Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 5th Avenue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: 5th Avenue   Wto Lip 23, 2013 8:46 pm



Kiedy lądujesz w całkowicie obcym świecie pierwszą zasadą przetrwania jest wmieszanie się w tłum tubylców. Oczywiście, gdy jest się Amorą, wmieszanie się w tłum jest zadaniem z definicji trudnym, no bo spójrzcie na nią - całe jej jestestwo krzyczy do przechodniów o jej odmienności! Jednak nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania i nawet najpotężniejsza czarodziejka Asgardu może przypominać elegancką bizneswomen, która w towarzystwie swojego asystenta lekkim krokiem spaceruje po najbardziej luksusowej ulicy w Nowego Jorku. Trzeba tu wyjaśnić kilka spraw - po pierwsze Amora nie miała asystenta, ale niewolnika. Sympatyczny (i bogaty) mężczyzna wpadł w jej siła pięć dni temu, gdy po raz pierwszy pojawiła się w mieście. Od tego czasu wiernie służył jej swoją kartą kredytową, oprowadzał po mieście i zapewniał nocleg w swoim apartamencie na Manhattanie. Był przydatnym narzędziem więc póki co nie miała nawet ochoty go zabijać. Zresztą kto nosiłby jej torby, gdyby nie on? No dobrze, szybko znalazłaby sobie równie posłuszne zastępstwo, ale nie chciała się teraz przesadnie rozpraszać szukaniem odpowiedniej ofiary. Ostatnimi dniami zajmowała się wszak czymś więcej niż tylko owym wtapianiem się w tłum i zwiedzaniem Nowego Jorku. Najważniejszą rzeczą jaką miała do załatwienia w Wielkim Jabłku, było zbieranie informacji. O kim? A no o Avengers. I o jej pobratymcach, którzy ostatnimi czasy tak chętnie odwiedzali Midgard. Jej niewolnik nie okazał się w tej kwestii specjalnie pomocny. Informacje, które jej przekazał na oba tematy były krótko mówiąc - bezwartościowe. Trochę plotek o bohaterach i ogólne streszczenie bitwy o Nowy Jork, którą stoczyli z Chitauri. Wszystko to sama znalazłaby w sieci, gdyby miała ochotę nauczyć się obsługiwać komputer (a nie miała).
Tak więc Amora wtapiała się w tłum na swój niepowtarzalny sposób - stukając czarnymi obcasami w chodnik, powiewając połami wściekle zielonego płaszczyka od Burberry i przyciągając spojrzenie absolutnie każdego mijającego ją mężczyzny. Marszczyła z irytacją swój piękny nosek i wykrzywiła usteczka w grymasie, zapatrzona przed siebie i myślami obecna całkiem gdzieś indziej. Potrzebowała bardziej wiarygodnego źródła informacji. Potrzebowała też sprzymierzeńców. Gdzie ich jednak szukać? Jak zdobyć ich zaufanie? Kogo owinąć sobie wokół palca, a kogo zastraszyć? Informacje! Tak bardzo były jej potrzebne!
Zamyślona nie usłyszała ostrzegawczego krzyku swojego niewolnika, który zauważył zagrożenie na długo przed nią. Smukła i piękna Amora nie wiedzieć jak i kiedy, wpadła z impetem na idącą z naprzeciwka osobę i jedynie jej nadprzyrodzona zwinność uratowała ją przed jakże upokarzającym upadkiem. Czarodziejka potrząsnęła ze złością głową, jasne włosy zatańczyły wokół jej wykrzywionej w grymasie wściekłości twarzy, a płonące furią zielone oczy skupiły się na bogom ducha winnej ofierze.
- Jak łazisz, niezdaro! - warknęła i najwyraźniej oczekiwała teraz wyjaśnień oraz przeprosin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Megistona

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 18/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Lip 24, 2013 8:19 am

Megi szła zatłoczoną ulicą Nowego Jorku. Już od tygodnia była w Midgardzie i wciąż nie potrafiła się przyzwyczaić do ludzi. Byli taką dziwną rasą. Megi udało się znaleźć wolny pokój w jednej z kamienic na przedmieściach. Wnuk pani Smith wyjechał na misje do Afganistanu, więc wynajęła jego pokój. Staruszka była trochę dziwna - całymi dniami siedziała na swoim fotelu, dziergając i oglądając telewizję. Megi nie miała żadnych pieniędzy, więc musiała sobie znaleźć pracę. Bez żadnych dokumentów było to nie lada wyzwanie. Po rozmowie kwalifikacyjnej i paru kłamstwach o skradzionej torebce udało jej się. Miała pracować jako kelnerka w jednym z barów. Właśnie wracała do domu czytając gazetę wyjętą ze śmietnika, gdy nagle wpadła na kobietę. Była naprawdę piękna. Miała na sobie wściekle zielony płaszczyk i obcisłą spódnice.
- Jak łazisz, niezdaro! - warknęła kobieta.
-Przepraszam, zamyśliłam się - powiedziała Megi wstając z ziemi - Mam nadzieje, że nic się pani nie stało - powiedziała grzecznie. W głębi duszy chciała zapaść się pod ziemię, przez to jak kobieta na nią patrzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fafnir

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 09/09/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Lip 24, 2013 9:17 pm

Few weeks earlier....

Krótki czas po wydarzeniach w domku Shirona, w stanie Nowy Meksyk zaczęto odnotowywać dziwnie przypadki zaginięć bydła. Wiele sztuk po prostu znikało w nocy, często farmerzy znajdowali to, co z zostało z ich krów daleko od zagród, na odludziu. Plotkowano też o tajemniczej, skrzydlatej istocie przypominającej gada niespotykanych rozmiarów, zmierzającej na wschód pod osłoną nocy i zaginięciach ludzi. Mimo, że kryptozoolodzy zainteresowali się tą sprawą, nikt poza nimi nie wziął tego na poważnie i szybko historia o smokopodobnym potworze straszącym nocne niebo i porywającym krowy wylądowała na półce z podobnymi opowieściami, wpisującymi się w folklor amerykańskich bezdroży, zaraz obok takich osobistości jak Chupacabra, Bigfoot, pewna rodzinka zmutowanych kanibali z pustyni Mojave czy Diabeł z Jersey.

3 days ago...
Mężczyzna zjeżdżał windą po kolejnym dniu pracy. Bycie dyrektorem korporacji potrafi doprowadzić każdego do szału. Jak co dzień zjeżdżał na drugi poziom parkingu, jak co dzień o tej samej godzinie. Jak co dzień również zmierzał do tego samego miejsca parkingowego, by odjechać swoim nowym Infiniti I35. Zanim jednak sięgnął po kluczyki z kieszeni swojego zamszowego płaszcza, coś wyłoniło się zza filara. Był to przypominający demona rogaty stwór, wyposażony w imponującą parę nietoperzych skrzydeł. Pokryty łuską stwór złapał mężczyznę za gardło nim ten zdołał krzyknąć, patrząc na niego swoimi czerwonymi ślepiami...
- Ładny płaszcz...
Powiedziało stworzenie nim skręciło mu kark. Następnie skonfiskowało jego ubranie, samochód, a ciało włożone do bagażnika wylądowało kilka godzin później w...żołądku potwora. Ludzie bywają smaczni, pomyślał Fafnir, przywdziewając nowy kubrak, już w ludzkiej formie.

Present Day

- Kobiety waszej urody nie powinny się rzucać sobie do oczu...A tym bardziej wpadać na siebie.
Powiedział niespodziewanie tajemniczy osobnik, stojący przed Amorą i Megi. Był to wysoki mężczyzna odziany w czarny, elegancki zamszowy płaszcz opadający poniżej kolan,, garnitur w kolorze płaszcza szyty na miarę oraz białą koszulę. Rysy jego twarzy wskazywały na wschodnie pochodzenie. Można by się ośmielić o stwierdzenie, że to mongolski chan, albo wysoko postawiony członek Triady. Niezależnie od opcji, biło od niego, że to ktoś ważny. Po zapachu zdołał poznać, że obie panie nie pochodzą z Midgardu. Charakterystyczna nuta Asgardu upchana pod stertą drogich perfum oraz równie charakterystyczny smrodek Jotuna... One raczej nie poznałyby mieszkańca Nastrondu...Za młode. Fafnir dotąd bezskutecznie szukał innych przybyszów z Asgardu oraz Lokiego, jednocześnie badając zwyczaje i zachowania bydła jakim okrzyknął Ziemian w celu zlania się z tłumem. Od czasu do czasu podczas swej wędrówki uraczył się krową, albo człowiekiem który śmiał go zobaczyć. Szukając Lokiego aż trafił tutaj, gdzie według informacji jakie wyciągnął z paru swoich kąsków, miał on przegrać w walce z Mścicielami. Skoro wrócił, to znaczy że stary Wszechojciec słabo pilnuje swoich wrogów... Chyba stępił mu się osąd na stare lata. Może te dwie damulki naświetlą mu sprawę... Ale wszystko w swoim czasie. Na chwilę obecną, pośle im obu delikatny uśmiech jednym kącikiem ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Lip 25, 2013 9:17 am

Intensywne spojrzenie Amory szybko prześlizgiwało się po sylwetce "przeszkody". Dziewczyna, która śmiała wejść jej w drogę była nieprzyzwoicie wręcz wysoka - przerastała nawet Czarodziejkę na szpilkach, a było to nie lada osiągnięcie. Ale to nie jedyna cecha, która ją wyróżniała. Ciemne włosy, ciemna skóra i oczy o złotawym połysku. I jeszcze ta dziwna... aura. Agresja zniknęła z twarzy Czarodziejki, zastąpiona podejrzliwością. Bogini leciutko przechyliła głowę w bok i zmrużyła powieki. Coś było z nią nie tak. Ale co?
Nim udało jej się dojść do konstruktywnych wniosków, tuż obok nich odezwał się jakiś głos. Nowojorczycy byli nadzwyczaj nachalni - do takiego wniosku doszła w pierwszej chwili, sądząc, że oto kolejna osoba postanowiła zmarnować trochę jej czasu. Gdy jednak zielone oczy spoczęły na nowym rozmówcy, natychmiast stało się dla niej jasne, że nie ma do czynienia ze zwykłym śmiertelnikiem. Może i była za młoda, by poznać prawdziwą naturę Franira, ale była wystarczająco spostrzegawcza i utalentowana, by dostrzec jego inność... a także idącą za tym siłę. Nigdy nie należało gardzić potężnymi istotami, nie jeśli mogły Ci się przydać. Zwłaszcza wtedy, gdy na gwałt potrzeba Ci sojuszników. Na ustach Amory pojawił się drapieżny uśmieszek. Z wdziękiem odrzuciła włosy na plecy, a potem skrzyżowała ramiona na piersi i zmierzyła dwójkę nietypowych przechodniów długim spojrzeniem. W jej głowie rodził się już plan, który jak miała nadzieję pchnie jej sprawy we właściwym kierunku. Za jej plecami śmiertelnik nerwowo przebierał nogami, niepewny co powinien robić w takiej sytuacji. Skróciła jego cierpienia rzucając mu beznamiętnie krótkie, mentalne polecenie: Przywołaj żółty pojazd, co odnosiło się oczywiście do taksówki.
- Los się do was uśmiechnął, dziwne istoty. Czarodziejka zaprasza was dzisiaj na posiłek. Wydaje mi się, że możemy znaleźć wspólny język. - po tych słowach uśmiechnęła się nieznacznie. Najwyraźniej chciała porozmawiać w bardziej ustronnym miejscu. Mogło się to wydawać odrobinę lekkomyślne, zabierać ze sobą dwójkę nieznajomych, ale w takich sytuacjach Amora zawsze była w gorącej wodzie kompana. Poza tym, co miała do stracenia? Nie należała do tych, który boją ją walki... a konkretnie przegranej. Była pewna, że w razie kłopotów bez trudu uratuje najważniejszą osobę - siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Megistona

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 18/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Lip 25, 2013 10:58 am

- Kobiety waszej urody nie powinny się rzucać sobie do oczu...A tym bardziej wpadać na siebie - ktoś odezwał się niespodziewanie. Megi odwróciła się i ujrzała wysokiego mężczyznę odzianego w czarny, elegancki zamszowy płaszcz opadający poniżej kolan, garnitur w kolorze płaszcza oraz białą koszulę. Miał dumnie uniesioną pierś - to wydało się dziewczynie trochę dziwne. Nigdy nie widziała tak dumnego Midgardczyka (???). Spojrzała na kobietę, która również badała wzrokiem mężczyznę. Po chwili blondynka z wdziękiem odrzuciła włosy na plecy, a potem skrzyżowała ramiona na piersi.
- Los się do was uśmiechnął, dziwne istoty. Czarodziejka zaprasza was dzisiaj na posiłek. Wydaje mi się, że możemy znaleźć wspólny język - powiedziała z drapieżnym uśmieszkiem.
Megi z trudem powstrzymała swoje zdumienia. Nie spodziewała się, że wpadnie na ziemską czarodziejkę. 'Myślałam, że na ziemi nie ma już czarodziejów' pomyślała. 'A co mi tam, żarcie za free to idę'.
- Z miłą chęcią czarodziejko - odpowiedziała Megi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fafnir

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 09/09/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Lip 25, 2013 6:50 pm

Na twarzy "Czyngis Chana" nadal trwał delikatny uśmiech, co biorąc pod uwagę dzikie rysy jego twarzy było dosyć ciekawym widokiem. Czarodziejka?...Cóż, on akurat nie spieszył się z ukazaniem swojego "ja". Po pierwsze, nie wiedział, czy to aby nie są wielbiciele Odyna. Po drugie, byli pośród ludzi... A poza tym, nie wiedział kim obie tu obecne kobiety są.

- Czarodziejka?... Chętnie poznam Twoje...czary. Ach, gdzie moje maniery. Carlton Lee, Grant Corporation.

Rzekł, Podając jej rękę, jednocześnie kontynuując swoją grę. Dopiero teraz zwrócił uwagę na mężczyznę za Amorą, nieporadnie dreptającego w miejscu, wpatrzonego w nią jak w obrazek. Nie dziwił mu się...Blondynka była na tyle obdarzona przez naturę czy też własną magię, że mało który samiec tego nędznego gatunku nie zwróciłby na nią uwagi. Ale było w tym coś więcej... To jej paź, czy niewolnik? Chyba to drugie...Mniejsza o człowieka. Chętnie skorzysta z propozycji. Oby tylko serwowali wołowinę. Ziemskie bydło było zaskakująco smaczne...
- Prowadź zatem...Czarodziejko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Wrz 19, 2013 6:28 pm

Usta blondynki wykrzywiły się w kolejnym drapieżnym uśmiechu. W tym uśmiechu kryły się jednocześnie poważne groźby i słodkie obietnice. Jakimś cudem Amora potrafiła zawrzeć w jednym delikatnym grymasie warg ogromną ilość całkiem sprzecznych sygnałów. Tylko zielone oczy nieustannie pozostawały lodowate, upewniając ich tym samym w przekonaniu, że najgorsze co mogą uczynić to spróbować jej zaufać.
- Gwarantuję, że moje czary są jedyne w swoim rodzaju. - w jej pieszczącym uszy alcie pobrzmiewały nuty rozbawienia, które zamiast pobudzać do śmiechu normalnych ludzi napawały (całkiem słusznie) przerażeniem. To co bawiło tą kobietę musiało być przecież szczytem wyrafinowania w torturach. Jej okrucieństwa nie było wprawdzie widać na pierwszy ani nawet na trzeci rzut oka, by była na to zbyt dobrą aktorką. Ale można je było wyczuć, zupełnie tak jakby jakiś najbardziej pierwotny instynkt ostrzegał przed czającym się w zaroślach drapieżnikiem.  
Amora oczywiście nie ujęła podanej jej dłoni, bo było to poniżej jej godności. Ograniczyła się do lekkiego skinięcia głową. Nic, a nic nie obchodziło ją imię tego stworzenia, póki nie upewni się, że jest dla niej w jakiś sposób wartościowe.
- Wielka to przyjemność pana poznać, panie Lee. - zełgała bez najmniejszego trudu, wychodząc przy tym całkiem wiarygodnie. Nie czuła potrzeby dodawania, że należy tytułować ją Czarodziejką. Rzecz wydawała się nadzwyczaj oczywista. Kiedy oni tak miło i swobodnie rozmawiali, jej niewolnik zatrzymywał taksówkę. Poszło mu wyjątkowo szybko może dlatego, że spacerujących po tej alei zwykle było stać na daleki kursy i kierowcy wietrzyli w tym dobry zarobek. Gdy dziwaczny odpowiednik powozu (Amora wciąż była przekonana, że gdzieś w tym świecie muszą posługiwać się porządnymi konnymi zaprzęgami) zatrzymał się obok chodnika, Amora wskazała na niego kierując swoich rozmówców na tylne siedzenie. Ona oczywiście ani myślała się tam z nimi cisnąć. Tknięty odpowiednim mentalnym impulsem, niewolnik otworzył przed nią drzwi, by mogła bez trudu usadowić się na przednim siedzeniu. Zamknął za nią drzwi, a potem zrobił to samo z tylnymi, gdy jej goście już się wygodnie rozsiedli. Sam mężczyzna pozostał na chodniku z zakupami Amory, bo zgodnie z jej poleceniem miał je odwieźć do mieszkania, a dopiero potem do niej dołączyć i czekać na dalsze polecenia.
- Dokąd, piękna pani?
Amora podała adres restauracji, który wyciągnęła ze wspomnień swojego sługi i starała się usilnie ignorować fakt, że kierowca autentycznie się ślini.
Bogowie, litości... Ludzie są tacy obrzydliwi!

[całość z/t]
Zła wiedźma wreszcie odpisała, pytanie tylko czy moi towarzysze już mają mnie dość czy chcą kontynuować wątek mimo moich licznych przewinień?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Paź 10, 2013 2:53 pm

Ruchika właśnie wracała ze szkoły do domu ciotki. Jej opiekunka miała całkiem dobry apartament na Manhattanie, więc nastolatka zawsze miała okazję przejść kawałek 5th Avenue. Lubiła to miejsce, które zawsze było pełne ludzi, nawet w zimne popołudnia i wieczory.
Poprawiła torbę i przełączyła piosenkę na odtwarzaczu mp3. Mijając jakiś sklepik, przystanęła zastanawiając się, czy nie wej i kupić coś do jedzenia. Miała jednak kanapkę w torbie i zapewne obiad do odgrzania w domu. Znów dostała wiadomość od ciotki, że ta nie wróci prawdopodobnie na noc. Kobieta interesu. Ruchika czasem się zastanawiała po co w ogóle wzięła ją z Indii, jak i tak spędzały niewiele czasu ze sobą.
Dziewczyna potrząsnęła głową, po czym ruszyła dalej nieco nieobecna myślami.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Paź 11, 2013 9:26 am

Przez krzątający się w różne strony tłum przeniknęła złota sylwetka. Jakaś kobieta chwilę temu zaczęła krzyczeć. Bandyta, który zabrał jej torebkę, wydawał się być przygotowany na każdą ewentualność... Może prócz ucieczki przed superbohaterem. Zbir zatrzymał się gwałtowanie przed ramieniem sprawiedliwości i ani się spostrzegł a już leżał obezwładniony.

Ach te dzisiejsze komiksy... pomyślał Robert. Mężczyzna ziewnął nie zasłaniając ust, czym zwrócił uwagę jakiejś kobiety. Był właśnie po pracy - mała fucha na budowie. Wielkie Jabłko musiało jeszcze nie wydobrzeć po atakach kosmitów. Przypomniały mu się filmy Emmericha i to jak Nowy Jork działał jak magnes na różne rodzaje kataklizmów. Jakiś czas temu mieszkańcy tej "cudownej" metropolii mieli okazję przeżyć coś takiego na żywo. Ale tutaj pojawili się z kolei bohaterowie, którzy cudownie ocalili miasto. Co robił w tym czasie ktoś taki jak Robbie? Pewnie starał się ukryć w jakimś miejscu, gdzie nie stałaby mu się krzywda. Mężczyzna marzył czasami by tak samo jak Iron-Man lub Kapitan Ameryka bronić ludzi przed zagrożeniem. Wyobrażał sobie wtedy, że lata ponad budynkami w złotym stroju i błękitnej pelerynie i razem z Thorem i Hulkiem anihiluje zagrożenie piorunami albo brutalną siłą.
Niestety, zaraz potem zawsze przychodziła szara prawda. On nigdy nie będzie bohaterem. Czeka go nudne życie polegające na przeżywaniu każdego dnia w ten sam, nędzy sposób.

Wyszedł ze sklepu z prasą i o dziwo sytuacja, którą ujrzał na kartach komiksu powtórzyła się. Jakiś facet wydarł kobiecie torebkę z rąk i wniknął w tłum. Reynolds nawet nie ruszył do pomocy. Nie był przecież kimś nadzwyczajnym. Normalny szary człowiek.
Przez nieuwagę odwrócił się i wpadł na dziewczynę ze słuchawkami na uszach.
Przepraszam. rzekł, ale wątpił w to, że dziewczyna go usłyszy. Pewnie dostanie po uszach jakimiś przekleństwami, jakimi teraz coraz częściej posługują się młodzi gniewni, albo coś w tym przypadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Paź 11, 2013 1:38 pm

Zdarzyło się nieuniknione. Ruchika uderzyła w kogoś, bo myślami była zupełnie gdzie indziej. Spojrzała na mężczyznę i chciała już przeprosić, bo widziała, że tamten coś mówi, gdy zauważyła uciekającego złodzieja. W między czasie ściągnęła słuchawki i usłyszała krzyk kobiety. Zareagowała bardzo instynktownie, zdejmując jednym ruchem torbę z ramienia i wręczając ją nieznajomemu.
- Popilnuj, proszę - powiedziała, choć teraz nawet na niego nie spojrzała.
Wystartowała niczym gepard, roztrącając ludzi. Może nie była szybka niczym Quicksilver lub inni mutanci o podobnych do jego zdolności, ale jak na człowieka bardzo dobrze sobie radziła. Była szybsza od złodzieja i bardzo łatwo się do niego zbliżyła. Gdy tamten miał już wybiec na ulice, skoczyła na niego i chwyciła za ubranie. Oboje się przewrócili. Avinashi uderzyła głową w chodnik, a złodziej wpadł na latarnie. Oba upadki wyglądały na takie, co mogłyby pozbawić przytomności, jednak dziewczyna podniosła się niemal od razu. Uciekinier jednak jęczał skręcając się na chodniku. Ruchika chwyciła za torbę, która wypadła tamtemu i zaczęła szukać wzrokiem ofiary kradzieży.
- Niech ktoś zadzwoni po policję - odezwała się do gapiów, oddając ukradzione rzeczy właścicielce. Niestety jej komórka pozostała w torbie, którą miał teraz Reynolds.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 7:39 am

Bob nie spodziewał się tego, że dziewczyna się tak zachowa. Wręczyła mu torbę i zajęła się zbirem w sposób mało imponujący ale z całą pewnością efektywny. Reynolds po prostu nie mógł uwierzyć w to, że ktoś, ot tak, rzuci się w pościg za zbirem. Dziewczyna nie myślała pewnie, w chwili gdy wystartowała, że oprych może posiadać nóż lub broń palną. Co by się stało gdyby ją miał i co gorsza jej użył?
Jego próżne dywagacje przerwał głos dziewczyny wzywający by zadzwonić po policję. Tak się jednak złożyło, że Reynolds nie posiadał telefonu komórkowego. Po co mu była ta rzecz, gdy tak naprawdę nie posiadał ani przyjaciół, ani rodziny. Jedyny lepszy kontakt miał ze swoimi sąsiadami, którym czasami pomagał, gdy Ci mieli problemy wymagające większej krzepy.
Robbie'mu wpadło do głowy, aby użyć telefonu dziewczyny. Może trzymała go w torebce. Otworzył ją aby sprawdzić co się w niej znajduje i nagle, nie wiadomo skąd, nadszedł cios.
Któryś z przechodniów, który także przyglądał się sytuacji, widząc jak Bob grzebie w torbie obcej kobiety, uznał, że ma nieczyste zamiary i chce "skroić" bohaterkę.
Kolejny złodziej! krzyczał i przygniótł Reynoldsa do ziemi. Zaraz potem nadeszły kolejne razy. Robert zasłaniał się rękoma i starał się wytłumaczyć obcemu, że to pomyłka.
Chciałem tylko zadzwonić... mówił, ale prawdopodobnie facet nie miał zamiaru słuchać jego wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 8:05 am

Sama zaatakowana zaczęła wyciągać komórkę z torby, więc Ruchika stwierdziła, że policja zajmie się niedługo resztą. Złodziej wciąż leżał na ziemi i chyba stracił przytomność. Nastolatka zaczęła sprawdzać miejsce, w które się uderzyła. Pod palcami poczuła zgrubienie, które już znikało. Dobrze że włosy zasłaniały to miejsce, bo pewnie każdy by zobaczył, jak skóra sama się zmieniała. Wtedy znów ktoś krzyknął i dziewczyna obejrzała się. Widząc jak mężczyzna któremu powierzyła swoją torbę jest bity przez innego, ruszyła ku nim.
- Hej! Zostaw go! - krzyknęła, chwytając nadgarstek ręki, która miała znów uderzyć Reynoldsa. Może udało jej się obalić złodzieja, ale wtedy biegła i siła była większa, teraz jednak tak łatwo nie powaliłaby atakującego gościa, więc inaczej musiała to załatwić.
- Chciał cię okraść! - tamten krzyknął, chcąc znów zaatakować Rbbiego.
- Sama mu powierzyłam moją torbę. Jakby chciał coś ukraść, to by uciekł z całością - powiedziała tonem kończącym dyskusje. - A teraz zrób coś i przypilnuj prawdziwego złodzieja - dodała, wskazując na nieprzytomnego przestępce kawałek dalej. Zadziwiające jak siedemnastolatka potrafi rządzić wśród obcego tłumu, no ale okazała się "bohaterką".
Gdy tamten odszedł, dziewczyna klęknęła obok Reynoldsa.
- Hej, wszystko w porządku? - spytała.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 8:46 am

Facet bił, go ale Bob nawet nie czuł uderzeń. Było to dla niego dosyć dziwne. W końcu przybyła też odsiecz w postaci właścicielki torebki, która jak na swój wiek okazała się bardzo rezolutną osóbką. Poinstruowała natręta gdzie powinien teraz być i co robić i pomogła Robbie'mu się ogarnąć z chodnika. Reynolds otrzepał się i odkleił papierek z koszuli, który się do niego przykleił, gdy ten leżał na ziemi. Dziewczyna zapytała się czy dobrze się czuje.
Na szczęście ucierpiała tylko moja duma. Nie co dzień się zdarza, aby facet w moim wieku znalazł ratunek u nastolatki. Dziękuję. rzekł. Miał nadzieję, że nie powiedział nic co mogłoby urazić dziewczynę. W ogóle zastanawiał się teraz dlaczego nie boli go policzek.
Mocno mi spuchła twarz od tego uderzenia? Naprawdę nic nie czuję. Może jeszcze nie dotarło do mnie, że mnie boli...
Jakby nie spojrzeć to na jego twarzy nie było znać nawet małego siniaka czy opuchnięcia. Gdyby ludzie się spojrzeli na faceta, który przed chwilą okładał Boba to zobaczyliby jak trzyma się za dłonie.
A Tobie nic nie jest? To uderzenie w chodnik musiało zaboleć. zapytał się. Nie chciał, żeby ktoś pomyślał, że myśli on tylko o sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 9:05 am

Ruchika również lekko się zdziwiła, widząc nienaruszony stan twarzy Reynoldsa. Tamten człowiek przecież bił go dość mocno, by przynajmniej nabić porządne krwiaki. Sytuacja robiła się ciekawsza, ale dziewczyna uśmiechnęła się tylko jak to miała w zwyczaju, gdy wszystko jest już w porządku.
- Nie zdarza się często, by nastolatka powaliła złodzieja, to też ratunek z jej ręki chyba nie jest taki zły - odparła lekko nie czując nawet cienia urazy. Obejrzała dokładnie twarz nieznajomego. - Nawet nie ma pan zaczerwienienia - mruknęła i przez chwilę pomyślała o własnych zdolnościach. Przejście na per pan tez było nagłe, bo dziewczyna zdała sobie sprawę, że człowiek przed nią jest starszy od niej. Teraz miała nawet ochotę dotknąć policzka Robbiego, by sprawdzić, czy nie ma zgrubienia skóry takiego jak pojawiają się u niej tuż przed uderzeniem, ale powstrzymała się. Kiedy zapytał o jej upadek, machinalnie dotknęła miejsca uderzenia. Zgrubienie już zniknęło. - Nie, nic mi nie jest. Ledwo dotknęłam głową chodnika - skłamała gładko, jak zawsze, gdy ktoś pytał o coś związanego z jej mocą. - Tak po za tym to Ruchika jestem - przedstawiła się. Przez to wszystko zupełnie zapomniała o torbie.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 9:39 am

Faktycznie nie miał żadnych obrażeń. Nie mógł zrozumieć tego faktu, więc uznał, że albo jest gruboskórny, albo facet tak naprawdę hamował się z obiciem go w porządny sposób. Dziewczyna tymczasem postanowiła się przedstawić. Bob nie był przyzwyczajony do zapoznawania się z innymi. Prowadził życie samotnika. Nastolatka przedstawiając się mu prawdopodobnie będzie chciała aby on uczynił podobnie.
Robert. Robert Reynolds. Możesz mi mówić Bob. odpowiedział tak jakby tego przedstawiania uczył się w domu przed lustrem. Teraz tak to bywa, że w tych historiach jak się komuś przedstawisz to łączysz bezpowrotnie swoje losy z losami tej osoby.
Znowu myślę o dziwnych rzeczach.
Przez moment przeszło mu przez myśl, że jeśli się z nią zapozna to może to zostać dziwnie odebrane. A jak jej rodzice dowiedzą się, że ma znajomego w takim wieku? Co mogą sobie pomyśleć?
Na pewno nie namówisz się na Subwaya. rzekł w końcu z pewną dozą nieśmiałości. Miał chęć by coś zjeść, a fajnie by było jakby zjadł coś w czyimś towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 10:06 am

- Miło mi cię poznać - powiedziała, gdy się przedstawił, po czym wzięła swoją torbę. Gdzieś w tle słychać było syreny policyjne i Ruchika stwierdziła, że lepiej się stąd zwinąć. Wolała nie wyjaśniać osobiście całego zajścia, a jako ta, co powstrzymała złodziej, powinna być przesłuchana. Z tego zazwyczaj wynikały niezbyt dobre rzeczy, nawet jeśli oficjalnie miano ją ogłosić "bohaterką".
Spojrzała na Roberta.
- Dobra... Bob - teraz jakoś dziwnie to brzmiało w jej głowie, ale jeśli mężczyzna chciał, by tak go nazywała, to czemu nie. - Właściwie to zgłodniałam. Możemy się przejść do Subwaya - powiedziała, nawet nie myśląc o obiedzie w domu i zdaniu ciotki, która zapewne nawet się nie dowie o całym zajściu. Teraz można było zauważyć, że zaczęło jej się spieszyć do tego baru kanapkowego. Rozglądała się uważnie, przez co wyglądała na troszkę niespokojną. - To chodźmy, jeden jest przecznicę stąd - dodała, chcąc się już oddalić od tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 10:40 am

Bob starał się być więc kulturalny i uznał, że to on będzie przecierać szlak do najbliższej restauracji Subway. Mimo wszystko lepiej było iść tam niż do jakiegoś kolejnego McDonalda czy KFC. Chwilę im zajęło przedarcie się przez tłum ludzi, ale w końcu dane im było wejść do restauracji serwującej całkiem niezłe kanapki.
Mówią, że jak zamawiasz kanapki w Subway'u to stajesz się w pewnym sensie artystą. Dobieranie składników, pieczywa, sosów. Prawie jak wybieranie kolorów do obrazu. Heh, ale to wyjątkowo luźna interpretacja. Reynolds postanowił nieco rozluźnić atmosferę. Mimo była między nimi różnica ponad dziesięciu lat. Dziewczyna miała prawo czuć się nieswojo w towarzystwie faceta dobijającego do trzeciej dychy.
Zamów coś. Ja zapłacę. zaproponował. W końcu w przeciwieństwie do dziewczyny miał stałą pracę. W dodatku sam ją zaprosił. Nietaktem więc byłoby gdyby kazał jej płacić za siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 11:00 am

Szła za mężczyzną, starając się nie oglądać za siebie, by nie zwrócić większej uwagi. Na szczęście ludzie skupili się na ofierze i złodzieju. Kiedy wyszli z tłumu wciąż była troszkę niespokojna, jednak gdy usłyszała słowa Roberta, uśmiechnęła się.
- Bardzo fajne spojrzenie na robienie kanapek - powiedziała wyraźnie rozbawiona. Kiedy jednak spojrzała na bar, również o tym pomyślała. Dodatkowo poczuła większy głód niż wcześniej. Jej organizm ostatnio inaczej pracował przez zmianę pogody. To była dla niej normalne. Przyzwyczajała się do zimna, a jej mutacja sprawiała, że o wiele lepiej utrzymywała ciepło ciała. Minus był taki, że więcej jadła przez szybsza przemianę materii, ale za to mogła chodzić w bluzie, zwykłych dżinsach i trampkach, gdy inni musieli już wkładać płaszcze.
Spojrzała na Boba, a jej wzrok mówił, że raczej nie da się namówić na darmowe jedzenie.
- To miłe z twojej strony, ale jeśli za mnie zapłacisz, wiesz jak to będzie wyglądało? - zapytała. Naprawdę doceniała gest, ale jednak wolała nie narażać ani siebie, ani nowego znajomego. Uśmiechnęła się, po czym przyszła jej kolej na wybieranie kanapki. Na koniec była już bardzo spora, bo dziewczyna wzięła niemal wszystkiego po trochu i opcje dużej kanapki. Zapłaciła za siebie, nawet nie chcąc słyszeć, by zrobił to Robert.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 11:34 am

Robert wydawał się być spokojną osobą... dopóki nie dochodził do władzy nad nim "Głos żołądka". Jego kanapka miała być tak ostra by sprawić, że się popłacze. Tymczasem, kontynuował rozmowę na temat płacenia za czyjeś jedzenie.
W dzisiejszych czasach chyba nie można sobie pozwolić na znajomość starszego mężczyzny i młodszej kobiety by nie zostać zaraz posądzonym o filistyńskie rzeczy.
Nie wiedział zbytnio co powiedzieć dalej, a nie chciał reasumować rozmowy, która mogłaby przejść na złe tory.
Więc w wolnych czasach ryzykujesz życie pomagając ludziom? zapytał. W końcu akcja na ulicy wyglądała tak jakby Ruchika wykonywała takie czynności na co dzień... w przeciwieństwie do Bob'a. Bob unikał kłopotów jak ognia, ale w tym mieście było to zdecydowanie trudnym wyzwaniem. Na każdym rogu czaił się ktoś kto chciałby zakłócić spokój i porządek a w dodatku na świecie zaczęły pojawiać się rzeczy o których nie pamiętali nawet najstarsi Indianie.
Może chcesz zostać super bohaterem? dodał jeszcze, delikatnie się uśmiechając, jakby chciał przekazać, że ma dystans to tego tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Paź 12, 2013 3:57 pm

Spojrzała na niego mrużąc oczy.
- Fili-co? - zapytała. W życiu nie słyszała takiego słowa. Potrząsnęła jednak głową. - Nieważne. Rozmawianie o tym nie pomoże - dodała. Wzięła swoją kanapkę i poczekała na Roberta, po czym poprowadziła ich do wolnego stolika. Było to dość trudne, bo wszyscy woleli gnieździć się wewnątrz e ten ziąb, ale udało się usiąść. - Kilka razy zdarzyło mi się przerwać znęcanie się w szkole nad młodszymi uczniami. Drugi raz powstrzymałam kogoś po za szkołą. A w wolnej chwili ćwiczę lekkoatletykę i zapasy - powiedziała spokojnie, nie zrażona faktem, że się trochę rozgadała. - Do superbohatera mi trochę brakuje. Jestem człowiekiem - powiedziała, choć sama czuła się z tymi słowami. W końcu tak nie do końca była zwykłym człowiekiem. Dotknęła miejsca na głowie, gdzie uderzyła o krawężnik. - A ty nigdy nie chciałeś być superbohaterem? - spytała i zajęła się swoją kanapką.
Sytuacja była dość ciekawa. Siedemnastolatka gada o superbohaterach z trzydziestolatkiem przy kanapce.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Paź 15, 2013 8:45 am

Ja superbohaterem? zapytał się i nagle do głowy przyszła mu myśl, że tak jak bohater komiksu który dzisiaj miał w rękach, będzie fruwać po mieście w złotym trykocie i błękitnej pelerynie. Ratowanie ludzkości razem z Thorem, Załatwianie tajnych agentów z Kapitanem Ameryką czy w końcu niszczenie robotów z Iron-Man'em. To było coś o czym mógł marzyć każdy śmiertelnik, nie wyłączając z tego Boba. Trzeba jednak było "wylądować na ziemi" i zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Dziewczyna miała większe zadatki by być kimś takim kim on się nigdy nie stanie.
Eee... raczej nie. To byłoby ponad moje siły. Jestem normalnym facetem, który od czasu do czasu naprawi i zrobi to i tamto. Bycie Herosem trzeba zostawić "profesjonalistom", którzy się nie boją ruszyć do akcji. odpowiedział w końcu. Przez chwilę zastanawiał się, czy dziewczynie teraz w ogóle będzie się chciało dalej prowadzić rozmowę z tak szarym człowiekiem jak Robert. Chyba nic dziwnego, że nie miał przyjaciół. Kto by chciał mieć za znajomego kogoś takiego jak on.
Boże, jakie to dołujące...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Paź 15, 2013 9:09 am

- A chociażby bohaterem? - zapytała z lekkim uśmiechem. Nie wyglądała jakoś zdegustowana słowami mężczyzny. Teraz gdy się uspokoiła i zaspokoiła pierwszy głód, wyglądała bardzo pogodnie. - Może wydawać się to głupie, bo mam dopiero siedemnaście lat, ale uważam, że to obojętność sprawia tyle bólu na świecie. Gdyby każdy zareagowałby tak jak ja na tego złodzieja, świat byłby pełen bohaterów - powiedziała i pomimo tak poważnej wypowiedzi, na jej ustach wciąż widniał uśmiech. Może troszkę bardziej smutny niż wcześniej. Nagle potrząsnęła lekko głową, jakby chciała się pozbyć nieprzyjemnych myśli, po czym spojrzała na Boba. - Wiesz już, że jestem uczennicą. Czym ty się zajmujesz, Bob? - spytała.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Paź 15, 2013 10:03 am

Pamiętaj, żeby mierzyć siły na zamiary. Ja wiem, że się nadaję do tego i wiem, że niektórzy nie powinni się za to brać. Zostawiam to innym, którzy lubią być w centrum uwagi. Oczywiście jeśli będzie tego wymagać sytuacja to stanę się takim "bohaterem". Może nie o takiej skali jak Mściciele, ale kimś na pewnym poziomie.
Bob dokończył swoją kanapkę. Na szczęście, bo Ruchika zapytała się o jego obecny zawód. Tak naprawdę Reynolds robił wszystko co przynosiło mu jakieś korzyści no i oczywiście było w ramach przestrzegania prawa. Nie mógłby dorabiać jako facet od "brudnej roboty"
Ja pracuję na budowie. Wiesz, Bohaterowie czasem muszą coś zniszczyć, żeby coś ocalić. Ja się zajmuję tymi budynkami. Słyszałaś o tej firmie "Damage Control"? Zajmują się naprawianiem szkód po superbohaterach. Tam od czasu do czasu mnie wynajmują do stawiania ścian, drążenia dziur i innych "ciekawych rzeczy". tutaj ostatnie dwa słowa wypowiedział wykonując gestem palców symbol cudzysłowu.
Jak się nie będziesz uczyć to pewnie skończysz tak jak ja. A lubisz jakieś przedmioty? Może nie jestem dobrym przykładem na przyszłość, ale na pewno potrafię dać jakąś dobrą radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Paź 15, 2013 1:06 pm

Słuchała, wciąż wcinając. Tak napchała swoją kanapkę, że nie mogła przyśpieszyć z jedzeniem. Przełknęła, znów spojrzawszy na Roberta.
- Jeśli pracujesz na budowie, to trochę krzepy masz - przesunęła po nim wzrokiem i stwierdziła, że na prawdę nie wygląda źle, ba! wygląda bardzo dobrze. - Dodaj do tego jeszcze poczucie czynienia dobra i masz już zadatki na bohatera. Wiesz, bohater nie musi od razu ratować całej planety. Wystarczą małe uczynki, na przykład zatrzymanie złodzieja czy nawet przeprowadzenie staruszki przez jezdnię. - Znów odgryzła kawałek kanapki, zastanawiając się nad odpowiedzią na pytanie. Znalazłaby wiele rzeczy, które lubi ale chyba dwie z nich były nad innymi. Przełknęła.
- Nie jest ze mną źle jeśli chodzi o naukę. Za rok kończę szkołę i teraz staram się już o stypendium na podstawie swoich sportowych osiągnięć. Interesuję się też biologią i podobnymi przedmiotami. Moja ciotka jednak chce bym poszła na prawo, choć ja zupełnie nie mam do tego głowy. - Westchnęła cicho. - Może wiesz, jak przekonać kogoś takiego, że lepiej dać mi wolną rękę? - spytała.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Paź 15, 2013 1:27 pm

Jak Cię utrzymuje to może być nieco trudne. Najlepiej zacząć jakąś pracę dorywczą. odparł Bob. Wtedy też przypomniało mu się, że ludzie z Damage Control szukają ludzi do pracy.
Jakbyś nie mogła nic znaleźć to zawsze mogę Ci "nakręcić" pracę ze mną. Będziesz mi pomagać przy pierdółkach i dostaniesz za to trochę kasy, żeby móc sobie odłożyć na to co chcesz robić w przyszłości. Biologia to ciekawa sprawa, ale prawo to też nie niezła rzecz.
Robert powoli zaczął się wczuwać w rolę "ojca", który radzi swojej "przybranej córce" co powinna robić w życiu.
Jesteś jeszcze młoda. Masz czas, żeby zastanowić się w życiu co lubisz robić i potem zacznij to robić. Oczywiście wyłącz z tego jaranie blantów i picie alkoholu.
Tutaj Reynolds stanowczo pokręcił palcem, ale potem lekko się uśmiechnął. Chciał wprowadzić rozmowę na nieco luźniejsze tory.
Mówiłaś, że lubisz sport. Jakieś konkrety? Może zyskasz kibica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 5th Avenue   

Powrót do góry Go down
 
5th Avenue
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» 5th Avenue

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: