rodzin, przyjaciołach. Na to przyjdzie czas później. Po walkach będzie mógł poddać się emocjom. Teraz... Musiał je trzymać na wodzy, przynajmniej na tyle, na ile potrafił, bo w przeciwnym wypadku... Nie byłby w stanie działać. W porządku. Po kolei. Co powinien teraz zrobić?
Powoli nabierając powietrza w płuca, a następnie również bez pospiechu je z nich wypuszczając, chłopak skupił się na próbach uspokojenia swojego oddechu - oraz na ustalaniu nowego planu. Pamiętał o Avie, ale czy na pewno powinien od razu ją pomniejszyć? W tej formie była skuteczniejsza, tyle że nie miał pewności, że w którymś momencie nie stracą się z oczu, a bez niego utknie w powiększonej postaci na... Możliwe, że na długo. Dopóki nie znalazłby chwili, aby ją ponownie odszukać i jej pomóc. Chyba lepiej było zająć się tym natychmiast. Jedna decyzja podjęta, brawa dla niego - co dalej?
Kate. Kate albo Teddy albo ktokolwiek inny z drużyny... Tak, powinien się z nimi skontaktować, upewnić się, że wszystko z nimi dobrze, może rozdzielić tę grupkę na dole na dwie, żeby w ten sposób mogli pokryć większy teren... W końcu przed chwilą i tak nie współpracowali ze sobą ściśle, więc raczej sobie z tym poradzą. Niech tylko Sammy skończy łatanie budynku, a w tym czasie on zrealizuje ten drugi punkt programu i... Och. No właśnie. Skoro już o tym mowa, to pewnie powinien też zwrócić telefon Kalii.
- Chcę mieć tu obie komórki, chcę mieć tu obie komórki, chcęmiećtuobiekomórki... - zaczął cicho powtarzać, równocześnie wizualizując sobie wspomniane urządzenia, to należące do dziewczyny oraz własne. Wcześniej jedno po drugim odesłał je do swojego pokoju, więc chciał je przywołać z tego samego miejsca. Nie wiedział nawet czy coś to znaczyło, czy może jego moce zadziałałyby tak czy siak, ale osobiście uważał, że taka konsekwentność nie mogła zaszkodzić.
Aura nastolatka na moment rozbłysła jaśniej i odrobinę się rozszerzyła, lecz pozostała przy jego dłoniach i oczach, zamiast opleść całe jego ciało. Widać teleportowanie do siebie czegoś drobnego było mniejszym problemem od przenoszenia gdzieś samego siebie - albo różnica wynikała z czegoś innego, trudno powiedzieć, skoro nigdy nie badał swoich mocy. Grunt, że już po kilku sekundach inkantacji przed Kaplanem pojawiły się dwie świetliste sfery, biało-błękitne, a gdy ich blask zaczął zanikać, w ich centrach ukazały się lewitujące telefony. Chłopak wsunął pod nie dłonie na czas, aby komórki delikatnie na nie opadły. W lewej trzymał tę obcą, a w prawej własną, którą od razu odblokował... I zastał na niej nową wiadomość. W dodatku od Tommy'ego.
Marszcząc czoło, nastolatek natychmiast ją otworzył, a jej treść sprawiła, że od razu odechciało mu się planowania i odpoczywania. Co prawda jego wyblakła kopia potrafiła czasem dramatyzować i przesadzać, a teraz najwyraźniej miała czas, aby wysłać do niego prośbę o pomoc... Ale to był Tommy, nadanie wiadomości zajmowało mu sekundę. Zgoda, może trochę więcej, ale tylko dlatego, że inaczej telefon by nie wyrobił. Więc... Tak czy siak mógł się znajdować w poważnych kłopotach.
Billy przygryzł lekko dolną wargę, po czym - w sposób podobny do wcześniej - odesłał swoją komórkę z powrotem do pokoju. Skoro i tak miał już wybrane następne zajęcie, to nie chciał przeszkadzać reszcie drużyny. Jeszcze by im tym zaszkodził, jeżeli byli w środku walki... Nie, lepiej o tym nawet nie myśleć. Chłopak aż pokręcił krótko głową, jak gdyby chciał pozbyć się z niej tej wizji, po czym wykonał dwa kroki przed siebie, aby przekroczyć granicę dachu. Nawet zdając sobie sprawę z tego, że przecież mógł latać i nic mu się nie stanie, tak czy siak nie potrafił zwalczyć nieprzyjemnego uczucia w brzuchu... Lecz zapanował nad nim już po paru sekundach, gdy gładko osuwał się do poziomu ulicy, znów otoczony subtelną, błękitną aurą.
Jego pierwszy przystanek wypadał przy Kalii i Sammy, kiedy ta ostatnia zdążyła już wykonać swoje zadanie. Kaplan zatrzymał się w powietrzu na podobnej do nich wysokości, ale wyraźnie bliżej pierwszej z dziewcząt, do której od razu wysunął lewą rękę, oferując jej telefon. To była ta prostsza i szybsza do załatwienia sprawa, dlatego od niej właśnie zaczął.
- Wybacz przetrzymanie, wolałem nie rzucać go na wyczucie tak mniej więcej w stronę tłumu - zwrócił się do rówieśniczki, choć nie sądził, aby miało to teraz ogromne znaczenie. Z wpojonej mu przez rodziców grzeczności wolał się wytłumaczyć, ale... To przecież nie tak, że w środku akcji używałaby komórki, prawda? Najwyraźniej korzystała z telekinezy lub czegoś jej pokrewnego, a to wymagało skupienia, a nie sprawdzania telefonu. Chyba niczego istotnego przez tę chwilę nie przegapiła.
- Zaraz pomniejszę Avę, a potem lecę do Speeda, bo mnie wzywał. Ogarnijcie tu sytuację do końca. I... Zadecydujcie co zrobić z tymi w budynkach. Pewnie mogłybyście rozbić lód przy samych drzwiach, aby w razie czego mogli wyjść, ale w takim wypadku przekonajcie ich, żeby dla własnego bezpieczeństwa jeszcze zostali w środku - to mówiąc, Billy skierował już wzrok na Sammy, bo tak naprawdę tylko ona należała tutaj do jego drużyny... Nawet jeżeli od niedawna. Na jednej misji już była, więc jakieś doświadczenie posiadała, to najważniejsze.
Tuż po wydaniu tych sugestii oraz wysłuchaniu na nie odpowiedzi, nastolatek obrócił głowę w kierunku, w którym wcześniej widział Avę. Kiedy tylko ją dojrzał, od razu ku niej wyruszył, a że wciąż znajdował się ponad ziemią, to zatrzymał się na takiej wysokości, by mogli patrzeć sobie prosto w oczy bez podnoszenia czy opuszczania wzroku. To ona interesowała go teraz najbardziej, więc jeżeli nawet towarzyszył jej jakiś chłopak, Kaplan nie zwrócił na niego większej uwagi, może tylko ku niemu zerknął.
- Sammy wie co i jak, wszystko wyjaśni. Zmniejszę cię, bo nie mam pojęcia kiedy przydarzy się ku temu kolejna okazja - poinformował szybko dziewczynę, po czym rozsunął ręce na boki, wnętrzem dłoni skierowane ku górze. Nieświadomie odrobinę się też od niej odsunął, lecz nie była to nawet odległość metra, prędzej pół. Otaczający go blask rozjaśnił się jeszcze zanim rozpoczął inkantację, jak gdyby odpowiadał już na jego myśli, wyobrażenia, intencje... Co zapewne było zresztą prawdą.
- Wróć do poprzedniej formy, wróć do poprzedniej formy, wróćdopoprzedniejformy... - powtarzał i nie potrwało długo, nim Avę znów otoczyło jego błękitne światło, które następnie zaczęło się kurczyć, lekko wirować... A po osiągnięciu o połowę mniejszego rozmiaru rozprysło się na boki, odsuwając się od dziewczyny licznymi wstęgami energii, by ostatecznie zaniknąć na dobre, pozostawiając po sobie jedynie powoli gasnące w powietrzu iskierki.
- Więc... Do zobaczenia później? - rzucił jeszcze, po czym spojrzał ku pozostałym dwóm dziewczynom, pomachał im krótko... I znów zwiększył swoją wysokość, lecz jedynie o jakieś dwa metry. Nie był pewien którą szkołę dokładnie Tommy miał na myśli w swojej wiadomości, choć trochę się tego domyślał... Ale i tak zamierzał teleportować się do niego, a nie w konkretne miejsce. W ten sposób przynajmniej miał pewność, że trafi. Na takim dystansie powinien.
- Chcę dostać się do Tommy'ego, chcę dostać się do Tommy'ego, chcędostaćsiędoTommy'ego... - aura Kaplana znów rozpaliła się intensywniej, jaśniej, wyraźniej, tym razem rozciągając się już na ponad metr od jego ciała, a dalej stopniowo blednąc. Niezmiennie towarzyszący manifestacjom jego mocy zapach ozonu również stał się lepiej wyczuwalny... Lecz już po kilku sekundach światło jakby się w sobie zapadło, a następnie rozlało się na wszystkie strony i stopniowo zaniknęło.

Z/t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Wrz 19, 2018 7:53 pm

Możliwość przemieszczenia się jest zawsze… Oczywiście dopóki starczy energii dziewczynie, ale jak na razie nie wyglądało na to, żeby miała paść z wycieczenia. Rozejrzała się po najbliższej okolicy, aby sprawdzić jak to wygląda, chociaż z tego miejsca nie miała za dobrego widoku.
-Jasne. Zaraz tam się zbliżymy, tyko muszę spróbować się wznieść.- Zostawiła tarczę na miejscu, a sama lekko odbiła się od ziemi, próbując wzbić się w powietrze. Dwa pierwsze podejścia jej nie wyszły, ale nie przejmowała się tym, gdyż to nie był pierwszy raz. Trzecia próba była udana, więc dziewczyna pozostała w powietrzu i tylko zbliżyła się do czarnowłosej. Złapała rękę Sammy, szybko przeplatając swoje palce pomiędzy jej, aby mieć lepszy uścisk i nie upuścić dziewczyny w locie. Skupiła swoją uwagę na postaci nastolatki i wzniosła ją w powietrze. Robiła to coraz naturalniej i swobodniej. Nie musiała już tak mocno koncentrować się na dziewczynie, znała już jej wagę, kształt i rozmiar, co ułatwiało całą sprawę.
Nim zdążyły się oddalić, przybył do nich Młody Kapitan. Trochę zaskoczyło ją jego pojawienie, ale nic nie powiedziała, dopóki nie wyciągnął do niej telefonu. To był jej smartphone! Ucieszyła się, ale tylko zacisnęła mocniej palce na dłoni Sammy, uśmiechnęła się szeroko i odebrała swoją własność.
-Dzięki.- Później już zwrócił się do jej towarzyszki, więc udawała, że ogląda swój telefon, aby im nie przeszkadzać, gdyż nie mogła się oddalić, bo lewitowała dziewczynę. Mimo to, oczywiście słyszała każde słowo, ale sama nie miała zamiaru się wtrącać. Schowała telefon do kieszeni kurtki, aby mieć wolą rękę.
Kiedy Młody Kapitan skierował się do wielkiej dziewczyny, Kalia uśmiechnęła się do Sammy i dopiero, gdy ona zwróciła na nią uwagę, wzniosła je wyżej, aby łatwiej było się im poruszać. Tarcze nadal były wokół nich, aby nie stać się łatwym celem. Spróbowała jak najbardziej zbliżyć się do zniszczonej części budynku, ale tak, żeby jednak Królowa Lodu miała dobry pogląd na sytuację. Trzymała się bardzo blisko dziewczyny, żeby chwycić ją w pasie, jakby straciła kontrolę nad telekinezą.
Muszą się pośpieszyć, aby to wszystko skończyć. Nie ma czasu na zabawy. Oni pewnie pójdą walczyć dalej, a co z nią? Powinna podążyć za nimi? Czy iść swoją drogą? Ale gdzie ma się udać, gdy wszystko jest w zgliszczach? Czy jej dom istnienie? Czy ma do czego wracać? Tyle myśli na jedną osobę to za dużo! Czemu ona ma się nad tym wszystkim zastanawiać… Przecież to nie jej zdanie… Ona chce tylko wrócić do domu… Położyć się we własnym łóżku i zapomnieć o tym co tutaj widziała. Teraz nawet nie zwracała na to uwagi. Znieczulica. Ale później? Nie przytłoczy to jej? Będzie mogła zasnąć? Czy jak zamknie powieki będzie widzieć zwłoki, krew i zniszczenia? A może jednak nie…? Może będzie umiała sobie z tym poradzić. Kiedy walczyła na moście, nie miała z tym problemu, ale… Czy ktoś tam zginął…? Nie mogła sobie przypomnieć. Czy widziała czyjeś ciało bezruchu leżące na ziemi? Nie była w stanie przywołać dokładnych wspomnień tamtego zdarzenia. Próbowała, starała się, ale nie…
Nieświadomie ścisnęła mocno dłoń Sammy na kilka minut, spoglądając w przestrzeń. Nie patrzyła na nic konkretnego. Wracała pamięcią do zdarzeń, które miały jej podpowiedzieć co się stanie później. Mimo jej starań, nie udało jej się nic skojarzyć, ani jednego krótkiego momentu.
Jeżeli w tym czasie czarnowłosa coś do niej powiedziała, Kalia prawdopodobnie tego nawet nie usłyszy. Na szczęście jej uwaga nie była, aż tak osłabiona, aby tarcze i telekineza straciły swoją moc. To były jej priorytety, więc nawet jak myślała o czymś innym, to nie opuszczała swojej gardy.
W końcu wróciła do rzeczywistości i spojrzała na Sammy. Nie była pewna czy ta coś do niej mówiła i było to widać po jej twarzy. Uśmiechnęła się lekko w geście przeprosin i rozejrzała się wokół.
-Jak bardzo mam podjeść, żebyś mogła wszystko dobrze obejrzeć? Czy od razu posadzić Cię w pobliżu? Jakby co to cały czas będę Cię trzymać telekinezą. Nie chcę, abyś spadła, bo zarwał się uszkodzony dach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacob

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 01/09/2018

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Wrz 22, 2018 10:53 am

Jacob trochę oszołomiony strzałem w auto szybko próbował złapać równowagę i nie umrzeć.  W tym celu cofnął się od auta, ale tak by to dalej było na linii prostej z robotem, żeby jak coś laser trafił w pojazd a nie chłopaka. Po oddaleniu się kucnął, by laser ewentualnie nie przeleciał przez auto i nie trafił w niego, oraz skupił moc na ogniu w aucie by go wyprzeć, by auto nie wybuchło lub wybuchło później. Ewentualnie, jeśli robot by znowu zaczął celować w super bohaterkę, Jacob bierze kamień czy coś co leży w zasięgu ręki i próbuje wywołać hałas, rzucając tym w jakiś blok czy uderzając w ziemię, tak by robot odwrócił od owej dziewczyny uwagę. Może przynajmniej odwrócę jego uwagę... Chłopak w każdym razie próbuje sprowokować robota i jednocześnie zostać bezpiecznym tak by dziewczyna w spokoju mogła dobić przeciwnika. Po wszystkim wstaje i podchodzi do dziewczyny, ale tak by być w bezpiecznym zasięgu od auta by mu nie wybuchło prosto w twarz.
-Nie... Chyba, w każdym razie przepraszam jeśli sprawiłem kłopoty... Tak po za tym jestem Jacob, miło mi Cię poznać.- Odpowiedział chłopak po czym ruszył za dziewczyną rozglądając się po zniszczonym mieście. Głównie jego uwagę przykuł latający nastolatek który zmniejszył rozmiary super bohaterki i zniknął.Interesujące... A po za tym go zignorował i podążał dalej za dziewczyną patrząc za ewentualnymi osobami którym potrzebna by była pomoc czy za jakimś automatem z napojami który jeszcze działa. Ciekawe czy jeśli jest taka wielka to czy pije 5 razy więcej niż normalny człowiek... Zastanawiał się chłopak podczas przemieszczania się. Hmm... Ile musiała trenować by dojść do takiej mocy... Powinienem trochę bardziej się wziąć za siebie. Ciekawe czy są organizacje od takich spraw? Albo chociaż jakieś osoby się tym zajmujące.
-E... Tak właściwie to co się stało, że roboty zaatakowały Nowy Jork...?- Spytał się chłopak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Paź 19, 2018 1:11 pm

Jacob miał szczęście, gdyż uniknął konieczności decydowania o tym, czy powinien zostać za swoją osłoną czy jednak spróbować ucieczki - z tego prostego względu, że Ava na czas zniszczyła ostatniego znajdującego się w pobliżu robota... A dokładniej wyłączyła go przez uszkodzenie jego głowy. Innymi słowy, dla chłopaka ta część akcji zakończyła się jedynie siniakami od niedawnego uderzenia samochodem, mogła zaś o wiele poważniej.
Wpływanie na ogień okazało się dla niego z kolei o wiele trudniejsze od manipulowania materialnymi obiektami. Płomienie nie chciały się słuchać, choć mogło to również wynikać z faktu, że Jacob przecież kucnął i ze swojego miejsca nawet ich porządnie nie widział - więc nie mógł określić na co i gdzie starał się wpływać. Znów szczęśliwie dla niego, dzięki ingerencji Avy wystarczyło, aby po prostu się odsunął - i już nie musiał martwić się o to, czy samochód wybuchnie, czy jednak nie.

***

Myślę, że możecie już zostać sami, przynajmniej póki co.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Times Square   

Powrót do góry Go down
 
Times Square
Powrót do góry 
Strona 8 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
 Similar topics
-
» Trafalgar Square

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: