Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 The Abandoned Yonkers Power Station

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: The Abandoned Yonkers Power Station   Nie Cze 16, 2013 10:01 am

First topic message reminder :





Pomiędzy stacją Glenwood a rzeką Hudson, leży porzucona Elektrownia w Yonkers w stanie Nowy York nad trasą kolejową rzeki Hudson. Masywny budynek, który skonstruowany został pomiędzy 1904 a 1906 rokiem, by generować i dostarczać elektryczność dla pobliskiej trasy kolejowej. Porzucony, teraz jest tylko masywnym potworem, który spowity rdzą i pokryty gęstą roślinnością zaczyna łączyć się z krajobrazem, stając się jego nieodłącznym elementem.


Ostatnio zmieniony przez Magnus dnia Nie Cze 16, 2013 3:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Wiccan



Liczba postów : 242
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: The Abandoned Yonkers Power Station   Czw Kwi 28, 2016 12:22 am

Początkowa uwaga Spider Woman - o tym, że wcale nie dziwiła jej ich reakcja, że widziała w tym wszystkim jakąś logikę - nastawiła Billy'ego dość pozytywnie, a przede wszystkim jeszcze trochę rozwiązała supeł nerwów, który splótł mu się w klatce piersiowej i praktycznie nie pozwalał mu do końca swobodnie oddychać. Czemu się tak martwił? Przecież to byli Avengers - a właściwie w tym wypadku były. Tak czy siak, bohaterki. Idolki. Osoby stojące na straży bezpieczeństwa i praw innych ludzi. Słusznie zrobił, że się do nich zwrócił, oczywiście, że tak. Jak mógł chociaż przez chwilę w to wątpić?
Tyle że... Kolejna wypowiedź kobiety zdawała się już być trochę mniej przychylna, a nieprzyjemne ukłucia niepewności natychmiast powróciły na swoje miejsce, wraz z uczuciem ciężkości oraz szybciej bijącym sercem. Stres sprawiał, że Kaplan miał wielką ochotę sięgnąć po to, co przez lata było jego największą bronią - czyli po słowa. Zdławił w sobie chęć rzucenia czegoś w stylu: "rozpieszczonego bogacza może nie, ale jedną bardzo odpowiedzialną mamy", z trudem pominął też milczeniem kwestię tego, że nie musieli zakładać własnej grupy od podstaw - bo tak naprawdę już ją posiadali, a brakowało im tylko uzyskania niezależności. Przecież to w tym celu się zgłosili! No dobrze, nie tylko w tym, ale jednak w połowie...
Najgorsze nadeszło jednak wówczas, gdy Spider Woman zaczęła tłumaczyć Tarczę i jej poczynania. W tym momencie Billy nie wiedział już nawet czy się śmiać czy płakać. Nadzieja, która zdążyła się w nim zgromadzić przez ostatnie parę minut, teraz wyleciała przez okno, a jej miejsce zajęło... Sam nie był pewien co. Nawet nie zwykły zawód czy rozczarowanie, choć niewątpliwie posiadał ku nim wszelkie powody. Może po prostu pustka, choć w bardzo gorzkim wydaniu... I zapewne odbiło się to na jego twarzy. Nie próbował tego powstrzymać.
W jego opinii tak zwane "dobre" intencje w żadnym razie nie usprawiedliwiały działania po trupach - ani łamania praw kompletnie niewinnych obywateli. Może i Tarcza koniec końców spełniała zwykle swoje zadanie, ale nie liczył się przecież tylko efekt końcowy. Cel nie zawsze uświęcał środki. Wprowadzanie opresji, nadużywanie władzy... Oznaczało po prostu, że coś jest bardzo nie tak. Że potrzebne są pilne zmiany.
Gdy spojrzenie Spider Woman przeniosło się ku Victorowi, Billy odruchowo jeszcze bardziej się do niego zbliżył, na skutek czego ich ramiona aż się ze sobą zetknęły. W pierwszej chwili nagła panika chciała nakazać Kaplanowi, by jednak trochę się odsunął, lecz pragnienie podkreślenia, że stoi murem za swym rówieśnikiem było silniejsze... I ostatecznie pozostał już tak blisko.
Prawdę mówiąc był przerażony. Nie tym, że coś im się stanie, bo akurat nie wątpił w to, że żadna z kobiet nie zrobi im krzywdy, przynajmniej nie teraz i nie... Fizycznie. Problem leżał o wiele głębiej. Ze słów czarnowłosej wynikały straszne, okropne rzeczy i Billy zastanawiał się nad tym, czy ona sama zdawała sobie z tego w ogóle sprawę. Może nie pomyślała jak to zabrzmi? Ale nawet w takim wypadku... Najwyraźniej rzeczywiście tak uważała.
Nie wiedziała nic o Victorze - nie mogła wiedzieć, prawda? Nie w sytuacji, gdy najwyraźniej nie słyszała jeszcze o wydarzeniach z Avengers Tower, a o Young Avengers wspomniał jej dopiero sam Billy. Mimo to z góry zakładała, że Latynos mógł "stać się groźny"... Najwidoczniej bazując jedynie na wcześniejszym stwierdzeniu Kaplana, iż jego towarzysz posiadał w sobie coś niezwykłego. Być może uznała go za mutanta, skoro teraz ich temat był tak popularny - ale to tak naprawdę nieistotne.
Grunt, że twierdziła, iż praktycznie każdy mógł stać się niebezpieczny, równocześnie jednoznacznie kojarząc to z byciem... Złym. W pewnym sensie usprawiedliwiała więc... Co? Łapanie, badanie i zamykanie mutantów oraz wszystkich innych osób, które nic nawet nie zrobiły - jedynie na podstawie myśli, że być może kiedyś ktoś z nich stanie się "groźny"? Więc w takim razie co sama robiła na wolności, a nie w laboratorium lub więzieniu Tarczy? I dlaczego nie protestowała przeciwko innym bohaterom? Oni to dopiero byli niebezpieczni. Niebezpieczni, a jednak jakimś dziwnym trafem dobrzy. W większości.
Z tego wszystkiego Kaplan nawet nie był w stanie się odezwać. Część jego chyba nie przetworzyła jeszcze wszystkich danych i nie do końca rozumiała co się właśnie stało, co takiego usłyszała. Reszta... Podzieliła się między trzy główne obozy: szok, niedowierzanie i bolesny zawód. Chociaż nie, był jeszcze czwarty, stopniowo rosnący - silne poczucie konieczności chronienia Victora. Jeszcze nie wiedział do końca przed kim lub przed czym, ale Tarcza znajdowała się dość wysoko na tej liście.
Dopiero głos Scarlet Witch wybił go wreszcie z tego stanu. Jej pierwsze słowa pogłębiły tylko wszystkie dotychczasowe emocje Billy'ego, na czele z... Tak, z poczuciem bycia zdradzonym. Jasne, obiektywnie rzecz biorąc Avengers nie byli mu zupełnie nic winni, nie musieli go nawet wysłuchać, ani tym bardziej mu wierzyć, a jednak... A jednak chłopak spędził długie lata idealizując ich, dowiadując się o nich jak najwięcej, po prostu ich poznając - choć oni nie mieli pojęcia o jego istnieniu. Postawił ich na piedestale, uznał za wzór do naśladowania i to dzięki nim jakoś trwał. Wierzył w nich wtedy, gdy z jakiegoś powodu przeżywali trudne chwile - nigdy w nich nie wątpił. Powtarzał sobie, że powinien być bardziej jak oni, nawet jeśli w praktyce... Nie zawsze potrafił. Właściwie to pewnie rzadko.
Ale podziwiał ich. Jeżeli czegokolwiek był w życiu pewien, to właśnie tego, że bohaterowie nigdy nie zawiodą... A teraz właśnie go zawodzili. Nieprzyjemnie było zdać sobie sprawę z tego, iż świat wcale nie jest taki piękny, jak się do tej pory sądziło. Jeszcze gorzej było zaś wtedy, gdy już się to rozumiało - och, doskonale rozumiało - ale nagle dowiadywało się jeszcze, że to, co do tej pory czyniło ten nie najlepszy świat odrobinę jaśniejszym, co dawało nadzieję i siłę, by jakoś przemęczyć kolejny dzień... Może nie było nawet prawdziwe. Może stanowiło tylko wyjątkowo korzystnie skrzywione odbicie tego, co rzeczywiście istniało... Albo po prostu było czystym wytworem wyobraźni dziecka, które tego potrzebowało.
Podczas gdy Scarlet Witch zajmowała miejsce na barierce, Billy - wciąż pogrążony w swoich czarnych myślach - skierował wzrok ku podłodze i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. Musiał być teraz niczym otwarta książka, bo wcale nie skrywał swoich emocji i reakcji, ale nieszczególnie go to w tym momencie obchodziło. Niespodziewanie przypomniał sobie tylko o tym, że Victor od początku nie wierzył w powodzenie tego pomysłu, a świadomość ta wywołała całą lawinę wyrzutów sumienia. Może i jego bohaterowie go zawiedli, ale on zawiódł Vica, prawda? Wcale nie był lepszy, skoro mu się nie udało.
Kiedy Mścicielka przemówiła ponownie, Kaplan nawet nie podniósł spojrzenia. Nie chodziło jedynie o to, że stracił już nadzieję, bo gdzieś w głębi jego ducha wciąż jeszcze tliły się jej resztki. Nie potrafiłby pozbyć się jej do końca. Tyle że... Nie miał siły podnieść wzroku. Odezwać się chyba też nie - przynajmniej sądząc po uścisku w klatce piersiowej oraz w gardle. Ale musiał, prawda? Ktoś musiał. To właśnie dlatego nastolatek rozchylił usta, a gdy nie wydobył się z nich żaden dźwięk, zamknął je jeszcze na moment, przełknął ślinę i dopiero wówczas spróbował po raz kolejny.
- Ta planeta jest cała dlatego, że dba o nią cały zastęp ludzi, a nie tylko Tarcza... Bohaterowie, żołnierze, policjanci, strażacy i inne służby - i nie tylko oni. Nie można pozwalać Tarczy na wszystko jedynie przez to, że robi też coś dobrego. Jeżeli dostanie taką władzę... Jak daleko się posunie w celu "utrzymywania bezpieczeństwa"? - pytanie było retoryczne, na co wyraźnie wskazywał ton głosu chłopaka. Chociaż się starał, to jednak nie był w stanie utrzymać go wolnego od wyrzutów. Kaplan wciąż wbijał wzrok w podłogę, jego postawa pozostawała spięta, a jednak poczuł się trochę pewniej. W jego głowie i w głębi jego ducha wszystko powoli się układało.
- Chcemy, żeby uznała naszą niezależność. Żeby wiedziała, że nas nie wykorzysta, gdy będzie chciała kogoś zaatakować... Żeby nie rościła sobie do nas żadnych praw i nie próbowała nam zaszkodzić. Nam - i Victorowi, jeśli nie zdecyduje się do nas przyłączyć. Nie potrzebujemy wsparcia finansowego, bo mamy swoją bogaczkę, nierozpieszczoną, sami zorganizujemy sobie siedzibę i... I właściwie wszystko to, czego będziemy potrzebowali. Jeżeli Mściciele lub inni bohaterowie zechcą podzielić się z nami doświadczeniem czy czegoś nas nauczyć, bardzo chętnie z tego skorzystamy, ale nie zamierzamy nikomu podlegać. Współpracować, tak. Ślepo się podporządkowywać, nie. Posiadamy swoje rozumy. Wiem, że uważacie nas za dzieci i pewnie głównie dlatego nie macie do nas zaufania, ale naprawdę wielu bohaterów zaczynało wcześnie. Pozbawienie nas tej możliwości - gdy chcemy i jesteśmy w stanie pomagać, gdy w innym wypadku nasze zdolności i dobra wola będą się marnować - byłoby po prostu hipokryzją... A uwierzcie mi, wiele potrafimy. Nie mówię tylko o naszych zdolnościach, ale i o tym, że przy Tarczy odbyliśmy już sporo treningów - w trakcie tego tłumaczenia Billy nie mógł powstrzymać się przed paroma uwagami, głównie przed wspomnieniem o bogaczce i o potencjalnej hipokryzji, ale przynajmniej nie nawiązał do tego gorszego tematu... Do opinii wyrażonej wcześniej przez Spider Woman, a raczej przez Jess, jak nazwała ją jej towarzyszka. W związku z tym uznał, że w wystarczającym stopniu trzymał język na wodzy i mentalnie nawet sobie tego pogratulował.
Choć chłopak wciąż jeszcze nie miał ochoty patrzeć na swoje rozmówczynie, to jednak przynajmniej podniósł wreszcie spojrzenie z podłogi - i skierował je ku Victorowi. Sam nie zdawał sobie z tego sprawy, lecz coraz częściej zerkał ku niemu wówczas, gdy czuł się źle, niepewnie czy niespokojnie... Jak gdyby szukał w nim wsparcia, ukojenia i zakotwiczenia.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Maj 01, 2016 7:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha



Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: The Abandoned Yonkers Power Station   Sob Kwi 30, 2016 5:35 pm

Słowa obcej kobiety odnośnie 'starej puszki' jasno mogły wskazywać, że znała Iron Mana na innym poziomie niż tylko telewizja, coś bardziej osobistego - a przecież to, że znała Scarlet Witch nie od razu sugerowało znajomość ze wszystkimi bohaterami, a jednak Stark się pod to łapał. Istniało więc prawdopodobieństwo, że sama także była bohaterką. Nawet widział pewne zgodności, włosy czy kształt twarzy, jednak musiał faktycznie zwrócić na to uwagę, porównać... Ciekawe czy mógłby zrobić coś takiego jak niektóre komputery i znaleźć wspólne cechy, dopasować je... Może powinien pomyśleć nad takim udogodnieniem? Z pewnością byłoby ciekawe i mogło ułatwić wiele rzeczy; zgranie danych potrzebnych do porównania to już drugorzędna, może nawet nieco łatwiejsza, sprawa. W każdym razie z pewnością przywodziła mu kogoś na myśl, ale jeszcze nie był pewien kogo, w końcu nie była jedyną ciemnowłosą bohaterką, a i wcale nie musiała należeć do grona tych popularnych i pokazywanych przez media, równie dobrze mogła być cichym mścicielem unikającym rozgłosy. Nie było jednak sensu gdybać, były ważniejsze rzeczy na głowie.
Jak ta konwersacja, która od samego początku mu się podobała. Nie pokładał w niej żadnych nadziei i obawiał się, że słusznie, bo twarz obu kobiet nie wskazywała jakoby była to dla nich szczególnie istotna sprawa. Jakich kontaktów z Tarczą nie miały, wiedziały o niej więcej niż o dwójce praktycznie obcych, a dla ciemnowłosej kobiety po prostu obcych, chłopców. Wanda miała już jakieś doświadczenie z Billym, z Victorem praktyczne żadne, więc też nic nie stało po stronie tego by się za nim wstawiła, nawet jeśli sprawa Young Avengers ją zainteresuje w jakimś stopniu. Tym samym Billy nie mógł znaleźć na jego twarzy ani aprobaty, ani dezaprobaty, wsparcia czy potępienia - Latynos pozostawał obojętny. Nie był zadowolony z tej sytuacji, nie liczył na wiele - nie potrafił więc udawać, że wierzy w pomyślność tego spotkania. Z drugiej strony nie chciał też zniechęcać Kaplana, lepiej żeby chociaż on miał jakieś nadzieje.
I.. Wciąż nieswojo się czuł kiedy Billy chodził z nim za rękę. To było dla niego dość niezręczne, kontakt fizyczny, zwłaszcza tak długi. Miał nieco spiętą postawę, i starał się trzymać rękę w miarę blisko siebie, licząc na to, że wkrótce zostanie oswobodzona. Nawet jeśli sam do końca w to nie wierzył.
I znów teleportacja. Popierał to, że powinni znaleźć inne miejsce jeśli chcieli kontynuować tę rozmowę, i wiedział, że teleportacja Billy'ego może zapewnić im względnie najlepsze do tego miejsce, podobnie jak uczyniła ze schronem, co nie zmieniało faktu, że za tym nie przepadał. Kiedy już byli na miejscu, rozejrzał się dookoła, marszcząc nieznacznie brwi. Opuszczony budynek, którego w żadnym wypadku nie kojarzył, więc... Raczej był spoza kręgu jego możliwości poznania. Równie dobrze mogli nagle znaleźć się w Europie. Budynek nie zachęcał ani widokiem, ani zapachem, więc najpewniej nie musieli przejmować się niechcianym towarzystwem. A rozmowa wyglądała coraz gorzej, mimo pewnego wstawiennictwa ze strony Scarlet Witch, nastawienie Jess, jak się okazało, wcale nie wskazywało na jakąkolwiek chęć współpracy.
Kiedy już jego dłoń została uwolniona schował obie do kieszeni bluzy, nie spuszczając wzroku z kobiet. Miał rację, wiedział, że to do niczego nie zmierza. Całe to spotkanie, to był zły pomysł, ale nie chciał Billy'ego zostawiać z tym całkiem samego, zwłaszcza gdy ten tak go bronił. Sam się spiął na hasło, że mógłby być zły zwłaszcza, że... Miał wiele wątpliwości. Co do tego po co został stworzony, przez kogo i co miał przynieść. Równie dobrze mógł być odrzutem, nieudanym eksperymentem, który bezpieczniejszy był ukryty, nieświadomy, wychowany jako człowiek. Mógł być groźny, nie podobało mu się to, ale nie mógł też całkowicie wykluczyć tej wersji; aż mu się serce zacisnęło na taką myśl - czy cokolwiek tam miał pod metalem.
Zadrżał lekko na słowa o tym, że miałby do nich dołączyć. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Zawsze chciał być bohaterem, to jego marzenie. Ale miał jeszcze tyle pytań, wciąż nie był pewien czym jest, kim jest, dlaczego w ogóle jest, być może miał być zły, albo wręcz przeciwnie, został stworzony do pięknych i wielkich rzeczy.
Położył dłoń na ramieniu Billy'ego, lekko za nie ściskając. Chcąc go upewnić w tym, że niezależnie od jego podejścia do sprawy, wspiera samego Billy'ego. Zwłaszcza patrząc na rozwój sprawy i to jakie emocje wywołały w młodym mutancie. Oby niedługo ta rozmowa się skończyła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: The Abandoned Yonkers Power Station   Nie Maj 01, 2016 5:21 pm

Doprawdy, to BARDZO dziwne, że Spider Woman woli ufać organizacji, która wyciągnęła do niej pomocną dłoń, gdy sprzeciwiła się zamordowaniu Fury'ego, niż dwójce szczyli których widzi pierwszy raz na oczy i rzucają w twarz takimi rewelacjami. I śmią jeszcze wymagać, by ona nie wiedząc tak naprawdę nic ich poparła. Może i była pod czarną farbą blondynką, ale na Boga nie była idiotką.
Nie zamierzała skrzywdzić tych dzieciaków, ale wierzenie im bezgranicznie też nie wchodziło w grę.
Szczególnie, że zachowywali się podejrzanie, głównie Victor, który cały czas milczał mimo, że podobno stawka dotyczyła jego wolności. Dodatkowo, to była jedna strona medalu. Ich strona. Jeśli wyjdzie na to, że ją wykorzystają nie wiedziałaby gdzie się podziać.
-...- milczała chwilę. Nie chciała urazić swojej przyjaciółki, ale jej słowa nie za bardzo ją przekonywały. Mogła ich znać, ale jak dobrze? Czy wiedziała o tych całych "Young Avengers"? Jeśli tak... Jess poczuła się oszukana przez Wandę. Gdy ta wiedziała o czymś naprawdę ważnym, co może pomogłoby w teraźniejszej decyzji to ta milczała. Zacisnęła wargi i westchnęła- Ale to nie znaczy, że ja im zaufam.- spojrzała na sadowiącą się Scarlet Witch. I znów na chłopca. Jej brwi zmarszczyły się jeszcze mocniej. Widocznie chłopiec już się starł z TARCZĄ i najwidoczniej nie przypadła mu do gustu. Niemniej, trzeba było przyznać, że przygotował się do tej rozmowy. Pomimo całej swojej niechęci, mogła zauważyć że jednak "coś" działo się niedobrego z TARCZĄ. Czyżby działania HYDRY? Na to wspomnienie wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł dreszcz... choć dużo bardziej straszne wydała jej się wizja, że to TARCZA sama z siebie zaczyna niszczeć. To było jeszcze bardziej okropne i przykre.
Milczała chwilę po wywodzie Kaplana rozważając wszystko w swojej głowie.
- Wando, to zbyt poważna sprawa byśmy tylko my miały podjąć decyzję.- poinformowała w końcu przyjaciółkę. To trzeba przegadać na forum Avengersów. I to jak najszybciej. Spojrzała na obu chłopców i mimo wszystko... jeśli mówili prawdę zrobiło jej się ich szkoda- Jeśli to co mówicie jest prawdą powinniśmy wam pomóc... jeśli próbujecie nas w jakiś sposób oszukać...- to z Wandą was znajdzie. I chrzaniąc wszelkie zasady moralności wypatroszy.


Ostatnio zmieniony przez Spider Woman dnia Czw Maj 05, 2016 11:10 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan



Liczba postów : 242
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: The Abandoned Yonkers Power Station   Nie Maj 01, 2016 10:21 pm

Jako że Billy spoglądał akurat na Victora, dłoń drugiego chłopaka na jego ramieniu wcale go nie zaskoczyła, choć nie mniej jednak odrobinę go zdziwiła. Jak do tej pory osobiście musiał inicjować większość odbywającego się między nimi kontaktu fizycznego, nawet jeśli Latynos zazwyczaj tak łatwo na niego przyzwalał. Starał się zbyt głęboko w to nie wczytywać, lecz mimo wszystko miał wrażenie, że serce opuściło mu nagle jedno uderzenie, nim przyspieszyło - i nie mógł na to nic poradzić. Nawet w tych okolicznościach jakaś część niego wciąż była skłonna robić sobie nadzieję, taką zupełnie niezwiązaną z Young Avengers, Tarczą i całą resztą aktualnych - poważnych - problemów. Victorowi zależało. Martwił się o niego. To było... Nowe i miłe? Bardzo, bardzo miłe.
To właśnie dlatego Kaplan zmusił się do lekkiego uśmiechu, równocześnie unosząc rękę, aby delikatnie musnąć palcami dłoń Victora, najpierw ostrożnie, wręcz niepewnie, nim ułożył na niej swoją własną. Nie naciskał, nie starał się jej przytrzymać, więc Latynos w każdej chwili mógł ją cofnąć, ale póki gest trwał... Billy zamierzał po prostu czerpać z niego jak najwięcej przyjemności i siły.
Przez tę krótką dystrakcję chłopak przez moment poświęcał obu Mścicielkom mniejszą uwagę, jednakże i tak był świadomy słów wypowiedzianych przez Spider Woman, a skierowanych ku Scarlet Witch. Potrafił je zrozumieć, naprawdę. Spieszyło mu się, chciałby już wiedzieć na czym stał wraz z resztą drużyny, ale mimo to... Tak, na ich miejscu też chciałby skonsultować się z towarzyszami. Właściwie nie mógł wręcz ukryć, iż było to najwłaściwsze podejście... I sam również powinien niedługo spotkać się z grupą, aby omówić z jej członkami wszelkie najnowsze rewelacje. Najlepiej byłoby, gdyby wszyscy zebrali się w jednym miejscu - albo przynajmniej większość z nich - i urządzili wspólną burzę mózgów... Tak, to był dobry plan. Teraz musiał o nim tylko poinformować Young Avengers. Skoro zaś już o tym mowa, to pewnie będzie także potrzebował jakiegoś kontaktu do Mścicielek, o ile tylko będą skłonne podzielić się z nim - na przykład - numerem telefonu... Oby tego źle nie zrozumiały, bo naprawdę nie był w nastroju, by się z czegoś takiego tłumaczyć.
- Uwierzcie mi, gdybym chciał was oszukać, to na pewno sprawiałbym przy tym mniej podejrzane wrażenie niż teraz - wtrącił się z rozpędu, nim zdążył ugryźć się w język, gdy tylko padły ostatnie słowa Spider Woman. Tyle że... Przecież właśnie taka była prawda. Doskonale wiedział, że najprawdopodobniej nie wzbudzał zbyt wielkiego zaufania, ale zupełnie nic nie mógł na to poradzić, więc musiał po prostu zaryzykować... I liczyć na to, że jakoś przekona obie kobiety do swoich racji. Starając się jeszcze uratować sytuację, Billy odezwał się ponownie, wypowiadając słowa szybciej, jak gdyby chciał mieć pewność, że zdąży je wszystkie z siebie wyrzucić.
- Potrzebujecie czasu, to zrozumiałe. Porozmawiajcie z kim trzeba, zbadajcie sprawę, a przekonacie się, że mówię prawdę... I że trzeba działać. Moja propozycja na tę chwilę brzmi... - już na samym początku mówienia Kaplan wsunął dłoń do kieszeni, aby wyjąć z niej komórkę, której obecności nie był nawet do końca pewien. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności znajdowała się na swoim miejscu, w dalszym ciągu rozbrojona, w związku z czym prędko umieścił w niej ponownie baterię i uruchomił ją. Jeszcze tylko wpisanie kodu... I zaraz potem nastolatek poinformowany został o nowej wiadomości, której treść sprawiła, że aż się zaciął. Wyglądało na to, że ktoś tu czytał w jego myślach... Pauza ta nie trwała zbyt długo, może trzy sekundy, bo chłopak szybko się opamiętał.
- Wymieńmy się numerami. Przedyskutujcie sprawę ze swoimi, a my z naszymi, a potem będziemy przynajmniej wiedzieli jak możemy się ze sobą skontaktować. Mogę was też podrzucić z powrotem do miasta - dokończył, a choć spojrzeniem przesuwał znów pomiędzy Mścicielkami, to równocześnie na ślepo wystukał treść własnego SMSa, na którą tylko zerknął kontrolnie, nim skierował ją do dwóch kontaktów: Teddy'ego i Tommy'ego. Brzmiała prosto i krótko, ale musiała być wystarczająca: "Spotkanie w CP ASAP". Może i Kate wspominała o godzinie, ale nie miał bladego pojęcia kiedy wysłała swoją wiadomość, więc nie chciał ryzykować zwłoki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: The Abandoned Yonkers Power Station   Czw Maj 05, 2016 11:39 am

Jej przyjaciółka milczała, więc spojrzała na chłopców. No cóż, sprawa wyglądała zbyt poważnie by móc długo czekać.
- Polemizowałabym.- poinformowała Kaplana. Bo doprawdy wiele było sposobności by kogoś oszukać i zwieść, niektóre były niesamowicie pomysłowe. Ale nie o tym teraz trzeba było rozprawiać. Ważna była prośba chłopaka.
Jessica posłała Wandzie długie spojrzenie licząc na jeszcze jakąś reakcję, ale w końcu to tylko numer. Po za zatruwaniem życia więcej zrobić przez niego chyba nie mogą...
Wyciągnęła telefon.
- Zgoda. To całkiem dobry plan.- spojrzała na jego przyjaciela w głowie jednak rozważając czy wszytko co usłyszała jest prawdą, a może jednak coś tu nie pasowało. Najbardziej chciałaby porozmawiać z Marią, lub kimś innym wysoko postawionym w T.A.R.C.Z.Y. Oni najlepiej wiedzieliby co dokładnie chłopcy mają na myśli... ale pytaniem pozostawało czy byliby szczerzy? I czy Avengersi, słuchając tych dzieci nie dokonaliby na niej samosądu? Nie możliwość bronienia się przed oskarżeniami Young Avengers, wydała jej się okropna. Szczególnie, że każda strona zasługiwała na takową. Ale chyba w tym wypadku T.A.R.C.Z.Y przyjdzie bronić ludziom mocniej z nią związanym niż Jessica. Westchnęła tylko zmartwiona jak skończy się to całe zajście i podła chłopcu swój numer telefonu.  Teraz czekać na rozwiązanie całej sytuacji. Ale była pewna jednego: Nic już nie będzie takie samo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan



Liczba postów : 242
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: The Abandoned Yonkers Power Station   Czw Maj 05, 2016 1:07 pm

Jeszcze zaledwie parę tygodni temu - albo i nawet obecnie, ale po prostu w innych, bardziej sprzyjających okolicznościach - Billy przynajmniej mentalnie skakałby z radości z powodu tego, że zdobył numer do kogoś z Avengers... A w dodatku najwyraźniej osobisty numer - na prywatną komórkę. Wciąż tkwiący w nim fanboy mimo wszystko dał o sobie znać, na moment przebijając się przez poważne plany i wątpliwości, aby wydać z siebie dosłownie nieludzki odgłos, oczywiście słyszalny tylko i wyłącznie w głowie Kaplana. Chłopak szybko, choć odrobinie niechętnie uciszył tę część siebie. Nie powinien się tak rozkojarzać, gdy na jego barkach spoczywały dalsze losy całej drużyny... Albo tych jej członków, którzy myśleli jak on.
Najważniejsze było jednak to, że Jess - gdyż nastolatek nie mógł się powstrzymać przed nazywaniem jej tak w myślach, choć nie był jeszcze pewien, czy może sobie na to pozwolić na głos - przystała na jego plan, zaś jej towarzyszka w żaden sposób na to nie zaprotestowała. Wyglądało na to, że przynajmniej ta jedna część ich dyskusji przebiegła bez większych problemów... Dobrze. Może nie wszystko było stracone, być może Avengers - gdy już się ze sobą rozmówią - zrozumieją jednak, że powinni coś zrobić w sprawie Tarczy... I pomogą młodym bohaterom.
Nie był to jednak najlepszy czas, aby zbyt długo nad tym rozmyślać i się zamartwiać. Tuż po zapisaniu w pamięci swojego telefonu świeżo otrzymanego numeru, Billy od razu go wybrał, aby puścić kobiecie krótki sygnał. Odczekał moment, by ona również mogła umieścić go sobie w kontaktach, a równocześnie sam się zawahał. Zakładał, że powinien znów wyjąć baterię z komórki - choć nie był nawet pewien, czy posunięcie to faktycznie coś mu dawało - ale z drugiej strony... W każdej chwili mógł otrzymać odpowiedzi od Teddy'ego lub Tommy'ego albo dalsze informacje od Kate, nie wspominając już o tym, że w najbliższym czasie Jess również może chcieć się z nim skontaktować. Nie, tym razem bateria musiała najwyraźniej pozostać na swoim miejscu. Oby tylko tego nie pożałował.
Przy okazji przypomniało mu to o jeszcze jednym szczególe. Miał się przecież spotkać z członkami drużyny - którzy najprawdopodobniej wciąż mieli przy sobie komunikatory otrzymane od Tarczy... Będzie trzeba się ich wszystkich pozbyć, aby organizacja nie mogła ich na tej podstawie namierzyć. Zniszczyć je? Porzucić gdzieś? Ta druga opcja wydawała mu się tak naprawdę lepsza, gdyż może kupiłaby im trochę czasu, podczas gdy pierwsza mogłaby od razu zaalarmować Tarczę, że coś się dzieje.
- Do Nowego Jorku, do Nowego Jorku, do Nowegojorkudonowegojorkudo... - zaczął powtarzać, gdy tylko upewnił się, że Spider Woman skończyła już zajmować się telefonem... I dopiero w tym momencie przyszło mu do głowy, że właściwie żadna z kobiet nie potwierdziła tego, iż rzeczywiście życzą sobie podwózki do miasta. Tyle że temu nie zaprzeczyły, prawda? A Jess nazwała jego sugestię "dobrym planem", więc chyba mógł założyć, że dotyczyło to również kwestii drogi powrotnej.
Znajoma błękitna energia otuliła najpierw ciało Billy'ego, potem zaś rozprzestrzeniła się wśród pozostałych zebranych, wreszcie unosząc ich wszystkich w powietrze i praktycznie blokując im widoczność swą wzrastającą intensywnością. Kilka sekund później zaczęła ustępować, przygasać, lecz wówczas elektrownia znów była już pusta. Pozostał tylko ten charakterystyczny zapach, przywodzący na myśl powietrze przy burzy.

Z/t dla wszystkich. Dla przyspieszenia sprawy załóżmy, że teleportowaliśmy się do Nowego Jorku, gdzieś na jedną z mniej uczęszczanych uliczek, żebyście nie musiały szukać innego transportu i dopiero tam się rozstaliśmy, bo z Victorem teleportowaliśmy się dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The Abandoned Yonkers Power Station   Today at 2:22 am

Powrót do góry Go down
 
The Abandoned Yonkers Power Station
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: