Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 5th Avenue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Amora

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: 5th Avenue   Wto Lip 23, 2013 8:46 pm

First topic message reminder :



Kiedy lądujesz w całkowicie obcym świecie pierwszą zasadą przetrwania jest wmieszanie się w tłum tubylców. Oczywiście, gdy jest się Amorą, wmieszanie się w tłum jest zadaniem z definicji trudnym, no bo spójrzcie na nią - całe jej jestestwo krzyczy do przechodniów o jej odmienności! Jednak nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania i nawet najpotężniejsza czarodziejka Asgardu może przypominać elegancką bizneswomen, która w towarzystwie swojego asystenta lekkim krokiem spaceruje po najbardziej luksusowej ulicy w Nowego Jorku. Trzeba tu wyjaśnić kilka spraw - po pierwsze Amora nie miała asystenta, ale niewolnika. Sympatyczny (i bogaty) mężczyzna wpadł w jej siła pięć dni temu, gdy po raz pierwszy pojawiła się w mieście. Od tego czasu wiernie służył jej swoją kartą kredytową, oprowadzał po mieście i zapewniał nocleg w swoim apartamencie na Manhattanie. Był przydatnym narzędziem więc póki co nie miała nawet ochoty go zabijać. Zresztą kto nosiłby jej torby, gdyby nie on? No dobrze, szybko znalazłaby sobie równie posłuszne zastępstwo, ale nie chciała się teraz przesadnie rozpraszać szukaniem odpowiedniej ofiary. Ostatnimi dniami zajmowała się wszak czymś więcej niż tylko owym wtapianiem się w tłum i zwiedzaniem Nowego Jorku. Najważniejszą rzeczą jaką miała do załatwienia w Wielkim Jabłku, było zbieranie informacji. O kim? A no o Avengers. I o jej pobratymcach, którzy ostatnimi czasy tak chętnie odwiedzali Midgard. Jej niewolnik nie okazał się w tej kwestii specjalnie pomocny. Informacje, które jej przekazał na oba tematy były krótko mówiąc - bezwartościowe. Trochę plotek o bohaterach i ogólne streszczenie bitwy o Nowy Jork, którą stoczyli z Chitauri. Wszystko to sama znalazłaby w sieci, gdyby miała ochotę nauczyć się obsługiwać komputer (a nie miała).
Tak więc Amora wtapiała się w tłum na swój niepowtarzalny sposób - stukając czarnymi obcasami w chodnik, powiewając połami wściekle zielonego płaszczyka od Burberry i przyciągając spojrzenie absolutnie każdego mijającego ją mężczyzny. Marszczyła z irytacją swój piękny nosek i wykrzywiła usteczka w grymasie, zapatrzona przed siebie i myślami obecna całkiem gdzieś indziej. Potrzebowała bardziej wiarygodnego źródła informacji. Potrzebowała też sprzymierzeńców. Gdzie ich jednak szukać? Jak zdobyć ich zaufanie? Kogo owinąć sobie wokół palca, a kogo zastraszyć? Informacje! Tak bardzo były jej potrzebne!
Zamyślona nie usłyszała ostrzegawczego krzyku swojego niewolnika, który zauważył zagrożenie na długo przed nią. Smukła i piękna Amora nie wiedzieć jak i kiedy, wpadła z impetem na idącą z naprzeciwka osobę i jedynie jej nadprzyrodzona zwinność uratowała ją przed jakże upokarzającym upadkiem. Czarodziejka potrząsnęła ze złością głową, jasne włosy zatańczyły wokół jej wykrzywionej w grymasie wściekłości twarzy, a płonące furią zielone oczy skupiły się na bogom ducha winnej ofierze.
- Jak łazisz, niezdaro! - warknęła i najwyraźniej oczekiwała teraz wyjaśnień oraz przeprosin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Paź 15, 2013 1:56 pm

W końcu udało jej się skończyć kanapkę. Oparła się w krześle, czując, trochę zbyt pełen żołądek.
-Właśnie dlatego też staram się o stypendium, bym mogła spokojnie przesiedzieć chociaż rok w collage'u tam gdzie chcę. Chętnie jednak skorzystam z takiej dorywczej pracy. Mam czas po treningach - powiedziała wesoło. - Taa, prawo fajna rzecz, ale nie chcę być tak zapracowana jak ciotka. Jest świetna w tym co robi, jednak nie ma czasu nawet pomyśleć o założeniu własnej rodziny. Nie potrafię tak. Po za tym zupełnie mnie do tego nie ciągnie. Wolałabym zostać weterynarzem, albo ogólnie zajmować się biologią zwierząt. Może nawet genetyka. - Miała swoje powody, by iść tam, gdzie chce. Chciała dowiedzieć się więcej o własnej mutacji. Po za tym zauważyła, ze jej zdolności są właśnie związane z biologią. Uniosła ręce w obronnym geście, ale było widać że jest rozbawiona tym "groźnym palcem". - Nie interesuje mnie niszczenie własnego organizmu - odparła. - Po za tym na zawodach nas sprawdzają, tak samo trener, więc nawet wolę nie ryzykować. Jestem w drużynie lekkoatletycznej w Beacon High School, oraz w zapaśniczej, ale to już bardziej jako rezerwowa.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Paź 15, 2013 6:09 pm

Robert popijał właśnie colę, gdy usłyszał, że Ruchika należy też drużyny zapaśniczej. Mało co nie zachłysnął się napojem przez ten fakt. Zmierzył dziewczynę od stóp do głowy, potem jeszcze raz aby się upewnić, aż w końcu przestał sobie wyobrażać jak Ruchika może wyglądać wśród dziewczyn trenujących ów "ciekawy" sport.
Kurcze, gdybym był w Twoim wieku... powiedział nieuważnie na głos. Chodziło mu prędzej o to, że wtedy inaczej pokierować swoim życiem, wziąłby się za jakąś szkołę i nie musiałby dzisiaj latać z miejsca na miejsce, aby poprawiać budynki po zniszczeniach. Dziewczyna mogła to jednak nieco inaczej zrozumieć i to po chwili dotarło do Boba.
W sensie tyle bym w swoim życiu pozmieniał. Ale nie ma jak wracać do przeszłości. Trzeba iść jakoś do przodu. Jak będziesz chciała to się odezwij.
Wyciągnął wizytówkę z napisem Damage Control i napisanym na niej jego domowym numerze telefonu.
Nie mam komórki. Może sobie taką kiedyś kupię, ale na razie jest mi niepotrzebna. Tak się ze mną skontaktujesz jak będziesz chciała dostać trochę kasy za robotę.
Koło nich przeszła jakaś kobieta, która musiała usłyszeć tylko ostatnie słowa Reynoldsa. Wzburzyła się okropnie i prychnęła teatralnie, jakby zrozumiała coś zupełnie innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Paź 16, 2013 11:35 am

Słysząc słowa Roberta, musiała bardzo się wysilić, by nie wybuchnąć śmiechem. Jeszcze ten wzrok, którym po niej przesunął nie ułatwiał jej zadania. Ale czego mogła się spodziewać. Nie wyglądała na typową zapaśniczkę. Ogarnęła się jednak całkiem szybko i przyjęła wizytówkę. Znów musiała się opanować, gdy kobieta przechodząca obok prychnęła znacząco. Próbowała się skupić na wizytówce.
- Ok. Ale serio warto załatwić sobie komórkę nawet zamiast telefonu domowego - powiedziała, bo u nich właśnie tak było. Ona i ciotka miały telefony komórkowe, ale w mieszkaniu był tylko aparat do kontaktowania się z obsługą budynku. - Po za tym chętnie się skontaktuję w najbliższym czasie. Muszę tylko dostać rozpiskę treningów na następny miesiąc. Wtedy zadzwonię - uśmiechnęła się wesoło. Gdyby pozytywna energia byłą widoczna w formie światła, to pewnie Ruchika teraz byłaby jak małe słońce.
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Paź 16, 2013 11:47 am

Robert czuł się za to jak mała czarna dziura, która miała wciągnąć zaraz Ruchikę w nieodpowiednie miejsce. Sam także szybko się ogarnął.
Może masz rację. Pójdę sobie i kupię w końcu telefon. Przynajmniej mogę liczyć na numer od szefa... No i może od Ciebie jak już do mnie zadzwonisz. Tutaj lekko się uśmiechnął. To był chyba pierwszy raz od dawna, kiedy czuł się naprawdę dobrze. Miał ochotę wykorzystać tę pozytywną aurę i zrobić w końcu porządek ze swoim życiem. Najlepiej jakby zaczął od mieszkania, a potem od tej fuchy, którą męczył go Declun.
To jesteśmy w kontakcie. Jakbyś zadzwoniła i nie było mnie w domu to nagraj się na sekretarkę. Możesz też zostawić na niej swój numer. Ja się postaram wpaść do jakiejś firmy telekomunikacyjnej. Trzeba iść z duchem czasu. Ok, dasz sobie radę, bo ja będę się zbierał. Mam poważną robotę do zrobienia.
Robert miał na myśli ten mały bałagan, który miał obecnie w swoim mieszkaniu. Ciekawe, czy zanim dotrze do domu, przejdzie mu chęć na ruszanie tej kupy łachów wiszących na krzesełku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Paź 16, 2013 11:57 am

Schowała wizytówkę do torby w książce. W ten sposób szybko ją znajdzie. Spojrzała na Roberta, który teraz wyraźnie poweselał i wyglądał lepiej. Może to przez zjedzenie czegoś. Dziewczyna jednak nie zastanawiała się nad tym dłużej.
- Dobra, możesz liczyć na to, że zadzwonię - powiedziała, a na jej ustach wciąż widniał uśmiech. Zadziwiający był właśnie fakt, że dziewczyna uśmiechała się niemal przez cały czas, a nie odczuwała bólu mięśni. Wstała z krzesła, stwierdzając, że to najlepszy moment na zakończenie konwersacji. - Życzę powodzenia. Sama też muszę już się zbierać. Bardzo miło było cię poznać, Bob. Do zobaczenia - powiedziała i zebrała swoje rzeczy. Po czym zniknęła za drzwiami, wmieszawszy się w tłum na ulicy.

[zt]
Powrót do góry Go down
Sentry

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Paź 16, 2013 12:07 pm

Robert pomachał jej ręką na "do zobaczenia" i sam zaczął zbierać z krzesełka swoje klamoty. Nagle stanęła przed nim pewna starsza kobieta. Bob od razu zobaczył, że próbowała zataić znamiona czasu na twarzy, ale nie była w tym zbytnio zdolna.
Ja znam takich ludzi! Chce pan pewnie coś zrobić tej młodej, zagubionej w wielkim mieście, dziewczynce. wygdakała, a z jej ust mało co nie zaczął wylewać się obrzydliwie zielony jad.
Nie mam pojęcia o co pani chodzi. Zaprosiłem ją na kanapkę. Czy w tym kraju wszystko jest karane więzieniem? Nie można pójść z młodszą osobą na jedzenie? Robert w jednej chwili z radosnego człowieka zamienił się w kogoś sfrustrowanego życiem. Pięść zacisnęła się tak mocno, że aż mu knykcie pobielały. Był gotów niewerbalnie wytłumaczyć kobiecie, żeby trzymała się swoich spraw. Nagle rozmowę przerwał wysoki mężczyzna.
Czy ten pan sprawia jakieś kłopoty? zapytał się kobiety. Robert wiedział, że dewotka zaraz rzuci facetowi parę kłamliwych faktów i że ten uwierzy jej bardziej niż jemu. Widział też, że w bezpośrednim pojedynku nie miałby z gościem szans.
Tak. I już się zbieram. Mam ważniejsze sprawy niż kłótnie z napompowanym babsztylem.
Facet chciał go złapać, ale Robert był szybszy. Wziął swoje graty i szybko opuścił Subway'a.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Lis 30, 2013 9:28 pm

.Tłum ludzi. Wszędzie ludzie. Kilka kroków za nią, obok niej, wszędzie. Jadowicie zielone tęczówki przebijały na wylot wszystkie rozchichotane pannice noszące tanie podróbki torebek od Louisa Vuittona, które miały czelność dotykać JEJ, cudownej osoby. Gdyby nie to, że znajdowała się na jednej z najbardziej obleganych ulic w Stanach to pewnie inaczej by zareagowała na takie zaczepianie. Jeden, dyskretny ruch wypielęgnowaną dłonią i mogłoby być po jednej, drugiej, kolejnej dziewczynce. Na samą myśl pięknie wykrojone usta pociągnięte czerwoną szminką Chanel nr. 05 rozciągnęły się w marzycielskim uśmiechu. Byłoby tak miło. Z rozmyślań wyrwało ją głośne trąbnięcie jakiegoś zdezelowanego pick – upa w kolorze strażackiej czerwieni. Człowiek, który siedział za kółkiem mógł mieć może 40 lat? Wyglądał Amorze bardziej na Włocha, który mieszka dalej z mamą, a na kolację w piątek zawsze je spaghetti. Nie był zbyt interesujący, a sądząc po aucie, które żadnym klasykiem nie było pieniędzy też raczej nie posiadał. Należała mu się nauczka, po tym jak na nią zatrąbił. I to za co? Za to, że przechodziła na czerwonym świetle? Posągowa piękność tylko prychnęła głośno i rzuciła zirytowane spojrzenie wprost na tego śmiesznego facecika. Powinien czuć się zaszczycony, że cudowna bogini w ogóle na niego spojrzała. Nie zwracając uwagi na resztę, swobodnie przeszła na drugą stronę ulicy, zmysłowo kręcąc biodrami, na których opięta była króciutka, czarna spódniczka z najnowszej kolekcji Prady. Miała również na sobie jedwabną szmaragdową koszulę, zawiązywaną pod szyją i czarną kopertówkę Miu Miu. Stąpała lekko w niebotycznie wysokich szpilkach od Jimmiego Choo po chodniku kierując się…właśnie. Szła dalej, mijając coraz to bardziej kolorowe wystawy sklepów, które tylko zachęcały do kupienia trzech bluzek w cenie jednej. Amora miała ochotę ziewnąć. Ostatnio zakupy ją nudziły. Chociaż nie tyle co zakupy, a mężczyzna, z którym chodziła po ów sprawunki. Była już z nim chyba trzy tygodnie i owszem, dbał o nią i o jej potrzeby, ale cóż. Wiadomo, kobieta taka jak Amora nie może się nudzić. Dlatego też co jakiś czas rzuca tylko ukradkowe spojrzenia pełne obietnic mężczyznom, którzy według niej mogą być interesujący. Zmierzając dalej ku wielkiej nie wiadomej dziewczyna już z braku laku zaczęła oglądać wystawy – zatrzymała się przed jedną z nich. Co ciekawe to nie był żaden butik, który w nazwie posiada nazwisko znanego projektanta. Ubrania, które znajdowały się na starym manekinie były co najmniej oryginalne. Czarne, skórzane spodnie i gorset tegoż samego koloru z delikatnymi, szmaragdowymi wstawkami. Komplet idealny, trochę drapieżny, ale…Na pewno wyglądałaby w tym bosko. W końcu jest boginią. Stała więc tak przed szklaną wystawą i zastanawiała się tylko czy wejść teraz do butiku, czy tez po załatwieniu pewnej sprawy, która chyba może jeszcze jakiś czas zaczekać. Zdecydowała się na pierwsze rozwiązanie. Gładkim ruchem otworzyła swoją torebkę w poszukiwaniu portfela, w którym znajduje się karta kredytowa jej nowego przyjaciela. Blond włosa dziewoja zmarszczyła śmiesznie swój mały, zgrabny nosek i zaczęła coraz bardziej niecierpliwie szukać pewnej zguby. To niemożliwe, że nie miała przy sobie gotówki, to by było naprawdę straszne. Istny koszmar. Amora powoli podniosła głowę i spojrzała w swoje odbicie na wystawie. Uroczy uśmieszek zniknął z jej bladego lica, zacisnęła pełne usta i westchnęła teatralnie. No nic, będzie musiała skorzystać z tego okropnego urządzenia z małym telewizorkiem i zadzwonić do…jak mu tam? Tony? Nie, chyba Michael. Zrezygnowana bogini wyciągnęła telefon z nadgryzionym jabłuszkiem i niechętnie spojrzała na duży ekran. Nie chciała się przyznać, ale nie lubiła tego typu gadżetów. Nie wiedziała też za bardzo jak się nim posłużyć, toteż stanęło na bezsensownym wgapianiu się w iPhone’a. Ładny, bo ładny, ale pożytku z tego nie miała. Być może ktoś trafi się tak miły i pokaże naszej słodkiej Amorze jak się obsłużyć danym sprzętem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan Sandler

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 25/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Gru 03, 2013 10:07 pm

Morgan szedł pewnym krokiem piątą aleją. Nasunięty na głowę kaptur, ciemne okulary skutecznie zakrywały jego twarz. Szczególnie przydatne były owe ciemne glasses chroniły jego specyficzne oczy od natrętnych spojrzeń podejrzliwych ludzi. Dlaczego tak się ubierał? Może dlatego, że wciąż ma wrażenie, że przed czymś ucieka, a przeszłość to zmora, która nie daje mu żyć. Ściga go jak psa. Szerokie nogawki wytartych jeansów powiewały na zimowym wietrze. Adidasy zdawały być się średnio dopasowane do panującej aury, ale nawet ona nie będzie przecież dyktować Pacowi jak ma się ubierać. Na uszach miał czarne beatsy zlewające się barwą z bluzą jaką miał na sobie. Z ich wnętrza dochodził dźwięk, w którego takt poruszał się mężczyzna typowy dla Morgana. Skupiony zmierzał przed siebie, tak na dobrą sprawę sam nie wiedział dokąd. Kiedy nagle minął kobietę wpatrzoną w wystawę. Ubrana w najlepsze możliwe ciuchy, kiedy go mijała poczuł perfumy, które zapewne nie należały do tanich. Uroda również co najmniej ponad przeciętną, mężczyzna mimochodem obejrzał się za Nią z ledwo dostrzegalnym uśmiechem. Po chwili jednak zatrzymał się widząc, że ta nie może poradzić sobie z telefonem. Podszedł, nie zsuwając osłaniającej odzieży i spytał:
-W czymś pomóc dobra kobieto? - spytał, a na jego twarz znów wpełzł lekki uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://justmer.wordpress.com
Amora

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Gru 04, 2013 9:47 pm

Po kilku minutach bezproduktywnego wgapiania się w ekran ajfona dziewczyna westchnęła głęboko. Do bani taki sprzęt, który w żaden inteligentny sposób nie umie się sam z siebie odblokować. Blondyneczka w zabawny sposób zmarszczyła wyskubane brwi i już miała chować telefon do torby, gdy usłyszała za sobą męski głos. I słowa, które dźgnęły ją głęboko w serce. ‘Dobra kobieto’? Cóż to za margines się do niej tak odzywa? Łaskawie uniosła głowę i zerknęła z ukosa na faceta, który pozwolił sobie się do niej odezwać. Zlustrowała go od stóp do głów, dłużej zatrzymując spojrzenie na paskudnych butach i nogawkach spodni. Chciała nim potrząsnąć i krzyknąć w twarz. ‘Człowieku, co Ty masz na sobie?!’, ale taktownie odwróciła wzrok od dolnych partii ciała i przesunęła nim w górę, na tors i w końcu na twarz. No, nie powiem. Mężczyzna całkiem przystojny. Ale czy kasiasty? Oto jest pytanie.Sądząc po jego stylu ubierania się, czy też po samym ubiorze raczej nie. Ale, pozory mogą mylić, prawda? Przylepiwszy sztuczny uśmiech nr. 36 spojrzała na niego i zatrzepotała w iście magiczny sposób kurtyną czarnych rzęs i powiedziała słodkim, seksownym głosem.
- No cóż, mam pewien problem. Otóż widzi Pan, to mój nowy telefon, jeszcze nie umiem się nim obsługiwać. Czy mógłby Pan…zerknąć? – Skoro tutaj przyszedł, zagadał to może się i na coś przyda. Skupiwszy wzrok na jego dłoniach, obserwowała każdy chociażby najmniejszy ruch. Jeżeli będzie chciał uciec z jej telefonem, po prostu walnie go mocno torebką przez łeb. Na razie stoi grzecznie i zastanawia się, ile też może mieć kasy na koncie ten koleś. No ale najpierw panna Amora musi sprawdzić, czy kolega jest interesujący czy też nie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan Sandler

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 25/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Gru 04, 2013 10:38 pm

Morgan posłał kobiecie przelotny uśmiech. Zdjął okulary, które podczas korzystania z telefonu delikatnie mówiąc utrudniały życie, Musiałaby przyjrzeć się jego twarzy bardzo uważnie, ewentualnie doprowadzić do spojrzenia twarzą w twarz. Jednakże z całą pewnością Pac raczej by do tego nie dopuścił, no chyba że poznają się lepiej. Mocami nie lubił się chwalić, bo i w sumie nie bardzo jest czym. Wiedziała o nich chyba tylko ekipa z celi. Przejął telefon, ładny, funkcjonalny Iphone. W pierwszej kolejności miał ochotę gwizdnąć Jej ten sprzęcik i opchnąć komuś za niezłą sumę, jednak nie lubił okradać kobiet. Chyba, że musiał, tu jednak nie było takiej konieczności. Popatrzył na ekran, by w moment domyślić się o co chodzi. Musiał się powstrzymywać, by nie parsknąć śmiechem. Laska ubiera się jak gwiazda filmowa, a nie potrafi odblokować telefonu. Delikatnie mówiąc dziwne, jednak wyręczył Ją w tym przedsięwzięciu. Oddał aparat:
-Teraz nie powinna Pani mieć problemów z użytkowaniem, w razie czego widziała Pani jak go odblokować, więc wszystko jasne, - powiedział spokojnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://justmer.wordpress.com
Amora

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Gru 05, 2013 4:48 pm

Przez tą krótką chwilę miała okazję przyjrzeć się z bliska jego twarzy. No, tak jak już stwierdziła wcześniej, nie był brzydki. Twarz miał całkiem przystępną, regularne rysy, tylko oczy. Oczu nie dojrzała. Dziwne. Gdy ten na nią spojrzał znów uśmiechnęła się delikatnie i odebrała telefon od niego, wręcz zaborczym gestem na wypadek gdyby ten jednak zamierzał go pożyczyć. Zdążyła zauważyć w jaki sposób chłopak odblokował telefon. Teraz nie strzeli już takiego faux – pas i bez problemu sama sobie poradzi. Cały czas się uczy, jest młoda i nowa w tym świecie, więc? Nie ma się co czepiać. Poza tym to faceci podniecają się nowinkami technicznymi. Ona ich nie potrzebuje. Ma bo ma, ale bez nich też by jakoś żyła. A jakże. Lekkim ruchem dłoni odgarnęła blond kosmyki z czoła i posłała mu nieco dłuższe spojrzenie. Wyraz twarzy miała nieodgadniony, chłopak nie mógł się domyśleć o czym ona teraz myśli. A myślała, trybiki w jej mózgu pracowały pełną parą. Zastanawiała się czy też zostać z nim jeszcze przez chwilę i go sobą zainteresować, czy też zadzwonić do tego swojego przyjaciela i poprosić go o gotówkę i limuzynę. Druga opcja była naprawdę kusząca, ale nowy nabytek , ekchem , tzn znajomy, którego imienia jeszcze nie poznała również mógł okazać się ciekawym rozwiązaniem. Nagle zaśmiała się dźwięcznie i pochyliła się nieco w jego stronę.
- Tak poza tym, nazywam się Amora. – Usta ułożyła w lekkim uśmiechu, zerknęła na niego mimochodem.
- A Pan? - Utkwiła w nim jasne niczym niebo w ciepły, letni dzień oczęta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan Sandler

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 25/10/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Gru 05, 2013 5:46 pm

Morgan nie widział większej potrzeby w tym by tkwić nie wiadomo ile na ulicy. Tłum ludzi z całego świata, hałas, samochody to coś zamiar skierować się w swoją stronę, kiedy kobieta przedstawiła się posyłając mu uśmiech. Wsunął okulary na oczy, i rzucił:
- Możesz mi mówić Pac. Amora? Nie miałem pojęcia, że takie imię istnieje. - narzucił kaptur na głowę i mimo wszystko skierował się przed siebie. Znajomości trzeba dobierać bardzo ostrożnie, jeden zły ruch może skończyć się nie lada problemami. Szczególnie jeśli chodzi o kobiety. Nigdy dość ostrożności.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Morgan Sandler dnia Czw Gru 05, 2013 6:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://justmer.wordpress.com
Amora

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Gru 05, 2013 6:42 pm

- Pac? – W duchu zaśmiała się. Zupełnie jak ta ludzka gra komputerowa z tą kulką. Pac Man, czy coś w tym stylu. Na wzmiankę o swoim imieniu uśmiechnęła się tylko tajemniczo, jasne oczy błysnęły niebezpiecznym blaskiem.
- To widocznie jeszcze niewiele wiesz o życiu. - Wyraz twarzy miała niezmieniony, do czasu gdy ten znów nałożył kaptur i skierował się w inną stronę. No nie, ona nie będzie za nim latać. Prychnęła głośno, chwyciła ponownie swojego smartfona, przesunęła kciukiem po ekranie odblokowując go i kliknęła jeszcze kilka razy w szybkę. Rozległ się cichy sygnał, szybko zatem przyłożyła telefon do ucha i ponownie obróciła się w stronę wystawy lustrując ją przenikliwym wzrokiem.
- Skarbie? – Odezwała się pierwsza, słysząc w słuchawce głos swojego obecnego ukochanego. Mówiła lekko zachrypniętym, hipnotyzującym głosem, w którym na pewno nie było słychać czułości. – Zapomniałam portfela, a chciałam zrobić małe zakupy. Przyjechałbyś po mnie? – Na moment zamilkła, wysłuchała tego co miał jej mężczyzna do powiedzenia. Pokiwała głową, poprawiła koszulę i westchnęła. – To w takim razie spotkajmy się pod Soho, dobrze? Będę niedługo. – Tymi słowami zakończyła krótką konwersację. Schowała ponownie telefon do torebki, przejrzała się w szybie i stwierdzając, że wygląda jak zwykle cudownie, nie czekając na pożegnanie ze strony Paca wyminęła go i odwróciwszy lekko głowę w jego stronę rzuciła mu wymowne spojrzenie. Chwilę później zniknęła w tłumie ludzi.


[z/t.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Gru 22, 2013 1:54 pm

Jak zwykle, David wrócił do domu bardzo późno. Dom był już zamknięty, ale chłopak zawsze zostawiał otwarte okno przez które wchodził do swojego pokoju. Tym razem nie było inaczej. Noc przebiegała spokojnie ale on nie mógł zasnąć. Jutro mają wycieczkę do Nowego Jorku miał tylko nadzieje że wyjazd przebiegnie szybko i w miarę spokojnie. Rankiem spakował rzeczy zjadł szybko śniadanie i pobiegł do szkoły. W autobusie siedział sam i ledwo utrzymywał nerwy na wodzy. Po dojechaniu na miejsce wysiedli z samochodu. Davida momentalnie rozbolała głowa, chwycił się jedną ręką za lewą skroń. Nauczycielka opowiadał im o życiu w mieście cały czas idąc z grupą po chodniku. Jak zwykle Saiens szedł na samym końcu, z dłońmi w kieszeniach. Był tak zamyślony że nie słyszał nawet słów wychowawczyni. Z jakiegoś spożywczego sklepu wyłonił się starszy od szesnastolatka mężczyzna, podszedł do chłopaka przewrócił go na chodnik ukradł co dziwne tylko portfel. Nauczycielka zobaczyła to wydarzenie i zatrzymała całą klasę. Skierowała się powolnym krokiem w stronę Davida, niestety portfelu już nie odzyskają. Miała zamiar mu to przekazać ale nie zdążyła... Na rękach chłopaka były widoczne żyły a oczy zmieniły kolor, i nagle zmienił się w wilka co wywołało ogromną panikę na 5th Avenue. Wszyscy krzyczeli a klasa wraz z wychowawczynią uciekli czym prędzej. Przez ogromny ból głowy nie wiedział co się w okół niego dzieje, wszystko było takie zamazane. Przestraszony ruszył przed siebie. Próbował zrobić wszytko byle by wrócić do ludzkiej postaci ale nic nie mógł zrobić, tylko biedak się męczył. To uczucie bezradności wykańczało go niezmiernie, a on biegł ile sił wlezie aby powrócić do mieszkania.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Gru 22, 2013 3:08 pm

Trzeba przyznać, że tego typu akcje w Nowym Jorku nie były już akurat niczym niezwykłym. Może i wychowawczyni wraz z resztą wycieczki nie była do nich przyzwyczajona, więc miała wszelkie prawo wpaść w panikę - lecz większość osób przebywających na tym odcinku ulicy nie przejęła się aż tak bardzo. Niektórzy zwrócili ku chłopakowi - cóż, już wilkowi - zaintrygowane spojrzenia, paru przechodniów wyjęło nawet komórki, aby go uwiecznić, lecz większość mieszkańców miasta naprawdę miała ważniejsze sprawy na głowie i nie przejmowała się kolejnym odmieńcem. W końcu było ich pełno.
Im bardziej David oddalał się od miejsca wydarzenia - tym mniejsze zainteresowanie wzbudzał w otoczeniu. Osoby, które nie widziały jego przemiany, uznawały go najwyraźniej za zwykłego bezpańskiego psa, a co za tym idzie: ignorowały jego egzystencję, nawet niespecjalnie się od niego odsuwając. A w wielkim mieście łatwo było się przecież zgubić - ot, wystarczyło tylko na moment przestać uważać, bezmyślnie skręcić w nieznaną uliczkę i już, gotowe.
Ktoś jednak śledził poczynania wilka - nie pokazując mu się na oczy i utrzymując należyty dystans. Nie wkraczając do akcji... Być może "jeszcze".

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Gru 22, 2013 4:02 pm

Pięknie, teraz to już nigdy nie znajdzie drogi do domu. Zgubił się, nie wiedział w jakiej części Nowego Jorku jest a co dopiero  gdzie spokój i cisza. Był wściekły, wiedział że tak to się skończy. Przynajmniej tyle dobrze że ludzie nie krzyczeli na jego widok już wystarczająco mocno boli go głowa. Zmęczony już tym całym biegiem zwolnił.
-Dlaczego?! Dlaczego ja byłem taki naiwny i pojechałem na ten wyjazd?! Równie dobrze mogłem uciec rankiem do lasu! Ojca i tak by to nie interesowało, nie miał bym czym się przejmować! - Pomyślał. Był tak zły że jeśli ktokolwiek go teraz dotknie lub za toruję mu drogę zabije, serio po prostu zabije. Zawarczał i wystawił kły, niech wiedzą że jest w złym nastroju. Wszedł w jakąś ślepą uliczkę i zatrzymał się, musiał trochę odpocząć w spokoju. Koło chodnika zatrzymała się ciężarówka, nieznajomy mężczyzna  wysiadł z niej i powoli podchodził do wilka. Za pewne był to hycel. Ale kto go tu wezwał?  Człowiek, a jakby inaczej.
-Radzę zostawić mnie w  świętym spokoju. Chyba że chcesz wrócić do pracy bez ręki nogi lub może życia? -Warknął ale facet nie odpuszczał. Dobra, tak chce się bawić to proszę! Rzucił się na człowieka przewracając go na ziemie. Wbił mu kły w prawą rękę i próbował ją wyrwać.
-Cudowna zabawa, jak sądzisz? -Pomyślał i szarpał mocniej, z całych sił.
-Ręka zbyt mocno się trzyma to może z nogą lepiej pójdzie? Nie zdążył wcielić swego niecnego planu w życie bo dwunóg  uciekł i odjechał swą ciężarówką.
-Mam nadzieje że przynajmniej rękę mu złamałem.
Miał dość tego miasta. Oddalił się z zaułka, wraz z zakrwawionym pyskiem i łapami.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Gru 22, 2013 8:28 pm

Zwierzakowi nie było dane znacząco oddalić się od zaułka, w którym dopiero co zaatakował jednego z mieszkańców miasta. Zrobił zaledwie krok czy dwa, nim w jego stronę poszybowała siatka wykonana z jakiegoś lekkiego i dość giętkiego metalu - lecz zarazem opatrzona w ciężarki umieszczone na samych końcach. Widać było, że nie mogła zostać tak po prostu rzucona przez zwykłego człowieka; użyto w tym celu raczej jakiegoś urządzenia miotającego, które nadało jej odpowiednią prędkość.
Siatka nadleciała z góry, ale po skosie - i to z wystarczającą siłą, by pojmanego wilka cofnąć z powrotem do zaułka, przy okazji go przewracając, lecz poza tym nie wyrządzając mu żadnej krzywdy. Nie takie było jej zadanie; miała go tylko unieruchomić. Przechodnie, którzy zauważyli jej przelot, natychmiast się cofnęli; trzeba przyznać, że tubylcy wyrobili już sobie całkiem niezły instynkt samozachowawczy.
Ze swojego obecnego położenia David nie mógł niestety na szybko ustalić skąd wystrzelona została siatka - ani tym bardziej przez kogo. Może w innej sytuacji, na spokojnie, byłby w stanie się skupić, przemyśleć sprawę i wypatrzeć przeciwnika, ale tak...? Miał póki co pilniejsze sprawy na głowie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pon Gru 23, 2013 12:45 pm

Myśli bezradności rozsadzały jego głowę, nie miał wyjścia musi iść przed siebie. Nie przeszedł kilku kroków od zaułka gdyż nagle poczuł że coś mocno popchnęło go z powrotem do ślepej uliczki. Gdy otworzył niebieskie ślepia był w siatce, leżąc na zimnym chodniku pozbierał swoje myśli do kupy. Trzeba się wydostać! Gryzł sieć zębami i drapał pazurami, innymi słowy robił wszystko aby znów być wolnym. Po pewnym czasie odpuścił sobie myśl że zdoła się wydostać, więc leżał tak na zimnym podłożu. Miał dość, był wściekły wykończony niech się dzieje co ma się dziać. Dobra, ale kto go złapał? Teraz nad tym wolał pomyśleć. Czyżby hycle byli tak za awansowani? Nie podejrzewał. Jako iż był mądrym chłopakiem-w wilczej postaci- wiedział że gdyby było to rzucone prosto na niego z góry, nie został by odepchnięty. Więc pozostaje koncepcja że zostało to wystrzelone być może z jakiegoś budynku, wszystko nawet na to wskazywało. Cudownie, zagadkę skąd zostało to narzucone ma rozwiązaną. Teraz pozostaje kto ją tu rzucił? Hycel odpada, zwykły mieszkaniec też. Obawiał się czegoś gorszego od tych wymienionych, tylko jeszcze nie wie czego. Był teraz całkowicie gotowy na wszystko. Będzie walczył do ostatniego tchu, koniec tego dobrego. Wziął się w garść, wstał ledwo ale wstał. Nie, on nie ma zamiaru znów siłować się z siatką, bo to nie ma sensu i tak jej nie zniszczy. Czeka na sprawce tego całego wydarzenia. Niebieski amulet zamigotał w słońcu, tak łatwo nigdy się nie podda.
Wiedział jedno, że do puki stoi na nogach musi się bronić. Saiens chciał tylko znów być w lesie, wśród świerków dębów gdzie nikt nie robił hałasu z jego powodu. Musi odnaleźć się w tym wielkim mieście, tylko jak? Po pierwsze jest w pułapce po drugie jest chwilowo w ciele wilka, więc nie ma jak się chwilowo ,wtopić' w tłum. Wypuścił głośno powietrze z płuc, cały świat się na niego uwziął a przecież chciał tylko spokojnej wycieczki po mieście którego nigdy nie zwiedzał. Miał nadzieje że zostało w nim przynajmniej trochę energii. Ból głowy nie przestawał dawać o sobie znaku. W wilczej postaci słuch jest odrobinkę czulszy niż w ludzkiej, dlatego ból był silniejszy. Ale David jest silnym facetem! Nie takie rzeczy przebolał, były gorsze.
Dlaczego on? Cały czas zadawał sobie to pytanie na które nie umiał odpowiedzieć. Oczy wilczego Saiensa zabłysnęły złowrogo, rozglądał się nad potencjalnym wrogiem ale chwilowo nikt się nie zbliżał. Korzystając z chwili spokoju, odpoczywał lecz pozostawał czujny. Nigdy nie wiadomo skąd niebezpieczeństwo wyjdzie.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pon Gru 23, 2013 5:03 pm

Wilk był zmęczony - biegiem, szarpaniem się z hyclem, który najwyraźniej jednak zdążył w całym tym zamieszaniu raz czy dwa uderzyć go w bok, a także walką z siatką, która wcale nie miała zamiaru ustąpić pod zębami i pazurami zwierzaka. Przeciwnie, gryzienie jej skończyło się jedynie okaleczeniem pyska stworzenia, z którego teraz spływała także i jego własna krew. Może i nie były to poważne rany, ale z całą pewnością nieźle piekły - i prezentowały się znacznie gorzej, niż było w rzeczywistości. Wypadałoby je prędko oczyścić, lecz w zaistniałych okolicznościach musiało to jeszcze poczekać.
David wstał - i w zasadzie nie zdążył uczynić wiele więcej, gdyż w tym momencie na dopiero co oczyszczony z przechodniów chodnik wjechał granatowy van o przyciemnionych szybach, który zaparkował dokładnie tak, aby odciąć zaułek od głównej ulicy. Nie zablokował przy tym własnych drzwi, które w sekundę czy dwie później rozsunęły się - i z wnętrza samochodu wyłonił się mężczyzna w ciemnym mundurze. W jego dłoni znajdowała się dość nietypowa broń - bez wątpienia palna, przypominająca może wiatrówkę, ale jakby w uproszczonej wersji.
Delikwent zrobił ku wilkowi dwa kroki i zatrzymał się, trzymając swój sprzęt skierowany mniej więcej w stronę zwierzaka, ale nie celując bezpośrednio w niego - prawdę mówiąc bardziej pod jego przednie łapy. Można by to było zapewne zinterpretować jako "nie planuję cię zaatakować, lecz zrobię to, jeśli będę musiał" - albo i nie, trudno orzec. Najważniejsze jednak, że mężczyzna nie zwlekał bez powodu - i przemówił do Davida:
-Zgaduję, że nie potrafisz się odmienić, ale jeżeli chociaż rozumiesz moje słowa, to radzę siedzieć spokojnie- oznajmił spokojnym i dość chłodnym tonem głosu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pon Gru 23, 2013 6:25 pm

Był tym wszystkim zmęczony, szarpaniną z hyclem walki z siatką. Najgorsze było w tym to, że jak zwykle musiał ucierpieć w takich starciach. Rany które miał na pysku po szarpaninie z siecią, może nie bolały ale mocno piekły. Chętnie przemył by je w leśnej rzece do której zawsze chętnie wędruje napić się czy przemyć rany zaistniałe przy gonitwach po polanach. Ponad to bolały go żebra gdyż dostał kilak razy w bok od hycla. Dlaczego to on zawsze miał pecha? W ten jego czujny słuch wraz ze wzrokiem wychwycił granatowego vana wjeżdżającego na chodnik z przyciemnionymi szybami, który na nieszczęście Davida zaparkował tak że nie będzie mógł wydostać się z zaułka. No to zaczyna się piekło. Z granatowego pojazdu wyszedł mężczyzna w ciemnym mundurze z nieznaną dotychczas bronią w rękach. Człowiek ten zrobił ku niemu dwa kroki, na które Saiens zareagował warknięciem. Broń nie była na jego szczęście skierowana prosto na niego, prawdopodobnie gdzieś w okolice łap. Wilk zrozumiał to mniej więcej ,,Nie użyję tego, dopóki nie będę musiał”. Przestał warczeć, bo zrozumiał ostrzeżenie. Prawdą jest że miał walczyć ale nie będzie ryzykował własnym życiem, ten facet jest uzbrojony nie miał by szans. Teraz głównie zastanawiał się kto to może być? Ciężko orzec bo widzi go pierwszy raz na oczy. Tym bardziej że mieszka poza miastem, co utrudnia mu zadanie.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pon Gru 23, 2013 9:16 pm

Mężczyzna obrócił lekko głowę, aby zerknąć przez ramię w stronę vana - a następnie kiwnął nią nieznacznie. Musiał to być jakiś umówiony wcześniej znak, którego znaczenia nie sposób byłoby się teraz tak po prostu domyślić; być może delikwent potwierdzał jedynie, że wszystko jest w porządku, a może otwierał drogę dla dalszych posunięć... Lub coś jeszcze innego. Grunt, że zaraz potem zrobił jeszcze kilka kroków w stronę wilka, zbliżając się do niego na odległość może dwóch metrów.
-Mam dla ciebie radę na przyszłość: atakowanie cywilnych to zwykle nie jest najlepszy pomysł. Są inne rozwiązania, wiesz? Wypadałoby, żebyś popracował nad kontrolą całej tej agresji... Ale wszystko w swoim czasie. Najpierw musimy cię stąd zabrać. Pójdziesz spokojnie?- spytał.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Gru 24, 2013 11:21 am

Mężczyzna zbliżył się na tyle blisko, że David chciał go żywcem rozszarpać. Ale wiedział że może się to dla niego źle skończyć.
-Przepraszam, ale to rozwiązanie jest lepsze od siedzenia w schronisku poza tym ja nie jestem psem, jeśli nie potrafią rozróżnić to wyłącznie ich sprawa. Sami się pakują pod nóż.-Po chwili dodał- Co? Jak to wszystko w swoim czasie?! Zabrać?! Nie, nigdzie nie idę.-Pomyślał. Może tu zostać nawet rok, na pewno po jakimś czasie znów będzie człowiekiem i uwolni się z sieci. Szkoda że David rozumie ludzką mowę w ciele wilka, a ludzie wilczej nie. Warknął, on nigdzie nie pójdzie. Taki przekaz miał znaczyć mniej więcej ,,Nie” kto wie jak zrozumiał go mężczyzna. Zrobił krok a może nawet dwa w tył, zależy na ile pozwoliła mu siatka i znów zawarczał tym razem ciszej.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Gru 25, 2013 11:06 pm

Rzecz jasna dla mundurowego cały ten "słowotok" zabrzmiał po prostu jak seria warknięć i szczeknięć, których siłą rzeczy nie mógł pojąć - choćby i nawet chciał, a na dobrą sprawę nie było to w tej sytuacji takie pewne. Grunt jednak, że mężczyzna najwyraźniej nie miał zamiaru bawić się w przekonywanie wilka do swoich racji - ani tym bardziej nie planował tak po prostu zostawić go w spokoju. Nie, wręcz przeciwnie; zamiast tego bowiem uczynił krok do tyłu, a następnie szybkim ruchem poprawił ułożenie swej broni, tym razem wycelowując ją już prosto w zwierzaka, a nie pod jego łapy.
Wbrew pozorom wystrzałowi wcale nie towarzyszył żaden huk... Ani nawet pocisk, jeżeli mamy być dokładni. Nie, na miejscu kuli znajdowała się odpowiednio przystosowana do tego celu strzykawka z odmierzoną dawką środka usypiającego - który w pierwszej kolejności sprawił, że David zaczął słaniać się na nogach, a jego zmysły otępiały. Dopiero po kilku sekundach substancja dała dalsze efekty - pozbawiając wilka przytomności.

[z/t dla Ciebie]

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Lip 11, 2014 7:39 pm

Juz bardzo dlugo nie miala wolnej chwili. Bycie krolowa podziemnej metropolii potworow wiazalo sie z wieloma obowiazkami, ktorych zwykly smiertelnik mialby dosc po kilku godzinach i nawet jesli gdzies mozna bylo wyjsc, cos zwiedzic, zazwyczaj byly to wedrowki w towarzystwie ochrony. Na szczescie Shiklah byla sukkubem, sprytnym w dodatku. Udalo jej sie zmylic straznikow i wyruszyla 'w miasto'.
Wspolczesny swiat i ludzie fascynowaly ja. Tyle zmienilo sie gdy przebywala w zamknieciu! Czasami zastanawiala sie jak mozna zyc w takim halasie i tlumie, lecz szybko zapominala o podobnych drobnostkach w zaciszu wlasnych komnat lub gdy widziala wszystkie wspanialosci oferowane przez nowoczesne technologie. Niestety, zaden robot, kukla czy co to tam jeszcze nie mogloby zastapic obecnosci meza, ktorego nie widziala od dnia slubu.
Wiedziala, ze pomimo iz na tak znanej i ruchliwej ulicy przechadzalo sie wiele pieknych dam, oczy wszystkich przedstawicieli plci meskiej ogladaly sie za nia, dzis jednak z jakiegos powodu nie sprawialo jej to tyle przyjemnosci co zwykle.
*Moze gdybys byl laskaw dac jakis znak...* Pomyslala i westchnela cicho, spogladajac na obraczke znajdujaca sie na palcu. Wiedziala, na co sie pisala od chwili gdy poznala Deadpoola i nie tyle przeszkadzala jej praca, ktora sie zajmuje, a sam fakt, ze nie mogla przy nim byc. Podobalo jej sie zycie pelne wrazen, wciaz w podrozy i niewiedzy, czy nastepna potyczka z wrogiem bedzie ostatnia w jej zyciu. Gdy dopadala ja szara codziennosc, miala ochote zamknac sie w sarkofagu na kolejne kilka tysiecy lat.
Weszla do pierwszego z brzegu butiku, tu kazdy sklep i kawiarnia byly ekskluzywne i drozsze od poprzedniego, lecz czy ja stac bylo ostatnim o czym moglaby pomyslec krolowa. Aby zwrocic mysli na inny, przyjemniejszy kierunek, zaczela poszukiwania nowej sukienki. Wiekszosc z tych ktore posiadala choc piekne, byly tak wspolczesne jak ten taki zydowski magik dla ludzi, Jejus albo jak mu tam bylo. Mimowolnie usmiechnela sie pod nosem - wygladala niezwykle w oczach innych ale nie wzbudzala ogolnego poruszenia swa odmiennoscia, i bylo w tym tylko troche magii jej wlasnej, demoniej osoby. Ciekawe czy tylko mieszkancy Ameryki byli przyzwyczajeni do dziwactw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Lip 11, 2014 10:47 pm

Nasz wspaniały, (Przystojny), charyzmatyczny, (Zabawny), seksowny, (O jędrnym, cudownym tyłeczku), (I stopach), (Prosiłem, żebyście... Just... just...), (Give'em to me) najemnik z pyskiem, regenerujący się degenerat, Scarface 2.0, a od zmiany rysownika w Original Sin Deadpool, człowiek o mega krzywej mordzie(I żółtych, pozbawionych tęczówek ślepkach) - Deadpool, przemierzał właśnie ulice Nowego Jorku, w swoim obcisłym, czerwono-czarnym wdzianku. Rozmawiając z kimś przez telefon i, cóż, mówiąc dość głośno, tak że ciężko było nie zwrócić uwagi na Wade'a mijającym go przechodniom. Jakby nie wystarczyło ubranko. I sztuczne afro. (I seksowny tyłeczek)(I stopy)(...)(Mrrr).
- Jak to brak środków na koncie? Przecież jestem milionerem. Zarobiłem trzy miliony. Skopując tyłek Taskmasterowi, między innymi. Uczciwie zarobione pieniądze. Mam oficjalne papiery. I ubezpieczenie. Płacę regularne składki na ZUS. Czy coś tam. Więc dlaczego, gdy dzisiaj chciałem kupić sobie nowy pomnik mnie, tym razem z lodu, bo ostatni, z piaskowca, tak jak mówiła moja MG, porósł mchem(Przynajmniej tamta wersja nas miała owłosienie. Wszędzie. Tak dla odmiany), wyskoczył komunikat o za małej ilości środków na koncie? Czy nie podawałem komuś danych do konta? Nie, chyba nie... Chociaż, jak ostatnio wykupywałem premium na pewnych, khem, stronach, to... No wiecie, czasami cycki w HD są exclusive'm. A na takim telewizorze, jaki kupiłem... Mam go wbudowanego w ścianę. Z zewnątrz domu. Jakość jest prawdziwsza niż prawdziwość. Prawda, że nędzny tekst? Mojego znajomego. To znaczy nie mojego, tylko autora moich postów. No, kto tak mówi, nie? Ale wracając. Więc chcieli żeby podać... Oszukali mnie? Ale jak to... Czyli ten miesięczny czas oczekiwania to nie wina, nie wiem, transakcji międzynarodowych? Mieli siedzibę gdzieś w Afryce, myślałem że... Halo? Halo?! - Wade wydarł się ostatni raz do telefonu, spojrzał na tapetę(Zrobione Shiklie ukradkiem zdjęcie pod prysznicem. Ale shhhh, nic nie wiecie, jak coś) i schował smartfona w bieliznę. Zważywszy na brak kieszeni w stroju(To znaczy niby mam te przy pasie, mini-torby udowe no ale... Co ja będę, telefon mieszał z amunicją?). Spacerował tak dalej, zastanawiając się nad swoim aktualnym bankructwem i mieszając te myśli z innymi problemami - Długiego już braku kontaktu z własną żoną. Już miał wyciągnąć telefon z powrotem, z odmętów swoich bokserek(Dzisiaj majteczki w chibi Thory <3), gdy ją ujrzał. Olśniewającą, piękną, o zarysowanych kształtach. Ideał piękna, dodatkowo oświetlony przez promienie słoneczne, jakby to sam wielki potwór Spaghetti swoimi boskimi mocami wskazał największe piękno na Ziemi - Nie! - Największe piękno w całym wszechświecie. Wade pobiegł, niczym w slow-mo, odpychając otaczających przechodniów, nie szczędząc na delikatności, nie szczędząc na myśleniu o niczym innym. Nic już nie miało znaczenia. Otaczający go ludzie nie istnieli, po świecie pozostała nicość. Była tylko ona. Budka z Burritos. Wade biegł, coraz szybciej i szybciej, rękoma sprawdzając po kieszeniach, szukając czegoś - Portfela?
- Ty! - Zawołał do sprzedawcy, serwującego akurat jego ulubioną potrawę jakiemuś dziesięciolatkowi. Wade... Przeskoczył nad budką, nad składnikami, dopadł podstarzałego mężczyznę i powalił kopnięciem na ziemię. Zawisł swoim umięśnionym ciałem nad nim, a pistolet wycelował prosto w jego głowę. Na twarzy Wilsona, pod jego maską rysował się nieopisany gniew.
- Czerwiec tego roku, tak, dwa tysiące czternastego. Godzina trzynasta pięćdziesiąt sześć, trzynaście sekund, czterdzieści jeden setnych. Zamówiłem u ciebie Burrito. 800-kilogramowe, z grillowanymi warzywami, najostrzejszą salsą. Ważyło 799 kilo. Brakowało czerwonej papryki. A salsa wcale nie była najostrzejsza. - Szczęknął odbezpieczany pistolet, a ręce Deadpoola zadrżały z nerwów.
- Co masz na swoje usprawiedliwienie?! - Krzyknął, wręcz wrzasnął, a potem rozległ się strzał. Podstarzały mężczyzna miał zaciśnięte powieki, zęby, dygotał cały ze stresu, a pot lał się jego skroniami na ziemię(I też chyba ma plamę na kroczu)(A może podniecają go takie klimaty?)(Go też?), tuż obok wbitej w beton kuli. Strzał i wrzaski najemnika z łatwością można było usłyszeć w pobliskich sklepach. W tym w butiku, w którym akurat - ku niewiedzy Wilsona - znajdowała się jego żona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 5th Avenue   

Powrót do góry Go down
 
5th Avenue
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» 5th Avenue

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: