Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bar Zatrute Jabłko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Ghost



Liczba postów : 80
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Bar Zatrute Jabłko   Pią Sie 16, 2013 6:57 am

First topic message reminder :

Miejsce nie do końca legalne chodź istnieje, to tutaj można spotkać rożne szumowiny i ptaszki, czasami poszukiwane. Dobre miejsce do ubijania czarnych interesów, bar prowadzi były najemnik i wie co to jest dyskrecja. Sala jest duża umieszczona w mrocznej piwnicy jak i cały bar. Są tu wstawione ścianki między stolikami które, zapewniały pewną dyskrecje, chodź na środku były miejsca przy których po prostu można było się upić. Pan barman też udostępniał zaplecze, do ustalania delikatnych spraw za pewną kwotę. Jak przystało na bar dla najemników wisi tu tablica ogłoszeń, z listami gończymi, tymi oficjalnymi i tymi prywatnymi. Chodź są nieco tu droższe alkohole, warto czasem zapłacić cenę za odrobinę spokoju. Przy wejściu do baru jest miejsce gdzie trzeba zostawić całą broń, dla własnego bezpieczeństwa i innych chodź burdy często się zdarzają. Zapraszam serdecznie więc ;)

Tutaj tego wieczoru przyszedł Ghost, w pewnym stopniu incognito był ubrany normalnie ale co za problem na kombinezon narzucić zwyczajne ubranie. Zamówił drinka i usiadł przy jednym z zakrytych stolików by spokojnie się napić i pomyśleć co dalej robić, interes się kręcił, ale ostano to były raczej małe zlecenia. Jeszcze sprofanowanie jego pięknego systemu bezpieczeństwa nie było miłe. Łyknął kolejną krople trunku i rozejrzał się po miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Skye



Liczba postów : 148
Data dołączenia : 23/02/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sob Maj 10, 2014 10:56 pm

No fakt była zaskoczona i mina jej trochę zrzedła. Nie wiedziała czy Simon również pracował dla S.H.I.E.L.D. Jedno było pewne, to łączyło się w jakąś całość. Oczywiście wszystko było ściśle tajne, więc to co zhackowała to było jej.
- Mieszkasz w Stark Tower, w siedzibie Avengers czyli należysz do tej grupy. - podsumowała jego wypowiedź. Czy była mile zaskoczona? Jak najbardziej, ale nie przynależnością do Avengers. Skye była zachwycona jego mocami. Od kiedy pamięta interesowała się takimi tematami. Zresztą m.in. tym zajmuję się grupa Rising Tide, od której póki co nie odeszła. Dlatego była przeciwna utajnianiu podobnych informacji przez S.H.I.E.L.D.
- Pomagasz ludziom używając swoich super mocy, więc sorry, ale jesteś superbohaterem. Nie uciekniesz od tego. - posłała mu szeroki uśmiech. Skye nie spodziewała się nikogo i nie miała swoich faworytów pośród członków Avengers. Zresztą dziewczyna nie była typem tzw. 'groupies'. I to nie tak, że nie chciała ich poznać, po prostu póki co czuła, że nie do końca jest to jej klimat. A z drugiej strony kto ją tam wie. Teraz była wręcz zafascynowana.
- Wonder Man - powtórzyła po Simonie opierając rękę na policzku, a łokieć na blacie baru.
- Nasuwa się pytanie, czy Twoją kobietą jest Wonder Woman - rzuciła żartobliwie i wcale nie złośliwie. Machnęła ręką w powietrzu imitując tym samym strzeleniem z bicza. Skye czasami uwielbiała nadmiernie gestykulować.
- A fajerwerki były przed chwila. - zarzuciła kciukiem za siebie, wskazując na sytuację, która miała miejsce parę minutek temu.
- I póki co wystarczy. - kiwnęła głową i chwyciła za kufel. Wypiła kilka większych łyków i odstawiła puste naczynie.
- Na pewno nie przyjedzie tu zaraz policja? - zapytała znowu zaniepokojona spoglądając w kierunku drzwi. Właściwie miała chęć opuścić tą obskurną knajpę i udać się gdzieś w bardziej przyjemne miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wonder Man



Liczba postów : 60
Data dołączenia : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Nie Maj 11, 2014 12:00 am

Wonder Man patrzył się w jej oczy. Dostrzegł w nich coś... fascynującego. Pragnął zaprzyjaźnić się z tą małą, skromną i bezbronną dziewczyną. W swoim życiu nie spotkał chyba jeszcze kogoś tak fascynującego jak ta osóbka.
- Na to wygląda.
Uśmiechnął się do niej. Rzecz jasna nie wiedział co potrafi, kim jest i czy w ogóle ma jakieś moce. To ona jak na razie wypytała go sprytnie o wszystkie dane, a Simon nie poznał nic więcej prócz jej imienia. Zdenerwował się. Dziewczyna owinęła go wokół palca. Wonder Man był na siebie zły nie zachował czujności. Teraz to on postanowił wypytać o wszystko ją. Wysłuchał ją do końca. Postanowił wykorzystać jej ostatnie zdanie. W głowie miał już pewien, z deczka zły plan.
- Hej Skye. Rzeczywiście nie jest tu przyjemnie, aby para nowo poznanych ludzi spędzała tu całą noc. Choćby do jakiejś restauracji, co? Stawiam kolację.
Ponownie żywiołowo się uśmiechnął, dopił piwo i wstał.
- Idziesz? -zapytał krótko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skye



Liczba postów : 148
Data dołączenia : 23/02/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Nie Maj 11, 2014 7:56 am

Fakt, Skye należała do osób skromnych. Nigdy nie miała łatwego życia, przerzucana z jednej rodziny zastępczej do drugiej, nie zagrzała nigdy miejsca na dłużej. Przez cały ten czas myślała, że to z nią jest coś nie tak. Czuła się odrzucona, a jednak każdy, a szczególnie osoby nastoletnie potrzebują swego rodzaju akceptacji. Skye również jej potrzebowała. Jedna w pewnym momencie coś w niej pękło. Gdy skończyła 18 lat uciekła i tak zaczęła się jej koczownicza podróż podczas której nauczyła się pokory, skromności oraz jak ukraść jakiemuś bogaczowi z konta 'kilka' dolarów na przeżycie.
Nawet przez myśl jej nie przeszło, że Simon może być na nią wkurzony. Zupełnie po sobie tego nie pokazywał. I to wcale nie tak, że chciała sobie owinąć go w okół palca i nie tak, że nie potrafiła. Skye umiała być bardzo czarująca, a jej słodka buźka i bystre prawie czarne oczy bardzo w tym pomagały. Mimo to przy Simonie nie stosowała żadnych tego typu zagrywek, ponieważ nie miała w tym celu. Był miły, pomógł jej ogromnie i na prawdę zaczęła go lubić, za to, że nie owijał w bawełnę i był z nią szczery.
Gdy zaproponował kolacje dziewczyna zakręciła swoimi oczami i zagwizdała z uznaniem.
- Uuuu, darmowe fajerwerki, a teraz kolacja? Była bym głupia gdybym się nie zgodziła. - posłała mu uśmiech i zsunęła się z wysokiego stołka. Teraz dopiero mógł oszacować jak niska jest Skye w stosunku do jego imponującego wzrostu i jak bardzo drobna. Dziewczyna złapała za plecak i przewiesiła sobie go przez ramię.
- idę. - odpowiedziała krótko w stylu Simona i ruszyła do wyjścia.

//zt - pisz już w restauracji :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Nie Sie 09, 2015 8:02 am

O barze dowiedział się od swojego dealera – chociaż kopiował tylko niegroźną marihuanę, to chłopak wolał spotykać siew bezpiecznym miejscu, i tak M-3 wszedł w posiadanie wiedzy o nowej lokacji, jak się okazało – całkiem fajne miejsce, bo nikt o nic nie pyta,a jak pyta to – niech se pyta. Można się zawsze razem napić. Tylko należy pamiętać by nie kupować nic z jabłek, bo może być zatrute!
Tak, M-3 lubi suchary.
Wiec przyłaził. Samotność doskwierała mu tak bardzo, ze w sumie – mógłby nawet iść do samego piekła by tylko pogadać z ludźmi. Choć – biorąc pod uwagę zestawienie jego osobowości z rzeczywistością to w piekle już był. Ten świat był ZUY. Dziwny. Niesympatyczny, z każdej strony go izolujący. Ale za co? Za ogon? Za mordę inną nieco? Najwidoczniej. To miało go klasyfikować i nikomu nawet nie przyszło do głowy by spróbować dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest. A przede wszystkim – jaki jest.
Ale z drugiej strony – może wymagam za wiele – rozkminiał sam przy stoliku z kuflem piwa. Akurat nie było do kogo się dosiąść, było parę zorganizowanych grupek którym nie należy przeszkadzać...
Może powinien po prostu zacisnąć zęby jeszcze mocniej i czekać. Może OmniKonsument za nim zatęskni. Wybaczy mu utratę formy. Przecież on tyle jeszcze może zrobić.
Tak bardzo tęsknił...
Napił się piwka i beknął sobie, bo czemu nie. I siedział. Tak mu to życie leciało na tym for... świecie.
Powrót do góry Go down
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Pon Sie 10, 2015 8:24 pm

Ross jak zwykle wysługiwał się Karlą w kwestii rekrutacji nowych członków, a raczej skontaktowania się z nimi i złożenia propozycji praktycznie nie do odrzucenia. Zastanawiała się, czemu nagle z eksperta w psychologii, który miał sprawdzić wszystkich już zrekrutowanych członków stała się kimś pokroju naganiaczki jakiejś sekty. Z drugiej jednak strony jej umiejętności były w tym aspekcie bardzo cenione, z racji tego że nie wyobrażała sobie by chociażby Ichiro rekrutował Eliasa do którego potrzeba cierpliwości. Azjata pewnie walnąłby raz pięścią i wziął dzieciaka pod pachę idąc ku transportowi, a potem szprycując go prochami by zaczął się słuchać (albo hipnozą, jak kto woli).
Tym razem miała się zająć niejakim Oscarem Mewthree, produkt korporacji Omni Konsument którzy nie wiadomo po co stworzyli własnego mutanta. Dlaczego wszystkie korporacje chcą bawić się w Franken Steina nie mając żadnej dobrej polisy ubezpieczeniowej na wypadek gdyby dzieło im zniknęło? O mutantach Moonstone wiedziała, pracuje dla rządu więc ma też dostęp do utajnionych danych, stąd też mogła wiedzieć o Instytucie. Zresztą nadludzie to dla niej chleb powszedni, bo w końcu sama miała wielokrotnie z nimi utarczki. Wychodziło na to, że M-3 był takim chłopcem na posyłki tej organizacji. Jakież to prymitywne i trywialne, by używać tego do czystego zysku jaki zapewniały surowce oraz kraje trzeciego świata czy inne pełne konfliktów. Potem jak zabawka im się zepsuła postanowili ją ukryć, tyle że… nadal zostawiali ślad do siebie, zwłaszcza że rząd skutecznie namierzał ich, jeśli już tego nie zrobił. Karla nie miała dostępu do takich danych, więc może tylko zgadywać, aczkolwiek inwigilacja totalna nawet wielkich koncernów czy sekt religijnych w dzisiejszych czasach nie jest czymś specjalnym.
Problematycznym jednak było to, że osobnik należał do instytutu a oni raczej z chęcią nie oddają swoich członków tym rządowym. Niby obie te organizacje miały sobie wzajemnie nie przeszkadzać, a takie coś może zostać uznane za otwarte naruszenie tego sojuszu. Aczkolwiek nie sądziła, by mutanci wydali im z tego powodu wojnę, zwłaszcza że są pod względem informacyjnym na nieco przegranej pozycji. Dziwny był fakt, że Omni Konsument stworzyło sobie coś co mogło się rozmnażać niekontrolowanie. To był kolejny błąd. Jeśli go nie upilnują to wywołają więcej problemów niż do tej pory, a ludzie będą mieli cięższe życie. Jej to nie obchodziło w najmniejszym stopniu, dopóki jej interesowi nie zagrażało nic. Prości ludzie zawsze będą cierpieć i niezależnie co się zrobi, to się nie zmieni.
Wróćmy jednak do pani psycholog, która w białej sukience jednoczęściowej oraz w butach na obcasie dotarła do obskurnego jak na jej standardy lokalu, w którym rzekomo miał przebywać M-3. Włosy miała spięte w zgrabny kok, a dodatkiem był naszyjnik z niebieskim kamieniem. Weszła do środka, zresztą kto by nie wpuścił tak kusząco wyglądającej kobiety? Który z ochroniarzy nie rzuciłby jakiegoś banalnego tekstu, na który Karla mimo wszystko powinna się uśmiechnąć dla zachowania pozorów? Byli jedną wielką ciemną masą, a pośród tego brudu znajdował się jej cel. Usiadła przy barze, taka samotna i poprosiła drinka. Rozejrzała się po całym pomieszczeniu by może dostrzec coś co wskazywałoby, że on tu jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Wto Sie 11, 2015 7:29 pm

Gdyby tylko wiedział, jak został skrytykowany przez osobę która miała pośrednio (bo z niewolniczego przymusu) plany względem niego, to mimo całego swojego naiwnego bądź co bądź, ale jednak przyjaznego nastawienia, bez wątpienia obraził by się i poszedł. Szczęściem jednak dane mu było pozostawać nieświadomym bo choć posiadał odpowiednie moce psychiczne to – do głowy by mu nie przyszło przyglądać się myślom innych. Od tego można zachorować. A on i tak nie czuł się dobrze. Poniekąd przez swoich twórców którzy powołali go po to do życia, by zarabiać pieniądze, bo to jest celem korporacji. Finezja i artyzm rzadko bywa tego udziałem, za to prymitywne zagrywki czemu nie. Są tańsze.
W tym przyjemnym lokalu zdecydowanie było coś co wskazywało, że M-3 tu jest. Był to sam, M-3. Siedział przy stoliku, pił piwo, patrzył w sufit, dłubał w zębie wykałaczką i myślał o efektach swojego niekontrolowanego rozmnażania (co robił, bo mutanci też się rozmnażają, nie tylko on) które żył sobie gdzieś w okolicach Detroit...
Powrót do góry Go down
Nekahaarrir



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Czw Sie 13, 2015 11:17 am

Demon ziewnął wymownie odchodząc od grupy skocznych rabusiów, którzy ewidentnie myśleli, że facet w garniturze szlajający się po zadupiu takim jak to będzie łatwym celem. Cóż, przeliczyli się. Ale z drugiej strony bardzo ładnie wyglądali leżąc pobici do nieprzytomności jeden na drugim.
Czarnowłosy sięgnął do kieszeni po cygaro, które odpalił strumieniem ognia z palca. Szara stróżka dymu pofrunęła ku nocnemu niebu.
- Ciężkie życie na tym padole. - rzucił w uliczną przestrzeń zaciągając się dymem.
Właściwie to sam nie wiedział, po co to tutaj przy... Ah, tak. Ten bar. Chciał w końcu napić się porządnych, podrzędnych szczochów. Em, piwa, znaczy się. W barze pełnym oprychów, złodziei i morderców milionerowi było prościej się napić niż w zwykłej knajpie na rogu ulicy. Może to przez te czerwone oczy, który wydawały się płonąć żywym ogniem za każdym razem kiedy kelnerka myliła zamówienia?
Cóż, nie było sensu się nad tym rozwodzić, przynajmniej nie teraz.
Rytm wystukiwany jego laską stawał się coraz donioślejszy dla sterczących przy wejściu ochroniarzy. Znali go bardzo dobrze, on ich zresztą też. W końcu, jakby nie patrzeć, demon też człowiek i napić się czasem musi. Skinął im głową i wszedł do środka. Nigdy nie miał przy sobie żadnej broni, czym nie tylko wzbudził w przerośniętych gorylach respekt do siebie, ale też nie był już sprawdzany - wiedzieli, że nie było takiej potrzeby.
Kilka co bardziej wstrętnych łbów odwróciło się w jego kierunku gdy wszedł. Burdy w tym barze nie były niczym nadzwyczajnym, więc wielu szumowinom przetrącił już szczękę, albo wysłał na wózek inwalidzki. Nigdy jednak nie zabił. Z dość prostego powodu zresztą - nie chciał wokół siebie robić niepotrzebnego medialnego szumu.
Jak zwykle emanował potężną, pewną siebie aurą, która towarzyszyła mu w każdych warunkach i stawiała ogromną przepaść pomiędzy nim i resztą szumowin, które akurat wtedy tam przebywały.
Oprócz niej.
Tej pięknej blondwłosej łani, którą los przygnał w to miejsce właśnie w chwili, w której przyszedł tam demon. Życie nagle stało się o wiele piękniejsze. Nie musiała wiele robić by zwrócić na siebie jego uwagę. Wystarczyło tylko, że stała tam i emanowała pięknem. Jej biała suknia kontrastowała z przygnębiającym wystrojem tej zapchlonej rudery i dodawała jej wdzięku.
Demon nie mógł przecież przejść obok niej obojętnie. Nie tutaj. Podszedł więc spokojnym, równym krokiem do baru i usiadł na krześle obok niej.
- To co zawsze. - zwrócił się do barmana opierając laskę o oparcie z krzesła. - A co tak piękna kobieta robi w miejscu takim jak to? - zapytał chłodno. Szczerze powątpiewał, że blondynka przyszła tu po to, żeby skosztować miejscowych szczochów. A mogła z tego przecież wyniknąć bardzo ciekawa znajomość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Czw Sie 13, 2015 3:34 pm

Karla otrzymała coś co mogło wyglądać na względnie pijalny drink, aczkolwiek sposób podania pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Niemniej nie przyszła tutaj pić, a kogoś stąd zabrać by przysłużył się ich sprawie. Nie zmienia to faktu, że czasem w takich sytuacjach alkohol bardzo pomaga nawiązać lepsze kontakty, zwłaszcza jak druga osoba jest pijana, a samemu jest się trzeźwym. Moonstone upiła łyka… drink był paskudny jak najgorsze szczyny, ale nie miała co narzekać sądząc po standardach tutejszych.
Rozglądając się uważnie zauważyła swój cel, który właśnie… dłubał sobie ostentacyjnie wykałaczką. Nie wyglądał zbyt inteligentnie, chociaż z drugiej strony w takim miejscu maniery to ostatnia rzecz na którą się patrzy. Doktor zamówiła jedno piwo i poprosiła, by zaniesiono je do tamtego stolika, a tymczasem ktoś się do niej przysiadł. Gość w garniturze, który nie wyglądał jej ani znajomo ani na zakazaną gębę jak tutaj ich wiele. Zaczął z równie banalnym i oklepanym tekstem jak ochroniarz, który ją tutaj wpuścił. Nieco jej to plany komplikowało, ale Karla postanowiła nie dać się złamać losowi i miło się do niego uśmiechnęła odpowiadając - Czasami trzeba w oborniku wstawić coś ładnego, by świnie miały na co popatrzeć zanim pójdą do masarni, a taki przystojny dżentelmen któremu na pewno nie brak pieniędzy co robi w takim miejscu? - musiała go jakoś spławić, w końcu nie może podejść do M-3 i zaproponować mu przystąpienia do organizacji w obecności osoby trzeciej... chyba, że zrobi to w jakiś inny sposób - Pozwolisz jednak, że przysiądziemy się do kogoś? W końcu lepiej się ukryć, bo wielu z tutejszych może mieć za złe, że ze mną rozmawiasz a to tylko czysta zazdrość. Szkoda sobie brudzić rączki walcząc z gównem nieprawdaż? - zapytała i nie czekając na odpowiedź wstała podchodząc do stolika M-3. Spokojnym, nawet nieco czarującym krokiem. Zatrzymała się przy stoliku – Można się przysiąść słodziaku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sob Sie 15, 2015 8:39 am

M-3 nie wydawał się być szczególnie zainteresowany innymi. Zainteresowanie przyciąga uwagę – nie każdego uwagę chciał przy sobie, zwłaszcza, że niektórzy wyglądali to jeszcze mniej inteligentnie niż on. Niby szukał towarzystwa ale – jakoś tak w marazm wpadł, więc niech będzie. Dopiero jak jakiś cwaniaczek wszedł, jak się krzywe ryje zaczęły na niego oglądać, to i M-3 nieco się zaktywizował, i bujając się na swoim krześle patrzył, jak koleś próbuje podbić do jedynej ładnej dupy w spelunie. No w sumie graniak wyglądał nieźle, pod barem zapewne beemka stoi, powinien facet poruchać. M-3 mu tam dobrze życzył, czemu nie.
Kiedy kelner przyniósł mu piwo, on tylko dziwnie zmrużył oczy. Pochylił się, niuchnął. Nie bezalkoholowe chociaż?
W osobliwym mroku charakteryzującym podrzędne speluny, wcale nie rzucał się tak bardzo w oczy. Jakby nałożył kaptur, to już w ogóle. A tak – nie wyglądał może jak typowy człowiek, ale – jak ktoś kto może miał kiedyś wypadek, i teraz wygląda tak... bo ogona widać nie było. Blady humanoid ubrany był w jeansową bluzę a pod nią koszulkę z nadrukiem „kupię to za dolara”. Niżej spodnie typu moro. I gdzieś tam wisiała jego zimowa kurtka. Przecież zima. Tak pisze na górze forum. Jest napisane.
Patrzył dalej – nie otwarcie, absolutnie. Miał duże pole widzenia. Zerkał bokami.
Panienka do której podbił cwaniaczek, ruszyła w jego kierunku. Zaskoczeniem było, ze odezwała się do niego. Żeby była sama – ucieszył by się, bo ładna dupa, na łeb jej torby zasadzać też nie trzeba, niegłupio wygląda, sama se kupuje piwo (tak, to chyba jej kufel) i jeszcze chce się przysiąść, no żyć nie umierać. Ale tego fagasa to on nie chciał przy stoliku, co, będzie siedział i piwo pił, patrząc jak on podbija do laski? I ani się odezwać, ani co – bo głupio, już sam przy stoliku czułby się swobodniej. A nie skomentuje, bo go potem cwaniaczek kiedy beemwicą potrąci, czy coś.
{- Tu zajęte.} - mruknął. Właściwie nie mruknął, jeśli nie liczyć tego, ze wydal z siebie jakieś zwierzęce burknięcie. Komunikat był telepatyczny – stwór nie otworzył pyska, nie poruszył ustami,a treść i tak została przekazana do odbiorcy.
{- Ale tam jest wolny stolik. Siedzę prawie godzinę i nikt tam jeszcze nie narzygał. Więc polecam.} - kciukiem trójpalczastej dłoni wskazał stolik, równie parszywy i rozchybotany, jak ten jego.
Powrót do góry Go down
Nekahaarrir



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sob Sie 15, 2015 9:10 am

- Brakowało mi tutejszych szczochów. - odpowiedział jej, wskazując skinieniem dłoni w stronę półek za barem na których poukładany był alkohol; od tragicznych piw, przez żałosne wina aż do wódki. Ta była swoją drogą całkiem niezła, przynajmniej na jego dziwny gust. Domyślił się, że kobieta przyszła tu w interesach, bo żadna łania nie odważyłaby się tutaj przyjść sama w innym celu; pomijając te wiecznie napalone szumowiny, pozostawał jeszcze zapach. Wniosek?
Potrafi o siebie zadbać. Słuchał jej z uwagą, robiąc przy okazji to, co robił zawsze przy okazji rozmów z ludźmi. Przyglądał się jej.
- Lepsi od nich próbowali. Dużo lepsi - rzucił, wlewając w siebie alkohol z dopiero co podanej szklanki. W przeciwieństwie do demona, jej się spieszyło. Cóż, on nie musiał. Miał przecież dla siebie całą wieczność. Postanowił, ze przyjrzy się tej sytuacji z bezpiecznej odległości, a potem, jeśli będzie miał taki kaprys, być może spróbuje poznać ją bliżej. - Nie. Nie przeszkadzaj sobie, ja i tak wpadłem tylko na chwilę. - powiedział. Jego oczy podążyły za czarującą kobietą, która przeszła się w stronę jednego ze stojących nieopodal stolików.
Bingo. Więc to po to przyszłaś. Pomyślał spoglądając kątem oka w ich kierunku. Miała jakiś interes do tego niezwykle paskudnego człowieka, który wesoło wlewał w siebie alkohol. Postanowił, że póki co będzie im się przysłuchiwał z tej odległości. Bycie demonem miało swoje mocne strony. A w tej knajpie nigdy nie brakowało szemranych interesów w których człowiek może ugrzęznąć jak w gównie. Cóż, to miejsce też miało swoje uroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Pon Sie 17, 2015 5:31 pm

Większe tragedie Karla widywała w tego typu barach. To co miał barman za sobą, nie było jeszcze w kategorii najgorszych z najgorszych. Nie było chociaż aż tak rozwadniane, jak 99% trunków w barach bez koncesji. Pani Sofen miała bardzo wyrafinowany gust, nie piwo a lampka wina do kolacji (jeśli o niej nie zapomniała, w końcu mogła bardzo długo się trzymać bez jedzenia). Najlepiej czerwone, wytrawne z Afryki, gdyż miało w sobie ten charakterystyczny posmak trudny w opisaniu. Na swój sposób wino, było bardziej bardzo podobne do ludzi. Metoda wykonywania niby w wypadku każdej butelki jest ta sama, jednak różnią się składniki oraz to jak sfermentują. W tych samych warunkach środowiskowych owoce mogły puścić sok lub też nie. Tak samo było z ludźmi. W wypadku trudnej sytuacji rodzinnej jedni mogli wznieść się na wyżyny i wyjść obronną ręką z problemów, kiedy to innym walił się świat przed oczyma. Nie ma ludzi niezastąpionych, tak samo można ich wymienić jak butelkę wina w restauracji jeśli nie będzie odpowiadać naszym oczekiwaniom.
Na szczęście osobnik, który próbował swoich sił w zalotach postanowił nie krzyżować jej planów i został przy barze. Chociaż tyle dobrego, że mogła zostać sam na sam z M-3, aczkolwiek i tak czuła na sobie wzrok wszystkich z baru. Niby na zewnątrz było zimno, aczkolwiek jej ciało było nieco odporniejsze na niskie temperatury niż ludzkie. W końcu latała na znacznych wysokościach i jest tam zdecydowanie zimniej.
- Och a liczyłam na rozmowę sam na sam, z tak bardzo interesującym osobnikiem jak Pan. Panie Oscar – odpowiedziała, kiedy usłyszała głos w głowie. Telepatia tak? No to może być ciężkie w obyciu, a nawet bardzo niekomfortowe, a z drugiej strony zastanawiała się czy M-3 czyta w jej myślach teraz?
- Mam dla Pana bardzo korzystną ofertę, jednak do interesów przejdę później. Wina? Piwa? Czy może coś z wyższej półki? – zapytała się opierając się ręką o krzesło, nadal czekając na przyzwolenie by móc usiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Czw Sie 20, 2015 7:02 am

Co chwile słyszał, albo raczej „słyszał”, odbierając głośne, nieopatrznie rzucane myśli, że ten lokal to dziura i ogólnie syf. Nie żeby sam tak ani razu nie powiedział, bo powiedział i zapewne powtórzy jeszcze jakieś 10 razy i tylko dziś,ale – w głębi ducha był niemal zachwycony tą dziurą: ciemno, niedoczyszczone, chamstwo się kręci, można bekać głośno, można trzymać nogi na stole (akurat teraz nie trzymał), ludzie do których da się mordę otworzyć bez obrzydzenia, ani świadomości ze zaraz się obruszy, bo on przecież pan...
I właśnie były dwie osoby, które tu pasowały jak pięść do oka.
Pierwszy – Cwaniaczek, bo tak go M-3 nazwał. Ten co przyszedł w graniaku i zaczął startować do laski – i to była druga osoba. Druga z tych wklejonych tu na siłę, i to jeszcze próbująca nawiązać kontakt z nikim innym jak właśnie z nim. Z M-3. Ładna, zadbana trzeźwa kobieta, nie wyglądająca na dziwkę, co więcej – znająca jego imię. Niiieeee, wcale nie podejrzane!
Podniósł kufel do ust, i sącząc piwo przez zęby oraz przyglądając się kobiecie doszedł szybko do wniosku, ze mieszkając w instytucie, powinien teraz zesrać się ze strachu i szybko z płaczem pobiec do dyrekcji powiedzieć, ze „ktoś zna moje imię, ojej, to straszne, na pewno wie kim jestem i że w instytucie są MUTANTY, ojej znowu powiedziałem to słowo! Jestem zły, wychłoszczcie mnie!”
Nie wytrzymał. Parsknął chrypliwym, dziwnym śmiechem, który brzmiał bardziej jak chrząkanie jakiegoś zwierzęcia, niż ludzki śmiech. Należy też wspomnieć, ze zapluł cały stół. No, dwie trzecie...
{- Panie Oscarze... Panie Oscar to mówi mafia, lub co gorsza straż miejska...} - zrobił takie oczy, jakby od dzieciństwa straszyli go strażą miejską. Wpier***aj ten kleik z proteinami jeb***y mutancie, bo jak nie to przyjdzie straż miejska i cię palami załapuje na przeklęty amen. Aż się łezka w oku kręci...
Czy czytał w jej myślach? W pewnym sensie tak, wszystko co odbierał, to co inni słyszeli – to było czytanie myśli. M-3 nie słyszał fizycznie. Był głuchy. Nie miał nawet dziurek w uszach, czego nie było teraz widać, bo miał bandanę na czole (i skroniach). Każda nieuważnie „głośno pomyślana” rzecz mogła do niego dotrzeć. Na przykład dotarły do niego echa rozkminy o winie. Ale – nie starał się wchodzić głębiej. Fakt, zainteresowało go czego ona chce od tak przystojnego dżentelmena jak on ale – jakoś już taki był ze miał szacunek do rozmówcy, a przynajmniej do czasu, choć często na zawsze, że – nie łamał czyjejś prywatności. Żądasz szacunku – zachowaj go sam. Coś jak z czystością w klopie, lub podobnie. A w klopie M-3 zawsze/przeważnie zachowywał czystość!
{- Dobra, siadaj, pół litra poproszę i możemy gadać. }- wyszczerzył się czarująco. Tudzież „czarująco” z bardzo wyraźnym cudzysłowem. Ale nie była to zaplanowana ironia, to był taki „mewthreeanizm”. To był on, po prostu. Szczerość której próżno szukać u genetycznie czystych ludzi.
{- Co potrzeba? Dzieci postraszyć? Nie ma sprawy, nawet nie muszę się charakteryzować... albo co tam ja jeszcze mogę dla ciebie zrobić... Samochód umyć za 5 dolarów, ale dzisiaj promocja i machnę za dychę, nie? Temu panu najchętniej też bym umył beemwice w promocji za dwie dychy i gratis wyważenie nadwozia na trasie do Tennessee i z powrotem na podwójnym gazie. Możesz jechać ze mną.} - albo on już był pijany, albo było z nim coś nie tak. W praktyce – on taki był. Więc raczej to drugie.
{- Ale swoją drogą to nielogiczne, wiesz? Powinnaś dać mu się wyrwać, ja i tak bym przylazł tu jutro i wtedy byś se zrobiła ze mną zdjęcie na fejsa, czy co tam możesz chcieć ode mnie...}
W końcu – oparł się na krześle, bawiąc się własnymi palcami, patrzył w jej twarz i był spokojny. Chyba mu się hormony skończyły, czy inny napęd na którym działa ta biologiczna maszyna. Albo po prostu dawał szansę rozmówczyni na reakcje na ten jego bardzo bogaty w treści wywód.
Powrót do góry Go down
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sob Sie 22, 2015 5:27 pm

Karla bakterii się nie bała, aczkolwiek w swoim zakładzie czy też pokoju zawsze czystość utrzymywała. Klient nie narzeka, a jej o wiele łatwiej pracuje się nie potykając o nic co chwilę ani nie brudząc zbytnio ubrań, bo i po co zbędnie wydawać pieniądze na środek do prania? Przecież jeśli kiecka się nie ubrudzi i nie zatrzyma zapachu to wystarczy ją wyprasować i ponownie można ją na następny dzień założyć. O instytucie organizacje pokroju tej do której należała Moonstone na pewno wiedziały, aczkolwiek póki dzieciaki były grzeczne to nikt nie interweniował. Gdyby noga się podwinęła komuś to pewnie jakoś rząd by na to zareagował, nie zmienia to jednak faktu że wiadomość o istnieniu mutantów znajduje się w gazecie, a jeśli coś jest w gazecie to również internet będzie posiadał te dane. Jej to nie obchodziło czy udowodnili sobie istnienie nadludzi czy też nie, zresztą ona sama dzięki kamieniowi kree była nadczłowiekiem, aczkolwiek żyć bez tej mocy nie mogła prosto rzecz ujmując.
Niezbyt wiedziała czemu Oscar wydał z siebie to… coś co można uznać za śmiech? Chrząkanie zwierza? Cholera wie, ale na pewno jakaś onomatopeja się znajdzie dlatego Karla wyciągnęła chusteczkę i wytarła swoją część stołu, a następnie rzuciła ją na podłogę. W końcu tutaj nikt i tak się o to nie przyczepi, gdyż gorsze rzeczy leżały na podłodze których wolała nie dotykać.
- Nie należę ani do jednych, ani do drugich, ale do tych trzecich którzy czuwają nad tym by straż miejska nie ginęła jak takie typowe mróweczki gniecione buciorem kogoś potężniejszego – odpowiedziała. Może faktycznie zabrzmiała troszkę formalnie? Przyzwyczajenie ot co. Usiadła na krześle i odwróciła się w stronę kelnera – Pół litra czystej do tego stolika poproszę. Biegiem – powiedziała bez ogródek, wsuwając kelnerowi 100 dolarowy banknot. Oczywiście pieniędzy jej nie szkoda było bo to nie ona płaciła, a podatnicy tak naprawdę. Jak wiadomo na kelnerów bardzo dobrze działają pieniądze, zatem butelka znajdzie się tu pewnie w ciągu kilku minut. Moonstone miło się uśmiechnęła do swojego „rozmówcy”, wszakże jego wygląd tak bardzo jej nie odstraszał. Ross był o wiele bardziej paskudny w swojej czerwonej formie i tak naprawdę mógłby rywalizować w tej dziedzinie z każdym tutaj w tym barze.
Mimowolnie Karla sama się uśmiechnęła pod nosem na te propozycje, wydało jej się to nawet zabawne. Nie to, żeby sama straszyła dzieci chociaż strach drugiego człowieka znała z autopsji. W końcu ile to razy ofiara błagała by ta nie puszczała jej w odmęty rzeki… prosto z mostu? – Jest Pan jednak stworzony do czegoś więcej niż tak trywialnych zadań, aczkolwiek hobby każdy może mieć jakie tylko zechce – odpowiedziała mu, kiedy to do stolika podano ich trunek. Moonstone zręcznie i szybko oderwała nakrętkę i rozlała do kieliszków. W sumie z M-3 wychyliła jeśli ten chciał.
- Och nie o zdjęcie chodzi, a mężczyzn jego pokroju którymi kierują żądze i namiętności mogłabym mieć na pęczki jeśli tylko bym chciała. Wystarczy przejść się po ulicy w krótkiej spódniczce i każdemu wąż w spodniach będzie chciał się uwolnić. W każdym razie nie był mi zbyt potrzebny, a tym bardziej nie chciałam by pewne rzeczy usłyszał. Mam dla Pana pracę, dobrze płatną zresztą i jakby nie patrzeć całkowicie legalną. O istnieniu nadludzi wie każdy, kto czytał ostatnio gazety, jednak niewielu wie o tym że rząd utworzył organizację która takich nadludzi zbiera, by mogli stać się bohaterami czy też innymi szanowanymi personami. No cóż, nie każdy może otrzymać taką ofertę, a dostałam rozkazy by takową Oscarze przedstawić. Oczywiście jak każdy członek musiałbyś być gotowy służyć krajowi podczas kryzysu, a w zamian dostaniesz pieniądze, drużynę która w razie czego również Ci pomoże jak również własne lokum. Nie bawimy się w policjantów i złodziei, a raczej w coś poważniejszego. Zbieramy osoby o nadzwyczajnych talentach i szlifujemy je na miecze, które mają bronić kraju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Pon Sie 24, 2015 11:46 am

Z lekki, niejednoznacznym półuśmiechem M-3 obserwował, jak kobieta przygotowuje sobie stół do wygodnej rozmowy. Musi być bardzo zdeterminowana – myślał. Po czymś takim zawsze nie ma już o czym mówić – no, chyba ze dziewczyna jest pijana. Ów zachowanie i fakt wprawiły go w lekką konsternację,a to na pewno uspokoi go na tyle, by kobieta mogła przedstawić swoją propozycję. Oczywiście wcześniej zrobił kielicha. Czy łeb miał słaby czy mocny – mniejsza, jeśli ważył prawie 140 kilo – zanim się rozleje po takiej masie to trochę potrwa.
{- No, jestem stworzony...} - wspomniał gorzko ostatnie swoje relacje z twórcą. Ale – tego nie widać, nadal miał na pysku charakterystyczny pół-usmeich wariata.
{- Koleś nie był potrzebny a ja jestem, bo jestem stworzony do czegoś więcej? To się zaczyna jak film klasy B. Słucham.}
Widać lubił filmy klasy B.
Rozsiadł się. I Słuchał” - oczywiście telepatycznie. Siedział, słuchał, patrzył, spokój, spokój, spokój, i na koniec:
{- No to zaje***, zgadzam się.} - i polał im do kielicha znowu.
{- ale jak się coś ktoś skądś do was przypiździaczy że Mewthree coś nie tego, to nie moja wina.}
Czy potraktował to poważnie? Trudno powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Nekahaarrir



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Wto Sie 25, 2015 3:00 pm

Przechylił kolejny raz szklankę, opróżniając ją z przypominającego siki płynu o żółtawym zabarwieniu. Smakował podobnie. No i demoniczna natura mężczyzny utrudniała mu poczucie jakichkolwiek efektów wlewania w siebie alkoholu. Sam się czasami zastanawiał, czy dałby radę się schlać, ale nigdy jakoś nie przyszło do tego, żeby to sprawdzić.
Zaciekawił go temat konwersacji tamtej dwójki.
Postać, którą ledwo dostrzegał z uwagi na panujący półmrok, była mutantem. Wywnioskował, że kobieta też musi posiadać jakieś nadzwyczajne zdolność, a przynajmniej posiada szeroką wiedzę na ten temat.
Organizacja zrzeszająca dziwadła mająca chronić ten kraj? Nekahaarrir zaśmiał się w duchu, ledwo powstrzymując się od faktycznego śmiechu. Skinieniem ręki kazał barmanowi napełnić ponownie szklankę, którą od razu opróżnił. Szkło trzasnęło o drewniany blat baru. Czego to oni jeszcze nie wymyślą...
Ponownie zaczęła zżerać go ciekawość. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej o tej śmiesznej organizacji, bo wiedza jest zawsze w cenie. No i mogą mieć w swoich szeregach jakieś interesujące osobistości. Uśmiechnął się pod nosem. Uznał, że nastała pora by wcielić się w niezwykle zainteresowanego mutanta. Zręcznym ruchem stopy podrzucił w powietrze laskę, którą chwycił w lewą dłoń. Wstając złapał jeszcze krzesło i udał się w kierunku stolika.
Krzesło szurało, podskakując rytmicznie na każdej nierówności, by po kilku metrach zatrzymać się tuż przy stoliku przy którym siedziała kobieta i nieznajomy. Usiadł wygodnie na krześle, skrzyżował nogi i westchnął głęboko.
- Ciekawi mnie ta wasza organizacja. I w zasadzie to trochę dziwię się twoim zwierzchnikom, że nie zwrócili się jeszcze do mnie. Cóż, może macie niekompletne dane. Ale wtedy sami byście się ośmieszyli... - zaczął, wesoło podrygując dłonią w której trzymał laskę. Palec wskazujący cały czas zwrócony był w stronę Moonstone. Był nieziemsko ciekaw tego jak zareagują. Nie spodziewał się żadnej agresji z ich strony, ale był przygotowany na taką ewentualność; zawsze mógł przecież uspokoić ewentualnych awanturników przy pomocy magii krwi albo chociażby strumieniem ognia.
Prawą dłonią sięgnął do kieszeni z której wyjął cygaro i włożył sobie do ust. Tytoń samoistnie zapłonął, a smuga dymu powędrowała gu sklepieniu.
- Mogliby tu chociaż jakiś wentylator zainstalować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sro Sie 26, 2015 8:21 pm

Dosyć szybko jej poszło przekonanie Oscara. Wydawało jej się to, aż troszkę nienaturalne z jego strony że od razu się zgodził na propozycję kobiety, która przychodzi od tak i oferuje mu pracę dla rządu. Wzięła to jednak za dobrą monetę, zresztą tak naprawdę to nie od niej zależało w jakim celu zostaną wykorzystane jego talenty, a od generała oraz prezydenta pod którym organizacja działa.
- Och nie martw się. O twoich przyjaciołach mamy nieco danych, a chyba nie są na tyle głupi by porwać się na nas, organizacje rządową – byłoby to szczytem idiotyzmu, by ktokolwiek porwał się na Thunderbolts patrząc po tym kogo mają na pokładzie. Oczywiście, jeśli ktoś byłby silniejszy to na pewno coś by zdziałał aczkolwiek Moonstone wiedziała, że takie typy raczej nie rzucają otwarcie wyzwania. Wolą nie okazywać swojej siły by mieć ten element zaskoczenia. Być może dlatego również i ona nie zawsze pokazywała wszystkie sztuczki, które zna. Pomińmy to, że sama do końca nie wiedziała co jeszcze może zrobić z tym kamykiem, który ma w sobie. Oczywiście wpływał na jej aspekty fizyczne, przez co była odporniejsza od zwykłego człowieka i chociażby mogła nieco więcej wypić. A skoro o piciu mowa to również się napiła z M-3 kiedy ten polał. Tak za dobrą współpracę, w końcu Pani Psychiatra z PhD chciałaby mieć z każdym członkiem dobre relacje, w końcu chyba nie zwierza się taki osobnik komuś komu nie ufa. Prawda?
Tymczasem do stolika dosiadł ten sam typ, który się jej wcześniej naprzykrzał. Karla była bardzo cierpliwą osobą, ale w myślach nie mogła powstrzymać tego westchnięcia. Czy każdy mężczyzna musiał być tak namolny? Chociaż… ten wyglądał jakby miał coś sensownego do powiedzenia i nie bał się, że ktoś go spoliczkuje brutalnie.
- A myślałam, że Ci szarmanccy nie podsłuchują kiedy kobieta z kimś rozmawia – rzuciła i tutaj zaczęła się zastanawiać czy nie powinna powiadomić o tym generała, a tym bardziej czy nie powinna zlikwidować owego osobnika? Organizacja była w końcu tajna i lepiej by ktoś nie wiedział o tym.
- Ja na pewno takowych nie mam, aczkolwiek w kwaterze pewnie by je mieli – oczywiście Karla nie miała dostępu do wszystkiego, a tylko do danych o osobach, które miała zrekrutować. Działała tu zasada, że im mniej się wie tym lepiej. Tymczasem zwróciła uwagę, że cygaro samo się zapaliło. Osobnik pewnie albo miał moc zapalania cygar albo bawił się ogniem.
- Pewnie jest zainstalowany, ale tną koszty jak to w każdej podrzędnej knajpie – odpowiedziała i wyciągnęła telefon, by wysłać wiadomość do kwatery głównej. Z treścią: „Napotkałam kolejnego nadczłowieka o zdolnościach pirokinetycznych. Wykazuje skłonność do rekrutacji, czekam na dalsze rozkazy. Moonstone out”. Po czym schowała telefon. Oczywiście jak to kobieta umiała bardzo szybko pisać na tej klawiaturce, więc nie zajęło jej to nawet dwóch minut - Przepraszam Panów za ten moment nieuwagi. Tak więc - spojrzała na mężczyznę w garniturze i zmierzyła go wzrokiem - zacznij może od imienia oraz tego dlaczego mielibyśmy się Tobą zainteresować? Oczywiście pewnie zdajesz sobie sprawę, że każdy nadczłowiek jest monitorowany i pokazujemy się im tylko kiedy uznamy, że jest nam potrzebny - Karla po prostu go sprawdzała. Dlaczego mógł sądzić, że Thunderbolts mogą go potrzebować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nekahaarrir



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sob Sie 29, 2015 4:11 pm

Steward zaciągnął się cygarem, którego dym szybko wypełnił jego płuca tylko po to, żeby po chwili znowu się ulotnić. Ręka trzymająca laskę zastygła w bezruchu.
- Nie przypominam sobie żebym mówił, że jestem szarmancki. Ale to może moja pamięć szwankuje, bo jestem trochę starszy niż wyglądam. - odparł z lekkim, aroganckim uśmiechem na ustach. Uwielbiał mieszać się w te co ciekawsze ludzkie przedsięwzięcia i nigdy specjalnie się z tym nie krył.
Spojrzał na kobietę, konkretnie w jej oczy. Nachylił się delikatnie nad stolikiem, opierając się łokciem o drewniany blat. W myślach zdążył już ją dwukrotnie rozebrać, może to właśnie z tego powodu ten uśmiech. Chociaż... Nie. On zawsze taki był, zawsze pewny siebie, arogancki. To był jeden z tych demonicznych atrybutów, których cholernie ciężko jest się pozbyć. Zwłaszcza kiedy jest się jednym z potężniejszych lizodupów Mephisto.
- Ojej, zamienimy tę dyskusję w smutną rozmowę o pracę? - zaszydził i wyrzucił dalej palące się cygaro gdzieś za siebie. - Niech będzie. John Steward, lat mam jakieś trzydzieści tysięcy, chociaż nie pamiętam dokładnie. Przyjechałem z Seattle, interesuję się piłką nożną i lubię grać w warcaby. - zaczął entuzjastycznie swój monolog, który po chwili przerwał. Przekręcił szyją w obie strony, jakby się rozglądał, po czym poprawił niewygodną pozycję w której siedział. - Pomijając fakt, że jestem multimilionerem z firmą, która ma kontakty w praktycznie każdym miejscu na świecie i to, że mógłbym całą tę knajpę, razem z wami, i całą ulicą, zamienić w popiół bez mrugnięcia okiem? Ładnie się uśmiecham. - dopowiedział, tym razem oszczędzając zarówno sobie, jak i im sarkazmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Pon Sie 31, 2015 4:41 pm

[ przepraszam najmocniej za nieodpisywanie, nie przyszły mi powiadomienia, nie wiedziałem, że czekacie! Przeprasza jeszcze raz :( ]

Zgodził się. M-3 był całkowitym, zaprzeczeniem idei tych, z którymi współpracował, krycie się przy każdym głośniejszym pierdnięciu i wypatrywanie czy na niego nie patrzą – to nie dla niego. A gdyby Karla powiedziała na głos argument z elementem zaskoczenia, to M-3 popłakałby się ze śmiechu. Element zaskoczenia godny Korei Północnej. Tam się chwalą ze mają telefony. Chyba nie przyszło im do głowy że reszta świata ma telefony od dawna.
Ale – dobrze ze nie powiedziała tego na głos, bo jeszcze by parsknął alkoholem,a szkoda.
W każdym razie – M-3 na ideologię nie chorował (a przynajmniej nie w cudzej sprawie). Lazł tam, gdzie proponowano mu lepsze warunki. A że już gorzej być nie może, więc…
I byłoby całkiem fajnie tak na dobre, tylko cwaniaczek przylazł. M-3 musiał przyznać, ze trochę go to zaskoczyło, więc to, co się stanie za chwile stanie się za chwile bo teraz mutant z pokerową twarzą przyglądał się kolesiowi – domniemanemu posiadaczowi beemwicy i wyrywającymi na nią puste laski, ale Karla się nie dała - + 10 do asertywności.
No i jeszcze papierosa zapalił nie pytając nikogo czy może. Jak ktoś nie lubi – to a problem. Tym bardziej ze fajki były śmierdzące, bo najtańsze. Ale ten drugi miał cygaro, więc nie będzie czuć.
Właśnie, ten drugi. M-3 siedział, patrzył, „słuchał”. Ogon co raz pac pac pac w podłogę – nie był zadowolony,a jego zwierzęce dziedzictwo kazało mu to okazywać.
Kiedy „cwaniaczek” rzucił cygaro za siebie, M-3 je złapał. Obejrzał, niuchnął, nawet pociągnął – spróbował. Cwaniaczek pochylił się do Karli, jak opisał. M-3 patrzył, z cygarem w palcach. Nagle wstał, pociągnął znów cygaro, by się rozżarzyło, i nacisnął nim w plecy gościa, tuż pod kołnierzykiem, najpierw wypalając dziurę w graniaku,a potem zapewne zaboli…
{- Wszystko fajnie Józek, ale my tu rozmawialiśmy, k***a twoja w te i nazad po kontach *** mać, więc idź lepiej sprawdź czy ci beeemki ktoś nie ojszczał… Bo nam przeszkadzasz łajzo parchata!}
Widać się nie przejął kontaktami. OCP też daje plecy, czegoś to nauczyło. A facet właził w dupę ze swoją firmą i kasą jego przyszłej niedoszłej organizacji, i dlaczego? Żeby Karle wydmuchać? Słabo…
W sumie to – albo nie. Wkurzył się po prostu.
Powrót do góry Go down
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Pią Wrz 04, 2015 1:47 pm

To dobrze, bo nie jesteś. Pomyślała Karla nieco zgryźliwie. Oto kolejny męski przedstawiciel ociekający arogancją godną Toniego Starka czy innego miliardera, który może mieć wszystko na zawołanie. Nawet próbował utrzymać kontakt wzrokowy, a nie zerkał na te rzekomo drugie oczy na wysokości klatki piersiowej. To znaczyło, że w ewolucji bogaczy jednak dzieje się jakiś tam postęp. Albo po prostu trafiła na tego cwańszego, który wie że patrząc się na te worki tłuszczu nie przysporzy sobie sympatii kobiety. Nie to, żeby przysparzał jej sobie patrząc Karli w oczy, ani że dostrzegłby tam coś specjalnego. Oczy jak to oczy, dwie gałeczki pokryte płynem który nie pozwala im wysychać, a z perspektywy psychologicznej te dwie gałeczki były naprawdę ważne. Można było po nich chociażby poznać czy ktoś kłamie czy też nie lub czy ktoś się boi, słowem rozpoznać emocje. Część tych zachowań Karla potrafiła kontrolować, bo była świadoma tego co się dzieje. Część jednak była poza jurysdykcją kobiety i zwyczajnie zachodziły bez ingerencji świadomości. Domyślała się, że ten pewnie ją rozbierał już wzrokiem w końcu sądząc po jego wypowiedziach ta opcja byłaby tą najbardziej prawdopodobną. Moonstone tak łatwo w rzeczywistości nie dałaby się rozebrać, a jeśli już dałaby się to pewnie miałaby z tego jakąś korzyść osobistą. Poza zaspokojeniem potrzeb cielesnych miała też te bardziej świadome, te tzw. wyższe.
Pewnie wolałby porozmawiać o swoim majątku oraz o tym czego by nie kupił za niego. Dodała w głowie na jego narzekanie. Chociaż istota, która ma trzydzieści tysięcy lat może się okazać przydatna. Tymczasem milioner wyrzucał niedopałek, który złapał M-3. Karla jakoś nie była fanką wyrobów tytoniowych to też nie znała się za bardzo na rozróżnieniu cygar i marek. Z winami było nieco inaczej, bo je można było spokojnie degustować. Po tytoniu zwykle zostaje ten zapach, a wino… jest sobie w ciele osoby, czyni go pijanym i potem znika po wytrzeźwieniu.
Blondynka tylko parsknęła śmiechem, kiedy ten stwierdził że może tą knajpę razem z nimi spalić od tak. Czy on naprawdę myślał, że nikt o tym nie wiedział? Pewnie SHIELD w tym momencie ich obserwuje i już mają środki by ugasić zapędy tegoż piromana. W końcu jak sama Karla się dowiedziała po rekrutacji do Thunderbolts – każdy nadczłowiek jest jakoś monitorowany. To nie tak, że ona miała swój gabinet i nikt nie wiedział, że jest Moonstone. Oni jej na to po prostu pozwalali bo nie była szkodliwa dla społeczeństwa. Tymczasem M-3, który wcześniej wyglądał na wkurzonego teraz dał temu upust. Wypalił cygarem dziurkę na garniaku, chociaż pewnie takie małe oparzenie nie zrobi istocie która ma 30 tysięcy lat. Aczkolwiek Karla wolałaby uniknąć bijatyk w barze i konfrontacji z agencjami.
- Dobrze, a teraz skoro jesteś tak łaskawy i nas nie spopielasz, a byłbyś w stanie to zrobić… rzekomo, to widzę tu pewną nieścisłość. Skoro jesteś tak potężny, to czemu szukasz kogoś do pomocy albo kogoś z kim będziesz się trzymał, a dwa… naprawdę myślisz, że możesz sobie tak siedzieć w barze i nikt o tym nie wie? – zapytała nieco ironicznie. Tak, coś tu się ewidentnie nie kleiło. Skoro był tak potężny, by zmieść ulicę bez mrugniecia okiem a przyczepił się akurat do organizacji to może znaczyć, że albo to jest blef i gość faktycznie nie jest tak potężny albo zwyczajnie jest znudzony i nie ma co robić z czasem lub szuka sobie drogi by wkupić się w czyjeś łaski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sro Wrz 09, 2015 4:47 pm

Na początku to całkiem fajnie było, M-3 suszył zęby, spinał ramiona, no gotowy by tego piromana brać na klatę ale tak… mijał czas,a koleś tak jakoś… no niemrawo reaguje. Gasząc stopniowo banana na gębie M-3 tracił rezon, bo trochę się przestraszył,a cholera wie na co ten cwaniaczek ma alergię, może ma na karku jakiegoś raka, czy coś, M-3 to poraził i on teraz cierpi i w ogóle umrze za 5 minut.
Nie minęło wiele czasu,a końcówka warg mutanta zamiast marszczyć policzki, opadała w dól.
No to by było trochę gorzej – pomyślał. Może i był gwałtowny, bezczelny i tak dalej, no ale – nie chciał nikogo krzywdzić!
Z kolei jak już się skrzywdziło, to co robi zapobiegliwy statystyczny obywatel? Oczywiście, ze spier&%la!
{- Hej, koleżanko, wyjdźmy na chwile na ulice, pokaże ci sztuczkę! Jak obszczać beemwicę bez dotykania fiuta!} - nagle się rozpromienił szalonym entuzjazmem, łapiąc flaszkę za szyjkę i wpychając w kieszeń bluzy. Zaraz tez odszedł od stolika do wieszaka po swoją kurtkę. Cały czas suszył zęby do karli nadzwyczaj uprzejmie. Fakt, ze miała do niego tutaj jakiś romans, ale jeśli nagle się postanowi rozedrzeć, ze tu się chłopu coś stało, to M-3 znowu może mieć gorzej…
Powrót do góry Go down
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sob Wrz 12, 2015 7:36 pm

Karla się zastanawiała z czego M-3 ma taką wielką radochę? Czy wypalenie na garniturze śladu po cygarze było naprawdę tak wielkim wyczynem czy może jednak owy osobnik prezentował naprawdę dziecinne podejście? Z każdą chwilą sama powątpiewała w swoje istnienie jako członkini tej organizacji. Wysyłają ją najpierw by zrekrutowała dzieciaka z problemami, a następnie Ross każe jej się zająć kimś niezbyt odbiegającym swoim zachowaniem od dresów lub bandy typowych rzezimieszków osiedlowych. Cóż nie zaprzeczała, że w każdym człowieku jest ten pierwiastek który każe mu się cieszyć z krzywdy innego. Nie żeby Karli czasem również się to nie udzielało, zwłaszcza jak patrzyła kiedy jej nemezis cierpi. Z drugiej strony jednak wolałaby sama dawkować cierpienie niż jeśli ktoś inny miałby okładać Ms. Marvel i zadać jej to w zły sposób. Tak czy siak osobnik w garniturze chyba nie zarejestrował, że jest przypalany w jakiś sposób. Może był odporny na ciepło i zwyczajnie tego nie odczuwał? W końcu sam się chwalił, że puściłby to miejsce z dymem w mgnieniu oka, więc pewnie na ogień jest odporny.
Karla na propozycję M-3 zastanawiała się. Miała bardzo poważny dyskurs czy nazwać go kretynem i tym samym zatopić okręt zwany rekrutacją, czy pójść i obejrzeć lecącą urynę na samochód. Z drugiej strony skąd on będzie wiedział, który samochód ma obrać za cel? W każdym razie Karla wstała, bo to była okazja by porozmawiać bez potrzeby pilnowania się czy ktoś ich nie podsłucha. Jeśli owy osobnik bogacz miałby zginąć od cygara to nie byłby warty czasu jaki by mu poświęciła na rozmowę – Wiesz, że są lepsze sposoby imponowania kobiecie niż narażenie się na pojmanie z rąk straży miejskiej? W końcu prawdziwa kobieta woli obejrzeć sprzęt i mieć niespodziankę w wiadomym momencie – miłą lub nie miłą, zależnie od preferencji oraz tego jak bogato lub biednie wyposażony jest partner. Chociaż Sofen obstawała przy tym, że jednak od rozmiaru ważniejsza jest technika. Jak zresztą w każdej dziedzinie życia codziennego lub niecodziennego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Sob Wrz 12, 2015 7:50 pm

Poczucie humory M-3 rozpinało się na naprawdę dużej skali – od prymitywnego infantylizmu po czarny humor, a czasem nawet bez powodu potrafił cieszyć się do siebie, choć jakby tak kazać mu się zastanowić (i mieć jakimś cudem narzędzia do wyegzekwowania tego) to okazało by się, że zawsze jakiś powód jest.
Ale na pewno to bardziej na miejscu niż siedzenie i znoszenie towarzystwa które mu nie pasuje.
Zaś z kolei znowu, gdyby czytał jej myśli (czego nie robił bo już nie raz się przekonał ze to nudna lektura), że ona wzięła na serio jego żart z szczaniem na samochody, który był tylko pretekstem żeby wyjść z tego baru gdzie bardzo wszyscy ciekawi, i pogadać na osobności (bo to właśnie był cel, a nie ze przy okazji szczania, no litości...) być może na poważnie to… no raczej można by było zapomnieć o poważnej rozmowie, bo po kilkuminutowym ataku śmiechu M-3 sam by sobie poszedł.
No ale – nie wiedział i chwała za to.
Zaś co się tyczy obszczywania samochodów to – jeśli M-3 ma potrzebę odlania się na takowy, to zazwyczaj wybiera losowo a potem uparcie twierdzi ze to chodzi o ten właśnie.
{- Imponowania… proszę, nie schlebiaj sobie…} - mruknął kiedy wyszli. Tak, mruknął naprawdę, wydal z siebie dźwięk przypominający mrukniecie. Już za drzwiami baru zapiął kurtkę pod szyję. Był wrażliwy na zimno. Nie lubił bardzo.
Spojrzał na nią mrużąc oczy. Błękit jego tęczówek co raz zasłaniała rozpływająca się para.
{- W każdym razie mamy ku%%sa z głowy. No to kontynuuj.} - machnął palcem, wepchnął ręce w kieszenie, spuścił łeb i ruszył w pozycji lekko przygarbionej w dół chodnika, jak gdyby nigdy nic, jakby tak o se szedł po prostu.
Można by pomyśleć duża zmiana zachowania. Wcale nie: wszystko w ramach definicji „M-3”. Jego trzeba się nauczyć.
Powrót do góry Go down
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Wto Wrz 15, 2015 4:53 pm

Widać M-3 miał istną huśtawkę nastrojową albo był tak dobrym aktorem, by zachowywać się w jednej chwili jak pijany prostak, a w drugiej przechodzić do rzeczy. Tak, to Karli się podobało kiedy ktoś zgrywał niedostępnego. Z drugiej strony blondynka faktycznie mogła mu się nie podobać, albo był oddany swojej kobiecie. Nie każda jest na tyle inteligentna by spojrzeć na wnętrze, zwłaszcza że 90% społeczeństwa już powróciła do pierwotnych instynktów i patrzą jedynie na opakowanie oraz czy można się z tym reprodukować. Było to smutne, gdyż tym ogromnym procentem bardzo łatwo można było manipulować poprzez media czy chociażby mogły to robić piękne i wbrew stereotypom – inteligentne kobiety.
Uważano, że kobiety są gorsze. Fizycznie może i statystyczna kobieta jest słabsza od mężczyzny, jednak ma o wiele wyższy próg bólu. Jest mniej odporna psychicznie, ale to wynika z częstych huśtawek hormonalnych. Cóż Karla nie była ani jednym ani drugim typem. Nie była ani słaba fizycznie, ani słaba psychicznie. Jedno było gwarantowane przez kamień kree, a drugie przez jej wykształcenie i ciężki charakter. Zastanówmy się jednak czemu mężczyźni postrzegają kobiety jako słabe? Czy jest to typowa samcza chęć dominacji, czy też działa to na zasadzie postrzegania tego co inne? Tak jak warunkujemy swoją tożsamość poprzez kreację obcego (nie Ósmego Pasażera), tak samo mężczyźni warunkują swoją męskość (chociaż niektórzy mają z tym problem) poprzez obraz słabej kobiety.
Na zewnątrz Sofen nie było zimo. Mogła lecieć z ogromną prędkością i zimny wiatr nie szkodził jej w najmniejszym stopniu, dlatego to co było na zewnątrz nie ruszyło jej ani trochę. Karla postanowiła pójść za M-3 wolnym krokiem stukając delikatnie obcasami o chodnik. Na czym to skończyli? Ach tak opis Thunderbolts.
- Grupa składa się praktycznie z nadludzi jak również armii Stanów. Thadeus Ross przewodzi grupie, a działa ona pod prezydentem. Inność jest tam na porządku dziennym, a każdy członek grupy dostaje niezbędne mu opcje rozwoju jak również zobowiązany jest do uczestnictwa w operacjach rządowych. Jak już mówiłam opłacanych całkiem dobrze. W zamian organizacja oferuje protekcję najbliższych w razie gdyby Ci źli chcieli się odegrać. Chcesz wiedzieć coś konkretnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Wto Wrz 15, 2015 7:59 pm

Oto „pięćdziesiąt ryjów M-3”. Trochę trudne do zdefiniowania, ale nowa organizacja, chcąc go użytkować, będzie się musiała do tego przyzwyczaić. Na szczęście jest względnie niegroźne, póki oczywiście sam zainteresowany nie zacznie mieć w intencji wykorzystywania tego. Po prawdzie jednak ani nie miał huśtawki nastrojów, ani nie grał jakoś specjalnie. Za to był po części zwierzęciem.
Zatem na samochody nie szczał – choć w każdej chwili mógłby to zrobić i nadal byłoby to normalne.
Zaś za atrakcyjne kobiety uznawał te, które lubi. Ot taka miał prostą filozofię. Owszem, dupa i cycki trochę go uruchamiały, ale nie był też jakoś tak bardzo wygłodniały erotycznie, by za każda dupą służalczo pełzać. Tudzież próbować coś udowadniać. A i także próbował zachować wierność, choć ustalił z żona, ze oficjalnie się rozeszli.
Powiadają, ze lojalność to dobra cecha, choć trochę niepraktyczna w tych czasach…
Przemierzając chodnik, zerkał na nią (i autor prosi o dopisanie czy ona ma kurtkę na sobie, bo jak nie ma to zaraz będzie wynurzenie, niestety – to jest M-3). Mogło i obiektywnie zimno nie być, ale już koło zera M-3 szczęka zębami. Jedni są odporni na zimno a inni nie są.
{- Nie. Chcę byś ty wiedziała coś konkretnego, bardzo konkretnego, co zaraz powiem, k%%$a, ale pizga… nie, nie to miałem powiedzieć.} - Ściskał pod szyją obszyty kożuszkiem kaptur.
{- W pierwszym stadium swojego rozwoju miałem futro… mniejsza. Wiesz co… czekaj, jak ty masz na imię… chyba nie powiedziałaś… wiesz co koleżanko, teraz jestem szczery i mówię ci tak: tak naprawdę to ja mam to wszystko w dupie. A wiesz, dlaczego się zgodziłem? Bo mi wszystko jedno. I tak i tak nic koło mnie się nie dzieje, nikt nie ma ze mnie pożytku, nie jestem do tego przyzwyczajony, a i tak i tak nie wierzę w ideały, które widać naokoło mnie, a już na pewno nie w ten j%$%ny instytut… Więc ten…} - pociągniecie nosem.
{- Powiedz Tadziowi Rossowi to… i jeśli tak to spoko, a jeśli nie, to trudno. Tylko żeby ode mnie nie wymagano jakichś nagłych tych… zapomniałem słowa… no, że najemnikiem jestem. „To twoja flaga nasz młody przyjacielu, nie musisz kochać jej barw”. }
Czyli – nie mógł, i wcale nie chciał obiecywać, ze zaraz zacznie wyznawać ideę Thunderbolts i utożsamiać się z ich założeniami. Ale będzie robił co mu karzą, bo nie ma oporów wynikających z innych idei, którym mógłby być wierny. Mógłby, ale nie jest. Bo ma w dupie. Wszystko co miał do stracenia już stracił. I póki nie zrobią zamachu na jego własny kodeks moralny, wynikający z charakteru (raczej normalna współczesna etyka, nic nadzwyczajnego), to – będą mieli posłusznego żołnierza.
M-3 raczej nie łudził się, ze ktoś tam zada sobie trud by poznać go bliżej i opierać współpracę z nim na jakiejś więzi, a nie tylko na zależności „płacę – wymagam”.
I też miał to w dupie.
Powrót do góry Go down
Moonstone



Liczba postów : 114
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Pią Wrz 18, 2015 4:10 pm

Karla w M-3 widziała członka organizacji potencjalnie łatwego do zmanipulowania. Ten typ żołnierza, któremu powie się że ma gdzieś iść i to zrobi. Sama również nie wiedziała do czego im będzie on potrzebny, ale skoro porozumiewał się za pomocą telepatii to pewnie przyda się im do jakiś przesłuchań i włażenia komuś do głowy. Pomińmy to, że taka zdolność podczas infiltracji jest bardzo użyteczna by móc wykryć pobliskich przeciwników. Zapewne jeśli z nim będą mieli problemy, to wyślą go na terapię do doktor Sofen, oczywiście zrobiłaby to tylko wymagałaby pewnych środków finansowych. Zwykła czysta transakcja, jak to zawsze robiła inkasując kwotę od pacjentów. Taka jest kolej rzeczy, praca jest wykonana a pracujący otrzymuje zapłatę. Z drugiej strony to, że bardzo łatwo go przekonać do swoich racji było dosyć niebezpieczne dla organizacji. Będą musieli nad tym popracować, by przypadkiem M-3 się nie wygadał i nie odwrócił od nich, ale to już nie będzie jej problem. To Ross kazał go zrekrutować i to on się będzie tłumaczył z ewentualnego przecieku, nie ona. Karla tylko wykonywała w końcu rozkazy i to był jedyny plus bycia w agencji rządowej. Jeśli coś zrąbiesz to zawsze możesz powołać się na decyzję niekompetentnego przełożonego, który decyzję o takich a nie innych środkach podjął.
Karla nie miała na sobie żadnej kurtki, szła dokładnie w tej kiecce, w której weszła do baru. Nie wyglądała na przemarzniętą w najmniejszym stopniu. Zupełnie jakby chodziła sobie w letni wieczór. Żadnych oznak zimna, żadnego pocierania się, nawet najmniejszego grymasu na twarzy blondynki.
- Widzę, że nie służą Ci niskie temperatury. Ja tego zimna nie odczuwam, potrafię latać na dużych wysokościach przez bardzo długi czas zatem chłodniejszy wieczór mnie nie ruszy – wzruszyła ramionami. To, że potrafiła latać nie daje już tak wielkich możliwości skontrowania jej umiejętności. Zresztą również masa bohaterów to potrafiła, więc nie jest jakaś nietypowa.
- Faktycznie nie przedstawiłam się. Karla Sofen – w tym wszystkim faktycznie tego nie zrobiła, ale również on nie pytał o jej imię podczas całej tej rozmowy. Cóż lepiej późno niż później. Co do tematu futra… faktycznie by mu się przydało skoro tak reaguje na zimno. Tak… istota, która całkowicie ignoruje wszystko na około. Żyje w swoim małym świecie, który sobie zbudowała i liczy na to że nikt tam się nie wedrze. Z drugiej strony była bardzo ciekawa jak M-3 jest wszystko jedno? Ross się na pewno ucieszy, że pewnie mógłby go wmanewrować w misję samobójczą a ten by nic nie powiedział.
- Raczej również nie wierzę w ideały pokroju walki za flagę do samego końca. To jest jak walka o kawałek materiału oraz o kawał gruntu. Ross nie wymaga zrywów patriotycznych i czczenia flagi inaczej już dawno bym wyleciała – obchodziła ją bardziej funkcjonalność czegoś niż to, że ma to jakąś wartość sentymentalną. Jeśli statek o nazwie „Thunderbolts” zacznie tonąć to ona bez mrugnięcia okiem go opuści w trybie natychmiastowym, gdyż to najbardziej będzie się opłacać. Wygląda na to, że jej praca tu się skończyła. Chyba pora wziąć się za raport, który będzie na nią czekał.
- Cóż Oscarze. Wygląda na to, że na mnie już czas ale w końcu jeszcze będziemy mieli okazję się spotkać. Możesz się spodziewać, że niebawem ktoś Cię odwiedzi, by pokazać nowe miejsce pracy – miło się do niego uśmiechnęła, po czym lekko wzleciała. Pomachała mu i zaczęła unosić się coraz wyżej i wyżej. W locie zmieniając swój strój na kostium Moonstone. Jej praca tu została zakończona, więc mogła się udać do kwatery głównej Thunderbolts.

ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bar Zatrute Jabłko   Today at 4:55 am

Powrót do góry Go down
 
Bar Zatrute Jabłko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Neuschwanstein - Sala Tronowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: