Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główne laboratorium

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Główne laboratorium   Pon Cze 10, 2013 6:31 pm

Jedno z pomieszczeń laboratoryjnych. Przestronne, sterylne wnętrze pełne niezbędnego sprzętu i czujników ostrzegających przed ewentualnym zagrożeniem związanym z eksperymentami. 24/7 nadzorowane przez zawsze chętnego do pomocy Jarvisa. Pod ścianą znajduje się panel pozwalający na dostęp do komputera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 505
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Sie 04, 2015 2:13 am

Towarzysząca teleportacji Billy'ego - oraz innym jego zdolnościom - aura rozlała się po pomieszczeniu, w którym zakończyła się podróż, na moment zasłaniając widok, jednakże dość szybko ustępując i całkowicie zanikając. Chłopak dopiero po fakcie zorientował się, że w jej trakcie musiał unieść się w powietrze - niezbyt wysoko, bo przy upadku bez problemu wylądował na równe nogi, a w jego przypadku był to akurat wyczyn. Teraz należało jedynie upewnić się, że w końcu dobrze trafili...
Tyle że kiedy Kaplan zaczął się rozglądać, pierwsze w oczy rzuciło mu się coś innego, a raczej ktoś inny. Victor. Nie planował tego, naprawdę. To znaczy, owszem, myślał o nim, ale na pewno nie wyobrażał sobie, że zabiera go ze sobą i Bucky'm - o tym by przecież pamiętał. Wyglądało na to, że jego zdolności nie tylko lubiły płatać figle, ale i wolały reagować na jego podświadomość, aniżeli na rozmyślne decyzje. Cudownie, kolejny problem, który musiał brać pod uwagę, gdy z nich korzystał. Powinien zrobić sobie taką listę.
Obróciwszy się przodem do Latynosa, Billy natychmiast przybrał przepraszający wyraz twarzy i pochylił lekko głowę, mimo wszystko nie spuszczając wzroku z oblicza drugiego chłopaka... Nawet jeśli unikał przy tym patrzenia mu prosto w oczy - prześliczne oczy o nietypowym kolorze, który już zdążył dobrze sobie zapamiętać.
- Wybacz... Odstawię cię do domu w jednym kawałku, obiecuję, nawet zaraz, tylko... - zawahał się i zerknął krótko na Bucky'ego, jak gdyby oczekiwał z jego strony jakiejś pomocy. A może tylko sugerował w ten sposób, że w pierwszej kolejności chciał dokończyć tę sprawę? Poznać Kapitana Amerykę, o ile ten był akurat na miejscu? Przecież Victor nie mógłby mu mieć tego za złe. Taka okazja mogła się już nigdy więcej nie powtórzyć.
Dopiero w tym momencie Billy poświęcił chwilę, aby przesunąć spojrzeniem po sali, w której wylądowali. Wyglądała na naprawdę spore laboratorium, czyste i trochę dziwnie pachnące. Ze sporą dozą prawdopodobieństwa rzeczywiście znajdowali się w Avengers Tower, ale nie sposób byłoby to sprawdzić bez wyjścia z tego pomieszczenia i zasięgnięcia u kogoś informacji. Gorzej, jeżeli trafili jednak w inne miejsce, niedostępne dla przypadkowych osób, strzeżone... Ale nie, nie mógł się tak nastawiać. Będzie dobrze.
Albo może spotkają kogoś z Tarczy i on sam wpadnie przez to w jeszcze większe tarapaty. Z pewnością jakiś agent zdążył już zauważyć, że nie ma go w willi Kate? Pewnie uznali, że uciekł... Czyli teraz go szukali? Wiedzieli przecież, że potrafił się teleportować, ale raczej nie zdawali sobie sprawy z tego na jakie dystanse. Jeżeli ktoś z S.H.I.E.L.D. miałby go tutaj zobaczyć... To właściwie co by sobie pomyślał? Pomagał jednemu z tych dobrych, tego był pewien, nawet jeśli na metalowym ramieniu Bucky'ego widniała czerwona gwiazda. Musiało istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie takiego stanu rzeczy, więc... Więc postępował właściwie. Byle tylko dostać się do Kapitana, a potem wszystko powinno się już jakoś ułożyć.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 1:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Sie 04, 2015 7:21 pm

Musiał przyznać, że nieźle go zaskoczył fakt naprawionej ręki, a jednocześnie poczuł lekkie ukłucie dumy - w końcu niecodziennie udawało się wykonać zabieg, mocami, o których wcześniej nie wiedział. Jasne, interesował się majsterkowaniem, w końcu sam zrobił radio policyjne, jednak taka prosta zabawka a ręka samego Bucky'ego? To dopiero coś!
Gdy Bucky skinął na niego w podzięce, Victor miał wrażenie jakby lekko się zarumienił - miał nadzieję, że tylko wrażenie. Byłoby niezręcznie gdyby ktoś to zauważył, ale właśnie zaimponował(?) samemu towarzyszowi Kapitana Ameryki, miał prawo do dumy.
Potem znowu zaimponował mu Billy, nawet jeśli czar nie był, no, nie wydawał się specjalnie skomplikowany, taka zmiana ubrań, potrafiła wywrzeć wrażenie. Zwłaszcza, że było zapowiedzią jaką magią się Billy posługuje, i miał wrażenie, że były to dość silne umiejętności... Z drugiej strony mógł tak po prostu zareagować na magię samą w sobie, jakby nie patrzeć nigdy nie miał z nią do czynienia, aż do tego dnia.
Gwiazdkę na ramieniu Bucky'ego wolał zignorować... W końcu zaginął na tyle lat, a wątpił by ten sam zbudował sobie tę rękę - a co najważniejsze, nie zrobił nic by uważać go za złego osobnika. Mógł to być podstęp, by wykorzystać moce ciemnowłosego i dostać się do Nowego Jorku, ale... Jakoś mu to nie pasowało. Może miał zbyt dużą wiarę w ludzi? Poza tym, Hawkeye też nie zawsze był bohaterem, każdy zasługiwał na szansę, a jeśli jemu dana była przez wroga a on teraz wracał na dobrą ścieżkę, to tym bardziej nie można było mu mieć za złe, że po prostu próbował przeżyć, prawda? Takie myślenie było... pocieszające.
Na hasło o autografie uśmiechnął się jedynie do chłopaka - wątpił by to była prawda, w końcu, z tego co zauważył, Billy miał ważniejsze rzeczy na głowie niż teleportowanie się z jednej strony kontynentu na drugą, tylko po to by dać kawałek papieru obcemu chłopakowi. To było na swój sposób miłe, ale tak, nie liczył na zbyt wiele.
Gdy Billy zaczął wymawiać treść swojego zaklęcia Latynos odruchowo odsunął się krok czy dwa do tyłu, by przypadkiem nie wejść mu w drogę albo go nie rozproszyć niepotrzebnie. W końcu mieli misję do wykonania i to dość istotną, a i tak zmarnowali tu sporo czasu przez nagłą manifestację jego mocy. Obserwując pojawiająca się niebieską energię zaczął rozmyślać nad tym co dalej ze sobą zrobić i chyba najlepszym rozwiązaniem było wrócić do domu i udawać, że to nigdy nie miało miejsca. Oczywiście po kryjomu by wykorzystywał swoje moce, uczył się ich powoli, wykorzystując je do codziennych zadań. Ile może jego mama zaoszczędzić jeśli sam naprawi lodówkę czy toster - nie będzie potrzeby oddawania do naprawy ani kupowania nowych, o i tak ledwo wiązali koniec z końcem, więc tak, będzie to miła odmiana.
...Zanim jednak zdążył dokończyć tę myśl, jego otoczenie się zmieniło, całkowicie. I chociaż nie miał pojęcia gdzie teraz jest, był pewien, że zdecydowanie nie była to plaża w Los Angeles.
Zamrugał z lekkim niedowierzaniem, rozglądając się dookoła, by w końcu zatrzymać spojrzenie na Billym, który wyraźnie żałował tego co się stało. Nie winił go, w końcu wspominał, że jeszcze nie panuje nad swoimi mocami, po prostu był... zmartwiony. Nie mógł tu długo zostać, jego mama byłaby wściekła i pewnie zamartwiała się na śmierć. Z drugiej strony - bardzo możliwe, że właśnie był w Avengers Tower. AVENGERS TOWER. Jego poziom fanboyu nigdy nie osiągnął tak wysokiego stopnia, a jeśli zaraz spota któregoś z mścicieli chyba oszaleje. Jeden dzień, tyle wydarzeń, chyba najlepszy dzień w jego życiu.
- Jasne, nie chciałeś, widać stałem zbyt blisko czy coś. Nie przejmuj się. - Posłał mu lekki uśmiech, nieznaczny, bał się, że w innym wypadku zdradzi swój aktualny entuzjazm, nie chciał się wygłupić przy nich czy coś.
- Coś wymyślę, z powrotem do domu, gdyby dłużej miałoby ci się tu zejść. - Dodał po chwili, wzruszając lekko ramionami. Nie był co do tego przekonany, ale z drugiej strony, nie chciał się narzucać chłopakowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Sie 04, 2015 8:20 pm

Od momentu, w którym panna Maximoff otrzymała zaszczytne miano Mściciela Avengers Tower stało się jej drugim domem – jeżeli tym pierwszym można było nazwać gustowny apartament, który sprezentowało jej SHIELD, a które po dzisiejszy dzień dzieliła z bratem bliźniakiem. W AT bywała niemal codziennie – od rana po późne godziny wieczorne – nie tylko przez zajęcia, którymi wypełniała cały swój grafik, ale i dlatego, że czuła się dziwnie przywiązana do tego miejsca. Prawdopodobnie to przez możliwość poznania osób, które chociaż różne to miały podobny cel – oczyszczenie świata ze wszelakiego zła. Poza tym nie tylko ona momentami czuła się samotna – na misjach bardziej lub mniej bohaterowie się zżywają. Poznają swoje słabe strony, swoje marzenia i uczucia, które zazwyczaj schowane są przed spojrzeniami zwykłych ludzi. Rozumiała to doskonale – do tej pory sama miała problemy nie tylko z ulokowaniem ich, ale i uzewnętrznieniem się. Jeżeli do tego dochodziło nie z jej woli to świat wokół niej zaczynał się zmieniać, wirować, co nie zawsze przynosiło wcześniej zamierzone efekty. Nie kontrolowała jeszcze swojej siły, tak samo jak gniewu, który raz na jakiś czas przejmował jej personę i dawał możliwości, których dotąd nie odkryła. Broniła się przed tym jak mogła, ponieważ słowa, które wypowiedział do niej Magnus dalej odbijały się echem od ścian w jej głowie.
Przymknąwszy powieki przemierzała żwawym krokiem pusty o tej porze korytarz kierując się do głównego laboratorium – to właśnie w nim wylądowały obce jednostki, o których było już głośno nawet wtedy gdy się nie pojawiły. Specjalne monitory wyłapujące nawet drobne zmiany w atmosferze zawyły jakby wyczuwając już kto się do nich wybiera. Jako, że panna Maximoff była jedynym Mścicielem, który akurat kręcił się po budynku – Pietro oczywiście załatwiał miliard niepotrzebnych spraw, a reszta ulotniła się – jak to zwykle bywa – dlatego to ona została oddelegowana do sprawdzenia z kim Tarcza ma do czynienia.
Obcasy czarnych pantofli głośno stukały po posadzce kiedy Cyganka pokonywała kolejne metry coraz bardziej zbliżając się do celu. Ciemne włosy falowały przy każdym ruchu, a jej twarz – chociaż wyrażająca powagę niż ciekawość miała tylko zmylić przeciwnika.
Już po wyjściu z pomieszczenia, w którym zebrali się naukowcy agencji wyczuła o wiele wyższy poziom energii. Nie byle jakiej energii, bowiem moc unosząca się w powietrzu była zaskakująco znajoma – nie wywołująca w niej agresji, a wręcz przeciwnie. Dziwnie przyjemne uczucie, które pochłonęłoby ją gdyby nie ponaglenia ze strony kierujących akcją zza monitora mężczyzn.
Do jej uszu również doszedł głośny alarm, który najpewniej podrażnił bębenki wędrowników znajdujących się w zakazanym pokoju pełnym zabawek dla dużych dzieci. Scarlet doskonale znała zabezpieczenia Wieży, tak więc nie obawiała się o zdrowie odwiedzających – podświadomie wyłączyła wcześniej wszelakie niebezpieczeństwa woląc sama zająć się nieprzyjaciółmi.
Będąc już przy wejściu przyłożyła dłoń do czytnika linii papilarnych, po czym odsunęła się dając czas na otwarcie się wrót, które z cichym piskiem rozsunęły się ukazując w pełni jej postać. Burza loków, jasne i pewne siebie spojrzenie oraz czerwony akcent w postaci ołówkowej spódnicy dobranej do jedwabnej koszuli. Jeżeli ktoś miał znikomą wiedzę na temat Avengersów to nie mógłby pomylić jej z nikim innym.
- Wydaje mi się, że nie wysyłaliśmy żadnego zaproszenia na kawę, panowie. – Odezwała się z pozoru niezwykle ciepłym głosem, niemalże matczynym [!] przesuwając zgrabnie wzrokiem po sylwetkach trzech jegomościów, którzy mieli czelność nachodzić tak porządnych ludzi. W międzyczasie wsunęła się do laboratorium – drzwi się za nią zamknęły, a ona machinalnie, nie spuszczając błękitnego spojrzenia z nowych znajomych wklepała dobrze znany jej kod, który wyłączył syreny.
Jej uwadze nie umknęła niepokojąca aura, która powoli wdzierała się w jej serce nieproszona – tak jakby chciała zostać tam na zawsze, jakby była jej częścią. Wanda zerknęła w kierunku Wiccana dostrzegając w młodzieńcu nie tylko wysokie umiejętności ale i uderzające podobieństwo do niej samej, co delikatnie mówiąc ją zaniepokoiło. Victora skwalifikowała jako niegroźnego, z czego jedynie mógł się cieszyć, natomiast na Buckym ostatecznie spoczęło jej spojrzenie. Jego twarz wydała się znajoma – udręka czy też ból malujący się na jego facjacie tylko na moment ostudziło jej zapędy, bowiem gdy dostrzegła czerwoną gwiazdę na jego metalowym ramieniu, które już nikogo nie dziwi to zmarszczyła brwi wyginając pełne usta w przyjemnym uśmiechu.
- Byłabym naprawdę rad, gdybyście wyjaśnili mi co właściwie tutaj robicie. – Kontynuowała swoją pogawędkę przechodząc kilka kroków naprzód – konkretniej w ich stronę rozluźniając przy tym prawą dłoń wokół której zamigotała szkarłatna aura podnosząca temperaturę w pomieszczeniu. Kobieta zdawała się nie zauważać tego, dalej spoglądała na nich swobodnie zmniejszając dystans, a nie czujność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 07, 2015 8:59 pm

[Klauzula do posta Wandy: zabezpieczenia Avengers Tower nie byłyby tak... jawne jak alarm w miejscu, w którym ktoś się włamał. Prędzej ktoś, kto się nagle pojawił, jak Billy i reszta, uruchomiliby milczący alarm, JARVIS dałby znać Tony'emu i tyle. Oczywiście jak najbardziej zgadzam się z wyłączeniem alarmu przez wprowadzenie kodu przez Wandę.]

Przymierzanie nowej zbroi Rescue było lepsze niż przymierzanie ciuchów Carol. JARVIS zdjął odpowiednie wymiary i zbroja wyglądała jak zbroja mężczyzny - bez zarysowanych piersi - jednak była smuklejsza i odrobinę węższa w talii - ale oczywiście nie straciła wcale na szerokości na wysokości klatki piersiowej. Stwierdził, że skoro zmianę i tak widać, to może również zmienić kolorystykę; czerwień i srebro tym razem.

- Sir, wykrywam trzech intruzów w laboratorium - odezwał się JARVIS przez komunikator w zbroi. - Jednym z nich jest Winter Soldier Bucky Barnes, drugim Billy Kaplan z inicjatywy SHIELD-u "Young Avengers". Trzeci osobnik niezidentyfikowany, jednak zawiera w sobie elementy nieorganiczne. Podejrzenie androida lub cyborga.

Tony przez chwilę nie zrobił nic; powoli do niego dotarło, że a) ktoś się włamał do jego Wieży, b) najwyraźniej tym kimś był Winter Soldier, którego Cap szuka po świecie, c) na dodatek włamał się z dzieciakiem zrekrutowanym przez SHIELD "na wypadek", gdyby Avengersi mieli zacząć mścić się na rządzie (przydaje się hakowanie SHIELD-u dla zabicia czasu), d) kolejną osobą był niezidentyfikowany syntetyk. Świetnie.

- JARVIS, bądź gotowy na rozsunięcie paneli - oznajmił, unosząc się w nowej zbroi, poprawiając swoje ułożenie (nowy punkt równowagi ssał) i ruszył w stronę laboratorium.

- Sir, panna Maximoff dotarła do intruzów jako pierwsza.

Tony nie odpowiedział, bo akurat wleciał przez rozsuwające się panele w ścianie do laboratorium, celując repulsory dłoni w stronę intruzów.

- A ja byłbym naprawdę rad - zaczął, po czym skrzywił się trochę, bo jego głos był zmieniony i słychać go było przez modulator, ale to nadal był kobiecy głos, a nie jego stary głos. Ugh. Ale mówił dalej: - gdybyście wyjaśnili mi, jak to możliwe, że w ogóle się tu dostaliście. Zwłaszcza ty - dodał, kierując repulsor lewej dłoni w Winter Soldiera.

Z jednej strony, to Hydra. Z drugiej strony, to dawny przyjaciel Capa. Znowu z tej pierwszej strony, to morderca jego rodziców. Znowu z tej drugiej strony, to ktoś walczący z praniem mózgu. Hm. Tony nie mógł się doczekać, kiedy zjawi się Cap, ponieważ to kolejna rzecz, którą musi dodać do listy rzeczy, które trzeba Steve'owi przekazać. "Hej Steve, podczas Twojej nieobecności odkryłem, że SHIELD nam wcale nie ufa, zero niespodzianki, śniło mi się, że musimy ograniać to całe bohaterstwo uważnie, bo oh boy, tyle alternatywnych rzeczywistości, że hoho, tu masz swojego przyjaciela zza lodu, a, no i coś sprawiło, że jestem kobietą."

Będzie to przyjemna rozmowa.

Swoją drogą, Wanda też jeszcze nie wiedziała, co się z Tonym stało, więc... dowie się pewnie niedługo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 505
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Sie 08, 2015 1:02 am

Słuchając słów Victora Billy w końcu odwrócił wzrok od jego oczu, zamiast tego wbijając spojrzenie w podłogę, a w tym samym momencie odruchowo uniósł dłoń, by potrzeć lekko swój kark w geście pełnym zakłopotania. Intensywnie rozmyślał nad tym, jak zadośćuczynić chłopakowi za tę nieplanowaną wycieczkę. Przez głowę przechodziło mu na raz mnóstwo różnych opcji, ale żadna nie wydawała mu się w tej chwili wystarczająco dobra, więc ostatecznie odparł:
- Mogę dać ci mój adres. I numer do domu. Jeśli rzeczywiście zejdzie nam tu dłużej, to moi rodzice się tobą zajmą. Zadzwoniłbyś do siebie i... Pewnie wsadziliby cię w razie czego w samolot do LA? - oferta nie brzmiała pewnie tak dobrze, jak chciałby, aby wypadła, ale na to nie mógł już niestety nic poradzić.
Ostrożnie zakładając, że rzeczywiście trafili do właściwego miejsca, Kaplan usilnie starał się nie liczyć czasu do momentu, aż ktoś ich w końcu znajdzie. Avengers Tower musiało być przecież jednym z najbezpieczniejszych i najlepiej strzeżonych budynków na całej planecie - Tony Stark na pewno o to zadbał. To z kolei oznaczało, że alarm musiał już zostać uruchomiony, nawet jeśli oni sami jeszcze go nie słyszeli. Mściciele bez wątpienia byli przygotowani na ewentualność zwykłej teleportacji... Jakkolwiek by coś takiego nie działało. Mimo to jak do tej pory nic ich tutaj nie zaatakowało - a to nastawiało nastolatka raczej pozytywnie.
Odgłos otwierających się drzwi skutecznie wyrwał Billy'ego z jego rozmyślań i sprawił, że chłopak obrócił się ku nim przodem, równocześnie opuszczając ramiona wzdłuż ciała. Przez tę krótką chwilę zastanawiał się kogóż takiego ujrzy po drugiej stronie. Po prostu szeregowych agentów? Hawkeye'a? Wasp? Ms. Marvel, Thora, Iron Mana, a może nawet samego Kapitana Amerykę? To ostatnie z pewnością ułatwiłoby i przyspieszyło sprawę, ale nie liczył na takie szczęście.
Kiedy jednak oczom Kaplana ukazała się kobieta, która wyszła im na spotkanie, nastolatek ani przez chwilę nie posiadał żadnych wątpliwości odnośnie jej tożsamości - choć nie miała na sobie kostiumu bojowego, a jedynie ubiór cywilny. Billy spotkał ją już kiedyś w stroju codziennym i doskonale wiedział, że robiła w nim nie mniejsze wrażenie, niż w swojej sztandarowej kreacji... Przynajmniej dla niego, czyli fana numer jeden. Scarlet Witch. Uważająca ich w tej chwili za intruzów.
Gdzieś w głębi ducha chłopak świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że robił właśnie coś bardzo, ale to bardzo głupiego, lecz mimo to jego ciało zadziałało automatycznie. Brunet uniósł lekko ręce dla podkreślenia swojej bezbronności oraz braku złych zamiarów, a wychodząc przed Bucky'ego i Victora opuścił ramiona na boki, tym razem deklarując chęć... Sam nie był pewien, chronienia ich? Wzięcia tego wszystkiego na siebie? Niczego rozsądnego, to pewne.
Billy już miał zamiar zacząć się tłumaczyć, gdy panele w ścianie pomieszczenia poruszyły się i rozsunęły do końca, pozwalając kolejnej osobie wkroczyć, a raczej wlecieć na scenę. Zbroja sama w sobie dość jednoznacznie sugerowała Iron Mana, ale z drugiej strony Kaplanowi wystarczyło tylko rzucić na nią okiem, aby mógł wymienić z pamięci całą masę różnic. Inna kolorystyka, smuklejsza budowa, trochę wyraźniej zaznaczona talia... I zdecydowanie żeński głos, nawet jeśli osoba siedząca w środku użyła męskiej formy - "byłbym". Być może wewnątrz nie było tak naprawdę nikogo i zbroją sterowała sztuczna inteligencja, w tej chwili przekazująca słowa swojego twórcy? Albo mieli do czynienia z nowym bohaterem... Może nawet trans? To chętnie by zobaczył.
Kto by to jednak nie był, Billy tak czy siak obrócił się w jego lub jej stronę i nawet wykonał krok w tym kierunku... Po czym gwałtownie się zatrzymał. Nowo przybyła osoba mierzyła do nich z repulsorów, a i Scarlet Witch nie pozostawała przez ten czas bierna, podnosząc temperaturę panującą w laboratorium. Nie zwiastowało to niczego dobrego i pewnie najlepiej byłoby szybko wytłumaczyć się z tej niezapowiedzianej wizyty. Nastolatek wziął głęboki oddech, a następnie powoli i ostrożnie obrócił się z powrotem ku mutantce.
- Wiem, że pewnie mnie nie pamiętasz, bo i dlaczego byś miała, ale spotkaliśmy się parę miesięcy temu i przez chwilę rozmawialiśmy. Byłem trochę poobijany, po szkole, mówiliśmy o... O problemach związanych z byciem innym od ogółu. Powiedziałem ci, że jesteś moją ulubioną Mścicielką? - może i to niczego nie wyjaśniało, ale przynajmniej pozwalało zagrać na czas, a poza tym... Z zupełnie egoistycznych pobudek Billy chciał po prostu sprawdzić czy Scarlet Witch go sobie przypomni. Domyślał się, że nie, w końcu Avengers mieli tak wiele spraw na głowie, ale może... Może jednak? Mimo wszystko nastolatek nie mógł na tym poprzestać. Przeniósł wzrok na postać w zbroi i przemówił ponownie.
- Naprawdę nie chcieliśmy się tutaj włamać. Słowo honoru. Myślałem, że pojawimy się w lobby albo w innym neutralnym miejscu, ale mam kłopoty z teleportacją. Spore. Na moje usprawiedliwienie: od niedawna ją praktykuję. Tyle że to był najszybszy sposób na dotarcie tutaj, a nie mieliśmy pieniędzy na inny transport, więc... Tak wyszło. Przepraszam, to moja wina. Zabiorę stąd Victora, ale najpierw potrzebujemy... Pilnie potrzebujemy zobaczyć się z Kapitanem Ameryką - wytłumaczył, a na zakończenie spojrzał przez ramię na Bucky'ego.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 1:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Sie 09, 2015 12:26 am

W zasadzie, kradzież samolotu nie była takim złym pomysłem. Jeśli zrobiliby to w słusznej sprawie, to chyba nie byłoby to przestępstwo, nie? A po wszystkim mogliby go nawet zwrócić właścicielowi i ładnie podziękować. I wszyscy byliby zadowoleni. Plan idealny, gdyby nie to, że raczej nikt z ich trójki nie umie latać samolotem. Znaczy, Bucky mógłby spróbować, to przecież nie może być aż takie trudne. Pewnie by sobie poradził, ale jednak coś mogło pójść nie tak i... no, wolał nie rozbijać się drugi raz tego samego dnia. Chyba więc będą zmuszeni do wybrania jakże cudownej metody podróży jaką jest (ech) teleportacja. Może tym razem trafią w dobre miejsce, bo jeśli wierzyć Billy'emu, to tym razem powinno mu wyjść bardziej precyzyjnie. Kto wie, może nawet znajdą się w dobrym stanie? W końcu młodzieniec czarował coraz lepiej, co udowodnił zamieniając poplamione krwią, przepocone ubrania Jamesa na coś lżejszego i bardziej odpowiedniego na pogodę w LA. Co pewnie zaraz okaże się zbyteczne, bo po nieudanej teleportacji przeniosą się na zimną Alaskę, czy do Kanady. Albo faktycznie się uda i trafią do Nowego Jorku, do Avengers Tower. I spotkają Kapitana Amerykę. I wszystko sobie wyjaśnią. Z takimi myślami Winter Soldier pozwolił się przeteleportować.
Ponownie nie trwało to długo, a wszystkiemu towarzyszył ten charakterystyczny dla mocy Billy'ego rozbłysk niebieskiego światła. Pojawili się w jakimś miejscu, które przypominało laboratorium. Jedno z tych laboratoriów, w których Rosjanie przeprowadzali na Bucky'm bolesne eksperymenty, usuwali mu wspomnienia, mieszali w mózgu. Tylko, że to tutaj wyglądało bardziej nowocześnie. I było czyściej. Zdecydowanie czyściej. Ogólnie, czuć było bardziej przyjazną atmosferę. Może więc trafili dobrze i faktycznie są w bazie Avengers, czyli 'tych dobrych' - bo pewnie tak wyglądają ich laboratoria.
-...Tylko znajdziemy Steve'a Rogersa i wszystko mu wyjaśnimy - dokończył zaczęte przez Billy'ego zdanie. Miał nadzieję, że ten plan uda im się wykonać w miarę szybko i bez większych komplikacji. Naprawdę zależało mu na spotkaniu z dawnym przyjacielem. I kiedy już wyjaśnili Victorowi jaki jest ich plan, a James układał w głowie przebieg spotkania ze Stevenem, ktoś wszedł do pomieszczenia. A tym kimś okazała się... kobieta, która wydawała się dziwnie znajoma dla jego towarzyszy. W przeciwieństwie do nich, Bucky raczej jej nie kojarzył. Tak przynajmniej mu się wydawało, ale wpatrywał się w nią i próbował przypisać do jakiegoś nazwiska. I nic. A dziwne, bo wiele czytał o Avengers, jeszcze u Rosjan. Więc może wcale nie są w dobrym miejscu? Tak czy inaczej, wytłumaczyć się musieli. Znaczy, mogli też ją zabić lub ogłuszyć i później zbadać resztę budynku, ale James Barnes nie powinien tak działać. Kiedy Bucky miał zacząć opowiadać kobiecie o tym, jak tu trafili, stała się kolejna nieoczekiwana rzecz. W laboratorium pojawiła się kolejna postać - tym razem odziana w nowoczesną zbroję. Tym razem rozpoznał superbohatera - był to oczywiście Iron... stop, kobiecy głos? Czyli to nie był Iron Man? Co ciekawe, kobieta w zbroi, aktualnie do nich celująca, sprawiała wrażenie kogoś, kto zna Winter Soldiera. I... raczej nie wydawała się do niego przyjaźnie nastawiona. No, nic dziwnego. Ostatnim razem jak spotkał członka Avengers, bił się z nim w kanałach.
-My... - zanim Bucky zdążył zacząć, wszystko wytłumaczył za niego Billy. Wyglądało na to, że spotkał już kiedyś obecną tu Mścicielkę. Jeśli go pamięta - i jeśli pamięta go pozytywnie - to pójdzie im łatwiej z tłumaczeniem się, zdobywaniem zaufania i tak dalej. Co doprowadzi ich do Steve'a. -Dokładnie tak. Naprawdę ma z tym kłopoty - potwierdził słowa Wiccana, trochę krytycznie zerkając na niego, kiedy mówił o teleportacji. No, ale nie mógł go winić. Dopiero się uczył.
Bucky chciał jeszcze dodać, że nie pracuje już dla Rosjan, i że to co robił wcześniej było tylko efektem prania mózgu, ale stwierdził, że zostawi to na później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Sie 09, 2015 10:29 pm

Musiał przyznać, że propozycja Billy'ego mocno go zaskoczyła, zwłaszcza, że nie oczekiwał czegoś takiego. Nie obwiniał chłopaka o to co się stało, w końcu nie panował nad mocami, były dla niego nowością i nie chciał tego, prawda? Dlatego też nie chciał go, a tym bardziej jego rodziców, obarczać swoją podróżą do domu. Billy był u siebie, a Victor... skontaktuje się z mamą i coś wymyśli, nie ma innego wyjścia.
- Nie, nie musisz. Jakoś sobie poradzę, naprawdę. Nie chcę ci przyprawiać kłopotów, ani twoim rodzicom. Bilet to spory wydatek, nie spłaciłbym go zbyt szybko. - Odparł, kręcąc lekko głową. - Doceniam, naprawdę, ale to zbyt wiele. - Posłał mu lekki uśmiech, nieco zakłopotany.
Victor również zaczął się zaraz rozglądać po pomieszczeniu, niewątpliwie laboratorium i na pewno posiadało sprzęty z najwyższej półki, najnowocześniejsze - wielu z nich chłopak nawet nie rozpoznawał, co musiało oznaczać, że byli w ważnym miejscu, jakiejś istotnej grupy, korporacji czy firmy, a co za tym idzie - bardzo prawdopodobne, że tym razem Wiccanowi teleportacja poszła doskonale. No, pewnie lepiej dla nich gdyby wylądowali na innym, bardziej neutralnym i bezpiecznym gruncie, jednak wciąż lepiej, że byli w AT a nie na czubku wieży Eiffla. Ich wątpliwości, a przynajmniej jego, i jak mniemał Billy'ego, szybko się rozwiały gdy do pomieszczenia wkroczyła kobieta.
Nawet jeśli strój miała codzienny, wciąż wyglądała olśniewająco i nie dało jej się pomylić z nikim innym. Scarlet Witch. Nawet jeśli Victor nie był jej najwierniejszym fanem, chociaż uwielbiał i szanował wszystkich Mścicieli, nie mógł jej pomylić z nikim innym. Przy czym jedynie jej zachowanie potwierdziło jego podejrzenia, temperatura zaczęła się podnosić w laboratorium. Latynos póki co jeszcze nie odczuwał tego jakoś szczególnie, w końcu wychował się w L.A, chce wysokie temperatury były na porządku dziennym. Dlatego chwilowo ta nie robiła na nim większego wrażenia.
Zanim jednak zdążył w pełni przyswoić to co aktualnie miało miejsce, panele w pomieszczeniu się rozsunęły i pojawiła się w nim nowa osoba. Cóż, może na pierwszy rzut oka nie można było powiedzieć, że to osoba, ale jedna najprawdopodobniej znajdowała się w zbroi, która bez wątpienia wyszła spod ręki samego Iron Man'a, nawet jeżeli nie była typowa dla standardowych wytworów Starka. Na pierwszy rzut oka - kolorystyka. Podstawowa zmiana. Po nieco dłuższych oględzinach dało się również zauważyć, że jest nieco smuklejsza, może nie do końca kobieca, jednak też nie zdawała się być dostosowana do dorosłego mężczyzny. Młody bohater? Ktoś zwyczajnie mniejszy od Tony'ego? Kobiecy głos, męska forma? Robiło się ciekawie, nie mógł wykluczyć żadnej opcji; jednakże jego rozważania nad tą kwestią szybko się skończyły, ponieważ ów osobnik celował w nich z repulsorów. Z jednej strony czuł się zaszczycony, niecodziennie poświęca ci uwagę któryś z Mścicieli, z drugiej strony nie chciał zostać usmażony ani nic w tym klimacie.
W tym momencie też dotarło do niego jaką pozycję zajął Billy. Co on wyprawia...? Nawet jeśli spotkał Czarownicę, to było nierozsądne z jego strony tak wychodzić przed szereg i ściągać na siebie całą uwagę, i tak Iron... Coś, skupił swoją uwagę na Bucky'm. Nie podobało mu się za bardzo to szalone poświęcenie chłopaka; nie wierzył by Avengersi zaatakowali ich bez wyraźnego powodu, w końcu byli tym dobrymi, jednak... Położył dłoń na ramieniu rówieśnika, chyba chcąc mu tym samym dodać nieco odwagi? Otuchy? Sam nie był pewien, ale to wydawało się w tej chwili odpowiednie.
- Nie chcieliśmy was nachodzić. To wyszło przypadkiem, Billy chciał dobrze. - Dodał swoje trzy grosze, przenosząc wzrok między Szkarłatną i Iron Cosiem. - Odejdziemy przy najbliższej okazji... Dwójka nastolatków chyba nie jest sprawą godną uwagi dwójki Avengersów. - Dodał po chwili, już nieco ciszej, zerkając na Billy'ego. Miał tu najmniej do gadania, jednakże nie chciał by ktoś pomyślał, że nie dba o całą tę sytuację i jest mu obojętna. Był zestresowany i podekscytowany jednocześnie, w końcu spotkał dwóch Avengersów, Bucky'ego i rówieśnika z niesamowitymi mocami, więcej wrażeń niż przez całe jego życie!
Puścił ostrożnie ramię drugiego nastolatka, zastanawiając się czy uda mu się spotkać samego Kapitana Amerykę... I czy wyjdą z tego cało. Jego mama pewnie aktualnie umiera z niepokoju, już dawno powinien być w domu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pon Sie 10, 2015 7:35 pm

Na spotkanie nie wyszedł im ani Kapitan Ameryka ani Hawkeye czy Falcon. Wyszła ona.
Córa Magneto, siostra Quicksilvera – zdrajczyni Bractwa Mutantów i jeden z nowych nabytków Mścicieli. Kobieta, którą Billy Kaplan spotkał na swej drodze jakiś czas temu, kiedy ta jeszcze nie bardzo wiedziała, którą drogą podążyć. Była na roztaju, rozdarta wewnętrznie, nie potrafiąca dokładnie określić swych motywów, działania – bała się powrócić do Bractwa, ale bała się i również wesprzeć kogoś, kto ma czyste intencje. Zalążek zła jeszcze gdzieś w niej tkwił, nie do końca wypleniony – wówczas rozmowa z młodzieńcem spłynęła na nią jak ukojenie.
Było to jednak ulotne wspomnienie, a teraz nie znajdowali się na ulicy jako cywile, w Avengers Tower, gdzie ta pracowała. Mimo braku kostiumu wciąż pozostawała Wiedźmą, która potrafi więcej niż inni się domyślają. Niż sama się domyśla.
Chwilę później poczuła ruch z lewej strony – to automatyczne drzwi rozsuwały się powoli wpuszczając nie tylko powiew świeżego powietrza, ale i postać w jednej ze zbroi Tony’ego – tym razem zamiast epatować złotem błyszczało srebro, a i głos kompana z drużyny ciut różnił się od tego, którym wydawał jej polecenia czy wspominał o poprawkach w uzbrojeniu. Szkarłatna Wiedźma zmarszczyła brwi kierując spojrzenie w stronę Iron Mana – zaskoczenie jakie odmalowało się na jej twarzy zniknęło wraz z kolejnym mrugnięciem. Widocznie jeżeli coś miało się stać ze Starkiem, ta – nawet gdyby się domyśliła nie zamierzała zdradzać przyjaciela. Nie przed kimś, kto może mieć wobec nich nieczyste zamiary. Odwróciła wzrok od domniemanego przełożonego uśmiechając się pod nosem, bo i ona ciekawa była jakim cudem znaleźli się w siedzibie Mścicieli. Zerknęła raz jeszcze na Victora nie wiedząc do końca jak do niego się odnieść, po czym spojrzała na Zimowego Żołnierza, do którego celował Iron Man- nie bez powodu jak sądziła. Czerwona gwiazda na metalowym ramieniu na pewno nie przywodziła na myśl świąt Bożego Narodzenia. Kwaśny uśmiech ponownie rozlał się po jej jasnej twarzy, a błękitne ślepia zabłysły kiedy przesunęła dłoń ku górze, delikatnie zataczając okrąg. Temperatura powróciła do poprzedniego stanu, aczkolwiek drobne wyładowania między palcami mogły delikatnie informować przybyszy, że jeden nieprawidłowy ruch i po nich.
- To bardzo szlachetne z Twojej strony chłopcze, że bierzesz całą odpowiedzialność na siebie. – Nieznany akcent zabrzęczał kiedy ponownie się odezwała kierując te słowa najpewniej do Kaplana, który ustawił się przed szereg. Póki co nie skomentowała ich spotkania, o którym wolałaby pomówić na osobności. Nie w obecności osób trzecich.
- Zachowujesz się jak prawdziwy dowódca. Zdolny dowódca. – Ciągnęła dalej niewzruszona wciąż wyczuwając dziwną zależność między Billym, a jej osobą. Wiedziała, że mogła mu zaufać – tak samo jak była niemal pewna, że nie ma złych zamiarów. Zwłaszcza, że należał do grupy zrekrutowanej przez Shield.
- Co nie zmienia faktu, że wtargnęliście tutaj nieproszeni. Musiałeś bardzo chcieć się tu znaleźć, Billy. – Posłużywszy się jego imieniem jedynie zdradziła, że doskonale pamięta o ich krótkim spotkaniu. Zaraz potem przesunęła się do przodu, dosłownie o kilka kroków zmniejszając przy tym dystans między nią, a Wiccanem, którego energia wypierała jej własną. Cyganka była gotowa i czujna – cały czas – nawet wtedy gdy zajrzała w oczy młodego Czarodzieja widząc w nich własne odbicie. To ją zmyliło, zdezorientowało.
- Rozumiem, że macie jakieś plany, czyż nie? – Uprzejmy ton, poważne spojrzenie – tudzież szybkie zerknięcie w stronę Starka. Czekała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Sie 11, 2015 8:10 pm

Tony uniósł brew, kiedy chłopak - najwyraźniej sprawca tego całego bałaganu - tylko na niego popatrzył, a potem zaczął rozmowę od Wandy. Owszem, była tu pierwsza - w tym pomieszczeniu - ale to nie znaczy, że... cóż. Avengers Tower to w końcu jego dzieło, więc w tym momencie on ma pierwszeństwo nad wszystkimi, ale najwyraźniej chłopak nie powiązał zbroi z Tonym Starkiem.

Hm. Albo powiązał. I to tak powiązał, że zmiany, które Tony w zbroi wprowadził, i te, które w nim samym zaszły (przeklęte struny głosowe), spowodowały, że chłopak stwierdził, że nie ma do czynienia z Tonym Starkiem, tylko... kimś innym. Tony prychnął, ciesząc się, że zbroja anuluje dźwięki na zewnątrz. Tony miałby oddać zbroję komuś innemu? Nie licząc Rhodeya. No i może Pepper, jeśli się jej spodoba. Hm, całkiem rozsądne rozwiązanie, musi to zapamiętać.

Chłopak mówił o teleportacji. Świetnie. Tony raczej tego nie doczytał w jego aktach w SHIELD, lub po prostu nie sądził, że będzie go to kiedykolwiek dotyczyło. A jednak, skubany. Przywołał do zbroi właśnie te akta, aby móc odczytać przynajmniej dane osobowe. Barnes dodawał swoje trzy grosze, wydając się na zagubionego - jak ktoś, kogo opisywał Steve, próbującego przełamać programowanie - ale Tony nie był taki ufny. Pozwolił Wandzie mówić, przekopując się przez akta Billy'ego, ale zanim którykolwiek z przybyszy mógł odpowiedzieć na jej pytanie, przerwał:

- Młody, pilnie to ty potrzebujesz przestać bratać się z SHIELD - wymamrotał, pozwalając, aby zbroja przepuściła to przez głośniki. - Chociażby dlatego, że mają kiepskie zabezpieczenia przed włamaniem, Billy Kaplanie, nawet jeśli ukrywają program "Young Avengers" - dodał nonszalancko. Zwrócił wzrok z kolei na niezidentyfikowanego członka tej wspaniałej wycieczki. - Taak, masz rację, dwójka nastolatków nie jest sprawą godną uwagi Avengersów. Oczywiście w momencie, kiedy jeden z nich jest członkiem inicjatywy stworzonej w celu potencjalnego unieszkodliwienia Avengersów, i ten sam nastolatek nie tylko włamuje się do Avengers Tower, to jeszcze robi to z innymi osobami, a jedna z nich okazuje się poszukiwanym zabójcom i starym przyjacielem nikogo innego jak Kapitana Ameryki - wtedy to staje się sprawą godną uwagi Avengersów.

Wylądował zgrabnie na ziemi, ale nie opuszczał repulsorów. Nadal również nie unosił przedniego panelu hełmu, ponieważ trzymał ich w niepewności - czy to Iron Man, czy nie? I tak, i nie; ale tego nie musieli wiedzieć. Wanda się dowie, ale miał nadzieję, że jego stan nie wyjdzie poza krąg Avengersów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 505
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Sie 11, 2015 11:24 pm

Oczekiwanie na dalszy rozwój wydarzeń było nie tylko stresujące, ale i wpędzało Billy'ego w nagłe wątpliwości i w wahanie. Przez cały czas chłopak starał się wierzyć w to, że sprawy dobrze się ułożą - że Mściciele dadzą się przekonać, a Bucky, Victor i on sam wyjdą z tego wszystkiego obronną ręką. Kto wie, może nawet S.H.I.E.L.D. nigdy nie usłyszy o tym wybryku, a Kaplan będzie mógł spokojnie wrócić z tej wycieczki krajoznawczej do Francji? Oczywiście po uprzednim odstawieniu Victora do Los Angeles, zgodnie z tym, co mu przed chwilą obiecał.
Mimo wszystko nie było mu łatwo myśleć pozytywnie. Komentarz Bucky'ego - to potwierdzenie kłopotów z teleportacją - pomimo dobrych zamiarów wcale nie pomagał, przeciwnie, jeszcze dodatkowo pogorszył nastrój nastolatka, a przede wszystkim ujął mu sporo z ostrożnie budowanej pewności siebie. Billy zerknął na mężczyznę, na to jego krytyczne spojrzenie... A już myślał, że idzie mu coraz lepiej.
Wszelkie problemy oraz wątpliwości nagle od  niego jednak odstąpiły, gdy tylko poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń... I zorientował się, że należy ona do jego rówieśnika. Wzrok Kaplana natychmiast przeskoczył na Victora, po czym powędrował w dół, a serce zabiło mu na moment mocniej. Miał tylko nadzieję, że tym razem udało mu się uniknąć rumieńców... Ale wcale nie był tego taki pewien.
Na słowa Latynosa Billy mimowolnie lekko się uśmiechnął, głównie w podzięce za oferowane wsparcie. Przynajmniej Victor zdawał się w niego choć trochę wierzyć. Kto wie, być może już za chwilę będzie mógł odstawić go do domu i - przy odrobinie szczęścia - nawet zapytać o jego numer...? Jeśli się odważy. W końcu cała szerokość kontynentu to nie tak wiele, gdy ktoś potrafi się teleportować.
Choć z drugiej strony pewnie i tak nie miał żadnych szans. Robienie sobie nadziei przynajmniej odciągało jego myśli od poważniejszych problemów, nawet jeśli tylko na chwilę... Niestety na krótką chwilę, gdyż Scarlet Witch znów się odezwała, w ten sposób wybijając Billy'ego z rozmyślań.
Pochwaliła go. Tego akurat chłopak wcale się nie spodziewał, nawet jeśli ta pochwała nie była jednoznacznie pozytywna - a przynajmniej nie w zaistniałych okolicznościach. Mimo wszystko sprawiła, że poczuł się trochę lepiej... Milej. A potem Mścicielka określiła go mianem "dowódcy".
On - dowódcą? Nie. Nieszczególnie. Kaplan nie poczuwał się do tej roli, nigdy nie miał ambicji na to, aby kimkolwiek albo czymkolwiek rozporządzać... Przeciwnie, doskonale wiedział, że nie nadawałby się na takie stanowisko. Z pewnością narobiłby mnóstwo głupot, które wydawałyby mu się właściwe pod kątem moralnym, ale nie przekładałyby się na najrozsądniejsze działanie... Nie na takie najlepsze dla grupy. Nastolatek chciał jedynie bronić innych, nie tylko ludność cywilną, ale i po prostu swoich towarzyszy, nawet chwilowych, za których czuł się odpowiedzialny.
Komplementy niestety szybko się skończyły i rozmowa wróciła do najważniejszego tematu, czyli ich przybycia bez zaproszenia do Wieży. Przez głowę Billy'ego automatycznie przeszła myśl, że Scarlet Witch pewnie nawet nie wiedziała jak blisko prawdy była mówiąc, że bardzo chciał znaleźć się w tym miejscu... Przecież właśnie na tym zdawały się polegać jego zdolności. Na chęci zrobienia czegoś. Oczywiście chłopak nie miał zamiaru wtrącać tej uwagi do dyskusji i zamiast tego odwrócił tylko wzrok, całą swoją postawą nieświadomie ukazując skruchę.
Pytanie o plany sprawiło, że Kaplan obrócił lekko głowę, aby ponownie spojrzeć na swoich towarzyszy, szczególnie na Bucky'ego... Pytająco. Zamierzali co prawda spotkać się z Kapitanem, ale rzeczywiście było to dość ogólne postanowienie, więc Billy liczył na to, że mężczyzna posiadał jakieś konkretniejsze zamysły.
Nim jednak nastolatek zdążył zabrać głos i ponownie zacząć ich bronić, znów odezwała się osoba w zbroi, która... Najwyraźniej wiedziała o tym, że podlegał Tarczy. I znała jego nazwisko. A w dodatku posiadała nawet jakieś informacje na temat Young Avengers... Wykradzione, jak sama zdradziła, zresztą najwidoczniej nie widząc w tym niczego złego. Oczywiście agenci już na samym wstępie poinformowali Kaplana o tym, że cały projekt jest ściśle tajny i nie może o nim nikomu opowiadać, ale nie sądził, że S.H.I.E.L.D. ukrywało go również przed Avengersami... Dlaczego by miało?
Billy odruchowo zmarszczył czoło, wbijając wzrok w tę część zbroi, która odpowiadała ludzkiemu obliczu. Jego zdezorientowanie rosło z każdą chwilą, gdy słuchał słów opancerzonego człowieka, aż w końcu przerodziło się w istny szok, który z całą pewnością odbił się na twarzy młodzieńca, w pierwszej chwili rozszerzając jego brązowe oczy i lekko rozchylając usta.
Jak to: "w celu potencjalnego unieszkodliwienia Avengers"? Tego nikt mu akurat nigdy nie powiedział. Był pewien, że by to zapamiętał. Przecież mieli zostać następnymi Mścicielami, kolejnym pokoleniem - kiedyś, w przyszłości... Albo może nawet prędzej, gdyby obecnym coś się stało lub gdyby potrzebowali pomocy, po prostu... Ale nikt nie mówił niczego o unieszkodliwianiu. Poza tym, bez przesady, oni - Avengersów? Niby co mieliby im zrobić? Jak? Aż ciężko było mu w to wszystko uwierzyć.
Tyle że... Przecież Stark - albo ktoś od niego - nie kłamałby w ten sposób, prawda? Nie, niemożliwe. To bohaterowie, ten tytuł do czegoś zobowiązywał. Ale z drugiej strony S.H.I.E.L.D. stało na straży ludzkości, więc czemu miałoby coś ukrywać przed własnymi ludźmi? Jasne, Billy miał już wcześniej swoje podejrzenia, szczególnie wtedy, gdy agencja tak po prostu wywiozła ich do Francji - na urlop od treningów... Ale przecież nie o coś takiego.
- Nie tak... Przedstawiła to Tarcza - powiedział w końcu powoli, ostrożnym tonem, namyślając się już co dalej. Przesunął wzrok między osobą w zbroi i Scarlet Witch, lecz tym razem umyślnie powstrzymywał się od patrzenia w stronę Victora i Bucky'ego. Bo... Co oni sobie teraz o nim pomyślą? Że on ich okłamywał? Choć tak czy siak nie mówił nic na ten temat - w ogóle - więc czy to aby na pewno liczyło się jeszcze jako kłamstwo? Chyba już prędzej jako zatajenie prawdy. Przypadkowe i nieświadome, ale w to nie musieli mu przecież uwierzyć. Mieli mu to za złe? Wolał nie widzieć ich zawodu, oceny i krytyki w ich oczach... Po prostu nie.
Stop. Poszukiwany zabójca? Billy odtworzył sobie w myślach wszystko to, co pamiętał z ostatniej usłyszanej wypowiedzi. O tym Bucky nie wspominał... Gwiazda na jego ramieniu świadczyłaby co prawda na poparcie tych słów, ale przecież mężczyzna nie zachowywał się jak... No dobrze, momentami rzeczywiście sprawiał dość mordercze wrażenie, a raczej zdawał się zapominać i wtedy właśnie to z niego wychodziło - ale był przecież żołnierzem, to równie dobrze mogło być to, a nie... A nie coś gorszego. Kaplan zagryzł na moment dolną wargę, lecz dość prędko zebrał się w sobie i wziął głęboki oddech.
- Mówiłem już, że nie chcieliśmy się tutaj włamać. Ja nie zamierzam nikogo... Unieszkodliwiać, teraz czy kiedykolwiek, to znaczy - nikogo z tych dobrych przynajmniej, a Bucky nie chce nikogo zabijać, tylko... Tylko porozmawiać z Kapitanem. To wszystko. A potem Victor i ja znikniemy i nie będziemy waszym problemem. Więc... Jest tutaj? Kapitan? - w pytaniu tym zabrzmiała nutka nadziei.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 1:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Sie 13, 2015 1:33 pm

Choć temperatura w pomieszczeniu trochę się za sprawą Wandy zmniejszyła, to atmosfera wciąż była gorąca. Głównie za sprawą faktu, że Iron... Woman (?) ciągle celowała do nich używając repulsorów w swojej zbroi. Pewnie wystarczyłby jeden strzał jakimś laserem i niespodziewana wizyta tej trójki w Avengers Tower zakończyłaby się przedwcześnie. No ale przecież Avengersi nie mogli zabić Bucky'ego - Steve by im tego nie wybaczył. Chociaż z drugiej strony... ostatni raz, kiedy go widział, to znajdowali się w nowojorskich kanałach i bili się zaraz po tym jak Rogers odkrył, że Winter Soldier go śledzi - z zamiarem zabójstwa. Ale hej, teraz był inną osobą i to zamierzał wytłumaczyć obecnym tu superbohaterom. Musiał jednak najpierw przemyśleć w jaki sposób to zrobi - na szczęście miał czas, bo wyglądało na to, że Billy rozmawiał aktualnie ze znaną mu już mścicielką. Która, swoją drogą, sprawiała wrażenie coraz bardziej im przychylnej. Dobrze. Kiedy James zastanawiał się, jak wszystko się dalej potoczy i czy będzie im dane w końcu spotkać się z Kapitanem Ameryką, ponownie przemówiła kobieta (?) w zbroi. Young Avengers - o tym nie wspominał Billy. A to ciekawe, Barnes nie wiedział, że istnieje jakaś młodsza wersja Mścicieli. Wyglądało na to, że ich istnienie powinno być sekretem, więc Bucky w zasadzie nie powinien mieć mu za złe, że nie wspomniał o tym fakcie. Zresztą co go to obchodziło? Ważne, że potrafił się teleportować i przeniósł ich tutaj. I pani Iron Man wspomniała jeszcze o tym, że Winter Soldier jest poszukiwanym zabójcą. Widział zdziwienie Billy'ego - fakt, nie wspomniał o tym, ale to przecież wcale nie jest takie istotne, nie?
-Okej, chyba... chyba powinienem coś wyjaśnić - Bucky wziął głęboki wdech. -Nie jestem już po stronie Rosjan. Zabijałem dla nich tylko dlatego, że wyprali mi mózg, nie wiedziałem kim jestem, ale teraz.. ee... wrócił James Barnes, przypomniałem sobie o swoim pochodzeniu, o wojnie i jestem tu, żeby porozmawiać ze Steve'em Rogersem. Wciąż brakuje mi kilku wspomnień, nie jestem do końca pewien co jest prawdą i... - naprawdę trudno było mu o tym mówić, zdecydowanie mu nie wychodziło. Kolejny wdech. -I... tak, dlatego tu jestem. Nie będę nikogo zabijał, skończyłem z tym. Nawet nie mam przy sobie broni! - dodał na usprawiedliwienie. Stał tak, wpatrując się w rozmówców ze zmieszaniem malującym się na twarzy. Nie był pewien, czy to, co właśnie powiedział miało jakikolwiek sens i czy faktycznie się wytłumaczył. Prawie wszystko było prawdą - poza tym, że tak naprawdę nie przestał zabijać po tym jak skończył z pracą dla Rosjan. Wtedy został najemnikiem w Europie i zarabiał na strzelaniu do ważnych ludzi, ale to można przecież pominąć, nie?
Spojrzał na Victora i Billy'ego, którzy musieli być trochę zdziwieni jak usłyszeli to wyznanie żołnierza. Nie sądził, by wystarczyło ono, aby Avengers mu zaufali i przestali myśleć o nim jako o groźnym, rosyjskim zabójcy, ale czuł się chociaż trochę usprawiedliwiony. Chyba czuł się lepiej. Pozostało jeszcze tylko spotkać się z Rogersem i mu o tym wszystkim opowiedzieć. A to może być jeszcze trudniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 14, 2015 12:28 pm

Victor czuł się tutaj... Zdecydowanie nie na miejscu, chyba bardziej niż mu się początkowo wydawało. Miło było myśleć, że był jakimś wsparciem dla Billy'ego bo a zaistniałej sytuacji, było mu to z pewnością potrzebne. Wziął całą odpowiedzialność na siebie, zasłonił ich sobą i zajął się praktycznie całą konwersacją, chociaż, z tego co wspominał wcześniej, była to głównie sprawa Bucky'ego a on mu jedynie pomagał. Musiał przyznać, że rówieśnik mu zaimponował w tej chwili, nawet jeśli nie było to do końca rozważne, z pewnością imponujące. Nic dziwnego, że Scarlet Witch wspomniała o byciu przywódcą. Nie znał chłopaka na tyle dobrze by ocenić czy ma inne cechy i chęci potrzebne na zostanie przywódcą, jednak wykazywał się dobrym sercem...I zrozumieniem.
Mancha robił tu za dodatek, cudownie było spotkać dwóch Avengersów, i to jednego dnia, znaleźć się w ich bazie, chociaż niosło to ze sobą gorsze skutki - nigdy nie sądził, że jakakolwiek zbroja Iron Mana, prowadzona przez kogoś dobrego, będzie celować w niego z repulsorów, bo zakładał, że to był ktoś dobry, inaczej chyba nie dostałby się do najbardziej strzeżonego budynku w Nowym Jorku... I nie został wykryty. Bo akurat dostanie się tutaj, z pewnymi zdolnościami, nie było aż tak trudne, czego są żywym dowodem.
Świetnie, temperatura wróciła do normy, jednakże wyładowania przy dłoni Wiedźmy nie były wcale lepsze. Repulsory i umiejętności kobiety przeciwko nim. A przecież nikt z nich nie chciał stawać przeciwko Mścicielom, prawda? Byłoby to głupie, nieodpowiedzialne i najprawdopodobniej śmiertelne, w końcu oni bronili takich ludzi jak Billy, czy Victor i...
I w tym momencie padły słowa Iron Cosia, odnośnie Billy'ego i czegoś zwanego S.H.I.E.L.D. Nie miał pojęcia czym to było, jednak z wypowiedzi mógł wywnioskować, że była to swego rodzaju organizacja, za pewne tajna, która prowadziła coś co nazywało się Young Avengers - projekt? Co bardziej niepokojące Billy był tego częścią, co chyba nie było zbyt dobre. Znaczy, samo Young Avengers brzmiało świetnie, bycie częścią Mścicieli, być może ich następstwem i kiedyś, w przyszłości, Victor pewnie chętnie wspominałby moment gdy poznał jednego z nich, przypadkiem, co w zasadzie brzmiało jeszcze fajniej. "A wpadliśmy na siebie na plaży, kiedy się tam teleportował i niechcący ogłuszyłem jego towarzysza, a jego związałem lampami ulicznymi." Brzmi świetnie, jednak... Och. Unieszkodliwić? Dlaczego ktokolwiek chciałby unieszkodliwić obrońców Ziemi? Czyżby ta cała Tarcza nie była dobrą organizacją? Możliwe, zwłaszcza, że wszystko wskazuje na to, iż właściwi Mściciele nie byli poinformowani o istnieniu tej grupy, a Stark, lub ktoś od niego jedynie włamał się do ich bazy.
Chciałby kiedyś zobaczyć mistrza w akcji.
Mógłby zrozumieć istnienie takiego projektu, pod względem chęci chronienia innych, gdyby Avengers chciało się sprzeciwić, to logiczne, że ludzie bali się innych, silniejszych od siebie, a mowa tu o najpotężniejszych istotach na Ziemi, o których wiadomo, przynajmniej. Powstrzymali podbój naszej planety przed obcym gatunkiem, tyle robili... Ale by ich unieszkodliwić? Miał nadzieję, że krył się za tym lepszy cel, wyższy, a co istotniejsze, szlachetniejsze zamiary na przyszłość. Nie wierzył by Billy uczestniczył w czymś złym. A kiedy spojrzał na jego twarz, był tego pewien. Dezorientacja i zagubienie. Jego chyba również nie zapoznali ze swoimi zamiarami, albo Iron nie wiedział wszystkiego, nie znał prawdziwych zamiarów? Tak czy inaczej to nie brzmiało dobrze. A gdyby wrażeń było za mało, zanim Vic zdążył do końca przetrawić jedną informację, Bucky zaserwował im kolejną, niewiele lepszą. Rosjanie, pranie mózgu... Zabójstwa na zlecenie. To przynajmniej wyjaśniało czerwoną gwiazdę na ramieniu i dość groźny wygląd, czasem morderczy, na przykład gdy patrzył na ciebie wściekły, że rzuciłeś nim o ścianę. Ale lepiej by do tego nie wracać teraz myślami. Mówił o swojej przemianie, jednak nie mogli mieć pewności, liczył, że taka była prawda... Nie chciał by do tego wszystkiego Billy zaczął się obwiniać, że wprowadził tu wroga, miał dobre zamiary.
Opuścił nieznacznie głowę, nie chcąc się więcej wtrącać, jedynie czekał na dalszy, oby pozytywny, rozwój wydarzeń. W całej tej sytuacji był nikim, i nie było sensu ściągać na siebie zbędnej uwagi. Liczył na szybkie zakończenie spotkania i powrót do domu... Najchętniej sprawdziłby w tej chwili komórkę, ale nie była to raczej najlepsza pora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 21, 2015 5:07 pm

Drzwi, którymi chwilę temu do pomieszczenia wkroczyła Wanda, otworzyły się ponownie - ale tym razem stanęło w nich już znacznie więcej osób... I w dodatku nie członków Avengers. Och, nie; byli to agenci S.H.I.E.L.D., o czym świadczyły ich kombinezony - wszyscy mieli na sobie stroje do pracy w terenie, wzmocnione i uzbrojone, nawet jeśli z tym ostatnim się nie obnosili. Grupa składała się z dokładnie pięciu Tarczowników, w tym zresztą tylko jednej kobiety... Na przedzie, skoro już o tym mowa.
-Kapitan Ameryka został poinformowany o tej niespodziewanej wizycie. Liczymy na to, że niedługo tutaj dotrze, a póki co zajmiemy się naszymi młodymi gośćmi- poinformowała zebranych już na wstępie. Głos miała miły i spokojny, wręcz przyjazny, a do tego raczej pewny siebie, choć brzmiała przy tym zupełnie tak, jak gdyby nie wywierała żadnego nacisku. Jej spojrzenie przesunęło się po Scarlet Witch i Iron... Woman, ale zaraz potem przeskoczyło na Winter Soldiera, później zaś na Billy'ego, aż ostatecznie spoczęło na Victorze. W tym momencie zmarszczyła lekko czoło, jak gdyby coś jej nie pasowało.
-Proszę ze mną i moimi kolegami, chłopcy. Panie Stark, zakładam, że wraz z panną Maximoff dotrzymacie towarzystwa panu Barnesowi do czasu przybycia jego... Przyjaciela?- dorzuciła, jednocześnie obracając się i unosząc lekko jedną dłoń, aby gestem wskazać na wciąż otworzone drzwi.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 21, 2015 6:55 pm

Wymówki, wymówki, wymówki. Tony lubił patrzeć, jak ludzie się przed nim skręcają, a jeszcze bardziej, kiedy był w zbroi. Ach, miłe uczucie. Wysłuchał wszystkich dokładnie, z uniesioną brwią. Młodzi nie wiedzieli, po co są szkoleni, lub nakarmiono ich kłamstwami. Winter Soldier twierdził, że ogarnął się i nie ma już wypranego mózgu. Ani jednemu, ani drugiemu nie chciał od razu uwierzyć. Miał zamiar powiedzieć im, że wszystko będzie musiał sprawdzić, ale nie zdążył, bo do pomieszczenia wparowali ludzie z SHIELD.

- No nie wiem - odpowiedział kobiecie, lądując na ziemi i zwracając się w jej stronę, opuszczając repulsory. - To są w końcu moi goście, a jestem bardzo hojnym gospodarzem i nie powinienem pozostawiać ich na pastwę... losu. - Monitorował "gości" poprzez kamery dookoła hełmu. Kazał JARVIS-owi wysłać wiadomość do Capa z informacją, że Barnes jest w wieży, bo a nuż SHIELD kłamie - nie pierwszy raz zresztą? - Miałem nadzieję, że młodzież dotrzyma nam towarzystwa i podzieli się swoimi wrażeniami, w końcu wieża ma być jak najbardziej przyjazna dla użytkownika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 505
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 21, 2015 10:02 pm

Mściciele nie zdążyli jeszcze nawet zareagować na słowa Billy'ego, gdy głos zabrał Bucky... I przynajmniej w końcu wyjaśnił swoją sytuację, choć nastolatek nie był pewien czy aby na pewno wyjdzie im to teraz na dobre. Bohaterowie zachowywali się trochę tak, jak gdyby nawet nie chcieli im uwierzyć, a to niestety poważnie komplikowało sprawy. Kapitan podszedłby do nich inaczej, szczególnie do Bucky'ego... Tyle że najwyraźniej nie zamierzali go sprowadzić.
Z drugiej strony natomiast w głębi ducha Kaplana z każdą chwilą narastało coraz większe podekscytowanie, które na szczęście nie było w stanie przedrzeć się przez warstwy stresu, zdenerwowania i niepokoju. Pewnie nie byłoby to za bardzo na miejscu, gdyby teraz je okazał... Ale przecież właśnie poznał powojenne losy jednego z bohaterów Stanów Zjednoczonych Ameryki - więc jak miał w takich okolicznościach nie być podekscytowany? Może i usłyszał tylko mały fragment historii Bucky'ego, ale to i tak było więcej, niż wiedzieli... Badacze, historycy, fani. Po prostu wszyscy.
Podczas gdy Bucky przemawiał, Billy mimo wszystko na niego zerknął, ale jedynie kątem oka... Bo wciąż nie czuł się na tyle pewnie, aby pozwolić sobie na coś więcej. Kiedy jednak jego wzrok został pochwycony, chłopak natychmiast go odwrócił, w pierwszej kolejności wbijając go w podłogę, a następnie przesuwając go ku Mścicielom... Głównie ku Scarlet Witch, gdyż jej reakcję miał przynajmniej szansę wyczytać z jej twarzy. Zbroja z kolei to uniemożliwiała.
Trochę bał się z kolei patrzeć na Victora. Właściwie to... Było mu po prostu wstyd. Wciągnął swojego rówieśnika w coś takiego, w dodatku bez żadnego powodu, zupełnie przypadkowo - albo raczej podświadomie - a teraz nawet nie wiedział kiedy i jak będą w stanie się z tego wszystkiego wyrwać. Billy niemalże był skłonny spróbować teleportacji, ale przygotowanie się do niej zajmowało mu zbyt dużo czasu... Więc ktoś na pewno zdążyłby mu przerwać i tylko sprowadziłby na nich jeszcze większe kłopoty. Ta opcja odpadała.
Nie mogąc w tej chwili zrobić nic innego, Kaplan wziął się w garść, obrócił się lekko i choć nie spojrzał Latynosowi w oczy, to jednak ostrożnie dotknął jego nadgarstka, właściwie to tylko musnął go palcami. To na nim skupił wzrok. W ten niemy sposób chciał przekazać chłopakowi, że go tutaj nie zostawi i coś na to wszystko poradzi... Choć sam nie wiedział czy uda mu się to osiągnąć. Aż serce zabiło mu mocniej.
Billy nie miał jednak niestety czasu na to, aby skupiać się na Victorze, gdyż drzwi do pomieszczenia znów się otworzyły, ukazując całą grupę osób w charakterystycznych kombinezonach, które nastolatek zdążył już dobrze zapamiętać. Tarcza. To przez niego? To znaczy, przyszli po niego czy... Czy pojawili się prostu z powodu intruzów?
Wystarczyło mu jedno spojrzenie na twarz agentki, aby od razu zrozumiał, że rzeczywiście chodziło o niego. Nie potrzebował do tego żadnej super mocy, ani przeczuć, ani niczego podobnego. Zwyczajnie znał już tę kobietę, a spotkał ją właśnie dzięki swojej przynależności do Young Avengers... Czyli wyglądało na to, że i tak spora lista jego problemów właśnie gwałtownie się przedłużyła.
Starając się nie okazać po sobie wzrastającego zdenerwowania, Billy w napięciu słuchał słów agentki. Wynikało z nich, że przynajmniej ktoś poinformował Kapitana o ich przybyciu, więc Bucky powinien go niedługo spotkać... Ale ta druga część wypowiedzi kobiety już się tak bardzo Kaplanowi nie spodobała. Czuł się mniej więcej tak, jak gdyby właśnie zaproszono go na ścięcie, lecz niewiele mógł na to poradzić. Zerknął kontrolnie na Victora, równocześnie odruchowo przesuwając się nieco bliżej niego...
I wtedy osoba w zbroi stanęła w ich obronie. To znaczy, zrobił to Tony Stark, jeśli wierzyć agentce oraz... Jemu samemu? Póki co Billy zamierzał po prostu zaakceptować tę kwestię i o nic nie pytać. Przesuwał spojrzeniem pomiędzy Mścicielem i nowo przybyłą, zastanawiając się komu w tej chwili wolał zaufać, a komu podpaść... I właściwie to nie było mu ciężko podjąć tę decyzję.
- Zostaniemy. Prawda? - ponownie skierował wzrok na Victora i nawet zdołał lekko się do niego uśmiechnąć, pokrzepiająco, jak gdyby chciał dodać mu odwagi. Wciąż trzymał się blisko niego i ani myślał się odsuwać, ani tym bardziej pozwolić na to, aby ich rozdzielono. Czuł się odpowiedzialny za Latynosa.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 1:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Sie 22, 2015 11:30 am

Idąc w stronę laboratorium kobieta miała nadzieję spotkać jedynie zwykłych rzezimieszków chcących wykraść tajne dane, by potem móc je wykorzystać przeciwko nim, czy zrobić cokolwiek prozaicznego z czym w danej chwili potrafiłaby sobie poradzić. Nie miała jednak pojęcia jaką trudną przeprawą będzie spotkanie chłopca, z którym niegdyś rozmawiała, dorosłego mężczyzny oskarżonego o popełnienie zbyt wielu morderstw i nastoletniego mruczka.
Wanda chyba faktycznie wolałaby spotkać płaczka żydowskiego Dooma narzekającego na swoje życie niż tą ciekawą zgraję, z którą będą mieli więcej kłopotów.
Atmosfera w pomieszczeniu zdawała się być nie tyle co napięta, a gorąca – wszak napotkani osobnicy teoretycznie nie wykazywali podejrzanych zachowań – wręcz przeciwnie. Oddawali się w ich ręce, bez protestów mówiąc co i jak. Dziwne przeczucie wciąż nie opuszczało Wiedźmy, zwłaszcza wtedy gdy napotykała spojrzenie młodego Mściciela. Ten wydawał się jej strasznie znajomy – nie tylko dlatego, że jakiś czas temu napotkała go na swojej drodze. Była wtedy skołowana, nie wiedziała co myśleć i co robić ze sobą i swoim życiem. Chłopak miał charyzmę i moc, która ją zaciekawiła. Z tego co jednak powiedział Stark należał do organizacji niezbyt im sprzyjającej co sprawiło, że na twarzy kobiety zakwitł kwaśny grymas – czyżby się pomyliła co do Kaplana? Przełknęła gulę pełną goryczy nie będąc pewną tego co zwyczajnie Tarcza nakładła im do młodych makówek. Obserwowała przez chwilę Billy’ego, który w jej oczach mógł jedynie dostrzec pewną nutkę zawiedzenia. Dlaczego ta się tam pojawiła?
- W takim razie nie pozostaje nam nic innego jak wyjaśnić całą sytuację. – odezwała się chwilę później spoglądając również przy tym i na Winter Soldiera, który zaczął się nieporadnie tłumaczyć dlaczego się tutaj wraz z nimi znalazł. To co opowiedział po krótce tylko teoretycznie trzymało się tak zwanej kupy – skąd jednak mogli wiedzieć, że była to prawda? Nikt go nie przeszukał, nie sprawdził czy faktycznie nie ma broni i złych zamiarów. Maximoff w spokoju lustrowała jego twarz wciąż celując właśnie w jego osobę, zrobiła to niemal od razu gdy z ust Starka padło magiczne stwierdzenie, że jedyny dorosły z całej zgrai niezapowiedzianych gości może być niebezpieczny. Szatynka zatem przeszła spokojnie te kilka metrów dzielących ją od Jamesa nie zwracając przy tym uwagi na reakcję kogokolwiek – powaga przemknęła przez jej jasną facjatę kiedy skierowała się właśnie do mężczyzny wskazując na to by się obrócił.
- Stój spokojnie. – Wydała polecenie, całkiem miło jak na jej gust obdarzając przy tym ciemnowłosego nikłym uśmiechem. Jeżeli ten wykonał jej zadanie ta chwyciła go za ramię lewą ręką, drugą natomiast pozbawiła swoich mocy, by te nie przeszkadzały jej w sprawdzaniu osobnika. Raz zerknęła na Tony’ego w osobliwym wydaniu chcąc przekazać mu by w tym czasie zajął się dzieciakami. Jej ręce w tym czasie mknęły przez odzienie najemnika i byłego przyjaciela Rogersa raczej nie napotykając zbędnych przedmiotów. Sprawdziła miejsca najbardziej nadające się na przechowywanie broni i robiła to w sposób delikatny – gdyby delikwent jednak nie chciał zrobić to o co prosiła to najzwyczajniej w świecie użyłaby siły.
Kilka minut później kiwnęła głową i tknęła ponownie Bucka, by oznajmić mu, że jak najbardziej może się już do niej odwrócić – jeszcze raz rzuciła na niego okiem i cofnęła się nie spuszczając z całej trójki czujnego spojrzenia. Odwróciła jednak głowę akurat w momencie gdy do laboratorium weszło kilku agentów z minami wcale nie sprzyjającymi ku wspólnemu wypiciu herbatki. Podczas gdy kobieta mówiła Wanda nie odzywała się wcale nie wykazując żadnego zainteresowania jej pojawieniem się. Ona z Tonym byli pierwsi, to oni przyłapali małych imigrantów także to oni mieli prawo do zajęcia się nimi w odpowiedni sposób. Dlatego gdy agentka, której Scarlet nie kojarzyła skoczyła oczekując na ich nowych znajomych, ta obróciła się w jej stronę, tym samym przysłaniając jeńców swoim ciałem jakby chcąc zaznaczyć, że oni są pod ich opieką.
- Sądzę, że lepiej będzie dla wszystkich gdy panowie zostaną z nami. – Jej słowa przecięły powietrze zaraz po tym gdy Tony oznajmił co trzeba. Nie ukrywała, że młody Kaplan strasznie ją zainteresował nie tylko ze względu na umiejętności.
- Dlatego proponuję by państwo powrócili do swoich zadań, a my zajmiemy się nimi odpowiednio. – Ton jej głosu wręcz nakazywał by pracownicy Tarczy brali swe zacne cztery litery i zmiatali stąd. Pośród agencji chodziły plotki, że Scarlet Witch nie do końca panuje nad swoimi emocjami – a jedyna osoba, która potrafiłaby poskromić jej ognisty temperament właśnie znajduje się kilkaset kilometrów na misji.
Błękitne spojrzenie zajarzyło jaśniej, a dłonie delikatnie mrowiły, gdy wokół nich pojawiły się znane wyładowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Sie 22, 2015 2:09 pm

Z każdą mijającą minutą Victor miał coraz większą ochotę się stąd po prostu wyrwać, nawet jeśli możliwość Kapitana go napędzała i motywowała małego fanboya w nim, czuł się zwyczajnie nie na miejscu. Nie dało się ukryć, że Bucky był w centrum uwagi, jak się okazało Billy również miał pewne powiązania, może nie dokońca pozytywne, co nie zmieniało faktu, że jednak osoba w zbroi coś o nim wiedziała i nie popierała tej operacji, w której brał udział. Tak czy inaczej młody Mancha pozostawał cieniem, zbędnym, jednak nie mogącym się stąd wycofać. W końcu wiedział, że nawet jeśli był zwykłym cywilem nie wypuszczą go tak łatwo z pomieszczenia, ba z Wieży. A siedzenie tutaj niespecjalnie mu się uśmiechało, czas mijał, jego mama pewnie umierała z niepokoju, jednak - co dziwne - sama nie zadzwoniła. A przecież miał włączony telefon; sam nie ośmieli się wyjąc gadżetu, jednak matka nie próbowała z nim nawiązać żadnego kontaktu, to go dopiero zmartwiło. Może coś się stało? Zemdlała z przepracowania, cokolwiek... Nie dało się ukryć, że to odbiło się na jego twarzy.
Dlatego też z opóźnieniem zauważył, że kobieta zbliżyła się do Bucky'ego, a gdy zauważył o co chodzi, aż zamrugał z lekkim zdezorientowaniem. Nieco go zaskoczyła ta scena, bo nigdy nie posądzałby Mścicielki o takie zachowanie, a tym bardziej, że Barnes by na to tak łatwo pozwolił. Oczywiście, zarzekał się, że przybył w pokoju i Vic nie wątpił w jego słowa, przynajmniej wolał nie wątpić, jednak z możliwym przeszkoleniem, jakie podejrzewał po tytule, który nosił, mógłby spokojnie obezwładnić Czarownicę, a nawet zasłonić się jej ciałem przed atakiem drugiego Avengersa. Ufał umiejętnością kobiety, w końcu zasłużyła na swój tytuł, niemniej, Bucky miał też z pewnością kilka asów w rękawie w takich przypadkach i efekt zaskoczenia. Chyba jednak Latynos nie powinien zastanawiać się nad takimi rzeczami, jedynie przyjąć do wiadomości i zapamiętać scenę, która się właśnie przed nim odbyła. Niecodzienna, z pewnością.
Zresztą, niedługo później poczuł na nadgarstku lekkie otarcie, a znalezienie jego źródła nie było zbyt trudne, bo stało ono tuż przed nim, chowając swoje spojrzenie; nie było ono jednak potrzebne by zrozumiał co Billy chciał mu przekazać. Doceniał, zwłaszcza, że chwilowo był tu najbliższą mu osobą, nawet jeśli nie mieli okazji wymienić zbyt wielu zdań, albo choćby dowiedzieć się jaki rodzaj shake'a woli, spośród wszystkich zebranych w pomieszczeniu ufał mu najbardziej. Nawet jeśli nie wspomniał, że jest częścią projektu jakiejś tajnej organizacji, z zamiarami innymi niż chłopakowi przedstawili... Niemniej jednak... Tak, zrozumiał. Nawet na chwilę sam ujął jego dłoń i nieznacznie ją ścisnął, szybko puszczając, by jedynie przekazać, że dziękuje za to wsparcie bo wiele dla niego znaczy.
Nie mieli jednak czasu na dalsze nieme komunikaty,ponieważ do laboratorium weszły kolejne osoby. Po emblematach na ich strojach mógł wnioskować, że to nie kto inny jak wyżej wspomniana tajna organizacja - SHIELD. Z resztą nie musieli długo czekać na wyjaśnienia, bo kobieta na wstępie szybko przedstawiła jaki jest ich cel, a mianowicie on i Billy. Rozumiał dlaczego Billy, w końcu poniekąd był ich częścią...? Można to tak nazwać, jednak po co im Victor? Może zwyczajnie chcieli go stąd wyciągnąć by Avengers zajęli się sprawami istotniejszymi, bez nieuprawnionych i nieodpowiednich świadków. Jednak coś mu się nie spodobało w spojrzeniu kobiety, gdy padło na niego, tuż po zawitaniu do pomieszczenia. Nie zmieniało to jednak faktu, że chyba... Chyba powinien z nimi pójść? Tu i tak nic po nim.
I już się ruszył z miejsca, wykonał niepewny krok w przód, gdy Stark stanął w ich obronie - nie jest to najlepszy dobór słów, bo zakładał, że sam miał po prostu ochotę rozmówić się z intruzami, jednak było to i tak zadziwiające i intrygujące. Po wcześniejszej wypowiedzi dało się wyczuć, że nie darzył Tarczy szczególną sympatią, więc może to był główny powód? Wanda jednak szybko do niego dołączyła, również wyrażając niezadowolenie z pojawienia się tej grupki.
Nie był pewien co już ma o tym wszystkim myśleć, sytuacja się zaogniała, Mściciele, Tarcza, Bucky, Young Avengers, a pomiędzy tym wszystkim on, całkowicie niepasujący do całokształtu wciągnięty w tę grę, sytuację. A miało być tak pięknie i prosto... Przynajmniej z zamysłu.
Drgnął na słowa niższego chłopaka, odnajdując jego spojrzenie.
- Sam nie wiem, może powinniśmy z nimi iść? I tak już tworzy się tu mały chaos, a chciałbym zadzwonić do mamy... - Szepnął do niego, na tyle cicho, by nikt inny go nie usłyszał. Nie było sensu teraz zwracać na siebie większej uwagi, bo po pojawieniu się Shield, i tak czuł, że jest dość spora, a na pewno większa niż chwilę temu. Poza tym, nie widział powodów by mieli go dłużej przetrzymywać gdyby go stąd zabrano, w końcu nie był nikim ważnym, nieumyślnie go wciągnięto w zaklęcie bo stał zbyt blisko, to wszystko...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Sie 22, 2015 3:58 pm

Agentka zdawała być niezrażona taką reakcją członków Avengers. Ba, w zaistniałych okolicznościach pewnie nawet się jej spodziewała. Jej spojrzenie powędrowało od razu ku Starkowi, jak gdyby teraz zwracała się już bezpośrednio tylko do niego, nie przejmując się tym obronnym gestem i postawą Wandy.
-Myślę, że będzie lepiej dla nas wszystkich, jeżeli chłopcy opuszczą już budynek... W którym w ogóle nie powinni się byli znaleźć. Naczelnik Hill z pewnością wyjaśni sytuację drużynie, gdy tylko zapozna się z ogółem swoich nowych obowiązków- oznajmiła, przy okazji umyślnie zdradzając zebranym, iż w S.H.I.E.L.D. najwyraźniej zmieniła się władza. Co w takim razie działo się z Fury'm? Dobre pytanie.
Nawiasem mówiąc, pasowałoby to nawet do jednej z wizji, które Urania ukazała niedawno Iron Manowi. W końcu ujrzał wówczas Marię dyskutującą z grupą superbohaterów... A raczej: samych superbohaterek, skoro już o tym mowa. Kto wie, być może przyszłość powoli zmierzała właśnie w tym kierunku?
Kiedy tylko kobieta skończyła mówić - a skończyła na pewno, gdyż jej usta przestały się poruszać - Tony ponownie usłyszał w swojej głowie jej głos, choć trochę przytłumiony, jak gdyby dochodził z daleka. Zazwyczaj telepaci radzili z tym sobie lepiej...
-Chyba że wolicie zatrzymać w Wieży nastolatka o bliżej nieokreślonych zdolnościach i zamiarach, do którego umysłu z jakiegoś powodu nie mogę się dostać? Bezpieczniej byłoby przenieść go w miejsce, w którym nie będzie mógł ani szpiegować, ani zaszkodzić w inny sposób.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 115
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Sie 27, 2015 12:24 am

Okej, a więc tłumaczenie się z bycia zabójcą na usługach Rosjan Barnes miał już za sobą. Nie widział co prawda reakcji Starka, ale mógł stwierdzić, że jego towarzyszka, Scarlet Witch, nie była jeszcze do końca przekonana co do jego czystych intencji. To intrygujące,bo przecież mówił samą prawdę i musiał przy tym wyglądać niezwykle przekonująco. Dziwne więc, że członkowie Avengers po prostu nie kiwnęli głowami i nie wskazali mu miejsca, w którym miałby oczekiwać na przybycie Rogersa.
...No dobra, to całkowicie normalne, że chcą go jeszcze przeszukać i (prawdopodobnie) przesłuchać. Pierwszą z tych czynności bezzwłocznie postanowiła wykonać Wiedźma. Winter Soldier na początku nie chciał jej na to pozwolić i już szykował się by ją odepchnąć, kiedy przypomniał sobie, że nie ma tak naprawdę nic do ukrycia, więc kobieta nie znajdzie nic, co przysporzyłoby mu kłopotów. Ostatecznie pozwolił się dotknąć i po kilku chwilach mieli to już za sobą, a zaufanie Mścicieli wobec Bucky'ego pewnie trochę wzrosło. Czy to znaczy, że teraz mógł już przejść do spotkania z Kapitanem? Szybko okazało się, że jednak nie, bo po chwili w pomieszczeniu zrobiło się jeszcze bardziej nieprzyjemnie, kiedy do środka weszła grupka agentów. S.H.I.E.L.D., bodajże. Winter Soldier już chciał tłumaczyć się i im, ale okazało się, że wcale nie przyszli tu po niego. Tylko po Billy'ego, co -swoją drogą - również nie bardzo mu odpowiadało. Towarzystwo obecne w laboratorium niemal zgodnie zadecydowało, że chłopak tu zostanie, wbrew zamierzeniom Agentów. James też nie chciał, by zabrali oni stąd czarodzieja - w końcu to dzięki niemu się tu dostał, zaczynał mu już ufać i nawet go polubił, nie pozwoliłby, żeby coś mu się stało. I pewnie stanąłby nawet teraz w jego obronie, gdyby nie to, że zrobili to już Stark, Wanda i sam nastolatek. Dodatkowe słowa Barnesa nie były już chyba potrzebne. Kiwnął więc tylko głową, z uśmiechem na ustach, kiedy Kaplan zdecydował się zostać. Inaczej twierdził natomiast ich nowy towarzysz, który sądził, że raczej powinni pójść... gdzieś z agentami. James raczej by tego nie zrobił, nie wiedział, czy tym osobom można ufa, no ale decyzja należała do nich. Zrobią to, co uznają za słuszne, mimo iż Barnes wolałby gdyby zostali tutaj, z nimi. Tak jak i reszta Avengers, którzy wyrazili się na ten temat dość jasno. Mimo to agenci dalej nalegali, by zabrać stąd młodzieńców.
Bucky nie bardzo chciał się w ten drobny konflikt mieszać - chyba na razie postoi jeszcze chwilę w ciszy, nie udzielając się, dopóki temat nie dotyczy jego osoby. Pozwoli agentom porozmawiać z Mścicielami i chłopcami, a zainterweniuje tylko jeśli zrobi się naprawdę gorąco. Ale póki co nie zanosiło się na to, by S.H.I.E.L.D. miało wyprowadzać stąd Billy'ego i Victora siłą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 28, 2015 7:57 pm

- Are you fucking kidding me* - mruknął Tony, ale usłyszeli go wszyscy, ponieważ nie krył się ze swoimi słowami. Cieszył się, że Wanda myśli jak on, i nie chce oddać ich... hm, zdobyczy, jeśli można ich tak nazwać. - Mam lepszy pomysł. Poczekamy sobie wszyscy na Capa, co wy na to? Wszyscy za? Super. - Nawet nie czekał na niczyją odpowiedź, po prostu za wszystkich zdecydował. Zerknął na pierwszych 'gości', nie agentów SHIELD. - Nikomu nic się nie stanie, nikt nie zostanie do niczego zmuszony, i hej, poznacie Kapitana Amerykę, same plusy. - Ufając Wandzie, odwrócił się całkiem do dwóch młodzieńców i Bucky'ego. - Oczywiście rozumiecie, że wasze pojawienie się tutaj powoduje, że muszę ulepszyć obronę wieży, dlatego chcę, abyście zostali i mi w tym pomogli. - Jego głos był przesłodzony, co było nawet słychać przez modulator zbroi. - Jeśli nikt nie ma złowrogich zamiarów, to grzecznie poczeka ze wszystkimi, prawda?

Nie podobało mu się to, że w pomieszczeniu był telepata, który podał mu kolejne powody do niepokoju osobnikiem, który był "zcyborgowany", kolegą Kaplana. Ale chłopak nie wydawał się wrogo nastawiony, może całkowicie się niczego nie spodziewał... Dlaczego więc Tony powinien go oddać w ręce SHIELD? SHIELD, która... przydaje się, ale Tony nie ufa im nadal. W końcu jest jakiś powód, dla którego włamuje się do ich bazy danych.

[sry za angielski, ale lepiej po polsku tego, jak Stark się poczuł, ująć nie można.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 505
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 28, 2015 8:46 pm

Billy dosłownie zawiesił się na moment w chwili, gdy Victor złapał go za rękę, jak krótko by to nie trwało. Ani trochę się tego po nim nie spodziewał, ba, przecież obawiał się, że jego własny gest może zostać źle przyjęty, opacznie zrozumiany, a tu się okazało, że najwyraźniej Latynos nie tylko go zaakceptował, ale i się nawet odwdzięczył... I to w jaki sposób! Nastolatek naprawdę starał się nie doszukiwać się w tym wszystkim niczego głębszego, bo w tych okolicznościach każda forma wsparcia była zapewne mile widziana, a mimo to nie był w stanie powstrzymać szalejącej wyobraźni... Oraz bijącego mocno i szybko serca, które uznało za stosowne odtańczyć właśnie coś w rytmach samby lub podobnych.
Szkoda tylko, że czas nie mógł się zatrzymać, a wydarzenia musiały niestety biec dalej. Agenci, członkowie Avengers... Iron Man i Scarlet Witch stający w ich obronie, zresztą bardzo stanowczo, a w pewnym sensie wręcz agresywnie, szczególnie w przypadku tej ostatniej. Billy aż zerknął niepewnie na czerwone wyładowania energii zbierające się wokół jej dłoni. Właściwie to przypominały nawet jego własne, rzecz jasna gdyby pominąć kwestię koloru - gdyż jego moce manifestowały się niezmiennie w otoczeniu błękitu.
Wszystko to dość jasno dowodziło, że stosunki panujące między Mścicielami i Tarczą nie były aż tak dobre, jak uprzednio sądził Billy. Myślał, że obie grupy ze sobą współpracowały, nawet jeśli czasami różniły się trochę poglądami... Pewne zgrzyty były między nimi nieuniknione. Ale przecież teraz okazywały sobie praktycznie otwartą wrogość. Gdyby chłopak miał wierzyć wszystkiemu, co jak do tej pory usłyszał - a nie miał żadnych powodów, aby nie ufać Tony'emu Starkowi, prawda? - zmuszony byłby uznać, że między agencją i Avengers trwała istna zimna wojna. S.H.I.E.L.D. przygotowywało się na wypadek, gdyby musiało stawić czoła Mścicielom, ci z kolei grzebali w utajnionych plikach organizacji... Zero zaufania z obu stron. Nie podobało mu się to.
W związku ze wszystkim powyższym niezbyt przypadła mu również do gustu sugestia Victora, na którego natychmiast przeniósł wzrok... Po raz pierwszy od dłuższego czasu bezpośrednio spoglądając na jego twarz. Och, najchętniej zabrałby go stąd od razu, nie skazując go na towarzystwo agentów, tylko teleportując go do domu... Ale wiedział, że nikt by mu teraz na to nie pozwolił, ani Tarcza, ani Mściciele. No i mimo wszystko nie chciał zostawiać z nimi Bucky'ego samego... Przynajmniej nie do czasu przybycia Kapitana.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł... - odpowiedział więc równie cicho, równocześnie nachylając się ku Latynosowi. Różnica wzrostu pomiędzy nimi trochę przeszkadzała w tym szeptaniu, ale nie uniemożliwiała go całkowicie. Billy sam nie wiedział jak wyjaśnić Victorowi swoje odczucia, a przynajmniej nie tu i teraz, przy wszystkich... Ale miał wrażenie, że w tej chwili - niezależnie od ich decyzji - Avengers i tak nie zechcieliby ich wypuścić, nawet jeśli tylko z przekory.
Wszystko wskazywało jednak na to, że agenci również nie zamierzali tak łatwo ustąpić. Słuchając argumentów kobiety, Kaplan obrócił się przodem do swojego rówieśnika i tym razem to on ujął dłoń Latynosa w obie własne, luźno, dając mu opcję przerwania kontaktu w dowolnej chwili. Zgoda, po części działał z pobudek egoistycznych, ale w głównej mierze chciał pokazać - Victorowi i wszystkim zebranym - że nie zamierza dać się z nim rozdzielić.
Słowa agentki sprawiały, że Billy czuł się bardzo niezręcznie... Ale i zaczynała w nim rosnąć irytacja. Znowu ktoś wytykał mu to wtargnięcie bez pozwolenia na teren Wieży, jak gdyby do tej pory nie zdążył zrozumieć już swojego błędu. Nie podobało mu się też to, że najwyraźniej sprawa miała być wyjaśniana tylko w obecności Avengers i Tarczy, bez udziału członków jego własnej drużyny. A przecież ich dotyczyła! Bardzo. Powinni mieć prawo do wysłuchania tej planowanej dyskusji i do zabrania w niej głosu...
Pałeczkę ponownie przejął Iron Man, twardo obstając przy swoim. Jego sugestia... A raczej podjęta przez niego decyzja poczekania na Kapitana odpowiadała Billy'emu. Pokrywała się z pierwotnym planem, a to chyba dobrze, prawda? Tyle że ten ton wypowiedzi nieco go zaniepokoił - w połączeniu z faktem, że nastolatek mógłby z miejsca wymienić wielu bohaterów używających teleportacji, którzy na pewno chętnie pomogliby przy tworzeniu i testowaniu nowych zabezpieczeń. Avengers musieli również o nich wiedzieć. Nie potrzebowali jego asysty.
- Doctor Strange potrafi się teleportować. I... Nightcrawler. I inni. Panują lepiej nad swoimi zdolnościami, więc byliby nawet przydatniejsi ode mnie - zauważył powoli i ostrożnie, spoglądając na "twarz" zbroi, zaraz potem jednak zmienił temat, wychodząc z własną propozycją:
- Zabiorę Victora do domu i zaraz wrócę. Obiecuję. On nie zrobił niczego złego, przypadkowo go w to wciągnąłem, a mnie... Na pewno możecie jakoś namierzyć, prawda? I nie mam przecież żadnych powodów, by zniknąć - to powiedziawszy chłopak przeniósł wzrok na agentów.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 1:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 237
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Wrz 02, 2015 7:17 pm

Obraz Barnesa w różnych strojach (lub bez nich) nadal pojawiał mu się w myślach, chociaż naprawdę chciał o tym zapomnieć. Cóż, zapłacił cenę całkiem niemałą za wyłączenie tego złośliwego sprzętu (tak samo złośliwego jak jego właścicielka). Było to bardzo zawstydzające i żenujące dla Rogersa, że dojrzał kopię przyjaciela w takim..wydaniu. I nie chodzi wcale o nagość czy coś - w wojsku nie było miejsca ani czasu na prywatność. Te obrazy były...prywatne, inne. Prywatne dla Bucky'ego, nawet jeśli były zakłamanymi hologenami. Nie powinien był tego widzieć.
Pokręcił głową i spojrzał na Lady Deadpool.
- Naprawdę, te strzały był zbędne. Mogłaś komuś zrobić krzywdę - przejechał dłonią po twarzy i patrzył na panikę rozsianą przez najemniczkę. Postanowił już nie wyrywać jej broni, bo niewiele by to dało. Podczas szarpaniny naprawdę mogłaby kogoś skrzywdzić przez przypadek, a teraz chociaż wiedział, że panuje nad swoimi czynami (w bardzo pomylony sposób) - pomijając już całą tyradę o rzeczach legalnych, moralnych i w ogóle - nie przy mnie. Nie rób tego przy mnie. Najlepiej w ogóle nie rób. - oparł dłonie o biodra i zawiesił się na chwilę, czekając, aż bezsensowny słowotok przerodzi się w coś bardziej owocnego. Zdziwił się, gdy zaczęła mówić coś na podobieństwo przeprosin. Jego łuk brwiowy powędrował lekko w górę, a on sam z zaciekawieniem słuchał, co ma do powiedzenia stojąca przed nim kobieta. Niestety, znów się pomylił, do przeprosin było temu daleko. Skrzywił się lekko, gdy dojrzał plamy łez na masce Wandy. Znów zaczęła się tłumaczyć, znów to on nawalił. No jasne. Naprawdę miał tego serdecznie dość. Już miał odwrócić się na pięcie i opuścić to miejsce jak najszybciej, gdy jej ton z płaczliwego płynnie przemienił się w konkretny, gotowy do negocjacji.
Myślał, że wybuchnie śmiechem. Tu i teraz.
Całe szczęście się powstrzymał (z wielkim trudem), bo prawdopodobnie zginąłby na miejscu.
Wyciągnął przed siebie dłoń, aby ją nieco przystopować w snuciu planów i wtrącić co nieco.
- Chwiiiila, chiiiila, momencik. Poczekaj. - przygryzł dolną wargę, przez 15 sekund wpatrywał się w podłoże, potem znów przeniósł wzrok na jej zakrytą twarz. I wybuchnął histerycznym śmiechem. Bardzo krótkim, co prawda, szybko zdołał się opanować, ale jednak to zrobił. Nie potrafił już znieść całego tego napięcia i absurdu. Przetarł oczy i wciągnął głęboko powietrze. - Chcesz pokonać Hydrę. Ze mną. Z Bucky'm. Chcesz zdradzić swojego zleceniodawcę z własnej, nieprzymuszonej woli, nawet nie wiedząc, ile byś ewentualnie od nas dostałą, o ile byś cokolwiek dostała. - powtórzył za nią, tonem bardzo poważnym, kiwając lekko głową. - Ja...nie wiem, co Ci powiedzieć.  - rozpostarł szeroko ramiona i posłał jej nikły uśmiech. Wrócił do porządku, gdy Wanda energicznie nim potrząsnęła.
Skrzyżował ręce na piersi i zamilkł na dobrą minutę. Z Wandą czekającą na odpowiedź.
To była bardzo nietypowa sytuacja.
Po pierwsze - teraz był pewien, że najemniczka otrzymała zlecenie od Hydry. Zlecenie, które wymagała od niej dostarczenie Zimowego Żołnierza w ich ręce. Chciała zaproponować Rogersowi pomoc, gdy ten jeszcze nie wiedział, że znalezienie Bucka jest aż tak możliwe, lecz gdy problem rozwiązał się sam - nagle oferuje korzystną współpracę.
2) Zwalczanie Hydry od wewnątrz z Buckiem? Brzmiałoby kusząco, gdyby Rogers w ogóle wiedział, co ten robi w Avengers Tower. Czy jest po ich stronie, czy został złapany i sprowadzony siłą, czy nie ma ponownie zamiaru go zabić, jak ostatnio w kanałach? Plan Wandy wymaga, by Kapitan puścił wolno Barnesa z nią, do Hydry, wierząc na słowo w jej szlachetne intencje. Niczym w paszczę lwa.
Nigdy.
I nadal nie wierzył w jej powody, dla których chce mu w ogóle pomóc. Bycie Mścicielką, wygranie jakichś wyścigów z Pająkiem? Niekoniecznie wzbudzało to jego zaufanie. Pieniądze to już inna bajka.
Ale, ale, jeden szczegół niemal mu umknął, a był bardzo istotny - podwójny agent.
To sprawiło, że Rogers faktycznie zaczął zastanawiać się nad tym tematem.
Jako podwójny agent Wanda czerpała same korzyści z obu stron. Nie sądził, że przejmowała się ewentualnymi opiniami kogokolwiek na temat swojej roli, bo to w końcu najemniczka z krwi i kości (ale miał cichą nadzieję, że Avengers było bliższe jej bezlitosnemu serduszku). Jeśli Mściciele mieliby wpływ na informacje, które od nich wyciekają, a otrzymywać coś interesującego na temat Hydry..
- Myślę, że mógłbym zamienić kilka słów z drużyną. Decyzja nie zależy ode mnie. - odparł w końcu, całkowicie poważnie, łapiąc z nią kontakt wzrokowy - myślę, że mogłabyś być moimi "oczami i uszami". Ale Bucky nigdzie nie idzie. - dodał po chwili.
Z zamyślenia wyrwała go bardzo szybko swoją energiczną reakcją, nachalnie się przytulając i łasząc.
Już tak bardzo nie miał do niej sił.
Chciał nic nie mówić, ale jednak pewne sprawy wymagały wyjaśnienia - ale poczekał z tym, aż do teleportacji. Bo, nie wiedząc jak i kiedy, znaleźli się pod samym AT.
- Wow. - nawet nie zdążyło mu się zakręcić w głowie. Szybko jednak zorientował się w jakim uścisku nadal jest z Lady Deadpool i błyskawicznie się od niej odsunął. Zadarł głowę do góry, lustrując budynek od czubka aż po parter, chcąc się upewnić, że chociaż tutaj wszystko jest w porządku. Dopiero wtedy odpowiedział Wandzie:
- Nigdzie Cię nie wniosę, bardzo mi przykro, że nie spełnię Twojego pragnienia. Bardzo - dodał z naciskiem - ale przeprosiny nie powinny być wymieniane za coś. Nie będę się o nie łasił, skoro mi się należą i tak - bez ceregieli postanowił rozprostować całą sytuację - ja Ciebie nie wniosę, ty mnie nie przeprosisz, jesteśmy kwita. - podszedł do wejścia i gestem wskazał je Wandzie - panie przodem.
Gdy najemniczka pokonała próg sama, Rogers szybko podniósł rękę i włączył komunikator, wysyłając wiadomość Starkowi i Wiedźmie: Zmierzam ku windzie, zaraz do Was dołączę. Mam jednak towarzystwo w postaci Deadpoola, teraz znanej jako Wanda Wilson. Wszystko Wam wyjaśnię. Tylko miejcie na nią oko. - zdawał sobie sprawę, że LDP wie, co właśnie zrobił, ale tylko wzruszył ramionami w odpowiedzi na jej spojrzenie. Kiwnął kilku pracownikom AT i agentom, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i weszli do windy. Chwilę potem stali przed salą, w której było całe towarzystwo. I Bucky.
Zacisnął dłonie, zestresowany. Nie weszli od razu. Musiał odczekać chwilę, dopiero wtedy otworzył przyciskiem drzwi. Zrobił kilka kroków i rozejrzał się, lustrując wszystko wzrokiem. Dojrzał dwóch nieznanych mu młodzieńców, kilku agentów SHIELDu, Zimowego Żołnierza i dwójkę swoich przyjaciół z drużyny.
- Jestem. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, o co właściwie chodzi? - powiedział wyraźnie głosem pewnym i opanowanym, lecz nie ukrywając w zmęczenia czy niepokoju ani w tonie, ani w mimice. Może nie prezentował się najlepiej, bo nadal był w dresach do biegania, ale nie o to chodziło. Szybko przebiegł wzrokiem po twarzy każdego w pomieszczeniu, zatrzymując się ledwo zauważalnie na Tony'm i  dwóch nastolatkach, a ostatecznie na Bucky'm. - Ktoś chce zacząć? - spojrzał mu w oczy, ale szybko przerwał kontakt wzrokowy i przeniósł go na kogoś innego. Chociażby na Iron Mana. Zastanawiał się, skąd ta nagła zmiana w sylwetce zbroi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Wrz 02, 2015 8:56 pm

Agentka nie odpowiedziała już na "propozycję" Starka - tylko zerknęła wymownie na swoich kolegów po fachu i krótkim kiwnięciem głowy dała im znać, że... Cóż, najpewniej przekazała im po prostu to, że powinni się posłuchać i mimo wszystko jednak poczekać. Kiedy jednak Captain America pojawił się w laboratorium - w towarzystwie Lady Deadpool, na którą Tarczownicy zerkali podejrzliwie - i przemówił, kobieta zareagowała od razu:
-Jeden z podopiecznych S.H.I.E.L.D. samowolnie wprowadził pana Barnesa i... Swojego kolegę do budynku. Panna Maximoff i pan Stark zareagowali odpowiednio do sytuacji, jednakże w tym momencie chcielibyśmy już zabrać obu chłopców, aby umożliwić wam... Wyjaśnienie sprawy w spokoju- wyjaśniła, a następnie nawiązała telepatyczne połączenie z Rogersem, aby i jemu wyjaśnić to, o czym wcześniej dała znać Starkowi... Który akurat tego nie potrzebował, ale mniejsza o to.
-Wspomniany "kolega" posiada jakiegoś rodzaju blokadę - uniemożliwiającą mi czytanie jego myśli. Trzymanie go tutaj to zły pomysł, gdy nie znamy jego zamiarów. Może być szpiegiem albo gorzej.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Wrz 02, 2015 9:29 pm

Tony pokiwał głową, kiedy młody wymieniał innych teleporterów.

- Owszem, oni potrafią, ale żadne z nich nie pojawiło się w mojej wieży, prawda? - zapytał, ale jego ton był łagodny, co dało się słyszeć nawet przez modulator. Trochę się skrzywił pod hełmem na kolejną propozycję chłopaka, bo jeśli nawet mówi prawdę i on sam by wrócił, nie znaczy to, że SHIELD go puści. A Tony będzie zbyt zajęty załatwianiem swoich spraw niż uganianiem się za Kaplanem.

Zanim ubrał w słowa swoje myśli, przez komunikator dotarła do niego informacja od Capa. Odetchnął z ulgą - czego zbroja nie przekazała dalej - i jakby się rozluźnił, bo przynajmniej będzie jedna sprawa z głowy. Nie mówił nic więcej, a po chwili sam Cap stanął w progu. Tony zerknął na Wandę, ale zauważył, że Cap patrzy na niego, a nie na nią, więc na niego spadł obowiązek wyjaśniania. Wywrócił oczami na słowa agentki i postanowił dodać kolejny element stresujący do rozmowy, bo zaczynało go to wszystko denerwować, a w takim wypadku, kiedy jest wkurzony, woli w pełni panować nad sytuacją.

Dlatego pozwolił, aby jego hełm się otworzył i ściągnął go całkiem z głowy. Włosy, które były zwinięte pod hełmem, teraz opadły na ramiona zbroi. Tony chwycił hełm pod ramię i wziął głęboki oddech, nie pozwalając, aby ktoś inny wtrącił się przed nim.

- Przemiła agentka nie wspomina, że 'jeden z podopiecznych SHIELD' oznacza kogoś, kto był trenowany na siłę przeciwko nam, "na wszelki wypadek". Na dodatek dopiero go o tym uświadomiłem. Dlatego proponuję inne rozwiązanie, Cap się zajmie Buckym, ja się zajmę młodym Kaplanem, a... - machnął ręką w stronę drugiego chłopaka - kolega zajmie się sobą. Może poczeka po prostu w salonie, bo nie będę z panem Kaplanem długo rozmawiał, a jak będzie chciał, będzie mógł dołączyć. Potem będziecie mogli iść.

Nie chciał, aby SHIELD dostało któregokolwiek z chłopaków. Jeszcze nie. Zwłaszcza nie Kaplana, któremu być może zakazaliby mówić o tym, co się stało, albo daliby mu jakąś bajeczkę, którą miałby Tony'emu sprzedać. A tu chodziło o bezpieczeństwo jego przyjaciół - Tony nie miał zamiaru odpuścić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   

Powrót do góry Go down
 
Główne laboratorium
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Opuszczone laboratorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: