Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Times Square

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Times Square   Wto Maj 07, 2013 6:11 pm

First topic message reminder :



Plac na Manhattanie w Nowym Jorku znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i alei Siódmej, rozciągający się od ulicy 42 do ulicy 47. W Stanach Zjednoczonych jest tym, czym Plac Czerwony w Moskwie, Pola Elizejskie w Paryżu czy plac Trafalgar w Londynie. Jest to jedna z ikon Nowego Jorku oraz centrum światowego handlu oraz mody, słynie z dużej ilości oświetlenia.
Nazywający się wcześniej Longacre Square, plac ten otrzymał swoją obecną nazwę po tym, gdy The New York Times przeniósł swoją siedzibę do nowo wybudowanego New York Times Building (obecnie nazywanego One Times Square). Powiększony obszar placu Times, zwany Theatre District, składa się z budynków pomiędzy aleją 6 i 8 oraz ulicą 40 i 53, uzupełniając zachodnią część handlową centrum Manhattanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 69
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Paź 29, 2018 1:07 pm

Idąc w stronę centrum placu, Ava rozglądała się dookoła, patrząc na te wszystkie zniszczenia. Na pewno nie będzie łatwo. Była pewna, że naprawienie wszystkiego zajmie tygodnie. No chyba, że mutanci z przydatnymi do tego mocami wezmą się do roboty. To już ją nie interesowało. Wiedziała, że trzeba będzie chociaż trochę pomóc w sprzątaniu. I odmrażaniu budynków. Chociaż z tym słońce sobie pewnie powoli poradzi. Ciągle było ciepło, więc słońce przyjemnie grzało i lód pewnie już zaczynał się rozpuszczać.
- Ava. - odparła chłopakowi krótko. Mutantka czuła, jak jej wzrost powoli wraca do normy. I nagle znowu zamiast patrzeć na wszystko z góry, patrzała z dołu. Dosłownie. Przy jej 155 centymetrach niemalże wszyscy byli wyżsi od niej. Nawet spora część dzieciaków. A było tak fajnie przez chwilę pobyć wysokim. Czas wrócić do zwykłego życia. Poprawiła obrusy, którymi wcześniej się obwiązała. Teraz wystarczył jeden, owinięty porządnie wokół pasa. Resztą mogła odczepić. Później pójdzie do sklepu i zapłaci za to, co sobie pożyczyła. Oddać raczej go już nie odda, bo średnio się nadawał teraz na sprzedaż.
- Nie sądzę, by ktokolwiek wiedział, dlaczego te roboty zaatakowały. Chociaż może Avengers? Pewnie za jakiś czas usłyszymy wytłumaczenia w telewizji. - odparła nastolatkowi na jego pytanie. Roboty atakowały niewinnych ludzi, więc oni ich broni. To było takie proste. A to, dlaczego atakowały, nie było istotne. Trzeba było je po prostu zniszczyć i tyle.
W końcu dotarli do głównego punktu walki. Placu, na którym wszystko było skute lodem, ale powoli woda zaczynała pokrywać chodniki. Dziewczyna rozejrzała się za resztą, która też tu walczyła. Widziała dziewczyny gdzieś u góry, ale chłopak im zniknął. Co teraz? Trzeba będzie się zająć tym lodem i usunąć go chociaż z drzwi. Podeszła do pierwszego z brzegu sklepu i na próbę uderzyła w warstwę lodu. Nadal był twardy, ale poczuła, że jej dłoń momentalnie zrobiła się mokra. Niech jeszcze trochę słoneczko podziała i wtedy weźmie się do roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Lis 08, 2018 5:34 pm

Kiedy razem z Sammy przeniosła się na drugą stronę, aby Lodowa Królowa mogła zająć się naprawami budynku, Kalia zauważyła jak ogromna dziewczyna zmniejsza swoją posturę. Może powinny się tam dostać, w końcu to była jej znajoma. Prawda? Widziała ich trójkę wcześniej, razem z Młodym Kapitanem.
Cały czas utrzymując Sammy w odpowiedniej odległości od budynku, umożliwiła jej pracę z lodem. Koreanka nie miała w tym czasie nic do robienia, oprócz utrzymywanie telekinezy w różnych wersjach. Spoglądała w dół, tam gdzie wcześniej widziała ogromną dziewczynę. Wyglądało na to, że wróciła już do swojego normalnego wzrostu. Kalia obserwowała jej poczynania. Dziewczyna zabrała się za niszczenie lodu przy drzwiach. Chyba już czas na wypuszczenie ludzi.
Spojrzała na Sammy, wyglądało na to, że sprawnie jej idzie i zaraz skończy. Wróciła wzrokiem na dziewczynę na dole i znów na Królową Lodu.
-Chyba powinnyśmy zejść na dół. Twoja koleżanka już wypuszcza ludzi z budynków i prawdopodobnie przydałaby się jej nasza pomoc.- Nie czekała na jakąkolwiek odpowiedź, gdy zorientowała się, że Sammy zakończyła swoje zadanie. Złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą, używając telekinezy. Nie szarpnęła ją mocno, tylko gładko przyciągnęła do siebie. Spojrzała w dół i cały czas trzymając czarnowłosą blisko siebie, wyszła poza granice dachu budynku. Teraz obie wisiały całkiem w powietrzu. Zostało tylko kontrolowane opuszczenie się w dół.
-Mili Państwo zapraszamy na parter.- Powiedziała z wesołym uśmiechem. Spojrzała jeszcze raz w dół, aby sprawdzić jak daleko mają do ziemi. Nie było źle, niby tyle samo ile w górę, ale jednak to trochę inaczej. Powoli zaczęła obniżać ich wysokość. Na początku powoli, potem trochę szybciej, aby na dole znaleźć się w optymalnym czasie. Kiedy widziała, że są już blisko ulicy, zwolniła, aby delikatnie wylądować na ziemi. Nie chciała w żaden sposób zranić Sammy, więc pilnowała ją bardziej niż samą siebie. W końcu obie dotknęły podłoża. Kalia rozejrzała się wokół, aby sprawdzić czy dobrze wybrała miejsce. Prawie od razu zauważyła dziwnie odzianą dziewczynę. Okrycie z obrusów musiało być zastępstwem zniszczonego przez zwiększenie rozmiaru ubrania.
Nie puszczając ręki Sammy, pociągnęła ją w stronę nieznanej sobie jeszcze dziewczyny. Ta była zajęta niszczeniem lodu na drzwiach, więc nie chcąc jej przeszkadzać, Koreanka szybko znalazła sobie nowy cel. Uśmiechnęła się do czarnowłosej i oddając jej dłoń, pobiegła w stronę najbliższych drzwi. Chwyciła mocą leżący na ziemi koszy i z impetem uderzyła nim w lód osłaniający drzwi. Widząc jak kruszy się ściana z zamrożonej wody, ponowiła swój atak. Tym razem spróbowała wykorzystać do tego więcej siły. Jak się spodziewała, rezultat był lepszy. Uderzy jeszcze dwa razy i powinno się udać. Cofnęła jedną nogę o krok i stawiając ją ponownie do przodu, zmusiła kosz to uderzenia w lodową ścianę. Już słyszała trzaski, udowadniające jej teorię.
Przed ostatnim atakiem spojrzała na dziewczynę odzianą w obrus. Powinna się jej przedstawić? Czy raczej nie na to pora? Niby już nie było tyle pracy, ale jednak… Czy w ogóle takie coś wchodziło w grę? Nie byłoby to zbyt dziwne? Hej, jestem Kalia, a ty?
Nie miała pojęcia czy zrobienie pierwszego kroku w takiej sytuacji było dobrym pomysłem. Przecież jak tako to nie ma ona z nimi nic wspólnego. Czy zależało jej na tej znajomości? Nie wiedziała. Była zmęczona, więc niektóre pytania musiały poczekać na później.
Zrobiła ten sam ruch ciałem co poprzednio i znów kosz uderzył w lód, który tym razem nie wytrzymał ataku i roztrzaskał się na duże kawałki. Dziewczyna szybko się odsunęła, aby nie dostać jakimś odłamkiem, a następnie zabrała się za odrywanie mocą reszty lodu, który uniemożliwiał otworzenie drzwi. Wyciągnęła ręce przed siebie i czując napinające się mięśnie w dłoniach, chwyciła wystające kawałki. Jednym gwałtownym ruchem, szarpnęła lód, który z trzaskiem oderwał się od reszty i upadł kawałek dalej.
Dziewczyna była całkiem zadowolona z takiego wyniku, więc szybko zabrała się za niszczenie ostatniej części. Po pozbyciu i tego, drzwi stały się możliwe do otwarcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 69
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Czw Lis 15, 2018 4:11 pm

Ava uderzała w lód, krusząc go powoli. Choć jej siła była ogromna to dziewczyna była po sporym wysiłku i najzwyczajniej w świecie była już zmęczona. Przez to używała mniej siły, nie korzystała z pełni swych możliwości, nie chcąc przesadzić. Nie miała ochoty paść tutaj z wyczerpania. Była odporna, ale i tak potrzebowała czasu na zregenerowanie się. Dlatego teraz działała ostrożniej i spokojniej.
W pewnym momencie usłyszała niedaleko siebie kroki, a kiedy się obejrzała, ujrzała Sammy i tę nieznajomą dziewczynę, która również im pomogła. Musiały być gdzieś indziej i teraz wróciły, by móc zająć się tym samym, co ona robiła. W chwili obecnej to był ich priorytet. Niby słońce robiło swoje, ale wiedziała, że samoistne roztopienie się lodu może zająć naprawdę dużo czasu, a trzymanie ludzi tam w niepewności średnio się jej podobało.
- Dobrze widzieć was w jednym kawałku. - zwróciła się do mutantek z delikatnym uśmiechem. Nawet jeśli obie ledwo co znała - jednej z nich praktycznie nie znała - to przecież każde życie było ważne. Nic więc dziwnego, że odczuła ulgę kiedy zobaczyła je całe i zdrowe. Nawet nie wyglądały, by któraś z nich została poważniej ranna.
Ava wróciła do swojej roboty, słysząc po chwili, że Azjatka zajęła się tym samym, co ona. Kilka kolejnych uderzeń i lód się posypał. Nie czekając ani chwili zerwała go do końca i otworzyła drzwi, zaglądając do środka, na wszelki wypadek aktywując swoją moc. Ludzie w strachu nie myśleli tylko działali, a ona nie chciała oberwać jakąś zbłąkaną kulą, która pewnie miałaby być przeznaczona dla robota. Któremu taka kula nic by nie zrobiła.
- Nie ma już robotów na ulicy, ale lepiej uważajcie. Nie wiemy, czy nie przyjdą nowe. - poinformowała ludzi, którzy znajdowali się w środku, ostrzegając ich przy okazji przed zbyt szybkimi reakcjami na wolność i bezpieczeństwo. Tutaj zniszczyli roboty, ale na sąsiednich ulicach mogło ich być więcej. I w każdej chwili któreś z nich mogły się tu skierować. Lepiej być ostrożnym i nie przesadzać z wychodzeniem na zewnątrz.
Po rzuceniu ostrzeżenia mutantka przeszła kawałek dalej, zajmując się kolejnymi drzwiami to jednego ze sklepów. Trzeba było pousuwać ten lód do końca. Przynajmniej właśnie z drzwi. Resztą ludzi sami będą mogli się zająć, a słońce im pomoże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Lis 17, 2018 3:30 pm

Dziewczyna wydawała się miła, zwłaszcza po słowach jakimi je przywitała. Może powinna się z nią przywitać? Nie… Nie przywitać, na to już za późno. Ale odezwać się powinna. Jakimś nie głupim, ale nie dziwnym tekstem. Tylko jakim?
Zastanawiała się, gdy otwierała drzwi. Dopiero po usłyszeniu przerażonych krzyków, wróciła do rzeczywistości. Zajrzała do środka. Pod ścianami siedziały prawie same kobiety i dzieci. Mogła wcześniej pomyśleć, aby nie otwierać drzwi bez słowa. Przecież ludzie mogli pomyśleć, że to roboty, które chcą ich zabić.
Kalia uśmiechnęła się niemrawo i powiedziała dosyć niepewnym głosem.
-Możecie wyjść, ale uważajcie…- Odsunęła się szybko, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Stanęła pod ścianą budynku, kiedy kobiety zaczęły powoli opuszczać pomieszczenie. Robiły to ostrożnie, nadal ze strachem w oczach. Nie zostawały długo w jednym miejscu. Chyba wszyscy chcieli wrócić do domów, upewnić się, że z rodziną i przyjaciółmi wszystko w porządku. Młoda Koreanka przyglądała im się przez moment. Też chciała wrócić do domu. Spojrzała w stronę rozbijającej lód na kolejnych drzwiach i oderwała place od budynku. Prawie szurając butami po chodniku powędrowała w stronę obu dziewczyn. Kiedy była już niedaleko ich obu, przystanęła cały czas spoglądając w ziemię. Po chwili uniosła wzrok. Miała trudności z wyrażeniem tego co czuła, ale wiedziała co chce powiedzieć. Jeszcze raz zerknęła przez ramię na uciekających ludzi i szybko wróciła spojrzeniem do dziewczyn.
-Czy…- Zaczęła, aby zwróciła na nią uwagę. Kiedy chociaż jedna zareagowała na jej słowa, Kalia kontynuowała swoją wypowiedź.
-Czy mogłabym wrócić do domu…?- Czuła się wręcz obrzydliwie zmęczona i chciała zmyć z siebie cały ten brud. Chciała też ogarnąć swoje myśli, które zwaliły się na jej głowę, jak wcześniej gruz z budynku. Co jakiś czas łzy cisnęły się jej do oczu, ale twardo stała, aby nie rozpłakać się jak dziecko. Lalka przeżyła, lalka pójdzie dalej, pomyślała i zagryzła mocno dolną wagę. Nim przebiła zębami skórę, dodała jeszcze zdanie, gdyż dopiero zauważyła, że nie brzmi to tak jakby chciała.
-Em. Znaczy jak już ich wypuścimy…- Przerzuciła wzrok na budynki, uciekających ludzi i ogół okolicy. W sumie bardziej przebiegła po tym wszystkim wzrokiem, niżeli skupiła się na czymś. Cokolwiek jej odpowiedziały, Kalia odczekała tylko moment, aby je wysłuchać i dosyć szybkim krokiem wróciła do ściany budynku, aby zająć się kolejnymi drzwiami. Ale poczekaj… Jakby zrobić to na większą skalę? Ona nie robi tego własnymi rękoma, a miała jeszcze dostatecznie dużo siły, aby podnieść nie tylko jedną rzecz. Rozejrzała się wokół. Szybko odnalazła wzrokiem odpowiednich sześć przedmiotów, których waga mogła wyrządzić szkodę lodowym ścianom. Uniosła obie ręce na wysokość ramion, to samo zrobiły obiekty, które wypatrzyła. Spojrzała przez ramię, aby upewnić się, gdzie dokładnie chce trafić i praktycznie w jednym ruchu wykonała całą swoją akcję. Zmieniając tylko nogi, z lewej na prawej, aby obrócić całe swoje ciało, machnęła rękoma prawie w tym samym momencie puszczając przedmioty, które z wymuszoną drogą lotu uderzyły w lód na drzwiach. Pierwsza warstwa zamrożonej wody, odpadła z cichym trzaskiem. No to jeszcze raz. Tym razem nie musiała się odwracać, gdyż przedmioty były przy swoich celach. Wystarczyło je oddalić na wystarczającą odległość i uderzyć ponownie. Tak pomyślała, tak też zrobiła. Dźwięk kruszącego się lodu, został w tamtym momencie jej ulubionym dźwiękiem. Czuła dokładnie każdy element obiektów, które trzymała w mocy. Miała się ochotę wyżyć. Zniszczyć wszystko co tworzyło mętlik w jej głowie. Cisnęła przedmiotami z coraz większą siłą, zapominając co było celem jej aktywności. Chciała teraz tylko wszystko zniszczyć. Wszystko co stało na jej drodze. Wszystko czego nie mogła zrozumieć. Czego nikt nie chciał jej wytłumaczyć. Z drugiej strony czuła lekki strach straty czegoś, nawet nie wiedziała o co chodzi. Jakaś podświadoma myśl, na której w tamtym momencie nie mogła się skupić.
Uderzała obiektami z taką siłą, że dopiero jak jeden z przedmiotów utknął w drzwiach, dziewczyna ocknęła się z własnych przemyśleń. Zakręciło się jej w głowie, ale nie na tyle, żeby upadła. Wtedy opuściła wszystkie obiekty, a sama usiadła na ziemi. Zacisnęła mocno pięści i z wysiłkiem stanęła na równe nogi. Nie rozpłacze się, nie załamie. Trzeba iść dalej, dla siebie nie na innych. Inni mogą Cię zostawić w każdym momencie, ale ty zostaniesz.
Machnęła rękami na boki, co spowodowało prawie wyrwanie drzwi z zawiasów. Emocje podnosiły jej zdolności, co raz bardziej się o tym przekonywała, więc czemu by tego jeszcze nie wykorzystać. Myśleć o wszystkim co sprowadza w niej najmocniejsze odczucie, nawet te bolesne, te co nie chciałaby nigdy znowu odczuć. Ale pozwoli im to na szybsze wykonanie zadania.
-Wychodźcie.- Krzyknęła i nawet nie czekając na reakcję ludzi, uniosła się w powietrze, aby sprawnie przemieścić się do kolejnych drzwi. Uniosła parę przedmiotów wyglądających na całkiem trwałe i pociągnęła za sobą.
-Nienawidzę tego wszystkiego.- Powiedziała do siebie, zbierając siły na kolejny atak.
-Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę.- Nawet nie zauważyła jak wbiła paznokcie w skórę swoich dłoni. Oczywiście, nie zorientowała się, że przegryzła już wargę, nawet metaliczny smak, który czuła teraz w ustach, nie wrócił jej racjonalnego myślenia. Liczyły się emocje i efekt, który mogły zdziałać.
-Nienawidzę Cię!- Krzyknęła przed siebie i zmusiła przedmioty do ataku na kolejne zlodowaciałe drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 69
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Lis 21, 2018 6:15 pm

Ava była tak pochłonięta niszczeniem lodu, że nie usłyszała pierwszych słów Azjatki. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, że dziewczyna coś mówiła. Przerwała uderzanie w lód i obróciła się, by spojrzeć w jej stronę. Mówiła coś o powrocie do domu. Cóż, w tej chwili zapewne każdej na tej ulicy, albo i w całym mieście, marzył tylko o tym żeby wrócić do domu. Do rodziny. Do swojego pokoju i zamknąć się w nim. W bezpiecznych czterech ścianach. Odciąć się od tego brutalnego dnia, od okropnej rzeczywistości, jaka czekała na nich na zewnątrz. Oczywiście nie każdy miał tę możliwość. Nie możliwość samego powrotu, a raczej tego, że nie mieli gdzie wracać ani do kogo. Nie trzeba było znać dokładnie sytuacji, by być świadomym tego, że wiele osób straciło dzisiaj swoje rodziny. Matki, ojców, rodzeństwo i dalszą rodzinę. Roboty nikogo nie oszczędzały. Budynki w większości były całe, ale sporo z nich oberwało rykoszetem, co również oznaczało zniszczone lub chociaż uszkodzone mieszkania. Pytanie dziewczyny nie było więc wcale takie dziwne.
- Nie musisz nikogo o to pytać. Nikt cię tu nie trzyma na siłę. Przecież nawet nikt nam nie kazał walczyć z tymi robotami. - odezwała się spokojnie do nieznajomej. Nikt nikogo nie zmuszał do siedzenia tutaj. Do robienia czegokolwiek. Walczyli z własnej woli, pomagali z własnej woli. Mogli zrobić, co tylko chcą.
Szybko wróciła do dalszej uwalniania ludzi, słysząc niedaleko siebie inne uderzenia, które zapewne wywoływała tamta Azjatka, używając swoich mocy do rozbijania lodu. Kiedy w pewnym momencie usłyszała, jak tamta gada coś o nienawiści, zerknęła krótko w jej stronę. Patrzyła na nią jedynie kilka sekund. Cóż, komuś tu widocznie odbiło ze stresu. Nie mogła ją za to winić. Ludzie różnie reagowali na stres. Ava miała o tyle dobrze, że ledwo co wczoraj również walczył z morderczymi robotami. W dodatku pod ziemią, gdzie było o wiele mniej miejsca, a tunele groziły zawaleniem się w każdej chwili. Była więc już w pewnym sensie przyzwyczajona do krwiożerczych maszyn, które próbowały ją zabić. Prawda, że również była zestresowana. Do tego zmęczona i zdenerwowana. Trzymała się jednak jakoś, obecnie myśląc tylko o tym, by pomóc innym. Tak jak wczoraj wujkowi i jego ekipie. Po wszystkim zapewne będzie potrzebowała długiego snu i odpoczynku. I może niewychodzenia na dwór przez najbliższą dobę. Może nawet niewychodzenia ze swojego pokoju. Myśl o odpoczynku zachęcała ją do jak najszybszego pozbycia się lodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3897
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Lis 25, 2018 3:19 pm

Po wszystkich swoich dzisiejszych dokonaniach Sammy wyraźnie potrzebowała chwili odpoczynku i to najprawdopodobniej dlatego nie reagowała na głos na słowa obu dziewcząt, ani nie próbowała im pomóc z usuwaniem lodu. Mutantka po prostu przysiadła na większym kawałku kamienia czy betonu, który wcześniej musiał zostać od czegoś oderwany, oparła ręce na udach i łapała oddech. Wzrok wbijała w podłoże, więc nie widziała tego, co działo się wokół niej, a sama tak czy siak znajdowała się na uboczu... Co w jej przypadku nie było wcale dziwne.
Jacob z kolei - pomimo podejścia za Avą - zatrzymał się tak, by utrzymywać dystans, lecz on przynajmniej obserwował już rozwój wydarzeń, nawet jeżeli również w nic nie ingerował. Początkowo ludzie nie byli wcale chętni do opuszczania budynków, a pierwsze podejścia do zniszczenia lodu na drzwiach spotkały się wręcz z krótkimi okrzykami, głównie zaskoczenia, ale i strachu. Jedni lgnęli do okien, aby spróbować zorientować się co się działo, podczas gdy inni, odważniejsi, stawali w przejściach, wyglądając podejrzliwie na plac. Na części twarzy wciąż widniały panika i przerażenie, na innych powoli zaczynały się pojawiać ślady nadziei... Jeszcze inni wyglądali po prostu na oszołomionych.
Ava i Kalia zajmowały się budynkami po jednej stronie Times Square, lecz w pewnym momencie nad ich głowami zaczęły się rozlegać ciche i łatwe do zignorowania świsty - jeden za drugim, w dodatku następujące w bardzo krótkich odstępach czasu od siebie. Co prawda spojrzenie w górę wiele by nie ukazało, lecz do tyłu już tak... Otóż pokrywy lodu na drzwiach po przeciwnej stronie placu zaczynały powoli topnieć, a w trakcie tego procesu przesuwały się w nich w dół - i w końcu opadały na chodnik - podłużne kształty... Które z tej odległości ciężko by było zidentyfikować.
Kilka sekund później na podłożu w pobliżu dziewcząt pojawił się blady cień, stopniowo się zmniejszający, ale i ciemniejący, zwiastujący czyjeś przybycie - aż wreszcie na wysokości metra ponad ziemią zawisła nastolatka o ciemniejszej karnacji i gęstych, kręconych włosach. Miała na sobie krótkie spodenki i niebieską podkoszulkę z gwiazdą na piersi; jej ubrania wyglądały na sponiewierane, przybrudzone, na boku nawet przepalone ma wylot, ale ona sama prezentowała się o wiele lepiej - żadnych ran, tylko parę smug na skórze. Jej mina świadczyła o zdeterminowaniu, ale i sporej pewności siebie, a gdy już potoczyła wzrokiem po okolicy, cofnęła go ku jedynym robiącym coś osobom, czyli najpierw Avie, a następnie Kalii. Najwyraźniej w tym krótkim czasie wyciągnęła z zastanej sytuacji jakieś wnioski.
-Hawkeye zajmie się tu resztą. Odpocznijcie albo chodźcie ze mną, jeżeli czujecie się na siłach. Roboty mogą przejść z sąsiednich ulic, więc zostańcie jeszcze w budynkach i śledźcie media- to ostatnie zdanie w oczywisty sposób skierowane zostało do wciąż się kryjącej ludności, o czym świadczyło między innymi podniesienie głosu dziewczyny oraz obrócenie się jej głowy. Przyjęty przez nią ton pasował do jej miny; zdecydowany, przekonany o tym, że miała rację, a inni dla własnego dobra jej posłuchają.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Kalia

avatar

Liczba postów : 88
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Lis 27, 2018 7:15 pm

Po kolejnym uderzeniu, drzwi były możliwe do otwarcia. Kalia powoli opadła na ziemię, aż usiadła na krawężniku. Spojrzała na dziewczyny znajdujące się kawałek dalej. Widać było, że zadanie tutaj się już kończy, więc na nią czas już też się zbliżał. W końcu mogła wrócić do domu i schować się pod kołdrą, aby nie słyszeć żadnego dźwięku i nie zobaczyć rzeczy, których nie chce widzieć.
Dopiero po chwili zorientowała się, że ktoś przybył. Obróciła się bardziej, aby lepiej widzieć, a po chwili nawet wstała. To była jakaś dziewczyna. Młoda Koreanka nigdy wcześniej jej nie widziała, toteż nie miała pojęcia kto to jest. Ubranie miała poszarpane, ale skórę miała w dobrym stanie, jeżeli można to tak stwierdzić. Nie była ranna, a jej zachowanie sprawiało wrażenie, że doskonale jest zorientowana w sytuacji i przewodzenie ludźmi nie było dla niej czymś nowym. Pewnie była coś jak… Młody Kapitan. On też rozkazywał jakby był to tego poniekąd przyzwyczajony, może nie aż w takim wysokim stopniu, ale jako zastępca to całkiem możliwe.
Wytarła twarz najdokładniej jak to było możliwe, przeczesała dłonią rozczochrane włosy i ugładziła ubranie. Chciała wyglądać trochę lepiej niżeli było naprawdę. Nie do końca wiedziała po co to zrobiła, skoro wszyscy walczący wyglądali jak wyciągnięci ze śmietnika. No nie do końca, ale potargane i ubrudzone ubrania, nie pasowały do wyjście na ulicę. Najwyżej ona by tak nie wyszła.
Nieznajoma zaczęła mówić coś o wracaniu domu, albo towarzyszeniu jej. Kalia wiedziała co chce zrobić i nic nie mogło teraz zmienić jej decyzji. Sammy i ta druga pewnie pójdą dalej walczyć, ale ona nie. Bohaterką nie jest, chociaż ratować ludzi pewnie będzie zawsze.
Nie zbliżyła się za bardzo, chciała zachować pewniej odstęp. Zbliżanie się w pewien sposób mogłoby spowodować myślenie, że ona też chce przyłączyć się do dalszych walk, a tak oczywiście nie było, więc dystans, to było to czego potrzebowała. Zastanawiała się teraz czy powinna się powoli wycofać, czy coś powiedzieć. W sumie nie musiała nikogo o tym informować, przecież robiła to z własnej woli. Czy wróci teraz do domu, czy pójdzie z nimi to jej własna sprawa.
Przyglądała się im jeszcze chwilę, aż w końcu uznała, że na nią czas. Machnęła ręką jak na pożegnanie i powiedziała.
-To ja… Idę sprawdzić czy Pan Genkins jest cały.- Odwróciła się na pięcie i nawet się nie śpiesząc powędrowała w kierunku swojego domu. Nie obejrzała się za siebie.
Pan Genkins był kotem właścicielki budynku, w którym mieszała. Chyba jeszcze mieszka…? Jeżeli nic go nie zniszczyło, a Pani Johns jeszcze żyje. Ale jak to wiadomo, nic na wojnie nie jest pewne. Przekona się dopiero, kiedy wróci. Miała do pokonania pewien dystans, więc musiała się już zabierać stąd. Ulice były prawie puste, więc nie musiała przeciskać się przez tłum. Całkiem swobodnie się przemieszczała, ale utrzymywała wokół siebie tarczę telekinetyczną, żeby mieć ochronę jakby co. Roboty nadal tu gdzieś były, a ona nie miała zamiar zginać tylko dlatego, że czegoś nie zauważyła. Wolała się trzymać blisko budynków. Po drodze może uda jej się gdzieś umyć, albo przebrać. Nie chciałaby znaleźć się w takim stanie w domu… Żeby słyszeć krzyki Pani Johns, jak ona wygląda, co się stało itp. Nie miała na to siły. Chciała spać.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon

avatar

Liczba postów : 151
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Lis 27, 2018 8:19 pm

-Zostawić ich wszystkich na dwa dni!- Rocket niemal krzyczał do swojego przyjaciela po opuszczeniu hangaru fantastycznej czwórki -Nie możesz spuścić planety z oka na dwa dni, bo inaczej rozpoczyna się kolejna inwazja! Co jest z nimi nie tak?!
-Jestem Groot.
Strażnicy zostali zupełnie wzięci przez zaskoczenie. Wylatując na pokładzie Milano z Baxter building nie spodziewali się że wlatują w strefę wojny. HERBIE w całej swojej sztucznointeligenckiej stanowczości zapomniał najwidoczniej ich o tym poinformować. Może nie spodziewał się, że mogą nie być tego świadomi. To w sumie nie była rzecz trudna do przeoczenia.
Efektem tego, Rocket musiał momentalnie skorygować lot, inaczej z pewnością uderzyliby o przelatującą właśnie eskadrą Sentineli. Obraz miasta nie malował się w pozytywnych barwach. Rocket miał już skorygować lot i wyznaczyć ponowny kurs na Wieżę Mścicieli, gdzie chwilowo mieściły się ich kwatery i większość sprzętu, gdy na ogół nie ingerujący w pilotaż Groot sięgnął długimi rękoma za stery i wykonał powolny nawrót w stronę miasta.
-Ej! To bunt!
-Jestem Groot?
-Jasne że jest częścią galaktyki! Cała masa rzeczy jest jej częścią!
-Jestem Groot.
-Oh... - Rocket w końcu załapał do czego zmierzał jego przyjaciel. - Flark, niech ci będzie! Załatwmy to szybko...
Groot pozwolił w końcu Rocketowi ponownie złapać za stery Milano, a samemu powrócił do obsługi radaru i parametrów celowniczych. Tak naprawdę Rocketa nie trzeba było długo namawiać do ostrzeliwania kogokolwiek z czegokolwiek, ale nie chciał żeby Groot pomyślał że robi się współczujący, czy coś.
Przystosowane do walk na znacznie większą (kosmiczną) skalę Milano nie miało więc problemu z namierzaniem i eliminowaniem przelatujących Sentineli jednego za drugim. Sentinele miały niezłe algorytmy celownicze, ale wymierzenie z broni w ramionach zajmowało im niepotrzebnie dużo czasu. Tym bardziej że większość była bardziej zajęta ostrzeliwaniem cywili w dole, niż bronieniem się przed strażnikami.
Po jakimś czasie walk powietrznych Groot zdołał zebrać dostatecznie dużo parametrów celowniczych, by dodać sygnaturę Sentineli do parametrów celowniczych automatycznego uzbrojenia Milano. To że wszystkie sentinele były niemal identycznymi nieorganicznymi formami maszynerii tylko ułatwiał sprawę. Nie było szans by niechcący trafić jakichkolwiek cywili.
Teraz wystarczyło zatoczyć szeroki krąg nad miastem, aby komputer sam rozpoznawał cele i błyskawicznie kierował do nich ogień. Rocket przestał dopiero gdy zdał sobie sprawę ile kosztowała ta cała wystrzelona amunicja. Miał nadzieję że Mściciele pokryją jego koszty.
- Teraz jesteś zadowolony?
- Jestem Groot - odpowiedział drzewiec z uśmiechem i kiwnął głową.
Miasto było dalekie od bezpiecznego, jednak znajdowały się w nim przecież służby porządkowe, które dużo lepiej od Rocketa i Groota opanują zamieszanie w mieście. I tak prawdopodobnie zniszczyli dostatecznie dużo robotów, by przechylić szale zwycięstwa na korzyść obrońców.
No i pewnie ocalili kilka żyć.
Rocket zdecydował się skierować w końcu pojazd do bazy mścicieli.

[W przelocie do Avengers Tower]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 69
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Lis 30, 2018 2:25 pm

Powolne rozwalanie lodu, oblepiającego ściany budynków w pewien sposób pozwalało Avie odpocząć. W końcu nie musiała jakoś specjalnie się wysilać by móc ten lód kruszyć. Mogła więc odpocząć fizycznie i psychicznie. Adrenalina powoli z niej schodziła przez co mutantka zaczynała odczuwać, że jest zmęczona. Regeneracja sił był jej teraz potrzebna. Dlatego nie miała zamiaru zbyt szybko zmieniać miejsca przebywania. Oby kolejne roboty nie postanowiły przyjść tutaj. A przynajmniej nie teraz. Niech dadzą jej chociaż kilka minut wytchnienia. Jej osobiście tyle wystarczyło. Nigdy nie była zbyt długo zmęczona.
Dziewczyna nie zwracała większej uwagi na to, co się działo dookoła niej. Dopóki nie słyszała krzyków ludzi czy wystrzałów promieni robotów to nie musiała się niczym przejmować. Nie słyszała też odgłosów silników, które mogłyby zwiastować przybycie maszyn z góry. Jakiś cień jednak pojawił się niedaleko nich, a świecące słońce pozwoliło go prędzej zauważyć. W końcu więc Ava się obejrzała, by ujrzeć, jak koło nich ląduje jakaś obca dziewczyna. No, nie do końca ląduje, bo unosiła się lekko nad ziemią. Czyżby kolejna znajoma Sammy? Mutantka spojrzała na lodową dziewczynę, by zauważyć jakąś reakcję na jej twarzy. Nie była na nią zła o to, że siedziała i odpoczywała. Zapewne wytworzenie takiej ilości lodu wymagało od niej sporego wysiłku fizycznego i teraz potrzebowała chwili wytchnienia. Wyglądało też na to, że ciemnoskóra znała się z Mścicielami skoro wspomniała o Hawkeye'u
- O ile nie będziemy się poruszać za szybko to mogę iść dalej. Robotów pewnie jest jeszcze cała masa o zniszczenia, a ja potrzebuję chwili na zregenerowanie sił. - wypowiadając te słowa Ava usłyszała nad ich głowami odgłos silników i wystrzałów, przez co skierowała głowę do góry, by ujrzeć przelatujący nad nimi jakiś pojazd. Ktoś widocznie pomagał z góry. Pewnie wszyscy pomagali, jak tylko potrafili. Na koniec jej spojrzenie skierowało się na oddalającą się Azjatkę. Jej wybór. Każdy miał prawo robić to, co chciał. I nikt nie będzie miał jej za złe, że wolała wrócić do swojego życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3897
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Lis 30, 2018 4:00 pm

Przelatujący górą statek sprawił, że początkowo unosząca się w powietrzu dziewczyna nie skupiła uwagi na Avie, tylko właśnie na nim. Przez jej twarz przemknął wyraz łączący zaalarmowanie i podejrzliwość, który jednak szybko ustąpił miejsca poprzedniej minie, a nastolatka ponownie opuściła głowę, zauważalnie tracąc zainteresowanie. Widocznie wystarczyło jej tylko to, że pojazd strzelał do robotów - nie potrzebowała innego zapewnienia o dobrych zamiarach pilota.
-Będziemy poruszać się szybko, ale tę część zostaw mnie- skomentowała wreszcie słowa Avy, jednocześnie przelatując bliżej niej - z boku - i trochę niżej, chociaż wciąż bez opadania stopami na ziemię. Jej spojrzenie tylko na sekundę padło na plecy oddalającej się Kalii, lecz jej oblicze nie uległo przy tym żadnej zmianie, więc ciężko byłoby ocenić co sobie myślała.
-America. Dla własnego dobra trzymaj się mocno- dodała, obejmując Avę jednym ramieniem w pasie, a następnie szybko wznosząc się wraz z nią na wysokość przynajmniej kilkunastu metrów nad ulicą. Przy okazji pozwoliło to dziewczynie ujrzeć siedzącą na dachu jednego z niższych budynków osobę - najwyraźniej w podobnym wieku do niej, ciemnowłosą, ubraną we fioletowy kostium i dzierżącą w dłoniach łuk oraz przygotowaną strzałę. Potem obserwowanie czegokolwiek stało się już trudniejsze, bo America nagle przyspieszyła, kierując się gdzieś na północ.

Tutaj z/t dla Avy.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Times Square   

Powrót do góry Go down
 
Times Square
Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: