Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plaża

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
X-23

avatar

Liczba postów : 255
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Plaża   Wto Sie 06, 2013 8:56 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Lip 24, 2015 10:19 am

Znów spojrzał na swoje dłonie, wciąż nie bardzo dowierzając temu co się stało. Nigdy nawet nie przeszło mu przez myśl, że mógłby posiadać jakikolwiek moce czy niezwykłe zdolności. No, nie licząc okres gdy był dzieckiem, ale kto wtedy nie marzył o tym by zostać Supermanem lub Batmanem? I był całkiem niezły w majsterkowaniu ale to raczej żadna niezwykła umiejętność, wrodzony talent? Prędzej.
A tu proszę, niezłe zaskoczenie od losu. Jeszcze tylko brakuje by wybrał się do Nowego Jorku i chyba zostanie najszczęśliwszym i najbardziej spełnionym nastolatkiem na całej planecie. O ile wymyśli później jak panować nad swoimi świeżo uaktywnionymi mocami, o których nie ma bladego pojęcia... I nawet nie wie, kto mógłby mu pomóc. Znaczy, jasne, zna kilka postaci, ale raczej są zbyt istotne by zajmować się byle nastolatkiem.
Na słowa chłopaka, znów podniósł na niego wzrok, unosząc nieznacznie brwi.
- Miotasz błyskawicami? Ale super. Też bym tak chciał. - Odparł z nieskrywanym entuzjazmem, chociaż może nie była to na to najlepsza chwila, przez co szybko ochłonął, by nie zrobić przypadkiem czegoś... niewłaściwego. Albo powiedzieć. W końcu dzięki temu, że chłopak był w podobnym wieku nie czuł się aż tak... wyobcowany? Tak, chyba coś w tym klimacie. Może nawet znał kogoś kto pomógłby Victorowi lepiej poznać swoje umiejętności? Chociaż sam chyba wciąż nie za bardzo panował nad swoimi...
Widząc, że mag coś chce zrobić, odsunął się krok czy dwa do tyłu, by przypadkiem nie oberwać, albo nie teleportować się gdzieś... Gdziekolwiek, może nie do końca tak gdzie by chciał. Z drugiej strony, fajnie było obejrzeć go w akcji, w końcu niecodziennie jest się świadkiem pokazu mocy, na żywo, oczywiście, bo w telewizji widział to już parę razy. Oczywiście odliczając filmy, one były fikcją, a jego interesowali faktyczni bohaterowie.
Uważnie śledził poczynania ciemnowłosego chłopaka, nieznacznie ściągając brwi, gdy ten zaczął powtarzać w kółko jedną formułkę. Zaklęcie? Dość nietypowe, to musiał przyznać... Bardziej, Wyznanie woli i chęci na to co ma zamiar zrobić. Interesujące.
Po chwili rozbłysło błękitne światło, wyjątkowo śliczne, na swój sposób nawet hipnotyzujące Latynosa; latarnie ustąpiły, wydając przy tym zgrzyt, który sprowadził go na ziemię, uwalniając drugiego chłopaka.
- Jesteś mutantem? Jak Scarlet Witch? - Zagadnął, nie ruszając się jednak już ze swojego miejsca, co nie zmieniało faktu, że chętnie wpatrywał się w nieznajomego, z zainteresowaniem. Chyba nie można było mu się dziwić, prawda?
Po chwili dotarło do niego, że przy tym wszystkim zapomniał o pewnym drobnym szczególe. Ten mężczyzna, który pojawił się razem z młodym czarodziejem - Vic rozejrzał się dookoła, lokalizując go leżącego pod jakimś murem, który z resztą był w gorszym stanie niż kilka minut temu, mur oczywiście, co do mężczyzny nie był pewien.
- Twój znajomy... - Podrapał się niezręcznie w tył głowy. - Mam nadzieję, że nic mu nie jest. - Burknął, spoglądając na swoje buty. Nie tak to planował, niczego nie planował. Czy ten dzień mógłby być gorszy... albo lepszy? Wciąż nie zdecydował jak go nazwać - w końcu, hej, miał moce! Z drugiej strony, ujawniły się tak nagle, i agresywnie. Nie chciał nikim miotać o twarde powierzchnie ani splatać lampami. Musi lepiej nad sobą panować, a będzie tylko lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 465
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Lip 24, 2015 4:26 pm

Billy spodziewał się co prawda trochę innego efektu, ale najważniejsze, że w ten czy inny sposób udało mu się uwolnić. Teraz, gdy miał już z głowy lampy i minął mu stres związany z wrażeniem, że został nagle zaatakowany, znów zaczął odczuwać okrutne wpływy wysokiej temperatury. Przebywanie w swetrze na rozgrzanej plaży na pewno nie było szczytem jego marzeń... Chętnie by go z siebie zdjął, ale miał wrażenie, że w tej sytuacji jakoś nie wypadało, a przynajmniej jeszcze nie w tej chwili.
Nastolatek rozejrzał się krótko po okolicy, aby upewnić się, że nikt przypadkiem nie oberwał kawałkiem metalu, ale wyglądało na to, że chociaż tym razem miał szczęście i jego... Jego zaklęcie przebiegło stosunkowo niegroźnie dla niego samego oraz dla jego otoczenia. Musiał przyznać, że była to miła odmiana, nawet jeśli podejrzewał, że raczej nie powinien się przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy.
W tym jednak momencie ponure wizje zeszły na dalszy plan, bo nieznajomy wymówił słowa - klucze. Scarlet Witch. Jego ulubiona członkini Avengers, nawet jeśli dołączyła do grupy dość niedawno, a w dodatku osoba, którą miał okazję spotkać na żywo, ba, która poświęciła chwilę swojego cennego czasu, żeby z nim usiąść, porozmawiać, udzielić mu rad... Jego odczucia względem niej chyba wykraczały już poza zwykłe uwielbienie dla bohatera i wzoru do naśladowania, choć mimo to nie potrafił ich dokładniej zdefiniować.
- Tak! To znaczy, chyba tak, tak mi się wydaje, bo nie mam pojęcia jakie mogłoby być inne źródło moich zdolności... Ale nie potrafię tego, co Scarlet Witch, daleko mi, znam tylko parę sztuczek... - powstrzymał w końcu swój słowotok, widząc, iż spojrzenie jego rozmówcy wędruje na bok - i to właśnie sprawiło, że on sam również nagle przypomniał sobie o swoim dotychczasowym towarzyszu, który najwyraźniej oberwał gorzej i chyba nawet stracił przytomność... Na to wyglądało, skoro jeszcze się nie podniósł.
- Chwilę temu przeżył upadek samolotu, dojdzie do siebie - zapewnił drugiego chłopaka, kiedy ten wyraził swoje obawy, lecz jednocześnie ruszył już w stronę Bucky'ego, aby zaraz potem móc przyklęknąć tuż obok niego. Wcale nie był pewien swoich słów, jednak to przecież nie była wina... Właśnie, powinien zagadnąć go o imię. I o... Nie. Tylko o imię. O nic więcej raczej nie było sensu.
- Zasadnicze pytanie: gdzie właściwie jesteśmy? Co to za miasto? Próbowałem nas przenieść do Nowego Jorku, ale też jestem w tym nowy i trochę nas zniosło z trasy... Musimy się dostać do Avengers Tower i do Kapitana Ameryki - tak, wiem jak to brzmi, ale to naprawdę pilne. Mam wszelkie powody sądzić, że to jest Bucky... - wyjaśnił, a w trakcie mówienia złożył swoją zdjętą uprzednio kurtkę i wsunął ją pod głowę poszkodowanego. Przynajmniej do czegoś się przyda.
- Poza tym... Jestem Billy. A ty? - spytał w końcu.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 10:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Sie 02, 2015 10:28 am

Ludzie nieznacznie odsunęli się do tyłu gdy latarnie się 'rozprostowały', by uwolnić chłopaka. Część z nich zaczęła się ostrożnie wycofywać, jak najdalej od tego zamieszania, inni wciąż przyglądali się nieznajomym, niektórzy nawet z telefonami w dłoniach. Nie zdziwiłby się gdyby ktoś zadzwonił po policję, w końcu takie rzeczy nie miały miejsca w L.A. zwykle, co mogło zaniepokoić pewne osoby. A to nie wróżyłoby dla nich zbyt dobrze.
Na jego słowa uśmiechnął się nieznacznie, dosłownie, ledwo poruszyły się kąciki jego ust. Ten entuzjazm względem swoich mocy był na swój pokręcony sposób całkiem uroczy, zwłaszcza, że Victor doskonale go znał z własnego doświadczenia. W końcu też miał bzi... Fascynację superbohaterami, a teraz okazało się, że sam posiada moce. Wciąż trawił tę informację, cieszył się nią i zastanawiał co może dalej z tym zrobić... Może gdy podrośnie pozwolą mu zostać jednym z Avengers...
Ale czas wracać na ziemię, Vic, nie ma co sobie zbyt wiele wyobrażać, w końcu to nie przyszłość dla ciebie.
- Hej, z tego co widzę chyba dopiero uczysz się swoich mocy. Może kiedyś będziesz nawet lepszy od niej. Nie znasz jeszcze swojego potencjału. - Wzruszył lekko ramionami, patrząc przy tym chłopakowi w oczy. Jasne, sam uwielbiał Scarlet, chociaż nie tak jak Spider-Mana, co nie zmieniało faktu, że ciemnowłosy też wydawał się dość... Nowy w temacie zdolności i umiejętności, więc miał pełne prawo przypuszczać, że pewnego dnia jego zdolności przebiją samą Wiedźmę, w końcu każdy kiedyś zaczynał i nie panował od początku nad swoimi zdolnościami, nie znał ich pełni. To całkiem normalne, wszystkie sprowadzało się do czasu i nauki. Poznawania.
Ruszył za chłopakiem w stronę jego towarzysza stając obok i zaraz unosząc brwi w zdumieniu.
- Upadek samolotu...? Zaczynam się zastanawiać co tak naprawdę się stało. I... Tym gorzej głupio się czuję, że nim rzuciłem. Wciąż nie wiem jak. - Pokręcił lekko głową, opuszczając wzrok na swoje buty. Świetnie, właśnie rzucił o ścianę kimś kto przeżył upadek samolotu, co i tak musiało być sporym szokiem, nie mówiąc o ranach i urazach, bo nie wyglądał na takiego, który jest odporny na tego typu uszkodzenia. Thor, Hulk... Pewnie nie mieliby nawet draśnięcia, jednak ten mężczyzna; cóż z drugiej strony nie powinien go oceniać po wyglądzie. Równie dobrze mógł być mutantem, czy czymś innym podobnym, w końcu już nie było ich istnienie utrzymane w tajemnicy i wszystkie media trąbiły o tym swego czasu.
A potem... Z rozmyślań oderwało go jego słowo klucz, a nawet trzy - "Nowy Jork", "Kapitan Ameryka" i "Bucky". Oczywiście, wiedział kim jest ten ostatni, czytał o nim, ale sądził, że ten zaginął, albo co też prawdopodobne już dawno umarł, a teraz może się okazać, że właśnie rzucił BUCKYM o ścianę. Tak, ten dzień znów się robił gorszy; że też jego mutacja zachciała się uaktywnić właśnie teraz. No, chyba mutacja, nie widział innego wytłumaczenia na to co miało miejsce kilka chwil temu.
- Znasz Kapitana Amerykę? - Zapytał cicho, z niedowierzaniem, przenosząc aktualnie wzrok między ciemnowłosym chłopakiem a nieprzytomnym MożeBucky'm. Zaraz jednak przywołał się do porządku. - Los Angeles, jesteście w Los Angeles. Trochę bardzo was zniosło z trasy. - Odparł, ostatecznie zatrzymując spojrzenie na chłopaku. Sama myśl, że może właśnie rozmawiał ze znajomym Ameryki, ba, stał obok jego byłego pomocnika, przyjaciela, sprawiała, że serce mu nieco szybciej biło.
- Victor. Miło mi. - Skinął głową, posyłając mu lekki uśmiech, chwilo nie było go stać na nic więcej.
- Może powinniśmy go jakoś ocucić, przed waszą dalszą podróżą? Nie jestem jeszcze pewien jak... - Rozejrzał się dookoła, po osobach, które wciąż przyglądały się całej scence - być może ktoś z nich miał przy sobie coś, nawet butelkę wody, albo apteczkę. Chociaż na takie cuda nie było co liczyć na plaży, z drugiej strony, zawsze był jeszcze ratownik. To już jakiś pomysł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Sie 02, 2015 8:18 pm

Teleportacja - przecież to nie mogło się udać. Nawet w rosyjskich laboratoriach nie udało się czegoś takiego skonstruować. Nic dziwnego więc, że jakiś chłopak z supermocami posługiwał się tym bardzo nieprecyzyjnie. Chociaż, kto wie, może za kilka lat - jak już trochę poćwiczy - będzie w stanie przenieść się do miasta, o którym myśli. Póki co jednak nie byli w Nowym Jorku, wbrew temu co powtarzał Billy. Bucky szybko zauważył billboardowe napisy i usłyszał głosy ludzi na plaży - angielski, z amerykańskim akcentem w przypadku tego drugiego. To dobry kontynent, więc nie jest tak źle.
-Mogło być gorzej - uśmiechnął się nieznacznie, nie dając po sobie poznać wewnętrznego zdenerwowania. Mimo wszystko próbował być tym dobrym Bucky'm sprzed upadku i nie wściekać się o wszystko. To już któryś raz, kiedy się dzisiaj uśmiechnął. A więc jest chyba na dobrej drodze do stawania się 'tym dobrym' z 'tego złego'. Fakt, że zabił kilkadziesiąt (jak nie kilkaset) osób na zlecenie Rosjan można pominąć - to nieistotne. To było kiedyś, teraz jest innym człowiekiem. Jest człowiekiem w kurtce na plaży, któremu robiło się coraz goręcej. Rozsądnym posunięciem byłoby więc zdjąć wierzchnią warstwę ubioru. Rozpięcie zamka nie było problemem, ale dalsze kroki dość trudno było wykonać bez użycia jednej ręki (która wciąż była niesprawna). Męczył się z kurtką przez chwilę, a później zrezygnował i odezwał się do Billy'ego:
-Mógłbyś ją jakoś naprawić? - i dokładnie gdy skończył pytać, ręka na którą wskazywał uniosła się i wyprostowała. Winter Soldier spojrzał na nią zaskoczony. Przecież przed chwilą nie działała. Wszystko wyjaśniło się jeszcze zanim zdążył nad tym poważniej pomyśleć, a ramię 'zaciągnęło go' do najbliższej ściany z dużą prędkością. I stracił przytomność.

Obudził się. Nie wiedział ile czasu minęło, co się tak naprawdę stało i kto jest za to odpowiedzialny. Nie mógł być w tej sytuacji spokojny. Podniósł się gwałtownie i zmierzył chłopaka obok wrogim spojrzeniem.
-Ty to zrobiłeś? - zapytał go ze słyszalną wrogością w głosie. Jeszcze go nie uderzał, jeszcze nie wiedział czy to faktyczny sprawca. -To twój przyjaciel? - teraz spojrzenie skierował ku Billy'emu, pytając go o nową twarz. Całkiem możliwe, że był to kolejny dziwnie uzdolniony młodzieniec, który użył swoich mocy na ręce Bucky'ego. Tylko po co? Teraz wyglądał na niezwykle tym wszystkim przejętego. Więc może to jednak nie on... Żołnierz rozejrzał się, szukając kogoś innego, kto mógłby być potencjalnym sprawcą tego zajścia. Zobaczył tylko tłum gapiów. Raczej nikt z nich nie posiadał na tyle silnego magnesu, by zrobić coś takiego. Uch, naprawdę miał ochotę przyłożyć komuś, kto właśnie rzucił nim o ścianę. Ale próbował się opanować. Jamaes Barnes się tak nie zachowywał, James Barnes myślał nad wszystkim co robił, James Barnes nie wpadał łatwo w gniew. Jeszcze nauczy się być James'em Barnesem. Wychodziło mu to coraz lepiej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 465
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Sie 02, 2015 10:19 pm

Billy naprawdę mocno starał się nie kraśnieć z dumy przy tych wszystkich komplementach - bo właśnie tak odbierał słowa nowo poznanego chłopaka, gdy ten przekonywał go, że w przyszłości mógłby przerosnąć swoją idolkę. Czy mu się to udało? Wątpliwe, bo Kaplan dosłownie czuł jak na jego policzki wstępują rumieńce, objawiające się charakterystycznym wrażeniem rozpalenia w odbarwionych rejonach. Co jak co, ale nie przywykł do bycia chwalonym, a już na pewno nie w sytuacji, gdy sam świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że nawalił - obiektywnie rzecz biorąc. I nie przez ładnych chłopców. Którzy byli dla niego mili. I sami posiadali zdolności... I najwyraźniej interesowali się superbohaterami.
Jak Teddy. Ta ostatnia myśl trochę go otrzeźwiła, a przynajmniej sprawiła, że gwałtownie uciął rozważania pod tytułem: "co by było gdyby...?" Znowu się zapędzał i zaczynał nastawiać się na osobę, którą ledwo co znał - wliczając w to brak informacji na temat orientacji tego chłopaka. Zresztą... Po tej akcji pewnie i tak już nigdy więcej go nie zobaczy. Żałował tego, jasne, ale tak to już działało w jego życiu. Może to i lepiej? W końcu w przypadku często widywanego Teddy'ego też się męczył - skrycie na coś licząc, a nie mając ku temu praktycznie żadnych podstaw, nie wspominając już nawet o odwadze, aby chociaż spróbować to zmienić.
Spoglądając na twarz Latynosa - a przynajmniej zakładał, że miał do czynienia z Latynosem, tak wnioskował po dość charakterystycznym typie jego urody - Billy mógł z bliska zaobserwować wszystkie zachodzące na niej zmiany, podczas gdy podawał rozmówcy swoje plany i wyjaśnienia. Ani trochę nie zdziwiło go to, że wspomnienie Kapitana czy Bucky'ego wywołało taką reakcję. On sam również nie mógłby się powstrzymać, choć nie był pewien czy na miejscu tego chłopaka dałby radę zachować cichy ton głosu...
- Nie, właściwie to jeszcze go nie znam, ale poznam. Niedługo. Muszę odstawić do niego Bucky'ego zanim znowu coś się nam przydarzy - wyjaśnił, po czym przygryzł lekko dolną wargę, jak gdyby w zamyśleniu. Los Angeles... Czyli przeciwne wybrzeże. Przynajmniej kontynent i kraj się zgadzały, ale podróż konwencjonalnymi metodami do Nowego Jorku tak czy siak zajmie im przynajmniej ładnych parę godzin, nie mówiąc już nawet o kwestii finansowej... A to oznaczało kolejną próbę teleportacji. Miał względem niej coraz gorsze przeczucia.
Jego pesymistyczne myśli nieco wyblakły, gdy rówieśnik podał mu swoje imię - bardzo ładne imię, ale nie o tym teraz - i uśmiechnął się do niego w tak niesamowicie słodki sposób... A może tylko mu się wydawało? Tak czy siak Billy'emu aż serce zabiło na ten widok trochę szybciej i chłopak zmuszony był od razu opuścić wzrok. Naszedł go irracjonalny strach, że z czymś się zdradzi, że w jego oczach Victor coś wyczyta... A naprawdę wolał go do siebie nie zrazić i rozstać się w przyjaznej atmosferze - przynajmniej w miarę możliwości, zważywszy na zaistniałe okoliczności.
- Mógłbym... - zaczął niepewnie, jednocześnie przenosząc spojrzenie na twarz Bucky'ego, lecz właśnie w tym momencie mężczyzna nagle otworzył oczy i podniósł się z piasku. Uczynił to na tyle gwałtownie, że Kaplan odruchowo aż się lekko wzdrygnął i odchylił do tyłu, ledwo utrzymując równowagę. Może to jego instynkt samozachowawczy zareagował w końcu na ton głosu Bucky'ego...? Bo naprawdę zabrzmiał niepokojąco - na tyle, że Billy zdecydował się jednak przemóc. Chłopak szybko wstał z kolan i od razu przesunął się na bok w taki sposób, aby znaleźć się pomiędzy swoimi rozmówcami, na skutek czego częściowo zasłonił samym sobą Victora. Uniósł nawet nieco dłonie w uspokajającym geście.
- To był wypadek. Nie wiedział, że to potrafi, jego zdolności dopiero teraz się uaktywniły... Nie chciał nas zaatakować. Więc wszystko w porządku. Jak... Się czujesz? I jaka jest szansa, że zaufasz mi teraz z kolejną próbą teleportacji? Bo wylądowaliśmy w Los Angeles, a ja mam wrażenie, że zyskuję dokładność wraz ze spadkiem dystansu - to powiedziawszy, Kaplan kontrolnie zerknął przez ramię na swojego rówieśnika i uśmiechnął się do niego delikatnie, aby dodać mu otuchy.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 10:53 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Sie 03, 2015 10:27 am

Zauważył te lekkie rumieńce na twarzy, jednak był przekonany, że to wina temperatury; w końcu Billy wciąż był ciepło ubrany, częściowo przemoczony, plus nagła zmiana temperatury też musiała zrobić swoje. Nigdy by mu nie przyszło do głowy, że mógłby być jakikolwiek inny powód by ten się zaczerwienił w taki sposób, a już zwłaszcza, że on mógł mieć coś z tym wspólnego.
Jego również nieźle zaskoczyło to gwałtowne uniesienie się mężczyzny, jednak i tak w pierwszej chwili zbliżył się zwinnie do Billy'ego by w razie czego złapać go przed upadkiem, do którego na szczęście nie doszło. Od razu się odsunął, by zachować pewien dystans, nie chciał by Billy to źle odebrał, że się narzuca czy wchodzi w jego przestrzeń osobistą - z reguły zachowywał pewną... Odległość od innych. Tak już był wychowany.
Gdy wyczuł na sobie wrogie spojrzenie, uniósł obie dłonie wysoko w poddańczym geście, albo chociaż świadczącym o tym, że nie ma złych zamiarów czy broni... Czegokolwiek co mogłoby wzbudzić nieufność mężczyzny. Jasne, jego dłonie już były bronią, jednak w jego głowie jakby zaczęło się powoli układać, co i jak. Zupełnie jakby jakiś impuls pobudził tę jego część mózgu odpowiedzialną za moce. Jasne, daleko mu do ich pełnego i odpowiedniego wykorzystania, ale chociaż kojarzył co jak może działać, może niekoniecznie tak zadziała, ale to już jakieś początki, dość obiecujące z resztą. Tak czy inaczej, myśl o nauczycielu była pocieszająca, to zawsze inaczej niż kiedy miałby sam wszystko poznawać od podstaw.
Odetchnął nieco gdy Billy ustawił się między nimi, w końcu zawsze były większe szanse na to, że nie zaatakuje swojego towarzysza, albo nie będzie chciał go narażać - zwłaszcza, że Victor naprawdę nie chciałby mieć starcia z samym Bucky'm. Jasne, oberwać od niego to zawsze jakiś powód do dumy, bolesny, i mało pożądany, ale jakiś. Tak czy inaczej wolałby nie ryzykować, dlatego też był wdzięczny chłopakowi i czuł, że ma względem niego dług wdzięczności.
- Dokładnie, to nie był zamierzony atak. Nie wiem czemu moje ciało tak zareagowało... Zupełnie jakby poczuł się zagrożone. Nie wiem czy przez ciebie, bo na co dzień żyję z różnymi urządzeniami i metalowymi częściami, więc wątpię by pojawienie się ręki tak na mnie zadziałało. Możliwe, że to przez energię, którą wytwarza Billy. - Odparł spokojnie, powoli i ostrożnie wymijając ciemnowłosego. Przyjrzał się uważnie bezwładnej ręce mężczyzny, zagryzając na moment dolną wargę.
- Mogę...Spróbować ją naprawić. Raczej nie pogorszę sytuacji. - Powiedział nieco nieśmiało, niezwykle ostrożnie sięgając do mężczyzny, tak by w razie czego mógł cofnąć ręce zanim zostaną odcięte czy coś. Chciał pomóc, ale z drugiej strony MożeBucky, nie miał powodów by mu zaufać, w końcu miotnął nim o ścianę.
Podwinął rękaw jego kurtki, by lepiej widzieć niesprawną rękę, po czym ułożył na niej własną dłoń. Wypuścił powietrze z płuc, skupiając się na niej w pełni, licząc na to, że pobudzi w ten sposób swoje zdolności. Chwilę po tym jego oczy i dłoń zaczęły lekko emitować błękitem, tworząc lekkie spięcia dookoła siebie, tak, że praktycznie było widać drobne błyskawice prądu - czuł, że wpływa na metalowy dodatek mężczyzny.
Po chwili się odsunął, patrząc na Bucky'ego, zaraz na jego rękę, czekając na jakiś efekt. Wydawało mu się, że ją naprawił, cóż, na tyle, na ile rozumiał i wyczuwał swoje moce, czyli jeszcze niewiele.
Stanął obok Billy'ego, nieznacznie nachylając się do niego.
- Zazdroszczę spotkania z Kapitanem. Gdybyś brał autografy, wiesz gdzie mnie szukać. - Mruknął do niego, zaraz uśmiechając się z nieznacznym rozbawieniem. Żartował, jasne, chociaż nie co do zazdrości - sporo by dał za takie spotkanie... Może kiedyś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Sie 03, 2015 9:17 pm

Okej, Bucky, spokojnie, opanuj się, wybacz temu chłopakowi - przecież nie kontrolował swoich mocy. A przynajmniej tak twierdził. Pewnie rosyjscy agenci powiedzieliby mu to samo. Może był rosyjskim agentem? I jest tu, by dokończyć dzieła? Nie, Bucky, to bez sensu. Skąd Rosjanie mieliby wiedzieć, że przeżyłeś i jesteś teraz w LA. To głupie, chłopak nie jest Rosjaninem. Można mu zaufać. Na chwilę, teoretycznie.
-No dobra, wierzę ci. Ale przy następnym takim 'wypadku'... - spojrzał na nowo poznanego mutanta(?) z nieprzyjemną wrogością w oczach. No, w końcu mu groził, musiał wyglądać wrogo i niebezpiecznie. Powoli jednak wyraz jego twarzy zmienił się w trochę bardziej sympatyczny... na tyle, na ile sympatycznie mógł wyglądać rosyjski komandos poplamiony krwią. Ale przynajmniej próbował. Młodzieniec zaoferował naprawę ręki - uczciwa rekompensata za rzucenie kimś o ścianę, James musiał przyznać. Nie wiedział tylko czy mógł zaufać komuś, kogo spotkał dosłownie przed chwilą i kto dopiero uczył się panować nad swoimi mocami. W najgorszym wypadku Bucks umrze, czy coś. A to już mu się zdarzało, więc był przyzwyczajony.
-A więc spróbuj - ostatecznie się zgodził, choć podchodził do tego bardzo niepewnie. No, ale cóż, bez tej ręki czuł się jak... bez ręki. Naprawdę wolał by była w tej chwili sprawna. I to marzenie szybko się spełniło, bo - ku jego zdziwieniu - naprawa przebiegła bez większych problemów, a Winter Soldier już po krótkiej chwili mógł poruszać swym metalowym ramieniem. Uniósł je w górę, późnieje pomachał. Wszystko działało bez zarzutów, zupełnie jak wcześniej - niesamowite. Kiwnął głową w podzięce i uznaniu umiejętności nastolatka. Był naprawdę pod wrażeniem, mimo iż wciąż miał mu za złe to, co zrobił jakiś czas temu. No, ale teraz w końcu mógł pozbyć się kurtki, która sprawiała, że tak się tu pocił. Zrobił to, tym razem, bez większego kłopotu i już po chwili wszyscy mogli zobaczyć mokry - od krwi, potu i roztopionego śniegu - szary T-shirt, który wcześniej był pod skórzaną kurtką. Mogli zobaczyć też, co ciekawsze, czerwoną gwiazdę na jego lewym ramieniu. Symbol komunizmu z pewnością zdziwił chociażby Billy'ego, nieświadomego jeszcze, że były przyjaciel Kapitana Ameryki, o którym zapewne wiele słyszał, pracował dla Rosjan. Później mu wytłumaczy. Albo w ogóle mu nie wytłumaczy - nie jego sprawa. W każdym bądź razie, ręka Barnesa była znowu sprawna i w pełni funkcjonalna.
A więc jeden problem zażegnany. Pozostawał jeszcze fakt, że są nie po tej stronie kraju, po której mieli się znaleźć. I tutaj swą pomoc ponownie zaoferował Billy. Teleportacja. Ech, to już nie podobało się Jamesowi. Ale co innego mogli zrobić? Nie mieli przecież pieniędzy by podróżować jak zwykli ludzie, musieli więc wykorzystać niezwykłe umiejętności młodego bruneta.
-Chyba będę musiał. Bo zgaduję, że nie stać nas na samolot?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 465
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Sie 03, 2015 11:31 pm

Billy wciąż zerkał przez ramię na Victora, podczas gdy ten dołączył się do jego wyjaśnień i poparł jego wersję wydarzeń. Prawdę mówiąc nawet nie przyszło mu do głowy to, że jego... Jego "energia" - jak to ujął Latynos - mogła być odpowiedzialna za cały ten odruch obronny, bo i niby dlaczego? Nie miał względem drugiego chłopaka złych zamiarów, tego akurat był więcej niż pewien. Może i nie kontrolował swoich zdolności, ale nie zrobiłby mu przecież krzywdy. Dlaczego miałby zostać odebrany jako wrogi...? Poza tym zazwyczaj mutacje chyba nie do końca tak działały.
Nim Kaplan się obejrzał, jego jakże bohaterskie i odważne stanięcie w obronie Victora poszło kompletnie na marne, kiedy jego rówieśnik tak po prostu go wyminął i zbliżył się do Bucky'ego. No tak, mógł się tego spodziewać, przecież właśnie obudził się ktoś ciekawszy. Nie miał tego chłopakowi za złe, naprawdę. Na jego miejscu zapewne postąpiłby podobnie, dlatego też zachował milczenie i czekał z boku, biernie pozwalając Victorowi i Bucky'emu ustalić co i jak... I starając się nie przejmować tym, że ten ostatni wciąż nie prezentował się zbyt miło i zachęcająco, nawet jeśli najwyraźniej starał się to zmienić.
Billy objął się luźno ramionami w pasie i ze swojej wyraźnie wycofanej pozycji obserwował poczynania Latynosa, który zaczął od delikatnego dotykania metalowego ramienia starszego mężczyzny. Ciekawe czy on to w ogóle czuł...? Pewnie nie, skoro kończyna została dość poważnie uszkodzona. A jak wyglądałoby to w normalnych warunkach, przy w pełni sprawnej ręce? Nie, znowu się zapędzał.
Dopiero przyzwolenie na naprawę ramienia i podążająca za nim ponowna manifestacja mocy jego rówieśnika sprawiły, że Kaplan nieco się ożywił. Nic nie mógł na to poradzić, odczuwał silne zainteresowanie i chciał się dobrze przyjrzeć całemu temu procesowi. Błękitna energia, dość podobna do tej, którą on sam generował podczas używania swojej mocy... Również wydzielana z oczu i dłoni... Czyli mieli coś wspólnego - to znaczy, poza fascynacją superbohaterami. Tyle że Victor chyba o wiele szybciej załapał o co w tym wszystkim chodziło, bo reperacja ręki poszła mu szybko, sprawnie i przede wszystkim zakończyła się sukcesem.
To, co nastąpiło już kilka sekund później, nie tylko skutecznie podtrzymało uwagę nastolatka, ale i ją wzmocniło... W dodatku z różnych powodów, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Billy starał się niczego i nikogo z góry nie osądzać. Pozory myliły, doskonale o tym wiedział, więc zazwyczaj wstrzymywał się z oceną sytuacji i pozwalał drugiej stronie na wyjaśnienia. Mimo to... Kiedy Bucky zdjął z siebie kurtkę i kompletnie odsłonił swoje ramię - już samo w sobie będące małym cudem - spojrzenie Kaplana nieomal od razu padło na wymalowaną na jego powierzchni czerwoną gwiazdę. Symbol był bardzo wymowny i chłopak na moment się na niego zagapił... A gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, natychmiast uciekł wzrokiem dalej. Tak się akurat złożyło, że po sylwetce Bucky'ego. Wysportowanej. Ładnie zbudowanej. Aktualnie okrytej wilgotnym podkoszulkiem. Billy przygryzł dolną wargę i pokręcił głową, aby wyrwać się z transu, a następnie zerknął na piasek. Tak było bezpieczniej. Skierowane do niego słowa również stanowiły miłe odwrócenie uwagi.
- Samolot raczej leży poza naszymi możliwościami. Chyba że chcesz go ukraść - przyznał, umyślnie nie podnosząc spojrzenia. Podłoże zdawało mu się w tym momencie być całkiem interesujące. Jasne ziarenka, tu i ówdzie jakiś kamyczek... Ładnie. Mógłby się przyzwyczaić do Los Angeles. O ile miałby na sobie odpowiedniejszy strój.
Skoro już zaś o tym mowa, to z każdą upływającą chwilą Billy coraz bardziej i bardziej gotował się w swoim swetrze. Mógł się tylko domyślać, że Bucky również miał dość. Niestety nie mieli ze sobą nic na zmianę, a szukanie nowych ubrań stanowiłoby teraz stratę czasu, ale z drugiej strony - nie mógł sprezentować Kapitanowi Ameryce zakrwawionego przyjaciela, prawda? Tak się nie godzi.
W związku z powyższym Kaplan postanowił spróbować kolejnej sztuczki. Nie miał bladego pojęcia czy uda mu się cokolwiek osiągnąć, bo w końcu jak do tej pory jego zdolności dawały mu szansę na powodzenie mniej więcej jak w przeciętnej loterii: być może się uda, ale raczej nie, ewentualnie trafisz na jakąś minimalną wygraną. Mimo to... Co miał tak naprawdę do stracenia? Poza resztką godności?
- Lekkie ubrania, lekkie ubrania, lekkie ubranialekkieubrania... - zaczął powtarzać cicho, wyobrażając sobie przy tym siebie i Bucky'ego w bardziej adekwatnych strojach - jasnych, uszytych z przepuszczających powietrze, cienkich materiałów, a przede wszystkim czystych. O dziwo tym razem "zaklęcie" nie sprawiło mu żadnego psikusa. Błękitna poświata rozpaliła się przy oczach i dłoniach Billy'ego, a następnie powędrowała po obu ciałach, zmieniając okrywające je ubrania na tyle kompletnie, że nawet buty przekształciły się z cięższych zimowych w zwykłe sportowe obuwie. Może wciąż nie były to stroje idealne na plażę, ale przecież nie zostawali na niej na dłużej.
- Poszło lepiej niż myślałem - zauważył nastolatek, na szybko dokonując inspekcji swoich nowych ciuchów, by ostatecznie zadecydować, że akurat tym razem rzeczywiście mu się udało i nie miał nawet żadnych zastrzeżeń. Zaraz potem jednak Kaplan przeniósł wzrok na Latynosa i... Zawahał się wyraźnie, a w jego oczach odbiła się niepewność.
- Dzięki za... Spotkanie. Obiecuję, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to niedługo będziesz mógł się mnie spodziewać z powrotem. Z tym autografem - choć twój numer ułatwiłby sprawę, dodał jeszcze w myślach, ale nie miał zamiaru dorzucać tego na głos. Zamiast tego uśmiechnął się tylko do Victora, po czym westchnął głęboko, mentalnie przygotowując się do kolejnej teleportacji.
- Avengers Tower, Avengers Tower, Avengers Toweravengerstower... - błękitna aura powróciła, gdy Billy starał się skupić na wyobrażeniu sobie siebie i Bucky'ego w siedzibie Mścicieli. Nie pomagało, że - choć szczerze i prawdziwie nie mógł się doczekać zawitania w ich progach - to jednak nie miał ochoty rozstawać się z nowo poznanym chłopakiem, w dodatku z kompletnie egoistycznych pobudek. Najchętniej zabrałby go ze sobą.

Z/t za wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Surge

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Mar 16, 2018 5:06 pm

Choć było już późne lato to w dzień nadal było bardzo ciepło. Na tyle ciepło, że ludzie ciągle wychodzili na plażę, by się opalać. Dzieci z chęcią się bawiły w wodzie. Rzucając piłką lub pływając. Niektóre szukały muszelek wzdłuż brzegu wody. Dorośli spędzali czas na kocach lub leżakach. Spora część z nich miała przy sobie tablety. Oglądali nagranie na żywo z konferencji na temat mutantów. Byli ciekawi wyniku. Nie interesowały ich informacje naukowców, które i tak dla wielu z nich były niezrozumiałe. Nie. Im chodziło tylko o to, jaka decyzja zostanie podjęta.
Czas mijał spokojnie. Zarówno na plaży jak i na konferencji. Jednak szybko to się skończyło. Najpierw na konferencji. Na nagraniu hałas nie był tak wyraźny, ale było widać, jak ludzie nagle zaczynają się rozglądać. Ostatecznie o tym, że dzieje się coś groźnego widzowie przed tabletami się dowiedzieli kiedy runął spory kawałek sufitu. Różowa aura, wystrzał, ucieczka w panice. Część dorosłych na plaży wyraźnie się tym przejęła. Siedzący w grupkach zaczęli coś do siebie mówić. Gdzieś dało się słyszeć "Dobrze, że nie skorzystałem z zaproszenia."
Niestety, nie pojawienie się na konferencji nie pomoże. Nagle słońce zostało zasłonięte przez cień. Dwa cienie, trzy. Liczba się zwiększała. Po spojrzeniu do góry można było stwierdzić, że na niebie unosiły się ludzkie sylwetki w liczbie dziesięciu. Ludzie unosili głowy, starając się wypatrzeć, kim są latający przybysze. Sytuacja diametralnie się zmieniła kiedy padł pierwszy strzał, a jeden z dorosłych padł martwy, przebity strumieniem energii. Najpierw wszystkich ogarnął szok, a po drugim strzale nastała panika. Ludzie krzyczeli, zrywali się ze swoich miejsc. Większość była na tyle odpowiedzialna, by zgarnąć swoje dzieci, które zaczynały piszczeć i płakać, nie wiedząc co się dzieje. Wszyscy kierowali się w stronę budynków, by móc się w nich schronić. Nie oglądali się na tych, którzy mieli pecha znaleźć się na linii strzału. Każdy myślał o sobie.
Roboty w końcu wylądowały na piasku, idąc przed siebie i nie przerywając ognia. Teraz było wyraźnie widać, że były wyższe od ludzi, bo mierzyły dobre dwa i pół metra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Mar 16, 2018 8:30 pm

Już na początku podróży - wyjątkowo odbywającej się o wiele wolniej, niż Sam miał w zwyczaju - mężczyzna odebrał wiadomość od nerdzików, które poinformowały go o tym, że załatwiły mu spotkanie z jednym z reprezentantów S.H.I.E.L.D. Podały mu również adres, pod którym powinien stawić się wraz z Batarią. Czego by o nich nie mówić, minionki zawsze działały szybko i sprawnie - i przede wszystkim przykładały się do swoich zadań. Jak długo skupiały się na pozytywnych celach, mogły zdziałać wiele dobrego.
Blondyn dość szybko skierował się w stronę wybrzeża. Nie zamierzał lecieć nad wodą, bo potem musieliby się wracać z powrotem na ląd, ale miał ją w zasięgu wzroku, połyskującą zachęcająco w oddali po lewej stronie. Przez krótką chwilę zastanawiał się nad tym, co jego towarzyszka myślała teraz o okolicy, gdy oglądała ją dosłownie z lotu ptaka, ale prędko skupił się na pilnowaniu adresu. Wiedział dokąd musieli się udać, kojarzył to miejsce - i to między innymi dlatego zdecydował się na właśnie taką trasę. Wyznaczony przez S.H.I.E.L.D. punkt spotkania wypadał niedaleko jednej z wielu plaż Los Angeles.
Od czasu do czasu Cannonball zerkał na bok, aby upewnić się, że Bataria wciąż się przy nim znajdowała... I w pewnym momencie w trakcie tego działania zauważył coś nietypowego, jakieś zamieszanie nad brzegiem, przesuwającą się nienaturalnie falę ludzi - i coś jeszcze. Jego czoło zmarszczyło się i natychmiast wykorzystał możliwości swoich gogli, aby przybliżyć sobie obraz, jednocześnie nieświadomie trochę zwalniając... A potem zatrzymał się gwałtownie w miejscu, gdy tylko dotarło do niego to, co tam widział.
Jego pierwszym odruchem była chęć wystartowania w stronę plaży, ale szybko przypomniał sobie, że nie był sam - i że w pewnym stopniu odpowiadał za Batarię, skoro w tym świecie nie znała nikogo innego. Tylko to powstrzymało go przed wyruszeniem od razu, ale mężczyzna nie tracił czasu i prędko zwrócił się do towarzyszącego mu ptaka.
- Praca wzywa, wybacz. Zaczekaj tu na mnie, chyba że czujesz się na siłach pomóc - nakazał. Nie wiedział czy Bataria będzie w ogóle chciała, a co dopiero potrafiła mu jakoś asystować, ale z doświadczenia wiedział, że polecenie "trzymaj się z daleka od niebezpieczeństwa" często nie działało, więc wolał już sam podać jej drugą opcję. Poza tym... Skoro znała się na magii, to powinna być w stanie walczyć. Jeżeli nawet jej zaklęcia wymagały czasu, to ten jej kijek chyba nie.
Sam nie czekał na odpowiedź kobiety-ptaka, tylko od razu po wydaniu jej tej instrukcji wystrzelił w stronę brzegu. Rozwinął wystarczającą prędkość, aby dotrzeć na miejsce w ciągu sekund - ale nie zależało mu jedynie na pojawieniu się tam jak najszybciej. Wierzył w wytrzymałość swojego pola siłowego i z rozmysłem nabierał pędu, aby następnie zderzyć się z jak największą liczbą przeciwników naraz, wykorzystując własne ciało jako żywy pocisk. Jeżeli było to możliwe, skorygował swój lot w taki sposób, aby trafić w przynajmniej dwa roboty w linii, jeden po drugim, na wysokości klatki piersiowej. Nie wiedział jak twarde były ich powłoki, ale na wszelki wypadek ukształtował swoją barierę tak, aby z przodu kończyła się szpicem, dzięki któremu łatwiej byłoby się wbić w metal.
Jego główny plan zakładał przejście przez nie na wylot, aby już na wstępie wyłączyć chociaż dwa z dalszej gry... Ale brał też pod uwagę, że mogły być na to zbyt twarde, a w takim wypadku będzie się pewnie musiał zadowolić zepchnięciem ich w stronę wody, a najlepiej wręcz do niej, jeżeli udałoby mu się nimi do tego stopnia pokierować. Ciekawe czy potrafiły pływać. I czy ciecz doprowadziłaby w nich do spięcia, gdyby przy zderzeniu je uszkodził. Warto było to sprawdzić - choć oczywiście tylko w sytuacji, gdy nie zadziałałby plan A, bo inaczej nie zamierzał tracić czasu na już unieszkodliwione machiny. W końcu musiał zawrócić - wliczając w to ewentualne opuszczenie wody, jeżeli okoliczności zmusiły go do zanurzenia się wraz z robotami - i zrobić coś z pozostałymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stella Tsuki

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Mar 18, 2018 8:43 pm

Leciała tak za nim, obserwując całą okolicę. Widok jednocześnie ją zadziałał i przerażał. Wysokie kolumny zrobione ze szkła - nie przypuszczała, że mogli mieszkać w nich ludzie. Czarno-szare pasy, drogi po których przemieszczały się dziwne pojazdy. Nie przypominały tego, co służy za środek komunikacyjny w Maagilised hääled. Przede wszystkimi wszystko dotykało ziemi a w Złotym Sercu tak nie było. Przynajmniej mogła stwierdzić, że to nie jest groźne bo było znajome i też wyraźnie korzystało z jakiegoś napędu. Na isolu technologi samej w sobie nie było, jednak rasy bardzo dobrze potrafiły wykorzystać każdą energię - "manifestacje siły". Zwał jak zwał.
Było tutaj też bardzo dużo źródeł światła, gdzie też dostrzegała podobieństwo. Ptasie oczy starały się wypatrzeć jak najwięcej, jednak nie traciła skupienia i leciała za Cannonballem. W pewnej chwili usłyszała jakiś krzyk, szum, odgłosy strzelania które były podobne do dźwięków wystrzeliwania czystej wiązki energii. Spanikowana popatrzyła na chłopaka. Obowiązki? Praca? Wylądowała na najbliższej gałęzi, będąc takim ptakiem nie potrafiła utrzymać się w jednym miejscu w powietrzu. Dopiero teraz zauważyła, że tam gdzie teraz leciał chłopak coś było. Postacie ciskające energią. Spanikowała i prawie zleciała z gałęzi, musiała się ukryć. Nie wiedziała co to za potwory ale to był dla niej szok, więc spróbowała znaleźć jakieś krzaki w których by się schowała. Nie wiedziała ile minęło czasu, jednak nie sądziła aby minęły aż trzy godziny. Wolała jednak nie siedzieć na gałęzi jeżeli, brońcie bogowie, miała się teraz przemienić z potworem w kotkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Surge

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Sob Mar 24, 2018 11:04 am

Sentinele nie zwracały uwagi na to, że na plażę nadleciała dodatkowa osoba. Zdawały się być całkowicie skoncentrowane na atakowaniu cywili. Ich cel zdawał się być dosyć jasny - zabić jak najwięcej osób. Co mogło się wydawać dziwne dla tych, którzy wiedzieli, czym są owe roboty. Miały chronić ludzi przed mutantami. Ich rozkazy jednak nieco się zmieniły. Być może ktoś zhackował ich program. Może ktoś przejął nad nimi kontrolę. Jakiś szaleniec, który za nic miał ludzkie życie. Który czerpał radość z mordowania niewinnych osób. Być może. Jednak równie dobrze mogło chodzić o coś innego. Machiny jednak nie były skore do rozmowy. W milczeniu wykonywały swoje zadanie.
Samuel w międzyczasie zbliżał się do plaży, zwiększając swoją prędkość. Widok miał nie najlepszy. Wszędzie na piasku można było zauważyć ludzkie ciała. Zarówno dorosłych, jak i dzieci. Sądząc po ranach, martwe ciała. Jego bariera, ukształtowana w szpic, bez problemu wbiła się w pancerz jednego z robotów. Najpewniej zawdzięczał to swojej sile pędu.
Bariera okazała się jednak nie wystarczyć do tego, by przebić również drugiego robota. Końcówka ostrza naruszyła lekko powłokę Sentinela, ale okazała się być już za krótka żeby zrobić mu większą krzywdę. Dodatkowo pierwszy robot, ważąc całkiem sporo, spowolnił nieco lot chłopaka. Robot został za to odepchnięty do przodu i przewrócony na piasek. Cannonballa odbiło w drugą stronę, odrzucając go kilka metrów w tył. Sentinel, którego udało mu się przebić leżał teraz, sypiąc iskrami z wnętrza.
W międzyczasie drugi już starał się podnieść z grząskiego piasku. Wyraźnie miał z tym pewne problemy. Nie był zbyt winny czy zwrotny, by szybko się podnieść do pozycji stojącej. Piasek dostawał się do jego wnętrza, sprawiając problemy z mechanizmami odpowiedzialnymi za ruch.
Co by się nie działo, inne jednostki nie zwróciły najmniejszej uwagi na to co się działo z pozostałymi. Najwidoczniej nie miały rozkazu pomagania sobie nawzajem. Każdy dbał tylko o siebie, reszta się nie liczyła. Mieli proste zadanie, które wykonywali.
Robotowi nie dane było się podnieść z ziemi i namierzyć cel w postaci latającego mutanta. Nagle przez miejsce, które wcześniej uszkodził Samuel, przebiła się wiązka energii. Chłopak mógł ją ocenić jako laser.
- Sam. Lecimy do Waszyngtownu po szefa. Trzymaj się. - blondyn mógł usłyszeć z komunikatora znajomy głos jednego z naukowców. AIM już wiedziało o tym, co się działo i gdzie dokładnie się działo. Ich komputery co chwila podawały im masę informacji. Kolejny Sentinel padł, przebity laserem. Co ciekawe, po spojrzeniu na niebo nic nie świadczyło o tym, by znajdował się tam jakikolwiek pojazd. Jeśli tam był to musiał mieć włączone maskowanie. Nic więcej się nie stało, więc najpewniej statek już się oddalił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Sob Mar 24, 2018 8:38 pm

Pierwsza część planu przebiegła wystarczająco dobrze, uznał Sam, gdy zderzenie z drugim robotem odepchnęło ich od siebie i zmusiło mężczyznę do gwałtownego hamowania w powietrzu. Jeden przeciwnik przebity na wylot, kolejny przewrócony, co zmusiło go do przerwania ataku - a więc dla blondyna był to idealny moment, aby szybko rozejrzeć się po okolicy i lepiej zorientować w sytuacji. Uczynił to obracając po kolei w obie strony jedynie samą głowę, a nie całe ciało, by stracić jak najmniej czasu.
Na początek rzucił okiem na przedziurawionego robota, chcąc upewnić się, że takie uszkodzenie na dobre wyłączyło go z akcji. Wyglądał na nieaktywnego, nie poruszał się, a choć nie oznaczało to od razu, że w przyszłości nie będzie w stanie się naprawić lub chociaż przywrócić do stanu pozwalającego na walkę, to Cannonball wiedział, że na większą pewność nie mógł teraz liczyć. Pamiętając o tym, że druga maszyna nie została jeszcze unieszkodliwiona, Sam ograniczył się do sprawnego przeliczenia wrogów. Ośmiu, którzy nie zwracali na niego uwagi, jeden zdjęty, ostatni do poprawienia... W porządku, to było do zrobienia w pojedynkę, a jedyny problem stanowili tak naprawdę cywile, przez których obecność musiał się spieszyć. Takich starć nie lubił najbardziej. Logicznie wiedział, że ochronienie każdego - przynajmniej przy jego zdolnościach - nie było wykonalne, ale jak do tej pory świadomość ta jeszcze nigdy nie sprawiła, że poczuł się lepiej.
Tuż po sprawdzeniu liczebności przeciwników, Cannonball znów zwrócił twarz w stronę powalonego robota, zamierzając skorzystać z jego aktualnej pozycji, aby wybić się wyżej i uderzyć w niego z góry, znów używając pędu oraz uczynnej grawitacji, żeby go rozbić... Lecz nie zdążył nawet wystartować, nim machinę przeszył atak energetyczny wyprowadzony z powietrza. Choć szczerze mówiąc Sama nie obchodziło od kogo otrzymał pomoc, jak długo przyspieszała ona ratowanie okolicznej ludności, to jednak jego spojrzenie automatycznie powędrowało ku niebu. Nie dostrzegł na nim żadnego sojusznika i zaczął już marszczyć czoło, gdy równie niespodziewanie przez komunikator dobiegła go wiadomość od jednego z nerdzików. To wystarczyło, aby natychmiast opuścił wzrok i obrócił się tyłem do morza, a przodem do pozostałych przeciwników. Zrobił to na czas, aby ujrzeć kolejny laser.
Mężczyzna nie mógł powiedzieć, że słowa minionka go uspokoiły. Przeciwnie, nie podobała mu się już sama informacja, że po Bobby'ego trzeba było gdzieś polecieć - bo oznaczała, że on również miał teraz jakieś kłopoty. W innym wypadku najpewniej zdecydowałby się na bardziej konwencjonalną podróż... Konwencjonalną dla niego, czyli pewnie wciąż prywatnym odrzutowcem, ale nie takim z poważnym uzbrojeniem oraz maskowaniem. Z drugiej strony przynajmniej nerdziki były już w drodze...
- Co się dzieje? - spytał krótko i niezbyt konkretnie, ale naprawdę nie miał teraz czasu na formułowanie lepszych czy dokładniejszych zdań. Skupiał się na sytuacji na plaży - trzech powalonych, siedmiu zostało, do budynków nie było wcale aż tak daleko, w mieście spowodują jeszcze większe szkody - dlatego nawet nie czekał na odpowiedź, tylko od razu wystrzelił przed siebie, mimo to wyczekując wyjaśnień. W końcu mógł działać i słuchać w tym samym czasie.
Skoro poprzednie maszyny zainteresowały się nim dopiero po tym, jak się z nimi zderzył, to w podobny sposób zamierzał skupić na sobie uwagę pozostałych. Nabieranie rozpędu wymagałoby oddalenia się, a nawet ze swoją szybkością nie chciał tracić ani sekundy. Każda zaoszczędzona chwila mogła oznaczać czyjeś życie, dlatego wolał najpierw zrobić z siebie cel, a dopiero później przejść do ofensywy.
Sam znajdował się początkowo na jednym końcu nieregularnego rzędu maszyn, blisko morza, więc miał je wszystkie na oku. Tym razem nie planował trafić w żadną z nich bezpośrednio. Zamiast tego szybko się rozpędził, rozszerzając pole siłowe na boki - w sposób przypominający płaszczkę albo może raczej skrzydła samolotu, czyli nadając mu tam niewielką grubość - aby to nim zahaczać o roboty, dokładniej na wysokości ich głów. Nie zależało mu na wywołaniu dużych uszkodzeń, wystarczyło tylko, aby machiny uznały, że są atakowane i przestały strzelać do cywili, a zaczęły do niego. Manewrował pomiędzy nimi, w niektóre celując od tyłu, w inne z przodu, na tyle szybko, że liczył na to, iż im umknie. Przy okazji miał nadzieję, że być może będzie miał szczęście i któryś robot nieopatrznie trafi swojego towarzysza... Bo w końcu przez pewien czas przebywał w środku ich szyku.
Jeżeli wszystko do tego momentu poszło po jego myśli, to po drugiej stronie rzędu Cannonball zakręcił ostro, aby skierować się za roboty. Chciał, aby za nim podążyły, obróciły się tyłem do budynków i cywili... Kiedy pozyska już ich uwagę, będzie mógł się nimi zająć bez martwienia się o to, że w tym czasie tuż obok umierają ludzie. To był dla niego priorytet. Poza tym nie zatrzymywał się ani na chwilę, a w razie konieczności manewrował w powietrzu, uciekając się do zygzakowania czy przewrotów, by nie oberwać. Nie bał się obrażeń, ale tego, że zostałby odepchnięty, co opóźniłoby jego plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Mar 26, 2018 9:43 pm

Fro jak na zbuntowną nastolatkę przystało, niezbyt obchodził świat dorosłych a jako, że dodatkowo nawet gdyby chciała to nie posiadła telefonu czy komputera aby śledzić jakiekolwiek wieści na bieżąco. Gazety? Telewizor? A to ktoś w ogóle jeszcze z takich artefaktów minionej ery korzystał? Taka oto ignorantka kierowała się właśnie w stronę plaży. Nie miała wielkich planów, ot chciała pospacerować horyzont, może zanurzyć się w wodzie na godzinkę czy dwie - mało które miejsce jest równie spokojne jak ten tajemniczy podwodny świat. Jednak jak często dostajemy to czego chcemy? Rzadko. Można by rzec, iż istniejące gdzieś ponad Florence siły lubiły się nabijać z wszelkich jej planów, niszcząc je bezprecedensowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Czw Mar 29, 2018 10:26 am

Sentinele kontynuowały wykonywanie swojego zadania, zbliżając się powoli, acz jednostajnie, w stronę budynku hotelu, który widniał przed nimi. Osoby, które nie zdążyły przed atakiem wyjść na plażę, a jedynie na chodniki już od jakiegoś czasu kryły się w budynkach. Każdy uciekał do swojego pokoju chcąc schować się jak najgłębiej i modląc się w duchu, by żaden robot nie znalazł ich. Co niektórzy pewnie mieli w głowie scenki z filmów o buncie maszyn. Było takich trochę, a obecny atak łatwo mógł się z nimi skojarzyć.
Na plaży tymczasem coraz więcej ludzi leżało nieruchomo w piasku. Roboty nic sobie nie robiły z ich ciał, od czasu do czasu zapewne przypadkiem nadeptując na nie. Ich waga sprawiała, że nie odczuwały tego. Podobnie było ze zniszczeniem trójki innych maszyn. Pozostałe zdawały się nawet tego nie zauważyć. Przeciwnik na niebie był niewidoczny.
- Sentinele atakują kilka największych miast. Zaczęło się od Waszyngtonu. - Sam usłyszał krótką acz bardzo treściwą odpowiedź na swoje pytanie. Raczej więcej informacji nie potrzebował w tej chwili. Powinien i tak się skoncentrować na swoim planie działania, który właśnie wprowadzał w życie.
Zwracanie na siebie uwagi robotów nie było problemem. Ich celem był każdy człowiek, a Samuel do tych należał. Każda maszyna, uderzana po kolei obracała za nim głowę, analizując cel i wyciągając przed siebie rękę. Padło kilka strzałów. Wedle przewidywań blondyna, roboty przypadkowo trafiły w siebie raz czy dwa. To jednak tylko wytrącało je na chwilę z równowagi. W ich powłoce powstawały niewielkie uszkodzenia, które nie przeszkadzały im w kontynuowaniu ataku.  Roboty nie odczuwały bólu, więc uszkodzenia były przez nie ignorowane. Natomiast promienie, trafiając w jego barierę odbijały się od niej pod różnymi kątami. Najczęściej w górę, nie robiąc nikomu najmniejszej krzywdy. Jednak gdy jakiś robot celował pod innym kątem, promień odbijał się w dół, uderzając w podłoże i wybijając do góry masę piasku, co tworzyło pewne utrudnienia uciekającym ludziom. Krzyki cywili, uchylających się przed promieniami i piaskiem z powrotem przykuwały uwagę robotów do nich.
Ostatecznie na młodym mutancie skoncentrowały się dwa roboty na samym końcu szyku. Przedostatni z nich nie użył promienia energii lecz siatki z obciążnikami. Zdążył przeanalizować, że promienie energii nie krzywdziły tej istoty ludzkiej, więc należało wypróbować inną broń. Ostatni robot poszedł w ślad za kompanem.

Tymczasem Fro mogła zauważyć jak w jej stronę biegnie kilka osób. Większość ją mijała, nie zwracając na nią żadnej uwagi i tylko myśląc o sobie. Dziewczyna mogła być zaskoczona tak dziwnym zachowaniem. Dopiero jakaś kobieta w średnim wieku, na oko po pięćdziesiątce, zwróciła na nią uwagę.
- Dziecko, w drugą stronę! Nie tam. Uciekaj. - odezwała się z przerażeniem w głosie, chwytając Fro za ramię. Obejrzała się w stronę plaży, po czym puściła ją i dalej ruszyła przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stella Tsuki

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Kwi 02, 2018 3:13 pm

Kto stworzył te stalowe bestie? Stella w formie czarnego kruka siedziała w jakichś krzakach, obserwując wszystko z daleka. Nie podobało jej się to i nie wiedziała też, jak długo Cannonball będzie się z nim "szarpał". Miała dwa wyjścia - czekać tutaj albo uciekać. Nie wiedziała gdzie mogłaby polecieć ale rozum podpowiadał jej, że skoro to coś atakuje ludzi a interesuje się chłopakiem tylko jak ten zaczyna je atakować, to powinna uciekać w miejsce gdzie nie było widać ludzi. Trudno, musiała zaryzykować. Najwyżej potem jakoś go znajdzie, lub co gorsza ktoś znajdzie ją a z tego co mówił chłopak - te spotkanie mogłoby być nieprzyjemne. Na razie widziała tylko wrogość, te istoty były skażone agresją i wojną. Bezsilni ludzie uciekali w popłochu, jednak gdyby tylko mieli moc wykorzystaliby ją. Bataria o wojnach czytała tylko w księgach i zawsze były one okropne. Natomiast bitwy były toczone między tymi, którzy posiadali moce ale zawsze z zachowaniem kultury i bez mordu. Chyba, że była to walka na śmierć i życie bo np. ktoś złamał dane słowo. Nie było jednak głupiej, próżnej nienawiści. Wzbiła się w powietrze i odleciała w przeciwnym kierunku względem tych maszyn.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Sro Kwi 04, 2018 3:58 pm

Choć w tej chwili koncentrował się przede wszystkim na unikach, Sam zdawał sobie sprawę z tego, że skupiało się na nim mniej ognia, niż by sobie tego życzył. W końcu jego plan zakładał właśnie ściągnięcie na siebie uwagi maszyn... Nie to, żeby nie miał w zanadrzu innych pomysłów, a odciągnięcie nawet jednego czy dwóch robotów też robiło różnicę dla uciekających, ale liczył na coś więcej. Musiał się pospieszyć. I sprawdzić co robiły nerdziki.
Plaża oznaczała na szczęście dużo otwartej przestrzeni, dzięki której Cannonball mógł sobie pozwolić na zerkanie za siebie bez obawy, że przypadkowo przebije się przez jakiś budynek albo powali niewinne drzewo. Blondyn wykorzystywał ten fakt, aby pilnować robotów... Sentineli, choć starał się jeszcze nie myśleć o tym, z czym się to wiązało i co z tego wynikało. Wątpił, aby cały ten tłum składał się wyłącznie z mutantów, więc najwyraźniej coś w tym projekcie poszło nie tak, ale nad tym zamierzał zastanowić się później, gdy niczyje życie nie będzie już zagrożone.
Właśnie dzięki takiemu oglądaniu się za siebie mężczyzna od razu zorientował się, że maszyny posiadały w swoim repertuarze nie tylko broń energetyczną, ale i sieci. Czyli na swój sposób się uczyły, skoro zauważyły, że nie wyrządzały mu krzywdy... Ale najwyraźniej analizowanie sytuacji zajmowało im trochę czasu. Minionki na pewno skonstruowałyby inteligentniejsze roboty. Co prawda Sam podejrzewał, że - gdyby chciał - bez problemu wyprzedziłby takie siatki albo wykręcił pomiędzy nimi, aby uniknąć obu, ale łatwiej było mu po prostu przemieścić się wyżej, ponad trajektorię ich lotu i na to postawił, na wszelki wypadek jeszcze trochę przyspieszając.
Przez cały ten czas, pomimo manewrowania na boki, Cannonball stopniowo nabierał prędkości. Zgodnie ze swoim wcześniejszym planem wykręcił za plecy tych dwóch maszyn, które wciąż się nim interesowały. Równie dobrze mógł od nich zacząć i mieć je z głowy... Pamiętał o tym, aby atakować z tyłu, bo nie chciałby wpaść prosto w sieć o nieznanym ciężarze. Może pociągnąłby ją za sobą, a może by go spowolniła... Wolał tego nie sprawdzać, gdy stawiał głównie na swoją szybkość.
- Jeżeli Bobby nie wydał jeszcze rozkazu, łapcie go ode mnie. Sprowadźcie do LA ciężki sprzęt. Egzoszkielety, opancerzone pojazdy i tak dalej. Ochrona cywili to priorytet - odezwał się w międzyczasie przez komunikator do bazy. Nie było to może do końca legalne posunięcie, ale w razie czego po fakcie wytłumaczą się ze wszystkiego Hill. Nawet ona nie mogła być na tyle zimnokrwista, aby w takich okolicznościach nie ruszyło jej sumienie.
W następnej chwili blondyn uderzył już z rozpędu w plecy jednego z Sentineli, znów zaostrzając z przodu swoje pole siłowe, aby spróbować się w niego wbić. Gdyby okazało się, że tym razem to za mało i tylko go odepchnął czy przewrócił albo lekko uszkodził, a sam się od niego odbił, wówczas natychmiast skierowałby się pionowo w górę, aby na wysokości kilkudziesięciu metrów gwałtownie zawrócić ku ziemi. Celowałby właśnie w tego robota, aby trafić w niego ponownie i - najchętniej - go roztrzaskać.
Jeżeli z kolei tym pierwszym atakiem wywołałby większe szkody, ale nie przedostał się do końca na drugą stronę, najpierw odbiłby się w kierunku, z którego właśnie przybył. Wiązałoby się to między innymi z potraktowaniem odsłoniętego wnętrza maszyny płomieniami i wysoką temperaturą, a to mogło dokończyć dzieła. Jeżeli nie i robot wciąż zamierzał walczyć, to Sam wrócił do planu z atakiem z góry, ale nie marnował na niego czasu, jeżeli nie był konieczny.
Gdyby zaś od razu udało mu się przebić przez robota lub w inny sposób wyłączyć go z gry, wzniósłby się znów ponad głowy maszyn, aby nie prowokować ich do atakowania na wysokości, na której mogłyby kogoś lub coś uszkodzić. Straty materialne były teraz najmniejszym problemem, ale jeżeli dało się ich uniknąć, to tym lepiej. Cannonball starał się mieć na oku tego drugiego Sentinela, który się na nim skupiał, aby unikać przynajmniej siatek, a najlepiej i promieni energii. Może nie przechodziły przez jego barierę, ale odbijając się od niej zwiększały zamieszanie, które wolał ograniczyć. Jeżeli jednak nie miał wyboru, przyjmował na siebie te ostatnie, a koncentrował się na wymijaniu sieci. W tym czasie oceniał na szybko sytuację, aby ustalić co dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Sob Kwi 07, 2018 2:31 am

Wielkie roboty. Cholernie wielkie roboty. - Fro nie dziwiła się uciekającym tłumom, sama najchętniej uciekła by jak najdalej to możliwe, tylko głupiec podjął by inną decyzję. Czyżby więc Florence była po prostu głupcem? Zapewne. Mimo wszystko pomimo ujrzenia takiego piekła na ziemi zamarzła w miejscu zapatrzona w przerażającą scenerię. Chciała uciekać, zdecydowanie bardzo chciała uciekać a jednak tego nie zrobiła. Przełknęła ślinę i w duchu przeklinała samą siebie. Na plaży musiała być masa ludzi, zarówno starych jak i młodych, w całym tym zamieszaniu zapewne nie jedna osoba mogła się potknąć, przewrócić albo po prostu nie być w stanie biec. Fro nie była bohaterką, nigdy się za taką nie uważała i nigdy nie planowała nią zostać, a jednak na przekór wszelkiej logice ugięła swe nogi i... skoczyła - skoczyła kierując się w sam środek plaży, omijając przy tym tłum ewakuujących się ludzi by wylądować w jakimś w miarę bezpiecznym miejscu - to znaczy nie pod stopami robotów. Dziewczyna miała tylko jedno zadanie, pomóc uciec jak największej ilości ludzi, wypatrzeć tych wymagających pomocy w ucieczce, złapać ich czy to rękoma czy językiem - wyskoczyć jak najdalej od tego szaleństwa by zaraz potem wrócić na plażę i raz jeszcze zacząć wszystko od nowa. Dlaczego to w ogóle robiła? Sama nie bardzo wiedziała, była przerażona wolała by być gdziekolwiek indziej niż tutaj a jednak narażała swe życie dla obcych ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Sob Kwi 07, 2018 12:11 pm

Na korzyść Cannonballa działał fakt, że Sentinele nie były zbyt zwrotne ani szybkie. Najwidoczniej twórca robotów postawił na wytrzymałość i siłę ognia, a to oznaczało, że nie musiały być zbyt szybkie, gdyż większość ataków nie robiła im po prostu większej krzywdy. Miały wyjątkowo wytrzymały pancerz, którego nawet one same nie były w stanie porządnie uszkodzić. Na szczęście też nie posiadały opcji samonaprawiania się. Jeszcze. Jeśli właściciel tych maszyn nie zostanie należycie ukarany to być może w przyszłości doda tą opcję do ich repertuaru.
Siatki poleciały po linii prostej, przez co blondyn bez problemu je ominął, gdy uniósł się do góry. Jedna z nich wylądowała na piasku, szybko zadeptana przez innego Sentinela. Druga jednak niefortunnie opadła na jednego z plażowiczów. Niefortunnie dla plażowicza. Szczęśliwie dla jednego z robotów, który bez problemu objął nieruchomy cel i go zlikwidował. To sprawiło, że inne Sentinele poszły w ślad za mechanicznym "kolegą" i zaczęły używać siatek na ludziach. Nie musiały specjalnie się wysilać z celowaniem, gdyż uciekających ludzi było całkiem sporo i siatki w sporej części opadały na cywili. Roboty nie zwracały uwagi na to, że niektóre lądowały na piasku. Nie miało to dla nich większego znaczenia.
W międzyczasie Samuel kontaktował się z A.I.M., by wydać im rozkaz. Przez chwilę w jego komunikatorze panowała cisza, nim nadeszła odpowiedź. Najwidoczniej naukowcy byli czymś zajęci, skoro nie od razu znaleźli czas, by mu odpowiedzieć.
- Szef by pewnie wydał rozkaz, gdyby mógł. Nie tylko Los Angeles jest atakowane. Zaraz wyślemy jak najszybciej wsparcie. Jesteśmy w trakcie przygotowań. - Sytuacja szybko się wyjaśniło. A.I.M. wiedziało, że powinno wesprzeć walkę przeciwko Sentinelom i już zajmowało się przygotowaniami do kontrataku.
Atak chłopaka od tyłu miał dokładnie te same efekty co poprzednio. Nie miał problemu z przebiciem jednego robota. Najwidoczniej wszystkie miały taki sam pancerz, więc konkretny rodzaj ataku działał na wszystkie tak samo.

Tymczasem pojawiło się niespodziewane wsparcie w postaci niezwykle skocznej dziewczyny. Choć nie do końca można było ją nazwać wsparciem. Nie zajęła się walką z robotami lecz ewakuacją ludzi. Co właściwie było równie ważne, co walka. Dziewczyna była bardzo przydatna. Niektórzy ludzie plątali się w porzuconych leżakach. Starsze osoby poruszały się zdecydowanie wolniej od młodych. Fro mogła też gdzieniegdzie zauważyć płaczące dzieci, które w całym tym chaosie zgubiły rodziców i bezradnie stały, pogrążone w panice, nie rozumiejąc co się dookoła nich działo. Szybkie ruchy skocznej mutantki sprawiały, że Sentinele nie zwracały na nią większej uwagi. Zwykli, biegnący ludzie byli dla nich o wiele łatwiejszym celem. Dziewczyna jednak powinna zwrócić uwagę na fakt, że co jakiś czas w powietrzu latały siatki. Powinna na nie uważać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Kwi 09, 2018 8:30 pm

W całym tym zamieszaniu Sam początkowo w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że wśród tłumu pojawił się ktoś jeszcze uzdolniony. W końcu większość jego zainteresowania skupiała się na robotach, bo choć naprawdę chciałby chronić uciekających ludzi, to jednocześnie wiedział, że najbardziej pomoże im jak najszybciej eliminując roboty. Wszystko inne byłoby tylko środkami doraźnymi, które na dłuższą metę pewnie okazałyby się błędem.
Pewnie, blondyn mógłby przenieść się przed machiny i rozszerzyć swoje pole siłowe, aby osłaniać cywilów, ale nie wiedział nawet czy byłoby wystarczająco rozległe, aby zakryć wszystkich, bo rzadko wykorzystywał je w takim celu... A poza tym Sentinele mogłyby po prostu zmienić kierunek atakowania albo, co gorsze, rozlecieć się w inne miejsca, żeby znaleźć sobie nowe cele. Zdawały się szybko tracić zainteresowanie, gdy coś im się nie udawało, więc to by było całkiem możliwe. Mężczyzna wolał mieć je wszystkie w tym jednym miejscu, zamiast musieć szukać ich po okolicy. Zbieranie ludzi po parę osób i odstawianie ich dalej też nie wchodziło w grę - bo w tym czasie roboty wciąż atakowałyby innych. Niewiele by to zmieniło, nawet przy jego prędkości lotu.
Cannonballowi nie umknęło z kolei to, że maszyny zmieniły trochę strategię. Prawdę mówiąc nie był pewien czy na ich miejscu by tak postąpił, bo odnosił wrażenie, że wcale nie przyspieszyły sobie pracy, a może nawet ją spowolniły... Ale zastanawianie się nad tym nie miało sensu, więc mężczyzna prędko odegnał od siebie tego rodzaju myśli.
Było to w dodatku o tyle proste, że jego komunikator w końcu znów się odezwał i na moment blondyn zamarł w powietrzu, zbity z tropu i z każdą sekundą coraz bardziej zaniepokojony. Po pierwszym zdaniu pozostałe co prawda do niego dotarły, lecz jakby z oddali, nim Guthrie potrząsnął gwałtownie głową, pomimo bijącego szybciej serca starając się skupić na tu i teraz. Miał zadanie do wykonania. Skoro pod atakiem znalazło się więcej terenów, tym bardziej musiał jak najszybciej opanować sytuację na plaży i ruszyć dalej.
Bo przecież... Nerdziki powiedziałyby mu, gdyby z Bobby'm było źle, prawda? Znały ich relację, czasami Sam sądził, że aż za dobrze, więc nawet w takich okolicznościach nie zatrzymałyby tego rodzaju informacji dla siebie. Wiedziały, że potrafił działać w stresie. A poza wszystkim innym... Tak naprawdę nie odpowiadały za cywili. Tak, pod wodzą Berto służyły pomocą społeczeństwu, ale swojego szefa stawiały wyżej. Gdyby stało się coś poważnego, wezwałyby Cannonballa.
Na pewno.
Nie do końca uspokojony, lecz zmotywowany do walki, blondyn ponownie skoncentrował się na jedynym z robotów, który w tej chwili zwracał na niego uwagę. Tak naprawdę cały ten jego tok myślowy przebiegł bardzo szybko, więc mężczyzna wrócił do działania tuż po otrzymaniu komunikatu... Lecz tym razem tak czy siak zdecydował się spróbować czegoś innego. Choć Sentinel obracał się zgodnie z jego ruchem, to nie przemieszczał się, podczas gdy reszta maszyn zmieniała położenie, zwiększając między nimi dystans... Nie wspominając już o tym, że ten konkretny znajdował się na końcu szyku.
Cannonball w ciągu ostatnich dziesięciu lat życia uderzał już w naprawdę wiele powierzchni i z różnych wysokości. Nie był w stanie obliczać sobie w głowie szczegółów, ale z doświadczenia wiedział jak bardzo powinien się wznieść i rozpędzić, aby osiągnąć dany efekt - czy to wytworzyć krater, czy posłać po najbliższym otoczeniu falę uderzeniową. Piasek rozchodził się łatwo i na to musiał uważać, dlatego nie przesadzał - nie chciał, aby po wzbiciu w powietrze sięgnął aż do ludzi, a jedynie do robotów... Ale lądowanie na jednym z nich powinno z tym pomóc. No i miękkie podłoże sprawiało, że nie musiał martwić się o przewrócenie kogokolwiek.
Tak więc Sam poderwał się w górę, zwiększając swoją prędkość, aby gładko zakręcić nad tym "swoim" Sentinelem i wówczas skierować się pionowo w dół. Zakładał, że promień ponownie odbiłby się od jego pola siłowego, a sieć w najgorszym wypadku go spowolniła, dlatego nie przejmował się unikami i tylko pilnował tego, żeby robot nie spróbował mu uciec na bok. W takim wypadku gotów był również się przesunąć.
Plan miał prosty: trafić w machinę z góry i przybić ją do ziemi, najlepiej miażdżąc jej głowę i może tors. Wiedział, że przy tej prędkości i wysokości piasek najprawdopodobniej wzbije się w powietrze, ale powinien sięgnąć tylko do najbliższego robota czy dwóch, a nie dalej. Przy odrobinie szczęścia być może zwróci to ich uwagę. Każda sekunda skupiania na sobie ich zainteresowania się liczyła.
- Co z Bobby'm? - spytał przez komunikator jeszcze w trakcie wykonywania tego manewru, a dokładniej przy wznoszeniu się. Silił się na to, aby głos zabrzmiał mu spokojnie, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie do końca mu się to udało. Podszywało go napięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Kwi 13, 2018 11:09 pm

Dziwne uczucie. Fro w dalszym ciągu nie rozumiała dlaczego w ogóle tak bardzo ryzykuje, mimo tego jednak nie przestawała. Kontem oka widziała jednego z tych "superbohaterów", latał w ten i wewte nokautując niebezpieczne roboty. Próba powtórzenia jego działań nawet przez chwilę nie pojawiła się w jej łepetynie, wiedziała, że to wielce ponad jej ligę, wszak ...nie była bohaterką. Ot była z niej zwykła szara myszka, swą głowę trzymała nisko. Chciała wierzyć, że to co teraz robi faktycznie ma znaczenie, że nie jest jedynie zawadą dla tego kogoś w chmurach. Dziewczyna ponownie skupiła swą uwagę otaczających ją ludziach, swe starania skupiała przede wszystkim na najmłodszych, zauważyła, iż roboty nieco zmieniły swą strategię, jednak Florence miała jeszcze asa w rękawie - swą najmocniejszą "kończynę" - język. Gdy tylko była w okolicy i widziała opadającą na ludzi siatkę, wystrzeliwała swój jęzor, aby ten złapał końcówkę siatki i skierował ją w bok, jakieś puste miejsce. Przy swych wyskokach w czasie ewakuacji kolejnych ludzi również w taki sposób planowała chronić się przed podstępnymi siatkami. Wielu literatów mawiało, że język to potężne narzędzie, ale chyba nie koniecznie o to im chodziło...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Nie Kwi 15, 2018 12:11 pm

Sentinel obrócił głowę do góry, kierując spojrzenie na mężczyznę. Po chwili jego ręka również znalazła się w górnej pozycji. Robot nie strzelał od razu. Namierzał. Jednak, jak poprzednio, jego strzały odbijały się o barierę Samuela. Chłopak mógł więc bez problemu realizować swój plan. Zdecydowanie dobrze trafił na miejsce ataku robotów. Te najmniejsze, najsłabsze zdawały się być słabe, by móc zrobić mu krzywdę. Z drugiej strony, ze swoimi zdolnościami, lepiej gdyby blondyn zajął się tymi większymi robotami. Niestety nie mógł wiedzieć, że gdzie indziej są większe i silniejsze.
Tymczasem komunikator Cannonballa zaszumiał lekko nim ten usłyszał odpowiedź na swoje pytanie.
- Oparzenia drugiego stopnia, dwa złamane żebra, krwotok wewnętrzny. Panujemy nad sytuacją, zaraz skończy się operacja. Będzie żył, spokojnie. - Nerdziki z A.I.M. wcale nie miały ubawu ze stresowania Samuela świadomie. Wcale. No, może troszkę. Pracownicy doskonale zdawali sobie sprawę z relacji łączących tę dwójkę. Być może widzieli nawet więcej niż jeden z nich dostrzegał i więcej niż drugi by chciał żeby zostało dostrzeżone.
Tymczasem robot po kilku nieudanych strzałach zmienił strategię z powrotem na siatkę. Przy prędkości Samuela jednak te mogły tylko nieco go zwolnić. Uderzenie w robota z góry zniszczyło go doszczętnie. Fala uderzeniowa wzbiła masę piasku do góry. Część robotów na chwilę straciła równowagę, co było widać po ich chwiejnym kroku. Grunt nieznacznie zadrżał. Maszyny jednak szybko odzyskały stabilny krok i ruszyły dalej. Brak bezpośredniego ataku na nie sprawił, że nie zainteresowały się źródłem nagłego zachwiania gruntu.

Tymczasem Fro dawała sobie radę lepiej niż można by było się spodziewać. Wszystko dzięki nadzwyczaj silnemu językowi. Dziewczyna mogła odczuwać, że nie są to zwykłe siatki i ważą naprawdę sporo. Na jej szczęście nie przekraczały jej siły udźwigu języka choć było blisko. Odrzucanie siatek na bok nie było łatwe i musiała uważać, by te nie wylądowały zbyt blisko. Ludzie byli niemal dosłownie wszędzie. Młoda mutantka nie mogła przewidzieć, czy akurat w miejscu, gdzie chciała rzucić siatkę nie pojawi się jakiś człowiek. Ktoś się zaplątał w jedną z siatek, zahaczając stopą o nią i przewracając się na piasek.
- Uważaj co robisz z tym swoim jęzorem! - Oczywiście, że nie była to wina dziewczyny, ale mężczyzna i tak musiał na nią nakrzyczeć. Być może w ten sposób chciał sobie ulżyć, rozładować część stresu.
Fro mogła również zauważyć, że z drugiej strony hotelu pojawiło się kilka kolejnych robotów. Póki co nie kierowały się w jej stronę, a raczej pod kątem prostym do niej, ale powinna uważać. Podobnie uciekający ludzie. Jeśli przyjrzała się sytuacji, mogła zauważyć, że Sentinele atakują tylko pieszych. Zdawały się nie zwracać uwagi na samochody, autobusy, budynki. Tak jakby te dla nich nie istniały. To mogło jej podsunąć pewna myśl. Coś lepszego od przenoszenia ludzi gdziekolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Pon Kwi 16, 2018 10:09 pm

Praca z geniuszami nie wyglądała do końca tak, jak Guthrie kiedyś to sobie wyobrażał - a oni sami z pewnością mocno różnili się od stereotypu forsowanego obecnie na przykład przez filmy czy gry. Fikcja chciałaby ich przedstawiać jako wybitne umysły o mikroskopijnie małych zdolnościach interpersonalnych, blondyn zaś zdążył się już nauczyć, że w sytuacjach społecznych nerdziki radziły sobie zaskakująco dobrze... I w tym wypadku najwyraźniej zadziałało to na jego niekorzyść. Przynajmniej o ile właściwie mu się zdawało, że ten konkretny minionek umyślnie się z nim droczył.
W trakcie wykonywania manewru Cannonball nie miał jednak czasu, aby odpowiedzieć na tę wiadomość, nawet jeżeli sprawiła ona, że wypełniła go mieszanka ulgi i dalszych zmartwień. Ufał ocenie nerdzików oraz temu, jak bardzo zależało im na Bobby'm. Nie wątpił, że - skoro tak twierdziły - wszystko będzie dobrze. Tyle że krwotok wewnętrzny tak czy siak nie brzmiał przyjemnie, Sam wiedział jak groźne mogło być coś takiego, a o oparzeniach nawet nie chciał myśleć, bo... Bo nie powinny być w ogóle możliwe. Nie po przemianie. Skoro powstały, to najwidoczniej Berto przebywał wtedy w ludzkiej postaci, a w takim wypadku - co sobie niby myślał?
Wbicie robota w ziemię - pomimo jego ataków - przebiegło gładko i już po chwili Cannonballa na moment otoczyła chmurka piasku. Na szczęście jemu samemu nie przeszkadzała, bo nie dość, że przez drobinkami chroniło go pole siłowe, to jeszcze na wszelki wypadek posiadał na oczach gogle ochronne - ale mężczyzna musiał przyznać, że liczył na trochę lepsze efekty. Miał cichą nadzieję na ściągnięcie na siebie uwagi przynajmniej jednego Sentinela... Ale zastopowanie ich nawet na parę sekund też było dobre. Nie mógł narzekać.
- Przylecę do niego jak najszybciej tylko będę mógł - zapewnił przez komunikator, korzystając z tej krótkiej chwili, gdy ponownie wzbijał się do lotu, pozostawiając pod sobą metalowe szczątki doczesne robota. Przy okazji przyszła mu też do głowy jeszcze jedna kwestia, którą poruszył praktycznie od razu, aby nie tracić czasu.
- Jeżeli jeszcze żadnego nie zgarnęliście, to tutaj będę mieć niedługo z dziesięć Sentineli do wzięcia i obejrzenia. W różnym stanie - co prawda Sam nie sądził, aby nerdziki potrzebowały z tym jego pomocy, ale uznał, że dobrze będzie zaoferować... Tak na wszelki wypadek. Nie był tylko pewien czy takie dziurawe egzemplarze do czegoś się im przydadzą, ale o tym zadecydują już minionki.
Pięć robotów unieszkodliwionych, a tyle samo jeszcze zostało. Cannonball zdawał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę wszystko to było kwestią zaledwie minut, ale i tak miał wrażenie, że walka trwała już zbyt długo - przynajmniej dla cywili. Mężczyzna mimo wszystko przywykł do działania w drużynie, w której obowiązki i zadania dzieliły się między różne osoby, więc obecny układ nie był dla niego optymalny...
Wiedział na pewno, że nie mógł atakować ze swojej aktualnej pozycji. Gdyby zepchnął którąś z maszyn na uciekających ludzi... Prawdopodobnie by ich to rozsmarowało. To oznaczało zaatakowanie od frontu lub z boku - najlepiej zaczynając od tego Sentinela, który znajdował się na samym przodzie. Gdyby oddział dotarł między budynki, Sam straciłby pole do manewru, bo wyrządzałby szkody otoczeniu i pewnie cywilom.
Trzymając się wciąż wysoko, aby niechcący nie sprowadzić ognia na niewinnych, blondyn zwrócił się znów w stronę przeciwną do oceanu, aby na granicy plaży ostro wykręcić i skierować się ku wodzie - z wybranym robotem na linii lotu. Dopiero na chwilę przed zderzeniem trochę się obniżył, aby - w razie, gdyby pęd był za mały do przejścia przez niego na wylot - nie wbić go po skosie w piasek, tylko najpierw przepchnąć go kilka metrów dalej, zwiększając jego odległość od ludzi. Jak przy poprzednich atakach, tak i teraz wygiął swoją barierę w taki sposób, aby zaczynała się szpicem, celował zaś nieco niżej, żeby trafić pod wyciągniętym ramieniem Sentinela. Skoro uderzał w niego z boku, to i tak miał przed sobą więcej warstw, dlatego wolał je ograniczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: Plaża   Wto Kwi 24, 2018 1:49 pm

- Prze-przepraszam!
Wykrzyczała instynktownie w stronę mężczyzny, w ogóle nie zastanawiając się czy faktycznie powinna przepraszać. W dalszym ciągu była przerażona i nie bardzo wiedziała jak długo jeszcze da radę ratować ludzi? Nagle, dziewczyna zauważyła coś co jej dotychczas całkowicie umknęło - liczba robotów zwiększała się a to nie oznaczało nic dobrego, z drugiej strony jednak czyżby te giganty całkowicie ignorowali ludzi w budynkach?
- Kierujcie się do budynków! Nie zostawajcie na zewnątrz!
Wykrzyczała - nie raz a wiele razy - kiedy tylko mogła starała się roznieść tą wieść, w między czasie dalej próbując zatrzymać siatki i przenieść potrzebujących ludzi - już nie w losowe miejsca a jedynie jak najbliżej większych budynków(O ile jakieś ma w swym zasięgu).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 236
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Plaża   Pią Kwi 27, 2018 12:42 pm

Tym razem już Samuel nie dostał żadnej odpowiedzi od nerdzików na swoje słowa. Nic więcej nie mieli mu do przekazania, a i mieli inne zajęcia teraz. Jak wysyłanie swoich jednostek tam, gdzie jeszcze żaden superbohater się nie pojawił. Jak kiedyś mieli gdzieś ludzkość, tak teraz ich nastawienie było zupełnie odwrotne. Może nie zależało im jakoś specjalnie na życiach obcych ludzi, ale zależało im na dobrym samopoczuciu szefa. Roberto na pewno będzie z nich zadowolony, z ich misji ratunkowej.
Kolejny plan Samuela odnośnie zniszczenia jednego z robotów wydawał się być dobry. Sentinele były skoncentrowane głównie na tym, co się działo przed nimi. Nie rozglądały się na boki. Każdy miał swój teren do wyczyszczenia. Atak od boku wydawał się być jedną z lepszych opcji. Lepszy byłby tylko atak od tyłu.
Coś jednak poszło nie tak w chwili zderzenia. Ciężko stwierdzić co. Bariera Cannonballa, ponownie ukształtowana w szpic, uderzył w maszynę, wbiła się w nią. Chłopak jednak nie przebił się na wylot. Zamiast tego mógł zauważyć jak coś, co przypominało reaktor Starka na klatce piersiowej, rozbłyska energią, a następnie dochodzi do eksplozji. Robot prawdopodobnie zamierzał wystrzelić wiązkę energii, a uderzenie od boku doprowadziło do zwarcia. Wybuch odrzucił blondyna kilkanaście metrów do tyłu.
Plus tej sytuacji? Robot został zniszczony, tak jak to planował. Wybuch i odrzucenie jednak sprawiły, że Samuel tracił cenne sekundy na wyhamowanie i ogarnięcie się. To zdarzenie przyciągnęło również uwagę najbliższego robota. Jednak tylko na chwilę. Nie miały zaprogramowanego mszczenia się za inne jednostki. A skoro mutant nie był już w miejscu wybuchu to zainteresowanie Sentinela szybko zniknęło.

Ludzie biegnący przed siebie również zaczęli zauważać, że na ulicach miasta było więcej potwornych maszyn. Co niektórych ze strachu sparaliżowało. Stanęli w miejscach jak słupy soli. Słyszeli, jak skacząca dookoła nich dziewczyna krzyczała coś o wbieganiu do budynków jednak dopiero, gdy jedna z osób została trafiona promieniem, reszta zareagowała. Najbliżej większość ludzi miała do hotelu, który stał tuż przy plaży. W końcu ta należała właśnie do niego. Poza tym w okolicy było trochę sklepów, które również wydawały się być dobrym schronieniem. Sentinele w dalszym ciągu nie zwracały uwagi na ludzi w budynkach czy samochodach.
Fro jednak mogła zauważyć, że mimo wszystko ludzie w sporej części starali się wysiadać z samochodów, by uciekać. Instynkt kazał im się chować w czymś bezpieczniejszym od samochodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plaża   

Powrót do góry Go down
 
Plaża
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Dzika plaża.
» Plaża
» Plaża niestrzeożona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles-
Skocz do: