Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Times Square

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Times Square   Wto Maj 07, 2013 6:11 pm

First topic message reminder :



Plac na Manhattanie w Nowym Jorku znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i alei Siódmej, rozciągający się od ulicy 42 do ulicy 47. W Stanach Zjednoczonych jest tym, czym Plac Czerwony w Moskwie, Pola Elizejskie w Paryżu czy plac Trafalgar w Londynie. Jest to jedna z ikon Nowego Jorku oraz centrum światowego handlu oraz mody, słynie z dużej ilości oświetlenia.
Nazywający się wcześniej Longacre Square, plac ten otrzymał swoją obecną nazwę po tym, gdy The New York Times przeniósł swoją siedzibę do nowo wybudowanego New York Times Building (obecnie nazywanego One Times Square). Powiększony obszar placu Times, zwany Theatre District, składa się z budynków pomiędzy aleją 6 i 8 oraz ulicą 40 i 53, uzupełniając zachodnią część handlową centrum Manhattanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Cze 27, 2018 5:26 pm

Billy martwił się o to, że uderzeniem z dwóch stron nie wyrządzi robotom dostatecznej krzywdy i będzie musiał zająć je w inny sposób - a tu okazało się, że jego obawy były zupełnie bezpodstawne... Bo wręcz przeciwnie, jakoś przeciwnikom zaszkodził i to najwyraźniej poważnie. W normalnych okolicznościach by się z tego cieszył i w myślach sobie gratulował. Teraz jednak nie miał ani na to czasu, ani do tego głowy, gdyż wybuch zaskoczył go w wystarczającym stopniu, aby przez krótką chwilę nie przejmował się niczym innym.
W pierwszym odruchu nastolatek wygenerował przed siebie więcej energii, aby wzmocnić swoją barierę ochronną od strony eksplozji, równocześnie zaś odepchnął się w powietrzu w przeciwnym kierunku, chcąc zwiększyć swoją odległość od jej centrum... Co dodatkowo ułatwiło mu samo uderzenie powietrza, które przesunęło całą jego bańkę. Oba te działania weszły mu już w nawyk, więc nawet się nad nimi nie zastanawiał, co przełożyło się na prędkość wprowadzenia ich w życie. Przynajmniej do tego przydały mu się treningi. Jako że chłopak znajdował się niżej od robotów, to cofając się siłą rzeczy osunął się jeszcze o metr czy dwa, ale na tej wysokości nie robiło to wielkiej różnicy, bo tak czy siak pozostawał daleko ponad głowami wszystkich na placu.
Dopiero w następnym momencie do Kaplana dotarło jakie szkody te wszystkie odłamki mogły wyrządzić tam na dole. Jego spojrzenie natychmiast powędrowało pomiędzy sojusznikami i przez kilka sekund nastolatek pozostawał w bezruchu, karmiąc energią swoją tarczę i rozglądając się po okolicy. Choćby nawet chciał, to nie zdążyłby już nikogo osłonić, ale po prostu musiał się upewnić, że przypadkowo nie doprowadził do czyjejś krzywdy... Przynajmniej poważnej. W końcu początkowo liczył na to, że wyłapie takie resztki i opuści je w bezpieczne miejsce, więc to nie tak, że się ich nie spodziewał. Nie przewidział tylko aż tak gwałtownej reakcji na atak... A to już była jego wina.
Ale nie, teraz nie mógł sobie jeszcze pozwolić na czarne myśli. Potem się w nich zatopi, w to nie wątpił, lecz póki co potrzebował trzymać je na dystans i zachować zimną krew. Głębokie oddechy, analiza sytuacji, otóż to... Z góry chłopak był w stanie ocenić, że na placu pozostawali już tylko walczący, no i oczywiście Sentinele, a więc pierwszy punkt programu został zrealizowany. Sammy zresztą przed chwilą go o tym informowała. Cudownie, szkoda tylko, że nie zdążył dobrze zastanowić się nad następnym krokiem, bo jakoś tak ciągle zajmowało go coś innego - ale to nic, naprawi to, zaraz coś wymyśli.
Ogólny plan zdawał się być w końcu prosty. Niszczenie robotów po jednym zajmowało mnóstwo czasu, one zaś zaczynały się już chyba rozchodzić, dlatego musieli się pospieszyć, by im nie uciekły... W związku z czym najlepiej byłoby jak najprędzej zaatakować je masowo. Wzmocnione lodem budynki powinny przynajmniej częściowo ochronić znajdujące się w środku osoby - po tej stronie placu. Może Sammy mogła się też zająć tą drugą? Tak na wszelki wypadek, bo tam pewnie też skryli się ludzie. Przy okazji kupi im to krótką chwilę na ustalenie dalszych działań.
- Zrób to samo z budowlami po drugiej stronie, a potem zaczynamy. Um, koleżanko z telekinezą, możesz odprowadzić Sammy na miejsce i dopilnować, żeby wam obu nic się przez ten czas nie stało? A potem natychmiast przenieście się na któryś z dachów, najlepiej jak najwyżej - poinstruował, bo akurat ta część brzmiała logicznie i nie musiał zbyt długo się nad nią namyślać. W ten sposób Ava i ta druga nienazwana sojuszniczka mogły jeszcze skupić się na zajmowaniu maszyn, podczas gdy on sam... Och, czemu by nie?
- Ava, skoncentruj się na tych robotach, które próbują opuścić plac. Wszystko jedno jak, byle nam nie uciekły. Kiedy Sammy skończy, też będziesz musiała wycofać się gdzieś na bok - zwrócił się do dziewczyny, gdyż do tej blondynki mógłby tylko krzyknąć, a z tej odległości niekoniecznie by go zrozumiała... Jeżeli w ogóle zwróciłaby na niego uwagę. Trudno, musieli mieć nadzieję, że sama domyśli się czego najbardziej w tej chwili potrzebowali. Albo że któraś z dziewcząt jej to przekaże. Wydawała się skoczna, więc w razie czego później pewnie sama dostałaby się na dach...
Umysł Billy'ego działał teraz na wysokich obrotach. Nastolatek starał się szybko ustalić co dalej, w międzyczasie zaś przesunął się mniej więcej na środek placu, oczywiście wciąż wysoko w powietrzu, po czym zaczął obracać się wokół własnej osi, wyszukując wzrokiem te Sentinele, które kierowały się ku sąsiednim ulicom. Łapał je w pole siłowe i szarpał w przeciwną stronę, najlepiej tak, aby uderzyły w inne maszyny, po czym zostawiał je w spokoju, chcąc jedynie zająć je czymś na chwilę. Byle Sammy zdążyła z mrożeniem ścian.
- Ktoś poza mną jest w stanie wywoływać ataki obszarowe? Na tyle silne, żeby zadziałać na więcej robotów naraz? - spytał, choć po części domyślał się odpowiedzi. W końcu nie oczekiwał czegoś takiego od Avy, no i zgadywał, że ta wojowniczka również skupiała się na fizycznej walce. Telekineza wchodziła w grę, chociaż nie przyglądał się poczynaniom Azjatki na tyle, aby być w stanie ocenić poziom jej mocy. Podobnie było z Sammy. Samo zamrożenie ulicy wiele by tu nie dało, bo maszyny pewnie by im uciekły w górę, ale jeżeli przy okazji potrafiła na przykład generować zamieć... To w dużej mierze pokrywałoby się już z pomysłem Kaplana. A telekineza pomogłaby im strącać te roboty, które mimo wszystko byłyby bliskie oddalenia się.
Wszystko to w teorii brzmiało aż za dobrze i wrodzony pesymizm Billy'ego podsuwał mu już milion scenariuszy, w których coś szło nie tak, ale chłopak uparcie starał się je od siebie odrzucać. Martwienie się na zapas niczego nie zmieniało, wiedział o tym, powtarzał to sobie w myślach, byle tylko nie popaść w panikę, która zjadała go od środka od pierwszej chwili, gdy pojawiły się Sentinele... Och, gdyby jeszcze tak łatwo potrafił uwierzyć w to, że akcja przebiegnie zgodnie z planem. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Cze 29, 2018 3:44 pm

Spojrzała za siebie, od razu zauważyła mężczyznę, którego zabił promień i płaczącą przy nim kobietę. Hm… Oni pewnie też tak zginęli. Kiedy ktoś nie zauważył, że oni jeszcze nie uciekli… Nie mieli się czym ochronić, za czym schować… W tym momencie nie czuła nic, ani smutku, ani bólu. Śmierć kogokolwiek, nawet jej rodziców, nie wzbudzała w niej mocniejszych uczuć. Tylko kilka sekund przyglądała się sytuacji przy budynku, ale dla niej trwało to o wiele dłużej. Musiała wrócić do rzeczywistości, gdyż nikt nie będzie na nią czekał, a na pewno nie roboty.
Zauważyła, że jej atak nic nie zdziałał, a tylko ponownie sprowadził na nią zainteresowanie maszyny. Dziewczyna przełknęła ślinę i w tym samym momencie tarcza oberwała promieniem. Wytrzymała, ale chwilę po tym roztrzaskała się, zostawiając Koreankę bez osłony. Widząc, że puszka chce zaatakować ponownie, uskoczyła szybko za niewysoki murek i wręcz położyła się na ziemi. Gdy tylko dotknęła ciałem gruntu, zabrała się za ponowne tworzenie tarczy, które miała osłonić nie tylko ją, a także wszystkich co znajdowali się za nią. W momencie, kiedy próbowała jak najbardziej rozszerzyć swoją tarczę, zauważyła coś kątem oka, więc spojrzała w stronę nieba. Na plac spadały jakieś kawałki. Przez chwilę zastanawiała się o co chodzi, ale prawie natychmiast zorientowała się, że to części zniszczonych maszyn i zaraz ją rozgniatając na miazgę. W pośpiechu spróbowała wykrzywić tarczę, tak żeby osłaniała ich z bok i z góry. Miała wrażenie, że nie da rady rozciągnąć jej na taki obszar, więc podniosła się szybko z ziemi i pobiega w stronę czarnowłosej dziewczyny, wiedząc, że nadludzko wysoka nieznajoma sama sobie z tym poradzi, a blondynka z mieczem była na tyle zwinna i szybka, iż pomoc była jej zbędna. Tarczę cały czas ciągnęła za sobą, aby nie musieć nadwyrężać swoich mocy, a także uważać na ataki robotów, które lubiły strzelać w ruchome obiekty. Kiedy zdołała dotrzeć do Królowej Lodu, wzięła głęboki oddech i spróbowała rozbudować swoja tarczę, aby była większa i mocniejszą.
Trudno była utrzymać nad sobą spadające elementy, ale zagryzła mocno wargę bez zamiaru poddania się i zastania mokrą plamą, gdyby jakaś cześć spadła na nią. Jeżeli niebo już się oczyściło, rzuciła wszystkie kawałki na puste miejsce. Gdyby jednak nie była w stanie sama utrzymać złomu robotów, szybko rzuciła do czarnowłosej krótkie polecenie o pomoc.
Po jakimś czasie usłyszała kolejny komunikat Kapitana. „Koleżanko z telekinezą”? Wiedziała, że o nią chodzi, ale nazywanie ją po zdolnościach, było dosyć… Dziwne…
-Kalia.- Odezwała się po chwili. Przedstawiła się imieniem, gdyż chowanie swojej tożsamości teraz nie miało się na nic, wszyscy już i tak widzieli jej twarz. Po tej całej akcji, powinna zniknąć na jakiś czas.
-Jasne.- Nie miała nic przeciwko takiej strategii. Nie wiedziała, która z dziewcząt to Sammy, ale łatwo się tego domyśliła. Nowoprzybyła amazonka nie była nią na pewno, sama mogła się dostać gdzie powinna, olbrzymka także odpadła, gdyż Kalia nawet nie miałaby szans jej podnieść, nie ta waga. Więc ostatnią i jedyną opcją pozostała czarnowłosa nieznajoma, a może trochę już znajoma. Imię już poznała. Spojrzała na Królową Lodu i uśmiechnęła się wesoło.
-Jakby co, to nie martw się, nie upuszczę Cię.- Pokazała język Sammy, w miedzy czasie kontrolując swoją tarczę, aby przypadkiem się nie rozpadła, albo po prostu nie opadła. Kalia była otwartą osobą i mało co ją krępowało, więc nie czekając na reakcję czarnowłosej, chwyciła ją za rękę i powoli zaczęła unosić w górę, aby sprawdzić jak sobie radzi z podwojonym ciężarem.
-Chyba nie masz lęku wysokości?- Zadała pytanie, ale w sumie nie oczekiwała żadnej odpowiedzi, gdyż nie miała zamiaru postawić Sammy na ziemi. Kiedy uznała, że dobrze trzyma równowagę, spróbowała jak najszybciej je przetransportować na drugą stronę, pilnując osłony. Nie zatrzymywała się nawet, gdy roboty do nich strzelały, była wręcz pewna, że uda jej się utrzymać tarczę, pomimo śmiertelnych ataków. Teraz była bardziej przejęta ochroną, gdyż była bardziej rzeczywista. Trzymała za rękę osobę, którą chroniła, to nie był bezimienny tłum ludzi, których nawet nie rozpozna przy kolejnym spotkaniu. Jeżeli zostawały zaatakowane, Azjatka nieświadomie ściskała mocno palce na skórze Królowej Lodu. Kiedy wylądowały, szybko puściła Sammy, i zabrała się za trzymanie tarczy.
-Jak tylko skończysz, powiedz mi, a zaraz będziemy do góry.- Uśmiechnęła się szeroko do dziewczyny, a następnie wróciła do obserwowania okolicy, aby nie zostać zaskoczona przez maszyny czy jakieś latające obiekty.
Kolejne pytanie od Kapitana. Kalia zastanowiła się na moment. Posługuje się telekinezą, ale nie na tyle silną, aby nazwać to „atakiem obszarowym”. Mogłaby coś zrobić, ale raczej by to za dużo im nie pomogło, nie była pewna czy przesunięcie robota byłoby możliwe, gdyż wyglądały na dosyć ciężkie, a jak sama dobrze wiedziała, jej zdolności miały spore ograniczenia. Chociaż z drugiej strony, kiedy potrzebowała to szybko nauczyła się nowego rodzaju posługiwania się swoją mocą.
-300 kg to mój limit.- Powiedziała i pochyliła głowę. Wydawała się smutna z tego powodu, ale tak naprawdę wiedziała, że zrobiła dużo, aby uratować ludzi, których nigdy nie pozna i powinna być z tego dumna. Przeciągnęła się, gotowa do kolejnej rozgrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sammy

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Lip 05, 2018 8:49 am

Jej działania przynosiły skutek, coraz to większa część pokrywała się lodem. Owszem, powstały delikatne utrudnienia, chociażby w postaci drzwi, które nie mogła od razu potraktować lodem. Dodatkowo, miała trochę szczęścia, że przez ten czas Sentinele nie zwracały na nią uwagi, gdy używała swojej mocy. Dzięki temu mogła spełnić swoje zadanie, jak i nie być niepokojona. Jednakże musiała podjąć parę decyzji międzyczasie. Chociażby taką, czy iść dalej czy poczekać, aż reszta ludzi się schowa. Patrząc po ich ilości, zdecydowała się poczekać jeszcze, zarazem próbując naprawić stworzone szkody przez maszyn.
W momencie, gdy padł nieznany jej mężczyzna, zadrżała, zarazem czując, jak serce jeszcze szybciej jej bije. Ten strzał... Był blisko. Nawet zbyt blisko... Mogła to być ona. Zdawała sobie z tego sprawę. Wzięła głębszy wdech i błyskawicznie odwróciła wzrok, by nie patrzyć na ową scenę. Jednakże nie mogła zignorować tego krzyku. Próbowała się również nie zastanawiać, która osoba już tak ucierpiała.
Po tym, gdy już ostatnie osoby pochowały się, przeszła do dokończenia działania - potraktowanie lodem i samych drzwi, by skończyły tak samo jak wcześniej ściany budynku. W tym przypadku, podchodziła do każdego z zamkniętych wejść i dotykając je, używała mocy. Uniknięcie działania ze strony maszyn... Przemieszczała się, próbując w razie możliwości wykorzystywać osłonę ze strony samochodów. Nie zatrzymywała się na dłużej. Jej celem było niezwracanie na siebie uwagę przez przeciwników...
Nie spodziewała się jednak, że nagle z nieba polecą fragmenty robotów.
Jeśli będzie mogła, trafi pod osłonę Kalii. Sama również spróbuje coś zdziałać, w tym przypadku tworzenie bloków, które miały na celu spychanie z toru spadania poszczególnych części (wpierw tworzyłaby lód na ziemi, ale tak, by omijał Kalię i jej tarczę). Tworzone od ziemi, po skosie, by mogły trafić w nie. Jeśli zdoła, będzie również próbowała za pomocą tworzonego lodu zrzucać z tarczy Kalii części maszyn, w ten sam sposób, co by strącała z nieco z trasy fragmenty.
Wychodziło również na to, że miała się zająć i innymi budynkami, tym razem po drugiej stronie.
- Okay - poruszyła nieco palcami. Nim zdążyła się zastanowić, jak można byłoby się tam dostać, usłyszała słowa skierowane ku sobie. Nie z telepatii... Zwykłe.
- Ee... - niespecjalnie wiedziała jak zareagować. Wtedy poczuła, że łapie jej rękę. Sama również uścisnęła jej dłoń i lekko uśmiechnęła się. - Zobaczymy - skomentowała jedynie w ten sposób. Kalia zaczęła się unosić... I najwyraźniej brunetka wraz z nią. Dla niej taki sposób "poruszania się" był nowością. Jednakże podczas tego lotu, nie mogła wspomóc jej, by chronić się przed ewentualnymi atakami.
Jeśli udało się dotrzeć bezpiecznie, przeciągnie się na szybko, by ponownie rozruszać mięśnie i dotknie dłonią ściany, używając mocy.
- Jasne, jasne - odpowiedziała jej. - Ale będę musiała się poruszać - tak jak wcześniej, by móc efektywniej używać swojej mocy. Jeśli już wszyscy się pochowali, to nie musiała ani czekać, ani omijać wejść, tylko wszystko potraktować lodem.
Po usłyszeniu wiadomości, zastanowiła się na szybko, zarazem starając się nie przerywać zajęcia.
- Um. Ja nie jestem pewna. Moja moc będzie słabsza na odległość. Chyba. Sama nie wiem. Nigdy nie próbowałam. Dodatkowo niezbyt przejmowali się lodem - odparła, zajmując się dalej ścianami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Lip 09, 2018 3:52 pm

Kiedy Kalia uskoczyła przed kolejnym atakiem robota i położyła się za murkiem, zapewne bardziej usłyszała, niż zobaczyła przecinający nad nią powietrze promień, który zakończył swoje istnienie uderzając w ścianę jednego z budynków - a dokładniej w utworzony przez Sammy lód, przy okazji krusząc jego część. Najważniejsze jednak, że tym razem nikomu nic się nie stało... A brakowało przecież niewiele.
Uderzające w zakrzywioną tarczę dziewczyny odłamki były tak naprawdę mniej odczuwalne od strumieni energii - na szczęście dla niej, gdyż to oznaczało, iż mogła z góry założyć, że powinna sobie z nimi dać radę. Najważniejsze było więc dla niej to, aby bariera przyjęła i zachowała odpowiedni kształt... Oraz oczywiście wielkość, skoro nastolatka zdecydowała się chronić nie tylko siebie. Problem polegał jednak na tym, że Kalia zdążyła oddalić się od Sammy - która z kolei została przy ścianie... A pociski spadały szybko. Zauważenie ich, podjęcie decyzji, poderwanie się z miejsca - to wszystko trwało.
W związku z powyższym Kalii udało się w pierwszym momencie zadbać o własne bezpieczeństwo, lecz nim dotarła do drugiej dziewczyny, duża część odłamków zdążyła już spaść. Sammy musiała ratować się przez tworzenie lodowych bloków, z których część została rozłupana fragmentami metalu, rozpryskując się większymi i mniejszymi kryształami we wszystkie strony. Dopiero pod koniec tego przypadkowego ataku dziewczęta mogły połączyć siły, co z kolei ułatwiło Kalii zadanie. Niektóre odłamki strącił z jej tarczy lód, inne zaś sama w końcu odrzuciła, gdy zrobiło się już "bezpiecznie".
Dla Avy, zgodnie z przewidywaniami, opadające szczątki robotów nie stanowiły większego zagrożenia. Trochę tych mniejszych części osiadło jej na włosach czy ubraniu, ale jej nadludzka odporność wciąż była aktywna, więc chroniła ją nawet przed siniakami. Mimo to dziewczyna zaczynała już powoli odczuwać negatywne skutki utrzymywania jej cały czas włączonej - być może wzmożone przez powiększoną formę, a może przez ilość zablokowanych do tej pory obrażeń. Nie było to jeszcze poważne zmęczenie psychiczne, lecz zauważalne, więc dziewczyna powinna być w stanie je odnotować.
Jej atak z góry rzeczywiście sprowadził te dwie maszyny na poziom ulicy, tym samym sprawiając, że w pobliżu w zasadzie nie latały już żadne Sentinele - wszystkie widoczne w okolicy znajdowały się na ziemi. Głowy tych dwóch zostały uszkodzone, ale dobicie ich na wszelki wypadek nadepnięciami nie zaszkodziło; do żadnych wybuchów przy tym nie doszło, więc najwyraźniej zasugerowana niedawno metoda rzeczywiście się sprawdzała. Co prawda samo zepchnięcie maszyn sprawiło, że jedna z nich prawie trafiła w kręcącą się niedaleko Avy blondynkę, lecz ta błyskawicznie szybko uskoczyła - znów zdecydowanie zbyt daleko, niż byłby to w stanie zrobić zwykły człowiek. Skok zakończyła w dodatku uderzając stopą w plecy jednego z robotów.
Wojowniczka robiła co mogła, by utrzymać równowagę między szybkim niszczeniem pobliskich Sentineli, a zwracaniem na siebie uwagi tych dalszych. Najwyraźniej ona również doszła do wniosku, że lepiej było mieć je wszystkie na oku, zamiast pozwolić im się rozejść. Mimo to jej możliwości atakowania na odległość wyglądały na bardzo ograniczone... Głównie ciskała ku przeciwnikom odciętymi głowami czy odłupanymi fragmentami wystroju ulicy. Choć była szybka, to sama na pewno nie mogła zdziałać cudów.
Chwytanie w pole siłowe i odciąganie przez Wiccana odchodzących Sentineli pomagało, lecz niestety również na krótko - nawet wtedy, gdy maszyny na siebie wpadały. Co prawda powstrzymywało je to na parę sekund, w trakcie których odzyskiwały równowagę i analizowały sytuację, ale najwidoczniej nie odbierały tego jako faktycznego ataku - albo przynajmniej nie potrafiły ustalić skąd on nastąpił, więc nie zmieniały celu, nie odpowiadały agresją. Jak by nie było, grunt, że szybko wracały do swojego poprzedniego pomysłu, czyli chęci oddalenia się z placu... I cały zabieg należało powtórzyć. A robotów wcale nie było mało. Kilka już teraz zdążyło przejść na sąsiednie ulice.
Kalia i Sammy z kolei - po krótkiej dyskusji - mogły udać się na drugą stronę placu. Połączenie lewitacji i pola siłowego stanowiło dla nich wystarczająco dobrą obronę, choć parę Sentineli tak czy siak się nimi zainteresowało. Kilka strumieni energii rozbiło się o tarczę Kalii, lecz także i tym razem większość maszyn straciła zainteresowanie, gdy zorientowała się, że ich ataki nic nie dawały. Wolały skupić się na jasnowłosej wojowniczce - lub właśnie na opuszczaniu placu w poszukiwaniu nowych ofiar.
Teraz dla obu dziewcząt zadanie było już prostsze. Sammy mogła od razu przystąpić do zamrażania ścian i przejść, a dzięki tarczy Kalii musiała przejmować się tylko tym, żeby nie przewrócić się na leżących tu czy tam zwłokach - gdy przesuwała się wzdłuż budynków. Jako że zainteresowanie Sentineli spadło, Kalia również mogła być spokojniejsza... Choć pewnie tak czy siak powinna na wszelki wypadek zachować czujność, bo jednak od czasu do czasu w ich stronę wędrował jakiś promień - niemalże jak na próbę. Ich zmniejszona częstotliwość ułatwiała dziewczynie podtrzymywanie bariery.
Rzecz jasna takie zamrażanie trochę trwało - choć Sammy mogła zauważyć, że tak czy siak tego dnia zrobiła swoimi mocami naprawdę sporo w mimo wszystko krótkim czasie. Widać potrzeba potrafiła wymuszać postęp... Wreszcie ściany od strony placu zostały zaś skute lodem - ale do tego czasu jeszcze kilka Sentineli uciekło na pobliskie ulice. Wojowniczka z mieczem ruszyła za nimi jedną z nich, ale przecież nie mogła być w paru miejscach jednocześnie, więc niestety mogła zająć się tylko tą jedną drogą.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 59
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Lip 13, 2018 1:29 pm

Odłamki przestały na nią spadać i Ava mogła przestać się osłaniać. Podniszczonymi ubraniami przestała się już przejmować. Trzeba będzie skończyć z bohaterzeniem, bo inaczej straci wszystkie ubrania. I co powie rodzicom? Że znowu walczyła z robotami? A pieniądze nie rosną na drzewie i skądś trzeba je wziąć na ubrania. Ciekawe jak superbohaterowi sobie radzili z kostiumami. Mieli je niezniszczalne? Chyba nie, bo czasem walki w wiadomościach pokazywały, jak walczą w nieco podniszczonych już strojach. Tylko, że pewnie chociażby tacy Avengers to kasy mieli w huk i jeszcze więcej skoro mieli w swoich szeregach Starka. Mogli sobie pozwolić na takie coś.
Rozejrzała się dookoła, by zorientować się jak wyglądała obecnie sytuacja. Przez brak celów do atakowania roboty zaczynały się rozchodzić na wszystkie strony, kierując się na inne ulice, gdzie mogły znaleźć kolejnych ludzi do zabijania. Nie mogli na to pozwolić. Musieli dopilnować, by Sentinele zostały jak najszybciej zniszczone i nigdzie im nie pouciekały. Zauważyła, że blond bohaterka z mieczem skierowała się jedną z ulic za częścią maszyn, więc chociaż jedna droga do pilnowania odpadała.
- Wiem wiem, spokojnie. Nie damy im uciec. - odpowiedziała na słowa Wiccana w swojej głowie. Oczywistym było, że trzeba zatrzymać roboty. Ava rozejrzała się więc szybko po placu i jeśli dojrzała w pobliżu jakąś ciężarówkę czy chociaż wóz dostawczy to szybko podbiegła do pojazdu, by go podnieść i przestawić. Chciała ustawić samochód w poprzek ulicy, by zagrodzić przejście robotom. Te zdawały się kierować jak najprostszymi sposobami. Atakowały pieszych, ignorowały pojazdy czy budynki. Być może więc pojazd zagradzający im drogę zniechęci je do podążania dalej w tym kierunku i zmusi je do odwrotu, by szukać innej, pustej ulicy.
Mutantka zerkała w stronę dziewczyn, które również miały się oddalić z placu po wykonaniu swojej części zadania. Jeśli wciąż miała czas na akcję to zrobiła dokładnie to samo z kolejną ulicą, o ile znalazł się inny samochód. Jeśli nie było ciężarówek czy wozów dostawczych to tym razem Ava postanowił ustawić zwykłe samochody obok siebie, tworząc kolejną barykadę.
W razie gdyby dziewczyny było już w bezpiecznym miejscu, dziewczyna schowa się za samochodami od strony przeciwnej niż plac. Nie wiedziała, co dzieciak planuje, ale zdążyła zauważyć, że miał ciekawe moce. Teraz miała chwilę na odpoczynek. Ignorowała zmęczenie tak długo, jak to było możliwe. Podobnie jak to robiła w kopalni. Walka o życie niewinnych była ważniejsza od jej zmęczenia. Na wytchnienie pozwalała sobie dopiero, gdy miała na to chwilkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Lip 15, 2018 6:57 pm

W trakcie tego pojedynczego cofania robotów, Billy od czasu do czasu poświęcał krótką chwilę na sprawdzenie sytuacji, w jakiej znajdowały się wszystkie jego towarzyszki. Jego spojrzenie najczęściej koncentrowało się jednak na Sammy oraz, jak już wiedział, na Kalii, bo to w końcu one zajmowały się teraz najważniejszym, a na pewno najpilniejszym zadaniem. Chłopak wolał mieć pewność, że nic im się nie stanie... I chciał też od razu się zorientować, gdy skończą, aby nie stracić ani odrobiny czasu.
Mimo to Kaplan powstrzymywał się przed ingerowaniem, zarówno przy tej dwójce, jak i przy Avie czy ostatniej sojuszniczce. Sprowadzanie maszyn z powrotem na plac i tak było wystarczająco męczące - nie tyle pod względem wykorzystywanej do tego siły i energii, co samej żmudności tej czynności. Prawdę mówiąc zdawała się po prostu nie mieć końca. Co szarpnął jakiegoś robota do tyłu, to już musiał złapać kolejnego i zrobić z nim to samo - a wolał nawet nie myśleć o tym, ile w ogóle mu uciekało, kiedy skupiał się na pozostałych... Dobrze, że nie działał sam, ale nawet w trójkę nie powstrzymywali wszystkich przeciwników. Z góry widział to doskonale i w duchu powtarzał sobie, aby się tym jeszcze nie przejmować. Potem je wyłapią. Najistotniejsze było to, aby najpierw zaatakować większość, a później będą mogli w spokoju zająć się niedobitkami... Tak. Cierpliwości.
Główny problem polegał obecnie chyba na tym, że ani Sammy, ani Kalia nie zgłosiły zdolności, które pomogłyby im w masowym niszczeniu Sentineli. W najgorszym wypadku dziewczyny powinny być przynajmniej w stanie zadbać o własne bezpieczeństwo, a to już coś, ale Billy liczył na to, że może uda im się przygotować jakiś wspólny atak... Trudno. W jego głowie tak czy siak zaczynał kształtować się pomysł, a jeżeli ktokolwiek będzie w stanie jakoś go wspomóc, to tym lepiej - ale w ostateczności może jakoś się bez tego obejdzie.
Nastolatek odczekał aż do momentu, gdy Sammy skończyła zamrażać ściany po drugiej stronie placu, a kiedy tylko upewnił się, że Kalia zabrała ją na dach lub w inne bezpieczne miejsce - choć prawdę mówiąc nie wyobrażał sobie teraz lepszej kryjówki - zerknął jeszcze na wszelki wypadek na Avę. Ostatnia wojowniczka gdzieś zniknęła mu z oczu, ale przynajmniej nie widział jej na otwartym terenie, a to mu tak naprawdę w pełni wystarczało. Ważne, że nie będzie narażona na nieprzyjemności, które zamierzał zgotować robotom.
- Możemy zaczynać. Sammy, gdyby lód się wykruszył i coś niedobrego działo się z budynkami, w miarę możliwości pokrywaj je dodatkową powłoką. Kalia na pewno zadba o twoje bezpieczeństwo i może w razie czego przetransportuje cię tam, gdzie będzie potrzeba... Ale w takim wypadku trzymajcie się wysoko - zwrócił się do towarzyszek, chcąc zwrócić na siebie ich uwagę i uprzedzić o tym, by były w stanie gotowości. Przy okazji dopiero teraz chłopak zdał sobie sprawę z tego, że już wcześniej mogli zabrać Sammy na dachy, żeby zamrażała ściany z góry, bez martwienia się o to, że trafi w nią jakiś promień... Ale za późno na przejmowanie się takimi niedopatrzeniami. Następnym razem może wpadnie na to prędzej. Albo nawet nie będzie musiał, bo będzie z nimi ktoś lepiej radzący sobie z podejmowaniem decyzji i wydawaniem rozkazów.
Kaplan odczekał na odpowiedzi, jeżeli jakieś nastąpiły, ostatni raz powiódł wzrokiem pomiędzy dziewczynami, po czym wreszcie przystąpił do realizowania tej głównej ofensywnej części swojego planu. Na początek zaczął gromadzić więcej energii, nie formując z niej jednak niczego konkretnego, tylko pozwalając jej wokół siebie swobodnie krążyć, zbierać się, budować. W tym czasie wyobrażał już sobie efekt, który chciał wywołać na dole. Skupiał się na kilku najważniejszych cechach i elementach, które po prostu musiały wystąpić - a równocześnie układał sobie w głowie odpowiednią formułkę.
Potrzebował... Wiru. Na tyle dużego, aby sięgnął niemalże do ścian budynków, ale w miarę możliwości się z nimi nie zetknął, aby nie uszkodzić ich bezpośrednio, tylko w najgorszym wypadku ruchem powietrza. Jeżeli tylko było to możliwe, czyli jeśli roboty trzymały się bliżej centrum placu, to nie rozciągał swojego energetycznego tworu aż tak daleko. Wystarczyło, aby pierwsze smugi błękitu i bieli zatoczyły koła po zewnętrznej stronie maszyn, na różnych wysokościach, ale góra dwa, trzy metry nad ziemią... Na początek przynajmniej. Potem natomiast musiały zacząć się zagęszczać i rozpędzać, naciskając jednocześnie z góry i z boku, sprowadzając roboty do środka wiru, ale i sprawiając, by nie mogły poderwać się do lotu - albo chociaż wzlecieć zbyt wysoko. Najważniejsze wydawało się chłopakowi to, aby uniemożliwić im ucieczkę poza plac.
Billy wciąż zwiększał prędkość krążącej energii, ponownie wykorzystując ją nie tyle  do rażenia przeciwników elektrycznością, ale do uderzania w nich niczym fizycznymi ciosami - przy akompaniamencie sztucznie wytwarzanego wiatru. Miał nadzieję, że przynajmniej kilka z nich wybuchnie, być może wysadzając wraz ze sobą pobliskie maszyny, ale wszelkie inne uszkodzenia też byłyby miłe. Gdyby zaś udało mu się zerwać lub chociaż przebić ich powłoki ochronne, to być może ich wnętrza byłyby już bardziej podatne na wyładowania towarzyszące jego wirowi. Przy okazji na zjawisko załapały się pewnie również inne obiekty z placu, w tym na przykład porzucone samochody, ale tym lepiej. Mogły zostać wykorzystane jako większe czy mniejsze pociski.
Otoczony rozległą teraz aurą nastolatek zadbał o to, aby przesunąć się w powietrzu w taki sposób, aby nie znajdować się bezpośrednio ponad swoim tworem. Brał pod uwagę to, że roboty tak czy siak mogą być w stanie się wznieść, a w takim wypadku gotów był przeciągnąć wir wyżej, czyniąc z niego coś na kształt niebieskiego, błyskającego piorunami, kontrolowanego tornada. W końcu trąby powietrzne potrafiły wyrządzić ogromne szkody, więc czemu ta jego nie miałaby pogruchotać Sentineli?
Wokół Billy'ego coraz wyraźniej widoczne stawały się wzory i kształty, które prawie na pewno nie mogły być przypadkowymi ułożeniami smug błękitnego światła. Wyglądały na zbyt skomplikowane, szczegółowe, niczym konkretne znaki... A jednak nie cyfry czy litery, tylko bardziej niecodzienne symbole. Przechodziły one płynnie między różnymi stanami, krążąc dookoła niego, splatając się w łańcuchy - te zaś wspólnie tworzyły jeszcze większą całość, poruszając się na planie wieloramiennej gwiazdy, a dalej następnej - oraz okręgów i nachodzących na siebie fal. Wszystko to w dodatku nie występowało na jednej płaszczyźnie, ale na różnych.
Ramiona chłopaka rozłożone były na boki, dłonie skierowane wnętrzem ku górze, głowa zaś odchylona lekko do tyłu, nawet jeżeli wyłapywał jeszcze spojrzeniem to, co działo się na placu. Jego oczy w całości zakrywała energia, a zarówno włosy, jak i peleryna trzepotały zgodnie z silnymi podmuchami powietrza, generowanymi przez uderzenia jego rozchodzącej się we wszystkich kierunkach mocy. Nie było to tak naprawdę przyjemne uczucie, bo zimny i ostry wiatr dawał uczucie dyskomfortu... Ale Kaplan starał się skupiać tylko i wyłącznie na wirze, wizualizując sobie zachodzące w nim z konieczności zmiany i powtarzając w myślach to jedno słowo, aby się nie rozkojarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Lip 20, 2018 6:28 pm

Pilnowała Sammy jak oka w głowie. Nie chciała, żeby cokolwiek się jej stało, więc kiedy tylko ona przechodziła dalej, aby zamrozić resztę budynków, Kalia podążała za nią, trzymając wokół tarczę. Obserwowała najbliższe roboty, żeby być gotowa na każdy możliwy atak, chociaż zauważyła, że przestały się nimi interesować, tylko co jakiś czas kierował się w ich stronę promienie. Żaden z nich nie przebił się przez telekinetyczną tarczę, pozostawiając obie dziewczyny bezpieczne, a mimo wszystko nie pozwalając Koreance całkowicie się zrelaksować. Nie była oczywiście, aż tak bardzo skupiona jak wcześniej, gdyż nie atakowały co kilka minut, ale kontrolowała tarczę na bieżąco, aby nic nie stało się czarnowłosej dziewczynie.
Kiedy Sammy dłużej przebywała w jakimś miejscu, Kalia siadała na jakiś murkach czy podobnych obiektach i obserwowała rozwój wydarzeń. Mieli jakieś szanse tylko wtedy, gdy któreś z nich wykona jakiś niesamowity trik, który zniszczy większość maszyn. Z drugiej strony liczyła, że jakby takie coś wyszło, to jednak nie przyzwie to kolejnej chmary robotów, które bez mgnienia okiem zaczną do nich strzelać. Młoda Koreanka chciała w końcu odpocząć, chociaż jakieś dziesięć minut, ponieważ od jakiegoś czasu nie przestawała nawet na moment używać swoich zdolności, co skutkowało powiększającym się zmęczeniem. Może jak udadzą się na dach to będzie mogła na chwilę opuścić tarczę.
Widząc, że Sammy powoli kończy swoje zadanie, nastolatka zbliżyła się do niej, cały czas utrzymując wokół nich tarczę. Szczerze mówiąc, mało orientowała się kto gdzie się znajduje, oczywiście pomijając olbrzymią dziewczynę, którą nie dało się ominąć. Zauważyła, że ostatni kawałek budynku pokrył się lodem, więc złapała Sammy za rękę i przeplotła swoje palce pomiędzy jej.
Słysząc znajomy głos w głowie, a także zdanie o niej samej od razu odpowiedziała na nie.
-Jasne! O to nie musisz się martwić.- Spojrzała na czarnowłosą i mocniej ścisnęła palce na jej skórze.
-Teraz idziemy do góry, OK?- Nie czekała na jej odpowiedź, przecież i tak by ją tam zabrała. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Musiała ponownie unieść je obie, ale tym razem do góry i to całkiem sporo, cały czas pilnując także tarczy, gdyż może zmiana wysokości zainteresować roboty. Tak samo jak wcześniej, powoli zaczęła podnosić siebie i Sammy. Utrzymanie równowagi poszło jej szybciej niż poprzednio, może dlatego, że to już drugi raz, a następnie spróbowała przyśpieszyć lot, aby nie musiały spędzić w drodze za dużo czasu. Jeżeli udało im się bez większych problemów wylądować na dachu budynku, pociągnęła dziewczynę za sobą, aby nie stały za blisko krawędzi. Następnie puściła ją niechętnie i wyciągnęła przed siebie obie ręce, aby ułatwić sobie „rozrysowanie” kształtu tarczy, która byłby najefektywniejsza w tym momencie.
-Stój, proszę za mną blisko. Będzie mi łatwiej nas bronić w razie czego.- Odwróciła się na moment do Sammy z miłym uśmiechem, ale szybko wróciła do pracy. Mogła teraz wytworzyć mniejszą tarczę, która będzie miała większą siłę, niżeli te, które tworzyła do osłonięcia grupy ludzi. Wykrzywiała ją jak tylko mogła, chcąc schować siebie i Sammy w bańce. Robiła to bez pośpiechu, żeby przypadkiem nie przedobrzyć i przez pęknięcie nadwyrężonej tarczy, odsłonić się na jakiś czas. Gdyby zauważyła, że jej osłona ma zaraz zniknąć, natychmiast zaprzestawała swojego zadania, utrzymując tarczę w kształcie, który udało jej się wykonać. Mocno zależało jej, aby bariera osłoniła je także od góry, dlatego próbowała ją wykrzywić. Zastanawiała się przez moment czy możliwe było stawianie tarcz jak płyty, żeby cała osłona wyglądała jak kwadrat. Spróbuje to zrobić, jak nie będzie im grozić śmierć.
-Jakby moja tarcza pękła…- Zwiesiła na moment głos, liczą, że to nigdy się nie stanie.
-Mogłabyś od razu przed nami postawić lodową ścianę?- Spytała mimo wszystko. Lepiej być gotowym na każdą możliwość, a zniszczenie jej tarczy wcale nie było takie trudne, zwłaszcza przy jej teraźniejszej kondycji.
Widząc to co działo się na dole, Kalia wolała, żeby przypadkiem żaden z robotów nie wypadł z wiru i nie uderzył o jej osłonę. Nie była pewna czy dałaby radę utrzymać taki ciężar przed przedostaniem się na drugą stronę, tym samym nie pozwalając na zmiażdżenie ich obu.
Spojrzała na podłoże pod nią. Jeżeli wir uderzyłby w budynek, mógłby uszkodzić ściany, a one nie utrzymałyby podłóg. Wzięła głęboki oddech i zmusiła na wyduszenie z siebie więcej siły, aby rozciągnąć swoją ochronę także pod ich stopy. Gdyby ich podłoże się załamało, a jej tarcza ustawiła się z życzeniem Koreanki, dziewczyny unosiłby się w powietrzu na tarczy. Nie miała pojęcia czy to jest w ogóle możliwe, ale jak nie spróbuje to się nie dowie. Wolała zginąć przez to, ze coś jej się nie udało, a nie, że w ogóle tego nie spróbowała, bo może jednak by się jej udało i żadna z nich nie poniosłaby śmierci.
Odpoczynek ponownie odszedł na poboczy ton, jak to wszystko się skończy to będzie spać przez tydzień, tylko żeby udało jej się chociaż dotrzeć do domu. A jak nie… To będzie spać na chodniku. Chyba nikt jej tego nie zaborni po tym wszystkim. Miło by było gdyby wtedy ktoś jej podał chociaż poduszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sammy

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Sie 02, 2018 11:05 pm

Wypuściła powietrze z płuc, zarazem unosząc głowę, by zaobserwować jak lód rozchodził się po ścianie budynku, by móc wybrać odpowiedni moment na zmianę pozycji. Jej myśli były skupione wokół tego jednego zadania, tak, że nie poświęcała aktualnie ani trochę czasu na zastanawianie się, ile jeszcze zdoła zrobić i czy nie przedobrzy w pewnym momencie. Po części można powiedzieć, że podświadomie wymuszała na sobie takie działanie. Albo rozwijała się. Coś na pewno mogło mieć na rzeczy, ale na zastanowienie się można będzie poświęcić potem trochę czasu. Teraz zajmowała się jednym zadaniem, które poświęcało jej uwagę. To też sprawiło, że zaufała Kalii pod względem ochrony i nie podzielała przed ten czas uwagi na własną ochronę - chociaż niekiedy zerkała, co dzieje się na placu - jedynie przemieszczając się z miejsca na miejsce.
Gdy zadanie zostało wykonane, a ścianę pokryła warstwa lodu, odetchnęła i odsunęła się od niej, przekierowując uwagę na towarzyszącą jej dziewczynę. Poczuła, jak łapie ją za rękę i splata palce z jej. Skinęła lekk głową, po czym postanowiła odpowiedzieć na usłyszane wcześniej słowa.
- Zrozumiałam - odparła krótko. Spojrzała na wolną rękę i poruszyła palcami. Uśmiechnęła się krzywo. Nim jednak zastanawiała się nad czymś więcej, wzniosły się w górę. Poczuła łaskotanie w żołądku i skrzywiła się na moment, po czym skupiła wzrok na zmieniającej się perspektywie, patrząc czy coś nie nadlatuje. Była prawie pewna, że w takim momencie nie byłaby zdolna pomóc w obronie. Nawet nie byłaby pewna, czy zdołałaby użyć lodu, który znajdował się nieopodal. Gdyby może dosięgłaby chociaż koniuszkiem palców... Ale wolała jednak opcji, w której nie będzie musiała testować tego. Nie była pewna, czy zdążyłaby krzyknąć w stronę Kalii, by zbliżyła się do ściany w razie niebezpieczeństwa.
Widok z dachu budynku był niezwykły, jednakże to nie był czas na rozwodzenie się nad tym. Została puszczona i od razu poinstruowana co do dalszych działań.
- Nie mogę posiedzieć? - spytała się jej natomiast. - Nieważne - ustawiła się tam, gdzie chciała, zarazem jednak starając się mieć na oku i plac po drugiej stronie, i to, co się działo niżej. Przynajmniej tyle, ile widziała ze swojego punktu.
- Jeśli zdążę i zdołam - odparła jej cicho, nie dodając nic więcej. Brunetka nie chciała obiecywać niczego związanego z tym, ale zarazem nie zamierzała w takim momencie nic nie robić i dać się po tym wszystkim zabić.
Wypuściła głośno powietrze z ust, po czym spojrzała na Kalię.
- Uważaj na lód, jeśli będziesz się przemieszczać - uprzedziła ją. Zamierzała przykucnąć i dłonią dotknąć miejsca, gdzie stała, by stworzyć lód... A dokładniej rzecz biorąc zamrozić niewielki kawałek, tak, by stykał się z jej wcześniejszym dziełem. Niewielki kawałek przestrzeni, pokryty lodem, znajdujący się poza ochroną jej towarzyszki. Sammy chciała w ten sposób spróbować w razie czego wykorzystywać lód, którym pokryła budynek do ochrony przed zagrożeniem dla nich.
- Co widzisz? - zwróciła się jeszcze do niej. Jej uwaga skakała pomiędzy placem, a budynkami, by nie przeoczyć niczego w miarę możliwości. Wiedziała, że rozproszenie się w tym momencie będzie złym pomysłem, zwłaszcza, że nie umiała przewidzieć, jak się to dalej potoczy. I czy działania w głównym centrum wydarzeń powiodą się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Sie 03, 2018 3:09 pm

Nawet w powiększonej formie Ava miała poważne problemy z podniesieniem wozu dostawczego - nie ze względu na jego wagę, lecz na to, że odpowiednie chwycenie go było po prostu trudne i niewygodne. Pierwsza próba skończyła się tak, że metal pękł jej w rękach i samochód opadł z powrotem na swoje dotychczasowe miejsce. Dziewczyna musiała więc uważać i ograniczyć się do przepchnięcia auta, co z kolei mogła już bez większych kłopotów uczynić - jednakże oczywiście zmarnowała na to więcej czasu, niż gdyby była w stanie po prostu przenieść pojazd. Okazał się on nie być dość szeroki, aby zablokować całą ulicę, ale nawet ograniczenie przejścia też coś dawało, gdyż roboty musiały się skierować na boki.
Ava miała jeszcze dość czasu, aby zrobić coś podobnego z samochodami osobowymi - akurat zdążyła przemieścić dwa, zresztą zapewne nauczona już poprzednimi doświadczeniami, choć przez ich rozmiary z nimi było już łatwiej. Postawione obok siebie dawały natomiast podobny efekt do wozu dostawczego, a dziewczyna mogła się schować za nimi. Co prawda wygodniej by jej było za tym wyższym autem, ale te znajdowały się bliżej... W związku z czym Ava będzie się pewnie musiała trzymać jak najniżej.
W tym czasie Kalii udało się zabrać Sammy na jeden z dachów. Po drodze nie spotkało ich nic złego; wyglądało wręcz na to, że maszyny tym bardziej straciły nimi zainteresowanie, gdy nastolatki znalazły się już w powietrzu. Nawet wcześniejsze zachowanie Sentineli mogło sugerować, że unikały celowania w górę - przynajmniej tak długo, jak długo nie zostały do tego w jakiś sposób sprowokowane. Wolały cele naziemne. Może nie wyłapywały dobrze obrazu pod pewnym kątem? To wszystko były jednak zwykłe domysły.
Już na dachu - i w trakcie rozmowy - Kalia mogła zabrać się za stawianie kolejnej tarczy. Dziewczyny znajdowały się nieco ponad metr od krawędzi, Sammy trochę dalej, dzięki czemu w większości jeszcze widziały to, co się działo pod nimi, ale jednocześnie nie groziło im, że stracą równowagę i przypadkiem zlecą. Bariera z kolei pozwalała się wyginać, szczególnie w tak powolny i ostrożny sposób; zajmowało to trochę czasu, ale przód tak czy siak był chroniony od początku, więc Kalia mogła sobie pozwolić na niewielką zwłokę. Okrycie boków i góry okazało się możliwe, a przy większym wysiłku tarcza spotkała się w końcu za nastolatkami, tworząc coś na kształt kopuły - jednakże z tyłu słabszej. Po wytrenowaniu tego manewru problem powinien zniknąć, ale w tej chwili takie wykorzystywanie telekinezy było jeszcze tak naprawdę dla dziewczyny nowością. Z przeprowadzeniem osłony po podłożu poszło już łatwiej, być może ze względu na to, że dach dawał tarczy oparcie oraz wyraźny, widoczny wzór do podążania.
Rzecz jasna Sammy bez przeszkód mogła utworzyć z boku - po prawej - przy ich stopach pasmo lodu, zbiegające się z tą jego warstwą na ścianach budynków. W porównaniu z jej wcześniejszymi dokonaniami to była już drobnostka. Nastolatki chroniły się chyba najlepiej, jak tylko mogły w tych okolicznościach - i przy ich zdolnościach.
Wir na dole z kolei sprawiał pewnie dokładnie takie problemy, jakich można by się było po nim spodziewać. Co prawda sama energia nie dotykała budynków, ale wywoływała ruch powietrza, przez co w lód uderzał silny, ostry wiatr, stopniowo go krusząc, zmuszając do pękania oraz zdzierając to jego drobinki, to większe fragmenty - i wciągając je do kręcenia się wraz z innymi obiektami, w tym oderwanymi kawałkami betonu z murków, rowerami, samochodami, śmietnikami... Wszystkim tym, co znajdowało się na placu i dało się poderwać. Przy okazji wynikało z tego, że temperatura na placu oraz w jego otoczeniu wyraźnie się obniżyła, nie tylko przez wiatr, ale i lód. Hałas też nie był miły.
Początkowo roboty zostały zaskoczone - i z tego względu przez kilka pierwszych sekund nawet szczególnie się nie broniły. To wystarczyło, aby sprowadzić je bliżej centrum, ale z czasem maszyny odpaliły silniki odrzutowe, by spróbować się wyrwać. Naciskane z góry i z zewnątrz miały z tym kłopoty, ale nie ustępowały, w większości starając się skierować pionowo w górę, a nie na boki. Uderzające w nie większe i mniejsze przedmioty pomagały, gdyż przede wszystkim wprowadzały dodatkowe zamieszanie, a niekiedy - zwłaszcza w przypadku rozpędzonych samochodów - wyrządzały fizyczne szkody... I podobnie działały zderzenia samych Sentineli... Ale przy takiej ich liczbie to wciąż długo trwało, więc niektórym udawało się wznieść. To zaś wymagało przekształcenia wiru w tornado.
Kolejny problem polegał na tym, że niekiedy maszyny obrywały tak niefortunnie - być może już wtedy w jakiś sposób odsłonięte lub skłonione do ataku? - że dochodziło do wybuchów, czy to ich klatek piersiowych, czy to, na przykład, samych ich ramion. Z jednej strony był to bardzo pożądany efekt, z drugiej jednak zaburzał wir. Bliżej jego środka wiele to nie zmieniało, ale w zewnętrznej części takie eksplozje wybijały energię i powietrze dalej, tworząc większe wyrwy w lodzie, a miejscami i w ścianach pod nim.
Wiatr, zimno czy wyjątkowo głośne huki i szum przeszkadzały pewnie wszystkim znajdującym się w pobliżu, ale poza tym sytuacje zebranych nieco się od siebie różniły. Ava znajdowała się nieco dalej od wiru od pozostałych, ale jej pozycja za samochodami okazała się problemem, gdyż szybko zostały ku niej odepchnięte, uderzając w jej nogi i dalej na nie napierając... Chyba że dziewczyna zdążyła się pochylić czy przyklęknąć, gdyż w takim wypadku oberwałaby większa lub inna część jej ciała, w zależności od jego ułożenia. Dla niej niemalże od początku kłopotliwe było łzawienie oczu, utrudniające spoglądanie w stronę centrum placu, ale nie uniemożliwiające tego zupełnie.
Kalia, Sammy oraz - osobno - Billy przebywali wyżej od Avy, dlatego przez dłuższy czas nie musieli się martwić o takie silniejsze smaganie wiatrem. Zmieniło się to dopiero wówczas, gdy wir przerodził się w trąbę powietrzną, a więc znalazł się bliżej nich. Energia przy Wiccanie częściowo zmieniała ruch powietrza i trochę łagodziła tego efekty, a z kolei Kalia i Sammy stały za barierą, która całkowicie je blokowała - lecz takie uderzenia wiatru były niczym ciosy, więc Kalia znów musiała bardziej uważać.
W tej chwili nie wyglądało na to, aby budynki miały zaraz runąć, lecz ich ściany od strony placu były tak czy siak zagrożone. Lodu ubywało, a w miejscach, gdzie wykruszyło się go więcej - zaczynały już pękać mury, póki co chyba jeszcze powierzchownie. Odnowienie pokrywy mogłoby spowolnić ten proces. Z drugiej strony część Sentineli została zniszczona lub uszkodzona, a im dłużej utrzymywał się wir, tym więcej z nich obrywało... Tyle że kosztem otoczenia.
Kontrolowanie takiej trąby powietrznej też nie należało do najprostszych zadań - szczególnie w momentach, gdy zaburzały ją eksplozje, posyłając energię w przypadkowych kierunkach i grożąc wytrąceniem całości z równowagi. W tej chwili jej wyhamowanie - a także całego tego wiatru i niesionych przez niego obiektów - graniczyłoby już z cudem... A to rodziło jeszcze jeden problem: co z nią zrobić na koniec?
Gdyby natomiast Ava się teraz rozejrzała, zobaczyłaby, że za sobą miała trzy roboty, które jednak w ogóle się nią nie interesowały, tylko spokojnie oddalały się od placu, szukając lepszego celu. Pierwszy z nich znajdował się jakieś piętnaście metrów od dziewczyny, pozostałe dwa - koło dwudziestu. Poza tym do okien budynków na różnych piętrach przyklejonych było sporo osób; niektóre spoglądały przez szyby, starając się obserwować albo samą Avę, albo nawet wydarzenia na placu... A tu czy tam ktoś odważny - zwykle na wyższych poziomach - zdecydował się nawet otworzyć okno i z niego wychylić.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 59
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Sie 08, 2018 4:51 pm

Przemieszczenie samochodu dostawczego nie był`o takie łatwe. Ciężko było go złapać w wygodny sposób. Pewnie łatwiej byłoby go przepchnąć po ulicy, ale jakoś o tym prędzej nie pomyślała. Na szczęście z osobówkami było już o wiele łatwiej. Nawet jeśli samochody nie blokowały całkiem ulicy to przynajmniej zmuszały Sentinele do chwilowego zatrzymania się, by przeanalizować nową sytuację i zmienić kierunek marszu, by wyminąć przeszkody. Nie było to idealne rozwiązanie, ale spowalniało roboty, a to już było coś.
W końcu jednak musiała przestać bawić się w tworzenie toru przeszkód i schować za samochodami, kucając za nimi, by nie dać się zmieść temu, co się działo po drugiej stronie, na środku placu. A działo się całkiem sporo. Dziewczyna zerkała w tamtą stronę, patrząc jak na środku powstaje wir, który robi się coraz większy, tworząc tornado. Oby budynki wytrzymały to i nie zaczęły się rozpadać. Lód je zabezpieczał, ale widziała, że gdzieniegdzie trochę się kruszył. Potężna siła trzymała roboty, nie dając im uciec. Mutantka miała nadzieję, że chłopak miał więcej pomysłów poza samym wytworzeniem tornada. Widziała, że posiadał całkiem spore możliwości. I spory intelekt, szybko planując kolejne kroki pomimo niepewności, która wyraźnie od niego biła.
Dziewczyna rozejrzała się, sprawdzając czy w pobliżu nie było żadnych ludzi, którym trzeba było pomóc. Zamiast tego zauważył kilka oddalających się robotów. I oczywiście, że nie miała zamiaru pozwolić im się oddalić. Odsunęła się kawałek na klęczkach, by nie dostać czymś, co mogłoby przypadkiem wypaść z wiru, po czym podniosła się, rozglądając się za czymkolwiek, czym mogłaby rzucić w roboty. Nie musiało to być nic wielkiego. Z jej obecną siłą maszyna powinna poczuć uderzenie i zwrócić swoją uwagę ku niej.
Bez względu na to, czy znalazła coś do rzucenia czy nie, dziewczyna pobiegła za robotami z zamiarem uderzenia tego najbliższego prosto w głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Sie 09, 2018 2:05 pm

Skupiony na swoim zadaniu, Billy tak naprawdę nie bardzo mógł w tej chwili obserwować wszystko to, co działo się w okolicy. Poświęcił tylko moment, aby odnaleźć wzrokiem dziewczyny i upewnić się, że każda z nich jakoś sobie radziła - Sammy i Kalia na dachu, a Ava za samochodami - ale potem po prostu nie był w stanie ich pilnować, a już na pewno nie im pomagać. Wolał nie ryzykować odkształcania wiru w ich pobliżu, bo bał się, że w takim wypadku całość by się zaburzyła i rozpadła, a w ten sposób wyrządziłby większą szkodę nie tylko koleżankom, ale i wszystkim oraz wszystkiemu na placu... Nie, zdecydowanie nie powinien nikogo tak narażać.
Pozostawało mu więc tylko liczyć na to, że jakoś to będzie. Problem polegał na tym, że wcześniej nie wybiegał z planowaniem aż tak bardzo do przodu. Wpadł mu do głowy pomysł jak zniszczyć wiele robotów naraz i na jego realizacji się wtedy skoncentrował, ale nie zastanowił się nad tym, co trzeba będzie zrobić później... A teraz, nawet przy podzielnej uwadze, nie mógł sobie pozwolić na jednoczesne kontrolowanie wiru - tak naprawdę obróconego już w tornado - i szukanie dalszych rozwiązań. Gdyby się rozkojarzył, mógłby utracić kontrolę. Przy zwykłej barierze czy wiązkach elektryczności nie miałoby to aż takiego znaczenia, ale przy obracaniu całymi masami energii i powietrza... Nie, po prostu nie. Nie chciał nawet o tym myśleć.
Przynajmniej jego plan zdawał się działać. Tu i teraz było... W porządku. Przyszłością mógł zawsze martwić się później, a teraźniejszość malowała się w zaskakująco pozytywnych barwach. Udawało mu się utrzymać w trąbie większość albo może nawet każdego z robotów, a w dodatku niektóre rzeczywiście obrywały... I wybuchały... Miejscami rozrywając wir, co powodowało większe zniszczenia w okolicy... Och, kogo on chciał w ogóle oszukać, tak czy siak już w tej chwili się tym wszystkim przejmował. Miał tylko nadzieję, że Sammy zajmie się osłanianiem budynków, choć on sam również zamierzał jej w tym trochę dopomóc. Na tyle mógł sobie pozwolić.
Mając już maszyny złapane w środku, chłopak postarał się nieco zwęzić trąbę powietrzną, aby odsunąć ją od ścian. Robił to powoli i ostrożnie, łagodnie wyginając i zacieśniając smugi energii, aby nie przedobrzyć i nie pozwolić żadnemu Sentinelowi uciec... Wiedział, że czas odgrywał tutaj wielką rolę, ale z drugiej strony jeszcze lepiej zdawał sobie sprawę z tego, że wyrzucony z wiru i rozpędzony robot po trafieniu w mur mógłby go przebić i skrzywdzić ludzi znajdujących się w środku. Wolał już pozwolić, aby lód i ściany niszczały równomiernie, lecz w mniejszym stopniu trochę dłużej, niż by doszło do takiego uderzenia.
Wywoływany przez tornado chłód aż tak Kaplanowi nie przeszkadzał, po części ze względu na to, że miał na sobie zakrywający prawie całe ciało, a do tego wykonany z dobrego materiału kostium, ale i dlatego, że już wcześniej latał na sporej wysokości i z niemałą prędkością, więc przyzwyczaił się do niższej temperatury. Nie była dla niego przyjemna - wolał miłe ciepło - ale w ostateczności znośna. Wiatr irytował go trochę bardziej, ale z nim również mógł żyć, zresztą z podobnych powodów. Denerwował go głównie na twarzy, szczególnie przez to, że wpychał mu włosy do oczu, a nastolatek nie miał nawet jak ich odgarniać, gdyż obie jego ręce były obecnie zajęte.
Mogąc sobie na to pozwolić, chłopak na wszelki wypadek odsunął się jeszcze trochę bardziej od trąby, nieświadomie ciągnąc za sobą całą tę skomplikowaną plątaninę błękitnych znaków. Miał nadzieję, że w ten sposób ograniczy odczuwane przez siebie efekty przebywania w pobliżu wiru... A stracenie go z oczu mu przecież nie groziło, bo był na to zdecydowanie zbyt wielki. Jasność tworzącej go energii sprawiała, że Billy z trudem obserwował to, co działo się w jego wnętrzu, ale po liczbie wybuchów zgadywał, że przynajmniej część robotów musiała ulec zniszczeniu lub przynajmniej uszkodzeniu... I wydawało mu się, że momentami wyłapywał wzrokiem oderwane fragmenty maszyn. Choć być może były to jedynie elementy otoczenia, które tornado przy okazji wciągnęło? Nie wiedział na pewno.
Kaplan zdecydował się odczekać jeszcze chwilę, w trakcie której ostrożnie pilnował ruchu swojej mocy, starając się ograniczać zniszczenia w okolicy, ale nie kosztem stabilności wiru. Nie miał pojęcia co z nim zrobić, bo nie sądził, aby był w stanie go spowolnić czy całkowicie zatrzymać. Może mógłby od razu po jego wypuszczeniu wykorzystać całą tę energię do wytworzenia bariery, żeby kręcące się obiekty i wiatr porozbijały się właśnie o nią... Ale nie wydawało mu się, aby po tym wszystkim potrafił ją jeszcze utrzymać. Może, lecz może stanowiło chyba zbyt wielkie ryzyko, gdy w budynkach przebywało tyle osób. To zostawiało mu tylko jedną inną opcję - lub przynajmniej inne nie przychodziły mu do głowy. Tyle że ona też nie brzmiała zbyt bezpiecznie.
- Możecie chcieć teraz uważać. Albo się odsunąć. Albo schować - odezwał się do swoich towarzyszek, licząc na to, że wciąż mogły go usłyszeć. Nie miał pojęcia jak długo będzie się utrzymywało to telepatyczne połączenie, a obawiał się, że mogło zostać zerwane w chwili, gdy zaczął intensywnie skupiać się na czymś innym. Już od pewnego czasu nie słyszał żadnej z dziewcząt, więc takie wyjaśnienie wydawało mu się nawet sensowne.
Na wszelki wypadek nastolatek dał im kilka sekund na reakcję, ale niezależnie od tego, czy jakąkolwiek otrzymał, zaraz potem westchnął już głośno i ciężko dla uspokojenia, po czym zabrał się do pracy. Pomagało, że nie musiał tak naprawdę martwić się o utrzymywanie robotów w powietrzu. Nie dość, że same to robiły, to jeszcze wpływał na nie - i na wszystkie inne przedmioty - już sam ruch powietrza, więc Billy nie musiał się przejmować ich połączonym ciężarem. Koncentrował się na kierowaniu energii, na naciskaniu od zewnątrz, by przeciwnicy nie mogli uciec... I wreszcie zaczął zmuszać swoją moc, aby przesunęła się w górę. Stopniowo i ostrożnie oderwał wir od podłoża, stabilizując go jak tylko mógł najlepiej. Nie zwracał uwagi na nic innego, co działo się w jego otoczeniu. Serce biło mu jak oszalałe, bał się, że odseparowanie trąby od ziemi ją rozerwie, dlatego szczególnie skupiał się na jej podstawie, w razie konieczności zaciskając sploty błękitnych smug... Ale wciąż zwiększał wysokość, aby przenieść cały wir ponad dachy budynków. Jeżeli musiał, na tym poziomie również manipulował jego kształtem, byle nie wypuścić go spod swojej kontroli i nie stracić zebranych robotów.
Wówczas pozostawało mu już tylko jakoś się ich pozbyć. Co... Brzmiało łatwo, a w rzeczywistości go przerażało. Wiedział gdzie je zabrać, obiektywnie oceniał, że odległość nie była aż tak duża, szczególnie przebywana w powietrzu, gdyż wydawało mu się, że mógł to być nieco ponad kilometr, a na pewno poniżej dwóch, ale - obciążony trąbą - tak czy siak będzie potrzebował paru minut, aby dostać się na miejsce... Czyli nad rzekę Hudson, na północny zachód od placu, bo tak powinna biec najkrótsza droga.
Sam Kaplan trzymał się na bok od wiru, aby przypadkiem nie wejść mu w drogę i przemieszczał się wraz z nim. Szukał równowagi pomiędzy prędkością i ostrożnością, takiego złotego środka, by nie opóźniać momentu zrzucenia maszyn, ale i nie ryzykować ich uwolnieniem. Dopiero po dotarciu wystarczająco daleko nad wodę, chłopak zamierzał powoli obniżyć tornado, odsunąć się - zarówno wyżej, jak i dalej - i wówczas spróbować stopniowo wstrzymać ruch energii, jednocześnie naciskając z góry, aby pogrzebać to wszystko w rzece. Może nikt się nie obrazi za śmiecenie. Był nawet skłonny pomóc to potem wydobyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Sie 16, 2018 2:18 pm

Odpowiedź Sammy, rozbawiła dziewczynę. Posiedzieć? W sumie było jej to bez różnicy, gdyż chodziło tylko, aby czarnowłosa znalazła się za nią. Ilość energii, którą musiała zużyć był mniejsza, jeżeli nie musiała rozciągać tarczy na dwie osoby.
W kolejnej odpowiedzi nie dostała za dużo, ale liczyła, że mimo wszystko Sammy udałoby się zatrzymać lecący na nich obiekt. Przez moment wyobraziła sobie co mogłoby się z nimi stać, gdyby jednak żadna z nich nie zdążyła na czas. Potrząsnęła głową, aby wymazać ten obraz z umysłu i spojrzała przed siebie. Jak na razie dla nich był spokój.
Kiedy dziewczyna ostrzegła ją o lodzie, Kalia spojrzała za siebie, aby zobaczyć co ona robi. Podobało jej się, że zdolności Sammy działają na większym obszarze, jej moce miały tutaj spore limity. Nie była w stanie zrobić wielkiej osłony, ani nią zbytnio poruszać. Ograniczenia, wszędzie ograniczenia.
Następne pytanie odnosiło się co tego co widzi. A co ona widzi ze swojej pozycji? Całkiem sporo. Wielkie tornado prowadzone przez Młodego Kapitana i rozbijające się w nim roboty. Wyglądało na to, że całkiem dobrze im idzie. Czy to było możliwe, że uda im się ich pokonać?
-Twój kolega chyba załatwi wszystko.- Oświadczyła szybko. Irytował ją trochę cały ten hałas, ale nie była w stanie nic na to poradzić. Oczywiście mogłaby założyć swoje słuchawki, gdyby ich nie straciła wcześniej. Ma jakiegoś pecha do zniszczenia swoich urządzeń w czasie zabawy w „bohaterów”. Ah! Prawie by zapomniała o swoim telefonie. Przywłaszczył go sobie… Zacisnęła zęby na kilka sekund i uznała, że to nie ważne. Nie powinna się tym teraz przejmować. Przetarła czoło dłonią i kontynuowała swoją wypowiedź.
-To tornado powinno załatwić większość puszek. Jak uda mu się to zabrać stąd to powinien być koniec na chwilę.- Słychać było w jej głosie nadzieję, że to wszystko zaraz się skończy. Koreanką była cywilem i nie miała nawet treningu, aby tutaj działać, więc trudno było jej się dziwić, iż chciałaby wrócić już do domu. Tamta trójka wydawała się bardziej obeznana w tym, zwłaszcza, że znali się, jak mogła zauważyć to na samym początku, a po drugie Młody Kapitan miał nawet stój super bohatera. Musieli należeć do jakiejś organizacji. Zastanawiała się nad tym wcześniej, ale nie mogła przypomnieć sobie ani jednej twarzy z telewizji, więc było trudno ich do czegokolwiek dopasować. Chociaż wydawało się jej, że są za młodzi na Mścicieli. Nie byli oni tak w wieku jej rodziców? Albo chociaż coś takiego. Młodsza generacja? Zaśmiała się w duchu. Chwila… A może? Zerknęła przez ramię na Sammy.
-Hej… Kim wy… Jesteście?- Nie była pewna czy powinna zadawać to pytanie, jednak ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Kończąc ostatni wyraz zakończony pytajnikiem, aż zaschło jej w gardle. Nie zrobi jej nic za to? W końcu nie musi odpowiadać… Albo może skłamać. Jeżeli coś jest na rzeczy.
Szybko wróciła wzrokiem do tornada, chociaż czuła się trochę niepewnie, mimo, że nie wierzyłaby Sammy ją zaatakowała. Wydawała się bardzo miła i dosyć nieśmiała. Ale to mogłaby być tylko iluzja. Przygryzła dolną wargę, aby skupić się na swoim zadaniu, a nie podejrzeniu każdej osoby, którą spotka. Obiecała, że przeżyje, więc musi trzymać tarczę, bo inaczej albo wiatr albo roboty uśmiercą je obie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Times Square   

Powrót do góry Go down
 
Times Square
Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
 Similar topics
-
» Trafalgar Square
» Imperial Times IV

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: