Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sonoran Desert

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Balder

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 03/06/2012

PisanieTemat: Sonoran Desert   Nie Cze 17, 2012 8:37 am

First topic message reminder :

Pustynia o powierzchni 311 tys. km², zajmująca południowo-zachodnią część Arizony i południowo-wschodniej Kalifornii oraz część meksykańskich stanów: Pustynia Sonora stanowi też część linii brzegowej Zatoki Kalifornijskiej. W jej skład wchodzą pustynie Kolorado, Yuma i Altar. Panuje tu klimat zwrotnikowy, wybitnie suchy. Roczna suma opadów wynosi poniżej 150 mm. Gdzieniegdzie występują wysychające rzeki i jeziora. Duża jej część jest nawadniana i wykorzystywana w celach rolnych. Znajdują się tu także liczne ośrodki turystyczne (jak np. Palm Springs), rezerwaty indiańskie (Gila Bend) i rezerwaty przyrody (Organ Pipe Cactus).


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 7:55 pm

NPC Storyline - Shinsen

Smok przekrzywił łeb delikatnie na bok, obserwując poczynania mężczyzny, który w międzyczasie postanowił wyciągnąć broń białą. Akurat dla tego osobnika, był to wyjątkowy plus - znacznie lepiej radził sobie bowiem z takimi oponentami, aniżeli z tymi którzy woleli walczyć na odległość, choć i na nich miał sposoby. Niemniej jednak ten mężczyzna nie był jego celem. Jego celem był ktoś inny, kto teraz znajdował się w całkowicie innym miejscu. Ślepia gada otworzyły się nagle szczerzej, jakby właśnie coś sobie uświadomił. Zaraz potem, jego uwagę ponownie zwrócił łowca, który widać miał trochę inne plany niż smok, dotyczące ich spotkania. Każdy tak na początku mówi? Kim był, skoro jeszcze się nie wystraszył? Wyglądał jak... człowiek. Ta dziwna rasa o której opowiadał mu brat, rasa dość dziwnych, niszczycielskich istot - bardzo zapatrzonych w siebie, pewnych i zuchwałych - a nawet nie zaczęli podbijać kosmosu, nie władali magią, byli słabymi istotami. I ten tutaj chciał z nim walczyć? Może Shinsen nie należał do najlepszych, jeszcze nie, jednak jak człowiek mógłby być wyzwaniem? Smok obserwował go, lekko zamyślony - jednak nadal czujny. Nie zamierzał dać podejść się przez podstęp czy chwilę nieuwagi. To co jednak wybyło go z rytmu, było momentem kiedy facet uderzył się własną pięścią w głowę.
/Zamierza sam siebie pobić?/
Pomyślał, starając się przez to nie rozproszyć. Pierwszy raz widział, jak przeciwnik - zwłaszcza dzierżący miecz, ma czas na to by samego siebie uderzyć. Zaraz po tym odezwał się jednak do niego, a gad powoli podniósł zgiętą w łokciu prawą rękę wyżej, zaciskając pięść, a następnie otwierając ją wewnętrzną stronę dłoni do góry i przygotowując w ten sposób pazury. Lewą dłoń tymczasem wysunął przed siebie, wewnętrzną stroną skierowaną do dołu, również ukazując swe pazury.
-Nie przybyłem walczyć... jeśli jednak nie dasz mi wyboru.
Skomentował, nie kończąc niczym dodatkowym, by po prostu nie prowokować. Smok miał jednak typowo defensywną pozycję. Nie zamierzał atakować, ani tym bardziej dać się sprowokować. Jeśli ten mężczyzna chciał walczyć, będzie musiał sam to zapoczątkować...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 8:09 pm

Mogło to tak wyglądać dla osoby postronnej, że łowca sam chciał się pobić. Ślad jaki został po jego własnej pięści byłby widoczny, gdyby nie maska, którą nosił. Swoją dziwną pozycją chciał pewnie przestraszyć łowcę ukazując swoje pazury. Antharas już nie takie rzeczy widział i nie na takie polował. Ta zwierzyna jednak chciała z nim gadać, a to jest niespotykane. Musiał być bardzo słaby, albo bardzo pewny siebie, że z nim wygra. Może nawet miał sporo racji.
Antharas: Zatem po co przybyłeś? Na piknik pośrodku pustyni? - zadrwił z niego próbując prowokacji. Prawda jest taka, że w tym momencie może przegrać osoba, która jako pierwsza wykona ruch i opuści bezpieczną pozycję obronną.
Jack: E tam, pewnie jakieś stworzonko się odłączyło od stadka. Widzisz przecież, że wygląda na młodego, bo nie jest jakiś wielgachny ani obrośnięty twardszymi łuskami - dorzucił innym głosem.
Antharas: Mówiłem, żebyś się nie wtrącał kupo futra. Nie masz tu władzy, a poza tym skąd tyle wiesz co?
Jack: Jak tam sobie, chcesz ale jak wbije Ci pazury w dupsko to nie przychodź z płaczem do mnie. Znaczy nie przyjdziesz, bo ja sobie to ciało wezmę i sam się zabawię - spojrzał na smoka, wyszczerzając kły. Chwilowo Anth walczył o kontrolę nad sobą - No to jak Cię zwą jaszczurko? Mnie zwą Jack The Ripper, a tą fujarę z którą gadałeś przed chwilą Antharas - zaczął obchodzić go po okręgu, ciągnąc miecz za sobą. Miecz istotnie wzmacniał wpływy Rippera, a sytuacja w której może dojść do konfrontacji była... jeszcze bardziej stymulująca. Jednak w pewnym momencie zatrzymał się, podniósł miecz siłując się zapewne z własną ręką i ścisnął ostrze. Poleciało trochę krwi, jednak otrzeźwiał a skoro chwilę był w formie Rippera to ręka się momentalnie zagoiła.
Araghast: Dobra wróciłem chyba na stałe teraz - spojrzał kątem oka na swoją rękę. W sumie to był jeden z lepszych sposobów, aby go przegnać ale nie zawsze działał. Łowca miał czasem uchybienia w psychice i od czasu do czasu musiał kogoś zabić, żeby zaspokoić swoje żądze. W innym wypadku działo się to co działo. Smok musiał mieć pewnie niezłą zagwostkę co ma przed sobą, a raczej kogo. Łowca oczyścił swój umysł i był w luźnej pozycji obronnej obserwując ruchy smoka. Jeden błąd i może to się źle skończyć dla któregoś z nich. Mowa to oczywiście o Jack'u albo Antharasie, bo smok na pewno słaby nie był. Tutaj potrzebna by była szybkość i zwinność, a w tym Antharas przewyższał Rippera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 8:37 pm

NPC Storyline - Shinsen

-Wydajesz się być zaślepiony. Widzisz tylko walkę, tam, gdzie tego czegoś nie rozumiesz.
Odparł, ignorując całkowicie słowa łowcy. Shinsen nie należał do istot które tak łatwo traciły samokontrolę. Nie dawał się tak łatwo zmanipulować i wplątać w cokolwiek. Po za tym, nie wiedział gdzie jest ani kim był ten mężczyzna. Jeśli zrobi mu krzywdę, a on okaże się kimś ważnym dla tego otoczenia? Lepiej nie robić sobie wrogów, będąc w dość opłakanej sytuacji. Niemniej jednak mężczyzna zaczął rozmawiać sam ze sobą, a jego głos się zmieniał, modulował odpowiednio... zupełnie jakby siedziały tam dwie różne istoty, które w tym momencie walczyły o kontrolę nad tym ciałem. Udawał specjalistę, tego smok natychmiast się domyślił. Po czym bowiem niby zauważyłby, jakie są jego łuski? Nie pomylił się, niemniej jednak chociażby brat tego smoka posiadał łuski które wyglądały na wiele słabsze, a w rzeczywistości były znacznie potężniejsze. Choć może był to jakiś celowy zabieg? Z resztą kto normalny oceniał przeciwnika po samym wyglądzie?
-Shinsen z Densorinu.
Odparł krótko, dodając do swojego imienia nazwę planety z której pochodzi. Była to bowiem rodowita planeta istot takich jak on, istot które przypominały bardziej rozwinięte zwierzęta. Nie tylko smoki ją zamieszkiwały. We wszechświecie jednak, przedstawiciele różnych ras oraz cywilizacji zwykli ją kojarzyć, chociażby ze względu na to, że jego rasa była jednym z trzonów armii Federacji Planet. Flota oraz armia były jednymi z najpotężniejszych we wszechświecie, przynajmniej oni tak uważali, a do tej pory nie spotkali za dużo istot które mogłyby obalić tą tezę. Jeśli uda mu się trafić, a ten mężczyzna podróżował w kosmosie lub jest dostatecznie rozwinięta - jego rasa - technologicznie, to być może skojarzy o co chodzi i sam odłoży broń... jeśli nie, będzie trzeba próbować innymi sposobami. Nikt normalny nie naraził by się federacji.
Niemniej jednak mężczyzna widocznie znów zmienił charakter. Smok nie pozostawał bierny i sam zaczął przesuwać się w bok, zawsze ustawiając się tak by stanąć naprzeciwko łowcy - w pozycji początkowej. Nie zamierzał pozwolić do siebie podejść, zwłaszcza gdy ta istota dzierżyła broń która wyraźnie nie należała do konwencjonalnych ostrzy. Gad przesunął powoli ogonem po piasku, dalej przyglądając się bacznie możliwemu przeciwnikowi, choć nadal nie mając ochoty z nim walczyć. Był jednak smokiem, z tym każdy musi liczyć się w walce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 8:52 pm

Bestia nie dała się tak łatwo zmanipulować i sprowokować, co świadczyło o jego inteligencji wykraczającej ponad przeciętnego Amerykanina konsumującego burgery. To już coś, w końcu nie każda jaszczurka gada, a ten wyglądał na inteligentniejszego niż jakiś tam gekon. W legendach może było to ziarnko prawdy, że one są inteligentne. Nad Antharasem pewnie nikt by nie zapłakał bo nie ma kto za nim płakać, raczej z jego śmierci cieszyłoby się wielu i urządzili mu na pogrzebie imprezkę. Może jego asystent byłby smutny bo w końcu skończyłyby się premie i zarząd przejąłby firmę.
Udawanie specjalisty było celowym zabiegiem Rippera, miało to na celu sprawdzenie reakcji smoka na informację. Jeśli się przestraszyłby to wtedy wiadomo, że łuski są miękkie, jeśli obstawał tak jak teraz znaczy, że nie łatwo pójdzie. No i w końcu Jack znał jego imię, którego Antharas jak sam się nie zapyta nie pozna. Imię jak z jakiejś książki fantasy i nawet pasujące.
O kosmosie i jakiś federacjach łowca mało wiedział, a właściwie tyle co nic. Stąpał raczej przy ziemi i pakował za kratki przestępców albo zwyczajnie ich zabijał. Zależy na co miał humor, bo czasem zostawiał przestępców samym sobie dając im możliwość, żeby sami wymierzali sobie sprawiedliwość. Oczywiście zwycięzcę potem zabijał najmniej boleśnie.
Antharas: Więc jak Cię zwą jaszczurko? O ile jakieś imiona wam... nadają w stadzie - zapytał stojąc. Mógł wyjść w sumie teraz na totalnego kretyna, bo przecież on mu to przed chwilą powiedział. Jednak nie wiedział tego, że wiedza Antha i wiedza jego alter ego to dwie różne rzeczy. Oj ile razy go bolał ten fakt, jednak teraz na szczęście Jack nie wyłaził już. Uspokoił się, a ostrze zaczerpnęło trochę krwi i też było spokojniejsze.
Antharas: Nie mów mi tylko, że wyskoczyłeś z tamtego portalu tak przypadkiem, bo ktoś Cię do niego wepchnął albo nacisnąłeś jakiś guzik przypadkiem - stał na luźnych nogach, jednak nie tracił czujności. Coś tu było nie tak, bo z dupy nie pojawiają się smoki pośrodku pustyni - Wiesz w ogóle gdzie jesteś?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 9:16 pm

NPC Storyline - Shinsen

Nic nie odpowiedział. Czyli znajdował się prawdopodobnie tam, gdzie przypuszczał. Smok westchnął cicho, kierując na chwilę swój wzrok ku ziemi, by zaraz wrócić nim na mężczyznę, nie zmieniając swojej pozycji. Niemniej jednak głos mężczyzny znów się zmienił... a on sam ponownie zapytał o imię. Czyżby druga osobowość przejęła władzę? Albo raczej ta pierwsza, bo ten głos dane mu było usłyszeć pierwszy. Niemniej jednak przedstawił się już raz. Rozmawiał z kimś innym?
-Shinsen... Wnioskując po tobie, moje stado cywilizacyjnie zaszło znacznie dalej.
Powtórzył spokojnie, jednak ukrywał fakt, iż zaczynało go to irytować. Marnował tu tylko czas, a przecież musiał dowiedzieć się gdzie jest, a następnie ustalić - jak wrócić z tego miejsca na swoją planetę. Nie mógł się jednak powstrzymać przed jakimś dogryzieniem. Jego - jak to ten nazywał "stado" w tym czasie zapewne miało ten sam kłopot co on teraz - gdzie zniknął? Oraz większy, przeciwnik którego mieli wspólnie pokonać. A tymczasem on wylądował po środku jakiejś pustyni, nie wiedząc nawet jak ma stąd wrócić do domu.
-Nie wiem gdzie jestem... jednak udało się tobie odgadnąć jak tu trafiłem.
Odparł, teraz już spokojniej, bez żadnych dogryzek. Mimo wszystko, musiał zachować trzeźwy umysł. Był na środku pustyni - nie wiadomo gdzie. Będzie musiał sobie jakoś z tym poradzić. Z drugiej jednak strony, stojąca przed nim istota mogła być mu w tym pomocna... o ile zmieni swoje plany dotyczące jego osoby. Smok nie zamierzał dać się tutaj zabić, nie przez niego, nie - gdy nie zaszedł w swej karierze za daleko. Miał swoje cele które zależało mu by osiągnąć i nie zamierzał pozwolić sobie przeszkodzić w ich osiągnięciu. A by je osiągnąć, musiał jednak pozostać przy życiu, cały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 9:34 pm

Myślał, że tym wywyższeniem się że niby stado cywilizacyjnie zaszło dalej jakoś go obrazi? Niby mógł się wcześniej przedstawić, a Anth tego nie zanotował jako, że Jack był u sterów, a ta gnida raczej nie dzieliła się informacjami. Zastanawiał się jaki kaganiec by na tamtego lisa założyć? Może środki uspokajające? Nie, bo to jeszcze by otępiło samego łowcę... to może jakaś terapia? Nie, bo psycholog oszaleje.
Antharas: Ach tak... dobrze wiedzieć. Stadko zaszło na tyle daleko, że wysłało kogoś na absolutne zadupie, w dodatku w pojedynkę. A może jest ku temu jakiś plan większy? Whatever - pokręcił mieczem w powietrzu, wbił go w ziemię i oparł się o niego jak dżentelmen o laskę. Zawsze chciał zrobić przed przeciwnikiem taką pozę, chociaż nie było mu to dane, bo zwykle zaraz po tym się przeciwnik na niego rzucał, albo strzelał.
Następnie doczekał się odpowiedzi na swoje pytanie. W sumie po prostu wtedy strzelał z tamtą opcją, ale nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem. Wizja tego, że smok dał się zrobić w balona i dał się wepchnąć w portal była przekomiczna. Prawie jak postać w kreskówce dla dzieci, która próbuje kogoś dorwać i sama wpada w tarapaty.
Antharas:Przepraszam, ale wizja wpychanego do portalu wielkoluda mnie rozbawiła. Wiesz to tak jakby ktoś wepchnął cię do portalu robiąc Cię w wała po całości - poprawił maskę - w każdym razie jesteś... na pustyni Sonoran. Gawędzisz sobie tu o ze mną, jednym z bardziej bezwzględnych jakby to nazwać... a mścicieli z ramienia sprawiedliwości, etc. etc. W skrócie poluje i zabijam to co złe. - troszkę z tym przesadził, bo w końcu był tylko poczciwym łowcą który czyści świat z plugastwa, jakim są przestępcy. No a Jack czyścił świat z rozpustnic i często niewinnych ludzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 9:58 pm

NPC Storyline - Shinsen

Smok nie zrobił sobie nic ze śmiechu. Niemniej jednak niedoszły przeciwnik rozluźnił się, opuścił swą gardę. Shinsen postanowił więc zrobić to samo, wyprostował więc nogi w kolanach, a następnie opuścił spokojnie ręce, spoglądając na mężczyznę już mniej podejrzliwie. Inaczej to bowiem wyglądało, gdy już nieznajomy nie dawał wyraźnych sygnałów, że chce stanowić dla niego zagrożenie.
-Gdyby nie skrzydła, to byłbym niewiele większy od ciebie.
Odparł spokojnie, rozglądając się w międzyczasie po otoczeniu... by wszędzie dojrzeć pustynię, pustynię i jeszcze więcej pustyni. Piasek, iglaki, od czasu do czasu jakieś zwierze. Szło by tu przeżyć, pytanie tylko - jak daleko ciągnie się owa pustynia?
-Zakładam, że ta planeta to... Ziemia? Tak ją zwiecie?
Odparł pytaniem, słuchając uważnie słów które kierował ku niemu nieznajomy. Powoli już coraz mniej nieznajomy, przyszło mu już bowiem poznać imię tego osobnika. Albo raczej jego imiona. Ten tutaj był pewnego rodzaju łowcą, zabijał "to co złe". Najwyraźniej przyszło mu uznać smoka za jedno z "tych co złe". W tym wypadku raczej trochę by się pomylił, a byłoby to dość nieprzyjemne dla obu stron.
-Jesteś więc łowcą? Egzekutorem?
Zapytał z ciekawości. Pomyśleć, że trafił akurat na kogoś takiego... młody adept który chciał być strażnikiem, służyć swemu imperium... trafił na kogoś kto specjalizował się w wymierzaniu "sprawiedliwości". O ile coś takiego istniało. W końcu sprawiedliwość zależna była od punktu widzenia.
Gad ponownie rozejrzał się po pustyni dookoła, przecierając ogonem piasek i biorąc głębszy wdech. Teraz jego problemem będzie jak się stąd wydostać... lub gdzie znaleźć jakieś schronienie. Znalazł się na planecie innej rasy, rasy która raczej nie była miło nastawiona do takich jak on. Tego zdążył się już nauczyć, to mu już przekazali. Musiał więc działać tak, by zapewnić sobie przetrwanie... do czasu nadejścia pomocy lub czasu aż samemu uda mu się stąd wydostać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 10:14 pm

Antharas: Pewnie tak, chociaż mnie zdarza się urosnąć jak ten drugi jest u sterów tak z... 10 centymetrów - pokazał ręką ile mniej więcej to jest. Raz zdarzyło mu się słyszeć relację świadka, który go widział w postaci bestii. Na szczęście świadek go wtedy nie poznał ale zdołał wydobyć z niego informację, że w postaci Rippera, rośnie tak z 10 cm wzwyż i troszkę wszerz.
Smok rozglądał się po pustyni, która w sumie według łowcy też była jakimś w pewnym sensie urokliwym miejsce. Cicho, spokojnie, piasek, słońce... zatrudnię przy betoniarce... ekhem, znaczy się piasek, słońce, zwierzyna. Dało się tu przeżyć, chociażby wodę można brać z kaktusów, które ją magazynują. Trzeba wiedzieć tylko z których.
Antharas: A i owszem, to jest Ziemia. Swoją drogą jakim cudem się rozumiemy? No wiesz, ja jestem człowiekiem a ty jaszczurką i nie powinniśmy mieć teoretycznie wspólnego języka. - zaciekawiła go ta kwestia, jakim cudem gadają tak sobie i rozumieją się. W końcu stworzenie zapewne z kij wie jak daleka nie powinno znać ich języka.
Dalsze pytanie zbiło go troszkę z tropu, bo słowo egzekutor kojarzyło mu się z angielskim execution, czyli egzekucja, a dalej idąc z katem. W pewnym sensie można go było uznać za kata, ale nie do końca zarazem. To bardziej skomplikowana sprawa, bo nie zawsze dał radę wymierzyć sprawiedliwość. Czasem po prostu tych przestępców wykorzystywał.
Antharas: Jestem łowcą i tropię to co złe. Nie wiem czy w kategorii egzekutora myślimy o tym samym, bo mnie do głowy przychodzi tylko określenie egzekutora jako kata. Wiesz tej osoby, co ścina głowy. Chyba, że egzekutor w sensie egzekwowania czegoś, chociażby prawa to mniej więcej by się zgadzało. - przejechał palcem szybkim ruchem po swoim gardle na znak takiego ścięcia, kiedy mówił o kacie. W sumie Anth działał poza prawem i nie cackał się ze złoczyńcami. Nie obchodziły go ich prawa jako ludzi, zwyczajnie traktował ich jak zwierzęta.
Antharas: Kim za to ty jesteś? Sadząc po postawie jaką przyjmowałeś to strzelam, że jakimś wojownikiem albo coś w ten deseń? - zapytał. W sumie spodziewał się, że jego strzał może być trafny. W międzyczasie machnął szybkim ruchem kataną i schował ją powoli do pochwy, która na końcu wydała charakterystyczny metalowy dźwięk. Rękę położył na rękojeści katany, ale bardziej po to żeby się oprzeć o nią niż ją wyciągać. Chociaż do wyciągnięcia był też gotów.
Antharas: Coś czuję, że się zgubiłeś i jesteś daleko od domu. Co planujesz teraz zrobić? Wiesz, że mnie spotkałeś to masz szczęście, bo mam trochę rozumu w głowie i staram się rozmawiać, jeśli istota która początkowo miała być zwierzyną wykazuje oznaki inteligencji. Inni natomiast mogą być nieprzychylni i zrobić z Ciebie ładną parę butów - coś w tym było, bo w końcu łowca na razie nie miał interesu ustrzelić inteligentnego smoka, którego może spróbować udomowić. Tak jak ludzkość oswoiła psy, tak on tego próbował teraz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 10:36 pm

NPC Storyline - Shinsen

Młody smok znów skierował swe spojrzenie na mężczyznę który przed nim stał. Obie strony zaczęły się uspokajać i rezygnować z ewentualnego starcia, co dodało młodemu gadowi trochę otuchy. Brakowałoby mu jeszcze tylko by był rannym, a po za własnymi łuskami czy pazurami, nie miał przy sobie nic, nawet żeby się opatrzyć. Niemniej jednak następne pytanie które mu zadał, całkowicie zbiło go z tropu. Jakby się nad tym dłużej zastanowić...
-Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
Odparł krótko, mówiąc po prostu to co wiedział. Czyli nic. Nigdy się tym tak szczerze nie interesował. Jedynie mógł wykluczyć efekt działania telepatii, sam jej nie stosował - bo nie potrafił, a od niego nie dało się wyczuć tego typu energii magicznej, więc również nie mógł tego tak tłumaczyć. W międzyczasie Antharas znów skupił na sobie uwagę smoka, wyjaśniając po prostu kim był, czym się trudził - oraz ewentualne nieścisłości dotyczące tego czy poprawnie się zrozumieli. Czarnołuski przytaknął mu tylko skinięciem łba, nie uznając za koniecznie, że musi w tej sprawie się odezwać.
Kolejne słowa które padły, poprzedziły schowanie miecza, a sam ten gest sprawił, że smok rozluźnił gardę. Nie sądził, by ten mężczyzna miał coś w zanadrzu, po za tym niemądrym byłoby walczyć rękoma z kimś - kto na tych rękach miał naturalne uzbrojenie, a kogo ciało chronił łuskowy pancerz. Niemniej jednak padło natomiast kolejne pytanie, tym razem o samą osobę młodego smoka. Gad spojrzał w ziemię i odetchnął spokojnie, by zaraz podnieść swój wzrok na rozmówcę i udzielić mu odpowiedzi której teraz szukał.
-Jestem adeptem straży królewskiej, gwardii...
Odparł krótko i zamilknął na chwilę, by pozwolić dalej wypowiedzieć się łowcy. Smok wysłuchał go uważnie, rozluźniając lekko swe skrzydła i rozkładając je bardzo delikatnie, niewiele - tyle by nie były przybite do jego pleców.
-Wykonywałem misję... moi towarzysze zapewne dokończą ją beze mnie, a potem zaczną mnie szukać... do tego czasu muszę po prostu przeżyć, znaleźć jakieś schronienie, prowiant...
Skomentował, odwracając swój wzrok i wbijając go na chwilę w jakiś losowy punkt na pustyni. Zamilknął na chwilę, a jego ogon przeczesywał piach pod jego łapami, kiedy on sam się nad czymś zastanawiał.
-Twoja słowa wydają się coś sugerować...
Zaczął, lecz nie dokończył - kierując swe spojrzenie ku swemu rozmówcy i spoglądając na niego pytająco. Czyżby był skłonny udzielić mu tego schronienia? Po tym jak przed chwilą chciał mu ściąć łeb?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 10:55 pm

Emocje powoli z Antha uchodziły i chyba największa zasługa była w tym, że schował ten miecz. Nie tylko w geście, tego że bić się nie chce, ale głównie dlatego że Muramasa był poniekąd magiczny i dało się odczuwać żądzę krwi kiedy trzymało się go w rękach. Mimo wielu lat treningów nadal jest to dla łowcy odczuwalne.
Antharas: No nic, może angielski jest tak samo znany u was jak u nas - powiedział. Prawdopodobieństwo, że obca rasa mogła znać angielski było nikłe, ale możliwe. W końcu kosmos jest nieograniczony, a co za tym idzie taka możliwość prędzej czy później musiała się zdarzyć. Równie dobrze w kosmosie gdzieś tam może istnieć odpowiednik łowcy albo smoka, chociażby dlatego że rachunek prawdopodobieństwa wykazuje taką możliwość.
Zrozumiał też chyba jego wywód, bo pokiwał głową. No i sam się rozluźnił w momencie kiedy ostrze zostało schowane. W zanadrzu łowca miał całkiem sporo, przede wszystkim umiał jednocześnie walczyć muramasą i meledictum, w końcu i kusza i miecz były jednoręczne. Chociaż w starciu z łuskowym pancerzem pewnie kusza by się lepiej sprawdziła, lecz nie był pewien czy da radę utrzymać odległość do strzału.
Więc jest adeptem jakiejś gwardii królewskiej? Może to taki odpowiednik monarchii Brytyjskiej? W końcu Anglia miała swoją królową. Pare z nich Antharas nawet widział na paradach, bo przecież żył ponad 300 lat, więc władza się zmieniała.
Antharas: No to byś się odnalazł tam skąd pochodzę. W Brytanii akurat mamy królową i gwardię królewską także. Więc... nie jesteś jeszcze do końca wojownikiem, skoro jesteś adeptem, a skoro jesteś adeptem to pewnie nie przeszedłeś jeszcze inicjacji? Zazwyczaj u nas w kulturach wojownik musiał wcześniej przejść jakąś inicjację - skojarzyły mu się teksty na temat antropologii kultur oraz plemion, gdzie wojownik musiał spędzić tydzień o samej wodzie, a potem stanąć do tańców na festynie, aby uczcić wejście w wiek dorosły i jednoczesną zmianę stanu.
Antharas: Panie, kosmos jest wielki. Skąd mają wiedzieć, że akurat tutaj trafiłeś? - towarzysze, no tak w końcu ich musi być więcej. Więcej smoków, a jakby były tak potężne jak w opowieściach to nie byłoby za dobrze.
Być może propozycja Antharasa była zbyt śmiała, ale miał ku temu powody. Przede wszystkim jeśli ma go oswoić to metodą kijka albo marchewki. Wolał zacząć od samej marchewki, bo widać że smok sam się do walki nie palił.
Antharas: Jak tam chcesz... W jeepie mam sporo żarcia to mogę się podzielić. Jak chcesz możesz się za mną pokręcić na razie dopóki Cię nie znajdą. Powiedzmy, że zaintrygowałeś mnie i awansowałeś troszkę wyżej niż potencjalna głowa nad kominkiem - zaśmiał się ze swojego żartu i odwrócił się w stronę z której przyszedł. Nasłuchiwał uważnie ruchów smoka, czy nie wykonuje zbyt gwałtownych. W sumie gdzieś w pobliżu kapelusz zaczepił się o kaktus. Antharas podszedł do niego i go zdjął, a potem nałożył na głowę i skierował się do Jeepa. Podczas kiedy sięgał po ten kapelusz mógł mu się troszkę spod płaszcza wysunąć jego czerwony lisi ogon na krótki moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 11:35 pm

NPC Storyline - Shinsen

Smok słuchał uważnie słów łowcy, jakby po prostu robiąc się ciekaw, zbierając nowe informacje, nowe doświadczenie. Gadzina przekrzywiła łeb delikatnie na bok, stając spokojnie frontem do swego rozmówcy i wsłuchując się uważniej w jego słowa.
-Jestem uczniem wyższego poziomu. Tym którzy dotarli tu gdzie ja, pozwala się wyruszać na misje, realizować się - zarówno z kompanami jak i samodzielnie. Naszym zadaniem jest szkolić się pod czujnym okiem naszych mistrzów. Moja inicjacja... tak, dopiero mnie czeka.
Wyjaśnił spokojnie, zgadzając się w jakimś stopniu ze słowami mężczyzny. Niemniej jednak słowa dotyczące kosmosu... no tak, miał rację, niemniej jednak zapomniał o czymś bardzo szczególnym. A to brat mu do tej pory powiedział, obejmowało po trochę rolę smoków w kulturze ludzi.
-Jeśli dobrze pamiętam to co mi tłumaczono, w waszej kulturze "jaszczurki" takie ja - słusznie utożsamiane są z magią. Znajdą mnie, wcześniej czy później. Magią lub technologią.
Odparł, wyjaśniając po prostu swój punkt widzenia. Zapewne już główkowali nad portalem albo wydobywali z tego co go tu wysłał - odpowiednie informacje, jak go stąd wyciągnąć. Niemniej jednak nie mógł tu zostać. Wytropienie go w tym świecie przez któregoś z mistrzów było dość proste... jednak gdyby pojawił się tutaj ten kto go tu przysłał... zarówno on jak i łowca znaleźli by się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Odejście z tego miejsca było teraz kluczowe.
Rozmowa ruszyła dalej, a mężczyzna wspomniał jakąś dziwną nazwę, dając do zrozumienia - że w tym co kryje się za tą nazwą, znajduje się zapas jego pożywienia, którym widać mógł się podzielić. Po za tym, dobrze było wiedzieć, że nie był już traktowany w charakterze trofeum. Smok spojrzał więc za nim, kalkulując sobie jeszcze przez chwilę jego słowa, wszystkie za i przeciw, po czym po prostu ruszył przed siebie, podążając za człowiekiem. Przynajmniej za takiego go miał, gdyż nie znał rasy ludzkiej, a on był jedynym przedstawicielem tej planety którego do tej pory spotkał. Został więc tak przyporządkowany. Smok zrównał się z nim krokiem, maszerując spokojnie obok niego, jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło.
-Czym jest ten... "jeep"?
Zapytał zaciekawiony, idąc dalej i rozglądając się co jakiś czas po okolicy. Jak zareagują na niego inni ludzie? Jeśli będzie tak jak mówił ten tutaj... to może być na prawdę nieciekawie... znajdź tu teraz coś co ciebie ukryje, znajdź przebranie gdy masz rogi, ogon, pazury oraz skrzydła - a wszystko dookoła nie ma nawet futra! Cóż za dziwna rasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Nie Cze 15, 2014 11:58 pm

Antharas: No proszę, ja za to byłem uczniem pewnego zakapturzonego typka 312 lat temu około, a moją pierwszą misją na inicjacje było w ciągu tygodnia upolować 30 wilków. Wiesz takie podobne do psa mniej więcej tej wielkości - pokazał rozmiar wilka przeciętnego - z zestawem pazurów i ostrych kłów. Wszystko mając tylko do dyspozycji nóż. Oczywiście inicjacje miałem jak byłem dojrzały na tyle, by to przetrwać.
W głowie łowcy powrócił obraz zakapturzonego mentora, który go nieziemsko wkurzał swoim gadaniem, ale jednak koniec końców zawdzięczał mu wszystko. Swoje życie jak i wyszkolenie, które otrzymał. No i dzięki niemu poznał swoją naturę oraz dowiedział się, że siedzi w nim Jack The Ripper.
Antharas: Z grubsza tak. Według bajek i wierzeń to macie jakąś tam magiczną moc, tak jak potraficie wypatrzeć klejnoty i inne cenne rzeczy z odległości paru kilometrów. Ile w tym prawdy nie wiem, ale może coś w tym jest skoro mówisz, że znajdą Cię za pomocą magii lub technologii.
Brzmiało to nawet sensownie, chociaż odbiegało od większości schematów wytyczonych przez filmy, książki oraz podania ludowe ludzi. Smoki raczej nie były w nich rasą zaawansowaną technologicznie, a zazwyczaj były postrzegane jako coś złego. Jednak teraz w tym momencie łowca gadał sobie z jednym jak ze zwykłym przechodniem pośrodku pustyni.
W końcu smok ruszył za nim, Antharas jeszcze chwilę grzebał w kieszeniach szukając kluczyków do Jeepa. Znalazł je po paru chwilach, a potem usłyszał pytanie czym jest Jeep. No cóż, nic dziwnego w końcu smok pewnie niewiele wiedział o ludziach, inaczej już dawno by się z tej pustyni zmył.
Antharas: Jeep to taki pojazd, poruszający się po różnych trudnych terenach, jak chociażby piaszczysta pustynia. Nazywamy to samochodem terenowym - wyjaśnił ten termin, bo w końcu w pewnym sensie mógł się czuć ambasadorem Ziemi. No tak, pierwszy kontakt ludzkości z tą cywilizacją właśnie tutaj się odbywał. A raczej tak sądził łowca.
Po jakimś czasie zapewne dotarli do umalowanego na pustynne moro Jeepa. Anth podszedł do bagażnika, zerkając wcześniej pod samochód czy jakiś wąż się tam nie czai, bo w końcu stworzenia pustyni szukały wszędzie cienia. Buty łowcy na szczęście były twarde i ukąszenie w nogi raczej mu nic nie zrobi. Jednak wolał nie mieć przykrych niespodzianek. Zerknął i jedyne co widział to zwiniętego w kłębek grzechotnika w okolicy maski samochodu. Dobra był bezpieczny, więc otworzył bagażnik i opuścił klapę, na której usiadł. Wyciągnął się po lodówkę turystyczną i sięgnął do jej środka. Wewnątrz było sporo wędlin oraz schłodzonego chleba. Były też zimne napoje, nie za bardzo wiedział co zaproponować.
Antharas: Wybierz sobie co chcesz w sumie - powiedział stawiając lodówkę na klapie. Sam wyciągnął nóż i rozciął paczkę z chlebem. Następnie sięgnął po torebkę z krojoną wędliną i wziął sobie 2 plasterki, a potem odłożył torebkę do lodówki - Um... tylko uważaj na to w zielonym pudełku. To masło i tym się smaruje chleb - wskazał na paczkę z chlebem - w smaku masło samo w sobie jest jak tłuszcz zmieszany z mlekiem - przełknął kawałek chleba i szynki. W międzyczasie zdjął kapelusz i rzucił go w głąb bagażnika. To samo uczynił z płaszczem bo mimo wszystko powoli robiło mu się gorąco. Zdjął też rękawiczki, przez co ukazały się oczom smoka palce, które były zakończone szponami.
Antharas: Psia krew znowu - spojrzał na palce. W sumie nawet krótki wybryk Jack'a skutkował czymś takim. No nic, potem się to spiłuje, tak jak zęby. W każdym razie siedział teraz na ogonie i widząc, że w sumie nie jest tu jedynym cudakiem po prostu go złapał i rozłożył na klapie. Ogon zaczął się poruszać w naturalny sposób zamiatając wnętrze Jeepa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 11:01 am

NPC Storyline - Shinsen

Uczeń zakapturzonego "typka"...? 312 lat temu...? Smok spojrzał na swego rozmówcę zdziwiony. Ludzie mogli w ogóle żyć tak długo? Podobno dożycie setki było dla nich niemałym wyczynem, a i wtedy potrzebowali już zazwyczaj czyjejś pomocy, by funkcjonować. Ten tutaj poinformował natomiast gada, że ma ponad trzysta lat. Zaprawdę ciekawa rasa. Może wśród nich również istniały różne rasy, tak jak wśród Densorinów?
-Sposób w jaki my przechodzimy inicjacje, zależny jest od pomysłowości mistrza. Ze względu jednak na aparycję, dostajemy często dużo cięższe zadania niż... wilki. Zależne to jednak jest od rasy którą reprezentujemy. Oczywistym jest, że bardziej opancerzone, silniejsze rasy, dostają zadania na swoim poziomie, inne od tych którzy są dla przykładu bardziej zwinni, nie posiadając naturalnego pancerza - jak my.
Odparł, próbując dobierać tak słowa by po prostu nie urazić swego rozmówcy. Dla młodego smoka, walka z trzydziestoma wilkami przez pięć dni nie wydawała się niczym szczególnym, niemniej jednak jego ciało było naturalnie porośnięte łuskami, posiadało pazury, ostre kły czy ogon i skrzydła - mógł pozwolić sobie na znacznie więcej... jak i był wiele bardziej ograniczony, o czym mistrz wielokrotnie mu przypominał. Smoki reprezentowały czołówkę wszystkich ras z jego planety, niemniej jednak chociażby posiadanie skrzydeł - miało swe wady i zalety. Smok słabo sprawdzał się jak zabójca mający ukryć swą tożsamość, jednak wiele lepiej jako strażnik czy członek floty. W walce, skrzydła potrafiły być przyjacielem, jak i wrogiem. Wszystko zależało od sytuacji, miejsca jak również przeciwnika... no i oczywiście własnych umiejętności. To dlatego złożył swe skrzydła i przycisnął je do swych pleców, gdy groziła im walka. Młodzik był tylko adeptem, nie byłby w stanie uniknąć tak doskonale ataku z odległości, a skrzydła były bardzo łatwym celem, jednocześnie bardzo delikatnym.
Shinsen ponownie skierował swój wzrok na rozmówcę, gdy kroczyli tak w kierunku owego "jeepa", a ich rozmowa była kontynuowana.
-Wypatrywanie obiektów wiąże się raczej z naszymi zmysłami. Większość z nas potrafi dostrzec, wyczuć oraz usłyszeć to - czego inni nie są w stanie. Dochodzi do tego nasz zmysł magiczny, zdolność wyczuwania oraz rozpoznawania magii, potencjału magicznego. Co do samej magicznej mocy, jest to u nas dość skomplikowane. Mogę jednak zapewnić, że jeśli spotkasz kiedyś doświadczonego smoka, to będzie on znacznie potężniejszym przeciwnikiem, aniżeli jakikolwiek inny mag. Stąd też moja rasa posiada oddzielną kategorię.
Wyjaśnił, starając się przybliżyć swemu rozmówcy trochę z tego jak działa magia i nie tylko - wśród smoczej rasy. Shinsen miał okazję poznać już kilku magów, jednak żaden z nich nie panował tak wspaniale nad magią, jak smoki które do tej pory dane mu było spotkać. Żaden z nich nawet nie dorównywał ich potencjałowi, co tu dopiero mówić o możliwościach walki? Gad uważał, iż był szczęściarzem mogąc urodzić się jako jeden ze smoczej rasy. Łączyli oni bowiem w sobie wszystko co najlepsze pod względem atrybutów fizycznych jak i magicznych. Chyba więcej już nie dało się mieć.
Teraz przyszło mu jednak dowiedzieć się czym jest "jeep". Czyli w skrócie, był to po prostu pojazd do poruszania się w terenie... Cóż, jego rasa posiadała na to trochę inne określenia ale dobrze, niech będzie "jeep". Niemniej jednak nie tylko zostało mu to wyjaśnione, jak również dane mu go było zobaczyć. Smok spojrzał na pojazd ciut... zdziwiony. Ot pudło pod które wrzucono koła, do tego wyglądało tak jakby dało się to zgnieść w dłoni... przynajmniej dla smoka. I ludzie w czymś takim podróżowali? Różnice w ich technologii były na prawdę ogromne. Smok zbliżył się do pojazdu powoli, obserwując przy okazji reakcję Antharasa, który z wyraźnych względów bezpieczeństwa, zajrzał dodatkowo pod pojazd. Smok nie pochylał się za nim, a jedynie obszedł pojazd dookoła, oglądając go uważnie, ciekaw jego struktury oraz budowy. Mimo wszystko, wolał go jednak nie dotykać - kto wie cóż mogło się kryć w tej technologii... lub jej braku.
Łowca w międzyczasie otworzył klapę pojazdu i wyciągnął z niego przenośną lodówkę. Smok podszedł do niego, spoglądając na mężczyznę - oraz to co wyczyniał - z niekrytą ciekawością. Miał wybrać sobie co chciał? Smok zajrzał do lodówki by spojrzeć na aktualne "zapasy" łowcy. Przytaknął jedynie gdy został ostrzeżony co do zawartości zielonego pudełka. Gad wybadał wzrokiem zawartość lodów, zastanawiając się w międzyczasie ile mu z tego wolno wziąć. Niemniej jednak jak na smoka przystało, był mięsożercą, tak więc żadne "zielsko" tudzież chleby go po prostu nie interesowały, choć jadał takowe podczas posiłków. Nie myśląc wiele, wyłapał jakiś większy kawałek niepokrojonej wędliny, by zaraz chwycić go w dłoń i wyciągnąć z lodówki, po czym rozpakować i wywęszyć co się za tym "mięsem" kryje. Gad spojrzał na to co trzymał w dłoni, nie wiedząc czy na pewno powinien tego dotykać, biorąc pod uwagę fakt, że zapach był dość dziwny... jakby wyprodukowano to w jakiejś fabryce. Niemniej jednak łowca to jadł, więc on również postanowił. Nie wiele dalej myśląc, zatopił swe kły w mięsie, by następnie urwać kawałek i niemalże połknąć go w całości. Powtórzył to jeszcze kilka razy, w międzyczasie spoglądając na mężczyznę który odezwał się, po zdjęciu rękawiczki i ukazaniu pazurów. Jego reakcja była dla smoka po prostu niezrozumiała, gdyż on sam posiadał pazury i była to dla niego najnormalniejsza w świecie rzecz. Ludzie nie posiadali pazurów? Czyli jak, nie mając pancerza, broni, jak przetrwali do tego momentu swej historii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 2:04 pm

Jak na takiego staruszka Antharas trzymał się całkiem nieźle. Może to dzięki temu, że był przeklęty i mógł dożyć tych 2000 lat? W sumie o tym wiedział, ale nie wiedział kto go zaczarował, chociaż raczej nie szukałby zemsty na tej osobie bo pewnie i tak już nie żyje. Chyba, że na sobie też umieścił coś co dawało mu długowieczność to wtedy inna bajka. Pomimo 334 na karku Antharas czuł się na te 34 lata i w sumie tak wyglądał mniej więcej. Postarzały go tylko troszkę blizny na twarzy, które się nie do końca zagoiły po inicjacji. Taka tam jego pamiątka po wilkach oraz jednocześnie znak, że czas dla niego stoi. Te blizny się nie goją, tak jak nie upływa czas dla istot długowiecznych. W pewnym sensie to też było jego przekleństwo, żyć tak długo ale jednocześnie błogosławieństwo, bo mógł upolować tylu przestępców ilu tylko chciał. Definitywnie nie był tylko zwykłym człowiekiem ze względów i fizycznych i względów w pewnym sensie mentalnych. Nie każdy ma w głowie świra, który nie ma oporów w masowym mordzie ludzi, chociaż zdarzają się i tacy.
Antharas: No z mojego to był kawał sukinkota, dawał mi ostro popalić na treningach ale się opłaciło, bo dzisiaj jestem tym czym jestem. Powiedzmy, że dał mi troszkę dobry start w przyszłości, ale po samej inicjacji nasze drogi się rozeszły. Pewnie znalazł sobie jakiegoś nowego ucznia lub zwyczajnie umarł, bo przecież człowiek nie żyje sobie więcej niż 300 lat. Znaczy też nie sądzę, żeby on do końca był człowiekiem, bo człowiek się nie teleportuje albo nie porusza z prędkością niedostrzegalną dla oka.
Zaczął się w sumie zastanawiać kim dokładnie mógł być zakapturzony. W końcu nigdy mu się nie przedstawił w żaden sposób, nie wiadomo skąd pochodził, uczniów innych Antharas nie widział, po prostu istny człowiek zagadka. Raz nawet poszedł jeszcze raz do tego samego baru z wisiorkiem i barman powiedział, że tej osoby nie zna. No cóż, może ma po prostu klauzulę poufności.
Smok raczej nie uraził Antharasa tym, że mógł uznać wilki za żadne wyzwanie. W końcu łowca w tym momencie myślał dokładnie to samo, że to było nic w porównaniu z tym z czym mierzył się do tej pory. System treningowy też mieli niczego sobie, nawet podobny do tego w wojsku. Najlepszych snajperów wysyłało się na szkolenia w tym kierunku, a szturmowcy uczyli się swoich rzeczy. Sensownie i bez potrzeby wciskania rzeczy, w których się było słabym.
Zastanowił go jeszcze jeden problem. Skoro tamten jest smokiem, a smoki są gadopodobne to w jaki sposób reagują na gwałtowne obniżenie temperatury? Zasypiają i hibernują się czy może są na to odporne? Na razie jednak nie zada tego pytania bo może okazać się zbyt inwazyjne i troszkę zepsuć relację. Nie był człowiekiem głupim i wolał nie wsadzać głowy w paszczę lwa bardziej niż to teraz robi.
Aha, czyli oprócz dobrego wzroku wyczuwały jeszcze magię? No tej części w bajkach nie było, bo smoki zazwyczaj były na nią odporne i się nią nie posługiwały, ale chociaż się potwierdziło z tymi klejnotami. No i miał coś jak szósty zmysł, przez co mógł dostrzegać coś czego inni nie dostrzegą. Jack miał instynkt, Antharas zdrowy rozsądek, a Shinsen swój zmysł i pewnie też instynkt. No cóż nieźle się dobrali. Z magami łowca nie miał do czynienia, ale słyszał o nich, głównie z opowieści oraz przekoloryzowanych mitów, ale skoro smok mówił że można spotkać jakiegoś jaszczura mocniejszego niż jakikolwiek mag to znaczy, że magowie też istnieją.
Początkowo smok też obejrzał samochód od każdej strony, wcześniej nawet jak zobaczył auto można było dostrzec to zdziwienie, ale łowca się tym raczej nie przejął. W końcu wziął pod uwagę to, że gad jest z innego świata i pewnie coś takiego jak samochód u nich nie istnieje, lub była to era kamienia łupanego. Zbyt dużo technologii w sobie jeep nie ma, raczej prosta budowa samochodu i mała ilość elektroniki, przez co całkiem nieźle znoszą uderzenie EMP. Smok poczęstował się szynką, która była niepokrojona. Antharas niestety nie brał z domu tego co upolował, bo przecież w podróży by się to zepsuło. Cały czas takie rzeczy musiały być chłodzone, żeby były zdatne do użytku. Nie miał jednak wyboru i musiał zrobić zakupy kupując żywność z fabryki, która jemu też niezbyt smakowała. Przyzwyczaił się po prostu do jedzenia tego co upoluje, gad w końcu pochłonął swoją szynkę, a łowca także skończył jeść i przyglądał się teraz pazurom, które mu wyrosły. Nie za bardzo je lubił, bo zbyt wyróżniały go z tłumu i nadawały mu nienaturalnego wyglądu.
Antharas: Ehh czasami jak Jack jest u steru tak mi się dzieje i muszę bawić się pilnikiem, żeby to zetrzeć. Wiesz ludzie z grubsza wyglądają troszkę inaczej i przede wszystkim nie mają pazurów - powiedział zakładając ponownie rękawiczki i sięgając do lodówki po butelkę wody, z której się potem napił. Chłodna woda mineralna dobrze robi w takich warunkach, chociaż gad nie odczuwał dyskomfortu chyba - Swoją drogą to prawda, że umiecie zionąć ogniem?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 6:19 pm

NPC Storyline - Shinsen

Kawał sukinkota? Shinsen nie wyobrażał sobie, by chociażby pomyśleć w ten sposób o swym mistrzu, a co dopiero powiedzieć to na głos. Widać kultury w których byli wychowywani, różniły się od siebie bardziej, niż początkowo podejrzewał. Niemniej jednak - ludzie żyli trzysta lat? Tyle ile niektórzy przedstawiciele ras z jego planety? Aż ciężko mu było w to uwierzyć.
Smok potrząsnął lekko swym łbem, kierując swój wzrok chwilowo w kierunku horyzontu. Gad pozwolił sobie na chwilę odpłynąć w krainę przemyśleń. Po prostu nie wiedział do końca co ma zrobić. Niby uczono go, potrafił wiele, mistrz powtarzał, że jest dobrym uczniem. Ale wylądowanie na obcej planecie, samemu, bez żadnej pomocy? Zdany na obcego łowcę, który jeszcze przed chwilą chciał go zabić - kto wie czy nie jednak ponownie nie zmieni zdania i jednak nie zechce się go pozbyć? Po za tym, on był tylko jednym z przedstawicieli tej planety. Jak zareagują inni? Ostatnim czego by potrzebował to cała nacja polująca na jego osobę. No i dlaczego został wysłany akurat tutaj? Był to czysty przypadek, czy może wróg uczynił to celowo? Jeśli wszystko było zaplanowane, to zapewne mógł spodziewać się wizyty. A skoro zostali do niego wysłani w grupie, a on od tej grupy został oddzielony... Sytuacja mogła być o wiele gorsza, niż mogło mu się wydawać.
Od rozmyślań ponownie wyratowały go słowa mężczyzny, które usłyszał. Tym razem dotyczyły pazurów, które mu wyrosły. Smok spojrzał na owe "pazury", a następnie podniósł własne ręce i spojrzał na własne, jakby porównując jedne do drugich.
-Nauczono mnie, że moje ciało to najlepsza broń...
Skomentował krótko, a następnie opuścił swe ręce i spojrzał na swego rozmówcę.
-Dzielicie ze sobą ciało? Ty i Jack?
Zapytał nagle, będąc po prostu ciekawym zależności jaka występował między tymi dwoma osobnikami. Pytanie bowiem było czy rzeczywiście były to dwa osobniki - czy może jeden o dwiema jaźniami?
Następnym co usłyszał było pytanie o smoczy oddech. Tajemnica, jaką skrywały w sobie smoki, a czyniły to na różne sposoby, zależnie od gatunku jaki dany gad reprezentował. Można by powiedzieć, że był to temat na dłuższą historię, jednak Shinsen potrafił podać dość krótką odpowiedź.
-Ogniem, lodem, powietrzem, kwasem... To tylko niektóre z naszych możliwości. Są też tacy, którzy potrafią przez swój oddech uwalniać strumienie energii, jak na przykład mój mistrz. Nasz oddech jest bardzo przydatnym rodzajem oręża, rodzajem którego często nie da się uniknąć i którego przeciwnik nie koniecznie się spodziewa. Do tego niektórzy z nas o wielkiej sile, potrafią samym oddechem zniszczyć potężne obszary terenu, nie sięgając nawet po swoją magię.
Wyjaśnił spokojnie, przybliżając łowcy nieco bardziej temat smoczego oddechu, niemniej jednak nie wyjaśniając na czym to polega. Faktem było jednak, że smoczy oddech potrafił zaskoczyć, Shinsen sam zdążył wykorzystać to na bandziorze który przewyższył go siłą i wgniótł w ścianę. Nie dał rady siłowo, jednak dał radę uporać się z nim na inny sposób, po prostu go "lekko przypiekając".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 6:52 pm

W pewnym sensie Antharas miał szacunek do swojego mistrza, ale z drugiej strony też miał ochotę przywalić mu ze dwa, góra dziesięć razy za ujawnienie mrocznej natury łowcy oraz grzebanie w psychice. Jednak sam się na to pisał i nie mógł mieć do niego o to pretensji. W końcu nie zmuszał go do bycia łowcą, a dał mu luźną propozycję. Kto wie, może Jack The Ripper wcześniej by się uwolnił i młody nie miałby nad nim żadnej kontroli? Może stałby się TYM rzeźnikiem z Londynu? Poniekąd nim też był, bo alter ego utożsamiło się w pewnym okresie z tamtym mordercą. Zapewne gdyby się spotkali zaczęłaby się walka o to, kto jest lepszym w swoim fachu, a te zawody mogłyby się źle skończyć dla ludności cywilnej, która byłaby w zasięgu.
Cóż, wsparcia gadziny nie było widać i chyba faktycznie zajmie im sporo przeszukanie terenu aby go znaleźć. Gdzie tam terenu... kosmosu! Przecież mógł teoretycznie być poza galaktyką Drogi Mlecznej kiedy się przenosił. Na dobrą sprawę z perspektywy łowcy to byłaby walka 1 na 1 jeśli by chciał się z nim faktycznie bić, ale nie widział potrzeby. Gdyby to było szkodliwe stworzenie już dawno walka by się wywiązała. Poniekąd był w pewien sposób zdany na łowcę, bo przecież trafił na zupełnie nieznane miejsce, do którego zapewne nie był przystosowany. Łowca zareagował tak a nie inaczej, ludzie inni natomiast mogą zadziałać inaczej. Paniką, strachem... lub zaczną mu robić zdjęcia i chwalić kostium.
Antharas: Cóż, mnie nauczono że hartowane zmysły oraz stal potrafią zdziałać czasem cuda w pozbywaniu się problemów świata - przeciągnął się leniwie, aż chrupnęło mu w kręgosłupie.
Jack i Antharas dzielili ciało, jednak nie dzielili umysłu. Dla łowcy część Jack'a była niedostępna i niezbadana, chociaż istnieją teorie, że to może być ta sama psychika.
Antharas: Z grubsza to tak, jakoś po tym jak ostrze wbiło się we mnie Jack się obudził i zaczął szaleć. Dalszej części co się stało nie pamiętam, jego by wypadało o to zapytać. Wiem tylko, że wracając do miasta byłem wymazany w krwi i to na pewno nie zwierzęcej. Powiedzmy, że Jack to takie coś co siedzi we mnie i wyłazi od czasu do czasu kiedy poluzuje się za bardzo smycz
Na smycz zamknięty Jack zareagował i zaczął się buntować, ale tym razem został stłamszony przez spokój i zimną naturę Antharasa.
Ogień, lód, powietrze, kwas, energia... No to poniekąd bajki też miały w sobie ziarnko prawdy, ale skądś musiały się one wziąć. Gdzieś musiała być inspiracja! A co jeśli jego przodkowie byli już na Ziemi i z tego się to wzięło? Tak, taka opcja jest prawdopodobna na 90%.
Łowca spojrzał w niebo i chwilę się zamyślił. Rozmyślał o tym co dalej czynić, bo przecież nie zostawi go tutaj pośrodku pustyni, którą czasem odwiedzają normalni turyści i wędrowcy. To mogłoby się niekorzystnie skończyć, a do miasta tym bardziej go nie zabierze, bo przecież stanie się to samo na dodatek na katastroficzną skalę. Co tu robić co tu robić... wtem spojrzał na skrzydła. Hmmm, a gdyby tak... Zbyt szalone, chyba nie doleci... a może jednak?
Antharas: Jakoś się nie zapowiada, żeby twoi kumple się zjawili. Proponuje się jak najszybciej zmyć z pustyni bo raz ktoś może tu przyjechać z turystów odwiedzających te miejsca, dwa miejscowi mogą się tez pojawić, a na Ciebie mogą zareagować w inny sposób niż ja. Hmmm... dałbyś radę na nich wzlecieć trzymając kogoś i utrzymać ten lot na... około 140 tysięcy kilometrów?- wskazał głową na skrzydła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 9:47 pm

NPC Storyline - Shinsen

Smok wysłuchał dokładnie swego rozmówcy, tym razem jednak nic mu najzwyczajniej w świecie nie odpowiadając. Przytaknął jedynie łbem, spoglądając na niego i zastanawiając się jak to mogło wyglądać. Podczas gdy ktoś go pchnął lub poważnie ranił, zmieniał postać? Wpadał ten "Jack" i robił większy raban niż został dokonany do tej pory?
Zapadła chwila ciszy, a więc smok znów zaczął obserwować horyzont, po prostu badając wzrokowo okolicę oraz sprawdzając czy nikt się do nich nie zbliża. Jakoś nie miał ochoty napotkać jakiegoś jeszcze reprezentanta tej planety. Smok westchnął cicho, zaczynając po prostu w głębi siebie tęsknić za domem. Kto wie ile mu tu przyjdzie spędzić? Nie miał przecież takiego doświadczenia, a jak temu łowcy się odwidzi... w tym właśnie momencie łowca się odezwał, wpadając na dość ciekawy pomysł. Smok spojrzał na niego zaciekawiony i wsłuchał się w jego słowa. Najpierw padły wyjaśnienia, że ktoś się tu może pojawić. I ten ktoś może nie odebrać smoczej obecności zbyt pozytywnie. Czarnołuski przytaknął mu tylko i słuchał dalej. Łowca wspomniał na początku o skrzydłach, o tym czy dałby radę wziąć bagaż i wzbić się wysoko w powietrze. Pha! Bez problemu! Smoki posiadały atrybuty znacznie lepsze od większości istniejących ras, a on nie był wyjątkiem - nawet pomimo skromnego wyglądu, względem swych pobratymców. Niemniej jednak...
/Sto czterdzieści... tysięcy...?/
Zapytał sam siebie w myślach, spoglądając na Antharasa z dość zażenowaną miną. Tak, smoki potrafiły latać, bardzo szybko, będąc prawdziwymi i jedynymi naturalnymi władcami nieba... gdy były trochę starsze i bardziej doświadczone niż on... Smok rozłożył powoli swe skrzydła, na maksymalną szerokość - przez co optycznie zaczął nawet wydawać się ciut większy niż był. Westchnął następnie, wbijając swój wzrok w ziemię i rozmyślając nad tym co powiedział do niego jego rozmówca.
-W normalnych warunkach, zakończy się to moją śmiercią spowodowaną wycieńczeniem, pełnym wyczerpaniem organizmu. Bardziej doświadczone osobniki dadzą sobie z tym radę, jednak ja jestem tylko adeptem...
Odparł mu, podnosząc powoli wzrok do góry. Mówił spokojnie, naturalnym głosem - jak wcześniej, może ciut wolniej. W jego głosie nie było jednak zażenowania tudzież przerażenia. Widać nie należał do strachliwych, co zaraz oświadczył.
-Mogę jednak przygotować rytuał, który odpowiednio wzmocni me mięśnie, pozwalając mi dotrzeć tam w przeciągu kilku godzin - przy pomyślnych wiatrach... i przy okazji przeżyć. Będę jednak potrzebował długiego odpoczynku, nim powrócę do pełnej sprawności.
Wyjaśnił. Problemem jednak nie było dotarcie tam. Dla Shinsena, problemem było zaufanie do łowcy. Po co chciał go tam zabrać? Jaką miał mieć w ogóle pewność, że nie wykorzysta jego słabości lub po prostu go nie porzuci po zakończeniu "transportu"? Podzielił się z nim żywnością... jednak metody przekonywania do siebie nieznajomych były znane również Shinsenowi. Gad przekrzywił lekko łeb na bok, spoglądając na Antharasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 10:07 pm

O tak, Jack potrafił zrobić całkiem niezły raban, kiedy ciało które uważał za swoje było w niebezpieczeństwie. Potrafił urządzić istną krwawą łaźnie i wybić całą siedzibę mafii co do nogi. Oczywiście potem ładnie ich wieszając obdartych ze skóry, mniej więcej tak jak wiesza się pranie - na sznurku i za nogi.
Smok znowu na moment odpłynął w swoich rozmyślaniach, a potem cicho westchnął mniej więcej jak osoba, która wpadła w spore kłopoty. Znaczy tak to wyglądało z perspektywy łowcy, bo być mogło inaczej. Przynajmniej rozumiał dlaczego warto się stąd zmyć, chociażby dlatego że raz smoka dorwą, łowcę też pewnie i będzie dym z tego.
Odległość jaką podał chyba wprawiła smoka w niezbyt... przyjazny nastrój jakby zapowiadał się hardy trening do zerwania mięśni. No a potem rozłożył skrzydła, które były duże jednym słowem. Na pewno większe niż pewnego nietoperza, którego rozpiętość sięga 17 metrów. Jedne takie skrzydła nietoperka Antharas miał nad kominkiem, bo ładnie pasowały nad głową jelenia z bujnym porożem.
W sumie łowcy byłoby szkoda zatyrać smoka jak jakieś zwierze na polu, więc ta możliwość odpada. Pokiwał jednak głową, że zrozumiał przekaz. No a potem nadeszła wiadomość o rytuale, który by potrwał dosyć długo pewnie. Niby wtedy smok byłby odsłonięty i miałby łowca okazję skrócić go o głowę. Ale po co? Przecież jak go skróci teraz o głowę to nie dość, że więcej gadzin się może zlecieć chcąc pomścić towarzysza, a poza tym przepadnie okazja na zgarnięcie jakiegoś kompana albo znajomego z innej galaktyki. Taką okazję tylko idiota taki jak Jack by przepuścił, jednak teraz nie był u steru. Na szczęście.
Antharas: Hmmm to wiesz co? Możesz się przygotować do tego, a ja bym w tym czasie odstawił Jeepa do miasta, w końcu jest pożyczony a jak zostawię go pośrodku pustyni to będę musiał go im odkupić. Znaczy wiesz jest też opcja, żebym spróbował Cię jakoś przeszmuglować na lotnisko, bo tam stoi mój prywatny samolot którym tu przyleciałem. Nie jest duży, ale pewnie się zmieścisz a lot pierwsza klasa. - zasugerował, gdyż coś czuł w kościach, że podczas lotu może być A) niekomfortowo B) cholernie zimno C) można mieć na wysokim pułapie problem z oddychaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 10:37 pm

NPC Storyline - Shinsen

-Przeszmuglować? Nie jestem towarem. Po za tym, w miejscu lądowania zapewne też musiałbym jakoś się wydostać. Można mnie czymś zakryć, niemniej jednak zwykły płaszcz nie schowa skrzydeł czy ogona. Przerabiałem to już.
Odparł, nie irytując się za bardzo, niemniej jednak pouczając, że nie był rzeczą by można go było gdzieś "szmuglować". Po za tym, jakoś nie miał ochoty bawić się w przekradanie. Jeśli lądowiska były tak strzeżone - lub chociaż w połowie - jak na jego świecie, to na prawdę nie ciężko będzie go wypatrzyć. A obstawiał, że jeśli ten świat miał takich ludzi jak łowca, to zapewne miał też całe organizacje wyspecjalizowane w ściganiu tego co wypisuje się z kanonów normalności. Ostatnie czego było im trzeba to uciekanie przed jakimiś tutejszym władzami. Oj nie, Shinsen nie pozwoli na sobie eksperymentować... a to zazwyczaj słabsi czynili na silniejszych, gdy ich już pojmali.
-Daj mi godzinę.
Skomentował, by następnie złożyć swe skrzydła, a następnie odwrócić się i ruszyć powolnym krokiem w kierunku piasku, jakieś piętnaście metrów od drogi. Smok zatrzymał się na piasku, tak by mieć przynajmniej po dziesięć metrów czystej przestrzeni z każdej strony. Gad rozejrzał się jeszcze na przez chwilę, upewniając, że ma miejsce.
Smok znieruchomiał na chwilę, wyciągając ręce bardzo powoli przed siebie, a następnie składając je i łącząc obie dłonie na znak przypominający modlitwę lub jak ktoś ogląda ziemskie anime - to jakąś technikę z wykorzystaniem mocy. Ogon w tym czasie znieruchomiał, a następnym ruchem było powolne, wręcz mozolne rozłożenie skrzydeł. Nic nie działo się do momentu, aż skrzydła w pełni się rozłożyły. Wtedy to smok powoli opuścił swój łeb, zamykając przy okazji ślepia i wyraźnie skupiając się na czymś. Chwilę później się zaczęło. Na ziemi, dookoła smoka - utworzył się sporych rozmiarów okrąg o niebieskim odcieniu, niemalże identycznym z kolorem oczu gada. Krąg powoli zaczął świecić coraz jaśniej, a następnie z jego brzegów zaczęły powoli wypływać linie, które falistymi ruchami skierowały się ku łapom gada, tworząc na ziemi coś co wyglądało niczym żyły. Gdy tylko energia dotknęła smoczych łap, efekt zaczął być widoczny na skrzydłach. Od spodu, po skrzydłach zaczęły ciągnąć się niebieskie linie, zmieniając co jakiś czas kierunek i tworząc coś co wyglądało początkowo jak jakaś mapa rzek... jednak szybko można było zorientować się, że energia przepływała przez żyły i tętnice znajdujące się w skrzydłach. Te natomiast zaczynały być widoczne przez skórę, bo zaczynały po prostu świecić. Efekt chwilę trwał, a samo rozejście się energii po skrzydłach smoka trwało dobre piętnaście minut. W tym czasie gad ani drgnął, jakby każdy wstrząs mógł przeszkodzić wykorzystaniu przez niego mocy. W końcu, skrzydła całkowicie pokryły się niebieską energią, a smok stał tak nieruchomy przez kolejne pięć minut, by potem rozłączyć swe dłonie, a następnie zacisnąć je w pięści i powoli opuścić wzdłuż ciała. Kolejnym co zaczęło się dział, był płomień o niebieskim kolorze, który wystrzelił z ziemi i otoczył cały okrąg, wyłaniając się z każdej "żyły" znajdującej się na ziemi. Ogień sięgał również smoka, jednak wydawał się nic mu nie robić, a podmuchy wiatru nie miały na niego najmniejszego wpływu. Smok stał tak przez kolejne dziesięć minut, nie ruszając się z miejsca, jedynie oddychając - co świadczyło o tym, że jeszcze żył. Końcówka okazała się jednak najciekawsza... cała energia - łącznie z "ogniem" została nagle wciągnięta w ciało smoka, zaznaczając każdą pojedynczą żyłę na jego ciele - dosłownie na piętnaście sekund, niemniej jednak widok mógł zapierać dech w piersi.
Efekt zniknął nagle, a smok otworzył swe ślepia i uniósł łeb do góry, czekając na reakcję łowcy - jeśli ten oczywiście jeszcze tu był lub jeśli zdążył tu wrócić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Pon Cze 16, 2014 11:16 pm

Antharas: Rozumiem aluzję i faktycznie Londyńskie lotnisko jest w miarę dobrze strzeżone. Chociaż... a nie ważne.
Raczej nie chciał go tym obrazić bo w sumie szmugluje się nie tylko towar, ale też ludzi chociaż ich się bardziej przerzuca. Przekradanie z gadem mogłoby być łatwe, gdyby był mniejszy i gdyby nie miał skrzydeł. To wtedy po prostu ubrałoby się go w jakiś płaszcz i voila mamy szarego mieszkańca Londynu w sztormiaku. Łapówka na lotnisku też nie za bardzo wchodziła w grę bo ostatnio już dał jedną, a nie należy nadużywać zaufania sojuszników z lotnisk. Na pewno byli też na świecie inni łowcy i na pewno była też organizacja zajmująca się łapaniem nienormalnych rzeczy. Musiała być skoro istniały smoki i magia, a rząd pewnie to zwyczajnie ukrywał. Ale w końcu każda prawda wychodzi na jaw, więc ludzie i tak i tak będą się musieli z tą wiedzą zmierzyć.
Antharas: Tylko nie rozrabiaj za bardzo - powiedział, zamykając bagażnik i siadając na fotelu kierowcy. Silnik zarżał i na chwilę uchyliło się okienko - będę za jakieś 50 minut pewnie - a potem jak się okazało samochód mimo swojej brzydoty był bardzo zwrotny. Pojechał do przodu, wykonał ostry zakręt i pojechał w kierunku miasta kurząc za sobą. Łowca trochę żałował, że jedzie teraz i nie zobaczy całego hokus pokus od początku, chociaż miał wrażenie że może jeszcze kiedyś to zobaczyć. W każdym razie pędził teraz niczym rajdowiec w stronę miasta. Opłaciły się lekcje z brytyjskiego defence driving i z opanowaniem takiego samochodu nie miał problemu. W końcu dojechał do miasta, a potem do wypożyczalni z której pożyczył auto. Zaparkował go na miejscu i sięgnął po płaszcz i kapelusz, które potem nałożył. Wysiadł i wyciągnął jeszcze resztę rzeczy, które były jego. Cała trasa zajęła mu tak z 10 minut, bo daleko nie pojechał zanim się zatrzymał. Podszedł do niego arab, który mu samochód wynajął. Rozliczył się z nim, wcisnął mu pieniądze za benzynę, bo w końcu przed oddaniem trzeba go zatankować a na to nie miał czasu. Oddał kluczyki, a dowód był w schowku. Następnie zaczął biec w stronę pustyni. Lodówka na szczęście z zapasem była wliczona w koszta wynajmu auta. Czas go gonił, a sam biegł dosyć szybko po pustyni, od czasu do czasu biegnąc po łuku aby ominąć pełzające węże czy inne stworzenia potencjalnie groźne.
W sumie to dotarł na sam koniec ceremonii, kiedy nastąpił moment z płomyczkami wpadającymi w ciało smoka. Chwilę stał kontemplując to co się przed jego oczyma dzieje. Piękny niebieski płomień, który nagle zniknął i na ciele smoka były przez chwilę widoczne jakby wszystkie żyły. Po chwili efekt zanikł, a łowca gdyby nie miał maski to smok pewnie dostrzegłby że zbiera szczękę z piasku.
Antharas: No to wróciłem - powiedział poprawiając kapelusz, a potem pasek z przytwierdzoną kataną. Przyszło mu do głowy, że o czymś zapomniał, otóż jak mają lecieć to pewnie będzie zimno, a miał na sobie w miarę przewiewne ubrania do podróży po pustyni. Otarł przepocone czoło po biegu, ale wpadł na pewien pomysł.
Antharas (w głowie): Jack bądź tak dobry i jak wzlecimy daj mi trochę futra.
Jack (w głowie): Chyba nie lałeś, że Ci teraz pomogę...? Czekaj... będziemy fruwać? Jak ptak? Jak kanarek?
Antharas (w głowie): Tak i zapewne też chciałbyś to poczuć, dlatego potrzebna mi twoja współpraca ten jeden raz. Nie wypuszczę Cię całkowicie, ale dam Ci obserwować. Zgoda?
Jack (w głowie): Dobra, ale dorzuć to, że jak wrócimy mogę zarżnąć sobie parę dziwek... a żebyś nie narzekał to zarżnę te pracujące do mafii.
Antharas pokiwał głową, chyba sam do siebie bo przez moment mógł się wydawać zamyślony albo pogrążony w jakiejś wielkiej zadumie. W końcu spojrzał na smoka.
Antharas: Too gotowy?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Wto Cze 17, 2014 12:40 pm

NPC Storyline - Shinsen

Przebiec tyle kilometrów? Ten człowiek widać potrafi coś więcej, niż tylko potknąć się i zabić. Być może więc byłby dobrym przeciwnikiem dla młodego smoka. Być może kiedyś dane będzie im to sprawdzić. Smok skinął jedynie łbem, składając oraz rozkładając swe skrzydła po kilka razy. Rozgrzewając swoje mięśnie, smok obserwował bacznie tego kogo miał zaraz zacząć transportować, w międzyczasie zastanawiając się jak mu będzie najwygodniej. Biorąc pod uwagę wygląd mężczyzny oraz cały sprzęt który przy sobie miał, mógł ważyć trochę... lub w ogóle nie ważyć (dla smoka). Co prawda miał przy sobie trochę sprzętu, jednak to nie powinno być problemem.
-Zawsze. Jednak zapewne ty, jako istota krocząca jedynie po ziemi, możesz mieć problemy zarówno z temperaturą jak i oddychaniem. Będę starał się lecieć z wiatrem by zaoszczędzić siły, jednak będzie to wymagało wzniesienia się na znaczną wysokość. Zwłaszcza, jeśli mam unikać wykrycia.
Odparł mu, kontynuując w międzyczasie rozkładanie i składanie skrzydeł. Następnie machnął nimi kilka razy, powodując kilka huków, jednak samemu nawet nie odrywając się od ziemi. Ogon gada zadrżał lekko, stabilizując jego postawę, a on sam rozejrzał się jeszcze raz po okolicy i warknął cicho. Nie były to żadne słowa, po prostu najzwyklejszy w świecie warkot.
-Musisz informować mnie z wyprzedzeniem o kierunku w którym mam się udać. Do tego nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów, oddychaj płytko i powoli. Jeśli przyjdzie mi wykonać unik, po prostu ciebie puszczę, a następnie złapię przed upadkiem na ziemię. Jeśli masz jakiekolwiek pytania, najlepiej byś zadał je teraz. Rozmowa podczas lotu może być dla ciebie nieprzyjemna, a ja nie jestem telepatą.
Wyjaśnił dodatkowo, składając po tych słowach swe skrzydła i rozgrzewając lekko mięśnie karku. Następnie spojrzał w niebo, koncentrując swój wzrok na chmurach - zarówno tych znajdujących się blisko, jak i tych które znajdowały się wiele dalej. Gad musiał wiedzieć w jakich warunkach przyjdzie im lecieć, czy nie napotkają burzy lub innych przeszkód. Lot w burzy jest jednym z najgorszych przeżyć jakie można mieć - zwłaszcza dla młodego lotnika. Shinsen wiedział to z autopsji, gdy jeden z treningów dotyczył właśnie owego lotu. Na własnym ciele doświadczył tych nieprzyjemnych warunków, a nawet elektryczności która przebiła się przez niego... i każdego innego młodzika. Gdyby nie magia którą chronił ich mistrz, kto wie czy dzisiaj w ogóle doszłoby do tego spotkania. Niemniej jednak strażnik musi być gotowy na wszystko, a młodzik doskonale o tym wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Wto Cze 17, 2014 4:41 pm

Co nie znaczy, że łowca się tym nie zmęczył. Fakt twardy był i na rozgrzewkę biegało się rano po 6 kilometrów, ale taka odległość w takiej temperaturze też męczyła. Zwłaszcza jak dochodzi czynnik jakim jest bieg po nierównym terenie.
Antharas: Z temperaturą mogą być mniejsze, bo chyba dam radę zapuścić trochę futra na tą okazję. Gorzej właśnie z oddychaniem, ale tutaj chyba jakoś da się to obejść. Możesz zawsze lecieć trochę nad lustrem wody, bo tam radar też nie powinien wykrywać jednostek latających, z drugiej strony może to być dla Ciebie niekomfortowe i może Cię to za bardzo osłabić. Przeboleję leć normalnie, tylko tak, żebym mógł oddech łapać.
Łowca zbierał myśli na temat ich położenia geograficznego, czyli wyliczał w którym kierunku powinni lecieć, żeby trafić do Londynu. Wziął pod uwagę to jak biegł oraz skąd leciał samolot, którym dostał się do Ameryki. W końcu udało mu się wyznaczyć kierunek i wskazał go. Wiele razy podróżował sam i znał sposób wyznaczania drogi do Londynu. W końcu 300 lat praktyki czegoś uczy i to chyba będzie niezły rollercoaster jak to mówią Amerykanie. Zwłaszcza jak go puści i będzie łapał w razie czego, no a w głowie miał małpi gaj bo oczywiście Jack nie umiał usiedzieć na dupie z podniecenia, że będzie latał.
Antharas: Jak długo to może potrwać? - zapytał oczywiście o długość lotu - oraz jak mam Ci sygnalizować w którą stronę lecieć? Mam się lekko szarpnąć w prawo jeśli masz lecieć w prawo na przykład?
Warto było takie rzeczy ustalić na wypadek zboczenia z kursu. Na szczęście łowca miał też GPS w komórce więc w razie czego jakoś się odnajdą i znajdą właściwy kierunek. Jednakże nie ufał w pełni maszynom, które mogą się w końcu popsuć albo źle działać. Co gorsza mógł trafić w miejsce gdzie nie ma internetu i co wtedy? Na wszelki wypadek wyciągnął komórkę i sprawdził czy ma łącze. O dziwo na tym zadupiu nadal był przekazywany drogą radiową więc był. Wklepał w mapie ich lokalizację i Londyn. Z grubsza według tego co tam było to pokazał dobry kierunek, więc mógł być spokojny o to że nie zabłądzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1324
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   Wto Cze 17, 2014 7:29 pm

NPC Storyline - Shinsen

Smok spojrzał na mężczyznę, rozmyślając nad jego słowami. Istoty naziemne nie były przystosowane do lotów, futro nic mu nie da. Nie na tak dużą odległość. Niemniej jednak skoro nie mieli innego wyboru, obaj będą musieli jakoś sobie dać radę. Łowca skupi się na przeżyciu, a on na bezpiecznym przetransportowaniu ich z tego punktu do miejsca które wskaże mu ten człowiek.
-Lot nad taflą wody będzie powodował duży opór powietrza, jednak powinienem dać sobie radę. Ostatecznie... będziemy wodować.
Odparł, a następnie ruszył przed siebie, w kierunku swojego rozmówcy. Nie było na co czekać, więc pozostało im ruszyć W międzyczasie gdy smok do niego podchodził, rozmówca zadał kolejne pytania o szczegóły kontrolowania jego lotu. Tymczasem gad minął go, a następnie zwrócił i ustawił się centralnie za człowiekiem.
-Dwanaście godzin. Wzmocniłem me ciało by wytrzymać długość trasy, nie przyśpieszyć lot.
Odparł na pierwsze pytanie, a następnie wyciągnął ręce przed siebie i przełożył je pod rękoma mężczyzny, łapiąc go pod ramionami, a następnie uginając własne łokcie i blokując go w ten sposób. Nadal był w stanie klepnąć smoka w rękę, gdyby coś od niego chciał, niemniej jednak uwolnienie się mogło być kłopotliwe. Bez problemu dało się wyczuć, że siła Shinsena dalece przekraczała zdolności człowieka, nawet jeśli gadzina nie wyglądała na takową. Czarnołuski rozłożył swe skrzydła na pełną szerokość, szykując się do lotu. Tymczasem żyły smoka znów pokryły się niebieską energią, dało się to zauważyć doskonale na jego rękach, jak pod łuskami świeciły od przepływającej przez nie energii. Nie było to jednak bardzo jasne światło, tak więc prawdopodobieństwo wykrycia w ten sposób było po prostu małe.
-Klepnij mnie w rękę zależnie od strony w którą mam skręcić, a potem wskaż dłonią dokładniejszy kierunek. Nic nie mów, bo i tak będziesz miał wystarczające problemy z oddychaniem. I jeszcze jedno... tak długo jak widzisz energię przepływającą przez moje ciało, tak długo możesz czuć się bezpiecznie. Potem będziemy polegać na ograniczeniu mojego ciała. Mam nadzieję być już wtedy nad lądem.
Wyjaśnił na koniec, a następnie dał mu jeszcze kilka sekund na zrozumienie tego na co się pakował oraz ostatnie przygotowanie mentalne przed lotem. Następnie, smok ugiął lekko kolana, pochylając się - by zaraz za pomocą jednego machnięcia - wbić się w powietrze, ciągnąć łowcę do góry. Gadzina wystrzeliła w górę niczym pocisk, wbijając się coraz wyżej i wyżej, a wraz ze wzrostem wysokości. Gad wzbijał się coraz wyżej i wyżej, mierząc po prostu w chmury. Samo wznoszenie nie trwało długo, bo już po około dwóch minutach wbili się w chmury na wysokości około tysiąca metrów nad ziemią, by zaraz przebić się przez nie i ruszyć tuż nad nimi. Shinsen miał swój plan co do przemieszczania się we wskazanym kierunku. Gdy tylko został poinformowany gdzie ma lecieć, ruszył tam natychmiast. Plan był prosty - będąc nad ziemią, lecą nad chmurami - a będąc nad wodą, mogą lecieć nisko.
Początek lotu mógł być nawet przyjemny. Prędkość na pewno była spora, co Antharas mógł poczuć chociażby po ilości powietrza które uderzało w jego twarz, jak również zaobserwować szybkość z jaką przemieszczali się nad chmurami. Na spokojnie mógł powiedzieć, że pędzili kilkaset kilometrów na godzinę, a smok nawet nie uderzał skrzydłami - po prostu lecąc z poziomym ułożeniem ciała, zatrzymał skrzydła nieruchomo w powietrzu i dał się nieść zarówno powietrzu jak i własnej energii - oszczędzając dzięki temu na energii fizycznej, którą zaoszczędzić chciał na końcowy etap lotu.
Lot był na prawdę spokojny. Smok w żaden sposób nie szarpał lotu, nie powodował żadnych "turbulencji" ani innych wstrząsów. Co jakiś czas zmieniał jedynie lekko kierunek swego lotu, wyłapując fale powietrza i dzięki temu momentami przyśpieszając lub zwalniając - gdy owa fala się kończyła lub zmieniała kierunek. Czasami odbijał lekko w lewo lub prawo, by samemu uniknąć zderzenia z ową falą. Tak oto minęła pierwsza godzina ich wspólnej podróży - kiedy to przemierzali przestworza nad lądem.
W końcu przecięli linię brzegu i znaleźli się nad oceanem. Przez około jeszcze sto kilometrów, smok kontynuował lot nad chmurami, chcąc uniknąć kontaktu z jakimiś jednostkami wodnymi lub kimś kto dostrzegł by ich z brzegu. W pewny momencie, gdy na horyzoncie dostrzegł samolot pasażerki, zniżył po prostu lot i wbił się w chmury, przelatując dosłownie w niej, co dla mężczyzny mogło by bardzo nie miłe, gdyż oddychać się praktycznie nie dało. A jeśli Antharas zadarł głowę do góry, mógł ujrzeć, że smok po prostu nie oddychał, lecąc na całkowitym bezdechu. Widać był w stanie wytrzymać bez powietrza. Lot ten nie trwał jednak długo, gdyż gad zaraz wyleciał z chmury, opadając coraz niżej. Tak oto minęły trzy godziny lotu.
Na horyzoncie powoli zaczynało się ściemniać, a gad zniżył lot do jakiś piętnastu metrów nad poziomem wody. W tym momencie, łowca dojrzeć mógł, że energia na jego ciele stała się ciemniejsza niż była na początku. Nie aż tak znacząco, jednak efekt był widoczny gołym okiem - zapasy energii smoka zaczynały się kurczyć, przynajmniej tej magicznej. Lot tymczasem trwał dalej...
Po kolejnych kilku godzinach lotu w ciszy, zapadł całkowity zmrok. Energia na ciele gada była już widoczna tylko z bliska, po dokładnym przyjrzeniu się jego łuskom. Niemniej jednak lądu dalej nie było widać. Tymczasem musiało wydarzyć się coś, co by ten lot uprzyjemniło, inaczej by się nie liczyło, prawda? Smok wydał z siebie głośny warkot, który w skrócie dało się łatwo przetłumaczyć na ludzki język. Na pewno oznaczało to "cholera jasna!". Dało się to po prostu wyczuć w intonacji oraz głośności warkotu. Antharas początkowo nie mógł niczego zauważyć, dopiero po kilku minutach dane mu było dojrzeć to, co widział smok. Wtedy też ten odezwał się.
-Burza... Nic nie mów i oszczędzaj tlen póki go masz. Nie ominę jej, bo jest za wielka. Nie dam rady dolecieć w ten sposób do lądu... muszę... po prostu trzymaj się mnie najmocniej jak możesz.
Rzucił, by następnie podrzucić go na rękach lekko do góry, a następnie puścić prawą ręką i wsunąć lewą przez korpus, nadal pod pachą - aż złapał go pazurami za materiał na prawym ramieniu. W tym czasie, prawą rękę, smok wyciągnął przed siebie. Łowca mógł obserwować, jak gad najpierw trzyma otwartą dłoń, a następnie zaczyna ustawić dłoń w dziwne pozycje, pokazując nią różne znaki, by zaraz całą ręką zakreślić coś w powietrzu przed sobą. W miarę tego jak kreślił, przed nimi zaczął pojawiać się niebieski, energetyczny nieznany znak, wyraźnie nie mający nic wspólnego z ziemią. Na pewno jednak była to jedna z magicznych smoczych sztuczek, jak wcześniej. Gdy skończył, krzyknął jedynie do łowcy proste, krótkie zdanie.
-Głęboki wdech!
By zaraz dłoń gada niemiło plasnęła w twarz mężczyzny, zasłaniając ją prawie całkowicie, głównie usta i nos. Jedyne co mógł dostrzec, było tym widocznym przez dziury między palcami smoka. Przez te oto szpary, Antharas dostrzec mógł, jak zaczyna ich otaczać niebieska energia, formująca się w tunel. Skrzydła smoka ustawiły się w strzałę, a chwilę potem... świat rozmazał się całkowicie, kiedy to nagle przyśpieszyli dramatycznie - przebijając się przez burzę z prędkością wydającą się prędkością dźwięku. Normalnie powinno ich rozerwać, a przynajmniej człowieka, jednak smocza magia zadbała i ich bezpieczeństwo. Cały lot w tym stanie, trwał dosłownie kilkadziesiąt sekund, a jedyne co dało się zauważyć - to niebieska energia tańcząca dookoła i tworząca im swoisty tunel - kiedy tak przebijali się przez przestrzeń powietrzną.
Gdy wyszli z owego magicznego wiru, Antharas zapewne potrzebował chwili dla siebie by jego zmysły wróciły do normalności. Smok zabrał swą dłoń i złapał nią również swego pasażera, podobnie jak lewą. Kiedy mężczyźnie powróciły zmysły, dostrzec mógł - że znajdują się teraz nad lądem... a po flagach rozmieszczonych w kilku miejscach - łatwo mógł domyślić się, że są nigdzie indziej - jak w Anglii. Dotarli, po wielu godzinach lotu. Jednak wraz z tym jak do łowcy docierały coraz to nowsze informacje, usłyszeć mógł on coś jeszcze. Trzepot skrzydeł, gwałtowny, dynamiczny i bardzo niemiarowy. Spoglądając na ręce smoka, nie mógł już zauważyć najmniejszych oznak energii która przepływała wcześniej przez jego ciało, a po chwycie smoka wyczuć mógł, że bestyjka poważnie osłabła. Nadal trzymał pułap, nadal trzymał też swojego pasażera - jednak bardziej to jego pazury trzymały jego ubranie, a Antharas po prostu wisiał mu na przedramionach. Gadzina była najwyraźniej wykończona.
Gdy po raz ostatni mężczyzna skorygował smokowi kierunek, ten bardzo niestabilnie zmienił go, prawie tracąc kontrolę nad własny lotem. Shinsen zaczął dyszeć ciężko, a każde uderzenie skrzydeł wydawało się przychodzić mu z wielkim trudem. W końcu w oddali dało się dostrzec rezydencję mężczyzny, a młody smok skierował się ku niej, obniżając powoli lot... jednak nie wyhamowując... Wejście zaczęło zbliżać się niemiłosiernie szybko, a samiec nie hamował - dalej pędził - co prawda znacznie wolniej niż wcześniej, jednak prędkość była nadal za duża by wylądował - przynajmniej z balastem. Gdy znaleźli się już blisko ziemi, Antharas poczuć mógł - oraz zobaczyć jeśli spojrzał w górę - że smok wydawał się być prawie nieprzytomnym. A istota w takim stanie działała niedokładnie, a przede wszystkim według wyuczonych schematów. I widać jednym z takich schematów była ochrona pasażera którego się transportowało. Smok wiedząc, że nie ma siły wyhamować, po prostu złożył najzwyczajniej w świecie swe skrzydła, zapominając całkowicie o tym, że transportuje istotę organiczną. Złapał więc mężczyznę resztką sił, a następnie obrócił się na grzbiet i zamienił ich miejscami, by zaraz zacisnąć kły i najzwyczajniej w świecie przygotować się na uderzenie... które nadeszło bardzo niemiłosiernie.
Choć ciało smoka zamortyzowało upadek, Antharas poczuć mógł siłę z jaką rąbnęli o ziemię. Z człowieka zapewne została by mokra plama, niemniej jednak smok był w stanie wytrzymać taką siłę i po prostu to zrobił. Po uderzeniu, przejechał grzbietem po betonie przez kilkanaście metrów, by ostatecznie wyhamować zaraz, a następnie puścić swego pasażera.
Dalej nie wyglądało to już zbyt miło. Gdy Antharas podniósł się na nogi i skierował wzrok ku swemu nowemu znajomemu, ujrzeć mógł gada który wydawał się wyglądać tak, jakby zaraz miał wyzionąć ducha. Dyszał ciężko, a ślepia miał jedynie lekko rozchylone. Klatka piersiowa pracowała szybko, unosząc się bardzo wysoko, a sam gad nie miał wyraźnie siły ani ochoty ruszać się z ziemi. Po prostu leżał na betonie, wyraźnie się powoli wyłączając. Wbrew jednak temu co mógł sądzić, nigdzie nie było śladu krwi. Pomimo takiego zarycia o ziemię, smok wydawał się być cały i zdrowy - przynajmniej z zewnątrz. Po za tym, że wyglądał niczym ludzki maratończyk który przebiegł stokrotność normalnej długości owego maratonu... [zt obaj]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sonoran Desert   

Powrót do góry Go down
 
Sonoran Desert
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie-
Skocz do: