Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczony dom na przedmieściach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
King Snake



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 13/04/2013

PisanieTemat: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Lip 26, 2013 9:01 pm



Opuszczony dom na przedmieściach NYC, którego posiadacze dawno się wynieśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
King Snake



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 13/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Lip 26, 2013 9:14 pm

Powoli ciemność otulała miasto, które miało wkrótce iść spać. Lecz teraz jeszcze tak ciemno nie było – choć powoli już światło gasło. W taką porę ten opuszczony dom przywodził na myśl opowieści o duchach, wampirach i innych stworach, które lubiły czaić się w takich ruderach. Teraz jednak duchów tu nie było. Lecz w domu czaił się ktoś znacznie groźniejszy od niejednego z nich.
Mężczyzna, ubrany w długi płaszcz, pod którym znajdował się pistolet strzelający chmurami gazów podgrzanych do temperatury tak wysokiej, że zdolny był stopić pancerz nie jednego bohatera. Wojskowe spodnie. Muskulatura niczym z okładki jakiegoś pisma, świadcząca o olbrzymiej ilości treningów jakie ów człowiek odbywał. Zielone oczy patrzące się na około, wypatrujące potencjalnego wroga. Długie blond włosy. I choć nie było tego widać, tatuaż z wężem oplatającym miecz na ramieniu.
To był nikt inny jak legendarny King Snake.
Król Węży nie znalazł się tu bez powodu. Otóż planował on założyć swoją grupę najemników. Wiedział, że wspólne działanie jest lepsze od działania oddzielnie. Można więcej zarobić, akcje idą sprawniej… A tutaj nagle jego kontakty, którymi się posługiwał trafiły na kontakt Bullseye’ a. Bullseye byłby pierwszym członkiem jego nowej grupy, a ktoś tak zabójczy jak on byłby świetnym nabytkiem.
Umówili się w opuszczonym domu na przedmieściach. King Snake skradał się niczym wąż od którego dostał swój pseudonim. Niezauważony przez nikogo dostał się do środka. Drzwi były otwarte, więc problemów nie miał. A w razie czego… jego buty przylepne powinny mu pozwolić na łatwe wejście po ścianach. Ale to wzbudziłoby uwagę, a tego najemnik nie chciał.
Stanął spokojnie w umówionym pokoju, który był pozostałościami dużego pokoju – i czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Lip 26, 2013 9:52 pm

Kiedy Lester otrzymał maila od King Snake, był początkowo sceptycznie nastawiony do propozycji jaką mu złożono. Zawsze pracował sam i szło mu bardzo dobrze. Jednak pamiętał zlecenia, które były zwyczajnie niemożliwe do wykonania w pojedynkę i z bólem serca musiał je odrzucać. Ból był wielki bo w grę wchodziły naprawdę duże pieniądze, ale na szczęście taki ból przeżywał bardzo rzadko bo była tylko garstka ludzi na świecie, którzy mogli czuć się bezpieczni przed Bullseyem. Ale przed Bullseyem i kimś kto mu pomagał bezpieczny nie mógł czuć się nikt.
I to właśnie dlatego Lester stał w cieniu rzucanym przez księżyc w rogu salonu. Okno obok którego stał wychodziło wprost na księżyc, który dziś był w pełni. Dzięki temu osoba patrząca w to miejsce była lekko oślepiana przez światło, a dzięki temu cień w którym stał Bullseye był jeszcze ciemniejszy.
Leonard stał w gustownym szarym płaszczu do połowy uda narzuconym na jego kostium. Do tego spoczywająca na głowie czapka z daszkiem nasunięta na nos sprawiały że w tą ciemną noc na pierwszy rzut oka Lester wyglądał normalnie.
Bullseye obserwował jak jego mężczyzna z którym się umówił wchodzi do pokoju. Rysopis się zgadzał. Mniej więcej tego samego wzrostu, nieco szerszy w barkach. Kiedy szedł wybrzuszenie pod jego płaszczem zdradziło Lesterowi że był uzbrojony. Ale to go akurat nie zdziwiło, byłby głupcem gdyby przyszedł na spotkanie z jednym z najlepszych zabójców na świecie nieuzbrojony. Zresztą Leonard też miał przy sobie broń. Nie miał zamiaru jej używać, zaspokoił już dzisiaj swój głód zabijania. W tym samym momencie kiedy tutaj stali w wiadomościach właśnie podawali, że zamordowany został bogaty nafciarz. Nakładał sobie właśnie jedzenie ze szwedzkiego stołu na jakimś bankiecie, kiedy znikąd nadleciał as pik i rozciął mu gardło. Ochrona nafciarza i innych ważnych osób, które były tam obecne nie były w stanie zlokalizować napastnika.
Bullseye odczekał chwilę gdy do pokoju wkroczył King Snake. Popatrzył przez chwilę na niego, po czym wsadził do ust wcześniej przygotowanego papierosa i ze szczękiem otworzył zapalniczkę. Spojrzał na mężczyznę, który zorientował się o jego obecności.
- Dobry wieczór. - mruknął z uśmiechem po czym podpalił papierosa. Machnął ręką i pokrywka zapalniczki z tym samym szczękiem wróciła na swoje miejsce tym samym gasząc płomień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
King Snake



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 13/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Lip 26, 2013 10:14 pm

Na twarzy Króla Węży pojawił się jedynie niewielki uśmiech. Tak… legendarny Bullseye. Wiedział do czego ów jest zdolny. Kiedy tylko wkroczył do pokoju jego zielone oczy wychwyciły zabójcę. Wyglądał zadziwiająco normalnie jak na takiego człowieka. Ale to niewiele obchodziło King Snake’ a. To co go obchodziło bardziej to: czy zgodzi się na kooperację.
King Snake uwielbiał sprzątać co niektórych ludzi. Uwielbiał strzelać do nich z kuszy. Jego najbardziej popisowym numerem był strzał z kuszy z bełtem wybuchowym prosto w jadący samochód pewnego szefa mafii. Załatwił jego i przy okazji jego bliskiego wspólnika i dwóch ochroniarzy.
Innym razem korzystając ze swojego kamuflażu optycznego i umiejętności chodzenia po ścianach wszedł na wysoki budynek, wsadził lufę meltaguna do okna i usmażył pewnego biznesmana żywcem. Powód? Zgwałcił on córkę kogoś na tyle bogatego, żeby nałożyć na jego głowę odpowiednio wysoką stawkę.
Wiedział, że Bullseye pewnie słyszał legendy o King Snake’ u. Thomas zdziwiłby się gdyby o nim nie słyszał. Cały półświatek mówił o nim i właśnie Bullseye’ u i Deadpool’ u. Ale mało co było tak rozpoznawalne jak tatuaż węża owiniętego wokół miecza na ramieniu.
-Dobry wieczór również – odezwał się spokojnie Knight – [/b]Przejdę od razu do rzeczy[/b]
Lubił być bezpośredni. Nie lubił gadania o niczym.
-Czasy się zmieniają – mówił cichym, ale podniesionym i charyzmatycznym głosem – mamy teraz wysyp superbohaterów i nam, najemnikom, coraz trudniej zarabiać. Poza tym systemy bezpieczeństwa poszły w górę. Dlatego proponuję, abyśmy połączyli siły. Razem możemy wykonać trudniejsze zadania. I przy okazji, zarobić dużo więcej.
Znów się uśmiechnął. Miał przed oczyma wizję grubej kasy oraz wielu udanych misji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Lip 26, 2013 10:39 pm

Lester słyszał o King Snake-u i jego wyczynach. W końcu był jednym z jego największych konkurentów. Jednak nie podobał mu się brak lojalności wobec swoich sojuszników, który był dość znany w półświatku. Bullseye lubił pracować z ludźmi na których mógł polegać i miał pewność że go nie zostawią jeżeli zrobi się za gorąco. Kiedy był na wspólnej misji z Deadpoolem, partner go nie opuścił, mimo że przeciwników było wiele. A co do Thomasa nie mógł mieć takiej pewności. Leonard nie przybiegł tutaj uradowany i gotowy na wyruszenie w świat wraz z nowym przyjacielem by zabijać złych kolesi i zgarniać grube miliony. Jeżeli Knight chciał znaleźć w Lesterze wspólnika, to musiał go przekonać. To w końcu on miał taką opinię, a nie inną.
- Nie lubisz zbędnego pierdolenia, co? - zapytał retorycznie i zaciągnął się papierosem.
- Gadka piękna, powinszować. - pacnął dwa razy rękoma, po czym schował jedną do kieszeni płaszcza i zaczął jeździć palcem po karcie, która tam się znajdowała. Nie miał zamiaru nikogo atakować, taka czynność go relaksowała.
- Powiedz mi, - zaczął wypuszczając kłąb dymu - co sprawiło, że człowiek o Twojej reputacji uważa, że ktokolwiek zechce z nim wejść w spółkę? - zapytał po czym zaciągnął się po raz kolejny uważnie obserwując rozmówcę. Gdyby to pytanie wyprowadziło Thomasa z równowagi, był gotów by zareagować.
- Oprócz tego co powiedziałeś, o ile to było powodem. - machnął ręką z papierosem ponownie wypuszczając chmurę dymu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
King Snake



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 13/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Lip 26, 2013 11:06 pm

King Snake nawet nie drgnął. Jeśli Bullseye myślał, że Knight łatwo da się wyprowadzić z równowagi, mylił się. Owszem. Król Węży uważał się za wielkiego i to pytanie lekko go uraziło. Ale głupi nie był. Potrzebował współpracy Bullseya.
-A jakże – uśmiechnął się do Lestera.
Myślał szybko. Wiedział co należy odpowiadać. Nie chciał go stracić, reagował póki miał czas. Ale wiedział, że nie było tak źle, skoro Bullseye zgodził się na spotkanie. Chyba że drugi najemnik postanowił pozbyć się konkurencji.
-Powiem tyle. Ta cała reputacja którą mam… mam ją od jednego wypadku. Nie zostawiam swoich, wbrew temu co o mnie mówią. Zaoferowali mnie dwukrotnie większą stawkę za zmianę stron. Ty byś się nie zgodził? Z resztą, tu chodziło o klientów, nie o współpracowników.
Tu uśmiechnął się ponownie. Zaczynał lubić tego najemnika. Nie bał się mu powiedzieć prawdy w oczy. Powolnym krokiem zaczął chodzić po pomieszczeniu. Najpierw po podłodze, potem po ścianie.
Dla niego jego sojusznicy byli w najlepszym razie narzędziami. On się liczył. Ale nie oznaczało to że od razu planował każdego zdradzać. Gdyby tak robił, nie miał by w ogóle sojuszników. A tych potrzebował.
-Widzisz. My najemnicy powinniśmy sobie wzajemnie pomagać – znów słychać było charyzmatyczny ton King Snake’ a –W pojedynkę osiągniemy o wiele mniejsze rezultaty niż działając razem. Założę się, że nie jeden superbohater chętnie zwiększyłby swoją sławę ścigając legendarnego Bullseye’ a. A wiesz, że oni lubią teraz działać w drużynach. Dlatego uważam że my, najemnicy TAKŻE POWINNIŚMY SIĘ ZJEDNOCZYĆ! Razem czekają nas pieniądze i dużo akcji. W pojedynkę nie uda nam się tyle zdziałać. Zamierzam stworzyć grupę której nie oprze się nic! Każde zadanie, każdy czas, byleby było dobrze płatne. SNAKEHOUND!
King Snake zakończył, podnosząc ręce w górę i spojrzał w oczy Bullseye’ owi dla większego efektu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bullseye



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Sob Lip 27, 2013 1:30 am

Bullseye zmarszczył brwi. Ciągle coś mu śmierdziało w tym co mówił Thomas. Coś nie pozwalało mu uwierzyć. Może to przez tą aurę władczości i arogancji. Lester odnosił wrażenie że to co mówi teraz Knight to tylko puste słowa, a gdy przyjdzie co do czego - zawinie się na pięcie w najmniej oczekiwanym momencie. Albo go sprzeda. A tego Leonard by płazem nie puścił.
- Może i bym się zgodził. - wzruszył ramionami i ponownie zaciągnął się nikotyną.
- Właściwie to miałem już taką sytuację. Nie zabiłem kolesia i wziąłem do niego kasę. - zaczął mówić machając ręką w której trzymał papierosa.
- Wróciłem do pierwszego zleceniodawcy, skasowałem go, wróciłem do drugiego i też go skasowałem. - Bullseye uśmiechnął się szaleńczo.
- Sumienie czyste - w końcu żadnego nie wyrolowałem, zadanie wykonane, kieszeń pełna. - zachichotał.
- Ale o mnie nie gadają tak jak o tobie. - nagle spowrotem spoważniał.
- Rozumiesz o co mi chodzi? Gdyby każdego kolegę po fachu nazywano nielojalnym bo słucha się tego kto mu więcej da w łapę, to każdy by chodził z takim przydomkiem. - zmrużył oczy, bacznie obserwując reakcję Kinga.
- A jednak mówią tak o tobie, a nie o wszystkich. Więc odnoszę wrażenie, że próbujesz mnie zrobić w chuja. - dodał i dmuchnął dymem.
Gdy Snake skończył swój wywód, Lester wybuchnął śmiechem.
- Prze...Przepr...Przepraszam... - próbował wykrztusić. Gdy w końcu się opanował, otarł łzę i spojrzał na mężczyznę.
- Jeżeli uda ci się mnie przekonać do współpracy, to stosuj takie gadki na kimś innym. - powiedział.
- Jeszcze raz przepraszam, ale - z jakiegoś powodu Lesterowi było naprawdę głupio ze swojego zachowania - śmieszy mnie taki patetyczny ton. - popatrzył przez chwilę na Snake-a, po czym kontynuował.
- Rozumiem twoje przekonanie na temat wspólnej pracy, moje jest takie samo, dlatego tutaj jestem. Nie musisz mnie przekonywać do współpracy, musisz mnie przekonać do współpracy z tobą. - powiedział. Nagle dało się słyszeć głośne bzyczenie. Bullseye szybko zlokalizował denerwującą muchę i pstryknięciem palców wystrzelił peta w jej kierunku. Zgodnie z zamiarem trafił ją rozpalonym końcem, co potwierdziło ciche syknięcie, a bzyczenie ustało.
Lester mówił prawdę. Naprawdę miał ochotę na współpracę, i gdyby Snake King nie miał reputacji zdrajcy to to spotkanie przebiegłoby na uzgadnianiu spraw technicznych.
- Przemyśl to sobie i odezwij się do mnie. - mówiąc to schował ręce do kieszeni i opuścił budynek.
z/t


Ostatnio zmieniony przez Bullseye dnia Sro Lip 31, 2013 12:38 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Brak odpowiedzi od Snake Kinga)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mikael



Liczba postów : 87
Data dołączenia : 12/03/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Nie Maj 24, 2015 7:37 pm

Mikael postanowił dzisiaj znów zapolować na jakieś wampirki i znaleźć jakiś trop Draculi. W tym celu upuścił sobie trochę krwi w parku i skierował ku temu odludnemu miejscu. Tak jak się spodziewał - cały czas szedł za nim jeden człowiek, którego świadomie podpuścił. Nie wiedział jednak, czy ten będzie miał jakieś informacje o władcy ich gatunku. Dlatego właśnie miał zamiar spróbować użycia hipnozy na wampirku i zobaczenia, czy się uda. Kiedy całkowicie oddzielili się już od zgiełku ludzi i doszli do odludzia, na którym stał opuszczony dom, uśmiechnął się złowieszczo. Jego ofiara, która myślała że jest łowcą, szybko poczuła się pewnie i chcąc szybko dorwać Mikaela, ruszyła na niego z pełną szybkością. Problem w tym, że nie wiedziała, z kim ma do czynienia. Szwed bez problemu wyczuł moment i odwracając się złapał faceta za gardło, powoli zaciskając pięść. Miał zamiar trochę pobawić się z mężczyzną, więc złamał mu kark, pozbawiając go przytomność na dłuższy czas. Zaciągnął go wtedy do opuszczonego domu. Rzucił go w koncie pokoju i sztyletem przeciął mniej ważne żyły, pozbawiając go przy tym sił i przykuwając łańcuchami do grzejnika. Cierpliwie czekając, aż wampir się obudzi, wypił sobie torebeczkę krwi. Kiedy w końcu ofiar otworzyła oczy, ale będąc jeszcze nie do końca świadomą, uderzył go w kolano, co spowodowała niemały ból, nawet dla wampira. Nie wrzasnął co prawda, ale obudził się do końca i spojrzał na Szweda. Widać było, że chce go dopaść, ale kompletnie nie miał sił. Krew która z niego wyciekła pozbawiła go ich. Mógł jednak mówić, więc krzyknął w stronę Mikaela:
- Zabiję Cię! Wypatroszę! Oczywiście jego groźby nic nie dały, Mik wręcz zaśmiał się głośno i spojrzał na niego mówię:
- A co Ty możesz, gnido? To ja zaraz wypije z ciebie resztki krwi, jakie w tobie zostały. Tak czy inaczej, zaraz odpowiesz mi na wszystkie pytania. Wtedy na pełnej szybkości podszedł do krwiopijcy, spoglądając mu w oczy i próbując zahipnotyzować. Niestety, ten był za stary i nawet mimo utraty krwi nie dał się omamić. Zaśmiał się za to i powiedział w stronę hybrydy:
- Haha, jednak nie jesteś taki mocny! Mikaelowi nie spodobały się te słowa, więc spojrzał na wampira. Zauważył u niego zaklęty pierścień, taki jak jego. Wcześniej nie zwrócił uwagi na to, że tamten też może chodzić za dnia, jakoś po prostu zapomniał o tym, że sam też może. Postanowił więc, pozbawi go tego przywileju:
- Ładny masz pierścień, wiesz? Pozwól, że go sobie zabiorę. Wtedy dopiero ofiara zbledła(mała ironia xd) i zobaczyła promienie Słońca, które przebijały okno. Wyraźnie się wystraszył i szybko puścił parę z ust:
- Nie, nie! Zrobię wszystko, tylko go nie zdejmuj! Te słowa podziałały kojąco na łowcę. Od razu zadał pytania, na które miał nadzieję uzyskać odpowiedź:
- Mów, gdzie jest Dracula, albo wyrwę Ci serce i rzucę psom na pożarcie. W tym momencie krwiopijca zdał sobie sprawę, że jest w dupie. Co prawda raz spotkał pana ciemności, ale dawno temu, a już wtedy wiedział, że ten zmienia swoje siedziby co jakiś czas, nie dłuższy jak rok, może kilka. Postanowił jednak zaryzykować i uznał, że jeśli będzie szczery, to się wywinie:
- Nie wiem. Spotkałem go tylko raz w życiu, jeszcze w czasach wojen światowych, kiedy rezydował w San Francisco. Od tamtej pory nigdy już go nie spotkałem. Proszę, wypuść mnie! Zrobię wszystko, co tylko zechcesz. Powiedział spokojnym tonem, był już bardzo zmęczony, stracił dość sporo krwi i nawet łańcuchy już były daleko poza jego zasięgiem. Szwed jednak nie był zadowolony z odpowiedzi, wiedząc jednocześnie, że potwór mówi prawdę. Niestety, nie przewidział dla monstra szczęśliwego końca, ale odpowiedział mu:
- Hmm, wierzę Ci, naprawdę... Ale nie zmienia to faktu, że Cię nie wypuszczę. Powiem tak - jeśli jakoś się stąd wydostaniesz, to będziesz wolny. Kiedy Słońce zajdzie, zdejmę Ci pierścień, a czy sobie poradzisz, to już twoja broszka. Zakończył z uśmiechem. Do zachodu Słońca zostało już tylko 15 minut, więc zobaczymy, jak skończy się ta historia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alyce Evans



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 29/09/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pon Maj 25, 2015 8:54 pm

Ile to? Około pół roku, jak była w okolicach... nie pamiętała nawet nazwy owego miasta. Poza tym, nigdy nie miała z nim żadnych dobrych wspomnień, o ile jakieś jej pozostały. Nigdy nie zatracała się tak bardzo w wilczej postaci, co ewidentnie mocno odbiło się na jej psychice. Podejrzewam, że jeszcze z trochę i jej i tak nadszarpnięte człowieczeństwo ustąpiłoby tej dzikiej, w tej chwili chyba prawdziwej, naturze.
Obudziła się w postaci ludzkiej, kompletnie nie mając pojęcia gdzie. Zaczynało się ściemniać, a ona ledwie wiedziała co się wokół niej dzieje. Do tego ta rana na boku... Dalej lekko krwawiąca. Głód. Jeść. Czuję. Nadal myślała jak wilk, mimo, że od prawdopodobnie kilku godzin przebywała w postaci ludzkiej. Instynkty w ciągu dalszym kazały jej cokolwiek upolować. Nie wstawała jednak jeszcze przez kilka minut, starając się uporządkować myśli, przynajmniej mniej więcej. W międzyczasie złapała trop, będący zapewne jej ostatnią szansą, bo naprawdę była wyczerpana. Pozostała jej nadzieja, więc co mogła zrobić? Widmo burzy non stop podążało za nią przez około dwa kilometry, które jednak dla wilczycy porównywalne były do maratonu. W końcu silna woń krwi doprowadziła ją do jakiegoś opustoszałego domu. W duchu uśmiechnęła się do siebie. Nie wszystko stracone. Zaczęła przeszukiwać dom. Długo jej to nie zajęło...
Do ledwo żywej persony dopadła bez zastanowienia, nie zwracając uwagi na błagania o pomoc. Po prostu szarpnęła go za nogę i zaczęła robić użytek z kłów, nawet nie przykładając zbytniej uwagi do utraty przezeń przytomności, czy też późniejszemu wyzionięciu ducha. Nie oszczędziła nawet kości, po wampirze pozostała tylko kałuża krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mikael



Liczba postów : 87
Data dołączenia : 12/03/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Wto Maj 26, 2015 9:52 pm

Mikael już powoli oddalał się od domu, kiedy w pewnym momencie usłyszał sapanie, jakby ktoś ledwie żył, był wycieńczony. Nie był to na pewno wampir, nie powinien być jeszcze w aż takim złym stanie, tym bardziej, że ten ktoś po prostu ledwo oddychał. Hybrydę zainteresował ten fakt, dlatego powolnym krokiem wrócił do domu. Słyszał krzyki wampira, który najwyraźniej był rozrywany na strzępy. Fakt, nie był jeszcze ledwo żywy, ale bronić się nie mógł, stracił zbyt dużo krwi. Szybko poczuł ogromne ilości krwi, które pozostawiło po sobie monstrum. W tym momencie Szwed przyśpieszył maksymalnie i w jednej chwili znalazł się na górze budynku, widząc jedną wielką, kałużę krwi i kobietę, która się w niej tarzała. Miała nią umazane pół twarzy i coś przeżuwała, więc wszystko wskazywało na to, że go pożarła. Tylko jak mogła zrobić to tak szybko, w tak krótkim czasie? Nie mogła być zwykłym człowiekiem. Mikael nie czekał, od razu, kiedy zobaczył makabryczną scenę, pojawił się w dosłownie mgnieniu oka pojawił się przy niej, chociaż dla niej dalej stał w miejscu(iluzja). Wtedy spojrzał jej w oczy, kazał się uspokoić i zachowywać po ludzku(kontrola umysłu) i zapytał o to, czym i kim jest, oraz czemu zżarła tego wampira. Co prawda, miał swoje małe podejrzenia, ale jemu samemu było ciężko w nie uwierzyć. Wiedział, jakie zwierzę, a właściwie stworzenie byłoby do tego zdolne, choć jeszcze do niedawna uważał je tylko za niepotwierdzone mity.
Kobietę oczywiście trzymał mocno za ramiona, aby nie dać się zaskoczyć żadnym atakiem, który mógł niespodziewanie nadejść. W końcu, skoro zżarła wampira, tak szybko zostawiając taki burdel, to musiała być groźna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Nie Lis 29, 2015 11:17 am

Trafiła do tej opuszczonej chaty zupełnie przypadkowo. Dzisiaj jej ciało ochraniał przed zimnem strój  cywilny, który składał się z białej, bawełnianej bluzki z krótkim rękawem, jeansów i czarnej, skórzanej kurtki... plus, miała na sobie jeszcze czarne obcasy, a  paznokcie były umalowane na jej ulubiony odcień czerwieni- szkarłat. Całość prezentowała się na naszej Wandzie bardzo dobrze, chociaż Scarlet nie czuła się w tym pewnie. O wiele łatwiej było jej przemieszczać się, walczyć... A przede wszystkim egzystować w "bojowym stroju", który z roku na rok zyskiwał coraz większą miłość Maximoff. Trudno się jej dziwić, przecież był niesamowity, a czerwona tiara- cudo.
Wracając jednak do głównego wątku... Wanda zjawiła się tu przez swoją ciekawość do świata i nieodparte wrażenie, że jest z tym domem coś nie tak. Wybrała się na spacer, no i tak wylądowała tutaj... Prowadzona przed dziwnie niepokojące znaki.
Chcąc poćwiczyć latanie- jedną z jej najlepszych zdolności- wyszła z  Avengers Tower i z charakterystycznym uśmiechem na twarzy podleciała do jakiegoś lasu niedaleko za miastem, aby w spokoju poćwiczyć, jednakże to właśnie spokój Wiedźmy został jako pierwszy zburzony. Z oddali nadjechały 3 auta... Uwagę Wandy, która zawsze patrzyła na szczegóły, przykuł fakt braku rejestracji na każdym z tych samochodów.
Zdziwiona i jednocześnie zaniepokojona dotarła do opuszczonego domu, który znajdował się bliżej miasta, niż las w którym przyszło ćwiczyć naszej Maximoff. Poczekała chwilę, aż ludzie zatrzymają swoje pojazdy i wysiądą. Każdy z mężczyzn, a było ich trzech, otworzył bagażnik i błękitnym oczom Scarlet Witch ukazał się owy bagażnik wypełniony po brzegi (pewnie nielegalną) bronią. Gdyby nie była sobą, to od razu zaatakowałaby rzezimieszków, ale roztropna Wiedźma  wolała mieć wsparcie, w końcu nie wiadomo, co oni mogą chować w tym domu albo czy oprócz tego, że są przestępcami to przecież mogą być mutantami- nawet bardzo potężnymi.
Dlatego też Wanda z kieszeni jeansów wyciągnęła swój telefon. Nie zastanawiała się dużo nad wyborem wsparcia, ponieważ jej wybór od razu padł na Jess, zwaną również jako Spider Woman. Dziewczyny znały się z widzenia i kilka razy ucięły ze sobą dłuższą rozmowę- jak to kobiety. Z której wynikło, iż jak Szkarłatna Wiedźma będzie jej potrzebować, to może dzwonić o każdej porze dnia i nocy. No i postanowiła wykorzystać jej propozycję pisząc krótką wiadomość.
- Dobrze, a teraz przechodząc do was...- wyszeptała, a wokół jej palca wskazującego pojawiła się dobrze wszystkim znana czerwona energia- Nigdzie mi nie uciekniecie.
Gdy przestępcy weszli do środka, aby przenieść część broni, Wanda wyciągnęła dłoń, która emanowała mocą przed siebie i wystrzeliła sześć wiązek energii, które przekuły po dwa koła w każdym wozie.
Miała nadzieje, że jej koleżanka się pośpieszy i szybko do niej dołączy. To przecież będzie krótka akcja: pojmać bandytów, zabrać im broń, przekazać informacje Tarczy- koniec.
Nie powinny wystąpić żadne komplikacje zwłaszcza, że będą we dwójkę, a wtedy bardzo trudno je pokonać- pokonać Mścicielki.
Po kilku sekundach do głowy wpadł jej również inny pomysł. Na wszelki wypadek jeszcze raz wyciągnęła komórkę i napisała również do Pietra. Nie była pewna czy jej brat odpowie, ale wolała... Po prostu wolała spróbować. Już go dawno nie widziała i choć to nie są odpowiednie okoliczności do spotkania to... Jednak chciała go zobaczyć. Z tego co wiedziała to mógł być zajęty, ale miała skrytą nadzieję, że się jednak pojawi, bo co dwie głowy to nie jedna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Gru 04, 2015 10:35 pm

Pietro wyszedł z kawiarni pozytywnie naładowany. Może to kwestia świetnej kawy, której cena sama w sobie powinna poprawiać humor i smak napoju, może towarzystwa z jakim miał okazję spędzić te kilka chwil. Niestety, pokłady świetnego samopoczucia wyciekały z niego, jak benzyna z uszkodzonego baku. Tak jakoś, nie mógł sobie znaleźć zajęcia. Od Wandy ani słowa, Carol też gdzieś wcięło. Nawet biegać mu się nie chciało. Zażywał spaceru w nadziei, że to pomoże mu przezwyciężyć te naloty marazmu. Skutecznym lekarstwem okazał się telefon. Telefon, na którym zobaczył, że dzwoni do niego Wanda. Cudowny dźwięk zwiastujący rozmowę z jego ukochaną siostrą. Tętno mu przyspieszyło, odebrał tak szybko, jak tylko był w stanie powstrzymać pierwszy zachwyt. Starał się panować nad głosem, jednakże pierwsza sylaba, która wydarła się z jego ust była oblana całym spektrum emocji. Potem słowotok posypał się niczym lawina. Szczęśliwie, Wanda miała ważną sprawę, co uciszyło Pietro. Odpowiedział tylko, że będzie tak szybko, jak potrafi, a potrafił bardzo szybko! Zwłaszcza, kiedy o coś prosiła go bliska osoba. Bliska osoba, czy też Scarlet Witch… Cóż, nikogo innego nie miał. Niby Avengersi byli dla niego ważni, ale tak naprawdę to jego siostra była determinantem jego działań na rzecz tej organizacji. Biegnąc, dawał z siebie wszystko, a nawet więcej. Swego czasu nauczył się tak używać swoich umiejętności, by było to efektywne i nie wypalało go. Teraz gnał na złamanie karku. W pewnym momencie rozwinął taką prędkość, że jego ciało dobitnie dało znać o pewnych ograniczeniach. Na szczęście już był na miejscu. Złapał kilka głębokich oddechów. Zakręciło mu się w głowie. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jego kondycja jest znacznie gorsza niż kiedyś. Udało mu się prędko pozbierać i rzucić Wandzie na szyję. Uścisnął ją bardzo mocno i przed dłuższą chwilę nie puszczał. Uronił kilka gorących łez, które spoczęły na jej ramieniu, na którym delikatnie oparł szyję. Ach, jak dobrze było ją mieć znowu przy sobie i wiedzieć, że wszystko dobrze. W końcu nieznacznie się odsunął i spojrzał na dziewczynę pytająco. Nie powiedział ani słowa, po prostu czekał na wyjaśnienie sprawy. Na rozmowę i wyrażenie radości w pełnej formie na pewno przyjdzie jeszcze czas!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Sob Gru 05, 2015 4:42 pm

Jess przekręciła się i zgrabnie wylądowała przed budynkiem. Jet, prowadzony przez automatycznego pilota zawrócił by odlecieć w siną dal. Zaraz rozejrzała się i pobiegła w stronę Wandy i Pietra.
- Scarlet Witch!- krzyknęła wyraźnie podbiegając do niej z rozwianym włosem.
- Co się stało?- spytała starając się rozejrzeć by być pewnym, jak wygląda sytuacja. A nie wyglądała zbyt wesoło- Co się dzieje?- mruknęła zaraz i spojrzała na Strusia Pędziwiatra.
- Cześć Strusiu, dawno się nie widzieliśmy.- zauważyła i znów skierowała spojrzenie na Wandę. Część już się domyśliła, ale resztę chciała usłyszeć. I to szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Nie Gru 13, 2015 7:25 pm

Nie czekała długo na pomoc. W sumie spodziewała się, że ona szybko nadejdzie. Kąciki jej pełnych i pomalowanych na szkarłat ust wygięły się w szerokim uśmiechu, który nadawał Wandzie swoistego uroku, gdy zobaczyła brata.
Nie minęła sekunda, a Pietro rzucił się Maximoff na szyję, a ta o mało się nie rozbeczała. Była wzruszona widząc brata, lecz nie na tyle aby pokazać tę słabość, poza tym miała tutaj ważniejsze rzeczy do roboty niż płacz, prawda?
Niedługo potem pojawiła się Jess. Wanda również odsunęła się od brata, aby nie wyglądać na nieporadną dziewczynkę i przywitała się z Mścicielką.
- Przemyt broni i może coś jeszcze- powiedziała marszcząc brwi- Wolałam do was zadzwonić, bo nie jestem pewna czy uda mi się ich wszystkich pokonać. Poza tym mogą być mutantami i nie chciałabym się tak łatwo dać złapać.
Wypowiadając ostatnie słowo odgarnęła włosy i uśmiechnęła się. Zdawała sobie sprawę, że jest potężną mutantką, ale też wolała działać razem z grupą. W końcu nikt nie jest niezniszczalny i wszechmocny.
Wzięła głęboki oddech i... Co tu jeszcze można dodać? Po prostu czekała na reakcje znajomych.
Jednak cały czas była skupiona oraz uważna, bo jeszcze ktoś mógłby podsłuchać ich rozmowę lub znienacka zaatakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pon Gru 14, 2015 12:23 am

Quicksilver wysłuchał dokładnie tego, co miała do powiedzenia jego siostra. Przebierał nogami. Nie było tutaj chyba o czym gadać. Ot, szybka akcja. Wpadamy, tłuczemy, neutralizujemy, wypadamy. Jednakże Wanda, jako osoba, która wykazywała się chłodnym, analitycznym pomyślunkiem znacznie szybciej niż białowłosy, zasiała w nim pewne wątpliwości. Fakt, nie pomyślał o tym, że mogą być tam inni mutanci. Już byłby ich wpakował w tarapaty. Swoją drogą, zawsze podziwiał Scarlet Witch za jej ostrożność. Gdyby miał jej moce, to pewnie sam by się nimi zajął. Ona jednak nigdy się nie przeceniała, a była przecież bardzo potężna! Czymże było jego szybkie śmiganie wobec tych cudów, które wyprawiała prawdopodobieństwem!
- Ale zatrzymałaś ich, tak? – zerknął zaciekawiony. Nie widział rzecz jasna tego, jak przebijała im opony. Po prostu domyślił się, że nie pozwoliłaby im na szybką ucieczkę. Ot, bliźniacze porozumienie. Potarł energicznie dłonie wewnętrznymi stronami.
- Świetnie się złożyło. Akurat wcześniej rozmawiałem z agentką Romanow i Carter… – nagle zmienił ton na bardzo oficjalny. Nakreślił coś palcem w powietrzu i pogładził się po podbródku.
- No… I coś tam mówiły, że przydałoby się ogarnąć w różnych takich właśnie sprawach, gdzie jakoś byśmy się wykazali. Cieszę się, że zadzwoniłaś. Przy okazji upewnię się, że nie zrobisz sobie kuku! – rzucił opiekuńczo. Oczywiście, prędzej to jemu do zarobienia guza niż jej. Zarokować też chciał. Rozmowa z dziewczynami najpierw w bazie, a potem w kawiarni dała mu do myślenia.
- Dobra, to jaki jest plan? – przeszedł w końcu do meritum. Nie był tutaj sam, musiał mieć na względzie dobro towarzyszek, dlatego też chciał ustalić jakiś schemat działania, jakby każdy wleciał na żywca i robił co chciał, to bardzo możliwe, że przeszkadzaliby sobie nawzajem.
- Wando, Ty jak zwykle trzymaj dystans… – nie musiała uskuteczniać bliskiego kontaktu ani walczyć w zwarciu, więc po co miała się narażać? Od brudnej roboty był tutaj on. Właściwie, to nawet mu to pasowało. Qucisklilver przeczesał włosy dłonią i kontynuował.
- Postaram się śmignąć pomiędzy nimi i ogłuszyć, ewentualnie rozbroić gdyby któryś okazał się zbyt wytrzymały. W tym czasie ściągnij tych, którzy jeszcze stoją lub dobij… no w sensie, zneutralizuj tych, których ja bym ewentualnie stuknął zbyt lekko. – chociaż to mu się raczej nie zdarzało. Był nieokrzesany, ale skuteczny.
- Spider… Będziesz pilnowała, żeby nic nas nie zaskoczyło? W razie czego też ściągniesz kogo trzeba, co? – może brzmiał niczym dowódca grupy, ale nim się nie czuł. To, co przedstawił było po prostu luźną, rozwiniętą sugestią. Popatrzył na nie, czekając niecierpliwie na odpowiedź, czy też ewentualną korektę jego pomysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Wto Gru 15, 2015 5:08 pm

Wysłuchała obojga. Przemyt broni? Przypomniały jej się piękne czasy kiedy to ona pilnowała takich konwojów. Westchnęła cicho i wróciła na ziemię.
- Rozumiem, dobrze zrobiłaś Scarlet Witch.- spojrzała z powrotem na Quiksilvera, który wygłosił swoją teorię. Plan o dziwo całkiem sensowny i mający rację bytu.
- Agentka 13 i Czarna Wdowa? I ty tu jeszcze stoisz? Co się stało, że cię nie pożarła?- jej zdaniem Wdowa nie była osobą, która przepadałaby za takim typem jakim był Quiksilver. Po prostu... był dla niej za szybki i z językiem, i z poruszaniem. A ona nie lubiła nie nadążać.
- Brzmi dobrze, acz nie podoba mi się takie zminimalizowanie mojej osoby. Czyżbyś uważał, że sobie nie poradzę?- może nie powinna była żartować w tak ważnej chwili, ale po prostu nie mogła się powstrzymać. Taki wpływ ich cudownego Maximoffa. Był tak uroczo pocieszny jak jeszcze żaden inny na świecie. O trosce do siostry nawet nie trzeba wspominać. To było po prostu urocze i będące kwintesencją ich relacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Czw Gru 17, 2015 4:23 pm

Wysłuchała tego co ma Pietro do powiedzenia i pokręciła przecząco głową. Nie dlatego, że uważała, iż jej braciszek sobie nie poradzi.
Wykonała ten gest, ponieważ nie miała serca go narażać... Że niby on sam obezwładni tych wszystkich przestępców, a ona będzie razem z Jess wsparciem? O nie, Pietro chyba oszalał, jeśli chciałby się rzucać na nich w pojedynkę. Na całe szczęście jak zwykle Wanda miała łeb na karku i kategorycznie nie wyrażała na to swojej skromnej zgody.
- Mi również nie podoba się to, iż Spider Woman nie bierze w tym udziału tylko stoi na wsparciu. Jej zwinność i twoja szybkość w połączeniu... Przecież to się samo przez siebie rozumie, iż ci ludzie nie mają wtedy szans. A zaś ja mogę stać na obronie, skoro kogoś mieć tam musimy... Poza tym moje umiejętności są tam bardzo przydatne!- opowiedziała się po stronie Jess i skrzyżowała ręce na piersi.
Pietro dobrze wiedział, że ta pozycja u Wandy znaczy tylko tyle, iż albo się dostosujesz, albo... No cóż nie ma innej opcji!
Więc postawiła go przed wyborem, a sama w tym czasie rozglądnęła się. W tym samym momencie na horyzoncie pojawiło się kolejne auto, pewnie również pełne nielegalnej broni. Znajdowało się ono jakieś kilkadziesiąt metrów od naszej trójki superbohaterów.
- Patrzcie!- krzyknęła Szkarłatna Wiedźma siląc się jednak na spokój i powagę.
Tego się nie spodziewała, ponieważ po jakiego miałoby się pojawić tutaj następne auto po tylu minutach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver



Liczba postów : 72
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Nie Gru 20, 2015 11:58 pm

Domyślał się, że tak temperamentne osobistości nie pozwolą mu na to, by zepchnął je gdzieś na bok tej akcji. Ciężko było mu też dyskutować z Wandą. Po pierwsze lubił jej ustępować, bo wiedział, że dziewczynie sprawia to przyjemność. Po drugie, nawet gdyby chciał się sprzeciwić – to była Wanda. Mógłby rozpocząć teraz specjalne przedstawienie o treści słodka kłótnia rodzeństwa, na które bilet w pierwszym rzędzie miałaby Jess, ale nie zrobił tego. Mieli ważniejsze rzeczy do roboty.
- Nie, że sobie nie poradzisz… – zakłopotał się podwójnie, bo zaraz potem wjechała na niego jeszcze siostra. Podrapał się po potylicy zdezorientowany i trochę przygaszony. W końcu, jako reakcję obronną, wystosował nonszalancki uśmiech i pozycję „macho”.
- No dobra, Wanda. Ale Ty trzymasz się z tyłu. – on też potrafił postawić na swoim, a jeśli chodziło o jej bezpieczeństwo, to czasami działał nawet wbrew jej woli, byle mieć pewność, że nie stanie się Scarlet żadna krzywda. Jeśli tak bardzo chcesz, pajączku… Przeszło mu przez myśl, posłał jej pewne siebie spojrzenie.
- Cudownie. Sprawy się komplikują… – mruknął, gdy zobaczył nadjeżdżający samochód. Przebierał już nogami, nie mogąc doczekać się akcji.
- Ściągnijmy ich szybko… Zobaczmy, czy nadążysz, Spider… – poklepał ją po ramieniu. Wandzie posłał uśmiech, który znaczył tylko jedno... jak to on, lekkoduch i indywidualista, bez pardonu, z prędkością błysku wleciał do magazynu. Do uszu jego towarzyszek dochodziły tylko dźwięki plaśnięć o skórę, krzyków zdziwionych ludzi, jakieś strzały, te sprawy… Jednak gdzie w tym wszystkim był Pietro, który właśnie taranował bezczelnie kolejną osobę z bronią? I czemu one jeszcze tam stały? Pręęędzej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pon Gru 21, 2015 8:26 pm

Pierwsze zwycięstwo. Kobieca, mordercza solidarność, kontra jeden szybki Bill. Pierwsze starcie wygrała kobieca solidarność. Ale tu zamiast móc się jak człowiek powinien ponapawać sukcesem, pojawia się kolejny wóz. Zdołała tylko zmarszczyć brwi.
- Teraz mi się ten plan lepiej podoba...- rozpaliła swoje dłonie zieloną energią i skoczyła między wrogów. Z gracją uniknęła przemienienia w tarczę strzelecką i poczęstowała dwoma bionicznymi ciosami. Trzeba teraz tylko znaleźć odpowiedzialnego za ten cały burdel. Zdzieliła jednego z amantów nogą prosto w szczękę, a na dwóch kolejnych chuchnęła swoimi feromonami. Wykorzystała więc powstałe sekundy by na jeden strzał powalić oboje.
Moc rozsadzała Jessicę. Kochała walczyć, to było najcudowniejsze uczucie pod słońcem i księżycem.
- A tak nie potrafisz!- krzyknęła jeszcze do Pietro, gdy udało jej się na sekundę zarejestrować go w jednej pozycji i wykonała kolejny piękny cios bioenergią. Jak fajnie być zmutowanym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Sro Sty 06, 2016 4:14 pm

- Pietro tylko nie zrób jakiejś głupoty- powiedziała, a jej blada twarz tylko mogła potwierdzić to, że mówiła te słowa cholernie poważnie.
Spojrzała raz jeszcze na dwójkę bohaterów, a potem na nadjeżdżające auto. Westchnęła, gdy braciszek popędził ze swoją super szybkością. Szczerze powiedziawszy, zawsze wydawało jej się, że przy nim jest jakaś ospała i ociężała. Wiedziała, że nigdy nie będzie mogła za Pietrem nadążyć. Strasznie ją to denerwowała, czuła się zdecydowanie źle.
W dodatku, z czystym sumieniem, mogła to samo powiedzieć o Jess. Ze swoimi pajęczymi zdolnościami i niesamowitym wygimnastykowanym ciałem mogła robić wszystko. I tu już nawet nie chodzi o aspekty walki. W normalnym życiu pewnie też jej to pomaga.
Swoją drogą była bohaterką z zupełnie innej bajki, niż jej brat oraz Spider Woman. Może to dobrze, może nie. W każdym razie ży cie z czasempokaże.
Wykonała charakterystyczny gest dłońmi, dzięki któremu skupiła wokół rączki szkarłatną energię. Nie zastanawiając się długo cisnęła ją z impetem w nadjeżdżający samochód. Nie uszkodziła ludzi, kierowała w maskę i w silnik. Z resztą osobami tam siedzącymi zajęła się jej koleżanka, toteż Wanda nie miała już żadnych oporów przed zniszczeniem doszczętnym auta.
Nie minęła chwila, a pojazd niczym na najlepszych filmach akcji wybuchł. Na twarzy Maximoff pojawił się większy uśmiech. Teraz nie zamierzała już się hamować. Jakimś cudem ten widok sprawił, że zawładnęła nią dziwna siła. Siła, która chciała pomnożyć te widoki.
W takim razie nie pozostało nic innego jak spełnić życzenie Wiedźmy. Nie minęła chwila, a Wanda przeniosła swój wzrok i całą swoją energię na pozostałe auta. Jako, że potrafi manipulować prawdopodobieństwem to może również wysadzać w powietrze przeróżne rzeczy. Zwłaszcza jeśli jest w nich coś łatwopalnego. A czyż benzyna to nie najlepszy przykład rzeczy ulegających łatwemu spaleniu?
Sama nie wiedziała ile czasu na to poświęciła, ale na sto procent nie mogła pozwolić, aby ci przestępcy pouciekali. Z rękami wystawionymi do przodu skierowanymi w stronę samochodu sprawiała, że każdy po kolei wybuchał. Miała nadzieję, że Jess odsunęła się, a Pietro zdążył zauważyć co jego siostra robi i nie wpadł w jeden z płomieni.
Żądza patrzenia na chaos kompletnie zawładnęła jej umysłem, toteż wprawiając auta w zniszczenie nie myślała nad tym, że mogłoby one posłużyć jako dowód przeciwko sprawcom. Nie zwróciła również uwagi na to co robili jej znajoma i brat. Ba! Nie obchodziło to naszą Szkarłatną Wiedźmę. Najważniejsze były płomienie. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że Scarlet wyglądała jakby nie miała dość i chciała coś jeszcze przemienić w proch.
Co się z nią ostatnimi czasy działo nie wiedział nikt. Może to rozłąka z bratem, a może coś innego spowodowało u niej depresyjne zachowania i tracenie poczucia czasu... Człowieczeństwa.
Wzięła głęboki oddech i uspokoiła swoja osobę. Miała nadzieję, że nikt nie widział tego zła, jakie emanowało chwilę temu w jej oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Wto Mar 01, 2016 10:40 pm

Quicksilver oddał konto, nie ma czasu na grę, więc moja sugestia brzmi - albo piszcie dalej bez niego albo uznajcie, że akcja została zakończona sukcesem i zajmijcie się czymś innym.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Sob Mar 05, 2016 8:05 pm

Spider Woman skupiona była na walce, kiedy zaczęły się fajerwerki. Najpierw zadowolona, ale później widząc, że pogrom staje się powoli prawdziwy... przestraszyła się. Spojrzała na Scarlet Which i przez jedną straszną chwilę była pewna, że ta oszalała.
Obezwładniła kilku spanikowanych oprychów i pobiegła w jej stronę. Na szczęście ta już się uspokoiła i wróciła do normalnego stanu. Jessice, było jej naprawdę szkoda.
Podeszła i położyła rękę na ramieniu Szkarłatnej Wiedźmy.
- Wszystko w porządku Wanda?- spytała cicho, a kątem oka zarejestrowała, że jeden z przeciwników zaczął się podnosić. Odgięła rękę celnie go trafiając, a jednocześnie nie przerywając wpatrywania w twarz koleżanki po fachu.
- Już wszystko jest okej. Wygraliśmy. Nikt nie uciekł.- starała się mówić kojąco. A ten struś pędziwiatr uciekł gdzieś, nie wiadomo gdzie. Niech to szlak, teraz by się najbardziej przydał.
- Wracajmy do bazy. Napijemy się kawy, poczujesz się lepiej...- teraz najlepiej zachować ostrożność. Nie wiadomo, czy Wandzie coś nagle nie odbije, choć Jess, bardzo tego nie chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Pią Mar 11, 2016 6:16 pm

Kompletnie nie wiedziała co się z nią przed chwilą stało. Dokładnie tak jakby odkryła jakąś mroczniejszą część siebie. Rozumiem, że każdy ją ma, ale Wanda jakoś nie doświadczała jej przez większość swojego życia, ba, pierwszy raz zdarzyło się coś takiego, że nie ma kontroli nad rzeczą, nad którą notabene ową kontrolę mieć powinna i to właśnie owa rzecz panowała nad naszą Wiedźmą, dziwne prawda?
Gdy poczuła czyjś dotyk, lekko drgnęła. Zerknęła na Jess, a potem uśmiechnęła się i popatrzyła na nią w sposób przepraszający, iż wyrządziła tak nieprzyjemny zamęt.
- Tak, wszystko w porządku... Już jest w porządku- powiedziała i westchnęła.
Też zauważyła, iż jeden z przeciwników się podnosi, ale Spider była szybsza niż Scarlet i unieszkodliwiła tego złoczyńcę.
Przewróciła oczętami od niechcenia słysząc w jaki sposób koleżanka po fachu do niej mówi. Brzmiało to jakby uspokajała psa. Azor, spokojnie. Dostaniesz kiełbasę, nawet dwie.
Odwróciła się całym swoim bladym licem, a na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech, który był już bardziej szczery niż poprzedni.
- Możemy gdzieś wyskoczyć, ale wolałabym zostać na świeżym powietrzu. Może jakaś kawa w parku, co?- zaproponowała Wanda szukając spojrzeniem brata, który najwidoczniej znów się zmył.
Jak zwykle nie miał czasu dla Szkarłatnej. Chociaż siostra cieszyła się, iż mogła przez chwilę zobaczyć Pietra, a nawet z nim pogadać, tyle dobrego. Nie wiadomo za jaki czas znów się spotkają.
Jess powinna mieć się na baczności, ponieważ jeśli znała choć podstawy psychologi to powinna wiedzieć, że po tak dziwnym zachowaniu normalny człowiek powinien chcieć się wygadać, a nie zmieniać temat po czym zachowywać się kompletnie normalnie, jak przed incydentem. I tutaj pytanie... Co Spider zrobi z tym faktem?
Zignoruje, zgłosi czy zachowa dla siebie, a może spróbuje porozmawiać z Wandą.
- To co, idziemy?- spytała oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Sob Mar 12, 2016 1:10 pm

Widząc, że z tą coraz lepiej i nie jest ani ranna, ani niebezpieczna odetchnęła z ulgą.
I nie był to ton jak do zwierzęcia. Bardziej jak do przerażonego dziecka, które przeżyło wypadek, który mocno je zestresował. Ale widząc, że naprawdę Szkarłatnej Wiedźmie lepiej zabrała dłoń.
- A więc chodźmy Wanda. Tu raczej nic po nas, co nie? A znam świetną kawiarnię, na pewno kupimy tam pyszną kawę.- obejrzała się tylko na straty tylko raz i postanowiła wezwać TARCZĘ, by zajęła się resztą. Choć niewątpliwie, na pewno te wybuchy nie mogły zostać przez nią nie zauważone. Nie w NY, metropolii w której co drugi czwartek działa się Apokalipsa. Ot, normalny dzień w pracy.
- Reszta niech zostanie dla nich.- mrugnęła po czym poszła w odpowiednią stronę. Najpierw się przebrać, a potem można sobie pić kawusię na świeżym powietrzu... taak, to dobry pomysł.
[z/t <- dla obu]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony dom na przedmieściach   Today at 2:18 am

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony dom na przedmieściach
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony diabelski młyn
» Opuszczony dom nad moczarami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: