Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
X-23

avatar

Liczba postów : 253
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Plaża   Wto Sie 06, 2013 8:56 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Lip 24, 2015 10:19 am

Znów spojrzał na swoje dłonie, wciąż nie bardzo dowierzając temu co się stało. Nigdy nawet nie przeszło mu przez myśl, że mógłby posiadać jakikolwiek moce czy niezwykłe zdolności. No, nie licząc okres gdy był dzieckiem, ale kto wtedy nie marzył o tym by zostać Supermanem lub Batmanem? I był całkiem niezły w majsterkowaniu ale to raczej żadna niezwykła umiejętność, wrodzony talent? Prędzej.
A tu proszę, niezłe zaskoczenie od losu. Jeszcze tylko brakuje by wybrał się do Nowego Jorku i chyba zostanie najszczęśliwszym i najbardziej spełnionym nastolatkiem na całej planecie. O ile wymyśli później jak panować nad swoimi świeżo uaktywnionymi mocami, o których nie ma bladego pojęcia... I nawet nie wie, kto mógłby mu pomóc. Znaczy, jasne, zna kilka postaci, ale raczej są zbyt istotne by zajmować się byle nastolatkiem.
Na słowa chłopaka, znów podniósł na niego wzrok, unosząc nieznacznie brwi.
- Miotasz błyskawicami? Ale super. Też bym tak chciał. - Odparł z nieskrywanym entuzjazmem, chociaż może nie była to na to najlepsza chwila, przez co szybko ochłonął, by nie zrobić przypadkiem czegoś... niewłaściwego. Albo powiedzieć. W końcu dzięki temu, że chłopak był w podobnym wieku nie czuł się aż tak... wyobcowany? Tak, chyba coś w tym klimacie. Może nawet znał kogoś kto pomógłby Victorowi lepiej poznać swoje umiejętności? Chociaż sam chyba wciąż nie za bardzo panował nad swoimi...
Widząc, że mag coś chce zrobić, odsunął się krok czy dwa do tyłu, by przypadkiem nie oberwać, albo nie teleportować się gdzieś... Gdziekolwiek, może nie do końca tak gdzie by chciał. Z drugiej strony, fajnie było obejrzeć go w akcji, w końcu niecodziennie jest się świadkiem pokazu mocy, na żywo, oczywiście, bo w telewizji widział to już parę razy. Oczywiście odliczając filmy, one były fikcją, a jego interesowali faktyczni bohaterowie.
Uważnie śledził poczynania ciemnowłosego chłopaka, nieznacznie ściągając brwi, gdy ten zaczął powtarzać w kółko jedną formułkę. Zaklęcie? Dość nietypowe, to musiał przyznać... Bardziej, Wyznanie woli i chęci na to co ma zamiar zrobić. Interesujące.
Po chwili rozbłysło błękitne światło, wyjątkowo śliczne, na swój sposób nawet hipnotyzujące Latynosa; latarnie ustąpiły, wydając przy tym zgrzyt, który sprowadził go na ziemię, uwalniając drugiego chłopaka.
- Jesteś mutantem? Jak Scarlet Witch? - Zagadnął, nie ruszając się jednak już ze swojego miejsca, co nie zmieniało faktu, że chętnie wpatrywał się w nieznajomego, z zainteresowaniem. Chyba nie można było mu się dziwić, prawda?
Po chwili dotarło do niego, że przy tym wszystkim zapomniał o pewnym drobnym szczególe. Ten mężczyzna, który pojawił się razem z młodym czarodziejem - Vic rozejrzał się dookoła, lokalizując go leżącego pod jakimś murem, który z resztą był w gorszym stanie niż kilka minut temu, mur oczywiście, co do mężczyzny nie był pewien.
- Twój znajomy... - Podrapał się niezręcznie w tył głowy. - Mam nadzieję, że nic mu nie jest. - Burknął, spoglądając na swoje buty. Nie tak to planował, niczego nie planował. Czy ten dzień mógłby być gorszy... albo lepszy? Wciąż nie zdecydował jak go nazwać - w końcu, hej, miał moce! Z drugiej strony, ujawniły się tak nagle, i agresywnie. Nie chciał nikim miotać o twarde powierzchnie ani splatać lampami. Musi lepiej nad sobą panować, a będzie tylko lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 398
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Lip 24, 2015 4:26 pm

Billy spodziewał się co prawda trochę innego efektu, ale najważniejsze, że w ten czy inny sposób udało mu się uwolnić. Teraz, gdy miał już z głowy lampy i minął mu stres związany z wrażeniem, że został nagle zaatakowany, znów zaczął odczuwać okrutne wpływy wysokiej temperatury. Przebywanie w swetrze na rozgrzanej plaży na pewno nie było szczytem jego marzeń... Chętnie by go z siebie zdjął, ale miał wrażenie, że w tej sytuacji jakoś nie wypadało, a przynajmniej jeszcze nie w tej chwili.
Nastolatek rozejrzał się krótko po okolicy, aby upewnić się, że nikt przypadkiem nie oberwał kawałkiem metalu, ale wyglądało na to, że chociaż tym razem miał szczęście i jego... Jego zaklęcie przebiegło stosunkowo niegroźnie dla niego samego oraz dla jego otoczenia. Musiał przyznać, że była to miła odmiana, nawet jeśli podejrzewał, że raczej nie powinien się przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy.
W tym jednak momencie ponure wizje zeszły na dalszy plan, bo nieznajomy wymówił słowa - klucze. Scarlet Witch. Jego ulubiona członkini Avengers, nawet jeśli dołączyła do grupy dość niedawno, a w dodatku osoba, którą miał okazję spotkać na żywo, ba, która poświęciła chwilę swojego cennego czasu, żeby z nim usiąść, porozmawiać, udzielić mu rad... Jego odczucia względem niej chyba wykraczały już poza zwykłe uwielbienie dla bohatera i wzoru do naśladowania, choć mimo to nie potrafił ich dokładniej zdefiniować.
- Tak! To znaczy, chyba tak, tak mi się wydaje, bo nie mam pojęcia jakie mogłoby być inne źródło moich zdolności... Ale nie potrafię tego, co Scarlet Witch, daleko mi, znam tylko parę sztuczek... - powstrzymał w końcu swój słowotok, widząc, iż spojrzenie jego rozmówcy wędruje na bok - i to właśnie sprawiło, że on sam również nagle przypomniał sobie o swoim dotychczasowym towarzyszu, który najwyraźniej oberwał gorzej i chyba nawet stracił przytomność... Na to wyglądało, skoro jeszcze się nie podniósł.
- Chwilę temu przeżył upadek samolotu, dojdzie do siebie - zapewnił drugiego chłopaka, kiedy ten wyraził swoje obawy, lecz jednocześnie ruszył już w stronę Bucky'ego, aby zaraz potem móc przyklęknąć tuż obok niego. Wcale nie był pewien swoich słów, jednak to przecież nie była wina... Właśnie, powinien zagadnąć go o imię. I o... Nie. Tylko o imię. O nic więcej raczej nie było sensu.
- Zasadnicze pytanie: gdzie właściwie jesteśmy? Co to za miasto? Próbowałem nas przenieść do Nowego Jorku, ale też jestem w tym nowy i trochę nas zniosło z trasy... Musimy się dostać do Avengers Tower i do Kapitana Ameryki - tak, wiem jak to brzmi, ale to naprawdę pilne. Mam wszelkie powody sądzić, że to jest Bucky... - wyjaśnił, a w trakcie mówienia złożył swoją zdjętą uprzednio kurtkę i wsunął ją pod głowę poszkodowanego. Przynajmniej do czegoś się przyda.
- Poza tym... Jestem Billy. A ty? - spytał w końcu.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 10:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Sie 02, 2015 10:28 am

Ludzie nieznacznie odsunęli się do tyłu gdy latarnie się 'rozprostowały', by uwolnić chłopaka. Część z nich zaczęła się ostrożnie wycofywać, jak najdalej od tego zamieszania, inni wciąż przyglądali się nieznajomym, niektórzy nawet z telefonami w dłoniach. Nie zdziwiłby się gdyby ktoś zadzwonił po policję, w końcu takie rzeczy nie miały miejsca w L.A. zwykle, co mogło zaniepokoić pewne osoby. A to nie wróżyłoby dla nich zbyt dobrze.
Na jego słowa uśmiechnął się nieznacznie, dosłownie, ledwo poruszyły się kąciki jego ust. Ten entuzjazm względem swoich mocy był na swój pokręcony sposób całkiem uroczy, zwłaszcza, że Victor doskonale go znał z własnego doświadczenia. W końcu też miał bzi... Fascynację superbohaterami, a teraz okazało się, że sam posiada moce. Wciąż trawił tę informację, cieszył się nią i zastanawiał co może dalej z tym zrobić... Może gdy podrośnie pozwolą mu zostać jednym z Avengers...
Ale czas wracać na ziemię, Vic, nie ma co sobie zbyt wiele wyobrażać, w końcu to nie przyszłość dla ciebie.
- Hej, z tego co widzę chyba dopiero uczysz się swoich mocy. Może kiedyś będziesz nawet lepszy od niej. Nie znasz jeszcze swojego potencjału. - Wzruszył lekko ramionami, patrząc przy tym chłopakowi w oczy. Jasne, sam uwielbiał Scarlet, chociaż nie tak jak Spider-Mana, co nie zmieniało faktu, że ciemnowłosy też wydawał się dość... Nowy w temacie zdolności i umiejętności, więc miał pełne prawo przypuszczać, że pewnego dnia jego zdolności przebiją samą Wiedźmę, w końcu każdy kiedyś zaczynał i nie panował od początku nad swoimi zdolnościami, nie znał ich pełni. To całkiem normalne, wszystkie sprowadzało się do czasu i nauki. Poznawania.
Ruszył za chłopakiem w stronę jego towarzysza stając obok i zaraz unosząc brwi w zdumieniu.
- Upadek samolotu...? Zaczynam się zastanawiać co tak naprawdę się stało. I... Tym gorzej głupio się czuję, że nim rzuciłem. Wciąż nie wiem jak. - Pokręcił lekko głową, opuszczając wzrok na swoje buty. Świetnie, właśnie rzucił o ścianę kimś kto przeżył upadek samolotu, co i tak musiało być sporym szokiem, nie mówiąc o ranach i urazach, bo nie wyglądał na takiego, który jest odporny na tego typu uszkodzenia. Thor, Hulk... Pewnie nie mieliby nawet draśnięcia, jednak ten mężczyzna; cóż z drugiej strony nie powinien go oceniać po wyglądzie. Równie dobrze mógł być mutantem, czy czymś innym podobnym, w końcu już nie było ich istnienie utrzymane w tajemnicy i wszystkie media trąbiły o tym swego czasu.
A potem... Z rozmyślań oderwało go jego słowo klucz, a nawet trzy - "Nowy Jork", "Kapitan Ameryka" i "Bucky". Oczywiście, wiedział kim jest ten ostatni, czytał o nim, ale sądził, że ten zaginął, albo co też prawdopodobne już dawno umarł, a teraz może się okazać, że właśnie rzucił BUCKYM o ścianę. Tak, ten dzień znów się robił gorszy; że też jego mutacja zachciała się uaktywnić właśnie teraz. No, chyba mutacja, nie widział innego wytłumaczenia na to co miało miejsce kilka chwil temu.
- Znasz Kapitana Amerykę? - Zapytał cicho, z niedowierzaniem, przenosząc aktualnie wzrok między ciemnowłosym chłopakiem a nieprzytomnym MożeBucky'm. Zaraz jednak przywołał się do porządku. - Los Angeles, jesteście w Los Angeles. Trochę bardzo was zniosło z trasy. - Odparł, ostatecznie zatrzymując spojrzenie na chłopaku. Sama myśl, że może właśnie rozmawiał ze znajomym Ameryki, ba, stał obok jego byłego pomocnika, przyjaciela, sprawiała, że serce mu nieco szybciej biło.
- Victor. Miło mi. - Skinął głową, posyłając mu lekki uśmiech, chwilo nie było go stać na nic więcej.
- Może powinniśmy go jakoś ocucić, przed waszą dalszą podróżą? Nie jestem jeszcze pewien jak... - Rozejrzał się dookoła, po osobach, które wciąż przyglądały się całej scence - być może ktoś z nich miał przy sobie coś, nawet butelkę wody, albo apteczkę. Chociaż na takie cuda nie było co liczyć na plaży, z drugiej strony, zawsze był jeszcze ratownik. To już jakiś pomysł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Sie 02, 2015 8:18 pm

Teleportacja - przecież to nie mogło się udać. Nawet w rosyjskich laboratoriach nie udało się czegoś takiego skonstruować. Nic dziwnego więc, że jakiś chłopak z supermocami posługiwał się tym bardzo nieprecyzyjnie. Chociaż, kto wie, może za kilka lat - jak już trochę poćwiczy - będzie w stanie przenieść się do miasta, o którym myśli. Póki co jednak nie byli w Nowym Jorku, wbrew temu co powtarzał Billy. Bucky szybko zauważył billboardowe napisy i usłyszał głosy ludzi na plaży - angielski, z amerykańskim akcentem w przypadku tego drugiego. To dobry kontynent, więc nie jest tak źle.
-Mogło być gorzej - uśmiechnął się nieznacznie, nie dając po sobie poznać wewnętrznego zdenerwowania. Mimo wszystko próbował być tym dobrym Bucky'm sprzed upadku i nie wściekać się o wszystko. To już któryś raz, kiedy się dzisiaj uśmiechnął. A więc jest chyba na dobrej drodze do stawania się 'tym dobrym' z 'tego złego'. Fakt, że zabił kilkadziesiąt (jak nie kilkaset) osób na zlecenie Rosjan można pominąć - to nieistotne. To było kiedyś, teraz jest innym człowiekiem. Jest człowiekiem w kurtce na plaży, któremu robiło się coraz goręcej. Rozsądnym posunięciem byłoby więc zdjąć wierzchnią warstwę ubioru. Rozpięcie zamka nie było problemem, ale dalsze kroki dość trudno było wykonać bez użycia jednej ręki (która wciąż była niesprawna). Męczył się z kurtką przez chwilę, a później zrezygnował i odezwał się do Billy'ego:
-Mógłbyś ją jakoś naprawić? - i dokładnie gdy skończył pytać, ręka na którą wskazywał uniosła się i wyprostowała. Winter Soldier spojrzał na nią zaskoczony. Przecież przed chwilą nie działała. Wszystko wyjaśniło się jeszcze zanim zdążył nad tym poważniej pomyśleć, a ramię 'zaciągnęło go' do najbliższej ściany z dużą prędkością. I stracił przytomność.

Obudził się. Nie wiedział ile czasu minęło, co się tak naprawdę stało i kto jest za to odpowiedzialny. Nie mógł być w tej sytuacji spokojny. Podniósł się gwałtownie i zmierzył chłopaka obok wrogim spojrzeniem.
-Ty to zrobiłeś? - zapytał go ze słyszalną wrogością w głosie. Jeszcze go nie uderzał, jeszcze nie wiedział czy to faktyczny sprawca. -To twój przyjaciel? - teraz spojrzenie skierował ku Billy'emu, pytając go o nową twarz. Całkiem możliwe, że był to kolejny dziwnie uzdolniony młodzieniec, który użył swoich mocy na ręce Bucky'ego. Tylko po co? Teraz wyglądał na niezwykle tym wszystkim przejętego. Więc może to jednak nie on... Żołnierz rozejrzał się, szukając kogoś innego, kto mógłby być potencjalnym sprawcą tego zajścia. Zobaczył tylko tłum gapiów. Raczej nikt z nich nie posiadał na tyle silnego magnesu, by zrobić coś takiego. Uch, naprawdę miał ochotę przyłożyć komuś, kto właśnie rzucił nim o ścianę. Ale próbował się opanować. Jamaes Barnes się tak nie zachowywał, James Barnes myślał nad wszystkim co robił, James Barnes nie wpadał łatwo w gniew. Jeszcze nauczy się być James'em Barnesem. Wychodziło mu to coraz lepiej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 398
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Sie 02, 2015 10:19 pm

Billy naprawdę mocno starał się nie kraśnieć z dumy przy tych wszystkich komplementach - bo właśnie tak odbierał słowa nowo poznanego chłopaka, gdy ten przekonywał go, że w przyszłości mógłby przerosnąć swoją idolkę. Czy mu się to udało? Wątpliwe, bo Kaplan dosłownie czuł jak na jego policzki wstępują rumieńce, objawiające się charakterystycznym wrażeniem rozpalenia w odbarwionych rejonach. Co jak co, ale nie przywykł do bycia chwalonym, a już na pewno nie w sytuacji, gdy sam świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że nawalił - obiektywnie rzecz biorąc. I nie przez ładnych chłopców. Którzy byli dla niego mili. I sami posiadali zdolności... I najwyraźniej interesowali się superbohaterami.
Jak Teddy. Ta ostatnia myśl trochę go otrzeźwiła, a przynajmniej sprawiła, że gwałtownie uciął rozważania pod tytułem: "co by było gdyby...?" Znowu się zapędzał i zaczynał nastawiać się na osobę, którą ledwo co znał - wliczając w to brak informacji na temat orientacji tego chłopaka. Zresztą... Po tej akcji pewnie i tak już nigdy więcej go nie zobaczy. Żałował tego, jasne, ale tak to już działało w jego życiu. Może to i lepiej? W końcu w przypadku często widywanego Teddy'ego też się męczył - skrycie na coś licząc, a nie mając ku temu praktycznie żadnych podstaw, nie wspominając już nawet o odwadze, aby chociaż spróbować to zmienić.
Spoglądając na twarz Latynosa - a przynajmniej zakładał, że miał do czynienia z Latynosem, tak wnioskował po dość charakterystycznym typie jego urody - Billy mógł z bliska zaobserwować wszystkie zachodzące na niej zmiany, podczas gdy podawał rozmówcy swoje plany i wyjaśnienia. Ani trochę nie zdziwiło go to, że wspomnienie Kapitana czy Bucky'ego wywołało taką reakcję. On sam również nie mógłby się powstrzymać, choć nie był pewien czy na miejscu tego chłopaka dałby radę zachować cichy ton głosu...
- Nie, właściwie to jeszcze go nie znam, ale poznam. Niedługo. Muszę odstawić do niego Bucky'ego zanim znowu coś się nam przydarzy - wyjaśnił, po czym przygryzł lekko dolną wargę, jak gdyby w zamyśleniu. Los Angeles... Czyli przeciwne wybrzeże. Przynajmniej kontynent i kraj się zgadzały, ale podróż konwencjonalnymi metodami do Nowego Jorku tak czy siak zajmie im przynajmniej ładnych parę godzin, nie mówiąc już nawet o kwestii finansowej... A to oznaczało kolejną próbę teleportacji. Miał względem niej coraz gorsze przeczucia.
Jego pesymistyczne myśli nieco wyblakły, gdy rówieśnik podał mu swoje imię - bardzo ładne imię, ale nie o tym teraz - i uśmiechnął się do niego w tak niesamowicie słodki sposób... A może tylko mu się wydawało? Tak czy siak Billy'emu aż serce zabiło na ten widok trochę szybciej i chłopak zmuszony był od razu opuścić wzrok. Naszedł go irracjonalny strach, że z czymś się zdradzi, że w jego oczach Victor coś wyczyta... A naprawdę wolał go do siebie nie zrazić i rozstać się w przyjaznej atmosferze - przynajmniej w miarę możliwości, zważywszy na zaistniałe okoliczności.
- Mógłbym... - zaczął niepewnie, jednocześnie przenosząc spojrzenie na twarz Bucky'ego, lecz właśnie w tym momencie mężczyzna nagle otworzył oczy i podniósł się z piasku. Uczynił to na tyle gwałtownie, że Kaplan odruchowo aż się lekko wzdrygnął i odchylił do tyłu, ledwo utrzymując równowagę. Może to jego instynkt samozachowawczy zareagował w końcu na ton głosu Bucky'ego...? Bo naprawdę zabrzmiał niepokojąco - na tyle, że Billy zdecydował się jednak przemóc. Chłopak szybko wstał z kolan i od razu przesunął się na bok w taki sposób, aby znaleźć się pomiędzy swoimi rozmówcami, na skutek czego częściowo zasłonił samym sobą Victora. Uniósł nawet nieco dłonie w uspokajającym geście.
- To był wypadek. Nie wiedział, że to potrafi, jego zdolności dopiero teraz się uaktywniły... Nie chciał nas zaatakować. Więc wszystko w porządku. Jak... Się czujesz? I jaka jest szansa, że zaufasz mi teraz z kolejną próbą teleportacji? Bo wylądowaliśmy w Los Angeles, a ja mam wrażenie, że zyskuję dokładność wraz ze spadkiem dystansu - to powiedziawszy, Kaplan kontrolnie zerknął przez ramię na swojego rówieśnika i uśmiechnął się do niego delikatnie, aby dodać mu otuchy.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 10:53 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Sie 03, 2015 10:27 am

Zauważył te lekkie rumieńce na twarzy, jednak był przekonany, że to wina temperatury; w końcu Billy wciąż był ciepło ubrany, częściowo przemoczony, plus nagła zmiana temperatury też musiała zrobić swoje. Nigdy by mu nie przyszło do głowy, że mógłby być jakikolwiek inny powód by ten się zaczerwienił w taki sposób, a już zwłaszcza, że on mógł mieć coś z tym wspólnego.
Jego również nieźle zaskoczyło to gwałtowne uniesienie się mężczyzny, jednak i tak w pierwszej chwili zbliżył się zwinnie do Billy'ego by w razie czego złapać go przed upadkiem, do którego na szczęście nie doszło. Od razu się odsunął, by zachować pewien dystans, nie chciał by Billy to źle odebrał, że się narzuca czy wchodzi w jego przestrzeń osobistą - z reguły zachowywał pewną... Odległość od innych. Tak już był wychowany.
Gdy wyczuł na sobie wrogie spojrzenie, uniósł obie dłonie wysoko w poddańczym geście, albo chociaż świadczącym o tym, że nie ma złych zamiarów czy broni... Czegokolwiek co mogłoby wzbudzić nieufność mężczyzny. Jasne, jego dłonie już były bronią, jednak w jego głowie jakby zaczęło się powoli układać, co i jak. Zupełnie jakby jakiś impuls pobudził tę jego część mózgu odpowiedzialną za moce. Jasne, daleko mu do ich pełnego i odpowiedniego wykorzystania, ale chociaż kojarzył co jak może działać, może niekoniecznie tak zadziała, ale to już jakieś początki, dość obiecujące z resztą. Tak czy inaczej, myśl o nauczycielu była pocieszająca, to zawsze inaczej niż kiedy miałby sam wszystko poznawać od podstaw.
Odetchnął nieco gdy Billy ustawił się między nimi, w końcu zawsze były większe szanse na to, że nie zaatakuje swojego towarzysza, albo nie będzie chciał go narażać - zwłaszcza, że Victor naprawdę nie chciałby mieć starcia z samym Bucky'm. Jasne, oberwać od niego to zawsze jakiś powód do dumy, bolesny, i mało pożądany, ale jakiś. Tak czy inaczej wolałby nie ryzykować, dlatego też był wdzięczny chłopakowi i czuł, że ma względem niego dług wdzięczności.
- Dokładnie, to nie był zamierzony atak. Nie wiem czemu moje ciało tak zareagowało... Zupełnie jakby poczuł się zagrożone. Nie wiem czy przez ciebie, bo na co dzień żyję z różnymi urządzeniami i metalowymi częściami, więc wątpię by pojawienie się ręki tak na mnie zadziałało. Możliwe, że to przez energię, którą wytwarza Billy. - Odparł spokojnie, powoli i ostrożnie wymijając ciemnowłosego. Przyjrzał się uważnie bezwładnej ręce mężczyzny, zagryzając na moment dolną wargę.
- Mogę...Spróbować ją naprawić. Raczej nie pogorszę sytuacji. - Powiedział nieco nieśmiało, niezwykle ostrożnie sięgając do mężczyzny, tak by w razie czego mógł cofnąć ręce zanim zostaną odcięte czy coś. Chciał pomóc, ale z drugiej strony MożeBucky, nie miał powodów by mu zaufać, w końcu miotnął nim o ścianę.
Podwinął rękaw jego kurtki, by lepiej widzieć niesprawną rękę, po czym ułożył na niej własną dłoń. Wypuścił powietrze z płuc, skupiając się na niej w pełni, licząc na to, że pobudzi w ten sposób swoje zdolności. Chwilę po tym jego oczy i dłoń zaczęły lekko emitować błękitem, tworząc lekkie spięcia dookoła siebie, tak, że praktycznie było widać drobne błyskawice prądu - czuł, że wpływa na metalowy dodatek mężczyzny.
Po chwili się odsunął, patrząc na Bucky'ego, zaraz na jego rękę, czekając na jakiś efekt. Wydawało mu się, że ją naprawił, cóż, na tyle, na ile rozumiał i wyczuwał swoje moce, czyli jeszcze niewiele.
Stanął obok Billy'ego, nieznacznie nachylając się do niego.
- Zazdroszczę spotkania z Kapitanem. Gdybyś brał autografy, wiesz gdzie mnie szukać. - Mruknął do niego, zaraz uśmiechając się z nieznacznym rozbawieniem. Żartował, jasne, chociaż nie co do zazdrości - sporo by dał za takie spotkanie... Może kiedyś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Sie 03, 2015 9:17 pm

Okej, Bucky, spokojnie, opanuj się, wybacz temu chłopakowi - przecież nie kontrolował swoich mocy. A przynajmniej tak twierdził. Pewnie rosyjscy agenci powiedzieliby mu to samo. Może był rosyjskim agentem? I jest tu, by dokończyć dzieła? Nie, Bucky, to bez sensu. Skąd Rosjanie mieliby wiedzieć, że przeżyłeś i jesteś teraz w LA. To głupie, chłopak nie jest Rosjaninem. Można mu zaufać. Na chwilę, teoretycznie.
-No dobra, wierzę ci. Ale przy następnym takim 'wypadku'... - spojrzał na nowo poznanego mutanta(?) z nieprzyjemną wrogością w oczach. No, w końcu mu groził, musiał wyglądać wrogo i niebezpiecznie. Powoli jednak wyraz jego twarzy zmienił się w trochę bardziej sympatyczny... na tyle, na ile sympatycznie mógł wyglądać rosyjski komandos poplamiony krwią. Ale przynajmniej próbował. Młodzieniec zaoferował naprawę ręki - uczciwa rekompensata za rzucenie kimś o ścianę, James musiał przyznać. Nie wiedział tylko czy mógł zaufać komuś, kogo spotkał dosłownie przed chwilą i kto dopiero uczył się panować nad swoimi mocami. W najgorszym wypadku Bucks umrze, czy coś. A to już mu się zdarzało, więc był przyzwyczajony.
-A więc spróbuj - ostatecznie się zgodził, choć podchodził do tego bardzo niepewnie. No, ale cóż, bez tej ręki czuł się jak... bez ręki. Naprawdę wolał by była w tej chwili sprawna. I to marzenie szybko się spełniło, bo - ku jego zdziwieniu - naprawa przebiegła bez większych problemów, a Winter Soldier już po krótkiej chwili mógł poruszać swym metalowym ramieniem. Uniósł je w górę, późnieje pomachał. Wszystko działało bez zarzutów, zupełnie jak wcześniej - niesamowite. Kiwnął głową w podzięce i uznaniu umiejętności nastolatka. Był naprawdę pod wrażeniem, mimo iż wciąż miał mu za złe to, co zrobił jakiś czas temu. No, ale teraz w końcu mógł pozbyć się kurtki, która sprawiała, że tak się tu pocił. Zrobił to, tym razem, bez większego kłopotu i już po chwili wszyscy mogli zobaczyć mokry - od krwi, potu i roztopionego śniegu - szary T-shirt, który wcześniej był pod skórzaną kurtką. Mogli zobaczyć też, co ciekawsze, czerwoną gwiazdę na jego lewym ramieniu. Symbol komunizmu z pewnością zdziwił chociażby Billy'ego, nieświadomego jeszcze, że były przyjaciel Kapitana Ameryki, o którym zapewne wiele słyszał, pracował dla Rosjan. Później mu wytłumaczy. Albo w ogóle mu nie wytłumaczy - nie jego sprawa. W każdym bądź razie, ręka Barnesa była znowu sprawna i w pełni funkcjonalna.
A więc jeden problem zażegnany. Pozostawał jeszcze fakt, że są nie po tej stronie kraju, po której mieli się znaleźć. I tutaj swą pomoc ponownie zaoferował Billy. Teleportacja. Ech, to już nie podobało się Jamesowi. Ale co innego mogli zrobić? Nie mieli przecież pieniędzy by podróżować jak zwykli ludzie, musieli więc wykorzystać niezwykłe umiejętności młodego bruneta.
-Chyba będę musiał. Bo zgaduję, że nie stać nas na samolot?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 398
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Sie 03, 2015 11:31 pm

Billy wciąż zerkał przez ramię na Victora, podczas gdy ten dołączył się do jego wyjaśnień i poparł jego wersję wydarzeń. Prawdę mówiąc nawet nie przyszło mu do głowy to, że jego... Jego "energia" - jak to ujął Latynos - mogła być odpowiedzialna za cały ten odruch obronny, bo i niby dlaczego? Nie miał względem drugiego chłopaka złych zamiarów, tego akurat był więcej niż pewien. Może i nie kontrolował swoich zdolności, ale nie zrobiłby mu przecież krzywdy. Dlaczego miałby zostać odebrany jako wrogi...? Poza tym zazwyczaj mutacje chyba nie do końca tak działały.
Nim Kaplan się obejrzał, jego jakże bohaterskie i odważne stanięcie w obronie Victora poszło kompletnie na marne, kiedy jego rówieśnik tak po prostu go wyminął i zbliżył się do Bucky'ego. No tak, mógł się tego spodziewać, przecież właśnie obudził się ktoś ciekawszy. Nie miał tego chłopakowi za złe, naprawdę. Na jego miejscu zapewne postąpiłby podobnie, dlatego też zachował milczenie i czekał z boku, biernie pozwalając Victorowi i Bucky'emu ustalić co i jak... I starając się nie przejmować tym, że ten ostatni wciąż nie prezentował się zbyt miło i zachęcająco, nawet jeśli najwyraźniej starał się to zmienić.
Billy objął się luźno ramionami w pasie i ze swojej wyraźnie wycofanej pozycji obserwował poczynania Latynosa, który zaczął od delikatnego dotykania metalowego ramienia starszego mężczyzny. Ciekawe czy on to w ogóle czuł...? Pewnie nie, skoro kończyna została dość poważnie uszkodzona. A jak wyglądałoby to w normalnych warunkach, przy w pełni sprawnej ręce? Nie, znowu się zapędzał.
Dopiero przyzwolenie na naprawę ramienia i podążająca za nim ponowna manifestacja mocy jego rówieśnika sprawiły, że Kaplan nieco się ożywił. Nic nie mógł na to poradzić, odczuwał silne zainteresowanie i chciał się dobrze przyjrzeć całemu temu procesowi. Błękitna energia, dość podobna do tej, którą on sam generował podczas używania swojej mocy... Również wydzielana z oczu i dłoni... Czyli mieli coś wspólnego - to znaczy, poza fascynacją superbohaterami. Tyle że Victor chyba o wiele szybciej załapał o co w tym wszystkim chodziło, bo reperacja ręki poszła mu szybko, sprawnie i przede wszystkim zakończyła się sukcesem.
To, co nastąpiło już kilka sekund później, nie tylko skutecznie podtrzymało uwagę nastolatka, ale i ją wzmocniło... W dodatku z różnych powodów, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Billy starał się niczego i nikogo z góry nie osądzać. Pozory myliły, doskonale o tym wiedział, więc zazwyczaj wstrzymywał się z oceną sytuacji i pozwalał drugiej stronie na wyjaśnienia. Mimo to... Kiedy Bucky zdjął z siebie kurtkę i kompletnie odsłonił swoje ramię - już samo w sobie będące małym cudem - spojrzenie Kaplana nieomal od razu padło na wymalowaną na jego powierzchni czerwoną gwiazdę. Symbol był bardzo wymowny i chłopak na moment się na niego zagapił... A gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, natychmiast uciekł wzrokiem dalej. Tak się akurat złożyło, że po sylwetce Bucky'ego. Wysportowanej. Ładnie zbudowanej. Aktualnie okrytej wilgotnym podkoszulkiem. Billy przygryzł dolną wargę i pokręcił głową, aby wyrwać się z transu, a następnie zerknął na piasek. Tak było bezpieczniej. Skierowane do niego słowa również stanowiły miłe odwrócenie uwagi.
- Samolot raczej leży poza naszymi możliwościami. Chyba że chcesz go ukraść - przyznał, umyślnie nie podnosząc spojrzenia. Podłoże zdawało mu się w tym momencie być całkiem interesujące. Jasne ziarenka, tu i ówdzie jakiś kamyczek... Ładnie. Mógłby się przyzwyczaić do Los Angeles. O ile miałby na sobie odpowiedniejszy strój.
Skoro już zaś o tym mowa, to z każdą upływającą chwilą Billy coraz bardziej i bardziej gotował się w swoim swetrze. Mógł się tylko domyślać, że Bucky również miał dość. Niestety nie mieli ze sobą nic na zmianę, a szukanie nowych ubrań stanowiłoby teraz stratę czasu, ale z drugiej strony - nie mógł sprezentować Kapitanowi Ameryce zakrwawionego przyjaciela, prawda? Tak się nie godzi.
W związku z powyższym Kaplan postanowił spróbować kolejnej sztuczki. Nie miał bladego pojęcia czy uda mu się cokolwiek osiągnąć, bo w końcu jak do tej pory jego zdolności dawały mu szansę na powodzenie mniej więcej jak w przeciętnej loterii: być może się uda, ale raczej nie, ewentualnie trafisz na jakąś minimalną wygraną. Mimo to... Co miał tak naprawdę do stracenia? Poza resztką godności?
- Lekkie ubrania, lekkie ubrania, lekkie ubranialekkieubrania... - zaczął powtarzać cicho, wyobrażając sobie przy tym siebie i Bucky'ego w bardziej adekwatnych strojach - jasnych, uszytych z przepuszczających powietrze, cienkich materiałów, a przede wszystkim czystych. O dziwo tym razem "zaklęcie" nie sprawiło mu żadnego psikusa. Błękitna poświata rozpaliła się przy oczach i dłoniach Billy'ego, a następnie powędrowała po obu ciałach, zmieniając okrywające je ubrania na tyle kompletnie, że nawet buty przekształciły się z cięższych zimowych w zwykłe sportowe obuwie. Może wciąż nie były to stroje idealne na plażę, ale przecież nie zostawali na niej na dłużej.
- Poszło lepiej niż myślałem - zauważył nastolatek, na szybko dokonując inspekcji swoich nowych ciuchów, by ostatecznie zadecydować, że akurat tym razem rzeczywiście mu się udało i nie miał nawet żadnych zastrzeżeń. Zaraz potem jednak Kaplan przeniósł wzrok na Latynosa i... Zawahał się wyraźnie, a w jego oczach odbiła się niepewność.
- Dzięki za... Spotkanie. Obiecuję, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to niedługo będziesz mógł się mnie spodziewać z powrotem. Z tym autografem - choć twój numer ułatwiłby sprawę, dodał jeszcze w myślach, ale nie miał zamiaru dorzucać tego na głos. Zamiast tego uśmiechnął się tylko do Victora, po czym westchnął głęboko, mentalnie przygotowując się do kolejnej teleportacji.
- Avengers Tower, Avengers Tower, Avengers Toweravengerstower... - błękitna aura powróciła, gdy Billy starał się skupić na wyobrażeniu sobie siebie i Bucky'ego w siedzibie Mścicieli. Nie pomagało, że - choć szczerze i prawdziwie nie mógł się doczekać zawitania w ich progach - to jednak nie miał ochoty rozstawać się z nowo poznanym chłopakiem, w dodatku z kompletnie egoistycznych pobudek. Najchętniej zabrałby go ze sobą.

Z/t za wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plaża   

Powrót do góry Go down
 
Plaża
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Dzika plaża.
» Plaża
» Plaża niestrzeożona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles-
Skocz do: