Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczony blok

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Opuszczony blok   Nie Cze 09, 2013 7:39 pm


Blok który stoi sam sobie na obrzeżach miasta, nikt nie chce go ruszyć gdyż to głównie siedlisko bezdomnych i brudu oraz z sentymentu.
Nikt tutaj nie zadaje pytań ani nie podgląda jak coś robisz więc to idealne miejsce na ukrycie się przed czymkolwiek.
Wyższe piętra nie są odwiedzane przez bezdomnych w obawie o zawalenie budynku choć on sam jest w dobrym stanie i nic takiego nie powinno się stać.

***

WA poszukiwał właśnie takiego miejsca, nikt groźny tu nie zagląda i można w spokoju robić swoje.
Na swoją kryjówkę objął piąte piętro budynku a w nim jedno z mieszkań gdzie na drzwiach namalował żółtą uśmiechniętą i postrzeloną buzie.
Wnętrze mieszkania wysprzątał i ponaprawiał meble które były uszkodzone. Lata spędzone w wojsku się przydały.
Kiedy skończył robotę usiadł na krześle, włączył krótkofalówkę którą ukradł policjantowi i zaczął naprawiać swój karabin.
Jak przewidywał szkody nie były wielkie a naprawa przy jego umiejętnościach to była pestka.


Ostatnio zmieniony przez Walking Armory dnia Wto Cze 11, 2013 5:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Cze 11, 2013 5:10 pm

WA naprawiając karabin nie usłyszał nic w policyjnej krótkofalówce, widocznie nic akurat się nie działo.
Jednak oczekiwanie na cokolwiek opłaciło się i karabin znów był sprawny i gotowy do działania.

WA myślał gdzie by to się udać aby natknąć się na jakieś kłopoty. Według niego najlepszym rozwiązaniem była przechadzka po parku, wśród drzew mogą się kryć zwykli przestępcy z bronią, zawsze to lepsze niż jacyś psychole z mocami choć ostatnie wydarzenie pokazało mu że nie miał pojęcia co dokładnie robiło z nim A.I.M.

Zebrał to co mu potrzebne i wyszedł z budynku kierując się do jednego z parków.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Cze 16, 2013 8:24 am

WA wrócił do opuszczonego bloku aby ponownie przesłuchać policyjnych raportów. Wykorzystując okazje przygotowywał broń aby jak najdłużej mu służyła.

To ostatnie ostrzeżenie. Nie koloruj tekstu, nie pisz tak krótkich postów - trzy razy tyle co najmniej! - a co do poprzednich wiadomości w tym temacie, to przypominam, że masz podawać z/t przy opuszczaniu danego miejsca.

~ Loki
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Cze 19, 2013 6:16 pm

(Mam dziwny problem że litery są szare na czarnym tle i przez co ciężko się czyta i pisze więc koloruje tekst)

WA pomimo tego że krótkofalówka wciąż milczała ciągle miał nadzieje że natknie się na jakiś komunikat o gangach albo o sprawach związanych właśnie z nimi. Skończył czyszczenie broni która wręcz świeciła się tak jak jego krew w żyłach. WA ciągle zastanawiał się czy jego krew może emitować światło inne od żółtego, jedyną wskazówką dla niego było to że krew zaczynała emitować światło bez jego interwencji podczas napadu gniewu więc inne emocje mogą wywoływać inny kolor. 

Gdy bardziej zaczynało mu się nudzić zaczął w nim narastać gniew, WA czuł się dziwnie gniewając się przez nudę ale musiał jej jakoś zaradzić. WA postanowił zając się elaboracją łusek tworząc pociski dobrej choć domowej roboty. Pocisk wykonał ze srebrnych sztućców które znalazł w mieszkaniu, coraz więcej kręci się po mieście ponad naturalnych świrów, a na niektórych mogą nie działać zwykłe pociski a srebro. W różnych opowieściach o demonach, wampirach czy wilkołakach była wzmianka o słabości na różne metale, w dzisiejszym świecie nie wiadomo czy bajka o Jasiu i Małgosi służyła wyłącznie jako nieprawdziwa i fantastyczna historia czy coś takiego na prawde się wydarzyło.

WA poza tworzeniem nowych naboi zastanawiał się nad swoją przyszłością, cóż rozładowywanie gniewu poprzez zabijanie przestępców raczej nie zaskarbi mu sympatii u tych dobrych a wśród tych złych albo będzie nic nie wartym człowieczkiem albo obiektem testowym jak to było w przypadku A.I.M.



I tu pojawiła się kolejna koncepcja: A.I.M. 

Dobrowolne zgłoszenie się do tajnej bazy z której uciekł może być dobrym pomysłem jeżeli WA miał zostać wykorzystany jako broń. Wystarczy że wynegocjował by kilka warunków które nie ograniczały by go za bardzo i mógłby jakoś żyć. To chyba jedyna słuszna opcja, nigdzie indziej go nie przyjmą a zostając samotnikiem w tej wylęgarni szczurów w końcu skończy mu się amunicja.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Cze 19, 2013 7:35 pm

WA w końcu zrezygnował z oczekiwania na komunikat w policyjnej krótkofalówce. Jako były żołnierz WA słynął z szybkiego podejmowania decyzji, u niego nigdy nie było ''Muszę się zastanowić'' albo ''Daj mi to przemyśleć'' dlatego też szybko postanowił wcielić pomysł w życie.

Z mieszkania zabrał wszystko co było jego a następnie wyszedł na klatkę, spojrzał na drzwi i postanowił zatrzeć obrazek który namalował. Kiedy już skończył szedł na dół rozpadającymi się schodami i wyszedł na zewnątrz.

Tajna baza A.I.M. znajdowała się daleko od NY, jakiś tydzień marszu. WA postanowił ukraść motor gdyż nie miał innego środka transportu. Przyszło mu to z łatwością, inżynier wojskowy potrafi pewne rzeczy.

Nie zwracając na siebie uwagi odjechał tam skąd przybył do NY. [t/z]
Powrót do góry Go down
Scarlet Spider



Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lip 08, 2013 4:45 pm

Był późny wieczór. Czyli idealna pora, by przywdziać strój Szklarłatnego i poszukać jakiegoś niebezpieczeństwa i uratować kilka zbłąkanych duszyczek lub wrzucić jakichś zbrodniarzy do więzienia. Dzień jak co dzień. To znaczy noc jak noc, ot co. Bo klon-pajęczak działał głównie w ciemnościach. Nie przepadał za pokazywaniem swojego drugiego "ja" przed światem. Nowy Jork miał swoich własnych bohaterów, a SS mimo starań nigdy im nie dorówna. Chociaż bardzo chce, to niestety nie ma szans by mu się to udało. To jest pewne, niestety.
Ubrany w swój czerwony strój, Ben przeskakiwał po budynkach niczym łania przez pole, biegnąc w nieznanym jeszcze nikomu celu. Nogi same go prowadziły. Miasto było duże, a miejsc dla zbrodniarzy ogrom. Oczywiście tylko na powierzchni. Bo cholera wie co się działo pod ziemią albo w powietrzu. W końcu ta głupia, latająca Tarcza (o której Szkarłatny wiedział tyle co nic) tez swoje plany miała, prawda? A uczciwi tam nie pracują, ot co!
- Coś za spokojnie dzisiaj... - mruknął pod nosem, chodząc po dachu jednego z opuszczonych bloków. Podobnież w nim mieszkało kilku bezdomnych, szukających schronienia. Było to też miejsce idealne dla jakichś wymian i handlów. Może warto się rozejrzeć?
Szkarłatny podszedł do jednego z rogów budynku i stanął na nim, a po chwili kucnął. Oczywiście był przyklejony bez żadnego problemu do powierzchni, więc żaden wiatr czy coś go nie zrzuci. Co prawda na dworze trochę zimno było, ale to nie straszne dla klona Petera Parkera. Skoro inni potrafią wytrzymać zimę to i on także!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eddie Brock



Liczba postów : 18
Data dołączenia : 22/01/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lip 08, 2013 5:22 pm

Blondyn powolnym krokiem pojawił się przed blokiem, była piękna noc tej zimy, wiał chłodny wiaterek. Eddie powoli wspinał się na szczyt budynku, a raczej nie tyle wspinał co po prostu użył schodów, o ile te pozwoliły mu dostać się na szczyt budynku. Oczywiście gdy coś mu przeszkodziło użył swoich zdolności by pozbyć się problemów. Gdy już znalazł się na dachu budynku zaczął się po nim przechadzać, rozglądając się czy nic ciekawego nie dzieje się wokół. Po chwili jednak coś wyczuł, a raczej kogoś podszedł do końca rogu dachu i spojrzał w dół, a tam zauważył znajomego mu już pająka, chociaż w jakimś dziwnym stroju. Dziwiło go co tu robi pajęczarz. Po chwili do niego zszedł, przyczepiając się do ściany.
-Co Cię tu sprowadza pająku?
Spytał spokojnym głosem, ciekawiło go to, bo prawdę mówiąc dawno nie rozmawiał z Pete'm, ciekawiło go tylko skąd ta nagła zmiana stroju, a może to też była jakaś marna podróba? Czas pokaże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Spider



Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lip 08, 2013 6:38 pm

Przez kilka dobrych chwil Ben rozglądał się po terenie, szukając swoim pajęczym wzrokiem jakiegoś sensownego zajęcia. Zima chyba była zła porą roku na jakieś potajemne handle i przemyty. Co prawda był dopiero jej początek, ale każdy wie jak to jest - śnieg, zimny wiaterek i sprawy stają się trudniejsze. Nawet dla nadludzi. Naprawdę obecny wieczór wydawał mu się nudny, ale... to było błąd.
Szkarłatny westchnął ciężko i przetarł swoimi dłońmi zmarznięte ramiona. Nie było łatwo, ale jak już wspomniałem wcześniej - nie podda się. Będzie bronił Nowego Jorku jak jego oryginał i reszta superbohaterów. A nuż uda mu się coś zrobić z tym wszystkim. Co prawda i tak przestępczość w tym wielkim, amerykańskim mieście spadła to mimo wszystko byli na tym świecie też superzłoczyńcy, tacy jak Kingpin, który trzymał za jaja całe "podziemie".
- Dobra, czas się... - mruknął pod nosem, ale po chwili usłyszał czyjeś ciche kroki, które zostały stłumione ludzkim głosem. Znał ten głos... Nawet bardzo dobrze.
Ben w trybie natychmiastowym wskoczył na dach i stanął w bezpiecznej odległości trzech metrów od swojego rozmówcy. Chociaż w głowie pajęczaka raczej nim nie był. Nie wiedział o wewnętrznej przemianie Eddiego. Nadal uważał go za złoczyńcę i nosiciela czarnego symbionta. Cóż, tak zostało mu w pamięci po swoim oryginale, Piotrusiu Parkerze. Pewnie dojdzie do jakiejś potyczki, bo nie łatwo będzie się z tym wszystkim pogodzić, prawda?
- Pewnie to samo, co ciebie. A myślałem, że nic się już nie wydarzy. - powiedział spokojnie, ale jeszcze nie zrobił żadnego ruchu. Przyglądał się Brockowi, szukając jakby jakichś wskazówek. Czy czasem ten napakowany cwaniak nie poruszał się w kostiumie, gdy rozmawiał z prawdziwym Spider Manem? Czyżby coś knuł?
Szkarłatny zrobił krok w tył, ale nie za duży, bo za sobą już miał przepaść, a właściwie koniec dachu. Cóż, trzeba będzie sobie jakoś poradzić z tym wszystkim. Ale nie bez powodu ten właśnie osobnik jest nazywany pająkiem, prawda? Był zwinny, a przepaść do dla niego pestka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eddie Brock



Liczba postów : 18
Data dołączenia : 22/01/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lip 08, 2013 8:34 pm

Cały czas obserwował pająka, zdziwiła go jego reakcja. Może to jest jakaś podróba, tak ta myśl coraz bardziej chodziła mu po głowie. Wskoczył na dach za spider-manem na dach, cały czas go obserwował.
-Coś mi tu nie pasuje. Co się dzieje Pete?
Spytał a po chwili jego ciało otoczył biały symbiont, wolał nie ryzykować w razie ataku lub czegoś w ten deseń. Cały czas bacznie obserwował pajączka, po chwili jednak pomyślał, że nie ma sensu walczyć jak na razie i powrócił do swojej ludzkiej formy. Powoli zaczął zbliżać się do towarzysza, bardzo ostrożnie, cały czas obserwował kolegę.
-Co się stało, że masz na sobie inny kostium? Jakieś nowe trendy?
Zaśmiał się pod nosem, co prawda dziwne było, że nie miał na sobie swojego "naturalnego" stroju. Oparł ręce na klatce piersiowej i czekał na wypowiedź pająka, przy okazji poprawił kaptur od swojej kurtki, który miał założony na głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Spider



Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lip 08, 2013 8:58 pm

Szkarłatny także podejrzewał, że coś tu jest nie tak. Wszystko to wydawało się jeszcze bardziej dziwne, niż kilka chwil temu. Dlaczego Brock był taki opanowany i... normalny. Czy coś się w nim zmieniło przez te lata? Czy może ktoś nim manipulował? A może to była jakaś denna sztuczna podsyłana przez czarnego symbionta do głowy mięśniaka? Cholera wie. Benjanim zachowywał trzeźwość umysłu. Może trochę tą całą sytuację wyolbrzymiał, ale gdyby nie robił za każdym razem, to pewnie dzisiaj skończył by na cmentarzu obok swojego wujka. Chyba...
-Ze mną nic się nie dzieje. Nie pogrywaj ze mną, Brock. - powiedział trochę ostrzej niż kilka chwil temu. Westchnął po raz kolejny. - Poza tym, nie nazywam się Peter Parker. - dodał, a po tym wszystkim doznał małego szoku, a gdyby nie maska to oczy "podróbki" wyszłyby z orbit. Na świecie było wiele pasożytów, które łączyły się z ludźmi i dawały im nadludzką moc, ale żeby kolejny symbiont? I to jeszcze w innym kolorze? A może prawdziwy i stary Venom zmienił kolor? Chociaż to mało prawdopodobne.
- Biały? Serio? Aż tak bardzo się maskujesz w zimę? - zapytał retorycznie, a pod maską pojawił się delikatny uśmiech, ale też i niepokój. Ben przyjął pozycję obronną zaraz po pokazaniu się nowego kostiumu, ale po kilku chwilach ten po prostu zniknął. Co się do cholery jasnej dzieje? Pajęczy zmysł ani nie szalał, ani nie ostrzegał przed niebezpieczeństwem. Czyżby naprawdę "ten" Brock był inny? Ale przecież on miał innego pasożyta w sobie. To wszystko wydawało się być przytłaczające dla Szkarłatnego. Odruchowo złapał się lewą dłonią za głowę, ale szybko cofnął gest i stanął wyprostowany, lecz gotowy do walki.
Z jednej strony ostatnie słowa jego rozmówcy-wroga były dziwne. Wychodziło na to, że Peter i Eddie znali się bardzo dobrze, a nawet byli kumplami. Z takich słów każdy debil mógłby się tego domyśleć, prawda? To nie było trudne. Czyżby Spiderman wraz z Venomem współpracowali? Czyżby Pete stał się "tym" złym? A może to Brock się zmienił? Naprawdę robiło się coraz gorzej, a Ben nie da się zrobić w ciula. Oj nie. Ten kto ma symbionta w sobie nigdy nie będzie martwił się o ludzkie życie. To akurat wiedział nawet sam Reilly, który posiadał pamięć Parkera, który niegdyś miał w sobie czarnego pasożyta.
-Nie jestem tym, za którego mnie uważasz, Eddie. - powiedział spokojnie, a następnie wystrzelił w mięśniaka sieć z prawej ręki, które miała za zadanie rozbić się o niego i oplątać pajęczyną. Były to typowe kulki, które po spotkaniu twardej powierzchni rozwalały się, wylewając właśnie sztuczną pajęczynę. Czy się uda? To się jeszcze okaże, ale poczekajmy na reakcję człowieka, który ma w sobie białego pasożyta.
Nie tracąc czasu, pajęczy klon wyskoczył w górę i przeleciał nad Brockiem, lądując tym samym za jego plecami. W powietrzy wykonał oczywiście salto, bo tak mógł się przemieścić za swojego rozmówcę-wroga szybciej niż normalnie. Chyba logiczne, prawda?
- Zwą mnie Scarlet Spider. - powiedział poważnie, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Był przygotowany na jakiś negatywny rozwój wydarzeń. Nie rozumiał tylko jednego - co się działo z jego pajęczym zmysłem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eddie Brock



Liczba postów : 18
Data dołączenia : 22/01/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lip 09, 2013 7:46 pm

Całe ta sytuacja dziwiła Brocka, oraz to zachowanie pająka. Jakby to była inna osoba, ale on o tym jeszcze nie wiedział. Cały czas obserwował zachowanie pająka. Gdy ten powiedział, że nie jest Peterem to na twarzy Eddiego pojawiło się niezłe zdziwienie, po chwili jego ciało zakrył biały symbiont. To wszystko było dla niego za dużo, nie wiedział kim do cholery był ten przebieraniec, który miał głos jak Peter, oraz nosił podobne wdzianko.
-Kim Ty jesteś?
Zapytał groźnie, zrobił to ponieważ nie wiedział kim jest ów osoba. Równie dobrze mógł to być jakiś przebieraniec, który chce popsuć dobre zdanie Spider-Mana, a na pewno Edward na to nie pozwoli. Wysłuchał co ma do powiedzenia nieznajomy, ten zaczął jakieś docinki czy coś na temat białego pasożyta.
-Cóż, biały jakoś lepiej do mnie pasuje. A zima nie ma nic do tego.
Powiedział symbiontycznym głosem w stronę kolesia, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Po chwili delikatnie podrapał się za głową, nie rozumiał całej tej sytuacji, ale wiedział jedno, na razie nie zamierza walczyć, dopóki ten nie da jakiegoś dobrego pretekstu. Gdy ten wystrzelił w jego stronę pocisk z pajęczyną ten go uniknął odskakując na bok. Nie rozumiał tego "Nie jestem tym, za którego mnie uważasz." Hmmm, czyli jednak to był ktoś inny, niż sam Peter Parker. Po chwili ten pojawił się za Brockiem, ten zachował spokój i nic nie reagował, nie zamierzał zaczynać bójki.
-Szkarłatny Spider? Kim Ty dokładnie jesteś.
Powiedział spokojnie symbiontycznym głosem, a po chwili pasożyt zniknął, a ukazała się znów ludzka postać Eddiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Spider



Liczba postów : 85
Data dołączenia : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lip 09, 2013 8:10 pm

Szkarłatny był jako-tako znany w Nowym Jorku, a szczególnie przez tych, których złapał w swoją sieć, a następnie oddał w ręce stróżów prawa. Cóż, może i był tym dobrym i robił swoje, ale większość myliła go z prawdziwym Człowiekiem Pająkiem, a pseudonim "Scarlet Spider" był raczej rzadkością. Niestety, tego nie dało się uniknąć. On był oryginalny, pierwszy i lepszy. Klon niestety godził się z tym, ale jak wspomniałem wcześniej - chciał w końcu zarabiać na swoje nazwisko. I to konkretnie! Co prawda jako człowiek, jako Ben Reilly, miał swoją pracę. Nie była jedna ona zbyt satysfakcjonująca. Może i był klonem Petera Parkera, ale nie był nim samym. Miał "swój" charakter. W końcu to tylko podróbka.
Sytuacja, w której znalazł się Szkarłatny Pająk była naprawdę przytłaczająca. Wszystko wskazywało na to, że Brock nie jest tym, za którego uważa go farbowany blondyn. Sam ten fakt nie dość, że był okropny, to jeszcze Ben nie mógł się z tym pogodzić. Mięśniak powinien być szalony, okrutny i mieć w sobie czarnego pasożyta. A co było w rzeczywistości? Potrafił rozmawiać, być spokojny i nawet unikał walki. A i jeszcze nowy symbiont. Cholera!
- Co się tutaj dzieje... - mruknął pod nosem, ale na tyle by i Eddie go usłyszał. Nie było to zamierzone, ale jakoś tak wyszło. W końcu nie łatwo kontrolować w tej chwili swoje emocje. A szczególnie, gdy w głowie miało się już opisany główny schemat rozmówcy-wroga, który był zupełnie inny. Czyżby świat się wywrócił o sto osiemdziesiąt stopni?
Szkarłatny po kilku chwilach milczenia i bezruchu, opuścił gardę. Stał jak kołek na tym dachu i patrzył się na Edwarda. Obserwował jak symbiont go pokrywa, a potem znowu się cofa. Wszystko naprawdę było zbyt dziwne, żeby było prawdziwe. Ben w tym momencie był bezsilny. Z jednej strony chciał pokonać Venoma, bo za takiego uważał Brocka, ale z drugiej serce mówiło mu, by przestać i porozmawiać. A nuż okaże się, że mięśniak przeszedł jakaś wewnętrzną przemianę. Ale jeśli okaże się to kłamstwe? Reilly może zginąć. Mężczyzna tylko okręcił głową na boki i złapał się prawą dłonią za czoło, wzdychając ciężko. Musiał wszystko przemyśleć. Na szybko.
Po chwili znowu podniósł wzrok i spojrzał na rozmówcę. Tak, już nie wroga. Na razie zachowywał ostrożność, ale w razie niebezpieczeństwa będzie się bronił. Zresztą, pajęczy zmysł chyba da mu znać, co się święci, prawda? Prawda?!
- Cholera, Brock. Posłuchaj. Czy to na pewno jesteś ty? Ten Eddie, który mnie... - urwał na chwilkę i pokręcił głową na boki. - Który tak bardzo nienawidził Parkera? - cóż, taka była prawda? W głowie Bena siedziały wspomnienia o ich rywalizacji i wielu porażkach naturalnego blondyna. Niestety. Daily Bugle zawsze wybierał Petera, bo miał lepsze fotki i informacje.
Zamilkł na chwilkę, a następnie spojrzał w niebo, obserwując kilka gwiazd. Para z jego ust w jakimś stopniu wydostawała się przez maskę, ale nie było jej za wiele. Ot tylko kilka niewielkich chmurek. W końcu było zimno i była zima, co nie?
- A co się stało z czarnym symbiontem? Przecież jak się go pozbyłem... - i znowu to samo. Znowu uważa życie Parkera za swoje! Ale czy było inaczej? Był jego klonem i nie zmieni tego! I tak już zrobil wiele, pozbywając się starej tożsamości i przybierając nową, lepszą i sentymentalną. Odruchowo pokręcił głową i zrobił krok w tył, jakby się czegoś obawiał. Ale tak nie było. - Gdzie jest Venom? Co z nim zrobiłeś? Dlaczego masz teraz innego pasożyta? Co się do cholery tutaj dzieje? - prawie, że krzyknął ostatnie słowa, ale nie mógł powstrzymać emocji. Nie mógł dobrze nad nimi zapanować, tak jak to robił Brock. W pewnym sensie zadziwiał on Szkarlatnego, ale nie w takim stopniu by mu zaufać.
Rozmyślania trwały może kilka chwil, a Reilly nie doczekał się odpowiedzi. Biały symbiont nie miał zamiaru chyba rozmawiać więcej, bo milczał jak grób i stał jak kołek. Co zrobić z takimi ludźmi? Chyba nic już się nie da. Szkarłatny zrobił kilka kroków w tył, a następnie ruszył w stronę krawędzi bloku i zeskoczył z niego. W powietrzu złapał się kilka razy swoją siecią ścianek, a następnie opuścił owy teren. Musiał wszystko przemyśleć.

nmm
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lis 11, 2013 5:04 pm

Tak dawno nie spotkała go tak dziwna sytuacja. Przemierzając niebiosa, czuł się niczym "za liniami wroga". Cały czas trzymał się chmur, a zimne powietrze dodawało mu nie lada otuchy. Mróz był największym sojusznikiem. I jest nim nadal.
W pewnym momencie wyczuł coś, co mogło pozwolić mu ukryć się na jakiś czas. Spokojnie przeczekać do momentu, gdy będzie mógł pozwolić Kennethowi wrócić do tego świata i żyć dalej. Zapikował z powietrza, składając swe skrzydła które docisnął mocno do swego ciała - i tak, pozwolił sobie spadać niczym pocisk mający trafić zaraz w cel. Ziemia - a raczej dach opuszczonego bloku do którego zbliżał się nieubłaganie - stawał się coraz to większy i większy. Gdyby nie jego własna masa oraz wiek budowli, zapewne po prostu wylądowałby centralnie na niej, nawet nie rozkładając swych skrzydeł. Jednak biorąc pod uwagę czynniki jak masa, szybkość czy właśnie nieprzygotowany na taką siłę uderzenia dach - smok zmuszony był rozłożyć swe skrzydła. Tak oto, niczym wielki, śnieżny anioł - opadł spokojnie na dach, gdy jego skrzydła zderzyły się z oporem wiatru i wyhamowały go niemalże natychmiast. Gad opadł spokojnie, stawiając obie swe łapy na podłożu niemalże równocześnie. Natychmiast kucnął, opierając prawą dłoń na ziemi - a energia rozeszła się do końca po otoczeniu, nie powodując żadnych start. W okolicy byli ludzie... Byli w tym budynku. Jednak najwyższe piętra były wolne. Saurian chciał schronić się tu na jakiś czas, po prostu - przeczekać. Skoro nie było więc chwilowo czasu, gad podniósł się na równe nogi - i powolnym, aczkolwiek pewnym siebie krokiem podszedł do drzwi budynku. Chwycił za klamkę i otworzył je ostrożnie, pilnując by przypadkiem ich nie uszkodzić. Nie chciał pozostawić tu śladów swej obecności. Dalej, ruszył klatką w dół, aż do następnych drzwi - najwyższego piętra znajdującego się pod dachem. Tutaj dopiero wyszedł z klatki i wszedł do olbrzymiego, pustego pomieszczenia. Światło z zewnątrz pozwalało na swobodne poruszanie się tutaj nawet istotom które do ciemności przyzwyczajone nie były. A pro po skrywania się... Nie czynił tego do końca. Jego potężna energia magiczna pozwalała wyczuć się z daleka. Można by powiedzieć - niebezpieczny ruch. Jednak kto zdecyduje się stanąć mu na drodze? Kto rzuci wyzwanie istocie pochodzącej ze starożytności? Mało istot w tym świecie było czułych na magię. Jak się okazało - wielu z nich było po prostu mutantami, prostymi śmiertelnikami nie będącymi w stanie wykazać się żadnym kunsztem.
Smok stanął niedaleko jednego z okien. Na tyle blisko, by widzieć to co znajduje się po drugiej stronie, a jednocześnie na tyle daleko - by nie dało się dostrzec jego samego. Drzwi pozostawił zamknięte, a zamek zatrzasnął za pomocą lodowej magii. Nie potrzebował zbędnych gości, zwłaszcza jeśli mowa tu była o ludziach, bezdomnych którzy tylko by panikowali. Tak oto, ze skrzydłami przytulonymi do własnego ciała, rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała oraz ogonem spokojnie przesuwającym się po ziemi raz na lewo, a raz na prawo - smok stał i czekał. Po prostu, czekał - jednocześnie niczego nie oczekując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lis 11, 2013 9:01 pm

Od czasu przybycia bogini do Midgardu, jej życie zmieniło się nie do poznania. Ba. Niewiele pozostało z tego, co jeszcze niedawno uważała za normę i nawet nie chodziło tu tylko o samą różnicę między jednym światem a drugim. Choć, oczywiście, różnica była ogromna, Hela spokojnie mogła przed samą sobą stwierdzić, że od dawna nie czuła się tak jak teraz. Dobrze.
Pierwsze dni spędzone w Midgardzie rodzeństwo spędziło na poszukiwaniu ich brata. Niestety – z negatywnym skutkiem. Nie osłabiło to jednak zapału kobiety, czy samej wiary w odnalezienie Jormunganda. To była tylko i wyłącznie kwestia czasu – a kilka tygodni, czy nawet miesięcy, nie robiło bogini aż tak znaczącej różnicy. Może jedynie odrobinę irytowało, bo jednak nieskończonej ilości czasu nie mieli.
Kolejną ważną rzeczą, o której warto było wspomnieć był brak znaczącej obecności ich wrogów. Jak do tej pory, udawało im się bez większych problemów unikać wszelkich większych kłopotów. W tych czarniejszych scenariuszach, Hela spodziewała się wielkiego pościgu już na dniach od ich, nazwijmy to z braku lepszego słowa, ucieczki. Lecz najwyraźniej wszystko powiodło się na tyle dobrze, że zyskali o wiele więcej cennego czasu. Mogli więc skupić się we względnym spokoju na szukaniu swego brata oraz na sobie samych.
Przyzwyczajenie się do Midgardzkiego życia również zapełniło nieco ich czasu. Chociaż, może „przyzwyczajenie” nie było słowem w całości oddającym rzeczywistość… Obserwowanie Midgardczyków było nie raz nawet zabawnym zajęciem, chociaż oczywiście bogini nie miała zamiaru w jakikolwiek sposób przyjmować ich zwyczaje. Skądże znowu. Zdobywać wiedzę, którą mogła potem wykorzystać? To brzmiało już logicznie i miało jakiś sens - tak też z resztą czyniła. Poznanie ogólnych zachować społeczeństwa, w którym przyszło jej się poruszać, mogło wyjść wyłącznie na ich korzyść, czyż nie? Choćby dlatego, że poznawała tym samym jego słabe punkty i niewielkie zalety.
Bogini zerknęła kątem oczu na Fenrisa, który znajdował się u jej boku. Widok, do którego przywykła aż na zbyt szybko i stał się praktycznie nieodłączną jej częścią. Oczywiście, to nie było tak, że jej brat nie opuszczał jej na krok, och nie. Zdarzało się im robić osobne wycieczki po Midgardzie, nie było w tym nic nadzwyczajnego. Mimo to, momenty w których byli razem zdecydowanie przeważały w swojej ilości i sprawiały, że bogini czuła się pewniej. Uczucie prawie irracjonalne, ale jednak obecne. I sprawiające jej przyjemność.
Ten dzień , choć podobny do ostatnich, do tej pory nie wyróżniał się niczym szczególnym. Bogini po raz kolejny spędziła trochę czasu na poszukiwaniu Jormunganda, by potem zająć czas czymś innym. Razem z Fenrisem poznali już dosyć dużą część Nowego Jorku, co pozwalało zapuszczać się w coraz to nowe jego zakamarki – i tym razem postanowili poszerzyć nieco swoją wiedzę na temat otaczających ich terenów.
Podczas ich, powiedzmy, spaceru, w pewnym momencie coś przykuło uwagę Heli. W pierwszej chwili nie była pewna co dokładnie wywołało w mniej dziwne uczucie… niepokoju? Ciekawości? Dopiero kiedy skupiła się na nim dokładniej, rozpoznała dosyć silne, a więc nietypowe, źródło energii. Zdecydowanie warte sprawdzenia.
Razem z Fenrisem udali się więc w tamtą stronę – aż stanęli przed starym, zniszczonym budynkiem. Kobieta, ubrana w zielony płaszcz obszyty futrem przy rękawach i kołnierzu, spojrzała na niego uważnie, a potem przeniosła wzrok na swojego brata.
- Nie jestem pewna, do kogo lub czego należy ta energia, ale myślę, że małe urozmaicenie tego dnia nam nie zaszkodzi. Co powiesz na sprawdzenie tego, mój bracie? – kąciki jej ust uniosły się lekko.
Przedmiot, lub osoba, która była źródłem ów energii znajdowała się gdzieś na ostatnich piętrach bloku. Aura była na tyle dobrze wyczuwalna, że bogini mogła to stwierdzić już teraz. Nie uśmiechało jej się jednak dostawanie się tam w tradycyjny sposób – czyli pieszo, schodami. Och nie. Od czego jednak były jej moce?
Hela chwyciła dłoń Fenrisa i po chwili obaj zniknęli z nieco zamarzniętej drogi, teleportując się prosto na dach bloku. Kiedy tam się już znaleźli, nie potrzebowali zbyt wiele czasu na znalezienie wejścia do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 163
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lis 11, 2013 9:02 pm

Dni mijały, a Fenris powoli coraz bardziej przyzwyczajał się do otaczającego go świata. Uczył się funkcjonować w Midgardzie, obsługiwać ich… technologią, tak inną jaką pamiętał z Asgardu. Musiał przyznać, że te kilkaset lat wpłynęły na rozwój ludzi lepiej niż mógłby podejrzewać. Wciąż wielu rzeczy nie mógł pojąć, wielką zagadkę dla niego stanowiły telefony komórkowe czy telewizory. Rozumiał jak funkcjonują, mniej więcej, widział, że jeżeli mówisz do tego małego aparatu to inna osoba może cię usłyszeć… jednakże jak to było możliwe? Zwłaszcza bez magii, której ludzie nie opanowali? Tego już nie wiedział i stwierdził, iż szkoda jego czasu na zawracanie sobie głowy takimi drobnostkami. Liczył się fakt, iż w jakimś minimalnym stopniu był w stanie to coś… obsłużyć.
Podobne, z lekka szokujące wrażenie wywarła na nim obecna moda Midgardczyków. W dużej mierze, była według samego Fenrisa… po prostu ohydna. Rzecz jasna, bywały wyjątki, które podobały się wilkowi, chociaż to faktycznie nieznaczny procent. Były to z reguły stroje, które idealnie podkreślałyby urodę jego siostry, lub pasowały samemu mężczyźnie. Zdążył się jednak zorientować, że ten niewielki odsetek ubrań, jest dość krytycznie tutaj postrzegany. Sam jednak nie pogardziłby takim strojem.
Wraz z Helą odbyli kilka wędrówek w poszukiwaniu Jorma, które niestety nie przynosiły pożądanych efektów. Okazało się, iż o wiele ciężej było odnaleźć och brata, jednak odnajdywał w tym takie pocieszenie, iż nikt nie stanął im na drodze. Poniekąd dziwiło to Fenrisa, jednak nie w tak dużym stopniu jak można by przypuszczać. Został zapomniany, opuszczony, uwięziony. Nikt nie zawracał sobie nim głowy, nazbyt pewny, iż Fenrir wciąż tkwił uwięziony przy skale. Zniknięcie Heli mogłoby być prędzej dostrzeżone, chociaż również nie była boginią zbyt często odwiedzaną. Raczej nie wyobrażał sobie jakiegokolwiek Asgardczyka, który wpada do niej na napar z ziółek i miłą pogawędkę. Co było o tyle interesujące, iż Hela chyba z całej ich trójki była najspokojniejsza i… chyba najmniej okrutna. Fenris zaś, chyba najbardziej w gorącej wodzie kąpany, jednak nie można zapominać, że najwięcej do jego charakteru przyczynili się okrutni oprawcy.
Kolejny dzień poszukiwań ich brata wyglądał niemalże identycznie jak poprzednie. Ani śladu Jormunganda, przy czym rodzeństwo wciąż odkrywało nowe tajemnice jakie krył Midgard. Można by nawet rzec, że coraz mniej wyróżniali się w tłumie. Pozostała im pewna… boska maniera, jednak już nie aż tak odznaczająca się jak poprzednio. Pozostała ona na swój sposób przytłumiona, acz wciąż wyczuwalna. Zwykły przechodzeń bez problemu mógł doszukiwać się w rodzeństwie poczucia wyższości. Ale… przecież taka prawda. Machnięciem ręki mogli przebić go przez szybę wystawową pierwszego lepszego sklepu. Wilk zauważył również, iż wielu ludzi jakby umyka przed nimi, wyczuwał ich śmieszny strach. Chyba ta dwójka posiadała w sobie więcej niż mogłaby przypuszczać. Cieszyło go jednak, iż nie zmienił się ten jeden fakt. Midgardczycy wciąż uchylali głowy przed istotami potężniejszymi od nich.
Dzisiejsza wędrówka zdecydowanie się przedłużyła, zaś rodzeństwo postanowiło zwiedzić znacznie większy teren niż przy poprzednich spacerkach. Przy tym, zdecydowanie bardziej oddalony od ich miejsca zamieszkania, nie wspominając już o coraz to mniejszej ludności oraz zdecydowanie gorszych warunkach. Osobiście podobały mu się gęściej zalesione tereny, czuł się w nich pewniej niż w betonowej dżungli.
Sam nie wyczuł szczególnie jakiejś energii magicznej, być może było to spowodowane tym, iż przebywał w „uproszczonej” formie, a może wiązało się to z faktem, iż magia nie była jego specjalnością. Był księciem potworów, magia zaś pozostawała specjalnością Lokiego oraz jego siostry, dlatego też musiał jej zaufać odnośnie tej wyjątkowej aury. Spojrzał dość nieprzychylnie na budynek, przed którym się znaleźli, a który w żadnym, nawet najmniejszym stopniu, nie zachęcał do zwiedzenia go. Jednak myśl o lekkim rozruszaniu kończyn przy małej potyczce z innym stworzeniem, zacierała gdzieś niechęć potwora. W końcu sam niedawno funkcjonował w gorszych warunkach.
Teleportacja, musiał przyznać, iż była to zdolność wyjątkowo korzysta i niesamowicie mu się spodobała. Spojrzał z dachu na otaczające ich tereny, postanawiając, że dalej on poprowadzi. Nawet jeżeli nie był tak czuły na magię, nos już spokojnie podpowiadał mu drogę. Mimo licznych… odorów zaniedbanych lokatorów, był w stanie wyczuć coś innego, niż przeciętny człowiek, coś o wiele starszego… W razie zagrożenia mógłby zareagować na tyle szybko, by w jakimś stopniu obronić Helę. Chociaż powrót do ludzkiej postaci był dla niego problemem, wilcza forma nie stanowiła najmniejszego problemu. W końcu wtedy był… sobą. Po prostu.
Zszedł do wnętrza budynku delikatnie stawiając kroki… Poprawił zielony szal, który niesfornie ześlizgnął się ze skórzanego, długiego płaszcza, nieco przeszkadzając Fenrirowi w poruszaniu się.
Zatrzymał się nagle wyczuwając dość intensywny zapach… Szarpnął za klamkę nabliższych drzwi, które okazały się zablokowane. Uśmiechnął się nieznacznie pod nosem, był gotów na wszystko co czeka na niego za tymi drzwiami. Priorytetem oczywiście stałoby się chronienie siostry, bo wyobrażenie sobie dalszej egzystencji bez niej było… po prostu niemożliwe.
Bez większych problemów wyważył drzwi z zawiasów, spoglądając na smoczo- podobną istotę skrytą we wnętrzu pomieszczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lis 11, 2013 9:52 pm

Co realnie wydarzy się, gdy Kenneth wyzdrowieje? Dlaczego wtedy poniosły go jego własne emocje? Przecież nie to sobą reprezentował. Saurian, jako mentor młodego człowieka, miał świadomość, że Drakon nie spocznie, dopóki - dopóty tamci fanatycy nie padną na kolana, a lodowe ostrza nie spowiją się ich krwią. Niemniej jednak, ta sytuacja ujawniła wiele niedociągnięć w zachowaniu młodego człowieka - z którymi smok będzie musiał sobie poradzić. Jego żądza zemsty będzie tutaj jednak na rękę. Walker od zawsze stronił od bawienia się prastarą magią - lodową magią. Skoro więc pokonali go...? Nie, nie pokonali go. Oni będą tak uważali. A Drakon to wykorzysta. Saurian świetnie go do tego momentu przygotuje. A jeśli jednak młody nie da rady... Wtedy ostatnim czego doświadczą, będzie smocza furia jaką wyzwoli lodowy smok. Nie dadzą im wyboru. Można by rzec - po co ten rozlew krwi? Jednak czym mógł innym się zająć? Dla smoka, to zawsze było jakież zajęcie, aniżeli wyłącznie trenowanie swego Drakona. A nuż ciut się rozerwać, powalczyć, posłać dusze do lodowej otchłani. Winni, nie winni? Na wojnie zawsze były ofiary, a smoki słynęły z tego - że owe wojny wygrywały. I nie trzeba było gadom armii - smok sam sobie jest prawdziwą armią, potęgą której nie można się równać. Brakowało do szczęścia tylko tych pięknych legend, jakoby smoka nigdy nie dało się prawdziwie zabić. Jakoby bestia miała zawsze powrócić do życia, głodna zemsty.
Nie przyszło jednak mu czekać w spokoju, tak jak podejrzewał na początku. Ten świat, pełen najróżniejszych, najdziwniejszych istot - znów chciał go czymś zaskoczyć. Magowie istnieli i na tym świecie? Jakże szlachetna sztuka, była tutaj wykorzystywana? W świecie śmierci, zniszczenia i technologii? Ludzkość zabijała swój własny dom. Dwóch obcych i ich energia. Smokowi nic nie umknie, zwłaszcza potencjalny trup. Jednak ich nagłe pojawienie się na dachu jedynie potwierdziło domysły lodowego gada. Jedno z nich używało magii. Pytanie - czy na prawdę był to mag? Emanowanie energią magiczną nie świadczyło o umiejętności posługiwaniu się tą szlachetną sztuką.
Trzask wyłamywanego zamka, który puścił niczym kawałek papieru - łamiąc się w momencie powstania silnego naporu na drzwi. Do środka weszły dwie osoby, istoty z krwi i kości. Jednak ich zapach był od samego początku inny, a oni sami... Nie, nie należeli do tego świata - nie w takim stopniu jak on, byli od niego odseparowani. Na pewno był to ich wymiar, jednak również na pewno nie był to ich świat.
To gwałtownie wejście całkowicie nie wzruszyło smokiem. Bestia przed którą stanęli miała wysokość dwóch metrów i sześćdziesięciu dwóch centymetrów. W porównaniu z nimi - był po prostu ogromny. Masywne skrzydła dodawały mu do tego optycznie większych rozmiarów. Gdy weszli do środka, ogon smoka - który przez cały dotychczasowy okres "zamiatał" ziemię, stanął w miejscu, nieruchomiejąc całkowicie. Ślepia smoka - początkowo skierowane na zewnątrz - powoli przeniosły się na tych, którzy ważyli się wejść do środka. Powoli obrócił ku nich swój łeb, obracając swe ciało wpierw jedynie połowicznie, by zaraz dokręcić się do końca i zlustrować przybyłą dwójkę spojrzeniem. Wyglądali niczym ludzie, jednak owi "ludzie" niejednokrotnie nie okazywali się tacy zwyczajni. Dlaczego więc instynkt mówił mu, że tutaj sytuacja nie była inna?
Smok stanął w miejscu frontalnie względem dwójki przybyszów, nie zmniejszając jednak dzielącego ich dystansu. Mięśnie skrzydeł delikatnie rozluźniły się, pozwalając im rozłożyć się mniej więcej w jednej trzeciej. Smok przez to wydawał się jeszcze większy, niż był w rzeczywistości. I nie było się co oszukiwać, gdy ktoś wmawiał sobie, że nie czuje strachu. Stojąc przed smokiem, było się głupcem - nie czując go. Lecz tylko, gdy miało się złe zamiary... I dlatego właśnie smok nie odezwał się do tej dwójki. Coś, co raczej mieszkańcy tego świata czynili wręcz nachalnie. "Czego tu szukasz?", "Czego chcesz?", "Kim jesteś?". Oj nie, takich słów nie usłyszą z jego strony. Nie oznaczało to oczywiście, że nie zamierzał z nimi rozmawiać. Jeśli odezwą się - otrzymają odpowiedź. To się jednak stanie tylko podczas próby rozmowy. Natomiast gdy przygnała ich tu chęć zdobycia jego łusek - lub mocy - zginą. Saurian nie był litościwy dla tych, którzy sięgali po smoczą potęgę. Jednak dlaczego kogoś skreślać? Może przygnała ich tu ciekawość? Może szukali przygody? Magicznej istoty rodem z legend? Smok nie próbował sondować ich myśli. No co bowiem miałoby być mu teraz połączenie? Teraz, gdy nie rozmawiali. Jego ogon znów poruszył się po ziemi, krążąc spokojnie na lewo i prawo. Pozostawało już tylko pytanie... Czy wiedzą, jak rozmawiać trzeba ze smokiem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lis 12, 2013 8:32 pm

Będąc już wewnątrz budynku, bogini rozglądnęła się po zniszczonym korytarzu, marszcząc nieznacznie brwi. W powietrzu wyraźnie unosił się zapach stęchlizny oraz innych nieciekawych połączeń – zapewne po części związanych z obecnością tymczasowych mieszkańców bloku.
Hela z czystym sumieniem mogła zaliczyć ów miejsce do jednego z najgorszych jakie dotychczas dane jej było poznać w Midgardzie. Ktokolwiek lub cokolwiek, emanującego energią której szukali, postanowiło się tu dobrowolnie udać, musiało chyba mieć jakiś istotny powód. Raczej nikt o jakimś podstawowym poczuciu estetyki nie wybrałby tego miejsca na spędzenie miłego, wolnego popołudnia ot tak sobie.
Bogini przystanęła obok drzwi, które prawdopodobnie prowadziły do pomieszczenia i znajdującego się w nim źródła magicznej aury, robiąc tym samym miejsce Fenrisowi. Jak się szybko okazało – słusznie, bo wejście okazało się zamknięte. Oblodzone. Czymże jednak była taka blokada dla jej brata? No właśnie. Kiedy więc niewielka przeszkoda została usunięta, oboje mogli wejść do środka, by odkryć cel ich małych poszukiwań.
A widok, jaki zastali, zdecydowanie do typowych nie należał. Prawdę mówiąc – takiego Hela się w tych okolicach zastać nie spodziewała. Bo którzby oczekiwał w spotkać w Midgardzkim mieście smoka?
Bogini ominęła zniszczone drzwi, stając niedaleko wejścia. Smok, stworzenie obdarzone sporą ilością mocy, faktycznie mógł być odpowiedzialny za wytworzenie wyczuwalnej energii. Na tyle widocznej, by i ona mogła ją zauważyć, tak jak w tym konkretnym przypadku. Cóż jednak robił w takim miejscu? W samym Midgardzie? W innych światach był już zjawiskiem rzadko spotykanym, a co dopiero w świecie ludzi. Ach, dziwne, dziwne.
Hela miała okazję już kiedyś spotkać smoka. Okazał się nawet być dosyć pomocny podczas uwalniania Lokiego. Tak, postacie tych dużych istot zdecydowanie były efektowne i robiły wrażenie – choć ten nie był jakoś szczególnie dużym przedstawicielem tej niezwykłej rasy. Lub też, na bogini przyzwyczajonej do widoku ogromnej, wilczej postaci Fenrisa, taka wysokość już po prostu nie robiła szczególnego wrażenia. Mimo to, uwagę Heli przyciągnęły inne szczegóły, jak barwa łusek, czy też humanoidalna postawa smoka.
Spoglądając na niego z niekrytą nutą zdziwienia i zainteresowania, bogini przechyliła nieznacznie głowę na bok, jakby dane jej było ujrzeć coś niezwykle interesującego. Zagadkę.
- Nawet podążając za silną aurą, przyznać muszę, nie spodziewałam się spotkać w takim… -rozglądnęła się po pomieszczeniu -…miejscu, tej części Midgardu, istoty o takiej sile. Cóż sprawiło, że smok postanowił szukać schronienia w takim budynku? – zwróciła się do smoka. Z zainteresowaniem – nie lękiem, czy niepewnością godną śmiertelnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 163
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lis 12, 2013 9:26 pm

Fenris przeszedł po wyważonych drzwiach, zaraz stając u boku swej siostry. Przyglądał się, no powiedzmy, smokowi, jednak nie odczuwał strachu. Jasne, można go nazwać głupcem, chociaż czemu miałby się bać czegoś, czemu mógłby spokojnie stawić czoło? Dodatkowo biorąc pod uwagę obecność Heli i jej zdolności, Fenrir w żadnym stopniu nie czuł się zagrożony. Dlatego też wielkość ów istoty nie wywarła na nim większego wrażenia, nawet jeżeli optycznie wydawał się większy dzięki skrzydłom, wciąż brakowało mu do wilka.
Mężczyzna postanowił się nie odzywać, pozostawiając... dyplomację Heli. Sam doskonale zdawał sobie sprawę, z faktu, iż najlepszym rozmówcą nie był. Z pewnością nie do obcych. Dość wybuchowy charakter i nieufność, niezbyt pozwalały mu na miłą i spokojną konwersację. Prędzej na krótką wymianę zdań, która w najlepszym wypadku skończyłaby się po prostu odejściem każdego w swoją stronę. Nie spuszczał czujnego wzroku ze smoka, wciąż stojąc ramię w ramię z siostrą, by w razie potrzeby osłonić ją własnym ciałem przed jakimkolwiek atakiem gada. Jakby nie patrzeć, nie znali jego zamiarów, ani powodu przebywania na Ziemi. raczej smoki nie były... codziennym widokiem w Midgardzie. W wielu innych krainach zostały skazane na zapomnienie, co dopiero tutaj? W miejscu niewiary i egoizmu?
Gdy bogini zabrała głos przeniósł na nią na chwilę wzrok, by zaraz na powrót zwrócić się do nieznajomego z niejakim oczekiwaniem w oczach.
Sam stał dość sztywno, zaciskając dłonie w pięści i rozluźniając. Był to jedyny ruch jaki w tym momencie wykonywało jego ciało, na powrót stał się marmurową rzeźbą, przeszedł w stan czuwania. Niepozorny cichy, teraz z lekka wycofany do tyłu. Wzrokiem śledził każdy ruch smoka, nawet najdrobniejszy. W końcu, ich sielanka mogła się skończyć i ktoś z Asgardczyków w wyjątkowy sposób zapragnął odnaleźć rodzeństwo... lub na nowo je zniewolić, z gorszymi skutkami dla Heli za pewne. Bo takim wybryku mogliby jej zgotować coś bardziej nieznośnego niż zesłanie do krainy umarłych. Co prawda, pojawiały się pytania czemu miałoby to służyć... na dobrą sprawę, smok zaszył się w miejscu odizolowanym, i nic nie wskazywało na to, aby chciał spotkać ich dwójkę. Z drugiej jednak strony, wydawał się być wyjątkowo opanowany... Sam Fenris jednak zgadywałby, że to za sprawą zbytniej pewności siebie. W końcu, najprawdopodobniej, nie był świadom, kto przed nim stanął. A patrząc na te powłoki nie mógł wywnioskować kim naprawdę byli i jaką siłę czy moc dzierżyli. Wilk mógł się domyślać, iż energia jaką emanowali mogła podsunąć kilka pomysłów smokowi. Skoro sam wytwarzał dość silny ślad, chyba nie miałby większych problemów z odróżnieniem ich, nietypowej dla tego świata, energii.
Mimo wszystko mężczyźnie nieszczególnie podobało się to spotkanie. Uważał, że póki co im mniej "znajomych" mają, tym lepiej dla nich. Oczywiście, z czasem sojusznicy będą potrzebnie, jednakże póki nie odnaleźli Jormunganda, dyskrecja liczyła się o wiele bardziej. Jeden nieuważny ruch, jeden zdrajca w szeregach i mogli naprawdę wiele stracić, nim Fenris zdąży wprowadzić w życie swą zemstę. A to rozwścieczyłoby go jeszcze bardziej, i nawet nie chciałby myśleć co mogłoby się stać, gdyby wilk zdołał znów uciec kierowany wręcz szałem szaleńca. Niewykluczone, że ucierpiałby na tym świat, czy dwa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Lis 13, 2013 9:04 am

Tak oto stanęła przed nim dwójka istot z krwi i kości. Nie były to żadne maszyny, nie byli to poprzebierani w najróżniejszych sprzęt żołnierze - albo co lepsza - rycerze. Oj tak, spotkanie tych ostatnich w takim miejscu sprawiłoby, że smok by pewnie został pokonany przez własne rozbawienie. Zdawał sobie z tego sprawę.
Jednak ta dwójka była na swój sposób inna. Nie ukazując agresji ani strachu, a jedynie spokój, zdziwienie, pewien stopień opanowania - coś... nowego. I o ile kobieta wydawała się być bardzo zainteresowana, wręcz emanować spokojem - prowadzona ciekawością. W przeciwieństwie do niego, nie kryli swych emocji - nie żeby ich rozsadzały. Po prostu dało się odczytać ich nastawienie. Drugi - mężczyzna wydawał się być... Dziwnie nieobecny. Jego ciało było tutaj, przyglądał się gadowi jakby obawiał się, że zaraz ich pozabija - a oni nawet nie zauważą kiedy to się stało... A mimo to szukał jakiejś niespodzianki, potwora który zaraz wyskoczy z za rogu i wszystkich wystraszy. Czego się więc obawiasz, nieznajomy? Czego szukasz? Bo chyba trafił w wyraźnie złe miejsce - jego negatywne nastawienie było wyczuwalne na kilometr. I może nie koniecznie od istoty pokrytej łuskami, jednak dało się odnieść wrażenie, że gdyby to od niego zależało - zajmowałby się teraz czymś ważniejszym, aniżeli jakimś smokiem który znalazł się w opuszczonym budynku. Słusznie, Saurian również nie widział w tym nic interesującego.
Ta chwila ciszy została przez smoka wykorzystana. Wpierw - całkowicie zakamuflował swą energię. Jeszcze niedawno wyczuwalny przez Helę - teraz zniknął z tego magicznego - można by to nazwać "radaru". Skoro już zwrócił na siebie uwagę tej dwójki, po co tu ktoś jeszcze? Sam smok skupił swój wzrok na Heli... A dokładniej - początkowo na jej płaszczu, który aż za bardzo dawał o sobie znać smoczym zmysłom. Czasami można było mieć wrażenie, że smoki są wręcz uczulone na wszystko, co związane jest z magią i wszystkimi jej odmianami. Gady wyczuwały te energie - nawet te najdrobniejsze - na kilometry. Niemniej jednak na szczęście przy tym nie objawiało się u nich owe uczulenie... zwłaszcza, że nie każdy smok był przecież magiem i wojownikiem - jak ten tutaj. Ta rasa również miała swoje podziały - a połączenie które stało przed nimi było bardzo mało spotykane, zwłaszcza - gdy osobnik nie ustępował żadnej z "klas" w możliwościach, często po prostu przerastając pobratymców. Był to jednak wynik wieku, doświadczenia, siły nagromadzonej przez tysiące lat. To - co Fenris odbierał jako zbytnia pewność siebie - było po prostu standardem smoka, który żył tyle co ten tutaj. W końcu nie było już praktycznie czegoś, co mogłoby go realnie zaskoczyć. Jednak punkt na którym skupił wpierw swój wzrok - płaszcz. Przez pierwsze sekundy doszukiwał się w tym elemencie ubioru kobiety - możliwości blokowania magii. To by wyjaśniało, skąd się tutaj wzięli. Nawet uwalniając swą energię, Saurian nie czynił tego w pełni. Stopnie magii były po prostu dość złożone, a najpotężniejsi magowie potrafili zabijać amatorów samą mocą magiczną - nie sięgając po kunszt swej sztuki. Nie oznaczało to jednak, że mogło to spotkać tą kobietę czy tego mężczyznę. O ile ten drugi był po prostu niewrażliwy na takie działania z racji niewyczuwania mocy - o tyle kobieta wykazywała się poziomem wystarczającym by spokojnie opierać się takim działaniom. Niemniej jednak smok miał swe techniki, które jasno dawały znać, że nie był ignorantem i szanował przeciwników - nawet tych którzy jeszcze nimi nie byli. Lodowy relikt - wykorzystując swą magię - zakradł się swymi zmysłami w pobliże tej dwójki, sprawdzając co realnie były w stanie im zrobić. Nie objawiło się to w żadnym widocznym - tudzież wyczuwalnym - wydaniu. Jednak skoro nie uciekali, to byli albo równie pewni swego co on, albo zaślepieni... albo realnie silniejsi. Niemniej jednak jego próba przebiegła bez przeszkód, jego magia okazywała się tutaj silniejsza, mógł z nimi spokojnie walczyć swymi standardowymi technikami - tak więc wycofał się ze swego "skanu". Co jak co, jednak podzielał tutaj nieufność Fenrisa - i to być może na większym poziomie... A i gdyby próba się nie udała, zostałby wykryty - zapewne źle by się to skończyło... Bo ta dwójka okazałaby się stanowczo po za jego zasięgiem mocy. Skończył się jednak czas przyglądania się sobie, milczenia i udawania posągów. Kobieta odezwała się, a w jej słowach nie wyczuł arogancji, pychy, gniewu czy strachu. A więc jednak normalne istoty chodziły po tym świecie?
Smok docisnął swe skrzydła do własnych pleców. Jego ostrożność okazała się więc przesadzona? Optycznie, jego rozmiar zmniejszył się, a gad ruszył powolnym krokiem przed siebie, zmniejszając stanowczo dystans między obiema stronami - do około dwóch metrów. Podszedłby bliżej, jednak to spowodowałoby pewien dyskomfort, gdyż zamiast unosić głowy najwyżej delikatnie do góry - musieliby spoglądać na niego niczym na wieżowiec, co z resztą mogłoby zostać źle odebrane. Saurian nie należał do typu istot, które musiały na każdym kroku czuć się wyższe, o nie. On oczekiwał szacunku na prostym poziomie - jak to nieznajomy spotyka się z nieznajomym - ja jestem neutralny wobec ciebie, a ty wobec mnie. Wszelkie niesnaski, komentarze, humory - odkładamy do kieszeni, zamykamy i wyrzucamy klucz. Hela w bardzo prosty sposób spełniła te warunki. Smok, spoglądając na nich "z góry" jakby to tak nazwać, postanowił odpowiedzieć - spokojnym, neutralnym głosem, bez zbędnych emocji - jednak nie sucho. Neutralnie, by sam jego głos nie obraził rozmówcy ani nie wzbudził negatywnych emocji. Oboje - zarówno Hela jak i Fenris - poczuli, jak ich umysły zostały dotknięte przez umysł innej istoty - osobnika stojącego przed nimi. Nie był to atak, oj nie - istoty o takim doświadczeniu jak ta dwójka, ze spokojem mogły odróżnić nawiązanie "kanału telepatycznego" od agresji telepatycznej.
/Nawet egzystując w tym świecie przez ponad dziesięć wieków, nie spodziewałem się spotkać w tym miejscu istot... które nie gardziłby mną za mój wygląd, nie bały się samej legendy którą tworzył ten świat./
Rozpoczął, robiąc jeszcze jeden krok do przodu. Wziął głębszy wdech i odetchnął spokojnie, a jego ogon znów zaczął przesuwać się po ziemi na lewo i prawo - "zamiatając ją". Ostrze będące zakończeniem kończyny, pozostawało jednak delikatnie uniesione w górze, by nie drażnić nikogo dźwiękiem który wydobywał by się gdy zaczęło by mimowolnie ciąć podłoże.
/Nie jestem smokiem, którego spodziewalibyście się spotkać. Ten wymiar, jest wasz, nie mój. Jestem jednak tutaj, wbrew mej wcześniejszej woli. Dlaczego, pytasz? Mieszkańcy tego świata cechują się niewiarą i egoizmem. Samym wyglądem zmusiłbym ich podświadomie do walki ze mną, a przecież przelewanie ich krwi nic mi nie da./
Dokończył, wyjaśniając spokojnie swoje zdanie, położenie. Oczywiście, jak to na smoka w jego wieku przystało, zrobił to na około. Gdyby był chociaż z trzy tysiące lat młodszy, to być może powiedziałby wprost co tu robi, jednak w jego wieku... Z resztą on nie był w cale stary. Licząc na smocze lata - był po prostu dorosły, a całe życie było jeszcze przed nim. Jednak ta dwójka... Saurian odpuścił sobie zadawanie im pytań w tym momencie. Niech zaspokoją swą ciekawość, a odpowiedzi z ich strony przyjdą same.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Czw Lis 14, 2013 9:36 pm

Czekając na odpowiedź smoka, bogini Helu przyglądnęła mu się nieco uważniej. Barwa łusek skojarzyła się jej z lodem i śniegiem, który nabierał w cieniu niebieskawego koloru. To też w pewnym sensie tłumaczyłoby oblodzone drzwi. Czyżby smok posiadał moce powiązane właśnie z tą konkretną dziedziną magii? Bardzo prawdopodobne.
Kolejną rzeczą na którą bogini postanowiła jeszcze zwrócić uwagę, były właśnie smocze moce. Zanim postanowił ukryć swoją aurę, Hela, teraz już mogąc z bliska, przyjrzała się jej trochę dokładniej. Oczywiście, nie mogła w ten sposób poznać jego umiejętności, czy dokładnego funkcjonowania mocy. Szkoda – taka możliwość byłaby naprawdę przydatna w różnych sytuacjach. Szczególnie tych poważniejszych od obecnej. Teraz jednak bogini mogła przynajmniej mniej więcej określić siłę smoka. Trzeba przyznać, robiła wrażenie – choć po namyśle Hela doszła do wniosku, że nie miałaby raczej większych problemów z nim podczas ewentualnej walki. Dodatkowo mając Fenrisa u swego boku? Jej magia, w połączeniu z siłą brata, stawała się wyjątkowym połączeniem. Była go pewna- i jak najbardziej z niego dumna.
Szybko jednak okazało się, że bogini nie było dane „przyglądanie się” smoczej magii, gdyż ten postanowił ją całkiem ukryć. To z resztą przypomniało jej o dosyć istotnej rzeczy; w ciągu najbliższych kilku dni powinna pójść do Lokiego i odnowić zaklęcie ukrywające jej własną moc przed nieproszonym spojrzeniami innych. Czy też raczej – zmysłami. Od czasu przybycia do Midgardu prawdopodobnie nieco osłabło i mogło już odsłonić cień jej mocy… niewielką część. Z większych odległości prawdopodobnie dalej nie była wykrywalna, lecz z bliska być może dałoby się wychwycić jakąś część jej i Fenrisa energii. Nie jakąś szczególnie dużą, ale to już jednak kłopotliwe.
Gdy smok postanowił się do nich zbliżyć, jedyną szczególną reakcją Heli było zerknięcie na jej brata. Ot, choćby po to aby sprawdzić jego reakcje. Gdy zaś wróciła spojrzeniem do smoka, musiała jedynie nieco unieść wzrok. Na szczęście nie był to jeszcze moment, w którym musiałaby zadzierać głowę do góry, by spojrzeć w smocze oczy.
A potem wyczuła jak umysł magicznej istoty sięga do jej własnego, chcąc się skontaktować. Pozwoliła na to bez większych problemów. Rozmowy telepatyczne były dla niej prawie naturalne. Na tyle często używała tej umiejętności, że nawet swobodna rozmowa w ten sposób nie sprawiała jej kłopotów.
Zaś słowa smoka sprawiły, że usta kobiety wygięły się w jakby lekko rozbawionym uśmiechu. Na tyle nieznacznym, że wciąż mógł zostać uznany za nic nieznaczący grymas… ale jednak tam był.
- Och, myślę, że mieszkańcy tego świata powoli przyzwyczajają się do coraz to nowszych, niesamowitych widoków. Nie zaskoczyłoby mnie szczególnie, gdyby zamiast przyjąć cię z bronią w dłoniach, postanowili ugościć i zdobyć nowe informacje. Któż to jednak wie? Midgardczycy są niezwykle… nieokrzesani pod względem takich zachowań. Czyż nie, mój bracie? – Hela przeniosła spojrzenie zielonych oczu na Fenrisa. – Czasem faktycznie lepiej jest się nie ujawniać, zbyt wcześnie wzbudzając zbyt wiele negatywnych emocji wśród ludzi. Wciąż jednak zagadką dla mnie pozostaje widok, który mam przed sobą. W wielu miejscach, czy nawet światach spodziewałabym się ujrzeć smoka – Midgard znajduje się na końcu tej listy. To dosyć smutne, że istota tak silna, musi pozostawać w takim miejscu, z dala od innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pią Lis 15, 2013 8:57 pm

Pięć tysięcy lat zapasem... I spotykasz takie istoty. Jeden zachowuje się niczym ochroniarz, a druga w tym czasie rozmawia. Oni nigdy wcześniej prawdziwego smoka nie spotkali. To było widać, nie mięli do czynienia z jego rasom - nawet gdyby odpowiadała tutejszym standardom. Po prostu nie, tak nie zachowywały się istoty które spotkały na swej drodze smoka - nawet wyjątkowo słabego. Biorąc pod uwagę podobieństwo legend z tego oraz jego świata - był tego pewien. Ich reakcje, słowa, nic na to nie wskazywało. Mężczyzna... Z niego nie dało się nic wyczytać. Pusty, stoi tu bo stoi - jakby brakowało mu celu w życiu. Pilnował jej jak pies stróżujący, a przecież nie zauważy nawet momentu, w którym ktoś poderżnie jej krtań - bo skupia się na zagrożeniu którego nie ma, zamiast na tym które jest realne. Smok westchnął cicho i przesunął wzrok na kobietę, która w tym czasie wypowiedziała swe słowa. Podkreśliła, że stąd nie pochodzi... I nie tylko. Sam nie wiedział czy odebrać jej słowa jako żart czy sarkazm.
Jej dalsze słowa sprawiły, że lodowy smok uniósł swe ręce i splótł je na klatce piersiowej, obserwując ich nadal z góry. Midgard miejscem w który nie da się spotkać smoka? Ale inwazje obcych ras, poprzebierani w kostiumy "superbohaterowie" i tak dalej to już tutaj rzecz normalna... A może ten świat był po prostu nienormalny i należało się z tym pogodzić? Logiczne, sensowne zasady z jego własnego świata były tutaj po prostu niczym?
/Słusznie przyjdzie mi twierdzić, że wiesz nic o mej mocy. Słusznie również założę, że nie dane było tobie ujrzeć prawdziwego smoka. Nie widzę smutku w miejscu w którym się znalazłem, nie przy mej egzystencji. Ludzie którzy odwrócili się od własnego życia by przetrwać tutaj - nazwij to smutnym. Mój pobyt tutaj? Smutnym to nie jest. Wasze przybycie tutaj może wzbudzić natomiast wątpliwości. Ukrywasz moc zaklęciami, do tego nie własnymi - a jednocześnie zdradzasz te czary i niwelujesz działania zaklęć, sięgając po swe czary. Przed kim się tak... "ukrywasz"?/
Odparł smok. Jak wcześniej - tak i teraz mówił spokojnie, naturalnym, neutralnym politycznie tonem. Nie wzruszał się, nie intonował niczego specjalnie - nie gestykulował nawet. Jednak można było odnieść wrażenie, że nie uznał jej zachowania ze realnie profesjonalne. Może nie rozumiał jej podejścia? A może po prostu sprawdzał sobie jej reakcję, zdobywał dla siebie informacje na temat jej osoby? Ścieżki którymi kroczyły smoki były bardzo skomplikowane - i ten tutaj realnie się w tym od swych braci i sióstr nie różnił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 163
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Lis 17, 2013 11:49 am

Fernis póki co nie czuł większej potrzeby, by w jakikolwiek sposób reagować. Mógł nie zrobić ciekawego pierwszego wrażenia stojąc i wpatrując się w smoka, tak to nazwijmy. Czy go to szczególnie obchodziło? Nie. W przeciwieństwie do siostry pałace i królewskie zachowania były mu obce. Gdy należało zachować swego rodzaju manierę, spryt, uprzejmość, nie stanowiło to dla mężczyzny większego problemu. W tym wypadku, nie posiadał takiej potrzeby. Może to przez miejsce w jakim się znajdowali, a może niewiedza dotycząca ich rozmówcy.
Nie za bardzo spodobał mu się fakt, iż Saurian... dobiera się do jego umysłu. Nie była to ulubiona forma rozmowy wilka. Zdecydowanie lepiej się czuł, gdy ktoś przemawiał używając ust. Wolał gdy jego umysł pozostawał nie zmącony niczyją obecnością, czy nawet głosem. Cenił sobie tą prywatność.
Mężczyzna z lekka zmrużył oczy, postanawiając się jednak nie odzywać. Jak wcześniej stwierdził, Hela bardziej nadawała się do dyplomacji, zwłaszcza, gdy on nie był jeszcze przekonany co do istoty, z którą mają do czynienia. Mimo porywczego charakteru, nie był sam, musiał w pewien sposób nad sobą panować by dodatkowo nie wplątać siostry w jakieś kłopoty. Tego zdecydowanie by nie chciał. Miał bronić swą siostrę, nie dodawać jej trosk i zmartwień. Tym samym postanowił pozostać póki co cichym obserwatorem, na razie średnio licząc się z opinią jaką wyrobi sobie o nim smok. W końcu, ciężko uznać Fenrisa za zagrożenie, czy w jakikolwiek sposób uznać jego zamiary za złe, skoro nic nie robi, prawda? Tak przynajmniej funkcjonowało to w jego umyślne. Podejrzliwość nie była niczym złym, nieufność również, chodziło o sam brak pretekstu do złego odnoszenia się do siebie nawzajem.
Na słowa siostry lekko skinął, powoli zaczynając się poruszać po pomieszczeniu. Jego zielone tęczówki wciąż były utkwione w smoku, jednak nie wyrażały żadnych emocji, podobnie jak cała mimika twarzy. Zastygła, niczym u woskowej kukły. Stanął po drugiej stronie Heli, może metr za nią, nieznacznie splatając dłonie przed sobą. Wciąż miał spore wątpliwości co do istoty, z którą przyszło im stanąć oko w oko. To czego od nich oczekuje, jakiego szacunku pragnie i ile jest w stanie znieść. Zdecydowanie jego ego różniło się od tego smoka, którego mięli już okazję napotkać. Fenris uważał, że wbrew wszystkiemu stąpali po dość kruchym lodzie. Mimo swej pewności siebie i wiary, że wraz z siostrą poradziliby sobie w razie jakiegokolwiek starcia, nie warto było robić sobie wrogów. Nie teraz... Było za wcześnie.
- Nie uznajesz swego losu za smutny, jednak wspominałeś, że przebywasz tutaj wbrew własnej woli. Nie wydaje się to być również... nazbyt wesołym obrotem spraw. - Odezwał się spokojnie, wciąż nie wykazując jakichkolwiek emocji. Jego głos, podobnie jak jego twarz nie pokazywał niczego. Wydawał się wręcz bezbarwny. Co prawda, ktoś przyzwyczajony do zachowania Fenrisa, mógłby go w tym momencie nie rozpoznać. Pokazał swoje drugie oblicze, z reguły ukryte pod warstwą emocji i wybuchowego usposobienia. Bo nawet jeżeli, teraz stał spokojnie... nie oznaczało to, iż równie spokojnie przemówi.
Spojrzał na siostrę, aby zaraz znów zwrócić się do smoka. Z pewnym szacunkiem, lekko wyczuwalnym, jednakże był tam. Opanowany ton, prosta postawa, pokojowa, można by rzec. Tak różna od Fenrisa, którego chociażby znała sama Hela.
- Wbrew Twoim... przypuszczeniom, mięliśmy okazję napotkać na swej drodze prawdziwego smoka, jednak nie wykluczone, że pałał do siebie nieco mniejszym szacunkiem niż ty. Idąc dalej, mówisz, że moja siostra ukrywa swą moc - chociaż, zdążyłem zauważyć, iż sam poczyniłeś dokładnie to samo. To, że nie jest w stanie zrobić tego własnym zaklęciem to, uważam, z lekka inna sprawa. Przypuszczam, że po prostu żadne z nas nie chce ściągać na siebie zbytniej uwagi. - Obserwował reakcję smoka, zbliżając się do niego o krok, czy dwa. Musiał nieznacznie unieść głowę, by wciąż dobrze go widzieć. Uznał to za tyle niekomfortowe, iż nie mógł w pełni przyglądać się całej jego sylwetce. Czasem drobny gest zdradza bardzo wiele.
- Czasami lepiej trzymać się na uboczu, przynajmniej przez pewien czas, dopóki nie pozna się lepiej sytuacji panującej w danym miejscu czy świecie, nieprawdaż? - Dokończył swą myśl, wsuwając obie dłonie do kieszeni płaszcza i spokojnie oczekując jakiejkolwiek reakcji czy odpowiedzi. Nie można było przeceniać swoich możliwości, bo mogło doprowadzić to do zguby. Fenris bardzo często tak postępował. I mimo świadomości, że nie jest to najlepsze, trzymał się tego w zaparte.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Lis 17, 2013 5:24 pm

Na słowa smoka, ponownie usłyszane w swoim umyśle, bogini uniosła nieznacznie jedną brew. Dosyć wymownie rozglądnęła się po pomieszczeniu. Schodząca ze ścian farma, wykruszający się tynk i inne pozostałości dawnego wystroju pomieszczenia nie sprawiały jakiegoś szczególnie dobrego wrażenia. Nawet gdyby znalazły się osoby uznające to miejsce za klimatyczne… Hela raczej nie posądziłaby smoka o taki kierunek motywów jego działań. Nawet jeśli nie uważał, że ten jego pobyt w tym miejscu smutnym nie był, musiałby mieć wyjątkowo niskie wymagania aby nazwać przebywanie w tej ruinie szczęśliwymi chwilami w swoim, zapewne, długim życiu.
Już bogini rozważała w głowie jak właściwie odpowiedzieć na słowa smoka, kiedy – ku jej lekkiemu i prawie niedostrzegalnemu zaskoczeniu – jako pierwszy odezwał się jej brat. Zerknęła na niego z ciekawością, pozwalając się swobodnie wypowiedzieć. Fenris nie należał do osób lubiących wypowiadać się bez wyraźnej potrzeby. Słuszna cecha, nawiasem mówiąc. Skoro jednak zdecydował się również wziąć udział w rozmowie, musiał zauważyć, że Heli w pewien sposób zależy na jej kontynuowaniu. Właściwe posunięcie. Bo choć bogini nie była jeszcze pewna cóż powinna uczynić w związku z obecną sytuacją uznała, że warto jest wybadać teren nieco dokładniej. Co będzie dalej – okaże się. Lepiej w końcu mieć smoka po swojej stronie niż po przeciwnej. Lub chociaż wiedzieć, że jest neutralnie nastawiony.
Kobieta wysłuchała słów brata, nie spuszczając go z oczu gdy ten nieco zbliżył się do lodowej istoty. Jak najbardziej zgadała się teraz z tym co powiedział, więc nie musiała ani dopowiadać niczego szczególnego, ani też niczego sprostować. Ją samą pytanie smoka dotyczące jej, czy raczej ich, ukrywania się odrobinę… zirytowało? Nie, to było za ciężkie określenie. Prawdą w końcu było, że ukrywa swe moce przed niepożądanymi spojrzeniami , a w tym szczególnie jednym. To był fakt i nie był on uszczerbkiem na jej dumie, skądże znowu. Nie każdy w końcu mógł pozwolić sobie na oszukanie wzroku samego Heimdalla. Lecz stwierdzenie iż używa cudzych zaklęć i to w dodatku aby się ukryć okazały się być dla bogini… dosyć negatywne w odbiorze.
Ostatecznie jednak Hela postanowiła zignorować ten niezbyt miły wydźwięk i po prostu samej również odpowiedzieć – jak też to uczynił jej brat.
- Słuszne słowa, mój bracie. W końcu, czyż nie rozsądniejsze jest stać się przez chwilę biernym obserwatorem i zobaczyć jak dalej potoczą się wydarzenia? – uśmiechnęła się prawie uprzejmie. Ufnie podążyła również za swym bratem stając krok za nim, by po chwili oprzeć się o jego ramię.
- Musisz wiedzieć, że nie przybyliśmy tu z żadnymi wrogimi zamiarami. Sprowadziła nas tu jedynie ciekawość i ostrożność, chcielibyśmy bowiem mieć pewności, iż również z Twej strony negatywnych czynów nie musielibyśmy się obawiać – spokojnie dodała jakby w wyjaśnieniu bogini, przenosząc spojrzenie ze swojego brata na smoka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Lis 17, 2013 6:37 pm

Ku temu, czego raczej się nie spodziewał - pierwszy odezwał się mężczyzna. Pierwszego jego słowa były spokojne, niewyrażające uczuć - co Saurianowi osobiście bardzo przypasowało. Lubił zagadkowe osoby. W jego wieku, z otoczenia czytało się niczym z książki - nie trzeba było do tego telepatii. Kiedy jednak ktoś potrafił zachować spokojny umysł, czytanie stawało się coraz to trudniejsze. Wtedy właśnie zaczynała się cała zabawa w rozszyfrowanie swego rozmówcy, w zrozumienie jego prawdziwych intencji. Tutaj musiał to być po prostu komentarz. Ale dlaczego miałby pozostawić go bez odpowiedzi? Smok opuścił swe ręce wzdłuż ciała, by nie wyglądać na zamkniętego w sobie.
/Ponad dziesięć wieków na tym świecie. Mało kto nie potrafiłby przywyknąć./
Odparł mu spokojnie, samemu nie ruszając się z miejsca. Sami zaczęli do niego podchodzić, zmniejszać spokojnie dzielący ich dystans. I sami zaczęli zmuszać siebie do zadzierania głów do góry. Jednak był to ich wybór. Smok nie będzie tutaj niczego kwestionował. Niemniej jednak teraz ton mężczyzny zaczął się robić dość zastanawiający. Polityczna rozmowa ze smokiem nagle okazała się dobrym rozwiązaniem? Tak przecież najłatwiej rozmawiało się z jego rasą. Niemniej jednak nadal powątpiewał, by spotkali prawdziwego smoka. Smoki były bardzo dużą rzadkością, a oni nadal nie wykazywali aż takiego poziomu znajomości smoczej rasy, by móc powiedzieć - spotkaliśmy prawdziwego smoka.
/Nazywając ciebie człowiekiem, zapewne poczujesz się obrażony lub przynajmniej stwierdzisz w duchu, że tobie ujmuję. Nie jesteś człowiekiem, obaj o tym wiemy. Dlaczego więc uznałeś, że ktoś kogo spotkałeś, był smokiem? Przybierając formę smoka, budzi się niespotykaną grozę. Taką renomę sobie wyrobiliśmy. Jednak nie daj się zmylić wyglądowi./
Odparł równie spokojnym tonem. Może nie przepełniał go szacunek, może nie dało się tego tak w głosie wyczuć - jak neutralności, jednak wyraźnie gad nie karcił go za jego słowa - a raczej zachęcał do tej konwersacji. Sauriana ciężko przekonać, że spotkało się smoka, gdy ktoś nie wykazuje ku temu realnych oznak. Można wszak spotkać kogoś, kto smokiem jest - oraz kogoś, kto za smoka się podaje. To jest wielka różnica. W międzyczasie odezwała się kobieta. Jej słowa na ten krótki temat, to proste wtrącenie, mówiło bardzo dużo. Oto jak prostymi słowami, można rzucić na siebie inne światło.
/Mądre słowa, Pani...?/
Rzucił, chcąc poznać w końcu imiona swych rozmówców. Ich rozmowa rozpoczęła się na dobre. Teraz jednak należało dokończyć komentarz co do słów mężczyzny. Białe ślepia gada skierowały się ku niemu, a smoczysko zlustrowało go spojrzeniem.
/Mogę ściągnąć tutaj na prawdę wiele istot. Skoro się ukrywacie, to czemu mam ryzykować rzuceniem wam na głowy tych, których wzroku unikacie?/
Odparł Fenrisowi, przerzucając swój wzrok znów na rozmówczynię - tą która pierwsza się do niego odezwała. Oznajmiła mu ich zamiary. Poznanie, nauka. A więc jednak, przybyli szukając wiedzy - i wiedzę tę otrzymają.
Ogon Sauriana poruszył się powoli po ziemi, znów ją delikatnie omiatając. Gad wziął głęboki wdech i spojrzał przed siebie, unosząc na chwilę wzrok, prostując go. Zapadło kilka sekund krzywdy, przerwanych nagłym hukiem, gdy smok rozłożył gwałtownie swe skrzydła. Jego wzrok opadł na nich, a jego głos znów rozbrzmiał w ich głowach.
/Me imię to Saurian. Jestem starożytnym lodowym smokiem pochodzącym z prastarego świata. Obrońcą - tym, który chroni, opiekuje się, pomaga. Nie należę jednak do przeszłości. Przyszłość stoi otworem, a ja szukam ścieżki którą mogę obrać. Nie macie się więc czego obawiać, dopóki nie pokażecie mi, że winniście./
Wyjaśnił spokojnym głosem, składając pod koniec swe wielkie skrzydła - które w pełni rozłożone, praktycznie zasłoniły całkowicie dopływ światła które mogłoby padać na tą dwójkę, pogrążając ich na chwilę w dość... Ciekawej ciemności. Skrzydła smoka, a zwłaszcza błona na nich - nie prześwitywały, przez co można było zapomnieć o malowniczym efekcie gdy skrzydła były rozłożone. To właśnie za sprawę grubej błony oraz łusek które te skrzydła pokrywały. Gad przedstawił się... teraz oczekiwał tego samego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pią Lis 22, 2013 10:32 pm

Słowa istoty dotyczące innego smoka, którego ona i jej brat kiedyś mieli okazję spotkać, bogini postanowiła pozostawić bez szczególnego komentarza. Ten temat nie był teraz ani na tyle istotny, ani interesujący. Prawdziwy, czy też nie, okazał się im być wyjątkowo użyteczny, a jego umiejętności przemiany wciąż robiły ogromne wrażenie. Po cóż więc zastanawiać się nad czymś jeszcze?
Zdecydowanie więcej jej uwagi przyciągnęło coś innego. Przykładowo - słowa smoka dotyczące sprowadzaniem tu obcych istot jego mocą. Tu musiała się z nim zgodzić. Skoro magiczna energia ściągnęła nawet ich uwagę, nie trudno by było i o znalezienie innych chętnych na rozwiązanie podobnej zagadki. Czy faktycznie smok zrobił to z uwagi na nich, bogini nie mogła być pewna. Mimo tego, takie tłumaczenie zdecydowanie przypadło jej do gustu. Było pewnego rodzaju nadzieją na dalsze "pokojowe" postępowanie z magiczną istotą.
I nie myliła się.
Przedstawienie się Sauriana było dużym krokiem do przodu. Jeszcze chwilę temu w planach bogini było jedynie rozpoznanie ewentualnego zagrożenia i usunięcie je, lub zapobiegnięcie mu, gdyby dopiero miało powstać. Teraz jednak w głowie Heli pojawiła się inna, nieco bardziej skomplikowana kwestia. Albo raczej - zdecydowanie trudniejsza w wykonaniu, choć z pewnością o wiele bardziej opłacalna. A mianowicie, co by się stało, gdyby neutralność zmienić w nastawienie pozytywne? Coś na kształt, powiedzmy, drobnego sojuszu, wsparcia?
- Cieszy mnie, że dane nam było się spotkać, Saurianie. Jestem Lady Hela, zaś mym towarzyszem jest mój brat, Fenris. Jak słusznie zauważyłeś, ani nie pochodzimy z tej krainy, ani określenie któregoś z nas mianem "człowieka" nie byłoby poprawnym zwrotem - przedstawiła ich, uśmiechając się ze spokojem i uprzejmością godną dobrej rozmówczyni. W końcu tak właśnie powinno się ją odebrać, jeśli wszystko ma pójść jak trzeba, czyż nie?
- Niezwykle również cieszy mnie, że nawet nie znając szczegółów naszego położenia, zdecydowałeś się na ukrycie swych mocy. Choć mało prawdopodobne jest, by w tej konkretnej chwili ktoś próbował nas odnaleźć przez takie źródło energii, bardzo doceniam ten gest - bogini zerknęła na swojego brata, jakby szukając u niego potwierdzenia własnych słów. Albo może właśnie jedynie by upewnić się, że ten nie chce czegoś jeszcze innego dodać? Obie możliwości były prawdopodobne.
- Przyznaję też, że jeszcze jedne twe słowa przykuły do siebie moją uwagę. Czym miałaby się cechować droga, której teraz szukasz? Jak miałaby wyglądać ta... ścieżka, taka, której pragniesz? Czy chociażby jej najbliższy odcinek? - zapytała, nie kryjąc swej ciekawości. Przeciwnie - była ona doskonale widoczna w postawie i na twarzy bogini. Być może nawet specjalnie się tam pojawiła... lecz nie sprawiało to przecież, że należało ją od razu uznawać za fałszywą. Jedno nie wyklucza w końcu drugiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Today at 2:21 am

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony blok
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» 6.12.2014/więzienie stanowe - blok D/spacerniak
» Opuszczony diabelski młyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: