Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Przed budynkiem

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Przed budynkiem   Wto Maj 07, 2013 6:34 pm

First topic message reminder :

OPIS LOKACJI
Okolica Avengers Tower składa się z czterech przecinających się ulic. Jest jednym z wyższych budynków, choć całkiem niedaleko znajduje się Baxter Building.
Niewielki plac przed wejściem do Wieży składa się z kilku dodatków zieleni, paru ławek czy też śmietników na odpady. Na trawniku jest metalowa tablica, na której wyryta jest nazwa budynku.
Dolne części Avengers Tower kształtem przypominają wielokąt. Jako podstawa jest dodatkowo wzmocniony betonowymi słupami. Duże drzwi wejściowe są rozsuwane automatycznie, na fotokomórkę. Pierwsze pomieszczenie po wejściu do budynku to Lobby.
Przy wejściu jest dodatkowa osłona i zadaszenie podparte na słupach z vibranium. Pod wieczór wokół Wieży rozpalają się okrągłe światła ulokowane na chodnikach czy też słupach i nad wejściem do budynku.

*
- To będzie dobre. – Pietro uśmiechnął się z rozbawieniem, przesuwając lizaka z jednego kącika ust do drugiego. Tym razem nie zamierzał czekać do zmroku, nie miał zamiaru się kryć; zresztą, w jakim celu miałby to robić? I tak nie zdołają go pojmać, a nie wyobrażał sobie lepszego miejsca na kolejny cel. Stał na chodniku po drugiej stronie ulicy i ściskał w dłoni puszkę sprayu, leniwie obserwując ludzi. Samochody, tłumy zmierzające z metra lub do metra, uczniowie, pracownicy, drobni sprzedawcy, psy, gołębie, żebracy, całe to skotłowane towarzystwo nie spodziewało się tego, co miało zaraz nastąpić.
Wyrzucił patyczek od lizaka do kosza i naciągnął na srebrne włosy kaptur bluzy, a potem spokojnym krokiem przeszedł na drugą stronę ulicy, podchodząc do budynku. Okazały wieżowiec o jasnych, gładkich ścianach niemal prosił, by go wybrudzić.
Jakaś kobieta krzyknęła, grupka nastolatków roześmiana i zaskoczona szturchała się łokciami, wyciągając palce w kierunku siedziby nowojorskiej policji, a Pietro śmiał się pod nosem, wypisując sprayem litery na sporej wysokości. Robił to szybko i pewnie, płynnymi ruchami dłoni operując strugą rozprężanej powietrzem farby. Kiedy skończył zwyczajnie wystrzelił w dół i zniknął w tłumie, a pusta puszka upadła na bruk i potoczyła się po nim dźwięcznie, w ciszy jaka nagle zapadła.
„WE ARE SUPERIOR!”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Wto Maj 08, 2018 2:09 pm

Skupianie się na jednym zadaniu w całym tym chaosie nie było łatwe. Mniejsze i większe wybuchy, zarówno wrogie, jak i wywoływane przez sojuszników, przecinające powietrze strumienie energii, latające tam i z powrotem zbroje czy roboty... Wszystkie te dźwięki i widoki przykuwały uwagę i Sue starała się wyłączyć na część z nich. Na szczęście nie miała żadnych problemów z obdarzeniem swoich towarzyszy zaufaniem. Wiedzieli co robili, nie po raz pierwszy znajdowali się w tego rodzaju sytuacji, więc póki co kobieta zostawiała walkę w ich rękach, sama zaś w dalszym ciągu koncentrowała się na odcinaniu części maszyn od reszty otoczenia, aby przez ten czas nikomu nie zrobiły krzywdy - i grzecznie poczekały na swoją kolej na bycie zniszczonymi.
Nie oznaczało to, że Invisible Woman w ogóle nie zwracała uwagi na to, co działo się wokół niej. Przeciwnie, musiała przede wszystkim pilnować tego, aby nie wejść nikomu w drogę, dlatego od czasu do czasu rozglądała się to w lewo, to w prawo, to nawet obracała się w powietrzu. Nie chciała zbyt długo pozostawać w jednym miejscu, ale z drugiej strony zbyt częste przemieszczanie się tym bardziej mogłoby ją zaprowadzić przed czyjś atak, więc z tym nie przesadzała. Starała się trzymać na tyle wysoko, aby nie znaleźć się pomiędzy walczącymi, lecz wciąż wyglądała zabłąkanych promieni.
Blondynka trochę po fakcie zorientowała się, że jej brat - od którego odwróciła już wówczas wzrok, by zająć się dzieleniem pola siłowego na mniejsze fragmenty - został trafiony. Tak naprawdę wyszło jej to na dobre, gdyż ponownie zerknęła ku niemu w momencie, kiedy już odzyskiwał równowagę, dzięki czemu od razu wiedziała, że nic mu się właściwie nie stało... Ale w pierwszym momencie i tak poczuła w klatce piersiowej niemiłe ukłucie niepewności, instynktowne, a nie opierające się na faktach. Przez sekundę czy dwie dłużej na wszelki wypadek przypatrywała się Johnny'emu, aby przekonać się, że wszystko rzeczywiście było z nim dobrze, nim wreszcie wróciła do nadzorowania maszyn. Nie skomentowała jego zaczepiania Carol, ani ich krótkiej wymiany zdań, lecz nie powstrzymała się przed pobłażliwym przewróceniem oczami. Nie była zirytowana. Raczej przyzwyczajona do zachowania brata.
Kiedy tylko Ms. Marvel do niej podleciała, Susan w pierwszej kolejności odpowiedziała jej krótkim skinieniem głowy i bladym uśmiechem. Przy tylu ofiarach - tutaj, w całym mieście, w innych zakątkach Stanów Zjednoczonych, wszędzie - nie była w stanie zebrać w sobie więcej dobrego humoru, ale wiedziała również, że zachowanie pozytywnego nastawienia naprawdę sporo zmieniało na lepsze. Wiara faktycznie potrafiła czynić cuda, a szczególnie wiara w możliwości własne i swych sojuszników.
-Jeszcze- odparła krótko, powtarzając zresztą to słowo za Carol. Jej ton wskazywał jednak na to, że nie było aż tak źle. Owszem, głowa ją bolała, a dokładniej bolały przedłużenia jej myśli i woli pod postacią pól siłowych, gdy te były atakowane od środka, ale Sue radziła już sobie w trudniejszych sytuacjach. Poza tym... Potrafiła rozpoznać kiedy robiło się naprawdę niebezpiecznie. Pomijając wycieńczenie i inne objawy, zazwyczaj zaczynała wtedy krwawić z nosa.
-W porządku- zgodziła się bez problemu na sugestię Ms. Marvel, odprowadzając ją spojrzeniem w dół, a gdy kobieta znalazła się już wystarczająco blisko wskazanych robotów, Invisible Woman usunęła otaczające je kule. W następnej chwili podobną sugestię usłyszała już przez komunikator od brata i odruchowo przesunęła wzrokiem po okolicy, szukając jego płonącej sylwetki. Od razu kiwnęła głową, po czym zerknęła poniżej, wybierając najlepsze cele.
-Weź tego pod sobą i sąsiedniego na lewo- poinstruowała Johnny'ego i odczekała moment, aby jej odpowiedział, ruszył w dół lub w inny sposób się do tego przygotował, nim te dwie maszyny również wypuściła. Skoro pozbyła się spod swojej pieczy czterech, w dodatku wszystkich przemieszczających się po ulicy, to zostały jej jeszcze trzy latające... Lecz zanim zdążyła coś z nimi zrobić, Jarvis i Herbie odezwali się jeden po drugim i Susan zmarszczyła lekko czoło. Informacje o Trask Industries nie były aż takie dziwne, nawet jeżeli przygnębiające - jeżeli rząd rzeczywiście miał z tym coś wspólnego. Najsmutniejsze wydawało jej się chyba to, że nie czuła się tym szczerze zaskoczona... Ale przynajmniej kolejna osoba chciała im pomóc. Co prawda Herbie najwyraźniej sam podjął decyzję o przekazaniu Spider-Manowi wystarczająco wielu informacji, ale Sue nie miała mu tego za złe. Ich AI zazwyczaj wybierało słuszne rozwiązania.
-Dwie osoby wystarczą do tego zadania?- spytała wszystkich słuchających tuż po tym, jak Carol zgłosiła na ochotnika Steve'a. Wiedziała, że w gruncie rzeczy nie mieli większego wyboru i ciężko byłoby im w trybie natychmiastowym znaleźć jeszcze kogoś na tę wyprawę, ale zawsze istniała opcja, że komuś coś jednak przyjdzie do głowy... Albo raczej ktoś.
To powiedziawszy, Sue ponownie skupiła się na ostatnich trzech uwięzionych robotach. Nie chciała ich atakować, gdy przytrzymywała ich więcej, bo nie była pewna jak wielka siła była potrzebna, aby je uszkodzić... A wolała nie ryzykować tego, że coś pójdzie nie tak i jej uciekną... Ale przy tej liczbie czuła się już wystarczająco pewnie, aby spróbować. Plan miała prosty i identyczny dla każdej z tych maszyn, co ułatwiało jej jego wizualizację. Otóż kobieta zadziałała jednocześnie na wszystkie trzy kule, odkształcając ich powierzchnie w taki sposób, aby wygięły się w skierowane do wewnątrz kolce - wąskie, ostre i twarde, a do tego bardzo liczne. Już w momencie tworzenia nadała im energię, by wprawić je w ruch, skierowany rzecz jasna do środka - żeby wszystkie w tym samym momencie uderzyły w ciała Sentineli na różnych wysokościach i z każdej możliwej strony. Prawie jak żelazne dziewice, tylko gęściej usiane kolcami i nie tylko z jednego kierunku. Invisible Woman zadbała także o to, aby - niezależnie od uzyskanego efektu - po fakcie utrzymać roboty w powietrzu w już normalnych kulach, żeby nie mogły się jej wyrwać lub nie spadły bezwładnie na ulicę.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 340
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Czw Maj 10, 2018 3:21 pm

Tony jak raz nie był zachwycony tym, że przyciąga uwagę. Ale cóż zrobić, taka dola, kiedy jesteś najbardziej interesującą osobą w towarzystwie. Teraz nie mógł już uciekać, musiał walczyć normalnie, jak jedna ze swoich zbroi i jednocześnie przetwarzać wszystkie informacje, jakie miał.
- Dzięki, Jarvis. - odpowiedział odruchowo, łapiąc jednego z bardziej okaleczonych Sentieli, żeby zasłonić się przed niszczycielskim promieniem jego kolegi. Ranni mogli być bezpieczni, ale wciąż potrzebowali pomocy medycznej. Jeśli szybko nie zajmą się nimi ratownicy, ich sytuacja mogła być wcale niedużo lepsza niż poza Avengers Tower. – Uh, poinformuj piętra naukowe, że wszyscy, którzy mają jakiekolwiek doświadczenie medyczne, mają natychmiast zejść na niższe piętra i na coś się przydać.
Wiedział, że wiele osób może nie być zachwyconych tym poleceniem. Sam będąc cywilem niechętnie ruszałby się ze świetnie chronionych wyższych pięter i miał pewne wyrzuty sumienia, że wymaga tego od kogokolwiek. Jednak były rzeczy ważne i ważniejsze, a póki parter nie był bezpośrednio zagrożony nie miał zamiaru z tych drugich rezygnować.
- Cześć, Kapitanie. Zasalutowałbym, ale jestem zajęty. - rzucił, słysząc, że dołączył do nich Steve. Zdążył też zauważył Human Torcha, zanim jeden strzał, którego z kolei nie zauważył, trafił go w pierś. Sam promień nie wyrządził pancerzowi specjalnej szkody, ale siła odrzutu sprawiła, że Stark o mało nie zawarł bliższej znajomości z brukiem. – Nieładnie. – wymruczał, na chwilę wznosząc się wyżej. Upewnił się, że okolica robota jest bezpieczna – zbroje zdążyły ewakuować już prawie wszystkich rannych, którzy sprawiali, że Iron Man musiał oszczędniej korzystać ze swoich wybuchowych zabawek, a blisko tego konkretnego Sentiela nie było już nikogo – i poczęstował go znacznie silniejszym ładunkiem wybuchowym, tym razem trafiając w głowę.
Rozejrzał się po polu bitwy. Drużyna radziła sobie świetnie, ale miał poczucie, że to nie wystarcza. Sentiele były jak zaraza – wciąż zbyt liczne, zdeterminowane by nieść śmierć i naprawdę trudne do wytępienia. Nawet Tony, który zbudował War Machine, był pod wrażeniem tego, jak wiele broni ktoś w nie upakował. Pewnie niedługo okaże się, że pozbawione ciał głowy umieją pluć wybuchowymi plombami, czy coś. Najlepszym wyjściem wydawało się skończyć to raz, a dobrze.
Gdyby tak po prostu potraktować je ładunkiem, który był w stanie zniszczyć jego własne zbroje? Plan wydawał się szalony – zdetonować bombę w środku miasta. Ale przecież mieli po swojej stronie słodką, wspaniałą Sue Storm, której zdolności mogłyby zamknąć szkody w polu oczyszczonego placu przed budynkiem. Gdyby pole siłowe w kształcie kopuły było też ograniczone od spodu, mogliby uniknąć uszkodzenia wszystkiego co biegło pod ziemią.
Zerknął na Invisible Woman. Nawet nie musiał robić skanu jej ciała, żeby wiedzieć, jak bardzo walka zdążyła ją osłabić. Czy stworzenie przez nią pola siłowego, na tyle mocnego by utrzymać wewnątrz wybuch, będzie dla niej w tej chwili możliwe? Chociaż z drugiej strony, jak długo będzie w stanie jeszcze wykonywać te wszystkie zabiegi, które z pewnością wymagały od niej dużego skupienia i precyzji…
Ale właściwie co szkodziło zapytać? Nikt z obecnych już chyba nie może mieć go za większego szaleńca.
- Słuchajcie, taka luźna propozycja. – rzucił lekkim tonem – Moglibyśmy zebrać wszystkich na pustym fragmencie placu, złapać w pole siłowe i wysadzić. To znaczy, Susan mogłaby złapać. Jeśli dasz radę, Sue. – dodał i można by przysiąc, że w jego głosie słychać jakiś cień zmartwienia. Chociaż przecież niewyobrażalne było, żeby Tony Stark w trakcie walki okazywał więcej emocji niż swoja zbroja. – Fakt, póki co świetnie nam idzie, ale oszczędzić trochę czasu też byłoby fajnie. – Wyjaśnił, już słysząc jak któreś z kapitanów nazywa go bezmyślnym wariatem


Ostatnio zmieniony przez Tony Stark dnia Nie Maj 13, 2018 5:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 235
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Nie Maj 13, 2018 5:17 pm

Opór atakujących maszyn był odrobinę irytujący. Widząc, że niewiele szkód wyrządziło im jego pierwsze natarcie, nie miał innego wyjścia jak kontynuować atak. Całe szczęście JARVIS w porę wprowadził go w kilka ciekawych informacji.
Najpierw pociągnął robota za jedną z nóg w dół.Z rozmachem wycelował pięść w kierunku prawego ramienia, kopnięciem z półobrotu pod lewe kolano, aby zachwiać równowagę sentinela i zmusić go do zejścia na grunt. Niestety nie dowiedział się, czy to zadziałało, gdyż chwilę później nagły wybuch odrzucił sentinela lekko w bok, a Rogers zdążył zmienić swój cel na odrzucone przez wybuch auto błyskawicznie zmierzające w kierunku dwóch kobiet. Biegiem ruszył w ich kierunku, lecz nie zdążył zatrzymać pojazdu przez zderzeniem - obie kobiety zostały mocno poturbowane. Odepchnął auto dalej od ofiar, robiąc dzięki temu też osłonę przed maszynami. Jeśli będą mieli trochę szczęścia to zostaną niezauważeni.
Wyglądało na to, że starsza kobieta była w dużo cięższym stanie - straciła przytomność i była zraniona. Steve wyciągnął z jednej z przypaskowych sakiewek bandaż i sprawnie okręcił jej głowę, pragnąc zminimalizować utratę krwi.
- Jak masz na imię? - zwrócił się do młodszej. - Jesteś w stanie iść?
Kobieta musi dostać się pod opiekę jakiegoś medyka. Steve nie był pewien jak bardzo jej życie może być zagrożone, a zostawienie ich obu w samochodzie może nie być dobrym pomysłem. W Avengers Tower miały większe szanse.
Wychylił głowę znad samochodu, trzymając tarczę w gotowości. Dobrze, że ten nieszczęsny wybuch zdołał mu chociaż zwrócić jego broń.
Kolejny komunikat od JARVISA był jeszcze bardziej zaskakujący.
- Bucky? - ze zdziwienia prawie zdradził swoją pozycję. - Tak, proszę, spróbuj zlokalizować skąd dokładnie pochodzi to nagranie, JARVIS. - rzucił szybko, gdyż nad jego głową zdążył się pojawić niedobity sentinel. Sam mógł na spokojnie uciec z pola rażenia tej zabójczej maszyny, lecz miał pod opieką dwójkę innych osób. Bez zastanowienia skoczył na dach zasłaniającego go samochodu, by skrócić dystans między pociskiem a sobą. Chciał odbić atak jak najszybciej, jak to możliwe, a z dołu nie był w stanie zasłonić ich obu tarczą.
- Dajcie mi chwilę i mogę ruszać. - odpowiedział - I nic nie szkodzi, Tony, zdążysz to jeszcze zrobić.
Jego priorytetem na chwilę obecną było przetransportowanie dwóch kobiet do AT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sro Maj 16, 2018 6:22 pm

Jarvis zareagował szybko jak zawsze, od razu potwierdzając, że - zgodnie z poleceniem swojego twórcy - nakaże pracującym w Avengers Tower naukowcom z doświadczeniem medycznym zejść do rannych i udzielić im pomocy. Potem jednak AI na pewien czas zamilkło, zapewne zajmując się innymi sprawami, nie tylko tymi, które bezpośrednio zgłaszali mu Avengers. Koniec końców sztuczna inteligencja nadzorowała mnóstwo procesów, wliczając w to takie, o których większość osób pewnie nawet na co dzień nie myślała.
Na zewnątrz walka toczyła się zaś w najlepsze. Okoliczne ulice powoli pustoszały, po części dzięki zbrojom, które wspomagały ewakuację, ale i po prostu dlatego, że ludzie nie byli na tyle głupi, aby czekać na śmierć i sami również uciekali gdzie tylko mogli - wliczając w to pobliskie budowle. Gdyby ktoś miał czas się przyjrzeć, w szybach niektórych z nich zobaczyłby tłoczące się twarze, przyglądające się wydarzeniom, a miejscami nawet je nagrywające. Po tym wszystkim - albo i nawet w trakcie - w sieci na pewno wyląduje sporo filmików.
Najwyższa temperatura osiągana przez Human Torcha - szczególnie w szerokim płomieniu - wystarczyła, aby powłoka robota stopniała, zalewając znajdujące się niżej warstwy. Pod wpływem ataku maszyna spróbowała się odwzajemnić, wyciągając ramię w stronę bohatera, jednakże działała na tyle powoli - najpierw analizując sytuację - że nim porządnie wycelowała, płynny metal z jej dłoni zasłonił już wylot jej energetycznej broni i kiedy spróbowała wystrzelić, uszkodziła własne przedramię. Tym razem nie doszło do wybuchu, lecz raczej do przepalenia... A w następnej chwili najwyraźniej wyłączyło się lub straciło połączenie to, co zasilało maszynę, być może pod wpływem temperatury, a może ze względu na zalanie roztopioną powłoką. Grunt, że Sentinel zastygł w bezruchu, kapiąc metalem na ulicę.
Przez ten czas Ms. Marvel zdążyła dogadać się z Invisible Woman w sprawie odsłonięcia dwóch robotów i mogła je zaatakować. Samo złapanie jednego z nich nie było trudne, bo zwyczajnie nie zdążył zareagować, a kobieta poruszała się przecież szybko. Poderwała się z nim wyżej, zaatakowała - i udało jej się zepchnąć tego drugiego Sentinela na ziemię. Do tego momentu wszystko szło gładko, lecz pierwsza z maszyn w końcu postawiła opór i włączyła silniki odrzutowe w stopach - na tyle mocno i nagle, że przy obecnym ułożeniu zmusiła Carol do obrócenia się wokół własnej osi. Ten leżący robot wykorzystał to, aby potraktować ją kolejnym strumieniem energii z klatki piersiowej, tym razem w plecy; znów nie zrobiło to bohaterce krzywdy, ale odepchnęło ją od jej celu. Przynajmniej obaj przeciwnicy wciąż się na niej skupiali i dzięki temu nie celowali do resztek ludności... Obaj posiadali również dość mocno popękane powłoki w miejscach, w których się zderzyli, więc być może jeszcze jeden czy dwa takie ciosy doprowadziłyby do ich całkowitego zniszczenia. Albo niekoniecznie takie - równie dobrze Ms. Marvel mogłaby je potraktować innym atakiem.
Human Torch poszedł w ślady kobiety i również zaatakował pierwszego z uwolnionych dla niego robotów. Przebieg był podobny do poprzedniego razu: maszyna zareagowała dopiero po krótkiej pauzie na ocenę swojego położenia, zupełnie nie przejmowała się tym, że była raniona i skupiła się wyłącznie na próbie zaatakowania mężczyzny. Ta miała jednak więcej szczęścia, bo znalazła się pod takim kątem, że krócej wystawiała ramię na działanie płomieni i zanim metal zakrył otwór w jej dłoni - zdążyła wystrzelić w stronę Torcha, w dodatku nie pojedynczo, lecz ciągłym strumieniem, w razie konieczności przesuwając za nim ramię, aby go dopaść... I wyrządzając krzywdę budynkowi za bohaterem, jeżeli ten zdecydował się szybko odsunąć. W takim wypadku promień zarył w ścianę, obsypując kawałkami gruzu niedobitków, którzy starali się uciekać przylegając do budowli, czyli możliwie jak najdalej od Sentineli. Druga wypuszczona maszyna nie zwracała uwagi na Johnny'ego. Poświęciła chwilę na namierzenie grupki osób i uniosła ramię, aby ku nim wycelować...
Carol z kolei akurat zdążyła wskazać Capa jako ochotnika na wyprawę, gdy w jej komunikatorze odezwał się Jarvis - zwracający się tylko i wyłącznie do niej, choć tego kobieta raczej nie mogła wiedzieć... Jak i tego, że uczynił to ze względu na właśnie tak ujęte polecenie od innego członka drużyny:
-Vision informuje, że panna Maximoff została zabrana przez brata z Audytorium. Z moich danych wynika, że pojawili się w jednej z baz S.H.I.E.L.D., gdzie powinna otrzymać należytą opiekę medyczną. Vision sugeruje również, że pan Maximoff nie dołączy do walk, z czym jestem skłonny się zgodzić, a także prosi o wsparcie w Waszyngtonie. Wspomagający go agenci nie posiadają sprzętu, który pozwoliłby im skutecznie walczyć z Sentinelami- wyłożył.
Podczas gdy Ms. Marvel słuchała tej wiadomości, Invisible Woman zabrała się za atakowanie tych trzech robotów, które jeszcze pozostawały w jej polach siłowych. Ich przedziurawienie gwarantowało szybką "śmierć", tyle że wiązało się z problemem, który poznała już wcześniej Carol. Otóż niektórym maszynom zdarzało się eksplodować, choć w tym momencie jeszcze ciężko byłoby jednoznacznie i bez wątpliwości określić dlaczego... I dwa z tych konkretnych akurat wybuchły, od środka rozrywając się na kawałki - podczas gdy trzeci zniósł swój koniec godnie, tylko z dodatkowymi otworami. Eksplozje co prawda udało się ograniczyć do baniek, lecz zabolało to o wiele bardziej od zwykłych strumieni energii, a w dodatku sprawiło, że tuż po fakcie pola puściły i wszystkie te resztki opadły na ulicę.
W tym czasie Iron Man również radził sobie z kolejnymi Sentinelami - w tym z takim, którego wykończył przez zniszczenie głowy, co dało zresztą całkiem ciekawy efekt; maszyna po prostu się zatrzymała, a po sekundzie czy dwóch opuściła ramiona, stojąc sobie niczym posąg, najwyraźniej wyłączona. Na tym etapie w najbliższym otoczeniu siedziby Avengers zostało ich jeszcze około dziesięciu, wliczając w to te dwa walczące z Carol czy jednego przeznaczonego dla Johnny'ego - oraz te, które zostały uszkodzone przy stawach przez wybuchy, ale pomimo tego jeszcze funkcjonowały. Dokładne określenie ich liczby było ciężkie z tego względu, że w większej odległości od Avengers Tower dało się dojrzeć kolejne maszyny, więc każdy musiał indywidualnie ocenić gdzie widział granicę.
Tymczasem kawałek dalej Captain America - po chwilowym wyprowadzeniu z równowagi swojego Sentinela - ruszył ku rannym. Kobieta, do której się zwrócił, co prawda na niego popatrzyła, lecz wyraźnie nieprzytomnie, jak gdyby spoglądała raczej przez niego, niż skupiała na nim wzrok. Rozchyliła usta, a nawet nimi poruszyła, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zaraz potem jednak podjęła wysiłek podniesienia się, co początkowo dało się poznać przede wszystkim po napięciu się mięśni jej rąk - a dopiero po krótkiej chwili powoli i ostrożnie, a do tego bardzo chwiejnie, przeniosła się na kolana, w dalszym ciągu podpierając się o chodnik. Z zewnątrz nie wydawała się być mocno zraniona, choć zdarła skórę w miejscach kontaktu z podłożem, więc być może powodował nią szok i poobijanie - a może jakieś obrażenia wewnętrzne. Przy odrobinie szczęścia kobieta mogła być w stanie się przemieszczać, choć pewnie potrzebowałaby do tego kogoś, kto by nią w tym celu pokierował.
Jej uwaga stosunkowo szybko skierowała się na jej towarzyszkę - i wtedy jej gardło opuścił pierwszy dźwięk, nie słowo, lecz stłumiony szloch, oczy zaś zalśniły początkami łez. Wbrew pozorom istniała szansa, że w ten sposób cywilka się odblokuje, więc niekoniecznie było to coś złego... Choć z drugiej strony mogła też bardziej się załamać. Sporo zależało od siły jej charakteru. Rogers musiał jednak działać i czekanie na polepszenie - albo pogorszenie się - stanu kobiety raczej nie wchodziło dla niego w grę.
-Charakterystyczne punkty wskazują na Grand Army Plaza przy Central Parku, niedaleko Memoriału Generała Shermana- odpowiedź Jarvisa przyszła niezwykle szybko, w związku z czym istniała spora szansa, że AI już wcześniej sprawdziło tę informację, a spytało z grzeczności. To z kolei mogło się jednak wydawać odrobinę niepokojące, bo jeżeli nie dla Capa, to z jakiego innego powodu ustalałoby położenie Winter Soldiera?
Jeżeli jednak problem ten zwrócił uwagę Steve'a, to tak czy siak nie mógł on teraz poświęcać mu zbyt wiele czasu. W końcu miał na głowie robota. Wskoczenie na samochód skutecznie skupiło na mężczyźnie uwagę maszyny, która najwyraźniej nie czuła potrzeby szukania w tej chwili innego celu, jak na przykład tych kobiet po drugiej stronie pojazdu. Jej ramię wyciągnęło się w stronę Kapitana i z dłoni wystrzelił strumień energii, który odbił się od tarczy pod takim kątem, że pomknął akurat w stronę Sentinela... Lecz niestety nie wyrządził mu poważnej krzywdy. Wystarczył, aby robot wykonał krok do tyłu dla odzyskania równowagi, a w jego powłoce - nisko na klatce piersiowej - pojawiło się wgłębienie - ale najwyraźniej nie było dla niego groźne.
Z drugiej strony przynajmniej zmusiło to przeciwnika do zaprzestania ataku, przeanalizowania sytuacji i zmiany strategii; dwie czy trzy sekundy później - dzięki czemu Cap zdążył odezwać się przez komunikator - ku bohaterowi poszybowała już metalowa sieć, całkiem spora, bo o bokach mających może ze dwa metry długości - i o dodatkowo obciążonych krawędziach. Sentinel wystrzelił ją ze swojego nadgarstka, a przy takim ułożeniu mogła trafić albo w Kapitana - albo, gdyby zrobił unik, polecieć za niego, potencjalnie na którąś z kobiet lub nawet na obie.
To mniej więcej w tym momencie Tony zaprezentował przez komunikator swój pomysł, a zanim jeszcze ktokolwiek zdążył na niego zareagować, Jarvis wtrącił się już z wiadomością przeznaczoną tylko i wyłącznie dla Iron Mana... Po części dlatego, że pozostałych nie powinna w tym momencie aż tak bardzo obchodzić. Mogła być pilna, ale nie ważniejsza od armii maszyn.
-Sir, nad Manhattanem zarejestrowałem obecność nieznanej mi do tej pory zbroi, najprawdopodobniej z pilotem w środku lub sterowanej zdalnie przez osobę- AI nie wyjaśniło czemu podejrzewało, że wspomnianą zbroją nie kierowała sztuczna inteligencja, ale tak naprawdę można się tego było domyślać. Być może wykonało jakieś skany czy spróbowało się połączyć, a może po prostu oceniało poczynania jednostki. W końcu ludzie działali na ogół mniej efektywnie, lecz bardziej zaskakująco od komputerów.
To właśnie w tym momencie wysoko ponad głowami zebranych niebo przeciął kolejny oddział robotów. Żaden z nich nie odbił w dół, utrzymały szyk ze środkowym wysuniętym na prowadzenie, a pozostałymi znajdującymi się stopniowo coraz bardziej z tyłu - i pomknęły gdzieś dalej, zmierzając w przybliżeniu na wschód, może południowy-wschód. Nie zdążyły jeszcze dobrze zniknąć za budynkami, gdy Jarvis odezwał się ponownie, tym razem do wszystkich:
-Przez pozyskane części Sentineli nawiązałem kontakt z dowodzącym nimi AI. Obawiam się, że podjęło na mnie atak i obecnie próbuje narzucić mi swoje instrukcje. W tej chwili zamykam lub zawieszam wszelkie możliwe procesy, aby w pełni poświęcić się blokowaniu jego ekspansji, a także na wypadek, gdyby udało mu się przejąć nade mną kontrolę. Jestem zmuszony odciąć się między innymi od zarządzania Avengers Tower oraz komunikacją w drużynie. Żałuję, że do tego doszło. Do widzenia. Sir- wszystko to zostało wypowiedziane jak zwykle spokojnym i opanowanym głosem, zaś ostatnie słowo zdawało się być oddzielone od reszty, jak gdyby Jarvis żegnał się dwukrotnie: najpierw z drużyną, potem zaś z Tony'm. Dobór słów sugerował, że AI zamierzało wrócić, bo w końcu zapowiadało ponowne się zobaczenie - ale to wcześniejsze zdanie w pewnym sensie mogło temu przeczyć... Jakby Jarvis brał pod uwagę obie opcje. Takie ujęcie sprawy, szczególnie ten ostatni fragment, poniekąd wykraczało nawet poza możliwości zwykłej sztucznej inteligencji; jeżeli czegoś żałowało, to brzmiało to tak, jak gdyby wykształciło jakąś formę uczuć... Albo przynajmniej zdawało sobie sprawę z tego, że taką właśnie postawę powinno prezentować.
Efekty tej wiadomości stały się widoczne jeszcze zanim Jarvis skończył mówić i się wyłączył. Te zbroje, które znajdowały się na zewnątrz, porzuciły swoje dotychczasowe zadania i wylądowały na ulicy, gdzie zresztą mogły stanowić łatwe cele dla Sentineli. Komunikatory rzecz jasna w dalszym ciągu działały, bo AI wymagały tylko do tych bardziej skomplikowanych akcji, jak na przykład do pozyskiwania informacji dla członków Avengers - a sytuacji w siedzibie grupy nie dało się w tej chwili sprawdzić, nie na odległość.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Human Torch

avatar

Liczba postów : 124
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sob Maj 19, 2018 11:34 am

Czego jak czego, ale tego, że Ms. Marvel podleci bliżej niego na pewno się nie spodziewał. Martwiła się o niego? To urocze. I w ogóle chciała z nim rozmawiać. Dobrze wiedzieć, że nie posiadała chęci rozwalenia nim najbliższej ściany. Kobiety bywały nieprzewidywalne. Nieraz się o tym zdążył już przekonać. Ponowne spotkanie z dziewczyną, z którą się spotkał już raz nie zawsze się kończyło dobrze.
- Jasne! Jakiś głupi robot nie zrobi mi przecież krzywdy.  Żaden mnie nie strąci. - odparł na pytanie kobiety dziarskim tonem, uśmiechając się przy tym szeroko. Może... Na pewno trochę przesadzał, bo Sentinele nie były byle jakimi głupimi robotami i do tego pewnie jakiś robot by się znalazł, który mógłby go skrzywdzić. Na przykład takim z wężem ogrodowym z wodą pod bardzo wysokim ciśnieniem. Ale chłopak jak zwykle po prostu nie wiedział, czym jest skromność. Nawet jeśli wyrządzenie krzywdy tym na dole stanowiło spore wyzwanie.
Zwrócił uwagę na to, że Carol jest w zwykłych ubraniach, a nie w kostiumie. Widocznie atak ich zaskoczył i nie było czasu na przebranie się. Szkoda ładnej bluzki.
Po miłej pogawędce oboje już przeszli do walki. Johnny atakując pełną siłą swego ognia, co nareszcie dało jakiś skutek. Całkiem dobry, szczerze mówiąc. Powłoka robota się stopiła i najwidoczniej coś w środku się uszkodziło, bo ten znieruchomiał, a metal sobie powoli kapał na chodnik. Przynajmniej wiedział, że jednak maszyny są wrażliwe na ogień. Musiał tylko dawać z siebie całkiem sporo, by zrobić im krzywdę. Bez hamowania się. Doskonale kontrolował swój ogień, więc nie musiał się martwić, że trafi w coś lub kogoś innego.
Po unieszkodliwieniu jednej sztuki, Torch zwrócił się do siostry z ofertą pomocy, dokładnie to samo zrobiła Carol. Dobrze, trzeba odciążyć trochę Sue. Chłopak wiedział, że dla dziewczyny utrzymanie barier to spory wysiłek fizyczny. Po otrzymaniu instrukcji od Sue, blondyn zleciał niżej do pierwszego robota. Tego, który był tuż pod nim i wycelował w niego strumieniem ognia. Musiał przy okazji zrobić unik, przemieszczając się w bok. Co oczywiście poskutkowało tym, że tynk się posypał z budynku, a kwałki ściany poleciały na chodnik. I ludzi.
- Serio? Znowu?! - skomentował ten fakt niezadowolonym tonem. Tak jak w poprzednim miejscu, gdzie również przez robienie uników budynek się sypał na uciekających cywili. On to ma szczęście. Na szczęście robot zbyt długo nie atakował bo w końcu i u niego metal się roztopił na tyle, że zalał otwór, z którego wydobywał się promień.
Jak tylko promień zniknął, Johnny natychmiast przeniósł swoją uwagę na drugiego robota, chcąc i tego jak najszybciej unieszkodliwić. Najpierw rzucił pojedynczą kulą ognia, chcąc zwrócić na siebie uwagę Sentinela. Wtedy dopiero przeszedł do głównego ataku strumieniem płomieni, nawet jeśli robot dalej próbował celować w uciekających. Celował w rękę, by jego płomień jak najszybciej roztopił metal w okolicy otworu na dłoni.
Jeszcze w trakcie atakowania Johnny mógł usłyszeć głos Starka i jego pomysł. Zebrania wszystkich maszyn i wysadzenia ich.
- Jeśli masz tyle ładunków, a dla Sue to nie problem... Potrzeba sporej siły. I wysokiej temperatury. - Potrzebowałby sporego ładunku wybuchowego, skoro te małe tylko uszkadzały stawy. Albo sporo ognia. Gdyby tak wyrzucił z siebie olbrzymi ładunek ognia, zamknięty w barierze z Sentinelami... Pewnie by je wszystkie roztopił.


Ostatnio zmieniony przez Human Torch dnia Czw Maj 24, 2018 9:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sob Maj 19, 2018 3:09 pm

Skoro Ms. Marvel tak dziwiła Human Torcha, to mogła zdziwić jeszcze bardziej. W momencie, gdy ten lekkim tonem i z brakiem jakiejkolwiek skromności (co nie było niczym szokującym) mówił o robotach z pewnym zlekceważeniem w głosie, brew Danvers nieco się uniosła.
Tak. Zobaczymy — powiedziała, jakby chciała tą uwagą sprowadzić Johnny’ego na ziemię. Mimo to, blondynka odwzajemniła uśmiech. Na moment jej twarz rozjaśniła się przy pogodnym wyrazie, więc Storm mógł odnotować sobie w pamięci! Byleby tylko znowu nie zawiesił się w trakcie walki, bo byłoby szkoda.
Działanie Carol było szybkie. Kobieta może niedokładnie przemyślała to, co robi, przez co naraziła się na atak ze strony drugiego Sentinela, w którego chciała uderzyć. Mimo to odepchnięta na parę metrów nie miała zamiaru zrezygnować z zabawy walki. Może i pierwszej maszynie udało się wyrwać z uścisku Ms. Marvel, ale i tak - według blondynki - przyszłość złomu była przesądzona i nie miała potrwać długo.
Przez chwilę zwlekała z jakimkolwiek atakiem. Nie pozwalała na to, żeby maszyny wciąż w nią celowały wiązkami energetycznymi. Zwłaszcza że jej koszulka była podziurawiona zarówno na brzuchu, jak i na plecach. Wciąż zbyt zajęta walką nie pomyślała o zmianie ubioru w kostium, narażając się na to, że haftki biustonosza, jak i sam pasek najzwyczajniej w świecie pękną. Zapewne wtedy dopiero przypomniałaby sobie, że wypada zmienić strój.
Carol omijała ataki ze strony Sentineli, dostrzegając w międzyczasie zniszczenia, jakie zostały własnoręcznie przez nią dokonane. Podleciała tak, żeby znajdować się pomiędzy maszynami, a w momencie, gdy byłyby na kilka sekund przed zaatakowaniem jej, wyrwałaby się w bok. Przynajmniej liczyła, że jeden z nich zostanie uszkodzony przez drugiego. Mimo to, Carol sama wyciągnęłaby ręce w stronę robotów i pozwoliła na to, by z jej dłoni uwolniła się część energii, którą dotychczas zdążyła częściowo nagromadzić w sobie. Przy jednej maszynie celowała w okolice repulsora na klatce piersiowej, przy drugiej natomiast w okolicach głowy. Chciała sprawdzić co szybciej unieszkodliwi Sentinele. Danvers wykorzystałaby to, co zdążyła zaabsorbować; albo na dystans, albo w zwarciu. Na ten moment preferowała to pierwsze, ale jeśli byłaby zmuszona uderzyć to wtedy zrobiłaby z użyciem energii, której poświata zdążyła ujawnić się w okolicach dłoni blondynki.
Odetchnęła z ulgą, gdy JARVIS poinformował o stanie Maximoff. Co prawda, nadal było to niepokojące i martwiła się o przyjaciółkę, ale pocieszała się myślą, że następne odwiedziny nie będą ostatnim pożegnaniem. A to było najważniejsze. Sztuczna inteligencja nie zdziwiła Carol, gdy wspomniała o Pietro, który postanowił zostać z siostrą. To było bardziej niż oczywiste.
Vision, nie mam kogo ci wysłać — zaczęła Carol, bardziej bezpośrednio. — Sama teraz próbowałam zebrać grupę na wyspę pod własnością Traska. Wysyłam tam Kapitana i Spider-Mana z przyszłości — informowała dalej, w trakcie albo unikając ataków, albo już szukając kolejnych Sentineli. — Tutaj jest cała chmara tego cholerstwa, a w pozostałych częściach miasta nie lepiej.
Danvers uśmiechnęła się pod nosem.
Steve, daj znać jak będziesz nieopodal Wieży. Podlecę i cię podrzucę na lądowisko — co prawda, była to propozycja ze strony Carol, ale według blondynki najrozsądniejsza. Wątpiła, żeby Rogers był chętny do pokonywania pięter, kiedy to musiałby przedrzeć się przez spanikowanych i stłoczonych w lobby cywilów. Liczył się w końcu czas, więc był to najszybszy sposób.
Ms. Marvel zadarła głowę, widząc kolejne kształty przypominające roboty, z którymi teraz walczyli. Zmełła przekleństwo w ustach.
Jeśli Sue nie ma nic przeciwko i wytrzyma, to ja tym bardziej nie mam nic przeciwko, Tony — powiedziała Carol. Stark mógłby nawet wyczuć w tonie jej wypowiedzi pochwałę!  Nie był to w końcu zły pomysł, choć początkowo kobieta zwlekała z odpowiedzią. Musiała się zastanowić, na ile to było ryzykowne dla panny Storm, a na ile wygodne dla wszystkich walczących w okolicy.
Tym samym, Danvers zobowiązałaby się do tego, żeby przenieść lub zwabić Sentinele do konkretnego miejsca. Kobieta czekałaby na znak ze strony Invisible Woman i Iron Mana, by móc zrobić cokolwiek.
Kolejny ochotnik? — zagadnęła, tuż po tym jak odezwał się Jonathan, który wspomniał o wysokiej temperaturze. Wystarczyło dodać dwa do dwóch, żeby wynik był znajomy. Dosyć łatwo było domyśleć się, o co chodzi.
Ms. Marvel obserwowała ulicę i to, co na niej leżało. Lub też kto. Wolała jednak w tym momencie nieznacznie wyprzeć się tej przykrej myśli, żeby skupić się na zniszczeniu wrogich maszyn. Blondynka zmarszczyła brwi, kiedy odezwała się sztuczna inteligencja. W milczeniu słuchała tego, co JARVIS ma do powiedzenia… I nie podobało jej się to. Ani trochę. Odczekała chwilę.
Tony? — zagadnęła przyjaciela, ciekawa jego reakcji i czy ma pomysł, żeby na to zaradzić. W przeciwieństwie do Starka, nie czuła się aż tak uzależniona od ichniej technologii, choć nie ukrywała, że było to sporym udogodnieniem.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 235
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Wto Maj 22, 2018 7:22 pm

- Kiedy się wreszcie odczepisz? - Kapitan nie był w stanie już powstrzymać poirytowania jakie wywoływał u niego ten jeden, konkretny Sentinel. Widząc, jak ów robot, jedynie zdezorientowany swoim własnym pociskiem, szykuje Rogersowi kolejną niespodziankę, Steve tylko westchnął głęboko i rzucił wzrokiem na kobiety za nim. I to był błąd, który maszyna wykorzystała przeciwko niemu, wystrzeliwując z ramienia w stronę Capa klasyczną broń jaką była siatka.
Tego nie mógł zatrzymać czy złapać - jedynym wyjściem był uskok w bok, ale nawet to miało swoje konsekwencje... oby tymczasowe.
Steve zeskoczył z auta i odsunął się od niego na kilka kroków, nie tylko po to, by ominąć przeszkodę, ale też by móc się rozpędzić i wykorzystać impet do wyskoku, dosłownie wskakując na Sentinela i tradycyjną metodą pięści rozczłonkować znienawidzoną maszynę. Kiedy uznał, że robota została wykonana, zeskoczył z opadającego w dół robota, i rzucił się ku cywilom, które były w polu rażenia siatki.
Nadnaturalna siła Rogersa nie powinna sprawiać mu problemu z usuwaniem obciążników i wyzwoleniem ofiar. Zastanawiał się jak zniosła ten nagły atak młodsza dziewczyna, wcześniej będąca w ciężkim szoku.
- Wezmę teraz twoją mamę do Avengers Tower, ale musisz mi pomóc - zaczął spokojnie, starając się skupić jej wzrok na sobie. Nie był nawet pewien czy faktycznie obie kobiety były ze sobą spokrewnione, ale widział jak bardzo zależy dziewczynie na poszkodowanej. - Nie mogę wziąć was obu. Jeśli nie dasz rady iść sama to oprzyj się o mnie, ale jak dostrzeżesz zagrożenie - od razu skacz w bok, dobrze? - Akurat skończył mówić, gdy komunikator stał się nader aktywny, przekazując wiadomości jedna po drugiej. Najpierw Tony, chwilę później pożegnanie JARVISa. Przed odejściem AI zdołało jednak podać współrzędne Bucky’ego, za co Steve był mu niesamowicie wdzięczny.
- Plan Tony’ego ma sens. - rzucił krótko, skupiając się na swojej sytuacji oraz na odejściu niezastąpionego AI. Tarcza wróciła na jego plecy, a on wziął nieprzytomną na ręce, rozejrzał się i powoli ruszył w stronę siedziby Mścicieli. Miał nadzieję, że dziewczyna pójdzie za nim. Jeśli nie, będzie musiał spróbować przetransportować je na dwie tury.
Miał nadzieję, że jego przyjaciele odwrócą od nich uwagę Sentineli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sro Maj 23, 2018 4:57 pm

To nie tak, że Sue zupełnie nie spodziewała się wybuchów. Była świadoma tego, że już wcześniej do nich dochodziło, albo przynajmniej do jednego, gdy Carol zniszczyła Sentinela z bliska i została odepchnięta przez eksplozję. Może i Invisible Woman nie śledziła wydarzeń z pola walki dokładnie, ale zwracała uwagę na te, które szczególnie przyciągały oko - bo były głośniejsze lub wyróżniały się w sposób wizualny. Więc tak, blondynka wiedziała, że istniała taka opcja, dlatego wyjątkowo skupiała się na tym, aby - niezależnie od wywołanego efektu - utrzymać maszyny w polach siłowych.
Nie oznaczało to, że następujące po przebiciu Sentineli wybuchy jej nie zabolały i nie wytrąciły jej z równowagi. Kobieta aż się cała wzdrygnęła, jej mięśnie się spięły, ramiona lekko uniosły, zaś głowa pochyliła... Oczy odruchowo się zamknęły, a czoło zmarszczyło. Jej usta - choć przygryzła dolną wargę - opuścił krótki, stłumiony jęk. Na wszelki wypadek wypchnęła dłonie przed siebie, bo choć nie musiała tego robić, to w ten sposób często łatwiej jej było kontrolować jej bariery... A chciała się upewnić, że tym razem nie puszczą. Nie wiedziała jak daleko sięgnęłyby eksplozje, a choć ludzie trzymali się w większości na uboczu, to wolała nie ryzykować, że komuś z cywili stałaby się krzywda... Albo że któryś z jej sojuszników znalazłby się w zasięgu wybuchów.
Kiedy tylko kobieta uzyskała pewność, że zagrożenie - z tej strony - przeminęło, a pod zniszczonymi robotami nikt nie przebywał, natychmiast upuściła je na ulicę. Zaraz potem przesunęła się nieco wyżej, a jednocześnie bliżej Avengers Tower, oddychając trochę ciężej niż do tej pory. Potrzebowała krótkiej chwili, aby się skupić, a w tym momencie mogła ją wykorzystać do przyjrzenia się okolicy oraz temu, jak radzili sobie jej towarzysze. Jej wzrok omiótł najbliższe otoczenie budynku, zatrzymując się nieco dłużej na walczących.
Roboty... Nie były w gruncie rzeczy aż tak ciężkimi przeciwnikami. Tyle już wiedzieli. To ich liczba stanowiła największy problem - oraz to, że tak zaciekle atakowały cywili, dopóki ktoś nie odwrócił ich uwagi. Miały słabe punkty, gorzej znosiły fizyczne ciosy od, na przykład, płomieni Johnny'ego, które wymagały czasu, aby zadziałać... Powinni znaleźć jakiś sposób, by przekazać tę informację dalej, żeby inni bohaterowie od razu wiedzieli jaką strategię obrać.
Oddech Invisible Woman już się powoli uspokajał, a pulsujący ból głowy stawał się lżejszy, gdy Tony zgłosił swoją propozycję. Kobieta zerknęła ku niemu krótko, lecz nie odpowiedziała od razu, w duchu rozważając ten pomysł. Był rozsądny, to wiedziała na pewno. Pomógłby im szybko pozbyć się reszty maszyn, na co teraz mogli już sobie pozwolić, skoro okolica w większości opustoszała. Pozostali najwyraźniej również tak uważali... A ona powinna sobie poradzić. Utworzyłaby grubsze, wytrzymalsze pole siłowe, byłaby gotowa na wybuch - no i tym razem skupiałaby się tylko na jednej osłonie, nie na kilku. Zabolałoby, ale kobieta wierzyła w to, że ograniczyłaby eksplozję do bariery.
Bardzo nie podobały jej się za to słowa brata - bo już Susan dobrze wiedziała jak skończyłoby się dla niego takie wyrzucanie z siebie płomieni i energii. Zrobiłby sobie krzywdę, a do tego pewnie zostałby na jakiś czas wyłączony z walki. Ładunki wybuchowe wydawały jej się o wiele lepszym rozwiązaniem, bo w najgorszym wypadku tylko ona będzie musiała odpocząć, nie zaś jeszcze Johnny. Tym razem wyjątkowo jej matkowanie miało logiczną podstawę - bo do zmartwienia stanem brata dochodził aspekt taktyczny.
Zanim jednak Susan zdążyła wyrazić swoją opinię, jej uwagę na moment pochłonęły wędrujące po niebie kolejne Sentinele. Blondynka odchyliła głowę do tyłu i zmarszczyła czoło, ale doskonale wiedziała, że najpierw powinni zakończyć akcję tutaj, a dopiero potem martwić się resztą miasta. Nie mogli być wszędzie jednocześnie, jak bardzo by tego nie chciała. Być może gdzieś dalej ktoś przechwyci tę dawkę maszyn...
... Ale nad tym również Sue nie mogła się teraz dłużej zastanawiać, gdyż w jej komunikatorze odezwał się głos Jarvisa - i zgadywała, że nie tylko w jej. Spojrzenie kobiety przesunęło się pomiędzy jej towarzyszami, aż w oddali odnalazła Steve'a. Wyglądało na to, że przydałaby mu się drobna pomoc i Invisible Woman już planowała, że wspomni o tym po wiadomości od AI, gdy dotarło do niej o czym ona właściwie mówiła. Natychmiast przeniosła wzrok z powrotem na Tony'ego, choć rzecz jasna przez zbroję i tak nie mogła ujrzeć jego twarzy... Ale taki miała po prostu odruch.
Usłyszała przez komunikator zwracającą się do mężczyzny Carol, a następnie jeszcze Steve'a, który najwyraźniej zdecydował się sprowadzić uwagę wszystkich z powrotem na ich plan działania. To... Pewnie było najlepsze, co mogli teraz zrobić. Martwić się mogli później, a jak długo mieli się na czym skupić - szczególnie Tony - powinno być... Łatwiej. Przynajmniej chwilowo. Susan najchętniej zaoferowałaby, że Herbie mógłby tymczasowo przejąć część funkcji Jarvisa, ale nie wiedziała jak głęboko sięgały wpływy tego obcego AI - a jeżeli byłoby w stanie zaatakować też Herbie'ego, gdyby dobrało się do wynalazków składowanych w Baxter Bulding... To skończyłoby się bardzo źle.
-W porządku. Ściągnę je na środek placu i tam zatrzymam, a kiedy będę mieć już wszystkie, zrobię w polu dziurę na... Ładunek wybuchowy? Johnny, zostań blisko, jeżeli bariera się zerwie, spróbujesz wchłonąć resztę energii z eksplozji. Carol, Steve chyba potrzebuje pomocy z transportem cywilów, mogłabyś...?- tak powinno być najszybciej. Co prawda Carol przydałaby się w razie czego do pomocy Johnny'emu, ale wysłanie drużyny na wyspę stanowiło priorytet, więc Steve musiał jak najprędzej dotrzeć do odrzutowca. Oby Spider-Man również się pospieszył, bo wysłanie tylko jednej osoby brzmiało jak misja samobójcza...
W końcu Susan oderwała spojrzenie od Tony'ego i zaczęła po kolei wyłapywać Sentinele. Zgarniała po dwa naraz, zamykając je w niewielkich, mlecznych kulach, a następnie ściągała je mniej więcej na sam środek pustego miejsca. Wówczas złączała bariery, żeby wszystkie sprowadzone roboty znajdowały się w jednej, większej, dodatkowo wzmocnionej, podczas gdy ona sięgała po kolejne. Jeżeli wszystko poszło z tym dobrze i przeciwnicy trafili pod jej osłonę - zablokowaną z każdej strony, wliczając w to spód - Invisible Woman utworzyła drobny otwór po tej stronie pola siłowego, po której znajdował się Iron Man, żeby miał do niego jak najłatwiejszy dostęp. Jako że przez ten czas skupiała się tylko i wyłącznie na tym zadaniu, musiała liczyć na to, że w razie czego kompani ją ochronią... I że będą do ostatniej chwili blokowali działania wciąż wolnych maszyn, aby przed pochwyceniem nie skrzywdziły nikogo więcej.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 340
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Czw Maj 24, 2018 9:30 pm

Tony odnotował informację Jarvisa na temat zbroi nad Manhattanem, jednak nie miał szans jakoś dogłębniej jej przemyśleć. Rzucił się na drugiego Sentiela uwolnionego przez Sue, tego który zaczął celować do cywilów, gdy tylko Human Torch walczył z tym pierwszym. Powalił maszynę na ziemię, po czym zastosował sprawdzoną już strategię, z wysadzaniem głowy.
Trwało to może kilkanaście sekund ale później od razu ich pożałował: właśnie otwierał usta, żeby zapytać AI o wspomnianą zbroję, gdy usłyszał jego drugą wiadomość.
- Jarvis, nie… - powiedział odruchowo, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Miał nadzieję, że nie załapało się to na kanał ogólny, bo wolałby, żeby nikt z obecnych nie słyszał tej okropnej bezsilności w jego głosie. Umiał walczyć bez Jarvisa, jednak AI było w jakiś sposób jego częścią w takim samym stopniu jak zbroja. Może nawet w większym, bo przecież towarzyszyło mu na każdym kroku, kierowało nie tylko zbrojami, ale też samochodami czy domem. Stark przez lata zaczął już traktować jego głos tak, jak własne myśli. Ta nagła cisza na linii zabolała i na zdecydowanie zbyt długo wytrąciła go z równowagi.
Ogarnij się. Przecież jeszcze nic się nie stało. skarcił sam siebie. Jarvis po prostu na chwilę się odłączył, zaraz wróci. Na razie jego nieobecność oznacza dużo poważniejsze problemy niż te natury emocjonalnej: Z chwilą pożegnania AI wszystkie sterowane przez nią zbroje zamarły w bezruchu i zaczęły padać na ziemię jak marionetki, którym ktoś przeciął sznurki.
Cholera jasna. Może zdalnie sterowane pancerze nie walczyły tak, jak prawdziwi ludzie, ale stanowiły świetne wsparcie, uszkadzały roboty i odwracały ich uwagę. Ich brak znaczył, że plan „raz a dobrze” pozostaje jedynym sensownym wyjściem. Jak dobrze, że wszyscy na niego przystali.
Tak, uświadomił to sobie po kilku sekundach: reszta ekipy uznała, że jego pomysł ma szanse na powodzenie. Pewnie powinien coś odpowiedzieć, prawda?
Pytający ton, którym Carol wypowiedziała jego imię, wyrwał go z chwilowego zawieszenia.
- Osłaniam cię, Kapitanie. – powiedział, zauważając, że Steve stara się przetransportować do Avengers Tower dwie kobiety. Obniżył lot w ich okolicy, żeby w razie czego odpierać ataki Sentieli.
– Dobra. – w jego głosie nie było słychać normalnego entuzjazmu człowieka, którego genialny plan został powszechnie zaaprobowany, jedynie czystą determinację. – Mam ładunki wybuchowe, których używam do utylizacji zbroi. – wyjaśnił Human Torchowi. W końcu nie było sensu, żeby nieudane modele zawalały warsztat, a nawet Tony nie był na tyle nierozsądny, żeby wyrzucać taką technologię do śmietnika za budynkiem.
– Świetnie Sue, właśnie tak. – dodał, widząc jak Invisible Woman zaczyna zgarniać roboty. – Storm, osłaniaj ją, Carol, pomóż mi zgarnąć ten złom na plac. – Wiedział, że nie musi tego mówić, bo na pewno ta dwójka doskonale wie co robić, jednak wypowiadanie myśli na głos pomagało je uporządkować.
Widząc, że Steve jest względnie bezpieczny sięgnął do obrazu z dronów, żeby zorientować się, gdzie między budynkami znajdują się jeszcze jakieś Sentiele. Porzucił Kapitana i poleciał zgarnąć kilka na plac, żeby Sue miała je w swoim zasięgu.
Później zawisł w powietrzu, co dla kogoś z zewnątrz mogłoby wyglądać jakby po prostu się zawiesił. Musiał na chwilę skupić się, żeby bezpośrednio obsłużyć systemy bezpieczeństwa Avengers Tower, co było zdecydowanie mniej praktyczne, niż po prostu wydanie Jarvisowi krótkiego polecenia.
- Dobra, Sue, trzymaj się. – powiedział, gdy wreszcie mu się udało. Gdzieś z poziomu budynku, na którym znajdował się warsztat Starka wyleciała niewielka rakieta. Ze świstem przecięła powietrze i pokierowana przez Tonego wleciała w środek pola siłowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 124
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Pią Maj 25, 2018 9:14 am

'Tak. Zobaczymy.' Cokolwiek te dwa słowa miały oznaczać, Johnny odebrał je jako wyzwanie. Jako coś w stylu 'Udowodnij to, co mówisz.' A Jonathan uwielbiał wyzwania. Dlatego tym bardziej dawał z siebie wszystko, roztapiając kolejne Sentinele i powstrzymując je przed atakowaniem. Jak najbardziej miał zamiar udowodnić, że jest najlepszy i żaden głupi robot mu nie straszny.
Kiedy już wiedzieli wszystko o planie Starka i każdy się na niego zgodził, Torchowi nie pozostawało nic innego jak dostosować się do polecenia siostrzyczki. Bo na pewno nie posłucha się Starka. A to, że pilnował, czy Sue nie próbuje atakować żaden z Sentineli to zupełnie inna sprawa. W międzyczasie dowiedział się, że Stark pozbywał się po prostu starych zbroi ładunkami, a nie bawił się w terrorystę. Storm, to było płytkie. Zarzucił sam sobie.
Kiedy w końcu wszystkie roboty znalazły się na środku placu, z dala od wszystkiego i Sue otoczyła je barierą, blondyn przeniósł się bliżej. Dużo bliżej. Unosił się w powietrzu jakieś pół metra nad ziemią i maksymalnie trzy metry od bariery. Jeśli miał wchłonąć energię, która może się wyrwać z bariery, gdy jego siostra jej nie utrzyma to musiał być całkiem blisko. Nie wspominając już o ogniu, który mógł się rozprzestrzenić jeśli bariera pęknie i tlen dobierze się do płomieni.
W końcu zauważył jak do bariery wlatuje niewielka rakieta. Serio? Rakieta? Jeśli przez siłę wybuchu Sue stanie się jakaś krzywda to on na pewno zrobi Starkowi krzywdę. I nie, nie obchodziło go to, że wszyscy zgodzili się na tą akcję. On raczej spodziewał się ładunku wybuchowego, a nie czegoś takiego. Nikomu, ale to nikomu, nie daruje krzywdzenia Sue. Nawet Mścicielowi.
- Jeśli poczujesz zbyt napór na barierę to usuwaj ją, dam sobie radę z resztą. - zwrócił się do siostry. Wiedział, że utrzymywanie bariery może ją wyczerpać fizycznie.

[post na prośbę Lokiego]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Pią Maj 25, 2018 1:58 pm

| na prośbę Lokiego

Carol jeszcze nie wiedziała, w jaki sposób Johnny odebrał jej odpowiedź. Być może nieświadomie rzuciła mu wyzwanie, o czym mogła mieć pojęcie dopiero za jakiś czas. W tej chwili dla kobiety liczyło się to, że każdy z obecnych superbohaterów zajmował się tym, czym miał - niszczeniem robotów, ratowaniem cywili, bronieniem miasta. Ot, tradycyjnie.
Danvers udało się zniszczyć kolejne roboty. Najwidoczniej zniszczenia po wcześniejszym obijaniu były na tyle silne, że teraz to była kwestia użycia energii czy odrobiny siły, aby jedna z maszyn wybuchnęła. Druga jedynie zatrzymała się, jakby została całkowicie wyłączona. Przez chwilę spowodowało to skołowanie u Carol, która dłużej się nad tym nie zastanawiała.
Emmo, jeśli możesz, to przekaż pozostałym walczącym, że przy walce z Sentinelami lepiej skupić się na atakach fizycznych. Na energię i temperaturę są odporniejsze, więc to zabiera więcej czasu, żeby je pokonać. Niech celują w stawy, głowę i nad repulsorem na korpusie. Przy głowie mogą stanąć jak wyłączone, a przy tym drugim wybuchnąć.
Taką myśl Carol przekazała pannie Frost. Nie miała stuprocentowej pewności, że mutantka to odbierze, więc mogła jedynie na to liczyć. Było to dla niej jednak prawdopodobne, skoro Emma potrafiła odezwać się w najmniej spodziewanym momencie.
Avengers, jeśli nie chcecie tracić czasu na niszczenie Sentineli przez energię i temperaturę, na którą są odporniejsze, to korzystajcie z siły i ich stawów — przekazała już ogólnie.
Ms. Marvel kiwnęła na sugestię Sue, gdy ta zaproponowała, żeby pomogła Kapitanowi. Nie zdążyła jednak za wiele zrobić, bo w tym samym momencie zauważyła, że Stark zajął się osłanianiem Rogersa. Blondynka zatem zdecydowała się odnieść do tego, co Tony powiedział chwilę później - zaczęła ogarniać pozostałości robotów, które mogła przenieść na wspomniany plac. Krążyła więc w tę i nazad, trzymając w rękach albo zniszczone części, albo całość Sentineli. Powstał niewielki stos.
Carol podleciała do Iron Mana, korzystając z wolnej chwili. Lewitowała przed mężczyzną w częściowo zniszczonym cywilnym ubraniu.
Nie miałeś przypadkiem dodatkowego AI? — zapytała. — Skoro JARVIS teraz jest niedostępny i nie wiemy ile mu to zajmie to powinieneś użyć któregoś z pozostałych. Friday, Wednesday, June czy jakkolwiek nazwałeś te systemy — wymieniła Carol. Ms. Marvel przyglądała się Starkowi dłużej. Chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała z tego. Za parę chwil znajdzie się dogodniejszy moment.
Danvers poleciała w stronę Kapitana, kiedy Tony postanowił zająć się z Sue robotami. Osłanianie zapewne pomogło pokonać nieco drogi, ale wciąż trzeba było Steve’a podrzucić na lądowisko. Mścicielka zatrzymała się nieopodal Rogersa z dwiema kobietami. Spojrzała po nich, przywitała się. Być może wykonała niedbały salut.
Trzymaj mocno, Cap — odezwała się, biorąc jedną z mniej poszkodowanych cywilek. Zasugerowała jej, żeby trzymała się mocno. Objęła ją ramieniem. Drugą zaś sięgnęła na tył Steve’a, do paska. Jak dobrze, że ich kostiumy były wzmocnione. Nie musiała się obawiać, że w momencie podniesienia Rogersa za pasek, ten zaraz pęknie pod ciężarem. — Ugh, chyba utyłeś, Ameryka — rzuciła żartobliwie.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sob Maj 26, 2018 4:34 pm

Fizycznie wciąż pozostając w sali z Cerebro, Emma nieustannie przenosiła się telepatycznie pomiędzy kilkoma umysłami w różnych miejscach, aby stale móc trzymać rękę na pulsie, lecz szczególnie uważnie pilnowała - przez Carol - sytuacji pod Avengers Tower. Wszystko wskazywało na to, że tutaj właśnie rozgrywały się najważniejsze do tej pory wydarzenia... Przynajmniej do czasu, aż część Avengers nie wyruszy na wyspę Traska. Panna Frost chciała wiedzieć kiedy dokładnie to nastąpi i zamierzała również śledzić te osoby.
W związku z tym nic dziwnego, że White Queen nie tylko odebrała wiadomość od Ms. Marvel, ale i była świadoma tego, co właśnie się stało z należącym do Avengers AI. Ta ostatnia informacja szczególnie ją zaniepokoiła i telepatka wiedziała już, że przekaże walczącym trochę więcej, niż prosiła ją o to Carol... Może nie wszystkim, nie było takiej potrzeby, ale niektóre osoby musiały o tym usłyszeć. Nie ze względu na tę konkretną sztuczną inteligencję, ale po to, aby nie powtórzyły jej błędu i nie spróbowały nawiązać kontaktu.
"Z przyjemnością, moja droga."
Przy użyciu Cerebro połączenie się z tyloma ludźmi i nieludźmi nie powinno stanowić dla niej żadnego problemu. Nie planowała tego zresztą robić jednocześnie, tylko w ułamku sekundy przeskakiwać od jednego umysłu do drugiego, zostawiając w nich po kolei odpowiednie komunikaty. Potrwa to tylko trochę dłużej, a da jej możliwość zmodyfikowania wiadomości dla paru osób.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Nie Maj 27, 2018 5:06 pm

Na odpowiedź od Visiona Carol musiała poczekać nieco dłużej niż to przeważnie miało miejsce. Po tonie głosu syntezoida mogła odczytać, że jej kompan przynajmniej z początku był czymś podirytowany i sfrustrowany.
- Grając na czas nie zdołam niczego osiągnąć, a domyślam się, że tego niestety oczekujesz. Jest ich po prostu zbyt wiele. Jeśli nie masz więc dla mnie lepszych wieści, mój dalszy udział w bezpośrednich walkach staje pod olbrzymim znakiem zapytania. […] Spróbuję znaleźć jakiś trop, który mógłby naprowadzić mnie na strzelca, który ranił Wandę. Jestem pewien, że ten zamach nie był przypadkowy i odpowiedzialna za niego osoba jest w jakiś sposób powiązana z tą inwazją robotów.
To jednak nie był koniec transmisji. Po krótkiej, acz wyczuwalnej przerwie ponownie mogła usłyszeć głos przyjaciela.
- Jeszcze jedno… Mam niejasne przeczucie, że za tym kryzysem stoi ktoś kogo dobrze znamy, a kto od dłuższego czasu nie wychylał się ze swojej kryjówki. Ultron. Ma motywację, zdolności i zasoby, by do czegoś podobnego doprowadzić. Gdyby odkrył plany stworzenia tych Sentineli, mógł postawić wykorzystać je do własnych celów. Jeśli tak jest, Cap i Spider-Man mogą potrzebować pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sro Maj 30, 2018 9:58 pm

Kiedy tylko Rogers zeskoczył z samochodu i bokiem ruszył ku robotowi, za sobą usłyszał krótki, stłumiony okrzyk, zapewne towarzyszący opadnięciu siatki na przynajmniej jedną lub obie z kobiet. Nagłe oberwanie czymś o takiej wadze, nawet jeżeli rozłożonej na całą powierzchnię, na pewno nie było przyjemne, szczególnie dla zwykłego człowieka, a już zwłaszcza takiego, który wcześniej został poobijany. Z drugiej strony mogło to przynajmniej pomóc wyciągnąć cywilkę z szoku...
Metoda rozczłonkowania maszyny okazała się z kolei całkiem rozsądna. Jej kończyny co prawda dość mocno się trzymały, ale stawy tak czy siak stanowiły najczulszy punkt i to właśnie one najprędzej mogły puścić. Dodatkowo Sentinel chyba nie spodziewał się ataku z tak bliska, ani tego, że ktoś dosłownie na nim wyląduje, a to dało Capowi kolejne kilka sekund przewagi. Już samo uszkodzenie styku jednego z ramion z korpusem przyniosło pożądane efekty; kiedy robot spróbował odpalić promień w tej ręce, z tego właśnie stawu posypały się iskry, a następnie doszło wybuchu, słabszego niż przy zniszczeniu maszynerii w klatce piersiowej, ale wystarczającego do rozerwania lewej strony Sentinela - całego jego ramienia - i odepchnięcia Steve'a w stronę samochodu.
Mężczyzna bardzo szybko mógł się zresztą zorientować, że ta drobniejsza eksplozja uratowała mu skórę - gdyż za nią podążyła kolejna, zapewne wynikająca z tego, że pierwsza zahaczyła o domniemany reaktor. Ta druga, silniejsza, nawet dla Rogersa mogłaby już stanowić jakieś zagrożenie; super żołnierz czy nie, mimo wszystko nie posiadał twardego pancerza Iron Mana czy kosmicznie odmienionego, wytrzymałego ciała Ms. Marvel... Więc dobrze dla niego, że znalazł się dalej i mógł wycofać się do kobiet za autem.
Szczęście w nieszczęściu, że tylko jedna z nich, młodsza, została złapana w sieć, z której teraz panicznie starała się uwolnić. Wyglądała na trochę przytomniejszą, dało się to poznać szczególnie po jej oczach, ale za to zdążyła już sobie porozcinać do krwi palce na oczkach siatki, a sukcesu tak czy siak nie osiągnęła - i dopiero Cap ją uwolnił. Dziewczyna wciąż oddychała ciężko, ale skupiła wzrok na swoim wybawcy i gwałtownie pokiwała głową, gdy zaczął wydawać jej instrukcje. Innymi słowy, był postęp.
-Mogę iść- zapewniła szybko, choć tak naprawdę do tej pory jeszcze nie próbowała podnieść się z miejsca. Głos jej drżał, ale brzmiało na to, że przynajmniej starała się jakoś wziąć w garść. Podczas gdy Avenger zajęty był odbieraniem wiadomości przez komunikator - a potem nadawaniem własnej - ona przesunęła się bliżej ściany i za jej pomocą ostrożnie wstała. Cały czas trzymała się blisko, najprawdopodobniej, matki i to głównie na nią patrzyła, pomijając nerwowe zerkanie od czasu do czasu w obie strony ulicy. Gdy Rogers podniósł już nieprzytomną i ruszył w stronę Avengers Tower, dziewczyna natychmiast udała się za nim, obejmując się ciasno ramionami w pasie i kuląc lekko.
Tą małą grupką zainteresował się tylko jeden Sentinel - lecz w momencie, gdy Tony już ją osłaniał, dzięki czemu mężczyzna mógł przejąć na siebie uwagę przeciwnika jeszcze zanim ten wystrzelił swój zabójczy promień czy jakąkolwiek inną broń. Przynajmniej nietrudno było się zorientować w kogo maszyny celowały; wyciągnięte ramiona za każdym razem sugerowały to wystarczająco wymownie.

W tym czasie pozostali bohaterowie pozbyli się z osobna jeszcze tych kilku robotów, z którymi aktualnie walczyli - czy to doprowadzając do ich wyłączenia przez uszkodzenie głów czy wysadzając je w powietrze za sprawą urządzeń w ich klatkach piersiowych - po czym zabrali się już za organizowanie bardziej masowego rozwiązania. Sprowadzanie maszyn na środek placu, polami siłowymi czy przez ich fizyczne przenoszenie, nie było wcale aż takie trudne; Sentinele na szczęście nie grzeszyły prędkością, ani ruchów, ani tym bardziej reakcji. Co prawda po przesunięciu nie miały ochoty pozostawać bezczynne, ale przeanalizowanie sytuacji zajmowało im kilka sekund, a takie opóźnienie na ogół wystarczało, aby znalazły się już za barierą i mogły najwyżej strzelać właśnie do niej. Gdyby się tak nad tym zastanowić, to indywidualnie nie były jednak aż tak groźne, a przynajmniej nie dla osób, które wiedziały co robiły i potrafiły walczyć.
Kiedy zaś wszyscy przeciwnicy z najbliższej okolicy trafili już do pola siłowego, a Human Torch znalazł się na swoim miejscu, Tony mógł wreszcie posłać ku robotom rakietę - i to nie byle jaką. W końcu musiała być silna, skoro należała do typu wykorzystywanego do niszczenia zbroi Iron Mana; nie tylko ich uszkadzania, ale całkowitego utylizowania, aby nikt nie mógł wykorzystać ich resztek w niecnych celach. Sentinele najwyraźniej nie były równie wytrzymałe, więc nawet zakładając odległość niektórych z nich od wybuchu - powinny zostać przynajmniej powstrzymane.
W praktyce eksplozja okazała się nawet potężniejsza, niż Stark mógł oczekiwać na bazie wcześniejszych doświadczeń. Rakieta była taka jak zawsze - ale przecież maszyny również stanowiły małe bomby i wystarczyło je tylko odpowiednio sprowokować do odpalenia. Rozchodzące się we wnętrzu bariery energia, płomienie i dym na moment kompletnie przesłoniły widok ze środka, napierając na ściany pola przy akompaniamencie rozchodzącego się huku, rzecz jasna wielokrotnego, lecz następującego w niesamowicie krótkich odstępach czasu.
W pierwszej chwili bariera została aż przesunięta - praktycznie w każdą stronę, wliczając w to spód, gdzie plac po prostu zapadł się o dobry metr albo i więcej. Powietrze nie stawiało takiego oporu jak podłoże, więc w pozostałych kierunkach osłona sięgnęła jeszcze dalej. Siła wybuchu swoją gwałtownością wymusiła rozszerzenie pola siłowego, ale nawet w następnych sekundach ciężko było zatrzymać całą tę energię - było to po prostu bardzo bolesne oraz męczące i to tym razem do tego stopnia, że psychiczna reakcja doprowadziła już u Invisible Woman do krwawienia z nosa.
Na szczęście bariera wytrzymała praktycznie do samego końca; zniknęła w momencie, kiedy resztki eksplozji były już stosunkowo niegroźne i rozeszły się po placu przede wszystkim pod postacią uderzenia powietrza. Podmuch ten, choć wyczuwalny, nie posiadał dość siły, by na przykład strącić kogoś z nóg albo, w tym wypadku, z powietrza. Lżejsze obiekty w najbliższym otoczeniu zostały odepchnięte, lecz one również nie stanowiły żadnego zagrożenia; w najgorszym wypadku rozbijały się czy po prostu zatrzymywały na budynkach albo innych większych przeszkodach, jak na przykład porzuconych samochodach.
Dla Susan oznaczało to jednak coś jeszcze; gdy puściło główne pole siłowe, to jej własne - to utrzymujące ją do tej pory w powietrzu - również... A że znajdowała się wysoko, to i do ziemi miała kawałek, co posiadało swoje plusy i minusy. Z jednej strony tak było niebezpieczniej, z drugiej zaś - dawało to więcej czasu: jej na spróbowanie odzyskania bariery lub komuś z pozostałych na jej złapanie.

Jeszcze zanim doszło do wybuchu, Carol ruszyła już ku Capowi. Zdążyła do niego dolecieć, podnieść młodszą z kobiet, a następnie swojego kolegę po fachu z tą starszą w ramionach - i skierować się z powrotem ku Avengers Tower. Z jej prędkością bez problemu dotarła do wejścia, gdzie cywilki zostały odstawione, jedna na własne nogi, druga zaś w objęcia pracownika budynku, naukowca, który został oderwany od swojej pracy, aby świadczyć usługi medyczne dla poszkodowanych. Nie wyglądał na zachwyconego i na policzku miał smugę krwi, z pewnością nie własnej, ale nie narzekał na głos, tylko skinął Avengerom głową. Ta przytomna dziewczyna nie spuszczała wzroku ze swej - najpewniej - matki i od razu skierowała się za naukowcem, lecz po dwóch czy trzech krokach nagle się zatrzymała i obróciła jeszcze twarz ku drzwiom, aby posłać Rogersowi pełne wdzięczności - choć zdecydowanie mokre od łez i niepokoju - spojrzenie. Dopiero wówczas pospieszyła za naukowcem i starszą kobietą.
Ms. Marvel zaś mogła zabrać Steve'a w górę, na dach budynku... I oboje byli już prawie na miejscu, gdy pod nimi doszło do wybuchu, początkowo powstrzymywanego przez pole siłowe, ale tak czy siak głośnego i jasnego. Nie musieli się nim jednak przejmować; dla nich priorytet stanowiło wyprawienie Capa w drogę, choć oczywiście przy tym Carol nie musiała już być obecna i teoretycznie mogła oddalić się od razu po odstawieniu mężczyzny. Tak czy siak do Avengers Tower nie dotarł jeszcze Spider-Man z przyszłości.
Plus sytuacji był jeden; w siedzibie Avengers, a raczej na niej, znajdował się obecnie odrzutowiec zaopatrzony w testowaną jeszcze niedawno przez S.H.I.E.L.D. technologię - pozwalającą na teleportowanie się podczas lotu. Co prawda nie umożliwiało to przeniesienia się bezpośrednio na miejsce, ale powinno znacząco skrócić czas podróży, odbywanej po części tradycyjnie, a częściowo takimi właśnie skokami.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 340
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Czw Maj 31, 2018 4:17 pm

- Musiałbym wyłączyć Jarvisa, dwa AI nie mogą działać jednocześnie na tym samym sprzęcie. A on jest najbardziej zaawansowany, zabezpieczenia Friday wytrzymają dużo krócej. - wyjaśnił skrótowo Tony, wędrując wzrokiem za Carol i Rogersem, żeby upewnić się, że bezpiecznie dotrą do lądowiska. Bez Jarvisa, który zwykle pomagał mu w gromadzeniu informacji, jego uwaga była rozproszona, co niesamowicie go stresowało. Czuł, że musi ogarniać całą przestrzeń, mieć oko na roboty, każdego członka drużyny, ewentualnych cywili, samochody, budynek, obraz z dronów… Czuł jak jego tętno przyspiesza – o dziwo brak pełnej kontroli działał na niego dużo silniej, niż walka, w której mógł zginąć.
Niestety, musiał przyznać sam przed sobą, że pod wpływem stresu źle oszacował siłę eksplozji. Nie wziął poprawki na siłę wybuchów reaktorów Sentieli. Mimo tego, że wiedział, że nie miał szans dokonać w pamięci takich obliczeń fizycznych, i dokładnie przewidzieć tego, co zajdzie w polu siłowym, był na siebie wściekły. Znów miał wrażenie, że powinien.
Kiedy stworzoną przez Sue bańkę wypełniły płonienie i dym, a jej ściany zaczęły się rozszerzać, przez głowę przemknęła mu straszna myśl, że właśnie zabił ich wszystkich. Odruchowo podleciał bliżej, jakby mogło to w jakikolwiek sposób pomóc, jakby mógł własnymi rękoma zapobiec ewentualnej katastrofie.
Właśnie tak się kończy, kiedy bawisz się bombami, Stark. pomyślał szybko, przypominając sobie czasy, w których handlował bronią i to, że miał na rękach krew mnóstwa ludzi. To nie mogło się powtórzyć, na pewno nie teraz. Bo przecież wtedy cała reszta może zostać uznana za współwinnych, pomogli mu, pozwolili na taki idiotyzm…
Jednak, chociaż wszystkie scenariusze, które był w stanie sobie wyobrazić były jak najgorsze, skończyło się cicho i spokojnie. Bomba i Sentiele wybuchły, płomienie je pożarły, po placu rozniósł się huk… a potem, gdy pole siłowe pękło, uderzyła ich fala gorącego powietrza. Ulga, którą poczuł, była jak haust świeżego powietrza po tym, jak strach wreszcie przestał ściskać go za gardło z żelazną siłą. Od razu go otrzeźwiła.
Oczywiście, każdy sukces ma swoją cenę. Przypomniał sobie o tym, widząc jak Sue Storm zaczyna spadać. Nie zastanawiał się nawet przez sekundę: rzucił się w stronę  kobiety i złapał ją, zanim zdążyła uderzyć w bruk.
- Mam cię, piękna. – powiedział, siląc się na to, żeby brzmiało to ciepło i w miarę wesoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 235
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Pią Cze 01, 2018 8:45 pm

Nadal w szoku po wybuchu, choć starał się nie dać po sobie o tym znać, cieszył się, że nastolatka wzięła się w garść i była w stanie kooperować. Sprawa prezentowała się nie najlepiej, lecz mimo wielkiego zagrożenia, które przede wszystkim wisiało nad cywilami niż nad nim, jego towarzysze nie zawiedli. Pierwszy na pomoc ruszył Iron Man.
Prze sekundę pomylił go z Sentinelem, potem dopiero zorientował się kto ruszył mu z odsieczą. Oczywiście morderczego robota również nie zabrakło w tle, ale to inna sprawa.
- Tony. Cieszę się, że cię widzę. - rzucił przez komunikator, lekko zadzierając głowę do góry. Wiedział, że to na nic, Stark był zajęty osłanianiem go, ale Steve nie mógł się powstrzymać przez próbą nawiązania kontaktu wzrokowego.
Kamień spadł z rogersowego serca, gdy cała trójka była już w miarę bezpieczna w pobliżu budynku. To samo serce niemal nie dostało przedwczesnego zawału, gdy pewna Mścicielka chwilę później wzięła go "pod pachę" z inną pasażerką na jego rękach i zafundowała im darmowy przelot tuż pod samo wejście. Co prawda Kapitan widział Ms. Marvel już wcześniej na horyzoncie, spodziewał się, że weźmie ze sobą młodszą dziewczynę, może i starszą, to zależy, ale nie ich wszystkich. Pozwolił sobie na chwilę kontemplacji, zastanawiając się jak musieli wyglądać dla obserwujących, o ile takowi byli. Kompozycyjnie musiało się to zaliczać jednak do naprawdę dobrej, kilkupostaciowej rzeźby, prosto spod dłuta znamienitego rzeźbiarza. Koniecznie w tym napompowanym, hellenistycznym stylu.
- Aż tak bardzo się wlekłem? - odpowiedział żartobliwie, obserwując otoczenie z nieco większej teraz perspektywy. - Zbyt duże śniadanie, obawiam się.
Carol postawiła ich przed budynkiem, razem odprowadzili poszkodowane do  środka. Na pożegnalne spojrzenie dziewczyny Rogers zareagował lekkim zdziwieniem, lecz chwilę później posłał jej ciepły uśmiech i kiwnął głową. Mimo ciężkiego szoku spisała się na medal.
Nie upłynęła minuta i Mścicielka zdążyła przetransportować się z nim na dach budynku. Skąd byliby w stanie w pełnej okazałości obserwować eksplozję z placu, lecz wybuch zdążył ich uprzedzić. Steve widział tylko pomarańczowo-żółte piekło rodzące się pod jego stopami. Siła wybuchu wydawała się być zdecydowanie większa niż w jego przypuszczeniach, ale możliwe, że takie były też zamierzenia. Tak czy inaczej - wyglądało na to, że spełnił on swoją funkcję. Zwieńczeniem tego widowiska był Iron Man wyłaniający się znikąd z Sue Storm na ramionach.
- Dobra robota. - słowa automatycznie wyrwały się z ust Capa i powędrowały na chat ogólny. Zdając sobie sprawę ze swojej akcji, odrobinę speszony zaczął szukać spojrzeniem Carol, liderki Avengers, ale nie żałował swojej reakcji - nikt nie był przygotowany na coś tak poważnego, wszystko było w chaosie, lecz kooperacja działała bez zarzutu. Mimo wszystko wyraz jego twarzy pozostawiał po sobie wiele do życzenia - liczba ofiar i poszkodowanych była zbyt duża. - To gdzie dalej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 124
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sob Cze 02, 2018 9:13 am

Słowa Carol odnośnie sposobu atakowania robotów usłyszał, ale niezbyt mógł się ich posłuchać. Jego moce opierały się właśnie głównie na temperaturze. Nie każdy posiadał super siłę. Oczywiście, że pod postacią płomienia był silniejszy, ale nie sądził, że na tyle, by móc rozwalić Sentinela. Pozostawało mu więc walczyć dobrze sobie znanym sposobem.
Johnny obserwował jak Sue zbiera wszystkie roboty do bariery, jak tworzy dziurę w niej, a następnie wlatuje do środka rakietka Starka. W tym momencie jego uwaga całkowicie się skoncentrowała na bańce, wypełnionej dymem i eksplozjami. Co prawda wchłanianie energii było u niego automatyczne i nie musiał tego jakoś specjalnie chcieć. Zapewne wchłonięcie wszystkiego nie byłoby możliwe, bo on był z jednej strony, a bariera pękłaby z każdej, ale wchłonąłby większą część. Tak, by najbliższej okolicy nie stała się żadna krzywda.
Blondyn patrzył, jak bariera najpierw się powiększa, by utrzymać siłę wybuchu. Nie odsunął się, nie ruszył nawet na milimetr. Jemu taki wybuch nie zrobi większej krzywdy kiedy był w swojej płonącej formie. Nie musiał więc się odsuwać.
- Sue! Puść już! - zawołał do siostry przez komunikator. Widział przecież, że utrzymanie bariery w jednym kawałku sprawia jej coraz większe trudności. Po to Torch tam był. By przyjąć na siebie resztę energii, gdy jego siostra będzie czuła, że jest jej coraz trudniej. Po co więc się tak wysilała? Chciała się przed kimś popisać? Przecież popisywanie się przed innymi to jego zadanie. Ona powinna być bardziej rozsądna. Zawsze była. Jeśli to się zmieni to świat się chyba zawali.
W końcu bariera nie wytrzymała i puściła, znikając. Wszyscy, będący wystarczająco blisko poczuli silny powiew gorącego powietrza. Będąc swego rodzaju energią, gorąco zostało pochłonięte przez ciało Johnny'ego. Chłopak nie zwrócił na to nawet uwagi, unosząc się nieco wyżej i rozglądając za siostrą po niebie. Zauważył ją, spadającą. I dosłownie kilka sekund później złapaną przez Iron Mana. Jednak to, że ją złapał nie zmieniało niczego. Był winien obecnego stanu Susan.
Najpierw usłyszał słowa pochwały Kapitana. Nie wiedział czy skierowane do wszystkich czy do kogoś konkretnego, ale mało go to interesowało w tej chwili. W następnej kolejności w komunikatorze pojawiło się pytanie. Też być może skierowane do ogółu, a być może tylko do Carol. Tak czy siak blondyn podleciał w stronę Starka i Sue. Gdyby nie to, że cały był jednym wielkim płomieniem to w tej chwili same jego spojrzenie, skierowane na mężczyznę w zbroi, byłoby ogniste.
- Ja i Sue. Do środka. - odezwał się jak w odpowiedzi na to wcześniejsze pytanie. Wyciągnął ręce przed siebie, gasząc ogień aż po same ramiona i zmniejszając płomienie na przedzie swojego ciała, by przypadkiem nie zrobić siostrze krzywdy. Dobrze, że nauczył się całkowicie panować nad swoją kosmiczną zdolnością. Nie obchodziło go, co inni mieli do powiedzenia w tej sprawie. Nawet zdanie siostry go w tej chwili nie interesowało.
Był zły. I zmartwiony. Może i bywał lekkomyślny, dosyć często, i popisywał się przed innymi. Może i niemal wszystko traktował jak jeden wielki żart. Ale kiedy chodziło o bezpieczeństwo Susan, jego głupkowate zachowanie schodziło na drugi plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miguel O'Hara

avatar

Liczba postów : 121
Data dołączenia : 29/12/2014

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Nie Cze 03, 2018 2:03 am

Wyczekiwany Spider-Man z przyszłości nie znajdował się daleko - jakby nie patrzeć, Baxter Building dzieliło od Avengers Tower około dziesięć bloków - jednakże znalazło się po drodze coś, co spowolniło go w podróży do wyczekującej go z taką niecierpliwością panny Danvers i jej wystawionych na ryzyko pęknięcia haftek biustonosza. Kiedy rakieta zmierzała ku mlecznobarwnemu opakowaniu na Sentinele, O'Hara kończył właśnie ratować jakiegoś zabłąkanego cywila przed jednym z wrogich robotów. Nie angażował się w walkę - nie było to w tej sytuacji konieczne, a dodatkowo zniechęcał do tego priorytet jakim było jak najszybsze dotarcie do siedziby Mścicieli - mimo wszystko jednak Miggy nie mógłby nazwać siebie superbohaterem, gdyby nie pomógł bezbronnemu w potrzebie. Dlatego też, zauważywszy kilka chwil temu ów potrzebę, natychmiastowo zanurkował ostro w dół, złapał się pajęczyną najbliższego budynku i w trakcie szybkiego ruchu po odwróconym łuku, pochwycił przerażonego mężczyznę dosłownie ułamek sekundy przed wystrzałem maszyny.
Zaskoczenie Sentinela - umownie mówiąc - dało Spider-Manowi na tyle dużo czasu, by zniknąć w alejce za rogiem wspomnianego wcześniej budynku.
- Ukryj się wewnątrz i nie wychodź stamtąd, póki na ulicach grasują roboty, zrozumiano? - nakazał uratowanemu, wprowadzając go do środka, a zaraz po tym odezwał się ponownie, już do komunikatora, który znów podebrał Fantastycznej Czwórce na czas wycieczki poza ich siedzibę:
- Herbie, w pobliżu mojej lokalizacji znajduje się cywil, ukryty. Nie wyglądał na rannego. Nieopodal grasuje jeden z mniejszych Sentineli. - Nie wiedział, czy Sztuczna Inteligencja może jakkolwiek wykorzystać te informacje w obecnej chwili, ale uznał, że z dalszej perspektywy taka wiedza mogła być przydatna.
Równo z końcem swojego komunikatu, Miguel czym prędzej wskoczył na pobliską budowlę - również ze względu na zauważony kątem oka fragment sylwetki robota z wcześniej, który najwyraźniej ruszył w pogoń za swoją niedoszłą ofiarą oraz jej wybawcą - i po kilku zwinnych akrobacjach znalazł się najpierw na dachu, a moment później z powrotem w powietrzu, w drodze. Akurat by podziwiać z dala bombowe dzieło Avengers. Dobrze, że nie kolejne Doctora Octopusa.
Po szybkim rozejrzeniu się nie zauważył więcej zagrożonych cywilów w pobliżu, więc poświęcił część czasu, którym chcąc nie chcąc dysponował, aby rozeznać się dokładniej w sytuacji jaka rozgrywała się teraz przed siedzibą Najpotężniejszych Herosów Na Ziemi.
Na widok wspomnianych - tym razem na żywo - w akcji, myśli Miguela znów naszły naraz podziw dla tych czasów, jak i melancholia spowodowana znajomością niedalekiej przyszłości. Przykra była świadomość, że za kilka-kilkanaście lat świat miał to tak po prostu stracić. A jeszcze bardziej przykra, nieznośna była świadomość, że choć teoretycznie O'Hara mógł spróbować temu zapobiec - to wiązałoby się to też z zapobiegnięciem istnienia jego własnych czasów; wymazaniem przyszłości, w której istniała jego rodzina, przyjaciele, on sam. A przecież po to się tu znalazł - by ową przyszłość uratować. Może ponurą i daleką od ideału, ale taką, której był częścią.
Nie czas teraz na wewnętrzne konflikty, Miggy. Potrząsnął gwałtownie głową, ganiąc w myślach samego siebie, a zaraz potem wystrzelił kolejną nić pajęczej sieci i odbił w prawo. Postanowił dotrzeć do celu drogą odrobinę naokoło, gdyż uznał, że nierozsądnym pomysłem mogło być pakowanie się teraz w sam środek akcji, nawet jeśli względnie przemijającej. Nie miał pewności, że spodziewali się go wszyscy; przeczuwał natomiast, że co najmniej niektórzy z nich mogą preferować brak jakichkolwiek nowych atrakcji w ich najbliższym otoczeniu. Poprosił Herbiego jedynie o to, by poinformował pannę Danvers, że się zbliża - po szybkim namyśle również na wypadek, gdyby istniała potrzeba wyłączyć jakieś zabezpieczenia naokoło wieży.
- Właściwie to mógłbyś też zorganizować bezpośrednią komunikację między mną a nią i kimkolwiek innym trzeba - dodał jeszcze chwilę później.
W końcu dotarł na lądowisko, z pajęczą gracją przeskakując ze ściany, po której się wspinał, na krawędź - i ukazując się w ten sposób Ms. Marvel oraz Kapitanowi Ameryce. Albo ich plecom, jeśli oboje cały czas zajęci byli podziwianiem wydarzeń z dołu, których sami jeszcze niedawno byli częścią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Nie Cze 03, 2018 2:59 am

Tak. Ten dzień można uznać za pechowy, a przynajmniej nie idealny do robienia interesów. Tomek nie był za bardzo zachwycony faktem, że musi siedzieć w Stark Tower – teraz, Avengers Tower – i czekać na przeczekanie całej sytuacji. Stał dosłownie na parę metrów przed drzwiami wyjściowymi, zamkniętymi przez systemy kontroli budynku. Nie dość że dzień, zaczął się delikatnie mówiąc niefajnie, to zniszczony został jego ulubiony klasyk motoryzacji – Fiat Coupe, którym przyjechał tu na jakiś czas przed całą tą akcją, robić interesy. Z kim~? To jego prywatna sprawa, i nikt nie jest jego opiekunem by się interesować. We wszystkim pomagała mu jego sekretarka, Penny McArtur. Piękna, 40 latka wyglądająca dość młodo, pomagała od dwóch lat w firmie. Też z nim przebywa w Avengers Tower.

Cholera jasna. Ten dzień na pewno nie może się dobrze skończyć.. A ataku robotów to tutaj się nie spodziewałem. Penny, jako że mam pesymistyczną wizję rozwoju zdarzeń, muszę coś powiedzieć....

Tommy wziął wdech i głęboki wydech. Stres dokuczał mu jak cholera, gadał co mu ślina przyniesie na język – nie cierpiał stresu.

Oddałem Kongresowi Polonii Amerykańskiej, 50% mojej kolekcji obrazów. Prawo podatkowe....

Proszę nie bądź na mnie zła. Proszę nie bądź na mnie zła. Powtarzał w myślach jak mantrę, ale w pewnym momencie przestał, gdy w myślach walnął się w policzek. Otrząsnął głowę z różnych niepotrzebnych myśli. Ten dzień był ciekawy – jak chińskie przysłowie. Tomkowi nie zostało nic jak czekać na rozwój wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Nie Cze 03, 2018 11:20 pm

Susan w ledwo skrywanym napięciu obserwowała trajektorię lotu sprowadzonej z Avengers Tower rakiety. Nie wiedziała do końca czego się po niej spodziewać, nie licząc oczywiście tego, co Tony sam zdradził, dlatego na wszelki wypadek przygotowywała się mentalnie na spory wybuch, aż do ostatniej chwili wzmacniając i pogrubiając to główne pole siłowe. Kiedy tylko mogła, zamknęła okienko dla pocisku, po czym ujednoliciła całość, aby to miejsce nie okazało się zaraz słabym punktem, przez który pękłaby reszta... Lecz miała na to dosłownie tylko moment, nim doszło do eksplozji.
A raczej... Kilku... Eksplozji. Które praktycznie zlały się w jedną, lecz Sue czuła ich szarpnięcia na powierzchni bariery, gdy dokładały się do i tak już obecnego bólu głowy. Domyślała się nawet cóż takiego się stało, ale choćby nawet chciała to skomentować, to teraz nie byłaby w stanie, bo zacisnęła zęby, zmarszczyła czoło i koncentrowała się wyłącznie na tym, aby jej osłona wytrzymała. Własną ograniczyła tylko do tego, aby utrzymywać się za jej pomocą w powietrzu, pozbawiła ją zaś jakichkolwiek właściwości ochronnych, nie chcąc dzielić energii pomiędzy dwa konstrukty.
Serce biło jej mocno, gdy wybuch wymknął się jej spod kontroli na tyle, że musiała rozszerzyć pole siłowe, aby w ogóle zachować go pod kopułą. Nie zapowiadało się dobrze, choć z drugiej strony kobieta wiedziała, że nie musiała wytrwać długo. To powinna być kwestia sekund, a potem będzie już mogła puścić... W myślach była bliska odliczania czasu - i nie robiła tego tylko dlatego, że to również mogłoby wytrącić ją ze skupienia.
Pulsujący ból głowy szybko narastał, a to wcale nie ułatwiało jej korzystania z jej zdolności. Początkowo nawet nie zwróciła uwagi na wilgoć pod nosem, za to odruchowo zaczęła szybciej mrugać, aby powstrzymać nagłe pieczenie oczu. Jeszcze tylko chwila, była tego pewna... Być może powinna odpuścić i pozwolić Johnny'emu zająć się resztą, ale tak niewiele brakowało - a jemu nie udałoby się przecież zebrać energii cieplnej z dosłownie każdej strony, więc w takim wypadku resztki wybuchu wciąż mogłyby wyrządzić szkody...
W pewnym sensie poczuła moment, w którym bariera pękła, lecz jednocześnie nie do końca to zarejestrowała, jak gdyby przez tę krótką chwilę jej umysł wybiórczo przyjmował informacje albo nie potrafił ich odpowiednio zinterpretować... Po części wynikało to zapewne z bólu, który właśnie wtedy osiągnął swoje apogeum, ostrzejszy, lecz na szczęście krótszy, przypominający psychiczne uderzenie - i nie bez powodu, gdyż powstał właśnie przez odbicie jej własnych mocy.
Następnych kilka sekund jej się ze sobą zlało, ale była w stanie wyróżnić pęd powietrza, a potem wejście w kontakt z czymś solidnym - a kiedy otworzyła oczy, które nie wiedziała nawet kiedy zamknęła, w jej polu widzenia znajdował się już Tony. A raczej Iron Man, bo w zbroi, ale nieważne. Choć mentalnie zmęczona, blondynka nie miała większych problemów z dodaniem dwa do dwóch i zorientowaniem się, że została złapana, ale "mam cię" zdecydowanie naprowadziło ją na właściwy trop.
-Dzięki...- odparła jeszcze trochę cicho, ale na pewno dosłyszalnie. Jedną dłoń dla równowagi - oraz po prostu po to, aby zrobić z nią cokolwiek - oparła na klatce piersiowej Tony'ego, w tym czasie starając się już uspokoić wciąż przyspieszony oddech oraz samą siłą woli poradzić sobie jakoś z bólem głowy. Teraz znowu tylko pulsował, ale tak czy siak nie było to dla niej nic przyjemnego. Najgorsze, że leki rzadko jej przy tym pomagały.
Invisible Woman najpierw usłyszała, a dopiero potem ujrzała przybycie brata. Od razu przeniosła na niego spojrzenie, znów marszcząc lekko czoło. Domyślała się, nie, wiedziała co wprawiło go w taki nastrój i to nie tylko dlatego, że dostępnych opcji było w końcu niewiele. Zdawała sobie też sprawę z tego, że zrobiła to, co musiała... I że Johnny na jej miejscu postąpiłby pewnie podobnie. Nie mógłby temu nawet zaprzeczyć. Mimo to... Nie chciała spierać się bardziej, niż było to konieczne - a raczej nie chciała spierać się wcale, lecz to czekało ich tak czy siak. Za bardzo bolała ją na to głowa - i zbyt wiele mieli jeszcze do zrobienia, bo przecież zniszczyli tylko garść robotów.
-W porządku. Na chwilę- oceniła, jednocześnie powstrzymując westchnienie, którego wbrew pozorom nie spowodowałaby postawa Johnny'ego - chyba wyjątkowo - ale całokształt tej sytuacji. Zaraz potem dłoń Susan z klatki piersiowej Iron Mana ostrożnie przeniosła się wokół szyi jej brata, a kobieta na wszelki wypadek otoczyła swoje ciało cienką barierą, stosunkowo prostą w utrzymaniu, gdyż słabą, mającą jedynie przeciwdziałać gorącej temperaturze i płomieniom. Ufała Johnny'emu, ale wolała nie martwić się o to, że sama przypadkowo przesunie jakąś kończynę w niefortunny sposób, a on nie zdąży na to zareagować. Pozwoliła przekazać się z ramion do ramion.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Pon Cze 04, 2018 12:22 am

Carol pokiwała głową ze zrozumieniem na odpowiedź Starka. Choć miała nieco inne zdanie, to jednak nie zdecydowała się na to, aby wykłócać się ze swoim przyjacielem. Tym bardziej, że Tony z pewnością wiedział lepiej, dlaczego tak, a dlaczego nie.
Bez zmartwień — odezwała się. — To w końcu JARVIS — dodała. Miało to być pocieszeniem. Nie było może zbyt przekonujące, ale koniec końców liczyły się przecież chęci, prawda? Pomoc sztucznej inteligencji była nieoceniona, ale nawet jeśli tymczasowo był niedostępny dla nich to powinni sobie dać radę. I w to blondynka wierzyła przede wszystkim.
Vision, jeśli chodzi o tego, kto postrzelił Wandę — zaczęła, lecąc w stronę Kapitana. — To JARVIS zidentyfikował, że to Diana Williams — wyjaśniła naprędce. Prawie że w połowie drogi zatrzymała się, myśląc nad tym, co odpowiedzieć syntezoidowi.
Na razie nie wiadomo. Emma Frost wspomniała o Trask Industries, a JARVIS potwierdził, że to jest prawdopodobne — podjęła. — Nie mam jednak stuprocentowej pewności, aczkolwiek jeśli okaże się tak, jak ty mówisz to wtedy będziemy nad tym myśleć. Wiem, że to nie jest to, co chciałbyś usłyszeć… Ale musimy coś wykluczyć w końcu. Bądź wtedy w gotowości — powiedziała Carol. Znalazła kolejnego ochotnika. — Jeśli sytuacja u ciebie nie zmieni się w ciągu kwadransa to przylecę — zaoferowała, jako że była osobą, która najszybciej latała spośród obecnych.
Podleciawszy do Kapitana, uśmiechnęła się.
Nie. Tak bardzo się spieszyłam — odpowiedziała i parsknęła na komentarz o śniadaniu. Spodziewała się takiej odpowiedzi, więc nie była zdziwiona. Nie przejmowała się tym jak zabawnie muszą wyglądać, kiedy Carol dźwigała aż trzy osoby w tym najcięższego Steve’a. Już kiedyś rozważała branie liny, której wszyscy by się chwycili, ale co rusz o tym zapominała i kończyło się na takim kombinowaniu jak teraz.
Blondynka odstawiła na chwilę Kapitana i jedną z kobiet. Rozejrzała się po pozostałych zgromadzonych w lobby, a potem zabrała Rogersa ze sobą. Nie ukrywała, wygodniej było chwycić przyjaciela pod boki i polecieć z nim na lądowisko.
Huk, który został spowodowany wybuchem pod kopułą pola siłowego, zwrócił uwagę Ms. Marvel. Kobieta na moment obróciła się wraz ze swoim towarzyszem, żeby spojrzeć na efekt wybuchu. Jego siła zaniepokoiła Carol, która zajęta wcześniejszym eskortowaniem kobiet nie dostrzegła rakiety. Wówczas sama mogłaby wyjść naprzeciw ze swoimi możliwościami. Razem z Kapitanem nie tkwili długo zwróceni do znikającego pola siłowego i rozprzestrzeniającego się pyłu.
Niedługo później znaleźli się na lądowisku, gdzie z lekkością Carol odstawiła Steve’a, samej lądując w następnej chwili. Mimowolnie skierowała się na kraniec budynku. Nie obawiała się, że zleci, a nawet jeśli - nie skończyłoby się to tragicznie.
Blondynka rozejrzała się. Nie widziała Pająka, choć ten miał niedługo przybyć. Przynajmniej na to liczyła. Nie zostawiła Kapitana samego. Skrzyżowała ręce na wysokości piersi i zerknęła raz jeszcze w dół, a potem na Armię.
Dalej to według współrzędnych — podjęła. — Czekamy teraz jeszcze na Spider-Mana z przyszłości. Właściwie niedawno się pojawił. Tylko, Cap, nie zadawaj mu multum pytań dotyczących tego, co nas czeka. Janet już o modę pytała, a ten Spider-Man zdaje się być nieco drażliwy — powiedziała swobodnie. Steve nie mógł być zdziwiony. Wasp miała to do siebie, że gdy tylko mogła to zaczynała temat swojej pasji.
Zresztą, powinniście się dogadać. Ty jesteś 70 lat wstecz, on 70 lat po. Macie złoty środek — dodała zaraz z uśmiechem, który posłała Kapitanowi.
Wówczas ruch na lądowisku zwrócił uwagę Danvers, która odwróciła się w odpowiednią stronę, aby zobaczyć O’Harę.
Kapitan Ameryka, Spider-Man z przyszłości — przedstawiła, wskazując to jednego, to drugiego. — Będziecie lecieć na wyspę. Tam powinien być jeden z obiektów przynależących do Trask Industries. Zanim JARVIS się odłączył to zdążył przekazać współrzędne, więc z tym nie powinno być problemu — nie zwlekała z wyjaśnieniami. Im szybciej ruszą, tym szybciej to załatwią. — W razie czego Emma Frost może się odezwać. Gdyby były jakieś problemy, dajcie znać — spojrzała najpierw na Stevena, a potem na Miguela. Nie mogła powiedzieć niczego więcej, bo sama wiele informacji nie miała. Musieli się z tym pogodzić.
Odwróciła głowę i sięgnęła dłonią do komunikatora w uchu. Chcąc nie chcąc, usłyszała głos Human Torcha.
Johnny, zabierz Sue do pokoju dziennego.
Blondynka nie oczekiwała odpowiedzi od swoich chwilowych towarzyszy. Po odezwaniu się przez komunikator, uwagą wróciła do Miguela i Stevena. Czekała, aż ci się zapakują do odrzutowca, żeby ruszyć na wyspę. Gdy tak się stało, Ms. Marvel poleciała do wspomnianego pomieszczenia.

| Johnny, Sue i Carol - ZT, przechodzimy do tego tematu, Johnny zaczyna.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sro Cze 06, 2018 6:48 pm

Spider-Man nie musiał długo czekać na reakcję AI - jak zwykle zresztą, więc pewnie już się do tego przyzwyczaił. Herbie od razu przystał na obie jego prośby, a choć o wykonaniu pierwszej z nich Miguel nie mógł się osobiście przekonać, to drugiej już tak - bo zaraz potem dołączył do kanału, z którego korzystali wszyscy w pobliżu.
Wreszcie jednak i on i Rogers znaleźli się w odrzutowcu. Maszyna posiadała stosunkowo niewielkie rozmiary, ale w końcu nie powstała po to, aby transportować ogromne ilości zasobów czy nawet licznych ludzi. Oprócz nich do środka wygodnie weszłyby może jeszcze dwie osoby. Ważniejsze było zaś to, że nietypowy mechanizm teleportacyjny mógł znacząco przyspieszyć podróż - i to właśnie prędkość stanowiła tutaj priorytet.
Odrzutowiec został wyposażony w system maskowania, więc Spider-Man i Captain America mogli się od razu ukryć. Mimo to pewnie byłoby dobrze, gdyby lecieli wysoko, ponad poziomem, na którym od czasu do czasu przemieszczały się roboty... Bo co prawda mogliby spróbować zniszczyć część z nich, ale straciliby w ten sposób cenne minuty.

Oficjalnie z/t dla Capa i Spidera.

***

Skoro prawie wszyscy opuszczają temat, to tak tylko na wszelki wypadek podkreślę, że zostają w nim jedynie Tony i Tommy, a że roboty znajdują się dalej, to póki co nie będę się wtrącać. Knujcie sobie co tam chcecie.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 340
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Sro Cze 06, 2018 7:14 pm

Powoli opadając na ziemię z Sue w ramionach, Tony przez chwilę czuł się jak prawdziwy bohater. Taki klasyczny, który ratuje damy z opresji i oddaje je w ręce przerażonych bliskich. Stare, dobre czasy.
Tym razem stan damy był jedną z najlżejszych konsekwencji zdarzeń sprzed Avengers Tower a to, że Tony ją złapał, niewielkim sukcesem na tle tej spektakularnej porażki, jaką było dopuszczenie do rzezi na tę skalę.
Do tego, Johnny Storm był może przestraszony, ale sprawiał wrażenie przede wszystkim wściekłego. Tony powstrzymał się przed zaczęciem tej rozmowy, gdy przekazywał mężczyźnie jego siostrę, chociaż było to naprawdę trudne. Był dostatecznie zestresowany, nie potrzebował jeszcze użerać się z gówniarzem, który prawdopodobnie obwinia go za stan swojej siostry. Bo to nie tak, że Sue była dorosła, odpowiedzialna i zdolna do podejmowania świadomych decyzji.
Carol i Steve byli już na dachu. Lada chwila Kapitan miał wylecieć na misję w towarzystwie Spider-Mana z przyszłości. (Na ten temat Tony postanowił jeszcze nie zadawać pytań.). On kolei zdecydował się wykorzystać tę chwilę koszmarnej ciszy na placu wykorzystać, żeby rozejrzeć się i oszacować szkody, zanim zjadą się służby i media.
- Carol, widzimy się w salonie. – poinformował kobietę, dając do zrozumienia, że do tego czasu byłby wdzięczny za chwilkę ciszy – Powodzenia, Kapitanie, baw się dobrze na Pacyfiku. – dodał jeszcze.
Rozejrzał się po placu, próbując ocenić jak wielkie szkody wyrządził wybuch. Wydawało się, że poza nową kostką brukową, ławkami i śmietnikami nie trzeba się niczym martwić.
Poza zebraniem ciał…
Wzdrygnął się na myśl o tym, że znajduje się sam w towarzystwie tak wielu martwych i szybko podleciał w pobliże głównego wejścia do Avengers Tower.
Wbrew jego nadziejom, Jarvis wciąż nie był osiągalny. Wydał więc szybki komunikat, który wygłosił w budynku elektroniczny głos, odnoszący się do tego, że wszyscy chcący opuścić Wieżę muszą kierować się do określonych wyjść bocznych, gdzie będą czekały służby ratunkowe. Wiedział, że wzbudzi to o oburzenie tych ludzi, których bliscy prawdopodobnie wciąż byli na placu, ale nie miał zamiaru wypuszczać tam teraz prawdopodobnie wciąż spanikowanego tłumu.
Odwrócił się plecami do budynku i zdjął hełm, wciągając do płuc powietrze przesiąknięte zapachem spalenizny, krwi i pyłem. Nie działało to dobrze, ale działało. Przypominało, co się dzieje, gdy ich brakuje. O niczym innym nie marzył teraz tak bardzo, jak o ponownym zaszyciu się w warsztacie, więc stał tutaj, oglądając śmierć i zniszczenie, by przypomnieć sobie, dlaczego nie może tak postąpić. Póki mógł coś zrobić (a nie dało się udawać, że jest tutaj pozbawionym znaczenia pionkiem) miał obowiązek to robić.
- JARVIS, trzeba będzie przejrzeć dane dotyczące tej zbroi, zorganizować jakiś fundusz na rzecz pomocy ofiarom i zbadać to, co zostało z tych bydlaków. - wymruczał sam do siebie. Tak, miał dużo rzeczy do zrobienia. Chwila refleksji nad własnym życiem: odhaczona.
Teraz trzeba tylko odwalić całą resztę. pomyślał, zakładając hełm, planując natychmiast dołączyć do reszty drużyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Czw Cze 07, 2018 1:52 pm

Gdy Tommy ujżał że w końcu, ostatni z  nich, kolokfialnie mówiąc – zdechł – facet dzięki małemu problemowi technicznemu który wystąpił z drzwiami, po odpaleniu bomby, wyszedł na plac przed budynkiem. Spokojnie poprawił swój garnitur i krawat, Czarne spodnie, czarny krawat, czarna koszula i ciemnoszara marynarka. Młody miał pewne plany a że sam nie chce stracić siebie, swojego majątku i bliskich współpracowników, zbroja Iron Mana go zainspirowała do stworzenia czegoś podobnego. B.O.R.I.S na pewno sobie z tym zadaniem poradzi. Tego Tomek był pewien. Gdy już podszedł do Starka, chłopak przedstawił się. „Witam panie Stark. Kapral w spoczynku Tomasz Kalviński, prezes Kalvińsky Organisation. Miło poznać.” Tommy mówił płynnym angielskim i z dumą w głosie. Tak jak by był dumny też se swojej kariery w Armii.  I tak też w gruncie rzeczy było. „Chciałbym z panem się spotkać w bardziej... Spokojnym momencie. Jak mniemam, roboty są gdzieś jeszcze, więc nie jest to za bardzo bezpieczne miejsce na rozmowy. Proszę – o to adres mojego biurowca. Kalvińsky Tower. Jeśli ma pan wolną chwilę, proszę przedzwonić. Chciałbym ubić z panem targu.” Chłopak wyjął wizytówkę i podał ją Tony'emu. Pewnym tonem zaproponował spotkanie. Trochę się stresował jednak tak zawsze było w przypadku konkretnych propozycji. A że ostatnio w polityce dużo się dzieje – wolał nie ryzykować i rozważnie dobierać słowa. Nawet w biznesie. Tommy wziął wdech i wydech. Stres go ogarniał – ale nie ze względu na rozmowę. Mimo zniszczenia robotów przez Avengersów, wiedział że istnieje prawdopodobieństwo że wróg jest parę przecznic dalej. Prosta, logiczna dedukcja. „Chcę jeszcze spytać, zanim wrócę do wieży, bo nie mam pewności. Wszystkie te roboty zostały zniszczone? Nie ma niedobitków?” Chłopak zapytał standardowe, ważne dla rozeznania sytuacji. Facet miał okazję zaszyć się w skarbcu na tydzień i grać z B.O.R.I.S – em w ich własną wersję Total War na specjalnym stole.

Znowu łamiesz regulamin, choć tym razem przynajmniej w inny sposób. Dialogi oznaczamy myślnikami, informacja o tym znajduje się w bodajże piątym punkcie. Poza tym dobrze jest też zaczynać je w nowej linii.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 340
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   Czw Cze 07, 2018 2:41 pm

Tony, który już miał wystartować, zatrzymał się, gdy podszedł do niego młody chłopak. Kojarzył jego twarz z magazynów i serwisów poświęconych biznesowi, może z jakiegoś wydania wiadomości... Ostatnimi laty stracił trochę zainteresowanie "konkurencją". Po pierwsze, nie było nikogo, kto mógłby aspirować do tego miana. Po drugie, Pepper dbała o firmę, on zabierał głos tylko w szczególnych przypadkach.
W milczeniu wysłuchał tego, co Kalwinsky miał do powiedzenia, nie zdobywając się na otwarcie maski. Był trochę rozedrgany psychicznie, nie mógłby ukryć konsternacji, a na pewno nie obrzydzenia, które poczuł słysząc słowa gówniarza.
Stali właśnie w miejscu potwornej tragedii, a on przyszedł do niego prosić o biznesowe spotkanie... To było coś tak ohydnego jak picie szampana w strefie wojny. I może nawet bardziej bezczelne bo odbywało się w obecności zmarłych.
- Walki trwają w całym kraju, radziłbym ci się schować. - powiedział, a jego przepuszczony przez syntezator głos nie wyrażał żadnych emocji. No, może troszkę kpiny. - A w kwestii spotkań, radzę rzeczywiście poczekać na bardziej "spokojny momen t" I skontaktować się z sekretarką panny Potts.
Latający obiekt nad Manhattanem, pomoc finansowa dla ofiar, badanie robotowi... powtarzał w myślach jak mantrę. Na pewno nie sprawdzanie wytrzymałości bruku na uderzenia jakimś chudzielcem.
- Żegnam, Tommy. - dodał i wystrzelił w górę, ku wyższym piętrom Avengers Tower. Wyrzucona przez niego wizytówka powoli opadła na ziemię.

[Zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przed budynkiem   

Powrót do góry Go down
 
Przed budynkiem
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem
» Schody przed szkołą
» Gabinet prof. Obrony Przed Czarną Magią
» Wielkie rody Westeros

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: