Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dzielnica Gion Kobu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Dzielnica Gion Kobu   Wto Lip 16, 2013 8:24 pm

First topic message reminder :



Japonia, stosunkowo jest niewielkim krajem, ale posiada wyjątkowo bogatą historię, która w swojej długości mogłaby dorównywać nawet wielkim mocarstwom z minionych epok. Mimo licznych klęsk oraz wojennych zawieruch, mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni wytrwale bronią swoich wartości, pielęgnując wielowiekową tradycje, swoje kulturowe dziedzictwo. Ale w obliczu ostatnich wydarzeń mało kto był gotów, żeby stawić czoło najsurowszemu z żywiołów, który niemalże spustoszył całkowicie północną część Japonii, zamieniając ją wraz ze stołecznym miastem, Tokio, w białe pustkowie. Trzęsienia ziemi, gigantyczne fale, szybko się pojawiały i równie szybko przemijały, pozostawiając mieszkańcom szanse na odbudowę zrujnowanych domostw, konieczny czas do przywrócenia miastom utraconej świetności. Ale w przypadku nieprzemijającego zlodowacenia, nie było już mowy o żadnych naprawach, wszelkie nadzieje na rozpoczęcie nowego życia, zostały pogrzebane pod rosnącą warstwą śniegu. Dobytek tysięcy rodzin przepadł bezpowrotnie i jedyne co im pozostało, to przeniesienie się w obszary, które klęska jeszcze nie spotkała, rozpoczęła się wielka imigracja ocalałych na południowe wyspy archipelagu. Przy przenoszeniu się większych mas ludności, zawsze towarzyszyło sporo zamieszania i w tym przypadku nie było inaczej, kraj upadł, pogrążając się w absolutnym chaosie, rządy zawiodły, administracyjne struktury rozpadły się, społeczeństwo nie mogło się dźwignąć po takiej stracie, a reszta świata była zbyt zajęta własnymi problemami, żeby dostrzec cierpienie Japończyków. Tak, dumny naród został podany przez los ciężkiej próbie i im dłużej tajemnicza zima trwała, tym coraz więcej szlachetności uchodziło z ludzkich serc, przez co cześć ocalałych najprościej mówiąc, zeszła na złą drogę, na drogę występku, tworząc prymitywne gangi, napadające na bezbronnych rodaków. Kradziono i przelewano krew, tylko po to, żeby móc przetrwać kolejny dzień, tak mniej więcej prezentowała się sytuacja na mroźnym pograniczu, natomiast jeżeli chodzi o cieplejsze ziemie południa, to zyskały na znaczeniu, po upadku Tokio, Kioto odzyskało status stolicy, a życie tam płynęło spokojnie w dostatku jak zawsze, chociaż nie bez widocznych różnic. Wraz z kolejnymi napadami, narastała niechęć do przybyszy z północy, a uzbrojeni żołnierze oraz najemnicy nieustanie patrolowali okolice. Nastały niepewne czasy, naród się podzielił, ci, którzy mogli coś poradzić opuścili wyspy jako pierwsi, uciekli wraz ze swymi drogimi garniturami oraz pękatymi portfelami, do chwili, aż lody ustąpią. Ale ci, dla których liczyło się dobro ojczyzny, postanowili wrócić i pomóc okiełznać powstały bałagan, przynajmniej próbowali, bo współpracująca garstka patriotów nie mogła wiele poradzić na pogodowe anomalie niszczące kraj. Reasumując, na północy, mróz, głód i bezprawie, a Kioto stało się nowym Tokiem, gdzie strudzeni życiowym cierpienie podróżnicy, mogli zaznać chwili wytchnienia przy gorącej sake i w objęciach urodziwych gejsz. Można by powiedzieć że dzielnica Gion Kobu była wręcz idealnym miejscem dla wojowników pokroju Ichiro, miejsce wszelakich rozrywek, tyle że podczas wieczornej wędrówki po wąskich uliczkach między domami gejsz, doszło do czegoś niespodziewanego... kobiecy krzyk, brzdęk metalu i po wewnętrznej stronie papierowego parawanu/drzwi, można było zobaczyć cienie spływających w dół kropelek, zważając na wcześniejsze okoliczności, to najprawdopodobniej krew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Wto Lip 23, 2013 2:16 am

Gdy cząsteczki z których składały się nogi Ichiro rozproszyły się i przybrały postać gazu, to dwie kreatury, które zamierzały wbić w nie swoje drapieżne zębiska, wpadły na siebie. Cóż, przy ich znikomym intelekcie nie mogły przewidzieć takiego obrotu spraw, soczyste męsko najzwyczajniej zniknęło im sprzed oczu, stając się częścią powietrza, a oni nieźle się poturbowali podczas czołowego zderzenia. Jeżeli chodzi o trzecią bestie, która ogołoconymi z mięsa palcami, chciała poharatać urodziwą twarzyczkę wojownika, łącznie z głową straciła obie ręce przy precyzyjnym cięciu kataną. I tym razem Ichiro zdołał wyjść z potyczki bez najmniejszego zadrapania, z wesołej gromadki siedmiu makabrycznych stworków, tylko czwórka pozostała przy życiu, jedna para chwilowo ogłuszona, druga odzyskująca zmysły. Może groteskowe istoty nie należały do najwybitniejszych przeciwników, z jakimi Ichiro przyszło walczyć, słabe, niezbyt wytrzymałe, zdziczałe, ale chwilami przejawiały tendencje to myślenia, uczenia się na własnych błędach. Dwójka, która została odrzucona na barierę usypaną z gruzu, zdążyła już stanąć na nogi, ale zamiast rzucać się na oponenta jak ostatnio, to postanowiły go zaatakować z dystansu, przy użyciu zawartości swoich żołądków. Chwila skupienia i zwróciły resztki wcześniej spożytych pokarmów razem z kwasem trawiennym, w postaci brejowatych strumieni wymiocin, które poleciały w stronę Ichiro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Wto Lip 23, 2013 7:16 pm

Cholera jasna no, co to za żuranie no. Nie dość, że są brzydcy, że nawet tamtego golema by przestraszyli, to jeszcze na tyle obrzydliwi, że żurają tu na mnie. Teraz naprawdę mnie wkurzyli, zabije ich bez słowa, nawet zasrańce nie poczują. Gorzej, jeśli mi zapaćkają szatę, tego im już nie daruję zupełnie. A teraz, czas to kończyć, bo nie ma sensu tego dalej ciągnąć z tymi obrzydliwcami, czas ich skasować na dobre. Kiedy tylko te potwory żurnęły na mnie, od razu, na pełnej szybkości przemieściłem się pod nimi, by dopaść tych bezmózgich idiotów i zakończyć tą farsę, której częścią jestem już od ładnych paru chwili i czego już mam dość. Nie mam czasu na takie płotki, trzeba się zająć prawdziwym zagrożeniem, a nie takimi pionkami.
Kiedy już przemieściłem się pod rzygami, od razu dopadłem do potworaślów. Jednemu chciałem po prostu uciąć ten obmierzły i obrzydliwy łeb, zaś drugiemu przypierdolić z całej siły w łepetynę, co powinno go jej pozbawić, w końcu to nie golem, więc mój cios bez problemu pozbawić go głowy.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Wto Lip 23, 2013 8:39 pm

Cóż można rzec więcej? Ichiro zdążył rozprawić się z parą rzygaczy, przy czym zdołał też uniknąć cuchnących ropą wymiocin. Ich śmierć była nieunikniona i w miarę szybka, za to jeżeli chodzi o ostatnią parę opalonych kreatur, to widząc śmierć swych pobratymców z ręki półboskiego oponenta, chyba w końcu pojęli, że nie mieli najmniejszych szans na jego pokonanie. Nawet w liczebniejszej gromadzie nie zdołali wiele osiągnąć, a teraz pozostała ich już tylko dwójka, dwie, nie cechujące się szczególnymi zdolnościami monstra, przeciwko istocie, której nawet nie zdołali zadrapać, okaleczyć, wbić powykrzywiane zęby w ciele mężczyzny. Nawet osoby cierpiące na umysłowe upośledzenie potrafiłyby dojść do podobnych konkluzji, dalsza walka nie miała najmniejszego sensu, mogli od razu nabić się na ostrza mieczy, albo uciec, żeby zawiadomić cały kult o wtargnięciu intruza. Katana oraz dłoń Ichiro ociekały ciemnoczerwoną juchą, a dwójka kreatur czmychnęła na czworaka w stronę klatki schodowej, głośno wyjąc, wydobywając bliżej niezrozumiałe dźwięki, tak jakby chciały przemówić, ale z powodu groteskowych deformacji, nie mogli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Wto Lip 23, 2013 9:08 pm

Dobra, dwójka kolejnych leszczyków padła, nic nie znaczące stworki, które nawet nie umieją mówić. Gdybym tylko posiadał większą moc, to wybiłby ich wszystkich za jednym razem. No ale cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, i w tym momencie muszę to zaakceptować. Dobije tych maruderów i wybiorę się na dół, wtedy zajmę się resztą tych oszołomów. Chociaż tam na dole mogę spotkać więcej takich golemów jak wcześniej. To będzie prawdziwe wyzwanie, pokonać ich będzie nie lada wyzwaniem, to będzie interesujące. Kiedy tylko brzydale ruszyły w stronę klatki schodowej, na pełnej szybkości ruszyłem za nimi, biorąc zamach kataną, by jednym cięciem obciąć im głowy. Nie miałem zamiaru się z nimi bawić tym razem, byłem już zmęczony walką z takimi płotkami, które nic nie znaczą, nawet nie są uważani pewno za sługi, tylko za zwykłych śmieci, od brudnej roboty przeciw zwykłym ludziom. Widać nie przewidzieli, że mogę tu wpaść.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Wto Lip 23, 2013 10:45 pm

To już był rzeczywisty koniec odrażających kreatur, nic nie wskazywało na to, żeby miały pojawić się jeszcze w większej ilości, ani z jednej strony korytarza, którą pokrywała warstwa gruzu i wapiennego pyły, ani z drugiej, kończącej się klatką schodową. Chwilowo Ichiro mógł odetchnąć, zetrzeć z ostrzy mieczy ciepłą krew i przygotować je do kolejnych starć z kultystami ognia. Klatka schodowa podobnie jak większość budynku, nie wyglądała zbyt stabilnie, stopnie prowadzące wyżej urywają się przy półpiętrze, więc nie było mowy o podróży na górę bez przemiany w leciutką mgiełkę. Zresztą co można wyżej znaleźć? Kolejny korytarz prowadzący do mniejszych pomieszczeń pełnych jeszcze brzydszych kreatur? W przypadku stopni prowadzących w dół, to były w miarę kompletne, wyszczerbione krawędzie, pordzewiała poręcz, ale nie powinny zawalić się pod ciężarem ciała Ichiro. Nie prowadziły też do żadnego korytarza, bo na dole znajdywały się tylko jedne drzwi, uchylone na tyle szeroko, że można było spojrzeć przez szparę w drzwiach, żeby zobaczyć co dokładnie się za nimi kryło. Po drugiej stronie znajdywała się obszerna sala, gdzie z rud metali wytapiano wytrzymałe stopy, przynajmniej przed katastrofą ów sala pełniła taką funkcję, a teraz tylko sami Bogowie wiedzą, co kult ognia wyprawiał z potężnymi piecami. Wszędzie, gdzie nie spojrzeć widniały wymalowane symbole ognia, stanowiły główny motyw dekoracyjny, proste graficzne znaki wykonane przy użyciu czerwonego spreju, poniekąd przypominające swoim kształtem odwróconą literę Y z niewielką kreseczką przy lewej stronie. Wszystko zostało przystosowane na potrzeby kultu, to co nie potrzebne zostało wyniesione, a pozostała część rozbudowana przy użyciu prostych narzędzi znalezionych wśród ruin miasta. Pośrodku sali znajdywała się olbrzymia forma, obrys ludzkiej sylwetki, do której z rozgrzanych pieców spływały strumienie roztopionej masy surowców, a nad nią, wisiał jarzący się obiekt. Nie sposób było porównać go do czegokolwiek, co istnieje na tym świecie, wydobywała się z niego przedziwna energia, którą nawet z tej odległości półbóg mógł poczuć, żar żywego ognia. Sala nie była opustoszała, wszędzie stali szaleni uczniowie Kagutsuchi'ego, przynajmniej nie wydawali się aż tak zdeformowani jak wcześniej napotkane stwory, ale byli już naznaczeni czerwonymi bliznami, wtajemniczeni w mroczne obrzędy martwego boga. Nagle do sali wszedł przygarbiony starzec odziany w czarne, ceremonialne szaty, a za nim istota, która miała jeszcze więcej wspólnego z żywiołem ognia od samego golema, pokonanego jeszcze w Kioto. Żywiołak będący czystym uosobieniem tej destrukcyjnej siły, okryty elementami czarnej, samurajskiej zbroi. Czy był to kolejny odmieniony sługa kultu, który przyjął błogosławieństwo swego Pana, czy pochodzący z innego wymiaru demon? O tym jeszcze Ichiro się nie dowie.
- Wprowadźcie ją. - Powiedział kapłan do niższych rangą wyznawców, którzy pośpiesznie sprowadzili do niego związaną młodą dziewczynę. Czystej urody Japonka, po której było wyraźnie widać, że wiele już wycierpiała z rąk porywaczy, poparzona, posiniaczona, aż dziw, że miała w sobie jeszcze siłę, by wciąż się opierać kultystom, na widok kapłana jedynie splunęła śliną i powiedziała.
- Nigdy nie powiem wam, gdzie znajduje się kamień, nigdy! Głupcy, nawet nie wiecie z jaką siłą igracie! I was nie ominie gniew Kagutsuchi'ego. - Kapłan ognia nie reagował zbyt emocjonalnie na słowa Kapłanki Księżyca, jedynie do niej podszedł, wyciągną obsydianowy sztylet i obnażył jej ponętne, kobiece ciało z wierzchnich szat, odsłaniając też liczne rany po torturach. Z lubieżnym uśmiechem starzec dotknął jędrnej piersi, po czym koniec ostrza przesuną w dół jej ciała.
- Już wiem co chciałem, blizna na łonie zdradziła twoje intymne sekreciki moja droga. - Jednym pchnięciem wsuną ostry sztylet między wargi jej kobiecych narządów, po czym przeciągną go w górę, rozpruwając podbrzusze księżycowej kapłanki. Na kamienną posadzkę pociekła w obfitych ilościach krew oraz wnętrzności, wśród których starzec znalazł niewielki, oszlifowany klejnot o zupełnie białej, srebrzystej barwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Sro Lip 24, 2013 10:21 pm

Hmmm, zbyt dużo ludzi tutaj, muszę uważać i działać ostrożnie, jeśli nie chce dać się złapać. Najlepiej, jakbym pozbył się niepotrzebnych za jednym, szybkim razem. Prawdziwym przeciwnikiem będzie ten człowiek z ognia, a i ten kapłan wygląda podejrzanie. Niby zgarbiony i mały, ale nie można oceniać po pozorach, nie od parady jest kapłanem, więc musi coś umieć i coś czuję, że będzie mi dane się o tym przekonać. A może znów by wykorzystać kamień błyskawicy ? To może się okazać strzał w dziesiątkę, tylko jak go kontrolować ? Po chwili wyjąłem z kieszeni kamień, który wcześniej rozwalił golema, by tym razem rozwalić nim cały tłum "rozjeb ich i koniec". Wtedy kamień powinien wysłać potężną falę błyskawic, które zabiją tych wszystkich oszołomów, chociaż przypuszczam, że akurat na kapłanka i tego drugiego, całego z ognia, to ten atak specjalnie nie podziała. Golem zapewne był tylko zabawkę w ich rękach, które miała zasiać strach i panikę wśród wyznawców Izanagiego.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Czw Lip 25, 2013 12:34 pm

Tak, nie da się ukryć, że sala była ciut za bardzo tłoczna, żeby móc się swobodnie poruszać, a tym bardziej walczyć, gdy przeciwnicy w chwili ataku mogą przeprowadzić po prostu zmasowane starcie, otaczając ze wszystkich stron intruza. Połowa kultystów miała przydzielone określone zadania, nadzorowali prace pieców, zapewniali nie przerwaną dostawę paliwa oraz rudy, stali w niełatwych do osiągnięcia miejscach, na rusztowaniach, pilnując, żeby żadna, trzymało się kupy. Cztery olbrzymie piece pamiętały lepsze czasy, teraz były jedynie monumentalną kpiną swej utraconej świetności, wymagały nieustannego czuwania oraz szybkiej interwencji, w razie wycieku przetopionej zawartości. Jeżeli chodzi o całą resztę, to była za bardzo zajęta wznoszeniem własnych modlitw do Ognistego Pana, żeby uchronił Japonię przed niszczycielskim zimnem. Usytuowali się w większej gromadce przed formą, aż tu nagle, zupełnie znikąd trafiła ich błyskawica, która z hukiem porozrzucała okaleczone ciała gdzie popadnie, kilka wpadło do formy, gdzie uległy natychmiastowemu spaleniu, część poleciała do góry, żeby następnie wylądować na swoich żywy współkultystach, pracujących przy piecach. Szał, zdezorientowanie, z licznych ust padały jeszcze liczniejsze pytania, aż w końcu dostrzeżono Ichiro. Zgodnie ze swoim planem pozbył się większej części mniej istotnym oponentów, na parterze pozostali już Kapłan, ognisty żywiołak, oraz dwuosobowa obstawa pomagierów, którzy wprowadzili wcześniej dziewczynę. Po żywiołaku ciężko było powiedzieć, jakie stany emocjonalne odczuwał, bo nie miał twarzy, której mimika mogłaby je wyrazić, za to kapłan, wydawał się tym wszystkim podejrzanie ucieszony. Właśnie Ichi wyrżną połowę stada ślepo wiernych owieczek, którymi przewodził jak pasterz, a ten zamiast grzmieć w gniewie, chichotał.
- No, no, no, masz kamień burz i zdążyłeś go uaktywnić. Wprawdzie wysłałem po niego zupełnie kogoś innego, jednak mimo wszystko dziękuje za jego przyniesienie, oszczędziłeś nam sporo kłopotów, ale nie licz z tego powodu na żadną nagrodę. - Powiedział co miał do powiedzenia, po czym spoważniał i stanowczym, chłodnym tonem powiedział do żywiołaka.
- Zabić. - Po otrzymaniu polecenia ognisty stwór wyciągną czarną katanę, którą otaczały płomienie i ruszył do ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Sro Lip 31, 2013 7:08 pm

Hmmm, a ten co ? Aż tak się pali do roboty piesek kapłana ? Chyba nie mam wyboru i będę musiał walczyć z nimi, choć nie uśmiecha mi się walka dwóch na jednego, w dodatku jeden cały z ognia, zaś drugi to jakiś garbaty i zboczony psychol, co nie wróży dobrze, dla dalszego rozwoju wypadków. Muszę być bardzo ostrożny, by nie dać się zabić. Nawet ja, mimo moje wzmocnionej wytrzymałości i szybszej regeneracji mogę zginąć. Kiedy ogniste stworzenie ruszyło na mnie, ja tylko czekałem na niego i kiedy już miałem mnie uderzyć kataną, przemieniłem się we mgłę i przeleciał przeze mnie, ja zaś wróciłem do pierwotnej postaci i z całą siłą rzuciłem w stronę garbatego kapłana 4 shurikeny i wyskoczyłem w górę, by znaleźć się za ogromną formą płynnego, gorącego metalu. Kiedy już za nią byłem, wytężyłem całe siły i uderzyłem w tył głowy, dzięki czemu forma powinna rozlać to wszystko po ziemi, ja zaś zmieniłem dolną część ciała, by utrzymać się w powietrzu i być poza zasięgiem tego gówna, a w razie czego całkowicie zmienię się we mgłę.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Sro Lip 31, 2013 8:55 pm

Metalowe gwiazdki pomknęły w stronę kapłana, jednak zanim zdążyły osiągnąć swój cel, zatapiając swoje ostre końce w pomarszczonym ciele, zerwał się gwałtowny pęd gorącego powietrza, który zakrzywił trajektorie rzuconych shurikentów, tak, żeby każdy miną niewzruszonego niczym starca. Tyle, jeżeli chodzi o atak skierowany przeciwko kapłanowi, poczwórne pudło, chociaż z racji tego, że przywódca kultu prawdopodobnie został obdarzony nadludzkimi mocami, to Ichiro nie powinien się z tego powodu zbytnio dziwić, po prostu potwierdził hipotezę, że staruszek tylko pozornie wyglądał na słabego zwyrodnialca, a tak naprawdę krył w sobie większą potęgę.
A co do kwestii żywiołaka, bohaterski wojownik zdążył zamienić swoje ciało w masę rozproszonych cząstek, o stanie skupienia zbliżonym do postaci gazu, przyjął cios, ale nie obeszło się bez drobnych komplikacji, które dopiero po ponownych złączeniu w jeden organizm, można było odczuć. Termodynamika, natura cząsteczek, reakcje fizyczne, ostrze katany nie napotkało żadnego oporu ze strony mgły, w jaką się zamienił Ichi, ale wytwarzane ciepło, wyraźnie oddziałało na niego. Gdy ponownie przybrał postać człowieka, półbóg mógł odczuć niepokojące uczucie gorąca, rozchodzące się po całym jego ciele, jakby trawiła go gorączka, ale na szczęście nic poza tym, organy miał w pełnym komplecie i na właściwych miejscach, tylko że następnym razem, będzie musiał lepiej uważać na to, co przez niego przelatuje, pamiętać o zasadach jakimi kieruje się mikrokosmos.
Wyprowadzony w formę cios, nie poskutkował jej zniszczeniem, zważając na przechowywaną w niej zawartość, twórcy olbrzymiej konstrukcji zadbali o to, żeby całość cechowała się większą wytrzymałością, gruba i solidna forma jedynie zadrgała wprawiając roztopioną masę surowców w falujący ruch, ale nie na tyle mocno, żeby przelała się za krawędź.
Na chwile obecną kapłan nie angażował się do walki, stał spokojnie i przyglądał się dalszym poczynaniom wojownika, aż jego sługi z nim się rozprawią, a żywiołak niestrudzenie kontynuował atakowanie Ichiro, chociaż teraz miał nieco utrudnione zadanie, bo ten mógł swobodnie zamieniać się w mgłę i ulotnić się gdzieś daleko, a on był pozbawiony takiej możliwości, wciąż musiał kroczyć po ziemi, albo wspinać się po rusztowaniu, żeby wejść wyżej. Żywiołak biegł, wspinał się, żeby tylko mieć oponenta w zasięgu swojej płonącej katany, nawet jeśli oznaczało to wejście na niezbyt stabilne płaszczyzny, w końcu rusztowania otaczające piece oraz formę były wzniesione ze złomu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Pon Sie 05, 2013 3:58 pm

Ech, średnio mi się ta akcja udała. W dodatku przez tego ognistego chujka zrobiło mi się dość gorąco. Zmiana w gaz, przy jego temperaturze i tak bliskim kontakcie nie była dobrym pomysłem, ale chyba i tak najlepszym, na jaki mogłem wpaść. Będę musiał się jednak dużo bardziej postarać, by ich pokonać cholera jasna. Ten żywiołak się wspina po rusztowaniu, więc mogę je rozwalić, może coś to da, a wtedy spróbuje wylecieć na zewnątrz i rozwalić dach. To chyba najlepsze, co mogę zrobić, by ich pokonać. Jednak jeśli dach się zawali, to kamień może się rozwalić. Ale nie ma innego wyjścia, muszę działać. Kiedy ognisty typek wspinał się po rusztowaniu, ja nie mogłem próżnować. Nie tylko on jest jednak moim przeciwnikiem, bo mam też na głowie tego karła. Muszę walczyć z jednym i jednocześnie uważać na drugiego. Ciężka sprawa, nie powiem.
W tym momencie uderzyłem potężnie w rusztowanie, w jego najczulszy punkt, by poszło całe. Sam zaś znów unosiłem się na powietrzu spoglądając na karła, by nie dać się zaskoczyć. Wtedy próbowałem wylecieć na powietrze, na dach i z całej siły potężnie w niego uderzyć i spróbować go rozwalić, by uległ zawaleniu. Przed tym już byłoby trudno im się obronić, jednak najpierw muszę wylecieć, a czy mi na to pozwolą, to się okaże.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Wto Sie 06, 2013 4:55 pm

Podobnie jak Ichiro, karłowaty Kapłan nie próżnował, tyle że jego działania skupiały się wokół zakrwawionego klejnotu, który wciąż spoczywał w pomarszczonej dłoni, zamiast brać czynny udział w walce, pomagając swemu płonącemu podwładnemu, cicho wypowiadał magiczne formuły, niezrozumiałe inkantacje, tracąc już całkowite zainteresowanie nierównym starciem między żywym żywiołem, a pół śmiertelnym. Wojownik sprawiał wyraźne komplikacje, siejąc spustoszenie wśród wyznawców, ale czemu osoba o jego pozycji miałaby się przejmować niższymi rangą poplecznikami? Mizerne pionki na szachowym polu, z których nie będzie miał już większego pożytku, jeszcze kilka bluźnierczych fraz zaklęcia i pozornie niegroźny mag zdołał przełamać blokadę mocy na księżycowym klejnocie, wyzwalając z niego srebrzysty blask. Jak było to w ogóle możliwe? Cóż, świat nadprzyrodzonych zjawisk zawsze wymykał się wszelkim wyjaśnieniom, nie dawał się zamknąć wewnątrz narzuconych ram logiki, wydawałoby się, że jedynie osoby, w których żyłach płynęła boska krew, byli zdolni wydobyć z kamieni ich prawdziwy potencjał, ale teraz wygląda na to, że użytkownicy spaczonej magi mieli swoje własne sposoby, żeby sprawnie obejść podobne zabezpieczenia. Spożywanie ciała martwego boga robi swoje. Mimo wszystko Ichiro miał przewagę w postaci dwóch uaktywnionych kamieni, chociaż jeszcze nie wiadomo co dokładnie klejnot księżyca jest w stanie uczynić.
Rusztowanie w odróżnieniu od formy z płynną masą metalu, nie cechowało się większą wytrzymałością, jedno porządne uderzenie i cała konstrukcja gwałtownie zatrzęsła się, żeby następnie runąć, kawałek po kawałku. Platforma straciła stabilność, cios półboga rozpoczął łańcuchową reakcje, którą już żadna mistyczna siła nie zdoła powstrzymać, wszystko się rozleciało i po chwili elementy nośne rusztowania, wraz z ciałami pomniejszych kultystów, usłali podłogę hali. Ichiro mógł poniekąd poczuć się dumny z utworzonego bałaganu, tyle zniszczeń oraz śmierci, nawet żywiołak nie wyszedł bez szwanku, spadł i przykryła go warstwa metalowych części, które z powodu temperatury jego tlącego się ciała, stopiły się ze sobą, tworząc szczelną osłonę. Pozbawiony dostępu do tlenu, zgasł jak najzwyklejszy płomień świecy, pozostawiając po sobie obsmoloną samurajską zbroje.
Natomiast sklepienie dachu nie dało się równie łatwo zniszczyć, była możliwość wylecenia przez jedno z pozbawionych szyby okien, ale wzmocniony siatką stalowych prętów beton stanowił materiał, który skutecznie opierał się kolejnym uderzeniom wojownika. Trzeba było przyznać że architekt przy projektowaniu huty, należycie wywiązał się ze swoich obowiązków w pracy, przyczyniając się do stworzenia budynku zdolnego przetrwać trzęsienia ziemi jaki gigantyczne fale Tsunami, których w Japonii nie brakowało. Ale dla półboga oznaczało to, że nie zdoła pogrzebać kultystów pod stertą gruzu, oderwał jedynie warstwę wapiennego tynku, który opadł w postaci kłębowiska gęstego dymu, drażniąc oczy oraz gardła ocalałych fanatyków, prócz Kapłana. No, niby Ichi nie zwalił sufitu, ale jarząca się kula tajemniczej energii zawahała się na podtrzymującym ją łańcuchu i spadła prosto do formy, tonąc w roztopionym metalu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Pon Sie 12, 2013 11:31 am

Hmmm, widzę, że to uderzenie w dach niewiele dało. Ten, kto projektował ten budynek ubezpieczył się na naprawdę wiele. Myślałem, że z moją siłą uda się to rozwalić, ale nawet ja nie jestem na tyle silny, by rozwalić dach. Szkoda, ale przynajmniej ten cały ognisty gostek zniknął. Ciekawe co z tym karłem, czy cokolwiek mu się stało. Powinno, ale cholera wie go tam. Muszę się w każdym razie mieć na baczności, by nie dać się zaskoczyć mu w razie czego, ale nie mogę też tylko się bronić, muszę spróbować jeszcze coś zrobić. Po chwili postanowiłem zlecieć na dół i poszukać tego karła i nim się zająć. Mam tylko nadzieję, że nie będzie sprawiał większych problemów, ale po tym co zobaczyłem, jak się obronił przed kunaiami, to mam małe wątpliwości. Wydaje się nie groźny, ale to jakiś mag albo coś w tym stylu, więc cholera wie, jakimi sztuczkami dysponuje. Może nawet jest w stanie mnie pokonać ? Zobaczymy.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Sob Sie 17, 2013 5:33 pm

W końcu sposób w jakim układały się sprawy, zmusiły Kapłana do podjęcia konkretnych działań, bo jeśli czegoś szybko nie zrobi, straci resztę swoich pomagierów, którzy mimo wszystko wciąż byli potrzebni przy utrzymywaniu płynnej konsystencji metalowej masy. To wszystko co zdążyli osiągną miało teraz pójść na marne z powodu jednego szczeniaka? O nie, do tego nie mógł dopuścić, gdy rusztowanie zaczęło się rozpadać, rozkazał pomniejszemu kultyście przynieś skradziony z Kioto miecz, żywiołak go zawiódł, ale z nim kłopotliwy intruz będzie musiał bardziej się namęczyć, żeby zgasić jego ogień życia. Swoją drogą nigdy nie przepuszczał, że ktoś zechce stanąć im na przeszkodzie, ale to jeszcze nie był żaden powód, żeby darzyć oponenta jako takim szacunkiem za okazaną odwagę, determinacje, mimo swoich starań polegnie jak pozostali strażnicy miecza Izanagi'ego. Może nie posiadał kompletu kamieni do boskiej broni, ale jako podstępny mag zdążył już opracować własny sposób na rozbudzenie mocy ostrza, Ichiro wyleciał przez okno, a Kapłan w tym czasie skaził księżycowy klejnot własną nikczemną energią, pozbawiając go świetlistego blasku. Kamień sczerniał i gdy tylko znalazł się w rękojeści przyniesionego miecza, sama broń również uległa częściowej przemianie, metal z którego została wykonana zmatowiał, na wytrawione na ostrzu symbole zajarzyły się krwistą czerwienią. Właśnie tak, przynajmniej tyle powinno wystarczyć, żeby miecz boskiego demiurga zwrócił odebrane życie Homusubi'emu. Akurat w tej kwestii poczynania młodego wojownika bardzo mu się przysłużyły, boska relikwia znalazła się tam, gdzie miał zamiar ją zrzucić przed ceremonią, więc jedyne co mu teraz pozostało, to odprawić odpowiedni rytuał. Tylko najpierw będzie musiał rozprawić się z natrętem, żeby już więcej nie przeszkadzał. Tumany pyłu wciąż tworzyły szczelną zasłonę, a mocno przerzedzone szeregi kultystów, nie stanowiły już większego zagrożenia, przynajmniej w tej chwili nie było z nich większego pożytku, bo na wskutek podrażnionych drug oddechowych, każdy się dławił oraz kaszlał, raczej nikt nie pomyślał o tym, żeby zasłonić dłonią usta.
- Brawo młodzieńcze, udało ci się pokonać moich generałów oraz zabić ponad połowę wiernych, ale jeśli uważasz, że to nas w jakikolwiek sposób osłabiło, to jesteś w błędzie. Twoje czyny można porównać do polewania rozszalałego pożaru konewką z wodą, są bezowocne, pozbawione sensu. Nas nie zdoła się już powstrzymać, stanowimy siłę, której temu krajowi od lat brakowało, przywrócimy światu utraconą równowagę i oczyścimy go ze wszelkich słabości. Możesz zginąć, albo być światkiem cudu odrodzenia, wybieraj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Czw Sie 22, 2013 2:36 pm

Przyłączyć się lub zginąć ? Chyba logiczne, że nie wybieram żadnej z opcji, bo obie są do bani. Wolę tu pozamiatać i odejść jako zwycięzca. Nie po to przebywałem taki kawał drogi tutaj, by umrzeć lub dołączyć do bandy patałachów. Zabije ich wszystkich i odejdę w glorii chwały, przynajmniej takie jest plan haha. Ale teraz czas działać. Najpierw pozbędę się tych "chorowitych" leszczów, a później zacznę walkę na poważnie, czyli walkę z tym kapłanem. Nie znałem jego umiejętności, jednak wiedziałem, że kamień da mu jakąś moc. Po chwili ruszyłem na resztki jego pomagierów. Jednych załatwiłem pojedynczymi cięciami w okolicach karku, innych kunaiami i shurikenami rzucanymi wprost na ich głowy. Kiedy już wszyscy padli martwi, w końcu zwróciłem się bezpośrednio do samego kapłana, gdyż miałem do niego jedno prostu, lecz bardzo ciekawiące mnie pytanie:
- Zanim zaczniemy walkę kapłanie powiedz mi, czemu tak nienawidzicie Izanagiego, który stał przecież najwyżej wśród bogów, a czcicie Kagutsuchiego ?
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Pią Wrz 27, 2013 1:37 am

Najwidoczniej chłopaczyna nie wiedziała o co tak dokładnie toczy się stawka, zadał sobie tyle trudu, żeby tutaj się dostać, wmieszał się w sprawy, o których przeciętni ludzie nie mieli najmniejszego pojęcia i wciąż nic nie kojarzył? Mimo tego co wcześniej widział i słyszał? Niewiedza młodzieńca akurat kapłanowi nie przeszkadzała, zachichotał drwiącym tonem, po czym zajął się wyjaśnianiem wojownikowi prawdy kryjącej się za falą przemocy, do której dopuścił się kult.
- Chłopcze, a kto ci powiedział, że darzymy nienawiścią boskiego demiurga, który wraz ze swoją małżonką przyczynili się do stworzenia znanego nam świata? My nienawidzimy tego, czym świat się stał. Spójrz na nasz niegdyś piękny i potężny kraj, na Japońskie wyspy, zobaczy czym się stały, jak szybko cała chwała uszła za sprawą tajemniczego zlodowacenia. Przed katastrofą nie uchroniła nas technologia, współczesne osiągnięcia cywilizacji, nic nie mogło zapobiec zmianom, które przyczyniły się do upadku naszego wielkiego narodu. Zwróciliśmy się do Kagutsuchiego w chwili największej potrzeby, gdy pozostali bogowie milczeli na nasze modlitwy. Nie kierowała nami żądza władzy czy zemsta, tylko chęć przetrwania. Świat się zmienia, również w pozostałych regionach planety dochodzi do rozmaitych anomalii, a ludzkość, pozostawiona sama sobie, nie przetrwa jeśli nie dopasuje się do tych zmian. - Złupienie trzech świątyń, zabicie wyznawców nieobecnych bogów. To wszystko stanowiły konieczne punkty w planie odrodzenia martwego Kagutsuchiego, którego ciało wciąż trwało na Ziemi. Kultystów tak naprawdę napędzały desperacja oraz strach przed nieuchronną zagładą. Świat się zmieniał i to nie na lepsze, w chaosie zdarzeń nie mogli liczyć na pomoc Izanagiego, za to pozostałości jego syna dostarczały zmarzniętym Japończykom siłę, żeby przeciwstawić się okrutnemu losowi, który z nich zadrwił, zamieniając kraj Kwitnącej Wiśni w drugą Alaskę. Lód zwalczali ogniem, tego nie można już wyjaśnić w jeszcze prostszy sposób. Tumany kurzu oraz pyłu opadły, odsłaniając ciała świeżo zarżniętych kultystów, monolog Kapłana dobiegł końca i tym samym rozpoczęła się walka. Korzystając z mocy miecza, pomarszczony karzełek podłużnym machnięciem ostrza wytworzył fale zabójczego gorąca, która rozeszła się przed nim, mknąc prosto na Ichiro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Sob Gru 07, 2013 3:34 pm

Sytuacja zrobiła się lepsza. Załatwiłem większość z tych leszczów niszcząc rusztowania, a także żywiołaka się pozbyłem. Został teraz tylko ten karłowaty kapłan, który może się okazać nie lada wyzwaniem. Nawet umie użyć mocy kamienia i posłać dzięki mieczowi we mnie falę ognia. Wiedziałem, że z nim nie pójdzie tak łatwo. To on manipulował żywiołakiem, może nie jakąś magią, a po prostu sprytem i tym samym celem. No ale nic, to nic nie zmienia. I tak muszę go pokonać i tak. Czas ruszyć z kopyta i pokazać temu dziadowi, kto tutaj rozdaje karty, bo chyba myśli, że on.
Fala mknęła w moją stronę, a ja zaś zrobiłem szybki odskok w bok(w moje prawo), po czym z kopyta i na pełnej szybkości wyskoczyłem w jego stronę, w biegu, a może po prostu zwykłym tylko mocnym odbiciu zrobiłem obrót, do lewej strony, po czym rzuciłem w jego stronę dwa shurikeny, a sam zszedłem niżej na nogi, by zadać cięcie od dołu w poprzek kapłana, kiedy już do niego doskoczę.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Nie Gru 08, 2013 11:08 am

Cała akcja, unik i seria przemyślanych ataków, trwała nie całą minutę, ale tyle czasu wystarczyło boskiemu potomkowi na rozprawienie się z oponentem, przynajmniej tak by się zdawało. Shurikeny zanurzyły się w ciele starca, a ostrze miecza zrobiło swoje. Wszystko wskazywałoby na to, że to jest już koniec walki, polała się pierwsza krew, tyle że kapłan nie wyglądał jakby miał zaraz odwalić kitę z wyniku odniesionych ran. O nie, osoby jego pokroju zawszę mają coś w zanadrzu, przysłowiowego asa ukrytego wewnątrz rękawa. Zresztą można było się tego spodziewać, po kimś, kto para się magią i posiada konszachty z upadłym bogiem. Wykończenie dziadygi nie będzie należało do najprostszych zadań. Nawet szczególnie się nie wysilił, żeby uniknąć ataku młodego wojownika, po prostu stał i pozwolił mu na zranienie jego ciała. Pociekła krew, tyle że czarna oraz gęsta jak smoła, skapnęła na posadzkę po czym odparowała, przyjmując formę czarnego dumy, otaczającego postać kapłana. Szykowało się coś niedobrego, podobnie jak w przypadku golema i żywiołaka, kapłan był kimś więcej, niż zwykłym śmiertelnikiem. Z jego ust oraz oczu, zaczęła wypływać wspomniana wcześniej czarna maź, która szybko pokryła całe ciało starca, rozpoczynając transformacje. Nowa postać kapłana - jak nie trudno się domyślić - była powiązana z żywiołem ognia, do tego przejawiał pewne podobieństwo do jednej z mocy Ichiro, mianowicie zamiana stanu skupienia cząsteczek własnego ciała, z postaci stałej, w gaz, tyle że zamiast mgły, zamieniał się w smolisty dym. Miejsca, gdzie powinny znajdować się oczy, zajarzyły się czerwienią jak rozgrzane w ogniu węgielki, po czym zmora przystąpiła do ataku, wykonując pionowe cięcie z dołu do góry, z tym samym efektem zabójczego żaru co wcześniej. Między czasie błękitny klejnot będący w posiadaniu Ichiro, odzyskał swój blask, co oznaczało, że był gotowy do kolejnego użycia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Pon Gru 09, 2013 3:14 pm

No i jednak się nie udało. Kiedy myślałem, że już go mam, bo oberwał kunai'ami i cięciem kataną, to już byłem pewny zwycięstwa, ale zawiodłem się strasznie. Gościu okazał się nie takim ułomkiem, czego co prawda się spodziewałem, ale nie, że będzie aż tak odporny. W dodatku przyjął teraz formę podobną do mnie w formie sublimacji, jednak są w niej niedoskonałości. Jego górna część nie może się przemienić, co jest jednak logiczne, bo jakoś musi trzymać miecz, a w dodatku jest dość widoczny przez oczy. Na tę chwilę miecz nie zda się na wiele, więc muszę wymyślić jakiś podstęp, który odwróci jego uwagę i pozwoli mi użyć kamienia. Wygląda na to, że jest już gotów do następnego użycia, więc muszę tylko coś wymyślić.
Nie miałem jednak zbyt wiele czasu, gdyż w moją stronę poleciała kolejna fala gorąca. Nie była ona zagrożeniem, więc szybko odskoczyłem w bok, po czym stanąłem wyprostowany i zacząłem zmieniać dolną część ciała we mgłę i odleciałem wysoko mówiąc:
- Hmmm, widzę, że nasze możliwości są podobne, więc będzie ciekawie. Ale skończmy tą zabawę i zacznijmy na poważnie. Moja kolej. Po chwili zrobiłem szybki, podwójny obrót w prawo, wyciągając przy tym dwa shurikeny i wyrzucając w jego stronę, zaś zaraz po tym także katanę. To miało przykuć jego uwagę. Shurikeny dolecą pierwsze i to na nich ma skupić swoją uwagę przy uniku, zaraz za nimi jednak będzie leciała katana, która jednak doleci zaraz po kunai'ach. Ja po rzuceniu kataną szybko zamieniam się we mgłę i pojawiam się na dole, na ziemi już w pełnej postaci. Wyciągam kamień i kieruję go w stronę kapłana, po czym wystrzelam w jego stronę potężną błyskawicę. Liczę się z tym, że jeśli nie trafię, to dach może się zawalić i spaść na mnie, więc w każdej chwili jestem gotów znów zmienić się w mgłę.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Wto Gru 10, 2013 7:35 pm

W swojej nowej formie, kapłan był praktycznie niewrażliwy na konwencjonalne rodzaje broni. Shurikeny, katana, kunai, przelatywały przez gęstą warstwę "żywego" smogu, stanowiącego ciało kapłana, nie czyniąc mu żadnej szkody. Nawet nie starał się wykonywać jakiś szczególnych uników, może okazyjnie przelatywał z boku na bok, ale to nie zajmowało jego uwagi na tyle, żeby spuścić z oczu chłopaczka choćby na chwile. No i się stało, elektryczne wyładowanie pomknęło potężną wiązką prosto na dymnego upiora, ale efekt był mniej zjawiskowy, niż początkowo przypuszczał Ichiro. Nie chodzi o to, że kamień stracił część swojej mocy, atak jak najbardziej został przeprowadzony z użyciem pełnej siły cennego artefaktu, tyle że w przypadku kapłana, elektryczność okazała się nieskuteczna, przynajmniej nie tak samo skuteczna, jak w przypadku porażenia zwykłych ludzkich oponentów, których tkanki w większym procencie wypełniała woda. Teraz kapłan funkcjonował na zupełnie innych zasadach egzystencji, to co mogło zabić przeciętnego człowieka, jego w ogóle nie rusza, magia, rozpylone cząsteczki popiołu, czy istniał jakiś sposób, żeby pokonać dym? Magmowego golema wystarczyło rozłupać, ognistego żywiołaka, zgasić poprzez odcięcie dostępu życiodajnego tlenu, a dymniaka to co? Ichi miał go po prostu rozwiać? Właściwie to nie brzmiało aż tak irracjonalnie. Sama błyskawica nie wyrządziła żadnej szkody kapłanowi, ale spowodowane zamieszanie, zawirowania powietrza, spowodowały, że stracił swoje humaniodalne kształty i upuścił miecz. Na chwile rozwiało go po kątach, a miecz boskiego demiurga leżał teraz na poczerniałej posadzce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Sro Gru 11, 2013 6:43 pm

Sytuacja nie poprawiła się zbyt wiele, ale jednak na moją korzyść. Rozwiałem go i przez to upuścił swój miecz. Dzięki temu teraz to ja mogłem po niego ruszyć i nim walczyć. Jednak czy zdążę przed nim ? Wydaje mi się, że tak, gdyż to teraz ja jestem na ziemi i to ja jestem już w formie stałej, a szybkość i warunki walki są na tę chwilę po mojej stronie, więc nic, tylko korzystać z niej i wygrać tą walkę, bo na dłuższą metę cholera wie, czy już wszystko pokazał. Kiedy tylko miecz upadł, odbiłem się z całej siły od ziemi i na pełnej szybkości ruszyłem po miecz, który opuścił kapłan, a przynajmniej to, czym teraz był, bo na pewno nie człowiekiem. Miałem nadzieję, że pierwszy dotrę do miecza i to dzięki niemu uda mi się wygrać tą walkę i w końcu zakończyć tą farsę, którą odprawiali tutaj te oszołomy. Zastanawia mnie tylko, czy aby na pewno pokonanie tego oszołoma będzie oznaczało zakończenie walki ? To się zobaczy.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Czw Gru 12, 2013 11:32 am

Na tym etapie walki "oszołom" jeszcze nie miał zamiaru dać za wygraną. Jako ostatni z ocalałych wiernych, obdarzonych iskrą mocy swego pana, najzwyczajniej nie mógł pozwolić, aby byle młokos, ćwierć, pół, czy nawet półtora boski bękart, o tak wszystko zniszczył. Miesiące planowania, intryg, knowań, wszystko to, na co tak ciężko pracował wraz z pozostałymi kultystami, nie mogło zostać stracone w równie bezsensowny sposób, do tego przez kogoś, kto nawet nie rozumie głębokiej idei przetrwania, sytuacji w jakiej znalazły się Japońskiej wyspy. Może posiadał charakterystyczne cechy wyglądu, wskazujące na jego Japońskie pochodzenie, ale wydawał się tak samo nieświadomy co każdy obcokrajowiec. Nie widział do jakich okrucieństw zostali zmuszeni przez zlodowacenie, przeszywający ziąb, uczucie głodu, brak nadziei na ocalenie, to wystarczy, żeby z istoty ludzkiej stać się bestią. Ale zamiast umrzeć pod warstwą śniegu, podzielić los setek tysięcy ofiar klimatycznej katastrofy, dostosowali się do nowych warunków. Nie poddali się wtedy, a on nie podda się teraz. Wbrew pozorom postać dymu, była znacznie efektywniejsza, jeżeli chodzi o podróżowanie, cząsteczki gazu mknęli szybciej, niż mogły na to pozwolić mięśnie. Przesyłanie elektrycznych impulsów przez nerwy, skurcz włókien mięśniowych, to wszystko zajmuje, więc zanim Ichiro zdążył dobiec do miecza, on poskładał się do kupy i w postaci czarnej chmury z wystającą parą szponiastych rąk, pochwycił w locie wojownika do góry, kierując go nad formę wypełnioną roztopionym metalem. Bijący z formy żar nawet z daleka mógł po krótkim czasie wykończyć organizm, a dotyk kapłana nie był od tego przyjemniejszy, bo palił. Półbóg otrzymywał pogarszające się rany od poparzenia na nadgarstki i przedramieniu, na których zacisnęły się długie palce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Pią Sty 31, 2014 8:25 pm

Sytuacja robiła się trochę nieciekawa. Kapłan w formie "ducha" okazał się dużo silniejszym przeciwnikiem niż mogłem przypuszczać. Przewidział moje zamiary i szybko zareagował, by w formie mgły mnie dopaść i zmaterializować rękę na mojej. Można powiedzieć, że z jednej strony byłem w szachu, z drugiej zaś jednak miałem wspaniałą okazję do kontrataku. Zamieniając swoją rękę we mgłę uwolnię się z uścisku, a szybkim atakiem pięścią spróbuję go znokautować, zanim z powrotem zmieni się w gaz. Tak, teraz chyba nic więcej nie mogę zrobić, przynajmniej dopóki kamień się znów nie naładuje.
Po chwili zrobiłem tak, jak chciałem. Zmieniłem najpierw dolną część ciała we mgłę, by móc latać. Wtedy moja złapana ręka zmieniła się znów we mgłę, by uwolnić się z uścisku i może nawet trochę zaskoczyć przeciwnika, zaś drugą ręką wymierzyłem potężne uderzenie na głowę kapłana, a wzmocnione zamachem, może mu wręcz urwać łeb. Nie wiedziałem, czy to wszystko się uda tak, jak planuje, gdyż przeciwnik nie był byle kim. Otrzymał władzę od samego boga, więc musiałem mieć się ciągle na baczności.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   Pią Lip 25, 2014 12:59 pm

Jako że Kleiser zniknął, zwalniam Ichiro z tematu i decyduję, że udało mu się ukończyć misję z sukcesem - a więc zdobył obiecany miecz z kamieniami pozwalającymi na trzy rzeczy: leczenie (raz na czas i bez odtwarzania kończyn czy organów), uderzenie kulą ognia albo piorunem. Jeden kamień to jedna zdolność.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dzielnica Gion Kobu   

Powrót do góry Go down
 
Dzielnica Gion Kobu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Dzielnica Gion Kobu
» Dzielnica Rzemieślnicza
» Ulica czerwonych latarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Japonia :: Kioto-
Skocz do: