Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Balthazar restaurant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Balthazar restaurant   Nie Maj 26, 2013 10:20 pm




Jest to cenione miejsce kameralnych spotkań, znany ze swojej znakomitej kuchni. Warto zanurzyć się w bogactwie smaków i aromatów, jakie proponuje, by poznać niesamowitą atmosferę tej restauracji. Tworzenie wykwintnych posiłków to sztuka, a obecny Szef Kuchni opanował ją do perfekcji. Proponowana Kuchnia to lekkie, ciekawie skomponowane dania, wiele świeżych ziół i warzyw w asyście win z całego świata. Kierownik sali dysponuje olbrzymią wiedzą z zakresu winiarstwa i chętnie służy fachowym doradztwem.Wielu "zwolenników" ma firmowa szarlotka z bitą śmietaną, a także banany w sosie rumowym chętnie spożywane jako dodatek do kawy. Restauracja zaprasza na wyśmienity lunch w przerwie od pracy, wykwintny obiad z rodziną lub romantyczny wieczór na tarasach przy świecach.
_____________________

Młoda Azjatka westchnęła ponuro, widząc kolejną grupę gości zbliżającą się stolika, należącego do jej strefy. Pracowała tu od prawie trzech lat, a dzięki swoim umiejętnościom interpersonalnym, awansowała w ostatnim czasie na stanowisko managera. Co było dosyć racjonalnym wyborem, biorąc pod uwagę staż jej zatrudnienia i wysiłek jaki wkładała by umiejętnie wywiązywać się z powierzanych zadań. W zasadzie wciąż pełniła rolę kelnerki, gdyż restauracja cierpiała na chwilowy niedobór personelu. Do tego doszły obowiązki wynikające z awansu, jak zarządzanie personelem, dbanie o miłą atmosferę, wystrój, klimat i estetykę, organizowanie wszelkiego rodzaju przyjęć oraz prowadzenie spraw finansowych.To prawda, że miała naturę buntowniczki, niestety dobrze wiedziała, że swoją buńczucznością rachunków nie zapłaci, a niezależność ceniła sobie nade wszystko. Pozostawało jej jedynie przyjąć pokorną postawę i kordialny uśmiech, oraz liczyć na hojne napiwki.
Tym razem było podobnie, sprawdzony schemat powtarzała z każdym klientem. Nienaganne maniery, znajomość etykiety i uprzejmość, decydowały o jej sukcesie na tym polu. Jej hebanowe włosy były gładko związane w luźnego koka a rysy twarze zostały podkreślone delikatnym makijażem. Miała na sobie biała koszulę, czarny krawat i ołówkową spódnicę. Jedynym elementem, który się wyróżniał, były jej metalowe rękawice. Z początku wzbudzały one ciekawość, lecz Surge rozpuściła plotkę, jakoby miały na celu ochronę jej skóry przed szkodliwymi infekcjami, czasami po prostu mówiła, że są poparzone, i woli uniknąć ciekawskich spojrzeń. Z reguły, owa wymówka była skuteczna. Jej strój całkowicie zakrywał wszelkie ślady młodzieńczych pamiątek w postaci tatuaży. Była zmęczona, lecz nie dawała tego po sobie odczuć, zachowując pełen profesjonalizm. Po zamknięciu restauracji, musiała rozliczyć się z pracownikami i sporządzić listę produktów, które musiała zamówić na kolejny tydzień. Z przyjętym zamówieniem, oddaliła się od stolika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Wto Maj 28, 2013 2:18 pm

Zrzucił z siebie krawat, który wraz z płaszczem i kapeluszem pozostawił wewnątrz metalowej kuli. Niezwykły pojazd ponownie wszedł w tryb kamuflażu, aby nie zaciekawić swym wyglądem ciekawskich cywili. Erik zmierzał późnym wieczorem chodnikiem oświetlonym przez uliczne latarnie. Noc była dość przyjemne, jak na tę porę roku. Wiatr nieco zelżał, wpadając delikatnie pod rozpięty kołnierzyk białej koszuli. Wizerunek eleganckiego i poważnego mężczyzny stracił swój posępny urok. Nic w przypadku tego człowieka nie działo się bez powodu i wszystko miało jakiś cel. Nawet przybycie w to jakże zwyczajne miejsce, niosło za sobą realizację głównego planu.
Wszedł do restauracji Balthazar, która momentalnie urzekła go swoim prostym, ale dość przytulnym wnętrzem. Wygląd trzydziestolatka o białych jak śnieg włosach, mógł przykuwać uwagę, lecz po chwili nawet taka osoba jak on, mogła zaznać chwili spokoju, skrywając się przy bocznych stolikach. Klientów było mniej, a w wolnych stolikach można było do woli przebierać. Było już późno, stąd tyle pustych miejsce. On jednak nie miał zwyczaju szybko chodzić spać, zwłaszcza gdy tyle rzeczy pozostało do wykonania. Rozpiął marynarkę i wyczekiwał, aż zjawi się kelnerka. Młody dziewczyna uraczyła go sympatycznym uśmiechem, który słabo zakrywał zmęczenie końca ciężkiego dnia pracy. Zamówił dużą mocną czarną kawę, oraz specjalność zakładu - szarlotkę z bitą śmietaną.
Dane tyczące się wykrytego w tej lokacji mutanta, nie były tak precyzyjne jakby sobie życzył, lecz jednego był pewien. Mutant nadal był w tej restauracji i nie miał zamiaru opuścić tego miejsca, bez poznania jego tożsamości.
Powrót do góry Go down
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sro Maj 29, 2013 11:05 pm

Noriko powróciła chwilę później do tego samego stolika, niosąc ze sobą polędwiczki wieprzowe z chrupiącą skórką, roladę mięsną z ciasta francuskiego i kremową zupę z młodej cebuli. Mimo ciężkości tacy, poruszała się lekko i z gracją, co wcale nie było takie proste, jak mogło się wydawać. Zgrabnymi ruchami przyporządkowała każdy talerz właściwemu klientowi. Życząc smacznego, udała się na kuchenne zaplecze by zrealizować kolejne zamówienia. Na miejscu zastała jedną z kelnerek, Jennifer, z posępnym wyrazem twarzy. Surge darzyła dziewczynę sympatią, była nieco gadatliwa i ciekawska, ale zazwyczaj tryskała energią, co udzielało się ludziom wokół. Tym bardziej zdziwiło ją jej zachowanie, gdyż w ogóle nie leżało w jej naturze.
- Coś się stało?
- Wiedźma chce cię widzieć.
Tyle wystarczało, by krew Surge zaczęła szybciej pulsować. Owa Wiedźma była dziewczyną szefa lokalu, liczącą sobie trzydzieści pięć lat. O ile z właścicielem dogadywała się dosyć dobrze, to z jego wybranką od samego początku były nieporozumienia, które przeradzały się w konflikt. Wszystko sprowadzało się do tego, że czuła się współwłaścicielką, a jej polityka prowadzenia personelu mocno odbiegała od tej stosowanej przez jej partnera. W zasadzie, żadnych problemów by nie było, gdyby szef wykazał się większą męskością i potrafił trzymać swoją kobietę w ryzach. A tak, Surge sądziła, że biedny David cierpi na chroniczny brak jaj.
Długo nie musiała jej szukać, gdyż tuż za ladą, przy kasie, dostrzegła masywną postać o farbowanych blond włosach. Jej wyraz twarzy wskazywał na to, że znajduje się w chorej euforii, czyli swojej ulubionej.
- Gdzie są pieniądze z kasy - wyraziła się tym impertynenckim tonem, który stosowała do rozmowy z personelem.
- A skąd niby miałabym to wiedzieć - odrzekła sucho, choć wiedziała, że to dopiero początek zabawy.
- Cóż myślałam, że ludzie twojego pokroju, wiedzą tego typu rzeczy.
Surge dokładnie wiedziała, co Wiedźma miała na myśli. Kiedy Profesor Xavier poprosił swojego starego znajomego o przysługę, w postaci pracy dla niej, ten zgodził się bez wahania. Wiedział o trudnej przeszłości Azjatki, o okresie gdzie żyła na ulicy, i od czasu do czasu, uciekała się do kradzieży, by móc przetrwać. Niestety, raczył podzielić się tą wiedzą z Carmen, która wręcz uwielbiała robić dwuznaczne uwagi na ten temat.
- Wiedziałam, że nie można ci ufać - ciągnęła dalej - mówiłam mu to. Mówiłam, że nie można tu trzymać żebraczki. Ale on jest zawsze taki naiwny. Nie widzi problemu w zatrudnieniu nieuczciwej dziadówki - jej głos stawał się coraz wyraźniejszy. Nie obchodziło jej, że kreuje niepotrzebne zamieszanie. Ba! Rozkoszowała się możliwością poniżenia managera lokalu. Tym sposobem akcentowała swoją władzę i dyskredytowała Surge w oczach gości i kolegów po fachu.
Tymczasem dziewczyna wysłuchiwała tego, udając stoicki spokój, choć tak naprawdę krew niemal elektryzowała się w jej żyłach. Wiedziała, że jeśli tylko otworzy buzię, posypią się z niej pewne inwektywy, które mogą zaważyć na jej dalszej karierze zawodowej w tym lokalu. Życie na ulicy nie należało do najprostszych, kradzież była w tamtym okresie konieczna, jeśli chciała być samodzielna i przeżyć. Nie była dumna z tamtego okresu, ale radziła sobie sama, co było dla niej najważniejsze. Jednak od momentu zetknięcia się z mutantami z Instytutu, nie uciekała się już do takich praktyk i miała nadzieję nigdy do nich nie powrócić. Wspomnienia z tamtego okresu były zbyt bolesne, choć wyhartowały jej ducha.
Oświetlenie zaczęło w pewnym momencie szwankować, pod wpływem nieświadomej manipulacji mutantki. Pojedyncze żarówki migotały, paląc się intensywniej, by sekundę później zupełnie się zgasić. Proces zdawał się nie mieć końca.
- Mała gówniana złodziejka - jej słowa były nasycone jadem, widać było, że rozkoszuje się tą chwilą.
Nagle żarówki roztrzaskały się, a szkło rozprysło się po lokalu. Mocno wzburzona i oszołomiona, Azjatka skierowała się szybkim krokiem do drzwi restauracji, chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza i mając nadzieję, że to pomoże jej ukoić swoje nerwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Czw Maj 30, 2013 6:55 pm

WA spokojnie szedł ulicą do restauracji w celu zjedzenia czegoś dobrego. Ostatnio w jego rączki wpadło 20 dolarów i kilka kart kredytowych które może spokojnie wyrzucić do śmieci. Przy wejściu minął się z ładną Azjatką która była wyraźnie zdenerwowana. Nie zaprzątając sobie tym głowy wszedł do lokalu a jego w miarę duża plakietka ukazująca postrzeloną uśmiechniętą buzię wesoło skakała przyczepiona do skórzanej kurtki.
Wprawne oko mogło dopatrzeć jego ''zabawę'' świecącą krwią która spłynęła z koniuszków palców przez skórzane rękawiczki bez palców aż ukryła się w rękawie.

W środku panowała krzątanina z powodu pęknięcia żarówek i sprzątania szkła przez personel lokalu.
WA zajął dogodny, pusty stoli blisko wyjścia i wybrał z menu jakąś mięsną potrawę za 15 dolarów a dodatkowo szklankę wody.

Siedząc tak oczekując na kelnera który ma przynieść jego danie, bawił się palcem który świecił ładnym, zółtym promieniem w lekkiej ciemności która panowała w lokalu.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Czw Maj 30, 2013 10:24 pm

Zamówienie zostało szybko dostarczone przez tą samą uroczą kelnerkę, która była przy jego stoliku chwilę wcześniej. Wyraźnie nie spieszył się z poszukiwaniami owej osoby, przyjmując prostą zasadę - jeśli czegoś mocno pragniemy, przyjdzie do nas samo w najmniej oczekiwanym momencie. Rozkoszując się chwilą, ukroił sobie kawałek szarlotki, który ze smakiem zjadł. Na Ziemi są miejsca, w których jedzenie smakuje na swój indywidualny sposób, co ma podstawy w sposobie uprawy, hodowli i warunków meteorologicznych danego regionu planety. Ta sama zasada tyczy się całego wszechświata. Smaki bywają podobne, lecz rzadko identyczne. Niezwykła kombinacja smaków, która mieści się w tym cieście wywołała skojarzenie z przeszłością. Zmysły sprawiły, że neurony wysyłają sygnały, które powracają do części mózgu odpowiedzialnej za przechowywanie pamięci. Nazywa się to pamięcią relatywną. Magnus powrócił myślami do chwili, w której po raz pierwszy jadł to pyszne ciasto. Przypomniał sobie również dokładne okoliczności oraz kobietę, z którą miał okazję dzielić tę chwilę. Wywołało to w nim sentymentalne uczucie.
Mentalna podróż w przeszłość, została dość gwałtownie przerwana przez rosnącą tonację głosu kobiety stojącej przy ladzie. Kobieta ta wylewała swe żale na młodą kelnerkę. Ludzie są niepodporządkowani, opryskliwi i trywialni. Gardził takim zachowaniem. Nieodwzajemniony emocjonalnie atak słowny, został zauważony przez pozostałych klientów. On również pozwolił sobie na całkowite skupienie na owej sytuacji, lecz prawdziwe przedstawienie miało się dopiero rozpocząć. Światło wewnątrz sali zaczęło migotać. Nic niezwykłego, zwłaszcza, że w innej części Nowego Yorku "rozładowywał napięcie" człowiekiem o dość wymownym pseudonimie "Electro". Jego wzrok skupiony był na kelnerce, która przyjmowała obraźliwe i wzgardliwe słowa bez najmniejszej reakcji. Powierzchownej oczywiście, gdyż wewnątrz musiała gotować się ze złości. Wystarczy wyobrazić sobie samego siebie w tej sytuacji, aby móc wyobrazić sobie co właśnie czuje. Strach, złość, obawa, opanowanie. To ostatnie w końcu dało ujście w postaci wysadzonych żarówek, które posypały się na głowy klientów i blaty stołów, niczym ostry żarzący się deszcz. Szybkim ruchem dłoni zasłonił kubek przed opadającymi drobinkami szkła. Przedstawienie dobiegło końca. Aktorzy zeszli ze sceny, pozostał jedynie niesmak i wypisane na twarzy prowodyrki zdziwienie i oburzenie. Młoda Azjatka przeszła pomiędzy stolikami niemalże niezauważona, wykorzystując zamieszanie spowodowane opadającym szkłem i nagły brak oświetlenia wewnątrz restauracji. I nigdy by nie pomyślał, że to ona jest mutantem, którego poszukiwał, gdyby nie połączenie, które nastąpiło chwilę później:
- Lordzie Magnus - rozpoczął oficer. - Mutant opuścił budynek restauracji...
Odpowiedź była w tym momencie zbędna. Wszystko co się przed chwilą wydarzyło, zaczynało nabierać sensu i powoli się łączyć. Erik dopił kawę, po czym wstał i położył na stole zapłatę za posiłek oraz solidny napiwek, który kilkukrotnie przekraczał wartość samego zamówienia.
Opuścił restaurację. W przejściu minął się z mężczyzną w wojskowym ubraniu, poza wymianą spojrzeń nie zwrócił na niego większej uwagi. A gdy znalazł się na zewnątrz rozejrzał się po całej przecznicy. Żółte światło ulicznych latarni dość mocno ograniczało widoczność. Udał się chodnikiem w lewo, kierując na skraj restauracji, aby właśnie w tej bocznej uliczce dostrzec jej skrytą w cieniu postać. Wróć tam i zakończ tą farsę, pomyślał. Emocje wyzwoliły jej gen X. Zastanawiał się przez chwilę, czy był to jej pierwszy raz, czy może podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej? Czy była świadoma jak niezwykły dar posiada i jak powinna się z nim obchodzić?
Zwrócił swój wzrok w lewo, ponownie w kierunku ulicy. Przed restauracją stał elegancki sportowy samochód, wyraźnie odznaczający się pośród innych zaparkowanych pod lokalem pojazdów.
- Przepraszam... - Opanowany i mocny ton jego głosu, przerwał jej chwilowy spokój. - Czy ten samochód należy do blondynki, która przed chwilą z Panią rozmawiała?
Spoglądał na metaliczny-czerwony pojazd, czekając na jej odpowiedź. W tej chwili mogła albo wyjrzeć zza ściany i potwierdzić prawdziwość jego przypuszczeń, albo odpowiedzieć mu z pamięci. Mogło również się okazać, że jego założenia były błędne, lecz gdyby okazało się to prawdą, mężczyzna wyciągnąłby rękę w jego kierunku łapiąc samochód w uścisk swej magnetycznej mocy, po czym zgniótłby go niczym puszkę po pepsi. I zrobiłby to na jej oczach. Sam hałas gniecionego metalu zdecydowanie przykułby jej uwagę, zresztą nie tylko jej. Przewidywanym zachowaniem kobiety, będzie przerażenie i ucieczka, ale to dość naturalna reakcja, na dość nienaturalną sytuację.
Powrót do góry Go down
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Maj 31, 2013 1:53 am

Jej serce wciąż szybko biło a źrenice były wyraźnie poszerzone, kiedy oddaliła się od wejścia restauracji, skręcając w boczną uliczkę. Nieprzyjemny podmuch wiatru wkradał się pod jej ubranie, powodując lekkie dreszcze. Opuściła lokal nie biorąc ze sobą żadnego zwierzchniego okrycia, co było dosyć niemądrym pomysłem jak na tę porę roku. Jednak przypomniała sobie o tym dopiero wtedy, kiedy stała samotnie pod osłoną nocy. Natłok emocji nie pozwalał jej wrócić do środka, wolała pozostać na dworze, ogrzewając ramiona przez zaciśnięte na nich dłonie. Oparła głowę o pobliską ścianę, zamykając oczy i próbując uspokoić przyspieszony oddech.
Taka samokontrola wymagała sporego wysiłku, do którego Surge nie była przyzwyczajona. Gdyby podobna sytuacja miała miejsce w innych okolicznościach, doszłoby do czegoś więcej niż do kilku roztrzaskanych żarówek. Oczami wyobraźni widziała szefową zdaną wyłącznie na swoją łaskę, a Azjatka nie należała do osób litościwych. Niestety, czuła się zobligowana do tkwienia w tej pracy. Jakie to żałosne, że o wszystkim decydowały pieniądze. Na obecnym rynku pracy, gdyby znalazła zatrudnienie gdzieś indziej, nie mogłaby liczyć na podobną pensję, a to równało się z brakiem funduszy na czynsz i pozostałe przywileje, jak chociażby gaz czy woda, bo o prąd nie musiała się akurat martwić . Po dzisiejszej nocy zastanawiała się, czy to wszystko jest warte jej zdrowia psychicznego. Miała również nadzieję, że nikt nie skojarzył problemów z oświetleniem, z jej osobą. Posiadała wystarczająco dużo problemów i bez tego.
Westchnęła ciężko, rozmyślając nad swoim przykrym losem, kiedy dobiegł ją powściągliwy, męski głos, który sprawił, że gwałtownie otworzyła oczy.
Mężczyzna był wysoki i słusznej postury, choć osobliwym elementem były jego włosy, o czystym, białym odcieniu. Co było dosyć zastanawiające, gdyż jego wiek zdawał się nie przekraczać trzydziestu lat.
- Tak... - odpowiedziała, po krótkiej chwili zadumy, spoglądając w jego kierunku.
Nagle nowiutki samochód należący do współwłaścicielki restauracji został całkowicie roztrzaskany przez jakąś ogromną, niewidzialną siłę. Oczy dziewczyny rozszerzyły się, a lekko otwarte usta zastygły, podobnie jak reszta jej ciała. Po chwili znów zwróciła się ku tajemniczemu mężczyźnie, widząc jego uniesioną dłoń i niewzruszony wyraz twarzy. Przy tym zdarzeniu jej akcja z żarówkami wydawała się numerem dla amatorów.
Wszystko wskazywało na to, że jest mutantem, w dodatku dysponuje niesamowitym ogromem mocy, jeśli jest w stanie zgnieść pojazd bez żadnego widocznego wysiłku. Tkwiła tam w bezruchu, nie wiedząc zupełnie co powiedzieć i w jaki sposób się zachować. Prawdę mówiąc, widok zniszczonego auta wybitnie poprawił jej humor, a mężczyzna zaskarbił sobie parę poważnych punktów sympatii.
- Kim jesteś? - wydusiła w końcu, a jej głos zdradzał ciekawość, przemieszaną z podziwem. Wciąż stała w tej samej pozycji, co przed całym incydentem, zapominając całkowicie o zimnie, który jeszcze chwilę temu jej przeszkadzał.
W jej głowie panował natłok pytań. Kim był i czego od niej chciał, wydawały się w tym momencie najistotniejsze, jednak wstrzymała się z zadaniem drugiego, gdyż nie chciała wyjść na niegrzeczną i niewdzięczną, w końcu pomógł jej ukarać szefową. Zastanawiające było też, w jaki sposób ją odnalazł i czemu akurat ona wydawała mu się na tyle interesująca, by w ogóle się czymś podobnym kłopotać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Maj 31, 2013 6:26 am

Zamówienie wkrótce dotarło do stolika WA, na pierwszy rzut oka nie wyglądało zbyt smakowicie ale jak wiadomo głód to najlepsza przyprawa. Pierwszy kęs zdradził prawdziwy smak mięsa, smak podobny do steku.
WA spokojnie jadł potrawę i popijał ją wodą rozmyślając o tym co zrobi później. Priorytetem u niego była naprawa broni, później znalezienie jakiegoś składu broni. W mieście musi być pełno gangów, inaczej Punisher zanudziłby się na śmierć.

Pytaniem pozostawało, gdzie takiego gangu szukać? Wolał pomyśleć dłużej więc nawet po zjedzeniu potrawy chwilę posiedział przy stoliku aż w końcu wyszedł zostawiając na stoliku 15 dolarów plus 5 napiwku.

Po wyjściu na zewnątrz uświadomił sobie że to nie będzie takie łatwe, znaleźć lokalizacje gangu.
Potrzebował jakąś płotkę, którą mógłby zastraszyć i dowiedzieć się tego czego mu potrzeba.
Jedynym sposobem na szybkie dowiedzenie się o jakiejś okazji było radio albo krótkofalówka policyjna którą należy zwinąć jakiemuś gliniarzowi. Przeszedł na drugą stronę uliczki i nie ukrywając tego czekał aż okazja nadarzy się sama.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Maj 31, 2013 11:27 am

Dźwięk gniecionego metalu, rozszedł się po całej dzielnicy. Metalowa powłoka samochodu zaczęła pękać, rozrzucając kawałki karoserii po ulicy. Szyby zostały oczywiście pokruszone, a ich małe drobinki posypały się po samochodzie niczym konfetti na urodzinowym przyjęciu. Silnik niczym umierająca ludzka istota, kaszlnął olejem w ostatnim odruchu życia. Magnus podciągnął do siebie kawałek metalu, który wyprostował się w locie tworząc sporych rozmiarów okrąg. Wylądował on przed ich nogami, a mężczyzna mógł w końcu rozluźnić uścisk swej mocy. Spojrzał na kobietę, która wbrew jego oczekiwaniom pozostała na miejscu. Z osłupieniem wpatrywała się w zniszczenie, którego dokonał, aż w końcu po krótkiej wewnętrznej walce odezwała się do niego, na co chciał od razu odpowiedzieć.
- Nazywam się...
W tej chwili przerwał, gdyż z restauracji właśnie wybiegła blond włosa kobieta. Ujrzawszy swój zniszczony w niewyjaśnionych okolicznościach samochód, zaczęła krzyczeć, popadając w całkowitą furię. Jej wrzaski były połączeniem, gniewu i rozpaczy. Zdezorientowana odnalazła resztę rozsądku i zadzwoniła po policję.
Młoda kobieta mogła napawać się tym widokiem, lecz ich czas w tym miejscu dobiegł końca. Wolał uniknąć zamieszania i oszczędzić jej przesłuchiwania przez policję, co na pewno miałoby miejsce, gdyby powróciła teraz do pracy.
- Powinniśmy iść - zaproponował. Wszedł obiema stopami na kawał metalu i wyciągnął w jej kierunku otwartą dłoń. - Chodź.
Próbował ją zapewnić i robił to w typowym dla siebie stylu: bez presji i bez nachalności. Jeśli kobieta weszłaby na idealnie krągły i perfekcyjnie wyprostowany kawał metalu, Magneto wyniósłby ich ponad budynkami. Miał nadzieję, że Azjatka posiada dobry zmysł równowagi. Wylądowaliby dopiero na tym samym dachu, na którym "zaparkowana" została jego kula transportująca. Z tej perspektywy mogli oglądać przedstawienie, które toczyło się pod drzwiami restauracji, lecz nie brali w nim dłużej udziału.
- Nazywam się Magneto - dokończył to co chciał powiedzieć na dole, zanim mu nie przerwano. Podszedł do balustrady i spojrzał na prowodyrkę kłótni. - Spójrz na nią. Chcesz, aby tacy ludzie jak ona, mówili Ci kim jesteś? Możesz tego nie dostrzegać, lecz żyjemy w wiezieniu, które zostało narzucone na Nas przez ludzi, takich jak ta kobieta. Posiadasz dar, który winnaś celebrować, a nie ukrywać w strachu i obawie! Istnieją mutanci, którzy uważają, że znaleźli na to złoty środek. Stworzyli dla siebie miejsce, gdzie mogą być sobą, lecz miejsce to pomimo braku krat i wszechobecnej swobody, nadal pozostaje więzieniem...
Na chwilę się zatrzymał, dając jej możliwość odpowiedzi lub przeanalizowania jego słów. Czuł, że nie jest osobą naiwną, która uwierzy w każde przepiękne słowo wypowiedziane przez nieznajomego, co go cieszyło. Szukał osób, które uwierzą w jego sprawę i odwzajemnią jego determinację.
[b]- Twoja moc chce być wolna, czego przykładem był dzisiejszy pokaz!
- dodał na koniec z uśmiechem, rozluźniając narastające napięcie.
Powrót do góry Go down
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Maj 31, 2013 1:33 pm

W pewnym momencie, to co zostało z pojazdu zostało pieczołowicie przetworzone i teraz formowało idealny okrąg, duży na tyle, by z powodzeniem pomieścić na swojej powierzchni dwie osoby.
Zanim tajemniczy mężczyzna zdążył się przedstawić, dobiegły ją krzyki zrozpaczonej właścicielki sportowego samochodu. O ile samochodem można było nazwać resztki metalu o matowym, czerwonym odcieniu i miliony kawałków pokruszonego szkła, gęsto rozrzuconego po parkingu. Azjatka nigdy nie była świadkiem podobnej histerii, która obecnie rozgrywała się na jej oczach. Kobieta rzucała przeróżnymi inwektywami, wpadając w całkowity szał. Cóż, Surge zawsze wiedziała, że ta blondynka ma poważne problemy psychiczne, jej zachowanie było wystarczającym potwierdzeniem.
Kąciki jej ust uniosły się w zuchwałym uśmiechu, gdy spoglądała na reakcję szefowej. Wręcz nie mogła oderwać wzroku od całej sceny, rozkoszując się tym widokiem. Pragnęła zapamiętać każdy szczegół, by móc odtwarzać to zdarzenie w swoim umyśle bez końca.
Jednak owy widok nie trwał na tyle długo, by w pełni ją usatysfakcjonować, gdyż chwilę później mężczyzna wyciągnął w jej kierunku dłoń. Zapewne było to najrozsądniejsze posunięcie, bo ich obecność mogłaby wydać się podejrzana pewnym władzom. A ostatnie czego potrzebowała, to znalezienie się na celowniku policji, mimo iż nie była odpowiedzialna za szkody. Po części, przynajmniej.
Spojrzała na niego, mając pewne obawy, co do podróżowania na nieznanych obiektach. Jednak jego postawa wydawała się solidna, a on sam wzbudzał jej zaufanie, co ostatecznie przekonało ją by chwycić jego uniesioną dłoń i niepewnym krokiem wkroczyć na kawałek metalu. Zresztą, podejrzewała, że to najszybszy sposób by opuścić to miejsce nim zostaną zauważeni. O dziwo, sama podróż była dosyć przyjemna, mimo jej chwiejnej postawy, przeczuwała, że nic złego jej nie grozi. Nawet mogłaby się przyzwyczaić do takiego środka transportu. Wylądowali na dachu budynku, skąd wciąż dochodziły ich lamenty zdruzgotanej kobiety.
Wówczas nastąpiło to, co wyczekiwała od dłuższego momentu. Mężczyzna uraczył ją swoim imieniem, choć niedokładnie takim, jakim się spodziewała.
Czy chcę, aby tacy ludzie pełnili jakąkolwiek rolę w jej życiu? Oczywiście, że nie. Była tym zmęczona i przytłoczona, lecz nie widziała żadnej innej drogi, którą mogłaby obrać. Lecz postrzegać cały świat jako więzienie? Nigdy nie postrzegała tego w ten sposób. Miała ciężkie dzieciństwo, a i dorastanie nie było idyllą, jednak czuła się w pewien sposób wolna, gdy nie musiała nikomu się podporządkować lub liczyć z jego zdaniem, cóż, przynajmniej do podjęcia pracy w restauracji. Nigdy też nie myślała o swojej mocy, jako o darze, było raczej skazą, która oddzielała ją od reszty społeczeństwa, gdyby nie ona, wciąż żyłaby w Japonii ze swoją rodziną. Z drugiej strony, czy byłaby sobą, gdyby nie jej nadprzyrodzone zdolności? Używanie mocy było szalonym pomysłem, ledwo nad nią panowała, nawet wtedy, kiedy nosiła swoje specjalne rękawice.
- Więc jaka jest recepta na to wszystko? I czemu mówisz to akurat mi? - była zdziwiona całą sytuacją, i nie do końca pewna, czy to co mówi, ją przekonuje. Co w takim wypadku musiałaby zrobić, żeby uwolnić się od tego więzienia?
- To miejsce... czy właśnie stamtąd przybywasz? - spytała niepewnie, uważnie mu się przyglądając. Z drugiej strony, zastanowiła się nad tą bezpieczną ostoją dla mutantów. Idylle istnieją tylko w bajkach, i Surge obawiała się, że podobnie jest w tym przypadku. Nie lubiła być niczym ograniczana, a podejrzewała, że właśnie to ma tam miejsce. W końcu, w jaki sposób ograniczyć moce najróżniejszego kalibru? Czy nie było takiego problemu, bo każdy miał pokojowe nastawienie do bliźniego? Była sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, najzwyczajniej nie wyobrażała sobie takiej konglomeracji mutantów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Maj 31, 2013 5:33 pm

Dopiero głośniejsze trzaski zwróciły uwagę WA.
Samochód sam z siebie zgniótł się co wydawało się dziwne,
nawet jak na NY. WA od niedawna postanowił że nie będzie zawracał sobie głowy
po nadnaturalnymi przestępcami, chyba że będzie na skraju napadu gniewu albo sami pierwsi
zaatakują jego albo niewinnych przechodniów ponieważ przekonał się że to tylko szkodzi
a tacy nigdy nie mają niczego przydatnego przy sobie.
Głośne lamenty blondynki wskazywały na niepohamowany gniew, gdyby on sam wpadł
w taki to świeciłby się wręcz oślepiającym światłem, wrzeszczał nieznośnie i niszczyłby wszystko co
stanęło by mu na drodze.

Po chwili zauważył coś na kształt latającej okrągłej płyty a na niej dwie postaci,
on jedyny to zauważył gdyż reszta społeczności była zajęta patrzeniem na zgnieciony samochód i wrzaski kobiety. Kobieta zadzwoniła na policję co stworzyło szansę na zwinięcie policyjnego radia, WA cieszył się że wybrał akurat ten lokal. Czekając na przyjazd policji z nudów obserwował dach na który wleciała płyta.


Nie miał pojęcia co zrobić z kartami kredytowymi znalezionymi przy bandytach więc
postanowił je wyrzucić w niebo ładnie je podkręcając.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Maj 31, 2013 7:09 pm

Instytut Xaviera był w jego mniemaniu więzieniem i to właśnie o nim wspomniał w swojej pierwszej wypowiedzi. Świat, który próbował stworzyć wychodził daleko poza postrzeganie wolności, którym kierował się Charles przy tworzeniu swojej szkoły dla niezwykle uzdolnionych studentów. Byli oni nie tyko uczniami, ale i młodocianą armią w obcisłych kostiumach, który narażali swe życie w imię ideałów, którymi kierował się ich przywódca. Nie twierdził, że i jego podopieczni nie zostaną kiedyś postawieni w podobnej sytuacji. Wręcz było to tak pewne, że aż nie było potrzeby poddawać to wątpliwościom. Chciał ich uprzedzić i przygotować mentalnie na zmiany, które nadejdą. W tejże kwestii mogli podać sobie rękę z Charlesem, który pod przykrywką ustabilizowania mocy, szkolił ich do walki z innymi przedstawicielami swej rasy, oraz ludźmi. W jego założeniu wojna nigdy nie nadejdzie, a on sam zawsze będzie bronił ludzi jak i mutantów. Mówił o tym jako młody adiunkt i widząc co udało mu się stworzyć i jaką wiedzę przekazać swoim podopiecznym, nadal w to wierzy.
- To miejsce nazywa się Instytutem Profesora Xaviera dla Utalentowanej Młodzieży i nie jestem jego wychowankiem. W moim przekonaniu, abyśmy mogli żyć pośród ludzi świadomi swej mocy, bez obawy przed jej używaniem, muszą się o nas dowiedzieć! - Patrzył bezpośrednio na nią. - Ta machina już ruszyła i pewnego dnia, a wiedz, że on nadejdzie kurtyna za którą kryliście się przez te wszystkie lata opadnie, a wtedy Świat dowie się o waszym istnieniu!
Kamuflaż ukrywający metalową kulę został dezaktywowany. Magnus podszedł do niej, rozwierając wejście do wnętrza, tak jak to robił wcześniej. Nacisnął kilka przycisków na bocznym panelu. Na przedniej metalowej ścianie, tuż nad wejściem pojawił się kolejny ledwo widoczny otwór. Trysnęło z niego światło holograficznego projektora. Wyświetlone zostały obrazy malowideł, które pojawiły się w różnych częściach miasta. Namalowana czerwoną farbą litera "M", a pod nią słowa: "YOU ARE NOT ALONE!", "WE ARE SUPERIOR!", "BROTHERHOOD!"
- Niech to będzie dowodem na to, że mówię prawdę.
Pozostawił wyświetlone obrazy. W dobry sposób obrazowały jego słowa, jednakże w jego opinii było to nadal za mało. Czuł, że tą drogą do niej nie dotrze. Zaczęły więc pojawiać się nowe obrazy, które zostały pozyskane przez jego oficerów z ziemskiej sieci informatycznej i organizacji rządkowych. Przedstawiały mutantów, których zmiany genetyczne wyróżniały ich pośród społeczeństwa. Byli odrzucani i poniżani przez ludzi, bici i torturowani na śmierć. Obrazy były dość brutalne.
- Można schować się przed ludźmi w miejscu, które stworzył Xavier, lecz to niczego nie zmieni. Decyzja, po której ze stron chcesz stanąć, należy do Ciebie i nie musisz podejmować jej teraz. Wróć do swojego życia i żyj nim jak długo zechcesz, ale jeśli kiedyś uznasz, że nadszedł ten moment, przybądź w to miejsce!
Podał jej wizytówkę, na której widniał adres bractwa. Poznanie kolejnego przedstawiciela Homo Superior przybliżało go do końcowego efektu, bez względu na decyzje jaką podejmie, jest teraz świadoma nadchodzącej rewolucji. Czekał w spokoju na ostatnie słowa zanim się pożegnają.
Powrót do góry Go down
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Nie Cze 02, 2013 8:58 pm

Znała Instytut Xaviera. To właśnie tam skierowała się pierwszy raz, kiedy odkryła, czym są mutanci. Wiedziała, że kierują się dobrem wszystkich ras, a tajemnica, co do ich istnienia, miała na celu ochronę ludzi o nadprzyrodzonych zdolnościach. Wątpiła, by ludzie społeczeństwo było gotowe na odkrycie genetycznych odmieńców. Taka specyfika gatunku. Wszystko co było nowe i obce, traktowane było jako bezpośrednie zagrożenie. Pokój w tym wypadku jest niemożliwy do osiągnięcia. Jeśli na świecie istniał rasizm, z powodu odmiennego koloru skóry, to co by było, gdyby się okazało, że po tej samej ziemi stąpają osoby mogące manipulować umysłami bądź przenikać przez ściany. Strach, chaos i nienawiść była nieunikniona. Surge często rozmyślała nad tym. Jak długo będą mogli podtrzymywać tę iluzję, których konsekwencji sama się obawiała. Z tego powodu sądziła, że podejście Xaviera było zbyt naiwne, by mogło do niej przemówić, Magneto niewątpliwie miał rację.
Nieoczekiwanie, tuż obok nich, pojawiła się metalowa kula, do której zbliżył się mężczyzna. Nie widziała, co dokładnie robił, kiedy po chwili pojawił się hologram. Przedstawiał on różne części miasta, a raczej ściany budynków, na których widniały napisy, nie do końca przez nią zrozumiałe.
- Brotherhood... - wyszeptała, jakby analizując pojawiające się obrazy - co to jest Brotherhood?
To prawda, że owe malowidła nie były jej zupełnie obce, wręcz przeciwnie. Często mijała je w drodze do pracy, czy z powrotem, jednak nigdy nie zwróciła na nich większej uwagi. Sądziła, że to po prostu jakieś wygłupy młodych chuliganów, nawołujących do swojego gangu, których w Nowym Jorku było pełno. Teraz wszystko zdawało się sklejać w jedną całość, a ona zapragnęła dowiedzieć się o tym więcej.
Nagle obrazy zmieniły się, pokazując teraz zniekształconych mutantów, nad którymi pastwili się ludzie, zapewne uważając ich za potwory. Lecz kto tu tak naprawdę był potworem? Surge była wstrząśnięta. Ogrom agresji, który widziała, był ciężki do przetworzenia. Nawet ona nie wyobrażała sobie tak drastycznych scen.
- Dlaczego nikt im nie pomógł? Gdzie w tym wszystkim są władze państwa? - spytała, czując przypływ ostrej złości, który nie opuścił jej do końca po wydarzeniach w restauracji - powinni chronić swoich obywateli!
Chwyciła wizytówkę, wpatrując się w nią otępiale. Jej emocje dalej nie mogły się uspokoić, po tym co zobaczyła.
- Jeśli opowiem się po twojej stronie... czy to - w tym miejscu wskazała na obrazy wyświetlane przez hologram - czy to się skończy? - jej głos drżał, lecz zdradzał wielką determinację i zaciętość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Cze 03, 2013 6:23 pm

WA przez chwilę obserwował dach na który wleciał obiekt lecz gdy tylko przyjechała policja postanowił wykorzystać sytuację. Powoli zbliżał się do radiowozu i policjantów w celu gwizdnięcia ich krótkofalówki.
Kiedy szedł pomyślał jakby zrobić to co zamierzał bez zbędnego zamieszania.

Wszedł do ciemnej uliczki za zmiażdżonym samochodem oczekując na policjantów sporządzających oględziny miejsca zdarzenia i poszukujących ewentualnych sprawców. Kiedy jeden stanął przed nim na skraju cienia WA złapał policjanta za twarz tak aby nie mógł krzyknąć czym zawiadomiłby resztę. Szybko zaciągną go w drugą uliczkę i silnym uderzeniem ogłuszył funkcjonariusza policji a następnie zabrał mu krótkofalówkę i paralizator.
Zbiegł szybko z uliczki a później okrężną drogą wrócił na poprzednie miejsce gdzie mógł spokojnie obserwować dach i całe wydarzenie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Cze 07, 2013 5:16 am

WA po dość długim obserwowaniu dachu w końcu znudził się i postanowił pójść w jakieś ustronne miejsce i posłuchać komunikatów policjantów, być może natknie się na powiadomienie o ataku gangu.
Miał nadzieje że oczekiwanie na odpowiedni komunikat nie będzie się dłużyło, już wystarczająco czasu zmarnował.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Cze 08, 2013 2:31 pm

Holograficzny pokaz wywarł na młodziej kobiecie większe wrażenie niż mógł przypuszczać. On nie potrafił spoglądać na nie z empatią. Po wszystkich okrucieństwach, ludzkich tragediach, cierpieniu, zniszczeniu i śmierci, które miał okazję widzieć na własne oczy, stał się nieczułą istotą, która ukrywała ból wspomnień pod wyrafinowaną i charyzmatyczną maską. Wszelkie inteligentne istoty żyjące w kosmosie są do siebie podobne. Ludzie nie różnią się od nich w najmniejszym nawet stopniu. Chodzenie po trupach do celu, brak szacunku dla swych rodaków i braci, brutalność i zwierzęca strona natury, to przejaw, który cechują się różne rasy. Homo-sapiens potrafią być dla siebie okrutni, wszczynać wojny i mordować się nawzajem, dla własnych korzyści, a gdy konflikt ma to pokłady między rasowe jest jeszcze gorzej. Magneto byłby wielce naiwnym człowiekiem, gdyby wierzył, że wejście mutantów na obrady ONZ i przedstawienie im swych praw, cokolwiek zmieni. Mutanci spotkaliby się z protestującymi cywilami, którzy wygłaszaliby pogardliwe i obrażające hasła, a gdzieś na świecie znowu doszłoby do tego typu przemocy, która zapewne jeszcze by się nasiliła. Słabsi mutanci, którzy nie posiadają niezwykłych mocy nie mieliby się jak obronić.
- Bractwo Mutantów to moje dzieło. To sztandar, pod którym mutanci mogą się łączyć. Możesz nazwać to ideą, organizacją, kultem, zjednoczoną siłą, wspólnotą - pod każdą nazwą - dla mutantów, będzie to oznaczało tylko jedno. Wolność.
Podszedł do metalowej kuli, na której położył dłoń. Obrazy przestały być już wyświetlane, a wejście do środka zamknęło się.
- Dość już tych pokazów... - Nie musiała się obawiać, że będzie znowu bombardowana kolejnymi brutalnymi obrazami. Magnus widząc jednak jej reakcję, zastanawiał się co jej dokładnie powiedzieć. W przeciwieństwie do innych przywódców, dyktatorów i tyranów, których rządy obalał nie miał zamiaru okłamywać swoich ludzi. Prawda mogła być ciężka do strawienia i niewygodna, lecz musiała ją usłyszeć, a dzięki temu więzy trzymające bractwo w całości będą silne.
- Na całym świecie jest tylko kilka rządowych organizacji, które wiedzą o istnieniu mutantów, reszta o nas nie wie, albo nie chce wiedzieć! Ludzka brutalność względem innego człowieka, nie powinna Ci być obca, wasza historia pełna jest podobnych scen. Obiecuję Ci jednak, że gdy mój plan się ziści, żaden mutant nie będzie cierpieć z powodu ludzi. Brzmi to nazbyt pięknie, aby można było w to uwierzyć, lecz ja widziałem podobne zmiany i wierz mi, jest to osiągalne! - Napięcie w jego słowach zaczęło narastać. On sam stał przed nią, patrząc jej bacznie w oczy, bez mrugnięcia, bez zawahania przekazywał jej swoje słowa, jakby chciał wedrzeć się do jej umysłu i wyryć w nim swoje ideały.
- Ludzie są słabi i łatwo nimi manipulować. Znaki, które wiedziałaś to tylko początek. Z czasem będzie tego więcej, pojawią się przekazy, które zaczną odbijać swoje piętno na ludzkiej psychice, a gdy propaganda osiągnie zenitu kurtyna opadnie. Ludzie ulegną, albo czeka nas wojna. Bez względu na efekt, osiągniemy nasz cel! - Ton Magnusa zelżał. - Pytanie brzmi, czy chcesz być biernym obserwatorem, czy tworzyć to razem ze swymi braćmi?


Ostatnio zmieniony przez Magnus dnia Sob Cze 08, 2013 9:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Cze 08, 2013 7:53 pm

Bractwo Mutantów niosące za sobą hasło wolności? Cóż, było to pojęcie, z którym zdecydowanie najbardziej utożsamiała swoją egzystencję, razem z niezależnością, oczywiście. Jednak, czuła się wolna. Czy możliwe, żeby aż tak pomyliła się w swojej ocenie? Prawdę mówiąc, życie nauczyło ją, by zawsze dbać wyłącznie o siebie. Jeśli ty tego nie zrobisz, to nie będzie nikogo na twoje miejsce. Dzięki takim podejściu, dziewczyna zaszła tak daleko, mogąc usamodzielnić się w wielkim mieście i skończyć swój okres włóczęgi. Ale nie była też egoistką. Doświadczenia wyniesione z domu sprawiały, że odczuwała pełne współczucie i przynależność do osób z jej gatunku. Wyobrażała sobie, że żadnemu z nich nie było nigdy łatwo, a co dopiero mieli powiedzieć ci, którzy odbiegali wyglądem od przeciętnego człowieka. Nawet nie chciała wyobrazić sobie tego ogromu uczuć, który musiał im towarzyszyć na każdym kroku, czując na sobie spojrzenia pełne pogardy czy doświadczając werbalnych i fizycznych ataków, by w końcu bać się o własne życie.
Surge chciała zapytać, czym był ten tajemniczy plan i co dokładnie miał na celu, lecz wątpiła, by ktoś jego kalibru tak ochoczo dzielił się swoimi sekretami, więc uznała za stosowniejsze przemilczeć tę kwestię. Przynajmniej na tę chwilę.
- Czy to nie jest jednak lepsza opcja, by nikt nie wiedział o naszym istnieniu? - spytała niepewnie, nie wiedząc w jaki sposób mężczyzna zareaguje na jej słowa. Nie chciała wykazać się brakiem taktu, jednak rozmyślała nad tym, czy ujawnienie ich istnienia wyszłoby wszystkim na dobre? Ludzie zaczęliby polować na nich jak na zwierzynę, a to znaczyłoby, że musieliby walczyć o swoje życie. Skala tego konfliktu była niewyobrażalnie ogromna. Z drugiej strony, jeśli organizacje rządowe wiedziały o ich istnieniu, wszystko było wyłącznie kwestią czasu. A jeśli ludzkość miałaby się o nich dowiedzieć, to lepiej być stroną mającą przewagę i dyktującą warunki.
- Zapewne nie... - dokończyła, zanim miał szansę się wypowiedzieć.
Jego wypowiedź, mimo ostrego tonu, napełniła ją nadzieją na lepsze jutro. Gdzieś, gdzie nie musiałaby ukrywać tego kim jest i co potrafi. Była sceptyczką, jednak, o dziwo, uwierzyła w jego słowa. Jakby potrafił wywrzeć w jej głowie obrazy, które miały być dowodem na to, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko posiada się do tego odpowiednie środki. Może chodziło też o to, że chciała w to wierzyć, że ten rodzaj Idylli był osiągalny, że cały świat zmieniłby się na lepsze. Przynajmniej dla jej gatunku.
Spojrzała na niego uważnie, kiedy wreszcie kazał jej wybrać, po której stronie chce stanąć. Co miała do wyboru? Powrócenie do swojego starego życia, czyli skromnej kawalerki, niewdzięcznej pracy, gdzie była traktowana jak ktoś drugiej kategorii, bojąc się cały czas, by jej moce nie uaktywniły się w najbardziej niewygodnym momencie, oddając się sporadycznie przyziemnym rozrywkom? Czy życie we wspólnocie, gdzie mogłaby być wśród ludzi podobnych do niej, bez ciągłego poczucia wyobcowania, gdzieś gdzie miała okazję stać się częścią czegoś tak potężnego, że zmieniłoby to na zawsze bieg historii i dałoby mutantom szansę na wartościowe i normalne życie?
- Chcę wziąć w tym czynny udział - odparła dumnie, będąc całkowicie pewna dokonanego wyboru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Cze 15, 2013 11:08 am

Magnus nie mógł być bardziej zadowolony. Wybrała właściwą drogę, stając się kolejnym elementem - kolejną cegiełką na murze, będącym symbolem ich zjednoczenia. Każdy mutant, każda iskra życia, którą uda się pozyskać będzie wzmocnieniem, którego tak potrzebują. Poszukiwania mutantów wyglądają trochę jak rozwój drzewa. Najpierw jest jeden główny trzon, którym jest on, lecz każdy zwerbowany homo superior, to kolejna gałąź, której zadanie jest pozyskać nowych członków. Dzięki temu korona tego drzewa stanie się silniejsza i bujniejsza, aż w końcu zacznie wydawać owoce. 
W chwilowym milczeniu przyglądał się jej, układając sobie w myślach wszystkie aspekty jej mocy, które miał okazje zobaczyć wcześniej. Już wcześniej dotarło do niego, że jej moc jest jeszcze młoda, a ona sama nie ma nad nią pełnej kontroli. Była to niewielka przeszkoda, którą chętnie pomoże jej zniwelować. Zamierzał wytrenować ją, rozbudzając jej moc, a tym samym ugruntowując jej świeże przekonania co do jego idei. 
- Bardzo mnie to cieszy! - odparł z delikatnym uśmiechem. - Ty me imię znasz, lecz ja nie poznałem Twojego?
A gdy już poznał jej imię, podszedł ponownie do swej kuli i otworzył przejście do jej wnętrza. Miał zamiar zabrać ją w miejsce odosobnione, gdzie z dala od wścibskich oczu, w spokoju, będzie mogła trenować. Noc była jeszcze młoda. Kobieta mogła być zmęczona wydarzeniami, których doświadczyła tego wieczora, lecz tam gdzie zmierzają, będzie mogła odpocząć. 
- Po pokazie, którym uraczyłaś mnie wewnątrz restauracji, założyłem, że Twoja moc nie jest w pełni rozwinięta, prawda? Chciałbym Ci w tym pomóc. Moje kula transportująca zabierze Cię w pewne miejsce, gdzie również przybędę. Nauczę Cię jak kontrolować swoje zdolności, oraz jak wyciągnąć z nich maksymalny potencjał!
Przystąpienie do bractwa wiązało się z porzuceniem wszystkiego i wszystkich rzeczy, które kochało się z poprzednim życiu. Porzucenie imienia oraz nazwiska, które nadali Ci ludzie, aby odrodzić się jako ten, który jest mutantem. Pod imieniem, które definiuje Ciebie jako mutanta. Gdy jej trening się zakończy, Magnus będzie miał możliwość ocenić jej moc i wysłać ją na misję, tak jak uczynił to z trójką pierwszym zwerbowanych mutantów.
 
 
//Przepraszam, za takie opóźnienie. 
Powrót do góry Go down
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Cze 15, 2013 11:33 pm

- Noriko Ashida - odpowiedziała, odwzajemniając jego uśmiech - lub po prostu Surge.
O wiele bardziej utożsamiała się ze swoim przezwiskiem, niż z faktycznym imieniem. Prawdę mówiąc, wyłącznie jej rodzice zwracali się do niej po imieniu, zaś w miejscu pracy wykorzystywali jej nazwisko. Sama miała w zwyczaju posługiwać się pseudonimem, które w wolnym tłumaczeniu oznaczało przypływ. Wiązało się to głównie z jej mocą, która przeważnie manifestowała się podczas przypływu emocji. 
- Nie, w zasadzie nie jest - odparła ponuro, przeglądając w tym momencie dłonie, ozdobione metalowymi rękawicami, które miały na celu trzymać pod kontrolą jej moc. Musiała przyznać, że spełniały swoje funkcje, gdyż zmniejszyły liczbę nieuzasadnionych wyładowań elektrycznych, kiedy miała je na sobie. Sama do końca nie wiedziała, jak duży jest jej potencjał. Jedno było pewne, nie potrafiła nad nim zapanować, więc musiała go ograniczyć. To była jedyna forma, by mogła w spokoju funkcjonować w społeczeństwie.
Spojrzała niepewnie na metalową kulę, badając jej zdolności do bycia środkiem transportu, po czym rzuciła pytający wzrok w stronę mężczyzny, jakby miała zapytać, czy to w ogóle jest bezpieczne. Już podróż na skrawku metalu wydawała się jakoś bardziej przyjazna, przynajmniej nie dopadło by ją uczucie klaustrofobii... 
Perspektywa nauki panowania nad mutanckimi zdolnościami była bardzo kusząca. Zawsze marzyła o czymś podobnym, o przejęciu całkowitej kontroli, zamiast bezwolnemu poddawaniu się falom mocy. Jednak wiedziała, że dokładnie teraz, w tym miejscu, zamykała za sobą pewien rozdział, do którego prawdopodobnie nigdy już nie wróci. Jej sentymentalna część sprawiła, że rozejrzała się z melancholią po okolicy, chcąc uchwycić każdą chwilę jej dotychczasowego życia. Wiadomo, że nie było idealne, ale przecież nic takie nie jest. Odetchnęła głęboko, czując lekki przypływ stresu, który sprawił, że jej serce zaczęło szybciej bić. Zdała sobie sprawę, że otwierał się przed nią świat nowych możliwości, w których wreszcie będzie mogła być mutantem. Kolejne marzenie, które właśnie się spełniało.
- Jestem gotowa - powiedziała pewnie, uwalniając nagromadzone powietrze z płuc. Cokolwiek miało by się nie wydarzyć, była przekonana, że sobie poradzi. W końcu, robiła to od dawna, i nie zamierzała teraz poprzestać.

[z/t] dla mnie i Surge, ruszamy do The Abandoned Yonkers Power Station
~ M.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Fantomex

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Lip 20, 2013 1:14 am

20:33. Fantomex wchodzi do budynku. Ubrany w biało-czarny kombinezon i tego samego koloru płaszcz(w którego to po wewnętrznych kieszeniach pochowany miał cały swój standardowy ekwipunek), w masce odsłaniającej jedynie oczy. Nie jest to strój, w którym profesjonalista przyszedłby na tajne spotkanie ze swoim kontaktem, nieprawdaż? O dziwo jednak nikt nie zwracał uwagi na nowo przybyłego. A to dlatego, że każdy - prócz osoby, z którą miał się spotkać - widział go tak, jak wyobrażał sobie przeciętnego, nie wartego uwagi nowojorczyka. Cluster nie silił się na konkretna iluzję: dlatego mógł zostać odebrany jako łysiejący czterdziestolatek ze świata biznesu, mało atrakcyjna studentka, czy robotnik. Do wyboru, do koloru.
Szybkie rozeznanie pozwoliło mu namierzyć osobnika w pocierającego czoło. To w połączeniu z żółtym strojem wyglądało komicznie. Kto ubiera się w całości na żółto? Osobnik wyglądał jak jeden wielki znak ostrzegawczy: UWAGA SZPIEG. NIEZBYT DOBRY. Jeszcze hasło...
- Jutrzejsze dzień dobry dzisiaj - wymamrotał i bez czekania na odpowiedź(a jakaś miała być?), zajął miejsce przy stole, sięgając po kartę dań.

Wpada beztrosko, jak do siebie - mógłby pomyśleć ktoś patrzący z boku. Otóż nie: Fantomex spędził ostatnie trzy godziny na obserwacji lokum. Nawet teraz E.V.A. w wersji mini latała nad restauracją, dając Clusterowi telepatyczny obraz. Jeśli więc kontakt naszykował jakieś niespodzianki, Charlie o nich wie. Albo będzie wiedział. W końcu jest profesjonalistą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beam



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 12/07/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Lip 20, 2013 7:31 pm

- Ooo... To pan... -szpieg podał kartkę papieru zleceniobiorcy - Tutaj znajduje się ręczny szkic drogi do pomieszczenia w którym powinien znajdować się moduł... Jutro o siódmej rano podejdź do wejścia budynku obok wieżowca Hammera, z tam tond przeprowadzę cię do środka i omówię resztę... To na razie tyle...

Koleś w zółtym stroju wytarł usta z pozostałości posiłku, zostawił zapłatę oraz napiwek na stole i pośpiesznie wyszedł z restauracji nie zwracając na siebie uwagi, przechadzał się ulicami nowego jorku aż w końcu zniknął przy wejściu do metra.

[Notka pod szkicem:]

''Twoje działania muszą pozostać tajemnicą do czasu wyniesienia a w razie ich odkrycia samodzielnie będziesz musiał dostarczyć przesyłkę poza granicę stanu. Zależnie od poziomu dyskrecji twoje wynagrodzenie będzie mogło ulec zmianie na plus albo na minus.''
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fantomex

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sro Sie 14, 2013 1:44 pm

Jean Phillipe rozłożył się wygodnie na krześle, założył nogę na nogę i nie odwracając wzroku od karty dań, wyciągnął rękę po świstek papieru.
- Wcześnie... - mruknął do zleceniodawcy Jednak nie otrzymał żadnej odpowiedzi nie licząc dźwięku zamykanych drzwi. Nic to, najwidoczniej rozmówca do rozmownych nie należy. Zdarza się. - A więc siódma rano...
Rzucił jeszcze okiem na notatkę i wyszedł z restauracji. Bo co więcej miałby tu zrobić? Wyspać się trzeba.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Wto Gru 10, 2013 8:15 pm

Drzwi do restauracji otworzyły się gwałtownie, zimne powietrze wpadło do środka, tworząc niemały przeciąg. Do pomieszczenia bezszelestnie wsunęła się wysoka kobieta odziana w czarny, wełniany płaszczyk i czerwony szal zarzucony niedbale wokół szyi. Scarlet rozejrzała się uważnie po głównej sali i podeszła do jednego z wolnych stolików - ten akurat, który sobie wybrała był umiejscowiony przy oknie, dlatego też miała idealne miejsce by obserwować ludzi zmierzających po ulicach Nowego Jorku. Zanim usiadła na krześle obitym ciemną skórą zrzuciła z ramion okrycie wierzchnie i zawiesiła je na oparciu mebla. Rozsiadła się wygodnie i nie minęła chwila, gdy uśmiechnięta blondynka podeszła do jej stoliczka i zdecydowanym ruchem położyła menu na blacie. Panna Maximoff odwzajemniła się wdzięcznym spojrzeniem i chwyciła kartę. W tym czasie kelnerka o imieniu Jane [Ach te dziwne wizytówki na mundurkach] wycofała się, by nowa klientka mogła w spokoju zastanowić się co też by tutaj dobrego zamówić. Wanda spojrzała na menu i westchnęła. Szczerze mówiąc przyszła tutaj nie dlatego, że była głodna, tylko dlatego, że nie wiedziała co myśleć o sytuacji, jaka panuje teraz w Bractwie. Nic nie jest jasne, nic się nie trzyma. Przebiegając wzrokiem po poszczególnych pozycjach, dziewczyna zdecydowała, że zamówi szarlotkę z bitą śmietaną - no cóż, nie będzie oryginalna oraz kieliszek wina. Przywołała gestem Jane i przekazawszy jej zamówienie obciągnęła czarną spódniczkę.
- Cóż... - Mruknęła pod nosem i rozejrzała się wokoło. No jak na tą porę roku to zdecydowanie za wiele par tutaj przebywało. Przecież Walentynki dopiero za kilka tygodni... Pokręciła głową i zawiesiła wzrok na widoku za oknem, by tylko nie patrzeć na młodych i zakochanych. Czy Wanda była kiedyś zakochana? Ha, dobre pytanie. Najchętniej to zaśmiałaby się głośno, ale mogłoby to być dziwnie odebrane przez resztę gości, dlatego też zdusiła w sobie chichot. Nie zauważyła nawet kiedy kelnerka do niej wróciła z zamówieniem. Szarlotka wyglądała naprawdę cudownie - zapach cynamonu, którym posypany był przysmak dotarł do jej nozdrzy i sprawił, że szatynka uśmiechnęła się do siebie. Mimo tego, że nie była zbyt głodna nie mogła się oprzeć pokusie zjedzenia ciastka. Chwyciła srebrną łyżeczkę i zatopiła ją w szarlotce. Ta trafiła niemalże natychmiast do jej ust. Och, co za smak. To było takie pyszne, o bogowie. Córka Magnusa przymknęła oczy czując błogie słodkości na podniebieniu i westchnęła zadowolona. Humor się jej nieco poprawił - nie zamierzała już myśleć o kłopotach w Bractwie. W sumie, miała to gdzieś. Jeżeli Magneto albo ktoś inny będzie jej potrzebował - będzie wiedział gdzie ją znaleźć. Tak dumając sobie Wanda leniwie machała nóżką pod stołem i wsłuchawszy się w uroczą, świąteczną piosenkę zamknęła oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sro Gru 11, 2013 5:50 pm

Na dworze nie panowała pogoda należąca do tych przyjemniejszych, co sprawiło, że Pietro miał ochotę znaleźć się już w swoim docelowym miejscu. Szedł najszybciej jak tylko potrafił, starając się nie używać mocy. Nie to, że nie chciał, ale nie mógł sobie na to pozwolić w miejscach publicznych. Na razie. W tych a nie innych czasach mutanci nie byli mile widziani. Maximoff sunął ulicami Nowego Yorku, rozmyślając nad Bractwem. Sytuacja nie była zbyt ciekawa, a wszystko było...hm, jakby to powiedzieć. Za mgłą. Tak, to dobre określenie. Miał teraz ochotę od tego wszystkiego odpocząć, najlepiej w swojej ulubionej restauracji. I właśnie tam dążył. Jeszcze kilka kroczków, i o...drzwi od restauracji delikatnie się uchyliły, ukazując postać odzianą w idealnie dopasowany czarny płaszcz. Pietro odetchnął z ulgą, czując powiew ogrzanego powietrza na zziębniętej skórze. Rozejrzał się za wolnym miejscem w pomieszczeniu. Ku jego zdziwieniu, przy oknie siedziała jego siostra. Oh, jak on się za nią stęsknił. Jego kącik ust nieznacznie uniósł się do góry, ukazując delikatny uśmiech na jego twarzy. Powolnym krokiem zmierzył w stronę stolika, gdzie siedziała Wanda. Nie mówiąc nic, usiadł na krześle, stojącym na przeciwko jej. Rozpiął powoli płaszcz, i powiesił go schludnie na oparciu krzesła.
-Cześć - mruknął do Wandy, dosuwając się z krzesłem do blatu stołu. Gestem przywołał kelnerkę, i zamówił herbatę. Jedyna rzecz, która rozgrzewa od środka. No, może nie jedyna. Istnieje też takie uczucie, które sprawia, że przebiega po całym ciele dreszczyk ciepła. Hm, jak to się nazywało? Ach tak, miłość, przywiązanie do kogoś. W przypadku Quicksilver'a tym kimś była jego siostra. Uśmiechnął się do Wandy, czekając na jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sro Gru 11, 2013 6:24 pm

Gdy drzwi do restauracji otworzyły się panienka Maximoff nawet nie zwróciła na to uwagi. Zbyt wielu klientów odwiedzało ten lokal - o dziwo ku niezadowoleniu szatynki. Dalej pewnie machałaby beztrosko nóżką w rytm piosenki, gdyby nie to, że jej deser tak jakby się rozpłynął w powietrzu. Rzuciła kątem oka na pusty już talerzyk i odsunęła go od siebie. Chwyciła kieliszek z winem, delikatnie nim zakołysała i upiła malutki łyczek alkoholu, którego ciepło powoli rozgrzewało ją od środka. Ponownie przymknęła oczy i uśmiechnęła się sama do siebie, zadowolona z życia. Przynajmniej na tą chwilę. Nagle usłyszała znajomy, męski głos. Głos, którym tyle razy się zachwycała, który był melodią dla jej uszu. Głos, który należał do najbliższej jej osoby na świecie.
- Pietro. - Wanda spojrzała zaskoczona na swojego brata, który jak gdyby nigdy nic siedział na przeciwko niej. Imię jego wypowiedziała ze słodyczą, niemalże z namacalną czcią. W końcu to był jej bohater. Uśmiechnęła się szeroko, mając ochotę przytulić się do bliźniaka. Nie zrobiła tego jednak. Wyciągnęła wolną dłoń w jego stronę i pogłaskała go delikatnie po zimnym policzku. Ciemne oczy Scarlet błyszczały tysiącem odcieni brązu.
- Jesteś ostatnią osobą, której się tutaj spodziewała. - Powiedziała już spokojniej, dalej szczerząc się do młodego Pana Maximoff. Naprawdę cieszył ją widok ukochanej osoby, zwłaszcza, że nie widzieli się już jakiś czas. - Opowiadaj, braciszku. Co się z Tobą działo? - Pochyliła się nieznacznie w jego stronę tak, że kosmyk długich włosów opadł na jej czoło - ona jednak go zignorowała. Zbyt była przejęta spotkaniem z Quicksilverem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Allen

avatar

Liczba postów : 5
Data dołączenia : 14/12/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Gru 14, 2013 7:55 pm

Richard, niczym taran, dosłownie wbił się w drzwi prowadzące do miejscowej restauracji "Balthazar". Nie obchodziło go dokąd biegł, chciał tylko uciec przed tymi cholernymi glinami. Mimo że biegł już sprintem dobre dziesięć minut, to nadal był w stanie usłyszeć odgłosy syren policyjnych w oddali.
- Wiedzą jak prowadzić ten cholerny złom... - pomyślał Allen cały czas pędząc przed siebie. Kątem oka przeleciał jedynie po całej sali dostrzegając zdziwione twarze klientów restauracji. Wszak zapewne nie codziennie mieli oni do czynienia ze zdenerwowanym nastolatkiem wbijającym się do lokalu jakoby uważał się za jego pana. Teraz jednak nie miał on czasu na rozmyślanie nad potencjalnymi konsekwencjami swoich czynów. Zręcznie ominął wszystkie krzesła stojące na drodze do toalety i przeskoczył nad blokującym mu przejście stołem.
Nie dbał o to, że mógł tym samym zwrócić na siebie jeszcze więcej niepotrzebnej uwagi - wtedy Richard chciał tylko uciec. Po wejściu do korytarza, błękitnooki zwolnił nieco kroku celem złapania oddechu. Policjanci zapewne zdziwili się, że zwykły piętnastolatek był w stanie uciekać przed nimi pieszo przez tak długi kres czasu, ale dla Allena taka sytuacja nie była niczym niezwykłym.
Zmęczenie sprawiło, że chłopak stawiał coraz to cięższe kroki na pokrytej karmazynowymi kafelkami podłodze. Wszystko przez to, że zaczepiło go jakichś dwóch głupich dresów. W jego mniemaniu były to zwykłe szympansy, które zbiegły z zoo, a których ucieczką nikt się niestety wyjątkowo nie przejął.
Byli tacy głupi, że nie zorientowali się nawet, że zaczynają z lepszym od siebie. Richard oczywiście bez większego problemu poradził sobie z napastnikami - jednemu złamał nos, a drugiemu połamał żebra i skoczył raz czy dwa na głowę. Zresztą, czy sposób w jaki rozprawił się z tymi robakami rzeczywiście miał jakiekolwiek znaczenie? Liczyło się to, że kiedy skakał zdziczałemu jegomościowi po twarzy, to obok akurat przejeżdżał patrol nieświadomych sytuacji policjantów. I tak też rozpoczął się trwający już jakiś czas pościg.
Na szczęście wyglądało na to, że sadystyczny chłopak zgubił niechcianych "adoratorów". Mógłby oczywiście rozprawić się z nimi za pomocą swoich mocy, ale dziwnie wyglądałoby to w samym środku ruchliwego miasta. Gdyby był to ciemny zaułek, to sytuacja wyglądałaby zapewne z goła inaczej, ale wtedy nie miał wyjścia - musiał uciekać.
Wszedł szybko do toalety męskiej i podszedł do stojącej nieopodal drzwi umywalki. Oparł się o ceramiczny blat do którego była ona przymocowana i spojrzał w lustro.
- Cholera. - skwitował krótko Richard spoglądając na swoje lustrzane odbicie. Wziął kilka głębszych oddechów, a następnie przekręcił kurek z wodą i obmył sobie twarz pod zimnym strumieniem przeźroczystej cieczy. Miał nadzieję, że rzeczywiście ich zgubił, bo gdyby doszło do konfrontacji w tak małym pomieszczeniu Allen musiałby użyć swoich mocy i ściągnąłby na siebie jeszcze większą uwagę miejscowych. Wtedy ich też musiałby zabić. Ważnym dla niego było, aby nikt nie dowiedział się o tym, że Richard jest inny od reszty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   

Powrót do góry Go down
 
Balthazar restaurant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Balthazar restaurant

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: