Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 1st Avenue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: 1st Avenue   Pon Wrz 16, 2013 7:41 pm


First Avenue jest szeroką (chociaż jednokierunkową) aleją, biegnącą przez kilka osiedli zamieszkanych głównie przez klasę średnią. Przechodzi również przez East Harlem, nazywany niekiedy "Spanish Harlem".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Pon Wrz 16, 2013 8:04 pm

Po uprzątnięciu wszystkich stołów i sprawdzeniu, czy kasa się zgadza, Randy nareszcie mógł zakończyć swój dzień pracy. O pierwszej w nocy, co prawda, ale to i tak nie była jeszcze najdziwniejsza pora, o jakiej zdarzało mu się wracać do domu.
- Allah hafiz... - rzucił na pożegnanie w większości pakistańskiej załodze Banjary, chociaż sam był ateistą.
Wyszedł na ulicę.
Wreszcie był wolny od gwaru, pośpiechu i duchoty. Chłodne nocne powietrza orzeźwiło go na tyle, że nawet nie czuł zmęczenia. Marzył jednak o tym, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Zgodnie z prognozami miało tej nocy padać i choć na razie chodnik był suchy jak pieprz, pogoda mogła zmienić się w przeciągu chwili, a Duńczyk zdecydowanie nie miał ochoty moknąć.
Swobodnym acz szybkim krokiem ruszył w kierunku Houston St. Miał szczerą nadzieję, że nikt ani nic nie zatrzyma go po drodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fantomex



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Czw Wrz 19, 2013 2:04 am

Stworzony, by zwodzić. Odkrywać emocje innych, nim sami sobie je uświadamiają – jednocześnie samemu nie posiadając żadnych. Uczucia to słabość, słabość to śmierć, przeciwność przetrwania. Dlaczego więc czuje złość? Frustrację spowodowaną własną stagnacją? Odkąd przekroczył amerykańską granicę, nie zrobił absolutnie niczego, co uciszyłoby ten irytujący głos, każący mu zaspokajać potrzeby zaprogramowane mu przez program Weapon PLUS. I to nie dlatego, że nie próbował… Jeśli wkrótce nie zrobi czegokolwiek, ktoś tego pożałuje. I to pewnie sam Cluster.
Właśnie takie myśli krążyły po głowie Fantomexa, gdy krążył bez celu po ulicach Nowego Jorku. I nim się zorientował, zawędrował na 1st Avenue, jakieś dwie godziny autem od hotelu, który wynajmował. Nie żeby się tym specjalnie przejmował – i tak nie było tam nic, co dzisiejszej nocy by go interesowało. Prawdę mówiąc, nic go dzisiaj nie interesowało. Dlatego nawet nie zmuszał się do zaszczepiania nowojorczykom wizerunku, jaki mogliby mu przypisać. Bo nie oszukujmy się – Amerykanom wystarczy umiejętność policzenia do piętnastu, by uznać, że mają supermoce, i że trzeba zmieniać na lepsze swoje sąsiedztwo w kolorowym kostiumie. Albo żeby przebrać się za losowe zwierzę i napadać na sklepy całodobowe. W tym towarzystwie Charles wyglądał całkiem normalnie w swoim fikuśnym płaszczu. Tak więc spacerował w tym swoim płaszczu, obserwując ludzi, których nocne miasto wypluło na ulicę. Nic szczególnego…
… do czasu natknięcia się na wielkiego gościa o aryjsko-skandynawskich rysach twarzy idącego z naprzeciwka. I chociaż w normalnych okolicznościach nie zwróciłby na niego najmniejszej uwagi, Charlie doszedł do wniosku, że to właśnie dzisiejsza przygoda ma aryjsko-skandynawską twarz. Zatrzymał się więc tak, by zatarasować drogę wielkoludami, uniósł palec ku niebu, jak zwykł to robić Sokrates dwa i pół tysiąca lat temu i zapytał:
- Czy jesteś wolnym człowiekiem, przyjacielu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Czw Wrz 19, 2013 3:48 pm

Nie uszedł za daleko, gdyż nagle na jego drodze stanął jakiś typ w masce. Potencjalnie świr. Albo się bawi w superbohatera albo zaraz obwieści Randy'emu, że ma wyskoczyć z portfela, przy czym to drugie wydawało się znacznie bardziej prawdopodobne. Chociaż zawsze istniała szansa, że koleś okaże się zupełnie niegroźnym królem Nibylandii albo innej Narnii, to przecież bardzo prawdopodobne. Dość rzec, że ostatnio spotykały go podobne historie.
Rozsądek podpowiadał jednak Duńczykowi, że tym razem raczej nie będzie miał tyle szczęścia. Nie mając innego wyjścia, blondyn zatrzymał się. W końcu nie chciał skończyć z nożem w plecach. Już miał poinformować zamaskowanego jegomościa, że jest kiepskim celem rabunku bo przy sobie ma tylko parę drobniaków i pięcioletnią, intensywnie używaną nokię, kiedy ten wykonał ów zagadkowy gest i zadał to nietypowe pytanie. Randy obdarzył go swym przenikliwym spojrzeniem. Nie pamiętał, która sekta pyta przypadkowych ludzi o to, czy są wolni. Pytanie przechodniów o to, co się z nimi stanie po śmierci, było z pewnych przyczyn bardziej typowe. Nie to, żeby Skandynawowi zadane pytanie się nie podobało. Właściwie gdyby jegomość nie był zamaskowany i zaczepił go za dnia a nie o pierwszej w nocy, to może by się nawet ucieszył.
Chociaż zadawanie pytań nie czyniło go godnym zaufania czy choćby nieszkodliwym, to blondyn jakoś zupełnie przestał się obawiać. Zaczął zamiast tego zastanawiać się nad odpowiedzią. Zwykłe odpowiedzenie "nie" byłoby nudne, więc to sobie akurat darował.
- Wolnym od czego? - spytał.
W końcu była to kwestia dość kluczowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fantomex



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Czw Wrz 26, 2013 1:29 am

Na pytanie Randy’ego, roześmiał się. Najszczerszym śmiechem, jaki tylko można było sobie wyobrazić.
- Bardzo. Dobre. Pytanie. – odpowiedział, każde słowo podkreślając dźgnięciem palcem wskazującym w mostek Duńczyka – Bardzo dobre. Jestem Charlie i zostanę twoim kompanem na dzisiejszy wypad na piwo.
Fantomex zamilkł na kilkanaście sekund, wpatrując się z zaciekawieniem w Skandynawa.
- To jak będzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Czw Wrz 26, 2013 7:03 am

Nawet nie zdziwiło go to, że jakiś obcy facet dźga go w klatę. Zero niepokoju. Nawet propozycja wyskoczenia na piwo go nie zaskoczyła. Charlie zdawał się być po prostu miłym gościem. Nie mniej, Randy wiedział, że jak się nie wyśpi, to jutro będzie jak zombie.
- Jest pierwsza w nocy. Może przy innej okazji.
Nie to, że w innych okolicznościach na pewno by się zgodził. Duńczyk nie należał do osób specjalnie towarzyskich. Jeśli już "wypadał" gdziekolwiek to z kimś bardzo zaufanym, kogo znał od dawna. Niezależnie od tego jak ciekawy wydawał się ten konkretny nieznajomy.
A jednak w tym wszystkim zupełnie zapomniał, że powinien przerwać rozmowę i ruszyć się w końcu do domu. Cóż, skleroza nie boli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sro Lis 20, 2013 4:50 pm

Zwalniam temat, bo jest potrzebny innym graczom, a wątek i tak stanął.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Nie Kwi 06, 2014 11:44 am

Brunhilda nie ryzykowała przemiany w Samanthę. Miała świadomość, że w ciele śmiertelniczki będzie miała lepszą możliwość ukrycia się, ale nie była pewna, co podczas przemiany stanie się z jej ranami. Ona sama krzywiła się, czując ból w ramieniu, więc nie wiedziała, jakby zareagowała jej śmiertelna powłoka. Z ułamaną włócznią za pasem i schowanym do pochwy mieczem, Brunhilda znalazła jako-takie schronienie w jednej z uliczek Nowego Yorku, oddalając się dość daleko od miejsca zdarzenia. Wolała nie ryzykować, gdyby ktoś chciał przeczesać teren.

Zaciskała szczękę i zaciskała ranę na obojczyku. Niestety tylko z przodu, chociaż rana była na wylot i dość mocno krwawiła. Zadrapania na ramieniu i rany na szyi nie były głębokie, więc pozostały już jej po nich zacieki krwi i brzydkie strupy. Oparła się o ścianę i odgarnęła niesforne włosy z twarzy. Uważała, aby nie dotknąć raną wylotową od włóczni ściany za plecami, bo może i naliczyła obecność co najmniej trzech kotów i jednego psa w tej alejce, ale była pewna, że w tym środowisku istota ludzka nie ma szans na przetrwanie. Zwłaszcza kiedy pozwoli, aby rana została skażona.

Mogła mieć jedynie nadzieję, że w kończynach potwora, z którym walczyła, nie było nic trującego. Westchnęła, ale niezbyt mocno, bo nie mogła ryzykować poruszenia gojącej się rany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi



Liczba postów : 51
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Pią Kwi 18, 2014 3:17 pm

Był paskudnie słoneczny dzień. A raczej popołudnie. Helbindi poprawił na nosie swoje okulary przeciwsłoneczne i odgarnął długie włosy, które opadały mu na twarz. Szlag. Do tego papieros mu się wypalił. Wyrzucił niedopałek gdzieś za siebie i szedł dalej. Dosyć często kręcił się bez celu po uliczkach ogromnego miasta. Od spotkania z 'wielką czarodziejką' nic ciekawego tak naprawdę się nie wydarzyło, może to i lepiej. W każdym razie - nudził się. Nie pamiętał już kiedy mu doskwierało to uczucie. W Jotunheimie zawsze mógł wybrać się na polowanie czy coś. Tam było milion rzeczy do zrobienia, w końcu dziedzic nie może próżnować. A tutaj? Nawet nie ma z kim porozmawiać. Nawet próbował - niestety jakoś nigdy jego zainteresowania nie pokrywały się z zainteresowaniami rozmówcy. Prychnął na wspomnienie tych nieudolnych prób. Co on sobie w ogóle myślał - że dogada się z kimś tak ograniczonym?
Wybiegający z zaułka kot omal nie wpadł mu pod nogi. Stanął w miejscu i spojrzał za nim zaciekawiony, potem jego wzrok przeniósł się na wylot alejki, z której ów zwierzę uciekało. Zrobił kilka kroków i skręcił w uliczkę. Kilkanaście metrów dalej dostrzegł podpierającą się o zasyfioną ścianę postać. Helbindi nie miał żadnych wątpliwości, iż nie jest to człowiek. Wolnym krokiem zbliżył się do nieznajomej, która , ku jego zdziwieniu, dosyć szybko okazała się wojowniczką ze znienawidzonego Asgardu. Na to przynajmniej wskazywała postura i ubiór. Był mile zaskoczony takim obrotem spraw - może dowie się czegoś nowego. A nawet jeśli mu się to nie uda - trochę walki mu się przyda, a co. Liczne rany i ogólnie kiepski stan przeciwnika również cieszył oczy, choć jego uwadze nie umknęło to, że zanikały one bardzo szybko.
Jotuun stanął przy przewróconym kuble na śmieci i oparł na nim jedną nogę, ręce wkładając do kieszeni. Jeśli chciał używać pierścienia to wolał, by ona tego nie widziała.
- Witam, witam. Ach, tak szybko się regenerujesz, szkoda. Nie popatrzę sobie długo jak się wykrwawiasz w brudnym midgardzkim zaułku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Kwi 19, 2014 10:30 am

Szybko uniosła głowę, słysząc obcy głos. Było z nią ciężko, skoro nie słyszała, żeby ktokolwiek podchodził. Zwierzęta w alejce zauważyły, bo ulotniły się w zawrotnym tempie. Syknęła, kiedy ruch głowy nieco poruszył ranę na obojczyku. Już chciała jakoś zareagować, odstraszyć śmiertelnika, kiedy dotarło do niej, co powiedział. Przestała opierać się o ścianę i położyła dłoń na mieczu, ale nie wyciągnęła go. Nie przestała też zaciskać rany na obojczyku.

- Idź dalej - powiedziała srogo. - Asgard nie ma żadnego sporu z twoją osobą, więc i ja nie mam nic do ciebie - dodała. Gdyby ktoś wydał rozkaz, to na pewno wiedziałaby, na kogo i jak ta osoba wygląda. A ten tu... osobnik nie przypominał jej nikogo i wiedziała, że skoro nazywa Midgard Midgardem, to nie jest zwykłym śmiertelnikiem. Nieco zaskoczył ją fakt, że mężczyzna w ogóle na Midgardzie się znajduje. Miała się na baczności, bo jego słowa nie zwiastowały niczego dobrego, a ona nie była w pełni sił przez walkę sprzed paru chwil. Jeszcze nie wróciła całkiem do siebie, ale nie to znaczy, że była całkiem bezbronna. Z większymi ranami się walczyło. - Idź dalej - powtórzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi



Liczba postów : 51
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Kwi 19, 2014 4:13 pm

Przyglądał jej się przez chwilę w milczeniu, a jego wargi wykrzywiły się w nikłym uśmiechu. Trafił co do pochodzenia. Ba, był niemal pewny z kim ma do czynienia. Pierwszy miecz Asgardu, wielka wojowniczka - takiej głupotą byłoby lekceważenie, nie ważne w jakim stanie. Jej talent do walki i charakter był znany chyba we wszystkich 9 wymiarach. "Asgard nie ma żadnego sporu z twoją osobą." - żebyś się nie zdziwiła. Zamordowanie jego ojca W ASGARDZIE jak najbardziej zaliczał się do 'sporów', ale postanowił nie psuć zabawy i nic o tym nie wspominać. Zadowolony był z faktu, że kobieta nie zdaje sobie sprawy z jego tożsamości, pierścień sprawdzał się znakomicie.
Wyciągnął jedną rękę z kieszeni, by przenieść okulary we włosy - chciał mieć lepszy widok. Z resztą w takim zaułku światło słoneczne nie było takim problemem.
- Skoro tak.. nie, jednak dochodzę do wniosku, że potrzebujesz towarzystwa. W takiej chwili, z taką brzydką raną na obojczyku..  - zacmokał pod nosem - może krótka rozmowa pozwoli zapomnieć o nieszczęsnym bólu?
Nie wierzył, że mówi takie brednie z taką łatwością.
- W sumie to co słychać w Asgardzie? Nie jestem na bieżąco, a wypada martwić się o rządy naszego cudownego Wszechojca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Kwi 19, 2014 4:46 pm

Naprawdę nie wiedziała, na czym stoi. Nieznajomy był, cóż, nie tyle wrogo nastawiony, co na pewno nie przyjaźnie. Otwarcie nie atakował - jeszcze, czas pokaże - ale jasno oznajmił swoje intencje. Dlatego nadal trzymała rękojeść miecza, gotowa go wyciągnąć w każdej chwili. Och, jak bardzo cieszyła się, że nie zdecydowała się na powrót do śmiertelnej powłoki. Chociaż z drugiej strony, gdyby wybrała to od początku, być może nie napotkałaby na swojej drodze nikogo... jak ten osobnik.

- Nie wiem, skąd taki pomysł, ale chyba nigdy nie byłeś ranny - rzuciła, po czym zasyczała cicho, kiedy za mocno ścisnęła ranę. Przesunęła rękę do tyłu, sprawdzając, czy z rany wylotowej nadal leci krew; już praktycznie wcale. - Nie wiem, skąd jesteś i jaki masz interes na Midgardzie, ale na pewno nie jest on ze mną. - Poruszyła ramieniem i skrzywiła się, kiedy nadwyrężone mięśnie dały o sobie znać. Na nowo oparła się miednicą o ścianę.

Jeszcze raz przyjrzała się nieznajomemu, próbując go gdziekolwiek przypiąć. Do jakiejś krainy. Wysoki, smukły, niezbyt umięśniony. Nic to jej nie mówiło, bo zwykli mieszkańcy Asgardu wyglądali tak samo, a na pewno żadnemu z nich nie podpadła tak bardzo, żeby chciał ją zabić. Chociaż, "tak bardzo" to pojęcie względne, a odmów paru ważnym osobom i można podpaść. Jednak nigdy wcześniej tego mężczyzny nie widziała. Ale grzeczność nie zaszkodzi. A może dzięki temu się dowie czegoś więcej.

- Wszechojciec ma się dobrze. A przynajmniej tak było, kiedy ostatni raz byłam w Asgardzie. - I zamyśliła się, bo... dawno jej nie było w domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi



Liczba postów : 51
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Czw Kwi 24, 2014 9:29 pm

Przyglądał się jej obojętnym wzrokiem. Trzymała dłoń na rękojeści miecza i nie zamierzała wypuścić, niedobrze. Z drugiej strony to sam był sobie winien. Obserwował jak dotyka rany, zapewne sprawdza swój stan do ewentualnej walki. Czy jest w stanie. Prychnął cicho. Ona zawsze jest w stanie.
I nic się od niej nie dowiedział. "Wszechojciec ma się dobrze." - naprawdę, tylko tyle masz mi do powiedzenia? Aż grzechem było mówienie o nim tak mało. Przynajmniej wydawało mu się, że tak to działa u Asgardczyków.
Jej zamyślona mina wprawiła go w zadumę. Czy naprawdę tak dawno nie było jej w domu? Albo dzieje się coś tam tak szybko i niespodziewanie, że nie jest zwyczajnie pewna odpowiedzi. W każdym razie było to ciekawe.
Westchnął głośno i zdjął nogę z kubła. Podrapał się po brodzie i zbliżył o kilka kroków. Postanowił zagrać zupełnie inaczej. Wiedział, że stąpa teraz po cienkim lodzie, no ale. Nie zabije jej przecież, nie ma takiej potrzeby, przynajmniej na razie. Postanowił zagrać zupełnie inaczej.
- Może ci pomóc? - zaczął smętnym tonem - Tak, wiem, ten tekst z wykrwawianiem się nie brzmiał dobrze, estetycznie jednak bardziej mnie dobijasz w tym momencie.
Stanął przed nią, z rękoma w kieszeni i wpatrywał się w nią bez wyrazu. Był gotowy w każdej chwili zsunąć z palca pierścień i się przemienić, ale wątpił, by było to konieczne. No, przynajmniej teraz.
Ta nuda go dobijała, Midgard go dobijał. A czasem miał nawet wrażenie, że ta ludzka powłoka wpływa na niego w jakiś sposób.Niekorzystny, oczywiście. Musiał się stąd wydostać. Krótka wizyta w Asgardzie, choć wolał coś zupełnie innego, też by mu nie zaszkodziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valkyrie



Liczba postów : 37
Data dołączenia : 18/10/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Kwi 26, 2014 11:23 am

Myślała dalej, kątem oka cały czas przyglądając się mężczyźnie. Nie otrzymała żadnych wieści ani od innych Walkirii, ani od Wszechojca, ani od... nikogo. Plotki głosiły, że książę Thor jest gdzieś w Midgardzie, a Loki być może udał się w to samo miejsce, ale jeszcze na żadnego osobiście nie wpadła. Cóż, mężczyzna przed nią był pierwszym nie-Midgarczykiem, na jakiego wpadła. Oczywiście, jeśli kreatura, z którą walczyła, była z pochodzenia z Midgardu... Może pora wybrać się do Valhalli? Widząc ruch, szybko skupiła wzrok na mężczyźnie, kiedy zaczął do niej podchodzić. Wysunęła lewą stopę do przodu, ale tylko zmarszczyła brwi na jego słowa. Jak na zawołanie, rana na plecach zaczęła szczypać, jakby pozbywała się potencjalnego zakażenia.

- Nie sądzę - zaczęła powoli, ważąc swoje opcje. Jest brudna i zakrwawiona, nie ma pewności, czy wszystkie mięśnie są sprawne, a czeka ją przeprawa do domu. Nawet jeśli zawołałaby Aragorna*, to ogłosiłaby wszystkim swoją obecność w Midgardzie, a wolała tego nie robić... a przynajmniej jeszcze nie teraz. - Chyba że pomieszkujesz blisko i wpuściłbyś mnie do środka, abym mogła się oczyścić - dodała, równie powolnym, ostrożnym tonem.

Nie była do końca pewna, czy to rozsądne z jej strony, ale też i nie miała zbyt dużego wyboru. Już zdecydowała, że ryzykowanie przemiany w ludzką powłokę nie jest rozsądnym posunięciem, a przynajmniej nie na razie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi



Liczba postów : 51
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Maj 17, 2014 4:55 pm

Odkaszlnął, wyciągnął z kieszeni papierosa i zapalił go. Zaciągnął się i głęboko odetchnął. Skupił na niej wzrok.
Słysząc opcję z mieszkaniem zmarszczył lekko brwi. Walkiria w jego azylu? Czemu nie, i tak nie może być gorzej. Na szczęście nie trzymał nic istotnego na wierzchu, utrzymywał mieszkanie dosyć..schludnie i ostrożnie, aby się niczym nie zdradzić. Więc nie widział żadnego problemu, przynajmniej na razie.
Miał nadzieję, że uda mu się jeszcze coś z niej wyciągnąć. Naprawdę chciałby się jeszcze czegoś dowiedzieć,czegokolwiek. Był spragniony wieści, odseparowany mu od wszystkiego co znał i zmuszony do życia tutaj. Niczym rozbitek. Nudy a nudy, tylko gadać do mebli.
Zgasił niedopałek butem, podszedł do niej i wziął ją pod rękę.
- Dobra, zbieraj się, idziemy.

(oboje [zt] do mieszkania)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Sie 08, 2015 11:51 am

Godzina była co prawda wczesnowieczorna, jednakże zimową porą tak czy siak oznaczało to zmrok; na szczęście w Nowym Jorku rzadko kiedy panowały prawdziwe ciemności, gdyż miliony świateł rozjaśniały miasto sztucznym blaskiem. Na ulicach wciąż panował spory ruch, choć głównie samochodowy; po chodnikach kręciło się co nieco ludzi, lecz nie żadne tłumy. Najwyraźniej śnieg i niska temperatura skutecznie zniechęcały do spacerów.
W tym wypadku może to i zresztą lepiej, gdyż nagle - bez żadnego ostrzeżenia - jeden z wyższych budynków w tej okolicy stał się miejscem dość silnej eksplozji. Do wybuchu doszło mniej więcej w jego połowie, a w pierwszej chwili gęsty, ciemny dym zasłonił widok... Co oczywiście w żaden sposób nie zmieniło faktu, iż masa mniejszych i większych odłamków poszybowała w dół, wywołując panikę, a nawet doprowadzając do jednej czy dwóch kolizji na drodze.
Z całej tej masy dymu nagle coś... Wystrzeliło. To chyba najlepsze słowo, choć nie oddawało do końca natury tego zjawiska. Cokolwiek by to nie było - pozostawało niewidoczne i jedynie odkształcenie się szarych smug wskazywało na kierunek, który to coś obrało: niezbyt stromo w dół i z daleka od uszkodzonego budynku.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miles Morales



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Sie 08, 2015 12:20 pm

Miles w swoim stroju przebywał dosyć niedaleko miejsca, w którym doszło do eksplozji, więc nie trudnym było pośmigać po niebie, na pajęczynie. Użył siecio wyrzutni do umocnienia fragmentów, które mogłyby się wyłamać ze zniszczonego budynku.
- Te, dziwne coś! - krzyknął do niezidentyfikowanego osobnika - Ja wiem, że miło wychodzi się z budynku z wielkim hukiem, ale jednak trochę rozwagi... Ludzie tu chodzą!- po tych słowach starał się dojrzeć czym lub kim, jest to coś co spowodowało eksplozję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sob Sie 08, 2015 6:01 pm

- Hot town, summer in the city. Back of my neck getting dirt and gritty.. A been down, isn't it a pity. Doesn't seem to be a shadow in the city.. - Herbi wędrował po mieście, jak to miał w zwyczaju już praktycznie od samego początku swojego pobytu w tym mieście. Lubił przyglądać się ludziom, patrząc na to jacy są, co robią. Ciekawość i chęć poznania ich zachowań go napędzały.

- All around people looking half dead. Walking on the sidewalk hotter than a match head. - A ponieważ przy tej okazji chciał odpocząć troszkę, więc tym bardziej się włóczył po okolicy. Sportowe buty, jeansowe spodnie, czarny t-shirt z nadrukiem i czarna kurtka. Innymi słowy ubrał się dość przeciętnie.

- Cool town, evening in the city, dressed so fine and looking so pretty. Cool cat looking for a kitty, gonna look in every corner of the city. - Musiał przemyśleć kilka spraw. Poznanie X-Menki, zaproszenie do jakiejś dziwnej organizacji, z którego jednak jeszcze na razie nie skorzystał, trochę walk ostatnio, plus parę innych spraw.

Niestety spokój nie był mu dany, bo oto coś wybuchło. Od razu obrócił się w tę stronę, w pierwszej chwili nie wiedząc jak się ma zachować. Następny odruch kazał mu lecieć w tym kierunku, aby ewentualnie pomagać ludziom, jednak zobaczył coś, co wyskoczyło z budynku. Ciekawość zwyciężyła, wspierana przez chęć upewnienia się, że to coś nie dokona kolejnych zniszczeń, dlatego zamiast do budynku skierował się pędem w stronę tego dziwnego czegoś. A przynajmniej w stronę miejsca, gdzie to coś miało się znaleźc.

Szybko starał się omijając gapiów jak i tych, którzy w panice rozbiegli się na wszystkie strony, wciąż kątem oka obserwując ten niezidentyfikowany obiekt nieznanego również pochodzenia.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Nie Sie 09, 2015 12:11 am

Pajęczyna Milesa obkleiła uszkodzony fragment budynku, lecz wyrwa w ścianie była całkiem spora i nie sposób było zatrzymać wszystkie spadające z niej odłamki. Teraz istniała przynajmniej nadzieja na to, że lepka substancja utrzyma te największe fragmenty gruzu, a ludzie na dole okażą się na tyle rozsądni, aby szybko usunąć się z okolicy budowli... Powinni, prawda? Dobrze, że pora była taka, a nie inna, więc tak czy siak niewiele osób kręciło się po okolicy. Paru przechodniów nie zdążyło co prawda uskoczyć przed spadającymi odłamkami, ale ich obrażenia raczej nie były zbyt poważne.
Gorzej, że sprawcy w dalszym ciągu nie dało się dostrzec. Ta smuga dymu, która w pierwszej chwili wskazała kierunek, w którym najprawdopodobniej się udał - prędko się rozwiała, tym samym nie pozostawiając po nim nawet żadnego śladu... Dowodu, że naprawdę ruszył w tę stronę. Słowa Milesa również nie wywołały żadnej reakcji; być może osobie odpowiedzialnej za całe to zajście się spieszyło, może go nie dosłyszała, może nie była w stanie odpowiedzieć, może...? Tak wiele opcji.
Minęło ładnych kilkanaście sekund, nim na dachu jednego z okolicznych - i dużo niższych - budynków mignęło coś czerwonego, materiałowego, zwiewnego... Płaszcz? Peleryna? Możliwe, że coś w tym stylu, choć na odległość trudno byłoby to stwierdzić z pewnością. Grunt, że odziana w ten element stroju osoba przemieszczała się szybko - biegiem - i to w kierunku przeciwnym do uszkodzonej budowli, a po około dwóch sekundach... Ponownie zniknęła. Po co w ogóle się pojawiała? Dobre pytanie, ale rzeczywiście się jej spieszyło.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miles Morales



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Nie Sie 09, 2015 2:57 pm

Zastanawiał się co z tą osobą było nie tak. Grzecznie zwrócił jej uwagę, a ona nie odpowiedziała nawet... Pora zastosować surowsze warunki dla tego łobuza.
Wystrzelił swoje sieci i rozbujał się na nich, tak by trafić jak najbliżej owej persony. Najchętniej chciałby się dowiedzieć kim jest ten złoczyńca (bo jak inaczej nazwać kogoś, kto z eksplozją niszczy budynek, przy okazji raniąc ludzi?), gdyż mógłby zastosować wobec niego pasujące do niego chwyty, którymi by go pokonał.
- Zatrzymaj się!!! - wystrzelił w jego stronę pajęczynę, która mogłaby go choć trochę unieruchomić. Jedynym wyjściem było gonienie napastnika, jednak nie zawsze było to łatwe, zwłaszcza gdy ktoś potrafił latać. Jedynym wyjściem było w takich sytuacjach użyć jetpacka, którego nie posiadał. Gdyby wiedział, że jego wypad na miasto w stroju skończy się teleportacją do innego wymiaru, z wielką chęcią zgłosiłby się do Fury'ego, który na sto procent pożyczyłby mu taki sprzęt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Pon Sie 10, 2015 1:53 pm

No dobra.. Niestety nie ma opcji, żeby dogonić to coś dziwnego, co ewidentnie w jakimś stopniu było powiązane z tym wybuchem. Herbi strasznie żałował, że nie potrafi szybko latać, teleportowaç się, nie ma super prędkości, ani też nie umie chodzić po ścianach. Bardzo by mu to ułatwiło życie, szczególnie w takich sytuacjach. No ale cóż.. Nie można mieć wszystkiego. Miał wprawdzie jeden mały sposób, który chciał wypróbować, ale to jeszcze nie teraz.

Nie miał pojęcia jak ma ścigać to dziwne coś, gdy dostrzegł.. Spider-Mana? W jakimś nowym stroju chyba. Najwyraźniej Paję zakowaty również ścigał Cosia a ponieważ samemu był o wiele lepiej widoczny, gdy się huśtał między budynkami, więc należało się go trzymać.

To jednak nie było takie proste. Poruszający się na ziemi, tylko z napędem nożnym Herbi zbyt szybko zostałby w tyle. Ukradzenie samochodu, czy motoru jeszcze nie wchodziło w rachubę, zresztą nie umiałby tego prowadzić.

Ale.. Szybko dorwał jakąś taksówkę, która nie zdążyła odjechać z miejsca wybuchu i wparował do środka.
-Jestem Avengersem! - Krzyknął nie chcąc wchodzić w zawiłości dotyczące swojego pochodzenia i przynależności. A ponieważ każdy mógłby coś takiego powiedzieć, więc dla potwierdzenia faktu, iż nie jest normalnym człowiekim, wystawił dłoń i przywołał mały energetyczny pocisk zaklęciem. Czar szybko rozwiał. Oczywiście jego dłoń znalazła się pomiędzy kierowcą a drzwiami, tak na wszelki, aby zdusić w zarodku niemądry odruch ucieczki.
- Jedź! Bèdę Ci mówił gdzie! Gazu! - Krzyknął jeszcze obserwując Pajęczaka przez okno i jeśli taksówkarz ruszył, to kierował go za swoim celem. Wolną ręką sięgnął po pieniądze, żeby kierowca widział, iż nie bèdzie stratny. To zazwyczaj była najlepsza zachęta.

/Wybaczcie ew błędy i brak kolorków, ale bardzo ciężko się pisze na tym telefonie../
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Wto Sie 11, 2015 12:19 am

Jako że przez krótką chwilę sprawcę było widać, Miles mógł skierować się w jego stronę... Tyle że w momencie, gdy chłopak wylądował na dachu budynku, na którym przed chwilą dojrzał czerwony materiał - ten zdążył już ponownie zniknąć. Mając na ogonie pościg delikwent teoretycznie mógł chcieć zmienić trasę, ale z drugiej strony: jeśli zmierzał do określonego punktu, to być może zbaczanie z obranej drogi nawet mu się nie opłacało.
Spider-Man tak czy siak niewiele był w stanie na to poradzić - musiał zgadywać i wystrzelić swoje pajęczyny na ślepo... Jak się okazało: nie trafił, ale przynajmniej wywołał w końcu jakąś reakcję przeciwnika, bo gdzieś mniej więcej przed nim rozległ się nagle huk wystrzałów, a następnie w jego stronę poszybowały dwa pociski... Sądząc po odstępie czasowym - a raczej praktycznie po jego braku - delikwent najprawdopodobniej używał jednocześnie dwóch pistoletów.
Jak gdyby kule nie były wystarczającym problemem, dodatkowo skończył się dach - co oznaczało, że kryminalista albo musiał z niego zeskoczyć albo, cóż, polecieć dalej... O ile był w stanie. Wszystko wskazywało na to, że potrafił fruwać, ale w takim wypadku dlaczego biegł po budynku - zamiast obrać prostszą drogę powietrzną? Podejrzane i warte przemyślenia.
W tym czasie natomiast Herbertowi udało się namierzyć taksówkę i wpakować się do jej wnętrza. Kierowca nie wyglądał na zachwyconego czy bardzo chętnego do niesienia pomocy "Avengerowi" - szczególnie po tym, jak chłopak tak otwarcie zademonstrował mu swoje zdolności... Ale pojawienie się pieniędzy zmieniło jego nastawienie i sprawiło, że ruszył z miejsca. Bohaterowie bohaterami, ale za coś trzeba w końcu żyć...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Miles Morales



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Wto Sie 11, 2015 2:41 pm

Miles od zawsze wiedział, że złoczyńcy są walnięci, ale nie spodziewał się, że jakiś idiota będzie do niego strzelał. Miał szczęście, że jego pajęczy zmysł zabrzmiał głośno w jego głowie i starał się pokierować jego ciałem, tak by ominąć pociski.
- Co za dupek! - powiedział głośno i starał się spowodować bezpośrednią konfrontacje, tak by chociaż skopać mu pośladki. W takiej sytuacji mógłby go użądlić, by w końcu się uspokoił. Nie zamierzał dać się zabić przez jakiegoś bałwana, który lata po mieście w pelerynce i używa broni palnej. Jeżeli byłaby taka potrzeba, Miles był gotowy do pogoni przez całe miasto. Był młodym mścicielem zwykłych ludzi, którego obowiązkiem była obrona cywilów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Wto Sie 11, 2015 3:32 pm

Pieniądze jak widać są najlepsze do tego, aby kogoś przekonać. A jeśli do chęci zysku dojdzie strach, to jeszcze lepiej. Ot, taki kij z marchewką. Warte zapamiętania na przyszłość. Jak widać jednak Herbi nie musiał jechać daleko, na całe szczęście, dlatego też kazał taksówkarzowi pojechać za budynek, w stronę którego lewitowało to strzelające do pajęczaka coś.

Jeszcze zanim kierowca tam dojechał, chłopak szybko obliczył w głowie ile powinien za tę trasę zapłacić, doliczył porządny napiwek i, gdy samochód się już powoli zatrzymywał, rzucił pieniądze na siedzenie obok kierowcy.
- Dzięki! - Krzyknął wyskakując z taksówki i machając dłonią na kierowcę, że może już jechać. Teraz trzeba się było dostać na górę.

Niestety Herbi nie potrafił lewitować, ani łazić po ścianach, ale chciał zrobić coś innego, co powinno mu pomóc się szybko na dachu znaleźć. A mianowicie telekineza. Chłopak stanął przy schodach pożarowych, albo pod balkonami, w zależności od tego co było bliżej i zamiast przyciągać je do siebie, przyciągał siebie do nich. I tak, dość szybko, unosił się co drugie piętro, starając się być na tyle blisko, aby w razie jakieś dekoncentracji móc się bez problemowo złapać i utrzymać. W końcu upadek na ziemię nie był czymś, co tygryski lubiły najbardziej.

Gdy znalazł się już na dachu, to, jeśli lewitujące coś nadal strzelało do Pajęczaka, czy też właśnie głównie na nim skupiało swą uwagę, Herbuś szybko wyciągnął dłoń przed siebie, posyłając w plecy uciekającej osoby magiczny pocisk. Skoro dana osoba strzelała do Spider-Mana, to oznaczało, że jest raczej z tych złych. Poza tym nie było czasu na rozmowy, bo pewnie zaraz by się znów teleportnęła gdzieś indziej a tak mógł ją wziąć z zaskoczenia i przy pewnej dozie szczęścia powalić. Jeśli jednak nie skupiała swojej uwagi na Pająkowatym i nie walczyła z nim, tylko odlewitowała, bądź odteleportowała się gdzieś indziej, to wtedy chłopak będzie kombinował inne kroki.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Sro Sie 12, 2015 4:06 pm

Jako że budynek się "skończył", Miles nie mógł być pewien gdzie teraz skierował się jego przeciwnik - dalej prosto? Zeskoczył na poziom ulicy czy może jednak rzeczywiście pofrunął? A może zamiast tego skręcił na jedną z sąsiednich budowli - albo ktoś lub coś czekało na niego na dole...? Tyle różnych opcji do wyboru, a tak mało czasu, aby podjąć decyzję.
Grunt, że akurat w tym czasie na dach zdążył dostać się Herbert, konkretniej poprzez skorzystanie ze schodów przeciwpożarowych, do których drabinę udało mu się telekinetycznie ściągnąć w dół, aby się po niej wspiąć... Co, nawiasem mówiąc, stanowiło niezły test kondycji, nawet jeśli ten konkretny blok nie był żadnym wieżowcem.
Tak się to wszystko zgrało ze sobą w czasie, że Herbert stanął akurat na drodze Pająka - bardzo blisko krawędzi dachu. To niewielkie zamieszanie mogło się przełożyć na utratę cennych sekund pogoni, a w dodatku oznaczało, że obu chłopcom łatwiej było przegapić mignięcie czerwonej peleryny na budynku po drugiej stronie ulicy - mniej więcej na tej samej wysokości, na której oni sami się teraz znajdowali. Tym razem również trwało to bardzo krótko, bo sekundę czy dwie, ale przynajmniej wskazywało kierunek, w którym mknął przeciwnik... I oznaczało, że od czasu do czasu rzeczywiście musiał się pojawić.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 1st Avenue   Today at 2:22 am

Powrót do góry Go down
 
1st Avenue
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» 5th Avenue

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: