Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczony blok

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Opuszczony blok   Nie Cze 09, 2013 7:39 pm

First topic message reminder :


Blok który stoi sam sobie na obrzeżach miasta, nikt nie chce go ruszyć gdyż to głównie siedlisko bezdomnych i brudu oraz z sentymentu.
Nikt tutaj nie zadaje pytań ani nie podgląda jak coś robisz więc to idealne miejsce na ukrycie się przed czymkolwiek.
Wyższe piętra nie są odwiedzane przez bezdomnych w obawie o zawalenie budynku choć on sam jest w dobrym stanie i nic takiego nie powinno się stać.

***

WA poszukiwał właśnie takiego miejsca, nikt groźny tu nie zagląda i można w spokoju robić swoje.
Na swoją kryjówkę objął piąte piętro budynku a w nim jedno z mieszkań gdzie na drzwiach namalował żółtą uśmiechniętą i postrzeloną buzie.
Wnętrze mieszkania wysprzątał i ponaprawiał meble które były uszkodzone. Lata spędzone w wojsku się przydały.
Kiedy skończył robotę usiadł na krześle, włączył krótkofalówkę którą ukradł policjantowi i zaczął naprawiać swój karabin.
Jak przewidywał szkody nie były wielkie a naprawa przy jego umiejętnościach to była pestka.


Ostatnio zmieniony przez Walking Armory dnia Wto Cze 11, 2013 5:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mikael

avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 12/03/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Lis 24, 2015 3:57 pm

Mikael wydawał się w ogóle nie reagować na słowa łowcy, po prostu z tym samym wyrazem twarzy przyjmował to, co przekazał mu Blade. Nie miał zamiaru go atakować, nie mówiąc już o zabijaniu. Był zbyt cennym nabytkiem w tropieniu Draculi, dlatego postanowił dać mu swoje słowo i zapewnić o tym, że dopóki łączy ich wspólny cel, to nie musi widzieć w Szwedzie przeciwnika. Rzadko co prawda dawał taką gwarancję komukolwiek, ale tym razem postanowił zrobić wyjątek:
- Skoro jesteś gotów pomóc, to dam Ci moje słowo, że dopóki łączy nas wspólny cel, nie musisz widzieć we mnie przeciwnika. Powiedzmy, że na ten czas możemy być sojusznikami, nie druhami czy towarzyszami, ale skoro łączy nas wspólny cel, to słowo "sojusznik" będzie odpowiednie. Tymczasem pozwól, że skończę posiłek, zanim się zbudzi. Zakończył z uśmiechem Mikael, ale nie dane mu było zrobić tego, co chciał, gdyż kobieta obudziła się niemal jednocześnie z jego słowami i widząc Szweda oraz Blade'a w jednym miejscu, rzuciła się ku ucieczce najbliższym wyjściem. Wampir tylko zaśmiał się lekko i rzucając iluzję na dziewczynę, pokazał samego siebie w wilkołaczej formie, co sparaliżowało ją do tego stopnia, że Mikael zdążył jeszcze przeprosić czarnoskórego łowcę, skinieniem głowy i spokojnym krokiem udać się w stronę kobiety. Ta nie mogąc się ruszyć, ani wykrztusić z siebie słowa, była pod całkowitą kontrolą przeciwnika, który po chwili usunął iluzję i natychmiast wbił swoje kły w jej szyję. Wyssał ją co do kropelki, a wysuszone ciała zostawił na miejscu. Dopiero po chwili wrócił jeszcze do chłopaka i powiedział kilka słów na do widzenia:
- Przygotuj się do walki, chłopcze i za trzy dni spotkajmy się tutaj, o tej samej godzinie. Do zobaczenia. Zakończył Mikael, po czym na pełnej szybkości zniknął z budynku i poleciał w stronę swojego domu...

z/t
------------------------------------------------
Myślę, że tutaj możemy na razie skończyć i poszukać jakiegoś MG, do ewentualnej sesji z poszukiwaniem Draculi, albo chociaż jakiś jego ostatnich śladów. Coś się wymyśli. :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blade

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 11/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Lis 25, 2015 11:22 am

Blade stał w tym samym miejscu przez całą rozmowę. Jego chłodna aparycja nie wyrażała jakichkolwiek emocji, bowiem ten nie odczuwał żadnej satysfakcji. Złapanie i pokonanie Draculi było jego życiową powinnością. na domiar złego nie mógł zaatakować Mikaela, bowiem ten mógł mu pomóc w realizacji tegoż zlecenia. Musiał stłamsić chęć rozwalenia go, gdy ten ponownie wbił swe kły w swoją ofiarę. Łowca postanowił czym prędzej udać się do jednej ze swych kryjówek, gdzie mógłby odpowiednio przygotować się do ewentualnych potyczek. W końcu wiele dizajnerskich broni czekało na bojowy debiut. Kiedy jego rozmówca zakończył posiłek i ponownie zabrał głos, nas bohater poprawił swe przeciwsłoneczne okulary, po czym sam oznajmił.
- Zawsze jestem przygotowany do walki. Gdybym nie był, to nie mógłbym nosić przydomku łowcy wampirów. Odnosnie naszego sojuszu to zgadzam się. Tak jak w twoim przypadku nie patrzę na ciebie jako przyjaciela, czy sojusznika. Jesteśmy tylko i wyłącznie gośćmi, których połączył wspólny cel. Mam nadzieję, że nie wystawisz mnie, bowiem wtedy natychmiastowo pakt zostanie zerwany i nie wiadomo do czego dojdzie. Zatem do zobaczenia. Przygotuj się na walkę życia. - powiedział w typowy dla siebie spokojny sposób. Zaraz po wypowiedzeniu tych kilku zdań obrócił się na pięcie i wyszedł przez zgrzypiące drzwi. Nastepnie czym prędzej ulotnił się z opuszczonego bloku.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Lut 24, 2016 9:46 pm

Jej relacje z siostrą ostatnimi czasy nie należały do najlepszych. Ciągłe kłótnie i sprzeczki powoli odbijały się na samopoczuciu mutantki. Ta ostatnia była z nich jednak najgorsza. Głos sumienia towarzyszył dziewczynie przez całą drogę w to odludne miejsce, w które zapuściła się przypadkowo. Gdyby nie dręczące ją myśli, nastolatka nigdy nie postawiłaby nogi w okolicach tego zapomnianego budynku. Po jej plecach przebiegł lodowaty dreszcz na sam widok tak potężnej budowli, która zdawała się być bliska zawalenia. Pomimo niepewności wzbudzanej przez wciąż stojący blok, siedemnastolatka postanowiła pokręcić się po okolicy. I tak nie miała nic ciekawszego do roboty. Nawet bezmyślne błądzenie po parku wydawało jej się gorszym pomysłem niż spędzenie kilku chwil w tak odludnym miejscu jak to. Tutaj w końcu mogła poczuć co znaczy samotność, znajdowała się daleko od załamanej siostry. Nie przypominała sobie momentu, w którym Madeline wyglądałaby tak jak dzisiaj. Słowa wypowiedziane przez młodą mutantkę zraniły obie siostry, a pozostający w pamięci nastolatki obraz Mad nie dawał młódce ni chwili spokoju. Z nadmiaru tych negatywnych emocji postanowiła zapalić. Chciała pozbyć się gniewu i uciszyć sumienie.
Czerwony ogień zapalniczki nadtrawił już bibułę i wraz z pierwszym wdechem, zajął się tytoniem. Przyjemny posmak nikotyny odprężył nieco skołatane nerwy mutantki, która skierowała swe kroki w stronę zrujnowanej budowli. Szła niezwykle pewnie, jak gdyby cały jej lęk nagle przestał istnieć. W rzeczywistości nadal odczuwała pewne obawy związane z tym miejscem. Nic z resztą dziwnego, w końcu jej matka zginęła pod gruzami potężnego budynku, a Sharon nie zamierzała podzielać losu zmarłej kobiety. Pomimo sporych przeciwności losu i braku sensu istnienia, pragnęła trwać dalej w tej niezrozumiałej przez nią plątaninie różnorakich doświadczeń i odczuć nazywanej życiem. Wiedziała, że na świecie jest ktoś, dla którego jej istnienie jest niezwykle ważne, choć nie często to ukazywała. Pomimo ciągłych kłótni Mad była dla niej najcenniejszą osobą. Po śmierci matki miała już tylko ją, nikogo więcej. Sama odseparowała się od społeczeństwa, unikając kontaktu z rówieśnikami. Czuła się niepewnie w ich towarzystwie, prawie tak samo jak w pobliżu tego porzuconego bloku. Moc, którą powinna traktować jako cenny dar, w rzeczywistości była przekleństwem nastolatki. Strach przed tym, że któregoś dnia niechcący podpali klasę, zdradzając przy tym swój sekret, towarzyszył jej za każdym razem, gdy musiała udać się do szkoły. Najbardziej jednak obawiała się reakcji środowiska na jej "inność". Wiedziała jacy potrafią być ludzie w stosunku do wyróżniających się z tłumu osób, duża ich część nie posiadała w sobie ni cienia litości. Sharon nie była taka jak jej ojciec, nie potrafiła od tak krzywdzić innych ludzi. Wciąż posiadała w sobie tą blokadę, której nie zdołała jeszcze przełamać, choć z każdym zadanym przez społeczeństwo ciosem, zbliżała się do tej granicy.
Delikatnie przejechała palcami po chropowatej ścianie bloku, wypuszczając z ust szary obłok dymu. Westchnęła głęboko, zastanawiając się nad swoim dalszym życiem. Ciągłe ucieczki mogły jedynie doprowadzić ją do upadku. Nie ukończywszy porządnej szkoły, nie miała najmniejszych szans na znalezienie dobrze płatnej pracy. W chwili obecnej była skazana na porażkę. Musiała wziąć się w garść dla dobra siebie i starszej siostry. Z dość posępną miną usiadła na chłodnej ziemi, opierając się o niebezpiecznie wyglądający budynek. Jedyne czego w tej chwili pragnęła to spalić w spokoju papierosa.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pią Lut 26, 2016 6:51 pm

NPC Storyline - Khardesh


Siedemnastolatka była tutaj sama, przynajmniej tak się jej mogło wydawać. Wszystko mogło być w porządku, gdyby nie nagły atak migreny. Nie była to zwykła migrena. Dziewczyna mogła poczuć się tak, jak by jej głowa miała zaraz eksplodować, rozlecieć się po całym pomieszczeniu. Ból od samego początku był niemalże nie do wytrzymania, do tego coś uniemożliwiło jej ewentualnie sięgnięcie po którąkolwiek z jej mocy - zupełnie jak by ich nie miała. Ból nasilał się coraz bardziej, do momentu aż dziewczyna zaczęła tracić przytomność. Świat przed oczami zaczął tracić ostrość, coraz bardziej się rozmazując. W pewnym momencie mięśnie zaczęły odmawiać posłuszeństwa, organizm zaczął słabnąć, a całe jej ciało przeszył dreszcz. Wtedy też cały świat zawirował Sharon przed oczami, a jej ciało mimowolnie osunęło się na ziemię.
Poczucie czasu zaczęło zanikać. Nie mogła już ustalić, czy mijają minuty, sekundy czy godziny. Doświadczyła natomiast "blackout", tracąc na chwilę przytomność, jakiś czas później odzyskując świadomość. Świat nadal był jednak niewyraźny, ciało wydawało się więzieniem, a przed sobą mogła zobaczyć jakieś niewyraźne, czarne postaci. Kimkolwiek byli, mówili coś do siebie. Nie było to dla niej zrozumiałe, jak by słuch w tym momencie odmawiał posłuszeństwa. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie.
Była ich trójka, jeden z nią pochylił się nad nią. Jego rysy nadal były niewyraźne, nie mogła rozpoznać kim był ten człowiek - może po za faktem, że był to mężczyzna. Ból głowy, przytłumienie, rozmazany obraz oraz chwilowa głuchota tym bardziej nie pomagały. Do tego ciało odmawiające posłuszeństwa. Nieznajomy osobnik wyciągnął dłoń w kierunku twarzy dziewczyny, chciał jej dotknąć. Zanim to jednak zrobił, cała trójka wzdrygnęła się i rozejrzała. Zupełnie jak by coś usłyszeli.
Nikt zapewne nie spodziewał się tego, co po chwili miało miejsce. Pojawiła się kolejna postać. Niczym z mgły, zmaterializował się... no właśnie, kto? Kolejny mutant? Pomimo problemów z widocznością, dało się dostrzec pewne szczegóły. Pojawił się ktoś kto był... olbrzymi. Miał prawie dwa i pół metra wzrostu. Pierwszego z nieznajomych złapał od tyłu, łapiąc go za głowę i najzwyczajniej w świecie - techniką komandosów - łamiąc mu kark. Zanim dwaj następni zdążyli zareagować, wielki osobnik był już przy drugim nieznajomym, łapiąc go za rękę... która chwilę później nienaturalnie się wykręciła. Zupełnie jak by mu ją przestawił w drugą stronę, wyłamując łokieć. Trzeci sięgnął po broń, dało się usłyszeć przytłumiony huk oraz błysk wystrzału... a później dziewczyna ponownie straciła przytomność.
Sharon zaczęła odzyskiwać przytomność. Ból głowy ustał, wszystkie zmysły działały po staremu, jej własne ciało również reagowało na jej polecenia. Leżała na ziemi, dokładniej na jakimś kocu. Miała na sobie swoje ubrania, jednak dodatkowo była czymś okryta... jakimś płaszczem? Początkowo mogło to tak wyglądać, jednak szybko okazało się, że była to jakaś bluza lub kurtka od... bardzo, bardzo dużego munduru OBRAZEK z rozpiętymi rękawami. Dziewczyna była nią nieźle zakryta, a i samo ubranie dobrze trzymało temperaturę.
Po szybkim rozpoznaniu, dalej znajdowała się w tym samym budynku. Była noc, a ona... po prostu była na wyższym piętrze. Możliwe, że na najwyższym piętrze. Kątem oka, z lewej strony, dało się dostrzec postać. Czyjąś wielką sylwetkę. Po obróceniu głowy w stronę owego kogoś, Sharon ukazała się istota... nie pochodząca z ziemi lub będąca mutantem. Bo to samiec, osobnik wyglądający na zwierzę, tylko poruszające się dwóch łapach, zamiast czterech. Był masywny, dobrze zbudowany oraz umięśniony, a przede wszystkim wielki. Mierzył prawie dwa i pół metra wzrostu, dokładniej dwieście czterdzieści centymetrów. Wyglądał jak tygrys, dosłownie. Pysk, łapy, jedynie dłonie bardziej "ludzkie". Całe ciało pokryte pomareńczowoczerwonym futrem na grzbiecie, łapach, rękach oraz w części ogona - oraz białym futrem ciągnącym się od połowy pyska (mniej więcej od nosa) w dół, przez tors, brzuch, wewnętrzne strony rąk i nóg, dłoni jak również końcówkę ogona. Dłonie i łapy zakończone były ostrymi, pokaźnymi pazurami - okryte jedynie jego futrem. Ślepia samca miał złocisty odcień. Od razu wyjaśniło się do kogo należała owa kurtka, którą dziewczyna była okryta. Samiec miał na sobie spodnie od munduru bojowego (obrazek wyżej) z pasem do którego przypięta była kabura z dziwnym, futurystycznym pistoletem w środku, kilka zasobników, jakiś dziwny komunikator rodem z sci-fi oraz kieszenie wypchane jakimiś ustrojstwami. Spodnie i kurtka miały czarno-szaro-srebrne ubarwienie maskujące. Należało również dodać, że strój był idealnie dopasowany do jego wyglądu, wyraźnie zrobiony dla niego i z myślą o takiej istocie jak on - nie na ziemi. Było nawet wyjście na ogon, z tyłu pod pasem. Tak na prawdę spodnie były na ten moment jego jedynym elementem ubioru. Sam w sobie ubiór nie był mu potrzebny, gdyż futro zapewniało mu zarówno okrycie, jak i komfort termiczny - ale o tym zapewne się dowie. Na łapach nie było żadnych butów, miały one budowę typowo zwierzęcą. Masywne i silne, wyraźnie nie straszne im były kamienie czy wszelakie przedmioty, jakie ludzie lubili rzucić na ziemię.
Tygrys siedział na kolanach, wpatrzony w miskę z wodą w kolorze czerwonym. Jego ręce były mokre do przedramion, a futro miało lekki, krwistoczerwony odcień. Wyraźnie była to czyjaś krew, pytanie... czyja. Nie jego ciele nie było żadnych widocznych ran, jedynie dodatkowe plamy krwi na korpusie. Jedna na piersi i kilka kropek na brzuchu, którymi po prostu jeszcze nie zdążył się zająć. Możliwym więc było, że to właśnie ten jegomość jej pomógł, pozbył się tamtych jegomościów, okrył ją swym mundurem... a teraz po prostu czyścił swoje futro z ich krwi. I jeszcze nie zauważył, że się obudziła. Jego uszy były jednak postawione pionowo, a sam osobnik wydawał się być dość czujnym. Wymknięcie się z tego miejsca raczej nie wchodziło w grę. Dodatkowo dziewczyna nadal nie mogła używać swych mocy. Zupełnie jakby je straciła.


Khardesh:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sob Lut 27, 2016 3:15 pm

Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z obecności innych osób w miejscu tak odludnym jak to, a już tym bardziej grupy nieznajomych, którzy chcieliby jej w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Owszem, posiadała niezwykle trudny charakterek, ale unikała wstępowania na wojenną ścieżkę z każdym, kto jej się nawinął. Nie zdając sobie sprawy z realnego zagrożenia, siedziała spokojnie pod ścianą, paląc dalej papierosa i rozmyślając nad całą tą nieprzyjemną sytuacją w parku. Niestety spokój był bardziej ulotny niż można było przypuszczać. Nagły atak migreny mocno zaniepokoił dziewczynę, która krzyknęła z bólu, wypuszczając z rąk skręta. Jej dłonie mimowolnie powędrowały w stronę głowy, jak gdyby mogłoby to uśmierzyć narastający ból. Nastolatka nie przypuszczała, że jest to atak na jej skromną osobę, dlatego nawet nie próbowała uciekać. Liczyła na to, że ten koszmar skończy się równie szybko, jak się zaczął. Bardzo się wtedy myliła. Jej stan z każdą chwilą zaczął się pogarszać. Resztkami sił starała się bronić przed nieuniknionym. Świat stawał się coraz bardziej niewyraźny, a siedemnastolatka traciła energię do dalszej walki. Jej dłonie osunęły się bezwładnie w dół, choć ofiara utrzymywała jeszcze resztki świadomości. Dziewczyna zadrżała. Ten niekontrolowany odruch zwiastował jeszcze większe kłopoty. Niebędąca już w stanie stawiać dalszego oporu, bezwładnie osunęła się na ziemię.
Nie była w stanie stwierdzić, co tak naprawdę się z nią działo, ile czasu leżała nieprzytomna i jak długo ten potworny stan będzie się utrzymywał. Obraz nadal pozostawał niewyraźny, jednak udało jej się dostrzec trzy rozmazane sylwetki. Dopiero teraz zdała sobie sprawę w jak beznadziejnej sytuacji się znalazła. Nie zamierzała dłużej przebywać w towarzystwie nieznajomych, postanowiła uciec za pomocą swych wrodzonych umiejętności, póki wciąż zachowywała swą świadomość. Jakże przerażający okazał się fakt, że nie może przenieść się w bezpieczne miejsce. Jej moce ją zawiodły w tak poważnej sytuacji jak ta. Gdy tylko zdała sobie z tego sprawę, postanowiła wykorzystać resztki sił i spróbować ucieczki, jednak jej ciało nawet nie drgnęło. Nie potrafiła się poruszyć, była biernym obserwatorem całej tej konwersacji, przeprowadzanej na jej oczach. Nie zrozumiała żadnego słowa, które wypadło z ust agresorów. Słuch szwankował jej tak samo jak wzrok. Nieprzyjemna sytuacja.
Zdołała dostrzec pochylającą się nad nią postać. Pomoc? Szczerze mówiąc raczej w to wątpiła. Nie ufała ludziom, a cała ta sytuacja była nade podejrzliwa. Nie miała bladego pojęcia kim byli i czego chcieli, nic sensownego nie przychodziło jej także do głowy. Mogłaby zakładać, że padła ofiarą niesmacznego żartu grupki smarkaczy, gdyby nie fakt, że najbliższa jej postura wyglądała, jak gdyby należała do dorosłego już mężczyzny, a nie wciąż dojrzewającego chłopaka. Kiedy dłoń nieznajomego zaczęła zbliżać się ku twarzy dziewczyny, Sharon pragnęła już tylko jednego Nie dbając o swój sekret, a także ubrania, chciała zapłonąć. Marzyła o chwili, w której zostanie otulona własnymi płomieniami. Nie dane jej to jednak było. I ta zdolność zaczęła się buntować. Siedemnastolatka musiała pogodzić się z faktem, że to koniec. Ten dzień był dla niej niebywale pechowy.
Pozbawiona reszty nadziei czekała na najgorsze. Najbardziej bolało ją to, że nie zdążyła przeprosić siostry za swoje zachowanie. Zawsze się kłóciły, ale dzisiaj zdecydowanie przesadziła. Gdyby tylko zdołała sięgnąć telefon i napisać dwie literki, niczego by już nie żałowała. A teraz? Teraz mogła jedynie przepraszać ją w myślach, chociaż i tak Madeline nie usłyszałaby tych słów. Na to było już zdecydowanie za późno. A przecież mogła wyrazić skruchę w parku. Los naprawdę bywał pokrętny. Ciężko było zrozumieć czego tak naprawdę oczekiwał od osób, którymi po prostu się bawił. Nieznajoma postać nawet nie zdążyła dotknąć dziewczyny, bo do gry wkroczył ktoś jeszcze. Postura tej osoby różniła się od pozostałych. Osobnik ten był niezwykle wysoki i potężnie zbudowany. Przy nim napastnicy wyglądali niezwykle mizernie i niegroźnie. Przybysz najwyraźniej nie miał pokojowych zamiarów w stosunku do grupy nieznajomych. Pierwsza jego ofiara została niezwykle szybko pozbawiona życia. Jak na morderstwo było ono niezwykle humanitarne, zamordowany odszedł nie czując większego bólu. W tak na pozór spokojnym miejscu powstała spora awantura. Grupa nieznajomych nie miała najmniejszych szans z przerośniętym przybyszem. Akcja działa się tak szybko, że ledwo przytomna Sharon miała problemy z oceną sytuacji. Nastolatka była całkiem zagubiona, nie wiedziała, co tak właściwie się działo. Nawet nie zauważyła jak trzeci napastnik sięga po broń. Usłyszała jedynie dźwięk wystrzału zanim po raz kolejny straciła przytomność. Czyżby jej wybawca ucierpiał?
Sharon zaczęła powoli dochodzić do siebie po tych koszmarnych przeżyciach. Na całe szczęście potworna migrena już jej nie doskwierała, teraz była w stanie trzeźwo myśleć. Także jej zmysły wróciły do normy, organizm funkcjonował prawidłowo. Z początku nastolatka sądziła, że całe to zajście było głupim snem. W końcu nie takie psikusy potrafi spłatać ludzki umysł. Leżała dalej na ziemi, nieświadoma swojej sytuacji. Dopiero po krótkim czasie w głowie małolaty zapaliło się czerwone światełko, coś zdecydowanie było nie tak. Otworzyła swoje oczy, by rozejrzeć się po pomieszczeniu. Znajdowała się w zupełnie innej części budynku niż wcześniej, a nie przypominała sobie, by się przemieszczała. Ktoś musiał ją tu przynieść. Ten ktoś musiał też rozłożyć koc na którym leżała i okryć ją swym płaszczem. Ale chwila, to nie był płaszcz. Tym dużym okryciem okazała się być kurtka od munduru. Dziewczyna dość szybko przypomniała sobie zarysy przybysza, który rozprawił się z trójką nieznajomych. Czyżby to ubranie należało do tego olbrzyma?
Odpowiedź na to pytanie pojawiła się niezwykle szybko. Dziewczyna kątem oka dostrzegła olbrzymią sylwetkę, niewątpliwie był to właściciel kurtki. Mutantka odwróciła głowę w stronę nieznajomego, chcąc mu się przyjrzeć bliżej. To co ujrzała mocno ją zaskoczyło. Jej oczom ukazał się dość nietypowy towarzysz. Ciężko było jej stwierdzić skąd pochodził. Równie dobrze mógł być efektem nieprzyjemnych eksperymentów na zwierzętach jak skutkiem mutacji, która dotknęła i tę dziewczynę. Był to mężczyzna wyglądem przypominający zwierze. Cechował się niezwykle potężną posturą. Przy nim Sharon wyglądała jak mała, krucha gałązka. Ktoś taki jak ów mężczyzna z łatwością złamałby ją w pół, nawet się przy tym nie męcząc. Choć swoim wyglądem przypominał tygrysa, poruszał się w pozycji pionowej niczym człowiek. Przyodziany był jedynie w spodnie, niewątpliwie część kompletu do którego należało obecne okrycie nastolatki. Uwagę młódki przykuła broń, która znajdowała się w przypiętej do pasa kaburze. Nigdy wcześniej nie widziała takiego modelu. Pistolet wyglądał jakby został zabrany z jakiegoś futurystycznego filmu. Czyżby natrafiła na maniaka gatunków sci-fi? Choć cała ta postać mogłaby wzbudzić u większości osób lęk, dziewczyna przyglądała się mu z lekkim zainteresowaniem w oczach. Czy się bała? Cóż, na pewno była w niemałym szoku, w końcu po raz pierwszy miała z kimś takim do czynienia. Jedno było pewne, gdyby zależało mu na jej krzywdzie, już dawno leżałaby martwa, albo byłaby skrępowana. Miała jednak pełną swobodę ruchu. Dodatkowo została okryta, przez co nie traciła ciepłoty ciała. Wszystko przemawiało więc za tym, że ten mężczyzna nie miał złych intencji. Gdyby był zwykłym człowiekiem Sharon na pewno doszukiwałaby się jakiegoś podstępu w jego dobroci, przecież ludzie nie robią niczego za darmo, myślą wyłącznie o sobie. Na istotach takich jak on nie zdążyła się jeszcze zawieść. Nie przepadała za bardzo za przedstawicielami swojego gatunku, zarówno za tymi z mocą, co i bez. Do zwierząt jednak nic nie miała. Szczerze mówiąc wolała towarzystwo małego futrzaka niż innego człowieka.
Podniosła się ostrożnie, obserwując uważnie swojego wybawiciela, który klęczał pochylony nad miską zabarwionej na czerwono wody. Czyżby został postrzelony przez tamtego popaprańca? Dziewczyna nie przepadała za heroicznymi działaniami innych z tego względu, że podczas swojego bohaterskiego popisu sami mogli zostać ranni. Wszystko jednak wskazywało na to, że mężczyzna ma się świetnie. Wprawdzie jego futro było ubrudzone od krwi, ale te ślady były zbyt chaotyczne jak na postrzał. Nastolatka nadal nie potrafiła odwrócić od niego swojego wzroku. W milczeniu obserwowała jego poczynania. Zazwyczaj nie miała większych problemów w zagadywaniu innych, ale w chwili obecnej nadal była w sporym szoku. Ciężko jej było pozbierać myśli do kupy po tych wszystkich nieprzyjemnych zdarzeniach. Z całą pewnością głupie przywitanie się byłoby lepsze niż tępe wpatrywanie w nieznajomego, ale na tą chwilę nie potrafiła wydobyć z siebie nawet słowa. Potrafiła go jedynie obserwować.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Lut 28, 2016 5:42 pm

NPC Storyline - Khardesh

Czyszczenie futra z krwi nie należało ani do najprzyjemniejszych ani tym bardziej do najłatwiejszych zadań. Tygrys szorował swe futro na dłoniach i coraz bardziej zaczynał mieć wrażenie, że "walczy z wiatrakami". Na okręcie, jego futro jak i ciało szybko zostanie wyczyszczone za pomocą nanomaszyn znajdujących się... wszędzie. W tym w wodzie. Tutaj było to trochę trudniejsze. A krew miała swój własnych zapach i kolor, utrudniała maskowanie. Po za tym, samiec musiał zająć się czymś w czasie, kiedy dziewczyna spała.
I tutaj narodził się problem. Khardesh nie skończył tego, co zaczął, a dane mu było usłyszeć dźwięk. Uszy znajdujące się na jego łbie, obróciły się w stronę dźwięku, nasłuchując uważnie tego co się działo. A chodziło właśnie o Sharon i jej osobę. Obudziła się, poruszyła, podniosła. Dała tym znać, że już nie śpi.
-Nie wstawaj. Masz ranę po odłamku na brzuchu.
Odezwał się nieznajomy, nie odwracając nawet do niej wzroku. Zamiast tego, wyciągnął dłonie z czerwonej wody, chwycił za kawałek materiału znajdujący się obok i zaczął wycierać o niego swe ręce. Wszystko polegało na starciu i wyciśnięciu wody z zewnątrz. Samo futro wyschnie za chwilę i przynajmniej nie będzie wyglądało jak mokra ściera. Tygrys odwrócił powoli wzrok w stronę dziewczyny, spoglądając na nią spokojnie, wręcz łagodnie. Zapewne będzie chciała sprawdzić o jakiej to ranie mówił.
Na brzuchu Sharon znajdowała się rana, opatrzona oraz zabezpieczona. Dookoła jej brzucha znajdował się biały bandaż, koszulka była rozcięta, a bluza którą na sobie miała - posiadała dziurę. Stąd również zapewne wzięła się na niej kurtka tego osobnika. Co do samego bólu, na pewno nie było tak strasznie. Po za możliwym szokiem, wywołanym informację, że jest ranna - nie powinna nic wielkiego odczuwać. Może jakieś kłucie albo pieczenie. Został jej bowiem wcześniej podany środek przeciwbólowy.
Tygrys podniósł się powoli do góry, stając na równe nogi. Mogła teraz dokładnie ujrzeć różnicę wzrostu między nimi. On mierzył te dwa metry i czterdzieści centymetrów. Jemu jednak wydawało się to nie przeszkadzać. Futrzak podszedł do niej powolnym krokiem, kucając przy niej i wyciągając powoli otwarte dłonie ku kobiecie. Swoiste "nie zrobię tobie krzywdy". Z tym, że te dłonie nie były tak całkowicie nieuzbrojone. Palce zakończone były bowiem długimi i ostrymi pazurami, którym mógłby spokojnie ją rozszarpać.
Samiec zamierzał uczynić coś bardzo prostego, co powinno wzbudzić w niej nieco zaufania względem jego osoby. Po pierwsze, sięgnął po samą kurtkę, którą złapał, zsunął z niej na chwilę, a następnie zrobił lekki zamaszysty ruch i zarzucił jej ją na plecy, od tyłu. Okrywając ją w ten sposób, pomógł jej również wsunąć ręce w rękawy, których końcówki podwinął następnie - odpowiednio do długości jej rąk. Warto było by mogła się jednak poruszać jak również móc operować dłońmi. Następnym krokiem było chwycenie za zamek kurtki, który tygrys zapiął dokładnie, osłaniając ją. Kurtka stała się dla niej swoistym płaszczem, któremu z resztą nie można było odmówić wygody. Nie był to żaden ziemski materiał. Był wytrzymały, utrzymywał doskonale temperaturę ciała - a jednocześnie nie powodował, że ktoś kto miał kurtkę na sobie, zaczynał się gotować. Do tego sam materiał miał wiele właściwości chroniących go przed otoczeniem, jak żaroodporność, wodoodporność, kwasoodporność czy kuloodporność. Wszystko to mogłoby się wydawać cudowne i niesamowite, gdyby nie fakt, że tam skąd tygrys pochodził - było to normalne. Natomiast taki materiał spokojnie szło przebić.
Była jeszcze jedna kwestia, która tym razem należała do niej. Kiedy on ją "ubierał", wykonywał swe ruchy powoli, spokojnie, bez gwałtownych czy nagłych zachowań. Do tego jeśli spróbowałaby go dotknąć, gdziekolwiek - czy to na ręce, korpusie lub pysku - samiec pozwoli jej na to, nie zwracając na sam gest uwagi. Chyba, że oczywiście spróbuje zrobić mu krzywdę, co byłoby w tej sytuacji bardzo nierozważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Lut 28, 2016 7:55 pm

W głowie dziewczyny panował prawdziwy chaos, nie potrafiła pozbierać swoich wspomnień w całość. Dzisiejszego dnia zdecydowanie zbyt często traciła przytomność. Koszmar, który doświadczyła całkiem niedawno, bo tyle upłynęło dla niej czasu, w końcu się skończył. Pozostawał już tylko wspomnieniami, do których i tak nie bardzo chciała wracać. Nic nie wiedziała o swoich agresorach, nie mogła nawet rozpoznać ich twarzy, była pewna tylko jednego, co i tak wiedziała już od dawna. Żadna moc nie gwarantuje bezpieczeństwa. Nawet zdolność teleportacji, która okazała się w tej sytuacji bezużyteczna, bo najzwyczajniej w świecie nie zadziałała. Gdyby nie tajemniczy bohater mogłaby stracić życie. Zawdzięczała mu naprawdę wiele.
Wciąż w niemałym szoku obserwowała wybawcę, któremu mogła przyjrzeć się lepiej. Wzrok już przestał szwankować, wszystkie kształty nabrały na ostrości, choć i tak Sharon trochę ciężko było uwierzyć w to, co widziała. Lekkie zaciekawienie i oszołomienie, tylko to towarzyszyło nastolatce od chwili, gdy odzyskała świadomość w towarzystwie mężczyzny. Słowa, które wypowiedział wywołały kolejną falę zaskoczenia.
- Ranę? - powtórzyła bezmyślnie, jak gdyby nie dosłyszała tego najważniejszego fragmentu.
Nie potrafiła przypomnieć sobie ostatniego zdarzenia. Trzeci z napastników niewątpliwie po coś sięgnął, usłyszała przytłumiony dźwięk wystrzału, a potem... potem już była ciemność. Po raz kolejny straciła przytomność. Ile czasu przeleżała, nie miała zielonego pojęcia. Nie wiedziała, która była godzina. Przez pozbawione szyby okno wpadały blade promienie księżyca, które oświetlały część pomieszczenia. To właśnie dzięki niemu siedemnastolatka mogła ujrzeć wyraźniej twarz, a może raczej pysk, wybawcy. Przód głowy, tak jak i całe ciało, należało do tygrysa. Młódka nie odczuwała jednak lęku, nawet kiedy wpatrywała się w jego żółte, łagodne oczy. Biło od nich tyle spokoju, że sama aura wystarczyła, aby wpłynąć pozytywnie na poszkodowaną.
Nastolatka ostrożnie zsunęła z siebie okrycie, by na własne oczy zobaczyć otrzymane obrażenia, jak gdyby nie wierzyła mężczyźnie na słowo. Czuła się zupełnie zagubiona, wszystko musiała zobaczyć na własne oczy, zbadać własnymi siłami. Chciała mieć większy wgląd w sprawę, bo w chwili obecnej towarzyszył jej jedynie spory mętlik w głowie. Nieuporządkowany bałagan, którego nie potrafiła pozbierać do kupy. Dziewczyna nie czuła bólu, w każdym bądź razie nie taki jakiego się spodziewała. Był niezwykle znośny, prawie niewyczuwalny. Na pewno nie zwracałaby na niego większej uwagi, gdyby nie usłyszała, co się stało. Rozciętą koszulką nawet się nie przejmowała. I tak nie nadawała się już do użytku, śnieżnobiały materiał został już zabarwiony na czerwono wokół rany.
- A co z tobą? Jesteś ranny? - zapytała, aby się upewnić.
Troska u tej osoby? Coś w tym było. Sharon nie przepadała za ludźmi, ale do takich istot nie miała uprzedzeń. Poza tym nieznajomy uratował jej życie, okrył swoją kurtką, aby nie zmarzła, opatrzył i co ważniejsze czuwał przy niej, gdy ta była nieprzytomna. Przecież mógł pójść, nie przejmować się nią. Nie musiał nawet mieszać się do walki jeżeli nie chciał nic od samych napastników. W głowie młódki rodziło się naprawdę dużo pytań, niestety nie otrzymywała żadnych odpowiedzi.
Kiedy olbrzym powstał, młoda mutantka miała okazję obejrzeć go w jego pełnej krasie. Przy nim była naprawdę malutka, choć wzrostu jej nie brakowało. Jak śmiesznie musiała wyglądać w jego oczach taka drobniutka kruszynka jak ona. Sharon wciąż nie odwracała wzroku od swojego wybawcy, który kucając przy niej, niemal od razu ukazał swoje pokojowe zamiary. Mogłoby się to wydawać dość zbędnym szczegółem, przecież gdyby chciał jej coś zrobić, nie męczyłby się z opatrywaniem jej rany. Prawda była jednak taka, że po ostatnich przeżyciach, reakcja dziewczyny na taką bliskość mogła być nieprzewidywalna.
Nie odtrąciła go, nawet nie uciekła na widok jego uzbrojonych w pazury łap. Po prostu obserwowała czujnie. Musiała przyznać, że nie spodziewała się czegoś takiego. Mężczyzna zarzucił jej swoją bluzę na plecy, po czym pomógł się w nią ubrać. Przez tą dość krótką chwilę czuła się jak małe dziecko. Nieprzyjemne, dość świeże wspomnienia zostały zastąpione dawnymi obrazami. Przypomniała sobie jeden z tych zimowych dni, kiedy zatroskana mama pomagała jej ubrać ciepłą kurtkę, przed wyruszeniem na mroźne zabawy razem z siostrą. Na twarzy nastolatki odmalowała się nostalgia za tymi cudownie spędzonymi wraz z rodziną dniami. Prawie się uśmiechnęła na samo wspomnienie, jednak dość szybko wróciła na ziemię do swojego obecnego towarzysza. W otrzymanym od niego ubiorze z całą pewnością wyglądała dość zabawnie. Choć długość rękawów już nie stanowiła problemu, cała dziewczyna po prostu topiła się w ciepłym materiale.
- Dzięki za pomoc, uratowałeś mi tyłek - odezwała się niezwykle szczerze.
Słowo "dziękuję" nie wypadało zbyt często z jej ust, można by powiedzieć, że nieznajomy dostąpił swoistego zaszczytu. Co ważniejsze, dziewczynie nawet przez myśl nie przeszło, by potraktować go jakimś niemiłym tekstem. Różnił się od osób, które spotkała w swym życiu. Nie tylko wyglądem, ale i zachowaniem. Przez większość ludzi ktoś taki jak on z całą pewnością zostałby okrzyknięty zwierzęciem czy potworem, choć w rzeczywistości prezentował się w znacznie lepszym światłem niż wszyscy ci "dobrzy". W tym przypadku przyrównywanie się do zwierząt powinno być komplementem niż nazywanie siebie "człowiekiem". "Człowieczeństwo", jakie to było mało trafne nazewnictwo. Przecież tak mało ludzi je posiadało.
- Jestem Sharon - przedstawiła się nagle, bo pomyślała, że tak wypada.
W tym samym momencie odezwał się brzuch dziewczyny, domagając się o swoją porcję żywnościową, wybierając sobie najmniej odpowiednią chwilę, ale przypominając dziewczynie o złożonej obietnicy. Powiedziała Madeline, że wróci do domu na obiad. W rzeczywistości nie dotarła nawet na kolację.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Nie Lut 28, 2016 8:47 pm

NPC Storyline - Khardesh

Futrzak skinął jej łbem na zapytanie o ranę. Tak dla potwierdzenia, że usłyszała. Znajdował się już przy niej, kucając blisko. W tej kurtce na prawdę wyglądała jak w płaszczu. Tylko bardzo... nienaturalnie. To w końcu jemu pasował na szerokość, tak więc jego mała znajoma zrobiła się nagle wielka. Przynajmniej jak spoglądało się z wierzchu.
Na pytanie zadane odnośnie jego stanu, samiec spuścił na chwilę łeb i spojrzał na własne ciało oraz ślady znajdujące się na jego futrze. Ta krew, na jego zadbanym futrze. Uśmiech zagościł na jego pysku, gdy tygrys znów podniósł łeb oraz spojrzał na nią, rozkładając przy tym lekko ręce na boki. W ten sposób otworzył się oraz nieco bardziej ukazał jak wygląda. W skrócie dobrze zbudowany, w pełni zdrowy samiec który przeszedłby badania lekarskie z kategorią A oraz informacją, że ma się iść umyć.
-Tak jak widzisz. Ciało jest zdrowe, jedynie futro się pobrudziło.
Odpowiedział jej spokojnie, a następnie opuścił swe ręce wzdłuż własnego ciała. Skoro byli już tak blisko, samiec pozwolił sobie zlustrować ją nieco spojrzeniem. Co prawda miała na sobie więcej ubrań niż on, stanowczo więcej, jednak pewne charakterystyczne cechy budowy jej ciała mógł wychwycić. Przy okazji również poznać jej zapach... i zapach ludzkich papierosów, trucizny. Futrzak potrząsnął lekko swym łbem, pozbywając się tego ze swych nozdrzy.
W tym momencie nadeszło podziękowanie z jej strony. Tygrys spojrzał na nią ponownie z lekkim uśmiechem, ciepłym i przyjacielskim. Można było pokusić się o stwierdzenie, że wręcz opiekuńczym. Nic z resztą w tym dziwnego, ona była bardzo młoda jak dla niego, do tego niedawno ją zaatakowano, teraz była bezbronna. No i nie miała dostępu do swoich mocy, tygrys przerabiał już ten scenariusz i po prostu wiedział o co chodziło. Należało jednak jakoś na te podziękowania odpowiedzieć. Futrzak skinął jej więc łbem. Nie miał w zwyczaju jakoś specjalnie na to odpowiadać. Zwłaszcza hasłem typu "to moja praca" lub "to nic takiego". Uratował jej życie, bynajmniej nie dlatego, że taką miał pracę. Nie musiał tego robić, a że fakt ten był dla niej ważny - bo żyła - to nie będzie go negował.
-Jestem Khardesh. Masz ładne imię.
Odpowiedział jej, również się przedstawiając. Komplement był szczery i prawdziwy. Tygrysowi przypasowało jej imię. Brzmiało podobnie do tych, którymi posługiwali się na densorinie. Powagę sytuacji przerwał jej żołądek. Wieki kot skrzywił łeb na bok, spoglądając na nią, w momencie gdy usłyszał jak burczy jej w brzuchu. Czyżby była głodna? To by się zgadzało. Kilka godzin snu, rana, organizm wymagał ponownego naładowania energii w postaci pożywienia.
-Niestety nie mam tutaj żadnego pożywienia. Będę również musiał wracać na okręt. Mogę zostawić tobie kurtkę.
Odezwał się do niej, mówiąc wyraźnie i w dalszym ciągu spokojnie. Na ten moment nie planował zabierać jej ze sobą, choć taka opcja istniała. Pytanie czy by chciała. Widma ustalą jakimi mocami włada, jest młoda tak więc wyszkolenie jej byłoby dla nich opłacalne. Zwłaszcza gdy są w stanie wzmocnić odpowiednio jej zdolności. Niemniej jednak decyzja o przystąpieniu do The Core musiała wyjść z inicjatywy osoby która się zgłaszała. A ona... była młoda. Khardesh sam nie był pewien. Z jednej strony posiąść ją chcieli ich wrogowie, z drugiej jednak bezpieczniej mogło być dla niej na Ziemi.
-Rana została oczyszczona i znieczulona, więc szybko się zagoi.
Dodał, wyraźnie będąc zamyślonym, zastanawiając się nad czymś. Ogon tygrysa zaczął sunąć po ziemi na lewo i prawo, powoli i płynnie. Futrzak wpatrywał się w nią, jednak wydawał się być nieobecny. Wyraźnie się nad czymś zastanawiał. Być może jakiś impuls z jej strony pomógłby jego myślom zebrać się do kupy oraz podjąć decyzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Pon Lut 29, 2016 5:40 pm

Dziewczyna przyjrzała się uważnie podwiniętym rękawom kurtki. Na pewno wyglądała teraz komicznie. Ubranie było na nią zdecydowanie za duże, przez co sprawiała wrażenie szerszej niż była w rzeczywistości. Może gdyby zobaczyła siebie w lustrze, uśmiechnęłaby się teraz. W końcu nie często ma się okazje zakładać tak olbrzymią odzież. Te sto siedemdziesiąt cztery centymetry nijak się miały do wzrostu tygrysa. Nie wspominając już o jego dobrze zbudowanej klatce piersiowej.
Przyjrzała się nietypowemu towarzyszowi uważnie, starannie sprawdzając niemal każdy milimetr jego ciała. Chciała mieć pewność, że nie ucierpiał podczas próby ratowania jej życia. Tego by już sobie tak łatwo nie wybaczyła. Nie być w stanie obronić samej siebie to jedno, ale być przyczyną nieszczęścia pomagającej osoby... Wprawdzie nie prosiła go o nic. Mógł się do tego nie mieszać, przejść obok tak, jak zrobiliby to inni na jego miejscu. Wtedy jednak byłaby niczym matka, której nie potrafiła wybaczyć. Kobieta miała ambicje, chciała ratować cały świat, a koniec końców nie potrafiła ocalić samej siebie. Było to niezwykle przykre zakończenie jej bohaterskiej kariery i niezwykła tragedia dla osieroconych dziewczyn.
- Całe szczęście - powiedziała ledwo słyszalnie, jak gdyby mówiła do siebie.
Nastolatka zauważyła, że olbrzym jej się przygląda. Czyżby widok człowieka był dla niego równie ciekawy, co widok takiego tygrysa dla Sharon? Siedemnastolatka nie wiedziała skąd pochodzi nieznajomy. W obecnym świecie mógł być po prostu wszystkim. Mutantem, eksperymentalnym zwierzęciem, wynikiem genetycznych zabaw... Opcji było naprawdę wiele. Khardesh na pewno wywołałby małe zamieszanie, pokazując się publicznie na ulicy, choć w rzeczywistości był niezwykle miłą osobą. Jego wygląd naprawdę mógł wystraszyć, ale to właśnie przy nim małolata czuła się bezpieczna.
Mutantka odwzajemniła uśmiech, czego już dawno nie robiła. Wprawdzie był on dosyć krótki, ale szczery. Nie pamiętała, kiedy ktoś ostatni raz się do niej uśmiechnął poza siostrą. Tak bardzo unikała towarzystwa innych ludzi, ale on... on nie był człowiekiem. Ani wyglądem, ani tym bardziej zachowaniem go nie przypominał, co było wielkim plusem dla niego. Nie tylko wzbudzał tym większe zaufanie młodej mutantki, ale również jako jeden z nielicznych mógł poznać ją z tej nieco spokojniejszej natury. Sharon nie zawsze zachowywała się tak jak teraz.
- Dlaczego mi pomogłeś? - zadała pytanie, które dręczyło ją już od pewnego czasu.
Nie rozumiała tego, zbyt dużo razy obserwowała poczynania niewłaściwych osób. A jej matka? Cały czas powtarzała, że któregoś dnia sama pozna odpowiedź na to pytanie. No i poznała, a raczej się domyśla. Dla niej większość bohaterów pomaga innym by czerpać z tego korzyści. Bogactwo, sława czy zwykłe popisywanie się nabytą zdolnością. Ludzie byli próżni, egoistyczni i zachłanni. Pod maską bohatera mogła się kryć taka sama osoba. Ale on... Nie pomógł jej w obecności świadków, więc nie miał na co liczyć, oprócz nic niewartych słów podziękowania.
- Ty również - odparła. - Nie jesteś stąd, prawda?
Imię wybawcy należało do niezwykle ciekawych i choć nie było powszechnie używane w tej okolicy, mogło się poszczycić przyjemnym dla ucha brzmieniem. Przynajmniej dla tej dziewczyny. Było inne, ale zarazem łatwe do zapamiętania. Nieczęsto można natrafić na takie imię. Niestety, ale całą sytuację przerwał pusty żołądek małolaty, który niczym swoja właścicielka, nie wiedział kiedy należy siedzieć cicho. Nieco zażenowana tym zdarzeniem dziewczyna, spuściła głowę, wpatrując się w koc. Dopiero słowa Khardesha zmusiły mutantkę do kontaktu wzrokowego, lecz tylko na moment.
- Rozumiem - wymamrotała, wracając do bezmyślnego wpatrywania się w koc.
Cała jej odzyskana energia uleciała w jednej chwili, bynajmniej nie na wiadomość o braku pożywienia, a sam fakt, że nowo poznany mężczyzna odchodzi. Perspektywa zostania tutaj samemu nie bardzo jej odpowiadała. Bała się, po prostu się bała. Jak każdy żywy organizm potrafiła odczuwać strach. Wraz z Khardeshem odejdzie jej poczucie bezpieczeństwa. Była bezsilna w starciu z nieznajomymi, a on pokonał ich z taką łatwością. Gdyby jeszcze raz natknęła się na takich przeciwników, mogłaby już nie mieć tyle szczęścia. Moce ją zawiodły, przestały działać, zupełnie jakby je straciła. Bez nich szansa na przeżycie spadła do zera, a do domu nie wróci. Nie chciała narażać niepotrzebnie siostry, bała się, że agresorzy mogą jej coś zrobić, wezmą jako zakładnika, aby wpłynąć na nią. Siedemnastolatka zaczęła podejrzewać kto mógł wysłać tą grupkę oprychów. Przecież tylko cztery osoby znały prawdę o jej mocy. Ona sama, siostra, zmarła matka i... ojciec. Akurat ten mężczyzna był zdolny do wszystkiego.
- Dobrze wiedzieć.
Głos dziewczyny był słaby, jakby ledwo co kontaktowała. Ona również pogrążyła się w rozmyśleniach. Intensywnie wpatrywała się w swoją lewą, otwartą dłoń, którą przysunęła blisko twarzy. Nic, nawet najmniejszego płomyczka. Nie wiedziała co teraz robić. Zyskała życie, które i tak niebawem straci. Jej przyszłość prezentowała się w dość ponurych barwach. Myśli nastolatki błądziły od utraconych mocy po swoje kolejne działania. Dokąd pójść? Co robić? Jak przeżyć? Zero odpowiedzi, tylko same pytania. W końcu otrząsnęła się nieco, spoglądając na Khardesha. Najwyraźniej on również wpadł w podobny trans. Sharon przysunęła swoje nogi do siebie i objęła kolana. Jak długo zamierzają tak milczeć? Siedemnastolatka w końcu postanowiła się przełamać, bo co miała do stracenia? Przyszłość, którą dzięki niemu odzyskała?
Ostrożnie położyła swoją dłoń na jego wielkiej ręce, nie mając zbyt dużej odwagi patrzeć mu w oczy. Nic dziwnego, nie przywykła do takich zdarzeń. Nigdy nikogo o nic nie prosiła, nawet Mad. Starała się być samowystarczalna, nawet w beznadziejnych sytuacjach. Ta sprawa jednak ją przerosła. Była zdecydowanie za słaba, aby przebrnąć przez nią bez niczyjej pomocy.
- Zabierz mnie ze sobą - wymamrotała. - Proszę.
Ostatnie słowa wypowiedziała już patrząc na tygrysa. Były gotowa zaryzykować, byle tylko Madeline mogła być bezpieczna. Nie chciała narażać swojej siostry. Wiedziała, że nawet jej moce byłyby bezsilne.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Wto Mar 01, 2016 8:14 pm

NPC Storyline - Khardesh

Khardesh postawił uszy pionowo, zdziwiony jej pytaniem. Tutaj, na ziemi, może nie było to tak naturalne. Na jego planecie, pomagało się innym. Broniło swoich, nawet tych nieznajomych. Jeśli ktoś był z tej samej planety co ja, zasługiwał na moją ochronę. Zwłaszcza, gdy reprezentowało się armię - jak ten tygrys tutaj. Z drugiej jednak strony, densorini przeszli bardzo ciężką drogę w celu osiągnięcia tego poziomu jedności, kooperacji, jaki teraz wykazywali.
-Potrzebowałaś pomocy. Dlatego.
Odparł jej krótko, przekrzywiając łeb na chwilę w bok. Tygrys próbował ją w pewnym sensie przejrzeć na wylot. Skąd to pytanie, dlaczego, po co? Oczywistym było, że nie powie, że jest jakimś bohaterem. A to co dla ludzi mogło być oznaką bohaterstwa, dla nich było czymś normalnym, naturalnym. Tygrys wyprostował swój łeb, słysząc kolejne pytanie ale lekki komplement dla swojego imienia.
-Nie, nie jestem. Pochodzę z Densorinu. Planety znajdującej się bardzo daleko od tego miejsca.
Odpowiedział jej, dość spokojnie, jak by nigdy nic. Jednocześnie dało się wyczuć nutkę istoty z cywilizacji wyżej, mówiącej do istoty z cywilizacji niżej. Dlatego też Khardesh unikał specjalnego tłumaczenia. Uznał, że jak powie najprościej - to ona to po prostu zrozumie. I nie będą dalej drążyć tematu. Przynajmniej na razie.
Jej rana była opatrzona, w jego kurtce będzie jej zapewne ciepło. Pozostało mu nic innego jak "pakować się" i wracać. Swoje zadanie na Ziemi wykonał. Przynajmniej na ten moment. Chciał już wstawać, pożegnać się, odejść... i wtedy usłyszał prośbę z jej strony. Zabrać ze sobą? Ją? Człowieka? Mieli już takich w załodze. Czy powinni mieć kolejnego? Z drugiej strony, ona była młoda i posiadała jakieś moce. Nie wiedział jakie, jednak każdy tego typu żołnierz po odpowiednim przeszkoleniu - będzie cenny. Zwłaszcza, że przyjdzie im nieco działać na ziemi. Stąd przydadzą im się ludzie z różnych sfer.
Futrzak westchnął i spuścił łeb, zastanawiając się przez chwilę. Z transu wybudził go jej dotyk. Coś tak delikatnego, a jednocześnie bardziej przemawiającego do tego osobnika. Jej lewa dłoń znalazła się na środku jego prawej. Różnica w rozmiarach ich dłoni była dość spora. Tygrys podniósł wzrok i uśmiechnął się do niej lekko. Dziewczyna mogła poczuć pod skórą jego ciepłe i miłe w dotyku futro. Było bardzo zadbane, coś czego zazwyczaj się po densorinach nie spodziewano. Dbali oni jednak o swój wygląd. Nikogo nie straszyło chodzące truchło. Dobrze prezentujące się futro lub łuski - były więc tutaj bardzo ważnym elementem.
Dziewczyna siedziała przed nim z podwiniętymi nogami, kolanami przy sobie. Była ranna, więc chodzenie zapewne będzie dla niej problematyczne. Pozostało więc dać jej skorzystać z sytuacji. Czyli dać siebie wykorzystać w roli "tragarza". Tylko takiej przyjemniejszej. Samiec sięgnął do Sharon rękoma, przesuwając się przed tym na bok - prostopadle do niej. Złapał wpierw lewa ręką pod jej kolana, a następnie prawą objął ją za plecami na wysokości łopatek. Czy zadał pytanie "czy mogę?". Oczywiście, że nie. Poprosiła go, by ją ze sobą zabrał. Ostatnim co mogła by zrobić, było narzekanie. Po tym więc, jak chwycił ją już porządnie, Khardesh podniósł się do góry, tym samym podnosząc ją na rękach. Dla większej wygody - swojej i jej - oparł ją o swój tors. Dla niego było to nic takiego, dla niej... zaraz się okaże. W każdym razie miała teraz lepszy kontakt z futrem wielkoluda, więc na zimno ani tym bardziej niewygodne materiały nie powinna narzekać.
Tygrys spojrzał jeszcze na dziewczynę, a następnie ruszył przed siebie w stronę wyjścia. Niósł ją na rękach, trzymając ją pewnie, a jednocześnie nie uciskając w żaden sposób. Nie reagował również na żadne zaczepki z jej strony, po prostu skupił się na tym gdzie miał z nią dotrzeć. A wpierw wyszedł z pokoju w którym się znajdowali, by następnie ruszyć klatką w dół. Poruszał się szybko, stawiał kroki bardzo pewnie, a przede wszystkim cicho. Wbrew możliwym przekonaniom, jego poruszaniu się nie towarzyszyło dudnienie (ze względu na rozmiar oraz masę). Jego łapy nie miały na sobie żadnych butów ani innej ochrony, stąd kroki były praktycznie niesłyszalne. Zanim więc zdążyła się obejrzeć, byli już na zewnątrz, przed blokiem.
-Zabiorę ciebie na okręt wojskowy. Wszystko będzie tam dla ciebie nowe. Dosłownie. Nie szalej i nie próbuj się oddalać, by wylecisz przez śluzę, jasne?
Odezwał się do niej, kierując wzrok na dziewczyną którą trzymał na rękach. Pozostawało ich już tylko stąd zabrać. Najpierw jednak musiała mu udzielić prostej, krótkiej odpowiedzi, że rozumie sytuację w której zaraz się znajdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Mar 02, 2016 12:01 pm

Reakcja kotowatego na zadane przez nią pytanie zaskoczyła dziewczynę. Wyglądało to tak, jakby odpowiedź na to pytanie powinna być jej już znana, choć jego motywy nadal pozostawały dla niej zagadką. Pomimo przebywania w mieście, w którym aż roi się od bohaterów czy nawet bycia córką jednego z nich, nie potrafiła rozgryźć działań większości jednostek. Khardesh był jednak najbardziej z nich tajemniczy. Nie tylko pomógł jej, kiedy w okolicy nie było żadnych świadków to jeszcze niczego nie oczekiwał w zamian. No i dodatkowo oddał swoją kurtkę jakby nigdy nic. Nie sądziła, że kiedyś będzie miała przyjemność ujrzeć takie combo, a "dziwactw" było znacznie więcej. Chociażby ta niezrozumiała przez nią troska, która biła od tygrysa.
Jego odpowiedź okazała się równie zaskakująca, co całe to zdarzenie. Takiego wyznania nie spodziewała się usłyszeć. Przez chwilę nawet miała wrażenie, że pomaganie innym było dla niego czymś normalnym, jak chociażby oddychanie. Nie tylko olbrzym próbował rozgryźć swojego towarzysza, Sharon również przyglądała mu się w milczeniu, chcąc znaleźć odpowiedź na dręczące ją pytania. Kim był ten mężczyzna, skoro powiedział to w taki sposób? Zwykle padają odpowiedzi, że ktoś to robi, bo ma taką pracę. No tak, im więcej osób ocali, tym większy ma rozgłos. Im bardziej jest o nim głośno, tym więcej zarobi. Tak funkcjonują obecni "bohaterowie". Są jak próżne gwiazdy, które nie ruszyłyby tyłka, gdyby nie czerpali z tego korzyści materialnych.
Odpowiedź na pytanie dlaczego ten osobnik zachowuje się tak, jak się zachowuje, padła wraz z wyjaśnieniami dotyczącymi pochodzenia. Khardesh nie pochodził z Ziemi, był kosmitą, choć do złudzenia przypominał jedno z ziemskich stworzeń. Najwyraźniej ewolucja na tamtej planecie potoczyła się zupełnie inaczej niż tutaj. Z łatwością dało się dostrzec, że zamieszkujące tamten odległy świat istoty, są bardziej inteligentne od ludzi. Nie chodziło tu jedynie o postęp technologiczny, a podejście jednostek do życia. Owszem, Khardesh zabił napastników, ale zrobił to w obronie swojej i jej. Gdyby ludzie postępowali w ten sposób, wyniszczali jedynie te "zatrute" jednostki, życie na Ziemi byłoby znacznie piękniejsze. A tak? Sami powoli doprowadzają do zagłady własnego gatunku. Machina ruszyła i nikt nie stara się jej zatrzymać.
- Świetnie mówisz po angielsku - przyznała.
Nie miała problemu z komunikacją. Rozumiała każde jego słowo wyraźnie, które było wręcz idealne. Gdyby nie przyznał się do swojego pochodzenia, dziewczyna nie przypuszczałaby, że ma do czynienia z istotą pozaziemskiego pochodzenia zwłaszcza, że nie tak wyobrażała sobie kosmitów. Nigdy nie miała z żadnymi kontaktu, dlatego w jej wyobraźni przypominały stwory ukazywane na najróżniejszych filmach. Temu panu było jednak daleko do przeciętnego szaraka. Był znacznie większy, bardziej umięśniony, posiadał ludzkie proporcje ciała i przypominał zwierzę. Zupełne przeciwieństwo opisywanych przez innych przybyszy.
Sharon nie wiedziała jak zareaguje mężczyzna na jej prośbę, ale postanowiła ona zaryzykować. Nie chciała pakować siostry w niepotrzebne kłopoty, które po prostu ją prześladowały. Jedynym pozytywnym zakończeniem tego całego pasma nieszczęść w życiu małolaty, było poznanie swojego wybawcy. Tylko, że nie zawsze będzie przy niej, drugiego takiego ratunku może już nie otrzymać zwłaszcza, że mężczyzna musiał już wracać. Gdyby postanowiła działać sama, bez niczyjej pomocy, na pewno szybko straciłaby przyszłość, którą dzięki niemu odzyskała. Tej dziewczynie nie śpieszno było umierać, a swoją jedyną szansę widziała w tym dobrze umięśnionym przybyszu z gwiazd.
Sama nie potrafiła powiedzieć skąd znalazła w sobie tyle odwagi, by dotknąć łapy kotowatego. Nie był stąd, a w jego kulturze mogłoby zostać to odebrane w dość negatywny sposób. W końcu coś, co jest zwykłe dla jednej cywilizacji, okazuje się dziwactwem dla innej. W tym przypadku mogło być podobnie. Jednak nie było. Najwyraźniej ten jeden gest powiedział więcej, niż mogłyby to zrobić usta. Uśmiech, który odmalował się na pysku tygrysa, zaraził nieco Sharon. Młódka odwzajemniła go, choć zrobiła to dość nieśmiało jak na swoją pewność siebie, miało to jednak wyjaśnienie w innej części jej charakteru. Po prostu niezbyt często się uśmiechała, w każdym razie odkąd zmarła jej matka. Zapomniała już jak to jest, a tygrys powoli jej to przypominał. Teraz nie robił niczego wielkiego, tylko proste, małe gesty, które dla tej dziewczyny miały niezwykle ogromną moc. Nie potrzebował jakichś zmyślnych sztuczek, aby wzbudzić jej zaufanie. Wystarczyło, że był sobą.
Nastolatka ze zniecierpliwieniem wyczekiwała odpowiedzi, ale w pomieszczeniu panowało milczenie. Czyżby przesadziła? W końcu kto chciałby przygarnąć taką przybłędę jak ona? Przecież mężczyzna nawet jej nie znał. Chociaż mu udało się wzbudzić w niej zaufanie, on nie mógł mieć pewności co do niej. Nie zrobiła nic, co mogłoby mu pomóc podjąć tak trudną decyzję. Była dla niego zupełnie obcą osobą, która mogła już teraz coś kombinować, a cała ta prośba należała jedynie do zupełnie większego planu. Ale czy ta drobna istota rzeczywiście wyglądała na taką? Najwyraźniej nie, bo kotowaty postanowił odpowiedzieć jej czynem, nie słowami. Zaskoczył siedemnastolatkę, kiedy nic nie mówiąc, wziął ją na ręce. Znowu zdziwiła się, widząc jego zachowanie. Był to niezwykły osobnik, choć jego nietypowe zachowanie mogło być spowodowane pochodzeniem Khardesha. Powodów do narzekań rzeczywiście nie miała, zwłaszcza gdy oparł ją o swój tors. Tyle wystarczyło, by powstrzymać jakiekolwiek negatywne komentarze ze strony młodej mutantki.
- Wiesz, mogę sama iść, nie musisz mnie nieść, czuję się naprawdę dobrze - powiedziała, aby nie było, że jej się to podoba.
Ale podobało. Ciepłe, miękkie futro było niesamowite. Dziewczyna aż zamknęła oczy, zapominając, że jest niesiona przez istotę pozaziemskiego pochodzenia. W chwili obecnej nie potrzebowała swoich mocy, aby ochronić się przed wiosennym chłodem. Otrzymana od niego kurtka doskonale chroniła większą część ciała, a futro głowę. Nastolatka nie wiedziała dokąd jest zabierana, ale w chwili obecnej nie miało to dla niej większego znaczenia. Nawet, gdyby Khardesh chciał ją później zabić, zabrałby jedynie to, co sam jej podarował, chociaż szczerze mówiąc wątpiła w jego mordercze zamiary. Tygrys był pierwszą osobą, której młódka zaufała po śmierci rodzicielki. Choć znała go naprawdę krótko, miał coś w sobie, czym zdobył jej zaufanie. Różnił się od tych podstępnych kreatur, z którymi miała do czynienia przez całe swoje życie. Był inni i to było w nim najwspanialsze.
Aż otworzyła oczy, słysząc słowa tygrysa. Okręt wojskowy? Zmierzali do konkretnego celu czy chodziło im o Ziemię? To nie tak, że nagle zaczęła się przejmować losem tych wszystkich ludzi, po prostu bała się o swoją siostrę. Reszta mogła zostać poddana natychmiastowej eksterminacji. Przynajmniej takie było jej zdanie, chociaż powód podboju skreśliła równie szybko, co na niego wpadła. Przecież Khardesh nie pomagałby wrogowi. Nie miałoby to najmniejszego sensu.
- Załapałam - odparła krótko.
Swoje spojrzenie skierowała w stronę nieba. Najwyraźniej czekała ją dłuższa podróż, niż sądziła. Prawie nigdy nie opuszczała Nowego Jorku, a najdłuższa podróż jaką odbyła to wycieczka do stolicy. Teraz zapowiadało się coś większego. A może się myli? Oby tak. Dziewczyna nie była przeszkolonym astronautą i opuszczanie ziemskiej atmosfery mogłoby źle wpłynąć na jej organizm.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1415
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   Sro Mar 02, 2016 5:40 pm

[zt oboje -> TUTAJ
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony blok   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony blok
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami
» 6.12.2014/więzienie stanowe - blok D/spacerniak

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: