Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Balthazar restaurant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Balthazar restaurant   Nie Maj 26, 2013 10:20 pm

First topic message reminder :




Jest to cenione miejsce kameralnych spotkań, znany ze swojej znakomitej kuchni. Warto zanurzyć się w bogactwie smaków i aromatów, jakie proponuje, by poznać niesamowitą atmosferę tej restauracji. Tworzenie wykwintnych posiłków to sztuka, a obecny Szef Kuchni opanował ją do perfekcji. Proponowana Kuchnia to lekkie, ciekawie skomponowane dania, wiele świeżych ziół i warzyw w asyście win z całego świata. Kierownik sali dysponuje olbrzymią wiedzą z zakresu winiarstwa i chętnie służy fachowym doradztwem.Wielu "zwolenników" ma firmowa szarlotka z bitą śmietaną, a także banany w sosie rumowym chętnie spożywane jako dodatek do kawy. Restauracja zaprasza na wyśmienity lunch w przerwie od pracy, wykwintny obiad z rodziną lub romantyczny wieczór na tarasach przy świecach.
_____________________

Młoda Azjatka westchnęła ponuro, widząc kolejną grupę gości zbliżającą się stolika, należącego do jej strefy. Pracowała tu od prawie trzech lat, a dzięki swoim umiejętnościom interpersonalnym, awansowała w ostatnim czasie na stanowisko managera. Co było dosyć racjonalnym wyborem, biorąc pod uwagę staż jej zatrudnienia i wysiłek jaki wkładała by umiejętnie wywiązywać się z powierzanych zadań. W zasadzie wciąż pełniła rolę kelnerki, gdyż restauracja cierpiała na chwilowy niedobór personelu. Do tego doszły obowiązki wynikające z awansu, jak zarządzanie personelem, dbanie o miłą atmosferę, wystrój, klimat i estetykę, organizowanie wszelkiego rodzaju przyjęć oraz prowadzenie spraw finansowych.To prawda, że miała naturę buntowniczki, niestety dobrze wiedziała, że swoją buńczucznością rachunków nie zapłaci, a niezależność ceniła sobie nade wszystko. Pozostawało jej jedynie przyjąć pokorną postawę i kordialny uśmiech, oraz liczyć na hojne napiwki.
Tym razem było podobnie, sprawdzony schemat powtarzała z każdym klientem. Nienaganne maniery, znajomość etykiety i uprzejmość, decydowały o jej sukcesie na tym polu. Jej hebanowe włosy były gładko związane w luźnego koka a rysy twarze zostały podkreślone delikatnym makijażem. Miała na sobie biała koszulę, czarny krawat i ołówkową spódnicę. Jedynym elementem, który się wyróżniał, były jej metalowe rękawice. Z początku wzbudzały one ciekawość, lecz Surge rozpuściła plotkę, jakoby miały na celu ochronę jej skóry przed szkodliwymi infekcjami, czasami po prostu mówiła, że są poparzone, i woli uniknąć ciekawskich spojrzeń. Z reguły, owa wymówka była skuteczna. Jej strój całkowicie zakrywał wszelkie ślady młodzieńczych pamiątek w postaci tatuaży. Była zmęczona, lecz nie dawała tego po sobie odczuć, zachowując pełen profesjonalizm. Po zamknięciu restauracji, musiała rozliczyć się z pracownikami i sporządzić listę produktów, które musiała zamówić na kolejny tydzień. Z przyjętym zamówieniem, oddaliła się od stolika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Wto Gru 17, 2013 2:58 pm

Pietro był przyjemnie zaskoczony reakcją swojej siostry. Dotyk Wandy sprawił, że mężczyzna od razu się ożywił. Gdy Pietro zachwycał się bliskością ukochanej, kelnerka przyniosła uprzednio zamówioną herbatę. Quicksilver odebrał z wdzięcznością przyniesione zamówienie, i ostrożnie, starając się nie poparzyć, upił kilka łyków. Ciepła ciecz "rozeszła" się po jego ciele. Tego było mu trzeba, aby odgonić swój umysł od Bractwa. Po chwili "odcięcia" się umysłem od świata (co trwało bardzo szybko), zebrał myśli, aby odpowiedzieć siostrze. Miał zamiar ukrócić to opowiadanie, wszystkiego działo się za dużo. Chciał już odpowiedzieć...ale do restauracji wpadła zakapturzona postać, która zwinnie przewinęła się przez stoliki, i wpadła do męskiej toalety. Pietro uniósł lekko brew, bacznie przyglądając się temu całemu zdarzeniu.
-Siostro...trudno to wszystko ująć w jednym zdaniu. - odpowiedział, rozkoszując się ciepłem herbaty - Lepiej opowiadaj, co słychać u Ciebie.
 Pietro był ciekaw, co słychać u jego ukochanej siostry. Tak bardzo się cieszył ze spotkania siostry, przecież każda sekunda bez Wandy jest chwilą straconą. To Bractwo ich rozdzieliło, i miał nadzieję, że to wszystko się skończy. Nie lubił rozstań, a co gorsza tych dłuższych. Skończył pić herbatę (Ah, jak żałował, że ten ogrzewający napój się skończył!) i odstawił filiżaneczkę na spodek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Wto Gru 17, 2013 5:25 pm

Bardzo jej się tutaj podobało. Klimat był taki intymny, muzyka grała cicho, co pozwalało na swobodną dyskusję między partnerami, a blask świecy łagodnie opiewał rysy twarzy Wandy. Ta podniosła spojrzenie z powrotem na brata i uśmiechnęła się uroczo do niego. Był taki przystojny… Aż dziw, że nie znalazł do tej pory żadnej odpowiedniej kobiety. A może i znalazł? Obserwowała jego ruchy, w myślach komplementując jego urodę i niewymuszoną grację z jaką się poruszał. Westchnęła cicho rozczulona widokiem brata i gwałtownie odwróciła się w stronę drzwi wejściowych przez, które wpadł zamaskowany chłopak. Zaskoczona patrzyła tylko jak ten znika w holu restauracji po czym przeniosła wzrok na Pietro.
- No tak, to faktycznie wiele u Ciebie się działo. – Powiedziała z przekąsem, a kąciki jej ust zadrgały mimowolnie. Faktycznie, Bractwo ich rozdzieliło na dłuższy okres, co źle wpłynęło na stan psychiczny Wandy. Mimo wszystko przy bracie czuła się naprawdę bezpieczna, bo wiedziała, że ten nie da skrzywdzić swojej siostry. Słysząc pytanie, które padło z ust Quicksilvera machnęła tylko lekceważąco dłonią i zmarszczyła zgrabny nosek.
- Cóż, nie za wiele. Musiałam zrekrutować kilka osób, z czego tylko jednym naprawdę wartym uwagi mężczyzną był niejaki John. Jednakże z racji tego, że ludzie tam są naprawdę… - Tutaj Wanda wyjrzała przez okno, szukając inspiracji do określenia osób, które służyły Magnusowi. Nie mogła powiedzieć, że byli niemili bo by skłamała. Bezwiednie zagryzła wargę, a policzek podparła dłonią. – Są naprawdę dziwni, nie umiem chyba z nimi współpracować i chyba nie do końca rozumiem ich tok myślenia. Poza tym, chciałabym porozmawiać z Magnusem. A nie z jego pionkami, którzy tak naprawdę niewiele znaczą. Nie wiem co mam zrobić teraz… Wolę działać sama, przynajmniej na razie. – Swój monolog zwieńczyła uśmiechem mówiącym ‘oczymjaględzę’. Spojrzała jednak pytająco na brata, bo przecież chciała poznać jego, jakże ważną opinię. Zależało jej na tym by się wypowiedział. Może on ma jakiś szalony plan?
Poza tym, zastanowiło ją to, co też dzieje się z chłopakiem, który wbiegł do restauracji. Może miał pewne problemy natury osobistej. Hm, gdyby mogła to by poszła za nim, jednak… Była kobietą. A do męskiej łazienki raczej nie wejdzie, bo jej to nie przystoi. Może chłopaczyna potrzebował pomocy? Może ktoś go pobił? Chwilunia, jeszcze do niedawna droga Wando byłaś złym charakterem, więc zachowuj się jak należy. Zamyślona spojrzała gdzieś na ścianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Nie Sty 05, 2014 5:40 pm

Wiele, niewiele, bieganie po ścianach i malowanie znaków i napisów w Nowym Jorku, nie należy raczej do tych bardziej normalnych i codziennych zajęć. I prawda, Bractwo na zbyt długo rozdzieliło rodzeństwo, co bardzo nie podobało się białowłosemu. Przez zbyt długie rozstania Pietro jakoś...czuł się inaczej. Był jakiś bardziej enigmatyczny i osowiały. Rozejrzał się jeszcze po restauracji, w jakiej się znajdowali. Ładne to miejsce, przytulne. Aż się prosi, żeby tu dłużej posiedzieć i najeść się do syta. I najlepiej zapłacić z trzysta dolców...no cóż, ekskluzywne miejsce, ekskluzywne jedzenie, a to wszystko kosztuje. Na świecie liczą się tylko pieniądze. Maximoff wsłuchał się w monolog Wandy. Rzeczywiście, przecież rekrutacja kilku osób to nic niesamowitego... A pionki Magnusa...to już inna sprawa. Myślą, że mogą nakazywać i zabraniać wszystkiego...jak on nie znosił takiego zachowania. Pomilczał jeszcze jakiś ułamek sekundy, ubierając jakoś w słowa to, co miał do powiedzenia.  
-Wiesz, ja zastanawiam się nad odejściem z Bractwa. Sytuacja przedstawia się tam nieciekawie, a traktowanie tam członków jest poniżej krytyki. Zastanowiłbym się nad dołączeniem do jakiejś grupy. Działanie na własną rękę nie jest bezpieczne, siostro.
Pod koniec swojego monologu, może i nudnego, spojrzał przez moment na Wandę, a chwilkę później w okno. Ech, ci ludzie cały czas się gdzieś spieszą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Sty 06, 2014 10:03 am

Wanda przez cały czas obserwowała tylko swojego brata w skupieniu. Każdy jego ruch, najmniejszy gest przyprawiał ją prawie, że o lekki zawrót głowy. Teraz wolała się na niego napatrzeć do woli, bo a nuż znów zostaną rozdzieleni? Wolała o tym nie myśleć, dlatego też zajęła się analizą słów panicza Maximoff. Mają znów dołączyć do jakiejś grupy? Tylko po co? By znów wysłuchiwać jakiś rozkazów kolesia o przerośniętym ego? By być żołnierzem, sługą? Scarlet nie wiedziała co o tym myśleć, dlatego też przesunęła opuszkiem palca po krawędzi kieliszka, na którego dnie lśniła jeszcze szkarłatna ciecz o słodkim zapachu.
- Wiesz... A co w tych czasach jest bezpieczne, braciszku? - Pytając uniosła brwi do góry, a niedbałym ruchem dłoni odgarnęła niesforne kosmyki z twarzy. - Z jednej strony tak bardzo chciałabym należeć do jakiejś grupy. Posiadać nowych przyjaciół, na których zawsze można liczyć. Mieć wspólny cel, do którego za wszelką cenę chcesz dążyć. Spełniać swoje marzenia. - Aż się dziewczę zachłysnęło z tego wszystkiego. To wydawało się takie nierealne, że aż wspaniałe. Wanda spojrzała w oczy swojego brata i prychnęła. - No ale z drugiej strony jak mam znowu siedzieć i nic nie robić, to bez sensu. Poza tym nawet nie wiemy czy istnieje jakaś inna grupa, która byłaby zainteresowana nami, jako członkami zespołu. - Odwróciła wzrok, bo zauważyła, że coś za długo wpatruje się w Pietro, co ten mógłby uznać za niegrzeczne. Nieco nerwowym ruchem dłoni wygładziła materiał spódnicy sięgającej przed kolano i ponownie zawiesiła spojrzenie gdzieś, za bliźniakiem.
- Zatem, masz jakiś pomysł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Nie Sty 26, 2014 11:59 pm

Nowy Jork jak to Nowy Jork - na pewno nie jest spokojnym miastem. Zwłaszcza, jak się patrzy na to, co potrafiło dziać się podczas ostatniego roku.
Godziny szczytu dawały o sobie znać. Setki, wręcz tysiące (żeby nie powiedzieć - miliony) osób wracały właśnie z pracy różnym transportem - pociągi, metro, samochody. Zajęci rozmowami telefonicznymi, aktualizacjami informacji z dzisiejszego dnia, mimo że ten jeszcze się nie skończył. Jedni dopiero zaczynali zmianę, a innym jeszcze zostało kilka godzin.
Do ostatniej grupy zazwyczaj zaliczali się budowlańcy, którzy zajęci byli budynkami - ot, różne ich kompleksy potrzebowały odrestaurowania. Inne zaś dopiero powstawały, więc przy nich było najwięcej hałasu. Rodzeństwo Maximoff może i chciało mieć zwykłe, spokojne spotkanie przy obiedzie, spędzić czas w swoim jakże znanym gronie. Mogli jednak być pewien, że w tym mieście nie jest tak łatwo o spokój. Podczas kiedy spożywali posiłek lub też dyskutowali nad nim, za oknem restauracji przemykało wiele osób, niespecjalnie zwracających uwagę na to, co czy też kto ich otaczał.
Uwagę, a zarazem nagłe przerażenie spowodował huk mający miejsce na placu budowy, naprzeciw Balthazara. Część zbiorowiska stała niczym słup soli, zaś druga część uciekła przed siebie, nie chcąc narażać swojego zdrowia, a nawet życia.
Po chwili również i rodzeństwo mogło odczuć niepokój czy też przerażenie, kiedy szybę (jak i ścianę frontową) lokalu zniszczyła jedna z metalowych belek konstrukcyjnych o długości kilku metrów. Nie tylko przewróciła ona stolik, przy którym siedziała Wanda i Pietro, ale także sąsiadujące; inne zostały przewrócone na wskutek przerażenia całą sytuacją. Zgrzyt i kilka iskier wydobyło się spod belki, po której stoczyło się ciało martwego budowlańca. Można było to poznać po tym, że mężczyzna miał skręcony kark, czego nie zabezpieczył ani kask, ani kombinezon z pasami, które używano na dużych wysokościach.
Scarlet Witch mogła dojrzeć Quicksilvera leżącego od niej o kilka metrów, tuż pod jedną z lad oraz zauważyć, że brat stracił przytomność w dosyć niefortunnym momencie. Nie musiała jednak obawiać się o jego zdrowie. Prędzej powinien ją zainteresować hałas z zewnątrz - spadła z hukiem kolejna belka. A w tle można było usłyszeć szczęk metalów, co mogłoby również zostać porównane do charakterystycznego dźwięku "tanecznych" łańcuchów.  

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Sty 27, 2014 8:44 pm


Szczerze mówiąc Scarlet za bardzo nie zajmowała się widokami, które miała za oknem. Nie za bardzo interesowało ją co się tam znajduje, kto gdzie idzie czy kto z kim rozmawia. Każdy ma swoje sprawy, swoje życie. Jedyne co można było zauważyć to wszechobecny pośpiech. Byle by zdążyć na wcześniejszy autobus, byle by zrobić jak najszybciej zakupy i położyć się przed telewizorem. Bo przecież jak można przegapić jeden odcinek ulubionej opery mydlanej?
Wszystko toczyłoby się nudnym rytmem, rozmowa z Pietro poszłaby gładko i lada chwila już zbieraliby się do domu. Jednak tak jak już ktoś wcześniej nadmienił. To jest Nowy Jork. To nie jest zwykłe miasto – to tutaj właśnie dzieją się cuda i dziwy. To tutaj spotkasz napakowanego koksa w czerwonych majtkach na wierzchu. I wszyscy powiedzą, że to całkiem normalne. Pierwsze co zwróciło jej uwagę był głośny huk, który pochodził z zewnątrz. Szatynka automatycznie odwróciła głowę w stronę pochodzenia dźwięku i zmarszczyła brwi zastanawiając się co też mogło się stać. Odpowiedź nadeszła niezwykle szybko – okno jak i ściana przy której siedzieli została zmiażdżona przez ogromną belkę. Kobieta w pierwszej chwili kompletnie zaskoczona odskoczyła jak oparzona od stolika [ który nawiasem mówiąc także NIECO ucierpiał] i zasłoniła się przedramionami, by nie oberwać kawałkami szkła. Rzuciła spojrzenie w stronę belki i na bezwładnie leżące ciało budowlańca. Nie podchodziła do niego bo z daleka widać jego skręcony kark. Dla niego nie było już ratunku. Podbiegła jednak do ciała swojego brata i sprawdziwszy mu puls, który oczywiście wyczuła pod palcami wstała i próbowała nieco ogarnąć zaistniałą sytuację. Nie było dobrze, ludzie zaczynali siać panikę, wybiegali z restauracji, a w oddali już było słychać kolejny, charakterystyczny huk. Spojrzała na klientów pubu, których chyba niewielu zostało, a gdy tacy byli pomogła im bezpiecznie wydostać się z budynku jednocześnie cały czas powtarzając słowa otuchy i wskazała im drogę ucieczki.
- Spokojnie, nic Wam nie będzie. Tylko bez paniki! Niech ktoś zadzwoni pod 911, byle szybko! – Krzyknęła w przestrzeń, tak naprawdę przypominając sobie zasady bezpieczeństwa. Pewnie ktoś już wcześniej  zadzwonił po pogotowie, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Rozejrzała się szybko dookoła, wzrok jej padł na plac budowy, który znajdował się dokładnie przed nią. Opuściła luźno ramiona wzdłuż ciała koncentrując się na mocy przepływającej przez jej żyły. O ile sam plac był niezabezpieczony to należało go jakoś oddzielić od całego tego zamieszania, by nikt dodatkowo nie ucierpiał. Podniosła nieco swe dłonie mniej więcej na wysokość mostka i rozcapierzyła palce. Zmrużyła oczy, a spojrzenie utkwiła na budowie. Gdyby kolejna belka miała zamiar się ‘obsunąć’, to ta posyła w błyskawicznym tempie pole siłowe, które za zadanie ma utrzymać kolumnę w powietrzu i stopniowo – powoli opuścić ją na dół, gdzie oczywiście nikogo w promieniu kilku metrów nie było. Jeżeli jednak część budowlańców znajdowała się  jeszcze na rusztowaniach, czy gdziekolwiek indziej dziewoja stara się i ich również zabezpieczyć wykonując taki sam manewr jak i z częścią konstrukcji. Jednocześnie zerkała co jakiś czas na boki uważnie obserwując otoczenie. By uniknąć kolejnych i nieprzyjemnych zdarzeń wykonała na pozór lekki gest rękoma tym samym tworząc coś w rodzaju siatki, czy też tarczy, która ma odseparować już puste mam nadzieje miejsce renowacji i ulicę. Starała się oczywiście utrzymać swoje pole siłowe czekając tak naprawdę na dalszy ciąg akcji.
Nie wiedziała tak naprawdę co albo kto było przyczyną całego tego zamieszania, ale wiedziała, że nie ujdzie mu to płazem. Jej podejście do ludzi i bezpieczeństwa całkowicie się zmieniło. Teraz to ona czuła się za nich odpowiedzialna i chciała ich po prostu chronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Sty 27, 2014 10:03 pm

Kłamstwem byłoby uznanie, że po tej akcji restauracja nie będzie potrzebowała remontu, a przede wszystkim zamknięcia jej na określony czas. Przez metalową, ciężką i długą belkę, lokal ucierpiał znacząco - zniszczona szyba i ściana frontowa, połamane krzesła i stoły, poprzewracane zastawy i dania oraz poplamione obrusy i zbite szklanki. Mniej więcej tak prezentował się stan tego miejsca.
Mimo że Scarlet Witch starała się uspokoić przerażone zbiorowisko pod budynkiem - nie udało jej się osiągnąć celu w pełni. Niektórzy pouciekali, a inni - najpewniej mający brak instynktu samozachowawczego - nadal stali niczym słup soli. Spoglądali to na belkę, to na martwe ciało jednego budowlańca z restauracji i drugiego, który właśnie wylądował ze znanym wyrokiem na ziemi. Nikt z początku nie zareagował na słowa kobiety, żeby wezwać służby porządkowe i pogotowie. Dopiero przy kolejnym, nieprzyjemnym hałasie, ktoś się zreflektował, żeby wystukać numer i zacząć dzwonić. Powodem hałasu była kolejna belka, która właśnie z impetem spadała na dwóch budowlańców... Udało się jednak Wandzie w tym samym momencie przystopować metal, ażeby nie pozbawił on życia kolejnych osób.
Z początku spadał z dużą prędkością, by niecałe trzy metry nad ziemią zatrzymać się dzięki jej czarom. Mogła nie zauważyć tamtej dwójki, gdyż pył unosił się przez chwilę nad ziemią. Na szczęście będący tam pracownicy dosyć szybko zmyli się z placu budowy.
Może i stworzyła siatkę ochraniającą zbiorowisko - coraz bardziej przerzedzające się, aczkolwiek nie można było wykluczyć tego, że owe pole energii jest trwałe i pewne. O tym będzie mogła przekonać się dopiero za jakąś chwilę!
Gdyby Maximoff zerknęła w górę, mogłaby dojrzeć człowieka. Z początku wydającego się dosyć wysokim, wręcz o wzroście ponadludzkim (albo też udziwnionym), jednak żeby się upewnić musiałaby sprawdzić z bliska. Pytanie tylko co też zrobi - będzie znajdywała się nad ziemią, wśród zbiorowiska ludzi i reagowała na ewentualne, spadające konstrukcje budowli czy sprawdzi z bliska, mogąc utracić tą możliwość?

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Sty 27, 2014 11:11 pm

No cóż, znając życie właścicielem restauracji był jakiś amerykański milioner, który bez problemu wyremontuje budynek. Poza tym nawet jeżeli nie był, to tak naprawdę chodziło tu o kilka cegieł, czy wyposażenie przybytku, które na pewno nie jest ważniejsze niż ludzkie życie. To były tylko dobra materialne, które od tak bez problemu można nabyć. A jak wszystkim wiadomo z żywotem istot było znacznie ciężej. Dlatego też panna Maximoff nie zawracała sobie teraz głowy tym co zostało z pubu – o ile Pietro był w nim bezpieczny, tyle mógł stać zniszczony.
Zerknęła za siebie i napotkawszy spojrzeniem grupkę gapiów, którzy chyba za bardzo nie wiedzieli co się wokół nich dzieje wykrzywiła wargi niezadowolona. Jak można być tak nieuważnym? Widocznie ludzie byli w zbyt dużym szoku, by gdziekolwiek się ruszyć. Z drugiej strony nie dziwiła im się wcale. To są tylko cywile, nie na co dzień mają do czynienia z takimi sytuacjami, dlatego też tylko kiwnęła na nich głową, by Ci czym prędzej się stąd wynosili. Nie chciała kolejnych ofiar, dlatego jej gest mógł się wydawać nieco agresywny. Wolała ich przestraszyć, wywołać jakąkolwiek obronną reakcję, by Ci po prostu zaczęli uciekać z miejsca zdarzenia. Tak było dla nich lepiej, czuła to. Na szczęście udała jej się mała sztuczka z podtrzymaniem belki – Szkarłatna dziewoja aż odetchnęła z ulgą, gdy belka stuknęła lekko o chodnik nie robiąc przy tym nikomu krzywdy.
Fakt, starała się jak najbardziej skupić na stworzonej siatce, by ochronić jak największą liczbę przypadkowych osób, by tez by po prostu zmniejszyć liczę strat. Co jakiś czas uzupełniała lukę w stworzonej barierze, wysyłając tam pole siłowe, by utrwalić ją w należyty sposób. Gdy zrobiło się już w miarę spokojnie rozejrzała się najpierw na lewo, potem na prawo, zupełnie jakby zaraz miała zamiar przejść przez ulicę – niczym grzeczna dziewczynka – jednak po chwili coś ją tknęło i uniosła głowę w górę. Dojrzała tam kogoś przerośniętego – ten ktoś chyba musiał jeść bardzo dużo warzyw, albo ojca miał olbrzyma. Zmrużyła oczy tym samym wytężając wzrok. Zapewne nie dostrzegła twarzy jegomościa, więc tylko zmarszczyła brwi i zagryzła dolną wargę zastanawiając się co też ma teraz uczynić. No cóż, w okolicy placu było chyba już całkiem bezpiecznie – przynajmniej jej się tak wydawało. I dalej podtrzymując barierę ochronną zdecydowała się przyjrzeć nieznajomemu z bliska. Musiała w końcu zobaczyć kto też miał czelność zakłócać tak urocze popołudnie, które udało się jej spędzić z bratem bliźniakiem. No i powiedzmy, poczuwała się do wymierzenia ewentualnej sprawiedliwości. Wszakże nie należy już do osób, którym zależy na szkodzeniu innym. Teraz role się odwróciły i to ona zaciekle będzie bronić ludzkości. Huh, tekst godny Kapitana Ameryki.
Powoli, jakby z ociąganiem i troską o cywili odbiła się zgrabnie od ziemi, na razie nie spuszczając wzroku ze swojej pseudo siatki – w razie co gotowa była również pochwycić swymi czarami kolejną belkę, czy inny metalowy twór, byleby uchronić kogoś przed nabiciem guza. Uniosła się ku górze i z łatwością znalazła się, a przynajmniej taki miała zamiar przed tajemniczym rzezimieszkiem. Nie wiedziała kogo się spodziewać, dlatego przybrała w miarę obojętny wyraz twarzy, spojrzeniem jednak dogłębnie badając twarz człowieka o nienaturalnym wzroście. Czy to był ktoś, kogo wcześniej widziała? Zachowała przy tym oczywiście odstęp kilku metrów, tak na zaś, by nie być zbytnio łatwym celem. Poza tym, cały czas zwracała uwagę również na to co się wokół dzieje. Z góry miała bardzo dobry widok, a i z refleksem u niej było nie najgorzej, więc w razie co, będzie gotowa odeprzeć ewentualny atak, czy też kolejny rozłam chwiejnej już konstrukcji. Teraz na razie czekała na jakąkolwiek reakcję ze strony złoczyńcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Wto Sty 28, 2014 11:07 pm

To był minus ludzkości - ryzykowna ciekawość, niekiedy prowadząca nawet do śmierci. Fakt pozostawał jednak jeden - nie miewali za często szansy, aby zobaczyć jakiegoś złoczyńcę szalejącego na którymś piętrze budowanego biurowca oraz kobiety, która mocą gromadzoną w dłoniach zatrzymywała belkę; bez jakiegokolwiek zmęczenia, choć ta ważyła kilka porządnych ton.
Uzupełnianie powstałych luk może i było dobre, ale nie na długo. Kiedy zdążyła jedną załatać, to zaraz powstała kolejna, więc zdawało się to być czymś żmudnym i nieprzynoszącym jakichkolwiek, pożądanych przez Wandę efektów. Nie mogła więc spodziewać się, że z chwilą, kiedy zaczęła kierować się w górę, bariera ochronna wytrzyma to wszystko. Wręcz przeciwnie - zacznie słabnąć. Tym bardziej, jeśli jej zamiarem było skupienie mocy oraz energii na złoczyńcy, który śmiało lawirował sobie na ostatniej, zbudowanej konstrukcji.
Im wyżej Maximoff się znajdywała, tym lepiej mogła słyszeć stukot i dźwięk metalu. Jak później się okazało - gdy była już na odpowiedniej wysokości - mężczyzna nie był aż taki przerośnięty, jak mogłoby się wydawać. Za jego wzrost odpowiadały buty sprężynowe, aczkolwiek nie były one takie, jak
zazwyczaj; łuk był dwa razy większy i przymocowany nie za pomocą specjalnych pasów, a wkręcony w łydki złoczyńcy. Widać było, że eksperyment należał do udanych, bo mało wątpliwe, ażeby ktoś dobrowolnie się do tego zgłosił, choć wszystko możliwe.
Dzięki sprężynom miał możliwość, aby pokonać w skoku spore odległości, co mogła zauważyć po tym, jak swobodnie i śmiało poruszał się po konstrukcjach biurowca. Nie był on w końcu zaopatrzony w podłoże czy też strop.
Zdawał się nie zauważać (lub też ignorować) obecność Wandy.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sro Sty 29, 2014 10:12 am

Niech to szlag. Nie była to sytuacja, w której Scarlet chciała się znaleźć sam na sam. O wiele łatwiej byłoby jej opanować taki stan rzeczy, gdyby jej brat był przytomny. Jak na razie musi radzić sobie sama – o ile w ogóle będzie to możliwe. Jak na razie tylko starała się uzupełniać braki stworzonej przez siebie siatki. Jeżeli jednak grupa gapiów łaskawie się już rozeszła, to Wanda po prostu pozwoliła sobie na May odpoczynek względem konstrukcji. Jeżeli nie – jeżeli kilka osób się tam wciąż kręciło – chociaż miała nadzieję, że służby porządkowe mają trochę oleju w głowie i sami zaczęli ewakuować ludzi to mimo wszystko w każdej chwili jest w stanie znów pomóc opaść bezpiecznie belce czy innemu kawałowi żelastwa. Refleks miała w miarę dobry – może nie tak super fantastyczny jak Quicksilver, ale mimo wszystko reagowała sprawnie. Dlatego też dłonie dalej trzymała w charakterystycznym dla niej geście będąc gotową w każdej chwili uaktywnić swoją moc.
Będąc wyżej zerkała tylko co chwila na dół, sprawdzając stan budowli. Poruszała się jednak zwinnie, by jak najszybciej znaleźć się przy dziwnym osobniku. Wzrok utkwiła na jego dziwnym obuwiu – wcześniej czegoś takiego nie widziała, więc tylko zamrugała kilkukrotnie zdziwiona, nie komentując nawet jak to ma w zwyczaju osobliwej anomalii. Cóż, jedno na razie było pewne. Nie był to ktoś względnie normalny. Przynajmniej tak jej się wydawało. Nie na co dzień można spotkać kogoś takiego, kogoś kto wyraźnie się nie bał wysokości – wszakże poruszał się niezwykle biegle po skomplikowanym placu budowy. Będzie trzeba na niego uważać, mieć go na oku, bo niewiadomo tak naprawdę co jeszcze ma zamiar wykombinować ów człowieczek. Na razie obserwowała go uważnie z bezpiecznej odległości, zastanawiając się także co zaraz ma nastąpić. Być może miał jakąś misję do wykonania? No cóż, nieważne czy to głupie czy nie, Wanda musiała go przed tym powstrzymać. Taki los kobiety, która aspiruje na miano super bohaterki. Oby się tylko opłaciło.
Jako, że niezwykle przesympatyczny osobnik nie zwrócił na nią uwagi, nawet na nią nie spojrzał [ a przecież brzydka nie była! ] i ogólnie był jakby zafascynowany tym samotnym spacerem po kolumnach młoda Wiedźma postanowiła zbliżyć się nieznacznie do niego. Zamierzała tak naprawdę wylądować mniej więcej przed nim – oczywiście dalej zachowując odpowiedni dystans, by ten nie miał możliwości jej zaatakowania. Ruchy jej były dość powolne, perfekcyjne. Nie chciała go zaskakiwać, niewiadomo jak on mógłby zareagować. Tak więc stanęło na tym, że tak jakby zagrodziła mu drogę i spojrzała na niego bacznie, hardo.
- Hej! Chyba nie powinieneś tutaj przebywać sam. – Powiedziała na pozór normalnym, spokojnym głosem, chociaż w środku drżała jak osika. Pierwszy raz uczestniczy w takiej akcji. Pierwszy raz to nie ona jest tą złą. Ciekawe doświadczenie, zaiste. Korzystając z okazji, że być może mężczyzna zwrócił na nią uwagę, a może i nawet na nią zerknął znów się odezwała.
- Kim jesteś? – Pytanie mogło się wydać głupie, ale cóż mogła innego powiedzieć? Jak się masz? I czy może poszlibyśmy do kina? Musiała przecież jakoś do niego zagadać, postąpić jakkolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sro Sty 29, 2014 9:45 pm

Wanda mogła usłyszeć z oddali syreny policyjne, pogotowia, a także i straży pożarnej. Gapiów nie było mniej, aczkolwiek zostali oni "przesunięci" na teren względnie bezpieczny. Plac budowy został zabezpieczony, większość budowlańców wyprowadzona na bezpieczną część i poddana obserwacji medycznej.
Piętro, na którym znajdywał się i złoczyńca, i Maximoff przedstawiało się następująco: była to jedynie konstrukcja, szkielet kolejnej kondygnacji tworzonego biurowca. Wiele złożonych metalowych belek, które tworzyły prostokąt i oddzielały pomieszczenia. Teraz jednak wszystko było puste i osoba nie mająca umiejętności lewitacji musiała mieć bardzo dobrą koordynację ruchową, by móc przeskakiwać. Podłoże istniało, gdzieniegdzie, będące jedynie jego prowizoryczną powierzchnią, po której - w ciągu pracy - stąpali budowlańcy.
Gdy Scarlet Witch znalazła się przed mężczyzną, ten postawił jeden krok do tyłu, jakby chciał z tej odległości otaksować ciało kobiety. Nie wydawał się wyróżniać niczym prócz "przedłużonych" nóg, których końce były zaostrzone wyraźnie oraz... zmienionych palców w lewej ręce. Te  wyglądały niczym metal wyciągnięty prosto z płomieni - żarzyły się na mocno pomarańczowy (podchodzący niekiedy pod czerwony) kolor, a z nich unosił się dym, nieznaczny.
- Powinienem, nie powinienem. - odparł, mówiąc dosyć szybko, jednak niezbyt donośnie - Każdy coś powinien, a nie robi. - rzucił z niespecjalnie przyjemnym uśmiechem.
- Człowiekiem, jak każdy inny. - odpowiedział na następne pytanie Wandy, jednak tutaj już można było w jego głosie wyczuć jad i pewną pogardę.
Nic więcej nie dodał, ale odsunął się o jakieś dwa metry, pochylając się nad belką, na której oboje stali. Przysunął lewą dłoń do metalu, chcąc go - najpewniej - pociąć i sprawić, że kolejna belka spadnie z hukiem.
Na dole, wśród gapiów, była jeszcze jedna osoba. Wtargnęła ona na zabezpieczony przez służby porządkowe teren, nie przejmując się jakimiś uwagami. Mężczyzna w porządnie uszytym garniturze, przemierzał wśród pojazdów ucywilizowanych, szukając we wewnętrznej kieszeni marynarki telefonu komórkowego. Wystarczyła jedna kombinacja cyfr, ażeby móc zaraz się połączyć.
- Agent Leash. - zaczął, by zatrzymać się i zerknąć w górę - Wypadałoby sprawdzić, co się dzieje u góry. Na dole jest względny spokój, choć i tak trudno to spokojem nazwać. - wyjaśnił pokrótce agent Tarczy, który cierpliwie zaczekał na to, aż centrala ustali jego dokładne współrzędne.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Czw Sty 30, 2014 9:57 pm

Przynajmniej tyle dobrego co do odgonienia gapiów, że minęło bezpośrednie zagrożenie ich jakże cennych żywotów. Jak widać policja i reszta służb na coś się czasem przydają.
Dziewczyna w czerwieni potoczyła wzrokiem uważnie po budowli, jakby zapamiętując schemat ułożenia poszczególnych belek. Potem przeniosła spojrzenie na dłoń, a raczej na coś podobnego do dłoni interesującego jegomościa. Widocznie nie był to zwykły człowiek, tak jak się tego spodziewała. Musiał być albo nieudanym eksperymentem, albo jakimś szaleńcem, który sam się okalecza. Mimo pokusy kobieta obstawiała pierwszy wariant. By dać sobie jak najwięcej czasu otworzyła ponownie usta, siląc się na w miarę obojętny ton.
- Jasne. Jednak wiesz, nie rób niczego głupiego, bo to i tak Ci się nie opłaci. Poza tym sądzę, że mogłabym Ci pomóc. – Na zakończenie posłała mu niewyraźny uśmiech. W sumie tak naprawdę nie wiedziała o czym gadała – chyba naoglądała się za wielu głupich, amerykańskich sitcomów.
Zaniepokoił ją jego gest, który ten wykonał. Wyglądało to tak jakby chciał przeciąć belkę, na której obecnie stali. Oczywiście jej część runęłaby na dół, jego zostałaby nietknięta. Zmarszczyła brwi niezadowolona, bo i u dołu działo się coś dziwnego. Kątem oka Scarlet dojrzała jakiegoś faceta ubranego w garnitur, który kręcił się po zabezpieczonym terenie. Kolejny idiota, który chce stracić życie? Czy może jakiś ważniaczek – pseudo detektyw? Och. Nieważne, teraz musi się zająć tu tym.
Znowu z łatwością uniosła się minimalnie nad belką, dosłownie o kilka milimetrów, by jej nowy znajomy dalej myślał, że stoi sobie swobodnie na konstrukcji. Oczywiście chciała go zmylić – ale jako, że odległość między nimi była całkiem spora to mogło zdziałać, albo też nie. Wszystko zależało od jego wzroku i zaangażowania. Warto było jednak spróbować. Nie miała w końcu nic do stracenia.
W przypadku jego poprzedniego posunięcia kobieta postanowiła jednak zareagować. Wysunęła prawą dłoń do przodu wokół, której pojawiła się szkarłatna poświata i by ubezpieczyć kolumnę, nad którą się znajdowała – posłała w jej stronę wiązkę swojej mocy, tak jak zrobiła to wcześniej. Był to jednak krok zapobiegawczy.
- Co zamierzasz teraz zrobić? – Rzuciła w jego stronę, niby to zerkając na niego, chociaż w duchu tylko modliła się o to, by ktoś bardziej doświadczony się zjawił. Nie miała pojęcia o ma teraz zrobić, więc grała na zwłokę.
Poza tym, dalej nie wiedziała co facet na dole tam robił. Była za wysoko, by w jakikolwiek sposób go ostrzec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Lut 10, 2014 10:48 pm

Zapamiętanie schematu ustawienia konstrukcji może się jej przydać prędzej czy później. Teraz jednak Wanda nie musiała dokładnie rejestrować w pamięci tego wszystkiego, ponieważ... nie dało rady. Mimo że kondygnacje były tworzone niemalże tak samo, to gdzieniegdzie zostały już umieszczone szyby.
Najpewniej był nieudanym eksperymentem, który poprzez cały projekt mógł zwariować nieziemsko. Niewykluczone jest również to, że z czasem mężczyzna zaczął się przyzwyczajać, a nawet i zauważać plusy tego, co go spotkało.
Znieruchomiał na krótką chwilę, słysząc słowa Wandy. Po upływie jakiejś minuty intensywnego wpatrywania się w kobietę, nieznajomy mężczyzna wyprostował się i spojrzał na nią chłodno; zmienioną rękę zgiął w łokciu i na krótki moment skupiał wzrok na metalowych, żarzących się palcach.
- A skąd możesz wiedzieć czy mi się opłaci, czy nie? I jak niby mogłabyś pomóc? - w wyprostowanej pozycji szaleniec znacząco przewyższał Scarlet Witch, o dwie głowy mniej więcej. Wypowiedź kobiety z pewnością go zainteresowała. Zastanawiał się, jak ona może mu pomóc i z czym. Postąpił dwa kroki w stronę kobiety, nie zauważając jednak tego, że Maximoff unosiła się ledwo kilka milimetrów nad belką; miał pewnie inne umiejętności albo te, które ciemnowłosa zdążyła zauważyć.
- Jeśli pomoc byłaby mi potrzebna, już dawno po to bym się zgłosił. - odparł swobodnie, przechylając głowę na bok - A najwidoczniej dobrze mi jest teraz, w tym momencie. - rozejrzał się po placu budowy, dostrzegając mężczyznę.
Wspomniany Agent Leash kroczył spokojnie, bez jakiegokolwiek cienia zestresowania na twarzy, po placu. Obserwował tę dwójkę.
- Kiedy znajdziecie się w odpowiedniej odległości? - spytał, odwracając wzrok od obiektów zainteresowań mężczyzny. Po chwili zniknął w jakiejś zabudowie, czekając na helikopter.
- Pobawić się. Jak każdy z nas. - spojrzał na kobietę. Zamiarem Nieznajomego było przecięcie nie belki, na której się znajdywali, a tej, co była nad nimi. Wanda nie mogła być zdziwiona, że mężczyzna musiał podskoczyć odrobinę, by machnąć rozpalonymi palcami po metalu, który zaraz zabrzmiał niespokojnie. Miała jednak do wyboru: albo zastopować belkę, która zaraz na nią runie, najpewniej jeszcze strącając narzędzia znajdujące się na palecie, albo pognać za mężczyzną, który oddalił się od niej o jakieś trzy "kwadraty" (prowizoryczne pomieszczenia) na lewo.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Czw Lut 13, 2014 7:52 am

Hej, to bardzo dobrze, że koleś zaczął akceptować samego siebie i to co zostało mu zrobione. Jak najbardziej jestem za tym, by mieć dystans do siebie i do tego co się robi, ale nie w taki sposób, że krzywdzimy innych. Wtedy chyba warto zastanowić się co się robi nie tak i znaleźć inne rozwiązanie. Niewiadomo jednak czy w przypadku nowego towarzysza Wandy taka opcja istniała.
Kobieta nie przejęła się zbytnio intensywnym spojrzeniem mężczyzny, ani ciszą, którą można byłoby nazwać grobową gdyby nie odgłosy tętniącego życia miasta, karetek pogotowia i ogólnego zgiełku. No i proszę Państwa! Ileż to razy była na dywaniku u samego Magnusa wykazując się niekoordynacją? To dopiero było spojrzenie! Teraz tylko poczuła lekkie ukłucie niepokoju, jednak nie okazała tego. Dalej wpatrywała się w zbira, a delikatny wiatr smagał ją w twarzyczkę. Gdy ten się wyprostował ta podniosła nieco wyżej głowę, by ocenić jego wzrost z tak bliskiej odległości, która z chwili na chwilę malała, bo nieznajomy postanowił przypatrzeć się jej z o wiele lepszej perspektywy. Wsłuchała się w jego dudniący głos, w duchu gorączkowo zastanawiając się też co mogłaby mu odpowiedzieć. Szczerze mówiąc miała ochotę tylko machnąć ręką i odejść, ale czuła, że jej interwencja jest i będzie potrzebna.
- Zazwyczaj zabijanie niewinnych i sianie zniszczenia wokół nigdy nie prowadzi do czegoś dobrego, prawda? – Spojrzała na niego wzrokiem typu ‘Wierz mi, mam doświadczenie’ i powoli skinęła głową na potwierdzenie własnych słów. Zmarszczyła natomiast brwi nieznacznie słysząc kolejne frazy wypowiadane przez niego, no tak.
- Wydaje mi się, że działasz pod wpływem impulsu. Warto zastanowić się nad swoim działaniem i go zaprzestać, bo widzisz co się tutaj dzieje. – Zatoczyła ręką swobodnie dookoła, nie spuszczając wzroku z niego, tylko obserwując uważnie każdy jego ruch. Widocznie facet nie zamierzał przeciąć belki znajdującej się pod nią, tylko tą, która znajdowała się NAD nią! NO tak, jedna z dwóch opcji, trudno! Wypadałoby się teraz ładnie gdzieś przemieścić, ale zanim to zrobiła, zerknęła tylko w dół szukając wzrokiem wspomnianego wcześniej agenta, który na szczęście zniknął jej z pola widzenia. Więc, reasumując nie będzie żadnych strat w ludziach, jeżeli konstrukcja znów się nieco popsuje. Dziewoja z gracją wybiła się w stronę, w którą zmierzał jej nowy znajomy, skręcając właśnie do rzeczonego pomieszczenia na lewo. Nie zamierzała tak łatwo mu odpuścić, co to to nie. Poza tym, chciała zobaczyć co dokładnie miał na myśli mówiąc coś ‘o zabawie’. Pójdą na drinka? Albo zrobią sobie całonocny maraton ‘Iron Mana’?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Lut 21, 2014 3:39 pm

Z pewnością trudno byłoby uznać, że kobieta zrobiła dużo i uratowała ludzkość, gdyby machnęła dłonią, lekceważąc całą akcję. To nie było aprobowane przez społeczeństwo. Zbiór osób, które stały za taśmami oddzielającymi plac budowy od terenu - względnie - bezpiecznego. Publiczność z samego dołu obserwowała poczynania Wandy względem obcego mężczyzny. Ba, niektórzy nawet rejestrowali to widowisko na karcie pamięci w swoich telefonach.
- Jak to nie prowadzi? - prychnął, spoglądając na kobietę - Oczywiście, że prowadzi. Lepsza forma, lepsze geny, lepsza ludzkość. Doskonałość w każdym calu, o to chodzi. - uciął krótko. Można było uznać, że ów mężczyzna stwierdził, iż nie ma dalszego sensu tłumaczenia kobiecie tego, jaką [absurdalną] ideą on się kieruje. A raczej - w jaki sposób próbuje ją urzeczywistnić, ucieleśnić.
Zatem belka runęła - prosto i prędko na ziemię, wydając z siebie pusty odgłos. W nią po chwili uderzyły narzędzia, których huk był znacznie mniejszy, aczkolwiek i tak słyszany dobrze. W tamtym miejscu ponownie uniósł się pył z placu, chwilowo przysłaniając to, co dzieje się na parterze biurowca.
Agent Leash nie był aż tak oddalony od tego miejsca, aczkolwiek mógł dziękować spontanicznej decyzji, bo byłby nieopodal tej belki, jak nie pod nią. Dlatego też huk sprawił, że mężczyzna i odskoczył na odległość metra, doszukując się telefonu, a także i prowizorycznie schował twarz za rękawem marynarki.
- Jesteście daleko?... To dobrze, robi się coraz, powiedzmy, weselej. - mruknął, starając się - jednak z klęską z góry zawyrokowaną - "odsunąć" dym od siebie, by móc cokolwiek zauważyć.
W tej chwili Maximoff mogła utwierdzić się w fakcie, że bariera stworzona wcześniej za machnięciem ręki - nie wytrzymała. Było więc zagrożenie, że coś może się stać publice na samym dole. Nawet jeśli służby porządkowe znajdywały się po każdej stronie budynku.
Nie tylko ona poruszała się z gracją - dało się zauważyć, że i Nieznajomy swobodnie kroczy na wydłużonych nogach, jakby miał je już od dawna. Ręką z rozżarzonymi palcami machał tu i ówdzie, nie stykając się jednak z elementem jakiejkolwiek konstrukcji.
- Ile razy przekonałaś się, że nie prowadzi do niczego dobrego? - zapytał dosyć głośno, aby kobieta go usłyszała. Wsparł się bokiem o jeden z narożników, wychylając się tak, że mocniejszy podmuch wiatru mógłby go zepchnąć z belki i sprawić, iż problem zniknąłby w niecałą minutę. Mężczyzna jednak miał refleks dobry, tak jak i koordynację ruchową, więc się o to nie zamartwiał.
Nie czekał na odpowiedź, tylko doskoczył w stronę kobiety, chwytając ją za nadgarstek i to wszystko. Nie uniósł ręki, która mogłaby jej ciało naznaczyć oparzeniami, nie zepchnął jej, dając Wandzie szansę. Na reakcję.
Wytężywszy słuch, Scarlet Witch mogła usłyszeć dźwięk helikoptera, który nadlatywał z oddali - agenci Tarczy nie mogli szybciej się pojawić, jednak chcąc zachować odpowiednią odległość, nie zbliżali się do biurowca. Na ten moment rejestrowali to, co się działo oraz najpewniej przekazywali wszystko do centrali.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Nie Lut 23, 2014 8:04 pm

Ci ludzie! Jakby naprawdę nie mogli sobie po prostu stąd pójść! Zajęli by się czymś bardziej pożytecznym niż oglądaniem jej – Szkarłatnej Wiedźmy w akcji! Toż to nudy, już lepiej gdyby poszli do najbliższego supermarketu po tani makaron z serem, by później móc go zjeść przed ulubionym serialem. Tak, tak. W pewnej chwili miała ochotę przestać bawić się w kotka i myszkę i po prostu stąd odejść. Irytowało ją zachowanie tych ludzi, którzy jak gdyby nigdy nic zaczęli ją filmować. Zupełnie jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że tu chodzi o ich życie! O bezpieczeństwo! Wanda zmarszczyła tylko brwi i powrotem skupiła wzrok na swoim nowym towarzyszu.
- Gdyby każdy był tak idealny to świat nie byłby ciekawy, nie uważasz? – Spytała patrząc na jego poczynania, by potem zerknąć kątem oka na belkę, która z rykoszetem opadła w dół, na szczęście nikomu nie robiąc przy tym krzywdy.
- Świat pełen niedoskonałości jest w pewien sposób urzekający. Jest pełen tajemnic, które chcemy odkrywać. To co chcesz zrobić jest… - Nie dokończyła. Obserwowała każdy ruch mężczyzny, które sprawiały, że za każdym razem gdy ten unosił rękę jej serce biło znacznie szybciej. Bała się, że może ją zaatakować, albo gorzej, że znowu coś przetnie. Pierwszy raz ma do czynienia z sytuacją, gdy to ona jest tą ‘dobrą’, zawsze było na odwrót, dlatego też nie czuła się zbyt pewnie. Nie okazywała tego jednak – twarz jej była blada, lico niezmącone żadnym szpetnym grymasem. Poruszyła się naprzód w jego stronę, by nie zwiększać dystansu jaki między nimi panował. Za chwilę jednak obróciła głowę w bok wprawiając w ruch jej brązowe fale i widząc co się dzieje z jej barierą otworzyła lekko pełne usta. Nie wyglądało to najlepiej, Scarlet musiała szybko podjąć decyzję, co teraz? Dalej żałowała, że jest tutaj sama, bez nikogo do pomocy. Dlatego też wzięła się w garść i błyskawicznie machnęła dłonią w stronę swojej bariery i nieco ją umocniła – przynajmniej na tyle by zupełnie nie zniknęła, by dalej chroniła prowizorycznie zabezpieczony teren. Ledwo – ledwo zarejestrowała pytanie odmieńca i już miała zamiar odpowiedzieć cokolwiek na obronę, gdy ten znalazł się tuż przy niej, niebezpiecznie blisko, ta nie miała szansy wyrwać ręki. Spojrzała na niego poważnie, przypatrując mu się z tej nieznacznej odległości.
- Wiele razy. Ale zmieniłam nastawienie, mój drogi. – Mówiąc to dziewoja próbowała odsunąć się od niego na bezpieczny dystans, sprawdzając jednocześnie czy ten ją z łatwością puści. Jeżeli tak to tylko przygląda mu się z boku, a jeżeli nie, no to cóż. Dziewczyna nie spuszczając wzroku z oponenta koncentruje się, czując jak moc powoli ogarnia jej ciało, od stóp, aż po czubki jej palców. Mężczyzna mógł poczuć od niej bijące uczucie ciepła, wręcz gorąca oraz iskierki, które pojawiły się w jej spojrzeniu. Nie czekając ani chwili na słowa, czy też gesty ułomnego skumulowała odpowiednią ilość energii w dłoni i odepchnęła mocno przeciwnika. Będąc już swobodna uniosła się powietrzu i celując w niego palcem wskazującym zamknęła na moment oczy, próbując się skupić jeszcze bardziej. Wokół kończyny pojawiło się coś w rodzaju czerwonej poświaty, która zamieniła się w sporą wiązkę energii – tą akurat Wanda posłała wprost na okolicę klatki piersiowej faceta. Cios był silny, posłany z wielką gracją, godną córki Magnusa. Kobieta dalej zachowywała bezpieczną odległość, na wypadek gdyby ów zaczepka rozzłościła jej nowego koleżkę. W razie czego jest przygotowana na odparcie ewentualnego ataku, poprzez szybkie stworzenie bariery ochronnej.
Przy okazji – Scarlet zupełnie nie zwracała na odgłos zbliżającego się samolotu. Nie wiedziała nawet czy ktokolwiek z innych mutantów zainteresuje się sprawą, która tu zachodziła. Jak na razie była zupełnie sama, co wcale jej nie cieszyło. Wiedziała, że teraz będzie coraz gorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pią Lut 28, 2014 1:38 pm

Nieznajomy może i słuchał Wandy, jednak jej słowa nie dawały mu do myślenia. Nie sprawiały, że mężczyzna zaczął rozmyślać nad jej wypowiedzią, analizując słowo w słowo, jakby uznał, że to wszystko, co mówi, faktycznie może być prawdą. Nawet jeśliby była, miał prawo w to nie wierzyć, to podważyć, bo kim była kobieta w tak dopasowanym stroju, żeby musiał ufać jej słowom?
- Jest jakie? Złe, nieodpowiednie? Zależy dla kogo. - stwierdził krótko i dobitnie. Nie była mu potrzebna lekcja etyki i wszelakich zasad moralnych, które już od samego rana nagiął znacząco, czego dowodem był plac budowy, ofiary i taśmy wątpliwego bezpieczeństwa.
Skupienie mocy na barierze - owszem, zapewniło jej, że chociaż względnie chroniony jest dany teren. Nie była ona jednak na tyle mocna, żeby sobie z nią nie poradzić. Dawała przede wszystkim szansę na ucieczkę ciekawskiego zgrupowania tuż przy oddzielonym od placu budowy terenie. Na ten moment Wanda nie musiała się obawiać, że bariera nie wytrzyma siły i przeszkód, z którymi musiałaby się zmierzyć. Najwidoczniej obcy, niezbyt normalny mężczyzna, bardziej był skupiony na Maximoff, z którą już kilka dobrych minut (jak nie kilkanaście) się męczył.
- Od kiedy? - spytał, mrużąc oczy i mocniej zaciskając palce na jej przegubie. Może gdyby Wanda była o znacznie słabszej posturze i wytrzymałości, to mogłaby liczyć się z tym, że siniak przypominający bransoletkę, będzie przez jakiś czas zdobił jej skórę. Dalej wywiadu nie kontynuował, czując narastające ciepło, bijące od brązowowłosej. Nie potrafił stwierdzić, co zaraz może nastąpić. Dlatego też, gdy Szkarłatna Wiedźma odepchnęła go od siebie mocno, odsunął się na jakieś dwa metry, a spod jego pseudo-obuwia "wyskoczyło" kilkanaście iskierek. Rozmowa już w tym momencie była zbyteczna. Ważniejsza była obserwacja, dlatego też mężczyzna przyglądał się kobiecie, kiedy ta uniosła się już widocznie nad belką, a czerwień zamigotała przy jej dłoni, otaczając ją lekką aurą.
W tym momencie Maximoff miała niewielką, jednakże znaczącą przewagę. Mogła działać szybko, bo przeciwnik prędzej zafascynowany był tym, że jednak kobieta postanowiła robić coś więcej, niż gadać. Dotychczas musiał najwidoczniej nie zarejestrować utworzonej bariery ochronnej, będąc bardziej przejętym rozmową i pozbywaniem życia kilku pracowników biurowca, którzy mu się akurat napatoczyli na drodze. Ciśnięta weń wiązka energii zwróciła jego uwagę na to, że powinien się pilnować.
Nie uskoczył jednak, czując uderzenie, które podprowadziło go pod jedną z nośnych belek, o jakie oparł się plecami. Nie było widać grymasu bólu. Prędzej... niezadowolenia z sytuacji, jaka nastąpiła.
Powiódł spojrzeniem po budowli, jakby chciał zastanowić się nad tym, którędy najlepiej będzie uciec. Oczywiście - to była zmyłka, bo nieznajomy już po chwili pędził w stronę Wandy, nie wyciągając ręki, a  jedynie przeskakując nad kobietą. Kondygnacje biurowców na to pozwalały, więc nie zahaczył o barierę, która mogła go odbić od siebie czy też zminimalizować siłę ataku. Nieznajomy już po chwili z hałasem zatrzymał się piętro niżej, uprzednio dbając o to, ażeby jedna z nośnych - już postawionych ścian - została osłabiona poprzez podłużną, głęboką szczelinę, którą przed kilkoma sekundami zrobił.
Trudno było zrozumieć jego postępowanie - raz kierował się na górę, po chwili w bok, żeby teraz znaleźć się niżej. Najpewniej miał plan albo dopiero go tworzył, chcąc grać na zwłokę.
Helikopter Tarczy miał średnią widoczność na całą akcję, a siedzący w nim agenci dyskutowali o czymś - jeden w dodatku przez komunikator, więc można było się spodziewać, że wydarzenie zostało przekazane dalej.
I nie zapowiada się na to, żeby ktoś w tym momencie pomógł Wandzie, nawet brat, który bodajże nadal leżał nieprzytomny w restauracji. Może to jakaś próba? Dla niej? Samej?

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sob Mar 01, 2014 2:36 pm


Tak, Wanda doskonale wiedziała, że swoim ‘małym’ wybrykiem pokaże nowemu znajomemu, że także nie jest całkowicie normalna. Nie - Normalna przynajmniej pod względem fizycznym, a raczej duchowym. Cóż, niełatwo to określić, wiadomo jednak było, że Scarlet nieznacznie różniła się od typowej kobiety. Nie tylko urodą [ a jakże, po co być skromnym? ], ale zarówno inteligencją i bonusem w postaci niezwykle przydatnych mocy, które nie raz uratowały jej i jej kompanom życie. Nie do końca znała swoje możliwości, dlatego też zdecydowała się na pomoc Magnusowi i innym. Myślała, że on zechce odkryć jej nowe talenty, a tak niestety się nie zdarzyło. Czuła, że jest wykorzystywana i, że nie porusza się na przód.  Gdyby nie to, że KTOŚ przeszkodził jej w rozmowie z jej ukochanym bratem, to może w końcu doszłaby do tego, co ma teraz robić? Chociaż nie, z drugiej strony, teraz wiedziała doskonale, że już nie chce kroczyć ścieżką zła, obłudy i kłamstwa. Wolała chronić tych poniekąd jeszcze głupich ludzi, ich prawdy życiowej i marzeń. Tak, wiedziała o tym na pewno.
Panna Maximoff dalej unosiła się lekko w powietrzu rejestrując to co się działo z jej znajomym. Starała się aż tak nie pokazywać jak bardzo jest zdziwiona [ w tym pozytywnym sensie ], gdy ten bez słowa sprzeciwu przyjął jej atak na siebie. Przez  blade lico córki Magneto przemknął uśmiech niejakiego zwycięstwa, gdy ten znalazł się tuż pod belką. Jej przeciwnik chyba zdążył już zauważyć, ze nie należy ignorować brązowowłosej, która mogła nieźle namieszać w jego planach, które miał albo, które dopiero tworzył. Wolała jednak przyjąć opcję drugą – zawsze istniało prawdopodobieństwo, że facet za bardzo nie wie co robi, że jego ruchy będą szybkie i nieprzemyślane. Mutantka tylko powiodła wzrokiem po jego twarzy naznaczonej niezadowoleniem ia jej prawa brew powędrowała ku górze, gdy ten wyskoczył jak oparzony w górę, przeskakując nad nią zgrabnie. Dziewoja automatycznie uniosła przedramiona w obronnym geście, będąc przygotowana na ewentualny atak z jego strony, który o dziwo nie nastąpił. Obróciła szybko głowę i zerknęła w stronę, gdzie powstała paskudna szczelina w ścianie. Tym niestety trzeba było zająć się szybko – dlatego też Wanda wykonała skoczny piruet w powietrzu, jednocześnie wyrzucając niejako swoją dłoń w kierunku naznaczonego elementu budowli. Skupiając się na kawałku ściany zamknęła na moment oczy i posłała ponownie symboliczną ilość mocy, by ta tylko scaliła dziurę, która wyglądała bardzo nieestetycznie. Wiadomo, kobiety.  Załatwiwszy tą część ‘roboty’ podążyła wzrokiem za koleżką w hipsterskim obuwiu i wyłapując go podążyła zgrabnie za nim, to przeskakując po prostu nad belkami i konstrukcją, raz na jakiś czas podtrzymując się lewitacją, by mieć pewność, że nic jej się nie stanie. Wylądowała zręcznie przed nim, zachowując bezpieczny dystans dwóch metrów lekko na ugiętych nogach i wyprostowała się powoli, nie spuszczając z niego swoich ocząt. Nie wiedziała teraz co zamierzał zrobić, była jednak pewna, że chyba go troszkę rozzłościła tym atakiem na jego osobę. Cóż mogła począć? Taka już jest. By pozostawić element tajemniczości i ogólnej powagi Scarlet postanowiła się nieco ‘pobawić’. Powietrze wokół niej ponownie stało się jakby cięższe i o wiele cieplejsze niż powinno być – przeciwnik mógł mieć pewne kłopoty z nabraniem powietrza w płuca. Gęsta atmosfera wprawiła jej brązowe loki w ruch, a te opadły gładko na wandziowe plecy, również okalając jej twarz o zaciętym wyrazie. Palce ułożyła w charakterystycznym dla niej geście [ coś a’la znak Szatana jak wiadomo ], a całe przedramię uniosła nieco nad głową, zupełnie jakby szykowała jakiś atak na jego osóbkę. Tym razem i ona grała na zwłokę – być może czekała na jakąś pomoc z zewnątrz? Naprawdę, nie obraziłaby się gdyby jakiś przystojniak wparował tutaj z resztą kompanów i skopał tyłek temu ułomnemu gościowi, którego kobieta nie mogła zrozumieć. Teraz tylko przeszywała go spojrzeniem na wylot, zupełnie jakby chciała wejść mu do głowy i poznać jego myśli.
Na niewiele się to zda, prawda? Myśląc tak Maximoff zdecydowała się zrobić coś jeszcze. I tak lada chwila Pietro powinien się obudzić [ taką miała nadzieję ] albo też właśnie ktoś z tych przystojnych i  dobrych super bohaterów powinien być zaalarmowany taką, a taką sytuacją, która odbywa się właśnie na oczach wielu gapiów, więc kobieta nie miała wiele do stracenia. No i jak to mówią, moi drodzy, najlepszą formą obrony jest atak. Nie minęła chwila, gdy nasza bohaterka rozłożyła ręce na całą szerokość, zupełnie jakby lada moment, a miała uściskać serdecznie nieudany eksperyment – wokół jej dłoni pojawiła się ponownie złowroga, szkarłatna aura, która z minuty na minutę rosła i stawała się coraz jaśniejsza. To był chyba znak, że Wiedźma kumuluje sporą dawkę energii w dłoniach. Czując jak rozpiera ją jej moc, czym prędzej złożyła ręce do siebie, tym samym posyłając w stronę przeciwnika sporą ‘porcyjkę’ zgromadzonej rzeczonej energii, nie dbając o to czy go to zniszczy czy też nie. Nie miała pojęcia też co wydarzy się dalej, dlatego też zaraz po ataku stworzyła przed sobą barierę ochronną, obejmującą całą jej postać, jak i pobliskie ściany i belki, by uratować je przed ewentualnym zmiażdżeniem.
Ktoś mówił, że teraz zaczyna się zabawa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Mar 10, 2014 9:35 pm

Szczelina, która została "zaplombowana" mocą Scarlet, nie zniknęła całkowicie. Owszem, konstrukcja budowli nie jest naruszona tak bardzo, zanim kobieta postanowiła ją zminimalizować, aczkolwiek lekki uszczerbek ma i jest osłabiona, więc Szkarłatna Wiedźma nie może być pewna tego, że ze szkieletem biurowca nic się nie stanie.
Nieznajomy mężczyzna przyglądał się Wandzie bacznie i uważnie, rejestrując jej ruchy i zachowania. Mimo że kobieta miała znaczącą przewagę, mając moc, którą mogła wykorzystać, on nie miał zamiaru pozostawać biernym, jak dotychczas. Możliwe, że było to dosyć naiwnym postanowieniem, aczkolwiek najpewniej spowodowanym męską dumą, która nie zniosłaby tego, że kobieta jest silniejsza i go pokonała, jak zawsze tak bywa w tych przypadkach. Przeciwnik Maximoff nie dysponował energią ani niczym, co mogłoby wskazywać na to, że jest nadludzki czy też super-kimś. Nie miał żadnej mocy, możliwości, prócz wykorzystania swojego umysłu, znajomości tej budowli, siły ofiarowanej przez dodatkowe obuwie i ogień rozpalający metalowe paliczki, które niekiedy syczały z utęsknieniem za atakiem.
Kobieta mogła zauważyć jak łapczywiej próbuje zaczerpnąć powietrza, co tylko sprawiło, że był bardziej zmęczony. Pochylił się w jej stronę, prostując lewą nogę (będącą z tyłu) lekko w kolanie, jakby miał zaraz szykować się do wystartowania w biegu. Przyglądał się z niemałą fascynacją, ale też i narastającą złością brązowowłosej, kiedy poświata zyskiwała na kolorze, zwiastując coś, co niespecjalnie mogłoby go zadowolić. Rękami wsparł się o belkę, na której stał. Nie baczył na to, że jedna strony belki zaczynała topnieć pod jego palcami. Ba, wytopiona część "oderwała" się od całości i teraz znajdywała się w dłoni mężczyzny.
Kiedy Scarlet cisnęła energią w stronę Nieznajomego, ten nie odskoczył na bok, tylko wyszedł jej naprzeciw - nie, żeby dostać wiązką energii. Tą udało mu się ominąć, gdyż znajdywał się na tak zwanym parterze, więc też na wysokości łydek kobiety. Stopiony metal został rzucony w stronę Wandy - we właściwie nie wiadomo jakim celu, aczkolwiek efekt, jaki miał przynieść, został osiągnięty. Kobieta nie zwróciła przez moment na niego uwagi, toteż korzystając z tego przemknął na drugą stronę, by znaleźć się za jej plecami.
Mimo że bariera ochronna powstała na konstrukcję, która ich otaczała, to nie była tak silna, by Scarlet miała pewność, że niczego nie odczuje. A odczuła, z pewnością - żarzący się metal, który zamknął się w pierścieniu wokoło jej kostki. Nie zostawi on blizny, aczkolwiek but i część stroju Wiedźmy nadawał się do wyrzucenia. Co zrobił następnie? Nadal trzymając kobietę, odskoczył na bok, by właściwie ciągnąć ją ku dołowi. Chyba że Scarlet zadbała o to, aby nie wylądować na twardej ziemi - to chwilowo lewitował z nią, poszukując jednego z urządzeń w kieszeniach spodni.
A to tylko po to, aby sprawić, że dwie kondygnacje wyżej wybuchły, zrzucając zostawione tam narzędzia i materiały budowlane oraz wykończeniowe. Zatem nie dość, że zaraz posypią się belki, śrubki, szkło, to na dodatek unoszący się dym skutecznie zasłaniał widok zarówno kobiety, jak i mężczyzny.
Wanda nagle mogła odczuć nie tylko brak ciężaru, ale i lekkie zmęczenie. Bądź co bądź - bariery ochronne dla ludzi, konstrukcji (która została zabezpieczona na dwóch, pobliskich kondygnacjach) oraz atak czy też obrona dla samej siebie - musiały nieco energii zabrać kobiecie.
Helikopter tarczy zatrzymał się na sąsiadującym obok budynku, na którym dwóch agentów stanęło - jeden rejestrował całe zajście, a drugi próbował przez urządzenie zidentyfikować Wandę oraz nieznajomego. Zaś z samego dołu Maximoff mogła usłyszeć po raz kolejny wrzask spanikowanych ludzi, którzy zadecydowali jednak zostać na przedstawieniu.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Sro Mar 19, 2014 11:25 am


Tak, robiło się coraz ciekawiej. I nie tylko z powodu towarzystwa naszego ukochanego ułomnego, ale i z ogromu zniszczeń, które siał, a których nie mogła powstrzymać Wanda. Nie była zadowolona z faktu, że ten naruszył jej teren – że udało się mu ją naznaczyć w niejaki sposób, dlatego też przez lico ciemnowłosej przeszedł grymas, który przez dłuższy czas będzie się utrzymywał.
Syknęła i zaklęła soczyście czując lekkie pieczenie w okolicach kostki. Do jej nozdrzy dotarł zapach spalonej skóry – w myślach już zastanawiała się jak zemścić się na nieznajomym. Na razie wolała jednak skupić się na ewentualnej obronie konstrukcji, która z chwili na chwilę robiła się coraz słabsza, zupełnie jakby miała za chwilę runąć. To nie byłoby zbyt miłe, zważając na fakt, że na dole dalej znajdowali się gapie, którzy widocznie nie mieli za wiele do roboty w to popołudnie. Mężczyzna akurat skorzystał z momentu nieuwagi dziewoi i pociągnął ją silnie ku dołowi – ta jednak była tak zaskoczona, że w ostatniej chwili poratowała się zdolnością lewitacji, która z pewnością uchroniła jej tyłek przed upadkiem. Tak naprawdę co z tego? Myślała, lądując w miarę zgrabnie na dole i zasłaniając twarz przedramieniem, gdy usłyszała okropny wybuch dwa poziomy wyżej, który dosłownie na moment ją ogłuszył. Zacisnęła powieki mocno starając się zarejestrować to co się działo wokół niej – nie było to zbyt łatwe szczerze mówiąc. Zaczynała ją boleć głowa, czuła lekkie odrętwienie, a oczy same jej się zamykały. Widać zmęczenie dawało o sobie znać, a to niezbyt dobrze jej wróży. Odepchnęła swojego oponenta, gdy ten znalazł się blisko niej, tak po prostu, chyba już z bezsilności i powiodła wzrokiem ku górze, ku zniszczeniom, którym zaraz postara się zapobiec. Działała szybko i instynktownie, w środku wręcz gotując się. To wszystko było takie absurdalne…
Wyciosała z siebie jeszcze odrobinę energii, którą posłała w kierunku odłamków, śrub i innych elementów budowli, by po prostu je zniszczyć, zniwelować. Nie mogła ocenić czy udało jej się w pełni wykonać zadanie, bo gęsty dym zasłonił skutecznie cudny widoczek. Mogła tylko przystanąć przy jednej z belek nośnych i zmrużyć ciemne oczęta, które starały się odnaleźć kompana.
- Dość. – Mruknęła na tyle głośno by i on to usłyszał. Teraz naprawdę grała na zwłokę. Może uda się jej znowu go jakoś zagadać, albo może tym razem on zaatakuje mutantke? Nigdy nie wiadomo jak się zachować w takiej sytuacji, dlatego córka Magnusa wydęła wargi niczym niezadowolona dziewczynka i wierzchem dłoni potarła czoło. Ból głowy nasilał się co utrudniało jej ogarnianie sytuacji jaka panowała wokół niej. Miała nadzieję, że ludziom na dole nic poważnego się nie stało. Bo tak naprawdę wtedy jej pomoc poszłaby na marne. A tego naprawdę by nie chciała. Stała tak niedaleko swojego nemezis na lekko ugiętych nogach mimo wszystko będąc gotowa do kolejnego skoku, czy uniku. Była nad wyraz ciekawa co też teraz wykombinuje mężczyzna, do czego to wszystko prowadzi. I jak się zachowa. Czy to on ją zaatakuje? Jeżeli tak to Wanda miała w zanadrzu coś jeszcze. W każdej chwili tak naprawdę za pomocą swojej mocy mogła wysadzić tego uroczego kolesia w powietrze – wolała jeszcze tego nie robić, nie wiadomo czy jakaś tajna organizacja nie chciałaby dowiedzieć się czegoś na jego temat, na temat tego eksperymentu, któremu został poddany i tym samym podrasowany. Kto wie, może mamy tutaj młodego buntownika, który zmieni swe nastawienie dzięki Scarlet? Kto wie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Nie Mar 30, 2014 9:10 pm


Miejmy nadzieję, że strój i obuwie Szkarłatnej Wiedźmy nie dopuści do tego, ażeby później kobieta nie miała niezbyt estetycznej rany wokoło jej kostki. W końcu Nieznajomy chwycił jej kończynę, która była odziana dwoma materiałami i to przypalił. Z pewnością jednak mogła się spodziewać, że będzie musiała zmierzyć się z niezbyt komfortowym uczuciem podczas stawiania kroków i na pewno będzie musiała się opatrzyć.
Konstrukcja była znacząco osłabiona, aczkolwiek na ten moment nie zapowiadało się, by w ciągu kilkunastu minut miała runąć i niszczyć wszystko, co otacza plac budowy. W tym i życie niewinnych, acz w jakimś stopniu głupich (kto mądry stoi przy całej aferze?) ludzi. Na to Wanda nie mogłaby za wiele poradzić, bo jej moc osłabiała się z każdą chwilą i kobieta już z upływem czasu zaczynała wyczuwać, jak organizm zaczyna się męczyć coraz to szybciej.
Reakcja w odpowiednim czasie spowodowała, że zniszczyła wszelakie elementy budowli i narzędzia, które były przydatne. Te jedynie zamieniły się w pył, jaki leniwie zaczął opadać, a mógł spowodować najzwyklejsze, typowo ludzkie kichnięcie, kiedy drażniło nozdrza przypadkowej ofiary.
Ludzie na dole stali i nagrywali. Jedni komentowali z przerażeniem, inni zaś z fascynacją. Gdyby tylko widoczność była znacznie lepsza to można było zauważyć, że ubyło gapiów, a przybyło kilkanaście pojazdów ucywilizowanych, chcących zaprowadzić porządek i ogarnąć ten cały harmider. Byli tacy, którzy od samego początku obserwowali całe zajście oraz ci, którzy w mniejszych czy większych grupkach opuszczali plac budowy i ogólnie zaludniony teren.
Słowo Maximoff sprawiło, że mężczyzna stanął przez moment niczym wryty, przyglądając się jej w zastanowieniu. Cała sytuacja w pewnym sensie zaczynała go nudzić. Równie dobrze mógłby już to wszystko odpuścić i zaraz zniknąć w czeluściach pyłu, który jeszcze unosił się na kondygnacji, choć widok był coraz wyraźniejszy. Nie zrobił kroku w jej stronę ani się nie cofnął. Nie na ten moment, kiedy oddychał ciężko, zamykając kilkukrotnie dłonie w pięść, jakby to miało mu pozwolić na to, ażeby uspokoić swoje nerwy i uśpić tymczasowo adrenalinę.
Helikopter Tarczy, który znajdywał się na sąsiadującym budynku - nadal tam stał. Agenci znajdujący się obok pojazdu, przyglądali się całej "zabawie", wymieniając między sobą jakiekolwiek spostrzeżenia na ten temat. Jeden z nich coś jeszcze mówił przez komunikator organizacji, informując następnie towarzysza, że może zaraz ktoś tutaj przybędzie. To było bardzo prawdopodobne.
Nieznajomy stojący naprzeciw Scarlet Witch nie odzywał się. Rozejrzał się i zrobił kilka kroków, przeskakując z jednej belki na drugą, by chwycić w dłoń długą metalową rurę, która pod wpływem ciepła, istnego ognia spod jego palców, zaczynała powoli się nagrzewać. Na nim samym nie robiło to wrażenia, choć trzeba przyznać, że na początku skrzywiał się delikatnie.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Wto Kwi 01, 2014 7:06 pm


Fakt, w pierwszej chwili Wanda nie zdała sobie sprawy co się stało z jej kostką. No, może nie do końca. Teraz jedynie modliła się w duchu by nie został jej paskudny ślad po zetknięciu się ze skórą nieznajomego. Mimo, że pył powoli opadał ta dla pewności i dla lepszej widoczności przetarła zmęczone oczy i wykrzywiając wargi w kwaśnym uśmiechu spojrzała na swojego dotychczasowego przeciwnika. To już od jakiegoś czasu przestało być zabawne. Całą sytuacja powoli wymykała się jej spod kontroli. Gdy zyskiwała minimalną chociażby przewagę, jej nowy kolega wyskakiwał z jakimś cudem czy innym dziwnym atakiem i wszystko zaczynało się od nowa. Kobieta zastanawiała się czy nieudany eksperyment w ogóle odczuwał zmęczenie. Bo patrząc na nią, na jej ciężki oddech i ogólne trudności ze skupieniem się można byłoby rzec, że Scarlet jest tą słabszą postacią. Chociaż niekoniecznie. Nie jej wina, że moc, którą się posługiwała wymagała od niej sporych pokładów energii, które nie były wieczne.
Teraz tylko spoglądała na niego, a lekki wiatr powiewał pasmami długich, brązowych loków. Wzrok miała zmęczony, a pot naznaczył jej czoło maleńkimi kropelkami. Widać było, że kobieta nie ma ochoty ciągnąć dalej tej nudnej już rozgrywki. Szczerze mówiąc nie miała pojęcia co ma dalej robić, jak się zachować. Czy ma zaatakować resztką mocy, czy też kompletnie się poddać i czekać aż ten ją unicestwi? Bo chyba było małe prawdopodobieństwo tego, że ktokolwiek ją wspomoże. A to ciekawe, bo zazwyczaj gdy ktoś o nadprzyrodzonych zdolnościach ma kłopoty, albo też czy wda się w bójkę kim innym to na interwencję osób trzecich nie trzeba długo czekać. A teraz? Kobieta ledwo trzyma się na nogach, chociaż dzielnie dalej unosi głowę i patrzy prosto w oczy przeciwnikowi. Lekko ugięta, ale dalej gotowa na odparcie ataku Wiedźma zmarszczyła nosek z niezadowoleniem i obserwując ruchy gościa zdecydowała się jeszcze zawalczyć. Cóż i tak nie miała wiele do stracenia. Konstrukcja jako – tako jest zabezpieczona. Ludzie tłoczący się przy budowli nie powinni wcale się tam znajdować - i to już nie jej problem, że widocznie nie wiedzą co ze sobą zrobić w to jakże ładne popołudnie. Zamiast iść do parku, to wiadomo, że lepiej porobić zdjęcia kobiecie męczącej się na wysokościach, co nie? To trochę zirytowało naszą Scarlet, jednak nie dawała tego po sobie aż tak poznać. Teraz wolała skupić siłę w swojej prawej dłoni, które aktualnie opadała swobodnie wzdłuż jej ciała. Nie zwracając uwagi już za bardzo na to co też mężczyzna wyczynia wyprostowała swoją rękę i zdecydowanym ruchem posłała wiązkę energii w stronę jego kończyn – raczej starała się wycelować w jego przedziwne obuwie, które dawało mu możliwość zgrabnego przeskakiwania nad belkami. Po tym panna Maximoff cofnęła się o krok i wzięła głęboki wdech. Gdyby przeciwnik zechciał ją zaatakować to ta zacznie polegać na swojej umiejętności walki wręcz. Zagryzła bezwiednie dolną wargę i zamknęła na moment oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Pon Kwi 07, 2014 3:29 pm

Fakt. Nieznajomy po całym eksperymencie (który  do udanych nie należał, chyba że on uważał inaczej) nie odczuwał zmęczenia tak szybko. Można było go teraz porównać z Wandą. Przed tym byłby zmęczony prawdopodobnie szybciej od brązowowłosej, a teraz? Jedynie brał porządniejszy hausty powietrza, ale nie był ani rozkojarzony, ani nie odczuwał jakiegoś bólu w swoich kończynach. Tak, jakby adrenalina całkowicie nad nim zapanowała i przyćmiewała zarówno wyczerpującą się z postępem czasu energię i zdrowy rozsądek. Ten ostatni to raczej na pewno został przyćmiony i zastąpiony nie wiadomo właściwie czym.
O ludziach nie ma co się rozpisywać - ci nadal znajdywali się na dole, nadal obserwowali i rejestrowali na swoich telefonach komórkowych całe wydarzenie, pomimo zastrzeżeń służb porządkowych, aby się odsunęli i poszli gdzie indziej. Nie mieli i tak wielkich szans, by wszystko zostało nagrane dokładnie i doskonale, gdyż pył i piach przesłaniały widok, a i Szkarłatna Wiedźma znajdywała się za daleko.
- Sądziłem, że tacy jak wy mają lepszą kondycję - skwitował Nieznajomy, przekładając rurę z jednej ręki do drugiej, stojąc spokojnie i zerkając na zbiorowisko na dole. Ani nie syczał, ani nie było widać bólu na jego twarzy, kiedy jego skóra stykała się z rozgrzanym metalem. Tak jakby sam był na tyle rozgrzany albo miał specjalne odzienie. - Najwidoczniej trzeba nad tym trochę popracować - rzucił z dość zrezygnowanym tonem, patrząc na wiązkę energii, którą Wanda wycelowała w jego osobę. Mimo że próbował jej uniknąć, to było to trudne i faktycznie dostał w nogę; na wskutek tego zgiął się lekko, zaciskając szczęki. Nie był jednak tym sfrustrowany, a bardziej zawiedziony, że zabawa nie mogła trwać dłużej.
Scarlet Witch i Nieznajomy wymieniali się jeszcze przez dłuższy moment spojrzeniami, aż w końcu ten drugi postanowił zrobić cokolwiek. Choćby w milczeniu uderzyć w metalową konstrukcję rurą (co nic nie zrobiło, a jedynie spowodowało głuche uderzenie), by spojrzeć spod przymrużonych powiek na ciemnowłosą. Sądził, że nie warto dalej bawić się w kotka i w myszkę, zatem uchwycił obiema dłońmi rurę, zaciskając na niej mocno palce. Następnym jego ruchem było rozpędzenie się i bieg wprost na Wandę, aby skoczyć  na jakieś dwa metry przed kobietą i z góry ugodzić ją ową rurą. Miał to, co prawda już zrobić, ale...
W tym samym momencie nastąpił nie tylko błysk, ale zarówno Wanda, jak i jej przeciwnik usłyszeli ciężki, irytujący pisk, który w następnym momencie sprawił, że oboje stracili przytomność.
Trochę czasu minęło, zanim Wanda Maximoff zaczęła się przebudzać. Stopniowo odzyskiwała przytomność: najpierw od hałasów dobiegających z ulicy, niewyraźnych i przytłumionych głosów, które z czasem były lepiej słyszalne, zapachu i uczucia chłodu na skórze. W końcu otworzyła oczy i choć z początku obraz był dosyć ostry, to już po chwili nie musiała ich przymrużać znacząco. Oprócz niej, na dachu również znajdywali się ci dwaj agenci, którzy dotychczas przesiadywali w helikopterze i obserwowali całą akcję z sąsiedniego biurowca.
- Kiedy on będzie?
- Już ponoć są dwie przecznice od nas. - Odpowiedział drugi agent, spoglądając na zegarek i odwracając się do Wandy. Kobieta ponadto mogła zauważyć nieopodal Nieznajomego, który miał kajdanki wokół nadgarstków i na swoich nogach, co uniemożliwiało mu poruszenie się; również i dłoń mogąca spokojnie stopić metal była usztywniona, mając nałożoną jakiś pierścień, który ochładzał jego palce. - Zaraz porozmawiasz z naszym przełożonym, Wando - poinformował Wiedźmę, ignorując to, że zbliżający się helikopter sprawił, iż ciuchy czy włosy falowały przez wzmożone wietrzysko.
Maximoff, w przeciwieństwie do przeciwnika, została tylko posadzona i oparta o ścianę wejścia na dach.
Kolejny helikopter ledwo wylądował na dachu biurowca, na samym jego końcu. Pilot siedział na swoim miejscu, a śmigła nadal były w ruchu, jednak ze statku powietrznego wysiadła kobieta, która skinęła do agentów, aby ci zaprowadzili do helikoptera i Wandę, i Nieznajomego. Oczywiście zachowali przy tym najwyższe środki bezpieczeństwa, nie chcąc narażać się na wypadek podczas podróży do Helicarriera, w którym Wanda miała szansę spotkać ze swoim bratem (Pietro odzyskał dopiero na statku przytomność) i poznać dyrektora Tarczy, który uświadomił rodzeństwo w tym, że obserwował ich od dłuższego czasu. Zarazem jego zamiarem było zaproponowanie im współpracy z organizacją oraz przystąpienie do niej. Ustanowili dla nich treningi i szkolenie, podczas którego mają zapoznać się z procedurami SHIELD i ogólnie pojętymi zasadami.

Tym samym zt dla Wandy i skończenie rozgrywki. Dzięki.
P.S. Możesz też napisać Pietro o tym, co wspomniałam w PW, które Ci wysłałam.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 197
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   Czw Kwi 10, 2014 1:48 pm


shoot to thrill!

Wanda miała okropny problem ze skupieniem spojrzenia na swoim przeciwniku – zwłaszcza teraz, kiedy ostatnia wiązka energii została wysłała w jego kierunku. Siły opuszczały ją momentalnie, słabła dosłownie z minuty na minutę. Westchnęła głośno, już nawet nie komentując słów mężczyzny, który jakby ze znudzeniem przerzucał rozgrzaną do czerwoności belkę z ręki do ręki. Pannę Maximoff z pewnością zastanowiłoby to zachowanie, a raczej brak jakiejkolwiek spontanicznej reakcji z jego strony, ale nie teraz kiedy ledwo stała na nogach. Zacisnęła tylko wargi słysząc głuchy łoskot, który poniósł się echem po konstrukcji i jęknęła cicho, gdy oślepiający błysk zmusił ją do zamknięcia oczu. Gdyby nie to, że straciła przytomność zaraz po tym jak ułomny szykował się na atak, to sądzę, że Wiedźma otrzymałaby bardzo nieciekawy prezent w postaci powiedzmy, że lekkiego trzepnięcia.
To co się działo potem było wielką plątaniną pojedynczych słów, pisków, jęków i wrzasków. Najpierw powoli, powoli otworzyła ślepia i starała się przyzwyczaić wzrok do jasności, która ją otaczała. Ból głowy nie był już taki paskudny, jednak dalej był uciążliwy. Tak samo dawała o sobie znać poparzona kostka, z którą później będzie wiele problemów.
Nie wiedziała dlaczego zemdlała, nie wiedziała także kim są ci dwaj faceci w garniturach, którzy wymieniali między sobą jakieś zdawkowe informacje. Wanda niewiele z tego zrozumiała, dlatego pierwsze co wypsnęło się jej z ust to długi jęk i nagły atak suchego, męczącego kaszlu. Zaraz potem przetarła bezwiednie patrzałki i skrzywiła się – teraz doskonale czuła każdy mięsień swojego ciała i to wcale nie było przyjemne uczucie. Gdy już ostrość wzroku powracała rozejrzała się powoli, raz w lewo, raz w prawo badając dokładnie sytuację w jakiej się znalazła. Sprawdziła czy posiada przy sobie wszystkie wartościowe rzeczy, czy nie jest bardzo połamana – dłońmi zaczęła przesuwać powoli po swoim ciałku, palcami badając strukturę żeber. Gdy stwierdziła, że wszystko [prócz nogi] z nią w porządku odetchnęła z ulgą.
W pierwszym odruchu miała ochotę stąd uciec, po prostu się zerwać. Kątem oka dostrzegła Nieznajomego, którego ruchy zostały ograniczone w pewien prosty sposób. Ona zaś bez problemu mogła ruszać kończynami, więc wysunęła wniosek, że raczej nie zostanie zatrzymana w celu zamknięcia jej uroczej osóbki. A to bardzo dobrze – wiadomo jaką miała przeszłość, więc za wiele wybryków z lat poprzednich mogliby bez problemu ją przymknąć. Z rozmyślań wyrwał ją głos jednego z agentów, który oznajmił jej, że zaraz spotka się z pewną, ważną osobą. Kto to mógł być?
-Słucham? – Wychrypiała tylko nie rozumiejąc tak naprawdę co się dzieje wokół niej. Wszystko było takie dziwne, nowe. I działo się zdecydowanie za szybko. Kobieta nawet nie zarejestrowała momentu, kiedy drugi z mężczyzn prowadził ją do ogromnego helikoptera, którego śmigło wprawiło w ruch niesforne loki dziewczyny. Posłusznie jednak weszła do pojazdu, gdzie spotkała swojego ukochanego brata, który przez całą rozgrywkę leżał pod gruzami restauracji. Widząc Pietro rozluźniła się odrobinę – przy nim wszakże zawsze czuła się bezpieczna.
Rozmowa przebiegła szybko, rodzeństwo było zdecydowane na przejście do Avengersów. No, może Quicksilver nie był do końca przekonany – Wanda doskonale widziała jak zaciskał pięści, gdy dowiedział się o tym, że Tarcza ich szpiegowała, i że wiedziała na ich temat wiele. O wiele za dużo. Wiedźma wiedziała, że właśnie rozpoczął się nowy etap w jej życiu. Teraz to ona będzie walczyła o pokój na świecie. Miała nadzieję, że mimo wszystko wywiąże się z tej roli doskonale. W końcu miała zaszczyt dojść do tak znanego ugrupowania, jakim byli Mściciele. Cóż, skinęła tylko głową i posłała długie i znaczące spojrzenie w stronę swojego brata bliźniaka, by za moment utkwić je na osobniku z przepaską na oku.
- Zatem wszystko ustalone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Balthazar restaurant   

Powrót do góry Go down
 
Balthazar restaurant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Balthazar restaurant

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: