Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 5th Avenue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Amora

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: 5th Avenue   Wto Lip 23, 2013 8:46 pm

First topic message reminder :



Kiedy lądujesz w całkowicie obcym świecie pierwszą zasadą przetrwania jest wmieszanie się w tłum tubylców. Oczywiście, gdy jest się Amorą, wmieszanie się w tłum jest zadaniem z definicji trudnym, no bo spójrzcie na nią - całe jej jestestwo krzyczy do przechodniów o jej odmienności! Jednak nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania i nawet najpotężniejsza czarodziejka Asgardu może przypominać elegancką bizneswomen, która w towarzystwie swojego asystenta lekkim krokiem spaceruje po najbardziej luksusowej ulicy w Nowego Jorku. Trzeba tu wyjaśnić kilka spraw - po pierwsze Amora nie miała asystenta, ale niewolnika. Sympatyczny (i bogaty) mężczyzna wpadł w jej siła pięć dni temu, gdy po raz pierwszy pojawiła się w mieście. Od tego czasu wiernie służył jej swoją kartą kredytową, oprowadzał po mieście i zapewniał nocleg w swoim apartamencie na Manhattanie. Był przydatnym narzędziem więc póki co nie miała nawet ochoty go zabijać. Zresztą kto nosiłby jej torby, gdyby nie on? No dobrze, szybko znalazłaby sobie równie posłuszne zastępstwo, ale nie chciała się teraz przesadnie rozpraszać szukaniem odpowiedniej ofiary. Ostatnimi dniami zajmowała się wszak czymś więcej niż tylko owym wtapianiem się w tłum i zwiedzaniem Nowego Jorku. Najważniejszą rzeczą jaką miała do załatwienia w Wielkim Jabłku, było zbieranie informacji. O kim? A no o Avengers. I o jej pobratymcach, którzy ostatnimi czasy tak chętnie odwiedzali Midgard. Jej niewolnik nie okazał się w tej kwestii specjalnie pomocny. Informacje, które jej przekazał na oba tematy były krótko mówiąc - bezwartościowe. Trochę plotek o bohaterach i ogólne streszczenie bitwy o Nowy Jork, którą stoczyli z Chitauri. Wszystko to sama znalazłaby w sieci, gdyby miała ochotę nauczyć się obsługiwać komputer (a nie miała).
Tak więc Amora wtapiała się w tłum na swój niepowtarzalny sposób - stukając czarnymi obcasami w chodnik, powiewając połami wściekle zielonego płaszczyka od Burberry i przyciągając spojrzenie absolutnie każdego mijającego ją mężczyzny. Marszczyła z irytacją swój piękny nosek i wykrzywiła usteczka w grymasie, zapatrzona przed siebie i myślami obecna całkiem gdzieś indziej. Potrzebowała bardziej wiarygodnego źródła informacji. Potrzebowała też sprzymierzeńców. Gdzie ich jednak szukać? Jak zdobyć ich zaufanie? Kogo owinąć sobie wokół palca, a kogo zastraszyć? Informacje! Tak bardzo były jej potrzebne!
Zamyślona nie usłyszała ostrzegawczego krzyku swojego niewolnika, który zauważył zagrożenie na długo przed nią. Smukła i piękna Amora nie wiedzieć jak i kiedy, wpadła z impetem na idącą z naprzeciwka osobę i jedynie jej nadprzyrodzona zwinność uratowała ją przed jakże upokarzającym upadkiem. Czarodziejka potrząsnęła ze złością głową, jasne włosy zatańczyły wokół jej wykrzywionej w grymasie wściekłości twarzy, a płonące furią zielone oczy skupiły się na bogom ducha winnej ofierze.
- Jak łazisz, niezdaro! - warknęła i najwyraźniej oczekiwała teraz wyjaśnień oraz przeprosin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Lip 12, 2014 4:58 pm

W srodku sklepu tymczasem grala mila dla ucha muzyka i jedynie poruszenie wsrod pracownikow dalo znac Shiklah, ze cos dzialo sie na zewnatrz. Ale nie spieszylo sie jej zbytnio do sprawdzenia co lub kto zaklocal wzgledny spokoj miasta. Dopiero kiedy wybrala sposrod najnowszej kolekcji absolutnie najladniejsza z sukienek i zaplacila za nia (kasjer dal jej calkiem niezly rabat, milutki chlopaczek~) wyszla na chodnik na ktorym zebral sie juz niemaly tlum gapiow. Wszyscy zgromadzeni zwrocili wzrok w kierunku wozu gastronomicznego. Gdy tylko dostrzegla usmiechniete taco na szyldzie oraz migniecie czerwono czarnego materialu, demoniczne, rogate serce zabilo odrobinke szybciej. A kiedy rozlegl sie donosny huk wystrzalu i wrzask przerazonego tlumu, usmechnela sie szeroko i spokojnie ruszyla przed siebie, trasa wyznaczona przez uciekajacych ludzi.
- Przepraszam za meza, to sie wiecej nie powtorzy. - Najemnik uslyszal za soba znajomy, delikatny glos i poczul, jak miekka kobieca dlon dotyka jego policzka. Nim jednak zdazylby zareagowac, jego glowa zostala lekkim ruchem obrocona a usta, uprzednio dyskretnie odsloniete przez sukkuba, zamkniete dlugim, namietnym pocalunkiem na oczach kilkuset osob. Starala sie nie zabierac Deadpoolowi za wiele energii zyciowej, ot tyle by sie uspokoil i grzecznie odszedl razem z nia. Zapewne niejedna osoba zastanawiala sie, jak mogla ozenic sie z kims takim, Shiklah jednak kazdego dnia zastanawiala sie, czym zasluzyla sobie na tyle szczescia. - No juz, pozegnaj sie ladnie z panem. - zasmiala sie i chwyciwszy ukochanego meza za dlon, jak gdyby nigdy nic ruszyla przed siebie, wzrokiem poszukujac najblizszej kawiarni, cukierni albo restauracji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Lip 12, 2014 11:51 pm

Łuk brwiowy Wade'a uniósł się nieco, gdy do jego uszu dobiegł znajomy głos. Najemnik spojrzał zaskoczony, gdy kobieca dłoń obróciła jego głowę i nie oponował, gdy zwinnie uniosła jego czerwoną maskę.
- Kochanmpffmff... - Już rozchylał usta, by coś powiedzieć(Zacząć na pewno od "Kochanie!" i szerokiego uśmiechu), zapewne zalać ją i cały otaczający wszechświat długim monologiem, gdy Shiklah obdarzyła go pocałunkiem. Poczuł na swój sposób charakterystyczne mrowienie oraz chwilowe, delikatne problemy z oddychaniem, gdy część jego życiowej energii przeszła z niego do żony, a następnie w szybkim tempie zastąpiona została nową, przez regenerujący czynnik Wilsona. Może i planowała tylko krótki "długi pocałunek", którym nieco męża uspokoi, a potem porwie na spacerek wśród sklepów(Tylko czym ja zapłacę z moim aktualnym stanem majątkowym... ?)(Czy raczej jego brakiem), ale ten obrócił się do niej przodem, objął zaborczo i złączył się z ukochaną ustami na jeszcze kilka długich, słodkich minut(Bierz więcej mojej energii życiowej, kochanie!)(Nie tylko stąd byś mogła, w sumie...)(Cóż, w pewnych miejscach jakby wręcz aż zyskałem na energii). Gdzieś tam po drodze schował też pistolet. Tym razem otaczający Deadpoola świat przestał istnieć nie z powodu tej budki z Burrito - Czy jakimkolwiek innym jedzeniem, czy jakiejkolwiek innej budki, czy ogólnie przedmiotu. Zignorował otaczających go ludzi(Może nawet bardziej, niż gdy mi mówią, żebym się zamknął), ulice, budynki, a centrum i jedynym teraz punktem jego uwagi była Sukkub przed nim. Naparł na nią trochę swoim ciałem, by się wygięła, a wtedy jej plecy, na wysokości łopatek, oparł o swoją dłoń. Drugą natomiast złapał delikatnie ukochaną za biodro, dodatkowo i za nie ją przytrzymując. Cały czas oczywiście Shi całując, w tej romantycznej i/czy namiętnej pozie. Dając tyle swojej energii życiowej, ust, miłości, czułości, słodkości, namiętności, dzikich ruchów języczkiem, ile tylko jego żona chciała i potrzebowała(Szalejesz autorze naszych postów)(Zdecydowanie potrzebujesz dziewczyny)(Może nasze kochanie umówi go z którąś ze swoich koleżanek/podwładnych sukkub?).
- Cześć, kochanie - powiedział, nieco zdyszany po intensywnych, długich pocałunkach, gdy już odsunął powoli od niej usta, powiedzmy że nasycony. Wade natychmiast też wyszczerzył się do ukochanej, od ucha do ucha, ukazując swoje ząbki, a i po chwili rękoma pomógł jej się z powrotem wyprostować.

Poczeka na reakcję Shiklie, a jak ta dalej uwzględni nakaz pożegnania się z panem, to najemnik wykona ku niemu, z groźną miną na twarzy, gest "mam cię na oku".
- Następnym razem jak tu się pojawię i zamówię 800-kilogramowe Burrito, to ma ważyć dokładnie. Osiemset. Kilogramów - rzuci, tak czy siak, do wciąż leżącego na ziemi, przestraszonego mężczyzny, po czym odwróci się z powrotem do żony - Natychmiast oczywiście na jego twarz wróci uśmiech i miłość w oczach, jakby wcale jeszcze kilkanaście minut temu nie był żądnym krwi, niezadowolonym klientem - i splecie z jej paluszkami swoje.
- Gdzie idziemy, Shi? - zapyta, patrząc na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Lip 18, 2014 3:44 pm

Liczyla na element zaskoczenia przy uspokajaniu meza, tymczasem okazalo sie ze latwiej bylo obmyslic plan niz go wykonac. Z Deadpoola nie tylko nie uchodzilo zycie w oczekiwany sposob, ale zmobilizowany obecnoscia zony przejal inicjatywe i wydawal sie zapomniec o otaczajacym ich swiecie. Shiklah nie mogla powiedziec ze sie jej nie podobalo, usmiechnelaby sie promiennie gdyby byla w stanie. Dala sie poniesc emocjom i nie protestowala, w koncu nie widzieli sie tyle czasu.

Ale planow nie zmienila, ani tez nie dala sie wytracic z rytmu i poprowadzila meza za dlon przez zatloczone miasto. Nie mowila juz nic wiecej, jedynie usmiechajac sie tajemniczo gdy druga reka zalozyla na nos okulary przeciwsloneczne. Zwiewna, czarna sukienka poruszala sie na delikatnym wietrze i z kazdym krokiem jaki stawiala. Wkrotce zauwazyla niewielka kawiarenke na rogu i wlasnie tam postanowila sie udac.

- Moze moj bohater zdradzi mi, gdzie sie podziewal przez ostatnie miesiace, hm? - Mruknela w kierunku meza, maskujac radosc w glosie udawanym gniewem gdy juz zamowila kawe u przystojnego kelnera, ktorego nawet nie raczyla zaszczycic spojrzeniem. Oczy utkwione miala w jedynym mezczyznie jakiego kochala, w jej wlasnych natomiast pojawil sie figlarny blysk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Lip 25, 2014 9:54 pm

- ♪ What is love? Baby don't hurt me, don't hurt me. Namor. ♪ - Wade zanucił cicho, ale zaraz potem spojrzał na żonę i obdarzył ją kolejnym, ładnym uśmiechem, szczęśliwy jej bliskością.
- Wybacz, autor moich postów znowu włączył to do pisania i no... Trzyma się mnie potem ta piosenka cały dzień. Ze względu na melodyjność, nie słowa, jakby coś. I tak, wiem, "autor postów", miałem ci to wytłumaczyć. To dość skomplikowane. Obiecuję, że przy większej ilości czasu ci wszystko opowiem. Czyli zapewne zaraz? - A potem wzrok Wilsona przemknął po całej Shiklah, zauważając powiewającą delikatnie sukienkę oraz zwracając oczywiście uwagę na idealne krągłości jego seksownej Sukkuby. Nie widzieli się w końcu tyle czasu, prawda? A i bez tego na pewno by patrzył i patrzył, i... (Nie tylko patrzył)Nie zagłębiajmy się w szczegóły(Hehe, powiedział "zagłębiajmy").
- Pięknie dziś wyglądasz, kochanie. Emotka-serduszko. Nowa sukienka? - Deadpool przysunął się bliżej, by ucałować ukochaną w różowy policzek, a i chwycił ją trochę mocniej za delikatną dłoń, nie chcąc jej za żadne skarby puścić.

- Macie tutaj Chimichangę? Zjadłbym Chimichangę. Albo dwie. Nie wierzę, jak możecie nie mieć tak cudownego dania. Co to za kawiarnia w której nie ma Chimichangi? Od razu zwiększyłyby się wam obroty. - Najemnik oczywiście nie byłby sobą, gdyby natychmiast nie zalał kogokolwiek nieustanną paplaniną. Jako pierwszy cel obrał każdego pracownika czy klienta kawiarni, po prostu rzucając słowa w przestrzeń. No bo jak to, brak 'changi w takim miejscu? (Prawda? Wstyd).
Wade uśmiechnął się pod maską, którą wcześniej, w międzyczasie naciągnął z powrotem na całą twarz - W końcu nie można za dużo torturować ludzi takimi widokami(Byle kto nie jest godny, by oglądać moją nadludzko(Brzydką) przystojną twarz) - gdy jego żona nawet nie zwróciła wzrokiem uwagi na "przystojnego kelnera". Nawet jego, schowana głęboko w szalonej główce, kobieca strona zareagowała na mężczyznę, więc poczuł się naprawdę szczęśliwy - Uczucie które tak rzadko miał okazję zaznać - że jest dla Shi jedynym mężczyzną na świecie. Wprawdzie jego kobieca strona reagowała głównie na Spider-Mana i Logana. I Thora. I czasami na amerykańskiego bohatera jego dzieciństwa, gdy jeszcze był małym, poznającym własne ciało chłopczykiem. No i oczywiście na Kennedy'ego, bo nie bez powodu przecież przebierał się dla niego w sukienki, gdy ten powstał swego czasu zza grobu, razem ze wszystkimi innymi, martwymi prezydentami USA. No ale...

Wracając. Po pytaniu Shi, Deadpool nachylił się ku niej i oparł głowę o dłonie, a te znów - łokciami o stół. Patrzył to w oczy sukkuba, to zerkał za jej dekolt, a po chwili, cóż, zaczął opowieść:
- Ostatnie miesiące? Hm, to trochę niedokładne pytanie. No bo jak liczyć fabularne, to było to zlecenie, po którym wylądowałem na wyspie doktorka Frankensteina - Tak, to był doktor, a potwór był potworem Frankensteina, nie Frankensteinem. D-Pool uczy i bawi - który mnie rozkroił, molestował moje wnętrzności - Może chciał jak w tamtym jednym filmie, pozamieniać mi organy ze zwierzęcymi? Wiecie, byłbym takim Cat-dog-horse-bird-poolem z pięcioma sutkami, wysuwanymi pazurami i końskim, wielkim Richardem. To by w sumie tłumaczyło, skąd mój ostatni pociąg do skrzynek na listy. Ups, chyba miałem to powiedzieć w głowie, a nie na głos. To może zmieńmy szybko temat, zanim jakiś dziennikarz to sobie nagra i ośmieszy mnie w gazecie. "Deadpool-Man. Przestępca i zagrożenie? Na pewno skrzynkofil". Ktoś jeszcze w ogóle czyta gazety? Tak czy siaaak. Czy tamta misja, swoją drogą, nie miała być uznana za zawieszoną i nie-wydarzoną-się-jeszcze na tej całej "fabule"? Bo MG się znudził torturowaniem mnie, phi. - Gdzieś w międzyczasie przyszedł kelner z kawą dla Shiklah, więc Wade pozwolił sobie upić żonie mały łyczek, podczas gdy ona zapewne była zbyt oszołomiona natłokiem słów z ust męża oraz próbowała wszystko poukładać w głowie, aż zrozumie chociaż jedno zdanie z niezrozumiałego bełkotu regenerującego się degenerata. A zaraz przecież miała minąć pauza w całym jego monologu i pojawić się miały nowe słowa, zdania i mnóstwo fajnej zabawy...
- Czyli musimy liczyć ostatnie miesiące inaczej. Ile już mogło minąć czasu na forum od mojego pierwszego pojawienia się na nim i zaszczycenia taką zajeświetną osobistością? Może opowiem o tych najważniejszych wydarzeniach, po prostu, o. Więc(Nie zaczynaj zdania od "więc")(Nikt cię nie pytał o zdanie). Kochanie moje wspaniałe, piękne i seksowne. Mówiłem, że cię kocham? Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, na pewnym fajnym forum o grupie popularnych superbohaterów, pojawił się trochę mniej popularny, ale znacznie od nich zajebistszy - tak - twój kochający, przystojny oraz cudowny mąż. Najemnik z pyskiem. Regenerujący się degenerat. Deadpool. Najpierw postraszył jakąś okularnicę w Waszyngtonie(Co my właściwie robiliśmy w Waszyngtonie?)(Do dzisiaj tego nie wiem), później bezdomnego pijaka, następnie swoim stuningowanym skuterkiem zajechał do luksusowego klubu, gdzie spotkał między innymi podróbkę Iron Mana oraz kosmiczny statek z kosmosu. A później pojawiło się zlecenie od jednej mafii. Właściwie to wszystko zorganizowała moja kochana siostrzyczka Hela, która tak naprawdę nie do końca jest moją siostrzyczką, wiesz, fabularnie nie, cb'owo tak, to skomplikowane. Tak czy siak, pozdrowienia dla siostrzyczki. I bojących się zwykłej, małej ćmy taty oraz kuzyna. No więc miałem MG po swojej stronie, skopałem jak zawsze tyłek Taskmastera - Baj de łej, poznałaś go już... ? Pamiętam, że był na wieczorze kawalerskim, ale na ślubie... Czy to źle, że nie pamiętam pełnej listy naszych gości weselnych? Prawie w ogóle? Wracając. Postrzelałem, powysadzałem, dobrze się bawiłem i zgarnąłem trzy miliony. Któreostatniomitakjakbyukradlialeshhhitakspecjalniemówiętakszybkożebyśnicniezrozumiała Kocham cię. Odwiedziłem Los Angeles - Pięęknee miejsce, na plaży spotkałem mojego starego druha, Logana, jak zwykle się nawzajem podroczyliśmy, jak to starzy kumple, ja mu nalałem do piwa, on mi chciał związać kokardkę z jelit - Prawda, że uroczy pomysł? Emotka-serduszko razy trzy. I... I to w sumie wszystko. No bo dalej był "tajemniczy telefon", czyli misja od kuzyna, która tak naprawdę jeszcze się nie wydarzyła. No. A jak tobie minęły ostatnie miesiące, Kochanie? - Kiedy w k o ń c u skończył, uśmiechnął się ładnie i szeroko do żony, jakby wcale nie zapewnił jej przed chwilą tortury swoją długą paplaniną. A ponoć to kobiety ciągle nadają(Widać to ja jestem kobietą w tym związku)(Czy to znaczy, że Shi zabierze nas na romantyczną kolację, później na romantyczny film, a na końcu zabierze do siebie i ostro nas zegrzmoci?)(Um, nie, mam nadzieję, chyba, że nie... ?).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Lip 27, 2014 8:10 pm

A ona wpatrywala sie w swojego meza i sluchala go bardzo uwaznie, choc nie wszystko rozumiala. Odrobila co prawda kilka lekcji ze znajomosci wspolczesnego swiata i czegos co zwano popkultura, mimo to byla swiadoma, ze nie kazde slowo najemnika mialo sens. Opowiadal wspaniale, barwne historie o wydarzeniach, ktore niekoniecznie musialy sie wydarzyc ale Shiklah chciala w nie wierzyc z calego serca. Nic nie umknelo jej uwadze, ani wzmianka o klopotach finansowych, ani drobne ruchy, gesty i podkradanie kawy. Kacik ust drgnal sukkub sprawiajac ze te przybraly wyraz tajemniczego usmiechu. Wiele by oddala, by spedzic wiecej czasu z Deadpoolem, by cos w jej zyciu sie zmienilo. Pragnela odrobiny rozrywki i mnostwo ryzyka oraz niebezpieczenstwa - tymczasem najwiekszym z nich w codziennym, szarym zyciu krolowej podziemi bylo widmo powrotu Draculi i jego armii wampirow, ale nawet na niego nie dalo sie liczyc, gdyz sluch po nim zaginal odkad dostal srogi lomot.

Z pieknego usmiechu nie dalo sie wyczytac absolutnie niczego, jedna dlon spleciona miala palcami z ukochanym, druga leniwie mieszala lyzeczka w filizance. Spuscila wzrok, kilka kosmykow dlugich, czarnych wlosow zakrylo jej twarz, nadajac Shiklie niesmialo uroczego wyrazu.

- To ty sie tak swietnie bawiles a ja musialam zostac sama, najpierw w ciazy, pozniej z naszymi dziecmi...? - burknela pod nosem, ale specjalnie na tyle glosno, by Deadpool uslyszal dokladnie kazde wypowiedziane z udawanym wyrzutem slowo i nie bylo mowy o przeslyszeniu sie. Poza tym przyozdobila pytanie odrobine placzliwym tonem. Zza kurtyny kruczoczarnych wlosow nie sposob dostrzec wyrazu twarzy ani tego jak lustrowala spojrzeniem zlotych teczowek maske meza w poszukiwaniu jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Celem: aby najemnikowi z pyskiem opadla szczeka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pon Sie 04, 2014 11:00 pm

(Znowu post o pierwszej w nocy?)(Taa. O takiej porze to jednak najlepiej się pisze)(Nie rozważałeś spania? Może przyśniłoby ci się coś zboczonego. Na przykład ja z mackami. Mrau)(Nie fantazjuję o tobie/Nie marzę o zboczonych snach z tobą... Chyba, że ja będę tobą, będę miał macki i... Nieważne. Piszemy posta. Słoniątko się ucieszy, jak jej zrobimy taką niespodziankę)(Może znowu dostanę nagrodę?)(Żona poprzytula waszego syna do swojej piersi, a ciebie odtrąci na bok?)(...)(Tzn. Może znowu będzie ośmiorniczkowe bikini?)(Mam nadzieję. I na więcej niż pięć minut)(Na dziesięć?)(Chociażby. Na cały dzień. Przecież dobrze wie, że jak jej chłodno w takim stroju to są moje ramiona...)(I macki)(... i macki. Hej, skąd wiedziałeś, że to powiem?)(Magia. Telepatia. Czytam ci w myślach)(Nah, jestem odporny na telepatię. Zbyt skrzywiony umysłowo jegomość ze mnie)(Wiem)(Wracając. Może też w końcu zagramy z Shi w "warcaby", gwiazdka, niewinny uśmiech, gwiazdka)(Dotychczasowe dzieci już wam nie wystarczają... ?)(Co, jakie dzieci?)(Czytałeś ty co twoja żona napis... Powiedziała. Słuchałeś?)(Zapatrzyłem się w... jej piękne... oczy?)

Tak, to się nazywa długi i bezcelowy wstęp. No i przypominam, że to co Deady gada w nawiasach słyszą postacie wokół. Czyyyli jeszcze więcej bezustannego paplania ze strony Wade'a. Wiem, że to kochacie. Wracając. Najemnikowi, zgodnie z oczekiwaniami żony, opadać zaczęła dolna szczęka... Choć pod maską, widocznie rozchylił usta pod wpływem zaskoczenia na wieści sprzed chwili.
- Dziećmi? Jakimi... Naszymi dziećmi? Mówisz o tych ośmiorniczkach, które ostatnio sprowadziłem do naszego akwarium, tak? W końcu się do nich przekonałaś? Mówiłem ci, że są słodkie, kochane i... To znaczy, że teraz nie będziesz mnie wbijać w ścianę, gdy wrzucę ci je podczas kąpieli do wanny? Gwiazdka, wzrok pełny nadziei, gwiazdka. Ale, że do Wade'a, to znaczy mnie, najwspanialszego, najzabawniejszego, naj... No wiecie, co dalej. Zaczęło docierać słowo "ciąża", a tym samym prawdziwy sens słów żony(Ej, opisywanie narracji to moja fucha!), Wade zignorował tego durnego narratora i pokręcił głową, patrząc z niedowierzaniem na Shi. Chcesz powiedzieć, powiedział i odtąd już tylko mówił, a nie opisywał w osobie trzeciej swoje poczynania. Chyba, zobaczymy jak będzie. Chcesz powiedzieć, że mamy dzieci? Cholera, tyle roboty z tym zakładaniem gumek na każdą osobną mackę i to na nic? - Deadpool westchnął, spojrzał się na powierzchnię stolika, przy którym siedzieli, a następnie... Następnie z entuzjazmem wstał i nachylił się, by objąć żonę, mocno i z radością w tym ruchu, a dalej - w głosie.
- Mamy dzieci?! Czemu nic nie... Kochanie. Ile? Synów? Czworaczki? Nazwijmy ich Wade Junior, Peter, Steve - na cześć mojego brata bliźniaka, tzn... To skomplikowane, wytłumaczę później - i... B... Bo... (Bob, na cześć naszego zioma z Hydry?) Boromir! Chyba, ze mamy córki... ? To. To może Jenny, Shiklah Junior i nie wiem, Hela oraz Carol, na cześć moich kochanych, cb'owych sióstr? Pozdrawiam was! Kochanie, mamy dzieci! Emotka-serduszko. Razy dziesięć. Miłości nigdy za dużo. Będziemy razem z naszymi brzdącami znęcać się nad Capem! I czy skoro używałem macek podczas, no wiesz, naszego ach-och-o tak-Wade!-mocniej!, to czy w takim razie odziedziczą je po mnie i... I będę mógł znęcać się na cb mackami wspólnie z naszymi dziećmi? - Uśmiechnął się naprawdę, ale to naprawdę szeroko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Sie 05, 2014 10:15 pm

Zapisać i zapamiętać: jeśli myślisz że przewidzisz reakcję Deadpoola to jesteś w błędzie. Jeśli myślisz że możesz kontrolować jego zachowanie wedle woli - również. Shiklah gdyby mogła okazałaby w tym momencie niepomierne zdumienie, ponieważ wydawało jej się, że ukochany mąż odrobinę inaczej poradzi sobie na niby to przypadkowe wspomnienie o dzieciach. Nawet nie próbowała dociekać o co chodzi z tą rodziną, mackami i innymi szaleństwami, ponieważ i bez tego rozumiała doskonale przekaz. Zdziwiony? Owszem, był, ale bardzo krótko, za krótko niż oczekiwała tego królowa podziemia co zmusiło ją do szybkiego wymyślenia jak potoczyć dalej misternie zaplanowany wątek pod tytułem 'ty się szlajasz a ja biedna'.

- Wydaje ci się, że to zabawne, Wade? - załkała, a gdy spojrzała mu prosto w oczy, które na pewno gdzieś tam za maską się znajdowały, mężczyzna mógł dostrzec, że złoto czarne oczy jego ukochanej zdobią łzy. Uśmiechnęła się w myślach jak wspaniałe posiada zdolności aktorskie, ale będąc sukkubem można powiedzieć że jest to talent wrodzony. - Czy ty sobie zdajesz sprawę co tu się stało przez ostatnie kilka miesięcy?! Tak, mamy dzieci, nawet szóstkę jeśli cię to interesuje! Poród był bolesny i trudny, a przy mnie nie było stwórcy tych małych wredot! Wiesz jak szybko rosną sukkuby?! W kwartał osiągają pełnoletniość, rozumiesz?! Całe ich dzieciństwo to jedynie trzy miesiące, trzy bite miesiące przez które nie poznały biologicznego ojca a ja zajmowałam się nimi dzień w dzień, każdym z osobna aż mi brakowało sił! Ty tymczasem zabawiałeś się w najlepsze jak widzę! - Gdyby ktoś kiedykolwiek nadał czarnowłosej pseudonim, zdecydowanie najtrafniejszym byłoby 'Drama Queen'.

Drżącą ręką sięgnęła po filiżankę z kawą i upiła kolejny łyk. Tak ciężkie wiadomości wymagały odpowiedniej oprawy, stąd pauza i drobne gesty, mimika twarzy. Spłoszone spojrzenie, wyraz zmęczenia odbijający się w złotych tęczówkach i tęsknota im towarzysząca. Żeby wyszło jak należy nie wystarczyło jedynie użyć ogromnych pokładów uroku osobistego i drugiej pary oczu, tych niższych. Nie zatuszowałaby ona rażących niedociągnięć iście diabolicznego planu uknutego przez samą królową.

- Na szczęście był przy mnie Bob... - zaczęła, już spokojniejszym tonem i jakby przypominając sobie o czymś odległym lecz miłym, uśmiechnęła się ciepło, lecz delikatnie. - Bardzo się do siebie zbliżyliśmy przez ten czas. Pomagał mi kiedy byłam już zbyt zmęczona by zrobić cokolwiek dla królestwa. Dzięki niemu wychodzę teraz z depresji poporodowej... nawet zajmował się małymi potworkami. Wiesz, że wołają na niego tato? Mimo iż pokazywałam im twoje zdjęcie...  - nieśmiało spojrzała w twarz męża. - Był dla mnie taki dobry, czuły, opiekuńczy... - szepnęła, jakby wyznawała właśnie że wyrwał ją agent Hydry i najlepszy przyjaciel Deadpoola w jednym. Ostatnio oglądała jakiś serial paradokumentalny, w którym opowiedziano bardzo podobną historię. Wszystko oczywiście odpowiednio udramatyzowane i przesadzone, jak na Amerykę przystało. Niemniej jednak była to wspaniała podstawa do historii! Och, szkoda że nikt normalnie nie ma takich problemów, życie byłoby sto razy ciekawsze~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bob

avatar

Liczba postów : 4
Data dołączenia : 04/08/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Sie 07, 2014 8:24 pm

Jakiś czas wcześniej (nie wiem ile)

Ring, ring, rozległ się głos z komórki Bob’a. O, dzwonił do niego Deadpool! Z wielkim uśmiechem na twarzy, od ucha do ucha odebrał przychodzące połączenie.
- Deadpool! Jaka sprawa? Aaa... Że mam pomóc przy zastraszaniu...  Poszło o Burrito? A. To ja będę za jakieś kilka chwil.– podczas rozmowy z jego ulubionym najemnikiem gestykulował dłońmi, czy też przytakiwał głową. Szkoda, że jego rozmówca tego nie widział. Najlepsze są rozmowy na żywo. Ale skoro miał się zaraz spotkać z Wade’em, to w sumie niczego nie straci.

Jakiś czas później. (znowu nie wiem ile)

Um... Przewalona budka? Okej? Czy to właśnie nie ta budka z gościem od Burritos? Bob, agent Hydry rozejrzał się po okolicy. Uniósł lekko brew, czego oczywiście nie było widać przez maskę, którą nosił. Cóż. Jeszcze bardziej się zdziwił, kiedy usłyszał krzyki przerażenia różnych ludzi, którzy jazgotali w kółko o tej samej osobie, a mianowicie o człowieku w czerwono czarnym stroju. Deadpool! Mógłby na mnie chociaż raz poczekać. Skoro ludzie uciekają z tamtąd... To ja powinienem iść właśnie w tamtą stronę! Drep, drep, drep. Po kilku chwilach nasz wspaniały Bob, dopatrzył się w kawiarence najlepszego najemnika na świecie, i równie super ekstra fajną Shi. To się dobrali, aach. (<3)
- Shiklah, Panie Wilsonie! Siemaneczko! – krzyknął od razu kiedy znalazł się już bliżej wspaniałej pary. Na jego twarzy był wymalowany szeroki uśmiech, który ukazywał proste rządki zębów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Sie 10, 2014 10:52 pm

Deadpool spojrzał na swoją żonę nieco... Zaskoczony, zdezorientowany. Tak, to dobre słowa. Czyli pół-sukkuby dorastają w kwartał(Biedne, tak mało dzieciństwa) Ale przynajmniej wybronią się przed pierwszą klasą od sześciu lat. Chyba. (Czyli moje dzieci, mimo że dorosłe, będą siedzieć w szkole z ludzkimi, małymi dziećmi?) Może sukkuby mają wśród talentów wrodzonych także tabliczkę mnożenia?
- Pełnoletnie? Już? Rany, jak te dzieci szybko dorastają. Nim się obejrzysz, ze słodkich, małych, robiących w pieluchę i rzygających na rodziców brzdąców zamieniają się w dorosłych ludzi. Tzn. pół-ludzi, w naszym przypadku? A potem się wyprowadzają, zakładają własne rodziny i, chlip, przyjeżdżają do tatusia tylko na święta. Albo po kasę. Ale nie martw się, kochanie. Mam doskonały pomysł. Moje marzenie odkąd byłem jeszcze małą dziewczynką i urywałem moim lalką głowy. Miałem śliczny strój księżniczki, wiesz? Pokażę ci kiedyś zdjęcia. Wracając. The Wilsons! - Najemnik ustawił się przy żonie nieco od boku, objął ją jednym ramieniem, a wolną ręką zaczął zataczać łuki i pokazywać jakąś niezidentyfikowaną przestrzeń w oddali.
- Nasz własny, rodzinny biznes, z pokolenia na pokolenie. My mamy już dorosłe dzieci, więc przejdę na częściową emeryturę. A one... Wejdą w najemniczy fach. Nauczę ich wszystkiego czego umiem. Będę ich Obi-Wanem. Ich mistrzem Miyagi. Ich starym Bruce'm Wayne'm, szkolącym Terry'ego McGinnis. A potem zaczną jeździć na misje. Zwiedzać świat. Podobnie jak my. Ale my w celach rozrywkowych, nie zawodowych. Za ich pieniądze, oczywiście. Bo to nasze pieniądze. Naszej rodziny. Naszej familii. I ogółem będziemy się lenić, cieszyć sobą, cieszyć emeryturką, robić nowe dzieci, ku przyjemności, no i żeby pracowały na nas i zarabiały razem jeszcze większy szmal dla rodziców. - tu złapał żonę za oba ramiona i spróbował pochwycić jej spojrzenie - I obiecuję, kochanie, że przy nich będzie ich biologiczny ojciec. Zawsze. Naprawię błędy przeszłości. Będę dobrym ojcem. I mężem. - Widząc jednak spłoszony wzrok Shiklah, jej zdołowanie, mistrzowsko zagrane swoją drogą, sam Wade posmutniał, wykrzywiając usta pod maską. A potem... Potem słowa o Bobie. Wilson zmarszczył brwi, odsunął ręce od Shi i spojrzał z powagą na swoją rozmarzoną, wydawałoby się szczęśliwą na te wspomnienia żonę.
- Bob? Jaki Bob? Masz na myśli... Naszego listonosza? Szczerze... Gwiazdka, Deadpool zarumienił się trochę, gwiazdka... Sam czasami o nim fantazjuję. Jest taki umięśniony, tak cudnie macha tym jędrnym tyłeczkiem, gdy idzie od nas do sąsiadów. Zupełnie jakby machał nim specjalnie dla mnie... - Teraz to u Wade'a pojawił się grymas tego charakterystycznego rozmarzenia, delikatny uśmiech i nieobecne spojrzenie - I to jak sprawnie wkłada. Listy. Do skrzynki. Aż... Aż drżę na myśl jak cudownie musiałby wkładać inne rzeczy. Na przykład takie duże, wielkie... Paczki. Oddychaj, spokojnie, oddychaj Deady... Hu. Już, już się uspokajam. Khem. Więc, kochanie, jeśli myślałaś nad wcieleniem Boba do naszej rodziny, to... Może nie miałbym nic przeciwko. Ale wiesz, nie zawsze się nim podzielę i... - I wtedy wszedł Bob("Wszedł", heh). Ten odziany w obcisły, zielony kostium, z tym głupawym uśmieszkiem i radosnym na ich widok wyrazem twarzy. Deadpool spojrzał to na starego przyjaciela, to na Shi. To jak zwrócił się do niego per pan, a do jego żony tak po... Po imieniu. To było tak bardzo wymowne.
- Miałaś na myśli... Boba, agenta Hydry? Ja... Nie wiem co myśleć(Ja myślę aktualnie nad pośladkami listonosza Boba). To on... ? Go nasze dzieci uważają za ojca? - Wade wyprostował się i obrzucił poważnym spojrzeniem Shiklah.
- Naprawdę myślałem, że masz lepszy gust. Chociaż. Pokochałaś mnie. Nah, nie masz gustu. - I zanim jeszcze "Hydra Bob" zdążył się zorientować co tak właściwie się tutaj stało/dzieje, Wade podszedł do niego szybkim krokiem, złapał za fraki i zaciągnął do łazienki.
- Musimy przypudrować nosek, Bobby - powiedział, tuż przed tym, jak zatrzasnął drzwi za sobą. A potem... Szybko zaczęły się krzyki, najpierw zaskoczenia, potem przerażenie, później coś chrupnęło... Gdy inni użytkownicy publicznej toalety wybiegli spanikowani, przez rozchylone drzwi widać było Deadpoola, z szerokim uśmiechem na twarzy, nachylonym nad leżącym w trudnej do zdefiniowania pozycji Bobem. Okładał go pięściami, kopał, zgniatał jądra za pomocą butów, wyrwał jeden z pisuarów i zaczął miażdżyć nim czaszkę swojego "kumpla"(Musicie tego spróbować ze swoim bro. Świetna zabawa), a potem stawy w kolanach, żebra... Ostatecznie, Bob skończył w kałuży własnej krwi i z liczną ilością złamań, otwartych, zamkniętych - do wyboru, do koloru. A Wade? Po zaspokojeniu swoich sadystycznych potrzeb, umył zaplamione szkarłatnym płynem ręce w najbliższej umywalce, jak gdyby nigdy nic, po czym - otrzepując mokre, cóż, rękawiczki - wyszedł z toalety zadowolony z siebie(Bob chyba umiera...)(Spokojnie. Wieczna śmierć w Marvelu jest pewna tylko w przypadku Wujka Bena i rodziców Batmana)(To drugie to już DC, Wade)(Oj tam, Disney albo jakaś wielka korporacja naftowa, która przejmie prawa do Marvela, kiedyś na pewno je wykupi i zostaniemy rodziną. Dołączę do Bat-rodzinki, wyobrażacie to sobie? Emotka-serduszko)(Niestety...)(Czy to znaczy, że będziemy mogli podrywać Harley Quinn?)(Hm. Odbicie narzeczonej Draculi. Odbicie ślepo zakochanej dziewczyny Jokera. Niezły ze mnie Casanova, co?).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Sie 17, 2014 11:13 pm

Nareszcie historia wymyślona przez Shiklah naprędce i nie zawierająca w sobie nawet odrobiny prawdy spełniała swoje zadanie. Widziała jak twarz pod czerwono czarną maską przybiera wyraz zdumienia, słyszała wyraźnie jak Wade próbował sobie w swój sposób pozbierać otrzymany komunikat w logiczną całość. Złotooka wiedziała, że być może właśnie przejawiała okrucieństwo, próbując wpędzić męża w poczucie winy, nie mogła się jednak powstrzymać od kontynuowania raz zaczętej opowieści. Już sama świadomość, że ten zniknął na kilka miesięcy bez słowa, tuż po ślubie, wywoływała w jej sukkubim sercu ukłucie żalu, ale gdy do tego pomyśli jak bardzo nic się nie działo przez ten okres czasu a Deadpool w tym czasie miał tyle przygód... To nie była zwykła, pospolita zazdrość. Podobne uczucie nie przystoi królowej. Shi żałowała, że nie mogła być przy ukochanym, który nie pomyślał nawet przez chwilę żeby zabrać ją ze sobą.

I wtedy przyszedł Bob. Gdy tylko odezwał się radośnie, jak nadpobudliwe szczenię, kobieta spojrzała na niego jakby zobaczyła ducha. W jednej chwili straciła całą pewność siebie, budowana atmosfera potrzebna do mistyfikacji rozwiała się jak przy silniejszym podmuchu wiatru. Musiał się pojawić akurat tu, teraz..? Z niepokojem spojrzała w oczy męża, a kiedy ten zdenerwowany chwycił niczego nieświadomego agenta Hydry i zawlókł do męskiej toalety, nie zdążyła nawet zaprotestować, o wyjaśnieniu całej sytuacji nie wspominając. Drzwi trzasnęły za nimi.
*Może nic mu nie zrobi* - Pomyślała naiwnie, zaraz jednak rozległ się wrzask, bardzo charakterystyczny. W ten sposób krzyczały jedynie ofiary wściekłego Deadpoola i czarnowłosa sukkub wiedziała, że nie ma czasu do stracenia - każda sekunda zwłoki oznaczała wyrok śmierci dla bogu ducha winnego Boba. Z duszą na ramieniu i przerażonymi klientami kawiarni za ramieniem popchnęła drzwi do toalety, akurat wtedy gdy miał z nich wyjść jej mąż.

Widok był iście makabryczny. Krwawiące i połamane po wielokroć ciało agenta leżało na wpół przytomne w czerwonej kałuży, zmasakrowane czymś czego nazwy nie znała i chyba nie chciała poznać. W oczach królowej pojawiły się łzy, tym razem szczere, a ona sama rzuciła się w ramiona Wilsona.

- Kochanie, to nie tak! Ja to wszystko zmyśliłam, naprawdę! Tak bardzo się nudziłam przez te wszystkie miesiące że gdy usłyszałam jak świetnie spędzałeś czas.... - Spojrzała mu prosto w oczy, zaciskając pięści na materiale kostiumu na wysokości klatki piersiowej Deadpoola - Tutaj nic się nie działo, nie mogłam nawet spokojnie wyjść z podziemi.... Nie mamy dzieci, ja nie mam romansu, chciałam tylko żeby ci było szkoda że mnie zostawiłeś samą! A Boba nie widziałam od dnia naszego ślubu!

Ktoś z tłumu zajrzał ukradkiem do łazienki, krzyknął coś o lekarzu, wzywaniu pogotowia, ale to nie było ważne. Najważniejsze, by Deadpool jej uwierzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Sie 28, 2014 10:27 am

- Um, czy to znaczy, że jesteś ze mnie taka dumna? Bob był aż tak złym kochankiem? Po czasie zaczął pić i cię bić? Nawet nie czuję, kiedy rymuję. Mogę go dobić. Jeszcze bardziej. Będzie cierpiał. Jeszcze bardziej - odparł, gdy poczuł, jak żona wtula się w jego ciało i kiedy ujrzał, że jej oczy zaiskrzyły się od łez. Początkowo nie wiedział co zrobić dalej, a gdy już zdecydował się objąć, hm, zrozpaczoną(?) Shiklah, ta przemówiła.
- Och... Ach-a... Czyli... Ale kochanie, myślałem że czujesz się spełniona, jako kobieta biznesu, królowa podziemia. Hej, zawsze mogłaś z nudów zarządzić konkurs jedzenia Tacos wśród potworów. Ja bym tak zrobił. Albo jakieś rzeźnie na ulicach. Albo zapoznać twoich podwładnych z Yu-Gi-Oh. Taka chińska karcianka. Tam też są potwory. I karty magii oraz pułapek, ale nigdy nie rozumiałem po co. Zawsze tylko przyzywałem w pierwszej turze tą uroczą, włochatą kulkę i czarodziejkę z dużymi... Umiejętnościami magicznymi. Ale zawsze moi przeciwnicy kłócili się, że nie mogę, nie mam pojęcia czemu. Więc strzelałem im w łeb. Za łatwa ta karcianka, jak dla mnie, w sumie. - Deadpool widać kompletnie zignorował całą powagę sytuacji i jej dramatyzm, bo nawijał w najlepsze, niekoniecznie pozostając przy tym w temacie. Spojrzał w oczy ukochanej z niby-powagą na twarzy, podczas gdy z jego ust po chwili znów miał wylać się potok słów.
- I wiesz, że mogłaś mi powiedzieć, żebym cię gdzieś zabrał ze sobą? Spodobałoby ci się u Sashy. Te urocze potwory. Tylko nie wiem jak z późniejszą zabawą w BDSM, z tamtą pielęgniarką... No, mogłabyś się nauczyć co nieco, a potem moglibyśmy urozmaicić nasze pożycie w sypialni... Ale skręcam trochę z tematu. Problem jest taki, że mam zarejestrowany biznes na jedną osobę. Trzeba by zająć się robotą papierkową, zacząć płacić składki na ubezpieczenie dla dodatkowych pracowników, to znaczy ciebie... I co tam jeszcze jest potrzebne. Hmm... - Najemnik zrobił minę myśliciela - i też trochę pozę, gdy palcami zaczął gładzić swoją pozbawioną włosów, za to wyposażoną w liczne blizny brodę.
- Chyba najlepiej będzie zatrudnić do biurokracji jakąś kompetentną sekretarkę. Zgrabną, powabną(Blondynkę?) Nah, wolę ciemne włosy. Ale wciąż głupiutką, najlepiej łatwowierną, trochę uległą... - Nad głową Wilsona zapaliła się niewidzialna żaróweczka. Obrócił lekko tors i wskazał ręką na leżącego w kałuży własnej krwi, umierającego Boba.
- ... Niech Bobby będzie naszą sekretarką! Jak tylko się wykuruje za te dwa-trzy dni(Kupimy mu Gripex MAX i będzie ok) (Może lepiej zabrać go do lekarza?) Mamy jakiegoś weterynarza w pobliżu? W ogóle, Bob, sorka za tamto. Kupię ci piwo, może też burrito i będziemy z powrotem przyjaciółmi, prawda? - Machnął do niego ręką, uśmiechnął się, po czym zwrócił się wzrokiem i ciałem z powrotem do żony.
- A ty, nie rób mi tak więcej. Bo będę zły. I się zemszczę(Za bardzo ją kochamy) (Plus, kto inny by nas chciał?) Prawda. Ale mimo wszystko, jestem pod wrażeniem, kochanie. Brałaś lekcję aktorstwa z nudów, pod moją nieobecność? Czy to wrodzony talent? Bo wiesz, aktorzy potrafią zarabiać kupę zielonych. I... - Tu na twarzy Wade'a pojawił się lekki, tajemniczy uśmieszek - ... wiesz, jest taka tradycja aktualnie, wśród gwiazd, jak już nią zostaniesz - celebryci bezwzględnie muszą nagrać seks-taśmę, w naszym przypadku naszą, a potem przypadkowo musi ona wyciec do sieci. Tym porządniejsza, dłuższa, kreatywniejsza i tak dalej, tym większy szacunek dla danej gwiazdy(Naprawdę tak jest? Od kiedy? Nie jestem na bieżąco z życiem celebrytów od pewnego czasu...) Hej, przy jej kłamstwie, nasze to niewinne, małe, pozytywne kłamstewko(Powiedzmy). - Na koniec zakrył własne usta dłonią, przed swoją ukochaną, by nie usłyszała ona ostatniego zdania, wyszeptanego przez Deadpoola konspiracyjnie do głosów w jego głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bob

avatar

Liczba postów : 4
Data dołączenia : 04/08/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Sie 30, 2014 11:37 am

Kiedy nasz przyjaciel w zielono-żółtym stroju został zaciągnięty do męskiej toalety, nie wiedział o co chodzi Deadpool’owi. Co on takiego zrobił? Przecież tylko się przywitał! Najemnik miał chyba zły dzień, ponieważ Bob już dawno leżał na posadzce, zwijając się z bólu. Kilka złamań, jedno nawet otwarte. Z jego ciała sączyła się szkarłatnego koloru krew. Biedna, biała posadzka. Wreszcie ktoś ją umyje, he. Powracając, Bob już tylko modlił się, by jego bro już skończył tą bezlitosną, brutalną „zabawę”. A kiedy przyszła kolej na pisuar... Otworzył szeroko oczy. Gdyby mógł, uniósłby lewą dłoń w geście obronnym. No właśnie, gdyby mógł. Bolesne uczucie mu nie pozwalało. Chyba wszystkie kości w jego ciele były połamane – ból był taki silny, że odszedł w niepamięć. Dobre znieczulenie, nie powiem. Stało się. Czaszka Agenta została zmiażdżona. Głuchy huk odbił się echem po czeluściach toalety. Z perspektywy Boba – nic już nie słyszał, żadne dźwięki do niego nie docierały. Cały świat był za lekką mgłą, światło było bledsze. Kiedy pojawiły się mroczki przed oczami Agenta, doskonale wiedział, że zemdleje. I tak się stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sro Wrz 03, 2014 9:46 pm

Jedyne co się liczyło dla Shiklah w tamtej chwili, to uspokoić męża. Przestał się dla niej liczyć tłum, umierający Bob, nie słyszała krzyków i nadjeżdżającej karetki. Po prostu objęła czule Wade'a i opuściła wzrok, gotowa przyjąć pokornie wykład na temat jak to głupio postąpiła (chociaż po prawdzie aż tak się źle z tym niewielkim kłamstewkiem nie czuła). Ale gdy tylko usłyszała magiczne trzy słowa z ust najemnika...

- Chwila moment.  - Królowa podziemia zmarszczyła brwi i odsunęła o krok, robiąc nieświadomie miejsce dla przybyłych sanitariuszy z noszami. - 'Mogłam ci powiedzieć'? - Jedną ręką otarła resztki płynących łez, drugą zaś przyłożyła delikatnie, acz stanowczo do ust Deadpoola by powstrzymać kolejny z jego słynnych słowotoków. - Zgodzę się, że nie powinnam zaczynać całej tej szopki. Przystanę na to, że być może nie potrafiłam zorganizować sobie rozrywki samodzielnie. Ale czy przez cały ten czas, gdy cię nie było chociaż RAZ! odsłuchałeś pocztę głosową?

Miarka się napełniała, szczery żal przykrywała coraz to grubsza warstewka irytacji. Pierwsze o czym demonica pomyślała i co zrobiła, gdy tęsknota za mężem z uciążliwej przerodziła się w nieznośną i przygnębiającą, było chwycenie za karteczkę z wcześniej zapisanym przez niego numerem telefonu, wykonanie połączenia, rozłączenie się poprzez roztrzaskanie komórki o ścianę sypialni, kupienie nowej, poproszenie o wyjaśnienie jak działa mały-telefon-bez-kabla, zapisanie po kolei co i jak, znalezienie klawiatury na telefonie dotykowym, wybranie numeru i nareszcie wykonanie prawidłowego połączenia. Tylko i wyłącznie po to by zgłosiła się poczta głosowa. Za każdą z ponad czterdziestu prób. W sumie, Shiklah próbowała się skontaktować z Wade'm przez miesiąc, nim w końcu dała sobie spokój.

Tymczasem sanitariusze znaleźli sposób by przenieść Boba nie uszkadzając go jeszcze bardziej (o ile było to w ogóle możliwe) na nosze i szybko skierowali się do karetki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Wrz 06, 2014 2:53 pm

Wade spojrzał zaskoczony, gdy jego żona momentalnie odsunęła się od niego, a potem na jej twarzy ukazał się grymas, natomiast głos nabrał tonu - charakterystycznych, świadczących o tym, że najbliższe chwile nie zapowiadają się na miłe. Wymamrotał coś niewyraźnie, zważywszy na przysłaniającą jego usta rękę demonicy, by zaraz złapać Shiklah za nadgarstek i odsunąć od swojej twarzy, umożliwiając tym samym kontynuację słowotoku. Czy raczej wytłumaczenie się z nieodbierania telefonów od swojej ukochanej żony.
- Och, kochanie, autor moich postów tyle się nagłowił, namęczył by wymyślić co powiem w ostatnim, a ty ot tak mi przerwałaś, nawet nie w połowie. Jesteś z siebie dumna? I chodziło mi o to, że mogłaś dać znać, że chcesz zabrać się ze mną, gdy pakowałem się przed ostatnią misją. Na przykład wtedy, gdy dawałaś mi drugie śniadanko do pracy. Przy okazji, cudowna chimichanga, kochanie, masz talent do tego. Chociaż, mogłabyś przestać używać świńskich ogonków i kozich genitalii jako podstawowych składników. Ale nadal niebo w gębie. I mówię o tej misji, gdzie włączyli mnie do eskapady ratunkowej w Ameryce Środkowej. Wprawdzie nie ma nic przyjemnego w przedzieraniu się przez dżunglę, wśród całej armii komarów - A te nie są niestety tak wybredne, jeśli chodzi o krew, co Dracula. Nawet moją nie pogardzą, a przecież jest ohydna. Ale natrafiliśmy na obdarte ze skóry ciała, bez głów oraz kręgosłupów. Bardzo uroczy widok. Zrobiłem sobie nawet pamiątkowe selfie. Później ci pokażę. I spotkaliśmy krwiożerczego kosmitę. Z dredami, ciekawe czy słuchał reggae. Może to przez nadmiar marihuany miał zieloną krew? Uroczo klekotał, zanim nas po kolei zabijał. Ale ja potem się odrodziłem - Baj de łej, Śmierć wyjątkowo nie lubi, jak opowiadam jej o naszym wspaniałym małżeństwie. I pokazuję zdjęcia ze ślubu. Nie wiem czemu. Wracając. Odkryłem, że jak wysmaruję się błotem i nasieniem goryli z tamtej dżungli, to mnie ten kosmita nie widzi. Więc go pokonałem. To była epicka walka. Jak każda z moich. I na końcu kosmita, w akcie desperacji, wysadził się. Więc znowu poszedłem na ciasteczka i kawkę do Śmierci. A co do twoich zarzutów, że nie sprawdzałem poczty głosowej... - Najemnik skrzyżował w tym momencie ręce na piersi i spojrzał poważnie na żonę - ... Przecież nie mam poczty. Na pewno dobrze odczytałaś moje bazgroły? Mimo wszystko, współczesnego pisma uczysz się dopiero od kilku miesięcy. Natomiast ja z moim nadawałbym się chyba na lekarza. W sumie, umiem kroić ludzi. A pocztę wyłączyłem od czasu, gdy... Pamiętasz jak opowiadałem ci o mojej przygodzie z "Nocą ożywionych prezydentów USA"? Kilkoma nocami. I dniami. W tym tą, gdy przebrałem się dla Johna F. Kennedy'ego za Marylin Monroe? Khem, od tego czasu JFK regularnie wydzwaniał, nagrywał się na pocztę, opowiadał o bardzo. Niecenzuralnych. Rzeczach. Które ma zamiar zrobić ze "swoją Mary", gdy znów uda mu się wrócić do żywych. Za pierwszymi razami to było nawet ciekawe. Ken jest bardzo kreatywny, jeśli chodzi o te sprawy. Ale za pięćdziesiątym... Boję się, kochanie. Uratujesz mnie w razie czego przed romansami z przeszłości, prawda, Shi... ? - Deadpool spojrzał z nadzieją na żonę, by po chwili podrapać się po pełnej blizn łepetynce, a wzrokiem obrzucić sanitariuszy, którzy zabierali na noszach nieprzytomnego Boba.
- Hej, czy nie powinni po prostu zrobić mu usta-usta i Bobby wstanie, cały zdrowy, z pełnymi 100% punktów życia? Jak w GTA. Przecież to realistyczna gra, prawda? Ach, mniejsza. Będziemy musieli go później odwiedzić w szpitalu. Kupić mu kwiaty oraz mandarynki. I przynieść przytulankę, bez której nie zaśnie. - Odprowadził wzrokiem pana w zielonym kostiumie, a potem wrócił spojrzeniem do Mrs. Deadpool.
- I w ogóle, często wyłączam podczas pracy telefon, bo dzwonią do mnie na okrągło z jakimiś ankietami albo zaproszeniami na pokazy garnków za dwa tysiące sztuka. Aczkolwiek raz poszedłem, na wystawę rzeźb o tematyce zwierząt wodnych. Tylko wywalili mnie za obmacywanie takiej, przedstawiającej ośmiornicę. A przecież zakaz dotykania przedstawiał tylko rękę, nikt nic nie mówił o języku czy... I kilka razy musiałem kupić nowy telefon. Między innymi przez te rozrywające, dosłownie, przygody w dżungli. A wiesz jak u mnie źle z pamięcią do liczb, w tym twojego numeru. I tooo w sumie jest oficjalna, fabularna wersja. Bo jest jeszcze ta nieoficjalna, prawdziwa. Pamiętasz jak kilka razy wspominałem, że jesteśmy bohaterami gry forumowej? Przez to twoje nagłe pojawienie się na, jak oni to nazywają, forum są dziury fabularne, przez brak ślubu "na fabule", albo chociaż "w trollowanych sesjach". Bo nasza organizatorka nawaliła. Na szczęście teraz mamy nową, więc niedługo będzie wielka impreza. Mamy ambicję zrujnować Starka, który wszystko sponsoruje. Ciekawe czy jak skończy pod mostem, to będzie robił swoje zbroje z puszek i innego złomu, który znajdzie w śmieciach. Więc. Dziury fabularne. Stąd ciężko mi powiedzieć, gdzie tak naprawdę byłem od czasu naszego ślubu czy wytłumaczyć dlaczego nie sprawdzałem poczty głosowej, na której jeszcze do niedawna, nic tak naprawdę przez ostatni miesiąc nie było. To bardzo skomplikowane, kochanie. Bardziej niż moja historia w komiksach. Czy kwestia tego, jakim cudem moja córeczka, poczęta na końcu wspaniałych lat siedemdziesiątych, jest jeszcze dzieckiem. Ale są też jakieś plusy. Dzięki mojemu łamaniu czwartej ściany, kiedyś pewien łotr spróbuje przekabacić mnie na swoją stronę, ale mu nie wyjdzie i zacznę słyszeć nowy, bad-ass'owy głos. Przez który zamorduję wszystkich w Marvelu. A potem bohaterów kultowej literatury. W sequelu. W którym pojawią się też macki. Ale niestety nie moje. Tylko autor tamtych komiksów chyba jest wielbicielem Supermana, bo będzie kazał mi nosić slipki na wierzchu. Dobrze, że nie te w chibi-Capy. Ale taka cena możliwości, by zabić Hulka. - Wilson w końcu zakończył swoje długie przemówienie. Westchnął, spojrzał żonie w oczy... I nie zważając na to czy po tym wszystkim, co teraz usłyszała jest dalej zła, jeszcze bardziej zirytowana, czy wręcz przeciwnie - uspokojona. Albo przez to jak bardzo zagmatwane były wyjaśnienia jej męża, zbyt pogubiona w tym wszystkim, żeby zajmować teraz umysł gniewem. Nie zważając na to, przysunął się z powrotem do demonicy i objął mocno, czule.
- Obiecuję ci, kochanie, że na następną misję zabiorę cię ze sobą. Chociażby siłą, jeśli będzie ona zawierać za dużą ilość macek jak dla ciebie, albo nie wiem, będzie zapowiadać się na niewyobrażalnie nudną. I to w sumie ten moment, gdy przydałoby się już mieć znalezionego mg...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Wrz 07, 2014 6:07 pm

Znanym powszechnie w pewnych kręgach faktem jest, że sukkuby należą do stworzeń z charakterkiem. I nic w tym dziwnego, zważywszy na ich drugą, mniej przyjazną dla oka naturę. Gdy więc Shiklah podczas monologu męża stała, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach, przechyloną głową i zmarszczonymi brwiami (brakowało jedynie wymownego stukania obcasem o podłogę) ten mógł domyślić się że może, ale tylko mooooże, coś nie do końca jest w porządku. Jak zwykle.

- Czy ty mi streszczasz fabułę 'Predatora'? - Odezwała się w końcu mrużąc oczy, tonem będącym mieszanką irytacji ze zdziwieniem - Bo jestem na sto procent pewna, że to Predator.

Naturalnym było, że gdy poziom znudzenia osiągnął u złotookiej poziom krytyczny, postanowiła nadrobić stracony w kryształowej trumnie czas i obejrzała parę filmów. No dobrze, paręnaście. Kilkadziesiąt, skoro dopytujecie. W każdym bądź razie, zrobiła to dla Deadpoola, by razem z nim móc żartować (i po trochu by zrozumieć co do niej mówi). Nie spodziewała się, że wiedza ta przyda się jej do obalenia jednej z epickich przygód Wade'a. W obecnej sytuacji rodziło się pytanie, ile podobnych historii było tak naprawdę opowiedzianymi scenariuszami hollywoodzkich hitów.

Mimo wszystko, było to bardzo w jego stylu. A właśnie za ten styl go pokochała. I chociaż nadal była zła (to oczywiste, że sama wpadła na pomysł, że coś może być nie tak z numerem telefonu! Sprawdziła ręcznie sporządzoną notkę i wszystko się zgadzało. Potem, tak jak powinno się robić, po każdym. sygnale. zostawiała. wiadomość. ale że. te sygnały. były bardzo. krótkie. to mogła. tylko. zostawiać. po jednym. lub dwóch. słowach! Czasem sygnały były szybsze, wtedy dopiero musiała się pospieszyć!) gdzieś w głębi królewskiej duszy poczuła ciepło, miłe jak futrzasty zwierzaczek. Miała ochotę przytulić męża, ale wiedziała że nic tak nie świadczy o złym władcy jak uległość, trwała więc dzielnie naburmuszona niczym ciemna chmura na niebie. Ucieszyło ją więc tym bardziej, gdy najemnik objął ją czule. Nie dała się jednak od razu przekupić! Stawiała opór i próbowała odwrócić wzrok, szukała wymówek typu 'ludzie patrzą', ale po tym jak w budce z tacos sama pocałowała Deadpoola, ten nie mógłby się nabrać na tak marną wymówkę. Czuła jego ciepło, pierwszy raz od bardzo dawna i w końcu zarzucając Wade'owi ręce na szyję przez myśl przemknęło jej, że ta chwila mogłaby trwać nawet wieczność.

- Nie wiem o co chodzi ze ślubem, slipkami i całą resztą... - zaczęła z uroczym uśmiechem, po czym przysunęła usta do ucha męża i wymruczała - ale za możliwość podróżowania z tobą oddałabym tron. Tak łatwo się mnie pan nie pozbędzie, Mr. Deadpool~

Prawą dłonią przesunęła po torsie miłości swojego życia, zastanawiając się jednocześnie gdzie mogliby się udać teraz. Cała sprawa z Bennym czy Billem w łazience jakoś kompletnie wyleciała jej z głowy, podobnie jak odjeżdżająca na sygnale karetka czy tłum ludzi wpatrujący się w jezioro krwi i roztrzaskany pisuar na podłodze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Wrz 12, 2014 12:15 pm

Słodkie chwile Deadpoola i Shiklah przerwał odgłos przychodzącego SMSa, docierający mniej więcej ze strony kostiumu najemnika. Idealne wyczucie czasu, nie ma co.
Wiadomość była dość krótka i wyraźnie związana z interesami, jeżeli oczywiście tym słowem można było określić rodzaj "biznesu" uprawiany przez Deadpoola. Jej treść brzmiała następująco:

"Dziś w nocy robota w porcie. Kwota do ustalenia, plus fanty. Zainteresowany?"

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Nie Wrz 14, 2014 1:31 pm

- Predator. Ale z przystojniejszym Majorem "Dutchem". I nieco mniej napakowanym, nie tak przesadnie. Za to pokrytym większą ilością blizn. Mam więcej pamiątek po Wietnamie, ha. - Deadpool uśmiechnął się delikatnie do stojącej przed nim demonicy, gdy ta pochwaliła się swoją świeżo nabytą wiedzą na temat kultowej, hollywoodzkiej kinematografii. A później... Cóż, pod całym, zarówno dosłownym, jak i metaforycznym kostiumem szalonego zabójcy do wynajęcia krył się tak naprawdę mężczyzna potrzebujący przyjaźni oraz miłości, których tak ciężko było mu doznać. Przez wspomnianą niestabilność umysłową, będącą efektem wszystkich eksperymentów z przeszłości - I tych przeprowadzonych z rąk Weapon X, i tych zarządzanych przez Butlera, którego narkotyk, wymazujący wspomnienia oraz sztuczne wszczepianie nieprawdziwych, szczególnie doprowadziło do zrobienia z mózgu Deadpoola przysłowiowej papki. Czy przez zawód, którym się parał, a który zdecydowanie nie miał szans znaleźć pochwały w superbohaterskim światku - Którego częścią od zawsze pragnął stać się Wade. Czy w końcu przez odrzucający wygląd, który w innym niż ten świecie doprowadził matkę dziecka Wilsona do zwrócenia śniadania.
Dlatego Shiklah, kobieta która zakochała się we wszystkich tych aspektach ubierającego się w czerwień oraz czerń najemnika, które każdego innego człowieka i nieczłowieka odrzucały, była jedną z tych najwspanialszych "rzeczy", jakie w jego życiu mogły się trafić, jeśli nie jedyną. Może nie było w tym uniwersum Agent Preston czy Eleanor Camacho, a osoby pokroju Dazzler zmuszone były tutaj wstrzymać swoje istnienie, z różnych powodów(Nieaktywność, ach, nieaktywność), ale Wade miał cudowną żonę i w tych chwilach naprawdę dziękował światu oraz całemu zarządowi Marvela za nią(Zaryzykowałbym stwierdzenie, że dla tej chwili mogę znosić wszystkie wredne rzeczy, jakich żona również mi dostarcza. I przy okazji powoduje tym niemal śmierć... Billa? Boromira? Mniejsza. Jednak może lepiej nie, bo jestem na sto procent pewien, że wykorzystałaby to przeciw mnie. Ale i tak kocham). I przez parę cudownych minut, które mogłoby ciągnąć się w nieskończoność, małżeństwo trwało niemal w milczeniu - Co w przypadku Deadpoola, zdarza się przecież nieczęsto - w czułych objęciach, rozkoszując się sobą nawzajem.
Wade Wilson uśmiechnął się szerzej, słysząc miłe dla ucha pomruki Shiklah i zaraz skomentował jej oświadczenie:
- Czy to znaczy, że jeśli zacznę zabierać cię ze sobą w moje podróże po świecie, to oddasz mi koronę i będę mógł poprowadzić armię potworów na cały Midgard, Asgard, podbić Skrulli, Kree oraz królestwo z Princess Knight Catue? Just kiddin'. Mogłabyś jednak w końcu zacząć uznawać mnie za króla, a nie tylko za męża królowej. I zgodzić się na mój pomysł z obrożą w sypialni, od czasu do czasu. Na mojej szyi. I resztą tamtych pomysłów. Przedyskutujemy to przy najbliższej podróży, hm? I... - Mąż demonicy już miał dodać coś nowego do zaczętego słowotoku, gdy z wnętrza jego kieszeni dobiegł dzwonek, świadczący o sms'ie.
- ♫ When we are together I need you forever... Is it love? - Posłał ładny uśmiech w stronę żony, podczas gdy z jego ust wypłynął ten cichy, krótki śpiew, a po chwili jedno z ramion Deadpoola przerwało z wielkim trudem przytulanie jego żony, by sięgnąć do kieszeni w obcisłym kostiumie. Wade przeczytał na głos treść wiadomości, po czym spojrzał wymownie na żonę.
- Powiedziałbym, że byłbym bardziej zainteresowany, gdyby z góry zaproponowali kilka krągłych milionów plus zaliczkę, bez której ciężko będzie mi kupić odpowiednie wyposażenie, z aktualnym khem stanem majątkowym, ale... Chyba powinienem zamiast tego poprawić ich na "Zainteresowani?" - Zaraz wystukał krótką odpowiedź w postaci "Tak. PS. Dostanę jako bonus do zapłaty gratis kucysia?", wysłał i pozostało znów czekać. Umilając sobie czekanie dalszym przytulaniem ukochanej żony(Emotka-serduszko).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Wto Wrz 16, 2014 7:34 pm

Deadpool nie musiał długo czekać na odpowiedź. Już po chwili mógł poczuć wibracje te lefonu świadczące o pojawieniu się kolejnej wiadomości.
"Pięć, jeśli chcesz. O dwudziestej trzeciej pod załączonym adresem rozpocznie się załadunek skrzyń z magazynu na statek. Niech nie opuszczą portu. Mile widziane, by ich zawartość nie uległa większemu uszkodzeniu."
Kilka sekund później przyszedł jeszcze jeden sms
"Bardzo mie widziane."
Poza tym w drugiej wiadomości podany był adres portu do którego miał udać się Deadpool.  Od razu ze świecącym na niebiesko odnośnikiem do mapki, gdyby najemnik miał jakieś trudności z odnalezieniem właściwej drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Sob Wrz 20, 2014 4:23 pm

Tekst o byciu królem, modernizacji sypialni i innych przywilejach przysługujących każdemu zniewieściałemu projektantowi wnętrz Shiklah skwitowała dyplomatycznie - szerokim, enigmatycznym uśmiechem. Nie mówiła tego nikomu, ale prywatne komnaty przywodziły złotookiej na myśl odległe czasy, wspomnienia domu i rodziny. W milczeniu wtuliła się w męża, jedyny (o ironio~) stały punkt jej królewskiego życia, pełnego niepewności czy za plecami stoi zaufana służąca, czy szpieg Draculi oczekujący dogodnej okazji na ujawnienie się.

Odrobinka nieba pośród krzyku ludzi, cichnącej syreny karetki znikającej za zakrętem, plam krwi i szczątków wyposażenia kawiarnianej toalety została nieprzyzwoicie brutalnie odebrana kochankom przez dźwięk smsa. Gdy Deadpool sięgał po niewielkie urządzenie, demonica zgromiła je spojrzeniem na widok którego narody klękały lamentując o litość. Dar ten odziedziczyła po ojcu, wyjątkowo surowym ale sprawiedliwym przywódcy. Miała szczerą nadzieję że to nie świeżo obudzony Ben narzekający na transport do szpitala. Po matce zaś dostała ciekawość, dlatego też kompletnie ignorując swoje zachowanie sprzed kilku sekund, zajrzała dyskretnie przez ramię Wade'a, odczytując każdą z trzech wiadomości i odzyskując przy tym dobry humor. Małe brzęczadełko dostarczyło dobrą nowinę skutecznie powstrzymując destrukcyjne zapędy Shi.

- Nie narzekaj, kochanie! Jeśli od nich nie dostaniesz tych kucyków to osobiście postaram się dostarczyć ci centaura trzymającego akwarium z ośmiorniczką. - Czarnowłosa piękność jaką była królowa nieumarłych wesoło podskoczyła i klasnęła w ręce. Nie sądziła że okazja by spędzić czas z najlepszym, najbardziej wygadanym najemnikiem na świecie, a co najważniejsze jej najemnikiem przydarzy się tak szybko. Po długich, nudnych miesiącach w podziemnej metropolii tak radykalna odmiana była niczym deszcz na pustyni. Z radością ucałowała Deadpoola w policzek i chwyciła go za rękę splatając ich dłonie ze sobą po czym wybiegła z lokalu. Ludzie ustępowali im przejścia, patrząc na nich jak na dwójkę psychopatów, ale nic jej to nie obchodziło. Zatrzymała się dopiero na środku ulicy, powstrzymując tym samym ruch i wprowadzając jeszcze więcej chaosu do ogólnej scenerii. Kruczowłosa kobieta wyciągnęła dłoń, wskazując palcem w przypadkowym kierunku co z jej urodą i na tle zachodzącego słońca wyglądało równie poetycko jak głupio.
- Dalej, na wschód! - Krzyknęła, ale szybko zorientowała się że nie jest to właściwy kierunek i obróciła się odrobinę - To jest... Tam, na wschód! - po czym z niewinnym uśmiechem spojrzała w oczy Wade'a i odparła - Czy port jest w tamtą stronę?

[z/t z Deadpoolem]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Czw Wrz 25, 2014 5:39 pm

Wyprowadzam Boba z tematu, bo wątpię, by miał sam wyjść, a lepiej, żeby nikt nie zalegał - na wypadek, gdyby ktoś chciał tutaj zagrać.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Binary

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Paź 03, 2014 10:38 am

Zapłaciła taksówkarzowi, który płynnie odjechał autem zaledwie w kilka sekund po tym, jak wręczyła mu gotówkę. Piąta Aleja, ta słynna piąta aleja. Pasowała do tego miejsca, ciągły ruch, tłum, gwar – zupełnie jak w sieci. Podniosła głowę wpatrując się gdzieś w szczyty wieżowców. Gdzieś tutaj mogłaby znajdować się siedziba amerykańskiego oddziału Cyberis International. Może powinna odwiedzić też Los Angeles? Może otworzyć dwie, jedną tu, drugą tam? Nie musiała patrzeć na dość elegancki srebrny zegarek, by wiedzieć, że najwyższa pora zabrać się za zakupy przed spotkaniem z inwestorami i całym tutejszym establishmentem, który trzeba będzie przekonać do wzniesienia tu swojej placówki. Nie śpiesząc się, zaglądała w luksusowe wystawy najdroższych butików w tej części świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigma

avatar

Liczba postów : 190
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Paź 03, 2014 11:17 am

SI trafiło na Piątą Aleję zupełnie przypadkowo. Dostała się tu tylko dlatego, że poszła z masą ludzi kierujących się tutaj, pchana wewnętrzną potrzebą zbierania danych. Gdzież jednak lepiej je zebrać niż w polu pełnym obiektów doświadczalnych? Obserwowała zachowanie ludzi chodzących po drogich sklepach, w których to istoty ludzkie opróżniały swoje portfele, tylko po to by kupić coś co będzie im nieprzydatne. Posiadanie więcej niż 2 zestawów ubrań było dla SI nielogiczne, chyba że ktoś się zabezpieczał na wypadek utraty tychże.
Przy okazji właziła do różnych terminali, zbierając dane na temat transakcji, co ludzie kupują i w jakich ilościach. Oczywiście nie pozostawiała po sobie najmniejszego śladu i z chirurgiczną precyzją łamała zabezpieczenia. Wtem ujrzała w taksówce pewną osobę. Złapała jakiś dziwny sygnał i zatrzymała się idąc po ulicy zerkając w owym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Binary

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Paź 03, 2014 12:30 pm

Ciało doktor Nakamoto nie było ruchomym hot spotem, do którego można było podpiąć się popijając kawę ze Starbucksa, nie było też mobilnym centrum dowodzenia z którego pochodziły decyzje. Tak naprawdę to ta osłona przypominająca ludzkie ciało była niczym innym jak jedynie drogą zabawką, zdalnie sterowanym robotem posiadającym możliwości autonomicznych funkcji, jednak „mózg” operacji mógł znajdować się … wszędzie indziej. To co przemieszczało się ulicami Nowego Jorku było aktorką wysłaną do ameryki w celu założenia filii pochodzącej z odległej Japonii korporacji – Cyberis International. Skomplikowana i przebiegła, choć tylko i wyłącznie marionetka we władaniu cyfrowej osobowości, która nazwała się dla uproszczenia mianem Binary. Tak jak ludzie zmieniają ubiór, tak czasem system potrzebuje odmiany. Nic nie jest do końca nielogiczne, o ile nie pojmie się celu pewnych zachowań. Tak samo Binary wolało przypominać teraz jak amerykańska kobieta sukcesu. Twarz o klasycznych rysach, zadowolony z siebie wyraz uśmiechniętych ust, duże ciemne oczy, perfekcyjny makijaż jaki powinna mieć businesswoman. Do tego współgrający z urodą klasyczny ubiór zbudowany z prostej spódnicy, białej bluzki i marynarki, na stopach wytrzymałe zdolne unieść ciężar gynoida szpilki. Detalem była prosta, ale elegancka biżuteria, mówiąc krótko, wyglądała na osobę z klasą, a tutaj, na 5th Avenue, nie wyróżniała się tym ani na moment od reszty pędzących mas zagonionych ludzi.

Umiejętność wtapiania się w społeczność było zdecydowanie tym, w czym ciało dr Nakamoto było niezwykle przydatne i pozwalało Binary posiadać rodzaj swej fizycznie namacalnej formy, dzięki której mogła wchodzić z śmiertelnikami w interakcje. Teraz uwagę cyborga przykuł wizytowy, choć dość ekstrawagancki komplet w witrynie Versace. Szybka kalkulacja pozwalała oszacować czy pokazanie się w czymś takim na oficjalnym meetingu wzięte zostanie jako przejaw dobrego smaku, czy raczej epatowania zasobnością swego portfela. Zdecydowanie pasowałoby to na wieczorny bankiet, ale teraz Binary potrzebowało czegoś bardziej stonowanego. Stukot obcasów wplótł się w rytm szumu setek kroków. Czas było przyjrzeć się innym wystawom.

Sigma mogła wyłapać sygnał, jednak swym charakterem nie różnił się niczym od przenośnego modemu, a w obecnych czasach taką funkcję pełnić mógł każdy nowszy telefon komórkowy. To, że przeprogramowanie i dostęp do tego „modemu” był dla ziemskich technologii niemożliwy, dzięki stałym i dynamicznym metodom szyfrowania to już inna kwestia. To co mogło się zaś rzucać w oczy to ciekawa sygnatura widziana w promieniach rentgenowskich, o ile ktoś posiadał takie przenośne cudo. Przeciętny Smith, Brown czy Takahashi raczej nie nosi takiego w kieszeni, ale kto wie… Tak czy inaczej z będącej w pobliżu Sigmy, Binary nie zdawała lub nie zdawało sobie sprawy. Ostatecznie ciało dr Nakamoto nie było gynoidem typowo bojowym, a infiltracyjnym, zaś ciągłe skanowanie przestrzeni wokoło mogłoby przysporzyć jej więcej problemów niż dać zalet. W ten sposób zachować można było to co najważniejsze – dyskrecję. Oho! Na horyzoncie kolejny butik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigma

avatar

Liczba postów : 190
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Paź 03, 2014 4:05 pm

SI wyłapywało różne sygnały za pomocą swoich czujników, a nanomaszyny, które unosiły się w jej pobliżu pomagały w przechwytywaniu owych sygnałów. Maszyny były w powietrzu, które wydychała Sigma, jednak ich żywot był krótki, dlatego mogły tak szybko się powielać i przekazywać dane, które były ich ostatnim rozkazem zanim rozpływały się.
Jej syntetyczne ciało było stworzone, by zabijać skutecznie i nie pozostawiać po sobie żadnych śladów. Mimo to twórca samego ciała sprawił, że było jednocześnie bardzo pociągające dla płci męskiej. Piękne oczy nienaturalnego koloru, długie, zadbane niebieskie włosy, mleczna cera nieskalana żadnymi defektami, zgrabny nos oraz kształtna talia czy jędrne piersi, do których niejeden chciał się dobrać. Na dodatek strój, który nosiła pozwalał dostosować się do każdego możliwego ubioru bez potrzeby inwestowania w to środków. Nanomaszyny zmieniały strukturę tkaniny którą tworzyły, nadając jej określoną miękkość, kolor czy kształt a nawet twardość. Obecnie nie była ubrana w nic nadzwyczajnego. Biały T-Shirt, jeansowe spodnie, czarne trampki, a na głowie jakaś czapka z daszkiem na której widniało logo jakiejś drużyny baseballowej, dosyć popularnej w USA, gdyż większość jak wynikło z obserwacji nosi właśnie barwy tej drużyny. Nie rozumiała po co miała tak właściwie nosić te barwy a nie inne. Jakie ma znaczenie określanie się w grupie ze względu na sport? Wiele rzeczy w zachowaniu ludzkim było niepojętych dla niej. Dziwnym się wydało Sigmie, że kobieta, która obserwowała witrynę Versace nie wydziela aż takiego ciepła jak przeciętny człowiek. Dodatkowo w powiększeniu kilkasetkrotnie jej skóra wydawała się jakby syntetyczna.
Co więcej zabezpieczenia jakie posiadała jej komórka były naprawdę imponujące, gdyż złamanie ich nie szło tak łatwo SI, mimo jej wielokrotnych prób różnych metod łamania zabezpieczeń. Kod zmieniał się szybko i nie łatwo było nadążyć za nim, bez zatrzymania się i oddania energii z wszystkich pod systemów na rzecz komputera łamiącego szyfry. SI posiadało kila trybów wizji i po przeskanowaniu owej kobiety mogło dostrzec elementy, które nie są w 100% ludzkie. Wyglądała jak lalka, do której coś zostało włożone.
SI podeszło do niej bliżej, jakby chcąc zwrócić na siebie uwagę – Twój moduł szyfrujący jest naprawdę imponujący... tak jak to ciało...pełna syntetyzacja– powiedziała swoim tonem, który nie wskazywał na jakiekolwiek emocje. Jakby był mechaniczny, wyprany z wszelkich uczuć. Jednak wydawał się ludzki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Binary

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 07/05/2013

PisanieTemat: Re: 5th Avenue   Pią Paź 03, 2014 4:26 pm

Binary odwróciła spojrzenie widząc przed sobą kolejnego cyborga. Można oszukiwać na wiele sposobów, ale promienie rentgenowskie zawsze dają radę i tym razem pokazały prawdziwą budowę wnętrza ciała Sigmy. Ona sama była dość zaskoczona, ale nie zmieszana. Na twarzy gynoida pojawił się serdeczny uśmiech, choć trudno było podejrzewać ten „byt” o szczerość uczuć. A może wbrew pozorom był szczery? Zagwozdka.

To tylko ciało moja droga, ale dziękuję. – zaszczebiotała tonem, jakim koleżanki tłumaczą się z nowego ubioru. Równie dobrze mogła powiedzieć „a wiesz, znalazłam na przecenie, nic wyjątkowego”. Od dawna mi się przyglądasz? Całkiem neutralnie jak na syntetyczny twór ważący 200 kilogramów. Ton głosu Sigmy wydawał się dość chłodny, zdystansowany. To wyjaśniało więcej niż można było się spodziewać. Tkwiła więc tak przed witryną luksusowego butiku odwracając spojrzenie na kolejny komplet. Podniosła lekko podbródek kiwając w stronę idealnie wypolerowanej szyby. Jak ci się podoba? Zagaiła od tak, jakby właśnie spotkały się na kawie. Binary uśmiechała się bardziej sama do siebie, podeszła kilka kroków bliżej szukając wzrokiem detali kroju i cicho wzdychając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 5th Avenue   

Powrót do góry Go down
 
5th Avenue
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» 5th Avenue

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: