Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczony blok

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Opuszczony blok   Nie Cze 09, 2013 7:39 pm

First topic message reminder :


Blok który stoi sam sobie na obrzeżach miasta, nikt nie chce go ruszyć gdyż to głównie siedlisko bezdomnych i brudu oraz z sentymentu.
Nikt tutaj nie zadaje pytań ani nie podgląda jak coś robisz więc to idealne miejsce na ukrycie się przed czymkolwiek.
Wyższe piętra nie są odwiedzane przez bezdomnych w obawie o zawalenie budynku choć on sam jest w dobrym stanie i nic takiego nie powinno się stać.

***

WA poszukiwał właśnie takiego miejsca, nikt groźny tu nie zagląda i można w spokoju robić swoje.
Na swoją kryjówkę objął piąte piętro budynku a w nim jedno z mieszkań gdzie na drzwiach namalował żółtą uśmiechniętą i postrzeloną buzie.
Wnętrze mieszkania wysprzątał i ponaprawiał meble które były uszkodzone. Lata spędzone w wojsku się przydały.
Kiedy skończył robotę usiadł na krześle, włączył krótkofalówkę którą ukradł policjantowi i zaczął naprawiać swój karabin.
Jak przewidywał szkody nie były wielkie a naprawa przy jego umiejętnościach to była pestka.


Ostatnio zmieniony przez Walking Armory dnia Wto Cze 11, 2013 5:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 344
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Lis 24, 2013 10:15 pm

Jeżeli jego siostra postanowiła przemilczeć temat odnoszący się smoka, którego wcześniej spotkali, Fenris również postanowił go dalej nie ciągnąć. Oczywiście, nie miałby nic przeciwko miłej pogawędce o prawdziwych smokach i jak każdy z obecnych tutaj je postrzega. Domyślał się jednak, że Hela miała swoje powody aby darować go sobie. Nie miał więc zamiaru wchodzić jej w drogę i po prostu znów zamilkł. Nie widział większego sensu w dalszym zabieraniu głosu, tak więc stał, nie okazując żadnych uczuć i wsłuchując się w rozmowę tej dwójki.
Gdy Hela oparła się o jego ramię, mężczyzna dość swobodnie ujął jej dłoń, spoglądając na jej profil. Był ciekaw jakie emocje aktualnie się w niej kłębią. Znał ją, i to co dla ich rozmówcy mogło być niezauważalne, cóż... bracia chyba mają ten przywilej, że czasami potrafią czytać ze swoich sióstr jak z "otwartej księgi".
Gdyby nazwano go człowiekiem może nie poczułby się urażony, czy nawet, że Saurian mu ujmuje... uznałby to za zwykły błąd. "Nie daj się zwieść wyglądowi", dokładnie. Zastosowanie tego zwrotu - człowiek - z pewnością byłoby bardziej trafne, gdyby powiedziano tak o jego siostrze. Gdy posiadała swoją pelerynę formą blisko jej do człowieka, bez niej również kształt nie był tak odległy. Fakt, byłoby to ciosem do jej... niech już będzie, boskości. Wyższości nad przeciętnym mieszkańcem tej planety. Fenris zaś wciąż bardziej myślał o sobie jako o wilku. Co w niczym człowieka nie przypominało... Ale mniejsza, nie należy rozprawiać teraz o takich głupstwach.
Przez większość och konwersacji zachowywał się spokojnie, jedynie od czasu do czasu rozglądając się po pomieszczeniu. Głownie jego wzrok był skupiony na smoku lub Heli. Gdy kobieta wspomniała jego imię, skinął lekko głową, w pewnym geście przedstawienia się, zwykłego szacunku.
Uwagę mężczyzny zwróciła wzmianka o tym, że nie powinni czuć się zagrożeni z jego strony, jeżeli nie są niczemu winni. Cóż, jeżeli szukał winnych Fenris chętnie kilku by mu wskazał. Tchórzy, okrutników, zidiociałych egoistów... Uniósł lekko głowę, spoglądając w sufit w lekkim zamyśleniu. I wtem jego ciało przeszedł jakby dreszcz, zaś w jego umyśle zaświtało przeczucie, którego nie mógł jasno zrozumieć. Miało ono w sobie coś przyjemnego, jakby uspokajającego. Nie był pewien o co mogłoby chodzić, aż do pewnej chwili, gdy ten szok wywołany nagłością minął. Pozwolił uspokoić się umysłowy, który drgnął w tej chwili niepewności. Chaosem nic nie zdziała, nie rozpozna tego... czegoś. Wypuścił powoli powietrze z płuc, zdając sobie sprawę, że część ich rozmowy gdzieś mu uciekła. Zupełnie jakby się wyłączył na chwilę.
Wszystko stało się jasne, z pewnością jaśniejsze niż kilka minut temu. On był gdzieś w pobliżu. W końcu im się udało... Kto by pomyślał, że chwilowy postój w ich podróży pozwoli im osiągnąć cel. Chociaż "osiągnąć" na tym etapie to zbyt duże słowo, aczkolwiek nadzieja na zawsze pozostaje.
Spojrzał na siostrę znacząco, jakby chcąc się upewnić czy też to odczuła. Domyślał się, że tak, jednak nawet kontakt wzrokowy nawiązany na pół sekundy mógł go w tym umocnić. Nachylił się, aby szepnąć jej na ucho.
- Pójdę to sprawdzić. W razie problemu, jakiegokolwiek, po prostu się ze mną skontaktuj. Wierzę, że dasz sobie radę siostro. - Odsunął się od jej ucha, by móc spojrzeć na jej twarz. Na jego własnej zawitał ledwie dostrzegalny uśmiech, który ona mogła odnaleźć bez większych problemów.
Odwrócił się do smoka, by skinąć głową - tym razem w geście pewnego rodzaju ukłonu. Delikatnego, jakby obaj byli postawieni na wysokim poziomie, niemalże królewskim. Po tym geście wyszedł przez drzwi i pobiegł na dach. Chcąc oszczędzić sobie czasu, a wiedząc, że budynek ten jest osłonięty gęstą ścianą drzew, zeskakując z niego pozwolił sobie przybrać swoją normalną postać. Zdecydowanie szybsza podróż... wystarczyło wybrać odpowiednie ścieżki.


[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lis 25, 2013 7:59 pm

Na odpowiedź którą zaserwowała mu kobieta, smok uniósł swe ręce do góry, krzyżując je ponownie na klatce piersiowej. Pamięć go nie zwodziła - słyszał już te imiona i to na dodatek na tym świecie. Nie były to jednak imiona ludzkie, nikt tak nie nazywał swych dzieci. Przynajmniej on o tym nie słyszał. A ta dwójka... Ich zapachy, energia... Nie byli ludźmi. Czyżby więc legendy ludzkie miały w sobie jakieś ziarno prawdy? Gdyby tylko nie był smokiem, może nie byłby ku temu jednak tak sceptyczny. Smok na chwilę się wyłączył, jednak z jego zamyślenia wyrwał go nagły szept Fenrisa. Saurian miał za dobry słuch, by nie słyszeć co mówi, jednak nie musieli o tym wiedzieć - a on sam się tym nie zainteresował - przez co słowa wleciały i wyleciały, specjalnie nierozpoznane. Po tym, mężczyzna skinął mu na pożegnanie, co więc uczynił w odpowiedzi smok. Fenris opuścił pomieszczenie, a białołuski pozostał sam na sam z kobietą. A ona chwilę potem zadała mu pytanie odnośnie jego przyszłości, pytanie na które sam jeszcze nie do końca nie znał odpowiedzi. Jednak zanim odpowie, chciał wpierw zapytać o coś jeszcze.
Tak oto ponad dwu i półmetrowy kolos ruszył się powolnym krokiem z miejsca, opuszczając ręce na powrót wzdłuż ciała i zmniejszając jeszcze bardziej dzielący ich dystans.
/Wasze imiona... Posiadają bardzo specyficzną właściwość. W swej historii pozostawionej na tym świecie, spotkałem ludzi którzy czcili istoty o takich imionach niczym bogów. Jesteś bóstwem?/
Odparł, zadając początkowo pytanie... No i zdając sobie wyraźnie sprawę z faktu, że podnoszenie głowy o dziewięćdziesiąt stopni w górę nie jest przyjemne dla istoty o innej budowie ciała niż na przykład ta jego - smok kucnął. Tak po prostu ugiął kolana i kucnął tuż przed swoją rozmówczynią, nie opierając jednak kolan o podłogę. Jego ręce spoczęły natomiast na jego kolanach, a łeb smoka znajdował się teraz prawie że na wysokości twarzy kobiety - będąc niewiele niżej, pozwalając jej dla odmiany bardziej komfortowo spoglądać na niego w dół. Skrzydła smoka delikatnie rozluźniły się, przez co delikatnie opadły po jego ciele w dół, tworząc majestatyczny płaszcz okrywający jego grzbiet.
/Odebrano mi moje życie, mój dom - ponad tysiąc lat temu. Nie mogę tam już wrócić, więc jestem tutaj. Moja historia jest długa i opowieść może być interesująca dla kogoś kto nie jest mną... Jednak moja przyszłość. Muszę znaleźć kogoś, kto uzdrowi mojego rannego przyjaciela. Potem być może znów odejdę w zamyślenie, pozwalając mu żyć i korzystać z jego czasu./
Odparł spokojnym, wręcz bardziej pozytywnym głosem. Nie były to już puste słowa, nastawienie smoka po prostu się zmieniło. Jego podejście mogło być w końcu różnie interpretowane. Jedni powiedzą - za bardzo się otwierasz, nie znasz jej. Jednak co miał do stracenia? Nie może mu już nic więcej zabrać, więc śmiało mógł zdradzić ułamek swego życia. Przynajmniej Hela dowie się z kim mniej więcej ma do czynienia.
Saurian przekrzywił swój łeb delikatnie na bok, obserwując kobietą "z dołu". Jakże zabawna sytuacja, gdy nie mogli spojrzeć sobie w oczy - stojąc oboje w wyprostowanych pozycjach - gdyż albo jedno musiało zadzierać głowę do góry albo drugie kucnąć by ułatwić rozmowę temu pierwszemu. Jednak smok był przyzwyczajony. W jego świecie ludzie byli podobnego wzrostu... W jego dawnym świecie. Teraz to był jego świat. Ogon gada omiótł ponownie ziemię, a smok obserwował ją z zainteresowaniem - oczekując odpowiedzi na jego pytanie oraz na jego własną odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lis 25, 2013 11:24 pm

Bogini, podobnie jak Fenris, również wychwyciła to nagłe, nietypowe... przeczucie. Wrażenie. Prawie jakby nagle blisko pojawiła się dodatkowa, czyjaś obecność. Było to coś zupełnie innego od mocy, którą wcześniej mogli wyczuć od smoka. Nie, nie chodziło tu o moc jako taką. Wyłącznie o to wrażenie obecności. Obecności znajomej i obcej jednocześnie, jakby się kogoś już wcześniej widziało, ale nie mogło rozpoznać. Jak znajomy zapach, którego je jest się w stanie dopasować do konkretnej nazwy.
Niesamowite, choć nieco dezorientujące uczucie.
Hela spojrzała na Fenrisa. Od razu dostrzegła, że na szczęście nie ona jedna wyczuła tę nagłą różnicę. Co więcej - również jej brat najwyraźniej poprawnie odczytał co ona oznaczała. Albo raczej... kto był jej źródłem. Słysząc zaś słowa wilka, z trudem powstrzymała brwi od uniesienia wysoko do góry, ostatecznie ograniczając się jedynie do posłania mu dłuższego stworzenia.
- Możesz być pewien, tak uczynię - odparła by go uspokoić, chociaż sama uważała takie zapewnienia za raczej zbyteczne. Potrafiła sobie doskonale radzić bez dodatkowej pomocy. Oczywiście, nie odrzucała pomocy brata. Skąd. Jednak już jej głowa w tym, by poradzić sobie z jakimikolwiek problemami, nie obciążając tym dodatkowo Fenrisa.
Choć niewątpliwie wiedzieć, że ma się wsparcie w dowolnej sytuacji była miła. Poza tym, bogini miała również w planach zamiar dosyć szybkiego dołączenia do brata. A może nawet już wtedy... braci?
Gdy mężczyzna opuścił pomieszczenie, uwaga Heli ponownie przeniosła się na smoka. Nawet mimo dosyć nagłego wyjścia Fenrisa, najwyraźniej spokój Sauriana pozostał na swoim miejscu i to równie stabilnej postaci co jej własny. Z góry też założyła, że ten prawdopodobnie usłyszał krótką wymianę zdań między nią a jej bratem. Nie przejęła się tym jednak w jakiś szczególny sposób - nie robiło jej to większej różnicy.
Znajomość ich imion przez smoka okazała się być dla bogini faktem dosyć ciekawym. Fakt, zdawała sobie sprawę z tego, że midgardzkie historie w jakiś sposób posiadają pewne elementy zgodne z rzeczywistością, a fakt pojawienia się Thora i Lokiego w tym świecie dodatkowo zatarł kolejną linię dzielącą ich dwa światy... Rozpoznanie nie powinno więc jej dziwić. Taka możliwość była raczej do przewidzenia. Wyjawienie imion było więc dosyć ryzykowne - ale mimo to Hela miała nadzieję, że póki co postępuje właściwie.
- Jest to jedno z licznych określeń, którym posługują się mieszkańcy tego świata... i może kilku innych również - przyznała, a na jej twarzy ponownie zagościł lekki uśmiech pasujący do spokojnej konwersacji. - Zaś moje i mego brata umiejętności sprawiają, iż w oczach Midgardczyków nazwa ta jest w pełni poprawna. Mimo to... jest to jedynie określenie, które zmienia znaczenie w zależności od tego jak ktoś je interpretuje. Twoją więc wolą jest, jaka jest twoja definicja tego słowa, Saurianie.
Hela z zadowoleniem przyjęła zmianę pozycji smoka. W ten sposób było zdecydowanie wygodniej - chociaż zmniejszona odległość między nimi, chcąc nie chcąc, nieznacznie zwiększyła ostrożność kobiety. Nie przejawiło się to w jej postawie czy zachowaniu. Było to jedynie upewnienie się, że wciąż jest przygotowana na każdą ewentualność. Nic poważnego ani zmieniającego jej ogólne nastawienie.
Dalsze słowa smoka okazały się dla Heli niezwykle istotne. Bardzo niezwykle. I to nawet nie tyle odebrany dom czy historia Sauriana, choć i one zwróciły jej uwagę, co raczej informacja o rannym przyjacielu smoka.
Nie, bogini nie była osobą szczególnie czułą na cierpienia innych. Nie była kimś, kto pomagał bezinteresownie. Była boginią umarłych, która prawie całe życie swe spędziła wśród zmarłych. Czymże więc była dla niej ranna i całkiem obca osoba? Kolejną, niewiele znaczącą dla niej śmiercią? Następną duszą? Jedną z tysięcy, milionów innych? Pyłkiem..? A jednak...
- Znam kogoś, kto być może byłby zdolny pomóc twemu przyjacielowi, Saurianie - odpowiedziała po chwili namysłu. Było to prawie jak stwierdzenie faktu, nie oferowanie pomocy. Chciała zobaczyć, co istota zdecyduje się zrobić z ową wiadomością dalej. Kto wie, może drobna pomoc z ich strony zaowocuje czymś użytecznym? Do samej historii smoka zapewne jeszcze wróci, jeśli dany jej będzie na to czas. Teraz istotniejsze było co innego.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lis 26, 2013 10:25 am

Smok wysłuchał jej pierwszych słów z niemałą ciekawością. Określenie, określeniem - jednak jak ono miało się do prawdy? Czy w ogóle się jakoś z nią wiązało? A może był to po prostu ludzki wymysł? Białołuski przekręcił łeb na drugą stronę, nadal obserwując swą rozmówczynię, na której twarzy pojawił się uśmiech. Niestety gad nie miał na razie powodu by się uśmiechać, a przynajmniej nie czuł takiej wewnętrznej potrzeby - nie chcąc również tego na sobie wymuszać. Po prostu ich relacja na tyle daleko nie zaszła, by bardziej otwarcie chciał wyrażać swe emocje. Saurian był kimś o dziwnym charakterze - z pełną tego świadomością. Raczej krył się z emocjami, będąc jednocześnie... Towarzyskim samotnikiem? Miał towarzyszy, jednak wydawał się być wśród nich czasami nieobecny. Ale dało się do tego stanu przyzwyczaić. W końcu zawsze był tam, gdzie go potrzebowano.
/Nie zaprzeczasz jednak. Według ludzkich wierzeń, twoje ciało powinno być w połowie zniszczone. Czyli twój magiczny przedmiot pełni taką rolę...?/
Odparł, kończąc swe słowa kolejnym pytaniem. To czy mogłaby być jakimś bóstwem czy też nie - odłoży po prostu na później. W jego świecie również wierzono w bogów, boskie krainy i wiele więcej - z resztą tak jak tutaj. On jednak osobiście żadnego nigdy nie spotkał, więc nie mógł się na ten temat wypowiedzieć, ani nawet stworzyć sobie jakiejś jasnej, jednoznacznej opinii do tematu. Ogon smoka dalej omiatał spokojnie ziemię, jego mięśnie wydawały się rozluźnione, a pozycja w której się znajdował wyraźnie za bardzo mu nie przeszkadzała. Na podkreślenie własnego imienia, białołuski wyprostował swój łeb, spoglądając w oczy swej rozmówczyni, zupełnie jakby czegoś chciał się w nich doszukać. Chwila jej zastanowienia, kiedy tak spoglądał na nią i oczekiwał jej kolejnych słów które nadeszły. Słów które sprawiły, że zapaliła mu się nad głową czerwona lampka. Intonacja, sposób ich wypowiedzenia oraz zakończenie. To nie była oferta pomocy, lecz informacja - wymagająca od niego, by poprosił o tą pomoc. Był smokiem, jak smoki - niechętnie zdarzało mu się prosić o pomoc nieznajomych. Przyjaciół, sojuszników - jednak tych którym jeszcze nie ufał? Znów podkreśliła jego imię. Cienka to była granica, z jednej strony szacunek - z drugiej, zacieranie odległości między rozmówcami, można by powiedzieć, że wręcz manipulacja drugą stronę. W końcu to czyniło się podkreślając imię drugiej osoby podczas rozmowy z nią. Jednak nie przeszkadzało to Saurianowi. Sam wielokrotnie używał tego zabiegu, bardzo naturalnie i czasami nawet nieświadomie. W końcu na tym polegała strategia dobrej dyplomacji.
/Jaka byłaby tego cena?/
Zapytał bez namysłu. To oczywiste, że nie zrobią nic dla niego tylko dlatego, że jest smokiem. Przynajmniej on osobiście w to nie był w stanie uwierzyć, że mogliby to zrobić od tak. A mimo to nie miał wyjścia. Nie znał nikogo kto byłby w tym świecie w stanie pomóc Kennethowi. Skoro więc nadarzyła się okazja - musiał ją chwytać i nie pozwolić jej zbiec. Niezależnie od konsekwencji. Był na nie gotów, nawet jeśli musiałby walczyć z nimi (konsekwencjami) przez następne tysiąclecia. Przecież był postawiony dosłownie pod ścianą. Nie miał innego wyjścia, jeśli miał pomóc swemu towarzyszowi. Jednak czy będą w stanie przekonać go by z tej pomocy skorzystał? Saurian nie był w końcu ślepy. Nie odda swej wolności czy siły tylko dlatego, że ktoś tego zażąda.
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lis 26, 2013 1:23 pm

Pytanie dotyczące ciała, czy też raczej jego defektu, prawdopodobnie było jednym z tych nielicznych tematów, których bogini poruszać ochoty nie miała. Co więcej - nie lubiła. A nawet trzymała się go z daleka, okrążając szerokim łukiem.  Zdecydowanie nie planowała zwierzać się ze swojej słabości teraz, ani też w najbliższym czasie. Niewielu znało tajemnicę jej ciała i magicznego materiału, z którym nie mogła się rozstawać jeśli chciała zachować obecną postać.
Pytanie Sauriana było więc nie najlepszym wyborem, nawet jeśli nie zadane w złej wierze. Bogini nie okazała tego ani otwartą niechęcią, czy nawet jakimś wyczuwalnym napięciem, ale też smok raczej szybko mógł się przekonać,  że ten temat w tej chwili kontynuowany nie będzie.
- Ludzkie wierzenia, jak sama nazwa wskazuje, są tylko ludzkie. Tym samym nie zawsze są zgodne z prawdą - kobieta rozłożyła dłonie, jakby chcąc pokazać się dokładniej w całej okazałości. Zielony, zimowy płaszcz obszyty ciemniejszym futrem przy rękawach i kołnierzu nie był zapięty, więc odsłaniał część sylwetki bogini. Saurian mógł teraz dostrzec większą cześć czarnej sukni oraz zielony materiał, który mógłby się wydawać jedynie częścią stroju. W czasie pobytu w Midgardzie kobieta razem z bratem zdążyła nauczyć się co nieco na temat sposobu ubierania się jego mieszkańców. Na szczęście posiadali oni tutaj na tyle różnorodną modę, by rodzeństwo, a w szczególności ona, odnalazło coś co przypadnie ich gustom i pozwoli poruszać się wśród ludzi bez wzbudzania zbytniej sensacji, jednocześnie zachowując przy tym właściwy... standard.
- Jak widzisz, nie uskarżam się na stan mego ciała - dodała jeszcze dość swobodnie. Nie poruszała jednak tematu "magicznego przedmiotu", pomijając tym samym owo pytanie Sauriana. Nie widziała potrzeby poruszania tej kwestii i ufała, że on sam do niej teraz nie powróci. Byłoby to całkiem bezcelowe.
Na szczęście kolejne pytanie smoka było na tyle istotne, że prawdopodobieństwo nawiązania na powrót do jej ciała stało się jeszcze mniejsze. Tutaj też sama Hela musiała dobrze zastanowić się co tak naprawdę chce mu odpowiedzieć i zaoferować. A także - co chce w zamian.
Jej uwadze nie uszło również to jak szybko Saurian przeszedł do pytania o.. cenę. Być może oznaczało to, że jego przyjaciel naprawdę był kimś niezwykle dla niego ważny. Ciekawe. I bardzo ułatwiające dla niej sprawę. Sama doskonale wiedziała jak pomoc w osiągnięciu jakiegoś celu może przyspieszyć nawiązywanie... pozytywnych kontaktów. Och tak, dobrze to znała. Czyż właśnie nie takie działanie przyczyniło się w dużym stopniu do podjęcia decyzji w sprawie zaufania Lokiemu?
- Cena... nie nazwałabym tego w ten sposób. Nie oczekuję bowiem zapłaty oraz wątpię, by mój towarzysz, o którym wspomniałam, oczekiwałby takowej od ciebie - Hela spojrzała na smoka uważnie, po chwili kontynuując. - Jak już wcześniej mówiłam, razem z mym bratem unikamy zbytniej uwagi. Co więcej, istnieje pewna grupa, która zagraża nam, choć teraz jest nieobecna. Gdybyś więc kiedyś będąc w pobliżu, w razie naszych kłopotów mógłbyś nam pomóc. Proponuję... sojusz. By w razie potrzeby, każdy z nas mógł liczyć na wsparcie drugiej strony
Bogini nie prosiła, ani też nie żądała. Proponowała całkiem korzystny, według niej, układ. Pomoc, za pomoc. Nie oczekiwała, że smok w w razie kłopotów rzuci im się na ratunek, poświęcając swe życie. Nie. Lecz czy wyleczenie rannego przyjaciela nie jest warte takiego małego sojuszu? Och, była prawie pewna, że jednak to była dobra cena. Możliwość zaskoczenia przeciwników wsparciem ze strony takiej istoty była niezwykle kusząca.
- Nie oczekuję niczego, czego sam nie chciałbyś nam zaoferować w zamian, Saurianie. Jedynie pewności, że nie okażesz się naszym wrogiem oraz tego spróbujemy utrzymać w miarę... przyjazne i korzystne relacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lis 26, 2013 7:52 pm

Ta chwila milczenia i smok znów przekrzywił łeb na bok, oczekując odpowiedzi na swoje pytanie... Odpowiedzi, która nie padła, a Hela wyraźnie nie chciała mu tej odpowiedzi udzielać. Nie zamierzał więc naciskać. Ludzie mieli swoje poglądy, mniej lub bardziej ciekawe, a jej ciało cóż... Skoro było jej tajemnicą - niech tak pozostanie. W końcu on też świętym tutaj nie był i swe własne tajemnice również miał. Jednak to nie to okazało się tutaj kluczowe. Jego pytanie o cenę wyraźnie sprawiło, że zaczęła dobrze zastanawiać się nad swymi następnymi słowami. Z resztą słusznie, smok był poważnym przeciwnikiem dyplomatycznym i warto było ważyć słowa - dobierać je bardzo starannie.
/Potrzebujecie więc żołnierza, a smok który przed tobą kuca, może być właścicielem potężnej mocy która przyda się nam, a nie przeciwnikowi... Tak, Pani?/
Odparł, podsumowując jej pierwszą wypowiedź w bardzo dużym skrócie i zaokrągleniu. Nie były to słowa typu "Co ty sobie myślisz" lecz zwykłe podsumowanie, które można było jasno rozbudować. Jednak jej dalsze słowa postawiły smokowi ogromny znak zapytania nad jej prawdziwymi intencjami. Co ona w takim wypadku od niego chciała? Sojusznika czy kogoś z kim nie będą musieli walczyć? Chyba sam zaczynał się w tym gubić, nie rozumiejąc i nie widząc czegoś.
/Mówisz jednak o czymś bardzo przeciwstawnym. Sojusz wymaga ode mnie zaangażowania, natomiast nieokazywanie się wrogiem... Już nie. Po prostu nie musiałbym wchodzić wam drogę. Sojusz... I co dalej? Rozejdziemy się jakby nigdy nic się nie stało, a wy wciągniecie mnie w swoją wojnę? Wyleczenie mojego młodego znajomego to jedno, jednak sojusz z wami sprawi, że pojawią się nowi przeciwnicy, a ja nadal nie mam pewności czy dane mi będzie widzieć w was realnych sojuszników./
Wyjaśnił początkowo, rozpoczynając swe głośne rozmyślania. Sytuacja była tutaj dość kiepska, jednak obie strony specjalnie się nie znały i to jeszcze bardziej utrudniało sprawę. Smok skierował na chwilę swój wzrok ku ziemi, oddając się zamyśleniu. W chwili ciszy zastanawiał się jak rozwiązać ten problem. W końcu podniósł swój łeb do góry i spojrzał ponownie na swą rozmówczynię.
/Doceniam fakt, że możecie pomóc - jednak udzielenie wam przeze mnie wsparcia nie będzie dla mnie takie łatwe. Spraw, bym wam zaufał i wtedy porozmawiajmy o sojuszu. Zapewne nie chcielibyście zostać trafieni nożem w plecy - tak jak i ja. Powiedz... Helu - mogę tobie zaufać?/
Dodał do poprzedniej wypowiedzi, kończąc jakże głębokim pytaniem. Spojrzenie smoka złapało spojrzenie Heli, a smok oczekiwał szczerej odpowiedzi - gdzie liczył się dosłownie każdy gest, intonacja, dobrane słowa, czas zastanawiania się nad odpowiedzią. Można by rzec - to był przełomowy moment w którym w łatwy sposób kobieta mogła sobie zyskać sprzymierzeńca. Jednak czy ten sposób był realnie aż tak łatwy? Cóż, zależy dla kogo, a obie strony zaraz miały się o tym przekonać.
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Gru 09, 2013 6:07 pm

Żołnierz. Bogini nie była pewna czy było to właściwe określenie kogoś kim miałby stać się smok – o ile w ogóle przystanie na jej propozycję. Bo powiedzmy sobie szczerze, gdyby Hela potrzebowała zwykłych wojowników, ściągnęłaby tu własną armię z Helu. To byli jej żołnierze. Jej prywatni poddani, czekający na dowolny rozkaz. Po cóż więc byłby jej i jej bratu zwykły wojownik do wali, nawet jeśli zdecydowanie silniejszy od przeciętnej jednostki?
Lecz mimo to, bogini przydałby się sojusznik – również w roli osoby walczącej. Cóż, w końcu ściągnięcie tu własnej armii byłoby dosyć kłopotliwe i raczej czasochłonne, a dodatkowa siła w ich obecnej sytuacji zawsze była mile widziana.
Dlatego też bogini skinęła głową w odpowiedzi na podsumowanie Sauriana.
Wysłuchała też dalszych jego słów uważnie. Zmarszczyła lekko brwi gdy określił jej słowa „przeciwstawnymi”, ale pozostawiła to bez komentarza, czekając na to co powie dalej. Cóż, rozumiała jego obawy, całkiem słuszne z resztą. Sama zapewne miałaby podobne. Pakowanie się w kłopoty bez powodu nie było mądrą decyzją. Skoro jednak Saurian wciąż kontynuował rozmowę zamiast skreślić ją od razu z góry… oznaczało to, że faktycznie pomocy ze strony Heli potrzebował. I był gotów przeanalizować oraz ustalić dokładniej warunki tego, jak miałaby wyglądać ich przyszła współpraca. Obiecujące. I dość pozytywne.
Jednak ostatnie pytanie smoka… bogini, przyłapała się na tym, że zadała je w myślach sama sobie po raz drugi. Bo czy Saurian mógł tak naprawdę jej zaufać? Kobieta nie była istotą ufną. Nie dawała również kredytu zaufania innym bez powodu. A nawet jeśli – jego szczerość była kwestią dość wątpliwą.
A jednak… jeśli Saurian okaże się być przydatnym sojusznikiem, po właściwej stronie, dlaczego by nie? Do póki nie da jej powodu do zmiany zdania, był u niej, i tym samym u jej brata, całkowicie bezpieczny.
Bogini zbliżyła się do smoka. Łamiąc przy tym większość zasad ustawionych przez zwykły instynkt samozachowawczy, uniosła dłonie i ułożyła je po obu stronach smoczego pyska, prawie w czułym geście. Tak podobnym jak przesuwanie dłońmi po policzkach drugiej osoby.
- Możesz mi zaufać, Saurianie. A i ja chciałabym móc zaufać Tobie – odezwała się spokojnie, przywołując na twarz lekki półuśmiech.
- Być może faktycznie rozmowa o sojuszu jest obecnie zbyt wczesna. Mimo to, rozważ moją propozycję. Sojusznik… przyjaciel w kimś takim jak Ty, Saurianie, byłby niezwykle cenną więzią. Zarówno w mojej obecnej sytuacji, jak i bez niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Gru 09, 2013 10:47 pm

Uważnie słuchała słów które kierował właśnie do niej. Smok dawno nie miał okazji porozmawiać - albo w ogóle spotkać - kogoś kto wykazywał się tym prostym poziomem szacunku do rozmówcy. Białołuski obserwował, jak zastanawiała się, wręcz analizowała jego wypowiedzi, szukając najwyraźniej najlepszego rozwiązania. I wszystko szło chyba w dobrym kierunku, dopóki nie zaskoczyła go czymś czego się po prostu nie spodziewał. Ten prosty gest, krótki ruch kiedy zbliżyła się i pochyliła delikatnie by wyciągnąć swe dłonie w jego stronę. Smok wręcz spiął swe mięśnie - jakby zaraz miała mu urwać łeb albo zadać ból którego pożałowałby do końca swego żywota. Nawet ogon gada zatrzymał się gwałtownie, unosząc do góry jedynie końcówkę - ostrze groźniejsze od najlepszych mieczy z jakimi Saurian miał do tej pory do czynienia. I okazało się, że nie było to tak potrzebne... Jej dłonie - dotknęły tak po prostu jego pyska. Przez czarne, cieniutkie rękawiczki - smok poczuł jej zimne dłonie na swym pysku. No może nie od razu jakieś zimne - chłodne, o niższej temperaturze niż u ludzi. Wszak był lodowym smokiem - dla niego zimno było przyjemnym warunkiem w którym mógł funkcjonować doskonale. Dlatego chociażby aktualna pogoda mu się podobała. Dłonie oparły się na górnej części pyska, między nozdrzami, a ślepiami, przysłaniając mu delikatnie świat. Dotyk wręcz delikatny, miał wrażenie, że ostrożny, jakby nie zrobić mu krzywdy, jakoby był kilka tysięcy lat młodszy i miał o wiele słabsze łuski. Można by powiedzieć... W pewnym sensie spodziewał się, że jej dłonie mogą spocząć na jego ciele, ludzie często to praktykowali... Z resztą smoki również. Oparcie się na ramieniu rozmówcy, poklepanie po plecach, chwycenie za rękę - tak dla dodania otuchy, wzbudzenia większej ilości zaufania. Jednak nikt nigdy nie zrobił tego, co teraz uczyniła Hela - stawiając wręcz smoka w pacie. Nie wyczuł żadnej magii, nie wyczuł żadnego spięcia jakoby chciała mu zrobić krzywdę, żadnego naporu. Tak też więc jego mięśnie momentalnie rozluźniły się, ogon opadł na ziemię i znów zaczął krążyć po podłożu na lewo i prawo. Hela mogła pod swymi dłońmi również trochę informacji odebrać. Przede wszystkim, twarde i wytrzymałe łuski. Już z prostego dotyku dało się zrozumieć, że tego nie przebije byle pocisk, strzała czy nawet jakiś atak magiczny. Lodowy smok jak się patrzy - bardzo pancerny i wytrzymały, wnioski same się nasuwały. Dalej, mogła wyczuć temperaturę jego ciała. Można by sobie dać rękę uciąć, że była minusowa. Znów - lodowy smok jak się patrzy. Zimny - i to nie z charakteru - a po prostu temperatura ciała. Kolejną sprawą był fakt, że pysk lodowego gada pozostał niewzruszony. Hela mogła poczuć, że równie dobrze mogłaby zacząć napierać na jego pysk dłońmi - by chcieć zmusić go do pochylenia się, a mięśnie smoka stawiłby na tyle silny opór by to prawie uniemożliwić. Oto ten krótki moment mógł dostarczyć bardzo wielu przydatnych informacji, a przecież tylko oparła swe dłonie na jego pysku, prawda?
Ślepia gada delikatnie bardziej rozchyliły się, spoglądając z zaciekawieniem w jej oczy, kiedy ta uśmiechnęła się i przemówiła do niego, przywołując ponownie jego imię. Czyżby bawiła się jego uczuciami? Ale czy i on tego nie czynił cały czas? Oboje grali swe role, jednak to ona pierwsza zdecydowała się na ten krok zaufania. Z resztą jak mieliby zostać sojusznikami...? Nie, wspomniała wręcz, że przyjaciółmi - skoro ciągle podejrzewałby ją o chęć wykorzystania go do własnych celów? Tak nie dało się żyć, ani nic osiągnąć.
/Zbudujmy więc niepokonany mur zaufania, który utworzy i obroni naszą przyjaźń./
Odparł bardzo spokojnie, wręcz kojąco. Smok wyraził swą zgodę, a za jego słowami poszedł prosty czyn. Gad pochylił delikatnie łeb i zamknął na chwilę swe ślepia, gdy kobieta trzymała tak dłonie na jego pysku, pozwalając się po prostu dotykać, jakby wręcz dając na to pozwolenie, nie stawiając żadnej przeszkody czy nie uważając tego za zniewagę. Sam jednak trzymał swe łapska przy sobie i nawet przez myśl mu nie przeszło, by tknąć choćby jej dłoń. Jaki był to zabieg z jego strony więc? Chciał budować dalej to zaufanie. Może i smokom nie przychodziło na pozwalanie sobie by ktoś ich sobie dotykał czy nawet głaskał niczym zwierzątka domowe, jednak w tej sytuacji Saurian mógł to wykorzystać. Zaufanie działało w dwie strony, on ufał, że ona mu nic nie zrobi, a ona - że on nie wykaże się agresją wobec niej. Hela zyskała więc pierwszą - i być może jedną z niewielu okazji - by móc przyjrzeć się dokładniej smokowi, wręcz "obadać" go, gdyż ten prawie, że posłusznie - pozostanie tą chwilę nieruchomy, a o fakcie, że nie jest rzeźbą, świadczyć będzie jedynie ruch klatki piersiowej, gdzie napełniające się i opróżniające płuca unoszą ją oraz opuszczają miarowo, w spokojnym, kojącym rytmie.
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Gru 16, 2013 9:58 pm

Choć gest bogini był już istotny sam w sobie, kobieta nie mogła pominąć też kwestii zbadania, choć częściowo, skóry smoka znajdującej się pod jej dłońmi. Nie potrzebowała do tego wykonywać dodatkowych ruchów, póki co i zwykły dotyk był przydatny. Nawet w taki sposób mogła wyczuć twarde łuski oraz chłód bijący od smoczego ciała. Ciekawe czy i w ciepłe midgardzkie dni utrzymuje taką temperaturę, albo jak się w niej czuje?
Hela z dużym zadowoleniem przyjęła niemą zgodę Sauriana na jej "gest". Bardzo dobrze. W końcu dokładnie o to chodziło, czyż nie? Jeśli smok potrzebował jakiegoś dowodu zaufania, cóż lepszego jest od zwykłego dotyku oraz pokazania swojego własnego zaufania? Teoretycznie bowiem, jej dłonie znajdujące się tak blisko ostrych zębów Sauriana zostały potencjalnym celem. Gdyby ten chciał, prawdopodobnie wystarczyłby mu ułamek sekundy na pozbawienie Heli kilku palców. Lub którejś dłoni. Bogini miała małą przewagę w postaci teleportacji, ale jednak zagrożenie wciąż było realne.
Słowa Sauriana sprawiły, że na twarzy bogini znów pojawił się lekki uśmiech. Skinęła głową jakby chcąc się z nim zgodzić lub po prostu je zaakceptować. Przesunęła też lekko jedną z dłoni od miejsca, w którym trzymała ręce w stronę końca pyska. Badała w ten sposób fakturę i układ łusek pod palcami, ale ostatecznie zabrała dłonie. Musieli wreszcie przejść do kolejnych, może nawet istotniejszych spraw.
- Mogę skontaktować się z moim towarzyszem, który byłby w stanie pomóc twemu przyjacielowi. Muszę jedynie wiedzieć w jaki sposób i kiedy możemy się do niego dostać... - odezwała się po chwili, jednocześnie układając sobie w głowie najlepsze rozwiązanie. Przybycie Lokiego nie powinno raczej stanowić szczególnie wielkiego problemu. Bóg kłamstw choć nie nudził się w Midgardzie, nie mógł też narzekać na zbyt bardzo napięte plany dnia. A przynajmniej nie dał tego odczuć jej i Fenrisowi.
- Przydatny również byłby dokładniejszy opis stanu w jakim znajduje się twój przyjaciel, Saurianie. Lepiej od razu być przygotowanym na każdą ewentualność - powiedziała jeszcze i to zgodnie z prawdą. Większość ran raczej nie sprawi zbyt wielkiego problemu, ale wiedza do ich leczenia być może potrzebowała odpowiedniego przygotowania i to z wyprzedzeniem. Lecznictwo to nie była to mocna strona bogini, to musiała przyznać. Nie powinno to też nikogo dziwić. Po cóż bogini umarłych umiejętność leczenia ludzi? To nie było jej zadanie. Ani powołanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Gru 17, 2013 9:14 am

Smok milczał przez cały ten czas. Nie wydał z siebie nawet przysłowiowego - ani dosłownego - pomruku. Siedział tak w milczeniu, a cala sytuacji przyprowadziła do niego wspomnienia. Nie mógł nazwać ich najlżejszymi. Przecież swego czasu był tytułowany Lordem, prowadził... wystarczająco spokojne życie. W jego świecie, ludzie szanowali takich jak on, szanowali magię. Oczywiście, nie było to życie w luksusie i lenistwie. Saurian był typowym Warlordem. Niejednokrotnie, zaprzyjaźnione z nim królestwo, prosiło go o pomoc - linia królewska od kiedy pamiętał, dbała o dobre relacje z nim. Można by pomyśleć - złote czasy. Kiedyś będzie musiał tam powrócić. Może nawet uda się wrócić od momentu z którego odszedł? Przecież dla magii nie istniało niemożliwe. Jednak ważniejszy był moment. Już kiedyś znalazł się w takiej sytuacji... Z resztą działo się to nie raz, gdy ludzkie dzieciaki mu dosłownie na łeb właziły - a ich rodzice chcieli zawału dostać, że smok się pogniewa. A smok się nie gniewał, tylko wykazywał olbrzymią dawką cierpliwości to młodej krwi. Sam zajrzał kiedyś do umysłu pewnego strażnika, by móc obejrzeć jego oczami samego siebie, gdy jest tak męczony. Widok dosłownie przezabawny, oto - mający kilka tysięcy lat, lodowy smok, pan wojny, terroryzowany przez młodzików którzy nie mieli dla niego litości. Przynajmniej rzucał na siebie bardzo dobre światło, kreował wcześniej wspomniane zaufanie. Jednak z dziećmi było trochę inaczej, one nawet nie były świadome zagrożenia, tego co mogłoby się stać, gdyby jednak nie był taki cierpliwy. Jednak tamte czasy minęły. Teraz był tutaj i należało zadbać o tego z którym aktualnie dzielił swą egzystencję.
Obudził się wtedy, gdy wyczuł, jak dłoń bogini przesuwa się po jego pysku. W pewnym stopniu, mógł powiedzieć, że mu to pasowało. Po prostu miło było wrócić po tysiącu lat do swego ciała i poczuć coś takiego, poczuć, że w ogóle coś jeszcze czuje, że mięśnie w żaden sposób się nie zmieniły. Nadal był tak samo silny, nadal był tak samo sprawny i szybki. Lecąc tutaj, nie mógł powstrzymać się przed powietrznymi manewrami: beczkami, korkociągami, pikowaniem, robieniem za strzałę. Znów leciał w przestworzach, znów był wolny i tej wolności nie mógł mu nikt odebrać. Kobieta zabrała swe dłonie, a białołuski otworzył swe ślepia i skierował je natychmiast w górę, by spojrzeć na nią, gdy ta do niego przemówiła. Jej słowa sprawiły, że gdzieś w środku znów pojawiło się światło nadziei, że w tym świecie nie było istot które tylko tępiły magią. Zanim jednak Saurian zdążył odpowiedzieć, Hela dopowiedziała resztę. Gad westchnął cicho, podnosząc się powoli do góry. Znów nad nią górował. Jednak co innego mógł z tym zrobić? Nie skurczy się sam z siebie, z resztą nie chciałby.
/Pozwól mi więc wyjaśnić. Jak wspomniałem, ma istota nie pochodzi z tego świata. Waszego świata. Nie nazywam w ten sposób tej planety - lecz ten wymiar. Długą historią jest opowieść na temat tego jak i dlaczego znalazłem się tutaj. Jednak krócej mówiąc - młody człowiek użyczył mi swej energii życiowej. Dwadzieścia sześć lat temu, przy jego narodzinach - przejąłem jego miejsce, jednak nie usunąłem go całkowicie. Powiedzmy, że był to pewien sentyment no i możliwość spokojnego egzystowania w tym świecie. Jednak przez te lata przywiązałem się do niego. Dzień dniem, godzina godziną, a my nie jesteśmy tacy rozłączni. Kenneth Walker, tak się nazywa. Jest z nami tutaj. Jest we mnie. Jego świadomość jest jednak uśpiona. Dostańmy się więc do dogodnego dla was miejsca, a tam zamienię się z nim ciałami, pozwalając mu powrócić do swego świata. Ja... nadal oczywiście będę. W nim, dzieląc na pewien sposób jego żywot. Nadal będziemy mogli rozmawiać./
Wyjaśnił spokojnie, odwracając się powoli tyłem do swej rozmówczyni i odchodząc kilka kroków. Krótka chwila, kiedy Hela mogła obejrzeć sobie skrzydła, ogon oraz grzbiet smoka. Przez grzbiet ciągnęły się łuski ułożone w kolce, od samego łba - do końca ogona, zakończonego ostrzem niczym u halabardy - tylko takiej naturalnie wytworzonej. Sam grzbiet pokrywały zarówno małe łuski, które okrywały całe ciało gada - jak i te wielkie, płytowe, które chroniły głównie kręgosłup. Czymś jednak co mogłoby sprawić, że nie jeden fascynat smoków byłby zachwycony - były skrzydła. Widziane z przodu, mogły nie budzić takiego samego wrażenia, jak widziane z tyłu. Z przodu, błona, pokryta dodatkowymi łuskami jedynie na kościach. Widziane natomiast od tyłu - wyglądały niczym majestatyczna, długa i szeroka peleryna. Coś co mogło budzić najwięcej emocji i zastanowienia - łuski pokrywające dokładnie skrzydła gada. Nie byle małe łuseczki, które zaraz można było przeciąć byle kamieniem. Potężne płytowe łuski, chroniące grzbiet i skrzydła smoka niczym najlepszy pancerz. Przyglądając się uważniej, można było dostrzec, że było to niemalże arcydzieło natury - idealnie połączenie ochrony i mobilności. Łuski chroniły każdą część ciała, każdy element, nawet najdrobniejszy. A jednocześnie były rozmieszczone i ułożone w taki sposób, by zapewniać stuprocentową mobilność, nie utrudniając mu w żaden sposób ruchów. Przy tym wszystkim, nadal perfekcyjnie chroniły, pozwalając jedynie wyobrażać sobie, jak smok wykorzystywał je w walce zarówno do obrony... Jak i zapewne ataku. Ogon ciągnął się za smokiem po ziemi, niczym wąż - falując delikatnie na lewo i prawo. A Saurian kontynuował...
/Ludzie nie są tak odporni. Przed naszym spotkaniem, Kennethowi przyszło spotkać pewną radykalną grupę mutantów. Chłopak chciał pokazać, że da sobie radę. Cóż, przeliczył się trochę bardziej, niż sam podejrzewał. Może odziedziczył ode mnie lodowe moce, jednak nadal jest tylko człowiekiem. Został porażony prądem i jego stan jest dość poważny. Wystarczająco, by zmusić mnie do egzystencji w tym świecie./
Dodał do swej wcześniejszej wypowiedzi, odwracając się teraz powoli do tyłu i znów stając frontem do swej rozmówczyni. Hela mogła natomiast wyczuć wiele zmian które zaszły do tej pory w podejściu smoka. Mówił spokojnie, jednak inaczej niż wcześniej. Jego słowa nie były już puste, nie wlewał w nie uczuć - jednak nie dało się też wyczuć by w jakikolwiek sposób się ukrywał. Intonował swe wypowiedzi, przelewając w nie delikatnie własne emocje, towarzyszące takim sprawom. Teraz mówił bardziej... naturalnie. Tamten Saurian - przy tym tutaj, wydawał się być kimś zupełnie innym, jakby bogini rozmawiała z całkowicie innym smokiem niż wcześniej. Mogła więc szybko wywnioskować, że odgrywanie charakteru dalekiego, od oryginału - musiało być dla niego dziecinnie łatwe. Smok stał wyprostowany z rękoma opuszczonymi wzdłuż własnego ciała, czekając teraz co odpowie mu jego nowa znajoma.
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Gru 29, 2013 9:38 pm

Bogini słuchała smoka... i musiała przed samą sobą przyznać, że słuchała z faktycznym zainteresowaniem. Jeszcze nie spotkała się z relacją tego typu, o której opowiadał jej Drakon. Dwie istoty w jednym ciele? Brzmiało dość... kłopotliwie. Co prawda Saurian nie brzmiał jakby było to coś uciążliwego, lecz kto wie jak jest naprawdę? Ciekawe, czy oboje razem zwykle zachowują świadomość, czy jakoś się dzielą. Chociaż nawet równe podziały tak czy inaczej są zapewne niewygodne pod wieloma względami. Chociażby - czy ten chłopak, o którym opowiadał smok nie miał czasem rodziny? Prywatnego życia? Ona sama, jako bogini, może nie była szczegółowo zaznajomiona z wyglądem dni przeciętnego Midgardczyka, ale czas spędzony w tym świecie wystarczył aby wiedziała, że współdzielenie ciała ze smokiem zdecydowanie wybiega poza normę. Prędzej czy później na pewno ktoś by to zauważył... chyba, że przez większość czasu Saurian pozostawał w "ukryciu". To jednak było sporym wyrzeczeniem.
Może jeszcze kiedyś bogini znajdzie okazję by móc o to Sauriana bardziej szczegółowo wypytać.
Hela odłożyła w myślach temat współdzielonego ciała, skupiając się na opisie uszkodzeń. Kenneth Walker... Chłopak posiadający część smoczych mocy lodu, porażony prądem. Na tyle dotkliwie, że Saurian zdecydował się całkowicie odciąć go od świadomości, a nawet poszukać wsparcia u kogoś z zewnątrz. Bogini nieznacznie zmarszczyła brwi, jakby w zastanowieniu. Brzmiało niezbyt ciekawie. Otwarte rany i zatrucia pewnie zdecydowanie łatwiej uleczyć, niż porażenia. Nie znała się zbyt dobrze na lecznictwie czy szczegółowej anatomii człowieka, to prawda... ale nawet ona zdawała sobie sprawę z tego, że porażenie prądem o zbyt dużym napięciu może mieć skutki nieodwracalne.
No cóż, i tak nie pozostaje jej nic innego jak zdać się na Lokiego. Uda się, to dobrze. Nie uda - niestety.
Kiedy Saurian skończył mówić bogini milczała jeszcze przez kilka sekund. Ot, chwila namysłu na po układanie w głowie wszystkich informacji i uformowanie odpowiedniego planu działania.
- Saurianie, pozwolisz więc, że skontaktuję się z mym towarzyszem? Potrzebuję chwili aby krótko wyjaśnić mu sytuację i dowiedzieć się gdzie moglibyśmy się spotkać - odezwała się w końcu ze słyszalną pewnością w głosie. Pewnością co do podjętej decyzji, nie pychy.
Spojrzała uważniej na smoka czekając na jakąś reakcję. Zaś chwilę później przymknęła oczy, skupiając się na mentalnym odnalezieniu Lokiego. Nie była to czynność szczególnie trudna i teoretycznie mogłaby ją wykonać równie dobrze nie odrywając przy tym wzroku od Sauriana. Mimo to, zamknięcie oczu dodatkowo pozwalało jej się skupić, a także dawało znać dotychczasowemu rozmówcy początek, nazwijmy to, innej rozmowy.
Tak jak myślała, szybko odnalazła mentalnie Lokiego. Kącik jej ust drgnął lekko, jakby chciała się uśmiechnąć przez ten drobny sukces.
- Loki. Potrzebuję drobnego... wsparcia z Twojej strony. Rozmawiałam właśnie z pewnym lodowym smokiem, spotkaliśmy go z Fenrisem. Jest silny magicznie i fizycznie, a co ważniejsze - wyraził chęć zawarcia z nami... sojuszu - odezwała się telepatycznie. W międzyczasie otworzyła oczy, nie skupiała jednak wzroku na niczym konkretnym.
- W zamian, na początek naszej wspólnej znajomości, potrzebuje pomocy w wyleczeniu obrażeń chłopaka, z którym dzieli ciało. Ocenisz, czy jesteś w stanie coś zdziałać w tym temacie? Podobno został dosyć dotkliwie porażony prądem i jest w nie najlepszym stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pią Sty 03, 2014 8:40 pm

Po powrocie do swego ziemskiego apartamentu Loki nie miał tak naprawdę zbyt wiele do roboty. To znaczy - owszem, na upartego mógłby sobie znaleźć wiele zajęć, mniej lub bardziej istotnych, lecz... Cóż, jakoś nie potrafił zabrać się do niczego konkretnego. Jego myśli nieustannie krążyły w głównej mierze wokół Thora, który wciąż pozostawał gdzieś tam, skupiony tylko i wyłącznie na walce z takim czy innym potworem zagrażającym jego ukochanym Midgardczykom... Jednakże tuż pod nimi kłębiły się inne, o ile to tylko możliwe - jeszcze bardziej pesymistyczne i przygnębiające. Niepokojące. Ktoś inny mógłby wręcz stwierdzić, że przerażające, ale oczywiście nie on - bo przecież kto jak kto, ale akurat trickster potrafił sobie poradzić w praktycznie każdej i dowolnej sytuacji.
Ostentacyjnie nie uruchamiając telewizora, aby móc odnaleźć i śledzić na żywo przekaz z walki brata, bóg kłamstw udał się do sypialni. Do głowy wpadła mu opcja przywołania i wypróbowania skradzionej ze skarbca Odyna rękawicy - lecz zabawiła w niej jedynie kilka sekund, nim nie odsunął jej od siebie pewnie i zdecydowanie. Pomijając już nawet sam fakt, że na najbliższe kilkaset lat wystarczyło mu doświadczeń z inteligentnymi obiektami magicznymi obdarzonymi własną wolą, to podejrzewał, że użytkowanie artefaktu mogłoby ściągnąć ku niemu uwagę innych zainteresowanych nim istot... A to byłaby dość kłopotliwa okoliczność.
Dalsze rozważania maga ucięte zostały przez delikatne, lecz jednak niepodważalne uczucie bycia obserwowanym. Natychmiast postawiło go to na baczność; może i otoczył siebie i swoje tymczasowe mieszkanie wszelkimi możliwymi zaklęciami ochronnymi, ale nigdy nie wykluczał opcji, iż ktoś lub coś mogłoby się przez nie przedrzeć - jak nieprawdopodobne by to nie było.
Szczęśliwie już kilka sekund później okazało się, iż to po prostu Hela odszukała go telepatycznie. Akurat ona - jako iż miała wstęp do lokum czarnoksiężnika - nie musiała łamać żadnych zabezpieczeń, aby to osiągnąć. Loki w spokoju "wysłuchał" jej przekazu, nie pozwalając przy tym kobiecie odebrać z jego strony żadnej myśli czy emocji - dał jej jedynie znać, że owszem, uzyskała z nim sprawne połączenie. Na początek to wystarczyło.
Tak więc... Lodowy smok. Prawdę mówiąc ta informacja nawet nie zdziwiła boga chaosu; wątpił, aby obecność na tej planecie jakiegokolwiek stworzenia miała go jeszcze zaskoczyć. Taka mieszanka gatunkowa i kulturowa była wręcz... Wybuchowa. Och, tak; to świetne określenie. Jedna iskra - i cały ten świat mógłby pójść z dymem.
A on był przecież patronem ognia.
Niechętnie odrywając się od tej wizji - która na dobrą sprawę chwilowo i tak nie powinna mu być na rękę - Loki skupił się na reszcie wypowiedzi Heli. Sojuszników nigdy nie miało się zbyt wielu, poza tym nawet "altruistyczne" uleczenie tego osobnika mogło przełożyć się na pewne korzyści... W końcu dokładanie się do siania strachu w sercach Midgardczyków zawsze było w cenie. Ot, dla zabawy.
No i tak czy siak musiał się czymś zająć - aby nie myśleć już o poczynaniach Thora.
Zamiast udzielić kobiecie jakiejkolwiek odpowiedzi, trickster ponownie otoczył się urokiem maskującym, który nie tyle zmieniał jego wygląd, co raczej dbał o to, aby nikt go po prostu nie rozpoznał... Pomijając oczywiście jego aktualnych sojuszników. Zaraz potem - wykorzystując telepatyczne połączenie - podpiął się pod wzrok królowej Helu, aby obejrzeć sobie miejsce, w którym się znajdowała; wolałby nie wylądować w jakiejś ścianie z powodu nieostrożnej teleportacji. Zdobywszy podgląd - mógł się już przenieść.
Standardowo obyło się bez zbędnych efektów specjalnych, które co prawda jak najbardziej potrafiłby wywołać - tylko nie widział ku temu żadnego powodu. Czasami takie sztuczki pomagały zrobić wrażenie na co bardziej podatnych na manipulację istotach, ale w większości przypadków nie było warto się wysilać. Niektórzy rzeczywiście wiedzieli lepiej... Ale zdecydowana większość po prostu tego nie doceniała. Zero uznania dla sztuki, doprawdy.
Mag mógł sobie pozwolić na spokojne i powolne przesunięcie spojrzeniem po otoczeniu; koniec końców i tak wiedział już mniej więcej co zastanie w tym miejscu, dlatego też nie musiał wchłaniać na szybko całej masy informacji. Gdy jego wzrok padł na Helę, skinął jej nieznacznie głową w ramach powitania - cóż, głównie powitania. Zaraz potem jednak jego uprzejme zainteresowanie przeniosło się ku stworzeniu, z którego powodu został tutaj przywołany.
Smok był... No, przede wszystkim nie tak duży, jak trickster się tego wstępnie spodziewał - lecz z drugiej strony takie wymiary musiały być pewnie wygodniejsze na co dzień. Nie jemu to było zresztą oceniać. Ogół wyglądu jaszczura wywoływał rzecz jasna skojarzenia z Jotunheim - czyli nieprzyjemne - ale Loki bardzo dobrze znał istoty zamieszkujące Dziewięć Światów i co prawda na myśl przychodziły mu podobne stwory, lecz jednak nie do końca identyczne... Tak więc w grę wchodziła raczej inna kraina.
-Zamawialiście leczenie- przemówił wreszcie swobodnym tonem, a na końcu tej krótkiej wypowiedzi mogła, lecz nie musiała zabrzmieć delikatna i subtelna nutka zapytania; interpretacja zgoła dowolna. Jedna z jego brwi uniosła się lekko w oczekiwaniu na reakcję smoka - bez niej nie miał zamiaru rozpoczynać jakichkolwiek działań.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sob Sty 04, 2014 11:11 pm

Smok skinął łbem w odpowiedzi dla bogini. Nie było tego po nim widać, jednak w duchu ucieszył się, że tak szybko uda się rozwiązać problem z Kennethem. Pewnie wielu na jego miejscu miałoby jakieś obawy o zostanie oszukanym ale on, cóż... posiadał czysty umysł. Nie miał w sobie żadnych podejrzeń dotyczących tego by mieliby jego lub Kennetha jakoś wykorzystać. Może i dziwne ale różnił się od "tubylców" szczegółem, dość ważnym - nie był człowiekiem i nie postrzegał świata tak, jak zwykli to czynić ludzie.
Skrzydła gada powoli, z delikatnie szelestem rozsunęły się na swą maksymalną szerokość, zasłaniając daleko ponda połowę tej sali i cóż - zdzierając z sufitu farbę za pomocą ostrych łusek. Mogły robić wrażenie, jednak nie taki był cel smoka, gdyż zaraz po rozłożeniu - złożył je jakby nigdy nic, chcąc po prostu rozruszać mięśnie. Im dłużej był w swym ciele, tym bardziej miał ochotę zniknąć i oddać "władzę" Kennethowi. W tym świecie po prostu nie czuł pełni swej wolności. Gdyby latał zbyt długo, przyciągnąłby uwagę ludzi zamieszkujących ten świat, a ci zapewne nie byliby zadowoleni z jego obecności... i resztę historii można sobie dopisać samodzielnie. Smok począł z uwagą obserwować kobietę, wszelaką jej gestykulację, najdrobniejsze zachowania, ruchy mięśni - nawet proste drgnięcia. Stąd też ruch kącika jej ust nie uszedł jego uwadze. Czyżby znalazła tego, którego szukała? Swego towarzysza, który będzie w stanie wyleczyć Drakona? Smok przekrzywił delikatnie łeb na prawo, obserwując ją z ciekawością i zastanawiając się, kogo przyjdzie mu spotkać teraz.
Pojawił się... mężczyzna około metra dziewięćdziesiąt wzrostu, szczupły o jasnym kolorze skóry oraz dość wyjątkowym jak na ludzi - bo zielonym, kolorze oczu. Krótka wymiana spojrzeń na powitanie z Helą i nawet nie zechciał pytać o imiona, pochodzenie, cokolwiek. Po prostu chciał przejść do rzeczy, jakby śpieszył się gdzieś - jednak nie do końca. Nie do końca, bo Saurian nie mógł tego wprost powiedzieć. Lepiej było to przypisać pod tym charakteru - "przejdźmy od razu do rzeczy, bez zbędnych formalności". Ale w tym wypadku, było to o wiele lepsze rozwiązanie, niż "posiedzenie przy herbatce" oraz opowiadanie historyjek. Do rzeczy, zamawiane było leczenie. Jakkolwiek by to brzmiało, jednak tak, należało przejść do rzeczy.
Białołuski smok skinął swym łbem, unosząc go do lekko do góry i zamykając na chwilę swe ślepia. Westchnął cicho, żegnając się na jakiś czas z własnym ciałem - które w przeciągu chwili pokryło się całe lodem, zaraz potem zamieniając się w ową lodową rzeźbę. Na tym się jednak nie skończyło, gdyż owy - dosłownie teraz - lodowy smok, zaczął się rozpadać na drobne kawałeczki, które poczynały wirować dookoła, kreując małe, lodowe tornado. Nie minęło kilka sekund, a ze smoka pozostał stos wirującego dookoła lodu, który nie czekał na nic i nie pozwalał się sobie za długo przyglądać - lecz zaraz zaczął sklejać się i równie szybko jak rozpadł się smok - tak pojawił się człowiek, wpierw stworzony jako lodowa istota, rzeźba... by zaraz zewnętrzna warstwa lodu odpadła od niego i odsłoniła młodego midgardczyka, sięgającego wzrostem metra osiemdziesiąt osiem o krótko ściętych, brązowych włosach oraz oczach o tym samym kolorze. Skóra posiadająca naturalną, jasną barwę zmieniła się nagle w cóż - bardziej bladą, wyglądająca tak, jakby została nagle zamrożona. Oczy chłopaka zmieniły odcień na niebieski, a on sam padł na prawe kolano, podpierając się jednocześnie lewą dłonią o lewe kolano, a prawą o ziemię. Zaczął dyszeć ciężko, warknął lub jęknął pod nosem z bólu i odezwał się, naturalnym głosem.
-To ciało jest zniszczone i słabe. Pozwolę mu nie czuć bólu, więc jakbyś był tak dobry i pozwolił mi przestać go odczuwać dłużej, niż to konieczne. Trafiono go w plecy ale mięśnie również odmawiają posłuszeństwa, a oddech łapie się z trudem.
Wyjaśnił i cóż... chwila zastanowienia, analizy - Saurian właśnie kontroluje jego ciało! I przyjmuje na siebie jego ból! Cóż za szlachetność, smok przeklinał sam siebie, że to robi - jednak nie chciał dać mu jeszcze odczuwać czegoś takiego - bliskości śmierci. Po za tym, Kenneth jak na człowieka przystało, zapewne leżałby tu teraz nieprzytomny, wyglądając jak szmaciana lalka. Ludzkie odczucia fizyczne bardzo wpływały na ich psychikę, Saurian był pod tym względem bardziej odporniejszy i może właśnie dlatego nie tracił teraz przytomności, choć odczuwał ból który czułby w tym momencie Kenneth. Co można było powiedzieć - a raczej zobaczyć? Poparzenia na plecach, co prawda ukryte pod ubraniem jednak dla maga nie będzie to chyba problem. Po za tym, doszło do uszkodzenia układu krążenia oraz samego rdzenia kręgowego, gdyż trafienie prądem poszło właśnie z tej niemiłej strony - pleców. Stąd też zapewne brały się problemy z oddychaniem - a smok trzymał to ciało w tej pozycji - po prostu przelewając w nie własną energię. Nie zamierzał jednak czynić tego w nieskończoność. Jego słowa w pewnym stopniu były pośpieszeniem, jednak dosyć uprzejmym. Mówił naturalnym, spokojnym tonem - jednak dało się zrozumieć, że ta sytuacja nie jest dla niego wymarzoną i najprzyjemniejszą. Nim szybciej zostanie naprawiony, tym szybciej odda władzę Kennethowi, pozwalając mu poznać nowych sojuszników... no i odbędzie z nim typową rozmowę rodzicielską, gdzie dosadnie da mu do zrozumienia jak bardzo niezadowolony teraz jest.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Sty 22, 2014 8:08 pm

Loki przechylił głowę lekko na bok, z zaintrygowaniem przyglądając się dokonywanej na jego oczach stopniowej przemianie smoka w człowieka. Oczywiście jego zainteresowanie miało swe źródło w czysto naukowym pragnieniu wiedzy; sam będąc zdolny do magicznej modyfikacji własnego kształtu, naturalną koleją rzeczy odruchowo zwracał uwagę na metody wykorzystywane w tym celu przez inne istoty. Ta konkretna była zresztą dość specyficzna i zajmowała trochę czasu - przynajmniej w porównaniu do innych możliwości... Nie mniej jednak prezentowała się całkiem estetycznie - nawet jeśli wirujące kryształki lodu mogły się okazać potencjalnie niebezpieczne dla otoczenia.
Pomijając już jednak związane z transformacją wrażenia wizualne i nie tylko, młody śmiertelnik rzeczywiście nie wyglądał najlepiej. Od razu widać było, że wymaga udzielenia mu w miarę możliwości natychmiastowej pomocy... Co tylko potwierdziły słowa - wypowiedziane jego ustami, ale najwyraźniej przez zamieszkującego jego ciało lodowego jaszczura. Trickster zareagował na nie krótkim kiwnięciem głową, nie uznając za stosowne udzielać dodatkowo werbalnego komentarza.
Delikwent miał tak naprawdę spore szczęście; siłą rzeczy bowiem mag musiał dość wcześnie nauczyć się opatrywania, a z czasem i uleczania obrażeń wywołanych przez elektryczność. Jego brat mógł sobie być patronem piorunów, ale za młodu - kiedy dopiero zaczynał zapoznawać się ze swoimi zdolnościami - niejednokrotnie kończył z oparzeniami... I to momentami w najciekawszych miejscach. Wyładowania potrafiły być takie niesforne...
Trickster wykonał dwa czy trzy kroki w stronę klęczącego teraz chłopaka, przemieszczając się w taki sposób, aby zajść go z boku; takie umiejscowienie wydawało mu się najlogiczniejsze, zważywszy na to, iż poszkodowany trafiony został w plecy. Aby ułatwić sobie do nich dostęp, mag prostym zaklęciem "rozplątał" materiał zakrywający skórę człowieka na interesującym go obszarze. Nie zniknął on zupełnie, lecz raczej rozdzielił się mniej więcej wzdłuż linii kręgosłupa i uniósł, by zaraz potem odchylić się na lewo i prawo - tym samym odsłaniając obrażenia.
Akurat tymi zewnętrznymi stosunkowo łatwo było się zająć... Loki nie był właściwie uzdrowicielem; najlepiej radził sobie z doprowadzaniem do porządku własnego ciała, głównie dlatego, iż magia tak czy siak w nim krążyła i nie musiał się nawet specjalnie wysilać, aby odpowiednio ją ukierunkować. W przypadku innych stworzeń sprawy miały się już natomiast różnie - przede wszystkim w zależności od rodzaju uszkodzeń oraz po prostu od fizjologii danej istoty.
Patron kłamstw pozwolił, aby wokół jego dłoni zamanifestowała się zielona energia, a w sekundę czy dwie później na skórze chłopaka również zatańczyły jej iskry, stopniowo gęstniejąc i wnikając do środka. Miały przed sobą trochę komórek do zwiedzenia - a więc proces ten wymagał czasu. Całość odczuć można było mniej więcej jako mrowienie towarzyszące drętwieniu - choć początkowo tak czy siak dominował nad nim ból wynikający z samych obrażeń.
-To chwilę potrwa- poinformował mag.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Sty 26, 2014 8:36 pm

Delikatność ludzkich ciał... Straszliwe uczucie słabości, utrzymywania się w tej pozycji tylko dzięki własnej magii. Jak ludzie mogli być aż tak słabymi istotami? Czyż byli tylko nietrafionym żartem natury? Niezależnie od tego jak silny byłby w tamtej chwili przeciwnik, on - smok -stałby niczym niewzruszony, prawdopodobnie nawet nie czując, że został realnie trafiony. Można więc było sobie wyobrażać, że siedzenie w tym, wiele słabszym ciele - było bynajmniej uciążliwe. I właśnie w tym momencie dotarło do niego, że potraktował ciało swego towarzysza dość rzeczowo, gdy opisywał temu mężczyźnie stan w jakim znajdowało się Kenneth. Z drugiej jednak strony - czy to nadal Kenneth się w tym stanie znajdował? Świadomość Drakona została wypchnięta przez smoka, głęboko w czeluście nicości.
Uczucie rozsuwającego się "samoczynnie" materiału na plecach człowieka wprawiło smoka w nagłe rozbudzenie. Nie tyle dało się to zauważyć po nim samym, bo ciało ledwo się trzymał - jednak świadomość gada "wybudziła" się nagle z zamyśleń. Wszystko po to by pierw poczuć mrowienie, a zaraz potem ból, gdy nerwy zaczęły się regenerować, gdy połączenia nerwowe zaczęły zasypywać mózg informacjami. Uczucie nie było przyjemne, gdyż należało do tych bolesnych i to poważnie bolesnych. Zęby zacisnęły się mimowolnie w uścisku, oczy zamknęły, jednak człowiek nawet nie jęknął - choć ból mu się wręcz wylewał z twarzy. Być może prawowity właściciel wył by z bólu, jednak smokowi to po prostu nie należało, by tak się zachowywać. Jednak uczucie zaczęło przywoływać emocje, wspomnienia. Moment, kiedy ponad tysiąc lat temu został skrępowany, pojmany przez tych którym ufał, których przysięgał chronić. Tygodnie niewoli, wystawienia na publicznie pośmiewiska, zniewagi, tortury czy eksperymenty. Przypomniał mu się mag, który potrafił spędzać nad nim godziny, dzień w dzień pastwiąc się nad nim, szukając najskuteczniejszego sposobu na zabicie smoka, broni przeciwko jego rasie - tak bardzo zróżnicowanej. Można by rzec - straszna historia. Może najciekawiej nie było, jednak tamte momenty pozwoliły mu zaznać również dobrej natury istot żywych, lojalnych staremu kodeksowi - osób które jego cierpieniu sprzeciwiały się, oddając za to swe życie. W pewnym sensie to właśnie to motywowało go by teraz cierpieć za Kennetha, chciał się jakoś odpłacić tej rasie. Rasie, która zarówno w jego świecie - jak i tym, niszczyła to co posiadała najcenniejszego, a mimo to trwała jakimś nieprzerwanym sposobem dalej. Coś co wydawało się niezrozumiałe i nienaturalne. Palce prawej dłoni przesunęły się po ziemi, zaciskając się zaraz w pięść. Z jednej strony towarzyszące uczucie bólu, a z drugiej poczuł, jak powoli - jednak skutecznie - odzyskuje panowanie nad tym ciałem. Z resztą czekała go jeszcze poważna rozmowa z tym młodym człowiekiem, na temat jego pewności siebie.
Powrót do góry Go down
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Mar 03, 2014 5:33 pm

Od momentu pojawienia się Lokiego, rola bogini ograniczyła się jedynie do roli… obserwatora. Tak, akurat w tej chwili było to określenie idealnie pasujące do obecnej sytuacji i położenia kobiety. Bo cóż innego jej pozostawało? Póki Loki nie da jej znać iż potrzeba mu jakiejś pomocy, w co z resztą szczerze wątpiła, nie musiała robić niczego konkretnego.
Dlatego też, Hela aktualnie mogła w spokoju obserwować poczynania ojca i smoka, a później sam proces leczenia. Bo w to, że Lokiemu uda się wyleczyć „przyjaciela” Sauriana, kobieta już nie wątpiła. I to nawet nie przez coś takiego jak zwykła lub przesadna wiara w jego umiejętności, pycha, zaufanie, czy nawet wnioskując z innych pokazów mocy boga. Och nie. To byłaby dość… naiwna postawa, nawet jeśli nie w tym konkretnym przypadku, to ogólnie w przyszłości. Odpowiedź była prostsza. Gdyby sam Loki na widok chłopaka miał jakieś wątpliwości bądź stwierdził, że może temu nie podołać, raczej by się za to nie zabierał. Bo i po co by miał? A tak, widząc jak podchodzi do na wpół nieprzytomnego chłopaka aby zacząć pracę, bogini mogła wręcz z ciekawością przyglądać się jego działaniom.
To co przyciągnęło jej uwagę, prawdę mówiąc było bardziej związane z samym smokiem niż z procesem leczenia jako takim. A mianowicie… czemu miałby przejmować na samego siebie odczuwanie bólu? Chłopak najwyżej straciłby przez to ponownie przytomność, lub pomęczył się chwilę dłużej. Ale koniec końców by przeżył. A tak, choć być może sam Saurian miał inny prób bólu, tak czy inaczej musiał go odczuwać sam. Dlaczego? Czyżby z troski? Aż tak przywiązał się do… śmiertelnika? Hela wciąż jeszcze nie potrafiła pojąć co było w nich takiego fascynującego. Może i byli ciekawi na swój pokrętny sposób, ale to raczej tyle. Po co przywiązywać się bardziej?
Kobieta przesunęła się nieznacznie tak, by móc obserwować zarówno samego chłopaka, jak i nieco dokładniej poczynania Lokiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Mar 04, 2014 2:19 pm

Dokładnie tak, jak to Loki zapowiedział, proces regeneracji komórek rzeczywiście był długi i żmudny - a wrażenie to tylko wzmagał odczuwany przez uzdrawianego ból oraz, cóż, monotonia samego przebiegu leczenia. Z punktu widzenia patrona kłamstw całość wyglądała z grubsza tak samo, od czasu do czasu zmieniał tylko miejsce ułożenia rąk - i to w zasadzie wszystko, jeżeli chodziło o wprowadzane w trakcie zabiegu modyfikacje. Innymi słowy - zdecydowanie zdarzało mu się praktykować ciekawsze czary. Albo trudniejsze... Czy przynajmniej bardziej wymagające.
No trudno, przecież nie o to chodziło.
-Po zakończeniu tak... Intensywnego uzdrawiania Midgardczyk może być nieco oszołomiony. Jego ciało będzie w końcu jak nowe- poinformował neutralnym tonem, gdy wszelkie znaki na niebie i ziemi, a przede wszystkim w przepływie wydzielanej przez niego magicznej energii, mówiły już, że niedługo nastąpi koniec tej "zabawy". Cóż mógł rzec... Organizmy mieszkańców tej planety w większości nie były przystosowane do operowania tego typu siłami.
Po jego wypowiedzi leczenie nie trwało już dłużej, niż być może minutę - nie żeby liczył, mimo wszystko koncentrował się na czymś zgoła innym, ale tak po prostu obstawiał. Gdy wreszcie uznał, że jego zaklęcie nie będzie w stanie zrobić już nic więcej, trickster zaczął je stopniowo wycofywać, aby ostatecznie nakazać jeszcze materiałowi ubrania śmiertelnika znów spleść się na jego grzbiecie.
No, gotowe.
Loki wykonał krok w tył - i dopiero teraz jego spojrzenie powędrowało ku Heli, która trzymała się na uboczu właściwie od momentu, gdy tylko się tu pojawił. Prawdę mówiąc czyniła rozsądnie; korzyści płynące z uważnej obserwacji wydarzeń bywały nieocenione, a poza tym... Lepsze to, niż gdyby miała przeszkadzać lub rozpraszać, prawda?
-Zostaniesz przy naszym nowym znajomym na wypadek, gdyby potrzebował chwili, aby w pełni dojść do siebie?- zagadnął kobietę. Nie wątpił w to, że smok sam w sobie zapewne nie wymagałby z ich strony takiej asysty, ale jeżeli jednak zdecyduje się zwrócić Midgardczykowi kontrolę nad jego własnym ciałem... Cóż. W jego wypadku pewna opieka może już być konieczna.
Zaraz potem mag zwrócił się do świeżo uleczonego:
-Liczę na to, że nie dopuścisz, aby ludzie znów wyrządzili ci krzywdę. Jeśli tak się stanie...- w tym momencie zawiesił głos i potoczył wzrokiem po pomieszczeniu. Jego uwagę przykuła niewielka kupka gruzu, którego drobny fragment natychmiast przywołał prostym zaklęciem, jeszcze w powietrzu transmutując go w coś bardziej estetycznego - a mianowicie w kamyk przypominający niebieski opal. Zaraz potem nałożył na niego jeszcze jedno zaklęcie, by wreszcie odesłać świecidełko ku swemu rozmówcy.
-Wołaj. Tymczasem... Do następnego spotkania- z tymi słowami kiwnął mu głową, a następnie rzucił jeszcze krótkie spojrzenie Heli... I odteleportował się z tego miejsca. W końcu zrobił już swoje - a nawet więcej. Resztę zostawiał w rękach córki.

[z/t]

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Kwi 14, 2014 6:52 pm

[Supermocami MG zwalniam temat i udostępniam go do ponownego użytku przez graczy!]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Wrz 22, 2014 7:13 am

NPC Storyline - Acroth|Groul

Summer zaczęła odzyskiwać świadomość. Nie znajdowała się już na ulicy, dodatkowo jej ubrania nie były już mokre, lecz całkowicie suche. Kobieta mogła poczuć, że została porządnie poobijana, jakby wpadła w coś... a potem coś spadło na nią. Nie miała jednak żadnych złamań czy pęknięć, po prostu zwykłe otłuczenia które bez problemu znikną w dwa, maksymalnie trzy dni. Do jej oczu dotarło światło, a przez nos wyczuć mogła zapach kurzu i starości. Po chwili wszystko stało się jasne. Elizabeth siedziała oparta o ścianę w jakimś starym, opuszczonym budynku, gdzieś na najwyższym piętrze. Szybkie badanie otoczenia wzrokiem pokazało, że znajdowała się w "opuszczonym" budynku. Mebli nie było, miejscami na ścianach znaleźć się dało pęknięcia, a temu wszystkiemu towarzyszyły masy kurzu... który jednocześnie kobieta miała na sobie. Szybko mogła sobie teraz przypomnieć chwilę wybuchu... i zaraz zauważyć, że nie była tu sama. Smoki z którym miała okazję rozmawiać na ulicy nowego jorku bynajmniej nie były iluzją lub wymysłem jej głowy. Znajdowały się tutaj wraz z nią. Wielki, czarnołuski gad właśnie wszedł do pomieszczenia, kiedy to złotołuski znajdował się jakieś pół metra od niej, kucając na ziemi ze skrzydłami ułożonymi na swym grzbiecie w sposób przypominający naturalny płaszcz. Daleko mu jednak było teraz do typowego złota, gdyż całe jego ciało pokrywał szaro-biały pył, kurz który osiadł na nim po eksplozji. Nie był to jednak koniec. Ludzki wzrok błyskawicznie reagował na nagły ruch, który i tym razem agentka Freeman dostrzegła, gdy kropla jasno-czerwonej krwi spadła z pod nadgarstka prawej dłoni gada prosto na podłogę... a na ziemi zajęła się złocistym płomieniem, który wypalił ślad obecności gada tutaj. Teraz wszystko stało się dokładniejsze. Gad nie zatracił swego koloru ze względu na sam bród który znalazł się na jego ciele ale również ze względu na masę mały, ciętych ran które znajdowały się na jego korpusie, rękach, nogach oraz pysku. Skrzydłom również się oberwało, błona na nich była w wielu miejscach poszarpana, czerwona od pokrywającej je krwi. Nie były to głębokie rany. Cięcia były płytkie, niezbyt niebezpieczne, jednak była ich po prostu dość spora ilość. Lewa ręka gada była uniesiona lekko do góry, tuż nad prawą. Dłoń świeciła się złotym połyskiem, lekko żarząc się ogniem, powodując najprawdziwszy w świecie efekt działania czegoś co można było nazwać magią. Małe rany na prawej dłoni gada zasklepiały się powoli, a spadające z niego krople krwi wypalały się po trafieniu na ziemię - a czasami nawet już w powietrzu. Agentka zapewne odruchowo postanowiła sprawdzić co z telefonem i połączeniem z SHIELD. Nie znajdował się bowiem w jej kieszeni, leżał natomiast przed nią - rozłączony. Samo urządzenie nie było aktywne. bateria leżała na telefonie, a telefon na ziemi.
Gdy złotołusk zorientował się, że kobieta wybudziła się ze "snu", skierował na nią swe spojrzenie, lustrując ją uważnie, a następnie... wyprzedzając jej pytania.
-Obudziłaś się... zanim zadasz te pytania - nie, nikomu nic się nie stało; tak, ulica wybuchła; nie, budynki mieszkalne są nienaruszone, mój kompan o to zadbał. A, no i oczywiście - nie, to nie my go wysadziliśmy w powietrze. Ubrania wysuszyłem ja, trochę mej mocy załatwiło sprawę. Jak się czujesz? Mocno walnęłaś, jednak nie wydajesz się być połamana.
Odezwał się, a w jego głosie wręcz czuć było tą irytację, którą tak próbował zamaskować. Irytację ewentualnym "przesłuchaniem", na temat wszystkiego co się tam przed chwilą wydarzyło. Smok znów skierował swe spojrzenie na własną rękę, skupiając się na zasklepianiu ran... a trochę tego było i nie szło to zbyt szybko. Widać nie był wyspecjalizowany w leczeniu. Odezwał się natomiast jego większy kolega, który stanął za ścianą przy jednym z okien, oparł się o nią i zaczął zerkać ukradkiem na zewnątrz.
-Transport będzie lada moment. Jesteś pewien, że jest na potrzebna?
Skomentował krótko. Widać gadziny miały jakiś środek transportu. Złoty odpowiedział bez podnoszenia wzroku znad swej ręki.
-Agentka rządkowa. Ciężko byłoby nam dogadać się z tą rasą, jeśli zostawilibyśmy ją tam na prawdopodobną śmierć lub pozwolili na uszkodzenie jej zdrowia.
-Ludzkość ma trochę więcej agentów niż tylko ta kobieta...
-Skoro była na miejscu, a na dodatek już o nas wie, po co mamy angażować kogoś jeszcze?
-Ostatecznie to my jesteśmy na lepszej pozycji względem tej rasy. Zobaczymy więc jakie będą efekty.
Wymienili między sobą trochę uwag, spostrzeżeń - jakby jej tu aktualnie nie było. Jedyne drzwi do pomieszczenia były zamknięte, kobieta w dalszym ciągu miała przy sobie - w kaburze - swój pistolet. Widać nie uznali za konieczne rozbrojenia jej. Oba gady wyraźnie na coś oczekiwały i chyba byli skłonni do ewentualnej dalszej rozmowy. Po służbach mundurowych nie było jednak śladu. Za oknami dało się zauważyć jedynie przedmieścia nowego jorku, jakiś pusty plac. Raczej nie miała co liczyć, że agencja przybędzie w tym momencie z odsieczą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Summer

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 11/09/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Wrz 23, 2014 9:24 pm

Obudził ją ból, niezbyt intensywny i z pewnością nie posiadający jednego konkretnego źródła. Elizabeth przypomniała sobie pobudkę w szpitalu po incydencie z Krakenem, wrażenie było bardzo podobne, choć znaczącą różnicę stanowiło to, że gdy spróbowała poruszyć się, nie odkryła kilku o wiele bardziej dokuczliwych złamań. I nie znajdowała się w szpitalu. Chwilę zastanawiała się, czy miała rozmazany widok na pomieszczenie ze względu na  to że dopiero się przebudziła, czy może spowodowane było to unoszącym się w powietrzu kurzem którego ilość przyprawiłaby Perfekcyjną Panią Domu o zawał serca. Gdy zrozumiała, że to z obu powodów uspokoiła się trochę - przynajmniej nie uszkodziła sobie wzroku. Nie znała tego miejsca i nie była w stanie usłyszeć dźwięku syren które po wybuchu powinny się jeszcze wzmóc, znajdowała się więc raczej w jakimś opuszczonym lata temu budynku na obrzeżach Nowego Jorku, albo w kompletnie innym mieście czy też świecie. Miała również jeszcze jedną teorię, ta jednak szybko odeszła w zapomnienie z momentem zauważenia ran na ciele smoka. Pamiętała dobrze wszystko, w czym brała udział, jak na słowa zotołuskiego napinał się każdy mięsień ciała ze strachu o to co może zrobić, podczas gdy sama zielonooka starała się wyglądać jakby jej to kompletnie nie ruszyło i wpatrywała się w jego ślepia. Gdy jej chytry plan został zdemaskowany, nim zdążyła zareagować jakkolwiek rozpętało się piekło. Przyglądając się ranom - gad chyba się leczył - miała pewność, że nie wydarzyło się to dawniej niż kilkanaście minut temu. Płomień którym się posługiwał był piękny, przykuwał wzrok i na pewno nie był zwyczajny. Mogłaby bez końca patrzeć na tańczące, złote języki i samospalające się szkarłatne krople krwi, nie chciała jednak dać po sobie poznać za jak fascynujący uważała ten widok.

Zerknęła w kierunku podłogi, gdzie zastała wyłączony i rozłożony telefon. Nie mogła powiedzieć że nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, chwyciła więc go i schowała do kieszeni spodni, nie zadając sobie trudu by złożyć go z powrotem. Zauważyła wówczas, że całe jej ubranie było suche i to już zdziwiło Summer, przynajmniej odrobinkę. Ciężko było zebrać się w sobie, przemóc ból i bez uprzedniego 'rozbujania się' stanąć na nogi zachowując odrobinę godności, ale udało się. Właśnie wtedy została zauważona i nim zdążyła spytać o cokolwiek, otrzymała wszystkie odpowiedzi. Ton głosu złotołuskiego był jednoznaczny z wywarciem fatalnego pierwszego wrażenia i nie można się było mu dziwić. Nie mógł wiedzieć jak bardzo chciała 'odpokutować' prawie roczną nieobecność w szeregach S.H.I.E.L.D. i że wszystko co mówiła przy kraterze miało skłonić ich do zaprzeczenia i wyjaśnienia sytuacji taką, jaka była. W kilku słowach chciała dobrze, a wyszło jak zwykle. Postanowiła więc nie odzywać się, tak dla odmiany, przynajmniej przez moment i na kilka tematów.

Stała sobie pod ścianą rozglądając się dookoła i zastanawiała się, czy może nie powinna wyjść, zadzwonić do agencji albo zrobić czegokolwiek użytecznego. Zwłaszcza, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że gady rzeczywiście uratowały ją i połowę miasta przed potężnym wybuchem. Przypięta do paska, obok kabury beretty, mała apteczka zawierająca bandaże i odczynniki własnego pomysłu Elizabeth zdawała się być nienaruszona, nie miała jednak pojęcia jaki wpływ mogą mieć substancje na ciało istoty mitycznej. U ludzi ich działanie potwierdziło się niejednokrotnie, również na niej, tu jednak ostatnim czego by sobie życzyła to wylanie w dobrej wierze leczącego roztworu na rany smoka i wypalenie mu dziury w łuskach. Już dość namieszała. Chociaż brązowowłosa agentka  nie miała pojęcia co ze sobą począć, wydawało się że wszystko zostało już ustalone. Rozumiała tyle, że była 'potrzebna', coś zaraz zabierze stąd czarnołuskiego i jego szefa, a ona najwyraźniej miała wyruszyć w tę podróż razem z nimi. Zmarszczyła brwi, przerzucając wzrok z jednego smoka na drugiego jakby obserwowała mecz tenisa. Po byłym mężu została jej obrączka na dnie szafy, zniszczona kariera medyczna i sceptycyzm wobec istot żywych, przez myśl przemknęło więc kobiecie czy będzie to raczej wycieczka krajoznawcza czy porwanie. Wiedziała jednak że takie myślenie po tym jak uratowali jej życie było co najmniej niewdzięczne.

- Nie mam nic do powiedzenia w tym temacie? - mruknęła więc pod nosem, chociaż znała odpowiedź na to pytanie nim jeszcze je zadała. Rzeczywiście, póki co nie dali jej powodu do kwestionowania ich dobrych intencji, wymusiła na sobie mimo wciąż obecnego lekkiego skołowania najnowszymi wydarzeniami pełną mobilizację i czujność. Ta dwójka mogła być potencjalnymi przyjaciółmi rasy ludzkiej, ale nie wiadomo kto odpowie na ich wezwanie. W razie sytuacji zagrożenia chciała być jednak bliżej smoków, podeszła więc o kilka kroków i dodała już łagodniejszym tonem, odwracając wzrok by przez wybite okna podziwiać spokojną panoramę przedmieść. - Chyba należą się wam przeprosiny i moje podziękowania także.... no. - Nie umiała dobierać słów gdy chodziło przyznawanie się do błędu, miała jednak to na myśli i bardzo by chciała powiedzieć coś więcej, ale nie wiedziała co konkretnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Wrz 24, 2014 11:03 am

NPC Storyline - Acroth|Groul

Kobieta zbierała się z ziemi, a smoki w tym czasie zajmowały się sobą. Przynajmniej tak można było powiedzieć o złotołuskim. Czarny gad stał dalej przy jednym z okien, opierając się o ścianę i zerkając przez nie. Złocisty ogień osaczył swymi jęzorami przedramię leczącego się gada, przyśpieszając proces i wymagającym przy tym większych nakładów energii. Sam gad nie wyglądał jednak tak, jakby go to bardzo męczyło. Nie zmieniało to jednak faktu, że proces prezentował się dość efektywnie. Tak oto nie sama dłoń której używał, lecz całe ranne przedramię stanęło w czymś co wyglądało na ogniste, wijąc się węże, które skutecznie pozbywały się ran z ciała samca.
Złotołuski zadarł łeb do góry, gdy kobieta się do niego zbliżyła i zadała pytanie, a pro po ich podejścia do jej zdania. Czarny gad zerknął jedynie na nią, by zaraz powrócić do obserwacji otoczenia na zewnątrz, a jego mniejszy kompan podniósł się do góry, prostując się i zamykając na chwilę swe ślepia. Następnie, złoty smok wziął głębszy oddech, co dostrzec można było po uniesieniu się klatki piersiowej. Gad wypuścił z siebie powietrze, rozluźnił swe mięśnie, by zaraz zaprezentować coś więcej ze swych umiejętności. Jego ciało powoli zaczęła otaczać złocista aura, nie zwykła - lecz ognista. Niewielkie, złote płomyki ze wszystkich stron poczęły opatulać ciało gada, pozbywając się przy tym każdej rany która znajdowała się na jego ciele. Smok stał tak przy około pół minuty, pozwalając by ogniste fale przesuwały się po nim, nie naruszając ani jego - ani jego odzienia - i lecząc go z ran które się na nim znajdowały. Proces zakończył się równie szybko, jak się zaczął - a gad otworzył swe ślepia, ukrył ponownie swą energię i spojrzał na przedstawicielkę rasy ludzkiej, która przed nim stała. Jego wzrok był łagodny, wręcz... opiekuńczy?
-Liczymy się z twoim zdaniem. Jeśli nie chcesz, możesz odejść.
Skomentował krótko, odpowiadając jej zapewne dość niespodziewanie na jej pytanie. Jednak nie zamierzał jej okłamywać ani tym bardziej nią manipulować. Jeśli nie chciała - mogła odejść. Oczywiście zaprzepaści wtedy szansę na kontakt z obcą cywilizacją, rasą lub rasami które najwyraźniej były do ludzkości dobrze nastawione, niemniej jednak byłaby to tylko i wyłącznie jej sprawa, że zaprzepaściła przełomową szansę. Natomiast jej... przeprosiny smok odebrał chyba dość zabawnie. Na jego pysku zagościł delikatny uśmiech - dokładnie tak, gad ukazał nieco emocji ze swojej strony, by zaraz odezwać się do niej ponownie, w równie miły sposób co wcześniej.
-Robimy co należy.
Odparł. Warto było zwrócić uwagę na jego słowa. Nie powiedział bowiem, że robią to co muszą, lecz to co należy robić. Dla tej dwójki była to znacząca różnica, choć agentka nie musiała jeszcze o tym wiedzieć. W międzyczasie jednak...
-Kruziikrel...
Rzucił nagle czarnołuski, prostując się i stając przed oknem. Złotołuski odwrócił się i natychmiast ruszył w jego kierunku...
-Dotarł nasz transport.
Dodał od siebie, by stanąć zaraz przy czarnym smoku. Gdy jednak kobieta podeszła do okna za smokami, za oknem... nie było nic. Przez chwilę. Później, pewna część statku stała się dla nich widoczna. Rozmycie światła za pomocą nowoczesnej technologii kamuflażu, pozwolił latającej jednostce ujawnić tej trójce swoje położenie, jednocześnie nie ujawniając się całej okolicy, a jedynie tym którzy mieli go zauważyć. Za oknem, dosłownie metr od budynku, znajdował się statek obcej cywilizacji. Latająca jednostka, która nie wydawała żadnego dźwięku, ani tym bardziej nie zaburzała przepływu wiatru, nie tworząc samemu dodatkowych efektów. Summer dostrzec mogła z przodu - jak maszyna wyglądała. Był to dość duży statek, mający spokojnie ponad pięćdziesiąt metrów długości - dostosowany rozmiarami do istot pokroju czarnołuskiego, a nie ludzi. Maszyna wpatrzona była w nich, jak oni w nią. "Szyba" kokpitu była zakryta od strony zewnętrznej, nie dało się dostrzec kto mógł znajdować się w środku. Odezwał się jednak złotołuski, kierując jednocześnie wzrok na kobietę.
-Więc... twoja decyzja, agentko S.H.I.E.L.D. Lecisz z nami czy zostajesz? Mogę zapewnić, że będziesz bezpieczna.
Wyjaśnił spokojnie, nie odwracając wzroku od swej rozmówczyni, a teraz już tylko oczekując jej odpowiedzi. Czarnołuski wpatrzony był w maszynę, tak jak maszyna w nich - najwyraźniej cała trójka czekała na jej odpowiedź. Statek nie ustawił się jednak w żaden sposób pozwalający na wejście na pokład - ani tym bardziej nie otworzył żadnych drzwi, grozi czy podwozia. Być może mieli jakieś inne sposoby pozwalające na wejście na pokład.


Kruziikrel
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Summer

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 11/09/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pią Wrz 26, 2014 6:54 pm

Summer skorzystała z okazji i przyjrzała się dokładniej działaniu mocy smoka. Czarnołuski stał odwrócony do niej plecami, zaś złoty zamknął oczy, nie istniała więc chyba możliwość, by ujrzeli błysk fascynacji w zielonych oczach agentki. Powstrzymywała się od wyciągnięcia dłoni w kierunku tańczących płomieni, co wymagało skupienia niezwykłych pokładów silnej woli ale udało się. Gadom udało się również zaskoczyć ją, zmieniając usposobienie do niej jak i pozostawiając jej wybór. Cieszyła się, że tym razem została zrozumiana i nie musiała ubierać przeprosin na siłę w jakieś wielkie, ale puste słowa. Elizabeth w tej kwestii była dość prostą osobą. Uśmiechnęła się lekko, dobrze wiedziała bowiem że ów 'wybór' był jedynie pozorny. Wydawali się pokojowo nastawieni, do tego poszukiwali formy kontaktu z instytucjami na Ziemi. Nie mogła ot tak, samolubnie zmarnować szansy nawiązania sojuszu z obcą cywilizacją gdyby pokierowała się emocjami i typowo ludzkim instynktem wołającym o stabilne, spokojne życie. Walczyła z nim od dawna, poświęcając wolny czas jeździe na motocyklu, trenowaniu sztuk walki i w końcu - poprzez przyjęcie posady w S.H.I.E.L.D. Zresztą, nawet gdyby okazało się, że mimo dobrego pierwszego wrażenia jakie wywarli stanowią niebezpieczeństwo, kto mógłby przekazać o tym informację zanim byłoby zbyt późno? Musiała iść z nimi.

Czarnołuski oznajmił przybycie czegoś, czego nazwę próbowała powtórzyć bezgłośnie ale z marnym skutkiem. Podchodząc ostrożnie do okna, nie dostrzegła na początku żadnej zmiany w otoczeniu, do uszu panny Freeman nie doszedł również żaden dźwięk silników. Gdy kamuflaż załamał się odrobinę, zamrugała zdziwiona dostrzegając zarys pojazdu. Nawet agencja nie posiadała tak doskonałej technologii! Gdyby doszło do współpracy naukowej.... Summer wzięła kilka głębokich oddechów by uspokoić się i skinęła głową złotemu smokowi w odpowiedzi. Decyzja zapadła, pozostawała jednak jeszcze jedna kwestia.

- Macie w ogóle jakieś imiona?

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ga-Eul

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Maj 03, 2015 11:10 am

Trudno jej samej było określić właściwie co tu robi, ale wiedziała, że siedzenie samej w domu nie wiele różniło się od aktywności, którą miała tu prowadzić. Już dawno jej opiekun nie wracał do domu, zawsze jakieś sprawy interesy, a Ga-Eul się po prostu nudziła. Nikt nie dotrzymywał jej towarzystwa, gdyż większość jej znajomych po szkole szybko zmywała się do domu, czasami nawet nie uczęszczali do zajęcia dodatkowe, tylko szybciutko wracali do rodziców. Banda maminsynków, pomyślała wspinając się powoli na wyższe piętra gdzie nikt nie powinien jej przeszkadzać.
Żeby się dzisiaj za bardzo nie wyróżniać w miejscu, gdzie nikt nie chce być rozpoznany, ubrała jak zawsze i niezmiennie krótkie jeansowe spodenki, czarne średniej grubości rajstopy trochę podarte na bokach, oliwkową bluzeczkę z napisem „Go to Hell”, a na to ciemnobrązową dłuższą bluzę na zamek z szerokim kapturem, w którym właśnie chowała prawie całą swoją twarz. Praktycznie nie patrzyła przed siebie tylko na swoje czarne trampki o szarych od brudu podeszwach, a dłonie chowała w kieszeniach bluzy. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać, lecz pod pod kapturem kryły się słuchawki, z których do uszu Koreanki docierała piosenka jej ulubionego zespołu, pochodzącego z tego samego kraju co ona sama, więc jest możliwość, że nie usłyszałaby gdyby ktoś do niej cicho coś powiedział lub przeszedł obok.
Wspięła się prawie na najwyższe piętro bloku, gdzie już nikogo kompletnie nie było, gdyż ludzie bali się, że budynek zacznie się walić i nie zdążą stamtąd uciec, przy czym dziewczyna nie czuła żadnego przerażenia. Weszła do jednego z pomieszczeń i zamknęła za sobą drzwi, aby słyszeć jakby ktoś za nią wszedł. Zbliżyła się do okna i je otworzyła, od razu poczuła powiem chłodnego wiatru, więc zapięła się pod samą szyję. Złapała się parapetu i usiadła na nim tak, że nogi zwisały jej w dół po drugiej stronie, nic jej nie trzymało, czasami spoglądała sobie w dół, nie martwiąc się o nic. Wyciągnęła z kieszeni smartphone i zrobiła kilka zdjęć widokowi, który rozpościerał się z okna na prawie całe miasto Nowy Jork. Kalia bardzo lubiła tu przebywać, kiedy była już całkiem sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 253
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Maj 03, 2015 12:08 pm

Praktycznie w tym samym czasie kiedy Ga- Eul podjęła decyzję o zaczerpnięcia prawie świeżego powietrza w starym, opuszczonym budynku, Laura z podobnym zamiarem zajechała motorem pod samo wyjście ewakuacyjne znajdujące się z boku gmaszyska, zaraz obok kolejnego, równie będącego w kiepskim stanie. Powodem podróży była chęć odsapnięcia od klimatów szkoły, a przede wszystkim poszukanie czegoś co utwierdziło by ją w przekonaniu, że członkostwo w grupie X-men to jest to czego naprawdę chce. Może czas odejść i udać się na wędrówkę w poszukiwaniu członków Facility, czyli tych, którzy zgotowali jej ten los? A może lepiej porzucić chęć zemsty i skupić się na pomocy innym? Sama nie wiedziała która wersja wydarzeń sprawi, że w końcu poczuje ten upragniony spokój.
Ubiór Laury nie odbiegał od tego co dziennego. Jak zwykle na górę założyła czarny top oraz skórzaną, motorową kurtkę, a blade nogi skrywały czarne jeansowe spodnie, popękane na kolanach. Buty natomiast należały do tych ciężkich wojskowych.
Ściągnęła kask i zadarła głowę by spojrzeć na szczyt budynku. Nie wzdrygnęła się na jego widok, choć właśnie w tym miejscu przeżyła bardzo złe chwilę. Jedynym uczuciem, które pałętało się w tej zwykle pochmurnej główce to wstyd.
Mutantka zeszła z motoru i odwiesiła kask na kierownice. Każdy z jej bliskich wiedział, że wcale go nie potrzebowała, ale co się nie robi dla świętego spokoju? A nuż zatrzymałby ją patrol policji i jak tu wytłumaczyć władzy, że w jej przypadku kask jest zbędny?
Wdrapała się po schodach pożarowych praktycznie samą górę budynku. Do środka natomiast wpakowała się przez wybite okno. Rozejrzała się po zatęchłym pokoju i ruszyła w kierunku klatki schodowej. Chciała odnaleźć to samo pomieszczenie, w którym była zmuszana do wstydliwych czynów. Chciała poczuć czy na sam widok pokoju targa nią ta sama złość. A może... może już zelżała?
Wyprostowała się nagle i zaciągnęła dwa razy mocniej powietrzem. Pomyliła się. Budynek jednak nie był opuszczony. Laura wyczuła zapach drugiej osoby, która nie wiedzieć czemu również odwiedziła to mało przyjemne miejsce. Po charakterystyce zapachu wywnioskowała, że jest nią młoda dziewczyna, dlatego też udała się za wonią.
Oczywiście nie pobiegła bezmyślnie w stronę miejsca gdzie znajdowała się Ga-Eul. Każdy krok był wymierzony i ostrożny. Ba! W akompaniamencie charakterystycznego 'snikt' wyciągnęła pazury bardzo nieufnie podchodząc do całej tej sytuacji. Jakie było jej zdziwienie gdy jej oczom ujawniły się plecy Kali beztrosko siedzącej na parapecie. Czyżby chciała skoczyć? Tak to raczej wyglądało, dlatego nie zastanawiając się zbyt długo, chowając wcześniej pazury, podeszła bliżej. Oczywiście mogła coś powiedzieć, ale przytłumiony odgłos muzyki ewidentnie wskazywał na to, iż nieznajoma słuchała muzyki. Po drugie, każdy odgłos mógł ją przestraszyć i doprowadzić do niechybnego wypadku, dlatego chcąc nie chcąc, westchnąwszy sobie ciężko pod nosem, złapała dziewczynę jedną ręką za brzuch, a drugą układając na jej ustach, co by się nie wydarła przestraszona, wciągnęła ją do środka. Zaraz zabrała obie ręce z beznamiętną acz pytającą miną odsunęła się na dość bezpieczną odległość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ga-Eul

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Maj 03, 2015 1:42 pm

Nie usłyszała jak ktoś wchodzi do pomieszczenia, ani zbliża do niej samej, więc cały czas spoglądała przed siebie wsłuchując się w dźwięki dochodzące z jej słuchawek. Właśnie w tym momencie zaczął się najgłośniejszy refren piosenki, a ktoś złapał dziewczynę za brzuch i zasłonił jej usta dłonią. Koreanka pierwszy raz spanikowała i wypuściła z ręki swój telefon, ale na szczęście był doczepiony do słuchawek, które go utrzymały i został wciągnięty do środka razem z właścicielką. Uczennica przez moment nie wiedziała co się stało, więc tylko usiadła w osłupieniu spoglądając przez moment na nieznajomą, ale już po chwili doszła do zmysłów i pierwszym czym się przejęła był jej... telefon! Szybko wyciągnęła po niego rękę i obejrzała dookoła.
-Oh! Już myślałam, że się zarysuje!- Oświadczyła włączając swój smartphone, aby sprawdzić czy nie uszkodziła się jego zawartość. Po chwili uniosła twarz znad ekranu i przyjrzała się dziewczynie. Nie znała jej, była tego pewna, raczej też nie widziała, chyba, że po prostu nigdzie jej nie zauważyła, w tak zwyczajnym ubraniu jak miała teraz na sobie nie mogła wyróżniać się na ulicach Nowego Jorku.
-O co chodzi?- Spytała zsuwając słuchawki na kark, a telefon chowając w kieszeni bluzy.
-Budynek idzie już do rozbiórki i nikogo tu nie powinno być?- Powiedziała to w sposób trudny do określenia, czy to było pytanie czy może lekka drwina. Jej dosyć bezbarwna tonacja głosu, utrudniała rozszyfrowanie jej zamiarów. Czekając na odpowiedź, powoli uniosła się z podłogi i zaczęła otrzepywać ubranie, które zakurzyło się od brudu na bardzo dawno nie sprzątanej posadzce.
A może nieznajoma uciekła z domu i nie ma się gdzie podziać, a tutaj ostatnio nocowała? Prawdopodobnie ta myśl nigdy by nie przyszła jego jedna z pierwszych w takim momencie, ale Kalia wręcz nie mogła wpaść na to, że ktoś uważałby ją za samobójczynie i jeszcze skaczącą z okna. Więc odrzuciwszy ten pomysł w pierwszej sekundzie, czekała na jakieś bardziej intrygujące wyjaśnienie przerwania jej chwili odpoczynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony blok
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami
» 6.12.2014/więzienie stanowe - blok D/spacerniak

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: