Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Willow St

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 354
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Willow St   Pią Wrz 13, 2013 1:22 pm

First topic message reminder :

Jedna z ulic mieszczących się na Brooklyn Heights, nieopodal Cranberry i Orange Street. Głównie jest to ulica mieszkalna, w przeciwieństwie do pozostałych, które są umieszczone równolegle czy też prostopadle względem niej. Również dosyć blisko jest do wjazdu na Brooklyn Bridge.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Kwi 03, 2017 8:49 am

Miała nadzieję, że ją usłyszał. Inaczej sprawy mogą nie potoczyć się tak jak to sobie zaplanowała i będzie zmuszona do bardziej radykalnych kroków, a może nawet zdecyduje się zostawić tu nieznajomego, by ratować własne życie. Taka możliwość musiała w pewnym momencie pojawić się w jej głowie i wydawać się mogło, że ta chwila coraz szybciej się zbliżała. Czuła na sobie spojrzenia bestii i w żadnym wypadku nie było to przyjemne uczucie. W końcu stwory widziały w Jessice tylko i wyłącznie przekąskę, w dodatku na tyle głupią, by na sam ich widok nie decydować się na ucieczkę. Sama coraz częściej zadawała sobie pytanie dlaczego właściwie jeszcze stąd nie zwiała. Są przecież bohaterowie którzy zajmują się tego typu problemami, ona do nich nie należała, już nie. Z jej punktu widzenia wyglądało jednak na to, że nikt nie raczył się zainteresować zajściem. Nawet Avengers, którzy powinni wszystko widzieć chociażby z okien tego wielkiego wieżowca. Dobra, SHIELD próbowało wziąć sprawy w swoje ręce, ale jak mogła zauważyć wcześniej nic nie poszło po ich myśli.
Zwróciła uwagę na to, że ogień powstały w wyniku eksplozji do tej pory powstrzymywał stwory przed atakiem. Bały się tego żywiołu, to w jakimś stopniu oczywiste, bo w końcu ich obecne środowisko należało raczej do tych chłodniejszych, a z drugiej strony wcześniej niespecjalnie o tym pomyślała. Można za pomocą jakiegoś przedmiotu, płonącej gałęzi lub czegoś innego zdołałaby obronić się przed zagrożeniem na tyle długo, by zabrać stąd nieznajomego i zniknąć z oczu potworom nim będzie za późno. Zaczęła się rozglądać za czymś co mogłaby w tej sposób wykorzystać, ale wtedy dostrzegła też, że nie miała już na to czasu. Jeden z osobników szykował się do ataku, nie zamierzała go lekceważyć. Nie po tym co widziała. Każdy z nich, jak bardzo pozornie by nie wyglądał, był zabójczo niebezpieczny i chwila zawahania nie skończy się dla ich ofiary dobrze. Nie miała czasu na nic więcej jak prosty unik w postaci w miarę szybkiego przemieszczenia się w powietrzu. Cofnięcie się, czy próba lotu w bok nie wchodziły w grę, bo wciąż znajdowałaby się w zasięgu innych. Opadnięcie niżej naraziłoby ją jeszcze bardziej. Najrozsądniejszą opcją w oczach Jessici wydawało się wzniesienie jeszcze odrobinę wyżej. Była jednak w pełni świadoma tego, że w powietrzu również nie jest bezpieczna i musi mieć się na baczności. W tym wszystkim wcale nie pomagał fakt, iż kobieta była ranna. Krew ewidentnie przyciągała do niej stwory, a poza nie będzie mogła tego ciągnąć w nieskończoność. W końcu osłabnie na tyle, że latanie będzie przychodzić jej z coraz większym trudem.
Jeśli uda jej się uniknąć tego ataku i zobaczy choć cień szansy powodzenia próby ratunku mężczyzny, to takie ryzyko podejmie. Jeśli nie uda jej się go zlokalizować, stwierdzi, że spróbuje odciągnąć z tego miejsca część stworów, być może stwarzając mu okazję do wycofania się z tego rejonu. Wtedy wróci po niego, gdy już uda jej się uciec przed niebezpieczeństwem i w lepszy sposób zająć się raną. Wiedziała, że mężczyzna może do tego sobie nie poradzić, ale czy miała w ogóle jakieś inne możliwości? Jeśli tak, to teraz ich nie dostrzegała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Kwi 03, 2017 10:16 pm

Coulsona od Jessici oddzielał teraz tak naprawdę tylko jeden rząd budynków, chyba zresztą mieszkalnych - w większości mających cztery czy pięć poziomów. Oznaczało to, że nie były bardzo wysokie, lecz nawet przy ich dachach temperatura spadała już do bardzo nieprzyjemnego poziomu. Przelecenie ponad nimi stanowiło dla Jones najprostszą i najszybszą drogę - ale niestety wiązało się z możliwością sprowadzenia na siebie uwagi tych uskrzydlonych potworów. Poza tym zostawała jeszcze opcja skorzystania z jednej z wypadających co kawałek uliczek, które łączyły te dwie większe... Ale w mroku pomiędzy budowlami mogło się kryć więcej bestii, które tylko czekały, aby na kogoś zeskoczyć.
Jessice udało się uniknąć ataku pierwszego ze stworów - który wykonał w powietrzu salto i miękko wylądował na ścianie jednego z budynków, uczepiając się jej pazurami i natychmiast zaczynając wspinać się wyżej. Łeb od razu obrócił w stronę kobiety, sycząc przy tym złowieszczo; już śledził ją wzrokiem, wyraźnie oceniał szanse na ponowienie próby...
... Ale coś go ubiegło. Wzniesienie się przez Jessicę prędko ściągnęło na nią zainteresowanie tych mniejszych obiektów latających, z których spora część oddzieliła się od reszty i chmarą runęła w dół, aby ją otoczyć. W ciemnościach trudno byłoby na podstawie ich wyglądu ocenić czym dokładnie były - lecz wydawały z siebie charakterystyczne piski, które pozwalały ustalić, że najprawdopodobniej miało się do czynienia z nietoperzami. Stado skupiło się na kobiecie, próbując ją podgryzać, szarpać za ubranie i włosy - i zwinnie manewrując wokół niej, ograniczając jej przy tym możliwości poruszania się w powietrzu.
W tym czasie Coulson nie został jeszcze przez nikogo - przez nic? - zaatakowany, jednakże najprawdopodobniej była to tylko kwestia czasu... A agent nie miał przed sobą zbyt wielu opcji. Mógł oczywiście zostać na swoim miejscu i liczyć na pomoc Jessici - albo spróbować wyjść jej na spotkanie, żeby przyspieszyć sprawę. W tym ostatnim wypadku w grę wchodziło skorzystanie z uliczki, w której przed chwilą nastąpił wybuch - lub obejście dookoła długiego budynku mieszkalnego, po którego drugiej stronie znajdowało się podobne przejście. Pierwsza możliwość byłaby pewnie szybsza, ale prawdopodobnie bardziej ryzykowna.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 94
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Willow St   Wto Kwi 11, 2017 6:11 pm

Pisk spowodowany wybuchem, nie dręczył już agenta.
Szalone bicie serca, też ustało, dlatego Phil uspokoił się, a następnie ruszył w przeciwnym kierunku do wybuchu.
Wiedział, że ten wybuch, mógł spowodować ktoś z jego ekipy, albo wręcz przeciwnie.
Jednakże poszedł to sprawdzić i żwawym krokiem ruszył do aleji po drugiej stronie tego budynku.
Wiedział, że musi dostać się tam dosyć szybko i bezszelestnie, dlatego przed każdym zakrętem upewnił się kilka razy, czy nikogo nie było dookoła niego jak i ponad nim.
W razie czego był gotów schować się za jakaś osłona i prowadzenie ostrzału, ale na jak długo?

Coulson przed ruszeniem dalej, postanowił się się skontaktować jescze raz z agentami z samolotu, licząc na jakiś odzew.

- Tutaj Coulson. Znajduję się, na Willow Street. Czy ktoś ocalał? - powiedział, i po chwili wpatrywania się w przestrzeń przed sobą licząc na jakiś odzew, ruszył do swojego celu, czyli na drugą stronę budynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Wto Kwi 18, 2017 1:46 pm

W przejściu pomiędzy budynkami było ciemno; praktycznie nie docierało tam światło latarni ulicznych, które poprawiały sytuację w wielu innych miejscach. Z jednej strony nie nastawiało to optymistycznie, z drugiej - mogło pomóc się ukryć... Choć potwory chyba już dowiodły, że nie kierowały się jedynie wzrokiem. Oczywiście Coulson mógł o tym nie wiedzieć - bo nie doświadczył tego wszystkiego, co na przykład Jessica czy zmarły już Raza.
Próba użycia komunikatora wywołała w pierwszej kolejności sporą dawkę szumu - który teoretycznie mógł zwrócić czyjąś uwagę. Momentami zakłócenia ustawały całkowicie, lecz wówczas nie przebijało się też nic innego; kiedy zaś rozbrzmiewały, to od czasu do czasu można było odnieść wrażenie, że jednocześnie ktoś coś szybko mówił... Ale niewyraźnie, zbyt cicho - słów niestety nie dało się rozróżnić. Być może głos należał do kobiety? Chyba tak, o ile nie było to w ogóle złudzeniem, podjętą przez umysł próbą zinterpretowania przypadkowych dźwięków jako czegoś znajomego i pożądanego. Jeżeli jednak ktoś rzeczywiście przemawiał - to oznaczało, że albo przynajmniej część agentów przeżyła... Albo ktoś inny znalazł jeden z komunikatorów.

***

Krótkie mg, bo tylko dla Coulsona - można spokojnie założyć, że dzieje się mniej więcej jednocześnie z reakcją Jessici na poprzednie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Czw Kwi 20, 2017 8:35 pm

Musiała podjąć to ryzyko. Nie widziała innego wyjścia. Uniknęła ataku przeciwnika, ale szybko pojawili się kolejni. Szybciej niż się spodziewała, o wiele za szybko by mogła się na nich przygotować. Dopadły do niej, szarpały za włosy i ubranie. Z początku starała się jakoś przed nimi opędzać, ale gdy nie przyniosło to żadnego rezultatu skupiła się na ochronie twarzy i tych bardziej odsłoniętych części ciała. Jednocześnie cały czas zastanawiała się jak zareagować, jak się ich pozbyć, gdy w końcu ją olśniło. Skoro większe stwory ewidentnie bały się ognia, to ich mniejsi bracia również powinni. Na to przy najmniej wskazywałaby logika. Skoro te stworzenia trzymały się wyżej nad ziemią, gdzie temperatura była o wiele niższa, to bliskość źródła ciepła powinna je odstraszyć. A przynajmniej chociaż trochę zniechęcić, może spowolnić, co dałoby jej szansę na ucieczkę. Żałowała, że wcześniej nie zdecydowała się na pochwycenie jakiejś płonącej gałęzi lub innego zajętego ogniem przedmiotu. Teraz miałaby o wiele łatwiej. Wiedziała, że jeśli będzie chciała zlecieć na dół, do źródła ciepła, będzie musiała to zrobić szybko. Bardzo szybko. Inne bestie nie będą przecież czekać i od razu rzucą się do ataku. Musiała wierzyć w to, że bliskość płomieni zapewni jej te ułamki sekund potrzebne do rzucenia się w ślad za samotnym mężczyzną.
- Za chwilę stąd spieprzam! – krzyknęła licząc, że przebije się przez dźwięki wydawane przez stworzenia i nieznajomy zdoła ją dosłyszeć, choć przy tym hałasie może być to dość trudne. Być może dzięki temu mężczyzna wyjdzie jej naprzeciw i znacznie wszystko ułatwi. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ale teraz uświadomiła sobie, że dźwięki te przypominają te wydawane przez nietoperze. Nie zamierzała jednak zmieniać swojego podejścia do tego problemu. Z czymkolwiek miała do czynienia, nie były to zwykłe nietoperze i spodziewała się, że nie mogła ich w tej kategorii postrzegać. Odsłaniają lekko oczy starała się wypatrzyć jakieś źródło ognia, które będzie mogła wykorzystać w swoim planie. Wtedy przejdzie do jego realizacji. Szybko, tak jak sobie zaplanowała i jak wymusi to na niej sytuacja. Kilka metrów niżej przecież wciąż przebywają inne stwory i na nie także musi uważać. Najlepiej byłoby opaść nie prosto na dół, bo to tylko ułatwi im robotę, a znaleźć do tego miejsce choćby odrobinę oddalone, co będzie uzależnione od tego co do tej pory ogień zdążył opanować po wcześniejszym wybuchu. Czy w ogóle zdołał się jakoś rozprzestrzenić. Jeśli nic takiego nie miało miejsca, to spróbuje nie opadać po linii prostej. Będzie cały czas manewrować w trakcie lotu, by nie ułatwiać roboty większym braciom tych nietoperzy. Jeśli uda jej się uwolnić od tych stworzeń, albo chociaż od ich części, natychmiast ruszy po mężczyznę. Nie będzie mogła pozwolić sobie nawet na chwilę zwłoki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Wto Maj 30, 2017 10:13 pm

Głos Jessici zdecydowanie był głośniejszy od pisków - domniemanych - nietoperzy oraz porykiwań tych większych stworzeń, więc Coulson mógł go dosłyszeć... Nawet z tej odległości i skupiając się jeszcze na swoim komunikatorze. Pytanie tylko: co mężczyzna dalej z tym zrobi? Przebywał już stosunkowo niedaleko Jones, od głównej ulicy dzieliło go zaledwie parę metrów, a potem miał jeszcze kawałek do samej kobiety... Więc mógł zdążyć, o ile po drodze nic by mu nie przeszkodziło.
Na korzyść Jessici działało również to, że ogień rzeczywiście stopniowo się rozprzestrzeniał, lecz siłą rzeczy nie mógł zająć wielkiego obszaru, bo ograniczały go lód, śnieg oraz niedobór obiektów, które mogłyby się nim zająć. Od palącego się ciała Razy bił nieprzyjemny zapach, poza tym płomienie zajęły wąski pas roślinności, skupiając się jednak na drzewach, a oszczędzając ukrytą pod białym puchem trawę. Kilka samochodów płonęło, ogniem zajmowały się kolejne zaparkowane wystarczająco blisko... Ale łatwo dało się poznać, że już wkrótce żywioł straci możliwość rozchodzenia się dalej.
Jessice do granicy ognia brakowało maksymalnie kilkunastu metrów, być może trochę mniej, ale potwory tak czy siak zatrzymywały się już na parę metrów od płomieni, nie chcąc ryzykować z nimi kontaktu. Dodatkowo nawet przysłaniające widok nietoperze nie mogły w pełni zakryć łuny bijącej od pożaru... A ta przy okazji rozświetlała okolicę.
Kiedy kobieta zaczęła się przemieszczać, bestie natychmiast ruszyły za nią, najwyraźniej tylko czekając na to, aż Jessica znajdzie się w zasięgu ich skoków. Niektóre nawet próbowały ją dopaść; jedne docierały wyżej, inne niżej, ale zdarzało im się machać pazurami niebezpiecznie blisko Jones. Z drugiej strony jej działania przynajmniej odwracały uwagę stworów od praktycznie bezbronnego Coulsona...
Zupełnie nagle wizja Jessici oczyściła się; nietoperze odpuściły, gdy kobieta znalazła się zbyt blisko płonących drzew i po prostu rozproszyły się w pobliżu. Nie mogło jednak być za pięknie - w tym ostatnim momencie jedno monstrum, smukłe i lekkie, dosięgnęło w końcu nogi pani detektyw... Dokładniej jednym szponem, który zahaczył dość płytko o kostkę i zjechał w dół, pozbawiając Jones buta i pozostawiając w jej skórze ranę, ale na szczęście bardzo powierzchowną. Piekła, lecz nie powinna sprawiać poważnych problemów... Bestia natomiast poddała się grawitacji, wylądowała na ulicy i jak oparzona odskoczyła parę metrów dalej, chcąc uniknąć ognia. Na pazurze dalej miała zaczepiony but.
Żeby tego było mało, to parę metrów dalej rozległ się właśnie nowy dźwięk, który zdecydowanie nie pasował do dotychczasowych hałasów. Przypominał... Pikanie? Może sygnał wiadomości tekstowej albo jakiegoś alarmu? Gdyby ktoś miał czas się rozejrzeć, dostrzegłby może migające światełko, dochodzące spomiędzy budynków jakieś dziesięć metrów od obecnej pozycji Jessici, ale jeszcze dalej od Coulsona. Coś leżało między śmietnikami... Chyba jakaś torba? I to w niej znajdowało się urządzenie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 94
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Cze 05, 2017 10:54 am

Phil dosłyszał wreszcie głos kobiety.
Nadal nie był pewien czy to na prawdę kobieta, czy jedno z tych stworzeń przypadkiem nie imitowało głosu wydanego przez kobietę.
W czasach superbohaterów i różnych innych rzeczy, o których kiedyś można było przeczytać tylko w książkach.
Agent nie miał wyjścia tylko ruszył w stronę głosu.
Oczywiście nie wychodził na przeciw niebezpieczeństwa tylko z odppwiedniej odległości i zza jednego z samochodów dojrzał kobietę i nawet wydawała sie lekko znajoma. Próbował po raz kolejny połączyć się z nią, a gdy to nic nie dawało postanowił dać jej znać w inny sposób.
Urwał lusterko od samochodu i postanowił tak odbić słabe światło latarni żeby promień zwrócił uwagę kobiety nie wywołując zainteresowania tych stworzeń.
Nie wiedząc czemu Phil miał preczucie, że może ufać tej kobiecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Sob Cze 10, 2017 6:46 pm

To miała być prosta sprawa. Chciała tylko dowiedzieć się za pomocą czego doprowadzono tamtego mężczyznę do takiego stanu i kto to zrobił. Nic więcej. Zajmowała się czymś takim niemal przez cały czas. To wszystko… Na to z całą pewnością się nie pisała. Potwory, śmierć jakiegoś dzieciaka, jeszcze więcej potworów. Za bardzo przypominało to życie, które dawno temu zdecydowała się porzucić. Być może najlepszym wyjściem byłoby stąd po prostu zwiać, ale nawet ona nie wybaczyłaby sobie, że nawet nie spróbowała kogoś uratować. Można powiedzieć o niej wiele złego, lecz wciąż jest człowiekiem. Ze zdolnościami, które w takich właśnie momentach są zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem, a które może teraz wykorzystać w innym celu niż do swojej tradycyjnej, niekoniecznie etycznej, pracy.
Była ranna, zmęczona i niesamowicie sfrustrowana. Na każdym kroku coś starało się ją dopaść. I było coraz bliżej celu. Zasyczała z bólu, gdy bestia zahaczyła o jej nogę. Nie miała chęci, ani czasu na to, by dostrzec, że obrażenia stopy wcale nie były tak poważne. W tej chwili miała przed sobą tylko jeden cel. Zabrać stąd choć jedną osobę i spieprzać. Najlepiej jak najdalej stąd, ale pewnie nie będzie to możliwe. Los już dawno udowodnił jej, że zsyłanie na Jones kolejnych problemów niezmiernie go bawi. Musiała jak najefektywniej wykorzystać chwilę wytchnienia, którą właśnie mogła się cieszyć. Mając na uwadze obecność stworów, w pośpiechu zaczęła się rozglądać za jakąś płonącą gałęzią (najlepiej taką którą bez problemu mogłaby uchwycić nie ryzykując poparzenia czy podpalenia; chyba, że nie będzie miała specjalnie w czym przebierać, wtedy weźmie wszystko co choć na chwilę zapewni jej ochronę) lub innym elementem otoczenia, którym mogłaby chociaż przez chwilę próbować odstraszać potwory. Gdy udało jej się. Jest! To musi być on, pomyślała widząc odbijające się od czegoś światło. Nie w taki zwyczajny i przypadkowy sposób. Ktoś starał się ją na siebie nakierować, wskazać swoją pozycję, by mogła go stamtąd wyciągnąć. Czyli wcześniejsza próba kontaktu nie poszła na marne. W całym tym zamieszaniu zarejestrowała jeszcze jakiś dźwięk. Nie pasujący do niczego co wydarzyło się w ostatnim czasie. Za to w jakimś stopniu znany. Nie miała jednak czasu na poszukiwanie jego źródła. Być może później tu wróci i się rozejrzy, ale teraz najważniejszym jest się stąd wydostać. Dobrze. Czas zostać bohaterem w swoim domu i pomóc osobie w potrzebie. Najpierw postarała się o zdobycie wcześniej wypatrzonego źródła ognia, a następnie ruszyła w kierunku miejsca, w którym dostrzegła próby zwrócenia jej uwagi. Zrobi to szybko. Złapię mężczyznę i szybko odleci w obojętnie jakim kierunku. Byle się stąd zabrać, znaleźć jakieś schronienie, złapać oddech i zająć obrażeniami. Później będzie martwić się o resztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Cze 11, 2017 8:07 pm

Przy płomieniach Jessica przez chwilę była bezpieczna; bardzo skutecznie odstraszały one wrogów, którzy jednak wciąż czaili się w pobliżu, rozchodzili się po okręgu dookoła pożaru, jak gdyby tylko czekali na okazję, aby znów zaatakować... I prawdę mówiąc pewnie tak właśnie było. Nawet ta grupka nietoperzy, która wcześniej męczyła kobietę, nie odlatywała zbyt daleko.
Stwory zdawały się posiadać bardzo prosty tok rozumowania... Kiedy wybierały już ofiarę, wyraźnie nie chciały jej zmieniać tak długo, jak tylko miały jeszcze nadzieję na jej pochwycenie. Oczywiście mogło to być tylko takie wrażenie, ale niektóre drapieżniki w przyrodzie stosowały podobny system, więc nie byłoby to aż tak dziwne. Co więcej, chyba przyciągała je krew, a podczas gdy Jessica była ranna, to Coulson nie, wcale, więc tym bardziej zwracał na siebie mniejszą uwagę. Czy bestie były świadome jego obecności? Zapewne. Czy coś w związku z tym robiły? Jeszcze nie.
Jak gdyby tego było mało, komórka Jessici wybrała sobie właśnie ten niefortunny moment, aby dać jej znać o nowej przychodzącej wiadomości tekstowej od Night Nurse. W tych okolicznościach ciężko byłoby zaryzykować nawet kilka sekund, aby sięgnąć po telefon i zerknąć na jego ekran, ale gdyby Jones zdecydowała się to jednak zrobić, wówczas jej oczom ukazałby się SMS o następującej treści:
"Problemy, szpital uszkodzony, pacjent niebezpieczny. Avengers już są."
Wiadomość była więc krótka, a do tego trochę nieskładna, czyli najprawdopodobniej pisana na szybko... I nic dziwnego, skoro najwyraźniej na miejscu stało się coś złego. Obecność bohaterów mogła uspokajać, tak samo jak i fakt, że Night Nurse była w ogóle w stanie się odezwać, ale brak szczegółów i tak pewnie nie pomagał.
Jessica miała do wyboru sporo palących się gałęzi - musiała tylko znaleźć taką, którą najwygodniej byłoby jej nosić, ale raczej nie sprawiło jej to poważnego problemu. Co prawda zbliżanie się do płomieni pewnie nawet dla niej nie było przyjemne, bo wysoka temperatura robiła swoje, szczególnie teraz, na zasadzie kontrastu z chłodem panującym na ulicy... Ale ważne, że kiedy kobieta już się tak "uzbroiła", mogła spokojnie skierować się do Coulsona, bo potwory nie ośmieliły się jej zaatakować. Co prawda podążyły za nią i wokół niej, ale utrzymywały dystans przynajmniej dwóch metrów - nawet nietoperze.
Oczywiście to oznaczało, że Jessica mogła chwycić agenta tylko jedną ręką, chyba że zdecydowałaby się w tym momencie porzucić swoją pseudo-pochodnię i zaryzykować szybkie odlecenie. Nawet wtedy kobieta musiała brać pod uwagę odległości: wysokość nad ziemią i związaną z nią temperaturę, metry dzielące ją od tej gromady bestii, a także od tych uskrzydlonych stworów - latających w oddali...

***

Jeżeli chcecie, mogę Wam pozwolić wyjść teraz z tematu, żeby odlecieć poza Brooklyn i spróbować zorganizować sobie wsparcie albo wysłać do akcji kogoś innego. Wybór należy do Was.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lip 02, 2017 4:22 pm

Nie może pozwolić już sobie na żaden błąd. Bestie wciąż za nią podążały. Ogień skutecznie je odstraszał, ale wciąż trzymały się na odległość gwarantującą im skuteczność ataku, gdyby tylko zdecydowała się na porzucenie trzymającego ją przy życiu przedmiotu. Musi pochwycić mężczyznę jedną ręką, być może dobrze byłoby, żeby na ułamek sekundy wylądowała tuż przy nim, by mieć pewność dobrego chwytu. Wolała nie ryzykować tego, że gdzieś po drodze ten ktoś się wyślizgnie i spadnie między stwory lub, gdy uda im się uciec z ich terenu, w jakieś mało przyjemne miejsce. Tak to dobry pomysł. Przeszła do jego realizacji i kilkanaście sekund później mężczyzna razem z nią przebywał już w powietrzu.
Dawno nie była zmuszona tak długo korzystać ze swoich mocy. Była zmęczona i czuła, że nie mogą tu zostać. To byłoby istne szaleństwo, zwłaszcza biorąc pod uwagę wszystko to co miało miejsce do tej pory. Sami sobie nie poradzą, nie ma szans. I mówiła to ona, kobieta niezwykle uparta i zdeterminowana. Poza tym, ktoś powinien ją porządnie opatrzyć. Znała miejsce, w którym będą mogli załatwić obie te rzeczy jednocześnie, jeśli będą mieli szczęście i zdoła tam dolecieć. W normalnych okolicznościach nie byłoby to wielkim wyzwaniem, lecz teraz… Będzie musiała wykrzesać z siebie wszystko co najlepsze, zwłaszcza z dodatkowym pasażerem. Gdy tak sobie teraz myślała, Metro General Hospital wydawało jej się wyjątkowo odległym przystankiem. Ale jeśli chcą szybko tu wrócić, to było odpowiednie miejsce. Miała tylko nadzieję, że Pym wciąż tam będzie. To o niego chodziło jej najbardziej. Ma powiązania zarówno z SHIELD, jak i Avengers, być może zdoła szybko zorganizować jakieś wsparcie, a w tym czasie Night Nurse ją opatrzy. Złapią chwilę oddechu, przygotują jakiś plan i będą mogli wrócić. To był już jakiś pomysł.
- Trzymaj się mocno. Zabiorę nas w bezpieczne miejsce. – rzekła mężczyźnie i skierowała się w odpowiednim kierunku. Na więcej słów nie marnowała już energii. Musi jej zaufać.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Sro Lis 15, 2017 9:52 am

Pomoc „zaoferowana” przez Strange’a choć potrzebna, w pierwszej chwili nie została zbyt dobrze przez kobietę przyjęta. Od czasu Killgrave’a nie przyjmowała zbyt dobrze, gdy ktoś decydował o jej dalszych poczynaniach, a ona nie miała nad tym żadnej kontroli. Była wręcz na tym punkcie niezwykle przewrażliwiona. Dlatego też w pierwszej chwili starała się wyszarpać z uścisku magicznej peleryny, przy okazji mierząc czarnoksiężnika lodowatym spojrzeniem. Ostatecznie musiała jednak uznać, że nie ma co z tym walczyć, marnując w ten sposób dodatkowe zasoby energii w z góry przegranym starciu. Odpuściła, świadoma swojej obecnej słabości, nie zamierzając przy tym przestawać w myślach obmyślać kolejnych sposobów na słodką zemstę na mężczyźnie.
Po chwili wyjaśniło się także miejsce docelowe krótkiej podróży niezwykłej gromady. Willow Street, lub też jej najbliższe otoczenie. Miejsce, z którego Jess nie tak dawno ledwie uciekła. Westchnęła głęboko na samą myśl, że znów będzie musiała mierzyć się z tymi potworami. Niespecjalnie pomagał też fakt, że tym razem będzie miała po swojej stronie dwójkę władającą magią w najczystszej postaci. Dodatkowo ponownie dochodziło uczucie chłodu, odczuwalne mocniej wraz z każdym przebytym metrem. Nie pomagał fakt, że lecieli w pewnej wysokości nad powierzchnią ziemi. Jessica wiedziała, że na poziomie ulicy będzie lepiej, choć uczucie to na dłuższą metę wciąż będzie nieco uciążliwe. Jones uważnie wypatrywała zagrożeń. Czy to tych czających się w powietrzu, czy tych skrytych w mroku wąskich uliczek, nie oświetlonych światłem pobliskich latarni, lub tych po prostu szwędających się po okolicy w poszukiwaniu kolejnych ofiar.
- Gdyby coś nas zaatakowało… Bestie nie przepadają za ogniem. – przypomniała swoim towarzyszom, gdy zbliżali się na miejsce. To jedyna słabość, którą znała. Inne, bardziej klasyczne, metody zranienia tych istot nie działały, co wcześniej dało jej się mocno we znaki.
- Dobra, Jess. Weź się w garść. – wymamrotała cicho, by dodać sobie otuchy. Może tego potrzebować, zwłaszcza, że teraz będzie musiała użerać się nie tylko z chłodem i potworami, ale też Strangem, co z pewnością nie wpłynie pozytywnie na jej psychikę. Na szczęście była tu też Maximoff. To ten pozytywny aspekt tego wszystkiego. Detektyw ją znała, wiedziała do czego jest zdolna, i nawet jeśli obie za sobą nie przepadają, to jeśli przyjdzie co do czego, z całą pewnością znajdą jakąś nić porozumienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lis 19, 2017 4:11 pm

Podczas lotu, Stephenowi przypomniało się ciekawe hasło: "Nieużywany mięsień zanika". Niestety, ale możliwe, że magik właśnie doświadcza czegoś takiego. Nie chodzi rzecz jasna o fizyczne mięśnie, w końcu regularnie trenuje, lecz o używanie zaklęcia lewitacji. Jego wierna peleryna mocno go rozpieściła, pozwalając latać z zawrotną prędkością bez żadnego wysiłku z jego strony. O ile był w stanie latać i to z rozsądną prędkością, czuł, że teraz nie używa tego czaru tak efektywnie jak kiedy go poznawał.
Mimo powyżej wspomnianych trudności, w końcu zrównał lot z panną Jones, która rzuciła ciekawym faktem na temat tych istot. O ile nie były magiczne, Strange zawsze interesował się nieznanymi bestiami. Magiczne i "świeckie" potwory, mają pewne cechy wspólne... Spojrzał z ciekawością wymalowaną na twarzy w stronę Jessici.
- Nie przepadają? Co dokładnie masz na myśli? Bały się ognia? Odwracały od niego wzrok? Ranił je? - zasypał ją gradem pytań przy pierwszej okazji. Sądząc po tym, że te stworzenia najbardziej komfortowo czuły się w zimnie, miałoby sens by miały pewną awersję do ognia, pytanie tylko jak bardzo znacząca jest owa awersja. Znał bestie, które topiły się po zetknięciu z ogniem, ślepły od jego światła, bądź zwyczajnie bały się go... i niestety często pokonywały swój strach, żeby dorwać się do gardła doktora.
Jessica nie była jedyną, której zrobiło się zimno. Nawet hart, który Sorcerer Supreme wyrobił sobie podczas lat spędzonych w Tybecie, nie był w stanie uchronić go przed poczuciem zimna. Już miał zamiar ogrzać siebie i towarzyszki, ale wtedy wpadł na iście szatański pomysł.
- Strasznie tu zimno... Panno Maximoff, mogłaby pani coś z tym zrobić? - zwrócił się do drugiej kobiety.  Musiał przyznać, że nie pomagał w tej sprawie z czysto altruistycznych powodów. Skoro potwory nie są magiczne, nie miał żadnego powodu by ratować przed nimi ludzi i w każdym innym wypadku, pewnie zostawiłby tę sprawę i zajął się czymś ważniejszym. Ten wypadek od innych różniła obecność Scarlet Witch. Kiedy powiedział jej, że on z Jessicą są mniej ciekawi niż ona w pojedynkę, to nie było puste pochlebstwo. Słyszał o niej sporo i zawsze interesowała go jej tajemnicza "moc". Jej styl nie przypomniał żadnej magicznej szkoły, o której słyszał, a potęga jej czarów byłaby niemożliwa dla amatora. Musiał się dowiedzieć jak to robi, dlatego to właśnie jej powierzył ogrzanie towarzystwa. To był test, jak się za to zabierze, jak to zrobi i tak dalej. Położył dłoń na oku Agamotto i aktywował je, przyglądając się uważnie Wandzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lis 26, 2017 10:52 pm

Podczas lotu obserwowała miejsce do którego się zbliżali. Miała nadzieje, że gdzieś tam wypatrzy albo źródło ich problemu, albo to z czym będą musieli się zmierzyć. Starała się przygotować na najgorsze, ale to chyba nigdy nie działało. Los grał im na nosie swoją przewrotnością, a ich zadaniem było się dostosować. W ten zły czy dobry sposób. To był ich wybór.
Ostatnio miała kilka dłuższych chwil na przemyślenie i poukładanie pewnych spraw troszkę inaczej. Na spokojnie. Odpoczynek pomógł, ale w jakimś stopniu poczuła się samotna, nikomu do niczego nie potrzebna. Pietro jak to Pietro starał się poprawić jej humor, ale sam miał wiele spraw na głowie, zresztą prędzej czy później irytował się widząc apatię siostry. Dlatego uważała, że powrót do Avengers to dobry pomysł. Dzięki temu miała czym zająć myśli... a mimo to cały czas nie potrafiła przestać zaprzątać sobie głowy widzeniem, które objawiło się podczas mgły. Na samą myśl o bliźniakach czuła ścisk w sercu. Nie wiedziała kim są chłopcy, ale to jak się do niej zwracały oddały wszystkie jej wytęsknione pragnienia. Nigdy z nikim się tym nie podzieliła, więc nie mógł być to żart okrutnego telepaty, czy maga, chcącego odwieść jej uwagę od ratowania chorego mężczyzny żądnego destrukcyjnych czynów. Z nikim oprócz brata, ale jego darzyła ogromny zaufaniem. Zresztą już dawno o tym nie rozmawiali, bo sama... ostatnio wyrzucała z siebie tylko pretensje. Jak człowiek siedzi za dużo w domu to staje się bardziej gnuśny. Dlatego podjęła decyzję o powrocie. Co prawda nie spodziewała się aż takich zawirowań i rąk pełnych roboty. Jakby nie patrzeć od samego rana coś się działo, nie zamierzała jednak w żaden sposób narzekać. Na to też nie było ani chwili.
Zamyślenie było na tyle silne by zapomnieć o coraz zimniejszym powietrzu, ale i ten w końcu dał się we znaki. Wylądowała w towarzystwie Strange'a i Jess. Panna Jones na szczęście odpuściła wszelkie groźby skierowane do doktora. To nawet lepiej. Przez tą sytuacje, przez wspomnianą w myślach wizję przy nim czuła się jakoś tak... bezpieczniej. Miała pewność, że w razie gdyby... gdyby pojawiła się sytuacja, w której nad sobą nie zapanuje, to ktoś to zrobi za nią.
- Może lepiej nie. To by się raczej nazywało ostateczne ogrzanie - Skierowała swoje słowa do Strange'a przenosząc już bardziej obecne spojrzenie na mężczyznę. Nie musiała chyba nadmieniać, że używała swoich mocy raczej w destrukcyjny sposób. No, poza polami energii, który chroniły przed atakiem. Nie zawsze skutecznie, a utrzymanie ich również wymagało siły. Zastanawiała się jednak skąd ta prośba, na co zresztą wskazywała jej pytająca, a nawet i odrobinę nieufna mina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Sro Lis 29, 2017 7:30 pm

Okolica nie zmieniła się zbytnio od chwili, gdy Jessica była w niej po raz ostatni - i chyba nic dziwnego, bo w końcu od tamtego momentu nie minęło aż tak dużo czasu. Gęste chmury w dalszym ciągu sprawiały, że korzystać można było jedynie ze sztucznego oświetlenia, w tym z ulicznych latarni... Z których część najwyraźniej została przez kogoś rozbita. Na podstawie paru ulic ciężko byłoby określić ich procent, bo zdarzały się zarówno miejsca z jednym czy dwoma brakami, jak i takie, gdzie nie świeciło kilka lamp stojących obok siebie.
Pod względem temperatury również nie doszło do żadnych zmian; nisko było jeszcze znośnie, ale im wyżej, tym chłodniej. Ktoś lub coś ugasiło za to ten niewielki pożar, który wcześniej na chwilę zagwarantował Jessice bezpieczeństwo. Choć może stało się to w sposób naturalny? W końcu płomienie musiały kiedyś umrzeć, a ograniczała je wilgoć śniegu...
Skoro zaś już o tym ostatnim mowa, to wciąż był na swoim miejscu - wraz z lodem pokrywał zarówno drogi i chodniki, jak i budynki oraz wszelkie inne powierzchnie, nawet jeżeli na ogół nie sięgał aż do dachów... Chyba że budynków, które miały tylko dwa, trzy piętra. Jeszcze w trakcie lotu grupa mogła się zorientować, że w całej okolicy większość ulic wyglądała już na pogrążone w zimie. Zdarzały się pojedyncze, które zamieć ominęła - ale sytuacja wyraźnie się pogarszała, przynajmniej w tej części Brooklynu.
Jessica mogła również zwrócić uwagę na to, że nigdzie w pobliżu nie było widać zwłok mężczyzny, który oferował jej współpracę, a potem zginął na jej oczach podczas eksplozji. Przysypał je śnieg? Zgarnęły je potwory? Obie opcje wydawały się równie prawdopodobne.
Stwory z kolei - pozbawione ofiar - najwyraźniej się rozeszły. Możliwe, że nie opłacało im się trzymać w dużych grupach, skoro chyba tego nie praktykowały... Albo tak po prostu podpowiadał im instynkt. Lub nie potrafiły się dogadać. Albo miały ku temu jeszcze inne powody. Grunt, że w okolicy kręciło się ich niewiele; kilka dało się zauważyć na dachach, kroczące na mocno ugiętych kończynach, inne od czasu do czasu przemykały niżej, w cieniach budynków - i znów zlewały się z mrokiem. Więcej stworzeń znajdowało się już w powietrzu - wysoko, ale i dość daleko. Póki co zdawały się nie interesować przybyciem potencjalnego posiłku. Ich masywne sylwetki i ogromne skrzydła pokrywały niebo.
Nietoperzy - lub też bestii, które je przypominały - również ubyło, ale mniejsze stada wciąż przelatywały na wysokości do paru metrów nad ziemią. Szczurów było za to mnóstwo i kręciły się praktycznie wszędzie, kierowały się we wszystkie strony... Cel ich działania ciężko byłoby określić. Szukały ciepła, pożywienia, drogi ucieczki z tego terenu? A może jeszcze czegoś innego?
Poza tym teraz Jessica pewnie mogłaby już spróbować sprawdzić torbę, którą ktoś porzucił pomiędzy śmietnikami - o ile w ogóle jeszcze o niej pamiętała. Wcześniej pikało i migało w niej jakieś urządzenie. Być może było to coś ważnego, a może wręcz przeciwnie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Pią Gru 01, 2017 6:40 pm

- Bały się. I to zarówno te większe, jak i te mniejsze stworzenia. Nawet niewielkie źródło ognia sprawiało, że bestie trzymały się na dystans. Gotowe rzucić się na ofiarę, gdy przeszkoda zniknie. – właściwie tylko ta słabość pozwoliła Jessice zabrać Coulsona i uciec w poszukiwaniu wsparcia. Pierwotnie mieli skierować swe prośby do S.H.I.E.L.D. właśnie, ale ich plany musiały ulec zmianie, gdy Jones zaczęła tracić siły. Na szczęście udało jej się uzyskać pomoc. Nieoczekiwaną, lecz niezwykle cenną. W takim towarzystwie powinna czuć się pewniej, a mimo to ciągle miała wrażenie, że zagrożenie czai się tuż za rogiem i czeka na odpowiedni moment.
- Możesz już zabrać swoją pelerynę. – dodała, gdy poczuła się na tyle pewnie stojąc na swoich nogach, by nie potrzebować już wsparcia magicznego artefaktu. Wciąż była osłabiona, nie było mowy o udziale w maratonie czy długotrwałym korzystaniu z mocy, ale poradzi sobie teraz sama. Nie chciała być dłużej zdana na łaskę innych, nie w ten sposób, ale zdawała sobie też sprawę z tego, że jeśli dojdzie do jakiegoś starcia, będzie musiała oddać pole czarodziejom. Ona zaś skupi się na tym na czym się zna. Poszuka czegoś co może im pomóc odnaleźć przyczynę całego zamieszania. Miała zając się tym wcześniej, ale pojawienie się bestii, śmierć chłopaka, których starał się jej pomóc i nieco desperackie próby ucieczki skutecznie ją od tego głównego celu odwiodły. Właśnie… Gdzieś w pobliżu powinno leżeć ciało młodzieńca. Niemal o nim zapomniała. Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu śladów. Zamyślona oddaliła się od Strange’a i Wandy. Nie znalazła niczego co świadczyłoby o tym, że jeszcze przed chwilą ktoś poniósł tu śmierć. Pokrywa śnieżna nieco się podniosła, ale Jess nie sądziła, by zrobiła to na tyle, by zasypać ciało. Musiało z nim się stać coś innego. Coś o wiele mniej przyjemnego. Głodne i rozczarowane brakiem świeżej zdobyczy bestie musiały zwrócić na niego uwagę, gdy tylko detektyw zniknęła im z pola widzenia wraz z Coulsonem.
- Cholera… A mówiłam, że nie potrzebuję twojej pomocy. – cicho wyszeptała. Gdyby nie był taki uparty i za wszelką cenę nie starał się pokazać jej, że można mu zaufać, młodzieniec jeszcze by żył. Można powiedzieć, że był podobny do niej. Ale tego kobieta przed nikim nie przyzna. Tym bardziej przed sobą.
Było coś jeszcze co zaprzątało głowę detektyw, a co prawie zdołało zniknąć w natłoku myśli. Ale gdzie do cholery się to znajdowało. Pamiętała ten dźwięk. Pikanie, które dochodziło gdzieś z okolicy. Ale skąd? Wcześniej nie miała czasu, ani możliwości, by sprawdzić co było źródłem dźwięku. Teraz, nie niepokojona przez stwory mogła sprawdzić ten trop. Rozpoczęła marsz wzdłuż ulicy. Rozglądała się na boki, szukała czegoś. Zintensyfikowała poszukiwania w pobliżu miejsca, z którego wcześniej usłyszała to pikanie. Może urządzenie wciąż działa i nad w jakiś sposób o tym informuje. Strasznie by jej to pomogło. Na szczęście nie ma wiele do przeszukania, więc jeśli to co nadal gdzieś tu jest, Jessica w końcu to znajdzie. Powoli przeszła jakieś kilkadziesiąt metrów, prawie zapominając, że nie przybyła sama. Odwróciła się, by zobaczyć, gdzie znajdują się jej towarzysze i wznowiła poszukiwania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Pią Gru 08, 2017 8:48 pm

- Mówisz tak, bo nie potrafisz, czy dlatego, że  nigdy nie próbowałaś? - zapytał się, zaciekawiony odmową kobiety. Praktycznie każdy sposób używania magii zakładał, że jej użytkownik potrafi ją przywołać i kontrolować, krzywdzenie nią innych przychodzi o wiele później o ile w ogóle, ta zasada odnosi się nawet do najmroczniejszych z nauk. Nie zamierzał jednak ciągnąć problemu ponad to jedno pytanie, nie chciał jej do niczego przymuszać, skoro jej zdaniem miałoby to tragiczne konsekwencje. Wystawił przed siebie rękę, a na niej zaczęła formować się kula o średnicy około 40cm. Wytwarzała ciepło podobne tego przy ognisku. Następnie okrążył sferę dłonią, mrucząc coś pod nosem, a ta nagle wyglądem zaczęła przypominać latającą kulę ognia. Stephen nałożył na nią proste zaklęcie iluzji. Upewnił się co do wszystkiego, do tego by płomienie były nieregularne i poruszały się z kierunkiem wiatru oraz do tego by powietrze "falowało" tuż nad nimi.
- Innymi słowami some fire a day keeps the monster away - skomentował opis reakcji potworów na ogień, przy okazji opowiadając okropny żart.
Nie odpowiedział niczego kiedy kobieta nie chciała już dłużej używać peleryny, ba, kawałek materiału sam przeskoczył z niej prosto na doktora, zachowując się przy tym jakby bardzo go to cieszyło, pomimo tego, że nie ma żadnego sposobu na okazanie uczuć niż swój ruch. Płaszcz lewitacji okręcił się wokół pasa magika, jakby go przytulał, wyraźnie powodując u niego zakłopotanie, lecz na szczęście puścił stosunkowo szybko.
Stephen spędził nieco czasu przyglądając się okolicy. Martwiły go te wielkie latające bestie, nawet z tej odległości mógł stwierdzić, że nic o nich nie wie. Zamartwiło go to na tyle, że nie zauważył nawet kiedy panna Jones oddaliła się od niego. Skorygował tę pomyłkę najszybciej jak mógł i podleciał do niej od tyłu. Był nieco zły, że nie poinformowała go o tym, że sobie idzie, te stwory mogły kryć się za każdym krokiem, a sądząc po stanie w jakim się znajdowała nim doktor ją uleczył, nie dałaby sobie z nimi rady sama. Jednakże przed przejściem do opieprzania jej, chciał szybko sprawdzić jej myśli, by zrozumieć jej motyw do odłączenia się od grupy. Poznał go. Na usta cisnęło mu się coś w stylu "szkoda go", lecz ugryzł się w język nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Nie mógł o tym wiedzieć bez telepatii, gdyż szeptała za cicho, więc gdyby to skomentował, dowiedziałaby się, że pomimo jej zakazu, dalej czasami zaglądał jej do umysłu. Jedyne co jeden z najsilniejszych użytkowników magii na Ziemi mógł teraz zrobić, to opuszczenie głowy.
Wraz ze swoją sztuczną kulą ognia, podążał bez słowa za Jessicą. Tylko ona wiedziała gdzie należy zacząć poszukiwanie wskazówek i teraz najwidoczniej stara się znaleźć jedną z nich.
- Czy ktoś już złapał jedną z bestii? Pewnie byłaby przydatna... mógłbym spróbować jedną pojmać, co ty na to? - zaproponował w pewnym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Willow St   

Powrót do góry Go down
 
Willow St
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: