Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Willow St

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 354
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Willow St   Pią Wrz 13, 2013 1:22 pm

First topic message reminder :

Jedna z ulic mieszczących się na Brooklyn Heights, nieopodal Cranberry i Orange Street. Głównie jest to ulica mieszkalna, w przeciwieństwie do pozostałych, które są umieszczone równolegle czy też prostopadle względem niej. Również dosyć blisko jest do wjazdu na Brooklyn Bridge.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Pią Kwi 04, 2014 12:07 pm

Furia w głosie Barnes'a lekko go zszokowała. Of faktycznie nie zdawał sobie sprawy kim dla niego jest Steve, jakie jest jego prawdziwe imię. Dostrzegł grymas na jego twarzy. Dobrze. Powinien dalej drążyć ten temat. Może jest jakaś nadzieja na przypomnienie choć najmniej istotnych chwil. Tyle by wystarczyło. A Steve jeśli wiedział, że jest na coś nadzieja, cień szansy, postanawiał się jej kurczowo chwycić i nie puszczać za wszelką cenę.
- James. Twoje imię to James - powiedział już pewnym tonem -...zawsze ratowałeś mi skórę...
Rogers dostrzegł, że Żołnierz nie może poradzić sobie z napływem informacji i pociągnięcie za spust to tylko kwestia sekund.
Bucky strzelił - Steve błyskawicznie odskoczył na bok, wpadając z impetem na ścianę. Momentalnie pokonał dystans dzielący ich i zamachnął się rurą celując w dłoń, by wytrącić mu broń z ręki.
- BUCKY, POROZMAWIAJ ZE MNĄ. - krzyknął. On sam czuł się rozdarty, rozgoryczony, nadal niedowierzający. Minęło tyle lat, Rogers stanął na nogi, pogodził się z utratą wszystkiego co było mu bliskie i ni z tego, ni z owego pojawia się jego najlepszy przyjaciel, który chce go zabić. Najwięcej cierpienia jednak sprawiał mu fakt, że nie ma go w pamięci. Nic.
Poczuł ogromną złość do tych, którzy dokonali tej zbrodni - pozbawili człowieka jego własnej woli i świadomości tego kim jest. Tak bardzo chciał, by Bucky choć powiedział dla kogo pracuje, bo na więcej nie miał co liczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Kwi 06, 2014 3:00 pm

-Wcale nie jestem James - zaprzeczył, już trochę spokojniejszym głosem. Musiał się opanować i być skupiony, nie chciał zepsuć tak ważnej misji, a mogło się tak stać - zbyt dużo myśli, dziwnych obrazów. Jak Rogers to robił? Ewidentnie mieszał mu w głowie. A może nie. Winter Soldierowi wydawało się, że jednak skądś zna tego James'a "Bucky'ego" Barnesa. A chyba nigdy kogoś takiego nie zabijał, ani z kimś takim nie współpracował.
Następnej wypowiedzi Steve'a już nie skomentował. 'Ratował mu skórę?' Jeśli to, że nie zestrzelił go tam, w Petersburgu się liczy, to może faktycznie? Ale chyba nie o to mu chodziło. I nie wydawało mu się, by Kapitan Ameryka kłamał. Bucky próbował sobie przypomnieć, chciał sobie przypomnieć. Ale nie mógł, widział tylko fragmenty. I chciał wiedzieć o nich więcej.
Nie udało się, Steve zrobił unik,a Barnes ponownie w niego wycelował. Nie zdążył jednak strzelić, bo Rogers podbiegł i wytrącił mu broń. Ale miał w zanadrzu jeszcze coś - wyciągnął spod płaszcza nóż i był gotowy do dalszej walki. Mimo to, małymi, wolnymi krokami zbliżał się w stronę pistoletu, by go odzyskać.
-Dobrze,  porozmawiam, kimkolwiek jest Bucky - powiedział oschle i bez uczucia, wpatrując się w Steve'a. - Może najpierw powiesz mi, dlaczego widzę twoje misje, fragmenty twojego życia. I co to za pociąg, który dość często widuję? - miał jeszcze wiele pytań, więc pewnie chwilę sobie tu pogadają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Kwi 07, 2014 10:34 pm

Barnes oddalił się od niego na kilka kroków, lecz przynajmniej był bez broni. Tak mu się przez chwilę wydawało, dopóki nie dostrzegł noża w jego dłoni, którego prawdopodobnie nie miał zobaczyć. Nie było trudno odkryć, że zamierza też odzyskać pistolet, więc Rogers najzwyczajniej na świecie kopnął go w brudną wodę, daleko od nich. Sam nie miał zamiaru z niego korzystać, choćby niebiosa zaczęły mu się walić na głowę.
Widział, że jego słowa trafiają do Jamesa. Tak jakby nie potrafił sobie poukładać tych informacji w głowie, lecz miał już o nich jakieś pojęcie. Wziął głęboki wdech i obserwował go czujnym wzrokiem. Jego pytania były jak zbawienie. Albo i nie. Nie wiedział. Steve poczuł jak jego dusza rwie się na strzępy. Pociąg, przepaść, Red Skull..
- Bucky. Spadłeś w przepaść podczas jednej z misji, na której z resztą byłeś ze mną. Walczyłeś po mojej stronie. Nie wiedzieliśmy, że przeżyłeś. - odpowiedział z pozoru równie spokojnie, choć krew się w nim gotowała, a sam pragnął krzyczeć, niszczyć, potrząsnąć nim, by sobie przypomniał. - przyjaciele do samego końca, pamiętasz?  - dodał z nikłą nadzieją w głosie.
Może i pamiętał, może nie. Rogers nie liczył na to, że Barnes momentalnie sobie wszystko przypomni i jak gdyby nigdy nic rzucą się sobie w objęcia. Nie. Bucky był lojalny, więc Steve będzie potrzebował czegoś więcej niż kilka wspomnień, bo go przekonać.
- Czemu mnie śledzisz? Masz mnie zlikwidować, tak? - spytał go zrezygnowany. - Czemu mnie JESZCZE nie zabiłeś? Założę się, że miałeś wystarczającą ilość okazji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Czw Kwi 17, 2014 3:43 pm

Obserwował jak jego pistolet wpada do wody, nie będzie teraz próbował go wyłowić. Szlag, mógł strzelić kiedy miał okazję. A nie, nie mógł, bo nagle przyszły te dziwne myśli i "wspomnienia". Winter Soldier nie chciał tych wspomnień, dobrze mu się żyło jako rosyjski zabójca. Zero zmartwień, zero problemów... no, może to lekka przesada, ale nie mógł narzekać. Robił to co lubi, a przynajmniej tak myślał. A tu nagle pojawia się taki Kapitan, który twierdzi, że są przyjaciółmi i miesza Jamesowi w głowie. Co robić, co robić?
Nie mógł uwierzyć w to co mówił Steve. Przecież pamiętałby to, gdyby coś takiego się wydarzyło. Prawda? Bo skądś jednak miał w głowie te obrazy. Ale chciał je wyrzucić i spokojnie porozmawiać z Rogersem zanim go zabije.
-Nie pamiętam. Nie jesteśmy przyjaciółmi - odparł spoglądając w ziemię. Próbował sobie przypomnieć. Jedna część żołnierza chciała to zrobić, druga wręcz przeciwnie. Myśli tak szybko się zmieniały. Bucky czuł wszystko i nic w jednym momencie. Ból, gniew, rozpacz...
-Nie dostałem rozkazu zabicia cię. Sam postanowiłem to zrobić. Nie wiem o czym mówisz i dlaczego wywołujesz u mnie te dziwne myśli i ból, ale muszę to zakończyć, Kapitanie
Barnes nie był świadom, że po poliku pociekła mu łza. Zaczął podchodzić do Steve'a gotowy do ataku. Zabije go, zakończy to cierpienie. -Chciałem się czegoś od ciebie dowiedzieć, ale teraz... Walcz ze mną, Rogers! Biegnij po tarczę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Sob Kwi 19, 2014 9:19 am

Nic mu nie odpowiedział, obserwował. Och, Boże. Wyprali mu mózg. - myśl ta nie opuszczała jego głowy, a wzbudzała w nim jeszcze większy gniew gdy bezradny patrzył na stojącego przed nim Barnes'a. Rogers żałował, że nie ma na sobie swojego pierwszego kostiumu i tarczy. Już nawet nie chodziło mu o walkę. Może znajomy widok by mu..przypomniał. Łza z jego słowami stanowiły tak ogromny konflikt, że Steve nie wiedział czemu ufać. Tak czy inaczej - musiał się bronić. Wątpił, by Bucky zbliżał się do niego, by go przytulić, ha. Przebiegł spojrzeniem po krótkim nożu przeciwnika, następnie po całej jego sylwetce. Najmocniejszym punktem była metalowa ręka, która wydawała się być również jego piętą achillesową. W cóż innego mógł celować Rogers, wydrapać mu oczy? Nie dałby rady.
Dostrzegł blisko siebie ów kawałek rury, który tak bezceremonialnie wcześniej wyrwał ze ściany. Szybko schylił się po nią, po czym zamachnął się celując w twarz mężczyzny. Musiał go zdekoncentrować na tyle, by wyrwać mu sztylet z ręki i wbić w łączenie na łokciu tej dziwnej protezy. To była jego jedyna szansa na pat w tym pojedynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Kwi 20, 2014 9:17 pm

Bucky, a raczej Winter Soldier, mimowolnie uśmiechnął się, gdy zobaczył, że Steve podnosi kawałek rury, który będzie mu teraz służył do walki. Dobrze, to było to do czego Zimowy Żołnierz został stworzony - walka. To znacznie prostsze niż rozmawianie ze Steve'm o czymś, co... nie miało nigdy miejsca. Przynajmniej tak myślał.
Rogers momentalnie zaatakował. I o ile Barnesowi udało się uniknąć pierwszego ciosu, wymierzonego w twarz, tak Steve z łatwością wyrwał mu sztylet z ręki. To nie powinno się stać, nie powinien na coś takiego pozwolić. Jak mógł dać się tak łatwo wykiwać? To chyba przez ten napływ emocji i bólu. I te dziwne uczucie, które nie pozwalało mu zabić Rogersa. Po prostu nie mógł tego zrobić. Ale on mógł zranić Bucka. I to zrobił. Na szczęście uszkodził mu tylko metalową rękę, wbijając w nią nóż, chociaż... może i James wolałby tutaj zginąć? Będzie musiał teraz żyć z tym... z tym w głowie. Chyba, że Rosjanie znowu wyczyszczą mu pamięć. Uch, nieważne, teraz musiał stąd uciekać. Powoli oddalał się od Steve'a, kierując się w miejsce, gdzie znajdowało się wyjście z kanałów.
Ponownie włączył swój komunikator i kiedy został już opieprzony przez dowództwo, za to, że się tak długo nie odzywał, nie zdawał raportów i te sprawy, mógł poprosić ich o wezwanie pomocy. Wyraził to krótką komendą w języku rosyjskim, po czym skierował się do metalowej drabiny, która prowadziła przez właz z powrotem  na zewnątrz. Miał nadzieję, że Kapitan nie będzie go gonił. Z niesprawną ręką wybiegł na ulicę, a później wszedł na chodnik i poprawił płaszcz, by znowu wyglądać naturalnie. Niebawem mieli przyjechać po niego Rosjanie.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Kwi 21, 2014 11:41 am

Nie wierzył, że poszło mu to tak łatwo. Chyba porządnie wyprowadził Barnesa z równowagi, skoro tak łatwo wydarł mu z ręki nóż i wbił go w ramię.
Ale to już nie było tak...bezproblemowe.
Gdy wbijał sztylet między metalowe płytki poczuł silny impuls, który błyskawicznie przeszył jego ciało, lekko je paraliżując. Miał mroczki przed oczami, nie mógł skupić wzroku na Bucky'm. Całe szczęście on tego nie zauważył, zbyt oszołomiony tym co się właśnie stało z jego ręką. Obaj zaczęli oddalać się od siebie. Steve wpadł na ścianę, a jego przeciwnik zmierzał do drabinki, zapewne zamierzał już opuścić to miejsce. Słyszał jak Barnes zamienia kilka słów z głosem z komunikatora i wychodzi na powierzchnię. Rogers zamrugał kilka razy, by wyostrzyć obraz, ale nie pomogło. Nieźle go kopnęło, naprawdę nieźle. Metalowa kończyna chyba miała coś na podobieństwo systemu obronnego, nieprawdopodobne. Albo po prostu trafił na nieodpowiednie kabelki. Zaklął pod nosem i nadal podpierając się o ścianę ruszył do drabinki. Wyjście na powierzchnię nie było takie trudne, jedyne co stanowiło problem to światło słoneczne, które niesamowicie raziło go w oczy. Szybko usunął się w cień pod ścianę najbliższego budynku i rozejrzał się. Nie dostrzegł żadnej beżowej plamy, nic. Rozpłynął się w powietrzu, a nie upłynęły nawet 3 minuty.
Ale czy nie o to mu właśnie chodziło? Żeby się..rozejść? Steve nie mógł oddać go w ręce TARCZY, nie ufał jej na tyle. Tak samo jakby nie mógłby go nigdzie ukrywać. On nadal był niebezpieczny, a Rogers nie ukryłby go sam przed całym światem. Westchnął ciężko i przejechał dłonią po twarzy.
- Bucky...

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lip 26, 2015 7:48 pm

Sin z lodów z czarodziejką z Asgardu wracała zadowolona. Po drodze zaszła do jakiegoś mniejszego sklepu gdzie kupiła sobie lizaka. Ot, taka prosta, ludzka zachcianka. Wracała ciemnymi uliczkami, których nigdy się nie bała. Może właśnie to sprawa tego lizaka, że wydawała się bardziej ludzka i nikt by nie pomyślał, że wewnątrz siebie żałowała, że nie znalazła sobie ofiary. Ale dwie interesujące rozmowy, musiały jej w zupełności wystarczyć. Nagle usłyszała ewidentnie męskie gwizdnięcie, które wydaje typowy osobnik stacjonujący na ławkach z alkoholem. Albo przy szpanerskich motorach. Chyba jednak znajdzie ofiarę. Odwróciła się do zaczepiającego i spojrzała na trzech koksów z obleśnymi uśmiechami z miną wyrażającą znudzenie.
-Panienka się przypadkiem się nie zgubiła?- zaczął jeden z nich, obrzydliwym tonem. Jego koledzy wydali z siebie skretyniałe odgłosy sarny w rui. Tak przynajmniej strzelała, że to był ten odgłos. Stwierdziła z obrzydzeniem, że przypominają małpy, albo gorsze świństwo. Jej dłoń zniknęła w torbie.
-Może cię odprowadzimy?
-Tam gdzie ja idę wy maminsynki nie dojdziecie.- parsknęła cichym śmiechem, na ten pseudo podryw. Jej słowa im się wyraźnie nie spodobały.
-Patrz jaka harda, ale zaraz zmienisz zdanie, jak zamiast tego lizaczka będziesz ssać mojego...- nie dokończył, bo Sin błyskawicznie wyciągnęła broń. Jeden strzał i facet leżał jak długi. Nie pozwoliła im się otrząsnąć z szoku i odrzuciła torbę i mocnym kopnięciem w krocze powaliła kolejnego przeciwnika. Trzeci okazał resztki sprytu, gdy złapał ją pod ramiona chcąc unieruchomić. Dziewczyna natychmiast zaczęła się szarpać, za co nie mógł podziękować jego kolega bo dostał kilka dodatkowych kopniaków. Z furstracji, że "karczyk'" tak mocno trzyma krzyknęła.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lip 26, 2015 7:49 pm

To był bardzo ciężki okres. Jakieś starcie z opętaną przez demona, maszyny i inne dziwne sytuacje. Plus to, że im dłużej przebywał wśród ludzi, tym bardziej ich nie lubił. No i dodajmy jeszcze do tego fakt, że nie miał pojęcia co ze sobą zrobić, ani jak wykonać to, z czym tak de facto przybył do tego miasta.
Wszystko to sprawiało, że Herbert nie był wybitnie zadowolony. Więc, nie chcąc siedzieć w hotelu, zaczął się włóczyć po okolicy, jak to ostatnio miał w zwyczaju, po prostu dlatego, żeby móc ją poznać.

Trochę czasu trwała ta wędrówka, gdy, dość niedaleko, usłyszał odgłos strzału. A chwilę po nim głośny krzyk. Kobieta, w dodatku brzmiało to tak, jakby miała kłopoty. Ruszył więc pędem w jej stronę, ciesząc się przy tej okazji, że wreszcie będzie miał okazję zrobić coś dobrego.
Szybko dostrzegł jak dwóch mężczyzn trzymało jakąś dziewczynę, młodą, chyba nawet w jego wieku. Na leżącego nie zwrócił uwagi, przynajmniej na razie, tylko doskoczył do szamoczącej się trójki i mocnym uderzeniem pięści trafił tego, który dziewczynę trzymał. W szczękę i chyba trochę za mocnym sądząc po trzasku gruchoczących kości. Ale wystarczającym, aby go wywalić na ziemię i wyłączyć z rozgrywki.

Nie zatrzymał się, tylko wyskoczył w powietrze odbijając się na jednej nodze, drugą obracając i uderzając w bok głowy ostatniego napastnika. Tu już wyważył swoją siłę na tyle, aby go tylko ogłuszyć.
Analiza sytuacji, kiedy opadał na ziemię, szybka ocena i złapał dziewczynę za dłoń.
- Chodźmy stąd. - Rzucił i ruszył biegiem, mając nadzieję, że ona pobiegnie za nim.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:06 pm

Dała się pociągnąć, mimo że adrenalina rozsadzała jej żyły. Oddychała szybciej i gdy znaleźli się w bezpiecznej odległości.. zwyczajnie w świecie strzeliła go w pysk.
-Jak śmiałeś mi przeszkodzić?!- krzyknęła na niego wściekła i rozgniewana- Poradziłabym sobie bez ciebie.- dodała jeszcze zirytowana, ale po chwili odetchnęła i obrzuciła go uważnym spojrzeniem, a na twarzy zagościł jej uśmiech, który można było uznać za satysfakcjonujący.
-Ale przyznać trzeba, że umiesz walczyć... jak ci na imię?- zapytała przyglądając mu się z uwagą polującego kota. Szczerze nieznajomy ją zaintrygował, mimo że zachował się jak "rycerzyk" czym ona święcie pogardzała. Jednak w tym wypadku nie mogła go nie ocenić przychylniej. Mimo, że przeszkodził jej w walce. Ale przynajmniej posłała jednego do piachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:09 pm

Przez moment wściekłość pojawiła się w jego oczach a on poczuł irytującą potrzebę złapania dziewczyny za gardło i wbicia ją w ścianę budynku. Szybko się opanował jednak, zaskoczony swoją reakcją, uznając, że ona po prostu jest w szoku.
- Mam na imię Herbert. - Odpowiedział jej przybierając dość uprzejmy ton. Teraz, gdy już odeszli na bezpieczną odległość, mógł na spokojnie ocenić, że dziewczyna wcale nie była taką niewinną ofiarą. O ile dobrze zrozumiał, to zastrzeliła jednego z napastników. Samo w sobie to nie było czymś, czego nie można by było wyjaśnić, ani uzasadnić. Broniła się, zapewne przed gwałtem, albo czymś innym. Chociaż chyba była za młoda, aby mieć pozwolenie na broń. Tego jednak nie miał zamiaru ciągnąć, bo nie znał się aż tak na tutajszych prawach. Ale fakt, że nie było widać po niej przejęcia się tym, że kogoś zastrzeliła, był zaskakujący. Szczególnie, że była za młoda, aby być żołnierzem, czy policjantem. Czyli, aby mieć uzasadnienie do stykania się ze śmiercią i do braku reakcji na zabicie.

- Często strzelasz do ludzi? - Spytał więc, bez oceniania jej, bez oskarżania, raczej z ciekawością w głosie. Był ciekaw co ona mu odpowie. I przy tej okazji na spokojnie ocenił też jej wygląd, sposób ubrania się i ciało. Nie pod kątem atrakcyjności, chociaż jako napalonemu nastolatkowi to pewnie też gdzieś tam przemknęło w myślach, ale aby w ten sposób zebrać już jakieś informacje na jej temat.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:14 pm

Ustała w luźnej pozycji w każdej chwili mogącej pozwolić się bronić. I nie spytał o imię. To dobrze, bo ona nie zamierzała mu się przedstawiać. Na jego niewinne w jej mniemaniu pytanie roześmiała się głośno i złowróżbnie.
-Aż sama się niekiedy dziwię, jak często takie marginesy społeczne szukają guza. I nie tyle zastrzeliłam, bo to daje mało satysfakcji, ale zabić nie raz mi się zdarzyło.- chełpiła się nie kryjąc przed nim ewidentnej inności. Niech się boi, można to uznać za resztki zdrowego rozsądku. Zauważyła też, że rycerzyk nie zachowuje się jak ktoś do końca ogarnięty z tutejszym światem.
-Ale tak to jest jak się spaceruje po niebezpiecznych dzielnicach, szukając osób, którym można nabić guza.- na twarzy pojawiła jej się niewinna minka.
-Sin.- przedstawiła mu się, jednak mimo iż nie pytał. Jakiś tam przejaw grzeczności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:17 pm

Ułamek sekundy poświęcony na analizę sytuacji. Właśnie się przyznała, że zdarzało się jej zabić kogoś, mówi o satysfakcji wynikającej z postrzelenia kogoś, oraz, że zwykłe postrzelenie jest jednak mało ciekawe. To nasuwało wniosek, że ona wcale nie jest tą "dobrą" osobą. Nie uznał wcale przy tym, że źle zrobił pomagając jej.

- Cóż.. Takie jest życie. - Odpowiedział tylko. Wychowanie z dala od "cywilizacji" i jej praw, oraz zasad moralnych a także opowieści o tym jak ci "dobrzy bohaterowie" masowo zabijają tych "złych" sprawiło, że wcale nie był jakoś specjalnie przejęty faktem, że ktoś tam zginął. Szczególnie, że ewidentnie zasłużył.

Za to kiedy mu się przedstawiła, uśmiechnął się z wyraźnym rozbawieniem.
- Faktycznie na taką wyglądasz. - Powiedział żartobliwie, nawiązując do znaczenia jej "imienia". Zaraz jednak przekrzywił głowę, będąc gotowym do ewentualnej obrony i spytał zaciekawiony.
- Mamy się teraz grzecznie rozejść w swoje strony, chcesz i mnie spróbować zabić, albo chociaż nabić mi guza, czy też utniemy sobie przyjacielską pogawędkę i pójdziemy gdzieś a Ty przy okazji powiesz mi jakich to miejsc i ludzi powinienem unikać? - Najchętniej by z nią chwilkę jeszcze porozmawiał, chociażby po to, aby wybadać jaką to jest osobą, ale w razie czego był też gotów podjąć z nią walkę.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:21 pm

Zastanowiła się udając, że rozważa jego propozycję. Szczerze coś w jego osobie chwyciło za jej mroczne, przepełnione fanatyzmem serduszko. Może ta prostota, bo każdy kto był "normalny" na pewno by się na jej deklarację chociaż skrzywił.
A nawiązanie do jej przezwiska, sprawiło, że wręcz urosła z dumą. Wredny uśmieszek wykrzywił jej usta.
-Możemy porozmawiać.- zgodziła się niczym pani dworu i z zadowoleniem obserwowała jego twarz. Ten typ był dla niej ewidentnie interesujący- A więc Herbercie... skąd pochodzisz?- nie mogła uwierzyć, by ten chłopak wychował się pod jej nosem na ulicy. Był zbyt dobrze ubrany i nie miał tego błysku w oku dziecka oćwiczonego przez los. Coś czuła, że ta rozmowa idealnie się będzie nadawać jako kolejna dziwaczna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:23 pm

Gdy łaskawie wydała swą zgodę na to, aby z nim porozmawiać, z tym tonem, Herbi złapał za końcówki swojej bluzy i ukłonił się nieco, rozsuwając ją nieco niczym suknię jaką w damy dworu nosiły w danych czasach. Co zobaczył w jednym z filmów i uznał, że może to być dość zabawnym motywem.
- Dziękuję Ci, o Pani, za Twe pozwolenie.. - Powiedział przy tym kryjąc wesołość, tylko starając się, aby zabrzmiało to dostojnie.

Skąd pochodzi.. No tak, każdy oczywiście zauważał, że nie był tutejszy i każdy praktycznie zadawał dość szybko to pytanie. Chyba sporo czasu minie zanim nauczy się wtapiać w tłum.
- Z południa Chin. Z takiego małego zadupia. - Odpowiedział więc, nie chcąc oczywiście wdawać się w dokładniejsze tłumaczenia, ani zdradzić za dużo szczegółów.
- Wychowałem się w dość tradycjonalistycznej rodzinie, więc moja wiedza o tym marginesie tutaj i zasadach rządzących ulicami tego miasta jest dość mizerna. - Dodał jeszcze, aby uniknąć dodatkowych pytań, gdy dziewczyna dostrzeże, że w pewnych, naturalnych dla niej sytuacjach, on porusza się niczym upośledzone dziecko we mgle.

- A Ty wychowałaś się tutaj, czy też również jesteś przyjezdną? - Od czasu gdy rozmawiał z tą opętaną minęło trochę czasu i zdążył się dowiedzieć, że takie pytania niekoniecznie muszą być obraźliwe. Wręcz przeciwnie, są dość naturalne, szczególnie, że jemu zadawano je już sporo razy.

I wciąż starał się ją ocenić, odgadnąć jaka jest. Śledził każdy jej ruch, mimikę twarzy, uśmiech, rozszerzenie, czy zwężenie oczu. Wszystko dawało mu jakieś informacje.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:30 pm

Na punkt dla niego poszło, to że miał poczucie humoru. Albo przynajmniej udawał, że je posiadał. Niemniej spodobało się to Sin, na tyle by obdarzyć go troszeczkę milszym uśmiechem. Na informację o pochodzeniu z Chin przyjrzała mu się uważniej. Nigdy nie podejrzewałaby go o bycie choć w jednej setnej Azjatą, dlatego jego wyjaśnienie nie do końca jej się zgadzało.
- Z Chin powiadasz...- powiedziała znaczącym tonem patrząc na niego z wrednym uśmieszkiem, mówiącym: "przejrzałam cię, nie zgrywaj durnia". Na pytanie dmuchnęła w grzywkę, by ta przestała choć na chwilę zsuwać jej się na oczy.
-Nie tyle tutaj, ale z ulicą jestem zaprzyjaźniona za pan brat. A nawet jeśli jestem w nowym miejscu, to wcale nie potrzebuję dużo czasu by go poznać jak własną kieszeń- chełpiła się dalej, wypinając dumnie pierś. Spojrzała na niego kątem oka. Może choć nie wyglądał jak Azjata, to naprawdę był zatrzymany na jakimś odludziu? Cholera wie. Niemniej jest tu zagubiony.
-I powiem ci chłopczyku, że będziesz miał przerąbane jeśli nie znajdziesz sobie w miarę szybko pleców.- uśmiechnęła się promiennie- Co więcej masz genialną okazję, bo ja ci takowe mogę dać.- uzdolniony członek zawsze przydaje się w organizacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:32 pm

Wargi mu zadrżały, gdy z rozbawieniem zauważył jak ona mu się przygląda i gdy usłyszał ten ton. Pokręcił lekko głową.
- To, że mieszkałem w Chinach, nie oznacza, że automatycznie muszę być stu procentowym chińczykiem. Albo, że w ogóle ma we mnie płynąć chociaż odrobina chińskiej krwi. Byłem adoptowany przez kogoś, kto tam mieszkał, ale moi rodzice nie byli chińczykami. - Wyjaśnił na spokojnie. W sumie to nie miał pojęcia kim byli jego rodzice, ale na pierwszy rzut oka było widać, że musieli pochodzić z rasy białej, skoro spłodzili białe dziecko. To jednak nie miało dla niego znaczenia. Sam był ciekaw kim byli jego rodzice, ale nie spodziewał się tego, żeby miał zaspokoić swoją ciekawość kiedykolwiek. Nie mówiąc już o dowiedzeniu się, czemu ich nie poznał.

- Mówisz, że powinienem sobie plecy zapewnić? - Spytał, z lekkim powątpiewaniem. Cóż.. Jeśli by się udało wykonać wolę Strange i nawiązałby kontakt z Tarczą i Avengersami, to miałby plecy. Całkiem potężne. Problem był w wykonaniu tej woli i tym, że im dłużej tu przebywał, tym mniejszą na to miał ochotę, ale to był malutki szczególik.
Za to ciekawość była silna, więc zaraz spytał.
- To cóż to za propozycję masz dla tak wspaniałego i utalentowanego chłopczyka jak ja? - Przybrał całkowicie niewinny ton głosu i pogodny wyraz twarzy, ale przyglądał się jej czujnie, chcąc wiedzieć co też ona kombinuje. Może należy do jakiejś małej bandy i chce go wkręcić w ich poczynania? Pewnie poszukują członków do tego, aby przejąć kontrolę nad kilkoma ulicami.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:52 pm

Wolała nie zagłębiać się w temat jego pochodzenia. Drążyć będzie może kiedyś indziej, jak będzie czas miejsce i okazja.
- Uznajmy, że ci wierzę.- machnęła na to dłonią, bo nie było jej wcale potrzebne, czy pochodzi z Azji, Afryki czy innego zadupia. Ważne, że w części twierdzącej, że nie zna tutejszego życia nie kłamał. I tego trzeba się było trzymać.
- Otóż proponuję ci członkostwo w najbardziej ekskluzywnej, dbającej o pracowników, choć wymagającej organizacji.- mówiła swojskim tonem telemarketera, który nie minął się z powołaniem. Odczekała chwilę by oswoił się z tymi informacjami- Jest jednak parę szczegółów: po pierwsze, jak już się zgodzisz, to nie możesz się wypisać, chyba że chcesz mieć nas na karku przez resztę życia, oraz drugi i mniej fajny..- przez chwilę jakby się wahała- jest ona niestety nielegalna. Wredne tutejsze władze nie pojmują naszej misji.- w sumie to żadne światowe władze nie pojmowały celów Hydry po za tym, że była ona przeciwne wszelkim zasadom- Niemniej...- posłała mu znów nawet uroczy uśmiech- Lojalnie będziemy się o ciebie troszczyć, nawet jeśli wpadniesz w najgorsze bagno lub zamkną cię znów na jakimś zadupiu. A tego u tutejszych "legalnych" organizacji możesz ze świecą szukać.- najzabawniejsze chyba w tym wszystkim jest to, że ona serio w to wierzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:56 pm

- Phi.. Powinnaś mi wierzyć po tej naszej tak długiej i zażyłej znajomości a nie tylko udawać.. - Odpowiedział od razu, udając zawiedzionego i obrażonego, szybko jednak się uśmiechnął i słuchał tej jej propozycji.
Groziła mu, jeśli by zechciał ich opuścić. I sama przyznała, że organizacja jest nielegalna, oraz stoi na bakier z miejscowymi władzami. Tym bardziej utwierdził się w przekonaniu, że to jakiś uliczny gang, który zbiera członków. Ciekawy był czym się zajmują.

- To jaka jest ta wasza misja? - Spytał zaciekawiony tym, co mu odpowie. Doszedł szybko do wniosku, że jeśli okaże się, że ta grupa niesie zagrożenie dla okolicznych mieszkańców, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby do nich dołączył, dowiedział się gdzie mają siedzibę i kim są pozostali członkowie i ich rozbił. A jeśli to tylko zabawa gówniarzy, to w sumie czemu nie? Może dzięki nim by się zorientował jak wygląda życie na ulicach a nie tylko słuchał opowieści jak powinno wyglądać z tarasu Stark Tower, czy z pokładu unoszącego się nad ziemią Helicariera.

Zaraz.. Ona miała broń i zabijała.. To raczej nie były dziecięce zabawy. Raczej na pewno. Zmarszczył brwi i przyjrzał się jej uważniej.
- Co takiego miałbym w tej waszej organizacji robić? - Spoważniał już i czując, że jest naprawdę ciekaw, stał się bardziej dociekliwy. Musiał wiedzieć i wtedy zdecyduje co z nimi zrobić.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 2:58 pm

Mogła już zacierać ręce. Rybka zainteresowała się przynętą.
- Pomoc ludziom. Niestety nasze metody by to osiągnąć są skuteczne, acz niepopierane przez prawo. Sama nie wiem czemu.- odparła szczerze i z całkowitą wiarą. Tak jak jej wbijali do głowy przez szesnaście lat jej wypełnionego treningiem życia. Co do drugiego pytania zastanowiła się- A robić trzeba bardzo wiele... dlatego nie da się jednoznacznie stwierdzić co musiałbyś robić. Powiedźmy że wszystko zależy od tego co potrafisz. Niemniej każda zdolność jest mile widziana- uśmiechnęła się do niego szelmowsko- To jak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:02 pm

Pomoc ludziom. Jakoś niekoniecznie chciało mu się w to wierzyć. Chociaż.. Może ta jej grupka faktycznie uważa, że swoim działaniem pomaga ludziom? W dodatku wcale go nie dziwiło, że ich działania nie są popierane przez prawo. Nawet jeśli faktycznie chcieli dbać o ludzkość. Samemu już doszedł do wniosku, że sposób działania zarówno Tarczy jak i jej Avengersów nie jest najlepszy, wręcz przeciwnie, ale że uważają, iż mają monopol na decydowanie o tym, co jest dobre a co nie.

Na jej stwierdzenie o robieniu wielu rzeczy, spojrzał na nią krytycznie.
- Mogłabyś podać jakieś przykłady? I czy ta wasza grupa ma jakąś nazwę? - Dopytywał się. Co mu jednak szkodziło się zgodzić? Jak chcą dobrze i robią dobrze, to czemu by ich nie wesprzeć.. A jak są źli i należy ich zlikwidować, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby to zrobić. Tylko, aby wiedzieć co o nich sądzić i mieć możliwość wyboru, musiałby do nich dołączyć.
- Jeśli się zgodzę, to jakie będą następne kroki? - Zapytał jeszcze, przekrzywiając nieco głowę i przyglądając się tej dziewczynie. Ładna, ale miał wrażenie, że wypowiadała się trochę jak nieznająca w pełni tematu fanatyczka. Cóż.. Była młoda, poza tym jej nie znał, ani jej grupki, więc ciężko mu było ją oceniać.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:06 pm

Zastanowiła się i postanowiła odpowiadać od końca.
-Najpierw musiałabym cię przedstawić głównodowodzącemu w tym rejonie. On by stwierdził, czy na pewno są dla ciebie jakieś szanse. Jeśli to wypadłoby pozytywnie, najpewniej dostałbyś pierwszą misję... oczywiście nie samodzielną, bo cały czas ktoś by ci się patrzył na ręce. My bardzo nie lubimy zdrajców... ale na razie daruję ci szczegóły. Okres pilnowania jest indywidualny. Słowem: Póki naprawdę nie udowodnisz, że jesteś nam wierny.- znów chwila zastanowienia- Na przykład ochraniać ważne przedmioty, przed Avengerami i Tarczą. Albo zdobywanie informacji, lub infiltracja... serio wiele tego jest, długo by wymieniać... albo ratowanie ważnych członków z rąk tych wcześniejszych grup.- dodała jeszcze, a potem znów podparła się pod boki- A nazywa się Hydra.-Sin jak się rozgada jest zbyt szczera- Ale jeśli to cię nie interesuje...-[ uniosła dłonie w obronnym geście- Nigdy mnie tu nie było.- odwróciła się i powoli ruszyła w swoją stronę przeklinając go w myślach by ją zatrzymał. Głównie przez to, że nie szła w tą stronę, którą powinna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:08 pm

No proszę.. Jej organizacja walczyła z takimi grupami jak Tarcza, czy Avengersi. To by świadczyło o tym, że faktycznie nie jest ona z tych, które ogólnie są uznawane za dobre. Świadczyłoby też o tym, że wcale to nie jest jakaś strasznie mała grupka. Tarcza wchodziła w paradę wszystkim, ale Avengersów używano raczej gdy w grę wchodzili nieco silniejsi przeciwnicy.

Potem pojawiła się nazwa. Hydra. Herbi wpatrywał się w dziewczynę analizując wszelkie możliwe opcje. Wreszcie, błagając w myślach wszystkich możliwych bogów o to, aby Strange się nie dowiedział i przy okazji będąc ciekawym jak to się rozwinie, roześmiał się wesoło, gdy ona zaczęła odchodzić.
- Wiesz.. Wyglądasz właśnie jak zakochana kobieta, odchodząca w stronę zachodzącego słońca i licząca na to, że jej ukochany ją jednak dogodni i zatrzyma przy sobie. Czy mam Cię porwać w ramiona i powiedzieć Ci, abyś została ze mną? - Spytał ją rozbawiony, podchodząc przy tym do niej.
Przez moment się w nią wpatrywał, wreszcie wzruszył ramionami.
- Dobra, przedstaw mnie swojemu głównodowodzącemu jak będzie okazja. I, jeśli to nie jest jakiś strasznie duży problem, to może zabierzesz mnie do jakiejś waszej siedziby? Fajnie by było wiedzieć, gdzie bym miał zacząć się pojawiać, no i mogłabyś mnie przy okazji przetestować.
Powrót do góry Go down
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:10 pm

Roześmiała się na jego porównanie. Wizja ta była dla niej strasznie komiczna. Nigdy nie oglądała takowych filmów, a jeśli z jakiś dziwnych przyczyn tak się zdarzyło.... to zwykle bohaterki były dla niej równie głębokie co woda w kiblu. Gardziła kobietami, które nie potrafiły same o siebie zadbać. *** księżniczki na ziarnkach grochu oczekujące wsparcia i przytulenia. Kobieta powinna o swoje walczyć! Wyszarpać samczemu światu to co jej się należy, a nawet i nie należy! Niech wie na co ją stać!
- Nie bądź taki szybki Bill. Tak naprawdę nic o tobie nie wiem Herbercie, a ostatnią rzecz jakiej chcę to ściągnąć nam do bazy drugą Czarną Wdowę.- prychnęła ostentacyjnie- Przedstawię cię gdy nadejdzie czas... chyba, że nie masz gdzie się zatrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:13 pm

Zamyślił się na moment, gdy ona wspomniała, że mógłby nie mieć się gdzie zatrzymać. Teoretycznie nie było problemu, aby siedział dalej w hotelu, ale nie bardzo chciał marnotrawić pieniądze, jakie dostał na swoje utrzymanie.
- No.. Z tym zatrzymaniem się to mam pewien mały problem.. Więc jeśli byś miała możliwość coś na to poradzić, to bym się nie obraził.. - Odpowiedział więc jej nieco przygaszony, zaraz jednak się uśmiechnął szeroko i stanął w rozkroku, kładąc dłonie na biodrach.
- Jaka Czarna Wdowa? Jestem wspanialszy od Thora, silniejszy od Hulka i bardziej wygadany, oraz inteligentniejszy od Starka! - Uniósł dumnie głowę, zadzierając nosa, szybko się jednak wyszczerzył szerzej i pokazał jej język.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Willow St   

Powrót do góry Go down
 
Willow St
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: