Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Eliott



Liczba postów : 15
Data dołączenia : 02/07/2013

PisanieTemat: Kawiarnia   Pon Lip 08, 2013 11:16 am

First topic message reminder :

Klik

- - - - - -

Ubrany w bordowy garnitur, z wiszącym na ramionach czerwonym płaszczem mężczyzna wszedł do lokalu, stukając o marmurową posadzkę końcem trzymanej w ręku laski. Oparł ją o barek, a sam usiadł przy nim. Nie wyglądał najlepiej. Kiedy szedł, to nogi mu drżały, a gdy usiadł, wyraźnie zbladł. Zakręciło mu się w głowie. Zacisnął powieki i wziął głęboki oddech.
- Kawy. - Odezwał się swoim zimnym, eleganckim głosem. - Mocnej kawy. - dłonie w rękawiczkach ułożył na kolanach i wziął jeszcze kilka głębokich, orzeźwiających oddechów. Trenował. Dziś po raz pierwszy od dawna trenował się w magii. I to był cholernie głupi pomysł. Ręce miał poparzone i dlatego założył te rękawice, które w żadnym stopniu nie łagodziły bólu. Był twardy, nie takie rzeczy już przeżył. Zacisnął zęby. Chciał tylko wypić kawę, wrócić do domu i położyć się spać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Spider-Man



Liczba postów : 235
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pon Lip 07, 2014 7:13 am

Bez żadnego namysłu ruszył w stronę wcześniej wskazanago stolika i usadowił się na krześle. Na ławie leżała już para przygotowanych menu dla klienta, więc Parker wziął jedną dla siebie, a drugą podsunął Goshi. Jego wybór nie trwał w sumie długo, gdyż przychodził tutaj nie raz i wiedział co dobre, a co nie.
Czekał tylko, aż dziewczyna siedząca na przeciwko niego w końcu się na coś zdecyduje, a w międzyczasie rozglądał się po pomieszczeniu. Wciąż czuł na sobie wzrok niektórych ludzi, jednak był on już znikomy. Najwyraźniej to zainteresowanie ludzkie spadło już prawie do poziomu zerowego. Przynajmniej tak to wyglądało.
Peter tym razem skierował wzrok na Goshi.
- No to co? Wybrałaś już coś? - lekko się do niej uśmiechnął, a na jego policzkach zawitały dołeczki. - Szczególnie polecam Ci wszelkiego rodzaju babeczki, jeśli chciałabyś coś przekąsić. - powiedział już pewniejszym tonem i przysunął się odrobinę do stolika.
Spidey przeczuwał, że jeszcze trochę poczeka zanim nastolatka coś wybierze, ale romumiał ją, bo on też, gdy przyszedł pierwszy raz w to miejsce to również nie potrafił się zdecydować. No cóż.. menu w tej kawiarni nie jest wcale takie cienkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Goshi



Liczba postów : 14
Data dołączenia : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pon Lip 07, 2014 3:46 pm

Podziękowała mu nieśmiało, gdy podał jej menu. W końcu, takich dżentelmenów nie spotyka się na co dzień, nie? A Goshi miała takie szczęście, że akurat na takiego trafiła!
Na jego pytanie uśmiechnęła się z zakłopotaniem. Raczej nieprędko coś wybierze, bo jak dotąd nigdy nie przydarzyła jej się okazja, aby spróbować specjałów z Dalekiego Zachodu. Pochodziła z Wielkiej Brytanii, więc gdyby Pajączek nie podsunął jej propozycji, nic by nie wybrała. Nie żeby należała do części społeczeństwa Anglii zwanej nazistami czy faszystami. Po prostu nie wiedziała, jak się zachować w innym kraju. Czy to dziwne? Nie, przecież każdy na jej miejscu czułby się wyobcowany i niechciany. Ludzie nie przepadali za cudzoziemcami i chyba wkrótce miała się o tym przekonać. Nawet jeśli nie ze strony Petera, to też od jakiejś osoby stąd.
- Wybiorę chyba babeczki polane ciemną czekoladą, a ty? - uśmiechnęła się do niego serdecznie. Teraz starała się nie okazywać tak swojej ekscytacji, aczkolwiek w środku nadal buzowała ta sama energia, której pokaz dała między innymi przed kawiarnią.
Spojrzała na chłopaka tymi swoimi megaśnymi niebieskimi oczami. Chyba czuł się w jej obecności nieswojo. Może powinna zwolnić obroty i sama spróbować jakoś podtrzymać rozmowę? Nie zapowiadało się na jakąś specjalnie żywą konwersację...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 235
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lip 11, 2014 12:47 pm

Spidey jednak nie czekał tak długo jak podejrzewał. Chyba właśnie dzięki jego pomocy dziewczyna szybciej poradziła sobie z wyborem i nawet na to wskazywało, bo wybrała to co jej polecił.
Na pytanie Goshi lekko się uśmiechnął.
- Hmm.. ja dzisiaj może oderwę się od rutyny i tym razem wezmę kawałek sernika, a do picia cappuccino. A ty bierzesz coś do picia? - Puścił jej oczko, choć nie wiedział czy dobrze zrobił, gdyż mogło to doprowadzić do niepotrzebnego speszenia się nastolatki.
Teraz to on odrobinę się przez to zakłopotał, więc odwrócił wzrok w stronę okna udając, że wszystko jest w porządku i zastanawiając się jakby tu dalej kontynuować rozmowę. O dziwo nie myślał długo. Najwyraźniej dzisiaj miał jakoś dobry dzień. Ciekawe co go jeszcze dzisiaj czekało.
- Emm.. to w sumie skąd dokładnie jesteś? - Tak.. najlepszym plusem w nieznajomych jest to, że prawie nic o nich nie wiesz, więc możesz pytać się praktycznie o byle co.. ale też bez przesady, żeby ich przypadkiem sobą nie odstraszyć. - I dlaczego akurat wybrałaś Nowy Jork? - Skierował wzrok na nią i przysunął się bradziej do stolika, żeby mu było wygodniej siedzieć. Na dokładkę oparł jeszcze brodę na dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Goshi



Liczba postów : 14
Data dołączenia : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lip 11, 2014 6:02 pm

Tak, to najprawdziwsza prawda. Gdyby nie on, Goshi po prostu... Wyleciałaby stąd z płaczem i hukiem! Mimo dziecinnego nastawienia do życia, w głębi jej duszy krył się mały potworek będący bardzo strachliwym i emocjonalnie wrażliwym.
Kiedy Spidey lekko się uśmiechnął, odwzajemniła jego reakcję. No bo czemu ma niby się do niego nie szczerzyć jak księżniczka Disneya, skoro za taką chce uchodzić?
Ani trochę się nie speszyła na jego perskie oczko. Wręcz nawet jej twarz się rozjaśniła. Był dla niej bardzo miły i nie usiłował ją przelecieć na każdym kroku.
- Jasne! - pokazała odważnie swoje równe, białe zęby. - Wezmę coca colę!
Ach, czyż to nie zwyczaj Jankesów zamawiać ten wspaniały napój? Nie? Cóż, ona się poczuła w tej chwili prawdziwym Jankesem, choć ten produkt mógłby pochodzić choćby z Afryki.
- Ja... Jestem... Z Wielkiej Brytanii. - pierwsze słowa szły jej opornie, ale z czasem zaczęła się bardziej rozgadywać. - Przyjechałam tu jakby "na wakacje" z moją super rodzinką. Więc widzisz, pomimo, że władam biegle językiem angielskim pozostaje u mnie niezmienny cudzoziemski akcent. - otwarła szeroko buzię i przymknęła oczy, jakby się chwaliła. Czuła się niczym prezenterka w telewizji relacjonująca jakieś ważne wydarzenie. - To nie ja wybrałam, lecz moi rodzice, ja jedynie przystałam na ich warunki. - wzruszyła obojętnie ramionami. Tyle kasy, tyle kasy... Mogli przecież wyjechać do Japonii! Ale nie, bo znowu Gośce coś odwali... ŻAL. Swoje przemyślenia trzymała dla siebie. Nie chciała nimi nikogo ranić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 235
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Lip 17, 2014 4:32 pm

Ach.. Wielka Brytania. Spidey z chęcią kiedyś by się tam wybrał. Jednak jak na razie nie ma wystarczająco czasu by bawić się w takie podróże. Może kiedyś uda mu się zorganizować niekrótki wyjazd wraz ze swoją ukochaną Mary Jane, ale przed tym pięknym krajem planował zwiedzić jeszcze zupełnie inne. Między innymi na jego liście widniała Japonia jak i Włochy. Rzeczywiście trzeba by było w końcu pomyśleć nad jakimiś konkretnymi wakacjami. Przydałby mu się odpoczynek, a w dodatku spędzić więcej czasu z rudowłosą.
- Rozumiem. A na jak długo? - Zapytał z niemałym zamyśleniem na twarzy. Wydawało się odrobinę jakby odleciał, ale bez obaw. Peter przed tym niespodziewanym spotkaniem nic nie brał.
Wiedząc już co Goshi dokładnie chce, wstał z krzesła i skierował się w stronę baru, aby zamówić babeczkę, serniczek,  coca colę oraz cappuccino, po czym wrócił do dziewczyny. Zaraz potem kelnerka dostarczyła do stolika smakołyki i napój dla Goshi.. na swój musiał poczekać troszkę dłużej.
- Smacznego. Mam nadzieję, że Ci posmakuje. - Skinął głową i zaczął pożerać swoje ciacho, a w między czasie przybyło jego cappuccino.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Goshi



Liczba postów : 14
Data dołączenia : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Sie 01, 2014 5:52 pm

Czy właściwym byłoby powiedzieć, że Goshi zżerał od środka niepokój? Bo tak właśnie było. Jej rozmówca... Wywoływał w niej falę czegoś na kształt obawy, lęku. Czemu? Wydawał się inny niż wszyscy, jakby chciał coś ukryć. A więc... Czy możliwe, że w chwili obecnej naprzeciwko niej siedział nie kto inny jak Hannibal Lecter albo inny morderca?
Potrząsnęła lekko głową.
O czym ona myślała? Zdecydowanie przesadziła z wczorajszym seansem horrorów. Ale... Samo to, jak Peter się zachowywał, dawało jej powody do strachu. Musiał mieć coś na sumieniu.
Oczywiście nie wymagała od niego całkowitej szczerości: zwierzania się ze swoich miłości i takich tam... Dopiero co się poznali. Jednak mimo wszystko postanowiła, że zachowa ostrożność. Przynajmniej do czasu.
- Na... - Chciała mu już cały referat wygłosić, ale w porę ugryzła się w język. Miała być ostrożna, co nie? No to będzie. - Na jakiś czas.
Zwiesiła ponuro głowę. Nawet nie podziękowała, gdy przyniesiono jej zamówione słodycze. Chłopak mógł się zorientować, że coś jest nie tak, ba, nawet powinien. Oczekiwała od niego wyjaśnień. I zamierzała je z niego wydobyć prowokacją.
Skinęła głową, gdy życzył jej smacznego. Nie ruszyła babeczek. Wpatrywała się tylko w nie ostrym wzrokiem, jakby mogła z nich wyczytać prawdziwe intencje chłopaka. Normalnie jak wróżka z kryształową kulą... Więc czy Spider jakoś na to zareaguje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 235
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Sie 07, 2014 8:53 pm

Dziwne i podejrzane zachowanie u Peter'a podczas zwykłej rozmowy z panienką? Mało prawdopodobne. Dla Parker'a ukrywanie swojego drugiego ja było chlebem powszednim. Czy to spotkania z nieznajomymi, czy z przyjaciółmi lub innymi ludźmi, Spidey zachowywał się naturalnie.  Przeważnie. Zależy. Zdarza się, że pajęczy zmysł zaczyna wariować w najmniej odpowiednim momencie. Jednak już nie z takimi przeciwnościami losu borykał się nasz bohater.
Już na pierwszy rzut oka było widać, że nastrój Goshi nagle się zmienił. Już nie była tak nabuzowana emocjami jak jeszcze pięć minut temu. Wtedy to wydawało się jakby miała zaraz eksplodować, a teraz znienacka spoważniała. Na dodatek rozmowa się urwała. Tylko co wywołało tą zmianę nastroju? Przecież nie zrobił nic złego. Zachowywał się jak każdy normalny człowiek. Nawet pomimo swojej nadzwyczajności, starał się nie odstawać od grupy, ani nic w tym deseń.
Czy był w ogóle sens siedzenia tutaj na siłę? SM zaczął rozważać czy po prostu się nie ulotnić z lokalu pod pretekstem, że.. ma jeszcze parę spraw na załatwienia? No tak, typowe. Zwykłe chodzenie na łatwiznę. Przynajmniej działa.
Pająk zerknął artystycznie na swój srebrny zegarek na lewej dłoni, po czym na jego twarzy pojawiło się to aktorskie zaskoczenie. Miał już taką wprawę, że mógł zostać światowej sławy aktorem.
- Och! Już ta godzina? - Peter wstał na równe nogi i pozbierał swoje szpargały. - Muszę Cię przeprosić, ale na śmierć zapomniałem, że mam coś do załatwienia. Można chyba powiedzieć, że już jestem spóźniony. - Dopił w pośpiechu swoje cappuccino, a na stoliku zostawił napiwek. - No to na razie. - Uśmiechnął się pięknie i ruszył ku wyjściu. Przy drzwiach pomachał jej jeszcze na do widzenia i opuścił lokal.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Katharine Dissimuler



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/03/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Mar 11, 2015 10:05 pm

Łatwo było zgadnąć, gdzie przebywała Katharine, gdy rodzice stwierdzili, że weekend spędzą w domu, a ona akurat nie miała żadnych zajęć typu konna jazda - przesiadywała z książką lub notebookiem w kawiarni, wiele czasu spędzając nad literkami kreślonymi szeryfową czcionką na papierze bądź w programie do edycji tekstu, gdy pisała własne teksty.

-Raz, dwa, trzy...
Nic nie ma dookoła niebieskiego domku o białych okiennicach poza beczką pełną deszczówki. Ile jest wody w beczce, a ile beczki w wodzie?
-...cztery, pięć, sześć...
Wokół rozciąga się morze snów, albo raczej falujący ocean cudnie pachnącej, wysokiej trawy. Kiedy słońce pada na jej źdźbła jasnymi połciami światła ona zmienia się w bezkres płynnego złota marszczonego w fale podmuchami bryzy.


Wcisnęła na raz dwa klawisze, Ctrl+S. Spojrzała na swój tekst, sam jego początek, wyliczanka - już słyszała w głowie krytykę znajomego literata: "Mogłaś pójść w poetykę, pociągnąć dalej nadany utworowi rytm", potem rozbrzmiał pod jasnymi włosami jej własny głos w odpowiedzi: "Nie pisuję poezji, przecież pan wie".

-...siedem, osiem, dziewięć...
Pod oknem kuchni niebieskiego domu kołyszą się leniwie na mięsistych zielonych nogach małe słońca o czarnych twarzach, które wszyscy im wyjadają, gdy tylko te dojrzeją. Pukają w okno, wołają 'już czas!'.
-...dziesięć, jedenaście, dwanaście...
Otworzyły się szeroko drzwi domku, jak usta przed soczystą gruszką, i wypadły na dwór roześmiane dzieci gotowe na zabawę w słońcu – wychodziły kiedy jasność padała pod schodki, potem okrążały wraz z nią dom, wracając kiedy światło odprowadziło je tam, skąd je odebrało. Całowało jeszcze na czułe pożegnanie brązowymi kropkami w nos i policzki. 'Uwielbiam was. Do jutra' żegnało słodko gromadkę.


Kath upiła łyk kawy, wcześniej jedynie dotykiem palców muskających papierowy kubek ochładzając napój, by nie poparzył jej wrażliwych na gorąco warg. Zastukotała koniuszkami zadbanych, pomalowanych jednakże jedynie bezbarwnym lakierem, paznokci o klawisze komputera tak delikatnie, że jedynie słychać by było, gdyby nie kawiarniany gwar, cichy ich grzechot. Zapisała utwór ponownie, zastanawiając się, czy rzeczywiście wartą jest krótkiego opowiadania jej impresja stworzenia wszechświata. Zamykając klapę niewielkiego laptopa sięgnęła po torbę, by dobyć z niej lusterko - skontrolowała nos, najgorsze miejsce, z rzadka lekko połyskujące mimo makijażu nadmiarem sebum. Ach, te uroki bycia nastolatką.
Przesunęła koniuszkiem języka po koronach zębów górnego łuku, drobnych jak perełki, by podnieść klapę notebooka i powrócić do pisania. Pajęcze, zgrabne palce zaigrały znów na klawiaturze niczym na klawiaturze pianina, tak zręcznie się przemieszczały po klawiszach, wybijając ich grzechotem niemalże melodię - płynność z jaką Kath przelewała słowa na ekran była niesłychaną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Mar 11, 2015 10:33 pm

Ellie brakowało pieniędzy. Ostatnio jakoś ciężej było coś znaleźć, więc kiedy właścicielka kawiarni zgodziła się, by Ellie raz na jakiś czas umilała gościom czas cichymi, melodyjnymi piosenkami, mutantka zgodziła się bez wahania. Jej stara, powycierana gitara z przestarzałymi strunami, które przy gryfie lekko odstawały wołała o wymianę, jednak Ell się do niej przywiązała. Dostała ją dawno temu, od chłopaka, który nauczył ją grać, jeszcze w Kanadzie.
Weszła do sali, a właściwie wkradła się do niej, siadając na krzesełku w kącie i przystawiając sobie mikrofon. Przejechała kilka razy po strunach, żeby sprawdzić strojenie.
Wytarta, czerwona koszula w kratę, jeansy poprzecierane na kolanach, z postrzępionymi nogawkami, krótkie włosy, związane w kitkę na karku. I długa, szpecąca dziewczęcą twarzyczkę blizna, od oka po kość szczęki. Kilka twarzy, które już kojarzyła, zwróciło się w jej stronę z wyczekującym wzrokiem, a Ell poczuła niemiły uścisk w żołądku. Za coś jednak trzeba jeść. Po chwili cichy, dziecięcy głos wypełnił kawiarnię, nie narzucała się jednak, dostosowując głos do... otoczenia. Nie  za głośno.
-Schoolbag in hand, she leaves home in the early morning
Waving goodbye with an absent-minded smile
I watch her go with a surge of that well known sadness
And I have to sit down for a while
The feeling that I'm losing her forever
And without really entering her world
I'm glad whenever I can share her laughter
That funny little girl

Kontynuowała, zmieniając akordy. Jej ukochany instrument nie zabrzęczał ani razu, doskonale razem się rozumiały. Może i Ellie nie była utalentowana malarką, ale śpiewać potrafiła.
-Slipping through my fingers all the time
Do I really see what's in her mind
Each time I think I'm close to knowing
She keeps on growing
Slipping through my fingers all the time
Powrót do góry Go down
Katharine Dissimuler



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/03/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Mar 11, 2015 11:06 pm

-...trzynaście, czternaście, piętnaście...
Dzieci suną przez łąkę po piersi zamoczone w jej złotym, falującym przepychu. Bogactwo słodkiej woni kręci się im w nosach, staje w gardłach nadmiarem, jednak one się uśmiechają radośnie, wędrując naprzód. Jedyną dostępną zabawką jest beczka pełna wody, jednak ona znajduje się słonecznie w rewirze innej pory dnia. Śmieją się więc i śmiejąc tak wędrują kółkiem wokoło niebieskiego domku.


Popularna muzyka, często tkana we wnętrzu tejże kawiarni przez membrany głośników, cichła stosunkowo powoli, ustępując miejsca nieco dziecięco wyglądającej oraz brzmiącej, z całą jednak pewnością nastolatce, co poznać można było po podartych spodniach, albo raczej po fakcie, że ktoś pozwolił jej występować weekendowym popołudniem w kawiarni z wysłużoną gitarą w dłoniach. Katharine, słysząc dźwięk instrumentu, powoli wybudzała się ze swego literackiego skupienia, zazwyczaj odcinającego ją szczelnie od świata. Zwyczajowo kolejne słowa zachowała klawiszowym skrótem, a następnie powoli uniosła spojrzenie znad ekranu, by spojrzeć na grającą dziewczynę. Odsunęła powolnym, jakby dokładnie wyliczonym, eleganckim ruchem dłoni kilka pasm włosów, które opadły na twarz, wysunąwszy się wcześniej z ciasnego koku nad karkiem, za ucho. Przechyliła głowę, zamykając komputer.
Była gotowa posłuchać, choć już usłyszała brak profesjonalnego przygotowania scenicznego - zdarzało się. Nie był to dla Kath dzień szczególnie pełny irytacji, tak więc nie uśmiechnęła się pod nosem z lekką kpiną, raczej obserwowała gitarzystkę intensywnie, głęboko niebieskim spojrzeniem jednocześnie przebłyskującym dogłębną oceną. Badający, wyrabiający sobie opinię.
Wygładziła prostą spódnicę z ciemnego jeansu sięgającą niemal kolana, zakładając jedną nogę na drugą. Strzepnęła z ramienia okrytego różową wełną miękkiego swetra niewidzialny pyłek.
W dłonie ujęła papierowy kubek pełen karmelowego latte, upiła łyk, a gdy przełknęła poruszyła się nieznacznie jej szyja wraz z przecinającym ją w poprzek białym paskiem aksamitki pełniącej rolę naszyjnika typu choker.
Białe rajstopy, botki na dwucalowym obcasie z czekoladowej skóry zdobne po zewnętrznych stronach klamerkami z barwionego na stare złoto metalu. Na krześle obok Katharine leżał cienki, czerwony płaszczyk a'la damski prochowiec z połowy dwudziestego wieku, tylko bardziej dopasowany do figury, wraz z kwiecistą chustką pełniącą rolę szala oraz torbą na komputer.
Twarz Kath zaś zdawała się być z kamienia bądź lodu - nieprzenikniona, ocena, którą wystawiła nieznajomej artystce była nie do odgadnięcia, choć nie była nieprzychylna.
Dlaczegóż od razu odkrywać wszystkie swoje karty?
Pod koniec piosenki dopiero dziewczyna uśmiechnęła się nieznacznie, łagodnie, przechylając się wprzód i delikatnie, niemalże bezdźwięcznie, uderzając palcami prawej dłoni we wnętrze dłoni lewej - tak wyglądało jej klaskanie z nutą uznania.

EDIT
Kath zerknęła na zegarek. No tak, dość późno - miała jeszcze zajrzeć do pasmanterii, gdzie wypatrzyła ostatnio uroczą koronkę i oddać dwie książki do biblioteki. Zebrała notebooka, sprawdziła dokładnie, czy dobrze zapięła zamek niewielkiej na niego torby. Narzuciła na plecy płaszczyk, luźno owinęła szyję kwiecistą chustką. Jeszcze tylko kawa w dłoń, poprawić ramiączko od komputerowej torby na barku - i można było iść.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sob Paź 10, 2015 8:12 pm

Magneto podążał ulicami Nowego Jorku, pędząc jednocześnie na umówione w dość nierutynowy sposób spotkanie. Jako, że mężczyzna wrócił niedawno do Stanów, nie chciał za bardzo zwracać na siebie uwagi swoim charakterystycznym strojem. Wtedy mogłyby zainteresować się nim niepotrzebnie jakieś służby lub inni nieproszeni ktosie. Niestety za tym szła oczywiście podatność na skomunikowanie się z nim telepatycznie, bo w końcu nie nosił również hełmu.
Prędzej czy później, i tak musiało się to wydarzyć. Emma Frost skontaktowała się z nim i zaaranżowała widzenie w kawiarni, która umożliwiłaby im spokojną rozmowę i omówienie tematu związanego z Instytutem. Najwyraźniej zniknięcie Xavier'a spowodowało, że reszta mutantów potrzebuje większej liczby rąk do pomocy.
Erik, ogólnie rzecz biorąc był sceptycznie do wszystkiego nastawiony ze względu na swoje plany odnośnie Bractwa. Nie miał zielonego pojęcia do czego ta wymiana słów doprowadzi. Niby chciał jak największego dobra dla homo superiors, ale nie dało się ukryć, że jego poglądy nieco różniły się od reszty członków grupy X-Men. Nie przepadał za zwykłymi ludźmi. Uważał, że są tylko i wyłącznie zagrożeniem dla tych z genem X. Obawiał się również, że tacy jak on zostaną zamknięci w obozach koncentracyjnych i będzie kolejny holocaust.
Bądź co bądź, Lehnsherr nie miał zamiaru wystawić Frost. Pojawił się przed ustaloną godziną w lokalu. Z początku rozejrzał się wokoło, szukając jakiegoś wolnego oraz równocześnie przyzwoitego stolika. Kiedy tylko taki wypatrzył, od razu skierował się w jego stronę.
Magneto usadowił się wygodnie na jednym z krzesełek i spojrzał na zegarek. Emma miała w sumie jeszcze sporo czasu na przybycie, gdyż mężczyzna pojawił z niewiadomych przyczyn trochę za wcześnie. Jednak był pozytywnej myśli, że nie będzie długo czekać, bo z tego co pamiętał, dla kobiety spóźnienia nie były ani trochę w jej stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost



Liczba postów : 201
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Nie Paź 11, 2015 12:54 pm

Szukając Magneto Emma pozwoliła sobie skorzystać z pomocy Cerebro, które szczęśliwie było akurat wolne. Wyglądało na to, że panna Braddock nie mogła okupować go dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu... I dobrze, bo przede wszystkim biedna maszyna się przy niej marnowała. Tak czy siak, White Queen była w pełni przygotowana na ewentualność lokalizowania potrzebnego jej mutanta na podstawie wspomnień i informacji posiadanych przez jego współpracowników... I nieco zaskoczył ją fakt, że nie musiała się do tego uciekać.
Blondynka nie ukrywała swoich intencji, wręcz przeciwnie, postawiła sprawę wyjątkowo - jak na nią - jasno. Już od pewnego czasu powtarzała X-Men, że będą potrzebowali wszystkich przyjaciół i sojuszników, do których tylko uda im się przemówić. Wątpiła, aby ktokolwiek z nich domyślał się kogo dokładnie miała na myśli... A jednak w pewnym sensie ich uprzedziła, prawda?
Wobec Magneto również była stosunkowo szczera. Umawiając się na spotkanie wyjaśniła, iż sprawa dotyczy dobra ogółu mutantów - bo w końcu tę kwestię mieli wspólną, nawet jeśli podejścia nieco różne. Pannie Frost i tak było bliżej do poglądów władcy magnetyzmu, aniżeli większości mieszkańców Instytutu... Choć może wypadałoby raczej powiedzieć, że lepiej potrafiła je zrozumieć i zaakceptować. Była przecież bardzo praktyczną kobietą.
Wychodząc z założenia, że modne spóźnianie się już dawno temu przestało być na czasie, panna Frost przybyła do wybranego lokalu praktycznie idealnie o wyznaczonej porze - jak gdyby odmierzała godzinę z zegarkiem w ręku, choć oczywiście taki gest nie byłby ani trochę w jej stylu. Telepatka miała na sobie swoją standardową biel, dostosowaną do warunków panujących na zewnątrz. Obcisłe spodnie, płaszcz obszyty futerkiem, rękawiczki, buty na obcasie - a do tego wszystkiego niewielka torebka.
Od razu po wkroczeniu do środka - zresztą pewnym siebie i spokojnym krokiem, z wysoko uniesioną głową i lekko znudzonym wyrazem twarzy - Emma przebiegła spojrzeniem po wnętrzu, szukając Magneto. Wypatrzenie go nie było trudne i już po chwili blondynka mogła skierować się w jego stronę, a następnie zająć miejsce przy jego stoliku. To uczyniwszy, założyła nogę na nogę, ale nie ruszała jeszcze guzików płaszcza czy rękawiczek. W sali było co prawda cieplej niż na zewnątrz, ale musiała jeszcze do tego przywyknąć.
- Dziękuję za spotkanie. Pozwolisz, że przejdę od razu do rzeczy... - White Queen zrobiła krótką pauzę, lecz bynajmniej nie po to, aby pozwolić swojemu rozmówcy zareagować. Zamiast tego szybko przeskanowała telepatycznie znajdujące się w pobliżu umysły, w ten sposób upewniając się, że nikt nie zwraca na nich uwagi i ustawiając w głowach zebranych prostą instrukcję: "nie interesuj się".
- Xavier nie jest w tym momencie zdolny zajmować się Instytutem. Jego protegowani liczą na to, że jego stan się jeszcze poprawi, ale szczerze mówiąc nie wydaje mi się, aby miało do tego dojść, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Prawda jest taka, że nie wyczuwam jego funkcji mózgowych... A chyba wiesz co to oznacza - wyjaśniła na początek i tym razem oczekiwała już odpowiedzi.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sob Paź 17, 2015 7:50 pm

Tak jak przewidywał, punktualna i jak zawsze piękna i elegancka do granic możliwości. Erik nie wstawał, bo w końcu nie była to żadna randka, lecz interesy. W sumie to nawet nie zdążył się z nią przywitać, więc nie ma co mówić o zbędnym wstawaniu z grzeczności. Mężczyzna skinął jedynie głową na "tak" i zaczął wysłuchiwać Emmę. Choć w sumie to co na razie mu powiedziała nie było dla niego jakąś nowością. Doskonale wiedział o zniknięciu Charles'a. Jednakże nie miał zielonego pojęcia co było przyczynom tego wszystkiego, ani gdzie obecnie znajduje się Xavier... tudzież jego ciało.
- Rozumiem doskonale. - Magneto poprawił się nieco na krześle, dając nogę na nogę i rozejrzał się po lokalu, jaki i po wszystkich klientach, upewniając się, że nikt ich nie obserwuje. Aczkolwiek znając Pannę Frost, ta już zapewne przewertowała wszystkie ich umysły i skryte intencje.
- Mam też również rozumieć, że mam Ci... Wam pomóc z prowadzeniem Instytutu jak wcześniej wspominałaś, tak? - Oparł się o blat stolika i podrapał po brodzie. - Postawię sprawę jasno. Nigdy nie odwracam się od mutantów i tak, jestem skłonny do pomocy. Niemniej jednak, nie ukrywam, że mam swoje jakieś tam plany i mam zamiar dalej je realizować. - Lehnsherr upił spory łyk ciepłej herbaty, którą zamówił jeszcze przed przybyciem Frost. - W razie potrzeby, możecie zwrócić się do mnie z jakąkolwiek pomocą. - Zrobił skromny uśmiech w jej stronę, oplatając ręce na klatce piersiowej.
Erik ogólnie rzecz biorąc wrócił do miasta, tylko i wyłącznie w celu ponownego utworzenia Bractwa i nie miał zamiaru z tego tak łatwo rezygnować. Aczkolwiek, od grupy X-Men również nie chciał się odwracać plecami, bo w końcu pragnął ich chronić przed nieprzewidywalnymi ludźmi.
- Korzystając z szansy, chciałbym prosić Cię o informacje. - W pewnym momencie, Magneto zmienił niespodziewanie temat. - Czy wiesz może gdzie obecnie znajduje się moja córka? Syn? Czym się obecnie zajmują? - Co prawda to prawda, mężczyzna nie był przykładnym ojcem, jednak nigdy nie jest za późno na naprawianie swoich błędów, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost



Liczba postów : 201
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Nie Paź 18, 2015 2:34 pm

Wyraz twarzy Emmy w żadnym stopniu nie zdradzał jej myśli i odczuć względem odpowiedzi jej rozmówcy. Prawda była taka, że telepatka przybyła w to miejsce bez jakiegokolwiek konkretnego nastawienia. Wiedziała, że równie dobrze może się spotkać po prostu z odmową - bo w końcu w przeszłości wystarczająco często dochodziło do, delikatnie mówiąc, spięć między Brotherhood i X-Men - co i ze zgodą w imię dawnej przyjaźni, która przecież łączyła Xaviera z Magneto. Każda opcja pomiędzy tymi dwiema skrajnymi również wchodziła w grę, każdą White Queen potrafiłaby zrozumieć i jakoś sobie wyjaśnić - czy to poglądami pana magnetyzmu, czy to relacjami, jakie kiedyś lub obecnie utrzymywał...
Podsumowując, reakcję mężczyzny tak czy siak zaliczyła do pozytywnych i uznała ją za jedną z najbardziej optymalnych możliwości. Zresztą Storm najprawdopodobniej nie przyjęłaby zbyt dobrze informacji o tym, że Magneto dołączy do nich na stałe, a niestety w tym momencie jedność oznaczała siłę... Więc wypadałoby unikać otwartego złoszczenia co istotniejszych sojuszników. Póki co.
- Tyle w zupełności nam wystarczy - przytaknęła więc krótko na słowa swojego rozmówcy. W głębi ducha zastanawiała się już czy powinna dać komuś znać o tym układzie, czy też może lepiej byłoby zachować go jeszcze dla siebie - i w odpowiedniej chwili zaskoczyć towarzystwo. Ta ostatnia opcja nie tylko przyniosłaby jej rozsądną dawkę satysfakcji, ale i zadbałaby o to, aby obcy telepaci nie dobrali się do tego strzępu informacji. Z jej własnej głowy niczego nie wyciągną, ale w przypadku umysłów pozostałych X-Men mogłoby już być z tym różnie.
Gdy Magneto przemówił ponownie, panna Frost znów uniosła wzrok ku jego twarzy, a jedna z jej brwi powędrowała lekko w górę - pytająco, jak gdyby w ten niemy sposób blondynka zachęcała mężczyznę do rozwinięcia tematu. Wanda i Pietro Maximoff... Emma nie mogłaby powiedzieć, że pilnie i uważnie śledziła ich kariery, jednakże rzeczywiście usłyszała na ich temat to i owo. Zaczynali w dawnym Bractwie - pod okiem ojca... Ale od tego czasu przebyli długą drogę.
- Trzymają się razem. Dołączyli do Avengers, chyba nawet mieszkają w Wieży należącej do Starka. Prędzej czy później z pewnością natkniesz się w mediach na wzmianki na ich temat - wyliczyła podstawowe informacje, które przyszły jej akurat do głowy, a po krótkiej pauzie dodała:
- Wątpię, aby opinia publiczna znała pochodzenie ich zdolności. Skoro zaś już o tym mowa, to udało mi się przesunąć w czasie konferencję dotyczącą istnienia mutantów, ale w końcu dojdzie ona do skutku - telepatka zmarszczyła nieznacznie czoło. Takie zwlekanie również nie działało wcale na ich korzyść, ale alternatywa mogła być potencjalnie jeszcze gorsza.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Paź 21, 2015 7:08 pm

Erik nieustannie spoglądał na Pannę Frost, próbując wybadać jej reakcję, odczucia na jego odpowiedź. Niestety jej chłodny wyraz twarzy nie zdradzał kompletnie nic, a Lehnsherr mógł jedynie zgadywać o czym właśnie myśli kobieta, siedząca naprzeciwko niego.
Magneto, jak już wcześniej było wspomniane, nie miał wrogich zamiarów co do grupy X-Men. Wręcz przeciwnie, chciał przekonać do siebie jak największą ilość mutantów z Instytutu na swoją stronę i stworzyć wraz z nimi nieustraszone ugrupowanie. Takie, że nawet nie wiadomo jak silni bohaterowie, nie potrafiliby im się przeciwstawić. Pragnął by homo sapiens poczuło się identycznie jak on, gdy jako młody dzieciak, przebywał w obozie koncentracyjnym. Gdyby tylko jego pragnienia spełniły się.. SHIELD zostałby prawdopodobnie bezużyteczny. Agenci nie musieliby zamartwiać się łapaniem nieludzi, bo byłaby to w końcu codzienność na tym świecie.
- Skoro tak twierdzisz... cieszę się, że Nasze spotkanie nie było stratą czasu. - Powiedział spokojnym tonem, kierując wzrok na filiżankę herbaty, która była jeszcze do połowy pełna, patrząc na to optymistycznie.
Pan Magnetyzmu, w dalszym ciągu miał tak wiele spraw do załatwienia dotyczących wznowienia działalności Bractwa, że co chwilę truł sobie tym głowę. Zapewne każdy kto go nie zna, pomyślałby, że to niemożliwe, że taki starzec jak on, mógłby mieć tyle energii do realizowania swoich planów... jak nawet młodym nastolatkom nie chce się ruszyć swoich czterech liter sprzed komputera lub telewizora, żeby wyjść gdzieś ze znajomymi, czy chociażby wyprowadzić swojego pupila na spacer.
Niemniej jednak, kiedy Emma zaczęła udzielać mu informacji odnośnie Pietro i Wandy, ten ponownie przeniósł swoje spojrzenie na kobietę. Jego wyrazu twarzy nie dało się dokładnie opisać. Niby dalej kamienne i bez jakichkolwiek emocji, jednakże dobry psycholog mógłby wypatrzeć w nim coś na wzór ulgi, zaskoczenia i dezorientacji jednocześnie. Cóż, nie dało się ukryć, że wolał by jego dzieci zgadzały się z jego poglądami i podążały tą samą ścieżką.. ale nie ma złego co by na dobre nie wyszło. Dalej miał jakieś tam okruszki nadziei, że bliźnięta nie odwrócą się do niego plecami i pomogą mu w prowadzeniu Bractwa.
Erik przytaknął na jej słowa i po chwili dodał. - Dziękuję za informacje. - Nic już nie dorzucił. Najwyraźniej nie chciał ciągnąć niepotrzebnie tego tematu, który tak czy siak nie był powodem widzenia się Frost z Erik'iem.
Gdy nadszedł temat konferencji, Lehnsherr ścisnął nieco wargi. - Skoro tak czy owak dojdzie ona do skutku.. to trzeba zacząć działać, nieprawdaż? - Mężczyzna upił parę łyków herbaty i oblizał następnie wargi. - Jakieś pomysły?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost



Liczba postów : 201
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Paź 22, 2015 11:11 am

Panna Frost przechyliła głowę nieznacznie na bok, przyglądając się stonowanej reakcji swojego towarzysza, gdy opowiadała mu krótko o jego dzieciach. W żaden sposób jej nie skomentowała, nie miała zamiaru w tym momencie wtrącać się w ich prywatne sprawy - tak samo, jak i nie życzyłaby sobie, aby ktoś inny, praktycznie obcy, wpychał nos w jej rodzinne kwestie.
Po części wynikało to również z faktu, że w pewnym sensie White Queen szanowała Magneto. Ich cele nie były może identyczne, ale wystarczająco podobne, aby mogli się ze sobą dogadać. Reprezentowali co prawda różne metody, odmienne podejście do sprawy... Ale przecież nikt nie powiedział, że będą ściśle działali razem, prawda? Emma potrafiła natomiast docenić głębokie przekonania oraz potęgę, która była w stanie wesprzeć ich realizację.
Jako że mężczyzna tylko podziękował za to krótkie wyjaśnienie, blondynka również nie kontynuowała tematu i tylko kiwnęła głową na znak, że to nie problem. Rozmowa od razu przesunęła się ku istotniejszej w tym momencie kwestii, a mianowicie ku konferencji, której nowy termin nie został jeszcze ogłoszony... Choć pewnie była to jedynie kwestia czasu. Emma zamierzała tego samego dnia zajrzeć do Instytutu i przy pomocy Cerebro zbadać umysły prowadzących badania naukowców. Być może ustalili coś nowego?
- Mogę wpłynąć na organizatorów, ale tylko na tyle, by nie wydawało się to nikomu nazbyt podejrzane. Póki co wręczanie ludzkości kolejnych argumentów, by nas atakować to nie jest najlepszy plan. Nie potrzebują więcej amunicji, bo i tak znajdą własną... A jeśli dojdzie do aktów agresji - nie obronimy każdego z naszych - zauważyła na początek i zrobiła krótką pauzę, podczas której skierowała swój wzrok w stronę okna. Na jej twarzy pojawił się wyraz pełen namysłu, choć nie musiała w tej chwili planować, lecz jedynie ubrać w słowa rozważania, które snuła już wcześniej.
- S.H.I.E.L.D. od początku było przeciwne publicznemu ujawnianiu naszego istnienia. Agencja nie cieszy się z tej konferencji, ale obecnie najwyraźniej nie może już zatrzymać lawiny. Sądzę jednak, że mogłaby przymknąć oko na to czy na tamto... Przede wszystkim jednak utrzymałabym X-Men z daleka. Jeżeli ktokolwiek zostanie rozpoznany i połączony z Instytutem, najbardziej ucierpią na tym uczniowie. Jeśli mamy kogoś wystawić, to osoby, których nikt nie powiąże ze szkołą. Reszta... Zależy już natomiast od wiadomości, jaką zamierzamy przekazać światu - znów spojrzała na Magneto, unosząc lekko jedną brew w geście, który sugerował, że czeka na jego opinię.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sob Paź 24, 2015 10:55 am

Cóż.. prędzej czy później musiało do tego dojść. Jak to w nauce, dochodzi do coraz to nowszych odkryć i musiało w końcu paść na gen X. Z jednej strony było to plusem dla Magneto, bo przecież dążył do tego, żeby uzmysłowić światu, że mutanci istnieją oraz, że są przyszłością. To było wręcz pewne, że ludzkość pewnego dnia po prostu wyginie, a na powierzchni Ziemi będą poruszać się i żyć, tylko i wyłącznie nadzdolni. Jednakże, dla Erik'a, odbycie konferencji było jeszcze zbyt wczesne. Miał jeszcze wiele spraw na głowie, które dotyczyły Bractwa, bez którego, raczej nic by nie zdziałał, pomimo że jest jednym z najpotężniejszych mutantów. Dodatkowo, był jeszcze Instytut oraz uczniowie, którym mogła stać się krzywda, bo jak to ujęła Emma - nie obronią każdego z nich.
- To prawda. Ciągłe przenoszenie spotkania w czasie zaczęłoby się robić niestety podejrzane i jak mniemam.. o wszystko zostalibyśmy posądzeni my. - Lehnsherr zmarszczył nieco czoło. Nie dało się ukryć, że ta sytuacja nie należała do najłatwiejszych. Tym bardziej, że mężczyzna wolał chyba załatwić to w dość radykalny sposób, który mógł jedynie zepsuć opinię o tych z genem X.
Kiedy tylko Pan Magnetyzmu usłyszał wzmiankę o S.H.I.E.L.D., zrobił dosyć kamienną twarz. Nie przepadał za tą agencją, bo przecież ukrywała to co doskonałe, więc też nie był zbyt chętny na współpracę z nią. - Z bólem serca będę musiał zgodzić się z Tobą co do T.A.R.C.Z.Y.. Na własną rękę względnie nic nie zdziałamy, a możemy tylko pogorszyć. Nie chciałbym by ktokolwiek z Nas ucierpiał przez to, że My nie potrafiliśmy rozwiązać tego w uprzywilejowany sposób. - Magneto westchnął ciężko przez moment, po czym dodał. - Może moglibyśmy jakoś dotrzeć do Fury'ego? - Z tego co wiedział, Nick miał bodajże największy wpływ na tą organizację i należał do tych, którzy są jak najbardziej ogarnięci w tym co robią.
- Nikt nie powiązany ze szkołą...? Masz już kogoś wytypowanego? - Erik uniósł odrobinę głowę i zaczął wystukiwać koniuszkami palców o blat jakąś znaną mu melodyjkę, dalej patrząc na Pannę Frost.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost



Liczba postów : 201
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sob Paź 24, 2015 3:38 pm

Prawda była taka, że Emma długo zastanawiała się nad wyborem odpowiedniego kandydata, który mógłby należycie reprezentować mutantów jako ogół. Jak już wspomniała, z góry wykluczyła wszystkich tych, którzy należeli do X-Men - teraz lub w dawnych latach - lub blisko współpracowali z drużyną. Dociekliwych nie brakowało, więc w końcu ktoś powiązałby ich ze szkołą, a niestety już jej pełna nazwa sugerowała coś więcej... Tyle że ten wstępny przesiew drastycznie ograniczył liczbę nadających się do tego zadania osób.
Większość kontaktów White Queen również odpadała, głównie dlatego, że niemalże żadnemu z nich nie można było zaufać. Ktoś mógłby się kłócić, że Magneto również nie - jednakże jego głównym celem mimo wszystko pozostawało dobro mutantów, podczas gdy na przykład tacy członkowie Klubu Ognia Piekielnego życzyli sobie po prostu władzy i potęgi dla samych siebie, a do tego skłonni byli wbić nóż w plecy własnym towarzyszom, aby to osiągnąć. Panna Frost świetnie to rozumiała, bo w końcu była niegdyś jedną z nich. Nie, nikt z nich się nie nadawał.
Kolejną opcją wydawało się skorzystanie z pomocy S.H.I.E.L.D., jednakże blondynka wolałaby tego uniknąć. Nie lubiła mieć długów wdzięczności, a była głęboko przekonana, że agencja potrafiłaby dobrze wykorzystać taką przewagę... Nie wspominając już nawet o tym, że nie mogliby przecież kontrolować reprezentanta wyznaczonego przez Tarczę - chyba tylko telepatycznie, o ile S.H.I.E.L.D. nie zadbałoby o odpowiednią ochronę dla jego czy jej umysłu... A najpewniej tak właśnie by się stało. Z tego wszystkiego pozostawała jednak jeszcze jedna możliwość, którą Emma ostrożnie brała pod uwagę.
- Twoje dzieci zdają się być idealnymi kandydatami... Szczególnie twoja córka, gdyż synowi najwyraźniej brak taktu i dyplomacji. Ludzie ufają Mścicielom, więc gdyby członkowie drużyny wypowiedzieli się z korzyścią dla nas, gdyby ich ukochany Kapitan Ameryka uspokoił ich obawy... Być może zyskalibyśmy czas - zasugerowała w końcu. Zajęcie takiego stanowiska powinno odpowiadać Avengers. Wpisałoby się w ich image.
- Co się zaś tyczy Fury'ego... Z moich informacji wynika, że w chwili obecnej wszystkie kwestie załatwiane są z jego prawą ręką, Marią Hill. Dlaczego i na jak długo - tego jeszcze nie wiem - dodała nieco niechętnym tonem. Bardzo nie lubiła nie posiadać wszelkich możliwych danych.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Paź 27, 2015 7:59 pm

Niestety kandydatów, którzy byli jednocześnie zaufani i odpowiedni do roli przewodniczącego mutantów - sporo nie było. Z jednej strony, Magneto uważał, że Emma byłaby idealna w tej sprawie. Nie dość, że świetnie prowadziła Instytutem i dbała o dobro swoich podopiecznych to jeszcze wzbudzała respekt wśród innych. Może między innymi dlatego, że miała przeważnie poważną minę i zwracała się formalnym językiem. W sumie tak jak i Magneto.. możliwe, że to był jeden z powodów - dlaczego potrafią się wspólnie dogadać i odnaleźć wspólny język. Zapewne, gdyby teraz na miejscu Panny Frost siedział ktoś inny, na przykład Logan, rozmowa byłaby zdecydowanie inna. Może i nawet skończyłaby się nieprzyjemnie dla obydwu ze stron, z czego Erik odmówiłby współpracy. Jednakże wracając do kobiety... była zbyt bardzo powiązana z Instytutem, co nie dałoby upragnionych efektów.
Natomiast Lehnsherr, niby chciał dobrze dla wszystkich z genem X, jednak jego podejście było "odrobinę" inne. Miał taki, a nie inny stosunek do ludzi. Zdecydowanie wolał pozbyć się ich z powierzchni Ziemi lub zginąć, niż bratać się z nimi. Także pewnym było to, że Pan Magnetyzmu wybuchnąłby podczas spotkania w sprawie mutantów i pod wpływem furii pozabijałby wszystkich zgromadzonych wraz z naukowcami, którzy odkryli gen. Dodatkowo, całkiem przypadkiem, pozbyłby się wszelkich dowodów istnienia genu, nawet jeśli miałoby być przy tym setki ofiar - ludzkich.
Kiedy Emma podzieliła się swoim zdaniem co do kandydatów, Erik uniósł nieznacznie brwi. Nie dało się ukryć, że był to dobry pomysł, przynajmniej mężczyzna mógłby mieć ułatwiony plan dotarcia do swoich dzieci.
- Niegłupie... - Poprawił się na krześle, gdyż jego tylna część ciała zaczynała powoli drętwieć. - Zgodzę się z Tobą co do tego, że Wanda byłaby jak najbardziej lepsza... Niemniej jednak, musiałabyś się z nimi skontaktować. Szczerze wątpię, żeby ta dwójka posłuchała się mnie aktualnie, szczególnie córka. Już prędzej z Pietro udałoby się coś zdziałać - przynajmniej ja tak myślę. - Erik przeczesał palcami swoje siwe włosy.
- Fury, czy jego prawa ręka - na razie proponowałbym odpuścić sobie temat związany z S.H.I.E.L.D.. Na początek działajmy na własną rękę... Tym bardziej, że ta organizacja zawsze musi wtrącić jakieś swoje trzy grosze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost



Liczba postów : 201
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Paź 28, 2015 11:57 am

Akurat na dotarcie do Avengers Emma posiadała kilka pomysłów - a potrzebowała tylko jednego, więc podejrzewała, że przynajmniej z samym przedstawieniem im sprawy nie powinno być żadnych kłopotów. Co się zaś tyczyło przekonania ich do wzięcia udziału w konferencji i opowiedzenia się po stronie mutantów... To zależało już chyba od tego, z kim dokładnie toczyłaby się dyskusja.
Najprościej byłoby porozmawiać bezpośrednio z dziećmi Magneto. Im dobro ich własnej rasy z pewnością leżało na sercu... W takim czy innym stopniu. White Queen nie miała pewności co do tego, czy wśród Mścicieli znajdowali się inni mutanci, lecz odnosiła wrażenie, że raczej nie. Tak czy siak wolała jednak nie zakładać niczego z góry i na początek wybadać sytuację panującą w aktualnym składzie grupy.
Gdyby zaś nie udało jej się spotkać od razu ze Scarlet Witch i Quicksilverem, to zostawał jeszcze przecież Kapitan Ameryka. Równe prawa dla wszystkich obywateli - wszystkich ludzi, a czyż mutanci również nimi nie byli? - to przecież jego broszka, więc najprawdopodobniej Rogers nie wymagałby długiego przekonywania, by wkroczyć do akcji. Wystarczyłoby tylko odpowiednio przedstawić mu sprawę.
Problem polegał jednak na tym, że panna Frost najlepsze dojścia miała do upartego i asertywnego Tony'ego Starka. Pomijając już krótki, acz przyjemny romans z dawnych lat - przynajmniej utrzymywała z nim jakiś kontakt, nawet jeśli głównie na polu biznesowym. Ich przedsiębiorstwa rywalizowały ze sobą na paru gruntach... Choć od pewnego czasu rzeczywiście Emma częściej miała do czynienia z panną Potts, aniżeli z samym Tony'm.
- Zgadzam się w zupełności odnośnie S.H.I.E.L.D., a z Mścicielami porozmawiam... Najszybciej, jak to tylko będzie możliwe - blondynka kiwnęła głową, na moment opuszczając wzrok. Ich rozmowa trwała już wystarczająco długo, aby przyszła pora wykonać kolejny zapobiegawczy przegląd pobliskich umysłów, więc właśnie za niego się wzięła. Wszystko wskazywało na to, że w dalszym ciągu - zgodnie z jej wcześniejszymi poleceniami - nikt nie zwracał na nich uwagi. Dobrze.
- Możesz chcieć powrócić do swojego dawnego nakrycia głowy. Nie zajmuję Cerebro przez cały czas, a w Instytucie zamieszkuje paru telepatów, którzy naprawdę nie znają pojęcia prywatności - dodała jeszcze i wbrew pozorom nie był to wcale z jej strony strzał w kolano. Miała swoje powody, by o tym wspomnieć.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Nie Lis 01, 2015 6:52 pm

Magneto wierzył, że Emma jakoś sobie poradzi. Ona zawsze miała jakiś dobry plan i sposoby do dotarcia do swojego celu. W sumie tak samo jak i on. Kolejny przykład dlaczego potrafili się wspólnie dogadać, pomimo, że stali po zupełnie innych stronach. Ona dbała o Instytut oraz znajdujących się w nim mutantów, a on dążył między innymi do utworzenia Bractwa oraz zniszczenia rasy ludzkiej. Co prawda, Erik również troszczył się o homo superiors.. tylko, że w odmienny sposób.
Mężczyzna nie do końca dbał o to jak Panna Frost zamierzała dotrzeć do Avengers, więc najzwyczajniej w świecie o to nie pytał. Jak się skontaktuje to najprawdopodobniej go o tym poinformuje i zda mu relacje z tego co osiągnęła, bo w końcu wspólna współpraca do tego zobowiązywała.
- W razie czego... mam nadzieję, że wiesz, gdzie mnie szukać? - Lehnsherr miał oczywiście na myśli byłą siedzibę Bractwa Mutantów, bo w sumie, w chwili obecnej, nie było raczej żadnego innego miejsca, w którym mógł się podziać i w żadnym wypadku mu to nie przeszkadzało.
- I chcę. Nadszedł już chyba taki czas, w którym trzeba wyjść z cienia, nieprawdaż? - Uśmiechnął się lekko, tak, że tylko i wyłącznie Emma mogła to spostrzec, a następnie pobłądził wzrokiem po lokalu.
- Pozwól, że tak jeszcze zapytam... - Dodał po pewnej chwili ciszy. - Czy wszyscy w Instytucie popierają Twoje rządy? Co dzieje się ze Storm? - Zapytał od tak z ciekawości, w zasadzie nie wiedząc czemu. Może po prostu chciał mieć jakiś wgląd na obecną sytuację. Szczególnie, że nie był to czas na jakiekolwiek bunty ze strony uczniów. Teraz wypadało trzymać się wspólnie.
Ogólnie spotkanie dobiegało już chyba końca. Magneto czekał jedynie na odpowiedź ze strony swojej rozmówczyni, po czym po zakończeniu tematu - mogli się rozejść w obranych przez siebie kierunkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost



Liczba postów : 201
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Nie Lis 01, 2015 11:03 pm

Emma w milczeniu kiwnęła głową na pierwsze pytanie swojego rozmówcy, na drugie zaś - retoryczne - zaledwie lekko się uśmiechnęła... Właściwie nie był to nawet pełny uśmiech, a raczej tylko subtelne uniesienie jednego z kącików jej ust. Nic dziwnego, że wyraz ten nie znalazł odbicia na reszcie jej twarzy. Jej oczy pozostały chłodne, lecz dominował w nich głęboki namysł. Bądź co bądź kobieta miała sporo spraw na głowie, a w tym momencie udało jej się co prawda załatwić jedną z nich - lecz niestety kosztem pojawienia się na jej miejsce kolejnych.
Wyjście z cienia w tych okolicznościach stanowiło już tak naprawdę jedyną rozsądną opcję, jaką posiadała ich rasa. Zwlekanie skończyłoby się po prostu tym, że ktoś wreszcie na siłę wywlókłby ich na światło dzienne, zresztą pewnie raczej prędzej niż później, do tej wizji zaś panna Frost czuła silną awersję. Jeżeli nawet osobiście miałaby się ujawnić - a w chwili obecnej wcale nie zamierzała tego jeszcze czynić - to z całą pewnością zrobiłaby to na własnych warunkach, z podniesioną głową i emanując całą swoją dumą... A posiadała jej spore rezerwy.
Słowną reakcję blondynki wywołało dopiero ostatnie z pytań Magneto. W pierwszej chwili telepatka miała ochotę podać mu oczywistą, lecz nie do końca zgodną z prawdą odpowiedź - ogólnik w stylu "mam swoich zwolenników, jak i przeciwników"... Ale choć stwierdzenie to nie byłoby kłamstwem, to już samo założenie mężczyzny mijało się ze stanem faktycznym.
- Nie przejęłam władzy, nie w sposób oficjalny, choć o dziwo część X-Men sobie tego życzyła... I zapewne wciąż życzy. Po tym, jak odbiliśmy Xaviera i wróciliśmy do Instytutu, drużyna była w rozsypce. Stracili mentora, przywódca ich zawiódł, przyjaciółka, jak sądziliśmy, zginęła, a uczniowie byli tym wszystkim przerażeni... Nie wspominając już o tym, że agenci S.H.I.E.L.D. zaczęli węszyć w ich szkole. Poinstruowałam ich, opanowałam sytuację, ze Storm zrobiłam dyrektorkę, choć zgaduję, że nie ma bladego pojęcia co dalej, więc będę musiała użyczyć jej swojego doświadczenia... Obecnie pracuję nad dopilnowaniem, by w końcu wybrali kompetentnego leadera na miejsce Cyclopsa - wyjaśniła spokojnie, a pod koniec swojej wypowiedzi pozwoliła sobie nawet na subtelne i pełne gracji wzruszenie ramionami.
- By jednak odpowiedzieć na twoje pytanie... Rogue zdecydowanie mnie popiera, Storm wydaje się zagubiona, ale póki co współpracuje, Iceman uznał moje racje. Reszta dzieli się na tych, którzy potrafią przezwyciężyć wzajemną niechęć, by zrozumieć, że działam na ich korzyść... I na tych, którzy są tą niechęcią zaślepieni. Za to uczniowie zdają się doceniać, że nie traktuję ich jak idiotów, których dla ich własnego dobra należy utrzymywać w niewiedzy. Zdaje się, iż do tej pory była to tam standardowa praktyka - dodała. Dlaczego zdradziła aż tyle? Otóż z bardzo prostego powodu: te informacje i tak nie mogły jej w żaden sposób zaszkodzić, poza samą sobą martwiła się zaś tylko o młodych mutantów z Instytutu... I być może o Rogue. Tym pierwszym Magneto nie chciałby wyrządzić krzywdy, ostatnia natomiast w razie czego potrafiłaby o siebie zadbać. Szczerość między sojusznikami popłacała, o ile tylko pilnowałeś się, by nie zdradzić drugiej stronie zbyt wiele naprawdę istotnych danych.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lis 06, 2015 12:54 pm

Lehnsherr kiwnął jedynie głową na słowa kobiety, dając znak, że w pełni zrozumiał. Szczerze powiedziawszy, Magneto również życzyłby sobie, aby Panna Frost przejęła w chwili obecnej pełne dowództwo nad Instytutem. Była, przynajmniej według niego, perfekcyjną kandydatką na to stanowisko, no i była oczywiście doświadczona jak chyba żaden inny mutant. Zapewne idealnie poprowadziłaby Szkołę - tak, że każdy byłby zadowolony, nawet Ci, którzy jej nie wielbili i knuli w tym momencie jak jej się pozbyć.
Mężczyzna nie skomentował ostatniej wypowiedzi swojej rozmówczyni, jedynie oplótł ręce na klatce piersiowej i spojrzał jej prosto w oczy. Lepiej tyle, niż wcale, pomyślał, po czym przeniósł swój wzrok na przechodzącą obok niego kelnerkę o kasztanowych włosach z tacą w ręku.
Bądź co bądź, Magneto raczej nie chciał wtrącać się nie wiadomo jak głęboko w sprawy Emmy, ani w to jakie podejmuje decyzje, ale jak się jest wspólnie w sojuszu to warto czasem więcej wiedzieć, żeby przypadkiem potem się nie przejechać gołą dupą po asfalcie lub w pojeździe bez hamulców.
Pan Magnetyzmu stwierdził oficjalnie, że na razie tyle informacji mu w zupełności wystarczy. Najwyżej wiedział gdzie szukać kobietę, a ona jego... jak również zdawała sobie sprawę z tego, że jakby reszta zwróciła się przeciwko niej, on będzie starał się jakoś załagodzić sytuację w humanitarny sposób.
Niemniej jednak, wypadało się już pożegnać, a przy najbliższej okazji - wcielić ich plan w życie.
- Myślę, że powiedzieliśmy sobie najprawdopodobniej wszystkie najistotniejsze rzeczy... także nie ma po co tutaj dłużej przesiadywać. Ty bez wątpienia też tak sądzisz. - Uśmiechnął się do Frost, po czym wstał na równe nogi i zasunął za sobą krzesło. Założył płaszcz zimowy, beret oraz wsunął na dłonie czarne rękawiczki.
- Do następnego razu. - Lehnsherr otworzył drzwi lokalu i wyszedł pewnym krokiem na zewnątrz. Jak można było się domyśleć - jego nogi poniosły go prosto do dawnej siedziby Bractwa, w której miał jeszcze parę drobiazgów do załatwienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost



Liczba postów : 201
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lis 06, 2015 1:50 pm

Przez krótką chwilę telepatka obserwowała w milczeniu poczynania swojego rozmówcy, gdy ten wstawał z miejsca i zakładał na siebie cały swój zimowy zestaw. Na jego pożegnanie zareagowała prosto, lecz zarazem wymownie:
- Niedługo.
Emma miała jednak jeszcze tutaj coś do zrobienia. Może i tym razem nie posiadała nic do ukrycia, przynajmniej nie przed mieszkańcami Instytutu, lecz mimo wszystko nie lubiła pozostawiać za sobą żadnych śladów. Wcześniej zadbała już o to, aby nikt nie zwracał uwagi na rozmowę, którą odbyła z Magneto, teraz natomiast zamierzała pójść o krok dalej... I wymazać więcej.
Nie miała wpływu na wszystko, niestety, ale z drugiej strony naprawdę sporo zależało od ludzkich umysłów, nimi zaś mogła już manipulować. Klienci i pracownicy kawiarenki stracili z pamięci wszelkie szczegóły dotyczące tego spotkania; kto brał w nim udział, kiedy, jak długo... I jak te osoby wyglądały. W ich głowach pozostawało tylko niejasne wrażenie, że ktoś być może rzeczywiście tam siedział... Ale może jednak nie? Przecież nie zwracali uwagi.
Jako że White Queen wybrała ten lokal między innymi ze względu na okna, których szyby nie ukazywały wnętrza, nie musiała się martwić o wspomnienia przechodniów. Być może na ulicy znajdowały się jakieś kamery, które mogły ich uchwycić podczas wchodzenia do środka, lecz szanse na to były naprawdę minimalne, a i dopasowanie twarzy z odległości przecież nie dawało dokładności na poziomie stu procent.
Zostawał jeszcze monitoring w samej kawiarni, ale z nim również można było sobie łatwo poradzić. Wystarczyło telepatycznie zasugerować kierownikowi, aby postąpił zgodnie z podawanymi mu wskazówkami, a następnie o wszystkim zapomniał. Panna Frost nie kazała mu jednak usunąć tylko niewielkiego fragmentu nagrań, to mocno sugerowałoby jakiś przekręt. Zamiast tego zadbała, aby pozbył się wielu zapisów na raz - ciągiem. Nie było to może idealne rozwiązanie, ale tak naprawdę Emma nawet nie wierzyła, aby ktokolwiek miał zamiar sprawdzać co się tutaj działo. Po prostu... Dmuchała na zimne.
Utrzymując już na sobie iluzję niewidzialności, aby nie zepsuć efektów swoich dotychczasowych działań, Emma z gracją podniosła się z miejsca i ruszyła ku drzwiom, po drodze zapinając płaszcz i poprawiając jego ułożenie. Jeden punkt z listy rzeczy do zrobienia miała z głowy. Czas na zajęcie się kolejnym.

[z/t za oboje]

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iceman



Liczba postów : 89
Data dołączenia : 02/02/2013

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Lut 24, 2016 4:38 pm

Nudą wiało w tej bibliotece. Bobby nadal był znudzony, ale jakoś się rozbudzić więc nie było najgorzej. W sumie miał ochotę coś zamrozić, ale, że akurat szedł ulicą to sobie to odpuścił. Pokręcił lekko na boki. Stanął przed jakąś kawiarnia. Uniósł brew do góry. W sumie przerwa na kawę nie była złym pomysłem. Potem może uda się do domu i spyta wolverina i storm jak idzie szpiegowanie. Wszedł do środka i zamówił sobie kawę słaba z dwoma kawałkami ciasta z bitą śmietaną i posypka. Rozpusta jak nic. Usiadł do wolnego stolika i zaczął jeść z zadowoleniem. Nawet miał białe wąsy od bitej śmietany, którą częściowo zlizał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Today at 4:54 am

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Kolorowa Kawiarnia
» Kawiarnia 'Petit Appetite'

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: