Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Willow St

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar


Liczba postów : 329
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Willow St   Pią Wrz 13, 2013 1:22 pm

First topic message reminder :

Jedna z ulic mieszczących się na Brooklyn Heights, nieopodal Cranberry i Orange Street. Głównie jest to ulica mieszkalna, w przeciwieństwie do pozostałych, które są umieszczone równolegle czy też prostopadle względem niej. Również dosyć blisko jest do wjazdu na Brooklyn Bridge.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Sin



Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:17 pm

I teraz to ona zastanowiła się gdzie go tu zatrzymać. W sumie miała jeszcze swoje, teoretyczne mieszkanko, gdzie chodziła, gdy już nie chciało jej się latać na drugą stronę miasta do bazy. Tak, tam mogła go zatrzymać.
- Przekimasz u mnie..- zastanowiła się, kiedy ostatni raz tam była... chyba jak o mało co nie zaliczyła kosy między żebrami. Tak to było wtedy. Paskudne rozcięcie, a do bazy za daleko- Ale ostrzegam, że to nie będą zbyt królewskie warunki. Po prostu zwykłe mieszkanie.- wzruszyła ramionami.
-A skromny jak cała ta banda razem wzięta- parsknęła śmiechem. Zawsze lubiła mężczyzn z poczuciem humoru. Zadowolona dreptała przed siebie prowadząc go uliczkami do celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:19 pm

Pierwszą jego reakcją było zaśmianie się, że tak jej wpadł w oko, że już go do swojego mieszkania na kolację, połączoną ze śniadaniem zaciągnąć, ale, ponieważ w sumie to zależało mu w jakiejś mierze na tym, żeby wreszcie gdzieś poza hotelem spędzić noc, więc wolał nie palnąć nic, co ewentualnie mogło ją do tego pomysłu zniechęcić.
- Dobra! To prowadź do siebie. I na pewno nie jest źle! - Ucieszył się więc zamiast tego i gdy ona zaczęła go prowadzić, ruszył od razu idąc przy jej boku.

- Tylko.. Czy Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko temu, że spraszasz do siebie na noc jakiegoś przystojnego i ogólnie bardzo fajnego chłopaka..? - Zapytał z pewną troską, nie chcąc jej robić problemów a przy okazji nie mogąc się jednak powstrzymać przed tym, żeby coś żartobliwego nie powiedzieć. W końcu.. Spodobało mu się bycie wesołym.

- No i oczywistą oczywistością jest to, że ja jestem bardzo skromny! Ale wiesz.. Wszyscy wybitnie inteligentni mają skromność jakby w pakiecie.. Nic więc dziwnego, że ja tę cechę mam aż w nadmiarze.. - Powiedział, starając się mieć pokorną minkę.
Powrót do góry Go down
Sin



Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:22 pm

Dawno się tak nie śmiała. Człowiek od razu czuje się lżejszy, na duszy i ciele. Stwierdziła, że będzie jej smutno, jeśli okaże się, że będzie musiała mu strzelić w tył głowy. Sprawa rodziców jednak zwróciła ją ziemi. Zrobiła się poważna i ponura.
- Mój ojciec już od dawana nie daje znaków życia. Matka umarła przy porodzie, a co do mieszkania to jest wynajęte dla mnie przez grupę.- wzruszyła ramionami lekko wydymając wargę. Nawet jego słowa potwierdzające skromność nie poprawiły jej nastroju. Rodzina.... czasami traktowała tak Hydrę, ale to też nie do końca się zgadzało. Była jej wierna i oddana, ale tak naprawdę domowe ognisko nigdy nie było jej dane. Uśmiechnęła się kpiąco, jak zawsze gdy było jej ciężko i nie chciała się z nikim tym ciężarem dzielić- Z resztą wątpię by przeszkadzał im taki kandydat... z resztą kto powiedział, że do czegokolwiek dojdzie? Raczej nazwałabym to koleżeńską współpracą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:24 pm

O.. Słysząc co powiedziała i on stracił nieco nastrój. Nie bardzo wiedział jak się powinien w takiej sytuacji zachować. Szczególnie, że automatycznie pomyślał o tym, że sam nie ma pojęcia kim są jego rodzice, więc tak tym bardziej przestał być wesoły.

Przez jakiś więc czas szedł nie odzywając się, zanim wreszcie parsknął.
- Ale przecież ja wcale nie powiedziałem, że do czegoś dojdzie.. Jak tylko wspomniałem, że mnie do siebie zapraszasz, co przecież jest prawdą. - Od razu jej przypomniał i zwyczajowy uśmiech znów pojawił się na jego twarzy, gdy, unosząc lekko jędną brew, spojrzał na nią i powiedział, jakby karcąco.
- Oj.. Ktoś tu najwyraźniej ma wyjątkowo kosmate myśli, skoro od razu nasuwają Ci się takie skojarzenia.. - Trącił ją przy tym lekko ramieniem i znów mu humor wrócił.

- Daleko jeszcze? - Spytał nagle, przypominając sobie jedną postać z bajki, którą w hotelu, gdy mu się nudziło, obejrzał.
W sumie to ciekawość go już męczyła i chciał wiedzieć jak wygląda mieszkanie tej dziwnej nastolatki.
Powrót do góry Go down
Sin



Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:33 pm

- Nie zwalaj teraz winy na mnie!- krzyknęła wracając do poprzedniego stanu radości- To ty wszystko insynuujesz i sprowadzasz mnie swymi minami na złe skojarzenia!- zrobiła oburzoną minę, choć widać było jak bardzo śmieją jej się oczy. Na szturchaniec odpowiedziała szturchańcem, więc się trochę przepychali.
- masz pięć lat by pytać "daleko jeszcze?"- przedrzeźniała go lekko skrzecząc i robiąc głupią minę, niby jego- Jak dojdziemy to ci powiem.- dalej prowadzi go omylnie, aż w końcu stanęli przed jednym z niepozornych ni to kamieniczek ni to bloków- Jesteśmy.- nie czekając na niego zaczęła sie wspinać po kilka schodków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:36 pm

- Wcale nie zwalam! - Zaczął się od razu bronić, po czym szybko dodał.
- Pragnę zauważyć, że to Ty mnie napastujesz, grzecznego i cnotliwego, to Ty chcesz mnie zaciągnąć do jakiejś mrocznej organizacji i to Ty zwabiłaś mnie do swojego mieszkania, w którym planujesz pozbawić mnie mojej niewinności! - Starał się przybrać poważny wyraz twarzy, wręcz dramatyczny, ale roześmiane oczy i drgające od powstrzymywanego śmiechu usta mu niestety popsuły ten efekt.

- Ech.. - Westchnął niby ze smutkiem.
- Obiecałem mamie, że będę trzymał swoje dziewictwo aż do ślubu a tu wpadłem w Twoje szpony i proszę.. Jak ja jej teraz spojrzę w oczy?! - Spojrzał w niebo z rozpaczą, zanim się zorientował, że sa już na miejscu.

- Jej! W końcu! I mam już sześć! Ale wszyscy mówią, że zachowuję się jakbym miał siedem! - Tym razem starał się przybrać dumny ton, gdy wchodził za nią po schodkach.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Herbert dnia Pon Lip 27, 2015 3:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sin



Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lip 27, 2015 3:40 pm

- Takiś ty grzeczny jak ja niewinna.- prychnęła uśmiechając się pokrętnie jak kot z Chesire- I skąd ci do głowy przyszło, że ja cię dotknę? Ja do ciebie nawet z kijem bym nie podeszła.- zapewniła go solennie. I równie kłamliwie, bo jej oczy też się śmiały.
- Będzie musiała przeboleć, że jej synek dorasta oraz, że kręcą się wokół niego inne panie.- odparła zmieniając usta w wąską kreskę- A z resztą ja mam gorzej, bo jak się mojemu tacie nie spodobasz... no cóż, on ma różne sposoby pozbywania się problemów.- powiedziała nie patrząc na niego, bo mimo wszystko było w tym połowiczna prawda. Jej ojciec na pewno umiałby pozbyć się problemu gdyby chciał. Widząc, że ten wyskoczył niczym rączy rumak do przodu sprawił, że pobiegła za nim.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Sob Paź 15, 2016 10:52 pm

Willow Street oraz Brooklyn Heights jako takie należały do dość bezpiecznych okolic - szczególnie jak na ogół Brooklynu. Nawet nocą można się było po nich poruszać bez większych problemów, zachowując jedynie standardową ostrożność - jak to w każdym dużym mieście... Teraz natomiast nie było jeszcze nawet aż tak późno; co prawda słońce już zaszło, ale minęła dopiero godzina dwudziesta pierwsza. Co tu dużo mówić: sceneria nie zapowiadała żadnych kłopotów.
Wyglądało jednak na to, że problemy mogły się pojawić w każdym miejscu i o dowolnej porze, tym razem pod postacią wyraźnie zataczającego się delikwenta. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że był po prostu pijany: garbił się, głowę miał pochyloną, szedł slalomem i w miarę możliwości starając się podpierać o ściany czy ogrodzenia. Wychylił się z przerwy pomiędzy dwoma budynkami i wkroczył powoli oraz chwiejnie na Willow Street... Nie pachniało od niego alkoholem, przynajmniej nie na odległość, ale to tak naprawdę jeszcze o niczym nie świadczyło. Skórę miał nieprzyjemnie bladą, jak gdyby chorował - lecz to akurat spokojnie można było uznać właśnie za skutek uboczny upicia się.
Parę elementów nie pasowało jednak do obrazka. Mężczyzna nie był ubrany jakoś szczególnie źle, przeciwnie, wyglądał co prawda na potarganego, ale jego odzienie zdawało się być raczej z wyższej półki - porządne buty, ciemne jeansy, błękitna koszula, a na niej kamizelka. Rozczochrany, ale ogolony - choć ciężko było to dojrzeć przy jego postawie, tak jak i inne szczegóły dotyczące jego twarzy. Największą wskazówką były zaś ślady na jego koszuli: ciemne, nieliczne, skupiające się tylko po lewej stronie... Kilka wyschniętych kropel na klatce piersiowej i ramieniu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Paź 16, 2016 12:44 pm

Wszystko wskazywało na kolejną typową sprawę, w której jedno z małżonków zdradza drugie. Znajdzie odpowiednią pozycję do obserwacji, zrobi parę zdjęć i zgarnie łatwą kasę. Tak przynajmniej brzmiało to w teorii, a z doświadczenia wiedziała, że nie zawsze wszystko idzie tak jak sobie zaplanowała. Zwłaszcza jeśli idzie o pieniądze. Oświeceni przez nią klienci nie zawsze chcą dotrzymać umowy i wypłacić jej resztę wynagrodzenia, niekiedy zmuszona jest wtedy zastosować co bardziej drastyczne metody ich wyciągnięcia. Czasami czerpała z tego satysfakcję, czasami wręcz przeciwnie, ale musiała z czegoś żyć i jakoś utrzymać biuro. Miała nadzieję, że tym razem obejdzie się bez żadnych trudności. Miała innych problemów na swojej głowie. Przechodząc się wzdłuż ulicy wyjęła telefon i zerknęła na wyświetloną na ekranie godzinę. Jest jeszcze dość wcześnie, może sobie przez jakiś poczekać. Sprawdziła jeszcze, czy nie ma żadnych wiadomości lub innych powiadomień i z powrotem schowała komórkę do kieszeni. Oparła się o ogrodzenie przed jednym z domostw i obserwowała. Odruchowo sięgnęła do kurtki po paczkę papierosów. Odpaliła jednego, ciesząc się względną chwilą ciszy.
Ruch był niewielki. Czasami ktoś przeszedł obok niej lub po drugiej stronie ulicy, co jakiś czas przejechał jakiś samochód. Siedziała już od jakiegoś czasu, co parę chwil przenosząc się kawałek dalej, by nie wzbudzać podejrzeń wśród mieszkających przy ulicy ludzi. Nie potrzebowała tego, by któryś z sąsiadów niepotrzebnie zaalarmował policję. Podczas którejś z kolejnych rund wzdłuż Willow Street dostrzegła zmierzającego w jej stronę mężczyznę. Nie widziała skąd się pojawił, ale nie miało to w tej chwili znaczenia. „Oh, ktoś chyba wraca z niezłej imprezy”, pomyślała widząc sposób w jaki się poruszał. Widziała ten styl wielokrotnie, choć wstyd przyznać jej również zdarzyło się w przeszłości z niego korzystać. Dopiero, gdy się do niego zbliżyła zobaczyła, że coś jest nie tak. Nie widziała dokładnie, ale zdawało jej się, że jego koszula pokryta była krwią. Ktoś zobaczył go w takim stanie i postanowił wykorzystać sytuację? Nie wyglądał na biednego, więc złodziej z pewnością mógł trochę z niego wyciągnąć. Ale po co miałby go wtedy ranić? Napatoczył się na któryś z gangów? Możliwe, w niektórych miejscach wciąż można było oberwać jeśli człowiek tylko się tam znalazł.
Angażować się w to, czy odpuścić? „Nie potrzebujesz dodatkowych problemów Jessica, ale z drugiej strony facet nie wygląda najlepiej. Myśl, szybko, myśl dziewczyno.”
- Ahh, szlag! – pewnie jeszcze tego pożałuje, ale nie może pozwolić, by mężczyzna zmarł tuż na jej oczach. Podbiegła do poruszającego się z trudem gościa. – Coś ci się stało? Potrzebujesz pomocy? Zaraz zabiorę cię do szpitala. – z tego co wiedziała w pobliżu znajdował się jeden, do którego mogła go zabrać. Mogła też zadzwonić po pogotowie, ale jeśli to coś poważnego, szybciej będzie jeśli sama go tam dostarczy.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Paź 16, 2016 5:26 pm

W pierwszej chwili mężczyzna nawet nie podniósł głowy, a co tu dopiero mówić o jakiejkolwiek słownej odpowiedzi - ale przynajmniej się zatrzymał, ciężko opierając się o pobliską metalową barierkę. Palce zaciskał na niej mocno, wręcz kurczowo, a jednak dłoń wyraźnie mu drżała. Ona również była wyjątkowo blada, choć po części zbielała zapewne od siły tego ucisku. Oddychał ciężko i nieregularnie, najwyraźniej przez usta... Z bliska zaś dało się już stwierdzić, że na twarzy miał kropelki jakiegoś płynu - zapewne potu. Powieki opuścił, ale chyba nie zamknął oczu całkowicie; w takim razie teraz najprawdopodobniej wbijał wzrok w chodnik...
... Tyle że z drugiej strony ciężko byłoby stwierdzić w jakim stopniu w ogóle zdawał sobie sprawę ze swojego otoczenia. Być może był w pełni świadomy, tylko zbyt sponiewierany, aby móc zareagować? A może wręcz przeciwnie - nie do końca miał pojęcie co się wokół niego działo?
Delikwent powoli uniósł wolną dłoń w taki sposób, jak gdyby chciał dotknąć nią swojej twarzy, lecz w pół drogi zrezygnował. Dosłownie sekundę czy dwie potem zachwiał się i zacisnął palce jeszcze mocniej na barierce; dzięki temu jakoś złapał równowagę, ale sprawiło to przy okazji, że odchylił głowę na prawo, tym samym odsłaniając swoją lewą stronę... W tym szyję, na której powierzchni widniał jakiś ślad.
Na pierwszy rzut oka można by go było uznać za malinkę albo za niewielki siniak - czyli niby nic takiego... Ale jednak naczynia krwionośne dookoła śladu zrobiły się jakieś takie dziwnie ciemne i do tego nawet lekko wypukłe. Mogło to świadczyć na przykład o wstrzyknięciu jakiejś substancji albo o ranie, która doprowadziła do zakażenia... Albo być może po prostu o czymś w rodzaju reakcji alergicznej. Pewnie znalazłoby się i więcej opcji.
Choć z pewnością barierka i spoczywająca na niej dłoń mężczyzny nie stanowiły w tym momencie głównego obiektu zainteresowania, to jednak zerknięcie w ich stronę dowiodłoby, iż pod palcami osobnika metal uległ odkształceniu - wygiął się lekko, lecz zauważalnie. Mężczyzna z kolei drżał coraz mocniej, a jego ust opuścił nawet cichy odgłos, który nie przypominał jednak żadnego słowa - a prędzej krótki jęk.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Czw Paź 20, 2016 5:24 pm

- Co do… - zaskoczona i niepewna tego co zobaczyła lekko odsunęła się od mężczyzny, ale ostatecznie zwyciężyła jej ciekawość. Musiała się temu dokładniej przyjrzeć. Żyły na jego szyi były nienaturalnie wręcz ciemne i nabrzmiałe, nie miała pojęcia z czym może mieć do czynienia. Stan, w którym znajdował się mężczyzna: blada skóra, drżenie, potliwość, zaburzenia równowagi, brak świadomości tego co dzieje się wokół, trudności z mówieniem i wygląd naczyń krwionośnych nie wskazywały na nic dobrego. Najbardziej niepokoił ją ten ostatni szczegół. Mogło to świadczyć o jakimś zakażeniu, zażyciu zanieczyszczonych narkotyków, dziwnej reakcji alergicznej lub wstrzyknięciu innej szkodliwej substancji. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała, ale wyobraźnia podpowiadała jej różne scenariusze. Cokolwiek się z nim działo mogło być w jakiś sposób zaraźliwe, więc na wszelki wypadek zdecydowała, że nie wejdzie w bezpośredni kontakt z jego skórą i dla pewności, póki czegoś nie wymyśli, będzie trzymać się od niego nieco dalej.
- W coś ty się k**** znowu wpakowała, Jess? – cicho, słyszalnie tylko dla niej, zapytała samą siebie. Nie może go zostawić samemu sobie. Powinna zadzwonić do odpowiednich służb, na pogotowie, i zgłosić w jakim stanie się znajduje. Wypełniłaby swój obywatelski obowiązek i pozbyła się problemu. Ale patrząc na jego stan pewnie zmarłby zanim przyjechałaby karetka. Była również kwestia tego co stałoby się, gdyby w tym czasie natknął się na niego ktoś inny? Na to również nie mogła pozwolić. W takim razie nie pozostaje jej nic innego, jak tylko samej zanieść go do pobliskiego szpitala i przekazać w ręce lekarzy. Choć wypadła z wprawy w korzystaniu ze swoich mocy, z lekką dozą szczęścia obędzie się bez problemów i zrobi to w miarę sprawnie, być może dając specjalistom czas na działanie.
- Dobra, zabieram cię do szpitala. – zbliżyła się do mężczyzny łapiąc go za rękę którą podtrzymywał się barierki. Dostrzegła wtedy coś dziwnego. Jakby do tej pory było tego zbyt mało. Metalowa barierka pod wpływem silnego uścisku osobnika lekko się ugięła. Ktoś obdarzony? Nie sądziła, by poręcz wcześniej tak wyglądała. Musiała więc być to jego sprawka. Prosta sprawa coraz bardziej się skomplikowała. Co teraz? Posiadanie mocy znacząco wszystko zmieniało. Nie powinna zabierać go do zwykłego szpitala. W tym przypadku najlepszym rozwiązaniem będzie Night Nurse, która zajmuje się tego typu przypadkami. JJ miała z nią w przeszłości do czynienia, powinna być w stanie mu pomóc.
- Złap się mocno. – liczyła, że mężczyzna zrozumie. Jeśli nie, sama przejmie inicjatywę i mocno chwytając mężczyznę postara się zabrać go do Metro-General, gdzie o ile Jess wiedziała Night Nurse wcześniej pracowała. Być może dalej tak jest. Nie miała pewności, gdyby udało jej się go zabrać, jak długo utrzyma się w powietrzu, ale w jakiś sposób w końcu dotrze na miejsce. Chyba, że koleś będzie miał z tym jakieś problemy. Wtedy będzie musiała działać inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Czw Paź 20, 2016 8:50 pm

Mężczyzna nie próbował się wyrywać, gdy Jessica złapała go za rękę; być może rozumiał, że chciała mu pomóc, a może wynikało to z czegoś innego, trudno powiedzieć... Najważniejsze jednak, że brak protestów zdecydowanie ułatwiał sprawę, więc oby taki stan się utrzymał.
Na polecenie kobiety delikwent spróbował wyciągnąć ku niej swoje wolne ramię - ale wyglądało to dosłownie tak, jak gdyby źle wyliczył odległość do niej oraz jej dokładne położenie. W połączeniu z jego wcześniejszymi - być może - próbami oglądania własnej dłoni, mogło to świadczyć na przykład o tym, że miał jakieś problemy z wizją. Może rzeczywiście wpływała na niego jakaś substancja?
Grunt, że mężczyzna pozwolił się pochwycić; kilka sekund zajęło mu puszczenie barierki, jak gdyby nie czuł się bez jej wsparcia pewnie, ale ostatecznie zostawił ją w spokoju i Jessica mogła zabrać go z ulicy do szpitala. Przez drogę nie sprawiał większych kłopotów, ot, od czasu do czasu jęknął albo wymamrotał coś bez ładu i składu, w czym nie dało się nawet rozróżnić słów. Poza tym zaś wciąż się pocił i drżał... Ale jego stan zdawał się nie ulegać żadnym zmianom - ani się nie polepszał, ani nie pogarszał.

Tutaj dostajesz z/t. Proponuję założyć, że udało Ci się odstawić poszkodowanego do szpitala, a sesję kontynuowalibyśmy w Twoim biurze - najlepiej następnego dnia. Możesz tam zacząć?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Sro Lis 02, 2016 8:30 pm

Powrót do miejsca, w którym Jessica natknęła się na chorego mężczyznę, mógł się okazać albo strzałem w dziesiątkę albo kompletną stratą czasu - jedno z dwojga. Istniała spora szansa na to, że w ciągu ostatnich godzin nikt nie usunął, ani nie zniszczył ewentualnych dowodów albo wskazówek, o ile oczywiście jakiekolwiek w ogóle się tam znajdowały. Warto było to sprawdzić.
Od czasu swojej pierwszej wiadomości ze zdjęciem poszkodowanego Night Nurse milczała, a więc zapewne nie pojawiały się żadne istotne zmiany w jego sytuacji. Co się zaś tyczyło wizerunku mężczyzny, to rzeczywiście wyglądał teraz kiepsko; pobladł do tego stopnia, że wydawał się wręcz lekko zielonkawy - co mogło się wiązać z problemami z jego krwią - a pod oczami miał głębokie cienie. Nawet jego włosy wyglądały trochę tak, jak gdyby wytracały barwę do szarawego, nijakiego koloru. Do jego zdjęcia Night Nurse załączyła krótką informację, iż jego gorączka zaczęła spadać.
W dzień ulica prezentowała się o wiele przyjemniej i przede wszystkim żywiej, barwniej. Nie kręciło się po niej może aż tak znowu wiele osób, ale nic dziwnego; była w końcu głównie mieszkalna, a o tej porze sporo osób najprawdopodobniej siedziało jeszcze w pracy. Mimo to przechodnie mijali od czasu do czasu kolejne budynki, a niektórzy znikali za ich drzwiami, często niosąc ze sobą torby - lub właśnie przeciwnie, wyłaniali się z budowli.
Jessice nie było trudno namierzyć dokładne miejsce, w którym spotkała poszkodowanego. W końcu w barierce pozostało niewielkie wgłębienie, na szczęście na tyle niepozorne, że nikt postronny nie powinien zorientować się jak powstało... Chyba że w okolicy był monitoring. Kobieta wiedziała również to, z której strony przywędrował jej "cel"; być może nawet pamiętała zza którego budynku się wyłonił?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Sob Lis 05, 2016 2:14 pm

Pomimo dość wczesnej - bo bliskiej południa - godziny, nagle zaczęło się jakby... Ściemniać. Jedno spojrzenie na niebo wystarczyłoby jednak, aby zorientować się, iż to nie noc zapadała o wiele za szybko, tylko dopływ promieni słonecznych kompletnie odcinały nienaturalnie gęste, ciemne chmury, stale się kłębiące i przesuwające, jak gdyby nieustannie ich przybywało i robiły miejsce następnym.
Na ulicach Brooklynu zapadał mrok, a o tej porze nie można było liczyć nawet na światło lamp ulicznych. Niektóre budynki stopniowo uruchamiały swoje własne oświetlenie zewnętrzne, lecz nawet ono tak naprawdę wiele nie zmieniało. Sama atmosfera zrobiła się dziwnie ciężka, pełna napięcia... Szerzył się przejmujący chłód.
Część ludności przebywała w pracy, inni w swoich domach, lecz byli również i tacy, którzy znajdowali się na zewnątrz. To właśnie wśród nich wybuchła największa panika. Niektórzy starali się dostać do wnętrz najbliższych budowli, licząc na schronienie, pozostali liczyli na to, że dotrą jeszcze do własnych domów czy mieszkań...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Sob Lis 05, 2016 6:59 pm

Night Nurse miała rację. Mężczyzna rzeczywiście wyglądał nie najlepiej, ledwie przypominał osobę, na którą wczoraj wpadła. To co się z nim dzieje postępuje szybko i wpływa na dosłownie na cały jego organizm, więc jeśli Jessica się nie pospieszy, wkrótce może nie być w stanie mu pomóc w żaden sposób. Musiała jak najszybciej odnaleźć miejsce, w którym wczoraj się spotkali i od tego punktu spróbować prześledzić jego kroki. Co wcale nie będzie takie łatwe, bo choć wiedziała z której strony wtedy nadchodził, tak nie była w stanie powiedzieć, z której alejki, z pomiędzy których budynków, czy od strony której ulicy dokładnie wszedł na Willow Street. Będzie musiała zmarnować trochę czasu, by przejść się po okolicy i szukać jakiegoś śladu niczym igły w stogu siana. Przy odrobinie szczęścia powinna znaleźć coś ciekawego. Mijając wracających z pracy, zakupów, spotkań lub spacerów mieszkających przy tej ulicy ludzi wypatrywała lekko uszkodzonej tamtego dnia barierki, z czym nie miała większego problemu. Upewniwszy się, że to na pewno tu pomogła mężczyźnie i krótkim rozejrzeniu się po najbliższym otoczeniu w poszukiwaniu śladów, na które wczoraj nie zwróciła uwagi postanowiła skierować się w stronę, z której nadszedł nieznajomy. Musiała być czujna, dokładnie zaglądać w każdy kąt, jeśli chciała coś odkryć.
Nagle zaczęło się ściemniać, zupełnie jakby gdzieś straciła parę godzin i ocknęła się późnym popołudniem, czy wieczorem. Nauczona wydarzeniami z przeszłości wiedziała, że nie można być niczego pewnym. Dla pewności spojrzała na zegarek w swoim telefonie i z jednej strony odetchnęła z ulgą, lecz z drugiej nieco się zaniepokoiła. Gdy zrobiło się chłodniej odruchowo zapięła kurtkę i schowała dłonie w kieszeniach. Wcale jej się to nie podobało. Zresztą nie tylko to. W powietrzu było czuć coś dziwnego, niepokojącego. Trudno było jej to opisać, ale wszystkie te czynniki razem wzięte nie wróżyły niczego dobrego. Tego samego zdania musieli być przechodzący i przejeżdżający przez ulicę ludzie, gdy nagle przyspieszyli swoje kroki oraz tempo jazdy, chcąc prawdopodobnie jak najszybciej wrócić do swoich domów. Ona jednak nie mogła sobie na to pozwolić. Póki sytuacja jej na to pozwala uparcie będzie przeczesywać okolicę. Jednocześnie postara się mieć na uwadze zmiany w pogodzie zachodzące nad miastem. Gdyby zaszła potrzeba musiała mieć możliwość przemyślenia swoich działań, by w razie czego w odpowiednim momencie odpuścić, by nie wpakować się w jeszcze większe bagno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lis 06, 2016 1:11 am

W ciemnościach - lub przy sztucznym oświetleniu - niestety o wiele ciężej było wypatrywać śladów, które mógł pozostawić zeszłej nocy sam mężczyzna lub też ktoś, kto przyłożył rękę do jego aktualnego stanu. Oznaczało to, iż te gęste chmury nie tylko były niepokojące same w sobie, ale i bardzo utrudniały Jessice zadanie... A do tego wybrały sobie najgorszy możliwy moment, aby się pojawić. Dosłownie jak na złość.
Przemieszczanie się wzdłuż ulicy doprowadziło w końcu Jessicę do skrzyżowania, po którego drugiej stronie dalej ciągnęła się Willow Street. W normalnych okolicznościach raczej nie miałoby to większego znaczenia, jednakże teraz ukazało kobiecie coś bardzo interesującego. Spojrzenie na zachód - ku rzece i przybrzeżnemu parkowi - dowiodło, iż chmury oraz rzucany przez nie mrok kończyły się nad wodą i to niewiele za granicami Brooklynu. Niebo nad Manhattanem z kolei wyglądało już najzupełniej normalnie.
Oczywiście nie musiało to od razu oznaczać, że tylko Brooklyn został pokryty cieniem. Równie dobrze efekt ten mógł zajmować także resztę wyspy - albo wręcz przeciwnie, kończyć się w połowie Brooklynu lub nawet wcześniej. Pewne było natomiast to, iż chmury zajmowały bardzo konkretny obszar: nie przesuwały się dalej w stronę Manhattanu, nie rozpływały się nad rzeką, posiadały wyraźne granice.
Do tej pory na ulicach już trochę się przerzedziło, choć od czasu do czasu Jessicę mijał ktoś przemieszczający się przyspieszonym krokiem lub wręcz biegnący. Część osób być może również zorientowała się, że przebycie mostu oznaczałoby względne bezpieczeństwo - gdyż większość ruchu następowała w jego kierunku, a więc na północ... A tak naprawdę na północny wschód.
Ponad standardowe odgłosy ulicy wybijało się coraz więcej dźwięków. Gdzieś w oddali rozległa się syrena, a potem następna, choć trudno byłoby ocenić do kogo należały: do karetek, policji, straży pożarnej? Wszystkie te opcje zdawały się być równie prawdopodobne. W tych okolicznościach łatwo mogło przecież dojść do jakiegoś wypadku...
Do wszystkich tych odgłosów dołączył jednak jeszcze jeden. W pobliżu ktoś krzyknął - mężczyzna, to na pewno, ale gdzie dokładnie się znajdował... Bardziej na północ, być może przy następnym - zresztą niedalekim - skrzyżowaniu dróg albo nawet bliżej, pomiędzy budynkami?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Wto Lis 08, 2016 5:11 pm

Przeklęta pogoda. Musiała się popsuć akurat teraz, gdy Jess tak bardzo potrzebowała światła i dobrej widoczności, by móc odnaleźć to czego szukała. Czymkolwiek to „coś” właściwie było. Idąc wzdłuż ulicy trochę żałowała, że nie ma innych mocy, które bardziej przydałyby się w fachu, który sobie wybrała.
- Co do… - powstrzymała się od gorszego komentarza, gdy przed przejściem przez drogę rozejrzała się dookoła i na zachód od tego miejsca dostrzegła, że chmury przysłaniające niebo nad Brooklynem kończą się niemal dokładnie nad rzeką East River i to wcale nie tak daleko od lądu. Musiała stwierdzić, że nawet wg dzisiejszych standardów, to zjawisko było dość dziwne i szalenie niespotykane. Nie musiała mieć fachowej wiedzy na temat zjawisk pogodowych, by orzec, że to nie jest czymś naturalnym. W mieście, a raczej tej jego części, w której przebywała Jessica, sytuacja nie wyglądała najlepiej. Wnioskowała tak po coraz częściej odzywających się syrenach. Trzeba było liczyć się z tym, że chcący przedostać się za rzekę mieszkańcy spowodują kilka mniejszych lub większych kolizji, a kilku głupców będzie chciało wykorzystać zamieszane do innych celów. Tak było zawsze, gdy pojawiało się coś niewytłumaczalnego, i przez kilkanaście ostatnich lat niewiele się w tej kwestii zmieniło.
Zastanawiała się nad tym, w którym kierunku kontynuować swe poszukiwania, gdy ktoś postanowił ją w tym wyręczyć. Usłyszała męski krzyk, gdzieś w pobliżu ktoś musiał wpakować się w jakieś tarapaty. Może ktoś go napadł, może stało mu się coś innego… Tak czy siak, warto to sprawdzić. Po ciemku i tak nie dostrzeże drobnych śladów, a cokolwiek się tam dzieje, być może okaże się w jakiś sposób powiązane z jej sprawą. Być może za bardzo się łudziła, lecz to samo kierowało nią, gdy zdecydowała się na powrót na tę ulicę.
Z poziomu ulicy wiele się nie dowie o tym skąd pochodził krzyk. Biegając między budynkami lub wzdłuż samej ulicy tylko straciłaby czas. Wzniosła się więc w powietrze, by mieć lepszy widok na okolicę. W ten sposób szybko powinna odnaleźć tego mężczyznę i bez większych problemów będzie mogła wkroczyć do akcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Sro Lis 09, 2016 11:02 pm

Wzbicie się w powietrze nie tylko zwiększyło pole widzenia, ale i pozwoliło Jessice wyczuć kolejną anomalię, zapewne ściśle powiązaną z kłębiącymi się nad jej głową ciemnymi chmurami. Im wyżej kobieta się znajdowała, tym było jej zimniej; temperatura zmieniała się nienaturalnie szybko i zdawała się zniechęcać do latania zbyt wysoko. Nie było może lodowato - ale i tak bardzo nieprzyjemnie, a oddech stawał się widoczny w formie pary. To wszystko działo się natomiast jeszcze na wysokości kilkupiętrowych budynków lub tylko trochę ponad nimi...
Mężczyzna w kłopotach był teraz jednak ważniejszy, przynajmniej chwilowo. Jessica wiedziała w którym kierunku powinna go wypatrywać, ale oczywiście także i pod tym względem musiała w dużej mierze polegać na sztucznym oświetleniu z pobliskich budowli. Rzucane przez nie cienie z kolei miały to do siebie, że potrafiły nieźle wyolbrzymiać sytuację... Ale to i tak było lepsze niż nic.
Krzyk się już nie powtórzył, choć w grę mogły wchodzić inne, cichsze odgłosy, ginące wśród hałasu samochodów czy syren. Oznaczało to, że na dźwięki raczej nie można było liczyć. Pomiędzy budynkami jakieś sto metrów od obecnej pozycji Jessici mignął jednak jakiś cień - choć wypadałoby raczej powiedzieć, że przemknął po pobliskim chodniku, długi i zdeformowany... Wyglądało na to, że w tym wąskim zaułku musiała się znajdować jakaś lampa, najwyraźniej dość nisko, prawdopodobnie na wysokości parteru. Kto wie, może to nawet światło z czyjegoś mieszkania?
Dotarcie na miejsce trwało tylko chwilę - i wykazało, że blask faktycznie padał przez okno. To zdawało się jednak nie mieć teraz żadnego znaczenia, gdy uwagę przyciągało coś o wiele ważniejszego... Otóż w przestrzeni pomiędzy budynkami, szerokiej na jakieś dwa metry, a głębokiej - licząc od chodnika - może na pięć albo sześć, tuż przy śmietnikach ktoś się kręcił. W pierwszej chwili kontrast światła i cienia oraz pozycja tej postaci - przykucnięta nisko przy podłożu - utrudniały nawet stwierdzenie, czy aby na pewno był to człowiek, lecz dokładniejsze przyjrzenie się jednak by to potwierdziło. Oprócz tego ujawniłoby również, że osoba ta opierała się jedną ręką o ramię kogoś leżącego na boku, tyłem do ulicy... A odgłosy mlaskania słychać było zaskakująco dobrze. Domniemany napastnik również znajdował się plecami do wyjścia z zaułka i wyglądało na to, że nie przejmował się swoim otoczeniem; pochylony, z głową przy szyi drugiej postaci... Ignorował nawet kilka szczurów, które przemykały wokół niego - lub niej, gdyż płeć tej osoby ciężko byłoby określić. Włosy były długie i chyba kręcone, na ubiór składało się coś w stylu luźnej bluzy i spodni, ale w ciemnościach trudno o szczegóły.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Czw Lis 17, 2016 8:20 pm

Atmosfera stawała się coraz bardziej nienaturalna. Z każdym pokonanym metrem temperatura spadała coraz szybciej sprawiając, że na wysokości kilkuset metrów można było już pewnie zamarznąć. Ona na szczęście nie musiała zapuszczać się tak wysoko. Wystarczyło, że znalazła się ponad dachami okolicznych budynków, co znacznie ułatwiało jej obserwację terenu. W pewnym sensie, gdyż nieliczne oświetlenie uliczek nie pozwalało jej na dokładną obserwację, poza tym znacznie utrudniało poprawne ocenienie tego co się widzi. Musiała liczyć na szczęście, swój dobry wzrok i instynkt, który do tej pory pozwalał jej na odpowiednie wykonywanie swej pracy. Przez moment bez skutecznie wypatrywała czyjejś obecności. Coś jednak dostrzegła w oddali, a przynajmniej tak jej się wydało. To mogło być wszystko: szczur, kot, pies, człowiek… Przy tym oświetleniu nic nie wyglądało tak jak powinno i by upewnić się co dokładnie było jej dane zobaczyć musiała podlecieć bliżej.
Ktoś tam był, nie miała co do tego wątpliwości, i wyglądało na to, że nie ma dobrych zamiarów. A może jednak? W każdym razie postać wyraźnie klęczała tuż na ciałem kogoś jeszcze. Czy była to ofiara której krzyk zainteresował Jessicę? Czy klęcząca nad nią osoba była napastnikiem czy może jednak osobą postronną, która zainteresowała się leżącym na ziemi człowiek i postanowiła mu pomóc? Nie mogła być tego pewna, choć od samego początku spokoju nie dawał jej pewien charakterystyczny odgłos towarzyszący całemu zajściu. Nie mogła mieć jednak pewności, czy ma on związek z tym zdarzeniem, czy może dochodzi od z mieszkania, którego światło pomogło jej wszystko dostrzec. Dopiero, gdy zmrużyła oczy i dokładniej wszystkiemu się przyjrzała z przerażeniem odkryła, że głowa prawdopodobnego napastnika znajduje się tuż przy szyi ofiary, i to stamtąd dochodził odgłos. Coś jakby mlaskanie, ale to przecież nie możliwe prawda? Jeśli tak, to oznaczałoby, że ten ktoś pije krew nieprzytomnego mężczyzny. Nie mogła nie zareagować. Cokolwiek się tam działo musiała to powstrzymać. Miała szczęście, że zajęty dziwną czynnością osobnik nie zwracał uwagi na to co dzieje się za nim. Starając się nie powodować hałasu wylądowała za jego plecami, jak najbliżej tylko mogła, by w razie ucieczki móc szybko ruszyć w pogoń, a w razie ataku móc dostatecznie szybko odskoczyć.  
- To chyba niezbyt higieniczne? – miała nadzieję, że napastnik niczego się nie spodziewał i jej obecność sprawi, że spanikuje i nie będzie wiedział co zrobić. Nawet jeśli jej się to nie uda, brała pod uwagę wszelkie możliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Pią Lis 18, 2016 9:52 pm

Samo wylądowanie za plecami postaci nie zwróciło jeszcze jej uwagi, przynajmniej na pozór; w całym tym zamieszaniu, przy odgłosach nawet odległych syren i samochodów, cichsze dźwięki były całkiem nieźle maskowane, ale z drugiej strony istniała też opcja, iż osoba ta świadomie zignorowała pojawienie się Jessici. Wolała się skupić na tym, czym się właśnie zajmowała? Nie czuła się zagrożona i dlatego nie uznała za stosowne zareagować? A może w grę wchodziło coś innego? Trudno orzec.
Dopiero dźwięk głosu Jessici sprawił, że napastnik obrócił ku niej głowę. Światło padało niestety w taki sposób, że szczegóły - jak na przykład rysy twarzy - wciąż pozostawały w większości ukryte, a luźne ubranie w dalszym ciągu utrudniało przyjrzenie się sylwetce, ale... Ślepia tej osoby zdecydowanie żarzyły się w ciemnościach intensywną czerwienią, być może pozwalając jej na widzenie w mroku. Oblicze zdawało się być nienaturalnie długie, do czego przykładała się w głównej mierze szeroko otworzona - nisko opuszczona - szczęka, po której spływała ciecz... Krew, ślina, mieszanka jednego i drugiego? Grunt, że najwyraźniej było jej naprawdę dużo. Na tle światła z okna można było zobaczyć, że nozdrza istoty poruszyły się szybko, jak u węszącego zwierzęcia...
... A potem w mgnieniu oka ruszyła z miejsca. Wbrew pozorom nie zaatakowała Jessici - wręcz przeciwnie, udała się dokładnie w drugą stronę, ku ścianie, lecz nie sama. Startując, jednym ramieniem pochwyciła swoją ofiarę, wbijając pazury w bezwładne - w tej chwili czy już na stałe? - ciało, które z wyraźnie nadludzką siłą pociągnęła za sobą. Czymkolwiek była, przemieszczała się szybko i zwinnie; wystarczająco, aby odbić się od śmietników i - z ludzkim balastem - wskoczyć na mur ponad oknem, uczepiając się pionowej powierzchni. Głowę skierowaną miała w dół, porwanego mężczyznę utrzymywała w szponach... I mrużyła ślepia, spoglądając na Jessicę. Teraz dało się zauważyć, że ze zniszczonych butów tego stworzenia również wystawały pazury, zapewne odpowiadające za utrzymywanie się tuż przy ścianie. Oświetlenie jego twarzy z dołu natomiast dowiodło, iż rysy miało ostre, może wręcz zniekształcone, szczególnie poniżej nosa; zęby przypominały takie u rekina, trójkątne, choć raczej znajdowały się w jednym rzędzie.
Było coś jeszcze. Ciche warczenie, stopniowo przybierające na głośności, przechodzące w porykiwanie - znów przywodzące na myśl drapieżnika, który upolował właśnie swoją zdobycz i teraz starał się odstraszyć niechciane towarzystwo, aby jej nie stracić. Na podstawie tego faktu oraz całokształtu zachowania istoty - poruszającej się nisko, do tej pory praktycznie tylko na czworaka - można było zgadywać, że w jakimś stopniu polegała na instynktach. Ile więc posiadała w sobie inteligencji? Zaliczała się w ogóle do rodzaju ludzkiego, czy jedynie trochę przypominała człowieka?
Pomiędzy śmietnikami kłębiło się zaskakująco dużo szczurów. W mieście nie było to co prawda nic aż tak dziwnego, ale ta ulica wyglądała na stosunkowo czystą i zadbaną. Parę gryzoni zainteresowało się krwią, która pozostała na podłożu po mężczyźnie; dwa inne przemknęły przy Jessice, aby wybiec na chodnik.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ultron



Liczba postów : 43
Data dołączenia : 29/05/2013

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lis 20, 2016 8:38 am

Nad ulicami Nowego Yorku przemykał dron. Nie był zwykłą drogą zabawką, czy typowym wojskowym bezzałogowym zwiadowcą, a maszyną wyprzedzającą obecną technologię o parę lat. Wielu mieszkańców posłuchało ogłoszeń i teraz siedzą w domu, ułatwiając mu znacząco zadanie. Niosło go pięć silników, jeden z tyłu, dwa po bokach, kolejny z tyłu i ostatnie na górze i na dole. Takie rozmieszczenie pozwalało znacząco zwiększyć manewrowość urządzenia, pozwalając dowolnie poruszać się w przestrzeni. Może i nie miały takiej siły ciągu jak główne ciało Ultrona, który rzecz jasna stworzył ten wynalazek, ale przez to mogą być znacząco cichsze. Przez stosunkowo małą wagę, wciąż mógł osiągnąć niezłą prędkość. Kształtem przypominał spłaszczoną na górze i na dole kulę. Na dole posiadała najróżniejsze narządy pomiarowe, które kiedy nie są używane chowają się w środku za klapką. Były tam takie rzeczy jak termometr, osprzęt do mierzenia pola elektromagnetycznego i barometr. Znalazł się tam nawet próbnik powietrza, który pozwoli zebrać nieco owego gazu i przynieść z powrotem do badań. Zakładając możliwość niepowodzenia, zamontowano w nim bombę z przekaźnikiem innym od tego którym komunikuje się z Ultronem, by informacje o twórcy nie wpadły w ręce wroga. Robot posiadał tylko tymczasową pamięć, zachowującą informacje tak długo, jak system jest włączony, w wypadku wyłączenia wszystkie dane będą stracone. Aktywnie wysyłał dane, które zebrał na główny serwer Ultona, czyszcząc je zaraz po wysłaniu, a także streamował tam obraz z receptora wzrokowego, który służył także jako kamera. Pozostało tylko sprawdzić jak zareaguje na obecne otoczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lis 20, 2016 6:22 pm

Czy to działo się naprawdę? Miała to szczęście trafić na prawdziwego wampira, wilkołaka, inne zwierzę, czy zwyczajnie na jakiegoś psychola? W dodatku te nieco przerażające oczy… Dlaczego to właśnie jej zawsze muszą się przytrafiać takie rzeczy? Czy postać w ogóle zrozumiała słowa Jess, czy zwyczajnie zareagowała na jej głos? Odkąd tylko zaczęła się ta sprawa przez jej głowę przemykało wiele pytań, a po tym zajściu ich liczba jeszcze się zwiększyła i nie wyglądało na to, by poznanie na nie odpowiedzi przyszło jej łatwo. Jeśli chce się dowiedzieć co się dzieje i czy ma to coś wspólnego ze stanem, w którym znalazła wczoraj mężczyznę, będzie musiała się trochę napocić. A mogła zwyczajnie do kogoś zadzwonić, powiedzieć mu o wszystkim i nie musieć się o nic martwić. Teraz było chyba na to za późno. Musiała sama zmierzyć się z tym co przygotował dla niej los i zamierzała to zrobić szybko i sprawnie. Istota znacznie ją jednak wyprzedziła w swoich działaniach i po krótkim spojrzeniu na JJ pochwyciła ciało, którego krwią się pożywiała, i w bardzo płynnych ruchach oddaliła się i uczepiła znajdującej się kawałek dalej ściany budynku. Jej zwinność i szybkość były zadziwiające, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie poruszała się przecież sama, tylko ciągnęła ze sobą dojrzałego człowieka. Nie uciekała dalej, skierowała wzrok w stronę detektyw i obserwowała, czekała na jej ruch. Jessica wątpiła w to, że istnieje jeszcze szanse na uratowanie pochwyconego przez nią nieszczęśnika i zadawała sobie pytanie czy powinna natychmiast podążyć za tym czymś, czy spróbować porozmawiać, choć to ostatnie nie wyglądało szczególnie prawdopodobnie.
To co mogła dostrzec dzięki nieco inaczej padającemu światłu przekonało ją o tym, że nie ma do czynienia z człowiekiem. A przynajmniej nie w tej chwili lub już nie, o ile ta przemiana jest trwała i po jakimś czasie zwyczajnie się nie skończy. Nie ruszała się, przyglądała się stworowi tak samo jak ten przyglądał się Jessice. W jego wyglądzie było coś dziwnego, i wcale nie miała na myśli tego co widać na pierwszy rzut oka, bo tu wszystko widać było jak na tacy, ale coś innego czego jeszcze nie potrafiła nazwać. Poza tym postać zachowywała się jak zwierzę za wszelką cenę starające się obronić swój łup i cenne pożywienie. Gotowe było na dalszą ucieczkę lub atak, gdyby Jessica zdecydowała się cokolwiek zrobić.
- Rozumiesz mnie, czy mogę sobie darować piękne i długie przemowy? – po chwili dodała. - Potrafisz mówić? – nie chciała spłoszyć istoty, nawet z jej mocami mogłaby mieć problem z jej dogonieniem, a wyglądało też na to, że w przeciwieństwie do byłej bohaterki stwór bardzo dobrze radzi sobie w ciemnościach. Korzystając z dziwnej anomalii nie miałby problemów ze zgubieniem kobiety. Właśnie. Czy istniała możliwość, że stwór był w jakiś sposób powiązany z tym co działo się nad głowami mieszkańców Brooklynu? Jego pojawienie się właśnie teraz nie może być przecież przypadkiem.
Powoli wykonała krok w przód, cały czas obserwowała reakcję istoty i w zależności od jej poczynań gotowa była zatrzymać się i wrócić do poprzednio zajmowanego miejsca, ruszenia w pościg lub obrony przed bestią. O wszystkim mógł zadecydować drobny szczegół. Czy tym krokiem spłoszy istotę, czy ta będzie bacznie obserwować Jessicę i pozwoli jej nieco podejść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Willow St   Nie Lis 20, 2016 9:44 pm

Przede wszystkim śledzenie aktualnego położenia drona oraz otrzymywanie od niego przekazu było wysoce utrudnione - do tego stopnia, że momentami Ultron tracił łączność ze swoim dziełem na kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund. Nie powinno to być dla niego żadnym zaskoczeniem; w końcu media wspominały o tego rodzaju problemach i zakłóceniach.
Na poziomie ulicy temperatura wahała się na ogół pomiędzy szesnastoma i siedemnastoma stopniami Celsjusza; o tej porze roku i godzinie nie było to wcale aż tak źle, choć z pewnością mogłoby być cieplej. Im wyżej znajdował się jednak dron, tym niższe temperatury rejestrowały jego narzędzia pomiarowe. Przesunięcie się na wysokość dachów pobliskich budynków - na ogół cztero- albo pięciopoziomowych - ukazało już temperaturę bliską dziesięciu stopniom. Powietrze było wilgotne. Barometr drgał, jak gdyby nie mógł zdecydować się na jeden, mniej więcej stały odczyt... Ale pole elektromagnetyczne było jeszcze bardziej niestabilne - choć zdecydowanie silne. Momentami wpływało wręcz na tor lotu drona, dosłownie strącając go na boki.
Oczywiście - zgodnie z tym, o czym również wspominano w mediach - zachowanie maszyny mogło także wynikać z czegoś zupełnie innego. Wyniki dokonywanych przez nią pomiarów jak najbardziej mogły być po prostu przekłamane, jeżeli coś wpływało na jej działanie i doprowadzało do błędów. Co było więc prawdziwe? Wszystko? Czy tylko część odczytów?

Tymczasem istota, z którą miała do czynienia Jessica, w dalszym ciągu na nią warczała - raz ciszej, raz głośniej, ukazując przy tym ząbki, ba, wręcz odginając wargi, aby zaprezentować je jak najlepiej. To również zgadzałoby się ze zwierzęcym tokiem rozumowania: eksponowanie zębów tłumaczyło się najczęściej jako ostrzeżenie.
Być może nie miało to żadnego znaczenia, ale tuż po pierwszym pytaniu kobiety - a w zasadzie to jeszcze w jego trakcie - bestia wyraźnie podniosła głos, a następnie znów przycichła, wydając z siebie głównie groźne pomruki. To mógł być zwykły przypadek, oczywiście, ale na upartego dałoby się to zinterpretować również w taki sposób: stworzenie rozumiało ludzką mowę przynajmniej w podstawowym stopniu, ale samo jej nie używało. Właściwie to ostatnie nie byłoby akurat dziwne; szczęki miało zniekształcone, więc możliwe, że gardło również. Jego struny głosowe mogły być przystosowane do wydawania innego rodzaju dźwięków.
W momencie, gdy Jessica wykonała krok w stronę bestii, jednocześnie stały się dwie rzeczy. Po pierwsze, na jej komórkę dotarła nowa wiadomość, znów od Night Nurse, która tym razem informowała ją krótko o tym, że w szpitalu pojawili się agenci S.H.I.E.L.D. Kto ich przywołał? Dlaczego zainteresowali się akurat tym przypadkiem? Wiedzieli coś więcej, czy interweniowali ze względu na potencjalny wybuch epidemii? Tego SMS niestety nie wyjaśniał, ale i tak przeczytanie go w tym momencie byłoby bardzo ryzykowne.
Stwór ani trochę nie ucieszył się bowiem ze zmniejszenia dystansu i okazał to bardzo dosadnie, choć dość... Dziwnie. Wręcz nielogicznie - bo upuścił swoją ofiarę, a w tym samym momencie sam również zeskoczył z powrotem na ziemię. Wylądował standardowo na czterech łapach, wykonał sus w kierunku Jessici, lecz zatrzymał się gwałtownie może półtora metra przed nią - aż zarzucił przez to włosami - i w ostatniej chwili wydał z siebie głośny, przeciągły ryk. Kropelki śliny i krwi z jego pyska poszybowały we wszystkie strony.
Przez ułamek sekundy Jessica mogła być praktycznie pewna, że ten atak agresji skierowany był przeciwko niej - a potem za jej plecami rozległ się kolejny okrzyk, równie zwierzęcy, lecz jakby grubszy, niższy. Na ulicy za nią - dwa, może dwa i pół metra dalej - znajdowała się druga bestia, z pyska przypominająca pierwszą, lecz o wiele masywniejsza. Wzrostem przekraczała dwa metry, to na pewno, lecz również poruszała się ugięta... W pozycji przywodzącej trochę na myśl goryla. Szerokie ramiona, odsłonięta klatka piersiowa... Ten osobnik zdecydowanie był już mężczyzną - a przynajmniej samcem. Miał na sobie rozdarte spodnie, ale żadnego innego ubrania. Włosy sięgały mu może do połowy pleców i zdawały się być w podobnym odcieniu, co i jego skóra - chyba ciemna, na tyle, na ile dało się to dojrzeć w tak słabym oświetleniu. Jego oczy także błyszczały na czerwono; cecha charakterystyczna?
Oba stworzenia mogły być sojusznikami i właśnie otaczać Jessicę - ale z drugiej strony istniała też równie prawdopodobna opcja, że zachowają się tak, jak typowi drapieżniki samotnicy. Może właśnie to się teraz działo? Odstraszali się wzajemnie, bo widzieli w sobie konkurencję? Przecież nowo przybyły mógłby po prostu zapolować na Jessicę, jeżeli w grę wchodziła tylko kłótnia o zdobytą już ofiarę.
Jakie nie byłyby jednak ich zamiary, Jones znajdowała się pomiędzy nimi, jako cel ataku lub przeszkoda na ich drodze. Mniejsza bestia pozostawała względnie nieruchoma, a gdyby miała futro, to pewnie by je teraz jeżyła; siłą rzeczy w dość wąskiej przestrzeni między budynkami mogłaby najwyżej wskoczyć na jedną ze ścian. Jej potężniejszych rozmiarów odpowiednik natomiast posiadał już większe pole do manewru - i wykorzystywał to, zbliżając się powoli, raz przesuwając się trochę na lewo, a raz na prawo.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ultron



Liczba postów : 43
Data dołączenia : 29/05/2013

PisanieTemat: Re: Willow St   Pon Lis 21, 2016 7:25 pm

Maszyna szybko wyłapała sporo anomalii w otoczeniu. Połączenie Ultrona z jego dziełami było zawsze bez zarzutu, ze znikomym opóźnieniem i bez problemów technicznych, lecz tym razem miał miejsce dziwny wyjątek. Utrzymywanie połączenie i tropienie drona sprawiały mu niesamowite kłopoty. Na wszelki wypadek część jego procesora przeanalizowała nagranie budowy tego drona, jego błąd był niesamowicie nieprawdopodobny, lecz chciał przeanalizować wszystkie opcje. Wyglądało jednak na to, że konstrukcja jest bez zarzutu. Kontrolowanie nie sprawiało żadnych problemów przed wejściem na teren pod czarną chmurą. Nawet jeżeli to nie ona była problemem, problem działał na jej obszarze.

Odczyty były chaotyczne, barometr nie mógł na nic się zdecydować,  jakby całe otoczenie było niestabilne. Pole elektromagnetyczne, jeden z potencjalnych powodów kłopotów z działaniem urządzeń, było niesamowicie silne. AI udało się znaleźć jedną poszlakę, która pozwoliła mu stworzyć tezę. Temperatura powietrza obniżała się nienaturalnie szybko. Powinna obniżać się o 6 stopni co 1000 metrów. Te budynki nie były dostatecznie wysokie dla tak drastycznej zmiany. Ultron obniżył lot maszyny do poziomu ulicy, by sprawdzić czy odczyty się uspokoją. Zgodnie z jego tezą powinno być zimniej, a odczyty powinny nieco się uspokoić. W takim wypadku z odwagą można stwierdzić iż, że problem jest w powietrzu, ponad chmurami, które nie były naturalnym zjawiskiem bez błyskawic, więc mogły być powodowane przez inną maszynę, hipotetycznie rzecz jasna. Dron już teraz miał problemy z polem elektromagnetycznym i temperaturą, która, jeżeli będzie tak szybko spadać, może go zwyczajnie zamrozić nim się zbliży. To by była robota dla jednego z jego ciał.

Zakładając, że jego teoria o zwiększeniu się temperatury i osłabieniu innych odczytów im niżej się znajdował się potwierdziła, aktywował by jedno z ciał z bazy, które znalazłoby się mniej więcej przed granicą normalnego nieba i jego ciemnego odpowiednika nad Bronxem. Tutaj nie powinien mieć najmniejszych kłopotów z kontrolą, skoro nie jest na terenie zasłoniętym chmurami. Robot zacząłby wznosić się do góry, ponad biały puch, by zobaczyć czy nie ma tam niczego podejrzanego. Jeżeli temperatura obniży się do niebezpiecznego dla maszyny stopnia, ta zacznie trzymać przed sobą dłoń i używać na sobie rozproszonego lasera. Nie powinien jej uszkodzić, wciąż generując rozsądne ciepło. Ultron był w stanie odwołać swojego poddanego, jeżeli dostanie się ponad chmury okaże się niemożliwe.

Czemu mu tak zależało? Jeżeli to coś może się powtórzyć, oznacza niebezpieczeństwo dla niego i jego planów, więc woli wyeliminować potencjalny element utrudniający mu jego sztuczne życie. Rzecz jasna spróbuje to przejąć, gdyż ta technologia (o ile to technologia) może okazać się mu przydatna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones



Liczba postów : 23
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Willow St   Sob Lis 26, 2016 9:35 am

Znalazła się między młotem a kowadłem. Miała wrażenie, że wszechświat się uparł i za wszelką cenę stara się jej dokopać na coraz to nowsze sposoby. Patrząc na to jak poruszały się istoty ucieczka mogła wydawać się niemożliwa, ale nie mogła też bezczynnie stać na ich drodze i modlić się o to, że to nie ona jest ich celem. Musiała działać szybko, bo jakby tego było mało w tej samej chwili poczuła wibracje telefonu oznajmiające, że ktoś przesłał jej wiadomość. Nie mogła jej w tej chwili odczytać, zrobi to, gdy będzie pewna, że będzie wtedy w miarę bezpieczna. Warczenie i bliskość obu potworów sprawiały, że jak nigdy bała się o to, czy wyjdzie z tego bez szwanku. Musiała zdobyć coś co mogłaby użyć jako broń. Jakiś kawałek rury, rynny, blachy… Coś dzięki czemu mogłaby utrzymać je na dystans. Nie powinna ryzykować walki, czy też obrony bez jakiejkolwiek broni. Nie miała pojęcia czym te bestie są i czy w jakiś sposób mogą przenosić tę mutację na innych. Powinna unikać kontaktu z pazurami i kłami. Nawet z jej wytrzymałością prawdopodobnie nie miałyby problemu ze zranieniem jej. Jakakolwiek rana mogła doprowadzić do zakażenia, a w najgorszym przypadku sprawić, że po jakimś czasie stanie się taka jak te istoty. Być może mogłaby wykorzystać któryś ze śmietników oręża, ale i tak, zakładając że bestie chcą ją rozszarpać na strzępy, szansa na to, że jej się to uda była bardzo mała. W tej chwili lepszym wyjściem było zejście im z drogi. Odskok w bok raczej nic by jej nie dał, musiała więc wzlecieć w powietrze lub po prostu wskoczyć na któryś z dachów czy schody pożarowe któregoś z budynków, jeśli takowe były. Musiała szybko zdecydować, które z tych wyjść było najlepsze.
- Niech się dzieje co chce. – rzekła lekko uginając nogi, by móc włożyć więcej siły w szybsze wzniesienie się powietrze. Mając w pamięci łatwość z jaką bestia wcześniej wdrapała się na ścianę budynku doszła do wniosku, że najlepiej będzie znaleźć się ponad bestiami. Najpierw parę metrów, a jeśli stwory za nią podążą wzleci wyżej. Nie mogła jednak znaleźć się zbyt wysoko, pamiętała przecież, że temperatura spada bardzo szybko. Musiała się liczyć też z tym, że będzie musiała szarpać się z którąś z bestii, może obiema, jeśli nie zareaguje odpowiednio szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Willow St   Today at 4:57 am

Powrót do góry Go down
 
Willow St
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: