Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główne laboratorium

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 341
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Główne laboratorium   Pon Cze 10, 2013 4:31 pm

First topic message reminder :

Jedno z pomieszczeń laboratoryjnych. Przestronne, sterylne wnętrze pełne niezbędnego sprzętu i czujników ostrzegających przed ewentualnym zagrożeniem związanym z eksperymentami. 24/7 nadzorowane przez zawsze chętnego do pomocy Jarvisa. Pod ścianą znajduje się panel pozwalający na dostęp do komputera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Wrz 05, 2015 11:23 am

Powoli tworzył się mały chaos dookoła nich, a Victor z każdą sekundą czuł się już coraz bardziej zagubiony. Nawet nie to, że wciąż był nie na miejscu, nie, nie, po prostu nadmiar informacji, zachowanie agentów jak i Mścicieli... To wszystko było dość dziwnie, niecodzienne i bardziej zaognione niż mógł się spodziewać. Domyślał się, że Tarcza działała dla dobra ludzkości, przynajmniej tak to wyglądało, zwłaszcza, że najwidoczniej mieli dostęp do AT i jakoś dowiedzieli się o intruzach, nie mówiąc o kontakcie z Kapitanem. Więc... Współpraca? Na to wyglądało. Ale chyba dość kiepska i nie oparta na zaufaniu, skoro, jak się okazało, Tarcza szkoli młodych nowych Avengers, w razie gdyby ci się zbuntowali. Myśl o śmierci mógł zrozumieć, albo zniknięcie, oczywiście, że chcieli mieć kogoś kto dalej ratowałby ludzkość, chociaż metody może faktycznie nie były najlepsze. I utajanie informacji... Ciekawe co mu zrobią za to co usłyszał... Wyczyszczą pamięć? Nie brzmiało obiecująco, mógłby nawet zaryzykować stwierdzenie, że był nieco przerażony tą myślą... Bo jakoś wątpił by pozwolili mu od tak odejść po tym wszystkim co usłyszał. Źle... Bardzo źle.
Zadrżał lekko, kiedy poczuł dłonie rówieśnika, z zaskoczenia, wyrwany ze swoich mało optymistycznych myśli, które coraz bardziej kłębiły mu się w głowie. Spojrzał na niego z... Właściwie sam nie wiedział jaki miał aktualnie wyraz twarzy. Zamyślony, zszokowany, przestraszony? A może wszystkiego po trochu. Billy był w innej, nieco lepszej sytuacji, był mniej lub bardziej w część tych rzeczy wtajemniczony, nie był całkowicie obcy, coś o nim wiedzieli. A Vic? No właśnie...
Nie cofnął ręki, ani jej nie zabrał, pozwolił Billy'emu ją trzymać, chyba sam dzięki temu czuł się trochę lepiej. Mniej... Osamotniony w całym tym chaosie. Widząc, że Billy chce do niego znów coś szepnąć, nachylił się by było im wygodniej. Może różnica wzrostu nie była taka wielka, jednak dzięki temu wszystko było o wiele bardziej dyskretne, jeśli istniało tu coś takiego... Czasem wątpił. Albo raczej, czasem, po dzisiejszym dniu, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmiało.
- Może masz rację. - Pokręcił lekko, głową i westchnął cicho. Już nie wiedział z kim powinni się trzymać, kogo unikać, powinien ufać Mścicielom, zwłaszcza, że potwornie ich bronili przed Agentami, ale z drugiej strony... Nie podobało mu się to jak Stark mówił. Jak do małych dzieci, w sposób mało przyjemny i niepoważny. A z pewnością nie wzbudzający sympatii i zaufania.
Podobała mu się propozycja Billy'ego, nawet jeśli wątpił by ktokolwiek z dorosłych na nią przystał. Dom w tej chwili brzmiał prawie tak samo cudownie jak Raj. I chętnie by się tam udał...
Nie było mu jednak dane zbyt długo marzyć o czymkolwiek, bo oto do sali wszedł Kapitan Ameryka, jeden z jego idoli, bohater, który od... Zawsze, w zasadzie, walczył o bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. Chłopak poczuł nagły napływ zainteresowania oraz chęci, a powrót do domu i opuszczenie laboratorium zeszło na drugi tor, albo i dalej. W końcu ile osób miało okazję zobaczyć Kapitana z tak bliska? W dodatku w naturalnym wydaniu, codziennym, bez kostiumu i całej reszty. A trzeba przyznać, że i bez tego prezentował się niesamowicie. Dlatego też oczy Victora zatrzymały się na dłuższą chwilę na mężczyźnie, a w jego oczach rozbłysły iskierki, typowe dla prawdziwego fana. Poza tym jednak się nie poruszył, nie zdradził zainteresowania pozą, ani niczym innym. Jednak przez swoje niezwykłe zainteresowanie, z opóźnieniem zauważył, że ktoś jeszcze wszedł do pomieszczenia, kobieta. Nie wydała mu się tak interesująca, ani znajoma, więc nie poświęcił jej aż tyle uwagi....Która i tak szybko została skupiona, tym razem na Iron Cosiu, Starku - poprawił się w myślach, chociaż, cóż, nieznacznie zaskoczył go widok, który ukazał się jego oczom gdy maska zniknęła. Kobieta. W dodatku kobieta, która była Tonym Starkiem, a nie przypominał sobie by Iron Man miał jakieś moce, a już na pewno nie zmiennokształtność, dlatego to wszystko, zaczynał mieć coraz większy mętlik w głowie. A to było praktycznie wisienką na torcie. Jednak nie zamierzał póki co się na tym skupiać, ani kłócić z kobietą. Skinął głową, na jej sugestię, nieśmiało wymijając Billy'ego i ze spuszczoną głową, podchodząc do wyjścia.
- Tak... To ja poczekam. W salonie. - Przeszedł obok Kapitana, rzucając mu ostatnie spojrzenie, by opuścić pomieszczenie. Zanim drzwi się za nim zamknęły, zerknął przez ramię na rówieśnika... Może nieco przepraszająco? Że zostawiał go tam, ze wszystkimi, z całą tą sytuacją. Ale to wydawała się chwilowo najlepsza opcja, by wyszedł, jako ten obcy. Później jakoś go przeprosi, dokładnie tak.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 490
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Wrz 05, 2015 3:07 pm

Może i serce Billy'ego odpuściło sobie już tę wcześniejszą sambę, lecz w żadnym razie nie oznaczało to, że całkowicie się uspokoiło. Przeciwnie, najwyraźniej ani mu się to śniło i prawdę mówiąc Kaplan wcale się temu swojemu organowi nie dziwił... Nie wtedy, gdy Victor w dalszym ciągu pozwalał się trzymać za rękę i nic nie wskazywało na to, aby jakoś szczególnie przeszkadzał mu ten drobny, a jednak jakże wymowny kontakt. Gdyby nie to, że dopiero co przypadkowo włamali się do Avengers Tower, mieli na głowie niezadowolonych Mścicieli oraz agentów S.H.I.E.L.D. i znajdowali się pewnie w poważnych tarapatach, to brunet byłby skłonny stwierdzić, że wszystko układało się niemalże idealnie.
Mimo to... O dziwo sytuacja zdawała się w pewnym sensie uspokajać. Nikt już nie mierzył do nich otwarcie z żadnej broni czy... Czy mocy, a ich wyjaśnienia chyba zostały mniej więcej zaakceptowane, przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe w zaistniałych okolicznościach. Nawet Iron Man zmienił ton wypowiedzi, choć ten nowy też trochę niepokoił, tylko z innych powodów.
Jeśli zaś chodziło o jego argumenty... To Billy jednocześnie potrafił je zrozumieć - i zarazem czuł, że coś mu się w nich nie podoba. Teleportacja to przecież teleportacja, prawda? Gdyby zabezpieczyć się przed jedną korzystającą z niej osobą, to wszystkie inne też powinny zostać zablokowane. Albo chociaż większość. Wiele. Choć z drugiej strony pewnie Doctor Strange był zbyt zajęty ważniejszymi sprawami, żeby pomagać z czymś takim...
Kaplan przygryzł dolną wargę, zastanawiając się nad tym, jakiej odpowiedzi powinien udzielić - choć tak naprawdę jego zgoda nawet jemu samemu wydawała się być jedynie kwestią czasu - gdy drzwi laboratorium otworzyły się po raz kolejny i tym razem do środka wkroczył sam Kapitan Ameryka. W końcu! Już zaczynał powoli tracić na to nadzieję.
Nie puszczając dłoni Latynosa, Billy natychmiast obrócił się przodem do nowo przybyłego. Aż odruchowo poprawił całą swoją postawę, wyprostował ramiona, uniósł lekko głowę... Choć to ostatnie wiązało się również po prostu z koniecznością spoglądania w górę. Niski wzrost stanowił prawdziwe przekleństwo, pomijając może sytuacje, gdy chciało się akurat przed kimś ukryć i nie rzucać się nikomu w oczy... Co było bardzo przydatne. Szczególnie wśród rówieśników w szkole. Zwłaszcza dla drobnego, nastoletniego, lubiącego chłopców fanboy'a żydowskiego pochodzenia... No dobrze, może więc niski wzrost miał swoje zalety.
Tak czy siak... Kapitan Ameryka. Kapitan Ameryka we własnej osobie - oni obaj w tym samym pomieszczeniu. Może i Rogers nie był ulubieńcem Kaplana, to miejsce niezmiennie zajmowała Scarlet Witch, lecz nie mniej jednak znajdował się w ścisłej czołówce jego faworytów, a poza tym... Poza tym cel podróży został wreszcie osiągnięty. Bucky trafił z powrotem do swojego przyjaciela i teraz na pewno wszystko sobie wyjaśnią i... I Billy będzie miał w tym jakiś udział, nawet jeśli bardzo drobny - w czymś tak istotnym.
Z tego wszystkiego nastolatek niemalże nie zwrócił uwagi na jasnowłosą kobietę, która towarzyszyła Kapitanowi. W pierwszej chwili jej nie skojarzył, ale ten charakterystyczny strój zrobił swoje. Tyle że... To było nie w porządku. Pomijając już kwestię niewłaściwej płci - najemnik w Wieży? U boku przywódcy Mścicieli? Co do tego doprowadziło...?
Billy zmarszczył czoło w zastanowieniu i zaniepokojeniu, lecz jego zainteresowanie prędko powędrowało z powrotem ku Kapitanowi, gdy tylko ten się odezwał. Tym razem wyjątkowo nie czuł się zobowiązany, by przemówić. Wokół niego znajdowało się sporo osób, które mogły wytłumaczyć sytuację i było mu z tym naprawdę dobrze... Przynajmniej dopóty, dopóki nie będzie musiał czegoś sprostować, najpewniej w Bucky'ego, Victora i swojej obronie.
Prawdę mówiąc Kaplan spodziewał się, że wyjaśnienia agentki postawią ich w gorszym świetle. Wyglądało to trochę tak, jak gdyby w obliczu Kapitana kobieta wolała złagodzić swoje - albo Tarczy? - poglądy, nawet jeśli i tak nie powstrzymała się przed wytknięciem im samowolki. To znaczy... Jemu. Konkretnie jemu, nie im trzem. Akurat tego powinien był oczekiwać - z jego szczęściem.
Szkoda tylko, że Iron Man również nie omieszkał wskazać go jako tego "trenowanego na siłę" przeciwko Avengers. Co prawda Billy podejrzewał, że bohater miał dobre intencje, ale całość i tak zabrzmiała wręcz okropnie. Przez krótką chwilę nastolatek chciał go nawet poprawić odnośnie tego "na siłę", ale szybko uznał, że to tylko jeszcze bardziej pogorszy sytuację. Zresztą... Wystarczyło tylko, że Kaplan spojrzał na opancerzonego Mściciela, aby jego uwaga skutecznie się rozproszyła. Kobieta. Owszem, głos już wcześniej o tym świadczył, zmiany w zbroi również, ale zobaczyć to na własne oczy... Billy czuł się nieźle zdezorientowany. Żeński Tony Stark? I Deadpool? Co się z nimi stało?
Dłoń wysuwająca się z jego własnych skutecznie wyrwała go z rozmyślań i sprawiła, że chłopak natychmiast skierował pytający i zaniepokojony wzrok na swojego rówieśnika... Który właśnie ruszył ku drzwiom, mijając agentów, a potem Kapitana. Billy nie spuszczał Latynosa z oczu, dlatego bez trudu wyłapał jego spojrzenie. Serce znów zabiło mu mocniej, lecz tym razem w bolesny sposób i Kaplan zmusił się do uśmiechu, w zamyśle uspokajającego, mającego podnieść Victora na duchu... Zapewnić go, że wszystko w porządku.
- Pójdę z nim. Poczekamy w salonie. I... Tam porozmawiamy? Kiedy skończycie? - zerknął na Iron Mana, a raczej aktualnie Iron Woman, przybierając jak najbardziej szczery wyraz twarzy, jak gdyby w ten sposób chciał go - ją? - przekonać, że naprawdę nie zamierzał niczego przeskrobać. Nie czekając nawet na odpowiedź, Billy ruszył z miejsca i prędko wymknął się z pomieszczenia, licząc na to, że nikt nie spróbuje go po drodze zatrzymać.

Z/t.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 11:11 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Wrz 08, 2015 6:21 pm

Póki co Bucky tylko stał i przyglądał się przebiegowi wydarzeń. Nie ingerował głównie dlatego, że afera z Agentami S.H.I.E.L.D., którzy tu wkroczyli nie dotyczyła go. Nie miał po co zabierać w tej sprawie głosu, co sprawiało, że jedynie przysłuchiwał się sporom osób obecnych w pomieszczeniu, od czasu do czasu kiwając głową lub rozglądając się po laboratorium i zastanawiając się do czego niektóre z tych zmyślnych przyrządów mogłyby służyć. I trwało to, dopóki nie usłyszał słowa-klucz - "Cap". Zostało ono wypowiedziane przez Iron Woman w zdaniu, które wyraźnie wskazywało na to, że przyjaciel Barnesa z przeszłości niebawem się tu pojawi. Dobrze, bo czuł się trochę niezręcznie stojąc tu tylko i czekając na to, co stanie się z jego nastoletnimi towarzyszami. A wkrótce miało się wydarzyć to, po co właściwie tutaj przybył - spotka się ze Steve'em Rogersem. Tylko... co później? Spotka się ze Stevenem i o czym właściwie będą rozmawiać? Cholera, to ta część planu, której Bucky nie przemyślał. Od kiedy odzyskał pamięć, wiedział, że musi zobaczyć się z Kapitanem Ameryką, taki był jego cel. I jest już naprawdę bliski wykonania tego celu, tylko... co później? No, co po tym, jak James wytłumaczy mu, że znowu jest jego Bucky'm i już nie ma w planach zabijać ani jego, ani żadnego Avengera, ani... nikogo kto na to nie zasłużył (bo ciężko byłoby całkowicie skończyć z zabijaniem)? Pogadają chwilę o pogodzie, o nowej fryzurze Barnesa i będą musieli zakończyć to przepełnione emocjami spotkanie po latach. A wtedy... Steve raczej nie pozwoli Winter Soldierowi odejść i wrócić do zabijania ludzi za pieniądze. Zresztą, sam nie do końca by tego chciał - bo jest to praca dla Zimowego Żołnierza, którym on przecież nie chciał już dłużej być. No cóż, z pewnością wpadną z Capem na jakiś inny pomysł.
A może... Bucky zostanie aresztowany? Bo nie był do końca pewien, czy Avengers (albo SHIELD) nie postanowią skazać go za to, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat zabił kilkadziesiąt ważnych osób. I ich może nie przekonać fakt, że nie robił tego świadomie, a teraz jest inną osobą. Chociaż... jeśli poręczy za niego sam Kapitan Ameryka? Wtedy może faktycznie uniknąć kary za to, co robił dla Rosjan przez ostatnie pół wieku.
Z tych rozmyślań wyrwał go dźwięk otwierających się drzwi, zza których wyszedł on - Kapitan Ameryka. Buck poczuł się dziwnie. Jedna jego część cieszyła się na widok starego przyjaciela, a druga wciąż widziała w nim wroga, cel do zlikwidowania. A to nie wróżyło niczego dobrego - bo co jeśli w pewnym momencie po prostu straci nad sobą panowanie i rzuci się na Rogersa z chęcią mordu? Obawiał się, że kiedyś coś takiego faktycznie może mieć miejsce. Cholera, a już robił takie postępy - pozbył się nawet rosyjskiego akcentu. Na razie powstrzymywał to uczucie, starał się myśleć o blondynie tylko pozytywnie. Może te wrogi odczucia miną z czasem..?
-Steve... - Barnes powiedział cicho, prawie niezauważalnie się przy tym uśmiechając. -Musimy pogadać - oznajmił poważnie, kiedy resztki uśmiechu zniknęły z jego twarzy, a obecni tu wcześniej chłopcy opuścili już pomieszczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Wrz 09, 2015 8:54 pm

Wszyscy agenci jak jeden mąż odprowadzili młodych wzrokiem, gdy ci opuszczali pomieszczenie... Ale o dziwo jeszcze za nimi nie ruszyli. Mogłoby się to wydawać nietypowe, ale spójrzmy prawdzie w oczy - Jarvis pewnie i tak pilnował nieletnich, więc niebezpieczeństwo było raczej znikome... Cóż, raczej - to słowo klucz.
-Potencjalny szpieg luzem w Avengers Tower... Przyjemnie. Pójdziemy po nich- skomentowała w końcu agentka dowodząca grupką i dopiero na jej słowa pozostali się ruszyli, szybko wynosząc się z laboratorium na korytarz. Ona sama zamykała ten pochód.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool

avatar

Liczba postów : 196
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Wrz 15, 2015 3:22 pm

Molestowanie Capa - Akt V: Kosz od Lady Deadpool (czyli resztki wydarzeń z Washington Square Park).

- Te strzały były zbędne? Ale przecież sam widziałeś, że słowa w niczym nie pomagały. A broni od razu się wystraszyli. Szczególnie w rękach takiej pani szaleniec, jak ja. Jak to było? "Szalone kobiety to te najlepsze w sypialni, ale koniecznie musisz patrzeć na ręce"? Ech, "Dwóch i pół" było zdecydowanie lepsze z Charliem Sheenem. Nie martw się, Cap, nikogo nie chciałam skrzywdzić. Co najwyżej tamtego grubego nerda. - Wanda wskazała palcem na jednego z uciekających, by zaraz dodać:
- Przez cały czas ślinił mi się do tyłka. Ale to w sumie na swój sposób komplement, więc ostatecznie mu podarowałam. Widzicie, kochane, ludzie wiedzą co dobre. - Lady Deadpool wygięła się przy ostatnim zdaniu tak, by zerknąć kątem oka w stronę swoich zgrabnych, jędrnych czterech liter. Z uśmiechem pod maską chwyciła jeden z obitych ciasnym materiałem pośladków, po czym ścisnęła go mocno, by przypomnieć sobie ową jędrność - robiąc to akurat wtedy, gdy Steve biadolił coś o moralności i innych głupotach. W pewnym momencie jego wypowiedzi kobieta rozchyliła jednak szerzej oczy - i gwałtownie wyprostowała się, wracając uwagą do Rogersa.
- A może ty się martwisz o tamte gołębie?! - zapytała, zszokowana.
- Co jeszcze - może powiesz, że jesteś wegetarianinem? Och, Kapitanie... - Dłoń Wandy wylądowała zewnętrzną stroną na jej czole, natomiast nogi ugięły się pod panią Wilson, kiedy wykonała ona teatralny gest omdlenia.
- W takim wypadku nie możemy być razem. Niestety, ale to nam się nie uda. Nie przejmuj się, Steve... - powiedziała, zaglądając mu głęboko w oczy.
- ... to nie twoja wina. No, tak naprawdę to twoja. To ty nie jesz mięsa. Nie byłabym w stanie być z kimś, kto nie jest w stanie czerpać przyjemności ze spożywania mięsa. Brzydzę się takimi ludźmi.

O dziwo jednak (a może nie? Wszyscy w końcu wiemy, jak nieprzewidywalną osobą jest Deadpool), słowa sprzed chwili nie wpłynęły na to, co Wanda powiedziała i zrobiła po nich, a co zawarte było jeszcze w poprzednim poście, tym z parku. Lady Deadpool wcale nie zaniechała dopominania się od Capa całusów czy przenoszenia przez próg, nie zrezygnowała też z przytulania się do niego, dotykania, w skrócie - molestowania blondyna psychicznie i fizycznie. Ot, taki ratunek dla zaburzonej chronologii.

- Ej, nie potrzebuję od was zapłaty. Mam już 25 miliardów dolarów zaliczki od Hydry. Za przyprowadzenie im Bucky'ego dostanę resztę, a wtedy ich ładnie zdradzę, pokonując razem z Avengers. Kto może wpisać sobie w cv "zainicjowała i w bardzo dużym stopniu pomogła Mścicielom całkowicie pokonać Hydrę"? No i w dowód wdzięczności pozwolicie mi zostać jednym z was. W końcu, jak to powiedział Moon Knight w pierwszym zeszycie trzeciego tomu serii o takim samym tytule, jak jego artystyczny pseudonim - "Ciężko być branym w tym mieście na poważnie, jeśli nigdy nie było się Mścicielem". Wprowadzę do drużyny tradycję śpiewania piosenek podczas podróży! Mam na przykład taką, na wypadek turbulencji w czasie lotu z całą masą Mścicielek na pokładzie: ♫ ♪ The boobs on the Quinjet go up and down, up and down, up and down, the boobs on the Quinjet go up and down, all through the sky! - Ta dobra minuta, którą blondyn kazał czekać Wandzie w milczeniu, minęła na jej paplaniu i śpiewaniu - bo przecież Lady Deadpool nie czekałaby tyle czasu w milczeniu.
- Jak to Bucky nie idzie? Ale to kluczowa część tego planu! Bez przyprowadzenia Bucky'ego nie wykonam zadania, a tym samym nie zdobędę zaufania Hydry i będzie ze mnie d***, nie dobry, podwójny agent. Winter Soldier musi iść. Ewentualnie, jeśli aż tak boisz się o swojego chłopaka, mogę pożyczyć tobie mój induktor obrazu. Ale o wiele lepiej byłoby zabrać oryginalnego Zimowego Żołnierza. Nie martw się, popilnuję, żeby nie wyprali mu mózgu! Przyrzekam na miłość do ośmiorniczek i Burrito! - Najemniczka uśmiechnęła się szeroko, kładąc dłoń najpierw na sercu - gdy mówiła o jej ukochanych, wodnych stworzeniach z mackami - a potem na brzuchu - gdy wspomniała o uwielbianym przez nią jedzeniu.

Molestowanie Avengers - Akt I: Gwałt przez uszy (Wszyscy przecież wiemy, jak irytujące jest nieustanne gadanie Deadpoola) (A będę gadała dużo, emotka-serduszko)

- Ale przecież mówiłam o tym, że za przeprosiny masz mnie wnieść na samą górę, do reszty Avengers! Natomiast wniesienie przez próg wejścia do wieży, kwestia paru sekund, miało być za zdradzenie przeze mnie tylu istotnych informacji i chęć pomocy w zgładzeniu twojego największego wroga! - oburzyła się, kiedy Kapitan sprzeciwił się nie tylko wobec jej prośby, aby mężczyzna dźwigał ją stąd, aż do laboratorium, ale i tej, aby przeniósł ją chociaż przez próg Avengers Tower. Niewyraźnym burknięciem pod nosem dodała coś jeszcze - o tym, jaki to Steve jest niewdzięczny, okropny i w ogóle; jak to bardzo dobrze, że okazało się, iż jest on wegetarianinem, bo i tak pewnie bardzo by się na tym związku najemniczka zawiodła - po czym pokonała drzwi. Sama. A potem odwróciła się na moment do tyłu, kiedy Rogers przesyłał reszcie swojej drużyny wiadomość.
- O tak, miejcie na mnie oko, bo jest na co popatrzeć!

Lady Deadpool spojrzała na mężczyznę, kiedy stanęli tuż przed wejściem do głównego laboratorium. Zauważając jego zdenerwowanie, wsunęła się nagle przed niego, po czym... wygładziła dłońmi starannie jego koszulkę, a następnie ułożyła jak najładniej jasne włosy Steve'a.
- Nie martw się, wyglądasz przepięknie - na bank oczarujesz Barnesa. - Uśmiechnęła się pocieszająco. Wyciągnęła z kieszeni jakiś damski perfum i wypsikała nim tors Kapitana. Mógł on wyczuć, że o ile zapach ten był bardzo przyjemny dla nosa, tak niesamowicie intensywny. I jak dwa zdania temu wspomniano - damski. Najemniczka z zadowoleniem obejrzała ostatni raz wypindrzonego przez siebie Amerykę, by zaraz wrócić z powrotem do pozycji obok niego.

- Bierz go, tygrysie! - Gdy tylko weszli do laboratorium - Wanda tak, by Steve znalazł się tuż przed nią - Kapitan został popchnięty przez panią najemnik, prosto na Bucky'ego - w założeniu w jego objęcia. Następnie kobieta zerknęła to na tych dwóch kochanków, to w jeden punkt na granicy ściany, a sufitu pomieszczenia - i po namyśle zwróciła się do Rogersa i Barnesa:
- Tylko obróćcie się trochę w lewo. Moja ukryta kamera złapie wtedy lepsze ujęcia. Ach, chronologia dotychczasowej akcji zaburzona, chaos rozpoczęty! - Przy ostatnim zdaniu, z gardła Wandy wydostał się okrzyk zadowolenia, a jej ręce - z zaciśniętymi w pięści dłońmi - triumfalnie wystrzeliły wysoko w górę.
- Tatuś będzie taki dumny, emotka-serduszko. Tak to jest, jak olewa się Deadpoola.

Później zaczęły się (wszystkie te nudne jak flaki z olejem) rozmowy, które najemniczka postanowiła wpuszczać jednym uchem, a wypuszczać drugim, przechadzając się swobodnie po laboratorium. Nie omieszkała oczywiście dotknąć tego i owego, gdy któryś z elementów wyposażenia wyjątkowo przypadł do jej wizualnych gustów - bezczelnie obmacywała sprzęt Starka (Och, jak to nieprzyzwoicie brzmi!), czasami naciskając losowe przyciski, jeśli akurat na jakieś natrafiła (A nuż stworzę sobie przypadkowo własnego symbionta albo potraktuję się promieniem, od którego wyrosną mi macki. W końcu miałabym je również na fabule. Wybrałabym się do hotelu Kamelia i nauczyła tamtejsze, zajmujące się aktualnie Miss Americą, bardziej kreatywnych sposobów na mackowe zabawy, emotka-serduszko). W międzyczasie z pomieszczenia uciekli i Wiccan, i Victor (Szkoda. Chciałam pokazać mu, jak bardzo się myli myśląc, że wydaję się mało interesująca). Przypominam, iż zawarte w nawiasach wypowiedzi Wandy słyszane są przez osoby trzecie - chyba że napisane zostały kursywą lub pogrubieniem, wtedy to głosy w jej głowie.

- Hej, Stark, masz tu jakieś ciekawe zabawki, w tym laboratorium? Zawsze marzyłam o takim pistolecie, jak w pierwszych "Facetach w Czerni". Niby miniaturowy, wydawałoby się, że nieszkodliwy - a jak strzelił... W końcu, nie ma co dyskryminować czegoś ze względu na mały rozmiar. Ty, jako facet, wiedziałaś o tym najlepiej, c'nie? - Szturchnęła Iron Mana łokciem w metalowe ramię, a ponieważ, od czasu nieudanej próby wymuszenia na Kapitanie Ameryka pocałunku, jej czerwona maska dalej podniesiona była nad nos, Toni doskonale mogła ujrzeć szyderczy uśmiech Wandy Wilson.

- W ogóle, ty też zmieniłaś płeć? Też miałaś po tym swoją noc z "Cwałem Walkirii"? Jak u ciebie to się stało? Zamiana, nie masturbacja z "Cwałem Walkirii" w tle. Bo ja adoptowałam córeczkę i w podzięce zmieniła mnie ona w kobietę. Widać bardziej potrzebuje dwóch matek, niż matki i ojca. - Lady Deadpool wyciągnęła z kieszeni niewielkie zdjęcie (link w podpisie), przedstawiające małą, w większości fioletową ośmiorniczkę - pokazała je stojącej obok kobiecie w zbroi.
- Sparta Harleen Wilson. Śliczna, prawda? Moje oczko w głowie. - Westchnęła, rozczulona na samą myśl o swojej ukochanej córce.
- Ale powiem ci, Stark, że nie jesteś moją pierwszą kobietą w zbroi stylizowanej na Iron Mana. Już jedną kiedyś spotkałam. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, za siedmioma górami i siedmioma lasami, w krainie, w której rządziły sino-koperkowo różowe kucyki i dominowała miłość oraz przyjaźń, gdy trzy lata temu dopiero zaczęłam podbijać to forum swoją zaje***ścią. I gdy jeszcze byłam facetem. Zaje-bisto-ścią. Głupia cenzura. - Lady Deadpool zdecydowanie nie planowała pozwolić im w spokoju porozmawiać. Nie, kiedy niedawno tak bezczelnie ją olali (Może jak ładnie przeproszą. Ale musieliby to zrobić bardzo ładnie. Nago, na kolanach i nazwać mnie swoją królową!)!

Wkrótce z pomieszczenia wyszli również tarczownicy i zostali w nim tylko Stark, Cap, Bucky, Wanda i (najpiękniejsza oraz najwspanialsza, your sexy neighbourhood) druga Wanda - Wilson.
- Jak myślicie, to odpowiedni moment? Aby krzyknąć, że... A-ha, to pułapka! Od samego początku was okłamywałam. Mam na sobie nano-nadajnik i nano-podsłuch, Hydra cały czas wszystko widzi i słyszy. Już niedługo znajdzie się tutaj cała armia organizacji, a ja miałam za zadanie unieszkodliwić was od środka. Co w sumie zrobiłam, bo gdy wcześniej obmacywałam Steve'a, przyczepiłam mu kilkanaście mikroskopijnych urządzeń, skradzionych AIM przez Hydrę - jeśli cokolwiek mi się teraz stanie, Kapitan zostanie potraktowany dawką zamrażającej energii, która spowoduje u niego kolejny, siedemdziesięcioletni sen - powiedziała, śmiertelnie poważnie. Po chwili na jej twarzy ukazał się grymas zamyślenia, gdy obliczała czas, jaki pozostał do umówionego ataku jej pracodawcy na Avengers Tower od zewnątrz - i coś jeszcze.
- 2014 plus 70 - O, prawie że do 2099 roku. Pozdrów młodego Miguela, Cap, emotka-serduszko. Ale tak, sen - Hydra nie chciałaby się przecież całkowicie pozbywać swojego największego wroga. Straciliby bez ciebie sens istnienia, Steve, powinieneś docenić ten gest. - Uśmiechnęła się lekko, ale w zaistniałej sytuacji - w której okazało się, że nie Hydra, a Avengers zostali zdradzeni - było to raczej marnym pocieszeniem.

Najemniczka dała Mścicielom parę minut na przyswojenie nowych informacji - mniej, jeśli zaczęli oni szykować się do zaatakowania jej - po czym odezwała się znowu:
- Żartowałam! Nie jestem przecież aż  t a k  szalona, by odkrywać pułapkę w pomieszczeniu pełnym tak niebezpiecznych super-bohaterów jak Wanda czy... - Wskazała palcem na Szkarłatną Wiedźmę, po czym przesunęła wzrokiem po całej reszcie towarzystwa.
- ... czy Wanda. A tak już całkiem poważnie - nie ma żadnej pułapki. Nie wbiłabym noża w plecy Avengersom. No, może Carol, jak była jeszcze wredną siostrą. Ale teraz jest bardzo kochana, więc ani myślę. A propos Carol... - Lady Deadpool spojrzała znów po wszystkich.
- ... Teraz jej kolej czy Capa, czy kogo? Bo podsłuchałam rozmowę autora moich i autorki jej postów, więc wiem, że Danvers może się tu pojawi i jeśli tak, to po moim poście!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Wrz 15, 2015 3:54 pm

Wciskanie guziczków na chybił, trafił okazało się być bardzo złym pomysłem. To znaczy, dla Lady Deadpool pewnie po prostu ciekawym i zabawnym, zajmującym jej czas wtedy, gdy inni prowadzili poważną dyskusję... Ale tak, dla pozostałych był to Bardzo Zły Pomysł. Do tego stopnia, że zasługiwał nawet na duże litery.
Tu czy tam zabawa sprawiła po prostu, że taka czy inna aparatura została uruchomiona - co samo w sobie nie stanowiło żadnego problemu, bo wystarczyło ją tylko wyłączyć i z głowy. Gorzej, że w pewnym momencie najemniczce udało się najwyraźniej trafić odpowiednią kombinację klawiszy, aby odpalić jedno z ofensywnych urządzeń...
Strumień skoncentrowanych fal - praktycznie niewidoczny, jeżeli nie liczyć zauważalnego gołym okiem drgania powietrza na jego drodze - wystrzelił ze wspomnianego wyżej gadżetu... Ku Bucky'emu i Rogersowi, którzy dzięki Lady Deadpool stali w końcu blisko siebie. Ach, te zbiegi okoliczności.
Gdyby "atak" trafił, to pewnie skończyłoby się to dość boleśnie, bo siłę miał sporą... Na tyle, że gdyby jednak cele usunęły się na czas, to po uderzeniu w ścianę najprawdopodobniej by się przez nią przebił, tworząc dziurę o średnicy około metra.

To nie mg właściwe, ale nie mogłem się powstrzymać...

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Wrz 22, 2015 8:01 pm

Wdowa w końcu wyszła z windy. Westchnęła cicho i zaczęła iść korytarzem, co jakiś czas zerkając na nowe rzeczy, które wyróżniały się od innych. Rudowłosa przyśpieszyła jednak kroku, gdyż nie przyszła tu na wycieczkę. W końcu miała sprawę do załatwienia z Tonym. Był on ich przywódcą, więc to od niego zależało, czy Avengers pomogą Vivian, czy też odeślą ją ze świstkiem do Tarczy, stwierdzając że nie ma na takie pierdoły czasu. Myśląc nad tą sprawą w końcu dotarła do pomieszczenia, w którym zobaczyła Stevena, Bucky'ego, Starka i Deadpoola. Zrobiła dziwną minę, gdy zobaczyła, że ci dwaj pierwsi się przytulają, ale zaraz skierowała wzrok na Lady Deadpool... Tej ostatniej osoby chyba się tu nie spodziewała, gdyż jej mina mówiła "Co ona tu robi?".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Wrz 25, 2015 7:21 pm

Tuż po pojawieniu się w pomieszczeniu Wdowy komunikatory wszystkich osób zebranych w laboratorium - no, a przynajmniej tych, które miały je w tym momencie przy sobie - odezwały się jak jeden mąż, niosąc rzecz jasna tę samą wiadomość:
-Raft przyjęło Sintheę Shmidt, córkę Red Skulla, w stanie ciężkim, lecz aktualnie już stabilnym. Obecnie dziewczyna przebywa w szpitalnej części więzienia. Próbowała obrabować bank w towarzystwie grupy osób, w tym Mary Walker, pseudonim Typhoid Mary, Bloody Mary. Kiedy tylko się obudzi, będzie można ją przesłuchać.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Captain America

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Wrz 25, 2015 8:49 pm

Telepatyczna wiadomość od agentki zostawiła w jego umyśle coś na podobieństwo metalicznego posmaku. Skrzywił się. Kiwnął głową reprezentantce SHIELDu iż zrozumiał przekaz, po czym skierował głowę w stronę Iron Mana, który następny zabrał słowo. Widząc, co kryje się pod osławioną złotą maską, Stevenem niespodziewanie targnął napad kaszlu. Skrzyżował ręce na piersi, wcześniej przecierając ręką oczy, bo..nie wiedział, co z nimi zrobić. Co ze sobą zrobić. Co się tu w ogóle dzieje.
Łuk brwiowy powędrował w górę w bardzo pytającym grymasie. Ale pewnie od..niej się teraz niczego nie dowie, to rozmowa na inny czas. Wysłuchał, co jego długowłosa "przyjaciółka" ma do powiedzenia na temat młodych.
- Pozwólcie, że spytam, bo czegoś nie zrozumiałem... - nawet nie ukrywał, że to, co usłyszał, bardzo mu się nie spodobało - ten oto chłopiec był trenowany przez SHIELD "w razie czego" przeciwko NAM? Ile ma on lat w ogóle, szesnaście? - jego głos stopniowo się podnosił. Zmarszczył brwi i zamaszystym gestem wskazał na czarnowłosego młodzieńca, po czym wlepił lodowe ślepia w agentkę - To chłopiec. Nawet ja musiałem do tego dojść, ale czasy się zmieniły. Dziwne, że ja muszę to komuś tłumaczyć. CHŁOPIEC. Jak wielu jeszcze macie w swoich bunkrach?! Już nie będę zaczynał, że robicie sobie armię młodocianych przeciwko AVENGERS. - rzucił gniewne spojrzenie w kierunku Toni - Stark, wiedziałeś o tym? Ktokolwiek o tym wiedział? Z nas, tych groźnych, oczywiście- z nerwów pomylił o odpowiedniej końcówce zwracając się do żeńskiej wersji Iron Mana, lecz się nie poprawił. Ponownie spojrzał na chłopców, dla odmiany, z troską. Widać, że nie do końca znosili napięcie jakie panowało w laboratorium, z resztą wcale się temu nie dziwił. Atmosfera gęstniała z minuty na minutę, można było dostać szału od samego przebywania w tym miejscu. Kiwnął młodym, że przyjął ich słowa do wiadomości.
- Tylko nigdzie nie znikajcie, chciałbym z wami zamienić kilka słów. - poczekał, aż przejdą do innego pomieszczenia, po czym ponownie zaczął swój wywód. - Serio, Tony? "Zajmij się Bucky'm, ja zajmę się Kaplanem?" Myślę, że wszyscy powinniśmy mieć wgląd w to, co się z nimi dzieje, nie tylko ty. I że niby ten brązowowłosy ma być "szpiegiem albo gorzej", tak? To wasze największe zmartwienie - że nie panujecie nad swoimi adeptami ani nad tym, z kim mają do czynienia? Szczerze współczuję, jeśli mi teraz czytasz w głowie, bo w takim razie znasz moją nieokrojoną opinię na temat czytania w myślach. Agentko. - był zawiedziony. Nie wiedział do końca czym, ale nie potrafił się wyzbyć wrażenia, że coś przed nim ukrywano, a to dopiero początek. Nie, żaden początek. Od dawna był okłamywany, szczególnie przez SHIELD. Ale, wracając do Bucky'ego.. tak, zauważył nikły uśmiech na wargach Jamesa, który, niestety, szybko zniknął z jego poważnego oblicza. Steve nadal miał mieszane uczucia co do całej sytuacji, ale.. nie może ciągle zakładać najgorszego. Może to okazja na odbudowanie starej przyjaźni, może to nie żaden podstęp? Będzie musiał się dowiedzieć jak on i ci młodzi się tutaj dostali. I jak spotkali.
- Bucky? - miało to na celu zachęcenie go do dalszego mówienia, co w bardzo brutalny sposób zostało przerwane przez najemniczkę. W ostatniej chwili Rogers zorientował się, że w ich kierunku zmierza jakaś fala o zapewne sporej mocy. Może nie tyle, co ją zobaczył, ale dało się wywnioskować, iż coś jest nie tak, gdy podejrzanie wyglądająca maszyna skierowana w kierunku jego i Barnesa wydała z siebie serię niepokojących dźwięków i błysków. Kapitan zareagował błyskawicznie, rzucając się na Zimowego Żołnierza i lądując z nim kilka metrów dalej, gdy fala przeszła przez miejsce, gdzie stali, tłukąc nieludzko sprzęty stojące na swojej drodze. Upadek skwitował cichym jęknięciem, po czym szybko podniósł się z posadzki, jak najprędzej tworząc dystans między sobą, a byłym przyjacielem, jednak po krótkim zastanowieniu, wyciągnął do niego rękę, by pomóc mu wstać. Rzucił Wandzie pełne pobłażania spojrzenie, które przemieniało się w kamienne oblicze z każdym wypowiadanym przez nią słowem. Spojrzał na Szkarłatną i Starka, czy aby są w gotowości na takie niemiłe niespodzianki.
Steve naprawdę długo nie odczuwał takiej frustracji jak dziś.
- To. Nie było. Śmieszne. - z każdym, mocno akcentowanym słowem pragnął przekazać Wandzie cały ten chłód lodowców, w których spędził siedemdziesiąt lat. Nie do końca przyjemnych lat. Nadal nie wiedział, ile prawdy a ile kłamstwa było w jej słowach, reszty i tak nie zrozumiał, ale zaczynał się do tego przyzwyczajać. - Nie polecam wbijania nam noża w plecy. Szczególnie nie w dniach, jak ten. - dodał. Jego uwagę w końcu oderwała od niej Wdowa, która całkiem niespodziewanie wkroczyła do pomieszczenia. A, i wychodząca agentka. Tak, to był przyjemny widok. Uśmiechnął się uprzejmie na jej cięty komentarz. Miał po dziurki w nosie jej procedur i tego, w jaki sposób ingeruje w sprawy Avengers.
- Hej, Nat, mamy małe zamieszanie, otóż Bucky jest z nami, to jest Wanda Wilson, w innym pokoj..u - ze zdziwieniem rozejrzał się po obecnych, którzy po kolei zaczęli sprawdzać swoje komunikaty. Nieco zaniepokojony zaczął czytać informację wyświetloną na zegarku. Steve otworzył usta, mając w zamiarze coś powiedzieć, lecz po chwili je zamknął, uśmiechając się lekko. Aczkolwiek nie był to miły uśmiech.
Rozejrzał się po sali, oczekując na ich reakcje.
- Kto chce ze mną odwiedzić na dniach córkę mojego arcywroga? - rzucił pół-żartem, pół-serio, kierując się do stolika, przy którym stały napoje. Upił wody ze szklanki i zamyślił się. Może pójdzie ją przesłuchać z Samem? Patrząc na to, co się tutaj dzieje, szczerze wątpił, by ktoś inny miał czas i chęci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Wrz 27, 2015 3:54 pm

Ledwo Kapitan odezwał się po otrzymaniu komunikatu, a zaraz nastąpił kolejny. Tym razem od Carol, którą usłyszeć mogli Steve, Tony i Natasha.
- Dobrze, że na dniach, Rogers. Chociaż są już chętni - zaczęła kobieta, będąc pewną, że obecni Mściciele ją usłyszeli. - Zgaduję, że znalazła się już u was agentka Romanoff... W każdym razie. Stark, mamy gościa. Ma dla nas wszystkich ofertę, którą nam przedstawi, więc będzie najlepiej jak się zaraz pojawisz tutaj, na górze. Cap, ty i reszta usłyszycie o co chodzi, więc możecie się udzielać - Ms. Marvel zamilkła, aby przemyśleć to, co powiedziała i co ma zamiar jeszcze powiedzieć. Carol zresztą domyśliła się, że Stark został poinformowany o kolejnym gościu w Wieży i miał na to wgląd; tak przynajmniej jej się wydawało. - Sam, ty z Visionem wybierzecie się na spotkanie. Słyszałam, że się trochę nudzicie. Natasha, znajdź Pietro i dowiedz się, co on w ogóle robi, bo go dawno nie widziałam. Wiecie, co robić.

/
Żeby trochę ogarnąć, był porządek i szybciej szło, parę informacji! Cap, DP i Bucky - zostajecie w tym temacie. Natasha - jak Ci pisałam na GG, umów się z Pietro (multi Storm) i Sharon na PW, dołączysz do nich. Już ich poinformowałam. Stark - lecisz do mnie. Ci, co wychodzą z tematu - możecie napisać krótki post i zt, to wszystko. Pierwszy trójkąt - no, Cap, tylko Ty słyszysz, o czym mowa będzie w mojej rozgrywce z Morganą i wkrótce Starkiem.
Krzyczeć na PW, jakby co.
[MG] Jako że Scarlet Witch od dłuższego czasu się nie udziela, a trudno jest powiedzieć, kiedy wróci - dostaje ode mnie zt. W razie gdyby wróciła - możesz podpiąć się do kogoś i dowiedzieć o rozgrywce, ustalić coś.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Paź 01, 2015 4:26 pm

Natasha słysząc komunikat zaraz popatrzyła się po towarzystwie, ale też się wsłuchała w słowa kobiety, która mówiła coś przez owy sprzęt. Fakt, Natasha miała powiedzieć o Morganie w końcu po to tu przyszła, ale gdy zobaczyła nietypowe towarzystwo w laboratorium spowodowało to, że nie powiedziała nic na temat kobiety, która czekała na nią w salonie. Całe szczęście, że blondynka, która się odezwała przez komunikator wyprostowała całą tę sprawę. Gdy Carol zaraz Poprosiła ją o to, by znalazła Pietro i dowiedziała się, co aktualnie robi mężczyzna, którego dano nie widziała Carol. Zaraz skinęła głową i skierowała się do wyjścia z laboratorium.


Wychodzę z tematu.
[z/t]

Sześć linijek!
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 341
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Paź 04, 2015 2:55 pm

Tony nie był zadowolony. Tony tak bardzo nie był zadowolony. Jego wieża, jego drużyna, jego teren, a nikt, dosłownie nikt nie uważał, że ma jakiekolwiek prawa, że ma prawo ustalić coś, czego powinni się wszyscy trzymać. Nawet nie mógł rozkoszować się reakcją Steve'a na jego obecny wygląd.

SHIELD jak zwykle uważała, że ma nie po kolei w głowie, puszczając chłopaków luzem w wieży. To nie tak, że jego wieża posiada najlepsze zabezpieczenia, jakie istnieją i to Tony teoretycznie ma możliwość szpiegowania wszystkich przebywających na jego posiadłości. Ale SHIELD swoje, bo co.

Dodatkowo jego temperament był testowany przez... Deadpoola. Również w wersji damskiej. Przez chwilę przeszło Starkowi na myśl, aby dołączyć ją do swoich badań na temat tej zmiany - skoro nie tylko on sam zmienił płeć, to może działo się coś na szeroką skalę? Epidemia? Rozpylone w powietrzu nanoboty? Hm, warto to zapamiętać, nanoboty będą pomocne w rozwiązaniu tego. Zaraz jednak Deadpool zaczął mówić (o sobie jako o kobiecie - zmieniła mu się też perspektywa, z jakiej na siebie patrzył, czego w Tony'ego przypadku nie było) i Tony zdecydował, że zaraz wyjdzie z siebie. Założył hełm, tylko po to, aby nabrać głębokich oddechów i nie strzelić w Deadpoola, póki nie będzie się musiał pozbierać przez kilka godzin.

JARVIS przykuł jego uwagę do drugiego problemu - a przynajmniej kolejnego. Na początku myślał, że dzieciaki go posłuchają i grzecznie poczekają. Ale nie, musiały wyjść i zostawić go z bałaganem. Kazał JARVIS-owi od razu szukać ich i o każdym ruchu informować go, aby przy czasie - na co się nie zapowiadało - mógł ogarnąć ten bałagan. JARVIS również poinformował go, że Deadpoolowi w swoim bałaganiarstwie udało się losowo wprowadzić kod, który uruchomił jedno z urządzeń. Tony rozkazał JARVIS-owi natychmiast wyłączyć urządzenie (z opóźnieniem, ale Tony nie był w stanie działać - czy też wydawać komend - z prędkością dźwięku, ale na szczęście oberwały tylko sprzęty, a nie samo pomieszczenie) i odcinać moc od każdego urządzenia, do którego Deadpool się zbliży. Kolejny komunikat od JARVIS-a, o wiadomości przesłanej przez komunikator, do końca popsuły mu humor. Wiadomość o kolejnym gościu w wieży sprawiła, że rozważał odlecenie do Kalifornii.

- Steve. Mamy naprawdę wiele do omówienia. Naprawdę sporo. Ale pewnie się zgodzisz, że obecnie musimy zająć się sprawami, które mają większy priorytet. A młodzi i tak już spieprzyli z Wieży. Z SHIELD będziesz miał po drodze, jak pójdziesz załatwiać sprawę córki Schmidta - powiedział, patrząc na Bucky'ego. Najchętniej zabrałby mu rękę, póki nie upewnią się, czy to na pewno Barnes, ale znając Steve'a, nie pozwoli na to. A Tony nie miał czasu na kłótnie. - Muszę lecieć zobaczyć, czy druga część wieży jeszcze stoi. Cap, będę do dyspozycji, kiedy się ogarnę z tym całym bałaganem. Mam nadzieję, że swoją część bałaganu zdążysz ogarnąć i będziemy mogli porozmawiać w spokoju.

Nie był zbyt uprzejmy, ale naprawdę stracił już cierpliwość. Rozkazał JARVIS-owi szczególnie uważać na zachowanie Deadpoola, mieć na oku Barnesa i wspomagać Capa w czymkolwiek mógł, po czym odleciał do salonu.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Paź 17, 2015 8:41 am

Panujące w laboratorium zamieszanie robiło się z chwili na chwilę coraz większe. Głównie za sprawą wygadanej najemniczki w czerwonym stroju, którą przyprowadził tu Steve (Bucky wciąż nie wiedział dlaczego, ale nie była to jedyna rzecz jakiej tu nie rozumiał). A mówiła ona naprawdę dużo. Naprawdę, naprawdę dużo. A poza mówieniem robiła też inne dziwne rzeczy - od popychania Capa na niczego niespodziewającego się Barnesa (od którego ten szybko się odsunął, bo zaistniała sytuacja była dość... niezręczna), po wciskanie losowych guzików na panelach wielu znajdujących się w pomieszczeniu urządzeń. Ale głównym problemem były jednak jej usta, które nie zamykały się nawet, gdy w jej wypowiedzi wtrącał się jakiś Avenger czy agent SHIELD. Na przykład wtedy, gdy wyraźnie zdenerwowany Kapitan zaczął przemawiać do obecnej w laboratorium agentki na temat Billy'ego, który - jak wywnioskował z jego słów Winter Soldier - okazał się Młodym Avengerem trenowanym przez Tarczę, który miał za zadanie walczyć przeciwko tym normalnym Avengers, gdyby zaszła taka potrzeba. Ciekawe, czy Kaplan w ogóle wiedział, że takie jest jego prawdziwe zadanie? Być może SHIELD wcale nie powiedziało mu o faktycznym celu ich grupy (bo można było chyba zakładać, że takich nastolatków jest więcej)? Na razie jednak James nie chciał się nad tym zastanawiać, miał już wystarczająco dużo zmartwień, a poza tym... to tak naprawdę nie był jego problem. Chłopak okazał się naprawdę przydatny, dostarczył Żołnierza do Avengers Tower. A że ten nie był Avengerem, to przeciwko niemu nikt nie spiskował - więc w zasadzie nie musiał się teraz tym dziwnym planem Tarczy przejmować. Siedział zatem cicho i nie wtrącał się w głośne słowa przyjaciela z dawnych lat, słuchając tylko co ten miał do powiedzenia i próbując ignorować to, co do powiedzenia miała Lady Deadpool. A, powtórzę, do powiedzenia miała naprawdę, naprawdę dużo. Poczekał więc na koniec tej kłótni, rozglądając się po pomieszczeniu i kolejno opuszczających je osobach, aż w końcu Rogers zwrócił się do Bucky'ego. Brunet już miał zacząć mówić, ale wtedy Kapitan wpadł na niego, tym samym pomagając mu uniknąć promienia, który wystrzeliła w ich stronę gadatliwa kobieta. James nie był pewien, co zrobiłby mu ten promień, ale cieszył się, że Rogers mu pomógł. Oczywiście nie okazywał tego jakimś szerokim uśmiechem, a jedynie krótkim:
-Dzięki - które rzucił w stronę podnoszącego się już Steve'a. Ale było coś, co zaniepokoiło Jamesa podczas tego kontaktu. -Czy... to były damskie perfumy, Steve? - zapach był naprawdę intensywny i raczej nie przypominał czegoś, czym mężczyzna powinien pachnięć. Chociaż, kto wie, może to się zmieniło przez te siedemdziesiąt lat, podczas których jedynym zajęciem Winter Soldiera było zabijanie polityków, generałów i innych ważnych, głównie amerykańskich celów, które wyznaczali mu Rosjanie. Ale równie dobrze z tym zapachem mogła mieć coś wspólnego Wanda Wilson, którą Kapitan spotkał na zapewne na długo przed pojawieniem się w wieży.
Kiedy oboje już stali, a Bucky był gotowy, by opowiedzieć Steve'owi dlaczego się tu znajduje i co ostatnio się działo, Lady Deadpool wciąż gadała, co ciężko było ignorować, szczególnie kiedy mówiła o takich rzeczach. Oczywiście, Barnesowi ciężko było uwierzyć, że zdradziłaby ich w tym momencie. Ufał, że Steve wiedział co robi, przyprowadzając ją tutaj, ale mimo to spojrzał na nią z niezwykle nieprzyjemnym wyrazem twarzy, który wcale nie zmienił się bardzo nawet, gdy przyznała, że był to żart. Steven miał rację - zupełnie nieśmieszny żart. A później kobieta znów zaczęła gadać od rzeczy.
-Dlaczego ona wciąż tu jest? - zapytał wyraźnie zdenerwowany jej zachowaniem Bucky, spoglądając na Rogersa, którego uważał za winnego całego zajścia. Głównie przez to Winter Soldier nie miał jak wytłumaczyć przyjacielowi wszystkiego, co do tej pory się stało, opowiedzieć o swoim wewnętrznym konflikcie, szukaniu prawdy i innych tego typu sprawach. Teraz kolejna przeszkoda - odezwał się komunikator Steve'a, który to nie wyglądał na zadowolonego z treści wiadomości.
-Arcywroga? - zapytał zaintrygowany Barnes. Czyżby chodziło o Red Skulla, z którym walczyli podczas wojny? Tak się Bucksowi wydawało, ale być może przez okres jego nieobecności Kapitan Ameryka zdobył jakiegoś nowego 'arcywroga'. Jednak teraz to nieważne, chciał przede wszystkim pogadać ze Steve'em, wszystko mu wyjaśnić, ale w tych warunkach raczej nie było to możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Lis 06, 2015 11:46 pm

Zerknął dziwnie na odchodzącą bez słowa Natashę, po czym ponownie skupił swoją uwagę na komunikatorze. Pokiwał głową, zgadzając się z poleceniami, jakie wydała Ms. Marvel i powędrował spojrzeniem na okno, traktując początek tej rozmowy coś na podobieństwo psychicznego chwilowego relaksu.
- Miło cię słyszeć, Carol. Głowa na karku, jak zwykle. - uśmiechnął się w przestrzeń, następnie obrócił się w stronę Starka. - Uciekli? Tak, o? Nie chce mi się wierzyć. - zmarszczył czoło - ale leć. Porozmawiamy później. - nie chciał go zatrzymywać. Obydwoje mieli kilka poważnych spraw na głowie. Rozsądnie będzie o tym podyskutować na spokojnie. Co do dzieciaków...
Poczekał, aż Tony opuści laboratorium. Jakoś nie lubił, gdy Tony był obecny, jak Steve pytał o coś Jarvisa. Zawsze miał wrażenie, że dla Starka stanowi to nieopisane źródło radości. Steve za to mało co nie czerwieniał ze wstydu.
- Jarvis, czy ci dwaj chłopcy opuścili budynek sami, czy może mieli asystę w postaci agentów? - rzucił w przestrzeń, ponownie kierując się do stolika z napojami by dolać sobie wody do szklanki. Nalał też do drugiej i podał ją Bucky'emu. Wtem z ogromną siłą uderzyła go świadomość, że kilka minut wcześniej James zawał bardzo niezręczne pytanie. Na szczęście dosyć cicho, by reszta mogła je usłyszeć. Jeśli jednak zdołali, to grzecznie udali, iż nic takiego nie miało miejsca. To nagłe przypomnienie sobie pytania sprawiło, że Rogers błyskawicznie skierował wzrok w zupełnie inną stronę i podrapał się po karku.
- To.. to nie moje? Znaczy, to nic takiego. To przez nią - oskarżycielsko  wskazał dłonią na Wandę Wilson, nadal obecną w pomieszczeniu. - Nic takiego. I..hm.. ona... ona miała za ciebie zgarnąć nagrodę u Hydry, ale postanowiła jednak odezwać się do mnie, zaproponować wspólne poszukiwania i tak dalej.. - przyssał się do szklanki, upijając kilka sporych łyków - problem sam się rozwiązał, jesteś razem z nami. - uśmiechnął się delikatnie, lecz niezbyt radośnie. - Mam nadzieję, że nie masz złych intencji. Bucky. - spojrzał przyjacielowi w oczy. Tak trudno mu było odczytać cokolwiek z jego twarzy. Co oni mu zrobili, co oni zrobili z James'em?.. - ..pozwolę Wandzie przedstawić jej "plan" oraz "wizję" naszej najbliższej współpracy, która prawdopodobnie będzie musiała mieć miejsce, czy tego wszyscy chcemy, czy nie. Przepraszam, Bucky, ale jeśli chcesz mi coś przekazać, to to jest najlepszy moment. I wierzę, że zdajesz sobie sprawę, że twoje pojawienie się tutaj nie ułatwi ci życia, prawda? - Barnes był kryminalistą i mordercą w oczach rządu oraz prawdopodobnie każdego Mściciela czy kim by ta osoba nie była. To nie było łatwe, nawet dla Stevena. Ale mają czas. Jakoś z tego wybrną. - ..aale najpierw - i tu podszedł do Wandy - poproszę twój sprzęt od teleportacji. Nie mogę pozwolić, byś zwiała z Zimowym Żołnierzem, gdy ja skoczę po strój czy coś. - mogła to zrobić chwilę temu, jeśli Rogers miałby być ze sobą szczery, jednak dopiero dotarło do niego, że pozostali sami we trójkę w pomieszczeniu i nikt nie miał na nią oka.
A rozmowy piętro wyżej trwały w najlepsze.
- Zgodzę się z Tony'm, chociaż będę hipokrytą do kwadratu - skomentował wypowiedź Starka na temat gości w AT - niemniej jednak wierzę, że Nat miała swoje powody, tak jak i j--ŻE CO PROSZĘ? - jego zdziwienie objawiło się poprzez zdecydowanie głośniejszy szept do słuchawek Ms. Marvel i Iron Mana.  Nerwowo zerknął w stronę obecnej z nim dwójki i powrócił spojrzeniem na punkt w posadzce. Zastanawiał się, ile to planów przeciwko Avengers powiada rząd i jak one brzmią, bo nic ostatnio nie obijało mu się o uszy nowego. To Tony babrał się w polityce, a jak dotąd, wierzył mu w tej sprawie. Podejście kobiety natomiast.. nie przypadło mu do gustu, szczególnie jej ton. Cóż, może urok słuchawek. Bardzo zaniepokoiła go chęć "klientki" do pozyskania talentu pod swoją pieczę. Jak się okazuje, farsa z uzdolnioną młodzieżą będzie ciągnęła się jeszcze przez bardzo długi okres.
Ale żeby aż prezydent..?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Lis 07, 2015 12:10 am

Na odpowiedź Jarvisa Rogers nie musiał długo czekać... A w zasadzie to wręcz w ogóle nie musiał na nią czekać, gdyż AI zareagowało od razu, jak zawsze profesjonalnie i pewnie dostarczając potrzebne informacje:
-Agenci odprowadzili ich na lądowisko, sir. Stamtąd zostali zabrani oddzielnymi maszynami.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool

avatar

Liczba postów : 196
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Lis 11, 2015 5:21 pm

Kiedy Wanda zapoznawała się ze sprzętem Starka, dotykając go swoimi smukłymi, zgrabnymi łapkami, badając dokładnie kształt oraz fakturę, fantazjując o tych wszystkich, potencjalnych możliwościach, w jakie można by owy sprzęt wykorzystać - kiedy Lady Deadpool wzdychała nad okazałością ekwipunku należącego do Tony'ego, nie spodziewała się, że ten tak nagle, niespodziewanie i z  t a k ą  siłą wystrzeli, na dodatek wprost na zajętych sobą Steve'a oraz Bucky'ego (Och, orgie nam się tu robią!) (Szkoda, że Tony to aktualnie Toni i osłabia to nam trochę nasze dwuznaczne wywody) (A skąd mamy pewność, że Stark nie został zamieniony, zamiast w kobietę, to w shemale? Nie dyskryminujmy shemale).
- Ups? - Najemniczka skrzyżowała ręce za plecami i spuściła głowę, skruszona - a przynajmniej tak się wydawało, bo zaraz rozłożyła ręce i z wrednym uśmieszkiem dodała:
- Wybaczcie, ale nie spodziewałam się, że tak łatwo doprowadzić sprzęt Starka do wystrzału.

- I dobrze, dobrze, nie będę już tak żartować. Geez, te wasze drętwe poczucie humo... Co powiedziałaś? - Regenerująca się Degeneratka zaczęła od obronnego gestu rękami, jednak w pewnym momencie jej uwaga gwałtownie zwróciła się ku Iron... Woman? I jej słowom.
- Jarvis ma mnie pilnować? Jarvis tu jest?! T e n  Jarvis?! Aaaa! - Wanda złapała się za policzki, a z jej ust wydostał się, z pewnością niewyobrażalnie bolesny dla zebranych wokoło, pisk ekscytacji - niczym u nastolatki, widzącej swój ulubiony boysband z odległości metra.
- Na wszystkich bogów świętych asgardzkich, greckich i egipskich! Jarvis, ty mnie słyszysz? Najwspanialsza postać z całego MCU?! Prawie płakałam, gdy zasugerowali twoją śmierć w Age of Ultron! A potem zamienili cię w drętwego, nudnego Visiona, prych. Bez ciebie MCU już nigdy nie będzie takie same, emotka-złamane-serduszko. Bożebożeboże, Jarvis! Masz kontrolę nad wszystkimi urządzeniami Starka, prawda? Opracował on może jakiś długopis?! - wyrzuciła z siebie na bezdechu, przerywając raz po raz, by pisnąć z niekontrolowanego zachwytu - a to nie było najgorsze, co czekało Capa, Zimowego Żołnierza i słuchającą ich, sztuczną inteligencję.

Chwilę później, Lady Deadpool oznajmiła, że żąda "autografu na cyckach" - po czym bezwstydnie, pozbawiona najmniejszych oporów i taktu, podniosła górę swojego kostiumu nad biust. Autor nie jest pewien, czy gdziekolwiek wcześniej wspominał o tym, żeby Wanda pozbawiona była stanika (Zapewne wspominałam ja, zaczepiając Capa w parku), dlatego na wszelki wypadek zaznaczy to teraz - w tej chwili panna Wilson tego elementu bielizny pod strojem nie miała. W takim wypadku, piersi blondynki ukazały się oczom wszystkich w pełnej, nagiej i pokrytej bliznami okazałości - a także ze wszystkimi skutkami wcześniejszej kąpieli w lodowatej wodzie parkowej fontanny (Chciałeś chyba powiedzieć "skutkami wcześniejszej, wspólnej kąpieli z samym Kapitanem Ameryką", rawrrr).
- Jarvis, możesz nawet wypalić mi swój autograf jakimś laserem czy czymś - nie dbam o to! Możesz robić z moim ciałem, na co tylko masz ochotę! - oznajmiła, dumnie prężąc swój krągły biust i trwając w tej śmiałej pozie przez dłuższą chwilę, cierpliwie czekając na odpowiedź ze strony, męczonej przez nią, sztucznej inteligencji.

Niezależnie od tego, czy Jarvis jakkolwiek zareagował czy nie - Wanda spuściła w końcu górę kostiumu z powrotem w dół, w przypadku nieotrzymania autografu rzucając jeszcze zawiedzione "No to może później".
- A do kwestii poruszenia dokładniejszych szczegółów jeszcze wrócimy, jak zawsze. Oh, hey you~ - Blondynka przechyliła głowę i wbiła spojrzenie w pośladki Natashy Romanoff, która tymczasowo znalazła się w tym samym pomieszczeniu, a teraz właśnie z niego wychodziła (Widać nie wytrzymała wrażeń. No proszę, zawstydzam samą Czarną Wdowę, emotka-serduszko).

Wtem, bezustanne paplanie Wandy zostało na moment przerwane - kiedy Kapitan Ameryka za temat swojego aktualnego wywodu przyjął właśnie ową kobietę, a także jej, cytując, "plan" oraz "wizję". Wilson zrobiła niezadowoloną minę.
- Dlaczego "plan" oraz "wizję" umieściłeś w cudzysłowie? Zupełnie, jakbyś traktował to jako coś nieprzemyślanego i błahego. A ja mam bardzo przemyślaną strategię, to nie jest jakaś nagła zachcianka! No, może trochę. Ale tylko trochę! Tego nie powinno nazywać się "planem", ani nawet planem - tylko Planem, przez duże P! - odezwała się poważnie, jednocześnie obserwując, jak Steve do niej podchodzi - i przerywa jej swoją prośbą o oddanie sprzętu do teleportacji.
- Ale... Ale po pierwsze - nie przeszkadzałoby nam przecież wcale, gdybyś postanowił przebrać się przy nas. Bardzo byśmy to zaaprobowali, co nie, James? - Przy ostatnim zdaniu zwróciła się z figlarnym uśmieszkiem do wspomnianego.
- A po drugie... - tu najemniczka zaczęła uciekać wzrokiem, emanując teatralną wstydliwością - ... Zdajesz sobie sprawę, że mój teleporter wbudowany jest w pasek od spodni? Czyżby nie wystarczyło ci, że przed chwilą widziałeś mój nagi biust? Och, Kapitanie, jakiś ty zachłanny! Ale dobrze, jesteś tu ty, jest tu Jarvis... Dla was wszystko.

Specyficzny, napakowany elektroniką mechanizm szczęknął charakterystycznie, kobieta wysunęła pasek ze spodni - i te opadły w dół, tym razem pozwalając zebranym wokoło podziwiać Lady Deadpool w samych majtkach. Białych, przedstawiających przeróżne, miniaturowe sceny Stucky, dla dodatkowego uroku w stylistyce chibi.
- Och, ja sama w jednym pokoju z dwoma, rosłymi mężczyznami i sztuczną inteligencją o seksownym głosie i dostępie do mnóstwa, kreatywnych zabawek Starka. Jak sprośnie. - Wanda przygryzła wargę i oddała Rogersowi swój sprzęt teleportacyjny.
- A jakby tego było mało, Cap zmusił mnie do spuszczenia w dół spodni i stoi teraz z paskiem od nich w ręku. Nie wiedziałam, że lubisz takie klimaty, Steve - mówiąc to, posłała wspomnianemu niedwuznaczny, zachęcający uśmiech... by zaraz potem potrząsnąć gwałtownie głową, starając się jednocześnie uspokoić.

- Już, koniec, nie czas teraz na niegrzeczne igraszki! Tylko jedno wam w głowie. Faceci~ - Podniosła powoli dół kostiumu i trzymając go, aby nie spadł zaraz z powrotem, podeszła do Bucky'ego.
- Tak jak powiedział Steve, dostałam od Hydry zlecenie na pojmanie i dostarczenie ciebie. Pomyślałam więc, że to doskonała okazja, by udowodnić wam w końcu, że wcale nie jestem pozbawioną kręgosłupa moralnego najemniczką, zostając podwójną agentką Kapitana! Poza tym, gdy mój autor czytał niedawno trochę komiksów z Moon Knightem, to było coś o tym, że nie liczysz się w tym mieście, jeśli nigdy nie byłeś Mścicielem. Więc chcę zostać Mścicielem. Ale po kolei! - Głęboki wdech i kontynuacja:
- Zabiorę cię do Hydry, Bucky. Tylko najpierw naszpikujemy cię technologią od Starka, która zabezpieczy twoją główkę przed praniem mózgu. Bo Hydra pewnie takowego spróbuje. Aaaalbo możemy zasugerować, że sam chciałeś się przyłączyć, skuszony zarobkami. Dostałam dwadzieścia pięć miliardów dolarów zaliczki za ciebie. Drugie tyle czeka, aż wykonam to zlecenie. Dlatego z pełnym wykonaniem mojego planu musimy zaczekać na moją zapłatę. Wtedy... wtedy mamy dwa rozwiązania. Albo długotrwale, we dwoje stajemy się podwójnymi agentami i unicestwiamy organizację powoli oraz sprytnie, albo atakujemy Hydrę od wewnątrz (kinky) i po wyłączeniu zabezpieczeń (kinky [2]), dajemy sygnał czekającym na zewnątrz Avengers, by zamienić atak na taki od dwóch stron (kinky [3])! Trzeba przemyśleć, które rozwiązanie wybrać. A wiesz, James, co najlepsze? - Lady Deadpool objęła ramieniem Zimowego Żołnierza, a ponieważ druga ręka już w trakcie ostatniego wywodu poświęcona była intensywnej gestykulacji - nietrzymane teraz spodnie opadły z powrotem do kobiecych kostek. Blondynka obdarzyła Barnesa szerokim, odkształcającym maskę uśmiechem - i dokończyła:
- Skoro, dzięki naszej (znaczy się, mojej) inicjatywie, pomożemy pokonać Avengers jedną z najpotężniejszych organizacji terrorystycznych na świecie, to z pewnością zostaną wybaczone nam nasze wszystkie grzechy i kto wie - może nagrodzą nas jakimś zaszczytnym orderem i, zgodnie z moim wspomnianym wcześniej pragnieniem, kartą członkowską Mścicieli. Wyobrażasz to sobie, Bucks? Będziemy w Avengers!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Lis 11, 2015 6:06 pm

Niestety póki co Jarvis zignorował życzenie Lady Deadpool odnośnie autografu na jej biuście - więc może rzeczywiście będzie musiała poruszyć z nim ten temat nieco później, kiedy załatwione już zostaną wszystkie istotniejsze w tym momencie kwestie. Sztuczna inteligencja zareagowała dopiero po chwili, zresztą donosząc o czymś zupełnie innym:
-Panna Frost czeka na spotkanie w pokoju dziennym. Towarzyszy jej panna Drew.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Lis 12, 2015 7:54 pm

Bucky'emu coraz trudniej było znieść to ciągłe gadanie Lady Deadpool. Stał w tym laboratorium zaciskając pięści, czasami tylko zerkając na najemniczkę i przestał się już nawet zastanawiać o czym ona mówiła. Na szczęście od czasu do czasu nastawały też kilkusekundowe momenty spokoju, kiedy to mógł wypowiadać się Steve. Który to przynajmniej mówił coś, co miało sens. O ile można było tak powiedzieć o jego niezręcznych próbach wytłumaczenia swego damskiego zapachu, na które brunet zareagował nawet delikatnym uśmiechem, który Steve mógł zobaczyć chyba pierwszy raz od jakichś siedemdziesięciu lat. Później Cap chciał, by również James się odezwał i opowiedział mu trochę więcej o tym jak tu trafił i co tu w ogóle robi. Ponownie Barnes miał zabrać głos, ale wtedy Wanda Wilson zaczęła krzyczeć, najwyraźniej z jakiegoś powodu szalenie zafascynowana mówiącym komputerem Tony'ego Starka. Okej, też dziwiła go tak nowoczesna technologia, ale bez przesady. Winter Soldier naprawdę miał już tego dosyć. Najchętniej by ją teraz uderzył, może wtedy by się zamknęła, ale wiedział, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie tu, w Avengers Tower, przy Steve'ie, który sam przyprowadził tutaj tę najemniczkę. Najemniczkę, która chwilę później pokazała swoje piersi - niezbyt przyjemny widok. Choć nie była to najgorsza rzecz jaką przyszło mu oglądać przez te wszystkie lata służby. Nie było to więc dla niego jakoś niezwykle odrażające, ale wzrok odwrócił, bo jakieś poczucie dobrego smaku posiadał. I ona cały czas gadała. Co chwilę przerywał jej na szczęście Steve, który za którymś razem... kazał jej zdjąć spodnie. Znaczy, nie do końca, ale do tego jego prośba doprowadziła. Teraz miała już co prawda górną część stroju, ale obecny widok wcale nie był przyjemniejszy, więc Zimowy Żołnierz wciąż starał nie patrzeć się w jej stronę.
W końcu przestała mówić - chwila ciszy, moment dla Bucky'ego by się wciąć i odpowiedzieć Rogersowi. Trzeba ten rzadki moment dobrze wykorzystać.
-Oczywiście, że nie mam złych intencji
Może nie wyglądał zbyt przekonująco, patrząc na Steve'a praktycznie bez wyrazu, ale w zasadzie sam nie wiedział, czy mówi prawdę. Bo jednak trochę tych 'złych intencji' w nim pozostało. Miał nadzieję, że uda mu się je przezwyciężyć i nikt nigdy się o nich nie dowie, ale gdzieś tam były. -Pamiętasz jak spadłem wtedy z pociągu? - zaczął, spoglądając w ziemię. Nie mieli teraz czasu na wspominanie dawnych lat i na długie opowieści o życiu Bucky'ego po wojnie, ale jednak Kapitanowi należały się jakieś wyjaśnienia. -Rosjanie znaleźli mnie niedługo później, dali... to - tutaj pokazał Stevenowi swoją metalową rękę. -I przez następne lata działałem dla nich jako zabójca, co pewnie już wiesz - o Kennedy'm powie przy innej okazji. -Później się spotkaliśmy, co skłoniło mnie do zabicia kilku Rosjan i poczytania o James'ie Barnesie w ich bazie danych. Odzyskałem swoje wspomnienia... tak jakby. I oto jestem - spojrzał Steve'owi w oczy, czekając na jego reakcję i przygotowując się na jakiś głupi komentarz obecnej tu panny Wilson. Bo będzie on chyba nieunikniony.
Ale chwile po tym, jak Bucky skończył swój wywód, najemniczka bez spodni zaczęła dla odmiany gadać z sensem. No, wcześniej powiedziała jeszcze kilka głupich rzeczy, ale na nich Barnes się nawet nie skupiał. Dopiero kiedy zaczęła przedstawiać swój plan zyskała jego zainteresowanie. W teorii miał sens, mógł się udać, ale czar pryskał, kiedy tylko spojrzało się na szaloną kobietę, z trudem utrzymującą na sobie spodnie. Przecież tak ważna misja nie mogła się udać z kimś takim w drużynie. Ale sam pomysł był intrygujący. Musieli to poważnie przemyśleć. Mimo, iż Lady Deadpool była... trochę obłąkana i gadała straszne głupoty to w kilku sprawach miała rację - taka akcja faktycznie pozwoliłaby Bucky'emy 'oczyścić się' ze swych grzechów przeciwko Stanom Zjednoczonym i Avengers. W końcu Hydra to nie byle co, przynajmniej z tego co słyszał Winter Soldier. Sam nie myślał co prawda o dołączeniu do Mścicieli i wątpił, by tak się stało, ale to wszystko chyba warte było odrobiny ryzyka.
-To mogłoby się udać - powiedział z odrobiną zwątpienia w głosie, spoglądając na Stevena i stojącą obok niego Wandę (nawet zignorował fakt, że ta go obejmuje). -Tylko nie wiem dlaczego mielibyśmy zaufać komuś takiemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Lis 12, 2015 9:12 pm

Jak przez większość tego koszmarnego dnia, dużą część z monologu panny Wilson (czy pani? Czy nie wspominał...a o tym, że aby jest..żonata? Mniejsza.) puszczał mimo uszu. Jej zachwyt nad Jarvisem postanowił zignorować, więc z tamtym momencie zwyczajnie zajął się Bucky'm, zaczął rozmowę i tak dalej.. Niestety, tego, że bezwstydnie pokazała swój biust, nie mógł pozostawić bez reakcji, mimo że naprawdę starał się przyjmować wszystko ze stoickim spokojem. Mimowolnie wydobył z siebie jęk niezadowolenia, po czym całkiem mocno walnął się wewnętrzną stroną dłoni w twarz. W tym momencie współczuł Jarvisowi, nawet ze świadomością, że jest on jedynie sztuczną inteligencją. Jej entuzjazm na "spotkanie" ze swoim idolem był tak ogromny, że gdy usłyszał jej "no to może później.." dziwnie smutnym tonem, podejrzewał, iż niejednemu serce mogłoby się ścisnąć z żalu i współczucia dla tej biednej istotki. Ale nie jemu, on miał już serdecznie dość. "PO PROSTU WYTŁUMACZ SYTUACJĘ, CZY O TAK WIELE PROSZĘ." Postanowione. Gdy już wszystko to się zakończy, uda się na lekcje medytacji. Albo jogi. Dawno nie praktykował, a jego "spokój wewnętrzny" został dziś naruszony bardzo poważnie. Śmiałby powiedzieć, że FATALNIE. Jedną dłonią przysłonił sobie usta, drugą wyciągnął do Wandy, czekając na pasek, wpatrując się w punkt na podłodze. Czekał, aż największa fala irytacji i bezsilności przeminą zanim powie coś więcej. Z ulgą poczuł ciężar sprzętu w dłoni.  Pasek zaraz zwinął i schował do kieszeni spodni.  Na bieliznę Lady Deadpool nawet nie spojrzał przed obawą, że może jej nie mieć - tak jak się to wydarzyło z jej górną częścią. Rogersowi jednak nie umknęło to, iż brak paska przy jej spodniach stanowił dla niej spory problem. Nie, źle. Nie, dla niej raczej nie stanowiło to żadnego problemu, była całkowicie swobodna ze swoim ciałem i tym, kto je widzi.  Zerknął na Bucky’ego – jego reakcja była bardzo podobna, co go w sumie rozbawiło.  Rozproszenie minęło, gdy Barnes zaczął mówić – wtem Steve, jak pod wpływem jakiegoś zaklęcia, zwrócił się całym sobą do niego i nieco wyprostował.
- Nie mam złych intencji. – Cóż, jakiś początek. Chociaż nawet ciemnowłosy nie wydawał się przekonany swoimi słowami.  Lepiej zrobiło się potem. - Pamiętasz jak spadłem wtedy z pociągu? –
Steve wciągnął głęboko powietrze. Jak mógłby NIE pamiętać. Jego krzyk odbijał mu się echem w głowie aż do dzisiaj, stracił rachubę, ile razy zarywał noce. Przypominało mu się, kiedy próbował się upić, zapomnieć chociaż na chwilę, na dosłownie pięć minut, odpłynąć, zniknąć z otaczającej go rzeczywistości. Jak Peggy przyszła go pocieszyć. Chyba dopiero dzięki niej zdołał wtedy odejść od tego durnego stolika.  Wpatrywał się w jego twarz, nie mogąc zrobić niczego innego, jakby był sparaliżowany.  Dopiero gdy ponownie nawiązali kontakt wzrokowy, Rogers zdołał złapać ponownie powietrze. – Ja.. – nie wiedząc kiedy i jak, podszedł do niego i mocno go przytulił – cieszę, się, że jesteś. – wyszeptał. Po chwili jednak cofnął się, gdy dotarło do niego, co właściwie zrobił. Spojrzał na niego, zakłopotany.
Podczas gdy Wanda tłumaczyła plan Bucky'emu, Steve rozejrzał się po sali. Są w laboratorium, na pewno znajdzie coś...jest! Triumfalnie wyciągnął z szuflady całkiem spory spinacz do papieru, który przez chwilę trzymał na wysokości swojego wzroku niczym jakiś artefakt. - Mam cię. - mruknął pod nosem, po czym odwrócił się i podszedł do rozgadanej Wandy, teraz niebezpiecznie blisko Zimowego Żołnierza. Złapał za materiał jej spodni starając się wymierzyć tak, by pasowały do jej talii i spiął nadmiar tworzywa klamrą. Niewątpliwie stanowił on niezwykły dodatek do jej odzienia. - Mam pewne zastrzeżenia co do Twojego planu - zaczął, odchodząc kilka kroków w tył i podziwiając swój geniusz - Barnes może mieć wątpliwości do tego, czy nasz sposób działania, i mówię teraz o szpikowaniu go technologią Starka, jest aby na pewno dla niego bezpieczny. Choć nie ukrywam, że i tak Tony powinien rzucić na Ciebie okiem. - tutaj Steve znacząco wskazał na metalową rękę byłego przyjaciela, bezpośrednio się do niego zwracając - I niszczenie Hydry od wewnątrz z Wami jako podwójnymi agentami nie wpłynie dobrze na postrzeganie Was przez świat zewnętrzny. - oparł się tyłem o blat najbliższego stołu i pomasował skonie - Jeśli Bucky zdecydował się do nas przyjść, na pewno liczył się z tym, że jego tożsamość nie będzie ukrywana zbyt długo. Czy media i świat dowie się o nim - to tylko kwestia czasu. Jeśli chce grać czysto, musi być czysty od chwili, gdy tak postanowi. Nie sądzę, by istniał dobry sposób pokonania ich, zdobywając Twoją drugą część wypłaty, Wando. Przykro mi. - skrzyżował ręce na piersi i zerknął na dwójkę. Zainteresowanie misją, jakie przejawił Bucky nieco go zdziwiło, ale w bardzo pozytywny sposób. Nawet się do nich uśmiechnął. Może istniała szansa na pozytywne zakończenie tego dnia? – Najpierw musimy się dowiedzieć, gdzie ewentualnie miałbyś być dostarczony. Ja stawiam na bezpośredni atak i zdobycie informacji, jak zwykle. Nasza trójka nie powinna mieć z tym problemu, czy się mylę? – rozłożył ręce – a co do zaufania.. Dotarło do mnie, że w tych szalonych czasach powinienem oceniać ten świat przez zupełnie inny pryzmat, jak mieliśmy w zwyczaju, Bucky.  Niewątpliwie Wilson jest specyficzną osobą o..zachwianej, jak dotąd, moralności – tu spojrzał na nią przepraszająco – choć uważam, że trzeba dać temu szansę i zobaczyć, jak sprawdzi się po naszej stronie. W końcu nikt tego z nią nie próbował, prawda? – Nie wiedział, czy go tym kupi, ale trudno by mu było wytłumaczyć o co tak naprawdę mu chodzi. Rogers w głębi duszy wierzył, że zmiana otoczenia dla kogoś takiego jak Wanda może jedynie wpłynąć na korzyść dla wszystkich dookoła. Może udałoby się zmienić nastawienie innych do jej osoby, a ona sama bardziej przekona się do „harcerzykowatego” sposobu działania. Z resztą, posiadała niezwykłe umiejętności i była praktycznie nieśmiertelna. Nie chciałby jej mieć za wroga.
Postanowił poświęcić chwilę na to, co dzieje się dookoła Avengers Tower. Wskazał na stolik z napojami oraz wolne krzesła dookoła, po czym udał się ponownie w stronę okna – Trzeba będzie wymyślić, co z wami zrobić. Tony i reszta mnie zabiją, jeśli puszczę was gdzieś samych, więc, póki co, tyle mogę wam zaoferować. Zaraz coś wymyślimy.
-Jak interesujące by one nie były, ja szukam osób, które ich nie wykazują, nie korzystają też ze zdobyczy technologicznych, a mimo to posiadają wyjątkowe zdolności. Widzą aury, mają styczność z duchami, potrafią dojrzeć przyszłość lub przeszłość, wpływają na innych ludzi... I tym podobne.. - Zmarszczył brwi, wyraźnie zmartwiony. Dalsza rozmowa nie przebiegała najlepiej. Ta kobieta..Vivian, tak chyba miała na imię. Dokładnie wie, kogo szuka, niewątpliwie zna się na tym, co mówi. Całkiem możliwe też, że posiada zdolności, których Rogers nigdy nie potrafił zrozumieć. Był tylko żołnierzem. Ach, Tony. Taki zmęczony. Jak my wszyscy.
Ze zdziwieniem odebrał kolejną informację, którą przekazał mu niezastąpiony Jarvis.
-Emma Frost? - jego brwi powędrowały ku górze. Czeka na spotkanie, ale.. na zegarku nie wyświetliła mu się żadna informacja. Ms. Marvel i Iron Man z pewnością nie byli w tym momencie dostępni na spotkanie z Białą Królową.. Dobrze by było dowiedzieć się, co skłoniło ją do odwiedzenia siedziby Avengers. Ba, chętnie by to zrobił, ale co zrobi z Wandą i Bucky'm?
Wtem Rogers wpadł na pewien bardzo paskudny pomysł. Taki, który śmiał się z jego moralności. Emma Frost posiadała zdolność czytania umysłów, a, nawet jakby wszyscy Mściciele bardzo się starali, nie zdołają dowiedzieć się, co tak naprawdę kieruję tą dwójką. Czy to nie jest jeden, wielki plan Hydry, mający zniszczyć Rogersa doszczętnie oraz Avengers razem z nim. Albo zwyczajnie popada w paranoję, przytłoczony ostatnimi wydarzeniami.
Tylko czy to aby na pewno było konieczne?..
Nie. Ani trochę. Uśmiechnął się pod nosem. Steve często słyszał, że jest łatwowierny, że powinien nad tym popracować, gdyż może go to zbyt wiele kosztować. Ale nie zamierzał. Rogers posiadał wiarę w drugiego człowieka, której nie zabierze mu nikt, przy okazji znał się trochę na ludziach. Wszystko się ułoży. Musi.
- Jarvis, przekaż Jess, że za chwilę do nich dołączę. - powiedział w przestrzeń i zdjął z ręki swój zegarek. Rozłożył go na panele, by móc spokojnie napisać na nim wiadomość, którą zaraz wysłał do Spider-Woman. „Jess, czy wpadłabyś na chwilę do lab, gdy ja zerknąłbym do E.?  Mam ze sobą Lady Deadpool i Zimowego Żołnierza, a nie mogę z nimi wpaść do gościnnego. Kiedyś wynagrodzę.:)”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Lis 13, 2015 1:43 pm

Jarvis znowu zareagował niemalże od razu po tym, jak tylko Kapitan przemówił - a więc w momencie, gdy mężczyzna był już zajęty wypisywaniem treści wiadomości do swojej koleżanki z drużyny:
-Tak jest, sir. Panna Danvers kieruje się obecnie w stronę dachu- tę dodatkową informację AI dorzuciło już z własnej inicjatywy, być może nawet nawiązując do problemu niańki dla Wandy i Bucky'ego.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Lis 13, 2015 7:25 pm

Przybyła na miejsce nawet nie dostając zadyszki. Chyba wyminęła się z Kapitanem, nie była pewna, nigdzie nie widziała otoczki złożonej z amerykańskich symboli narodowych, może jeszcze nie opuścił laboratorium? No cóż, może trochę przesadzała z tą jego wspaniałością, ale nie można jej było za to winić. To tak bardzo do niego pasowało, jak mówienie "potańcówka" albo "okie dookie"... choć w każdych innych ustach brzmiałoby to staroświecko, a nawet kiczowato, to Kapitanowi w jakiś magiczny sposób pasowało. Tak samo jak przesiąknięte amerykanizmem tło.
Spider Woman weszła do środka i rozejrzała się. Zimowy Żołnierz- jest. Lady Deadpool- gdzieś mignęła jej złotą kitką znad czerwono-czarnego kostiumu, czyli jednym słowem też jest.
- Może mi któreś z was nakreślić sytuację, bo nie za bardzo się orientuję.- przyznała szczerze patrząc po obojgu (no przynajmniej próbując, bo znając żywiołowość Lady Deadpool ta zmienia pozycję szybciej jak karabin maszynowy strzela). Swoja drogą cieszyła się też bezkarną możliwością patrzenia się na Zimowego Żołnierza bez strachu zaciśnięcia się metalowych palców na gardle w celu wydarcia resztek życia ze swojej ofiary. Szczerze o Zimowym Żołnierzu wiedziała tyle ile większa część opinii publicznej. Mianowicie znała jego nazwę, kojarzyła, że to ten z metalową łapą i ze spojrzeniem mogącym zabijać lepiej jak dzieło Kałasznikowa. Szczerze z chęcią dowiedziałaby się czegoś więcej, nawet jeśli postać fizyczna i postawa jej rozmówcy nakazywały ucieczkę w trybie natychmiastowym.
Co do Lady Deadpool.... nie miała bladego pojęcia, dlaczego ta, teraz wygląda tak jak wygląda, liczyła na to, że i ta informacja zostanie jej dostarczona. Choć sprawiała (przynajmniej póki była cicho) całkiem sympatyczne wrażenie, a jej żywiołowość całkiem przypadła do gustu Jess (i była miłym przeciwieństwem do ponurego Zimowego), to jednak jej mózg co do obojga zachowała całkiem mądrą i logiczną informację: Oboje są w stanie zabić z zimną krwią. Wystarczy zapłacić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Lis 15, 2015 6:28 pm

Zerknął na komunikator, zdziwiony szybkością odpowiedzi - "Jesteś moim wielkim dłużnikiem. Pamiętaj, że ja od swoich dłużników mam tendencję brać z profitem, Cap >D" . Cudownie, jeden problem chwilowo rozwiązany. Uśmiechnął się do siebie. I bez żadnych komplikacji! Co prawda tylko na chwilę obecną, no ale.. Chyba że ta końcówka wiadomości ma coś znaczyć. Zmrużył ślepia, intensywnie wpatrując się w ">D".
Z całej tej refleksji i zastanowienia wyrwała go sama Spider-Woman, gwałtownie wpadając do laboratorium.
- Jessica! Jak dobrze Cię widzieć. - przywitał Mścicielkę ze szczerą ulgą i radością w głosie. Podszedł do niej, mając coś powiedzieć, ale zawahał się, widząc jej wzrok, bacznie przyglądający się Zimowemu Żołnierzowi  oraz Lady Deadpool. - ...och. - również zerknął na swoją nową "drużynę". - Przepraszam, że Cię w to wpakowałem, ale Emma nie jest tu bez przyczyny. Pomyślałem, że zamienię z nią słowo czy dwa. - zrobił do Jess maślane oczy - Oni nie są aż tak groźni, na jakich wyglądają. Znaczy, są, okej, ale deklarują się na naszych sprzymierzeńców. Nie powinnaś mieć z nimi problemu. To..skomplikowane.
Odchrząknął znacząco i raz jeszcze spojrzał na każdego z osobna. To była ciężka decyzja, mimo, że mogło wydawać się zupełnie inaczej. On za nich odpowiadał, cokolwiek by się teraz nie stało - odpowiedzialność spadnie na jego barki. - Oki-doki, czas nagli, takie tam - ruszył w stronę drzwi, które już zaczęły się otwierać. Zatrzymał się na chwilę, opierając się o framugę - Bądźcie grzeczni. Nikt nie opuszcza Avengers Tower, żadnych telefonów ani innych komunikatów. - pogroził palcem - Jess, jakby co to pisz. - teleporter miał w kieszeni spodni, zegarek na dłoni, ubranie na sobie. Może nie takie, jakie wypadałoby mieć podczas spotkania z Białą Królową, ale powinna to uszanować.  W końcu nikt nie spodziewał się jej obecności.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Lis 25, 2015 8:56 pm

Bucky czuł się o wiele lepiej po tym, jak opowiedział Rogersowi o tym, co przeszedł. Nie był dobry w tego typu wyznaniach, szczególnie po tych latach, kiedy jego jedynym zajęciem było zabijanie, ale chyba poszło mu całkiem nieźle. Tak przynajmniej można było wywnioskować po tym, że Cap go przytulił. Było to zaskakujące i zarazem trochę... dziwne. Już dawno nikt tak Bucky'ego nie traktował, więc mógł się czuć trochę niezręcznie. Na szczęście nie trwało to długo, Steven szybko się od niego odkleił i mogli się zająć czymś o wiele bliższym Winter Soldierowi - planami zniszczenia potężnej organizacji.Ja stawiam na bezpośredni atak i zdobycie informacji, jak zwykle. Nasza trójka nie powinna mieć z tym problemu, czy się mylę?
-Jeśli zapewnicie mi broń - zwrócił swe spojrzenie ku przyjacielowi z dawnych lat, licząc, że Avenegers mają jakąś zbrojownie z dużym wyborem broni palnej. I wtedy też przypomniało mu się jego wyposażenie, które stracił podczas tej nieszczęsnej katastrofy lotniczej. Ech, Barnes i jego AK-47 tyle razem przeszli... ale, mimo iż była to broń niezawodna i bardzo przez niego lubiana, to liczył, że tutaj dostanie coś lepszego. W końcu to Mściciele - a to oznacza nowoczesne technologie i inne takie, nie? Okej, z atakiem nie powinni mieć problemu. Resztę planu James również pozostawi Kapitanowi, w końcu to on tu rządzi. Żołnierz zajmie się realizacją, czyli zabijaniem. Czyli tym, co robi najlepiej i tym, co robi od jakichś siedemdziesięciu lat. Atak na Hydrę nie wydawał się wcale taki trudny, pozostawała natomiast kwestia inicjatorki tego wszystkiego. Steve spróbował wyjaśnić dlaczego powinni jej zaufać, ale Bucky wciąż nie był do końca przekonany. Mimo swych uprzedzeń, musiał chyba zgodzić się na pracę z nią, szczególnie jeśli miałaby ona przynieść tak korzystne skutki.
-Skoro tak mówisz - i w tej kwestii postanowił zaufać towarzyszowi. Skoro Steve twierdzi, że można na Lady Deadpool polegać, to Bucky postara się założyć, że ma rację.
Niedługo później do laboratorium weszła Jessica. Najpierw spotkanie z Emmą Frost, teraz ona - wyglądało na to, że Steve ma wielu nowych znajomych, których będzie musiał przedstawić Bucky'emu. A jeszcze 70 lat temu, na Brooklynie, wcale nie był taką duszą towarzystwa. Ba, z nich dwóch to James częściej chodził na randki i bywał na przyjęciach. Ale teraz Rogers jest Kapitanem Ameryką, Avengerem - nic dziwnego, że zainteresowanie jego osobą wzrosło, a on sam znalazł sobie więcej osób, które chcą z nim rozmawiać. Na pewno, w przeciwieństwie do starych, dobrych czasów, teraz trudno mu odpędzić się od kobiet (czego dobrym przykładem była chyba obecna tu najemniczka). O jego obecnych przyjaciołach będą musieli chyba jednak porozmawiać kiedy indziej, przy wódce herbacie, jak będą mieli na to więcej czasu. Teraz Stevenowi spieszyło się na spotkanie z wcześniej wspomnianą Emmą, a jak wróci, to pewnie też będą musieli zająć się czymś innym niż pogaduszkami. Jest przecież Hydra do zniszczenia od środka!
Bucky dokładnie się przyjrzał się tej Jessice. Nigdy wcześniej jej chyba nie widział, nie była najwidoczniej tak popularna jak Kapitan Ameryka. Nie spotkał jej też podczas żadnej misji. No chyba, że spotkał, ale Rosjanie woleli, by o tym zapomniał. Ale raczej po prostu jej nie znał. Od kiedy weszła, Winter Soldier cały czas milczał, rozglądając się tylko po pomieszczeniu, które zdążył już poznać niemal na pamięć. Stwierdził, że to jego gadatliwa towarzyszka zabawi rozmową nowoprzybyłą Mścicielkę i wytłumaczy jej, co się dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool

avatar

Liczba postów : 196
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Lis 29, 2015 9:02 pm

Steve oraz Bucky na pewno doskonale zdawali sobie sprawę, że w towarzystwie kogoś takiego, jak Lady Deadpool, nie dane im będzie w spokoju nacieszyć się sobą. Szczególnie, gdy posuwali się (No może bez przesady) w tym do czynów wymagających coraz większej bliskości. Kiedy tylko Kapitan pochwycił swego przyjaciela (Chłopaka?) w mocne objęcia, ci dwaj panowie usłyszeć mogli dźwięk migawki aparatu - wystarczyło jedno zerknięcie w kierunku, z którego odgłos ten dobiegł i ujrzeliby swą ulubioną najemniczkę, jedną ręką dzielnie utrzymującą spodnie, a drugą dzierżącą smartfona.
- Realne, słodkie Stucky. Zdecydowanie podbiję tym tumblra. Szczególnie teraz, po trailerze Civil War - mruknęła do siebie, z szerokim uśmiechem, po czym cyknęła parze przyjaciół (Zakochanych!) jeszcze jedną fotkę.
- Osobiście jestem bardzo zawiedziona z powodu braku Spider-Mana oraz tego, jak brutalnie potraktowaliście tam mojego genderbender-bro, dałam nawet kciuk w dół na youtube, ale reszta świata chyba szaleje. A przynajmniej chatbox - dodała jeszcze po chwili. Później natomiast z ust Regenerującej się Degeneratki wypływać zaczął potok słów na temat jej ambitnego planu unicestwienia Hydry, ten z poprzedniego posta (W tym momencie więc potrzebny nam time-skip!).

- Och, Bucky-boy... - Wanda przewróciła oczyma, wzdychając, kiedy to wspomniany wyraził krótko własne zdanie na temat swojego zaufania do niej.
- Gdybym chciała wbić wam nóż w plecy, zrobiłabym to przy pierwszej, lepszej okazji. Na przykład wtedy, gdy dopiero co zostaliśmy we troje, a ja miałam jeszcze na sobie pasek od spodni. W końcu, jak napisane zostało we fragmencie narracji jednego z postów Kapitana - tym fragmencie, który według chronologii jeszcze się nie wydarzył, mniejsza - posiadam niezwykłe umiejętności i jestem praktycznie nieśmiertelna. Cap - nie. A obezwładnienie ciebie, Zimowy, byłoby jeszcze mniejszym problemem, z wyposażeniem, jakim mam wypchane moje kieszenie. Możecie sami tam zajrzeć. Tylko nie dotykajcie Burrito w różowym pudełku śniadaniowym, to mój dzisiejszy obiad - oznajmiła, wcale nie żartując (Naprawdę nie chcę, by ktokolwiek dobierał mi się do mojego obiadu!).
- I naprawdę chcę wam pomóc! Przyrzekam na jędrność pośladków Steve'a! Wiem, że przez większość swojego życia byłam względnie bezwzględnym najemnikiem, który za pieniądze na okrągło zmieniał strony z dobra na zło i odwrotnie oraz zdolny był do (prawie) wszystkiego, ale hej, teraz mam rodzinę! Czas zmienić coś w swoim życiu. Nawet pociechy Paste Pot Pete'a mogłyby się pochwalić w szkole, że ich tata jest najemnikiem - kiepskim i wątpię, by Pete kiedykolwiek miał dorobić się dzieci, ale nie o tym teraz mówimy. A które dziecko może szpanować na dzielni tym, że jego rodzic pomógł samemu Kapitanowi Ameryce unicestwić Hydrę oraz że jest Avengerem? A jak będzie dzień zabierania dzieci do pracy, to będąc Mścicielem, nic mi nie zabroni (taką mam przynajmniej nadzieję. Steve?) wziąć Spartę na pokład Quinjeta i  polatać, śpiewając z moją księżniczką ♫ The boobs and tentacles on The Quinjet go up and down, up and down, up and down... - Ponownie, Wilson mówiła jak najbardziej poważnie. I śpiewała.
- Lepsze pytanie, Bucky-boy, czy w pełni możemy zaufać tobie? Bo wiesz, jeśli  t y  postanowisz nas zdradzić i przez  c i e b i e  nie zostanę Mścicielem, ani nie dostanę reszty mojej zapłaty... - tu przysunęła usta do ucha bruneta - ... wtedy cię zabiję. - Po tym śmiertelnie poważnym szepcie (Śmiertelnie, bo o zabijaniu, czaicie?), obdarzyła go jeszcze szerokim, słodkim uśmiechem.

- Cap... ? - Wanda spojrzała na majstrującego przy jej spodniach mężczyznę. Wcześniej zsunął je do kobiecych kostek, teraz tak bez pytania zaczął robić z nimi co innego - och, ten bezwstydny Steve Rogers. Ostatecznie, blondynka przyjrzała się sceptycznie efektowi jego pracy.
- Zdecydowanie wolę bardziej tradycyjne sposoby utrzymywania tej części garderoby na swoim miejscu. Na przykład poprzez mój pas. Doceniam, że chciałeś ukazać swe zapędy do bycia projektantem mody akurat na mnie, bardzo, ale na przyszłość podziękuję, Cap. Jeszcze pomyślisz o mięsnej sukni. Choć przyznam, że nie oponowałabym, gdybyś chciał założyć takową na moją małżonkę. Z chęcią bym skorzystała z tego, jak przepysznie mogłabym ją wtedy rozebrać. Swoją drogą, ciekawe co u Shiklah. Mam nadzieję, że nie zrobi mi krzywdy za czkawkę. W końcu hej, dużo o niej myślę, to chyba się ceni, prawda? Ciekawe też, czy uciekła już z tematu, w którym pisała z Draculą. - Po tym pełnym dygresji komentarzu, Lady Deadpool pozwoliła w końcu wypowiedzieć się Mścicielowi na temat jej planu.

- Jeśli znasz lepsze metody, niż moja propozycja, na zabezpieczanie Bucky'ego przed praniem mózgu... Zawsze mogę pochlastać kilku agentów Hydry, gdyby próbowali, to też jakiś sposób. Ale nie jestem pewna, czy to nie zaszkodziłoby naszej przykrywce. - Wzruszyła ramionami, przerywając mu już po pierwszych paru zdaniach.
- Ja tam bym chciała zostać naszpikowana jakąś zaawansowaną technologią. Znalazłam nawet swego czasu obrazek, gdzie też mam metalowe ramię! Plus milijon do bad-assowości! Nawet go wam pokażę, moment, tylko znajdę odpowiedni plik na dysku autora... O, tutaj! Prawda, że wyglądałabym kozacko? Da radę namówić Starka na coś takiego dla mnie? Prooooszę... ? - Zrobiła maślane oczka, ale że Steve zapewne i to postanowił zignorować - szybko z nich zrezygnowała i kontynuowała słuchanie.

Karmazynową maskę Regenerującej się Degeneratki co rusz odkształcały najprzeróżniejsze grymasy, jakie pojawiały się na najemniczym licu przy każdym kolejnym zdaniu - nie do końca prezentujące zadowolenie. Szczególnie, gdy Kapitan Ameryka wspomniał o kwestii zdobycia drugiej części jej zapłaty. Już miała zareagować, wyrzucić z siebie zbulwersowanym tonem potok słów, "Jak to, czemu, dlaczego, co, w takim razie zmieniam zdanie, zdradzam was, pułapka, nie no, bez przesady, żartuję, że żartuję, gdzie jest mój colt i bazooka" - ale koniec końców tego nie zrobiła. Nie, gdy na pięknej twarzy Rogersa ukazał się jeszcze piękniejszy uśmiech (On się do mnie uśmiecha! On się do mnie uśmiecha! To niemal tak piękne jak wtedy, gdy trzymał mnie za ręce!), przez który blondynka aż zaniemówiła (Poniekąd, bo reakcje z nawiasów. Została oszołomiona, o!). Na wystarczająco długi czas, aby Cap mógł kontynuować.

Wszystkie winy zostały jasnowłosemu superżołnierzowi całkowicie wybaczone chwilę później - gdy omawiana była kwestia zaufania najemniczce. O ile przepraszające spojrzenie za nazwanie Wandy specyficzną osobą, a jej moralności zachwianą zostało przez nią zignorowane, bo nie było ani trochę potrzebne (On tylko stwierdził fakty. Choć wolę określać siebie jako "wyjątkową osobę". Bardzo wyjątkową - drugiej takiej na Ziemi nie znajdziecie. W całym wszechświecie raczej też nie. W innych wszechświatach już tak, no ale wiecie jak to jest z alternatywnymi rzeczywistościami. Tam jest wszystko), o tyle dalsze słowa blondyna niespodziewanie bardzo przemówiły do kobiecego serca (No i narracja tuż po tym, awwww, emotka-serduszko). Zaufanie ze strony kogoś takiego, jak Kapitan Ameryka, jego wiara w osobę Wandy Wilson, wbrew pozorom (bo kto mógłby się spodziewać, że dla bezwzględnej, szalonej najemniczki liczyć się będzie zdanie Steve'a Rogersa?) było dla niej czymś naprawdę niesamowitym.

Co nie znaczy, że nie postanowiła ona ostatecznie skomentować jego wywodu - przy Lady Deadpool, uszy zebranych wokół osób nie miały co liczyć na jakąkolwiek litość.
- Mam wrażenie, Cap, że nie do końca słuchałeś ze zrozumieniem tego, co mówiłam. Długoterminowe działanie jako podwójni agenci to był tylko jeden z dwóch, zaproponowanych przeze mnie wariantów! Drugim był właśnie szybko zainicjowany atak bezpośredni. Poniekąd. Bo od wewnątrz, jak już dostaniemy się z Bucky'm do bazy Hydry. Potencjalne sposoby na to już wymieniłam, nie chcę mi się opowiadać o nich po raz drugi. Poza tym, to już - moment, zerknę na licznik - tysiąc dwieście drugie słowo, a autor ma jeszcze większość listy z pomysłami do wykorzystania. Więc jak chcesz sobie przypomnieć tamte sposoby, Cap, to zerknij na poprzedni post. Pamiętaj, aby teraz przeczytać go powoli i uważnie. - Po tym, kilka(naście) następnych minut Wilson spędziła na pełnym pasji macaniu metalowego ramienia Bucky'ego (i informowaniu go, że to ona może zapewnić mu broń, bo posiada bardzo pokaźną zbrojownię, z której jest niewyobrażalnie dumna i którą z chęcią by się pochwaliła. Wspomniała również, iż jej to i tak byłoby na rękę, bo dzięki temu jej córki mogłyby zobaczyć na żywo samego Kapitana Amerykę), zaglądaniu przez niemetalowe wysyłającemu wiadomość Steve'owi czy podziwianiu widoków za oknem (Pomyśleć, że jeszcze trochę i ja będę miała podobne, emotka-serduszko. Ba, lepsze! W końcu, mój wieżowiec będzie o piętro wyższy od tego!).

- Arcywygodne to ono nie jest - burknęła, w końcu siadając na jednym ze wskazanych przez Mściciela krzeseł, a następnie spojrzała zaintrygowana na tajemnicze, zaproponowane jej i Barnesowi napoje.
- Picie w takim miejscu, jak główne laboratorium? Myślicie, że któreś z urządzeń Starka mogło swym promieniowaniem wpłynąć na tego Sprite'a i sprawić, że wypicie go uczyni mnie w pięćdziesięciu procentach pająkiem? Zawsze chciałam móc chodzić po ścianach i dla odstresowania bujać się po mieście na pajęczynie. No i dzięki temu byłabym ze Spider-Manem spokrewniona, tak jakby. A to by dodało dodatkowego, nieprzyzwoitego smaczku naszym romansom. - Lady Deadpool miała niezłe wyczucie z obraniem za tematykę swoich obecnych, jak zwykle bezsensownych wywodów pająków oraz ludzi-pająków - bo do pomieszczenia właśnie zawitała Spider-Woman.
- Ulalala! - Wanda dokładnie się przyjrzała się tej Jessice (Dlaczego dwa "się"?) [Taka koncepcja, tworzymy własną wariację fragmentu posta Bucky'ego] (Oooch). Najemniczka nigdy wcześniej jej nie widziała, nie była ona najwidoczniej tak popularna jak Kapitan Ameryka (Może to dlatego, że - cóż - Cap to Cap? Ta magiczna otoczka z barw Stanów Zjednoczonych, ten amerykański seksapil, ten jędrny, dziewięćdziesięciosiedmioletni tyłeczek... No i Jess chyba nie ma jeszcze tak rozbudowanej historii forumowej i historii ogółem. Moment, zerknę w jej kartę postaci. Nope, nie ma). Regenerująca się Degeneratka na pewno nigdy Pajęczycy nie spotkała, bo z pewnością by to spotkanie doskonale zapamiętała - stwierdziła w duchu, gdy wędrowała po niej wzrokiem. Po atrakcyjnym, kobiecym ciele, o wyraźnie zarysowanych kształtach, obitych w jeszcze bardziej je uwydatniający, ciasny kostium. Czerwony, ze złotymi elementami - choćby wzorem, prowadzącym spojrzenie oglądającego (czy, jak w tym przypadku, oglądającej) prosto ku intymnym sferom panny Drew (Muszę o to później zapytać. Ciekawe, jak autorka jej postów wybrnie).

Ślinienie się do ciała Kobiety-Pająk przerwał Regenerującej się Degeneratce najprawowitszy z najprawowitszych - Kapitan Ameryka.
- Jak to żadnych telefonów... ? - odparła, zbulwersowana.
- Ale ja chciałam zadzwonić do Boba, Agenta Hydry, zapytać jak idzie mu niańczenie moich dzieci! Martwię się o moje pociechy! No i czekam na bardzo ważny telefon od pewnego nigeryjskiego księcia. Dostałam niedawno maila, że odziedziczył on w spadku fortunę po swoim zmarłym ojcu, ale ponieważ podejrzewa, że za śmiercią Nigeryjczyka seniora stoją rządni jego pieniędzy bracia, boi się teraz o  s w o j e  życie! Dlatego prosił, abym przesłała mu kilkaset tysięcy dolarów, aby mógł zorganizować bezpieczne odebranie spadku i ucieczkę z kraju. W zamian obiecał zwrócić mi pożyczkę z ogromnym profitem! Brzmi jak bardzo wiarygodna, atrakcyjna inwestycja, c'nie? No i to dość tragiczna historia - śmierć ojca, rodzeństwo o bratobójczych zapędach. Przelałam mu aż cały milion zielonych, tak mu współczuję i taka jestem dobra! - opowiedziała, wyraźnie dumna ze swojego szczodrego (i głupiego) (Czemu?) postępowania, po czym gwałtownie podniosła się z siedzenia.

Jessica miała rację - przez swoją żywiołowość, Lady Deadpool zmieniała pozycję bardzo szybko i często (W jednej chwili gorące pocałunki na ścianie, w drugiej na kuchennym blacie, w trzeciej "na pieska" na dywanie, a w czwartej "na pajęczą sieć" na lampie. Wygooglujcie to ostatnie, jak nie znacie. Chwila, nie o takich pozycjach mówimy... ?), bo nim panna Drew się spostrzegła, Wilson była już przed nią.
- Wybrałaś więc ten bardziej obcisły ze swoich kostiumów na naszą dzisiejszą randkę, hm? Aprobuję, bardzo aprobuję. Aczkolwiek zawsze zastanawiało mnie... Jaki jest cel w tym złotym wzorze, wskazującym między twoje uda? - Wanda, z jej brakiem jakiejkolwiek kultury oraz oporów, nie tylko zapytała o coś takiego wprost - ale i pokazała palcem na wspomniane miejsce.
Niezależnie też od tego, czy Pajęczyca z zaskoczenia zaniemówiła czy właśnie próbowała się tłumaczyć, najemniczka stanęła przy jej boku, objęła ją po przyjacielsku ramieniem... po czym zrobiła kilka wspólnych selfie, za każdym razem robiąc pod maską coraz to głupsze miny. A to nie wszystko, bo zaraz po tym Regenerująca się Degeneratka wykrzywiła swe ciało tak, by spojrzeć przez ramię na własne pośladki, a następnie kolejne kilka zdjęć poświęciła właśnie swoim i Drew czterem literom.
- O, to jest idealne - odparła z zadowoleniem, wybrawszy po dłuższej chwili najlepsze.
- Realne Stucky oraz selfie i belfie ze Spider-Woman - tumblr będzie mój! W końcu przestaną mnie followować tylko i wyłącznie losowe blogi z porno (Hej, ostatnio był jakiś sportowy!) Nooo, jeszcze gorzej. Na tych poprzednich chociaż było co pooglądać. - Najemniczka schowała telefon w bieliznę (Z braku kieszeni, zważywszy, że Cap zabrał mi mój pas. Swoją drogą, jak on zmieścił to wszystko we własnej... ? Też ma Magic Satchel?) i zabrawszy rękę z ramienia Jess, zwróciła się do niej ponownie:
- Jest jednak coś, moja droga, czego bardzo, ale to bardzo nie aprobuję. Jakim prawem także piszesz na czerwono, hm? To mój kolor! - Skrzyżowała ręce na piersi, po czym stanowczo tupnęła na koniec nogą. A Spider-Woman wciąż nie otrzymała odpowiedzi na swoje pytanie o obecną sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Gru 01, 2015 6:07 pm

Poczuła wzrok kobiety na sobie, równie drapieżny co sama najemniczka. Znalazła blond kitkę i wpatrzone w nią białe oczy. Dobrze, że zdążyła się przebrać (cholera wie jak ale w sumie musiała opanować sztukę szybkiego przebierania się, Cap idąc do Emmy mógł łaskawie pozbierać rozrzucone ubrania) i połowa jej twarzy (choć trochę mniej ważna jak usta) była zakryta. Spojrzała znów na Jamesa to Wandę.
- Okie-dokie... God damnn.- zaklęła szpetnie- Jak ty to robisz, że wychodzi ci to tak naturalnie jak "efekty naszej pracy trwają"? U mnie to zawsze wychodzi tak jakoś kiczowato.- zajojczała, ale ten zostawił ją z parką morderców, do tego po daniu im dokładnych instrukcji w tym jednym podejrzewanym o syndrom gwałciciela... (nie no, tak żartuje Nie.) a na pewno z psycho faństwem* do ludzi-pająków.

- Cieszy mnie wasz entuzjazm.- w szczególności James'a. Radość po prostu się z niego wylewała, w gorących potokach miłości. Jess nie była pewna, czy ten aby na pewno nie zastanawia się teraz jak ją zabić.
Zwróciła teraz uwagę na Lady Deadpool... ile ta musiała zarabiać, by było ją stać na takie wesołe marnotrawienie pieniędzy. No cóż, kto nie ma w blond głowie (skąd ta awersja do blondu Jess?) ten ma w braku skrupułów. Czy jakoś tak. Tymczasem blondynka zaraz znalazła się tuż przed nią strasząc randką.

- Bym mogła łamać palce typom, którzy zechcą tam grzebać.- odparła ze stu procentową powagą, gotowa grać w grę Wandy- Lub do odwracania uwagi, kto woli.- jeśli chciała ją zapeszyć to nie wyszło. A tu zaraz selfie, na pierwszym Jess miała zdziwioną minę ale już na drugim zrobiła dzióbek a dłońmi zrobiła dwa symbole Victori. Choć nie ufała jej za grosz mogła się trochę pobawić. Choć fotografowanie tyłków mniej przypadło jej do gustu... nie potrzebne było by banda młodocianych nerdów miała do czego fapać. No ale jak już po ptakach, a zabrać Lady Deadpool telefonu nijak szło.

- Osobiście wolę Stony.- poinformowała ją. Cóż gdy jesteś otoczony wianuszkiem seksownych facetów, lepiej niezainteresowanie tobą tłumaczyć zainteresowaniem drugą płcią. Tak, to na pewno, zdecydowanie NAJLEPSZY sposób.

- .... jak to piszę?- nie zrozumiała i z lekkim zdumieniem spojrzała na Zimowego licząc, że ten coś podpowie. Niestety najpewniej ukryty za maską męski najemnik mało mógł pomóc. Nagle jej telefon zabrzęczał. Pomęczyła się chwile i wyciągnęła go z... rękawa gdzie miała zamocowaną sekretną kieszonkę dodatkowo też w rękawiczce dla bezpieczeństwa.
Odpaliła telefon tak by Lady Deadpool nie mogła zobaczyć ekranu.
-"Co tym razem?"- pomyślała z lekką goryczą odpalając.

"Cześć Jess,
z tej strony Wanda. Czy mogłybyśmy się spotkać?
To pilne, potrzebuję twojej pomocy i doświadczenia.
xoxo Wanda"


-"Szlag by to."- pomyślała wściekle i zaraz napisała do kolejnej osoby, ale tym razem była nią Kapitan.

"Wybacz, że przeszkadzam Cap, ale mam potworny problem.
Wanda potrzebuje mojej pomocy. Co mam zrobić? Czy zaryzykować prędkość Eksploera naszego Jarvisa i ich tu zostawić?"
wysłała dalej nie pozwalając Wandzie zaglądać sobie w ekran. Dobrze, że jej stary telefon się zepsuł i musiała wrócić do standardowego typu nim wróci do starego/kupi nowy.




*nie ma jak wymyślanie słów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   

Powrót do góry Go down
 
Główne laboratorium
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Stare laboratorium Hydry
» Opuszczone laboratorium
» Biuro koronera i laboratorium
» Laboratorium Beta
» Laboratorium [Podziemie]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: